Mniej nowych firm w I kwartale 2025 roku. Przedsiębiorcy wciąż ostrożni

W I kwartale br. liczba wniosków dotyczących założenia jednoosobowej działalności gospodarczej spadła o ponad 2% w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Znawcy tematu zwracają uwagę na rosnące wydatki przedsiębiorców i wychodzenie gospodarki z okresu spowolnienia. Nie brakuje jednak opinii o konieczności zmniejszenia obciążeń fiskalnych. W czterech województwach ww. wniosków było więcej niż dotyczących zamknięcia JDG. W tym samym czasie o 0,5% spadła liczba zgłoszeń ws. wznowienia JDG. Według ekspertów, tak nieznaczna zmiana sugeruje, że warunki prowadzenia biznesu były dość podobne w porównywanych okresach. Sytuacja może się jednak zmienić w kolejnych kwartałach, w zależności od tego, jakie nowe propozycje położy na stole i przede wszystkim zrealizuje obecny rząd.

Z analizy danych udostępnionych przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii wynika, że w ciągu trzech pierwszych miesięcy br. do rejestru CEIDG (Centralna Ewidencja i Informacja o Działalności Gospodarczej) wpłynęło 73,7 tys. wniosków dotyczących założenia jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 2,1% mniej niż od stycznia do marca ubiegłego roku, kiedy było ich 75,3 tys. W ocenie radcy prawnego Łukasza Goszczyńskiego z kancelarii prawa gospodarczego GKPG, liczba ww. wniosków jest na stosunkowo przyzwoitym poziomie. Dla przykładu można te dane zestawić z wynikami zamknięć z tego samego okresu. A tych było ponad 55 tys. Póki co bilans jest więc na plusie. Natomiast ten spadek pokazuje, że przedsiębiorcy wciąż żyją w stanie niepewności.

– Jeśli kierunek zmian będzie się utrzymywał w dłuższym okresie, może to świadczyć o rosnącej niepewności przedsiębiorców do otoczenia gospodarczego. Duże znaczenie mają także bariery legislacyjne i niepewność co do ostatecznego kształtu przepisów, np. związanych ze składką zdrowotną. Należy też uwzględnić aspekt rosnących wydatków, jakie obligatoryjnie przedsiębiorcy ponoszą niezależnie od rezultatów i wyników osiąganych w biznesie. Mam tu na myśli m.in. składki ZUS czy koszty obsługi podatkowej i księgowej – komentuje Aleksander Buczkowski z Katedry Finansów i Rachunkowości MSP Uniwersytetu Łódzkiego.

Jak podkreśla Sebastian Sajnóg z zespołu makroekonomii Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE), nasza gospodarka wychodzi z okresu spowolnienia. W 2023 roku wzrost PKB wyniósł zaledwie 0,2%. Dopiero w marcu br. wskaźnik PMI – po raz pierwszy od blisko trzech lat – przekroczył poziom 50 punktów, sygnalizując ożywienie w przemyśle. Według eksperta, przedsiębiorcy zaczynają z większym optymizmem patrzeć w przyszłość. Jednak decyzje o założeniu działalności gospodarczej są opóźnione względem poprawy nastrojów. To naturalna cecha cyklu gospodarczego.

– Oczywiście, dla gospodarki byłoby dobrze, gdyby powstawało więcej JDG. Jednak to wymaga lepszych warunków do prowadzenia samego biznesu. Przede wszystkim musi nastąpić zmniejszenie obciążeń fiskalnych. Ponadto, rosną koszty życia, co też przekłada się na wzrost wynagrodzeń, bo pracownicy muszą się przecież utrzymać. Część właścicieli JDG zatrudnia jedną czy kilka dodatkowych osób – zaznacza radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Adrian Parol.

W analizowanych kwartałach ogólnie było więcej wniosków o otwarcie niż o zamknięcie JDG (I kw. br. 73,7 tys. – 55,1 tys., I kw. ub.r. 75,3 tys. – 56 tys.). W opinii mec. Łukasza Goszczyńskiego, ta różnica może pokazywać, że przedsiębiorcy są w coraz lepszych nastrojach. Trzeba też wyraźnie dodać, że ten stan szybko może się odwrócić, jak zmiany przepisów i obciążeń wprowadzonych za poprzedniej władzy nie zaczną być sprawniej wprowadzane.

– Te dane mogą wskazywać, że mimo powyższych przeszkód legislacyjnych i niepewności otoczenia gospodarczego, nadal istnieje spora grupa osób, które są zdecydowane na podjęcie ryzyka prowadzenia własnego biznesu. To oczywiście jest dobra informacja dla gospodarki. Jednak kluczowe jest, by ich liczba systematycznie się zwiększała – analizuje Aleksander Buczkowski.

W I kw. br. w czterech województwach było więcej wniosków o założenie niż o zamknięcie JDG. To dolnośląskie, małopolskie, mazowieckie oraz podkarpackie. Przy tym wnioskodawca nie musi wskazywać województwa prowadzenia działalności. Takich wniosków było najwięcej z tego zakresu. Ponadto, ich liczba była większa niż zgłoszeń ws. zamknięcia JDG (34,3 tys. – 12,1 tys.).

– W województwach takich jak mazowieckie, małopolskie, dolnośląskie czy podkarpackie mamy do czynienia z dużymi ośrodkami miejskimi, gdzie koncentrują się nowoczesne usługi, działalność kreatywna, IT i biznes oparty na wiedzy. To sektory, w których JDG jest popularną i efektywną formą działania. W pozostałych województwach – zwłaszcza tych z większym udziałem sezonowego budownictwa, turystyki lub przetwórstwa rolnego – częściej spotykamy zjawisko czasowego biznesu. On jest zamykany lub zawieszany po zakończeniu sezonu. Dodatkowo, warto zwrócić uwagę na regiony ze stabilniejszym rynkiem pracy. Tam etat bywa po prostu bardziej opłacalną i bezpieczniejszą formą zatrudnienia niż JDG – stwierdza ekspert z PIE.

Według danych resortu, w I kw. br. do rejestru CEIDG wpłynęło 45,1 tys. wniosków o wznowienie jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 0,5% mniej niż w analogicznym okresie ub.r. Wówczas takich przypadków stwierdzono 45,3 tys. Jak zauważa mec. Adrian Parol, różnica rdr. jest dość minimalna. Zdaniem eksperta, zazwyczaj przedsiębiorcy zawieszają JDG, aby zmniejszyć obciążenia związane z jej prowadzeniem. Część z tych firm powraca po jakimś czasie na rynek, po złożeniu wniosku o wznowienie działalności.

– Ten niewielki spadek rdr. sugeruje, że warunki prowadzenia biznesu były dość podobne w obu porównywanych okresach. Polska gospodarka powoli przyspiesza. Prognozy NBP zakładają wzrost PKB o 3,7% w 2025 roku, wobec 2,9% w ubiegłym roku, a środki z Krajowego Planu Odbudowy, tzw. KPO, zaczynają realnie wspierać inwestycje publiczne i prywatne – dodaje Sebastian Sajnóg.

Podsumowując, ekspert z kancelarii GKPG mówi, że liczba wniosków dot. wznowienia JDG jest raczej znaczna w porównaniu z ilością wniosków dot. zakładania. Jednocześnie mec. Łukasz Goszczyński zaznacza, że ten stan oczywiście może się zmienić w kolejnych kwartałach. Sporo będzie zależało od tego, jakie nowe propozycje położy na stole i przede wszystkim zrealizuje obecny rząd. Przedsiębiorcy naprawdę na to czekają. Polacy co do zasady chcą prowadzić własne firmy i czują przedsiębiorczość, ale oczekują zmian, szczególnie tych legislacyjnych w zakresie ułatwienia prowadzenia działalności i finansowych, np. w kwestii składek ZUS i innych tego typu danin.

MAZOP Group SA w pierwszym kwartale notuje 11,4 mln przychodów i skokowy wzrost EBITDA

MAZOP Group SA – polski producent opakowań dla e-commerce, przemysłu i branży motoryzacyjnej – zakończył I kwartał 2025 roku z bardzo dobrymi wynikami finansowymi. Skonsolidowane przychody wyniosły ponad 11,4 mln zł, co oznacza wzrost o 16% rdr., EBITDA wzrosła ponad 2,5-krotnie rdr. do poziomu 1,3 mln zł. Z kolei zysk netto wyniósł prawie 0,5 mln zł w porównaniu z 0,2 mln zł straty w ubiegłym roku. Wypracowane wyniki potwierdzają skuteczność obranej strategii ekspansji zagranicznej oraz rozwoju w segmencie opakowań przemysłowych. Już 14 maja MAZOP Group SA. zadebiutuje na rynku NewConnect.

– Na wzrost wyników przełożyło się kilka kluczowych czynników przede wszystkim efekty wdrożonej strategii ekspansji zagranicznej, w tym bezpośrednia sprzedaż na rynku niemieckim. Kolejnym celem, który zrealizowaliśmy była dywersyfikacja naszej struktury sprzedaży o czym świadczy rosnący udział produktów przemysłowych. To pokazuje, że nasza strategia przynosi konkretne rezultaty – komentuje Krzysztof Rusin, prezes zarządu MAZOP Group SA.

W 2024 roku spółka powołała w Niemczech spółkę zależną MAZOP GmbH i uruchomiła własny dział handlowy, rezygnując ze współpracy z pośrednikami. W I kwartale 2025 roku liczba klientów obsługiwanych bezpośrednio na rynku niemieckim była trzykrotnie wyższa niż rok wcześniej. MAZOP realizuje sprzedaż do 24 krajów, a eksport odpowiada już za 58% przychodów spółki. Oprócz Niemiec, do najważniejszych rynków należą Holandia, Francja oraz kraje skandynawskie.

MAZOP rozwija również sprzedaż produktów z kategorii opakowań przemysłowych, szczególnie zabezpieczeń piankowych oraz Fixboxów, czyli opakowań membranowych z kartonu. W I kwartale sprzedaż opakowań piankowych wzrosła o 49%, natomiast Fixboxów o 27% rdr.

Spółka planuje dalszy rozwój infrastruktury produkcyjnej oraz rozszerzanie portfolio produktowego. MAZOP dysponuje obecnie parkiem maszynowym o zdolności produkcyjnej do 72 mln opakowań rocznie. W ofercie znajdują się m.in. kontenery paletowe łączące drewno, tekturę i pianki, innowacyjne zabezpieczenia przesyłek SAFEB0X, a także ekologiczne wypełnienia z papierowego plastra miodu.

Spółka rozwija także portfolio produktowe, m.in. o kontenery paletowe łączące drewno, tekturę i pianki, Fixboxy z folią poliuretanową, Safeboxy zabezpieczające przesyłki przed ingerencją oraz papierowy plaster miodu jako alternatywę dla tradycyjnych pianek. Oprócz działalności produkcyjnej, MAZOP rozwija także segment usług fulfillmentowych za pośrednictwem spółki zależnej Sheep Me.

14 maja MAZOP Group planuje debiut na rynku NewConnect. Do obrotu zostaną wprowadzone akcje serii A, B i C.

Debiut na giełdzie traktujemy jako ważny krok w rozwoju spółki. Chcemy dalej inwestować w technologie, rozwój produktów i ekspansję zagraniczną, budując wartość nie tylko dla klientów, ale również dla naszych akcjonariuszy. Wierzymy w potencjał rynku kapitałowego i chcemy dzielić się efektami naszego wzrostu z inwestorami – dodaje Krzysztof Rusin.

Transparentność wynagrodzeń w Polsce: jest pierwszy krok

Uchwalona nowelizacja kodeksu pracy jest dobrym pierwszym krokiem na drodze do wdrożenia europejskiej dyrektywy o transparentności wynagrodzeń. Mimo, że poszczególne państwa członkowskie mają czas do czerwca 2026 roku na wdrożenie odpowiednich przepisów – to dobrze, że polski ustawodawca już ruszył z tym tematem. Oczywiście kluczowy będzie kompleksowy projekt przepisów wdrażających przedmiotową dyrektywę, który powinniśmy poznać za kilka miesięcy. Tak więc na razie mamy pierwszą jaskółkę, ale może ona właśnie wiosnę czyni.

Autor: dr Marcin Wojewódka, radca prawny w Kancelarii w Wojewódka i Wspólnicy, Forum Ekspertów Ad Rem

Porozumienie USA–UK napędza giełdy. Trump zawiera sektorowe porozumienie celne

Wczorajsze porozumienie handlowe między Wielką Brytanią a Stanami Zjednoczonymi co prawda nie znosi bazowej stawki celnej wprowadzonej przez administrację Trumpa na poziomie 10 proc., ale zapewnia strategiczne korzyści dla kluczowych brytyjskich eksporterów – zwłaszcza z branży motoryzacyjnej, lotniczej i stalowej.

Jaguar Land Rover, Bentley i McLaren mogą odetchnąć z ulgą: brytyjski eksport samochodów do USA zostanie objęty jedynie 10 proc. cłem (zamiast potencjalnych 27,5 proc.) na pierwsze 100 000 pojazdów, co efektywnie obejmuje 99 proc. obecnych wolumenów handlowych. Jaguar Land Rover określił umowę jako „znaczący postęp” z perspektywą wpływu na decyzje inwestycyjne w długim horyzoncie. Można oczekiwać stabilizacji sprzedaży JLR na rynku amerykańskim oraz pozytywnego sentymentu wśród dostawców powiązanych z sektorem motoryzacyjnym.

Rolls-Royce uzyskał dostęp bezcłowy do rynku amerykańskiego dla swoich silników odrzutowych, co przełożyło się na wzrost notowań spółki o 3,6 proc. To wzmocni potencjał zamówień transatlantyckich i zredukuje niepewność kosztową po stronie komponentów. Jednocześnie Boeing zyskał 2,8 proc. po doniesieniach o kontrakcie wartym 10 mld dolarów z IAG – właścicielem British Airways. Informacja jest postrzegana jest jako sukces dyplomatyczny możliwy dzięki współpracy z brytyjskim sektorem lotniczym. Na lepszej pozycji znalazły się też huty stali, jak Tata Steel UK: eksport stali o wartości £ 370 mln rocznie do USA zyskał stabilniejsze podstawy.

Nie wszyscy jednak mają powody do zadowolenia. Eksporterzy żywności i napojów z Wielkiej Brytanii nadal podlegają 10-proc. cłom, a krajowi rolnicy obawiają się zalewu subsydiowanego amerykańskiego etanolu i wołowiny. Choć wpływ makroekonomiczny tych decyzji będzie umiarkowany, to sektorowa przejrzystość ma istotne znaczenie – szczególnie dla branż kapitałochłonnych.

Co istotne, porozumienie ustanawia precedens. Trump nagrodził partnera skłonnego do współpracy, co sugeruje, że przyszłe umowy sektorowe – potencjalnie z Europą, Japonią czy Koreą – mogą opierać się na podobnych ustępstwach.

Obecnie inwestorzy powinni zwracać uwagę na okazje wśród brytyjskich spółek eksportowych oraz amerykańskich firm wielonarodowych, które mogą skorzystać z wzajemnego dostępu do rynków. Wiele wskazuje na to, że tzw. dyplomacja celna oparta na kontyngentach może utrwalić się jako nowy model biznesowy.

Autor: Lale Akoner, główna analityk eToro

Kurs dolara zyskuje na wieści o „porozumieniu” Trumpa z Londynem

Wczoraj po południu prezydent Donald Trump oficjalnie ogłosił pierwszą umowę handlową z Wielką Brytanią w Gabinecie Owalnym. Pomimo uroczystej oprawy i entuzjastycznej retoryki, treść porozumienia okazała się mizerna. Choć nie brakowało wielkich słów o „ogromnych możliwościach” dla obu stron, sama treść dokumentu Białego Domu pokazuje, że realne korzyści są bardzo ograniczone. Kurs EUR/USD osiągnął wczoraj minima na 1,1225 a dziś rano przetestował na moment 1,12.

Zgodnie z komunikatem, USA uzyskają preferencyjny dostęp do brytyjskiego rynku dla etanolu i produktów rolnych, w tym głównie wołowiny. Łączna wartość tych rynków to ok. 700 mln USD dla etanolu i 250 mln USD dla rolnictwa – razem niecały miliard dolarów, czyli mniej niż 0,5 proc. całkowitego eksportu USA w 2024 roku.

Dodatkowo jedna z dużych brytyjskich linii lotniczych (IAG – połączenie British Airways oraz Iberii) zobowiązała się do zakupu amerykańskich samolotów o wartości 10 mld USD. Jednak Wielka Brytania już w ubiegłym roku importowała produkty lotnicze z USA o takiej właśnie wartości, a nowa umowa nie precyzuje, kiedy zamówienia miałyby zostać zrealizowane, co sugeruje brak nowego impulsu.

Zdecydowana większość ceł na eksport z Wielkiej Brytanii do USA pozostaje utrzymana, z nielicznymi wyjątkami. Na przykład cła na stal i aluminium zostaną zniesione, ale produkty te odpowiadały tylko za 2 proc. eksportu UK do Stanów Zjednoczonych. Dodatkowo cła na komponenty lotnicze pozostaną zerowe, co ma zagwarantować dostępność dla amerykańskich producentów. Innym odstępstwem jest limitowany import do 100 tys. samochodów rocznie z obniżoną stawką celną 10 proc. (wobec standardowej 25 proc.) – co odpowiada poziomowi eksportu z Wielkiej Brytanii z poprzedniego roku.

Co to oznacza? Widać, że USA nie zamierzają całkowicie rezygnować z taryf celnych. Poziom 10 proc. wydaje się obecnie być minimalnym pułapem, którego mogą oczekiwać kraje negocjujące z Waszyngtonem.

Nie należy spodziewać się przełomu w kolejnych umowach. Skoro USA i Wielka Brytania – kraje o relatywnie zrównoważonych relacjach handlowych i „specjalnych stosunkach” – zawierają tak powierzchowne porozumienie, to negocjacje z trudniejszymi partnerami, jak UE czy Chiny, będą jeszcze bardziej wymagające i konfrontacyjne.

Dolar amerykański zyskał na wartości po ogłoszeniu tego porozumienia. Inwestorzy traktują każdy sygnał “dogadania się” (nawet pozornego) Białego Domu z partnerami handlowymi jako czynnik pozytywnie wpływający na amerykańską walutę. Interpretacja może też być taka, że każde złagodzenie napięć handlowych wywoła mniejsze spowolnienie gospodarcze (w USA oraz globalne), co będzie oznaczać, że Rezerwa Federalna nie będzie zmuszona do mocnego i gwałtownego cięcia stóp procentowych, co stanowi pozytywną informację dla USD.

Autor: Łukasz Zembik, OANDA TMS BROKERS

Glapiński studzi oczekiwania na kolejne obniżki, złoty się umacnia

Rada Polityki Pieniężnej w środę obniżyła stopy procentowe o 50 pb., w wyniku czego stopa referencyjna znalazła się na poziomie 5,25%. Rynek, bardziej niż na samej (oczekiwanej) decyzji, skupił się na czwartkowej konferencji prasowej prezesa NBP. Zmiana tonu Glapińskiego nie pozostała bez wpływu na rynkowe oczekiwania dotyczące kształtowania się stóp i kurs złotego.

Choć pierwsza część jego wypowiedzi zwracała uwagę na korzystne zmiany, które umożliwiły obniżenie stóp procentowych, w ogólnym rozrachunku ton Glapińskiego był zauważalnie jastrzębi. Podkreślał on ryzyka inflacyjne, szczególną uwagę poświęcając niepewności w zakresie cen energii oraz proinflacyjnej, luźnej polityce fiskalnej.

Glapiński wyraźnie zaznaczył, że wczorajsza decyzja o dostosowaniu stóp procentowych nie oznacza rozpoczęcia cyklu obniżek, sugerując, że decydenci nie chcą wiązać sobie rąk. Podobnie jak w przypadku innych banków centralnych, które obserwujemy, tematem przewodnim dla NBP pozostaje niepewność oraz zależność decyzji od danych.

Odnosząc się do przyszłości, prezes wyraził wątpliwość, że decyzja o kolejnej modyfikacji stóp może zostać podjęta w przyszłym miesiącu, kierując uwagę na lipiec (kiedy opublikowane zostaną nowe projekcje) lub jesień. Nie mogło to pozostać bez odpowiedzi rynku – kontrakty FRA opisujące przewidywaną ścieżkę WIBOR-u zauważalnie wzrosły, a kurs EUR/PLN obniżył się o 1-1,5 grosza, do okolic 4,26. Wcześniej rynek dostrzegał realną szansę na cięcie o 50 pb. już w czerwcu, obecnie nie widzi perspektyw na cięcie większe niż 25 pb. W perspektywie całego roku szacuje, że stopy mogą obniżyć się jeszcze o ponad 100 pb. Należy jednak zwrócić uwagę, że wyceny te są wyjątkowo wahliwe i w najbliższym czasie możemy obserwować dalsze ich dostosowania.

Bazując na retoryce Glapińskiego obecnie wydaje się, że w czerwcu o podobnie dużym cięciu jak wczorajsze można raczej zapomnieć. Biorąc pod uwagę częste wolty i zaskoczenia ze strony prezesa NBP, pomimo jego retoryki, na tym etapie nie możemy zupełnie wykluczyć obniżki w czerwcu, choć – o ile dane nie zaskoczą istotnie w dezinflacyjnym kierunku – bardziej realistycznym terminem na kolejne cięcie wydaje się lipiec lub późniejszy okres. Podtrzymujemy opinię, że w tym roku NBP zdecyduje się łącznie na cięcia o co najmniej 100 pb. (a więc jeszcze o co najmniej 50 pb., uwzględniając wczorajszą obniżkę).

Autor: Roman Ziruk – starszy analityk Ebury

Rynek wtórny mieszkań hamuje: ceny spadają, ofert coraz mniej – sprzedający czekają na „Pierwsze Klucze”

W Warszawie średnia cena metra kwadratowego mieszkań na rynku wtórnym jest już o 4% niższa niż przed rokiem, a w Krakowie – o 3%. Nie tylko w stolicy i Krakowie, ale też we Wrocławiu, Trójmieście i Poznaniu kwiecień był kolejnym miesiącem, który upłynął pod znakiem stabilizacji lub spadku średniej ceny metra kwadratowego. Jednak w Łodzi poszła ona w górę o 2% a w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – o 1% – wynika z danych portalu GetHome.pl.

– W Łodzi kwiecień był drugim miesiącem z rzędu, w którym średnia cena metra kwadratowego mieszkań z drugiej ręki poszybowała w górę o 2%, co oznacza, że od lutego wzrosła z ok. 8,6 tys. do ok. 8,9 tys. zł.  Czy należy się tym przejmować? Średnią mógł wywindować dopływ droższych lokali, które próbują sprzedawać inwestorzy spekulacyjni, czyli tzw. flipperzy – przyznaje Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.

Wyk.1 - Ceny na rynku wtórnym-kwiecień 2025-M

Łódź jest wciąż jedną z najtańszych metropolii. Podobnie zresztą jak miasta Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (ok. 8,6 tys. zł/m kw.). Na rynku wtórnym wysoki udział mają tam mieszkania w PRL-owskich blokach i starych kamienicach. Wzrost średniej ceny metra kwadratowego może być w dużej mierze efektem rosnącego odsetka nowych lokali, których w ostatnich latach powstawało bardzo dużo.

Tymczasem w pozostałych metropoliach średnia cena metra kwadratowego mieszkań oferowanych na rynku wtórnym albo spadła, albo utrzymała poziom z marca. Z danych portalu GetHome.pl wynika, że 2% obniżka miała miejsce w Krakowie (do ok. 17,1 tys. zł/m kw.), a 1% – we Wrocławiu (ok. 14,3 tys. zł/m kw.). Średnia nie drgnęła w kwietniu w Warszawie (ok. 17,8 tys. zł/m kw.), Trójmieście (ok. 15,8 tys. zł/m kw.) i Poznaniu (ok. 11,7 tys. zł/m kw.).

Ekspert portalu GetHome.pl zwraca uwagę, że w Warszawie i Krakowie średnia cena metra kwadratowego jest już niższa niż przed rokiem o odpowiednio 4% i 3%.  W tym okresie najbardziej wzrosła ona w Łodzi (+5%), a najmniej w Poznaniu i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii  (+1%).

Kwiecień przyniósł też niepokojące zjawisko, jakim jest duży spadek liczby oferowanych mieszkań na rynku wtórnym i to we wszystkich metropoliach równocześnie! Jak wynika z danych przeszukiwarki portali nieruchomości Adradar,  w Warszawie liczba unikalnych ofert sprzedaży mieszkań zmniejszyła się w ciągu minionego miesiąca aż o 21%. Także w pozostałych metropoliach mieliśmy do czynienia z dwucyfrowymi spadkami: o 18% w Krakowie (do 9,8 tys. lokali), o 16% w Łodzi (5,7 tys.), o 15% w Poznaniu (4,1 tys.), o 14% w Trójmieście (8,9 tys. ), o 11% w Katowicach (2,7 tys.) i Wrocławiu (10,4 tys.).

Wygląda na to, że podobnie jest w innych miastach. Z danych Adradar wynika, że pod koniec kwietnia w całym kraju było zamieszczonych ok. 155 tys. unikalnych ofert sprzedaży mieszkań, czyli o ponad 11% mniej niż miesiąc wcześniej. Co ważne, w kwietniu na rynku wtórnym pojawiło się 33 tys. nowych unikalnych ofert, czyli o 24% mniej niż w marcu. Z drugiej strony wycofano ich 52,5 tys. ofert, czyli o 52% więcej. Nie można wykluczyć, że wielu potencjalnych nabywców, którzy mają wystarczającą zdolność kredytową, przyspieszyło decyzję zakupową. Niedawne doświadczenie z Bezpiecznym Kredytem 2% pokazało, że pojawienie się dopłat do kredytów w zapowiadanym przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii programie „Pierwsze Klucze” może skutkować wzrostem cen najtańszych mieszkań.

Wyk.2 - Ceny na rynku wtórnym-kwiecień 2025-R

Pamiętajmy jednak, że cześć lokali sprzedający wycofują z rynku, np. ze względu na brak zainteresowania ofertą albo zmianę planów. W obecnej sytuacji rynkowej jest bardziej prawdopodobne, że przeważa ta druga opcja. Innymi słowy część sprzedających postanowiła czekać na nowy program wsparcia kredytobiorców. Tym bardziej, że w ofercie deweloperów jest obecnie tak dużo nowych mieszkań, że sprzedający używane nie mają argumentów za podwyżkami cen. Zaś ci, którym zależy na szybkiej sprzedaży, muszą spuszczać z tonu.

Wyk. 3 - Ceny na rynku wtórnym-kwiecień 2025-oferta-miasta

W efekcie już tylko w Krakowie ceny używanych mieszkań w przeliczeniu na metr kwadratowy są wyższe niż nowych. W pozostałych metropoliach droższe są mieszkania w ofercie firm deweloperskich, np. w Łodzi i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii o 23%.Wyk.4 - Ceny na rynku wtórnym-kwiecień 2025-oferta-kraj

Inwestycje to za mało – transformacja ochrony zdrowia potrzebuje świadomego projektowania

Transformacja systemu ochrony zdrowia wymaga dziś nie tylko inwestycji w technologie, ale przede wszystkim świadomego projektowania innowacji – w odpowiedzi na realne potrzeby placówek, pacjentów i rynku. Podczas debaty „Innowacje w zdrowiu”, zorganizowanej w ramach Europejskiego Kongresu Gospodarczego, eksperci zwracali uwagę na znaczenie spójnych mechanizmów wdrażania usprawnień, rolę narzędzi unijnych w stymulowaniu zmian oraz wyzwania związane z testowaniem i standaryzacją nowych rozwiązań. Partnerem wydarzenia była firma doradcza Deloitte.

Usprawnianie narzędzi i usług ochrony zdrowia poprzez nowe technologie staje się coraz istotniejszym tematem, m.in. ze względu na rozwój sztucznej inteligencji, niedobór kadr i starzejące się społeczeństwo. Podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego temat cyfryzacji tego sektora omówiono w ramach debaty pt. „Innowacje w zdrowiu”, której partnerem była firma Deloitte. Uczestnicy dyskusji analizowali m.in. kwestie finansowania transformacji branży medycznej, konieczność generowanych pomysłów w oparciu o potrzeby rynku, a także korzyści ze stworzenia strategii rozwoju tego sektora.

Unijne wsparcie – istotne mimo ograniczeń

Wątkiem cyklicznie powracającym podczas panelu była kwestia finansowania innowacji i stymulowania ich poprzez Krajowy Plan Odbudowy oraz program FEnIKS. Podkreślono, że narzędzia te pomagają budować połączenie między cyfrowymi rozwiązaniami a potrzebami społecznymi i publicznymi. Część ekspertów stwierdziła także, że wymogi KPO w znacznym stopniu stymulują polski rynek medyczny do rozwoju. Zwrócono jednak uwagę, że brak tego rodzaju wsparcia nie zatrzymałby modernizacji polskiego systemu ochrony zdrowia.

Projekty, takie jak KPO i FEnIKS, są niezwykle ważne, ponieważ wyznaczają kierunki rozwoju rynku i umożliwiają standaryzację rozwiązań. Jednak i bez nich innowacje byłyby inicjowane, a następnie finansowane z innych źródeł – zarówno własnych, jak i zewnętrznych. Zdarza się też, że możliwość skorzystania z KPO zachęca część podmiotów do wdrożenie usprawnień w późniejszym terminie. Przez ostatnie trzy lata dostawcy systemów informatycznych często zwracali uwagę na tego typu postawę placówek medycznych. Warto zwrócić też uwagę, że środki z KPO to duża szansa, ale ich wykorzystanie zgodnie unijnymi wymaganiami i ramami czasowymi bywa wyzwaniem. Jednak z drugiej strony narzucanie przez KPO i FEnIKS określonych wymagań zakupowych i ram czasowych może przyspieszyć transformację ochrony zdrowia, choć równocześnie zmusza do dostosowania już gotowych rozwiązań do wymaganych założeń – mówi Władysław Mizia, lider konsultingu dla sektora opieki medycznej w Deloitte.

Weryfikacja nowych i istniejących rozwiązań

Wprowadzanie innowacji w sektorze ochrony zdrowia wymaga nie tylko otwartości na nowe rozwiązania, ale także odpowiednich mechanizmów ich testowania i oceny skuteczności. W tym kontekście eksperci podkreślili znaczenie badań pilotażowych. Zwrócono jednak uwagę na ograniczenia związane z finansowaniem ich z budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia. Zdaniem części panelistów, lepszym rozwiązaniem byłoby pokrywanie tego typu działań z innych źródeł niż publiczne. Wskazali oni, że nadrzędny cel tego typu testów to nie przywrócenie grupy badawczej do zdrowia – czyli ten przyświecający usługom świadczonym przez NFZ – ale sprawdzenie efektywności innowacji. Inną obserwacją wskazaną podczas dyskusji była niska odporność systemu publicznego na niepowodzenia weryfikowanych rozwiązań, a także opory przed wycofaniem z rynku częściowo nieskuteczne produktu objętego pilotażem.

Systemowe podejście do innowacji

Wspieranie innowacji wymaga przemyślanej strategii i odpowiednich narzędzi organizacyjnych. W związku z tym podczas panelu podkreślono potrzebę opracowania spójnych działań ułatwiających wprowadzanie nowych rozwiązań na rynek. Eksperci wskazali na znaczenie uporządkowania całego procesu poprzez jasne procedury i przejrzyste ramy postępowania. Skuteczne zarządzanie inicjatywami, zwłaszcza tymi zgłaszanymi przez mniejsze firmy, uznano za jeden z najistotniejszych czynników sukcesu nowatorskich projektów.

Mówiąc o systemowym podejściu do innowacji i startupów, widzimy wiele obszarów wymagających usprawnienia. Brak jasnych ram powoduje, że technologie często powstają bez wcześniejszego zweryfikowania potrzeby rynkowej. Prowadzi to do tworzenia narzędzi, na które szpitale nie zgłaszają zapotrzebowania lub korzystają już z podobnych usług. Ważne jest więc, by innowacje były generowane w oparciu o plan biznesowy i research. Istotne jest też powoływanie zespołów, które pomogą w szukaniu inwestorów i placówek potrzebujących danego rozwiązania. Działania te, w połączeniu z jasną ścieżką wprowadzania usprawnień, mogą znacznie przyspieszyć cyfryzację szpitali. Warto jednak nie tworzyć tego typu procedur od zera. Dobrą praktyką jest inspirowanie się tymi, które skutecznie wdrożono już w innych krajach lub w Polsce, na przykład w Instytucie Matki i Dziecka – mówi Władysław Mizia.

Zdaniem ekspertów, dla sektora medycznego ważne jest nie tylko analizowanie modeli działania innych krajów, ale także ocenianie wdrożonych przez nie innowacji. Podczas panelu zgodzono się, że warto wykorzystywać już opracowane narzędzia, jeśli ich skuteczność i opłacalność zostały potwierdzone. Zwrócono jednak uwagę, że dla zapewnienia bezpieczeństwa istotna jest dokładna weryfikacja zagranicznych rozwiązań czy też aplikacji przed wprowadzeniem ich na lokalny rynek.

Fundacja rodzinna a CIT: Wynagrodzenie dla fundatora to ukryty zysk – potwierdził WSA w Łodzi

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi potwierdził, że fundacja rodzinna musi zapłacić 15% podatku CIT od wynagrodzenia wypłacanego fundatorowi z tytułu kontraktu menedżerskiego, uznając takie świadczenie za tzw. „ukryty zysk”. Mimo licznych preferencji podatkowych przysługujących fundacjom rodzinnym, przedsiębiorcy powinni pamiętać, że wynagrodzenia za usługi zarządzania i kontroli na rzecz fundatora, beneficjenta lub podmiotu powiązanego, zawsze będą podlegać opodatkowaniu, nawet jeśli zostały ustalone na warunkach rynkowych.

Fundacja rodzinna nie jest całkowicie zwolniona z podatku CIT

Fundacja rodzinna jest zobowiązana do zapłaty podatku dochodowego od osób prawnych w przypadku prowadzenia działalności gospodarczej wykraczającej poza tzw. dozwoloną działalność gospodarczą wymienioną w art. 5 ustawy o fundacji rodzinnej. Wówczas będzie zobowiązana do zapłaty podatku w stawce 25% od dochodów z takiej działalności.

Przy czym, model opodatkowania fundacji rodzinnej jest także nieco zbliżony do opodatkowania tzw. estońskim CIT. W założeniu do opodatkowania dojdzie przy transferze środków z fundacji, wówczas fundacja musi zapłacić podatek w stawce 15%. Są to niezależnie opodatkowane zdarzenia od powyższego dochodu z tzw. niedozwolonej działalności gospodarczej.

Należy pamiętać o kategorii ukrytych zysków

W art. 24q ustawy o CIT wskazano, które dokładnie transfery będę wiązały się z obowiązkiem zapłaty podatku. Są to m.in. świadczenia w postaci ukrytych zysków. Następnie wymieniono konkretne świadczenia, które za takie powinny być uznawane. Jednym z nich są świadczenia na rzecz beneficjenta, fundatora lub podmiotu powiązanego z beneficjentem, fundatorem lub fundacją rodzinną z tytułu usług zarządzania i kontroli (art. 24q ust. 1a pkt 3 lit. a ustawy o CIT).

Wynagrodzenie za kontrakt menadżerski także jest opodatkowane

W interpretacji indywidualnej z dnia 19 grudnia 2023 r., znak: 0111-KDIB2-1.4010.423.2023.2.AJ, wnioskodawca zadał pytanie dotyczące kontraktu menadżerskiego zawartego pomiędzy fundacją rodzinną a fundatorem. W opisie zdarzenia przyszłego wskazano, że „fundator będzie członkiem zarządu fundacji. Jednocześnie z fundatorem zostanie zawarty kontrakt menadżerski na podstawie, którego fundator będzie zarządzał oraz kontrolował Fundację i jej majątek oraz jej działalność gospodarczą. Z tytułu kontraktu menadżerskiego Fundator będzie otrzymywał wynagrodzenie. Wynagrodzenie zostanie ustalone na warunkach rynkowych. Będzie wypłacane na rzecz fundatora za pośrednictwem rachunku bankowego”.

Zdaniem wnioskodawcy z tego tytułu nie powstanie ukryty zysk, a przez to fundacja rodzinna nie będzie zobowiązana do zapłaty podatku CIT. Tego zdania nie podzielił Dyrektor KIS. Ustawodawca podatkowy wprost wymienił przecież jako ukryty zysk świadczenia na rzecz fundatora z tytułu usług zarządzania i kontroli, a z takimi mamy do czynienia w tej sprawie.

Sprawa trafiła do Sądu

Następnie interpretacja indywidualna została zaskarżona do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Sąd wyrokiem z 11 kwietnia 2024 r., sygn. I SA/Łd 134/24, podzielił jednak stanowisko organu. Sąd wyjaśniał, że kontrakt menadżerki jest umową nienazwaną, a zgodnie z dorobkiem orzeczniczym przedmiotem takiej umowy jest przejęcie przez zarządcę (menadżera) czynności zarządzania przedsiębiorstwem. A to doprowadziło do następujących konkluzji: „zakres świadczonych usług na rzecz fundacji rodzinnej w ramach zawartej umowy kontraktu menedżerskiego z fundatorem/beneficjentem wprost odzwierciedla więc zakres, jaki został objęty przez ustawodawcę w ramach definicji ukrytych zysków wymienionej w art. 24q ust. 1a pkt 3 lit. a ustawy CIT (czyli powyżej wymienionym – dopisek własny)”.

Trudno odmówić racji sądowi

Orzeczenie jak na razie jest nieprawomocne. Trzeba jednak zauważyć, że chociażby wskutek zastosowania wykładni językowej przepisów, nie sposób z sądem się nie zgodzić. Wynagrodzenie za kontrakt menadżerski dla fundatora, beneficjenta fundacji rodzinnej lub podmiotu powiązanego z nimi, jest typowym przykładem świadczeń w postaci ukrytych zysków. Podatnicy powinni zatem pamiętać – wynagrodzenia za takie kontrakty zawsze będą opodatkowane po stronie fundacji rodzinnej w stawce 15% podatku CIT. Fundacja rodzinna to element strategii family office, która oferuje wiele benefitów dla właścicieli majątków, firm rodzinnych. Trzeba tylko wiedzieć jak z nich korzystać.

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w ochronie majątku, w tym w tworzeniu fundacji rodzinnych i planowaniu sukcesji

Polacy i Czesi tną stopy, FED bez zmian

Na wczorajszych posiedzeniach Czesi obcięli stopy procentowe o 0,25%, Polacy o 0,5%, a Amerykanie utrzymali wskaźniki na niezmienionych poziomach.

RPP obniża stopy procentowe o 0,5%

Zgodnie z dominującymi oczekiwaniami, stopy procentowe poszły w dół o 0,5% na wczorajszym posiedzeniu. Rada Polityki Pieniężnej ma duże zamiłowanie do cięć tuż przed wyborami – poprzednie miały miejsce tuż przed parlamentarnymi. Oceniając ten zbieg okoliczności, warto jednak poczekać, czy to jednorazowe działanie, czy zobaczymy kolejne ruchy dalej. Dzisiaj ważna konferencja prasowa, która może rzucić więcej światła na tę kwestię. Warto jednak zauważyć, że sytuacja makroekonomiczna dawała sporo przestrzeni na obniżki stóp procentowych. Mowa głównie o inflacji wyraźnie poniżej prognoz NBP. Analitycy przypuszczają, że na dzisiejszej konferencji padnie zapowiedź czekania na dalsze kroki i obserwowania sytuacji. Patrząc jednak w kalendarz, to oczekiwanie powinno trwać zaledwie do lipca, kiedy to można spodziewać się kolejnego cięcia. Wtedy powinniśmy zobaczyć kolejny spadek inflacji.

Czesi również tną stopy

Wczoraj poznaliśmy również decyzję Czeskiego Narodowego Banku. Czesi obniżyli stopy procentowe o 0,25%. Co ciekawe, w przeciwieństwie do nas, mają oni stałą godzinę publikacji takich danych. W Polsce natomiast jest ona mocno płynna. Oczekiwana była zmiana, więc decyzja zapadła później. W przypadku Czechów warto zwrócić uwagę, że tam seria obniżek stóp procentowych trwa już dłuższy czas. W rezultacie, pomimo tego, że w szczycie inflacji podnieśli oni stopy procentowe do 7%, czyli 0,25% wyżej niż Polacy, teraz mają niższą stawkę. Obecnie u naszych sąsiadów główna stopa wynosi 3,5%, a u nas 5,25%. Wczoraj po decyzji było widać delikatne umocnienie czeskiej korony.

Za oceanem bez zmian

Wczorajsza decyzja FED nie tylko doprowadziła do pozostawienia stóp procentowych na niezmienionym poziomie, ale również zdaje się wyjaśniać kwestię braku tych zmian w czerwcu. Jeszcze wczoraj kontrakty terminowe na stopę pokazywały ponad 50% szans na czerwcową obniżkę. Dzisiaj jest to ledwo 20%. Dodatkowym powodem jest zapowiedź Jerome Powella wykluczająca wyprzedzające cięcia. Chce on w ten sposób amortyzować negatywny wpływ wojny handlowej. Jeżeli nie wydarzy się zatem coś nadzwyczajnego, za półtora miesiąca znów zobaczymy stopy procentowe na tym samym poziomie. Skoro spadają szanse na obniżki, inwestorzy patrzą przychylniej na amerykańską walutę. Było to widać wczoraj na kursie EURUSD, gdzie dolar wyraźnie umacniał się po decyzji i konferencji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:00 – Wielka Brytania – decyzja w sprawie stóp procentowych,

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Leasing 2040: ZPL prezentuje wizję przyszłości branży – ekologia, cyfryzacja i usługi jutra

  • Leasing 2040 to mapa możliwych kierunków rozwoju branży na kolejne dekady
  • Kluczowe obszary to ekologia, cyfryzacja i usługi szyte na miarę
  • ZPL będzie wspierać branżę w wyborze priorytetów i wdrażaniu innowacji

Związek Polskiego Leasingu zakończył proces futures thinking, którego celem było wypracowanie wizji rozwoju branży leasingowej w perspektywie roku 2040. W inicjatywie „Leasing 2040” wzięli udział liderzy firm leasingowych, eksperci, studenci oraz przedstawiciele świata innowacji, by wspólnie określić kierunki, w jakich powinien podążać sektor w dobie transformacji technologicznej, ekologicznej i społecznej.

Wnioski i rekomendacje wynikające z projektu zostały zaprezentowane podczas 7. już edycji e-Leasing Day. Doroczna konferencja organizowana przez Związek Polskiego Leasingu właśnie wystartowała i potrwa do jutra. Wydarzenie gromadzi kluczowych przedstawicieli sektora leasingowego i technologicznego.

Proces, przeprowadzony z udziałem Zuzanny Skalskiej i Rafała Kołodzieja, wskazał trzy horyzonty zmian, które będą kształtować przyszłość leasingu: ekspansję ekologii i elastycznych usług, transformację modelu działania w duchu gospodarki obiegu zamkniętego oraz hiperpersonalizację opartą na danych i technologii.

Wśród kluczowych wniosków znalazły się:

  • konieczność intensywnego finansowania eko-aktywów i wspierania oceny ekologicznej,
  • rozwój modeli XaaS (everything-as-a-service) oraz ekonomii współdzielenia,
  • wdrażanie rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji i digitalizacji,
  • wsparcie klientów indywidualnych dzięki hiperpersonalizowanym usługom,
  • rola leasingu jako narzędzia wspierającego dobrostan, rekreację oraz zdrowie.
Krzysztof Polcyn, dyrektor Departamentu Innowacji w EFL, lider projektu, współlider Grupy ds. digitalizacji ZPL
Krzysztof Polcyn, dyrektor Departamentu Innowacji w EFL, lider projektu, współlider Grupy ds. digitalizacji ZPL

–  Warsztaty zostały zorganizowane zgodnie z metodologią futures thinking, której założeniem jest traktowanie przyszłości jako narzędzia do podejmowania decyzji tu i teraz, a nie próby jej przewidywania. Podczas warsztatów uczestnicy analizowali m.in.: megatrendy, czyli obraz dużych, globalnych zmian i ich potencjalny wpływ na branżę leasingową, sygnały zmian – pojawiające się innowacje w różnych branżach, które mogą mieć wpływ na transformację świata leasingu – mówi Krzysztof Polcyn, dyrektor Departamentu Innowacji w EFL, lider projektu, współlider Grupy ds. digitalizacji ZPL. – Wskazywaliśmy na możliwe kierunki rozwoju usług finansowych wynikające z upowszechnienia nowych technologii i zmiany zachowań ludzi. Tworzyliśmy różne scenariusze przyszłości, a także omawialiśmy rolę Związku Polskiego Leasingu w realizacji tych scenariuszy – dodaje.

W ramach rekomendacji płynących z raportu dla ZPL wskazano m.in. potrzebę promocji zielonej transformacji cyfrowej w tym konieczność uznania leasingu jako kwalifikowanego kosztu w projektach zielonej transformacji z wykorzystaniem funduszy lub dotacji, promocję legislacji wspierającej dalszą digitalizację branży i otwarcie jej na obszar konsumencki i gospodarkę obiegu zamkniętego oraz wspieranie nowych modeli usług opartych na doświadczeniu klienta i współpracy międzysektorowej.

Leasing 2040 to nie gotowa strategia, ale zestaw możliwych kierunków, z których musimy wspólnie wybrać te najważniejsze dla naszej branży i Związku. To zaproszenie do refleksji, decyzji i działania tu i teraz – podkreśla Monika Constant, prezeska Związku Polskiego Leasingu. – Naszą rolą jako ZPL jest nie tylko reprezentowanie interesów branży, ale aktywne kreowanie przyszłości poprzez współpracę, inicjowanie innowacyjnych projektów czy przygotowanie nowych modeli biznesowych ale także odpowiedzialne przywództwo – dodała.

Projekt „Leasing 2040” jest ważny dla polskiego sektora leasingowego, bo to dowód na to, że branża nie tylko nadąża za zmianami, ale jest gotowa je współtworzyć.

Ceny paliw spadają, ropa najtańsza od 2021 roku

W ciągu ostatniego tygodnia ceny benzyny 95-oktanowej oraz oleju napędowego spadły. Obie ceny – benzyny 95 oraz diesla – zmniejszyły się o 4 grosze za litr. Cena przebiła próg 6 zł za litr.

Cena ropy Brent na giełdzie w Rotterdamie spadła o 4,5 dolara za baryłkę, co oznaczało znaczący przełom – cena zeszła poniżej poziomu 65 dolarów za baryłkę, osiągając najniższy poziom od lutego 2021 roku.

Ośmiu producentów należących do grupy OPEC+, na czele z Arabią Saudyjską, zgodziło się w sobotę na zwiększenie wydobycia o kolejne 411 000 baryłek dziennie w czerwcu. Decyzja ta zapadła miesiąc po tym, jak OPEC+ zaskoczył rynek, ustalając wzrost produkcji w maju na taką samą ilość. Czerwcowy wzrost wydobycia jest prawie trzykrotnie wyższy niż prognozowane pierwotnie przez Goldman Sachs 140 000 baryłek dziennie. Te działania oznaczają, że w ciągu dwóch miesięcy OPEC+ wprowadza na rynek ponad 800 000 baryłek dziennie dodatkowego surowca.

Ceny ropy w kwietniu odnotowały największy miesięczny spadek od 2021 roku. Zwiększenie ceł przez prezydenta USA Donalda Trumpa wywołało obawy przed recesją, która mogłaby ograniczyć popyt na ropę, podczas gdy OPEC+ szybko zwiększa podaż. „Naszym głównym przekonaniem pozostaje, że wysoka dostępność mocy produkcyjnych i wysokie ryzyko recesji sprawiają, że ryzyko dla cen ropy jest skierowane raczej w dół, mimo relatywnie napiętej sytuacji na rynku bieżącym” – napisał Daan Struyven, szef działu analiz rynku ropy w Goldman Sachs, w raporcie dla klientów w niedzielę. Bank inwestycyjny obniżył swoją prognozę dla cen ropy w USA na ten rok o 3 dolary – do 56 dolarów za baryłkę, co odpowiada cenie ropy Brent na poziomie około 56 dolarów.

Oczekuje się, że ceny paliw w najbliższym czasie ustabilizują się, z możliwym dalszym spadkiem o 3–5 groszy za litr. Głównymi czynnikami, które będą kształtować przyszłe zmiany cen, pozostają notowania ropy naftowej.

Komentarz przygotował Marcin Wawrzkiewicz, Country Manager Malcom Finance w Polsce

Kondycja finansowa Polaków: duże różnice między grupami wiekowymi i zawodowymi

Obecnie 49,1% Polaków dobrze ocenia swoją sytuację finansową, a 27,3% źle ją widzi. 20,5% rodaków nie postrzega jej ani pozytywnie, ani negatywnie. Natomiast tylko 3,1% nie umie się w tej kwestii określić. Zadowolone są najczęściej osoby w wieku 18-24 lat, z miesięcznymi dochodami netto powyżej 9 tys. zł. Głównie dotyczy to Polaków będących na urlopie macierzyńskim, tacierzyńskim lub wychowawczym. Z kolei nieusatysfakcjonowani są przede wszystkim seniorzy, uzyskujący co miesiąc 1000-2999 zł na rękę. Ponadto źle oceniają swoją sytuację finansową bezrobotni i renciści.

Jak wynika z raportu platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH i kancelarii prawa gospodarczego GKPG, obecnie 49,1% Polaków jest zadowolonych ze swojej sytuacji finansowej. 27,3% rodaków ma przeciwne zdanie. Z kolei 20,5% konsumentów twierdzi, że nie wiedzie im się ani dobrze, ani źle. Natomiast 3,1% nie potrafi się określić w tej kwestii.

– Fakt, że blisko połowa Polaków ocenia swoją sytuację finansową jako dobrą, jest umiarkowanie pozytywną wiadomością. Patrząc całościowo na wyniki badania, raczej nie ma tutaj powodów do zachwytu. Co piąty badany respondent twierdzi, że jego sytuacja jest ani dobra, ani zła. Do tego prawie co trzeci ankietowany wprost wyraża swoje niezadowolenie. Wychodzi więc na to, że spora część Polaków ma jakieś zastrzeżenia w tej kwestii – zwraca uwagę Łukasz Goszczyński, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny oraz współautor raportu z kancelarii GKPG.

Dobrze oceniają swoją sytuację finansową przede wszystkim osoby w wieku 18-24 lat (70,1% z nich), z miesięcznymi dochodami netto powyżej 9 tys. zł (77,1%), a także mieszkańcy miast liczących 200-499 tys. ludności (57%). – Młode osoby z reguły nie mają jeszcze poważnych zobowiązań finansowych, więc sporo wydatków im zwyczajnie odpada. Szczególnie dobrze się wiedzie osobom, które uzyskują dochody powyżej średniej krajowej i do tego mieszkają w dużych lub średnich miastach – komentuje mec. Łukasz Goszczyński.

Biorąc pod uwagę status zawodowy, respondenci zostali podzieleni na 8 grup (m.in. pracujący w pełnym wymiarze godzin, zajmujący się domem czy bezrobotni). Badanie wykazało, że dobrze oceniają swoją sytuację finansową przede wszystkim Polacy będący na urlopie macierzyńskim, tacierzyńskim lub wychowawczym (60% z nich). Dalej w zestawieniu są osoby studiujące lub uczące się (53,7%), a także pracujące w pełnym wymiarze godzin (53,2%).

– Z reguły osoby, które są na ww. urlopach, mają ustabilizowaną sytuację życiową, w tym finansową. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich, ale sporej części tej grupy na pewno. Z kolei studenci i uczniowie mają jeszcze czas na myślenie o pracy zawodowej. Często są na utrzymaniu rodziców i czują beztroskę. Później, gdy zaczynają pracować na własny rachunek, ta optyka nieco się zmienia – podkreśla ekspert z kancelarii GKPG.

Z kolei źle oceniają swoją sytuację finansową przede wszystkim osoby w wieku 65-74 lat (33,9% z nich), z miesięcznymi dochodami netto na poziomie 1000-2999 zł (47,4%), a także mieszkańcy wsi i miejscowości liczących do 5 tys. ludności (31,2%). Jak zauważają analitycy z UCE RESEARCH, im mniejsza jest miejscowość, tym niższe są zarobki. I to właśnie przekłada się na trudniejszą sytuację materialną.

– Seniorzy mają z reguły niskie emerytury, które często nie pokrywają ich bieżących potrzeb, począwszy od opłat za dom, w tym media, przez art. pierwszej potrzeby, a skończywszy na lekach. Do tego w ostatnich czasach to wszystko bardzo podrożało, więc naturalnie starszym osobom zrobiła się swego rodzaju dziura w domowym budżecie. Nie od dziś wiadomo, że przejście na emeryturę w Polsce jest dość trudnym procesem, a nawet bardzo bolesnym zderzeniem z twardą rzeczywistością, szczególnie od tej strony materialnej – mówi współautor raportu.

Ponadto z badania wynika, że źle oceniają swoją sytuację finansową głównie osoby bezrobotne (53,5% z nich). Dalej w tym zestawieniu są Polacy będący na rencie (45,7%). Potem widać rodaków będących na emeryturze (33,4%), a także zajmujących się domem (również 33,4%).

– Nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem duży udział osób bezrobotnych i pobierających rentę wśród tych, które źle oceniają swoją sytuację finansową. Natomiast wyższego wskaźnika spodziewałem się wśród emerytów z uwagi na wysokość otrzymywanych emerytur. Jednak, jak widać, są oni bardziej zadowoleni z poziomu swojego życia od rencistów – podsumowuje Łukasz Goszczyński z kancelarii GKPG.

Opis metody analitycznej/badawczej

Raport pt. „Bieżąca kondycja finansowa Polaków” został przygotowany na podstawie specjalnego badania opinii publicznej, przeprowadzonego metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH i kancelarię prawa gospodarczego GKPG na próbie 1008 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.

Od partnerstwa do współodpowiedzialności – nowy model relacji CFO i CIO w erze AI

Ponad 90% CFO i CIO deklaruje partnerską relację, jednak różnice w podejściu do inwestycji technologicznych mogą spowalniać efektywność transformacji – wynika z raportu „KPMG 2025 CFO & CIO Collaboration Survey”. Choć liderzy finansowi i technologiczni zgadzają się co do strategicznej roli technologii, to różnią się w ocenie poziomu budżetów, zwrotu z inwestycji czy zakresu decyzyjności w obszarze AI. Raport wskazuje, że sukces transformacji cyfrowej coraz częściej zależy od jakości współpracy między tymi dwiema funkcjami.

Jak pokazuje badanie przeprowadzone przez KPMG wśród przedstawicieli dużych firm, aż 92% CFO (dyrektorów finansowych) i CIO (dyrektorów ds. technologii) postrzega swoją relację jako partnerską – z czego 58% jako „bardzo partnerską”. Jednocześnie niemal jedna trzecia (31%) dyrektorów finansowych uważa budżet na innowacje za zbyt wysoki, podczas gdy prawie tyle samo (29%) CIO ocenia go jako niewystarczający. Ponad połowa ankietowanych jest jednak zgodna, że poziom inwestycji w technologie jest obecnie odpowiedni.

Jednym z głównych punktów spornych pozostaje ocena zwrotu z inwestycji technologicznych – jako wyzwanie wskazuje go 39% CFO i 49% CIO. Dodatkowo, zarówno CFO (59%), jak i CIO (61%) przypisują sobie główną rolę decyzyjną w obszarze sztucznej inteligencji, co rodzi pytania o efektywny podział odpowiedzialności. Mimo tych różnic aż 93% respondentów przyznaje, że wdrożenie AI zintensyfikowało współpracę między tymi funkcjami – choć tylko niewielka część (22% CFO i 33% CIO) zauważyła rzeczywiste współdzielenie odpowiedzialności.

Generatywna sztuczna inteligencja (GenAI) staje się nowym katalizatorem współpracy między dyrektorami finansowymi i technologicznymi. Dla 37% respondentów sprzyja ona wzmacnianiu wspólnych celów strategicznych, a dla 33% – zwiększa potrzebę częstszej komunikacji. Co istotne, CIO znacznie częściej niż CFO dostrzegają wpływ GenAI na integrowanie procesów planowania i budżetowania (41% CIO vs. 20% CFO), co może prowadzić do asymetrii oczekiwań i konieczności lepszego synchronizowania priorytetów.

Obserwujemy, że inwestycje w nowe technologie – zwłaszcza w rozwiązania oparte na AI – coraz częściej wymagają zintegrowanego podejścia, które łączy spojrzenie strategiczne z finansową dyscypliną. Coraz wyraźniej widać, że brak wspólnego języka między obszarem technologii a obszarem finansów opóźnia kluczowe decyzje lub prowadzi do niewykorzystania pełnego potencjału inwestycji. Tam, gdzie pojawia się realna współpraca zyskuje na tym zarówno efektywność wdrożeń, jak i tempo skalowania innowacji. Z perspektywy pracy z spółkami działającymi w Polsce widzimy, że nie chodzi o tworzenie nowych struktur, ale o budowanie wspólnych mechanizmów oceny i priorytetyzacji inicjatyw technologicznych. AI staje się dziś katalizatorem tej zmiany – wymusza nie tylko inwestycje, ale i nowy sposób współpracy między technologią a finansami – mówi Andrzej Gałkowski, Partner, Lider doradztwa dla sektora bankowego, Head of AI w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Współpraca CFO i CIO przestaje być kwestią operacyjną – staje się jednym z kluczowych warunków powodzenia transformacji technologicznej. Dzisiejsze wyzwania – od wdrażania AI, przez ocenę zwrotu z inwestycji, po adaptację do dynamicznego rynku – wymagają zintegrowanego przywództwa opartego na wspólnej wizji i wzajemnym zrozumieniu. Raport KPMG potwierdza, że różnice w priorytetach, języku i sposobie mierzenia efektów nadal stanowią barierę. Jednak organizacje, które potrafią je przezwyciężyć, zyskują realną przewagę. Widoczny w badaniu rosnący wpływ CFO na decyzje technologiczne – i odwrotnie – wskazuje na konieczność wypracowania nowych modeli współodpowiedzialności. Firmy coraz częściej porzucają silosy na rzecz interdyscyplinarnych zespołów i wspólnych wskaźników sukcesu, co sprzyja podejmowaniu lepszych, bardziej świadomych decyzji inwestycyjnych. W obliczu rosnących nakładów na technologię, presji na efektywność i niepewności związanej z tempem zmian, to właśnie jakość współpracy między funkcjami będzie decydować o tym, kto rzeczywiście skorzysta z potencjału AI i innowacji – a kto pozostanie w tyle – komentuje Jarosław Konopka, Dyrektor, Lider Zespołu CFO Advisory w KPMG w Polsce.

Do najczęściej wskazywanych barier utrudniających efektywną współpracę CFO i CIO należą różnice w poziomie wiedzy technologicznej (zdaniem 39% respondentów) oraz odmienne priorytety i cele biznesowe (39%). Rzadziej wskazywano problemy komunikacyjne (28%) czy organizacyjną silosowość (27%). Dane te potwierdzają, że skuteczna współpraca wymaga nie tylko zaufania i wspólnych celów, ale także kompetencyjnego zbliżenia i wzajemnego rozumienia perspektywy drugiej strony.

Niewyspani i przemęczeni – kosztowna codzienność polskich pracowników

Wzrósł odsetek Polaków niezadowolonych z jakości swojego snu. Obecnie ten problem dotyczy już 41,4%. Jednocześnie ubyło w społeczeństwie usatysfakcjonowanych osób. Teraz jest ich 52,7%. Natomiast przybyło niezdecydowanych rodaków. Aktualnie stanowią oni 5,9%. Wiadomo też, że największe kłopoty ze snem mają osoby zarabiające 5000-6999 zł netto miesięcznie. Eksperci komentujący wyniki sondażu alarmują, że niewyspani pracownicy mogą kosztować gospodarkę i pracodawców minimum 9 mld zł rocznie. To aż o 1 mld zł więcej w porównaniu do zeszłorocznego wyliczenia, ale najnowsze szacunki wcale nie zaskakują ekspertów.

Obecnie 52,7% Polaków jest zadowolonych z jakości swojego snu. Na początku 2024 roku tak deklarowało 53,8%. Z kolei przeciwne stanowisko zajmuje teraz 41,4% rodaków (poprzednio – 41%). Natomiast 5,9% uczestników sondażu jest niezdecydowanych (w zeszłej edycji – 5,2%). Dane pochodzą z raportu pt. „Sen Polaków. Straty dla gospodarki. Edycja 2025” (czwarta edycja), współautorstwa platformy ePsycholodzy.pl. Najnowsze wyniki wskazują na pogorszenie sytuacji od I kwartału 2024 roku. Wówczas więcej osób było usatysfakcjonowanych i mniej narzekało na kłopoty ze snem.

– Kiedy jako ekonomiści przyglądamy się konsekwencjom złej jakości snu, koszty z tego wynikające dzielimy na dwa rodzaje – bezpośrednie i pośrednie. Te pierwsze obejmują wydatki związane z opieką zdrowotną, takie jak wizyty u lekarza, hospitalizacje i leczenie. Te drugie wynikają z utraty produktywności z powodu absencji, prezenteizmu i wypadków. Szacuje się, że całkowity ciężar ekonomiczny deprywacji snu wynosi miliardy dolarów. To podkreśla jego znaczący wpływ zarówno na poziomie indywidualnym, jak i społecznym – komentuje dr hab. Piotr Michoń, prof. Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

Z kolei Michał Pajdak z platformy ePsycholodzy.pl przypomina, że dorosła osoba powinna spać co najmniej 7 godzin dziennie. Ograniczenie tej średniej ma bezpośredni wpływ na gospodarkę. Ekspert szacuje, że problemy ze snem pracowników kosztują pracodawców już minimum blisko 9 mld zł rocznie. Rok temu zostały obliczone na 8 mld zł rocznie. W swoim najnowszym wyliczeniu (tak samo jak poprzednio) ekspert przyjął absolutnie minimalną 1% utratę efektywności poprzez absencję lub prezenteizm (obecność w pracy bez efektywności). Szacunki nie obejmują też kosztów zastąpienia pracowników, procesów rekrutacyjnych i utraconych korzyści, związanych z odejściem klientów, a to również są spore kwoty.

– W I kwartale 2025 roku osób pracujących w naszym kraju było 17 742 tys. Problemy ze snem miało 41,4% dorosłych Polaków. Roczny wymiar wynosi 1992 godz. pracy. Utrata efektywności na poziomie 1% to ok. 2,5 dnia. Koszt dnia pracy, zakładając średnie wynagrodzenie i wydatki pracodawców, to 492 zł. W sumie w zaokrągleniu to minimum 8,75 mld zł. Jest to oczywiście bazowe wyliczenie, nieobejmujące wypadków przy pracy, symulowania jej i sabotowania – podkreśla Michał Pajdak.

Straty szacowane na minimum 9 mld zł rocznie nie zaskakują. – Już ponad 10 lat temu australijscy badacze oszacowali, że w Australii same koszty opieki zdrowotnej związane z zaburzeniami snu wynoszą 270 milionów dolarów rocznie. Natomiast należy pamiętać, że wszystkie tego rodzaju szacunki opierają się na uproszczeniach. Diabeł tkwi w szczegółach. Choćby zakładamy, że we wszystkich pracach utrata efektywności jest taka sama? Czy pracownik umysłowy straci tyle samo co osoba sprzątająca pomieszczenia biurowe? Oczywiście do każdej ekspertyzy można się tak lub inaczej przyczepić. Jednak wyżej wymieniona wygląda na rozsądnie wykonaną – ocenia prof. UEP.

Z raportu wynika również, że niezadowolone z jakości swojego snu są przede wszystkim osoby z miesięcznymi dochodami netto na poziomie 5000-6999 zł (45,2% z nich). – Polacy z ponadprzeciętnym wynagrodzeniem mogą doświadczać wyższego poziomu stresu związanego z zawodowymi i finansowymi oczekiwaniami. To w konsekwencji może prowadzić do problemów ze spaniem. Choć mogłoby się wydawać, że wyższe dochody zapewniają lepsze warunki życia, to jednak większe wymagania zawodowe i stres mogą mieć negatywny wpływ na jakość snu – wyjaśnia Michał Pajdak.

Do tego ekspert z platformy ePsycholodzy.pl zaznacza, że branże, szczególnie te o wysokiej intensywności pracy, jak technologie, finanse czy sektor kreatywny, często wymagają od swoich pracowników wielkich poświęceń. Sen jest postrzegany jako coś drugorzędnego. W takich warunkach trudno jest uwzględnić dbanie o niego jako o integralną część polityki dobrostanu pracowników. Oni sami mogą bać się mówić o problemach ze snem lub o potrzebie odpoczynku, obawiając się negatywnej oceny przełożonych.

– Duże wymagania zawodowe mogą prowadzić do zwiększonego stresu, co negatywnie wpływa na jakość snu, a nawet powoduje wypalenie zawodowe. Również zachowania liderów, takie jak ich zdolność do zarządzania stresem, mają istotny wpływ na zdrowie i dobrostan pracowników. Warto aktywnie tworzyć środowisko pracy, które minimalizuje hałas i redukuje stres, pomaga w lepszym zasypianiu i utrzymaniu snu. Ważne jest wsparcie, okazywane pracownikom, np. w formie elastycznych godzin pracy i inicjatyw prozdrowotnych. Innym rozwiązaniem są polityki promujące zdrowe zwyczaje, w tym edukację o znaczeniu snu. Mogą one zwiększyć produktywność i morale w miejscu pracy. W ten sposób organizacje mają szansę nie tylko poprawić zdrowie pracowników, ale także osiągnąć lepsze wyniki biznesowe – podsumowuje dr hab. Piotr Michoń.

Od wyczerpania do destrukcji – psychologiczne korelacje między wypaleniem a nałogiem

W dzisiejszym świecie, gdzie wymagania zawodowe i osobiste często przekraczają granice naszych możliwości, wiele osób zmaga się z poczuciem wypalenia. Jest to stan, który często kojarzony jest z chronicznym stresem, brakiem satysfakcji z pracy i ogólnym zmęczeniem emocjonalnym. W obliczu takiej sytuacji zamiast szukać zdrowych sposobów na regenerację, niektórzy mogą sięgać po substancje lub zachowania, które początkowo wydają się być ucieczką od problemów. Jak wygląda związek między wypaleniem a uzależnieniami? Co skłania ludzi do tego, aby szukać odskoczni w nałogach?

Wypalenie: Zrozumienie problemu

Wypalenie, definiowane jako zespół objawów emocjonalnych, fizycznych i psychicznych, powstaje w wyniku długotrwałego stresu i przeciążenia. Osoby wypalone często czują się wyczerpane, cyniczne i obojętne, co prowadzi do utraty pasji do pracy oraz życia osobistego. Często pojawiają się również objawy depresji i lęku. Osoby dotknięte tym stanem mogą dostrzegać w uzależnieniach, czy to od alkoholu, narkotyków, czy hazardu, sposób na ucieczkę od przeszłych rozczarowań i trudnych sytuacji.

Chaotyczne pragnienia w erze współczesnej

W erze internetu i mediów społecznościowych dostępność wszelakiego rodzaju substancji oraz zachowań, które mogą stać się uzależniające, stała się niezwykle prosta. Ludzie z otoczenia często porównują się ze sobą, co prowadzi do nierealistycznych oczekiwań wobec siebie. W sytuacji, gdy ktoś czuje się wypalony, może łatwo poddać się pokusie korzystania z dostępnych rozrywek, które na chwilę przynoszą ulgę, ale ostatecznie powodują więcej szkód.

Mechanizm ucieczki

Przekroczenie granicy i wpadnięcie w nałóg może być wynikiem różnych mechanizmów psychologicznych:

  1. Ucieczka od bólu: Osoby wypalone szukają natychmiastowej ulgi. Uzależnienie od substancji daje uczucie ulgi, jednak na krótko. W miarę upływu czasu uzależnienie zamiast pomagać, ściąga na dno emocjonalne.
  2. Zwiększona tolerancja: W miarę poprawy tolerancji organizmu na substancje czy zachowania, konieczność ich zwiększania rodzi spiralę uzależnienia. Aby uzyskać ten sam efekt, osoba musi sięgać po większe dawki lub intensywniejsze zachowania.
  3. Początkowe przyjemności: Na początku uzależnienia często występuje okres intensywnej przyjemności. To uczucie euforii może zniechęcać do refleksji nad problemem, prowadząc do dalszego rozwijania uzależnienia.
  4. Izolacja: Osoby uzależnione często wycofują się z rzeczywistości społecznej, co pogłębia ich wypalenie. Izolacja potęguje problemy psychiczne oraz utrudnia szukanie pomocy, co tworzy błędne koło.

Jak przerwać cykl?

Zrozumienie, jak wypalenie i uzależnienie są ze sobą powiązane, to klucz do przerwania tego cyklu. Oto kilka kroków, które mogą pomóc:

  1. Edukacja i świadomość: Zwiększanie wiedzy na temat wypalenia i uzależnień pozwala na bardziej świadome podejmowanie decyzji. To kluczowy element w walce z tymi problemami.
  2. Szukaj wsparcia: Ważne jest, aby nie próbować radzić sobie samodzielnie. Grupy wsparcia, terapeuci i bliscy mogą pomóc w procesie zdrowienia.
  3. Zdrowe strategie radzenia sobie: Zamiast sięgać po używki, warto inwestować w zdrowe formy relaksu, takie jak sport, medytacja, czy kultury fizyczne, które mogą pomóc w regeneracji psychicznej.
  4. Praca nad sobą: Zmiana stylu życia, kształtowanie pozytywnych nawyków oraz rozwijanie własnych pasji mogą zmniejszyć ryzyko wypalenia i uzależnienia.

Wypalenie i uzależnienie to poważne problemy, które mogą współistnieć w dzisiejszym chaotycznym świecie. Zrozumienie ich złożonego związku oraz wdrożenie odpowiednich działań jest kluczowe w radzeniu sobie z tymi wyzwaniami. Ważne jest, aby nie szukać ucieczki w nałogach, a zamiast tego dążyć do odnalezienia zdrowych form saturacji, w których można znaleźć sens i spełnienie. W końcu każdy z nas zasługuje na życie wolne od wypalenia i uzależnienia, a wsparcie oraz determinacja mogą pomóc w przełamaniutych trudności.

Netflix rośnie mimo słabszych przychodów w USA – inwestorzy wciąż pełni optymizmu

Netflix jest przez rynek odbierany jako papierek lakmusowy nastrojów konsumentów. Ich nastroje są teraz dobre, a firma zdaje się odjeżdżać konkurencyjnym platformom zainteresowaniem użytkowników i ilością treści.

Akcje Netflixa po bardzo solidnych wynikach finansowych za I kwartał 2025 roku w pierwszej reakcji wzrosły ponad 4%. Jeśli założymy, że notowania akcji Netflixa odzwierciedlają nastroje konsumenckie, to możemy dojść do wniosku, że globalna konsumpcja wygląda solidnie, choć przychody na rynku w Ameryce Północnej zawiodły prognozy. Wciąż jednak mówimy o prawie 10% wzroście firmy rok do roku.

Dla przypomnienia, w 2022 r. gorsze wyniki Netflixa wpłynęły na cały rynek akcji. Pojawiły się wówczas także takie interpretacje, że wyniki platformy pokazują ryzyko światowej recesji.

– Na pewno notowania spółki zależą od tego jakie są nastroje konsumenckie, ile jesteśmy skłonni wydawać na konsumpcję, a gdyby miało dojść do recesji, to są to wydatki, z których konsumenci najszybciej zrezygnują – mówi w rozmowie z MarketNews24 Tymoteusz Turski, analityk rynku akcji w XTB. – Jednocześnie teraz, gdy mamy dużą niepewność na rynkach, Netflix wydają się dobrym zabezpieczeniem, bo jak dowiedzieliśmy się z raportu kwartalnego radzi sobie bardzo dobrze.

Spółka przedstawiła prognozy dla bieżącego kwartału, które zdecydowanie (zwłaszcza pod względem zysku na akcję) przekroczyły oczekiwania. Sprawa jednak nie jest tak oczywista. Netflix od tego kwartału włącznie zrezygnował z raportowania wzrostu subskrypcji i ich anulacji. Być może gdyby dane były dalej transparentne, obserwowalibyśmy dziś reakcję podobną do wyników z roku 2022, gdy utrata kilkuset tysięcy subskrybentów skończyła się dla akcji spółki krachem.

To jednak tylko domysły, ponieważ niemal na pewno liczba subskrybentów wzrosła, choć wzrost ten mógł być rozczarowujący – zwłaszcza w Ameryce Północnej, gdzie konsument może powoli zaciskać pasa w oczekiwaniu na wzrost inflacji wynikającej z taryf celnych. Względna słabość na rynku USA została z nawiązką skompensowana wzrostem w Europie i Azji oraz wyższą rentownością, którą napędzają zyski z reklam.

Spółka utrzymała roczną prognozę i wskazała, że nie dostrzega w zachowaniach konsumentów recesji spowodowanej wojną handlową. Przynajmniej na razie. W ostatnim czasie Netflix przyciąga zainteresowanie inwestorów, pokazując sporą odporność na wyprzedaż w sektorze technologicznym.

Mocne wyniki pokazały, że optymizm rynku co do waloru był przynajmniej częściowo uzasadniony. Przychody wzrosły o 13% rok do roku do 10,54 mld USD, a zysk operacyjny o 27% r/r. Wycena Netflixa pozostaje wysoka, ale spółka broni się skalą wzrostu, czy wysokim wskaźnikiem zwrotu na zainwestowanym kapitale. Mocny biznes reklamowy prawdopodobnie będzie nadal wspierał rentowność, co widzimy w raportowanych, jak i oczekiwanych marżach.

– Ważne jest, że Netflix zmodyfikował profil swojej działalności, o ile wcześniej bardzo zależał od przyrostów subskrypcyjnych, to niedawno wypuścił tańszą subskrypcję opartą na reklamach i w ten sposób stworzył drugi filar swoich wyników. Transmisje wydarzeń też okazały się dobrym strzałem, aby utrzymać uwagę konsumentów skierowaną na Netflixa – dodaje ekspert XTB. – Tym bardziej istotne jest, że przed nami premiery, które przyciągają uwagę konsumentów. To będą finałowe sezony „Squid Game” i „Stranger Things”, a także kolejny sezon „Wednesday”.

Firma zdaje się odjeżdżać konkurencyjnym platformom zainteresowaniem użytkowników i ilością treści. To daje kolejne miejsca do monetyzacji. Niemniej jednak rynek lubi nadawać lubianym na Wall Street walorom różne super cechy, które finalnie mogą zostać brutalnie skonfrontowane z rzeczywistością. Tak jest w przypadku narracji ‘odpornego na recesję’ modelu biznesowego Netflixa.

Wyniki kwartalne wywindowały w kwietniu kurs akcji platformy na rekordowe poziomy. Jednak akcje Netflix (NASDAQ:NFLX) spadły o 1,8% w trakcie sesji handlowej w poniedziałek, 6 maja 2025 r., po doniesieniach o sprzedaży akcji przez insiderów. Obecna wycena Netflixa ma solidne fundamenty, ale ryzyko spadku pozostaje realne, jeśli narracja o odporności na recesję nie potwierdzi się w pełnym niespodziewanych zdarzeń i konfliktów świecie.

– Netflix jest graczem numer jeden wśród platform rozrywkowych, ale jeszcze nie zdominował rynku na tyle silnie, aby konkurencja przestała ostrzyć sobie zęby – ocenia T.Turski z XTB. – Zmieniają się też trendy, do których trzeba się trafnie dostosować.

Prezes Synerise w prestiżowym programie World Economic Forum

Wkrótce egzekucja pewnych pomysłów stanie się szybsza. Polska ma potencjał, aby stać się realnym graczem na arenie międzynarodowej. Przykładem jest jeden z największych konkursów innowacji na świecie, w którym biorą udział tysiące jednostek akademickich oraz najlepsze firmy globalne. Stawia na postęp w dziedzinie systemów decyzyjnych oraz technologii. Mimo, że w Polsce wciąż brakuje wiedzy na temat skalowania i budowania projektów w kontekście globalnym, mamy świetnych inżynierów i naukowców. Trzeba wykorzystać ten potencjał i zaufać sobie, że można osiągnąć to w naszym kraju.

– Uważam, że tytuł „Young Global Leaders” przyznawany przez World Economic Forum jest dla nas niezwykle istotny – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Jarosław Królewski, Prezes i założyciel Synerise. – To wyróżnienie jest solidne, weryfikowane i walidowane zgodnie z zasadami prawa veta. Polska musi mieć głos w takich organizacjach. Od wielu lat uczestniczę w tych spotkaniach i zauważam, że nasz kraj wciąż nie partycypuje w wielu istotnych dyskusjach dotyczących globalnego porządku, technologii, edukacji czy geopolityki. Cieszę się z tego wyróżnienia, ponieważ otwiera nam dostęp do znakomitych ludzi oraz rozbudowanego networkingu. Od dłuższego czasu uczestniczę w tych dyskusjach na różnych poziomach. Choć wcześniej nie brałem udziału w takich nominacjach czy nagrodach – miałem okazję uczestniczyć w podobnych spotkaniach i debatach. Teraz jednak są one bardziej zorganizowane, co daje nam praktyczny dostęp do najważniejszych liderów na świecie, z którymi możemy rozmawiać na istotne tematy i zapraszać ich do Polski. Traktujemy Polskę jako podmiot, a nie przedmiot w tych dyskusjach. Liczę na to, że dzięki temu będę mógł uświadomić odpowiedzialność – ponieważ Polaków w tym programie jest bardzo niewielu, a od sześciu lat nikt nie był nominowany. Mam nadzieję, że będziemy w stanie przemycić nasze idee dotyczące naszego regionu – podkreśla Jarosław Królewski.

InPost z nowym finansowaniem – 4,2 mld zł od konsorcjum 17 banków

Konsorcjum 17 banków, w tym Credit Agricole, udzieliło firmie InPost finansowania na łączną kwotę 4,2 mld zł. Środki zostaną przeznaczone na spłatę wcześniejszych zobowiązań oraz dalszy rozwój działalności.

Łączne finansowanie InPost wzrosło z 2,75 mld zł do 4,20 mld zł. Struktura zadłużenia obejmuje obecnie kredyt rewolwingowy (RCF) w wysokości 2,70 mld zł oraz kredyt terminowy w wysokości 1,50 mld zł. Udział Credit Agricole wynosi 5,2 proc. w kwocie 218,75 mln zł.

Finansowanie zostało udzielone na okres pięciu lat z dwoma opcjonalnymi rocznymi przedłużeniami dla RCF. Struktura finansowania obejmuje również mechanizm Sustainability-Linked Loan (SLL), który ma zostać uruchomiony w ciągu 12 miesięcy – decyzję, kiedy to nastąpi podejmie InPost.

– Wspieranie polskiej gospodarki jest naszą misją i strategicznym celem. Cieszymy się, że możemy przyczyniać się do rozwoju działalności rynkowych liderów, takich jak InPost. Z dumą obserwujemy ekspansję tej firmy nie tylko w Polsce, ale również w innych krajach – mówi Frederic Lustig, dyrektor Pionu Klientów Korporacyjnych w Credit Agricole.

InPost jest obecnie jedną z wiodących europejskich platform OOH e-commerce. Założony w 1999 roku przez Rafała Brzoskę, świadczy usługi dostawy za pośrednictwem sieci ponad 47 000 Paczkomatów® i prawie 35 000 punktów odbioru (PUDO) w dziewięciu krajach w całej Europie, a także usługi kurierskie i realizacyjne dla sprzedawców e-commerce. Paczkomaty InPost zapewniają konsumentom tańszą i bardziej elastyczną, wygodną, przyjazną dla środowiska i bezkontaktową opcję dostawy.

Grupa Żabka wyemitowała obligacje o wartości 1 mld zł

Środki pieniężne pozyskane z emisji obligacji pozwolą na dywersyfikację i zwiększenie efektywności źródeł finansowania Grupy Żabka.

Spółka Zabka Group z siedzibą w Luksemburgu wyemitowała 1 mln sztuk obligacji powiązanych ze zrównoważonym rozwojem (sustainability-linked bonds, SLB) – zgodnie ze standardami International Capital Market Association (ICMA), zabezpieczonych poręczeniem spółki Żabka Polska, o wartości nominalnej 1 mld zł.

Oprocentowanie obligacji jest zmienne, ustalane w oparciu o stopę bazową WIBOR 6M, powiększoną o marżę w wysokości 150 punktów bazowych. Termin zapadalności obligacji wynosi pięć lat od daty ich emisji, z terminem wykupu w maju 2030 roku. Obligacje zostaną wprowadzone do obrotu w Alternatywnym Systemie Obrotu Catalyst prowadzonym przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie S.A.

Emisja obligacji, w ramach ustanowionego uprzednio Programu Emisji Obligacji, nie powoduje zwiększenia poziomu zadłużenia netto Grupy.

Tomasz Suchański, CEO Grupy Żabka, komentuje:

Emisja obligacji jest ważnym etapem w realizacji naszej strategii, potwierdzającym, że jesteśmy wiarygodnym i stabilnym finansowo graczem rynkowym. W ostatnim czasie była to jedna z największych emisji przeprowadzonych przez spółkę prywatną, która skupiła na sobie uwagę kluczowych inwestorów. Skala emisji oraz bardzo duże nią zainteresowanie inwestorów potwierdzają atrakcyjność naszej wielokierunkowej strategii rozwoju. Dzięki pozyskanym środkom będziemy mogli zdywersyfikować strukturę finansowania i skoncentrować się na rozwoju ekosystemu modern convenience, zarówno w kraju, jak i za granicą.

Marta Wrochna-Łastowska, CFO Grupy Żabka, dodaje:

Duże zainteresowanie pierwszą w historii emisją obligacji Grupy Żabka pozwoliło zwiększyć wartość docelowej emisji do pełnej kwoty Programu, czyli 1 mld zł, przy jednoczesnym ustaleniu atrakcyjnej dla Grupy marży, w wysokości 150 punktów bazowych powyżej stawki WIBOR 6M. To również ważny krok w komunikowanej przez nas wcześniej strategii optymalizacji kosztów zadłużenia, zmierzającej do poprawy marży zysku netto Grupy Żabka. Cieszy nas decyzja Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju oraz Banku Gospodarstwa Krajowego o zapisaniu się na obligacje Grupy, odczytujemy to jako potwierdzenie naszej stabilności finansowej oraz wysokiej pozycji na rynku.  

Krzysztof Krawczyk, Przewodniczący Rady Dyrektorów Zabka Group i Partner CVC Capital Partners, podkreśla:

Nasze podejście do budowania wartości opiera się na inwestycjach w efektywnie zarządzane firmy ze sprawdzonym modelem biznesowym, jak Grupa Żabka. Po udanym debiucie giełdowym i realizacji celów IPO z optymizmem patrzymy na potencjał dalszego rozwoju Grupy. Wzmacnianie pozycji w segmencie modern convenience stwarza szansę na ekspansję w regionie, którą wspieramy globalnymi zasobami i znajomością rynku. Emisja obligacji, umożliwiająca dywersyfikację źródeł finansowania oraz budująca wartość poprzez optymalizację kosztów finansowych i poprawę marży netto, to naturalny krok wzmacniający fundamenty wzrostu Grupy.

Kluczowe informacje nt. Programu Emisji Obligacji Grupy Żabka:

  • Grupa podjęła decyzję o emisji 1 mln sztuk obligacji adresowanej do inwestorów kwalifikowanych, o łącznej wartości nominalnej 1 mld zł (wartość nominalna jednej obligacji wynosi 1 tys. zł), powiązanej ze zrównoważonym rozwojem (sustainability-linked bonds, SLB) zgodnie ze standardami International Capital Market Association (ICMA), zabezpieczonej poręczeniem Żabka Polska sp. z o.o.
  • Obligacje zostały wyemitowane w ramach Programu Emisji Obligacji, ustanowionego w marcu 2025 r.
  • Środki z emisji obligacji zostaną przeznaczone na finansowanie bieżącej działalności Grupy. Umożliwią one dywersyfikację i efektywniejsze zarządzanie jej strukturą finansowania.
  • Emisja obligacji w ramach Programu nie powoduje zwiększenia poziomu zadłużenia netto Grupy.
  • Emisja przeprowadzona została we współpracy z Bankiem Polska Kasa Opieki S.A. jako organizatorem, dealerem oraz koordynatorem, Santander Bank Polska S.A. jako organizatorem, dealerem i koordynatorem ESG,  Powszechną Kasą Oszczędności Bank Polska S.A. jako organizatorem i dealerem, oraz Trigon Dom Maklerski S.A. jako dealerem.
  • Obligacje zostaną wprowadzone do obrotu w Alternatywnym Systemie Obrotu Catalyst prowadzonym przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie S.A.
  • Zapadalność obligacji wynosi pięć lat, z terminem wykupu przypadającym na maj 2030 roku. Oprocentowanie obligacji będzie zmienne, ustalane w oparciu o stopę bazową WIBOR 6M, powiększoną o marżę w wysokości 150 punktów bazowych.

Udane otwarcie roku na giełdach, ale niepewność studzi zapał inwestorów – raport IPO Watch

Wraz ze zbliżającym się końcem kwartału rosła niepewność, a rynki zaczęły reagować na napięcia handlowe wynikające z polityki taryfowej USA. Później było już tylko gorzej. Euforia na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie po spektakularnym debiucie Diagnostyki S.A. Wartość pierwotnych ofert publicznych (Initial Public Offering, IPO) przeprowadzonych na europejskich giełdach w pierwszym kwartale 2025 r. wyniosła 3,1 mld euro (łącznie 17 debiutów). Szereg pierwotnych i wtórnych transakcji przeprowadzonych na europejskich rynkach pokazuje, że inwestorzy dysponują dużym zasobem kapitału. Niemniej, znaczący wzrost zmienności w marcu i kwietniu z pewnością ograniczy apetyt inwestorów na IPO dopóki rynek nie osiągnie pewnego stopnia stabilności makroekonomicznej oraz politycznej – wynika z najnowszego raportu „IPO Watch EMEA” przygotowanego przez firmę doradczą PwC.

W I kwartale 2025 roku na głównym rynku GPW w Warszawie zadebiutowała Diagnostyka S.A., której oferta była 4. największym IPO w Europie, oraz jednym z najbardziej udanych debiutów ostatnich lat na GPW. Przeprowadzona oferta publiczna odbiła się głośnym echem na krajowym rynku i wzbudziła olbrzymie zainteresowanie zarówno inwestorów instytucjonalnych jak i detalicznych. Udany debiut Diagnostyki na warszawskim parkiecie można porównać do budzącego się ze snu zimowego niedźwiedzia, który głośnym ryknięciem wśród puszczy informuje o nadchodzącej i długo wyczekiwanej wiośnie.

Podsumowanie I kwartału 2025 r. na GPW w Warszawie

Początek roku na warszawskiej giełdzie zaczął się niezwykle obiecująco. Wszystkie główne krajowe indeksy na nowo wzbudziły zainteresowanie rodzimych, jak i zagranicznych inwestorów, którzy napędzali wzrost, powodując, że nasza giełda była jednym z globalnych liderów tego trendu. W pierwszym kwartale przeprowadzono jedynie dwa debiuty, natomiast IPO spółki Diagnostyka S.A. na rynku regulowanym było niezwykle spektakularne. Transakcja wzbudziła nadzieje przyszłych kandydatów do IPO, oraz pokazała potencjał polskiego rynku. Diagnostyka uplasowała ofertę w wysokości 1,7 mld zł, a kurs akcji spółki w pierwszym dniu notowań wzrósł o 24%, co stanowi jeden z najlepszych wyników w historii GPW. Drugi debiut odbył się na rynku NewConnect, który został zrealizowany przez spółkę z branży nieruchomości – Inside Park S.A.

“To był naprawdę dobry kwartał dla polskiego rynku – w tym okresie WIG i WIG20 wzrosły odpowiednio o 19% i 21% (mWIG40 – 15%; sWIG80 – 11%), w marcu indeks WIG zbliżył się do historycznego poziomu 100.000 punktów, a IPO Diagnostyki (4. największe w Europie) było niezwykle istotne dla polskiej giełdy. Natomiast kilka dni po zakończeniu pierwszego kwartału, wraz z ogłoszeniem przez USA pakietu nowych ceł, rynki zanurkowały, a indeks niepewności osiągnął poziomy z czasów pandemii. Parę dni później, administracja Donalda Trumpa zawiesza podwyższone cła na 90 dni, a rynki biorą głęboki oddech i odreagowują kilkuprocentowymi wzrostami. W takich warunkach inwestorzy zachowują ostrożność, która bezpośrednio przekłada się na spadek aktywności na rynku pierwotnym. Liczę, że polityka administracji PDT zostaną szybko zweryfikowane, bo szkoda byłoby całkowicie zaprzepaścić tak dobrego początku roku” – mówi Kamil Wardzyński, dyrektor PwC Polska w zespole ds. rynków kapitałowych.

Podsumowanie europejskiego rynku ofert pierwotnych w I kwartale 2025 r.

Zgodnie z najświeższym raportem PwC „IPO Watch EMEA”, początek pierwszego kwartału roku 2025 przyniósł pozytywne nastroje wśród inwestorów, których powodem były wzrosty akcji na europejskich parkietach. W tym samym czasie odnotowano też istotną rozbieżność pomiędzy europejskimi a amerykańskimi rynkami. Kiedy giełdy europejskie wzrosły średnio o ponad 5%, indeks S&P 500 spadł o 5% w pierwszym kwartale. Ta rozbieżność była w dużej mierze spowodowana czynnikami makroekonomicznymi w USA, niepewnością wokół ceł oraz ostrożniejszym podejściem wobec akcji spółek technologicznych i AI, które w 2024 roku gwałtownie rosły (akcje tzw. „Magnificent 7”, czyli Apple, Microsoft, Amazon, Alphabet, Meta Platforms, Nvidia i Tesla, spadły o 15% w pierwszym kwartale 2025 roku).

Pomimo gwałtownego wzrostu zmienności pod koniec marca, w I kwartale bieżącego roku na europejskich giełdach zadebiutowało 17 spółek, co jest nieznacznie lepszym wynikiem niż w analogicznym okresie poprzedniego roku, kiedy odnotowano 13 IPO. Natomiast sama wartość transakcji była niższa o 35% (3,1 mld EUR, w porównaniu z 4,8 mld EUR wartości ofert osiągniętych w pierwszym kwartale poprzedniego roku).

W pierwszym kwartale roku 2025 największym IPO była oferta Asker Healthcare o wartości 823 mln EUR (Nasdaq Nordic Stockholm). Kolejno uplasowały się HBX Group, (debiut na BME o wartości blisko 750 mln EUR) oraz Röko AB, które również zadebiutowało w Sztokholmie z ofertą o wysokości 482 mln EUR.

„Już od dłuższego czasu oczekiwanie na długotrwałą stabilność ekonomiczną i polityczną przypomina czekanie na Godota. Niemniej, rynki otwierają okna transakcyjne w momentach niższej niepewności i coraz więcej emitentów oraz inwestorów przyjmuje strategię gotowości na optymalny moment realizacji transakcji. Co jest zarówno dobrą taktyką, jak również sygnałem ze strony emitentów, że IPO jest elementem szerszej, przemyślanej strategii rozwoju (oraz w przypadku funduszy – wyjścia z inwestycji). Debiuty giełdowe będą w tym roku szukały swoich szans i okresów, w których możliwa będzie realizacja transakcji na optymalnych warunkach. Kluczowe przy tym będzie solidne przygotowanie do IPO, utrzymanie stanu gotowości pozwalające zachować elastyczność co do terminu debiutu, jak również skupienie się na maksymalizacji wartości biznesu dla akcjonariuszy” – mówi Bartosz Margol, partner PwC Polska w zespole ds. rynków kapitałowych.

Aktywność na europejskim rynku IPO w I kw. od 2021* r.

Aktywność na europejskim rynku IPO w I kw. od 2021

* Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch EMEA oraz w Raporcie.

Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2021*

Aktywność na europejskim rynku IPO

* Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch EMEA oraz w Raporcie.

O raporcie IPO Watch EMEA

Począwszy od I kwartału 2024 roku, raport IPO Watch Europe został zastąpiony przez IPO Watch EMEA, który w ramach analizy rynku IPO, poza Europą, obejmuje także regiony Bliskiego Wschodu oraz Afryki.

Raport IPO Watch EMEA obejmuje debiuty na głównych giełdach w regionie EMEA (włączając w to giełdy w Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii, Islandii, Norwegii, Turcji, Serbii, Szwajcarii, Bliskiego Wschodu oraz Afryki) i jest publikowany kwartalnie. Przeniesienia pomiędzy rynkami w ramach jednej giełdy, nie zostały uwzględnione w statystykach. Raport dotyczy okresu od 1 stycznia do 31 marca 2025 roku i został sporządzony w oparciu o daty debiutów akcji lub praw do akcji.

Raport IPO Watch EMEA obejmuje wyłącznie oferty o wartości powyżej 5 mln USD, dane nie obejmują debiutujących na giełdach funduszy zamkniętych, firm zajmujących się rozwojem biznesu (tzw. Business Development Companies) oraz transakcji na rynkach nieregulowanych. Dla zapewnienia porównywalności, dane za poprzednie okresy prezentowane w raporcie IPO Watch EMEA zostały odpowiednio przekształcone. Komentarz do rynku polskiego omawia wszystkie debiuty na rynku głównym GPW w Warszawie oraz rynku nieregulowanym NewConnect, niezależnie od ich wartości.

Odpowiedzialność członków zarządu za długi podatkowe – TSUE może zmienić zasady gry

Od odpowiedzialności osobistej za zobowiązania podatkowe, członek zarządu spółki kapitałowej może się uwolnić w zaledwie kilku okolicznościach, w tym składając wniosek o upadłość firmy. „Jak wynika z praktyki, taki wniosek musi jednak spełnić szereg warunków, by być skuteczną przesłanką wyłączającą odpowiedzialność członka zarządu w tym zakresie. Wydaje się jednak, że za sprawą Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), może dojść do złagodzenia fiskalnej wykładni, jaka obecnie dominuje w polskich sądach administracyjnych.” – mówi Izabela Deryło, Associate w warszawskiej kancelarii Wolf Theiss.

Członek zarządu na mocy art. 116 Ordynacji podatkowej ponosi solidarną, subsydiarną i osobistą odpowiedzialność za zaległości podatkowe powstałe w spółce kapitałowej. Oznacza to, że w przypadku nieskutecznej windykacji takich zobowiązań od spółki, członek zarządu, za kadencji którego powstało takie zobowiązanie, musi liczyć się z roszczeniem organów podatkowych lub ZUS i odpowiedzialnością całym swoim majątkiem osobistym.

„Dotychczasowe orzecznictwo wskazuje, że członek zarządu nie może uniknąć odpowiedzialności, powołując się na fakt, że nie zajmował się sprawami finansowymi spółki lub powierzył je zewnętrznemu podmiotowi księgowemu. Naczelny Sąd Administracyjny (II FSK 38/16) podkreślił, że wewnętrzny podział obowiązków w zarządzie nie zwalnia jego członków z odpowiedzialności za zaległości podatkowe spółki.” – podkreśla Izabela Deryło z praktyki podatkowej kancelarii Wolf Theiss.

Wspomniany wcześniej art. 116 Ordynacji podatkowej wymienia trzy przesłanki, w przypadku których taka odpowiedzialność może zostać wyłączona. Pierwszym jest zgłoszenie wniosku o upadłość, otwarcie postępowania restrukturyzacyjnego lub zatwierdzenie układu w postępowaniu o zatwierdzenie układu. Co jednak istotne, złożenie wniosku o upadłość, musi nastąpić „we właściwym czasie”. Pozostałe wyłączenia dotyczą wskazania mienia spółki, z którego egzekucja umożliwi zaspokojenie zaległości podatkowych spółki w znacznej części lub wykazania, że niezgłoszenie wniosku o ogłoszenie upadłości nastąpiło nie z winy członka zarządu.

„Z perspektywy przepisów podatkowych najwięcej problemów interpretacyjnych sprawia określenie „właściwego czasu” jaki zawarto w art. 116 § 1 Ordynacji podatkowej. Mamy nawet stanowisko Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach, który w wyroku z 2 grudnia 2007 r. stwierdził, że odniesienie się wyłącznie do Ordynacji podatkowej nie wystarcza do udzielenia odpowiedzi na pytanie, co dokładnie oznacza zwrot „we właściwym czasie”. W praktyce więc należy sięgnąć do prawa upadłościowego.” – podkreśla Izabela Deryło.

Co do zasady – upadłość ogłasza się w stosunku do dłużnika, który stał się niewypłacalny (art. 10 pr.up.). Oznacza to stan, gdy podmiot utracił zdolność do wykonywania swoich wymagalnych zobowiązań pieniężnych (art. 11 ust. 1 pr.up.), przy czym domniemywa się, że dłużnik utracił tę zdolność, jeżeli opóźnienie w wykonaniu zobowiązań przekracza trzy miesiące (art. 11 ust. 1a pr.up.).

Niewypłacalność zachodzi też wtedy, gdy zobowiązania pieniężne dłużnika będącego osobą prawną lub jednostką organizacyjną nieposiadającą osobowości prawnej, której odrębna ustawa przyznaje zdolność prawną, przekraczają wartość jego majątku, a stan ten utrzymuje się przez okres przekraczający dwadzieścia cztery miesiące (art. 11 ust. 2 pr.up.). Do zobowiązań pieniężnych, o których mowa w art. 11 ust. 2 pr.up., nie wlicza się zobowiązań przyszłych, w tym zobowiązań pod warunkiem zawieszającym oraz zobowiązań wobec wspólnika albo akcjonariusza z tytułu pożyczki lub innej czynności prawnej o podobnych skutkach (art. 11 ust. 4 pr.up.).

„Praktyka sądów administracyjnych w zakresie tego typu spraw zdaje się mieć charakter głównie fiskalny. Kontrowersyjna jest zwłaszcza wykładnia dotycząca art. 1 ust. 1 Prawa upadłościowego, który zakłada, że w postępowaniu upadłościowym konieczne jest istnienie co najmniej dwóch wierzycieli. Tymczasem sądy podkreślają, że brak istnienia przesłanki do ogłoszenia upadłości, z uwagi na istnienie tylko jednego dłużnika, nie zwalnia członków zarządu z obowiązku zgłoszenia takiego wniosku – a do sądu należy już rozpatrzenie i rozstrzygnięcie tej kwestii.” – dodaje Izabela Deryło.

Zgodnie z Prawem upadłościowym, celem postępowania upadłościowego jest wspólne dochodzenie roszczeń przez wierzycieli od niewypłacalnych dłużników. Oznacza to, że postępowanie upadłościowe zakłada istnienie co najmniej dwóch wierzycieli. Tym samym w sytuacji, gdy dłużnik ma tylko jednego wierzyciela – wniosek o ogłoszenie upadłości zostanie oddalony.

„W praktyce powołanie się na ten argument przez członków zarządu w sprawach dotyczących odpowiedzialności za zobowiązania podatkowe, jest obarczone dużym ryzykiem. Warto jednak zwrócić uwagę na odstępstwo od orzecznictwa NSA (zgodnie z którym wniosek powinien zostać złożony nawet w przypadku istnienia tylko jednego wierzyciela), co wskazuje wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu z 17 marca 2020 r. (sygn. akt I SA/Wr 768/19). WSA stwierdził bowiem, że w przypadku istnienia jednego wierzyciela członek zarządu nie ma możliwości złożenia skutecznego wniosku o ogłoszenie upadłości, a w konsekwencji jego zaniechanie w tym zakresie nie może skutkować odpowiedzialnością za zobowiązania spółki.” – podkreśla Izabela Deryło.

Sytuacja członków zarządów odpowiadających za zobowiązania podatkowe może się zmienić dzięki interwencji instytucji europejskich. Na początku 2024 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu (sygn. akt I SA/Wr 966/22) skierował do TSUE pytanie o zgodność z unijnymi zasadami równości i niedyskryminacji przepisu, który uniemożliwia członkowi zarządu spółki z jednym wierzycielem skuteczne złożenie wniosku o upadłość, w przeciwieństwie do spółek z wieloma wierzycielami.

Sąd zapytał także, czy organy skarbowe mogą dochodzić zaległych podatków od członka zarządu bez udowodnienia jego złej wiary, zawinionego błędu lub niedbalstwa. Odpowiedź TSUE może mieć kluczowe znaczenie dla przyszłych spraw dotyczących odpowiedzialności osób pełniących funkcje zarządcze.

Podczas gdy powyższe pozostaje w toku, doszło już do pierwszego przełomu za sprawą wyroku TSUE z dnia 27 lutego 2025 r., opublikowanego w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej w dniu 22 kwietnia 2025 r. (sprawa C-277/24). Trybunał orzekł w nim, że choć organy podatkowe mogą odmówić członkowi zarządu udziału jako strona w postępowaniu podatkowym prowadzonym przeciwko spółce, aby chronić interesy Skarbu Państwa, to w ramach późniejszego postępowania dotyczącego odpowiedzialności solidarnej członka zarządu za zaległości podatkowe spółki, musi on mieć możliwość skutecznego kwestionowania ustaleń faktycznych i prawnych dokonanych przez organy podatkowe w postępowaniu wobec spółki.

„W mojej ocenie ostatni wyrok TSUE oraz pytania skierowane przez sąd wrocławski do Trybunału mogą być zapowiedzią zmiany w orzecznictwie dotyczącym odpowiedzialności członków zarządów za zaległości podatkowe spółek kapitałowych. Obecnie nasze uregulowania są w tej kwestii bardzo restrykcyjne i jest możliwe, że wymagają dostosowania do przepisów unijnych. Dla toczących się obecnie tego typu spraw, skierowanie pytań do TSUE powinno zawiesić ich dalsze procedowanie.” – podsumowuje Izabela Deryło.

Jak podkreślają eksperci zarówno publikacja wyroku TSUE z 27 lutego 2025 r. jak i oczekiwana odpowiedź na pytania sądu wrocławskiego ze stycznia 2024 r. mogą dawać podstawy do wznowienia postępowań, podczas których członek zarządu spółki kapitałowej został pociągnięty do odpowiedzialności za zobowiązania podatkowe spółki.

FIMI i manipulacje wyborcze: jak Rosja wpływa na polską debatę publiczną

18 maja odbędą się w Polsce wybory prezydenckie. W dobie rosnących napięć i podziałów, medioznawczyni oraz teoretyczka komunikacji, dr hab. Karina Stasiuk-Krajewska, profesor USWPS, ostrzega przed zagranicznymi manipulacjami informacjami, wskazując Rosję jako główne źródło destabilizacji oraz podważania zaufania do demokracji. Podkreśla, że media społecznościowe odgrywają kluczową rolę w rozprzestrzenianiu dezinformacji, w tym niezweryfikowanych treści, które podsycają emocje i wpływają na postawy wyborców. Badaczka CEDMO, specjalizująca się w analizie struktury i wpływu dezinformacji, identyfikuje popularne narracje dezinformacyjne, takie jak podważanie uczciwości wyborów, deprecjonowanie kandydatów oraz eksploatowanie bieżących tematów politycznych.

Zintensyfikowana działalność dezinformacyjna

Okres przedwyborczy jest w każdym kraju demokratycznym okresem zintensyfikowanej działalności dezinformacyjnej, także tej celowo podejmowanej przez zewnętrznych aktorów. – W tym kontekście mówimy o FIMI, czyli o zagranicznych manipulacjach informacjami i ingerencji w informacje. W kontekście FIMI ważne jest to, że tego typu działania mają często charakter zorganizowany, stoją za nimi duże pieniądze oraz przeszkoleni aktorzy. W Polsce głównym źródłem tego typu ingerencji jest Rosja. FIMI ma jeden zasadniczy cel – jest to destabilizacja sytuacji w krajach demokratycznych, zmniejszenie społecznego zaufania do instytucji demokratycznych. Wybory, jako podstawa demokracji, są do tego świetną okazją – analizuje prof. Karina Stasiuk-Krajewska z Wydziału Prawa i Komunikacji Społecznej we Wrocławiu Uniwersytetu SWPS.

Klasyczną i bardzo niebezpieczną narracją jest podważanie wiarygodności procesu wyborczego jako takiego, zapowiadanie różnego rodzaju oszustw wyborczych. Poza tym dezinformacja przedwyborcza deprecjonuje kandydatów (np. zarzucając im udział w skandalach seksualnych czy działalność korupcyjną). Medioznawczyni dodaje: – Popularną metodą są „prank calls”, czyli próby ośmieszenia kandydatów (czy szerzej – polityków) przez fałszywe telefony.

W Polsce dezinformacja przedwyborcza eksploatuje aktualne i budzące emocje tematy polityczne. Obecnie jest to przede wszystkim wątek Centrów Integracji Cudzoziemców i, generalnie, problem obecności imigrantów w Polsce. Wciąż także kwestia rzekomych nieuzasadnionych przywilejów dla osób, które przybyły do Polski z Ukrainy oraz ogólnie – kwestia wojny, która toczy się na terytorium tego państwa (np. powraca klasyczna dezinformacyjna narracja o odpowiedzialności NATO za ten konflikt) – podsumowuje ekspertka.

Jak wskazują raporty Stowarzyszenie Demagog, z którym USWPS współpracuje w ramach CEDMO, żywe są narracje, które wskazują na niesamodzielność kandydatów i kandydatek na urząd prezydenta – określa się te osoby mianem marionetek lub też wskazuje na ich uzależnienie od innych aktorów politycznych.

Dezinformacja w social mediach

Należy zwrócić uwagę na media społecznościowe, które mają bardzo istotne znaczenie dla współczesnych procesów wyborczych. – Wystarczy spojrzeć na to, jakie mechanizmy zadziałały przy debatach przedwyborczych. Mniej istotne wydaje się to, ile osób te debaty obejrzało w takiej czy innej telewizji, ważniejsze zaś to, że „rozlała się” ona po social mediach w postaci memów. – mówi prof. Karina Stasiuk-Krajewska. Dodaje równocześnie, że media społecznościowe sprzyjają dezinformacji, ponieważ umożliwiają odbiorcom tworzenie treści, dzielenie się nimi i często – przekazywanie dalej bez sprawdzenia wiarygodności informacji. – Media tego rodzaju sprzyjają emocjom, co utrudnia krytyczne i świadome podejście do przekazu, który otrzymujemy. Oczywiście politycy także powielają narracje dezinformacyjne czy misinformacyjne (wprowadzanie w błąd bez złej intencji). Potem te wypowiedzi niosą się w mediach społecznościowych. Przykładami mogą być przekazy podważające wiarygodność medycyny czy też wypowiedzi (dość częste przed wyborami parlamentarnymi) sugerujące wysokie prawdopodobieństwo sfałszowania wyborów. Takie stwierdzenia, powtórzymy, nie muszą wynikać ze złych intencji, ale świetnie wpisują się w narracje wprowadzające w błąd, podbijając je i nadając im wiarygodność, czyniąc z nich przedmiot debaty publicznej – mówi prof. Karina Stasiuk-Krajewska.

Przeciwdziałanie dezinformacji

Jak się uchronić przed dezinformacją? Przede wszystkim powinniśmy dążyć do poznania mechanizmów jej działania. W ramach CEDMO na Uniwersytecie SWPS prowadzimy badania dotyczące tego zjawiska i próbujemy opisać je w różnych teoretycznych kontekstach. – W tej chwili badamy także specyfikę dezinformacji przedwyborczej – wynikami badań podzielimy się po zakończeniu wyborów prezydenckich, czyli prawdopodobnie po drugiej turze – mówi ekspertka. Dodaje, że użytkownik raczej nie może nic zrobić z tym, że w sieci trafia na dezinformację. Prof. Karina Stasiuk-Krajewska podkreśla natomiast, że jest coś, co możemy zrobić: – Użytkownik może przede wszystkim włączyć myślenie krytyczne, zdystansować się wobec tego, co widzi i czyta. W tym kontekście mówimy o budowaniu społecznej odporności na dezinformację, przede wszystkim poprzez poprawienie kompetencji medialnych, związanych ze świadomym korzystaniem z mediów. Ale trzeba pamiętać, że to bardzo trudne, bo żyjemy w społeczeństwach silnie spolaryzowanych, podzielonych.

Istnieje też bardzo wiele prostych narzędzi, które pozwolą nam zweryfikować, czy na przykład zdjęcie, które widzimy, jest zdjęciem prawdziwym i czy nie zostało wzięte z jakiegoś zupełnie innego kontekstu (jest to tzw. wyszukiwanie obrazem). Ekspertka podkreśla, że zawsze bardzo poleca pracę fact-checkerów, którzy profesjonalnie zajmują się weryfikowaniem informacji i przygotowują wiele interesujących raportów oraz tzw. debunków – czyli krótkich tekstów, które sprawdzają, czy dana informacja jest prawdziwa, czy fałszywa.

Autor: dr hab., prof. Uniwersytetu SWPS, Karina Stasiuk-Krajewska

Dostęp do kryptowalut po śmierci właściciela – aspekty techniczne i prawne

W erze cyfrowej transformacji rynków finansowych kryptowaluty ugruntowały swoją pozycję jako istotny składnik majątku wielu inwestorów. Ich wyjątkowa natura technologiczna, oparta na zdecentralizowanym systemie blockchain, rodzi jednak niespotykane dotąd wyzwania w kontekście dziedziczenia. W przeciwieństwie do tradycyjnych instrumentów finansowych, gdzie instytucje pośredniczące mogą asystować w procesie sukcesji, kryptoaktywa istnieją w ekosystemie, gdzie dostęp do nich warunkowany jest wyłącznie posiadaniem odpowiednich zabezpieczeń kryptograficznych.

Zgodnie z definicją przyjętą w regulacjach europejskich, kryptowaluty stanowią cyfrową reprezentację wartości, niepodlegającą emisji ani gwarancjom ze strony banku centralnego czy organu publicznego. Mimo braku statusu prawnego pieniądza, są powszechnie akceptowane jako środek wymiany w transakcjach między osobami fizycznymi i prawnymi.

Niniejszy artykuł, inspirowany badaniami Cristiny Caraty i Any-Luisy Chelaru przedstawionymi w pracy „The Evolution Of The Digital Inheritance: Legal, Technical, And Practical Dimensions Of Cryptocurrency Transfer Through Succession In French-Inspired Legal Systems” (2024), analizuje kluczowe aspekty techniczne i prawne dziedziczenia kryptowalut ze szczególnym uwzględnieniem polskiego kontekstu prawnego.

Technologia blockchain – fundament kryptowalut

Zrozumienie technologicznych podstaw funkcjonowania kryptowalut jest niezbędne dla właściwej analizy wyzwań związanych z ich dziedziczeniem. Blockchain, stanowiący technologiczny rdzeń kryptowalut, to rozproszona, cyfrowa księga transakcji, której architektura zapewnia niezmienność i bezpieczeństwo zapisów.

Struktura blockchain opiera się na sekwencji połączonych bloków zawierających dane transakcyjne. Każdy nowy blok zawiera unikalny identyfikator cyfrowy (hash) poprzedniego bloku, tworząc nieprzerwany łańcuch zapisów. Ten mechanizm gwarantuje integralność systemu i chroni przed nieautoryzowanymi modyfikacjami.

System bezpieczeństwa i prywatności w ekosystemie blockchain bazuje na asymetrycznej kryptografii wykorzystującej parę kluczy:

– Klucz publiczny – funkcjonuje jako adres portfela, na który można przesyłać kryptowaluty

– Klucz prywatny – działa jako cyfrowy podpis, umożliwiający dysponowanie zgromadzonymi aktywami

Z perspektywy dziedziczenia, kluczowe znaczenie ma klucz prywatny – jego utrata lub brak dostępu oznacza praktyczną niemożność dysponowania kryptoaktywami, nawet przy formalnym posiadaniu tytułu prawnego do spadku.

Portfele kryptowalutowe a proces dziedziczenia

Portfele kryptowalutowe stanowią kluczowy element infrastruktury umożliwiającej zarządzanie cyfrowymi aktywami. Ich różnorodność technologiczna ma bezpośrednie przełożenie na proces dziedziczenia:

  1. Portfele sprzętowe (hardware wallets)

Fizyczne urządzenia offline, takie jak Ledger czy Trezor, oferują najwyższy poziom bezpieczeństwa. W kontekście sukcesji kryptoaktywów, wyzwaniem jest nie tylko świadomość istnienia takiego portfela, ale również fizyczny dostęp do urządzenia oraz znajomość zabezpieczeń w postaci PIN-u lub hasła.

  1. Portfele programowe (software wallets)

Aplikacje instalowane na komputerach lub urządzeniach mobilnych, jak MetaMask czy Exodus. Dla spadkobierców kluczowe jest posiadanie informacji o lokalizacji plików portfela oraz metodach odzyskiwania dostępu, szczególnie poprzez frazy odzyskiwania (seed phrases).

  1. Portfele giełdowe (exchange wallets)

Zarządzane przez platformy wymiany kryptowalut (Coinbase, Binance). Oferują standardowe procedury odzyskiwania dostępu, jednak wiążą się z ryzykiem utraty kontroli w przypadku problemów operacyjnych giełdy. Wiele platform wypracowało własne protokoły transferu aktywów w przypadku śmierci użytkownika.

  1. Portfele zimne i gorące (cold/hot wallets)

Kategoria odnosząca się do połączenia z Internetem – portfele zimne, pozostające offline, zapewniają wyższy poziom bezpieczeństwa kosztem wygody użytkowania. Portfele gorące, stale połączone z siecią, ułatwiają przeprowadzanie transakcji, jednak zwiększają podatność na cyberataki.

  1. Portfele papierowe (paper wallets)

Fizyczne dokumenty zawierające wydrukowane klucze publiczne i prywatne, często w formie kodów QR. Choć skutecznie chronią przed atakami online, są narażone na fizyczne zniszczenie lub utratę.

Badania rynkowe wskazują, że około 20% wszystkich wyemitowanych Bitcoinów jest trwale utraconych, głównie z powodu problemów z zarządzaniem kluczami. W kontekście dziedziczenia szczególnie problematyczne są portfele typu cold storage, gdzie brak przekazania informacji o fizycznej lokalizacji nośnika może skutkować definitywną utratą dostępu do aktywów.

 

Status prawny kryptowalut w kontekście spadkowym

W polskim systemie prawnym kryptowaluty, choć nie posiadają statusu prawnego środka płatniczego, są klasyfikowane jako zbywalne prawa majątkowe. Ta interpretacja pozwala na ich włączenie w zakres pojęciowy „praw i obowiązków majątkowych zmarłego” podlegających dziedziczeniu.

Istotnym krokiem w regulacji kryptoaktywów na poziomie europejskim jest rozporządzenie MiCA (Markets in Crypto-Assets), implementowane od 2023 roku. Definiuje ono kryptoaktywa jako „cyfrową reprezentację wartości lub prawa, które może być przenoszone i przechowywane elektronicznie, przy użyciu technologii rozproszonego rejestru lub podobnej technologii”. Rozporządzenie wprowadza jednolite ramy regulacyjne dla państw członkowskich UE, harmonizując przepisy dotyczące kryptowalut.

Podejście innych systemów prawnych

Systemy common law, jak brytyjski czy amerykański, traktują kryptowaluty najczęściej jako „własność cyfrową”. W Wielkiej Brytanii HMRC (odpowiednik polskiego aparatu skarbowego) stosuje wobec kryptowalut regulacje podatkowe analogiczne do tych dla papierów wartościowych. W Stanach Zjednoczonych Internal Revenue Service (IRS) klasyfikuje kryptowaluty jako własność podlegającą zasadom opodatkowania właściwym dla aktywów kapitałowych.

Kluczowe wyzwania w dziedziczeniu kryptowalut

Brak szczegółowych regulacji dotyczących dziedziczenia kryptowalut generuje szereg praktycznych trudności:

Dychotomia własności technicznej i prawnej – Unikalny charakter kryptowalut tworzy paradoksalną sytuację, w której prawny tytuł własności może być bezwartościowy bez faktycznego dostępu do kluczy prywatnych. Jednocześnie, samo posiadanie kluczy prywatnych bez formalnego statusu spadkobiercy może nie stanowić wystarczającego tytułu prawnego.

Problematyka wyceny – Wysoka zmienność kursów kryptowalut znacząco komplikuje proces określenia ich wartości w masie spadkowej. W jurysdykcji amerykańskiej stosuje się zasadę wyceny według wartości rynkowej w dniu śmierci (fair market value), co przy znaczących wahaniach notowań prowadzi do skomplikowanych kalkulacji podatkowych.

Bariera informacyjna – Pseudonimowy charakter kryptowalut sprawia, że spadkobiercy często nie mają świadomości istnienia takich aktywów w majątku zmarłego. W sieci blockchain widoczne są jedynie adresy portfeli bez powiązania z tożsamością właściciela, co uniemożliwia identyfikację bez dodatkowych informacji.

Brak instytucjonalnego wsparcia – Zdecentralizowana natura blockchain eliminuje możliwość odwołania się do centralnej instytucji, która mogłaby asystować w procesie sukcesji. Częściowym wyjątkiem są giełdy kryptowalutowe, które dysponują danymi o swoich użytkownikach i mogą stosować własne procedury w przypadku śmierci klienta.

Planowanie sukcesji kryptowalut – praktyczne aspekty

Badania cytowane przez Cristinę Caraty i Anę-Luisę Chelaru w pracy „The Evolution Of The Digital Inheritance” odsłaniają niepokojący stan świadomości inwestorów – mimo że 89% posiadaczy kryptowalut wyraża obawy o los swoich cyfrowych aktywów po śmierci, jedynie 23% posiada jakikolwiek plan dziedziczenia, a zaledwie 7% sporządziło testament uwzględniający kryptowaluty.

Szacunki wskazują, że około jedna piąta wszystkich wyemitowanych Bitcoinów jest bezpowrotnie utracona, częściowo w wyniku śmierci właścicieli i braku przekazania informacji o dostępie do kluczy. Ten alarmujący wskaźnik podkreśla pilną potrzebę rozwijania zarówno technologicznych, jak i prawnych rozwiązań ułatwiających dziedziczenie kryptoaktywów.

Podsumowanie

Dziedziczenie kryptowalut stanowi obszar, w którym innowacyjna technologia spotyka się z tradycyjnymi ramami prawnymi, tworząc unikalne wyzwania wymagające interdyscyplinarnego podejścia. Status kryptowalut jako praw majątkowych w polskim systemie prawnym otwiera drogę do ich dziedziczenia, jednak praktyczna realizacja tego procesu wymaga przezwyciężenia szeregu barier technicznych i informacyjnych.

Wobec rosnącego znaczenia kryptoaktywów w strukturze majątku obywateli, prawodawcy stają przed wyzwaniem stworzenia regulacji uwzględniających specyfikę cyfrowych aktywów, a posiadacze kryptowalut – przed koniecznością rzetelnego planowania cyfrowej sukcesji. Jedynie kompleksowe podejście, łączące rozwiązania prawne, technologiczne i edukacyjne, może zapewnić efektywne dziedziczenie kryptowalut w przyszłości.

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym, w tym w zakresie kryptowalut

Cyfrowa tarcza Krakowa. Wspólny projekt AGH i Urzędu Miasta

Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie oraz Miasto Kraków podpisały dziś list intencyjny, który otwiera nowy rozdział we współpracy
w kluczowym obszarze cyberbezpieczeństwa.

Uroczyste podpisanie listu odbyło się w siedzibie Akademickiego Centrum Komputerowego Cyfronet AGH. W wydarzeniu udział wzięli m.in. Prezydent Miasta Krakowa Aleksander Miszalski oraz Rektor AGH, prof. Jerzy Lis. Współpraca będzie opierać się na łączeniu potencjału technologicznego oraz naukowego, który może być dla Krakowa istotnym wsparciem w zakresie reagowania na cyberataki.Cyfrowa tarcza Krakowa – AGH i Miasto Kraków rozpoczynają współpracę_06.05 (1)

W ramach zawartej umowy uczelnia oraz Miasto Kraków deklarują realizację następujących działań:

  • wzajemne informowanie o zdarzeniach i incydentach związanych
    z cyberbezpieczeństwem;
  • opracowanie wspólnych procedur reagowania na zagrożenia;
  • wdrożenie zasad monitoringu infrastruktury teleinformatycznej Gminy Miejskiej Kraków, umożliwiających efektywniejsze wykrywanie
    i reagowanie na cyberzagrożenia;
  • opracowanie technologii i zasad wymiany danych na potrzeby wspólnych analiz i badań naukowych.

Współpraca ta ma na celu budowę bezpieczniejszej i bardziej odpornej na zagrożenia cyfrowe przestrzeni miejskiej, wykorzystującej nowoczesne rozwiązania wypracowane przez środowisko akademickie i eksperckie.

– Miasta przyszłości nie zbudujemy bez cyfrowych fundamentów bezpieczeństwa. Kraków chce być liderem w tej dziedzinie – nie tylko reagować, ale wyprzedzać zagrożenia. Dzięki współpracy z AGH i Cyfronetem łączymy potencjał nauki i administracji po to, by tworzyć nowoczesne, odporne miasto gotowe na wyzwania XXI wieku – podkreśla Aleksander Miszalski, prezydent Krakowa.

Rektor AGH, prof. Jerzy Lis, podkreślił znaczenie porozumienia w kontekście rosnących zagrożeń cyfrowych:

– W dobie wszechobecnych ataków hackerskich na instytucje, urzędy, placówki publiczne i prywatne, wszelkie działania wzmacniające i chroniące zasoby cyfrowe stają się absolutną koniecznością. Współczesne zagrożenia w sieci mają coraz bardziej złożony charakter, dlatego potrzebujemy nie tylko szybkich reakcji, ale przede wszystkim aktywnego podejścia i współpracy między sektorem naukowym a administracją publiczną. W AGH rozwijamy nowoczesne narzędzia oraz technologie wspierające cyberbezpieczeństwo – to efekt intensywnej pracy naszego eksperckiego środowiska naukowego. Cieszymy się, że ich potencjał może dziś realnie przyczynić się do ochrony mieszkańców Krakowa i cyfrowej infrastruktury miasta.

Spotkanie było również okazją do zaprezentowania potencjału superkomputerów działających w Cyfronecie, w tym Heliosa – najszybszego i najbardziej wydajnego superkomputera w Polsce, który stanowi ważny element krajowej infrastruktury badawczej i który odegra istotną rolę w analizach wspierających bezpieczeństwo cyfrowe miasta.

Stolica przyciąga najemców. 160 tys. m² wynajętej powierzchni w I kw. 2025 r.

Warszawa niezmiennie utrzymuje pozycję lidera wśród rynków biurowych
w Polsce. W I kwartale 2025 roku odnotowano dynamiczny wzrost aktywności najemców – popyt na powierzchnie biurowe zwiększył się aż o 16% względem analogicznego okresu roku poprzedniego, osiągając poziom ponad 160 000
m kw. wynajętej powierzchni.

„W tym samym czasie na stołeczny rynek trafiło jedynie 6 000 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej, co przyczyniło się do dalszego spadku wskaźnika pustostanów – na koniec marca 2025 roku wyniósł on średnio 10,5%, a w centralnych lokalizacjach zaledwie 7,4%. Szczególnie niskim poziomem pustostanów (3,5%) cieszą się nowoczesne budynki oddane do użytku po 2020 roku,”komentuje Michał Kusy, analityk w dziale badań rynku w Knight Frank.

Całkowite zasoby biurowe Warszawy na koniec I kwartału wyniosły 6,28 mln m kw., co stanowi niemal połowę zasobów w skali kraju. Największa koncentracja powierzchni (45%) znajduje się w strefach centralnych, z istotnym udziałem obszarów takich jak Służewiec i Aleje Jerozolimskie, odpowiednio 17% i 12%.

Aktywność deweloperska pozostaje na niskim poziomie – od początku roku oddano tylko jeden nowy budynek (siedzibę CD Projekt o powierzchni 6 000 m kw.). W budowie pozostaje jedynie 241 000 m kw., z czego większość ma zostać ukończona do końca 2025 roku, głównie w rejonie Ronda Daszyńskiego. Poza tym w centrum dominują modernizacje, które odpowiadają za 26% całej powierzchni w budowie.

„Kolejnym pozytywnym sygnałem dla rynku ze strony najemców jest znaczny wzrost nowych umów i ekspansji. Struktura najmu w I kwartale 2025 roku pokazuje dominację nowych umów (49% wolumenu), przy znacznym spadku udziału renegocjacji (do 25%). Coraz większy udział stanowią również umowy zawierane na potrzeby własne najemców (17%) oraz ekspansje (9%),” – dodaje Piotr Kalisz, dyrektor działu reprezentacji najemcy w Knight Frank.

Aż 68% wynajętej powierzchni przypadało na budynki z certyfikatami ekologicznymi, z czego 43% posiadało najwyższe klasy certyfikacji – BREEAM Excellent i Outstanding oraz LEED Platinum.

Czynsze wywoławcze w I kwartale 2025 roku utrzymały się na stabilnym poziomie. W centrum miasta kształtowały się na poziomie od 18 do 28 EUR/m kw./miesiąc, a w najbardziej prestiżowych lokalizacjach mogły przekraczać ten zakres. Poza centrum stawki wynosiły od 10 do 17 EUR/m kw./miesiąc. Opłaty eksploatacyjne wahały się najczęściej od 18 do 38 PLN/m kw./miesiąc.

Warszawski rynek biurowy pozostaje silny, a jego dalszy rozwój determinowany będzie przez rosnące znaczenie nowoczesnych, zrównoważonych budynków oraz zmieniające się potrzeby najemców.

Model AI śledzi wzrok, by rozpoznać objawy depresji i stanów lękowych | wyniki badania

Depresja, lęk społeczny, ale także choroby neurologiczne jak demencja czy choroba Alzheimera – ich diagnoza będzie w przyszłości wspierana przez sztuczną inteligencję. Polski zespół naukowców połączył śledzenie ruchu gałek ocznych ze sztucznymi sieciami neuronowymi, by stworzyć narzędzie do wczesnej diagnostyki. – Dokładność naszej metody sięga nawet 62 procent. Przed nami kolejne badania, ale wynik już jest obiecujący – mówi Karol Chlasta, współautor badania, doktor nauk inżynieryjno-technicznych z Akademii Leona Koźmińskiego.

Szybciej, ale równie skutecznie – dzięki sztucznym sieciom neuronowym

W badaniu wzięło w sumie udział 101 osób – w tym pacjenci z rozpoznaną depresją, osoby z lękiem społecznym oraz osoby zdrowe (grupa kontrolna). Badani oglądali przez 10 sekund zdjęcia twarzy o różnym wyrazie emocji, a specjalne czujniki w okulografach rejestrowały ich ruchy gałek ocznych. Zebrane dane posłużyły do wygenerowania tzw. „ścieżek spojrzeń”, które następnie zostały przeanalizowane przez modele głębokich konwolucyjnych sieci neuronowych – uczących się rozpoznawania wzorców w danych wizualnych i działające na podobnej zasadzie jak ludzki mózg, czyli przetwarzając informacje warstwa po warstwie i wyszukując znaczące sygnały.

– Wzorce ruchów oczu mogą dostarczyć obiektywnych danych na temat naszej kondycji psychicznej. U osób depresyjnych zauważamy tendencję do skupiania uwagi na negatywnych bodźcach. Z kolei osoby z lękiem społecznym wykazują zwiększoną aktywność w skanowaniu twarzy, co jest związane z występowaniem zjawiska w psychologii nazywanego hiperskanowaniem. Objawia się to wydłużeniem ścieżki skanowania twarzy, co świadczy o ich wrażliwości na bodźce społeczne – mówi dr Karol Chlasta, współautor badania i ekspert od sztucznej inteligencji. 

– W przypadku rozróżniania depresji i lęku społecznego nasza metoda osiąga skuteczność rzędu 60–70 procent. To porównywalne z tradycyjnymi metodami, ale dużo szybsze i mniej angażujące dla pacjenta. Umożliwia także łatwiejsze i szybsze monitorowanie zmian stanu psychicznego chorego – dodaje. 

Testy podobne do tych ze smartwatcha?

Choć dokładność modeli sztucznej inteligencji nie jest jeszcze idealna, bo wynosi 62 proc. dla porównania pacjentów z depresją, lękiem społecznym i grupy kontrolnej, to dla badań przesiewowych jest to wynik obiecujący. Szczególnie, że można go uzyskać na podstawie zaledwie 10 sekundowego testu. Co więcej, takie rozwiązania mogą w przyszłości trafić do urządzeń codziennego użytku.

– Możemy to porównać do działania inteligentnych zegarków, które mówią nam jak wyglądał nasz rytm snu. Tyle że poza pulsem, możemy mierzyć i analizować także nasz wzrok, choćby kamerą internetową, albo poprzez coraz popularniejsze okulary VR – wyjaśnia dr Chlasta.

Pozwoliłoby to na stworzenie “wykresu dobrostanu psychicznego” podobnego do wykresów kroków, tętna czy jakości snu oferowanych przez dzisiejsze inteligentne zegarki czy smartphony. Poza analizą wzroku, badacz zwraca uwagę również na swoje pozostałe badania związane z zastosowaniem nowych metod sztucznej inteligencji do analizy głosu. Prace te dotyczą zarówno analizy głosu w kontekście diagnostyki depresji, jak i schorzeń neurologicznych, takich jak demencja czy choroba Alzheimera.

– W przypadku wielu schorzeń nasz głos delikatnie się zmienia. Można porównać to do tego, że przeciążony pracą komputer pracuje nieco wolniej. Musi przełączać się pomiędzy różnymi zadaniami. W przypadku ludzi, możemy zaobserwować zmiany w działaniu narządów mowy, które często są trudne do wyłapania przez człowieka, ale które taki system oparty o sztuczne sieci neuronowe jest w stanie od razu wyłowić, nawet z krótkich fragmentów wypowiedzi – przekonuje badacz. – To może dać wczesny sygnał ostrzegawczy, że jesteśmy narażeni na depresję, demencję lub chorobę Alzheimera. Dzięki temu mamy szansę szybciej zareagować. Zmienić codzienne nawyki i skonsultować się z lekarzem, zanim nasze objawy się nasilą – dodaje dr Chlasta.

Obiecujące badania, ale co dalej?

Depresja i lęk społeczny to jedne z najczęstszych zaburzeń psychicznych, a liczba osób nimi dotkniętych wciąż rośnie. WHO przewiduje, że do 2030 roku depresja będzie najczęściej diagnozowaną chorobą na świecie. W Polsce cierpi na nią już około 4 miliony osób, choć wiele przypadków pozostaje niezauważonych. Głównie dlatego, że ich wczesne wykrycie jest trudne i czasochłonne. Tymczasem badania dr. Chlasty wskazują, że analiza ruchów gałek ocznych może dostarczyć cennych informacji o stanie psychicznym – i stanowić dla nas pierwszy sygnał, że warto skonsultować się z lekarzem. 

Żeby jednak takie rozwiązania jak eye-tracking i inne oparte o AI, mogły trafić do powszechnego użytku, konieczna jest kontynuacja badań, a także zmiany systemowe. Dr Chlasta wskazuje, że możliwe byłoby zastosowanie tej technologii w szerszym systemie umożliwiającym monitorowanie stanu zdrowia psychicznego pacjentów – czy to na skalę całego systemu opieki zdrowotnej, czy też np. na poziomie jednej kliniki, która mogłaby stale oceniać stan zdrowia jej pacjentów. Możliwe byłoby nawet indywidualne użycie za pomocą laptopa z kamerą internetową i mikrofonem, okularów VR lub smartfona. 

– Aby stworzyć dobrze działający model, potrzebne są jednak dodatkowe dane. Systemowo jednak nie są one zbierane, a placówki medyczne również ich nie gromadzą. Dodatkowo, społeczne zaufanie do sztucznej inteligencji wciąż jest niskie, a ludzie podchodzą do przekazywania swoich danych z pewną dozą niepewności. Prawda jest jednak taka, że bez dodatkowych danych nie będzie nam łatwo wyjść poza warunki laboratoryjne, a bez kolejnych analiz nie uda się nam przeprowadzić demonstracji prototypu tej nowej technologii w warunkach operacyjnych – tłumaczy dr Karol Chlasta

W prace nad nową metodą diagnozy zaangażowani byli zarówno psychologowie, jak i eksperci od badań nad sztuczną inteligencją. Wśród nich znaleźli się: dr hab. Krzysztof Krejtz oraz dr hab. Izabela Krejtz z Uniwersytetu SWPS, dr Karol Chlasta z Akademii Leona Koźmińskiego oraz dr Katarzyna Wisiecka z Akademii Ekonomiczno-Humanistycznej w Warszawie. Badanie zostało opublikowane w czasopiśmie International Journal of Marketing, Communication and New Media.

RPP rozpoczęła cykl obniżek. Do 2026 roku stopa referencyjna może spaść do 3,5%

Zgodnie z oczekiwaniami Rada Polityki Pieniężnej obniżyła główną stopę procentową z 5,75 proc. do 5,25 proc., czyli o 50 p.b.

Większość uczestników rynku od kilku miesięcy spodziewała się, że cykl obniżek stóp procentowych może rozpocząć się najpóźniej w lipcu, czyli na pierwszym posiedzeniu po wyborach prezydenckich, ale jeszcze dwa miesiące temu Prezes RPP mówił, że rozpoczęcie cyklu obniżek w tym roku może być jeszcze możliwe.

Dopiero kilka tygodni temu profesor Glapiński znacząco zmienił retorykę w oparciu o nową projekcję inflacyjną i nowe odczyty gospodarcze, praktycznie wprost deklarując, że obniżka w maju jest możliwa.

Dzisiaj cykl obniżek można oficjalnie uznać za rozpoczęty, a ta obniżka wydaje się być pierwszą z serii obniżek, które mogą mieć miejsce na kolejnych posiedzeniach RPP.

Wyceny kontraktów FRA sugerują, że cykl obniżek stóp procentowych powinien się zakończyć na początku 2026 roku przy stopie referencyjnej na poziomie 3,50 proc., co oczywiście jest bardzo dobrą informacją dla kredytobiorców oraz emitentów obligacji, gorszą dla banków, obligatariuszy i oszczędzających na klasycznych produktach bankowych.

Autor: Piotr Bawolski, CFA, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Obniżka stóp procentowych to impuls dla rynku mieszkaniowego, ale nie przełom

Rynek nieruchomości od dłuższego czasu wyczekiwał decyzji o obniżce stóp procentowych, a jej ogłoszenie może okazać się ważnym impulsem. Jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem tej zmiany, dane z Biura Informacji Kredytowej oraz analizy Otodom wskazywały na rosnące zainteresowanie potencjalnych nabywców – przybywało zapytań o kredyty hipoteczne i zwiększała się liczba wyszukiwań ofert mieszkań oraz domów. Konsumenci zaczęli testować swoją zdolność kredytową w nadziei na lepsze warunki finansowania.

Badania Otodom pokazały, że aż 13% osób rozważających zakup nieruchomości było gotowych podjąć decyzję zakupową pod warunkiem obniżki stóp. Gdyby ta grupa faktycznie zdecydowała się na zakup, sprzedaż mieszkań na siedmiu największych rynkach w Polsce mogłaby wzrosnąć o niemal 5 tys. lokali w porównaniu z rokiem 2024, przekraczając próg 42 tys. transakcji.

Mimo pozytywnego sygnału, jaki wysyła decyzja RPP, jedno obniżenie stóp nawet o 50 czy nawet 75 punktów bazowych nie rozwiąże wszystkich problemów rynku. Przy obecnym poziomie cen mieszkań, wyraźny wzrost sprzedaży o 15–20% byłby możliwy dopiero przy łącznym cięciu rzędu 100–150 punktów bazowych a to wymaga czasu i sprzyjających warunków makroekonomicznych. Jeszcze silniejszy efekt mogłoby przynieść połączenie dalszych obniżek stóp z wprowadzeniem rządowego programu wspierającego zakup mieszkań z rynku wtórnego. To właśnie ta część rynku odczułaby wówczas znaczącą poprawę sytuacji.

Warto jednak zaznaczyć, że w ostatnich kwartałach rynek mieszkaniowy udowodnił swoją odporność i zdolność do funkcjonowania bez dodatkowego wsparcia. Co więcej, według badań prowadzonych na zlecenie Otodom, od dwóch kwartałów nastroje klientów się poprawiają i coraz mniej z nich spodziewa się dalszych wzrostów cen nieruchomości. Ta zmiana wynika przede wszystkim ze stabilizacji cen ofertowych i poprawy dostępności mieszkań, a nie z samych oczekiwań wobec polityki monetarnej.

Dzisiejsza decyzja Rady Polityki Pieniężnej daje szansę na powrót tzw. „kupującego kredytowego”, jednak realna siła tego impulsu będzie zależeć od kontynuacji obniżek stóp oraz ewentualnego wsparcia popytu – na przykład w postaci rządowych programów. Dla wielu potencjalnych nabywców sam sygnał poprawy warunków finansowania może nie wystarczyć, jeśli nie zostanie on wzmocniony działaniami, które zwiększą dostępność kredytów hipotecznych i zmniejszą bariery dla potencjalnych nabywców.

Autor: Katarzyna Kuniewicz, Dyrektorka badań rynku, Otodom

* wg danych za grudzień 2024 r.

170 mln USD kary za cyberszpiegostwo Pegasusem

  • Amerykański sąd federalny nakazał izraelskiej firmie szpiegowskiej NSO Group, twórcy Pegasusa, zapłatę niemal 170 milionów dolarów odszkodowania na rzecz WhatsAppa i spółki macierzystej – Meta;
  • To finał sprawy, która rozpoczęła się w 2019 roku, gdy przedstawiciele WhatsApp odkryli, że NSO Group wykorzystało jego system połączeń wideo do przesyłania złośliwego oprogramowania użytkownikom, w tym Pegasus;
  • Tym sposobem zainfekowano około 1 400 kont WhatsApp.

odszkodowania jest ważnym sygnałem. Tak wysoka kara może być druzgocąca dla NSO Group i stanowi ostrzeżenie dla innych firm rozwijających zaawansowane narzędzia do cyberinwigilacji, takich jak Pegasus, znany z wykorzystywania do ataków na przeciwników politycznych, dziennikarzy i przedstawicieli różnych organizacji.

Kluczowe znaczenie w tym procesie miała decyzja Mety, której decydenci zdecydowali o ujawnieniu incydentów włamań do WhatsAppa. To pozwoliło kontynuować postępowanie sądowe i ostatecznie pociągnąć NSO Group do odpowiedzialności finansowej. Równie istotne były też: stały monitoring sytuacji i równolegle prowadzone dochodzenia przez organizacje społeczne, takie jak Amnesty International i Citizen Lab, które odegrały ważną rolę w ujawnianiu nadużyć związanych z oprogramowaniem szpiegowskim i zwiększaniu świadomości na temat zagrożeń. Niestety rynek inwazyjnych i złośliwych technologii nadal się rozwija.

Dosłownie w zeszłym miesiącu, podczas Paryskiego Forum Obrony i Bezpieczeństwa, państwa ze wszystkich kontynentów uzgodniły dobrowolny kodeks postępowania mający na celu regulację i ograniczenie rozprzestrzeniania się złośliwego oprogramowania szpiegowskiego. Choć porozumienie to jest dobrowolne, stanowi ważny sygnał dla społeczeństwa, że nie ma przyzwolenia rządzących na takie praktyki. Z drugiej strony, niestety znaczna część krajów kodeksu nie przyjęła, co może stanowić poważne wyzwanie dla cyberbezpieczeństwa międzynarodowego.

Niewątpliwie grupę osób najbardziej narażonych na działania cyberszpiegów stanowią politycy (zarówno szczebla krajowego, jak i lokalnego), liderzy biznesu, pracownicy organizacji i jednostek pożytku publicznego. Osoby te powinny ze szczególną starannością dbać o zabezpieczanie swoich urządzeń.

Autor: Kamil Sadkowski, analityk laboratorium antywirusowego ESET

RPP obniża stopy procentowe o 50 pb. Glapiński zapowiada kolejne cięcia

Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała się na obniżenie stóp procentowych o 50 punktów bazowych, co było zgodne z oczekiwaniami rynkowymi. Na decyzję o obniżce stóp procentowych musieliśmy czekać bardzo długo, gdyż poprzednia decyzja o obniżce była podjęta ostatnim razem w październiku 2023 roku. Główna stopa procentowa została obniżona z poziomu 5,75% do poziomu 5,25%. Co stało za dzisiejszą decyzją?

Szef NBP oraz RPP, czyli prof. Glapiński wyraźnie zmienił komunikację na początku kwietnia, co było związane z dwoma czynnikami. Po pierwsze już od dawna w Radzie budowała się narracja o potrzebie obniżek, a po drugie inflacja dała powód ku temu, aby zmienić komunikację. Inflacja w marcu wypadła na poziomie 4,9%, czyli poniżej poziomów prognozowanych przez NBP oraz następnie inflacja za kwiecień spadła do poziomu 4,2%. Oczywiście pozostaje ona wyraźnie powyżej celu, ale ostatnia projekcja i tak pokazała, że szczyt inflacji miał miejsce na początku tego roku i powinien zmierzać do celu i osiągnąć go w 2026 roku. Prof. Glapiński zapowiadał, że widzi przestrzeń do dwóch obniżek o 50 punktów bazowych w tym roku, w sumie o 100 punktów bazowych i następnie analizie tego, jak wpłynie to na gospodarkę oraz inflację. Wobec tego najprawdopodobniej kolejnym terminem obniżki będzie lipiec, kiedy poznamy najnowsze projekcje inflacyjne. Oprócz tego szef NBP zakładał, że stopy procentowe zostaną obniżone do poziomu 3,5% w przyszłym roku.

Co oznacza dzisiejsza obniżka? Jest to z pewnością ulga dla kredytobiorców. Zakładając kredyt hipoteczny na poziomie 500 tysięcy złotych na 25-30 lat, ze średnim oprocentowaniem, które wynosi obecnie ok. 7,5%, rata powinna być niższa o nieco ponad 150 zł. Zakładając jednak obniżki do 3,5% do przyszłego roku, od obecnych poziomów dla wskazanego kredytu, rata w przyszłym roku może być niższa o ponad 700 zł. Niższe stopy procentowe to również dobra informacja dla przedsiębiorców, którzy nierzadko korzystają z takiego rodzaju finansowania czy również inwestorów, choć kredyt inwestycyjny w Polsce nie jest tak popularny jak np. Na Wall Street.

Co ze złotym? Złoty stracił na wartości na początku kwietnia w momencie zmiany narracji ze strony Narodowego Banku Polskiego i dzisiejsza decyzja była wyraźnie komunikowana przez wielu członków Rady Polityki Pieniężnej w ostatnich tygodniach. Wobec tego złoty najprawdopodobniej pozostanie stabilny, niemniej jego postawa będzie zależeć od zapowiedzi prof. Glapińskiego w trakcie czwartkowej konferencji prasowej. Jeśli zapowie cały regularny cykl obniżek, złoty może znaleźć się pod presją. Jeśli jednak zachowa neutralny stosunek, najprawdopodobniej złoty pozostanie stabilny.

Obecnie za dolara płacimy 3,76 zł, za euro 4,27 zł, za funta 5,02 zł, za franka 4,56 zł.

Autor: Michał Stajniak, CFA, wicedyrektor Działu Analiz XTB

Przemysław Czarnek ujawnił dane osobowe podczas konferencji – Prezes UODO wszczyna postępowanie z urzędu

0

Ujawnienie danych osobowych podczas konferencji prasowej – Prezes UODO wszczyna postępowanie z urzędu

Podczas jednej z ostatnich konferencji prasowych w Sejmie RP doszło do poważnego naruszenia zasad ochrony danych osobowych. W trakcie wydarzenia, którego celem było wyjaśnienie kwestii majątkowych jednego z kandydatów na Prezydenta RP, poseł Przemysław Czarnek zaprezentował dokumenty zawierające dane osobowe dwóch osób prywatnych – imiona, nazwiska, adresy zamieszkania oraz numery PESEL. Dane te zostały ujawnione publicznie i znalazły się na zdjęciach dostępnych w mediach.

Sprawą natychmiast zainteresował się Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO), Mirosław Wróblewski, który poinformował o wszczęciu postępowania z urzędu. Jak podkreślił, osoby te nie pełnią żadnych funkcji publicznych, a ujawnienie ich danych osobowych w tak szerokim zakresie może wiązać się z poważnymi konsekwencjami – w tym zagrożeniem dla ich prywatności i bezpieczeństwa.

To nie pierwszy przypadek, gdy osoby publiczne – politycy czy urzędnicy – podczas wystąpień medialnych nie zachowują ostrożności w kwestii danych osobowych. Tym razem jednak skala naruszenia, jak również jego potencjalne skutki dla osób postronnych, skłoniły UODO do podjęcia natychmiastowych działań.

„Doceniam te media, które zachowały czujność i nie upowszechniały dalej w swoich publikacjach danych osobowych widocznych na zdjęciu i które je zasłoniły” – powiedział Prezes UODO. Jednocześnie zwrócił uwagę, że to osoby publiczne powinny w pierwszej kolejności zadbać o bezpieczeństwo danych, szczególnie tych, które dotyczą osób prywatnych.

Wobec zbliżających się wyborów prezydenckich Prezes UODO przypomniał również, że kampania polityczna, mimo że często nacechowana silnymi emocjami, nie zwalnia z obowiązku przestrzegania przepisów o ochronie danych osobowych.

Naruszenia przepisów RODO (Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych) mogą skutkować nie tylko postępowaniem administracyjnym, ale również dotkliwymi karami finansowymi. Przypadek ten pokazuje, że nawet w realiach politycznych i medialnych, prywatność obywateli powinna być bezwzględnie chroniona – szczególnie gdy dotyczy osób, które nie zdecydowały się na udział w życiu publicznym.

RPP zaskakuje skalą obniżki stóp. Kredytobiorcy zyskają, złoty pod presją

Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała dziś o obniżce stóp procentowych o 50 pb, tym samym podstawowa stopa procentowa w Polsce wynosi obecnie 5,25 pkt proc. Taka decyzja w pierwszej kolejności powinna obniżyć raty kredytów mieszkaniowych. Od poprzedniej obniżki stóp minęło już ponad 1,5 roku – poprzednio stopy spadły 5 października 2023 roku. Wieczorem decyzję o stopach podejmuje natomiast amerykański FED, a jutro Bank Anglii.

Zgodnie z oczekiwaniami rynku doszło dziś do obniżki stóp procentowych. Zaskoczyła jednak jej skala – Rada zdecydowała się ściąć stopy aż o 50 pb. To efekt coraz silniej spadającej inflacji, która w kwietniu wyniosła 4,2 proc. (spadek z poziomu 4,9 proc. w marcu). Inflacja wyraźnie znajduje się w trendzie spadkowym – już w lipcu, za sprawą efektu bazy (wysokie odczyty w tych samych miesiącach rok temu), inflacja powinna spaść do poziomu około 3 proc. Zbliżamy się też do wakacji, gdy spadki cen produktów sezonowych zwykle wyhamowują wzrost cen żywności – choć jeszcze w kwietniu ceny żywności wzrosły o 0,8 proc.

Obniżka stóp ucieszy wszystkich spłacających kredyty mieszkaniowe, których oprocentowanie powiązane jest z wysokością rynkowej stopy WIBOR, bowiem jej wartość bezpośrednio zależy od poziomu oficjalnych stóp. Stawki te już częściowo spadły w przededniu decyzji Rady. Spadek WIBOR-u o 50 pb powinien przełożyć się na spadek raty przeciętnego kredytu o 25-35 zł na każde 100 tys. zł kredytu. Nie dotyczy to jednak osób, które posiadają kredyty z okresowo stałym oprocentowaniem – one odczują spadek stóp dopiero po zakończeniu okresu stałej stopy (w większości przypadków jest to okres 5 lat od zaciągnięcia kredytu).

Obniżka stóp zarówno w Polsce, jak i w Wielkiej Brytanii powinna zostać pozytywnie odebrana przez i inwestorów i giełdy, których atrakcyjność rośnie, gdy spadają stopy procentowe. Według badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego, odsetek polskich inwestorów uważających inflację za największe zagrożenie dla ich portfela inwestycyjnego spadł w pierwszym kwartale do poziomu 24 proc., z 28 proc. kwartał wcześniej. Inflacja jednak cały czas pozostaje najpopularniejszym zagrożeniem dla portfela polskich inwestorów, choć jednocześnie 22 proc. z nich najbardziej obawia się konfliktów międzynarodowych, a dla 9 proc. najważniejszym problemem pozostają wysokie stopy procentowe w Polsce.

Z drugiej strony możemy także spodziewać się spadku oprocentowania bankowych depozytów, co powoduje, że mimo spadku inflacji bankowe lokaty realnie będą przynosić swoim posiadaczom straty – podobnie jak miało to miejsce w ostatnich miesiącach.

Spadek stóp procentowych w Polsce może także osłabić złotego, który w ostatnim okresie pozostaje najmocniejszy od kilku lat. Obniżka stóp oznacza bowiem, że lokowanie kapitału w Polsce stanie się mniej dochodowe, a zatem złoty może stać się mniej atrakcyjny dla inwestorów. Warto jednak pamiętać, że stopy w Polsce cały czas pozostają znacząco wyższe od stóp w USA i strefie euro. Dziś wieczorem decyzję o stopach będzie podejmował amerykański FED, który z dużym prawdopodobieństwem pozostawi stopy bez zmian. Jutro natomiast zbiera się Bank Anglii – tutaj rynek przewiduje, że dojdzie do obniżki stóp.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Fundacja rodzinna a CIT: szybka sprzedaż udziałów dozwolona, ale pod kontrolą fiskusa

Dyrektor KIS potwierdził, że nabycie przez fundację rodzinną udziałów wyłącznie w celu ich dalszego zbycia mieści się w zakresie dozwolonej działalności gospodarczej i nie podlega opodatkowaniu CIT. Należy jednak zachować ostrożność, bo zdaniem Szefa KAS takie działanie pozbawione uzasadnienia ekonomicznego może zostać uznane za agresywną optymalizację podatkową.

Szybkie zbycie udziałów to dozwolona działalność gospodarcza fundacji rodzinnej

Fundacja rodzinna, prócz ochrony majątku i planowania sukcesji, czy element strategii Family Office, oferuje swoim fundatorom i beneficjentom namacalne preferencje podatkowe. Jeżeli fundacja wykonuje tzw. dozwoloną działalność gospodarczą, o której mowa w art. 5 ustawy o fundacji rodzinnej – to podatku dochodowego płacić nie musi. W pewnym uproszczeniu, można wskazać, że dopiero w przypadku transferu zarobionych środków z fundacji rodzinnej, trzeba będzie podatek uiścić. Model opodatkowania jest więc w dużym stopniu zbliżony do spółek opodatkowanych ryczałtem od dochodów spółek (nazywanym również popularnie estońskim CIT).

Jest jeszcze jedna istotna kwestia – w przypadku przekroczenia zakresu dozwolonej działalności gospodarczej, dochód z takiej działalności jest opodatkowany w stawce 25%. Innymi słowy, prowadzenie działalności gospodarczej spoza katalogu z art. 5 ustawy o fundacji rodzinnej skutkuje jej opodatkowaniem. W art. 5 wymienione jest m.in. zbywanie mienia, o ile mienie to nie zostało nabyte wyłącznie w celu dalszego zbycia, przystępowanie do spółek handlowych, nabywanie i zbywanie papierów wartościowych, instrumentów pochodnych i praw o podobnym charakterze.

Podatnicy występowali o interpretacje indywidualne

Podatnicy zaczęli mieć wątpliwości, czy zbycie udziałów w spółce prawa handlowego następujące w krótkim okresie czasu od ich nabycia przez fundację rodzinną mieści się w zakresie owej dozwolonej działalności, co skutkuje brakiem opodatkowania. Pytania rodzą zwłaszcza granice „dozwolonego” zbywania mienia.

Brzmienie literalne przepisów jest jasne, i przemawia na korzyść podatników

O ile może być wątpliwe to, czy dochód ze zbycia udziałów powinien być zaliczony do zakresu działalności, jakim jest przystępowanie do spółek prawa handlowego, czy też nabywanie i zbywanie papierów wartościowych, instrumentów pochodnych i praw o podobnym charakterze, to trzeba zwrócić uwagę na treść art. 5 ust. 3 ustawy o fundacji rodzinnej. Stosownie do jego treści, ograniczenia dotyczące nabycia mienia tylko po to, aby je następne zbyć nie stosuje się do działalności, jaką jest przystępowanie do spółek prawa handlowego, oraz nabywanie i zbywanie papierów wartościowych. Dlatego, abstrahując od klasyfikacji zbywania udziałów w ramach art. 5, krótki czas pomiędzy nabyciem, a zbyciem nie niweluje prawa do zwolnienia z podatku dochodowego.

Dyrektor KIS z taką interpretacją się zgodził

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej podzielił taką argumentację. Jak wyjaśniano w interpretacji indywidualnej z 29 października 2024 r., znak: 0111-KDIB1-2.4010.508.2024.1.EJ: „mając bowiem na względzie przywołany art. 5 ust. 3 ustawy o fundacji rodzinnej, stwierdzić należy, że fundacja rodzinna może prowadzić działalność polegającą na zbywaniu praw wynikających z przystąpienia do spółek handlowych oraz podmiotów o podobnym charakterze mających swoją siedzibę za granicą, nawet jeśli takie prawa, składniki mienia zostały nabyte wyłącznie w celu ich dalszego zbycia. Na gruncie art. 5 ust. 1 pkt 3 ustawy o fundacji rodzinnej, fundacja rodzinna może przystępować do spółek handlowych i innych wymienionych w tym przepisie podmiotów, uczestniczyć w nich oraz wykonywać wszelkie prawa wynikające z tych tytułów, również z nich występować, czy zbywać części udziału”.

A może jednak są jakieś zagrożenia podatkowe

Pomimo wydanej interpretacji, takich transakcji nie można jednak uznać za w pełni bezpieczne. Szef Krajowej Administracji Skarbowej w odmowie wydania opinii zabezpieczającej z dnia 19 grudnia 2024 r., znak: DKP1.8082.7.2023, uznał bowiem, że może stanowić przejaw unikania opodatkowania czynność polegająca na wniesieniu udziałów do fundacji rodzinnej i następne szybkie ich zbycie. Jeśli więc fundacja rodzinna została wykorzystana z perspektywy ekonomicznej jako zbędny podmiot pośredniczący, mający na celu uzyskanie korzyści podatkowych, możliwe jest wówczas zastosowanie art. 119a Ordynacji podatkowej i w konsekwencji zakwestionowanie tych korzyści.

Wniosek z tego jest następujący, w przypadku takich zamierzeń należy dokładnie zweryfikować, czy podejmowane działanie ma uzasadnienie ekonomiczne. Jeśli, celem podatnika jest wyłącznie uzyskanie korzyści podatkowych, należy uznać je za obarczone ryzykiem podatkowym. By ustalić bezpieczną, zgodną z prawem strategię warto postawić na doradztwo podatkowe.

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie podatkowych, ochronie majątku, Family Office w tym w tworzeniu fundacji rodzinnych i planowaniu sukcesji

AI w handlu: tylko 10% firm wdrożyło sztuczną inteligencję, ale aż 89% osiągnęło zakładane cele

Wyniki badania EY wskazują, że tylko 10% przedsiębiorstw z branży handlowej ma za sobą pierwsze wdrożenie AI. Jednocześnie długi proces analiz możliwych rozwiązań przekłada się na skuteczność – 89% podmiotów uznało, że sztuczna inteligencja pozwoliła im osiągnąć zamierzone cele. Handel najrzadziej ze wszystkich sektorów (22%) wskazywał, że AI przyczyniło się do redukcji liczby rekrutacji na stanowiska niewymagające doświadczenia.

Automatyzacja obsługi klienta, predykcyjne zarządzanie zapasami czy optymalizacja cen w czasie rzeczywistym – to tylko niektóre z przykładów tego, w jaki sposób branża handlowa wykorzystuje narzędzia oparte o sztuczną inteligencję. Dzięki inteligentnemu prognozowaniu zapotrzebowania i zarządzaniu zasobami, firmy z tego sektora mogą działać efektywniej. Najnowsze badanie EY – Jak polskie firmy wdrażają AI – dokładnie przygląda się temu, jak rodzima branża handlowa wdraża sztuczną inteligencję.

Handel odstaje od innych branż. Dlaczego tak często przerywa projekty?

Według raportu EY – Jak polskie firmy wdrażają AI – który wziął pod uwagę obszar handlu, produkcji i usług, obecnie prawie 1/3 (30%) przedsiębiorstw w Polsce ma już za sobą wdrożenia AI. Handel znajduje się poniżej średniej, ponieważ tylko co dziesiąta firma (10%) z sukcesem zaimplementowała tę technologię. Jest to znacząca różnica względem branży produkcyjnej (30%) i usługowej (24%). Dodatkowo ten sektor, częściej niż inne, przerwał rozpoczęty proces implementacji (13%, usługi – 8%, produkcja – 7%).

– Przedsiębiorstwa handlowe częściej niż inne branże korzystają z gotowych rozwiązań AI dostarczonych przez zewnętrzne podmioty, a tylko 14% z nich opracowuje własne narzędzia AI. W porównaniu do wyników naszego badania z poprzedniego roku widać bardzo istotny spadek liczby zakończonych wdrożeń (z 20% do 10%) i większy odsetek przerwanych wdrożeń (z 9% do ponad 13%). Może to oznaczać, że tzw. „nisko wiszące owoce” zostały już skonsumowane w pierwszej fali wdrożeń AI, a uzyskanie istotnych korzyści biznesowych z szerszej adopcji tej technologii stanowi duże wyzwanie. Dodatkowo, 26% firm z tego sektora, a więc znacznie więcej niż z innych obszarów, wskazuje obawy o bezpieczeństwo – w tym bezpieczeństwo danych – jako barierę w podjęciu decyzji o wdrożeniu. Jest to naturalne dla branży, dla której zaufanie klientów, kontrahentów i partnerów jest kluczowe dla prowadzenia biznesu – mówi Bartosz Pacuszka, partner EY Polska, lider zespołu AI Technology.

Pomimo niższego od innych segmentów rynku odsetka wdrożeń, to właśnie handel jest branżą, która najczęściej (89%) wskazywała, że implementacja AI pozwoliła na osiągnięcie zamierzonych korzyści. Dla porównania w przypadku produkcji ten odsetek sięgnął 79%, a usług – 74%. W sektorze handlowym szczególnie docenione były niższe koszty prowadzenia biznesu (47%) oraz zwiększenie skali działania i poprawa jakości usług (oba po 36%). AI był zaś najczęściej wdrażany w obszarach marketingu i analizy rynku (60%), sprzedaży (51%), obsługi klienta (46%) i zarządzania łańcuchem dostaw (40%).

– Od personalizacji doświadczeń zakupowych w e-commerce, przez zarządzanie łańcuchem dostaw, aż po obsługę klienta. Spektrum zastosowania AI w handlu jest bardzo szerokie i w tym sektorze dotyczy też nowych, innowacyjnych obszarów. Dziś już pojawiają się pierwsze sklepy bezobsługowe, a część branży stosuje określane przez sztuczną inteligencję, zmieniające się w czasie rzeczywistym ceny – mówi Michał Płotnicki, Partner EY-Parthenon, Lider Zespołu Sektora E-commerce.

Branża handlowa, częściej niż inne, stawia również na zabezpieczenia sztucznej inteligencji. To właśnie w tym sektorze 35% firm wskazało, że inwestuje w cyberbezpieczeństwo AI (w produkcji było to 28%, w usługach – 27%), a co czwarty podmiot w tej kwestii łączy rozwiązania proceduralne (jak szkolenia) z narzędziowymi, zwiększając tym samym odporność na potencjalny atak (w usługach był to co piąty, a w produkcji –18%).

Sztuczna inteligencja w handlu. Pracownicy jasno o zmianach

W przypadku wpływu AI na kwestie zatrudnienia, w branży handlowej również widać dużą ostrożność. Ten sektor najrzadziej (22%) wskazywał, że popularyzacja sztucznej inteligencji przyczyniła się do redukcji liczby rekrutacji na stanowiska niewymagające doświadczenia (względem 34% w usługach i 40% w produkcji). Podobnie w przypadku wprowadzania zmian organizacyjnych i operacyjnych spowodowanych podniesieniem efektywności dzięki AI. Handel najrzadziej (21%) spośród sektorów przeprowadzał takie działania (dla porównania w sektorze produkcji było to aż 48%), ale równocześnie najchętniej (49%) poszukuje nowych rozwiązań zwiększających efektywność.

Sami pracownicy natomiast podchodzą do popularyzacji AI bardzo pragmatycznie. Aż 40% firm handlowych zaznaczyło, że wśród zatrudnionych w nich osób dominuje przekonanie, iż wykorzystanie AI w ich pracy jest nieuchronne i trzeba zdobywać nowe umiejętności w tym zakresie. Jednocześnie przedstawiciele tej branży rzadziej (17%) przejawiali pogląd, że AI zabierze im pracę bądź trwale zmieni jej charakter.

– Pracownicy sektora handlowego są bardzo dobrze zaznajomieni z nowymi technologiami. Magazyny obsługiwane przez samojezdne roboty, systemy skanowania i inwentaryzacji czy boty, pomagające automatyzować obsługę klienta, nie są dziś niczym nowym. AI jest więc kolejnym, choć dużym i istotnym, krokiem rozwoju branży. Kluczowe dla zespołów HR będzie odpowiednie podejście do tej zmiany i pokazanie pracownikom, np. poprzez zapewnienie szkoleń, w jaki sposób narzędzia sztucznej inteligencji mogą pomóc im łatwiej i skuteczniej wykonywać codzienne zadania – mówi Katarzyna Ellis, Partnerka EY Polska i liderka zespołu People Consulting.

O badaniu
Druga edycja badania – Jak polskie firmy wdrażają AI – została opracowana na zlecenie EY Polska przez Cube Research w ostatnim kwartale 2024 roku na próbie 501 dużych i średnich przedsiębiorstw działające w branżach produkcyjnej, usługowej i handlowej.

Decydujący dzień dla złotego, korony i dolara – rynek czeka na decyzje banków centralnych

Dzisiaj trzy ważne decyzje banków centralnych. W Europie – Czechy i Polska. Prawdopodobnie w obydwóch krajach dojdzie do obniżek stóp procentowych. Wieczorem USA, gdzie rynek nie oczekuje zmian.

Czekając na RPP

Dzisiaj kończy się dwudniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Poznamy zatem decyzję w sprawie stóp procentowych, jednak nie wiadomo kiedy dokładnie. W przeciwieństwie bowiem do wielu innych tego typu gremiów, polskie nigdy nie ustaliło stałej godziny publikacji. Patrząc historycznie, należałoby typować godziny około 14:00-15:00. Problem w tym, że przy tak dużej zmianie, jaką jest potencjalna pierwsza od półtora roku obniżka stóp, nie można wykluczyć, że potrwa to dłużej. Złośliwi przypominają, że zdarzały się decyzje publikowane po godzinie 18:00. Rynek patrząc na stawkę WIBOR, oczekuje spadku od 0,25% do 0,5%. Obserwując analityków przed dzisiejszym posiedzeniem, niespodziewanie widoczny jest szeroki wachlarz opinii. Jedni prognozują brak decyzji, wskazując, chociażby konflikt polityczny prezesa NBP z obecną władzą. Drudzy natomiast rozważają opcje atomowe w postaci szokowego cięcia o dużą wartość, zamiast rozpoczynać cykl obniżek. Gdyby nie doszło do obniżki stóp procentowych, należy spodziewać się umocnienia złotego.

Czy Czesi obniżą stopy procentowe?

Dzisiaj o 14:30 poznamy decyzję w sprawie stóp procentowych w Czechach. Będzie to zatem najprawdopodobniej podobny czas jak w przypadku decyzji w Polsce. Warto jednak pamiętać, że obecny poziom tego wskaźnika w Czechach wynosi 3,75%. Jest to zatem już teraz o pełne 2 punkty procentowe mniej niż w Polsce. U nas główna stopa wynosi obecnie 5,75%. Niemniej jednak inflacja w Czechach w kwietniu spadła po raz pierwszy od 2018 roku poniżej 2% – wynosi ona 1,8%. W Polsce cieszymy się ze spadku do 4,2%. Sytuacja naszego południowego partnera jest zatem wyraźnie inna. To właśnie dlatego rynek spodziewa się dzisiaj obniżki o 0,25% u naszych południowych sąsiadów. Gdyby do tej obniżki nie doszło, należy się spodziewać umocnienia korony czeskiej.

Co w USA?

Dzisiaj poznamy decyzję Federalnego Komitetu Otwartego Rynku, czyli amerykańskiego odpowiednika naszej RPP. Analitycy są zgodni, że na posiedzeniu nie dojdzie do zmian stóp procentowych. Jest ona obecnie spodziewana w czerwcu lub lipcu. Mamy zatem typową sytuację gdzie ważniejsza będzie konferencja prasowa. Administracja prezydencka oczywiście naciska na obniżki. Łatwiej się rządzi przy niższych stopach procentowych. Dodatkowo im niższe stopy, tym słabsza powinna być waluta. Słaby dolar z kolei doskonale wpasowuje się w wyrównywanie deficytu handlowego. Powoduje on bowiem, że import staje się mniej opłacalny, za to mocno zyskują eksporterzy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych, oprócz decyzji RPP o nieznanej godzinie, warto zwrócić uwagę na:

14:30 – Czechy – decyzja w sprawie stóp procentowych,

20:00 – USA – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Rzecznik MŚP: decyzja prezydenta uderza w fundamenty polskiej gospodarki

Stanowisko Rzecznika MŚP w związku z prezydenckim wetem dotyczącym składki zdrowotnej.

Prezydenckie weto do ustawy obniżającej składkę zdrowotną dla przedsiębiorców to decyzja głęboko niesprawiedliwa i nieracjonalna ekonomicznie. Obowiązujące od blisko trzech lat, uchwalone w ramach tzw. Polskiego Ładu przepisy są krzywdzące dla osób prowadzących działalność gospodarczą. Zostały one obarczone nieproporcjonalnie wysokimi składkami, co w wielu przypadkach stanowiło ciężar nie do udźwignięcia dla prowadzonych przez nich firm i wymuszało ich likwidację bądź zawieszenie prowadzenia działalności. W latach 2022-2024 mieliśmy do czynienia z rekordowo wysoką liczbą przedsiębiorstw, które zaprzestawały działalności. Odbiło się to negatywnie na poziomie rozwoju gospodarczego Polski i oznaczało utratę setek tysięcy miejsc pracy.

Szczególnie dotkliwie skutki Polskiego Ładu odczuli przedsiębiorcy z sektora MŚP. To oni wytwarzają blisko połowę polskiego PKB. Małe i średnie przedsiębiorstwa są głównym źródłem elastyczności i konkurencyjności naszej gospodarki. I to właśnie one ponoszą największe ciężary wprowadzonych w 2022 roku rozwiązań. Dwa i pół miliona przedsiębiorców z nadzieją oczekiwało na zmianę szkodliwych i niesprawiedliwych przepisów. Dla nich i ich rodzin decyzja Prezydenta Andrzeja Dudy oznacza przekreślenie nadziei na poprawę warunków prowadzenia działalności oraz stwarza zagrożenie dla istnienia prowadzonych przez nich firm.

Jako Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców będę konsekwentnie dążyła do tego, by po wyborach prezydenckich rząd i parlament wróciły do sprawy. Wprowadzenie sprawiedliwych rozwiązań dotyczących składki zdrowotnej dla przedsiębiorców to jeden z głównych warunków przyspieszenia tempa rozwoju gospodarczego naszego kraju i przywrócenia przedsiębiorcom poczucia, że są przez państwo traktowani sprawiedliwie.

Zdaję sobie sprawę, że zarówno wysokość, jak i formy finansowania służby zdrowia wymagają gruntownego przemyślenia. Jestem gotowa do udziału w pracach nad finalnymi rozwiązaniami. Nie mogę jednak zgodzić się na obecne przepisy, które dyskryminują jedną grup społeczną.

Optymizm na rynku nieruchomości komercyjnych: sektor magazynowy, handel i PRS napędzają wzrost inwestycji

Wynik 2024 r. wykazał powrót do stabilizacji na polskim rynku nieruchomości komercyjnych – powiało optymizmem. Całkowity wolumen transakcji przekroczył dwukrotność wyniku z 2023 r., potwierdzając istotne ożywienie na rynku. Oczekujemy, że ta dynamika utrzyma się w 2025 roku, dodatkowo napędzana przez spodziewane obniżki stóp procentowych, poprawę płynności i pojawienie się wielu okazji inwestycyjnych we wszystkich segmentach rynku.

W I kw. 2025 r. wolumen transakcji inwestycyjnych w Polsce wyniósł 686 mln euro, co stanowi wzrost o 64% rok do roku. Płynność rynku wzrosła z kolei o 46%. Struktura transakcji była zbudowana głównie w oparciu o sektor handlowy – w szczególności parki handlowe – oraz starsze biurowce. W rezultacie średnia wartość transakcji pozostała stosunkowo niewielka, i tylko wartość 4 transakcji znalazła się w przedziale 50-75 mln euro. Polscy inwestorzy odpowiadali za 17% wolumenu, co podkreśla stabilny udział i rosnący wpływ polskiego kapitału.

Inwestycje w sektorze magazynowym nabrały tempa: w I kw. odpowiadały za 29% całkowitego wolumenu transakcji, oraz dodatkowo w segmencie została zrealizowana ogromna fuzja (sprzedaż GLP do Ares). Transakcje biurowe miały miejsce zarówno w Warszawie, jak i na rynkach regionalnych, podczas gdy inwestycje w sektorze handlowym koncentrowały się na parkach handlowych i centrach handlowych zlokalizowanych w miastach regionalnych. Na rynku sfinalizowano również 3 transakcje w sektorze mieszkaniowym, a także zakup hoteli przez francuski SCPI.

Główne liczby:

  • 686 milionów euro – całkowity wolumen inwestycyjny w I kw. 2025
  • 35 transakcji
  • Wysoka płynność, umiarkowana średnia wartość transakcji
  • Sprzedaż GLP do Ares – duże przejęcie w sektorze magazynowym

Sektor magazynowy – bezpieczne opcje

Utrzymujące się zainteresowanie inwestorów aktywami magazynowymi sygnalizuje dalsze przyspieszenie w tym segmencie rynku. W obliczu utrzymującej się niepewności geopolitycznej, Polska wyróżnia się jako strategiczne miejsce dla inwestorów zagranicznych realizujących strategie „nearshoringu”, co wskazuje na silny i długotrwały potencjał wzrostu dla sektora.

W I kw. 2025 r. w sektorze magazynowym zrealizowano 5 transakcji o łącznej wartości 202 mln euro, co stanowiło 29% całkowitego wolumenu inwestycji w Polsce w tym okresie. Transakcje dotyczyły wielkopowierzchniowych obiektów logistycznych typu big-box zlokalizowanych w aglomeracjach trójmiejskiej i warszawskiej, a także nowoczesnego obiektu logistycznego i chłodniczego znajdującego się w samej Warszawie.

Kolejną zapowiedzią przyspieszenia w tym sektorze może być liczba realizowanych przez nasz zespół doradztwa technicznego projektów due diligence (TDD), które poprzedzają transakcje. A obecnie większość z nich przygotowywana jest dla obiektów magazynowych.

Polski sektor magazynowy konsekwentnie pozostaje silny, nawet w trudnych czasach. Dlatego też, wraz z wyczekiwanym większym przyspieszeniem na rynku inwestycyjnym, spodziewamy się rosnącej liczby transakcji portfelowych, a także transakcji fuzji i przejęć. Jedna znacząca transakcja została już sfinalizowana – GLP sprzedał swoje aktywa magazynowe do Ares Management (w tym duże portfolio znajdujące się w Polsce) w ramach globalnej transakcji typu M&A.

Sektor w liczbach:

  • 202 miliony euro – wolumen sektora w I kw. 2025
  • 5 transakcji
  • Sprzedaż GLP do Ares – duże przejęcie w sektorze magazynowym

Sektor handlowy – wygodne zakupu poza głównymi miastami

Polski sektor handlowy nadal cieszy się dużym zainteresowaniem inwestorów. W I kw. 2025 r. zrealizowano 14 transakcji, przy czym Avison Young doradzał przy 3 z nich.

Po sprzedaży kilku dużych centrów handlowych typu „prime” w 2024 r., początek 2025 r. został zdominowany przez aktywa typu „convenience” – parki handlowe odpowiadały za 56% wolumenu. Ta klasa aktywów, niezmiennie postrzegana jako bezpieczna opcja inwestycyjna, utrzymuje swoją atrakcyjność wśród inwestorów.

Kluczowe transakcje w I kw. 2025 r. obejmowały zakup Power Park Olsztyn przez BIG Shopping Centers oraz zakup Comfy Park Bielik przez Newgate Investment, z udziałem Avison Young pośredniczącego w finalizacji tej transakcji. Dodatkowo Terg nabył portfel dwóch parków handlowych.

Co ciekawe, niewielkie centra handlowe z ofertą typu „convenience”, zlokalizowane poza głównymi miastami Polski odpowiadały za ponad 1/3 wolumenu inwestycji sektora. Spośród 4 transakcji w tym segmencie, największą było nabycie 3 centrów handlowych Plaza Center na Śląsku przez ukraiński fundusz Focus Estate Fund. Transakcja ta podkreśla rosnący apetyt inwestorów na centra regionalne, których atutami są dobre lokalizacje, ugruntowane pozycje handlowe i atrakcyjne ceny sprzedaży.

Inne sprzedane w I kw. istotne obiekty w tej kategorii to Galeria Świdnicka, Pasaż Świętokrzyski i Galeria Młyńska. Przy tej ostatniej transakcji doradzał Avison Young. W tym okresie doszło również do sprzedaży kilku mniejszych obiektów typu „convenience” i samodzielnych obiektów handlowych, co pokazuje utrzymujący się popyt na zróżnicowane formaty obiektów handlowych.

Sektor w liczbach:

  • 189 milionów euro – wolumen sektora w I kw. 2025
  • 6 transakcji parkami handlowymi (na 14 zrealizowanych w sektorze)
  • 2 transakcje portfelowe

Sektor biurowy – zainteresowanie stabilne, ale selektywny popyt

Rynek inwestycji biurowych w Polsce cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem inwestorów, choć kupujący dalej podchodzą do transakcji bardzo selektywnie. Strategie „value-add” i „core+” zyskują na popularności w określonych segmentach, szczególnie tam, gdzie przeceny zbliżyły do siebie oczekiwania sprzedających i kupujących.

Polski rynek biurowy zrealizował w I kw. 2025 r. wolumen inwestycyjny o wartości 176 mln euro. Największą transakcją kwartału – i jedyną transakcją typu core – było nabycie budynku Wronia 31 w Warszawie przez Uniqa Real Estate. Warto zauważyć, że ponad 60% aktywów będących przedmiotami transakcji miało charakter typu „value-add” lub oportunistyczny, co odzwierciedla zainteresowanie inwestorów możliwościami repozycjonowania nieruchomości. Podczas gdy popularność miast regionalnych rośnie, ich udział w całkowitym wolumenie inwestycji pozostaje ograniczony. Chociaż 8 z 12 transakcji miało miejsce na rynkach regionalnych, ich łączny wolumen stanowił nieco ponad 40% całkowitego wolumenu sektora.

Kapitał typu „core” pozostaje nieznacznie aktywny, ponieważ inwestorzy reprezentujący tego typu strategie nadal unikają ryzyka związanego z zawirowaniami gospodarczymi i geopolitycznymi. Z kolei inwestorzy typu „value-add” i oportunistyczni wykazują większą – aczkolwiek zachowawczą – aktywność, poszukując okazji bez przepłacania za aktywa. Wiemy o kilku transakcjach tego typu w Warszawie i miastach regionalnych, które mają zostać sfinalizowane w najbliższej przyszłości.

Sektor w liczbach:

  • 176 milionów euro – wolumen sektora w I kw. 2025
  • 8 transakcji na rynkach regionalnych (na 12 zrealizowanych w sektorze)
  • 1 transakcja typu „core”

Sektor PRS – konwersje i nowi gracze

W 2024 r. rynek mieszkaniowy w Polsce odnotował łącznie 12 transakcji w sektorze PRS, osiągając rekordowy wynik 344 mln euro. Transakcje w sektorze PRS zostały sfinalizowane głównie przez aktywnych już operatorów. Dominował Szwedzki kapitał z 50% udziałem w całkowitym wolumenie inwestycji w PRS.

I kw. 2025 r. rozpoczął się od sfinalizowania 3 transakcji w sektorze mieszkaniowym o łącznej wartości ponad 100 mln euro. Największą z nich była transakcja typu „forward funding”- PRS Metro Szwedzka zostało pozyskane przez AFI Europe. Kolejnym projektem był zakup obiektu typu „co-living” Nad Stawem sfinalizowany przez NREP. Trzecia transakcja dotyczyła rynku wtórnego – Xior Student Housing nabył projekt PRS w Warszawie od Syrena Real Estate. Jest to jedna z niewielu transakcji na rynku wtórnym w Polsce, ponieważ rynek ten jest wciąż na wczesnym etapie rozwoju.

W sektorze pojawił się nowy gracz – Polski Holding Nieruchomości (PHN), ogłosił wejście w segment PRS. PHN wykorzysta własne zasoby i przebuduje posiadane pustostany na lokale PRS. Nowa platforma będzie oferować ok. 800 lokali PRS dostarczonych do końca 2030 roku.

Obserwujemy rosnące zainteresowanie inwestorów starszymi biurowcami z potencjałem przekształcenia w domy studenckie, mieszkania lub jednostki PRS. Jedną z kluczowych zalet tych nieruchomości jest atrakcyjna lokalizacja z bardzo dobrym dostępem do transportu publicznego. Doradcy techniczni Avison Young przeprowadzili już wiele analiz budynków biurowych pod kątem potencjalnej przebudowy na takie cele. Okazuje się, że adaptacja powierzchni biurowych na cele mieszkaniowe – bez konieczności wyburzania – jest względnie łatwa do wykonania w świetle obowiązujących przepisów technicznych. W rzeczywistości, przekształcenie budynków biurowych w jednostki mieszkalne jest znacznie łatwiejsze niż w drugą stronę.

Co dalej?

Polska pozostaje jednym z najbardziej atrakcyjnych rynków w regionie. Obserwujemy znaczny wzrost aktywności inwestorów typu REIT i SCPI.

Silne fundamenty napędzają ponowne zainteresowanie wysokiej jakości aktywami. Inwestorzy koncentrują się na takich właśnie obiektach, dodatkowo spełniających kryteria ESG lub poszukują aktywów oportunistycznych z potencjałem zmiany ich funkcji.

Oczekiwane obniżki stóp procentowych pomogą zmniejszyć rozbieżność w oczekiwaniach cenowych sprzedających i kupujących.

Wysiłki zmierzające do osiągnięcia zerowej emisji dwutlenku węgla staną się istotne nie tylko dla deweloperów i inwestorów, ale także dla banków finansujących rynek nieruchomości.

Autor Paulina Brzeszkiewicz-Kuczyńska – Research and Data Manager w Avison Young

Boom na europejskie spółki zbrojeniowe. Rheinmetall i inni notują historyczne wzrosty

Dziś niemiecki parlament niespodziewanie odrzucił kandydaturę Fredrica Merca na kanclerza. A w Warszawie trwa konferencja poświęcona branży obronnej – Defence24 Days. Te wydarzenia mają znaczenie dla sektora zbrojeniowego, który w ostatnich miesiącach stał się prawdziwym inwestycyjnym hitem. Trwająca wojna w Ukrainie, efekt prezydenta Trumpa oraz zwiększone wydatki zbrojeniowe w Europie skutkują nowymi zamówieniami. O ile wcześniej były to jedynie polityczne deklaracje, to teraz rosnące nakłady zaczynają realnie przekładać się na wyniki finansowe firm z branży. Widać to choćby w najnowszych danych niemieckiego koncernu Rheinmetall.

Rosnące zagrożenie ze Wschodu uruchomiło proces, który z roku na rok przyspiesza – europejskie państwa zwiększają wydatki na obronność. Jednak tempo tych zmian jest bardzo nierównomierne. Podczas gdy Polska czy państwa bałtyckie deklarują wydatki sięgające 5 proc. PKB, wiele krajów Europy Zachodniej wciąż z trudem zbliża się do progu 2 proc., wyznaczonego przez NATO. Obecnie ten warunek spełnia 23 z 32 państw sojuszu. Już teraz jednak widać, że 2 proc. to zdecydowanie za mało i coraz więcej mówi się o konieczności podniesienia minimalnego progu do 3, a nawet 4 proc. PKB.

Nowym bodźcem dla Europy stała się retoryka Donalda Trumpa, który otwarcie kwestionuje sens amerykańskiego zaangażowania w obronę NATO. Zapowiedź wstrzymania pomocy wojskowej dla Ukrainy oraz presja na europejskich sojuszników, by „płacili więcej”, prowadzi do strukturalnej zmiany podejścia. Państwa UE, dotąd uzależnione od parasola ochronnego USA, zaczynają budować własne zdolności obronne. To nie jest chwilowy trend a raczej długofalowa reorientacja polityki bezpieczeństwa. Widzimy to chociażby po decyzjach nowej niemieckiej koalicji rządowej, która już na początku negocjacji zgodziła się na wyłączenie wydatków na obronność z ogólnych ograniczeń w zadłużaniu. W związku z tym niemieckie wydatki zbrojeniowe mocno rosną – i będą rosnąć w kolejnych latach.

Wzrost ten wyraźnie widać w wynikach niemieckiego koncernu Rheinmetall, który pod koniec kwietnia przedstawił znakomite dane finansowe za pierwszy kwartał br. Sprzedaż wzrosła o 73 proc. w sektorze wojskowym i o 46 proc. ogółem, osiągając 2,305 miliarda euro (znacznie przebijając oczekiwania analityków, wynoszące 1,95 mld euro). Zysk operacyjny wzrósł o 96 proc. w sektorze obronnym i 49 proc. ogółem, osiągając 199 milionów euro. Marża operacyjna wyniosła 8,7 proc., co było zgodne z oczekiwaniami rynku. Portfel zamówień wzrósł o 181 proc. do 11 miliardów euro, osiągając rekordowy poziom 62,6 miliarda euro. Ten wzrost wynika głównie z dużych zamówień niemieckiego rządu.

Patrząc w przyszłość, Rheinmetall prognozuje dalszy wzrost przychodów o 25–30 proc. w 2025 roku, przy marży operacyjnej na poziomie około 15,5 proc. Firma jest dobrze przygotowana do dalszego wzrostu – zwłaszcza w sektorze obronnym, gdzie spodziewa się kolejnych zamówień w związku z rosnącymi wydatkami w Europie. Rheinmetall angażuje się również w rozwój zaawansowanych technologii wojskowych, takich jak systemy TaWAN i Soldier Systems. TaWAN to zintegrowana sieć komunikacyjna dla niemieckich sił zbrojnych, a Soldier Systems obejmuje różne rodzaje broni strzeleckiej i wyposażenia żołnierzy, w tym karabiny, pistolety, granatniki, systemy celownicze, ochronne oraz amunicję. To stawia firmę w korzystnej pozycji do dalszego rozwoju i umacniania swojej pozycji rynkowej.

Akcje Rheinmetall wzrosły w ciągu ostatniego miesiąca o 30 proc., a od początku roku już aż o 167 proc. Podobny trend dotyczy innych europejskich koncernów zbrojeniowych – akcje włoskiego Leonardo wzrosły od początku roku o 85 proc., szwedzkiego Saab Group o 94 proc., a brytyjskiego BAE Systems o ponad 52 proc. Firmy te zyskują dzięki coraz większej liczbie zawieranych długoterminowych kontraktów zbrojeniowych, wynikających z rosnących wydatków obronnych na kontynencie. Widać, że po okresie deklaracji rządowych o zwiększeniu wydatków, dziś do firm trafia coraz więcej realnych zamówień – a to przekłada się na coraz lepsze wyniki finansowe. To pokazuje, że korzystny trend dla europejskich spółek zbrojeniowych może się nadal utrzymywać, mimo ryzyk związanych z wysokimi wycenami i ograniczonymi możliwościami produkcyjnymi.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Złoto na historycznych szczytach – czy to już spekulacja, czy wciąż fundamenty?

Cena złota osiąga w ostatnim czasie historyczne szczyty i bije kolejne rekordy, co budzi wśród części komentatorów obawy o spekulacyjną bańkę. Czy jednak rzeczywiście mamy do czynienia z irracjonalnym wzrostem cen, jak podczas tulipomanii czy bańki internetowej? Ekspert rynku metali szlachetnych tłumaczy, dlaczego te porównania są fundamentalnym nieporozumieniem.

Zanim ocenimy bieżącą sytuację na rynku złota, którego kurs pod koniec kwietnia zbliżył się do psychologicznej bariery 3500 dolarów za uncję, bijąc już po raz 27. w tym roku swój rekord, warto zdefiniować, czym właściwie jest klasyczna bańka spekulacyjna.

– Bańka to sytuacja, gdy cena jakiegoś aktywa gwałtownie rośnie, znacznie przewyższając jego realną wartość wewnętrzną – często wbrew zdrowemu rozsądkowi – tłumaczy Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver.pl z Grupy Goldenmark.

Klasycznym przykładem jest tulipomania z XVII-wiecznej Holandii, kiedy cebulki tulipanów osiągały wartość porównywalną z cenami domów w Amsterdamie. Gdy bańka pękła, wiele osób straciło majątki życia. Tak wyglądała też bańka internetowa z początku XXI wieku.

– Wystarczyło, że firma ogłosiła, iż działa w branży internetowej, a jej akcje windowane były bez względu na realne fundamenty. W dużej mierze był to efekt hype’u i masowej spekulacji – zauważa ekspert Goldsavera.

Dlaczego złoto nie jest bańką?

Bańki zawsze pękają, a ceny spadają gwałtownie, pozostawiając po sobie długi, bankructwa i ludzkie dramaty. Królewski metal jest często traktowany jako aktywo spekulacyjne, ale porównanie do bańki – nie ma nie uzasadnienia. Dlaczego?

1. Złoto posiada realną wartość wewnętrzną

– Od tysięcy lat złoto było wykorzystywane jako pieniądz i magazyn wartości. Jego unikalne właściwości fizyczne oraz powszechna akceptacja czynią je aktywem o trwałej wartości – podkreśla Michał Tekliński.

2. Złoto pełni rolę bezpiecznej przystani

W czasach kryzysów czy niepewności gospodarczej inwestorzy masowo kierują kapitał do złota. Postrzegane jest jako tzw. bezpieczna przystań, a więc aktywo o dużym poziomie bezpieczeństwa. Chroni ono wartość majątku, gdy inne aktywa tracą.

3. Złoto jest kluczowym składnikiem rezerw banków centralnych

– Banki centralne na całym świecie kupują złoto, by dywersyfikować rezerwy, zabezpieczać się przed wahaniami kursów walut i budować swoją wiarygodność. To świadczy o jego trwałej roli w globalnym systemie finansowym – zaznacza analityk Goldsaver.pl.

4. Złoto jest fizycznym towarem

Złoto jest surowcem fizycznym, którego ilość w obiegu rośnie bardzo wolno. Ograniczona podaż to kluczowy czynnik wpływający na jego długoterminową wartość. Złoto, które jesteśmy w stanie pozyskać skończy się prawdopodobnie w ciągu najbliższych pięciu dekad.

5. Złoto podlega korektom, ale nie pęka jak bańki

Cena złota, jak każda inna, może spadać, ale nie obserwujemy dramatycznych pęknięć charakterystycznych dla spekulacyjnych baniek. Złoto przechodzi cykle, ale jego siła nabywcza utrzymuje się w długim terminie.

Cena kruszcu ma solidne fundamenty

W krótkim okresie nastroje rynkowe mogą wpływać na cenę złota, powodując jej nadmierny wzrost lub spadek. Cena kruszcu opiera się jednak na fundamentach, a na przestrzeni dziesięcioleci utrzymuje swoją wartość, podczas gdy pieniądz fiducjarny, czyli papierowy, ją traci. Najlepiej obrazuje to przykład historyczny.

– Na początku XX wieku Ford T kosztował równowartość około 13 uncji złota. Dziś współczesny model kosztuje 30–40 tys. dolarów, ale to w dalszym ciągu równowartość około 13 uncji kruszcu. To oznacza, że mimo upływu lat złoto utrzymuje swoją realną wartość – tłumaczy Michał Tekliński.

Podsumowując, złoto nie spełnia definicji spekulacyjnej bańki. Ma tysiącletnią historię i realną wartość wewnętrzną, pełni funkcję bezpiecznej przystani w globalnych kryzysach, jest także ważnym aktywem rezerwowym i cieszy się uznaniem banków centralnych. To również fizyczny towar o ograniczonej, naturalnej podaży.

– Jego długoterminowe zachowanie cenowe różni się od schematu pękających baniek. Nawet jeśli obecne wzrosty zakończą się głębszą korektą, złoto prawdopodobnie do nich powróci. Jego cena opiera się bowiem na solidnych fundamentach, a długofalowe prognozy nie przewidują, by kruszec miał tracić na wartości – podkreśla ekspert Goldsaver.pl.