USA kontra Chiny. Kto straci, a kto zyska na wojnie celnej 2.0?

Chiny mogą przekierować towary nadal objęte nowymi, wysokimi cłami USA przez gospodarki i porty azjatyckie lub (a raczej równolegle) przekierować sprzedaż dotychczas kierowaną do USA na inne rynki. Bardziej prawdopodobna jest przewaga drugiego scenariusza – tak było podczas pierwszej wojny handlowej prezydenta Trumpa, co obecnie oznaczać będzie m.in. 6% rokroczny wzrost importu z Chin do UE (ale też do innych krajów) w ciągu trzech najbliższych lat. Branża, która nie korzysta z żadnych wyłączeń w wojnie celnej – odzież i tekstylia może odczuć ją w największym stopniu na swoich marżach.

  • Zwolnienia administracji USA (z podwyższonych stawek) produktów takich jak laptopy, tablety i smartfony przyniosą pewną ulgę azjatyckim eksporterom, ale stawka celna na Chiny pozostaje na oszałamiającym poziomie 103% (-27 punktów procentowych).
  • Aby złagodzić skutki, chińskie firmy mogą rozważyć zmianę trasy przez kraje sąsiednie lub skierowanie się na inne rynki eksportowe. Chociaż w opinii Allianz Trade teoretycznie istnieje możliwość przekierowania do 64% chińskiego eksportu zwykle kierowanego do USA, spowodowałoby to obciążenie innych portów azjatyckich, globalnych łańcuchów dostaw i żeglugi morskiej.
  • W ciągu najbliższych trzech lat dywersyfikacja handlu może spowodować wzrost importu z Chin nawet o +6% rocznie w UE, Wielkiej Brytanii, Wietnamie, Tajwanie, Malezji, Indonezji, Meksyku, Singapurze, Arabii Saudyjskiej i Nigerii.
  • Ostatecznie jednak amerykańskie firmy z sektorów elektroniki, sprzętu gospodarstwa domowego i tekstyliów nie mogą obejść się bez chińskiej produkcji, biorąc pod uwagę krytyczne zależności. Podczas gdy geopolityczne zawirowania mogą omijać firmy z sektora elektronicznego, w opinii Allianz Trade te z branży tekstylnej mogą nie mieć tyle szczęścia i będą zapewne narażone na uderzenie w ich marże.

Rozszyfrowanie wojny handlowej: dodatkowe zwolnienia zmniejszają globalną stawkę celną importową USA o -4,2 punktu procentowego do 21,4%, a stawkę celną USA na produkty z Chin o -27 punktów procentowych do 103%. 11 kwietnia Biały Dom opublikował rozszerzenie listy towarów, które są zwolnione z podwyżek ceł w Dniu Wyzwolenia, o produkty takie jak laptopy, tablety i smartfony. W rezultacie zwolnienie ma teraz zastosowanie do 32% importu z USA, zamiast 24% poprzednio, dzięki czemu globalna amerykańska średnia ważona taryfa importowa wynosi 21,4% zamiast 25,5% poprzednio.

Na zmianie w opinii Allianz Trade skorzystali w szczególności azjatyccy eksporterzy: 70% amerykańskiego importu z Tajwanu jest teraz zwolnione z najnowszych podwyżek ceł (w porównaniu z 18% początkowo), 45% dla Tajlandii (w porównaniu z 18% początkowo), 39% dla Wietnamu (w porównaniu z 12% początkowo), 58% dla Malezji (w porównaniu z 33% początkowo), 48% dla Filipin (w porównaniu z 23% początkowo) i 44% dla Chin (w porównaniu z 23% początkowo). Niemniej jednak szacujemy, że efektywna stawka celna USA na import z Chin nadal wynosi 103%, obniżona o -27 punktów procentowych dzięki dodatkowym zwolnieniom, ale nadal znacznie wyższa niż przed 2 kwietnia (patrz Tabela 1). W naszym scenariuszu bazowym porozumienie między USA a Chinami może zostać osiągnięte jeszcze w tym roku, ale ostatecznie amerykańska stawka ceł importowych na Chiny będzie o +60 punktów procentowych wyższa niż przed drugą prezydenturą Donalda Trumpa.

Tabela 1: Stawki celne USA

Stawki celne USA

Źródła: różne, Allianz Research.

Chiny – możliwości radzenia sobie: dwa główne scenariusze

Aby złagodzić ten wpływ, chińskie firmy mogłyby przekierować do 64% eksportu przez inne kraje azjatyckie, w których obowiązują niższe stawki celne w USA. Spowodowałoby to jednak przeciążenie portów i prawdopodobnie zwiększyłoby podatność na zagrożenia globalnych łańcuchów dostaw i żeglugi morskiej.

Przekierowanie handlu oznacza, że chińskie firmy będą w większym stopniu polegać na krajach sąsiednich w zakresie transformacji, montażu lub transportu towarów, które są częściowo lub nawet w przeważającej części produkowane w Chinach. W ten sposób produkty te mogą być ponownie eksportowane do USA w ramach pochodzenia z innego kraju o niższej stawce celnej. Przekierowanie chińskiego eksportu jest wykonalne na poziomie taktycznym, szczególnie w przypadku towarów o wysokiej marży i małej objętości (np. niektóre urządzenia gospodarstwa domowego i elektronika, robotyka itp.). Jednak jako strategia na dużą skalę,  w tym nagła zmiana tras, napotyka ograniczenia logistyczne i geopolityczne, w tym ograniczoną przepustowość portów morskich i rosnącą kontrolę ze strony amerykańskich organów regulacyjnych. Z logistycznego punktu widzenia, przepustowość portów regionalnych sąsiadów Chin stanowi główne wyzwanie. W dziesięciu największych azjatyckich krajach eksportujących z wyłączeniem Chin (patrz wykres 1) tygodniowe zawinięcia do portów stale rosły od zakończenia pandemii, osiągając w drugim tygodniu kwietnia około 47 200 – zaledwie 3% poniżej szczytowego poziomu z połowy 2022 r., wynoszącego 48 600. Sugeruje to pozostałą przepustowość około 1400 cotygodniowych zawinięć do portów, które teoretycznie można by wykorzystać do przekierowania chińskiego eksportu. Ta dostępna przepustowość obejmuje około 64% wolumenu, który Chiny zazwyczaj wysyłają do USA, podczas gdy 54% wartości chińskiego eksportu do USA stoi w obliczu podwyżek ceł. Teoretycznie więc porty w pozostałej części Azji w opinii Allianz Trade mogłyby wchłonąć przekierowania z Chin. Spowodowałoby to jednak zwiększenie ich przepustowości i potencjalnie obciążyłoby globalne łańcuchy dostaw i żeglugę morską. Co więcej, jeśli regiony takie jak Europa również odwrócą się od rynków amerykańskich i będą zachęcać do pogłębiania więzi handlowych z krajami Azji i Pacyfiku, zwiększy to presję na już zatłoczone porty regionalne.

Wykres 1: Liczba zawinięć do portów 10 największych partnerów handlowych Chin w Azji, dane tygodniowe

Liczba zawinięć do portów 10 największych partnerów handlowych Chin w Azji, dane tygodniowe

Źródła: Bloomberg, Allianz Research: Uwzględnione kraje: Wietnam, Tajlandia, Tajwan, Korea Południowa, Singapur, Malezja, Japonia, Indonezja, Indie i Hongkong.

Inną strategią może być przeniesienie handlu na inne rynki eksportowe. UE, Wielka Brytania, Wietnam, Tajwan, Malezja, Indonezja, Meksyk, Singapur, Arabia Saudyjska i Nigeria najprawdopodobniej wchłoną chiński eksport, który nie jest już kierowany do USA. Zakładając, że to odchylenie handlowe może potrwać trzy lata, import z Chin w tych krajach może wzrosnąć nawet o +6% rocznie.

Rynki wschodzące przechodzące szybką industrializację i urbanizację mogą generować popyt na chińskie maszyny, materiały infrastrukturalne i towary konsumpcyjne. Ponadto siła produkcyjna Chin, konkurencyjne ceny i odporność łańcucha dostaw sprawiają, że jest to preferowany partner dla projektów handlowych, infrastrukturalnych i technologicznych. Dobry przykład daje doświadczenie wojny handlowej między USA a Chinami pod rządami pierwszej administracji Trumpa. W ciągu trzech lat między 2017 a 2019r. udział chińskiego eksportu do USA spadł o -2,2 punktu procentowego do 16,8%. Jest to wyraźne negatywne przełamanie długoterminowego trendu, który poprzedzał pierwszą wojnę handlową, kiedy to udział chińskiego eksportu do USA zmienił się o zaledwie -1,4 punktu procentowego w ciągu 18 lat od 2000 do 2017 roku. Odwrotnie, pozytywną zmianę zaobserwować można było w przypadku UE28, Wietnamu, Tajwanu, Malezji, Indonezji, Meksyku, Singapuru, Arabii Saudyjskiej i Nigerii. Udział chińskiego eksportu do tych miejsc docelowych wyraźnie wzrósł szybciej w latach 2017-2019 (+3,3 punktu procentowego do 34%) niż w latach 2000-2017 (+ 4,3 punktu procentowego do 29,7%). Zakładając, że straty w chińskim eksporcie do USA z powodu wojny handlowej mogą wynieść do 234 mld USD i że kwota ta zostanie skierowana na wyżej wymienione rynki w ciągu trzech lat, ich import z Chin wzrośnie nawet o +6% w ujęciu rocznym.

Wykres 2: Zmiana udziału Chin w eksporcie podczas pierwszej wojny handlowej USA-Chiny, 2017-2019 (w pkt. proc.)

Zmiana udziału Chin w eksporcie podczas pierwszej wojny handlowej USA-Chiny

Źródła: ITC, Allianz Research.

Świat (w tym USA) nie może obejść się bez chińskiej produkcji

Chociaż rola Chin jako „fabryki świata” ewoluowała, ustępując miejsca innym krajom azjatyckim, koncentracja zakładów produkcyjnych w Chinach nadal stanowi podstawę ich centralnej roli w globalnym handlu i łańcuchach dostaw. Analizując odsetek zakładów produkcyjnych zlokalizowanych w Chinach według sektorów na całym świecie (wykres 3), widać wyraźnie, że elektronika (35%), sprzęt gospodarstwa domowego (32%) i tekstylia (31%) mają najgłębsze korzenie w krajobrazie przemysłowym kraju. Rzeczywiście, te trzy branże pozostają w dużym stopniu zależne od Chin w zakresie produkcji, a znaczna część ich globalnych łańcuchów dostaw jest zakorzeniona w chińskich centrach produkcyjnych. Oznacza to, że są to sektory, których towary staną się droższe w USA w kontekście nowych wyższych ceł, ponieważ równolegle odsetek zakładów produkcyjnych zlokalizowanych w USA wynosi odpowiednio tylko 6%, 3% i 9%. Jednocześnie, jeśli amerykańscy konsumenci nie będą skłonni do płacenia wyższych cen, a Chiny nie będą w stanie zapewnić sobie alternatywnych partnerów handlowych, aby zrównoważyć utracony popyt w USA, kraj ten może stanąć w obliczu nadprodukcji elektroniki, sprzętu AGD i tekstyliów w nadchodzących kwartałach, do czasu gdy on sam dostosowuje poziomy produkcji.

Analizując łańcuchy dostaw amerykańskich firm, żaden sektor w USA nie ma (średnio) więcej niż 12% swoich zakładów produkcyjnych zlokalizowanych w Chinach. Oznacza to, że na poziomie uśrednionym dla całej gospodarki ryzyko niedoborów produkcyjnych w USA jest stosunkowo ograniczone, ale poszczególne sektory lub firmy mogą być bardziej zagrożone.

Elektronika i tekstylia są ponownie najbardziej wrażliwymi sektorami, a amerykańskie firmy mają odpowiednio 10% i 11% swoich zakładów zlokalizowanych w Chinach, co oznacza, że jedna dziesiąta zarówno gotowych produktów, jak i komponentów do lokalnej produkcji pochodzi z Chin. W związku z tym, w kontekście obecnej dwustronnej wojny handlowej, amerykańskie firmy w tych sektorach mogą stanąć w obliczu droższego lub zakłóconego dostępu do kluczowych surowców. W poszczególnych przypadkach niektórych dużych amerykańskich firm – takich jak Apple i Intel – ich zależność od produkcji, ale też rynku zbytu w Chinach nie jest publiczną tajemnicą. Pozwala to lepiej zrozumieć decyzję administracji prezydenta Trumpa o zwolnieniu telefonów, komputerów i chipów z ceł w Dniu Wyzwolenia. Apple ma prawie 11% swoich zakładów w Chinach (29% w USA), a jego głównym dostawcą jest Hon Hai (33% COGS Apple). W przypadku Intela, choć tylko 6% jego dostawców ma siedzibę w Chinach, kraj ten odpowiada za prawie 30% całkowitych przychodów tej firmy! Ze strategicznego punktu widzenia zarówno Apple, jak i Intel powinny być chronione, ponieważ mają kluczowe znaczenie dla amerykańskiego przywództwa technologicznego, innowacji i obronności, a także mają kluczowe znaczenie w tworzeniu nowych miejsc pracy.

Tekstylia i odzież pozostają zatem jedynym sektorem o dużej ekspozycji na chińską produkcję, który do tej pory nie był chroniony przed skutkami wojny handlowej. Firmy w tym sektorze będą miały trudności z pozyskiwaniem lokalnych dostawców po konkurencyjnych cenach, co oznacza, że amerykańscy producenci będą musieli szybko znaleźć alternatywnych dostawców lub staną w obliczu zmniejszenia marży.

Wykres 3: % zakładów produkcyjnych zlokalizowanych w Chinach, według sektora (średnia globalna) i średnia firm amerykańskich

Wykres 3: % zakładów produkcyjnych zlokalizowanych w Chinach, według sektora (średnia globalna) i średnia firm amerykańskich

Źródła: Bloomberg, Allianz Research. Dla globalnej średniej sektorowej wybraliśmy 20 największych spółek (kapitalizacja rynkowa) według sektora

Rynek biurowy w Warszawie – podsumowanie I kwartału 2025 r.

W pierwszym kwartale 2025 roku nowoczesne zasoby biurowe w Warszawie osiągnęły poziom 6,28 mln mkw. W tym okresie dostarczono tylko jeden nowy projekt – siedzibę CD Projekt w strefie biurowej Wschód, która powiększyła podaż o 5 600 mkw. Całkowita powierzchnia biurowa w budowie lub modernizacji wyniosła około 210 000 mkw. Popyt brutto osiągnął poziom 160 500 mkw., a wskaźnik pustostanów – kwartał do kwartału – nieznacznie spadł do 10,5%.

Rynek biurowy w Warszawie – podsumowanie I kwartału 2025

Rynek wciąż wykazuje umiarkowaną, ale stabilną aktywność deweloperską – do końca 2025 roku planowane jest oddanie ponad 130 000 mkw. nowej powierzchni biurowej. Po 2027 roku zapowiedziano niewiele nowych inwestycji. Coraz wyraźniejszy jest trend modernizacji i zmiany funkcji starszych budynków.

Popyt

Najbardziej aktywnymi obszarami pozostały Centrum i Centralny Obszar Biznesu (CBD), które odpowiadały łącznie za ponad 60% całkowitego wolumenu najmu w mieście. Wskaźnik pustostanów wyniósł 7,4% w strefach centralnych i 13% poza nimi. Łączna powierzchnia niewynajętych biur w Warszawie to blisko 660 000 mkw. Największy popyt generował sektor „Usług biznesowych” – 13% wynajętej powierzchni. Na kolejnych miejscach znalazły się sektory „Bankowości, ubezpieczeń i inwestycji” oraz „Produkcji” – po 10%.

Rynek biurowy w Warszawie – podsumowanie I kwartału 2025 

Struktura popytu

Nowe umowy najmu oraz przednajmy odpowiadały za 49% całkowitej aktywności najemców. „Najbliższe 2-3 lata mogą przynieść kilka dużych transakcji typu pre-let. W związku z ograniczoną liczbą nowych projektów w trybie spekulacyjnym, pre-let może stać się głównym sposobem na pozyskanie powierzchni spełniającej oczekiwania najemców pod względem lokalizacji, układu oraz standardu.” – komentuje Robert Pastuszka, Director, Office Agency.

Warunki najmu

Czynsze w lokalizacjach centralnych wahały się od 22 do 28 EUR/mkw./miesiąc, a w lokalizacjach poza centrum – od 16 do 19,5 EUR/mkw./miesiąc. Stawki za powierzchnie w najlepszych lokalizacjach, na najwyższych piętrach, przekraczają 30 EUR/mkw./miesiąc. Opłaty eksploatacyjne wynoszą średnio około 27 PLN/mkw./miesiąc.

Rynek wynajmujących

Warunki rynkowe coraz wyraźniej sprzyjają właścicielom budynków. Coraz częściej zawierane są umowy na dłuższe okresy – siedmioletnie kontrakty stają się nowym standardem. Po latach dominacji najemców, równowaga sił się zmienia. Obecnie coraz trudniej jest spełnić wygórowane oczekiwania negocjacyjne, a ograniczona podaż wywiera presję na wzrost stawek czynszowych, wzmacniając pozycję wynajmujących. To naturalna część cyklu rynkowego, ale stawia przed najemcami nowe wyzwania.

Czas ma znaczenie

Dla dużych firm kluczowe staje się wcześniejsze rozpoczęcie negocjacji najmu – nawet 2-3 lata przed końcem obowiązującej umowy – co pozwala na zabezpieczenie najlepszych opcji. Z kolei mniejsze firmy mogą zyskać przewagę poprzez uproszczenie procesów decyzyjnych, co umożliwia szybszą reakcję na pojawiające się możliwości. Doświadczenia ostatnich lat pokazują, że opóźnione decyzje mogą niepotrzebnie wydłużać cały proces najmu, dlatego elastyczność i szybkie działanie mają kluczowe znaczenie przy wyborze odpowiedniej powierzchni.

Co dalej?

Wraz ze wzrostem kosztów adaptacji powierzchni do potrzeb najemców, długość zawieranych umów najmu również się wydłuża. W nowych budynkach standardem są już umowy siedmioletnie, a w istniejących – co najmniej pięcioletnie. Umowy krótkoterminowe, np. na trzy lata, stają się coraz rzadsze.

W najbliższej przyszłości można się również spodziewać wzrostu opłat eksploatacyjnych ze względu na indeksację – użytkowanie powierzchni będzie droższe. Jednocześnie coraz większy udział w rocznym wolumenie transakcji będą miały renegocjacje.

Autorzy:

Agnieszka Bykowska, Research Analyst w Avison Young

Robert Pastuszka, Director, Office Agency

Zysk netto Tesli spada o 71%, akcje rosną – inwestorzy nadal wierzą Muskowi

Tesla zanotowała dramatyczny spadek wyników – w pierwszym kwartale 2025 roku przychody firmy zmniejszyły się o 20 proc., a zysk netto spadł aż o 71 proc. Mimo to akcje spółki rosną, a inwestorzy wierzą, że kluczem do przyszłości będzie sukces robotaksówek. Elon Musk przekonuje, że już wkrótce przestaniemy kupować własne samochody, zastępując je usługami autonomicznego transportu. Symbolem wysokiego poziomu niepewności oraz trudności w prognozowaniu jest fakt, że Tesla nie przedstawiła prognozy wyników na cały rok.

Wczoraj wieczorem poznaliśmy wyniki Tesli za pierwszy kwartał tego roku. Jest to pierwszy pełny kwartał, w którym Elon Musk poświęcił więcej czasu na politykę i pracę dla rządu niż na zajmowanie się sprawami Tesli. Mimo jednak że przychody Tesli spadły o 20 proc., a zyski o 71 proc., akcje spółki niespodziewanie wzrosły o prawie 6 proc. w handlu pozasesyjnym. Elon Musk snuje wizję przyszłości, w której ludzie nie kupują już własnych samochodów, lecz korzystają z usług automatycznych taksówke bez kierowcy. Idzie jeszcze dalej – jego zdaniem świat zdominuje technologia humanoidalnych robotów, a Tesla stanie się niekwestionowanym liderem tego rynku, wyprzedzanym jedynie przez chińskich producentów. Mimo wielu niedotrzymanych obietnic i poważnego uszczerbku na wizerunku marki z powodu politycznego zaangażowania, inwestorzy cały czas dają Elonowi Muskowi kredyt zaufania. Symbolem wysokiego poziomu niepewności oraz wyrazem trudności w prognozowaniu jest fakt, że Tesla nie przedstawiła prognozy wyników na cały rok. Tę poznamy dopiero za trzy miesiące, przy okazji wyników za drugi kwartał.

Po wcześniejszym ogłoszeniu 13-proc. spadku globalnej sprzedaży samochodów w I kwartale, wczorajsze dane finansowe nie były dla inwestorów dużym zaskoczeniem. Przychody kwartalne spadły z 17,3 do 14 mld dolarów, a zysk netto z 1,4 mld do 409 mln dolarów. Na plus można zapisać wzrost przychodów z magazynowania energii (+67 proc.) oraz usług serwisowych (+15 proc.), które nieco złagodziły negatywny obraz. Tesla w I kwartale przygotowywała również odświeżoną wersję Modelu Y – najlepiej sprzedającego się samochodu elektrycznego na świecie. Musk zapowiedział, że w II kwartale znacząco ograniczy swoją aktywność polityczną, co może wpłynąć na ograniczenie kryzysu wizerunkowego firmy.

Większość inwestorów wierzy, że mocniejsze zaangażowanie Muska w zarządzanie firmą powinno pomóc w poprawie wyników finansowych. Wciąż widzą w Musku wizjonera, który wcześniej dokonał z Teslą i SpaceX rzeczy prawie niemożliwych. Jednak najnowsze wizje miliardera mogą szybko zostać zweryfikowane, bowiem już w czerwcu firma planuje w Austin w Teksasie uruchomienie pilotażowego programu robotaksówek. Na początku będzie to test z udziałem 10–20 pojazdów, ale docelowo mają to być dostępne na całym świecie taksówki bez kierownicy, dostępne na żądanie, co znacząco ograniczyłoby potrzebę posiadania samochodu na własność. Musk prognozuje również, że jego humanoidalny robot Optimus przejmie wiele codziennych obowiązków w ciągu pięciu lat. To, czy ta jego wizja okaże się realistyczna, pozostaje kwestią oceny inwestorów.

Decyzja Tesli o przesunięciu ogłoszenia prognoz finansowych na 2025 rok o trzy miesiące wydaje się zrozumiała. W obecnej sytuacji podobne problemy z prognozowaniem wyników za cały 2025 rok, ma wiele firm publikujących swoje wyniki. Podczas konferencji wynikowej Musk przyznał, że produkcja robota Optimus opiera się na metalach ziem rzadkich sprowadzanych z Chin. Dyrektor finansowy Taneja dodał, że każdy samochód Tesli sprzedawany w USA może podrożeć nawet o 2 tys. dolarów, gdyby w życie weszły wszystkie planowane przez prezydenta Trumpa cła importowe – mimo że 85 proc. komponentów pochodzi z produkcji krajowej. Trump ogłosił 90-dniowe okno negocjacyjne w sprawie nowych umów handlowych m.in. z Chinami. Wynik tych rozmów pozostaje niepewny, ale będzie kluczowy dla Tesli – szczególnie w kontekście dostępu do surowców, czego inwestorzy zdają się wciąż nie doceniać. Sam Musk apeluje do Trumpa o obniżenie ceł, ale nie ma pewności, czy jego głos zostanie wysłuchany. W tym świetle wzrost kursu akcji po wynikach można również odczytywać jako wyraz zaufania inwestorów do tego, że Trump nie zostawi Muska samego – być może w zamian za dalsze wsparcie DOGE – w tym kluczowym momencie dla Tesli.

Analityk rynków eToro, Paweł Majtkowski

PMI w strefie euro: przemysł zaskakuje pozytywnie, sektor usług rozczarowuje

PMI dla przemysłu w kwietniu w strefie euro wyniósł 48,7 pkt. Jest to poziom porównywalny z tym osiągniętym w poprzednim miesiącu. Odczyt okazał się jednak zdecydowanie lepszy od prognoz (47,4).

Odczyt PMI dla sektora usług w strefie euro wyniósł 49,7 pkt. Oznacza to, że wskaźnik dla sektora usług spadł poniżej poziomu oddzielającego wzrost od spadku aktywności ekonomicznej. Szczególnie zawiódł odczyt z Francji, gdzie wskaźnik dla usług spadł do 46,8 pkt, a także Niemiec przy odczycie 48,8.

Zbiorczy wskaźnik PMI w kwietniu w strefie euro wyniósł 50,1 wobec 50,4 miesiąc wcześniej. Słabość sektora przemysłowego nadal się utrzymuje (chociaż widać pewne oznaki poprawy), a sektor usług coraz mocniej spowalnia i nie jest siłą napędową gospodarek jak jeszcze kilka miesięcy wcześniej. Odczyty PMI mogą być ważnym argumentem dla dalszych decyzji EBC. Kolejne oznaki słabości gospodarek i słabsze perspektywy dla wzrostu gospodarczego mogą być uzasadnieniem dla kolejnych obniżek stóp procentowych w strefie euro.

Bartosz Wałecki, analityk, trader, Michael / Ström Domu Maklerskiego.

Jak prowadzić kilka biznesów jednocześnie i zarabiać więcej? Automatyczne myjnie RedConst w praktyce.

Czy możliwe jest efektywne prowadzenie kilku biznesów jednocześnie, bez konieczności poświęcania każdemu z nich dużej ilości czasu? Dzięki automatyzacji, zdalnemu zarządzaniu oraz kompleksowemu wsparciu operacyjnemu, myjnie samochodowe marki RedConst umożliwiają przedsiębiorcom zwiększenie dochodów bez nadmiernego angażowania się w codzienne obowiązki. O tym, jak mądrze inwestować swój czas oraz pieniądze, rozmawiamy z twórcą marki RedConst Marcinem Orlikiem.

Coraz więcej osób szuka dodatkowego źródła dochodu, które mogłyby prowadzić równolegle ze swoją główną działalnością. Czy Pana zdaniem automatyczna myjnia samochodowa jest dobrym pomysłem na tego typu dodatkowy biznes?

Uważam, że automatyczna myjnia samochodowa jest doskonałym przykładem biznesu, który można efektywnie prowadzić równolegle z inną działalnością zawodową lub gospodarczą. W dzisiejszych czasach coraz częściej mamy do czynienia z przedsiębiorcami, którzy nie mogą poświęcić dużo czasu na zarządzanie dodatkowym biznesem, ale poszukują źródeł stabilnych i przewidywalnych dochodów. Automatyczna myjnia samochodowa Redconst spełnia właśnie takie kryteria – dzięki wysokiemu stopniowi automatyzacji, minimalnej konieczności obsługi oraz zdalnym systemom zarządzania właściciel może ograniczyć swoje osobiste zaangażowanie, jednocześnie osiągając wysoką rentowność, nawet do 30% w skali roku. Jeżeli biznes jest dobrze prowadzony, inwestycja zwraca się najpóźniej w 5 lat. Generowane zyski stanowią stabilny, przewidywalny i atrakcyjny dodatek do dochodów generowanych z innych źródeł.

Jakie warunki musi spełniać biznes prowadzony równolegle, aby nie obciążał właściciela nadmiernymi obowiązkami, a jednocześnie przynosił atrakcyjne i regularne zyski?

Kluczem do sukcesu równoległego biznesu jest przede wszystkim ograniczenie czasochłonności i konieczności osobistego nadzoru. Dodatkowa działalność nie może wymagać codziennej, fizycznej obecności inwestora, ponieważ byłoby to nie do pogodzenia z głównym zajęciem czy innymi obowiązkami zawodowymi. Właśnie dlatego najlepszym wyborem są modele biznesowe oparte na automatyzacji procesów, które pozwalają zminimalizować zaangażowanie czasowe właściciela, jednocześnie zapewniając regularność oraz przewidywalność dochodów. Ponieważ nie ma pracowników, więc nie ma też kosztów pracowniczych, a myjnie działają 24 godziny na dobę, również w dni świąteczne. Niezwykle ważnym elementem jest także możliwość zdalnego monitorowania oraz sterowania biznesem, ponieważ pozwala to właścicielowi zachować pełną kontrolę bez konieczności częstych wizyt w punkcie usługowym. Właśnie takie warunki spełniają nasze automatyczne myjnie samochodowe – właściciel może za pośrednictwem aplikacji mobilnej czy systemów online na bieżąco obserwować wszystkie kluczowe parametry operacyjne, a wszelkie decyzje podejmować wygodnie z dowolnego miejsca. Dzięki temu można prowadzić równolegle kilka biznesów, zachowując jednocześnie wysoką produktywność i rentowność każdej działalności.

W jaki sposób automatyzacja oraz zdalne zarządzanie, które oferują Państwa rozwiązania, wpływają na produktywność i rentowność przedsiębiorców prowadzących równocześnie kilka biznesów?

Nasze myjnie są projektowane właśnie z myślą o takim nowoczesnym podejściu do prowadzenia biznesu. Dzięki zaawansowanym systemom technologicznym właściciel może na bieżąco monitorować zużycie mediów, zarządzać programami mycia, śledzić obroty finansowe oraz reagować na wszelkie zdarzenia w czasie rzeczywistym. Taka kontrola umożliwia maksymalną optymalizację kosztów operacyjnych – co bezpośrednio wpływa na podniesienie rentowności. Jednocześnie ograniczenie konieczności fizycznego nadzoru pozwala przedsiębiorcom skoncentrować się na strategicznych decyzjach biznesowych lub rozwoju innych działalności zawodowych. Mówiąc krótko: automatyzacja i zdalne zarządzanie, jakie oferujemy w RedConst, nie tylko redukują obciążenie właściciela, ale przede wszystkim umożliwiają efektywne rozwijanie kilku biznesów jednocześnie, podnosząc produktywność całego portfela inwestycyjnego i zapewniając stały, stabilny dochód. Jest to więc, w pewnym sensie, biznes pasywny.

Jak od strony praktycznej wygląda współpraca z RedConst – jakie obowiązki spoczywają na inwestorze, a jakie działania biorą Państwo na siebie, aby inwestycja była jak najmniej angażująca i jak najbardziej dochodowa?

Nasza współpraca jest oparta na kompleksowej obsłudze inwestora, co sprawia, że jego zaangażowanie ogranicza się praktycznie do podejmowania kluczowych decyzji biznesowych oraz bieżącego monitorowania rezultatów. RedConst może wziąć na siebie prawie wszystkie aspekty związane z organizacją biznesu – począwszy od doradztwa przy wyborze odpowiedniej lokalizacji, przez załatwienie wszelkich formalności administracyjnych, środowiskowych i budowlanych, aż po projektowanie i instalację gotowej myjni. W ramach współpracy dostarczamy również pełne wsparcie marketingowe, pomagając naszym klientom szybko pozyskać pierwszych użytkowników oraz budować lojalną bazę klientów, np. poprzez wdrożenie aplikacji mobilnych czy programów rabatowych. Również serwisowanie urządzeń jest po naszej stronie – inwestor nie musi martwić się o kwestie techniczne czy konserwację. Dzięki temu modelowi właściciel skupia się przede wszystkim na nadzorze biznesowym, otrzymując gotowe, sprawdzone rozwiązania, które od pierwszych dni zaczynają przynosić realne zyski.

Współczesny inwestor często oczekuje czegoś więcej niż samego produktu – szuka partnera. Jak RedConst buduje długofalowe relacje z klientami?

Z naszego doświadczenia wynika, że kompleksowa obsługa jest kluczowym argumentem dla inwestorów, szczególnie tych, którzy mają już inne zobowiązania zawodowe lub nie posiadają dużego doświadczenia w branży myjni samochodowych. Każda inwestycja wiąże się z pewnym poziomem ryzyka – często przedsiębiorcy obawiają się biurokracji, niepewności dotyczącej kwestii technicznych czy marketingowych oraz problemów formalnych. W RedConst bierzemy na siebie wszystkie te zagadnienia, co pozwala klientom uniknąć najczęstszych pułapek administracyjnych oraz błędów na etapie uruchamiania inwestycji. Inwestor, który otrzymuje od nas kompletny pakiet obejmujący formalności prawne, instalację techniczną, obsługę marketingową i wsparcie serwisowe, może szybciej osiągać zakładane wyniki finansowe oraz prowadzić działalność bez niepotrzebnego stresu. Kompleksowa obsługa inwestycji to dla naszych klientów nie tylko wygoda, ale przede wszystkim gwarancja, że cały proces będzie szybki, bezproblemowy i efektywny ekonomicznie.

Wielu przedsiębiorców zastanawia się nad ryzykiem związanym z wejściem w nową branżę. Jak Państwo wspieracie klientów, którzy wcześniej nie mieli doświadczenia na rynku usług myjni samochodowych, aby ich inwestycja była bezpieczna i rentowna?

Doskonale rozumiemy, że dla osób rozpoczynających inwestycję w nowej branży istotne jest poczucie bezpieczeństwa i pewności. Dlatego w RedConst szczególny nacisk kładziemy na wsparcie merytoryczne i strategiczne naszych klientów już od pierwszego etapu współpracy. Każdy klient otrzymuje od nas szczegółową analizę lokalnego rynku, pełną dokumentację biznesową oraz symulacje ekonomiczne, które pomagają mu dobrze poznać branżę i podjąć racjonalną, przemyślaną decyzję inwestycyjną. Przez cały czas jesteśmy do dyspozycji inwestora, wspierając go nie tylko w kwestiach technicznych czy administracyjnych, ale także doradzając w zakresie strategii cenowej, marketingowej czy pozyskiwania klientów flotowych. Dzięki tej kompleksowej opiece przedsiębiorca nie musi mieć wcześniejszego doświadczenia w branży myjni – nasza wiedza i doświadczenie są wystarczające, by zapewnić mu pełne wsparcie oraz bezpieczny, szybki start działalności. Dla nas sukces inwestora jest również naszym sukcesem, dlatego robimy wszystko, aby każdy nowy klient szybko osiągnął stabilne i atrakcyjne zyski ze swojej inwestycji.

Kurs dolara znów niosą polityczne deklaracje. Czy to początek trwałego trendu?

Wczoraj na Wall Street widoczne było odreagowanie poniedziałkowych spadków. Skala wzrostów w UAS przewyższyła te osiągnięte w Europie. SP500 zdołał zyskać 2,5 proc. podczas gdy Dax jedynie 0,4 proc. Na GPW WIG 20 urósł o 2,1 proc. Dolar lekko zyskał na wartości. Kurs EUR/USD spadł i osiągnał poziom bliski 1,13. Na rynku długu widoczny był wzrost rentowności amerykańskich papierów dłuznych na krótkim końcu. Te z długim terminem zapadalności obniżyły się. Rynek cały czas jest podatny na doniesienia dotyczące polityki celnej USA oraz nakładanej presjii na Fed. Z danych makro poznamy wskaźniki PMI dla Europy oraz USA. W przypadku Polski istotny będzie wynik sprzedazy detalicznej, który może w pewnym stopniu przybliżyć nas do pierwszej obniżki stóp procentowych.

Para walutowa EUR-USD nie zdołała utrzymać się powyżej poziomu 1,15 – zamiast tego obserwowaliśmy wczoraj szeroką odbudowę wartości dolara amerykańskiego i spadek w kierunku 1,13. Do tej zmiany mogło przyczynić się kilka czynników. Jednym z istotniejszych była wypowiedź prezydenta Donalda Trumpa. Ogłosił on, że nie ma zamiaru zwalniać prezesa Rezerwy Federalnej Jerome’a Powella, co w krótkim terminie powinno ograniczyć uzasadnione obawy o niezależność amerykańskiego banku centralnego. Taka deklaracja może działać stabilizująco na oczekiwania rynkowe wobec przyszłej polityki pieniężnej USA.

Dodatkowo, na rynku pojawiły się liczne informacje sugerujące możliwe złagodzenie napięć handlowych, przynajmniej w krótkim okresie. Z jednej strony mówi się o szybkim zawarciu umów handlowych z Japonią i Indiami, z drugiej – pojawiły się ostrożne sygnały deeskalacji konfliktu z Chinami. Prezydent Trump zapowiedział znaczne obniżenie obecnych chińskich ceł a sekretarz skarbu USA wyraził oczekiwanie na rychłe złagodzenie napięć.

Czy oznacza to, że dolar amerykański wchodzi w fazę trwałego umocnienia?. Administracja USA wielokrotnie sugerowała, że preferuje słabszego dolara, co ma wspierać konkurencyjność eksportu. Styl prowadzenia polityki przez Trumpa pozostaje nieprzewidywalny, a w przypadku dalszego osłabienia realnej gospodarki amerykańskiej – spowodowanego wojną handlową, Trump nadal może obarczać odpowiedzialnością Powella, niezależnie od faktycznych przyczyn.

Choć pojawiły się pierwsze oznaki złagodzenia napięć, to do trwałego umocnienia dolara potrzeba wyraźniejszych i bardziej konsekwentnych sygnałów politycznych oraz gospodarczych. W obecnych warunkach trudno o taką pewność, a notowania EURUSD mogą pozostać w przedziale wahań (1,12-1,15), dopóki rynek nie otrzyma mocniejszych fundamentów do kontynuacji trendu.

Autor: Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Publiczne pieniądze na prywatne zasięgi? Komentarz ekspercki przypadku MFiPR

Wirtualna Polska ujawniła, że Ministerstwo Funduszy płaci za promowanie postów publikowanych przez ministrę Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz na swoich prywatnych profilach. Promocja dotyczy wpisów związanych z pracami MFiPR. Ministra broni się tym, że profil realnej osoby działa na odbiorców lepiej niż profil instytucji – i to jest trafny argument, z którym można się zgodzić. Nadużycie w tym przypadku można jednak wykluczyć jedynie pozornie.

Komentarz Mikołaja Chałasa, Partnera w Chałas i Wspólnicy:

Praktyka dotycząca promowania przez Ministerstwo materiałów publikowanych przez Panią Minister, na jej prywatnym profilu, nie jest bynajmniej zagadnieniem błahym ani oczywistym. Kwestia transparentności przekazu, w szczególności w mediach społecznościowych, jest od dłuższego czasu przedmiotem wzmożonych działań Prezesa UOKiK.

Organ ten od dłuższego czasu walczy o oznaczanie przez osoby działające w mediach społecznościowych postów sponsorowanych. By zobrazować powagę tego zagadnienia warto wspomnieć, że na początku marca wydał w tym zakresie decyzję, w ramach której nałożył na trzech influencerów kary na łączną kwotę prawie pół miliona złotych.

Większość promowanych przez Prezesa UOKiK praktyk dotyczy zapewnienia jak największej transparentności charakteru publikowanych materiałów, tj. przejrzystego rozdziału pomiędzy działalnością publiczną a aktywnością prywatną – szczególnie w mediach społecznościowych, które dziś pełnią istotną rolę w komunikacji marketingowej, czy politycznej.

Łatwo jest zauważyć, że dokładnie takie przesłanki wzbudzają wątpliwość co do prawidłowości działania Ministerstwa i samej Pani Minister. W przypadku promocji za środki publiczne, użytkownik ma prawo wiedzieć, że ma do czynienia z materiałem sponsorowanym, a także zrozumieć, kto za tę promocję zapłacił i w jakim celu. W przeciwnym razie dochodzi do rozmycia granic między komunikacją urzędową a politycznym marketingiem.

Jednocześnie, tłumaczenie że „profil realnej osoby działa na odbiorców lepiej niż profil instytucji”, jest tym samym co linia obrony powielana przez niektórych influencerów, że posty oznaczone jako sponsorowane odbierane są gorzej od tych nieoznaczonych. Jak się łatwo domyślić, taka linia obrony – stawiająca na skuteczność budowania zasięgów, kosztem braku uświadomienia odbiorców, że mają do czynienia z materiałem, komercyjnym – jest niechybnie skazana na porażkę.

Autor: Mikołaj Chałas, Partner Chałas i Wspólnicy

Mikołaj ChałasAdwokat, który specjalizuje się w prawie gospodarczym – w szczególności w sprawach korporacyjnych, kontraktowych oraz transakcyjnych. Doradza podmiotom na każdym etapie rozwoju. Wspiera przedsiębiorców w skutecznym zabezpieczaniu ich interesów. Działa na rzecz propagowania dochodzenia roszczeń w oparciu o instytucje tzw. private enforcement

Mikołaj aktywnie współpracuje z branżą social media marketingu – wspiera agencje reklamowe, domy mediowe i influencerów w zgodnym z prawem prowadzeniu działań promocyjnych, minimalizując ryzyka prawne. Tematy związane z influencer marketingiem, reklamą w środowisku cyfrowym oraz światem gamingu to jego osobiste pasje – dlatego tak dobrze rozumie potrzeby tych branż i z powodzeniem reprezentuje ich interesy również w postępowaniach sądowych.

Trump znów uderza w Fed. Kurs dolara w odwrocie

Ostatni tydzień był na rynku walutowym stosunkowo spokojny, w Wielki Piątek Trump wszystko to jednak zniweczył, w chaotyczny sposób atakując Fed w mediach społecznościowych. Złoty w niełatwych warunkach pozostaje jedną z najlepiej radzących sobie walut na świecie.

Kluczowe punkty:

  • Spokojny tydzień został zakończony przez atak Trumpa na Fed.
  • USD spada do nowych minimów przez narrację „sprzedaż USA”.
  • Kurs EUR/USD rośnie powyżej 1,15 mimo gołębiego EBC.
  • PLN pozostaje jedną z najlepiej radzących sobie walut świata.
  • Niska inflacja w Wlk. Brytanii otwiera drzwi do obniżki stóp BoE w maju.

Trump dopuścił się serii ataków personalnych na prezesa Rezerwy Federalnej Jerome’a Powella, a jeden z jego najważniejszych doradców potwierdził, że rozważa on zwolnienie prezesa. Trudno określić, czy to legalne, a sam Powell oświadczył, że nie wierzy, by prezydent mógł to zrobić. Niemniej najnowsza napaść na instytucje USA jeszcze bardziej zdenerwowała inwestorów, którzy po otwarciu rynku w niedzielę ponownie wyprzedawali amerykańskie akcje, obligacje i walutę, co jest rzadkim i niepokojącym trendem rynkowym.

Nie wiadomo, na ile rynki będą mogły skupić się w tym tygodniu na czymkolwiek innym niż nieprzewidywalne komunikaty administracji Trumpa. Poza wieściami dotyczącymi ceł, polityki monetarnej i innych w tym tygodniu poznamy również pierwsze szacunki szkód, jakie spowodowała chaotyczna polityka Trumpa. W środę (23.04) opublikowane zostaną wstępne wskaźniki PMI za kwiecień z głównych gospodarek, co da nam możliwość oceny jej wpływu na zaufanie biznesowe. Na realne dane gospodarcze będziemy musieli jeszcze zaczekać – jedynymi w tym tygodniu będzie liczba nowych deklaracji bezrobotnych w USA (czwartek 24.04), która nabiera teraz dodatkowego znaczenia.

Polski złoty – PLN

Dla złotego był to dość spokojny tydzień, zakończony skromnym umocnieniem względem euro. Tyle wystarczyło, by uplasował się w gronie pięciu najlepiej radzących sobie walut świata, siła euro bowiem nie słabnie. PLN Korzysta na odpływie środków z USA oraz znacznej stabilności instytucjonalnej, stając się swego rodzaju safe haven. Sprzyja to wszystkim walutom regionu, które w zestawieniu za 2025 r. wyprzedzają jedynie korona szwedzka oraz bezpieczne przystanie – jen japoński i funt szwajcarski.

Złoty, choć odrabia poniesione straty, nieznacznie ustępuje w rankingu pozostałym walutom regionu, ucierpiał bowiem nieco na gołębim zwrocie RPP. Przysłuchując się komunikatom członków rady, można dojść do wniosku, że obecnie pytaniem nie jest to, czy w maju dojdzie do obniżki, ale jaka będzie jej skala. Odczyty z ostatnich dni nie stoją jej z resztą na przeszkodzie – bazowa miara inflacji znalazła się co prawda nieco powyżej oczekiwań (3,6% r/r), dane z sektora przemysłowego pozostają jednak dość słabe. Spowalnia także wzrost płac, co może sprzyjać dezinflacji – marcowy odczyt wykazał ich najniższą dynamikę od lutego 2021 r. W najbliższych dniach obraz polskiej gospodarki w marcu uzupełnią dane dotyczące sprzedaży detalicznej (środa 23.04) oraz stopy bezrobocia (czwartek 24.04), kluczowe dla notowań złotego powinny pozostać jednak wieści z zewnątrz, w szczególności informacje w zakresie ceł dochodzące do nas z Białego Domu.

Euro – EUR

Euro umacniało się wraz z innymi walutami G10, co oznacza, że w ubiegłym tygodniu na rynkach panował raczej trend wyprzedaży dolara, a nie kupowania euro. Od „dnia wyzwolenia” wspólna waluta radzi sobie jednak niemal najlepiej spośród głównych walut, z wyjątkiem franka szwajcarskiego, co sugeruje, że rynki strefy euro zyskują dużą część kapitału odpływającego z USA. Potwierdza to fakt, że euro zyskuje nawet po dość gołębim posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego w ubiegłym tygodniu.

Podczas czwartkowej konferencji prasowej prezeska Christine Lagarde właściwie potwierdziła, że wiadomości o cłach zmusiły EBC do kwietniowej obniżki, ostrzegając przy tym, że handlowy protekcjonizm może doprowadzić do recesji w bloku. Zasygnalizowała również, że w obliczu obecnego szoku EBC jest gotowy obniżyć stopy poniżej ich neutralnego poziomu. Rynki wyceniają obecnie ostateczny poziom stóp procentowych poniżej 1,5%, rynek walutowy zdaje się jednak na razie nie przejmować niskimi stopami, większą uwagę zwracając na stosunkową stabilność instytucjonalną w strefie euro.

Dolar amerykański – USD

Jedynymi odzwierciedlającymi chaos i zamieszanie po „dniu wyzwolenia” informacjami makroekonomicznymi, jakie dotąd otrzymaliśmy, są dane dotyczące sentymentu. Jak na razie wszystkie te wskaźniki malują dość posępny obraz. Konsumenci i producenci obawiają się wyższych cen spowodowanych cłami i – szczególnie ci drudzy – przez niepewność wycofują się silnie ze swoich planów inwestycyjnych. Jest to niezwykłe, ponieważ właśnie amerykańscy producenci mieli zgodnie z planem na cłach zyskać.

Jedynym godnym zaufania odczytem jest jednak liczba zadeklarowanych bezrobotnych, która nie wzrosła i sugeruje, że ta niepewność nie przełożyła się dotąd na masowe zwolnienia. W tym tygodniu poznamy kolejne dane za kwiecień: cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych (czwartek 24.02) i kolejne regionalne ankiety Fedu. Znajdą się one w centrum uwagi o tyle, o ile pozwolą na to wiadomości ze strony prezydenta Trumpa.

Funt szterling – GBP

W ubiegłym tygodniu funt, podobnie jak euro, umacniał się względem dolara, podczas gdy inwestorzy starali się odnaleźć sens w panującym obecne na rynkach chaosie. Istotne, choć opóźnione, dane z zeszłego tygodnia obejmowały najnowszy raport z rynku pracy i marcowy odczyt inflacji. Sytuacja na rynku pracy jest wciąż dobra mimo wzrostu kosztów przedsiębiorców spowodowanego przez jesienny budżet – kreacja miejsc pracy jest stabilna, a solidny wzrost płac normuje się. Inflacja w marcu była niższa niż oczekiwano, co było dla Banku Anglii pozytywną informacją i otworzyło mu drogę do majowego cięcia stóp procentowych, które jest teraz w pełni wyceniane przez rynki.

Wydaje się, że będzie to dla funta kolejny interesujący tydzień. Uwagę przyciągną wstępne wskaźniki PMI za kwiecień (środa 23.04) oraz sprzedaż detaliczna w marcu (piątek 25.04). W planie jest również kilka przemówień członków Rady banku, którzy prawdopodobnie przygotują grunt pod obniżkę stóp procentowych w maju. Ogólnie uważamy, że biorąc pod uwagę stosunkowo niską ekspozycję na amerykańskie cła, odporny popyt i perspektywy bliższych relacji z Unią Europejską, funt jest w dobrej pozycji, by zyskać na rynkowej zmienności.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Trump gra va banque. Kurs dolara i stabilność rynków zagrożone

  • Nasilające się ataki prezydenta Trumpa na prezesa Rezerwy Federalnej, Jerome’a Powella rzucają cień na niezależność Fed, zwiększając niepewność i zmienność na rynkach finansowych.
  • Inwestorzy muszą liczyć się z potencjalną niestabilnością rynkową, w tym z presją na akcje, obligacje oraz kurs dolara amerykańskiego. To wyraźny sygnał dla inwestorów: dywersyfikacja portfela to dziś nie wybór, lecz konieczność.
  • Inwestorzy długoterminowi powinni zachować spokój, strategicznie dywersyfikować inwestycje na rynkach międzynarodowych oraz uważnie monitorować inflację, aby chronić swoje inwestycje.

– Ostra konfrontacja Trumpa z przewodniczącym Fed, Jerome’em Powellem, wywołuje silne wstrząsy na rynkach globalnych. Coraz bardziej agresywna retoryka prezydenta USA budzi obawy, że „America First” może nieoczekiwanie przeobrazić się w niepożądany scenariusz „Sell America First” – komentuje Jacob Falkencrone, główny strateg inwestycyjny w Saxo.

Ataki Trumpa na szefa Rezerwy Federalnej nie są kolejnym politycznym sporem – to jak wrzucenie kamienia do spokojnego jeziora finansów: fale rozchodzą się błyskawicznie, destabilizując wszystko, w tym twoje inwestycje.

Trump ponownie zaostrzył swoje ataki na Powella, domagając się obniżek stóp procentowych i nazywając szefa Fed „wielkim przegranym”. Dlaczego to powinno interesować inwestorów? Ponieważ ta nasilająca się konfrontacja zagraża stabilności i przewidywalności – fundamentom, na których opiera się portfel inwestycyjny.

Dlaczego Trump bierze na celownik Fed?

Mówiąc wprost: prezydent Trump chce, aby Fed znacznie obniżył stopy procentowe, twierdząc, że ostrożne podejście Powella dławi wzrost gospodarczy. Źródłem frustracji Trumpa jest coraz bardziej napięta wojna handlowa, a nałożone cła grożą gospodarce stagflacją, czyli niebezpiecznym połączeniem rosnących cen i spowalniającego wzrostu gospodarczego. Trump argumentuje, że natychmiastowe cięcia stóp procentowych mogłyby złagodzić te skutki, wzmacniając odporność gospodarczą, a także – co równie istotne – jego pozycję polityczną przed kluczowymi wyborami w połowie kadencji w 2026 roku.

W charakterystycznym dla siebie stylu, prezydent Trump osobiście zaatakował przewodniczącego Fed, Jerome’a Powella, nazywając go „wielkim przegranym”, który „zawsze reaguje zbyt późno” na zagrożenia dla gospodarki. W ostrych słowach ostrzegł: „jego dymisja nie może nadejść wystarczająco szybko”. Tego typu wypowiedzi znacząco eskalują napięcia, pokazując, że nie mamy do czynienia jedynie z różnicą zdań na tematy ekonomiczne, lecz zgłęboko osobistym i politycznym konfliktem.

Jacob Falkencrone zwraca uwagę, że kluczowy problem polega jednak na tym, że walka z inflacją zazwyczaj wymaga podnoszenia, a nie obniżania stóp procentowych. Wywierając presję na Powella w kierunku cięć, Trump stawia Fed w sytuacji niemal bez wyjścia. Uleganie politycznym żądaniom mogłoby wywołać obawy o wzrost inflacji, podczas gdy opór wobec nich prowokuje kolejne ataki polityczne, podważając niezależność Fed. Jednak Powell, jest zdeterminowany, by zachować niezależność banku centralnego, i podkreśla: „Nasza niezależność to kwestia prawa, a nie polityki”.

Czy Trump faktycznie może odwołać Powella?

Z prawnego punktu widzenia usunięcie Powella nie jest proste. Przewodniczący Fed podkreśla, że może zostać odwołany jedynie „z ważnej przyczyny” (czyli np. poważnych naruszeń etycznych), co nie obejmuje różnic w polityce monetarnej. Mimo to, administracja Trumpa podobno rozważa radykalne scenariusze: od redefinicji pojęcia „ważna przyczyna” po zaskarżenie niezależności Fed w Sądzie Najwyższym poprzez próbę zmiany interpretacji prawa.

Jednak Trump wcale nie musi formalnie usuwać Powella, by go osłabić. Znacznie subtelniejszym – a potencjalnie równie skutecznym – ruchem byłoby wskazanie „cienia przewodniczącego Fed”, czyli publicznego kandydata na następcę Powella, co mogłoby podważyć jego autorytet bez konieczności bezpośredniego starcia prawnego.

Koncepcja „cienia przewodniczącego Fed” przypomina sytuację, w której dwóch pilotów walczy o stery w trakcie lotu.

Rynki w takich momentach reagują niepewnością, która sprawia, że inwestorzy w pośpiechu szukają wyjścia awaryjnego. Nie miejmy złudzeń – ta bezprecedensowa presja polityczna zagraża fundamentom, na których opierają się inwestorzy: stabilności i niezależności najważniejszego banku centralnego na świecie.

Dlaczego niezależność Fed ma (ogromne) znaczenie

Niezależność Rezerwy Federalnej to nie tylko akademicka teoria – to fundament zaufania inwestorów. Bez niezależnego Fedu rynki musiałyby się mierzyć z niekontrolowaną inflacją, nieprzewidywalną polityką monetarną i systemową niestabilnością. Politycznie podporządkowany bank centralny podważa zaufanie nie tylko w USA, ale i na rynkach globalnych.

Zagraniczni inwestorzy trzymają biliony dolarów w amerykańskich obligacjach skarbowych właśnie dlatego, że niezależność Fed zapewnia przewidywalność i stabilność.

Najnowsze groźby Trumpa podkopują to zaufanie. To szczególnie niebezpieczne w momencie, gdy cła już nadwyrężają relacje międzynarodowe, sprawiając, że Ameryka może przestać być postrzegana jako przewidywalny i wiarygodny partner gospodarczy, na którym świat dotąd polegał.

Gdy globalni inwestorzy zaczynają kwestionować wiarygodność finansową Ameryki, powoli zaczynają wycofywać swoje środki.

Rynki nie znoszą chaosu – a konflikt Trump vs. Powell dostarcza go aż nadto

To nie jest odległe, polityczne starcie, a rynki finansowe już odczuwają jego skutki. Giełda Wall Street zareagowała błyskawicznie i w poniedziałek indeksy gwałtownie spadły. Jeszcze bardziej niepokojąca jest jednoczesna wyprzedaż amerykańskich akcji, obligacji i dolara – rzadkie zjawisko typu „sell America”, przypominające atmosferę z czasów kryzysu finansowego w 2008 roku.

Kurs dolara znajduje się obecnie na najniższym poziomie od trzech lat, co odzwierciedla rosnący kryzys zaufania. Nawet zazwyczaj bezpieczne amerykańskie obligacje skarbowe również zostały ostatnio wyprzedane, co spowodowało gwałtowny wzrost rentowności. Dlaczego? Ponieważ inwestorzy obawiają się politycznej ingerencji w politykę monetarną. Gdy ta święta zasada zostaje naruszona, trudno potem przywrócić zaufanie.

Jacob Falkencrone podkreśla, że gdy banki centralne stają się pionkami w politycznym sporze, rynki przygotowują się na sytuację, której zasady mogą zmieniać się w trakcie gry. Inwestorzy nie boją się samych zmian stóp procentowych – boją się nieprzewidywalności.

Bloomberg, Saxo

Źródło: Bloomberg, Saxo.

Czy globalni inwestorzy mogą zacząć „sprzedawać Amerykę”?

Globalna dominacja dolara – stanowiącego niemal 60% rezerw banków centralnych i będącego fundamentem światowego handlu – opiera się w dużej mierze na wiarygodności Stanów Zjednoczonych. Agresywna polityka celna Trumpa oraz presja polityczna wywierana na Fed podważają to zaufanie, skłaniając inwestorów na całym świecie do przemyślenia swojej zależności od amerykańskich rynków finansowych.

Niepokojące szepty o trendzie „Sell America” stają się coraz głośniejsze. Choć zastąpienie dolara jako globalnej waluty rezerwowej nie nastąpi z dnia na dzień, konfrontacyjna polityka Trumpa może skłonić inwestorów do stopniowego odchodzenia od amerykańskich aktywów. Taki powolny odpływ kapitału może w dłuższej perspektywie przeobrazić globalny system finansowy i zapoczątkować porządek gospodarczy mniej zorientowany na USA.

Mimo to, dostępne alternatywy są ograniczone – żaden inny rynek nie dorównuje głębokością i płynnością amerykańskiemu. Niemniej jednak, nawet stopniowa utrata zaufania może mieć trwałe konsekwencje.

Czy sytuacja jest poważna?

Zdecydowanie tak, ale to nie moment na panikę. Nie jest to pierwszy kryzys zaufania, z jakim mierzą się Stany Zjednoczone. USA przetrwały odejście od parytetu złota, globalny kryzys finansowy z 2008 roku i wiele innych wstrząsów. Za każdym razem ostatecznie zwyciężała odporność amerykańskiej gospodarki.

Jednak inwestorzy muszą zrozumieć, że konflikt Trumpa z Powellem to nie tylko osobista rywalizacja – to spór o fundamentalne zasady. Kluczowe jest, czy amerykańskie instytucje gospodarcze nadal będą postrzegane jako godne zaufania.

Zachowaj spokój, zadbaj o dywersyfikację

W przypadku inwestorów najważniejsza jest wyważona reakcja. Oto konkretne, praktyczne kroki, które warto rozważyć:

  • Dywersyfikuj globalnie: Chroń swój portfel, rozpraszając inwestycje na rynkach międzynarodowych. Uwzględnij akcje zagraniczne, obligacje i złoto jako zabezpieczenie.
  • Zachowaj spokój i myśl strategicznie: Unikaj impulsywnych decyzji pod wpływem medialnych nagłówków. Trzymaj się swojej długoterminowej strategii inwestycyjnej.
  • Uważnie monitoruj poziom inflacji: Problemy z niezależnością Fed mogą prowadzić do wzrostu inflacji. Uwzględnij obligacje chronione przed inflacją lub inwestycje w surowce jako ochronę.

Dywersyfikacja to klucz do zapewnienia stabilności w niepewnych czasach, a inwestowanie w zagraniczne aktywa pozwala na rozpraszanie ryzyka na różne kraje i sektory gospodarki. Saxo, platforma inwestycyjna z duńską licencją bankową, oferuje szeroki dostęp do międzynarodowych rynków, dając możliwość inwestowania w różnorodne instrumenty finansowe, które mogą przynieść większe zyski niż instrumenty dostępne na rynku krajowym. Saxo oferuje ponadto szereg narzędzi, które pomagają chronić przed inflacją, takich jak obligacje zabezpieczone przed inflacją (TIPS), inwestycje w surowce oraz fundusze inwestujące w aktywa zyskujące w otoczeniu wysokiej inflacji. Dodatkowo, platforma umożliwia korzystanie z opcji i kontraktów terminowych, które pozwalają zabezpieczyć portfel przed zmiennością inflacyjną – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Finansowe burze pojawiają się i znikają, ale przetrwają ci inwestorzy, którzy myślą w dłuższej perspektywie i nie ulegają szumowi informacyjnemu. Konflikt między Trumpem a Powellem nie polega na opowiadaniu się po którejś stronie, lecz na zrozumieniu ryzyka i odpowiednim dopasowaniu inwestycji.

Jacob Falkencrone podkreśla, „rynki przetrwają prezydentów, szefów Fed i polityczne spory. Twój portfel też przetrwa, jeśli będziesz działać rozważnie, spokojnie i dywersyfikować.”

Deweloperzy zwalniają, inwestorzy indywidualni trzymają poziom. Analiza rynku budownictwa mieszkaniowego po I kwartale 2025

Opublikowane przez GUS dane o skali nowego budownictwa mieszkaniowego w Polsce potwierdzają, że rynek mieszkaniowy trwa w oczekiwaniu na zmiany w jego otoczeniu. We wszystkich kategoriach aktywności w budownictwie mieszkaniowym – mieszkania oddawane do użytku, budowy rozpoczynane i pozwolenia na budowę – dane GUS wskazują na wyniki gorsze niż przed rokiem.

Liczba mieszkań i domów oddanych do użytku w Polsce w marcu była w porównaniu do lutego o 6% wyższa, ale względem wyników sprzed roku o 9 % niższa. Wyniki kwartalne są bardziej jednoznaczne. W pierwszym kwartale 2025 roku w całej Polsce do użytku oddanych zostało zaledwie 46,1 tys. mieszkań i domów, co oznacza wynik najsłabszy ​ od siedmiu lat. W marcu wszystkie grupy inwestorów oddały łącznie 15,7 tys. lokali. W tej puli firmy deweloperskie odpowiadały za budowę 9,4 tys. mieszkań, czyli wzrost o 6% w porównaniu do lutego i ponad 13% spadek w porównaniu z marcem ubiegłego roku. Ten kilkunastoprocentowy spadek r/r (rok do roku) wskazuje nie tylko na pojedynczy słabszy wynik miesięczny, ale uprawdopodabnia również prognozy, zgodnie z którymi pod względem liczby oddanych mieszkań 2025 rok będzie najsłabszy w ciągu ostatnich pięciu lat.

„Nie można obiektywnie analizować i oceniać tegorocznych danych GUS prezentujących liczby mieszkań oddawanych przez firmy deweloperskie, nie mając przed oczami liczby rozpoczynanych przez te podmioty budów w pierwszej połowie 2023 roku. Warto pamiętać, że zgromadzona – jako efekt nowych rozwiązań legislacyjnych – przez deweloperów w 2022 roku duża liczba pozwoleń w połączeniu ze słabnącą w następstwie skokowo rosnących kosztów kredytu hipotecznych – sprzedażą, zaowocowały w pierwszej połowie 2023 roku ​ spowolnieniem w budownictwie mieszkaniowym. Deweloperzy uzyskali w tym okresie niewiele pozwoleń i rozpoczęli rekordowo małe liczby nowych budów. Efektem był spadek liczby rozpoczynanych przez deweloperów budów z poziomu 12 tys. miesięcznie w latach 2021-2022 do 8 tys. w I połowie 2023 roku. Następstwa tego wstrzymania sprzed dwóch lat będziemy zapewne obserwowali w niskiej liczbie oddawanych mieszkań w pierwszej połowie bieżącego roku. Wyniki z marca dobitnie to ​ potwierdzają”, komentuje Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka działu badań w Otodom.

Struktura i skala rynku mieszkaniowego

Firmy deweloperskie odpowiadają za 60% wszystkich oddanych do użytku w marcu lokali mieszkalnych. Wyniki inwestorów indywidualnych są bardziej stabilne niż efekty działalności deweloperów a ich udział w całości budownictwa mieszkaniowego w Polsce od kilku miesięcy utrzymuje się na poziomie 35% – 38% ogólnej liczby oddawanych lokali. W marcu i pierwszym kwartale wyniósł 37%. W porównaniu do marca 2024 roku gospodarstwa domowe (w terminologii GUS to inwestorzy indywidualni) zakończyły budowę o 3% mniej domów/mieszkań, ale w porównaniu z poprzednim miesiącem ich wynik był o 5% lepszy.

Wzrost liczby nieruchomości oddawanych do użytku przez firmy deweloperskie w ujęciu miesiąc do miesiąca, nie znajduje potwierdzenia w ​ danych prezentowanych w postaci narastającej od początku roku sumy zrealizowanych lokali. W okresie styczeń-marzec firmy deweloperskie przekazały do użytkowania 27,7 tys. mieszkań i domów, czyli wyraźnie mniej niż przed rokiem (29,4 tys.). W tym samym czasie inwestorzy indywidualni zrealizowali 17,1 tys. lokali, czyli o 6% mniej niż w analogicznym okresie 2024 roku.

Wykres przygotowany przez Otodom
Wykres przygotowany przez Otodom

„Wiele wskazuje na to, że taką tendencję będziemy obserwować również w kolejnych miesiącach 2025 roku. Starania różnych grup inwestorów o uzyskanie pozwoleń na budowę w marcu przyniosły lepsze efekty niż w lutym. Jednak w porównaniu do wyników z 2024 roku wyniki te są o kilkadziesiąt procent niższe. Wiemy z danych zagregowanych dla 12 i 36 miesięcy, że liczba pozwoleń na budowę lokali mieszkalnych wciąż wyraźnie przekracza liczbę budów rozpoczynanych w analogicznych okresach. W efekcie w całej Polsce utrzymuje się wyraźna nadwyżka pozwoleń na budowę, która istotnie zwiększa możliwości wprowadzenia przez firmy deweloperskie na rynek nowej podaży, czyli rozpoczęcia budowy nowych mieszkań”, mówi Kuniewicz z Otodom.

Perspektywa przyszłych inwestycji

Łączna liczba pozwoleń wydanych w marcu przekroczyła 22 tys., a 13,9 tys. z nich dostali deweloperzy, 7,1 tys. inwestorzy indywidualni. W efekcie suma uzyskanych w marcu pozwoleń była o 11% wyższa niż w lutym. Jednak w porównaniu do marca sprzed roku liczba pozwoleń na budowę spadła o 20,5%. Powodem była wyraźnie niższa w tej kategorii niż w marcu ubiegłego roku aktywność firm deweloperskich. Liczba lokali mieszkalnych, na budowę których różne grupy inwestorów uzyskały pozwolenie w pierwszym kwartale 2025 roku (styczeń-marzec), jest wyraźnie niższa niż rok temu. Z danych GUS wynika, że w pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku deweloperzy uzyskali pozwolenia na budowę łącznie 40,4 tys. mieszkań i domów (o 20,8% mniej r/r), a inwestorzy indywidualni 18,3 tys. (o 4,6% więcej).

Wykres opracowany przez Otodom
Wykres opracowany przez Otodom

Statystyki GUS po marcu dotyczące rozpoczynanych w całej Polsce budów wskazują na wyraźne odbicie w stosunku do lutego, jest to jednak naturalne wiosenne wzmożenie. Wprawdzie liczba rozpoczynanych przez wszystkie grupy inwestorów budów zmniejszyła się w ciągu roku o 8%, ale w wolnej od wahań rynkowych kategorii budownictwa indywidualnego, czyli domów budowanych przez gospodarstwa domowe, GUS odnotował wzrost zarówno miesiąc do miesiąca (o 52%), jak i rok do roku (o 9,4%).

„Warto także zaznaczyć, że początek ubiegłego roku charakteryzował się wyjątkowo wysokim wolumenem rozpoczynanych budów. Działo się tak głównie za sprawą firm deweloperskich, które pod wpływem wyjątkowo wysokiej sprzedaży wspieranej “Bezpiecznym kredytem 2%” przystąpiły do realizacji nowych inwestycji. Na tle ostatnich pięciu lat pierwszy kwartał 2024 roku w kategorii budowy rozpoczynane był wyjątkowy, więc analiza liczby rozpoczynanych w pierwszych miesiącach 2025 roku budów musi uwzględniać ten fakt”, zaznacza dyrektorka badań rynku, Otodom.

Wszystkie grupy inwestorów w marcu 2025 roku rozpoczęły budowy 21,9 tys. lokali mieszkalnych, czyli o 32% więcej niż w lutymi o 8% mniej niż w marcu 2024 roku. Ten kilkuprocentowy spadek w kategorii „ogółem” to przede wszystkim efekt ograniczenia działalności firm deweloperskich, które zaczęły w tym roku budowę wyraźnie mniejszej liczby lokali niż rok temu (o 17,6% mniej). Jednak w stosunku do średniej z lat 2021-2023 wyniki deweloperów w tym zakresie są wyraźnie wyższe.

Bieżące dane GUS o rozpoczynanych budowach należy interpretować także w kontekście statystyki udzielanych pozwoleń. Od początku roku różnica między liczbą uzyskanych pozwoleń i liczbą rozpoczynanych budów wynosi 6,1 tys., co oznacza, że 10% uzyskiwanych pozwoleń nie ma kontynuacji w realizowanych budowach. Warto odnotować, że prawie ⅓ (2 tys.) tej nadwyżki powstała za sprawą pozwoleń na budowę mieszkań komunalnych i społecznych-czynszowych, co potwierdza zapowiedź powstawania coraz większej liczby mieszkań na wynajem o umiarkowanym czynszu.

Jak wskazuje Katarzyna Kuniewicz: „wyniki firm deweloperskich w kontekście nadwyżki pozwoleń nad rozpoczynanymi budowami należy oceniać nieco inaczej, jednak również w tej grupie inwestorów początek 2025 roku wygląda optymistycznie. W 2024 roku deweloperzy odłożyli 25% uzyskanych pozwoleń, podczas gdy w pierwszym kwartale 2025 roku zaledwie 10%. Porównanie wyników z marca dotyczących liczby pozwoleń uzyskiwanych przez firmy deweloperskie z liczbą rozpoczynanych przez te firmy budów pokazuje, że możemy mieć do czynienia ze zmianą dotychczasowej ​ tendencji, a w efekcie redukcją rekordowej nadwyżki pozwoleń zgromadzonych w latach 2022-2023”.

Wykres przygotowany przez Otodom
Wykres przygotowany przez Otodom

Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka działu badań w Otodom

Złoty zyskuje mimo wolnego dnia. Niepewność wokół USA osłabia dolara

Gdy większość rynków na świecie wczoraj pracowała, polscy finansiści odpoczywali. Nie przeszkodziło to złotemu umocnić się w stosunku do głównych walut. Poniedziałkowe zyski PLN były związane z osłabieniem dolara. Pogorszenie kondycji amerykańskiej waluty ponownie przypisujemy prezydentowi USA, który zaskakuje rynki swoimi pomysłami. Wtorkowa sesja to delikatne odreagowanie wczorajszej wyprzedaży dolara. Dziś poznaliśmy także szereg danych z polskiej gospodarki.

Słabnące zaufanie do USA

Inwestorzy tracą cierpliwość do taryfowej niepewności Stanów Zjednoczonych. Mimo trwającej 90-dniowej pauzy na większość ceł, rynkom ciąży wydłużający się impas na linii USA-Chiny. Na horyzoncie nie widać nawet światełka w tunelu, które sugerowałoby osiągnięcie kompromisu między dwoma mocarstwami. Zwłaszcza że Chińczycy nieszczególnie kwapią się do negocjacji, jeżeli miałyby być prowadzone w dotychczasowym tonie. Zdezorientowana jest także Japonia, która – jak wynika z medialnych doniesień – nie może uzyskać od USA konkretów dotyczących przyszłych relacji handlowych. Rynkom ewidentnie nie wystarczają słowa o „znacznych postępach” czy „owocnych negocjacjach”, które usłyszeliśmy po raz kolejny – tym razem po spotkaniu z premierem Indii. Inwestorzy chcą konkretów, gdyż dla nich nawet zła informacja jest lepsza od wizji dalszej niepewności, do której nie wiadomo, jak się dostosować. Wczoraj do tej chaotycznej układanki dołączyły słowa Trumpa o chęci zwolnienia przewodniczącego FED. Ta wypowiedź wystarczyła, aby zasiać niepewność co do przyszłej niezależności amerykańskiego banku centralnego. Malejąca wiarygodność USA doprowadziła do ucieczki kapitału ze Stanów.

Przetasowanie bezpiecznych przystani

Wyprzedaż długu USA połączona ze spadkami na amerykańskiej giełdzie i osłabieniem kursu dolara owocują nadszarpnięciem pozycji amerykańskich obligacji oraz waluty jako bezpiecznych przystani. Korzystają na tym inne tzw. safe haven. Zacznijmy od złota. Szlachetny kruszec dziś po raz kolejny wybił nowy historyczny szczyt. Tym razem wycena otarła się o poziom 3500 USD za uncję. A jeśli skierujemy wzrok w stronę forex, zobaczymy zyski japońskiego jena. Kurs USD/JPY zszedł do wsparcia 140 JPY. Umacnia się także frank szwajcarski. Notowania USD/CHF odbiły się wczoraj od dna 0,804 CHF. Tak nisko wykres znajdował się ostatnio w 2011 roku. Osłabienie amerykańskiej waluty od momentu objęcia urzędu przez obecnego prezydenta USA jest imponujące. Dla zobrazowania strat – w dniu inauguracji Trumpa złoto kosztowało 2730 USD, a za jednego dolara płaciliśmy 155 JPY lub 0,90 CHF.

Dane z Polski

We wtorkowym kalendarzu makroekonomicznym królują odczyty z krajowej gospodarki. Produkcja budowlano-montażowa spadła o 1,1% r/r. Wzrosła natomiast produkcja przemysłowa. Zwyżka o 2,5% to jednak mniej niż prognozowane 3,6% r/r. Poniżej oczekiwań znalazło się wynagrodzenie (7,7% r/r, konsensus 7,9% r/r). Dodatkowo trzeci raz w tym roku utrzymał się spadek zatrudnienia na poziomie -0,9% r/r. Szczególną uwagę analityków zwróciła przeciętna płaca brutto w Polsce. Kwota 9055,92 PLN w firmach zatrudniających powyżej 9 pracowników to najwyższy wynik w historii (po raz pierwszy powyżej granicy  9000 zł). Odczyty nie miały większego wpływu na krajową walutę, która odreagowuje umocnienie z wczorajszej sesji. We wtorek o godzinie 14 kurs EUR/PLN to 4,285 PLN (wczoraj 4,267 PLN), natomiast kurs USD/PLN wzrasta do 3,725 PLN (wczoraj 3,70 PLN).

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

Rok 2025 zaczyna się ostrożnie. Mniej pozwoleń na budowę, stabilna liczba nowych inwestycji

Początek roku przyniósł wyraźne ochłodzenie w planach inwestycyjnych deweloperów. Choć liczba rozpoczętych budów utrzymała się na stabilnym poziomie, pozwoleń na nowe inwestycje było aż o 21 proc. mniej niż rok temu. Branża czeka na bodziec – może nim być zapowiadana obniżka stóp procentowych.

Dane Głównego Urzędu Statystycznego za pierwszy kwartał 2025 r. pokazują spadki w mieszkalnictwie w porównaniu do początku 2024 r. Jest mniej pozwoleń na budowę i mniej nowych inwestycji. Patrząc jednak na statystyki widać, że dane za marzec są lepsze od tych za luty.

Rozpoczęte inwestycje

Zestawienie liczby mieszkań, których budowę rozpoczęto z tempem sprzedaży lokali na rynku pierwotnym każe sądzić, że nie ma obecnie rynkowych przesłanek świadczących o presji na wzrost cen mieszkań. Dane z pierwszego kwartału świadczą raczej o kontynuacji trendu stabilizacyjnego na rynku nieruchomości.Rozpoczęte inwestycje

Od stycznia do marca br. deweloperzy rozpoczęli budowę 36 531 nowych mieszkań, co przełożyło się na bardzo zbliżony wynik do obserwowanych w dwóch kwartałach poprzedzających. Jednak gdy porównamy dane z I kwartału z analogicznym okresem w 2024 r., widzimy, że liczba nowo budowanych mieszkań spadła o 13 proc.

Nie jest to jednak alarmujące zjawisko. Spadek jest bowiem efektem wysokiej bazy, którą obserwowaliśmy na początku zeszłego roku, gdy deweloperzy zwiększali swoje wysiłki inwestycyjne w związku z popytem wygenerowanym przez program Bezpieczny Kredyt 2 proc. oraz wizją wprowadzenia nowego instrumentu pomocowego – komentuje Patryk Kozierkiewicz, radca prawny w Polskim Związku Firm Deweloperskich.

Można zakładać, że w związku z rekordowym poziomem oferty mieszkań w sprzedaży, inwestorzy będą spowalniać tempo nowych wprowadzeń. Bodźcem do uruchamiania nowych przedsięwzięć mogą stać się jednak zapowiedzi Rady Polityki Pieniężnej na temat potencjalnej obniżki stóp procentowych. – Ich spadek przyczyniłby się bowiem do zwiększenia zdolności kredytowej i mógłby stanowić impuls dla tych, którzy przez ostatni rok wstrzymywali się z decyzją o zakupie własnego M – twierdzi Patryk Kozierkiewicz.

Pozwolenia na budowę

Pierwszy kwartał zakończył się na jeszcze większym minusie pod względem liczby pozwoleń na budowę. Względem I kwartału 2024 r., pierwsze trzy miesiące 2025 r. przyniosły znaczny, bo niemal 21 proc. spadek liczby pozwoleń na budowę uzyskiwanych przez deweloperów.

Wydaje się, że w skali kraju spadek ten może być symptomem niezadowalającego popytu i wysokiego poziomu oferty. Jeżeli bowiem inwestor boryka się z niedostatecznym tempem wyprzedaży mieszkań, których budowę aktualnie prowadzi, stan ten może odwieść go od poszukiwania nowych okazji do inwestycji – podkreśla radca prawny PZFD.

Warto również zauważyć, że obniżenie tempa uzyskiwania pozwoleń może w przyszłych okresach wpłynąć na spadek wolumenu nowo rozpoczynanych inwestycji, choć będzie dotyczyło to głównie mniejszych podmiotów, które nie mogą pozwolić sobie na symultaniczną realizację kilku projektów.

Umiarkowane przyspieszenie inwestycji mieszkaniowych w I kwartale 2005 r.

Kwietniowa informacja GUS, publikująca wstępne dane budownictwa mieszkaniowego w marcu oraz pierwszym tegorocznym kwartale, prezentuje umiarkowane przyśpieszenie wszystkich trzech kategorii danych. Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl jest to efekt wiary deweloperów w trwałą poprawę ich statystyk sprzedażowych, choć tymczasem wydaje się być zdecydowanie za wcześnie na ogłaszanie końca spowolnienia koniunktury sprzedażowej w pierwotnym segmencie krajowej mieszkaniówki.

Rozpatrując wyniki inwestycyjne pierwotnego rynku mieszkaniowego w pierwszym tegorocznym kwartale, można próbować doszukać się pewnej korelacji ze statystykami sprzedaży deweloperów mieszkaniowych za ostatnie trzy miesiące, które wg. danych serwisu BIG DATA RynekPierwotny.pl uległy pewnej poprawie. Jednocześnie jednak wciąż wolumeny nowych wprowadzeń przewyższają te dotyczące bieżącej kontraktacji, co w efekcie winduje ofertę mieszkaniowego rynku pierwotnego na rekordowe od lat poziomy.
Wyk.1 - Statystyki GUS mieszkaniowych inwestycji deweloperskich w latach 2021-2025

O ile początek pierwszego kwartału br. okazał się jeszcze dość wyraźnie asekuracyjny inwestycyjnie w odniesieniu do analogicznego okresu 2024 roku, to już w marcu nastąpiło dość zdecydowane odbicie. Najwyraźniej widać to w przypadku wzrostowego odreagowania wolumenów rozpoczętych inwestycji, z kolei w nieco mniej radykalnym zakresie w kwestii nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym, czyli kategoriach GUS-owskich danych o pierwszorzędnym znaczeniu dla oceny stanu bieżącej koniunktury.

W sumie w ubiegłym miesiącu inwestorzy ruszyli z budową blisko 22 tys. mieszkań, co jest rezultatem o 8 proc. gorszym od uzyskanego w marcu ub. roku, za to aż o 32 proc. lepszym licząc miesiąc do miesiąca. Dość udanie wypadli sami deweloperzy z wynikiem bez mała 13 tys. rozpoczętych w marcu lokali, czyli o prawie jedną piątą więcej niż miesiąc wcześniej i ponad 17 proc. poniżej rezultatu w relacji rdr.

Z kolei inwestorzy indywidualni z wynikiem 8,4 tys. rozpoczętych domów, poprawili wynik w relacji rok do roku o blisko jedną dziesiątą, natomiast w stosunku do poprzedzającego miesiąca lutego aż o ponad połowę.

W sumie w trzech pierwszych miesiącach 2025 roku w Polsce ruszyła budowa prawie 56 tys. mieszkań i domów, co oznacza spadek w stosunku do rezultatu z analogicznego okresu ub. roku o 7 proc. Z kolei sami deweloperzy z wynikiem 36,5 tys. lokali, obniżyli loty w relacji rok do roku o 13 proc. Take rezultaty, uwzględniając relatywnie wysoką bazę, komunikują mimo wszystko dość wyraźne przyspieszenie koniunktury inwestycyjnej pierwotnego rynku mieszkaniowego.

Na utrzymującą się względną poprawę nastrojów inwestorów wskazują też GUS-owskie dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl w sumie w marcu w ramach wszystkich form budownictwa wydano nieco ponad 22 tys. przedmiotowych decyzji administracyjnych, natomiast w całym pierwszym kwartale prawie 62 tys. W obu przypadkach są to rezultaty gorsze od uzyskanych w relacji rdr, odpowiednio o 20 i 11 proc., jednak i tu należy wziąć poprawkę na zdecydowanie wywindowaną bazę porównawczą, wygenerowaną w związku z planowanym przed rokiem wprowadzeniem w życie nowych warunków technicznych.

Tradycyjnie w ostatnich okresach statystyki lokali oddawanych do użytkowania stanowią tylko tło danych sygnalnych GUS budownictwa mieszkaniowego w pierwszym kwartale tego roku. W marcu było takich mieszkań w sumie blisko 16 tys., czyli 9 proc. mniej licząc rok do roku, i o 6 proc. więcej niż w poprzednim miesiącu lutym. Natomiast wynik kwartalny rzędu 46 tys. lokali oddanych jest również gorszy od uzyskanego w analogicznym okresie ub. roku, tym razem o symboliczne 4 proc.

Lektura najnowszej informacji GUS o stanie budownictwa mieszkaniowego w Polsce wydaje się więc mieć wymowę umiarkowanie optymistyczną. Perspektywa uruchomienia w drugiej połowie roku programu „Pierwsze klucze”, który tak czy inaczej może znaleźć pozytywne przełożenie na koniunkturę rynku nowych mieszkań, w korelacji z pierwszymi sygnałami odwilży na rynku hipotek, zaczyna działać mobilizująco na popyt mieszkaniowy. Do tego przyśpieszająca prezydencka kampania wyborcza jak zazwyczaj może pobudzić rynek mieszkaniowy kolejnymi obietnicami wzrostu dobrobytu Polaków.

W sumie coraz więcej czynników zaczyna przemawiać za perspektywą wychodzenia krajowej mieszkaniówki z koniunkturalnego dołka już w perspektywie bieżącego roku, co nie pozostanie bez wpływu na prawdopodobnie poprawiające się z miesiąca na miesiąc statystyki GUS budownictwa mieszkaniowego. Tego typu tezę zdaje się w pełni potwierdzać aktywność inwestorów giełdowych, którzy w ostatnim czasie, pomimo nie najlepszej koniunktury sprzedażowej na rynku mieszkań z pierwszej ręki, ponownie wywindowali indeks WIG-Nieruchomości na nowe szczyty już 13-letniej deweloperskiej hossy.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

PCP: Program Czyste Powietrze wymaga pilnych korekt i wsparcia ze strony banków

Związku PCP apeluje o wdrożenie rozwiązań naprawczych w programie Czyste Powietrze i uruchomienie dodatkowych operatorów bankowych.

Wielomiesięczne opóźnienia w wypłatach dotacji wciąż obciążają beneficjentów i rzetelnych wykonawców, a wdrażanie nowej odsłony programu przez samorządy nie działa lub zawiera szereg nieprawidłowości – alarmuje Związek Pracodawców Czystego Powietrza (PCP).

Związek PCP zwraca uwagę na utrzymujące się, znaczne opóźnienia w wypłatach końcowych w ramach programu Czyste Powietrze.

Z dużym niepokojem obserwujemy rosnące zaległości w wypłatach dotacji, które według naszych danych sięgają nawet sierpnia ubiegłego roku. Tak długie przestoje nie powinny mieć miejsca w programie o strategicznym znaczeniu dla transformacji energetycznej Polski, generują bowiem nieproporcjonalne obciążenia zarówno dla beneficjentów, jak i dla firm wykonawczych twierdzi Mariusz Dąbek, prezes Związku PCP.

Związkowcy podkreślają, że program Czyste Powietrze jest jednym z najbardziej złożonych przedsięwzięć wdrożeniowych w Polsce, z uwagi na ogromną liczbę realizowanych inwestycji, szeroką sieć interesariuszy oraz wyzwania systemowe, odziedziczone po jego wczesnym etapie rozwoju. Tym bardziej zasadne jest oczekiwanie sprawnej, konstruktywnej współpracy instytucji zarządzających programem – zarówno wewnętrznie, jak i z partnerami zewnętrznymi – nad pilnym opracowaniem realnego scenariusza wychodzenia z zaległości oraz skutecznego zarządzania ryzykiem operacyjnym.

Przedstawiciele Związku PCP twierdzą, że cała branża wykonawcza ponosi skutki błędów systemowych i przypadków nadużyć, które można było wcześniej zidentyfikować i wyeliminować. W rezultacie wielu rzetelnych wykonawców znajduje się dziś w bardzo trudnej sytuacji płynnościowej, a beneficjenci – zamiast cieszyć się komfortem cieplnym i niższymi rachunkami – mierzą się z przedłużającym się stresem związanym z brakiem rozliczenia inwestycji.

Rodziny modernizujące swoje domy są zdezorientowane i sfrustrowane. Nie oczekujemy taryfy ulgowej, ale systemu, który nie penalizuje uczciwych wykonawców. Dziś rzetelna praca spotyka się z systemowym opóźnieniem. To musi się zmienićmówi Aleksandra Piotrowicz-Przyłuska, wiceprezeska Związku PCP.

Dodatkowo Związkowcy zauważają, że wdrożenie nowego modelu z udziałem gmin jako operatorów programu budzi poważne zastrzeżenia.

Z docierających do nas sygnałów wynika, że w wielu przypadkach samorządy zmagają się z poważnymi brakami kadrowymi i kompetencyjnymi. Odnotowujemy też pierwsze sygnały o nieprawidłowościach, takich jak uznaniowe oskarżenia pod adresem uczciwych wykonawców, czy nieformalne preferowanie konkretnych, lokalnych firm, często znanych osobiście pracownikom urzędów. To niszczy sens i ideę programu – dodaje Wiceprezeska.

Doceniając intencję wzmacniania lokalnej przedsiębiorczości w tym programie, Związkowcy podkreślają, iż sposób wdrażania takiego podejścia powinien pozostawać w zgodzie z zasadami równego traktowania i przejrzystości, jak również z duchem programu Czyste Powietrze i oczekiwaniami NFOŚiGW. Z nadzieją oczekują więc uruchomienia dodatkowych operatorów, w szczególności banków, które mogą wnieść do programu niezbędną sprawność, przejrzystość i stabilność operacyjną.

Rozumiemy złożoność i skalę wyzwań programu, ale sytuacja, w której odpowiedzialne firmy i tysiące beneficjentów ponoszą konsekwencje systemowych opóźnień, jest nie do utrzymania. Apelujemy o szybkie działania, partnerską współpracę i pilne uruchomienie operatorów bankowych w nowej odsłonie programukomentuje Mariusz Dąbek. – Nie możemy zgodzić się na uznaniowe eliminowanie wykonawców spełniających programowe warunki – potrzebujemy transparentności i równego traktowania.

Związek PCP deklaruje gotowość do merytorycznej współpracy i dyskusji nad konkretnymi rozwiązaniami – w tym nad przyspieszeniem wypłat, uproszczeniem i ujednoliceniem procesu oceny wniosków końcowych oraz przywróceniem równowagi pomiędzy kontrolą a sprawnością operacyjną systemu.

Redukcja kosztów priorytetem dla 87% działów prawnych – technologia ma pomóc, ale nie AI

0

Wyniki badania EY – General Counsel Study – wskazują, że geopolityka (76%), środowisko regulacyjne (75%) i postęp technologiczny (74%) to trzy główne wyzwania stojące przed działami prawnymi. Rosnąca presja na znajdywanie odpowiedzi na coraz bardziej kompleksowe zagadnienia stojące przed przedsiębiorstwami wymusza ewolucję sposobu funkcjonowania. Ten proces jest jednak hamowany przez ograniczenia budżetowe – aż 87% ankietowanych liderów obszarów prawnych w firmach wskazywało redukcję kosztów jako priorytet. Sytuacja powinna jednak ulegać zmianie, gdyż 83% respondentów przewiduje wzrost dostępnych zasobów finansowych w perspektywie kolejnych 12 miesięcy.

Rosnąca niepewność prowadzenia biznesu w bezpośredni sposób oddziałuje na funkcjonowanie działów prawnych. Stają one w obliczu rosnącej presji, aby rozwijać swoją wiedzę, szybkość i operacyjną sprawność niezbędną do radzenia sobie z coraz bardziej złożonymi sprawami. Jak wskazują wyniki badania EY – General Counsel Study – zmiany są warunkowane przede wszystkim przez geopolitykę (76%), zmienność środowiska regulacyjnego (75%) oraz postęp technologiczny (74%). Co ciekawego na zrównoważony rozwój wskazała nieco ponad połowa (54%) badanych.

Do tej listy należy jednak dołączyć również wyzwania o charakterze wewnętrznym. Główną barierą w tempie i zakresie wprowadzanych korekt w funkcjonowaniu działów prawnych są ograniczenia budżetowe. Aż 87% respondentów wskazało, że redukcja kosztów stanowi najwyższy priorytet. Sytuacja będzie jednak ulegała stopniowej poprawie, gdyż aż 83% ankietowanych liderów działów prawnych przewiduje wzrost posiadanych zasobów finansowych w perspektywie najbliższych 12 miesięcy. Najczęściej (43%) nie powinien on przekroczyć 10%, a kolejne 32% badanych przewiduje że będzie on wynosił pomiędzy 10 a 20%.

– W przypadku działów prawnych jak w soczewce widać jak zmienne stało się środowisko biznesowe. Równocześnie toczy się szereg dynamicznych procesów na płaszczyźnie technologicznej, regulacyjnej oraz geopolitycznej. Często pierwsze prośby o analizę wpływu na firmę kierowane są właśnie do działu prawnego. Stanowi to znaczące wyzwanie dla struktury organizacyjnej, która wymaga czasu na dostosowanie. Tego zaś brakuje, co sprawia że działy prawne coraz powszechniej sięgają po zewnętrzne wsparcie – mówi Zuzanna Zakrzewska, Partnerka Zarządzająca Kancelarią EY Law.

Technologia kluczem do sukcesu

Pomimo obecnych ograniczeń budżetowych, opracowywanie strategii technologicznych oraz wprowadzanie nowych rozwiązań pozostaje wysokim priorytetem. Aż 75% ankietowanych przedstawicieli działów prawnych twierdzi, że prowadzi w tym obszarze szereg aktywności. W ramach tego procesu działy prawne napotykają jednak bariery. Do najważniejszych należą problemy z nieuporządkowanymi danymi (52%) oraz niekompatybilnymi systemami prawnymi i biznesowymi (44%). Co jednak szczególnie ciekawe, tylko 25% respondentów wskazuje, że wykorzystanie generatywnej sztucznej inteligencji stanowi wysoki priorytet dla działu prawnego, a 63% postrzega zwiększenie zakresu wykorzystywania technologii przede wszystkim jako szansę na lepszą kontrolę kosztów. Nie może więc dziwić, że najczęściej zakończony został proces wdrożeniowy wokół kwestii administracyjnych takich jak automatyzacja weryfikacji faktur (38%).

Znaczące wyzwania w tym obszarze potwierdzają wyniki ostatniej edycji badania – Jak polskie firmy wdrażają AI. Jedynie 5% organizacji w naszym kraju, które realizują procesy implementacji narzędzi sztucznej inteligencji zdecydowało się je wdrożyć w obszarze compliance. Dla porównania przypadku obsługi klienta lub marketingu i analiz rynku ten współczynnik wynosi 41%. Może to wskazywać, że w przypadku kwestii prawno-proceduralnych dostępna technologia nie odpowiada w wystarczającym stopniu na wyzwania związane np. z koniecznością zachowania najwyższych standardów poufności danych.

– Dane wykorzystywane np. przez działy prawne mają często bardzo wrażliwy charakter. Sprawia to, że wdrożenie w tym obszarze narzędzi bazujących na sztucznej inteligencji musi być przeprowadzone w sposób niezwykle ostrożny. Równocześnie należy pamiętać, że analiza aspektów prawnych w procesie implementacji AI jest jednym z kluczowych elementów całego procesu. Dotyczy to nie tylko obszaru AI Act, ale również kwestii ochrony danych osobowych, ochrony własności intelektualnej, cyberbezpieczeństwa. W efekcie żadne wprowadzenie narzędzi AI nie powinno się odbywać bez zaangażowania działów prawnych bez względu na sektor, w którym odbywa się wdrożenie sztucznej inteligencji – dodaje Justyna Wilczyńska-Baraniak, Partnerka EY, Liderka Zespołu Prawa Własności Intelektualnej, Technologii i Danych Osobowych w Kancelarii EY Law.

Nawigacja w zakresie zgodności regulacyjnej i zarządzania ryzykiem

W obliczu niezwykle dynamicznie rozwijających się zagadnień, takich jak sztuczna inteligencja, ochrona danych i zrównoważony rozwój, obszar compliance stanowi priorytet dla większości działów prawnych (93%). Równocześnie monitorowanie zmian regulacyjnych w różnych jurysdykcjach (60%), przygotowywanie wykładni przepisów, gdy pozostają one niejasne (50%) oraz dostęp do danych potrzebnych do odpowiedniego zarządzania ryzykiem lub raportowania (48%) to jedne z głównych zgłaszanych barier w radzeniu sobie ze złożonością regulacyjną.

Wyniki badania wskazują również na znaczący rozdźwięk pomiędzy oczekiwaniami, a stanem faktycznym. Aż 81% respondentów oczekuje, że ich organizacja zwiększy inwestycje w obszarze zarządzania ryzykiem. Tymczasem tylko 49% posiada wypracowane odpowiednie procedury, a mniej niż 30% udokumentowało kluczowe elementy w tym obszarze.

Stwarza to możliwość dla działów prawnych, aby odegrały kluczową rolę w poprawie zarządzania ryzykiem, pomagając w stworzeniu większej przejrzystości działań i zgodności w przedsiębiorstwie. Tymczasem w czasie ostatnich 12 miesięcy jedynie 11% działów prawnych przeprowadziło rozmowy z kluczowymi interesariuszami w firmie, a 17% ustawiło procesy umożliwiające porównanie dojrzałości organizacyjnej na tle innych obszarów firmy.

– Działy prawne mają niepowtarzalną okazję, aby stać się kluczowymi partnerami w zarządzaniu ryzykiem w organizacjach. Wzrost znaczenia compliance nie tylko podkreśla potrzebę skutecznych procedur, ale także wskazuje na konieczność jeszcze ściślejszej współpracy między działami prawnymi a innymi obszarami przedsiębiorstwa. Przejrzystość działań oraz proaktywne podejście mogą nie tylko pomóc w spełnieniu wymogów prawnych, ale także w budowaniu zaufania wśród kluczowych interesariuszy. Niezbędne jest jednak podęcia w tym zakresie konkretnych działań, budujących wewnętrznie odpowiedni wizerunek działów prawnych – podsumowuje Magdalena Kasiarz, Partnerka i Liderka Zespołu Restrukturyzacji w Kancelarii EY Law.

Metodologia
Badanie – 2025 EY Law General Counsel study – zostało przeprowadzone na zlecenie EY przez Oxford Economics. Na jego potrzeby przebadano 1000 liderów obszarów prawnych w organizacjach o przychodach przekraczających 1 miliard dolarów. Reprezentowali oni 21 krajów oraz 7 sektorów gospodarki. Wyniki badania zostały wsparcie przez wnioski z pogłębionych wywiadów zrealizowanych z wybranymi liderami obszarów prawnych z całego świata. Badanie zostało przeprowadzone w okresie listopad 2024 – marzec 2025.

3500 dolarów za uncję złota. Inwestorzy uciekają od dolara

Wielkanocny tydzień przyniósł nowe rekordy na rynku złota, a we wtorek 22 kwietnia królewski metal dotarł do kolejnej, psychologicznej granicy, sięgając pułapu 3500 dolarów za uncję. Czy to dopiero początek? Sprawdzamy, co stoi za dynamicznym wzrostem ceny kruszcu.

Rynek złota nie przestaje zaskakiwać inwestorów. W przedświątecznym tygodniu cena kruszcu ustanowiła nowy rekord wszech czasów, przekraczając pułap 3300 dolarów za uncję. A najnowsze, poświąteczne informacje wskazują na kontynuację dynamicznego wzrostu. We wtorek 22 kwietnia 2025 roku cena złota dotarła do granicy 3500 dolarów za uncję, ustanawiając nowe, historyczne maksimum na poziomie 3499,95 USD/oz. Według Goldman Sachs, w połowie przyszłego roku kurs może dojść nawet do 4000 USD/oz.

Dodajmy, że już wielkanocny poniedziałek przyniósł gwałtowne zawirowania na rynkach i spadki na amerykańskiej giełdzie. Inwestorzy zareagowali w ten sposób na groźbę odwołania przewodniczącego Fedu Jerome’a Powella przez Donalda Trumpa. Szef amerykańskiej Rezerwy Federalnej kolejny raz został w ostrych słowach skrytykowany przez prezydenta USA, który stwierdził, że Fed powinien obniżyć stopy procentowe, dodając, że “jeśli będzie tego chciał, Powell bardzo szybko odejdzie ze stanowiska”.

To spowodowało, że ceny złota osiągnęły w poniedziałek nowy rekordowy poziom, przekraczając 3385 dolarów za uncję, przy jednoczesnym spadku kursu dolara do najniższego poziomu od początku 2024 roku. Jak podkreślają analitycy szybki wzrost cen złota wskazuje, że rynki mają najmniej zaufania do USA niż kiedykolwiek, a komentarze prezydenta Trumpa spowodowały ucieczkę kapitału z amerykańskiego rynku akcji i obligacji oraz mocne osłabienie kursu dolara.

Warto przypomnieć, że kadencja Powella wygasa w maju przyszłego roku, a zgodnie z amerykańskim prawem przewodniczący Rezerwy Federalnej jest nieusuwalny przed jej zakończeniem, nie było też dotąd takiego precedensu w historii. Nie istnieje zatem żadna procedura, w myśl której prezydent USA może zdymisjonować szefa Fedu. Rynki odczytują więc te zachowania Donalda Trumpa jako rażącą presję na niezależność najważniejszego banku centralnego świata.

Wojna handlowa głównym katalizatorem wzrostów

Jednym z głównych czynników wpływających na rekordowe ceny złota w ostatnim czasie pozostaje eskalacja konfliktu handlowego między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Ostatnie decyzje administracji USA doprowadziły do nałożenia ceł sięgających nawet 245% na wybrane towary importowane z Państwa Środka. Choć Biały Dom później tłumaczył, że chodzi o „maksymalną możliwą stawkę” obejmującą tylko niektóre produkty, reakcje rynku były natychmiastowe.

Peter Schiff, znany amerykański analityk rynku złota, ostrzega, że obecna polityka celna może prowadzić do poważnych konsekwencji gospodarczych. Według niego, cła nakładane przez USA i odwetowe działania innych państw prowadzą do wzrostu cen, co skutkuje kryzysem inflacyjnym. To z kolei negatywnie wpływa na firmy, które w obliczu trudności zaczynają ograniczać inwestycje, co prowadzi do spadku produktywności i długoterminowych strat w gospodarce amerykańskiej.

Niepewność związana z wojną handlową wpływa również na decyzje banków centralnych. Podczas gdy Europejski Bank Centralny obniżył już stopy procentowe o 25 punktów bazowych, Jerome Powell stwierdził, że Fed będzie uważnie monitorował sytuację gospodarczą i na razie wstrzymuje się z obniżkami stóp procentowych ze względu na zbyt wiele zmiennych. To właśnie ta postawa spotkała się z krytyką ze strony Donalda Trumpa, który wezwał Powella do ustąpienia.

Chiny reagują na amerykańskie cła i kupują złoto

Władze w Pekinie koncentrują się obecnie na wzmocnieniu handlu wewnętrznego i stymulacji własnej gospodarki. Chiny, mimo nałożonych ceł, odnotowały w pierwszym kwartale 2025 roku wzrost PKB na poziomie 5,4%. Analitycy sugerują, że może to być krótkoterminowy efekt przyspieszonych zakupów dokonywanych przez amerykańskich importerów w obawie przed wprowadzeniem jeszcze wyższych ceł.

Odpowiedzią Pekinu jest też przyspieszona dywersyfikacja partnerów handlowych. Chiny aktywnie poszukują bowiem alternatywnych rynków i dostawców, co widać na przykładzie Brazylii, która znacząco zwiększyła swój eksport produktów rolnych do Państwa Środka. W rezultacie to właśnie Brazylia może okazać się jednym z głównych beneficjentów tej wojny gospodarczej.

W obliczu globalnej niepewności Chiny kontynuują strategię gromadzenia rezerw złota. Bank Ludowy Chin regularnie dokonuje zakupów kruszcu i oficjalnie je raportuje, choć niektóre analizy sugerują, że rzeczywista skala tych zakupów może być znacznie większa.

Równolegle rośnie też popyt ze strony chińskich obywateli i funduszy ETF. Jak podaje Światowa Rada Złota, chińskie ETF-y w marcu 2025 roku zainwestowały w kruszec ponad 770 milionów dolarów, zwiększając swój stan posiadania o 7,7 ton – łącznie do 138 ton złota.

Srebro z niedocenianym potencjałem

Coraz częściej mówi się również o niedoszacowaniu srebra. Choć jego cena pozostaje znacznie niższa od złota, rosnące zapotrzebowanie przemysłowe – szczególnie w sektorze odnawialnych źródeł energii – może wkrótce wywindować jego wartość. Popyt systematycznie przewyższa podaż, a producenci zaczynają szukać alternatyw dla drożejącego metalu, takich jak miedź.

Jednak zanim do tego dojdzie, srebro może doświadczyć znaczącego wzrostu wartości. Eksperci prognozują, że cena tego metalu będzie systematycznie rosła, „goniąc” złoto. Oczywiście nie oznacza to zrównania cen obu metali, ale może wskazywać na atrakcyjną okazję inwestycyjną dla osób rozważających dywersyfikację swojego portfela.

W obliczu rekordowych cen złota i rosnącego napięcia w relacjach handlowych między największymi gospodarkami świata, metale szlachetne pozostają atrakcyjnym aktywem dla inwestorów poszukujących bezpiecznej przystani. Zarówno złoto, jak i srebro mogą stanowić istotny element zdywersyfikowanego portfela inwestycyjnego, szczególnie w czasach zwiększonej niepewności gospodarczej.

Autor: Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver.pl, Grupa Goldenmark

Warszawski rynek biurowy w I kwartale 2025: mocny popyt, ograniczona podaż

Międzynarodowa agencja doradcza Cushman & Wakefield podsumowała sytuację na warszawskim rynku biurowym w I kwartale 2025 roku. Aktywność najemców zanotowała dwucyfrowy, bo 16-procentowy wzrost r/r. Wyższy popyt w połączeniu z ograniczoną realizacją nowych inwestycji skutkuje kontynuacją trendów spadkowych w dostępności powierzchni.

PODAŻ: nowa powierzchnia biurowa ograniczona do centrum

W I kwartale 2025 roku całkowite zasoby powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły niecałe 6,3 mln mkw.

Według szacunków Cushman & Wakefield warszawski rynek biurowy powiększy się w tym roku o ok. 135 000 mkw. w ramach pięciu budynków, które będą zlokalizowane wyłącznie w strefach centralnych. Ograniczenie realizacji nowych inwestycji do obszaru centrum, rozważne podejście najemców wobec zmiany siedziby oraz wyższe koszty budowy czy finansowania inwestycji sugerują, że stagnacja na rynku biurowym pod względem realizacji nowych inwestycji utrzyma się w najbliższych latach, tłumaczy Jan Szulborski, Business Development & Insight Manager, Cushman & Wakefield.

POPYT: mocny początek roku

Całkowita aktywność najemców w I kwartale 2025 roku wyniosła ponad 160 000 mkw., co mimo relatywnie niedużej wielkości oznacza wzrost o ok. 16% r/r. Warto podkreślić, że pierwsze trzy miesiące tego roku zostały zdominowane przez nowe umowy, które odpowiadały za blisko połowę popytu. Udział renegocjacji był z kolei relatywnie niewielki i wyniósł 25%. Ponadto odnotowano także podwyższoną wielkość powierzchni zajętej przez właściciela – 17%, a udział ekspansji zamknął się wynikiem 9%. Z naszych obserwacji wynika, że do wzrostu zainteresowania na powierzchnie biurowe w Warszawie przyczynia się szybki rozwój sektora SSC/BPO. Natomiast sektorami z potencjałem do wzrostu pozostają firmy z IT, banki oraz farmaceutyczne, komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research Poland, Cushman & Wakefield.

Największe transakcje w I kwartale dotyczyły powierzchni zajętych przez właściciela, z kolei wśród pozostałych umów warto wyróżnić renegocjację najmu Elanco w The Warsaw Hub B (4400 mkw.), renegocjację DLA Piper w Atrium 2 (3850 mkw.) czy umowę przednajmu Maersk w Office House (3750 mkw.)

Cushman & Wakefield prognozuje utrzymanie się aktywności najemców na warszawskim rynku biurowym w najbliższych kwartałach na zbliżonym poziomie do lat 2023-2024, chociaż pozostaje również potencjał do przekroczenia tych poziomów.

WSKAŹNIK PUSTOSTANÓW: dostępność powierzchni w trendzie spadkowym

Wskaźnik powierzchni niewynajętej na koniec marca 2025 roku w Warszawie wyniósł 10,5% i był o 0,5 pp. niższy w porównaniu do analogicznego okresu w 2024 roku i o 0,1 pp. niższy niż w ubiegłym kwartale.

Obecny wskaźnik pustostanów przekłada się na dostępność powierzchni na poziomie niecałych 660 000 mkw., co oznacza spadek o ok. 6500 mkw. względem ubiegłego kwartału. Wraz ze spodziewanym ograniczeniem nowej podaży w latach 2025-2027, będziemy obserwować dalszą kompresję wskaźnika powierzchni niewynajętej. Pozwoli to warszawskiemu rynkowi na wchłonięcie nadwyżki dostępnej powierzchni biurowej w istniejącym zasobie, dodaje Vitalii Arkhypenko, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.

Dodatkowo, struktura pustostanów różni się w zależności od lokalizacji. Obecnie wyższy wskaźnik pustostanów utrzymuje się w strefach niecentralnych (13,0%) i jest na lekko podwyższonym poziomie w porównaniu do lat 2021-2023. Natomiast w strefie centralnej, dostępność powierzchni w marcu 2025 roku wyniosła 7,4%, co świadczy o utrzymującym się tam spadkowym trendzie dostępnej powierzchni. Wskaźnik ten w szczytowym momencie 2021 roku wynosił 13,8%.

STAWKI CZYNSZÓW: wzrosty przede wszystkim w centrum

W marcu 2025 roku stawki za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie wyniosły przeciętnie 24,00-27,00 EUR/ mkw./ miesiąc w strefie Centrum oraz 15,00-18,50 EUR/ mkw./ miesiąc w lokalizacjach poza centralnych.

W ubiegłym kwartale wzrosty czynszów były przede wszystkim obserwowane w nowo oddawanych budynkach w centrum. Z kolei w budynkach istniejących, zarówno tych w strefach centralnych i poza centralnych o wysokim poziomie obłożenia, stawki rosły na poziomie zbliżonym do wskaźnika inflacji, poprzez indeksację czynszu ofertowego. Przewidujemy, że w kolejnych kwartałach, presja na wzrost stawek czynszu będzie nadal widoczna przede wszystkim w projektach w budowie oraz w najbardziej atrakcyjnych obiektach zlokalizowanych w centralnej strefie stolicy. W większości obiektów w lokalizacjach niecentralnych wzrost czynszów będzie ograniczony ze względu na większą konkurencję i wyższy poziom wakatu, podsumowuje Piotr Capiga, Deputy Head of Occupier Services, Office Department, Cushman & Wakefield.

Co dalej z dolarem? Kurs waluty reaguje na politykę konfrontacji

Agresywna retoryka prezydenta Trumpa, zwłaszcza wobec Rezerwy Federalnej i jej prezesa Jeroma Powella, nasilające się wojny handlowe oraz realizacja doktryny „America First” prowadzą do erozji zaufania wobec stabilności gospodarki Stanów Zjednoczonych oraz pozycji dolara jako globalnej waluty rezerwowej. Rynki finansowe reagują odpływem kapitału z amerykańskich aktywów, a inwestorzy coraz częściej kwestionują status dolara i obligacji skarbowych USA jako bezpiecznych przystani.

Podważanie niezależności Fed przez administrację Trumpa dodatkowo osłabia wiarygodność amerykańskich instytucji finansowych. Przejawia się to m.in. we wzroście rentowności 10-letnich obligacji oraz spadku wartości dolara, co sygnalizuje malejące zainteresowanie zagranicznych inwestorów papierami wartościowymi emitowanymi w USA. Indeks dolara spadł do swoich 3-letnich minimów, tracąc 10.77% w ledwie 100 ostatnich dni.

Obecnie inwestorzy zagraniczni posiadają około 31 bilionów USD w amerykańskich akcjach, obligacjach skarbowych i korporacyjnych. Istnieje jednak poważne ryzyko, że w obliczu dalszej niepewności politycznej i gospodarczej globalni gracze zaczną stopniowo redukować swoje zaangażowanie. Potencjalne ograniczenie ekspozycji na amerykańskie aktywa może mieć długofalowe skutki dla pozycji Stanów Zjednoczonych na międzynarodowych rynkach finansowych.

Dodatkowo, zmiana tonu w polityce zagranicznej USA, wyrażająca się m.in. w bardziej stanowczych oczekiwaniach wobec sojuszników dotyczących współfinansowania bezpieczeństwa oraz kosztów dostępu do dolara, zwiększa niepewność i potęguje globalne obawy. Sytuację pogarszają niestabilność w podejściu do konfliktu na Ukrainie, a także rosnące zadłużenie USA, które osiągnęło już poziom 29 bilionów USD, oraz prognozowane deficyty budżetowe rzędu 1.9 biliona USD w 2025 roku.

Jeśli spadek zaufania do USA się utrzyma, świat może szybciej niż dotychczas zacząć aktywnie poszukiwać alternatyw dla dolara jako głównej waluty rezerwowej. W rezultacie, dotychczasowa dominacja Stanów Zjednoczonych w globalnym systemie finansowym staje się przedmiotem poważnych wątpliwości. Kontynuacja polityki konfrontacyjnej może przyspieszyć głębokie zmiany w architekturze finansów międzynarodowych, co w dłuższej perspektywie odbije się negatywnie na gospodarce USA.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Dynamika wzrostu płac wyhamowuje. W marcu wzrost o 7,7% r/r

Wzrost przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw w marcu 2025 roku wyniósł 7,7 proc r/r i jest zgodny z oczekiwaniami rynkowymi. Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw ukształtowało się na poziomie 9 055,92 złotych w marcu.

Dynamika wzrostu wynagrodzeń kontynuuje hamowanie po rekordowym 2024 roku, w którym w Polsce nastąpił najszybszy wzrost płac od 20 lat.

Konsekwentny spadek presji płacowej jest kolejnym argumentem za poluzowaniem polityki pieniężnej, co zwiększa prawdopodobieństwo obniżek stóp procentowych już w maju.

Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Marcowy PPI zgodny z oczekiwaniami – spadek cen producenckich wyniósł -1,1% r/r

Marcowy odczyt wskaźnika PPI w skali roku w Polsce wynosi -1,1 proc. i jest zgodny z oczekiwaniami rynku.

Spadek cen producenckich wg wskaźnika PPI utrzymuje się już od sierpnia 2023 r. i choć tempo tego spadku wyraźnie wyhamowuje, to z pewnością wraz z niższym niż zakładano wzrostem płac w sektorze korporacyjnym (7,7 proc. vs oczekiwane 7,8 proc.) i wyraźnie niższym wzrostem produkcji przemysłowej (2,5 proc. vs oczekiwane 3,6 proc.) będzie istotnym czynnikiem przemawiającym za rozpoczęciem cyklu obniżek stóp procentowych już w maju.

Piotr Bawolski, CFA, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Cyfrowa Polska: Bez zmian w uldze B+R stracimy inwestorów i innowacje

Eksperci Związku Cyfrowa Polska, w ramach konsultacji prowadzonej przez Ministerstwo Finansów, przedstawili stanowisko dotyczące reformy ulgi na działalność badawczo-rozwojową (B+R). Ich zdaniem bez gruntownej rewizji obecnych przepisów nasz kraj może stracić na konkurencyjności wobec innych państw.

Stanowisko zostało przedstawione w związku z konsultacjami dot. reformy ulgi B+R w celu dostosowania jej do systemu GloBE. W ocenie ekspertów organizacji, w świetle nowych regulacji dotyczących Globalnego Podatku Minimalnego obecny model ulgi na działalność badawczo-rozwojową traci na atrakcyjności w oczach międzynarodowych grup kapitałowych, które – korzystając z  tego mechanizmu – mogą być zobowiązane do zapłaty podatku wyrównawczego w kraju swojej rezydencji. A taka sytuacja może przełożyć się bezpośrednio na decyzje inwestycyjne, osłabiając pozycję Polski na tle konkurencji.

Czas na konkretne zmiany. Reforma ulgi B+R to nie tylko korekta przepisów. To inwestycja w przyszłość polskiej innowacyjności i gospodarki. Dlatego doceniamy otwartość Ministerstwa Finansów na dialog i chęć współpracy z przedsiębiorcami w tym zakresie  – mówi Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska.

I dodaje, że inwestycje w B+R ściśle wiążą się z rozwojem polskiej nauki, miejscami pracy dla wysoko wykwalifikowanych specjalistów oraz transferem nowoczesnych technologii. – Międzynarodowe grupy kapitałowe wnoszą realną wartość do polskiego ekosystemu innowacji i nie możemy pozwolić, by zrezygnowały z naszej gospodarki tylko dlatego, że inne państwa oferują bardziej przewidywalne i dostosowane do globalnych standardów rozwiązania – twierdzi Michał Kanownik.

Czego oczekują przedsiębiorcy? Konkretne postulaty zmian

Pozostaje jednak pytanie: jeśli reformować, to jak? Wśród postulatów Związku Cyfrowa Polska znalazło się m.in. umożliwienie rozliczania ulgi „osobowej” za lata ubiegłe, wprowadzenie mechanizmu przenoszenia jej na kolejne lata podatkowe, a także rozszerzenie katalogu kosztów kwalifikowanych o inne należności publicznoprawne – np. składki na ubezpieczenia społeczne. Kluczowe jest również utrzymanie obecnej efektywnej stawki ulgi na poziomie 38 proc.

Cyfrowa Polska w stanowisku do resortu finansów opowiedziała się również za rozwiązaniami, które umożliwią firmom skuteczne i elastyczne korzystanie z ulgi. Preferowany scenariusz pozwalałby na łączenie różnych typów wydatków kwalifikowanych i miałby wejść w życie już w obecnym roku podatkowym.

Mamy nadzieję, że Ministerstwo Finansów uwzględni głos środowiska przedsiębiorców i ekspertów podatkowych w procesie kształtowania przepisów, które zadecydują o przyszłości inwestycji w innowacje w Polsce. Reforma ulgi B+R nie powinna być postrzegana jedynie jako techniczne dostosowanie do przepisów międzynarodowych. To strategiczny krok w kierunku budowy konkurencyjnej, nowoczesnej i otwartej na nowe technologie gospodarki – podsumowuje prezes Związku Cyfrowa Polska.

Nowy rząd Niemiec, stare dylematy: ambitne cele Merza, ograniczone możliwości koalicji

Odwieczny dylemat: co można by zrobić, a na co pozwala rzeczywistość (wymogi koalicji): energia skupiła się na celach do realizacji, zabrakło zgody co do oszczędności. Celem nadrzędnym zwiększenie konkurencyjności niemieckiej gospodarki – zaproponowano rozwiązania na dobry początek, w dłuższej perspektywie potrzebny jest konsensus co do kolejnych kroków. Podobnie w kwestii „nowej umowy społecznej” – wiele ciekawych rozwiązań nie zastąpi kluczowej decyzji o poziomie emerytur czy o wstrzymaniu wzrostu płacy minimalnej.

  • Największa gospodarka UE jest na drodze do bardziej stabilnego rządu, z wyborem Friedricha Merza na kanclerza i zaprzysiężeniem członków gabinetu zaplanowanym na 7 maja
  • Porozumienie koalicyjne wywołuje jednak mieszane uczucia i nie przynosi wielu nowych zmian, na które liczono (zwłaszcza po uchwalonym wcześniej pakiecie stymulacyjnym)
  • Po stronie pozytywów, umowa koalicyjna koncentruje się na reformach pro-biznesowych, w tym proponowanym 30-procentowym odpisie amortyzacyjnym przez trzy lata, niższych podatkach od osób prawnych od 2028 r. oraz zniesieniu ustawy o łańcuchu dostaw
  • W planie brakuje jednak kluczowych reform strukturalnych, szczególnie w obszarach emerytur, zachęt do pracy i zabezpieczenia społecznego
  • Luka budżetowa – nadmierne wydatki przy minimalnych oszczędnościach: przy szacowanych rocznych wydatkach w wysokości ponad 50 mld EUR na cele określone w umowie koalicyjnej i tylko około 10 mld EUR wymiernie uzgodnionych oszczędności
  • Konieczne wydaje się przemyślenie priorytetów: rozbieżne poglądy koalicji na gospodarkę sprawiają, że rzeczywiste przywrócenie równowagi gospodarczej i poprawa konkurencyjności są mało prawdopodobne

Brak nowego początku. Niemcy są na dobrej drodze do utworzenia funkcjonującego rządu, a Friedrich Merz prawdopodobnie zostanie wybrany na kanclerza 7 maja. Podczas gdy program potencjalnej koalicji w opinii Allianz Trade zawiera obiecujące środki pro-biznesowe – takie jak 30% odpis amortyzacyjny przez trzy lata, niższe podatki od osób prawnych od 2028 r., zniesienie ustawy o łańcuchu dostaw i obniżenie kosztów energii elektrycznej, to jednocześnie brakuje w nim spójnej długofalowej strategii. Brakuje kluczowych reform strukturalnych, szczególnie w obszarze emerytur, podatków i ubezpieczeń społecznych. Przy ponad 50 mld EUR planowanych rocznych wydatków i zaledwie 10 mld EUR zidentyfikowanych oszczędności (wykres 1), program zawiera zbyt wiele obietnic bez solidnego wsparcia budżetowego, co sprawia, że prawdziwy reset gospodarczy i przywrócenie konkurencyjności jest mało prawdopodobne z przyczyn budżetowych – zwłaszcza w obliczu globalnych wstrząsów, chyba że zmienią się priorytety. Rozbieżne poglądy gospodarcze w ramach przyszłej koalicji dodatkowo zmniejszają prawdopodobieństwo wprowadzenia tak potrzebnego resetu, powstrzymującego spadek konkurencyjności Niemiec.

Zachęty inwestycyjne i podatek dochodowy od osób prawnych: dwa mocne sygnały z kilkoma niedociągnięciami. Na froncie podatkowym – dobre wieści dla niemieckich firm. Wyróżnić tu warto dwa kluczowe środki: po pierwsze zachętę inwestycyjną oferującą 30% super amortyzację na zakup sprzętu w latach 2026-2028. Ten ograniczony czasowo impuls, kosztujący (budżet) około 7 mld EUR rocznie, może zwiększyć inwestycje o +0,6% rocznie i zwiększyć PKB o +0,1 pp rocznie. Chociaż nie jest to trwała zmiana strukturalna, to zachęca ona do podjęcia wcześniej i to od razu większych inwestycji, a firmy skutecznie spłacą tę ulgę poprzez wyższe w przyszłości dochody podatkowe. Po drugie, począwszy od 2028 r. podatek od osób prawnych będzie stopniowo obniżany o 1 punkt procentowy rocznie przez pięć lat z obecnego poziomu 29,9% (2023 r.). Przy szacowanym rocznym koszcie fiskalnym w wysokości 4 mld EUR, ta stopniowa redukcja utrzymuje koszty w ryzach i wysyła silny sygnał do inwestujących – chociaż do 2032 roku Niemcy nie osiągną konkurencyjnego w skali globalnej poziomu podatkowego. Jednym z minusów jest trwałe przedłużenie obniżenia 7% stawki VAT dla gastronomii, co stanowi ekonomicznie nieuzasadnioną roczną dotację w wysokości 4 mld EUR.

Wykres 1: Wymierne wydatki i oszczędności programu koalicyjnego, w mld EUR rocznie

Wymierne wydatki i oszczędności programu koalicyjnego, w mld EUR rocznie

Źródło: Allianz Research. Uwagi: *do 2028 r., **od 2028 r., *** wcześniejsza emerytura, wyższy zasiłek rodzicielski, BAföG, promocja e-samochodów, kontynuacja Deutschlandticket, subsydiowanie rolniczego oleju napędowego i obniżenie podatku lotniczego, **** dodatek podróżny, nieopodatkowane nadgodziny, wcześniejsza emerytura, samotni rodzice.

Podatek dochodowy: pomimo pewnych uproszczeń – ogólnie jednak niewykorzystana szansa na prorozwojowe zmiany. Niewiele pozostało z kompleksowej reformy podatku dochodowego. W opinii Allianz Trade plan wprowadzenia szerszych zmian w połowie kadencji jest niejasny i mało ambitny, bez jasnych deklaracji i przede wszystkim – liczb. Jednak ukierunkowane środki, takie jak zwiększone ulgi podatkowe dla emerytów, osób samotnie wychowujących dzieci, wolontariuszy i osób dojeżdżających do pracy oraz zwolnienie z podatku za nadgodziny, zapewnią około 7 mld EUR rocznej ulgi dla podatników. Najważniejszym z nich jest nowy dodatek za dzień pracy. Zastąpi on jednak w dużej mierze dodatek dla osób dojeżdżających do pracy, który zostanie podniesiony do 38 centów za kilometr – dodatkowe 2,3 mld euro rocznie. Jeśli chodzi o zachęty do pracy w godzinach nadliczbowych, wynik jest mieszany: nieopodatkowany dochód za pracę po przejściu na emeryturę ma sens, ale zwolnienie premii za nadgodziny raczej nie będzie miało znaczącego wpływu na ilość przepracowanych godzin pracy. W połączeniu z kosztownymi darowiznami, takimi jak obniżony VAT dla gastronomii i rozszerzona ulga podatkowa dla osób dojeżdżających do pracy, powstaje niewielka przestrzeń fiskalna dla znaczącej reformy podatkowej. W międzyczasie na horyzoncie pojawiają się kosztowne środki emerytalne, wywierające dodatkową presję na budżet.

Środki dotyczące kosztów energii przynoszą pewną ulgę. Niemieckie firmy od dawna zmagają się z kosztami energii elektrycznej wyższymi o ponad 10 centów za kWh niż średnia UE, co osłabia ich konkurencyjność w skali Wspólnoty. Nowa koalicja planuje zmniejszyć to obciążenie o połowę – o około 5 centów za kWh – poprzez obniżenie podatku od energii elektrycznej i ograniczenie opłat sieciowych. Kontynuowane będzie również subsydiowanie cen energii elektrycznej dla przedsiębiorstw energochłonnych. Chociaż tym szeroko zakrojonym środkom brakuje precyzji ekonomicznej, wysyłają one sygnał o wspieraniu przemysłu. Łącznie środki te złożą się na ulgę w skali roku w wysokości 11 mld EUR, finansowaną z opłat za emisję CO2. Aby jednak osiągnąć trwałą poprawę, należy zająć się brakiem niezawodnej mocy podstawowego obciążenia (sieci) w Niemczech. W tym celu rząd planuje zachęcić do budowy do 2030 r. nowych bloków gazowych o mocy 20 GW, co może zwiększyć krajową produkcję energii o około +6% obecnego zużycia. Warto zauważyć, że nie ma w agendzie koalicji ponownego otwarcia elektrowni jądrowych.

Ograniczenie biurokracji: obiecujące kroki, ale nadal wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi. Nowa niemiecka koalicja ogłosiła „program natychmiastowych działań” swojego rządu do końca 2025r. w celu ograniczenia biurokracji, uciążliwej zwłaszcza dla małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP); biurokracji, która wzrosła niepomiernie, co pociąga za sobą wzrost kosztów jej obsługi do 146 mld EUR rocznie, przy czym koszty bezpośrednie szacowane są na 65 mld EUR (rysunek 2). Zasadą nadrzędną jest przejście od kontroli i regulacji do zaufania. Planowane środki obejmują zmniejszenie liczby obowiązkowych przedstawicieli firm, złagodzenie wymogów dotyczących szkoleń i dokumentacji oraz uproszczenie obciążeń związanych z przestrzeganiem przepisów. Koalicja popiera również dyrektywę zbiorczą UE w sprawie zrównoważonego rozwoju, w tym CSDD, CSRD, taksonomię i CBAM – ale nalega na „odbiurokratyzowane” ich wdrożenie, zwłaszcza dla MŚP. Na poziomie krajowym niemiecka ustawa o łańcuchu dostaw przedsiębiorstw ma zostać uchylona i zastąpiona unijną dyrektywą CSDD, choć dopiero okaże się, czy rzeczywiście będzie to oznaczać zmniejszenie biurokracji. W połączeniu z innymi działaniami deregulacyjnymi, takimi jak uchylenie ustawy o ogrzewaniu, rząd zamierza zmniejszyć biurokrację o 25% w ciągu czterech lat, zapewniając gospodarce ulgę szacowaną na 16 mld EUR. Aby zmodernizować administrację publiczną, uruchomiona zostanie kompleksowa platforma cyfrowa dla obywateli i przedsiębiorstw, umożliwiająca zakładanie firm w ciągu 24 godzin. Do 2029 r. liczba pracowników ministerstw i agencji federalnych zostanie zmniejszona o -8%, po tym jak w ciągu ostatniej dekady wzrosła ona o ponad 30%, co potencjalnie pozwoli zaoszczędzić 2 mld EUR rocznie. Nowe Ministerstwo Spraw Cyfrowych poprowadzi tę „domyślnie cyfrową” transformację. Zatwierdzanie projektów infrastrukturalnych ma również zostać przyspieszone na mocy nowej ustawy zapewniającej szybszy dostęp do funduszu infrastrukturalnego o wartości 500 mld EUR na projekty takie jak drogi, koleje i szkoły.

Projekty uznawane za reprezentujące „nadrzędny interes publiczny” według uproszczonej procedury. Aby naprawdę przyspieszyć zatwierdzanie projektów infrastrukturalnych i faktycznie móc wykorzystać 500 mld EUR ze specjalnego funduszu infrastrukturalnego, który ma zostać ostatecznie wydany głównie na drogi, mosty, koleje i szkoły, nowy rząd federalny zamierza przyspieszyć procedury planowania i zatwierdzania w ramach przyszłej ustawy o infrastrukturze. Projekty te mają być realizowane w „nadrzędnym interesie publicznym”, co skróci kwestie prawne. Nie jest jednak jasne, czy ograniczone będą także nadmierne prawa organizacji ekologicznych do udziału i podejmowania działań prawnych. W umowie koalicyjnej nie ma wyraźnego zobowiązania do tego.

Wykres 2: Zmiany bieżących kosztów przestrzegania przepisów od 2011 r., w mld EUR

Zmiany bieżących kosztów przestrzegania przepisów od 2011

Źródła: Normenkontrollrat, Allianz Research

Rosnące pozapłacowe koszty pracy przy ograniczonej jednak reformie emerytalnej. Starzejące się niemieckie społeczeństwo nadal wywiera presję na system zabezpieczenia społecznego, a pozapłacowe koszty pracy wciąż istotnie rosną. Całkowite koszty pracy wzrosły o +20% od I kwartału 2021 r., jednocześnie pozapłacowe koszty pracy wzrosły o jedną trzecią, przewyższając tym samym wzrost płac. Ponieważ w opinii Allianz Trade oczekiwać można, że do 2029 r. na emeryturę przejdzie prawie 5 mln osób, prawdopodobne są dalsze wzrosty (kosztów). Mimo to koalicja planuje utrzymać obecny poziom emerytur w wysokości 48% do 2031 r., z ponowną oceną w 2029 r., oraz nadal umożliwiać pełne przejście na emeryturę po 45 latach opłacania składek. Nowe dotacje, takie jak „aktywna emerytura” (nieopodatkowany dochód do 2000 euro miesięcznie po przejściu na emeryturę, co kosztować będzie budżet 2,2 mld euro rocznie) i kosztowna emerytura dla matek (4 mld euro rocznie) dodatkowo obciążą system. Brakuje kompleksowej reformy, ale wyróżnia się kilka konstruktywnych inicjatyw: promowanie emerytur pracowniczych, zwłaszcza dla MŚP i osób o niskich dochodach; planowana reforma Riester; zwiększenie akcjonariatu pracowniczego i nowy „emerytalny zestaw startowy” („Frühstartrente”) dla dzieci w wieku 6-18 lat, ze składkami państwowymi w wysokości 10 EUR miesięcznie. Podczas gdy ten ostatni program jest obiecującym krokiem mającym zachęcić do jak najwcześniejszego oszczędzania, to jego długoterminowa skuteczność będzie zależeć od silnych zachęt do kontynuowania składek po ukończeniu 18 roku życia. Ogólnie rzecz biorąc, koszty nadal rosną, a reformy strukturalne są nadal ograniczone.

Niewiele zmian strukturalnych w polityce pracy, ale – mimo wszystko istotne ustępstwa. Podczas gdy umowa koalicyjna zawiera pewne inicjatywy w zakresie polityki społecznej i pracy, brakuje w niej poważnych reform strukturalnych. Kluczowe propozycje obejmują reformę dochodu obywatelskiego jako nowej formy podstawowego zabezpieczenia, utworzenie agencji „Work & Stay” w celu wspierania lepszej integracji na rynku pracy oraz ostrzejsze stanowisko w sprawie migracji poprzez wprowadzenie kontroli granicznych, odrzucenie nielegalnej migracji i zaostrzenie zasad przyznawania obywatelstwa, z naturalizacją możliwą dopiero po pięciu latach. Kroki te są jednak raczej stopniowe niż reformatorskie. Co więcej, jeden znaczący krok może mieć duży wpływ na rynek pracy: planowany wzrost płacy minimalnej do 15 EUR do 2026 roku. Oznaczałoby to skok o +17%, czyli znacznie powyżej oczekiwanego ogólnego wzrostu płac o +5,2% w 2024 r. i +2,8% w 2025 r. oraz +2,7% w 2026 r. Choć oznacza to silne wsparcie dla pracowników o niskich dochodach, może to stanowić wyzwanie dla firm, zwłaszcza w sektorach o niskich płacach.

Mieszane sygnały dotyczące polityki klimatycznej, wydatków socjalnych i planów bezpieczeństwa. Jeśli chodzi o politykę klimatyczną, program koalicji to krok wstecz, utrzymując dopłaty do oleju napędowego dla rolnictwa – kosztujące 0,5 mld euro rocznie – i oferując ulgi podatkowe dla elektrycznych samochodów służbowych, co jest kosztownym i nieefektywnym sposobem na zmniejszenie emisji CO₂. Środki te w dużej mierze przynoszą korzyści przemysłowi motoryzacyjnemu, zamiast napędzać rzeczywiste zmiany pro-środowiskowe. Rozbudowa sieci ładowania pojazdów elektrycznych jest jednak pożądaną i rozsądną inwestycją w infrastrukturę. Ponadto wiele mniejszych zobowiązań, takich jak wcześniejsze emerytury, wyższe świadczenia rodzicielskie, rozszerzony BAföG, zachęty do nabywania pojazdów elektrycznych, „Deutschlandticket” i obniżony podatek od podróży lotniczych, sumują się do około 12 mld EUR rocznie. Umowa koalicyjna zawiera wiele więcej dobrych punktów. Na przykład w zakresie obronności i bezpieczeństwa planuje się dalszy rozwój Federalnej Rady Bezpieczeństwa, krajowego centrum sytuacyjnego i zespołu kryzysowego w ramach Urzędu Kanclerskiego oraz zwiększenie wydatków na obronność (bez podania konkretnej kwoty), a także przyspieszenie planowania i prawa zamówień publicznych dla Bundeswehry, przy jednoczesnym rozważeniu rozszerzenia obowiązkowej służby wojskowej na zasadzie dobrowolności (na razie!) na wzór szwedzki. Na poziomie sektorowym koalicja chce zapewnić większe wsparcie dla start-upów i branż zaawansowanych technologii.

Podsumowując, plan koalicji obejmuje ponad 50 mld EUR wydatków, przy zaledwie około 10 mld EUR wymiernych oszczędności. Podczas gdy wzrost wynikający z wdrożenia niektórych inicjatyw może zwiększyć przychody budżetowe, jest mało prawdopodobne, aby w pełni zrównoważyło to koszty, a wdrożenie wielu zamierzonych środków będzie możliwe tylko wtedy, gdy hamulec zadłużenia zostanie jeszcze bardziej poluzowany. Oznacza to, że koalicja będzie musiała selektywnie wybierać reformy i obietnice, które będą traktowane priorytetowo. Kamienie węgielne, które mają wprowadzić Niemcy na ścieżkę wyższego potencjalnego wzrostu, są już ustalone (wykres 3), ale ostatecznie rząd musi wybrać odpowiednie środki, aby pobudzić niemiecki wzrost i wzmocnić gospodarkę.

Wykres 3: Kamienie węgielne umowy koalicyjnej na rzecz wyższego potencjalnego wzrostu w perspektywie długoterminowej

Kamienie węgielne umowy koalicyjnej na rzecz wyższego potencjalnego wzrostu w perspektywie długoterminowej

Źródła: Allianz Research

Rynek najmu w marcu: więcej ofert, stabilne ceny, rosnące zainteresowanie

W marcu o 37% w ujęciu rocznym wzrosła liczba odpowiedzi na ogłoszenia dotyczące wynajmu mieszkań, w tym o 9% w porównaniu z lutym. Oznacza to, że coraz częściej i chętniej poszukujemy nieruchomości na wynajem. Jest w czym wybierać – ponad 26 tysięcy ofert to wzrost o 4% względem ubiegłego miesiąca. Skąd takie ożywienie w sektorze najmu teraz? 

„Rynek najmu charakteryzuje pewna sezonowość. Rokrocznie zwiększony ruch w tym segmencie notujemy bliżej wakacji, kiedy wchodzimy w okres już wynajmu krótkoterminowego. Jednak aktualnie wzmożone zainteresowanie da się zaobserwować wcześniej. Możliwe, że w pewnym stopniu ma to związek ze strategią oczekiwania na program Pierwsze klucze, z którego część najemców mogłaby skorzystać. Zanim projekt rządowych subsydiów ruszy na dobre, na rynku najmu pozostanie odsetek młodych dorosłych i rodzin, którzy z takiego wsparcia będą chcieli skorzystać”, komentuje Agata Stachowiak, ekspertka rynku mieszkaniowego. 

Najemcy nie mogą narzekać – jest w czym wybierać

W jednym zdaniu rynek najmu w marcu można opisać tak: wzrosła liczba dostępnych ofert, utrzymało się zainteresowanie najemców, a średnie ceny nie uległy zmianie względem lutego. Niby niewiele się zmieniło, jednak ten segment nieruchomości mieszkaniowych jest niezwykle ważnym elementem dzisiejszej rzeczywistości i warto śledzić dokładnie, co się na nim dzieje. Zatem czy to początek nowej fazy na rynku? Na pewno dążymy do równowagi sygnalizowanej choćby wygaszaniem wysokiej do tej pory dynamiki zmian przy zachowaniu szerokiej oferty i wysokim popycie.

W marcu 2025 roku liczba dostępnych ogłoszeń mieszkań na wynajem na portalu nieruchomościowym Otodom osiągnęła poziom 26,2 tys., co oznacza wzrost o 4% m/m. To trzeci z rzędu miesiąc z dodatnią dynamiką podaży (w styczniu było to +15%, w lutym +5%), jednak wyraźnie widać spowolnienie tempa wzrostu. Największe miasta – Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań, Trójmiasto, Katowice i Łódź – zgromadziły łącznie 17,3 tys. ofert, czyli ponad dwie trzecie całego rynku. W porównaniu z marcem 2024 roku całkowita liczba ogłoszeń spadła o niecałe 2%, ale w największych aglomeracjach pozostała stabilna r/r.

„Ważnym czynnikiem w obserwacji rynku najmu jest weryfikacja, jak prezentuje się długość publikacji oferty. W marcu na rynku nieruchomości przeciętnie były to 23 dni, czyli o jeden dzień dłużej niż w lutym, ale też trzy dni krócej niż rok wcześniej. 317 tysięcy odpowiedzi na ogłoszenia świadczy o dość wysokim zainteresowaniu najemców. Widać też, że sektor nieruchomości na wynajem w Polsce zaczyna się nasycać, a dostępność mieszkań równoważyć popyt. To może być wstęp do nowej fazy tego rynku – bardziej przewidywalnej i mniej dynamicznej”, wyjaśnia Milena Chełchowska, ekspertka Otodom.

Wśród lokalnych rynków wyróżnia się Szczecin, gdzie liczba ofert wzrosła o 16% m/m, a także Kielce i Bydgoszcz (wzrosty w przedziale 11–13%). Z drugiej strony spadki odnotowano w Zielonej Górze (-22%) i Trójmieście (-9%), co może wskazywać na lokalne ograniczenia w dostępności nowych mieszkań do wynajęcia.

Najem się ceni, ale stabilnie

W marcu przeciętna stawka ofertowa za wynajem mieszkania wyniosła 3 581 zł. Jest to najniższy poziom od września ubiegłego roku. Tym samym marzec był kolejnym miesiącem bez podwyżek, a średnia cena pozostała bez zmian w stosunku do lutego. Choć krótkoterminowy trend pokazuje spadek, ceny za wynajem pozostają o 2% wyższe niż w marcu 2024 roku. W ujęciu rocznym rynek najmu cechuje się umiarkowaną, ale systematyczną dynamiką podnoszenia stawek, z miesiąca na miesiąc średnio o 0,3% w ostatnim roku.

Co słychać w największych miastach w Polsce? Stawki najmu wahają się od 2 019 zł w Kielcach do 4 906 zł w Warszawie. Stolica niezmiennie utrzymuje pozycję lidera pod względem wysokości czynszów, a tuż za nią plasują się Kraków (3 273 zł), Trójmiasto (3 164 zł) oraz Wrocław (3 057 zł). Środek zestawienia cenowego tworzą miasta takie jak Szczecin, Rzeszów, Poznań oraz Lublin, gdzie stawki wynajmu mieszczą się w przedziale 2 500–2 800 zł. W większości badanych miast ceny najmu lekko się obniżyły. Wśród wyjątków jest Opole, gdzie odnotowano najwyższy wzrost – o 2,5%. Podwyżki odnotowano również w Białymstoku (+1,9%), Katowicach (+1,3%), Bydgoszczy (+0,6%) oraz w Krakowie i Kielcach (po +0,4%). Natomiast najbardziej zauważalne spadki miały miejsce w Rzeszowie (-1,8%) i Zielonej Górze (-1,6%), co było zauważalne już w lutym. Z kolei w ujęciu rocznym rynek wciąż wykazuje tendencję wzrostową, choć tempo podwyżek wyraźnie osłabło. Największe wzrosty r/r można zaobserwować w Bydgoszczy (+10,6%) i Zielonej Górze (+10,1%), jednak są one wyraźnie niższe niż kilka miesięcy wcześniej, gdy roczne zmiany dochodziły nawet do 16–19%. W takich miastach jak Warszawa i Wrocław, mimo relatywnie wysokich cen ofertowych, zmiany r/r są symboliczne i wyniosły zaledwie 0,3%. Katowice i Białystok również odnotowują wzrosty odpowiednio 0,6% i 1,7%.

„Na uwagę zasługuje również fakt, że układ miast w rankingu według wysokości czynszów pozostał praktycznie bez zmian względem lutego, co potwierdza utrzymującą się stabilność struktury cenowej w największych ośrodkach miejskich”, zauważa Milena Chełchowska.

Najem wszędzie – co to będzie?

Względnie wysoka aktywność najemców prawdopodobnie utrzyma się w kolejnym miesiącu. Tak samo jak nie zmienią się ich preferencje. Ewidentnie rządzą dwa pokoje powyżej 40 mkw. (22% wyszukań) lub na metrażu około 30 mkw. (16% wyszukań). Łącznie połowa wszystkich wyszukiwań dotyczyła lokali dwupokojowych, co pokazuje niezmienną strukturę popytu. Pod względem akceptowalnego czynszu sytuacja wygląda różnie w zależności od miasta na przykład do 2 000 zł w Białymstoku, Olsztynie, do 2 500 zł w Kielcach, Lublinie, Katowicach, Poznaniu, Łodzi, Zielonej Górze, a do 3 000 zł w Krakowie, Wrocławiu, Warszawie, Trójmieście, Opolu, Szczecinie. W Olsztynie zanotowano wyrównany poziom zainteresowania mieszkaniami do 2 000 i 2 500 zł (po 16,4%), a w Kielcach doszło do zmiany – dominuje teraz poszukiwanie mieszkań do 2 500 zł, co oznacza przesunięcie w górę względem lutego.

„Podsumowując, sytuacja w marcu wskazuje na pewne wyhamowanie dynamiki zmian podaży przy zachowanej długości publikacji oferty i utrzymującym się wysokim popycie. Potwierdza to tylko możliwość zmiany dotychczasowego trendu. Jednak nie jest jeszcze jednoznacznym zwrotem akcji – raczej sygnałem, że rynek zaczyna dojrzewać i uspokajać swój rytm. Co się stanie, gdy zaczną odpływać klienci skuszeni programem rządowych dopłat? Jaki odsetek najemców zamieni wynajem na pierwsze klucze do własnego M? Takiego scenariusza możemy się spodziewać, ale skala tego zjawiska dopiero przed nami”, mówi Chełchowska, ekspertka Otodom.

Sankcja kredytu darmowego coraz bliżej sądowego mainstreamu

Ostatni wyrok TSUE potwierdził, że sankcja kredytu darmowego (SKD) skutecznie chroni konsumentów. W razie naruszenia obowiązków informacyjnych, banki muszą liczyć się z koniecznością zwrotu wszystkich zapłaconych przez kredytobiorcę kosztów, w tym odsetek, prowizji i opłat. Z tego powodu na rynku widać wzrost zainteresowania tematem, jednak temat nie jest taki prosty, na jaki z góry wygląda. Skala wadliwych umów kredytowych i pożyczkowych w Polsce może być liczona w milionach. Banki oczywiście szukają polubownych rozwiązań konfliktów, aby uniknąć długich procesów i strat. Sądy krajowe powinny natomiast skrupulatnie badać wpływ niedoinformowania klientów na ich decyzje. To z kolei może sprzyjać różnicowaniu rozstrzygnięć. Konsument, który wykryje uchybienie w swojej umowie, będzie musiał je udowodnić, wskazując na konkretny zapis lub treść korespondencji z bankiem.

Nadciąga fala pozwów?

Orzeczenie TSUE z 13 lutego br. to kontynuacja silnego trendu unijnej ochrony konsumentów. Wydając wyrok, Trybunał przypomniał, że banki i instytucje finansowe powinny rygorystycznie wypełniać obowiązki informacyjne wobec klientów. Brak rzetelnego poinformowania o wszystkich elementach kosztów kredytu skutkuje możliwością skorzystania przez konsumenta z sankcji kredytu darmowego. To w praktyce oznacza darmowy kredyt, bo w takiej sytuacji instytucja nie ma prawa osiągnąć zysku z udzielenia finansowania.

Z perspektywy dotychczasowej praktyki w sprawach SKD, TSUE potwierdził, że sankcja może być adekwatnym środkiem reakcji na naruszenia obowiązków informacyjnych. Na rynku już teraz widać wzrost zainteresowania tym roszczeniem. Ten trend może się wzmocnić, jeśli w obiegu publicznym utrzyma się przekonanie, że banki nie zawsze rzetelnie komunikowały wszystkie koszty.

Obserwacje rynkowe wskazują, że skala wadliwych umów kredytowych i pożyczkowych na polskim rynku może być liczona wręcz w milionach. Rzetelne statystyki są trudne do uzyskania, bo zarówno banki, jak i pośrednicy finansowi dysponują różnymi, zmieniającymi się wzorcami dokumentów. Wielkość problemu zależy też od rodzaju produktu. Warto też dodać, że popularne pożyczki konsumenckie, zwłaszcza udzielane przez instytucje pozabankowe, w praktyce bywają bardziej narażone na błędy formalne niż klasyczne kredyty hipoteczne w dużych bankach.

Banki gaszą pożary

Część instytucji poprawiła już wzory umów kredytowych. Nastąpiło to po kontrolach Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jednakże niedociągnięcia w realizacji obowiązków informacyjnych w umowach kredytowych i pożyczkowych nadal często się zdarzają. Dotyczą m.in. nieprawidłowego wyliczania RRSO, niepodania wszystkich elementów kosztów pozaodsetkowych, niejasnych zasad zmiany oprocentowania, braku wskazania dokładnych terminów i procedury spłaty czy niewłaściwego poinformowania o prawie do wcześniejszej spłaty.

Część banków już teraz stara się załatwiać spory polubownie i uwzględniać reklamację, aby uniknąć potencjalnie kosztownego oraz wizerunkowo ryzykownego procesu. Te, które nie poprawiły jeszcze wszystkich klauzul w umowach, prawdopodobnie dokonają weryfikacji i zaktualizują dokumentację. Banki mogą też jeszcze bardziej zaostrzyć wewnętrzne procedury, aby maksymalnie precyzyjnie informować o warunkach kredytu, w tym o kosztach, RRSO czy zasadach zmienności oprocentowania.

Zdarzają się też banki, które wolą przeciągać postępowania, kwestionując np. status konsumenta lub podnosząc, że niedociągnięcie w umowie nie miało wpływu na decyzję kredytobiorcy. Ta strategia ma jednak coraz mniejsze szanse powodzenia, zwłaszcza po wyroku TSUE, który wprost wskazał, że w przypadku naruszeń obowiązków informacyjnych sankcja może być stosowana, jeśli one mogły realnie wywrzeć wpływ na decyzję kredytową.

W tej sytuacji banki powinny się liczyć z dalszym rozwojem spraw i intensywniej prowadzić dialog z klientami. Niektóre będą dążyć do rozwiązań ugodowych, inne mogą przyjmować strategię obrony w sądzie. Ogółem jednak perspektywa kolejnych wyroków nakazujących zwrot pobranych kosztów jest dość realna. Przepisy wymagają ścisłego i formalnego spełnienia poszczególnych obowiązków, a wszelkie odstępstwa zazwyczaj działają na niekorzyść kredytodawcy. To może mocno niepokoić banki.

Sądy przychylne klientom

Dotychczasowe orzecznictwo w sprawach SKD było względnie rozproszone, lecz w ostatnich latach dominował pogląd dość przychylny kredytobiorcom. Jeżeli sąd stwierdzał, że doszło do naruszenia obowiązków, to zasądzał zwrot zapłaconych kosztów. Zdarzały się zarazem orzeczenia, w których sądy przyjmowały, że uchybienia były czysto formalne i nie wywoływały żadnych sankcji.

Wyrok TSUE umocnił stanowisko, że nawet pozornie „mniejsze” uchybienia (np. błędne RRSO czy brak przejrzystego podziału kosztów) mogą być istotne. Przy tym Trybunał wyraźnie przypomniał o zasadzie proporcjonalności i o tym, że sąd krajowy ma badać wpływ naruszenia na decyzję kredytobiorcy. W praktyce sądowej może więc dojść do lepszego zróżnicowania poszczególnych sytuacji, ale zarazem rośnie świadomość, że mechanizm SKD nie jest „martwy” i może być skutecznie dochodzony.

Jednocześnie konsument nie ma obowiązku wykazywać w sądzie, że bank celowo nie dopełnił swoich obowiązków. Wystarczy rzetelne pokazanie uchybień w samej dokumentacji lub stricte w procedurze informacyjnej. Najważniejsze jest udowodnienie, że w danej umowie kredytowej rzeczywiście wystąpiły naruszenia, co często nie jest takie łatwe. Kluczowa pozostaje ocena sądu, czy wpłynęły one na decyzję konsumenta. Jeżeli bank sformułował klauzule w sposób niejasny albo wprowadził szereg klauzul uznaniowych, to klient obiektywnie nie miał szans w pełni zrozumieć ryzyka. W takiej sytuacji powstaje podstawa do żądania SKD.

Choć przepisy precyzyjnie określają wymogi formalne, to w praktyce każda umowa jest inna i wymaga indywidualnego podejścia. W ostatnich latach banki stosowały wiele różnych wzorów dokumentów. Dlatego nieprawidłowości mogą być mniej oczywiste niż w sprawach frankowych, gdzie występowały powtarzające się klarowne klauzule abuzywne. Dopiero po zidentyfikowaniu konkretnego naruszenia można skutecznie wykazywać przed sądem, że bank nie wypełnił należycie obowiązku informacyjnego. Tylko skrupulatna analiza danej umowy pozwoli to stwierdzić. W razie wykrycia uchybień, konsument powinien przedstawić dowody w postaci dokumentów umownych i korespondencji otrzymanej od banku.

Skrajnie rozbieżne opinie

W wydanym komunikacie Związek Banków Polskich (ZBP) twierdzi, że przepisy o SKD w Polsce są nieproporcjonalne. Trybunał przypomina, że sankcja powinna być współmierna do uchybienia. Teza o nieproporcjonalności, gdy naruszenie nie wywarło wpływu na decyzję konsumenta, stanowi wytyczną dla sądów, by badać, czy wady w informacji faktycznie zniekształciły jego wybór. Jeżeli np. klient i tak znał realne warunki, miał świadomość wszystkich kosztów, to sąd może uznać, że sankcja kredytu darmowego byłaby zbyt surowa. W praktyce jednak niewłaściwe informowanie dość często powoduje realne wprowadzenie w błąd, więc banki nie powinny zakładać, że łatwo się obronią, powołując się na tę „nieproporcjonalność”.

Ewentualna modyfikacja regulacji mogłaby wprowadzić mechanizm bardziej zróżnicowanej sankcji (np. sankcja częściowa zamiast pełnego zwrotu wszystkich kosztów), ale wymagałoby to głębokich analiz zgodności z dyrektywą 2008/48/WE. Z punktu widzenia konsumentów zmiana mogłaby oznaczać osłabienie ich pozycji, natomiast dla banków byłaby korzystniejsza (niższe ryzyko finansowe). Opinie o tym, czy jest to potrzebne, są skrajnie rozbieżne.

Wyrok TSUE raczej podpowiada, że sama proporcjonalność sankcji ma być oceniana przez sąd w konkretnych realiach sprawy, a nie wprowadzana poprzez automatyczne przepisy, które ograniczą ochronę konsumentów. Wydaje się więc, że istotniejsze jest właściwe stosowanie już istniejących przepisów niż ich gruntowna nowelizacja.

Autorem komentarza jest Adrian Goska, publicysta prawny i wieloletni ekspert rynku kredytowego oraz radca prawny z kancelarii SubiGo.

Sztuczna inteligencja po polsku. Krajowe LLM-y rosną w siłę

Duży sukces Chińczyków i ich modelu DeepSeek oraz niedawna premiera francuskiego Mistral AI Le Chat, czyli odpowiednika modelu ChatGTP, który dostępny jest jako natywna aplikacja dla systemu Apple iOS na nowo wzbudziła dyskusję, czy Polska również powinna opracować duży, generatywny model językowy (LLM). Sukces Mistral AI Le Chat pokazał, że inne państwa również mogą skutecznie rozwijać swoje LLM-y. W Polsce też od kilku lat trwają prace nad krajowymi modelami, które może nie są popularne na całym świecie, jednak bardzo efektywne dla potrzeb polskich firm i instytucji.

Czy warto opracować polski ChatGPT lub DeepSeek?

Eksperci są zgodni – powinniśmy tworzyć i rozwijać polskie LLM-y. W interesie nas wszystkich leży bowiem dynamiczny rozwój branży IT i środowiska naukowego w Polsce. Modele takie są niezbędne, jeżeli nie chcemy zostać w tyle za innymi państwami. Polska gospodarka i nauka potrzebują modeli polskojęzycznych, gdyż ich odpowiedniki anglojęzyczne są dużo mniej efektywne dla naszego języka.

Zdecydowanie warto budować i rozwijać polskie LLM-y. Sprawdzają się one lepiej dla tekstów opublikowanych w naszym języku. W Polsce doskonale zdajemy sobie z tego sprawę, dlatego kilka czołowych jednostek w ostatnich latach prowadzi prace w tym kierunku, a najlepszym przykładem jest chociażby model PLLuM, który został opracowany przez sześć czołowych jednostek naukowych z obszaru sztucznej inteligencji i językoznawstwa, w tym ekspertów z Ośrodka Przetwarzania Informacji – Państwowego Instytutu Badawczego (OPI PIB). Warto jednak zastanowić się, czy koniecznie musimy się ścigać z USA i Chinami w budowaniu dużych modeli – mówi dr hab. inż. Jarosław Protasiewicz, dyrektor Ośrodka Przetwarzania Informacji – Państwowego Instytutu Badawczego.

Polska potrzebuje dużych LLM-ów?

Warto zadać pytanie, czy koniecznie potrzebujemy w naszym kraju dużych modeli językowych? Przykładowo modele DeepSeek v3/R1 mają ok. 700 mld parametrów, a do ich uruchomienia potrzeba minimum 16 kart H100, z których każda jest warta ok. 200 000 złotych. Aby wyskalować całość do odpowiedniej wydajności, nawet dla małego zbioru użytkowników, należy daną liczbę zwiększyć do kilkudziesięciu kart. Konieczne są więc naprawdę duże środki na zakup, a do tego jeszcze trzeba dodać koszty energii elektrycznej, oraz wsparcia administratorów. Należy wziąć pod uwagę, że zdecydowana większość polskich małych, średnich i nawet dużych firm, nie potrzebuje asystenta do otwartej rozmowy na każdy temat. Bardziej przydatne są dla nich dedykowane LLM-y, które będą dotyczyć 10-20 konkretnych scenariuszy biznesowych. A taki cel da się osiągnąć strojąc mniejsze modele na domenowych danych, które są tańsze w douczaniu.

Przewiduję, że modele ogólnego użytku jak DeepSeek, GPT4 będą powstawać, aby zachwycać ludzi dużym zróżnicowaniem kompetencji. Będę one głównie używane do pomocy w różnych zadaniach i problemach dnia codziennego. Natomiast tam, gdzie występuje ryzyko utraty przewagi konkurencyjnej bazującej na prywatnych danych, będziemy szli w dużo mniejsze modele szyte na miarę konkretnych firm lub instytucji. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że dostosowanie DeepSeeka do mniejszych modeli drogą destylacji, np. do LLam-y 70B, odbywa się z dużą stratą jakościową – mówi dr inż. Marek Kozłowski, kierownik AI Labu w Ośrodku Przetwarzania Informacji – Państwowym Instytucie Badawczym.

W Polsce nie dysponujemy takim zapleczem technicznym jak Chiny czy USA. Możemy jednak budować mniejsze modele do 100 mld wag, które są porównywalne lub lepsze uwzględniając pewne kryteria (np. w obszarze znajomości tematów typowych dla naszej kultury czy historii), w porównaniu z takimi modelami jak DeepSeek.

LLMs we wszystkich językach UE

Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy (OPI PIB) jest partnerem projektu „Duże modele językowe dla Unii Europejskiej (LLMs4EU)”, realizowanego w ramach programu Komisji Europejskiej „Cyfrowa Europa”. Celem projektu jest zachowanie europejskiej różnorodności językowej i kulturowej poprzez zapewnienie ścisłej współpracy między podmiotami gospodarczymi a środowiskami akademickimi. Projekt ma zapobiec marginalizacji części języków europejskich w erze cyfryzacji na skutek niewystarczających zasobów niezbędnych do trenowania modeli językowych.

Projekt zrzesza wiodących ekspertów w dziedzinie AI, zapewniając europejskim firmom, zwłaszcza małym i średnim przedsiębiorcom, dostęp do narzędzi i zasobów wspierających ich konkurencyjność w zakresie technologii językowych i dużych modeli językowych (LLM). Jego kluczowym celem jest udostępnienie LLMs oraz narzędzi niezbędnych do ich wykorzystania we wszystkich językach Unii Europejskiej w ramach otwartych danych, bazując na istniejących programach i zasobach europejskich. Udostępniane firmom rozwiązania obejmą cały proces – od trenowania modeli aż po dostosowanie ich do przepisów unijnych, takich jak AI Act czy RODO.

Powołane do realizacji projektu konsorcjum skupia organizacje działające w ponad 20 krajach, zapewniając szeroki zasięg geograficzny i językowy. Projekt obejmuje także opracowanie studiów przypadków, które mają za zadanie wykazać zdolność europejskich instytucji do współtworzenia rozwiązań odpowiadających na potrzeby różnych sektorów gospodarki, w tym energetyki, turystyki, telekomunikacji czy nauki. W celu zagwarantowania wsparcia dla wszystkich języków UE, w ramach projektu utworzone zostaną nowe zbiory danych.

Niepewność geopolityczna uderza w dolara. USA tracą wiarygodność w oczach rynku

Lawinowe osłabienie dolara amerykańskiego, może świadczyć o stopniowej utracie wiarygodności przez USA. Jedna z bezpiecznych przystani dla inwestorów traci swój status. Przy tak wyjątkowej niepewności złoty jest nadal mocny.

Amerykańskie obligacje powinny być najbezpieczniejszą przystanią dla inwestorów, zwłaszcza najbardziej popularne 10-letnie. Dopiero w dalszej kolejności taką przystanią był amerykański dolar, zwłaszcza, że jest rezerwową walutą świata. I wreszcie złoto, na którym zmienność cen jest duża, a nie zapewnia dywidendy czy dochodu z oprocentowania. Tak jednak już nie jest.

Karuzela zmieniających się decyzji w kwestii polityki handlowej nie zwalnia. Po jak się wydawało katastrofalnych zapowiedziach z „dnia wyzwolenia” kolejny tydzień przyniósł poprawę nastrojów, wliczając w to historyczne odbicie, gdy indeksy zyskiwały nawet powyżej 10% w reakcji na ogłoszenie 90-dniowej „pauzy” na większość ceł odwetowych. Dla rynków było to przede wszystkim poczucie ogromnej ulgi, iż przynajmniej nie materializuje się absolutnie najczarniejszy scenariusz kompletnej blokady globalnych łańcuchów wartości.

– Tym razem inwestorzy i analitycy są ze sobą zgodni, a inwestorzy przestają traktować dolara jako bezpieczną przystań. Dolar i amerykańskie indeksy giełdowe są w samym środku cyklonu, a jest to związane z niepewnością wywołaną wojnami handlowymi prowadzonymi przez D.Trumpa – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maksymilian Kuch, analityk rynku akcji w XTB.

Problem nie znika i nadal mamy do czynienia z największym od dekad wstrząsem w globalnym handlu. Obowiązuje 10% stawka „ogólna” na większość importu do USA, 25% stawka na samochody, kluczowe części do nich, stal i aluminium, a także kosmicznie wysokie cła na import z Chin. Biały Dom ogłosił co prawda wyłączenie importu elektroniki i półprzewodników, co dla takich spółek jak Apple jest bardzo kluczowe, ale szybko pojawiły się zapowiedzi nowych rozwiązań celnych także w tym zakresie.

Stan chaosu dotyka dolara: brak przewidywalności i utrata zaufania. Mamy za sobą kwietniowy tydzień, który przyniósł jednocześnie wzrost rentowności amerykańskiego długu, jak i osłabienie dolara.

– Sytuacja jest niecodzienna, to zwykle nie idzie ze sobą w parze. Zwykle wzrost rentowności odzwierciedla lepsze perspektywy gospodarcze lub też perspektywy wyższej inflacji i co za tym idzie wyższych stóp procentowych, co z kolei jest pozytywne dla waluty – komentuje ekspert XTB. – Konsensu rynkowy jest jednak taki, że lepiej wyprzedać się z dolara, aby przeczekać sztorm w innych walutach lub innych klasach aktywów.

Dlaczego? Wokół wyprzedaży obligacji jest sporo zamieszania, ale wydaje się, że wspólnym mianownikiem jest utrata zaufania do dolara. Oczywiście nie jest tak, że dolar z dnia na dzień straci swój status waluty rezerwowej, jednak z taką sytuacją z jaką mamy obecnie do czynienia zwykle dotyka walut rynków wschodzących! Aby zatrzymać przecenę dolara potrzebna byłaby znacznie większa klarowność co do polityki gospodarczej, na która na razie się nie zanosi.

Cena złota ustanowiła nowy historyczny rekord. 16 kwietnia jego cena przekroczyła 3 368 USD za uncję (na kontraktach terminowych). Teraz najwięcej będzie zależało czy w ramach wojen handlowych dojdzie do pierwszych udanych negocjacji, a najważniejsze są zdecydowanie negocjacje pomiędzy USA i Chinami.

– Złoto korzysta z wyjątkowej niepewności rynkowej i na osłabieniu dolara, a dodatkowo na cenę złota wpływa podwyższony popyt ze strony banków centralnych – ocenia M.Kuch z XTB.

Polski złoty trzyma się mocno. Jednak w najbliższym czasie największy wpływ może mieć majowa decyzja RPP, jeżeli zdecyduje się na obniżkę stóp procentowych, a jednocześnie będziemy wiedzieć więcej o kolejnych obniżkach. Rynek obstawia dwie obniżki w tym roku, każda o 50 pkt. bazowych.

Zmiany właścicielskie w Kayax. Tomik Grewiński przejmuje pełną kontrolę nad wytwórnią

Tomik Grewiński został jedynym właścicielem wytwórni fonograficznej – Kayax Production & Publishing sp. z o.o. – przejmując udziały od dotychczasowej współwłaścicielki, Katarzyny Rooijens.

Kayax, działający od 2001 roku, ma na swoim koncie współpracę z czołowymi polskimi artystami, w tym z Nosowską, Brodką, Natalią Przybysz, Smolikiem, Zalewskim, Mery Spolsky, Skubasem, Kubą Karasiem, Zakopower, Reni Jusis i wieloma innymi. Wytwórnia pełni rolę nie tylko wydawcy, lecz także promotora niezależnych projektów muzycznych, budując swoje portfolio na autentyczności, różnorodności i artystycznej wolności.

W 2026 roku Kayax będzie obchodzić 25-lecie działalności. Jak zapowiadają przedstawiciele wytwórni, jubileusz stanie się okazją nie tylko do świętowania, ale także do prezentacji nowych projektów i kierunków rozwoju.

Tomik Grewiński, który od lat aktywnie uczestniczy w zarządzaniu wytwórnią, jest również założycielem agencji menedżerskiej Kayax Management. Agencja wspiera kariery takich artystów jak Mrozu, Natalia Szroeder, Mela Koteluk, Piotr Rogucki, Sarsa, Dawid Tyszkowski czy WaluśKraksaKryzys. Obecnie zespół Kayax liczy około 30 osób i obejmuje zarówno działalność fonograficzną, jak i menedżerską.

– Przed nami nowy rozdział, który – z niezmienną wiarą w muzykę, artystów oraz niezależność – będziemy tworzyć wspólnie z artystami, branżą muzyczną i fanami – zapowiada Tomik Grewiński.

Zawody związane z AI i analizą danych to fundament przyszłości sektora Business Services

Ponad 87% pracujących w centrach usług wspólnych uważa pracę w sektorze za atrakcyjną, wynika z najnowszego „Raportu Wynagrodzeń Business Services 2025” Grafton Recruitment. Na znaczeniu, także w oczach zatrudnionych, zyskują zawody związane z analizą danych, sztuczną inteligencją, automatyzacją procesów biznesowych oraz zarządzaniem danymi. Podstawą do podjęcia pracy jest znajomość angielskiego, niemieckiego czy hiszpańskiego, coraz częściej też – języków azjatyckich.

Stabilność zatrudnienia i możliwości rozwoju

Bezpieczeństwo zatrudnienia, szerokie możliwości rozwoju zawodowego oraz elastyczność w organizacji pracy, to główne atuty sektora BSS, który zatrudnia obecnie 457 tys. osób. Zachęcają również perspektywy pracy w międzynarodowym środowisku. Potwierdzają to zatrudnieni – ponad 87% z nich uważa branżę za atrakcyjną, doceniając wysokość zarobków, różnorodne benefity i szkolenia.

Wzrost znaczenia specjalistycznych kompetencji technologicznych

Z „Raportu Wynagrodzeń BSS 2025” wynika, że pracownicy sektora dostrzegają rosnącą wartość kompetencji technologicznych, szczególnie w obszarach wymagających zaawansowanej wiedzy i specjalistycznych umiejętności. Za najdynamiczniej rozwijający się obszar uznali oni Business Intelligence (36,9% wskazań), w następnej kolejności  finanse i księgowość (29,1% wskazań). Według 16,9% badanych w najbliższym czasie kluczowe będą procesy w obszarze IT.

Zawody związane z analizą danych, sztuczną inteligencją, automatyzacją procesów biznesowych oraz zarządzaniem danymi coraz bardziej zyskują na znaczeniu, stanowiąc fundament przyszłości sektora. Specjaliści w tych dziedzinach są poszukiwani i wynagradzani na poziomie niejednokrotnie wyższym niż w innych branżach – mówi Karol Boczkowski, rekruter w Grafton Recruitment.

Poligloci poszukiwani

Znajomość angielskiego jest podstawową umiejętnością, by pracować w sektorze BSS. Coraz większą wagę przykłada się do znajomości takich języków jak niemiecki (popyt na poziomie 47.5%), francuski (12,8%), włoski (6,4%), hiszpański (6,2%), a także czeski czy słoweński.

Najpopularniejszym językiem – oprócz obowiązkowego angielskiego – jest niemiecki. Osoby znające ten język z łatwością znajdą pracę w sektorze. Zauważamy też coraz większy popyt na języki azjatyckie, takie jak chiński czy japoński. Choć skala zapotrzebowania nie jest duża, rośnie z roku na rok – podkreśla Katarzyna Kulik-Kiernoz, ekspert ds. rekrutacji w Grafton Recruitment.

Posługiwanie się językami obcymi nie pozostaje bez wpływu na wysokość wynagrodzenia pracujących w BSS.

Znajomość niderlandzkiego, niemieckiego czy francuskiego podnosi poziom wynagrodzenia średnio o 20-30%, a w indywidualnych przypadkach nawet o 40% w porównaniu do analogicznych stanowisk wymagających posługiwania się jedynie angielskim. Podobnie jest z grupą języków skandynawskich. W przypadku hiszpańskiego, włoskiego lub czeskiego ta różnica wynosi między 10% a 25% – wyjaśnia Katarzyna Kulik-Kiernoz.znajomość języków obcych a wynagrodzenie_Grafton Recruitment

Najważniejsze są wynagrodzenie i możliwość pracy zdalnej

Jak wynika z raportu Grafton Recruitment, pracownikom sektora zależy przede wszystkim na atrakcyjnym wynagrodzeniu, na drugim miejscu znalazła się możliwość pracy zdalnej, a następnie perspektywy rozwoju, atmosfera, a także udział w interesujących projektach. Listę zamyka szeroki pakiet benefitów pozapłacowych.na czym najbardziej zależy pracującym w BSS_Grafton Recruitment

Zarobki w branży BSS są uznawane za atrakcyjne, sektor znany jest też z tego, że pracownicy otrzymują coroczne podwyżki płac. Jaka była ich wysokość w 2024 roku? Blisko 90% osób uczestniczących w badaniu zadeklarowało wzrost wynagrodzenia do 10%, z czego niemal połowa (48,5%) otrzymała 5–10% więcej, a w przypadku 40%  respondentów – do 5%. Co dziesiąta osoba mogła liczyć na podwyżkę wyższą niż 10%.

Praca hybrydowa oraz w pełni zdalna to norma w sektorze BSS. W najpopularniejszym modelu hybrydowym zatrudnieni spędzają w biurze do 10 dni w miesiącu, na taką odpowiedź wskazało 28,2% badanych.praca hybrydowa czy stacjonarna_Grafton Recruitment

– Modele pracy hybrydowej lub  zdalnej sprawdzają się w sektorze BSS, w którym zatrudnieni wiele projektów realizują samodzielnie, wyróżnia ich duże zaangażowanie i odpowiedzialność. Obserwujemy jednocześnie, że  nie tylko są one odpowiedzią na potrzeby kandydatów,  ale wręcz zwiększają lojalność zatrudnionych, którzy doceniają elastyczność formuły – podkreśla Anna Federowicz, manager ds. rekrutacji stałych w Grafton Recruitment.

cyber_Folks: Skup 50 tys. akcji własnych i 2 zł dywidendy na akcję po rekordowym 2024 r.

Zarząd cyber_Folks rekomenduje aktualizację parametrów skupu akcji własnych w związku z rekordowymi wynikami finansowymi i pozytywnymi perspektywami rozwoju. Spółka zamierza przeprowadzić skup 50 tys. akcji po nie więcej niż 200 zł za walor. Skup akcji własnych jest elementem rekordowej dystrybucji zysku do akcjonariuszy – spółka na dywidendę zamierza przeznaczyć 28,3 mln zł, co daje rekordowe 2 zł na akcję.

– Skup akcji własnych pozwala nam na dzielenie się zyskiem z akcjonariuszami. Doceniamy naszych inwestorów. Mamy za sobą rekordowy rok. Odnotowaliśmy najwyższe w swojej historii wyniki finansowe. Nasza obecna sytuacja gotówkowa jest bardzo dobra, przychody netto wzrosły o 37% r/r, osiągając 657 mln zł, natomiast zysk netto wyniósł 154 mln zł, co stanowi wzrost o 75% w porównaniu do roku poprzedniego. Umacniamy swoją pozycję jako lidera technologii e-commerce w Europie Środkowo-Wschodniej – mówi Robert Stasik, wiceprezes cyber_Folks.

Zarząd cyber_Folks podjął decyzję o zarekomendowaniu aktualizacji parametrów skupu akcji własnych. Nowa propozycja zakłada zwiększenie ceny skupu z 180 zł do nie więcej niż 200 zł za akcję, przy liczbie 50 000 akcji. Zakupione przez spółkę akcje zostaną przeznaczone na realizację istniejącego programu ESOP. Szczegóły związane z programem skupu akcji własnych dostępne są m.in. na stronach spółki i w komunikatach.

cyber_Folks od lat dzieli się zyskiem z akcjonariuszami. W ubiegłym roku spółka wypłaciła dywidendę w wysokości 1,50 zł na akcję, przeznaczając na wypłatę dla akcjonariuszy 21,2 mln zł – dodatkowo, realizując skup akcji własnych o wartości 6,8 mln zł w lipcu 2024 roku.

– Na przyszłość patrzymy z dużym optymizmem. Widzimy perspektywy do jeszcze lepszych wyników. Sprzyja nam ogólna koniunktura na rynku i przeprowadzane akwizycje. Nie można zapomnieć, że koniunktura na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie jest coraz lepsza. Rośnie także zapotrzebowanie na usługi e-commerce – to pozwala nam na realizację ambitnych planów. Zakładamy podwojenie wyniku EBITDA w ciągu najbliższych trzech lat, osiągając 310 mln zł w 2027 roku – dodaje Jakub Dwernicki, prezes cyber_Folks.

W ramach strategii motywowania kluczowych pracowników, cyber_Folks wdrożył Program Motywacyjny ESOP (Employee Stock Option Plan). Program ten, podzielony na część lojalnościową i motywacyjną, obejmuje przyznanie maksymalnie 250 tys. akcji, co stanowi 1,11% kapitału zakładowego spółki. Celem programu jest docenienie zaangażowania pracowników oraz zachęcenie do realizacji ambitnych celów ekonomicznych, takich jak osiągnięcie 100 mln zł EBITDA w 2026 roku.

Netflix przebił prognozy, ale dane z USA mogą niepokoić

Akcje Netflixa w pierwszej reakcji wzrosły ponad 4% po bardzo solidnych wynikach finansowych za I kwartał 2025 roku. Istnieją powody, dla których Netflix jest przez rynek odbierany jako pewien ‘papierek lakmusowy’ nastrojów konsumentów i ich apetytu na konsumpcję uznaniowych dóbr, w tym przypadku – usług. Jeśli założymy, że tak naprawdę jest, możemy dojść do wniosku, że globalna konsumpcja wygląda solidnie, choć przychody na rynku w Ameryce Północnej zawiodły prognozy. Wciąż jednak mówimy o prawie 10% wzroście rok do roku.

Całokształt raportu powinien raczej “uspokoić”, niż zmartwić Wall Street. Spółka przedstawiła prognozy dla bieżącego kwartału, które zdecydowanie (zwłaszcza pod względem zysku na akcję) przekroczyły oczekiwania. Sprawa jednak nie jest tak oczywista. Netflix od tego kwartału włącznie zrezygnował z raportowania wzrostu subskrypcji i ich anulacji. Być może gdyby dane były dalej transparentne, obserwowalibyśmy dziś reakcję podobną do wyników z roku 2022, gdy utrata kilkuset tysięcy subskrybentów skończyła się dla akcji spółki krachem.

To jednak tylko domysły, ponieważ niemal na pewno liczba subskrybentów wzrosła, choć wzrost ten mógł być rozczarowujący – zwłaszcza w Ameryce Północnej, gdzie konsument może powoli szykować portfele i zaciskać pasa w oczekiwaniu na wzrost inflacji, wynikającej z taryf celnych. Względna słabość na rynku USA została z nawiązką skompensowana wzrostem w Europie i Azji oraz wyższą rentownością, którą napędzają zyski z reklam.

Spółka utrzymała roczną prognozę i wskazała, że nie dostrzega w zachowaniach konsumentów “recesji” spowodowanej wojną handlową. Przynajmniej na razie. W ostatnim czasie Netflix przyciąga zainteresowanie inwestorów, pokazując sporą odporność na wyprzedaż w sektorze technologicznym. Obecnie akcje notowane są niespełna 10% poniżej historycznych szczytów, a jeśli nastroje z handlu posesyjnego utrzymają się, jutro testować mogą okolice historycznych maksimów.

Mocne wyniki pokazały, że optymizm rynku co do waloru był przynajmniej częściowo uzasadniony. Przychody wzrosły o 13% rok do roku do 10,54 mld USD, a zysk operacyjny o 27% r/r.  Wycena Netflixa pozostaje wysoka, ale spółka broni się skalą wzrostu, czy wysokim wskaźnikiem zwrotu na zainwestowanym kapitale. Mocny biznes reklamowy prawdopodobnie będzie nadal wspierał rentowność Netflixa, co widzimy w raportowanych, jak i oczekiwanych marżach.

Firma zdaje się odjeżdżać konkurencyjnym platformom zainteresowaniem użytkowników i ilością treści. To daje kolejne miejsca do monetyzacji. Niemniej jednak rynek lubi nadawać lubianym na Wall Street walorom różne ‘super-cechy’, które finalnie mogą zostać brutalnie skonfrontowane z rzeczywistością. Tak jest w przypadku narracji ‘odpornego na recesję’ modelu biznesowego Netflixa.  Wall Street doszło do wniosku, że rozrywka będzie prawdopodobnie ostatnim, z czego zrezygnują konsumenci, nawet jeśli inflacja i recesja uderzy w ich portfele.

Tak postawiona teza wydaje się ryzykowna. Częściowo jest sprzeczna też z odbieraniem Netflixa jako ‘papierka lakmusowego’ kondycji konsumenta. Przypisywana w ten sposób premia w wycenie spółki może na akcjach zemścić się w najbliższych kwartałach. Na pierwszy rzut oka wydaje się jednak myśleniem życzeniowym. Subskrypcja Netflixa pozostaje wydatkiem uznaniowym i w scenariuszu napiętych budżetów gospodarstw domowych – jedną z rzeczy branych pod uwagę, przy ograniczaniu kosztów. Nie zmienią tego “chwyty reklamowe” rodem z Wilka z Wall Street.

Obecna wycena Netflixa ma solidne fundamenty, ale ryzyko spadku pozostaje realne, jeśli narracja o odporności na recesję nie potwierdzi się w pełnym niespodziewanych zdarzeń i konfliktów świecie.

Autor: Eryk Szmyd, analityk XTB

XTPL z 2,1 mln zł przychodów w Q1 2025 – ruszyło pierwsze wdrożenie przemysłowe w Chinach

XTPL według wstępnych szacunkowych danych wygenerował w I kwartale 2025 roku 2,1 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług. Największy wpływ na osiągnięty wynik miało dostarczenie 2 urządzeń Delta Printing System (DPS): do klienta w UK – University of Cambridge oraz do klienta w USA – Washington University. Dodatkowo, w I kwartale 2025 roku Spółka rozpoczęła realizację pierwszego historycznie wdrożenia przemysłowego swojej technologii. Początkowo dostarczy 6 szt. modułów Ultra-Precise Dispensing (UPD) do bezpośredniego partnera – wiodącego chińskiego producenta maszyn do masowej produkcji wyświetlaczy FPD. Pierwszy moduł XTPL został już dostarczony i zamontowany w dużej maszynie przemysłowej partnera, a kolejnych 5 modułów zostanie dostarczonych zgodnie z harmonogramem do końca czerwca br. wpływając pozytywnie na wyniki II kwartału. Klientem końcowym rozwiązania wykorzystującego technologię XTPL, jest jeden z największych producentów wyświetlaczy z Chin o rocznych przychodach rzędu kilkudziesięciu mld USD.

– W I kwartale 2025 roku realizowaliśmy prace nad przygotowaniem do wysyłki sześciu modułów UPD w ramach pierwszego historycznie wdrożenia przemysłowego technologii XTPL. Klientem końcowym naszych głowic drukujących jest jeden z największych producentów wyświetlaczy z Chin na świecie. Pierwszy moduł został już odebrany przez klienta, a do końca czerwca br. dostarczymy pozostałe 5 szt. modułów przeznaczonych do integracji z dużymi maszynami partnera na przemysłowej linii produkcyjnej. Wdrożenie przemysłowe przebiega zgodnie z harmonogramem, a ze względu na jego wysoki potencjał, który szacujemy na ok. kilkadziesiąt szt. modułów w horyzoncie najbliższych lat, kolejnych zamówień spodziewamy się w dalszej części roku. Równolegle kontynuowane są przez nas prace w pozostałych 3 najbardziej zaawansowanych projektach nakierowanych na wdrożenie przemysłowe, które ewaluujemy z partnerami z Korei Płd., Tajwanu oraz z USA. Po pierwszych kilku miesiącach od informacji o wdrożeniu w Chinach widzimy już, że informacja ta została dostrzeżona przez rynek i wierzymy, że może okazać się istotnym wsparciem dla osiągnięcia pozytywnych decyzji w kolejnych projektach – komentuje Filip Granek, Prezes Zarządu XTPL S.A.

XTPL komercjalizuje obecnie trzy linie biznesowe: moduły UPD (głowice drukujące) do wdrożeń przemysłowych na linie produkcyjne globalnych producentów elektroniki, urządzenia prototypujące Delta Printing System (DPS, demonstrator technologii) oraz High Performance Materials (HPM, nanotusze). Ponadto Spółka generuje dodatkowe przychody z tytułu dotacji, które współfinansują część prowadzonych projektów o charakterze B+R. W I kwartale 2025 roku Spółka nie pozyskała nowych środków z dotacji, ale zgodnie z zasadą rozliczania grantów do wielkości aktywów, może wykazać przychody z tego tytułu w sprawozdaniu finansowym. Stan środków pieniężnych Spółki na dzień 31 marca 2025 roku wyniósł 20,5 mln zł.

– Główną kontrybucją do wyniku I kwartału 2025 roku było dostarczenie urządzeń Delta Printing System (DPS) do kolejnych klientów w UK i USA. Jednym z zamawiających był University of Cambridge, który co roku plasuje się w gronie najwyżej ocenianych uczelni na świecie. Prowadzenie prac badawczych na naszym urządzeniu przez wiodący globalnie ośrodek naukowy pokazuje jak wysoką dojrzałość i rozpoznawalność osiągnęła już technologia XTPL. Ilustruje to również pierwsze zamówienie DPS przez amerykańskiego klienta przemysłowego z sektora obronnego (ang. defence contractor), jakie otrzymaliśmy pod koniec marca. Wysokie zainteresowanie otwartym przez nas pod koniec ubiegłego roku centrum demonstracyjno-sprzedażowym w Bostonie sprawiło, że w potencjalnym pipeline sprzedażowym pojawiło się kilku przedstawicieli tego strategicznego sektora. Wspólnie weryfikujemy obecnie możliwość zastosowania technologii XTPL w tym nowym i atrakcyjnym dla nas rynku – mówi Jacek Olszański, Członek Zarządu ds. finansowych XTPL S.A.

3 stycznia 2025 roku XTPL ogłosił pierwsze w historii wdrożenie przemysłowe autorskiej technologii UPD (Ultra-Precise Dispensing). Bezpośrednim partnerem, do którego w I półroczu 2025 dostarczona zostanie pierwsza partia modułów UPD Spółki w ilości 6 szt. (głowic drukujących), jest wiodący chiński producent maszyn do masowej produkcji nowoczesnych wyświetlaczy FPD. W kolejnym kroku partner zbuduje urządzenia przemysłowe z wykorzystaniem modułów XTPL, które trafią na linię produkcyjną jednego z największych na świecie producentów wyświetlaczy z Chin. Realizacja projektu może potrwać do kilku lat i obejmować łączny wolumen zamówień kilkudziesięciu modułów UPD Spółki, które zostaną wykorzystane do napraw defektów w wyświetlaczach FPD o ultrawysokiej rozdzielczości, znacząco zmniejszając liczbę odrzutów na linii produkcyjnej.

Spółka posiada obecnie 9 projektów na co najmniej drugim etapie procesów nakierowanych na przemysłowe wdrożenia swojej technologii (zakończony wstępny kontakt i identyfikacja potrzeb klienta, rozpoczęta ewaluacja technologii i prace rozwojowe po stronie XTPL), których łączny potencjał, przy pozytywnej walidacji i pełnym wdrożeniu, szacuje na ok. 400 mln zł średniorocznych przychodów w horyzoncie czasu ich realizacji. Najbardziej zaawansowane są 4 projekty (w tym realizowane wdrożenie dla klienta z Chin) obejmujące strategiczne dla Spółki obszary: półprzewodniki oraz wyświetlacze. Klientami końcowymi lub partnerami są globalne podmioty odpowiadające za produkcję elektroniki nowej generacji m.in. wiodący producent maszyn dla przemysłu nowoczesnych wyświetlaczy z Chin (obecnie realizowane wdrożenie przemysłowe), czołowy producent półprzewodników z Tajwanu, jeden z największych na świecie producentów wyświetlaczy FPD z Korei Płd. oraz notowany na Nasdaq 100 czołowy producent maszyn przemysłowych z USA.

EBC rozpoczął cykl obniżek stóp procentowych. Turcja ratuje lirę

Wczorajsze dane na temat zmian stóp procentowych zaskoczyły rynki. Nie mówimy jednak o EBC, bo tutaj nie było niespodzianki, tylko o Turcji, która najprawdopodobniej próbuje ratować lirę. W tle dane z USA, które nie zmieniły równowagi na dolarze.

EBC tnie stopy procentowe

Na wczorajszym posiedzeniu EBC obniżył stopy procentowe o 0,25%. Początek komunikatu był bardzo standardowy. Mówiono o spadku zarówno inflacji, jak i inflacji bazowej oraz jej stabilizacji w średnim okresie w celu inflacyjnym. Wskazano również na spadek tempa wzrostu płac, co dla pracowników nie jest dobrą wiadomością, ale z perspektywy walki z inflacją – już tak. W dalszej części komunikatu nie zabrakło jednak nawiązań do nieprzewidywalności rynkowej, ale wskazano też na odporność na wstrząsy strefy euro. Niestety taka deklaracja nie ograniczy negatywnego wpływu wojny handlowej na gospodarkę. Pojawiło się również standardowe zapewnienie o działaniach na podstawie danych, aby utrzymywać inflację w celu 2%.

Dane z USA

Wczorajsze dane z USA nie zaskoczyły rynków. Ubyło trochę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, co jest oczywiście bardzo dobrą wiadomością dla amerykańskich pracowników. Z drugiej strony słabsze dane napłynęły z rynku nieruchomości. Niby mamy więcej pozwoleń na budowę domów, ale co z tego, skoro rozpoczętych budów jest wyraźnie mniej niż oczekiwano. Dane te nie spowodowały rewolucji na kursie dolara. Biorąc pod uwagę, jak bardzo ostatnio dolar przyspawał się do okolic 1,13-1,14 za jedno euro, możemy oczekiwać, że jeszcze jakiś czas pozostanie w tej strefie. Chyba że administracja USA wykorzysta święta do jakiejś ważnej deklaracji politycznej.

Turcja podnosi stopy procentowe

Ostatnie decyzje monetarne w Turcji mogą budzić spore zdziwienie. Jak ktoś spojrzy tylko na dane makroekonomiczne, trudno będzie zrozumieć obecne zmiany. Wczoraj stopy procentowe poszły w górę o 3,5% z 42,5% na 46%. Na trzech poprzednich posiedzeniach były z kolei obniżane po 2,5%. Co się stało w Turcji, że spotkanie po spotkaniu doszło do podwyżki stóp procentowych po wcześniejszej obniżce? I to przy nadal spadającej inflacji. Powodem są ryzyka polityczne. Po aresztowaniu członków opozycji administracyjnie kurs liry do dolara usztywniono. Problem w tym, że przy niskim zaufaniu inwestorów wymagało to kosztownych interwencji rynkowych. Podniesienie stóp procentowych obniża koszty tych interwencji, dlatego też jednodniowa stopa overnight poszła bardziej w górę. Podnosi to jednak i tak już absurdalnie wysokie koszty kredytów w Turcji. Niestety to społeczeństwo ponosi koszty niedemokratycznych praktyk władzy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych jest niemal pusto. W wielu zachodnich państwach to Wielki Piątek jest bowiem dniem wolnym na rynku, a nie poniedziałek, jak w Polsce.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

EBC rusza z cyklem obniżek stóp – inflacja spada, ale geopolityka niepokoi

EBC zgodnie z oczekiwaniami obniżył wszystkie stopy procentowe o 0,25 proc.: stopę depozytową z 2,50 proc. na 2,25 proc., refinansową z 2,65 proc. na 2,40 proc. i stopę kredytową z 2,90 proc. na 2,65 proc.

Sama obniżka nie jest zaskoczeniem biorąc pod uwagę odczyty gospodarcze i inflacyjne, można się było jedynie zastanawiać jak będzie wysoka. Większość uczestników rynku spodziewała się jednak obniżki właśnie o 0,25 proc.

W najbliższych okresach należy się spodziewać kontynuacji cyklu obniżek stóp procentowych, choć potencjalna wojna handlowa i wydatki zbrojeniowe mogą odrobinę zwiększać niepewność związaną z decyzjami EBC.

Piotr Bawolski, CFA, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Sektor finansowy w CEE stawia na konsolidację: banki, ubezpieczenia i zarządzanie aktywami w centrum zmian

0
  • Instytucje finansowe w Europie Środkowo-Wschodniej angażują się w fuzje i przejęcia, aby osiągnąć skalę i synergie operacyjne, tworząc wyspecjalizowane, konkurencyjne podmioty oraz by lepiej konkurować z podmiotami z Europy Zachodniej.
  • Wolumen wzrósł w 2024 r. do 56 transakcji w porównaniu do 46 w 2023 r. Ujawniona wartość transakcji (3,1 mld USD w 2024 r.) była najwyższa od 2021 r.
  • Banki to 50% transakcji w sektorze usług finansowych w Europie Środkowo-Wschodniej w 2024 r., a następnie ubezpieczenia z 32-proc. udziałem.

Podmioty finansowe w Polsce oraz w regionie wciąż mają stosunkowo małą skalę i zwiększenie jej pomogłoby im lepiej konkurować z instytucjami finansowymi z Europy Zachodniej – wynika z raportu The 2025 Outlook: M&A Trends for Financial Services in CEE.

Banki będą w 2025 roku rozwijać kompetencje technologiczne, szukać dywersyfikacji oraz zwiększenia skali działania poprzez M&A. Europejskie instytucje finansowe rozszerzają obszary działania i szukają takich projektów i podmiotów, które pozwolą im na zwiększenie odporności na oczekiwane dalsze spadki stóp procentowych, w tym poprzez jeszcze większe zainteresowanie obszarem zarządzania aktywami. Dyskusję o konsolidacji wspiera wzrost akcji europejskich banków i ich rentowności. Fuzje i przejęcia pozostają także metodą na realizację strategii zwiększania przychodów prowizyjnych – mówi Paweł Preuss, Partner EY Polska, lider sektora finansowego.

Aktywność w zakresie fuzji i przejęć w sektorze bankowości i rynków kapitałowych w 2024 roku wykazuje wzrost liczby transakcji w regionie Europy Środkowo-Wschodniej — łącznie 28 transakcji — w porównaniu do 25 w 2023 roku. Podobnie 2024 rok wyróżnia się pod względem ujawnionej wartości transakcji (2,7 mld USD) — lepszej niż we wszystkich poprzednich analogicznych okresach, w tym w 2022 roku. Banki, zwłaszcza średniej wielkości, konsolidują się by tworzyć bardziej potężne podmioty, gotowe podbić świat dzięki zwiększonej sile rynkowej i pogłębionej wiedzy sektorowej – wynika z raportu The 2025 Outlook: M&A Trends for Financial Services in CEE. Jedną z największych ubiegłorocznych transakcji było przejęcie VeloBanku przez Cerberus Capital Management o wartości 270 mld USD.

Aktywność w zakresie fuzji i przejęć jest największa w sektorze bankowym spośród badanych przez nas instytucji finansowych dlatego, że skokowe zwiększenie skali i pozyskanie nowych kompetencji przez przejęcie konkurenta wpływa bezpośrednio na ich pozycję konkurencyjną. Ten proces będzie przyspieszał, m.in. dzięki postępowi technologicznemu, napędzanemu przez upowszechnianie zastosowań generatywnej sztucznej inteligencji zwiększającej produktywność i innowacyjność oferty. Prognozowane obniżki stóp procentowych mogą dać dodatkowy impuls do konsolidacji. Banki w regionie działają na stosunkowo niewielka skalę. Najwięcej zyska ten, kto pierwszy stworzy silnego, regionalnego gracza – mówi Magda Warpas, Partner EY-Parthenon.

Ubezpieczenia

Rynek ubezpieczeń również jest bardzo aktywny na polu fuzji i przejęć, z 18 transakcjami w 2024 roku o ujawnionej wartości 332 mln USD, odnotowując 13% wzrost liczby transakcji fuzji i przejęć (w porównaniu do 2023 roku). W Polsce transakcje występowały przede wszystkim w sektorze brokerskim.

Model Managing General Agent (MGA) wyłania się jako przełomowy, oferując nowe spojrzenie na zwinność operacyjną w ściśle regulowanej przestrzeni. Konsolidacja w sektorze brokerskim powinna się utrzymać dzięki silnym i stabilnym marżom, rozdrobnionym rynkom oraz strategiom ukierunkowanym na ekspansję międzynarodową – mówi Magda Warpas.

Wealth and asset management

W 2024 roku sektor zarządzania majątkiem i aktywami w Europie Środkowo-Wschodniej zmagał się z trudnymi warunkami, czego efektem jest dziesięć transakcji (wzrost o 100% w porównaniu do 2023 roku) — pozostając w tyle za sektorami bankowości oraz ubezpieczeń pod względem liczby transakcji i ujawnionej ich wartości.

Wysokie stopy procentowe oraz inflacja to główne wyzwania dla sektora obok tempa i sposobu wdrażania generatywnej sztucznej inteligencji, która umożliwia poprawę efektywności i obsługi klienta. Spadające stopy procentowe mogą stać się katalizatorem wzrostu a przyciągnięcie najlepszych talentów oraz efektywne wykorzystanie sztucznej inteligencji będą czynnikami dywersyfikującymi instytucje wealth and asset management – mówi Magda Warpas.

Fundusze private equity obserwują z uwagą sektor zarządzania majątkiem i aktywami, by w porę wyłowić podmioty do dalszej konsolidacji, gdy mniejsi gracze będą zmagać się z kosztami utrzymania konkurencyjności na rynku zorientowanym na skalę, który sprzyja technologicznie zaawansowanym firmom.

Metodyka
The 2025 Outlook: M&A Trends for Financial Services in CEE opiera się na analizie EY danych z Capital IQ Pro, LSEG i Mergermarket od 2021 do czerwca 2024 roku. Na potrzeby tej publikacji, definicja usług finansowych obejmuje firmy z sektorów bankowości i rynków kapitałowych, ubezpieczeń oraz zarządzania majątkiem i aktywami.

Transakcje obejmują operacje (ogłoszone lub zakończone), w których celem jest firma działająca w jednym z trzech sektorów usług finansowych, a cel lub nabywca ma siedzibę w Europie Środkowej lub Wschodniej (CEE) (w tym: Albania, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria, Chorwacja, Cypr, Czechy, Estonia, Grecja, Węgry, Kosowo, Łotwa, Litwa, Malta, Mołdawia, Czarnogóra, Macedonia Północna, Polska, Rumunia, Serbia, Słowacja, Słowenia, Ukraina).

Nie ma minimalnego ujawnionego progu wartości transakcji. Transakcje, w których nabyto mniej niż 20% (ujawnione) firmy, a także inwestycje kapitałowe, joint ventures, pierwsze oferty publiczne i transakcje portfelowe nie zostały uwzględnione.

„Wartość transakcji” odnosi się do całkowitej wartości transakcji z publicznie ujawnioną kwotą transakcji. Informacje o wartości były ujawniane dla 10%-35% transakcji w analizowanym okresie, w zależności od roku. Wykresy wolumenu transakcji obejmują również transakcje z nieujawnionymi wartościami transakcji. Wartości transakcji są zaokrąglane.

Makroekonomiczny czwartek: decyzje EBC i Turcji, dane z USA i napięcia w Argentynie

Sytuacja walutowa w Argentynie znów zaczyna wymykać się spod kontroli. Inflacja bazowa w Polsce podtrzymuje oczekiwania o nadchodzących obniżkach stóp procentowych. Dane z USA bez większego wpływu na rynki, które czekają na dzisiejsze cięcie stóp przez EBC.

Inflacja bazowa w Polsce

Wczoraj poznaliśmy dane na temat inflacji bazowej. Ten wskaźnik nie wlicza elementów najbardziej zmiennych, czyli cen energii i żywności. Tak uproszczony parametr rośnie o 3,6% w skali roku. Analitycy liczyli na 3,5%, ale to nadal solidny wynik. Pamiętajmy, że cel inflacyjny w Polsce wynosi 2,5%, z tolerancją 1%. Wartość ta jest bardzo blisko górnej granicy tak wyznaczonej normy. Uwiarygadnia to zatem scenariusz, w którym w najbliższych miesiącach zobaczymy obniżki stóp procentowych w Polsce. Widać to zresztą bardzo wyraźnie po spadającej stawce WIBOR – zarówno tej 3M i 6M. Co to oznacza dla rynków walutowych? Im niższe stopy, tym słabsza waluta. Można spodziewać się trudniejszego momentu dla złotego. Z drugiej strony zmiany WIBOR są już na tyle istotne, że po aktualizacji stawek kredytobiorcy powinni odczuć spadek rat kredytów.

Dane z USA

Wczorajsze dane z USA były bardzo bliskie oczekiwań. Sprzedaż detaliczna wzrosła o 1,4%, przy prognozowanym rezultacie 1,3%. Również produkcja przemysłowa zgodnie z przypuszczeniami zmniejszyła się o 0,3%. Co więcej, spadło wykorzystanie mocy produkcyjnych. Wynosi ono obecnie 77,8% – co jak wskazuje część komentatorów – jest dowodem na możliwość przeniesienia produkcji do USA. Problem w tym, że Amerykanie chcą nosić tanie ubrania, a nie je produkować. Dane te zostały przyjęte przez rynek neutralnie. Kurs dolara wobec euro znów oscyluje tuż poniżej dolara i czternastu centów za jedno euro.

Dewaluacja w Argentynie

Ten tydzień jest wyjątkowo interesujący na argentyńskim peso. ARS – bo taki skrót ma tamtejsza waluta – jest czasowo usztywniany względem dolara. Problem w tym, że założenia są bardzo optymistyczne. W rezultacie bardzo regularnie dochodzi do sytuacji, w której kurs rynkowy znacząco odbiega od administracyjnego. Efektem tego są dostosowania w formie administracyjnego osłabiania oficjalnego kursu. Do podobnej sytuacji doszło w poniedziałek. W efekcie tego ruchu za jednego dolara pod koniec dnia płacono już nie 1080 peso, a aż 1200 peso. Jak się jednak okazuje, pomimo tego, że nie była to jeszcze stawka rynkowa, rząd Argentyny i tak postanowił amortyzować spadki. Co więcej, docelowy poziom to zdaniem prezydenta 1000 peso za dolara. W tym celu gwałtownie podniesiono krótkoterminowe stopy procentowe. Jak widać libertarianizm libertarianizmem, ale rynkiem trochę sterować trzeba.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 14:15 – strefa euro – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Rekordowy I kwartał dla elektromobilności. Rośnie liczba elektryków i punktów ładowania

Według danych z końca marca 2025 r. w Polsce było zarejestrowane łącznie 87 461 osobowych i użytkowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV). W I kwartale b.r. ich liczba zwiększyła się o 7 201  szt., czyli o 22% więcej niż w analogicznym okresie 2024 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSNM.

Pod koniec marca 2025 r. po polskich drogach jeździły 157 362 samochody osobowe z napędem elektrycznym. Flota w pełni elektrycznych, osobowych aut (BEV, ang. battery electric vehicles) liczyła 78 853 szt., a park hybryd typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 78 509 szt. Liczba samochodów dostawczych i ciężarowych z napędem elektrycznym wynosiła 8 639 szt. Stale rośnie flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec marca składała się z 24 163 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 1 044 755 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów zeroemisyjnych w Polsce wzrósł do 1 525 szt. (z czego pojazdy całkowicie elektryczne stanowiły 1437 szt., zaś wodorowe – 88 szt.).

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym rozwija się infrastruktura ładowania. Pod koniec marca 2025 r. w Polsce funkcjonowało 9 342 ogólnodostępnych punktów ładowania pojazdów elektrycznych. 32% z nich stanowiły szybkie punkty ładowania prądem stałym (DC), a 68% – wolne punkty prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW.

– Wzrosty rejestracji pojazdów osobowych są spowodowane wprowadzeniem programu „NaszEauto”, a jeśli Ministerstwo Klimatu i Środowiska zdecyduje się – po zapoznaniu się z  wynikami po pierwszych miesiącach funkcjonowania i oceną programu – poszerzyć go o pojazdy dostawcze bądź o odbiorców instytucjonalnych, z pewnością wzrosty te będą jeszcze większe. Czekamy też na zwiększenie liczby rejestracji pojazdów zeroemisyjnych pow. 16 t. po tym, gdy zostanie już wprowadzony dedykowany im program. W ostatnim czasie obserwowaliśmy procentowo duże wzrosty rejestracji tych pojazdów, jednak wciąż jeszcze ich ilość jest mała, w porównaniu z wynikami w innych krajach europejskich. Mamy nadzieję, że uruchomienie tego programu i – co równie istotne – dwóch programów dedykowanych ładowarkom dla samochodów ciężarowych i infrastrukturze do nich, przełoży się na bardzo wyraźny wzrost ich rejestracji. Biorąc pod uwagę fakt, że w sumie na te trzy programy przeznaczono niebagatelną kwotę 6 miliardów złotych, wydaje się to bardzo prawdopodobne – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

Po zakończeniu programu „Mój elektryk”, w Polsce bardzo brakuje dopłat do zeroemisyjnych pojazdów dostawczych kategorii N1. Liczba rejestracji nowych, elektrycznych „dostawczaków” w I kwartale b.r. spadła o kilkanaście procent rok do roku. To bardzo kontrastuje z ponad 20-procentowmym wzrostem w segmencie samochodów osobowych, które są objęte dotacjami z programu „NaszEAuto”. To niewykorzystana szansa na przyspieszenie elektryfikacji, zwłaszcza biorąc pod uwagę obecną, bardzo bogatą ofertę modelową dostawczych BEV oraz fakt, że pojazdy tego typu idealnie nadają się do realizacji zadań z zakresu logistyki miejskiej. Dlatego liczymy na możliwie szybką, zapowiedzianą przez administrację centralną rewizję założeń KPO, która mogłaby pozwolić na objęcie dofinansowaniem również pojazdów kategorii N1 mówi Jan Wiśniewski, dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM.  

SOFTSWISS i legenda wyścigów Rubens Barrichello przedłużają strategiczną współpracę

SOFTSWISS, międzynarodowa marka technologiczna z centrami rozwoju partnerskiego w Warszawie i Poznaniu, z dumą ogłasza przedłużenie strategicznego partnerstwa z Rubensem Barrichello – legendarnym kierowcą Formuły 1 oraz dyrektorem niewykonawczym w Ameryce Łacińskiej.

Barrichello, jedno z najbardziej szanowanych nazwisk w świecie sportów motorowych, zbudował imponującą, niemal dwudziestoletnią karierę na najwyższym poziomie wyścigów. Znany z występów w zespołach takich jak Ferrari, ceniony jest nie tylko za osiągnięcia na torze, ale również za przywództwo i zaangażowanie w działalność charytatywną.

Przedłużenie współpracy stanowi kontynuację udanego pierwszego roku partnerstwa, w trakcie którego Barrichello odegrał kluczową rolę w zwiększaniu globalnej rozpoznawalności marki SOFTSWISS oraz stał się jej wiarygodnym ambasadorem.

Jednym z najważniejszych momentów współpracy był udział Barrichello w inauguracji inicjatywy SOFTSWISS Excellence Talks – wewnętrznego projektu firmy zapoczątkowanego w grudniu 2024 roku w poznańskim centrum rozwoju. Jako pierwszy gość serii, Barrichello odwiedził zespół, dzieląc się inspirującymi przemyśleniami i odpowiadając na pytania pracowników. Spotkanie podkreśliło, że wartości takie jak przywództwo, praca zespołowa i umiejętność adaptacji są niezbędne w świecie wyścigów ale znajdują swoje odzwierciedlenie także w budowaniu innowacyjnych zespołów technologicznych.SOFTSWISS Excellence Talks

„Rubens wnosi niezrównany poziom autentyczności, uczciwości i pasji do wszystkiego, co robi” – mówi Ivan Montik, założyciel SOFTSWISS. „Z biegiem czasu stał się dla nas kimś więcej niż tylko partnerem – stał się prawdziwym przyjacielem. Jego obecność pomogła nam zbudować głębsze relacje z partnerami, klientami i społecznością, nie tylko jako marka, ale jako odpowiedzialny, długoterminowy partner biznesowy.”

Od rozpoczęcia współpracy w kwietniu 2024 roku, Barrichello aktywnie wspierał kluczowe inicjatywy marki, odzwierciedlające jej wartości w obszarach partnerstwa, zaangażowania kulturowego i społecznej odpowiedzialności. Wśród nich znalazło się m.in. jego wsparcie dla kampanii Help Brazil, zainicjowanej w odpowiedzi na powodzie w stanie Rio Grande do Sul. Początkowa pomoc przerodziła się w długofalowe działania na rzecz dostępu do czystej wody – misji, której zarówno Barrichello, jak i SOFTSWISS pozostają wierni.

Rubens Barrichello
Rubens Barrichello

„Jestem dumny, że mogę kontynuować tę podróż z SOFTSWISS”, mówi Rubens Barrichello. „Pierwszy rok naszej współpracy pokazał, że wspólne wartości mogą realnie przekładać się na sukces – zarówno w biznesie, jak i w działaniach na rzecz rynków regionalnych oraz lokalnych społeczności. Z entuzjazmem czekam na kolejne rozdziały tego wyjątkowego partnerstwa.”

Kilka słów o SOFTSWISS

SOFTSWISSSOFTSWISS to międzynarodowa marka technologiczna, która w 2024 roku obchodziła 15-lecie działalności. W 2013 roku firma jako pierwsza w branży iGaming zintegrowała rozwiązania oparte na kryptowalutach. Obecnie SOFTSWISS zatrudnia ponad 2000 pracowników, zarówno w biurach stacjonarnych, jak i zdalnie, a jej główne centra rozwoju mieszczą się w Warszawie i Poznaniu.

EBC i Fed balansują na cienkiej linie: inwestorzy czekają na sygnały, rynki pozostają nerwowe

Dzisiejsza decyzja Europejskiego Banku Centralnego stanowi kluczowy punkt tygodnia na rynkach finansowych, jednak oczekiwania co do niespodzianek ze strony EBC są ograniczone. Po krótkim okresie niepewności co do możliwości kolejnej obniżki stóp procentowych, rynki niemal w pełni zdyskontowały taki scenariusz. Tradycyjnie EBC nie ulega presji krótkoterminowych wydarzeń i zmienia swoje nastawienie stopniowo. Co więcej, znaczne umocnienie euro od ostatniej decyzji oraz ryzyko napływu tanich towarów z Chin do Europy ograniczają presję inflacyjną, co również przemawia przeciwko bardziej “jastrzębiemu” stanowisku banku centralnego.

Większych emocji należy się spodziewać w kontekście “forward guidance”, czyli wskazówek dotyczących przyszłych decyzji. Jeśli podczas konferencji prezes Christine Lagarde zasugeruje, że Rada Prezesów skłania się ku strategii “wait and see” w obliczu niepewności związanej z wojną handlową, euro może nieco zyskać. Szefowa EBC prawdopodobnie zachowa elastyczność i nie zwiąże się jednoznacznymi deklaracjami, przez co zachowanie euro będzie zależeć głównie od niuansów językowych użytych podczas wystąpienia. Jednak biorąc pod uwagę szereg czynników przemawiających przeciwko jastrzębiej niespodziance, ryzyka są wyraźnie przechylone w stronę osłabienia wspólnej waluty.

Na rynku amerykańskim dolar nie zdołał się wczoraj wzmocnić, mimo mieszanych danych makroekonomicznych i stosunkowo jastrzębiego tonu przewodniczącego Fed Jerome’a Powella. Kurs EUR/USD chwilowo przebił poziom 1,14, co sugeruje, że inwestorzy wciąż mają wątpliwości co do trwałości obecnej polityki monetarnej USA.

Sprzedaż detaliczna w Stanach Zjednoczonych wypadła solidnie, chociaż można przypuszczać, że część zakupów została przyspieszona w obawie przed wzrostem cen wynikającym z ceł. Produkcja przemysłowa spadła nieco bardziej od oczekiwań, ale korekta danych za poprzedni miesiąc zniwelowała ten efekt. Spadek produkcji może być wynikiem łagodnej pogody, a nie symptomem spowolnienia gospodarczego.

Obraz danych makro pozostaje zatem spójny z tendencją obserwowaną od kilku tygodni: podczas gdy tzw. dane miękkie, jak wskaźniki nastrojów, znacząco osłabły od początku prezydentury Trumpa, dane twarde – takie jak sprzedaż detaliczna – wciąż wykazują odporność. Nie oznacza to jednak, że miękkie wskaźniki nie przełożą się w końcu na realną gospodarkę – może to po prostu potrwać nieco dłużej.

Sam Jerome Powell nie wydaje się szczególnie zaniepokojony stanem gospodarki USA. Wczorajsze wypowiedzi miały “jastrzębi” wydźwięk – podobnie jak wiele wcześniejszych – i skupiały się głównie na ryzykach inflacyjnych związanych z polityką celną. Powell podkreślił, że poziom ceł przekracza nawet najbardziej pesymistyczne scenariusze zakładane przez Fed. Mimo to rynek zdaje się wątpić, że Rezerwa Federalna może pozostać skupiona wyłącznie na walce z wysokimi cenami. Inwestorzy wciąż liczą na kolejne obniżki stóp procentowych w celu wsparcia realnej gospodarki. W rezultacie nawet wyraźnie jastrzębie sygnały ze strony szefa Fed nie były w stanie wpłynąć na aprecjację USD. Widać, że zarówno w Europie, jak i w USA banki centralne muszą ostrożnie balansować po cienkiej linii między utrzymaniem stabilności cen a reakcją na wzrastające napięcia handlowe i niepewność gospodarczą.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Sztuczna inteligencja zmienia handel detaliczny: od cen po obsługę klienta

Handel detaliczny wchodzi w nową erę dzięki sztucznej inteligencji (AI), która automatyzuje kluczowe procesy i usprawnia zarządzanie łańcuchem dostaw. Przekłada się to na wyższą efektywność i lepsze wyniki finansowe. Firmy, które skutecznie wdrażają te technologie, osiągają wyższy zwrot z inwestycji i zwiększają swoją konkurencyjność. 56% firm z sektora handlu detalicznego korzysta z AI od ponad 3 lat, co wskazuje na większe doświadczenie w porównaniu z innymi sektorami – wynika z raportu KPMG International pt. „Intelligent retail. A blueprint for creating value through AI-driven transformation”, w którym przedstawiono między innymi przykłady wykorzystania AI w branży. Największym wyzwaniem związanym z wdrażaniem AI w handlu detalicznym są obawy o bezpieczeństwo danych i prywatność, wskazywane przez 38% firm.

AI wspiera rozwój handlu detalicznego

Sztuczna inteligencja rewolucjonizuje handel detaliczny, wprowadzając innowacje w personalizacji oferty, dynamicznym ustalaniu cen i precyzyjnym prognozowaniu popytu. Dzięki automatyzacji obsługi klienta oraz analizie danych w czasie rzeczywistym firmy mogą zwiększać efektywność operacyjną i poprawiać doświadczenia konsumentów.

Sektor handlu detalicznego stoi przed wyzwaniem dostosowania się do rosnącej roli sztucznej inteligencji. Firmy, które już wdrożyły AI, dostrzegają jej realny wpływ na optymalizację kosztów i poprawę jakości obsługi klientów. W obliczu presji inflacyjnej i zmieniających się preferencji konsumentów, narzędzia AI pozwalają szybciej reagować na trendy rynkowe oraz efektywniej zarządzać stanami magazynowymi i polityką cenową. Warto zwrócić uwagę, że aż 47% detalistów uznaje AI za kluczową dla ich działalności, co pokazuje, że technologie te przestały być jedynie eksperymentem, a stały się standardem w branży – mówi Piotr Grauer, Partner Associate w Zespole Fuzji i Przejęć w Dziale Deal Advisory, Lider doradztwa dla sektora dóbr konsumpcyjnych w KPMG w Polsce.

Sztuczna inteligencja napędza transformację biznesową – priorytety organizacji

Firmy na całym świecie coraz częściej sięgają po sztuczną inteligencję, aby realizować strategiczne cele i zwiększać swoją konkurencyjność. Jak wynika z raportu KPMG International pt. „Intelligent Retail. A Blueprint for Creating Value Through AI-Driven Transformation”, organizacje najczęściej wykorzystują AI do poprawy jakości obsługi klienta oraz usprawnienia procesu podejmowania decyzji – na te obszary wskazało po 42% respondentów.

Polski e-commerce rozwija się dynamicznie. Siła tego rozwoju nie tkwi wyłącznie w skali, ale także w inteligencji działania. Podobnie jak na całym świecie, coraz więcej firm wdraża rozwiązania wykorzystujące sztuczną inteligencję nie po to by eksperymentować, lecz by budować realną przewagę. AI wspiera podejmowanie decyzji, umożliwia szybszą reakcję na zmiany popytu oraz pozwala efektywniej dotrzeć do klientów poprzez personalizację zakupów. Wspiera również optymalizację procesów operacyjnych. Zgodnie z badaniem KPMG, 67% firm odnotowało poprawę efektywności, a ponad 70% spodziewa się wyraźnego wzrostu ROI w ciągu najbliższego roku dzięki wdrożeniu rozwiązań opartych na AI. AI nie tylko staje się narzędziem wykorzystywanym punktowo, ale w praktyce umożliwia zupełnie nowe podejście do klienta i operacji, np. inteligentne chatboty obsługujące 24/7, dynamiczne systemy cenowe, wirtualne przymierzalnie czy AI analizujące dane sprzedażowe w czasie rzeczywistym. Firmy, które potrafią połączyć te technologie z konkretnym modelem biznesowym, zyskują nie tylko lojalność klientów, ale także elastyczność w działaniu. Zmiany już zachodzą, a firmy, które potraktują AI strategicznie, mają szansę nie tylko nadążyć, ale i wyprzedzić konkurencję – zarówno w Polsce, jak i za granicą – mówi Leszek Ortyński, Dyrektor, Lider ds. Data Science i AI w KPMG w Polsce.Inteligentne rozwiązania w handlu detalicznym - KPMG Poland

Bariery związane z AI z perspektywy detalistów

Największym wyzwaniem we wdrażaniu AI w handlu detalicznym pozostają obawy o bezpieczeństwo danych i prywatność, na które wskazuje 38% firm. Kolejne bariery to braki kompetencyjne w zakresie AI (27%) oraz niska jakość danych (27%), co pokazuje, że przeszkody technologiczne i organizacyjne wciąż hamują rozwój sztucznej inteligencji. Istotnym problemem jest również fragmentacja danych (26%) oraz brak wsparcia ze strony kadry zarządzającej (25%), co może utrudniać skuteczną implementację nowych rozwiązań. Firmy zwracają także uwagę na ograniczenia budżetowe (25%), opór pracowników przed zmianą (23%) oraz złożoność regulacji prawnych (21%), w tym wymogi związane z RODO.

O raporcie:         
Raport KPMG International „Intelligent retail. A blueprint for creating value through AI-driven transformation” powstał na podstawie wniosków z badania ankietowego przeprowadzonego wśród 1 390 liderów rynku, w tym 163 z sektora handlu detalicznego. Uzupełniono je wywiadami z ekspertami oraz 18-miesięczną analizą wpływu generatywnej AI na biznes.

Słodko-gorzki czas dla producentów: czekolada pod presją cen, ceł i klimatu

W przededniu Wielkanocy ze sklepowych półek znikają kupowane przez Polaków czekoladowe zające, jajka i inne słodycze. Jednak cała branża słodyczy mierzy się dziś ze słodko-gorzką mieszanką sprzedaży i poważnych wyzwań. Ceny kakao na globalnym rynku zaczęły spadać, ale wciąż utrzymują się na bardzo wysokim poziomie. Do tego dochodzi niepewność związana z globalną sytuacją rynkową i nowymi cłami ogłoszonymi przez administrację Donalda Trumpa. W efekcie polscy konsumenci płacą za tabliczkę czekolady już nawet ponad 7 zł – choć może się okazać, że za rok zapłacimy za nią nawet ponad 10 zł.

Pomimo wzrostu cen, miłość do czekolady nie słabnie. Aż 66 proc. konsumentów na świecie deklaruje, że spożywa jej tyle samo co rok wcześniej. 18 proc. przyznaje, że je jej więcej, a tylko 16 proc. zmniejszyło zakupy – wynika z raportu firmy Barry-Callebaut, specjalizującej się w rynku kakao. W 2024 roku wartość sprzedaży detalicznej czekoladowych słodyczy na świecie przekroczyła 130 miliardów dolarów. Prognozy mówią o dalszym wzroście – średnio o 5,2 proc. rocznie do 2029 roku.

Dla takich gigantów jak Hershey czy Mondelez – właściciela marek Milka, Toblerone, 7Days czy Cadbury – okres wielkanocny od lat oznacza sprzedażowe żniwa. W tym roku jednak problemem dla producentów stały się galopujące ceny kakao. W ciągu ostatnich pięciu lat surowiec ten podrożał aż o 280 proc., głównie z powodu problemów z produkcją w Afryce Zachodniej. Widać to również w Polsce, gdzie cena standardowej tabliczki czekolady wzrosła w ciągu ostatniego roku o ponad 40 proc., osiągając w wielu sklepach poziom 7 zł.

Producenci starają się reagować – podnoszą ceny, zmniejszają wielkość produktów, eksperymentują z alternatywnymi składnikami. To tworzy ciekawą sytuację rynkową. Jak wskazuje Międzynarodowa Organizacja Kakao (ICO), popyt na ten surowiec słabnie, co również wpływa na tegoroczne spadki cen. W marcu 2025 zapasy ziaren kakao w ICE Futures London wzrosły aż o 68 proc. – z 34 070 ton do 57 390 ton. W Nowym Jorku, na giełdzie ICE Futures, w tym samym czasie zapasy wzrosły o 25 proc. – z 1 463 836 worków do 1 833 665. Dodatkowo prognozy dla głównych producentów wskazują, że sezon 2024/25 może być lepszy niż poprzedni. Wyjątkiem jest Wybrzeże Kości Słoniowej, gdzie przedłużająca się susza zagraża uprawom. Według ICO możliwe jest jednak, że straty tej części zbiorów zostaną zrekompensowane przez wyższą produkcję w innych krajach.

W dłuższej perspektywie uprawy kakao zmagają się z problemami klimatycznymi. Afryka Zachodnia – odpowiadająca za około 70 proc. światowej produkcji – doświadcza coraz większych opadów i wzrostu temperatur, co przekłada się na trudniejsze warunki uprawy i niższe plony. Niestabilna pogoda sprawia, że rolnikom coraz trudniej utrzymać odpowiedni poziom produkcji. Dodatkowo plantacje w Ghanie i na Wybrzeżu Kości Słoniowej dotyka wirus puchnięcia pędów kakaowca (CSSV), który skraca żywotność drzew i szybko się rozprzestrzenia, ograniczając podaż.

Na to wszystko nakładają się decyzje polityczne w Stanach Zjednoczonych. Ogłoszono tam nowe cła – 21 proc. na import kakao z Wybrzeża Kości Słoniowej i 10 proc. z Ghany. Stawki te zapewne będą jeszcze negocjowane, ale już teraz stanowią realne zagrożenie dla rentowności producentów i mogą przełożyć się na wyższe ceny dla konsumentów w USA. Wybrzeże Kości Słoniowej sugeruje już, że może podnieść ceny surowca, co tylko pogłębi presję kosztową. Dodatkowo w grudniu 2025 roku wchodzi w życie unijne Rozporządzenie o Ochronie Lasów, które wymusi na producentach udowodnienie zrównoważonego pochodzenia kakao – to kolejne wyzwanie w zarządzaniu łańcuchem dostaw.

Mimo tych trudności producenci czekolady nie składają broni. Skupiają się na innowacjach i produktach premium, które są w stanie absorbować wyższe ceny. Widać to chociażby po ostatnim trendzie i popularności tzw. czekolady dubajskiej, której cena jest znacząco wyższa od standardowej. Świąteczne tradycje mają się dobrze, ale cała branża funkcjonuje dziś w rzeczywistości, gdzie słodycz zderza się z gospodarczą goryczą. Od zdolności adaptacyjnych producentów będzie zależeć, czy uda się utrzymać tę delikatną równowagę.

Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro