Fundamenty vs. chaos polityczny – co dziś naprawdę wpływa na kurs dolara?

Jest nią spadek zaufania inwestorów do polityki władz USA i generalnie przewidywalności amerykańskiej gospodarki. Konsekwencje tego są jak na razie umiarkowane – w ramach dotychczasowego systemu, w którym amerykański rynek inwestycyjny nie ma alternatyw porównywalnych pod względem skali aktywów.

  • Kurs dolara amerykańskiego spadł od inauguracji Donalda Trumpa o 10%, chociaż wynika to raczej z nieufności inwestorów po nieprzewidywalnych decyzjach odnośnie polityki handlowej i po atakach na niezależność Fed niż z oceny znanych i spodziewanych ruchów politycznych administracji prezydenckiej.
  • Pomimo rosnących obaw, wielu inwestorów będzie zmuszonych pozostać na rynkach amerykańskich, ponieważ nie ma alternatywy dla przeniesienia ogromnego salda inwestycji międzynarodowych netto w wysokości 28 bilionów USD gdziekolwiek indziej.
  • W przypadku gdyby jednak nawet ułamek tych aktywów opuścił USA, pociągnęłoby to za sobą jeszcze większe zakłóceń kursów walutowych i globalnych cen aktywów. Zmienność na rynku walutowym utrzyma się prawdopodobnie zatem na podwyższonym poziomie w związku z napływającymi informacjami, ale fundamenty sugerują, że kurs EUR/USD może ustabilizować się do końca roku w okolicach 1,12, z ryzykiem w kierunku wyższych poziomów.
  • Długoterminowe wskaźniki wyceny wskazują, że dolar osłabia się głównie w stosunku do walut azjatyckich, podczas gdy waluty europejskie wyglądają na dość dobrze wycenione w stosunku do dolara.

Jednym z największych osiągnięć prezydenta Trumpa w ciągu jego pierwszych 100 dni w opinii Allianz Trade może być spełnienie obietnicy osłabienia dolara amerykańskiego. Gdy pierwsze 100 dni drugiej prezydenta kadencja Trumpa dobiegać będzie końca 30 kwietnia, śmiało można stwierdzić, iż osiągnął zaskakujący sukces w spełnieniu jednej ze swoich obietnic z czasu kampanii prezydenckiej – osłabienie dolara. Rzeczywiście, ważony wg. wymiany handlowej indeks USD spadł w ubiegłym tygodniu do poziomu najniższego od 2022 r., zmniejszając się od czasu inauguracji prezydenckiej o 10%. Kurs EURUSD przekroczył w pewnym momencie 1,15, dzięki czemu od początku roku euro zyskało na wartości w stosunku do dolara o 11% (wykres 1). Słabszy dolar był jednym z głównych celów polityki Trumpa, co było przedmiotem intensywnych dyskusji po tak zwanym dokumencie politycznym dotyczącym porozumienia Mar-a-Lago.

Wykres 1: Indeks dolara ważony handlem (lewa oś) i EURUSD (prawa oś, odwrócony)

Indeks dolara ważony handlemŹródła: LSEG Datastream, Allianz Trade Research

Jednak wyprzedaż dolara wywołana była utratą zaufania do polityki władz USA, a inwestorzy odwrócili się od amerykańskiej gospodarki. Utrata wartości dolara była w dużej mierze spowodowana odpływem kapitału (lub jego mniejszym napływem) z USA jako całości, ponieważ inwestorzy stracili zaufanie do amerykańskiej gospodarki w wyniku nieregularnie podejmowanych i agresywnie motywowanych środków politycznych. Pełnowymiarowa wojna handlowa zapoczątkowana trzy tygodnie temu w Dzień Wyzwolenia oraz niedawny atak na niezależność Fed wystraszyły zarówno inwestorów krajowych, jak i zagranicznych, co wiązało się z deprecjacją dolara. Zwykle kursy walut wiążą się w dużej mierze z różnicami w stopach procentowych. Gdy stopy procentowe w USA rosną w porównaniu z innymi rynkami, dolar zyskuje na wartości, ponieważ staje się bardziej atrakcyjny do inwestowania i odwrotnie. Od czasu szeroko zakrojonych zapowiedzi taryfowych z 2 kwietnia, wzorzec ten załamał się, niezależnie od tego, czy spojrzymy na długoterminowe różnice stóp procentowych, czy krótkoterminowe oczekiwania dotyczące rozbieżności stóp procentowych banków centralnych (wykres 2). Inwestorzy porzucili dolara amerykańskiego, mimo że stał się on bardziej atrakcyjny w obliczu rosnących rentowności. Wskazuje to, że inwestorzy sprzedają amerykańskie obligacje i akcje i zamieniają wpływy na inne waluty, w szczególności euro. Wstępne publikacje danych pokazują, że japońskie fundusze emerytalne i europejscy inwestorzy detaliczni zmniejszyli swoje zainteresowanie amerykańskimi aktywami.

Wykres 2: EURUSD uniezależnia się od różnic stóp procentowych, %

EURUSD uniezależnia się od różnic stóp procentowych

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Zagraniczni inwestorzy mają jednak pewien problem: będąc w dużym stopniu zaangażowani w USA mają niewiele alternatyw, by przenieść się gdziekolwiek indziej. Dziesięciolecia wysokiego deficytu handlowego Stanów Zjednoczonych zostały zrównoważone przez taką samą kwotę przepływów kapitałowych do USA od inwestorów zagranicznych. Wynikająca z tego międzynarodowa pozycja inwestycyjna netto (NIIP) wyniosła oszałamiające 26 bilionów USD w IV kwartale 2024 r. (wykres 3), co odpowiada około 85% amerykańskiego PKB lub około jednej trzeciej całego amerykańskiego kapitału akcyjnego. W związku z tym stawka walutowa jest dla USA i dolara amerykańskiego wysoka, nawet jeśli tylko ułamek tych funduszy miałby zostać przeniesiony z powrotem poza USA. Ponieważ odwrócenie deficytu handlowego USA nadal wydaje się mało prawdopodobne (pomimo ceł i już słabszego dolara), zaworem, który zrównać mógłby odpływy kapitału i deficyty handlowe, byłoby dalsze osłabienie dolara – przynajmniej w początkowym okresie.

Jednocześnie inwestorzy napotykają jedną, ale za to konkretną przeszkodę w przenoszeniu znacznych środków z USA gdziekolwiek indziej: TINA (there is no alternatives – nie ma alternatyw). Wykres 4 pokazuje, że Stany Zjednoczone dominują w globalnym portfelu inwestycyjnym we wszystkich istotnych klasach aktywów. 39% (45 bln USD) wszystkich produktów o stałym dochodzie i 58% (44 bln USD) wszystkich notowanych akcji ma siedzibę w USA. W opinii Allianz Trade żaden inny rynek poza Stanami Zjednoczonymi nie jest w stanie wypełnić tej pustki. Gdyby inwestorzy zagraniczni przestali lokować swoje środki w Stanach Zjednoczonych (w obliczu trwającego deficytu handlowego) lub, co gorsza, gdyby przenieśli tylko ułamek z 26 bilionów USD poza USA, doprowadziłoby to do ogromnych zakłóceń na rynkach finansowych. Ceny akcji w USA (rentowności obligacji) spadłyby (wzrosłyby), a w Europie lub na innych rynkach, na które inwestorzy przenieśliby swoje środki, nastąpiłaby odwrotna sytuacja, podczas gdy dolar amerykański uległby silnej deprecjacji i mógłby z łatwością osiągnąć poziomy około 1,20-1,40 w stosunku do euro. Jednak te ruchy cenowe szybko doprowadziłyby do poziomów wykraczających poza jakąkolwiek rozsądny poziom do zaakceptowania pod względem wycen dla inwestorów. W rezultacie siły rynkowe zatrzymałyby wszelkie dalsze odpływy, zanim faktycznie by one nastąpiły.

Wykres 3: Międzynarodowa pozycja inwestycyjna netto (NIIP) Stanów Zjednoczonych, bilion USD

Międzynarodowa pozycja inwestycyjna netto Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Wykres 4: Globalny skorygowany portfel rynkowy w wolnym obrocie (2023), bln USD

Globalny skorygowany portfel rynkowy w wolnym obrocieŹródła: MSCI, Allianz Research

Ostatnia runda deprecjacji USD została wzmocniona przez atak Trumpa na niezależność Fed – kamień węgielny zaufania do globalnej waluty rezerwowej. W ubiegłych tygodniach prezydent Trump zaatakował szefa rezerwy Jerome’a Powella, obwiniając go za „zbyt późne i błędne” decyzje w sprawie stóp procentowych i dodając, że ” zakończenie (jego kadencji) nie może nastąpić wystarczająco szybko”. Jednak po negatywnej reakcji rynku wycofał się w ubiegłym tygodniu, mówiąc, że „nie ma zamiaru” zwalniać Powella, którego kadencja jako przewodniczącego Fed kończy się w maju 2026 roku. Takiej presji politycznej na Fed w celu złagodzenia polityki pieniężnej nie widziano od lat 70-tych, kiedy instytucja tą kierował A. Burns, choć nawet wtedy była ona mniej wyraźna i odbywała się głównie za zamkniętymi drzwiami. Najnowsze badania ekonomiczne sugerują, że zwiększona presja polityczna na Fed (która nasiliła się gwałtownie podczas prezydentury Nixona) i osłabiona faktyczna niezależność w latach 60. i 70. była główną przyczyną gwałtownego wzrostu inflacji obserwowanego w tym okresie – potencjalnie nawet bardziej niż inne wstrząsy, takie jak skok cen ropy naftowej lub rozpad systemu monetarnego Bretton-Woods. W opinii Allianz Trade dzisiejsze warunki gospodarcze w Stanach Zjednoczonych nie uzasadniają złagodzenia polityki pieniężnej: podczas gdy gospodarcze przeszkody nasiliły się, grożąc wzrostem bezrobocia, to jednocześnie perspektywy inflacji są bardziej prawdopodobne w związku z gwałtownymi podwyżkami ceł. Chociaż wzrost cen spowodowany taryfami byłby generalnie postrzegany jako jednorazowy wzrost poziomu cen, fakt, że średnioterminowe oczekiwania inflacyjne gospodarstw domowych ostatnio wzrosły, sygnalizuje to ryzyko odkotwiczenia oczekiwań w stosunku do celu Fed na poziomie 2%, którego Rada Gubernatorów nie może zignorować (wykres 5). Dlatego też obniżki stóp procentowych w USA w krótkim okresie nie są uzasadnione. Jakakolwiek presja polityczna, aby to zrobić, najwyraźniej podważa zaufanie inwestorów do dolara amerykańskiego, co tłumaczy ich niechęć do dolara. Ostatecznie nie spodziewamy się, że prezydent zwolni Powella, zamiast tego raczej wybierze nowego przewodniczącego Fed po wygaśnięciu kadencji Powella w maju 2026 roku. Wraz z wygaśnięciem kadencji członka zarządu A. Kuglera w styczniu 2026 r., bilans głosów w 12-osobowym FOMC pozostałby stosunkowo jastrzębi, ale postrzegana wiarygodność Fed zostałaby nieznacznie zmniejszona z powodu dwóch nominacji prezydenta Trumpa, co byłoby umiarkowanie negatywne dla perspektyw USD i amerykańskich obligacji skarbowych .

Wykres 5: Inflacja w USA i średnioterminowe oczekiwania inflacyjne (%)

Inflacja w USA i średnioterminowe oczekiwania inflacyjne
Źródła: LSGE Workspace, Uniwersytet Michigan, Allianz Research

Spodziewamy się, że zmienność będzie nowa stała na rynku, ale jednocześnie utrzymujemy naszą prognozę na koniec roku na poziomie 1,12 dla kursu EURUSD, ponieważ rynki wydają się powstrzymywać i stabilizować wszelkie zbyt agresywne ruchy polityczne władz USA, uwzględniając przede wszystkim wpływające na kurs walutowy czynniki fundamentalne. Ostatnie tygodnie pokazały, że prezydent Trump podejmuje agresywne środki polityczne, ale także wycofuje się z nich, jeśli rynki zareagują równie nerwowo (np. ogłaszając 90-dniową przerwę w taryfach celnych lub wycofując swoją groźbę usunięcia przewodniczącego Fed Powella ze stanowiska). Podczas gdy takie ruchy polityczne będą zapewne dalej miały miejsce i będą prowadzić do dużej nieprzewidywalności na rynku, warto przyjrzeć się temu całemu szumowi i jednocześnie powrócić do fundamentalnych czynników kształtujących kurs walutowy. Oczekiwana różnica stóp procentowych, oparta na naszych prognozach inflacji, stóp procentowych i długoterminowych rentowności dla strefy euro i USA, sugeruje, że kurs wymiany EURUSD powinien osiągnąć 1,12 na koniec tego roku i 1,10 w 2026 r. – z dużym przedziałem ufności, biorąc pod uwagę dużą jednocześnie dawkę niepewności (wykres 6).

Wykres 6: EURUSD i różnice realnych stóp procentowych, %

EURUSD i różnice realnych stóp procentowychŹródła: LSEG Datastream, Allianz Trade Research Uwagi: Kropki odnoszą się do prognoz Allianz Trade Research

Długoterminowe miary służące wycenie pozwalają ocenić dolara amerykańskiego jako przewartościowanego, ale biorąc pod uwagę nieodłączne (wspomniane) ograniczenia strukturalne miary te oferują jedynie przybliżone wskazówki. Patrząc na realny efektywny kurs wymiany (REER), dolar jest obecnie o 20% powyżej swojej długoterminowej średniej wartości. Z drugiej strony, z tej perspektywy japoński jen wygląda na niedowartościowanego, podczas gdy euro, funt brytyjski i chiński juan wyglądają na uczciwie wycenione. Należy jednak pamiętać, że poziom REER opiera się na arbitralnych poziomach indeksu CPI. Jedynym sposobem na jego interpretację jest spojrzenie na względne ruchy w czasie, a tym samym odchylenia od długoterminowej średniej, jak pokazano na wykresie 7.

Wykres 7: Odchylenia realnego efektywnego kursu walutowego od długoterminowej średniej, %
Odchylenia realnego efektywnego kursu walutowego od długoterminowej średniej
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Trade Research Uwagi: Odchylenia realnych efektywnych kursów walutowych od 20-letniej średniej kroczącej.

Alternatywnym sposobem porównania poziomów kursów wymiany jest przyjrzenie się cenom towarów w różnych krajach i ich odchyleniom od siebie po przeliczeniu na jedną walutę (zazwyczaj USD). Najbardziej znanym przykładem jest Big Mac Index, ponieważ porównuje on standaryzowany produkt, którego koszty produkcji są w dużej mierze uzależnione od czynników krajowych. W Stanach Zjednoczonych Big Mac kosztował 5,79 USD na początku roku w porównaniu do 5,95 USD w strefie euro i 5,73 USD w Wielkiej Brytanii. Jest on najdroższy w Szwajcarii (7,99 USD) i dość tani w Chinach (3,52 USD) i Japonii (3,11 USD), co ponownie sugeruje przewartościowanie dolara w stosunku do walut azjatyckich, ale nie tak bardzo w stosunku do Europy. Wzorzec ten był zasadniczo stabilny w ciągu ostatniej dekady (wykres 8). Podobny wniosek nasuwa się w przypadku korzystania z szerszego koszyka konsumenckiego, na przykład gdy patrzy na kursy wymiany oparte na parytecie siły nabywczej (PPP). Jednakże, podczas gdy indeks Big Maca i szersze miary oparte na PPP oferują prosty sposób oceny niedostosowania walut, mają one istotne ograniczenia. Podejścia te ignorują różnice strukturalne, takie jak produktywność, koszty pracy i wzorce konsumpcji w różnych krajach. Zakładają również identyczne koszyki towarów i usług, co zazwyczaj nie zdarza się, zwłaszcza na rynkach wschodzących. W rezultacie miary PPP mogą stanowić przybliżony, długoterminowy przewodnik, ale nie ostateczny punkt odniesienia lub godziwą wartość waluty.

Wykres 8: Odchylenie indeksu Big Mac od USA, %
Odchylenie indeksu Big Mac od USA
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Trade Research

NSA: „ustawa kagańcowa” sprzeczna z RODO

W dniu 29 kwietnia 2025 roku Naczelny Sąd Administracyjny (sygn. akt III OSK 5037/21) wydał wyrok, który może mieć istotne znaczenie dla ochrony danych osobowych i niezależności sądownictwa w Polsce. NSA uwzględnił skargę kasacyjną Rzecznika Praw Obywatelskich (RPO) i uchylił wcześniejszy wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego (WSA) oraz decyzję Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO) z 6 kwietnia 2020 r. w sprawie tzw. „ustawy kagańcowej”.

RPO i UODO po jednej stronie

Przełomowy charakter tego orzeczenia polega m.in. na tym, że do stanowiska RPO przychylił się także obecny prezes UODO – Mirosław Wróblewski. W maju 2024 r. wystosował on pismo procesowe, w którym formalnie poparł skargę RPO, argumentując, że wcześniejsze stanowisko urzędu nie uwzględniało orzecznictwa europejskiego ani nie spełniało standardów ochrony danych wynikających z RODO.

NSA w pełni zaakceptował argumentację RPO i Prezesa UODO, co oznacza, że postępowanie administracyjne, które zostało wcześniej umorzone przez organ nadzorczy, musi zostać przeprowadzone ponownie.

Ustawa niezgodna z RODO

Kwestionowane przepisy dotyczyły nowelizacji ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych, ustawy o Sądzie Najwyższym oraz ustawy o prokuraturze. Wprowadzały one obowiązek składania przez sędziów i prokuratorów oświadczeń o przynależności do stowarzyszeń, fundacji, organizacji oraz związków zawodowych. Zdaniem RPO taki obowiązek stanowił nieproporcjonalną ingerencję w prawo do prywatności i był niezgodny z zasadami RODO.

Zgodnie z unijnym rozporządzeniem o ochronie danych osobowych, krajowe przepisy prawne, które pozwalają na przetwarzanie danych, muszą spełniać wymogi jakościowe – służyć celowi leżącemu w interesie publicznym i być proporcjonalne względem celu, jaki mają realizować.

Zmiana podejścia pod wpływem wyroków europejskich trybunałów

Pierwotna decyzja UODO z 2020 roku opierała się na założeniu, że jeśli obowiązek wynika z przepisów ustawy, to nie narusza on RODO. To podejście zostało jednak zakwestionowane m.in. przez wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) oraz Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPCz).

W szczególności wyrok TSUE potwierdził, że przepisy tzw. „ustawy kagańcowej” są sprzeczne z RODO. Z kolei ETPCz w wyroku z 22 lutego 2024 r. w sprawie Kaczmarek przeciwko Polsce (skarga nr 16974/14) stwierdził, że narzucone przez państwo obowiązki ujawniania danych naruszają art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, dotyczący prawa do poszanowania życia prywatnego.

Trybunał podkreślił, że ingerencja w prawa jednostki wymaga istnienia jasnych, szczegółowych przepisów, zawierających gwarancje dotyczące m.in. czasu trwania, dostępu, przechowywania i ochrony danych. Tych standardów polskie przepisy nie spełniały.

Konsekwencje orzeczenia NSA

Wyrok NSA to ważny sygnał nie tylko dla sędziów i prokuratorów, ale również dla wszystkich obywateli. Potwierdza on, że nawet jeśli dane przepisy są przyjęte przez parlament, nie oznacza to automatycznie, że są zgodne z europejskimi standardami ochrony danych osobowych.

Organ nadzorczy, jakim jest Prezes UODO, został zobowiązany do ponownego przeanalizowania sprawy i przeprowadzenia postępowania administracyjnego zgodnie z aktualnymi standardami prawa europejskiego. Może to otworzyć drogę do uznania, że obowiązek ujawniania przynależności do organizacji i stowarzyszeń był nielegalny – a tym samym do rehabilitacji osób, które sprzeciwiały się tym regulacjom.

B-Act zwiększa dywidendę po rekordowym roku 2024

Po dynamicznym wzroście przychodów i przekroczeniu prognoz finansowych, B-Act – spółka inżynieryjna notowana na NewConnect – zamierza podzielić się zyskiem z akcjonariuszami. Zarząd zarekomendował wypłatę dywidendy w wysokości 8 groszy na akcję, co oznacza wzrost o 14% r/r. Łącznie, po zatwierdzeniu przez walne zgromadzenie, do akcjonariuszy trafi 783,4 tys. zł brutto.

Ubiegły rok był dla B-Act czasem silnego wzrostu i strategicznego rozwoju. Spółka zwiększyła przychody do poziomu 27,89 mln zł, co oznacza wzrost aż o 71% w porównaniu z rokiem 2023. Zysk netto wyniósł 1,69 mln zł – więcej niż zakładano w prognozach opublikowanych pod koniec 2023 roku. Znaczącą część wyniku wygenerowano w czwartym kwartale, który tradycyjnie jest okresem największej aktywności w sektorze inżynieryjnym.

W efekcie bardzo dobrego wyniku finansowego i utrzymującej się wysokiej płynności (5 mln zł dostępnych środków na koniec roku), zarząd spółki zarekomendował wypłatę dywidendy w wysokości 783 400 zł brutto, co daje 8 groszy na jedną akcję. To już drugi rok z rzędu, w którym B-Act dzieli się zyskiem z akcjonariuszami – w roku ubiegłym dywidenda wyniosła 7 groszy na akcję.

Rekomendacja wyższej dywidendy to wyraz naszej odpowiedzialności wobec akcjonariuszy i zaufania do dalszego wzrostu B-Act. Osiągnęliśmy ambitne cele, przekroczyliśmy prognozy i chcemy, aby inwestorzy mogli współuczestniczyć w sukcesie spółki – mówi Adam Białachowski, prezes B-Act.

B-Act pozyskał w 2024 roku nowe kontrakty o łącznej wartości ponad 50 mln zł brutto, a backlog sięgnął 80,8 mln zł. Spółka umocniła swoją pozycję za granicą, m.in. zdobywając status przedsiębiorstwa krytycznego dla gospodarki Ukrainy oraz rozpoczynając współpracę z międzynarodowymi partnerami przy odbudowie tego kraju. Jednocześnie firma zintensyfikowała działalność w sektorze obronnym oraz rozszerzyła obecność na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej.

Zysk netto, rosnąca rentowność i nowe inwestycje – Mercator Medical podsumowuje 2024 rok

Grupa Mercator Medical zakończyła 2024 rok z poprawą wyników finansowych. Według danych rocznych, przychody ze sprzedaży przekroczyły 542 mln zł, co oznacza prawie 16 proc. wzrost względem 2023 roku. Wynik EBITDA wyniósł blisko 55 mln zł, natomiast zysk netto niemal 50 mln zł. Kluczowy wpływ na poprawę wyników miała poprawa sytuacji na rynku rękawic jednorazowych oraz częściowe odwrócenie odpisów wartości majątku w bilansie. Jednocześnie spółka realizuje strategiczne cele na przyszłość i koncentruje się na zwiększeniu rentowności, dywersyfikacji działalności oraz wdrażaniu regulacji z obszaru ESG w swojej działalności​.

– Rok 2024 był czasem intensywnych działań operacyjnych i strategicznych. Osiągnęliśmy zauważalną poprawę wyników, ale przede wszystkim zbudowaliśmy solidne fundamenty do dalszego wzrostu. Koncentrowaliśmy się na efektywności, optymalizacji procesów i przygotowaniu Grupy na nowe wyzwania.– komentuje Monika Żyznowska, Prezes Zarządu Mercator Medical S.A.

Grupa zanotowała znaczący wzrost EBITDA w segmencie produkcyjnym, który w 2024 r. wyniósł 81,5 mln zł w porównaniu ze stratą na poziomie 45,4 mln zł rok wcześniej. Na wynik operacyjny istotny wpływ miało częściowe odwrócenie odpisów wartości majątku w bilansie – w wysokości 57 mln zł – związane m.in. z poprawą perspektyw działalności produkcyjnej oraz spodziewanymi oszczędnościami z uruchomienia elektrociepłowni w 2026 roku. Grupa Mercator w ubiegłym roku wypracowała zysk z działalności finansowej na poziomie 10,8 mln zł.

Mariusz Popek, Członek Zarządu Mercator Medical S.A.
Mariusz Popek, Członek Zarządu Mercator Medical S.A.

Grupa konsekwentnie pracuje nad wzrostem EBITDA w obu kluczowych segmentach działalności – dystrybucji i produkcji. W tym drugim widać już pierwsze pozytywne efekty. Kontynuujemy prace nad zwiększeniem rentowności oraz dywersyfikacją oferty produktowej. Tak jak wspominałem przy okazji szacunkowych wyników za czwarty kwartał, Grupa Mercator nadal ponosi koszty rozwoju działalności deweloperskiej, której przychody pojawią się w kolejnych latach. Niezależnie od tego zakończyliśmy rok z dodatnim wynikiem netto, co traktujemy jako dobry punkt wyjścia do dalszego, stabilnego wzrostu – komentuje Mariusz Popek, Członek Zarządu Mercator Medical S.A.

W 2024 roku Mercator kontynuował dywersyfikację działalności poprzez rozwój segmentu nieruchomości. Spółka Mercator Estates sfinalizowała zakup dwóch zabytkowych kamienic w centrum Krakowa za 11 mln euro netto. Obecnie trwają prace koncepcyjne nad projektem, natomiast w styczniu 2025 roku na stanowisko prezesa Mercator Estates powołano Macieja Wójcika, wieloletniego prezesa TDJ Estate.

W 2024 roku Grupa Mercator Medical wzmocniła działania w obszarze ESG, traktując odpowiedzialność środowiskową, społeczną i korporacyjną jako integralny element prowadzonej działalności. W wymiarze społecznym Mercator powołał i rozwinął działalność Fundacji Hear ME, wspierającej dzieci z niedosłuchem i ich rodziny.

– Misją Grupy Mercator jest kształtowanie bezpieczniejszego świata poprzez doskonalenie naszego zrównoważonego modelu biznesowego. Koncentrujemy się na rozwoju oraz spełnianiu potrzeb naszych klientów, jednocześnie dbając o środowisko. Naszym celem jest tworzenie wartości dla klientów z różnych branż, wspierając ich rozwój i oferując rozwiązania, które przyczyniają się do budowania lepszej przyszłości. Nasze działania są zakorzenione w wartościach SAFER, które wyznaczają kierunek rozwoju i codziennej współpracy – wspieramy, reagujemy elastycznie, działamy odpowiedzialnie, z ambicją i rozsądkiem. Mimo dynamicznie zmieniającej się sytuacji globalnej patrzymy w przyszłość z ostrożnym optymizmem. Dywersyfikacja działalności oraz elastyczność operacyjna pozwalają nam z większym spokojem planować dalszy rozwój i ograniczać ryzyka zewnętrzne. – podsumowuje Monika Żyznowska.

Spadek liczby i wartości kredytów dla mikrofirm w I kwartale 2025 r.

W marcu 2025 r., w porównaniu do marca 2024 r., banki udzieliły mikroprzedsiębiorcom mniej kredytów (-2,9%) i na niższą wartość (-4,4%). Dodatnią dynamiką (+4,5%) na tle innych rodzajów kredytów wyróżniały się w marcu br. kredyty w rachunku bieżącym. Podobny trend widoczny jest w danych z pierwszego kwartału br., w którym kredyty w rachunku bieżącym jako jedyne odnotowały dodatnią dynamikę w ujęciu wartościowym (+2,1%). Pod względem liczby udzielonych kredytów w marcu br. dominowały branże usługowa i handlowa. W ujęciu wartościowym, jedynie firmy produkcyjne odnotowały dodatnią dynamikę zaciągniętych kredytów (+6,0%)

– W marcu 2025 roku banki udzieliły mikroprzedsiębiorcom mniej kredytów w porównaniu do marca 2024 roku. Wynika to z ogólnego trendu delewarowania się, czyli zmniejszenia udziału długu w strukturze finansowania na rzecz kapitału własnego – mówi dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Wysokie stopy procentowe oraz niepewność gospodarcza zarówno na poziomie globalnym, jak i makroekonomicznym, również nie sprzyjają zaciąganiu kredytów przez mikrofirmy. Wyrazem tego jest trend ujemnej dynamiki liczby i wartości kredytów inwestycyjnych.

– Spadek liczby udzielonych kredytów inwestycyjnych o 31,4% jest związany z trudnym otoczeniem gospodarczym, które nie sprzyja podejmowaniu długoterminowych zobowiązań. Kredyty inwestycyjne są wykorzystywane do finansowania działalności rozwojowej, a relacja inwestycji do PKB w Polsce od 10 lat utrzymuje się na niskim poziomie w porównaniu do innych krajów UE (ok. 17% vs 21%). Zmienność i niepewność otoczenia dodatkowo utrudniają podejmowanie decyzji o inwestycjach. Środki z KPO oraz ulgi i preferencje podatkowe dla firm inwestujących mogą stanowić impuls prorozwojowy, zachęcający do zaciągania kredytów inwestycyjnych. Ważnym czynnikiem jest również obniżka stóp procentowych, która zmniejszy koszt długu i kapitału własnego, zwiększając atrakcyjność inwestycji – wskazuje prof. Rogowski.

Jedynym rodzajem kredytu, który od początku tego roku wykazuje wzrost, jest większa liczba kredytów w rachunku bieżącym.

– Potrzeba zachowania płynności finansowej staje się wyzwaniem dla firm, w obliczu rosnących zatorów płatniczych, zwłaszcza dla mikrofirm, które częściej niż średnie i duże firmy borykają się z przeterminowanymi należnościami. To może być przyczyną zainteresowania kredytami w rachunku bieżącym, które są jedynym produktem kredytowym na plusie od początku roku. Dodatnia dynamika kredytów w rachunku bieżącym w marcu 2025 roku (+4,5%) może być zapowiedzią wzrostu zainteresowania kredytowaniem się mikrofirm w przyszłości – dodaje główny analityk Grupy BIK.

Słabe wyniki Tesli, ale kurs akcji rośnie – inwestorzy wierzą w powrót Muska

Tesla pokazała bardzo złe wyniki finansowe, a jednak rynek zareagował wzrostem kursu akcji, ponieważ Elon Musk powraca do zarządzania firmą.

Tesla opublikowała wyniki za Q1 2025, pokazując spadek zysku netto r/r o 71%. Przychody Tesli wyniosły 19,3 mld USD, okazały się niższe o 9 % r/r. Spadki były napędzane głównie niższym wolumenem Modelu Y oraz utrzymującymi się zachętami cenowymi.

Od początku roku kurs akcji w dolarach spadł o 45%. Kurs akcji w złotych jest aż o połowę niższy od szczytów z połowy grudnia 2024 r.

Pomimo tak złych wyników w dniu ich ogłoszenia akcje Tesli zyskały 0,5%. Kolejne dni też przyniosły wzrosty. Nadzieje inwestorów są podtrzymywane optymistycznymi perspektywami spółki.

– Ogłoszone wyniki były bardzo słabe, ale wcześniejsze dane też nie były dobre. Tuż przed publikacją danych kurs akcji Tesli spadł w okolice rocznych minimów – mówi w rozmowie z MarketNews24 Tymoteusz Turski, analityk rynku akcji w XTB. – Tesla jednak pozostaje bardzo ciekawą spółką, która nie jest oceniana przez inwestorów poprzez dane, które publikuje. Inwestorzy rozgrywając akcje Tesli starają się wycenić przyszłość, a wcześniejsze wzrosty kursu akcji nie wynikały z fundamentalnych przesłanek.

Raport za I kwartał Tesli ukazał zamierzony reset rentowności w miarę przygotowań do kolejnego cyklu produktowego. Przychody spadły o 9 % r/r do 19,3 mld USD, GAAP EPS obniżył się do 0,12 USD, a marża operacyjna skurczyła się do 2,1 %. Powodem takich wyników były niższe wolumeny Modelu Y i utrzymujące się rabaty cenowe, które finalnie przeważyły nad oszczędnościami na materiałach. Z pozytywnych aspektów, warto zwrócić uwagę na przepływy pieniężne, które wróciły do pozytywnych poziomów (0,7 mld USD). Płynność spółki jest obecnie na rekordowym poziomie (+37 mld USD) wobec planowanych premier w kolejnych miesiącach.

Efekty konkurencji na rynku samochodów elektrycznych znajdują swoje odzwierciedlenie w wynikach giganta technologicznego. Obecnie przychody z motoryzacji spadły o 20 %, a na znaczeniu zyskał segment Energy Generation & Storag, który wzrósł o 67 % r/r do 2,7 mld USD.

Dostawy pojazdów zmalały o 13 %, do 337 tys. sztuk. Jednak nadzieje inwestorów są zdecydowanie podtrzymywane przez wizję technologii FSD oraz Robotaxi. Technologia FSD (Supervised) działa już w Chinach, a łączny przebieg aut przekroczył 4 mld mil.

Jako ciekawostkę Tesla podała, że nowe Cybertrucki zjeżdżają autonomicznie z linii do placów logistycznych w USA. Z kolei Robotaxi „Cybercab” ma wejść do produkcji seryjnej w 2026 roku, a pilotaż w Austin do czerwca 2025 r.

Wobec regresu produkcji samochodów energia i AI nabierają znaczenia: przychody z magazynowania +67 % i rosnące marże wskazują na drugi silnik zysków Tesli, choć wysokie wydatki na AI obciążają dziś SG&A/B+R.

– Kurs akcji Tesli został bardzo mocno wywindowany po informacji, że Elon Musk będzie bardzo blisko współpracował z prezydentem Trumpem, inwestorzy liczyli, że taka współpraca wyjdzie im na dobre – wyjaśnia ekspert XTB. – Z każdym miesiącem rządów Donalda Trumpa widzieliśmy, że ta współpraca nie wychodzi Tesli na dobre.

Musk wraca do zarządzania Teslą, pomagać będzie Trumpowi przez jeden lub dwa dni w tygodniu. Inwestorzy bardzo dużo nadziei wiążą znów z Muskiem, choć stracił wiele ze swej popularności.

Ze względu na wpływ ceł na biznes Tesli zarząd spółki zaznaczył, że ponownie rozważy prognozę na 2025 r. w II kw., gdy wykrystalizują się nowa rzeczywistość dotycząca polityki handlowej USA. Z kolei to czy FY‑25 marża operacyjna powróci w okolice średnich jednocyfrowych wartości, zależeć będzie od odbicia wolumenu Modelu Y, rozwoju ceł i tempa wdrożeń energetycznych.

Tesla 85% swoich części produkuje w USA. Jednak baterie litowe w 80% są sprowadzane z Chin. Wojny handlowe Trumpa uderzyły w Muska.

Jednocześnie zarząd potwierdził, że nowe, tańsze modele pozostają w założonym harmonogramie na I półrocze 2025 r. Tesla ma wdrożyć również roboty Optimus do pomocy przy produkcji w fabrykach od przyszłego roku. Zarząd generalnie pozostaje optymistycznie nastawiony do perspektyw spółki oraz nadchodzących premier produktowych.

– Inwestorzy znów zaczynają się pozycjonować pod geniusz Elon Muska. Jeżeli ktoś wierzy w jego geniusz, to obecne wyceny akcji może uznać za bardzo niskie – komentuje T.Turski z XTB. – Ważne będzie czy spółka dowiezie obiecane wyniki na 2025 r.

Bank Pekao z solidnym wynikiem netto w I kwartale 2025 – wzrosty we wszystkich segmentach

Bank Pekao S.A. rozpoczął 2025 rok od solidnych wyników, do osiągnięcia których przyczyniły się wszystkie segmenty biznesowe. Zysk netto w I kwartale roku wzrósł, a bank skutecznie wykorzystał warunki makroekonomiczne. Powiększyła się baza klientów i wzrosła akcja kredytowa, bank nie zwalniał tempa w bankowości cyfrowej.

Powtarzalny skonsolidowany zysk netto, skorygowany m.in. o efekt wakacji kredytowych oraz rezerw na ryzyko prawne związane z kredytami frankowymi w I kwartale 2025 roku zamknął się kwotą 2,076 mld zł. Raportowany zysk netto wyniósł 1,685 mld zł.

Pierwszy kwartał to zarazem ostatni z okresów sprawozdawczych przypadający jeszcze przed ogłoszeniem naszej krótkoterminowej strategii. Rezultaty minionego kwartału pokazują, że mamy wszelkie zasoby, możliwości i środki by z impetem wejść w czas realizacji naszego ambitnego planu. Ważne, że tempo utrzymuje nasza akcja kredytowa i akwizycja klientów oraz dynamika w bankowości cyfrowej – mówi Cezary Stypułkowski, prezes Banku Pekao.

Wzrost zysku netto bank osiągnął głównie dzięki dwucyfrowym pozytywnym dynamikom zarówno wyniku odsetkowego jak i prowizyjnego. Ten pierwszy wyniósł w I kwartale 2025 roku 3,4 mld zł i był w ujęciu rok do roku 11 proc. wyższy niż w okresie styczeń-marzec 2024. Wynik z tytułu opłat i prowizji był natomiast w I kwartale 2025 o 10 proc. wyższy niż rok wcześniej i zamknął się kwotą 732 mln zł.

Kolejny kwartał z rzędu wyraźnie wzrosła baza depozytowa o 8 proc. rok do roku, wsparta wysoką akwizycją nowych klientów i rekordową sprzedażą kont oszczędnościowych (170 tys. w I kw. 2025) i solidną ilością nowych rachunków bieżących.

Po stronie kredytów wzrost wolumenu ogółem w I kwartale bieżącego roku wyniósł rdr 4 proc. O 5 proc. urósł portfel kredytów detalicznych, a o 4 proc. kredytów przedsiębiorstw.

Utrzymała się wysoka dynamika nowej sprzedaży pożyczek gotówkowych, która wyniosła 25 proc., spośród których aż 89 proc. było sprzedanych zdalnie. Z kolei w bankowości dla firm uwagę zwraca 12-proc. wzrost finansowań dla przedsiębiorstw z segmentów MID oraz SME.

Koszty ryzyka znalazły się w I kwartale na niskim poziomie 33 pb. Bank Pekao zachowuje bardzo dobrą pozycję kapitałową. Na koniec marca łączny współczynnik kapitałowy grupy (TCR) wyniósł 17,4 proc., a Tier1 16,2 proc. W obydwu przypadkach znajdowały się one bardzo wyraźnie powyżej regulacyjnych minimów.

Umożliwiło to wypłatę dywidendy, na którą trafi 4,8 mld zł, a więc 75 proc. zysku za 2024, co  dało 18,36 zł na akcję. Dzień dywidendy ustalono na 7 maja, a dzień jej wypłaty na 23 maja.

Bank Pekao wkracza w okres nowej strategii. Wśród jej kluczowych założeń na koniec 2027 roku jest ROE powyżej 18 proc., C/I poniżej 35 proc. oraz 4,4 mln aktywnych klientów mobile. Na koniec marca 2025 te wskaźniki wynosiły odpowiednio 20,5 proc.; 38,5 proc. (ale 31,3 proc. z wyłączeniem składki na Bankowy Fundusz Gwarancyjny) oraz 3,5 mln (po przyroście aktywnych użytkowników bankowości mobilnej o 90 tys. w samym I kwartale 2025).

Develia przejmie Bouygues Immobilier Polska za 66,5 mln euro

Develia podpisała przedwstępną umowę dotyczącą nabycia 100% udziałów Bouygues Immobilier Polska, oddziału Bouygues Immobilier, francuskiego dewelopera. Cena sprzedaży ustalona w umowie przedwstępnej to 66,5 mln euro (ok. 283,6 mln zł). Dzięki przejęciu Develia zwiększy liczbę mieszkań w realizacji oraz potencjał wzrostu banku ziemi w Warszawie, Poznaniu i we Wrocławiu.

– Od kilku lat konsekwentnie umacniamy naszą pozycję na polskim rynku mieszkaniowym. Organiczny rozwój spółki skutecznie wspieramy poprzez współprace typu joint-venture oraz transakcje M&A. Przejęcie Bouygues Immobilier Polska jest spójne z naszą strategię biznesową i umożliwi nam dalszą ekspansję w trzech miastach, w których już działamy – przede wszystkim w Warszawie, która pozostaje dla nas szczególnie atrakcyjnym rynkiem mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii. – W strategii założyliśmy, że średniorocznie będziemy przeznaczać na zakupy działek pod nowe projekty oraz M&A ponad 500 mln zł i ta transakcja wpisze się w te ramy. Ze względu na bardzo dobrą sytuację płynnościową Develii, jesteśmy w stanie sfinansować to przejęcie ze środków własnych, pozostawiając sobie otwartą możliwość refinansowania kredytem bankowym – dodaje Andrzej Oślizło.

Bouygues Immobilier jest jednym z liderów rynku deweloperskiego we Francji. Od 2001 r. firma jest obecna także w Polsce, gdzie zrealizowała dotychczas ponad 9500 mieszkań i lokali usługowych w 70 projektach.

Na koniec 2024 r. Bouygues Immobilier Polska posiadała około 1300 mieszkań w realizacji i przygotowaniu, z czego na 1098 podpisano już umowy deweloperskie. Ponadto spółka posiadała ok. 2800 lokali w gruntach zabezpieczonych umowami przedwstępnymi. Inwestycje są zlokalizowane w Warszawie (ok. 71% całkowitej powierzchni użytkowej mieszkań), Poznaniu (13%) i we Wrocławiu (16%). Aktualnie Bouygues Immobilier Polska realizuje projekty takie jak m.in. Viva Cité, Osiedle Lumea i Neo Praga w Warszawie, Vilda Arte w Poznaniu i Vivre we Wrocławiu.

Przejęcie Bouygues Immobilier Polska to dla Develii nie tylko zwiększenie skali działalności, ale także jej dywersyfikacja dzięki gruntom w nowych lokalizacjach i potencjalne korzyści wynikające z efektu synergii. Zakończony sukcesem proces integracji polskich spółek Nexity, które Develia przejęła w 2023 r. pokazał, że mamy odpowiedni know-how, by te synergie stworzyć i wykorzystać w celu przyspieszenia rozwoju grupy – mówi Karol Dzięcioł, członek zarządu Develii.

Przedwstępna umowa podpisana przez Develię dotyczy nabycia 100% udziałów spółki Bouygues Immobilier Polska. Cena sprzedaży to 66,5 mln euro (ok. 283,6 mln zł). Develia sfinansuje transakcję ze środków własnych z opcją refinansowania kredytem bankowym. Umowa powinna zostać sfinalizowana do 30 czerwca 2025 r. pod warunkiem uzyskania zgody Prezesa UOKiK na dokonanie koncentracji w Polsce.

Fabrity (GPW: FAB) podsumowuje rok 2024

Grupa Fabrity (GPW: FAB), specjalizująca się w inżynierii oprogramowania i rozwiązaniach transformacji cyfrowej, wypracowała wzrost sprzedaży i zanotowała solidne wyniki finansowe pomimo niekorzystnej koniunktury rynkowej i negatywnych uwarunkowań walutowych dla wszystkich eksporterów usług. Fabrity zamierza pozostać spółką dywidendową.

Grupa Fabrity osiągnęła w 2024 roku 74,7 mln zł przychodów ze sprzedaży usług, co oznacza wzrost o 9% rok do roku (+6 mln zł). Jednocześnie pomimo mierzenia się z trudnym otoczeniem, Grupa Fabrity wygenerowała stabilny poziom wyniku EBITDA (8,6 mln zł) oraz zwiększyła zysk operacyjny do 6,6 mln zł.

– Potrafimy osiągać sukcesy także w mniej sprzyjających warunkach, zarówno na samym rynku IT, jak również w kontekście istotnego umocnienia złotego czy spowolnienia gospodarki niemieckiej. Szczególnie istotna jest dla nas struktura wzrostu przychodów – rozwijaliśmy się głównie w sektorze prywatnym, tworząc organiczny wzrost, który buduje stabilne podstawy rozwoju w długim okresie. Jednocześnie zmniejszeniu uległy przychody w sektorze publicznym, gdzie poprzednie umowy ramowe z agencją Frontex zbliżały się do planowego zakończenia. Jestem jednak przekonany, że w tym segmencie możemy zobaczyć szybki powrót na ścieżkę wzrostu – mówi Tomasz Burczyński, Prezes Zarządu Fabrity S.A.

– Rozwijamy się obszarach Industry 5.0, Generative AI i Machine Learning. Dokonaliśmy też pierwszego, bardzo dobrego przejęcia spółki Fabrity Commerce, specjalizującej się w rozwiązaniach e-commerce. Konsekwentnie realizujemy założenia strategii, w tym dotyczące inwestycji i akwizycji – dodaje Rafał Graboś, Wiceprezes Zarządy Fabrity S.A.

Grupa Fabrity Holding  zanotowała w 2024 roku 8,3 mln zł zysku netto, przy czym miały na niego wpływ zdarzenia o charakterze jednorazowym i o przeciwstawnym kierunku. Pozytywną kontrybucję stanowiła kwota blisko 1,8 mln zł zwrotu nadpłaty podatku CIT za rok 2023 oraz rozpoznanie 2,5 mln zł nadpłaty podatku za rok 2022 (RB 45/2024, 55/2024, 63/2024) – łącznie pozytywny wpływ tych zdarzeń to 4,7 mln zł, w tym 0,4 mln zł to rozpoznane odsetki. Z kolei łączne obniżenie skonsolidowanego wyniku netto o 2,2 mln zł związane jest z konsolidacją metodą praw własności spółki PerfectBot (udział w bieżącej stracie netto oraz aktualizacja wartości aktywów związanych z tą spółką).

Historycznie dzięki sprzedaży spółek non-core wypłacaliśmy wysokie dywidendy. Choć obecnie to my jesteśmy po stronie kupującej w transakcjach M&A, to w listopadzie wypłaciliśmy już 1,3 zł na akcję zaliczki na poczet dywidendy za rok 2024 obok wcześniej wypłaconej dywidendy i zrealizowanego skupu. W ten sposób w ubiegłym roku zrealizowaliśmy transfer ponad 18 mln zł do akcjonariuszy, a wciąż na koniec grudnia posiadaliśmy na kontach 15,1 mln zł gotówki. Nasze możliwości dywidendowe zwiększyły nie tylko dodatnie przepływy z działalności operacyjnej ale również ujęcie w wyniku netto nadpłat podatku CIT związanych z wykorzystaniem ulgi holdingowej przy transakcjach sprzedaży spółek zależnych mówi Artur Piątek, Wiceprezes Zarządu Fabrity S.A.

Porównywalność zysku netto w latach 2023-2024 zaburza zaksięgowanie w poczet zysków roku 2023 sprzedaży spółek marketingowych, co podwyższyło wynik netto o 9,9 mln zł plus 1,4 mln zł zysku wypracowanego przez sprzedane spółki zależne.

Rynki kapitałowe bez wyraźnego kierunku – dolar pod presją

Kalendarz makro wreszcie się zapełnił, ale inwestorom najwyraźniej za mało i czekają na impulsy większej wagi. Mieszane nastroje przekładają się na próbę korekty na rynkach kapitałowych i osłabienie dolara, ale daleko tym ruchom do ustalenia wyraźnego kierunku.

Lepiej czy gorzej?

Mieszane dane ze Starego Kontynentu nie przyniosły pozytywnego impulsu europejskim aktywom, ale też trudno je posądzać o zasadniczy wpływ na wtorkowy handel. Niemiecki Barometr Nastrojów Konsumenckich GfK okazał się o wiele lepszy od oczekiwań (-25,6 pkt), zatrzymując się ostatecznie na -20,6 pkt. Chociaż rezultat pozostaje w dalszym ciągu pod kreską, to równocześnie był najlepszy od sierpnia zeszłego roku. Analitycy wiążą poprawę nastrojów w dużej mierze ze zbliżającym się powołaniem nowego rządu RFN, który prawdopodobnie dostanie kredyt zaufania od obywateli.

Na drugi ogień poszła Hiszpania z odczytami największej wagi. Niestety w oczywisty sposób schodzą one na dalszy plan w kontekście wczorajszego blackoutu, który dotknął cały półwysep Iberyjski. Mimo wszystko warto o nich pamiętać i dołożyć do układanki stanu całej strefy euro (w końcu mowa o czwartej co do wielkości gospodarce). Tempo PKB w pierwszym kwartale wyniosło 2,8% w ujęciu rocznym, co jest zauważalnym spadkiem od poprzedniego okresu (+3,4%), ale i tak pozostaje wyróżniającym się wskazaniem wśród największych rynków Starego Kontynentu. W ujęciu kwartalnym PKB urosło o 0,6%, co minimalnie rozminęło się z prognozami i było najgorszym wskazaniem od końca 2023 roku. Nie da się nie zauważyć, że hiszpańska gospodarka hamuje, ale wciąż zachowuje się ona bardziej niż przyzwoicie, szczególnie na tle swoich najbliższych partnerów. Natomiast wolniej od oczekiwań hamuje tamtejsza inflacja, która zamiast okrągłych 2%, zatrzymała się na 2,2% w ujęciu rocznym. Trend spadkowy został utrzymany, ale pierwsze małe ostrzeżenie zostało wysłane. Ostatecznie przed kolejnym posiedzeniem EBC (5 czerwca) zobaczymy jeszcze jeden odczyt, a biorąc pod uwagę wysoką bazę, może on pozytywnie zaskoczyć.

Skoro przy strefie euro jesteśmy, to na koniec warto wspomnieć o badaniach koniunktury gospodarczej dla tego bloku. Skupimy się na jego najogólniejszym parametrze, czyli indeksie nastrojów w gospodarce. W tym przypadku nie jest zbyt kolorowo, ponieważ wykazał on jedynie 93,6 pkt. To nie tylko spadek od poprzedniej publikacji i wynik gorszy od prognoz, ale też najsłabszy rezultat od ponad dwóch lat. Analitycy za główny powód pogorszenia nastrojów bez niespodzianki wskazują napięcia związane z ryzykiem wojny handlowej, która mogłaby prowadzić do stagnacji również w Europie.

Słabsze giełdy i USD

Na rynkach w dalszym ciągu trudno dostrzec wyraźny kierunek, co może wskazywać, że inwestorzy wciąż czekają na wygenerowanie mocniejszych impulsów. Sytuacja na giełdach jest mieszana, w strefie azjatyckiej zobaczyliśmy w większości zwyżki, ale oprócz Sydney (+1%) były one raczej płaskie. W Europie na głębokim minusie jest Madryt (-0,9%), co można uznać za pokłosie wczorajszego blackoutu, który dotknął półwysep Iberyjski. Zniżkuje też Paryż (-0,3%) i Amsterdam (-0,1%), a po pozytywnej stronie mocy utrzymuje się jeszcze Frankfurt (+0,3%) czy Mediolan (+0,4%). Niestety przewidywane przez kontrakty negatywne otwarcie na Wall Street może przynieść obciążenie także dla Starego Kontynentu. Do poziomu wczorajszego zamknięcie cofa się Warszawa, gdzie WIG20 generuje już tylko +0,1%. Na rynku walutowym słabszy pozostaje dolar, ale trudno mówić o jakichś rozstrzygnięciach, także tutaj widać wyczekiwanie. Kurs EUR/USD próbuje utrzymać się powyżej 1,14 $, a kurs USD/PLN odbił od 3,74 zł. Kurs EUR/PLN próbuje wygenerować ruch na północ, ale nie oddala się od 4,27 zł.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Murapol pozyskał 100 mln zł z emisji obligacji

Grupa Kapitałowa Murapol, jeden z największych i najbardziej doświadczonych deweloperów mieszkaniowych w Polsce, wyemitowała obligacje o łącznej wartości nominalnej 100 mln zł. Obligacje są oprocentowane według zmiennej stopy procentowej wynoszącej WIBOR 3M powiększony o marżę w wysokości 4% w skali roku. Dzień wykupu obligacji będzie przypadał na 29 kwietnia 2028 r.

W ubiegłym roku ustanowiliśmy program emisji obligacji o łącznej wartości 500 mln zł oraz wyemitowaliśmy pierwszą serię naszych papierów dłużnych o łącznej wartości nominalnej 150 mln zł. Emisja ta spotkała się z dużym zainteresowaniem inwestorów i została wprowadzona do obrotu na rynku Catalyst. Bieżąca emisja, tak jak poprzednio, została skierowana do inwestorów instytucjonalnych. także w tym przypadku  spotkała się ona z pozytywnym odbiorem rynku. To dla nas ważne potwierdzenie, że inwestorzy doceniają zarówno nasze kompetencje, jak i ugruntowaną pozycję rynkową Grupy oraz sprawdzony model biznesowy mówi Nikodem Iskra, Prezes Zarządu Murapol S.A.

Nowa emisja dotyczyła niezabezpieczonych obligacji zwykłych na okaziciela, oprocentowanych według zmiennej stopy procentowej i okresie zapadalności 3 lat. Wartość nominalna oraz cena emisyjna jednej obligacji wyniosła 10 tys. zł.

Świadczenia Spółki z tytułu obligacji będą miały charakter wyłącznie pieniężny i będą polegać na zapłacie wartości nominalnej oraz oprocentowania. Obligacje będą podlegać wprowadzeniu do obrotu w alternatywnym systemie obrotu prowadzonym przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. Funkcję agenta emisji pełni IPOPEMA SECURITIES S.A.

Skutecznie realizujemy nasze założenia w zakresie dywersyfikacji źródeł finansowania oraz zapadalności zewnętrznego zadłużenia. Pomimo zawirowań i niepokoju na międzynarodowych rynkach kapitałowych, z sukcesem zamknęliśmy kolejną emisję obligacji, a popyt na papiery dłużne Murapol S.A. znacząco przekroczył zaplanowaną wartość transakcji. Dziękujemy Konsorcjum w składzie Bank Pekao S.A., Ipopema Securities S.A., Santander Bank Polska S.A. za sprawnie i profesjonalnie przeprowadzony proces emisji. Z satysfakcją przyjęliśmy do grona naszych obligatariuszy kolejne wiodące instytucje finansowe, które doceniły model biznesowy, stabilnie rosnące wyniki finansowe i rozwój skali operacyjnej Grupy Murapol. Naszym celem jest stała obecność i umacnianie pozycji Spółki jako cenionego emitenta na publicznym rynku długu korporacyjnego w Polsce. Jesteśmy przekonani, że dalszy rozwój naszego biznesu umożliwi osiąganie stabilnych zysków przez wspierające nas instytucje finansowe – zaznacza Przemysław Kromer, CFO, Członek Zarządu Murapol S.A.

Mex Polska szacuje ponad 15 proc. wzrost przychodów po I kwartale

Notowana na GPW spółka gastronomiczna Mex Polska S.A. poinformowała, że według wstępnych szacunków, skonsolidowane przychody ze sprzedaży grupy kapitałowej za I kwartał 2025 roku powinny osiągnąć prawie 26 mln zł, co pozwoli na osiągnięcie ponad 15% wzrostu w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego.

Utrzymująca się dynamika wzrostu przychodów pozostaje zgodna ze strategią rozwoju Grupy, która zakłada systematyczne zwiększanie skali działalności operacyjnej poprzez ekspansję sieci gastronomicznej oraz wzrost sprzedaży w lokalach już funkcjonujących.

Pomimo sezonowo słabszego okresu w branży gastronomicznej, pierwszy kwartał bieżącego roku oceniamy pozytywnie pod względem sprzedażowym oraz operacyjnym. Rosnąca frekwencja w naszych lokalach, stabilizująca się struktura kosztów operacyjnych oraz kontynuowana ekspansja sieci przekładają się na systematyczny wzrost przychodów. Nie bez znaczenia było również wdrożenie usługi delivery dla wszystkich naszych konceptów restauracyjnych oraz otwarcia nowych lokali w Katowicach, Krakowie i Wrocławiu. – mówi Dariusz Kowalik, członek zarządu i dyrektor finansowy Mex Polska S.A.

Obecnie Grupa zarządza 55 popularnymi wśród Polaków i dochodowymi lokalami gastronomicznymi. W I kwartale br. Grupa uruchomiła dwa nowe lokale: Chicas & Gorillas przy ul. Nowy Świat 19 w Warszawie oraz pizzerię PIZZANOVA w krakowskim Pasażu Bielaka.

W najbliższych tygodniach planujemy uruchomienie kolejnych lokali, w tym między innymi restauracji Prosty Temat w Krakowie oraz restauracji The Mexican we Wrocławiu. Przed nami również intensywny okres związany z rozpoczęciem sezonu ogródkowego, który niesie ze sobą nie tylko nowe wyzwania operacyjne, ale także realne szanse na dalszy wzrost frekwencji i przychodów grupy – komentuje Paweł Kowalewski, prezes zarządu Mex Polska S.A.

Nadrzędnym celem grupy pozostaje dalszy wzrost organiczny oraz konsekwentne zwiększanie efektywności operacyjnej.

Finalne wyniki finansowe grupy za I kwartał 2025 roku zostaną opublikowane w raporcie okresowym, zgodnie z harmonogramem publikacji raportów giełdowych, w dniu 28 maja 2025 r.

Generalne wykonawstwo hal stalowych – model realizacji inwestycji w nowoczesnym budownictwie przemysłowym

W obszarze inwestycji budowlanych dla przemysłu i logistyki coraz częściej obserwuje się zainteresowanie rozwiązaniami kompleksowymi. Właściciele firm, którzy posiadają projekt hali, działkę oraz pozwolenie na budowę, coraz częściej decydują się na przekazanie pełnej realizacji wyspecjalizowanemu wykonawcy. Model, w którym jedna firma odpowiada za wszystkie etapy inwestycji, znany jest jako generalne wykonawstwo hal stalowych.

Kompleksowe podejście do procesu budowy

Generalne wykonawstwo obejmuje nie tylko samą realizację budynku, ale także szereg czynności poprzedzających i następujących po zakończeniu prac budowlanych. W praktyce oznacza to m.in. analizę dostarczonego projektu, opracowanie harmonogramu prac, prowadzenie budowy z udziałem doświadczonego kierownika, a także koordynację odbiorów technicznych i uzyskanie pozwolenia na użytkowanie obiektu.

Z perspektywy inwestora takie podejście minimalizuje konieczność angażowania się w kwestie techniczne i proceduralne, umożliwiając skoncentrowanie się na bieżącej działalności operacyjnej firmy.

Standaryzacja, odpowiedzialność, transparentność

Jednym z istotnych elementów generalnego wykonawstwa jest przejęcie przez wykonawcę pełnej odpowiedzialności za końcowy efekt inwestycji. Oznacza to także koordynację prac różnych ekip wykonawczych oraz kontrolę punktów styku między branżami. Zintegrowany nadzór i jednolita odpowiedzialność pozwalają ograniczyć ryzyko błędów wykonawczych, przestojów oraz problemów na etapie odbiorów.

Na etapie realizacji inwestycji dużą rolę odgrywa także transparentna komunikacja z inwestorem – np. w formie regularnych narad budowlanych i raportowania postępów.

Etapy realizacji w formule „pod klucz”

Przebieg współpracy w modelu generalnego wykonawstwa można podzielić na kilka głównych etapów:

  1. weryfikacja projektu – analiza kompletności dokumentacji, wskazanie możliwych usprawnień konstrukcyjnych lub ekonomicznych. 
  2. realizacja budowy – prace prowadzone zgodnie z harmonogramem i nadzorem kierownika budowy z uprawnieniami. 
  3. odbiory techniczne – przeprowadzane w imieniu inwestora z udziałem służb takich jak PSP, Sanepid czy PINB. 
  4. oddanie do użytkowania – przekazanie kluczy, dokumentacji powykonawczej i instrukcji obsługi. 
  5. wsparcie po zakończeniu prac – możliwość konsultacji w zakresie eksploatacji lub rozbudowy obiektu, a także jednoznaczna ścieżka gwarancyjna. 

Kiedy warto rozważyć generalne wykonawstwo?

Model ten znajduje zastosowanie przede wszystkim przy budowie obiektów o powierzchni od około 1000 m² wzwyż, w szczególności hal produkcyjnych, magazynowych czy logistycznych. Jego zalety są szczególnie widoczne w przypadku inwestycji, które muszą być zrealizowane w ściśle określonym terminie oraz wymagają sprawnej koordynacji różnych branż budowlanych.

Z perspektywy firm planujących nowe obiekty istotne jest także ograniczenie liczby podmiotów odpowiedzialnych za poszczególne etapy – co przekłada się na łatwiejszy proces zarządzania całością inwestycji.

Poznaj model realizacyjny C&S Construction

Jednym z podmiotów specjalizujących się w generalnym wykonawstwie hal stalowych jest firma C&S Construction, która obsługuje inwestorów w całej Polsce. Model realizacyjny tej firmy zakłada pełne przejęcie odpowiedzialności za inwestycję – od weryfikacji dokumentacji projektowej, przez budowę prowadzoną własnymi ekipami, aż po przekazanie obiektu do użytkowania wraz z dokumentacją powykonawczą. Inwestorzy mają możliwość śledzenia postępów na bieżąco, a także skorzystania z jednoznacznego systemu gwarancyjnego obejmującego całą halę.

Generalne wykonawstwo hal stalowych - C&S Construction

Wnioski

Generalne wykonawstwo hal stalowych to rozwiązanie, które zyskuje na popularności dzięki możliwości pełnej integracji procesu budowlanego. Odpowiednio przeprowadzona realizacja w tym modelu umożliwia zachowanie wysokiej jakości wykonania, terminowość i przejrzystość współpracy. Dla firm planujących rozwój infrastruktury przemysłowej może to być istotna przewaga – zarówno pod względem czasu realizacji, jak i ograniczenia ryzyka związanego z koordynacją wielu wykonawców.

XTB ma ponad 1,5 mln klientów, ich aktywa przekroczyły 30 mld zł na koniec marca 2025 r.

  • Pierwszy kwartał 2025 roku był niezwykle udany dla XTB pod kątem pozyskiwania nowych klientów. Do grona użytkowników aplikacji i platformy XTB dołączyło ponad 194 tys. nowych inwestorów (+49,8% r/r). Na koniec marca 2025 r. XTB miało 1,54 mln klientów.
  • Liczba aktywnych klientów wzrosła do rekordowego poziomu 735,4 tys. (+76,5% r/r) wobec 416,6 tys. na koniec I kwartału 2024 roku.
  • Skonsolidowane przychody osiągnęły rekordowy poziom 580,3 mln zł (+ 4,4% r/r).
  • Zysk netto wyniósł 193,9 mln zł (wobec 302,7 mln zł rok wcześniej) przy rosnących, zgodnie z zapowiedziami, kosztach działalności operacyjnej na poziomie 315,8 mln zł.

XTB z sukcesem realizuje strategię rozwoju, której priorytetem jest poszerzanie bazy klientów i docieranie do nowych grup inwestorów. Systematycznie rosnąca liczba aktywnych klientów, połączona z ich zwiększoną aktywnością transakcyjną, przełożyła się na rekordowy poziom przychodów operacyjnych, które wyniosły 580,3 mln zł (+4,4% r/r) w pierwszym kwartale 2025 roku. Skonsolidowany zysk netto wyniósł 193,9 mln zł wobec 302,7 mln zł rok wcześniej przy rosnących, zgodnie z zapowiedziami, kosztach działalności operacyjnej na poziomie 315,8 mln zł. Zwiększony poziom kosztów wynikał głównie z wyższych nakładów na kampanie marketingowe, wyższych kosztów wynagrodzeń i świadczeń pracowniczych związanych ze wzrostem zatrudnienia oraz wyższych kosztów prowizji, wynikających z większych kwot zapłaconych dostawcom usług płatniczych, za pośrednictwem których klienci deponują swoje środki na rachunkach transakcyjnych w XTB.

Pierwszy kwartał 2025 roku był dla XTB udany pod względem poszerzania bazy klientów oraz budowania marki globalnej, czyli realizacji priorytetowych celów naszej strategii rozwoju. W szczególności cieszy mnie wzrost liczby nowych klientów oraz ich aktywności inwestycyjnej. To pokazuje, że umiemy skutecznie docierać do nowych grup klientów, którzy zwiększają swoją aktywność inwestycyjną w okresach zmienności rynkowej. Rosnąca liczba klientów to fundament naszego rozwoju w kolejnych latach i na tym będziemy się nadal koncentrować  – komentuje Omar Arnaout, prezes zarządu XTB.

Struktura przychodów i aktywa klientów

Analizując przychody XTB pod kątem klas instrumentów można zauważyć, że w I kwartale 2025 r. największy udział (52,3%) miały CFD oparte na indeksach, w tym w szczególności niemiecki indeks akcji DAX (DE40), czy amerykańskie indeksy US 100 i US 500. Drugą najbardziej dochodową klasą aktywów były instrumenty CFD oparte na towarach – bazujące na notowaniach cen gazu ziemnego, złota oraz kawy. Ich udział w strukturze przychodów wyniósł 29,1% (wobec 48,7% rok wcześniej). Przychody na instrumentach CFD opartych o waluty stanowiły 13,5% (wobec 23,2% rok wcześniej), a najbardziej dochodowymi w tej klasie były CFD oparte o parę walutową EURUSD oraz kryptowaluty: ripple i bitcoin.

W pierwszym kwartale 2025 roku, klienci XTB bardzo aktywnie inwestowali w akcje i fundusze ETP (w tym fundusze ETF), a obrót tymi instrumentami wzrósł o 121,3% r/r do 4,1 mld USD. Na rynkach UE, blisko 80% pierwszych transakcji nowych klientów XTB to właśnie transakcje na akcjach i ETP oraz opartych o ten instrument Planach Inwestycyjnych. W pierwszym kwartale roku, klienci XTB na rynkach UE przeprowadzili 11 mln transakcji na tych instrumentach.

Niesłabnącym zainteresowaniem cieszy się również oferta oprocentowania wolnych środków, co odzwierciedla dynamiczny wzrost depozytów netto, które na koniec marca 2025 roku wyniosły 4,1 mld zł i były wyższe o 117,6% r/r.

Aktywa klientów XTB na koniec pierwszego kwartału 2025 roku wyniosły 30,3 mld zł. W tym 15,5 mld zł stanowiła wartość nominalna instrumentów posiadanych przez klientów na rachunkach (akcje i ETP), 4,2 mld zł to środki pieniężne klientów, a ponad 10,6 mld zł stanowiła wartość nominalna instrumentów CFD.

Rekordowy wzrost liczby klientów i ich aktywności inwestycyjnej

W pierwszym kwartale 2025 roku, XTB pozyskało rekordowe 194,3 tys. nowych klientów (+49,8% r/r), czyli zgodnie z kwartalnym celem zakładającym przyrost o 150-210 tys. klientów. Na koniec marca 2025 roku z platformy inwestycyjnej i aplikacji mobilnej XTB korzystało łącznie 1,54 mln klientów w porównaniu z 1,01 mln na koniec I kwartału 2024. Z kolei w dniach 1- 28 kwietnia 2025 r. do grona klientów XTB dołączyło kolejne 56,4 tys. nowych inwestorów.

Skokowo wzrosła również liczba aktywnych klientów, osiągając rekordowy poziom 735,4 tys. co oznacza wzrost o 76,5% r/r.

Ambitne plany produktowe i dalsza ekspansja zagraniczna

W 2025 roku XTB planuje nadal wzbogacać swoją ofertę o produkty dla każdego, kto chce by jego pieniądze pracowały, zarówno aktywnie jak i pasywnie. W pierwszym kwartale w aplikacji pojawiła się nowość w segmencie inwestowania długoterminowego – konto PEA we Francji. Z kolei inwestorzy w Wielkiej Brytanii zyskali możliwość przenoszenia swoich kont ISA do XTB. Zgodnie z zapowiedziami, XTB przygotowuje się do wprowadzenia do swojej oferty opcji i handlu kryptowalutami. Realizacja tegorocznego planu produktowego jest uzależniona od wielu czynników zewnętrznych, w tym m.in. uzyskania niezbędnych zgód regulacyjnych.

Budując globalną markę, XTB przygotowuje się do rozpoczęcia działalności w Indonezji (planowane na I połowę roku) oraz w Brazylii, gdzie trwa proces pozyskiwania niezbędnych licencji. Z kolei w Chile XTB pozyskała już licencję agenta papierów wartościowych, która umożliwia oferowanie klientom akcji oraz funduszy ETF. W perspektywicznym regionie Bliskiego Wschodu, XTB otworzyła w ostatnich tygodniach drugie biuro w Dubaju.

Dążymy do tego, by aplikacja XTB stała się pierwszym wyborem dla osób, które chcą by ich pieniądze pracowały – zarówno pasywnie, jak i aktywnie. Zdajemy sobie sprawę z tego, jak ważna jest nie tylko bogata oferta produktowa, ale także sprawny proces onboardingu nowych klientów czy ich wsparcia, kiedy tego potrzebują. Jesteśmy przygotowani technologicznie do tego, by efektywnie obsługiwać coraz więcej klientów, w tym na nowych, perspektywicznych rynkach Ameryki Łacińskiej czy Indonezjipodsumowuje Omar Arnaout.

PMPG Polskie Media podsumowuje wyniki za 2024 r.

PMPG Polskie Media, holding mediowy notowany na głównym parkiecie warszawskiej giełdy, opublikował wyniki za 2024 rok. W 2024 roku Grupa konsekwentnie realizowała transformację modelu biznesowego, skupiając się na budowie zdywersyfikowanego portfela dóbr cyfrowych oraz rozwoju aktywów poprzez inwestycje zewnętrzne. W analizowanym okresie osiągnęła 33,4 mln PLN przychodów ze sprzedaży. Wynik EBITDA, który wyniósł -5,1 mln PLN, odzwierciedla etap intensywnych inwestycji w nowe obszary działalności. Efektem realizacji nowej strategii jest również wzrost średniej liczby realnych użytkowników na portalach należących do Grupy. Ważnym krokiem w dalszej realizacji strategii jest planowane upublicznienie spółki Do Rzeczy.

– Intensywna realizacja wdrożonej w połowie roku, strategii przynosi realne efekty w postaci dynamicznych wzrostów na strategicznych projektach Grupy m.in. na Wprost.pl oraz Dorzeczy.pl. Według danych z Mediapanel Gemius, średnia ilość realnych użytkowników Wprost.pl oscylowała w granicach 5,8 mln w IV kw. 2024, co stawia ten portal na czele najbardziej opiniotwórczych portali w Polsce. Z kolei Do Rzeczy rośnie zarówno na portalu – 4,05 mln realnych użytkowników miesięcznie w 2024 r. wobec 3,39 mln użytkowników w 2023 r., jak w innych projektach sygnowanych logiem Do Rzeczy – kanał na Youtube ma obecnie 87 tys. subskrybentów, co stanowi wzrost o 125% z 38,7 tys. w listopadzie 2024 – komentuje Katarzyna Gintrowska, prezes PMPG Polskie Media.

PMPG stale też dywersyfikuje portfolio swoich projektów, co ma przyciągnąć nowych czytelników oraz reklamodawców. W ciągu roku spółka uruchomiła trzy nowe portale – newsmed.pl, smaki.pl oraz quizik.pl.

– Prawdziwym sukcesem okazały smaki.pl i quizik.pl, uruchomione w 2024 roku. Smaki.pl odwiedziło w grudniu 2024 2,26 mln realnych użytkowników, widzimy też, że serwis notuje od momentu uruchomienia cykliczną poprawę osiąganych zasięgów, a we wrześniu był na 10 miejscu najczęściej odwiedzanych portali wg Mediapanel Gemius. Quizik.pl odwiedziło w grudniu 2024 ponad 800 tys. realnych użytkowników, a liczba odsłon serwisu wyniosła 17,6 mln. Te liczby pozwalają nam z nadzieją patrzeć na nadchodzące miesiące – dodaje Katarzyna Gintrowska.

Creotech Instruments powołuje spółkę zależną do aplikacji dronowych i przetwarzania danych satelitarnych

Creotech Instruments S.A., notowany na GPW polski producent satelitów, systemów i podzespołów satelitarnych, ogłosił powołanie spółki zależnej, która przejmie działalność w obszarze aplikacji dronowych i przetwarzania danych satelitarnych. W dniu 29 kwietnia 2025 roku Zarząd Spółki podjął decyzję o rozpoczęciu prac nad powołaniem prostej spółki akcyjnej będącej 100% własnością Creotech Instruments S.A. Zostanie do niej docelowo przeniesiona działalność Spółki prowadzona w ramach pionu aplikacji dronowych i przetwarzania danych satelitarnych. Plan przeniesienia tej działalności obejmuje zarówno przesunięcie pracowników, jak i zasobów materialnych. Nowy podmiot zależny poprowadzi Jacek Kosiec, obecny Wiceprezes Zarządu Creotech Instruments. Wydzielenie tego segmentu ma na celu sprawniejsze zarządzanie projektami już realizowanymi w tym obszarze oraz pozyskanie nowych, a także przyspieszenie ich wdrożeń. W ten sposób doświadczenie Spółki budowane przez 5 lat będzie mogło być sprawniej implementowane na rynku. W efekcie spodziewany jest szybki wzrost nowego podmiotu i generowanie wartości dla Creotech Instruments.

– Pozyskanie w ostatnim czasie dużych projektów satelitarnych – Mikroglob i Camilla – znacząco zwiększyło skalę działalności Spółki i koncentruje jej zasoby na tym obszarze, co sprawia że prowadzenie równoległej działalności w pozostałych segmentach staje się bardziej wymagające. Obecnie segment satelitarny odpowiada już za 95% przychodów Creotech Instruments, a jego dominacja nad pozostałymi obszarami będzie się dalej pogłębiać. Tymczasem dokonania Creotech Instruments w zakresie zarówno technologii kwantowych, jak i aplikacji dronowych, czy przetwarzania danych satelitarnych są istotne w skali rynku europejskiego i dają solidne podstawy do budowy  silnej pozycji także w tych segmentach. Stąd decyzja o usamodzielnieniu segmentu technologii kwantowych anonsowana 16 kwietnia i dzisiejsza decyzja o wydzieleniu także działalności w obszarze aplikacji dronowych i przetwarzania danych satelitarnych. Rozdzielenie tych obszarów umożliwi skoncentrowanie działalności Creotech Instruments na systemach satelitarnych oraz usprawni zarządzanie tym kluczowym segmentem. Naszym celem jest uruchomienie nowej spółki, która będzie mogła realizować nowe przedsięwzięcia związane z przetwarzaniem danych satelitarnych oraz rozwijać aplikacje dronowe, w tym system Drone Traffic Management, w ramach ostatnio przyznanego nam przez Europejską Agencję Kosmiczną projektu DTM Tool. Opracowywany system będzie umożliwiał zaawansowany monitoring i kontrolę dronów poza zasięgiem wzroku, co będzie miało istotny wpływ na poprawę bezpieczeństwa operacji dronowych.

A obawa przed katastrofą dronów jest podstawowym czynnikiem powstrzymującym masowe ich zastosowanie, np. w dostawach małych przesyłek. W ocenie Zarządu, nowa spółka zależna będzie posiadać zdolność do samodzielnego prowadzenia działalności i stanie się istotnym składnikiem aktywów Creotech Instruments – mówi Jacek Kosiec, Wiceprezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

Planowane jest przeniesienie do nowego podmiotu kilku pracowników Creotech Instruments, dotychczas zatrudnionych w pionie aplikacji dronowych i przetwarzania danych satelitarnych, a także zatrudnienie nowych specjalistów, zarówno do tworzenia rozwiązań sprzętowych, jak i oprogramowania. W początkowym okresie działalności nowa Spółka będzie korzystać ze wsparcia Creotech Instruments w zakresie obsługi administracyjnej i logistycznej. Wstępny biznesplan zakłada, że już w pierwszym roku funkcjonowania – w oparciu o obecnie pozyskane projekty – Spółka będzie generować przychody umożliwiające osiągnięcie dodatnich przepływów finansowych. Dalszy rozwój będzie uzależniony od pozyskania kolejnych projektów oraz skutecznej komercjalizacji produktów powstałych w ramach działalności wydzielanej z Creotech Instruments. W dłuższej perspektywie nowa Spółka liczy na dynamiczny wzrost rynku zastosowań dronów, zarówno w sektorze cywilnym, jak i wojskowym. Obecnie nie jest planowane wprowadzanie akcji nowej spółki na rynek regulowany.

Waluty stabilne, ale napięcie rośnie: tydzień pełen danych i wydarzeń

Poniedziałkowa sesja przebiega w dość spokojnych nastrojach, a przecież ostatnie tygodnie przyzwyczaiły nas do dużej zmienności. Nie można jednak wykluczyć, że to tylko cisza przed burzą. W tym tygodniu otrzymamy jeszcze mnóstwo kluczowych danych makro, a trudno też uwierzyć, żeby prezydent USA przez dłuższy czas nie zakręcił rynkami. 

Kalendarz pełen impulsów

Poniedziałkowy kalendarz makro świeci pustkami, jakby zbierał siły do tego, co czeka nas w kolejnych dniach. Przed nami duża liczba publikacji, z których wiele ma walory do wygenerowania poważnych rynkowych impulsów. Już jutro poznamy wstępną kwietniową inflację z Hiszpanii, a także tempo tamtejszego PKB w pierwszym kwartale. Później przyjdzie czas na badania nastrojów w strefie euro, które według prognoz mają się lekko pogorszyć w stosunku do poprzednich. Następnie decyzja węgierskiego banku centralnego, ale stopy mają pozostać tam bez zmian. Wreszcie wtorek to początek odczytów z amerykańskiego rynku pracy i na pierwszy ogień zwyczajowo pójdzie liczba wakatów wg JOLTS.

W środową noc poznamy wskaźniki wyprzedzające z Chin i podstawowym pytaniem pozostaje, czy na przemysłowym PMI zobaczymy rysy związane z wojną celną. Potem przyjdzie czas na Europę, gdzie dostaniemy informacje zarówno o inflacji, jak i PKB z trzech największych unijnych gospodarek. Niemcy dorzucą do tego jeszcze sprzedaż detaliczną i stopę bezrobocia. Tego dnia o godz. 10 dowiemy się, jak w mijającym miesiącu kształtowała się dynamika cen nad Wisłą. CPI w ujęciu rocznym ma spaść do 4,3%. Wreszcie po południu do gry wejdą Amerykanie ze swoim wzrostem gospodarczym, danymi o wydatkach i kolejnym odczytem z rynku pracy (ADP).

Czwartek to święto w wielu krajach, ale za to Bank Japonii zakończy decyzyjne posiedzenie (stopy mają pozostać na poziomie 0,5%). Z USA nadejdą za to wskaźniki wyprzedzające i także w tym przypadku otacza je niepewność co do skutków nowej polityki celnej. I wreszcie w piątek, gdy pewnie sporo ludzi będzie dalej świętować, w kalendarzu zobaczymy przemysłowe PMI ze Starego Kontynentu, a także inflację strefy euro, a w godzinach popołudniowych dane amerykańskiego Departamentu Pracy. Wyraźnie widać, że – mimo majówkowych nastrojów w wielu domach – rynki mają szansę wygenerować sporo emocji.

Spokój przed burzą?

Oprócz odczytów makro, impulsy mogą nadejść z frontu politycznego. Wybory parlamentarne odbywają się dziś w Kanadzie, a w sobotę w Australii. USA wciąż naciskają na rozejm między Rosją a Ukrainą, ale nastawienie agresora w dalszym ciągu wygląda bardziej na grę, niż realną chęć zatrzymania działań wojennych. A skoro przy wojnie jesteśmy, to jej handlowe wydanie przechodzi w co najmniej dziwną fazę. Amerykanie twierdzą, że negocjują z Chińczykami, ale ci drudzy nie potwierdzają tych informacji. Doniesienia z Państwa Środka (teraz o wsparciu dla firm, które mogą najbardziej ucierpieć na konflikcie) wskazują, że tamtejsze władze są gotowe na długotrwałe przeciąganie liny.

Żaden z powyższych tematów nie potrafi szczególnie wpłynąć na poniedziałkową sesję, która może zostać przejściową w oczekiwaniu nowych impulsów. Kurs EUR/USD w dalszym ciągu konsoliduje się wokół 1,135 $. Przekłada się to na wyciszenie par złotowych. Trend boczny coraz lepiej rozgaszcza się na EUR/PLN, kurs euro znajduje się poniżej 4,28 zł. Kurs USD/PLN nie odchodzi daleko od 3,76 zł, a kurs CHF/PLN pozostaje blisko 4,54 zł.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Trump łagodzi ton wobec Powella, rynki reagują wzrostami

Kursy amerykańskich akcji i ceny obligacji skarbowych poszybowały w górę po tym, jak Trump stwierdził, że nie ma zamiaru zwolnić prezesa Powella. Dolar odnotował dość ograniczone zyski. Waluta wydaje się pełnić funkcję zaworu bezpieczeństwa, który pomaga obniżyć deficyt handlowy przy ograniczonym wpływie na resztę gospodarki.

Kluczowe punkty:

  • Polskie dane wskazują na słabość gospodarczą i dezinflację.
  • Trump wycofuje groźbę zwolnienia Powella.
  • Aktywa w USA zyskują, USD tylko nieznacznie.
  • Zbiorczy PMI spadł w strefie euro mniej niż w USA i Wlk. Brytanii.
  • Sprzedaż detaliczna w Wlk. Brytanii wciąż wskazuje na silny popyt.
  • Nagłówki dot. USA i Chin wspierają CNY i podobne waluty.
  • W piątek kluczowy raport NFP.

Gwałtowna reakcja rynku ponownie zmusiła Trumpa do wycofania się z kontrowersyjnych wypowiedzi, tym razem dotyczących możliwej dymisji prezesa Rezerwy Federalnej. Dolar zareagował bardzo niewielkim umocnieniem, kilka dni wcześniej, w okresie świątecznej niskiej płynności, spadł zaś w ujęciu ważonym handlem do najniższych poziomów od trzech lat.

Na razie wszystko, co umożliwia nam ocenę ciosu gospodarczego spowodowanego „dniem wyzwolenia”, to ankiety przedsiębiorców i drugorzędowe twarde dane. W tym tygodniu otrzymamy pierwsze kluczowe informacje o stanie gospodarki po wprowadzeniu ceł – raport NFP (non-farm payrolls) za kwiecień (piątek 02.05). Poznamy także szacunki wzrostu gospodarczego w I kwartale dla USA i strefy euro (środa 30.04) oraz wstępne dane o inflacji w kwietniu na Starym Kontynencie (piątek 02.05). To tydzień pełen istotnych raportów po „dniu wyzwolenia”, które powinny napędzać rynki, inwestorzy będą jednak równocześnie bardzo uważni na wieści dotyczące potencjalnych umów handlowych sygnowanych przez administrację Trumpa.

PLN

W ogólnie spokojniejszym globalnym otoczeniu złoty odnotował w ubiegłym tygodniu niewielkie zyski względem euro. Poznaliśmy liczne wieści z kraju, a dane wskazywały w dużej mierze na słabość gospodarczą i dezinflację. Dynamika wzrostu płac ponownie spadła, kluczowe odczyty aktywności pod koniec I kwartału zawiodły – a było to jeszcze przed zamieszaniem związanym z „dniem wyzwolenia” i drakońskimi cłami Trumpa.

W tym tygodniu uwaga skupi się na wstępnym odczycie inflacji w kwietniu (środa 30.04), który powinien pokazać znaczny spadek presji cenowej. Może to dodatkowo przekonać NBP do obniżenia stóp procentowych na posiedzeniu w przyszłym tygodniu (07.05), choć sądząc po ultragołębiej retoryce prezesa Adama Glapińskiego, kolejna zachęta raczej nie jest konieczna. W najbliższym czasie kluczowy dla złotego pozostanie zapewne globalny sentyment.

EUR

Opublikowane w ubiegłym tygodniu wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej w strefie euro przekroczyły nasze oczekiwania i sugerują, że cios spowodowany cłami Trumpa będzie dla niej mniejszy niż dla USA. Choć aktywność spadła, to nie tak silnie jak po drugiej stronie Atlantyku. Co istotne, indeks dla przemysłu właściwie wzrósł względem marca, choć wciąż nie wskazuje na ekspansję. Jasne jest, że różnica między wynikami gospodarczymi strefy euro i USA zatarła się, przynajmniej w krótkim terminie.

Publikowane w piątek (02.05) dane o kwietniowej inflacji w powinny dać nam większą jasność, jaką przestrzeń do dalszego obniżania stóp procentowych ma Europejski Bank Centralny, podkreślamy przy tym jednak, że nie wpływają one już na wspólną walutę tak silnie jak wcześniej.

USD

Nawet mimo silnego wzrostu amerykańskich akcji i cen obligacji skarbowych (czyli spadku ich rentowności) w ubiegłym tygodniu dolar zakończył go na niemal niezmienionym poziomie. Stanowi to sygnał, że waluta mogła stać się zaworem bezpieczeństwa, który pomaga obniżyć deficyt handlowy przy ograniczonym wpływie na resztę gospodarki.

Opublikowane w ubiegłym tygodniu drugorzędne dane za kwiecień były mieszane, raport z rynku pracy (piątek 02.05) będzie więc prawdopodobnie pierwszym istotnym wskaźnikiem rzeczywistego wpływu ceł i spowodowanego nimi chaosu rynkowego na gospodarkę. Wstępny PKB w I kwartale (środa 30.04) również może okazać się istotny, należy jednak pamiętać, że wielki pakiet ceł Trumpa ogłoszony został już w II kwartale.

GBP

Ostatni tydzień przyniósł mieszane odczyty z Wielkiej Brytanii. Sprzedaż detaliczna w marcu zaskoczyła znacznie w górę, sugerując odporny krajowy popyt wspierany przez wciąż silny rynek pracy i wzrost płac. Wskaźniki PMI były jednak poniżej oczekiwań – bez wątpienia wpłynął na nie rynkowy chaos po „dniu wyzwolenia”.

Sądzimy, że gorsze wyniki funta względem euro nie są uzasadnione fundamentami, obejmującymi wysokie stopy procentowe, stosunkową izolacją ekonomiczną od ceł Trumpa oraz perspektywą silniejszej integracji z Unią Europejską, i pozostajemy dość pozytywnie nastawieni do brytyjskiej waluty.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Kanada przed najważniejszymi wyborami od lat

Kto wygra 28 kwietnia wybory w Kanadzie? Liberalny strach przed cłami Trumpa, czy może konserwatywny strach przed wizją kolejnych czterech lat rządów liberałów?

Jeszcze niedawno wydawało się, że konserwatysta Pierre Poilievre może być pewny przejęcia funkcji premiera Kanady. Przed nałożeniem ceł przez Stany Zjednoczone sytuacji gospodarczej kraju spod znaku czerwonego klonu nie można było określić mianem dobrej. Realny wzrost PKB, jeden z najniższych w krajach OECD, od II kwartału 2022 r. zaczynał hamować, żeby wrócić w III kwartale 2024 r. do poziomu sprzed pandemii 1,9 proc. Bezrobocie, które jeszcze w 2022 r. wynosiło około 5 proc., obecnie jest na poziomie około 7 proc. Na dodatek kraj boryka się z problemem małej dostępności mieszkań. Jedyną dobrą informacją jest spadek inflacji CPI z 6 proc. w 2022 r. do poziomu 2 proc., utrzymującego się od 2024 r.

25-procentowe cła, nałożone w kwietniu przez administrację Donalda Trumpa na towary kanadyjskie, mocno biją w gospodarkę kraju. W efekcie w 2025 r. PKB spadnie o 1,2 proc. proc – wynika z prognoz Banku Kanady. Szacunki amerykańskich think tanków Peterson Institute For International Economics i The Brookings Institute są zbliżone, wskazując na spadek kanadyjskiego PKB o 1 proc.

Jaką politykę gospodarczą w tej sytuacji oferują wyborcom obie rywalizujące partie? Liberalna Partia Kanady jest ugrupowaniem bardziej na lewo od konserwatystów, choć nie można mówić o niej jako o lewicy, w przeciwieństwie do kanadyjskich Nowych Demokratów i Zielonych. Liberałom przewodniczył do niedawna Justin Trudeau, przez ostatnie 10 lat premier kraju. Na początku stycznia jednak zrezygnował z obu stanowisk. Zastąpił go finansista Mark Carney, były prezes Banku Kanady i Banku Anglii, przez pewien czas także doradca Trudeau.

Objęcie przezeń teki premiera zbiegło się w czasie z uderzeniem przez Donalda Trumpa cłami w Kanadę. I spowodowało znaczący wzrost poparcia dla liberałów, którzy swoją kampanię oparli na stanowczej postawie wobec USA.

Liberałowie postulują stworzenie programu Build Canada Homes: przeznaczenie 25 mld dolarów kanadyjskich na mieszkalnictwo oraz zwolnienie nowych lokali do 1 min dolarów z VAT dla osób nabywających swoje pierwsze mieszkanie. Sytuację pracowników ma poprawić obniżka progu podatkowego dla najmniej zarabiających z 15 do 14 proc., a także zwiększenie z 25 mln do 50 mln dolarów dotacji na Union Training and Innovation Program, którego celem jest poszerzanie kompetencji zawodowych pracowników. 25 mln dolarów ma też wesprzeć programy kształcenia zawodowego w koledżach. Inne propozycje to ograniczenie wewnętrznych barier handlowych, zwiększenie ulgi podatkowej dla pracowników dojeżdżających ponad 120 km do miejsca pracy, przeznaczenie 5 mld dolarów na rozbudowę infrastruktury pod handel międzynarodowy i 2 mld dolarów wsparcia dla przemysłu motoryzacyjnego. Oprócz tego partia rządząca deklaruje zwiększenie ulg podatkowych dla firm z branży wydobycia surowców naturalnych i zwiększenie środków na rolnictwo oraz na badania i rozwój.

Zgodnie z oceną think-tanku The Institute of Fiscal Studies and Democracy, zajmującego się finansami publicznymi, koszty fiskalne realizacji propozycji wyniosą 83 mld dolarów. Instytut ocenił program partii pozytywnie, biorąc pod uwagę realistyczność założeń, odpowiedzialność fiskalną i transparentność. Według wyliczeń liberałów, w ciągu czterech lat deficyt ma spaść poniżej 1 proc. PKB na skutek wzrostu gospodarczego.

Lider konkurencyjnej wobec liberałów Konserwatywnej Partii Kanady Pierre Poilievre ma dużo większe polityczne doświadczenie od premiera. Od 21 lat jest parlamentarzystą, otrzymał tekę ministra w rządzie Stephena Harpera, później był ministrem finansów w gabinetach cieni. W kampanii porównuje Carneya do Trudeau i obiecuje zakończenie „zmarnowanej dekady liberałów”. Jest uważany za populistę, czasem nawet porównywany do Donalda Trumpa, choć ideologicznie wyraźnie się od niego różni.

Konserwatyści postulują zwolnienie z VAT nowych mieszkań o wartości do 1,3 mln dolarów oraz nowych aut wyprodukowanych w Kanadzie, obniżenia pierwszego progu podatku dochodowego z 15 proc. do 12,75 proc., zwolnienia reinwestowanych w Kanadzie zysków z podatku od zysków kapitałowych, całkowitej likwidacji węglowych opłat emisyjnych (zostały przez obecny rząd niedawno zlikwidowane – po stronie konsumentów), zwolnienia z podatku dochodów pracujących emerytów do 34 tys. dolarów.

Konserwatyści popierają zwiększenie wsparcia finansowego na Union Training and Innovation Program, aby przeszkolić 350 tys. pracowników w pięć lat. Chcą też utworzyć program Keep Canadians Working, w którego ramach 3 mld dolarów miałoby trafić do branż dotkniętych cłami. Oprócz tego Torysi postulują zasadę kasowania dwóch regulacji w razie wprowadzenia jednej nowej i obniżenie wydatków publicznych o 2 dolary przy podniesieniu innych o 1 dolara. Zapowiadają też walkę z ucieczką zysków firm do rajów podatkowych.

Według The Institute of Fiscal Studies and Democracy deficyt w 2029 r. ma w razie wygranej konserwatystów spaść do 14 mld dolarów, co instytut określa jako „niecodzienne” w dobie wojny celnej i niepewności gospodarczej. Instytut wystawił programowi Torysów ocenę poprawną.

Które grupy dochodowe skorzystają na propozycjach poszczególnych partii? Lewicowy think tank Canandian Centre for Policy Alternatives ocenia, że wdrożenie postulatów podatkowych będzie bardziej widoczne u zamożniejszych. Trevor Tombe z prawicowego think tanku Macdonald-Laurier Institute wskazuje, że choć pod względem nominalnych korzyści tego nie widać, analiza pod kątem udziałów w zapłaconym podatku dochodowym wskazuje na pozytywny efekt u najmniej zarabiających podatników. Uważa przy tym, że proponowane zmiany podatkowe nie będą miały wielkiego wpływu na gospodarkę.

Z bardzo dużym prawdopodobieństwem liberałowie nie tylko utrzymają się przy władzy, ale też odzyskają bezwzględną większość w parlamencie. Sprzyja im rozkład głosów w jednomandatowych okręgach wyborczych. By przejąć władzę, konserwatyści musieliby wygrać z dużą przewagą wybory w głosowaniu powszechnym.

Nowy rząd czeka trudne zadanie pchnięcia kraju na ścieżkę wzrostu gospodarczego. Były lider liberałów Michael Ignatieff pisze w „The Economist”, że trzeba poprawić produktywność, by poradzić sobie z presją ze strony USA. Zwraca także uwagę na szansę przyciągnięcia do Kanady naukowców z amerykańskich uczelni, dla których dotacje są obniżane. Z kolei dziennikarz „Financial Times” Tej Parikh, wskazuje na korzyści ze zniesienia krajowych barier handlowych, powołując się na przykład Australii z lat 90. Widzi też szansę Kanady w eksporcie gazu, uranu i innych zasobów naturalnych, pod warunkiem uproszczenia prawa, dopuszczenia zagranicznych inwestycji i rozwinięcia współpracy z rdzennymi Kanadyjczykami.

Szansą Kanady jest też niezamierzenie wywołane przez Trumpa zacieśnienie współpracy z Unią Europejską. Większość Kanadyjczyków – zgodnie z badaniem Abacus Data – jest nawet zainteresowana wizją członkostwa w UE, ale kluczowy jest dostęp do wspólnego rynku, bo umowa handlowa z Unią – CETA wciąż nie została ratyfikowana przez wszystkie państwa członkowskie Unii, w tym Polskę.
Autor: Stanisław Stasiura
—————–
jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich, byłym parlamentarzystą Parlamentu Młodych Rzeczypospolitej Polskiej VII kadencji oraz studiuje w SGH.

Oczekiwania inflacyjne w USA rosną. Fed w coraz trudniejszej sytuacji

Wzrost długoterminowych oraz krótkoterminowych oczekiwań inflacyjnych w USA, rejestrowany przez Uniwersytet Michigan, przestaje wyglądać na statystyczną anomalię. Dane z drugiej rundy kwietniowych badań jedynie potwierdzają tendencję, którą wskazywały już wcześniejsze wyniki z marca i początku kwietnia: konsumenci wyraźnie zaczęli spodziewać się wyższej cen w krótkim oraz długim horyzoncie czasowym. To znacząca zmiana, zwłaszcza w zestawieniu z okresem inflacji po pandemii covid, kiedy wzrost oczekiwań był stosunkowo niewielki.

W gospodarce liczy się nie tylko rzeczywistość, ale także to, w co wierzą jej uczestnicy. Wysokie oczekiwania inflacyjne mogą stać się źródłem presji na wzrost cen w przyszłości. Jeżeli przekonanie o przyszłej inflacji się utrwali, Rezerwa Federalna nie będzie mogła pozostać bierna wobec szoków kosztowych, takich jak wzrost ceł. W przeciwnym razie ryzykuje, że wskaźniki CPI nie tylko utrzymają się, ale zaczną się ponownie podnosić.

W zeszłym tygodniu Christopher Waller z zarządu Fed sugerował, że w razie wzrostu bezrobocia związanego z nowymi taryfami, bank powinien rozważyć obniżkę stóp procentowych – jego zdaniem po lipcu. Jednak takie dane jak z ostatniego piątku znacząco komplikują tę strategię. Fed może stanąć przed trudnym wyborem: czy zaakceptować wzrost bezrobocia już teraz, czy dopuścić do głębszej destabilizacji cenowej w przyszłości.

Wchodząć w szczegóły, w kwietniu nastroje amerykańskich konsumentów obniżyły się już czwarty miesiąc z rzędu, co wskazuje na narastające obawy związane z potencjalnym wpływem polityki celnej na gospodarkę. Jak poinformował w piątek Uniwersytet Michigan, jego Indeks Nastrojów Konsumenckich osiągnął w tym miesiącu poziom 52,2. Choć wynik ten jest wyższy niż wstępne odczyty sprzed dwóch tygodni (50,8), to jednak pozostaje zdecydowanie niższy w porównaniu z marcowym poziomem 57,0. Ekonomiści ankietowani przez agencję Reuters oczekiwali, że końcowy odczyt utrzyma się bez zmian na poziomie 50,8, co podkreśla nieoczekiwaną poprawę, choć nadal w bardzo słabym kontekście.

Oczekiwania inflacyjne na najbliższe dwanaście miesięcy wyniosły 6,5 proc., co oznacza spadek w stosunku do wcześniejszego odczytu z tego miesiąca (6,7 proc.), ale jednocześnie wyraźny wzrost wobec marcowego poziomu 5,0 proc. Warto podkreślić, że jest to najwyższy poziom oczekiwań inflacyjnych od 1981 roku.

Uczestnicy rynku reagują na każde ogłoszenia dotyczące polityki celnej USA. Po 9 kwietnia (kiedy dowiedzieliśmy się o wstrzymaniu podwyżek taryf o 90 dni) oczekiwania infacyjne lekko skorygowały się ale jedynie na moment.

Aktualnie rynek kontraktów Fed Funds Futures zakłada, że w tym roku Fed obniży stopy procentowe o niespełna 90 punktów bazowych. Oznacza to, że konsensus wskazuje na nieco wiecej niż 3 cięcia po 25 pb ale mniej niż 4. W tym tygodniu poznamy Raport na temat wydatków Amerykanów (za marzec), PKB za Q1 a także NFP. W dużej mierze sytuacja na rynku pracy USA w kwietniu może determinować dalsze oczekiwania co do kształtowania się ścieżki stóp procetnowych w Stanach Zjednoczonych.

Łukasz Zembik, OANDA TMS

Popyt rośnie, budowy stoją. Warszawski rynek biurowy w I kwartale 2025 roku

Według raportu firmy doradczej Newmark Polska „Office Occupier – Rynek biurowy w Warszawie”, w okresie od stycznia do końca marca 2025 roku aktywność najemców na warszawskim rynku biurowym utrzymywała się na umiarkowanym poziomie, choć był to najlepszy pierwszy kwartał pod względem popytu na biura od 2022 roku. Najwięcej umów najmu podpisano w centralnych lokalizacjach. Z kolei aktywność deweloperska pozostaje ograniczona w porównaniu z rekordową liczbą inwestycji realizowanych w latach 2017-2019. W pierwszym kwartale 2025 roku nie rozpoczęto budowy żadnego nowego budynku biurowego. Dostępność powierzchni biurowej znajduje się w lekkim trendzie spadkowym – dotyczy to zwłaszcza inwestycji oddanych do użytku po 2019 roku, w których współczynnik pustostanów nie przekracza 3,5%.

Od kilku kwartałów całkowite zasoby nowoczesnych powierzchni biurowych w Warszawie, pomimo oddawania do użytku kolejnych inwestycji, utrzymują się na poziomie ok. 6,3 mln mkw. W pierwszym kwartale 2025 roku odnotowano nawet nieznaczny spadek – o 0,3% w porównaniu z końcem grudnia 2024 roku.

– Starsze i nieefektywne biurowce są sukcesywnie wycofywane z rynku, z zamiarem przeprowadzenia ich gruntownej modernizacji bądź zmiany funkcji, np. przeznaczenia na cele mieszkaniowe. W pierwszym kwartale 2025 roku dotyczyło to dwóch budynków o łącznej powierzchni 32 400 mkw. Od początku 2020 roku wycofano z warszawskiego rynku łącznie ponad 380 000 mkw. biur, z czego około 45 000 mkw. powróciło w zmodernizowanych obiektach – mówi Karol Wyka, Dyrektor Zarządzający Działu Powierzchni Biurowych, Newmark Polska.

W okresie od stycznia do końca marca 2025 roku ukończono budowę tylko jednego budynku – biurowca o powierzchni 5600 mkw., przeznaczonego na potrzeby własne firmy CD Projekt.

Aktywność deweloperów kolejny kwartał z rzędu utrzymuje się na dość niskim poziomie. Na koniec marca 2025 roku w budowie pozostawało prawie 240 000 mkw., czyli mniej więcej tyle samo, co w czwartym kwartale ubiegłego roku. Prawie 60 000 mkw. znajdowało się w biurowcach przechodzących gruntowną modernizację. W okresie od stycznia do marca deweloperzy nie rozpoczęli żadnych nowych inwestycji, choć posiadają zarówno przygotowane do realizacji projekty, jak i zabezpieczone grunty pod budowę nowych biurowców.

– Do końca 2025 r. zasoby w Warszawie powiększą się o niewiele ponad 130 000 mkw., z czego prawie 65% trafi na stołeczny rynek już w drugim kwartale. Ponad 95% tegorocznej podaży zostanie dostarczone w lokalizacjach centralnych. Wśród największych inwestycji biurowych, których oddanie do użytku zaplanowano w kolejnych trzech kwartałach 2025 r., znajdują się The Bridge (47 000 mkw.), Office House (31 100 mkw.) czy modernizacja V Tower (30 750 mkw.) – dodaje Karol Wyka.

W pierwszych trzech miesiącach 2025 roku najemcy podpisali umowy najmu na prawie 160 500 mkw., co stanowi wzrost o ponad 16% rok do roku, ale spadek o ponad 34% w stosunku do czwartego kwartału 2024 roku.

W strukturze najmu w pierwszym kwartale 2025 roku dominowały lokalizacje centralne, w których wynajęto niemal 100 950 mkw. biur, co stanowiło prawie 63% wszystkich umów zawartych w tym okresie. Z kolei w strefach poza centrum podpisano umowy najmu na łącznie 59 550 mkw. Najwięcej umów najmu podpisano w Centralnym Obszarze Biznesu (52 150 mkw.), Centrum (48 800 mkw., z czego 64% w podstrefie Zachodnie Centrum) oraz na Służewcu (27 100 mkw.).

Z trzech największych transakcji sfinalizowanych w analizowanym okresie żadna nie przekroczyła 10 000 mkw. Natomiast średnia wielkość umowy podpisanej w pierwszym kwartale 2025 roku wynosiła 990 mkw. i była zbliżona do średniej z całego 2024 roku. Jednocześnie była o ponad 11% wyższa od średniej w pierwszym kwartale 2024 roku (w którym wynosiła 880 mkw.).

W strukturze popytu największy udział miały nowe umowy – 44%. Na pozostałe 56% złożyły się renegocjacje i odnowienia umów (25%), transakcje na potrzeby własne (17%), ekspansje (9%) oraz umowy przednajmu (5%). Najbardziej aktywnymi najemcami na warszawskim rynku biurowym w minionym kwartale były firmy z sektora usług dla biznesu (13,1%), finansowego (10,4%) oraz produkcyjnego (9,9%).

Od początku 2021 roku współczynnik pustostanów w Warszawie utrzymuje się na poziomie powyżej 10%. Na koniec marca 2025 roku wyniósł on 10,5%, co oznacza nieznaczny spadek w porównaniu z poprzednim kwartałem o 0,1 p.p. oraz o 0,5 p.p. w ujęciu rok do roku. W tym czasie najemcy mieli do dyspozycji łącznie prawie 657 700 mkw. wolnej powierzchni biurowej. Wskaźnik powierzchni niewynajętej w lokalizacjach centralnych wyniósł 7,4%, natomiast poza centrum – 13,0%. Współczynnik pustostanów w strefach centralnych pozostaje w trendzie spadkowym od początku 2024 roku.

Na koniec pierwszego kwartału 2025 roku miesięczne stawki czynszu za wynajem biura w najbardziej atrakcyjnych budynkach w centrum stolicy utrzymywały się w przedziale 22-27 euro za mkw., natomiast poza centrum wynosiły 16-18 euro za mkw.

– Według prognoz czynsze w kolejnych kwartałach 2025 roku pozostaną na dotychczasowym poziomie. Jednocześnie budynki biurowe wyposażone w inteligentne rozwiązania technologiczne oraz z zakresu ESG cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem najemców, co przekłada się na mniejszą elastyczność ze strony wynajmujących w trakcie negocjacji warunków umowy najmu – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

Zarządzanie tekstyliami w nowoczesnym biznesie – jak outsourcing usług zmienia standardy operacyjne

Dynamiczne zmiany rynkowe, rosnące oczekiwania w zakresie standardów BHP, a także presja związana ze zrównoważonym rozwojem sprawiają, że firmy na całym świecie poszukują bardziej efektywnych modeli zarządzania zasobami. Jednym z obszarów, który przeszedł istotną transformację, jest zarządzanie tekstyliami – w tym odzieżą roboczą, matami podłogowymi czy tekstyliami dla branży HoReCa. Coraz częściej firmy rezygnują z samodzielnego zarządzania odzieżą na rzecz wyspecjalizowanych usług outsourcingowych.

Nowe wyzwania w zarządzaniu odzieżą i tekstyliami w firmach

Jeszcze kilka lat temu odzież robocza i tekstylia były traktowane jako standardowy koszt operacyjny – kupowane na zapas, prane we własnym zakresie lub zlecane lokalnym pralniom. Jednak w obliczu rosnącej złożoności przepisów BHP, wymogów higienicznych i standardów branżowych (np. w przemyśle spożywczym, farmaceutycznym czy motoryzacyjnym), tradycyjne podejście okazuje się niewystarczające.

Firmy borykają się z problemami logistycznymi, rosnącymi kosztami utrzymania odzieży oraz koniecznością zapewnienia jej zgodności z aktualnymi regulacjami. Dodatkowo rośnie znaczenie działań ESG – klienci i partnerzy coraz częściej oczekują, że firmy będą zarządzać zasobami w sposób odpowiedzialny środowiskowo.

Outsourcing tekstyliów – odpowiedź na potrzeby współczesnych organizacji

W odpowiedzi na te wyzwania dynamicznie rozwija się rynek usług outsourcingu tekstyliów. Wynajem i serwis odzieży roboczej, mat podłogowych czy czyściw przemysłowych stają się standardem wśród firm, które chcą skupić się na swojej podstawowej działalności, jednocześnie gwarantując najwyższe standardy bezpieczeństwa i jakości.

W modelu outsourcingowym odpowiedzialność za cały cykl życia odzieży – od zakupu, poprzez personalizację, dostawę, pranie, naprawy, aż po recykling – przejmuje wyspecjalizowany partner.

Lindström – model partnerskiej współpracy

Jednym z liderów na rynku zarządzania tekstyliami jest Lindström – fińska firma z 175-letnim doświadczeniem, obecna w ponad 24 krajach Europy i Azji. Lindström oferuje kompleksowe rozwiązania w zakresie wynajmu i serwisu odzieży roboczej, mat podłogowych, czyściw przemysłowych oraz tekstyliów dla sektora HoReCa i cleanroomów.

Model działania Lindström opiera się na partnerskim podejściu – firma przejmuje pełną odpowiedzialność za zarządzanie tekstyliami, dostosowując ofertę do specyfiki branży i potrzeb klienta. Dzięki temu organizacje mogą zoptymalizować koszty operacyjne, zwiększyć bezpieczeństwo pracowników oraz realizować cele zrównoważonego rozwoju.

Korzyści biznesowe płynące z outsourcingu tekstyliów

Optymalizacja kosztów operacyjnych

Outsourcing eliminuje konieczność ponoszenia kosztów zakupu odzieży i jej magazynowania. Stała miesięczna opłata za usługę umożliwia łatwe planowanie budżetu i redukcję kosztów związanych z utrzymaniem i serwisem tekstyliów.

Zwiększenie bezpieczeństwa i zgodności z normami

Profesjonalny serwis odzieży gwarantuje, że ubrania robocze są zawsze zgodne z obowiązującymi normami BHP i branżowymi. Regularne pranie i kontrola jakości minimalizują ryzyko wypadków oraz odpowiedzialności prawnej firmy.

Budowanie profesjonalnego wizerunku

Czysta, zadbana i spójna odzież robocza wzmacnia wizerunek firmy w oczach klientów, partnerów i pracowników. Estetyka wejścia (np. dzięki serwisowanym matom wejściowym) staje się integralną częścią strategii budowania marki.

Wsparcie celów zrównoważonego rozwoju

Firmy takie jak Lindström wdrażają rozwiązania oparte na gospodarce o obiegu zamkniętym. Dzięki odpowiedzialnemu serwisowi tekstyliów ograniczają zużycie wody, energii oraz emisji CO₂. Recykling i naprawy odzieży wydłużają jej cykl życia, zmniejszając wpływ na środowisko.

Przyszłość rynku usług zarządzania tekstyliami

Według analiz rynkowych outsourcing tekstyliów będzie dynamicznie rozwijał się w najbliższych latach, szczególnie w sektorach wymagających wysokich standardów higienicznych i bezpieczeństwa. Coraz więcej firm dostrzega, że zarządzanie tekstyliami to nie tylko kwestia operacyjna, ale strategiczna – wpływająca na koszty, reputację i zgodność z regulacjami.

Jednocześnie rośnie znaczenie transparentności procesów i ich wpływu na środowisko, co sprawia, że dostawcy usług muszą inwestować w innowacyjne, ekologiczne technologie.

Podsumowanie – tekstylia jako element strategii operacyjnej firmy

Współczesne zarządzanie firmą wymaga nie tylko koncentracji na głównym biznesie, ale także na efektywnym i odpowiedzialnym zarządzaniu wszystkimi procesami wspierającymi. Outsourcing usług tekstylnych, takich jak wynajem i serwis odzieży roboczej, staje się nieodłącznym elementem strategii operacyjnej nowoczesnych organizacji.

Złoto w odwrocie, dolar szuka kierunku, GPW z historycznym rekordem

Kwiecień na rynkach mija pod znakiem wojny celnej. Z wojennej retoryki prezydenta USA zostaje jednak coraz mniej, co skutkuje korektą dolara, cofnięciem złota, czy wreszcie zwyżkami na giełdach. Te ostatnie przełożyły się na milowy krok w historii GPW.

Kto ma dobre karty?

Od Dnia Wyzwolenia (ogłoszenie przez prezydenta USA wprowadzenia nowych ceł na prawie cały świat) minęły 3 tygodnie, a z wojennej retoryki amerykańskiej administracji niewiele zostało. Większość globu objęło 90-dniowe zawieszenie taryf (domniemane okoliczności tej decyzji to temat na osobną historię, można ocenić je jako śmieszno-straszne), które ma dać szansę na negocjacje nowych umów handlowych. Na polu walki zostały jedynie Chiny, które pozostają siłą spokoju. W tym tygodniu Donalda Trumpa mieli odwiedzić prezesi spółek handlu detalicznego (m.in. Walmart), którzy obrazowo przedstawili zagrożenie pustych półek w sklepach, jeśli szybko nie dojdzie do deeskalacji konfliktu z Państwem Środka. Można założyć, że jakieś argumenty wreszcie przekonały lokatora Białego Domu, który łagodzi retorykę. Niestety, jak to w stylu obecnego rządu USA, komunikacja jest co najmniej chaotyczna, dlatego trudno z dużą pewnością założyć, na jakim etapie są rozmowy z Chińczykami. Podobno obie strony mają wyłączyć z absurdalnie wysokich ceł część kluczowych produktów, co rzeczywiście mogłoby stanowić dobry wstęp do dalszych negocjacji. Przynajmniej na ten moment rynki chcą wierzyć, że wojna handlowa ostatecznie rozejdzie się po kościach, co skutkuje kalibracją portfeli inwestycyjnych.

Dolar rośnie, złoto spada

Kalibracja portfeli jest doskonale widoczna w rynkowej korekcie dolara. Piszę korekcie, bo na ogłoszenie zmiany trendu jest wciąż zdecydowanie za wcześnie. W ten sposób kurs EUR/USD w piątkowe popołudnie znalazł się przy 1,135 $, czyli już 2 centy poniżej szczytów (najwyższe wskazania od jesieni 2021 roku) z początku tygodnia. Takie zachowanie głównej pary globu musiało znaleźć swoje przełożenie także na USD/PLN. Kurs dolara jeszcze we wtorkowy poranek próbował naruszyć 3,70 zł (najniżej od czerwca 2021 r.), aby następnie gwałtownie odbić i na kilka godzin przed końcem piątkowej sesji stabilizować się przy 3,76 zł. Słabsza na szerokim rynku wspólna waluta przełożyła się na odejście EUR/PLN od 4,30 zł, które można uznać za górne ograniczenie kwietniowej konsolidacji. Tym samym kurs euro znalazł się w środku trendu bocznego przy 4,27 zł. Zmiana rynkowego sentymentu chyba najlepiej widoczna jest na CHF/PLN, gdzie ugruntowuje się trend spadkowy, co potwierdza mniejsze zainteresowanie bezpiecznymi przystaniami (za jaką uchodzi helwecka waluta). Przekłada się to na kurs franka balansujący na 4,53 zł. Skoro przy safe haven jesteśmy, to nie można nie wspomnieć o złocie. Wycena królewskiego kruszcu kilka dni temu sięgnęła nowych rekordów w okolicy 3500 dolarów za uncję, aby aktualnie korygować się w kierunku 3300 USD. Czy risk on zagości na rynkach na dłużej? Niestety bardzo dużo zależy od przekazów z Białego Domu.

WIG to the moon!

Deeskalacja wojny celnej to miód na uszy inwestorów giełdowych. Wall Street już wczoraj odrobił straty spowodowane Dniem Wyzwolenia. Piątek to kolejna wzrostowa sesja na większości parkietów. Zaczęło się od Azji, gdzie tokijski Nikkei urósł o prawie 2%. W Europie wśród najistotniejszych giełd przewodzą Madryt i Mediolan (+1,2%), a najgorzej radzi sobie Amsterdam (+0,1%). Mieszane nastroje zagościły w Warszawie, gdzie główne indeksy oscylują wokół poziomów wczorajszego zamknięcia. Jednak w przypadku GPW informacja dnia (w sumie zarówno czwartku, jak i wciąż piątku) to przebicie przez szeroki WIG psychologicznej granicy 100 tys. punktów. Zajęło to rodzimej giełdzie skromne 34 lata. Krótkoterminowo pokonanie takiego poziomu może zwiastować korektę, która jednak w dużej mierze powinna być realizacją zysków. W dłuższym terminie perspektywy przed GPW pozostają pozytywne, a dodatkowo mogą je wspomóc zbliżające się obniżki stóp procentowych.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Spadki stawek ubezpieczeń na świecie i w Polsce – rynek w fazie intensywnej konkurencji

Ceny ubezpieczeń na świecie spadły średnio o 3% w pierwszym kwartale 2025 roku, po spadku o 2% w Q4 2024 r., co oznacza trzeci z rzędu kwartalny spadek po siedmniu latach wzrostów stawek – wynika z najnowszego raportu Global Insurance Market Index, opublikowanego przez Marsh, wiodącego na świecie brokera ubezpieczeniowego i doradcę ds. ryzyka, należącego do Grupy Marsh McLennan (NYSE: MMC).

Wynik ten jest kontynuacją trendu spadkowego, który po raz pierwszy zaobserwowano w Indeksie w pierwszym kwartale 2021 roku. Trend ten jest napędzany przez wzmożoną konkurencję na globalnym rynku ubezpieczeń, wynikającą z rosnącej pojemności ze strony obecnych ubezpieczycieli oraz pojawienia się tzw. „nowych graczy”. Jest to szczególnie widoczne w liniach majątkowych, finansowych i profesjonalnych oraz cybernetycznych, gdzie ubezpieczyciele aktywnie poszukują nowych możliwości biznesowych i rozszerzają swoją ofertę.

Wszystkie regiony świata odnotowały spadki stawek w Q1. W podziale na regiony, Pacyfik (8%), Wielka Brytania (6%), Indie, Bliski Wschód i Afryka – IMEA (4%), Azja i Kanada (3%), Ameryka Łacińska i Karaiby – LAC (2%), Stany Zjednoczone i Europa (1%).

Kluczowe wnioski:

  • Stawki ubezpieczeń majątkowych spadły o 6% na świecie, po spadku o 3% w Q4 2024 roku. Największe spadki, wynoszące 9%, odnotowano w Stanach Zjednoczonych i regionie Pacyfiku, w Wielkiej Brytanii spadek wyniósł 6%, w IMEA i LAC –  4%, Kanadzie – 3%, a Europie i Azji – 1%. Globalny rynek ubezpieczeń majątkowych doświadcza zwiększonej pojemności, napędzanej poprawą wyników finansowych ubezpieczycieli oraz niższymi kosztami reasekuracji.
  • Ceny ubezpieczeń OC wzrosły o 4% na świecie w pierwszym kwartale, pozostając na tym samym poziomie, co w Q4 2024 r. Wzrost ten był napędzany 8% wzrostem stawek ubezpieczeń OC w USA, głównie z powodu częstotliwości i złożoności roszczeń, z których wiele charakteryzuje się dużymi odszkodowaniami. Pojemność ubezpieczycieli w zakresie odpowiedzialności cywilnej w USA pozostała ograniczona w pierwszym kwartale. Pozostałe regiony świata odnotowały niskie jednocyfrowe wzrosty lub spadki.
  • Stawki dla linii finansowych i profesjonalnych spadły o 6% na świecie, podobnie jak w poprzednim kwartale, przy czym spadki stawek odnotowano we wszystkich regionach w wyniku silnej konkurencji i dostępnej pojemności.
  • Ceny ubezpieczeń cybernetycznych spadły o 6%, po spadku o 7% w poprzednim kwartale – z widocznymi obniżkami we wszystkich regionach. Ubezpieczeni coraz częściej przyjmują proaktywne podejście do zarządzania ryzykiem, wykorzystując oszczędności z tytułu składek do rozszerzenia ubezpieczenia, obniżenia retencji oraz zwiększenia limitów ochrony.

John Donnelly, President, Global Placement, Marsh: „Napędzane rosnącą konkurencją wśród ubezpieczycieli oraz korzystnymi cenami reasekuracji, globalne trendy w ubezpieczeniach komercyjnych w pierwszym kwartale 2025 roku uległy poprawie dla naszych klientów, z wyjątkiem rynku ubezpieczeń odpowiedzialności cywilnej w Stanach Zjednoczonych. Oczekujemy, że ten ogólny trend będzie się utrzymywał, a konkurencja wśród ubezpieczycieli będzie się nasilać, o ile nie wystąpią nieprzewidziane zmiany w warunkach. Jesteśmy zaangażowani w wspieranie naszych klientów w efektywnym zarządzaniu kosztami, ochronie ich bilansów oraz umiejętnym korzystaniu z możliwości, jakie niesie poprawa warunków rynkowych”.

Blanka Kuzdro-Chodor, Dyrektor Działu Klienta Korporacyjnego, Marsh Polska: „W Polsce zauważalny jest wyraźny spadek stawek, który znacząco odbiega od globalnych trendów przedstawionych w raporcie. Ubezpieczyciele wykazują większy apetyt na ryzyko, co prowadzi do intensywnej konkurencji w ofertowaniu. To z kolei przyczynia się do obniżenia stawek oraz wprowadzenia bardziej atrakcyjnych warunków. Obecnie standardem nie jest już tylko jedna oferta”.

Marcin Zimowski, Dyrektor w Pionie Klientów Strategicznych, Marsh Polska: „Przejście rynku ubezpieczeniowego w Polsce do fazy miękkiej stało się już faktem. Wyniki naszych ostatnich negocjacji wskazują na rosnącą konkurencję między ubezpieczycielami, co przekłada się na zwiększoną liczbę ofert, która jest nam bardzo potrzebna. Należy jednak zauważyć, że apetyt ubezpieczycieli na ryzyko nie jest równy dla wszystkich branż i rodzajów ryzyk. W przypadkach, gdy klienci potrafią wykazać swoje zaangażowanie w ograniczenie ryzyka i podejmują działania na rzecz jego poprawy, negocjacje często prowadzą do kilkuprocentowych obniżek stawek. Warto jednak podkreślić, że podmioty o bardzo wysokim ryzyku, które są niechętne do wdrażania rekomendacji inżynierów ds. oceny ryzyka oraz inwestycji w bezpieczeństwo, a także charakteryzujące się wysoką szkodowością w ostatnich latach, wciąż muszą liczyć się z ograniczonym zainteresowaniem ze strony ubezpieczycieli”.

Marlena Stańczak-Libich, Dyrektor Działu Klienta Strategicznego, Marsh Polska: „Przejście rynku do fazy miękkiej widoczne jest także w trudnych branżach, które dotychczas były odporne na obniżki stawek. Zauważamy, że stawki odnowieniowe utrzymują się na dotychczasowych poziomach. Należy jednak podkreślić wymagającą ocenę ryzyka ze strony ubezpieczycieli, a także szczegółową weryfikację danych. Pozytywnym aspektem jest to, że uzyskane oszczędności klienci wykorzystują na dodatkowe inwestycje, w szczególności dotyczące przeszacowania sum ubezpieczenia do wartości odtworzeniowych”.

Izabella Szymańska, Dyrektor Działu Klienta Korporacyjnego, Marsh Polska dodaje: „Nasze ostatnie doświadczenia pokazują, że dla ryzyk trudnych(branża, klient bardzo szkodowy)  dla których w ostatnich latach z trudem można było uzyskać tylko jedna ofertę dzisiaj możemy liczyć na 2-3 oferty i ubezpieczyciele oferują elastyczność w negocjacjach, tj. w ustaleniu zakresu ubezpieczenia oraz stawek. Czasami klienci o bardzo dużej szkodowości mogą liczyć na dobrą ofertę z konkurencyjnej firmy ubezpieczeniowej, która w zasadzie nie zwraca uwagi na szkodowość klienta, co oczywiście stawia w bardzo trudnej sytuacji obecnego ubezpieczyciela klienta i często kończy się jego stratą. Dla większości klientów nadal przy wyborze ubezpieczenia kluczowa jest cena. Obserwujemy też większe zainteresowanie ryzykiem ubezpieczycieli zagranicznych spoza Polski i tym samym cześć ryzyk plasujemy na rynkach zagranicznych.  „Miękki rynek” jest dobry na chwilę i dobrze wiemy jakie są jego konsekwencje w perspektywie najbliższych lat, po dużych spadkach stawek/cen będą duże wzrosty, z którymi mierzy się wtedy i klient i broker.”

Marcin Olczak, Dyrektor Departamentu Ryzyk Kredytowych, Marsh Polska: „W naszym komentarzu na temat roku 2024 przewidywaliśmy spadek składki, który rzeczywiście się zrealizował. Zgodnie z danymi opublikowanymi przez PIU, odnotowano spadek o 9%, co odpowiada ok. 100 mln zł, przy jednoczesnym wzroście szkód o ok. 23%. To prowadzi do szkodowości na poziomie około 50%. W tym roku nie opublikowano danych dotyczących windykacji, co sugeruje, że alarmistyczne prognozy ubezpieczycieli na rok 2024 nie znalazły potwierdzenia. Trend obserwowany w 2024 roku był widoczny już w pierwszym kwartale 2025, a ewentualne zmiany w kolejnych okresach będą odzwierciedleniem trwającego chaosu w globalnej gospodarce. Choć silne perturbacje związane z pandemią COVID-19 zostały złagodzone dzięki znacznemu wsparciu ze strony rządów, to w obliczu rozpoczynającej się wojny handlowej sytuacja staje się mniej pewna, zwłaszcza w kontekście innych priorytetów, takich jak obronność. W takim przypadku sama konkurencja między ubezpieczycielami oraz relatywnie dobre wyniki roku 2024 mogą okazać się niewystarczające, aby utrzymać obecny trend”.

Małgorzata Splett-Kulik, Szef Praktyki FINPRO i Cyber w Regionie CEE, Marsh: „W pierwszym kwartale 2025 nadal obserwowaliśmy istotne spadki stawek ubezpieczeń linii finansowych i od ryzyk cyber. W D&O widzimy podobne trendy, jak w przypadku analizy danych za czwarty kwartał 2024 roku. W linii cyber natomiast obserwujemy zdecydowanie bardziej konkurencyjny rynek dla mniejszych klientów, niż jeszcze pod koniec 2024 roku. Ubezpieczyciele z kolei zaczęli jeszcze większą uwagę w trakcie swojej oceny ryzyka zwracać na obowiązki firm podlegających pod dyrektywy NI2 i DORA oraz przede wszystkim na standardy zarządzania łańcuchem dostaw i gromadzenia danych wrażliwych”.

Aneta Mroczek, Dyrektor ds. Obsługi Klienta w Dziale Ubezpieczeń Komunikacyjnych, Marsh Polska: „Rynek ubezpieczeń komunikacyjnych w Polsce w I kw. 2025r. utrzymuje tendencję wzrostową z roku 2024. W roku ubiegłym odnotowano wzrost cen polis OC p.p.m. w porównaniu do roku 2023 o 5,1%. Pomimo utrzymującej się w Polsce tendencji wzrostowej, na tle innych rynków europejskich wciąż możemy pochwalić się relatywnie niskimi cenami polis odpowiedzialności cywilnej ubezpieczeń komunikacyjnych”.

Kredyty gotówkowe ciągną rynek, ratalne i mieszkaniowe w odwrocie – podsumowanie I kwartału 2025

W marcu 2025 r., w porównaniu do marca ub. roku., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej tylko kredytów gotówkowych (+29,0%). Pozostałych produktów kredytowych udzieliły mniej: kredytów ratalnych (-33,3%), kredytów mieszkaniowych (-3,6%), kart kredytowych (-6,0%). W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały wyższą wartość zarówno kredytów gotówkowych (+42,1%), jak i kart kredytowych (+3,3%). Ujemną dynamikę wartości odnotowały kredyty ratalne (-14,7%) i kredyty mieszkaniowe (-0,7%).

W pierwszym kwartale 2025 r., w porównaniu do analogicznego okresu 2024 r., banki i SKOK-i udzieliły więcej tylko kredytów gotówkowych (+26,3%). Pozostałe trzy produkty kredytowe odnotowały ujemne dynamiki, odpowiednio: kredyty ratalne (-29,3%), kredyty mieszkaniowe (-24,8) oraz karty kredytowe (-6,6%). W ujęciu wartościowym większa wartość akcji kredytowej dotyczyła kredytów gotówkowych (+39,7%) oraz przyznanych limitów w kartach kredytowych (+4,7%). Spadki odnotowały kredyty mieszkaniowe (-23,2%) oraz kredyty ratalne (-12,6%).

Dalsze pogłębienie trendu spadkowego w kredytach ratalnych

W marcu 2025 r. udzielono o 33,3% mniej kredytów ratalnych w porównaniu do marca 2024 r. Spadła również ich wartość o 14,7% r/r.

– Analizując najnowsze marcowe dane dotyczące kredytów ratalnych br. możemy zaobserwować kontynuację, a nawet pogłębienie spadków z poprzednich miesięcy, zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym. Jest to efekt ograniczenia skali transakcji na niskie kwoty, pochodzących głównie z przekształcania niespłaconych zobowiązań z odroczonym terminem płatności przenoszonych w ramach cesji z sektora pozabankowego do banków. Obecnie proces ten ma ograniczoną skalę. Także w ujęciu wartościowym wystąpił spadek, choć niższy dzięki wysokokwotowym kredytom ratalnym związanym z finansowaniem droższych towarów i usług. Na marcową sytuację bezpośredni wpływ miał również spadek sprzedaży detalicznej w marcu r/r o 0,5%. Początek tego roku dla rynku kredytów ratalnych nie rysuje przyszłości w jasnych barwach – mówi dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Średnia kwota kredytu ratalnego udzielonego w marcu 2025 r. wyniosła 2.398 zł, co stanowi wzrost o 27,8% w porównaniu do marca 2024 r.

Nadal rośnie akcja kredytowa w segmencie kredytów gotówkowych

W marcu akcja kredytowa w kredytach gotówkowych w obu ujęciach – liczbowym i wartościowym, nadal rośnie. W ujęciu liczbowym r/r wzrost wyniósł 29,0%, a w wartościowym aż 42,1%.

– Klienci zaciągają kredyty gotówkowe na coraz wyższe kwoty, a głównym czynnikiem wzrostu sprzedaży w tym segmencie są, podobnie jak w ubiegłym roku, kredyty wysokokwotowe na ponad 50 tys. zł. Jest to w głównej mierze wpływ konsolidacji kredytów zarówno o charakterze wewnętrznym, jak i zewnętrznym. Klienci decydują się na konsolidacje, łącząc kilka zobowiązań finansowych w jeden kredyt, często w tym samym banku (konsolidacja wewnętrzna). Ale także dokonują konsolidacji zewnętrznej, przenosząc zobowiązania do nowego banku. Konsolidacjom często towarzyszy wzrost kwoty kredytu z uwagi na wydłużenie okresu kredytowania lub niższe oprocentowanie nowego kredytu, co zwiększa zdolność kredytową. Pierwszy kwartał tego roku dla kredytów gotówkowych należy uznać za bardzo udany, szczególnie w aspekcie wartości akcji kredytowej – podsumowuje prof. Rogowski.

Średnia kwota udzielonego w marcu br. kredytu gotówkowego wyniosła 27.548 zł, co oznacza wzrost o 10,2% w stosunku do marca 2024 r.

Kredyty mieszkaniowe – ożywienie na horyzoncie

W marcu 2025 r. banki udzieliły o 3,6% mniej kredytów mieszkaniowych w porównaniu do marca 2024 r., ale o 19,9% więcej w porównaniu do lutego br. Wartościowo sytuacja jest jeszcze lepsza – spadek tylko o 0,7% rok do roku, ale wzrost o 22,7% w porównaniu do poprzedniego miesiąca.

– Sprzedaż kredytów hipotecznych w marcu br. wyglądała bardzo dobrze. Bez żadnego programu wsparcia oraz przy najwyższym poziomie oprocentowania nowo udzielanych kredytów mieszkaniowych wśród wszystkich krajów UE, wartość akcji kredytowej w marcu br. wyniosła 7,68 mld zł. Jest to wartość nie widziana od 2021 r., pomijając okres od października 2023 r. do marca 2024 r., czyli obowiązywania programu Bezpieczny Kredyt 2%. Co prawda odczyty r/r wskazują nadal spadki, ale trzeba pamiętać, że w akcji kredytowej w marcu zeszłego roku było jeszcze 2,11 mld zł kredytów z puli programu wsparcia, tj. z wniosków złożonych jeszcze w 2023 r. Gdy akcję kredytową z marca ub. roku skorygujemy o tę wartość, to dynamika r/r byłaby dodatnia i wyniosłaby +36,5% – tłumaczy prof. Rogowski.

W marcu br. średnia kwota kredytu mieszkaniowego wyniosła 428,2 tys. zł i była tylko o 3,0% wyższa niż przed rokiem, co potwierdza stabilną sytuację cenową na rynku mieszkaniowym.

Dobra jakość spłat kredytów bankowych

Poprawiły się marcowe odczyty wszystkich czterech Indeksów jakości kredytów bankowych w ujęciu rok do roku oraz miesiąc do miesiąca.

– BIK Indeksy Jakości wszystkich czterech produktów kredytowych nadal wskazują na bardzo bezpieczny poziom ryzyka portfela kredytów udzielanych gospodarstwom domowym. Zarówno w ujęciu rocznym, jak i miesięcznym jakość poprawia się. Niezbędna jest jednak stała obserwacja wartości poszczególnych Indeksów Jakości, aby wcześniej zidentyfikować sygnały o potencjalnym pogorszeniu jakości portfela kredytowego. Na razie takiego zagrożenia nie widać na horyzoncie. Obecnie większym zagrożeniem dla banków nie jest klasyczne ryzyko kredytowe, a ryzyko prawne związane zarówno z kredytami mieszkaniowymi, jak i konsumpcyjnymi – wyjaśnia główny analityk Grupy BIK.

Warszawski rynek biurowy 2025: mniej nowych budynków, większe wymagania najemców

Warszawski rynek biurowy rozpoczął 2025 rok w stabilnej formie, notując wzrost w popycie i lekkie obniżenie poziomu pustostanów. Nowa podaż pozostaje ograniczona, a właściciele nieruchomości biurowych koncentrują się na jakości i modernizacji istniejących zasobów. Rynek wchodzi w fazę selektywnego rozwoju, odpowiadając na zmieniające się potrzeby biznesu. Największa polska firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych AXI IMMO prezentuje najnowszy raport pt. „Rynek biurowy w Warszawie w I kwartale 2025 roku”.

Całkowita podaż nowoczesnej powierzchni biurowej na warszawskim rynku biurowym koniec marca 2025 r. wyniosła 6,28 mln mkw., co oznacza jedynie symboliczny wzrost rok do roku, ale też pokazuje, że zasoby biurowe utrzymują się na stabilnym poziomie. W praktyce nowa podaż równoważona jest przez wycofywanie z oferty starszych i nieefektywnych obiektów. W I kwartale br. oddano do użytku tylko jeden nowy budynek – siedzibę CD Projekt na Pradze-Północ. Z kolei w budowie pozostaje około 210 tys. mkw. nowej powierzchni, z czego aż 90% przypada na centralne strefy biurowe – z wyraźnym skupieniem wokół Ronda Daszyńskiego. Współczynnik pustostanów w stolicy nieznacznie się obniżył do 10,5%. W centrum – wskaźnik ten kształtuje się na poziomie 7,4%, natomiast poza centrum sięga już 13%, a w strefie Służewca nawet 20,4%.

Emilia Trofimiuk, Research Manager, Dział Badań i Analiz Rynkowych, AXI IMMO, mówi: „Obserwujemy postępującą utratę konkurencyjności starszych obiektów biurowych. Ich właściciele coraz częściej rezygnują z aktywnego ofertowania powierzchni, które nie spełniają obecnych oczekiwań najemców – czy to pod względem technicznym czy środowiskowym. Część tych budynków czeka na modernizację, inne są przekształcane, najczęściej na funkcje mieszkaniowe. Rynek staje się bardziej świadomy, a przestrzeń – lepiej dopasowana do zmieniających się potrzeb. To naturalny etap dojrzewania warszawskiego rynku biurowego”.

Pozytywnym trendem w I kw. 2025 r. jest rosnący poziom aktywności najemców, który wyniósł 160 tys. mkw. (+ 16% r/r). Największe zainteresowanie odnotowano w centralnych lokalizacjach – w Centralnym Obszarze Biznesu i strefie Centrum-Zachód, ale także na Służewcu, który mimo wyzwań, wciąż dysponuje znacznym wolumenem dostępnych biur. Biorąc pod uwagę całkowity wolumen transakcji na stołecznym  rynku biurowym najemcy najczęściej podpisywali umowy najmu i przednajmu (66%), przedłużenia stanowiły 25%, z kolei ekspansje 9%. Średnia wielkość umów w analizowanym okresie wyniosła ok. 1 000 mkw.

Bartosz Oleksak, Associate Director, Działu Powierzchni Biurowych, AXI IMMO, wyjaśnia: „Obserwujemy rosnącą świadomość wśród najemców – firmy są bardziej ostrożne, ale jednocześnie konkretne w swoich decyzjach. Często szukają powierzchni skrojonej na miarę: nowoczesnej, komfortowej, dobrze skomunikowanej i przyjaznej pracownikom. Centralne lokalizacje, szczególnie te wokół Ronda Daszyńskiego, zyskują na znaczeniu nie tylko ze względu na prestiż, ale też jako realna odpowiedź na potrzeby nowoczesnych organizacji. Jednocześnie rośnie zainteresowanie elastycznymi umowami i możliwością późniejszej ekspansji w obrębie tego samego budynku – to odpowiedź na nadal obecne elementy niepewności co do dalszego modelu pracy biurowej”.

W analizowanym okresie od stycznia do końca marca 2025 r. analitycy AXI IMMO wskazują, że stawki ofertowe na warszawskim rynku biurowym pozostają stabilne. W prestiżowych budynkach w centralnych lokalizacjach czynsze wahają się od 19 do 26,50 EUR/mkw./mies., przy czym w budynkach o najwyższym standardzie stawki mogą pozostawać wyższe. Poza centrum najemcy mogą liczyć na stawki rozpoczynające się od około 10 EUR/mkw./mies.

Jak zostać agentem ubezpieczeniowym – szczegóły współpracy z multiagencją ubezpieczeniową

Praca w branży ubezpieczeń daje dużą swobodę działania i możliwość realnego wpływu na wysokość własnych zarobków. To, ile zarabia agent ubezpieczeniowy, zależy przede wszystkim od zaangażowania, rodzaju współpracy oraz zakresu oferowanych produktów i umiejętności sprzedażowych. Coraz więcej osób rozważa wejście do tej branży, szukając nie tylko stabilnych dochodów, ale też elastycznych warunków współpracy. Jak zostać agentem ubezpieczeniowym multiagencji? Odpowiedzi na to i inne towarzyszące zagadnieniu pytania znajdziesz w tym artykule.

Kim jest agent ubezpieczeniowy i na czym polega jego praca?

Agent ubezpieczeniowy to osoba, która pośredniczy w zawieraniu umów pomiędzy klientem a towarzystwem ubezpieczeniowym. Jego głównym zadaniem jest rozpoznawanie potrzeb klienta (profilowanie) i dobieranie odpowiednich rozwiązań – zarówno pod względem zakresu ochrony, jak i ceny. Może specjalizować się w różnych rodzajach polis, takich jak komunikacyjne, majątkowe, życiowe czy turystyczne, jednak powinien posiadać dogłębne rozeznanie w każdym z tych zagadnień.

Praca agenta wymaga dobrej znajomości produktów ubezpieczeniowych, umiejętności doradczych i budowania trwałych relacji z klientami. Obejmuje również działania administracyjne, obsługę posprzedażową oraz dbanie o odnawialność polis. W zależności od formy współpracy agent może działać jako przedstawiciel jednego towarzystwa lub – jak w przypadku współpracy z multiagencją – oferować produkty różnych ubezpieczycieli, co znacząco zwiększa jego konkurencyjność i możliwości sprzedażowe.

Agent wyłączny a agent multiagencji – na czym polega różnica?

Na rynku ubezpieczeniowym funkcjonują dwa podstawowe modele współpracy: agent wyłączny oraz agent multiagencji. Różnią się one zakresem oferty, sposobem działania oraz możliwościami rozwoju.

Agent wyłączny reprezentuje jedno, konkretne towarzystwo ubezpieczeniowe i sprzedaje wyłącznie jego produkty. Oznacza to ograniczony wybór ofert dla klienta, a tym samym mniejszą elastyczność sprzedażową. Ten model często wiąże się z większą kontrolą ze strony ubezpieczyciela, ściśle określonymi standardami i mniej samodzielnym charakterem pracy.

Agent współpracujący z multiagencją – jak w przypadku CUK Ubezpieczenia – ma natomiast dostęp do szerokiego katalogu produktów wielu towarzystw, co pozwala mu realnie doradzać klientom i oferować rozwiązania najlepiej dopasowane do ich potrzeb. Taka forma współpracy daje również większą swobodę w zakresie prowadzenia działalności, wyboru modelu pracy (punkt, mobilnie, online) i budowania własnej marki lokalnej.

Dzięki powyższym argumentom agent multiagencji może szybciej rozwijać swoją sprzedaż, budować relacje oparte na zaufaniu i skuteczniej odpowiadać na zmieniające się oczekiwania rynku.

Jak zostać agentem ubezpieczeniowym? Wymagania formalne i pierwsze kroki

Rozpoczęcie kariery w zawodzie agenta ubezpieczeniowego wiąże się z koniecznością spełnienia określonych wymagań. Kandydat musi posiadać co najmniej średnie wykształcenie, mieć pełną zdolność do czynności prawnych oraz nie być karanym za przestępstwa umyślne, zwłaszcza przeciwko mieniu i dokumentom.

Po stronie formalnej konieczne jest także odbycie szkolenia oraz zaliczenie egzaminu organizowanego przez zakład ubezpieczeń lub multiagencję. Egzamin ten potwierdza wiedzę z zakresu ubezpieczeń oraz znajomość zasad etyki zawodowej. Następnie, po uzyskaniu pozytywnego wyniku, przyszły agent zostaje wpisany do rejestru prowadzonego przez Komisję Nadzoru Finansowego.

W praktyce pierwszym krokiem dla agenta powinien być natomiast swobodny wybór formy współpracy, dostosowanej do własnych możliwości i oczekiwań. W przypadku nawiązania relacji biznesowej z multiagencją taką jak CUK Ubezpieczenia, początkujący agent może liczyć na kompleksowe wsparcie – od pomocy w formalnościach, przez szkolenia wdrożeniowe, po dostęp do systemów sprzedażowych i materiałów marketingowych.

Dlaczego warto nawiązać współpracę z multiagencją ubezpieczeniową?

Dla wielu początkujących agentów nawiązanie współpracy z multiagencją stanowi efektywny i elastyczny sposób wejścia do branży. Zamiast ograniczać się do oferty jednego towarzystwa, agent może zaproponować klientowi rozwiązania dopasowane do jego potrzeb i możliwości – wybierając spośród propozycji wielu ubezpieczycieli.

W przypadku współpracy z CUK Ubezpieczenia na partnerów czekają liczne korzyści:

  • dostęp do ofert 40 towarzystw ubezpieczeniowych,
  • nowoczesne narzędzia sprzedażowe,
  • wsparcie merytoryczne oraz pomoc operacyjna na każdym etapie,
  • materiały marketingowe i gotowe kampanie promocyjne,
  • elastyczna forma pracy – stacjonarnie, mobilnie lub online,
  • szkolenia wdrożeniowe oraz możliwość dalszego rozwoju zawodowego.

Dzięki temu agent może też skoncentrować się na budowaniu relacji z klientami, a nie na organizacyjnych trudnościach typowych dla samodzielnego startu w branży.

Dlaczego warto nawiązać współpracę z multiagencją ubezpieczeniową?

Współpraca z CUK Ubezpieczenia zapewnia też dostęp do nowoczesnych narzędzi, które usprawniają proces sprzedaży i obsługi klienta. Agenci korzystają ponadto z rozpoznawalnej marki CUK, co zwiększa zaufanie klientów i ułatwia pozyskiwanie nowych kontaktów.

Na czym polega współpraca z CUK Ubezpieczenia? Dostępne modele i możliwości

Zastanawiasz się, jak zostać agentem ubezpieczeniowym multiagencji i na jakich zasadach działa taka współpraca? W przypadku CUK Ubezpieczenia odpowiedź jest prosta: to elastyczny model partnerski, w którym agent otrzymuje realne wsparcie i swobodę działania – bez względu na to, czy dopiero zaczyna, czy ma już doświadczenie w sprzedaży.

​CUK oferuje cztery elastyczne modele współpracy, które pozwalają agentom dostosować formę działania do swoich potrzeb i możliwości:​

Placówka franczyzowa

To propozycja dla osób, które chcą prowadzić profesjonalny punkt stacjonarny pod marką CUK. Model ten zapewnia pełne wsparcie operacyjne, dostęp do szerokiej oferty ubezpieczeń oraz korzystanie z rozpoznawalnej marki, co przekłada się na zwiększenie sprzedaży. ​

Punkt partnerski

Idealny dla przedsiębiorców prowadzących już działalność w pokrewnej branży, którzy chcą rozszerzyć swoją ofertę o sprzedaż ubezpieczeń. Model ten umożliwia korzystanie z narzędzi CUK przy minimalnym brandingu punktu sprzedaży. ​

Agent CUK

Dla osób posiadających doświadczenie w sprzedaży ubezpieczeń, które chcą działać pod marką CUK, korzystając z jej narzędzi i wsparcia, ale bez konieczności prowadzenia własnego punktu sprzedaży. ​To rozwiązanie łączy niezależność z korzyściami wynikającymi z działania w ramach rozpoznawalnej i sprawdzonej struktury.

Niezależny doradca

Opcja dla tych, którzy chcą działać samodzielnie, korzystając z oferty CUK i jej narzędzi, ale bez formalnego związania się z marką. To elastyczny model dla osób ceniących niezależność. Dzięki temu można prowadzić sprzedaż w swoim tempie, bez konieczności utrzymywania punktu stacjonarnego czy spełniania wymogów identyfikacji wizualnej.

Każdy z tych modeli oferuje dostęp do szerokiej oferty ubezpieczeń, nowoczesnych narzędzi sprzedażowych oraz wsparcia ze strony CUK, umożliwiając agentom dostosowanie współpracy do własnych preferencji.

Jak zostać agentem ubezpieczeniowym multiagencji CUK?

Proces dołączenia do grona partnerów CUK Ubezpieczenia jest prosty i dostosowany do różnych potrzeb – zarówno osób z doświadczeniem w branży, jak i tych, które dopiero rozpoczynają swoją drogę zawodową. W pierwszym etapie wystarczy skontaktować się z zespołem CUK i określić preferowany model współpracy oraz oczekiwania względem własnego rozwoju. Wstępne rozmowy nie wymagają żadnych zobowiązań – liczy się nastawienie i gotowość do działania.

Szczegółowe informacje oraz możliwość zgłoszenia dostępne są w zakładce współpraca z multiagencją ubezpieczeniową, gdzie opisano dostępne modele działania, zakres wsparcia oraz najważniejsze korzyści dla przyszłych partnerów.

Po wstępnej rozmowie i analizie potrzeb, kandydat przechodzi przez proces wdrożenia – CUK zapewnia pomoc w formalnościach, szkolenia wstępne, produktowe oraz dostęp do narzędzi niezbędnych do rozpoczęcia sprzedaży. Dzięki temu nowy agent może szybko i sprawnie wejść w rynek, korzystając z renomy rozpoznawalnego partnera oraz sprawdzonego zaplecza operacyjnego.

Dlaczego strategia marketingowa w B2B musi być inna niż w B2C? Praktyczny przewodnik dla firm

Marketing w sektorze B2B różni się od działań prowadzonych dla klientów indywidualnych niemal na każdym etapie – od sposobu komunikacji, przez długość procesu zakupowego, aż po kanały, które warto wykorzystywać. Firmy działające w modelu business-to-business muszą podejmować świadome decyzje strategiczne, jeśli chcą przyciągać wartościowych klientów i rozwijać sprzedaż.

Ten przewodnik pomoże zrozumieć, dlaczego marketing B2B wymaga innego podejścia niż B2C, oraz jak zbudować skuteczną strategię dostosowaną do tego typu odbiorcy.

Czym różni się marketing B2B od B2C?

Zanim przejdziemy do budowania strategii, warto dobrze zrozumieć podstawowe różnice między marketingiem B2B a B2C. Pomimo wielu podobieństw na poziomie narzędzi i kanałów komunikacji, cele i sposób podejmowania decyzji przez odbiorców są zupełnie inne.

Decyzje zakupowe podejmowane są przez zespoły, nie jednostki

W marketingu B2B decyzje nie zapadają impulsywnie – często wymagają konsultacji z kilkoma osobami w organizacji. To oznacza, że kampanie marketingowe muszą być projektowane z myślą o różnych rolach w firmie: decydentach, użytkownikach końcowych, działach zakupów czy IT.

Proces zakupowy jest dłuższy i bardziej skomplikowany

Ścieżka zakupowa klienta B2B często trwa tygodnie lub nawet miesiące. Zanim firma zdecyduje się na zakup usługi lub produktu, potrzebuje wielu informacji, case studies, konsultacji i testów. Strategia marketingowa powinna więc wspierać każdy etap tego procesu – od edukacji, przez budowanie zaufania, aż po finalną decyzję.

Wartość koszyka zakupowego jest wyższa

W B2B sprzedaż rzadko ogranicza się do pojedynczych produktów – to często długofalowa współpraca, kontrakty lub cykliczne zamówienia. To sprawia, że każdy lead ma znacznie większą wartość niż w przypadku konsumenta indywidualnego. Z tego powodu warto skupić się nie tylko na ilości pozyskanych kontaktów, ale przede wszystkim na ich jakości.

Jakie elementy musi zawierać skuteczna strategia marketingowa B2B?

Skuteczna strategia marketingowa w B2B musi uwzględniać specyfikę branży, grupę docelową i długoterminowy charakter współpracy. Nie wystarczy skopiować działań z kampanii B2C i liczyć na te same efekty.

Jasno określony buyer persona

Zrozumienie, kim jest Twój klient biznesowy, to podstawa działań marketingowych. W B2B jeden produkt może być oceniany zupełnie inaczej przez dyrektora finansowego, kierownika projektu i specjalistę IT. Warto opracować kilka person zakupowych i dopasować komunikaty do ich potrzeb.

Treści wspierające decyzje

W marketingu B2B content marketing odgrywa ogromną rolę. Dobrze przygotowane treści edukacyjne pomagają budować zaufanie, wyjaśniać złożone produkty czy usługi i odpowiadać na najczęstsze pytania klientów. Na tym etapie warto korzystać z takich formatów jak:

  • artykuły eksperckie,
  • case studies,
  • webinary i nagrania wideo,
  • e-booki i poradniki branżowe.

Dobrze zaprojektowany lejek sprzedażowy

Lejek marketingowy w B2B składa się z wielu punktów styku. Na każdym etapie należy zadbać o odpowiednie treści i działania:

  • Top of Funnel (ToFu) – treści edukacyjne i informacyjne (np. blog, social media),
  • Middle of Funnel (MoFu) – materiały pokazujące wartość oferty (np. e-booki, demo),
  • Bottom of Funnel (BoFu) – treści nastawione na konwersję (np. konsultacje, kalkulatory ROI, szczegółowe oferty).

Personalizacja i segmentacja

W B2B skuteczna komunikacja opiera się na personalizacji. Oznacza to nie tylko dostosowanie treści do branży, ale też do konkretnego etapu procesu decyzyjnego. Warto wdrożyć marketing automation, który pozwala na automatyczne dostarczanie odpowiednich treści właściwym osobom w odpowiednim czasie.

Kanały komunikacji, które działają w marketingu B2B

Nie wszystkie kanały marketingowe sprawdzają się tak samo w B2B i B2C. Warto postawić na te, które pozwalają budować profesjonalny wizerunek i precyzyjnie trafiać do osób decyzyjnych.

LinkedIn – idealne miejsce do działań B2B

LinkedIn to najważniejsza platforma społecznościowa dla firm działających w sektorze B2B. Umożliwia dotarcie do osób decyzyjnych, budowanie relacji i prezentowanie eksperckiej wiedzy. Świetnie sprawdzają się tutaj:

  • kampanie reklamowe kierowane do konkretnych stanowisk,
  • publikacje eksperckie pracowników,
  • promocja case studies i wydarzeń branżowych.

E-mail marketing z wartością dodaną

Newslettery i sekwencje e-mailowe to skuteczny sposób na budowanie relacji w dłuższej perspektywie. W B2B ważne jest, aby wiadomości miały charakter edukacyjny, a nie sprzedażowy – klient biznesowy oczekuje konkretów, przykładów i wartościowych danych.

SEO i content marketing

Potencjalni klienci B2B często rozpoczynają proces zakupowy od wyszukiwarki. Dlatego dobrze zoptymalizowany blog, rozbudowana sekcja wiedzy czy baza wiedzy na stronie internetowej to inwestycja, która może przynieść długofalowe korzyści. Wysoka jakość treści przekłada się na lepsze pozycje w Google i buduje autorytet marki.

Webinary i wydarzenia online

Zamiast prezentacji handlowych coraz więcej firm stawia na webinary i wydarzenia online. To doskonała okazja, by podzielić się wiedzą, zbudować ekspercki wizerunek i jednocześnie pozyskać wartościowe kontakty.

Czego unikać w marketingu B2B?

Wielu marketerów próbuje przenosić schematy z kampanii B2C na grunt B2B. Niestety, takie podejście rzadko się sprawdza. Oto kilka błędów, których warto unikać:

Nadmierny nacisk na emocje

Choć storytelling ma swoje miejsce także w B2B, to jednak klient biznesowy potrzebuje przede wszystkim konkretów: danych, wykresów, referencji, ROI. Zbyt ogólna i emocjonalna narracja może zniechęcić profesjonalnego odbiorcę.

Brak cierpliwości

B2B wymaga czasu. Lead pozyskany dzisiaj może przynieść sprzedaż dopiero za kilka miesięcy. Strategia marketingowa powinna być długoterminowa i wspierać każdy etap procesu decyzyjnego.

Jednolity przekaz do wszystkich

W B2B nie istnieje coś takiego jak „uniwersalna wiadomość dla wszystkich”. Personalizacja i segmentacja to absolutna podstawa – zarówno w e-mail marketingu, jak i treściach na stronie czy kampaniach reklamowych.

Podsumowanie

Marketing B2B rządzi się swoimi prawami. Wymaga cierpliwości, precyzyjnie dobranych kanałów komunikacji, wartościowych treści i zrozumienia, że za decyzją zakupową stoi nie jedna osoba, a cały zespół. Firmy, które chcą skutecznie działać w tym obszarze, powinny zainwestować w dobrze przemyślaną strategię i współpracować z ekspertami, którzy rozumieją specyfikę rynku B2B.

Jeśli szukasz wsparcia w budowaniu skutecznej komunikacji i pozyskiwaniu klientów biznesowych, sprawdź ofertę agencji marketingu B2B na stronie https://inmarketing.pl/.

Phishing w sklepach internetowych – jak skutecznie się przed nim bronić?

Jeśli prowadzisz sklep internetowy lub dowolną stronę www, temat phishingu powinien być dla Ciebie priorytetem. Oszuści coraz częściej celują w właścicieli witryn, wykorzystując ich nieuwagę i zaufanie klientów. Ataki phishingowe mogą narazić Twoją firmę na poważne straty wizerunkowe i finansowe. Zadbaj o bezpieczeństwo swojej strony, zanim będzie za późno.

Na czym polega phishing?

Phishing to metoda wyłudzania danych, która polega na podszywaniu się pod zaufane marki, firmy lub instytucje. Jako właściciel strony www możesz stać się zarówno celem, jak i nieświadomym pośrednikiem ataku. Oszuści tworzą kopie Twojej witryny, wysyłają fałszywe e-maile do klientów lub kontaktują się jako rzekomi partnerzy. Ich celem jest wyłudzenie danych logowania, numerów kart płatniczych lub innych poufnych informacji.

Twoim obowiązkiem jest dbałość o to, aby Twoja strona była maksymalnie bezpieczna. Podstawą jest certyfikat SSL. Umożliwia on szyfrowanie danych przesyłanych między przeglądarką a serwerem, co chroni użytkowników przed przechwyceniem informacji. Każda profesjonalna witryna powinna również działać w oparciu o sprawdzony hosting domeny, który oferuje aktualne zabezpieczenia i monitoring zagrożeń.

Rodzaje ataków phishingowych

Jako właściciel strony www powinieneś znać różne typy ataków phishingowych. Najczęstszy z nich to e-mail phishing, gdzie oszust podszywa się pod Twoją firmę i rozsyła wiadomości do Twoich klientów. Zawierają one linki do fałszywych stron, które wizualnie przypominają Twoją witrynę.

Inny sposób to smishing, czyli phishing przez SMS. Klienci mogą otrzymać wiadomości z informacją o rzekomym problemie z zamówieniem lub płatnością. Link przekierowuje ich na fałszywą stronę. W przypadku vishingu, czyli phishingu telefonicznego, oszust dzwoni i udaje pracownika Twojej firmy, by wyłudzić dane.

Bardzo niebezpieczny jest również phishing skierowany bezpośrednio do Ciebie. Oszuści mogą podszywać się pod firmy hostingowe, operatorów domen czy partnerów biznesowych. Wysyłają faktury, które wyglądają autentycznie, proszą o dane dostępowe lub proponują podejrzane współprace. Zadbaj o to, by hosting domeny, z którego korzystasz, miał dobre opinie i oferował skuteczną ochronę.

Jakie są sposoby ochrony przed phishingiem?

Zabezpieczenie Twojej strony internetowej to obowiązek, który warto potraktować poważnie. Pierwszym krokiem jest wdrożenie certyfikatu SSL. To dziś standard, który świadczy o profesjonalizmie i trosce o klientów. Twoja domena powinna zawsze zaczynać się od https://, a obok adresu URL powinna być widoczna ikona kłódki.

Dobrze dobrany hosting domeny to kolejna podstawa. Wybieraj dostawców, którzy zapewniają nie tylko szybkość działania, ale też aktywne wsparcie w zakresie cyberbezpieczeństwa. Unikaj tanich, niezweryfikowanych usług, które dopiero co powstały. Pamiętaj też, że fałszywe domeny internetowe mogą bardzo przypominać Twoją. Oszuści potrafią zmienić jeden znak w adresie i podszyć się pod Twoją firmę.

Dbaj o regularne aktualizacje systemów, wtyczek i motywów. Nieaktualne oprogramowanie to najczęstsza luka wykorzystywana przez cyberprzestępców. Używaj też dwuetapowego logowania do panelu administracyjnego i ogranicz dostęp tylko do zaufanych osób.

Edukacja to równie ważny element ochrony. Zadbaj o to, by Twoi pracownicy wiedzieli, jak rozpoznać podejrzane wiadomości. Ustal wewnętrzne procedury reagowania na podejrzane sytuacje. Cyberbezpieczeństwo to proces, który powinien być częścią codziennego zarządzania stroną.

Phishing to realne zagrożenie dla każdego właściciela strony www. Jeśli prowadzisz sklep internetowy, tym bardziej musisz dbać o zaufanie klientów. Zainwestuj w certyfikat SSL, postaw na solidny hosting i kontroluj opłacając swoje domeny internetowe, tak aby nikt nie mógł ich przejąć. W świecie online reputacja jest bezcenna – nie pozwól, by zniszczył ją jeden fałszywy e-mail.

Rynek znowu wierzy w cięcia stóp w USA – dolar w odwrocie, akcje w natarciu

Wall Street zdołała już odrobić w 100 proc. spadki, które miały miesjce po 2 kwietnia. Najpierw ulegę przyniosło odroczenie większości taryf o 90 dni a następnie spekulacje dotyczące tego, że Trump „dogada się” jakoś z Chinami i w ostatecznym rozrachunku poziom taryf będzie zdecydowanie mniejszy. Ostatnio pozytywnie zostały odebrane wypowiedzi płynące z Fed, które dały rynkowi większe nadzieje na szybsze cięcia stóp w USA.

Wycena rynkowa przyszłej ścieżki stóp procentowych w USA nie zmieniła się jakoś diametralnie. W tym roku rynek oczekuje nieco więcej niż trzech cięć po 25 punktów bazowych, co daje łącznie mniej więcej 84 pb redukcji. Szanse na ruch w dół już w czerwcu lekko urosły do 56 proc.

Wszystko za sprawą Beth Hammack z Cleveland, która wprost zaznaczyła, że czerwiec jest realnym terminem obniżki stóp procentowych. Należy pamietać, że wchodzi ona w skład obozu „jastrzębi” w Fed, zatem każda wzmianka o łagodzeniu warunków monetarnych z jej strony może wzbudzać nieco większe zainteresowanie. Rynek zaczyna zakładać, że w Rezerwie Federalnej może następować zmiana nastawienia, proces ten jest jak na razie bardzo powolny, ale każde tego rodzaju sygnały będą przez inwestorów „wyłapywane”.

Z danych makro poznamy dziś zrewidowany (finalny) indeks koniunktury konsumenckiej podawany przez Uniwersytet Michigan. Wstępne dane za kwiecień pokazały ostatnio najniższy wynik w całej historii tego badania. Istotną rolę odegrały tutaj obawy o wzrost inflacji. Ostatni odczyt nie obejmował jeszcze okresu, kiedy administracja Białego Domu dokonała złagodzenia tonu w ramach prowadzonej polityki handlowej. Możliwe zatem, że zobaczymy dziś pozytywne zaskoczenie w danych.

Jeśli chodzi o rynek walutowy, to należy zaznaczyć, że od początku roku dolar amerykański znajduje się pod silną presją, a polityka prowadzona przez rząd USA wywiera negatywny wpływ na jego notowania za pośrednictwem kilku kanałów. USD stracił od początku roku około 7,5 proc. w relacji do średniej walut G10, wymazując tym samym cały wzrost, jaki osiągnął w czwartym kwartale 2024 roku. Dotyczy to nie tylko relacji względem euro, ale szerzej – wobec koszyka głównych walut światowych. Co w tym momencie stoi za osłabieniem amerykańskiej waluty? Jedną z przyczyn jest fakt, że w ostatnich miesiącach inwestorzy zaczęli kwestionować dotychczasową reputację amerykańskich obligacji rządowych jako najbezpieczniejszego aktywa w czasach globalnej niepewności. Wpływ na to mają zarówno spory polityczne wokół limitu zadłużenia i finansowania rządu, jak i rosnące obawy o fiskalną stabilność USA w dłuższym okresie. Do tego dochodzi możliwy koniec przewagi wzrostowej USA nad innymi gospodarkami rozwiniętymi. Dolar czerpał w ostatnich latach korzyści z relatywnie wyższego wzrostu gospodarczego Stanów Zjednoczonych (w porównaniu do Europy czy Japonii). Jeśli dane makro dla USA będą się pogarszać, może to wywrzeć dodatkową presję na „zielonego”. Innym czynnikiem wpływającym na deprecjację jest potencjalne zagrożenie dla statusu dolara jako globalnej wauty rezerwowej. Na koniec trzeba wspomieć o zagrożeniu dla niezależności Rezerwy Federalnej, ten czynnik osłabia również zaufanie do USD.

W tym momencie rosnąca liczba czynników strukturalnych oraz politycznych działa na niekorzyść amerykańskiej waluty. Ryzyko dalszej deprecjaji pozostaje jak realne.

Autor: Łukasz Zembik, OANDA TMS Brokers

Jedynie 4 z 10 złotych przeznaczonych na zbrojenia polskiej armii trafi do krajowych firm

Kraje Europy Środkowej zwiększają budżety obronne w tempie nienotowanym od zakończenia zimnej wojny. Polski rząd tylko w tym roku zapowiada wzrost nakładów do 4,7 proc. PKB, a podobne tendencje widać również w krajach bałtyckich, Rumunii czy w Czechach. Jednak szybki wzrost wydatków nie przekłada się automatycznie na zwiększenie potencjału militarnego przez to, że region wciąż mierzy się z trzema poważnymi barierami rozwoju: chronicznym niedofinansowaniem przemysłu zbrojeniowego, brakiem skali produkcyjnej oraz ograniczonym dostępem do własności intelektualnej. Jak wynika z raportu „Nowa architektura bezpieczeństwa: rola państwa i przemysłu obronnego w Europie Środkowej” firmy doradczej Deloitte, aby uniknąć utraty kontroli nad skalą inwestycji, kraje regionu powinny zdefiniować nowy model współpracy między rządem, przemysłem państwowym i prywatnym kapitałem.

Po zimnej wojnie przemysł obronny w Europie Zachodniej i Środkowej rozwijał się w różnym tempie i kierunku. Państwa zachodnioeuropejskie postawiły na konsolidację, dywersyfikację i globalizację swoich sektorów zbrojeniowych, podczas gdy w krajach Europy Środkowej drastycznie ograniczono wydatki na obronność, co doprowadziło do stopniowego obniżenia potencjału krajowego przemysłu zbrojeniowego. Dziś państwa regionu, zmuszone do szybkiej odbudowy zdolności militarnych w obliczu zmieniającej się sytuacji geopolitycznej, stają przed wyjątkowo trudnym zadaniem. Zaniedbany przez dekady sektor nie jest przygotowany na przyjęcie rekordowych budżetów – brakuje nie tylko nowoczesnych mocy produkcyjnych, ale też jasnych ram strategicznych, zachęt dla prywatnych inwestorów oraz sprawnych mechanizmów transferu technologii. W takiej sytuacji istotną rolę w budowie nowych zdolności powinno odegrać państwo i jego infrastruktura przemysłowa.

Nie mamy kilku dekad na przeprowadzenie tej transformacji – wojna w Ukrainie i agresywna polityka Rosji nie pozostawiają złudzeń. Znaleźliśmy się w sytuacji, w której konieczne jest nie tylko wzmocnienie zdolności obronnych, ale w wielu obszarach ich całkowite odbudowanie. Co więcej, musi to nastąpić w tempie i przy skali finansowania, do których sektor zbrojeniowy w naszej części Europy nie był dotąd przyzwyczajony. To ogromne wyzwanie, które wymaga wspólnego wysiłku – rządów, przedsiębiorstw państwowych i prywatnych. Te pierwsze powinny pełnić rolę stratega, integratora i inwestora, z kolei spółki Skarbu Państwa powinny być gotowe, by szybko zwiększyć swoje możliwości i skutecznie współpracować z sektorem prywatnym – podkreśla Mariusz Ustyjańczuk, partner, lider sektora obronnego, Deloitte w Europie Środkowej.

Nowy paradygmat bezpieczeństwa

Kraje Europy Środkowej przez długi czas korzystały z tzw. „dywidendy pokoju”, co doprowadziło do poważnego osłabienia krajowego przemysłu obronnego. Dziś, w odpowiedzi na zmieniającą się sytuację geopolityczną, muszą nie tylko nadrobić zaległości, ale też sprawnie zbudować system zdolny konkurować z zachodnimi gospodarkami. Jak wynika z analizy Deloitte, kraje regionu borykają się z trzema poważnymi barierami: chronicznym niedofinansowaniem przemysłu zbrojeniowego, brakiem skali produkcyjnej oraz ograniczonymi zdolnościami w postaci własnych technologii. Wieloletnie niedoinwestowanie doprowadziło do poważnych luk w wiedzy przemysłowej, niedoborów wykwalifikowanych kadr oraz niedostosowania infrastruktury technicznej do wymogów produkcji i serwisu zaawansowanego sprzętu wojskowego. Dodatkowo, struktura sektora obronnego w Europie Środkowej pozostaje rozdrobniona – opiera się głównie na małych, wyspecjalizowanych firmach, którym brakuje wystarczającej skali i zasobów, by konkurować na rynkach międzynarodowych czy samodzielnie pozyskiwać duże kontrakty eksportowe.

Z szacunków zawartych w raporcie Deloitte „Inwestycje obronne Polski” wynika, że w latach 2024-2035 jedynie 41 proc. zakupów zbrojeniowych zostanie zrealizowanych fizycznie w Polsce. W ujęciu finansowym udział ten może być jeszcze niższy, ponieważ duża część sprzętu będzie budowana na zagranicznych licencjach lub oparta na importowanych komponentach, jak w przypadku czołgów K2, armatohaubic K9 czy transporterów opancerzonych „Rosomak”. Taka struktura zakupów ogranicza rozwój autorskich kompetencji technologicznych, a co za tym idzie, osłabia zdolność krajowych firm do skalowania działalności.

Rola rządu w transformacji

Rządy mają zasadnicze znaczenie w kształtowaniu ram strategicznych i w rozwijaniu przemysłu obronnego, zwłaszcza w krajach środkowoeuropejskich. Przezwyciężenie istniejących barier wymaga szerokiej współpracy, przemyślanych inwestycji oraz długofalowej strategii, w której państwo będzie pełniło cztery fundamentalne role: stratega, inicjatora współpracy, inwestora w kluczowe zasoby oraz głównego integratora systemów.

Każda z tych ról niesie ze sobą konkretne zadania i odpowiedzialności. Jako strateg, władze powinny jasno wyznaczać priorytety zakupowe i rozwojowe, redukując niepewność inwestycyjną. W roli inicjatora współpracy promować partnerstwa między firmami państwowymi, prywatnymi i środowiskiem naukowym. Jako inwestor, może wzmacniać kluczowe zasoby przez bezpośrednie wsparcie i system zachęt, np. dla firm rozwijających technologie dronowe czy AI. Natomiast jako integrator, państwo powinno dbać o kompatybilność i spójność systemów – szczególnie w obszarach takich jak obrona powietrzna, gdzie skuteczność zależy od koordynacji wielu elementów – dodaje Mariusz Ustyjańczuk.

Przedsiębiorstwa państwowe zajmują wyjątkowe miejsce w sektorze zbrojeniowym: realizują strategie rządu i są integralnym elementem ekosystemu obronnego. Aktualnie jednak nie są gotowe do absorpcji nagłego przypływu finansowania. Aby mogły pełnić funkcję motoru innowacji, konieczna jest ich adaptacja do współczesnych warunków rynkowych – zarówno operacyjnie, jak i strategicznie. Obejmuje to m.in. realistyczną ocenę zasobów, dostosowanie do strategicznych celów (przez rozwój nowych technologii i współprace z innymi podmiotami), poprawę sprawności operacyjnej, a także potwierdzenie wartości podejmowanych inicjatyw. Po udanej transformacji ich zadaniem powinno być rozwijanie krajowych zasobów, zapewnianie długoterminowej stabilności nawet w przypadku nieregularnego popytu, zabezpieczenie łańcuchów dostaw i stymulowanie dalszego rozwoju.

Współpraca kluczem do sukcesu

Rewitalizacja przemysłu obronnego w Europie Środkowej to wyzwanie pokoleniowe, które wymaga nie tylko długofalowej strategii na poziomie państw, lecz także ścisłej współpracy sektora publicznego i prywatnego. Co więcej, równolegle konieczna będzie ścisła regionalna kooperacja w ramach NATO i Unii Europejskiej, która pozwoli na uniknięcie dublowania inwestycji oraz efektywny podział kompetencji pomiędzy państwa członkowskie. W kontekście planowanych przez Polskę wydatków na obronność rzędu 1,9 bln zł do 2035 roku, kluczowe jest, aby część inwestycji była projektowana w sposób otwierający rynek na podmioty prywatne i pozwalający zwiększyć efektywność wydatkowania środków publicznych.

Dzięki zastosowaniu modeli PPP lub tzw. projektów dźwigni publicznej (public leverage) możliwe jest angażowanie firm prywatnych w realizację celów obronnych państwa. Dotyczy to m.in. budowy i utrzymania ośrodków szkoleniowych, centrów logistycznych czy infrastruktury IT, gdzie sektor prywatny może finansować przedsięwzięcie, a następnie świadczyć usługi na rzecz państwa w zamian za długoterminowe opłaty. Rozpisywanie takich kontraktów w formule otwartych zamówień publicznych umożliwia szerszemu gronu firm dostęp do przetargów, sprzyjając konkurencji i innowacyjności. Ponadto w czasie pokoju część wolnych mocy produkcyjnych, np. zdolność przewozowa tankowców lotniczych, może być udostępniana innym użytkownikom, co dodatkowo zwiększa efektywność wykorzystania zasobów.

Brak stabilności i poczucia bezpieczeństwa może zniechęcać inwestorów do lokowania kapitału w nową infrastrukturę czy rozwój przedsiębiorstw, dlatego długofalowe inwestycje w sektor obronny powinny iść w parze z przemyślaną strategią. Nadrzędnym celem takich nakładów nie jest jednak napędzanie wzrostu gospodarczego, lecz zapobieganie konfliktowi, który zawsze niesie za sobą poważne konsekwencje ekonomiczne. Istotne jest to, by pieniądze przeznaczane na modernizację armii nie tylko zwiększały nasze zdolności obronne, ale także wspierały rozwój krajowego przemysłu i innowacji. Jeśli wydatki będą rozsądnie podzielone pomiędzy podmioty krajowe i zagraniczne, możemy liczyć na transfer technologii oraz wzrost potencjału do dalszego rozwoju polskich firm – podkreśla Julia Patorska, partnerka, liderka portfolio Sustainability & Climate w Polsce i Europie Środkowej w Deloitte.

600 tys. firm zniknęło po Polskim Ładzie. Przedsiębiorcy apelują do prezydenta o podpisanie ustawy zmniejszającej składkę zdrowotną

Z apelem o podpisanie ustawy o składce zdrowotnej płaconej przez osoby wykonujące pozarolniczą działalność gospodarczą wystąpiła do prezydenta Andrzeja Dudy Organizacja Pracodawców Rada Przedsiębiorców. W specjalnym liście skierowanym do głowy państwa prezes Rady Przedsiębiorców – Adam Abramowicz podkreślił, że choć ustawa ta nie usuwa wszystkich szkód spowodowanych przez Polski Ład, to jednak w realny sposób poprawi sytuację około 2 milionów mikro i małych firm. 

„To właśnie sektor MŚP najdotkliwiej ucierpiał na drastycznym podniesieniu wysokości składki zdrowotnej dla przedsiębiorców w 2022 roku. W latach 2022–2023 zamknęło lub zawiesiło działalność blisko 600 tysięcy firm. Było to w ogromnej mierze konsekwencją dotkliwych i niesprawiedliwych dla przedsiębiorców zmian dotyczących składki zdrowotnej”
– przypomina w liście Adam Abramowicz, były rzecznik MŚP, obecnie prezes Organizacji Pracodawców Rada Przedsiębiorców. Przed Polskim Ładem przedsiębiorcy płacili rocznie
9 mld zł składki zdrowotnej, po jego wprowadzeniu płacą aż 19 mld zł.

„Pan Prezydent wielokrotnie podkreślał, jak ważny jest sektor MŚP i jak pilnie trzeba poprawiać warunki funkcjonowania polskich firm rodzinnych. Podpisanie przez Pana Prezydenta ustawy nowelizującej zasady naliczania składki zdrowotnej będzie potwierdzeniem tych słów. Przyczyni się także do rozwoju sektora MŚP i wzrostu jego konkurencyjności w tak trudnej obecnie sytuacji gospodarczej” – dodaje w liście Abramowicz.

Kilkanaście dni temu z prezydentem Andrzejem Dudą spotkali się przedstawiciele środowisk lewicowych, którzy apelowali o zawetowanie tej ustawy, argumentując, iż obniżenie składki zdrowotnej dla mikro i małych firm pociągnie za sobą uszczerbek w budżecie NFZ, a tym samym negatywnie odbije się na jakości publicznej służby zdrowia. – To nieprawdziwy argument. Minister finansów wielokrotnie podkreślał, że ubytek ten uzupełniony zostanie
z budżetu państwa – podkreśla prezes Rady Przedsiębiorców.

– Tak samo fałszywym argumentem jest ten, że uchwalone przez Sejm zmiany doprowadzą do wzrostu liczby osób pracujących na B2B. Ustawa ta nie poprawia warunków prowadzenia B2B w porównaniu do stanu prawnego sprzed Polskiego Ładu, a jedynie ułatwia prowadzenie działalności małym firmom o dochodach mniejszych niż 1,5 średniej krajowej – zauważa z kolei Robert Bodendorf, wiceprezes Organizacji Pracodawców Rada Przedsiębiorców.

Autorzy listu do prezydenta przypominają, że obniżenie składki zdrowotnej dla przedsiębiorców było zarówno obietnicą przedwyborczą partii tworzących dzisiejszą koalicję rządową, jak i deklaracją ze strony Prezesa Prawa i Sprawiedliwości, który zmiany wprowadzone przez Polski Ład uznał za błąd. – Prezes Jarosław Kaczyński publicznie zapowiedział, że po powrocie PiS do władzy przywrócone zostaną przepisy obowiązujące przed Polskim Ładem. Nie były to obietnice gołosłowne, ponieważ rok temu klub parlamentarny PiS złożył projekt przewidujący obniżenie składki na ubezpieczenia zdrowotne dla przedsiębiorców i możliwość odliczenia jej od podatku. Co prawda projekt ten został odrzucony, ale jego wysunięcie było równoznaczne z uznaniem obowiązujących obecnie przepisów za szkodliwe dla gospodarki i zagrażające nie tylko konkurencyjności, ale wręcz istnieniu wielu małych firm – zaznacza Adam Abramowicz.

Z sondażu IBRIS dla dziennika „Rzeczpospolita” przeprowadzonego w listopadzie ubiegłego roku wynika, że aż 73 proc. Polaków opowiada się za obniżeniem składki zdrowotnej dla mikroprzedsiębiorców i osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. To kolejny dowód na to, jak duża część opinii publicznej zdaje sobie sprawę, że obecny system jest niesprawiedliwy i szkodliwy dla polskich przedsiębiorców.

– Przewidziane przez ustawę obniżenie składki zdrowotnej jest co prawda zdecydowanie skromniejsze niż zapowiadane w kampanii przez ówczesne partie opozycyjne, niemniej przepisy obniżają składkę i upraszczają sposób jej wyliczenia dla 2 milionów przedsiębiorców o dochodach mniejszych niż 1,5 średniej krajowej, czyli dla właścicieli mikro i małych firm. Dlatego przekonujemy Pana Prezydenta, że warto tę ustawę podpisać – podkreśla Robert Bodendorf.

Na wtorek 6 maja na godz. 13.00 przedstawiciele Organizacji Pracodawców Rada Przedsiębiorców zapowiadają zorganizowanie pikiety przed Pałacem Prezydenckim. – Przedsiębiorcy, jeżeli chcecie płacić w przyszłym roku mniej i rozliczać się prostym sposobem z NFZ-em, przyjdźcie tego dnia przed Pałac Prezydencki przy Krakowskim Przedmieściu, aby wspólnie z nami przekonać prezydenta Andrzeja Dudę do podpisania tej ustawy – apeluje Adam Abramowicz.

Źródło: Organizacja Pracodawców Rada Przedsiębiorców

Rynek biurowy w regionach: popyt rośnie, nowej podaży brak – czy grozi nam deficyt?

0

W pierwszym kwartale 2025 roku regionalne rynki biurowe w Polsce znalazły się w wyjątkowej sytuacji – popyt na powierzchnię biurową rósł, podczas gdy nowa podaż praktycznie zanikła. Jak wynika z najnowszego raportu Savills, w okresie od stycznia do marca deweloperzy dostarczyli jedynie 2400 m kw. nowej powierzchni w budynku Dymka 188 w Poznaniu. To ponad 40 razy mniej niż średnia dla pierwszych kwartałów z lat 2015-2024 wynosząca 100 500 m kw. Niska aktywności deweloperów i jednoczesny wzrost popytu przełożą się na spadek współczynnika pustostanów, a w dłuższej perspektywie mogą być jednym z powodów dla potencjalnych wzrostów czynszów i do ograniczenia wyboru dla najemców.

STRUKTURA ZASOBÓW

Na koniec marca całkowite zasoby biurowe ośmiu głównych miast regionalnych wynosiły 6,76 mln m kw. Najbardziej rozwiniętymi rynkami pozostają Kraków, Wrocław i Trójmiasto, które łącznie koncentrują 63% zasobów. W każdym z tych miast znajduje się ponad 1 mln  m kw. nowoczesnej powierzchni. Katowice, Poznań i Łódź razem odpowiadają za 31% zasobów, natomiast Lublin i Szczecin za pozostałe 6%.

W budowie pozostaje niespełna 203 000 m kw., czyli o 26% mniej niż przed rokiem. Dla porównania średnioroczne wolumeny z lat 2015-2019 sięgały 908 000 m kw., a z lat 2020-2024 – 522 000 m kw. Tak wyraźne ograniczenie nowych inwestycji może w perspektywie kolejnych kwartałów skutkować dalszym spadkiem dostępnej powierzchni, a co za tym idzie również zmniejszeniem opcji najmu dla najemców.

PUSTOSTANY

Na koniec marca w regionach pozostawało 1,18 mln m kw. niewynajętej powierzchni, co przekłada się na średni wskaźnik pustostanów 17,5% (spadek o 0,3 p.p. r/r). W pięciu miastach wskaźnik pustostanów wyniósł co najmniej 15%, a były to Łódź (22,3%), Katowice (21,1%), Wrocław (20,4%), Kraków (14,6%) i Poznań (15,0%). W pozostałych miastach dostępność powierzchni była niższa, a wskaźnik ten był pomiędzy 8% w Szczecinie a 12,6% w Trójmieście.

Daniel Czarnecki, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja właściciela, Savills
Daniel Czarnecki, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja właściciela, Savills

Ograniczona podaż stawia właścicieli w dość komfortowej pozycji, bo potencjalnie otwiera pole do wzrostu czynszów w niedługim horyzoncie. Mimo to, przy obecnym wysokim współczynniku pustostanów oraz silnej konkurencji, sukces komercjalizacji wymaga dziś wyjątkowo aktywnych działań, aby pozyskać i utrzymać najemców – zaznacza Daniel Czarnecki, Head of Landlord Representation, Office Agency, Savills.

POPYT I SEKTORY NAPĘDZAJĄCE RYNEK

Pomimo nikłej nowej podaży to popyt w miastach regionalnych utrzymał się na wysokim poziomie i w pierwszym kwartale osiągnął 176 900 m kw. To wynik o 27% lepszy niż rok temu i o 17% powyżej średniej z pierwszych kwartałów lat 2020-2024. Najemcy byli szczególnie aktywni w Krakowie (56 600 m kw.) i Wrocławiu (43 800 m kw.). Wyższy popyt brutto niż w tym samym okresie poprzedniego roku zanotowano również w Trójmieście, Katowicach, Poznaniu i Lublinie.

Cztery branże – IT, usługi dla biznesu, produkcja oraz finanse – wygenerowały łącznie 58% całkowitego popytu. Największy udział miał sektor IT (18%), tuż przed usługami dla biznesu (16%), produkcją (14%) i finansami (10%). 5% przypadło na operatorów biur flex, którzy zdecydowali się rozwijać swój biznes w regionach. Struktura transakcji wskazuje, że niemal połowę wolumenu stanowiły renegocjacje istniejących umów (48%), natomiast nowe kontrakty odpowiadały za 41%. Ponadto zanotowano 8% udział ekspansji i 3% umów przednajmu.

Jarosław Pilch, Savills
Jarosław Pilch, Savills

Średni poziom wakatów w regionach wciąż wynosi około 18% i może dawać złudne poczucie komfortu, jednak przy historycznie niskiej nowej podaży ta „poduszka” może się skurczyć szybciej, niż to się wydaje. Firmy planujące ekspansję lub relokację powinny więc z dużym wyprzedzeniem rezerwować powierzchnie i szybko finalizować umowy, aby zagwarantować sobie najlepsze lokalizacje i warunki – mówi Jarosław Pilch, Head of Tenant Representation, Office Agency, Savills.

CZYNSZE I KOSZTY EKSPLOATACYJNE

Stawki bazowe w biurowcach klasy A w regionach kształtowały się pomiędzy 12,00 a 17,00 EUR/m kw./miesiąc. Najwyższe czynsze obowiązują w Poznaniu (do 17 EUR), a tuż za nim plasują się Kraków i Wrocław (do 16,50 EUR). Opłaty eksploatacyjne co do zasady nie przekraczają 37 PLN/m kw./miesiąc, choć ich wysokość zależy głównie od efektywności budynku.

PERSPEKTYWY

Do końca 2027 r. deweloperzy deklarują dostarczenie nawet 475 000 m kw. nowej powierzchni. Zdecydowana większość z tej powierzchni może trafić na rynek dopiero w ostatnim roku prognozy. Wiele jednak zależy od warunków rynkowych, czyli m.in.: od dalszego spadku dostępności biur, wzrostu aktywności najemców oraz dostępu do finansowania na realizację projektów – komentuje Wioleta Wojtczak, Head of Research, Savills.

Obecna sytuacja na rynku sprzyja właścicielom najlepiej zlokalizowanych i zrównoważonych budynków, ale jednocześnie podnosi poprzeczkę dla projektów planowanych – tylko te o najwyższym standardzie, dobrze skomunikowane i z potwierdzonym popytem w postaci umów przednajmu – będą miały szansę na komercjalizację.

Rynek pracy w USA odporny na kryzys? Recesja nie musi oznaczać masowych zwolnień

Rynek pracy w USA: jak bardzo może się osłabić? Jak na razie trzyma się mocno – nawet masowe zwolnienia pracowników federalnych nie wpłyną znacząco na wzrost bezrobocia. Przyczyny: ograniczenie importu, ograniczona podaż produkcyjna przy niedoborze pracowników, w okresach dostosowania – strategia ograniczania godzin pracy a nie zatrudnienia, silne finanse amerykańskich przedsiębiorstw. Ostatecznie na ratunek przyjdzie FED obniżając stopy – koszt pieniądza dla firm.

  • Rynek pracy w Stanach Zjednoczonych utrzymał się (w niezłej kondycji) pomimo narastających przeciwności gospodarczych, a wskaźniki prognostyczne sugerują, że ta odporność powinna utrzymać się także w 2. kwartale 2025 roku
  • Recesja tak, masowe zwolnienia – raczej nie: Wskaźnik wolnych miejsc pracy jako pierwszy zasygnalizuje recesję (spodziewaną w II-III kwartale), ale nie spodziewamy się masowych zwolnień
  • Brak dostaw z zewnątrz – trzeba produkować (zatrudniać) lokalnie: Gospodarka Stanów Zjednoczonych stoi w obliczu wyjątkowej kombinacji ograniczeń podażowych (większych niż tradycyjnie sądzono) i bardziej restrykcyjnej polityki imigracyjnej. W związku z tym firmy są bardziej skłonne do gromadzenia ograniczonej siły roboczej w porównaniu z poprzednimi epizodami recesji, ca zapobiega znacznemu wzrostowi bezrobocia
  • Dodatkowo, rekordowe zyski firm stanowią na razie bufor pozwalający znieść cła (obok niedoborów siły roboczej wpływają na brak skłonności biznesu do redukcji zatrudnienia)
  • Wzrost bezrobocia – będzie, ale stopniowy a nie nagły: spodziewamy się, że stopa bezrobocia osiągnie szczyt na poziomie 5% do 1. kwartału 2026 roku. Nawet jeśli zwolnieni lub odchodzący pracownicy federalni nie znajdą innej pracy (ale pozostaną na rynku pracy), sam ten fakt spowodowałby wzrost stopy bezrobocia o zaledwie +0,3 punktu procentowego w 2025 roku
  • FED na ratunek: stałe stopniowe pogarszanie się sytuacji na rynku pracy będzie powodem, według naszych ocen, z powodu którego Fed przyspieszy obniżki stóp procentowych pod koniec 2025 r. i na początku 2026 r., po gwałtownym wzroście inflacji już tego lata, a wywołanym przez cła

Amerykański rynek pracy trzyma się dobrze pomimo narastających przeciwności gospodarczych, w tym gwałtownego wzrostu niepewności politycznej.

Wzrost liczby zatrudnionych poza rolnictwem o 228 000 w marcu w opinii Allianz Trade sugeruje, że amerykański rynek pracy pozostaje solidny. Zatrudnienie w sektorze prywatnym z wyłączeniem edukacji i opieki zdrowotnej (najbardziej cykliczny składnik zatrudnienia) było liderem (wykres 1), szczególnie w sektorze usług (zwłaszcza w handlu detalicznym oraz transporcie i magazynowaniu), choć zatrudnienie w sektorze produkcyjnym ledwo wzrosło. Stopa bezrobocia wzrosła tylko nieznacznie do 4,2%. Całkowita liczba rządowych miejsc pracy wzrosła o +19,000, nieco poniżej ostatniej średniej. W ramach rządu, płace w rządzie federalnym spadły tylko o -4,000, pomimo nacisków DOGE na zwolnienie pracowników federalnych. Odporność ta prawdopodobnie odzwierciedla prawny sprzeciw wobec zwalniania pracowników zatrudnionych na okres próbny. Ogłoszone przez Challengera redukcje etatów w marcu i cotygodniowe wstępne wnioski o bezrobocie do końca marca potwierdzają niedawną jeszcze odporność amerykańskiego rynku pracy. [1]

Wykres 1: Struktura zatrudnienia poza rolnictwem (tys. miejsc pracy, miesięcznie)

Struktura zatrudnienia poza rolnictwem

Źródła: LSGE Workspace, Allianz Research

Wskaźniki prognostyczne sugerują, że ta odporność prawdopodobnie utrzyma się w drugim kwartale 2025 roku.

Przyglądamy się czterem zmiennym, aby przewidzieć wyniki rynku pracy na najbliższe trzy miesiące: ankiecie NFIB dotyczącej odsetka firm, które planują zwiększyć zatrudnienie i odsetka zgłaszających trudności z obsadzeniem stanowiska pracy; ankiecie Conference Board dotyczącej łatwości znalezienia pracy przez gospodarstwa domowe oraz wzrostowi liczby tymczasowych miejsc pracy z badania zatrudnienia poza rolnictwem (wykres 2). W przeszłości te cztery zmienne miały tendencję do wykrywania dynamiki na amerykańskim rynku pracy w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Chociaż obecnie wysyłają one mieszane sygnały, ogólnie nie wskazują na pogorszenie sytuacji na rynku pracy w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Dla porównania, w ostatnich dwóch recesjach w USA (2020 i 2008 r.[2]) przyjrzeliśmy się trzem podstawowym danym: wzrostowi zatrudnienia, stopie bezrobocia i wskaźnikowi wolnych miejsc pracy (wykres 3). Aby uchwycić podstawową dynamikę i przebić się przez szum, dane są wyrażone w % zmianie 6m/6m (zatrudnienie) i %-pt zmianie 6m/6m (stopa bezrobocia i stopa wakatów). Z dwóch poprzednich recesji w opinii Allianz Trade można wywnioskować, że wskaźnik wolnych miejsc pracy pogorszył się jako pierwszy. Podczas recesji w 2008 r., nawet cztery miesiące po jej rozpoczęciu, stopa bezrobocia i wzrost zatrudnienia nie uległy znacznemu pogorszeniu[3]

Wykres 2: Perspektywiczne wskaźniki amerykańskiego rynku pracy (z-score)

Perspektywiczne wskaźniki amerykańskiego rynku pracy

Źródła: LSGE Workspace, Allianz Research

Wykres 3: Wskaźniki rynku pracy podczas poprzednich recesji w USA (z-score)

Wskaźniki rynku pracy podczas poprzednich recesji w USA

Żródła: LSGE Workspace, Allianz Research

Uwaga: wzrost zatrudnienia wyrażony jest w % zmiany 6m/6m, a stopa wakatów/stopa bezrobocia w pp zmiany 6m/6m.

Pomimo inflacyjnych skutków gwałtownych podwyżek ceł i utrzymującej się wysokiej niepewności politycznej, nie spodziewamy się dużych zwolnień, ponieważ amerykańskie firmy nadal cieszą się dobrymi zyskami, a także borykają się z podwyższonym niedoborem siły roboczej. Niemniej jednak oczekujemy, że stopa bezrobocia stopniowo będzie rosła, osiągając szczyt na poziomie 5% w I kwartale 2026 r.

Obok stosunkowo solidnego stanu bilansów i dochodów amerykańskich gospodarstw domowych[4] , ograniczone tylko pogorszenie sytuacji na rynku pracy w ciągu najbliższych kilku miesięcy jest kolejnym czynnikiem podtrzymującym odporność (gospodarki). Po pierwsze, poziom wolnych mocy produkcyjnych w amerykańskiej gospodarce pozostaje bardzo ograniczony. W rzeczywistości nasza własny wskaźnik luki produktowej – skonstruowany w oparciu o miary ankietowe, takie jak wykorzystanie mocy produkcyjnych w przemyśle lub stopa bezrobocia – jest nadal w dużej mierze dodatni (wykres 4) i jest ona bardziej podwyższona niż inne, alternatywne szacunki luki produktowej. Wskazuje to, że firmy są  bardziej ograniczone od strony podaży niż konwencjonalnie sądzono, a w tym środowisku bardziej prawdopodobne jest zatrzymanie pracowników, zwłaszcza że restrykcyjna polityka imigracyjna zwiększa niedobór siły roboczej. W rzeczywistości liczba godzin pracy na pracownika stale spada od czasu kryzysu związanego z pandemią Covid-19, co w opinii Allianz Trade wskazuje na strategię dostosowywania godzin pracy, a nie liczby pracowników, do zmieniających się warunków gospodarczych. Po drugie, zyski przedsiębiorstw (w ujęciu skorygowanym o inflację) są wysokie (wykres 4).

Wykres 4: Luka produktowa i realne zyski przedsiębiorstw

Luka produktowa i realne zyski przedsiębiorstw

Źródła: LSGE Workspace, Allianz Research

Amerykańskie korporacje, w ujęciu zagregowanym, dysponują buforami pozwalającymi im przetrwać cła i prawdopodobnie będą preferować tymczasowe niższe zyski niż masowe zwolnienia. W międzyczasie zwolnienia federalne napędzane przez DOGE prawdopodobnie nie wstrząsną rynkiem pracy. Zwolnienia pracowników nieetatowych w agencjach takich jak Departament Edukacji i USAID zaczną być widoczne w danych w nadchodzących miesiącach. W samym październiku raport o zatrudnieniu prawdopodobnie uwzględni wpływ 75 000 pracowników federalnych, którzy zdecydowali się na odroczenie rezygnacji. W sumie spodziewamy się, że zatrudnienie w sektorze federalnym spadnie w tym roku o blisko 200 000 osób, co stanowi ponad 10% rocznego wzrostu zatrudnienia. Jednak nawet w skrajnym scenariuszu, w którym zwolnieni lub odchodzący pracownicy federalni nie znajdują innej pracy (ale pozostają na rynku pracy), stopa bezrobocia wzrosłaby o zaledwie +0,3 punktu procentowego w 2025 roku.

Tomasz Starus, prezes Zarządu Allianz Trade w Polsce
Tomasz Starus, prezes Zarządu Allianz Trade w Polsce

W opinii Tomasza Starusa, Prezesa Allianz Trade w Polsce „Polski rynek pracy także jest silny, podobnie jak amerykański – nawet jeśli aktualnie ustał okres podwyżek płac i dominacji pracowników na rynku. Pomimo spadku wyników przetwórstwa przemysłowego, budownictwa oraz usług (wyniku finansowego i rentowności netto) polskie firmy nie zwalniały pracowników  i zapewne nadal nie będą. Mamy najniższe bezrobocie w UE (2,6% za Eurostat w lutym), a pracodawcy obawiają się o odpływ pracowników z Ukrainy. Przedsiębiorcy zdają sobie sprawę, iż ich największym atutem są właśnie ich pracownicy, a w skali kraju – największym atutem Polski są Polacy. Rosnące z czasem obroty w przemyśle ciężkim, w budownictwie, w turystyce i gastronomii wymagały będą zatrudnienia pracowników i zwiększania zatrudnienia. Obserwujemy obecnie prawdziwą falę zamykania jednoosobowych działalności gospodarczych, co i tak nie zwiększa bezrobocia –  pomimo wyższych kosztów firmy absorbują więc tych ludzi na etatach, wykorzystując ich doświadczenie. Dlatego pomimo tego, iż rentowność polskich przedsiębiorstw (i ich akumulacja kapitału) nie jest tak dobra jak w USA, to firmy zatrudniają i będą zatrudniać, stąd perspektywy dla polskiego rynku pracy są podobnie jak w USA – niezłe” .

[1] W marcu liczba zwolnień w sektorze prywatnym zmniejszyła się. Liczba ta gwałtownie wzrosła w sektorze rządowym, ale nie przełożyła się na faktyczną utratę miejsc pracy z powodu prawnego sprzeciwu wobec zwalniania pracowników na okres próbny.

[2] Szacujemy, że recesja w 2008 r. rozpoczęła się w marcu 2008 r., a nie w grudniu 2007 r., jak ogłosił NBER, ponieważ przed marcem 2008 r. większość danych dotyczących aktywności gospodarczej nie wskazywała na recesję.

[3] Przyglądamy się trzem podstawowym zmiennym: wzrostowi zatrudnienia, stopie bezrobocia i wskaźnikowi wolnych miejsc pracy (wykres X3). Aby uchwycić podstawową dynamikę i przebić się przez szum, dane są wyrażone w 6m/6m % zmiany (zatrudnienie) i 6m/6m pp zmiany (stopa bezrobocia i stopa wakatów).

[4] Zobacz AllianzTrade | Czy amerykański konsument wytrzyma?.

Rynek domów w I kwartale 2025: ostrożność deweloperów i wybredność kupujących

W ujęciu rocznym sprzedaż domów deweloperskich odnotowała spadek. Jednak już dane kwartalne pokazują poprawę wyników w większości analizowanych miast. Widać sezonowe ożywienie w popycie, ale deweloperzy są ostrożni we wprowadzaniu na rynek nowych projektów. Ograniczają ich liczbę w obawie przed nadpodażą.

W marcu oferta deweloperów w granicach siedmiu głównych miast (Warszawa, Kraków, Poznań, Wrocław, Trójmiasto, Łódź, Katowice) obejmowała ponad 2 tys. domów, czyli więcej o 4% kw./kw. oraz o 18% r/r. Średnia cena za mkw. na tych rynkach osiągnęła 11,5 tys. zł (+3% kw./kw., +15% r/r). Jednak warto zauważyć, że więcej domów buduje się na obrzeżach miast. Całkowita oferta uwzględniająca zarówno liczbę domów w granicach miast, jak w ich aglomeracjach wyniosła w marcu 6,1 tys., co stanowi minimalny wzrost kwartalny (0,5%), lecz wyraźny, bo o 14%, spadek w ujęciu rocznym. Średnia cena domów sięgnęła 9 tys. zł za mkw. (+ 2% kw./kw., +8% r/r).

Dom od dewelopera

Sprzedaż domów w granicach miast

W pierwszym kwartale 2025 r. deweloperzy wprowadzili do sprzedaży na siedmiu głównych rynkach 440 domów, czyli o jedną piątą więcej niż w ubiegłym kwartale, jednak o 8% mniej niż w analogicznym okresie rok temu. Jednocześnie sprzedali w tym czasie 370 domów – o 17% mniej kw./kw. oraz 19% mniej r/r. Przy zauważalnym aktualnie niższym popycie w miastach, deweloperzy coraz częściej decydują się na wprowadzanie bardziej intensywnych strategii cenowych (rabaty, promocje) lub wdrożenie dodatkowych zachęt sprzedażowych (gratisy w postaci miejsc parkingowych czy dodatkowe eko-rozwiązania, system smarthome).

Kwartalny wzrost sprzedaży w aglomeracjach

1,2 tys. – tyle wyniosła liczba nowych ofert uwzględniająca największe miasta i sąsiadujące powiaty, co oznacza spadek o 16% kw./kw. oraz o 22% r/r. Ograniczenie liczby nowych inwestycji może być reakcją na wolniejszą w ostatnich miesiącach sprzedaż i wyzwania związane z absorpcją dostępnych ofert.

Dom od dewelopera
Wykres na podstawie danych Otodom

Sprzedaż domów uwzględniająca miasta wraz z aglomeracjami w tym okresie osiągnęła poziom 1,3 tys. Mimo rocznego spadku sprzedaży (-15%), kwartalny wzrost (+11%) to pozytywny sygnał dla deweloperów świadczący o dalszym zainteresowaniu nabywców zakupem domów na przedmieściach.

„Warto podkreślić, że oba segmenty rynkowe trafiają do różnych grup odbiorców – osoby wybierające domy w granicach miast cenią dogodną lokalizację, komfort życia w domu zamiast mieszkania w bloku i są gotowe ponieść wyższe koszty, by zdobyć dom w atrakcyjnych, wygodnych lokalizacjach. Tymczasem nabywcy poszukujący domów w aglomeracjach są bardziej wrażliwi na koszty, koncentrują się na ekonomicznych rozwiązaniach i są skłonni zrezygnować z lokalizacji na rzecz niższych cen”, mówi Agata Stachowiak, ekspertka rynku nieruchomości Otodom.

2,5 tys. domów w Warszawie i aglomeracji

Większość analizowanych miast wraz z aglomeracjami odnotowała wzrost oferty domów deweloperskich w ujęciu rocznym. Jest on szczególnie widoczny w Katowicach (+33% r/r), Warszawie (+28% r/r) oraz Trójmieście (+22% r/r). Jednak ​ w Poznaniu (-12% r/r) i Wrocławiu (-5% r/r) oferta zmalała. W pierwszym kwartale 2025 r. w wielu miastach nastąpił znaczący spadek liczby domów wprowadzonych do sprzedaży w porównaniu do analogicznego kwartału rok wcześniej. W Poznaniu i sąsiednich powiatach nowa podaż spadła o 61%, we Wrocławiu i aglomeracji o 38%, a w Warszawie i okolicy o 25%.

„Deweloperzy przyjęli bardziej ostrożną strategię inwestycyjną. Słabsze wyniki odnotowali oni również w kategorii domów sprzedanych. W porównaniu do pierwszego kwartału 2024 r. najbardziej odczuwalne osłabienie popytu nastąpiło w Krakowie wraz z aglomeracją (-30%) i Poznaniu wraz z powiatami (-46%). Spadek sprzedaży sugeruje możliwy wpływ czynników makroekonomicznych, takich jak wyższe stopy procentowe, trudniejsza dostępność kredytów hipotecznych oraz wzrost kosztów życia”, wyjaśnia Stachowiak z Otodom.

Sprzedaż kwartalnie

Choć r/r obserwujemy spadki w wynikach sprzedażowych deweloperów, w porównaniu kw./kw. sprzedaż wzrosła w 4 z 7 wspomnianych regionów. Warszawa i aglomeracja odnotowała 27% wzrost sprzedaży między kwartałami. W Katowicach i okolicy sprzedaż wzrosła o 19%, a we Wrocławiu i aglomeracji o 11%. W Poznaniu i okolicach deweloperzy sprzedali o 10% więcej domów niż w ostatnim kwartale 2024 r. Aktualnie oferta na tym rynku jest najniższa od kwietnia 2022 r. Brak nowych projektów deweloperskich w tym obszarze może skutkować ograniczeniem dostępności oferty w kolejnych kwartałach. W Łodzi i aglomeracji sprzedaż była podobna do tej z ubiegłego kwartału, w Trójmieście i okolicy spadła o 6%, a w Krakowie wraz z aglomeracją o 15%.

Najdrożej znów w Warszawie

Analizując zmiany cen ofertowych za mkw. domów w największych miastach Polski i ich aglomeracjach, można zauważyć kilka istotnych trendów. Przede wszystkim największe roczne podwyżki cen zaobserwowano w Poznaniu oraz Warszawie. Poznań wraz z aglomeracją odnotował 11% wzrost, co świadczy o dynamicznym rozwoju tego rynku i rosnącej atrakcyjności regionu. Z kolei w Warszawie i okolicy mkw. wzrósł przez rok 10%, przez co stolica ponownie przejęła rolę lidera pod względem ceny za mkw. domu (10,4 tys.).

Dom od dewelopera ceny
Wykres na podstawie danych Otodom

W przypadku Katowic i Łodzi również odnotowano znaczące roczne wzrosty cen na poziomie odpowiednio 8,5% i 5%. Region śląski stale przyciąga uwagę zarówno mieszkańców, jak i inwestorów, dzięki niskiej bazie wyjściowej cen (7,1 tys. za mkw.) i rozwijającej się infrastrukturze. Łódź i aglomeracja zanotowały wzrost o 5% (8,4 tys. za mkw.). Umiarkowana podwyżka cen miała miejsce również w Trójmieście i sąsiadujących powiatach, gdzie stawka za mkw. wzrosła o 4%. Na przeciwległym biegunie znajdują się Wrocław i Kraków wraz z aglomeracjami, gdzie roczne wzrosty cen były minimalne i nie przekroczyły 1%. Natomiast Kraków wydaje się stabilizować po wcześniejszych dynamicznych latach zwiększania się zarówno oferty, jak i wysokości cen.

Najem mieszkań tańszy, a wybór większy. Tak wygląda pierwszy kwartał 2025

Pierwszy kwartał 2025 r. przyniósł potężne odbicie liczby unikalnych ofert mieszkań na wynajem w całym kraju. Eksperci portalu GetHome.pl sprawdzili, jak wygląda sytuacja na rynkach najmu w siedmiu największych miastach.

Z uwagi na sezonowość, którą charakteryzuje się rynek najmu, dla nikogo nie powinna być zaskoczeniem rosnąca oferta mieszkań o tej porze roku. Jednak raczej mało kto się spodziewał, że wzrost będzie aż tak spektakularny – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl. Z danych przeszukiwarki portali nieruchomości Adradar wynika, że w Warszawie w marcu na najemców czekało ok. 19,3 tys. lokali. To aż o 54% więcej niż w końcówce ubiegłego roku. Potężny, bo aż 63% wzrost oferty w pierwszym kwartale Adradar odnotował w Krakowie (8,3 tys. mieszkań). O ponad 50% poszła w górę oferta mieszkań na wynajem we Wrocławiu (6,2 tys. lokali), Poznaniu (3,7 tys.) i Katowicach (2,4 tys.), a o ponad 40% – w Łodzi (3,4 tys.). W Gdańsku wybór lokali zwiększył się tylko o 6%, a co gorsza marzec przyniósł spadek oferty.

Liczba unikalnych ofert wynajmu mieszkan

Ekspert przypomina, że ubiegły rok zaczął się od spadków przeciętnych stawek czynszów w największych miastach. Czy podobnie było w tym roku? Z danych portalu GetHome.pl wynika, że w pierwszym kwartale aż o 10% spadła mediana miesięcznego czynszu w Warszawie (do ok. 4,3 tys. zł), o 6% w Katowicach (do ok. 2 tys. zł), o 5% w Łodzi (do ok. 2,1 tys. zł), o 3% we Wrocławiu (do ok. 2,9 tys. zł) i o 2% w Poznaniu (do ok. 2,6 tys. zł). Natomiast w Gdańsku mediana czynszu wzrosła o 1% (do ok. 3 tys. zł), a w Krakowie – o 3% (do 3,1 tys.). Przy czym w tej drugiej metropolii marzec przyniósł jej spadek względem lutego o 3%.

Dlaczego mediana czynszu, a nie średnia? Ekspert wyjaśnia, że mediana jest bardziej zbliżona do „typowej” stawki czynszu. Nie windują jej bowiem w górę, ani nie ściągają w dół, skrajnie drogie lub tanie mieszkania, których na rynku najmu nie brakuje.

Mediana miesiecznego czynszu

Ekspert zwraca uwagę, że wysokość obniżek lub podwyżek była bardzo zróżnicowana także w zależności od liczby pokoi. Np. w przypadku kawalerek mediana czynszu spadła w pierwszym kwartale w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Katowicach. Mieszkania dwupokojowe potaniały tylko w Warszawie i Gdańsku, a trzypokojowe – w Krakowie i Poznaniu.

Czy trend spadkowy utrzyma się w kolejnych miesiącach? Rok temu dominowały podwyżki, bo rósł popyt ze strony najemców. A kiedy jesienią, jak co roku, na rynku najmu pojawili się studenci, oferta mieszkań dramatycznie się skurczyła.

W tym roku ten scenariusz może się nie powtórzyć. W całym kraju mieszkań na wynajem już jest więcej niż w ubiegłym roku we wrześniu, po którym nastąpiło podażowe tąpnięcie. Po drugie, prawdopodobnie poprawi się dostępność kredytów, więc część najemców zamieni czynsz na ratę spłaty kredytu na zakup własnego M – komentuje Marek Wielgo.Liczba unikalnych ofert wynajmu mieszkan.

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl

SprawdzaMY: 49 postulatów deregulacyjnych już w realizacji. Zobacz listę zmian w prawie

Inicjatywa SprawdzaMY – Wielka Siódemka deregulacji nabiera tempa. Aż 49 postulatów deregulacyjnych, opracowanych przez społeczny zespół ekspertów pod przewodnictwem Rafała Brzoski, trafiło do realizacji – część jako projekty ustaw rządowych, a część jako zmiany w rozporządzeniach. Celem tych zmian jest ułatwienie życia obywatelom i odciążenie sektora MŚP przez likwidację zbędnych obowiązków, uproszczenie procedur i budowę bardziej przyjaznego, nowoczesnego państwa.

W odpowiedzi na otwartość strony rządowej, by na bieżąco weryfikować postępy prac nie tylko deregulacyjnych, ale także na słowa Premiera RP – że „każdy minister ma nie tylko mieć nazwę ministerstwa, ale w nawiasie (minister ds deregulacji)” – Rafał Brzoska rzucił wyzwanie, by podjąć największy możliwy challenge: każdy nowy akt prawny niech spowoduje wyeliminowanie 2 innych – najstarszych, nieobowiązujących, nieprzystających do obecnych czasów. Dzięki temu poprawa w stanowieniu prawa będzie miała charakter ciągły.

Rafał Brzoska, Pełnomocnik Przedsiębiorców ds. Deregulacji„Zamiast dodawać kolejne tysiące maszynopisu do obowiązujących setek tysięcy – będziemy obserwować odchudzanie. To byłby największy skok jakościowy w historii polskiej legislacji od 89 roku. Cieszę się również ze stanowiska Pana Premiera, by prace nad deregulacją i projektami rozwojowymi absolutnie nie miały pieczątki partyjnej – ale aby decydowało kryterium jakości merytorycznej. Dlatego już dzisiaj przekazaliśmy nasze pozytywne stanowisko inicjatywy SprawdzaMY do wybranych poprawek zgłosoznych przez Klub Parlamentarny PIS do prac nad ustawą Ministra Paszyka” – wskazał Rafał Brzoska, Pełnomocnik Przedsiębiorców ds. Deregulacji.

Deregulacja nabiera tempa – skala inicjatywy i postępy prac

Proces deregulacji wyraźnie przyspieszył w ostatnich tygodniach. Premier Donald Tusk spotkał się z członkami zespołu SprawdzaMY oraz Rządowego Zespołu ds. Deregulacji, aby omówić postępy i kolejne kroki. Efekt współpracy rządu z inicjatywą społeczną jest wymierny: tylko około 17% pomysłów odrzucono ze względu na konieczność ochrony stabilności budżetu państwa.

Dotychczasowa statystyka postulatów deregulacyjnych:

  • 259 opublikowanych
  • 202 przekazane stronie rządowej
  • 197 rozpatrzonych przez stronę rządową
  • 122 przyjętych do realizacji (61%)
  • 49 JUŻ w realizacji (40%)

Dla 202 postulatów przekazanych stronie rządowej uruchomiono na stronach www.SprawdzaMY.com zegary, które odliczają uzgodnione 100 dni do wdrożenia legislacyjnego, mają również opisany status, informujący na jakim etapie legislcyjnym i wdrożenia w życie się znajdują.

Od początku działania inicjatywy SprawdzaMY obywatele i przedsiębiorcy zgłosili ponad 14 tysięcy propozycji zmian prawa, z czego aż 70% pochodzi od obywateli. Spośród setek zidentyfikowanych barier wyselekcjonowano siedem obszarów priorytetowych, tzw. Wielką Siódemkę deregulacji, obejmujących: podatki, cyfryzację usług, wymiar sprawiedliwości, energetykę, prawo unijne, zdrowie oraz usprawnienie administracji i bezpieczeństwa. W tych właśnie silosach tematycznych opracowano pierwsze pakiety usprawnień. Do czerwca br. zespół planował przedłożyć łącznie 300 usprawnień, jednak tempo wskazuje, że uda się opracować znacznie więcej. Pierwsze efekty prac są spodziewane już w maju – rząd zapowiada, że część ułatwień zacznie obowiązywać niemal natychmiast po uchwaleniu nowych przepisów.

Badania Ibris

Według badań IBRIS od 5 marca do 5 kwietnia 2025 roku społeczna znajomość deregulacji wśród Polaków wzrosła do 61,8% (+10,8pp).

Najważniejsze korzyści z nowych uproszczeń dla obywateli i firm

Proponowane zmiany koncentrują się na praktycznych udogodnieniach, które Polacy odczują na co dzień – od szybszego załatwiania spraw urzędowych, przez przyjazne podatki, po łatwiejsze procedury dla przedsiębiorców. Poniżej przedstawiamy wybrane postulaty (spośród 24 aktualnie procedowanych) wraz z ich konkretnymi korzyściami, pogrupowane tematycznie:

PODATKI I FINANSE PUBLICZNE

  1. Domniemanie niewinności podatnika – podatnik będzie chroniony przed bezpodstawnymi zarzutami skarbowymi.
  2. Vacatio legis minimum 6 miesięcy – przedsiębiorcy otrzymają odpowiedni czas na przygotowanie się do nowych regulacji.
  3. Leasing elektroniczny – łatwiejsze zawieranie umów leasingowych, obniżające koszty operacyjne firm.
  4. Zakaz częściowej korekty deklaracji po kontroli celno-skarbowej – jasne zasady kończenia kontroli podatkowych.

CYFRYZACJA

  1. Rozszerzenie usług aplikacji mObywatel – więcej spraw urzędowych możliwych do załatwienia przez telefon.
  2. Integracja systemów administracyjnych – zmniejszenie liczby formalności i szybszy dostęp do danych urzędowych.
  3. Pełna digitalizacja umów o pracę – ułatwione i bezpieczniejsze zawieranie oraz aneksowanie umów.
  4. Elektroniczne doręczanie załączników do decyzji administracyjnych – szybsza i wygodniejsza komunikacja obywateli z urzędami.

OCHRONA KONSUMENTÓW

  1. Ograniczenie kradzieży tożsamości – skuteczniejsze zabezpieczenie obywateli przed wyłudzeniami finansowymi.
  2. Uproszczenie procedur dla e-commerce – jasne zasady określania statusu konsumenta, upraszczające handel internetowy.
  3. Informacja o śmierci posiadacza rachunku – zabezpieczenie rachunków bankowych bez konieczności składania dodatkowych dokumentów.

SĄDOWNICTWO I ADMINISTRACJA

  1. Cyfryzacja postępowań sądowych – wymiana dokumentów online, co przyspieszy procesy sądowe.
  2. Zdalne rozprawy przed KIO – oszczędność czasu i kosztów dla przedsiębiorców uczestniczących w przetargach.
  3. Usprawnienie mediacji sądowych i administracyjnych – szybsze i skuteczniejsze rozwiązywanie sporów.
  4. Nowoczesna definicja rzemiosła – dostosowanie prawa do potrzeb nowoczesnych, cyfrowych firm rzemieślniczych.
  5. Zasada jednoinstancyjności w postępowaniach administracyjnych – szybsze uzyskiwanie ostatecznych decyzji.
  6. Możliwość umorzenia dawno zawieszonych postępowań administracyjnych – kończenie przeciągających się postępowań, zmniejszające biurokrację.

ENERGETYKA I ŚRODOWISKO

  1. Podniesienie limitu instalacji energetycznych do 500 kW – większe możliwości inwestowania firm w odnawialne źródła energii na własne potrzeby.
  2. Czytelne rachunki za prąd – łatwiejsze zarządzanie wydatkami za energię elektryczną dzięki prostszym rachunkom.

BEZPIECZEŃSTWO I OBRONNOŚĆ

  1. Certyfikowanie firm uczestniczących w przetargach – przejrzystość zamówień publicznych i większa pewność uczciwości przedsiębiorstw.
  2. Przegląd przypadków goldplatingu – ograniczenie dodatkowych obciążeń wynikających z nadgorliwego wdrażania przepisów unijnych.

ZDROWIE I USŁUGI SPOŁECZNE

  1. Rozszerzenie IKP o dostęp do wyników badań – szybki dostęp pacjentów do własnych wyników medycznych online.
  2. Pakiet kolejkowy – poprawa efektywności organizacji kolejek w placówkach ochrony zdrowia.
  3. Integracja baz danych KRS, CEIDG oraz VAT – uproszczenie prowadzenia działalności gospodarczej poprzez łatwiejszą obsługę administracyjną.

Wypowiedź przedstawiciela inicjatywy

Rafał Brzoska, Pełnomocnik Przedsiębiorców ds. Deregulacji„Deregulacja nie jest celem samym w sobie, ale narzędziem do poprawy jakości życia wszystkich obywateli” – podkreśla Rafał Brzoska, lider inicjatywy SprawdzaMY . „Chcemy wspólnymi siłami uprościć przepisy tak, by państwo stało się bardziej przyjazne dla obywateli i przedsiębiorców. Nasz zespół pokazuje konkretnie, gdzie prawo powinno się zmienić – to pospolite ruszenie ekspertów, urzędników i obywateli ma sprawić, że każdy Polak odczuje realną różnicę w swoim codziennym życiu. Jednak naszym celem są także projekty rozwojowe – dzięki którym nasz kraj będzie mógł iść do przodu” – dodaje.

Podsumowanie i dalsze kroki

Inicjatywa SprawdzaMY – Wielka Siódemka deregulacji koncentruje się na rozwiązaniach, które odciążą obywateli i MŚP, usuwając zbędne bariery biurokratyczne. To pierwsze tak szerokie partnerstwo rządu i społeczności ekspertów, nastawione na szybkie efekty. Społeczny zespół deregulacyjny będzie nadal monitorować postępy i proponować kolejne usprawnienia – zgodnie z zasadą, że prawo ma służyć ludziom, a nie ich przytłaczać.

Organizatorzy zachęcają do śledzenia postępów prac na oficjalnej stronie internetowej sprawdzamy.com, gdzie opublikowano pełną listę zgłoszonych postulatów. Każdy obywatel może tam również zgłosić własną sugestię deregulacyjną lub skomentować istniejące propozycje – do tej pory internauci zamieścili już setki komentarzy do opublikowanych pomysłów. Dzięki wspólnemu zaangażowaniu rządu i społeczeństwa, kolejne miesiące przyniosą dalsze decyzje ograniczające nadmierne przepisy i uwalniające polską gospodarkę od zbędnych obciążeń. Nowe, przyjazne regulacje mają sprawić, że prowadzenie firmy stanie się prostsze, a załatwianie urzędowych spraw – szybsze i mniej stresujące. Inicjatorzy Wielkiej Siódemki deregulacji zapowiadają bieżące informowanie o losach poszczególnych ułatwień i kontynuowanie misji budowania nowoczesnego państwa na miarę oczekiwań obywateli XXI wieku.

Rajd złota przerwany. Czy to koniec wzrostów?

W środę ceny złota doświadczyły największego jednodniowego spadku od prawie czterech lat, co wywołało pytania o trwałość dotychczasowego rajdu cenowego na tym rynku. Gwałtowny spadek był bezpośrednią reakcją na złagodzenie retoryki prezydenta Donalda Trumpa w sprawie ceł wobec Chin oraz na rosnącą niepewność dotyczącą przyszłości szefa Rezerwy Federalnej.

Jeszcze na początku tygodnia złoto osiągnęło rekordowy poziom przekraczający 3 500 USD za uncję. Wzrost ten napędzany był głównie przez obawy związane z agresywną polityką handlową Stanów Zjednoczonych oraz krytyczne wypowiedzi prezydenta Trumpa pod adresem Fed. Jednak późniejsza zmiana tonu wypowiedzi prezydenta znacząco złagodziła napięcia, co doprowadziło do gwałtownej korekty cen.

Po początkowym spadku, notowania złota odbiły się do poziomu powyżej 3 330 USD za uncję. Inwestorzy starali się odnaleźć w gąszczu sprzecznych sygnałów płynących z Waszyngtonu. Z jednej strony prezydent prezentował łagodniejsze stanowisko wobec Chin, z drugiej zaś sekretarz skarbu Scott Bessent wyraził wątpliwości co do szybkiego zakończenia wojny handlowej, co utrzymało wysoki poziom niepewności na rynkach.

Napięcia nie ograniczały się jedynie do Stanów Zjednoczonych – również na rynkach azjatyckich odnotowano silne wahania. W szczególności kontrakty terminowe na złoto w Szanghaju zanotowały największy dzienny spadek od 2013 roku, a wolumen obrotów osiągnął rekordowy poziom.

Obecna sytuacja potwierdza, że ceny złota pozostają wyjątkowo wrażliwe na zmiany polityczne, zwłaszcza w kontekście polityki handlowej USA. Dotychczasowy wzrost cen był w dużej mierze napędzany emocjami i obawami inwestorów, a nie twardymi fundamentami rynkowymi. To z kolei pokazuje, jak dynamicznie i gwałtownie mogą zmieniać się notowania metali szlachetnych pod wpływem sygnałów płynących ze sceny politycznej.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Repolonizacja kosztów, emigracja wartości – pułapki gospodarczej naiwności

Politycy z bardzo różnych opcji ideologicznych na całym świecie ciągle ulegają złudzeniu, że można przy pomocy decyzji administracyjnych sterować takimi złożonymi systemami jak gospodarki narodowe, które działają w jeszcze bardziej złożonym układzie międzynarodowym.

Dla polskiego ekonomisty zajmującego się teoriami przedsiębiorstw i konkurencji trudno o spełnienie piękniejszego marzenia niż prowadzenie badań dotyczących sukcesów polskich przedsiębiorców na krajowych i globalnych rynkach konkurencyjnych. Tak samo jak pasjonującym i dumnym zajęciem jest zajmowanie się ekonomisty holenderskiego firmą ASML, duńskiego – Novo Nordisk czy francuskiego – Dassault Aviation.

Aktywa przedsiębiorstw mają narodowość! Ale dobrych aktywów przedsiębiorstw dobrze służącym narodom nie jest dużo. Dlatego muszą być profesjonalnie zarządzane i muszą mieć zdolność do przyciągania i wchodzenia w synergię z zagranicznymi aktywami bliższymi tzw. Światowej Granicy Technologicznej (ŚGT), dzięki czemu kraje – nie tylko mniej rozwinięte – mają możliwość zwiększania dobrobytu swoich gospodarstw domowych.

Nie ulega wątpliwości, że często przedsiębiorstwa zagraniczne dostarczające Polsce aktywów bliskich ŚGT miały za sobą silne wsparcie dyplomatyczne swoich krajów oraz przede wszystkim skuteczną światową pomoc prawną: sądową i arbitrażową. Odczuwały więc dużą przewagę konkurencyjną wynikającą nie tylko z technologii, zarządzania i marketingu, ale i też z tych – jak to nazywa Donald Trump – pozataryfowych wspomagań. Wielu polskich przedsiębiorców było bardziej narażonych na polskie polityczne zawirowania niż silne przedsiębiorstwa zagraniczne.

W większości jednak przypadków, ze względu na jeden z najwyższych udziałów w Europie przedsiębiorstw państwowych w gospodarce, mamy do czynienia permanentnie z bardzo silną polonizacją działalności gospodarczej, i to realizowaną raczej przy pomocy młota, a nie skalpela rodem z jakiejś wyrafinowanej polityki przemysłowej. Dodanie do tej polonizacji jeszcze przedrostka „re”, a także zwolnienie ich z „maksymalizacji zysków”, niczego dobrego nie wróży.

Zmniejszenie konkurencji zagranicznej dla wysoko skoncentrowanych polskich przedsiębiorstw (z pozycjami dominującymi, a nawet monopolistycznymi) to nie tylko odsuwanie się od ŚGT, ale też pozbawianie się ostatnich możliwości stymulowania w nich efektywności. To wzmacnianie w nich takich negatywnych zjawisk, jak opisane w literaturze ekonomicznej X–nieefektywności Leibensteina (spadek presji na wzrost wydajności zarządzania i pracy), wawrzyn Arrowa (demoralizacja przywilejami), pokusy nadużycia (moral hazard), pokusa wazeliniarstwa (oileness hazard), sięganie po mniej ambitne rozwiązania (adverse selection), wykonywanie działań nie służących rozwojowi przedsiębiorstw (hidden actions), blokowanie innowacyjnych dyfuzji (spillover) między zagranicznymi i polskimi przedsiębiorstwami, itp.

Politycy z bardzo różnych opcji ideologicznych na całym świecie permanentnie ulegają złudzeniu, że można skutecznie sterować przy pomocy decyzji administracyjnych takimi złożonymi systemami jak gospodarki narodowe, które działają w jeszcze bardziej monstrualnie złożonym układzie międzynarodowym. Na przykład, że można w Polsce 2,8 mln przedsiębiorstw, 12,5 miliona gospodarstw domowych i ponad 100 tys. rynków krajowych zmusić do zachowań zgodnych z pożądanymi wynikami. Donald Trump i jego doradcy w USA szybko i boleśnie zdążyli się przekonać, że reakcje gospodarstw domowych, przedsiębiorstw i rynków, w tym rynków międzynarodowych, są niemożliwe do opanowania nawet przez najbardziej silną i sprawną administrację państwową. Pozytywne i negatywne efekty takich działań jak repolonizacja w złożonym systemie gospodarki narodowej zazwyczaj są (i będą) subiektywnie bardzo eksponowane.

Rola przedsiębiorstw zagranicznych i handlu zagranicznego w sukcesach polskiej transformacji była i nadal jest bardzo pozytywna. Z reguły nawet w bardzo solidnych analizach statystycznych i empirycznych jawi się jako wyraźnie niedoszacowana – szczególnie w zakresie zbliżania Polski do ŚGT, efektów spillover czy wywierania presji konkurencyjnej na wzrost efektywności i innowacyjności. W publicystyce natomiast nadmiernie eksponuje się patologiczne zaangażowanie kapitału zagranicznego w polską gospodarką, które wymagało oczywiście prokuratorskiego i sądowego wyjaśniania, ale było relatywnie niewielkie w porównaniu z doświadczeniami wszystkich krajów budujących – zazwyczaj brutalnie – przez setki lat kapitalistyczną gospodarkę rynkową.

Daniel Okimoto w klasycznej już pracy „Between MITI and the Market. Japanese Industrial Policy for High Technology” z 1990 r. podważa „mit słynnego japońskiego MITI” [Ministerstwa Międzynarodowego Handlu i Przemysłu – red.] w kreowaniu sukcesów japońskich przedsiębiorstw. Wskazuje, że obok eksponowanych sukcesów miały miejsce ogromne porażki, ale przede wszystkim społeczeństwo ponosiło wysokie koszty japonizacji gospodarki realizowanej przez to ministerstwo. Jeszcze większe koszty poniosło społeczeństwo chińskie płacąc za międzynarodowe sukcesy „swoich” przedsiębiorstw wymuszonymi wysokimi oszczędnościami i niską konsumpcją.

Takich kosztów nie poniesie żadne społeczeństwo liberalnej demokracji, w tym, a może przede wszystkim polskie, które mogło utrzymywać wyższą konsumpcję dzięki importowanemu kapitałowi. Jednakże repolonizacja przedsiębiorstw i zwolnienie z „maksymalizacji zysków” firm z własnością państwa zwiększa repolonizację kosztów i migrację wartości za granicę, co od razu brutalnie dostrzegła giełda, a w przyszłości odczuje społeczeństwo.

Autor: Adam Noga – jest profesorem ekonomii w Akademii Leona Koźmińskiego i członkiem TEP

Złoto osiąga nowy rekord, po czym spada o 5% – fala realizacji zysków

0
  • Na rynku surowców uwaga inwestorów pozostaje skupiona na złocie, które w tym tygodniu wzrosło do nowego rekordowego poziomu 3 500 USD, po czym doświadczyło gwałtownej korekty o 5%.
  • Niestety, ostatnia fala zmienności rynkowej przypadła na okres Wielkanocy, kiedy niektóre giełdy były zamknięte, co skutkowało ograniczoną płynnością.
  • Z technicznego punktu widzenia, wybicie szczytowe w okolicach 3 500 USD, a następnie gwałtowna korekta, zwiększyły w krótkim terminie prawdopodobieństwo wejścia w fazę konsolidacji. Pierwszy poziom wsparcia znajduje się obecnie na poziomie 3 292 USD.
  • Ponadto, warto wziąć pod uwagę niepopartą naukowo obserwację dotyczącą złota. Podkreśla ona konieczność monitorowania aktywności w Azji, która w ostatnim miesiącu była największym źródłem popytu na złoto.

Ole Hansen, Dyrektor ds. strategii surowców w Saxo w najnowszej analizie wskazuje, że na rynku surowców uwaga inwestorów pozostaje konsekwentnie skupiona na złocie, które w tym tygodniu wzrosło do nowego rekordowego poziomu 3 500 USD – co stanowi imponujący 33%-owy wzrost od początku roku – po czym nastąpiła równie gwałtowna korekta o 5%. Taki rajd sprawił, że cena złota osiągnęła naszą niedawno skorygowaną w górę prognozę znacznie wcześniej, niż zakładaliśmy. Jednocześnie coraz częściej pojawiają się pytania o zdolność rynku do kontynuacji tego trendu wzrostowego bez uprzedniego wejścia w kolejną fazę konsolidacji.

Gwałtowny wzrost cen złota obrazuje szerszy trend na rynku surowców, który w dalszym ciągu jest mocno zależny od czynników makroekonomicznych i geopolitycznych, w szczególności narastającej wojny handlowej między USA a Chinami. Wraz z eskalacją napięć między dwiema największymi gospodarkami świata, rosną obawy o potencjalny wpływ tego konfliktu na globalny wzrost gospodarczy oraz ryzyko wzrostu inflacji. Dodatkowo, do czynników napędzających trwającą od roku hossę na rynku złota należy zaliczyć również osłabienie dolara amerykańskiego, proces dedolaryzacji prowadzony przez część banków centralnych oraz rosnące obawy o stan finansów publicznych w USA.

Niestety, ostatnia fala zmienności rynkowej przypadła na okres Wielkanocy, kiedy w wielu krajach giełdy były zamknięte, co ograniczyło płynność i spotęgowało reakcje rynku na presję polityczną wywieraną na Rezerwę Federalną USA. Prezydent Trump ponownie zakwestionował niezależność Fed, publicznie nawołując do obniżki stóp procentowych, co zaniepokoiło rynki finansowe. Akcje spadły, a dolar amerykański osiągnął najniższy poziom od trzech lat. Jednak bardzo negatywna reakcja rynku na atak na Jaya Powella prezesa Fed, który w skrajnym przypadku mógłby doprowadzić nawet do kryzysu finansowego, skłoniła Trumpa do zmiany stanowiska. Ostatecznie stwierdził, że nie zamierza zwalniać prezesa Fed, co równocześnie dało mu pretekst, by zrobić z Powella kozła ofiarnego odpowiadającego za nadchodzące spowolnienie gospodarcze w USA.

Wraz ze złagodzeniem stanowiska w sprawie ceł nałożonych na Chiny i odnowionymi nadziejami na pokojowe rozwiązanie wojny rosyjsko-ukraińskiej, rynek otrzymał zastrzyk adrenaliny, który przyczynił się do wzrostów na giełdach, a dolar amerykański częściowo odrobił wcześniejsze straty. Złoto, które wcześniej korzystało na wzmożonej awersji inwestorów do ryzyka, tym razem obrało odwrotny kierunek i w krótkim czasie straciło 5%, gdy inwestorzy realizujący zyski oraz tzw. gracze momentum i FOMO zaczęli wychodzić z rynku.

Z technicznego punktu widzenia, gwałtowne wybicie w rejonie 3 500 USD, a następnie dynamiczne odwrócenie trendu, zwiększyło w krótkim terminie ryzyko głębszej korekty. Jednakże, analizując rynek w oparciu o poziomy zniesienia Fibonacciego, cena złota jak dotąd zdołała utrzymać się przy poziomie wsparcia 3 292 USD, który odpowiada poziomowi zniesienia 0,382, co obecnie sugeruje płytką korektę w ramach silnego trendu wzrostowego. W przypadku pogłębienia korekty, inwestorzy mogą skierować uwagę na poziom 3 228 USD, a następnie na kluczowy poziom 3 164 USD, którego przełamanie mogłoby sygnalizować potencjalny powrót w okolice 3 000 USD.

Cena złota spot, źródło: Saxo

Cena złota spot

Nienaukowa obserwacja dotycząca złota

Na przestrzeni ostatnich 20 lat, gdy złoto znacząco odbiegało – w górę lub w dół – od swojej 200-dniowej średniej kroczącej, zazwyczaj następowała korekta. Wczorajszy gwałtowny rajd do poziomu 3 500 USD sprawił, że cena spot była ponad 20% powyżej 200-dniowej średniej, co – patrząc historycznie – może sugerować wejście w przedłużoną fazę konsolidacji, pozwalającą średniej „dogonić” rynek. Należy jednak zauważyć, że popyt ze strony banków centralnych, będący jednym z kluczowych motorów wzrostu od 2022 roku, raczej nie reaguje na sygnały techniczne tego typu, co może ograniczyć prawdopodobieństwo powtórzenia dotychczasowych scenariuszy.

Cena złota spot i jego 200-dniowa średnia krocząca, źródło: Bloomberg

Cena złota spot i jego 200-dniowa średnia krocząca

W najbliższych dniach: obserwacja reakcji Azji

W nadchodzących dniach kluczowe będzie monitorowanie reakcji inwestorów i traderów z Azji, która w ostatnich miesiącach stanowiła stałe i istotne źródło popytu na złoto. Dane Morgan Stanley, analizujące aktywność handlową na COMEX w sesjach „pit” i „non-pit”, wskazują na wyraźne rozbieżności: w ciągu ostatniego miesiąca notowania złota spadły o 5,9% w trakcie sesji „pit” (08:20–13:30 czasu EST), podczas gdy w sesji „non-pit” (obejmującej handel poranny w Azji i Europie) zyskały aż 14,7%.

Choć krótkoterminowe perspektywy dla złota stały się bardziej wymagające – szczególnie jeśli prezydent USA przyjmie łagodniejszy ton – na rynkach może pojawić się nerwowość w oczekiwaniu na dane mówiące o wpływie ceł na wzrost gospodarczy i poziom inflacji. Podtrzymujemy pozytywną długoterminową ocenę dla złota. Niemniej jednak, osiągnięcie naszego prognozowanego celu na poziomie 3 500 USD sprawia, że dalsze wzrosty mogą zależeć od pogorszenia warunków gospodarczych lub politycznych.

Ole Hansen przypomina o głównych czynnikach wspierających cenę złota:

Oczekiwania dotyczące stóp procentowych Fed: Uczestnicy rynku uważnie śledzą oczekiwania dotyczące stóp procentowych ustalanych przez Rezerwę Federalną, ponieważ mają one duży wpływ na atrakcyjność złota. Obecnie rynek kontraktów terminowych wycenia możliwość obniżki stóp procentowych o 75–100 punktów bazowych przed końcem roku, co sugeruje bardziej łagodną politykę monetarną. Niższe stopy procentowe obniżają koszt alternatywny posiadania złota (które nie generuje dochodu odsetkowego), co wspiera jego cenę.

Popyt inwestycyjny na „papierowe” złoto generowany przez kontrakty terminowe i fundusze ETF: Popyt na produkty finansowe oparte na złocie zależy od rynkowych czynników technicznych, takich jak momentum cenowe, a także wskaźników makroekonomicznych. Ponadto, ważnym czynnikiem przy inwestowaniu w fundusze ETF jest koszt przechowywania aktywów, które nie przynoszą odsetek, takich jak złoto. Niższe koszty finansowania oraz obawy o nadchodzącą recesję mogą zwiększać popyt na takie inwestycje. Obecne znane zasoby w funduszach ETF opartych na złocie wynoszą 2 773 tony, co stanowi wzrost o 269 ton w porównaniu do maja ubiegłego roku, ale nadal jest dalekie od rekordowego poziomu z 2020 roku, wynoszącego 3 453 tony.

Rosnące oczekiwania inflacyjne w USA: Inwestorzy często sięgają po złoto jako zabezpieczenie przed inflacją. Ostatnio spadające rzeczywiste rentowności (rentowności nominalne pomniejszone o oczekiwaną inflację) na całej krzywej rentowności amerykańskich obligacji skarbowych sygnalizują rosnące obawy o przyszłą inflację. Wraz ze wzrostem oczekiwań inflacyjnych maleje realny zwrot z aktywów o stałym dochodzie, co zwiększa względną atrakcyjność złota.

Ryzyka geopolityczne: Globalna niestabilność skłania inwestorów do poszukiwania aktywów bezpiecznych, takich jak złoto. Ostatnia korelacja między akcjami firm obronnych a złotem sugeruje, że w miarę wzrostu napięć geopolitycznych, takich jak konflikty, wojny czy napięcia dyplomatyczne, inwestorzy szukają bezpieczeństwa w złocie, co wspiera jego cenę. Ponadto, obecna wojna handlowa zwiększa ryzyko spadku wzrostu gospodarczego, jednocześnie podnosząc temperaturę geopolityczną, szczególnie pomiędzy USA a Chinami, dwoma największymi gospodarkami świata.

Popyt ze strony banków centralnych w kontekście dalszego nacisku na zmniejszenie zależności od USD: Coraz więcej banków centralnych dywersyfikuje swoje rezerwy, odchodząc od dolara amerykańskiego i często decydując się na złoto jako neutralny składnik rezerw. W szczególności Chiny, Indie, Turcja i Rosja przewodzą temu trendowi. W ciągu ostatnich trzech lat (do 2024 roku) banki centralne kupiły ponad 1 000 ton złota każdego roku, a proces ten ma się utrzymać także w 2025 roku oraz w kolejnych latach. Takie zakupy wspierają rynek, ponieważ zmniejszają dostępną podaż złota.

Silny popyt na złoto w Azji, szczególnie ze strony chińskich inwestorów, wynika z obaw o krajową niestabilność gospodarczą, słabość rynków nieruchomości i akcji, a także z chęci zabezpieczenia się przed ewentualną dewaluacją juana, w kontekście presji wywołanej przez cła eksportowe.

Pięcioletnie wykresy historyczne wspomnianych surowców są dostarczane w celach zgodności z przepisamiPięcioletnie wykresy historyczne wspomnianych surowców są dostarczane w celach zgodności z przepisami