Chiny uderzają w kurs dolara? Dolar słabnie mimo mocnych danych z rynku pracy

Pierwsze sygnały wskazujące, że Chiny pozwalają na umocnienie swojej waluty, wywołały nerwowość na rynku walutowym w Azji. Tymczasem po stronie amerykańskiej najbliższe posiedzenie FOMC prawdopodobnie nie przyniesie większych niespodzianek.

Piątkowa sesja przyniosła sprzeczne sygnały na rynku walutowym. Pomimo mocnych danych z amerykańskiego rynku pracy, dolar nieoczekiwanie stracił na wartości i to przy rosnących rentownościach obligacji skarbowych USA. Pod koniec dnia zdołał jednak częściowo odrobić straty kończąc tydzień na nieco wyższym poziomie. Część tej nietypowej reakcji była związana z wyraźnym spadkiem kursu USD/CNH, który w piątek osiągnął wielomiesięczne minimum na poziomie 7,2200, a dziś w nocy go przebił. To pierwszy od dawna wyraźny sygnał, że Chiny pozwalają na znaczące umocnienie juana względem dolara. Efekty tego ruchu są odczuwalne w całym regionie Azji – z wyjątkiem jena, który pozostaje pod wpływem ostatniego zaskakująco gołębiego stanowiska Banku Japonii.

Najmocniej zareagował dolar tajwański, który jako waluta o niskiej płynności nie zdołał zrównoważyć nagłego popytu. W piątek zyskał 6%, a w trakcie kolejnej sesji wzrósł o kolejne kilka procent, zanim jego kurs się ustabilizował. Tak gwałtowny ruch na TWD jest bezprecedensowy w obecnych czasach. W innych częściach Azji sytuacja była mniej dynamiczna, ale wciąż istotna – ringgit malezyjski wyraźnie się umocnił, a dolar singapurski zbliżył się do swoich wieloletnich maksimów wobec USD. John J. Hardy, główny strateg makroekonomiczny w Saxo podkreśla, że zapowiadane przez Donalda Trumpa cła skłaniają kraje azjatyckie do ponownej oceny swojej merkantylistycznej polityki i jej wpływu na rynek walutowy. Waluty bardziej płynne szybciej dostosowują się do nowych realiów, natomiast Chiny nadal poruszają się bardzo ostrożnie.

Wykres: USD/CNH

Wykres USD CNH

USD/CNH staje się obecnie parą walutową, na którą warto zwrócić szczególną uwagę. Po raz pierwszy od dłuższego czasu Pekin pozwolił na tak wyraźne umocnienie juana wobec dolara i to w sytuacji, gdy amerykańska waluta nie znajduje się pod wyraźną presją na innych rynkach. Może to być sygnał spóźnionej reakcji na fakt, że dolar osłabił się znacząco od początku roku – czego kurs USD/CNH dotąd nie odzwierciedlał. Przykładowo: silna aprecjacja euro w marcu i kwietniu doprowadziła do wzrostu kursu EUR/CNH powyżej 8,33 – najwyżej od 2014 roku. Kluczowe pytania na ten moment to: jak szybko CNH będzie się umacniał wobec USD, jak szeroki będzie ten trend oraz czy pozostanie on niezależny od ogólnego kierunku dolara. Najbliższym psychologicznym i technicznym poziomem do obserwacji jest 7,00.

Istotne wydarzenia dla inwestorów w tym tygodniu:

Środa:

Posiedzenie FOMC: oczekiwania są bardzo ograniczone, rynek nie spodziewa się obniżki stóp, a szanse na taki ruch w czerwcu spadły po piątkowych danych z rynku pracy. Czerwcowe cięcie są możliwe tylko w przypadku wyraźnego pogorszeniu sytuacji na rynku pracy. Decyzje Fedu nadal będą zależeć od danych dotyczących gospodarki, szczególnie przy niepewności co do kształtu umów handlowych. Tymczasem Trump nie ustaje w krytyce prezesa Powella, nazywając go „sztywniakiem” i wzywając do obniżek, choć potwierdził, że nie planuje jego odwołania.

Czwartek:

Banki centralne Norwegii i Szwecji: w Norwegii nastroje pogarszają się ze względu na niskie ceny ropy, jednak Norges Bank może wstrzymać się z obniżkami, by nie dopuścić do dalszego osłabienia NOK. EUR/SEK ustabilizował się w okolicach 11,00. Riksbank raczej nie wniesie wiele nowego, cykl obniżek prawdopodobnie jest już zakończony (rynek wycenia jeszcze jedną symboliczną obniżkę, by stopa wyniosła równe 2,0%).

Bank Anglii: rynek w pełni wycenia kolejną obniżkę stóp. Kluczowe będzie forward guidance – posiedzenie BoE w czerwcu wyceniane jest na 50% szans na dalsze cięcia. Dla funta równie ważne będzie ogólne nastawienie rynku do ryzyka – w zeszłym tygodniu GBP osłabił się w reakcji na nastroje risk-off przed Dniem Wyzwolenia i pozostanie wrażliwy na kolejne epizody rynkowej zmienności.

Wnioski z cotygodniowych danych o nowych wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych w USA: to najbardziej aktualny wskaźnik rynku pracy. Wzrost w ubiegłym tygodniu był interesujący, ale wynikał głównie z jednorazowego skoku wniosków nauczycieli z Nowego Jorku, którzy mogą je składać w czasie przerwy wielkanocnej.

Piątek:

Dane o zatrudnieniu w Kanadzie za kwiecień: Choć kurs USD/CAD spadł poniżej 1,4000, nie ma zbyt wielu powodów do optymizmu – kanadyjska gospodarka wydaje się zmierzać ku recesji. Dane z rynku pracy rzadko dają jednoznaczny obraz, mogą jednak ponownie uwypuklić trudną sytuację kanadyjskiej gospodarki.

Tablica walutowa G10 i CNH – kierunki trendów i ich siła

Najbardziej wyraźnym sygnałem pozostaje obecna zmiana dynamiki CNH – pytanie, czy trend ten się utrzyma? Warto zwrócić również uwagę na AUD, który odnotowuje wykazuje oznaki umocnienia (w ujęciu 2 i 5-dniowym), wspierany przez umocnienie juana. Para AUD/USD testuje obecnie nowe, wielomiesięczne maksima w trakcie notowań na rynkach azjatyckich.Tablica trendów FX Board dla poszczególnych par walutowychTablica trendów FX Board dla poszczególnych par walutowych

Zaznaczone pary z dolarem australijskim (AUD) mogą dziś przejść do trendu wzrostowego, jeśli siła AUD się utrzyma – co wyraźnie wynika z umocnienia juana (CNH). W przypadku par z jenem japońskim (JPY), które również sygnalizują zmianę kierunku na wzrostowy, trudno na razie o jednoznaczne potwierdzenie – najbliższe sesje pokażą, czy ten trend się utrzyma.Tablica trendów FX Board dla poszczególnych par walutowych 2

Inwestorzy wątpią w dolara – kurs USD przegrywa z niepewnością

Amerykańska waluta nie potrafi znaleźć argumentów do trwalszego umacniania na rynku. Piątkowe zyski po lepszych danych z rynku pracy zostają wymazane niepewnością w polityce handlowej. W Szwajcarii i Turcji spada inflacja. Helweci doszli do poziomu zero.

(Jeszcze) jest praca w USA

Ostatnie dni kwietnia to umocnienie dolara względem euro. Lokalnym wsparciem okazał się jednak poziom 1,127 USD. Po jego osiągnięciu (pierwszego dnia maja) nastąpiło odbicie. W piątek przed południem eurodolar rósł na fali wyższych od oczekiwań odczytów inflacyjnych ze strefy euro. Doprowadziło to kurs EUR/USD o jeden cent wyżej. Kłopoty unijnej waluty pojawiły się po południu, kiedy poznaliśmy dane z amerykańskiego rynku pracy. Inwestorzy skupili się na wyższym od prognoz zatrudnieniu. W sektorze pozarolniczym zmiana wynosiła 177 tys. (oczekiwano 130 tys.). Natomiast w sektorze prywatnym było to 167 tys., a nie 125 tys. jak zakładał konsensus. W tym miejscu należy zaznaczyć, że obydwie pozycje były niższe od poprzednich odczytów. Lepsze od oczekiwań dane jednocześnie oddaliły Stany od scenariusza środowego cięcia stóp przez FED, w który aktualnie chce wierzyć chyba jedynie sam prezydent USA (CME FedWatch Tool aż 98,2% na brak cięcia). Efekt korzystniejszych danych z rynku pracy USA to umocnienie dolara w piątek wieczorem. Notowania głównej pary walutowej świata wróciły wtedy na 1,13 USD.

Same plotki to za mało dla USD

Poniedziałek już nie jest łaskawy dla amerykańskiej waluty. Od samego rana obserwujemy straty względem euro. O godzinie 15:00 kurs EUR/USD to już 1,136 USD. Oznacza to wymazanie prawie całych zysków wypracowanych po piątkowych danych z amerykańskiego rynku pracy. Powodem po raz n-ty jest geopolityka. Najnowsze doniesienia mówią, że prezydent USA jest gotów zawrzeć umowy handlowe z niektórymi państwami. Są to Japonia, Korea Południowa i Indie. W tle wybrzmiały także propozycje obniżenia chińskich ceł, jednak o planach rozmowy z chińskim prezydentem nic nie wiadomo. Brak konkretów po raz kolejny denerwuje inwestorów, w oczach których USA traci wiarygodność. To w połączeniu z najbardziej prawdopodobnym środowym brakiem ruchu na stopach procentowych w USA podnosi rentowności amerykańskich „10-latków”. W momencie pisania tekstu wynoszą one 4,33%. Jeszcze 1 maja było to 4,15%. Jest to kolejny raz, kiedy rentowności rosną przy jednoczesnym osłabieniu USD.

Inflacja w dół

W poniedziałek poznaliśmy odczyty dynamiki cen z Turcji i Szwajcarii. Nad Bosforem tempo wzrostu cen wynosi 37,9% r/r. Choć wynik pozostaje dwucyfrowy, to był niższy od prognozy 38,1% r/r. Jednocześnie daje to najniższy rezultat od ponad 3 lat. O poranku danymi pochwaliła się także Szwajcaria. W tym przypadku spadek inflacji do 0% r/r to wynik niewidziany od 4 lat. Na informację o braku wzrostu cen zareagował CHF, który chwilowo się osłabił. Frank szybko jednak odrobił poranne zniżki, gdyż już chwile po południu jego notowania do euro, dolara czy funta wróciły na poziomy sprzed publikacji. Wśród wykresów CHF wyróżnia się CHF/PLN. Tu po południu siłą wykazał się polski złoty. Krajowa waluta o godzinie 15:00 sprowadziła kurs CHF/PLN ponownie do 4,565 PLN. Moc złotego widać także na innych wykresach. Notowania EUR/PLN zeszły do 4,265 PLN, USD/PLN to 3,755 PLN, natomiast GBP/PLN to 5,005 PLN. Dobra kondycja PLN zostanie poddana próbie już w środę, kiedy poznamy decyzję RPP w sprawie stóp procentowych. Przypomnę, że wraz z ostatnim niższym od oczekiwań odczytem inflacji w Polsce, wielu analityków twierdzi, że cięcie może wynosić aż 50 punktów bazowych.

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

Zmiana na stanowisku prezesa Ailleron S.A. – Sławomir Soszyński ma objąć stery spółki

Spółka Ailleron S.A. ogłosiła planowane zmiany w składzie zarządu. Rada Nadzorcza zamierza powołać Sławomira Soszyńskiego na stanowisko Prezesa Zarządu. Decyzja ma zostać sfinalizowana najpóźniej podczas Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia (ZWZ), zatwierdzającego sprawozdanie finansowe za 2024 rok.

Sławomir Soszyński posiada ponad 20-letnie doświadczenie w obszarze technologii i cyberbezpieczeństwa, zdobyte m.in. w instytucjach finansowych takich jak ING, J.P. Morgan czy Citi. W swojej karierze przeprowadził kilkanaście transformacji cyfrowych oraz uczestniczył w ponad 150 projektach związanych z fuzjami, przejęciami i rozwojem patentów.

Obecny Prezes Zarządu, Rafał Styczeń, zapowiedział rezygnację z pełnienia funkcji w zarządzie oraz zamiar objęcia stanowiska Przewodniczącego Rady Nadzorczej. Pozwoli mu to na dalsze strategiczne wsparcie spółki oraz nadzór nad realizacją jej długoterminowych celów, w tym sukcesji na stanowisku Prezesa Zarządu.

Równocześnie Grzegorz Młynarczyk, dotychczasowy Wiceprezes Zarządu, planuje zrezygnować z pełnienia funkcji w zarządzie, aby skupić się na rozwoju spółki zależnej – Software Mind Sp. z o.o. Zmiany te są związane z procesem przeglądu opcji strategicznych dla Software Mind oraz potencjalnym procesem wyjścia Ailleron z tej spółki.

Wszystkie planowane zmiany mają zostać wdrożone najpóźniej podczas najbliższego ZWZ, kończącego trzyletnią kadencję obecnego zarządu.

Trudny początek 2025 roku dla budownictwa – komentuje Sławomir Majchrowski (Grupa Selena)

Opublikowane z końcem kwietnia dane GUS, podsumowujące sytuację w sektorze budowlanym, nie pozostawiają złudzeń – w pierwszym kwartale 2025 roku branża nie poradziła sobie ze skutkami słabej koniunktury roku ubiegłego, a perspektywa istotnego odbicia pozostaje odległa. Jak wskazują rządowi analitycy, w pierwszych trzech miesiącach tego roku liczba mieszkań oddanych do użytkowania spadła o 4,6 proc. r/r, wydano także o 11,6 proc. mniej pozwoleń na budowę niż przed rokiem. W pierwszym kwartale 2025 roku wystartowało też o 7,3 proc. mniej budów w porównaniu z tym samym okresem w 2024 roku. Słabą kondycję sektora potwierdzają też dane dotyczące produkcji budowlano-montażowej, która w marcu br. spadła o 1,1 proc. w ujęciu rocznym.

Na pogorszenie koniunktury budownictwa w pierwszym kwartale tego roku wskazuje też Instytut Rozwoju Gospodarczego SGH, według którego wskaźnik budownictwie IRG SGH (IRGCON) wyniósł 0,3 punktu, co oznacza spadek o 1,7 pkt. w porównaniu do poprzedniego kwartału. Przebadani przez Instytut przedsiębiorcy wskazują, że sektor boryka się z dużymi wyzwaniami jak rosnące koszty, nadmierne obciążenie podatkowe czy pozostające w trendzie wzrostu ceny surowców i materiałów.

Powyższe dane nie dają podstaw do nadmiernego optymizmu co do zasadniczej i szybkiej poprawy sytuacji w kolejnych miesiącach. Zwracam jednak uwagę, że z trudnymi warunkami sektorowymi mierzymy się nie od dziś, co dla firm z sektora budowlanego nie musi oznaczać absolutnego zatrzymania w rozwoju biznesu. Wyniki finansowe Grupy Selena, która pełen niepewności rok 2024 zamknęła ze znaczącym wzrostem rentowności i podwojonym zyskiem, są tego przykładem. Kluczem do sukcesu okazała się polityka zarządcza, oparta na trzech głównych filarach – fuzjach, dywersyfikacji i optymalizacji. Wykorzystywanie tych narzędzi rekomendowałbym firmom operującym w sektorze budowlanym, w trudnym dla niego czasie.

W obliczu słabej koniunktury istotnym czynnikiem rozwoju są zwłaszcza fuzje i przejęcia – zarówno na poziomie krajowym jak i międzynarodowym. Pozostają one niezmiennie synonimem rozwoju – służą zwiększeniu skali działalności, marży, poszerzeniu obecności na światowych rynkach i tym samym poprawie konkurencyjności przedsiębiorstwa. W dłuższej perspektywie mają one wpływ na rozwój kolejnego, istotnego filaru obranej przez Grupę Selena strategii, czyli dywersyfikacji. Ta zaś, w obliczu potencjalnego kryzysu wywołanego czynnikami makroekonomicznymi, może dawać poczucie niezależności i zachowania elastyczności w polityce zarządczej firmy. Obecna sytuacja w handlu światowym doskonale to obrazuje. Grupa Selena przez ponad 30 lat swojej działalności, zagwarantowała sobie obecność w ponad 100 krajach. Nasze produkty wytwarzane są w zakładach zlokalizowanych na różnych kontynentach. W obliczu zmiennej sytuacji w polityce celnej, taka dywersyfikacja daje nam bezpieczeństwo, możliwość elastycznego reagowania i odpowiadania na dynamiczne zmiany, z zachowaniem stabilności biznesu, w perspektywie globalnej. Wszystko to jest efektem przemyślanej polityki optymalizacyjnej w każdym aspekcie funkcjonowania naszego holdingu i finalnie wpływa na naszą mocną pozycję w branży. W mojej opinii, czerpiąc z dobrych wzorców, podobną może osiągnąć wiele firm związanym z polskim sektorem budowlanym.

AI w służbie tłumaczeń: Gdzie kończy się wygoda, a zaczyna ryzyko prawne?

Sztuczna inteligencja (AI) rewolucjonizuje tłumaczenia tekstów, od prostych e-maili po złożone dokumenty. Jednak w tym dynamicznym krajobrazie prawnym i biznesowym, powszechne wykorzystanie AI do tłumaczeń rodzi istotne pytania o bezpieczeństwo danych, w tym zgodność z RODO i ochronę tajemnic handlowych.

Sztuczna inteligencja jest potężnym narzędziem, również w dziedzinie tłumaczeń, ale jak każda technologia – wymaga świadomego i odpowiedzialnego użytkowania. Samo korzystanie z AI nie jest nielegalne, jednak ujawnianie poufnych informacji może być naruszeniem przepisów RODO, prawa umów czy ochrony tajemnicy przedsiębiorstwa.

Każda firma, kancelaria czy instytucja publiczna powinna opracować jasne procedury korzystania z narzędzi AI, uwzględniając aspekt prawny i technologiczny. Tylko wtedy można bezpiecznie korzystać z potencjału, jaki niesie ze sobą sztuczna inteligencja – także w tłumaczeniach.

Czy wykorzystywanie AI przy tłumaczeniach jest legalne? Uwaga na wrażliwe dane i nieuprawniony dostęp

Wraz z dynamicznym rozwojem narzędzi opartych na sztucznej inteligencji (AI), coraz więcej osób i firm korzysta z nich do automatycznych tłumaczeń tekstów – od krótkich wiadomości e-mail po wielostronicowe umowy i dokumentację prawną. Choć samo wykorzystywanie AI do tłumaczeń jest legalne, to nie zawsze jest bezpieczne, szczególnie w kontekście RODO, ochrony tajemnic handlowych i danych poufnych.

Legalność a odpowiedzialność: co mówi prawo?

W świetle europejskich przepisów, w tym Ogólnego rozporządzenia o ochronie danych (RODO) oraz Dyrektywy o ochronie tajemnicy przedsiębiorstwa, użycie narzędzi AI – takich jak DeepL, Google Translate, ChatGPT czy DeepSeek – jest legalne pod warunkiem, że:

  • użytkownik nie przetwarza za ich pomocą danych osobowych bez odpowiedniej podstawy prawnej;
  • nie przesyła informacji poufnych, np. umów, danych klientów, dokumentacji technicznej czy danych pracowników, do narzędzi, które działają w modelu „black box” (gdzie nie wiadomo, jak dane są przetwarzane i przechowywane);
  • posiada kontrolę nad miejscem przetwarzania danych i wie, czy dane są przesyłane poza Europejski Obszar Gospodarczy (EOG), co może wiązać się z dodatkowymi obowiązkami i ryzykiem prawnym.

Samo korzystanie z narzędzi tłumaczeniowych AI nie narusza prawa, dopóki użytkownik nie wprowadza do nich danych wrażliwych lub chronionych, których przetwarzanie wymaga specjalnych procedur.

Uwaga na umowy i dane klientów

W praktyce najwięcej ryzyk pojawia się wtedy, gdy do AI przesyłane są treści umów, ofert handlowych, informacji objętych klauzulą poufności (NDA) czy danych osobowych (np. CV, listy płac, dokumenty HR). Takie działanie może prowadzić do:

  • naruszenia RODO (jeśli dane osobowe są przesyłane bez podstawy prawnej lub do podmiotów spoza EOG bez tzw. odpowiednich zabezpieczeń),
  • złamania umów o poufności (NDA), jeśli dane udostępnione AI są chronione umownie,
  • ujawnienia tajemnicy przedsiębiorstwa, co może skutkować odpowiedzialnością cywilną lub nawet karną.

Dodatkowo, niektóre systemy AI – jak np. OpenAI (ChatGPT) czy DeepSeek – zastrzegają w swoich regulaminach możliwość wykorzystania przesyłanych treści do dalszego trenowania modeli, chyba że użytkownik korzysta z płatnych, zamkniętych wersji API z wyłączonym logowaniem danych (ang. data logging). Nie każdy użytkownik ma tego świadomość.

Jakie są ryzyka?

Najpoważniejsze zagrożenia związane z nieprzemyślanym użyciem AI w tłumaczeniach to:

  • Wyciek danych – np. poprzez przesłanie pliku zawierającego dane klientów do aplikacji, która nie szyfruje komunikacji lub nie gwarantuje prywatności.
  • Naruszenie umów i przepisów – co może skutkować karami administracyjnymi (np. od UODO), utratą zaufania partnerów biznesowych lub odpowiedzialnością cywilną.
  • Wykorzystanie informacji przez podmioty trzecie – np. do trenowania modeli językowych bez zgody właściciela treści, co może prowadzić do nieuprawnionej redystrybucji lub wykorzystania danych.

Tajemnica przedsiębiorstwa i poufność informacji

Automatyczne tłumaczenie dokumentów zawierających poufne informacje może prowadzić do ujawnienia tajemnicy przedsiębiorstwa, szczególnie jeśli narzędzie AI przetwarza dane w sposób niemożliwy do audytu lub archiwizuje dane do dalszego wykorzystania (np. do trenowania modelu).

Zgodnie z przepisami ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji oraz dyrektywą UE 2016/943, ujawnienie informacji stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa bez zgody uprawnionego podmiotu może być uznane za czyn nieuczciwej konkurencji, a osoba odpowiedzialna może ponieść konsekwencje cywilne lub nawet karne.

Dotyczy to zarówno firm, które same tłumaczą dokumenty za pomocą AI, jak i biur tłumaczeń, które korzystają z takich rozwiązań bez poinformowania klienta. Pracodawca lub zleceniodawca może żądać odszkodowania, jeśli dojdzie do wycieku lub niewłaściwego użycia danych.

Odpowiedzialność kontraktowa – naruszenie umów i NDA

Z punktu widzenia prawa cywilnego, nieuprawnione wykorzystanie automatycznych translatorów może prowadzić do naruszenia zobowiązań umownych, zwłaszcza jeśli dokument objęty był klauzulą poufności (NDA). Przesłanie treści takiego dokumentu do zewnętrznego narzędzia – które przechowuje dane na serwerach podmiotów trzecich – może zostać uznane za złamanie warunków umowy, co skutkuje odpowiedzialnością odszkodowawczą.

W przypadku umów z kontrahentami zagranicznymi, które zawierają wyraźny zakaz przetwarzania danych poza określonym terytorium (np. UE), tłumaczenie tekstu za pomocą systemu AI działającego w USA lub Chinach może prowadzić do poważnych sporów prawnych, w tym żądań rozwiązania umowy i wypłaty odszkodowania.

Kwestie własności intelektualnej i utraty kontroli nad treścią

Wielu użytkowników nie zdaje sobie sprawy, że przesyłając treść do narzędzi AI – w tym darmowych lub publicznych – może utracić kontrolę nad jej dalszym wykorzystaniem. W szczególności niektóre narzędzia zastrzegają sobie w regulaminach prawo do wykorzystywania przesyłanych danych w celach rozwojowych (np. trenowania modeli). Może to oznaczać, że poufna treść lub fragmenty umowy pojawią się w przyszłości w innych kontekstach – niekoniecznie za zgodą pierwotnego właściciela.

W niektórych przypadkach, jeśli tłumaczenie dotyczyło nieopublikowanych materiałów chronionych prawem autorskim (np. instrukcji, prezentacji, wewnętrznych analiz), może to skutkować naruszeniem prawa autorskiego, zwłaszcza jeśli treści zostały udostępnione osobom trzecim lub zarchiwizowane w bazie danych bez zgody twórcy.

Jak korzystać z AI do tłumaczeń bezpiecznie?

  1. Nie przesyłaj do AI poufnych danych, takich jak umowy, dane osobowe, dokumenty wewnętrzne, bez uprzedniego ich zanonimizowania.
  2. Sprawdź politykę prywatności narzędzia, z którego korzystasz – czy dane są przechowywane? Czy mogą być użyte do trenowania modeli?
  3. Wybieraj narzędzia zgodne z RODO – wiele komercyjnych wersji (np. DeepL Pro, Microsoft Translator for Business) umożliwia przetwarzanie danych w UE i z wyłączonym zapisem treści.
  4. Szkol pracowników – upewnij się, że osoby korzystające z AI rozumieją, czego nie wolno przesyłać i jakie ryzyka się z tym wiążą.
  5. Zabezpiecz wrażliwe treści – np. szyfrując pliki lub korzystając z bezpiecznych środowisk wewnętrznych (on-premise lub zaufane chmury) do tłumaczeń.
  6. Przekazuj tylko to, co niezbędne – niezależnie od tego, czy tłumaczenie wykonujesz samodzielnie z pomocą AI, czy zlecasz je zewnętrznemu wykonawcy, kieruj się zasadą minimalizacji danych – usuń dane osobowe, wrażliwe szczegóły finansowe czy techniczne, jeśli nie są one absolutnie niezbędne do zrozumienia kontekstu dokumentu. Taki krok ograniczy ryzyko, nawet jeśli dojdzie do naruszenia bezpieczeństwa.

PwC: Przedsiębiorstwa w największej presji transformacyjnej od 25 lat. AI i klimat zmieniają wszystko

Żeby światowa gospodarka przyspieszyła dzięki sztucznej inteligencji, konieczne jest odpowiedzialne podejście do strategii, nastawione na budowanie społecznego zaufania. To ważne też z innego powodu – zagrożenia spowodowanego zmianami klimatycznymi, które mogą zmniejszyć tempo wzrostu globalnego PKB o 7% do 2035 r.

Sztuczna inteligencja ma potencjał na wzmocnienie tempa wzrostu globalnej gospodarki o 15 pp. na przestrzeni najbliższych 10 lat. W praktyce dodałoby to 1 pp. do rocznych stóp wzrostu – na równi z przyrostami z czasów XIX-wiecznej rewolucji przemysłowej. Badanie „Value in motion” to analiza scenariuszy opartych o istniejące dane. Wynika z nich, że globalny wzrost napędzany sztuczną inteligencją nie jest całkowicie pewny i zależy od innych czynników niż same ograniczenia techniczne. Do kluczowych elementów zaliczamy również odpowiedzialną implementację oraz pełne zaufanie ze strony administracji, społeczeństwa oraz sektora prywatnego. Analizowane scenariusze charakteryzujące się niższym poziomem zaufania wskazywały, że światowy wzrost napędzany sztuczną inteligencją wynosi 8 pp., lub w bardziej pesymistycznym wariancie jedynie 1 pp.

Przemiana globalnej gospodarki już się zaczęła i nabiera rozpędu. Z badań PwC wynika, że przedsiębiorstwa mierzą się z najwyższym poziomem presji zmiany swoich dotychczasowych modeli biznesowych od 25 lat – dotyczy to aż 17 z 22 sektorów. Tylko w 2025 roku pomiędzy firmami może dojść do przepływu nawet 7,1 biliona dolarów przychodów. I to jeszcze zanim uwzględnimy ostatnie podwyżki ceł. W ciągu 10 lat przedsiębiorstwa będą zmuszone do zdefiniowania siebie na nowo, żeby zaspokoić nowe, społeczne oczekiwania. Doprowadzi to do powstania „domen”, które na nowo określą istniejące sektory biznesowe. Dobrym tego przykładem są pojazdy elektryczne, które sprowadzają dostawców energii, producentów baterii, firmy technologiczne i inne przedsiębiorstwa do sektora transportowego, co pozwala im na budowanie wartości wspólnie z producentami samochodów.

„Przedsiębiorcy i szefowie firm są dziś w ciągłej zmianie. Nowe megatrendy i nowe wydarzenia geopolityczne nakładają się na zmieniające się potrzeby konsumenckie. To powoduje, że liderzy biznesowi Polski i Europy Środkowo-Wschodniej coraz mocniej odczuwają potrzebę przemiany i adaptacji, żeby zwiększyć swoją konkurencyjność w obecnym status quo. Dzięki ogromnej pracy naszych zespołów, także my zmieniamy nasz system budowania doświadczeń dla klientów (Customer Experience). Łącząc go jeszcze silniej z efektywnym wykorzystaniem technologii i AI do transformacji biznesowej, nie tylko możemy łatwiej wypracować nowe możliwości budowania wartości dla naszych klientów, ale i wzmocnienia wzrostu naszego kraju i regionu” – mówi Michał Mastalerz, partner zarządzający i prezes PwC Polska.

Wpływ na klimat

O ile AI ma przyspieszyć wzrost gospodarczy, to koszty związane ze zmianami klimatycznymi mogą go spowolnić. Modele ekonomiczne sugerują, że globalna gospodarka może zmniejszyć się o aż o 7% do 2035 r. Jednocześnie zwiększona chęć do wdrożeń AI doprowadzi do większego zużycia energii przez centra danych. Jednak niewielkie użycie narzędzi sztucznej inteligencji do zwiększenia efektywności wydatkowania energii może zrównoważyć te wzrosty.

Przemysł obronny jako element strategii gospodarczej Europy

Znaczenie przemysłu obronnego dla europejskiej stabilności i strategicznej autonomii było jednym z priorytetowych tematów poruszanych podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego. Eksperci, którzy wzięli udział w debacie „Przemysł obronny w Europie” zgodnie wskazali, że skuteczna obrona zaczyna się od zdolności odstraszania – możliwej do zbudowania jedynie dzięki długoterminowej współpracy międzynarodowej oraz partnerstwom pomiędzy podmiotami państwowymi i prywatnymi. W dyskusji uczestniczyli przedstawiciele administracji rządowej, wojska, polskich i zagranicznych przedsiębiorstw przemysłu obronnego oraz firmy doradczej Deloitte.

Kwestie bezpieczeństwa militarnego zyskują na znaczeniu zarówno w dyskusjach eksperckich, jak i publicznych. Jedna z takich debat odbyła się podczas tegorocznego Europejskiego Kongresu Gospodarczego w ramach panelu poświęconego przemysłowi obronnemu. Eksperci Deloitte uczestniczyli w rozmowie, której przedmiotem była nie tylko konieczność wzmacniania zdolności odstraszających, ale również gospodarcze i przemysłowe konsekwencje inwestycji w zbrojenia, w tym potencjał rozwoju krajowego przemysłu, wpływ demografii oraz miejsce Polski w europejskich łańcuchach dostaw.

Nowa definicja bezpieczeństwa

Paneliści zwrócili uwagę na to, że przez lata Europa korzystała z tzw. „dywidendy pokojowej” i finanse, które mogły być przeznaczane na obronność, były inwestowane w rozwój społeczno-gospodarczy. Obecnie, wobec zmieniającej się sytuacji geopolitycznej, sytuacja uległa zmianie i coraz więcej państw odczuwa konieczność zwiększenia wydatków militarnych. Podkreślono jednak, że wzrost budżetu na zbrojenia nie powinien być celem samym w sobie, a jego podstawową funkcją jest odstraszanie i budowanie odporności państw.

Dzisiejsze realia geopolityczne i ekonomiczne pokazują, że samodzielne działania poszczególnych państw czy firm nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa ani zbudować konkurencyjnego przemysłu zbrojeniowego. Potrzebujemy wspólnych standardów, interoperacyjności, bezpiecznych łańcuchów dostaw i skoordynowanych inwestycji zarówno na poziomie krajowym, jak i europejskim. Współpraca powinna stanowić fundament do budowy odporności nie tylko militarnej, ale również technologicznej i gospodarczej. Indywidualne wysiłki są ważne, ale jeśli Europa chce realnie zwiększyć swoje zdolności odstraszania, musi działać jako całość, a nie tylko zbiór niezależnych inicjatyw
– mówi Mariusz Ustyjańczuk, partner, lider sektora obronnego Deloitte w Europie Środkowej.

Obronność jako element strategii gospodarczej

Eksperci podkreślali, że inwestycje w sektor obronny to nie tylko odpowiedź na zagrożenia militarne, lecz także narzędzie długofalowego rozwoju gospodarczego. Rozbudowa krajowego przemysłu obronnego, integracja z europejskimi łańcuchami wartości oraz rozwój nowych kompetencji – m.in. w obszarze technologii satelitarnych, dronów czy sztucznej inteligencji – mogą napędzać wzrost, innowacje i eksport.

Podkreślono, że wymaga to jednak realistycznego spojrzenia na ograniczenia, a rozbudowa potencjału obronnego wiąże się z szeregiem wyzwań o charakterze infrastrukturalnym, surowcowym i demograficznym, które muszą być uwzględniane na etapie planowania. Polska importuje obecnie około 30 proc. stali netto, w tym tej najwyższej jakości, która jest niezbędna w produkcji uzbrojenia. Natomiast planowany wzrost liczebności sił zbrojnych do 300 tys. żołnierzy stoi w sprzeczności z prognozowanym spadkiem populacji w wieku produkcyjnym o ok. 1 mln osób w nadchodzących latach. Eksperci zwrócili uwagę, że takich wyzwań nie da się rozwiązać w krótkim czasie, dlatego konieczne jest stworzenie długofalowych strategii.

Przez ostatnie trzy dekady wiele państw regionu Europy Środkowej, w tym Polska, świadomie ograniczało wydatki na zbrojenia, inwestując w rozwój infrastruktury, edukacji czy usług publicznych. Dziś konieczna jest zmiana podejścia i traktowanie bezpieczeństwa jako integralnej części stabilności ekonomicznej państwa. Zwiększanie potencjału obronnego to złożony proces, który wymaga nie tylko nakładów finansowych, ale też strategicznego planowania, skutecznej koordynacji między instytucjami oraz jasnego określenia priorytetów. Nie zbudujemy skutecznego systemu w izolacji. Potrzebna jest współpraca międzynarodowa, międzysektorowa i instytucjonalna. Dialog jest istotny, ale jeszcze ważniejsze jest przechodzenie do wspólnych działań – podkreśla Julia Patorska, Partnerka w dziale Advisory, liderka portfolio Sustainabilty & Climate w Polsce i Europie Środkowej w Deloitte.

Rozwój współpracy offsetowej, joint venture, harmonizacja procesów produkcyjnych i standaryzacja technologii – to działania, które zdaniem ekspertów powinny być priorytetem dla państw NATO. Tylko dzięki temu Europa będzie mogła budować konkurencyjność wobec potęg takich jak Stany Zjednoczone, gdzie aż 43 ze 100 największych firm zbrojeniowych mają swoją siedzibę, a pięć największych generuje dwa razy większe przychody niż wszystkie firmy europejskie łącznie. Aby jednak te wysiłki przyniosły realny efekt, niezbędne jest również stworzenie odpowiednich ram prawnych. Eksperci wskazali na pilną potrzebę przyjęcia ponadsektorowych regulacji i specustaw, które umożliwią sprawną realizację strategicznych inwestycji w obszarze obronności – również w czasie pokoju i podwyższonego zagrożenia.

Agenci AI zmieniają nie tylko pracę, ale i oczekiwania konsumentów

Agenci AI szybko zmieniają sposób, w jaki pracujemy, ale najnowsze badania Salesforce pokazują, że klienci również wykazują zapotrzebowanie na asystę sztucznej inteligencji przy swoich transakcjach. Ankieta przeprowadzona wśród 2552 amerykańskich konsumentów identyfikuje cztery różne typy osobowości zainteresowane agentami AI: Life-Hacker; Tastemaker (Pionier Trendów); Minimalist (Minimalista); i Smarty Pants (Mądrala).

Nasze wyniki pokazują, że osobowości konsumentów są tak zróżnicowane, jak obsługujący ich agenci AI” – powiedział Vala Afshar, Chief Digital Evangelist, Salesforce. „Zdolność agentów do personalizacji usług w oparciu o cechy każdej osoby otworzy niesamowite możliwości zarówno dla marek, jak i konsumentów w miarę dalszego rozwoju tej technologii”.

Podczas gdy firmy koncentrują się na wydajności, którą mogą uzyskać wdrażając agentów AI, badanie wykazało, że większość konsumentów preferuje narzędzia, które pomagają im odnaleźć się w nadmiarze informacji i podjąć optymalną decyzję, tym samym ułatwiając życie. Badanie ujawnia również bogaty wachlarz możliwości dla agentów AI za pośrednictwem tych kluczowych person:

  • Smarty Pants (43%), który ceni świadome podejmowanie decyzji
  • Minimalista (22%), dla którego priorytetem jest uproszczenie
  • Life-Hacker (16%), który dąży do wydajności
  • Tastemaker (15%), który pragnie spersonalizowanych rekomendacji

Dlaczego warto to przemyśleć?

Konsumenci twierdzą, że doświadczenie zapewniane przez firmę jest równie istotne, co jej produkty lub usługi. Agenci sztucznej inteligencji z czasem jeszcze bardziej podniosą oczekiwania klientów, czyniąc spersonalizowane, proaktywne i konwersacyjne doświadczenia nowym standardem. Aby sprostać tym wymaganiom, przedsiębiorcy muszą dobrze poznać preferencje swoich odbiorców oraz zaimplementować rozwiązania AI w taki sposób, aby jak najlepiej im odpowiadały.

Badanie podkreśla nowatorskie i różnorodne sposoby, na jakie konsumenci mogą wykorzystać agentów AI: nie tylko oddelegowując do nich część żmudnych zadań, lecz również używając dostarczonych danych do podejmowania bardziej świadomych decyzji” – powiedział Afshar. „Firmy powinny potraktować powyższe archetypy jak drogowskazy, podążyć ich śladem i dostosować rozwój agentów do rzeczywistych potrzeb konsumentów”.

A jak to wygląda w liczbach?

  1. Smarty Pants (43% respondentów) Smarty Pants, który ceni sobie bycie dobrze poinformowanym, chce, aby agent AI zapewniał dokładną analizę opcji i jasno przedstawiał informacje, ułatwiając podejmowanie optymalnych i strategicznych decyzji.
  • 53% chce, aby agent AI rozkładał złożone informacje na czynniki pierwsze i prezentował je w sposób, który ma dla nich sens.
  • 52% potrafi działać wielozadaniowo, gdy jest to konieczne, ale generalnie lubi działać strategicznie.
  • 54% uwielbia znajdować pomocne narzędzia, ale zawsze bada wszystkie opcje, aby podjąć świadomą decyzję.
  • Przy zakupie nowego produktu konsumenci ci mają tendencję do przeprowadzania wielu badań, aby dowiedzieć się jak najwięcej przed jego użyciem.
  1. Minimaliści (22% respondentów) Minimaliści z pokolenia X/Boomer, często mniej komfortowo czujący się ze sztuczną inteligencją, chcą, aby agent uprościł dla nich proces podejmowania decyzji oraz wykonywał zadania w klarowny, pozbawiony zbędnych dodatków sposób. Preferują prostolinijne, pozbawione stresu podejście do życia.
  • Ponad jedna trzecia (37%) chce, aby agent AI uczynił dla nich podejmowanie decyzji prostszym oraz odciążył ich z części zadań.
  • 64% z nich to pokolenie X lub Baby Boomers.
  • 58% nie czuje się komfortowo korzystając z narzędzi AI.
  • 42% preferuje rozwiązania, które maksymalnie upraszczają ich styl życia.
  1. Life-Hacker (16% respondentów) Obeznany z technologią Life-Hacker, swobodnie posługujący się narzędziami AI, chce, aby agent zmaksymalizował wydajność, wielozadaniowość i działał jako osobisty menedżer projektu, pozwalając na szybszą realizację zadań.
  • 52% chce agenta AI, który pomoże im działać szybciej i z maksymalną wydajnością.
  • 56% czuje się komfortowo korzystając z narzędzi AI.
  • 55% zawsze szuka sposobów, aby zrobić więcej w krótszym czasie.
  • 57% uwielbia wielozadaniowość, zawsze chce łączyć zadania i oszczędzać czas.
  • Podejmując decyzje, chcą wybierać mądrze i efektywnie.
  1. Tastemaker (15% respondentów) Tastemakerzy – głównie z pokolenia Z / milenialsów – chcą, aby agent AI dostarczał spersonalizowane, wyselekcjonowane rekomendacje, dotyczące rozrywki, restauracji, produktów i nie tylko, zgodnie z ich unikalnymi gustami i preferencjami.
  • 40% chce, aby agent AI polecał najlepsze programy do obejrzenia, restauracje lub produkty dostosowane specjalnie do nich.
  • 54% to pokolenie Z lub milenialsi.
  • 51% preferuje przemyślane, wyselekcjonowane sugestie zamiast ogólnych wskazówek.
  • Kiedy otrzymują nowy produkt, personalizują każde ustawienie, aby dopasować je do swoich unikalnych potrzeb.

Jak działają bramki obrotowe i gdzie mają zastosowanie?

John Perey i Conrad Trubenbach to nazwiska, które na stałe zapisały się w historii technologii kontroli dostępu. To właśnie ich wynalazek – bramki obrotowe – odmienił sposób, w jaki reguluje się ruch osób w przestrzeniach publicznych i prywatnych. Współczesne rozwiązania, wyposażone w zaawansowane technologie identyfikacji, takie jak czytniki kart, biometrię czy systemy rozpoznawania twarzy, umożliwiają precyzyjne zarządzanie dostępem. Jak działają? Gdzie mogą być stosowane? Wyjaśniamy!

Jak działają bramki obrotowe?

Bramki obrotowe to mechaniczne urządzenia kontrolujące przepływ osób, działające na zasadzie selektywnego dostępu. W zależności od rodzaju i zastosowania mogą mieć różne mechanizmy działania, ale ich głównym zadaniem jest umożliwienie przejścia wyłącznie osobom uprawnionym. Najczęściej współpracują z systemami kontroli dostępu, w tym kartami RFID, czytnikami biometrycznymi, a nawet aplikacjami mobilnymi.

Działanie bramek obrotowych można podzielić na kilka etapów:

  1. Identyfikacja użytkownika – osoba, która chce przejść przez bramkę, musi przedstawić odpowiedni identyfikator, np. kartę dostępu, odcisk palca lub kod QR.
  2. Weryfikacja dostępu – system ocenia, czy dany użytkownik ma uprawnienia do wejścia.
  3. Otwarcie bramki – jeśli identyfikacja zakończy się pozytywnie, bramka umożliwia przejście.
  4. Blokada po przejściu – po przejściu bramka automatycznie blokuje się do momentu kolejnej autoryzacji.

Niektóre modele bramek obrotowych mogą być wyposażone w dodatkowe funkcje, takie jak licznik osób, zdalne sterowanie czy integracja z systemami alarmowymi. Takie rozwiązania dostarcza m.in. EntryWise, która oferuje kompleksowe systemy dostępu dostosowane do potrzeb różnych branż.

Kiedy warto montować bramki obrotowe?

Decyzja o instalacji bramek obrotowych powinna być uzależniona od kilku czynników:

  • Zwiększenie bezpieczeństwa – ograniczają dostęp do stref chronionych, minimalizując ryzyko wejścia osób nieuprawnionych.
  • Kontrola ruchu osobowego – ułatwiają monitorowanie przepływu osób i zapobiegają zatorom.
  • Automatyzacja dostępu – eliminują konieczność ręcznej weryfikacji przez ochronę.
  • Oszczędność kosztów – w dłuższej perspektywie zmniejszają wydatki na zabezpieczenie budynku.

bramki obrotowe

Gdzie stosuje się bramki obrotowe?

Lotniska, dworce

W miejscach takich jak lotniska, dworce kolejowe czy stacje metra pomagają w codziennej organizacji ruchu. Tysiące pasażerów przechodzących przez bramki każdego dnia – to zadanie, które wymaga precyzyjnej synchronizacji. Dzięki zintegrowanym systemom biletowym bramki obrotowe nie tylko przyspieszają proces kontroli, ale również gwarantują, że nikt nie dostanie się na teren objęty ograniczeniami bez odpowiednich uprawnień.

Przestrzenie biurowe

Wejdźmy na przykład do nowoczesnego biurowca – żadnych kolejek do recepcji, żadnych papierowych identyfikatorów. Zamiast tego eleganckie bramki obrotowe, które automatycznie przepuszczają autoryzowanych pracowników. Wystarczy karta, telefon lub system rozpoznawania twarzy, by bez przeszkód przejść przez strefy wejściowe.

Zakłady przemysłowe i centra logistyczne

Inny obraz z bramkami obrotowymi widzimy w zakładach przemysłowych oraz centrach logistycznych. Wysokiej jakości bramki pełnowysokościowe są w stanie skutecznie kontrolować wejście do stref, do których dostęp mają tylko osoby uprawnione. Dla pracowników to gwarancja, że miejsce pracy jest odpowiednio zabezpieczone. Dla firm oznacza to z kolei minimalizację ryzyka, że ktoś niepowołany dostanie się w obręb przestrzeni, która może zawierać poufne dane lub cenne zasoby.

Szpitale i inne obiekty

Znajdują także swoje zastosowanie w placówkach medycznych, gdzie dostęp do określonych stref musi być ściśle kontrolowany. Tu wiele miejsc wymaga wyjątkowej ochrony przed osobami nieupoważnionymi. Dzięki nowoczesnym bramkom, które mogą łączyć się z systemami biometrycznymi, zarządzanie dostępem staje się zarówno bardziej efektywne, jak i bezpieczne. Podobnie jest zresztą w obiektach strategicznych – takich jak elektrownie czy bazy wojskowe. Tam, gdzie bezpieczeństwo ma duże znaczenie, bramki obrotowe stanowią jedną z pierwszych linii obrony.

Podsumowując, bramki obrotowe to więc nie tylko element wyposażenia – to fundament nowoczesnych systemów ochrony, które skutecznie łączą wygodę, efektywność i bezpieczeństwo. Niezależnie od branży, w której są stosowane, ich skuteczność i niezawodność sprawiają, że stanowią kluczowy element systemów kontroli dostępu.

Dlaczego banki centralne gromadzą złoto – i co z tego wynika dla inwestorów prywatnych?

W ostatnich latach trwa tzw. złoty wyścig zbrojeń, intensywne zwiększanie rezerw złota przez niektóre państwa. Kruszec ten od wieków odgrywa kluczową rolę w światowym systemie finansowym: stanowi nie tylko symbol bogactwa, ale też zabezpieczenie przed niepewnością ekonomiczną i polityczną. Banki centralne gromadzą rezerwy złota, traktując je m.in. jako poduszkę bezpieczeństwa.

Złoto uchodzi za bezpieczną przystań w okresach zawirowań gospodarczych i politycznych, bo jego wartość pozostaje stosunkowo stabilna w porównaniu z innymi aktywami, takimi jak waluty czy akcje. Banki centralne traktują złoto jako narzędzie dywersyfikacji rezerw walutowych, co pozwala ograniczyć ryzyko związane z wahaniami kursów walut i inflacją. Ponadto posiadanie znacznych rezerw złota może zwiększyć wiarygodność kraju na arenie międzynarodowej i wzmocnić zaufanie inwestorów.

Według danych World Gold Council, na koniec 2024 roku największe rezerwy złota niezmiennie posiadały Stany Zjednoczone (ponad 8 000 ton). Kolejne miejsca zajmowały Niemcy (ponad 3 300 ton) oraz Włochy (ponad 2 400 ton). W ostatnich latach rośnie zainteresowanie złotem ze strony krajów rozwijających się. Na miano nowego lidera zasługuje także Polska, która w ciągu dekady zwiększyła swoje rezerwy z około 100 do 448 ton na koniec czwartego kwartału 2024 roku. Zgodnie z informacją NBP z 25 kwietnia 2025 roku, Polska osiągnęła obecnie poziom rezerw złota wynoszący 500 ton. To czyni nasz kraj liderem pod względem tempa wzrostu rezerw złota na świecie i plasuje w pierwszej dziesiątce państw posiadających największe zasoby tego kruszcu.

W Stanach Zjednoczonych, zgodnie z danymi fiscaldata.treasury.gov, większość rezerw złota przechowywana jest w Fort Knox w Kentucky. Pozostałe lokalizacje to West Point w stanie Nowy Jork, Denver w Kolorado oraz mniejsze obiekty w całym kraju. Polska, podobnie jak wiele innych państw, dywersyfikuje miejsca przechowywania złota. Narodowy Bank Polski wskazał, że na koniec 2024 roku około 75 proc. polskich rezerw złota znajdowało się w zagranicznych skarbcach – w Banku Anglii w Londynie oraz w Banku Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku. Głównym celem takiego działania jest zwiększenie bezpieczeństwa i zapewnienie niezbędnej płynności rezerw.

Na „złoty wyścig zbrojeń” wpływa kilka kluczowych czynników. Po pierwsze, do poszukiwania bezpiecznych aktywów skłania banki centralne rosnąca niepewność gospodarcza na świecie, związana z pandemią COVID-19, inflacją i napięciami geopolitycznymi. Po drugie, część krajów dąży do zmniejszenia zależności od dolara amerykańskiego, który od dekad pełni rolę głównej waluty rezerwowej. Zwiększanie rezerw złota postrzegane jest jako sposób na uniezależnienie się od polityki monetarnej Stanów Zjednoczonych i wzmocnienie własnej pozycji międzynarodowej. Po trzecie, niskie stopy procentowe i programy luzowania ilościowego prowadzone przez wiele banków centralnych (np. Europejski Bank Centralny) sprawiają, że trzymanie gotówki staje się mniej opłacalne, co skłania do inwestowania w inne aktywa, takie jak złoto.

Istotny wpływ na rynek złota miała także polityka Donalda Trumpa, zwłaszcza wprowadzenie ceł i wywołanie napięć handlowych, które zwiększyły popyt na złoto jako bezpieczną przystań inwestycyjną. Jego zapowiedzi taryf na import metali szlachetnych do USA spowodowały gwałtowny wzrost popytu na fizyczne złoto, głównie w postaci sztabek. Według danych World Gold Council, od grudnia ubiegłego roku do nowojorskich skarbców trafiły znaczne ilości złota, przesuwane z magazynów w Londynie przez dealerów i banki inwestycyjne. Eksperci szacują, że w ciągu dwóch pierwszych miesięcy tego roku tylko do magazynów nowojorskiej giełdy COMEX trafiło 12,2 mln uncji złota, zwiększając tamtejsze zapasy o 70 proc. Odnotowano również duży popyt na złoto niematerialne w postaci napływów do globalnych funduszy ETF na złoto. W samym marcu 2025 roku napływ do tych funduszy wyniósł 8,6 mld dol., a po czterech miesiącach nieprzerwanych napływów, łączne aktywa pod zarządzaniem globalnych funduszy ETF na złoto osiągnęły rekordowy poziom 345 mld dol.

W ostatnich dniach złoto poszybowało w okolice 3 500 dol. za uncję trojańską, przy jednoczesnej silnej deprecjacji dolara amerykańskiego. Według wielu analityków nie jest to jeszcze koniec wzrostów tego surowca. Roczny wzrost wartości złota przekroczył 40 proc. Dla wszystkich banków centralnych, które zdecydowały się na zwiększenie rezerw w złocie, okazało się to trafną strategią.

„Złoty wyścig zbrojeń” może mieć różnorodne konsekwencje dla globalnej gospodarki. Po pierwsze, zwiększony popyt na złoto ze strony banków centralnych może prowadzić do dalszego wzrostu jego cen, co z kolei może wpłynąć na inflację. Po drugie, uniezależnianie się niektórych krajów od dolara amerykańskiego może osłabić jego pozycję jako głównej waluty rezerwowej, prowadząc do zmian w globalnym systemie finansowym. Po trzecie, gromadzenie złota przez banki centralne może zmniejszyć ilość złota dostępnego dla inwestorów prywatnych, co może wpłynąć na jego płynność i dostępność.

Autor: Krzysztof Borecki
Autor jest niezależnym ekspertem ds. rynków finansowych oraz członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

Inwestorzy wracają do branży zbrojeniowej. Polska na radarze światowych graczy

– Polska może stać się znaczącym beneficjentem zmian, które następują w branży obronnej i zyskać status istotnego ośrodka technologicznego dla Europy, uważają eksperci kancelarii Baker McKenzie. Znaczny udział wydatków zbrojeniowych w polskim budżecie, wysoki wolumen zamówień od międzynarodowych dostawców oraz rola, jaką Polska odgrywa w trakcie wojny w Ukrainie, przyciągają uwagę największych światowych producentów technologii jak i wielu inwestorów.

Ostatnie lata w branży obronnej cechowały przyspieszenie w tworzeniu i upowszechnianiu nowoczesnych technologii stosowanych na polach bitwy, rosnąca rola sektora prywatnego oraz wzrost znaczenia technologii o podwójnym zastosowaniu – cywilnym i militarnym (dual-use). Można spodziewać się, że zjawiska te w najbliższych latach przybiorą na sile.

Technologiczni wizjonerzy, dzięki swojej determinacji we wdrażaniu śmiałych idei, zmieniają sposób funkcjonowania tradycyjnych biznesów. Przeorganizowali już gruntownie branże takie jak transport, finanse, czy handel, a teraz coraz mocniej zmieniają przemysł obronny – mówi Radzym Wójcik, counsel w praktyce fuzji i przejęć w Baker McKenzie w Warszawie. – Obecna sytuacja geopolityczna i zapowiadane przez wiele państw intensywne zbrojenia stymulują popyt, czyniąc tę branżę jeszcze ciekawszą dla innowatorów i inwestorów. Zwłaszcza, że wiele rozwiązań da się wykorzystać dwa razy, dla rozwiązań cywilnych i wojskowych.

Polska może skorzystać na zmianach w procesie produkcji zbrojeniowej. Prawnicy Baker McKenzie obserwują duże zainteresowanie zagranicznego biznesu współpracą z polskimi firmami oraz umiejscowieniem europejskich centrów spółek z USA, ale też np. Korei Południowej właśnie w Polsce. Atutem Polski jest przynależność do NATO i Unii Europejskiej, stabilna sytuacja ekonomiczna, znaczny budżet przeznaczany na zakupy dla wojska, a także dostęp do wysoko wykwalifikowanej kadry inżynieryjnej i informatycznej. Zdaniem ekspertów Baker McKenzie, zmiany w prawie i praktyce urzędniczej mogłyby pomóc w skuteczniejszym przełożeniu tego zainteresowania na realne projekty.

– Kontrola i wysoki poziom regulacji są oczywiste w branży obronnej. Niemniej jednak pewien poziom elastyczności jest w tej chwili bardzo potrzebny, jeśli chcemy aktywnego zaangażowania ze strony przedsiębiorstw – mówi Radosław Nożykowski, counsel, ekspert w obszarze nowych technologii, szef praktyki obronności oraz cyberbezpieczeństwa w Baker McKenzie w Warszawie. – Dotyczy to w szczególności skrócenia czasu potrzebnego na wydawanie zgód oraz przeprowadzenie procedur administracyjnych. Już teraz można dostrzec pozytywne zmiany wynikające z nowych inicjatyw legislacyjnych, takich jak specustawa obronna.

Ze względu na toczącą się wojnę Ukraina zaadaptowała procedury współpracy z sektorem zbrojeniowym i skraca w miarę możliwości czas niezbędny na uruchomienie produkcji lub wdrożenia technologii militarnych. Zachowując bardzo wysoki poziom kontroli i regulacji blisko współpracuje z firmami przekazując informacje zwrotne, dane i zgłaszając potrzeby raportowane z frontu, co przyspiesza adaptację technologii do bieżących potrzeb wojennych.

Specjalizujący się w doradztwie dla firm zbrojeniowych prawnicy Baker McKenzie zwracają uwagę, że zapotrzebowanie na innowacje jest ogromne, a czas od stworzenia nowych rozwiązań do użycia ich w warunkach bojowych znacznie się skrócił.

– Intensywne prace badawczo-rozwojowe, szybsze niż kiedykolwiek wprowadzanie innowacji na rynek, jak również strategiczne zmiany w procesach produkcyjnych możliwe są między innymi dzięki rosnącemu zainteresowaniu kapitału prywatnego branżą – mówi Łukasz Targoszyński, partner w praktyce fuzji i przejęć w Baker McKenzie. – Fundusze i inwestorzy prywatni intensywnie szukają atrakcyjnych celów inwestycyjnych. Z dużym zainteresowaniem spoglądają w kierunku tzw. militechów, czyli firm tworzących technologie obronne. Inwestorzy widzą szansę na dynamiczny rozwój tych firm w niedalekiej przyszłości.

Przedstawiciele inwestorów finansowych podkreślają zmianę, która zaszła w ostatnim czasie na rynku w podejściu do firm z branży obronnych. Jednym z podmiotów pozyskujących do swojego portfolio innowacyjne firmy zbrojeniowe jest grupa inwestycyjna RKKVC.

– Jeszcze niedawno inwestorzy private equity i VC omijali sektor obronny szerokim łukiem – odstraszały ich regulacje, długi czas zwrotu i reputacyjne ryzyka. Dziś sytuacja jest zupełnie inna: defense i technologie dual-use stały się jednym z najbardziej perspektywicznych obszarów inwestycyjnych na najbliższe lata – komentuje Aleksander Kłak, przewodniczący komitetu inwestycyjnego RKKVC.

– Warto pamiętać, że to dzięki inwestycjom obronnym powstały takie centra innowacji jak Silicon Valley czy Boston. W Polsce brakuje tej infrastruktury, choć pojawiają się obiecujące inicjatywy. Inwestorzy będą gotowi mocniej zaangażować się w region, jeśli zobaczą konsekwentne działania wspierające rozwój technologii dual-use nie tylko od strony budżetów, ale też praktyki rynkowej i regulacyjnej – mówi Mateusz Bodio, założyciel RKKVC.

– W najbliższych latach spodziewamy się przeorganizowania łańcuchów dostaw dla wielu wrażliwych sektorów, zwłaszcza obronnego czy po prostu dual-use. Z powodów politycznych, bezpieczeństwa, ale również ekonomicznych. Jednym z takich nowych miejsc, może być Polska – dodaje Radosław Nożykowski z Baker McKenzie. – Model biznesowy powinien łączyć przemysł tradycyjny z nowoczesnymi technologiami. Warto, aby innowacje były bardziej wspierane na szczeblu rządowym. Specyfiką innowacji w tym sektorze jest nie tylko ich koszt czy ryzyko powodzenia, ale ściśle regulowany rynek na jakim można je tworzyć czy oferować.

NCBR ogłasza konkurs dla uczelni. 97 mln zł na rozwój kompetencji administracji i kadry kierowniczej

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ogłasza konkurs, który ma na celu wsparcie szkół wyższych w zakresie podnoszenia kompetencji kadry kierowniczej oraz administracyjnej. Wnioski o dofinansowanie projektów w naborze pt. „Wzmocnienie potencjału administracyjnego uczelni” można składać od 5 maja do 11 lipca 2025 roku.

To ważna inwestycja w przyszłość edukacji, krok w kierunku pobudzania innowacyjności i nowych standardów zarządzania. Blisko 100 mln zł z programu Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego (FERS) zostanie przeznaczone na doskonalenie kompetencji lub kwalifikacji kadry kierowniczej i administracyjnej uczelni. Główną ideą konkursu jest dostosowanie umiejętności pracowników, którzy odpowiadają za sprawne funkcjonowanie szkół wyższych, do wymogów nowoczesnej gospodarki oraz zielonej i cyfrowej transformacji.

– Modernizacja w tym zakresie to jeden z koniecznych warunków dostosowania szkolnictwa wyższego do wyzwań XXI wieku. W naszym konkursie dofinansowanie mogą otrzymać projekty, w których wnioskodawca skupi się na działaniach podnoszących kompetencje i kwalifikacje swojej kadry kierowniczej lub kadry zaangażowanej w procesy administrowania uczelnią – mówi prof. dr hab. inż. Jerzy Małachowski, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Dlaczego to takie ważne? Dobre zarządzanie i administrowanie mają bezpośredni wpływ na funkcjonowanie i rozwój szkół wyższych. Stanowią one nieocenione wsparcie w prowadzeniu działalności naukowej, zapewnieniu wysokiej jakości kształcenia, ale też w transferze efektów badań do gospodarki i na wielu innych polach.

– Żeby uczelnia działała jak szwajcarski zegarek i kształciła kadry dla nowoczesnej gospodarki, potrzebuje dobrze przygotowanych ludzi, którzy będą sprawnie nią kierować i wspierać jej rozwój na wielu różnych polach. Począwszy od rektorów i prorektorów, poprzez dziekanów, po sekretariaty i biura administracyjne – każdy w tym łańcuchu ma do odegrania swoją rolę. Każdy też musi nauczyć się współpracy i w zależności od swoich zadań, posiąść wiele innych umiejętności, np. z zakresu posługiwania się nowoczesnymi technologiami, w tym systemami rekrutacji, a także planowania, budżetowania i nadzoru nad finansami. Przydatna jest także znajomość języków obcych, tak istotna z perspektywy współpracy międzynarodowej – zauważa dyrektor Jerzy Małachowski. – Uczelnie powinny być również forpocztą dbania o środowisko, stąd pracownicy potrzebują umiejętności planowania, wdrażania i nadzorowania procesów, które ograniczą zużycie energii czy zwiększą recykling. To tylko przykłady licznych wyzwań administracyjnych, a dzięki Funduszom Europejskim chcemy pomóc naszym przyszłym beneficjentom przygotować kadry do ich podejmowania – dodaje.

Na co można uzyskać dofinansowanie?

Działania w projekcie muszą prowadzić do uzyskania bądź podniesienia przez kadrę kierowniczą lub administracyjną uczelni wszystkich wskazanych kompetencji lub kwalifikacji:

  • zarządczych (wymóg obowiązkowy tylko w odniesieniu do kadry kierowniczej),
  • cyfrowych,
  • na rzecz zielonej transformacji.

Dodatkowo można zaplanować działania podnoszące kompetencje lub kwalifikacje przekrojowe, analityczne, merytoryczne i językowe uczestników, a także zarządcze – w sytuacji, gdy wnioskodawca planuje rozwój tych kompetencji bądź kwalifikacji u pracowników zaangażowanych w procesy administrowania uczelnią.

Wnioski o dofinansowanie projektów uczelnie będą składać drogą elektroniczną przez system SOWA EFS od 5 maja do 11 lipca 2025 roku. Łączna kwota przeznaczona na ten cel to 97 mln zł. Maksymalna wartość projektu wynosi 3 mln zł. Można się ubiegać o dofinansowanie na realizację zaplanowanych działań na poziomie nieprzekraczającym 97 proc., wkład własny uczelni to zatem co najmniej 3 proc. wartości projektu. W uzasadnionych przypadkach NCBR dopuszcza realizację projektu w partnerstwie, np. z inną uczelnią.

Nabór „Wzmocnienie potencjału administracyjnego uczelni” organizowany jest w ramach Działania „Umiejętności w szkolnictwie wyższym”, Priorytet „Umiejętności” Programu Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego.

Cyfrowy paszport człowieczeństwa: World ID już dostępny w USA

Sieć World, której celem jest zapewnienie bardziej ludzkiego internetu w dobie AI, debiutuje w Stanach Zjednoczonych. Założyciele Tools for Humanity – Sam Altman i Alex Blania – ogłosili właśnie w San Francisco szereg nowości.

W miarę jak sztuczna inteligencja rozwija się w zawrotnym tempie, granica między człowiekiem a maszyną w przestrzeni cyfrowej staje się coraz bardziej płynna. Właśnie w tym kluczowym momencie pojawił się World Network — inicjatywa mająca na celu stworzenie fundamentu wiarygodnego potwierdzenia bycia człowiekiem, które chroni autonomię jednostki w erze AI.

Pilna potrzeba potwierdzania tożsamości ludzkiej to odpowiedź na realne, codzienne wyzwania: rosnącą liczbę deepfake’ów, automatyzację oszustw oraz coraz większą trudność w odróżnianiu prawdziwej ludzkiej interakcji od tworzonych przez boty treści.

World – dostępny już w 160 krajach – ma 26 mln użytkowników aplikacji, a 12 mln ludzi potwierdziło, że jest człowiekiem, uzyskując World ID. Po debiucie w Europie – w tym w Polsce, w której swój cyfrowy paszport World ID można uzyskać w jednej z 45 lokalizacji – Azji, Ameryce Południowej i Afryce, World debiutuje w Stanach Zjednoczonych.

W ciągu najbliższych 12 miesięcy w USA ma zostać udostępnionych 7,5 tys. Orbów służących do weryfikacji, że jest się unikalnym człowiekiem – to cztery razy więcej, niż jest obecnie na całym świecie. Orb to najnowocześniejsza kamera typu open-source, która robi zdjęcia tęczówki w wysokiej jakości, potwierdzając unikalność danej osoby, w sposób chroniący prywatność. Takie zdjęcia na terenie USA można od 1 maja wykonać w Atlancie, Austin, Los Angeles, Miami, Nashville oraz San Francisco, a wkrótce także w Seattle, Las Vegas, San Diego i Orlando.

Prestiżowe partnerstwa i jeszcze większa użyteczność

Tradycyjne metody weryfikacji – takie jak numery telefoniczne lub testy CAPTCHA – nie są w stanie sprostać obecnym wyzwaniom.

– Istnieją trzy obszary, w których weryfikacja człowieczeństwa wydawała nam się od początku działalności World kluczowa: granie, randkowanie i zarządzanie finansami
— powiedział Alex Blania, CEO Tools for Humanity.

Te obszary znajdują swoje odbicie w serii prestiżowych partnerstw, które ogłoszono w San Francisco.

Pierwsze to współpraca z Match Group, właścicielem aplikacji randkowych takich jak Tinder, Hinge, Okcupid. Dzięki World ich użytkownicy mają mieć pewność, że rozmawiają z prawdziwym, pełnoletnim człowiekiem, a nie botem. Pilotaż rozwiązania wystartuje na Tinderze w Japonii. A problem jest realny: według badania World, 6 na 10 randkujących online wie lub podejrzewa, że jeden z ich partnerów w aplikacji był botem.

Kooperacja z Visą zaowocuje powstaniem karty płatniczej World x Visa jeszcze w tym roku.  Dzięki niej środkami zgromadzonymi w aplikacji World App będzie można płacić w jednym ze 150 mln punktów stacjonarnych oraz w internecie.

World rozwija też współpracę z kluczowym graczem na rynku gamingu, Razer. Poza dalszym integrowaniem technologii umożliwiających potwierdzenie, że jest się człowiekiem w środowisku Razer, planowany jest League of Humans – turniej gamingowy tylko dla ludzi. Tu również potrzeba weryfikacji człowieczeństwa wydaje się pilna – aż 80 proc. polskich graczy przebadanych przez SW Research na zlecenie World Network deklaruje, że doświadczyło obecności botów, co rujnuje rozgrywkę.

Podczas wydarzenia zaanonsowano też współpracę z rozpoznawalnymi fintechami Stripe i Circle oraz rozwój World Chata.

Prostsze technologie weryfikacyjne: najnowsza generacja Orba

Rich Heley, Chief Device Officer w Tools for Humanity i były dyrektor Apple, zaprezentował również zupełnie nowe, przenośne urządzenie Orb Mini, które wygląda jak smartfon. Umożliwi uzyskanie World ID w jeszcze prostszy sposób, dziesięciokrotnie zwiększając skalę przedsięwzięcia. Nowa generacja Orbów Mini ma być dostępna w 2026 roku.

Na konferencji ogłoszono wprowadzenie najnowszej generacji urządzeń Orb, wykorzystujących zaawansowane modele AI z czujnikami światła widzialnego i podczerwieni i napędzana procesorem NVIDIA Jetson. Urządzenia będą produkowane w Richardson w stanie Teksas.

“W dobie AI, weryfikacja tożsamości użytkowników stała się niezbędna tu i teraz. Kiedy gramy online, randkujemy w aplikacjach lub zarządzamy swoimi finansami, musimy wiedzieć, kto po drugiej stronie ekranu jest prawdziwym człowiekiem, a kto botem. World gwarantuje tę pewność za pomocą prostej technologii, która potwierdza, że jesteś człowiekiem, jednocześnie zachowując prywatność Twoich danych osobowych i Twojego cyfrowego śladu” – podsumowują swoję misję twórcy i podsumowują wszystkie ogłoszone nowości. Zaznaczają, że World zapewniając ludzką warstwę internetu jest otwartą, globalną infrastrukturą dla wszystkich ludzi.

Inicjatywa Rafała Brzoski z konkretnym dorobkiem – 67 zmian w trakcie realizacji

SprawdzaMY – Inicjatywa Przedsiębiorcy dla Polski Rafała Brzoski to oddolna akcja, która działa w celu przygotowania i zaproponowania politykom pakietu rozwiązań w zakresie deregulacji, uproszczeń i ułatwień obrotu gospodarczego. To wspólna inicjatywa wszystkich ludzi zatroskanych o przyszłość polskiej gospodarki i o przyszłość projektów rozwojowych całego kraju. Jest wsparciem dla Polaków szukających odpowiedzi na swoje potrzeby i aspiracje, ale też wątpliwości i troski. Celem Inicjatywy jest ułatwienie życia wszystkich grup społecznych – pracownikom, przedsiębiorcom, a także urzędnikom. Proponowane są uproszczenia i ułatwienia, z których skorzystają polscy obywatele. Deregulacja ma służyć każdemu Polakowi.

– W ostatnich dniach nasz zespół deregulacyjny przedstawił dziesiąty już pakiet propozycji zmian prawnych – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Wojciech Kostrzewa, Prezes Polskiej Rady Biznesu, członek Komitetu Sterującego Inicjatywy SprawdzaMY Rafał Brzoski. – Łącznie opublikowaliśmy 280 propozycji, z czego 230 przekazaliśmy rządowi, a 67 z nich jest już w trakcie realizacji. To znaczący sukces, oparty na niesamowitej energii, jaką wzbudziła ta inicjatywa wśród przedsiębiorców oraz obywateli. Pokazuje to ogromną potrzebę eliminacji niepotrzebnych i niespójnych przepisów prowadzących do biurokracji. Przedsiębiorstwa pragną działać w oparciu o zdrowy rozsądek, a nie zależeć od arbitralnych decyzji urzędników czy polityków. Wierzę, że do końca maja – osiągając limit stu dni pracy – zaprezentujemy 350 propozycji, które rząd będzie mógł wcielić w życie. Mam nadzieję, że większość z nich skutecznie przejdzie przez proces legislacyjny i otrzyma podpis Prezydenta. Rafał Brzoska, nasz lider projektu, zapowiedział, że choć wraca do swoich obowiązków jako prezes dużej firmy, nadal będzie wspierał naszą inicjatywę. Nową formułę kontynuowania projektu zaprezentujemy pod koniec maja. Osobiście wierzę, że nie możemy zmarnować tej energii i inicjatywy, jakie obecnie obserwujemy. To poziom porównywalny z dynamiką przedsiębiorczości lat 80. i 90. – zaraz po upadku komunizmu oraz z okresem przemian legislacyjnych przed przystąpieniem do UE na przełomie wieków. Jeśli chcemy stworzyć podstawy konkurencyjnej polskiej gospodarki, zdolnej do wygrywania na arenie międzynarodowej przez kolejne dekady, musimy wykorzystać ten moment – dodaje Wojciech Kostrzewa.

OPEC+ zaskakuje rynki – Arabia Saudyjska zwiększa wydobycie, ceny ropy spadają

Decyzja Arabii Saudyjskiej oraz jej sojuszników z OPEC+ o znacznym zwiększeniu wydobycia ropy naftowej od czerwca 2025 roku – o dodatkowe 411 tys. baryłek dziennie – wywołała gwałtowne reakcje na globalnych rynkach surowcowych. Tak dynamiczne działanie ze strony kartelu zaskoczyło inwestorów oraz analityków, ponieważ oznacza ono odejście od dotychczasowej, bardziej ostrożnej polityki wzrostu produkcji na rzecz radykalnego i natychmiastowego zwiększenia podaży. W konsekwencji ceny kontraktów terminowych na ropę Brent spadły o 2.7%, osiągając poziom 59.63 USD za baryłkę, co jest najniższym wynikiem od czterech lat i wyraźnym sygnałem nadchodzących turbulencji na rynku ropy.

Zmiana strategii OPEC+ spowodowała natychmiastową rewizję prognoz cenowych przez największe instytucje finansowe. Goldman Sachs, Morgan Stanley oraz ING obniżyły swoje oczekiwania dotyczące średnich cen ropy w drugiej połowie 2025 roku. Morgan Stanley prognozuje obecnie, że ceny ropy będą oscylować wokół 62.50 USD za baryłkę w trzecim i czwartym kwartale roku. To wyraźne obniżenie oczekiwań odzwierciedla nie tylko rosnącą podaż, lecz także zwiększoną niepewność co do dalszego kształtowania się równowagi popytowo-podażowej na rynku.

Działania Arabii Saudyjskiej interpretowane są również jako próba zdyscyplinowania innych członków OPEC+, w szczególności Kazachstanu i Iraku, które w ostatnich miesiącach regularnie przekraczały przyznane im limity produkcyjne, podważając tym samym spójność polityki kartelu. Ponadto decyzja Rijadu może być wymierzona w amerykańskich producentów ropy łupkowej, którzy dzięki elastyczności operacyjnej i nowym technologiom zwiększają udział w rynku w warunkach wyższych cen. Obniżenie cen ropy może więc stanowić próbę osłabienia konkurencji ze strony USA oraz jednocześnie być gestem politycznym mającym na celu zbliżenie stanowisk z administracją prezydenta Stanów Zjednoczonych.

W dłuższym horyzoncie czasowym strategia oparta na szybkim zwiększeniu wydobycia wiąże się jednak z poważnymi ryzykami. Według szacunków Morgan Stanley, już w drugiej połowie 2025 roku rynek może borykać się z nadwyżką podaży sięgającą 1.1 mln baryłek dziennie. W warunkach słabnącego globalnego wzrostu gospodarczego, obaw przed recesją w kluczowych gospodarkach oraz napięć geopolitycznych i handlowych, taka nadpodaż może doprowadzić do dalszej destabilizacji rynku i pogłębienia presji spadkowej na ceny surowca.

Nie można również pominąć długofalowych konsekwencji dla krajów produkujących ropę, dla których dochody z eksportu tego surowca są kluczowym źródłem wpływów budżetowych. Długotrwałe utrzymywanie się niskich cen ropy może prowadzić do zwiększenia deficytów fiskalnych, rewizji planów inwestycyjnych oraz napięć społeczno-ekonomicznych. Również dla firm naftowych oznacza to konieczność rewizji modeli biznesowych, zwłaszcza w zakresie opłacalności nowych projektów wydobywczych.

W tym kontekście zasadniczym pytaniem pozostaje, jak długo Arabia Saudyjska będzie gotowa utrzymywać obecny poziom produkcji, tolerując jednocześnie niższe dochody z eksportu i pogłębiające się napięcia wewnątrz kartelu. Niewykluczone, że obecna strategia ma charakter tymczasowy i zostanie skorygowana w zależności od rozwoju sytuacji gospodarczej oraz reakcji konkurentów. Tymczasem światowy rynek energii wchodzi w kolejny okres zwiększonej zmienności, a decyzje OPEC+ będą miały kluczowe znaczenie dla cen paliw, poziomu inflacji oraz polityki gospodarczej wielu państw na świecie.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Czytamy, ale czy rozumiemy? Polacy a umowy kredytowe

Według najnowszego sondażu, 68,3% Polaków, zaciągając kredyt bądź pożyczkę, sprawdza treść umowy. 20,1% rodaków nie zajmuje się tym. Z kolei 11,6% nie pamięta lub nie wie, co robi w takiej sytuacji. Osoby, które weryfikują tego typu dokument, najczęściej wertują go tylko we własnym zakresie – 36,6%. Natomiast konsumenci pomijający tę czynność z reguły nie widzą potrzeby analizowania zapisów – 5,9%. Z badania wynika również, że konsultują lub sprawdzają treść umowy głównie ankietowani z miesięcznymi dochodami netto w wysokości 7000-8999 zł. A nie robią tego przeważnie respondenci zarabiający poniżej 1000 zł.

Jak wynika z raportu pt. „Jak Polacy zaciągają kredyty? Edycja 2025”, autorstwa platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH i Kancelarii SubiGo, 68,3% Polaków, sięgając po kredyt bądź pożyczkę, sprawdza treść umowy. 20,1% osób nie robi tego, biorąc na siebie takie zobowiązanie. Z kolei 11,6% ankietowanych nie pamięta lub nie wie, jak jest w ich przypadku w powyższej sytuacji.

– Według deklaracji, wyraźna większość badanych konsultuje bądź sprawdza treść umowy przy zaciąganiu kredytu lub pożyczki. Jednak ponad dwie trzecie Polaków to nadal nie jest w pełni satysfakcjonujący wynik. Spory odsetek rodaków nie dba o to, by przynajmniej zapoznać się z zapisami czy omówić je z innymi osobami. Nie wykazuje więc ostrożności i świadomości prawnej. Dodatkowo ponad jedna dziesiąta ankietowanych nie pamięta bądź nie wie, jak było dotychczas – komentuje radca prawny Adrian Goska, współautor raportu z Kancelarii SubiGo.

W opinii eksperta, część osób niedbających o swoje bezpieczeństwo prawno-finansowe może zakładać, że procedury i przepisy są już na tyle przejrzyste, iż nie ma potrzeby dokładnie weryfikować treści dokumentów. – To, jak istotna bywa dokładna analiza zapisów przed podpisaniem, doskonale pokazały doświadczenia frankowiczów czy chociażby ostatnio głośne problemy wokół SKD. Wiele umów kredytowych okazało się wadliwych, a niektóre banki świadomie bądź nieświadomie ukrywały kluczowe kwestie. To tylko potwierdza, że nawet przy stabilnej sytuacji finansowej i wysokich zarobkach warto zadbać o drobiazgowe sprawdzenie dokumentu – przekonuje mec. Adrian Goska.

Do tego znawca tematu przypomina, że każdy zapis w umowie kredytowej czy pożyczkowej może mieć realny wpływ na sytuację finansową klienta, zwłaszcza jeśli chodzi o dodatkowe opłaty, prowizje czy warunki spłaty. – Z tego powodu zachowawcze podejście jest najczęściej rekomendowane. Póki co ponad 68% Polaków daje przynajmniej sygnał, że nie podpisuje umów w ciemno, choć wielu mimo tego że czyta, czasem może nie do końca rozumieć zawartych tam zapisów, bo z reguły tego typu umowy dokumenty są pisane ciężkim prawniczym językiem – podkreśla ekspert z Kancelarii SubiGo.

Spośród pięciu wariantów odpowiedzi twierdzącej najwięcej osób wskazało, że sprawdziło treść umowy tylko we własnym zakresie – 36,6%. – Można to interpretować jako efekt dwóch głównych czynników. Po pierwsze, część osób może sądzić, że umowy kredytowe czy pożyczkowe są na tyle zrozumiałe, iż wystarczy uważnie je przeczytać. Po drugie, nie każdy chce angażować członków rodziny, znajomych czy tym bardziej prawnika, bo to często oznacza dodatkowy wysiłek lub koszty – wyjaśnia współautor raportu.

Na drugim miejscu w tym zestawieniu widać analizowanie dokumentów z kimś z rodziny – 15,4%. Na trzeciej pozycji jest weryfikacja zapisów z prawnikiem – 8%, na czwartej – ze znajomym – 4,5%, a na piątej – z kimś innym niż wyżej wymieniono – 3,8%. – W ujęciu procentowym, odsetek osób konsultujących treść umowy z prawnikiem nie jest duży, ale też nie można go zupełnie bagatelizować. Wskazuje, że pewna grupa klientów podchodzi do tematu wyjątkowo ostrożnie lub też ma doświadczenia skłaniające do sięgania po profesjonalną pomoc. Jednak dla wielu osób może to być bariera finansowa albo brak poczucia, że taka konsultacja jest niezbędna – mówi mec. Adrian Goska.

Konsultacją lub samodzielnym sprawdzaniem treści umowy zajmują się przede wszystkim osoby w wieku 35-44 lat (wśród nich 74,7%). Głównie są to konsumenci z miesięcznymi dochodami netto w wysokości 7000-8999 zł (76,5%), a także mieszkańcy miast liczących od 200 tys. do 499 tys. ludności (74,5%). –Można przyjąć, że osoby w ww. przedziale wiekowym są w okresie największej aktywności zawodowej i często zaciągają kredyty na wyższe kwoty, np. kredyty hipoteczne. Naturalnie może to skłaniać do bardziej wnikliwej analizy umowy, zwłaszcza jeśli chodzi o dodatkowe koszty czy potencjalne ryzyka – analizuje współautor raportu.

Z kolei spośród czterech wariantów odpowiedzi przeczących najwięcej osób wskazało, że nie sprawdza zapisów, bo nie widzi takiej potrzeby – 5,9%. Z innego powodu, niż wyżej podano, nie analizuje treści umowy 5,7% ankietowanych. Z reguły nie ma na to czasu 5,2% respondentów, a na zaufanie do instytucji finansowych powołuje się 3,3% badanych.

– Skutki takiego podejścia mogą być poważne. Każdy zapis w umowie może zawierać potencjalne obciążenia czy kary umowne, o których klient mógłby się dowiedzieć dopiero w sytuacji problematycznej. Zatem brak konsultacji lub lektury dokumentu może prowadzić do przykrych konsekwencji, a zmiana podejścia wydaje się co najmniej wskazana, zwłaszcza przy zobowiązaniach długoterminowych lub na większe kwoty – alarmuje mec. Adrian Goska.

Nie konsultują i nie sprawdzają treści umowy przede wszystkim osoby w wieku 75-80 lat (wśród nich 42,7%), z miesięcznym dochodem netto poniżej 1000 zł (37%), a także z miast liczących od 100 tys. do 199 tys. mieszkańców (24,8%). Zdaniem mec. Adriana Goski, w przypadku seniorów mogą wchodzić w grę przyzwyczajenia z wcześniejszych dekad. Do tego dochodzi zaufanie do tradycyjnych instytucji albo brak dostępu do narzędzi, które ułatwiają sprawdzanie.

– Z kolei w grupie o bardzo niskich dochodach może istnieć przekonanie, że skoro kwota pożyczki lub kredytu będzie raczej niewielka, to zbędna jest wnikliwa analiza dokumentacji. Jednak nawet przy małych kwotach nieprzeczytanie bądź nieuwzględnienie zapisów umowy może skutkować problemami finansowymi lub dodatkowymi kosztami. Dlatego sugeruje się, by kwestię sprawdzenia i ewentualnego konsultowania umowy traktować poważnie, niezależnie od wysokości zobowiązania – podsumowuje ekspert z Kancelarii SubiGo.

Opis metody analitycznej/badawczej

Raport pt. „Jak Polacy zaciągają kredyty lub pożyczki? Edycja 2025” został przygotowany na podstawie specjalnego badania opinii publicznej, przeprowadzonego metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH i Kancelarię SubiGo na próbie 1008 konsumentów w wieku 18-80 lat.

Zakup mieszkania na kredyt. Co warto wiedzieć?

Mieszkanie na swoim to marzenie wielu osób. Jego realizacja często wiąże się z koniecznością zaciągnięcia kredytu hipotecznego. To jedna z najważniejszych decyzji finansowych w życiu, dlatego warto dobrze się do niej przygotować. Czym wyróżnia się kredyt hipoteczny na tle innych produktów bankowych? Jakie warunki trzeba spełnić, żeby go dostać? O czym pamiętać, by uniknąć kosztownych błędów? Odpowiedzi na te pytania znajdziesz w naszym artykule.

Kredyt hipoteczny – co to za produkt?

Kredyt hipoteczny, często określany jako kredyt mieszkaniowy, to produkt finansowy umożliwiający zakup nieruchomości na rynku pierwotnym lub wtórnym. Może być także przeznaczony na budowę domu, nabycie działki budowlanej, remont, wykończenie wnętrza czy spłatę innych zobowiązań związanych z posiadaną nieruchomością. Jego podstawowym i docelowym zabezpieczeniem jest hipoteka ustanowiona na rzecz banku na nieruchomości. Hipoteka jest ustanawiana na mocy umowy między kredytobiorcą a bankiem. Jej celem jest zabezpieczenie interesów wierzyciela. Jeśli klient przestanie spłacać raty, bank ma prawo rozpocząć odzyskiwanie swoich pieniędzy z ustanowionych wcześniej zabezpieczeń – może np. wystąpić o przeprowadzenie egzekucji w celu sprzedaży nieruchomości. Czym jeszcze wyróżnia się kredyt hipoteczny? Kredyt ten charakteryzuje się długim okresem spłaty, nawet do 35 lat, oraz niższym oprocentowaniem niż inne produkty bankowe. Warto pamiętać, że warunki ofert mogą się różnić. Dlatego przed podjęciem decyzji dobrze jest porównać propozycje różnych banków. Narzędziem, które może w tym pomóc, jest aktualny ranking kredytów hipotecznych.

Jak dostać kredyt na mieszkanie?

Uzyskanie kredytu na mieszkanie zależy w głównej mierze od posiadania odpowiedniej zdolności kredytowej, czyli możliwości spłaty zaciągniętego zobowiązania wraz z odsetkami w terminach określonych w umowie. Zdolność kredytowa jest oceniana m.in. na podstawie dochodów, wydatków i historii kredytowej klienta. Ważnymi kryteriami rozpatrywania możliwości spłaty kredytu hipotecznego są również: wiek potencjalnego kredytobiorcy, stan cywilny i liczba osób na utrzymaniu oraz wysokość wkładu własnego. To ostatnie jest jednym z najważniejszych warunków przy ubieganiu się o kredyt na zakup mieszkania lub budowę domu. Aby uzyskać kredyt na standardowych warunkach, należy posiadać wkład na poziomie 20%. Niektóre banki mają w ofercie kredyty z 10-procentowym wkładem, ale zazwyczaj wiąże się to z dodatkowymi kosztami, np. obowiązkowym ubezpieczeniem kredytu lub wyższym oprocentowaniem. Warto nadmienić, że niebawem ma zostać wprowadzony nowy program rządowy „Pierwsze Klucze”: https://www.creditspace.pl/pierwsze-klucze/. To kolejna inicjatywa rządowa, która ma ułatwić dostęp do własnego mieszkania osobom, które do tej pory nie mogły pozwolić sobie na zakup nieruchomości. Według oficjalnych zapowiedzi program ma ruszyć w drugiej połowie 2025 roku, ale szczegóły mogą jeszcze ulec zmianie.

Czy można zmienić warunki kredytu hipotecznego?

Nie każda osoba ubiegająca się o kredyt hipoteczny zdaje sobie sprawę z tego, że wraz z upływem czasu warunki kredytu mogą ulec zmianie. Prawdą jest, że warunki umowy kredytowej określane są w momencie jej zawarcia. Jednakże istnieje kilka możliwości, by dostosować je do aktualnej sytuacji finansowej konsumenta. Jednym ze sposobów na obniżenie kosztów jest refinansowanie kredytu hipotecznego, czyli po prostu zmiana kredytodawcy. Głównym celem refinansowania jest poprawa warunków kredytowania, co może obejmować zmniejszenie miesięcznych rat, wydłużenie okresu spłaty lub obniżenie całkowitego kosztu kredytu przez niższe oprocentowanie. Można także rozważać wcześniejszą spłatę części zadłużenia, co również może przynieść znaczące oszczędności. Każda z tych opcji wymaga dokładnej analizy, dlatego warto skonsultować się z niezależnym ekspertem kredytowym, aby wybrać najkorzystniejsze rozwiązanie.

Ograniczenia w eksporcie chipów mogą zaszkodzić USA w globalnym wyścigu AI

  • Przychody związane ze sztuczną inteligencją mają odnotować +30% CAGR (skumulowany roczny wskaźnik wzrostu) w ciągu następnej dekady, osiągając 1,6 bln USD do 2032 r., administracja USA robi więc wszystko, aby zapewnić sobie pozycję lidera w tym segmencie, zwłaszcza po przełomowym sukcesie chińskiego Deepseek.
  • W ocenie Allianz Trade nowe ograniczenia dotyczące chipów uniemożliwia amerykańskim firmom sprzedaż chipów zaprojektowanych specjalnie dla Chin. Ten ruch mający chronić prymat amerykańskiej gospodarki może jednak przynieść odwrotny skutek w krótkim okresie, ponieważ sprzedaż dużych amerykańskich firm półprzewodnikowych w dużym stopniu realizowana jest do Chin (30% ich przychodów w przypadku firm z pierwszej dziesiątki) i będą musiały wypracować rozwiązania w odpowiedzi na rosnące (i realne) obawy dotyczące powolnych zwrotów z ogromnych inwestycji w sztuczną inteligencję.
  • Co więcej, izolacjonistyczna polityka USA zapewne przyspieszy w Chinach wspierane przez środki publiczne inwestycje w półprzewodniki, torując tym samym drogę dla innowacyjnego i tańszego ekosystemu, który w przyszłości może być faworyzowany w stosunku do amerykańskiego.

Po przełomowym sukcesie chińskiego Deepseek, władze USA wprowadziły dodatkowe ograniczenia w eksporcie półprzewodników, aby zabezpieczyć swoją pozycję w globalnym wyścigu sztucznej inteligencji. Biały Dom ogłosił niedawno szereg nowych ograniczeń w eksporcie półprzewodników do Chin i Hongkongu, w szczególności zakazując amerykańskim firmom Nvidia i AMD sprzedaży chipów przeznaczonych specjalnie na rynek chiński. Już za rządów administracji prezydenta Bidena amerykańskie firmy napotykały ograniczenia w sprzedaży swoich najlepszych chipów do Chin. Niemniej jednak Chinom w ocenie Allianz Trade udało się dokonać zdecydowanego skoku naprzód w technologii sztucznej inteligencji, polegając na mniej wydajnych „lekkich” chipach (np. H20 firmy Nvidia) w celu zbudowania taniego, otwartego modelu uczenia się języka (modele v3 i r1), aby konkurować ze znacznie droższymi wersjami zbudowanymi przez duże amerykańskie firmy technologiczne (OpenAI, Meta, Amazon). Kolejne zaostrzenie przepisów jest więc następną próbą odizolowania Chin w trwającym wyścigu o przywództwo w dziedzinie sztucznej inteligencji i zapewnienia sobie (USA) przewagi technologicznej. Pomimo pewnych namacalnych rezultatów, zilustrowanych znacznym spadkiem wolumenu importu chipów od czasu zastosowania ograniczeń (spadek o -22% w latach 2022-2024 w porównaniu z latami 2019-2021), Chiny zawsze były drugim co do wielkości nabywcą amerykańskich półprzewodników, a po uwzględnieniu Hongkongu zajmują pierwsze miejsce (20% amerykańskiego eksportu półprzewodników i innej elektroniki w 2024 r.). W rzeczywistości zakupy amerykańskich chipów przez odbiorców z Chin w ubiegłym roku faktycznie wzrosły (udział w rynku wzrósł o +4%), a globalny popyt na chipy był również wyższy w I kwartale 2025 r. (znacznie powyżej konsensusu oczekiwanych zysków zaprezentowanego zarówno przez azjatyckiego producenta chipów TSMC, jak i SK Hynix), ponieważ część firmy prawdopodobnie gromadziło zapasy w oczekiwaniu na ostrzejsze stanowisko prezydenta Trumpa.

Wykres 1: Eksport półprzewodników i innych podzespołów elektronicznych z USA w skali roku (w podziale na kraje)

Eksport półprzewodników i innych podzespołów elektronicznych z USA w skali roku
Źródła: Międzynarodowa Administracja Handlu USA (ITA), Allianz Trade Research

Luki prawne osłabiły skutki istniejących ograniczeń. Stany Zjednoczone mają długą historię nakładania na Chiny ograniczeń handlowych w związku z nowymi technologiami, ale wyścig o prymat w sztucznej inteligencji tylko zaostrzył konkurencję o nie. W Allianz Trade zakładamy, że branża sztucznej inteligencji stanie się głównym motorem globalnego wzrostu w przyszłości, a spodziewane przychody osiągną 1,6 bln USD do 2032 roku. W tym kontekście kluczowa rola półprzewodników sprawiła, że branża ta znalazła się w centrum uwagi w obliczu obecnego impasu między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Stany Zjednoczone mają wyraźną przewagę technologiczną w gospodarce opartej na sztucznej inteligencji, w szczególności dzięki silnym prywatnym zdolnościom inwestycyjnym, ale także potężnemu ekosystemowi korporacyjnemu i edukacyjnemu promującemu innowacje i przedsiębiorczość. Jednak ograniczenia nałożone w celu ochrony tej przewagi technologicznej zostały osłabione przez luki wynikające głównie z luźniejszych ram regulacyjnych u partnerów handlowych USA, a zwłaszcza braku ograniczeń dotyczących transferu technologii do Chin przez użytkowników końcowych lub strony trzecie. Co więcej, amerykańskiej administracji brakuje zasobów kapitałowych, aby zidentyfikować ostateczne miejsce przeznaczenia produktów będących przedmiotem handlu oraz kontrolować bezpośrednią i pośrednią wymianę amerykańskiej technologii za granicą, a w przypadku naruszenia amerykańskich ograniczeń nie stosuje się procedury karnej. W tym kontekście całkowity zakaz wydaje się być jedyną opcją, aby w pełni zablokować Chinom dostęp do amerykańskich chipów.

Wykres 2: Szacowane przychody generowane przez branżę sztucznej inteligencji w podziale na aplikacje

Szacowane przychody generowane przez branżę sztucznej inteligencji w podziale na aplikacje

Źródła: Bloomberg Intelligence, Allianz Trade Research

Jednak amerykańskie firmy również zapłacą cenę. Nvidia i AMD stwierdziły, że nowe ograniczenia eksportowe do Chin oznaczają dla nich ogromne straty w wysokości odpowiednio 5,5 mld USD i 800 mln USD (tj. 6,5% i 14,6% ich rocznej EBITDA w 2024 r.), jeśli zostaną zastosowane, ponieważ istniejące zapasy chipów zaprojektowanych specjalnie dla Chin nie mogą zostać przekierowane do innych regionów. W rzeczywistości Chiny wciąż generują nawet jedną trzecią przychodów niektórych firm, nawet jeśli ich ogólny udział (w zakupach półprzewodników) zmniejszył się od czasu pierwszej kadencji Trumpa, ponieważ kraj ten pozostaje największym na świecie ośrodkiem produkcji elektroniki użytkowej. Dla takich firm utrata dostępu do Chin byłaby więc bardzo bolesna, przynajmniej dopóki nie zostanie znaleziona alternatywa, która zrekompensowałaby potencjalną utratę przychodów.

Wykres 3: Ekspozycja głównych amerykańskich firm z branży półprzewodników na przychody z Chin

Ekspozycja głównych amerykańskich firm z branży półprzewodników na przychody z Chin

Źródła: Dokumenty korporacyjne, Bloomberg, Allianz Trade Research

Ostatecznie, całkowity zakaz sprzedaży chipów do Chin będzie posunięciem przynoszącym efekt przeciwny do zamierzonego. Nowe ograniczenia – i zbliżające się ryzyko nałożenia konkretnych ceł na półprzewodniki – zwiększą presję na amerykańskie firmy technologiczne, które i tak stały w obliczu ryzyka recesji związanego z taryfami i kontrolą ze strony krajowych organów regulacyjnych w związku z domniemanymi praktykami monopolistycznymi (Google i Meta są obecnie przedmiotem dochodzeń w sprawie niezgodności z przepisami). Od połowy lutego amerykański sektor technologiczny odnotowywał silną wyprzedaż, a indeks Nasdaq spadł o -30%, ponieważ inwestorzy obawiają się poważnego spadku przychodów i rentowności w obliczu zbliżającej się recesji. Biorąc pod uwagę, że w ciągu najbliższych kilku miesięcy prognozy zysków prawdopodobnie zostaną skorygowane w dół, amerykańskie spółki technologiczne muszą pilnie przekonać inwestorów, że krótkoterminowe zawirowania mają jedynie charakter cykliczny, zależny głównie od tymczasowych niekorzystnych czynników zewnętrznych, a nie strukturalny. Wymagać to będzie wykazania się przez nie kontrolą nad kosztami związanymi z nowymi cłami i znalezienie nowych źródeł przychodów, które nie są zależne od Chin, ale także udowodnienie, że ogromne inwestycje poczynione w technologię AI nie poszły na marne. Inwestorzy byli do tej pory stosunkowo spokojni, ale w obliczu radykalnej zmiany warunków gospodarczych, firmy technologiczne muszą pilnie dostarczyć pierwsze namacalne wyniki, aby ostudzić rosnącą nerwowość.

W przeciwieństwie do pochmurnych perspektyw amerykańskich firm technologicznych, dla chińskiego przemysłu technologicznego niebo jest zdecydowanie jaśniejsze. Duże korporacje, takie jak Huawei i Tencent, już opracowują własne najnowocześniejsze chipy powiązane ze sztuczną inteligencją, które mają zostać wykorzystane w laptopach, telefonach komórkowych a także systemach oprogramowania samochodowego. W rzeczywistości izolacjonistyczne podejście USA może więc nawet przynieść odwrotny skutek, jeśli pociągnie za sobą przyspieszenie w chinach inwestycji publicznych w technologię AI w celu zbudowania silnego krajowego ekosystemu, znacznie mniej zależnego od amerykańskich chipów, a przy tym także tańszego. Nawet jeśli zmniejszenie luki technologicznej w stosunku do USA zajmie Chinom kilka lat, to stopniowa emancypacja Chin i ich zdolność do budowania niezawodnego i innowacyjnego kontr-modelu (jak widać w branży pojazdów elektrycznych) może doprowadzić do nowego rozdania kart i osłabić dominującą pozycję USA. Niewątpliwie niektóre gospodarki wschodzące mogą już w bliskiej przyszłości faworyzować chińską technologię kosztem amerykańskiej w celu rozwoju własnej infrastrukturę sztucznej inteligencji.

Wykres 4: Dotychczasowe wyniki indeksu akcyjnego i ceny akcji

Dotychczasowe wyniki indeksu akcyjnego i ceny akcji

Źródła: LSEG Workspace, Allianz trade Research

Wykres 5: Prywatne inwestycje w sztuczną inteligencję (skumulowana kwota w mld USD, 2013-2024)

Prywatne inwestycje w sztuczną inteligencję
Źródła: Amerykańskie Biuro Statystyki Pracy, Allianz Trade Research

Zatrudnienie w USA wyhamowuje – Fed pod presją utrzymania polityki wspierającej rynek pracy

Według przewidywań ekonomistów wzrost zatrudnienia w Stanach Zjednoczonych prawdopodobnie spowolnił w kwietniu, podczas gdy stopa bezrobocia utrzymała się na poziomie 4.2%. Prognozowany przyrost miejsc pracy w sektorze pozarolniczym wynosi około 138 tys., co stanowi zauważalny spadek względem wyjątkowo wysokiego wyniku z marca. Te dane są szczególnie istotne, ponieważ obrazują sytuację na rynku pracy po ogłoszeniu przez administrację Donalda Trumpa szeroko zakrojonych taryf celnych, które zwiększyły niepewność wśród przedsiębiorców.

Ekonomiści z Bank of America, zwracają uwagę, że choć polityka imigracyjna i handlowa może mieć negatywny wpływ na rynek pracy w nadchodzących miesiącach, to w kwietniu jej skutki były jeszcze ograniczone. Z kolei analitycy z EY twierdzą, że niepewność związana z polityką handlową, w połączeniu z typowymi dla kwietnia czynnikami sezonowymi, przyczyniła się do osłabienia zatrudnienia w sektorach takich jak turystyka, handel detaliczny i transport. Zwykle w tym okresie obserwuje się wzrost zatrudnienia w branży wypoczynkowej i hotelarskiej, jednak w tym roku efekt sezonowy mógł zostać osłabiony przez ogólną atmosferę niepewności gospodarczej.

Analitycy Bloomberg Economics przewidują, że wyraźniejsze pogorszenie sytuacji na rynku pracy może nastąpić już w maju, głównie wskutek osłabienia zatrudnienia w logistyce oraz w sektorze wypoczynkowym i hotelarskim. Mimo wszystko oczekuje się, że stopa bezrobocia pozostanie stabilna. Wiele firm, które w ostatnich miesiącach zmagały się z niedoborem siły roboczej, może być skłonnych utrzymywać zatrudnienie, rezygnując z innych wydatków. Dodatkowo, ograniczenie napływu imigrantów zmniejsza liczbę nowych uczestników rynku pracy, co paradoksalnie pomaga utrzymać niską stopę bezrobocia mimo słabnącego popytu na pracowników.

Kwestie zatrudnienia mają również znaczący wpływ na politykę Rezerwy Federalnej. Oczekuje się, że Fed utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie podczas najbliższego posiedzenia. Jednak dalsze pogorszenie sytuacji na rynku pracy, szczególnie w maju, może zwiększyć presję na Fed, by w większym stopniu skoncentrował się na wspieraniu pełnego zatrudnienia przy podejmowaniu kolejnych decyzji.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Sprzedający w defensywie – rośnie presja na obniżki cen mieszkań

Pierwszy kwartał 2025 r. przyniósł na rynku wtórnym dwie niekorzystne tendencje dla osób sprzedających mieszkania. Pierwsza, to coraz wyższa skala negocjacji cen, a druga – dłuższy okres oczekiwania na klienta. Jednocześnie zmienia się profil kupujących – coraz częściej są to doświadczeni nabywcy wracający na rynek, co wzmacnia ich pozycję negocjacyjną.

Wyniki raportu Barometr Metrohouse i Credipass oraz RynekPierwotny.pl za I kwartał 2025 r. pokazują, że na rynku nadal jest wielu klientów, którzy są zdecydowani, aby w najbliższym czasie dokonać transakcji. Świadczą o tym dość wysokie odczyty Indeksu Popytu, który mierzy m.in. aktywność klientów poszukujących mieszkania. Zaskakująco dobre wyniki tego indeksu, nie pokrywają się na razie z liczbą transakcji, którą w I kw. można określić jako umiarkowaną. Jednakże można spodziewać się, że przy sprzyjających warunkach rynkowych, czyli m.in. dalszej korekcie cen oraz oczekiwanym spadkom stóp procentowych, można spodziewać się większego optymizmu wśród strony popytowej i zwiększenia wolumenu transakcji w II kw. br.

Sprzedający na słabszej pozycji

Coraz lepsza pozycja klientów kupujących, wynikająca w dużej mierze z wysokiej dostępności produktów mieszkaniowych, to z kolei niezbyt dobra informacja dla indywidualnych osób sprzedających obecnie mieszkanie. Barometr Metrohouse i Credipass wskazuje na dwie tendencje, które są niekorzystne z punktu widzenia strony podażowej.

Pierwszy z nich to coraz większa presja na negocjacje cen. – Nawet kilka procent wynegocjowanej przez kupującego kwoty nie robi dużego wrażenia, ale musimy pamiętać, że długotrwała ekspozycja oferty na rynku powoduje korektę, czasami wielokrotną ceny ofertowej, więc końcowa cena jest znacząco inna od tej z samego początku procesu sprzedaży, mówi Marcin Jańczuk, ekspert Metrohouse. Nadal wiele ofert posiada ceny, które nie spotykają się z reakcjami rynku. Wśród transakcji znajduje się pula ofert, gdzie cena ofertowa różni się od transakcyjnej nawet o 20 proc., co świadczy o tym, jak bardzo część cen jest tylko odzwierciedleniem życzeniowych postaw zbywców względem sprzedawanych nieruchomości.

Miasto Różnica między pierwszą a ostatnią ceną ofertową Negocjacje Średnia cena nabywanego mieszkania Średni metraż nabywanego mieszkania
Wrocław 6,2% 1,6% 550 000 zł 48
Kraków 4,4% 4,7% 560 000 zł 41
Warszawa 5,7% 1,4% 844 000 zł 53
Gdańsk 5,1% 2,7% 649 000 zł 53
Łódź 6,3% 1,3% 423 000 zł 55

Wyliczenia w oparciu o dane transakcyjne Metrohouse Franchise S.A.

Drugim istotnym aspektem jest wydłużanie się czasu sprzedaży mieszkania. Nawet bez analizowania danych, tylko na podstawie obserwacji rynkowych, można zauważyć  spadające tempo sprzedaży ofert. Niekorzystna sytuacja sprzedażowa dotyczy wszystkich lokalizacji – niezależnie od wielkości miasta. – W stolicy na sprzedaż lokalu z rynku wtórnego czekamy średnio ponad miesiąc dłużej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku (obecnie wg wyliczeń Metrohouse jest to średnio 116 dni). Jeszcze bardziej pesymistyczne dane dotyczą pozostałych lokalizacji, gdzie na sprzedaż trzeba czekać prawie 5 miesięcy, dodaje Marcin Jańczuk z Metrohouse.Średnie ceny tansakcyjne na rynku wtórnym

Kupujący coraz lepiej przygotowani

Z kolei ciekawym zjawiskiem, które obserwujemy na rynku kredytów hipotecznych, jest rosnący udział tzw. klientów powracających – osób, które mają już doświadczenie w zakupie nieruchomości i często decydują się na kolejną transakcję. W odróżnieniu od debiutujących nabywców (obecnie 26 proc. wszystkich kupujących) charakteryzują się oni lepszym rozeznaniem w ofertach bankowych, większą świadomością całkowitego kosztu finansowania oraz wyraźnie określonymi oczekiwaniami względem nieruchomości. – To najczęściej osoby w wieku 30–40 lat, z ustabilizowaną sytuacją zawodową, które spłaciły już jeden kredyt lub posiadają oszczędności umożliwiające wniesienie solidnego wkładu własnego. Coraz częściej decyzje zakupowe w tej grupie są podyktowane nie tylko potrzebami mieszkaniowymi, ale również inwestycyjnymi – np. zakupem lokalu pod wynajem długoterminowy, zauważa Andrzej Łukaszewski z Credipass.

Na rynku pierwotnym gości stabilizacja

W odróżnieniu od rynku wtórnego, I kw. 2025 r. przyniósł ożywienie sprzedażowe na rynku pierwotnym mieszkań. Potwierdzają to między innymi dane BIG DATA RynekPierwotny.pl. Według ekspertów tego portalu, największe wzrosty średniej ceny ofertowej zaobserwowano w Gdańsku (+3,1 proc. kw./kw., do 16 993 zł za m kw.) i w Warszawie (1,3 proc. kw./kw., do 17 878 zł za m kw.). W pozostałych największych miastach różnice w porównaniu do IV kw. 2024 nie przekraczają 1 proc.Zmiany średniej ofertowej ceny - rynek pierwotny

– Uwagę na pewno może zwracać przypadek Warszawy, która pod względem cenowym powróciła do poziomu z III kw. 2024 r. Przypomnijmy, że koniec minionego roku przyniósł w stolicy spadek średniej ofertowej stawki z deweloperskich cenników o 1,2%. Dodatnia zmiana z I kw. 2025 r. (+1,3%) skompensowała w całości wpływ wcześniejszego spadku, mówi Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Dużo większym, kwartalnym wzrostem od warszawskiego (+3,1%) cechował się natomiast Gdańsk. Stolica Pomorza pod koniec I kw. 2025 r. już dość zdecydowanie wyprzedzała cenowo Kraków. To wiele osób może uznać za niespodziankę.

– Przez dwa kwartały, czyli IV kw. 2024 r. i I kw. 2025 r. średnia ofertowa cena nowych mieszkań z Gdańska wzrosła o niemal 1100 zł/mkw., co jest sytuacją niemal bez precedensu. Z kolei w Krakowie średnie ceny nowego metrażu na początku 2025 r. spadły o symboliczne 0,1%. Była to jedyna ujemna zmiana kwartalna w grupie sześciu badanych miast, mówi Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Inflacja w Polsce najniższa od miesięcy

Wstępny szacunek inflacji konsumenckiej za kwiecień wyniósł 4,2 proc. r/r względem konsensusu rynkowego wynoszącego 4,3 proc. W ujęciu miesięcznym szacunek wyniósł 0,4 proc., względem konsensusu rynkowego na poziomie 0,3 proc.

Dane kwietniowe potwierdziły, że tegoroczny szczyt inflacji przypadł na I kw. bieżącego roku, w lutym i marcu inflacja konsumencka wyniosła 4,9 proc. r/r.

Bieżący odczyt inflacji, jak i poprzednie dane makro, dają kolejne argumenty dla gołębiej części Rady Polityki Pieniężnej. Oczekiwania rynkowe względem majowego posiedzenia RPP coraz bardziej zarysowują się wokół skali obniżki stóp procentowych, powrót do obniżek stóp procentowych wydaje się przesądzony.

Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Inflacja w Polsce spada szybciej niż oczekiwano. Dane z USA studzą nastroje

0

Ostatni dzień kwietnia to wypchany kalendarz makro, w którym znajdziemy tak kluczowe publikacje jak wstępne dane o inflacji za mijający miesiąc. Polska dynamika cen zaskoczyła pozytywnie, co jeszcze bardziej podsyca dyskusję o decyzji RPP, która już za tydzień. Jednak cios przygniatającej niespodzianki nadszedł po południu wraz z danymi z USA.

Ceny rosną coraz wolniej

Kwietniowy szacunek inflacyjny ze strony GUS zaskoczył pozytywnie. CPI w ujęciu rocznym wyniosło 4,2% przy prognozowanym 4,3% i poprzednim odczycie wynoszącym 4,9%. Najważniejszym kontekstem dla dynamiki cen pozostaje jej wpływ na decyzje Rady Polityki Pieniężnej. Przypomnijmy, że główna stopa wynosi w naszym kraju wciąż 5,75%, a więc tzw. realna stopa przekracza w tym momencie już 1,5 p.p., co przynajmniej w teorii daje decydentom całkiem szerokie pole do obniżki kosztu pieniądza. Zresztą narracja płynąca z RPP zmieniła się na tyle w ostatnich tygodniach, że rynek jest przekonany, że pierwsze cięcie w tym wznowionym cyklu zobaczymy już za tydzień. Zagadką pozostaje jedynie jego głębokość, a co za tym idzie efekt, który dotknie polskiego złotego (niższy koszt pieniądza to przynajmniej w teorii powód do osłabienia waluty). Dzisiejszy odczyt mógłby skłonić Radę do obniżki nawet o 50 pb. Zobaczymy, czy powstrzyma ich przed takim ruchem „wnętrze” naszej inflacji, ponieważ jej aktualna wysokość w głównej mierze zależy od tańszego paliwa, na którego cenę jako państwo mamy minimalny wpływ. Pozostałe kategorie, czyli żywność (+5,3%), a już szczególnie nośniki energii (+13%) rosną we wciąż nieakceptowalnym tempie. Mimo wszystko można założyć, że ten odczyt miał dziś ograniczony wpływ na PLN, który wciąż w głównej mierze spogląda na szeroki rynek.

Europa całkiem nieźle

Lokalnie kluczowy był dla nas odczyt inflacji znad Wisły, ale globalnie inwestorzy otrzymali mnóstwo ciekawych publikacji. Jeszcze w nocy naszego czasu poznaliśmy wskaźniki wyprzedzające PMI z Chin. Obie gałęzie wypadły gorzej od prognoz, ale usługi utrzymały się powyżej granicy ekspansji i zatrzymały się na 50,4 pkt. Gorzej zaprezentował się przemysł, który przeszedł na stronę recesyjną z jedynie 49 pkt. Był to najgorszy wynik od grudnia 2023 roku i można założyć, że chińskie przedsiębiorstwa poczuły niepewność związaną z wojną handlową. Skoro odwiedziliśmy drugą gospodarkę świata, to przyszedł czas na trzecią. Marcowa sprzedaż detaliczna urosła w Niemczech w ujęciu rocznym o 2,2%, co było wskazaniem poniżej prognoz. Stopa bezrobocia w kwietniu utrzymała się na 6,3%, ale przybyło tylko 4 tys. nowych wnioskujących o zasiłki (przy przewidywanych 16 tys.). Niestety niemieckie PKB spadło w ujęciu rocznym o 0,2%, na szczęście w ujęciu kwartalnym poszło w górę o identyczną wartość. Wreszcie inflacja za naszą zachodnią granicą spadła mniej od oczekiwań, ale utrzymuje się na przyzwoitym poziomie 2,1% rok do roku. Francja gra w swojej własnej lidze inflacyjnej, ponieważ CPI rok do roku to tylko 0,8% (chociaż warto zaznaczyć, że prognozowano nawet niższy rezultat). Taki sam wynik przy identycznym punkcie odniesienia osiągnął wzrost gospodarczy w tym kraju, ale w ujęciu kwartał do kwartału wyniósł skromniejsze 0,1%. Zgodnie z oczekiwaniami analityków zachowała się włoska dynamika cen, która w ujęciu rocznym wyniosła okrągłe 2%. Natomiast tamtejsze PKB poszło w górę o 0,6% r/r i 0,3% k/k. Te wszystkie dane przełożyły się na lepszy od prognoz obraz gospodarki strefy euro, która wykazała +1,2% r/r i 0,4% k/k. Cały powyższy pakiet danych można uznać za korzystny dla unii walutowej, ale zdawały się one mieć ograniczony wpływ na umysły inwestorów. Jednak wtedy do gry weszli Amerykanie…

Gospodarka USA na zakręcie

Nawet jeśli któreś dane z Europy rozminęły się z oczekiwaniami, to była to co najwyżej przygrywka do cichej mszy żałobnej zza Atlantyku. Najpierw poznaliśmy raport ADP, który jest wstępem do oficjalnych danych Departamentu Pracy (te już w piątek). W sektorze prywatnym w kwietniu przybyło jedynie 62 tys. miejsc pracy, co nie tylko było o wiele gorszym wskazaniem od poprzedniego (147 tys.), ale też diametralnym rozminięciem z prognozami (114 tys.). Niestety to był dopiero początek złych wieści. Bazowy indeks cen wydatków konsumpcyjnych wyniósł w pierwszym kwartale aż 3,5% (poprzednio 2,6%, oczekiwano 3,1%). Wreszcie PKB w USA (podawane w sposób annualizowany) miało rosnąć w poprzednim kwartale o skromne 0,2%, gdy poprzednio było to 2,4%. Tymczasem amerykańska gospodarka skurczyła się o 0,3%. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w drugim kwartale 2022 roku, tylko wtedy przyczyny były całkowicie inne. Aktualnych wyników trudno nie wiązać z chaotyczną polityką gospodarczą (i nie tylko) prezydenta Donalda Trumpa, która może stanowić coraz większą przeszkodę dla tamtejszych przedsiębiorstw. W teorii takie odczyty makro mogą zmusić do działania bank centralny, ale na razie trudno na rynkach dostrzec efekt możliwych obniżek stóp procentowych. Kurs EUR/USD utrzymuje się poniżej 1,14 $, kurs USD/PLN jest blisko 3,76 zł, a kurs EUR/PLN sięga 4,28 zł. Wyprzedaż dotyka parkiety giełdowe, główne indeksy na Wall Street zniżkują już o ponad 2%, a w Warszawie panika spycha WIG20 o 3% (chociaż tutaj negatywne nastroje dominują od rana).

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Ceny mieszkań nie rosną? Oto co pokazują dane z kwietnia

W Warszawie średnia cena metra  kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów jest już tylko o nieco ponad 1% wyższa niż przed rokiem. W stolicy, ale też we Wrocławiu, Trójmieście, Łodzi i Poznaniu kwiecień był kolejnym miesiącem, który upłynął pod znakiem stabilizacji średniej ceny metra kwadratowego. O 1% poszła ona w górę w Krakowie i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl.  

Podwyżkami w Krakowie i w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii nie warto się zbytnio przejmować. W skali miesiąca średnia cena metra kwadratowego może wzrosnąć lub spaść w zależności od tego, czy w sprzedaży pojawi się pula drogich czy stosunkowo tanich – jak na dany rynek – lokali – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Warto przypomnieć, że w tym roku z taką sytuacją mieliśmy wcześniej do czynienia w Warszawie, Trójmieście,  Wrocławiu i Poznaniu. We wszystkich tych metropoliach stabilizacja wracała na rynek. W praktyce już od blisko roku trwa ona w Warszawie (ok. 17,8 tys. zł/m kw.), od maja ubiegłego roku – w Poznaniu (ok. 13,4 tys. zł/m kw.), od czerwca – w Krakowie (ok. 16,6 tys. zł/m kw.), od  sierpnia – w Łodzi (11,5 tys. zł/m kw.), a od października – we Wrocławiu (ok. 14,8 tys. zł/m kw.). Wzloty, spadki i okresy stabilizacji średniej ceny metra kwadratowego przeplatają się w Trójmieście (ok. 16,4 tys. zł/m kw.) i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (ok. 11,2 tys. zł/m kw.).Tab.1 - Średnie ceny mieszkań w ofercie deweloperów - mdm

Należy zwrócić uwagę, że porównując średnie ceny metra kwadratowego nowych mieszkań z kwietnia tego roku i analogicznego okresu roku ubiegłego, to we wszystkich metropoliach podwyżki są już jednocyfrowe. W Warszawie wynosi tylko nieco ponad 1% i gdyby stabilizacja utrzymała się w kolejnych miesiącach, to prawdopodobnie w lipcu zobaczymy wartość 0%.Tab.2 - Średnie ceny mieszkań w ofercie deweloperów - rdr

Tymczasem we Wrocławiu i Trójmieście zmiana średniej ceny metra kwadratowego w okresie 12 miesięcy wynosiła w kwietniu 9%, w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – 5%, w Łodzi – 4%, w Krakowie – 3%, a w Poznaniu – 2%.

Cyberatak na polski system podatkowy. Hakerzy uderzyli w kluczowym momencie

30 kwietnia – to dzień, który dla milionów Polaków oznacza ostatnią szansę na rozliczenie się z fiskusem, złożenie wniosków o świadczenia czy zapisanie się na badania w ramach programu Profilaktyka 40+. Dla cyberprzestępców – idealny moment na atak. W środę rano rządowy System Rejestrów Państwowych padł ofiarą zmasowanego cyberataku typu DDoS, który na kilka godzin zakłócił funkcjonowanie kluczowych usług publicznych.

Według informacji podanych przez RMF FM, celem ataku była m.in. aplikacja mObywatel oraz Centralna Ewidencja Pojazdów i Kierowców (CEPiK). Użytkownicy zgłaszali trudności w dostępie do usług już około godziny 9:00 na portalu downdetector.pl. Choć dostęp do podstawowych dokumentów, takich jak mDowód osobisty czy mPrawo jazdy, był możliwy, inne funkcje aplikacji przestały działać.

Atak został skutecznie odparty, jednak – jak informują źródła RMF FM – skutki mogłyby być znacznie poważniejsze, gdyby nie szybka reakcja służb. Sprawą zajmuje się już cyberpolicja oraz Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Atak typu Distributed Denial of Service polega na przeciążeniu serwerów przez jednoczesne łączenie się z nimi tysięcy lub nawet milionów komputerów należących do cyberprzestępców. Efekt? Systemy przestają odpowiadać, a użytkownicy zostają odcięci od usług. Eksperci twierdzą, że wybór daty nie był przypadkowy. – Cyberprzestępcy celowo uderzyli właśnie dzisiaj. Środa, 30 kwietnia, to jeden z najbardziej newralgicznych dni w całym kalendarzu administracyjnym – ostatni moment na złożenie zeznań podatkowych, wniosków o 800+, czy zapisy do programów zdrowotnych. To wszystko czyniło systemy podatne na zakłócenia i idealne do przeprowadzenia ataku – relacjonuje RMF FM.

Cyberoszustwa rosną w siłę – nie tylko w Polsce

Oprócz technicznych ataków na infrastrukturę rządową, rośnie także fala cyberoszustw wymierzonych w zwykłych obywateli. Eksperci firmy Check Point Research ostrzegali na początku kwietnia przed kampaniami phishingowymi, które wykorzystują podszywanie się pod instytucje rządowe – podatkowe w celu wyłudzenia danych od obywateli.

Polski przypadek – podobnie jak w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych – pokazuje, w jaki sposób cyberprzestępcy starają się wywołać niepokój w społeczeństwie. Ale mogą również wykorzystać nieuważność użytkowników. W czasie, gdy miliony osób wysyła swoje zeznania podatkowe, oszuści podszywają się pod urzędy skarbowe i biura podatkowe w celu przejęcia cennych danych osobowych – komentuje Wojciech Głażewski, country manager polskiego oddziału firmy Check Point Software.

Od lutego br. eksperci z Check Point zarejestrowali dziesiątki fałszywych domen, m.in. takich jak „hmrcnoticecenter[.]com”, która łudząco przypominała oficjalną stronę brytyjskiego urzędu skarbowego HMRC. Aż 46% z tych stron zostało sklasyfikowanych jako złośliwe lub podejrzane. To kolejny dowód na to, że internetowa przestępczość nie zna granic – ani geograficznych, ani etycznych.

Choć atak został powstrzymany, jego konsekwencje pokazują, jak kruche potrafią być nawet najbardziej rozwinięte systemy administracyjne w obliczu nowoczesnych zagrożeń. Coraz bardziej cyfrowe państwo wymaga równie silnych zabezpieczeń – nie tylko technicznych, ale też edukacyjnych. Ostatecznie to użytkownicy są pierwszą linią obrony.

Branża lotnicza po odbiciu znów w turbulencjach – ceny samolotów w górę, popyt w dół

Samoloty zdrożały już o 10% z powodu rekordowych, popandemicznych zaległości w ich produkcji. Cła uderzą w dostawców obydwu głównych producentów – ceny samolotów wzrosną więc o kolejne 20% do 2030 roku. Na wyniki ich nabywców, linii lotniczych wpływa także spadek najbardziej lukratywnych przewozów transatlantyckich– tym niemniej linie europejskie tracą na tym niej niż amerykańskie, zachowując średnio wyższe marże EBIDTA (16% przy 11% dla linii amerykańskich).

  • Taryfy celne psuja pogodę dla branży lotniczej, dochodzącej jeszcze do siebie po pandemicznych zakłóceniach.
  • Po silnym odbiciu w swoich przychodach w 2023 r. (+23% r/r) i 2024 r. (+7%), linie lotnicze stoją teraz w obliczu rosnących kosztów samolotów (+16% w ciągu 5 lat) i ograniczonej podaży, przy dostawach wciąż o 10% niższych niż przed pandemią i rekordowych zaległościach w dostawie 17 000 samolotów.
  • W opinii Allianz Trade nowe cła grożą zwiększeniem kosztów złożonych łańcuchów dostaw Boeinga i Airbusa, ponieważ obaj producenci mają zakłady w USA, a ponad połowa ich dostawców znajduje się za granicą.
  • Jednocześnie turystyka przyjazdowa do Stanów Zjednoczonych – kluczowy czynnik napędzający przychody przewoźników – zmniejszyła się, w marcu notowano spadek przyjazdów z Europy Zachodniej -17% r/r, a współczynniki obciążenia linii lotniczych na początku I kwartału spadły do 78% (z 84%).
  • Linie lotnicze z Ameryki Północnej prognozują obecnie najsłabszy na świecie wzrost przychodów w 2025 r. (+1% r/r) po potwierdzonym spadku przychodów o -10% kw/kw
    w I kwartale.
  • Spadek cen paliwa lotniczego (-22% r/r) łagodzi liniom lotniczym spadki przewozów, zwłaszcza tych najbardziej lukratywnych – transatlantyckich, ich rentowność nie jest więc zagrożona, chociaż nie jest tak rekordowa jak w latach 2023-2024.
  • Tym niemniej – w opinii Allianz Trade samoloty będą nadal drożeć (zakładamy wzrost ich cen o kolejne +20% do 2030r.), przewozy lotnicze nie będą już tanie – z powodu opóźnień w dostawach spada tempo przyrostu przepustowości w przewozach lotniczych. Dodatkowo – koszt lotów rozkłada się na mniejsza liczbę pasażerów, gdyż spada wskaźnik zapełnienia miejsc w samolotach (koniec powszechnego, popandemicznego boomu na usługi turystyczne)

Pochmurne niebo dla linii lotniczych. Po pandemii, która zdewastowała branżę turystyczną i spowodowała, że linie lotnicze traciły zyski przez trzy lata z rzędu, sektor ten stoi teraz w obliczu kolejnego burzliwego okresu wywołanego rosnącymi cłami, które mogą spowodować wzrost kosztów produkcji samolotów (zaostrzając istniejące nadal wyzwania produkcyjne) i osłabić turystykę przyjazdową do USA. Z pewnością obecna wojna handlowa zatrzymała odbicie finansowe, którym linie lotnicze cieszyły się w latach 2023-2024 (kiedy to ich przychody wzrosły odpowiednio o +23% i +7% r/r, a wyniki finansowe były dodatnie). Wśród wszystkich obecnych przeciwności, z jakimi musza się one mierzyć, najbardziej niepokoi je ograniczona przepustowość. Podczas gdy przepustowość sektora, mierzona za pomocą ATK[1] , wzrosła o około +21% r/r w 2022 i 2023 r., w 2024 r. globalna ATK wzrosła tylko o +8% i powinna pozostać na poziomie około +5% w tym roku.

W opinii Allianz Trade producenci samolotów i kluczowych komponentów wciąż walczą o powrót do poziomów produkcji sprzed pandemii, co utrudnia dostawy. W 2024 r. dwaj najwięksi producenci samolotów – Boeing i Airbus – dostarczyli na rynek zaledwie 90% tego, co wcześniej. Wraz z rosnącym popytem na nowe samoloty, globalne zaległości w zamówieniach osiągnęły bezprecedensowy poziom 17 000 samolotów pod koniec 2024 r., co znacznie utrudniło duopolowi zaspokojenie popytu i wydłużyło czas dostawy samolotów do poziomów niespotykanych w historii (wykres 1), szczególnie w przypadku samolotów wąskokadłubowych (krótkodystansowych) i szerokokadłubowych (długodystansowych).

Wykres 1: Średni czas dostawy samolotu w latach, według roku dostawy

Średni czas dostawy samolotu w latach

Źródło: IATA, Cirium, Allianz Research

Oczekiwać można, że obecna wojna handlowa zaostrzy trwające zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw, a także konkretne problemy producentów z dostępnością komponentów, w efekcie przekładając się na wzrost cen samolotów.

Chociaż łańcuch dostaw Boeinga jest mniej złożony i rozległy niż w przypadku Airbusa (345 w porównaniu z 2398 dostawcami), 54% dostawców Boeinga znajduje się za granicą. W efekcie ponad połowa kosztów produkcji firmy wzrośnie o co najmniej 10% po wejściu w życie nowych ceł (głównym dostawcą Boeinga spoza USA jest francuski Safran). Z kolei dla Airbusa krajem, w którym skupiona jest najwieksza liczna dostawców z zagranicy sa Stany Zjednoczone (2000 dostawców rozsianych w 40 stanach), z kluczowymi własnymi zakładami produkcyjnymi w Alabamie, Mississippi i na Florydzie. W rezultacie Airbus będzie również musiał stawić czoła wyższym cłom na komponenty potrzebne do budowy odrzutowców. Samoloty już są o +16% droższe niż przed pięciu laty, a ich ceny powinny nadal rosnąć o około +20% do 2030 roku.

W opinii Allianz Trade wzrost cen spowodowany cłami może zmienić dynamikę rynku na korzyść Airbusa, ponieważ linie lotnicze mogą zwrócić się do europejskiego gracza jako bardziej przystępnej cenowo i niezawodnej opcji. Ponadto rządy, takie jak Chiny, które niedawno nakazały swoim liniom lotniczym wstrzymanie odbioru samolotów Boeinga, mogą wpłynąć na inne rządy, aby poszły w ich ślady (a  prawie 8% bazy klientów Boeinga znajduje się w Chinach). Aby jednak Airbus mógł to zdyskontować i zdobyć większy udział w globalnym rynku musi zmniejszyć swoją podatność na zagrożenia, inwestując zdecydowanie i na dużą skalę a także przyjmując nowe, strategicznie zorientowane na przyszłość podejście do wyboru swoich dostawców.

Wykres 2: Ekspozycja floty linii lotniczych na dostawy samolotów Boeing vs Airbus

Ekspozycja floty linii lotniczych na dostawy samolotów Boeing vs Airbus

Źródła: Bloomberg Intelligence, wyniki własne spółek, Allianz Research.

Zmienia się również „rozkład lotów” amerykańskiej turystyki, co będzie miało wpływ na linie lotnicze o dużej ekspozycji na ten rynek. Stany Zjednoczone zajmują trzecie miejsce na świecie pod względem turystyki międzynarodowej, po Francji i Hiszpanii. W ubiegłym roku kraj ten przyjął ponad 72 mln zagranicznych turystów (+9% r/r). Wzrost ten przyczynił się do osiągnięcia rekordowych 215 mld USD (+14% r/r) wpływów z turystyki, co czyni ten sektor (i wszystkie podbranże związane z usługami rekreacyjnymi) ważnym dla amerykańskiej gospodarki. Dlatego też obawy inflacyjne i niepewność związana z pogorszeniem stosunków dyplomatycznych z sąsiednimi krajami mogą pozostawić ślad w turystyce. Kanada i Meksyk odpowiadają za 52% (37 mln) ogółu turystów odwiedzających USA rocznie, a według amerykańskiego urzędu celnego i ochrony granic (wykres 3) liczba turystów przekraczających północną i południową granicę spadła już o -6% r/r w lutym i o kolejne -8% w marcu.

Wykres 3: Przyjazdy do USA według miesiąca, przez granice północne i południowe, wszystkie środki transportu

Przyjazdy do USA według miesiąca, przez granice północne i południowe, wszystkie środki transportu

Źródła: US Customs and Border Protection, Allianz Research.

Chociaż amerykańskie linie lotnicze będą bardziej dotknięte, przewoźnicy transatlantyccy również szykują się na spadek rezerwacji na loty do USA. Pod względem liczby pasażerów, Ameryka Północna jako region jest kluczowa dla branży lotniczej, ponieważ stanowi około 23% globalnego rynku przewozów lotniczych, zaraz po Azji i Pacyfiku (36%) i Europie (27%). Dlatego też spowolnienie w turystyce będzie miało wpływ nie tylko na amerykańskich i regionalnych przewoźników, takich jak Air Canada i Aeroméxico, ale w mniejszym stopniu także na wszystkie grupy linii lotniczych z ekspozycją na rynek amerykański. Obejmuje to British Airways (IAG) i Lufthansę, europejskie firmy, których udział w rynku miejsc na trasach transatlantyckich wynosi od 12% do 15% (wykres 4). Inną kwestią jest to, że turystyka transatlantycka stanowi kluczowy czynnik napędzający zyski dla linii lotniczych, ponieważ trasy długodystansowe zazwyczaj przewożą większą liczbę pasażerów pierwszej klasy i podróżujących służbowo, czyli segmentów, które generują najwyższe marże. Najnowsze dane Narodowego Biura Podróży i Turystyki (NTTO) wykazały, że turystyka przyjazdowa do USA z Europy Zachodniej spadła o -17% r/r w marcu i -7% r/r w pierwszych trzech miesiącach 2025 r., przy czym największe spadku przylotów turystów do USA w ubiegłym miesiącu były z Niemiec (-28% r/r) i Hiszpanii (-25% r/r).

Wykres 4: Udział w rynku miejsc na trasie USA <> Europa według linii lotniczych

Udział w rynku miejsc na trasie USA

Źródła: Bloomberg, dane spółki, Allianz Research.

Wstępne wyniki za I kwartał 2025 r. podkreślają spadający popyt na podróże do USA, a najsłabszy wzrost przychodów w 2025 r. osiągną przewoźnicy z Ameryki Północnej. Współczynniki obciążenia[2] dla linii lotniczych latających w USA i do USA wynoszą obecnie średnio około 78%, podczas gdy przed ogłoszeniem ceł przez Trumpa wynosiły one około 84%. Dla głównych amerykańskich linii lotniczych oznaczało to spadek przychodów średnio o -10% kw/kw w okresie styczeń-marzec. Jak pokazano na wykresie 5, prognozuje się, że w 2025 r. przewoźnicy z Ameryki Północnej odnotują najsłabszy wzrost przychodów wśród globalnych konkurentów, z zaledwie +1% wzrostem r/r. Dla porównania, europejskie linie lotnicze mają odnotować średni wzrost przychodów o +10%, podczas gdy chińscy przewoźnicy mają wzrosnąć o +3%.

Trzeba przyznać, że perspektywy są trudne i czekają nas turbulencje, ale daleko nam do awaryjnego lądowania. Linie lotnicze działają dziś z wyższymi marżami – średnia marża EBITDA wynosi 11% dla przewoźników amerykańskich, 16% dla europejskich i 20% dla chińskich – w dużej mierze dzięki znacznemu spadkowi cen paliwa lotniczego (-22% r/r i -56% poniżej szczytu obserwowanego w połowie 2022 r.). Ceny nafty są głównym czynnikiem wpływającym na zyski linii lotniczych, ponieważ paliwo stanowi ich największy koszt operacyjny (29% całości), więc tańsze paliwo jest wiatrem w plecy, który rekompensuje spadki przychodów.

Wykres 5: wzrost przychodów r/r w 2024 r. (oś X), oczekiwany wzrost przychodów w 2025 r. (oś Y) i obecna marża EBITDA każdej linii lotniczej (wielkość bąbelka)

wzrost przychodów

Źródła: Bloomberg, Allianz Research

Cena samolotu jest zawsze wynikiem skomplikowanych i długotrwałych negocjacji, w których kluczowe znaczenie ma znajomość rynku, stanu technicznego maszyny i jej historii. Dlatego tak ważne jest, aby proces zakupu prowadzić we współpracy z doświadczonym lokalnym dystrybutorem. Zespół GB Aircraft pomaga klientom na każdym etapie, od precyzyjnego zdefiniowania potrzeb po finalizację transakcji na najkorzystniejszych warunkach.

GB Aircraft to jeden z najaktywniejszych dealerów na polskim i europejskim rynku lotniczym, specjalizujący się w sprzedaży samolotów, w tym odrzutowców, śmigłowców oraz profesjonalnych symulatorów. Z ponad 15-letnim doświadczeniem i dziesiątkami dostarczonych maszyn, firma ugruntowała swoją pozycję jako czołowy dostawca, oferując kompleksowe usługi od doradztwa po serwis.

[1] ATK, czyli dostępne tonokilometry, to miara przepustowości, która łączy zarówno przepustowość pasażerską, jak i towarową. Oblicza się ją mnożąc zdolność przewozu pasażerów i ładunku (przeliczoną na tony) przez przeleciany dystans.

[2] Load factor to wskaźnik wykorzystywany przez linie lotnicze do pomiaru procentu dostępnej liczby miejsc wypełnionych pasażerami. Linie lotnicze z wysokim wskaźnikiem obciążenia sprzedają większość dostępnych miejsc. Im wyższy współczynnik obciążenia, tym bardziej linia lotnicza może rozłożyć swoje koszty stałe na pasażerów.

Polska inflacja niższa niż prognozy NBP. WIBOR reaguje, rynek czeka na RPP

Dzisiejszy wstępny odczyt inflacji w Polsce otwiera szeroko drzwi do cięć stóp procentowych. Dane z Europy nie zachwyciły inwestorów. Węgrzy pomimo spadku inflacji nie obniżają stóp.

Spadek inflacji w Polsce

Poznaliśmy dzisiaj dane na temat wzrostu cen za kwiecień. Jeszcze w marcu mieliśmy 4,9% i zastanawialiśmy się, kiedy dojdzie do przebicia poziomu 5%. Oczekiwania analityków mówiły jednak o gwałtownym spadku w kwietniu – tak też było. Wynik 4,2% to nadal więcej niż cel inflacyjny, ale jednak to duża poprawa. Trzeba pamiętać, że w marcu NBP opublikował projekcje inflacji. Wynosi ona na 1. i 2. kwartał tego roku odpowiednio 5,4% i 5,2%. Widać, że tendencja spadkowa jest zauważalna, ale jest znacznie silniejsza, niż przewidywała prognoza NBP. Im niższa inflacja, tym większa szansa na szybsze obniżki stóp procentowych. Wraca zatem dyskusja o możliwym dużym cięciu już w maju. Wreszcie po wielu miesiącach nudy czeka nas emocjonujące posiedzenie RPP. Reakcja stawki WIBOR potwierdza te oczekiwania.

Dane z Europy

Dzisiejszy dzień w kalendarzu danych makroekonomicznych jest wyjątkowo bogaty. Powodem jest jutrzejszy dzień wolny z okazji Święta Pracy. Zaczęło się od słabszej sprzedaży detalicznej z Niemiec. Następnie zobaczyliśmy gorsze odczyty na temat PKB Węgier. Inflacja konsumencka we Francji niby rośnie, ale nadal wynosi 0,8%, co jest wyjątkowo niskim wynikiem. Wskaźnik dla producentów w Paryżu spada. Czeskie PKB zgodnie z oczekiwaniami rośnie o 2%. Słabiej wypadł indeks instytutu KOF w Szwajcarii. Lepsze dane na temat PKB pokazali Włosi. Za to niestety Niemcy potwierdzili, że ich gospodarka się zwija. W rezultacie tych danych euro od rana traci na wartości względem dolara.

Na Węgrzech bez niespodzianek

Wczoraj bank centralny Węgier podjął decyzję o utrzymaniu stóp procentowych na dotychczasowych poziomach. Jest to nadal 6,5%, czyli dokładnie połowa poziomu, który osiągnięto na ostatnim szczycie. Rynki oczekiwały właśnie pozostawienia tych wskaźników bez zmian. Ostatni spadek inflacji z 5,6% na 4,7% dawał co prawda cień nadziei, ale nie było to nic, pod co grali duzi inwestorzy. W rezultacie, po samej decyzji nie było widać większej reakcji na kursie forinta węgierskiego. Trzeba pamiętać, że bank centralny utrzymując wyższą stopę procentową, amortyzował trochę ostatnie zawirowania polityczne. Przykładem jest np. wczorajsza decyzja o opuszczeniu Międzynarodowego Trybunału Karnego. Niby nie ma to wpływu na waluty, ale rynki lubią przewidywalność.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Cyber Blueprint: Unia Europejska przedstawia nowy plan koordynacji cyberbezpieczeństwa

W lutym 2025 roku Komisja Europejska opublikowała propozycję zaleceń dotyczących zarządzania kryzysowego w zakresie cyberbezpieczeństwa (Cyber Blueprint). Autorzy dokumentu wskazują, że technologia cyfrowa stanowi podstawę wzrostu gospodarczego, konkurencyjności i transformacji infrastruktury krytycznej Unii Europejskiej. Powszechne wykorzystanie nowoczesnych rozwiązań jest dobrym znakiem, jednak należy mieć na uwadze, że niestabilna sytuacja geopolityczna i wzrost rywalizacji międzynarodowej zwiększają ryzyko zagrożeń cybernetycznych. Wytyczne przygotowane przez KE mają na celu poprawę koordynacji działań dotyczących przewidywania, wykrywania i identyfikacji ataków, a także łagodzenia ich skutków. Na pytanie, czy nowy plan działań zwiększy cyberbezpieczeństwo w Europie, odpowiadają eksperci Linux Polska.

UE stawia na współpracę w zakresie cyberbezpieczeństwa

Stanowisko Komisji Europejskiej podkreśla przede wszystkim rolę współpracy między krajami członkowskimi w każdym obszarze związanym z cyberbezpieczeństwem. Szczególne znaczenie ma dzielenie się zweryfikowanymi informacjami dotyczącymi incydentów, technik i procedur – KE podkreśla, że budowanie wspólnej świadomości sytuacyjnej państw i podmiotów unijnych ułatwi wykrywanie cyberataków i ich neutralizację. W tym celu proponowane jest tworzenie klastrów składających się z grup różnych krajów lub instytucji, które mierzą się z podobnymi typami zagrożeń.

Zgodnie z wytycznymi do współpracy w zakresie cyberbezpieczeństwa należy angażować również sektor prywatny i społeczności open source. Gromadzeniu danych o incydentach powinny służyć Centra Wymiany i Analizy Informacji (ISAC) na poziomie unijnym i krajowym. Dariusz Świąder, CEO Linux Polska, zwraca uwagę na fakt, że w swoim stanowisku Komisja Europejska zaznacza rolę open source dla cyberbezpieczeństwa.

Dokument wskazuje, że zabezpieczenie kluczowej infrastruktury krytycznej, w tym energetyki, transportu, ochrony zdrowia czy usług finansowych, jest obsługiwane przede wszystkim przez podmioty prywatne, a w przypadku zagrożeń na dużą skalę konieczna jest współpraca w zakresie wymiany danych między sektorem publicznym i prywatnym oraz twórcami oprogramowania open source. Znaczenie otwartoźródłowych rozwiązań stale rośnie, zwłaszcza w kontekście budowy suwerenności technologicznej Europy. W ostatnich latach widoczny jest wzrost jego wykorzystania w administracji publicznej, a na fali niedawnych wydarzeń geopolitycznych Unia Europejska rozpoczęła nawet prace nad projektem EU OS, czyli własnego systemu operacyjnego opartego na Linuxie. Kwestie te budzą oczywiście dodatkowe pytanie o bezpieczeństwo wykorzystywanych rozwiązań. Naszą odpowiedzią jest SourceMation – system umożliwiający bezpieczne wdrożenie oprogramowania open source i zaawansowane skanowanie podatności, a także zapewniający zgodność z najlepszymi praktykami branżowymiwyjaśnia Dariusz Świąder, CEO Linux Polska.

Skuteczna ochrona dzięki ćwiczeniom

Oprócz szeroko zakrojonej wymiany informacji na temat zagrożeń Komisja Europejska proponuje opracowanie cyklu rotacyjnych ćwiczeń z zakresu cyberbezpieczeństwa. Miałyby one opierać się na scenariuszach opracowanych w wyniku skoordynowanych ocen ryzyka na poziomie unijnym. Ćwiczenia sprawdzałyby nie tylko zdolność do odparcia cyberataku, lecz także sposoby współdziałania podczas wystąpienia incydentów cybernetycznych.

W przypadku zagrożeń na dużą skalę plan zakłada również umocnienie współpracy między podmiotami cywilnymi i wojskowymi, ze szczególnym uwzględnieniem NATO.

Działania na rzecz cyberbezpieczeństwa Unii Europejskiej

Choć Cyber Blueprint nie jest dokumentem wiążącym, a zbiorem wskazówek dla państw członkowskich Unii Europejskiej, można go uznać za kolejny krok w kierunku zacieśnienia współpracy między krajami w zakresie bezpieczeństwa cybernetycznego. Zwłaszcza że propozycje są spójne z regulacjami unijnymi w zakresie cyberbezpieczeństwa, w tym przede wszystkim z dyrektywą NIS 2 oraz rozporządzeniem 2023/2841 w sprawie ustanowienia środków na rzecz wysokiego wspólnego poziomu cyberbezpieczeństwa w instytucjach, organach i jednostkach organizacyjnych Unii.

Dyrektywa NIS 2 nakłada na przedsiębiorców działających w sektorach krytycznych nowe obowiązki w zakresie zgłaszania incydentów cyberbezpieczeństwa i wdrożenia odpowiednich środków technicznych, operacyjnych i organizacyjnych w firmie. Sektor krytyczny obejmuje m.in. organizacje działające w obszarze energetyki, łączności, ochrony zdrowia, zaopatrzenia w żywność i wodę, a także finansów. Tomasz Dziedzic, Chief Technology Officer w Linux Polska, przypomina, że podmioty finansowe są dodatkowo zobowiązane do spełnienia wymogów określonych w Rozporządzeniu DORA.

DORA uzupełnia przepisy uwzględnione w dyrektywie NIS 2 w sektorze finansowym, który jest szczególnie narażony na cyberataki. Wymogi dla podmiotów objętych przepisami dotyczą zarządzania ryzykiem i incydentami ICT, testowania odporności operacyjnej, zarządzania ryzykiem zewnętrznych dostawców ICT oraz wymiany informacji na temat cyberzagrożeń. Choć przepisy obowiązują już od stycznia, ich wdrożenie nadal jest wyzwaniem dla niektórych organizacjiwyjaśnia Tomasz Dziedzic, CTO Linux Polska.

Ekspert dodaje, że w rozwiązaniu tych trudności może pomóc DORIAN – oprogramowanie wspierające instytucje finansowe w ochronie przed zagrożeniami cyfrowymi i spełnieniu wymogów określonych w Rozporządzeniu DORA.

DORIAN to nasz autorski system, który umożliwia m.in. zarządzanie katalogiem zidentyfikowanych zdarzeń ryzyka oraz powiązanych systemów IT i aplikacji, wyznaczanie poziomu ryzyka operacyjnego, a także raportowanie danych z katalogów i wyników analiz. W realizację części zadań, takich jak opracowanie założeń operacyjnej odporności cyfrowej czy dostosowanie umów z dostawcami usług ICT, zaangażowany jest zespół ekspertów SourceMation podsumowuje Tomasz Dziedzic, CTO Linux Polska.

Zmiany są konieczne

Za zacieśnieniem współpracy krajów UE i podejmowaniem kolejnych działań w zakresie cyberbezpieczeństwa przemawiają liczby. Według danych Pełnomocnika Rządu ds. Cyberbezpieczeństwa w 2024 roku tylko na terenie Polski zostało zgłoszonych 627 tysięcy incydentów, czyli o 60 proc. więcej niż przed rokiem[1]. W związku z sytuacją geopolityczną na świecie w najbliższej przyszłości należy spodziewać się dalszych wzrostów.

Źródło informacji o Cyber Blueprint:

European Commission, Cyber Blueprint – Draft Council Recommendation

[1]Gov.pl, Krajobraz cyberprzestrzeni: roczne sprawozdanie o cyberbezpieczeństwie

Transformacja ciepłownictwa przyspiesza. Liderzy branży o dekarbonizacji i integracji z systemem elektroenergetycznym

Podczas XVII Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach odbył się panel ekspercki zatytułowany „Ciepło i zielono”. Dyskusja zgromadziła kluczowych liderów sektora ciepłowniczego, regulatorów oraz przedstawicieli administracji krajowej i europejskiej. Tematem przewodnim była transformacja ciepłownictwa systemowego w kierunku dekarbonizacji, zwiększenia efektywności energetycznej oraz integracji z systemem elektroenergetycznym.

Rozpoczynając debatę, Monika Gruźlewska, dyrektorka Polskiego Towarzystwa Energetyki Cieplnej (PTEC) podkreśliła, że sektor ciepłowniczy od dekad opierał się na paliwach kopalnych i tradycyjnych technologiach. Obecnie jednak staje wobec konieczności głębokiej dekarbonizacji – poprzez inwestycje w nowe źródła, modernizację sieci i instalacje odbiorcze w budynkach, a także dostosowanie się do unijnych regulacji.

Małgorzata Pinault – przedstawicielka Komisji Europejskiej podkreśliła, że transformacja sektora ciepła stanowi jeden z filarów unijnej strategii energetycznej, a państwa członkowskie mają dużą elastyczność w kształtowaniu swojego miksu energetycznego – o ile osiągną cel dekarbonizacji. Przypomniała najnowsze inicjatywy Komisji, które mają wspierać zieloną transformację, ale też zwiększać konkurencyjność europejskiego przemysłu. Przedstawicielka Komisji Europejskiej podkreśliła, że Wspólnota daje państwom członkowskim dużą swobodę w wyborze technologii, o ile cel dekarbonizacji zostaje zachowany. Komisja promuje zasadę Energy Efficiency First, transformację w kierunku niskotemperaturowych sieci ciepłowniczych i integrację źródeł odnawialnych oraz energii odpadowej – wspieraną przez technologie Power-to-Heat, pompy ciepła i magazyny ciepła.

Kogeneracja pozostaje istotnym elementem systemu energetycznego, ale jej rola w perspektywie kolejnych dekad będzie się zmieniać – z pracy w podstawie na funkcję rezerwową dla systemów ciepłowniczych i elektroenergetycznych. Szczególnie w okresach „dunkelflaute”, czyli zimowych niedoborów energii odnawialnej, kiedy rośnie zapotrzebowanie na ciepło, kogeneracja stanie się kluczowym wsparciem dla stabilności całego systemu – podkreśliła Małgorzata Pinault, kierownik zespołu – Polityka efektywności energetycznej: infrastruktura energetyczna, ogrzewanie i chłodzenie, Wydział Efektywności Energetycznej (ENER.B2), Dyrekcja Generalna ds. Energii, Komisja Europejska. – Komisja Europejska zamierza doprecyzować zasady pomocy publicznej dla programów elastyczności i rozwoju magazynowania ciepła – z wyraźnym podkreśleniem ciepłownictwa. To otwiera drogę państwom członkowskim do tworzenia skutecznych mechanizmów wsparcia, w szczególności dla technologii Power-to-Heat i magazynowania.

Renata Mroczek – wiceprezes Urzędu Regulacji Energetyki, wskazała, że integracja sektora ciepła z elektroenergetyką (tzw. sector coupling) to przyszłość, ale obecny system regulacyjny nie zawsze sprzyja tej synergii. Zaznaczyła również, że taryfy wciąż pełnią kluczową rolę w planowaniu inwestycji, jednak potrzebne są nowe mechanizmy wsparcia – szczególnie w kontekście wysokich kosztów transformacji. Ciepłownictwo może zapewniać elastyczność sieci, odbierać nadwyżki z OZE i stabilizować system. Kluczowe pozostaje jednak uznanie odnawialnej energii elektrycznej użytej w ciepłownictwie jako „zielonej”.

– Taryfy wciąż odgrywają istotną rolę w transformacji ciepłownictwa. Podczas jednych z serii warsztatów pojawił się temat uwolnienia rynku od taryf, ale nie znalazł on wielu zwolenników. To pokazuje, że system taryfowy daje stabilność i przewidywalność, jakże ważną w procesie transformacji i pozyskiwania finansowania na ten cel. Dostosowujemy model taryfowania do nowych warunków m.in. poprzez możliwość stosowania dwóch metod taryfowych – uproszczonej i kosztowej w ramach odrębnych taryf jednego przedsiębiorstwa, co wcześniej było niemożliwe – podkreśliła Renata Mroczek, wiceprezes URE. – Aby skutecznie wspierać transformację i stawić czoła wyzwaniom, Urząd Regulacji Energetyki musi dysponować odpowiednimi narzędziami – zarówno kadrowymi, jak i analitycznymi. Dziś próbujemy zarządzać ogromem danych przy pomocy metod sprzed dekad. Bez wsparcia instytucjonalnego, technologicznego i legislacyjnego nie nadążymy za tempem zmian – a urząd nie może stać się hamulcowym transformacji.

Firmy energetyczne: inwestycje trwają, ale bariery są realne

Mariusz Michałek – wiceprezes zarządu PGE Energia Ciepła przedstawił aktualny stan realizacji strategii dekarbonizacyjnej w spółce. Zwrócił uwagę na skalę inwestycji – 3,6 mld zł już poniesionych nakładów, 8-10 mld zł planowanych do zainwestowania – oraz kluczowe projekty, m.in. w Siechnicach pod Wrocławiem, czy inwestycje w szczecińskich Pomorzanach oraz w Gdyni. Wskazał również na istotność dla transformacji pionierskiego wdrożenia kotłów elektrodowych w Gdańsku, które pozwoliło na zbieranie doświadczeń z pracy tego typu źródła. Podkreślił także, że biomasa, choć nie jest rozwiązaniem docelowym, pozostaje dziś istotnym elementem w utrzymaniu efektywnych systemów ciepłowniczych.

Jako pierwsi w Polsce wdrożyliśmy kotły elektrodowe w naszej elektrociepłowni w Gdańsku. Tylko w ubiegłym roku wyprodukowane w nich ciepło pozwoliło zasilić około 10 tysięcy gospodarstw domowych. To technologia, która pozwala zagospodarować nadwyżki energii elektrycznej z OZE. Potencjał kotłów elektrodowych do produkcji ciepła z nadmiaru zielonej energii w krajowym systemie elektroenergetycznym jest obiecujący, a ich integracja z akumulatorem ciepła jeszcze bardziej zwiększy potencjał takiego rozwiązania – zaznaczył wiceprezes PGE Energia Ciepła.

Piotr Górnik – prezes Fortum, mówił o doświadczeniach firmy w Polsce i Finlandii. Wskazał, że ciepłownictwo ma potencjał, by odciążyć system elektroenergetyczny poprzez lokalne bilansowanie energii. Fortum planuje budowę kotłów elektrodowych o mocy 50 MW w Zabrzu i Częstochowie. – Ciepłownictwo może odegrać ważną rolę w odciążeniu systemów dystrybucyjnych i przesyłowych, umożliwiając lokalne bilansowanie energii. To istota sector couplingu. Ale ani sama elektryfikacja, ani sama integracja sektorów nie wystarczą – potrzebujemy podejścia wielowymiarowego, które zapewni stabilność, ciągłość dostaw i akceptowalny poziom cen dla odbiorców – wskazał prezes Fortum.

Magdalena Bezulska – prezes Veolii term mówiła o wykorzystaniu ciepła odpadowego z przemysłu, biogazowni i oczyszczalni ścieków w mniejszych miastach. Przykłady z Leżajska czy Tarnowskich Gór pokazują, że w małych systemach stosuje się nowoczesne i efektywne rozwiązania. Wskazała natomiast na potrzebę uproszczenia procedur administracyjnych i stabilnych ram wsparcia, które pozwolą przyspieszyć inwestycje w skali całego kraju. – Projekt w Lidzbarku Warmińskim pokazuje, że innowacyjne rozwiązania w ciepłownictwie są możliwe – powstała tam nowoczesna instalacja z pompami ciepła, trójstopniowym magazynem ciepła i panelami PV. To efekt współpracy z NCBiR, partnerem technologicznym i lokalnym samorządem. Ten pilotaż działa – ale pamiętajmy, że to nie jest lekarstwo na transformację tzw. dużego ciepłownictwa, tylko projekt skalowalny w małych i średnich miastach – podkreśliła prezes Bezulska.

Marcin Staniszewski – prezes zarządu TAURON Ciepło zwrócił uwagę, że wszystkie spółki energetyczne zaczynają intensywnie pracować nad dekarbonizacją. Dodał, że do 2030 r. TAURON planuje zainwestować w transformację aktywów ciepłowniczych ok. 5 mld zł.

– Dziś coraz wyraźniej widać, że ciepłownictwo może stać się stabilizatorem systemu elektroenergetycznego. Dzięki technologiom takim jak Power-to-heat czy pompy ciepła, możliwe jest magazynowanie nadwyżek zielonej energii i wykorzystanie ich do produkcji ciepła. To jeden z filarów naszej strategii – dostęp do energii z OZE i jej efektywne wykorzystanie. Przykładem jest elektrociepłownia w Bielsku-Białej, gdzie realizujemy proces przejścia na wytwarzanie ciepłej wody użytkowej wyłącznie z wykorzystaniem OZE. To pokazuje, że zielona energia może zapewnić nam również zielone ciepło – i to po konkurencyjnych cenach – powiedział prezes Staniszewski.

Obroty centrów handlowych spadły w lutym o 2,8%. Mniej klientów, ale wyższe wydatki na wizytę

0
  • W lutym 2025 roku obroty centrów handlowych spadły o 2,8% w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego, przy jednoczesnym spadku liczby odwiedzin. Należy jednak pamiętać, że poprzedni rok był przestępny, co oznaczało dodatkowy dzień handlu w lutym 2024 r.
  • Mimo niższej intensywności ruchu, o 2,4 % wzrósł współczynnik konwersji, co oznacza, że klienci wydawali więcej podczas jednej wizyty w centrum handlowym.
  • Największe wzrosty obrotów odnotowano w kategoriach: artykuły specjalistyczne, rozrywka oraz zdrowie i uroda.

Luty 2025 nie przyniósł przełomu dla branży centrów handlowych. Obroty ogółem zmniejszyły się o 2,8% w ujęciu rok do roku, a odwiedzalność (PRCH Footfall Density Index), mierzona liczbą klientów na 1 mkw. powierzchni najmu była niższa o 5,2%.

Przyglądając się wynikom poszczególnych miesięcy należy mieć na uwadze szereg czynników, które wpływają na odwiedzalność i na obroty w centrach handlowych. Rok 2024 był rokiem przestępnym, co oznacza, że w lutym było 25 dni handlowych, podczas gdy w roku 2025 było ich o 4% mniej (24 dni handlowe). Dodatkowo ferie zimowe w całej Polsce przypadały na więcej dni lutego w 2025 r. niż w analogicznym miesiącu poprzedniego roku. Z wnikliwością analizujemy wyniki każdego miesiąca, a obserwowane solidne dane odwiedzalności i obrotów w centrach handlowych na przestrzeni roku potwierdzają stabilność rynku nieruchomości handlowych skupiającego bezpieczne i dochodowe aktywa – komentuje Marcin Klammer, Dyrektor Zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Dane te pokazują też, że konsumenci podejmują decyzje zakupowe ostrożniej, ale bardziej zdecydowanie. Dowodzi tego wzrost o 2,4% współczynnika konwersji czyli średnich wydatków klienta w przeliczeniu na pojedynczą wizytę w obiekcie handlowym. Mówiąc prościej: choć klientów było mniej, ci, którzy pojawili się w centrach handlowych, zostawiali tam więcej pieniędzy niż przed rokiem. To pozytywny sygnał dla najemców i operatorów obiektów – świadczący o większej gotowości do zakupów u osób odwiedzających galerie.

Na tle ogólnej tendencji pozytywnie wyróżniły się niektóre kategorie zakupowe. Największe wzrosty obrotów zanotowały sklepy oferujące artykuły specjalistyczne (+2,6%), punkty rozrywki (+2,3%) oraz segment zdrowia i urody (+1,8%). Te wyniki mogą sugerować, że klienci coraz częściej traktują centra i parki handlowe jako miejsce nie tylko zakupów, ale także spędzania wolnego czasu i dbania o samopoczucie.

W podziale na wielkość obiektów największe spadki obrotów zanotowały duże centra handlowe (-4,5%) oraz obiekty średniej wielkości (-3,3%). Najlepiej poradziły sobie bardzo duże galerie (powyżej 60 tys. mkw. GLA) – tu spadek ograniczył się do 1,2%. W przypadku małych i bardzo małych centrów wynik wyniósł -2%.

Zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego, luty 2025 roku przyniósł mieszane wyniki w handlu detalicznym. Sprzedaż detaliczna w cenach stałych spadła o 0,5% w porównaniu tym samym miesiącem roku ubiegłego (wobec wzrostu o 6,1% w lutym 2024 r.). Dane te pokazują, że cała branża handlowa w Polsce nadal mierzy się z wyzwaniami związanymi z postpandemiczną transformacją konsumpcji, wymagającym otoczeniem makroekonomicznym oraz ostrożnością konsumentów.

Luty 2024 charakteryzował się wyjątkowo wysokim wzrostem sprzedaży (wg. GUS), co oznacza wyjątkowo wysoką bazę do porównania i niekorzystne w tym kontekście wyniki dla Lutego 2024. Trudno powiedzieć, czy wyniki lutowe to początek negatywnego trendu czy np. korekta po styczniu oraz efekt szeregu zjawisk z lutego mogących mieć wpływ na zachowania zakupowe konsumentów. A były to, po pierwsze wysokie temperatury, które zawsze negatywnie wpływają na sprzedaże zimowych kolekcji. Po drugie ferie zimowe i być może przekierowanie wydatków konsumenckich w stronę turystyki i rekreacji. Po trzecie w lutym wyhamował wzrost płac, co może mieć kluczowe znaczenie, zwłaszcza że inflacja w Polsce jest wciąż wysoka, a konsumenci odczuwają wysokie koszty utrzymania. A to bezpośrednio przekłada się na ograniczenia wydatków na przyjemności. Jest jeszcze szereg innych ciekawych zjawisk, jak np. rozwój chińskich platform handlowych, wyludnianie miast, rozwój marek ekonomicznych, zmiana zwyczajów zakupowych. A to oznacza, że comiesięczne śledzenie wyników będzie ciekawe, gdyż mogą zaskoczyć nas one w tym roku niejednokrotnie – podsumowuje Przemysław Dwojak, Senior Client Business Partner w GfK – An NIQ Company.

Marks & Spencer ofiarą cyberprzestępców z grupy Scattered Spider. Straty sięgają 500 mln funtów

  • Atak ransomware przeprowadzony na brytyjską sieć handlową Marks & Spencer spowodował, że sprzedaż internetowa została wyłączona i nie jest dostępna już od pięciu dni.
  • Pomimo zakłóceń sklepy stacjonarne pozostają otwarte, choć niektóre usługi – jak korzystanie z kart podarunkowych czy zwroty – zostały ograniczone.
  • Atak poskutkował gigantycznymi stratami wizerunkowymi znanej sieci, która posiada ponad 1000 sklepów w Wielkiej Brytanii i ponad 400 na świecie.
  • Z kolei straty na giełdzie szacowane są na 500 mln funtów.

Komentarz:

Beniamin Szczepankiewicz, analityk laboratorium antywirusowego ESET

Ataki typu ransomware, którego doświadczyła znana brytyjska sieć handlowa Marks & Spencer motywowane są przede wszystkim chęcią gigantycznego zarobku po stronie cyberprzestępców, dla których ten typ ataków to klasyczna sytuacja win-win, bo atak może się zakończyć opłaceniem okupu lub sprzedażą danych klientów w tzw. darknecie. Tym samym, jeśli systemy nie zostaną szybko i skutecznie naprawione, będzie rosnąć presja, by zapłacić okup i jak najszybciej wrócić do normalnego funkcjonowania.

W przypadku firmy Marks & Spencer nie tylko straty wizerunkowe wynikające z ataku, mogą być druzgocące. Gigantyczne spadki na giełdzie, a także wyłączenie sprzedaży internetowej na kilka dni będzie bardzo kosztowne.

Według doniesień medialnych za atakiem stoi grupa Scattered Spider, która wcześniej miała uderzyć w globalną firmę z branży hotelarskiej MGM Resorts i amerykańskiego operatora kasyn Caesars. W skład grupy wchodzą m.in. przestępcy z Wielkiej Brytanii i USA, w wieku około 20 lat, z których część była oskarżana o próby kradzieży kryptowalut za pomocą phishingu w USA.

Tego typu incydenty powinny przypomnieć polskim przedsiębiorcom, jak ważna jest prewencja i odpowiednie zabezpieczenie danych firmy i klientów.. Z najnowszych danych zebranych w raporcie ESET Threat Report za II półrocze 2024 wynika, że w porównaniu do I półrocza liczba ataków ransomware w naszym kraju wzrosła aż o 37%. Ponadto przedsiębiorcy powinni pamiętać o regularnych szkoleniach, bo to  człowiek jest często najsłabszym ogniwem.  Niestety nasze dane wskazują, że aż 52% pracowników polskich firm nie przeszło w ciągu ostatnich 5 lat ani jednego szkolenia z cyberbezpieczeństwa w miejscu pracy.

Pracę stracą ci, którzy nie będą się rozwijać – AI to narzędzie, nie zagrożenie

Rewolucja AI może odebrać pracę jedynie tym, którzy nie będą gotowi się uczyć, a na rynku pracy w przyszłości sztuczna inteligencja nie będzie stawiana w kontrze do człowieka, nadal będą na nim funkcjonować ludzie, ale korzystający ze wsparcia AI – uważa Alex Kartsel, ekspert ds. rynku pracy i migracji, wiceprezes EWL Group.

Około 3,7 mln osób pracuje w Polsce w zawodach, które, jak szacuje Polski Instytut Ekonomiczny, są najbardziej narażone na rozwój sztucznej inteligencji. To pracownicy, którzy wykonują czynności powtarzalne i działają w sektorach: usługowym, administracyjnym, produkcyjnym i logistycznym.

Alex Kartsel podkreśla, że, jego zdaniem, w tych zawodach, które wymagają kreatywności, elastyczności lub krytycznego myślenia, AI będzie raczej wsparciem niż konkurencją.

Nowe technologie na pewno stworzą nowe miejsca pracy dla specjalistów IT. Dużo będzie pracy dla analityków danych czy ekspertów od wdrażania AI. Myślę, że kluczowymi będą też otwartość na zmiany i gotowość do nieustannego rozwoju” – mówi ekspert.

Na rynku pracy kluczowe będą: umiejętności cyfrowe, analityczne, kreatywność, adaptacyjność, obsługa narzędzi AI i systemów automatyzacji. Znaczenie zyska także umiejętność rozwiązywania problemów i komunikacji międzykulturowej, ponieważ już 7 proc. pracowników w Polsce to obcokrajowcy.

W wielu sektorach, w których są teraz zatrudnieni pracownicy zagraniczni, takich jak budownictwo, logistyka, rolnictwo, technologia nie nadąży za rosnącymi potrzebami kadrowymi. Automatyzacja poszczególnych sektorów będzie ewolucją. Również bardzo istotne znaczenie dla rynku pracy i całej ekonomii ma starzejące się społeczeństwo polskie oraz naturalna chęć pracy na stanowiskach z wyższymi kompetencjami. Jeśli chodzi o pracę fizyczną, migranci zarobkowi wciąż będą odgrywać kluczową rolę w polskiej gospodarce” – zauważa Kartsel.

Zdaniem eksperta dużo większy wpływ na rynek pracy niż AI ma automatyzacja, która już teraz wspiera bardzo dużo zawodów, a najbardziej narażeni na zmiany są pracownicy wykonujący powtarzalne zadania bez inwestycji w nowe umiejętności.

W tej sytuacji agencje pracy stają się partnerami w rozwoju kompetencji, a nie tylko, jak dotychczas, poszukiwaczami talentów. Agencje powinny wspierać firmy i pracowników w procesach przekwalifikowania – szczególnie w branżach przechodzących szybką automatyzację.

Agencje pracy muszą wyjść poza tradycyjną rekrutację. Naszym zadaniem jest nie tylko łączenie pracowników z pracodawcami, ale również wspieranie ich w rozwoju kompetencji, organizowanie różnego rodzaju szkoleń technologicznych i pomaganie w przebranżowieniu się” – zaznacza Alex Kartsel.

Kartsel podkreśla, że EWL Group już dzisiaj działa w tym kierunku, bo przyszłość rynku pracy to nie tylko zatrudnianie, ale i przygotowanie ludzi na zmiany.

Założona w 2007 roku EWL Group łączy osoby, które zamieszkują kraje na pięciu kontynentach z pracodawcami działającymi w krajach UE. Od momentu powstania firma pomogła ponad 170 tys. osób z 28 państw znaleźć zatrudnienie u ponad 1,6 tys. pracodawców w krajach Unii Europejskiej.

Inflacja w kwietniu spadła do 4,2 proc. – RPP może obniżyć stopy już w przyszłym tygodniu

GUS opublikował dziś dane o inflacji za kwiecień – wyniosła ona 4,2 proc. w ujęciu rocznym. Inflacja mocno spadła zatem wobec odczytu marcowego – 4,9 proc., a także była niższa od oczekiwań analityków. To zwiększa szanse na obniżkę stóp procentowych już 7 maja. Jeśli do niej nie dojdzie, to stopy prawdopodobnie zostaną obniżone w czerwcu. Na spadki inflacji w Polsce wpływa obecnie wiele czynników: spadki cen paliw, efekt bazy, sezonowość, a także taryfy celne Donalda Trumpa.

Dzisiejsze dane o inflacji za kwiecień pokazują, że ceny w ujęciu rocznym wzrosły średnio o 4,2 proc., w ujęciu miesięcznym wzrost wyniósł 0,4 proc. W ciągu ostatniego roku żywność zdrożała o 5,3 proc., a ceny paliw spadły o 8,3 proc. Inflacja wyraźnie znajduje się w trendzie spadkowym – już w lipcu, za sprawą efektu bazy (wysokie odczyty w tych samych miesiącach rok temu), inflacja powinna spaść do poziomu około 3 proc. Zbliżamy się także do okresu, w którym hamuje wzrost cen żywności za sprawą spadków cen produktów sezonowych, choć w kwietniu żywność podrożała o 0,8 proc.

Te argumenty mogą przemawiać za dokonaniem obniżki stóp już w przyszłym tygodniu – RPP podejmie decyzję o stopach w środę 7 maja. Najlepszym wskaźnikiem tych nastrojów jest stawka WIBOR 6M, która spadła poniżej poziomu stopy referencyjnej Narodowego Banku Polskiego (5,75 proc.), osiągając poziom 5,12 proc. – podczas gdy jeszcze miesiąc temu oscylowała w okolicach 5,80 proc. To wyraźny sygnał, że rynek finansowy zakłada rychłe cięcia stóp. Dodatkowym potwierdzeniem są wypowiedzi członków Rady Polityki Pieniężnej – zarówno Ludwik Kotecki, jak i Przemysław Litwiniuk otwarcie wskazują na możliwość redukcji stóp już podczas majowego posiedzenia. Litwiniuk wspomniał nawet o potencjale cięcia o 50 punktów bazowych, choć bardziej prawdopodobny wydaje się ruch o 25 punktów. Jeśli do obniżki stóp nie dojdzie w maju, to z dużym prawdopodobieństwem nastąpi na kolejnym posiedzeniu w czerwcu.

Wpływ na spadek inflacji w Polsce mogą mieć także taryfy celne wprowadzone w USA przez Donalda Trumpa. Wysokie cła nałożone przez USA na chińskie produkty sprawiają, że chińscy producenci muszą szukać nowych rynków zbytu, by utrzymać wysoki poziom eksportu. Jednym z głównych kierunków staje się Unia Europejska, a w tym Polska. Aby zwiększyć sprzedaż tych produktów, Chiny muszą je oferować po niższych cenach. Taki szeroki napływ tanich produktów z Chin wpływa na obniżenie ogólnego poziomu cen w Polsce, co może przyczynić się do spadku inflacji. Oczywiście nie będzie to wpływ gigantyczny, ale pamiętajmy, że im niższy jest poziom inflacji, tym trudniejsze dalsze jego obniżanie. Zatem nawet spadek cen o 0,2-0,5 pkt proc. może mieć znaczenie dla naszej gospodarki.

Spadek stóp to bardzo dobra wiadomość dla kredytobiorców bowiem zapowiedzi obniżek już teraz przekładają się na spadki rat kredytów opartych o WIBOR, choć efekt ten pojawi się z opóźnieniem, ze względu na mechanizmy aktualizacji oprocentowania stosowane przez banki (najczęściej co 3 lub 6 miesięcy). Szczególnie odczują to osoby, które właśnie kończy się okres stałego oprocentowania i przechodzą na zmienną stawkę. Z drugiej strony, niższe stopy mogą osłabić złotego – odpływ części kapitału zagranicznego z rynku długu może zmniejszyć popyt na polską walutę.

Spadają także obawy inwestorów  dotyczące inflacji. Według badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego, odsetek polskich inwestorów uważających inflację za największe zagrożenie dla ich portfela inwestycyjnego spadł w pierwszym kwartale do poziomu 24 proc., z 28 proc. kwartał wcześniej. Inflacja jednak cały czas pozostaje najpopularniejszym zagrożeniem dla portfela polskich inwestorów, choć jednocześnie 22 proc. z nich najbardziej obawia się konfliktów międzynarodowych, a dla 9 proc. najważniejszym problemem pozostają właśnie wysokie stopy procentowe w Polsce.

Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro

Ordynacja podatkowa do poprawki? Przedawnienia i karalność budzą największe wątpliwości

Komisja Podatkowa BCC przedstawiła Ministerstwu Finansów uwagi i rekomendacje zmian do projektu ustawy o Ordynacji podatkowej.

Ocena projektu

Największy zakres zmian dotyczy przepisów o raportowaniu schematów podatkowych, które Komisja Podatkowa BCC ocenia umiarkowanie pozytywnie, a także przedawnienia zobowiązań podatkowych, który w opinii ekspertów BCC wciąż są niewystarczające.

Ograniczenie raportowania schematów podatkowych może oczywiście cieszyć, ale tą niewątpliwą zaletę projektu zmian Ordynacji podatkowej przyćmiewają obawy o  zmiany w przedawnieniu. Każdy podatnik chciałby mieć pewność co do tego kiedy przedawni się jego zobowiązanie podatkowe – funkcja gwarancyjna to zresztą podstawowy cel przedawnienia. Wprowadzanie nowych instrumentów umożliwiających wydłużanie tego terminu, ale też ingerowanie przez organy podatkowe w jego bieg nie będzie sprzyjało budowaniu zaufania podatników. Tym bardziej, że jak pokazują dane i doświadczenie, mechanizmy te niejednokrotnie bywają wykorzystywane przez administrację skarbową w sposób instrumentalny. Warto byłoby więc rozważyć zmiany w projekcie w tym obszarze. – mówi Daniel Panek, ekspert Komisji Podatkowej BBC.

Komisja Podatkowa BCC negatywnie ocenia zmiany dotyczące przedawnień zobowiązań podatkowych, podobnie jak zmiany karalności na gruncie kodeksu karnego skarbowego.

W ocenie Komisji konieczne jest usunięcie przesłanki zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązań podatkowych na skutek wszczęcia postępowania karnego skarbowego (art. 70 § 6 pkt 1 Ordynacji podatkowej).

Stosowanie tego przepisu jest przedmiotem szeregu orzeczeń sądów administracyjnych. Według danych na 28 kwietnia 2024 r. wydanych zostało ponad 10.000 orzeczeń sądów administracyjnych dotyczących tej kwestii, w tym trzy uchwały Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Trudno jest w Ordynacji podatkowej znaleźć przykład regulacji, która byłaby bardziej kontrowersyjna, o czym świadczy fakt wydania – po razie pierwszy od siedmiu lat – postanowienia sygnalizacyjnego przez NSA z 14 kwietnia 2025 r. w sprawie o sygn. akt I FSK 1078/24, który poinformował Ministra Finansów o istotnych naruszeniach w stosowaniu art. 70 § 6 pkt 1 Ordynacji podatkowej polegających na instrumentalnym wszczynaniu postępowań karnych skarbowych w celu zapobieżenia przedawnieniu zobowiązań podatkowych. – czytamy w opinii Komisji Podatkowej BCC.

Eksperci negatywnie ocenili także wprowadzenie kolejnej przesłanki pozwalającej na wydłużenie biegu terminu przedawnienia, tj. złożenia korekty w ostatnim roku przed upływem tego terminu.

Pozytywnie oceniono natomiast m.in. :

  1. Zrównanie terminu przedawnienia zobowiązań z tytułu opodatkowania przychodów nieznajdujących pokrycia w ujawnionych źródłach lub pochodzących ze źródeł nieujawnionych z terminem przedawnienia zobowiązania podatkowego w podatku dochodowym od osób fizycznych.
  • Brak jest bowiem podstaw do tego, aby zobowiązanie podatkowe będące efektem działań nagannych przedawniało się szybciej, niż zobowiązanie podatkowe wynikające z deklaracji podatkowej.
  1. Zmianę Ordynacji podatkowej, wskazując konkretne modyfikacje przepisu tak, aby wyeliminować niezasadne przedłużanie biegu terminu przedawnienia w oczekiwaniu na zwrot akt z sądu administracyjnego.

W opinii Komisji:

Zaproponowane brzmienie przepisu może doprowadzić do sytuacji, w której organy podatkowe będą prowadziły postępowanie podatkowe w oparciu o akta wypożyczone sądu administracyjnego, zaś bieg terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego nie będzie biegł, co naruszałoby gwarancyjną funkcję przedawnienia.

  1. Zmianę, zgodnie z którą w przypadku podatników, którzy będą nadużywali instytucji wniosku o uzupełnienie lub sprostowanie decyzji I instancji, tj. otrzymają postanowienie o odmowie jej uzupełnienia lub sprostowania i złożą kolejny wniosek o uzupełnienie i sprostowanie tego postanowienia.

Nowe kredyty mieszkaniowe w Polsce najdroższe w UE także pod względem RRSO

Nowe polskie kredyty mieszkaniowe najdroższe w UE nie tylko pod względem oprocentowania? Analizujemy ciekawe, choć niepełne statystyki.

W ostatnim czasie krajowe media dość często przypominają o najwyższym w Unii Europejskiej oprocentowaniu nowych polskich kredytów mieszkaniowych. Eksperci RynekPierwotny.pl niedawno również przygotowali analizę na ten temat. Pamiętajmy jednak, że same odsetki nie są jedynym kosztem dla konsumentów kupujących lokum na kredyt. Warto przyjrzeć się więc danym na temat RRSO nowych kredytów mieszkaniowych z różnych krajów.

Na wstępie trzeba wyjaśnić, że Europejski Bank Centralny tylko dla kilku krajów UE podaje dane o średniej rzeczywistej rocznej stopie oprocentowania (RRSO) nowych kredytów mieszkaniowych. Łatwiej dostępne są statystyki na temat RRSO nowych kredytów konsumpcyjnych. Niemniej jednak, informacje zaprezentowane w poniższej tabeli zasługują na uwagę. Prezentują one średnie lutowe RRSO nowych „hipotek” z ośmiu krajów oraz analogiczny poziom średniego oprocentowania kredytów mieszkaniowych, który jest oczywiście mniejszy. Różnica pomiędzy tymi wskaźnikami wynika głównie z kosztu prowizji kredytowych i ubezpieczeń.

W przypadku Polski, średni lutowy poziom RRSO nowych kredytów mieszkaniowych okazał się najwyższy wśród analizowanych państw. Jest bardzo prawdopodobne, że pod względem łącznego kosztu nowych kredytów mieszkaniowych nasz kraj osiągnął również największy wynik w skali całej Unii Europejskiej. Uwagę zwraca nie tylko duża różnica średniego RRSO nowych „hipotek” z Polski (8,42%), Czech (5,05%) oraz Niemiec (3,63%). Należy też odnotować, że dodatkowe koszty (m.in. prowizje) stanowią relatywnie dużą część „polskiego” RRSO. Jednak nie tak dużą, jak w przypadku Rumunii, która mocno wyróżnia się wśród analizowanych krajów.Średnie RRSO nowych kredytów mieszkaniowych w wybranych EU

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Paliwa tanieją przed majówką, ale rynek ropy wciąż niespokojny

W minionym tygodniu ceny benzyny Natural 95 i oleju napędowego spadły. Cena benzyny Natural 95 zmniejszyła się o 2 grosze za litr, a oleju napędowego – o 5 groszy za litr.

Na giełdzie w Rotterdamie ceny ropy Brent spadły o 1 dolara za baryłkę, oscylując w ciągu ostatnich dwóch tygodni między 65 a 68 dolarami. We wtorek po południu przekroczono w dół próg 65 dolarów. Rynek jednak pozostaje niestabilny – w ciągu jednego tygodnia ceny trzykrotnie zmieniały się o ponad 1 dolara za baryłkę.

Poza napięciami handlowymi, na rynek wpłynęły również zrewidowane prognozy. Rosja obniżyła swoją prognozę średniej rocznej ceny ropy Brent z 81,7 do 68 dolarów za baryłkę, co odzwierciedla obawy dotyczące długoterminowej nadpodaży. Na arenie międzynarodowej utrzymują się napięcia wokół dyscypliny OPEC+: Kazachstan otwarcie sygnalizuje, że będzie realizować własne cele produkcyjne, niezależnie od przyjętych limitów, a Arabia Saudyjska grozi wojną cenową wobec „oszustów”. Banki reagują, korygując swoje prognozy cenowe: Barclays przewiduje obecnie cenę Brent na poziomie 70 dolarów (spadek o 4 USD) w 2025 roku, a JPMorgan obniżył swoją prognozę do 66 dolarów za baryłkę.

W odpowiedzi na spadek cen, uwaga inwestorów kieruje się teraz ku strategiom finansowym największych firm naftowych. W nadchodzących dniach, szczególnie w trakcie publikacji wyników za pierwszy kwartał, inwestorzy będą uważnie obserwować, jak takie koncerny jak BP, Exxon, Chevron czy Shell dostosują swoje programy skupu akcji własnych. Analitycy przewidują, że niektóre firmy mogą ogłosić ich ograniczenie względem planów z początku roku.

Aby utrzymać obecne tempo skupu akcji, Chevron potrzebowałby cen ropy Brent na poziomie ok. 95 dolarów, a Exxon – około 88 dolarów. Niektóre firmy, jak włoskie Eni, reagują cięciem wydatków inwestycyjnych, ale na razie utrzymują zaplanowane wypłaty dla akcjonariuszy.

W najbliższym czasie ceny paliw prawdopodobnie się ustabilizują, z możliwym dalszym spadkiem o 3–5 groszy za litr. Na dalszy trend cenowy największy wpływ będą miały notowania ropy i możliwość ich powrotu do wcześniejszych poziomów.

Komentarz przygotował Marcin Wawrzkiewicz, Country Manager Malcom Finance w Polsce

Rynek hazardu online w Polsce wymyka się spod kontroli

Aż 40 proc. rynku kasyn online w Polsce pozostaje poza kontrolą państwa, a obroty legalnego i nielegalnego segmentu są niemal równe – wynoszą odpowiednio 67 i 65 miliardów złotych rocznie. Uczestnicy panelu „Szara Strefa” podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego ostrzegali, że obecny model regulacyjny nie zapewnia skutecznej ochrony graczy ani interesów Skarbu Państwa. Według zaprezentowanych podczas panelu danych, od momentu nowelizacji ustawy hazardowej z polskiej gospodarki wypłynęło już 230 mld zł do zagranicznych rajów podatkowych, a budżet państwa stracił 5,8 mld zł na niezapłaconym podatku od gier.

Uczestnicy debaty wskazywali, że system monopolu państwowego – w którym jedynym legalnym operatorem kasyna online pozostaje Totalizator Sportowy – nie nadąża za rozwojem technologicznym i oczekiwaniami konsumentów. Część panelistów postulowała przejście na model licencyjny, wzorowany na rozwiązaniach z większości państw Unii Europejskiej.

– W takiej czy innej formule państwo nie nadąża z prawem, żeby rzeczywiście wyprzedzać to, co rynek może zaoferować. (…) Jeśli mówimy o szarej strefie i ściganiu operatorów z Malty, Gibraltaru czy Curacao, to ta domena leży w rękach regulatora – mówił Wojciech Szpil, były prezes Totalizatora Sportowego i przewodniczący Rady UN Global Compact Network Poland.

Zdzisław Kostrubała, prezes Stowarzyszenia „Graj Legalnie”, wskazywał, że regulacje powinny być jednolite i skuteczne wobec wszystkich uczestników rynku – niezależnie od formy własności.

– 1 kwietnia minęło 8 lat od wejścia w życie przepisów nowelizacji ustawy hazardowej. Tymczasem Ministerstwo Finansów publikuje dziś blisko 50 tys. domen oferujących nielegalne gry – mówił. – Monopol jest dziś anachronizmem. Nie da się we współczesnym internecie skutecznie blokować stron – to jest zabawa w kotka i myszkę.

Piotr Palutkiewicz, wiceprezes Warsaw Enterprise Institute, zwracał uwagę na niski poziom świadomości konsumenckiej i ograniczony wybór dla użytkowników:

– Jedno kasyno internetowe w Polsce jest legalne – Total Casino. (…) Nawet konsument, który chce grać legalnie, może nieświadomie trafić do szarej strefy – mówił. – Prawo nie nadąża za stanem faktycznym. (…) Prawie wszystkie kraje UE wdrożyły już model licencyjny.

Na skalę szarej strefy i niewystarczającą dynamikę rozwoju legalnego segmentu zwrócił uwagę Olgierd Cieślik, prezes Totalizatora Sportowego w latach 2017–2024:

– Według danych H2GC, legalny rynek kasyn online w Polsce wzrośnie jedynie o 4–5 proc. w ciągu pięciu lat. To za mało. Dziś obroty legalnego rynku wynoszą 67 mld zł, a nielegalnego – 65 mld zł. I ten drugi rośnie – zaznaczył. W jego ocenie państwowy monopol nie odpowiada na współczesne oczekiwania użytkowników, którzy – podobnie jak w przypadku platform streamingowych czy zakładów – chcą mieć wybór.

Z kolei Mariusz Rzeczkowski, dyrektor w Totalizatorze Sportowym, podkreślił nieskuteczność obecnych narzędzi ograniczania dostępu do nielegalnych gier i potrzebę wprowadzenia rozwiązań stosowanych w innych krajach:

– Jeśli nie ukrócimy reklam i płatności do szarej strefy, nielegalne podmioty będą działały bez przeszkód. (…) Rejestr domen często wręcz podpowiada graczom, gdzie zagrać. Można natomiast blokować IP czy konta bankowe. W Norwegii pośrednicy płatności są objęci sankcjami – wskazał.

Revolut rzuca wyzwanie operatorom. Nowa oferta Revolut Mobile już dostępne w UK i Niemczech

0
  • Revolut udostępni nielimitowane połączenia głosowe, wiadomości tekstowe i krajowy transfer danych, połączone z dużym pakietem transferu danych za granicą, np. klienci w Wielkiej Brytanii otrzymają 20 GB roamingu w UE i USA, bez konieczności podpisywania umowy długoterminowej
  • Klienci Revolut na dwóch pilotażowych rynkach, w Wielkiej Brytanii i Niemczech, mogą zapisać się na listę osób oczekujących, aby uzyskać wcześniejszy dostęp do usługi i skorzystać z promocyjnej stawki 12,50 GBP/EUR za miesiąc
  • Klienci Revolut mogą zachować swój dotychczasowy numer telefonu komórkowego i przenieść go do nowego planu mobilnego lub przejść na numer udostępniony przez Revolut
  • Revolut Mobile to następstwo sukcesu wirtualnych kart Revolut eSIM udostępnionych w 2024 r., w ramach których aktywowano i wykorzystano miliony pakietów danych w ponad 100 lokalizacjach na całym świecie

Revolut ogłosił, że szykuje europejską premierę usługi Revolut Mobile. Miesięczne plany mobilne będą obejmować nielimitowane połączenia głosowe, wiadomości tekstowe oraz krajowy transfer danych, połączone z pakietem transferu danych za granicą, np. klienci w Wielkiej Brytanii otrzymają 20 GB danych roamingu w UE i USA, a wszystko to z lokalnym numerem telefonu i bez konieczności podpisywania długoterminowej umowy.

Mobile Plans zadebiutują na dwóch rynkach pilotażowych – Wielkiej Brytanii i Niemczech, a następnie na kolejnych rynkach w Europie. Klienci Revolut mogą zapisać się na listę oczekujących, aby jako pierwsi uzyskać dostęp do usługi i zapewnić sobie promocyjną cenę 12,50 GBP/EUR za miesiąc.

Revolut łączy klientów na całym świecie dzięki błyskawicznym, bezpłatnym przelewom międzynarodowym i lokalnym (peer-to-peer), wiadomościom z pomocą komunikatora w aplikacji (czat) i dostarczając pakiety transferu danych w roamingu (karty eSIM). Te ostatnie, po premierze w 2024 r., okazały się sukcesem. Klienci Revolut aktywowali miliony pakietów danych i wykorzystali je w ponad 100 lokalizacjach na całym świecie. Revolut eSIM jest dziś numerem jeden, wśród pozabankowych produktów Revolut.

Dzięki Mobile Plans, Revolut wchodzi na rynek klasycznych usług telekomunikacyjnych i rzuca wyzwanie tradycyjnym operatorom. Konsumenci na wielu rynkach w Europie cierpią z powodu wygórowanych opłat za roaming w UE (np. konsumenci z Wielkiej Brytanii), lub jednych z najwyższych w Europie cen planów mobilnych (np. konsumenci w Niemczech). Nie musi tak być.

Po udostępnieniu usługi, klienci Revolut będą mogli wybrać numer telefonu komórkowego oferowany przez Revolut i aktywować swój plan w ciągu kilku minut lub płynnie przenieść swój istniejący numer do Revolut Mobile. Plany mobilne będą ściśle zintegrowane z aplikacją Revolut i zapewnią nowy poziom doświadczenia (w porównaniu z tradycyjnymi telekomami), z intuicyjnym śledzeniem zużycia planów i nowymi funkcjami kontroli.

Sukces Revolut eSIM udowodnił, że branża usług telekomunikacyjnych potrzebuje zmian. Naszym zdaniem europejscy konsumenci cierpią z powodu słabej oferty telekomów, braku przejrzystości umów, ukrytych opłat, wygórowanych cen, ogólnie bolesnego doświadczenia klienta i trudnego w obsłudze UX. Chcemy rozwiązać wszystkie te problemy, zapewniając klientom doświadczenie oparte na technologii, najlepszą wartość i brak stałych zobowiązań umownych. To kolejny krok Revolut na rynku telekomunikacyjnym, gdzie innowacja jest rozpaczliwie spóźniona i potrzebna. Nie możemy się doczekać, by udostępnić nową usługę na większej liczbie rynków” – powiedział Hadi Nasrallah, General Manager, Telco & Retail Director w Revolut.

Plany mobilne Revolut zostaną udostępnione na rynkach pilotażowych, w Wielkiej Brytanii i w Niemczech, pod koniec tego roku. Stanowią część szerokiej oferty Revolut w zakresie stylu życia i podróży, która ułatwia i zwiększa opłacalność prowadzenia klientom codziennych spraw finansowych, w kraju i za granicą. Klienci Revolut mogą rezerwować noclegi wybierając spośród 1,9 mln hoteli, domów i pensjonatów oraz 300 tys. lokalnych atrakcji w ciągu kilku sekund z poziomu aplikacji. Mogą też pozostać w kontakcie z bliskimi w ponad 100 krajach dzięki kartom eSIM lub korzystać z saloników lotniskowych (w zależności od rodzaju planu). Obowiązują warunki usługi eSIM i usługi Saloniki lotniskowe.

Praca po ludzku – 1 maja jako moment refleksji nad tym, co naprawdę ważne

1 maja, niegdyś symbol ideologicznego spektaklu w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, dziś staje się okazją do refleksji nad tym, jak bardzo zmienił się rynek pracy. W czasach PRL-u Święto Pracy wiązało się z obowiązkowymi pochodami, transparentami, przemówieniami – a także z przymusem uczestnictwa, pod groźbą utraty pracy czy miejsca w szkole. Choć pochody przeszły do historii, przed nami stoi inne wyzwanie: tworzenie środowiska pracy opartego na dialogu, zaangażowaniu i wzajemnym szacunku. O przemianach rynku pracy opowiada Magda Pietkiewicz, ekspert HR i twórczyni platformy Enpulse, służącej do badania i budowania zaangażowania pracowników.

Zakład pracy twoim drugim domem? To, co kiedyś było pustym sloganem, dziś staje się realnym celem wielu organizacji. Coraz więcej firm świadomie tworzy środowisko pracy, które kojarzy się z komfortem, bezpieczeństwem i rozwojem. Pracodawcy zauważają, jak ogromny wpływ na efektywność i zaangażowanie ma dobre samopoczucie pracowników, dlatego stawiają na budowanie więzi, wzmacnianie poczucia przynależności i lepsze rozumienie potrzeb zespołu. Wszystko po to, by każdy mógł się czuć w pracy jak w domu. Czy im się to udaje?

Przynależność i duma

W raporcie Enpulse „Zaangażowanie 2024” czytamy, że 73 proc. Polaków jest zdania, że w ich miejscu pracy panuje przyjazna atmosfera. Podobny odsetek przyznaje, że ma poczucie przynależności do zespołu i czuje się częścią firmy. Co ważne – szczególnie w kontekście rozważań związanych ze Świętem Pracy – niemal 80 proc. osób badanych przez Enpulse utożsamia się z firmą i czuje, że sukces organizacji jest ich zasługą, a nieco mniej (blisko 70 proc.) jest dumna z tego, że pracuje w danym miejscu.

–  W czasach PRL-u popularne było ironiczne hasło: „czy się stoi, czy się leży, tysiąc złotych się należy”. Oddawało ono ówczesne podejście do pracy – rutynowej, pozbawionej sensu, narzucanej odgórnie.  Dziś jest to nie do przyjęcia – współczesne środowisko pracy opiera się na zupełnie innych wartościach: docenianiu, otwartym feedbacku i możliwości wniesienia czegoś od siebie. Organizacje, które to rozumieją, nie są „nowoczesne” – są normalne. Przytoczone dane pokazują, że wiele firm potrafi z sukcesem budować kulturę organizacyjną opartą na zaufaniu, bezpieczeństwie i komforcie – tak odmienną, od tego co było kiedyś. Część jednak musi jeszcze, nomen omen, przepracować ten temat – wskazuje Magda Pietkiewicz, ekspert rynku pracy i twórczyni platformy Enpulse, służącej do badania i budowania zaangażowania pracowników.

Głos nowego pokolenia

Dziś na naszych oczach ma miejsce największa od dekad transformacja. Na rynek pracy wchodzi pokolenie Z – młodzi ludzie, którzy odważniej niż poprzednicy mówią o swoich oczekiwaniach. Oprócz pensji adekwatnej do doświadczenia i wysiłku wkładanego w wykonywane obowiązki służbowe, chcą również przyjaznej atmosfery w pracy, wsparcia przełożonego i konstruktywnej informacji zwrotnej. Z badania Work War Z wynika, że tak rozumiany komfort jest ważny dla 93 proc. przedstawicieli pokolenia Z.

Kiedyś potrzeby i oczekiwania pracowników były zamiatane pod dywan. Liczyła się wydajność, raport, norma – człowiek miał „robić swoje” i nie zadawać pytań. Dziś wiemy już, że nie ma efektywności bez równowagi psychicznej. Praca powinna być miejscem, gdzie nie tylko produkujemy wartość, lecz także dbamy o dobrostan – psychiczny, fizyczny i emocjonalny. Programy wsparcia mentalnego, mindfulness, dni well-being, elastyczne godziny pracy czy dostęp do coachów i terapeutów muszą przestać być traktowane jako benefity, którymi można skusić kandydata do przyjęcia oferty pracy, lecz jako niezbędne elementy odpowiedzialnego zarządzania firmą – dodaje Magda Pietkiewicz.

Symbol ewolucji

Dzisiejszy rynek pracy to już nie miejsce przymusu tak jak kiedyś, a przestrzeń wyboru. Rezygnujemy z narzuconej narracji na rzecz dialogu. Praca  powinna być miejscem rozwoju, nie represji. 1 maja staje się symbolem ewolucji i okazją do powiedzenia: potrzebujemy więcej. Chcemy pracy, która nie zabiera nam życia, lecz staje się jego częścią. Pracy, która nas rozwija, a nie wypala. Takiej, w której jesteśmy widziani, słyszani i traktowani po ludzku. Nie od święta – ale każdego dnia.

By kreować taką przestrzeń potrzebna jest dojrzałość – przede wszystkim po stronie liderów. Wielu menedżerów, zwłaszcza tych z długoletnim doświadczeniem, musi dziś na nowo nauczyć się słuchać, rozumieć i towarzyszyć pracownikom w ich zmieniających się potrzebach – mówi Magda Pietkiewicz. – Kultura organizacyjna, zaangażowanie, poczucie sensu – to nie są struktury raz zbudowane, ale żywe organizmy, które trzeba pielęgnować każdego dnia. Dzisiejsze przywództwo to nie tylko zarządzanie wynikami, ale zarządzanie relacjami, emocjami i znaczeniem. Dzięki takiej uważności rodzi się miejsce pracy, które możemy nazwać drugim domem – podsumowuje ekspertka.

Źródła:

Enpulse „Zaangażowanie 2024” https://www.enpulse.eu/raport-zaangazowanie-2024

Enpulse „Work War Z” https://www.enpulse.eu/raport-work-war-z

100 dni Trumpa: krytyka Powella i ostrzeżenie dla firm – „Wracajcie do USA albo was zmiażdżę”

Podczas wystąpienia w Michigan, których celem było podsumowanie pierwszych 100 dni rządów Donalda Trumpa, prezydent poruszył kilka kluczowych kwestii gospodarczych i politycznych, które wywołały szerokie reakcje. Trump ponownie skrytykował przewodniczącego Rezerwy Federalnej, Jerome’a Powella, podkreślając, że osobiście „wie więcej o stopach procentowych” niż szef Fed. Zarzucił Powellowi brak efektywności, choć zaznaczył jednocześnie, że nie planuje jego odwołania.

Ważnym punktem przemówienia była polityka taryfowa, szczególnie dotycząca przemysłu motoryzacyjnego. Trump ogłosił tymczasowe złagodzenie 25-procentowych ceł na części samochodowe na okres dwóch lat, co ma dać firmom motoryzacyjnym czas na przeniesienie produkcji z powrotem do Stanów Zjednoczonych. Prezydent ostrzegł firmy, że te, które nie dostosują się do nowej polityki, mogą zostać „zmiażdżone”.

Trump ogłosił także przedłużenie reformy podatkowej z 2017 roku, dodając do niej nowe propozycje, takie jak zniesienie podatku od napiwków, nadgodzin i świadczeń z ubezpieczenia społecznego, co ma pozytywnie wpłynąć na sytuację ekonomiczną obywateli. Prezydent wykorzystał przemówienie, by wywrzeć presję na republikanów, którzy nie popierają jego agendy, wzywając wyborców do ich usunięcia z urzędów.

Reakcje na przemówienie były mieszane. Wypowiedzi Trumpa wywołały niepewność na rynkach, szczególnie z powodu krytyki wobec szefa Fed i zmian celnych. W rezultacie, część zakładów Stellantis w USA i Kanadzie tymczasowo wstrzymała produkcję, co doprowadziło do krótkotrwałych zwolnień. Pozytywny odzew nadszedł ze strony związków zawodowych, szczególnie United Auto Workers (UAW), które widzą w polityce Trumpa szansę na powrót miejsc pracy do USA.

Pomimo obchodów 100 dni drugiej kadencji Trumpa, sondaże pokazują spadek jego poparcia do poziomu 39–41%. Druga kadencja Trumpa charakteryzuje się intensywnymi zmianami regulacyjnymi, redukcją wydatków federalnych pod nadzorem Elona Muska oraz aktywnymi próbami redefinicji relacji międzynarodowych, obejmującymi NATO, Panamę, Kanadę oraz Grenlandię. Jednocześnie kwestia imigracji pozostaje jednym z niewielu obszarów, gdzie Trump cieszy się względnie wysokim poparciem społecznym.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Nastroje kupujących mieszkania się zmieniają – więcej optymizmu, ale i ostrożności

Nastroje klientów na rynku nieruchomości wyraźnie się zmieniają. Obawy przed dalszymi wzrostami cen słabną – w marcu odsetek osób spodziewających się podwyżek spadł do 52%. Jednak mimo stabilizacji i rekordowej liczby dostępnych mieszkań, ponad 1/3 kupujących wciąż odczuwa presję czasu. Połowa badanych dostrzega potrzebę wprowadzenia nowego programu wsparcia kredytobiorców, szczególnie sprzedający i najemcy. Z kolei największym zainteresowaniem nadal cieszy się rynek wtórnywynika z „Monitora Nastrojów Klientów Nieruchomości” Otodom.

Kilka ostatnich lat na rynku mieszkaniowym to prawdziwy test dla kupujących. Dynamiczne wzrosty cen, skoki stóp procentowych oraz zmiany na rynku, wzmocnione przez program Bezpieczny Kredyt 2%, wystawiły ich plany na próbę. Dziś, w okresie względnego uspokojenia, emocje opadają, ale pytania pozostają: czy mieszkańcy Polski obawiają się dalszych podwyżek cen i odczuwają presję zakupową? Który rynek – deweloperski czy wtórny – wybierają? Jakie wątpliwości i nadzieje towarzyszą im, gdy przyglądają się sytuacji na rynku? Odpowiedzi na te pytania przynosi pierwsza edycja raportu Otodom „Monitor Nastrojów Klientów Nieruchomości”

Nadzieje na spadek cen rosną

Coraz mniej obawiamy się dalszych wzrostów cen mieszkań i domów. Z badania Kantar[1], zrealizowanego na zlecenie Otodom, wynika, że odsetek mieszkańców Polski przewidujących podwyżki cen nieruchomości systematycznie maleje – we wrześniu sięgał jeszcze 68%, w grudniu spadł do około 55%, a w marcu wyniósł już 52%. Jednocześnie wyraźnie przybywa osób oczekujących spadków cen. Podczas gdy jesienią było ich zaledwie 8%, na początku wiosny stanowili już jedną czwartą wszystkich badanych.

Spadek odsetka osób przewidujących dalszy wzrost cen nieruchomości to wyraźny sygnał zmiany nastrojów wśród uczestników rynku. Jeszcze niedawno przeważało przekonanie o nieuchronnych podwyżkach, dziś coraz więcej osób zaczyna dostrzegać realną szansę na stabilizację cen, a nawet ich korektę. Co istotne, ta zmiana oczekiwań, w połączeniu z prawdopodobnymi obniżkami stóp procentowych w nadchodzących miesiącach, może sprzyjać odbudowie optymizmu i pobudzeniu aktywności na rynku nieruchomości – komentuje Katarzyna Kuniewicz, ekspertka rynku nieruchomości Otodom.

Co ciekawe, wzrostów cen mieszkań najczęściej spodziewają się ci, którzy już mają własny dach nad głową. Aż 62% właścicieli nieruchomości i najemców długoterminowych wierzy w dalsze podwyżki. Jednak im bliżej realnej decyzji o zakupie lub sprzedaży, tym więcej ostrożności – wśród planujących transakcję w ciągu najbliższego roku odsetek ten spada do 53% kupujących i 50% sprzedających. To wyraźny sygnał, że spojrzenie na przyszłość rynku kształtuje nie tylko ogólna sytuacja, ale też indywidualne potrzeby i plany.

Oczekiwania na nowy program wsparcia kredytobiorców tylko to potwierdzają. Jego zwolennikami jest dziś połowa badanych. Wśród nich najliczniejsi są sprzedający (46%) i najemcy (44%), czyli grupy, dla których dodatkowe wsparcie mogłoby realnie zmienić sytuację.

Poczucie presji nie zniknęło

Czy kupujący działają pod mniejszą presją czasu? Niekoniecznie. W ostatnim kwartale 2024 roku poziom odczuwanej presji czasowej przy zakupie nieruchomości był stabilny. W okresie od września do grudnia 2024 średnio od 33% do 38% badanych[2] deklarowało, że czuje potrzebę szybkiego działania.

Choć część nabywców wciąż odczuwa presję czasową, aktualna sytuacja na rynku tak naprawdę sprzyja spokojnym decyzjom. Osoby planujące zakup własnego „M” na siedmiu największych rynkach w Polsce mogą dziś wybierać spośród rekordowej liczby blisko 60 tys. ofert deweloperskich oraz 51,5 tys. mieszkań z rynku wtórnego. Tak szeroka dostępność daje kupującym komfort dokładnego porównania propozycji i wyboru nieruchomości najlepiej odpowiadającej ich oczekiwaniom – zaznacza Milena Chełchowska, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.

Presję zakupową częściej odczuwają kobiety (41%) niż mężczyźni (28%), co współgra z ich większą skłonnością do przewidywania dalszych wzrostów cen. Może to wynikać z różnic w postrzeganiu ryzyka i podejmowaniu decyzji finansowych. Wyraźniej presję deklarują także osoby aktywne na rynku – 38% kupujących lub sprzedających w ostatnim roku, wobec 26% tych, którzy działają na rynku sporadycznie.

Od dewelopera czy z drugiej ręki?

Poszukujący wymarzonej nieruchomości nadal chętnie kierują swoją uwagę ku rynkowi wtórnemu. Chęć zakupu mieszkania lub domu z drugiej ręki deklarowało 50% badanych, podczas gdy 20% preferowało oferty deweloperskie. Co ciekawe, aż jedna trzecia respondentów przyznała, że nie ma wyraźnych preferencji co do źródła pochodzenia nieruchomości.

Dla wielu osób planujących zakup nieruchomości kluczowe znaczenie mają konkretne parametry, takie jak metraż, lokalizacja czy funkcjonalny układ pomieszczeń. Kryterium, czy pochodzi ona z rynku deweloperskiego czy wtórnego, często schodzi na dalszy plan, zwłaszcza w sytuacji, gdy ceny ofertowe na obu rynkach zaczynają się wyrównywać. Dla większości kupujących liczy się przede wszystkim dopasowanie lokalu do indywidualnych potrzeb i możliwości finansowych – podsumowuje Milena Chełchowska, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.

[1] Źródło: Badanie Kantar nastrojów rynkowych klientów nieruchomości Wrzesień 2024 – Marzec 2025 (n=1516)

[2] Badanie Kantar nastrojów rynkowych klientów nieruchomości Wrzesień 2024 – Grudzień 2024 (n=866)