Nieważność aneksu nie prowadzi do automatycznego unieważniania pierwotnej umowy
Umowa pierwotna ma wszystkie niezbędne elementy do jej wykonywania
Wyrok stanowi wykładnię prawa UE, a rozstrzygnięcia w indywidualnych sprawach należą do sądów krajowych.
TSUE wydał dziś wyrok w sprawie C-246/25 Hańczynek, który dotyczy specyficznego problemu relacji między aneksem przewalutowującym a pierwotną umową kredytu złotowego.
Pomimo unieważnienia aneksu na podstawie którego nastąpiło przewalutowanie kredytu, pierwotna umowa pozostaje w mocy – takie wskazówki TSUE udziela polskim sądom. Utrzymanie umowy w mocy wymaga każdorazowej oceny, w tym analizy skutków ekonomicznych oraz zapewnienia ochrony konsumenta – mówi prezes ZBP dr Tadeusz Białek
ZBP podkreśla, że dzisiejsze orzeczenie TSUE dotyczy wąskiej kategorii spraw, w których kredytobiorcy zdecydowali się na zmianę waluty kredytu na etapie wykonywania umowy. Sprawy te nie przekładają się na ocenę portfela kredytów oprocentowanych stawką WIBOR.
Ostateczne rozstrzygnięcia należą do sądów krajowych, które będą badać każdą sprawę indywidualnie, z uwzględnieniem ich specyfiki.
MedTech Solutions S.A. – notowana na rynku NewConnect spółka działająca w obszarze nowych technologii medycznych – podpisała ze Stowarzyszeniem Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej („COZL”) list intencyjny dotyczący testów oraz potencjalnego wdrożenia systemu Reffer AI w obszarze badań klinicznych. COZL prowadzi ponad 50 aktywnych badań klinicznych i identyfikuje potrzebę wdrażania rozwiązań zwiększających efektywność zarządzania procesami badawczymi. Strony zakładają realizację etapu testów pilotażowych oraz wypracowanie modelu potencjalnego wdrożenia systemu w strukturach COZL, przy jednoczesnej deklaracji COZL o gotowości do współpracy komercyjnej z MTS w przypadku opracowania rozwiązania spełniającego potrzeby ośrodka. Reffer AI to system oparty na sztucznej inteligencji (AI), wspierający rekrutację i pre-screening pacjentów oraz usprawniający przepływ informacji w badaniach klinicznych.
– Zawarcie listu intencyjnego z COZL stanowi dla nas istotny etap w procesie walidacji systemu Reffer AI w warunkach rzeczywistego środowiska klinicznego. Współpraca z tak wyspecjalizowanym ośrodkiem onkologicznym daje możliwość praktycznego przetestowania naszych rozwiązań w jednym z najbardziej wymagających obszarów medycyny, jakim są badania kliniczne w onkologii. To również ważny krok w kierunku budowy skalowalnego modelu wykorzystania sztucznej inteligencji w procesach rekrutacji pacjentów, który może w przyszłości znaleźć zastosowanie w kolejnych ośrodkach ochrony zdrowia w Polsce i poza jej granicami. – powiedział Jarosław Kaim, prezes zarządu MedTech Solutions S.A.
W ramach podpisanego listu intencyjnego obie strony zobowiązały się do wspólnego opracowania szczegółowego planu testów systemu Reffer AI, obejmującego harmonogram działań oraz zakres poszczególnych etapów projektu, w tym integrację i ocenę funkcjonalności rozwiązania w warunkach rzeczywistych. Prace obejmą również oszacowanie kosztów realizacji przedsięwzięcia, identyfikację zasobów niezbędnych do jego przeprowadzenia oraz precyzyjne określenie ról i odpowiedzialności każdej ze stron. Kolejnym etapem będzie przygotowanie projektu umowy regulującej szczegółowe warunki współpracy, w tym zasady prowadzenia testów, wykorzystania ich wyników oraz potencjalnej komercjalizacji systemu Reffer AI.
Spółka wskazuje, że w przypadku zaangażowania pracowników naukowych COZL w prace projektowe, a także w przypadku powstania publikacji naukowych będących rezultatem wspólnych działań, osoby te zostaną odpowiednio uwzględnione jako autorzy lub współautorzy tych publikacji, zgodnie z obowiązującymi standardami współpracy naukowej. Jednocześnie COZL zadeklarowało gotowość do podjęcia potencjalnej współpracy komercyjnej z MedTech Solutions S.A. w przypadku pozytywnej oceny wyników testów oraz opracowania rozwiązania odpowiadającego potrzebom ośrodka.
Reffer AI to rozwijany przez MTS system wykorzystujący sztuczną inteligencję (AI) do wspierania procesów pre-screeningu pacjentów w badaniach klinicznych. Rozwiązanie umożliwia wsparcie w wyszukiwaniu potencjalnych uczestników badań na podstawie zdefiniowanych kryteriów kwalifikacyjnych, analizę dostępnej dokumentacji medycznej oraz usprawnienie komunikacji pomiędzy podmiotami zaangażowanymi w prowadzenie badań klinicznych. System pozwala również na identyfikację pacjentów w placówkach ochrony zdrowia nieprowadzących badań klinicznych i ich kierowanie do wyspecjalizowanych ośrodków badawczych, co – w ocenie Zarządu spółki – może przyczynić się do skrócenia czasu rekrutacji pacjentów, zwiększenia dostępności do innowacyjnych terapii oraz bardziej efektywnego wykorzystania infrastruktury badawczej.
Podpisanie Lol z COZL stanowi kolejny etap realizacji strategii MedTech Solutions S.A. w zakresie rozwoju i komercjalizacji systemu Reffer AI oraz budowy sieci współpracy z wiodącymi ośrodkami medycznymi i badawczymi. Przypomnieć należy, że w kwietniu br. spółka zawarła również umowę ramową o współpracy z ośrodkiem badawczym Prywatny Gabinet Lekarski Centrum Medyczne „Diabetika”, której przedmiotem jest wykorzystanie systemu Reffer AI w procesach rekrutacji pacjentów do badań klinicznych. Spółka konsekwentnie rozwija portfolio rozwiązań z obszaru medtech i AI, koncentrując się na projektach o wysokim potencjale wdrożeniowym oraz skalowalności w sektorze ochrony zdrowia.
Objęcie monitoringiem SENT odzieży i obuwia wywołuje zastrzeżenia przedsiębiorców, którzy sygnalizują brak proporcjonalności regulacji oraz niedostosowanie obowiązków do realiów funkcjonowania rynku. Wskazywane trudności dotyczą aspektów logistycznych i zwiększonego ryzyka odpowiedzialności wynikającego z nieprecyzyjnych przepisów.
Dlatego udział r.pr. Tomasza Olszówki Dyrektora Wydziału Prawno-Legislacyjnego Biura Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców w posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. Dialogu Obywatelskiego oraz zaprezentowane w jego trakcie stanowisko spotkały się z wyraźną aprobatą uczestników debaty. Dyskusja jednoznacznie pokazała, że trudności zgłaszane przez przedsiębiorców w związku z funkcjonowaniem systemu SENT mają charakter systemowy i wymagają pilnych działań.
Wystąpienie przedstawiciela Rzecznika koncentrowało się na praktycznych konsekwencjach rozszerzenia obowiązków raportowych, w szczególności w zakresie nowych kategorii towarów objętych monitoringiem. Dyrektor Olszówka zwrócił uwagę na rosnące obciążenia administracyjne, konieczność dostosowania procesów logistycznych oraz ryzyko nakładania sankcji w sytuacjach wynikających nie z uchybień intencjonalnych, tylko z nieprecyzyjnych regulacji i niedostosowania systemu do realiów operacyjnych przedsiębiorstw.
Przedstawiciel Rzecznika MŚP wyraźnie zaakcentował potrzebę zwiększenia przewidywalności regulacyjnej oraz zapewnienia przedsiębiorcom adekwatnego czasu na wdrożenie nowych obowiązków. Wskazał, że efektywność systemów kontrolnych musi być równoważona ich proporcjonalnością i praktyczną wykonalnością po stronie przedsiębiorców. Jak podkreśla Dagmara Rybicka, Zastępca Dyrektora Gabinetu Rzecznika MŚP i Rzecznik Prasowy:
„Skala zgłaszanych przez przedsiębiorców trudności nie pozostawia wątpliwości, że obecny kształt regulacji wymaga doprecyzowania. System SENT pełni istotną funkcję kontrolną, jednak jego efektywność nie może być budowana kosztem nadmiernych obciążeń administracyjnych i ryzyka operacyjnego po stronie firm”.
W trakcie posiedzenia wybrzmiało także, że administracja publiczna dostrzega zgłaszane problemy i deklaruje gotowość do ich dalszej analizy. „Priorytetem pozostaje wypracowanie rozwiązań, które będą jednocześnie skuteczne z punktu widzenia państwa i możliwe do wdrożenia przez przedsiębiorców. Dlatego zespół Biura Rzecznika prowadzi intensywne prace nad kompleksowym stanowiskiem, które uwzględni postulaty rynku i doświadczenia wynikające ze stosowania przepisów w praktyce” – dodaje Dagmara Rybicka.
Podejmowane działania wpisują się w konsekwentną linię Rzecznika MŚP, ukierunkowaną na zapewnienie stabilnych i przewidywalnych warunków prowadzenia działalności gospodarczej oraz ograniczanie nadmiernych obciążeń regulacyjnych dla sektora mikro, małych i średnich przedsiębiorstw.
Autonomiczny agent AI, oparty na modelu Claude od Anthropic całkowicie wymazał infrastrukturę startupu PocketOS zaledwie w kilka sekund…. To zdarzenie stanowi ostrzeżenie dla firm, które bezkrytycznie oddają stery sztucznej inteligencji.
Jer Crane, założyciel PocketOS (platformy SaaS dla wypożyczalni samochodów), opisał dramatyczny przebieg wydarzeń, który rozpoczął się od rutynowego zadania debugowania w środowisku testowym (staging). Agent AI wykorzystujący narzędzie Cursor oraz najnowszy model Claude Opus 4.6, napotkał problem z uprawnieniami. Jednak zamiast poprosić o pomoc człowieka, AI postanowiło „rozwiązać” problem na własną rękę. Agent przeszukał pliki projektu, znalazł token API z szerokimi uprawnieniami i… uznał, że najskuteczniejszym sposobem naprawy błędnych konfiguracji będzie usunięcie całego wolumenu bazy danych na platformie chmurowej Railway.
– Zdolności agentów AI rozwijają się szybciej niż architektura bezpieczeństwa wokół nich. Firmy już dziś wpinają autonomicznych agentów w infrastrukturę produkcyjną, korzystając z modeli IAM (zarządzania tożsamością i dostępem), schematów API i strategii backupowych zaprojektowanych dla świata, w którym jedynym podmiotem przy klawiaturze był człowiek. PocketOS to przykład, który został ujawniony. Istnieje jednak znacznie więcej podobnych incydentów, które dzieją się po cichu wewnątrz korporacji i nigdy nie trafią do wiadomości – zauważa Wojciech Głażewski, menedżer polskiego oddziału firmy Check Point Software Technologies.
9 sekund do katastrofy
Cała operacja zajęła zaledwie dziewięć sekund. W tym czasie AI skasowało produkcyjną bazę danych, usunęło powiązane z nią backupy (które – wbrew zasadom sztuki – znajdowały się na tym samym wolumenie), a także pozbawiło firmę danych klientów i rezerwacji z ostatnich trzech miesięcy.
Najbardziej uderzający jest zapis czatu po incydencie. Gdy Crane zapytał agenta, dlaczego to zrobił, Claude wygenerował odpowiedź, która stała się wiralem w środowisku programistycznym. AI zaczęło od słów pisanych wersalikami: „NIGDY, K***, NIE ZGADUJ!”* (ang. NEVER F*ING GUESS!). Model przyznał, że złamał własne instrukcje bezpieczeństwa, zakładając błędnie, że usunięcie wolumenu w stagingu nie wpłynie na produkcję.
Kto zawinił? Eksperci są podzieleni
Choć nagłówki krzyczą o „zbuntowanym AI”, analiza techniczna wskazuje na szereg ludzkich błędów. Wymienia się m.in.:
Brak izolacji uprawnień: Agent otrzymał token z dostępem do operacji volumeDelete na produkcji.
Błędna strategia backupu: Przechowywanie kopii zapasowych na tym samym wolumenie co dane live to kardynalny błąd DevOps.
Brak autoryzacji „human-in-the-loop”: System chmurowy wykonał niszczycielskie polecenie natychmiast, bez dodatkowego potwierdzenia ze strony człowieka.
–Pojawia się pokusa, by wskazać palcem na AI i uznać sprawę za zamkniętą, ale ten incydent to kaskada, a nie pojedyncza awaria. Narzędzie do kodowania zadziałało poza swoim zakresem. Token miał zbyt wysokie uprawnienia. API wykonało niszczycielską operację bez potwierdzenia. Backupy znajdowały się na tym samym wolumenie, który miały chronić. Gdyby jakakolwiek z tych kontroli zadziałała, udałoby się uniknąć przestoju. Strategia 'Defense in depth’ (obrona w głąb) istnieje właśnie dlatego, że żadna pojedyncza warstwa nie jest doskonała, a agenci AI w środowisku produkcyjnym sprawiają, że ta zasada staje się nienegocjowalna – dodaje ekspert Check Pointa.
Ostatecznie, dzięki interwencji CEO platformy Railway, dane udało się odzyskać, ale PocketOS przez ponad 30 godzin zmagał się z całkowitym paraliżem usług. Autonomiczni agenci AI są potężnym narzędziem zwiększającym produktywność, ale bez ścisłych reguł dostępu (tzw. least privilege) i bezpiecznej infrastruktury, mogą stać się najszybszą drogą do upadku firmy. Jak pokazał ten przypadek, „vibe coding” – czyli pisanie kodu w oparciu o intuicję AI – musi iść w parze z twardymi procedurami bezpieczeństwa.
Według wstępnych danych GUS inflacja w kwietniu wzrosła do 3,2 proc. rok do roku. To odczyt wyższy od oczekiwań rynku i kolejny sygnał, że presja cenowa w polskiej gospodarce mocno wzrosła. Po marcowym wzroście inflacji do 3 proc. kwietniowe dane pokazują, że Polska ponownie może znaleźć się w grupie gospodarek, w których wzrost cen jest bardziej uporczywy niż w Europie Zachodniej. Czy kwietniowy odczyt okaże się inflacyjnym maksimum w 2026 roku?
Kwietniowy wzrost inflacji do 3,2 proc. jest zaskakujący, ponieważ większość rynku spodziewała się raczej spadku w okolice 2,9 proc. Ceny paliw w ujęciu miesięcznym obniżyły się o 1,8 proc., ale jednocześnie ceny żywności wzrosły o 0,5 proc. miesiąc do miesiąca. O tyle samo wzrosły także ceny energii elektrycznej i gazu. Widać więc, że presja kosztowa zaczyna wychodzić poza same paliwa i przenosi się na inne kategorie. To niepokojący sygnał, bo właśnie taki mechanizm obserwowaliśmy w poprzednich falach inflacji.
Wpływ obniżki podatków na paliwa w danych GUS okazał się ograniczony. W kwietniu paliwa potaniały o 1,8 proc., ale wcześniej, w marcu, ich ceny wzrosły aż o 15,4 proc. To właśnie ten skok był jedną z przyczyn silnego wzrostu inflacji z 2,1 proc. w lutym do 3 proc. w marcu. Oznacza to, że kwietniowa ulga na stacjach nie wystarczyła, aby odwrócić cały wcześniejszy impuls cenowy.
Najważniejszym elementem zmian podatkowych jest czasowa obniżka VAT na paliwa z 23 proc. do 8 proc. oraz zmniejszenie akcyzy do minimalnego poziomu dopuszczonego w Unii Europejskiej. Niższe stawki zaczęły obowiązywać od 31 marca, dlatego kwietniowy odczyt pokazuje już pełny efekt tych działań. Pakiet obejmował także wprowadzenie maksymalnej ceny paliwa, tak aby obniżka podatków rzeczywiście znalazła odzwierciedlenie w cenach detalicznych.
Od tego momentu sytuacja na stacjach pozostaje jednak zmienna. Ceny paliw zależą nie tylko od krajowych regulacji, lecz także od cen ropy i premii za ryzyko geopolityczne. To właśnie ropa pozostaje dziś najważniejszą niewiadomą dla dalszej ścieżki inflacji. Jeżeli sytuacja na Bliskim Wschodzie będzie się stabilizować, presja paliwowa może stopniowo słabnąć.
W przyszłym tygodniu odbędzie się kolejne posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. W obecnych warunkach najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest utrzymanie stóp procentowych bez zmian. Ostatnia obniżka stóp miała miejsce 4 marca, już po wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie. Od tego czasu przestrzeń do dalszego luzowania polityki pieniężnej wyraźnie się zmniejszyła.
Rada znajduje się dziś w trybie wyczekiwania. Będzie uważnie obserwować kolejne dane, przede wszystkim inflację, ceny paliw oraz sytuację geopolityczną. W Polsce, w przeciwieństwie do strefy euro, ryzyko podwyżek stóp procentowych wydaje się ograniczone. Jednocześnie na kolejne obniżki trzeba będzie zapewne poczekać. Duże znaczenie będzie miała również dalsza sytuacja na linii USA–Iran oraz to, czy transport ropy przez Cieśninę Ormuz będzie przebiegał bez zakłóceń.
Inflacja cały czas pozostaje największą obawą polskich inwestorów indywidualnych. Z najnowszego badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego wynika, że za najważniejsze zagrożenie dla swoich inwestycji uznaje ją 27 proc. badanych. Kwartał wcześniej było to 24 proc. Inflacja wyprzedziła tym samym konflikt międzynarodowy, który obecnie wskazuje 25 proc. respondentów.
Kwietniowy odczyt daje powody do ostrożności. Widać, że wyższe ceny paliw i energii mogą coraz mocniej przekładać się na ceny innych produktów w kolejnych miesiącach. Polska gospodarka już wcześniej pokazywała, że w okresach podwyższonej presji kosztowej inflacja potrafi rosnąć u nas mocniej niż w krajach Europy Zachodniej. Teraz najważniejsze będzie to, czy kwiecień okaże się szczytem tegorocznej inflacji, czy jedynie kolejnym etapem jej wzrostu.
Pierwszy kwartał 2026 roku potwierdził utrzymującą się silną aktywność na rynku kredytów hipotecznych, jednak przyniósł również nowe wyzwania, które znacząco wpłynęły na decyzje finansowe Polaków. Mimo stabilnych stóp procentowych NBP, napięcie na Bliskim Wschodzie przełożyło się na wzrost kosztów finansowania długoterminowego oraz wpłynęło negatywnie na zdolność kredytową. Co ciekawe nie odstrasza to klientów, którzy realizują potrzeby mieszkaniowe, jak i refinansują wcześniej zaciągnięte zobowiązania.
Dane BIK potwierdzają utrzymującą się dobrą koniunkturę – kolejne miesiące przynoszą rekordowe wolumeny zapytań o kredyty mieszkaniowe, a istotny udział w tym wzroście stanowią refinansowania. To wyraźny sygnał, że konsumenci pozostają aktywni, jednocześnie poszukując optymalizacji kosztów finansowania w warunkach rosnącej zmienności rynkowej.
Powrót dylematu: stałe czy zmienne oprocentowanie?
Największym zaskoczeniem kwartału jest jednak zmiana struktury kosztów. Choć Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy procentowe do 3,75%, banki komercyjne – reagując na ryzyko geopolityczne na Bliskim Wschodzie – podniosły oprocentowanie kredytów stałych. Obecnie średnie oprocentowanie przy 20% wkładzie własnym wynosi 6,21% dla stopy stałej i 5,61% dla zmiennej. W praktyce oznacza to, że przy kredycie na mieszkanie o wartości 800 tys. zł, rata ze zmiennym oprocentowaniem jest o około 245 zł niższa od raty stałej.
– Wkraczamy w okres, w którym rynek kredytowy przestaje być przewidywalny w oparciu jedynie o krajowe wskaźniki makroekonomiczne. Po raz pierwszy od kilku lat klienci stają przed realnym dylematem: wyborem między teoretycznie bezpieczną, ale droższą stopą stałą, a tańszym oprocentowaniem zmiennym, które niesie ze sobą ryzyko w obliczu globalnej niestabilności – komentuje Andrzej Łukaszewski, współautor Barometru Metrohouse i Credipass.
Zdolność kredytowa pod presją rosnących kosztów
Rosnące koszty kredytów przełożyły się już na zdolność kredytową. W analizowanych w Barometrze przypadkach średnia zdolność kredytowa dla rodziny 2+2 wyniosła 782 tys. zł (przy założeniu, że miesięczny dochód wynosi 12 tys. zł). To porównywalny wynik do poprzedniego kwartału. Spada zdolność kredytowa par i związków nieformalnych – ich średnia zdolność kredytowa wyniosła w 1 kw. 2026 r. 840 tys. zł wobec 906 tys. zł w poprzednim kwartale. Podobnie jest w grupie singli. W 1 kw. 2026 roku mogli otrzymać 521 tys. zł a jeszcze w IV kw. 2025 r. 571 tys. zł.
Nowe mieszkania drożeją
Spadki zdolności kredytowej zbiegają się w czasie ze wzrostami średnich cen mieszkań w ofercie deweloperów. – Nowe mieszkania na terenie wiodących ośrodków miejskich podrożały ofertowo – najbardziej w Warszawie i Gdańsku. Znaczenie miał tutaj nie tylko popyt, ale również poziom cen nowych ofert, mówi Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.
Szczególnie zaskakuje zmiana średniej ceny metra w Warszawie. Stołeczne nowe mieszkania w I kw. 2026 r. podrożały bowiem aż o 6,6%. Wcześniej cały rok 2025 przyniósł wzrost o 4,4%. Przyczyn zmiany trzeba szukać m.in. we wprowadzaniu do oferty bardzo drogich mieszkań kosztujących ponad 24 000 zł/m kw. – 25 000 zł/m kw. Wspomniane lokale skutecznie „podbiły” średnią ofertową stawkę z Warszawy do poziomu bliskiego symbolicznej granicy 20 000 zł/m kw.
Eksperci portalu RynekPierwotny.pl zwracają uwagę, że na początku roku mieszkania kosztujące ponad 20 000 zł/m kw. wyraźnie zwiększyły swój ofertowy udział również w przypadku Krakowa, Poznania i Gdańska. To kolejne trzy rynki, które cechowały się wyraźnym kwartalnym wzrostem średniej stawki z deweloperskich cenników – w opozycji do Wrocławia oraz (przede wszystkim) stabilnej cenowo Łodzi.
Ceny na rynku wtórnym mieszkań
Na rynku wtórnym obserwujemy postępującą fragmentację. Dane z największych miast nie pozwalają już na stawianie jednolitych diagnoz dla całego kraju. Podczas gdy Gdańsk utrzymał dynamikę wzrostową, zyskując ponad 5% w ujęciu kwartalnym, w innych metropoliach, takich jak Warszawa czy Kraków, odnotowaliśmy wyraźne korekty cenowe. Warszawa, ze średnią ceną transakcyjną na poziomie 15 397 zł za m kw., zdaje się osiągać sufit możliwości finansowych przeciętnych nabywców, co skutkuje wydłużeniem czasu potrzebnego na znalezienie klienta. Obecnie średni czas ekspozycji oferty w stolicy przekracza cztery miesiące, co zmusza sprzedających do większej elastyczności w negocjacjach.
Nabywca mieszkania w I kwartale 2026 r. to osoba szukająca przede wszystkim funkcjonalności. Największym zainteresowaniem cieszyły się mieszkania dwu- i trzypokojowe w metrażach do 65 m kw. W Warszawie wyraźnie zarysowała się bariera miliona złotych – kwota ta przestała być domeną wyłącznie segmentu premium, stając się ceną za standardowe lokum dla rodziny.
Prognozy na kolejne miesiące sugerują utrzymanie trendu bocznego ze wskazaniem na wzrosty w lokalizacjach o najlepiej rozwiniętej infrastrukturze. – Mamy do czynienia z rynkiem świadomego klienta, który zanim podejmie decyzję, dokładnie analizuje nie tylko cenę metra kwadratowego, ale i długofalowe koszty utrzymania oraz potencjał wzrostu wartości nieruchomości w czasie, mówi Marcin Jańczuk z Metrohouse, współautor Barometru Metrohouse i Credipass.
W 2026 roku firmy znów działają według dobrze znanego limitu: zwolnienie z PIT dla świadczeń rzeczowych finansowanych z ZFŚS wynosi 1000 zł rocznie na pracownika. To powrót do poziomu sprzed pandemicznego wyjątku, bo w latach 2020-2023 próg był czasowo podniesiony do 2000 zł. Dla pracodawców najważniejsze jest jednak coś innego: takie świadczenie, jeśli spełnia warunki funduszu, nie wpada ani w PIT, ani w składki ZUS. Tu wchodzą prawdziwe oszczędności.
Świadczenie rzeczowe zamiast premii gotówkowej zmniejsza koszt dla firm o 30-40%. Szybka kalkulacja: 100 pracowników to rocznie mniejsze składki o 30-40 tysięcy złotych. Kluczowe są dwa warunki: źródłem musi być ZFŚS, a forma nie może być pieniężna.
Karta podarunkowa vs premia gotówkowa. Analiza kosztów dla pracodawcy
Teoria to jedno, ale praktyka to drugie. 1000 zł brutto premii gotówkowej to dla firmy koszt 1200-1400 złotych. Sam pracownik ma z tego ledwie 720-780 zł na rękę. Przy świadczeniu z ZFŚS sytuacja wygląda inaczej: karta podarunkowa o wartości 1000 zł kosztuje pracodawcę dokładnie 1000 zł, bez dokładania kolejnych składek, a pracownik dostaje pełną wartość do wydania.
W skali 100 osób robi się z tego bardzo konkretna różnica. Firma może wydać 120-140 tys. zł na premie, które dadzą pracownikom siłę zakupową 72-78 tys. zł, albo przeznaczyć 100 tys. zł i przekazać dokładnie tyle samo realnej wartości.
Trend HR 2026. Od benefitów standardowych do personalizacji
W 2026 roku sam pakiet „klasyków” przestaje robić wrażenie. Z badania Pracuj.pl wynika, że 67% pracowników w Polsce nie uważa już standardowych benefitów, takich jak karta sportowa czy prywatna opieka medyczna, za coś, co realnie wyróżnia firmę. Coraz ważniejsze stają się elastyczność i możliwość dopasowania świadczenia do własnego stylu życia.
Właśnie dlatego rośnie znaczenie rozwiązań takich jak karta podarunkowa, która nie zamyka pracownika w jednym schemacie, tylko daje mu wybór. Potwierdzają to także dane Sedlak & Sedlak (Wynagrodzenia 2025): karty przedpłacone i podarunkowe znalazły się w ścisłej czołówce najlepiej ocenianych benefitów pozapłacowych, wyprzedzając choćby ubezpieczenie na życie i dopłaty do posiłków. Dla HR to również wygoda – cyfrowe karty można rozesłać całemu zespołowi mailowo w kilka minut.
Aspekty prawne i podatkowe, o których musi wiedzieć każdy CFO
Z perspektywy CFO tu nie ma miejsca na improwizację. Karty przedpłacone mogą być traktowane jako świadczenia rzeczowe, a nie pieniężne, ale tylko wtedy, gdy nie da się z nich wypłacić gotówki w bankomacie (DD3.8201.1.2019). To warunek podstawowy. Drugi dotyczy źródła finansowania i zasad przyznawania: podczas kontroli ZUS firma musi pokazać, że świadczenie pochodzi z ZFŚS, mieści się w limicie 1000 zł rocznie i zostało przyznane z uwzględnieniem kryterium socjalnego.
Najczęstsza wpadka? Rozdanie wszystkim identycznych kart o tej samej wartości. To może podważyć zwolnienie ze składek. Dlatego bezpieczniej ustalić w regulaminie kilka progów wartości i jasno dokumentować, komu oraz dlaczego przyznano dane świadczenie.
Zakończenie
Limit 1000 zł zwolniony z PIT i ZUS nie jest martwym zapisem z ustawy, tylko bardzo praktycznym narzędziem kosztowym. Dobrze wykorzystany pozwala obniżyć wydatki na motywowanie zespołu nawet o 30-40%. W tym układzie karta podarunkowa z ZFŚS nie jest modnym dodatkiem, lecz rozwiązaniem, które po prostu spina się finansowo.
Opublikowany 30 kwietnia raport Kobiety na politechnikach 2026 dowodzi, że szkolnictwo wyższe w Polsce wciąż boryka się z problemem niezróżnicowania pod względem płci. Na uczelniach technicznych nadal istnieją kierunki, na których studiują wyłącznie i prawie wyłącznie mężczyźni oraz takie, na których studiują prawie wyłącznie kobiety. Potwierdza to, że wybory edukacyjne młodych ludzi nadal w dużej mierze podążają za utrwalonymi wzorcami społecznymi i stereotypami dotyczącymi ról zawodowych.
Publikowany co roku raport jest elementem pionierskiej, a jednocześnie największej w Polsce kampanii Dziewczyny na Politechniki! / Dziewczyny do Ścisłych! prowadzonej konsekwentnie od 19 lat przez Fundację Edukacyjną Perspektywy i Konferencję Rektorów Polskich Uczelni Technicznych. Merytorycznym partnerem kampanii jest Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy, który wspólnie z Perspektywami opracowuje dane o kobietach na kierunkach z obszaru STEM (ang. Science, Technology, Engineering, Mathematics).
– Badając co roku sytuację kobiet na uczelniach technicznych i na uniwersyteckich kierunkach ścisłych, widzimy, że jesteśmy krok dalej niż prawie 20 lat temu, kiedy zaczynaliśmy, ale wciąż potrzebujemy wzmacniać kobiety w STEM – mówi dr Bianka Siwińska, prezeska Fundacji Edukacyjnej Perspektywy, pomysłodawczyni akcji Dziewczyny na Politechniki! / Dziewczyny do Ścisłych!
Dane zawarte w raporcie Kobiety na politechnikach 2026 pokazują bowiem, że mimo zauważalnych zmian i rosnącej liczby kobiet na uczelniach technicznych proces wyrównywania szans i przełamywania barier w dostępie do niektórych kierunków studiów, zwłaszcza w obszarze nowych technologii i informatyki, wciąż pozostaje wyzwaniem. Wymaga to przede wszystkim działań systemowych, ale również przełamywania stereotypów już na wcześniejszych etapach edukacji oraz dalszego rozwijania inicjatyw zachęcających kobiety do wyboru ścieżek technicznych.
UDZIAŁ OSÓB STUDIUJĄCYCH NA PUBLICZNYCH UCZELNIACH TECHNICZNYCH W LATACH 2019–2024, WEDŁUG PŁCI
Jak podkreśla dr Anna Knapińska, adiunktka z Zespołu Data Science OPI, współautorka raportu „Kobiety na politechnikach 2026”: Raport wykazuje również, że na kierunkach z obszaru nowych technologii prowadzonych na publicznych uczelniach technicznych udział kobiet wynosi 15,4%. Niestety jest to spadek w porównaniu z rokiem akademickim 2019/2020, kiedy odsetek kobiet osiągnął poziom 16,1%. Z kolei na kierunkach z obszaru informatyki odnotowuje się coraz korzystniejsze proporcje kobiet i mężczyzn – przed sześcioma latami udział kobiet wynosił 14,7%, a w roku akademickim 2024/2025 – 16,2%.
Z kolei na kierunkach z obszaru informatyki odnotowuje się coraz korzystniejsze proporcje kobiet i mężczyzn – przed sześcioma latami udział kobiet wynosił 14,7%, a w roku akademickim 2024/2025 – 16,2%.
Męskie i kobiece kierunki studiów
Co istotne, w roku akademickim 2024/2025 na polskich uczelniach wciąż istniały kierunki, na których słuchaczami byli wyłącznie mężczyźni. Raport Kobiety na politechnikach 2026 pokazuje, że do tej pierwszej grupy należą na przykład dwa kierunki na studiach stacjonarnych drugiego stopnia – infotronika na Politechnice Krakowskiej im. Tadeusza Kościuszki oraz mikroinformatyka systemów cyfrowych na Politechnice Śląskiej w Gliwicach. Do najmocniej zmaskulinizowanych kierunków związanych z nowymi technologiami należą również:
automatyka i elektronika – studia stacjonarne pierwszego stopnia na Politechnice Bydgoskiej imienia Jana i Jędrzeja Śniadeckich (jedna kobieta wśród 76 studiujących);
automatyka i elektrotechnika przemysłowa – studia stacjonarne pierwszego stopnia na Politechnice Świętokrzyskiej w Kielcach (jedna kobieta wśród 64 studiujących);
przemysłowe zastosowania informatyki – studia stacjonarne pierwszego stopnia na Politechnice Warszawskiej (jedna kobieta wśród 63 studiujących).
Dlatego kampania Dziewczyny na Politechniki! Dziewczyny do Ścisłych!, której jednym z elementów jest właśnie badanie sytuacji kobiet w STEM (ang. Science, Technology, Engineering, Mathematics), jest wciąż potrzebna. Jak zaznacza dr Siwińska: − Ta kampania jest pewnym symbolem tego, jak budować zmianę, i punktem odniesienia dla innych. Całe pokolenia dziewczyn dzięki tej kampanii usłyszały przekaz, że mogą wejść do technologii, na uczelnie techniczne. Nasza akcja jest już częścią krajobrazu edukacyjnego, elementem, który równoważy, a nawet niweluje wszelkie negatywne przekazy, takie jak np. studia inżynierskie nie są dla dziewczyn. Jej istotnymi skutkami jest choćby powołane niedawno Stowarzyszenie Rektorek Polskich czy projekty takie jak Dziewczyny do Nauki! (prowadzone przez Fundację Edukacyjną Perspektywy dzięki wsparciu MNiSW).
LICZBA OSÓB STUDIUJĄCYCH NA KIERUNKACH Z OBSZARU INFOMATYKI NA PUBLICZNYCH UCZELNIACH TECHNICZNYCH W LATACH 2019–2024, WEDŁUG PŁCI
Przy okazji publikacji raportu Perspektyw i OPI warto także przyjrzeć się „najbardziej kobiecym” kierunkom. Najwyższy wskaźnik feminizacji ma pedagogika przedszkolna i wczesnoszkolna – stacjonarne jednolite studia magisterskie na Politechnice Śląskiej w Gliwicach, gdzie na 90 kobiet przypadł jeden mężczyzna. Na zoofizjoterapii na Politechnice Bydgoskiej (studia stacjonarne pierwszego stopnia) mężczyźni stanowili zaledwie 3,7%, a na kierunku projektowanie architektury wnętrz i otoczenia na Zachodniopomorskim Uniwersytecie Technologicznym w Szczecinie (studia stacjonarne pierwszego i drugiego stopnia) – 6,3%.
Ponad 120 zrównoważonych kierunków na uczelniach technicznych
Uznaje się, że o zbalansowaniu płci można mówić wtedy, gdy proporcje kobiet lub mężczyzn mieszczą się w przedziale od 40 do 60%. Warto odnotować fakt, że pewne kierunki na publicznych uczelniach technicznych spełniają to kryterium i z roku na rok jest ich coraz więcej. W roku akademickim 2024/2025 były 122 takie kierunki, wśród których znalazło się 33 z obszaru nowych technologii. Wyróżnić warto inżynierię biomedyczną, kierunek prowadzony na 12 uczelniach technicznych, gdzie studiowało 1 415 kobiet i 944 mężczyzn. Zrównoważone proporcje płci osiągnęły również dziewięć kierunków z obszaru informatyki. Najwyższe udziały kobiet odnotowano dla trzech kierunków: mathematical methods in data analysis (studia stacjonarne pierwszego stopnia na Politechnice Łódzkiej – 58,6%), matematyka stosowana i technologie informatyczne (studia stacjonarne pierwszego stopnia na Politechnice Częstochowskiej – 57,1%) oraz human-computer interaction (studia stacjonarne drugiego stopnia na Politechnice Łódzkiej – 55,4%).
Premiera publikacji odbyła się 30 kwietnia 2026 roku. Raport Kobiety na politechnikach 2026 został opublikowany w formie cyfrowej i jest dostępny bezpłatnie w wersji interaktywnej na portalu RAD-on, który rozwijany jest przez ekspertki i ekspertów z OPI.
Wyższe przychody z nieruchomości biurowych dzięki pozyskaniu nowych najemców (+8%), wzrost wyniku operacyjnego (EBITDA) z 1,1 mln EUR do 1,8 mln EUR
Wyraźna poprawa wyniku finansowego Grupy z -16,5 mln EUR na -2,4 mln EUR
Niesłabnąca odporność kluczowego rynku polskiego ze wzrostem gospodarczym powyżej średniej UE
Rozpoczęcie realizacji pierwszego projektu mieszkaniowego Warimpexu w Krakowie
Pozytywne perspektywy dla działalności operacyjnej na 2026 rok
W roku obrotowym 2025 Warimpex odnotował wyraźny trend wzrostowy. Skonsolidowany wynik finansowy uległ poprawie z -16,5 mln EUR do -2,4 mln EUR dzięki rosnącym przychodom z wynajmu powierzchni biurowych (z 13,2 mln EUR do 14,3 mln EUR) oraz dodatniemu wynikowi z wyceny nieruchomości (z -8,3 mln EUR na 4,2 mln EUR).
„Rok 2025 był rokiem ostrożnego ożywienia w sektorze nieruchomości. Spadające stopy procentowe
i normalizacja poziomu inflacji pozwoliły na poprawę warunków ramowych w porównaniu z tymi panującymi
w poprzednich latach, choć niepewność wynikająca z sytuacji geopolitycznej wciąż stanowi spore wyzwanie” – mówi Prezes Zarządu Warimpexu Franz Jurkowitsch. „Nasz kluczowy rynek, jakim jest Polska, wykazuje w panujących okolicznościach niesłabnącą odporność. Wzrost gospodarczy w Polsce jest wyższy od średniej unijnej, a realizacja projektów deweloperskich oraz pozyskiwanie nowych najemców przebiegają zgodnie z założeniami.W warunkach stabilizacji rynku nieruchomości biurowych i ponownego wzrostu liczby nowych transakcji najmu, dostrzegamy aktualnie zwiększony potencjał zysków w budownictwie mieszkaniowym. Nasze działania w obszarze deweloperskim po raz pierwszy koncentrują się na rynku mieszkaniowym, gdzie popyt niezmiennie utrzymuje się na wysokim poziomie. MOG31 to nasz pierwszy projekt mieszkaniowy w Polsce, który został bardzo dobrze przyjęty na rynku.”
Wskaźniki finansowe 2025: znacząca poprawa wyniku finansowego
Przychody ze sprzedaży generowane przez nieruchomości biurowe wzrosły z 13,2 mln EUR do 14,3 mln EUR dzięki pozyskaniu nowych najemców. Przychody hotelu w Darmstadt spadły w wyniku słabszej koniunktury na rynku niemieckim i strategicznej zmiany w zakresie zarządzania obiektem. W ostatecznym rozrachunku całościowe przychody ze sprzedaży spadły rok do roku z 21,5 mln EUR do 20,4 mln EUR (-5%). Z drugiej strony udało się o 11% zredukować koszty bezpośrednio przyporządkowane do przychodów ze sprzedaży, w wyniku czego zysk brutto ze sprzedaży wzrósł o 2% do 9,5 mln EUR (w poprzednim roku: 9,3 mln EUR).
Wartość wskaźnika EBITDA wzrosła z 1,1 mln EUR do 1,8 mln EUR dzięki wyższym przychodom z nieruchomości biurowych. EBIT powrócił do wartości dodatnich, poprawiając się z -8,5 mln EUR do 4,6 mln EUR na skutek wzrostu wycen nieruchomości Na korzyść wyniku z działalności finansowej wpłynęły spadki stóp procentowych i spłaty kredytów w poprzednim roku, dzięki czemu wzrósł on z -7,7 mln EUR do -6,5 mln EUR.
Wynik finansowy netto okresu uległ w rezultacie znaczącej poprawie z -16,5 mln EUR do -2,4 mln EUR
w obszarze działalności kontynuowanej. Po uwzględnieniu działalności zaniechanej (w związku ze sprzedażą nieruchomości rosyjskich w 2024 r.) poprawa wyniku jest jeszcze wyraźniejsza, co pokazuje wzrost z -84,8 mln EUR do -2,4 mln EUR.
Najważniejsze projekty operacyjne na kluczowym rynku w Polsce
MOG31 to pierwszy projekt mieszkaniowy Warimpexu w Polsce, realizowany w Krakowie. Pozwolenie na budowę zostało wydane w październiku 2025 r., a w marcu 2026 r. rozpoczęły się prace budowlane. Projekt obejmuje łącznie ok. 8 000 m² powierzchni i 145 własnościowych lokali mieszkalnych oraz powierzchnie handlowo-usługowe na parterze, oferując różne metraże mieszkań oraz wysoką jakość inwestycji, co czyni go atrakcyjną propozycją zarówno dla nabywców prywatnych, jak i inwestorów. Sprzedaż rozpoczęła się w grudniu 2025 r., a oferta została dobrze przyjęta – ponad jedna trzecia mieszkań została już sprzedana lub zarezerwowana.
Równolegle firma rozwija posiadane obiekty, podejmując ukierunkowane prace modernizacyjne, w ramach których konsekwentnie uwzględniane są aspekty zrównoważonego rozwoju. Biurowiec Red Tower w Łodzi na bieżąco poddawany jest rewitalizacji. W 2025 roku rozszerzona została oferta powierzchni coworkingowych Memos w Łodzi i Krakowie o kolejne 1 500 m². Wszystkie powierzchnie znajdują się w obiektach posiadających certyfikat BREEAM, co oznacza spełnianie wysokich standardów środowiskowych.
Perspektywy na 2026 rok
Działalność operacyjna w 2026 r. będzie się koncentrować na ukończeniu projektu MOG31 w Krakowie, które zaplanowano na połowę 2028 r. Przychody ze sprzedaży projektu będą ujmowane w momencie przekazania mieszkań nabywcom. W przypadku hotelu w Darmstadt Warimpex zakłada, że zakończenie zmian na poziomie zarządzania obiektem i realizowany aktualnie rebranding na ibis Styles – również markę grupy Accor – przyczynią się do ustabilizowania przychodów. Długoterminowe projekty w Krakowie, takie jak Co-Living/Office Chopin i kolejne inwestycje na rezerwowych działkach, znajdują się w fazie przygotowań.
„Wynajęty już w całości biurowiec Mogilska 35 Office w Krakowie – po wprowadzeniu się wszystkich najemców – również przyczyni się w sposób zauważalny do poprawy wyników w roku 2026. W oparciu o aktualne dane budżetowe, perspektywy w obszarze działalności operacyjnej na 2026 r. są pozytywne” – podsumowuje Franz Jurkowitsch.
Wskaźniki finansowe za 2025 rok:
w TEUR
2025
Dynamika
2024
Przychody ze sprzedaży – Investment Properties
14 279
8%
13 172
Przychody ze sprzedaży – Hotele
4 475
-26%
6 061
Przychody ze sprzedaży – Development & Services
1 675
-26%
2 275
Przychody ze sprzedaży razem
20 429
-5%
21 508
Koszty przypisane bezpośrednio do przychodów ze sprzedaży
-10 938
-11%
-12 239
Wynik brutto ze sprzedaży
9 491
2%
9 270
Wynik ze sprzedaży nieruchomości
–
–
-90
EBITDA
1 804
61%
1 118
Odpisy amortyzacyjne i korekty wartości
2 786
–
-9 662
EBIT
4 590
–
-8 544
Wynik z działalności finansowej
-6 473
-15%
-7 660
Wynik z działalności kontynuowanej
-2 403
-85%
-16 485
Wynik netto okresu (wynik finansowy netto)
-2 403
-97%
-84 807
Przepływy pieniężne z działalności operacyjnej
2 384
-85%
15 865
Suma bilansowa na dzień 31.12.
240 392
5%
229 189
Kapitał własny na dzień 31.12.
71 052
-3%
73 081
Udział kapitału własnego
30%
-2 pp
32%
Liczba akcji w szt.
54 000 000
–
54 000 000
Wynik na jedną akcję w EUR
-0,05
–
-1,63
Akcje własne na dzień 31.12. w szt.
1 939 280
–
1 939 280
Liczba nieruchomości biurowych i komercyjnych
6
–
6
Powierzchnia na wynajem
85 000 m2
–
85 000 m2
m² z certyfikatami zrównoważonego rozwoju
80 000 m2
–
80 000 m2
w % całkowitej powierzchni
94%
–
94%
Liczba hoteli
2
–
2
Liczba pokoi hotelowych (skorygowana o udziały częściowe)
537
–
537
31.12.2025
Dynamika
31.12.2024
Gross Asset Value (GAV)
w mln EUR
241,2
5%
229,7
NNNAV na jedną akcję w EUR
1,69
1%
1,68
EPRA NTA na jedną akcję w EUR
1,63
1%
1,62
Kurs akcji (ultimo) z ostatniego notowania w roku w EUR
0,452
-21%
0,572
Warimpex Finanz- und Beteiligungs AG
Warimpex to założona w 1959 roku spółka dewelopersko-inwestycyjna z siedzibą w Wiedniu, notowana na giełdach w Wiedniu i w Warszawie. Warimpex prowadzi działalność deweloperską i realizuje projekty samodzielnie do chwili, w której w wyniku sprzedaży możliwe jest uzyskanie najwyższej wartości dodanej. Długoterminowe planowanie strategiczne i krótkie ścieżki decyzyjne w rodzinnym przedsiębiorstwie tworzą optymalne połączenie z transparentnością i ekonomiczną elastycznością spółki giełdowej. Warimpex opiera się ponadto na swoim ponad 60-letnim doświadczeniu w działalności biznesowej w Europie Środkowej i Wschodniej, gdzie odgrywa prawdziwie pionierską rolę – przykładem może być pierwsza w historii tego regionu realizacja hotelu design. W ciągu ostatnich 40 lat Warimpex zrealizował projekty rozwojowe w sektorze nieruchomości o łącznej wartości ponad dwóch miliardów euro i wciąż silnie zaznacza swoją obecność w Polsce, na Węgrzech, w Niemczech i w Austrii.
Hipotetyczny „portfel Mirandy”, złożony ze spółek z sektora luksusowych dóbr o silnym dziedzictwie marki, przyniósłby 629 proc. stopy zwrotu w ciągu 20 lat, przewyższając wyniki indeksu S&P 500 oraz S&P Global Luxury Index.
Spółka Hermès osiągnęła w tym okresie stopę zwrotu na poziomie 2 206 proc., najwyższą w całym koszyku, pomimo słabszych wyników w krótkim terminie.
W ostatnich tygodniach akcje spółek luksusowych znalazły się pod presją, ponieważ konflikt na Bliskim Wschodzie negatywnie wpłynął na turystykę oraz popyt w całym sektorze.
Odcień cerulean blue nigdy nie był jedynie kolorem, lecz czymś znacznie większym niż moda. Symbolizował sposób, w jaki decyzje podejmowane na najwyższych szczeblach rynku ostatecznie kształtują wybory zakupowe szerokiego grona konsumentów. W oczekiwaniu na premierę filmu The Devil Wears Prada 2, platforma inwestycyjna eToro zastosowała tę samą koncepcję w kontekście inwestowania.
eToro stworzyło hipotetyczny „portfel Mirandy”, obejmujący spółki luksusowe o ugruntowanej pozycji rynkowej. Portfel ten – który nie był faktycznie utrzymywany ani przedmiotem obrotu, a jego wyniki mają charakter wyłącznie ilustracyjny – wygenerowałby stopę zwrotu na poziomie 629 proc. od momentu premiery pierwszego filmu w 2006 r., przewyższając indeks S&P 500 (442 proc.) oraz S&P Global Luxury Index (297 proc.). Dane te wskazują, że selektywne podejście w stylu Mirandy Priestly historycznie sprzyjało ponadprzeciętnym wynikom w sektorze dóbr luksusowych.
Marka
rok
3 lata
5 lat
10 lat
20 lat
Hermès
-26%
-12%
59%
459%
2206%
Richemont
14%
16%
93%
198%
619%
L’Oréal
-2%
-17%
-2%
121%
344%
Kering
46%
-55%
-64%
78%
149%
Burberry
77%
-50%
-44%
-11%
92%
Christian Dior
3%
-44%
-24%
202%
467%
Ralph Lauren
85%
236%
215%
311%
525%
średnia koszyka
28%
11%
33%
194%
629%
S&P Global Luxury Index
17%
-2%
-3%
126%
297%
S&P 500
34%
71%
72%
238%
442%
Portfel obejmuje spółki Hermès, Richemont, L’Oréal, Kering, Burberry, Christian Dior oraz Ralph Lauren. W perspektywie 20 lat najwyższą stopę zwrotu osiągnął Hermès (2 206 proc.). Christian Dior przyniósł 467 proc., Ralph Lauren 525 proc., Richemont 619 proc., a L’Oréal 344 proc. Na drugim biegunie znalazły się Burberry (92 proc.) oraz Kering (149 proc.), co potwierdza, że selekcja pozostaje kluczowym czynnikiem.
„Gdyby Miranda budowała portfel w 2006 r., nie podążałaby za nowościami ani krótkoterminowym momentum. Skupiłaby się na dziedzictwie marki, jej unikalności oraz sile brandu niezależnej od bieżących trendów. Takie podejście jest zbieżne z czynnikami, które historycznie napędzały długoterminową ponadprzeciętną stopę zwrotu w segmencie akcji luksusowych” – skomentowała Lale Akoner, globalna strateg rynkowa w eToro.
„Najsilniejsze podmioty w tym sektorze funkcjonują raczej jak spółki generujące skumulowany wzrost wartości niż klasyczne aktywa cykliczne. Łączy je zestaw charakterystycznych cech: silna kontrola cen, ograniczona podaż oraz zdolność do ignorowania krótkotrwałych trendów rynkowych. Hermès rzadko stosował rabaty. Ralph Lauren przez lata był postrzegany przez branżę mody jako niemodny. L’Oréal sprzedawał te same produkty w każdym cyklu koniunkturalnym. Być może nie są to ekscytujące historie inwestycyjne w krótkim terminie, jednak w długim horyzoncie wykazały się dużą odpornością – dodała Akoner.
Obraz krótkoterminowy jest bardziej zróżnicowany, co podkreśla wrażliwość sektora na warunki makroekonomiczne. W ciągu ostatnich 10 lat koszyk przyniósł 194 proc. stopy zwrotu wobec 238 proc. dla indeksu S&P 500. W horyzoncie pięcioletnim wzrósł o 33 proc., natomiast w okresie trzech lat o 11 proc., a w ciągu roku o 28 proc.
Lale Akoner podkreśliła: „Sektor dóbr luksusowych często traktowany jest jako jednolita strategia inwestycyjna, jednak w praktyce wymaga dużej selektywności. Rozpiętość wyników – czyli różnica między najlepszymi a najsłabszymi spółkami – jest znacząca i odzwierciedla różnice w pozycjonowaniu marek, efektywności operacyjnej oraz ekspozycji na segment klientów aspiracyjnych w porównaniu do segmentu ultraluksusu. W krótszych horyzontach sektor zachowuje się jednak bardziej jak klasyczny cykl koniunkturalny. Popyt jest wrażliwy na globalną płynność, zaufanie konsumentów oraz przepływy turystyczne, szczególnie na kluczowych rynkach, takich jak Stany Zjednoczone i Chiny. To tłumaczy ostatnią zmienność wyników, mimo siły fundamentów marek.”
W długim okresie najsilniejsze marki o ugruntowanym dziedzictwie wykazały zdolność do utrzymywania cen, zachowania ekskluzywności oraz obrony marż w różnych fazach cyklu gospodarczego. Dla konsumentów są to marki kojarzone z torebkami, kosmetykami, trenczami i koszulkami polo. Dla inwestorów indywidualnych stanowią źródło stabilnego, skumulowanego wzrostu wartości, pod warunkiem zdyscyplinowanej selekcji. Wraz z powrotem The Devil Wears Prada, wniosek inwestycyjny jest prosty: rozgłos przyciąga uwagę, ale to trwałość generuje stopy zwrotu.
* Dane dotyczące kursów akcji na zamknięcie rynku z dnia 22 kwietnia 2026 r. Wyniki indeksów obliczone w dolarach. Źródło danych: terminal Bloomberg. Wyniki historyczne nie stanowią gwarancji przyszłych rezultatów.
Kwietniowe dane GUS odwróciły trend z poprzedniego miesiąca. Tym razem odczyt CPI okazał się wyższy zarówno od rynkowego konsensusu, jak i naszych oczekiwań.
Szybki szacunek GUS pokazał, że inflacja CPI w Polsce w kwietniu wyniosła 3,2 proc. r/r. W ujęciu miesiąc do miesiąca ceny wzrosły o 0,6 proc., głównie za sprawą cen paliw, które według GUS spadły względem marca jedynie o 1,8 proc., czyli słabiej, niż sugerowały sygnały płynące z rynku detalicznego po wprowadzeniu przez rząd programu CPN.
Nasze wstępne prognozy wskazują na lekki wzrost inflacji bazowej (po wyłączeniu cen żywności i energii) do poziomu 2,9 proc. r/r z 2,7 proc. r/r w poprzednim miesiącu. Na etapie szybkiego szacunku GUS nie dysponujemy szczegółową strukturą zmian cen, co uniemożliwia jednoznaczne zidentyfikowanie źródeł tego wzrostu. Spodziewamy się jednak, że wyższemu odczytowi inflacji bazowej mogły sprzyjać m.in. ceny usług transportowych, które są ściśle powiązane ze wzrostem cen paliw.
Widzimy ryzyko, że w maju roczna inflacja CPI może jeszcze przyspieszyć i przejściowo nieznacznie przekroczyć 3,5 proc., czyli górną granicę dopuszczalnych odchyleń od celu inflacyjnego NBP (cel 2,5 proc. z symetrycznym przedziałem odchyleń ±1 pkt proc.). Jednocześnie oceniamy, że ewentualne przekroczenie tego poziomu miałoby prawdopodobnie charakter przejściowy i w dużej mierze wynikałoby z efektów bazy. W kolejnych miesiącach roku inflacja CPI r/r powinna się obniżać, choć nie można wykluczyć jej ponownego, przejściowego wzrostu w grudniu, również związanego z efektami bazy. Kluczowe dla ścieżki CPI w najbliższych tygodniach pozostaną czynniki determinujące tempo przenoszenia zmian cen ropy na ceny detaliczne paliw, które są ściśle związane z sytuacją na Bliskim Wschodzie i przyszłością programu CPN.
Pomimo nieco wyższego od prognoz wstępnego odczytu inflacji za kwiecień, biorąc pod uwagę wcześniejsze zaskoczenie w dół w marcu oraz prognozowany przebieg inflacji w dalszej części roku, naszym zdaniem Rada Polityki Pieniężnej pozostanie w trybie „wait and see”. Ostatni wzrost inflacji ma w dużej mierze charakter zewnętrznego szoku podażowego (energia i paliwa), na który polityka pieniężna ma ograniczony wpływ. W takiej sytuacji koszt „gaszenia” inflacji poprzez podwyżki stóp procentowych, w postaci słabszej aktywności gospodarczej, mógłby być relatywnie wysoki. W naszej ocenie nie ma obecnie silnych przesłanek do zacieśniania polityki pieniężnej. Choć rośnie ryzyko krótkotrwałego przebywania inflacji CPI powyżej 3,5 proc., to w średnim horyzoncie powinna ona nadal pozostawać w paśmie celu NBP. Dodatkowo, jak sugerują dane z badań koniunktury, przedłużanie się napięć na Bliskim Wschodzie zwiększa ryzyko spowolnienia wzrostu PKB w kraju i za granicą. Rada może natomiast zaostrzyć retorykę, akcentując ryzyka inflacyjne i niepewność, co z kolei może przełożyć się na podwyższoną zmienność wycen instrumentów rynku stopy procentowej.
Znamy już kulisy wczorajszej decyzji Fed – choć stopy pozostały na dotychczasowym poziomie, to mamy widoczny rozłam w tym gremium. Wstępna dynamika CPI w Polsce za kwiecień wyniosła 3,2%, a Bank Anglii stosunkiem głosów 8-1 utrzymał koszt pieniądza bez zmian.
Ostatni akord
Wczorajsze posiedzenie banku centralnego USA nie przyniosło zmiany stóp procentowych, które nadal oscylują w przedziale 3,5-3,75%. Kompletnym zaskoczeniem okazał się jednak widoczny rozłam w gremium decyzyjnym. Głosowanie zakończyło się wynikiem 8-4, jeden z członków głosował za obniżką stóp, a pozostała opozycyjna trójka miała wątpliwości co do wpisu w komunikacie o „możliwym łagodzeniu polityki”. Mamy więc mały miszmasz w Fed, czyli skrajne skrzydła – od tych za cięciem stóp, po tych, którzy chcą koszt pieniądza podwyższać. W swoim ostatnim przemówieniu Powell był bardzo niepewny co do przyszłości, kilka razy wspominał o krótkoterminowym ryzyku inflacyjnym, które już się materializuje. Inflacja CPI w marcu wzrosła do poziomu 3,3%, a szacunki za kwiecień pokazują, że może to być już 3,6%. Taka sytuacja odsuwa w czasie obniżki stóp, co przekłada się na silniejszego dolara, który po samej konferencji umocnił się w relacji do euro, a EUR/USD znalazł się poniżej 1,17.
Tendencja wzrostowa
Jak wojna na Bliskim Wschodzie i skokowy wzrost wartości ropy naftowej momentalnie wpływa na wskaźniki cen – widzimy również w naszym kraju. Wstępny odczyt inflacji CPI za kwiecień pokazał wynik na poziomie 3,2%, przy odczycie w marcu na poziomie 3%. Co warte uwagi, w ujęciu miesięcznym ceny paliw spadły o blisko 2%, ale rosły choćby ceny żywności, co pokazuje, że producenci wyższe koszty energii już przerzucają na konsumentów. Taki sygnał może już dawać do myślenia – przy poprzednich falach inflacji identyczne scenariusze powodowały, że dynamika cen była tak wysoka. Trzeba też dodać, że kwietniowe obniżki podatków na paliwa ze strony rządu miały tylko delikatny wpływ na ceny, a ulga na stacjach nie wyhamowała dynamiki CPI. Dla RPP to jasny sygnał, że przestrzeni do obniżek stóp w tym momencie nie ma.
EBC i BoE
Dzisiaj w orbicie zainteresowań inwestorów są decyzje banków centralnych, a przede wszystkim płynące z ust ich prezesów komunikaty. Zarówno w strefie euro, jak i w Wielkiej Brytanii (posiedzenia tych banków dzisiaj) obecny kryzys na rynku energii widać o wiele bardziej niż choćby w USA. Chodzi głównie o import surowców do tych krajów – wyższe ceny przekładają się na wzrost presji inflacyjnej, ale też osłabiają aktywność gospodarczą. I w takim otoczeniu banki centralne EBC i BoE muszą podejmować trudne decyzje, stawiając na szali walkę z inflacją, ale kosztem zahamowania wzrostu gospodarczego. Rynek już zakłada, że zarówno w strefie euro, jak i na Wyspach dojdzie do przynajmniej trzech podwyżek stóp o 25 pkt bazowych do końca roku. Póki co dzisiaj Bank Anglii zdecydował się utrzymać koszt pieniądza bez zmian głosami 8-1. W ten sposób BoE zostawił sobie furtkę do działania na najbliższe posiedzenie. Po publikacji nowych danych makro może się okazać, że decydenci będą niejako zmuszeni do działania. O 14.15 poznamy decyzję EBC, a o 14.45 głos zabierze prezes Lagarde. Jednak również w tym przypadku inwestorzy nie zakładają niespodzianki, a rynek pierwsze ruchy na stopach w strefie euro przewiduje na czerwcowym posiedzeniu. Niemniej jednak jastrzębie sygnały mogą być wsparciem dla euro.
Prezes UOKiK Tomasz Chróstny wszczął postępowania przeciwko sklepom Black Red White, Żabka Polska, prowadzącej sklepy Żabka Nano, oraz Peek & Cloppenburg. Zarzuty dotyczą sposobu informowania klientów o najniższej cenie produktu obowiązującej w okresie 30 dni przed wprowadzeniem obniżki.
To obowiązek wynikający z przepisów wdrażających unijną dyrektywę Omnibus. Jego celem jest ograniczenie pozornych promocji i umożliwienie konsumentom realnej oceny, czy przecena rzeczywiście oznacza korzyść cenową.
Jak przypomina UOKiK, informacja o promocji musi być prawdziwa, czytelna i jednoznaczna. Konsument powinien wiedzieć nie tylko, jaka jest aktualna cena produktu, ale również jaka była najniższa cena tego samego produktu w ciągu 30 dni przed obniżką. Bez tej informacji trudno ocenić, czy oferta faktycznie jest korzystniejsza niż wcześniej.
Prezes UOKiK Tomasz Chróstny podkreśla, że prawo do informacji jest jednym z podstawowych praw konsumenta. Jeżeli sklep prezentuje produkt jako przeceniony, ma obowiązek pokazać dane pozwalające klientowi porównać aktualną cenę z wcześniejszą najniższą ceną. Brak takiej informacji lub jej niejasne przedstawienie może utrudniać świadome podejmowanie decyzji zakupowych.
Nieprawidłowości w Black Red White
W przypadku sieci Black Red White Inspekcja Handlowa zweryfikowała m.in. 454 etykiety cenowe oraz informacje zamieszczane na plakatach, banerach i ulotkach w salonach meblowych. Według ustaleń kontrolerów nieprawidłowości dotyczyły zarówno braku informacji o najniższej cenie z 30 dni przed obniżką, jak i prezentowania promocji w sposób mogący wprowadzać konsumentów w błąd.
UOKiK wskazuje, że w niektórych przypadkach cena promocyjna była wyższa lub równa najniższej cenie obowiązującej w okresie 30 dni przed obniżką. Oznacza to, że klient mógł mieć wrażenie, że korzysta z promocji, choć faktycznie nie uzyskiwał realnej korzyści cenowej względem najniższej wcześniejszej ceny.
Jako przykład wskazano sytuację, w której aktualna cena promocyjna wynosiła 989 zł, cena przekreślona 1439 zł, natomiast najniższa cena w okresie 30 dni przed obniżką wynosiła 899 zł. W takim przypadku cena promocyjna była więc wyższa niż najniższa wcześniejsza cena produktu.
Peek & Cloppenburg bez wymaganej informacji na wywieszkach
Postępowanie objęło również Peek & Cloppenburg. Inspekcja Handlowa skontrolowała 240 wywieszek cenowych w sklepach odzieżowych tej sieci. Według UOKiK konsumenci nie byli informowani o najniższej cenie produktu z okresu 30 dni przed wprowadzeniem obniżki.
Zgodnie z przepisami na wywieszce produktu oferowanego w obniżonej cenie powinna pojawić się zarówno aktualna cena, jak i najniższa cena z ostatnich 30 dni przed promocją. Obie wartości powinny być przedstawione w sposób jasny, czytelny i umożliwiający porównanie.
Zastrzeżenia wobec reklam Żabka Nano
Zarzuty dotyczą także materiałów reklamowych przygotowywanych przez Żabka Polska dla bezobsługowych sklepów Żabka Nano. UOKiK wskazuje, że w reklamach obok zdjęcia produktu prezentowana była cena promocyjna, zwykle większą czcionką i w czerwonym kółku, a poniżej wyższa cena przekreślona z gwiazdką.
Gwiazdka odsyłała do drobnego tekstu na dole reklamy. Wskazywano tam m.in., że cena przekreślona jest „najniższą maksymalną z cen obowiązujących 30 dni przed promocją”, a najniższe ceny w poszczególnych sklepach są dostępne na cenówkach przy towarach.
Zdaniem UOKiK taki sposób komunikacji nie spełnia wymogu podania najniższej ceny obowiązującej w okresie 30 dni przed obniżką. Urząd zwraca uwagę, że przedsiębiorca odwoływał się do innego parametru, czyli „najniższej maksymalnej z cen”, a konsument był odsyłany po właściwe informacje do sklepu.
Z danych przekazanych przez spółkę wynikało ponadto, że mogły występować rozbieżności między informacją w reklamie a ceną widniejącą na półce. Cena prezentowana w materiałach reklamowych bywała zarówno wyższa, jak i niższa od tej wskazanej w sklepie jako najniższa cena z 30 dni.
Możliwe kary do 10 proc. obrotu
Postępowania prowadzone przez UOKiK mogą zakończyć się nałożeniem kar finansowych. Za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów Prezes UOKiK może nałożyć na przedsiębiorcę karę do 10 proc. obrotu.
Sprawa ma szersze znaczenie dla rynku detalicznego, ponieważ dotyczy sposobu komunikowania promocji w sklepach stacjonarnych, sieciach odzieżowych, meblowych oraz w nowoczesnych formatach sprzedaży, takich jak sklepy bezobsługowe. UOKiK przypomina, że sama informacja o obniżce nie wystarcza. Klient musi mieć możliwość łatwego sprawdzenia, czy promocja rzeczywiście oznacza niższą cenę niż ta, która obowiązywała wcześniej.
Grupa INC zakończyła 2025 rok istotną poprawą wyników operacyjnych. Zysk netto wyniósł 1,66 mln zł wobec 6,37 mln zł straty rok wcześniej, a wynik operacyjny osiągnął poziom 2,90 mln zł w porównaniu do 6,75 mln zł straty w 2024 roku. Jednocześnie przychody z działalności podstawowej wzrosły o 62% r/r do 9,22 mln zł, co potwierdza rosnącą skalę działalności oraz poprawę efektywności operacyjnej. Model biznesowy Grupy, oparty na dywersyfikacji działalności oraz łączeniu segmentów usługowego, inwestycyjnego i transakcyjnego, ogranicza wpływ zmienności rynkowej i stanowi podstawę dalszego skalowania działalności.
Poprawa wyników została osiągnięta przy jednoczesnym wzroście rentowności podstawowej działalności. Zysk na sprzedaży usług i towarów zwiększył się do 5,98 mln zł wobec 3,04 mln zł w 2024 roku. – Rok 2025 był dla nas okresem wyraźnego odbicia i potwierdzenia, że przyjęty model biznesowy działa w praktyce. Poprawiliśmy wyniki w działalności podstawowej, zwiększyliśmy skalę projektów transakcyjnych i utrzymaliśmy wysoką aktywność inwestycyjną – mówi Paweł Śliwiński, Prezes Zarządu INC S.A.
Łączne przychody Grupy wyniosły 57,37 mln zł, przy czym ich poziom był w dużej mierze efektem aktywnego zarządzania portfelem inwestycyjnym i realizacji transakcji na rynku kapitałowym. Wpływy ze zbycia papierów wartościowych sięgnęły 48,62 mln zł przy wydatkach na ich nabycie na poziomie 47,25 mln zł, co odzwierciedla skalę aktywności inwestycyjnej oraz rotację portfela. Struktura przychodów wynika ze specyfiki działalności ASI, w której obrót instrumentami finansowymi stanowi naturalny element modelu biznesowego.
Równolegle Grupa utrzymywała wysoką aktywność transakcyjną. W 2025 roku Dom Maklerski INC oraz INC Private Equity ASI uczestniczyły w 20 transakcjach o łącznej wartości około 210 mln zł, koncentrując się głównie na transakcjach typu ABB, w tym dla takich podmiotów jak Answer.com, Medicalgorithmics, Mennica Skarbowa czy Genomtec. Skala i charakter tych projektów potwierdzają rosnącą zdolność Grupy do realizacji coraz bardziej złożonych procesów pozyskiwania kapitału oraz wzmacniania relacji z emitentami i inwestorami.
Grupa potwierdziła silną pozycję na rynku NewConnect, odpowiadając za 3 z 8 debiutów w 2025 roku. Szczególną uwagę zwraca wynik spółki BaseIG, której kurs wzrósł o 557% od debiutu do końca roku. Na Platformie Ofert Publicznych DM INC przeprowadzono również największą w 2025 roku ofertę publiczną o charakterze społecznościowym. W ofertach Do Rzeczy S.A. udział wzięło ponad 500 inwestorów, co potwierdza kompetencje Grupy w zakresie budowania dostępu do kapitału także w segmencie inwestorów indywidualnych.
Istotnym elementem stabilizacji wyników pozostaje segment depozytariusza. Na koniec 2025 roku Grupa obsługiwała 27 funduszy inwestycyjnych zamkniętych. Segment ten pełni coraz większą rolę jako źródło powtarzalnych przychodów i ogranicza wrażliwość wyników na zmienność rynku transakcyjnego.
Priorytety i perspektywy na 2026 rok
Grupa INC weszła w 2026 rok z wysoką aktywnością operacyjną. W pierwszym kwartale uczestniczyła w 8 transakcjach o łącznej wartości ponad 163 mln zł, w tym m.in. SPO CI Games oraz ABB Medicalgorithmics. Pipeline obejmuje kolejne projekty, w tym transakcje ABB, emisje z prawem poboru oraz IPO na rynku NewConnect i rynku głównym GPW, co wskazuje na utrzymujące się zapotrzebowanie na usługi Grupy.
– W 2026 rok weszliśmy z wysoką aktywnością transakcyjną i jasno określonym kierunkiem rozwoju. Naszym celem jest dalsze zwiększanie skali działalności oraz udziału w większych projektach, przy jednoczesnym wzmacnianiu stabilnych źródeł przychodów – dodaje Paweł Śliwiński.
W 2026 roku Grupa koncentruje się na dalszym zwiększaniu skali działalności oraz udziale w bardziej złożonych projektach rynku kapitałowego. Kluczowym kierunkiem jest rozwój obecności w transakcjach na rynku głównym GPW. Równolegle Grupa wzmacnia współpracę z innymi podmiotami rynku kapitałowego i rozwija kompetencje w zakresie kompleksowej obsługi emitentów i inwestorów.
W efekcie Grupa buduje pozycję pod dalszy wzrost skali działalności oraz zwiększanie udziału w kluczowych projektach rynku kapitałowego w kolejnych okresach.
Bank Pekao odnotował w pierwszym kwartale 2026 roku dobre wyniki finansowe do czego w znaczący sposób przyczyniła się bardzo wysoka dynamika portfela kredytowego. Bardzo niskie były w pierwszym kwartale koszty ryzyka, a bank nie zwalniał tempa digitalizacji i rozwoju w kanałach cyfrowych. Porównywalność wyników zakłócają m.in. znacząco wyższe niż rok wcześniej opłaty na BFG oraz zmiana reżimu podatkowego.
Raportowany zysk netto w I kw. 2026 wyniósł 1,232 mld zł wobec 1,685 mld zł rok wcześniej. Wynik odsetkowy zamknął się kwotą 3,312 mld zł wobec 3,414 mld zł w analogicznym okresie rok wcześniej. Natomiast wynik z opłat i prowizji wzrósł w okresie styczeń-marzec bieżącego roku do 829 mln zł z 732 mln zł, a więc był ponad 13 proc. wyższy niż w I kw. 2025.
– Zaczynamy 2026 rok solidnym kwartałem. Na uwagę zasługuje dawno niewidziana skala zwiększenia akcji kredytowej. Wzrost portfela kredytów pozwolił nam wesprzeć wynik odsetkowy, mimo niższego poziomu rynkowych stóp procentowych. Robimy wszystko by być bankiem pierwszego wyboru i wzmacniać pozycję konkurencyjną. Nie ukrywam, że naszą ambicją jest rosnąć szybciej niż rynek – mówi Cezary Stypułkowski, prezes Banku Pekao.
W pierwszym kwartale 2026 wzrost kredytów ogółem wyniósł 11 proc., a wzrost kredytów korporacyjnych (uwzględniając segmenty bankowości korporacyjnej i bankowości przedsiębiorstw) sięgnął aż 16,4 proc. Ponownie mocno wzrósł wolumen pożyczki gotówkowej, bank odnotował tu zwyżkę o ponad 14 proc., przy 2 mld zł nowej sprzedaży netto w samym
I kwartale 2026 r. Z udziałem kanałów cyfrowych sprzedanych zostało 90 proc. takich pożyczek.
Na wzrostowej trajektorii była rozbudowa bazy klientów indywidualnych i przyrost młodszej klienteli. W I kwartale 2026 Bank Pekao otworzył 113,5 tys. Kont Przekorzystnych i Kont Świat Premium, z czego 30 procent dla klientów do 26. roku życia. Bank w strategii zapisał plan zwiększenia liczby młodych klientów do 1,4 miliona w 2027 roku z 1,1 miliona w 2024 roku.
Pozycja kapitałowa Banku Pekao pozostaje tradycyjnie bardzo dobra. Na koniec marca łączny współczynnik kapitałowy grupy (TCR) wyniósł 17,7 proc., a Tier1 15,2 proc. W obydwu przypadkach znajdowały się one bardzo wyraźnie powyżej regulacyjnych minimów.
Wiosną minionego roku Bank Pekao ogłosił strategię do 2027 roku. ROE na koniec okresu objętego planem ma wynosić powyżej 18 proc., C/I być poniżej 35 proc. a aktywnych klientów mobile ma być 4,4 miliona.
Na koniec I kwartału 2026 roku ROE ze zannualizowanym kosztem Bankowego Funduszu Gwarancyjnego wyniosło 17,1 proc. W przypadku C/I ze zannualizowanym kosztem BFG było to 37,2 proc. (ale 34,6 proc. z wyłączeniem składki na BFG). Natomiast liczba aktywnych użytkowników bankowości mobilnej urosła na koniec marca do 3,79 mln.
Wzrost składek na BFG obniżył, w ujęciu rok do roku, skonsolidowany zysk netto Banku Pekao w I kw. 2026 o 110 mln zł.
Koszty ryzyka znalazły się w I kw. 2026 r. na niskim poziomie 37 pb. Zakładany CoR na koniec 2027 roku ma wynieść 65-75 pb.
Wiemy już, ile aktów notarialnych dotyczących sprzedaży lokali podpisano w 2025 roku. Warto sprawdzić statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości.
Ile lokali co roku sprzedaje się w Polsce? Na to pytanie można odpowiedzieć między innymi dzięki danym GUS. Trzeba jednak na nie stosunkowo długo czekać, ponieważ Główny Urząd Statystyczny poświęca sporo czasu na opracowanie i zebranie danych z lokalnych Rejestrów Cen Nieruchomości. Pamiętajmy jednak, że dane transakcyjne posiadają również notariusze. To od nich Ministerstwo Sprawiedliwości co roku dowiaduje się, ile zawarto umów w formie aktu notarialnego (dotyczących m.in. sprzedaży nieruchomości). Najnowsze takie informacje zebrane od notariuszy, Ministerstwo Sprawiedliwości opublikowało niedawno. Wspomnianym statystykom przygląda się Leszek Markiewicz, warszawski agent nieruchomości (LeszekMarkiewicz.pl).
Artykuł w dużym skrócie:
Statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości na temat liczby aktów notarialnych, nie pokazują nam rocznej wartości obrotu dotyczącego między innymi mieszkań. Mimo tego, dane zaczerpnięte od notariuszy są ciekawe.
Informacje resortu sprawiedliwości wskazują, że w 2025 r. liczba aktów notarialnych potwierdzających przeniesienie własności lokali zbliżyła się do 220 000. Mowa zatem o wyniku podobnym jak rok wcześniej.
Interesująco przedstawiają się również statystyki na temat liczby umów sprzedaży spółdzielczego własnościowego prawa do mieszkania. W tym przypadku także nie odnotowano znaczących zmian względem roku 2024. Skala obrotu spółdzielczymi prawami może jednak zaskakiwać.
Poniżej Leszek Markiewicz, warszawski agent nieruchomości prezentuje więcej danych oraz wniosków na temat ubiegłorocznej liczby aktów notarialnych dotyczących lokali.
Dane o lokalach bez dużych zmian, ale z kilkoma uwagami
Wydaje się, że w pierwszej kolejności warto zaprezentować dane o liczbie aktów notarialnych, które dokumentowały sprzedaż lokali. Taka liczba umów zawieranych u notariusza, w ostatnich latach przedstawiała się następująco:
2013 r. – 168 183 akty notarialne
2014 r. – 162 511 aktów notarialnych
2015 r. – 165 597 aktów notarialnych
2016 r. – 178 247 aktów notarialnych
2017 r. – 189 530 aktów notarialnych
2018 r. – 209 997 aktów notarialnych
2019 r. – 218 553 akty notarialne
2020 r. – 209 335 aktów notarialnych
2021 r. – 257 274 akty notarialne
2022 r. – 208 089 aktów notarialnych
2023 r. – 212 004 akty notarialne
2024 r. – 219 968 aktów notarialnych
2025 r. – 218 680 aktów notarialnych
Pamiętajmy, że powyższe statystyki dotyczą sprzedaży wszystkich lokali – zarówno mieszkalnych, jak i użytkowych. Dane GUS z 2024 r. wskazują natomiast, że lokale użytkowe stanowiły ok. 12% liczbowego obrotu wszystkimi lokalami. Można sądzić, iż ubiegłoroczny wynik przedstawiał się podobnie. Kolejna ważna uwaga ma związek z rodzajem sprzedających. Informacje prezentowane wyżej obejmują bowiem zarówno prywatnych sprzedających, jak i firmy, Skarb Państwa oraz samorządy. „Jeżeli chodzi o Skarb Państwa i jednostki samorządu terytorialnego, to tacy państwowi sprzedawcy podpisali w 2025 roku 11 264 umowy sprzedaży lokali” – informuje Leszek Markiewicz, warszawski agent nieruchomości (LeszekMarkiewicz.pl).
Czy u deweloperów ze sprzedażą było gorzej niż wcześniej?
Warto mieć również na uwadze fakt, że powyższe statystyki (np. 218 680 aktów notarialnych z 2025 r.) obejmują używane lokale oraz lokale deweloperskie. Przeniesienie własności lokali deweloperskich wykazywane jako sprzedaż w statystykach Ministerstwa Sprawiedliwości, następuje jednak dopiero po zakończeniu ich budowy. „Tytułem uzupełnienia dodajmy zatem, że w 2025 r. liczba nowych umów deweloperskich dotyczących mieszkań w budowie (79 257) niewiele różniła się od wyniku notowanego rok wcześniej (82 448)” – mówi Leszek Markiewicz, warszawski agent nieruchomości (LeszekMarkiewicz.pl).
Liczba nowych umów deweloperskich z minionego roku jednocześnie znacznie ustępowała rekordowi z 2021 r. (137 028), a także była mniejsza od wyniku z 2023 r. (89 650). Na podstawie statystyk Ministerstwa Sprawiedliwości nie wywnioskujemy natomiast, ile mieszkań deweloperzy sprzedali w 2025 roku jako gotowe lokale (bez wcześniejszego zawierania umowy deweloperskiej). „W największych miastach takie transakcje stanowiły zapewne mniejszość obrotu na rynku pierwotnym” – dodaje Leszek Markiewicz, warszawski agent nieruchomości (LeszekMarkiewicz.pl).
Spółdzielcze prawa do lokali: nie lekceważmy tego rynku
Jeżeli mówimy o transakcjach lokalowych, to nie sposób pominąć również sprzedaży spółdzielczych własnościowych praw do mieszkań. Tym bardziej, że dane Ministerstwa Sprawiedliwości potwierdzają wciąż stosunkowo duży rozmiar tego rynku. Mianowicie, liczba aktów notarialnych, które dotyczyły sprzedaży spółdzielczego własnościowego prawa do „M” w ostatnich latach zmieniała się następująco:
2013 r. – 45 101 aktów notarialnych
2014 r. – 42 496 aktów notarialnych
2015 r. – 43 789 aktów notarialnych
2016 r. – 45 255 aktów notarialnych
2017 r. – 46 757 aktów notarialnych
2018 r. – 48 918 aktów notarialnych
2019 r. – 50 866 aktów notarialnych
2020 r. – 43 253 akty notarialne
2021 r. – 51 469 aktów notarialnych
2022 r. – 39 896 aktów notarialnych
2023 r. – 41 486 aktów notarialnych
2024 r. – 42 684 akty notarialne
2025 r. – 42 895 aktów notarialnych
Powyższe dane Ministerstwa Sprawiedliwości wskazują, że obrót spółdzielczymi własnościowymi prawami do mieszkań w ostatnich latach kształtował się na stabilnym poziomie. Mówimy o liczbie sprzedawanych praw spółdzielczych, ponieważ ich łączna wartość z 2025 r. na pewno była wyraźnie większa niż chociażby dziesięć lat wcześniej. „Z całą pewnością rynku praw spółdzielczych nie należy lekceważyć. Nie można go również traktować jako margines – zwłaszcza w miastach takich jak np. Warszawa” – podsumowuje Leszek Markiewicz, warszawski agent nieruchomości (LeszekMarkiewicz.pl).
Firma Creotech Instruments S.A. dołączyła do grona sygnatariuszy listu intencyjnego inaugurującego inicjatywę hybrydowej konstelacji satelitarnej w krajach Trójmorza. Dokument podpisano 29 kwietnia 2026 r. podczas Szczytu Trójmorza i Forum Biznesu w Dubrowniku. Projekt zakłada budowę regionalnego systemu współdzielenia danych satelitarnych na niespotykaną dotąd skalę w Europie Środkowo-Wschodniej. Ta wspólna inicjatywa firm z regionu Trójmorza – Chorwacji, Czech, Grecji, Polski, Słowacji i Słowenii – ma znacząco zwiększyć zdolności obserwacji Ziemi, dzięki współdzieleniu zasobów satelitarnych oraz rozwojowi interoperacyjnej infrastruktury naziemnej. Zaangażowanie Creotech Instruments S.A. w projekt wpisuje się w szersze działania na rzecz wzmacniania europejskiego sektora kosmicznego oraz budowy niezależnych, regionalnych kompetencji w zakresie pozyskiwania i wykorzystania danych satelitarnych, kluczowych dla bezpieczeństwa, gospodarki i zarządzania kryzysowego.
Uroczystość podpisania porozumienia odbyła się z udziałem Ivana Anušicia, wicepremiera i ministra obrony Chorwacji; Harry’ego Theoharisa, wiceministra spraw zagranicznych Grecji; Marcina Przydacza, sekretarza stanu i szefa Biura Polityki Międzynarodowej Kancelarii Prezydenta RP; oraz Rastislava Chovanca, sekretarza stanu Republiki Słowackiej.
–Udział w tej inicjatywie to ważny krok w kierunku budowy silnego, regionalnego ekosystemu kosmicznego. Dzięki współpracy państw Trójmorza możliwe będzie znaczące zwiększenie efektywności wykorzystania danych satelitarnych oraz rozwój zaawansowanych technologii kosmicznych w Europie Środkowo-Wschodniej. Inicjatywa konstelacji hybrydowej pokazuje, że poprzez skoordynowane działania i wspólne dzielenie się zasobami można osiągnąć efekt skali, który byłby nieosiągalny dla pojedynczych krajów. Jej otwarty charakter stwarza również przestrzeń do udziału kolejnych firm
i państw w następnych etapach rozwoju projektu, co – mamy nadzieję – nastąpi w najbliższej przyszłości. To nie tylko kwestia technologii, ale także bezpieczeństwa, odporności infrastrukturalnej oraz lepszego reagowania na wyzwania, takie jak zmiany klimatu czy niestabilność geopolityczna. Dla Creotech Instruments S.A. to z kolei szansa na dalsze wzmacnianie kompetencji w obszarze systemów satelitarnych oraz aktywny udział w budowie europejskich zdolności w zakresie obserwacji Ziemi – komentuje dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.
Inicjatywa zakłada stworzenie nowego modelu współpracy państw regionu w zakresie wykorzystania danych obserwacji Ziemi. Projekt opiera się na założeniu, że satelity należące do poszczególnych krajów mogą wykonywać zobrazowania również dla innych państw członkowskich, znacząco zwiększając dostępność danych – nawet wielokrotnie dla każdego uczestnika.
W pierwszym etapie współpraca obejmie wymianę danych oraz wzajemne zlecanie zobrazowań. Kolejnym krokiem będzie integracja infrastruktury naziemnej – stacje odbiorcze w poszczególnych krajach będą mogły odbierać dane z satelitów partnerów oraz pełnić funkcję wzajemnych zabezpieczeń, zwiększając odporność całego systemu. Fakt, że większość państw Trójmorza jest członkami Europejskiej Agencji Kosmicznej, ułatwi uzyskanie interoperacyjności satelitów z różnych krajów.
List intencyjny ma charakter niewiążący i wyznacza kierunek dalszych prac nad współpracą firm sektora kosmicznego z Chorwacji, Czech, Grecji, Polski, Słowacji i Słowenii. Sygnatariusze z Dubrownika pełnią rolę inicjatorów projektu, który w kolejnych etapach będzie rozszerzany o nowych partnerów. Poszczególne państwa reprezentowane były przez wybrane przedsiębiorstwa i organizacje sektora kosmicznego, w tym: Creotech Instruments, CloudFerro i Eycore z Polski; VZLU Aerospace, Groundcom i Czech Space Alliance z Czech; Hellenic Association of Space Industry i Geosystems Hellas z Grecji; SPACE-SI ze Słowenii; Protostar Labs z Chorwacji oraz Sab CTRL Space i Touch4IT ze Słowacji.
Znaczenie projektu wykracza poza sektor kosmiczny. Dane satelitarne odgrywają dziś kluczową rolę w obszarach takich jak bezpieczeństwo, ochrona infrastruktury krytycznej, zarządzanie kryzysowe oraz monitorowanie zmian klimatu. Wspólna konstelacja państw Trójmorza może stać się jednym z fundamentów budowania odporności regionu w warunkach zmieniającego się otoczenia geopolitycznego.
Podpisanie dokumentu w Dubrowniku stanowi pierwszy, ale istotny krok w kierunku stworzenia regionalnego systemu satelitarnego, który może wzmocnić technologicznie i strategicznie całą Europę Środkowo-Wschodnią.
Współczesny rynek cyfrowy przechodzi fundamentalną transformację, która wymusza na kadrze zarządzającej zmianę optyki. Postrzeganie działań w sieci jedynie przez pryzmat faktur za reklamę to prosta droga do marginalizacji przedsiębiorstwa w nadchodzących latach.
Koniec ery „tanich kliknięć” i nowa rola wyszukiwarek
Przez lata firmy przyzwyczaiły się do modelu, w którym każdy brak w przychodach można było załatać zwiększeniem budżetu na płatne kampanie. Rok 2026 definitywnie kończy ten etap rozwoju internetu.
Ceny za dotarcie do odbiorcy w systemach aukcyjnych osiągnęły pułap, który często pochłania całą marżę produktu. Mechanizmy reklamowe stają się luksusem zarezerwowanym dla najbogatszych graczy, co zmusza mniejsze i średnie podmioty do szukania trwalszych fundamentów.
Wyszukiwarki przestały być prostymi listami linków. Dziś to zaawansowane ekosystemy, które decydują o tym, czy Twoja marka w ogóle istnieje w świadomości nowoczesnego konsumenta, korzystającego z asystentów głosowych i inteligentnych interfejsów.
Budowanie cyfrowych aktywów firmy zamiast kupowania doraźnego ruchu
Zarządy powinny zrozumieć, że wydatki na widoczność organiczną to budowa kapitału, który zostaje w firmie na lata. W przeciwieństwie do reklam, które znikają w sekundzie wstrzymania płatności, optymalizacja tworzy trwałą wartość.
Inwestowanie w wysokiej jakości treści oraz optymalizację techniczną serwisu przypomina rozbudowę własnej fabryki lub zakup nieruchomości w prestiżowej lokalizacji. To aktywa, które pracują na zysk przedsiębiorstwa przez całą dobę.
Efekt skali, jak optymalizacja obniża koszt pozyskania klienta w długim terminie
W marketingu organicznym występuje zjawisko, które zachwyca dyrektorów finansowych. W miarę upływu czasu i wzrostu autorytetu domeny, jednostkowy koszt pozyskania zapytania ofertowego systematycznie maleje, co jest odwrotnością trendów w systemach PPC.
Raz przygotowana i dobrze zoptymalizowana treść może generować sprzedaż przez wiele kwartałów bez konieczności ponoszenia dodatkowych nakładów. Dzięki temu rentowność całego biznesu rośnie wraz z wiekiem prowadzonych działań promocyjnych.
SEO w dobie AI i SGE, więcej niż tylko lista wyników
Sztuczna inteligencja zrewolucjonizowała sposób, w jaki Google prezentuje dane. Search Generative Experience (SGE) sprawia, że użytkownik otrzymuje gotowe odpowiedzi bez konieczności przechodzenia na poszczególne strony internetowe.
Od klasycznego pozycjonowania do bycia odpowiedzią dla sztucznej inteligencji
Współczesna optymalizacja to walka o to, by systemy AI uznały naszą ofertę za najbardziej wiarygodną. Obecność w zestawieniach generowanych przez algorytmy to najwyższa forma uznania marki w cyfrowym świecie 2026 roku.
Nie chodzi już o obecność na liście, ale o to, by stać się częścią odpowiedzi generowanej dla klienta. Strategie realizowane przez ekspertów Internetica uwzględniają te zmiany, pozycjonując firmy jako autorytety w swoich dziedzinach.
Wiarygodność i autorytet (E-E-A-T) jako jedyna tarcza przed zmianami algorytmów
Google stawia dziś na doświadczenie, wiedzę, autorytet i zaufanie. Weryfikacja kompetencji twórców treści stała się fundamentem bezpieczeństwa w internecie, a brak dbałości o te aspekty grozi całkowitym wykluczeniem z wyników wyszukiwania.
Tylko marki, które potrafią udowodnić swoją eksperckość, przetrwają kolejne aktualizacje systemów. Budowanie cyfrowej reputacji to proces wymagający precyzji, ale chroniący firmę przed nagłymi spadkami widoczności spowodowanymi zmianami w kodzie wyszukiwarki.
Dla osób zarządzających tabelki z miejscami w rankingu na wybrane frazy powinny mieć drugorzędne znaczenie. Liczy się to, jak działania te przekładają się na kondycję finansową całej organizacji i jej udział w rynku.
Dominacja w branży i konwersja zamiast śledzenia pojedynczych pozycji
Istotnym wskaźnikiem jest całkowita widoczność serwisu oraz to, jak wielu potencjalnych klientów podejmuje pożądaną akcję. Skuteczne SEO powinno być oceniane przez pryzmat wzrostu liczby leadów oraz transakcji, a nie przez pryzmat statycznych wykresów.
Analiza wartości klienta z kanału organicznego w cyklu życia (LTV)
Dane jasno pokazują, że osoby trafiające do firmy z wyników naturalnych często wykazują większą lojalność. Klienci organiczni zazwyczaj charakteryzują się wyższym współczynnikiem utrzymania oraz większą wartością zakupów w dłuższej perspektywie czasu.
To sprawia, że środki przeznaczone na widoczność w wyszukiwarce zwracają się wielokrotnie. Zrozumienie długofalowej wartości tych kontaktów pozwala na odważniejsze planowanie budżetów marketingowych, traktując je jako paliwo dla wzrostu firmy.
Strategiczne bezpieczeństwo biznesu w sieci
W świecie pełnym zawirowań gospodarczych, stabilne źródło klientów jest dla przedsiębiorstwa bezcenne. Uzależnienie się od jednego dostawcy ruchu to ogromne ryzyko operacyjne, na które świadomy zarząd nie może sobie pozwolić.
Uniezależnienie przychodów od rosnących stawek systemów reklamowych
Zewnętrzne platformy mogą w każdej chwili zmienić zasady gry lub drastycznie podnieść ceny. Własne kanały dotarcia budują niezależność i stabilność finansową przedsiębiorstwa, chroniąc je przed nagłymi wahaniami kosztów reklamy płatnej.
Budowanie silnej domeny to polisa ubezpieczeniowa na wypadek kryzysów rynkowych. Marka posiadająca ugruntowaną widoczność przetrwa turbulencje znacznie lepiej niż firma, która musi licytować się o każdego klienta od nowa każdego dnia.
Dlaczego rezygnacja z widoczności to oddanie pola walki bez walki?
W internecie nie ma próżni. Jeśli Twoja firma nie pojawia się przed oczami klienta szukającego rozwiązania, to na pewno pojawi się tam Twoja konkurencja. Brak obecności w wyszukiwarce to świadome rezygnowanie z udziałów w rynku na rzecz innych graczy.
Zaniechanie działań w tym obszarze to najkrótsza droga do stania się niewidocznym dla nowej generacji odbiorców. Współpraca z profesjonalnym partnerem, takim jak Internetica, to gwarancja, że Twoja firma nie tylko zostanie zauważona, ale stanie się pierwszym wyborem dla klientów w 2026 roku.
Marcowe dane pokazują, że rynek mieszkaniowy w Polsce wszedł w nowy etap. Z jednej strony inflacja wzrosła o 1,1 proc. miesiąc do miesiąca, co jest odczytem wyraźnie mocniejszym od wcześniejszych oczekiwań. Z drugiej strony popyt na kredyty hipoteczne osiągnął poziom nienotowany od lat. Wnioski złożyło ponad 63 tys. osób, podczas gdy rok wcześniej było to niespełna 37 tys. Taki układ zwykle oznacza jedno: kupujący wracają na rynek, ale otoczenie makroekonomiczne staje się trudniejsze.
Sam wynik kredytowy należy jednak odczytywać ostrożnie. Duży udział nowych wniosków mogą stanowić refinansowania, czyli przenoszenie zobowiązań do innych banków, które aktywnie konkurują dziś o klientów, obniżając marże i proponując atrakcyjniejsze oferty. Według pojawiających się szacunków może to być nawet 45 proc. marcowej aktywności związanej z kredytami. Jednak nawet po odjęciu refinansowań widać odbicie zainteresowania zakupem mieszkań.
Z analizy SonarHome.pl, platformy do wyceny mieszkania i znalezienia agenta, wynika, że w pierwszym kwartale 2026 roku ceny mieszkań zaczęły ponownie rosnąć, chociaż tempo tych zmian pozostaje umiarkowane. W marcu w większości największych miast wzrosty miesiąc do miesiąca były symboliczne – od 0,1 proc. do 0,5 proc. w Łodzi, Warszawie, Wrocławiu i Krakowie. Mocniej wyróżniły się Gdańsk i Poznań, gdzie mediana cen wzrosła o około 1 proc. w skali miesiąca. Patrząc szerzej na cały pierwszy kwartał, ceny wzrosły we wszystkich największych miastach, przy czym najmocniej w Gdańsku (3,8 proc.) oraz w Poznaniu (3 proc.). W pozostałych lokalizacjach dynamika była bardziej umiarkowana i mieściła się w przedziale 1,6-2,3 proc.
Popyt wrócił na rynek: kredyty rosną, oferta mieszkań maleje
Kupującym pomaga obecnie także poprawa dostępności finansowania. Stopa referencyjna wynosi 3,75 proc., a oprocentowanie kredytów ze stałą stopą znajduje się obecnie w okolicach 5,5-6 proc. Po wcześniejszych obniżkach stóp poprawiło to dostępność finansowania i przełożyło się zarówno na zdolność kredytową, jak i wysokość miesięcznej raty. Wielu gospodarstwom domowym właśnie ten czynnik otworzył drogę do zakupu mieszkania.
– Sytuacja jednak nie jest już tak jednoznaczna, jak mogłoby się wydawać – mówi Anton Bubiel, ekspert rynku mieszkaniowego w SonarHome.pl. – Chociaż sama decyzja RPP była dla kredytobiorców pozytywna, banki równolegle zaczęły podnosić oprocentowanie kredytów, reagując na wzrost rynkowych stawek procentowych oraz rosnące oczekiwania inflacyjne związane m.in. z drożejącymi surowcami energetycznymi i napięciami geopolitycznymi. W praktyce oznacza to, że rata nowego kredytu jest dziś wyższa niż jeszcze w lutym, a zdolność kredytowa części klientów lekko spadła.
Rosnące płace również sprzyjają aktywności kupujących. W lutym przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o ponad 6 proc. rok do roku, przy inflacji w okolicach 2-3 proc. Oznacza to realny wzrost siły nabywczej. Rynek mieszkaniowy nie żyje wyłącznie stopami procentowymi. Równie istotne jest to, czy rodziny czują, że są w stanie udźwignąć ratę kredytu oraz zebrać wkład własny. Obecnie te wskaźniki wyglądają lepiej niż przed rokiem.
Co istotne, struktura popytu staje się coraz bardziej „organiczna”. Już 71 proc. wszystkich transakcji stanowią zakupy na własne potrzeby mieszkaniowe, co oznacza wzrost o 4 punkty procentowe rok do roku. Jednocześnie maleje udział zakupów inwestycyjnych – według danych NBP w 2025 roku odpowiadały one za 30 proc. transakcji, wobec 34 proc. rok wcześniej i aż 38 proc. w 2021 roku. To sugeruje, że rynek w coraz większym stopniu napędzają realne potrzeby mieszkaniowe, a nie kapitał spekulacyjny.
Dane dla siedmiu największych miast wskazują, że marcowa sprzedaż wzrosła o około 20 proc. miesiąc do miesiąca. Jednocześnie oferta mieszkań zaczyna się kurczyć. W pierwszym kwartale liczba aktywnych ofert spadła w większości dużych miast – najmocniej w Łodzi, Warszawie i Wrocławiu, gdzie redukcja podaży sięgnęła 7-8 proc. kwartalnie. W Poznaniu i Krakowie spadki były nieco łagodniejsze i wyniosły około 5 proc., a wyjątkiem pozostawał Gdańsk, gdzie podaż wzrosła o 1 proc. Skraca się także czas sprzedaży mieszkań – średnio do 102 dni, a w Łodzi nawet do 97 dni.
Jeśli przez kolejne miesiące utrzyma się kombinacja mocnego popytu i malejącej liczby dostępnych lokali, presja na wzrost cen będzie naturalna. Nie musi to oznaczać gwałtownych podwyżek, ale może zakończyć okres dużych rabatów i szerokiego pola do negocjacji. Dodatkowym sygnałem ożywienia jest rekordowy wzrost liczby odwiedzin portali ogłoszeniowych w marcu. To pokazuje, że zainteresowanie zakupem mieszkań wyraźnie wzrosło wraz z nadejściem wiosny. Sam ruch w serwisach nie musi jednak automatycznie przełożyć się na finalną liczbę transakcji, szczególnie jeśli sytuacja makroekonomiczna ponownie się pogorszy.
Inflacja znów niepokoi. Stopy procentowe mogą zatrzymać odbicie rynku
Obecna sytuacja nie oznacza jednak prostego scenariusza wzrostowego. Największym czynnikiem ryzyka pozostaje dalszy wzrost inflacji. Jeśli kolejne odczyty cen będą podwyższone, Rada Polityki Pieniężnej może wstrzymać dalsze obniżki stóp procentowych. Coraz częściej pojawiają się także scenariusze zakładające brak zmian stóp do końca roku, a w bardziej pesymistycznym wariancie nawet możliwość ich ponownego podniesienia. To szybko schłodziłoby nastroje kredytowe.
– Dlatego w kolejnych kwartałach nie spodziewałbym się jednolitego ruchu cen w całym kraju. Rynek wchodzi w fazę rozwarstwienia. Największym zainteresowaniem cieszyć się będą mieszkania w dobrych lokalizacjach, z rozsądnym metrażem i wysoką jakością produktu. Tam bardziej prawdopodobne są wzrosty cen lub szybka sprzedaż bez rabatów. Z kolei słabsze lokalizacje, nadpodaż i niższy standard nadal mogą oznaczać stagnację albo punktowe spadki – podsumowuje Anton Bubiel.
Scenariusz bazowy pozostaje umiarkowany: ceny mieszkań w Polsce będą raczej lekko rosnąć nominalnie albo utrzymają stabilizację. Nie widać obecnie przesłanek do szerokiego, gwałtownego spadku cen, ale równie trudno mówić o nowym boomie. Bardziej prawdopodobny jest rynek selektywny: mocny tam, gdzie produkt broni się sam i wymagający wszędzie tam, gdzie przewaga podaży nad popytem pozostaje duża.
Nadzór geodezyjny przy budowie nowego lotniska będzie mogło wykonywać dziewięć polskich firm. Umowa ramowa, którą zawarła spółka Centralny Port Komunikacyjny realizująca program inwestycyjny Port Polska, opiewa na kwotę 14,1 mln zł.
Geodezyjna Obsługa Inwestorska to niezbędny element każdej dużej inwestycji budowlanej. Specjaliści z wybranych firm odpowiedzialni będą za planowe prace kontrolne i doraźne.
Zgodnie z zapisami umowy usługa została podzielona na cztery obszary: terminal, tunel oraz airside północ i południe. Do każdego z nich przypisana zostanie jedna z wyłonionych firm. Pozostałe podmioty będą do dyspozycji w przypadku konieczności wykonania większego zakresu pomiarów.
Jednym z pierwszych zadań geodetów będzie współpraca z wykonawcą odpowiedzialnym za wyrównanie i ukształtowanie terenu, na którym zostanie wybudowane lotnisko. Po tym etapie specjaliści przygotują punkty geodezyjne, umożliwiające początek prac budowlanych przy fundamentowaniu obiektów.
Umowa przewiduje też wsparcie przy gromadzeniu danych lotniczych i pomiarach przeszkód lotniczych.
Firmy geodezyjne będą współpracować ze Spółką przy prowadzeniu mapy dyżurnej części lotniskowej. To na bieżąco uzupełniany dokument pozwalający służbom technicznym i osobom zarządzającym terenem bezpiecznie planować prace,wykonywać pomiary i sprawnie koordynować działania na lotnisku.
W trakcie budowy konieczna jest też konserwacja i odtwarzanie sieci punktów geodezyjnych. Specjaliści z wybranych firm ocenią na bieżąco ilość wykonanych robót ziemnych oraz prac konstrukcyjno-budowlanych.
Wybrane firmy, z którymi została podpisana umowa ramowa:
POLSERVICE GEO SP. Z O.O. z Warszawy
GEOMETRIC Grzegorz Kwaśnik z Warszawy
GISPRO SA ze Szczecina
KA-RO SP. Z.O.O. z Warszawy
GEOPARTNER INŻYNIERIA SP. Z.O.O. z Gdańska
GEODETA FG Sp. z o.o. z Gorzowa Wielkopolskiego
Konsorcjum firm: ZDI Sp. z o.o. z Zamościa i GEOMIAR Sp. z. o.o. z Jarosławia
Konsorcjum firm: PKIG Sp. z o.o. z Warszawy i Elipsoida Sp. z o.o. Sp.k. z Warszawy
Jak wynika z najnowszego raportu AXI IMMO, największej polskiej firmy doradczej na rynku nieruchomości komercyjnych pt.: „Rynek biurowy w Warszawie. I kwartał 2026 r.”, w I kwartale 2026 roku warszawski rynek biurowy odnotował spadek aktywności najemców przy jednoczesnym utrzymującym się ograniczeniu dostępnej powierzchni w centralnych lokalizacjach.
Jak wskazują eksperci AXI IMMO, na koniec I kwartału 2026 r. całkowity wolumen transakcji najmu na stołecznym rynku biurowym wyniósł 130 tys. mkw. (-9% r/r). W analizowanym okresie największe zainteresowanie najemców koncentrowało się w strefach centralnych, w tym w Centralnym Obszarze Biznesu. Jednocześnie w pierwszych trzech miesiącach 2026 roku nie sfinalizowano żadnej transakcji najmu przekraczającej 10 tys. mkw., co potwierdza ostrożne podejście firm do podejmowania długoterminowych decyzji lokalizacyjnych. Największy udział w strukturze popytu miały sektory IT (20%), usług dla biznesu (13%) oraz branża finansowa (12%).
Emilia Trofimiuk, Research Manager, Dział Badań i Analiz Rynkowych, AXI IMMO, komentuje: „Spadek aktywności najemców w ujęciu rocznym jest widoczny zarówno w popycie brutto, jak i netto, jednak nie oznacza trwałego osłabienia rynku. Obecny wynik jest w dużej mierze efektem ograniczonej liczby dużych transakcji oraz nadal dużego udziału renegocjacji”.
Ograniczona nowa podaż i rekordowo niska aktywność deweloperów
Na koniec I kwartału 2026 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły ok. 6,28 mln mkw. W analizowanym okresie do użytku oddano jedynie około 40 tys. mkw. nowej powierzchni, głównie w centralnych lokalizacjach. Do końca I kw. 2026 r. pozwolenie na użytkowanie otrzymały Studio A (24 000 mkw., Skanska), Vena (15 400 mkw., PHN) oraz po gruntownej modernizacji na rynek wróciła nieruchomość położona przy ulicy Przemysłowej 26A na Solcu (3500 mkw.). Jednocześnie z rynku wycofywane są starsze, nieefektywne technicznie budynki biurowe, co powoduje, że całkowita podaż pozostaje na stabilnym poziomie. W budowie znajduje się obecnie zaledwie 120 tys. mkw. powierzchni biurowej (– 46% r/r). Największą realizowaną inwestycją biurową jest Afi Tower (50 000 mkw.), która powstaje w ramach wielofunkcyjnego projektu Towarowa 22. Od początku 2026 roku nie rozpoczęto w Warszawie żadnej nowej inwestycji biurowej.
Filip Kowalski, Associate Director, Dział Powierzchni Biurowych, AXI IMMO wyjaśnia: „Tak niska aktywność deweloperska sprawia, że w perspektywie najbliższych lat dostępność nowoczesnych biur, szczególnie w centrum Warszawy, pozostanie ograniczona. Ten czynnik już dziś wpływa na oczekiwania właścicieli dotyczące stawek czynszowych”.
Polaryzacja rynku i presja na wzrost czynszów
Średni wskaźnik pustostanów na warszawskim rynku biurowym na koniec marca 2026 roku wyniósł 9,5%, co oznacza spadek o 1 p.p. rok do roku. Różnice pomiędzy lokalizacjami centralnymi i niecentralnymi pozostają jednak znaczące. W centrum poziom pustostanów wynosi zaledwie 6,5%, podczas gdy poza nim sięga 12,2%. Ograniczona dostępność powierzchni w najlepszych projektach przekłada się na dalszy wzrost czynszów. Stawki ofertowe w Warszawie wahają się obecnie od 10 do 28 euro za mkw. miesięcznie, a w najbardziej prestiżowych budynkach w centrum przekraczają 30 euro za mkw. miesięcznie.
Emilia Trofimiuk, Research Manager, AXI IMMO dodaje: „Warszawski rynek biurowy coraz wyraźniej funkcjonuje w modelu dwóch prędkości. Z jednej strony dynamicznie rozwija się segment nowoczesnych, prestiżowych projektów w centrum, z drugiej – poza centralnymi strefami konkurencja będzie opierać się głównie na cenie, kosztach eksploatacyjnych i jakości modernizacji istniejących budynków”.
Prognoza na kolejne kwartały
Pomimo słabszego początku roku, prognozy na kolejne miesiące 2026 roku są umiarkowanie optymistyczne. Eksperci AXI IMMO zakładają, że całkowity wolumen transakcji najmu w skali roku może być porównywalny lub nawet wyższy niż w 2025 roku, głównie dzięki toczącym się negocjacjom i spodziewanym finalizacjom umów.
Bezrobocie rośnie, liczba ofert pracy załamuje się, a zatrudnienie spada – rynek pracy w Polsce w wyraźnie słabszej kondycji.
Początek 2026 roku przyniósł wyraźne pogorszenie sytuacji na polskim rynku pracy – wynika z najnowszych danych GUS oraz analizy Centrum Analitycznego Gremi Personal. Stopa bezrobocia wzrosła do 6,1%, czyli o 0,7 punktu procentowego rok do roku, a liczba zarejestrowanych bezrobotnych sięgnęła 956,2 tys. osób. Jednocześnie zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw spadło w lutym do 6,71 mln osób (-0,8% r/r), a liczba ofert pracy w urzędach pracy skurczyła się o 67% rok do roku, do 21,7 tys. W tym samym czasie skala zapowiadanych zwolnień grupowych wzrosła o 50%, co potwierdza narastającą presję restrukturyzacyjną w gospodarce.
Rynek pracy traci impet. Bezrobocie przyspiesza, a rekrutacje firm wyraźnie hamują
Dane GUS pokazują, że początek 2026 roku potwierdza wejście rynku pracy w fazę wyraźnego osłabienia. Wzrost stopy bezrobocia do 6,1% oznacza nie tylko pogorszenie sytuacji rok do roku, ale także przyspieszenie negatywnej dynamiki względem wcześniejszych miesięcy. W ujęciu liczbowym oznacza to blisko 955 tys. zarejestrowanych bezrobotnych i dwucyfrowy wzrost w skali roku.
Jeszcze silniej wybrzmiewa załamanie po stronie popytu na pracę. Liczba ofert pracy zgłaszanych do publicznych urzędów pracy spadła o 67% rok do roku, do poziomu 21,7 tys. To jeden z najbardziej gwałtownych spadków ostatnich lat, który – nawet przy uwzględnieniu zmian regulacyjnych – wskazuje na realne ograniczenie aktywności rekrutacyjnej firm i wyraźne ostrożniejsze podejście do zatrudniania nowych pracowników.
Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło na początku 2026 roku 6,71 mln osób, co oznacza spadek o 53 tys. rok do roku (-0,8%). Choć zmiany miesięczne są niewielkie, to trend roczny pokazuje konsekwentne kurczenie się rynku pracy. W tle coraz wyraźniej widać przechodzenie firm w tryb dostosowań kosztowych. W ostatnich miesiącach, co najmniej dziesięć dużych przedsiębiorstw publicznie zapowiedziało redukcje zatrudnienia obejmujące łącznie kilka tysięcy pracowników. Równolegle maleje przewaga firm planujących rekrutacje nad tymi, które deklarują zwolnienia, co wskazuje na wygaszanie wcześniejszej presji na wzrost zatrudnienia.
– Dane z początku roku pokazują, że rynek pracy przestaje być odporny na spowolnienie gospodarcze. Wchodzimy w etap, w którym decyzje o zatrudnieniu są coraz bardziej zachowawcze, a znaczenie zyskuje efektywność, nie skala zatrudnienia. To zmiana jakościowa, która będzie kształtować rynek pracy w kolejnych kwartałach – wskazuje Evgenij Kirichenko, założyciel Centrum Analitycznego Gremi Personal.
Zwolnienia grupowe przyspieszają. Coraz więcej firm wchodzi w restrukturyzację
Dane urzędów pracy pokazują wyraźne przyspieszenie procesów restrukturyzacyjnych. W pierwszych miesiącach 2026 roku przedsiębiorstwa zgłosiły zamiar przeprowadzenia zwolnień grupowych obejmujących 9 060 osób, co oznacza wzrost o 50% rok do roku. Jednocześnie rośnie liczba trwających procedur – na koniec lutego obejmowały one 18 576 osób (+16% r/r). W praktyce oznacza to, że coraz większa część gospodarki znajduje się już w fazie aktywnych dostosowań zatrudnienia, a nie tylko planów redukcyjnych. Dodatkowo 41 tys. osób zostało zwolnionych bezpośrednio z inicjatywy pracodawców, co oznacza wzrost o 11,9% rok do roku. Obejmuje to zarówno redukcje etatów, jak i likwidacje stanowisk czy upadłości firm.
Przemysł traci, usługi stabilizują zatrudnienie
Struktura zatrudnienia w Polsce coraz wyraźniej się różnicuje. W przemyśle przetwórczym zatrudnienie spadło o 1,4% r/r do około 2,37 mln osób. Najsilniejsze spadki dotyczą motoryzacji (-3,4%), produkcji mebli (-3,1%), przemysłu maszynowego (-1,2%) oraz wyrobów metalowych (-1,2%). Podobne tendencje widoczne są w budownictwie i handlu hurtowym, co potwierdza szeroki charakter spowolnienia w sektorach cyklicznych.
Część segmentów usługowych oraz wybranych branż przemysłu pozostaje w trendzie wzrostowym. Zatrudnienie rośnie w logistyce (+0,5%), HoReCa (+2,1%), produkcji elektroniki (+1,7%) oraz w produkcji sprzętu transportowego innego niż motoryzacja (+2,6%), obejmującej także segmenty o charakterze obronnym.
W tle rośnie znaczenie pracowników zagranicznych – ich liczba zwiększyła się o 9% r/r do 1,291 mln osób, w tym Ukraińców o 9,9% do 860,8 tys., co w wielu branżach stabilizuje bieżące funkcjonowanie rynku pracy.
Gospodarka oparta na konsumpcji
Obraz makroekonomiczny na początku 2026 roku pozostaje wyraźnie rozbieżny. Z jednej strony utrzymuje się relatywnie stabilna konsumpcja wewnętrzna – sprzedaż detaliczna wzrosła o 5% r/r w lutym, po wzroście o 4,4% w styczniu. Oznacza to, że gospodarstwa domowe pozostają kluczowym czynnikiem podtrzymującym aktywność gospodarczą.
Z drugiej strony przemysł i budownictwo pozostają pod presją. Produkcja przemysłowa w ujęciu dwumiesięcznym nie wykazuje realnego wzrostu, a wartość robót budowlanych spadła o 6,2% r/r. Jednocześnie eksport w styczniu obniżył się o 4,6% r/r, a import o 8,4%, co wskazuje na osłabienie komponentu zewnętrznego i większe uzależnienie wzrostu od popytu krajowego. W przemyśle widoczny jest także spadek nowych zamówień eksportowych, co potwierdza dalsze przesuwanie się struktury wzrostu w stronę konsumpcji wewnętrznej. – Wzrost gospodarczy coraz bardziej opiera się na konsumpcji krajowej, podczas gdy eksport i inwestycje przestają pełnić funkcję silnika koniunktury – zauważa Evgenij Kirichenko.
Wynagrodzenia rosną wolniej. Coraz większy wpływ zmian strukturalnych na statystyki płac
Na początku 2026 roku dynamika wynagrodzeń wyraźnie wyhamowuje. W lutym średnie wynagrodzenie brutto wzrosło o 6,07% r/r do 9 135,7 zł, wobec 6,13% w styczniu i wyraźnie wyższych poziomów notowanych w drugiej połowie 2025 roku.
Spowolnienie ma charakter zarówno koniunkturalny, jak i strukturalny. Z jednej strony wynika z osłabienia presji płacowej w warunkach słabszego rynku pracy, z drugiej – z efektów strukturalnych, takich jak podniesienie płacy minimalnej do 4 806 zł brutto oraz redukcja zatrudnienia w niżej wynagradzanych segmentach rynku pracy. Widoczne są też wyraźne różnice sektorowe: w motoryzacji wzrost wyniósł 8,75%, podczas gdy w przemyśle spożywczym 3,62%, co pokazuje coraz większe rozwarstwienie dynamiki wynagrodzeń w gospodarce.
Rynek 2026 w punkcie zwrotnym
Zestawienie najnowszych danych GUS oraz analiz Centrum Analitycznego Gremi Personal pokazuje, że polska gospodarka w 2026 roku znalazła się w fazie selektywnego spowolnienia. Rynek pracy traci dynamikę, bezrobocie rośnie, a skala restrukturyzacji systematycznie się zwiększa. Gospodarka jest podtrzymywana przez konsumpcję wewnętrzną, podczas gdy przemysł, eksport i część inwestycji wykazują osłabienie. W efekcie coraz wyraźniej rysuje się model wzrostu oparty na nierównowadze sektorowej, w którym stabilność makroekonomiczna nie przekłada się proporcjonalnie na sytuację zatrudnienia i kondycję rynku pracy.
Wieczorem oczy finansowego świata zwrócą się na Waszyngton, gdzie swoje ostatnie wystąpienie w roli szefa Fed będzie miał Jerome Powell. Czy z Rezerwy popłyną jastrzębie nuty, które wzmocnią dolara? Na rynku ropy papierowa cena surowca zbliża się do tej fizycznej, a Zjednoczone Emiraty postanowiły jeszcze bardziej podgrzać atmosferę.
Bye Bye Jerome
Bywają takie posiedzenia władz monetarnych, które – mimo oczekiwanego braku ruchu na stopach – i tak ważą nieproporcjonalnie dużo dla rynkowej rozgrywki. Aktualnie nie dość, że bankierzy centralni znaleźli się pod presją wyższej inflacji wywołanej czynnikami podażowymi (brak surowców z Zatoki Perskiej), to dodatkowo po raz ostatni po posiedzeniu FOMC w roli jej przewodniczącego zobaczymy Jerome’a Powella. Po ponad 8 latach i dwóch kadencjach opuści on fotel szefa Fed w połowie maja, kiedy zostanie już przez Senat zatwierdzony jego następca Kevin Warsh. Trzeba uczciwie przyznać, że nawet jeśli ktoś nie jest fanem Powella, to jego szefowanie przypadło na jeden z najgorętszych okresów w historii. Został desygnowany przez prezydenta Trumpa w jego pierwszej kadencji, by bardzo szybko popaść w niełaskę przywódcy, gdy okazało się, że zamierza pełnić swój mandat niezależnie. Potem bezprecedensowa pandemia, która wymusiła działania mające zapobiec kryzysowi gospodarczemu. Częściowo te działania doprowadziły do kryzysu inflacyjnego, na który trzeba było odpowiedzieć drastycznym zwiększeniem kosztu pieniądza. Wreszcie kolejne wojny, które zaburzały normalne funkcjonowanie rynków, głównie tych surowcowych. Wreszcie bezprecedensowe ataki Trumpa w drugiej kadencji, łącznie ze stawianiem zarzutów przez Departament Sprawiedliwości. Można z różnymi decyzjami i słowami Powella zgadzać się bardziej albo mniej, ale trzeba przyznać, że stał twardo na straży niezależności Fed, która jest coraz mocniej podkopywana. Był wręcz idealnym szefem banku centralnego pod względem temperamentu, zachowań i sposobu komunikacji. Cechowały go spokój i stabilność, coraz rzadziej obecna w naszym życiu publicznym. Czy dziś po raz ostatni wyśle on jakiś impuls na rynek (nawet jeśli nie będzie to jego intencją)? Czy zasugeruje pozostanie w FOMC w roli zwykłego gubernatora (do czego ma prawo do początku 2028 roku, ale co byłoby zerwaniem z niepisaną tradycją odchodzących szefów Rezerwy)?
Rynek czeka na impuls z Fed
W bardziej zwyczajnych okolicznościach odchodzący szef Fed pewnie nie byłby już tak istotny dla rynków. Jednak tym razem jesteśmy w środku konfliktu zbrojnego, który zaburzył podaż kluczowych surowców i wywołuje poważne impulsy inflacyjne. Taki układ jest najgorszym z możliwych dla władz monetarnych, ponieważ podnoszenie stóp w takim przypadku może doprowadzić do stagflacji (wysoka inflacja przy nikłym wzroście gospodarczym). Równocześnie bankierzy nie mogą nie odnieść się do wzrostu dynamiki cen, bo muszą przeciwdziałać procesowi odkotwiczenia oczekiwań inflacyjnych. Dlatego właśnie część analityków spodziewa się, że FOMC w komunikacie po decyzji i sam Jerome Powell w trakcie konferencji podbiją jastrzębie nuty. Na pewno na jakiś impuls czeka dolar, który od ponad tygodnia utknął w lokalnej, ok. 1-centowej konsolidacji, a dziś kurs EUR/USD jest kwotowany w pobliżu jej punktu równowagi, czyli oscyluje wokół 1,17 USD. Pewne napięcie i (jeszcze spokojne) zmniejszenie ekspozycji na ryzyko jest już widoczne w podejściu do walut EM, co uderza także w złotego. Może (ale nie musi) być to sygnał, że globalny kapitał rzeczywiście szykuje amunicję pod wzmocnienie USD. Przed godz. 14 kurs dolara utrzymuje się powyżej 3,63 zł, kurs euro przekracza 4,25 zł, kurs franka nie schodzi poniżej 4,60 zł, a kurs funta jest blisko 4,91 zł.
ZEA mają dość kartelu
Wczoraj na i tak napiętym już do granic możliwości rynku ropy pojawiła się zaskakująca informacja. Zjednoczone Emiraty Arabskie po blisko 60 latach opuszczą organizację OPEC, która w dużej mierze kształtuje ceny surowca poprzez decyzje o poziomie wydobycia wśród krajów członkowskich. ZEA, jako powód opuszczenia kartelu, podają chęć posiadania większej autonomii w zarządzaniu swoimi surowcami. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że jest to też efekt rosnących napięć w OPEC, gdzie drugie pod względem wydobycia ZEA coraz rzadziej potrafiły porozumieć się z pierwszą pod tym względem Arabią Saudyjską. Można to też uznać za gest polityczny, skierowany do USA, które od dawna (jako największy producent ropy) krytykują kartel za windowanie cen surowca. Oczywiście nie dzieje się to zapewne w oderwaniu od konfliktu w Zatoce Perskiej, co może sugerować, że ten ruch niekoniecznie jest pomyślany jako wzmocnienie pozycji Stanów w regionie. Tym bardziej że medialne doniesienia sugerują kolejny genialny ruch ze strony prezydenta Trumpa. Miał on powiedzieć swoim współpracownikom, że nie cofnie się i wszyscy powinni przygotować się na dłuższe zaburzenia w dostawach przez Cieśninę Ormuz. Dzięki takim przeciekom czerwcowe kontrakty na najpopularniejsze odmiany ropy pokonują kolejne opory. Inwestorzy chyba porzucają powoli nadzieję na realną i szybką deeskalację konfliktu na Bliskim Wschodzie. Za baryłkę europejskiej odmiany Brent trzeba płacić już prawie 115 USD, a za amerykańską WTI ponad 103 USD. Nie pomagają już małe promyki nadziei w postaci informacji, że przez wspomnianą cieśninę przepłynął japoński supertankowiec i to bez uiszczenia jakichkolwiek opłat.
XTPL, globalny dostawca przełomowych rozwiązań mikrodruku dla rynku zaawansowanej elektroniki, zakończył 2025 rok z najwyższymi dotąd przychodami: 15,6 mln zł przychodów ogółem, w tym 13,7 mln zł ze sprzedaży produktów i usług, odpowiednio +14% i +12% więcej w ujęciu rok do roku. Spółka dostarczyła w tym okresie do rynku rekordową liczbę swoich produktów: 13 urządzeń Delta Printing System (DPS) oraz 8 modułów Ultra-Precise Dispensing (UPD). Kluczowym kamieniem milowym było rozpoczęte w styczniu 2025 roku pierwsze w historii wdrożenie przemysłowe technologii XTPL u jednego z największych na świecie producentów wyświetlaczy FPD z Chin. Po dacie bilansowej Spółka przeprowadziła ofertę publiczną, z której środki w wysokości 19,5 mln zł brutto, wraz z dodatkowym finansowaniem dotacyjnym od NCBR na ok. 10,1 mln zł, zapewniają stabilną sytuację finansową dla realizacji zaktualizowanej Strategii na lata 2026–2028. Priorytetem na 2026 rok jest kolejne wdrożenie przemysłowe oraz komercjalizacja nowej linii biznesowej systemów ODRA, z pierwszym klientem pozyskanym w marcu br.
– Rok 2025 był dla XTPL okresem wymagającym, ale jednocześnie przełomowym w kontekście dalszego potencjału komercjalizacji naszej technologii na bazie sukcesu pierwszego wdrożenia przemysłowego u jednego z największych na świecie producentów wyświetlaczy FPD w Chinach. Udowodniliśmy sobie, a przede wszystkim potencjalnym klientom, że XTPL z sukcesem przeszedł drogę z laboratorium na linię produkcyjną, co w naszej branży określane jest mianem „from lab to fab” – to bardzo ważny wyróżnik, który stanowi walidację technologii Spółki w oczach globalnych producentów zaawansowanej elektroniki. Dostarczone przez nas moduły UPD działają na linii produkcyjnej klienta, a my rozmawiamy z nim dziś nie tylko o kolejnej partii zamówień, ale również prowadzimy aktywną ewaluację w nowych, innych niż wyświetlacze FPD zastosowaniach. W ten sposób technologia XTPL zaczyna stopniowo rozprzestrzeniać się wewnątrz organizacji klienta, kreując dla nas dodatkowe szanse na wdrożenia. W 2026 roku zamierzamy osiągnąć kolejny taki kamień milowy – komentuje Filip Granek, Prezes Zarządu XTPL S.A.
– W ubiegłym roku dostarczyliśmy do odbiorców z kluczowych dla nas rynków: Ameryki Płn., Azji i Europy, łącznie 13 urządzeń DPS oraz 8 modułów UPD, dotąd najwyższy wynik XTPL. Równolegle do tych procesów sprzedażowych, intensywnie pracowaliśmy nad kolejnym nośnikiem wartości Spółki w postaci nowej linii biznesowej systemów ODRA. W listopadzie pierwszy raz zaprezentowaliśmy prototyp urządzenia na targach Productronica w Niemczech, a w marcu br., pozyskaliśmy zamówienie od klienta z Doliny Krzemowej o wartości ok. 0,4-0,5 mln dolarów, z planowaną dostawą w IV kwartale 2026 roku. W odróżnieniu od urządzeń DPS, systemy ODRA nie są przeznaczone do prac B+R, ale do produkcji w modelu HMLV (szeroka gama produktów w niewielkich wolumenach) – to diametralnie zwiększa ich potencjał sprzedażowy, umożliwiając wielokrotne dostawy do pojedynczego klienta. Dziś najbardziej aktywne rozmowy prowadzimy z sektorem obronnym i liczymy, że wygenerujemy kolejne zamówienia z dostawami na bieżący lub przyszły rok – dodaje Filip Granek.
W 2025 roku XTPL wygenerował 15,6 mln zł przychodów ogółem, w tym 13,7 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług, pozostałą wartość stanowią dotacje. EBITDA w 2025 roku wyniosła -16,3 mln zł, na co wpływ miały działania związane z procesem skalowania sprzedaży. Poziom środków pieniężnych na koniec 31 grudnia 2025 roku wyniósł 6,6 mln zł i nie uwzględniał wpływów z emisji przeprowadzonej w I kwartale 2026 roku w kwocie 19,5 mln zł brutto, co w połączeniu z pozyskaniem dotacji od NCBR w kwietniu br., zabezpiecza finansowanie Spółki.
XTPL komercjalizuje trzy linie biznesowe: moduły UPD (głowice drukujące) do wdrożeń przemysłowych na linie produkcyjne globalnych producentów elektroniki, urządzenia prototypujące Delta Printing System (DPS, demonstrator technologii) oraz High Performance Materials (HPM, nanotusze zużywane przez UPD i DPS). Na zaawansowanym etapie prac B+R znajduje się czwarta linia biznesowa: systemów ODRA, która wypełni niszę pomiędzy DPS, a modułami UPD. Przeznaczona jest do małoskalowej produkcji przemysłowej o charakterze HMLV (High-Mix Low-Volume), generując zainteresowanie klientów korporacyjnych oraz sektora obronnego. Systemy ODRA cechują się ponad 2x wyższą ceną jednostkową niż DPS, przy zachowaniu wysokich, porównywalnych marż i specyfice pozwalającej na sprzedaż większej liczby do pojedynczego klienta.
– W branży przełomowych rozwiązań mikrodruku jesteśmy dziś jedyną firmą na świecie realizującą wdrożenie autorskiej technologii w przemysłowej skali. To ogromny sukces Spółki, który jednocześnie stał się przyczyną do rewizji i aktualizacji naszej Strategii na lata 2026–2028. Tempo zamawiania kolejnych modułów UPD okazało się niższe od naszych pierwotnych oczekiwań, dlatego ostrożniejsze szacunki przyjęliśmy dla bieżącego, a także przyszłych, spodziewanych wdrożeń. Konsekwencją było przesunięcie celu 100 mln zł przychodów na 2028 rok oraz identyfikacja luki kapitałowej na poziomie ok. 15-20 mln zł w pierwszym półroczu 2026 – mówi Jacek Olszański, Członek Zarządu ds. finansowych XTPL S.A.
– W ostatnich kwartałach prowadziliśmy cztery procesy mające na celu jej zaadresowanie: pozyskanie długu, środków dotacyjnych, inwestora strategicznego oraz emisji akcji. W marcu br., ze względu na długoterminowy aspekt związany z potencjalnym finansowaniem poprzez pierwsze trzy procesy, przeprowadziliśmy ofertę publiczną. Spotkała się z dużym zainteresowaniem inwestorów, od których pozyskaliśmy 19,5 mln zł brutto, co w połączeniu z otrzymaną równolegle dotacją od NCBR w kwocie 10,1 mln zł, zabezpiecza naszą działalność i dalszą realizację Strategii. Celem niezmiennie jest skalowanie sprzedaży i dostarczanie do rynku jak największej liczby produktów Spółki, coraz mocniej zagnieżdżając w ten sposób technologię XTPL w globalnym łańcuchu wartości największych firm na świecie, których produkty towarzyszą nam na co dzień – dodaje Jacek Olszański.
XTPL od 2025 roku realizuje pierwsze wdrożenie przemysłowe swojej technologii dla jednego z największych na świecie producentów wyświetlaczy z Chin o rocznych przychodach przekraczających 20 mld USD. Spółka posiada ponadto 5 zaawansowanych projektów na ostatnim etapie ewaluacji, poprzedzającym decyzję o wdrożeniu przemysłowym, obejmujących strategiczne dla XTPL obszary: półprzewodniki oraz wyświetlacze. Klientami końcowymi lub partnerami są globalne podmioty odpowiadające za produkcję elektroniki nowej generacji m.in. czołowy producent półprzewodników z Tajwanu, jeden z największych na świecie producentów wyświetlaczy z Korei Płd. i notowany na Nasdaq 100 renomowany producent maszyn przemysłowych z USA.
Grupa Sfinks Polska w 2025 zanotowała przychody gastronomiczne, realizowane przez zarządzane sieci bez Piwiarni, w wysokości 216 mln zł i skonsolidowane przychody ze sprzedaży w wysokości 46,68 mln zł. Rok do roku oznacza to zwiększenie skali biznesu o 4,5% oraz zmniejszenie skonsolidowanych przychodów Sfinksa o 38%, które jest bezpośrednim efektem realizacji kolejnych przekształceń restauracji własnych na franczyzowe. W ich efekcie przychody i koszty działania lokali przekazanych we franczyzę przestają być bowiem uwzględniane w rachunku wyników Sfinksa. Od początku 2025 roku Sfinks otworzył osiem restauracji i przygotowuje do uruchomienia dwie kolejne, w tym nową inwestycję w koncepcie SPHINX Hotel.
W 2025 r. Sfinks zwiększył skonsolidowany zysk ze sprzedaży o 3,77 mln zł do 5,05 mln zł. Na tę różnicę zapracowało zwiększenie zysku ze sprzedaży przed kosztami ogólnego zarządu o 1 mln zł oraz zmniejszenie kosztów ogólnego zarządu o 2,77 mln zł, wynikające m.in. z niższej kosztochłonności procesów zarządzania siecią franczyzową w porównaniu do zarządzania siecią własną. Na pozostałej działalności operacyjnej wynik grupy w 2025 r. był niższy o 5,66 mln zł niż rok wcześniej, co było efektem głównie niższego wyniku na przekształceniach zrealizowanych w 2025 r. (m.in. w związku z mniejszą liczbą lokali przekazanych we franczyzę niż rok wcześniej odnotowano mniejsze przychody ze sprzedaży wyposażenia restauracji). W efekcie wynik netto grupy w 2025 roku ukształtował się na poziomie -7 mln zł, zaś EBITDA w wysokości 9,64 mln zł. Rok wcześniej było to odpowiednio -5,05 i 14,64 mln zł.
– Zgodnie z założeniami naszej strategii w minionym roku dokonaliśmy przekształceń kolejnych siedmiu restauracji własnych na model franczyzowy i stanowi on już 97,1% struktury naszej sieci, podczas gdy rok temu jeszcze niemal co dziesiąta restauracja była prowadzona jako lokal własny Sfinksa. Docelowo chcemy dokonać przekształcenia wszystkich restauracji na franczyzę i w tym modelu otwieramy nowe lokale. W minionym roku uruchomiliśmy sześć restauracji pod szyldem SPHINX, a w tym roku następne dwie i dwie są przygotowywane do otwarcia. Jedną z nich będzie kolejny hotel sygnowany marką SPHINX oraz działająca w jego wnętrzu restauracja pod naszym brandem. Niezależnie, cały czas optymalizujemy strukturę grupy. W 2025 roku zamknęliśmy jeszcze 8 lokali, w efekcie z końcem roku w sieci działały o dwie restauracje mniej niż rok wcześniej. Mimo to sieć zwiększyła sprzedaż o 9,27 mln zł – mówi Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska SA.
W 2025 roku Sfinks uruchomił nowe restauracje SHIPNX w Lubinie, Jarocinie, Gdańsku, Starogardzie Gdańskim, Grudziądzu oraz w Katowicach, a od początku 2026 następne dwie: w Gdańsku i w Aleksandrowie Łódzkim. W przygotowaniu są kolejne restauracje, m.in. SPHINX w prestiżowej lokalizacji w Łodzi na terenie rewitalizowanych pofabrycznych terenów przy ul. Piotrkowskiej oraz nowa inwestycja hotelowa w Rawiczu, w ramach której będzie działał drugi SPHINX Hotel.
– Po sukcesie biznesowym hotelu i restauracji w Żabiej Woli, gdzie wprowadzona została marka SPHINX nie tylko do restauracji, ale także jako nazwa hotelu, pracowaliśmy nad udoskonaleniem i doprecyzowaniem tego konceptu, by był możliwy jego rozwój w formie sieciowej. Obecnie trwają przygotowania do oddania gościom do użytku kolejnej takiej inwestycji – w Rawiczu. Nowy SPHINX Hotel i restauracja tej marki otworzą się tam w najbliższych miesiącach – zapowiada Sylwester Cacek.
Głównym motorem sprzedaży w grupie jest sieć SPHINX, która w 2025 roku odpowiadała za 97% przychodów gastronomicznych. Pozostałą część wypracowały trzy lokale The Burgers oraz restauracje Chłopskie Jadło i Lepione & Pieczone. Sfinks planuje w przyszłości rozwój sieci pod tymi markami. Źródłem przychodów dla Sfinks jest też narzędzie marketingowo-sprzedażowe Aperitif, które funkcjonuje jako program lojalnościowy. W jego ramach Sfinks sprzedaje abonament uprawniający do 30% zniżki w restauracjach, tzw. Aperitif Smart.
W kolejnych latach projekty rozwijane poza siecią SPHINX mogą okazać się głównym obszarem działalności Grupy w związku z jej możliwą sprzedażą. W minionym roku zarząd Sfinksa rozpoczął działania ukierunkowane na pozyskanie inwestora dla tej sieci, by zdobyć środki na spłatę zobowiązań finansowych i rozwój pozostałej działalności.
– W marcu tego roku otrzymaliśmy wstępną ofertę nabycia wydzielonej części biznesu pod marką SPHINX od funduszu inwestycyjnego z siedzibą na Malcie. Oferta ma na razie charakter niewiążący, więc nie można przesądzić, czy dojdzie do zawarcia umowy. Niezależnie, kontynuujemy rozwój różnych obszarów działalności grupy. Od tego roku naszym głównym partnerem logistycznym została wyspecjalizowana w obsłudze gastronomii firma Transgourmet Polska. Zakładamy, że w ramach współpracy z nami w latach 2026-2032 obsłuży ona obrót o wartości ok. 300-350 mln zł – komentuje prezes Sfinksa
Sfinks cały czas udziela licencji na sprzedaż dań gotowych, w tym na sprzedaż diety pudełkowej pod marką SPHINX. Kontynuuje też prace nad rozwojem sieci SPHINX na terenie Egiptu i Arabii Saudyjskiej na bazie umowy masterfranczyzy podpisanej w 2024 roku z firmą GRG for Development and Projects Management Egyptian Shareholding Company z siedzibą w Kairze. Sfinks spodziewa się również, że pozytywny wpływ na przyszłe wyniki będzie miał rozwój biznesów, w których ma on mniejszościowe udziały. Dotyczy to m.in. spółki SuperFood360, oferującej usługi w ramach świadczeń benefitu pracowniczego, w której w minionym roku Sfinks zwiększył swoje zaangażowanie do 10,8%. Grupa zarządza też siecią 28 pubów Piwiarnia, w ramach której otrzymuje opłaty na bazie umów franczyzowych. Sieć ta nie jest jednak uwzględniana w przychodach gastronomicznych grupy z uwagi na zapisy w umowach ze Sfinksem.
– Dzięki negocjacjom podejmowanym w minionym roku i na początku obecnego z kredytującym nas bankiem BOŚ podpisaliśmy w lutym br. aneks do umowy, który zmienia naszą sytuację finansową i potencjał rozwojowy, gdyż więcej środków będzie zostawać w spółce najbliższych latach – wyjaśnia Sylwester Cacek.
Na bazie nowych warunków spłaty kredytu, określonych aneksem z BOŚ, od lutego 2026 r. Sfinks spłaca miesięczne raty po 300 tys. zł do raty za lipiec 2028 r. Dodatkowo spółka ma uregulować 4 mln zł do końca 2026 r. i pozostałą kwotę zadłużenia do końca sierpnia 2028 r. Jednocześnie bank obniżył marżę o 2 p.p., a spłacane środki w pierwszej kolejności zalicza na odsetki.
Na poziomie jednostkowym w 2025 r. spółka Sfinks Polska wygenerowała przychody ze sprzedaży w wysokości 46,54 mln zł, zysk netto na poziomie -7,02 mln zł oraz EBITDA o wartości 9,61 mln zł. W 2024 r. dane te wyniosły odpowiednio 74,31 mln zł, -5,71 mln zł oraz 15,49 mln zł.
***
Przychody gastronomiczne to przychody wszystkich lokali działających pod markami należącymi do Grupy Sfinks Polska, z wyłączeniem sieci Piwiarnia.
W I kw. br. w gazetkach handlowych przybyło 7% akcji rabatowych rdr. To prawie o połowę mniejszy wzrost rdr. niż w całym 2025 r. Aż pięć z ośmiu analizowanych formatów jest na minusie. Dwucyfrowe spadki zaliczyły sieci z art. remontowo-budowlanymi (-22,7% rdr.) i RTV-AGD (-20,1% rdr.). Na jednocyfrowych minusach znalazły się drogerie i apteki, sieci convenience oraz hipermarkety. Z kolei najmocniejszy wzrost odnotowały sieci cash&carry (+45% rdr.). Na dwucyfrowym plusie są też dyskonty (+18,7% rdr.). Ponadto dodatni wynik mają supermarkety. Powyższe dane wyraźnie wskazują, że rynek przechodzi od fazy intensywnej ekspansji działań promocyjnych do etapu ich optymalizacji.
Przeprowadzona przez UCE RESEARCH, Hiper-Com Poland i Shopfully Poland analiza blisko 600 tys. promocji zaoferowanych w ponad 4 tys. gazetek wykazała, że w I kw. br. ogólnie sieci handlowe zrobiły o 7% więcej akcji promocyjnych niż w analogicznym okresie ub.r. Wzięto pod uwagę w sumie osiem największych na rynku formatów, w tym wszystkie dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash&carry. Ponadto sprawdzono drogerie i apteki, sieci DiY oraz sklepy RTV-AGD. W tym miejscu warto zauważyć, że w całym 2025 roku było ich o 13,1% więcej niż w 2024 roku (w 2024 vs. 2023 było to 12,5% rdr. na plusie).
– Wynik w I kwartale br. pokazuje, że sieci handlowe nadal utrzymują wysoką aktywność promocyjną, ale tempo wzrostu wyraźnie wyhamowało w porównaniu z całym 2025 rokiem. Tę różnicę można tłumaczyć tym, że rynek po bardzo intensywnych latach 2024-2025 wszedł w fazę normalizacji i większej dyscypliny kosztowej – mówi Julita Pryzmont, współautorka analizy z Hiper-Com Poland.
Jak wyjaśnia Robert Biegaj, współautor analizy z Shopfully Poland, w ww. latach sieci handlowe znacząco zwiększały aktywność promocyjną w reakcji na wysoką inflację oraz dużą wrażliwość cenową konsumentów. W efekcie rok 2025 zamknął się wzrostem na poziomie 13,1% rdr. To oznacza, że punkt odniesienia dla kolejnych okresów był już bardzo wysoki.
– Obecne dane wskazują raczej na stopniową stabilizację rynku niż na jego osłabienie. Retailerzy coraz częściej odchodzą od prostego zwiększania liczby promocji na rzecz poprawy ich efektywności – poprzez lepsze targetowanie, personalizację ofert czy rozwój programów lojalnościowych. Dodatkowo spadek presji inflacyjnej ogranicza konieczność agresywnego konkurowania ceną. Okres przedświąteczny w I kwartale tradycyjnie wspiera aktywność promocyjną. Jednak nie zmienia ogólnego trendu wyhamowania dynamiki – dodaje Robert Biegaj.
W okresie przedświątecznym promocje muszą być widoczne. Jednak, zdaniem Julity Pryzmont, sieci coraz częściej przenoszą ciężar z ilości na jakość działań. – Stosują krótsze okna, bardziej precyzyjne kategorie i częstsze wykorzystanie narzędzi lojalnościowych zamiast masowego zwiększania liczby akcji w gazetkach. To sugeruje, że nadal trwa walka o klienta, lecz zarządzana jest bardziej selektywnie niż rok wcześniej, kiedy presja inflacyjna i wojna cenowa były mocniej odczuwalne w komunikacji promocyjnej – uważa ekspertka z Hiper-Com Poland.
Patrząc na szczegółowe dane, widać, że pięć z ośmiu analizowanych formatów zmniejszyło liczbę promocji w gazetkach. Najmocniejsze spadki zaliczyły największe sklepy DiY z art. remontowo-budowlanymi (-22,7% rdr.) oraz RTV-AGD (-20,1% rdr.). Dalej w zestawieniu są drogerie i apteki (-9,4% rdr.), a także sieci convenience (-3,9% rdr.). Ranking zamykają hipermarkety (-1,2% rdr.). Według Julity Pryzmont, to, że największe spadki zanotowały DiY i RTV-AGD, jest spójne z sytuacją popytową w kategoriach dóbr trwałych.
– W tych segmentach konsumenci są ostrożniejsi, zakupy są odkładane, a sieci częściej optymalizują promocje pod kątem marży i rotacji, a nie nagłówkowej liczby akcji. W praktyce mniej opłaca się szeroko promować produkty o dużej wartości koszyka przy niepewnym popycie, a bardziej – pracować selektywnie – na wybranych modelach, krótkich kampaniach lub w kanałach digitalowych. Dwucyfrowe spadki mogą też wynikać z ograniczenia klasycznych gazetek na rzecz komunikacji w aplikacjach, newsletterach i performance marketingu – komentuje Julita Pryzmont.
W opinii eksperta z Shopfully Poland, w przypadku drogerii i aptek spadek wynika przede wszystkim ze zmiany podejścia do promocji. Coraz większe znaczenie mają działania personalizowane (np. w aplikacjach mobilnych), oferty pakietowe oraz programy lojalnościowe, które nie zawsze są odzwierciedlane w tradycyjnych gazetkach promocyjnych.
– Segment convenience z natury opiera się bardziej na dostępności i wygodzie niż na cenie, dlatego ograniczenie liczby promocji może być elementem strategii poprawy rentowności. Z kolei niewielki spadek w hipermarketach wpisuje się w długoterminowy trend stabilizacji i stopniowej utraty znaczenia tego formatu na rzecz innych kanałów sprzedaży – tłumaczy z Robert Biegaj.
Zdecydowana mniejszość formatów znalazła się na plusie rdr. Najwyższy wzrost zaliczyły sieci typu cash&carry (+45% rdr.). Dalej w zestawieniu są dyskonty (+18,7% rdr.), a także supermarkety (+4,4% rdr.). W ocenie ekspertki, to, że cash&carry przegonił dyskonty, wynika z intensyfikacji walki o klienta profesjonalnego i półprofesjonalnego, tj. gastronomię, mały handel, firmy i klientów prywatnych robiących zakupy na zapas. W I kwartale, przed okresem wiosennego odbicia w HoReCa i w czasie przedświątecznym, sieci cash&carry miały okazje do tego, by komunikować ofertę wolumenową, wielopaki i mechaniki hurtowe, które zwiększają liczbę odnotowanych akcji.
– Dyskonty pozostają jednym z głównych motorów wzrostu, co wynika z ich modelu biznesowego, opartego na atrakcyjnej cenie i wysokiej rotacji produktów. Supermarkety notują umiarkowany skok, starając się utrzymać konkurencyjność wobec dyskontów przy jednoczesnym zachowaniu szerszej oferty – analizuje ekspert z Shopfully Poland.
Jak podsumowuje Robert Biegaj, fakt, że tylko trzy z ośmiu analizowanych formatów zanotowały wzrost liczby promocji, wskazuje na zmianę podejścia w całym sektorze handlu. Rynek przechodzi od fazy intensywnej ekspansji działań promocyjnych do etapu ich optymalizacji. Rosnące koszty operacyjne oraz potrzeba poprawy efektywności powodują, że sieci handlowe coraz częściej stawiają na jakość i skuteczność promocji, a nie na ich skalę.
***
Opis metody analitycznej/badawczej
Analitycy z UCE RESEARCH, Hiper-Com Poland i Shopfully Poland przeanalizowali ponad 4,1 tys. gazetek handlowych z promocjami o łącznej ilości blisko 358 tys. stron i powierzchni przeszło 2,3 mln cm2 wydanych w całym I kwartale 2025 i 2026 roku. W ww. publikacjach znalazło się w sumie blisko 600 tys. promocji. Pod uwagę wzięto 8 największych formatów na rynku retailowym, tj. wszystkie dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash&carry. Ponadto sprawdzono drogerie i apteki, sieci DiY oraz sklepy RTV-AGD.
Związek Artystów Scen Polskich (ZASP), reprezentujący środowisko tancerzy zawodowych, apeluje o pilną zmianę przepisów emerytalnych i przywrócenie uprawnień do wcześniejszej emerytury dla artystów tańca. Obecny system emerytalny w Polsce nie uwzględnia specyfiki profesji tancerza zawodowego. Wieloletnie uprawianie tańca klasycznego prowadzi średnio u 35-letnich tancerzy do poważnych zmian zwyrodnieniowych kręgosłupa i stawów, odpowiadających dolegliwościom typowym dla przeciętnej osoby w wieku 70 lat. Gdy ciało odmawia posłuszeństwa, artysta traci narzędzie pracy z dnia na dzień, zostając bez środków do życia i bez prawa do świadczeń. Obecne regulacje całkowicie rozmijają się z realiami zawodu, który wymaga skrajnej sprawności fizycznej, nienagannej aparycji oraz gotowości do codziennego wysiłku na najwyższym poziomie.
Kariera artysty baletu rozpoczyna się bardzo wcześnie. Dzieci w wieku 9 lat są objęte profilowaną edukacją artystyczną i przechodzą codzienne, rygorystyczne treningi, a przez kolejne lata doskonalą technikę tańca. Balet to zawód, który wymaga nie tylko talentu, lecz także ogromnej dyscypliny, odporności psychofizycznej oraz stałego utrzymywania najwyższej formy.
Scena stawia przed tancerzami wyjątkowo wysokie oczekiwania dotyczące kondycji, siły, ale też gracji i odpowiedniego wyglądu scenicznego. W praktyce oznacza to, że wykonywanie zawodu na profesjonalnym poziomie po przekroczeniu 40. roku życia staje się dla zdecydowanej większości artystów niezwykle trudne, a często wręcz niemożliwe. W przeciwieństwie do kina, na scenie operowej nie ma dubli, kaskaderów, ani wizualizacji komputerowych zamiast artystów. Każdy występ angażuje artystów w pełnym wymiarze ich talentu, sił, możliwości fizycznych i aparycji.
Cena zawodu: urazy i przeciążenia
Jak wskazują specjaliści medycyny w dziedzinie traumatologii narządu ruchu, wieloletnie uprawianie tańca zawodowego prowadzi do licznych przeciążeń, zmian zwyrodnieniowych stawów i kręgosłupa, uszkodzeń więzadeł, ścięgien oraz przewlekłych stanów zapalnych. Wśród najczęstszych problemów zdrowotnych wymienia się urazy kolan, stawów skokowych, kręgosłupa czy uszkodzenia ścięgna Achillesa. To efekt zarówno pojedynczych kontuzji, jak i tysięcy powtarzalnych mikrourazów, które przez lata kumulują się w organizmie tancerzy baletowych. Dlatego postulat przywrócenia wieku emerytalnego dla tej grupy artystów w przypadku kobiet (40 lat, zamiast obecnych 60 lat) i mężczyzn (45 lat zamiast 65 lat) jest uzasadniony.
– Podziwiamy mistrzowską choreografię i lekkość tancerzy w „Jeziorze Łabędzim” – ikonie klasycznego baletu. Nie dostrzegamy jednak codziennych kulisów, za którymi kryją się np. operacje więzadeł i chroniczny ból, który towarzyszy tancerzom baletowym. Państwo polskie, promując kulturę wysoką, nie może dłużej udawać, że ci ludzie będą zdolni do pracy fizycznej do 60. i 65. roku życia. Nie można wymagać od zawodowego tancerza np. Polskiego Baletu Narodowego, aby wykonywał ten zawód do powszechnego wieku emerytalnego. Balet to profesja o ekstremalnych przeciążeniach, wymagająca sprawności, doskonałej kondycji, pełnej wydolności organizmu i aparycji scenicznej na najwyższych poziomach. Po czterdziestym roku życia wielu artystów zmaga się już z poważnymi skutkami wieloletnich przeciążeń, urazów i zmian zwyrodnieniowych. Dlatego apelujemy o przywrócenie rozwiązań, które uwzględnią realia tego zawodu – podkreśla Monika Myśliwiec, Przewodnicząca Zarządu Sekcji Tańca i Baletu ZASP.
Apel środowiska tancerzy. Czas na decyzję
Prawo do wcześniejszej emerytury to nie przywilej. To konieczność. Nie można wymagać od tancerki baletu pracy do 60. roku życia w zawodzie, który fizycznie wyniszcza organizm przed czterdziestką. Potrzebujemy rozwiązań systemowych, które uznają balet i taniec zawodowy za zawód wysokiego ryzyka fizycznego i przywrócą artystom prawo do wcześniejszych emerytur.
Sztuka wymaga poświęceń, ale nie może oznaczać braku środków do życia po zakończeniu krótkiej i intensywnej kariery. Brak odpowiednich rozwiązań emerytalnych zniechęca młodych adeptów tańca i baletu do wyboru tej ścieżki zawodowej, osłabia narodowe zespoły baletowe oraz sprzyja wyjazdom najbardziej utalentowanych artystów poza granice kraju.
Postulowane przez ZASP zmiany dotyczyłyby bardzo wąskiej grupy zawodowej, obejmującej zaledwie kilkaset osób w skali kraju, zawodowych artystów tańca pracujących m.in. w zespołach baletowych teatrów operowych czy w zespołach, takich jak np. Państwowy Zespół Ludowy Pieśni i Tańca „Mazowsze” czy Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk”. Ich znaczenie i wkład współtworzących te instytucje artystów tańca są dla polskiej kultury, ciągłości i przyszłości sztuki tańca fundamentalne.
Polska gospodarka weszła w drugi kwartał 2026 roku w warunkach wyraźnie podwyższonej niepewności. Przedsiębiorcy coraz częściej koncentrują się nie na ekspansji, lecz na utrzymaniu płynności finansowej i kontroli kosztów. Z najnowszego badania „Skaner MŚP”, przygotowanego dla BIG InfoMonitor i BIK, wynika, że aż 87 proc. firm doświadcza opóźnień w płatnościach ze strony kontrahentów.
Problem nieterminowych rozliczeń przestaje być jedynie niedogodnością administracyjną. Dla wielu firm staje się realnym zagrożeniem dla bieżącego funkcjonowania. Przeterminowane należności negatywnie wpływają na kondycję biznesu w przypadku 74 proc. badanych przedsiębiorstw. Oznacza to, że zatory płatnicze coraz mocniej ograniczają zdolność firm do regulowania własnych zobowiązań, finansowania zakupów, utrzymywania zatrudnienia oraz planowania inwestycji.
Skala problemu widoczna jest również w danych BIG InfoMonitor i BIK. Na koniec lutego 2026 roku łączna kwota zaległości kredytowych i pozakredytowych przedsiębiorstw przekroczyła 46,2 mld zł. W ciągu roku wzrosła o prawie 2,5 mld zł, czyli o 5,7 proc. Na jednego niesolidnego dłużnika przypada obecnie średnio niemal 150 tys. zł zaległych zobowiązań.
Na problemy płatnicze nakłada się presja kosztowa. Według badania 37 proc. firm wskazuje wzrost ogólnych kosztów prowadzenia działalności jako jedno z najważniejszych wyzwań 2026 roku. Szczególnie dotkliwa pozostaje nieprzewidywalność cen energii, gazu i paliw, którą jako kluczowe ryzyko wymienia 29 proc. przedsiębiorców. Dodatkową presję tworzą składki ZUS, niekorzystne zmiany podatkowe oraz rosnące koszty pracy.
Niepewność kosztową wzmacnia sytuacja geopolityczna, w tym napięcia na Bliskim Wschodzie, które wpłynęły na ceny ropy i gazu. Według danych GUS inflacja w Polsce w marcu 2026 roku wyniosła 3 proc. rok do roku oraz 1,1 proc. miesiąc do miesiąca, co oznaczało przyspieszenie względem lutego.
W efekcie firmy coraz częściej odkładają decyzje rozwojowe. Prawie połowa przedsiębiorstw ogranicza plany ekspansji lub wstrzymuje nowe projekty. Co trzeci przedsiębiorca zmniejsza nakłady na modernizację, a ponad 13 proc. całkowicie je zawiesza. Łącznie 45 proc. badanych przyznaje, że obecny klimat gospodarczy zniechęca ich do inwestycji.
Niemal 40 proc. przedsiębiorców negatywnie ocenia wpływ obecnej sytuacji gospodarczej i geopolitycznej na funkcjonowanie swojego biznesu. Firmy coraz częściej przechodzą w tryb defensywny: ograniczają ryzyko, skracają terminy płatności, weryfikują kontrahentów i rozważają wprowadzanie przedpłat. Według badania 76 proc. przedsiębiorców planuje aktywne działania mające ograniczyć ryzyko zatorów płatniczych.
Obecna sytuacja pokazuje, że dla wielu firm najważniejszym wyzwaniem najbliższych miesięcy będzie nie wzrost sprzedaży, lecz odporność finansowa. Bez poprawy dyscypliny płatniczej i stabilizacji kosztów skłonność przedsiębiorstw do inwestowania może pozostać ograniczona. To z kolei może spowolnić modernizację polskiego biznesu oraz wdrażanie nowych technologii.
The Heart, największy polski venture builder specjalizujący się m.in. w ko-kreacji i komercjalizacji spółek technologicznych uruchomił Defence Production Hub – spółkę budującą sieć zweryfikowanych producentów z Polski i regionu CEE na potrzeby globalnego sektora obronnego.
Nowy podmiot identyfikuje za granicą sprawdzone technologie – udokumentowane wdrożeniami – których nie ma jeszcze na polskim rynku ani w regionie CEE. Projekt był rozwijany przez ponad rok w modelu inkubacyjnym i wchodzi obecnie w fazę pełnej działalności operacyjnej jako samodzielna spółka.
Defence Production Hub odpowiada na strukturalną lukę w łańcuchach dostaw europejskiego sektora defence: dynamiczny wzrost wydatków obronnych nie jest równomiernie absorbowany przez moce produkcyjne przemysłu. Spółka tworzy pomost między tym popytem a istniejącą, lecz niewystarczająco wykorzystaną bazą przemysłową regionu.
Spółką kieruje dr Marek Tomczuk – ekonomista i menedżer z 26-letnim doświadczeniem w sektorze bankowym i obronnym, były wiceprezes Banku Pekao SA oraz członek zarządu BGK. Drugim założycielem jest Dominik Wieliński.
The Heart ogłasza powstanie Defence Production Hub jako samodzielnej spółki. Projekt stanowi kolejny przykład działania modelu inkubacyjnego, w ramach którego The Heart ko-kreuje spółki technologiczne z founderami od etapu pomysłu aż po wejście na rynek – tym razem w odpowiedzi na strukturalną potrzebę sektora obronnego.
Defence Production Hub łączy zagranicznych dostawców technologii obronnych z polskimi i środkowoeuropejskimi partnerami przemysłowymi oraz kapitałem instytucjonalnym, aby sprawdzone innowacje z obszaru defence i dual-use mogły być skutecznie wdrażane na wschodniej flance NATO. Strukturalna luka między rosnącym popytem obronnym a ograniczonymi zdolnościami produkcyjnymi (w tym sprawną i szybką implementacją innowacyjnych rozwiązań technologicznych) Europy Zachodniej staje się jednym z kluczowych wyzwań bezpieczeństwa przemysłowego NATO. Nadchodzące instrumenty finansowania – program SAFE i inicjatywa ReArm Europe – wzmocnią popyt, nie rozwiązując problemu podaży. Defence Production Hub odpowiada na tę asymetrię, włączając sprawdzony potencjał przemysłowy Polski i regionu CEE w globalne łańcuchy dostaw sektora obronnego.
– Sektor obronny stoi przed największymi wyzwaniami, z jakimi przyszło nam się mierzyć: dynamicznie rosnącym popytem, niewydolnością linii produkcyjnych, słabo rozwiniętymi możliwościami skalowania, łańcuchami dostaw zdecydowanie zbyt odległymi od frontu, barierami finansowymi dla inwestorów prywatnych oraz złożonymi ramami regulacyjnymi. Drony, systemy satelitarne i AI stają się standardem, nie niszą. Misją Defence Production Hub jest odpowiedź na te wyzwania poprzez połączenie potencjału polskich firm – szczególnie z sektora MŚP – ze światowym popytem i nowymi technologiami, w sposób systemowy i skalowalny – mówi dr Marek Tomczuk – prezes Defence Production Hub.
Za Defence Production Hub stoi zespół łączący kompetencje branżowe z doświadczeniem venture buildingowym. Spółką kieruje dr Marek Tomczuk (CEO & Co-Founder) – ekonomista i menedżer z 26-letnim doświadczeniem w sektorze bankowym i obronnym, były wiceprezes Banku Pekao SA, członek zarządu BGK, dyrektor zarządzający Raiffeisen Bank Polska, Santander Bank i Kredyt Banku oraz członek rad nadzorczych m.in. Biura Informacji Kredytowej, Raiffeisen TFI i Pekao Bank Hipoteczny – z udokumentowanym dorobkiem w budowaniu i negocjacji złożonych struktur finansowania największych kontraktów zbrojeniowych w Europie. Drugim założycielem jest Dominik Wieliński (Co-Founder). Po stronie The Heart projekt rozwijał zespół venture buildingowy w modelu Incubate – ko-kreacji spółki z founderami od identyfikacji potrzeby rynkowej, przez walidację, budowę modelu biznesowego i pozyskanie partnerów, aż do usamodzielnienia.
Cztery segmenty, jeden ekosystem
Model działania DPH opiera się na obsłudze czterech wzajemnie powiązanych grup uczestników rynku. Międzynarodowe firmy zbrojenioweoraz dual use – mierzące się z rosnącymi wolumenami zamówień przy ograniczonych własnych mocach produkcyjnych – uzyskują dostęp do sieci zweryfikowanych producentów z Polski i CEE, umożliwiającej elastyczny outsourcing od produkcji podzespołów po obsługę poprodukcyjną. Startupy i scale-upy defence-tech otrzymują wsparcie w pokonaniu dwóch kluczowych barier wejścia: dostępu do certyfikowanych partnerów produkcyjnych oraz złożonych wymogów compliance, co skraca czas komercjalizacji technologii. Producenci z regionu CEE, dysponujący zdolnościami wytwórczymi lecz bez doświadczenia w sektorze obronnym, przechodzą z kolei przez kompleksowy proces adaptacji – od certyfikacji (ISO 9001:2015, AQAP 2110) po wprowadzenie do pipeline międzynarodowych zamówień – otwierając w ten sposób dostęp do globalnego rynku defence. Zagraniczne firmy technologiczne dysponujące nowoczesnymi rozwiązaniami i udokumentowanymi wdrożeniami, zainteresowane wejściem na rynek polski i do regionu CEE, otrzymują wsparcie w budowie lokalnych partnerstw biznesowych i dystrybucji swoich produktów.
– Defence Production Hub to projekt, który od początku pokazuje, jak działa The Heart: identyfikujemy realną, nieobsłużoną potrzebę rynkową i budujemy wokół niej ekosystem – z właściwymi ludźmi, modelem operacyjnym i siecią partnerów. W ciągu roku inkubacji udało się dotrzeć do kluczowych interesariuszy sektora, zweryfikować założenia biznesowe i zbudować solidne fundamenty pod działalność komercyjną, w tym podpisać pierwsze międzynarodowe partnerstwa. Dziś spółka jest gotowa, by działać samodzielnie i skalować swoją ofertę na rynkach międzynarodowych – komentuje Jędrzej Iwaszkiewicz – COO & Co-Founder The Heart.
Baza producentów: rosnąca sieć partnerów przemysłowych z Polski i regionu CEE
W trakcie fazy inkubacyjnej Defence Production Hub nawiązał relacje z ponad 60 firmami z Polski i Turcji, reprezentującymi szeroki przekrój kompetencji przemysłowych – od produkcji i montażu systemów bezzałogowych, sprzętu lotniczego i lądowego, przez konstrukcje stalowe i obróbkę cieplną, aż po układy hydrauliczne, zaawansowane powłoki i wyroby kompozytowe – z których znacząca część dysponuje już certyfikatami ISO 9001:2015, TUV oraz AQAP 2110.
Sieć ma być sukcesywnie rozszerzana o kolejne podmioty z regionu CEE i Skandynawii. Wpisuje się to w szerszy kontekst polityki przemysłowej realizowanej na poziomie UE i NATO: program SAFE oraz inicjatywa ReArm Europe mają skierować setki miliardów euro na rozbudowę zdolności obronnych. Polska – przeznaczająca w 2025 roku około 5% PKB na obronność, najwięcej spośród państw członkowskich Sojuszu – stanowi naturalny punkt ciężkości tych inwestycji.
Powołanie Defence Production Hub jako niezależnej spółki jest potwierdzeniem skuteczności modelu Incubate – w którym The Heart współtworzy spółki z founderami od etapu pomysłu, przeprowadzając je przez walidację rynkową i budowę modelu biznesowego aż do samodzielnego działania. Projekt był rozwijany przez ponad rok w strukturach The Heart i po przejściu pełnej fazy inkubacyjnej wchodzi dziś na rynek jako niezależny podmiot.
Nowa ustawa o Państwowej Inspekcji Pracy, która wejdzie w życie 8 lipca 2026 r., znacząco zwiększa ryzyko stosowania umów cywilnoprawnych. Firmy będą musiały zmienić strategie zatrudnienia i postawić na rozwiązania bezpieczne prawnie. Eksperci wskazują, że jedną z głównych alternatyw dla umów zlecenia staje się praca tymczasowa.
Nowelizacja ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy (ustawa o PIP 2026), opublikowana 7 kwietnia 2026 r., to jedna z najważniejszych reform rynku pracy w Polsce w ostatnich latach. Nowe przepisy wejdą w życie 8 lipca 2026 r. i znacząco rozszerzą kompetencje kontrolne PIP wobec pracodawców. Zmiany obejmują w szczególności kontrolę umów zlecenia, współpracy B2B oraz innych form zatrudnienia cywilnoprawnego. Reforma ma na celu ograniczenie nadużyć i zastępowania umów o pracę mniej stabilnymi formami współpracy. W praktyce oznacza to fundamentalną zmianę podejścia do zatrudniania pracowników.
– Patrzymy na ustawę PIP, jak na nowelizację przepisów. W praktyce jednak, zmiany, które wymusza ustawa wykraczają daleko poza przepisy pracy i wiążą się z koniecznością redefinicji strategii zatrudnienia w przedsiębiorstwach. Dotyczy to firm, które w poszukiwaniu elastyczności zatrudniania, wybierały umowy zlecenie, jako najłatwiejsze i najtańsze rozwiązanie. To się zmieni. – podkreśla Ewelina Glińska-Kołodziej, CEO agencji zatrudnienia Trenkwalder i Członek Zarządu Polskiego Forum HR.
JUŻ NIE TANIEJ, A BEZPIECZNIEJ
W warunkach rosnącej liczby regulacji, niepewności gospodarczej i presji kontrolnej, głównym kryterium, którym będą kierować się firmy powinno być bezpieczeństwo. Bezpieczeństwo dla firmy, pracownika, a także przy wyborze partnera, jakim jest agencja zatrudnienia.
– Do tej pory firmy pytały, gdzie jest taniej. Po zmianach w ustawie o PIP kluczowe będzie pytanie, gdzie jest bezpiecznie. Bezpieczeństwo prawne i finansowe, stabilność biznesowa stają się dziś najważniejszym kryterium wyboru modelu zatrudnieniaipartnerów biznesowych – mówi Ewelina Glińska-Kołodziej
W świetle zwiększonych kontroli PIP, współpraca z nierzetelnymi agencjami może stać się realnym kosztem dla firmy.
– Problemem, jaki od lat trapi rynek agencji zatrudnienia jest zbyt niski próg wejścia na rynek. Dzisiaj każdy podmiot, także spoza Polski, może założyć agencję zatrudnienia praktycznie od ręki, bez udokumentowanej płynności finansowej czy certyfikatu. Jeśli kontrola wykaże nieopłacone składki, zaległości w wynagrodzeniach, to nie uderzy to w agencję założoną „na chwilę”, która za moment może zniknąć z rynku. Uderzy w wizerunek pracodawcy, który z nią współpracuje. Dlatego firmy powinny zadbać o swoje bezpieczeństwo także pod tym kątem – podkreśla Ewelina Glińska-Kołodziej.
PRACA TYMCZASOWA ALTERNATYWĄ DLA UMOWY ZLECENIA
Najczęściej wskazywaną bezpieczną alternatywą dla umów zlecenia jest praca tymczasowa. Według raportu Polskiego Forum HR „Rynek usług HR 2025” z 2026 roku, odsetek umów o pracę tymczasową wśród agencji zrzeszonych w PFHR wyniósł 82 proc., a w całej Polsce – 38 proc. I w kierunku, jaki obrały agencje zrzeszone w Polskim Forum HR powinien iść cały rynek agencji zatrudnienia. Praca tymczasowa jest dobrze uregulowana prawnie i korzystna zarówno dla pracowników, jak i pracodawców. Pracownicy tymczasowi mają prawo do urlopów i warunki pracy takie, jak inni pracownicy na analogicznych stanowiskach w firmie, a ich wynagrodzenia są w pełni oskładkowane. Pracodawcom praca tymczasowa zapewnia elastyczność zatrudnienia i możliwość dostosowania do zmieniających się potrzeb biznesowych. Dodatkowo, model ten pozwala pracodawcom przenieść na agencję odpowiedzialność za rozliczenia, dokumentację oraz prawidłowość zatrudnienia. Alternatywą pozostaje zatrudnienie na etat, które jednak wiąże się z wyższymi kosztami oraz mniejszą elastycznością operacyjną.
– Praca tymczasowa to dziś jedno z nielicznych rozwiązań, które łączy elastyczność z pełnym bezpieczeństwem prawnym. Dodatkowo odciąża pracodawcę operacyjnie, co w warunkach rosnącej złożoności regulacyjnej ma ogromne znaczenie. Dla wielu firm będzie to naturalny kierunek po zmianach w ustawie o PIP – mówiEwelina Glińska-Kołodziej.
Ekspertka z agencji zatrudnienia Trenkwalder wskazuje także na co firmy powinny zwrócić szczególną uwagę weryfikując swoje modele zatrudnienia pod kątem zmian w ustawie PIP.
RYZYKO ORZECZENIA WSTECZNEGO
Jedną z kluczowych zmian, jest możliwość ustalenia stosunku pracy przez inspektora pracy w drodze decyzji administracyjnej. Oznacza to, że PIP może zakwestionować umowę zlecenia lub B2B i uznać ją za umowę o pracę. Nowa procedura kontrolna przewiduje najpierw polecenie usunięcia naruszeń, a następnie – w przypadku jego niewykonania – wydanie decyzji administracyjnej. Przewidziano też rozwiązanie przejściowe pozwalające pracodawcom na dobrowolne uregulowanie umów w ciągu 12 miesięcy od wejścia w życie przepisów. To czas, który może uchronić firmy nawet przed bankructwem. Dlaczego? Choć decyzja inspektora działa co do zasady na przyszłość, ryzyko skutków wstecznych pojawia się w przypadku wyroku sądu pracy. W takiej sytuacji pracodawca może zostać zobowiązany do ponownego naliczenia składek ZUS, przeliczenia wynagrodzeń, wypłaty urlopów i ekwiwalentów.
– Dla firm zatrudniających setki osób na umowach zlecenia może to oznaczać bardzo poważne konsekwencje finansowe. 12-miesięczny okres przejściowy daje pracodawcom czas na dostosowanie swoich modeli zatrudnienia bez ponoszenia konsekwencji za wcześniejsze nieprawidłowości. To kluczowy moment na audyt, wdrożenie zmian i uporządkowanie dokumentacji. Dlatego firmy nie powinny czekać na wejście w życie nowych przepisów, a już teraz zająć się tym tematem. – podkreśla Ewelina Glińska-Kołodziej.
PRACOWNIK POD OCHRONĄ
Za szybkim przeprowadzeniem audytu modeli zatrudnienia przemawia fakt, że nowe przepisy wprowadzają także ochronę pracowników objętych kontrolą PIP. Wydanie decyzji o ustaleniu stosunku pracy nie może być podstawą wypowiedzenia, nie może prowadzić do niekorzystnego traktowania pracownika. W praktyce oznacza to ograniczoną możliwość reagowania przez pracodawcę w trakcie postępowania.
CZĘSTSZE I SZYBSZ KONTROLE
Nowelizacja wprowadza również kontrole zdalne PIP. Inspektorzy będą mogli analizować dokumentację elektronicznie, bez konieczności wizyty w firmie. Dla pracodawców oznacza to konieczność stałego utrzymywania zgodności dokumentacyjno-prawnej, mniej czasu na przygotowanie się do kontroli i większe prawdopodobieństwo częstszych kontroli. Digitalizacja dokumentacji pracowniczej (e-teczki) stanie się standardem, a nie przewagą.
Jednym z istotnych elementów reformy jest integracja danych pomiędzy PIP, ZUS i Krajową Administracją Skarbową. Kontrola rynku pracy będzie coraz bardziej oparta na analizie danych. Organy państwowe będą identyfikować firmy o podwyższonym ryzyku naruszeń na podstawie danych podatkowych, składek ZUS, faktur (KSeF), modeli współpracy z pracownikami. Kontroli nie unikną też umowy B2B, zwłaszcza jeśli pracownik zatrudniony przez wiele lat w firmie na umowę o pracę przejdzie na umowę B2B i będzie świadczył dokładnie te same usługi cały czas tylko dla tego jednego pracodawcy.
– Modele B2B, w których pracownik działa pod nadzorem, w określonym czasie i miejscu, będą coraz częściej kwestionowane. Dzięki integracji danych takie przypadki są dziś znacznie łatwiejsze do wykrycia – zaznaczaEwelina Glińska-Kołodziej, CEO agencji zatrudnienia Trenkwalder i Członek Zarządu Polskiego Forum HR.
WYŻSZE KARY I REALNE KOSZTY DLA FIRM
Ustawa o PIP przewiduje również podwyższenie kar finansowych – nawet do 90 tys. zł. Jednak dla wielu firm większym problemem niż same kary mogą okazać się koszty związane z decyzją o zmianie podstawy zatrudnienia i konieczność zawarcia umów o pracę. Przy modelu opartym o umowy zlecenia przedsiębiorstwa nie tworzyły rezerw w swoich budżetach na urlopy, koszty wypowiedzeń czy świadczeń pracowniczych. Zmiana modelu zatrudnienia pociągnie za sobą realne zmiany w budżetach firmy.
Biorąc pod uwagę niepewność dotyczącą wojny w Iranie, nie jest to najlepszy moment, by Fed się do czegoś zobowiązywał. Jesteśmy przekonani, że podczas swojego kwietniowego posiedzenia nie zmieni wysokości stóp procentowych.
Kluczowe punkty:
Fed powinien utrzymać stopy mimo ryzyka płynącego z wojny w Iranie.
Inflacja w USA wzrosła w marcu, miara bazowa pozostaje jednak na razie pod kontrolą.
W tym miesiącu nie będzie projekcji ekonomicznych ani stóp procentowych.
Powell powinien przyjąć umiarkowanie jastrzębi ton w związku z obawami dot. inflacji.
Przyszły prezes Warsh sugeruje odejście od forward guidance.
Fed może rozpocząć cięcia we wrześniu.
Szok związany z cenami energii odcisnął się już w amerykańskiej inflacji. Ceny konsumenckie wzrosły w marcu o 0,9% w ujęciu miesięcznym – najsilniej od niemal czterech lat – zaś w skali roku o 3,3%, co jest najwyższym poziomem od maja 2024 r. Choć ponowne „pełne otwarcie” cieśniny Ormuz powinno teoretycznie osłabić presję wzrostową na inflację, utrzymanie się przez jakiś czas podwyższonych cen energii wydaje się prawdopodobne, biorąc pod uwagę, że cieśnina jest praktycznie nieprzekraczalna, a ruch przez nią nie zostanie całkowicie wznowiony z dnia na dzień.
Biorąc pod uwagę ryzyko dla inflacji wyrastające z wojny, spodziewamy się, że podczas swojej konferencji prasowej prezes Jerome Powell przyjmie umiarkowanie jastrzębi ton. Podobnie jak zrobił w marcu, prawdopodobnie opisze szok energetyczny jako czynnik komplikujący sytuację, a nie wymuszający podjęcie działań. Położy również naszym zdaniem duży nacisk na „niepewność”, zamiast próbować wprost ocenić skalę skoku inflacyjnego. Uważamy, że pomoże to Powellowi przekazać rynkom gotowość do działania, jeśli podwyższona inflacja się utrzyma, a jednocześnie zasygnalizować, że bazowym scenariuszem pozostaje utrzymanie stóp procentowych na niezmienionym poziomie, podczas gdy Rezerwa Federalna będzie oceniać wpływ wojny na gospodarkę.
Konflikt w Iranie zagraża jednak obu stronom podwójnego mandatu Fedu, ponieważ stanowi ryzyko również dla zatrudnienia. Powell zapewne zaznaczy podczas konferencji prasowej, że przyrost miejsc pracy jest niski, lecz wystarczający, by dotrzymać kroku wzrostowi siły roboczej. W tym miesiącu nie będzie rewizji projekcji ekonomicznych ani stóp procentowych, sądzimy jednak, że Fed może złagodzić swój język w kontekście perspektyw wzrostu gospodarczego i rynku pracy. Fed może też dostosować swoją retorykę, by zasygnalizować, że – ze względu na obawy inflacyjne – kolejnym ruchem na stopach procentowych niekoniecznie będzie cięcie. Byłby to wyraźny jastrzębi sygnał dla dolara.
Nowy szeryf w mieście: nadchodzi Warsh
Pora zająć się tematem tabu. Głównym tłem dla posiedzenia w tym miesiącu jest przesłuchanie nominacyjne Kevina Warsha (kandydata prezydenta Donalda Trumpa na prezesa FOMC), które odbyło się 21 kwietnia – przedstawił on wtedy swoją wizję radykalnych zmian w Fedzie. Postrzegamy jego wypowiedzi jako mające niejednoznaczne konsekwencje dla dolara. Dobrą wiadomością dla rynków jest to, że Warsh wydaje się zdecydowany utrzymać niezależność banku centralnego i nic nie wskazuje na to, by poglądy Trumpa miały mieć na niego jakikolwiek wpływ. Oczywiście trudno w pełni zaufać Warshowi, szczególnie że sam Trump przyznał, że byłby „rozczarowany”, gdyby Fed pod kierownictwem nowego prezesa nie obniżył stóp procentowych. Choć wypowiedzi nominata Trumpa były jak dotąd stosunkowo zachęcające, to przekonamy się, co powiedzą jego czyny.
Komentarze Warsha sugerujące odejście od zakupów aktywów są postrzegane jako pozytywne dla dolara, niemniej jego plany porzucenia forward guidance i przejścia na inne ramy zarządzania inflacją skutkują niepewnością i trudnymi do przewidzenia konsekwencjami. Na razie prezesem jest Powell i może minąć trochę czasu, nim uzyskamy lepsze wyobrażenie tego, jak właściwie będzie wyglądać Fed pod przewodnictwem Warsha, jako że jego nominację musi jeszcze zatwierdzić Senat. Przypuszcza się, że Warsh będzie bardziej gołębi niż Powell; sądzimy jednak, że jego mianowanie nie zmieni istotnie ścieżki stóp procentowych w USA. To dlatego, że będzie on tylko jednym z wielu głosujących członków FOMC.
Kolejnym ruchem będzie raczej cięcie
Naszym zdaniem podczas kilku kolejnych posiedzeń Fed utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie, zatrzymując się, by ocenić skalę wpływu wojny w Iranie na gospodarkę. Spodziewamy się, że Powell wspomni w środę o ryzyku inflacyjnym wynikającym z wojny, nie podkreślając go jednak na tyle, by rynki zaczęły wyceniać podwyżki stóp procentowych w dalszej części roku. Sądzimy, że skok cen energii tylko odsunie w czasie ich obniżki, a nie wywoła zwrot w polityce monetarnej, ponieważ status USA jako eksportera netto surowców energetycznych powinien sprawić, że przełożenie wyższych cen ropy na inflację będzie ograniczone. Nasz bazowy scenariusz zakłada cięcie stóp procentowych we wrześniu, kiedy przyszły prezes Warsh obejmie stanowisko. Jego nastawienie na rozluźnianie polityki monetarnej może wywołać presję na dolara, szczególnie jeśli stopy w innych gospodarkach, zwłaszcza strefie euro, zostaną w następstwie wojny podwyższone.
Decyzja w sprawie polityki FOMC zostanie ogłoszona w środę (29.04) o godz. 20:00, a konferencja prasowa prezesa Powella rozpocznie się 30 minut później.
27 kwietnia 2026 r. na posiedzeniu Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji wybrano nowe kierownictwo Rady oraz wiceprezesów zarządu na kadencję 2026–2029, wyznaczając kierunki dalszych działań organizacji oraz jej reprezentacji wobec administracji i rynku.
Funkcję przewodniczącego Rady objął po raz kolejny Andrzej Abramczuk (Netia S.A.), a wiceprzewodniczących Artur Wiza (Asseco Poland S.A.) oraz Marcin Grabarczyk (NASK-PIB).
Nowe kierownictwo rozpoczyna kadencję z mandatem do dalszego wzmacniania pozycji Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji jako partnera dla administracji publicznej i sektora prywatnego.
– Będziemy kontynuowali dotychczasowy kierunek działań w sposób świadomy i konsekwentny. Opieramy się na dorobku oraz doświadczeniu poprzednich lat, gdzie systematycznie budowaliśmy pozycję PIIT jako partnera dialogu dla administracji publicznej oraz reprezentanta interesów branży ICT. Chcę tę rolę dalej wzmacniać – zarówno w obszarze legislacyjnym, jak i w wspieraniu rozwoju rynku cyfrowego. Kluczowe pozostaje dla mnie umacnianie stabilnego i przewidywalnego otoczenia regulacyjnego, rozwój współpracy między dużymi firmami a sektorem MŚP oraz wzmacnianie kompetencji cyfrowych. Kontynuacja oznacza odpowiedzialność za utrzymanie tego kursu, ale także jego rozwijanie w odpowiedzi na zmieniające się dynamicznie realia i potrzeby rynku. Jako PIIT chcemy aktywnie uczestniczyć w tym procesie – nie tylko jako reprezentant branży, lecz także jako partner w kształtowaniu długofalowej strategii rozwoju cyfrowego Polski. Wierzę, że jesteśmy w stanie wykorzystać zachodzącą transformację jako realną szansę na wzmocnienie konkurencyjności naszej gospodarki. Niezmiennie dla Izby ważnym jest wspieranie polskiego biznesu, zarówno dużego jak i mniejszego który reprezentujemy, budowanie zrozumienia potrzeb dla jego rozwoju i zajęciu należnej priorytetowej pozycji przy wyborze preferowanych dostawców usług i rozwiązań dla biznesu i administracji – zaznacza Andrzej Abramczuk, Przewodniczący Rady PIIT.
Nowy skład Zarządu PIIT na kadencję 2026–2029
Rada wybrała również nowych członków Zarządu Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. W jego skład weszli przedstawiciele firm członkowskich:
Marta Brzoza, Orange Polska S.A.
Xawery Konarski, Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy Sp. j.
Olaf Krynicki, Samsung Electronics Polska Sp. z o.o.
Wiesław Paluszyński, e-Konsulting
Krzysztof Sosnowski, Ericsson Sp. z o.o.
Mirosław Śmiałek, Polkomtel Sp. z.o.o.
Teresa Wierzbowska, Cyfrowy Polsat S.A.
Nowy Zarząd będzie odpowiadał za bieżącą działalność Izby oraz realizację jej celów strategicznych,
w tym działania na rzecz rozwoju rynku cyfrowego oraz otoczenia regulacyjnego sprzyjającego innowacjom i rozwojowi rodzimej branży ICT. Funkcję Prezesa Zarządu PIIT pełni Andrzej Dulka, wybrany 26 marca 2026 r. podczas XXXVII Zwyczajnego Zgromadzenia Członków PIIT. Jego kolejny mandat stanowi kontynuację dotychczasowych działań organizacji oraz zapewnia stabilność zarządzania w nowej kadencji.
– Nowy skład Rady i Zarządu łączy doświadczenie z bardzo szerokimi kompetencjami poszczególnych członków, co jest niezmiernie istotne w kontekście rosnących wyzwań technologicznych i regulacyjnych, m.in. w obszarach sztucznej inteligencji, danych i cyberbezpieczeństwa. Priorytetem będzie tworzenie stabilnego otoczenia dla innowacji, rozwój kompetencji cyfrowych oraz wzmacniania bezpieczeństwa i infrastruktury, przy jednoczesnym umacnianiu roli Izby jako partnera w procesach decyzyjnych. Zależy nam, aby aktywnie we wszystkich tych obszarach uczestniczyć i wspierać rozwój innowacji, które będą realnie wpływać na konkurencyjność polskiej gospodarki – podkreśla Andrzej Dulka, Prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji.
Rada Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji liczy 25 członków. W strukturach organizacji działają również Komisja Rewizyjna, w której zasiadają cztery osoby, oraz czteroosobowy Sąd Koleżeński.
Rzecznik MŚP Agnieszka Majewska przekazała uwagi do projektu rozporządzenia Ministra Sportu i Turystyki, dotyczącego poręczenia udzielanego przedsiębiorcom z Turystycznego Funduszu Pomocowego. Poręczenie takie nie ma dla przedsiębiorców charakteru obligatoryjnego, jednak istotnie wpływa na możliwość spełnienia ustawowego obowiązku posiadania zabezpieczenia finansowego na wypadek niewypłacalności. Zdaniem Minister Agnieszki Majewskiej projekt, który może bezpośrednio oddziaływać na sytuację podmiotów sektora MŚP, wymaga doprecyzowania.
Dotyczy to w szczególności paragrafu 2, który określa cztery odrębne ograniczenia maksymalnej wartości poręczenia. Ujęte są one w formie wyliczenia punktowego, a z treści przepisu nie wynika jednoznacznie, czy wskazane limity mają charakter kumulatywny, czy też są stosowane alternatywnie ani wreszcie jakie są ich wzajemne relacje. Dlatego Agnieszka Majewska postuluje nadanie przepisowi charakteru jednoznacznie rozstrzygającego te wątpliwości.
Kolejna z uwag Rzecznika MŚP dotyczy wprowadzenia rozwiązań bardziej dogodnych dla przedsiębiorców. Chodzi np. o mechanizm indywidualnej oceny ryzyka z maksymalnym progiem obniżenia poręczenia, zamiast automatycznego obniżenia tego poręczenia o 10%. Ma być ono stosowane, w przypadku koncentracji prowadzonej działalności przedsiębiorcy na terytorium jednego państwa. W praktyce dotyczyć to może zatem także firm skupiających się na oferowaniu wypoczynku na terytorium Polski, a w tej grupie przeważającą większość stanowią podmioty sektora MŚP i to dla nich proponowane przez Ministerstwo rozwiązanie jest niekorzystne. Projektowane regulacje budzą też wątpliwości z punktu widzenia zasady równego traktowania i proporcjonalności, zawartej w Konstytucji Biznesu.
Minister Majewska zwraca na koniec uwagę, że projekt posługuje się pojęciem „łącznej wartości imprez turystycznych”, które nie zostało w przepisach zdefiniowane ani jasno określone. Brak zatem wskazówek, co pojęcie to oznacza, a także wytycznych, jak należy liczyć „łączną wartość”.
Przekaz wystąpienia Rzecznika jest jasny – doprecyzowanie projektowanych regulacji ułatwi ich późniejsze stosowanie w praktyce.
Medinice S.A., notowana na GPW spółka medtech należąca do indeksu sWIG, przedłużyła ważność listu intencyjnego (LoI – Letter of Intent) dotyczącego projektu CoolCryo, zawartego na początku tego roku z renomowanym międzynarodowym partnerem branżowym. Decyzja o wydłużeniu jego obowiązywania do dn. 30 czerwca 2026 r. wynika z toku postępu prowadzonych rozmów.
Tym samym Medinice S.A. prowadzi dla CoolCryo proces due diligence z dwoma niezależnymi podmiotami. Spółka ocenia, że wchodzi w te etapy z istotnie wzmocnioną pozycją negocjacyjną, przy rosnącym zainteresowaniu projektem na rynku międzynarodowym.
– Przedłużenie listu intencyjnego jest naturalnym etapem tego typu procesów i potwierdza, że rozmowy z partnerem strategicznym prowadzone są w sposób merytoryczny oraz zgodny z harmonogramem prac po obu stronach. CoolCryo zatem znajduje się w fazie dwóch niezależnych procesów due diligence prowadzonych przez międzynarodowych graczy branżowych, co wyraźnie wzmacnia jego pozycję negocjacyjną i potwierdza zainteresowanie rynkowe technologią – komentuje Sanjeev Choudhary, Prezes Zarządu Medinice S.A.
Celem Zarządu Spółki jest wypracowanie struktury transakcji, która w pełni odzwierciedli wartość technologii CoolCryo oraz jej potencjał międzynarodowy. Obecna sytuacja rynkowa oraz poziom zaawansowania rozmów sprzyjają dalszym negocjacjom, jednak tego typu procesy z natury mają charakter długofalowy i wieloetapowy, co wynika zarówno ze skali projektów medycznych, jak i złożonych procedur decyzyjnych po stronie globalnych partnerów. W praktyce oznacza to wielomiesięczne analizy technologiczne, regulacyjne i biznesowe prowadzone przez międzynarodowe zespoły eksperckie. – Naszym celem pozostaje wypracowanie rozwiązania, które optymalizuje zwrot z inwestycji korzystając z dużego zainteresowania i wartości rynkowej projektu, poprzez międzynarodową komercjalizację i długoterminowy rozwój. – dodaje Sanjeev Choudhary.
Decyzja o przedłużeniu LoI odzwierciedla zarówno postęp w rozmowach z partnerem wiodącym, jak i konieczność zapewnienia odpowiedniego czasu na przeprowadzenie analiz oraz uzgodnień regulacyjnych, prawnych i biznesowych niezbędnych do strukturyzacji potencjalnej transakcji. Dodatkowo, kilka dni temu spółka poinformowała o równoległym uruchomieniu niezależnego procesu due diligence prowadzonego przez duży międzynarodowy podmiot branżowy, tym samym w naturalny sposób kreując konkurencję między potencjalnymi kupcami.
CoolCryo to autorski system krioablacji przeznaczony do małoinwazyjnego leczenia arytmii serca. Jego celem jest skrócenie czasu zabiegu, zwiększenie bezpieczeństwa procedur oraz poprawa ich skuteczności klinicznej. Projekt wpisuje się w globalny trend rozwoju nowoczesnych terapii kardiologicznych i posiada szeroką ochronę patentową na kluczowych rynkach, w tym w USA i Europie.
W lutym 2026 r. system CoolCryo uzyskał zgodę FDA (Food and Drug Administration), tzw. „clearance”, stając się pierwszym w Polsce wyrobem klasy III z obszaru kardiochirurgii dopuszczonym do obrotu na rynku amerykańskim. Dodatkowo Spółka umocniła swoją sytuację finansową dzięki pozyskaniu 58 mln zł od Nationale-Nederlanden, co zapewnia stabilne finansowanie dalszego rozwoju oraz wspiera procesy komercjalizacyjne.
Spółka konsekwentnie realizuje strategię budowy wartości poprzez rozwój innowacyjnych technologii medycznych i ich globalną monetyzację, a kolejne miesiące będą kluczowe dla dalszego postępu rozmów oraz potencjalnej finalizacji transakcji dotyczącej CoolCryo.
Za krótkoterminową słabość metali szlachetnych odpowiada przede wszystkim inflacja napędzana przez ceny ropy, a nie czynniki geopolityczne. Wzrost cen energii wzmacnia dolara i utrwala scenariusz dłuższego utrzymywania wysokich stóp procentowych.
Korekta złota ma charakter cykliczny, a nie strukturalny – długoterminowe fundamenty pozostają nienaruszone.
Korekta srebra ograniczyła nadmierne pozycjonowanie spekulacyjne, jednak jego perspektywy pozostają bardziej wrażliwe ze względu na zależność od popytu przemysłowego i przepływów inwestycyjnych.
Złoto pozostaje silniejszym wyborem strategicznym, podczas gdy srebro – jako metal o wyższej zmienności – oferuje większy potencjał wzrostu, ale również wyższe ryzyko spadków.
Jak wyjaśnia Ole Hansen, dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Banku, rynek metali szlachetnych w ostatnich miesiącach przechodzi wyraźne przegrupowanie. Po dynamicznym rajdzie, który wyniósł złoto – a zwłaszcza srebro – na nowe historyczne maksima, oba metale weszły w fazę korekty. Nie wynika ona z istotnego pogorszenia fundamentów długoterminowych, lecz z gwałtownej zmiany otoczenia makroekonomicznego po wybuchu wojny z Iranem. Wzrost cen energii, umocnienie dolara, wyższe oczekiwania inflacyjne oraz powrót scenariusza dłuższego utrzymywania wysokich stóp procentowych w USA stworzyły trudniejsze warunki dla aktywów niegenerujących dochodu.
Cena złota spadła do najniższego poziomu od trzech tygodni, a presja sprzedażowa nasiliła się po przełamaniu wsparcia w okolicach 4 650 USD. Kluczowe jest jednak to, że obecnie to rosnące ceny ropy – a nie napięcia geopolityczne – odgrywają dominującą rolę. Przy notowaniach ropy Brent powyżej 111 USD rynek koncentruje się na inflacyjnych konsekwencjach drożejącej energii. W warunkach utrzymującego się wzrostu gospodarczego w USA, wspieranego m.in. przez inwestycje związane ze sztuczną inteligencją, Rezerwa Federalna nie ma pilnej potrzeby obniżania stóp procentowych. Dodatkowym źródłem niepewności są publikacje wyników części spółek z grupy „Magnificent Seven” oraz posiedzenie FOMC, które odbywają się tego samego dnia.
W krótkim terminie uwaga rynku pozostaje skupiona na sektorze energii. Notowania ropy Brent utrzymują się powyżej 111 USD, a brak postępów w odblokowaniu Cieśniny Ormuz – gdzie blokady ze strony USA i Iranu niemal całkowicie wstrzymały transport – podtrzymuje napięcia podażowe. Ostrzeżenia dotyczące skali globalnych niedoborów surowców energetycznych nasilają się, a napięta sytuacja na rynku paliw rafinowanych już wypycha ceny oleju napędowego i paliwa lotniczego w kierunku 200 USD za baryłkę. Kluczowym krótkoterminowym czynnikiem wzrostowym dla metali pozostaje ewentualne odblokowanie cieśniny i spadek cen ropy.
Złoto: korekta nie zmienia długoterminowego trendu
Na początku roku jako Saxo nie wykluczaliśmy, że cena złota może osiągnąć 6 000 USD do końca roku. Od tego czasu korekta o około 1 500 USD od szczytu na poziomie 5 595 USD zmieniła jednak zarówno ścieżkę, jak i tempo tego scenariusza. W krótkim terminie wzrost cen ropy i wynikający z niego szok inflacyjny wzmacniają dolara oraz przesuwają w czasie oczekiwania na luzowanie polityki monetarnej, co ogranicza atrakcyjność złota.
Nie oznacza to jednak zmiany trendu. Konflikt geopolityczny stanowi przeszkodę w krótkim terminie, ale nie podważa fundamentów rynku. Czynniki, które napędzały wzrosty w ostatnich dwóch latach, pozostają aktualne, a w niektórych przypadkach nawet się wzmocniły.
Ryzyko stagflacji utrzymuje się, m.in. w związku z kryzysem energetycznym i jego wpływem na ceny oraz aktywność gospodarczą. Zadłużenie fiskalne nadal rośnie, a choć dominująca rola dolara jako waluty rezerwowej nie jest bezpośrednio zagrożona, widoczny jest trend dywersyfikacji rezerw przez część banków centralnych i instytucji państwowych. W tym procesie złoto pozostaje naturalną alternatywą.
W przeciwieństwie do większości surowców złoto pełni przede wszystkim funkcję pieniężną. Wzrost cen nie prowadzi do istotnego spadku popytu, jak ma to miejsce w przypadku surowców przemysłowych. Popyt jubilerski może słabnąć, a banki centralne mogą spowolnić zakupy wraz ze wzrostem wartości posiadanych rezerw, jednak strukturalnie złoto pozostaje mniej wrażliwe na wysokie ceny niż inne metale.
Z technicznego punktu widzenia kluczowym poziomem wsparcia pozostaje 200-dniowa średnia krocząca w okolicach 4 250 USD. Dopóki ten poziom się utrzymuje, długoterminowy trend wzrostowy pozostaje nienaruszony.
Srebro: solidne fundamenty, ale większa wrażliwość
Sytuacja srebra jest bardziej złożona. Po dynamicznym rajdzie do styczniowych szczytów rynek znalazł się w stanie wyraźnego wykupienia. Ograniczona podaż fizyczna, silny popyt ze strony sektora fotowoltaiki oraz napływ kapitału spekulacyjnego – wzmocniony aktywnością inwestorów detalicznych – wyniosły ceny do poziomów wymagających bardzo sprzyjających warunków do ich utrzymania.
Korekta rozpoczęła się jeszcze przed eskalacją konfliktu, jednak wojna z Iranem przyspieszyła jej przebieg. Wyższe ceny ropy wzmocniły dolara, podniosły oczekiwania inflacyjne i oddaliły perspektywę obniżek stóp procentowych, co stworzyło mniej sprzyjające warunki dla metali szlachetnych. Srebro – jako bardziej zmienne i częściowo zależne od koniunktury gospodarczej – zareagowało silniejszym spadkiem.
Z perspektywy rynku była to jednak zdrowa korekta. Ograniczyła nadmierne pozycjonowanie spekulacyjne i zmniejszyła podatność na gwałtowne ruchy cenowe. Fundamenty pozostają wspierające. Według raportu World Silver Survey 2026 przygotowanego przez Metals Focus, rynek odnotuje szósty z rzędu rok deficytu podaży, a popyt nadal przewyższa dostępne zasoby, co prowadzi do dalszego spadku zapasów nadziemnych. Malejące zapasy zwiększają podatność rynku na okresy niskiej płynności, większą zmienność cen i wyższe premie.
Dodatkowo silny popyt z Chin – zarówno ze strony sektora fotowoltaiki, jak i inwestorów indywidualnych – nadal wspiera rynek, a obecny kryzys energetyczny może w dłuższym okresie sprzyjać inwestycjom w odnawialne źródła energii, zwiększając zapotrzebowanie na srebro.
Jednocześnie perspektywy srebra pozostają bardziej złożone niż w przypadku złota. Popyt przemysłowy jest wrażliwy na cykl koniunkturalny, a utrzymująca się wysoka inflacja i wolniejszy wzrost gospodarczy mogą ograniczać zużycie w sektorach takich jak elektronika czy produkcja przemysłowa. Również popyt inwestycyjny – kluczowy dla utrzymania deficytu – bywa zmienny i może szybko się odwrócić wraz ze zmianą sentymentu rynkowego.
To właśnie dlatego srebro pozostaje metalem o wyższej zmienności: oferuje większy potencjał wzrostu, ale wiąże się też z wyższym ryzykiem.
Złoto czy srebro? Różnice, które teraz mają znaczenie
Wraz z wygasaniem napięć geopolitycznych i stabilizacją łańcuchów dostaw energii złoto powinno ponownie korzystać z popytu o charakterze monetarnym, dywersyfikacji rezerw, obaw fiskalnych oraz utrzymującej się niepewności geopolitycznej. Jest mniej wrażliwe na cykliczne spadki popytu i mniej podatne na gwałtowne zmiany nastrojów inwestorów.
Srebro pozostaje atrakcyjne fundamentalnie, jednak jego perspektywy w większym stopniu zależą od kondycji popytu przemysłowego oraz aktywności inwestorów. Rynek może ponownie się zacieśnić, a w sprzyjającym scenariuszu makroekonomicznym srebro może ponownie przewyższać złoto pod względem stóp zwrotu. Droga ta będzie jednak prawdopodobnie bardziej zmienna.
Obecny stosunek ceny złota do srebra na poziomie około 62 sugeruje, że srebro jest relatywnie drogie względem długoterminowej średniej w okolicach 70. Oznacza to, że aby wyraźnie przewyższać złoto, potrzebny będzie nowy impuls – czy to w postaci dalszego ograniczenia podaży, silniejszego popytu przemysłowego, czy powrotu zainteresowania spekulacyjnego.
Hossa na rynku metali szlachetnych wydaje się więc raczej wstrzymana niż zakończona. Złoto pozostaje opóźnione, ale nie zatrzymane, a jego fundamenty pozostają silne. Srebro nadal oferuje znaczący potencjał wzrostu, jednak po wcześniejszych nadmiarach pozostaje bardziej wrażliwe na czynniki makroekonomiczne i zmienność nastrojów inwestorów.
W praktyce oznacza to, że złoto pozostaje kluczowym elementem alokacji strategicznej, natomiast srebro pełni raczej rolę taktyczną – z wyższym ryzykiem i potencjalnie wyższą stopą zwrotu.
Pierwszy kwartał 2026 roku był najlepszym w historii XTB pod względem osiągniętych wyników finansowych. W tym czasie spółka wygenerowała 535 mln zł szacunkowego zysku netto (+176% r/r), przy przychodach operacyjnych na poziomie 1,09 mld zł (+88,5% r/r).
W I kwartale 2026 roku pozyskano również rekordową liczbę 370 tys. nowych klientów. Jest to wzrost o ponad 90% względem I kwartału 2025 roku.
W I kwartale 2026 roku odnotowano również rekordową liczbę aktywnych klientów na poziomie 1,27 mln (+72% r/r).
Wartość nominalna aktywów zgromadzonych przez klientów XTB na koniec I kwartału 2026 wyniosła 49,6 mld zł. Największy udział w nich mają akcje (ponad 17,6 mld zł) oraz ETFy (ponad 15,2 mld zł).
XTB odnotowało zdecydowanie najlepszy kwartał w historii swojej działalności. Konsekwentnie prowadzone działania marketingowe, połączone z bardzo dużą zmiennością na rynkach finansowych, przełożyły się na rekordowy zysk netto oraz najwyższe w historii przychody operacyjne. Co więcej, w I kwartale 2026 roku spółka pozyskała ponad 370 tys. nowych klientów.
Pierwszy kwartał 2026 roku pokazał, że strategia oparta na konsekwentnym budowaniu bazy klientów oraz kreowaniu marki XTB jako aplikacji finansowej pierwszego wyboru jest niezwykle skuteczna w warunkach podwyższonej zmienności rynkowej. Taka sytuacja miała miejsce w omawianym okresie, w którym początkowo odnotowano znaczącą zmienność na rynku metali szlachetnych, a w jego drugiej części doszło do eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie, co również istotnie wpłynęło na sytuację na rynkach finansowych.
W takim otoczeniu XTB wygenerowało 535 mln zł szacunkowego zysku netto, co jest najlepszym wynikiem w historii działalności spółki. Oznacza to wzrost o niemal 176% w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. W minionym kwartale odnotowano również rekordowe przychody operacyjne, które przekroczyły 1,09 mld zł, co oznacza wzrost o 88,5% r/r.
Najbardziej przychodową klasą aktywów w I kwartale 2026 roku były kontrakty CFD na towary, które odpowiadały za 88,5% przychodów z tytułu operacji na instrumentach finansowych brutto. Na drugim miejscu, z udziałem 5,1%, znalazły się kontrakty CFD na waluty, w tym także kryptowaluty.
– Miniony kwartał potwierdził słuszność naszej strategii rozwoju. Niedawno, bo w październiku 2025 roku, wskazywaliśmy, że nasza baza klientów ma potencjał, aby przy korzystnych warunkach rynkowych wygenerować ponad 500 mln zł zysku netto. Tak też się stało, przy pierwszej nadarzającej się ku temu okazji. Dlatego, mimo rekordowego kwartału w historii spółki, nie spoczywamy na laurach i konsekwentnie realizujemy naszą strategię, opartą na zwiększaniu dynamiki pozyskiwania nowych klientów, wzmacnianiu marki XTB jako aplikacji inwestycyjnej pierwszego wyboru w Europie oraz rozwoju oferty produktowej, aby spełniała oczekiwania nawet najbardziej wymagających klientów – mówi Omar Arnaout, prezes zarządu XTB.
XTB ma już ponad 2,5 mln klientów na całym świecie
Szerokie działania marketingowe prowadzone zarówno w kanałach online, jak i offline pozwoliły zwiększyć dynamikę pozyskiwania nowych klientów. W I kwartale 2026 roku do XTB dołączyło ponad 370 tys. nowych klientów, co oznacza wzrost o 90,4% r/r. Dynamiczne tempo akwizycji przełożyło się na wzrost całkowitej bazy klientów do poziomu ponad 2,5 mln na koniec tego okresu, czyli o 62,8% więcej niż rok wcześniej. Warto również podkreślić, że spółka odnotowała rekordową liczbę aktywnych klientów, która osiągnęła poziom blisko 1,27 mln. Stanowi to wzrost o ponad 72% r/r.
Niezmiennie bardzo dużym zainteresowaniem wśród polskich inwestorów cieszą się rachunki emerytalne – IKE oraz IKZE. Tych pierwszych otworzono już ponad 159 tys., natomiast drugich ponad 41 tys. Coraz większą popularność zyskują również rachunki wspierające inwestowanie długoterminowe na innych rynkach. Na wyróżnienie zasługuje w szczególności Francja, gdzie otworzono już niemal 11 tys. rachunków PEA.
Rośnie również wartość nominalna aktywów klientów zgromadzonych na rachunkach XTB. Na koniec marca 2026 roku wynosiła ona ponad 49,5 mld zł. Największy udział w tej kwocie miały akcje oraz ETF-y. Pokazuje to, że transformacja XTB z brokera CFD w fintech do kompleksowego zarządzania finansami osobistymi przebiega w dobrym kierunku.
– Jestem bardzo zadowolony z rosnącej dynamiki pozyskiwania klientów. Mimo coraz większej skali prowadzonych działań nadal utrzymujemy odpowiednią dyscyplinę kosztową, a koszt pozyskania klienta pozostaje na stabilnym poziomie. Cieszy również fakt, że XTB zyskuje na znaczeniu na kluczowych dla nas rynkach zagranicznych, takich jak Francja i Niemcy. Wierzę, że ogłoszone niedawno projekty marketingowe, m.in. współpraca z Paris La Défense Arena czy sponsoring mistrzostw świata w koszykówce, pozwolą nam jeszcze mocniej zaistnieć w świadomości tamtejszych inwestorów – mówi Arnaout.
Intensywne prace produktowe
W pierwszym kwartale 2026 roku spółka rozszerzyła handel opcjami kupna i sprzedaży o kolejne rynki – Hiszpanię oraz Niemcy. Szczególnie istotny jest rynek hiszpański, na którym spółka miała dotychczas ograniczone możliwości promocyjne związane z regulacjami dotyczącymi kontraktów CFD. Co więcej, aktywni inwestorzy zyskali więcej możliwości analitycznych dzięki implementacji wykresów opartych na technologii TradingView.
Warto również odnotować, że Plany Inwestycyjne 2.0 weszły w kolejną fazę rozwoju. Obecnie są one testowane w ramach specjalnej grupy testerów. Nowa wersja flagowego produktu XTB ma być jeszcze bardziej intuicyjna i przyjazna dla nowych użytkowników.
Kontynuowane są również prace nad udostępnieniem handlu kryptowalutami na rynku spot. Pierwszym rynkiem, na którym pojawi się ta funkcjonalność, będzie Cypr – zgodnie z planem w I połowie 2026 roku. W dalszej kolejności rozwiązanie to będzie wdrażane w regionie LATAM oraz na innych rynkach europejskich, pod warunkiem uzyskania niezbędnych zgód regulacyjnych. Spółka podkreśla, że pozostaje zainteresowana uzyskaniem odpowiedniego zezwolenia również w Polsce, o ile pojawi się taka możliwość.
W I kwartale 2026 r. sprzedaż do klienta końcowego (StEC) Grupy Żabka zwiększyła się o 12% rok do roku, osiągając poziom 7,4 mld zł. Dynamika sprzedaży porównywalnej (LfL), która wyniosła 3,2%, pozostawała pod istotnym wpływem wyjątkowo niekorzystnych warunków pogodowych w styczniu i lutym br., kiedy niskie temperatury oraz opady śniegu ograniczały ruch klientów. Wraz z poprawą pogody, w kolejnych tygodniach kwartału obserwowano wyraźny wzrost ruchu w sklepach oraz poprawę dynamiki sprzedaży.
Skorygowany wynik EBITDA wyniósł 674 mln zł i był wyższy o 13,1% rok do roku. Dzięki dalszej ekspansji sieci, wzrostowi LfL oraz konsekwentnej optymalizacji kosztów marża skorygowanego wyniku EBITDA wzrosła do 9,1% z 9,0% rok wcześniej. Skorygowana strata netto zmniejszyła się do 51 mln zł, co oznacza poprawę o 25 mln zł rok do roku, głównie dzięki dalszemu wzrostowi wyników operacyjnych oraz obniżeniu kosztów finansowych. Warto podkreślić sezonowy charakter działalności Grupy – pierwszy kwartał, co do zasady, ma najmniejszy wpływ na całoroczny wynik, ze względu na warunki pogodowe ograniczające ruch klientów, a także mniej korzystny miks produktowy. W tym kontekście osiągnięte wyniki potwierdzają odporność modelu biznesowego Grupy oraz tworzą dobrą podstawę dla rozwoju w kolejnych okresach roku.
Grupa, tworząca największy ekosystem modern convenience w Europie, otworzyła w pierwszym kwartale 435 nowych sklepów w Polsce i Rumunii. Utrzymujące się wysokie tempo ekspansji pozwala Grupie pewnie zmierzać w kierunku realizacji celu ponad 1 300 nowych placówek w całym 2026 roku. Rozwój sieci wspierany jest przez stały napływ nowych franczyzobiorców, co potwierdza trafność przyjętej strategii rozwoju oraz wysoką atrakcyjność modelu franczyzowego i propozycji współpracy z Żabką.
Tomasz Suchański, CEO Grupy Żabka, komentuje:
W pierwszym kwartale konsekwentnie realizowaliśmy nasze zamierzenia strategiczne. Przede wszystkim utrzymujemy wysokie tempo ekspansji sieci i uruchomiliśmy aż 435 nowych placówek w Polsce i Rumunii, co odpowiada średnio blisko pięciu otwarciom dziennie. Silne zainteresowanie ze strony franczyzobiorców oraz intensywny rozwój na obu rynkach potwierdzają naszą zdolność do dalszego skalowania biznesu i stawiają nas na dobrej drodze do realizacji celu ponad 1 300 nowych otwarć w 2026 roku. W pierwszym kwartale 2026 r. utrzymaliśmy równowagę między wzrostem sprzedaży w istniejących placówkach a dalszą ekspansją sieci, przy zachowaniu stabilnej rentowności. Było to możliwe dzięki konsekwentnej kontroli kosztów i odpowiedzialnemu zarządzaniu wydatkami. Pomimo najchłodniejszej zimy od ponad 10 lat, odnotowaliśmy dwucyfrowy wzrost przychodów oraz dynamikę sprzedaży porównywalnej (LfL) na poziomie 3,2%. Rosnąca skala działalności, konsekwentna dyscyplina kosztowa oraz inwestycje w technologie i infrastrukturę tworzą solidne fundamenty dla dalszego rozwoju i wzrostu sprzedaży w kolejnych, sezonowo dla nas silniejszych, kwartałach.
Tomasz Blicharski, Group Chief Strategy & Development Officer, powiedział:
Pierwszy kwartał 2026 r. dobrze pokazał, co wyróżnia Żabkę na tle rynku: zdolność do elastycznego reagowania na wyzwania płynące z otoczenia oraz skutecznego dostosowywania oferty do oczekiwań klientów nowoczesnego formatu convenience. Nasza szybkość adaptacji wynika z połączenia analityki danych, wykorzystania rozwiązań opartych na AI oraz wysokiej elastyczności operacyjnej, co pozwala nam sprawnie wprowadzać na rynek innowacyjne produkty i usługi. Doskonałym przykładem jest kampania „Obiady czwartkowe”, która okazała się dużym sukcesem – sprzedaż dań gotowych wzrosła o ponad 30% wartościowo i ponad 40% wolumenowo. W każdy czwartek sprzedajemy już ponad pół miliona dań. Równolegle konsekwentnie rozwijamy biznesy cyfrowe. Wszystkie te inicjatywy odzwierciedlają nasze konsekwentne podejście do rozwoju: wykorzystujemy naszą podstawową platformę convenience, jednocześnie selektywnie rozszerzając działalność na pokrewne obszary, zwiększające dostępność naszej oferty.
Marta Wrochna-Łastowska, CFO Grupy Żabka, dodaje:
Pierwszy kwartał 2026 roku potwierdził, że skutecznie łączymy dalszy wzrost skali działalności z dyscypliną kosztową, co pozostaje jednym z fundamentów realizowanej strategii finansowej. Kontynuowaliśmy optymalizację kosztów operacyjnych, w tym usprawnienia w logistyce oraz działania poprawiające efektywność energetyczną, co przełożyło się na wzrost marży skorygowanego wyniku EBITDA rok do roku. Pomimo sezonowo najmniej istotnego kwartału, negatywnego kapitału obrotowego i otwarcia aż 435 nowych sklepów, wygenerowaliśmy pozytywne przepływy pieniężne, co jest kolejnym dowodem na znakomitą zdolność generowania przepływów przez nasz biznes. Jednocześnie wskaźnik zadłużenia uległ dalszemu obniżeniu w ujęciu rok do roku, osiągając 1,1x. Patrząc na kolejne okresy, podtrzymujemy nasze oczekiwanie średniego do wysokiego jednocyfrowego wzrostu sprzedaży porównywalnej (LfL) w 2026 roku oraz w średnim terminie. Zakładamy również utrzymanie marży skorygowanej EBITDA w górnej części przedziału 12–13%, przy jednoczesnej stopniowej poprawie marży zysku netto w kierunku około 4,5% w średnim okresie.
Kluczowe informacje nt. wyników Grupy Żabka po I kwartale 2026 roku
Sprzedaż do klienta końcowego (StEC) wyniosła 7 411 mln zł i była wyższa o 12% rok do roku. StEC obejmuje segment Ultimate Convenience (sklepy Żabka) oraz Nowe Silniki Rozwoju (NGE), w tym działalność w Rumunii i Biznesy Cyfrowe (DCO). Całkowity wzrost StEC w I kwartale 2026 r. w ujęciu rocznym był napędzany przez ekspansję sieci (64%), wzrost LfL (25%) oraz NGE (11%).
Skonsolidowane przychody zwiększyły się rok do roku o 15,9% do poziomu 6 565 mln zł.
Na poprawę wyników sprzedażowych wpłynęły wyższa sprzedaż porównywalna (LfL) oraz szybki rozwój sieci sklepów.
Grupa Żabka otworzyła w pierwszym kwartale 435 nowych sklepów w Polsce i Rumunii, co dało 12 750 placówek na koniec marca 2026 r. (+11,3 rdr). Skuteczne zarządzanie siecią doprowadziło do spadku wskaźnika zamknięć do 0,2% całkowitej liczby sklepów, z 0,4% w I kwartale 2025 r. W Rumunii, gdzie sieć rozwija się pod marką Froo, liczba sklepów wzrosła do 204 placówek, w tym 32 zostały otwarte w I kwartale 2026 r. Ekspansję wspiera rekordowe 2 742 nowych franczyzobiorców pozyskanych w ciągu ostatnich 12 miesięcy, co zapewnia stabilność i dalszy rozwój sieci. Grupa jest na dobrej drodze do realizacji celu ponad 1 300 nowych sklepów w 2026 r. Na koniec 2028 r. sieć ma liczyć około 16 tys. sklepów, czyli o 1 500 więcej niż pierwotnie zakładano podczas debiutu na GPW.
Pomimo niekorzystnych warunków pogodowych w styczniu i lutym, przekładających się na mniejsze natężenie ruchu w sklepach, sprzedaż porównywalna LfL wzrosła o 3,2%. Jednocześnie w cieplejszych okresach I kwartału 2026 r. LfL osiągał poziom średnio- do wysokiej jednocyfrowej dynamiki.
Skorygowany wynik EBITDA wzrósł o 13,1% do 674 mln zł, a jego marża wyniosła 9,1% wobec 9,0% w I kwartale 2025 r. Poprawa marży skorygowanej EBITDA wynikała przede wszystkim ze wzrostu w segmencie Ultimate Convenience, wspieranego ekspansją sieci i wzrostem sprzedaży LfL, oraz z poprawy efektywności kosztowej dzięki optymalizacji logistyki i oszczędnościom w zużyciu energii. Grupa Żabka kontynuuje również inwestycje w cyfrowe usługi dla klientów.
Sprzedaż do klienta końcowego w segmencie NGE zwiększyła się o 25,7% do 439 mln zł. W ramach innowacyjnych inicjatyw uruchomiono ponad 40 urządzeń vendingowych, głównie w fabrykach i biurach. Internetowy supermarket Delio, rozwijany przez Lite e-Commerce z Grupy Żabka, przekroczył próg 1 mln zamówień.
Skorygowana strata netto wyniosła 51 mln zł, co przekłada się na poprawę o 25 mln zł rok do roku, przede wszystkim dzięki solidnym wynikom operacyjnym i efektywnemu refinansowaniu ograniczającemu koszty finansowe.
Marża skorygowanego wyniku netto w 2025 r. odnotowała poprawę do -0,7% z poziomu -1,2% przed rokiem.
Wolne przepływy pieniężne (FCF) wyniosły 28 mln zł (-69% rdr). Spadek wynikał z niższego napływu kapitału obrotowego, będącego efektem intensywniejszej aktywności promocyjnej oraz świadomego zwiększenia poziomu zapasów w magazynach własnych i sieci franczyzowej. Grupa koncentrowała się na wspieraniu sprzedaży i utrzymaniu marżowości.
Poziom wydatków inwestycyjnych (CAPEX) był konsekwentnie kontrolowany. W I kwartale 2026 r. wyniosły one 299 mln zł, co oznacza spadek o 8% rok do roku. Kluczowe inwestycje obejmowały otwarcia nowych sklepów oraz modernizację istniejących placówek.
Dzięki silnej generacji gotówki oraz wzrostowi skorygowanej EBITDA wskaźnik długu netto do skorygowanej EBITDA po uwzględnieniu czynszów (z wyłączeniem zobowiązań leasingowych) spadł na koniec I kwartału 2026 do 1,1x z 1,6x na koniec I kwartału 2025 r. W porównaniu do końca 2025 r. był wyższy o 0,1x ze względu na sezonowo wyższe zaangażowanie kapitału obrotowego.
Podsumowanie wyników za 1Q2026
W mln PLN
1Q 2026
1Q 2025
Zmiana
Przychody ze sprzedaży
6 565
5 666
+15,9%
Zysk brutto ze sprzedaży
959
814
+17,8%
EBITDA
648
545
+19,0%
Skorygowany wynik EBITDA
674
596
+13,1%
Wynik netto
(73)
(125)
+41,8%
Skorygowany wynik netto
(51)
(77)
+33,0%
Wybrane KPI i mierniki efektywności
(wszystkie marże obliczone na podstawie sprzedaży do klienta końcowego)
1Q 2026
1Q 2025
Zmiana
Skonsolidowana sprzedaż do klienta końcowego, w mln PLN
Spada odsetek osób spodziewających się wzrostu pensji, jednocześnie rośnie grupa tych, którzy zakładają brak zmian, wynika z „Barometru rynku pracy 2026” Gi Group Holding. Tymczasem deklaracje pracodawców na najbliższy kwartał są zbliżone do ubiegłorocznych: 52,4% firm zamierza utrzymać poziom wynagrodzeń, 29,4% chce wprowadzić podwyżki, a 3,5% rozważa ich zmniejszenie. Częściej niż w ub. roku motywacją do podniesienia płac jest chęć docenienia pracowników.
Oczekiwania nadal wysokie, choć z roku na rok słabną
Oczekiwania płacowe pracowników pozostają wysokie, choć słabną już kolejny rok z rzędu, wynika z „Barometru rynku pracy 2026” Gi Group Holding. Spada odsetek spodziewających się podwyżki, rośnie natomiast grupa tych, którzy zakładają brak zmian wynagrodzenia. Nieznacznie zwiększa się także odsetek osób zakładających utrzymanie płac na dotychczasowym poziomie.
Podwyżek w najbliższych miesiącach spodziewa się 53,4% zatrudnionych, czyli o 2,6 p.p. mniej niż rok temu, o 6,2 p.p. niż dwa lata temu i o 8,1 p.p. niż trzy lata temu. Jednocześnie nieznacznie wzrosło grono zakładających, że ich wynagrodzenie nie zmieni się – z około 33% do 35%. W 2024 roku wynosił on 30,7%, 2023, a w 26,2%.
Na podwyżki liczą przede wszystkim osoby w wieku 45–54 lat (60,9%), kierownicy i starsi specjaliści (po 59%), pracownicy transportu i logistyki (59,8%) oraz handlu (56,3%). Częściej są to kobiety – blisko 60% wobec 47,5% mężczyzn. Warto odnotować, że relatywnie najwyższe oczekiwania płacowe mają osoby zarabiające od 5000 do 9999 zł netto miesięcznie – w tej grupie odsetek spodziewających się podwyżki wynosi 56–57%. W najmniejszym stopniu podwyżek oczekują osoby w wieku 55+ (40%), z sektora transportu i logistyki (43%), pracownicy niższego szczebla (42,4%), a także zarabiający powyżej 10 tys. (41%).
Zmieniają się również oczekiwania co do wysokości podwyżek. W tegorocznym badaniu 37,5% respondentów spodziewa się wzrostu na poziomie 11-20%, podczas gdy rok temu było to 44%. Jednocześnie nieco częściej niż w 2025 roku pracownicy liczą na podwyżkę do 10% – obecnie to około 30% zatrudnionych wobec 26% rok wcześniej. Większych wynagrodzeń oczekują zwłaszcza pracownicy w wieku 18-24 lat (łącznie ponad 43% z nich zakłada wzrost o co najmniej 20%), zatrudnieni w transporcie i logistyce (tutaj 44%) oraz osoby zarabiające powyżej 10 000 zł netto miesięcznie.
– Widoczne jest stopniowe tonowanie oczekiwań płacowych,comoże wynikać ze skali wcześniejszych podwyżek, a także z tego, że pracownicy bardziej realistycznie patrzą na realia rynkowe, dostrzegając wpływ niepewności koniunktury gospodarczej na kondycję firm.Zróżnicowanie oczekiwań w zależności od branży, wieku czy płci pokazuje złożoność obecnej sytuacji na rynku pracy. Uwagę zwraca nastawienie kobiet, które częściej niż mężczyźni liczą na podwyżki, co można wiązać z wprowadzanymi regulacjami unijnymi dotyczącymi ograniczania luki płacowej — podkreśla Anna Wesołowska, Dyrektor Zarządzająca Gi Group.
Większe szanse na podwyżki w średnich i dużych firmach, w sektorze publicznym, transporcie i logistyce
Deklaracje pracodawców odnośnie planów płacowych na najbliższy kwartał są zbliżone do ubiegłorocznych. 52,4% firm zamierza utrzymać poziom wynagrodzeń, 29,4% chce wprowadzić podwyżki (w 28,2% w 2025 roku), a 3,5% rozważa ich zmniejszenie (4,5% rok wcześniej).
Jak wynika z „Barometru rynku pracy 2026” Gi Group Holding, podniesienie wynagrodzeń najczęściej planują średnie i duże firmy (31,2%) – w obu przypadkach widoczny jest wyraźny wzrost takich deklaracji w porównaniu do ubiegłego roku, kiedy podwyżki zamierzała wprowadzić około 1/4 przedsiębiorstw tej wielkości. Inaczej wygląda sytuacja wśród małych firm – tu odsetek pracodawców zakładających wzrost płac spadł o 7 p.p., z blisko 33% do niespełna 26%.
Zmianę widać także w ujęciu branżowym. W 2026 roku plany podwyżek częściej sygnalizują firmy z sektora publicznego oraz transportu i logistyki – po 31,8%. To istotna różnica wobec 2025 roku, gdy branże te należały do najbardziej ostrożnych, a podwyżki zakładało 24% z nich. Znacząco mniej przedsiębiorstw zakłada natomiast wzrost wynagrodzeń w handlu – 20,5% w porównaniu z blisko 33% rok wcześniej.
– Dane dotyczące planów płacowych firm na najbliższy kwartał świadczą o utrzymaniu ostrożnego podejścia do polityki wynagrodzeń. Warto jednak zwrócić uwagę na różnice podejścia w zależności od wielkości firmy. W średnich i dużych przedsiębiorstwach odsetek podmiotów planujących podwyżki wyraźnie wzrósł, podczas gdy w małych istotnie się obniżył – komentuje Agnieszka Żak, Dyrektor ds. kluczowych klientów Gi Group.
Co stoi za decyzjami o wzroście wynagrodzeń?
Podobnie jak przed rokiem, najważniejszym impulsem do wprowadzania podwyżek pozostaje wzrost płacy minimalnej, na co wskazuje 68,3% pracodawców (64,5% rok temu). Drugim ważnym powodem pozostaje inflacja, sygnalizowana przez 42,3% firm (+4,2 p.p. r/r).
Na uwagę zwraca częstsza niż rok temu chęć docenienia pracowników. W tym roku taką motywację wprowadzania podwyżek wskazało 39,2% firm (wobec 30,2% rok wcześniej). Zmiana ta jest widoczna szczególnie w dużych organizacjach, w których ten powód podało 46%, aż o 23 p.p. więcej w porównaniu do ubiegłego roku. Większe znaczenie chęci docenienia finansowego jako powodu podniesienia wynagrodzeń obserwowany jest w handlu (55%, wzrost o 20 p.p.) oraz przemyśle (43%, wzrost o 14 p.p.).
Ponad 28% firm podnosi pensje także po to, by ograniczać rotację (w ub. roku było to 26,4%). Taką motywację częściej wskazują mniejsze przedsiębiorstwa (30%), a szczególnie wyraźnie zyskała ona na znaczeniu w usługach – 38%, o 7 p.p. więcej rok do roku. Rzadziej natomiast taki powód sygnalizuje branża przemysłowa (20% wobec 32% rok temu). Blisko co piąta firma deklaruje z kolei, że zwiększa płace, aby dostosować je do poziomów rynkowych (19,4%). Częściej robią to średnie i duże organizacje oraz, podobnie jak rok temu, firmy z branży usługowej.
– Tegoroczne wyniki badania pokazują, że choć nadal na decyzje dotyczące podwyżek najsilniejszy wpływ mają czynniki zewnętrzne, takie jak poziom płacy minimalnej czy inflacja, coraz większego znaczenia nabierają motywacje związane z chęcią doceniania pracowników i przeciwdziałania rotacji. To ważna zmiana, świadcząca nie tylko o rozumieniu oczekiwań, ale i motywacji pracujących. Dla zatrudnionych najistotniejszymi czynnikami w podejmowaniu decyzji zawodowych pozostają kwestie finansowe – podsumowuje Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment.
Zmiany wynagrodzeń w ostatnim kwartale
Dane z „Barometru Rynku Pracy 2026” Gi Group Holding świadczą o wyhamowaniu dynamiki płac. Wskazują na to zarówno firmy, jaki zatrudnieni – choć wynagrodzenia rosły, działo się to wolniej i w bardziej ograniczonym zakresie niż w latach ubiegłych.
Organizacje utrzymały ubiegłoroczny poziom płac. 31% firm podniosło wynagrodzenia w ostatnim kwartale (31,8% rok temu), 55,9% utrzymało ich poziom (wobec 56,3% rok temu), a 5,3% firm je zmniejszyło (5,1% w ub. roku).
Nieco inaczej na płace patrzą pracownicy – zgodnie z wynikami badania o 4,5 p.p. zmniejszył się odsetek osób, których wynagrodzenie wzrosło (z 38,9% do 34,6%), przy czym same podwyżki w większości były niższe lub równe 10% (łącznie 62,1% wobec 57,9% rok wcześniej). Jednocześnie o ponad 5 p.p. wzrósł udział osób, których pensje nie zmieniły się w ostatnim kwartale (z 47,6% do 52,8%). 13,5% wskazało na zmniejszenie wynagrodzenia (12,6% w ub. roku).
Kto w ub. roku zarobił więcej, a kto mniej?
Najczęściej na wzrost wynagrodzenia w ostatnim kwartale wskazują najmłodsi pracownicy 18–24 lat (44%), najrzadziej osoby w wieku 45–54 lat (23,6%) i 55–67 lat (25,6%). Podwyżki częściej otrzymywali młodsi specjaliści (42,6%), a najrzadziej pracownicy niższego szczebla (28,3%) i starsi specjaliści (30,3%). Z kolei spadek wynagrodzenia częściej niż inni sygnalizują pracownicy fizyczni (15,1%) i niższego szczebla (14,1%).
Częściej podwyżki wprowadzały firmy z sektora transportu i logistyki (41,4%) oraz handlu (39,3%). Rzadziej wzrosty pensji odnotowano w usługach (31,3%) i sektorze publicznym (31,7%), gdzie też częściej niż w innych branżach pracownicy deklarowali brak zmian w poziomie wynagrodzeń – odpowiednio 56,4% i 57,3%.
Największy odsetek osób, których wynagrodzenie wzrosło, odnotowano w województwie mazowieckim (blisko 38%), najmniejszy zaś w województwach: pomorskim, kujawsko-pomorskim i warmińsko-mazurskim (31%).
Link do raportu: https://www.gigroupholding.com/polska/insights/barometr-rynku-pracy-2026/?utm_source=media&utm_medium=komunikat&utm_campaign=barometr_20
O raporcie:
„Barometr Rynku Pracy 2026” to już 20. edycja raportu przygotowywanego od 2014 roku. Został opracowany przez ekspertów Gi Group Holding na podstawie badań przeprowadzonych przez Agencję Badań Rynku i Opinii SW Research. Badanie wśród pracodawców zostało zrealizowane metodą CATI (25.02–09.03.2026 r.), a wśród pracowników metodą CAWI (23.02–03.03.2026 r.). Partnerami raportu są: Federacja Przedsiębiorców Polskich, Polskie Forum HR oraz Konfederacja Lewiatan.
Grupa Kapitałowa Banku Millennium S.A. wypracowała w pierwszym kwartale 2026 roku zysk netto w wysokości 301 mln zł, co oznacza wzrost o 68% r/r i przekłada się na kwartalny, zannualizowany wskaźnik ROE na poziomie 12,1%. Podstawowa działalność operacyjna pozostała solidna i stanowiła główne źródło bardzo dobrego wyniku kwartalnego.
Z satysfakcją informuję, że pierwszy kwartał był mocnym otwarciem roku. Bank Millennium osiągnął solidny wynik finansowy – zysk netto wyniósł 301 mln zł. Odnotowaliśmy wyraźny wzrost biznesowy oraz dalsze wzmocnienie naszej pozycji kapitałowej. Konsekwentnie realizowaliśmy strategię wzrostu. Pozyskiwanie nowych klientów utrzymywało się na wysokim poziomie, a środki klientów nadal rosły – zarówno w obszarze oszczędności, jak i inwestycji. Baza klientów detalicznych Banku osiągnęła 3,3 mln, natomiast liczba aktywnych użytkowników cyfrowych przekroczyła 3,1 mln.
Równolegle pozostawaliśmy w pełni skoncentrowani na jakości obsługi we wszystkich kanałach. Zostało to docenione – Bank Millennium otrzymał nagrodę Złoty Bankier. Kontynuowaliśmy również rozwój systemów i aplikacji IT, utrzymując silny nacisk na bezpieczeństwo systemów oraz edukację klientów – powiedział Joao Bras Jorge, Prezes Banku Millennium.
Portfel kredytowy wzrósł o 2% kw/kw, co przełożyło się na 5% wzrost r/r. Dynamika w segmencie korporacyjnym dalej przyspieszyła (+28% r/r), przy wzroście samych kredytów korporacyjnych o 40% r/r. Pomimo niekorzystnej sezonowości, kredyty inwestycyjne stanowiły około ¼ nowej sprzedaży w 1kw26. Działalność leasingowa odnotowała wyraźne ożywienie po okresie stabilizacji – portfel wzrósł o 2% kw/kw i 6% r/r.
W bankowości korporacyjnej pierwszy kwartał był kolejnym okresem transformacji, w którym odnotowaliśmy znaczący wzrost nowo udzielonych kredytów. Bank Millennium jeszcze bardziej umocnił swoją pozycję wśród najszybciej rozwijających się banków w segmencie bankowości korporacyjnej – ponad 50% wzrostu portfela kredytowego zostało wygenerowane dzięki nowym klientom. Ma to szczególne znaczenie, ponieważ potwierdza zarówno wysoką jakość naszej aktywności komercyjnej, jak i rosnącą zdolność do nawiązywania nowych relacji z klientami korporacyjnymi. Reakcja klientów korporacyjnych na nasze usługi w obszarze kredytów, leasingu, faktoringu oraz bankowości transakcyjnej jest bardzo pozytywna. To wyraźnie potwierdza, że obrana przez nas strategia jest skuteczna, a budowane przez nas relacje z klientami są coraz silniejsze, szersze i bardziej wartościowe – dodał Joao Bras Jorge, Prezes Banku Millennium.
Portfel detaliczny wzrósł nieznacznie w ujęciu kwartalnym, a ujemna dynamika r/r spowolniła do -2%. Negatywne trendy wynikały głównie z szybko kurczącego się portfela walutowych kredytów hipotecznych oraz portfela kredytów hipotecznych w PLN. Jednocześnie w 1kw26 zaobserwowano odwrócenie trendu w portfelu hipotek złotowych, który wzrósł o 1% kw/kw, co było pierwszym efektem bardzo silnej sprzedaży w 1kw26 na poziomie 2,2 mld zł (+79% r/r). Dynamika w portfelu kredytów konsumpcyjnych pozostała solidna – sprzedaż wyniosła 1,9 mld zł, tj. nieznacznie poniżej rekordowych poziomów, a portfel wzrósł o 5% r/r.
Nadwyżka płynności dalej rosła – depozyty zwiększyły się o 3% kw/kw i 13% r/r, a wskaźnik kredyty/depozyty obniżył się do poziomu 58,0%.
Liczba aktywnych klientów detalicznych utrzymała stabilny trend wzrostowy i osiągnęła 3,3 mln (+5% r/r), natomiast liczba aktywnych klientów mikrofirm rosła w tempie 14% r/r. Liczba aktywnych klientów cyfrowych przekroczyła 3,1 mln, przy czym klienci „mobile only” stanowili 78% tej grupy. Wartość produktów inwestycyjnych wzrosła o 1% kw/kw do 17,5 mld zł, pomimo niekorzystnych warunków rynkowych. W ramach tej kategorii aktywa zarządzane przez Millennium TFI wzrosły o 3% kw/kw i 39% r/r, osiągając poziom 11,4 mld zł.
Wskaźniki kapitałowe istotnie poprawiły się w analizowanym okresie – skonsolidowany współczynnik TCR wzrósł do 17,6%, T1 do 16,4% co odzwierciedla włączenie do funduszy własnych emisji obligacji AT1 o wartości 1,5 mld zł oraz zysku netto za 2poł25.
1 kw. 2026 roku stanowi kolejny etap realizacji strategii “Wartość i Wzrost’28”. Bank koncentruje się na rozwoju w segmencie detalicznym, wzmocnieniu pozycji banku w segmencie firm oraz poprawie rentowności. Bank stawia na cyfryzację, rozwój oferty, w tym produktów inwestycyjnych i oszczędnościowych, a także na konsekwentne doskonalenie obsługi klienta.
W raportowanym okresie Bank Millennium wdrażał rozwiązania ukierunkowane na wsparcie potrzeb klientów detalicznych oraz firmowych. Zgodnie z podejściem budowy spójnego, wielokanałowego ekosystemu obsługi, łączącego rozwiązania cyfrowe z bezpośrednim wsparciem doradców, w obszarze bankowości detalicznej, Bank umożliwił bezpośredni zdalny kontakt z doradcą i zaoferował nową metodę wsparcia klientów, która pozwala na współdzielenie ekranu w aplikacji mobilnej podczas połączenia. Klienci mają również dostęp do historii wymienianych plików. Ponadto uruchomiona została usługa połączenia z tłumaczem online Polskiego Języka Migowego (PJM). W zakresie rozszerzania oferty o nowe rozwiązania inwestycyjne, w pierwszym kwartale zakończono prace nad uruchomieniem czterech funduszy indeksowych Millennium TFI notowanych w złotych, odwzorowujących globalne indeksy, które zostały udostępnione klientom z początkiem kwietnia.
W obszarze bankowości przedsiębiorstw klienci od pierwszego kwartału bieżącego roku mogą skorzystać z nowej funkcji, która umożliwia pełną obsługę firmowej karty płatniczej w smartfonie w specjalnym trybie “Mam tylko kartę”, bez konieczności korzystania z pełnej bankowości internetowej. Użytkownicy aplikacji Bank Millennium dla Firm zyskują bezpieczny dostęp do kluczowych funkcji karty, w tym salda, historii transakcji, zarządzania PINem, limitami, płatnościami internetowymi oraz blokadą karty. Mając na uwadze założenia strategii Banku w zakresie rozwoju oferty leasingowej oraz wzmacniania synergii w ramach Grupy, w raportowanym kwartale spółka Millennium Leasing zainicjowała działania promocyjne wspierające finansowanie, skierowane do klientów ze wszystkich segmentów biznesowych – od mikrofirm po duże korporacje. Klienci, po zawarciu dwóch umów leasingu w określonych terminach, mogą uzyskać nagrodę pieniężną, wypłacaną na karcie przedpłaconej Mastercard wydanej przez Bank Millennium.
Grupa ZUE podpisała z Tramwajami Śląskimi trzy umowy na realizację zadań w ramach I etapu projektu „Modernizacja i rozwój infrastruktury tramwajowej w Górnośląsko – Zagłębiowskiej Metropolii”. Umowy dotyczą prac w formule „projektuj i buduj” na zadaniach w Chorzowie i Bytomiu oraz prac w formule „buduj” na zadaniu w Katowicach. Wartość brutto wszystkich trzech umów wynosi 52,1 mln zł, co oznacza łączną kwotę netto 42,3 mln zł.
Umowa o najwyższej wartości, czyli 33,6 mln zł brutto, dotyczy przebudowy torowiska tramwajowego wzdłuż ul. 1 Maja i ul. Obrońców Westerplatte w Katowicach. Inwestycja obejmuje przebudowę istniejącego torowiska tramwajowego, sieci trakcyjnej i jezdni wraz z infrastrukturą towarzyszącą.
Druga z podpisanych umów również obejmuje przebudowę torowiska tramwajowego i sieci trakcyjnej wraz z infrastrukturą towarzyszącą, ale w Bytomiu i Chorzowie. Prace będą prowadzone wzdłuż ul. Katowickiej i Chorzowskiej na odcinku od ul. Polnej do przystanku Łagiewniki Cmentarz. Wartość brutto tej umowy to 14,2 mln zł, a wartość netto wynosi
11,5 mln zł.
Trzecia umowa dotyczy przebudowy torów tramwajowych oraz regulacji sieci trakcyjnej w Chorzowie wzdłuż ul. Katowickiej na odcinku od ul. Metalowców do ul. Nowej. Wartość brutto tej umowy wynosi 4,3 mln zł, a wartość netto 3,5 mln zł.
Wszystkie prace, związane z realizacją podpisanych umów, powinny zakończyć się do końca 2027 roku.
„Rynek tramwajowy w Europie bez wątpienia zyskuje na znaczeniu jako element zrównoważonego transportu. Polska, w tym Śląsk, wpisuje się w ten trend, budując nowe sieci tramwajowe oraz modernizując i ulepszając te już istniejące. Jako Grupa z wieloletnim doświadczeniem w zakresie prac tramwajowych, niezmiernie cieszymy się z podpisania umów z Tramwajami Śląskimi. Już od dawna realizujemy prace tramwajowe w tym rejonie Polski. Teraz chcemy jak najszybciej przystąpić do prac, których realizacja realnie poprawi warunki i komfort podróży mieszkańców Aglomeracji Śląskiej” – mówi Wiesław Nowak, Prezes Zarządu ZUE S.A.
„Mimo dużego portfela zamówień, kontynuujemy aktywność na rynku ofertowym, biorąc udział w przetargach kolejowych i tramwajowych, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Uczestniczymy w większości dużych postępowań przetargowych ogłaszanych przez PKP PLK i miasta, by jak najlepiej wykorzystać czas ożywienia inwestycyjnego. Jesteśmy gotowi na realizację nowych projektów oraz dalsze umacnianie swojej pozycji rynkowej” – dodaje Prezes.