Poziom codziennego stresu w pracy spada. Polska w czołówce krajów z pozytywną zmianą

  • 7,5% pracowników odczuwa codziennie stres, w porównaniu z 15% w 2023 roku.
  • Częstotliwość stresu wpływa na to, czy pracownicy uważają go za przytłaczający czy mobilizujący.
  • Co trzeci Polak (32%) ocenia swój stres zawodowy jako mobilizujący, a 13% – jako przytłaczający.
  • 32% respondentów odczuwa krytykę z powodu korzystania z elastycznych form pracy.

Według raportu ADP Research „People at Work 2025”, poziom przewlekłego stresu zawodowego znacznie spadł w porównaniu z okresem pandemii.  W 2024 roku
7,5 proc. pracowników doświadczało stresu codziennie, podczas gdy jeszcze rok wcześniej – 15 proc. Na chroniczny stres stosunkowo często narzekają badane kobiety w Polsce.

Stres nasz codzienny, jednak coraz rzadszy

Jak definiujemy stres w miejscu pracy?

ADP Research wyróżnia dwa rodzaje stresu zawodowego:

  • Stres pozytywny (mobilizujący) rozumiany jako przypływ adrenaliny związany np. z napiętymi terminami, może zwiększać produktywność i prowadzić do nabycia nowych umiejętności.
  • Stres negatywny (przytłaczający), rozumiany jako szkodliwa presja, zazwyczaj skutkująca obniżeniem wydajności i pogorszeniem samopoczucia.

osteohelp osteopatia


Badanie częstotliwości występowania obu typów stresu pozwala na klasyfikację pracowników do trzech kategorii: dobrze funkcjonujących, ambiwalentnych lub przeciążonych. Osoby, które codziennie doświadczają stresu, znacznie częściej czują się przytłoczone, podczas gdy dobrze funkcjonujące częściej postrzegają presję w pracy jako mobilizującą, skutkującą większym zaangażowaniem, odpornością i niższą rotacją.

Pandemia COVID-19 była czasem, kiedy codzienny stres związany z pracą osiągał szczytowe wartości. W 2021 roku dotyczył on 19 proc. pracowników. Wskaźnik ten stabilnie spadał – osiągając 16 proc. w 2022 r., 15 proc. w 2023 r. i poniżej 8 proc.
w 2024 r.

Poziom codziennego stresu zawodowego różni się w zależności od regionu. W Japonii problem ten dotyczy ponad 14 proc. pracowników, w Tajlandii 12%, podczas gdy we Francji i Argentynie po 11 proc. Polska z 9 procent plasuje się w środku tabeli. Codzienny stres najrzadziej występuje w RPA i Chinach (3 procent).

Niemal w każdym kraju kobiety zgłaszają nieco wyższy poziom częstego stresu. W Polsce ta różnica jest szczególnie widoczna (12 procent wśród kobiet vs 7 procent wśród mężczyzn). Warto jednak odnotować, że w ostatnim roku stresowaliśmy się znacznie mniej – 9 procent wobec 17 procent w 2023 roku! Polska jest też krajem, w którym najmłodsi pracownicy (19-27 lat) stresują się najrzadziej (5 procent), w przeciwieństwie do pracowników powyżej 55 lat (12 procent).  Młodzi pracownicy są najbardziej zestresowani w Japonii (23 procent) i Tajlandii, a najstarsi – w Arabii Saudyjskiej (32 procent). Z kolei w Ameryce Północnej stres najczęściej dotyka pracowników w wieku od 27 do 39 lat (11 proc.).

Stres może przytłaczać lub rozwijać. To zależy, gdzie mieszkasz

– Istnieje silny związek między częstotliwością stresu a kwalifikowaniem go jako mobilizujący lub przytłaczający – mówi Mary Hayes, dyrektor ds. badań People & Performance w ADP Research.

– Ci, którzy codziennie odczuwają stres, są znacznie bardziej narażeni na poczucie przeciążenia. Wraz z rzadszym stresowaniem się spada odsetek pracowników odczuwających przeciążenie i rośnie tendencja do dobrego funkcjonowania ze stresem.

Blisko 32 proc. pracowników doświadczających stresu codziennie czuje się przeciążonych. Jedynie 7 proc. uważa, że w tych warunkach dobrze funkcjonują i doświadczają rozwoju. Z kolei wśród pracowników o niskim poziomie stresu (występującego najwyżej raz w tygodniu) 11 proc. czuje się przeciążonych, a 34 proc. uważa, że odnoszą sukcesy w pracy.

Prym pod tym względem wiedzie Ameryka Łacińska, gdzie 34% pracowników twierdzi, że rozwijają się w pracy, a jedynie 10 proc. czuje się przeciążonych. Na drugim biegunie znalazła się Europa ze wskaźnikiem 19 proc. przeciążenia. Najgorzej pod tym względem jest w Szwecji (24 proc.) i Czechach (23 proc.). Polska wyróżnia się na tym tle – tylko 13 procent pracowników czuje się przytłoczonych stresem, a co trzeci (32 proc.) kwalifikuje swój stres zawodowy jako mobilizujący! Podobnie wysoki wynik zanotowano jeszcze tylko w Hiszpanii (31 procent). Mimo to, w ciągu roku odsetek mobilizującego stresu w Polsce spadł o 6 punktów.

Najlepiej na stres zawodowy reagują Egipcjanie (41 procent uznaje go za mobilizujący) i Chińczycy (40 proc.). Korea Południowa notuje tu najniższy odsetek na poziomie 15 proc.

Poczucie bycia kontrolowanym i ocenianym wzmaga stres

Raport zagłębia się również w psychologiczne skutki odczuwania osądu w miejscu pracy. 32 proc. respondentów uważa, że są oceniani – dotyczy to szczególnie korzystania z pracy hybrydowej i zdalnej. Polacy jednak z wynikiem 41 proc. znaleźli się wysoko ponad średnią światową.

Odczuwana presja może zwiększyć negatywny poziom stresu, prowadząc do obniżania produktywności i ogólnej satysfakcji z pracy. Rzeczywiście, badani, którzy czują się krytykowani za korzystanie z elastycznych form pracy, ponad 3 razy rzadziej uważają, że praca przynosi im rozwój. Podobny związek istnieje między stresem a poczuciem bycia monitorowanym.

– Sam brak stresu w miejscu pracy nie gwarantuje, że pracownicy będą się rozwijać. W grę mogą wchodzić również inne czynniki, takie jak brak opartych na zaufaniu relacji ze współpracownikami lub liderami, a także poczucie ograniczonej wolności i elastyczności w miejscu pracy – mówi Nela Richardson, główna ekonomistka ADP. – To istotne dla pracodawców, ponieważ przytłoczeni i zestresowani pracownicy są na ogół mniej wydajni. Są też bardziej skłonni do szukania nowych możliwości zatrudnienia. I odwrotnie, pracownicy, którzy dobrze funkcjonują ze stresem, rzadziej poszukują nowego stanowiska.

Poczucie bycia krytykowanym przez szefów jest szczególnie częste w Indiach (67 proc.) Tajlandii (58 proc) i Singapurze (48 proc.). W tych samych krajach pracownicy są też przeświadczeni, że ich praca jest monitorowana (odpowiednio 65, 50, 47 procent). Europejscy pracownicy najrzadziej na świecie czują się kontrolowani (średnio 31 procent). To odczucie jeszcze rzadziej towarzyszy Polakom (29 proc.) i Szwedom (23 procent).

Metodologia raportów „People at Work 2025”

Raport „People at Work” opiera się na kompleksowym badaniu Global Workforce Survey przeprowadzonym przez zespół ADP Research. Badanie, prowadzone corocznie od 2015 roku, zostało zaprojektowane przez zespół analityków ADP Research tak, by przedstawiało rynek pracy z perspektywy samych pracowników. W ten sposób dostarcza informacji, które pozwalają modyfikować świat pracy dzięki lepszemu zrozumieniu nastrojów
i oczekiwań pracowników.

Bazując na danych ankietowych zebranych wśród niemal 38 tys. pracujących dorosłych na 34 rynkach z sześciu kontynentów, raport „People at Work 2025” przedstawia reprezentatywny obraz globalnej siły roboczej, umożliwiając porównywanie nastrojów pracowników panujących w różnych krajach i regionach. Respondenci pochodzą z różnych branż, mają różne wykształcenie, pracują stacjonarnie lub zdalnie oraz posiadają zróżnicowane kompetencje. Rekrutują się z organizacji każdej wielkości – od firm kilkuosobowych do korporacji, spośród pracowników wszystkich szczebli w firmowej hierarchii oraz indywidualnych przedsiębiorców.

Unikalną cechą serii raportów „People at Work 2025” jest szczegółowy pomiar nastrojów pracowników przy użyciu autorskiej metodologii opracowanej przez ADP Research. Oprócz charakterystyki demograficznej, respondenci klasyfikowani są ze względu na rodzaj wykonywanej pracy – opartej na wiedzy, kwalifikacjach lub cyklicznych powtarzalnych czynnościach – niezależnie od branży. Wgląd w dane „People at Work” w tak różnych wymiarach oferuje precyzyjny i szczegółowy obraz. Raporty łączą globalne trendy ze spostrzeżeniami na temat poszczególnych rynków, od sztucznej inteligencji i wpływu inflacji na posiadanie wielu źródeł zatrudnienia, po trendy płacowe i rozwój kariery.

Leasing vs zakup własny – optymalne strategie finansowania serwerów rack

Leasing czy zakup własny – przed tym dylematem staje coraz więcej firm planujących inwestycje w serwery rack. W dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości IT i przy zmiennych warunkach finansowych, wybór odpowiedniego modelu finansowania może przesądzić o skuteczności całej strategii technologicznej. Sprawdź, co naprawdę się opłaca w 2025 roku – i dlaczego jedno uniwersalne rozwiązanie po prostu nie istnieje.

Leasing czy zakup? Poznaj prawdziwy koszt serwera zanim wydasz pierwszą złotówkę

Decyzja o sposobie finansowania infrastruktury IT nie sprowadza się dziś wyłącznie do prostego równania: kupić albo wynająć. To znacznie bardziej złożona kalkulacja, w której kluczowe znaczenie ma całkowity koszt posiadania (TCO). Jeśli planujesz rozbudowę infrastruktury lub modernizację istniejących rozwiązań, nie możesz ograniczyć się do oceny tylko ceny zakupu z katalogu. Podstawowy model dostępny w sklepie Hardware Direct może zaczynać się od nieco ponad tysiąca złotych netto, ale wystarczy spojrzeć na nieco mocniejsze konfiguracje z myślą o AI, środowiskach wirtualnych czy bazach danych – i nagle kwoty szybują w okolice kilkunastu tysięcy. I to wciąż tylko sam sprzęt. Do tego dochodzą koszty energii, chłodzenia, wsparcia technicznego, licencjonowania oprogramowania czy przestrzeni rackowej. W leasingu część tych elementów bywa już uwzględniona w miesięcznej racie, co może znacznie ułatwiać planowanie budżetu – zwłaszcza jeśli działasz w środowisku z ograniczoną elastycznością finansową. Z kolei zakup własny otwiera możliwość amortyzacji i pełnej kontroli nad sprzętem, ale oznacza też spore jednorazowe obciążenie. Warto więc przeliczyć, ile naprawdę zapłacisz – nie za serwer jako przedmiot, ale za jego realną, codzienną wartość w działającym środowisku. To właśnie TCO – nie cena z faktury – powinno stanowić punkt odniesienia do dalszych decyzji.

CFO kontra CTO – jak pogodzić różne wizje finansowania infrastruktury IT?

Z jednej strony dział finansowy oczekuje stabilności budżetu i przewidywalnych kosztów, z drugiej – IT potrzebuje elastyczności i dostępu do najnowszych rozwiązań. Brzmi znajomo? To bardzo częsty konflikt interesów w firmach, które stają przed wyborem nowego modelu finansowania serwerów. Leasing z perspektywy CFO to często idealne rozwiązanie – regularne, z góry ustalone raty, brak konieczności angażowania dużych środków własnych, a do tego realne korzyści podatkowe, które poprawiają wynik finansowy firmy. Natomiast CTO może mieć zupełnie inne priorytety. Tu ważniejszy będzie dostęp do odpowiednio skonfigurowanego sprzętu, możliwość samodzielnej jego rozbudowy czy wykorzystania bardzo specyficznych podzespołów.

W leasingu te kwestie bywają ograniczone standardami narzucanymi przez dostawców. Rozwiązaniem może być leasing finansowy, który daje więcej swobody, albo zakup własny przez zaufanego dostawcę takiego jak Hardware – np. za pośrednictwem sklepu Hardwire Direct, gdzie możesz dokładnie dobrać sprzęt do realnych potrzeb, nie oglądając się na limity oferty leasingowej. To, co działa dla jednego działu, może być kłopotem dla drugiego. Dlatego warto, by obie strony spojrzały na temat nie przez pryzmat swoich celów, ale wspólnej strategii IT na kolejne lata.

Serwer, który się nie starzeje? Sprawdź, kiedy leasing minimalizuje ryzyko technologiczne

Nie da się ukryć – tempo, w jakim dziś zmienia się sprzęt IT, bywa naprawdę frustrujące. Szczególnie gdy inwestujesz duże pieniądze, a po dwóch latach okazuje się, że Twoje serwery nie nadążają już za nowymi wymaganiami. Jeśli działasz w branży, gdzie przetwarzanie danych, AI czy środowiska kontenerowe odgrywają kluczową rolę, leasing może okazać się skutecznym sposobem na uniknięcie technologicznego balastu. Dzięki niemu zyskujesz dostęp do nowoczesnego sprzętu bez konieczności jego zakupu, a po zakończeniu umowy możesz po prostu wymienić konfigurację na nowszą. To realna ochrona przed dezaktualizacją. Nie musisz martwić się o to, że za trzy lata Twoje inwestycje pójdą na złom – po prostu aktualizujesz sprzęt i działasz dalej.

Szczególnie opłacalne może to być w kontekście nowoczesnych rozwiązań dostępnych na hardwaredirect.pl/serwery-rack, które już teraz oferują modele zoptymalizowane pod AI i bazy danych. Jeśli z góry wiesz, że Twoje potrzeby będą rosły, a środowisko IT szybko ewoluuje, to leasing nie tylko ułatwia zarządzanie budżetem, ale też minimalizuje ryzyko wpadnięcia w pułapkę przestarzałego sprzętu. W dłuższej perspektywie to właśnie możliwość łatwego dostosowania się do rynku może decydować o przewadze konkurencyjnej.

2025: Rok wielkiej obniżki stóp procentowych? Dowiedz się, jak to zmienia opłacalność leasingu

Jeszcze niedawno wysokie stopy procentowe skutecznie zniechęcały wiele firm do korzystania z leasingu jako metody finansowania. Ale sytuacja zaczyna się zmieniać – prognozy na 2025 rok są wyjątkowo optymistyczne. Analitycy EY oraz Goldman Sachs wskazują na możliwe cztery cięcia stóp procentowych, które mogą obniżyć stopę referencyjną nawet do poziomu 4%. To oznacza jedno – leasing stanie się tańszy, a jego miesięczne raty bardziej przewidywalne i korzystne dla firmowego cash flow. Jeśli więc planujesz wymianę infrastruktury lub chcesz rozbudować swój dział IT, teraz jest doskonały moment, by przeliczyć, ile możesz realnie zaoszczędzić, wybierając leasing zamiast zakupu.

Co więcej, wielu dostawców już teraz dostosowuje swoje oferty do nadchodzącej sytuacji rynkowej – warto więc rozejrzeć się za sprzętem w takich miejscach jak Hardware, gdzie oferty leasingowe są często elastyczne i dostosowane do bieżących trendów ekonomicznych. Nie bez znaczenia jest też fakt, że w leasingu operacyjnym możesz zaliczyć całość rat do kosztów uzyskania przychodu – co w połączeniu z niższym oprocentowaniem daje naprawdę solidne argumenty za tą formą finansowania. Jeśli do tej pory miałeś wątpliwości, nadchodzący rok może je rozwiać.

Wielka kalkulacja: Porównanie leasingu i zakupu własnego w liczbach i scenariuszach

Nie ma jednej uniwersalnej odpowiedzi na pytanie, co się bardziej opłaca – leasing czy zakup. Ale można to policzyć. Zwłaszcza jeśli weźmiesz pod uwagę nie tylko same ceny, ale też scenariusze finansowe i podatkowe typowe dla Twojej branży. Załóżmy, że potrzebujesz serwerów do środowisk wirtualnych lub uczenia maszynowego – model jak Dell PowerEdge R750 kosztuje kilkanaście tysięcy złotych netto. Przy zakupie własnym oznacza to konieczność jednorazowego zamrożenia kapitału, który mógłby pracować w inny sposób. Leasing pozwala rozbić tę kwotę na przewidywalne raty, przy okazji umożliwiając optymalizację podatkową. Ale to nie wszystko.

Zakup to także możliwość amortyzacji i pełnej kontroli nad sprzętem, co sprawdza się przy długoterminowym użytkowaniu i stabilnych potrzebach obliczeniowych. Z kolei leasing daje większą elastyczność, zwłaszcza jeśli prognozujesz rozwój firmy i potrzebę wymiany sprzętu w ciągu 2–3 lat. Scenariusz hybrydowy – np. leasing części infrastruktury, a zakup innych komponentów – również może mieć sens, szczególnie jeśli korzystasz z zaawansowanych rozwiązań sieciowych jak te dostępne na hardwaredirect.pl/switche-cisco. Finalna kalkulacja powinna więc uwzględniać TCO, cash flow, podatki, ryzyko technologiczne i potrzeby operacyjne – dopiero wtedy podejmiesz naprawdę świadomą decyzję.

Rynek magazynowy w Polsce 2025: spadek nowej podaży i wzrost pustostanów

0

Savills Polska w raporcie „Warehouse and Industrial Market in Poland, Q1 2025” odnotowuje 20‑proc. spadek nowej podaży i wyhamowanie aktywności deweloperów na rynku powierzchni przemysłowych, magazynowych i logistycznych. Ponad połowa transakcji to odnowienia umów, co potwierdza ostrożne podejście najemców, choć czynsze bazowe pozostają stabilne. Przy pustostanach sięgających 8,2 % i ograniczonych projektach spekulacyjnych, rynek przygotowuje się na dalsze zacieśnienie podaży, które mogą złagodzić inwestycje nearshoringowe.

NOWA PODAŻ SPADA, JAKOŚĆ POZOSTAJE WYSOKA

Na koniec marca całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce osiągnęły 35,27 mln m kw. W I kwartale oddano do użytkowania 680 000 m kw. – o 20% mniej niż rok wcześniej. Blisko połowa zrealizowanej powierzchni (49%) była objęta umowami przednajmu. Najwięcej nowej podaży, 268 700 m kw. stanowiącej aż 40%, trafiło do Wrocławia, a 17% (118 000 m kw.) na Górny Śląsk. Wśród największych ukończonych projektów znalazły się:

  • P3 Wrocław – 92 300 m kw. (BTS dla Shein)
  • GLP Wrocław V Logistics Centre – 67 500 m kw.
  • Hillwood Poznań-Czempiń – 53 700 m kw.

WYRAŹNY SPADEK AKTYWNOŚCI DEWELOPERSKIEJ

Na koniec marca w budowie znajdowało się 1,37 mln m kw. powierzchni, co oznacza spadek o 41% r/r i 22% k/k. W I kwartale rozpoczęto realizację nowych projektów o całkowitej powierzchni 309 400 m kw., o 13 % mniej niż rok wcześniej. Ograniczona aktywność na rynku dotyczy przede wszystkim obiektów spekulacyjnych, a deweloperzy skupiają się na inwestycjach z zabezpieczonym odpowiednio wysokim poziomem przednajmu oraz tych przygotowywanych pod konkretne zapotrzebowanie klientów. Główne rynki, na których się buduje to:

  • Warszawa II – 326 500 m kw.
  • Górny Śląsk – 270 000 m kw.
  • Polska Centralna – 253 300 m kw.

Wyraźne ograniczenie wolumenu budowanej powierzchni magazynowej nastąpiło natomiast we Wrocławiu i strefie Polska Zachodnia, gdzie w poprzednich kilku kwartałach obserwowano wzmożoną aktywność deweloperską.

– Rynek pozostaje stabilny, choć widać zmianę jego dynamiki. Ponad połowa transakcji to przedłużenia istniejących umów, co świadczy o ostrożnym podejściu najemców i potrzebie utrzymania ciągłości i efektywności operacyjnej w niepewnym otoczeniu makroekonomicznym. Deweloperzy ostrożniej decydują się na projekty spekulacyjne, jednocześnie skupiają się na pozyskiwaniu klientów zainteresowanych realizacją obiektów typu BTS lub BTO, co ogranicza ryzyko i pozwala lepiej dopasować produkt do potrzeb odbiorców. Obserwujemy też rosnące zainteresowanie inwestorów i klientów sektora przemysłowego oraz e-commerce co wynika z nearshoringu, który stanowi istotny impuls rozwoju sektora – komentuje Michał Chodecki, Head of Industrial, Savills Polska.

DOMINUJĄ ODNOWIENIA UMÓW NAJMU, DEWELOPERZY OSTROŻNI Z NOWYMI INWESTYCJAMI

Całkowity wolumen transakcji brutto w I kwartale osiągnął 1,11 mln m kw., co oznacza wzrost o 16% r/r. Jednakże popyt netto (nowe umowy i ekspansje powierzchni) był niższy o 19% r/r i wyniósł 482 900 m kw. Aż 56% stanowiły odnowienia umów najmu, co potwierdza utrzymującą się ostrożność najemców i preferencje do pozostawania w ich obecnych lokalizacjach. Największe transakcje I kwartału to:

  • nowa umowa: 67 800 m kw. – 7R Park Gdańsk III,
  • odnowienie: 55 900 m kw. – Prologis Park Chorzów,
  • odnowienie: 50 600 m kw. – OBI w P3 Łódź II.

NAJBARDZIEJ AKTYWNE RYNKI TO WCIĄŻ WARSZAWA I GÓRNY ŚLĄSK

Według analizy Savills, w I kwartale największą aktywność najemców odnotowano w Warszawie (strefy I i II), odpowiadającej za 24% całkowitego wolumenu popytu, przed Górnym Śląskiem (21%), Polską Centralną (14%) oraz Poznaniem i Wrocławiem (po 7%). Pięć wiodących rynków magazynowych wygenerowało łącznie 73% popytu brutto.

Jeśli chodzi o nowe umowy i ekspansje, liderem okazało się Trójmiasto z udziałem 18%, za nim uplasował się Górny Śląsk (15%), a strefy warszawskie zamknęły podium na poziomie 12%. Absorpcja netto wyniosła 270 400 m kw., co oznacza niemal 50% spadek rok do roku. Taka korekta wolumenu pokazuje, że najemcy podchodzą do ekspansji i relokacji bardziej ostrożnie i budują zapasy powierzchni dopiero po uprzedniej konsolidacji działalności – komentuje Patrycja Dzikowska, Associate Director, Research, Savills Polska.

WZROST PUSTOSTANÓW NA ZACHODZIE I STABLIZACJA CZYNSZÓW

Wskaźnik pustostanów wzrósł do 8,2% – o 25 pkt. bazowych więcej r/r. Najwięcej powierzchni niewynajętej było dostępne we Wrocławiu (503 200 m kw.), Polsce Centralnej (484 900 m kw.) i Polsce Zachodniej (478 800 m kw.). przy czym na tym ostatnim rynku pustostany sięgnęły 20%. Najniższe poziomy niewynajętej powierzchni utrzymują się w Warszawie II, Krakowie, Szczecinie, Bydgoszczy i Toruniu, Opolu oraz w Białymstoku.

Po dynamicznych wzrostach w 2022 roku i w I połowie 2023 roku, czynsze bazowe ustabilizowały się na przestrzeni 2024 roku i obecnie wynoszą od 3,60 EUR/m kw./miesiąc do 6,75 EUR/m kw./miesiąc w przypadku dużych modułów magazynowych o standardowej specyfikacji technicznej. Na koniec marca najwyższe stawki dotyczyły powierzchni w najlepszych lokalizacjach na rynkach:

  • Warszawa miasto: do 6,75 EUR/m kw./miesiąc,
  • Kraków: do 5,90 EUR/m kw./miesiąc,
  • Trójmiasto: do 5,50 EUR/m kw./miesiąc.

Najemcy projektów typu small business units płacą więcej, a z kolei rynki z wyższym poziomem pustostanów oferują szersze pakiety zachęt, wpływające na bardziej elastyczne czynsze efektywne (od 2,75 do 6,00 EUR/m kw./miesiąc).

TEGO MOŻE SIĘ SPODZIEWAĆ RYNEK

Oczekuje się utrzymania zwiększonego udziału odnowień umów najmu, stabilizacji stawek czynszów i utrzymania niskiej aktywności deweloperskiej, zwłaszcza ograniczenia projektów realizowanych spekulacyjnie, co w perspektywie średniookresowej będzie wpływało na dostępność powierzchni. Globalna niepewność ekonomiczna może przełożyć się na modernizację łańcuchów dostaw i wzmocnienie trendu nearshoringu, będącym impulsem dla nowych inwestycji.

Ceny w sklepach nadal rosną, ale wolniej. Pomogły wielkanocne promocje


Według najnowszej analizy rynkowej, ostatnio dynamika wzrostu cen w sklepach spadła. Jednak mogło być to efektem, wyjątkowo nasilonej w tym roku, aktywności promocyjnej sieci handlowych przed Wielkanocą. W kwietniu br. codzienne zakupy zdrożały średnio o 5,6% rdr. Dla porównania, w marcu poszły w górę o 6,7% rdr. Natomiast, tak samo jak poprzednio, na 17 kategorii aż 16 było na plusie, a tylko jedna znalazła się na minusie. Poza tym znowu najbardziej zdrożały art. tłuszczowe – tym razem o 14,8% rdr. W TOP5 drożyzny widać też owoce ze wzrostem rdr. na poziomie 12,4%, używki – 9,8%, słodycze i desery – 8,5%, a także nabiał – 7,8%. Oprócz używek, pozostałe kategorie poprzednio też były w czołówce. Z kolei na minusie znalazły się tylko karmy dla zwierząt z wynikiem -2,8% rdr. 

W kwietniu br. codzienne zakupy w sklepach zdrożały średnio o 5,6% rdr. Dotyczyło to żywności, napojów bezalkoholowych i alkoholowych oraz pozostałego asortymentu, np. chemii gospodarczej i art. dla dzieci. Tak wynika z cyklicznie publikowanego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetu WSB Merito. Dla porównania, w marcu ceny w sklepach poszły w górę rdr. o 6,7%, w lutym – o 5,8%, a w styczniu – o 5,9% rdr.

– Na wyhamowanie dynamiki wzrostu cen duży wpływ miał spadek popytu konsumpcyjnego, co odzwierciedlają słabe dane na temat sprzedaży detalicznej w Polsce. W kolejnych miesiącach spodziewałbym się dalszego obniżenia dynamiki wzrostu cen w sklepach do poziomu nawet 4-4,5% rdr. Nie oznacza to jednak, że ceny zaczną realnie spadać – komentuje dr Tomasz Kopyściański z Uniwersytetu WSB Merito.

Z kolei analitycy z UCE RESEARCH wskazują, że w tym roku przed świętami był prawdziwy „wysyp” akcji promocyjnych w sklepach, dużo większy niż rok temu. Nawet porównując marzec do kwietnia, było widać blisko dwucyfrowy wzrost aktywności. Do tego trzeba dodać, że ogólnie cały I kw. br. był na dwucyfrowym plusie w tym aspekcie.

– Zwiększona liczba promocji przed Wielkanocą faktycznie przyczyniła się do spadku dynamiki wzrostu cen, ale to działanie ma swoje granice. W perspektywie kolejnych miesięcy przewiduję, że aktywności promocyjne będą słabnąć. Sklepy będą musiały znaleźć równowagę między utrzymaniem klientów a zachowaniem rentowności – mówi dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito.

Z ww. raportu wynika, że w kwietniu br. na 17 monitorowanych kategorii tylko jedna była rdr. na minusie (-2,8%). Pozostałe były na plusie (tj. od 1,4% do 14,8% rdr.). W marcu też jeden segment zaliczył spadek rdr. (-1,2%), a reszta odnotowała wzrosty (tj. od 1,1% do 16,6% rdr.).

– Wzrosty cen cały czas następują. Jest to nieuniknioną konsekwencją stale rosnących w naszej gospodarce kosztów pracy i produkcji, czynszów oraz zużycia energii. To znajduje odzwierciedlenie w cenach – przekonuje dr Tomasz Kopyściański.

Na pierwszej pozycji w rankingu drożyzny ponownie (jak miesiąc i dwa miesiące temu) znalazły się art. tłuszczowe (masło, margaryna, olej itd.) ze średnim wzrostem rdr. o 14,8% (w marcu – o 16,6%). Odnotować należy, że kwietniowy odczyt wskazuje na spadek dynamiki wzrostu. Warto też zauważyć, że samo masło cały czas rdr. drożeje i to dalej dwucyfrowo. Tak samo było w kwietniu.

– Głównym motorem wzrostu pozostaje masło. Rynek boryka się z ograniczoną podażą mleka w Europie, spadkiem pogłowia krów mlecznych oraz rosnącymi kosztami utrzymania stad. Nadal producenci zmagają się z wysokimi kosztami pasz i energii zwiększającymi koszty produkcji w całym łańcuchu dostaw. Producenci przenoszą je na konsumentów – zauważa dr Robert Orpych.

Drugie miejsce w tabeli zajęły (tak samo jak w marcu) owoce ze średnim wzrostem rdr. o 12,4% (w marcu – o 13,6% rdr.). – Kluczowe są problemy podażowe, będące konsekwencją słabych krajowych zbiorów w ub.r. Niewiele lepiej wygląda sytuacja owoców importowanych. Zmiany klimatyczne i choroby niszczące szereg upraw cytrusów w różnych częściach świata istotnie przekładają się na wysokie ceny owoców w sklepach detalicznych – zwraca uwagę dr Tomasz Kopyściański.

Na trzeciej pozycji są tym razem używki (kawa, herbata, alkohole itd.) z podwyżką o 9,8% rdr. (w marcu wzrost o 2,8% rdr. i jedno z najniższych miejsc w tabeli). – Mamy do czynienia z kumulacją odłożonych w czasie podwyżek. Producenci i dystrybutorzy mogli wstrzymywać się wcześniej z podnoszeniem cen, aby w kwietniu wprowadzić większe korekty. Rynek kawy przez dłuższy czas borykał się ze sporymi wyzwaniami w zakresie podaży. W przypadku alkoholi możliwą przyczyną są zmiany w polityce cenowej producentów – wyjaśnia dr Robert Orpych z WSB Merito.

Na czwartym miejscu (tak samo jak w marcu) są słodycze i desery, które podrożały o 8,5% rdr. (w marcu – o 11,3% rdr.). – Ta kategoria utrzymuje się w czołówce rankingu z uwagi na bardzo drogie kakao. Natomiast dynamika wzrostu cen w tym segmencie w porównaniu do poprzednich miesięcy stopniowo wyhamowuje, głównie dzięki spadkom cen cukru na giełdach światowych – o ok. 20% od początku 2025 roku – zaznacza dr Tomasz Kopyściański.

TOP5 drożyzny zamyka (tak samo jak miesiąc wcześniej) nabiał ze średnim wzrostem o 7,8% rdr. (w marcu było to 10,9% rdr.). – Przyczyną są strukturalne ograniczenia podaży mleka, a utrzymujące się wysokie ceny masła dodatkowo napędzają popyt na ten surowiec. Wprawdzie sezonowe wzrosty produkcji mleka w okresie wiosennym nieco złagodziły wzrosty cen w tej kategorii, ale rynek nabiału znajduje się w fazie niepewności ze względu na nowe zagrożenia, np. ryzyko rozprzestrzeniania się epidemii pryszczycy u krów hodowlanych na Węgrzech – dodaje dr Tomasz Kopyściański z Uniwersytetu WSB Merito.

Zaraz za TOP5 w zestawieniu są takie kategorie, jak ryby, mięso, pieczywo i wędliny z podwyżkami rdr. odpowiednio o 7,6% (poprzednio – o 5,8%), 7,2% (5,6%), 6,7% (7,1%) i 6,2% (wcześniej 5,5%). Dalej znajdują się warzywa ze wzrostem rdr. na poziomie 4,3% (w marcu – 8,6%), art. dla dzieci – 3,2% (2,5%), a także dodatki spożywcze (np. ketchupy, majonezy i musztardy) – 3,1% (poprzednio 1,1%). Pod koniec tabeli widać produkty sypkie (cukier, mąka, sól itd.) z podwyżką rdr. o 2,9% (miesiąc wcześniej był ujemny wynik -1,2%), chemię gospodarczą – 2,7% (poprzednio wzrost o 1,2%), środki higieny osobistej – 1,9% (5,8%), jak również napoje bezalkoholowe – 1,4% (w marcu było to 12,9%).

– Główną determinantą podwyżek w przypadku mięsa i wędlin są rosnące koszty prowadzenia hodowli. Kształtowanie się cen pieczywa jest zdeterminowane przez koszty surowców i produkcji oraz presję na podwyżki. Na uwagę zasługuje niska dynamika wzrostu cen warzyw, która może być efektem stabilizacji po zimowych szczytach cenowych. Równie interesujący jest odczyt w zakresie napojów bezalkoholowych, bo mamy do czynienia z najbardziej spektakularnym wyhamowaniem, mogącym być z kolei efektem nasycenia rynku podwyżkami – podkreśla dr Robert Orpych.

Na minusie w kwietniu były tylko karmy dla zwierząt z wynikiem -2,8% rdr. (w marcu – 3,3% na plusie rdr.). – Tu kluczową rolę odgrywa efekt wysokiej bazy z pierwszego półrocza 2024 roku, kiedy przez wiele miesięcy karmy były liderami rankingu drożyzny. Dodatkowo na wyhamowanie cen wpływ ma ustabilizowanie cen mięsa i jego pochodnych, będących składnikami karm – podsumowuje dr Tomasz Kopyściański z Uniwersytetu WSB Merito.


Opis metody analitycznej/badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od ponad 7 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetu WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową, notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z kwietnia 2025 r. i analogicznego okresu z 2024 r. Dotyczyło to 17 kategorii i ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą blisko 94 tys. cen detalicznych z ponad 44 tys. sklepów należących do 61 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

Grupa Pracuj zwiększa zaangażowanie w Robota.ua i Work.ua

Grupa Pracuj sfinalizowała transakcję zwiększenia zaangażowania w spółkach prowadzących czołowe ukraińskie serwisy rekrutacyjne Robota.ua oraz Work.ua. Łączny udział Grupy Pracuj w Robota International TOV zwiększył się do 76,7% (pośrednio i bezpośrednio), natomiast w Work Ukraine TOV do 52,7% (pośrednio i bezpośrednio). Wartość transakcji wyniosła 7,64 mln USD.

– Zwiększenie zaangażowania w dwóch czołowych serwisach rekrutacyjnych w Ukrainie – Robota.ua oraz Work.ua – jest kolejnym krokiem w umacnianiu naszej pozycji na tym rynku, gdzie jesteśmy obecni od niemal 20 lat. Wierzymy w potencjał ukraińskiego rynku, na którym sukcesywnie rośniemy mimo trudności związanych z wojną. Nasze inwestycje są wyrazem długoterminowej strategii i zaufania do przyszłości Ukrainy – tłumaczy Przemysław Gacek, Prezes Grupy Pracuj.

– Skorzystaliśmy z możliwości pośredniego nabycia udziałów, na bardzo atrakcyjnych warunkach, w zdrowych biznesach, które dobrze znamy i rozumiemy – dodaje Gracjan Fiedorowicz, dyrektor finansowy i członek zarządu Grupy Pracuj. Najlepszym dowodem na to są dynamicznie rosnące w ostatnich kwartałach wyniki naszego serwisu Robota.ua, pomimo wyzwań związanych z rosyjską inwazją i trwającymi od 2022 roku działaniami wojennymi na części terytorium kraju.

W 2024 roku przychody Grupy Pracuj z rynku ukraińskiego wyniosły 52,4 mln zł, co stanowiło wzrost o 26% w porównaniu do 2023 roku. Zysk operacyjny osiągnął wartość 13 mln zł i był o 81% wyższy r/r. Dodatkowo, Robota.ua pozostaje liderem rynku pod względem liczby ogłoszeń o pracę z 1,34 mln projektów rekrutacyjnych opublikowanych w minionym roku, z czego 579 tys. stanowiły płatne oferty.

– Popyt na pracowników w Ukrainie pozostaje wysoki, a dodatkowym bodźcem dla tamtejszego rynku pracy będzie odbudowa kraju po zakończeniu wojny. Naszym zdaniem, Grupa Pracuj to jedna z najlepiej przygotowanych polskich firm na wykorzystanie szans, jakie pojawią się po zakończeniu konfliktu – podkreśla Przemysław Gacek.

W wyniku sfinalizowanej transakcji, Grupa Pracuj nadal posiada bezpośrednio 67% udziałów w spółce prowadzącej serwis Robota.ua, natomiast jej łączne zaangażowanie (w tym pośrednio) w ten biznes zwiększyło się do 76,7%. W przypadku spółki prowadzącej serwis Work.ua, bezpośrednie zaangażowanie Grupy Pracuj wynosi wciąż 33%, zaś łączne (w tym pośrednio) wzrosło do 52,7%.

Transakcja nie wpływa na sposób konsolidacji wyników podmiotów prowadzących oba serwisy. Nie powoduje również przejęcia kontroli w Work.ua (pomimo pośredniego zwiększenia udziałów). Nie zmienia się także sposób prowadzenia obu serwisów.

W 2024 roku, przy udziale Grupy Pracuj na poziomie 33%, Work Ukraine TOV kontrybuowało do wyniku netto Grupy Pracuj kwotą 13,8 mln zł. Przy zwiększonym do 52,7% udziale Grupy w ukraińskiej spółce wpływ ten będzie proporcjonalnie wyższy.

ENISA i NCSC ostrzegają: ataki na łańcuchy dostaw to największe wyzwanie dekady

Rosnąca liczba ataków na łańcuchy dostaw oprogramowania obnaża kruchość współczesnych systemów IT. Według raportu Europejskiej Agencji ds. cyberbezpieczeństwa (ENISA), ataki na łańcuchy dostaw to jedne z kluczowych zagrożeń, z jakimi do 2030 roku będzie się mierzyć UE. Równie niepokojące dane prezentuje brytyjski National Cyber Security Centre (NCSC), który w 2024 roku odnotował prawie 2 000 zgłoszeń cyberataków, z czego 12 sklasyfikowano jako „wysoce poważne”.

Jeszcze kilka lat temu większość cyberataków opierała się na socjotechnice, lukach w zabezpieczeniach systemów lub niefrasobliwości użytkowników. Dziś coraz więcej z nich przeprowadzanych jest za pośrednictwem… zaufanych źródeł. – To jak ciasto, które otrzymujesz od kogoś, z kim znasz się od lat. Nie spodziewasz się, że może być zatrute – mówi Mariusz Sawczuk, Senior Solutions Engineer, F5 – A to właśnie zaufanie do dostawców oprogramowania coraz częściej okazuje się śmiertelnie niebezpieczne.

Łańcuch dostaw oprogramowania to skomplikowany ekosystem zależności. Każda aplikacja, którą instalujemy, składa się nie tylko z kodu stworzonego przez jej producenta, ale także z bibliotek open source, komponentów firm trzecich, aktualizacji i narzędzi deweloperskich. Cyberprzestępcy doskonale o tym wiedzą – i coraz skuteczniej wykorzystują te zależności do własnych celów.

Na czym polega atak na łańcuch dostaw?

Atak na łańcuch dostaw (ang. software supply chain attack) polega na celowym wprowadzeniu złośliwego kodu do komponentu, który jest integralną częścią większej aplikacji. Użytkownik końcowy instaluje oprogramowanie, które z pozoru jest w pełni legalne, lecz w rzeczywistości zawiera „konia trojańskiego”.

Skala zagrożenia jest ogromna. Zgodnie z danymi Cybersecurity Ventures, globalny roczny koszt takich ataków osiągnie 60 miliardów dolarów w 2025 roku, a do 2031 roku wzrośnie do 138 miliardów. Z kolei brytyjskie National Audit Office ostrzegło w 2025 roku, że ponad 58 krytycznych systemów IT rządu Wielkiej Brytanii ma znaczne luki w odporności cybernetycznej.

Nie inaczej jest u prywatnych podmiotów. Przełomowym momentem w kontekście zauważenia, jak niebezpieczne mogą być niezabezpieczone łańcuchy dostaw, był atak na firmę SolarWinds w 2020 roku. Hakerzy – według śledztwa, powiązani z Rosją – zdołali umieścić złośliwy kod w aktualizacji popularnego oprogramowania Orion. W efekcie zaatakowane zostały m.in. agencje rządowe USA, Microsoft i wiele innych podmiotów prywatnych i publicznych.

Zaledwie rok później świat IT zmroziła wiadomość o ataku na firmę Kaseya. Grupa REvil, wykorzystując lukę w oprogramowaniu, rozprzestrzeniła ransomware do setek firm. Ofiary nie miały pojęcia, że zainstalowana przez nie aktualizacja zawierała złośliwy kod. Problemy odczuły przedsiębiorstwa z całego świata, czego doskonałym przykładem było zamknięcie 600 sklepów sieci Coop w Szwecji.

Zero Trust, czyli nie ufaj nikomu

Właśnie dlatego coraz popularniejszy staje się model Zero Trust, który zakłada, że żadna część systemu – nawet wewnętrzna – nie powinna być domyślnie uznawana za bezpieczną. Każdy komponent, każde żądanie dostępu, każdy użytkownik musi być weryfikowany i monitorowany.

W praktyce oznacza to m.in. stosowanie mechanizmów sandboxingu, segmentację sieci, ciągłe skanowanie kodu i komponentów open source oraz szczegółowe audyty dostawców. –  Nie wystarczy raz zatwierdzić narzędzia – trzeba je stale nadzorować – podkreśla Mariusz Sawczuk z F5 i dodaje:  – Zaufanie trzeba dziś zdobywać codziennie. I to pod mikroskopem.

Choć najgłośniejsze przypadki dotyczą dużych graczy, zagrożenie dotyczy również małych firm. Wystarczy, że korzystają z popularnych frameworków lub bibliotek – a to robi dziś niemal każdy. Cyberprzestępcy dobrze o tym wiedzą i coraz częściej celują w „łatwe cele” – projekty open source, których nikt nie monitoruje.

Przykładem może być przypadek biblioteki event-stream w ekosystemie JavaScript, gdzie jeden z użytkowników przejął opiekę nad nieaktywnym już projektem, po czym dodał do niego kod kradnący dane z portfeli kryptowalut. Kod przeszedł niezauważony, a zainfekowana biblioteka była pobierana dziesiątki tysięcy razy.

Jak się bronić?

Ochrona przed atakami na łańcuch dostaw wymaga zmiany filozofii działania. Organizacje muszą wiedzieć, z czego składa się ich oprogramowanie. Choć brzmi trywialnie, w praktyce wiele firm nie ma pełnej wiedzy na temat tego, jakie zależności mają ich systemy.

Eksperci zalecają stosowanie tzw. SBOM – Software Bill of Materials. – To pełna listy komponentów i ich wersji, które tworzą daną aplikację – mówi Mariusz Sawczuk z F5. – Pozwala szybciej reagować na zagrożenia i eliminować podatne elementy. Transparentność i automatyzacja to dziś najważniejsze narzędzia w walce z zagrożeniami – podsumowuje.

W epoce, w której aplikacje buduje się z tysięcy gotowych elementów, zaufanie do łańcucha dostaw staje się jednocześnie największym zasobem i największą słabością systemów IT. Cyberprzestępcy to wiedzą – i działają szybko. Dziś nie wystarczy ochrona własnego kodu – trzeba rozumieć cały łańcuch, od pierwszej linijki w bibliotece po ostatni serwer w chmurze. Bo w świecie, gdzie zaufanie jest walutą, każdy nadużyty kredyt może skończyć się kryzysem, na który nie ma gotowego patcha.

Glony, owady i rośliny strączkowe zamiast mięsa? Co myślimy o białku przyszłości

Czy dania z glonów lub owadów – jako alternatywne źródła białka – mają szansę przyjąć się na naszych stołach? Dlaczego niektórzy konsumenci otwierają się na taką zmianę, a inni wciąż podchodzą do niej z rezerwą? Sprawdziła to międzynarodowa grupa badaczy, wśród których nad analizą setek badań pracowali naukowcy z Uniwersytetu SWPS.

Wyzwania związane ze zmianami klimatu coraz częściej kierują uwagę świata naukowego na kwestię modyfikacji zachowań żywieniowych1, które byłyby korzystne nie tylko dla jednostki, ale i całej planety. Choć dieta dostarczająca odpowiedniej ilości białka, np. z mięsa, jaj czy nabiału, ma pozytywny wpływ na ludzkie zdrowie, to nie można zapominać, że produkcja tych składników silnie oddziałuje na środowisko2.

Stąd zainteresowanie alternatywnymi źródłami białka (z ang. Alternative Protein Food, APF), pochodzącymi m.in. z roślin strączkowych, glonów, grzybów, skorupiaków, ale też owadów, których produkcja ma zdecydowanie mniejszy wpływ na środowisko naturalne3. Co więcej, ich spożywanie może dobrze oddziaływać na ludzkie zdrowie.

Zmniejszenie ilości tradycyjnych źródeł białka w codziennej diecie może być zdecydowanie korzystne dla naszego zdrowia. Zastąpienie tylko 3 proc. białek zwierzęcych roślinnymi jest związane ze spadkiem ogólnego poziomu śmiertelności o 10 proc. zarówno u kobiet, jak i mężczyzn oraz mniejszym ryzykiem śmierci z powodu chorób układu krążenia (o 11-12 proc.)

Hanna Zaleśkiewicz, psycholożka z Centrum Badań Stosowanych nad Zdrowiem i Zachowaniami Zdrowotnymi CARE-BEH Uniwersytetu SWPS, współautorka badania

Liczą się umiejętności, wiedza i zdanie bliskich

Międzynarodowa grupa badawcza, w której skład weszli naukowcy z Polski, Niemiec, Danii, Grecji, Norwegii i Włoch, zbierała dane na temat psychospołecznych uwarunkowań związanych z wyborami alternatywnych źródeł białka. W ramach metaprzeglądu wzięto pod uwagę 28 przeglądów naukowych, które objęły ponad 1 tys. oryginalnych badań. Większość z nich dotyczyła Europy, Ameryki Północnej i Australii/Nowej Zelandii. Wyniki szeroko zakrojonego badania ukazały się na łamach Health Psychology Review.

Kto zatem deklarował większą chęć wykorzystywania w kuchni alternatyw dla tradycyjnych źródeł białka? Dotyczyło to głównie osób umiejących gotować, które nie miałyby problemu z zastąpieniem białka pochodzenia zwierzęcego jego alternatywami, w szczególności ze źródeł roślinnych.

Znaczenie miał również poziom wiedzy na temat APF. W przypadku białek pochodzących od owadów liczyła się szczególnie znajomość wartości odżywczych, wpływu spożywania białek na zdrowie i środowisko, przekładająca się na większą chęć kupowania zawierających je produktów. Ponadto osoby, które stykały się wcześniej z tego typu produktami, częściej deklarowały chęć wyboru APF, zarówno roślinnego, mieszanego, jak i owadziego pochodzenia.

Analiza wykazała również, że konsumenci chętnie kupiliby produkty zawierające alternatywne białka, jeśli takie wybory byłyby akceptowane przez ich rodzinę czy przyjaciół. Znaczenie ma też motywacja zdrowotna: przekonanie o pozytywnym wpływie białek roślinnych na zdrowie ma silny związek z ich spożyciem. Zalety zdrowotne respondenci widzieli również w spożywaniu białka z owadów.

Obiad z owadów? Mężczyźni bardziej skłonni jeść

Jeśli chodzi o źródła białka pochodzenia roślinnego, to częściej akceptację dla nich wyrażały kobiety. Natomiast w przypadku APF z owadów to panowie byli tymi, którzy chętniej by je konsumowali. Bardziej skłonni do zakupu byli ponadto ludzie młodsi, szczególnie było to widoczne w przypadku białka z owadów.

Chęć nabywania produktów zawierających APF była też powiązana z wyższym wykształceniem – głównie w przypadku źródeł roślinnych, natomiast nie zaobserwowano tak wyraźnej zależności w odniesieniu do białka z owadów.

Kotlet z grochu – można się do niego przekonać

Postawy wobec innowacyjnej diety nie są jednorodne, dlatego strategie promowania alternatywnych źródeł białka powinny być zindywidualizowane. Częstszy kontakt z APF sprzyja wybieraniu takich produktów, zatem istotna jest szersza promocja. Równie ważna jest poprawa umiejętności kulinarnych, np. poprzez organizowanie warsztatów w szkołach.

Barierą mogą być normy kulturowe związane z tradycjami kulinarnymi opierającymi się na tradycyjnych źródłach białka. Wcześniejsze badania wskazywały, że takie normy mogą być szczególnie silne w krajach, w których produkty pochodzenia zwierzęcego są rynkowo wspierane. Poprzednie przeglądy wykazały ponadto, że poziomy akceptacji, intencji lub spożycia APF na bazie owadów różnią się w poszczególnych krajach i regionach Europy4. – Hanna Zaleśkiewicz, psycholożka z Centrum Badań Stosowanych nad Zdrowiem i Zachowaniami Zdrowotnymi CARE-BEH Uniwersytetu SWPS, współautorka badania

Autorzy zwracają uwagę, że brakuje badań dotyczących realnego spożycia APF – większość dotyczy jedynie deklarowanych intencji.

Badanie przeprowadzono w ramach międzynarodowego projektu „LIKE A PRO Od żywności niszowej do głównych trendów: alternatywne źródła białka dla każdego i wszędzie”. Z ramienia Uniwersytetu SWPS kieruje nim prof. Aleksandra Łuszczyńska. Projekt finansowany jest ze środków Unii Europejskiej w ramach programu Horyzont Europa.

Źródła:

1Chevance, G., Fresán, U., Hekler, E., Edmondson, D., Lloyd, S. J., Ballester, J., Litt,J., Cvijanovic, I., Araújo-Soares, V., Bernard, P. (2023). thinking health-related behaviors in a climate change context: a narrative review. Annals of Behavioral Medicine, 57 (3),193–204. https://doi.org/10.1093/abm/kaac039. https://doi.org/10.1037/0033-2909.117.3.497.

2EAT. (2022). EAT-Lancet Commission Summary Report. https://eatforum.org/eat-lancetcommission/eat-lancet-commission-summary-report.

2Grossmann, L., & Weiss, J. (2021). Alternative Protein Sources as Technofunctional Food Ingredients. Annual Review of Food Science and Technology, 12, 93–117.

2https://www.swps.pl/centrum-prasowe/informacje-prasowe/35526-kto-polubi-szaszlyki-z-chrabaszcza-co-europejczycy-sadza-o-alternatywnych-zrodlach-bialka

PZWLP z nowym logo na 20-lecie działalności

Przy okazji jubileuszu 20 lat działalności, Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP) odświeżył swój wizerunek, prezentując stworzone całkowicie od podstaw, nowe logo organizacji. Nowe logo to drugi w historii Związku znak graficzny, odzwierciedlający aktualne trendy obowiązujące w tym zakresie na rynku, a więc nowoczesny i dynamiczny, ale jednocześnie zachowujący dotychczasową paletę barw wykorzystywaną przez organizację. Podtrzymane zostało również akcentowanie w logotypie skrótu nazwy Związku, czyli PZWLP, doskonale kojarzonego na polskim rynku flotowym i motoryzacyjnym. Ze względu na obchodzoną w tym roku okrągłą rocznicę funkcjonowania organizacji, nowe logo zostało przygotowane również w wersji jubileuszowej i w taki sposób będzie wykorzystywane do końca 2025 roku.

W 2025 roku Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP) świętuje okrągły jubileusz 20 lat swojej działalności na rynku. Wykorzystując ten fakt, organizacja przeprowadziła gruntowne odświeżenie swojego wizerunku, tworząc całkowicie od podstaw nowy logotyp. To dopiero drugie logo w historii Związku, z poprzednim organizacja funkcjonowała od momentu swojego powołania w listopadzie w 2005 roku, aż do teraz.

Nowy logotyp Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu PojazdówNowy logotyp Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów to połączenie nowoczesności, dynamiki oraz wielowymiarowej symboliki, która oddaje charakter i misję stowarzyszenia. W centrum uwagi znajduje się sygnatura graficzna – znak abstrakcyjny, który celowo jest niedosłowny. Dzięki temu daje przestrzeń do indywidualnych interpretacji i buduje uniwersalne skojarzenia. Dla jednych przypomina literę „P”, będącą pierwszą literą nazwy Związku, co w naturalny sposób wzmacnia identyfikację marki. Innym przywodzi na myśl „pinezkę” lokalizacyjną, co symbolizuje obecność, mobilność i sieciowy charakter działalności członków organizacji – firm operujących na poziomie zarówno ogólnopolskim, jak i międzynarodowym.

W przypadku nowego logo PZWLP możliwe są również skojarzenia z kluczem (narzędziem), co nawiązuje do motoryzacji, zarządzania flotą i operacyjnej strony wynajmu pojazdów. Dynamiczna forma i kierunkowe linie sygnalizują ruch, rozwój i nowoczesne podejście do mobilności. Kolorystyka nowego logotypu pozostaje zbliżona do poprzedniego logo organizacji – z przewagą intensywnej czerwieni – podkreśla energię, pewność i zdecydowanie, a jednocześnie przyciąga uwagę i budzi pozytywne emocje. Z kolei nowoczesna, geometryczna typografia w skrócie nazwy „PZWLP” oraz pełnej nazwie Związku gwarantuje czytelność i profesjonalny charakter znaku.

Nowe logo PZWLP zostało przygotowane także w wariancie podkreślającym jubileusz organizacji i w takiej wersji będzie wykorzystywane do końca bieżącego roku.

20 rocznica działalności to już poważny jubileusz i z tego względu, poza szeregiem innych planowanych aktywności, postanowiliśmy również odświeżyć szatę graficzną naszej organizacji, tworząc całkowicie od podstaw, nowy logotyp – mówi Robert Antczak, Prezes Zarządu PZWLP. – Jubileusz to doskonała okazja do przeprowadzenia tego typu rebrandingu, tym bardziej, że poprzedni logotyp PZWLP służył nam od samego początku działalności organizacji, miał już 20 lat i wymagał dostosowania go do współczesnych trendów i standardów w tym zakresie. Zależało nam z jednej strony na unowocześnieniu naszego znaku graficznego, ale z drugiej strony na wykorzystaniu wszystkiego dobrego co znajdowało się w poprzednim logotypie, na kontynuacji tożsamości i świadomości Związku zbudowanej w oparciu o poprzednie logo. Stąd zachowaliśmy zbliżoną paletę barw, dlatego też wciąż najbardziej akcentujemy skrót nazwy organizacji, poprzez który jesteśmy już bardzo dobrze kojarzeni i rozpoznawalni na rynku. Mamy nadzieję, że nasze nowe logo zostanie pozytywnie przyjęte, godnie zastępując przy tym swojego poprzednika.    

W kampanii pełnej sloganów są propozycje, które warto potraktować serio

Łukasz Paszkiewicz, Prezes Zarządu Ekantor.pl, przeanalizował najciekawsze – jego zdaniem – propozycje kandydatów ubiegających się o najwyższy urząd w państwie. Poniżej prezentujemy opinię eksperta.

Trwająca kampania prezydencka, a wraz z nią liczne debaty, powinny przybliżyć wyborcom wizje Polski, jakie prezentują poszczególni kandydaci. Jaka ma być Polska? Czyja ma być? A wreszcie – czy w ogóle ma być?

W wielu debatach dominowały tematy zastępcze, które skutecznie odsuwały uwagę od kluczowych zagadnień, jak gdyby niektórzy kandydaci obawiali się zająć jednoznaczne stanowisko, by nie zniechęcić tzw. elektoratu. Niektóre pytania zawierały ukryte tezy lub sugestywne podteksty, których celem było wywołanie określonych emocji. Mimo to, udało się wychwycić kilka interesujących propozycji
o charakterze ustrojowym i gospodarczym.

Jedną z nich jest koncepcja demokracji bezpośredniej, promowana przez dr. Artura Bartoszewicza, a ostatnio poparta także przez Marka Jakubiaka. Zakłada ona wprowadzenie tzw. trójkąta demokracji bezpośredniej, obejmującego: inicjatywę obywatelską, weto obywatelskie oraz referenda – bezprogowe i wiążące. Wynik referendum miałby być bezwzględnie egzekwowany: „wykonać!” – bez względu na stanowisko Sejmu czy Prezydenta. Takie rozwiązanie umożliwiłoby obywatelom skuteczne forsowanie inicjatyw legislacyjnych, które obecnie często są blokowane na etapie sejmowym. To szczególnie istotne w kontekście wielu organizacji pozaparlamentarnych, których postulaty nie mają dziś realnych szans na realizację.

Na uwagę zasługuje także propozycja dr. Karola Nawrockiego: zerowy PIT dla rodzin wychowujących co najmniej dwoje dzieci. Każdy z rodziców uzyskałby zwolnienie z podatku dochodowego do kwoty 140 tys. zł rocznie. Inicjatywa ta, w dobie promocji postaw egoistycznych i coraz częstszego zniechęcania młodych ludzi do życia rodzinnego, stanowi istotne wsparcie dla tych, którzy decydują się na posiadanie dzieci mimo niesprzyjających uwarunkowań społeczno-ekonomicznych. Rodzice ci ponoszą bowiem nie tylko emocjonalny, ale i ogromny finansowy ciężar, wychowując przyszłych obywateli – tych, którzy w przyszłości będą tworzyć dobrobyt i utrzymywać system emerytalny.

W kontekście konieczności porzucenia tematów zastępczych, warto również odnotować propozycję Marszałka Sejmu Szymona Hołowni dotyczącą rozstrzygnięcia kwestii aborcji w formie ogólnokrajowego referendum – zgodnie z zasadami demokracji bezpośredniej.

Z kolei dr Sławomir Mentzen zaproponował wzmocnienie armii poprzez rozwój krajowej produkcji uzbrojenia i systematyczne szkolenie rezerwistów. Zapowiedział również reformę systemu ochrony zdrowia, obejmującą zniesienie monopolu Narodowego Funduszu Zdrowia i wprowadzenie konkurencyjnych funduszy ubezpieczeniowych, wzorowanych na rozwiązaniach z Niemiec i Singapuru. Obie propozycje są godne rozważenia – jeżeli państwo ma się zadłużać na cele obronne, to środki te powinny również wspierać polski przemysł, a nie wzmacniać gospodarki innych krajów, jak Niemcy czy Francja. System ochrony zdrowia – dawniej nazywany „służbą zdrowia” – wymaga gruntownych reform. Obecnie przypomina on nieszczelne wiadro. Potrzebne są jednak działania rozważne, by nie pozostać w końcu nawet bez tego wiadra – przeciwnie, należy je wzmocnić, by wreszcie zaczęło spełniać swoją rolę.

Do problemów ochrony zdrowia nawiązał również redaktor Krzysztof Stanowski, poruszając bolesny temat zbiórek na leczenie chorych dzieci. Swoimi wypowiedziami – mam nadzieję – zawstydził polityków i zapoczątkuje realne zmiany. Stanowski, jako osoba spoza świata polityki, odegrał w tej kampanii ważną rolę – z dystansu obnażył patologie i wskazał obszary wymagające pilnej interwencji.

Warto pochwalić Adriana Zandberga za program budowy ośmiu bloków jądrowych. Jednocześnie postulowałbym, by do czasu ich uruchomienia, nie rezygnować z energetyki węglowej –
dla bezpieczeństwa energetycznego kraju.

Marek Woch opowiedział się za utrzymaniem polskiej waluty narodowej – złotego. Podobne stanowisko zajęli: Karol Nawrocki, Marek Jakubiak, Artur Bartoszewicz, Sławomir Mentzen i Grzegorz Braun. Ja również uważam, że rezygnacja ze złotego byłaby obecnie sprzeczna z interesem narodowym i nie służyłaby naszej gospodarce.

Wśród postulatów Grzegorza Brauna warto wyróżnić zdecydowane odrzucenie unijnych regulacji klimatycznych – tzw. Europejskiego Zielonego Ładu. Krytycznie wypowiedział się o nim również Artur Bartoszewicz, powołując się na opinię prof. Ryszarda Piotrowskiego, który wskazał, że wiele zapisów Zielonego Ładu jest niezgodnych z Konstytucją RP.

Na zakończenie warto przywołać słowa lidera sondaży, Rafała Trzaskowskiego, który podczas jednej z debat przypomniał, że polityk powinien być uczciwy, prawdomówny i wiarygodny. Trudno się z tym nie zgodzić – rzeczywiście, jest nad czym pracować.

Łukasz Paszkiewicz, Prezes Zarządu Ekantor.pl

Deweloper o ujawnianiu cen nieruchomości: uczciwi zyskają, skończą się niedomówienia

– Nie, jawność cen mieszkań nie spowoduje spadków sprzedaży mieszkań. Nie jest to rewolucja, nie jest to coś przeciwko czemu branża będzie protestować. Mam wrażenie, że w interesie wielu grup interesów jest przedstawianie deweloperów jak żarłocznych rekinów, którzy nawet z ceny swoich produktów robią przestrzeń manipulacji i spekulacji. Nie podoba mi się retoryka plityczna wokół tego tematu, bo jest dla naszego biznesu po prostu krzywdząca. Jako przedsiębiorca jestem za jawnością cen mieszkań. To nie rewolucja, a normalność. Warto jednak pamiętać o jednej rzeczy: taka ustawa musi być dobrze przygotowana – mówi Daniel Makowski, ekspert rynku niercuhomości.

Senacka Komisja Infrastruktury zajmowała się kwestią jawności cen mieszkań. Podczas dyskusji przypomniano założenia ustawy, a w niej znalazły się informacje np. o umieszczaniu cen nieruchomości w Internecie. Cena musi być wyeksponowana, a jej zmiana odnotowana.

Sprawa budzi dyskusje, ale w opinii ekspertów sama jawność cen nie jest tematem problemowym. Więcej kontrowersji budzi konstrukcja ustawy i np. prowadzenie raportu zmienności cen mieszkań czy to, że historia zmiany ceny musi być upubliczniana. To może powodować, że przedsiębiorcy będą mniej skłonni do obniżania cen nieruchomości. Wątpliwości dotyczą także tego kogo dotyczy ustawa i czy do raportów cenowych zobowiązani będą także sprzedający na rynku wtórnym.

– Uczciwi, profesjonalni deweloperzy – których na szczęście w Polsce nie brakuje, na tym tylko zyskają. Zyskają zaufanie, wiarygodność i lepiej poinformowanego klienta. To deweloperzy budują miasta. Biorą na siebie ryzyko związane z kosztownym inwestowaniem, tworzą miejsca do życia, pracy. To przepis, który cywilizuje komunikację z klientem i pozwala uczciwym firmom wyróżnić się na tle tych, którzy grali niedomówieniami i “promocjami dnia” – mówi Daniel Makowski, ekspert rynku nieruchomości.

Pojawiają się jednak także głosy krytyki pod kątem ustawodawców.

– Jestem już znudzony wypowiedziami polityków o „tych złych deweloperach”, których trzeba przywoływać do porządku ustawami i restrykcjami. To bardzo koniunkturalne i niesprawiedliwe – mówi Makowski.

– Ta zmiana przybliża rynek pierwotny do realiów rynku wtórnego, gdzie ceny są znane od lat. Na pewno rynek wtórny również będzie musiał zostać dostosowany do zmian. Nie wyobrażam sobie bowiem, by deweloperów ścigać za np. zbyt intensywne zmiany cen, gdy sprzedawcy na rynku wtórnym będą korygować ceny codziennie i nie prowadzić ewidencji zmian. Wolny rynek potrzebuje transparentności, ale potrzebuje też swobody. Ten temat więc na pewno będzie jeszcze obiektem dyskusji – tłumaczy Makowski.

Dokumentacja umowna jako tarcza biznesowa. Historia, która powinna być przestrogą

Czy umowa to tylko zbędna formalność? Nie! Dobrze przygotowana dokumentacja umowna może stanowić kluczowy element strategii biznesowej, pozwalający na skuteczne zarządzanie ryzykiem, chroniąc firmę przed stratami i sporami prawnymi. Dowiedz się, jak skutecznie zabezpieczyć swoje interesy!

Jeden z moich klientów powiedział kiedyś: „Umowy nie zawiera się na czas pokoju, a na czas wojny„. Trochę katastroficzne porównanie, ale oddaje sedno tego, o czym powinniśmy pamiętać.

Brak dopasowanej umowy – bolesna lekcja

Nie tak dawno trafił do nas zarządzający przedsiębiorstwem, który miał problem ze swoim kontrahentem. Około dwa lata temu spółka z dużym kapitałem zagranicznym zwróciła się do nich jako wysokiej klasy specjalistów o dostawę kilkunastu produktów (narzędzi). Narzędzia  te miały zostać zaprojektowane, a następnie wykonane przez mojego klienta. Co więcej, projekt przewidywał drugą fazę – produkcyjną, czyli przy użyciu zaprojektowanych i wykonanych narzędzi  klient miał rozpocząć produkcję seryjną tzw. detali.

Biorąc pod uwagę skalę zamówionych narzędzi i późniejszą produkcji detali , kontrakt wydawał się bardzo intratny. W konsekwencji rozmów klient zgodził się podpisać umowę o współpracy na wzorze przedstawionym przez kontrahenta. Ponieważ spółka była spółką córką dużego podmiotu z zagranicy, był to wzór korporacyjny, niestety niedopasowany do branży, sytuacji i konkretnego przypadku transakcji.

Klient w dobrej wierze i zaufaniu – wiedząc, że ma ramową umowę o współpracy – kontynuował ją na bazie… zamówień (ofert) i ich potwierdzeń w formie korespondencji e-mail. Efekt? Kontrahent, mimo że obiecywał – nawet w umowie o współpracy – fazę produkcyjną przy użyciu wykonanych narzędzi, zdecydował się ją przenieść gdzie indziej.

Tym samym intratny projekt, szczególnie z uwagi na produkcję detali (tam klient miał zarobić najwięcej), stał się średnio-dochodowy.

Co więcej, pojawiły się problemy związane z realizacją projektu w pierwszej fazie – zaprojektowanie i wykonanie narzędzi. Co prawda były one zamawiane, ale po czasie kontrahent zdecydował się ograniczyć ich liczbę, żądając zwrotu zaliczek na poczet narzędzi, z których zrezygnował . Efekt? Utrata korzyści – utrata produkcji i obłożenia parku maszynowego, na którym miała być realizowana produkcja detali; poniesione koszty na wykonanie narzędzi i problem z odzyskaniem całości wynagrodzenia za ich zaprojektowanie i wykonanie.

Podsumowując:

  • faza 1 – być może ok 1,5 mln na minusie;
  • faza 2 – na pewno ok. 6 mln na minusie.

Czy gdyby mój klient miał właściwą umowę, uniknąłby strat na poziomie ok. 7,5 mln? Nie można tego zagwarantować, bo nie ma stuprocentowej pewności, że nie trafimy na nierzetelnego kontrahenta,  ale mój klient być może zaoszczędziłby większą część tej kwoty.

Gdyby miał dobrze przygotowaną dokumentacje umowną mógłby, inaczej prowadzić negocjacje, przyjąć lepszą strategię i znacznie obniżyć ryzyko. Nie musiałby biernie czekać na rozwój wydarzeń, mógłby negocjować porozumienie na racjonalnych warunkach, co w obecnej sytuacji polskiego wymiaru sprawiedliwości (czas trwania sporu, niepewność co do orzeczeń i kompetencji biegłych itp.) to najlepsze rozwiązanie. No chyba, że chcesz wykorzystać spór jako „dźwignię finansową”, ale o tym nie w tym artykule.

Prowadząc biznes, warto minimalizować ryzyko lub przynajmniej umieć je przewidywać. Najlepszym sposobem na to są dobrze przygotowane umowy i dokumenty, które Cię chronią i pomagają podejmować korzystne decyzje. Zadbanie o te kwestie na wczesnym etapie transakcji czy projektu jest znacznie tańsze niż późniejsze wydatki związane z:

  • obsługą sporów
  • prowadzeniem negocjacji
  • opłacaniem doradztwa w sytuacji kryzysowej („gaszenie pożaru”)

Krótko mówiąc: lepiej zapobiegać problemom, niż je później rozwiązywać.

To jednak nie oznacza to, że dobra umowa czy dokumentacja całkowicie wyeliminuje ryzyko sporu.

Dokumentacja umowna w przedsiębiorstwie – co nam daje i ile to kosztuje?

Można by dodać – i dlaczego tak drogo, jak mawiał klasyk, ale okazuje się, że wcale nie.

U jednego z klientów, z którym współpracuję 15 lat, wdrożyliśmy blisko dekadę temu dokumentację umowną dla dostaw komponentów do szerokiej siatki odbiorców – innych producentów. Od tamtej pory liczba sporów związanych z brakiem zapłaty czy odpowiedzialnością za jakość – co było głównym założeniem wdrożenia procedury – wynosi… 1. Tak, jeden spór w ciągu 10 lat.

Ten jeden spór był „papierkiem lakmusowym” skuteczności wdrożonych rozwiązań. Kontrahent skierował do mojego klienta w początkowej fazie roszczenie na 2,5 mln, a skończyło się na 85 tys. Stało się tak, ponieważ zarządzający mojego klienta:

  • nie kwestionowali błędu jakościowego i jak najszybciej podjęli działania minimalizujące straty
  • mieli jasno określony zakres odpowiedzialności właśnie w przygotowanej dla nich dokumentacji umownej,
  • zależało im na dalszej współpracy z odbiorcą i częściowo udało się to osiągnąć,
  • posiadali silne argumenty, co znacznie ułatwiło negocjacje – choć sprawa trafiła do sądu.

Rachunek jest prosty: grubo ponad 1,5 mln oszczędności i perspektywa dalszej współpracy. A to wszystko dzięki przemyślanemu wdrożeniu procedur sprzedażowych, w tym formularzy, warunków współpracy i ogólnych warunków sprzedaży (OWS).

Pomijając oszczędności wynikające z krótszego czasu zawierania umów i większej efektywności operacyjnej, ten przykład pokazuje, jaką realną wartość daje odpowiednia dokumentacja.

Podsumowanie

Dokumentacja umowna to nie tylko formalność – to kluczowy element strategii biznesowej, który chroni przed kosztownymi sporami i stratami finansowymi. Przykład klienta, który w wyniku niedopasowanej umowy może potencjalnie stracić około 7,5 mln zł, pokazuje, jak ważne jest odpowiednie zabezpieczenie interesów już na etapie zawierania transakcji.

Dobrze opracowana dokumentacja nie tylko zwiększa przewidywalność i bezpieczeństwo współpracy, ale także umożliwia skuteczniejsze negocjacje i minimalizację ryzyka. Firmy, które wdrażają przemyślane procedury, mogą uniknąć niepotrzebnych strat, co potwierdza przypadek klienta, który przez 10 lat miał tylko jeden spór prawny, skutecznie ograniczając roszczenie z 2,5 mln zł do 85 tys. zł.

Koszt wdrożenia profesjonalnej dokumentacji jest zawsze niższy niż potencjalne straty wynikające z jednego poważnego konfliktu. Warto więc traktować umowy jako strategiczne narzędzie, a nie zbędny formalizm.

Autor: Mateusz Mrzygłód, radca prawny, partner zarządzający w ARTE LEGAL Law Office.

Revolut udostępni kredyty hipoteczne

  • Usługa jest w całości cyfrowa i radykalnie upraszcza refinansowanie hipotek, zapewnia właścicielom nieruchomości uzyskanie konkurencyjnych stawek z przejrzystym cennikiem, bez opłat administracyjnych Revolut. 
  • Revolut udostępni klientom na pierwszym rynku (Litwa) wstępnie zatwierdzone, spersonalizowane oferty, które pozwalają sprawdzić potencjalne stawki i warunki kredytu hipotecznego w ciągu zaledwie kilku minut, z poziomu aplikacji. 
  • W przypadku zainteresowania, to Revolut zorganizuje i pokryje koszty wyceny nieruchomości oraz koszt usług notarialnych, co dodatkowo uprości proces i obniży koszty klienta. 
  • Każdy klient Revolut wnioskujący o refinansowanie hipoteki będzie miał do dyspozycji lokalnego menedżera kredytów hipotecznych, który zapewni indywidualnie wszelką pomoc w procesie składania wniosku, gdyby było to konieczne.

Revolut ogłosił wejście na europejski rynek kredytów hipotecznych. W pierwszym kroku zamierza zachęcić klientów do przeniesienia kredytów hipotecznych z innych banków, do Revolut. Pilotażowym rynkiem na którym startuje usługa jest Litwa. Klienci, którzy chcą otrzymać dostęp jako pierwsi, mogą zapisać się na listę w aplikacji.

Usługa jest w całości cyfrowa i radykalnie upraszcza refinansowanie hipotek, zapewnia właścicielom nieruchomości uzyskanie konkurencyjnych stawek z przejrzystym cennikiem, bez opłat administracyjnych Revolut Bank. Ponadto, zawiera zestaw narzędzi ułatwiających zarządzanie kredytem hipotecznym.

Revolut Bank stawia na wstępnie zatwierdzone, spersonalizowane oferty, które pozwolą klientom (na razie na Litwie) sprawdzić potencjalne stawki i warunki kredytu hipotecznego w ciągu kilku minut, bezpośrednio z poziomu aplikacji. Jak zawsze w przypadku Revolut proces jest niezwykle prosty, szybki i cyfrowy (wszystko dzieje się w aplikacji).

Klienci będą mogli przenosić do Revolut Bank swoje kredyty hipoteczne po konkurencyjnych stawkach, bez dodatkowych opłat administracyjnych ze strony banku. Klienci mogą aplikować o kwotę od 35 tysięcy euro do 1 miliona euro z okresem spłaty do 30 lat (tylko uprawnieni klienci, po analizie zdolności kredytowej). Należy pamiętać, że poprzedni kredytodawca może rościć sobie prawo do opłat za wcześniejszą spłatę lub wyjście z umowy (zależnie od warunków poprzedniej umowy kredytowej).

W przypadku zainteresowania usługą, to Revolut Bank zorganizuje i pokryje koszty wyceny nieruchomości oraz koszt usług notarialnych, co dodatkowo uprości proces i obniży udział finansowy klienta. Każdy klient aplikujący o refinansowanie będzie miał do swojej dyspozycji lokalnego menedżera kredytów hipotecznych, który zapewni indywidualnie pomoc w procesie składania wniosku (gdyby było to potrzebne).

Jako Revolut Bank z dumą uruchamiamy usługę refinansowania kredytów hipotecznych. Pierwszym rynkiem gdzie udostępniamy produkt jest Litwa, która wprowadza właśnie uproszczone, przyjazne zasady refinansowania. To świetny moment dla właścicieli nieruchomości, aby spojrzeć na koszty obsługi swoich kredytów hipotecznych krytycznym okiem. Dzięki naszej nowej ofercie klienci będą mogli refinansować swoje kredyty hipoteczne po konkurencyjnych stawkach bez dodatkowych opłat Revolut i uzyskać większą kontrolę nad swoją finansową przyszłością. Zobowiązujemy się uczynić ten proces niezwykle prostym i przejrzystym, zapewniając indywidualne wsparcie” – powiedział Joe Heneghan, CEO w Revolut Bank.

Zainteresowani klienci mogą teraz dołączyć do listy oczekujących bezpośrednio w aplikacji Revolut (Konta > Dodaj nowe > Kredyt > Refinansowanie kredytu hipotecznego). Aby móc to zrobić, należy pobrać najnowszą wersję aplikacji Revolut (zarejestrować konto w Revolut). Aby zapewnić efektywne wprowadzenie produktu na rynek, wcześniejszy dostęp do usługi otrzyma z początku niewielka grupa klientów (stąd lista osób oczekujących), a następnie krok po kroku będzie zwiększany (szersze wdrożenie nastąpi w nadchodzącym miesiącu). Revolut Bank, przygotowuje też, w dalszej kolejności, premierę kredytów hipotecznych na zakup nieruchomości (z początku na Litwie).

Revolut Bank oferuje już kredyty konsumenckie i karty kredytowe z konkurencyjnymi stawkami na rynku litewskim. W 2024 r. portfel kredytów konsumenckich Revolut na Litwie wzrósł z 71,8 mln euro do 110,4 mln euro (o 54% r/r). W Polsce liczba klientów korzystających z usług kredytowych Revolut Bank wzrosła w zeszłym roku o 33% (2024 vs 2023), a wartość portfela kredytów o 70% (2024 vs 2023). Revolut Bank oferuje w Polsce m.in. kredyty konsumenckie, kredyty konsolidacyjne, karty kredytowe i kredyty ratalne w karcie kredytowej.

Pracujemy nad zwiększeniem wartości oferty usług i produktów Revolut Bank dla klientów w Polsce. Chcemy rozszerzać nasze portfolio o klasyczne produkty bankowe – jak kredyty hipoteczne, zaawansowane funkcje bezpieczeństwa – jak In-app calls, długoterminowe niskokosztowe produkty inwestycyjne – jak europejskie plany inwestycyjne, globalne usługi łączności – jak karty eSIM, czy benefity związane ze stylem życia – jak program korzyści RevPoints. Chcemy poszerzać zakres usług codziennych – od płatności BLIK, po transport publiczny. Naszym celem jest stanie się dla klientów bankiem pierwszego wyboru, z pomocą lokalnych oddziałów Revolut Bank w Europie, także w Polsce” – powiedział Tomasz Jarczyk, Head of Credit, Revolut Bank w Polsce i Europie Północnej.

Repolonizacja zamówień publicznych z poparciem biznesu – ale…

Ostatnie decyzje rządu dotyczące tzw. „repolonizacji” w polityce gospodarczej są kierunkowo dobrze przyjęte przez środowiska przedsiębiorców. 

Sam termin „repolonizacja”, choć politycznie atrakcyjny dla ekipy rządowej, może być mylący. Chodzi przede wszystkim o „wyrównanie pola gry” w obszarze zamówień publicznych tak, aby pozaunijni uczestnicy dużych przetargów na inwestycje rzeczowe i usługi finansowane ze środków publicznych, nie uzyskiwali przewagi jedynie z tego tytułu, że cieszą się nieuzasadnionym, z punktu widzenia prawa europejskiego, finansowym wsparciem swoich rządów oraz nie obejmuje ich szereg obostrzeń regulacyjnych generujących koszty (np. środowiskowych), obowiązujących wszystkie firmy w państwach członkowskich.

Ponadto należy też pozytywnie ocenić deklarację premiera mającą na celu uzgodnienie z Urzędem Zamówień Publicznych takich nowych zasad regulaminowych przetargów aby, nie łamiąc prawa europejskiego, śladem istniejących już rozwiązań w innych państwach członkowskich, zwiększać szanse na pozyskanie zamówień przez podmioty krajowe.

Jednak proponowane rozwiązania powinny być wprowadzane z umiarem, tak aby nie zakłócić poważnie konkurencji i nie dopuścić do gwałtownego wzrostu kosztów oferowanych przez uczestników przetargów rozwiązań.

Autor: Witold Michałek – ekspert BCC ds. gospodarki, legislacji i lobbingu, minister ds. procesu stanowienia prawa Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC

Salesforce: do 2027 r. wdrożenie agentów AI wzrośnie o 327%

Najnowsze badanie Salesforce, przeprowadzone wśród 200 globalnych liderów działów HR, pokazuje, że cyfrowa siła robocza to nie tylko chwilowy trend — to prawdziwa rewolucja w strategii biznesowej. Przewiduje się, że wdrażanie agentów AI wzrośnie o 327% w ciągu najbliższych dwóch lat, co może przełożyć się na 30-procentowy wzrost wydajności. W efekcie, dyrektorzy personalni przeprojektowują strukturę organizacji i podejście do kompetencji pracowników. Wyniki badania wskazują, że liderzy działów HR spodziewają się przesunąć niemal jedną czwartą zatrudnionych na nowe stanowiska w ramach wdrażania cyfrowej siły roboczej.

W badaniu podkreślono również rosnącą rolę programów przekwalifikowania w kontekście AI. Ponad 80% dyrektorów personalnych już przeszkala pracowników lub planuje to zrobić, aby zwiększyć ich konkurencyjność na rynku pracy kształtowanym przez agentów AI. Większość z nich zgadza się, że umiejętności miękkie — takie jak budowanie relacji i współpraca — będą jeszcze ważniejsze, gdy ludzie zaczną pracować ramię w ramię z agentami.

Dyrektorzy HR są zgodni, że w ciągu najbliższych pięciu lat zespoły będą składały się zarówno z ludzi, jak i agentów. Mimo to 85% przyznaje, że ich organizacje jeszcze nie wdrożyły agentów AI, a 73% twierdzi, że pracownicy wciąż nie rozumieją, jak cyfrowa siła robocza wpłynie na ich codzienną pracę. Wraz z transformacją miejsca pracy i zestawu potrzebnych umiejętności, zrozumienie, jak liderzy HR przygotowują firmy na przyszłość, staje się kluczowe.

Jesteśmy świadkami wyjątkowej transformacji pracy, w której cyfrowa siła robocza otwiera przed nami zupełnie nowe poziomy produktywności, autonomii i sprawczości, w tempie dotąd niespotykanym” — mówi Nathalie Scardino, prezeska i dyrektor personalna w Salesforce. „Każda branża musi na nowo zaprojektować stanowiska pracy, przeszkolić i przebranżowić talenty — a każdy pracownik będzie musiał nauczyć się nowych umiejętności: społecznych, technologicznych i biznesowych, aby odnaleźć się w cyfrowej rewolucji pracy.”

Cyfrowa rewolucja AI w liczbach

Liderzy HR uważają, że cyfrowa siła robocza to przyszłość, a jej integracja z zespołami będzie kluczowym elementem ich roli w organizacji

  • 80% uważa, że w ciągu pięciu lat większość zespołów roboczych będzie składać się z ludzi i agentów AI.
  • 86% dyrektorów personalnych twierdzi, że integracja cyfrowej siły roboczej z obecnym personelem będzie istotną częścią ich obowiązków.
  • Liderzy przewidują wzrost wdrożenia agentów o 327% do 2027 roku (z obecnych 15% do 64% w ciągu dwóch lat).
  • Po pełnym wdrożeniu agentów AI, oczekuje się średniego wzrostu produktywności o 30% i redukcji kosztów pracy o 19% — co przekłada się na 11 064 USD oszczędności na pracownika (na podstawie średniego wynagrodzenia OECD).*

Dyrektorzy personalni planują przeszkolić i przebranżowić pracowników tak, aby mogli współpracować z agentami

  • 77% wierzy, że agenci AI zmienią strukturę organizacyjną ich firm.
  • 89% twierdzi, że agenci umożliwią im przypisanie pracowników do nowych, bardziej adekwatnych ról.
  • Przewidują, że 61% zespołu pozostanie na dotychczasowych stanowiskach, współpracując z cyfrową siłą roboczą.
  • Spodziewają się przesunięcia niemal jednej czwartej (23%) pracowników do nowych ról lub zespołów.
  • 88% uważa, że redeployment (wewnętrzne przesunięcia) jest bardziej opłacalny niż rekrutacja z zewnątrz.
  • 81% już prowadzi (20%) lub planuje (61%) działania reskillingowe, aby przygotować pracowników do objęcia bardziej perspektywicznych ról.

Ponieważ 85% firm jeszcze nie wdrożyło agentów AI, dyrektorzy personalni koncentrują się na przygotowaniach technologicznych

  • Przewidują wzrost zatrudnienia w działach IT, R&D oraz sprzedaży.
  • Planują przesunięcia pracowników do ról technicznych, takich jak data scientist czy technical architect.
  • Uważają, że znajomość podstaw AI będzie kluczową kompetencją w gospodarce opartej na agentach.

W miarę wdrażania cyfrowej siły roboczej, rosnąć będzie znaczenie umiejętności miękkich i ról opartych na relacjach

  • 75% dyrektorów personalnych twierdzi, że AI zwiększy zapotrzebowanie na umiejętności miękkie w organizacji.
  • Planują przesuwać pracowników na stanowiska budujące relacje (drugie miejsce po rolach technicznych), np. do działów partnerskich i zarządzania klientami.
  • Uważają, że współpraca i elastyczność będą kluczowe w erze agentów.
  • Zakładają, że zespoły obsługi klienta, operacji i finansów zmniejszą się, a część ich zadań zostanie przejęta przez agentów.

Pomimo pilności tematu, wielu liderów HR wciąż jest na etapie planowania

  • Tylko 15% dyrektorów personalnych wdrożyło w pełni agentów AI w swojej organizacji.
  • 73% twierdzi, że ich pracownicy nadal nie są świadomi, w jaki sposób agenci wpłyną na ich pracę.

*Obliczenia oparte na 19% średniej rocznej pensji w krajach OECD w 2023 roku — 58 232 USD.*

Metodologia: Salesforce przeprowadził internetową, podwójnie ślepą ankietę we współpracy z NewtonX wśród 200 dyrektorów ds. zasobów ludzkich, dyrektorów ds. personalnych i innych globalnych liderów HR.

Nowa fala ataków na portfele kryptowalut. Hakerzy wyłudzili miliony dzięki Inferno Drainer

Hakerzy okradli w ciągu 6 miesięcy ponad 9 milionów dolarów grupie 30 tys. inwestorów kryptowalut. To wszystko dzięki Inferno Drainer, jednemu z najbardziej przebiegłych i dochodowych mechanizmów wykradania kryptowalut – alarmują eksperci Check Point Research.

– Ostatnie ataki pokazują jak bardzo cyberprzestępczość się sprofesjonalizowała. Inferno Drainer nie tylko kradnie kryptowaluty; rozwija on oszustwa na wzór startupu, z siecią partnerów, własną infrastrukturą i ciągłymi aktualizacjami. Ekosystem kryptowalut musi wreszcie zdać sobie sprawę, jak zaawansowane i uporczywe stały się te zagrożenia – uważa Eli Smadja, menedżer w Check Point Software Technologies.

Check Point odkrył, że działalność Inferno Drainera przyniosła w ostatnim półroczu ponad 30 000 ofiar w ponad 30 blockchainach. Rekordowa jednorazowa strata użytkownika sięgnęła 761 000 dolarów, czyli ponad 2,9 mln PLN! Szacuje się, że wszystkie kradzieże przypisywane Inferno Drainer mogą przekraczać łącznie nawet 250 milionów dolarów.           

Inferno Drainer to przykład modelu Drainer-as-a-Service (DaaS) – zorganizowanej usługi przestępczej, w której operatorzy udostępniają zestawy narzędzi phishingowych swoim „partnerom”, zapewniając im infrastrukturę, dedykowane skrypty i bieżące wsparcie techniczne. Według analityków Check Point Research, obecna wersja oprogramowania cechuje się niespotykanym poziomem zaawansowania technologicznego.            

Wersja z 2025 roku wprowadza szereg nowoczesnych mechanizmów utrudniających wykrycie i przeciwdziałanie atakom. Posiada szyfrowaną komunikację C&C w łańcuchu Binance Smart Chain, czy jednorazowe smart kontrakty, które ulegają samozniszczeniu po pojedynczym użyciu. Narzędzie umożliwia wykorzystanie protokołu OAuth2 i bezpiecznych proxy do omijania filtrów przeglądarek, portfeli i narzędzi antyphishingowych, a wielowarstwowe szyfrowanie AES i głęboka obfuskacja kodu, chroni przed analizą ekspertów ds. bezpieczeństwa.

Jak działa atak?

Ataki Inferno Drainer bazują głównie na manipulacji użytkownikiem. Wg analityków Check Point Research można je opisać w trzech punktach:

  • Hakerzy przejmują linki zaproszeń na Discordzie lub podszywają się pod popularne boty (np. Collab.Land).
  • Podszywając się pod interfejsy weryfikacyjne, nakłaniają ofiary do podłączenia portfela i podpisania „niewinnej” transakcji.
  • W rzeczywistości użytkownicy autoryzują złośliwe smartkontrakty lub udzielają nieświadomie stałego dostępu do tokenów.

W niektórych przypadkach użytkownicy przesyłają tokeny na wcześniej przygotowane adresy, bez jakiejkolwiek interakcji, co uniemożliwia portfelowi ostrzeżenie o zagrożeniu.

Juan zyskuje na sile, dolar testuje kluczowe poziomy oporu

Dolar amerykański gwałtownie zyskał w poniedziałek na wartości, gdy inwestorzy grający na spadek jego notowań wycofali się po złagodzeniu napięć handlowych między USA a Chinami. Jeszcze mocniej umocnił się chiński juan. Po tej kapitulacji rynek może jednak szukać nowych impulsów niezwiązanych z handlem. Centrum zainteresowania może ponownie stać się rynek amerykańskich obligacji skarbowych.

Zawieszenie ceł między USA a Chinami – ogłoszone na przynajmniej 90 dni – okazało się kluczowym momentem krótkoterminowej kapitulacji dla inwestorów grających na spadek dolara. W poniedziałek dolar amerykański przebił poziomy oporu i niemal dotarł do ostatnich głównych średnioterminowych oporów. Po tak silnej reakcji wynikającej przede wszystkim z polityki handlowej USA, wielu uczestników rynku będzie teraz intensywnie śledzić kolejne wydarzenia związane z handlem. Jednak można przypuszczać, że rynek zacznie szukać nowych impulsów – a jednym z nich może ponownie stać się rynek obligacji skarbowych USA.

W czasie gdy obserwujemy, czy dolar amerykański będzie kontynuował swój rajd, John J. Hardy, główny strateg makroekonomiczny w Saxo zwraca uwagę na kluczowe poziomy na głównych parach walutowych z USD:

  • EURUSD: Obszar 1,1050, który odpowiada poziomowi zniesienia 61,8% ruchu wzrostowego od dołka 1,0733 do szczytu 1,1573.
  • USDJPY: Poziom 150,00 ma duże znaczenie psychologiczne jako potencjalny punkt zamknięcia (na koniec dnia lub tygodnia). Dodatkowo średnia 200-dniowa wynosi obecnie 149,72. Traderzy korzystający z analizy Ichimoku powinni obserwować górne ograniczenia chmury, które w kolejnych dniach będą zniżkować – obecnie znajdują się w rejonie 150,00. Tygodniowa chmura pozostaje powyżej aktualnych poziomów cenowych.
  • GBPUSD: Zniesienie 38,2% ostatniego ruchu wzrostowego od dołka 1,2709 utrzymało się mimo niewielkiego przełamania z poniedziałku (1,3163 wobec przedwczorajszego dołka 1,3140). Kluczowa strefa kapitulacji wydaje się znajdować w rejonie psychologicznego poziomu 1,3000, który dobrze pokrywa się ze zniesieniem 61,8% (1,2990).
  • USDCHF: Odnotowaliśmy istotny test zniesienia 38,2% liczonego od dołka na poziomie 0,8282. Bariera psychologiczna znajduje się przy 0,8500, natomiast główna strefa oporu leży wyżej – w rejonie 0,8750. To wciąż relatywnie odległy poziom, jednak frank szwajcarski utrzymuje zaskakującą siłę, mimo wyraźnej poprawy sentymentu rynkowego. Możliwe, że kluczowym czynnikiem jest tutaj cena złota.
  • USDCAD: Poziom 1,4000 stanowi kluczową strefę zarówno psychologiczną, jak i techniczną – został on wczoraj chwilowo przekroczony. Górna granica potencjalnego oporu znajduje się w przedziale 1,4150–1,4250.
  • AUDUSD: Ruchy na tej parze są bardziej ograniczone, prawdopodobnie z powodu silniejszego CNH. Lokalne wsparcie znajduje się przy poziomie 0,6344.

John J. Hardy zauważa, że ruch dolara amerykańskiego jest zdecydowanie słabszy w porównaniu do odbicia sentymentu na rynkach globalnych, a złoto wciąż utrzymuje się na wysokich poziomach cenowych. Sugeruje to, że długoterminowe czynniki wpływające na osłabienie dolara pozostają aktualne, a obecny jego wzrost może być tylko krótkoterminową korektą w ramach nowego, długoterminowego trendu. Wiarygodność tej analizy zostanie podważona tylko, jeśli EURUSD spadnie poniżej poziomu 1,0750–1,0700, a USDJPY przekroczy 152,00. Jeśli dojdzie do tych kluczowych zmian, to będzie to raczej chwilowa przerwa, a nie koniec dotychczasowego trendu, i rynek będzie czekał na dalsze sygnały, które pomogą określić jego przyszły kierunek.

Wykres: USDCNH

Dla niektórych może być zaskakujące, że chińska waluta umacnia się bardziej niż dolar amerykański. Zazwyczaj widzimy, że juan porusza się w tym samym kierunku co dolar amerykański na parach krzyżowych – stąd od weekendu ogromny spadek EURCNH. Chiny mogą pozwalać na bardziej wyraźne wahania kursu juana jako formę „pokazu siły” w celach PR-owych, lub może to wynikać z obaw o kondycję chińskiej gospodarki, które zostały złagodzone po zaostrzeniu polityki handlowej USA. Ruch na tej parze nie jest szczególnie znaczący, chyba że: A) USDCNH spadnie znacznie poniżej poziomu 7,00, lub B) waluta zacznie poruszać się w innym kierunku niż USD w parach krzyżowych względem innych głównych walut. Warto przy tym zauważyć, że istnieją dowody na potwierdzenie korelacji CNH z USD: para EURCNH i EURUSD miała współczynnik determinacji (r-kwadrat) na poziomie 61,5% w ujęciu dziennym przez ostatnie dwa lata, natomiast USDJPY i CNHJPY aż 80,4%.USDCNH

Żródło: Saxo

– Ostatnie zmiany na rynku walutowym, w tym umacnianie się juana i niepewność wokół dolara amerykańskiego, pokazują, jak dynamiczne i trudne do przewidzenia mogą być globalne trendy ekonomiczne. W takich warunkach dywersyfikacja portfela inwestycyjnego nabiera szczególnego znaczenia. Inwestowanie w różne klasy aktywów i w różnych regionach geograficznych pomaga ograniczyć wpływ nagłych zmian na jednym rynku. Zbyt duża ekspozycja na jedną walutę lub sektor może bowiem zwiększyć ryzyko strat. Dlatego rozsądna dywersyfikacja to nie tylko strategia ochrony, ale też szansa na stabilniejszy rozwój portfela inwestycyjnego – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku

Następny kluczowy punkt: rynek obligacji skarbowych USA?

Długoterminowe rentowności amerykańskich obligacji ponownie nieznacznie wzrosły wraz z odbiciem sentymentu ryzyka i nadzieją, że polityka handlowa Trumpa nie zdestabilizuje amerykańskiej gospodarki. Ryzyko negatywnego wpływu na dane gospodarcze USA w okresie maj-lipiec zostało na pewno zmniejszone poprzez obniżenie zagrożenia wynikającego z polityki celnej, choć istnieje ryzyko „kaca” polegające na tym, że amerykańska gospodarka mogła zostać nieco sztucznie ożywiona w pierwszych czterech miesiącach roku przez panikę związaną z planowanymi cłami. Trudno to określić. Niemniej jednak, zadeklarowany cel sekretarza skarbu USA, Bessenta polegał na obniżeniu rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA, co jeszcze nie zostało osiągnięte. Podczas ostatniego wzrostu rentowność ta zbliżyła się niemal do poziomu 4,50%.

John J. Hardy jest przekonany, że ryzyko polityki osłabiającej dolara amerykańskiego ze strony Bessenta i jego ekipy, mającej na celu ograniczenie wzrostu długoterminowych rentowności USA, rośnie z każdym wzrostem rentowności powyżej 4,50%, a szczególnie powyżej 4,75%, o ile taki poziom zostanie osiągnięty. (Zmiany w przepisach SLR dla banków, pozwalające im przechowywać więcej obligacji skarbowych bez kar, są powszechnie uważane za pierwszy krok w tym kierunku.) Jedyną rzeczą, która mogłaby bez interwencji stłumić wzrost rentowności długoterminowych, byłyby słabsze dane gospodarcze z USA, sugerujące nadchodzącą recesję, co również miałoby negatywny wpływ na dolara. Istnieje więc możliwość dalszego wzrostu dolara, ale ekspert Saxo uważa, że nie będzie on znaczący.

Ostatni wzrost niemal całkowicie zneutralizował osłabienie dolara amerykańskiego, a CNH teraz znajduje się na plusie po niedawnym, gwałtownym umocnieniu. Największe straty ponosi JPY na skutek wyższych globalnych rentowności i silnego sentymentu ryzykownego, który sprzyja handlowi carry. Biorąc pod uwagę silny wzrost dolara amerykańskiego od weekendu, utrzymanie się złota w dotychczasowym zakresie cenowym jest zaskakująco stabilne.rynek obligacji skarbowych USArynek obligacji skarbowych USA

Żródło: Bloomberg i Grupa Saxo

Nowa tabela trendów FX dla poszczególnych par walutowych

Para USDJPY odbiła się tak gwałtownie, że nasz wskaźnik trendów wskazuje obecnie na pozytywny trend. Jest to jednak trochę przedwczesne, ponieważ John J. Hardy przyznaje, że pomylił się co do prognoz dla trendów na parach z JPY, które wykonały silny ruch wzrostowy (szczególnie GBPJPY) – choć bez przebicia istotnych zakresów cenowych.Nowa tabela trendów FX dla poszczególnych par walutowych

Żródło: Bloomberg i Grupa Saxo

Funt w cieniu euro, ale z potencjałem wzrostu. Prognozy na 2025–2026

Od czasu ogłoszenia ceł odwetowych Trumpa funt radzi sobie wyraźnie gorzej niż euro. Mimo że skala wpływu ceł na brytyjską gospodarkę wydaje się ograniczona, waluta ma złą passę ze względu na status jednej z najbardziej ryzykownych w grupie G10. Perspektywy funta pozostają jednak korzystne, m.in. ze względu na ostrożne tempo cięć stóp procentowych Banku Anglii i potencjalne zbliżenie gospodarcze z UE.

Kluczowe punkty:

  • GBP jest słabszy od EUR mimo ograniczonej ekspozycji na cła.
  • Wskaźniki PMI sugerują nadchodzące problemy brytyjskiej gospodarki.
  • Inflacja spada, utrzymuje się jednak powyżej celu BoE.
  • Rynek pracy jest odporny mimo ryzyk związanych z budżetem.
  • BoE obniżył stopy w maju, dalsze cięcia będą stopniowe.
  • Pozostajemy optymistyczni wobec GBP względem większości głównych walut.

Uważamy, że brytyjska gospodarka powinna być dość dobrze chroniona przed ryzykami stwarzanymi przez większy protekcjonizm handlowy USA, biorąc pod uwagę jej ograniczoną ekspozycję na zewnętrzny popyt i brak zależności od przepływu towarów na drugą stronę Atlantyku. Wielka Brytania ma w handlu z USA deficyt, nawiązała już także wstępne porozumienie, a jej stawka celna wynosi jedynie bazowe 10%. Inwestorzy jednak częściowo odwrócili się od funta po 2 kwietnia, m.in. ze względu na jego status jednej z najbardziej ryzykownych walut w grupie G10, a zamiast tego szukali schronienia w tradycyjnych safe haven (franku szwajcarskim i jenie japońskim) oraz euro.

Utrzymujemy pozytywny pogląd na perspektywy funta. Stosunkowo słabe wyniki brytyjskiej gospodarki stanowią ryzyko spadkowe dla waluty w horyzoncie naszej prognozy, szczególnie że nie obserwujemy jeszcze pełnego wpływu rosnących kosztów prowadzenia firm na rynek pracy i inflację. Uważamy jednak, że ograniczona ekspozycja Wielkiej Brytanii na cła, starania Laburzystów o bliższe więzi z Unią Europejską i ostrożne tempo cięć stóp procentowych Banku Anglii będą wspierać funta w 2025 r.

Niepewne perspektywy wzrostu gospodarczego na Wyspach

Jak zaznaczyliśmy na początku roku, gospodarcza przyszłość Wielkiej Brytanii jest skomplikowanym zagadnieniem. Ostatnie odczyty aktywności były dość mieszane i trudno było wyraźnie odczytać realne perspektywy gospodarki. W drugiej połowie 2024 r. właściwie wypłaszczyła się, dane obejmujące pierwsze miesiące 2025 r. są jednak nieco bardziej obiecujące. Miesięczna dynamika PKB w lutym była imponująca – gospodarka doświadczyła ekspansji o 0,5%, co było najszybszym tempem wzrostu od marca 2024 r. i znacznie powyżej szacunków ekonomistów.

Wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej sugerują jednak trudności w II kwartale. Indeks zbiorczy spadł w kwietniu do zaledwie 48,4 pkt, co wskazuje na skurczenie się gospodarki i stanowi największe spowolnienie od października 2023 r. Właściciele firm mierzą się z coraz bardziej nieprzyjazną mieszanką ryzyk, zarówno krajowych, jak i zewnętrznych. Pewne zmartwienie stanowią cła, spodziewamy się również, że wyższe koszty zatrudnienia przez podwyżkę składek na ubezpieczenie i krajowej płacy minimalnej, które weszły w życie w kwietniu, opóźnią decyzje inwestycyjne i ograniczą zatrudnienie nowych osób.

Patrzymy z rezerwą na plany Laburzystów dotyczące zapożyczania się w obecnym otoczeniu. Rentowności brytyjskich obligacji skarbowych w ostatnich tygodniach nieco się ustabilizowały, są jednak bardzo wysokie mimo niedawnego rozluźniania polityki monetarnej przez Bank Anglii. Prawdopodobnie spowoduje to utrzymanie stóp kredytów hipotecznych na podwyższonym poziomie, podczas gdy rozporządzalny dochód gospodarstw domowych będzie ograniczony przez podwyżki cen energii i wody. Przy słabym wzroście i wyższych rentownościach, które ograniczają przestrzeń fiskalną, nie możemy również wykluczyć dalszych podwyżek podatków jesienią, co nie byłoby szczególnie korzystne dla brytyjskich aktywów.

BoE zdecyduje się na stopniowe cięcia

Podwyższona presja inflacyjna wciąż niepokoi Bank Anglii. W maju BoE obniżył stopy procentowe o 25 pb. stosunkiem głosów 5:4 (dwoje z gołębi optowało za cięciem o 50 pb.). Sygnały z banku sugerują, że decydenci powinni ostrożnie podchodzić do perspektyw dalszego rozluźniania polityki monetarnej. Jesteśmy zdania, że w czerwcu niemal na pewno dojdzie do pauzy i widzimy nie więcej niż dwa cięcia w pozostałej części roku (rynek skorygował oczekiwania i obecnie ma podobną opinię).

W ostatnich miesiącach presja cenowa w Wielkiej Brytanii w dalszym ciągu spadała; jej główna miara sięgnęła w marcu 2,6%. Choć w maju BoE nieznacznie obniżył prognozę inflacji (co jest w dużej mierze wynikiem niższych cen ropy) podejrzewamy,  że decydenci będą chcieli zobaczyć więcej dowodów na postępy w zakresie jej miary bazowej (3,4%) i inflacji usług (4,7%), która przekracza wciąż ponad dwukrotnie ustalony cel. Nie zapominajmy, że celem banku jest kontrolowanie inflacji, a nie wspieranie wzrostu, zaś ryzyka w górę dla cen konsumenckich są wciąż znaczące – wynikają szczególnie z podwyżek podatków dla firm, wyższych cen energii i podwyższonej presji płacowej.

Funt ma szansę na umocnienie

W obliczu ostatnich wydarzeń w USA zrewidowaliśmy naszą prognozę kursu GBP/USD w górę w jej horyzoncie. Jak wspomnieliśmy, uważamy że brytyjska gospodarka może przetrwać zamieszanie celne bez większych strat, szczególnie że jest ona znacznie bardziej zależna od dochodów z usług niż od eksportu towarów. Dodatkowo spodziewamy się, że Bank Anglii utrzyma swoje zachowawcze podejście w zakresie obniżania stóp procentowych.

Sytuacja w kraju, w szczególności podwyższona inflacja i rosnące koszty dla firm, stanowi naszym zdaniem większe ryzyko dla wzrostu niż cła, brytyjski rynek pracy jest jednak jak na razie odporny na te wyzwania. Wciąż postrzegamy funta jako jedną z najbardziej niedowartościowanych walut w grupie G10 i wydaje się, że dalsza jego korekta wchodzi w grę, szczególnie jeśli Laburzyści będą zmierzali w stronę zacieśniania więzi z Unią Europejską.

GBP/USD GBP/EUR GBP/PLN
Q2-2025 1,32 1,17 4,95
Q3-2025 1,33 1,17 4,95
E-2025 1,35 1,17 5,00
Q1-2026 1,37 1,18 5,00
E-2026 1,40 1,19 5,05

 

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Kurs euro do dolara: co dalej z EUR/USD? Eksperci przewidują wzrosty w 2025–2026 r.

Euro w oczach inwestorów stało się de facto walutą safe haven i najlepszą alternatywą dla dolara, po tym jak „dzień wyzwolenia” wywołał zamieszanie na rynkach finansowych. Z naszej perspektywy para EUR/USD ma potencjał na dalszy wzrost, szczególnie w kontekście zmniejszania się różnic między wynikami gospodarek USA i strefy euro oraz ogromnej stymulacji w Niemczech. Ostre cięcia stóp ze strony EBC to jeden z czynników, który może zaszkodzić walucie w krótkim terminie.

Kluczowe punkty:

  • Euro jest najsilniejsze od końcówki 2021 r.
  • Wspólna waluta jest postrzegana właściwie jako aktywo safe haven.
  • Gospodarka strefy euro odnotowała solidny wzrost w I kwartale (+0,4% k/k).
  • Przez cła perspektywy gospodarcze są słabe, wskaźniki PMI sugerują stagnację.
  • EBC powinien obniżyć stopy w czerwcu i w dalszej części roku.
  • Spodziewamy się dalszych zysków pary EUR/USD.

Choć tradycyjnie – mając na uwadze wspomniany rynkowy chaos – byłoby to sprzeczne z intuicją, kurs EUR/USD przekroczył w kwietniu poziom 1,15, umacniając się do najlepszej pozycji od końcówki 2021 r. Utrata zaufania do amerykańskich aktywów od czasu ogłoszenia drakońskich ceł była korzystna dla euro, jako że inwestorzy szukają mało ryzykownych, stabilnych i płynnych zamienników. Wspólną walutę dodatkowo wsparły wieści o historycznej stymulacji fiskalnej w Niemczech, gdzie złagodzony ma zostać tzw. hamulec długu, a w gospodarkę ma zostać wstrzyknięte 500 mld EUR na projekty infrastrukturalne.

Perspektywy wzrostu w strefie euro pozostają kruche, m.in. przez zagrożenie cłami, a Europejski Bank Centralny wydaje się planować dalsze agresywne cięcia stóp procentowych. Mimo tego zrewidowaliśmy w górę naszą prognozę dla euro od ostatniego raportu i spodziewamy się jego solidnych zysków względem dolara w jej horyzoncie. Uważamy, że wspólna waluta może zyskać na chaotycznych decyzjach Białego Domu i malejącej różnicy między wynikami gospodarek po obu stronach Atlantyku, co może zostać uwypuklone przez działania w zakresie stymulacji fiskalnej w Europie.

Cła rzuciły cień na perspektywy wzrostu gospodarczego w strefie euro

Póki co uczestnicy rynku wydają się utrzymywać stosunkowo pozytywny pogląd na gospodarkę strefy euro. Aktywność we wspólnym bloku odbijała przez większą część 2024 po katastrofalnym 2023. Wzrost w I kwartale tego roku również przekroczył oczekiwania – gospodarka wzrosła w tym czasie o 0,4%, szybciej rosła ostatni raz w III kwartale 2022 r. Wsparły go dobre wyniki Hiszpanii i Włoch oraz wzrost aktywności w Irlandii, która zyskała na wpływach z USA i statusie raju podatkowego. Wydaje się, że rozluźnianie polityki monetarnej również wsparło popyt, a zwiększony amerykański import europejskich towarów przed wprowadzeniem ceł zapewnił tymczasowe wsparcie.

Perspektywy wspólnego bloku pozostają jednak zaciemnione przez cła i nie możemy wykluczyć niewielkiego spowolnienia w drugiej połowie roku, jeśli niepewność handlowa utrzyma się na podwyższonym poziomie. Jak wspomnieliśmy w lutym, zasadnym pytaniem nie jest to, czy gospodarka strefy euro ucierpi na cłach Trumpa, ale jak mocno. Choć nie spodziewamy się, by ich oddziaływanie na wzrost gospodarczy było katastrofalne, to prawdopodobieństwo recesji jest niezaniedbywalne, jako że wpływ na handel będzie spotęgowany przez zachwiane zaufanie przedsiębiorców i konsumentów.

Dane ankietowe dotyczące aktywności po „dniu wyzwolenia” utrzymują się na razie na dość dobrym poziomie. Zbiorczy PMI od S&P wskazywał w kwietniu na stagnację (50,4 pkt), utrzymuje się jednak od czterech miesięcy tuż powyżej granicznego poziomu 50 pkt. Aktywność w sektorze usługowym w dalszym ciągu spada (50,1 pkt), zaś w przemysłowym rośnie (49,0 pkt). Mimo niepewności handlowej są powody do optymizmu, nie tylko ze względu na nadchodzącą stymulację fiskalną w Niemczech i spadek cen energii, który jest korzystny dla wspólnego bloku, biorąc pod uwagę jej wpływ na inflację i status Europy jako importera netto energii.

Dalsze cięcia stóp EBC niemal pewne

Raport dotyczący inflacji HICP w kwietniu pokazał nieznacznie silniejszą od oczekiwań presję cenową. Główna miara w dalszym ciągu spada i jest tuż powyżej wynoszącego 2% celu EBC (2,2%). Miara bazowa jest jednak uporczywie wysoka (2,7%), podobnie jest w sektorze usługowym (3,9%), w którym jest bliska dwukrotności celu banku. Nie wpłynie to naszym zdaniem na tempo obniżek stóp procentowych EBC – na kwietniowym posiedzeniu Rada Prezesów wydawała się coraz bardziej pewna, że zmierzamy do dezinflacji. Proces ten powinny wesprzeć niedawna aprecjacja euro, spadek cen energii i napięcia handlowe, które będą prawdopodobnie ciążyć globalnemu wzrostowi.

Kwietniowe posiedzenie EBC nie przyniosło zaskoczeń – w wyniku jednomyślnego głosowania obniżono stopy procentowe o 25 pb. Prezeska Christine Lagarde zdawała się sugerować, że wieści o cłach wymusiły na banku działanie – stwierdziła, że kilka tygodni wcześniej część członków opowiedziałaby się za pauzą. Bank nie zapewnił klarownego forward guidance i nie jest to niczym dziwnym w stale zmieniającym się krajobrazie geopolitycznym. Usunięcie z oświadczenia słowa „restrykcyjna” w odniesieniu do polityki monetarnej, oznaki większej pewności w kontekście inflacji i podwyższone obawy dotyczące perspektyw wzrostu wskazują jednak, że dalsze cięcia są niemal pewne, szczególnie że Lagarde zasugerowała, że stopy mogą zejść poniżej neutralnego poziomu.

Cła podważyły zaufanie do dolara, euro na tym skorzysta

Uważamy, że euro od czasu ogłoszenia ceł Trumpa mogło być nieco nadmiernie kupowane, i ostatnie pozytywne sygnały dotyczące ceł wspierają ten pogląd, spychając kurs EUR/USD w dół. W średnim terminie spodziewamy się jednak dalszego wzrostu pary. Naszym zdaniem cła Trumpa i kryzys zaufania do amerykańskich aktywów wywołały zmniejszanie się różnic między wynikami gospodarek USA i strefy euro, a wpływ ogromnej stymulacji w Niemczech może ten proces przyspieszyć.

EUR/USD USD/PLN EUR/PLN*
Q2-2025 1,13 3,75 4,25
Q3-2025 1,14 3,75 4,25
E-2025 1,15 3,70 4,25
Q1-2026 1,16 3,65 4,25
E-2026 1,18 3,60 4,25

 

*prognoza EUR/PLN jest prognozą złotego,

prognoza EUR/USD ma kluczowe znaczenie dla prognozy USD/PLN

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Kryzys zaufania do USA. Prognozy kursu dolara na 2025 i 2026 nie pozostawiają złudzeń

Ogłoszenie przez Trumpa 2 kwietnia ceł odwetowych spowodowało jeden z najjaskrawszych przypadków słabości dolara od czasu globalnego kryzysu finansowego. Niezależnie od dalszych decyzji administracji USA, zaufanie do amerykańskich aktywów zostało już zachwiane, zakwestionowany został również pogląd, że USA są bezpiecznym i godnym zaufania kierunkiem dla inwestorów. W efekcie prognozujemy, że kurs EUR/USD wzrośnie, a USD/PLN zakończy rok na poziomie 3,70.

Kluczowe punkty:

  • Indeks USD spadł do najniższego poziomu od 2022 r.
  • Cła wywołały kryzys zaufania do amerykańskich aktywów.
  • Amerykańska gospodarka zwolni, możliwa jest recesja.
  • Oczekiwania inflacyjne gwałtownie rosną.
  • Uważamy, że Fed będzie w 2025 r. dokonywać cięć stopniowo.
  • Nasz pogląd na dolara stał się negatywny.

Doświadczyliśmy dość nietypowej zmiany poglądu rynków na amerykańskie cła od czasu listopadowych wyborów prezydenckich. W ostatnim kwartale ubiegłego roku indeks USD wzrósł o ok. 8% w oczekiwaniu na to, że druga kadencja Trumpa sprawi, że inflacja będzie wyższa, a Rezerwa Federalna bardziej jastrzębia. Od tamtego czasu sytuacja uległa jednak ogromnej zmianie – uczestnicy rynku zaczęli obawiać się, że cła i ogromna niepewność, jaką przyniosła polityka handlowa Trumpa, mogą doprowadzić do recesji w USA w tym roku.

W obliczu chaotycznego i impulsywnego sposobu, w jaki cła zostały nałożone, a następnie wycofane, inwestorzy kwestionują pozycję USA jako światowego lidera w zakresie siły instytucjonalnej, odporności gospodarczej i wolnego handlu. Było to motorem trendu „sell America”, w ramach którego straciły amerykańskie rynki akcji, obligacje skarbowe i dolar – taki wspólny ruch jest dość niezwykły i bezprecedensowy, szczególnie w okresie zwiększonej niepewności rynkowej.

Proces nakładania ceł wzbudził znaczne kontrowersje

Rynki finansowe stanęły na głowie po ogłoszeniu przez Trumpa niszczycielskich ceł. Same restrykcje handlowe były oczekiwane, ich skala i zakres były jednak niespodziewane. Logika ekonomiczna sugerowałaby, że wyższe amerykańskie cła będą dla dolara korzystne, choćby dlatego, że waluty safe haven zwykle zyskują podczas zamieszania na rynkach. Tym razem stało się jednak wręcz odwrotnie, a to sprzeczne z intuicją zachowanie przypisujemy poniższym czynnikom:

  • Dziwaczny i nieuzasadniony sposób, w jaki cła zostały ustalone i ogłoszone, zachwiał wiarą w amerykańską strukturę instytucjonalną. Wydaje się, że dolar przynajmniej tymczasowo stracił swój status safe haven, który przejęło euro, będące drugą najbardziej płynną walutą świata.
  • Cła zwiększyły ryzyko recesji w USA – rynki obstawiają, że to właśnie Stany ucierpią na restrykcjach najsilniej. MFW obniżył swoją prognozę wzrostu w USA w 2025 r. do 1,8% (z 2,7%), a wyceny Polymarket szacują prawdopodobieństwo recesji w tym roku na ok. 40%.
  • Niezależność Rezerwy Federalnej jest zagrożona po dyskusjach w Białym Domu dotyczących odwołania prezesa Jerome’a Powella przed końcem jego kadencji.

Odsunięcie o 90 dni ceł wzajemnych powyżej 10% przyniosło wyczekiwaną ulgę amerykańskim giełdom, w tym największy od 2001 r. jednodniowy wzrost indeksu Nasdaq Composite. Podobny efekt miała ogłoszona w poniedziałek wzajemna redukcja ceł przez Chiny i USA na 90 dni, w wyniku czego te dla Chin wyniosą 30% zamiast 145%. Do pewnego stopnia sądzimy, że złagodzenie ceł z bardzo wysokich poziomów zawsze wchodziło w grę, biorąc pod uwagę nieuniknione i głęboko negatywne implikacje dla amerykańskiej gospodarki. Do zwrotu doszło jednak znacznie szybciej, niż się spodziewaliśmy. Wydaje się, że Trumpa przestraszyła reakcja rynków, w szczególności gwałtowna wyprzedaż obligacji skarbowych – tygodniowy ruch 10-letnich był jednym z najwyższych na przestrzeni czterech ostatnich dekad.

Cła uderzą rykoszetem w gospodarkę Stanów Zjednoczonych

Mimo nagłej zmiany nastawienia Trumpa sądzimy, że dla dolara przeważają obecnie ryzyka spadkowe. Wydaje się, że amerykańska gospodarka znacznie ucierpi na jego cłach w obliczu kurczenia się przepływów handlowych, podbicia inflacji, odsunięcia w czasie inwestycji i zatrudnienia przez firmy oraz redukcji wydatków konsumentów z powodu ogromnej niepewności i zamieszania na rynkach. Nie mamy silnej opinii na temat zakresu spowolnienia choć skala zagrożeń wzbudziła w nas przekonanie, że uniknięcie recesji w drugiej połowie 2025 r. będzie trudne. Niemniej, ostatnia poprawa na linii USA-Chiny budzi nadzieje, że najgorszego uda się uniknąć.

Odczyty makroekonomiczne obejmujące okres po nałożeniu ceł są na razie nieliczne. Przed ich wprowadzeniem obserwowaliśmy sygnały przyspieszonych zakupów. Zamówienia środków trwałych pokierowały się w marcu w górę (+9,2% m/m), choć ostry wzrost importu przed wprowadzeniem ceł przełożył się na spadek PKB w I kwartale (-0,3% w ujęciu zanualizowanym). Zbiorczy PMI znalazł się w kwietniu na najniższym od 16 miesięcy poziomie 51,2 pkt, utrzymał się jednak powyżej granicznych 50 pkt. Zauważamy, że firmom niespieszno do zwalniania pracowników – czterotygodniowa średnia nowych deklaracji bezrobocia spadła do 220 tys. – co jest pozytywnym sygnałem.

Fed nie spieszy się z obniżkami stóp

Zadanie Rezerwy Federalnej stało się trudniejsze. Cła niemal na pewno zaważą na wzroście w USA w tym roku, a sprawę komplikują jeszcze implikacje inflacyjne. W raporcie dotyczącym presji cenowej w marcu widoczne były oznaki postępów, szczególnie w zakresie miary bazowej, która spadła do najniższego od marca 2021 r. poziomu 2,8%. Oczekiwania dotyczące przyszłych poziomów inflacji wzrosły i agresywne cięcia Fedu nie byłyby z nimi spójne. Kwietniowe szacunki Uniwersytetu Michigan zakładają 6,5% za rok oraz 4,4% za pięć lat, co stanowi najwyższe ich poziomy od odpowiednio 1981 r. i 1991 r.

Ogólnie rzecz ujmując, komunikaty Powella od czasu „dnia wyzwolenia” są jastrzębie. Prezes Fedu ostrzegł, że cła mogą osłabić amerykański rynek pracy. Spodziewa się on wyższej inflacji, przy czym dał do zrozumienia, że jest to dla amerykańskiego banku centralnego istotniejszy element podwójnego mandatu (mającego na celu zapewnienie nie tylko stabilności cen, lecz także promowanie zatrudnienia). Zgodnie z oczekiwaniami Fed utrzymał w maju stopy na niezmienionym poziomie i jesteśmy zdania, że będzie czekał na więcej odczytów pokazujących wpływ niepewności celnej na amerykańską gospodarkę, w szczególności na rynek pracy.

Oczekiwania dotyczące obniżek stóp w kontraktach futures w ostatnim czasie zauważalnie się znormalizowały – rynek wycenia obecnie w sumie około 60 pb. cięć w tym roku. Naszym zdaniem Fed będzie ostrożnie podchodził do cięć stóp procentowych w najbliższych kwartałach, biorąc pod uwagę implikacje inflacyjne ceł. Uważamy także, że Powell i spółka nie dadzą się zastraszyć Trumpowi, by obniżać stopy szybciej, niż jest to ich zdaniem konieczne.

Perspektywy dolara podważone

Od czasu naszego lutowego raportu zmieniliśmy pogląd na dolara z umiarkowanie pozytywnego na negatywny. Oznaki powrotu zdrowego rozsądku do Białego Domu, w szczególności u osób takich jak Scott Bessent i Howard Lutnick, są korzystne dla dolara. W przeciwieństwie do typowej sytuacji informacje o postępach w porozumieniach handlowych powinny być sprzyjające dla amerykańskiej waluty, a w przypadku wycofania ceł może ona naszym zdaniem odzyskać część strat – zasadniczo już to obserwujemy. Ograniczyłoby to również szkody dla amerykańskiej gospodarki, a przy tym zmniejszyło presję na Fed, by obniżać stopy procentowe bardziej agresywnie.

To powiedziawszy, zaufanie do amerykańskich aktywów, które po długim okresie dobrych wyników cieszyły się wysoką wyceną, zostało zachwiane, a utrzymujący się od dawna pogląd, że USA są bezpiecznym i godnym zaufania kierunkiem dla inwestorów, został zakwestionowany. Perspektywa dalszego niespójnego i chaotycznego podejmowania decyzji w Białym Domu jest alarmująca i może przyspieszyć proces dedolaryzacji – inwestorzy mogą nałożyć na amerykańskie aktywa większą premię od ryzyka i szukać bezpiecznych przystani gdzieś indziej. Ze względu na powyższe, znacznie obniżyliśmy nasze prognozy dla dolara.

EUR/USD USD/PLN EUR/PLN*
Q2-2025 1,13 3,75 4,25
Q3-2025 1,14 3,75 4,25
E-2025 1,15 3,70 4,25
Q1-2026 1,16 3,65 4,25
E-2026 1,18 3,60 4,25

 

*prognoza EUR/PLN jest prognozą złotego,

prognoza EUR/USD ma kluczowe znaczenie dla prognozy USD/PLN

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

USA zacieśniają współpracę technologiczną z Arabią Saudyjską i ZEA w sektorze AI

Administracja Donalda Trumpa aktywnie wspiera rozwój sztucznej inteligencji w Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratach Arabskich poprzez zawieranie nowych umów handlowych, które zwiększają dostęp tych państw do zaawansowanych technologii firm Nvidia i AMD. Inicjatywa ta ma na celu nie tylko wzmocnienie infrastruktury technologicznej regionu, ale również zacieśnienie strategicznych relacji gospodarczych z USA.

W ramach współpracy Nvidia dostarczy saudyjskiej firmie Humain setki tysięcy nowoczesnych chipów AI, w tym kluczowe dla rozwoju lokalnych centrów danych układy Grace Blackwell GB300. Równolegle AMD, we współpracy z Humain, realizuje projekt o wartości 10 miliardów dolarów, obejmujący dostawy chipów oraz specjalistycznego oprogramowania.

Z kolei amerykańska firma Global AI zapowiedziała budowę dużego centrum danych w Nowym Jorku, wykorzystującego technologie Nvidii, z planami dalszej ekspansji. Jednocześnie Amazon i Humain inwestują ponad 5 miliardów dolarów w utworzenie tzw. „strefy AI” w Arabii Saudyjskiej, obejmującej między innymi wdrożenie rozwiązań sztucznej inteligencji w sektorze administracji publicznej.

Kluczowym elementem tych inicjatyw jest także współpraca Cisco z Humain oraz firmą G42 z Abu Zabi. Udział tej ostatniej budzi jednak kontrowersje ze względu na jej powiązania z chińskim gigantem technologicznym Huawei.

Region Bliskiego Wschodu aktywnie wspiera również rozwój start-upów technologicznych. Saudyjski fundusz venture capital STV, we współpracy z Google, uruchomił fundusz o wartości 100 mln dolarów, przeznaczony na finansowanie innowacyjnych firm działających w obszarze AI na terenie Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej.

Pomimo sprzyjającego klimatu inwestycyjnego, pojawiają się także obawy natury politycznej. Dotyczą one m.in. negocjowanej umowy, która miałaby umożliwić Zjednoczonym Emiratom Arabskim import miliona chipów Nvidii do 2027 roku. Niektórzy amerykańscy politycy wyrażają zaniepokojenie możliwością przekazania tych technologii do Chin.

W odpowiedzi na zmieniające się uwarunkowania międzynarodowe, administracja Trumpa cofnęła wprowadzoną wcześniej przez Joe Bidena tzw. „zasadę dyfuzji AI”, umożliwiając większą elastyczność w zawieraniu indywidualnych umów handlowych dotyczących zaawansowanych technologii. Dodatkowo, OpenAI rozważa budowę nowego centrum danych w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, a ostateczna decyzja w tej sprawie może zapaść podczas zbliżającej się wizyty prezydenta Trumpa w regionie.

Wszystkie te działania wskazują na jasno zdefiniowany kierunek strategiczny Stanów Zjednoczonych, zakładający umacnianie technologicznej pozycji bliskowschodnich sojuszników przy jednoczesnym zachowaniu czujności wobec potencjalnych zagrożeń wynikających z niekontrolowanego transferu technologii do Chin.

Autor: Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Jaki wpływ na rynek mieszkań będzie miał program Pierwsze klucze? Deweloperzy odpowiadają

Jak duże znaczenie dla sektora mieszkaniowego będzie miał program Pierwsze klucze, który promować ma budownictwo społeczne i wspierać finansowanie partycypacji w TBS-ach i SIM-ach? Jak dużą skalę mogą mieć inwestycje realizowane przez takie instytucje, jak Towarzystwa Budownictwa Społecznego i Społeczne Inicjatywy Mieszkaniowe? Sondę opracował serwis nieruchomości dompress.pl.

Tomasz Kaleta, dyrektor zarządzający ds. sprzedaży i marketingu w Develii

Przewidujemy, że program Pierwsze klucze nie będzie miał istotnego wpływu na rynek, m.in. ze względu na zakładane limity ceny metra kwadratowego, które znacząco ograniczają pulę dostępnych mieszkań, zwłaszcza w największych miastach. Ponadto, wykluczenie rynku pierwotnego z programu oznacza pozbawienie jego beneficjentów dostępu do nowoczesnych inwestycji, charakteryzujących się m.in. wyższą efektywnością energetyczną.

Jeśli chodzi o możliwość prowadzenia przez TBS-y i SIM-y działalności deweloperskiej i sprzedaży mieszkań, na obecnym etapie trudno jednoznacznie ocenić potencjalną skalę i wpływ tego rozwiązania na rynek. Kluczowe będą szczegóły legislacyjne, kryteria realizacji projektów oraz zasady konkurencyjności względem sektora prywatnego.

Mateusz Bromboszcz, wiceprezes zarządu Atal

Polityka mieszkaniowa państwa powinna uwzględniać różne formy budownictwa, w tym także niekomercyjne, tj. budownictwo komunalne lub społeczne. Poszczególne grupy odbiorców mają bowiem odmienne oczekiwania co do tej sfery. Część z nich dąży do pełnej własności, której osiągnięcie ułatwiają programy dopłat, inni przeciwnie – nie chcą wiązać się jakimkolwiek zobowiązaniem kredytowym na lata, woląc wynajem czy inne formy prawa do mieszkania.

Aktualna sytuacja, w której budownictwo mieszkaniowe spoczywa w przeważającej mierze na barkach deweloperów prywatnych oraz inwestorach indywidualnych (domy), nie jest optymalna. Spolaryzowanie i radykalizacja opinii publicznej w sprawach mieszkaniowych też nie spowoduje, że mieszkania będą tańsze czy bardziej dostępne, przy stale rosnących kosztach wytworzenia oraz przede wszystkim – cen działek. Podobnie, jak nie przyczyni się do tego nakładanie na branżę kolejnych obciążeń, wymogów czy obowiązkowych rozwiązań.

Bez wątpienia deweloperzy mają w Polsce największe doświadczenie w budowie mieszkań. Działamy zgodnie z zasadami rachunku ekonomicznego. Trudno ocenić, czy efektywność procesu inwestycyjnego w przypadku budownictwa społecznego byłaby lepsza, gdyż nie znamy ani szczegółowych założeń co do tego, ani długookresowego planu rozwoju tejże dziedziny w Polsce. Bez tego prognozowanie skali budownictwa społecznego i potencjalnego jego wpływu na rynek jest obarczone dużym ryzykiem.

Tomasz Czuchra, wiceprezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Program Pierwsze klucze ma potencjał, by odegrać ważną rolę w rozwoju rynku mieszkaniowego, zwłaszcza poprzez promowanie budownictwa społecznego i wsparcie finansowania partycypacji w TBS-ach i SIM-ach. To realna szansa na zwiększenie dostępności mieszkań dla osób, które dotychczas były wykluczone z możliwości nabycia lokalu na warunkach rynkowych.

Rozszerzenie kompetencji TBS-ów i SIM-ów o możliwość realizacji inwestycji o bardziej zróżnicowanym charakterze może wzmocnić ich stabilność finansową i umożliwić efektywniejsze realizowanie celów społecznych. Kluczowe jednak będzie zachowanie równowagi pomiędzy działalnością inwestycyjną a społeczną misją tych instytucji.

Skala takich przedsięwzięć będzie zależeć od otoczenia regulacyjnego, dostępności gruntów oraz lokalnych potrzeb. Istotne jest, aby państwo konsekwentnie wspierało zarówno budownictwo komunalne, jak i mieszkaniowe, tworząc synergię między różnymi segmentami rynku. Tylko wówczas możliwe będzie zbudowanie spójnej, inkluzywnej polityki mieszkaniowej

Damian Tomasik, prezes zarządu Alter Investment

Program Pierwsze klucze ma potencjał, by znacząco wpłynąć na rozwój rynku mieszkaniowego, ale kluczowe będą szczegóły jego wdrożenia i mechanizmy dystrybucji środków. Sama idea wspierania dostępności mieszkań, zarówno poprzez finansowanie wkładu do TBS-ów i SIM-ów, jak i promowanie budownictwa społecznego jest potrzebna. Natomiast rynek komercyjny, w tym deweloperzy i inwestorzy tacy jak Alter Investment, będą uważnie obserwować, czy nie zostanie zaburzona rynkowa konkurencja.

Najwięcej emocji i pytań budzi pomysł umożliwienia TBS-om i SIM-om prowadzenia działalności deweloperskiej z marżą sięgającą 25 proc. To w istocie de facto wejście instytucji publicznych w segment rynku prywatnego, z przewagą w postaci dostępu do taniego finansowania i gruntów publicznych. Jeśli nie będzie jasnych zasad, może dojść do niezdrowej konkurencji, gdzie prywatni inwestorzy, którzy ponoszą pełne ryzyko rynkowe i koszt kapitału będą wypierani z kluczowych lokalizacji.

Z drugiej strony, jeśli zasady będą przejrzyste i transparentne, a działalność tych instytucji ograniczona do konkretnych, społecznie uzasadnionych przypadków to program może uzupełnić rynek, a nie go zdominować. Dobrze zaprojektowany system partnerstw publiczno-prywatnych (PPP), gdzie TBS-y i SIM-y współpracują z prywatnymi inwestorami przy realizacji inwestycji, mógłby przynieść realne korzyści obu stronom i mieszkańcom.

Jeśli chodzi o skalę, w dużych miastach, gdzie grunty są drogie, a realizacja inwestycji obciążona ryzykiem i biurokracją, możliwości działań SIM-ów i TBS-ów będą ograniczone bez współpracy z rynkiem. Natomiast na rynkach regionalnych i mniejszych miejscowościach, gdzie problem niedoboru mieszkań jest równie poważny, ale inwestycje mniej opłacalne dla sektora prywatnego, program może odegrać ważną rolę.

Podsumowując, inicjatywa ma potencjał, ale z perspektywy inwestora kluczowe będzie zapewnienie równych warunków konkurencji, transparentności zasad i otwartości na współpracę publiczno-prywatną. W przeciwnym razie grozi nam zniekształcenie rynku zamiast jego wsparcia.

Piotr Byrski, Head of Acquisitions and Development Cracow, Matexi Polska

Każdy program, który realnie przybliża do posiadania własnego mieszkania zasługuje na uznanie. W projekcie Pierwszych kluczy niepokój budzi jednak ograniczenie dostępności wsparcia głównie do tańszych lokali z rynku wtórnego, co w praktyce oznacza starsze mieszkania, często w gorszym stanie technicznym. Taki kierunek może skutkować niższym komfortem życia i wyższymi kosztami utrzymania, a jednocześnie stoi w sprzeczności z trendami dominującymi w Europie Zachodniej, gdzie priorytetem są wysoka jakość i efektywność energetyczna nowego budownictwa.

Umożliwienie TBS-om i SIM-om sprzedaży mieszkań z marżą do 25 proc. to w istocie ich komercjalizacja. Ryzyko polega na tym, że misja społeczna zostanie podporządkowana logice zysku. Bez jasno określonych reguł i skutecznego nadzoru może dojść do wypaczenia idei tańszego budownictwa społecznego, co ograniczy realne wsparcie dla mniej zamożnych obywateli.

Anita Makowska, Starszy Analityk Biznesu w Archicom

Rozszerzenie programu Pierwsze Klucze o komponent wspierający partycypację w TBS-ach i SIM-ach może pozytywnie wpłynąć na dostępność mieszkań dla osób o średnich dochodach, które dziś nie kwalifikują się do lokali komunalnych i jednocześnie mają ograniczony dostęp do kredytów hipotecznych. Wsparcie dla budownictwa społecznego może odciążyć rynek komercyjny, ale tylko pod warunkiem odpowiedniego finansowania i realnej zdolności wykonawczej po stronie inwestorów.

Kluczowe będą uproszczenie procedur, dostępność gruntów i zaangażowanie lokalnych władz. Rola państwa i jednostek samorządu terytorialnego w polityce mieszkaniowej powinna być w Polsce zdecydowanie większa. Dziś to przede wszystkim sektor prywatny odpowiada za nowe inwestycje. Kontrowersyjna wydaje się możliwość prowadzenia przez TBS-y i SIM-y działalności deweloperskiej z marżą do 25 proc. Bez jasnych ram może to prowadzić do komercjalizacji sektora społecznego. Istotne będzie więc precyzyjne określenie warunków takiej działalności, aby zachować jej komplementarność wobec rynku prywatnego.

Andrzej Gutowski, dyrektor sprzedaży Ronson Development

Uważamy, że każda inicjatywa ukierunkowana na rozwój rynku mieszkaniowego, niezależnie od tego, czy dotyczy sektora deweloperskiego, społecznego, czy najmu może mieć pozytywny wpływ na jego kondycję.
Z naszego punktu widzenia kluczowe jest jednak, aby rozwój rynku opierał się na zrównoważonym podejściu, obejmującym wszystkie segmenty, zarówno komercyjny, jak i społeczny. Konsument powinien mieć realny wybór, czy zdecyduje się na zakup mieszkania od dewelopera, czy też skorzysta z oferty mieszkań społecznych. To powinna być jego indywidualna decyzja, oparta na potrzebach i możliwościach. Dlatego wspieramy wszelkie rozwiązania, które zwiększają dostępność różnych form zamieszkania.
Jeśli chodzi podaną propozycję legislacyjną, na ten moment trudno jednoznacznie ocenić skalę i wpływ takiego rozwiązania na rynek. Praktyka pokaże, czy i w jakim zakresie te założenia przełożą się na realne zmiany w strukturze podaży mieszkań. W naszej ocenie każda dobrze zaplanowana i przeprowadzona inicjatywa, która odpowiada na realne potrzeby mieszkaniowe może przynieść wymierne korzyści całemu rynkowi.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Grupie Robyg

Program Pierwsze klucze wprowadza istotne zmiany w polskim systemie mieszkaniowym, szczególnie w kontekście budownictwa społecznego i działalności Towarzystw Budownictwa Społecznego (TBS) oraz Społecznych Inicjatyw Mieszkaniowych (SIM). Umożliwienie tym podmiotom prowadzenia działalności deweloperskiej i sprzedaży mieszkań z marżą do 25 proc. może mieć wpływ na rynek mieszkaniowy. Może być krokiem w stronę zwiększenia dostępności mieszkań dla osób o średnich dochodach. Jednakże, kluczowe będzie zapewnienie transparentności procesu wyboru nabywców oraz monitorowanie realizacji zobowiązań inwestorów społecznych. Ważne będzie również zapewnienie odpowiedniego nadzoru nad jakością realizowanych inwestycji.

Szacuje się, że w ramach programu Pierwsze klucze możliwe będzie wybudowanie około 15 000 mieszkań komunalnych oraz realizacja inwestycji przez TBS i SIM. Skala tych inwestycji będzie zależała od dostępności gruntów, zdolności realizacyjnych TBS i SIM oraz zainteresowania ze strony potencjalnych nabywców. Jednak nie sądzimy, aby program miał wpływ na działalność deweloperów w Polsce, szczególnie tych z mocną, ugruntowaną pozycją, ponieważ ich oferta będzie kierowana do nieco innych odbiorców.

Program Pierwsze klucze ma na celu wsparcie osób, które nie mogą sobie pozwolić na zakup mieszkania na rynku komercyjnym, głównie w niższym i średnim segmencie cenowym. Deweloperzy działający w segmencie mieszkań nie będą bezpośrednio narażeni na konkurencję z TBS-ami i SIM. Deweloperzy o mocnej pozycji nie muszą obawiać się bezpośrednich skutków wprowadzenia tego programu, ale mogą być zainteresowani innymi formami współpracy z sektorem publicznym lub przyciągnięciem klientów, którzy poszukują mieszkań z nieco innymi kryteriami.

Łukasz Turczyński poprowadzi Bolt Food w Polsce

Bolt ogłosił powołanie Łukasza Turczyńskiego na stanowisko Senior General Managera Bolt Food w Polsce, który od lutego roku objął zarządzanie zespołem. Nowy manager będzie odpowiadał za rozwój długofalowej strategii biznesowej oraz dalszą ekspansję usługi dostaw jedzenia nad Wisłą.

Turczyński dołączył do Bolt w lutym 2025 roku, kiedy to to objął zarządzanie kilkudziesięcioosobowym zespołem Bolt Food i Bolt Market, na stanowisku Senior General Managera. Do jego zadań należy rozwój strategiczny biznesu dostaw, efektywność operacyjna oraz umacnianie pozycji platformy na rynku.

Turczyński jest ekspert rynku e-commerce i delivery z ponad 16-letnim doświadczeniem w budowaniu i skalowaniu strategii sprzedażowych. W swojej karierze wspierał rozwój zarówno polskich firm, takich jak GetResponse, jak i międzynarodowych marek logistycznych – w tym InPost. Zarządzał zarówno niewielkimi zespołami, jak i ogólnopolskimi strukturami biznesowymi. Jego osiągnięcia zostały docenione nagrodami branżowymi, w tym Silver Stevie Award w kategorii Sales Director of the Year.

– Łukasz wnosi do zespołu Bolt Food solidne doświadczenie w rozwijaniu skalowalnych modeli biznesowych oraz silne zrozumienie rynku e-commerce i logistyki. Jego kompetencje w zakresie budowania struktur i zarządzania operacjami będą kluczowe w dalszym rozwoju zespołu i umacnianiu pozycji Bolt Food w Polsce – komentuje Ivan Grynchuk, Regional Manager East, South Europe & Africa w Bolt Food.

Bolt Food jest dostępny w Polsce od 2020 roku i oferuje usługi dostaw jedzenia oraz artykułów spożywczych w dziesięciu miastach. Usługi dostawcze wspierają misję Bolt, ponieważ ekosystem gastronomiczny jest fundamentem miast, w których ludzie chcą mieszkać.

ChatGPT zdał maturę. Co na to przepisy, szkoły i uczelnie?

Czy AI zda maturę? Okazuje się, że tak. Ale czy uczniowie mogą z niej legalnie korzystać? Co z etyką akademicką? Wraz z rozwojem sztucznej inteligencji edukacja w Polsce staje przed jednym z największych wyzwań ostatnich lat – jak zapewnić uczciwość egzaminów i samodzielność pracy w czasach cyfrowych asystentów?

W 2025 roku Fundacja Zwolnieni z Teorii przeprowadziła eksperyment, w którym AI o nazwie „Prymus”, oparta na technologii ChatGPT 4.0, przystąpiła do egzaminu maturalnego z języka polskiego. Sztuczna inteligencja została przygotowana do egzaminu zgodnie z wytycznymi Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, a jej praca została oceniona przez niezależnych egzaminatorów, w tym dwóch z uprawnieniami maturalnymi. Wynik? Pozytywny.

Celem eksperymentu było nie tylko sprawdzenie możliwości AI, ale przede wszystkim sprowokowanie debaty o miejscu nowych technologii w systemie edukacji. Zrodziło to jednak również istotne pytania prawne i etyczne.

Aspekty prawne korzystania z AI podczas egzaminów

Choć AI nie jest wprost ujęta w obecnych przepisach prawa oświatowego, to zasady przeprowadzania egzaminów zewnętrznych jasno zakładają samodzielność ucznia. Korzystanie z pomocy, nawet jeśli jest nią inteligentny algorytm, może skutkować unieważnieniem egzaminu. – Zgodnie z obowiązującymi regulacjami, egzamin maturalny jest testem samodzielności ucznia. Wszelkie formy wspomagania, niezależnie od tego, czy są to tradycyjne ściągi, czy nowoczesne narzędzia AI, mogą być kwalifikowane jako naruszenie zasad egzaminacyjnych – komentuje mec. Tymoteusz Paprocki z Kancelarii Paprocki, Wojciechowski & Partnerzy.

Aktualnie brakuje jednak szczegółowych przepisów odnoszących się do użycia AI w edukacji. To stwarza ryzyko niejednoznacznych interpretacji, a co za tym idzie – konieczność szybkiej interwencji ustawodawczej. – Brakuje przepisów, które precyzyjnie odnosiłyby się do użycia AI w kontekście edukacyjnym. To tworzy lukę interpretacyjną, którą należy jak najszybciej wypełnić – nie tylko dla ochrony uczniów, ale i dla jasności działań instytucji oświatowych – dodaje Paprocki.

Jak szkoły przeciwdziałają wykorzystaniu AI na egzaminach?

Wobec braku jednoznacznych regulacji, szkoły wdrażają własne środki zapobiegawcze. Przede wszystkim obowiązuje całkowity zakaz używania urządzeń elektronicznych na salach egzaminacyjnych – telefonów, smartwatchy czy słuchawek bezprzewodowych. W niektórych placówkach stosuje się także wykrywacze sygnałów, jammery oraz monitoring wizualny. – Szkoły nie mają dziś jeszcze technologii pozwalającej bezpośrednio wykryć użycie AI, ale coraz częściej skupiają się na prewencji. Kluczowe jest również przygotowanie nauczycieli do rozpoznawania nienaturalnych sposobów pisania lub podejrzanych schematów odpowiedzi – zaznacza mecenas Paprocki.

Edukacja uczniów w zakresie etyki cyfrowej staje się integralną częścią programu wychowawczego, a niektóre szkoły wprowadzają nawet rozmowy weryfikujące po egzaminie, gdy pojawią się wątpliwości co do samodzielności pracy.

Reakcje na nadużycia AI

Na podobne wyzwania odpowiadają uczelnie wyższe. Uniwersytet Warszawski, w obliczu zbliżającej się sesji letniej, zintensyfikował działania informacyjne i prewencyjne. Studenci są jasno informowani, że nieuprawnione korzystanie z AI może zostać potraktowane jako plagiat lub oszustwo akademickie.

– Z punktu widzenia uczelni wyższej, AI nie jest zakazana per se – kluczowe jest to, czy student używa jej w sposób transparentny i zgodny z celem pracy. W przeciwnym razie mówimy o naruszeniu zasad etycznych lub wręcz dyscyplinarnych – podkreśla mec. Paprocki.

Uniwersytet wdraża narzędzia antyplagiatowe zdolne do identyfikacji treści generowanych automatycznie i szkoli wykładowców z zakresu rozpoznawania stylu pisarskiego sugerującego użycie AI. W niektórych jednostkach planuje się również wprowadzenie obowiązkowych oświadczeń o samodzielności i sposobie przygotowania prac zaliczeniowych.

Nadchodzące zmiany w prawie

W kontekście dynamicznego rozwoju AI pojawiają się postulaty legislacyjne. Środowiska edukacyjne i prawnicze oczekują nowelizacji prawa, która ureguluje wykorzystanie AI zarówno na poziomie szkolnym, jak i akademickim. – W najbliższych latach możemy spodziewać się przepisów, które nie tylko zakazywałyby wykorzystywania AI na egzaminach zewnętrznych, ale również definiowałyby, czym jest „samodzielna praca” w epoce sztucznej inteligencji. Prawdopodobne jest też wprowadzenie obowiązku deklarowania użycia AI przy pracach pisemnych oraz rozwój narzędzi umożliwiających jego wykrywanie – prognozuje mec. Tymoteusz Paprocki.

W planach są także wytyczne dotyczące etycznego użycia sztucznej inteligencji w szkołach
i na uczelniach – obejmujące zarówno uczniów i studentów, jak i nauczycieli oraz wykładowców.

Nowa rola edukacji

Eksperyment z „Prymusem” pokazał, że AI może poradzić sobie z maturą. To rodzi pytanie,
czy tradycyjne egzaminy wciąż są skuteczną metodą weryfikacji wiedzy i kompetencji. – Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie: czy egzamin maturalny powinien weryfikować wiedzę, którą każdy może w kilka sekund uzyskać z AI, czy też raczej zdolność do jej analizy, refleksji i syntezy? – zauważa Paprocki.

W obliczu postępu technologicznego konieczne jest przemyślenie modelu kształcenia – w kierunku kompetencji miękkich, kreatywności, myślenia krytycznego i umiejętności współpracy.

Wykorzystanie sztucznej inteligencji w edukacji nie jest chwilową modą – to stały element rzeczywistości uczniów i studentów. Dlatego tak ważne jest, by szkoły i uczelnie nie tylko zapobiegały nadużyciom, ale również uczyły, jak odpowiedzialnie korzystać z nowych technologii. Wymaga to zmian nie tylko w prawie, ale i w świadomości społecznej. – Nie możemy udawać, że AI nie istnieje. Kluczem jest stworzenie systemu, który będzie uczciwy, przejrzysty i realistyczny – zarówno dla uczniów, jak i nauczycieli – podsumowuje Tymoteusz Paprocki.

Korekta na dolarze po odczycie CPI – inwestorzy liczą na cięcia stóp

Po ostatnim umocnieniu dolara przyszedł czas na korektę. Większość analityków wskazuje na wczorajsze dane o inflacji. Niektórzy jednak sugerują umowę handlową z Arabią Saudyjską. Złoty stabilizuje się w okolicy 4,24 zł, a w Rumunii historyczna przecena tamtejszej lei.

Inflacja w USA poniżej oczekiwań 

Wczoraj poznaliśmy indeksy prezentujące zmiany cen w USA. Inflacja konsumencka spadła z 2,4% na 2,3%, pomimo oczekiwań utrzymania poziomu. Nie zmienił się jednak wskaźnik bazowy w ujęciu rocznym, co studzi emocje inwestorów. Co ciekawe, reakcja na rynku walutowym była inna niż na papierów dłużnych. Dolar osłabiał się wczoraj względem euro. Kurs głównej pary walutowej świata znów powrócił do poziomu 1,12. Osłabienie dolara było zgodne z typową reakcją. Spadek inflacji zazwyczaj pociąga za sobą obniżki stóp procentowych, co z kolei przekłada się na niższe stopy zwrotu z inwestycji. Mniejsze stopy zwrotu osłabiają atrakcyjność danej waluty, prowadząc do spadku jej kursu. Niemniej jednak, pomimo obniżającej się inflacji, oczekiwania co do przyszłych stóp procentowych pozostają na niezmienionym poziomie. Widać po notowaniach obligacji, że na razie rynek walutowy nie spodziewa się przyspieszenia tempa obniżek stóp – najwyraźniej wie on coś więcej.

Nowe poziomy równowagi złotego?

W ostatnim czasie poziomem równowagi dla kursu EURPLN były okolice 4,28 zł. Pod koniec zeszłego tygodnia, po decyzji RPP (obniżającej stopy procentowe o 0,5%) oraz konferencji prasowej mówiącej, że to nie jest początek cyklu cięć, rynek musiał przetworzyć te sprzeczne sygnały. Inwestorzy doszli do wniosku, że finalnie powinno to spowodować, że na koniec roku stopy będą wyższe, niż dotychczas sądzono. W rezultacie polski złoty się umacnia i od kilku dni oscyluje w okolicach 4,24 zł. Część komentatorów wskazuje na to, że inwestorzy czekają na wyniki wyborów. Wydaje się jednak, że jeżeli nie zdarzy się nic nadzwyczajnego w najbliższych dniach, interesująca – dla rynków walutowych oczywiście – będzie dopiero druga tura.

W weekend wybory nie tylko w Polsce

W ten weekend będziemy mieli drugą turę wyborów prezydenckich w Rumunii. Technicznie będzie to trzecia, gdyż pierwszą kilka miesięcy temu anulowano. O ile faktycznie w przestrzeni medialnej działy się tam naprawdę dziwne rzeczy, o tyle unieważnienie zostało bardzo źle przyjęte przez wyborców. Dowodem tego są głosy na skrajną prawicę, która wyraźnie wygrała pierwszą turę. Z drugiej strony wcale nie znaczy to, że ten sukces zostanie przełożony na dalsze głosowanie. Obecnie wyścig jest bardzo wyrównany. Głównie dlatego, że kontrkandydat – zwycięzca pierwszej tury – widziany jest przez większość społeczeństwa jako mniejsze zło. W rezultacie strachu przed wygraną skrajnej prawicy byliśmy świadkami gwałtownego wybicia się kursu rumuńskiej lei względem euro. Warto przypomnieć, że od początku roku przez większość czasu kurs EUR do RON oscylował pomiędzy 4,97 a 4,98, będąc ściśle kontrolowanym. Teraz po nagłym wyskoku przekroczył 5,10, co jest dużym szokiem.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Inflacja w USA niższa, ale niepokój pozostaje – Fed na razie bez decyzji

0

Kwietniowy raport CPI przyniósł niższy od oczekiwań odczyt, jednak nie należy traktować go jeszcze jako punktu zwrotnego. Główny wskaźnik inflacji wyhamował – głównie za sprawą spadku cen ropy oraz największego od 2020 r. obniżenia cen żywności – jednak struktura danych nie daje pełnego komfortu. Koszty mieszkaniowe utrzymały się na podwyższonym poziomie, a ceny usług „super-core” (z wyłączeniem kosztów mieszkaniowych) nadal rosły. To właśnie te komponenty, które są szczególnie istotne z perspektywy Rezerwy Federalnej – i nie wykazują one oznak osłabienia.

Z punktu widzenia inwestorów indywidualnych dane mogą zostać odebrane jako krótkoterminowo pozytywne, co może przełożyć się na wsparcie dla aktywów ryzykownych – zwłaszcza akcji oraz sektorów wrażliwych na zmiany stóp procentowych, takich jak nieruchomości czy technologie.

Jest jednak zbyt wcześnie, by ocenić inflacyjny wpływ nowych ceł. Ograniczone przełożenie taryf na ceny w kwietniu najprawdopodobniej wynika z wyprzedaży zapasów sprzed wprowadzenia ceł, a nie z braku siły cenowej po stronie producentów. Taki bufor może okazać się krótkotrwały. W kolejnych miesiącach powinniśmy zaobserwować więcej reakcji rynku, które pokażą, czy cła zostaną przeniesione na ceny konsumpcyjne, czy raczej wywołają efekty substytucyjne. Prawdopodobnie będzie można również zaobserwować,  czy napięcia handlowe silniej wpłyną na wzrost gospodarczy niż na inflację.

Obecnie mieszany charakter danych uzasadnia ostrożne stanowisko Fed. Brakuje wyraźnych sygnałów zarówno do obniżki stóp procentowych, jak i do dalszego zacieśniania polityki monetarnej. Rynek może pozytywnie zareagować na łagodniejszy odczyt inflacji, jednak perspektywy inflacyjne pozostają nadal niepewne.

Autor: Lale Akoner, główna analityk eToro

Coraz mniej nowych przedsiębiorstw. GUS opublikował dane za I kwartał 2025

Według dzisiejszych danych Głównego Urzędu Statycznego (GUS) w 1 kwartale roku nastąpił ponowny spadek liczby rejestracji przedsiębiorstw. Eksperci BCC zwracają uwagę, że trend jest niepokojący.

W  1 kwartale 2025 roku zarejestrowano 87 250 wobec 92 031 w analogicznym okresie poprzedniego rok. Największy spadek odnotowano w sekcjach: handel; naprawa pojazdów samochodowych (o 25,4%), informacja i komunikacja (o 13,3%) oraz przemysł (o 7,1%).

Dane GUS pokazujące spadki rejestracji przedsiębiorstw nie zaskakują. Ta sytuacja trwa od momentu wejścia w życie Polskiego Ładu, który wyrządził dużo szkód i już dawno powinien być całkowicie wycofany. Pozytywnych zmian nadal niestety nie widać. Dlatego niepewność wśród przedsiębiorców się utrzymuje i ogranicza inwestycje własnych środków na start czy rozwój biznesu. W perspektywie najbliższych kilki lat mające miejsce spadki nie powinny mieć znaczącego wpływu na gospodarkę jednak sam trend jest niepokojący.  – podkreśla Łukasz Bernatowicz, Prezes Związku Pracodawców BCC.

– Mam nadzieję, że pakiety deregulacyjne nie utkną na ścieżce legislacyjnej i sytuacja przedsiębiorców będzie się sukcesywnie poprawiać. – dodaje Łukasz Bernatowicz.

Jak wskazuje GUS wzrost rejestracji zaobserwowano tylko dla spółdzielni, oddziałów zagranicznych przedsiębiorstw i spółek akcyjnych. W przypadku pozostałych form prawnych nastąpił spadek rejestracji, w tym dla osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą o 3,9 proc. a spółek z ograniczoną odpowiedzialnością o 10,9 proc.

– Jest prawdopodobne, że kolejne z rzędu, choć umiarkowane, zmniejszenie liczby nowych rejestracji przedsiębiorstw w I kw. 2025 roku ma związek z powolnym wdrażaniem inwestycji, w szczególności publicznych, wspieranych przez środki KPO.

Jest zatem szansa, że wraz z kolejnym finalizowaniem procedur zamówień publicznych i rozpoczęciem zwiększonej liczby inwestycji, nastąpi przyspieszenie wzrostu rejestracji, zarówno nowych spółek jak i osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą. Będzie to również przyczynek do wzrostu zatrudnienia w wybranych sektorach gospodarki.- dodaje Witold Michałek – wiceprezes BCC, ekspert BCC ds. gospodarki, legislacji i lobbingu, minister ds. procesu stanowienia prawa Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC/

GUS wskazuje też, że liczba upadłości przedsiębiorstw w 1 kwartale 2025 roku wyniosła 100 i nie zmieniła się w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego.

Seria ataków DDoS na polskie strony! Rosjanie zaatakowali m.in. Polską Grupę Zbrojeniową oraz operatora PLAY

12 i 13 maja prorosyjscy hakerzy z NoName057(16) dokonali ataków DDoS na strony kilkunastu polskich firm. Wśród zaatakowanych były m.in. Polską Wytwórnia Papierów Wartościowych oraz portal operatora komórkowego PLAY, a także należący do Polskiej Grupy Zbrojeniowej ośrodek badawczo-rozwojowy OBRUM. Cele miało być zakłócenie funkcjonowania portali internetowych, a także kluczowych usług przedsiębiorstw. Ostatecznie większość ze stron odzyskała sprawność.

Seria ataków DDoS na polskie strony! Rosjanie zaatakowali m.in. Polską Grupę Zbrojeniową oraz operatora PLAY 1
Screenshot
Seria ataków DDoS na polskie strony! Rosjanie zaatakowali m.in. Polską Grupę Zbrojeniową oraz operatora PLAY 2
Screenshot
Seria ataków DDoS na polskie strony! Rosjanie zaatakowali m.in. Polską Grupę Zbrojeniową oraz operatora PLAY 3
Screenshot

Według analiz firmy Check Point ataki typu DDoS sa coraz częściej stosowane przez tzw. haktywistów, czyli grup, które wykorzystują cyberprzestrzeń do promowania własnych celów politycznych i społecznych. W ostatnich latach prym w tego typu działaniach wiodą prorosyjskie grupy cyberprzestępce.

Tym razem cyberprzestępcy z NoName057(16) wraz z grupą Dark Storm zaatakowali witryny istotnych polskich przedsiębiorstw – m.in. Polską Wytwórnię Papierów Wartościowych, Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych, Energa, PARP czy kilka spółek zależnych od Orlen S.A., operatora Play. Zaatakowane miały zostać również lotniska w Gdańsku i Poznaniu, Nest Bank oraz Bank Pocztowy, o czym NoName057(16) poinformował na swoim kanale Telegram.

– Ataki DDoS to specjalność m.in. prorosyjskich hakerów, a prym wiedzie w niech ugrupowanie NoName057(16). Na przestrzeni ostatnich dwóch lat przeprowadzali oni serię ataków na polskie portale i strony internetowe. Na szczęście większość z nich była bez problemu odpierana – zauważa Wojciech Głażewski, country manager firmy Check Point Software Technologies w Polsce.

Jak informuje Check Point w Polsce dochodzi średnio do 1,7 tys. ataków tygodniowo na przedsiębiorstwa. Najbardziej zagrożone są sektory użyteczności publicznej, rządowo – wojskowy (przeciętnie ponad 2 tys. ataków w tygodniu) oraz finansowy.

Złoto bije rekordy, ale srebro może być cichym zwycięzcą najbliższych miesięcy

Od początku roku do początku maja złoto zdrożało o 26%, a porównując do połowy maja o 23%. Cena srebra rosła natomiast o połowę wolniej. Różnica pomiędzy ceną złota i srebra jest wyjątkowo duża.

Cena złota ustanowiła historyczny rekord 20 kwietnia (na kontraktach 3 506 USD za uncję), od tego spadła o 250 USD, do poziomu 3 260 USD za uncję. Jednak nawet po tej korekcie cena złota teoretycznie jest zbyt wysoka w relacji do srebra.

– Dziesięcioletnia średnia ceny złota do ceny srebra to 80-krotność, natomiast niedawno ta proporcja przekroczyła 100-krotność i porównując oba metale szlachetne srebro jest blisko rekordowego wyprzedania – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB. – Potencjalnie można oczekiwać, że w dłuższym czasie cena srebra będzie doganiać cenę złota. Co istotne, rzadko zdarza się taka sytuacja, że gdy cena złota spada, to jednocześnie cena srebra stoi w miejscu.

Szukając prawidłowości, im więcej niepewności na rynkach, trym szybciej rośnie cena złota w porównaniu do ceny srebra. Im mniej niepewności, tym większe szanse dla srebra.

W połowie maja rynki zdominowały informacje o negocjacjach na linii USA-Chiny. Efektem weekendowych rozmów w Genewie jest tymczasowe porozumienie między krajami, które zbija ogłoszone cła o 115 p.p. W efekcie cła nałożone na produkty z USA wynoszą obecnie 10%, a te na chińskie wynoszą 30% (w tej stawce wliczone są cła “fentanylowe”, nałożone przez Trumpa jako odpowiedź zagrożenie napływu fentanylu do USA).

Zmiękczenie narracji obu krajów zostało przez rynek przyjęte bardzo pozytywnie, a dla rynków akcji oznacza to nowe skierowanie się w stronę strategii risk-on. Porozumienie jest jednak tymczasowe, nie wiadomo czego dowiemy się po trzech miesiącach. Możliwe więc, że kapitał nadal będzie odpływał ze Stanów Zjednoczonych.

– Taki scenariusz, że kapitał odpływa z USA, byłby pozytywny dla srebra – ocenia ekspert XTB. – Wówczas cena srebra wynosząca 32 USD powinna zbliżyć się do 40 USD za uncję.

Wzrostowi cen srebra miało sprzyjać światowe nastawienie na energię odnawialną, a srebro jest wykorzystywane m.in. w fotowoltaice. Jednak takie nastawienie osłabło, ubiegłoroczne wyobrażenia o wzroście popytu na srebro ze strony przemysłu zostały mocno skorygowane.

– Warto więc zwracać uwagę na popyt na srebro ze strony przemysłu, bo jest to połowa ogólnego popytu na ten metal – dodaje M.Stajniak z XTB. – Jednak w 2025 r. powinien utrzymywać się deficyt srebra przy nadpodaży złota. Czynnik podażowo-popytowy może więc długoterminowo prowadzić do wzrostu cen srebra.

Tymczasowe porozumienie handlowe USA–Chiny podbija ceny ropy, miedzi i gazu

Złagodzenie napięć handlowych między Chinami a Stanami Zjednoczonymi przyniosło znaczące ożywienie na rynkach surowcowych. W wyniku zawarcia tymczasowego porozumienia, w ramach którego Chiny obniżyły cła na towary z USA z 125% do 10%, a Stany Zjednoczone zredukowały swoje taryfy z 145% do 30%, ceny wielu surowców odnotowały wzrosty. Porozumienie obowiązuje przez 90 dni i zakłada stworzenie mechanizmu umożliwiającego kontynuację rozmów między obiema stronami.

Najbardziej zauważalny wzrost zanotowała ropa WTI, której cena podniosła się o 1,5%, osiągając poziom 61.95 USD za baryłkę. Rynki surowcowe odetchnęły z ulgą, a pozytywny trend objął również miedź, gaz ziemny, soję oraz rudę żelaza. Choć krótkoterminowe szkody w globalnym popycie już się dokonały, zmniejszenie napięć handlowych usunęło z rynku jedno z głównych źródeł ryzyka dalszego spadku cen ropy. Obecnie za nowe „dno cenowe” uznaje się poziom około 60 USD za baryłkę.

Sytuacja ta wpłynęła również na zachowanie inwestorów. Fundusze hedgingowe zmniejszyły swoje zaangażowanie w pozycje krótkie – obecnie stanowią one 82% wszystkich zakładów, wobec wcześniejszych 91%. Dodatkowym czynnikiem wspierającym wzrost cen surowców były pozytywne sygnały z rozmów nuklearnych pomiędzy USA a Iranem, co może w przyszłości przełożyć się na zwiększenie podaży irańskiej ropy.

Zwyżkujące ceny surowców przełożyły się również na wzrost wartości akcji spółek z sektora wydobywczego i energetycznego. Zyskały między innymi Glencore i Rio Tinto, a także Exxon Mobil i Chevron. Wzrosty objęły także firmy związane z technologiami bateryjnymi – akcje Fluence Energy wzrosły o 23%, a Sunrun o 16% w czasie wczorajszej sesji.

Z kolei złoto, traktowane tradycyjnie jako bezpieczna przystań w okresach niepewności, straciło na wartości. Spadek cen tego metalu był efektem zmniejszonego zapotrzebowania na aktywa defensywne oraz deeskalacji napięć między Indiami a Pakistanem. W rezultacie akcje głównych producentów złota, takich jak Newmont czy Barrick, straciły ponad 6%.

Pomimo chwilowej ulgi, jaką przyniosło porozumienie handlowe, rynki pozostają ostrożne. Wysoki poziom niepewności co do przyszłego rozwoju relacji między Chinami a USA sprawia, że sytuacja nadal wymaga uważnego monitorowania.

Autor: Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Focus Telecom z portfela MCI Capital łączy się z Systell, tworząc markę Welyo

Focus Telecom z portfela Funduszu MCI Capital łączy się z Systell i od dzisiaj działa pod nową marką – Welyo. Transformacji wizerunkowej towarzyszy nowa strategia biznesowa, skoncentrowana na zaawansowanych technologiach AI, automatyzacji oraz budowaniu pozytywnych doświadczeń klientów (CX) i pracowników (EX).

Transformacja to odpowiedź na dynamicznie zmieniające się oczekiwania konsumentów oraz globalne trendy w obszarze obsługi klienta. Welyo, opierając się na wieloletnim doświadczeniu Focus Telecom w dostarczaniu rozwiązań CCaaS, poszerza zakres swoich rozwiązań, stawiając na integrację nowoczesnych technologii z ludzkim podejściem do relacji. Oferuje CXaaS HUB, czyli nowoczesną, wielokanałową obsługę klienta – bez konieczności posiadania rozbudowanej infrastruktury i dużych zespołów.

W dobie digital-first klienci oczekują prostego, szybkiego i dostępnego kontaktu z markami – niezależnie od miejsca, czasu czy kanału. Według badań, aż 73% konsumentów wskazuje jakość obsługi jako główny czynnik wpływający na ich lojalność. W odpowiedzi na te potrzeby Welyo dostarcza narzędzia, które umożliwiają firmom profesjonalną obsługę klienta od pierwszego dnia – bez skomplikowanych wdrożeń i wysokich kosztów wejścia. Zastosowanie AI w czasie rzeczywistym pozwala na inteligentne wsparcie agentów, analizę nastrojów, automatyzację procesów i podniesienie efektywności całych zespołów.

Polski rynek CCaaS dynamicznie się rozwija w tempie ponad 15% rocznie – według prognoz do 2028 roku jego wartość może sięgnąć nawet 750 mln zł. Firmy coraz wyraźniej dostrzegają, że skuteczna obsługa klienta nie sprowadza się już tylko do odbierania połączeń. Obecnie kluczowe znaczenie ma integracja wszystkich kanałów kontaktu, zrozumienie potrzeb użytkowników i szybkie reagowanie na nie. Welyo odpowiada na te wyzwania w sposób kompleksowy, zapewniając pełną kontrolę nad działaniami operacyjnymi dzięki zaawansowanej analityce i intuicyjnym dashboardom. Rozwiązania są elastyczne i skalowalne – dostosowane zarówno do potrzeb dużych organizacji, jak i firm średniej wielkości.

– Misją Welyo jest wzmacnianie marek w budowaniu ich doświadczeń z konsumentami. Chcemy być partnerem dla firm, które rozumieją, że produktywność i pozytywne doświadczenia klientów mogą – i powinny – iść w parze. Welyo integruje te dwa światy: dostarczamy technologie, które zwiększają efektywność zespołów, a jednocześnie pomagają tworzyć wartościowe i spersonalizowane relacje z klientami – mówi Daniel Szcześniewski, prezes zarządu Welyo.

Dzięki zastosowaniu rozwiązań opartych na AI, organizacje mogą zwiększyć efektywność pracy zespołów nawet o 12% i poprawić jakość obsługi o 8,5%. Firmy, które kompleksowo zmodernizowały swoje procesy obsługi klienta, notują nawet 2,4-krotnie wyższą produktywność w porównaniu do konkurencji. Welyo udostępnia tę technologię w modelu dostępności „tu i teraz”, umożliwiając firmom natychmiastowy skok jakościowy bez kosztownych wdrożeń i długotrwałych procesów.

– Rebranding to nie tylko zmiana nazwy – to wyraźny sygnał, że firma wchodzi na nowy etap rozwoju. Welyo stawia na innowacje, skalowalność i elastyczność rozwiązań, by skuteczniej odpowiadać na zmieniające się potrzeby rynku. Rosnące znaczenie AI w contact center otwiera nowe możliwości, a Welyo ma wszelkie atuty, by stać się liderem tej transformacji – podkreśla Paweł Sikorski, partner inwestycyjny w MCI Capital.

Welyo działa nie tylko jako dostawca zaawansowanych technologii, ale przede wszystkim jako partner w budowaniu trwałych i wartościowych relacji z klientami. Nowa strategia firmy została zaprojektowana z myślą o dalszym rozwoju, skalowalności i maksymalnej użyteczności – tak, aby jak najlepiej wspierać organizacje w cyfrowej transformacji ich procesów kontaktu z klientem.

Ropa drożeje po rozejmie handlowym USA i Chin

Cena ropy naftowej wzrosła wczoraj o około 1,5 proc. To efekt decyzji Chin i USA o znacznym obniżeniu na 90 dni wzajemnych taryf celnych. Niższe ryzyko recesji przyniosło nadzieję na większy popyt w światowej gospodarce – dlatego rosły także ceny gazu ziemnego i innych metali. Dziś Donald Trump rozpoczyna wizytę w Arabii Saudyjskiej, Katarze i ZEA, gdzie będzie prowadzić rozmowy wpływające na światowe ceny ropy.

Wzrost cen ropy to efekt handlowego rozejmu na linii Waszyngton – Pekin. Obniżenie ceł z 145 proc. do 30 proc. przez USA i z 125 proc. do 10 proc. przez Chiny to wyraźny krok w stronę złagodzenia konfliktu – najpewniej po to, by uspokoić rynki i ograniczyć negatywny wpływ sporu na gospodarkę.

Porozumienie wciąż jest bardzo ogólne i nie wiadomo, jak wygląda docelowa umowa dla każdej ze stron. Chiny chcą całkowitego zniesienia ceł, Stany Zjednoczone dążą do równowagi handlowej i mechanizmów egzekwowania umów. Dziewięćdziesięciodniowy okres „rozejmu” przypomina zawieszenie broni z 2018 roku, które ostatecznie przerodziło się w głębszy konflikt. Rozmowy mogą przynieść nowe „umowy zakupowe”, ale wcześniejsze doświadczenia – jak krótkotrwałe odprężenie sprzed kilku lat – pokazują, jak kruche bywają tego typu porozumienia. Obie strony utrzymują dotychczasowe cła, a najważniejsze punkty sporne pozostają nierozwiązane – droga do trwałego porozumienia wciąż jest długa.

Jednak już sama pauza wystarczyła, by doszło do wzrostu cen ropy. Podczas wczorajszych notowań cena amerykańskiej ropy WTI wzrosła o 1,5 proc., osiągając 61,95 dolara. Z kolei europejska ropa Brent wzrosła o 1,6 proc. do 64,96 dolara. Ceny ropy osiągnęły swoje minima tydzień temu – 5 maja cena ropy Brent spadła poniżej 60 dolarów za baryłkę. Od tego czasu cena Brent wzrosła już o ponad 8 proc. Mimo ostatniego odbicia ceny ropy wciąż pozostają o ponad 10 proc. niższe niż przed ogłoszeniem taryf w kwietniu. Nadwyżka podaży z krajów OPEC+ nadal ciąży notowaniom i może ograniczać skalę wzrostu, jeśli producenci nie skorygują swojej strategii. Zapewne na ten temat Donald Trump będzie rozmawiał dziś podczas swojej podróży do Arabii Saudyjskiej. Później odwiedzi także Katar i Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Dla cen ropy znaczenie mają także rozmowy z Iranem dotyczące jego programu nuklearnego. Gdyby doszło do porozumienia – co wydaje się możliwe w świetle informacji przekazywanych przez prezydenta Trumpa – to oznaczałoby to poluzowanie sankcji, a tym samym zwiększyłoby podaż ropy na światowych rynkach. Taka perspektywa obecnie może częściowo ograniczać dalsze możliwe wzrosty ceny ropy. I powodować zwiększona zmienność na tym rynku.

Także rozmowy pokojowe Rosji z Ukrainą, do których chce się włączyć prezydent Trump, mogą docelowo – w razie ich sukcesu – skutkować ograniczeniem sankcji na rosyjską ropę. To także mogłoby mieć w przyszłości poważny wpływ na ceny – Rosja bowiem pozostaje drugim producentem surowca na świecie. Tymczasem jeszcze w marcu Unia Europejska wprowadziła sankcje na rosyjską „flotę cieni”, czyli flotę statków transportujących rosyjski surowiec.

Ważnymi beneficjentami drożejącej ropy są koncerny wydobywcze – akcje Chevron wzrosły wczoraj o 2,2 proc., a Exxon Mobil o 1,7 proc.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Automatyzacja i sztuczna inteligencja zmieniają rynek pracy. Pracownicy chcą nadążyć za zmianami

Zaledwie 9% pracowników deklaruje, że nie wie, czym są automatyzacja i sztuczna inteligencja, a 46,7% przyznaje, że chciałoby pogłębić swoją wiedzę w tym zakresie. Rosnące zainteresowanie technologiami idzie w parze z obawami – od lęku przed brakiem kompetencji, przez przytłoczenie tempem zmian, aż po niepewność związaną z przyszłością zawodową. Jak wynika z „Barometru Rynku Pracy 2025” Gi Group Holding, dostęp do wiedzy i edukacji może przesądzić o gotowości zespołów na technologiczną rewolucję.

Pracownik kontra algorytm

Z „Barometru Rynku Pracy 2025” wynika, że jedynie 9% pracowników nie wie, czym są automatyzacja i sztuczna inteligencja ani jak mogą być wykorzystywane. Pełne zrozumienie tych technologii i ich zastosowań deklaruje 21,8% zatrudnionych. Podobny odsetek przyznaje, że ma jedynie ogólne pojęcie o AI i automatyzacji, ale nie wie, jak dokładnie są wykorzystywane w praktyce. Najwięcej – 46,7% – twierdzi, że ma pewną wiedzę na ten temat, lecz chciałoby ją pogłębić i lepiej poznać możliwości zastosowania tych rozwiązań w pracy.zrozumienie wykorzystania automatyzacji i AI

Uwagę zwraca dysproporcja związana z wiekiem. W najmłodszej grupie badanych 18-24 lata, ponad 35% respondentów jest przekonanych o pełnym rozumieniu tych kwestii, a przeszło 38% uważa, że ma wiedzę na ten temat, ale chce ją poszerzyć. Mniej optymistyczne są dane dotyczące grupy 55+, w tym przypadku niecałe 10% deklaruje pełne zrozumienie nowych technologii, a niemal 17% nie rozumie jak działają i jak są wykorzystywane.wiek a zrozumienie wykorzystania automatyzacji i AI

– Warto pamiętać, że najmłodsze pokolenie dorastało w otoczeniu nowych technologii. Zdecydowanie ułatwia im to ich rozumienie i wykorzystanie w pracy zawodowej. Jednak równie istotne jest, aby także starsze pokolenia miały możliwość poznawania automatyzacji i sztucznej inteligencji, gdyż umiejętność ich wykorzystania staje się coraz bardziej kluczowa na rynku pracy – komentuje Grzegorz Gojny, Dyrektor Regionalny Gi Group.

Z „Barometru Rynku Pracy” wynika jednocześnie, że niemal 55% zatrudnionych nie ma możliwości zdobywania wiedzy na temat narzędzi opartych na sztucznej inteligencji lub działania pracodawcy w tym zakresie są według nich niewystarczające. 36% pracowników ocenia dostęp do wiedzy jako wystarczający, choć zaznacza, że ogranicza się on głównie do podstawowych informacji. Jedynie 9% respondentów wskazuje, że firma zapewnia im szeroki dostęp do wiedzy i realne możliwości rozwoju kompetencji technologicznych.ocena możliwości zdobywania wiedzy w miejscu pracy

W jakim stopniu wykorzystujemy AI w pracy?

Obecnie 28,5% zatrudnionych deklaruje, że regularnie korzysta w pracy z rozwiązań bazujących na sztucznej inteligencji. W największym stopniu używają ich pracownicy sektora usługowego (35,3%), transportu i logistyki (32,3%) oraz handlowego (32,1), najrzadziej pracownicy sektora publicznego – robi to nieco ponad 21%.wykorzystanie AI w pracy

Najczęściej po AI sięgają osoby w wieku 18-24 lata, wśród których aż połowa stosuje narzędzia AI. W innych grupach wiekowych odsetek użytkowników sztucznej inteligencji jest zbliżony i wynosi około 25%. Choć mężczyźni częściej przyznają się do posiadania wiedzy na temat automatyzacji i AI, to kobiety częściej wykorzystują te narzędzia w swojej pracy niż mężczyźni –  odpowiednio 30,4% i 26,7%.

Również poziom zarobków i zajmowane stanowisko mają wpływ na częstotliwość stosowania sztucznej inteligencji w pracy. Im wyższe stanowisko i wyższe wynagrodzenie, tym częstsze są deklaracje używania rozwiązań AI w codziennej pracy.branża a wykorzystanie AI w pracy

W obliczu intensywnych zmian technologicznych, nowe rozwiązania stają się również kluczowym elementem strategii zarządzania. Wdrażanie zaawansowanych narzędzi wymaga od menedżerów nie tylko dostosowania procesów, ale także przemyślanej integracji technologii z codziennymi operacjami, co jest niezbędne dla długofalowego sukcesu organizacji. Warto pamiętać, , że aż jedna czwarta firm jako główną przeszkodę we wdrażaniu takich rozwiązań wskazuje brak odpowiedniej wiedzy właśnie w tej drugiej grupie.

– Sztuczna inteligencja rewolucjonizuje zarządzanie, przekształcając role managerów i sposoby podejmowania decyzji. Dzięki zaawansowanej analityce liderzy mogą opierać się na precyzyjnych danych, zamiast polegać wyłącznie na intuicji i doświadczeniu. AI wspiera ich w prognozowaniu trendów rynkowych, optymalizacji łańcucha dostaw, personalizacji oferty czy automatyzacji rutynowych zadań, co pozwala skupić się na strategicznych inicjatywach. Jednak, mimo tych technologicznych zmian, ludzka intuicja i etyka pozostają nieodzownymi elementami procesu decyzyjnego – wyjaśnia Daniel Piaszczyk, Senior Partner Executive IT w Wyser Executive Search.

Co martwi pracowników?

Jedna trzecia (32,7%) pracowników nie ma żadnych obaw związanych z wdrażaniem rozwiązań opartych na automatyzacji i sztucznej inteligencji. Wskazywane w badaniu obawy dotyczą wpływu nowych technologii na stabilność zawodową, ograniczeń w zdobywaniu umiejętności i stosowania ich oraz nadążaniu za tempem zmian.

Utraty pracy w związku z rozwojem technologii boi się blisko 18% pracujących. Podobny odsetek odczuwa przytłoczenie nowymi rozwiązaniami. Nieco ponad 12% zatrudnionych boi się, że nie będzie w stanie zdobyć umiejętności potrzebnych do pracy, takie samo grono obawia się, że nie poradzi sobie z nowymi narzędziami. Największy odsetek (21,5%) boi się, że szybki rozwój nowych technologii sprawi, że trudno im będzie nadążyć za zmianami.obawy pracowników o wykorzystanie automatyzacji i AI

– Obawy pracowników nie są zaskoczeniem – wiele osób nie ma jeszcze doświadczenia w wykorzystywaniu nowych technologii, a jednocześnie słyszą o ich dynamicznym rozwoju i potencjalnym wpływie na rynek pracy. Niepewność może potęgować brak dostępu do wiedzy lub poczucie, że zmiany zachodzą bez ich udziału. Dlatego tak istotne jest, by firmy jasno komunikowały cel wprowadzania nowych rozwiązań i realizowały różnorodne działania edukacyjne. Także zaangażowanie pracowników w proces zmian może pomóc oswoić lęk i niepewność, wzbudzić ciekawość oraz gotowość do nauki – podreśla Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment.

Do rozwiania obaw pracowników potrzebna jest przede wszystkim wiedza. W tym obszarze nadal istnieje jednak spory potencjał do poprawy.

Wojna celna USA–Chiny trwa, ale nie da się jej wygrać – rośnie ryzyko dla globalnego handlu

Patrząc historycznie na konflikty handlowe można stwierdzić, że nie da się wygrać wojny celnej. Żadne państwo nie jest w 100% niezależne od tego, co dzieje się poza jego granicami. Obecnie Stany Zjednoczone prowadzą szeroko zakrojoną polityczną grę, która ma zapewnić im korzystniejsze pozycje w rozmowach z innymi krajami. Chaotyczna polityka Donalda Trumpa pokazuje, że USA szukały rywala i znalazły go w Chinach. Chińskie władze, nie ustępując, wprowadzają kolejne cła – co zmusza Trumpa do wycofywania się z wcześniejszych deklaracji. Czy można się przygotować na wojnę celną? Nie jest to proste, ale ważne jest, aby mieć plan dywersyfikacji i wcześniejsze ustalenia z kluczowymi producentami. Przemysł w dużym stopniu zależy od importowanych surowców i materiałów. Rząd musi rozmawiać z przedsiębiorcami – aby ustalić, jakie problemy mogą wystąpić w razie wprowadzenia ceł.

– Patrząc na rynki, wydaje się, że wracamy do starego porządku – powiedział serwisowi eNewsroom.pl podczas EFNI Wiosna 2025 Mariusz Zielonka, główny ekonomista Konfederacji Lewiatan. – Wzrosty na giełdach mogą sugerować, że cała sytuacja była częścią strategii administracji Trumpa. Zyski, które wygenerowała giełda po tym odbiciu, pozwalają lepiej zrozumieć intencje tego działania. Analizując miękkie wskaźniki, takie jak indeks PMI, widzimy, że polityka Trumpa była wcześniej antycypowana przez przedsiębiorców obu stron oceanu. Amerykańscy i europejscy przedsiębiorcy zaczęli robić zakupy – aby wyprzedzić ewentualne cła, co doprowadziło do potężnego zatowarowania w Europie. Nasz import ze Stanów Zjednoczonych wzrósł na tyle, że obecnie zajmują oni trzecie miejsce wśród naszych dostawców. W rezultacie, wskaźniki PMI wzrosły ponad 50 punktów – co oznacza rozwój po recesji. Należy zauważyć, że Polska ma niewielkie uzależnienie od USA w kontekście importu i eksportu. W przypadku eskalacji wojny celnej, możemy odczuć skutki przez spadek popytu w Europie Zachodniej – przewiduje Mariusz Zielonka.

Zrozumieć polaryzację. Wyborcy PiS i KO różnią się klasowo – i nie tylko

0

Badania naukowców z Uniwersytetu SWPS pokazują, że klasy społeczne w Polsce nadal silnie wpływają na preferencje polityczne. Analiza wykazuje, że podziały klasowe, wzmacniane przez czynniki takie jak m.in. wykształcenie i religijność, są kluczowe dla zrozumienia obecnej polaryzacji politycznej. Politolog i socjolog, dr hab. Mikołaj Cześnik, prof. USWPS mówi, że te same mechanizmy, które rządziły naszymi postawami w czasie ostatnich wyborów parlamentarnych, pozostaną istotne także w nadchodzących wyborach prezydenckich.

Badacze z Uniwersytetu SWPS pracujący w projekcie „Polskie Generalne Studium Wyborcze 2023” – prof. Mikołaj Cześnik oraz dr Oliwia Szczupska – dokonali analizy klasowej, która uwzględnia nie tylko czynniki ekonomiczne, ale także społeczne i kulturowe. Analiza opublikowana w „Studiach Socjologicznych” pokazuje, że klasy społeczne nadal odgrywają ważną rolę w polskiej polityce, a podziały klasowe, modyfikowane przez różne czynniki (wykształcenie, wiek, miejsce zamieszkania, religijność), pozostają istotnym wyznacznikiem preferencji politycznych. Napięcia klasowe mogą stanowić jeden z istotnych czynników wyjaśniających obecną polaryzację polityczną w Polsce. Klasa ludowa wyraźnie wspiera Prawo i Sprawiedliwość (PiS), podczas gdy klasa wyższa preferuje Koalicję Obywatelską (KO). W najliczniejszej klasie – średniej, poparcie dla KO i PiS kształtuje się na podobnym poziomie (około 30-40 proc.), przewyższając poparcie dla pozostałych partii. Wyniki sugerują, że podziały klasowe pozostają istotnym czynnikiem wpływającym na polityczną polaryzację w Polsce, nawet po uwzględnieniu innych determinant zachowań wyborczych.

Inna sytuacja polityczna, te same polityczne wybory

Badania dotyczyły wyborów parlamentarnych w Polsce w 2023 roku, ale prof. Mikołaj Cześnik wskazuje, że wnioski bezpośrednio przekładają się na obecną sytuację polityczną: – Choć sytuacja polityczna się zmienia, to pewne wzory pozostają stabilne. Klasa społeczna to nie moda, tylko trwały fundament – i to właśnie ona bardzo silnie wpływa na to, czy i jak głosujemy. To znaczy: osoby z klasy ludowej wciąż najchętniej wybierają partie obiecujące wsparcie socjalne (PiS) i poparcie dla wartości konserwatywnych, a klasy wyższe skłaniają się ku ugrupowaniom liberalnym (KO). Możemy się więc spodziewać, że podobne mechanizmy zadziałają także w nadchodzących wyborach prezydenckich – choć oczywiście szczegóły zależą od kandydatów i kampanii – podkreśla politolog.

Kto pójdzie na wybory?

Czynniki determinujące zachowania wyborcze poszczególnych klas społecznych wynikają z ich charakterystyki w ramach nowego schematu klasowego, opartego na pojęciu „siły społecznej”, rozumianej jako kontrola nad ważnymi zasobami w sferach kapitału, pracy i konsumpcji. Mechanizm łączący pozycję klasową z głosowaniem wykracza poza sferę ekonomiczną i obejmuje możliwość realizacji interesów, zarówno materialnych, jak i symbolicznych, w tym dążenie do społecznego uznania (walka o godność, prestiż, afirmację własnej wartości). Schemat klasowy dzieli społeczeństwo na trzy główne klasy w oparciu o trzy kluczowe zmienne: pochodzenie społeczne przodków, zawód wykonywany przez badaną osobę oraz pozycje na skalach bogactwa, wpływów i poważania.

Prof. Cześnik zwraca uwagę na to, że najczęściej głosują osoby z klasy średniej i wyższej – bo mają więcej zasobów: czasu, wiedzy, pieniędzy, poczucia pewności siebie. – W klasie ludowej jest z kolei sporo barier – nie tylko materialnych, ale też psychologicznych. Ale 2023 rok pokazał, że to się może zmieniać: mobilizacja była rekordowa, a wiele osób z klasy ludowej – tych, które wcześniej nie głosowały – poszło do urn, bo poczuły, że mają realny wpływ – analizuje naukowiec.

Nie tylko PiS i PO

Badania pokazały, że w trakcie wyborów parlamentarnych w 2023 roku kandydaci spoza głównych partii (czyli PO i PiS) mieli największe szanse wśród wyborców klasy średniej – zwłaszcza tych młodszych, mieszkających w dużych miastach. Profesor Cześnik wskazuje, że klasa wyższa rzadko sięga po outsiderów, bo zazwyczaj ma „swoich” kandydatów. Dodaje, że w klasie ludowej z kolei wciąż dominuje PiS, ale jeśli kandydat bezpartyjny trafi w emocje i język tej grupy – może zyskać. Zwłaszcza jeśli pokaże, że „jest swój”.

Czy możliwe jest złamanie duopolu PO-PiS? Zdaniem badacza to nie stanie się samo z siebie. – Musi pojawić się nowa oferta, która przemówi do różnych grup społecznych – nie tylko do wykształconych z dużych miast, ale też do tych, którzy czują się zapomniani. Taki „trzeci gracz” musiałby mówić prostym językiem o konkretnych sprawach – pracy, mieszkaniach, edukacji – i zdobyć zaufanie ludzi, którzy zwykle politykom nie wierzą. To trudne, ale nie niemożliwe – wskazuje prof. Mikołaj Cześnik.

Autor: dr hab., prof. Uniwersytetu SWPS Mikołaj Cześnik

Polska w złotej dziesiątce świata. Rezerwy NBP przekroczyły 509 ton

0

Choć cel 20% udziału złota w rezerwach został już osiągnięty, Narodowy Bank Polski kontynuuje zakupy. W samym kwietniu do skarbca trafiło dodatkowe 12,4 tony kruszcu. Łącznie Polska zgromadziła już ponad 509 ton złota, wartego 202 miliardy złotych, co oznacza, że wyprzedzamy pod tym względem… nawet bank centralny strefy euro! Udział złota w aktywach rezerwowych przekroczył 22%. Do czego dążymy i gdzie jest nasze złoto?

Złoty rajd trwa

Z najnowszych danych opublikowanych przez Narodowy Bank Polski wynika, że w kwietniu 2025 roku instytucja ta dokonała zakupu kolejnych 12,4 ton złota. Tym samym całkowite zasoby kruszcu zgromadzone przez NBP wzrosły do imponującego poziomu blisko 509 ton. Ich szacunkowa wartość przekracza obecnie 202 miliardy złotych, co oznacza, że złoto stanowi już niemal 22% wszystkich aktywów rezerwowych banku centralnego.

Polska już dziś znajduje się w ścisłej czołówce światowych posiadaczy złota – z ponad 509 tonami kruszcu zajmujemy 10. miejsce na świecie, wyprzedzając m.in. Europejski Bank Centralny. Złoto stanowi już ponad 22% krajowych rezerw walutowych, a według NBP jego zakup to świadoma strategia budowy gospodarczego bezpieczeństwa i finansowej suwerenności państwa.NBP nadal kupuje złoto

Co istotne, Polska dysponuje dziś również największymi rezerwami walutowymi i złota w regionie. Warto jednak zauważyć, że według sprawozdania finansowego NBP za 2024 rok, tylko ok. 105 ton złota znajduje się fizycznie na terenie kraju – co oznacza, że aż 80% rezerw przechowywanych jest za granicą i tym samym obarczonych ryzykiem strony trzeciej. W świetle rosnącej niepewności geopolitycznej temat repatriacji złota może więc ponownie powrócić do debaty publicznej.

Złote pożyczki

Banki centralne na całym świecie kontynuują zakupy złota, wzmacniając swoją pozycję w obliczu narastającej niepewności geopolitycznej. W I kwartale 2025 roku łączne zakupy wyniosły 244 tony, co – mimo 21-procentowego spadku rok do roku – wciąż przekracza pięcioletnią średnią o 24%. Największym nabywcą był Narodowy Bank Polski. Wśród aktywnych graczy znalazły się również m.in. Chiny, Indie, Turcja, Czechy i Azerbejdżan.Tavex NBP najwiekszym kupujacym

Co ciekawe, trend zwiększania rezerw trwa nieprzerwanie od szesnastu lat, a – jak wynika z raportu World Gold Council – tylko 22% popytu w I kwartale zostało oficjalnie zarejestrowane. Reszta mogła pochodzić z nieujawnionych zakupów innych instytucji oficjalnych lub z opóźnionych raportów. Jednocześnie wzrosła aktywność banków centralnych w zakresie pożyczek złota, m.in. w odpowiedzi na ograniczoną podaż oraz napięcia handlowe związane z polityką USA.

Złoto odgrywa dziś strategiczną rolę w strukturze rezerw dewizowych Narodowego Banku Polskiego. Jego unikalne cechy – niezależność od zobowiązań emitenta, brak ryzyka kredytowego, fizyczna trwałość i niezniszczalność – czynią je wyjątkowym aktywem w czasach niepewności. W długim okresie złoto skutecznie utrzymuje swoją wartość, a historycznie zyskuje na znaczeniu szczególnie w okresach napięć geopolitycznych czy zawirowań finansowych – komentuje Tomasz Gessner, główny analityk Tavex. Znaczne rezerwy złota wzmacniają wiarygodność Polski oraz Narodowego Banku Polskiego na rynkach międzynarodowych. Złoto – mimo swojej „tradycyjnej” natury – pozostaje dziś jednym z najbardziej dynamicznych i strategicznych elementów nowoczesnej polityki rezerwowej – dodaje.

Gdzie jest nasze złoto?

Pewne wątpliwości może budzić natomiast kwestia przechowywania kruszcu. Według danych Narodowego Banku Polskiego[1] na koniec grudnia 2024 r. zasoby złota NBP wynosiły 448 ton, z czego jedynie 25% znajdowało się w kraju. Reszta, czyli około 75% przechowywane jest za granicą – głównie w skarbcach Banku Anglii w Londynie oraz Banku Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku. Pytania o kwestie bezpieczeństwa kruszcu, zwłaszcza znajdującego się w Londynie, zyskały w ostatnim czasie uzasadniony charakter. W związku z dużymi przepływami złota z Londynu do Nowego Jorku, które wynikają między innymi z fizycznych żądań rozliczenia kontraktów terminowych na nowojorskiej giełdzie metali Comex, Bank Anglii informował o wydłużeniu czasu oczekiwania na magazynowane złoto nawet do 2 miesięcy. Z drugiej strony, dywersyfikacja miejsc przechowywania zasobów państwowych ma na celu zmniejszenie ryzyka geopolitycznego.

O tym, jak istotne są „złote” rezerwy państwowe przekonaliśmy się już w swojej historii. Kiedy w 1939 roku nad Polską gromadziły się ciemne chmury, natychmiastowo podjęto decyzję o ewakuacji narodowych skarbów przed okupantem. Najcenniejszym co wówczas posiadaliśmy było 80 ton czystego złota w sztabkach. To właśnie one przebyły niezwykle długą drogę, która wiodła między innymi przez Rumunię, Turcję, Syrię, Francję czy Dakar w zachodniej Afryce. Przemierzając kolejne kilometry, nasze złoto dopiero w 1944 roku dotarło do Nowego Jorku, gdzie skarb został podzielony: 43% trafiło do USA, 45% do Banku Anglii, a 12% do Kanady. Przez lata polski rząd stawał w obliczu wielu geopolitycznych wyzwań w celu zabezpieczenia, a następnie przywrócenia skarbu do kraju. Co ciekawe, udało się tego dokonać dopiero w 2019 roku. Podczas tajnej operacji, polski rząd przewiózł przedwojenne złoto wraz z nową transzą zakupową – w sumie 100 ton sztabek o wartości około 4 miliardów funtów przetransportowano z Banku Anglii do Warszawy. Przewozy odbywały się w nocy w opancerzonych konwojach i obejmowały osiem lotów, co było jednym z największych transportów złota od czasów II wojny światowej[2].

[1] https://nbp.pl/wp-content/uploads/2022/09/zloto-jako-skladnik-rezerw.pdf

[2] Opracowanie na podstawie: https://www.youtube.com/watch?v=waZtO35-RG8

Marynarze nie chcą ubezpieczeń społecznych, a ministerstwo się upiera. Eksperci negatywnie o planowanych zmianach

„Uszczęśliwianie na siłę” – Ministerstwo pracuje nad ubezpieczeniem marynarzy, a Ci… tego nie chcą.

– Bardziej niż troskę o marynarzy widzę tutaj pewną kalkulację, że z tej grupy zawodowej można wyciągnąć spore środki finansowe do ZUSu. Nie jestem zwolennikiem ubezpieczenia marynarzy przez ZUS, bo nikt jeszcze nie powiedział mi, że oczekuje od rządzących takiego rozwiązania. Marynarze mają środki finansowe na zabezpieczenie się, większość z nich myśli o przyszłości zawczasu, inwestuje np. w nieruchomości. Nie wydaje mi się, by liczyli na emerytury od Państwa – mówi Paweł Skotnicki, ekspert ubezpieczeniowy.

Projekt ustawy nad którą pracowało Ministerstwo Infrastruktury i Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zakłada, że osoba zatrudniona na statku będzie uzyskiwała status marynarza wykonującego pracę na podstawie umowy o świadczenie pracy na morzu. Status ten będzie potwierdzany zaświadczeniem wydanym na wniosek przez dyrektora urzędu morskiego albo agencję zatrudnienia. Ministerstwo Infrastruktury przyznało, że jest to krok w stronę odbudowywania „polskiej bandery”, a poza składka na ubezpieczenie społeczne marynarze objęci mogą być także Funduszem Pracy czy Funduszem Solidarnościowym.

Eksperci przyznają, że inicjatywa jest szeroko dyskutowana przez marynarzy. Paweł Skotnicki, ekspert ubezpieczeniowy zauważa, że marynarze dotychczas nie zgłaszali potrzeby ubezpieczenia publicznego. Ekspert przyznaje, że jest to dla wielu dodatkowa danina z której tak naprawdę nie skorzystają.

– Nie rozumiem dlaczego ogłoszono sukces w temacie w którym tak naprawdę nikt nie oczekiwał działania ze strony Ministerstwa. Odbieram raczej sygnały zaniepokojenia, co będzie się działo i czy będzie to dla marynarzy duże obciążenie. Marynarze nie zrezygnują z ubezpieczenia osobistego na rzecz emerytury z ZUS, bo nikt rozsądny by tego nie zrobił. Naprawdę marynarze świetnie sobie radzą i nie trzeba ich uszczęśliwiać

– Projekt ten przeszacowuje liczbę marynarzy, których on dotyczy. Same założenia i cel jest jeszcze dość niejasny. Obecnie marynarze mogą płacić składkę dobrowolnie i nie ma tłumu zainteresowanych. Ten temat jest marginalny. Nie mamy tabunu marynarzy głodujących na emeryturach. Jeżeli marynarze chcieli być ubezpieczeni w polskim systemie to robili to bez problemów. 99% marynarzy traktuje państwową emeryturę jako coś, co nie istnieje – mówi Paweł Skotnicki.

– Emerytura z ZUS nigdy nie będzie dla marynarza satysfakcjonująca. Nie obawiam się więc, że zmiana wprowadzona przez ministerstwo sprawi, że marynarze zrezygnują z prywatnych ubezpieczeń, oszczędzania na emeryturę czy inwestowania. Obawiam się tylko, że dla marynarzy wchodzących na rynek pracy to, co będzie proponowane przez Państwo będzie wystarczające, a to oczywista nieprawda – mówi ekspert ubezpieczeniowy.

Na początku maja wiceminister infrastruktury Arkadiusz Marchewka poinformował: „Rozwiązujemy problem z ubezpieczeniem społecznym marynarzy! Projekt ustawy został dzisiaj przyjęty przez Radę Ministrów. Aktualnie kilkanaście tysięcy marynarzy nie ma ubezpieczenia, bo pracują na statkach pływających pod banderami państw trzecich. Czas to zmienić!”

Rządz zapowiada „preferencyjne składki”, które wpłyną także na obniżenie kosztów działalności armatorów.  – Musicie też wiedzieć, że uregulowanie kwestii ubezpieczeń to jeden z trzech kluczowych kroków, których realizacja pozwoli na przywrócenie polskiej bandery – napisał wiceminister Marchewka.

Problemy finansowe polskich meblarzy pogłębiają się. Cierpi też branża drzewna

Wysokie koszty produkcji, spadający popyt i silna konkurencja z Azji osłabiają pozycję polskiej branży meblarskiej. Długi sektora, notowane w Krajowym Rejestrze Długów, sięgają już prawie 130 mln zł – coraz więcej przedsiębiorstw musi wybierać między utrzymaniem płynności a spłatą zobowiązań. Problemy meblarstwa mają wpływ na sytuację branży drzewnej, która jest jego wiodącym dostawcą. Zadłużenie producentów drewna przekroczyło 100 mln zł, co może być sygnałem narastających trudności finansowych w całym łańcuchu dostaw.

Polska branża meblarska znajduje się w niełatwym momencie. Producenci z Chin, Wietnamu czy Indii zalewają europejski rynek tańszymi meblami, często wytwarzanymi w warunkach mniej restrykcyjnych środowiskowo niż u nas. Presja cenowa ze strony Azji zmusza polskie przedsiębiorstwa do zmniejszania marż i walki o utrzymanie pozycji, szczególnie w segmencie ekonomicznym. Nakłada się na to zastój na rynku sprzedaży mieszkań, spowodowany trudnościami w dostępie do kredytów, ale i niepewność konsumentów spowodowana wojną za wschodnią granicą, która powstrzymuje ich przed zakupem lokum. W efekcie zapotrzebowanie na wyposażenie wnętrz jest mniejsze.

Jak wynika z raportu „Polskie Meble Outlook 2025”, przygotowanego przez Ogólnopolską Izbę Gospodarczą Producentów Mebli i firmę badawczą B+R Studio, wartość produkcji sprzedanej branży meblarskiej w 2024 r. zmalała o 2-5 proc. w stosunku do poprzedniego roku. Producenci są mocno nastawieni na eksport, ale nie pomaga w tym spadający popyt w Europie. W ub.r. aż o 6 proc. zmniejszyła się wartość sprzedaży za granicę, która od lat napędzała branżę. Wzrósł natomiast import mebli. W minionym roku sprowadzono ich do Polski o ponad 10 proc. więcej niż w 2023 r. W ub.r. rentowność sprzedaży spadła do 5,2 proc., a przeciętne zatrudnienie w sektorze zmniejszyło się o ponad 13 proc.

Coraz więcej do oddania

Te perturbacje mają odbicie w danych Krajowego Rejestru Długów. Zaległości meblarzy stale rosną, w ciągu zaledwie trzech lat zwiększyły się o 40 proc. i obecnie wynoszą 129,9 mln zł. Ma je 3,2 tys. firm. Znacząco, bo aż o 11,9 tys. zł, podskoczyło natomiast średnie zadłużenie. W 2022 r. na jeden podmiot przypadało 28,9 tys. zł, dziś to aż 40,8 tys. zł.

Branża meblarska to zarówno producenci, jak i sprzedawcy. Z danych KRD wynika, że najpoważniejsze problemy mają firmy zajmujące się produkcją mebli, bo w największym stopniu odczuwają one zawirowania na globalnym i polskim rynku. Prawie 3/4 długów branży należy właśnie do nich, to 91 mln zł. Swoim kontrahentom nie płaci 2,4 tys. przedsiębiorstw, a średnie zadłużenie w tej grupie sięga 38 tys. zł. W tym gronie w najtrudniejszej sytuacji są producenci mebli biurowych i sklepowych, którzy uzbierali 28,9 mln zł długów.

Pozostała kwota nieuregulowanych zobowiązań branży, tj. prawie 39 mln zł, przypada na hurtowych i detalicznych sprzedawców mebli. W KRD jest wpisanych 795 takich firm. „Wypracowały” one bardzo wysoki średni dług, który wynosi aż 48,9 tys. zł, a więc mocno przekracza przeciętną zaległość w branży.

Kondycja branży meblarskiej w dużej mierze odbija się na sytuacji w sektorze drzewnym, a ten, według danych KRD, jest dziś zadłużony już na 100,3 mln zł. Z problemami finansowymi zmaga się 2,2 tys. producentów drewna, wyrobów tartacznych, produktów stolarskich i ciesielskich, a średnie zadłużenie wynosi tam 45,4 tys. zł.

– Analiza wiarygodności płatniczej, jaką przeprowadziliśmy dla branży meblarskiej, pokazuje, że w ciągu roku nieznacznie, ale jednak, zmniejszył się udział najbardziej rzetelnych przedsiębiorstw z kategorii A, B i C, wzrósł natomiast odsetek firm w kategoriach pośrednich. Migracja z poziomu dobrej oceny do strefy średniego ryzyka może świadczyć o stopniowym pogarszaniu się sytuacji finansowej nawet tych firm, które dotąd świetnie sobie radziły – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Najmniejsi zmuszeni do czekania na pieniądze

Segment meblarski przeciętnemu Polakowi kojarzy się z kilkoma dużymi firmami, których reklamy ogląda w mediach. Znani są także lokalni producenci, rozpoznawalni na swoim terenie. Ale w rzeczywistości branżę tworzy cała rzesza mikro- i małych podmiotów, bez których te duże nie byłyby w stanie oferować towarów. Są to m.in. zakłady wytwarzające płyty pilśniowe, siedziska, materace czy prowadnice do elementów ruchomych w meblach. Wiele z nich działa w formie jednoosobowej działalności i to one mają największe problemy finansowe. Obarcza je 72,7 mln zł zaległości – to grubo ponad połowa całej kwoty długu. Resztę, czyli 57,2 mln zł powinny zapłacić swoim wierzycielom spółki prawa handlowego.

Rekordzistą zadłużenia w tej branży jest przedsiębiorstwo z województwa małopolskiego produkujące meble, działające właśnie w formie spółki prawa handlowego, które zgromadziło 2,7 mln zł zaległości – większość to niezapłacone raty leasingowe.

Jednak to najmniejsze podmioty najbardziej dotkliwie odczuwają problemy rynkowe. Sygnalizują one kłopoty wynikające z wydłużonych terminów płatności oraz rosnących zatorów finansowych, co negatywnie wpływa na ich bieżącą płynność. Presję cenową potęguje również rosnący import mebli z Azji, który wymusza na krajowych firmach obniżanie cen i akceptowanie dłuższych terminów płatności u odbiorców.

– Na firmy z branży meblarskiej silnie oddziałują też rosnące koszty surowców i utrzymująca się inflacja, co ogranicza ich możliwości poprawy marż i utrudnia regulowanie bieżących zobowiązań. Zaległości finansowe w tym sektorze sięgają już 130 mln zł i wiele firm musi wybierać między utrzymaniem płynności a spłatą należności. Ostrożna polityka kredytowa banków oraz wysokie stopy procentowe dodatkowo ograniczają przedsiębiorcom dostęp do finansowania zewnętrznego. Coraz więcej mikrofirm meblarskich sięga więc po faktoring, który pozwala szybciej odzyskać środki z wystawionych faktur i wspiera bieżącą działalność. Od stycznia do dziś sfinansowaliśmy dla tego segmentu czterokrotnie więcej transakcji niż w całym 2024 roku. Firmy korzystają zarówno z faktoringu jawnego, cichego, jak i odwrotnego, ale największy wzrost zainteresowania notujemy w eGotówce, która umożliwia pozyskanie środków finansowych jeszcze przed wystawieniem faktury – mówi Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG.

Wzajemne długi blokują firmy

Ponad 40 proc. zadłużenia przedsiębiorstw meblarskich, czyli 52,9 mln zł, stanową zaległości wobec funduszy sekurytyzacyjnych i firm windykacyjnych. Następne w kolejce do odzyskania pieniędzy są instytucje finansowe – głównie banki oraz firmy ubezpieczeniowe, które czekają na 22 mln zł. Kolejne 12,2 mln zł należy się firmom leasingowym, 9,4 mln zł firmom handlowym, a 6,6 mln zł firmom energetycznym. Problemem są też wzajemne długi branży. Przedsiębiorstwa meblarskie mają do oddania dostawcom wyrobów metalowych i drewnianych, niezbędnych do produkcji towarów, 5,1 mln zł.

Najpoważniej zadłużone firmy znajdziemy w Wielkopolsce. Jest ich tam 537 i obciąża je 26,6 mln zł nieuregulowanych zobowiązań. Na Mazowszu działa 472 przedsiębiorstw z długami wynoszącymi 19,8 mln zł, a w Małopolsce 258 podmiotów, które nie rozliczyły z dostawcami 12 mln zł.

Co istotne, firmy z branży meblarskiej też mają nierzetelnych kontrahentów, którzy są im winni 19,4 mln zł. Stanowi to ok. 15 proc. kwoty, którą zalegają innym podmiotom. Pokazuje to, jak duży wpływ na ich płynność ma niesolidność płatnicza w łańcuchu dostaw.

Wojna informacyjna trwa – wybory 2025 testem odporności społeczeństwa

Wybory prezydenckie w Polsce coraz bliżej, a obok walki o głosy toczy się walka o wpływy i świadomość wyborców. Zgodnie z raportem Światowego Forum Ekonomicznego, mis- i dezinformacja to najpoważniejsze zagrożenia dla świata w najbliższych dwóch latach, wyprzedzające nawet ekstremalne zjawiska pogodowe. To nieprzypadkowa diagnoza – fałszywe narracje coraz częściej wykorzystywane są jako narzędzie wpływu na demokratyczne procesy. A skalę problemu pogłębia powszechna dostępność modeli sztucznej inteligencji, dzięki którym masowe generowanie nieprawdziwych informacji przez oszustów jest prostsze niż kiedykolwiek.

Wybory w Polsce, podobnie jak w innych krajach, mają charakter papierowy – obywatele oddają głos w wyznaczonych lokalach wyborczych lub korespondencyjnie. Taka forma głosowania znacząco ogranicza cyberprzestępcom tzw. powierzchnię ataku i możliwości manipulacji wynikami. Nie oznacza to jednak, że proces jest całkowicie wolny od zagrożeń. Celem mogą stać się systemy ewidencjonujące listy wyborców, a także infrastruktura wspierająca organizację głosowania – np. poprzez ataki typu DDoS (odmowa usługi). Zagrożeni są również sami wyborcy, którzy jeszcze przed oddaniem głosu stają się odbiorcami fałszywych narracji.

Zaufanie do wyborów pod ostrzałem cyberprzestępców

Nie trzeba dziś bezpośrednich fałszerstw przy urnach wyborczych, aby podważyć zaufanie do kandydata lub procesu wyborczego. Wystarczą techniki dez- oraz misinformacji – emocjonalny film w sieci, zmanipulowany zrzut ekranu lub anonimowa wiadomość rozpowszechniona w mediach społecznościowych. Misinformacja, czyli niepełne lub nieprawdziwe treści, powielana jest zazwyczaj bez odpowiedniej weryfikacji, m.in. z pomocą mediów społecznościowych, nieraz przez osoby działające w dobrej wierze. Wiele takich treści pochodzi z dezinformacji, czyli celowego działania wprowadzającego w błąd, aby wpływać na postawy społeczne lub uzyskać określone korzyści. Często jest to element kampanii wpływu prowadzonej przez kandydata, partię polityczną czy inne państwa, dążący do wpłynięcia na wynik wyborów.

Powszechną taktyką jest fabrykowanie historii, które nawiązują do rzeczywistego stanowiska kandydata lub partii i mają na celu rozjuszenie ich przeciwników. Takie treści są umieszczane na platformach społecznościowych, a czasem również kanałach wideo, aby prawdziwi członkowie środowisk przeciwnika mogli je nagłośnić. Dezinformacja jest najskuteczniejsza, gdy jest rozpowszechniana i wzmacniana przez autentycznych użytkowników – samych wyborców.

Podczas wyborów globalnie obserwowane były też w przeszłości operacje zwane hack and leak, zwykle wymierzone w skrzynki mailowe kandydatów czy sztabu wyborczego. Po włamaniu na pocztę przestępcy upubliczniają prywatną korespondencję tych osób, aby je zdyskredytować. Celem często jest nie tyle faworyzowanie jednego kandydata kosztem pozostałych, ale podważenie ogólnego zaufania do wyborów. Zdarzały się próby ingerencji w procesy wyborcze ze strony Iranu, Chin czy Rosji, jednak jest też wiele innych podmiotów zaangażowanych w takie działania. Wykrywanie kampanii wpływu jest trudne – mogą je dziś przeprowadzać nawet nieduże grupy, korzystające z narzędzi wykorzystujących sztuczną inteligencję czy zautomatyzowaną sieć botów.

e-głosowanie? Nie wszystko dobre, co jest w sieci

Na ten moment trudno mówić o wprowadzeniu powszechnych e-wyborów, które byłyby bezpieczne. Trzeba mieć na uwadze, że żadnego elektronicznego systemu do głosowania nie można darzyć bezgranicznym zaufaniem, tym bardziej, jeśli nie towarzyszy mu materialny, możliwy do ręcznego sprawdzenia zapis woli wyborcy. Dlatego karta do głosowania, czyli fizyczny ślad głosu, to kluczowy element bezpieczeństwa systemu głosowania.

W przypadku wyborów online kluczową zasadą pozostaje fizyczne odseparowanie urządzeń do głosowania i zliczania głosów od sieci, aby uniemożliwić zdalną manipulację wynikami. Wciąż pozostaje też wiele nierozwiązanych kwestii – od kryptograficznej weryfikacji tożsamości głosujących, przez ochronę prywatności ich danych, aż po zapewnienie, że nikt nie oddaje głosu pod presją, np. w obecności członka rodziny czy agresywnego partnera. Te ograniczenia pokazują, że jeśli w grę wchodzi zaufanie społeczne, cyfrowa wygoda jeszcze długo nie zastąpi tradycyjnych metod głosowania.

Warto pamiętać, że w dniach poprzedzających wybory pierwszą linią obrony przed dezinformacją są sami wyborcy. Każdy ma realny wpływ na to, czy fałszywa treść zyska zasięg. Wystarczy ostrożność, sceptycyzm wobec sensacyjnych przekazów i sprawdzanie źródła, zanim klikniemy „udostępnij”.

Źródła:

„Global Risks Report 2024”: https://www.weforum.org/publications/global-risks-report-2024/

Kapitał znów płynie do nieruchomości komercyjnych – ponad 686 mln euro w I kwartale 2025 r.

Stabilne wyniki na rynku najmu, pozytywne wskaźniki makroekonomiczne oraz łagodzenie polityki monetarnej przez banki centralne przekładają się na utrzymywanie się trendu wzrostowego na rynku inwestycyjnym w Polsce. W I kwartale 2025 roku nieruchomości komercyjne w Polsce przyciągnęły kapitał w wysokości ponad 686 mln euro, a osiągnięty wolumen był o 64% wyższy w porównaniu do analogicznego okresu w roku poprzednim. Wyraźnie poprawiła się również płynność rynku z widocznym wzrostem liczby zawartych transakcji.

„Trend wzrostowy powinien utrzymać się w kolejnych kwartałach, czemu sprzyjać będzie dalsze obniżanie stóp procentowych przez wiele banków centralnych. Europejski Bank Centralny w kwietniu 2025 roku obniżył stopy o 0,25 punktów bazowych po raz siódmy z rzędu od czerwca 2024 roku.  Kolejne cięcia spodziewane są w tym roku, co przełoży się na pobudzenie gospodarki i osłabienie negatywnych wpływów polityki celnej USA na wzrost gospodarczy w strefie euro. Również NBP poszedł śladem banków głównych gospodarek świata i na początku maja po raz pierwszy od półtora roku obniżył stopy procentowe. Niższe stopy stymulują rynek inwestycyjny w nieruchomości komercyjne zwiększając dostęp do finansowania oraz zmniejszając jego koszt,” – komentuje Dorota Lachowska, head of research w Knight Frank.

Rynek inwestycyjny rośnie również dzięki zwiększającemu się zaangażowaniu rodzimego kapitału. W I kw. 2025 polski kapitał odpowiadał za 116 mln euro, co oznacza, że miał rekordowy – 17% udział w całkowitym wolumenie inwestycyjnym w Polsce. Pozostałe znaczące źródła kapitału w pierwszym kwartale br. to Izrael (17% udziału), USA (13%), Ukraina (10%) oraz Wielka Brytania (9%).

„W I kw. 2025 roku największy udział w wolumenie inwestycyjnym przypadł nieruchomościom magazynowym (29%), wynosząc ponad 202 mln euro. Zanotowana wartość wzrosła o 47% w porównaniu do analogicznego okresu w roku poprzednim,” – dodaje Michał Grabara director, capital markets w Knight Frank. „Sektor magazynowy pozostaje bardzo płynny i przyciąga wielu inwestorów. Rośnie też udział transakcji typu sale & leaseback z największą transakcją w Europie Centralnej o wartości 1 miliarda złotych, odnotowaną na początku drugiego kwartału,” – uzupełnia Michał Grabara.

Pozytywne sygnały płyną również z rynku handlowego, na którym wartość transakcji w obiekty z tego sektora zwiększyła się trzykrotnie względem analogicznego okresu poprzedniego roku. W pierwszym kwartale 2025 roku łączny wolumen kapitału zainwestowanego w nieruchomości handlowe wyniósł ponad 189 mln euro, a jego udział w rynku inwestycyjnym stanowił 27%.  Najbardziej płynne pozostają niewielkie obiekty handlowe w mniejszych miastach, a ich wartość z reguły nie przekracza 20 mln euro.

„Natomiast na rynku biurowym, odwrotnie niż w poprzednim roku, większość transakcji dotyczyła budynków zlokalizowanych poza Warszawą. W większości były to jednak niewielkie obiekty, nabywane przez lokalny lub regionalny kapitał, który jest coraz bardziej widoczny na rynku,”wyjaśnia Krzysztof Cipiur, managing director, head of capital markets w Knight Frank i dodaje „w Warszawie w I kwartale odnotowaliśmy zaledwie trzy transakcje, które jednak odpowiadały za 59% wolumenu inwestycyjnego w nieruchomości biurowe.”

Łączna wartość transakcji inwestycyjnych w nieruchomości biurowe w I kw. 2025 roku wyniosła niemal 176 mld euro, co oznacza 65% wzrost względem analogicznego okresu poprzedniego roku, a udział sektora biurowego w wolumenie wyniósł 26%.

Pozostałą część wolumenu stanowiły inwestycje w sektorze living i hotelowym.

„Wartość transakcji w sektorze living w pierwszym kwartale roku wyniosła ok. 100 mln euro, co stanowiło 15% udział w wolumenie inwestycyjnym. Sektor ten cieszy się stabilnym zainteresowaniem inwestorów, a jego potencjał jest wysoki ze względu na wysoki deficyt mieszkaniowy w Polsce. Potwierdzeniem tego są wyniki na ryku najmu, gdzie obłożenie oscyluje wokół 98%, a ceny najmu wykazują stały trend wzrostowy,” – wyjaśnia Dorota Lachowska. 

Złoto po rekordzie: stabilizacja czy cisza przed kolejną falą wzrostów?

Po osiągnięciu historycznego szczytu cena złota stabilizuje się w szerokim przedziale między 3200 a 3500 USD za uncję. W tle mamy wzrost globalnych napięć, rozchwiane rynki i kolejne decyzje banków centralnych, w tym NBP. Czy to cisza przed kolejną falą wzrostów?

Złoto pozostaje w centrum uwagi inwestorów – w ostatnich tygodniach cena kruszcu balansuje w przedziale 3200 – 3500 USD za uncję. Po osiągnięciu rekordu (3499 USD), rynek doświadczył korekty, jednak dynamika wzrostów nie zniknęła.

Wystarczyła zapowiedź izraelskiej ofensywy w Gazie oraz niejasne stanowisko Rezerwy Federalnej, by cena w ciągu jednego dnia wzrosła o blisko 100 dolarów. Miniony tydzień złoto zakończyło w okolicach 3330 USD/oz, a w poniedziałek kurs zanurkował o około 100 dolarów.

Ten spadek ceny kruszcu to efekt weekendowego porozumienia między Stanami Zjednoczonymi i Chinami, które zgodziły się tymczasowo obniżyć swoje cła na 90 dni. Przy czym USA zmniejszą opłaty celne na towary z Chin ze 145% do 30%, a Chiny obniżą cła na produkty z USA ze 125% do 10%.

Rynki zareagowały pozytywnie na te wiadomości – kontrakty terminowe na S&P 500 wzrosły o 1,1% do 1,4%, a kontrakty na Nasdaq o 1,4% do 1,9% we wczesnych godzinach handlu. Po drugiej stronie jest złoto, którego notowania w poniedziałek spadły. Kruszec, postrzegany jako bezpieczna inwestycja, jest bowiem odwrotnie skorelowany z rynkiem akcji.

Fed i geopolityka, czyli kluczowe siły kształtujące rynek

Równocześnie w ubiegłym tygodniu uwaga inwestorów skupiła się na posiedzeniu Rezerwy Federalnej. Jerome Powell, przewodniczący Fed, nie uległ naciskom prezydenta Donalda Trumpa dotyczącym obniżki stóp procentowych.

Trump konsekwentnie domaga się osłabienia dolara dla zwiększenia konkurencyjności amerykańskiej gospodarki, jednak Fed pozostaje niewzruszony, twierdząc, że obecna sytuacja ekonomiczna USA nie wymaga natychmiastowych działań.

„Sytuacja gospodarcza Stanów Zjednoczonych jest całkiem przyzwoita. W związku z tym nie ma dużego ciśnienia na to, żeby szybko obniżać stopy procentowe”, stwierdził Powell podczas konferencji po posiedzeniu.

W zeszłym tygodniu doszło również do podpisania znaczącej umowy handlowej między USA a Wielką Brytanią. Donald Trump nie szczędził superlatywów, określając ją jako „najlepszą na świecie umowę, jakiej prawdopodobnie nigdy w historii nikt nie podpisał”.

Porozumienie zakłada obniżenie ceł na brytyjskie samochody do 10% zamiast planowanych 25%, a także całkowite zniesienie ceł na stal i aluminium. Dodatkowo, Stany Zjednoczone zyskały prawo do wyrażania opinii w sprawie chińskich inwestycji w Wielkiej Brytanii, co brytyjska opozycja krytykuje jako ograniczenie suwerenności kraju.

USA prowadzą podobne rozmowy z Japonią – państwem, które posiada największą ilość amerykańskich obligacji (ponad 1 bln USD) i kluczowym graczem w globalnym systemie finansowym. Japonia, pomimo skomplikowanych relacji historycznych i stawiając na pragmatyzm, prowadzi rozmowy również z Chinami.

Prognozy: złoto może sięgnąć 4000 USD

Konflikty na Ukrainie, Bliskim Wschodzie oraz napięcia między Indiami a Pakistanem zwiększają popyt na złoto jako bezpieczną przystań. Z perspektywy rynku królewskiego metalu, Indie są kluczowym graczem jako największy konsument biżuterii złotej na świecie.

Z kolei chińskie władze poluzowały limity zakupowe dla banków komercyjnych, pozwalając na zwiększony import złota. Celem jest częściowe zrównoważenie wpływu silnego juana na konkurencyjność eksportu i dalsze umacnianie pozycji złota w systemie finansowym Chin.

Analitycy JP Morgan opublikowali raport, w którym prognozują wzrost ceny kruszcu do 4000 dolarów za uncję w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Bank argumentuje, że rosnące napięcia geopolityczne będą sprzyjać wykorzystywaniu złota jako zabezpieczenia przed ryzykiem.

Światowa Rada Złota w swoim najnowszym raporcie potwierdza, że utrzymująca się niepewność jest podstawowym czynnikiem napędowym dla ceny kruszcu. Szacuje się, że 10-15% tegorocznego wzrostu ceny złota to efekt wojny handlowej.

„Dla złota korzystnie wpływa otoczenie makroekonomiczne – słabnący dolar i prognozy podwyższonej inflacji w Stanach Zjednoczonych, związane właśnie z wojną handlową”, stwierdza raport.

Dodatkowym wsparciem dla cen złota jest słabnący dolar oraz zwiększona aktywność funduszy ETF. Istnieje jeszcze potencjał do dalszego wzrostu zakupów metalu przez te fundusze, jak i do wzrostu wolumenu kontraktów terminowych na kruszec.

NBP obniża stopy i ma coraz więcej złota

Największą niespodzianką tygodnia na rynku krajowym była decyzja Narodowego Banku Polskiego o obniżeniu stóp procentowych – mimo wcześniejszych zapowiedzi, że nie będzie luzowania polityki pieniężnej.

„Sytuacja gospodarcza zmieniła się na tyle, że można być bardziej głębiej i można stopy procentowe w Polsce obniżyć”, wyjaśnił prezes NBP podczas konferencji prasowej, dodając jednocześnie, że „nie oznacza to wcale, że weszliśmy w fazę obniżek stóp procentowych.”

NBP poinformował też o kolejnym zakupie złota, dzięki czemu nasze rezerwy wzrosły do 510 ton, przewyższając ilość kruszcu w Europejskim Banku Centralnym. Obecnie złoto stanowi 22% całkowitych rezerw walutowych Polski, co oznacza osiągnięcie celu wyznaczonego przez zarząd NBP w ubiegłym roku.

Adam Glapiński podkreślił, że choć wartość posiadanego przez Polskę złota znacząco wzrosła, „jest to zysk tylko i wyłącznie papierowy, bo Narodowy Bank Polski nie ma absolutnie planów do tego, żeby to złoto sprzedawać.”

Złoto wciąż pełni funkcję geopolitycznego i inflacyjnego hedga. Wysokie zainteresowanie ETF-ów, rosnące zakupy banków centralnych oraz utrzymujące się napięcia międzynarodowe sugerują, że presja wzrostowa może się utrzymać.

Jeśli kolejne konflikty będą eskalować, a banki centralne powrócą do cyklu obniżek stóp – cena złota może nie tylko przekroczyć poziom 3500 USD, ale i realnie zbliżyć się do prognozowanych 4000 USD.

Autor: Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver.pl, Grupa Goldenmark