Przed Wielkanocą nie ma co liczyć na wyraźnie tańszą czekoladę. Choć ceny kakao od zeszłorocznych rekordów mocno spadły, to w każdej tabliczce wciąż ukryty jest jeszcze jeden ważny składnik kosztów, czyli ropa. Nie trafia ona do środka produktu, ale odpowiada za opakowanie, transport, logistykę i część kosztów całego łańcucha dostaw. W praktyce można powiedzieć, że nawet około 1/4 ceny tabliczki czekolady jest dziś powiązana z rynkiem ropy. Dlatego tegoroczna Wielkanoc znów upłynie pod znakiem drogiej czekolady. A tabliczki po 10 zł mogą zostać z nami na dłużej.
Kakao należy do tych surowców, które w ostatnim czasie staniały najmocniej na światowych rynkach. Od majowego szczytu w 2025 roku, gdy kosztowało ponad 11 tys. dolarów za tonę, cena spadła do około 3100 dolarów, czyli o ponad 70 proc. Te spadki nie przekładają się jednak na ceny czekolady w sklepach. Według danych GUS cena czekolady w lutym rosła o 18,9 proc. r/r. Gdy wydawało się, że ceny czekolady mogą w końcu zacząć spadać, pojawił się konflikt na Bliskim Wschodzie. Na razie nie ma więc szans na to, by czekolada wyraźnie taniała.
Choć kakao wyraźnie staniało, stanowi ono tylko około 1/3 ceny mlecznej czekolady. Reszta to inne koszty, między innymi koszty pracy, które przecież nie spadają. Można też powiedzieć, że co najmniej 1/4 ceny czekolady to ropa naftowa, oczywiście nie bezpośrednio, ale przez silny wpływ na koszty produkcji i dostaw. Około 10 proc. ceny to opakowanie, a dalsze 15 do 20 proc. to logistyka, fracht i transport. Dotyczy to zarówno gotowego produktu, który musi dotrzeć do sklepu, jak i przewozu kakao oraz innych półproduktów.
W związku ze wzrostem cen ropy, a także wzrostem kosztów transportu morskiego i ubezpieczeń, ten element znów stał się istotnym źródłem presji kosztowej dla producentów czekolady. Do tego dochodzi niepewność. Wszystko wskazuje więc na to, że mimo silnego spadku cen kakao nie należy oczekiwać istotnych obniżek cen czekolady.
Spadki cen kakao są kontynuacją wielomiesięcznej korekty po rekordowych poziomach i coraz mocniej uderzają w eksporterów z Afryki Zachodniej. Tylko w środę 25 marca cena spadła o kolejne 3 proc. Na przecenę wpływa mocniejszy dolar oraz perspektywa bardzo dobrych zbiorów w Afryce Zachodniej. Plantatorzy z Wybrzeża Kości Słoniowej i Ghany sygnalizują, że regularne opady poprawiły rozwój owoców kakaowca, a Ghana, korzystając z dobrych zbiorów, obniżyła o 30 proc. ceny skupu kakaowca.
Na ceny wpływa dziś także słabszy popyt, bo konsumenci coraz wyraźniej ograniczają zakupy drogiej czekolady. Wysokie ceny zaczęły realnie uderzać w sprzedaż, szczególnie w Europie i Azji. Dane o przetwórstwie kakao na Starym Kontynencie są w ostatnim czasie najsłabsze od 2013 roku. Rynek odczytał to jednoznacznie. Konsumpcja hamuje, bo czekolada stała się produktem wyraźnie droższym.
Paradoksalnie jednak najtrwalszym skutkiem niedawnej fali wzrostów mogą okazać się nie same ceny, lecz zmiany receptur i to, że czekolada przestaje smakować tak jak kiedyś. Producenci już wcześniej reagowali zmniejszaniem gramatury tabliczek i ograniczaniem zawartości kakao. Dziś coraz częściej sięgają po tańsze substytuty, szczególnie w USA, gdzie regulacje są mniej restrykcyjne niż w Europie. Wiele osób narzeka, że czekolada nie smakuje już jak kiedyś. W Polsce obserwujemy także shrinkflację, czyli spadek wagi tabliczek. Wiele z nich nie ma już 100 gramów, ale 90 albo 75 gramów.
Jeszcze w styczniu wydawało się, że ten rok po silnych wzrostach z ubiegłego roku powinien przynieść spadek cen czekolady. Teraz taki scenariusz wydaje się jednak coraz mniej prawdopodobny. Droższa ropa i wzrost pozostałych kosztów związanych z produkcją czekolady ograniczają przestrzeń do obniżek. To oznacza, że jeśli dojdzie do spadku cen czekolady w tym roku, będzie on raczej symboliczny. Czekolady kosztujące około 10 zł najprawdopodobniej zostaną z nami na dłużej. Przed nami więc kolejna Wielkanoc z drogą czekoladą i z niewielką szansą na to, że po świętach ceny wyraźnie spadną.






