Juan zyskuje na sile, dolar testuje kluczowe poziomy oporu

Dolar amerykański gwałtownie zyskał w poniedziałek na wartości, gdy inwestorzy grający na spadek jego notowań wycofali się po złagodzeniu napięć handlowych między USA a Chinami. Jeszcze mocniej umocnił się chiński juan. Po tej kapitulacji rynek może jednak szukać nowych impulsów niezwiązanych z handlem. Centrum zainteresowania może ponownie stać się rynek amerykańskich obligacji skarbowych.

Zawieszenie ceł między USA a Chinami – ogłoszone na przynajmniej 90 dni – okazało się kluczowym momentem krótkoterminowej kapitulacji dla inwestorów grających na spadek dolara. W poniedziałek dolar amerykański przebił poziomy oporu i niemal dotarł do ostatnich głównych średnioterminowych oporów. Po tak silnej reakcji wynikającej przede wszystkim z polityki handlowej USA, wielu uczestników rynku będzie teraz intensywnie śledzić kolejne wydarzenia związane z handlem. Jednak można przypuszczać, że rynek zacznie szukać nowych impulsów – a jednym z nich może ponownie stać się rynek obligacji skarbowych USA.

W czasie gdy obserwujemy, czy dolar amerykański będzie kontynuował swój rajd, John J. Hardy, główny strateg makroekonomiczny w Saxo zwraca uwagę na kluczowe poziomy na głównych parach walutowych z USD:

  • EURUSD: Obszar 1,1050, który odpowiada poziomowi zniesienia 61,8% ruchu wzrostowego od dołka 1,0733 do szczytu 1,1573.
  • USDJPY: Poziom 150,00 ma duże znaczenie psychologiczne jako potencjalny punkt zamknięcia (na koniec dnia lub tygodnia). Dodatkowo średnia 200-dniowa wynosi obecnie 149,72. Traderzy korzystający z analizy Ichimoku powinni obserwować górne ograniczenia chmury, które w kolejnych dniach będą zniżkować – obecnie znajdują się w rejonie 150,00. Tygodniowa chmura pozostaje powyżej aktualnych poziomów cenowych.
  • GBPUSD: Zniesienie 38,2% ostatniego ruchu wzrostowego od dołka 1,2709 utrzymało się mimo niewielkiego przełamania z poniedziałku (1,3163 wobec przedwczorajszego dołka 1,3140). Kluczowa strefa kapitulacji wydaje się znajdować w rejonie psychologicznego poziomu 1,3000, który dobrze pokrywa się ze zniesieniem 61,8% (1,2990).
  • USDCHF: Odnotowaliśmy istotny test zniesienia 38,2% liczonego od dołka na poziomie 0,8282. Bariera psychologiczna znajduje się przy 0,8500, natomiast główna strefa oporu leży wyżej – w rejonie 0,8750. To wciąż relatywnie odległy poziom, jednak frank szwajcarski utrzymuje zaskakującą siłę, mimo wyraźnej poprawy sentymentu rynkowego. Możliwe, że kluczowym czynnikiem jest tutaj cena złota.
  • USDCAD: Poziom 1,4000 stanowi kluczową strefę zarówno psychologiczną, jak i techniczną – został on wczoraj chwilowo przekroczony. Górna granica potencjalnego oporu znajduje się w przedziale 1,4150–1,4250.
  • AUDUSD: Ruchy na tej parze są bardziej ograniczone, prawdopodobnie z powodu silniejszego CNH. Lokalne wsparcie znajduje się przy poziomie 0,6344.

John J. Hardy zauważa, że ruch dolara amerykańskiego jest zdecydowanie słabszy w porównaniu do odbicia sentymentu na rynkach globalnych, a złoto wciąż utrzymuje się na wysokich poziomach cenowych. Sugeruje to, że długoterminowe czynniki wpływające na osłabienie dolara pozostają aktualne, a obecny jego wzrost może być tylko krótkoterminową korektą w ramach nowego, długoterminowego trendu. Wiarygodność tej analizy zostanie podważona tylko, jeśli EURUSD spadnie poniżej poziomu 1,0750–1,0700, a USDJPY przekroczy 152,00. Jeśli dojdzie do tych kluczowych zmian, to będzie to raczej chwilowa przerwa, a nie koniec dotychczasowego trendu, i rynek będzie czekał na dalsze sygnały, które pomogą określić jego przyszły kierunek.

Wykres: USDCNH

Dla niektórych może być zaskakujące, że chińska waluta umacnia się bardziej niż dolar amerykański. Zazwyczaj widzimy, że juan porusza się w tym samym kierunku co dolar amerykański na parach krzyżowych – stąd od weekendu ogromny spadek EURCNH. Chiny mogą pozwalać na bardziej wyraźne wahania kursu juana jako formę „pokazu siły” w celach PR-owych, lub może to wynikać z obaw o kondycję chińskiej gospodarki, które zostały złagodzone po zaostrzeniu polityki handlowej USA. Ruch na tej parze nie jest szczególnie znaczący, chyba że: A) USDCNH spadnie znacznie poniżej poziomu 7,00, lub B) waluta zacznie poruszać się w innym kierunku niż USD w parach krzyżowych względem innych głównych walut. Warto przy tym zauważyć, że istnieją dowody na potwierdzenie korelacji CNH z USD: para EURCNH i EURUSD miała współczynnik determinacji (r-kwadrat) na poziomie 61,5% w ujęciu dziennym przez ostatnie dwa lata, natomiast USDJPY i CNHJPY aż 80,4%.USDCNH

Żródło: Saxo

– Ostatnie zmiany na rynku walutowym, w tym umacnianie się juana i niepewność wokół dolara amerykańskiego, pokazują, jak dynamiczne i trudne do przewidzenia mogą być globalne trendy ekonomiczne. W takich warunkach dywersyfikacja portfela inwestycyjnego nabiera szczególnego znaczenia. Inwestowanie w różne klasy aktywów i w różnych regionach geograficznych pomaga ograniczyć wpływ nagłych zmian na jednym rynku. Zbyt duża ekspozycja na jedną walutę lub sektor może bowiem zwiększyć ryzyko strat. Dlatego rozsądna dywersyfikacja to nie tylko strategia ochrony, ale też szansa na stabilniejszy rozwój portfela inwestycyjnego – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku

Następny kluczowy punkt: rynek obligacji skarbowych USA?

Długoterminowe rentowności amerykańskich obligacji ponownie nieznacznie wzrosły wraz z odbiciem sentymentu ryzyka i nadzieją, że polityka handlowa Trumpa nie zdestabilizuje amerykańskiej gospodarki. Ryzyko negatywnego wpływu na dane gospodarcze USA w okresie maj-lipiec zostało na pewno zmniejszone poprzez obniżenie zagrożenia wynikającego z polityki celnej, choć istnieje ryzyko „kaca” polegające na tym, że amerykańska gospodarka mogła zostać nieco sztucznie ożywiona w pierwszych czterech miesiącach roku przez panikę związaną z planowanymi cłami. Trudno to określić. Niemniej jednak, zadeklarowany cel sekretarza skarbu USA, Bessenta polegał na obniżeniu rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA, co jeszcze nie zostało osiągnięte. Podczas ostatniego wzrostu rentowność ta zbliżyła się niemal do poziomu 4,50%.

John J. Hardy jest przekonany, że ryzyko polityki osłabiającej dolara amerykańskiego ze strony Bessenta i jego ekipy, mającej na celu ograniczenie wzrostu długoterminowych rentowności USA, rośnie z każdym wzrostem rentowności powyżej 4,50%, a szczególnie powyżej 4,75%, o ile taki poziom zostanie osiągnięty. (Zmiany w przepisach SLR dla banków, pozwalające im przechowywać więcej obligacji skarbowych bez kar, są powszechnie uważane za pierwszy krok w tym kierunku.) Jedyną rzeczą, która mogłaby bez interwencji stłumić wzrost rentowności długoterminowych, byłyby słabsze dane gospodarcze z USA, sugerujące nadchodzącą recesję, co również miałoby negatywny wpływ na dolara. Istnieje więc możliwość dalszego wzrostu dolara, ale ekspert Saxo uważa, że nie będzie on znaczący.

Ostatni wzrost niemal całkowicie zneutralizował osłabienie dolara amerykańskiego, a CNH teraz znajduje się na plusie po niedawnym, gwałtownym umocnieniu. Największe straty ponosi JPY na skutek wyższych globalnych rentowności i silnego sentymentu ryzykownego, który sprzyja handlowi carry. Biorąc pod uwagę silny wzrost dolara amerykańskiego od weekendu, utrzymanie się złota w dotychczasowym zakresie cenowym jest zaskakująco stabilne.rynek obligacji skarbowych USArynek obligacji skarbowych USA

Żródło: Bloomberg i Grupa Saxo

Nowa tabela trendów FX dla poszczególnych par walutowych

Para USDJPY odbiła się tak gwałtownie, że nasz wskaźnik trendów wskazuje obecnie na pozytywny trend. Jest to jednak trochę przedwczesne, ponieważ John J. Hardy przyznaje, że pomylił się co do prognoz dla trendów na parach z JPY, które wykonały silny ruch wzrostowy (szczególnie GBPJPY) – choć bez przebicia istotnych zakresów cenowych.Nowa tabela trendów FX dla poszczególnych par walutowych

Żródło: Bloomberg i Grupa Saxo

Funt w cieniu euro, ale z potencjałem wzrostu. Prognozy na 2025–2026

Od czasu ogłoszenia ceł odwetowych Trumpa funt radzi sobie wyraźnie gorzej niż euro. Mimo że skala wpływu ceł na brytyjską gospodarkę wydaje się ograniczona, waluta ma złą passę ze względu na status jednej z najbardziej ryzykownych w grupie G10. Perspektywy funta pozostają jednak korzystne, m.in. ze względu na ostrożne tempo cięć stóp procentowych Banku Anglii i potencjalne zbliżenie gospodarcze z UE.

Kluczowe punkty:

  • GBP jest słabszy od EUR mimo ograniczonej ekspozycji na cła.
  • Wskaźniki PMI sugerują nadchodzące problemy brytyjskiej gospodarki.
  • Inflacja spada, utrzymuje się jednak powyżej celu BoE.
  • Rynek pracy jest odporny mimo ryzyk związanych z budżetem.
  • BoE obniżył stopy w maju, dalsze cięcia będą stopniowe.
  • Pozostajemy optymistyczni wobec GBP względem większości głównych walut.

Uważamy, że brytyjska gospodarka powinna być dość dobrze chroniona przed ryzykami stwarzanymi przez większy protekcjonizm handlowy USA, biorąc pod uwagę jej ograniczoną ekspozycję na zewnętrzny popyt i brak zależności od przepływu towarów na drugą stronę Atlantyku. Wielka Brytania ma w handlu z USA deficyt, nawiązała już także wstępne porozumienie, a jej stawka celna wynosi jedynie bazowe 10%. Inwestorzy jednak częściowo odwrócili się od funta po 2 kwietnia, m.in. ze względu na jego status jednej z najbardziej ryzykownych walut w grupie G10, a zamiast tego szukali schronienia w tradycyjnych safe haven (franku szwajcarskim i jenie japońskim) oraz euro.

Utrzymujemy pozytywny pogląd na perspektywy funta. Stosunkowo słabe wyniki brytyjskiej gospodarki stanowią ryzyko spadkowe dla waluty w horyzoncie naszej prognozy, szczególnie że nie obserwujemy jeszcze pełnego wpływu rosnących kosztów prowadzenia firm na rynek pracy i inflację. Uważamy jednak, że ograniczona ekspozycja Wielkiej Brytanii na cła, starania Laburzystów o bliższe więzi z Unią Europejską i ostrożne tempo cięć stóp procentowych Banku Anglii będą wspierać funta w 2025 r.

Niepewne perspektywy wzrostu gospodarczego na Wyspach

Jak zaznaczyliśmy na początku roku, gospodarcza przyszłość Wielkiej Brytanii jest skomplikowanym zagadnieniem. Ostatnie odczyty aktywności były dość mieszane i trudno było wyraźnie odczytać realne perspektywy gospodarki. W drugiej połowie 2024 r. właściwie wypłaszczyła się, dane obejmujące pierwsze miesiące 2025 r. są jednak nieco bardziej obiecujące. Miesięczna dynamika PKB w lutym była imponująca – gospodarka doświadczyła ekspansji o 0,5%, co było najszybszym tempem wzrostu od marca 2024 r. i znacznie powyżej szacunków ekonomistów.

Wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej sugerują jednak trudności w II kwartale. Indeks zbiorczy spadł w kwietniu do zaledwie 48,4 pkt, co wskazuje na skurczenie się gospodarki i stanowi największe spowolnienie od października 2023 r. Właściciele firm mierzą się z coraz bardziej nieprzyjazną mieszanką ryzyk, zarówno krajowych, jak i zewnętrznych. Pewne zmartwienie stanowią cła, spodziewamy się również, że wyższe koszty zatrudnienia przez podwyżkę składek na ubezpieczenie i krajowej płacy minimalnej, które weszły w życie w kwietniu, opóźnią decyzje inwestycyjne i ograniczą zatrudnienie nowych osób.

Patrzymy z rezerwą na plany Laburzystów dotyczące zapożyczania się w obecnym otoczeniu. Rentowności brytyjskich obligacji skarbowych w ostatnich tygodniach nieco się ustabilizowały, są jednak bardzo wysokie mimo niedawnego rozluźniania polityki monetarnej przez Bank Anglii. Prawdopodobnie spowoduje to utrzymanie stóp kredytów hipotecznych na podwyższonym poziomie, podczas gdy rozporządzalny dochód gospodarstw domowych będzie ograniczony przez podwyżki cen energii i wody. Przy słabym wzroście i wyższych rentownościach, które ograniczają przestrzeń fiskalną, nie możemy również wykluczyć dalszych podwyżek podatków jesienią, co nie byłoby szczególnie korzystne dla brytyjskich aktywów.

BoE zdecyduje się na stopniowe cięcia

Podwyższona presja inflacyjna wciąż niepokoi Bank Anglii. W maju BoE obniżył stopy procentowe o 25 pb. stosunkiem głosów 5:4 (dwoje z gołębi optowało za cięciem o 50 pb.). Sygnały z banku sugerują, że decydenci powinni ostrożnie podchodzić do perspektyw dalszego rozluźniania polityki monetarnej. Jesteśmy zdania, że w czerwcu niemal na pewno dojdzie do pauzy i widzimy nie więcej niż dwa cięcia w pozostałej części roku (rynek skorygował oczekiwania i obecnie ma podobną opinię).

W ostatnich miesiącach presja cenowa w Wielkiej Brytanii w dalszym ciągu spadała; jej główna miara sięgnęła w marcu 2,6%. Choć w maju BoE nieznacznie obniżył prognozę inflacji (co jest w dużej mierze wynikiem niższych cen ropy) podejrzewamy,  że decydenci będą chcieli zobaczyć więcej dowodów na postępy w zakresie jej miary bazowej (3,4%) i inflacji usług (4,7%), która przekracza wciąż ponad dwukrotnie ustalony cel. Nie zapominajmy, że celem banku jest kontrolowanie inflacji, a nie wspieranie wzrostu, zaś ryzyka w górę dla cen konsumenckich są wciąż znaczące – wynikają szczególnie z podwyżek podatków dla firm, wyższych cen energii i podwyższonej presji płacowej.

Funt ma szansę na umocnienie

W obliczu ostatnich wydarzeń w USA zrewidowaliśmy naszą prognozę kursu GBP/USD w górę w jej horyzoncie. Jak wspomnieliśmy, uważamy że brytyjska gospodarka może przetrwać zamieszanie celne bez większych strat, szczególnie że jest ona znacznie bardziej zależna od dochodów z usług niż od eksportu towarów. Dodatkowo spodziewamy się, że Bank Anglii utrzyma swoje zachowawcze podejście w zakresie obniżania stóp procentowych.

Sytuacja w kraju, w szczególności podwyższona inflacja i rosnące koszty dla firm, stanowi naszym zdaniem większe ryzyko dla wzrostu niż cła, brytyjski rynek pracy jest jednak jak na razie odporny na te wyzwania. Wciąż postrzegamy funta jako jedną z najbardziej niedowartościowanych walut w grupie G10 i wydaje się, że dalsza jego korekta wchodzi w grę, szczególnie jeśli Laburzyści będą zmierzali w stronę zacieśniania więzi z Unią Europejską.

GBP/USD GBP/EUR GBP/PLN
Q2-2025 1,32 1,17 4,95
Q3-2025 1,33 1,17 4,95
E-2025 1,35 1,17 5,00
Q1-2026 1,37 1,18 5,00
E-2026 1,40 1,19 5,05

 

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Kurs euro do dolara: co dalej z EUR/USD? Eksperci przewidują wzrosty w 2025–2026 r.

Euro w oczach inwestorów stało się de facto walutą safe haven i najlepszą alternatywą dla dolara, po tym jak „dzień wyzwolenia” wywołał zamieszanie na rynkach finansowych. Z naszej perspektywy para EUR/USD ma potencjał na dalszy wzrost, szczególnie w kontekście zmniejszania się różnic między wynikami gospodarek USA i strefy euro oraz ogromnej stymulacji w Niemczech. Ostre cięcia stóp ze strony EBC to jeden z czynników, który może zaszkodzić walucie w krótkim terminie.

Kluczowe punkty:

  • Euro jest najsilniejsze od końcówki 2021 r.
  • Wspólna waluta jest postrzegana właściwie jako aktywo safe haven.
  • Gospodarka strefy euro odnotowała solidny wzrost w I kwartale (+0,4% k/k).
  • Przez cła perspektywy gospodarcze są słabe, wskaźniki PMI sugerują stagnację.
  • EBC powinien obniżyć stopy w czerwcu i w dalszej części roku.
  • Spodziewamy się dalszych zysków pary EUR/USD.

Choć tradycyjnie – mając na uwadze wspomniany rynkowy chaos – byłoby to sprzeczne z intuicją, kurs EUR/USD przekroczył w kwietniu poziom 1,15, umacniając się do najlepszej pozycji od końcówki 2021 r. Utrata zaufania do amerykańskich aktywów od czasu ogłoszenia drakońskich ceł była korzystna dla euro, jako że inwestorzy szukają mało ryzykownych, stabilnych i płynnych zamienników. Wspólną walutę dodatkowo wsparły wieści o historycznej stymulacji fiskalnej w Niemczech, gdzie złagodzony ma zostać tzw. hamulec długu, a w gospodarkę ma zostać wstrzyknięte 500 mld EUR na projekty infrastrukturalne.

Perspektywy wzrostu w strefie euro pozostają kruche, m.in. przez zagrożenie cłami, a Europejski Bank Centralny wydaje się planować dalsze agresywne cięcia stóp procentowych. Mimo tego zrewidowaliśmy w górę naszą prognozę dla euro od ostatniego raportu i spodziewamy się jego solidnych zysków względem dolara w jej horyzoncie. Uważamy, że wspólna waluta może zyskać na chaotycznych decyzjach Białego Domu i malejącej różnicy między wynikami gospodarek po obu stronach Atlantyku, co może zostać uwypuklone przez działania w zakresie stymulacji fiskalnej w Europie.

Cła rzuciły cień na perspektywy wzrostu gospodarczego w strefie euro

Póki co uczestnicy rynku wydają się utrzymywać stosunkowo pozytywny pogląd na gospodarkę strefy euro. Aktywność we wspólnym bloku odbijała przez większą część 2024 po katastrofalnym 2023. Wzrost w I kwartale tego roku również przekroczył oczekiwania – gospodarka wzrosła w tym czasie o 0,4%, szybciej rosła ostatni raz w III kwartale 2022 r. Wsparły go dobre wyniki Hiszpanii i Włoch oraz wzrost aktywności w Irlandii, która zyskała na wpływach z USA i statusie raju podatkowego. Wydaje się, że rozluźnianie polityki monetarnej również wsparło popyt, a zwiększony amerykański import europejskich towarów przed wprowadzeniem ceł zapewnił tymczasowe wsparcie.

Perspektywy wspólnego bloku pozostają jednak zaciemnione przez cła i nie możemy wykluczyć niewielkiego spowolnienia w drugiej połowie roku, jeśli niepewność handlowa utrzyma się na podwyższonym poziomie. Jak wspomnieliśmy w lutym, zasadnym pytaniem nie jest to, czy gospodarka strefy euro ucierpi na cłach Trumpa, ale jak mocno. Choć nie spodziewamy się, by ich oddziaływanie na wzrost gospodarczy było katastrofalne, to prawdopodobieństwo recesji jest niezaniedbywalne, jako że wpływ na handel będzie spotęgowany przez zachwiane zaufanie przedsiębiorców i konsumentów.

Dane ankietowe dotyczące aktywności po „dniu wyzwolenia” utrzymują się na razie na dość dobrym poziomie. Zbiorczy PMI od S&P wskazywał w kwietniu na stagnację (50,4 pkt), utrzymuje się jednak od czterech miesięcy tuż powyżej granicznego poziomu 50 pkt. Aktywność w sektorze usługowym w dalszym ciągu spada (50,1 pkt), zaś w przemysłowym rośnie (49,0 pkt). Mimo niepewności handlowej są powody do optymizmu, nie tylko ze względu na nadchodzącą stymulację fiskalną w Niemczech i spadek cen energii, który jest korzystny dla wspólnego bloku, biorąc pod uwagę jej wpływ na inflację i status Europy jako importera netto energii.

Dalsze cięcia stóp EBC niemal pewne

Raport dotyczący inflacji HICP w kwietniu pokazał nieznacznie silniejszą od oczekiwań presję cenową. Główna miara w dalszym ciągu spada i jest tuż powyżej wynoszącego 2% celu EBC (2,2%). Miara bazowa jest jednak uporczywie wysoka (2,7%), podobnie jest w sektorze usługowym (3,9%), w którym jest bliska dwukrotności celu banku. Nie wpłynie to naszym zdaniem na tempo obniżek stóp procentowych EBC – na kwietniowym posiedzeniu Rada Prezesów wydawała się coraz bardziej pewna, że zmierzamy do dezinflacji. Proces ten powinny wesprzeć niedawna aprecjacja euro, spadek cen energii i napięcia handlowe, które będą prawdopodobnie ciążyć globalnemu wzrostowi.

Kwietniowe posiedzenie EBC nie przyniosło zaskoczeń – w wyniku jednomyślnego głosowania obniżono stopy procentowe o 25 pb. Prezeska Christine Lagarde zdawała się sugerować, że wieści o cłach wymusiły na banku działanie – stwierdziła, że kilka tygodni wcześniej część członków opowiedziałaby się za pauzą. Bank nie zapewnił klarownego forward guidance i nie jest to niczym dziwnym w stale zmieniającym się krajobrazie geopolitycznym. Usunięcie z oświadczenia słowa „restrykcyjna” w odniesieniu do polityki monetarnej, oznaki większej pewności w kontekście inflacji i podwyższone obawy dotyczące perspektyw wzrostu wskazują jednak, że dalsze cięcia są niemal pewne, szczególnie że Lagarde zasugerowała, że stopy mogą zejść poniżej neutralnego poziomu.

Cła podważyły zaufanie do dolara, euro na tym skorzysta

Uważamy, że euro od czasu ogłoszenia ceł Trumpa mogło być nieco nadmiernie kupowane, i ostatnie pozytywne sygnały dotyczące ceł wspierają ten pogląd, spychając kurs EUR/USD w dół. W średnim terminie spodziewamy się jednak dalszego wzrostu pary. Naszym zdaniem cła Trumpa i kryzys zaufania do amerykańskich aktywów wywołały zmniejszanie się różnic między wynikami gospodarek USA i strefy euro, a wpływ ogromnej stymulacji w Niemczech może ten proces przyspieszyć.

EUR/USD USD/PLN EUR/PLN*
Q2-2025 1,13 3,75 4,25
Q3-2025 1,14 3,75 4,25
E-2025 1,15 3,70 4,25
Q1-2026 1,16 3,65 4,25
E-2026 1,18 3,60 4,25

 

*prognoza EUR/PLN jest prognozą złotego,

prognoza EUR/USD ma kluczowe znaczenie dla prognozy USD/PLN

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Kryzys zaufania do USA. Prognozy kursu dolara na 2025 i 2026 nie pozostawiają złudzeń

Ogłoszenie przez Trumpa 2 kwietnia ceł odwetowych spowodowało jeden z najjaskrawszych przypadków słabości dolara od czasu globalnego kryzysu finansowego. Niezależnie od dalszych decyzji administracji USA, zaufanie do amerykańskich aktywów zostało już zachwiane, zakwestionowany został również pogląd, że USA są bezpiecznym i godnym zaufania kierunkiem dla inwestorów. W efekcie prognozujemy, że kurs EUR/USD wzrośnie, a USD/PLN zakończy rok na poziomie 3,70.

Kluczowe punkty:

  • Indeks USD spadł do najniższego poziomu od 2022 r.
  • Cła wywołały kryzys zaufania do amerykańskich aktywów.
  • Amerykańska gospodarka zwolni, możliwa jest recesja.
  • Oczekiwania inflacyjne gwałtownie rosną.
  • Uważamy, że Fed będzie w 2025 r. dokonywać cięć stopniowo.
  • Nasz pogląd na dolara stał się negatywny.

Doświadczyliśmy dość nietypowej zmiany poglądu rynków na amerykańskie cła od czasu listopadowych wyborów prezydenckich. W ostatnim kwartale ubiegłego roku indeks USD wzrósł o ok. 8% w oczekiwaniu na to, że druga kadencja Trumpa sprawi, że inflacja będzie wyższa, a Rezerwa Federalna bardziej jastrzębia. Od tamtego czasu sytuacja uległa jednak ogromnej zmianie – uczestnicy rynku zaczęli obawiać się, że cła i ogromna niepewność, jaką przyniosła polityka handlowa Trumpa, mogą doprowadzić do recesji w USA w tym roku.

W obliczu chaotycznego i impulsywnego sposobu, w jaki cła zostały nałożone, a następnie wycofane, inwestorzy kwestionują pozycję USA jako światowego lidera w zakresie siły instytucjonalnej, odporności gospodarczej i wolnego handlu. Było to motorem trendu „sell America”, w ramach którego straciły amerykańskie rynki akcji, obligacje skarbowe i dolar – taki wspólny ruch jest dość niezwykły i bezprecedensowy, szczególnie w okresie zwiększonej niepewności rynkowej.

Proces nakładania ceł wzbudził znaczne kontrowersje

Rynki finansowe stanęły na głowie po ogłoszeniu przez Trumpa niszczycielskich ceł. Same restrykcje handlowe były oczekiwane, ich skala i zakres były jednak niespodziewane. Logika ekonomiczna sugerowałaby, że wyższe amerykańskie cła będą dla dolara korzystne, choćby dlatego, że waluty safe haven zwykle zyskują podczas zamieszania na rynkach. Tym razem stało się jednak wręcz odwrotnie, a to sprzeczne z intuicją zachowanie przypisujemy poniższym czynnikom:

  • Dziwaczny i nieuzasadniony sposób, w jaki cła zostały ustalone i ogłoszone, zachwiał wiarą w amerykańską strukturę instytucjonalną. Wydaje się, że dolar przynajmniej tymczasowo stracił swój status safe haven, który przejęło euro, będące drugą najbardziej płynną walutą świata.
  • Cła zwiększyły ryzyko recesji w USA – rynki obstawiają, że to właśnie Stany ucierpią na restrykcjach najsilniej. MFW obniżył swoją prognozę wzrostu w USA w 2025 r. do 1,8% (z 2,7%), a wyceny Polymarket szacują prawdopodobieństwo recesji w tym roku na ok. 40%.
  • Niezależność Rezerwy Federalnej jest zagrożona po dyskusjach w Białym Domu dotyczących odwołania prezesa Jerome’a Powella przed końcem jego kadencji.

Odsunięcie o 90 dni ceł wzajemnych powyżej 10% przyniosło wyczekiwaną ulgę amerykańskim giełdom, w tym największy od 2001 r. jednodniowy wzrost indeksu Nasdaq Composite. Podobny efekt miała ogłoszona w poniedziałek wzajemna redukcja ceł przez Chiny i USA na 90 dni, w wyniku czego te dla Chin wyniosą 30% zamiast 145%. Do pewnego stopnia sądzimy, że złagodzenie ceł z bardzo wysokich poziomów zawsze wchodziło w grę, biorąc pod uwagę nieuniknione i głęboko negatywne implikacje dla amerykańskiej gospodarki. Do zwrotu doszło jednak znacznie szybciej, niż się spodziewaliśmy. Wydaje się, że Trumpa przestraszyła reakcja rynków, w szczególności gwałtowna wyprzedaż obligacji skarbowych – tygodniowy ruch 10-letnich był jednym z najwyższych na przestrzeni czterech ostatnich dekad.

Cła uderzą rykoszetem w gospodarkę Stanów Zjednoczonych

Mimo nagłej zmiany nastawienia Trumpa sądzimy, że dla dolara przeważają obecnie ryzyka spadkowe. Wydaje się, że amerykańska gospodarka znacznie ucierpi na jego cłach w obliczu kurczenia się przepływów handlowych, podbicia inflacji, odsunięcia w czasie inwestycji i zatrudnienia przez firmy oraz redukcji wydatków konsumentów z powodu ogromnej niepewności i zamieszania na rynkach. Nie mamy silnej opinii na temat zakresu spowolnienia choć skala zagrożeń wzbudziła w nas przekonanie, że uniknięcie recesji w drugiej połowie 2025 r. będzie trudne. Niemniej, ostatnia poprawa na linii USA-Chiny budzi nadzieje, że najgorszego uda się uniknąć.

Odczyty makroekonomiczne obejmujące okres po nałożeniu ceł są na razie nieliczne. Przed ich wprowadzeniem obserwowaliśmy sygnały przyspieszonych zakupów. Zamówienia środków trwałych pokierowały się w marcu w górę (+9,2% m/m), choć ostry wzrost importu przed wprowadzeniem ceł przełożył się na spadek PKB w I kwartale (-0,3% w ujęciu zanualizowanym). Zbiorczy PMI znalazł się w kwietniu na najniższym od 16 miesięcy poziomie 51,2 pkt, utrzymał się jednak powyżej granicznych 50 pkt. Zauważamy, że firmom niespieszno do zwalniania pracowników – czterotygodniowa średnia nowych deklaracji bezrobocia spadła do 220 tys. – co jest pozytywnym sygnałem.

Fed nie spieszy się z obniżkami stóp

Zadanie Rezerwy Federalnej stało się trudniejsze. Cła niemal na pewno zaważą na wzroście w USA w tym roku, a sprawę komplikują jeszcze implikacje inflacyjne. W raporcie dotyczącym presji cenowej w marcu widoczne były oznaki postępów, szczególnie w zakresie miary bazowej, która spadła do najniższego od marca 2021 r. poziomu 2,8%. Oczekiwania dotyczące przyszłych poziomów inflacji wzrosły i agresywne cięcia Fedu nie byłyby z nimi spójne. Kwietniowe szacunki Uniwersytetu Michigan zakładają 6,5% za rok oraz 4,4% za pięć lat, co stanowi najwyższe ich poziomy od odpowiednio 1981 r. i 1991 r.

Ogólnie rzecz ujmując, komunikaty Powella od czasu „dnia wyzwolenia” są jastrzębie. Prezes Fedu ostrzegł, że cła mogą osłabić amerykański rynek pracy. Spodziewa się on wyższej inflacji, przy czym dał do zrozumienia, że jest to dla amerykańskiego banku centralnego istotniejszy element podwójnego mandatu (mającego na celu zapewnienie nie tylko stabilności cen, lecz także promowanie zatrudnienia). Zgodnie z oczekiwaniami Fed utrzymał w maju stopy na niezmienionym poziomie i jesteśmy zdania, że będzie czekał na więcej odczytów pokazujących wpływ niepewności celnej na amerykańską gospodarkę, w szczególności na rynek pracy.

Oczekiwania dotyczące obniżek stóp w kontraktach futures w ostatnim czasie zauważalnie się znormalizowały – rynek wycenia obecnie w sumie około 60 pb. cięć w tym roku. Naszym zdaniem Fed będzie ostrożnie podchodził do cięć stóp procentowych w najbliższych kwartałach, biorąc pod uwagę implikacje inflacyjne ceł. Uważamy także, że Powell i spółka nie dadzą się zastraszyć Trumpowi, by obniżać stopy szybciej, niż jest to ich zdaniem konieczne.

Perspektywy dolara podważone

Od czasu naszego lutowego raportu zmieniliśmy pogląd na dolara z umiarkowanie pozytywnego na negatywny. Oznaki powrotu zdrowego rozsądku do Białego Domu, w szczególności u osób takich jak Scott Bessent i Howard Lutnick, są korzystne dla dolara. W przeciwieństwie do typowej sytuacji informacje o postępach w porozumieniach handlowych powinny być sprzyjające dla amerykańskiej waluty, a w przypadku wycofania ceł może ona naszym zdaniem odzyskać część strat – zasadniczo już to obserwujemy. Ograniczyłoby to również szkody dla amerykańskiej gospodarki, a przy tym zmniejszyło presję na Fed, by obniżać stopy procentowe bardziej agresywnie.

To powiedziawszy, zaufanie do amerykańskich aktywów, które po długim okresie dobrych wyników cieszyły się wysoką wyceną, zostało zachwiane, a utrzymujący się od dawna pogląd, że USA są bezpiecznym i godnym zaufania kierunkiem dla inwestorów, został zakwestionowany. Perspektywa dalszego niespójnego i chaotycznego podejmowania decyzji w Białym Domu jest alarmująca i może przyspieszyć proces dedolaryzacji – inwestorzy mogą nałożyć na amerykańskie aktywa większą premię od ryzyka i szukać bezpiecznych przystani gdzieś indziej. Ze względu na powyższe, znacznie obniżyliśmy nasze prognozy dla dolara.

EUR/USD USD/PLN EUR/PLN*
Q2-2025 1,13 3,75 4,25
Q3-2025 1,14 3,75 4,25
E-2025 1,15 3,70 4,25
Q1-2026 1,16 3,65 4,25
E-2026 1,18 3,60 4,25

 

*prognoza EUR/PLN jest prognozą złotego,

prognoza EUR/USD ma kluczowe znaczenie dla prognozy USD/PLN

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

USA zacieśniają współpracę technologiczną z Arabią Saudyjską i ZEA w sektorze AI

Administracja Donalda Trumpa aktywnie wspiera rozwój sztucznej inteligencji w Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratach Arabskich poprzez zawieranie nowych umów handlowych, które zwiększają dostęp tych państw do zaawansowanych technologii firm Nvidia i AMD. Inicjatywa ta ma na celu nie tylko wzmocnienie infrastruktury technologicznej regionu, ale również zacieśnienie strategicznych relacji gospodarczych z USA.

W ramach współpracy Nvidia dostarczy saudyjskiej firmie Humain setki tysięcy nowoczesnych chipów AI, w tym kluczowe dla rozwoju lokalnych centrów danych układy Grace Blackwell GB300. Równolegle AMD, we współpracy z Humain, realizuje projekt o wartości 10 miliardów dolarów, obejmujący dostawy chipów oraz specjalistycznego oprogramowania.

Z kolei amerykańska firma Global AI zapowiedziała budowę dużego centrum danych w Nowym Jorku, wykorzystującego technologie Nvidii, z planami dalszej ekspansji. Jednocześnie Amazon i Humain inwestują ponad 5 miliardów dolarów w utworzenie tzw. „strefy AI” w Arabii Saudyjskiej, obejmującej między innymi wdrożenie rozwiązań sztucznej inteligencji w sektorze administracji publicznej.

Kluczowym elementem tych inicjatyw jest także współpraca Cisco z Humain oraz firmą G42 z Abu Zabi. Udział tej ostatniej budzi jednak kontrowersje ze względu na jej powiązania z chińskim gigantem technologicznym Huawei.

Region Bliskiego Wschodu aktywnie wspiera również rozwój start-upów technologicznych. Saudyjski fundusz venture capital STV, we współpracy z Google, uruchomił fundusz o wartości 100 mln dolarów, przeznaczony na finansowanie innowacyjnych firm działających w obszarze AI na terenie Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej.

Pomimo sprzyjającego klimatu inwestycyjnego, pojawiają się także obawy natury politycznej. Dotyczą one m.in. negocjowanej umowy, która miałaby umożliwić Zjednoczonym Emiratom Arabskim import miliona chipów Nvidii do 2027 roku. Niektórzy amerykańscy politycy wyrażają zaniepokojenie możliwością przekazania tych technologii do Chin.

W odpowiedzi na zmieniające się uwarunkowania międzynarodowe, administracja Trumpa cofnęła wprowadzoną wcześniej przez Joe Bidena tzw. „zasadę dyfuzji AI”, umożliwiając większą elastyczność w zawieraniu indywidualnych umów handlowych dotyczących zaawansowanych technologii. Dodatkowo, OpenAI rozważa budowę nowego centrum danych w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, a ostateczna decyzja w tej sprawie może zapaść podczas zbliżającej się wizyty prezydenta Trumpa w regionie.

Wszystkie te działania wskazują na jasno zdefiniowany kierunek strategiczny Stanów Zjednoczonych, zakładający umacnianie technologicznej pozycji bliskowschodnich sojuszników przy jednoczesnym zachowaniu czujności wobec potencjalnych zagrożeń wynikających z niekontrolowanego transferu technologii do Chin.

Autor: Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Jaki wpływ na rynek mieszkań będzie miał program Pierwsze klucze? Deweloperzy odpowiadają

Jak duże znaczenie dla sektora mieszkaniowego będzie miał program Pierwsze klucze, który promować ma budownictwo społeczne i wspierać finansowanie partycypacji w TBS-ach i SIM-ach? Jak dużą skalę mogą mieć inwestycje realizowane przez takie instytucje, jak Towarzystwa Budownictwa Społecznego i Społeczne Inicjatywy Mieszkaniowe? Sondę opracował serwis nieruchomości dompress.pl.

Tomasz Kaleta, dyrektor zarządzający ds. sprzedaży i marketingu w Develii

Przewidujemy, że program Pierwsze klucze nie będzie miał istotnego wpływu na rynek, m.in. ze względu na zakładane limity ceny metra kwadratowego, które znacząco ograniczają pulę dostępnych mieszkań, zwłaszcza w największych miastach. Ponadto, wykluczenie rynku pierwotnego z programu oznacza pozbawienie jego beneficjentów dostępu do nowoczesnych inwestycji, charakteryzujących się m.in. wyższą efektywnością energetyczną.

Jeśli chodzi o możliwość prowadzenia przez TBS-y i SIM-y działalności deweloperskiej i sprzedaży mieszkań, na obecnym etapie trudno jednoznacznie ocenić potencjalną skalę i wpływ tego rozwiązania na rynek. Kluczowe będą szczegóły legislacyjne, kryteria realizacji projektów oraz zasady konkurencyjności względem sektora prywatnego.

Mateusz Bromboszcz, wiceprezes zarządu Atal

Polityka mieszkaniowa państwa powinna uwzględniać różne formy budownictwa, w tym także niekomercyjne, tj. budownictwo komunalne lub społeczne. Poszczególne grupy odbiorców mają bowiem odmienne oczekiwania co do tej sfery. Część z nich dąży do pełnej własności, której osiągnięcie ułatwiają programy dopłat, inni przeciwnie – nie chcą wiązać się jakimkolwiek zobowiązaniem kredytowym na lata, woląc wynajem czy inne formy prawa do mieszkania.

Aktualna sytuacja, w której budownictwo mieszkaniowe spoczywa w przeważającej mierze na barkach deweloperów prywatnych oraz inwestorach indywidualnych (domy), nie jest optymalna. Spolaryzowanie i radykalizacja opinii publicznej w sprawach mieszkaniowych też nie spowoduje, że mieszkania będą tańsze czy bardziej dostępne, przy stale rosnących kosztach wytworzenia oraz przede wszystkim – cen działek. Podobnie, jak nie przyczyni się do tego nakładanie na branżę kolejnych obciążeń, wymogów czy obowiązkowych rozwiązań.

Bez wątpienia deweloperzy mają w Polsce największe doświadczenie w budowie mieszkań. Działamy zgodnie z zasadami rachunku ekonomicznego. Trudno ocenić, czy efektywność procesu inwestycyjnego w przypadku budownictwa społecznego byłaby lepsza, gdyż nie znamy ani szczegółowych założeń co do tego, ani długookresowego planu rozwoju tejże dziedziny w Polsce. Bez tego prognozowanie skali budownictwa społecznego i potencjalnego jego wpływu na rynek jest obarczone dużym ryzykiem.

Tomasz Czuchra, wiceprezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Program Pierwsze klucze ma potencjał, by odegrać ważną rolę w rozwoju rynku mieszkaniowego, zwłaszcza poprzez promowanie budownictwa społecznego i wsparcie finansowania partycypacji w TBS-ach i SIM-ach. To realna szansa na zwiększenie dostępności mieszkań dla osób, które dotychczas były wykluczone z możliwości nabycia lokalu na warunkach rynkowych.

Rozszerzenie kompetencji TBS-ów i SIM-ów o możliwość realizacji inwestycji o bardziej zróżnicowanym charakterze może wzmocnić ich stabilność finansową i umożliwić efektywniejsze realizowanie celów społecznych. Kluczowe jednak będzie zachowanie równowagi pomiędzy działalnością inwestycyjną a społeczną misją tych instytucji.

Skala takich przedsięwzięć będzie zależeć od otoczenia regulacyjnego, dostępności gruntów oraz lokalnych potrzeb. Istotne jest, aby państwo konsekwentnie wspierało zarówno budownictwo komunalne, jak i mieszkaniowe, tworząc synergię między różnymi segmentami rynku. Tylko wówczas możliwe będzie zbudowanie spójnej, inkluzywnej polityki mieszkaniowej

Damian Tomasik, prezes zarządu Alter Investment

Program Pierwsze klucze ma potencjał, by znacząco wpłynąć na rozwój rynku mieszkaniowego, ale kluczowe będą szczegóły jego wdrożenia i mechanizmy dystrybucji środków. Sama idea wspierania dostępności mieszkań, zarówno poprzez finansowanie wkładu do TBS-ów i SIM-ów, jak i promowanie budownictwa społecznego jest potrzebna. Natomiast rynek komercyjny, w tym deweloperzy i inwestorzy tacy jak Alter Investment, będą uważnie obserwować, czy nie zostanie zaburzona rynkowa konkurencja.

Najwięcej emocji i pytań budzi pomysł umożliwienia TBS-om i SIM-om prowadzenia działalności deweloperskiej z marżą sięgającą 25 proc. To w istocie de facto wejście instytucji publicznych w segment rynku prywatnego, z przewagą w postaci dostępu do taniego finansowania i gruntów publicznych. Jeśli nie będzie jasnych zasad, może dojść do niezdrowej konkurencji, gdzie prywatni inwestorzy, którzy ponoszą pełne ryzyko rynkowe i koszt kapitału będą wypierani z kluczowych lokalizacji.

Z drugiej strony, jeśli zasady będą przejrzyste i transparentne, a działalność tych instytucji ograniczona do konkretnych, społecznie uzasadnionych przypadków to program może uzupełnić rynek, a nie go zdominować. Dobrze zaprojektowany system partnerstw publiczno-prywatnych (PPP), gdzie TBS-y i SIM-y współpracują z prywatnymi inwestorami przy realizacji inwestycji, mógłby przynieść realne korzyści obu stronom i mieszkańcom.

Jeśli chodzi o skalę, w dużych miastach, gdzie grunty są drogie, a realizacja inwestycji obciążona ryzykiem i biurokracją, możliwości działań SIM-ów i TBS-ów będą ograniczone bez współpracy z rynkiem. Natomiast na rynkach regionalnych i mniejszych miejscowościach, gdzie problem niedoboru mieszkań jest równie poważny, ale inwestycje mniej opłacalne dla sektora prywatnego, program może odegrać ważną rolę.

Podsumowując, inicjatywa ma potencjał, ale z perspektywy inwestora kluczowe będzie zapewnienie równych warunków konkurencji, transparentności zasad i otwartości na współpracę publiczno-prywatną. W przeciwnym razie grozi nam zniekształcenie rynku zamiast jego wsparcia.

Piotr Byrski, Head of Acquisitions and Development Cracow, Matexi Polska

Każdy program, który realnie przybliża do posiadania własnego mieszkania zasługuje na uznanie. W projekcie Pierwszych kluczy niepokój budzi jednak ograniczenie dostępności wsparcia głównie do tańszych lokali z rynku wtórnego, co w praktyce oznacza starsze mieszkania, często w gorszym stanie technicznym. Taki kierunek może skutkować niższym komfortem życia i wyższymi kosztami utrzymania, a jednocześnie stoi w sprzeczności z trendami dominującymi w Europie Zachodniej, gdzie priorytetem są wysoka jakość i efektywność energetyczna nowego budownictwa.

Umożliwienie TBS-om i SIM-om sprzedaży mieszkań z marżą do 25 proc. to w istocie ich komercjalizacja. Ryzyko polega na tym, że misja społeczna zostanie podporządkowana logice zysku. Bez jasno określonych reguł i skutecznego nadzoru może dojść do wypaczenia idei tańszego budownictwa społecznego, co ograniczy realne wsparcie dla mniej zamożnych obywateli.

Anita Makowska, Starszy Analityk Biznesu w Archicom

Rozszerzenie programu Pierwsze Klucze o komponent wspierający partycypację w TBS-ach i SIM-ach może pozytywnie wpłynąć na dostępność mieszkań dla osób o średnich dochodach, które dziś nie kwalifikują się do lokali komunalnych i jednocześnie mają ograniczony dostęp do kredytów hipotecznych. Wsparcie dla budownictwa społecznego może odciążyć rynek komercyjny, ale tylko pod warunkiem odpowiedniego finansowania i realnej zdolności wykonawczej po stronie inwestorów.

Kluczowe będą uproszczenie procedur, dostępność gruntów i zaangażowanie lokalnych władz. Rola państwa i jednostek samorządu terytorialnego w polityce mieszkaniowej powinna być w Polsce zdecydowanie większa. Dziś to przede wszystkim sektor prywatny odpowiada za nowe inwestycje. Kontrowersyjna wydaje się możliwość prowadzenia przez TBS-y i SIM-y działalności deweloperskiej z marżą do 25 proc. Bez jasnych ram może to prowadzić do komercjalizacji sektora społecznego. Istotne będzie więc precyzyjne określenie warunków takiej działalności, aby zachować jej komplementarność wobec rynku prywatnego.

Andrzej Gutowski, dyrektor sprzedaży Ronson Development

Uważamy, że każda inicjatywa ukierunkowana na rozwój rynku mieszkaniowego, niezależnie od tego, czy dotyczy sektora deweloperskiego, społecznego, czy najmu może mieć pozytywny wpływ na jego kondycję.
Z naszego punktu widzenia kluczowe jest jednak, aby rozwój rynku opierał się na zrównoważonym podejściu, obejmującym wszystkie segmenty, zarówno komercyjny, jak i społeczny. Konsument powinien mieć realny wybór, czy zdecyduje się na zakup mieszkania od dewelopera, czy też skorzysta z oferty mieszkań społecznych. To powinna być jego indywidualna decyzja, oparta na potrzebach i możliwościach. Dlatego wspieramy wszelkie rozwiązania, które zwiększają dostępność różnych form zamieszkania.
Jeśli chodzi podaną propozycję legislacyjną, na ten moment trudno jednoznacznie ocenić skalę i wpływ takiego rozwiązania na rynek. Praktyka pokaże, czy i w jakim zakresie te założenia przełożą się na realne zmiany w strukturze podaży mieszkań. W naszej ocenie każda dobrze zaplanowana i przeprowadzona inicjatywa, która odpowiada na realne potrzeby mieszkaniowe może przynieść wymierne korzyści całemu rynkowi.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Grupie Robyg

Program Pierwsze klucze wprowadza istotne zmiany w polskim systemie mieszkaniowym, szczególnie w kontekście budownictwa społecznego i działalności Towarzystw Budownictwa Społecznego (TBS) oraz Społecznych Inicjatyw Mieszkaniowych (SIM). Umożliwienie tym podmiotom prowadzenia działalności deweloperskiej i sprzedaży mieszkań z marżą do 25 proc. może mieć wpływ na rynek mieszkaniowy. Może być krokiem w stronę zwiększenia dostępności mieszkań dla osób o średnich dochodach. Jednakże, kluczowe będzie zapewnienie transparentności procesu wyboru nabywców oraz monitorowanie realizacji zobowiązań inwestorów społecznych. Ważne będzie również zapewnienie odpowiedniego nadzoru nad jakością realizowanych inwestycji.

Szacuje się, że w ramach programu Pierwsze klucze możliwe będzie wybudowanie około 15 000 mieszkań komunalnych oraz realizacja inwestycji przez TBS i SIM. Skala tych inwestycji będzie zależała od dostępności gruntów, zdolności realizacyjnych TBS i SIM oraz zainteresowania ze strony potencjalnych nabywców. Jednak nie sądzimy, aby program miał wpływ na działalność deweloperów w Polsce, szczególnie tych z mocną, ugruntowaną pozycją, ponieważ ich oferta będzie kierowana do nieco innych odbiorców.

Program Pierwsze klucze ma na celu wsparcie osób, które nie mogą sobie pozwolić na zakup mieszkania na rynku komercyjnym, głównie w niższym i średnim segmencie cenowym. Deweloperzy działający w segmencie mieszkań nie będą bezpośrednio narażeni na konkurencję z TBS-ami i SIM. Deweloperzy o mocnej pozycji nie muszą obawiać się bezpośrednich skutków wprowadzenia tego programu, ale mogą być zainteresowani innymi formami współpracy z sektorem publicznym lub przyciągnięciem klientów, którzy poszukują mieszkań z nieco innymi kryteriami.

Łukasz Turczyński poprowadzi Bolt Food w Polsce

Bolt ogłosił powołanie Łukasza Turczyńskiego na stanowisko Senior General Managera Bolt Food w Polsce, który od lutego roku objął zarządzanie zespołem. Nowy manager będzie odpowiadał za rozwój długofalowej strategii biznesowej oraz dalszą ekspansję usługi dostaw jedzenia nad Wisłą.

Turczyński dołączył do Bolt w lutym 2025 roku, kiedy to to objął zarządzanie kilkudziesięcioosobowym zespołem Bolt Food i Bolt Market, na stanowisku Senior General Managera. Do jego zadań należy rozwój strategiczny biznesu dostaw, efektywność operacyjna oraz umacnianie pozycji platformy na rynku.

Turczyński jest ekspert rynku e-commerce i delivery z ponad 16-letnim doświadczeniem w budowaniu i skalowaniu strategii sprzedażowych. W swojej karierze wspierał rozwój zarówno polskich firm, takich jak GetResponse, jak i międzynarodowych marek logistycznych – w tym InPost. Zarządzał zarówno niewielkimi zespołami, jak i ogólnopolskimi strukturami biznesowymi. Jego osiągnięcia zostały docenione nagrodami branżowymi, w tym Silver Stevie Award w kategorii Sales Director of the Year.

– Łukasz wnosi do zespołu Bolt Food solidne doświadczenie w rozwijaniu skalowalnych modeli biznesowych oraz silne zrozumienie rynku e-commerce i logistyki. Jego kompetencje w zakresie budowania struktur i zarządzania operacjami będą kluczowe w dalszym rozwoju zespołu i umacnianiu pozycji Bolt Food w Polsce – komentuje Ivan Grynchuk, Regional Manager East, South Europe & Africa w Bolt Food.

Bolt Food jest dostępny w Polsce od 2020 roku i oferuje usługi dostaw jedzenia oraz artykułów spożywczych w dziesięciu miastach. Usługi dostawcze wspierają misję Bolt, ponieważ ekosystem gastronomiczny jest fundamentem miast, w których ludzie chcą mieszkać.

ChatGPT zdał maturę. Co na to przepisy, szkoły i uczelnie?

Czy AI zda maturę? Okazuje się, że tak. Ale czy uczniowie mogą z niej legalnie korzystać? Co z etyką akademicką? Wraz z rozwojem sztucznej inteligencji edukacja w Polsce staje przed jednym z największych wyzwań ostatnich lat – jak zapewnić uczciwość egzaminów i samodzielność pracy w czasach cyfrowych asystentów?

W 2025 roku Fundacja Zwolnieni z Teorii przeprowadziła eksperyment, w którym AI o nazwie „Prymus”, oparta na technologii ChatGPT 4.0, przystąpiła do egzaminu maturalnego z języka polskiego. Sztuczna inteligencja została przygotowana do egzaminu zgodnie z wytycznymi Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, a jej praca została oceniona przez niezależnych egzaminatorów, w tym dwóch z uprawnieniami maturalnymi. Wynik? Pozytywny.

Celem eksperymentu było nie tylko sprawdzenie możliwości AI, ale przede wszystkim sprowokowanie debaty o miejscu nowych technologii w systemie edukacji. Zrodziło to jednak również istotne pytania prawne i etyczne.

Aspekty prawne korzystania z AI podczas egzaminów

Choć AI nie jest wprost ujęta w obecnych przepisach prawa oświatowego, to zasady przeprowadzania egzaminów zewnętrznych jasno zakładają samodzielność ucznia. Korzystanie z pomocy, nawet jeśli jest nią inteligentny algorytm, może skutkować unieważnieniem egzaminu. – Zgodnie z obowiązującymi regulacjami, egzamin maturalny jest testem samodzielności ucznia. Wszelkie formy wspomagania, niezależnie od tego, czy są to tradycyjne ściągi, czy nowoczesne narzędzia AI, mogą być kwalifikowane jako naruszenie zasad egzaminacyjnych – komentuje mec. Tymoteusz Paprocki z Kancelarii Paprocki, Wojciechowski & Partnerzy.

Aktualnie brakuje jednak szczegółowych przepisów odnoszących się do użycia AI w edukacji. To stwarza ryzyko niejednoznacznych interpretacji, a co za tym idzie – konieczność szybkiej interwencji ustawodawczej. – Brakuje przepisów, które precyzyjnie odnosiłyby się do użycia AI w kontekście edukacyjnym. To tworzy lukę interpretacyjną, którą należy jak najszybciej wypełnić – nie tylko dla ochrony uczniów, ale i dla jasności działań instytucji oświatowych – dodaje Paprocki.

Jak szkoły przeciwdziałają wykorzystaniu AI na egzaminach?

Wobec braku jednoznacznych regulacji, szkoły wdrażają własne środki zapobiegawcze. Przede wszystkim obowiązuje całkowity zakaz używania urządzeń elektronicznych na salach egzaminacyjnych – telefonów, smartwatchy czy słuchawek bezprzewodowych. W niektórych placówkach stosuje się także wykrywacze sygnałów, jammery oraz monitoring wizualny. – Szkoły nie mają dziś jeszcze technologii pozwalającej bezpośrednio wykryć użycie AI, ale coraz częściej skupiają się na prewencji. Kluczowe jest również przygotowanie nauczycieli do rozpoznawania nienaturalnych sposobów pisania lub podejrzanych schematów odpowiedzi – zaznacza mecenas Paprocki.

Edukacja uczniów w zakresie etyki cyfrowej staje się integralną częścią programu wychowawczego, a niektóre szkoły wprowadzają nawet rozmowy weryfikujące po egzaminie, gdy pojawią się wątpliwości co do samodzielności pracy.

Reakcje na nadużycia AI

Na podobne wyzwania odpowiadają uczelnie wyższe. Uniwersytet Warszawski, w obliczu zbliżającej się sesji letniej, zintensyfikował działania informacyjne i prewencyjne. Studenci są jasno informowani, że nieuprawnione korzystanie z AI może zostać potraktowane jako plagiat lub oszustwo akademickie.

– Z punktu widzenia uczelni wyższej, AI nie jest zakazana per se – kluczowe jest to, czy student używa jej w sposób transparentny i zgodny z celem pracy. W przeciwnym razie mówimy o naruszeniu zasad etycznych lub wręcz dyscyplinarnych – podkreśla mec. Paprocki.

Uniwersytet wdraża narzędzia antyplagiatowe zdolne do identyfikacji treści generowanych automatycznie i szkoli wykładowców z zakresu rozpoznawania stylu pisarskiego sugerującego użycie AI. W niektórych jednostkach planuje się również wprowadzenie obowiązkowych oświadczeń o samodzielności i sposobie przygotowania prac zaliczeniowych.

Nadchodzące zmiany w prawie

W kontekście dynamicznego rozwoju AI pojawiają się postulaty legislacyjne. Środowiska edukacyjne i prawnicze oczekują nowelizacji prawa, która ureguluje wykorzystanie AI zarówno na poziomie szkolnym, jak i akademickim. – W najbliższych latach możemy spodziewać się przepisów, które nie tylko zakazywałyby wykorzystywania AI na egzaminach zewnętrznych, ale również definiowałyby, czym jest „samodzielna praca” w epoce sztucznej inteligencji. Prawdopodobne jest też wprowadzenie obowiązku deklarowania użycia AI przy pracach pisemnych oraz rozwój narzędzi umożliwiających jego wykrywanie – prognozuje mec. Tymoteusz Paprocki.

W planach są także wytyczne dotyczące etycznego użycia sztucznej inteligencji w szkołach
i na uczelniach – obejmujące zarówno uczniów i studentów, jak i nauczycieli oraz wykładowców.

Nowa rola edukacji

Eksperyment z „Prymusem” pokazał, że AI może poradzić sobie z maturą. To rodzi pytanie,
czy tradycyjne egzaminy wciąż są skuteczną metodą weryfikacji wiedzy i kompetencji. – Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie: czy egzamin maturalny powinien weryfikować wiedzę, którą każdy może w kilka sekund uzyskać z AI, czy też raczej zdolność do jej analizy, refleksji i syntezy? – zauważa Paprocki.

W obliczu postępu technologicznego konieczne jest przemyślenie modelu kształcenia – w kierunku kompetencji miękkich, kreatywności, myślenia krytycznego i umiejętności współpracy.

Wykorzystanie sztucznej inteligencji w edukacji nie jest chwilową modą – to stały element rzeczywistości uczniów i studentów. Dlatego tak ważne jest, by szkoły i uczelnie nie tylko zapobiegały nadużyciom, ale również uczyły, jak odpowiedzialnie korzystać z nowych technologii. Wymaga to zmian nie tylko w prawie, ale i w świadomości społecznej. – Nie możemy udawać, że AI nie istnieje. Kluczem jest stworzenie systemu, który będzie uczciwy, przejrzysty i realistyczny – zarówno dla uczniów, jak i nauczycieli – podsumowuje Tymoteusz Paprocki.

Korekta na dolarze po odczycie CPI – inwestorzy liczą na cięcia stóp

Po ostatnim umocnieniu dolara przyszedł czas na korektę. Większość analityków wskazuje na wczorajsze dane o inflacji. Niektórzy jednak sugerują umowę handlową z Arabią Saudyjską. Złoty stabilizuje się w okolicy 4,24 zł, a w Rumunii historyczna przecena tamtejszej lei.

Inflacja w USA poniżej oczekiwań 

Wczoraj poznaliśmy indeksy prezentujące zmiany cen w USA. Inflacja konsumencka spadła z 2,4% na 2,3%, pomimo oczekiwań utrzymania poziomu. Nie zmienił się jednak wskaźnik bazowy w ujęciu rocznym, co studzi emocje inwestorów. Co ciekawe, reakcja na rynku walutowym była inna niż na papierów dłużnych. Dolar osłabiał się wczoraj względem euro. Kurs głównej pary walutowej świata znów powrócił do poziomu 1,12. Osłabienie dolara było zgodne z typową reakcją. Spadek inflacji zazwyczaj pociąga za sobą obniżki stóp procentowych, co z kolei przekłada się na niższe stopy zwrotu z inwestycji. Mniejsze stopy zwrotu osłabiają atrakcyjność danej waluty, prowadząc do spadku jej kursu. Niemniej jednak, pomimo obniżającej się inflacji, oczekiwania co do przyszłych stóp procentowych pozostają na niezmienionym poziomie. Widać po notowaniach obligacji, że na razie rynek walutowy nie spodziewa się przyspieszenia tempa obniżek stóp – najwyraźniej wie on coś więcej.

Nowe poziomy równowagi złotego?

W ostatnim czasie poziomem równowagi dla kursu EURPLN były okolice 4,28 zł. Pod koniec zeszłego tygodnia, po decyzji RPP (obniżającej stopy procentowe o 0,5%) oraz konferencji prasowej mówiącej, że to nie jest początek cyklu cięć, rynek musiał przetworzyć te sprzeczne sygnały. Inwestorzy doszli do wniosku, że finalnie powinno to spowodować, że na koniec roku stopy będą wyższe, niż dotychczas sądzono. W rezultacie polski złoty się umacnia i od kilku dni oscyluje w okolicach 4,24 zł. Część komentatorów wskazuje na to, że inwestorzy czekają na wyniki wyborów. Wydaje się jednak, że jeżeli nie zdarzy się nic nadzwyczajnego w najbliższych dniach, interesująca – dla rynków walutowych oczywiście – będzie dopiero druga tura.

W weekend wybory nie tylko w Polsce

W ten weekend będziemy mieli drugą turę wyborów prezydenckich w Rumunii. Technicznie będzie to trzecia, gdyż pierwszą kilka miesięcy temu anulowano. O ile faktycznie w przestrzeni medialnej działy się tam naprawdę dziwne rzeczy, o tyle unieważnienie zostało bardzo źle przyjęte przez wyborców. Dowodem tego są głosy na skrajną prawicę, która wyraźnie wygrała pierwszą turę. Z drugiej strony wcale nie znaczy to, że ten sukces zostanie przełożony na dalsze głosowanie. Obecnie wyścig jest bardzo wyrównany. Głównie dlatego, że kontrkandydat – zwycięzca pierwszej tury – widziany jest przez większość społeczeństwa jako mniejsze zło. W rezultacie strachu przed wygraną skrajnej prawicy byliśmy świadkami gwałtownego wybicia się kursu rumuńskiej lei względem euro. Warto przypomnieć, że od początku roku przez większość czasu kurs EUR do RON oscylował pomiędzy 4,97 a 4,98, będąc ściśle kontrolowanym. Teraz po nagłym wyskoku przekroczył 5,10, co jest dużym szokiem.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Inflacja w USA niższa, ale niepokój pozostaje – Fed na razie bez decyzji

0

Kwietniowy raport CPI przyniósł niższy od oczekiwań odczyt, jednak nie należy traktować go jeszcze jako punktu zwrotnego. Główny wskaźnik inflacji wyhamował – głównie za sprawą spadku cen ropy oraz największego od 2020 r. obniżenia cen żywności – jednak struktura danych nie daje pełnego komfortu. Koszty mieszkaniowe utrzymały się na podwyższonym poziomie, a ceny usług „super-core” (z wyłączeniem kosztów mieszkaniowych) nadal rosły. To właśnie te komponenty, które są szczególnie istotne z perspektywy Rezerwy Federalnej – i nie wykazują one oznak osłabienia.

Z punktu widzenia inwestorów indywidualnych dane mogą zostać odebrane jako krótkoterminowo pozytywne, co może przełożyć się na wsparcie dla aktywów ryzykownych – zwłaszcza akcji oraz sektorów wrażliwych na zmiany stóp procentowych, takich jak nieruchomości czy technologie.

Jest jednak zbyt wcześnie, by ocenić inflacyjny wpływ nowych ceł. Ograniczone przełożenie taryf na ceny w kwietniu najprawdopodobniej wynika z wyprzedaży zapasów sprzed wprowadzenia ceł, a nie z braku siły cenowej po stronie producentów. Taki bufor może okazać się krótkotrwały. W kolejnych miesiącach powinniśmy zaobserwować więcej reakcji rynku, które pokażą, czy cła zostaną przeniesione na ceny konsumpcyjne, czy raczej wywołają efekty substytucyjne. Prawdopodobnie będzie można również zaobserwować,  czy napięcia handlowe silniej wpłyną na wzrost gospodarczy niż na inflację.

Obecnie mieszany charakter danych uzasadnia ostrożne stanowisko Fed. Brakuje wyraźnych sygnałów zarówno do obniżki stóp procentowych, jak i do dalszego zacieśniania polityki monetarnej. Rynek może pozytywnie zareagować na łagodniejszy odczyt inflacji, jednak perspektywy inflacyjne pozostają nadal niepewne.

Autor: Lale Akoner, główna analityk eToro

Coraz mniej nowych przedsiębiorstw. GUS opublikował dane za I kwartał 2025

Według dzisiejszych danych Głównego Urzędu Statycznego (GUS) w 1 kwartale roku nastąpił ponowny spadek liczby rejestracji przedsiębiorstw. Eksperci BCC zwracają uwagę, że trend jest niepokojący.

W  1 kwartale 2025 roku zarejestrowano 87 250 wobec 92 031 w analogicznym okresie poprzedniego rok. Największy spadek odnotowano w sekcjach: handel; naprawa pojazdów samochodowych (o 25,4%), informacja i komunikacja (o 13,3%) oraz przemysł (o 7,1%).

Dane GUS pokazujące spadki rejestracji przedsiębiorstw nie zaskakują. Ta sytuacja trwa od momentu wejścia w życie Polskiego Ładu, który wyrządził dużo szkód i już dawno powinien być całkowicie wycofany. Pozytywnych zmian nadal niestety nie widać. Dlatego niepewność wśród przedsiębiorców się utrzymuje i ogranicza inwestycje własnych środków na start czy rozwój biznesu. W perspektywie najbliższych kilki lat mające miejsce spadki nie powinny mieć znaczącego wpływu na gospodarkę jednak sam trend jest niepokojący.  – podkreśla Łukasz Bernatowicz, Prezes Związku Pracodawców BCC.

– Mam nadzieję, że pakiety deregulacyjne nie utkną na ścieżce legislacyjnej i sytuacja przedsiębiorców będzie się sukcesywnie poprawiać. – dodaje Łukasz Bernatowicz.

Jak wskazuje GUS wzrost rejestracji zaobserwowano tylko dla spółdzielni, oddziałów zagranicznych przedsiębiorstw i spółek akcyjnych. W przypadku pozostałych form prawnych nastąpił spadek rejestracji, w tym dla osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą o 3,9 proc. a spółek z ograniczoną odpowiedzialnością o 10,9 proc.

– Jest prawdopodobne, że kolejne z rzędu, choć umiarkowane, zmniejszenie liczby nowych rejestracji przedsiębiorstw w I kw. 2025 roku ma związek z powolnym wdrażaniem inwestycji, w szczególności publicznych, wspieranych przez środki KPO.

Jest zatem szansa, że wraz z kolejnym finalizowaniem procedur zamówień publicznych i rozpoczęciem zwiększonej liczby inwestycji, nastąpi przyspieszenie wzrostu rejestracji, zarówno nowych spółek jak i osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą. Będzie to również przyczynek do wzrostu zatrudnienia w wybranych sektorach gospodarki.- dodaje Witold Michałek – wiceprezes BCC, ekspert BCC ds. gospodarki, legislacji i lobbingu, minister ds. procesu stanowienia prawa Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC/

GUS wskazuje też, że liczba upadłości przedsiębiorstw w 1 kwartale 2025 roku wyniosła 100 i nie zmieniła się w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego.

Seria ataków DDoS na polskie strony! Rosjanie zaatakowali m.in. Polską Grupę Zbrojeniową oraz operatora PLAY

12 i 13 maja prorosyjscy hakerzy z NoName057(16) dokonali ataków DDoS na strony kilkunastu polskich firm. Wśród zaatakowanych były m.in. Polską Wytwórnia Papierów Wartościowych oraz portal operatora komórkowego PLAY, a także należący do Polskiej Grupy Zbrojeniowej ośrodek badawczo-rozwojowy OBRUM. Cele miało być zakłócenie funkcjonowania portali internetowych, a także kluczowych usług przedsiębiorstw. Ostatecznie większość ze stron odzyskała sprawność.

Seria ataków DDoS na polskie strony! Rosjanie zaatakowali m.in. Polską Grupę Zbrojeniową oraz operatora PLAY 1
Screenshot
Seria ataków DDoS na polskie strony! Rosjanie zaatakowali m.in. Polską Grupę Zbrojeniową oraz operatora PLAY 2
Screenshot
Seria ataków DDoS na polskie strony! Rosjanie zaatakowali m.in. Polską Grupę Zbrojeniową oraz operatora PLAY 3
Screenshot

Według analiz firmy Check Point ataki typu DDoS sa coraz częściej stosowane przez tzw. haktywistów, czyli grup, które wykorzystują cyberprzestrzeń do promowania własnych celów politycznych i społecznych. W ostatnich latach prym w tego typu działaniach wiodą prorosyjskie grupy cyberprzestępce.

Tym razem cyberprzestępcy z NoName057(16) wraz z grupą Dark Storm zaatakowali witryny istotnych polskich przedsiębiorstw – m.in. Polską Wytwórnię Papierów Wartościowych, Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych, Energa, PARP czy kilka spółek zależnych od Orlen S.A., operatora Play. Zaatakowane miały zostać również lotniska w Gdańsku i Poznaniu, Nest Bank oraz Bank Pocztowy, o czym NoName057(16) poinformował na swoim kanale Telegram.

– Ataki DDoS to specjalność m.in. prorosyjskich hakerów, a prym wiedzie w niech ugrupowanie NoName057(16). Na przestrzeni ostatnich dwóch lat przeprowadzali oni serię ataków na polskie portale i strony internetowe. Na szczęście większość z nich była bez problemu odpierana – zauważa Wojciech Głażewski, country manager firmy Check Point Software Technologies w Polsce.

Jak informuje Check Point w Polsce dochodzi średnio do 1,7 tys. ataków tygodniowo na przedsiębiorstwa. Najbardziej zagrożone są sektory użyteczności publicznej, rządowo – wojskowy (przeciętnie ponad 2 tys. ataków w tygodniu) oraz finansowy.

Złoto bije rekordy, ale srebro może być cichym zwycięzcą najbliższych miesięcy

Od początku roku do początku maja złoto zdrożało o 26%, a porównując do połowy maja o 23%. Cena srebra rosła natomiast o połowę wolniej. Różnica pomiędzy ceną złota i srebra jest wyjątkowo duża.

Cena złota ustanowiła historyczny rekord 20 kwietnia (na kontraktach 3 506 USD za uncję), od tego spadła o 250 USD, do poziomu 3 260 USD za uncję. Jednak nawet po tej korekcie cena złota teoretycznie jest zbyt wysoka w relacji do srebra.

– Dziesięcioletnia średnia ceny złota do ceny srebra to 80-krotność, natomiast niedawno ta proporcja przekroczyła 100-krotność i porównując oba metale szlachetne srebro jest blisko rekordowego wyprzedania – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB. – Potencjalnie można oczekiwać, że w dłuższym czasie cena srebra będzie doganiać cenę złota. Co istotne, rzadko zdarza się taka sytuacja, że gdy cena złota spada, to jednocześnie cena srebra stoi w miejscu.

Szukając prawidłowości, im więcej niepewności na rynkach, trym szybciej rośnie cena złota w porównaniu do ceny srebra. Im mniej niepewności, tym większe szanse dla srebra.

W połowie maja rynki zdominowały informacje o negocjacjach na linii USA-Chiny. Efektem weekendowych rozmów w Genewie jest tymczasowe porozumienie między krajami, które zbija ogłoszone cła o 115 p.p. W efekcie cła nałożone na produkty z USA wynoszą obecnie 10%, a te na chińskie wynoszą 30% (w tej stawce wliczone są cła “fentanylowe”, nałożone przez Trumpa jako odpowiedź zagrożenie napływu fentanylu do USA).

Zmiękczenie narracji obu krajów zostało przez rynek przyjęte bardzo pozytywnie, a dla rynków akcji oznacza to nowe skierowanie się w stronę strategii risk-on. Porozumienie jest jednak tymczasowe, nie wiadomo czego dowiemy się po trzech miesiącach. Możliwe więc, że kapitał nadal będzie odpływał ze Stanów Zjednoczonych.

– Taki scenariusz, że kapitał odpływa z USA, byłby pozytywny dla srebra – ocenia ekspert XTB. – Wówczas cena srebra wynosząca 32 USD powinna zbliżyć się do 40 USD za uncję.

Wzrostowi cen srebra miało sprzyjać światowe nastawienie na energię odnawialną, a srebro jest wykorzystywane m.in. w fotowoltaice. Jednak takie nastawienie osłabło, ubiegłoroczne wyobrażenia o wzroście popytu na srebro ze strony przemysłu zostały mocno skorygowane.

– Warto więc zwracać uwagę na popyt na srebro ze strony przemysłu, bo jest to połowa ogólnego popytu na ten metal – dodaje M.Stajniak z XTB. – Jednak w 2025 r. powinien utrzymywać się deficyt srebra przy nadpodaży złota. Czynnik podażowo-popytowy może więc długoterminowo prowadzić do wzrostu cen srebra.

Tymczasowe porozumienie handlowe USA–Chiny podbija ceny ropy, miedzi i gazu

Złagodzenie napięć handlowych między Chinami a Stanami Zjednoczonymi przyniosło znaczące ożywienie na rynkach surowcowych. W wyniku zawarcia tymczasowego porozumienia, w ramach którego Chiny obniżyły cła na towary z USA z 125% do 10%, a Stany Zjednoczone zredukowały swoje taryfy z 145% do 30%, ceny wielu surowców odnotowały wzrosty. Porozumienie obowiązuje przez 90 dni i zakłada stworzenie mechanizmu umożliwiającego kontynuację rozmów między obiema stronami.

Najbardziej zauważalny wzrost zanotowała ropa WTI, której cena podniosła się o 1,5%, osiągając poziom 61.95 USD za baryłkę. Rynki surowcowe odetchnęły z ulgą, a pozytywny trend objął również miedź, gaz ziemny, soję oraz rudę żelaza. Choć krótkoterminowe szkody w globalnym popycie już się dokonały, zmniejszenie napięć handlowych usunęło z rynku jedno z głównych źródeł ryzyka dalszego spadku cen ropy. Obecnie za nowe „dno cenowe” uznaje się poziom około 60 USD za baryłkę.

Sytuacja ta wpłynęła również na zachowanie inwestorów. Fundusze hedgingowe zmniejszyły swoje zaangażowanie w pozycje krótkie – obecnie stanowią one 82% wszystkich zakładów, wobec wcześniejszych 91%. Dodatkowym czynnikiem wspierającym wzrost cen surowców były pozytywne sygnały z rozmów nuklearnych pomiędzy USA a Iranem, co może w przyszłości przełożyć się na zwiększenie podaży irańskiej ropy.

Zwyżkujące ceny surowców przełożyły się również na wzrost wartości akcji spółek z sektora wydobywczego i energetycznego. Zyskały między innymi Glencore i Rio Tinto, a także Exxon Mobil i Chevron. Wzrosty objęły także firmy związane z technologiami bateryjnymi – akcje Fluence Energy wzrosły o 23%, a Sunrun o 16% w czasie wczorajszej sesji.

Z kolei złoto, traktowane tradycyjnie jako bezpieczna przystań w okresach niepewności, straciło na wartości. Spadek cen tego metalu był efektem zmniejszonego zapotrzebowania na aktywa defensywne oraz deeskalacji napięć między Indiami a Pakistanem. W rezultacie akcje głównych producentów złota, takich jak Newmont czy Barrick, straciły ponad 6%.

Pomimo chwilowej ulgi, jaką przyniosło porozumienie handlowe, rynki pozostają ostrożne. Wysoki poziom niepewności co do przyszłego rozwoju relacji między Chinami a USA sprawia, że sytuacja nadal wymaga uważnego monitorowania.

Autor: Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Focus Telecom z portfela MCI Capital łączy się z Systell, tworząc markę Welyo

Focus Telecom z portfela Funduszu MCI Capital łączy się z Systell i od dzisiaj działa pod nową marką – Welyo. Transformacji wizerunkowej towarzyszy nowa strategia biznesowa, skoncentrowana na zaawansowanych technologiach AI, automatyzacji oraz budowaniu pozytywnych doświadczeń klientów (CX) i pracowników (EX).

Transformacja to odpowiedź na dynamicznie zmieniające się oczekiwania konsumentów oraz globalne trendy w obszarze obsługi klienta. Welyo, opierając się na wieloletnim doświadczeniu Focus Telecom w dostarczaniu rozwiązań CCaaS, poszerza zakres swoich rozwiązań, stawiając na integrację nowoczesnych technologii z ludzkim podejściem do relacji. Oferuje CXaaS HUB, czyli nowoczesną, wielokanałową obsługę klienta – bez konieczności posiadania rozbudowanej infrastruktury i dużych zespołów.

W dobie digital-first klienci oczekują prostego, szybkiego i dostępnego kontaktu z markami – niezależnie od miejsca, czasu czy kanału. Według badań, aż 73% konsumentów wskazuje jakość obsługi jako główny czynnik wpływający na ich lojalność. W odpowiedzi na te potrzeby Welyo dostarcza narzędzia, które umożliwiają firmom profesjonalną obsługę klienta od pierwszego dnia – bez skomplikowanych wdrożeń i wysokich kosztów wejścia. Zastosowanie AI w czasie rzeczywistym pozwala na inteligentne wsparcie agentów, analizę nastrojów, automatyzację procesów i podniesienie efektywności całych zespołów.

Polski rynek CCaaS dynamicznie się rozwija w tempie ponad 15% rocznie – według prognoz do 2028 roku jego wartość może sięgnąć nawet 750 mln zł. Firmy coraz wyraźniej dostrzegają, że skuteczna obsługa klienta nie sprowadza się już tylko do odbierania połączeń. Obecnie kluczowe znaczenie ma integracja wszystkich kanałów kontaktu, zrozumienie potrzeb użytkowników i szybkie reagowanie na nie. Welyo odpowiada na te wyzwania w sposób kompleksowy, zapewniając pełną kontrolę nad działaniami operacyjnymi dzięki zaawansowanej analityce i intuicyjnym dashboardom. Rozwiązania są elastyczne i skalowalne – dostosowane zarówno do potrzeb dużych organizacji, jak i firm średniej wielkości.

– Misją Welyo jest wzmacnianie marek w budowaniu ich doświadczeń z konsumentami. Chcemy być partnerem dla firm, które rozumieją, że produktywność i pozytywne doświadczenia klientów mogą – i powinny – iść w parze. Welyo integruje te dwa światy: dostarczamy technologie, które zwiększają efektywność zespołów, a jednocześnie pomagają tworzyć wartościowe i spersonalizowane relacje z klientami – mówi Daniel Szcześniewski, prezes zarządu Welyo.

Dzięki zastosowaniu rozwiązań opartych na AI, organizacje mogą zwiększyć efektywność pracy zespołów nawet o 12% i poprawić jakość obsługi o 8,5%. Firmy, które kompleksowo zmodernizowały swoje procesy obsługi klienta, notują nawet 2,4-krotnie wyższą produktywność w porównaniu do konkurencji. Welyo udostępnia tę technologię w modelu dostępności „tu i teraz”, umożliwiając firmom natychmiastowy skok jakościowy bez kosztownych wdrożeń i długotrwałych procesów.

– Rebranding to nie tylko zmiana nazwy – to wyraźny sygnał, że firma wchodzi na nowy etap rozwoju. Welyo stawia na innowacje, skalowalność i elastyczność rozwiązań, by skuteczniej odpowiadać na zmieniające się potrzeby rynku. Rosnące znaczenie AI w contact center otwiera nowe możliwości, a Welyo ma wszelkie atuty, by stać się liderem tej transformacji – podkreśla Paweł Sikorski, partner inwestycyjny w MCI Capital.

Welyo działa nie tylko jako dostawca zaawansowanych technologii, ale przede wszystkim jako partner w budowaniu trwałych i wartościowych relacji z klientami. Nowa strategia firmy została zaprojektowana z myślą o dalszym rozwoju, skalowalności i maksymalnej użyteczności – tak, aby jak najlepiej wspierać organizacje w cyfrowej transformacji ich procesów kontaktu z klientem.

Ropa drożeje po rozejmie handlowym USA i Chin

Cena ropy naftowej wzrosła wczoraj o około 1,5 proc. To efekt decyzji Chin i USA o znacznym obniżeniu na 90 dni wzajemnych taryf celnych. Niższe ryzyko recesji przyniosło nadzieję na większy popyt w światowej gospodarce – dlatego rosły także ceny gazu ziemnego i innych metali. Dziś Donald Trump rozpoczyna wizytę w Arabii Saudyjskiej, Katarze i ZEA, gdzie będzie prowadzić rozmowy wpływające na światowe ceny ropy.

Wzrost cen ropy to efekt handlowego rozejmu na linii Waszyngton – Pekin. Obniżenie ceł z 145 proc. do 30 proc. przez USA i z 125 proc. do 10 proc. przez Chiny to wyraźny krok w stronę złagodzenia konfliktu – najpewniej po to, by uspokoić rynki i ograniczyć negatywny wpływ sporu na gospodarkę.

Porozumienie wciąż jest bardzo ogólne i nie wiadomo, jak wygląda docelowa umowa dla każdej ze stron. Chiny chcą całkowitego zniesienia ceł, Stany Zjednoczone dążą do równowagi handlowej i mechanizmów egzekwowania umów. Dziewięćdziesięciodniowy okres „rozejmu” przypomina zawieszenie broni z 2018 roku, które ostatecznie przerodziło się w głębszy konflikt. Rozmowy mogą przynieść nowe „umowy zakupowe”, ale wcześniejsze doświadczenia – jak krótkotrwałe odprężenie sprzed kilku lat – pokazują, jak kruche bywają tego typu porozumienia. Obie strony utrzymują dotychczasowe cła, a najważniejsze punkty sporne pozostają nierozwiązane – droga do trwałego porozumienia wciąż jest długa.

Jednak już sama pauza wystarczyła, by doszło do wzrostu cen ropy. Podczas wczorajszych notowań cena amerykańskiej ropy WTI wzrosła o 1,5 proc., osiągając 61,95 dolara. Z kolei europejska ropa Brent wzrosła o 1,6 proc. do 64,96 dolara. Ceny ropy osiągnęły swoje minima tydzień temu – 5 maja cena ropy Brent spadła poniżej 60 dolarów za baryłkę. Od tego czasu cena Brent wzrosła już o ponad 8 proc. Mimo ostatniego odbicia ceny ropy wciąż pozostają o ponad 10 proc. niższe niż przed ogłoszeniem taryf w kwietniu. Nadwyżka podaży z krajów OPEC+ nadal ciąży notowaniom i może ograniczać skalę wzrostu, jeśli producenci nie skorygują swojej strategii. Zapewne na ten temat Donald Trump będzie rozmawiał dziś podczas swojej podróży do Arabii Saudyjskiej. Później odwiedzi także Katar i Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Dla cen ropy znaczenie mają także rozmowy z Iranem dotyczące jego programu nuklearnego. Gdyby doszło do porozumienia – co wydaje się możliwe w świetle informacji przekazywanych przez prezydenta Trumpa – to oznaczałoby to poluzowanie sankcji, a tym samym zwiększyłoby podaż ropy na światowych rynkach. Taka perspektywa obecnie może częściowo ograniczać dalsze możliwe wzrosty ceny ropy. I powodować zwiększona zmienność na tym rynku.

Także rozmowy pokojowe Rosji z Ukrainą, do których chce się włączyć prezydent Trump, mogą docelowo – w razie ich sukcesu – skutkować ograniczeniem sankcji na rosyjską ropę. To także mogłoby mieć w przyszłości poważny wpływ na ceny – Rosja bowiem pozostaje drugim producentem surowca na świecie. Tymczasem jeszcze w marcu Unia Europejska wprowadziła sankcje na rosyjską „flotę cieni”, czyli flotę statków transportujących rosyjski surowiec.

Ważnymi beneficjentami drożejącej ropy są koncerny wydobywcze – akcje Chevron wzrosły wczoraj o 2,2 proc., a Exxon Mobil o 1,7 proc.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Automatyzacja i sztuczna inteligencja zmieniają rynek pracy. Pracownicy chcą nadążyć za zmianami

Zaledwie 9% pracowników deklaruje, że nie wie, czym są automatyzacja i sztuczna inteligencja, a 46,7% przyznaje, że chciałoby pogłębić swoją wiedzę w tym zakresie. Rosnące zainteresowanie technologiami idzie w parze z obawami – od lęku przed brakiem kompetencji, przez przytłoczenie tempem zmian, aż po niepewność związaną z przyszłością zawodową. Jak wynika z „Barometru Rynku Pracy 2025” Gi Group Holding, dostęp do wiedzy i edukacji może przesądzić o gotowości zespołów na technologiczną rewolucję.

Pracownik kontra algorytm

Z „Barometru Rynku Pracy 2025” wynika, że jedynie 9% pracowników nie wie, czym są automatyzacja i sztuczna inteligencja ani jak mogą być wykorzystywane. Pełne zrozumienie tych technologii i ich zastosowań deklaruje 21,8% zatrudnionych. Podobny odsetek przyznaje, że ma jedynie ogólne pojęcie o AI i automatyzacji, ale nie wie, jak dokładnie są wykorzystywane w praktyce. Najwięcej – 46,7% – twierdzi, że ma pewną wiedzę na ten temat, lecz chciałoby ją pogłębić i lepiej poznać możliwości zastosowania tych rozwiązań w pracy.zrozumienie wykorzystania automatyzacji i AI

Uwagę zwraca dysproporcja związana z wiekiem. W najmłodszej grupie badanych 18-24 lata, ponad 35% respondentów jest przekonanych o pełnym rozumieniu tych kwestii, a przeszło 38% uważa, że ma wiedzę na ten temat, ale chce ją poszerzyć. Mniej optymistyczne są dane dotyczące grupy 55+, w tym przypadku niecałe 10% deklaruje pełne zrozumienie nowych technologii, a niemal 17% nie rozumie jak działają i jak są wykorzystywane.wiek a zrozumienie wykorzystania automatyzacji i AI

– Warto pamiętać, że najmłodsze pokolenie dorastało w otoczeniu nowych technologii. Zdecydowanie ułatwia im to ich rozumienie i wykorzystanie w pracy zawodowej. Jednak równie istotne jest, aby także starsze pokolenia miały możliwość poznawania automatyzacji i sztucznej inteligencji, gdyż umiejętność ich wykorzystania staje się coraz bardziej kluczowa na rynku pracy – komentuje Grzegorz Gojny, Dyrektor Regionalny Gi Group.

Z „Barometru Rynku Pracy” wynika jednocześnie, że niemal 55% zatrudnionych nie ma możliwości zdobywania wiedzy na temat narzędzi opartych na sztucznej inteligencji lub działania pracodawcy w tym zakresie są według nich niewystarczające. 36% pracowników ocenia dostęp do wiedzy jako wystarczający, choć zaznacza, że ogranicza się on głównie do podstawowych informacji. Jedynie 9% respondentów wskazuje, że firma zapewnia im szeroki dostęp do wiedzy i realne możliwości rozwoju kompetencji technologicznych.ocena możliwości zdobywania wiedzy w miejscu pracy

W jakim stopniu wykorzystujemy AI w pracy?

Obecnie 28,5% zatrudnionych deklaruje, że regularnie korzysta w pracy z rozwiązań bazujących na sztucznej inteligencji. W największym stopniu używają ich pracownicy sektora usługowego (35,3%), transportu i logistyki (32,3%) oraz handlowego (32,1), najrzadziej pracownicy sektora publicznego – robi to nieco ponad 21%.wykorzystanie AI w pracy

Najczęściej po AI sięgają osoby w wieku 18-24 lata, wśród których aż połowa stosuje narzędzia AI. W innych grupach wiekowych odsetek użytkowników sztucznej inteligencji jest zbliżony i wynosi około 25%. Choć mężczyźni częściej przyznają się do posiadania wiedzy na temat automatyzacji i AI, to kobiety częściej wykorzystują te narzędzia w swojej pracy niż mężczyźni –  odpowiednio 30,4% i 26,7%.

Również poziom zarobków i zajmowane stanowisko mają wpływ na częstotliwość stosowania sztucznej inteligencji w pracy. Im wyższe stanowisko i wyższe wynagrodzenie, tym częstsze są deklaracje używania rozwiązań AI w codziennej pracy.branża a wykorzystanie AI w pracy

W obliczu intensywnych zmian technologicznych, nowe rozwiązania stają się również kluczowym elementem strategii zarządzania. Wdrażanie zaawansowanych narzędzi wymaga od menedżerów nie tylko dostosowania procesów, ale także przemyślanej integracji technologii z codziennymi operacjami, co jest niezbędne dla długofalowego sukcesu organizacji. Warto pamiętać, , że aż jedna czwarta firm jako główną przeszkodę we wdrażaniu takich rozwiązań wskazuje brak odpowiedniej wiedzy właśnie w tej drugiej grupie.

– Sztuczna inteligencja rewolucjonizuje zarządzanie, przekształcając role managerów i sposoby podejmowania decyzji. Dzięki zaawansowanej analityce liderzy mogą opierać się na precyzyjnych danych, zamiast polegać wyłącznie na intuicji i doświadczeniu. AI wspiera ich w prognozowaniu trendów rynkowych, optymalizacji łańcucha dostaw, personalizacji oferty czy automatyzacji rutynowych zadań, co pozwala skupić się na strategicznych inicjatywach. Jednak, mimo tych technologicznych zmian, ludzka intuicja i etyka pozostają nieodzownymi elementami procesu decyzyjnego – wyjaśnia Daniel Piaszczyk, Senior Partner Executive IT w Wyser Executive Search.

Co martwi pracowników?

Jedna trzecia (32,7%) pracowników nie ma żadnych obaw związanych z wdrażaniem rozwiązań opartych na automatyzacji i sztucznej inteligencji. Wskazywane w badaniu obawy dotyczą wpływu nowych technologii na stabilność zawodową, ograniczeń w zdobywaniu umiejętności i stosowania ich oraz nadążaniu za tempem zmian.

Utraty pracy w związku z rozwojem technologii boi się blisko 18% pracujących. Podobny odsetek odczuwa przytłoczenie nowymi rozwiązaniami. Nieco ponad 12% zatrudnionych boi się, że nie będzie w stanie zdobyć umiejętności potrzebnych do pracy, takie samo grono obawia się, że nie poradzi sobie z nowymi narzędziami. Największy odsetek (21,5%) boi się, że szybki rozwój nowych technologii sprawi, że trudno im będzie nadążyć za zmianami.obawy pracowników o wykorzystanie automatyzacji i AI

– Obawy pracowników nie są zaskoczeniem – wiele osób nie ma jeszcze doświadczenia w wykorzystywaniu nowych technologii, a jednocześnie słyszą o ich dynamicznym rozwoju i potencjalnym wpływie na rynek pracy. Niepewność może potęgować brak dostępu do wiedzy lub poczucie, że zmiany zachodzą bez ich udziału. Dlatego tak istotne jest, by firmy jasno komunikowały cel wprowadzania nowych rozwiązań i realizowały różnorodne działania edukacyjne. Także zaangażowanie pracowników w proces zmian może pomóc oswoić lęk i niepewność, wzbudzić ciekawość oraz gotowość do nauki – podreśla Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment.

Do rozwiania obaw pracowników potrzebna jest przede wszystkim wiedza. W tym obszarze nadal istnieje jednak spory potencjał do poprawy.

Wojna celna USA–Chiny trwa, ale nie da się jej wygrać – rośnie ryzyko dla globalnego handlu

Patrząc historycznie na konflikty handlowe można stwierdzić, że nie da się wygrać wojny celnej. Żadne państwo nie jest w 100% niezależne od tego, co dzieje się poza jego granicami. Obecnie Stany Zjednoczone prowadzą szeroko zakrojoną polityczną grę, która ma zapewnić im korzystniejsze pozycje w rozmowach z innymi krajami. Chaotyczna polityka Donalda Trumpa pokazuje, że USA szukały rywala i znalazły go w Chinach. Chińskie władze, nie ustępując, wprowadzają kolejne cła – co zmusza Trumpa do wycofywania się z wcześniejszych deklaracji. Czy można się przygotować na wojnę celną? Nie jest to proste, ale ważne jest, aby mieć plan dywersyfikacji i wcześniejsze ustalenia z kluczowymi producentami. Przemysł w dużym stopniu zależy od importowanych surowców i materiałów. Rząd musi rozmawiać z przedsiębiorcami – aby ustalić, jakie problemy mogą wystąpić w razie wprowadzenia ceł.

– Patrząc na rynki, wydaje się, że wracamy do starego porządku – powiedział serwisowi eNewsroom.pl podczas EFNI Wiosna 2025 Mariusz Zielonka, główny ekonomista Konfederacji Lewiatan. – Wzrosty na giełdach mogą sugerować, że cała sytuacja była częścią strategii administracji Trumpa. Zyski, które wygenerowała giełda po tym odbiciu, pozwalają lepiej zrozumieć intencje tego działania. Analizując miękkie wskaźniki, takie jak indeks PMI, widzimy, że polityka Trumpa była wcześniej antycypowana przez przedsiębiorców obu stron oceanu. Amerykańscy i europejscy przedsiębiorcy zaczęli robić zakupy – aby wyprzedzić ewentualne cła, co doprowadziło do potężnego zatowarowania w Europie. Nasz import ze Stanów Zjednoczonych wzrósł na tyle, że obecnie zajmują oni trzecie miejsce wśród naszych dostawców. W rezultacie, wskaźniki PMI wzrosły ponad 50 punktów – co oznacza rozwój po recesji. Należy zauważyć, że Polska ma niewielkie uzależnienie od USA w kontekście importu i eksportu. W przypadku eskalacji wojny celnej, możemy odczuć skutki przez spadek popytu w Europie Zachodniej – przewiduje Mariusz Zielonka.

Zrozumieć polaryzację. Wyborcy PiS i KO różnią się klasowo – i nie tylko

0

Badania naukowców z Uniwersytetu SWPS pokazują, że klasy społeczne w Polsce nadal silnie wpływają na preferencje polityczne. Analiza wykazuje, że podziały klasowe, wzmacniane przez czynniki takie jak m.in. wykształcenie i religijność, są kluczowe dla zrozumienia obecnej polaryzacji politycznej. Politolog i socjolog, dr hab. Mikołaj Cześnik, prof. USWPS mówi, że te same mechanizmy, które rządziły naszymi postawami w czasie ostatnich wyborów parlamentarnych, pozostaną istotne także w nadchodzących wyborach prezydenckich.

Badacze z Uniwersytetu SWPS pracujący w projekcie „Polskie Generalne Studium Wyborcze 2023” – prof. Mikołaj Cześnik oraz dr Oliwia Szczupska – dokonali analizy klasowej, która uwzględnia nie tylko czynniki ekonomiczne, ale także społeczne i kulturowe. Analiza opublikowana w „Studiach Socjologicznych” pokazuje, że klasy społeczne nadal odgrywają ważną rolę w polskiej polityce, a podziały klasowe, modyfikowane przez różne czynniki (wykształcenie, wiek, miejsce zamieszkania, religijność), pozostają istotnym wyznacznikiem preferencji politycznych. Napięcia klasowe mogą stanowić jeden z istotnych czynników wyjaśniających obecną polaryzację polityczną w Polsce. Klasa ludowa wyraźnie wspiera Prawo i Sprawiedliwość (PiS), podczas gdy klasa wyższa preferuje Koalicję Obywatelską (KO). W najliczniejszej klasie – średniej, poparcie dla KO i PiS kształtuje się na podobnym poziomie (około 30-40 proc.), przewyższając poparcie dla pozostałych partii. Wyniki sugerują, że podziały klasowe pozostają istotnym czynnikiem wpływającym na polityczną polaryzację w Polsce, nawet po uwzględnieniu innych determinant zachowań wyborczych.

Inna sytuacja polityczna, te same polityczne wybory

Badania dotyczyły wyborów parlamentarnych w Polsce w 2023 roku, ale prof. Mikołaj Cześnik wskazuje, że wnioski bezpośrednio przekładają się na obecną sytuację polityczną: – Choć sytuacja polityczna się zmienia, to pewne wzory pozostają stabilne. Klasa społeczna to nie moda, tylko trwały fundament – i to właśnie ona bardzo silnie wpływa na to, czy i jak głosujemy. To znaczy: osoby z klasy ludowej wciąż najchętniej wybierają partie obiecujące wsparcie socjalne (PiS) i poparcie dla wartości konserwatywnych, a klasy wyższe skłaniają się ku ugrupowaniom liberalnym (KO). Możemy się więc spodziewać, że podobne mechanizmy zadziałają także w nadchodzących wyborach prezydenckich – choć oczywiście szczegóły zależą od kandydatów i kampanii – podkreśla politolog.

Kto pójdzie na wybory?

Czynniki determinujące zachowania wyborcze poszczególnych klas społecznych wynikają z ich charakterystyki w ramach nowego schematu klasowego, opartego na pojęciu „siły społecznej”, rozumianej jako kontrola nad ważnymi zasobami w sferach kapitału, pracy i konsumpcji. Mechanizm łączący pozycję klasową z głosowaniem wykracza poza sferę ekonomiczną i obejmuje możliwość realizacji interesów, zarówno materialnych, jak i symbolicznych, w tym dążenie do społecznego uznania (walka o godność, prestiż, afirmację własnej wartości). Schemat klasowy dzieli społeczeństwo na trzy główne klasy w oparciu o trzy kluczowe zmienne: pochodzenie społeczne przodków, zawód wykonywany przez badaną osobę oraz pozycje na skalach bogactwa, wpływów i poważania.

Prof. Cześnik zwraca uwagę na to, że najczęściej głosują osoby z klasy średniej i wyższej – bo mają więcej zasobów: czasu, wiedzy, pieniędzy, poczucia pewności siebie. – W klasie ludowej jest z kolei sporo barier – nie tylko materialnych, ale też psychologicznych. Ale 2023 rok pokazał, że to się może zmieniać: mobilizacja była rekordowa, a wiele osób z klasy ludowej – tych, które wcześniej nie głosowały – poszło do urn, bo poczuły, że mają realny wpływ – analizuje naukowiec.

Nie tylko PiS i PO

Badania pokazały, że w trakcie wyborów parlamentarnych w 2023 roku kandydaci spoza głównych partii (czyli PO i PiS) mieli największe szanse wśród wyborców klasy średniej – zwłaszcza tych młodszych, mieszkających w dużych miastach. Profesor Cześnik wskazuje, że klasa wyższa rzadko sięga po outsiderów, bo zazwyczaj ma „swoich” kandydatów. Dodaje, że w klasie ludowej z kolei wciąż dominuje PiS, ale jeśli kandydat bezpartyjny trafi w emocje i język tej grupy – może zyskać. Zwłaszcza jeśli pokaże, że „jest swój”.

Czy możliwe jest złamanie duopolu PO-PiS? Zdaniem badacza to nie stanie się samo z siebie. – Musi pojawić się nowa oferta, która przemówi do różnych grup społecznych – nie tylko do wykształconych z dużych miast, ale też do tych, którzy czują się zapomniani. Taki „trzeci gracz” musiałby mówić prostym językiem o konkretnych sprawach – pracy, mieszkaniach, edukacji – i zdobyć zaufanie ludzi, którzy zwykle politykom nie wierzą. To trudne, ale nie niemożliwe – wskazuje prof. Mikołaj Cześnik.

Autor: dr hab., prof. Uniwersytetu SWPS Mikołaj Cześnik

Polska w złotej dziesiątce świata. Rezerwy NBP przekroczyły 509 ton

0

Choć cel 20% udziału złota w rezerwach został już osiągnięty, Narodowy Bank Polski kontynuuje zakupy. W samym kwietniu do skarbca trafiło dodatkowe 12,4 tony kruszcu. Łącznie Polska zgromadziła już ponad 509 ton złota, wartego 202 miliardy złotych, co oznacza, że wyprzedzamy pod tym względem… nawet bank centralny strefy euro! Udział złota w aktywach rezerwowych przekroczył 22%. Do czego dążymy i gdzie jest nasze złoto?

Złoty rajd trwa

Z najnowszych danych opublikowanych przez Narodowy Bank Polski wynika, że w kwietniu 2025 roku instytucja ta dokonała zakupu kolejnych 12,4 ton złota. Tym samym całkowite zasoby kruszcu zgromadzone przez NBP wzrosły do imponującego poziomu blisko 509 ton. Ich szacunkowa wartość przekracza obecnie 202 miliardy złotych, co oznacza, że złoto stanowi już niemal 22% wszystkich aktywów rezerwowych banku centralnego.

Polska już dziś znajduje się w ścisłej czołówce światowych posiadaczy złota – z ponad 509 tonami kruszcu zajmujemy 10. miejsce na świecie, wyprzedzając m.in. Europejski Bank Centralny. Złoto stanowi już ponad 22% krajowych rezerw walutowych, a według NBP jego zakup to świadoma strategia budowy gospodarczego bezpieczeństwa i finansowej suwerenności państwa.NBP nadal kupuje złoto

Co istotne, Polska dysponuje dziś również największymi rezerwami walutowymi i złota w regionie. Warto jednak zauważyć, że według sprawozdania finansowego NBP za 2024 rok, tylko ok. 105 ton złota znajduje się fizycznie na terenie kraju – co oznacza, że aż 80% rezerw przechowywanych jest za granicą i tym samym obarczonych ryzykiem strony trzeciej. W świetle rosnącej niepewności geopolitycznej temat repatriacji złota może więc ponownie powrócić do debaty publicznej.

Złote pożyczki

Banki centralne na całym świecie kontynuują zakupy złota, wzmacniając swoją pozycję w obliczu narastającej niepewności geopolitycznej. W I kwartale 2025 roku łączne zakupy wyniosły 244 tony, co – mimo 21-procentowego spadku rok do roku – wciąż przekracza pięcioletnią średnią o 24%. Największym nabywcą był Narodowy Bank Polski. Wśród aktywnych graczy znalazły się również m.in. Chiny, Indie, Turcja, Czechy i Azerbejdżan.Tavex NBP najwiekszym kupujacym

Co ciekawe, trend zwiększania rezerw trwa nieprzerwanie od szesnastu lat, a – jak wynika z raportu World Gold Council – tylko 22% popytu w I kwartale zostało oficjalnie zarejestrowane. Reszta mogła pochodzić z nieujawnionych zakupów innych instytucji oficjalnych lub z opóźnionych raportów. Jednocześnie wzrosła aktywność banków centralnych w zakresie pożyczek złota, m.in. w odpowiedzi na ograniczoną podaż oraz napięcia handlowe związane z polityką USA.

Złoto odgrywa dziś strategiczną rolę w strukturze rezerw dewizowych Narodowego Banku Polskiego. Jego unikalne cechy – niezależność od zobowiązań emitenta, brak ryzyka kredytowego, fizyczna trwałość i niezniszczalność – czynią je wyjątkowym aktywem w czasach niepewności. W długim okresie złoto skutecznie utrzymuje swoją wartość, a historycznie zyskuje na znaczeniu szczególnie w okresach napięć geopolitycznych czy zawirowań finansowych – komentuje Tomasz Gessner, główny analityk Tavex. Znaczne rezerwy złota wzmacniają wiarygodność Polski oraz Narodowego Banku Polskiego na rynkach międzynarodowych. Złoto – mimo swojej „tradycyjnej” natury – pozostaje dziś jednym z najbardziej dynamicznych i strategicznych elementów nowoczesnej polityki rezerwowej – dodaje.

Gdzie jest nasze złoto?

Pewne wątpliwości może budzić natomiast kwestia przechowywania kruszcu. Według danych Narodowego Banku Polskiego[1] na koniec grudnia 2024 r. zasoby złota NBP wynosiły 448 ton, z czego jedynie 25% znajdowało się w kraju. Reszta, czyli około 75% przechowywane jest za granicą – głównie w skarbcach Banku Anglii w Londynie oraz Banku Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku. Pytania o kwestie bezpieczeństwa kruszcu, zwłaszcza znajdującego się w Londynie, zyskały w ostatnim czasie uzasadniony charakter. W związku z dużymi przepływami złota z Londynu do Nowego Jorku, które wynikają między innymi z fizycznych żądań rozliczenia kontraktów terminowych na nowojorskiej giełdzie metali Comex, Bank Anglii informował o wydłużeniu czasu oczekiwania na magazynowane złoto nawet do 2 miesięcy. Z drugiej strony, dywersyfikacja miejsc przechowywania zasobów państwowych ma na celu zmniejszenie ryzyka geopolitycznego.

O tym, jak istotne są „złote” rezerwy państwowe przekonaliśmy się już w swojej historii. Kiedy w 1939 roku nad Polską gromadziły się ciemne chmury, natychmiastowo podjęto decyzję o ewakuacji narodowych skarbów przed okupantem. Najcenniejszym co wówczas posiadaliśmy było 80 ton czystego złota w sztabkach. To właśnie one przebyły niezwykle długą drogę, która wiodła między innymi przez Rumunię, Turcję, Syrię, Francję czy Dakar w zachodniej Afryce. Przemierzając kolejne kilometry, nasze złoto dopiero w 1944 roku dotarło do Nowego Jorku, gdzie skarb został podzielony: 43% trafiło do USA, 45% do Banku Anglii, a 12% do Kanady. Przez lata polski rząd stawał w obliczu wielu geopolitycznych wyzwań w celu zabezpieczenia, a następnie przywrócenia skarbu do kraju. Co ciekawe, udało się tego dokonać dopiero w 2019 roku. Podczas tajnej operacji, polski rząd przewiózł przedwojenne złoto wraz z nową transzą zakupową – w sumie 100 ton sztabek o wartości około 4 miliardów funtów przetransportowano z Banku Anglii do Warszawy. Przewozy odbywały się w nocy w opancerzonych konwojach i obejmowały osiem lotów, co było jednym z największych transportów złota od czasów II wojny światowej[2].

[1] https://nbp.pl/wp-content/uploads/2022/09/zloto-jako-skladnik-rezerw.pdf

[2] Opracowanie na podstawie: https://www.youtube.com/watch?v=waZtO35-RG8

Marynarze nie chcą ubezpieczeń społecznych, a ministerstwo się upiera. Eksperci negatywnie o planowanych zmianach

„Uszczęśliwianie na siłę” – Ministerstwo pracuje nad ubezpieczeniem marynarzy, a Ci… tego nie chcą.

– Bardziej niż troskę o marynarzy widzę tutaj pewną kalkulację, że z tej grupy zawodowej można wyciągnąć spore środki finansowe do ZUSu. Nie jestem zwolennikiem ubezpieczenia marynarzy przez ZUS, bo nikt jeszcze nie powiedział mi, że oczekuje od rządzących takiego rozwiązania. Marynarze mają środki finansowe na zabezpieczenie się, większość z nich myśli o przyszłości zawczasu, inwestuje np. w nieruchomości. Nie wydaje mi się, by liczyli na emerytury od Państwa – mówi Paweł Skotnicki, ekspert ubezpieczeniowy.

Projekt ustawy nad którą pracowało Ministerstwo Infrastruktury i Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zakłada, że osoba zatrudniona na statku będzie uzyskiwała status marynarza wykonującego pracę na podstawie umowy o świadczenie pracy na morzu. Status ten będzie potwierdzany zaświadczeniem wydanym na wniosek przez dyrektora urzędu morskiego albo agencję zatrudnienia. Ministerstwo Infrastruktury przyznało, że jest to krok w stronę odbudowywania „polskiej bandery”, a poza składka na ubezpieczenie społeczne marynarze objęci mogą być także Funduszem Pracy czy Funduszem Solidarnościowym.

Eksperci przyznają, że inicjatywa jest szeroko dyskutowana przez marynarzy. Paweł Skotnicki, ekspert ubezpieczeniowy zauważa, że marynarze dotychczas nie zgłaszali potrzeby ubezpieczenia publicznego. Ekspert przyznaje, że jest to dla wielu dodatkowa danina z której tak naprawdę nie skorzystają.

– Nie rozumiem dlaczego ogłoszono sukces w temacie w którym tak naprawdę nikt nie oczekiwał działania ze strony Ministerstwa. Odbieram raczej sygnały zaniepokojenia, co będzie się działo i czy będzie to dla marynarzy duże obciążenie. Marynarze nie zrezygnują z ubezpieczenia osobistego na rzecz emerytury z ZUS, bo nikt rozsądny by tego nie zrobił. Naprawdę marynarze świetnie sobie radzą i nie trzeba ich uszczęśliwiać

– Projekt ten przeszacowuje liczbę marynarzy, których on dotyczy. Same założenia i cel jest jeszcze dość niejasny. Obecnie marynarze mogą płacić składkę dobrowolnie i nie ma tłumu zainteresowanych. Ten temat jest marginalny. Nie mamy tabunu marynarzy głodujących na emeryturach. Jeżeli marynarze chcieli być ubezpieczeni w polskim systemie to robili to bez problemów. 99% marynarzy traktuje państwową emeryturę jako coś, co nie istnieje – mówi Paweł Skotnicki.

– Emerytura z ZUS nigdy nie będzie dla marynarza satysfakcjonująca. Nie obawiam się więc, że zmiana wprowadzona przez ministerstwo sprawi, że marynarze zrezygnują z prywatnych ubezpieczeń, oszczędzania na emeryturę czy inwestowania. Obawiam się tylko, że dla marynarzy wchodzących na rynek pracy to, co będzie proponowane przez Państwo będzie wystarczające, a to oczywista nieprawda – mówi ekspert ubezpieczeniowy.

Na początku maja wiceminister infrastruktury Arkadiusz Marchewka poinformował: „Rozwiązujemy problem z ubezpieczeniem społecznym marynarzy! Projekt ustawy został dzisiaj przyjęty przez Radę Ministrów. Aktualnie kilkanaście tysięcy marynarzy nie ma ubezpieczenia, bo pracują na statkach pływających pod banderami państw trzecich. Czas to zmienić!”

Rządz zapowiada „preferencyjne składki”, które wpłyną także na obniżenie kosztów działalności armatorów.  – Musicie też wiedzieć, że uregulowanie kwestii ubezpieczeń to jeden z trzech kluczowych kroków, których realizacja pozwoli na przywrócenie polskiej bandery – napisał wiceminister Marchewka.

Problemy finansowe polskich meblarzy pogłębiają się. Cierpi też branża drzewna

Wysokie koszty produkcji, spadający popyt i silna konkurencja z Azji osłabiają pozycję polskiej branży meblarskiej. Długi sektora, notowane w Krajowym Rejestrze Długów, sięgają już prawie 130 mln zł – coraz więcej przedsiębiorstw musi wybierać między utrzymaniem płynności a spłatą zobowiązań. Problemy meblarstwa mają wpływ na sytuację branży drzewnej, która jest jego wiodącym dostawcą. Zadłużenie producentów drewna przekroczyło 100 mln zł, co może być sygnałem narastających trudności finansowych w całym łańcuchu dostaw.

Polska branża meblarska znajduje się w niełatwym momencie. Producenci z Chin, Wietnamu czy Indii zalewają europejski rynek tańszymi meblami, często wytwarzanymi w warunkach mniej restrykcyjnych środowiskowo niż u nas. Presja cenowa ze strony Azji zmusza polskie przedsiębiorstwa do zmniejszania marż i walki o utrzymanie pozycji, szczególnie w segmencie ekonomicznym. Nakłada się na to zastój na rynku sprzedaży mieszkań, spowodowany trudnościami w dostępie do kredytów, ale i niepewność konsumentów spowodowana wojną za wschodnią granicą, która powstrzymuje ich przed zakupem lokum. W efekcie zapotrzebowanie na wyposażenie wnętrz jest mniejsze.

Jak wynika z raportu „Polskie Meble Outlook 2025”, przygotowanego przez Ogólnopolską Izbę Gospodarczą Producentów Mebli i firmę badawczą B+R Studio, wartość produkcji sprzedanej branży meblarskiej w 2024 r. zmalała o 2-5 proc. w stosunku do poprzedniego roku. Producenci są mocno nastawieni na eksport, ale nie pomaga w tym spadający popyt w Europie. W ub.r. aż o 6 proc. zmniejszyła się wartość sprzedaży za granicę, która od lat napędzała branżę. Wzrósł natomiast import mebli. W minionym roku sprowadzono ich do Polski o ponad 10 proc. więcej niż w 2023 r. W ub.r. rentowność sprzedaży spadła do 5,2 proc., a przeciętne zatrudnienie w sektorze zmniejszyło się o ponad 13 proc.

Coraz więcej do oddania

Te perturbacje mają odbicie w danych Krajowego Rejestru Długów. Zaległości meblarzy stale rosną, w ciągu zaledwie trzech lat zwiększyły się o 40 proc. i obecnie wynoszą 129,9 mln zł. Ma je 3,2 tys. firm. Znacząco, bo aż o 11,9 tys. zł, podskoczyło natomiast średnie zadłużenie. W 2022 r. na jeden podmiot przypadało 28,9 tys. zł, dziś to aż 40,8 tys. zł.

Branża meblarska to zarówno producenci, jak i sprzedawcy. Z danych KRD wynika, że najpoważniejsze problemy mają firmy zajmujące się produkcją mebli, bo w największym stopniu odczuwają one zawirowania na globalnym i polskim rynku. Prawie 3/4 długów branży należy właśnie do nich, to 91 mln zł. Swoim kontrahentom nie płaci 2,4 tys. przedsiębiorstw, a średnie zadłużenie w tej grupie sięga 38 tys. zł. W tym gronie w najtrudniejszej sytuacji są producenci mebli biurowych i sklepowych, którzy uzbierali 28,9 mln zł długów.

Pozostała kwota nieuregulowanych zobowiązań branży, tj. prawie 39 mln zł, przypada na hurtowych i detalicznych sprzedawców mebli. W KRD jest wpisanych 795 takich firm. „Wypracowały” one bardzo wysoki średni dług, który wynosi aż 48,9 tys. zł, a więc mocno przekracza przeciętną zaległość w branży.

Kondycja branży meblarskiej w dużej mierze odbija się na sytuacji w sektorze drzewnym, a ten, według danych KRD, jest dziś zadłużony już na 100,3 mln zł. Z problemami finansowymi zmaga się 2,2 tys. producentów drewna, wyrobów tartacznych, produktów stolarskich i ciesielskich, a średnie zadłużenie wynosi tam 45,4 tys. zł.

– Analiza wiarygodności płatniczej, jaką przeprowadziliśmy dla branży meblarskiej, pokazuje, że w ciągu roku nieznacznie, ale jednak, zmniejszył się udział najbardziej rzetelnych przedsiębiorstw z kategorii A, B i C, wzrósł natomiast odsetek firm w kategoriach pośrednich. Migracja z poziomu dobrej oceny do strefy średniego ryzyka może świadczyć o stopniowym pogarszaniu się sytuacji finansowej nawet tych firm, które dotąd świetnie sobie radziły – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Najmniejsi zmuszeni do czekania na pieniądze

Segment meblarski przeciętnemu Polakowi kojarzy się z kilkoma dużymi firmami, których reklamy ogląda w mediach. Znani są także lokalni producenci, rozpoznawalni na swoim terenie. Ale w rzeczywistości branżę tworzy cała rzesza mikro- i małych podmiotów, bez których te duże nie byłyby w stanie oferować towarów. Są to m.in. zakłady wytwarzające płyty pilśniowe, siedziska, materace czy prowadnice do elementów ruchomych w meblach. Wiele z nich działa w formie jednoosobowej działalności i to one mają największe problemy finansowe. Obarcza je 72,7 mln zł zaległości – to grubo ponad połowa całej kwoty długu. Resztę, czyli 57,2 mln zł powinny zapłacić swoim wierzycielom spółki prawa handlowego.

Rekordzistą zadłużenia w tej branży jest przedsiębiorstwo z województwa małopolskiego produkujące meble, działające właśnie w formie spółki prawa handlowego, które zgromadziło 2,7 mln zł zaległości – większość to niezapłacone raty leasingowe.

Jednak to najmniejsze podmioty najbardziej dotkliwie odczuwają problemy rynkowe. Sygnalizują one kłopoty wynikające z wydłużonych terminów płatności oraz rosnących zatorów finansowych, co negatywnie wpływa na ich bieżącą płynność. Presję cenową potęguje również rosnący import mebli z Azji, który wymusza na krajowych firmach obniżanie cen i akceptowanie dłuższych terminów płatności u odbiorców.

– Na firmy z branży meblarskiej silnie oddziałują też rosnące koszty surowców i utrzymująca się inflacja, co ogranicza ich możliwości poprawy marż i utrudnia regulowanie bieżących zobowiązań. Zaległości finansowe w tym sektorze sięgają już 130 mln zł i wiele firm musi wybierać między utrzymaniem płynności a spłatą należności. Ostrożna polityka kredytowa banków oraz wysokie stopy procentowe dodatkowo ograniczają przedsiębiorcom dostęp do finansowania zewnętrznego. Coraz więcej mikrofirm meblarskich sięga więc po faktoring, który pozwala szybciej odzyskać środki z wystawionych faktur i wspiera bieżącą działalność. Od stycznia do dziś sfinansowaliśmy dla tego segmentu czterokrotnie więcej transakcji niż w całym 2024 roku. Firmy korzystają zarówno z faktoringu jawnego, cichego, jak i odwrotnego, ale największy wzrost zainteresowania notujemy w eGotówce, która umożliwia pozyskanie środków finansowych jeszcze przed wystawieniem faktury – mówi Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG.

Wzajemne długi blokują firmy

Ponad 40 proc. zadłużenia przedsiębiorstw meblarskich, czyli 52,9 mln zł, stanową zaległości wobec funduszy sekurytyzacyjnych i firm windykacyjnych. Następne w kolejce do odzyskania pieniędzy są instytucje finansowe – głównie banki oraz firmy ubezpieczeniowe, które czekają na 22 mln zł. Kolejne 12,2 mln zł należy się firmom leasingowym, 9,4 mln zł firmom handlowym, a 6,6 mln zł firmom energetycznym. Problemem są też wzajemne długi branży. Przedsiębiorstwa meblarskie mają do oddania dostawcom wyrobów metalowych i drewnianych, niezbędnych do produkcji towarów, 5,1 mln zł.

Najpoważniej zadłużone firmy znajdziemy w Wielkopolsce. Jest ich tam 537 i obciąża je 26,6 mln zł nieuregulowanych zobowiązań. Na Mazowszu działa 472 przedsiębiorstw z długami wynoszącymi 19,8 mln zł, a w Małopolsce 258 podmiotów, które nie rozliczyły z dostawcami 12 mln zł.

Co istotne, firmy z branży meblarskiej też mają nierzetelnych kontrahentów, którzy są im winni 19,4 mln zł. Stanowi to ok. 15 proc. kwoty, którą zalegają innym podmiotom. Pokazuje to, jak duży wpływ na ich płynność ma niesolidność płatnicza w łańcuchu dostaw.

Wojna informacyjna trwa – wybory 2025 testem odporności społeczeństwa

Wybory prezydenckie w Polsce coraz bliżej, a obok walki o głosy toczy się walka o wpływy i świadomość wyborców. Zgodnie z raportem Światowego Forum Ekonomicznego, mis- i dezinformacja to najpoważniejsze zagrożenia dla świata w najbliższych dwóch latach, wyprzedzające nawet ekstremalne zjawiska pogodowe. To nieprzypadkowa diagnoza – fałszywe narracje coraz częściej wykorzystywane są jako narzędzie wpływu na demokratyczne procesy. A skalę problemu pogłębia powszechna dostępność modeli sztucznej inteligencji, dzięki którym masowe generowanie nieprawdziwych informacji przez oszustów jest prostsze niż kiedykolwiek.

Wybory w Polsce, podobnie jak w innych krajach, mają charakter papierowy – obywatele oddają głos w wyznaczonych lokalach wyborczych lub korespondencyjnie. Taka forma głosowania znacząco ogranicza cyberprzestępcom tzw. powierzchnię ataku i możliwości manipulacji wynikami. Nie oznacza to jednak, że proces jest całkowicie wolny od zagrożeń. Celem mogą stać się systemy ewidencjonujące listy wyborców, a także infrastruktura wspierająca organizację głosowania – np. poprzez ataki typu DDoS (odmowa usługi). Zagrożeni są również sami wyborcy, którzy jeszcze przed oddaniem głosu stają się odbiorcami fałszywych narracji.

Zaufanie do wyborów pod ostrzałem cyberprzestępców

Nie trzeba dziś bezpośrednich fałszerstw przy urnach wyborczych, aby podważyć zaufanie do kandydata lub procesu wyborczego. Wystarczą techniki dez- oraz misinformacji – emocjonalny film w sieci, zmanipulowany zrzut ekranu lub anonimowa wiadomość rozpowszechniona w mediach społecznościowych. Misinformacja, czyli niepełne lub nieprawdziwe treści, powielana jest zazwyczaj bez odpowiedniej weryfikacji, m.in. z pomocą mediów społecznościowych, nieraz przez osoby działające w dobrej wierze. Wiele takich treści pochodzi z dezinformacji, czyli celowego działania wprowadzającego w błąd, aby wpływać na postawy społeczne lub uzyskać określone korzyści. Często jest to element kampanii wpływu prowadzonej przez kandydata, partię polityczną czy inne państwa, dążący do wpłynięcia na wynik wyborów.

Powszechną taktyką jest fabrykowanie historii, które nawiązują do rzeczywistego stanowiska kandydata lub partii i mają na celu rozjuszenie ich przeciwników. Takie treści są umieszczane na platformach społecznościowych, a czasem również kanałach wideo, aby prawdziwi członkowie środowisk przeciwnika mogli je nagłośnić. Dezinformacja jest najskuteczniejsza, gdy jest rozpowszechniana i wzmacniana przez autentycznych użytkowników – samych wyborców.

Podczas wyborów globalnie obserwowane były też w przeszłości operacje zwane hack and leak, zwykle wymierzone w skrzynki mailowe kandydatów czy sztabu wyborczego. Po włamaniu na pocztę przestępcy upubliczniają prywatną korespondencję tych osób, aby je zdyskredytować. Celem często jest nie tyle faworyzowanie jednego kandydata kosztem pozostałych, ale podważenie ogólnego zaufania do wyborów. Zdarzały się próby ingerencji w procesy wyborcze ze strony Iranu, Chin czy Rosji, jednak jest też wiele innych podmiotów zaangażowanych w takie działania. Wykrywanie kampanii wpływu jest trudne – mogą je dziś przeprowadzać nawet nieduże grupy, korzystające z narzędzi wykorzystujących sztuczną inteligencję czy zautomatyzowaną sieć botów.

e-głosowanie? Nie wszystko dobre, co jest w sieci

Na ten moment trudno mówić o wprowadzeniu powszechnych e-wyborów, które byłyby bezpieczne. Trzeba mieć na uwadze, że żadnego elektronicznego systemu do głosowania nie można darzyć bezgranicznym zaufaniem, tym bardziej, jeśli nie towarzyszy mu materialny, możliwy do ręcznego sprawdzenia zapis woli wyborcy. Dlatego karta do głosowania, czyli fizyczny ślad głosu, to kluczowy element bezpieczeństwa systemu głosowania.

W przypadku wyborów online kluczową zasadą pozostaje fizyczne odseparowanie urządzeń do głosowania i zliczania głosów od sieci, aby uniemożliwić zdalną manipulację wynikami. Wciąż pozostaje też wiele nierozwiązanych kwestii – od kryptograficznej weryfikacji tożsamości głosujących, przez ochronę prywatności ich danych, aż po zapewnienie, że nikt nie oddaje głosu pod presją, np. w obecności członka rodziny czy agresywnego partnera. Te ograniczenia pokazują, że jeśli w grę wchodzi zaufanie społeczne, cyfrowa wygoda jeszcze długo nie zastąpi tradycyjnych metod głosowania.

Warto pamiętać, że w dniach poprzedzających wybory pierwszą linią obrony przed dezinformacją są sami wyborcy. Każdy ma realny wpływ na to, czy fałszywa treść zyska zasięg. Wystarczy ostrożność, sceptycyzm wobec sensacyjnych przekazów i sprawdzanie źródła, zanim klikniemy „udostępnij”.

Źródła:

„Global Risks Report 2024”: https://www.weforum.org/publications/global-risks-report-2024/

Kapitał znów płynie do nieruchomości komercyjnych – ponad 686 mln euro w I kwartale 2025 r.

Stabilne wyniki na rynku najmu, pozytywne wskaźniki makroekonomiczne oraz łagodzenie polityki monetarnej przez banki centralne przekładają się na utrzymywanie się trendu wzrostowego na rynku inwestycyjnym w Polsce. W I kwartale 2025 roku nieruchomości komercyjne w Polsce przyciągnęły kapitał w wysokości ponad 686 mln euro, a osiągnięty wolumen był o 64% wyższy w porównaniu do analogicznego okresu w roku poprzednim. Wyraźnie poprawiła się również płynność rynku z widocznym wzrostem liczby zawartych transakcji.

„Trend wzrostowy powinien utrzymać się w kolejnych kwartałach, czemu sprzyjać będzie dalsze obniżanie stóp procentowych przez wiele banków centralnych. Europejski Bank Centralny w kwietniu 2025 roku obniżył stopy o 0,25 punktów bazowych po raz siódmy z rzędu od czerwca 2024 roku.  Kolejne cięcia spodziewane są w tym roku, co przełoży się na pobudzenie gospodarki i osłabienie negatywnych wpływów polityki celnej USA na wzrost gospodarczy w strefie euro. Również NBP poszedł śladem banków głównych gospodarek świata i na początku maja po raz pierwszy od półtora roku obniżył stopy procentowe. Niższe stopy stymulują rynek inwestycyjny w nieruchomości komercyjne zwiększając dostęp do finansowania oraz zmniejszając jego koszt,” – komentuje Dorota Lachowska, head of research w Knight Frank.

Rynek inwestycyjny rośnie również dzięki zwiększającemu się zaangażowaniu rodzimego kapitału. W I kw. 2025 polski kapitał odpowiadał za 116 mln euro, co oznacza, że miał rekordowy – 17% udział w całkowitym wolumenie inwestycyjnym w Polsce. Pozostałe znaczące źródła kapitału w pierwszym kwartale br. to Izrael (17% udziału), USA (13%), Ukraina (10%) oraz Wielka Brytania (9%).

„W I kw. 2025 roku największy udział w wolumenie inwestycyjnym przypadł nieruchomościom magazynowym (29%), wynosząc ponad 202 mln euro. Zanotowana wartość wzrosła o 47% w porównaniu do analogicznego okresu w roku poprzednim,” – dodaje Michał Grabara director, capital markets w Knight Frank. „Sektor magazynowy pozostaje bardzo płynny i przyciąga wielu inwestorów. Rośnie też udział transakcji typu sale & leaseback z największą transakcją w Europie Centralnej o wartości 1 miliarda złotych, odnotowaną na początku drugiego kwartału,” – uzupełnia Michał Grabara.

Pozytywne sygnały płyną również z rynku handlowego, na którym wartość transakcji w obiekty z tego sektora zwiększyła się trzykrotnie względem analogicznego okresu poprzedniego roku. W pierwszym kwartale 2025 roku łączny wolumen kapitału zainwestowanego w nieruchomości handlowe wyniósł ponad 189 mln euro, a jego udział w rynku inwestycyjnym stanowił 27%.  Najbardziej płynne pozostają niewielkie obiekty handlowe w mniejszych miastach, a ich wartość z reguły nie przekracza 20 mln euro.

„Natomiast na rynku biurowym, odwrotnie niż w poprzednim roku, większość transakcji dotyczyła budynków zlokalizowanych poza Warszawą. W większości były to jednak niewielkie obiekty, nabywane przez lokalny lub regionalny kapitał, który jest coraz bardziej widoczny na rynku,”wyjaśnia Krzysztof Cipiur, managing director, head of capital markets w Knight Frank i dodaje „w Warszawie w I kwartale odnotowaliśmy zaledwie trzy transakcje, które jednak odpowiadały za 59% wolumenu inwestycyjnego w nieruchomości biurowe.”

Łączna wartość transakcji inwestycyjnych w nieruchomości biurowe w I kw. 2025 roku wyniosła niemal 176 mld euro, co oznacza 65% wzrost względem analogicznego okresu poprzedniego roku, a udział sektora biurowego w wolumenie wyniósł 26%.

Pozostałą część wolumenu stanowiły inwestycje w sektorze living i hotelowym.

„Wartość transakcji w sektorze living w pierwszym kwartale roku wyniosła ok. 100 mln euro, co stanowiło 15% udział w wolumenie inwestycyjnym. Sektor ten cieszy się stabilnym zainteresowaniem inwestorów, a jego potencjał jest wysoki ze względu na wysoki deficyt mieszkaniowy w Polsce. Potwierdzeniem tego są wyniki na ryku najmu, gdzie obłożenie oscyluje wokół 98%, a ceny najmu wykazują stały trend wzrostowy,” – wyjaśnia Dorota Lachowska. 

Złoto po rekordzie: stabilizacja czy cisza przed kolejną falą wzrostów?

Po osiągnięciu historycznego szczytu cena złota stabilizuje się w szerokim przedziale między 3200 a 3500 USD za uncję. W tle mamy wzrost globalnych napięć, rozchwiane rynki i kolejne decyzje banków centralnych, w tym NBP. Czy to cisza przed kolejną falą wzrostów?

Złoto pozostaje w centrum uwagi inwestorów – w ostatnich tygodniach cena kruszcu balansuje w przedziale 3200 – 3500 USD za uncję. Po osiągnięciu rekordu (3499 USD), rynek doświadczył korekty, jednak dynamika wzrostów nie zniknęła.

Wystarczyła zapowiedź izraelskiej ofensywy w Gazie oraz niejasne stanowisko Rezerwy Federalnej, by cena w ciągu jednego dnia wzrosła o blisko 100 dolarów. Miniony tydzień złoto zakończyło w okolicach 3330 USD/oz, a w poniedziałek kurs zanurkował o około 100 dolarów.

Ten spadek ceny kruszcu to efekt weekendowego porozumienia między Stanami Zjednoczonymi i Chinami, które zgodziły się tymczasowo obniżyć swoje cła na 90 dni. Przy czym USA zmniejszą opłaty celne na towary z Chin ze 145% do 30%, a Chiny obniżą cła na produkty z USA ze 125% do 10%.

Rynki zareagowały pozytywnie na te wiadomości – kontrakty terminowe na S&P 500 wzrosły o 1,1% do 1,4%, a kontrakty na Nasdaq o 1,4% do 1,9% we wczesnych godzinach handlu. Po drugiej stronie jest złoto, którego notowania w poniedziałek spadły. Kruszec, postrzegany jako bezpieczna inwestycja, jest bowiem odwrotnie skorelowany z rynkiem akcji.

Fed i geopolityka, czyli kluczowe siły kształtujące rynek

Równocześnie w ubiegłym tygodniu uwaga inwestorów skupiła się na posiedzeniu Rezerwy Federalnej. Jerome Powell, przewodniczący Fed, nie uległ naciskom prezydenta Donalda Trumpa dotyczącym obniżki stóp procentowych.

Trump konsekwentnie domaga się osłabienia dolara dla zwiększenia konkurencyjności amerykańskiej gospodarki, jednak Fed pozostaje niewzruszony, twierdząc, że obecna sytuacja ekonomiczna USA nie wymaga natychmiastowych działań.

„Sytuacja gospodarcza Stanów Zjednoczonych jest całkiem przyzwoita. W związku z tym nie ma dużego ciśnienia na to, żeby szybko obniżać stopy procentowe”, stwierdził Powell podczas konferencji po posiedzeniu.

W zeszłym tygodniu doszło również do podpisania znaczącej umowy handlowej między USA a Wielką Brytanią. Donald Trump nie szczędził superlatywów, określając ją jako „najlepszą na świecie umowę, jakiej prawdopodobnie nigdy w historii nikt nie podpisał”.

Porozumienie zakłada obniżenie ceł na brytyjskie samochody do 10% zamiast planowanych 25%, a także całkowite zniesienie ceł na stal i aluminium. Dodatkowo, Stany Zjednoczone zyskały prawo do wyrażania opinii w sprawie chińskich inwestycji w Wielkiej Brytanii, co brytyjska opozycja krytykuje jako ograniczenie suwerenności kraju.

USA prowadzą podobne rozmowy z Japonią – państwem, które posiada największą ilość amerykańskich obligacji (ponad 1 bln USD) i kluczowym graczem w globalnym systemie finansowym. Japonia, pomimo skomplikowanych relacji historycznych i stawiając na pragmatyzm, prowadzi rozmowy również z Chinami.

Prognozy: złoto może sięgnąć 4000 USD

Konflikty na Ukrainie, Bliskim Wschodzie oraz napięcia między Indiami a Pakistanem zwiększają popyt na złoto jako bezpieczną przystań. Z perspektywy rynku królewskiego metalu, Indie są kluczowym graczem jako największy konsument biżuterii złotej na świecie.

Z kolei chińskie władze poluzowały limity zakupowe dla banków komercyjnych, pozwalając na zwiększony import złota. Celem jest częściowe zrównoważenie wpływu silnego juana na konkurencyjność eksportu i dalsze umacnianie pozycji złota w systemie finansowym Chin.

Analitycy JP Morgan opublikowali raport, w którym prognozują wzrost ceny kruszcu do 4000 dolarów za uncję w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Bank argumentuje, że rosnące napięcia geopolityczne będą sprzyjać wykorzystywaniu złota jako zabezpieczenia przed ryzykiem.

Światowa Rada Złota w swoim najnowszym raporcie potwierdza, że utrzymująca się niepewność jest podstawowym czynnikiem napędowym dla ceny kruszcu. Szacuje się, że 10-15% tegorocznego wzrostu ceny złota to efekt wojny handlowej.

„Dla złota korzystnie wpływa otoczenie makroekonomiczne – słabnący dolar i prognozy podwyższonej inflacji w Stanach Zjednoczonych, związane właśnie z wojną handlową”, stwierdza raport.

Dodatkowym wsparciem dla cen złota jest słabnący dolar oraz zwiększona aktywność funduszy ETF. Istnieje jeszcze potencjał do dalszego wzrostu zakupów metalu przez te fundusze, jak i do wzrostu wolumenu kontraktów terminowych na kruszec.

NBP obniża stopy i ma coraz więcej złota

Największą niespodzianką tygodnia na rynku krajowym była decyzja Narodowego Banku Polskiego o obniżeniu stóp procentowych – mimo wcześniejszych zapowiedzi, że nie będzie luzowania polityki pieniężnej.

„Sytuacja gospodarcza zmieniła się na tyle, że można być bardziej głębiej i można stopy procentowe w Polsce obniżyć”, wyjaśnił prezes NBP podczas konferencji prasowej, dodając jednocześnie, że „nie oznacza to wcale, że weszliśmy w fazę obniżek stóp procentowych.”

NBP poinformował też o kolejnym zakupie złota, dzięki czemu nasze rezerwy wzrosły do 510 ton, przewyższając ilość kruszcu w Europejskim Banku Centralnym. Obecnie złoto stanowi 22% całkowitych rezerw walutowych Polski, co oznacza osiągnięcie celu wyznaczonego przez zarząd NBP w ubiegłym roku.

Adam Glapiński podkreślił, że choć wartość posiadanego przez Polskę złota znacząco wzrosła, „jest to zysk tylko i wyłącznie papierowy, bo Narodowy Bank Polski nie ma absolutnie planów do tego, żeby to złoto sprzedawać.”

Złoto wciąż pełni funkcję geopolitycznego i inflacyjnego hedga. Wysokie zainteresowanie ETF-ów, rosnące zakupy banków centralnych oraz utrzymujące się napięcia międzynarodowe sugerują, że presja wzrostowa może się utrzymać.

Jeśli kolejne konflikty będą eskalować, a banki centralne powrócą do cyklu obniżek stóp – cena złota może nie tylko przekroczyć poziom 3500 USD, ale i realnie zbliżyć się do prognozowanych 4000 USD.

Autor: Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver.pl, Grupa Goldenmark

Bank Millennium z 40-proc. wzrostem zysku netto w I kwartale 2025 r.

Wyniki Grupy Kapitałowej Banku Millennium w 1 kw. 2025 r.

Grupa Kapitałowa Banku Millennium S.A. w 1kw25 odnotowała zysk netto w wysokości 179 mln zł co oznacza wzrost o 40% r/r. Ten solidny wynik kwartalny został osiągnięty pomimo utrzymujących się wysokich kosztów związanych z portfelem kredytów hipotecznych w walutach obcych (539 mln zł po opodatkowaniu) oraz wysokich kosztów związanych z opłatami na BFG (94 mln zł, wzrost o 33 mln zł r/r).

1kw25 był kolejnym kwartałem bardzo dobrych wyników operacyjnych. Wzrost kredytów pozostał umiarkowany (wpływ szybko kurczącego się portfela kredytów hipotecznych w walutach obcych), ale portfel korporacyjny wykazał wczesne oznaki ożywienia (+2% kw/kw, +4% r/r), podczas gdy sprzedaż kredytów konsumpcyjnych osiągnęła drugi najwyższy w historii poziom z rynkowym udziałem wzrastającym do rekordowych 13%. Nadwyżka płynności wzrosła dalej (depozyty wzrosły o 2% kw/kw i o 6% r/r, podczas gdy wskaźnik L/D osiągnął nowe minimum na poziomie 62%). Liczba aktywnych klientów detalicznych pozostała w stabilnym trendzie wzrostowym (3,188 mln, wzrost o 5% r/r), podczas gdy wolumen produktów inwestycyjnych wzrósł o 8% kw/kw do 12,0 mld zł.

„Pierwszy kwartał 2025 roku przyniósł solidne rezultaty w bankowości i detalicznej i korporacyjnej Banku. Osiągnęliśmy zysk netto na poziomie 179 mln zł, pomimo utrzymujących się wysokich kosztów portfela kredytów hipotecznych w walutach obcych. W tym okresie zaoferowaliśmy naszym klientom wiele nowych rozwiązań i produktów m. in. konto Millennium 360 Prestige dla klientów zamożnych, kartę VISA Millennium 360 Prestige, w aplikacji mobilnej dodaliśmy płatności powtarzalne BLIK, nowe możliwości zarządzania kredytem hipotecznym oraz sekcję edukacyjną dotyczącą cyberbezpieczeństwa. Dla klientów korporacyjnych we współpracy z BGK udostępniliśmy nową gwarancję Investmax, która ułatwia dostęp do kredytów obrotowych i inwestycyjnych przedsiębiorcom z sektora MŚP, ze szczególnym uwzględnieniem mikroprzedsiębiorców. Wszystko to osiągnęliśmy przy ciągłej dbałości o jakość naszej obsługi i pozytywne doświadczenia klientów, dla których jesteśmy uhonorowani nagrodami branżowymi. Skupiliśmy się także na dalszej poprawie atrakcyjności Banku jako pracodawcy.” – komentował Joao Bras Jorge, Prezes Banku Millennium.

W zakresie kredytów hipotecznych walutowych kontynuowana była systematyczna redukcja ryzyka. Kwartalna liczba nowych ugód z kredytobiorcami hipotecznymi w walutach obcych wciąż przewyższała liczbę nowo złożonych roszczeń przeciwko Bankowi. Do tej pory zawarto niemal 26 000 ugód, co stanowi równowartość 44% liczby aktywnych umów kredytowych w momencie pełnego uruchomienia programu ugód. Napływ nowych spraw sądowych przeciwko Bankowi związanych z kredytami walutowymi wciąż spowalniał (<1 100 w 1kw25 wobec średniej kwartalnej w 2024 roku wynoszącej 1 461), a liczba aktywnych roszczeń przeciwko Bankowi kontynuowała spadek, podczas gdy wskaźnik rezerw na ryzyko prawne w stosunku do brutto aktywnego portfela przekroczył poziom 130%.

Wskaźniki kapitałowe poprawiły się w pierwszym kwartale.

W 1kw25 Bank rozpoczął realizację nowej strategii „Millennium 2028 – Wartość i Wzrost” na lata 2025 – 2028. Strategia ta jasno określa kluczowe kierunki działania i cele. Bank już od samego początku monitoruje wykonanie przyjętych celów strategicznych.

„W nowy czteroletni cykl strategiczny „Wartość i Rozwój” weszliśmy z mocną pozycją, mając na celu dynamiczny wzrost zarówno w segmencie bankowości korporacyjnej, jak i detalicznej, wspierany przez dalszą cyfryzację i wdrażanie innowacji technologicznych, poprawę efektywności operacyjnej i poprawę doświadczenia klientów, a wszystko to przy zachowaniu dyscypliny kosztowej. Bank Millennium ma ambicję być głównym bankiem dla klientów, oferując najwyższą jakość usług i innowacyjne rozwiązania.” – dodał Prezes Joao Bras Jorge.

Mocny start roku dla Żabki – ponad 11 400 sklepów, wzrost LFL o 6%, EBITDA +15%

Kontynuacja dynamicznego rozwoju sieci sklepów, wzrostu sprzedaży porównywalnej (LFL) oraz poprawa efektywności działalności w Polsce.

Tomasz Suchański, CEO Grupy Żabka, komentuje:

Wyniki za I kwartał 2025 roku są zgodne z naszymi zapowiedziami i potwierdzają skuteczność długofalowej strategii rozwoju całej Grupy. Odnotowaliśmy wzrost sprzedaży we wszystkich obszarach naszej działalności i kontynuujemy dynamiczną ekspansję, otwierając  średnio blisko 150 sklepów miesięcznie. Obecnie sieć Żabka liczy już ponad 11 460 placówek i jesteśmy na dobrej drodze, aby otworzyć w tym roku sklep nr 12 tys. W tym miesiącu z sukcesem przeprowadziliśmy emisję obligacji o łącznej wartości 1 mld zł, która spotkała się z ogromnym zainteresowaniem rynku. Pozytywnie wpłynie to na dywersyfikację struktury finansowania oraz pozwoli nam to skoncentrować się na dalszym rozwoju w Polsce i za granicą.

Tomasz Blicharski, Group Chief Strategy & Development Officer, dodaje:

W pierwszym kwartale 2025 roku kontynuowaliśmy rozwój oferty gastronomicznej, instalując piece w kolejnych niemal 2 tys. sklepów. Zgodnie z naszymi deklaracjami, obecnie oferta street food jest dostępna już w ponad 90% placówek naszej sieci. Kategoria QMS pozostaje najszybciej rosnącą w całej naszej ofercie – już teraz sprzedajemy ok. 4 mln dań obiadowych miesięcznie. Od początku roku skupialiśmy się na wdrażaniu działań wspierających wzrost sprzedaży porównywalnej, zarówno w zakresie naszej oferty produktowej, jak i uruchamianiu nowych mechanizmów promocyjnych w ekosystemie digitalowym. Przełożyło się to na dalszy wzrost udziału w rynku oraz LFL na poziomie 6%, a także na wzrost sprzedaży w kanałach cyfrowych o 23%. Tak udany początek roku pozwala nam z optymizmem patrzeć na realizację strategicznego celu podwojenia wartości sprzedaży do klienta końcowego w latach 2023–2028.

Marta Wrochna-Łastowska, CFO Grupy Żabka, powiedziała:

Skorygowany wynik EBITDA w pierwszym kwartale wzrósł o 15% względem poprzedniego roku. Poprawa rentowności działalności w ramach Żabka Polska i pozytywny wynik EBITDA z kanałów cyfrowych pozwoliły nam kontynuować rozwój biznesu w Rumunii bez uszczerbku dla dynamiki marży EBITDA, a spadek kosztów finansowania przyczynił się do poprawy skorygowanego wyniku netto. Regularnie rosnący wynik EBITDA i wysoki poziom konwersji wolnych przepływów pieniężnych umożliwiły nam dalsze zmniejszenie zadłużenia, co dodatkowo wzmocniło sytuację finansową. Wskaźnik długu netto do EBITDA spadł do 1,6x na koniec marca 2025, co stanowi spadek o 0,5x rok do roku. Biorąc pod uwagę wyniki w pierwszym kwartale 2025, podtrzymujemy nasze oczekiwania krótko- i średnioterminowe w zakresie liczby otwarć sklepów, wzrostu sprzedaży porównywalnej LFL oraz poziomu skorygowanej marży EBITDA.

Kluczowe informacje nt. wyników Grupy Żabka po 1Q 2025 roku:

  • Skorygowany wynik EBITDA wzrósł o 15% rok do roku, osiągając poziom 596 mln zł, dzięki zwiększeniu skali działalności, wzrostowi sprzedaży LFL, efektywnemu zarządzaniu kosztami oraz utrzymaniu osiągniętej w 2024 r. rentowności EBITDA w biznesach cyfrowych (DCO).
  • Sprzedaż do klienta końcowego wyniosła 6 618 mln zł, co oznacza wzrost o 14,8% w porównaniu do roku poprzedniego.
  • Wzrost wyników sprzedażowych był efektem zarówno ekspansji sieci sklepów i wzrostu sprzedaży porównywalnej (LFL), jak i rosnącej sprzedaży w kanałach cyfrowych i w Rumunii.
  • Na koniec marca 2025 r. sieć sklepów Grupy Żabka – będąca największą siecią convenience w Europie – liczyła w Polsce i Rumunii łącznie 11 460 lokalizacji, w porównaniu do 10 370 na koniec 1Q 2024 r. Bazując na założeniach z IPO, Grupa ocenia potencjał rynku na blisko 19 500 sklepów w Polsce oraz ok. 4 000 sklepów w Rumunii, co wskazuje na znaczne możliwości ekspansji na obu tych rynkach.
  • Sprzedaż LFL wzrosła o 6,0%, co było efektem wyższego wolumenu sprzedaży na sklep, wspieranego unikalną i dobrze zdywersyfikowaną ofertą produktową. Istotnym czynnikiem wspierającym ten wzrost była także rosnąca oferta street food, dostępna na koniec marca 2025 r. w ponad 90% sklepów sieci w Polsce.
  • Szybki organiczny wzrost, wspierany transformacją aplikacji Żappka, przyczynił się do zwiększenia przychodów w biznesach cyfrowych (DCO) o 23%. Pozwoliło to zbliżyć się do realizacji założeń z IPO o pięciokrotnym zwiększeniu przychodów DCO do 2028 r.
  • Skorygowany wynik netto wyniósł -77 mln zł wobec -97 mln zł rok wcześniej.
  • Wolne przepływy pieniężne (FCF) osiągnęły poziom 91 mln zł wobec 321 mln zł przed rokiem. Głównym czynnikiem spadku był efekt wysokiej bazy z roku 2024, spowodowany jednorazowym przesunięciem uwolnienia kapitału obrotowego pomiędzy końcówką 2023 a początkiem 2024. Poziom generacji FCF w pierwszym kwartale 2025 był zgodny z historycznie obserwowanymi trendami sezonowości.
  • Nakłady inwestycyjne (CAPEX) wyniosły 325 mln zł, rosnąc rok do roku o 19%. Większość nakładów inwestycyjnych została przeznaczona na otwarcia nowych sklepów, modernizację istniejących placówek oraz rozwój konceptu Żabka Café 2.0.
  • Grupa skutecznie realizowała strategię redukcji zadłużenia, zmniejszając wskaźnik długu do skorygowanego wyniku EBITDA do 1,6x z poziomu 2,1x w 1Q 2024 r.
Podsumowanie wyników finansowych i operacyjnych za 1Q 2025

(wszystkie marże obliczone na podstawie sprzedaży do klienta końcowego)

 Kluczowe dane finansowe
(w mln PLN)
1Q 2025 1Q 2024
Skonsolidowana sprzedaż do klienta końcowego* 6 618 5 767
Przychody 5 666 5 015
EBITDA 545 513
Skorygowany wynik EBITDA** 596 518
Marża skorygowanego wyniku EBITDA** 9% 9%
Wynik netto (125) (99)
Skorygowany wynik netto*** (77) (97)
 
Wybrane KPI 1Q 2025 1Q 2024
Liczba sklepów na koniec okresu

w tym Rumunia

11 460

87

10 370
Wzrost sprzedaży porównywalnej (LFL) 6% 11,5%
Nowo uruchomione sklepy 436 401

*Sprzedaż realizowana przez sklepy działające pod szyldem Żabka, a także przez tzw. Nowe Silniki Rozwoju. Wielkość ta nie jest tożsama z przychodami ze sprzedaży Spółki. 

** Skorygowany wynik EBITDA obliczony jako EBITDA przed uwzględnieniem czynszów z tytułu najmu i marż obliczonych na podstawie sprzedaży do klienta końcowego

*** Skorygowany zysk netto obejmuje zysk netto powiększony o korekty EBITDA,  po uwzględnieniu efektu podatkowego

Program Emisji Obligacji dla inwestorów kwalifikowanych

W maju 2025 r. Grupa Żabka wyemitowała 1 mln sztuk obligacji powiązanych ze zrównoważonym rozwojem (sustainability-linked bonds, SLB), zgodnie ze standardami International Capital Market Association (ICMA), zabezpieczonych poręczeniem spółki Żabka Polska, o wartości nominalnej 1 mld zł.

Oprocentowanie obligacji jest zmienne, ustalane w oparciu o stopę bazową WIBOR 6M, powiększoną o marżę w wysokości 150 punktów bazowych. Termin zapadalności wynosi pięć lat od daty emisji, z terminem wykupu w maju 2030 roku. Obligacje zostaną wprowadzone do obrotu w Alternatywnym Systemie Obrotu Catalyst, prowadzonym przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie S.A.

Emisja obligacji w ramach ustanowionego uprzednio Programu Emisji Obligacji nie powoduje zwiększenia poziomu zadłużenia netto Grupy.

Kurs dolara wystrzelił po handlowym rozejmie USA–Chiny – euforia na rynkach, złoto w odwrocie

Sukces w rozmowach handlowych już po pierwszym spotkaniu. Fed traci argumenty, które padły na ostatnim posiedzeniu. Intensywny dzień na rynkach, spore ruchy na większości aktywów, ropa mocno w górę, złoto w odwrotnym kierunku. 

Kolejny blef Trumpa?

Weekend przyniósł szczęśliwy finał rozmów dwóch mocarstw w sprawie ceł. Niewielu analityków spodziewało się, że już pierwsze rozmowy zakończą się takim scenariuszem więc reakcja na rynkach dzisiaj jest dość silna. Wystarczy spojrzeć na notowania EUR/USD. który dzisiaj spada blisko 1,5%, co jak na rynek FX jest rzadko spotykanym ruchem. Rozmowy zakończone konsensusem zakładają, że od 14 maja na okres 90 dni cła na produkty z USA mają być objęte taryfą 10%, z kolei dla towarów z Chin wynieść mają 30%. Mówimy więc o zawieszeniu horrendalnych stawek, które określono na poziomie ponad 100%. Finalna umowa ma zostać dopracowana w trakcie wspomnianych 90 dni. W tym momencie na rynkach zapanowała euforia (kontrakty na start indeksu Nasdaq zakładają 4% wzrost), ale oczywiście nie można zapominać o tym, że to tylko „zawieszenie” taryf. Nieprzewidywalność Trumpa w kwestiach handlowych powinna zapalić lampkę ostrzegawczą. Do podpisania finalnej umowy handlowej ciągle daleka droga.

Kamień do ogródka Fed

Wielu analityków widzi w tych weekendowych ustaleniach element kapitulacji Trumpa, który nie zwykł tak szybko się poddawać. Zawieszenie ceł ma także inny wydźwięk – może wpłynąć na przyszłą politykę monetarną w USA. Fed na ostatnim posiedzeniu brak zmian stóp procentowych motywował niepewnością w kwestiach handlowych i możliwą wyższą presją inflacyjną w związku z tym faktem. Teraz, w przypadku ocieplenia relacji na linii USA-Chiny, te dwa argumenty mogą okazać się nieważne. Póki co rynek widzi to tak, że z 90% prawdopodobieństwem na kolejnym, czerwcowym posiedzeniu Fed utrzyma stopy bez zmian. Już jutro poznamy odczyt inflacji CPI za kwiecień w USA. Jeśli będzie niższy bądź zgodny z prognozami, rynek może znów zacząć wyceniać czerwcową obniżkę stóp. W tym scenariuszu dzisiejsza aprecjacja dolara amerykańskiego może zostać zatrzymana.

Spore przetasowania

Ocieplenie relacji w kwestiach handlowych dało pozytywny efekt dla USD i spowodowało zamieszanie na wielu aktywach, nie tylko na rynku walutowym. Mocno odreagowuje ropa naftowa (rośnie już blisko 4%), bo jeśli handel między USA a Chinami ma znów kwitnąć, to i popyt będzie na stabilnym poziomie. Spora przecena nastąpiła na złocie, gdzie notujemy spadki blisko 3,5%. Wracając do rynku FX, uwagę zwraca ruch w górę USD/JPY na poziomie blisko 1,5%. Skoro popularny „edek” spada dzisiaj już poniżej 1,11, to nie dziwi fakt, że USD/PLN rośnie o blisko 7 groszy i wybija się ponad 3,81. Na giełdach również zapowiada się solidny dzień, ale przede wszystkim dotyczy on parkietu w USA. Jeśli chodzi o niemiecki DAX czy warszawski WIG, sytuacja nie wygląda już tak imponująco. Kalendarz makro dzisiaj nie będzie w stanie nic zmienić (brak ważnych danych), a kluczowym tematem pozostaje kwestia zawieszenia ceł.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

Rynek handlowy w Polsce nie zwalnia: deweloperzy utrzymują wysokie tempo inwestycji

Jak pokazuje raport „At a Glance. Rynek nowoczesnego handlu w Polsce” za I kwartał 2025 roku od BNP Paribas Real Estate Poland, deweloperzy nie zwalniają tempa. Oddano 42 tys. m kw. nowoczesnej powierzchni handlowej, a planowana nowa podaż do końca roku może przekroczyć 400 tys. m kw. To blisko ubiegłorocznego rekordu.

Nowe otwarcia i wysoka aktywność deweloperów

W 2024 roku deweloperzy dostarczyli na rynek handlowy około 545 tys. m kw. nowoczesnej powierzchni handlowej, co było najlepszym wynikiem notowanym od 2015 roku. Biorąc pod uwagę oddane inwestycje w I kwartale 2025 roku (42 tys. m kw.), a także powierzchnię, która planowana jest do oddania do końca tego roku (ok. 400 tys. m kw.), podaż w 2025 roku również będzie kształtować się na bardzo wysokim poziomie.

Od stycznia do marca 2025 roku na rynek trafiły trzy nowe parki handlowe: M Park Mrągowo (15 tys. m kw.), OTO Park Żagań (6,5 tys. m kw.) oraz M Park Brzeziny (5,8 m kw.), a także rozbudowano Aniołów Park w Częstochowie. Na koniec marca 2025 roku w budowie i zmianie formatu znajdowało się prawie 450 tys. m kw. powierzchni handlowej. Największym obiektem pozostającym w trakcie realizacji był Designer Outlet Kraków (21 tys. m kw.), którego otwarcie planowane jest na maj tego roku. W budowie są również Przystanek Karkonosze (17 tys. m kw.) oraz OTO Park Siemianowice Śląskie (18 tys. m kw.).

Średni poziom pustostanów w obiektach handlowych w największych polskich miastach spadł o 0,3 p.p. w porównaniu do ubiegłego roku, osiągając na koniec I połowy 2024 roku poziom 3,3%. To sygnał stopniowej odbudowy sektora. Spadek wskaźnika pustostanów dotyczy aż sześciu z ośmiu największych miast, wzrost wskaźnika odnotowano w Krakowie i Wrocławiu, a brak zmiany wskaźnika zarejestrował rynek handlowy w Szczecinie.

Deweloperzy kontynuują ekspansję szczególnie w segmencie parków handlowych, które odpowiadają na potrzeby konsumentów w zakresie dostępności, wygody i oszczędności czasu podczas zakupów.

Sektor handlowy w Polsce może patrzeć w przyszłość z optymizmem. Choć globalnie mamy niepewność gospodarczą, wysoką inflację i potencjalne cła, to z drugiej strony obserwujemy w Polsce poprawę sytuacji finansowej konsumentów, która przekłada się na rosnącą siłę nabywczą. Sektor e-commerce nie stanowi już zagrożenia dla tradycyjnego handlu, lecz funkcjonuje jako uzupełnienie tej formy sprzedaży – komentuje Fabrice Paumelle, Dyrektor Działu Powierzchni Handlowych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Wyzwaniem, z którym sektor handlowy mierzy się od jakiegoś czasu są starzejące się zasoby handlowe – niemal 70% powierzchni handlowej w Polsce (ok. 11,5 mln m kw.) to obiekty ponad 10-letnie. W odpowiedzi na zmieniające się oczekiwania klientów, właściciele szukają nowych kierunków rozwoju, modernizując obiekty czy rozbudowując je o strefy gastronomiczne i rozrywkowe. Przykładem jest Hopa Lupa w centrum handlowym Nowa Sukcesja w Łodzi – na 30 tys. m kw. znajdziemy m.in. park trampolin czy tor gokartowy.

Dane rynkowe: stabilizacja, wzrosty i rozwój AI

Centra handlowe dobrze rozpoczęły rok pod względem obrotów i liczby klientów, co jest zapewne efektem odłożonej, poświątecznej konsumpcji oraz zakupów przed feriami zimowymi. Wzrost odwiedzalności centrów handlowych o 0,4% w porównaniu do ubiegłego roku oraz wzrost obrotów najemców o 2,6% w porównaniu do analogicznego okresu 2024 roku, wskazują na dobrą kondycję sektora (dane PRCH za styczeń). Wyróżniają się szczególnie trzy kategorie: usługi (+6,6%), towary specjalistyczne (+6,2%) oraz zdrowie i uroda (+6,1%).

Z kolei dane GUS pokazują spowolnienie w sprzedaży detalicznej (liczonej w cenach stałych) – w marcu tego roku spadła ona o 0,3% w porównaniu do roku ubiegłego oraz wzrost o 14,3% w porównaniu z lutym 2025 roku. Oznacza to, że byliśmy świadkami dwu z rzędu miesięcy spadku realnej sprzedaży detalicznej w Polsce, świadczącymi o ostrożności polskiego konsumenta.

Dane GUS pokazują również, że w marcu 2025 roku udział sprzedaży przez Internet w sprzedaży detalicznej wyniósł 9,0%. Branża e-commerce stale ewoluuje, a jednym z kluczowych czynników napędzających te zmiany jest sztuczna inteligencja (AI). Rozwiązania oparte na AI umożliwiają personalizację zakupów – na podstawie historii wyszukiwań i transakcji użytkownikom wyświetlane są dopasowane produkty i sprofilowane reklamy. AI wspiera również obsługę klienta poprzez chatboty, wspomaga pracę zespołów oraz optymalizuje procesy rekrutacji i zarządzania kadrami.

Rynek nieruchomości czeka na REIT-y

W całym 2024 roku kwota transakcji na rynku nieruchomości komercyjnych osiągnęła prawie 5 mld EUR, czyli około 22 mld PLN, z czego ponad 90% transakcji zawarta została przez fundusze spoza naszego kraju.

Wynika to m.in.: z braku wdrożenia zapowiadanych przez lata REIT-ów, które z powodzeniem działają m.in. w Czechach. REIT-y to fundusze lub spółki, które inwestują w nieruchomości. Oznacza to, że potencjalni inwestorzy nie muszą kupować nieruchomości, aby na nich zarabiać. Wystarczy, że kupią jednostki funduszu, który wynajmuje nieruchomości. Podobne rozwiązania funkcjonują w innych krajach, co pozwala również drobnym inwestorom inwestować w ten sektor, a nie tylko tym, którzy mogą sobie pozwolić na zakup całej nieruchomości – komentuje Klaudia Okoń, Starsza Konsultantka z Działu Business Intelligence Hub & Consultancy.

 

Według NBP w 2024 roku oszczędności polskich gospodarstw domowych przekroczyły 2,3 bln PLN, z czego większość ulokowana była na nisko lub nieoprocentowanych rachunkach bankowych. Wprowadzenie nowego instrumentu inwestycyjnego, opartego na bezpiecznych aktywach, takich jak nieruchomości komercyjne, mogłoby stanowić atrakcyjne uzupełnienie oferty inwestycyjnej dla Polaków.

Nowości na rynku handlowym

Początek 2025 roku przyniósł kilka ważnych wydarzeń na rynku handlowym. Medicover rozbudowuje swoje portfolio o 26 klubów fitness CityFit, obecnych w 13 polskich miastach. Z kolei Join UP! Polska zadebiutowała ze swoim pierwszym salonem sprzedaży w Galerii Północnej w Warszawie, rozpoczynając tym samym międzynarodową ekspansję.

Natomiast Zalando spodziewa się szybszego rozwoju w 2025 roku, po dobrych wynikach finansowych za rok 2024. Oczekiwany jest wzrost przychodów w przedziale od 4% do 9%. InPost notuje zaś rosnące zainteresowanie usługą EKOzwroty. Grupa InPost w ramach tej inicjatywy zachęca Polaków do oddawania tekstyliów czy sprzętu AGD za pośrednictwem Paczkomatów, aby dać drugie życie niepotrzebnym, ale nadal zdatnym do użycia przedmiotom.

Kurs dolara w górę – rynki reagują na deeskalację wojny celnej

W poniedziałkowy poranek dolar znalazł się na najsilniejszej pozycji od ok. miesiąca – wsparły go wieści, że USA i Chiny zgodziły się, przynajmniej tymczasowo, obniżyć cła.

Kluczowe punkty:

  • PLN umacnia się po jastrzębich komentarzach Glapińskiego.
  • USD zyskuje na obniżeniu ceł USA i Chin.
  • USA i UK pierwsze zawiązują porozumienie handlowe po „dniu wyzwolenia”.
  • EUR spada do miesięcznych minimów przez optymizm dot. ceł.
  • Fed sugeruje, że nie spieszno mu do dalszych cięć stóp.
  • BoE obniża stopy, lecz uderza w jastrzębi ton.

Porozumienie zakłada 90-dniowe wstrzymanie najostrzejszych restrykcji handlowych. W trakcie tego okresu cła USA na Chiny zostaną obniżone do 30% (ze 145%), zaś chińskie na USA do 10% (ze 125%). Inwestorów ucieszyły te wiadomości, a dolar w poniedziałkowy poranek umocnił się o ponad 1% ze względu na nadzieje, że oznaki kompromisu i deeskalacja napięcia ograniczą ekonomiczny wpływ ceł. Doszło do tego tuż po ubiegłotygodniowym ogłoszeniu, że USA i Wielka Brytania zawarły porozumienie handlowe – choć jego zakres jest ograniczony, wystarczyło, by wesprzeć aktywa ryzykowne i dolara.

Negocjacje handlowe zaczynają przynosić efekty, w twardych danych gospodarczych nie widać jak na razie wyraźnych oznak szkód wywołanych przez chaos celny, Rezerwa Federalna wydaje się zaś czuć komfortowo z odczekaniem jeszcze jakiś czas na podjęcie działań. Sądzimy, że w tym tygodniu uwaga przeniesie się z rozgorączkowanych nagłówków dotyczących negocjacji na dane makroekonomiczne. We wtorek (13.05) opublikowany zostanie amerykański raport inflacyjny za kwiecień, który ma pokazać odbicie względem poprzedzającego miesiąca, wciąż jest jednak raczej za wcześnie, by widoczny był wpływ „dnia wyzwolenia”.

PLN

Złoty, wsparty przez sygnały z NBP, radził sobie w ubiegłym tygodniu lepiej niż pozostałe waluty regionu. Obniżka stóp procentowych o 50 pb. do 5,25% była powszechnie oczekiwana przez wcześniejsze sugestie prezesa Adama Glapińskiego, uwaga skupiła się więc na jego konferencji prasowej. Prezes NBP potwierdził postępy na froncie inflacyjnym, jego retoryka była jednak w dużej mierze jastrzębia – podkreślił ryzyka wzrostowe dla dynamiki cen, skupiając się m.in. na luźnej polityce monetarnej.

Glapiński podzielił się również opinią, że cięcie stóp procentowych w czerwcu jest mało prawdopodobne. Zasygnalizował przy tym, że dalsze rozluźnianie polityki jest możliwe w lipcu, kiedy opublikowane zostaną nowe projekcje banku, lub nawet dopiero jesienią. Rynki, które brały pod uwagę możliwość ruchu o 50 pb. w czerwcu, od razu zaczęły rewidować swoje oczekiwania – rynkowe wyceny stóp wzrosły, a w wyniku tego złoty dostał znaczące wsparcie.

Ubiegły tydzień przyniósł kilka wniosków. Po pierwsze, jeśli nie dojdzie do ogromnej zmiany w danych, cięcie w czerwcu obecnie wydaje się bardzo mało prawdopodobne. Po drugie, polityka monetarna w Polsce jest podatna na zmiany i trudno przewidywać jej ścieżkę, jako że nagłe zmiany retoryki (i stóp procentowych) wydają się nową normalnością. Do pewnego stopnia jest to uzasadnione wyższą niepewnością ekonomiczną. Niemniej utrzymujemy nasz pogląd, że przed końcem roku stopy powinny zostać obniżone o jeszcze co najmniej 50 pb.

Obecnie uwaga zwraca się ku efektom rozmów handlowych między USA i Chinami, lecz kurs EUR/PLN nie zmienił się szczególnie pod wpływem nagłówków. Podobnie jak w ostatnich tygodniach jego ruchy amortyzuje reakcja głównej pary. W kontekście krajowym skupimy się na pierwszym odczycie dynamiki PKB w I kwartale (czwartek 15.05).

EUR

Spośród raportów ekonomicznych z głównych gospodarek najpóźniej pojawiają się te dla strefy euro, przez co nie poznaliśmy wciąż żadnych twardych danych odzwierciedlających wpływ „dnia wyzwolenia”, a tylko wyniki ankiet opisujących sentyment. Te wskaźniki zaufania pokazują relatywną odporność, a pokaźny pakiet stymulacji fiskalnej w Niemczech, który powinien nieco wspomóc poturbowaną gospodarkę wspólnego bloku, jest kolejnym powodem do optymizmu.

W rynkowe oczekiwania, które niedawno wskazywały na jeszcze trzy obniżki stóp procentowych EBC w tym roku i docelową stopę procentową na poziomie zaledwie 1,5%, wliczone były poważne skutki ceł USA. Mogą one jednak być znacznie mniej dotkliwe, szczególnie biorąc pod uwagę bardziej pozytywne nastawienie wobec porozumień handlowych, które obserwujemy w ostatnich dniach. W tym tygodniu nie będzie wielu istotnych odczytów ze strefy euro, można więc oczekiwać, że wspólna waluta będzie reagować głównie na wieści z reszty świata.

USD

Poza wynikami ankiet ciężko znaleźć dowody na związane z cłami szkody dla amerykańskiej gospodarki. Dane z rynku pracy o wysokiej częstotliwości (szczególnie wnioski o zasiłek dla bezrobotnych) wskazują, że choć firmy nie spieszą się z zatrudnianiem, nie dochodzi do masowych zwolnień. Podczas swojej ubiegłotygodniowej konferencji prasowej prezes FOMC Jerome Powell nie wydawał się przejmować sytuacją – w dalszym ciągu opisywał stan amerykańskiej gospodarki jako „solidny”. Podkreślał przy tym, że bank nie musi się spieszyć z obniżkami stóp procentowych i że będzie czekać na dalsze dane dotyczące skutków ceł, nim podejmie decyzję w sprawie kolejnego ruchu.

W tym tygodniu kluczowe będą dane za kwiecień – inflacja (wtorek 13.05) i sprzedaż detaliczna (czwartek 15.05). Oczekuje się, że dynamika cen wzrośnie względem marca, cła będą miały na to jednak niewielki wpływ (importowane towary, które w kwietniu były już w drodze do USA, były na ogół jeszcze nieobjęte cłami). Podobnie w przypadku sprzedaży detalicznej importowanych towarów, które pochodziły zapewne z wcześniej zgromadzonych zapasów. Kolejny odczyt inflacji zapewne powie więcej, lecz wszelkie dane będą teraz obserwowane nadzwyczaj uważnie ze względu na wysoką niepewność, którą podkreśliła w ubiegłym tygodniu Rezerwa Federalna.

GBP

W ubiegłym tygodniu Bank Anglii zgodnie z oczekiwaniami obniżył stopy procentowe o 25 pb., ton komunikatów był jednak nadspodziewanie jastrzębi. Co było dla nas zaskakujące, dwoje jastrzębi zagłosowało za utrzymaniem stóp na niezmienionym poziomie. Komitet stwierdził, że cła będą miały prawdopodobnie ograniczony wpływ na wzrost brytyjskiej gospodarki i inflację, oraz powtórzył zdanie, że dalsze rozluźnianie będzie „stopniowe i ostrożne”. Dostrzegaliśmy niewielką szansę, że bank zmodyfikuje swój ton, ale najwyraźniej Komitet nie jest jeszcze gotowy, by zobowiązać się do bardziej agresywnych cięć w obliczu utrzymujących się ryzyk inflacyjnych. Rynki wyceniają obecnie jeszcze tylko dwie obniżki przed końcem roku.

Funt zyskał dodatkowe wsparcie dzięki wieściom o porozumieniu handlowym między USA i Wielką Brytanią. Umowa nie obfituje w istotne konkrety i nie wydaje się szczególnie korzystna dla Wysp, biorąc pod uwagę, że amerykańskie cła bazowe w wysokości 10% będą dalej obowiązywać, zaś brytyjskie zostały znacznie obniżone. Rynki nie wydają się tym jednak szczególnie przejmować i w ubiegłym tygodniu funt był jedną z najlepiej radzących sobie walut dzięki oczekiwaniom, że wpływ nowych restrykcji handlowych na Wielką Brytanią będzie stosunkowo niewielki. Publikowane w tym tygodniu dane z rynku pracy (wtorek 13.05), choć opóźnione, powinny być pozytywne i pokazywać dalszy silny wzrost płac i kreację miejsc pracy mimo rosnących kosztów przedsiębiorców.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Wyższy zasiłek pogrzebowy coraz bliżej. Sejm przyjął projekt bez poprawek

– Cieszymy się, że ustawa została zatwierdzona prze Sejm bez dalszych posiedzeń komisji i została skierowana do akceptacji przez Senat – tak Robert Czyżak, prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej odnosi się do przyjętego właśnie przez posłów projektu nowelizacji przepisów o zwiększeniu kwoty zasiłku pogrzebowego. Ma on wynosić 7 tysięcy złotych i być waloryzowany w przypadku podwyższonej inflacji. Izba od dłuższego czasu domaga się zwiększenia kwoty tego świadczenia, bowiem obecna jest zbyt niska, aby w całości pokryć koszty pochówku.

Do 7 tysięcy wzrosnąć ma kwota zasiłku pogrzebowego – m.in. takie rozwiązanie przyjął Sejm, nowelizując przepisy dotyczące tego świadczenia. Ma ono dodatkowo być waloryzowane, jeśli podwyższy się poziom inflacji.

Zasiłek od wielu lat na tym samym poziomie

Dziś kwota ta wynosi około 4 tysiące złotych i pozostaje na tym poziomie od wielu lat.

– Jesteśmy zadowoleni z tempa prac nad wprowadzeniem podwyższenia kwoty zasiłku pogrzebowego.  Cieszymy się, że ustawa została zatwierdzona prze Sejm bez dalszych posiedzeń komisji i została skierowana do akceptacji przez Senat – dzieli się swoją opinią Robert Czyżak, prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej (PIBP), która wielokrotnie apelowała już do rządzących o zwiększenie tego świadczenia.

– Choć zdajemy sobie sprawę, że kwota zasiłku w dalszym ciągu jest poniżej naszych oczekiwań, to i tak jest to ogromny krok w kierunku pomocy rodzinom osób zmarłych, borykającym się z kosztem organizacji ceremonii pogrzebowej, wykupienia miejsca na cmentarzu itp. – przyznaje Robert Czyżak.

Wielokrotne apele Izby o zwiększenie kwoty zasiłku

Kierowana przez niego Izba, która należy do Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), chciała, aby wartość tego świadczenia wzrosła do 8 tysięcy. – Informowaliśmy o takiej potrzebie stronę rządzącą w 2023, wskazując, że już co druga rodzina osób zmarłych ma problemy z pokryciem kosztów organizacji pochówków najbliższych – zaznaczał kilka miesięcy temu Robert Czyżak. Zwracał on też uwagę, że takie usługi jak przechowywanie i transport zwłok, ich kremacja, jak również przygotowanie grobu i ceremonii pochówku, zdrożały w okresie 2022 – 2023 o średnio 20 proc.

Odmrozić prace nad nowelizacją Prawa Pogrzebowego

Prezes PIBP dziś przypomina też o innej, palącej, potrzebie branży.

– Apelujemy dalej do strony rządzącej o wznowienie prac nad nowym Prawem Pogrzebowym – tak, aby postulowane przez nas zmiany przyniosły kolejną ulgę w ciężkim czasie żałoby dla osób żegnających swoich bliskich – wskazuje.

Projekt nowelizacji kilku aktów prawnych składających się na tzw. Prawo Pogrzebowe miała przyjąć Rada Ministrów jeszcze w 2023 roku, a następnie skierować go do prac w Sejmie poprzedniej kadencji. Mimo wielu zapewnień, dokument ten znalazł się jednak w tzw. „zamrażarce” rządowej. Izba chce powrotu do prac nad tą nowelizacją, a w szczególności przyjęcia projektu jej dotyczącego przez obecną Radę Ministrów, a następnie o skierowanie go do Sejmu. W pracach nad projektem tego aktu udział brali m.in. przedstawiciele FPP, w tym także należącej do niej Polskiej Izby Branży Pogrzebowej.

Jak złożyć sprawozdanie finansowe do e-KRS? Instrukcja krok po kroku

Zgodnie z obowiązującymi przepisami, spółki zarejestrowane w Krajowym Rejestrze Sądowym mają obowiązek corocznie składać sprawozdanie finansowe do e-KRS. To bardzo ważne, ponieważ w razie niezłożenia dokumentów w terminie może nas spotkać kara finansowa, jak również postępowanie przymuszające. Podpowiadamy, jak prawidłowo wypełnić ten obowiązek.

Krok 1: Przygotowanie dokumentów

Zacznijmy od kroku pierwszego, jakim jest przygotowanie dokumentów. Tego rodzaju sprawozdanie powinno być sporządzone w formie elektronicznej (XML) i podpisane kwalifikowanym podpisem elektronicznym lub profilem zaufanym. W skład wymaganych dokumentów wchodzą m.in. bilans, rachunek zysków i strat, informacja dodatkowa. W przypadku większych podmiotów trzeba też pamiętać o sprawozdaniu z działalności.

Krok 2: Logowanie do systemu e-KRS

W kolejny kroku składamy dokumenty, a żeby było to możliwe, powinniśmy zalogować się na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości (https://ekrs.ms.gov.pl/) za pomocą profilu zaufanego lub podpisu kwalifikowanego. System umożliwia dostęp do Repozytorium Dokumentów Finansowych (RDF).

Krok 3: Dodanie dokumentów i ich podpisanie

Następnie już po zalogowaniu należy wybrać opcję “Złóż dokument finansowy” i wskazać spółkę, do której składamy dokumenty. W dalszej kolejności należy załączyć pliki XML oraz ewentualne załączniki w PDF (przykładowo, uchwała o zatwierdzeniu sprawozdania). Każdy z wymaganych dokumentów musi zostać podpisany elektronicznie.

Krok 4: Wysłanie zgłoszenia

Jak już dodamy wszystkie dokumenty i je podpiszemy, system poprosi nas o potwierdzenie danych i wysyłkę zgłoszenia. Status zgłoszenia można monitorować w panelu użytkownika. Pamiętajmy jednocześnie, że system jest też wykorzystywany do zgłoszeń przy rejestracji nowych spółek, jak również dokonywaniu zmian w już istniejących podmiotach W tego typu sprawach warto zaufać doświadczonym specjalistom z KANCELARIA-EFFEKTI.PL, którzy kompleksowo wspierają przedsiębiorców w różnych zadaniach, mi.in. w przygotowaniu dokumentów finansowych, przy rejestracji spółek itp.

Kiedy trzeba złożyć sprawozdanie?

Na koniec wspomnijmy też o niezwykle ważnej kwestii dotyczącej terminu złożenia sprawozdania. Trzeba to zrobić w ciągu 15 dni od jego zatwierdzenia przez zgromadzenie wspólników, co najczęściej następuje do końca czerwca. Ostateczny termin wysyłki do e-KRS to zwykle połowa lipca.

Jak więc widzimy, złożenie sprawozdania do e-KRS nie musi być skomplikowane, jak zna się procedurę i posiada odpowiednie narzędzia. W razie wątpliwości zaś nieoceniona jest pomoc profesjonalistów. 

Co należy wziąć pod uwagę tworząc ranking systemów CRM?

Tworzenie rzetelnego rankingu systemów CRM (Customer Relationship Management) wymaga uwzględnienia wielu istotnych kryteriów, które pozwolą użytkownikom dobrać rozwiązanie najlepiej dopasowane do ich potrzeb. CRM-y różnią się funkcjonalnością, ceną, skalowalnością czy łatwością obsługi. Poniżej przedstawiamy kluczowe aspekty, które należy wziąć pod uwagę przy tworzeniu takiego zestawienia:

1. Funkcjonalność i zakres możliwości

Systemy CRM oferują różne zestawy funkcji – od podstawowego zarządzania kontaktami, po zaawansowane narzędzia do automatyzacji marketingu, integracje z zewnętrznymi aplikacjami, raportowanie czy zarządzanie sprzedażą. Ranking powinien uwzględniać zakres dostępnych funkcji w kontekście potrzeb różnych typów firm.

2. Łatwość obsługi i intuicyjność interfejsu

Użyteczność systemu ma kluczowe znaczenie, szczególnie dla mniejszych firm bez dedykowanego działu IT. Wysoka ocena za prostotę wdrożenia i przyjazny interfejs powinna wpływać pozytywnie na pozycję systemu w rankingu.

3. Cena i elastyczność licencji

Koszty CRM-u (abonament, opłaty za użytkowników, funkcje premium) muszą być jasno określone. Dobry ranking porównuje stosunek jakości do ceny, a także oferowane modele subskrypcji – miesięczne, roczne, darmowe wersje próbne.

4. Możliwości integracji

Warto ocenić, jak łatwo system CRM można połączyć z innymi narzędziami – np. systemami ERP, kalendarzami, platformami e-commerce czy narzędziami do email marketingu.

5. Bezpieczeństwo i zgodność z przepisami (np. RODO)

System powinien zapewniać wysoki poziom bezpieczeństwa danych i zgodność z obowiązującymi regulacjami prawnymi.

6. Wsparcie techniczne i społeczność użytkowników

Dostępność pomocy technicznej, dokumentacji, webinariów czy aktywnej społeczności użytkowników może być decydująca dla wielu firm przy wyborze systemu.

7. Opinie użytkowników i recenzje branżowe

Warto również uwzględnić rzeczywiste opinie klientów oraz niezależne recenzje, które pozwalają ocenić skuteczność i niezawodność systemu w codziennym użytkowaniu.

8. Lokalizacja i wsparcie w języku polskim

Dla wielu firm istotne jest, by CRM był dostępny w języku polskim, a także oferował wsparcie techniczne w tym języku – najlepiej z polskim numerem kontaktowym lub czatem. Systemy rozwijane lokalnie (polskie CRM-y) często lepiej rozumieją specyfikę krajowego rynku i szybciej reagują na potrzeby użytkowników.

9. Dostosowanie do polskich realiów prawnych i podatkowych

Dobry polski CRM powinien być zgodny z przepisami, takimi jak RODO, oraz dobrze integrować się z systemami fakturowania, ePUAP, KSeF czy innymi lokalnymi narzędziami używanymi w polskich firmach. To znacznie ułatwia codzienną pracę i zmniejsza ryzyko błędów.

10. Renoma na rynku lokalnym i opinie polskich użytkowników

Warto sprawdzić, jak długo dany system działa w Polsce, ilu ma użytkowników oraz jakie opinie zbiera w polskich serwisach branżowych i forach. Popularność w kraju może świadczyć o stabilności firmy i o tym, że system jest stale rozwijany zgodnie z oczekiwaniami lokalnych klientów.
Czy chcesz, żebym stworzył tabelę porównawczą przykładowych CRM-ów według tych kryteriów?

Podsumowanie

Podsumowując, skuteczny ranking systemów CRM powinien być wielowymiarowy, obiektywny i aktualny. Tylko wtedy stanie się wartościowym źródłem informacji dla firm poszukujących najlepszego rozwiązania do zarządzania relacjami z klientami.

Bitcoin przebija 100 000 USD. Altcoiny i memecoiny rosną jeszcze szybciej

W zeszłym tygodniu Bitcoin przebił poziom 100 000 dolarów i obecnie znajduje się o krok od historycznego maksimum na poziomie 109 400 dolarów.

Wzrost ceny Bitcoina zbiegł się w czasie z informacją, że Wielka Brytania jako pierwszy kraj podpisała umowę handlową ze Stanami Zjednoczonymi od czasu, gdy prezydent Trump wprowadził cła w kwietniu. Choć Wielka Brytania nie należy do największych partnerów handlowych USA, to porozumienie dodało rynkowi wiary w to, że może być to początek kolejnych umów handlowych.

Altcoiny również zanotowały wzrosty – w niektórych przypadkach nawet przewyższające Bitcoina. Ethereum było jednym z takich przypadków – zyskało 28 proc. względem Bitcoina w zeszłym tygodniu. Duży wpływ na ten wynik miała oczekiwana aktualizacja „Pectra”, która odbyła się zgodnie z planem, co dodatkowo wsparło cenę ETH, oprócz wpływu informacji o umowie handlowej. Dalej na krzywej ryzyka, memecoiny zanotowały jeszcze większe wzrosty – w niektórych przypadkach sięgające 125 proc.. Więcej informacji na ten temat poniżej.

Patrząc w przyszłość, ogłoszono właśnie, że USA i Chiny zgodziły się zawiesić większość ceł na okres 90 dni, choć rozmowy na temat polityki gospodarczej i handlowej będą kontynuowane. W tym tygodniu poznamy również nowe dane inflacyjne – wskaźnik cen konsumpcyjnych (CPI) oraz wskaźnik cen producentów (PPI) ze Stanów Zjednoczonych. Oba te raporty mogą stanowić kolejny impuls wzrostowy dla cen aktywów kryptograficznych.

NAJWIĘKSI ZWYCIĘZCY

Jednym z największych zwyżkujących projektów kryptowalutowych w zeszłym tygodniu był $WIF – wzrost o 125 proc., napędzany przez ogólnie bycze nastroje na rynku kryptowalut. Kolejny memecoin, $PEPE, wzrósł o 80 proc., również w ślad za rynkiem. Dodatkowo dane on-chain wskazują, że tzw. „wieloryby” zwiększyły ostatnio swoje udziały w PEPE. Jak wspomniano, ether i tokeny oparte na Ethereum również notowały duże wzrosty w związku z wdrożeniem aktualizacji Pectra na głównej sieci Ethereum. Przykładowo, $AAVE, $ENS i $UNI wzrosły odpowiednio o 25 proc., 30 proc. i 40 proc. w zeszłym tygodniu.

NAJWAŻNIEJSZE WYDARZENIA

Coinbase przejmuje Deribit za 2,9 miliarda dolarów

Coinbase ogłosiło w zeszłym tygodniu, że zawarło umowę na przejęcie platformy handlu opcjami i kontraktami futures na kryptowaluty – Deribit – w transakcji wycenianej na 2,9 miliarda dolarów, co czyni ją największym przejęciem w historii branży kryptowalutowej. Transakcja o wartości 2,9 miliarda dolarów składa się z 700 milionów dolarów w gotówce oraz 11 milionów akcji zwykłych klasy A Coinbase – podano w komunikacie. Deribit, założony w 2016 roku, szybko ugruntował swoją pozycję jako wiodąca platforma do handlu opcjami na kryptowaluty. W 2024 roku giełda przetworzyła wolumen o wartości 1,2 biliona dolarów.

Autor: Simon Peters, analityk kryptowalut eToro

Agata Rewerska ogłasza kandydaturę na dziekana ORA w Warszawie

Agata Rewerska ogłosiła swoją kandydaturę na stanowisko dziekana Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie. W swoim programie Agata Rewerska podkreśla konieczność zwiększenia konkurencyjności zawodu adwokata oraz bardziej aktywne działania prospołeczne adwokatury warszawskiej. Ważne jest także poszerzenie rynku usług prawnych i form wykonywania zawodu, a także szersza obsługa segmentu gospodarczego.

Kluczem do zwiększenia konkurencyjności adwokatów nie są wyłącznie zmiany legislacyjne. Już dziś możemy wiele zdziałać chociażby poprzez działania zwiększające świadomość społeczną na temat zakresu świadczonej przez nas pomocy prawnej. Podstawa to dotarcie do świadomości społecznej z informacją, że adwokaci to nie są tylko pełnomocnicy procesowi zajmujący się sprawami karnymi, rodzinnymi czy spadkowymi. Musimy podkreślać, że w zakresie naszych kompetencji leżą także sprawy gospodarcze i obsługa przedsiębiorców– podkreśla Agata Rewerska.

W ocenie kandydatki, jednym z najpilniejszych wyzwań dla warszawskiej ORA jest przeciwdziałanie odpływowi adwokatów do samorządu radców prawnych. Wśród jej propozycji pojawia się między innymi rozszerzenie możliwości wykonywania zawodu adwokata w formie umowy o pracę. W opinii Agaty Rewerskiej ta forma nie narusza niezależności zawodowej, a jednocześnie otwiera dostęp do nowych obszarów rynku prawniczego.

Rewerska wskazuje również na konieczność bardziej widocznego udziału adwokatów w procesach legislacyjnych i interpretacyjnych. – Dziś Komisje Kodyfikacyjne działające przy Ministerstwie Sprawiedliwości nie mają reprezentacji środowiska adwokackiego. To powinno się zmienić, jeśli tworzone prawo ma mieć walor praktyczny i być zrozumiałe dla ludzi – mówi.

Wśród postulatów programowych dotyczących społeczeństwa znajdują się także:

  • cyfryzacja i uproszczenie obiegu informacji,
  • pełna transparentność finansowa i decyzyjna,
  • kampanie edukacyjne i informacyjne pokazujące pełne spektrum kompetencji adwokatów, zwłaszcza w zakresie prawa gospodarczego,
  • współpraca z lokalnymi środowiskami, w tym z przedsiębiorcami i organizacjami społecznymi.

Odnosząc się do konkurencji ze strony kancelarii odszkodowawczych, kandydatka na stanowisko dziekana ORA popiera uregulowanie rynku świadczenia pomocy prawnej w tym obszarze, ale z poszanowaniem prawa klienta do wyboru swojego prawnika. Jak podkreśla, to kompetencje, doświadczenie i etyka zawodowa powinny być głównym narzędziem walki o zaufanie klientów.

Adwokatura ma ogromny, niewykorzystany potencjał. Potrzebujemy nowoczesnych narzędzi zarządzania, realnego wpływu na legislację oraz aktywnej promocji naszych kompetencji, także w tych obszarach, które nie kojarzą się z zawodem adwokata. Właśnie dlatego zdecydowałam się kandydować – mówi Agata Rewerska.

Odpowiedzialność Rady Nadzorczej za sprawozdanie finansowe

Wzrost znaczenia, jakie spółki przypisują Radzie Nadzorczej w kontekście prawidłowego funkcjonowania, oraz pogłębiająca się świadomość członków Rad co do wagi ich roli są niezwykle pozytywnym zjawiskiem. W sposób szczególny wybrzmiały one podczas ostatniej, XV już edycji Konferencji Rada Nadzorcza, która miała miejsce w Sali Notowań Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Prelegenci w sposób szczególny skoncentrowali się na jednych z najistotniejszych z punktu widzenia ochrony interesu spółki obowiązkach Rady Nadzorczej:

  • ocenie sprawozdania finansowego spółki oraz
  • współpracy z biegłym rewidentem przy badaniu tego sprawozdania.

Nadzór Korporacyjny: Uprawnienia Rady Nadzorczej w Praktyce

Podczas tych czynności Rada Nadzorcza powinna w sposób jak najbardziej kompleksowy zadbać o zebranie i przeanalizowanie wszelkich dokumentów i informacji mogących pomóc w identyfikacji potencjalnych ryzyk i zagrożeń dla spółki. Badanie sprawozdania finansowego to nie jest czynność „do odklepania”, mająca miejsce niejako w tle działalności w tym zakresie biegłego rewidenta. Niestety w praktyce, takie podejście występuje jeszcze zdecydowanie zbyt często.

Rada Nadzorcza dysponuje naprawdę daleko idącymi instrumentami pozyskania niezbędnych dokumentów i informacji do wykonania tych obowiązków. Członkowie Rady mogą:

  • badać wszystkie dokumenty spółki,
  • dokonywać rewizji stanu majątku spółki oraz
  • żądać od zarządu, prokurentów i osób zatrudnionych w spółce przekazania im dokumentów, informacji oraz wyjaśnień[1].

Tak szerokie uprawnienia, które nie mogą zostać wyłączone ani ograniczone przez zarząd, pociągają jednak za sobą istotne konsekwencje. Faktyczne i jakościowe skorzystanie z tych uprawnień może być bowiem jedną z podstawowych kwestii przy ocenie dołożenia staranności wynikającej z zawodowego charakteru działalności, która zwalnia członka Rady Nadzorczej z odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną spółce[2]. Należyta staranność może objawiać się właśnie w pełnym i efektywnym korzystaniu z przyznanych członkowi RN uprawnień nadzorczych.

Rada Nadzorcza gra z biegłym rewidentem do jednej bramki

Członkowie Rady Nadzorczej nie tylko przeprowadzają własną ocenę sprawozdania finansowego i dbają o to, aby była ona zgodna z przepisami prawa i stanem faktycznym, ale czynnie uczestniczą też w procesie badania sprawozdania przez biegłych rewidentów. Kodeks spółek handlowych wprost formułuje w tym zakresie co prawda jedynie obowiązek zawiadamiania kluczowego biegłego rewidenta z co najmniej tygodniowym wyprzedzeniem o posiedzeniu, na którym Rada Nadzorcza będzie omawiała sprawy związane z badaniem sprawozdania finansowego[3]. Obowiązek współdziałania członków Rady Nadzorczej z biegłym rewidentem w zakresie udzielenia mu informacji lub wyjaśnień wynika jednak również pośrednio chociażby z Krajowych Standardów Badania Sprawozdań Finansowych. Podczas badania, nakładają one na biegłych rewidentów obowiązek komunikowania się na bieżąco z osobami sprawującymi nadzór nad działalnością spółki[4].

Osobny rozdział został poświęcony tej tematyce w projektowanym Kodeksie Dobrych Praktyk Nadzoru Właścicielskiego, który przygotowuje Ministerstwo Aktywów Państwowych[5]. Kodeks takie, choć stanowiący jedynie wskazówki dla członków Rad Nadzorczych, byłby niewątpliwie świetną wskazówką przy ustalaniu modelowego sposobu działania.

Jak więc widać, członkowie Rad Nadzorczych i biegli rewidenci bez wątpienia grają w tej grze do tej samej bramki. Ich współpraca w osiąganiu wyznaczonych im przez prawo celów może wpłynąć tylko korzystnie na działanie nadzoru korporacyjnego i finansowego w spółce.

Jakie są konsekwencje zaniedbań w nadzorze finansowym?

Odpowiedzialność członków Rady Nadzorczej w przypadku niewypełnienia obowiązków związanych z badaniem sprawozdania finansowego nie ogranicza się jedynie do odpowiedzialności cywilnej. Ustawa o rachunkowości przewiduje również odpowiedzialność karną m. in.:

  • osób, które wbrew przepisom ustawy dopuszczają do tego, że sprawozdanie finansowe jest niezgodne z przepisami ustawy lub zawarte są w nim nierzetelne dane[6],
  • osób, które nie udzielają lub udzielają niezgodnych ze stanem faktycznym informacji, wyjaśnień, oświadczeń biegłemu rewidentowi czy też nie dopuszczają biegłego rewidenta do pełnienia obowiązków[7].

Na powyższe obowiązki Rady Nadzorczej oraz związane z ich niewypełnieniem ewentualne konsekwencje nie wpływa w żaden sposób funkcjonowanie w Radzie Nadzorczej wymaganego bądź dobrowolnego komitetu audytu.

Podsumowanie

Po pierwsze – w związku z powyższym niezwykle istotne są jak najszersze kompetencje członków Rady Nadzorczej w temacie sprawozdań finansowych. Każda z osób zasiadających w Radzie Nadzorczej musi posiadać zestaw wiedzy i umiejętności niezbędnych do wypełnienia swoich obowiązków w tym zakresie.

Po drugie – kluczowa jest ścisła współpraca pomiędzy członkami. Nie jest bowiem ani możliwe, ani też szczególnie zalecane, aby każdy członek Rady Nadzorczej posiadał wybitnie wysoce kwalifikacje w każdym aspekcie, w tym  sprawozdawczości finansowej. Różnorodność specjalizacji członków Rady Nadzorczej połączona właśnie z ich kooperacją może zapewnić najlepsze efekty w jej funkcjonowaniu i przede wszystkim realnym wpływie na wszystkie aspekty działalności spółki.

Autor: Adam Zakrzewski, Managing Associate w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy

[1](art. 382 § 4 k.s.h. w zakresie spółek akcyjnych oraz art. 219 § 4 k.s.h. w zakresie spółek z ograniczoną odpowiedzialnością)

[2](art. 483 § 1 i § 3 k.s.h w zakresie spółek akcyjnych oraz art. 293 § 1 § 3 k.s.h. w zakresie spółek z ograniczoną odpowiedzialnością)

[3](art. 382 § 4 k.s.h. w zakresie spółek akcyjnych oraz art. 219 § 4 k.s.h. w zakresie spółek z ograniczoną odpowiedzialnością)

[4] Krajowe Standardy Badania 260.

[5] https://www.gov.pl/web/aktywa-panstwowe/kodeks-dobrych-praktyk-nadzoru-wlascicielskiego.

[6] (art. 77 pkt 2 ustawy o rachunkowości)

[7] (art. 79 pkt 2 ustawy o rachunkowości)

Rynki z optymizmem reagują na rozmowy USA–Chiny. Złoto w dół, giełdy w górę

Weekendowe rozmowy handlowe pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami w Genewie zakończyły się zapowiedzią „istotnego postępu”, choć bez konkretnych ustaleń dotyczących poziomów ceł czy terminów dalszych działań. Rynki przyjęły ten rozwój wydarzeń z umiarkowanym optymizmem – brak eskalacji napięć został odebrany jako ulga, a ryzyko natychmiastowego pogorszenia relacji handlowych zostało oddalone. Jeszcze dziś rano inwestorzy podchodzili z dystansem do komunikatów strony amerykańskiej, zwłaszcza po wcześniejszych doświadczeniach, takich jak porozumienie USA–Wielka Brytania, które okazało się politycznym gestem, nie zaś realnym przełomem handlowym. Jednak po opublikowaniu oficjalnego oświadczenia dziś rano, w którym padły konkrety, optymizm powiększył się, co skutkuje wyraźnymi wzrostami na giełdach. Jednocześnie złoto traci ponad 3 proc.

W poniedziałek rano kontrakty terminowe na indeksy giełdowe w USA odnotowują solidne wzrosty – S&P 500 zyskuje ok. 2,5 proc., a Nasdaq prawie 3,35 proc., w reakcji na deeskalację napięć. Europejskie indeksy również podążają w górę, zyskując średnio ok. 0,8 proc.. Ruch ten jest kontynuacją odreagowania po kwietniowych spadkach oraz wyrazem oczekiwań, że rozmowy handlowe nie uderzą w globalny łańcuch dostaw z taką siłą, jakiej obawiano się po ogłoszeniu 145 proc. ceł przez prezydenta Trumpa.

Po stronie walutowej widać w ostatnich dniach umocnienie złotego (głównie do euro), które jest wynikiem kombinacji czynników: globalnej poprawy nastrojów inwestycyjnych oraz zaskakująco ostrożnego tonu Rady Polityki Pieniężnej po ostatnim posiedzeniu. Dziś globalnie oczywiście widoczna przewaga dolara amerykańskiego, która powoduje, że para USD/PLN w szybkim tempie urosła do 3,81 z 3,77 o poranku. Główna para walutowa spada w stronę 1,11. Rynek kontraktów Fed Funds Futures zaczyna redukować skalę możliwych obniżek przez Fed. Prawdopodobieństwo czerwcowego cięcia spadło z ok 17 proc. do 7 proc. a wrześniowego z 71 do 62 proc.

Choć RPP zdecydowała się na obniżkę stopy referencyjnej o 50 punktów bazowych, prezes Glapiński na konferencji prasowej w minionym tygodniu wyraźnie zdystansował się od tezy o rozpoczęciu nowego cyklu luzowania, podkreślając, że mamy do czynienia raczej z dostosowaniem do warunków zewnętrznych, a nie z trwałą zmianą kierunku polityki pieniężnej.

Ten przekaz został przez rynek odebrany jako gołębi w działaniu, ale jastrzębi w retoryce, co w połączeniu z poprawą globalnego sentymentu przekłada się na większy popyt na aktywa z rynków wschodzących, w tym złotego. Kurs EUR/PLN spadł poniżej 4,24, co dodatkowo potwierdza rosnącą odporność naszej waluty na czynniki zewnętrzne przy ograniczonych oczekiwaniach na dalsze cięcia stóp w Polsce. Widoczne jest podbicie kontraktów FRA na stopę procentową.

Porozumienie USA–Chiny wydaje się być krokiem w dobrym kierunku a dzisiejsze przedstawione konkrety są dowodem na to, że za słowami idą działania. Być może dzisiejszy dzień jest tym, który spowoduje, że benchmarki z Wall Street rozpoczęły „marsz” w kierunku ATH. W kontekście złotego, kluczowe będzie dalsze stanowisko RPP w kolejnych miesiącach – jeśli przekaz Glapińskiego o jednorazowym „dostosowaniu” zostanie potwierdzony, a inflacja ustabilizuje się na wyższym poziomie, złoty może nadal korzystać z relatywnej przewagi stóp procentowych i przyciągać kapitał portfelowy.

W tym tygodniu oprócz wydarzeń geopolitycznych kluczowe będą dane o inflacji CPI w USA (wtorek) oraz sprzedaży detalicznej (czwartek). Ich wynik może być istotny w kontekście utrzymania obecnej poprawy nastrojów.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Rynek materiałów budowlanych w korekcie – spadek cen w 13 z 17 kategorii

Trwająca już półtora roku stabilizacja dynamiki cen materiałów budowlanych na niewielkim minusie zdaje się nie mieć końca. W lutym spadkowy trend został wprawdzie przełamany w symbolicznym wymiarze jednego promila, jednak już miesiąc później sytuacja wróciła do normy. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl tym samym prognozowany średni wzrost stawek wciąż przesuwa się w czasie, co jednak w obecnej sytuacji rynkowej ma swoje uzasadnienie.

Publikowana przez Grupę PSB średnia dynamika cen materiałów budowlanych w relacji rok do roku w marcu zanotowała kolejny raz wartość ujemną, tym razem na poziomie -1,2%. W kanale detalicznym spadek wyniósł 1,3%, z kolei w kanale hurtowym o 1,1%.Wyk.1 - Średnia dynamika cen materiałów budowlanych - marzec 2025

Marcowy odczyt dynamiki cen materiałów budowlanych w relacji rok do roku tym razem zakomunikował przewagę pozycji taniejących grup towarowych w liczbie 13, z kolei wzrost oraz brak zmiany ceny w przypadku 4 pozycji.

Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl wśród materiałów najbardziej przecenionych rok do roku aktualnie przodują sucha zabudowa (-6,5%), wykończenia (-5,7%) oraz izolacje termiczne (-4,5%). Z kolei w górnej części tabeli czołowe miejsca zajmują płyty OSB ze wzrostem o 12%, otoczenie domu (+4,5%) oraz cement-wapno z progresem stawek rzędu 1,2%.

Tab.1 - Dynamika cen materiałów budowlanych - marzec 2025

Tymczasem choć boom inwestycyjny w ramach krajowej gospodarki w segmentach budownictwa drogowego, kolejowego, energetycznego, wojskowego czy nieco później nawet mieszkaniowego wydaje się być rzeczą przesądzoną, to jednak wciąż pozostaje on bardziej w sferze planowania niż realizacji. Stąd trudno się dziwić, że rynek materiałów budowlanych wciąż pozostaje w fazie korekty cenowej po historycznej hossie z lat 2021-23. Poza tym o utrzymującej się ujemnej dynamice cen decyduje obecnie kilka innych istotnych czynników.

Wciąż trwające hamowanie koniunktury sprzedażowej nowych mieszkań nie najlepiej wróży perspektywom inwestycyjnym pierwotnego segmentu mieszkaniówki przynajmniej w najbliższej przyszłości. Z kolei wolniejszy rozwój nowych projektów deweloperskich zmniejsza presję cenową na materiały budowlane.

Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl w ostatnich miesiącach ceny surowców, zwłaszcza energetycznych ropy, węgla i gazu uległy znacznym spadkom. To samo dotyczy stali czy miedzi. Dla redukcji kosztów produkcji większości materiałów budowlanych ma to niebagatelne znaczenie.

Trudno też nie zauważyć wpływu mocnego złotego na rynek materiałów budowlanych. Po pierwsze znacznie spadły ich koszty importu, z kolei rodzimi eksporterzy muszą się liczyć ze znacznie mniejszymi wpływami z eksportu swoich wyrobów. To z kolei powoduje relatywnie silną presję na obniżki cen, podobnie jak rynkowa konkurencja na póki co nieznacznie kurczącym się rynku.

Taka sytuacja nie będzie jednak trwała w nieskończoność, a okres silnego ożywienia w rodzimej budowlance, a więc także na rynku materiałów budowlanych wydaje się być tylko kwestią czasu najbliższych miesięcy bieżącego roku.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Nowy cyberkartel nęka firmy. Rekordowa skala ataków

Skala cyberataków dla okupu osiąga w tym roku rekordowy wzrost: w pierwszym kwartale ujawniono niemal 2300 skutecznych ataków ransomware, aż 126% więcej niż rok temu – alarmują eksperci Check Point Research. Na rynku działa ponad 70 gangów, a ostatnio pojawiła się kolejna niebezpieczna grupa „DragonForce”.

Co miesiąc ofiarami tego typu ataków pada ponad 650 publicznie firm (w 2024 tylko 450) a na rynku działają co najmniej 74 grupy, wyspecjalizowane w zastraszaniu i żądaniu okupu – to rekord wszech czasów – uważają eksperci Check Point Research. Wzrost ataków obejmuje praktycznie cały świat.

– Krajobraz ataków ransomware w 2025 roku odzwierciedla dynamiczne i coraz bardziej złożone środowisko zagrożeń. Na świecie działa wiele grup, specjalizujących się w tego typu działalności. Wysiłki na rzecz zwalczania ataków są utrudnione przez brak międzynarodowej współpracy, ponieważ są kraje – jak Rosja, Korea Północna i Iran które albo tolerują, albo aktywnie wspierają takie działania – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point w Polsce.

Do najbardziej aktywnych (i skutecznych) należy DragonForce. Początkowo gang luźno powiązany z grupą aktywistów – być może z Malezji – wrzucający memy i atakujący symboliczne cele. Jeszcze dwa lata temu nikt nie traktował jej poważnie, jednak dziś to jedna z najgroźniejszych organizacji cyberprzestępczych świata, z własną platformą Ransomware-as-a-Service (RaaS) i armią freelancerów, która destabilizuje cały sektor bezpieczeństwa IT. Ich darknetowy portal „DragonLeaks”, będący mrocznym repozytorium ofiar, działa jak cyfrowy odpowiednik tablicy hańby. Dla wielu firm stał się znakiem, że właśnie zostały zaatakowane.

Polska zajmuje 3. miejsce w Europie i 9. na świecie pod względem narażenia na ataki ze strony organizacji cyberprzestępczych wspieranych przez obce państwa, głównie Rosję – wynika z najnowszego raportu Microsoft Digital Defense Report. Według portalu Ransomware.Live, polskie firmy atakowało co najmniej 10 grup specjalizujących się w ransomware. Ofiarami miały w ostatnim czasie być m.in. Smyk, Asseco, Powiatowy Urząd Pracy w Żorach, Hydro-Vacuum S.A., Suder&Suder czy CD Projekt.

Nowa era przestępczości: ransomware w modelu gig economy

Analitycy Check Point Research zwracają uwagę na nowy trend na rynku Ransomware. Gangi wyłudzające haracze, działają jak profesjonalne firmy i „outsourcują” usługi…. W tym świecie tzw. modelu gig economy, doskonale odnajduje się DragonForce. Ugrupowanie przyciąga byłych członków upadłych grup takich jak LockBit czy ALPHV, oferując im naprawdę dogodne warunki: nalicza tylko 20% prowizji – mniej niż standard na czarnym rynku; oferuje gotowe narzędzia, infrastrukturę i wsparcie obejmujące szyfrowanie, negocjacje oraz platformę wycieku danych „RansomBay”; w końcu umożliwia swobodę działań, dzięki czemu każdy z „afiliantów” może stworzyć własną markę ransomware, zmieniać notatki okupu oraz rozszerzenia plików.

Specjaliści zauważają, że DragonForce wyróżnia się jednak czymś jeszcze: precyzją wyboru celów. W kwietniu i maju 2025 r. zaatakowali grupę największych firm sprzedaży detalicznej w Wielkiej Brytanii.  Według informacji ujawnionych przez BBC, gang zaatakował takich potentatów jak Marks & Spencer oraz słynny Harrods, kradnąc i blokując (w zamian za okup) dane wielu klientów. Paraliż e-commerce, programów lojalnościowych i operacji wewnętrznych pokazał, że nie chodzi już tylko o okup. Chodzi o dane – masowe, osobowe, a przede wszystkim wartościowe.

Najgroźniejszą cechą ransomware w 2025 roku nie jest kod, tylko jego automatyzacja. Grupy jak FunkSec już używają LLM-ów do generowania złośliwego oprogramowania, deepfake’ów i botów wykradających hasła SMS-em. DragonForce i ich rywale używają GenAI do tworzenia phishingów w różnych językach, ataków BEC (Business Email Compromise), a nawet generowania fałszywych głosów. Najbardziej niepokojące jest jednak to, że ransomware stał się produktem gotowym do wdrożenia przez każdego, kto zna podstawy obsługi komputera.

Murapol z 12-proc. wzrostem zysku netto w I kwartale 2025 r.

Grupa Kapitałowa Murapol w pierwszym kwartale 2025 r. przekazała klientom detalicznym 657 lokali (-12,6% r/r), co wynikało z harmonogramu realizacji projektów. Przychody ze sprzedaży wyniosły 330,5 mln zł (+1% r/r), a zysk netto Grupy sięgnął 68,6 mln zł (+12,2% r/r).

W pierwszym kwartale 2025 r. Grupa podpisała 707 umów deweloperskich i przedwstępnych z klientami detalicznymi (-8,1% r/r). Najwięcej mieszkań w segmencie deweloperskim zostało sprzedanych w Gdańsku – 169, Łodzi – 150 oraz Poznaniu – 76. Cieszące się największym zainteresowaniem mieszkania w cenie poniżej 600 tys. zł stanowiły blisko 82% całkowitej sprzedaży Grupy.

W pierwszych trzech miesiącach 2025 r. Murapol wprowadził do oferty 1045 lokali mieszkalnych w trzech miastach – Warszawie, Łodzi i Toruniu. Grupa Murapol dysponuje jednym z największych aktywnych banków ziemi na rynku, pozwalający na budowę blisko 20 tys. lokali.

Jesteśmy zadowoleni z wyników osiągniętych w pierwszych miesiącach roku. Pomimo wymagającego otoczenia rynkowego, utrzymujemy dobry poziom sprzedaży, co potwierdza skuteczność naszego modelu biznesowego. Weszliśmy w nowy rok z jedną z najbardziej konkurencyjnych i zróżnicowanych ofert mieszkaniowych na rynku – obejmującą na koniec kwartału aż 5 tys. lokali dostępnych w 16 miastach. Nasz bogaty, regularnie odnawiany bank ziemi, umożliwiający realizację inwestycji na blisko 20 tys. mieszkań i stanowi solidną bazę do dalszego rozwoju i potwierdza długofalowe ambicje Grupy. Obecnie realizujemy projekty obejmujące 8,7 tys. lokali w 15 lokalizacjach, oferując klientom szeroki wybór oraz krótszy czas oczekiwania na odbiór. Ważnym wydarzeniem z początku roku jest także powrót na rynek warszawski. To w połączeniu z naszą obecnością w takich miastach jak Kraków, Gdańsk czy Poznań dodatkowo wzmacnia nasz potencjał sprzedażowy. Skala naszej działalności oraz geograficzna dywersyfikacja to trwałe fundamenty, na których z optymizmem opieramy prognozy dalszego wzrostu w 2025 roku – zaznacza Nikodem Iskra, Prezes Zarządu Murapol S.A.

Na koniec marca 2025 r. portfel projektów w budowie Grupy Murapol obejmował 8 686 lokali powstających w 106 budynkach realizowanych w ramach 28 projektów na terenie 15 miast, w tym w segmencie detalicznym 7045 lokali, a w segmencie PRS – 1641 lokali. Najwięcej projektów w realizacji znajduje się w Gdańsku – 2 132 lokali i Łodzi – 1 765 lokali.

Wyniki finansowe – szersze omówienie

Po trzech miesiącach 2025 r. dostępna gotówka (w tym rachunki powiernicze) Grupy Murapol wynosiła 287,3 mln zł, w porównaniu do 406,3 mln zł przed rokiem. Dług netto wynosił 309,7 mln zł.

Grupa Murapol utrzymuje stabilną i bezpieczną sytuację finansową. Mimo niższego wolumenu przekazań (-12,6%) wynikającego z harmonogramów budów, osiągnęliśmy jednoprocentowy wzrost przychodów w segmencie detalicznym m.in. dzięki wzrostowi średniej ceny przekazywanego mieszkania, która w ujęciu rok do roku zwiększyła się o 16,2%. Z perspektywy wyników finansowych z satysfakcją odnotowujemy wzrost rentowności, będący rezultatem realizacji bardzo udanych projektów zakończonych w czwartym kwartale 2024 roku. Marża pierwszego stopnia na poziomie bliskim 45% oraz marża zysku netto w segmencie detalicznym na poziomie 22,1% plasują Murapol w czołówce najefektywniej operujących firm deweloperskich na polskim rynku. Dzięki konsekwentnej polityce marżowej osiągamy satysfakcjonujące wyniki operacyjne zarówno w największych aglomeracjach, jak i w miastach regionalnych. Działalność Grupy Murapol oparta jest na solidnych fundamentach, co umożliwia dalszy rozwój przy niskim zaangażowaniu kapitału własnego. Potwierdzeniem silnej pozycji jest wysoce atrakcyjny poziom zwrotu z kapitału (37,1%) oraz rozsądny wskaźnik zadłużenia (dług netto/skorygowana EBITDA LTM na poziomie 0,86). Grupa Murapol jest dobrze przygotowana do kontynuowania zrównoważonego wzrostu, nawet w wymagających warunkach rynkowych – mówi Przemysław Kromer, CFO, Członek Zarządu Murapol S.A.

W kwietniu 2025. Murapol wyemitował obligacje o łącznej wartości nominalnej 100 mln zł. To druga seria papierów dłużnych Spółki wyemitowana w ramach ustanowionego w 2024 r. programu emisji o łącznej wartości do 500 mln zł. Obligacje są oprocentowane według zmiennej stopy procentowej, wynoszącej WIBOR 3M powiększony o marżę w wysokości 4% w skali roku. Dzień wykupu obligacji przypada na 29 kwietnia 2028 r. 

Najważniejsze dane finansowe

 w tys. PLN 1Q 2025 1Q 2024 Zmiana
Przychody ze sprzedaży 330 554 327 233 +1,0%
Przychody ze sprzedaży do
klientów detalicznych
300 001 295 720 +1,4%
     Przychody ze sprzedaży do PRS 30 553 31 513 -3,0%
Zysk brutto ze sprzedaży 113 466 102 057 +11,2%
Marża brutto ze sprzedaży 34,3% 31,2% +3,1 p.p.
EBIT 85 000 74 307 +14,4%
Marża EBIT 25,7% 22,7% +3,0 p.p.
Zysk netto 68 605 61 131 +12,2%
Marża zysku netto 20,8% 18,7% +2,1 p.p.

 

Historyczne osiągnięcia i potencjał rynku

 

W ciągu ponad 24 lat działalności (do 31 marca 2025 r.) GK Murapol zrealizowała 92 wieloetapowe inwestycje, w ramach których powstało 460 budynków obejmujących łącznie blisko 32 tys. lokali o łącznej powierzchni użytkowej ponad 1,4 mln mkw.

 

Grupa Murapol nadal dysponuje atrakcyjnym i dobrze zdywersyfikowanym portfelem projektów w przygotowaniu.

 

Pierwszy kwartał 2025 roku przyniósł kontynuację trendów z końca 2024 r. Rozbudowana w 2024 r. oferta deweloperów i przewaga nowej podaży nad popytem przełożyły się na stabilizację cen na rynku pierwotnym. Czynnikiem ożywiającym popyt w 2025 r. mogą okazać się obniżki stóp procentowych. Pomimo wyzwań, stabilne fundamenty i rosnące potrzeby mieszkaniowe w Polsce wskazują na potencjał dalszego wzrostu sektora, w którym działa Grupa.