Netflix kontra globalna niepewność: jak poradzi sobie w kwartalnym raporcie?

Wyniki Netflixa za I kwartał pod lupą: czy lider streamingu ponownie zaskoczy inwestorów solidnym raportem w obliczu napięć handlowych wywołanych przez cła nałożone przez Trumpa?

  • Odporny, ale ostrożny: choć Netflix pozostaje stosunkowo odporny na bezpośrednie skutki ceł, inwestorzy powinni uważać na efekty pośrednie, zwłaszcza w kontekście możliwego wprowadzenia podatków od usług cyfrowych.
  • Marże i reklamy w centrum uwagi: kluczowymi wskaźnikami pozostają marże operacyjne i przychody z reklam, szczególnie że spółka nie ujawnia już danych dotyczących wzrostu liczby subskrybentów.
  • Długoterminowa narracja bez zmian: Pomimo krótkoterminowych zawirowań gospodarczych, ambitne długofalowe plany rozwoju Netflixa nadal prezentują się atrakcyjnie, co czyni firmę jednym z graczy wartych śledzenia.

– Inwestorzy przygotowują się na publikację wyników finansowych Netflixa za I kwartał w tym tygodniu, choć na rynku panuje niepewność. Sytuację dodatkowo komplikuje zamieszanie wokół kontrowersyjnych globalnych ceł nałożonych przez prezydenta Trumpa, które wywołały nerwowość i przestoje na Wall Street. W takim otoczeniu inwestorzy bacznie przyglądają się raportowi finansowemu Netflixa, zastanawiając się, czy spółka utrzyma ich zainteresowanie mocnymi wynikami, czy też pozostawi ich w oczekiwaniu na dalszy rozwój wydarzeń – komentuje Jacob Falkencrone, główny strateg inwestycyjny w Saxo.

Akcje Netflixa od dawna postrzegane są jako relatywnie odporne na większe zawirowania gospodarcze wywołane wzrostem ceł, a tegoroczne wyniki będą ponownym testem reputacji firmy.

Czego spodziewać się po wynikach finansowych Netflixa?

Według przewidywań analityków przychody Netflix za I kwartał 2025 roku wyniosą około 10,5 miliardów USD, co oznacza wzrost o 12% r/r, a skorygowany zysk na akcję (EPS) około 5,76 USD, co stanowi wzrost o około 8% r/r. Chociaż wzrost przychodów pozostaje solidny, inwestorzy powinni pamiętać, że jest on niższy niż w poprzednich kwartałach.

Marża operacyjna Netflixa, główny wskaźnik rentowności, również znajdzie się w centrum uwagi. Netflix prognozuje, że poziom około 28,2% – stabilnie w porównaniu z rokiem ubiegłym, ale wciąż imponująco w porównaniu ze standardami branżowymi. Czy Netflix zdoła utrzymać tak solidne marże na solidnym poziomie, czy też rosnące koszty i presja zewnętrzna wymuszą na firmie bardziej zachowawczą strategię?

Co dalej z subskrypcjami?

Co ciekawe, Netflix przestał podawać dane o liczbie subskrybentów. Przez lata to właśnie tempo przyrostu liczby użytkowników było kluczowym wskaźnikiem dla inwestorów, więc jego brak przypomina nagłe urwanie wątku w serialu. Teraz uwaga rynku będzie skupiać się na innych wskaźnikach efektywności, zwłaszcza na średnim przychodzie na użytkownika (ARM). Ostatnie podwyżki cen na kluczowych rynkach, takich jak USA i Wielka Brytania, sprawiają, że parametr ten będzie analizowany jeszcze dokładniej, aby ocenić lojalność klientów i siłę cenową platformy.

Komentarz zarządu: wersja reżyserska

Netflix przedstawił ambitne plany, zakładające marżę operacyjną na poziomie 29% za cały 2025 rok i wolne przepływy pieniężne w wysokości około 8 miliardów USD, co oznacza znaczący wzrost w porównaniu do 6,9 miliarda USD w 2024 roku. Inwestorzy będą uważnie nasłuchiwać wszelkich informacji ze strony kierownictwa dotyczących rewizji lub potwierdzenia tych ambitnych celów.

Choć tradycyjny wzrost liczby subskrybentów nie jest już raportowany, kluczowe czynniki stojące za wynikami Netflixa pozostają jasne: atrakcyjne treści, przemyślane korekty cen i rosnące znaczenie modeli subskrypcji z reklamami. Choć  segment reklamowy Netflixa – wciąż odpowiada za około 3% całkowitych przychodów – może odegrać kluczową rolę w przyszłych strategiach wzrostu.

Narracja zarządu dotycząca przychodów z reklam będzie więc bacznie śledzona. W obliczu niestabilnej sytuacji gospodarczej, która może skłaniać firmy do ograniczania budżetów reklamowych, inwestorzy będą szczególnie wyczuleni na wszelkie informacje o kondycji rozwijającego się segmentu reklamowego Netflixa oraz jego odporności na trudniejsze warunki makroekonomiczne.

Czy Netflix może pozostać bezpieczny w kontekście globalnej wojny handlowej?

Unikalna pozycja Netflixa jako cyfrowej usługi opartej na subskrypcji częściowo chroni go przed skutkami taryf celnych. W przeciwieństwie do Apple czy Samsunga, Netflix nie wysyła fizycznych produktów przez granice, więc bezpośredni wpływ ceł jest dla niego mniejszym zagrożeniem.

Jednak inwestorzy nie powinni lekceważyć potencjalnych pośrednich ryzyk. Wzrastające zagrożenie podatkami od usług cyfrowych na rynkach międzynarodowych, zwłaszcza w Europie, gdzie kraje już nakładają na Netflixa podatki w wysokości od 2% do 5% lokalnych przychodów, może wywierać presję na marże firmy. Jeśli wojna handlowa doprowadzi do dalszych działań odwetowych w postaci nowych podatków, Netflix może odczuć negatywne skutki, szczególnie na kluczowych rynkach europejskich, które stanowią około jednej trzeciej całkowitych przychodów firm.

– Wyniki firm za I kwartał będą szczególnie uważnie obserwowane, ponieważ publikowane są w kontekście bardzo niestabilnej sytuacji gospodarczej. Analitycy znacząco obniżyli prognozy wzrostu zysków – z 11% na początku roku do zaledwie 6% obecnie, podkreślając pogłębiające się obawy gospodarcze na tle historycznych podwyżek ceł administracji Trumpa. Dlatego inwestorzy powinni uważnie śledzić raporty i prognozy spółek, które mierzą się z niespotykaną dotąd niepewnością, presją inflacyjną i pesymizmem konsumentów. W obliczu utrzymującej się niepewności makroekonomicznej, dywersyfikacja portfela staje się kluczową strategią ochrony kapitału. Warto rozważyć ekspozycję na defensywne sektory – jak ochrona zdrowia czy usługi komunalne – oferujące stabilność i przewidywalne przepływy pieniężne. Z kolei bardziej odważni gracze mogą selektywnie szukać okazji wśród przecenionych, ale fundamentalnie solidnych spółek – mówi Marcin Ciechoński, odpowiedzialny za rozwój Saxo Banku w Polsce.

Przewaga Netflixa: rozrywka jako bezpieczna przystań?

Historycznie rzecz biorąc, przystępna cenowo rozrywka dobrze radziła sobie w trudniejszych czasach gospodarczych. Podobnie jak Hollywood rozkwitło podczas Wielkiego Kryzysu, tak i dziś Netflix może zyskać, jeśli konsumenci zaczną ograniczać wydatki i rezygnować z droższych form spędzania wolnego czasu.

Można pomyśleć o Netflixie jak o pocieszających powtórkach serialu „Przyjaciele” w burzliwych czasach: niezawodnie dostarcza rozrywki, angażuje i trudno z niego zrezygnować – nawet gdy sytuacja finansowa staje się trudniejsza. Ponadto Netfilx pozostaje stosunkowo niedrogi w porównaniu z wyjściami na miasto, jedzeniem poza domem czy kosztownymi pakietami telewizji kablowej.

Ambitny długoterminowy scenariusz Netflix’a

Poza najbliższym kwartałem, Netflix ma ambitne plany, które zakładają podwojenie przychodów i osiągnięcie oszałamiającej kapitalizacji rynkowej w wysokości biliona dolarów do 2030 roku. Jego międzynarodowa strategia koncentruje się na pozyskiwaniu nowych widzów na rynkach o dużym potencjale, takich jak Indie i Brazylia. Ta długoterminowa wizja ilustruje wiarę Netflixa w dalszą globalną dominację.

Wnioski dla inwestorów: na co zwrócić szczególną uwagę w wynikach Netflixa?

  • Przychody i EPS: Należy uważnie obserwować, czy Netflix może utrzymać dwucyfrowy wzrost pomimo zawirowań gospodarczych.
  • Marże operacyjne: Czy kierownictwo będzie trzymać się ambitnego celu na poziomie 29% pomimo potencjalnych przeciwności związanych z cłami?
  • Przychody z reklam: Segment reklamowy zyskuje na znaczeniu i będzie kluczowy dla przyszłego wzrostu Netflixa.
  • Ryzyko międzynarodowe: Inwestorzy powinni zwrócić uwagę na komentarz zarządu na temat tego, w jaki sposób globalne cła lub podatki cyfrowe mogą wpłynąć na międzynarodową strategię i rentowność firmy, szczególnie w Europie.

Kontynuować oglądanie czy wyłączyć?

W miarę jak Netflix przygotowuje się do ogłoszenia wyników za I kwartał, inwestorzy powinni pamiętać o fundamentalnej sile jego modelu opartego głównie na subskrypcjach. Choć krótkoterminowe wahania wywołane napięciami w handlu światowym są nieuniknione, odporność modelu biznesowego Netflixa stawia go w lepszej pozycji, by przetrwać gospodarcze burze.

Jednak inwestorzy powinni podchodzić do publikacji wyników z ostrożnym optymizmem – być świadomymi możliwych trudności, ale też tego, że Netflix pozostaje atrakcyjną opcją w dzisiejszym niepewnym scenariuszu gospodarczym.

Jak mówi przysłowie, sztormy wystawiają na próbę najsilniejsze okręty. Wyniki Netflixa w tym tygodniu pokażą, jak bardzo wytrzymały jest ten gigant streamingu.

Strategiczna współpraca Mabion–Sartorius przyspieszy wprowadzanie leków na rynek

  • 13 kwietnia 2025 roku Mabion podpisał umowę o współpracy strategicznej z firmą Sartorius, globalnym liderem branży biofarmaceutycznej, w zakresie wspólnego oferowania klientom kompleksowych rozwiązań, które przyspieszą wprowadzanie wysokiej jakości leków biologicznych na rynek.
  • W ramach umowy Sartorius skoncentruje się na wczesnych etapach rozwoju biofarmaceutyków, w tym rozwoju linii komórkowych oraz optymalizacji komórkowych. Mabion odpowiadać będzie za dalsze etapy rozwoju procesów: potwierdzenie warunków hodowli komórkowych w bioreaktorze o skali 10 litrów, optymalizację procesów oczyszczania, rozwój metod analitycznych, skalowanie i walidację procesu produkcji oraz produkcję komercyjną w GMP.
  • Główne cele współpracy obejmują: tworzenie kompleksowego rozwiązania, utrzymania jakości
    i innowacyjności, zwiększenie synergii z klientami, opatentowane media do hodowli komórkowych.
  • Wspólna realizacja projektów będzie korzystna z uwagi na komplementarność usług oferowanych przez oba podmioty, co umożliwi dostarczenie klientom wysokiej jakości produktów biologicznych w krótszym czasie niż w klasycznym układzie sekwencyjnie następujących po sobie procesów.
  • Pierwszym projektem realizowanym przez Sartorius i Mabion jest zamówienie na rzecz Instituto de Biologia Molecular do Paraná (IBMP) o wartości ok. 18,3 mln PLN netto na kompleksowe opracowanie i wdrożenie procesu produkcji leku biopodobnego, w tym dostarczenie substancji czynnej do badań klinicznych.

Sartorius, globalny lider branży biofarmaceutycznej oraz Mabion S.A., wiodąca polska firma oferująca usługi CDMO (ang. Contract Development nad Manufacturing Organization) w zakresie leków biologicznych, podpisały 13 kwietnia br. umowę o współpracy strategicznej. Współpraca umożliwi obu firmom oferowanie klientom kompleksowych rozwiązań, które przyspieszą procesy rozwoju, zmniejszą ich złożoność oraz umożliwią szybsze i efektywniejsze wprowadzanie wysokiej jakości leków biologicznych na rynek.

W ramach zawartej umowy, która ma charakter niewyłączny, Sartorius i Mabion zapewnią zintegrowane usługi CDMO. Sartorius skoncentruje się na wczesnych etapach rozwoju biofarmaceutyków – rozwoju linii komórkowych oraz optymalizacji komórkowych, czyli wstępnych etapach rozwoju procesów w skali laboratoryjnej. Mabion odpowiadać będzie za dalsze etapy rozwoju procesów: potwierdzenie warunków hodowli komórkowych w bioreaktorze o skali 10 litrów, optymalizację procesów oczyszczania, rozwój metod analitycznych, skalowanie i walidację procesu produkcji oraz produkcję komercyjną w GMP.

„Współpraca z firmą Sartorius stanowi ważny krok w rozwoju Mabion jako dostawcy zintegrowanych usług CDMO. Partnerstwo pozwala nam odpowiedzieć na rosnące potrzeby branży biofarmaceutycznej w zakresie dostarczania kompleksowych i efektywnych rozwiązań. Jesteśmy przekonani, że wspólna oferta przyniesie znaczące korzyści naszym klientom i ich pacjentom na całym świecie”komentuje Krzysztof Kaczmarczyk, Prezes Zarządu Mabion S.A.

„Partnerstwo z Mabion podkreśla nasze zaangażowanie we wspieranie rozwoju branży biofarmaceutycznej poprzez strategiczne współprace. Dzięki połączeniu naszych innowacyjnych technologii rozwoju linii komórkowych z udokumentowanymi kompetencjami Mabion w zakresie produkcji biofarmaceutyków w GMP, oferujemy klientom kompleksowe i efektywne rozwiązania, które przyspieszą dostarczanie innowacyjnych leków biologicznych na rynek”dodaje Heike Mayer, Dyrektor Operacyjna Sartorius w Ulm.

Główne cele współpracy:

  • Tworzenie kompleksowego rozwiązania: Klienci mogą uzyskać dostęp do zintegrowanych usług, które oferują wiedzę specjalistyczną w zakresie opracowywania procesów w skali laboratoryjnej od Sartorius wraz z możliwościami skalowania i produkcji od Mabion.
  • Utrzymanie jakości i innowacyjności: Współpraca łączy wykazaną wiedzę obu firm w zakresie produkcji GMP i doświadczenie umożliwiające klientom dostarczanie wysokiej jakości leków biologicznych.
  • Zwiększenie synergii z klientami: Oferując kompleksowe rozwiązanie, współpraca pomoże zwiększyć świadomość klientów, a także zaspokoić ich konkretne potrzeby.
  • Opatentowane media do hodowli komórkowych: W ramach umowy i w celu zapewnienia kompatybilności i optymalizacji wyników firma Sartorius dostarczy swoje opatentowane media do hodowli komórkowych, cieszące się zaufaniem producentów.

Dzięki współpracy obu firm, klienci otrzymają kompleksowe rozwiązania produkcyjne – od cDNA cząsteczki po finalny produkt, co pozwoli skrócić czas wdrażania leków do badań klinicznych oraz szybsze wprowadzenie nowych terapii na rynek.

O Sartorius: Sartorius jest wiodącym międzynarodowym partnerem w zakresie badań w dziedzinie nauk przyrodniczych i przemysłu biofarmaceutycznego. Dzięki innowacyjnym urządzeniom laboratoryjnym i materiałom eksploatacyjnym, dział Lab Products & Services Grupy koncentruje się na laboratoriach prowadzących badania i kontrolę jakości w firmach farmaceutycznych i biofarmaceutycznych, a także akademickich instytutach badawczych. Dział Bioprocess Solutions, ze swoim szerokim portfolio produktów koncentrującym się na rozwiązaniach jednorazowego użytku, pomaga klientom w bezpiecznej, szybkiej i ekonomicznej produkcji leków biotechnologicznych, szczepionek oraz terapii komórkowych i genowych. Firma, z siedzibą w Getyndze w Niemczech, ma silny globalny zasięg z około 60 zakładami produkcyjnymi i handlowymi na całym świecie. Sartorius regularnie rozszerza swoje portfolio poprzez przejęcia technologii uzupełniających. Według wstępnych danych w 2024 r. firma wygenerowała przychody ze sprzedaży w wysokości około 2,8 mld euro. Obecnie ponad 13 500 pracowników wykonuje zadania dla klientów na całym świecie.

Zmienność na rynkach rekordowa. Złoty zaskakuje odpornością

Ostatni tydzień był kolejnym, podczas którego rynki doświadczały ogromnej zmienności – inwestorzy reagowali na chaotyczne zmiany w rozporządzeniach administracji Trumpa. W tej sytuacji polska waluta doświadcza jedynie ograniczonych wahań i presji wyprzedażowej, co jest zgoła nietypowe. Mimo strat względem euro złoty był w zeszłym tygodniu jedną z najlepiej radzących sobie walut na świecie.

Kluczowe punkty:

  • PLN, podobnie jak inne europejskie waluty, charakteryzuje odporność.
  • USD traci przez spadek zaufania do amerykańskich aktywów.
  • Trump odsuwa większość ceł o 90 dni.
  • Cła dla Chin rosną do 145%, wyjątkiem niektóre towary elektroniczne.
  • Wyprzedaż obligacji skarbowych w USA się pogłębia, rynki akcji odbijają.
  • Inwestorzy porzucają USD, kurs EUR/USD rośnie powyżej 1,14.
  • CHF radzi sobie lepiej niż pozostałe waluty safe haven.

Rynki papierów wartościowych zdołały zakończyć tydzień znacznym wzrostem dzięki wycofaniu przez Trumpa dodatkowych drakońskich ceł na wszystkie kraje poza Chinami. Ciemne chmury zebrały się jednak nad amerykańskimi obligacjami skarbowymi i dolarem, które spadły wraz z rynkami akcji, w wyniku, jak się wydaje, znacznego spadku zaufania do amerykańskiego rynku i instytucji wśród inwestorów. Był to zaskakujący ruch i wygląda na to, że to on zmusił Trumpa do przynajmniej odsunięcia większości ceł na 90 dni. Podczas weekendu ogłoszono zwolnienie części chińskich produktów elektronicznych z ceł, jak zwykle jednak członkowie gabinetu Trumpa od razu zasiali niepewność, przekazując niespójne informacje. Poza kilkoma wyjątkami zdecydowana większość głównych walut umocniła się w ubiegłym tygodniu względem dolara pośród niebotycznej zmienności na rynku walutowym.

Głównym motorem na rynkach będzie to, czy te niepokojące ruchy, kierujące wszystkie amerykańskie aktywa jednocześnie w górę lub w dół (co jest typowe dla rynków wschodzących) utrzymają się, czy też Biały Dom zwróci się ku rozsądkowi, a inwestorzy odzyskają zaufanie. W normalnych warunkach dyskutowalibyśmy o nadchodzących raportach dotyczących rynku pracy (wtorek 15.04) i inflacji (środa 16.04) w Wielkiej Brytanii oraz o posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego (czwartek 17.04), przyćmią je jednak komunikaty pochodzące z Waszyngtonu. Niemniej będziemy uważnie śledzić dyskusję EBC na temat rynkowego chaosu, wojny handlowej Trumpa i ich oczekiwanego wpływu na cięcia stóp procentowych. Jesteśmy niemal pewni, że w strefie euro dojdzie do redukcji stóp w tym tygodniu. Znacznie bardziej wątpimy w to, czy Rezerwa Federalna będzie mogła pójść w ślady EBC, chyba że opisana przez nas nieprzyjazna dynamika rynkowa osłabnie.

PLN

Europa stała się nieoczekiwaną bezpieczną przystanią w obliczu nieprzewidywalnego otoczenia w USA, co przekłada się na wyższy popyt na większość europejskich walut. Wygląda na to, że lokalizacja i obecność w UE rozkłada parasol ochronny również nad złotym. Sytuacja, w której przy takim zamieszaniu na rynkach polska waluta doświadcza jedynie ograniczonych wahań i presji wyprzedażowej, jest zgoła nietypowa. Mimo strat względem euro złoty był w zeszłym tygodniu jedną z najlepiej radzących sobie walut na świecie.

Informacje krajowe w tym jakże zmiennym globalnym otoczeniu schodzą na dalszy plan, choć w nieodległej przyszłości istotnym tematem ponownie stanie się polityka monetarna, a potencjalnie także wybory prezydenckie. Co zaś tyczy się danych makro, przed świętami nie poznamy zbyt wielu odczytów. We wtorek (15.04) opublikowany zostanie zrewidowany szacunek inflacji za marzec, a w środę (16.04) NBP przedstawi wyliczenia inflacji bazowej.

EUR

Świat patrzy na euro jako najbardziej oczywiste zastępstwo dolara jako środka przechowywania wartości i safe haven, gdzie rynki są wystarczająco duże i płynne, by przyjąć napływy. Nie zaskakuje więc, że po dniu ironicznie zwanym „dniem wyzwolenia” wspólna waluta radzi sobie niemal najlepiej na świecie, wyprzedza ją tylko frank szwajcarski. Od 2 kwietnia kurs EUR/USD wzrósł o solidne 5%, a różnica między rentownościami 10-letnich obligacji niemieckich i amerykańskich wzrosła w tym czasie o ok. 50 pb.

Sądzimy, że rajd euro i ogólne zamieszanie na rynkach niemal na pewno przypieczętuje kolejną obniżkę stóp procentowych EBC na czwartkowym posiedzeniu, co jest właściwie w pełni wyceniane w kontraktach swap. Rynki skupią się na komentarzach banku dotyczących dalszej ścieżki polityki monetarnej, w szczególności na tym, jak cła mogą wpłynąć na gospodarkę wspólnego bloku. Choć cła sprawiają, że dalsze cięcia są bardzo prawdopodobne, biorąc pod uwagę wysoki stopień niepewności, Rada Prezesów może wstrzymać się z deklaracją określonej ścieżki stóp.

USD

Równie dobrze w tym tygodniu mogłoby być niewiele publikacji makroekonomicznych i ogłoszeń dotyczących polityki monetarnej, ponieważ i tak inwestorzy prawdopodobnie by je zignorowali. Pozostają oni skupieni na dwóch kwestiach. Pierwszą jest chaotyczna polityka handlowa administracji Trumpa, gdzie coraz bardziej widoczna jest walka o kontrolę między stosunkowo ortodoksyjnym sekretarzem skarbu Scottem Bessentem a barwnymi postaciami, takimi jak Peter Navarro czy Howard Lutnick, którzy coraz bardziej wydają się nie rozumieć, co się dzieje.

Po drugie, choć rzeczywisty wpływ na gospodarkę nie będzie widoczny jeszcze przez jakiś czas, ankiety konsumentów pokazują już znaczne pogorszenie perspektyw wzrostu i rekordowy wzrost oczekiwań inflacyjnych. Perspektywy są ponure, a główną nadzieją jest to, że dalsza zmienność na rynkach przekona Trumpa do posłuchania Bessenta i odsunięcia wzbudzających największe wątpliwości doradców. Mogłoby to doprowadzić do niewielkiego odbicia dolara.

GBP

Jesteśmy zaskoczeni gorszymi wynikami funta brytyjskiego względem innych europejskich walut, w szczególności euro. Na Wielką Brytanię nałożono minimalne cła w wysokości 10%, a jej eksport towarów do USA jest tylko niewielką częścią jej handlu opierającego się na usługach. Dodatkowo miesięczny PKB w lutym, który wsparły ogólna siła sektorów usługowego, przemysłowego i budowlanego, był znacznie mocniejszy, niż oczekiwano, co powinno zmniejszyć presję na rząd, by jesienią ponownie podniósł podatki.

Uważamy, że ostatnie gorsze wyniki funta względem euro nie utrzymają się długo. Wydaje się, że brytyjska gospodarka jest w odpowiedniej pozycji, by przetrwać zamieszanie celne, a gwałtowny spadek kursu GBP/EUR odzwierciedla w dużej mierze status funta jako waluty o wysokim ryzyku. Oznacza to, że więcej rozsądku w Białym Domu powinno być dla niego korzystne. Odporny popyt, stosunkowo niska ekspozycja na cła Trumpa i znaczące wsparcie pochodzące z podwyższony stóp procentowych Banku Anglii pozwalają nam sądzić, że funt jest najbardziej niedowartościowaną walutą zachodnioeuropejską.

CHF

Jako że chaos związany z cłami przekłada się na rzeczywiste obawy o przyszłość USA, inwestorzy rozpaczliwie szukają innych miejsc, by ulokować swoje pieniądze. Uczestnicy rynku preferują poza-amerykańskie safe haven, a frank dzięki temu tylko w ubiegłym tygodniu umocnił się o zdumiewające niemal 6% względem amerykańskiej waluty. Wieści ze Szwajcarii mają minimalny wpływ na walutę, wiodącą kwestią jest teraz bowiem rebalansowanie i dostosowywanie się do nowych realiów amerykańskiego zarządzania.

Biorąc pod uwagę, że amerykańskie plany celne najwyraźniej wciąż są niedookreślone, frank może w dalszym ciągu przyciągać kapitał jako jedna z najbezpieczniejszych przystani. Aprecjacja szwajcarskiej waluty jest niezwykle silna – od początku miesiąca umocniła się ona względem dolara o niemal 8%. Przynajmniej dla części inwestorów pozytywne nagłówki dotyczące ceł mogą stanowić okazję do zrealizowania zysków. Ścieżka dla franka będzie teraz potencjalnie zmienna i zależna przede wszystkim od sygnałów z USA.

CNY

Juan radził sobie w ubiegłym tygodniu gorzej od większości podobnych walut. Po odrobieniu części strat w drugiej jego połowie, utrzymał się na niemal niezmienionej pozycji względem dolara. Zamieszanie z cłami trwa. W czwartek USA podniosły je dla Chin do co najmniej 145%, po czym w weekend zostało ogłoszone ich obniżenie (potencjalnie tymczasowe) poprzez wyłączenie spod nich części produktów elektronicznych. Tymczasem Chiny ogłosiły w piątek zwiększenie ceł na USA do 125%. Kraj zasygnalizował również, że nie będzie ich dalej podnosić, a potencjalne dalsze podwyżki ze strony USA nazwał „żartem”, próbując wciąż nakłonić USA do porzucenia ich strategii celnej.

Wojna handlowa między dwoma największymi gospodarkami świata pozostaje kluczowa dla inwestorów, a ruchy juana powinny w dalszym ciągu zależeć od sytuacji na linii USA-Chiny. Istotne będą również publikacje danych, w tym PKB w I kwartale (środa 16.04). Biorąc pod uwagę potencjalny istotny (choć trudny do określenia) cios dla wzrostu w bliskiej przyszłości, rynki będą wypatrywać również sygnałów nadchodzącego większego wsparcia ekonomicznego w kraju.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Profesjonaliści biorą sprawy w swoje ręce – coraz więcej dorabia poza etatem

Sytuacja na rynku pracy pozostaje niejednoznaczna w większości sektorów. Profesjonaliści zauważają, że aby nie pozostać w tyle – zarówno pod kątem finansowym, jak i zawodowym – niezbędna jest elastyczna postawa oraz wnikliwa analiza trendów. Dla wielu korzystne wydaje się proaktywne wykazywanie się inicjatywą, również poza głównym miejscem zatrudnienia.

  • 27 proc. specjalistów i menedżerów podjęło na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy dodatkową działalność zarobkową.

  • Najczęściej jednak główną motywacją wcale nie były pieniądze, a chęć zwiększenia doświadczenia zawodowego (29 proc.) z myślą o rozwoju kariery.

  • Największy odsetek profesjonalistów, którzy w ostatnim czasie nie pozyskali dodatkowego źródła dochodu, nie planuje też poczynić takiego kroku w 2025.

Po kilku latach niepewności gospodarczej, która negatywnie wpłynęła na dynamikę rynku pracy, profesjonaliści postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Ograniczone budżety firm, trudności z uzyskaniem podwyżki i wysokie wymagania pracodawców wobec kandydatów do pracy sprawiły, że w ostatnim czasie co czwarty profesjonalista zdecydował się na podjęcie dodatkowego zajęcia, które poprawiłoby jego sytuację. Na taki krok zdecydowało się 27 proc. respondentów najnowszego badania Hays Poland, przeprowadzonego na przełomie marca i kwietnia wśród blisko 800 specjalistów i menedżerów.

Motywacja nie zawsze finansowa

Choć „dodatkowa działalność zarobkowa” naturalnie oznacza nowe źródło dochodów, to pieniądze nie są nadrzędną motywacją respondentów. W dodatkowym zajęciu profesjonaliści upatrują przede wszystkim możliwości rozwoju i zwiększenia doświadczenia zawodowego.

Profesjonaliści mają świadomość zmian, jakie na rynku pracy może wywołać rozwój technologii i chcą się do nich odpowiednio wcześnie przygotować. Biorą też udział w wieloetapowych procesach rekrutacyjnych, w których często przychodzi im konkurować z dziesiątkami innych kandydatów. Oczekiwania pracodawców bywają bardzo precyzyjne, a o tym, kto otrzyma ofertę często decydują dodatkowe wyróżniki kandydata. W tym kontekście profesjonaliści odczuwają silną potrzebę rozwoju, zróżnicowania swojego doświadczenia i poszerzania sieci kontaktów zawodowych. Chcąc zwiększyć swoje szanse na zdobycie intratnej pracy, niejednokrotnie decydują się na dodatkowe zajęcia, które zwrócą uwagę na ich CV – tłumaczy Karolina Lis, Senior Director w Hays Poland.

Jaka była Twoja motywacja do podjęcia dodatkowej działalności zarobkowej?

29% Chęć zwiększenia doświadczenia zawodowego
23% Chęć zgromadzenia oszczędności
21% Wysokie koszty życia
10% Chęć realizacji kosztownej pasji
9% Chęć odskoczni/ wypalenie w stałej pracy
6% Obawa przed utratą stałej pracy
2% Inne*

Źródło: badanie Hays Poland, marzec-kwiecień 2025
*Wśród innych wymieniano m.in. kosztowne studia i pasję do dzielenia się wiedzą

Możliwość uzyskania dodatkowego zarobku to drugi z czynników najczęściej motywujących do podjęcia dodatkowej pracy czy zlecenia. Specjaliści najczęściej wiążą go z chęcią zgromadzenia oszczędności na przyszłość (23 proc.) lub aktualnie wysokimi kosztami życia (21 proc.). Po raz kolejny stanowi to odzwierciedlenie aktualnych warunków rynkowych. Wiele firm szuka optymalizacji kosztów, wstrzymując podwyżki lub ograniczając ich zakres. Pracownicy szukają w związku z tym alternatywnych rozwiązań, które pomogą im podreperować budżet domowy.

Ważna równowaga

Odpowiedzi respondentów pokazują, że dodatkowa działalność zarobkowa to najczęściej drobne zlecenie lub niewielka część etatu. Najwięcej, bo 43 proc. ankietowanych poświęca na nią bowiem do 5 godzin tygodniowo, a kolejne 30 proc. – od 6 do 10 godzin tygodniowo. Bardziej niepokojące jest jednak to, że blisko co piąty respondent na dodatkowe zajęcie poświęca powyżej 15 godzin w skali tygodnia. To co najmniej dwa dni robocze.

Ile czasu średnio poświęcasz na dodatkową działalność zarobkową?

43% 1-5 h tygodniowo
30% 6-10 h tygodniowo
9% 11-15 h tygodniowo
18% Więcej niż 15 h tygodniowo

Źródło: badanie Hays Poland, marzec-kwiecień 2025

Wyłącznie osoby, które na przestrzeni ostatniego roku podjęły dodatkową działalność zarobkową

Choć aktualna sytuacja przysparza wielu wyzwań pracownikom, to dbając o swoje finanse i rozwój, nie należy zapominać o własnym dobrostanie psychicznym. To właśnie regularna regeneracja, dbałość o zdrowie oraz utrzymywanie równowagi pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym stanowią podstawę zaangażowania i optymistycznego podejścia do pracy. Dodatkowe zlecenia mogą przynosić wiele korzyści, o ile nie będą kładły się cieniem na produktywności w głównej pracy – dodaje ekspertka Hays.

Jeśli nie teraz, to może w przyszłości?

Pomimo istotnego odsetka osób dorabiających poza głównym miejscem zatrudnienia, zdecydowaną większość stanowią respondenci, którzy na przestrzeni ostatniego roku nie podjęli dodatkowej działalności zarobkowej (73 proc.). Większość z nich (45 proc.) nie planuje takiego kroku w 2025, natomiast co trzeci (33 proc.) nie wyklucza jednoznacznie takiej opcji. To, czy ostatecznie zrealizują ten plan, z pewnością będzie zależeć od podwyżek, możliwości rozwoju i awansowania w aktualnym miejscu pracy, pojawiających się ofert oraz indywidualnych, osobistych potrzeb.

Jak zauważa Karolina Lis z Hays, zmiana pracy przez wiele osób jest obecnie postrzegana jako ryzyko. – Mimo że specjaliści często nie odczuwają satysfakcji z obecnej pracy, zarobków czy stanu work-life balance, to biorąc pod uwagę obecną sytuację na rynku, nie czują się gotowi na zmianę pracy. Często wolą przeczekać trudniejszy okres i dać sobie przestrzeń na dodatkową działalność zarobkową. Na poszukiwania nowej, stałej pracy wyruszą dopiero w momencie ożywienia gospodarczego – komentuje.

Wciąż jednak 21 proc. profesjonalistów przyznaje, że w roku 2025 planuje podjąć dodatkową działalność zarobkową. Dla firm nie jest to najlepsza wiadomość. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że motywacją do realizacji dodatkowych zleceń jest brak satysfakcji względem warunków zatrudnienia i oferty obecnego pracodawcy. Niewątpliwie warto pochylić się nad tym, jak można je polepszyć, aby w momencie poprawy sytuacji na rynku pracy uniknąć rotacji talentów.

Mabion podpisuje strategiczną umowę z brazylijskim instytutem IBMP na rozwój leku biopodobnego

  • 13 kwietnia 2025 roku Mabion podpisał strategiczną umowę o współpracy z brazylijskim instytutem IBMP na kompleksowe opracowanie i wdrożenie procesu produkcji leku biopodobnego, w tym dostarczenie substancji czynnej do badań klinicznych.
  • Poszczególne usługi będą realizowane przez Mabion na podstawie zgłaszanych każdorazowo przez IBMP zamówień w postaci SOW (ang. Statement of Work).
  • Mabion będzie realizował projekt we współpracy z firmą Sartorius, światowym liderem w dziedzinie rozwoju linii komórkowych, co stanowi początek formalnego partnerstwa Mabion i Sartorius.
  • Wartość pierwszego zamówienia otrzymanego przez Mabion wynosi ok. 18,3 mln PLN netto, w tym ok. 20-25% kwoty przeznaczone jest na wybrane usługi świadczone we współpracy z podwykonawcami. Płatności, denominowane w USD, będą realizowane przez 14 miesięcy, a rozpoczęcie projektu zaplanowano na II kwartał 2025 roku.
  • Zamówienie obejmuje świadczenie usług CDMO przez Mabion lub we współpracy z podwykonawcami w zakresie: rozwój linii komórkowej, rozwój procesu, wytworzenie produktu do badań przedklinicznych i klinicznych, rozwój i walidacja metod analitycznych oraz przygotowanie niezbędnej dokumentacji.
  • Umowa wzmacnia pozycję Mabion jako międzynarodowego dostawcy usług CDMO i otwiera drogę do długoterminowej współpracy z IBMP oraz innymi przyszłymi klientami.

Mabion S.A., wiodąca polska firma oferująca usługi CDMO (ang. Contract Development nad Manufacturing Organization) w zakresie opracowywania i produkcji biofarmaceutyków oraz Instituto de Biologia Molecular do Paraná (IBMP), brazylijska instytucja naukowo-technologiczna dostarczająca innowacyjne rozwiązania dla sektora ochrony zdrowia, podpisały 13 kwietnia br. strategiczną umowę o współpracy dotyczącą rozwoju leku biopodobnego.

W ramach zawartego porozumienia Mabion odpowiada za kompleksowe opracowanie stabilnego bioprocesu produkcyjnego, jego skalowanie do poziomu przemysłowego oraz wdrożenie produkcji zgodnej ze standardami GMP. Mabion dostarczy także substancję czynną do badań klinicznych realizowanych przez IBMP. Projekt stanowi istotny krok w kierunku zapewnienia przez IBMP dostępności leków biopodobnych na rynku brazylijskim. Partnerem strategicznym przedsięwzięcia jest firma Sartorius, światowy lider w zakresie rozwoju linii komórkowych, z którą Mabion podpisał, również 13 kwietnia br., umowę o współpracy.

„To pierwszy tego rodzaju projekt biopodobny w naszym portfolio. Mając na uwadze znaczenie i złożoność cząsteczki, dołożyliśmy wszelkich starań, aby znaleźć wiarygodnych partnerów. Jesteśmy przekonani, że doświadczenie i kompetencje Mabion oraz Sartorius pozwolą nam skutecznie zrealizować nasze cele”komentuje Dr Pedro Ribeiro Barbosa, Dyrektor Generalny IBMP.

„Ta umowa jest wynikiem wdrażania strategii budowania pozycji wiodącego gracza na rynku biologicznego CDMO. Strategii, nad którą intensywnie pracowaliśmy przez ostatnie kwartały i której kolejne efekty spodziewamy się zakomunikować rynkowi już w nieodległej przyszłości. Fakt, że IBMP wybrało nas jako swojego partnera, jednoznacznie potwierdza wysoką ocenę naszych kompetencji, doświadczenia oraz wiarygodności. Jestem przekonany, że to początek długoterminowej, owocnej współpracy z IBMP, jak również z punktu widzenia Mabionu, jest to istotny krok naprzód, w kontekście nawiązywania współpracy również z innymi przyszłymi klientami”podsumowuje Krzysztof Kaczmarczyk, Prezes Zarządu Mabion S.A.

Wartość pierwszego zamówienia wyniesie ok. 18,3 mln PLN netto (po przeliczeniu według kursu USD z dnia 11 kwietnia br.), w tym wybrane usługi Spółka będzie świadczyć we współpracy z podwykonawcami, którym przypadnie ok. 20-25% kwoty. Płatności, denominowane w dolarach amerykańskich, będą realizowane sukcesywnie przez okres 14 miesięcy. Realizacja projektu rozpoczyna się w drugim kwartale 2025 roku.

Podpisana umowa jest zgodna ze strategią Mabion, zakładającą umocnienie pozycji spółki na rynku międzynarodowym jako dostawcy wysokiej jakości usług CDMO. Dodatkowo, projekt ten inicjuje także partnerstwo strategiczne pomiędzy Mabion a Sartorius, poszerzając zakres oferowanych usług.

O IBMP: Instituto de Biologia Molecular do Paraná (IBMP) powstał w 1999 roku jako inicjatywa Fundacji Oswaldo Cruz oraz rządu brazylijskiego stanu Parana. Obecnie jest uznaną instytucją naukowo-technologiczną zajmującą się dostarczaniem innowacyjnych rozwiązań dla brazylijskiego sektora ochrony zdrowia. IBMP dysponuje certyfikowaną infrastrukturą produkcyjną zgodną ze standardami GMP, zatrudniając ponad 50 wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Oferta instytutu obejmuje m.in. testy diagnostyczne dostosowane do lokalnych potrzeb epidemiologicznych, a także udział w licznych krajowych i międzynarodowych projektach badawczych oraz innowacyjnych.

Sztuczna inteligencja w polskim przemyśle. Jest postęp, ale brakuje cyberochrony

Prawie co trzecie (30%) polskie przedsiębiorstwo produkcyjne ma już za sobą zakończone pierwsze wdrożenie AI, a aż 94% deklaruje wzięcie pod uwagę kwestii cyberbezpieczeństwa, wynika z badania EY – Jak polskie firmy wdrażają AI. Jednocześnie, tylko 34% inwestycji było związanych z obszarem wirtualnej ochrony, a zaledwie 18% podmiotów z branży wdrożyło kompleksowe zabezpieczenia. Tymczasem – wejście hakera do systemów zakładów produkcyjnych może mieć daleko idące konsekwencje, a liczba ataków na ten obszar rośnie z roku na rok.

Najnowsza edycja badania EY – Jak polskie firmy wdrażają AI – wskazuje, że sztuczna inteligencja jest dziś jedną z najważniejszych technologii wdrażanych w rodzimych biznesach. W przeciągu roku odsetek organizacji, które zakończyły pierwsze implementacje wzrósł z 20% do 25%. Dodatkowo 78% firm zadeklarowało, że to działanie przyniosło im oczekiwane korzyści. Na tle innych branż sektor produkcyjny jest liderem, jeżeli chodzi o liczbę ukończonych pierwszych wdrożeń AI – 30% firm ma ten etap już za sobą.

Rozdźwięk pomiędzy deklaracjami, a realnymi działaniami

Badanie EY wskazuje, że na poziomie deklaratywnym bezpieczeństwo jest dla polskich firm produkcyjnych istotną kwestią. Aż 94% z nich odpowiedziało, że podczas wprowadzania narzędzi opartych na sztucznej inteligencji analizowały – przynajmniej w częściowym zakresie – aspekt cyberbezpieczeństwa. Jednocześnie – tylko 34% przedsiębiorstw z tego sektora wykazało inwestycje w zabezpieczenia systemów AI. Dla porównania ten wskaźnik w branży handlowej wyniósł 49%. Warto również nadmienić, że dane dla ogółu biznesu w Polsce wskazują, że o takie zabezpieczenia częściej dbają średnie firmy (41%) niż duże (27%), co wynika m.in. z mniejszej złożoności ich infrastruktury technologicznej, co również przekłada się na koszty.

Jeżeli chodzi o rodzaj zabezpieczeń, produkcja chętniej stawia na rozwiązania proceduralne jak szkolenia pracowników (45%), niż narzędziowe (30%). Co więcej najrzadziej (18%) ze wszystkich branż łączy te dwie kwestie, zapewniając kompleksową ochronę – różnica z sektorem handlowym wynosi aż 7 punktów procentowych. Co więcej, tylko 28% firm przemysłowych systematycznie analizuje ryzyko przed każdym wdrożeniem AI.

– Postępująca digitalizacja sprawia, że w firmach pojawiają się nowe obszary, które trzeba zabezpieczyć. Branża produkcyjna jest szczególnie narażona, ponieważ zazwyczaj pamiętamy o zabezpieczeniu naszych komputerów czy telefonów, ale mało kto myśli o tym, że hakerzy mogą wedrzeć się nawet przez telewizor, drukarkę czy niezaktualizowany sterownik w fabryce. Wdrożenie narzędzi AI to dla firm olbrzymie korzyści, ale też i nowe ryzyka, ponieważ hakerzy już nauczyli się stosować nowe techniki ataku, jak chociażby manipulowanie danymi wejściowymi dla sztucznej inteligencji. Dlatego kwestie zabezpieczeń powinny być priorytetem przy inwestycji w nowe technologie – mówi Piotr Ciepiela, Partner EY, Lider obszaru cyberbezpieczeństwa w regionie EMEIA.

Strefa OT – jak haker może zmienić skład produktu?

Jednym z obszarów, na który przedsiębiorstwa przemysłowe powinny zwrócić szczególną uwagę przy wdrażaniu rozwiązań AI jest strefa OT (Operational Technology). Składają się na nią m.in. systemy sterowania automatyką przemysłową, czujniki IoT czy narzędzia pozwalające na kontrolowanie maszyn w czasie rzeczywistym. Ich odpowiednie zabezpieczenie jest absolutnie kluczowe dla zapewnienia ciągłości biznesowej.

Naruszenie bezpieczeństwa w strefie OT może mieć rozmaite konsekwencje – od przestojów produkcyjnych, przez trwałe uszkodzenie maszyn i infrastruktury po ingerencję w skład produktów. W wielu zakładach sztuczna inteligencja zawiaduje np. działaniem robotów na linii produkcyjnej, więc nietrudno sobie wyobrazić, że skuteczny atak na nią to nie tylko możliwość wyrządzenia szkody biznesowej, ale wręcz bezpośrednie zagrożenie dla samych konsumentów

– O obszarze bezpieczeństwa OT wciąż mówi się zdecydowanie za mało, podczas gdy zachowanie ciągłości produkcji w kluczowych dla gospodarki obszarach jest bardzo ważne, tym bardziej, że jesteśmy krajem przyfrontowym. Dla przykładu – tylko w ciągu jednego dnia w 2024 roku do zespołu CERT NASK trafiło aż 1790 zgłoszeń zagrożeń cyberbezpieczeństwa. To pokazuje skalę zjawiska, z jakim się mierzą się przedsiębiorstwa działające w Polsce – mówi Leszek Mróz, Partner EY w centrum kompetencji EY dla usług bezpieczeństwa OT/IoT.

O badaniu
Druga edycja badania – Jak polskie firmy wdrażają AI – została opracowana na zlecenie EY Polska przez Cube Research w ostatnim kwartale 2024 roku na próbie 501 dużych i średnich przedsiębiorstw działające w branżach produkcyjnej, usługowej i handlowej.

Sprzedaż mieszkań wyhamowała. Ekspert: „To nie jest czas dla flipperów”

Ponad 110 dni – nawet tyle niektóre mieszkania czekają na potencjalnych klientów. Wszystko zależy oczywiście od ceny lokalu, stanu, lokalizacji i tego, jak sformułowane jest ogłoszenie. Nadal wolne tempo sprzedaży mieszkań na rynku pierwotnym i wtórnym jest sygnałem dla rynku nieruchomości: bez zwiększenia dostępności kredytów hipotecznych lub bez spadku cen nie będzie wielkiej zmiany w zainteresowaniu kupnem mieszkań. – Na ten moment najszybciej sprzedają się małe mieszkania na rynku wtórnym. Inwestorami zwykle są rodziny, które nie mają już czasu na czekanie na programy rządowe – przyznaje Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

„Znam mieszkania na rynku wtórnym, które czekają już ponad rok i nie mają swoich nabywców”

Wspomniana „studniówka” to oczywiście średnia – bywają bowiem mieszkania, które sprzedają się bardzo szybko, a są takie, które czekają na kupców miesiącami albo nawet latami. Eksperci przyznają jednak, że tempo sprzedaży mieszkań w I kwartale roku 2025 wciąż nie było satysfakcjonujące.

– Podaż na rynku pierwotnym oraz na rynku wtórnym jest bardzo duża. Deweloperzy oddają do użytku inwestycje, które zaczynały się budować w czasie po pandemii i w czasie, gdy boom na rynku napędzany był rządowymi programami dopłat do kredytów. Obecnie takich benefitów nie ma, a mieszkania od deweloperów są nadal rekordowo drogie. Niektóre mieszkania więc czekają wiele miesięcy na to aż ktoś zdecyduje się na zakup – przyznaje Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Na rynku wtórnym zainteresowanie jest większe, ale tu wszystko zależy także np. od elastyczności sprzedającego.

– Znam mieszkania na rynku wtórnym, które czekają już ponad rok i nie mają swoich nabywców. Jeżeli jednak właściciel upiera się, że nie chce negocjować ceny, a lokalizacja nie jest najatrakcyjniejsza to trudno się dziwić, że taka sytuacja ma miejsce. Wybierając mieszkanie na rynku wtórnym klient kieruje się przede wszystkim ceną oraz stanem nieruchomości. Jeżeli mieszkanie wymaga remontu, a cena przekracza np. 10-12 tysięcy złotych a metr kwadratowy to raczej na szybką sprzedaż nie ma szans – dodaje ekspert.

Czy mieszkań poszukują obecnie inwestorzy?

– To nie jest czas dla flipperów i osób, które kupują mieszkania na wynajem. Widzimy, że największe zainteresowanie jest wśród tych, którzy kupują dla siebie i najczęściej poszukują mieszkania do zamieszkania przez siebie – mówi ekspert.

Małe mieszkania sprzedają się najszybciej?

Wspomniana „studniówka” to pojęcie, którego nie należy traktować uniwersalnie do każdego miasta. Są takie regiony, gdzie mieszkania sprzedają się szybciej, ale nie brakuje również miast – szczególnie średnich – gdzie sprzedaż jest jeszcze wolniejsza.

– Inwestorzy, w tym deweloperzy, przyzwyczajeni są do tego, że mieszkania sprzedawały się niegdyś szybko, bez negocjacji i tak naprawdę dziura w ziemi potrafiła być wyprzedana. Podobnie było z mieszkaniami na rynku wtórnym, gdzie czasem godzina, dwie po ogłoszeniu nieruchomości na sprzedaż w mediach społecznościowych można było już odbierać telefony od zainteresowanych klientów. Obecnie czas oczekiwania jest znacznie dłuższy – mówi Mirosław Król.

– Przed to klienci wiedzą, że mieszkanie musi być staranniej przygotowane do sprzedaży, a oferta przygotowana profesjonalnie. Oczywiście najważniejsza jest cena i wyobrażam sobie, że mieszkanie wystawione po bardzo atrakcyjnej cenie pewnie sprzeda się w kilka dni, ale to wszystko zależy też od takich czynników jak właśnie stan i lokalizacja – mówi Mirosław Król.

– Pojawia się wiele ofert dużych mieszkań np. powyżej 100 metrów, gdzie w przeliczeniu na metr kwadratowy ceny potrafią spadać nawet poniżej 6 tysięcy złotych. Chętnych jednak nie ma zbyt wielu, bo takie mieszkania zwykle wymagają remontu, a to też nie jest czas, by inwestorzy szukali dużych mieszkań np. do podziału na kawalerki – przyznaje Mirosław Król.

Eksperci dodają jednak, że nie brakuje pytań i telefonów od potencjalnych klientów, a prezentacji mieszkań wiosną jest więcej niż w I kwartale tego roku.

Banki w Polsce w ogniu krytyki. Czy naprawdę zarabiają zbyt wiele?

Czy banki w Polsce zarabiają za dużo? Zanim dojdziemy do prostych wniosków trzeba zrozumieć na czym i dlaczego zarabiają banki. 

W ostatnich tygodniach jesteśmy świadkami zbiorowej dyskusji o tym, ile – i czy przypadkiem nie za dużo – zarabiają banki w Polsce. Impuls do dyskusji dało porównanie marż kredytów hipotecznych w Unii Europejskiej oraz komunikat, iż Polska jest pod tym względem „najdroższym krajem w Europie”[1]. Te tezy zostały już wielokrotnie obalone w przestrzeni publicznej na podstawie rzetelnych, a nie chwytliwych medialnie wyliczeń, nie będziemy ich zatem powtarzali. Przy okazji tej dyskusji dostało się jednak znów WIBOR-owi, który przez ostatnie 30 lat nie wzbudzał większych kontrowersji, wypełniając spokojnie swoją rolę jako kluczowy wskaźnik referencyjny stóp procentowych w Polsce. Uderza się ponownie w WIBOR twierdząc, że banki nie zarabiają wyłącznie na marży, lecz także – w ukrytej formie – właśnie na WIBOR-ze, który jest rzekomo „zawyżany”. Warto więc wyjaśnić, jak i dlaczego zarabiają banki oraz na czym polega WIBOR. Uczyńmy to w formie swoistego dekalogu.

Po pierwsze, banki nie są instytucjami charytatywnymi. To podmioty gospodarcze, które nastawione są na zysk. Nie produkują niczego poza szeroko rozumianymi usługami finansowymi, których sprzedaż musi być opłacalna.

Po drugie, banki na całym świecie, w tym Polsce, bardzo rzadko działają wyłącznie na rachunek ich właścicieli. To ostatnie wiąże się z tym, że banki wypełniają niezwykle ważną rolę społeczną tzn. przechowują odpłatnie nadwyżki, które mamy jako osoby fizyczne i prawne. Nasze środki pieniężne lokowane są na rachunkach bankowych, do których mamy stały dostęp i z których możemy niemal w dowolnym czasie swoje pieniądze wycofać. Depozyty takie nie są na stałe, więc banki muszą cały czas poszukiwać środków na rynku poprzez inne instrumenty, np. emitowane przez siebie obligacje.

Po trzecie, banki muszą zarabiać na pozyskanych depozytach od osób fizycznych i prawnych. Czynią to albo lokując środki w różnego rodzaju inwestycjach, np. w bezpieczne „rządowe papiery”, które dają im niski, acz raczej pewny zysk, albo też udzielając pożyczek lub kredytów osobom fizycznym lub prawnym. Muszą dochować zawsze staranności w upewnieniu się, że środki pieniężne oddane takim osobom powrócą do nich, bo gdyby tak się nie stało, poniosą stratę.

Po czwarte, banki nie mają dowolności w lokowaniu „naszych” środków (tj. depozytów). Nie mogą założyć np. hodowli dżdżownic, choć mogą słyszeć, że jest ona bardzo dochodowa. To lokowanie podlega bowiem ścisłej kontroli ze strony państwa (kontrola jest wykonywana przez państwową Komisję Nadzoru Finansowego – KNF), które może od nich żądać wglądu we wszystkie transakcje, a co więcej – może nakładać na nie różne obowiązki, np. przeciwdziałania finansowania terroryzmu i praniu brudnych pieniędzy.

Po piąte, banki mogą wykonywać i wykonują bezpłatnie usługi dla państwa i społeczeństwa. W Polsce tego nie doceniamy, a przecież nasza identyfikacja w coraz szerszym zakresie czynności urzędniczych wykonywana jest z pośrednictwem banków. Dzięki temu nie musimy się stawiać osobiście w urzędzie (czas to pieniądz!), bo możemy daną czynność wykonać online.  Czy państwo i my obywatele płacimy za tego rodzaju usługi bankowe?  A one kosztują i koszt ten ponoszą banki.

Po szóste, banki muszą mieć własną miarę wyliczania kosztu pozyskania środków pieniężnych dla prowadzenia swojej działalności. Co więcej, koszt ten musi być możliwy do zaobserwowania na tych samych zasadach przez długi czas, albowiem umowy zawierane z bankami – np. o kredyt hipoteczny – są zazwyczaj długoterminowe. Nie może to być określona stawka procentowa banku centralnego (w przypadku Polski byłaby to stopa referencyjna NBP), ponieważ wówczas ani klienci banków – osoby fizyczne, ani firmy nie byłyby potrzebne bankom jako ci, którzy składają u nich swoje środki jako depozytariusze. Banki po prostu pożyczałyby od banku centralnego pieniądze i dzięki tak pozyskanym środkom udzielałyby kredytów. My zaś – osoby fizyczne – powrócilibyśmy do sakiewek, w których przechowywalibyśmy nasze nadwyżki pieniężne.

Po siódme, w całym cywilizowanym świecie umówiliśmy się, że musimy wyliczać w jakiś sposób koszt pozyskania środków przez dany bank i musi być to sposób ujednolicony, bo inaczej pożyczkobiorca/kredytobiorca dostałby bólu głowy, biegając od jednego do drugiego banku by porównać oferty. Teoretycznie możemy sobie wyobrazić, że konsument szedłby od banku do banku, a te pokazywałyby mu po kolei wyliczenia, że koszt pozyskania przez nie środków pieniężnych wygląda tak a tak, a sposób pozyskiwania środków – tak a tak. Konsument wówczas wiedziałby, w jaki sposób będzie wyliczana dla niego stopa oprocentowania kredytu w każdym banku. Ale ile by się nabiegał! Ale co jeśli bank zmieni w przyszłości sposób pozyskiwania środków i konsument będzie skarżył się, że ten sposób nie jest dla niego korzystny, ponieważ gdyby czynił inaczej, to koszt oprocentowania kredytu byłby niższy?

Po ósme, w cywilizowanym świecie umówiliśmy się, że jedynym sposobem na uniknięcie powyższego problemu będzie odwołanie się do miary kosztu pozyskania pieniądza na tzw. rynku międzybankowym. Na tym rynku działają wyłącznie banki i to one również w zależności od potrzeby mogą pożyczać sobie pieniądze. W przypadku Polski mamy powiązane ze sobą dwie stopy: WIBOR (ile chcę za przyjęcie moich pieniędzy u ciebie) oraz WIBID (ile zapłacę ci za przyjęcie twoich pieniędzy u siebie). Tak jak na wszystkich rynkach finansowych, tak i w Polsce odwołujemy się do miary, która obliczana jest na podstawie danych pochodzących od reprezentatywnej próbki banków poprzez podmiot zewnętrzny, którym w Polsce jest GPW Benchmark, spółka zależna Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Ponownie należy przypomnieć, że spółka ta nadzorowana przez KNF – zresztą w świetle unijnych standardów.

Po dziewiąte, to prawda, że w Polsce oba wskaźniki są powiązane „ścisłym korytarzem”, tzn. pomiędzy nimi nie mogą się otwierać zbytnio nożyce różnic, albowiem będą one automatycznie korygowane. Ale ten ścisły korytarz pozwala nam na uniknięcie wielu perturbacji i spekulacji na rynku bankowym. Otóż gdyby jakikolwiek bank z panelu, który wyznacza WIBOR/WIBID przechodził wewnętrzne trudności to powiązanie obu stawek powoduje, że nie zaburzy rynku tylko z tego powodu, że nagle ogłoszą, iż płacą bardzo dużo za lokowanie u nich pieniędzy (WIBID).  Warto także pamiętać, że WIBOR zawsze będzie wyższy niż WIBID, bo na tym polega biznes bankowy – pozyskać taniej środki i lokować je tam, gdzie stopa zwrotu będzie wyższa.

Po dziesiąte, kiedy odwołujemy się do WIBOR, cały czas musimy pamiętać o stopie referencyjnej NBP, po której bank centralny „skupuje” od banków ich towar, czyli powierzone im przez klientów (osoby fizyczne i przedsiębiorstwa) środki pieniężne. Jak to czyni NBP? Tak samo jak na całym świecie, tj. poprzez tzw. operacje rynku otwartego polegające na emitowaniu krótkoterminowych bonów i albo zmniejszaniu płynności lub zwiększaniu płynności w celu zbliżenia się jak najbliżej do wyznaczonej stopy referencyjnej NBP. Stawka bonów NBP to cena, po jakiej bank może „sprzedać” dowolną ilość swojego towaru, czyli pieniędzy bez żadnego ryzyka, co w ekonomii określamy jako tzw. cena krańcowa. Jednakże takie stawki wyznaczane są na 7 dni, a WIBOR najczęściej ustalany jest na 3 lub 6 miesięcy, a bank, który kształtuje WIBOR, musi tę stopę NBP odpowiednio przetworzyć. To właśnie dlatego WIBOR dla takiego banku staje się ceną krańcową, czyli ceną, poniżej której nie opłaca się mu nic taniej sprzedawać. Gdyby więc liczyć wyłącznie koszt pozyskania środków z rynku przez bank, aby je przekształcić w kredyt lub pożyczkę, to wówczas z góry możemy założyć, iż bank będzie ponosił stratę. Gdyby zaś bank podejmował decyzje ze świadomością, że będą one przynosić stratę, to zarządowi takiego banku groziłaby odpowiedzialność karna za działania na szkodę spółki i jej akcjonariuszy.  W końcu Celem każdej spółki jest generowanie zysku, o czym była mowa w pierwszym punkcie niniejszego „dekalogu”.

I tu dochodzimy do sedna problemu i odpowiedzi na pytanie, czy rzeczywiście można winić banki za drogie kredyty, których oprocentowanie odwołuje się do stawki WIBOR. Warto jednak pamiętać, że relatywnie drogie obecnie kredyty w Polsce wynikają nie z chciwości banków, ale wysokiej stopy referencyjnej NBP, z którą WIBOR jest ściśle powiązany. Trzeba też odnotować, że w ostatnich dniach, w wyniku zapowiedzi ze strony Rady Polityki Pieniężnej, WIBOR – mimo utrzymania stóp procentowych na tym samym poziomie – zaczął spadać. Dlaczego? Otóż dlatego, że za sprawą swojej konstrukcji WIBOR „patrzy w przyszłość”, to znaczy wyprzedza rynek i przewiduje, że stopy procentowe będą rosnąć albo spadać. W obecnej sytuacji WIBOR reaguje na zapowiedzi obniżki stóp, a zatem jest… niższy od stopy referencyjnej NBP (stan na 08.04.2025). Co w oczywisty sposób przełoży się na obniżenie rat kredytów i utrudni atakowanie WIBOR-u jako „bankowej manipulacji”. Trudno bowiem sobie wyobrazić, aby teraz kredytobiorcy zaatakowali banki za… zaniżanie WIBOR.

[1] O tym pisze również w TEP o Gospodarce dr Mieczysław Groszek, zob. Nadmierne zyski banków czy rekompensata za chude lata

Dr Jarosław Bełdowski
—————–
Członek Rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich

Dr Radosław Góral
—————–
Partner w międzynarodowej kancelarii Clyde & CO, Warszawa

Wall Street odbija po burzliwym tygodniu. Trump łagodzi kurs, ale wojna handlowa trwa

Na zakończenie wyjątkowo burzliwego tygodnia na rynkach finansowych inwestorzy mogli odetchnąć z ulgą, gdy w piątek doszło do lekkiego “rajdu ulgi” na Wall Street, czyli odreagowania wcześniejszych spadków. Głównym impulsem była decyzja prezydenta Trumpa o częściowym wycofaniu się z wcześniejszych planów taryfowych, co złagodziło napięcia na rynkach i otworzyło przestrzeń do dalszych negocjacji. Administracja USA ogłosiła, że od 9 kwietnia nałoży uniwersalną stawkę celną w wysokości 10 proc. na wszystkie kraje z wyjątkiem Chin, które objęte są osobnym, ostrzejszym traktowaniem przez okres 90 dni. Skupienie inwestorów i polityków przesunęło się teraz niemal całkowicie na eskalującą wojnę handlową między USA a Chinami.

W piątek amerykańskie indeksy akcyjne silnie wzrosły, odrabiając część strat po dwóch tygodniach gwałtownej zmienności. SP 500 zakończył tydzień na plusie, mimo że tydzień wcześniej zanotował aż 9-procentowy spadek. Indeks pozostaje jednak około 13 proc. poniżej rekordowego poziomu zamknięcia z lutego. Rentowności amerykańskich obligacji również wzrosły – zarówno w piątek, jak i w skali całego tygodnia – po wcześniejszym, gwałtownym spadku. Dolar amerykański osłabił się mimo wzrostu rentowności, co wzbudziło pytania o jego pozycję jako bezpiecznej przystani oraz zaufanie do stabilności polityki gospodarczej USA. Jednym z czynników deprecjacji dolara była likwidacja tzw. „basis trades”, czyli transakcji opartych na różnicach kursowych między rynkami onshore i offshore. W tym czasie złoto zyskało, a ceny ropy naftowej Brent spadły o 1,3 proc. po wcześniejszym, 11-procentowym “załamaniu”.

Niepewność pozostaje jednak bardzo wysoka, ponieważ w ciągu nadchodzących trzech miesięcy możliwych jest wiele scenariuszy dotyczących dalszego rozwoju negocjacji handlowych pomiędzy USA a partnerami, przede wszystkim Chinami. W tym kontekście szczególnie istotne były piątkowe działania Pekinu, który ogłosił podwyższenie ceł na wszystkie towary z USA – z 84 proc. do 125 proc. – od 12 kwietnia. Była to odpowiedź na ruch USA, który wcześniej zwiększył stawkę ceł na chińskie towary do 125 proc., oprócz wcześniejszych 20 proc. obowiązujących od marca, co łącznie daje aż 145 proc. Chińskie władze stanowczo skomentowały działania USA, twierdząc, że amerykańskie towary są w tych warunkach po prostu niesprzedawalne na rynku chińskim i że dalsze podnoszenie ceł przez USA spotka się z równie twardą odpowiedzią.

Mimo retoryki konfrontacyjnej prezydent Trump starał się przekonywać, że jego strategia przyniesie długofalowe korzyści. W piątek powiedział, że „może pojawić się koszt przejściowy i pewne trudności, ale ostatecznie USA na tym skorzysta. Jednocześnie zastrzegł, że jeśli w ciągu trzech miesięcy nie uda się osiągnąć zadowalających porozumień, wprowadzi kolejne „wzajemne” taryfy, a także usunie pozataryfowe bariery wobec krajów z nadwyżkami handlowymi. Biały Dom przekazał, że Trump pozostaje optymistą i liczy, że Chiny ostatecznie zdecydują się na kompromis.

W międzyczasie administracja USA wprowadziła w piątek wyjątki od taryf wobec niektórych produktów elektronicznych, co dało chwilową ulgę amerykańskim producentom technologii. Sekretarz handlu Howard Lutnick stwierdził jednak, że jest to jedynie pauza, zanim produkty te zostaną objęte innymi, bardziej wyspecjalizowanymi taryfami. Zapowiedział nową inicjatywę celną wobec półprzewodników i podzespołów elektronicznych, która ma na celu przeniesienie produkcji z powrotem do USA i uniezależnienie się od Państwa Środka w zakresie kluczowych komponentów. Objęte tymczasowym wyjątkiem są m.in. smartfony, laptopy, procesory, pamięci, dyski twarde, ekrany oraz urządzenia do produkcji chipów. Według szacunków prywatnych firm, wartość importu objętego tym wyjątkiem wynosi aż 390 miliardów dolarów, z czego ponad 100 miliardów przypada na towary z Chin.

W tym kontekście coraz więcej przedstawicieli Rezerwy Federalnej sugeruje, że stopy procentowe powinny pozostać bez zmian przez dłuższy czas z uwagi na rosnącą niepewność gospodarczą. Prezes oddziału Fed w Bostonie, Susan Collins, ostrzegła, że skutki ceł mogą być bardziej rozległe, niż się powszechnie zakłada, ponieważ obejmują nie tylko dobra końcowe, ale również półprodukty, które stanowią aż 44 proc. importu USA. W jej opinii to istotny czynnik ryzyka dla cen i argument za utrzymaniem obecnych stóp procentowych. Podobnie wypowiedział się prezes Fed z St. Louis, Alberto Musalem, który wskazał na możliwość jednoczesnego wzrostu inflacji i pogorszenia sytuacji na rynku pracy. Podkreślił on, że niepewność co do skutków polityki handlowej, imigracyjnej i fiskalnej USA jest bardzo wysoka i że Fed musi uważnie śledzić dane i rozwój sytuacji.

Rynek wycenia obecnie coraz większe prawdopodobieństwo obniżek stóp w 2025 roku – kontrakty Fed Funds Futures wskazują na obniżkę łącznie 77 pb do końca roku.

W piątek indeksy DJIA, SP500 i Nasdaq wzrosły odpowiednio o 1,6 proc., 1,8 proc. i 2,1 proc., a w ujęciu tygodniowym zyskały 5 proc, 5,7 proc. i 7,3 proc., tym samym nadrabiając część strat po wcześniejszych silnych spadkach. W Europie sytuacja wyglądała mniej optymistycznie – Eurostoxx 50 stracił o 0,7 proc. a niemiecki DAX spadł o 0,9 proc. w piątek i o 1,9% w skali tygodnia. Kurs głównej pary walutowej wzrósł do poziomu lekko ponad 1,14.

W danych makro ze Stanów Zjednoczonych szczególnie rozczarował wskaźnik inflacji producenckiej – PPI – który w marcu spadł o 0,4 proc. miesiąc do miesiąca wobec oczekiwanego wzrostu o 0,2 proc., a także nastroje konsumenckie według University of Michigan, które w kwietniu spadły do 50,8 z 57. Jednocześnie oczekiwania inflacyjne na rok wzrosły aż do 6,7 proc. z 5 proc., a długoterminowe – do 4,4 proc. z 4,1 proc., co pokazuje wyraźne obawy społeczeństwa o siłę nabywczą pieniądza.

Nadchodzący tydzień przyniesie kolejne ważne dane z USA, m.in. na temat inflacji oczekiwanej w Nowym Jorku, wskaźnika Empire State, sprzedaży detalicznej, produkcji przemysłowej, danych z rynku nieruchomości i liczby nowych wniosków o zasiłek. Piątek będzie dniem wolnym z powodu Świąt Wielkanocnych.

Łukasz Zembik OANDA TMS Brokers

Coraz większe długi Polaków, choć liczba dłużników maleje

Obecnie Polacy mają przeterminowane zobowiązania kredytowe oraz pożyczki, a także inne zobowiązania, których całkowita kwota wynosi 84,7 mld złotych. Dla zobrazowania skali – ta kwota jest większa niż roczny koszt programu 800+, co odpowiada wartości 150 tysięcy mieszkań. To równocześnie odpowiada wartości zaciąganych kredytów mieszkaniowych przez Polaków w ciągu roku. Z problemami z terminowym regulowaniem swoich zobowiązań zmaga się 2,5 miliona Polaków. Warto zauważyć, że rośnie całkowita kwota przeterminowanych zobowiązań – ale liczba osób, które mają trudności ze spłatą, maleje. W 2024 roku liczba ta spadła o 129 tysięcy – co stanowi prawie 5% w porównaniu do poprzedniego roku. Dla porównania, w 2023 roku liczba ta zmniejszyła się tylko o 15,5 tys. osób.

– Można dostrzegać pewne „światełko w tunelu”, jeśli chodzi o spadek liczby osób z problemami ze spłatami – powiedział serwisowi eNewsroom.pl prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor. – Niemniej jednak rosnąca kwota przeterminowanych zobowiązań budzi niepokój. To sugeruje, że osoby borykające się z problemami finansowymi mają coraz większe długi – a wśród nich znajdują się ci, którzy już wcześniej mieli trudności. Rekordzistą w posiadanym przeterminowanym zadłużeniu kredytowym i pozakredytowym jest 30-letni mężczyzna w województwie lubelskim, który musi spłacić dług przekraczający 92 miliony złotych. Ten stary dług prawdopodobnie wynika z wcześniejszych kredytów, które mogły być zaciągnięte w ramach działalności gospodarczej. Ta osoba mogła również borykać się z problemami jako przedsiębiorca – tłumaczy prof. Waldemar Rogowski.

Kurs dolara pod presją polityki celnej Trumpa. Czy to początek dłuższego osłabienia?

Lekka zmiana kursu Donalda Trumpa, która nastąpiła w środowy wieczór, pokazuje, że prezydent USA nie jest jednak obojętny na spadki na rynkach finansowych. Takie można było odnieść wrażenie tydzień wcześniej, kiedy w Dniu Wyzwolenia został ogłoszony bardzo szeroki plan taryfowy, który dotknął niemal wszystkie kraje na świecie.

Aktualnie żyjemy w świecie, gdzie obowiązuje nowa jednolita stawka celna 10 proc. (z wyłączeniem Chin gdzie obecnie mamy poziom sięgający łącznie 145 proc.) na okres 90 dni, zamiast krajowych wyższych opłat (np. 20 proc. dla Unii Europejskiej). Jednocześnie obowiązują cła sektorowe w wysokości 25 proc. m.in na samochody, częście stal oraz aluminium.

Podczas kilku dni mocnej przeceny można było przypuszczać, że Trump jest w stanie poświęcić rynki akcji, tylko po to, żeby zmniejszyć deficyt handlowy i uzyskać finansowanie cięcia podatków. Teraz jednak widać, że prezydent USA nie ignoruje ryzyka recesji oraz silnych spadków giełdowych. Być może jednak to był od początku blef, a ogłoszenia 2 kwietnia miały być jedynie pewnego rodzaju “straszakiem” dla innych państw. Trump chce negocjować, a każde zawarte porozumienie na warunkach USA będzie prawdopodobnie komunikowane jako wielkie zwycięstwo nowej administracji.

Pytanie jest teraz zasadnicze: czy to jednodniowe odreagowanie na Wall Street jest początkiem nowej fali wzrostowej, czy jednak na giełdzie nastąpiła fundamentalna zmiana, która wprowadza odwrotny kurs przynajmniej w średnim okresie (1 roku).

Gospodarka amerykańska pozostaje dynamiczna. Dostępne dotychczas prognozy wskazywały, że potencjał wzrostu na rok 2025 wynosi ok 2 proc. lub lekko ponad. Z pewnością wiele ośrodków analitycznych teraz dokona rewizji w dół, głównie ze względu na wzrost niepewności i jej negatywny wpływ na inwestycje przedsiębiorstw. Trumpowi powinno zależeć, żeby mimo wszystko jego kraj uniknął recesji.

Z kolei Fed musi zachować równowagę. Jego aktualna polityka nadal działa w kierunku dezinflacji. Rynek kilka dni temu wyceniał nawet 4 obniżki stóp w tym roku, potem nastąpiła lekk korekta i obecnie kontrakty Fed Funds Futures wyceniają niecałe 90 pb redukcji do grudnia. Jak na razie jednak brak recesji oraz wysokie oczekiwania inflacyjne konsumentów w USA (wzmocnione przez taryfy) ograniczają przestrzeń do agresywnego luzowania.

W przypadku strefy euro zrealizował się scenariusz, że taryfy zostaną częściowo zniesione w wyniku renegocjacji. Firmy ze Starego kontynentu będą zyskiwać na konkurencyjności cenowej przez odpływ chińskich rywali z rynku amerykańskiego. Na ten moment wzrost PKB dla całej Unii powinien plasować się poniżej 1 proc. gdzieś w granicach 0,6-0,7 proc. Można oczekiwać, że na rynek europejski zostanie skierowana duża podaż tanich produktów z Chin, co będzie wpływać dezinflacyjnie w długim terminie. EBC powinien utrzymać “gołębi ton” i ściąć stopy do wakacji do poziomu 2 proc. Spadek rentowności niemieckich obligacji (głównie 2 letnich), silne euro oraz postępująca dezinflacja powinny być głównymi argumentami za luźną polityką monetarną.

Kurs EURUSD może wciąż podążać “na północ”. Dolar traci na nieprzewidywalnej polityce Trumpa a administracja Białego Domu może dążyć do dalszego osłabienia USD bo to będzie poprawiać saldo handlowe kraju. Presja na Fed powinna się utrzymywać w najbliższym czasie, a z miesiąca na miesiąc będziemy bliżej terminu wygaśnięcia kadencji Powella a jego następca lub następczyni może przyjąć odmienną postawę, która także będzie wywierać presję na amerykańską walutę.

Łukasz Zembik, OANDA TMS Brokers

Inflacja producencka wyraźnie spada. Rynek widzi przestrzeń do obniżek stóp w USA

Inflacja producencka zaskoczyła rynek bardzo pozytywnie, podobnie jak wczorajszy odczyt inflacji CPI.

Inflacja bazowa PPI spadła w marcu o 0,1 proc. podczas gdy rynek oczekiwał wzrostu o 0,3 proc., a poprzedni odczyt wyniósł +0,1 proc. Również odczyt roczny zaskoczył pozytywnie, bo wyniósł 3,3 proc. wobec oczekiwań na poziomie 3,6 proc. i poprzedniego odczytu na poziomie 3,5 proc.

Wskaźnik inflacji PPI zaskoczył jeszcze bardziej, bo w ujęciu miesięcznym wyniósł -0,4 proc. (wobec oczekiwań na poziomie +0,2 proc. i poprzedniego odczytu +0,1 proc.), a w ujęciu rocznym wyniósł 2,7 proc. (wobec oczekiwań na poziomie 3,3 proc. oraz poprzedniego odczytu na poziomie 3,2 proc).

Bardzo pozytywne zaskoczenie w obydwóch rodzajach inflacji z pewnością da dużo paliwa gołębiej części FEDu do szybszego rozpoczęcia luzowania polityki monetarnej i prawdopodobnie w trochę większej skali niż do tej pory zakładano.

Piotr Bawolski, CFA, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Zakończono przebudowę dworca Toruń Wschodni. Historyczny obiekt zyskał nowe życie

Polskie Koleje Państwowe S.A. zakończyły przebudowę dworca Toruń Wschodni. Dzięki niej pochodzący z początku XX w. obiekt stał się przestrzenią nowoczesną i dostępną dla wszystkich podróżnych.

Dzięki inwestycji wybudowany w 1909 roku neogotycki dworzec Toruń Wschodni odzyskał historycznych blask. To jeden z kilkunastu podobnych, reprezentacyjnych i nowoczesnych wówczas obiektów dworcowych, zbudowanych w latach 1903-1912 na Pomorzu, Powiślu, Warmii i Mazurach. Ich architektura nawiązywała do będących ikoną tych terenów ceglanych budowli gotyckich. Projekty niektórych z nich wyszły spod ręki tego samego architekta, który współtworzył gdański Dworzec Główny – Paula Thoemera. W ramach inwestycji renowacji poddana została elewacja wraz ze znajdującymi się na nich detalami architektonicznymi, uzupełniono ubytki w cegle oraz schodach od frontu budynku, a stolarka okienna i drzwiowa została wymieniona na wzór historycznej. Odrestaurowane zostały także herby znajdujące się na elewacji oraz olbrzymie witrażowe okno znajdujące nad wejściem głównym do budynku. Obok Iławy Głównej, Pszczółek i Szymankowa to kolejny dworzec z tej grupy, kompleksowo wyremontowany przez PKP S.A.

Na nowo zaprojektowano także wnętrza obiektu, w których połączono nowoczesną stylistykę z historycznymi detalami. Podróżni do dyspozycji mają hol dworcowy, który pełni także funkcję poczekalni. Na obu końcach hali znajdują się witraże, które w ramach inwestycji poddane zostały renowacji. Znalazły się tu także nowe ergonomiczne ławki, gabloty z rozkładami jazdy, a także elektroniczne tablice przyjazdów i odjazdów pociągów. W budynku są także nowe toalety oraz pokój dla opiekuna z dzieckiem. Na dworcu jest również pomieszczenie, w którym wkrótce znajdzie się lokal convenience, a także przestrzeń z przeznaczeniem na hostel.

– Dworzec Toruń Wschodni to jedna z dwóch inwestycji realizowanych w tym mieście. W ramach programu inwestycyjnego przebudowę przechodzi także dworzec Toruń Miasto. Dzięki tym inwestycjom Toruń odzyska dwa niezwykle atrakcyjne budynki, z podkreślonymi historycznymi detalami. A podróżni będą mieli do dyspozycji nowoczesne i komfortowe przestrzenie dworcowe – mówi Paweł Lisiewicz, członek zarządu PKP S.A.

Budynek dworca Toruń Wschodni stał się bardziej dostępny dla wszystkich grup podróżnych, także osób z niepełnosprawnościami i o ograniczonej mobilności, dzięki wyeliminowaniu barier architektonicznych i wprowadzeniu szeregu usprawnień. Wśród nich są m.in. dotykowe tablice z planami dworca, oznaczenia w alfabecie Braille’a, ścieżki prowadzące dla osób niewidomych i niedowidzących, urządzenia wzmacniające działanie aparatów słuchowych przy kasach czy obniżenie blatów okienek kasowych dla osób poruszających się na wózkach. W budynku pojawiły się również windy.

Po zakończeniu inwestycji dworzec stał się bardziej przyjazny środowisku naturalnemu. Nowe oświetlenie jest energooszczędne i sterowane za pomocą automatyki, a ocieplenie budynku od wewnątrz, nowa stolarka okienna i drzwiowa oraz kurtyny powietrzne pozwolą na ograniczenie strat ciepła i zapewnienie komfortu podróżnym. Przy dworcu powstał także zbiornik do zbierania deszczówki, a uzyskana w ten sposób woda, po oczyszczeniu, służy do spłukiwania dworcowych toalet. Dzięki inwestycji zmieniło się też bezpośrednie otoczenie dworca. Wyremontowany został znajdujący się w pobliżu dworca budynek administracyjny, w którym znajdzie się przestrzeń dla pracowników PKP oraz lokal wraz z ogródkiem letnim. Po stronie wschodniej od zabudowań dworcowych powstał nowy parking, na którym znalazły się dwa miejsca dla osób z niepełnosprawnościami.

Koszt przebudowy dworca Toruń Wschodni to 42 mln złotych brutto. Inwestycja została dofinansowana ze środków z budżetu państwa. Inwestorem są Polskie Koleje Państwowe S.A., projekt przebudowy opracował Transprojekt Gdański sp. z o. o., a wykonawcą prac budowlanych był Budimex S.A.

Przebudowa dworca Toruń Wschodni to jedna z dwóch inwestycji spółki realizowanych obecnie w tym mieście. Kolejny dworzec – Toruń Miasto – zostanie udostępniony podróżnym jeszcze w tym roku. Przebudowa dworców Toruń Wschodni i Toruń Miasto jest częścią realizowanego przez PKP Polskie Linie Kolejowe S.A., Polskie Koleje Państwowe S.A. i Miasto projektu BiT City II.

Stacja Toruń Wschodni znajduje się na trasie łączącej województwa warmińsko-mazurskie i wielkopolskie. Każdego dnia odjeżdża z niej sześć pociągów PKP Intercity. To połączenia ekonomiczne kategorii Intercity, które zapewniają dojazd do Olsztyna i Poznania.

Kurs dolara leci w dół, a funt i euro zyskują

Ostatnio każdy dzień powinniśmy zaczynać od pytania: jakie amerykańskie cła dziś obowiązują i jak odpowiedzieli na nie Chińczycy? Jednak zdecydowanie ważniejsze jest to, jak na ten handlowy chaos odpowiadają rynki. A te coraz wyraźniej obracają się przeciw USD, więc przybywa analityków, którzy skłaniają się (pewnie na wyrost) do negowania statusu dolara jako bezpiecznej przystani. W tle tych rynkowych rozgrywek brytyjska gospodarka stara się wyjść na prostą.

Upadek USD

Donaldowi Trumpowi trzeba przyznać sprawczość przynajmniej w jednej sprawie. Chyba jeszcze żadna osoba w historii w pojedynkę (uznajmy, że jego władza w tej administracji jest niepodważalna) w tak szybkim tempie nie osłabiła USD. Można by to uznać nawet za sukces, ponieważ prezydent USA chciał słabszego dolara, co ma wspomóc amerykańskich eksporterów. Gorzej, jeśli uznamy, że życzył sobie też tańszej obsługi gigantycznego długu, co przynajmniej na ten moment jest trudne do zrealizowania przy rosnących za oceanem rentownościach obligacji. Składając te dwie sprawy w jedną historię, otrzymujemy rosnący brak zaufania do Stanów Zjednoczonych. Taki układ skłania już część obserwatorów do negowania pozycji USD jako podstawowej bezpiecznej przystani na rynku walutowym. Nawet jeśli nasze rozważania nie wędrują tak daleko, to trzeba przyznać, że dolar wpadł wręcz w spiralę osłabienia i aktualnie chyba tylko gwałtowność tego procesu może mu dawać nadzieję na jakąś głębszą korektę.

Osłabienie dolara spycha go do najgorszej pozycji od kilku lat. Kurs EUR/USD znajdował się dziś już powyżej 1,14 $, czyli najwyżej od ponad 3 lat (przed pełnoskalową agresją Rosji na Ukrainę). Warto zaznaczyć, że pod koniec stycznia, czyli chwilę po objęciu urzędu przez prezydenta Trumpa, eurodolar atakował 1,02 $! W przypadku USD/PLN punktu odniesienia musimy szukać jeszcze dalej, bo latem 2021 roku. Przed południem kurs dolara był już przy 3,75 zł, ale cofnął się wraz z większością rynku forex. Kapitał szerokim strumieniem płynie do wspólnej waluty, a kurs euro wraca w pobliże 4,30 zł. Tak jak wczoraj w dolara dodatkowo uderzyły niższe od prognoz odczyty inflacji konsumenckiej z USA, tak dziś na rynek mogą wpłynąć publikacje tamtejszej inflacji producenckiej (o godz. 14:30).

Zielona Wyspa

Kanclerz Skarbu rządu Jego Królewskiej Mości Rachel Reeves z zadowoleniem przyjęła dzisiejszy pakiet danych z Wysp. Przy tonącym sondażowym poparciu dla Partii Pracy każdy, nawet najmniejszy sukces jest na wagę złota. Zostawmy kwestie polityczne z boku i wróćmy do samych odczytów. Na początku warto zaznaczyć, że Brytyjczycy (w przeciwieństwie do większości państw) podają swoje tempo PKB co miesiąc i wszystkie poniższe publikacje będą dotyczyły lutego. Wzrost gospodarczy w ujęciu miesięcznym wyniósł 0,5% (najlepszy rezultat od czerwca 2023 roku), a w ujęciu rocznym 1,4%. Oba wskaźniki wyraźnie przekroczyły prognozy, co może być zwiastunem lepszego okresu przed brytyjską gospodarką. Za taką tezą przemawiają też kolejne niezmiernie ważne odczyty, które jeszcze dobitniej zaskoczyły analityków. Produkcja przemysłowa rok do roku miała wykazać najgłębszy spadek (-2,3%) od prawie dwóch lat, a tymczasem wyszła minimalnie ponad kreskę (+0,1%). Jeszcze lepiej wypadła produkcja dóbr w fabrykach, której prognozowano zniżkę w ujęciu rocznym o 2,4% (najsłabiej od równo 2 lat), a ostatecznie wzrosła ona o 0,3%. Trudno jednoznacznie ocenić wpływ powyższych danych na wyspiarskie aktywa, ponieważ uwaga inwestorów w dalszym ciągu ogniskuje się na chaosie związanym z ryzykiem globalnej wojny celnej. Londyński główny indeks giełdowy FTSE 100, w przeciwieństwie do dużej części Europy, idzie mocno w górę. Funt wyraźnie zyskuje (jak prawie wszystkie waluty) do dolara amerykańskiego, a kurs GBP/USD po przekraczeniu 1,30 $ jest coraz bliższy ataku na szczyt z początku kwietnia. Kurs GBP/PLN odbił się od 4,90 zł i znajduje się już 5 groszy wyżej, ale to w dalszym ciągu najniższe poziomy od końca 2020 roku!

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Centralna Informacja Emerytalna do likwidacji. Rząd uznał projekt za kosztowny i nieskuteczny

Rząd przygotował projekt ustawy o uchyleniu tzw. CIE – czyli Centralnej Informacji Emerytalnej. Ustawa o CIE wprowadziła rozwiązania, które nie zapewnią kompleksowej realizacji założonego celu, jakim jest poprawa świadomości emerytalnej i zachęta do efektywnego oszczędzania na przyszłość. Jednocześnie rozwiązania te generują bardzo wysokie koszty dla budżetu państwa – zwłaszcza, że Zakład Ubezpieczeń Społecznych prowadzi działania w obszarze edukacji społeczeństwa w zakresie oszczędzania na cele emerytalne. Dodatkowo, proponowane rozwiązania systemu Centralnej Informacji Emerytalnej, wymagające kompetencji cyfrowych, mogą wykluczyć część społeczeństwa z dostępu do informacji zgromadzonych w CIE.

– Pomysł Centralnej Informacji Emerytalnej (CIE), jak to często w Polsce, nie był najgorszy jako pomysł, ale paskudne było jego wykonanie – powiedział serwisowi eNewsroom.pl dr Marcin Wojewódka, Instytut Emerytalny, Forum Ekspertów Ad Rem. – Niestety ta propozycja, którą zaproponował poprzedni rząd i parlament, czyli ustawa o Centralnej Informacji Emerytalnej, była przede wszystkim skokiem na kasę i niepotrzebnym wydatkiem publicznych pieniędzy. Ten sam cel za dużo mniejsze pieniądze można osiągnąć odpowiednio modernizując platformę usług emerytalnych (PUE), którą prowadzi Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Można tam stworzyć nowy design i wprowadzić nowe funkcjonalności. Natomiast cel w postaci umożliwienia Polakom sprawdzenia w jednym miejscu swoich oszczędności emerytalnych mógłby być spokojnie wykonywany właśnie przez PUE i zarządzany przez ZUS. Dlatego też wycofanie się obecnego rządu z idei CIE należy ocenić pozytywnie, bo to było niepotrzebne wydawanie publicznych środków. Od lat o tym mówiłem i cieszę się, że ktoś w końcu poszedł po rozum do głowy – tłumaczy dr Marcin Wojewódka.

 

Kurs dolara notuje największy spadek od lat. Rynek obstawia szybkie cięcia stóp przez Fed

Wreszcie dzień oddechu od gwałtownych zmian w stawkach celnych. Emocje zapewnił nam jednak amerykański dolar, który wsparty wyraźnie niższą od oczekiwań inflacją, osłabił się o 3% względem euro. W Polsce coraz większymi krokami nadchodzą obniżki stóp procentowych.

Co dzieje się na dolarze?

Amerykańska waluta zaliczyła wczoraj wyjątkowo silną przecenę. Czwartek zaczął się poniżej poziomu 1,10 na parze EUR/USD. W tych okolicach dolar znajdował się przez większość zamieszania po wprowadzeniu ceł. Wczoraj dotarł jednak do poziomu 1,13. Tak słaby był on ostatnio widziany na rynku w pierwszych miesiącach 2022 roku. Co za to odpowiada? Z jednej strony zaufanie do administracji USA jest – delikatnie mówiąc – umiarkowane. Inwestorzy boją się tego, co wydarzy się dalej. Z drugiej strony wczorajsze dane na temat inflacji pokazują, że można się spodziewać przyspieszenia tempa obniżek stóp procentowych. W skali roku inflacja wynosi 2,4%, a nie jak przewidywano 2,6%. Od wczoraj znowu dominującym scenariuszem są cztery cięcia stóp procentowych o 0,25% w 2025 r., przy czym pierwsze nadal dopiero w czerwcu. Dla przypomnienia, gdy Donald Trump dochodził do władzy, zastanawiano się, czy zobaczymy przynajmniej dwie obniżki.

Rynek znów wycenia obniżki stóp w Polsce

Sygnały, że nadchodzą zmiany widać zarówno w notowaniach WIBOR, jak i w rentowności obligacji. Wczoraj pierwszy raz od I kwartału 2022 roku stawka WIBOR 3M spadła poniżej poziomu 5,6%. Na razie nie jest to przesadnie odczuwalna zmiana dla kredytobiorców. Jednak po aktualizacji oprocentowania kredytu, powinno to dać oszczędność na poziomie 250 zł rocznie na każde 100 000 zł kredytu. Drugim ważnym wskaźnikiem jest rentowność obligacji. Inwestorzy zgadzają się zarabiać coraz mniej, trzymając polskie papiery dłużne. Jeszcze do połowy marca polskie 10-letnie obligacje dawały zarobić około 6% w skali roku. Dzisiaj wypłacają już zaledwie 5,3%. Jest to dobra wiadomość dla naszego budżetu, bo możemy się taniej kredytować. Natomiast dla osób, które będą musiały kupować waluty, nie jest to satysfakcjonująca informacja. Im niższe stopy procentowe, tym słabszy powinien być złoty.

Temat ceł przycicha

Cały ten tydzień mija pod dyktando informacji o zmianach taryf celnych. Wczoraj natomiast nie mieliśmy większych rewolucji. Okazało się jedynie, że stawka na Chiny wyniesie jednak 145%, zamiast zapowiadanych 125%. Przy tych poziomach to nie robi już przesadnej różnicy. Z drugiej strony ostatnie obniżki amerykańskiej waluty wydaje się, że może realizować cel zmniejszenia deficytu budżetowego lepiej niż sankcje. Skoro od stycznia dolar osłabił się o 10% względem euro, jest to efektywnie 10% wzrostu cen importu z Unii i 10% rabatu na eksport do Unii. Nie wszyscy analitycy są jednak zgodni, że to było głównym celem działań amerykańskiej administracji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Od AI po zmiany klimatyczne: 5 trendów, które ukształtują rynek pracy do 2030 roku

Czy nowe technologie zagrażają rynkowi pracy? Adaptacja do nadchodzących zmian będzie wymagać przemyślanych strategii zarówno po stronie pracodawców, jak i pracowników – z naciskiem na edukację, rozwój kompetencji i elastyczność zawodową.

Pytanie o wpływ nowych technologii na przyszłość rynku pracy zadają sobie ekonomiści od pokoleń. Jednak radykalne przyspieszenie rozwoju – w szczególności sztucznej inteligencji (AI) i automatyzacji – wywołuje obawy wielu osób przed utratą zatrudnienia.

Niedawno opublikowany przez World Economic Forum (WEF) raport „The Future of Jobs 2025” analizuje główne trendy, które będą kształtować globalny rynek pracy do 2030 roku. To kolejna edycja badania – pierwszy raport z tej serii ukazał się w 2016 r.

Wśród kluczowych czynników wpływających na rynek pracy jego autorzy wymieniają: zmiany technologiczne, fragmentację geogospodarczą, niepewność ekonomiczną oraz przemiany demograficzne. Badanie oparli na opiniach ponad 1 000 pracodawców reprezentujących 14 milionów pracowników z 55 gospodarek świata, pochodzących z UE, USA, Kanady, Australii,  Południowej Ameryki, Północnej i Środkowej  Afryki, Bliskiego i Dalekiego  Wschodu, czy Azji Centralnej.

Główne trendy transformacyjne:

  1. Rozwój technologiczny.
    Największy wpływ na rynek pracy będzie miało poszerzenie dostępu do technologii cyfrowych. Sztuczna inteligencja, automatyzacja oraz innowacje w energetyce będą napędzać popyt na umiejętności związane z AI, big data, sieciami oraz cyberbezpieczeństwem.
  2. Wzrost kosztów życia.
    To drugi z najważniejszych czynników, mogący wpłynąć na decyzje 50 proc. firm do 2030 roku. Wzrośnie znaczenie kompetencji takich jak kreatywność, odporność psychiczna i elastyczność.
  3. Zmiany klimatyczne.
    Działania proekologiczne oraz adaptacja do nowych warunków klimatycznych będą miały istotne przełożenie na rynek pracy. Wzrośnie zapotrzebowanie na inżynierów energii odnawialnej, specjalistów ds. środowiska oraz ekspertów od pojazdów elektrycznych.
  4. Zmiany demograficzne.
    Starzejące się społeczeństwa w krajach rozwiniętych oraz przyrost ludności w krajach rozwijających się wpływają na rosnące zapotrzebowanie na specjalistów z obszaru opieki zdrowotnej, edukacji i zarządzania talentami.
  5. Fragmentacja geogospodarcza.
    Czynniki takie jak rosnące taryfy celne i zmieniająca się polityka przemysłowa zmuszają firmy do redefinicji strategii. Wzrośnie znaczenie umiejętności z zakresu cyberbezpieczeństwa, odporności organizacyjnej i przywództwa.

Warto zauważyć, że główne trendy nie uległy zasadniczej zmianie w porównaniu z raportem z 2016 roku, zwłaszcza w obszarach demograficznych i społecznych. Wyjątkiem jest jednak znaczny wzrost znaczenia pracy zdalnej. Zmiany widać również w technologii: w 2016 roku na pierwszym miejscu wskazywano internet mobilny i technologie chmurowe, podczas gdy sztuczna inteligencja zajmowała dopiero szóste miejsce za internetem rzeczy czy robotyką.

Co się zmieni w strukturze zatrudnienia?

Autorzy raportu prognozują, że 22 proc. obecnych stanowisk pracy ulegnie transformacji. Przewidywane jest utworzenie na świecie około 170 milionów nowych miejsc pracy, przy jednoczesnej likwidacji 92 milionów, co daje netto wzrost o 7 proc.

Największy wzrost zatrudnienia przewidywany jest w sektorach: opieki zdrowotnej, logistyki, budownictwa oraz edukacji. Wśród najszybciej rozwijających się zawodów dominują: specjaliści AI, inżynierowie fintech, programiści oraz eksperci ds. zielonej energii. Największy spadek zatrudnienia dotyczyć będzie zawodów administracyjnych, takich jak kasjerzy, pracownicy pocztowi i operatorzy wprowadzania danych.

Zgodnie z raportem, aż 39 proc. obecnych umiejętności pracowników stanie się nieaktualne do 2030 roku. Tempo tych zmian jednak spowalnia. Kluczowe kompetencje przyszłości to: analityczne myślenie, odporność, elastyczność, kreatywność i zdolności przywódcze. Znaczenia nabiorą również tzw. umiejętności miękkie, takie jak motywowanie, mentoring czy komunikacja.

85 proc. pracodawców planuje inwestować w rozwój kompetencji swoich pracowników, a 70 proc. deklaruje chęć zatrudniania osób z nowymi kwalifikacjami. Jednocześnie szacuje się, że 59 proc. pracowników będzie wymagać przekwalifikowania, a 11 proc. może nie zdobyć niezbędnych umiejętności, co może skutkować ryzykiem utraty zatrudnienia.

Przewidywania raportu WEF pokrywają się z wnioskami z najnowszego raportu Deloitte „Tech Trends 2025”, którego autorzy podkreślają, że sztuczna inteligencja jest już obecna „wszędzie” i staje się technologią dojrzałą. Jako istotny trend wskazują konwergencję oraz integrację rozwiązań technologicznych.

Specjaliści z sektora AI zwracają również uwagę na rosnącą rolę tzw. agencyjnej AI (ang. agentic AI), która będzie miała kluczowy wpływ na wiele sektorów gospodarki. Jest to sztuczna inteligencja, która działa autonomicznie, realizując złożone cele dzięki pamięci, zdolności uczenia się i współpracy z innymi agentami bez stałego nadzoru człowieka. W przeciwieństwie do tradycyjnej AI, nie tylko odpowiada na pojedyncze polecenia, ale potrafi planować, podejmować decyzje i wykonywać wieloetapowe zadania w dynamicznym środowisku.  Coraz więcej mówi się też o potencjalnym znaczeniu komputerów kwantowych – szczególnie w kontekście cyberbezpieczeństwa. Technologia komputerów kwantowych opiera się na zjawiskach mechaniki kwantowej, takich jak superpozycja i splątanie, co pozwala komputerom kwantowym przetwarzać ogromne ilości danych równocześnie, znacznie szybciej niż tradycyjne komputery w określonych zadaniach. Komputery kwantowe mogą być wykorzystywane m.in. do łamania szyfrowania, projektowania leków, optymalizacji procesów i modelowania złożonych zjawisk fizycznych czy chemicznych.

Ton raportu WEF jest umiarkowanie optymistyczny. Rynek pracy do 2030 roku będzie kształtowany przez intensywny rozwój technologii, zmiany klimatyczne, czynniki demograficzne i polityczne. Choć niektóre zawody zostaną wyparte przez nowe technologie, w ich miejsce powstaną inne, wymagające nowych kompetencji. Adaptacja do nadchodzących zmian będzie wymagać przemyślanych strategii zarówno po stronie pracodawców, jak i pracowników – z naciskiem na edukację, rozwój kompetencji i elastyczność zawodową.

Jacek J. Wojciechowicz
Autor jest członkiem TEP, wykładowcą Uniwersytetu Civitas, prezesem Ai4smart Sp. z o.o.

Trump pod presją rynku obligacji łagodzi stanowisko – ryzyko jednak pozostaje

  • Gwałtowny wzrost rynku daje ulgę, ale nie rozwiązanie: wstrzymanie ceł przez Donalda Trumpa na 90 dni pomogło złagodzić aktualne obawy, ale szerszy kontekst makroekonomiczny, kształtowany przez rosnący protekcjonizm i niestabilność polityczną, pozostaje bez zmian.
  • Polityka pozostaje reaktywna i nieprzewidywalna: zmiana podejścia administracji Trumpa była odpowiedzią na sygnały z rynku oraz ostrzeżenia o recesji, co podkreśla konieczność, aby inwestorzy zachowali elastyczność w szybko zmieniającym się środowisku.
  • Inwestorzy powinni skupić się na odporności i elastyczności: w obliczu ciągłej niepewności dotyczącej relacji handlowych między USA a Chinami, najbliższe trzy miesiące mogą charakteryzować się zwiększoną zmiennością. Kluczowe będzie odpowiednie pozycjonowanie portfela w oparciu o jakość, taktyczne podejście defensywne i zdyscyplinowane zarządzanie ryzykiem.

Charu Chanana, Główna Strateg Inwestycyjna w Saxo zwraca uwagę, że rynki odnotowały w środę spektakularne odbicie – Nasdaq poszybował w górę o 12%, a główne indeks odnotowały silne wzrosty. Powodem była niespodziewana decyzja prezydenta Trumpa o wstrzymaniu eskalacji ceł wobec partnerów handlowych, którzy nie odpowiadają działaniami odwetowymi. Ten ruch był wyraźną reakcją na rosnące napięcia rynkowe i obawy o recesję – bardziej przegrupowaniem niż odwróceniem kierunku polityki.

Kluczowy wniosek: Rajd na rynkach odzwierciedla krótkoterminowe złagodzenie ryzyk skrajnych (tzw. tail risks), a nie zmianę szerszej trajektorii makroekonomicznej lub politycznej.

Co skłoniło Trumpa do zmiany stanowiska?

Prezydent Trump wskazał na opinie wpływowych postaci ze świata finansów, takich jak Jamie Dimon, prezes JPMorgan Chase, który ostrzegał przed ryzykiem recesji. Dodatkowo, Trump przyznał, że sytuacja na rynku obligacji odegrała kluczową rolę i skłoniła go do ponownego przemyślenia strategii. Komentował: „Rynek obligacji jest bardzo trudny… Wczoraj widziałem, że ludzie zaczynają odczuwać pewien niepokój”.

Przekaz jest jasny: wyprzedaż aktywów ryzykownych wywarła presję na Biały Dom, zmuszając Trumpa do złagodzenia stanowiska w sprawie ceł, przynajmniej tymczasowo. Podkreśla to, jak bardzo reaktywna stała się obecna polityka, a także wzmacnia potrzebę zachowania elastyczności przez inwestorów w obliczu nieprzewidywalnych decyzji.

Co się zmieniło, a co pozostało bez zmian?

W skrócie:

  • 90-dniowa pauza w pełnym wdrożeniu taryf dla krajów, które nie stosują działań odwetowych, z tymczasową stawką 10%.
  • Brak dalszych podwyżek wobec Chin, mimo że wcześniejsza stawka 125% pozostaje w mocy.

Rzeczywistość:

  • Efektywna ważona stawka celna utrzymuje się na poziomie około 25% – z 10% stawką bazową dla 75 partnerów handlowych oraz 125% dla Chin.
  • Zmienił się rozkład ceł, z większą koncentracją na Chinach i mniejszą liczbą podwyżek ceł wobec sojuszników USA.
  • Wciąż brak rozwiązania w relacjach handlowych z Chinami, a negocjacje pozostają niepewne.

Kluczowe pytania na przyszłość

Aktywni inwestorzy powinni uważnie monitorować następujące kwestie:

  • Reakcja Chin – Pekin już wprowadził 84%-ową stawkę celną na towary z USA. Każda dodatkowa eskalacja lub celowe działania odwetowe mogą szybko zniweczyć ostatnie wzrosty rynkowe i skierować uwagę inwestorów na ryzyka związane z globalnymi łańcuchami dostaw oraz spadkiem popytu.
  • Wpływ na konsumentów – Ponieważ Chiny ponoszą obecnie główny ciężar presji handlowej ze strony USA, koszt tej polityki prawdopodobnie bardziej bezpośrednio obciąży amerykańskich importerów i konsumentów. Może to prowadzić do ponownej presji na marże dla międzynarodowych korporacji oraz osłabienia popytu konsumenckiego w drugiej połowie roku.
  • Trzymiesięczne okno zmienności – Okres negocjacji między USA a ich partnerami handlowymi prawdopodobnie będzie charakteryzował się nagłymi wahaniami rynkowymi, sprzecznymi komunikatami oraz zmieniającymi się oczekiwaniami rynku. Mało prawdopodobne jest, aby zapewnił stabilność polityczną lub kierunek, który pozwoliłby firmom wznowić normalne operacje biznesowe lub zrewidować strategiczne plany.
  • Reakcja korporacji i prognozy na przyszłość – Chociaż 90-dniowa przerwa daje firmom chwilową ulgę, niekoniecznie daje wystarczającą pewność, aby dyrektorzy mogli zrewidować prognozy finansowe lub podjąć decyzje o inwestycjach kapitałowych. Wiele firm prawdopodobnie przyjmie podejście „czekaj i zobacz”, biorąc pod uwagę zmienność polityczną i brak wyraźnej drogi do rozwiązania.
  • Strukturalny zwrot w kierunku protekcjonizmu – Pomimo krótkoterminowej ulgi, szerszy paradygmat ekonomiczny pozostaje niezmieniony: stopniowe wycofywanie się z wolnego handlu na rzecz bardziej podzielonego, protekcjonistycznego porządku globalnego. Ten zwrot wiąże się ze zwiększoną zmiennością polityczną oraz ograniczoną zdolnością firm do skutecznego planowania.
  • Luka wiarygodności i niepewność polityczna – Niestabilne sygnały polityczne ze strony administracji Trumpa nadal nie sprzyjają strategicznemu planowaniu zarówno w przypadku korporacji, jak i inwestorów. Wycofanie się z ceł było działaniem reaktywnym, a nie strategicznym, co wzmacnia poczucie, że polityka gospodarcza jest kierowana przez optykę rynkową, a nie spójny program działania.

Poszukiwanie stabilności w czasie burzy

W obliczu nieprzewidywalnych decyzji politycznych, inwestorzy aktywni powinni kłaść nacisk na odporność, a nie reagować na krótkoterminowe zmiany.

  • Skup się na jakości: Firmy z silnymi bilansami i siłą cenową są najlepiej przygotowane na dalszą zmienność rynku.
  • Bądź taktyczny w podejściu do defensywnych sektorów: Sektor użyteczności publicznej może szybko wrócić do łask, jeśli ryzyko recesji ponownie wzrośnie. Jednak sektor opieki zdrowotnej zmaga się z ryzykiem politycznym, zwłaszcza w kontekście propozycji Trumpa dotyczącej ceł na firmy farmaceutyczne. W przypadku produktów konsumpcyjnych może być kluczowa selektywność, w zależności od wytrzymałości ich łańcuchów dostaw.
  • Zarządzaj ekspozycją na instrumenty dłużne: Zachowaj ostrożność wobec ryzyka kredytowego i terminów zapadalności obligacji w obliczu utrzymującej się zmienności na rynku długu.
  • Bądź elastyczny: Kolejne 90 dni prawdopodobnie przyniesie więcej hałasu niż klarowności. Wykorzystuj korekty do rebalansowania portfela, a nie do gonienia za trendem.

Wall Street znów w trybie „risk off”, złoto na historycznym szczycie, dolar słabnie

Wczoraj na giełdach miała miejsce kolejna sesja wysokiej zmienności. Na Wall Street dominował tryb “risk off”. Euforia po ogłoszeniu 90-dniowej “pauzy taryfowej” nie trwała długo. Nastroje popsuła nowa informacja o planowanym przez Biały Dom nałożeniu wyższej stawki ceł na import chiński w wysokości 145 proc. 2 letnie obligacje USA spadły po niższym od oczekiwanego odczycie CPI za marzec. 10-letnie papiery wykonały odwrotny ruch co spowodowało “wystromienie” krzywej dochodowości. Dolar stracił na wartości natomiast złoto ustanowiło nowy historyczny szczyt powyżej 3200 USD za uncję trojańską.

Dolar amerykańskich znalazł się ponownie pod presją spadkową do czego przyczynił się wzrost ryzyka spowolnienia gospodarczego w USA. Jednocześnie niższe odczyty CPI wpływają na wzrost oczekiwań co do skali cięć stóp procentowych przez Fed w kolejnych miesiącach tego roku. Francois Villeroy z EBC podkreślił, że polityka gospodarcza USA podważa globalne zaufanie do amerykańskiej waluty. Unia Europejska zdecydowała się również na pauzę w nakładaniu taryf odwetowych na import towarów z USA na 90 dni. Widać, że Europa nie chce eskalować konfliktu. Dax na wczorajszej sesji zdołał zyskać 4,5 proc. Z Fedu płyną sygnały obaw. Austan Goolsbee uważa, że cła spowodują negatywny podażowy szok a ryzyko stagflacji jest poważnym problemem, co utrudni działanie Rezerwy Federalnej. Bez wątpienia to co się dzieje aktualnie wpłynie na większą dynamikę wzrostu cen i jednoczesne pogorszenie na rynku pracy. Fed będzie musiał zdecydować, co w danym momencie stanowi większe ryzyko.

Dane opublikowane przez Bureau of Labor Statistics wskazują na wyraźne wyhamowanie bazowej inflacji w Stanach Zjednoczonych w marcu. Jest to potencjalna ulga dla konsumentów, którzy przez lata zmagali się z wysokimi cenami. Efekt ten może okazać się jednak krótkotrwały w kontekście nasilającej się wojny handlowej i wprowadzonych niedawno ceł.

Bazowy wskaźnik CPI (z wyłączeniem cen żywności i energii), wzrósł jedynie o 0,1 proc. miesiąc do miesiąca – to najmniejsza dynamik od dziewięciu miesięcy. W ujęciu rocznym inflacja bazowa wyniosła 2,8 proc., co pozostaje najniższym poziomem od blisko czterech lat. Ogólny wskaźnik CPI spadł o 0,1 proc. miesiąc do miesiąca – pierwszy taki spadek od niemal pięciu lat – i wzrósł o 2,4 proc. rok do roku. Wyniki te były niższe od prognoz rynkowych.

Liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w tygodniu kończącym się 5 kwietnia wyniosła 223 tys., zgodnie z oczekiwaniami rynkowymi, ale nieco więcej niż 219 tys. tydzień wcześniej. Chociaż dane te wskazują na stabilność rynku pracy, rosnące obawy przedsiębiorstw mogą wpłynąć na przyszłe decyzje dotyczące zatrudnienia i inwestycji.​

Kurs EURUSD z dużym impetem pokonał dziś opór na 1,12 i szybko znalazł się blisko poziomu 1,14 (obecnie 1,1350). Główna para walutowa tym samym znalazła się najwyżej od lutego 2022 roku – czyli od momentu wybuchu wojny w Ukrainie. Zmienność jest wyjątkowo wysoka. “Przebicie” wspomnianego oporu oznacza, że notowania znalazły się poza górnym ograniczeniem szerokiej konsolidacji, która trwała w 2023 oraz 2024 roku. Z technicznego punktu widzenia otworzyła się droga na wyższe poziomy. Jeśli słabość USD się utrzyma (a rynek coraz mocniej będzie wyceniał cięcia stóp przez Fed), w średnim terminie możliwe, że zobaczymy 1,22-1,23 – to maksima z 2021 roku.

Łukasz Zembik OANDA TMS Brokers

Ponad miliard złotych z PFR Ventures trafiło do polskich firm za pośrednictwem funduszy PE

W portfelu PFR Ventures znajduje się 16 funduszy private equity, private debt i mezzanine. W ostatnich 5 latach, PFR Ventures alokowało do nich ponad 1 mld PLN Przełożyło się to na ponad 4 mld PLN inwestycji w polskie firmy.

PFR Ventures to największy polski inwestor instytucjonalny, który alokuje środki do funduszy venture capital (VC) i private equity (PE). Celem jest rozwój lokalnego, niepublicznego rynku kapitałowego i zapewnienie finansowania dla polskich spółek na każdym etapie rozwoju. W portfelu PFR Ventures znajduje się obecnie 16 funduszy PE (w tym funduszy dłużnych),do których alokowano ponad 1,1 mld PLN. Na ten moment zapewniły one finansowanie dla 80 polskich firm, które pozyskały od nich łącznie 4,2 mld PLN.

Mikołaj Raczyński, wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju
Mikołaj Raczyński, wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju

– Wiemy, że polskie zespoły zarządzające potrzebują więcej stabilności przy zbieraniu kapitału na kolejne fundusze. Obecność PFR Ventures to pierwszy filar lokalnego rynku – i chcemy dalej wzmacniać ten ekosystem, rozwijając nowe programy dostosowane do potrzeb gospodarki. Równolegle kluczowe jest poszerzanie grona krajowych inwestorów instytucjonalnych, gotowych inwestować w fundusze rynku prywatnego i budować lokalny zasób długoterminowego kapitału otwartego na ryzyko. Tylko przy rozwoju obu tych filarów możliwe będzie skuteczne wspieranie firm z potencjałem długofalowego wzrostu i budowanie silniejszej pozycji polskich firm na rynku międzynarodowym – mówi Mikołaj Raczyński, wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju

– Nasza strategia zakłada inwestycje w lokalne fundusze i międzynarodowe zespoły, które chcą finansować rozwój polskich firm. Mamy duże doświadczenie w ocenie kompetencji zespołów i współpracy z nimi. Chętnie podzielimy się naszym know-how z każdym, kto będzie chciał wejść w rynek funduszy PE – komentuje Rozalia Urbanek, dyrektorka inwestycyjna w PFR Ventures

Wśród funduszy, które pozyskały środki PFR Ventures znajdują się ACP, Avallon, Beechbrook, Apax, TCV, CVI, H.I.G, Innova Capital, PAI, Spire Capital, Syntaxis oraz Value4Capital. Cztery z tych zespołów to fundusze dłużne i mezzanine.

Fundusze PE z portfela PFR Ventures umożliwiły rozwój takich spółek jak Bielenda, Bracia Sadownicy, Clovin, Inelo, LuxVet, Oshee, Profi, R-gol, Shoper, Smyk czy WeNet. Finansowanie trafiło łącznie do ponad 80 firm. Strategia aktywnych zespołów zakłada kolejne inwestycje w drugie tyle firm.

Giełdy rosną, ale wojna handlowa trwa. Co naprawdę zmienia 90-dniowa pauza?

Kontrakty terminowe na indeks Eurostoxx 50 rosną w poniedziałek rano o około 8 proc. a na Dax o ponad 7 proc. Rynki europejskie szykują się do podążenia za dynamicznymi wzrostami, które miały miejsce w Azji i Stanach Zjednoczonych. Impulsem dla tej fali optymizmu była zapowiedź prezydenta Donalda Trumpa o 90-dniowym wstrzymaniu podwyższonych ceł.

Indeks SP 500 odnotował najlepszy jednodniowy wynik od czasu globalnego kryzysu finansowego. Jednak zakres dalszych wzrostów na giełdach może być ograniczony, głównie ze względu na utrzymujący się wysoki poziom średnich stawek celnych w USA oraz wciąż wątłe zaufaniu inwestorów.

Według szacunków Bloomberg Economics, średni poziom taryf w USA wynosi obecnie 24 proc., podczas gdy przed ogłoszeniem Trumpa sięgał 27 proc. Oznacza to, że całkowity wpływ na gospodarkę amerykańską nie ulega istotnej zmianie, mimo wprowadzonej pauzy w taryfach. To prawdopodobnie kluczowy powód, dla którego początkowy entuzjazm rynków zaczyna już gasnąć – amerykańskie kontrakty terminowe ponownie znajdują się na minusie.

Pamiętajmy, że ryzyko eskalacji wojny handlowej z Chinami nie znika. W dalszym ciągu istnieje realne zagrożenie, mimo deklarowanego okresu „pauzy” dla pozostałych krajów. Rynek pozostaje czujny, szczególnie w kontekście napiętych relacji z Pekinem.

Widać, że inwestorzy cały czas preferują aktywa bezpieczne. Pomimo odbicia na giełdach, kapitał jest kierowany także w stronę bezpiecznych aktywów, co wskazuje na ostrożne podejście do obecnego odbicia na rynkach akcji. Jen japoński zyskał 0,8 proc. względem dolara, wyraźnie przewyższając inne waluty z grupy G-10, natomiast złoto wzrosło o około 40 dolarów.

Zamieszanie wokół decyzji prezydenta Donalda Trumpa rodzi pytania czy nowe cła miały być trwałym narzędziem zmniejszania deficytu handlowego i źródłem wpływów budżetowych, czy raczej stanowiły formę presji negocjacyjnej, której celem było uzyskanie ustępstw od partnerów handlowych? Wczorajsza decyzja skłania zakładać, że celem było to drugie.

Istnieje także inna interpretacja, która zakłada, że Trump zaczyna się wycofywać z powodu chaosu, który wywołał na rynkach finansowych, oraz krytyki – także ze strony własnego obozu politycznego.

W najbliższym czasie obawy o recesję w USA mogą ustępować ale prawdopodobnie długoterminowe szkody pozostaną. Widać, że doszło do uszczerbku w statusie obligacji skarbowych USA jako bezpiecznej przystani, co nie zostanie łatwo zniwelowane, nawet jeśli Trump ponownie zmieni kurs.

Dowodem na to może być ostatnie umocnienie euro, które może wynikać z tego, że w czasach niepewności inwestorzy globalni szukają alternatywy dla amerykańskich “papierów” skarbowych wybierając niemieckie Bundy. Część tej przewagi może się utrzymać.

Łukasz Zembik, OANDA TMS Brokers

Zawieszenie ceł to tylko manewr. Wojna handlowa trwa dalej

Na giełdzie ostatnio bywa jak na rollercoasterze. Zanim wagonik z impetem spadnie w dół, musi najpierw mozolnie wspiąć się na szczyt. Ten spokojny moment, gdy wydaje się, że wszystko wraca do normy, to może być cisza przed burzą. I właśnie w takim miejscu mogą dziś znaleźć się rynki. W sytuacji gdy liderzy podejmują nieracjonalne (lub wyglądające na takie) decyzje, szczególnie ważne by w obliczu własnych finansów i inwestycji postawić na racjonalność. I spokojne podążanie w zgodzie z naszą strategią. To może się opłacić, kiedy wagonik kolejki znowu nabierze prędkości.

Donald Trump ogłosił 90-dniowe zawieszenie wyższych ceł wobec większości krajów. Decyzja zapadła kilka godzin po tym, jak weszły w życie nowe stawki celne na towary z blisko 60 państw. Czy to odwilż w trwającej od miesięcy wojnie handlowej? Na pierwszy rzut oka może tak być, ale gdy przyjrzymy się szczegółom, okaże się, że to raczej taktyczny manewr, a nie zmiana strategii.

Administracja USA utrzymała bazowe cła w wysokości 10 proc. na wszystkie importowane towary, w tym towary z UE i Polski. Wyjątkiem są Kanada i Meksyk. To oznacza, że taryfy nie znikają całkowicie a jedynie została zawieszona ich najbardziej kontrowersyjna i pogrążająca rynki część. Chiny, będące głównym przeciwnikiem USA w tej rozgrywce, nie zostały objęte żadną ulgą. Wręcz przeciwnie: nowe cła na chińskie towary sięgają aż 125 proc. To odpowiedź na 84-proc. chińskie taryfy odwetowe na import z USA. Mamy więc do czynienia nie z rozejmem, ale z dalszą eskalacją napięcia. Zawieszenie ceł dotyczy tylko tych krajów, które nie odpowiedziały retorsjami – czyli między innymi Unii Europejskiej, Wietnamu czy RPA. Gdyby zdecydowały się na kontratak, obowiązujące stawki mogłyby zostać podwojone.

Decyzja Trumpa miała wyraźny cel: zatrzymać rynkowe spadki. W ostatnich dniach giełdy przeżywały poważne tąpnięcie, a rentowności amerykańskich obligacji wzrosły do 4,5 proc. W odpowiedzi na komunikat o zawieszeniu ceł indeksy wystrzeliły: S&P500 wczoraj zyskał 9,5 proc., Nasdaq ponad 12 proc., a dziś WIG20 notuje wzrost o ponad 4 proc. To pokazuje, jak silnie rynki reagują na zmiany tonu w polityce gospodarczej USA. Ale nie oznacza to wcale, że problem został rozwiązany. Inwestorzy nie powinni zapominać, że zmienność w każdej chwili może powrócić.

Dla inwestora najważniejsza informacja jest prosta: wojna handlowa trwa nadal. Chiny są i pozostaną głównym celem działań administracji Trumpa. To właśnie ten front może wywołać największe konsekwencje, i to zarówno dla globalnych łańcuchów dostaw, jak i dla wycen spółek przemysłowych, technologicznych czy motoryzacyjnych. Najbardziej narażone sektory to te, które opierają się na eksporcie do USA lub korzystają z importowanych komponentów. Jednocześnie kapitał płynie do bezpiecznych przystani. Frank szwajcarski zyskuje na wartości, a popyt na obligacje USA rośnie. To sygnał, że inwestorzy nadal są nerwowi, mimo chwilowego odbicia indeksów.

W sytuacji, w której polityczne decyzje bywają chaotyczne, a wypowiedzi liderów zmieniają kierunek rynków w ciągu minut, inwestorzy powinni kierować się chłodną analizą. Niekiedy największą siłą nie jest szybka reakcja, ale odporność na szum informacyjny. Nawet jeśli działania rządów czy liderów wydają się nieracjonalne, inwestycyjne decyzje nie powinny takie być. Liczy się strategia – elastyczna, zdywersyfikowana, przygotowana na zmienność i zdolna do szybkich korekt, gdy sytuacja wymaga zmiany kursu.

Wczorajsze i dzisiejsze wzrosty to dobry znak, ale sygnał do świętowania. Rynek odreagowuje panikę sprzed kilku dni, ale nie zapomina o zagrożeniach, które wciąż są aktualne. Rollercoaster nie zatrzymał się – po spokojnym podjeździe w górę może nastąpić kolejny dramatyczny zjazd. To jeszcze nie koniec wojny handlowej. I warto o tym pamiętać, zanim podejmiemy kolejną decyzję inwestycyjną.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Trump gra cłami, Powell milczy

Celny rollercoaster po raz kolejny wpływa na gospodarkę. Tym razem mamy jednak pozytywne zaskoczenie. Co prawda dolar słabo zniósł spadek ryzyka, ale w nowej sytuacji całkiem komfortowo czuje się polski złoty. 

Cła jako narzędzie negocjacji

Polityka prezydenta USA obraca się głównie wokół tematu taryf. To nimi karmione są umysły inwestorów (i nie tylko) z całego świata. Jednego dnia zarówno kraje, jak i rynki są pełne strachu. Drugiego dochodzi do zwrotu o 180 stopni, który doprowadza do euforii i optymizmu. Efekt? Gigantyczna zmienność rynków. Ogłoszona wczoraj 90-dniowa pauza taryfowa na towary wwożone do USA to kolejna zagrywka prezydenta USA. To ta wiadomość skradła serca inwestorów, choć należy dodać, że podstawowa stawka 10% nadal obowiązuje. Co więcej, do 125% podniesiono cła na Chiny (efekt odwetu Państwa Środka w postaci 84% dodatkowej opłaty na towary z USA), a Kanada i Meksyk nie załapały się na wcześniej wspomnianą pauzę. Warto przypomnieć, że plotka o 90-dniowym odroczeniu ceł pojawiła się dwa dni temu, o czym pisaliśmy we wtorkowym komentarzu, jednak szybko została zdementowana przez Biały Dom. Ostatecznie, podwyższone wczoraj stawki zostały zniesione około 13 godzin po ich wejściu w życie. Dodam, że całej sytuacji spokojnie przyglądał się Jerome Powell. Naciskany z wielu stron FED do dziś nie wykonał żadnego ruchu.

Od strachu po euforię

Skutki środowej informacji były szalone. Amerykański Indeks Nasdaq 100, zdominowany przez spółki technologiczne, odnotował największy wzrost od października 2008 r. – niebagatelne 12%. Nieco niżej, bo na 9% zysku, zamknął się S&P 500, w którego skład wchodzi 500 firm o największej kapitalizacji w USA. Co ciekawe, nie zyskały akcje firm związanych z Chinami. Straty odnotowało np. Weibo (-2,3%) czy Sohu.com (-9,7%). Dodatkowo zmniejszyła się skala wyprzedaży amerykańskich obligacji. Wzrost cen oznacza spadek ich rentowności, który jednak nie zdołał wymazać zwyżki z tego tygodnia. 10-latki zeszły dziś do poziomu 4,31%, po uprzednim skoku z 3,9% do 4,5%. W mediach pojawiły się informacje, że to właśnie rynek długu był uważnie analizowany przez prezydenta USA podczas podejmowania wczorajszej decyzji o 90-dniowej pauzie celnej.

Trump, Powell i USD

W środę wieczorem poznaliśmy najnowsze zapiski FED. Zawarto w nich obawy o poziom inflacji, który może być podwyższony przez cła. Dla decydentów z USA nie jest to komfortowe otoczenie do redukcji kosztu pieniądza. Co więcej, od wczoraj prawdopodobieństwo majowej obniżki stóp spadło poniżej 20%. Dodatkowo niektóre analizy mówią już tylko o trzech, a nie pięciu cięciach w tym roku. Mimo że polityka monetarna sugeruje umocnienie dolara, USD wczoraj tracił, co było związane z istotną redukcją ryzyka na rynku. Kurs EUR/USD wrócił dziś w południe do poziomu 1,109 USD. Osłabienie dolara wykorzystuje złoty, który umacnia się do głównych walut. W czwartek przed 14:00 kurs EUR/PLN oscyluje przy 4,25 PLN, kurs USD/PLN schodzi do 3,84 PLN, kurs GBP/PLN to 4,96 PLN, a CHF/PLN ociera się o 4,57 PLN. Najbliższe wzmożenie zmienności może mieć miejsce o godzinie 14:30, kiedy to poznamy najnowsze odczyty inflacji konsumenckiej z USA.

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

Łódzkie liderem rynku logistycznego w Polsce – wzrost najmu o 61% r/r

W 2024 r. województwo łódzkie umocniło swoją pozycję jako kluczowy punkt na logistycznej mapie Polski. Region osiągnął rekordowy wolumen transakcji najmu powierzchni przemysłowo-logistycznych na poziomie 1 mln mkw., notując wzrost o 61% r/r. Mimo spadku nowej podaży i wyhamowania aktywności deweloperskiej, woj. łódzkie pozostaje rynkiem pierwszego wyboru dla centralnych operacji największych firm handlowych i dystrybucyjnych. Stabilne stawki czynszów, dostępność dużych modułów i korzystne położenie geograficzne sprawiają, że region utrzymuje status jednego z najbardziej konkurencyjnych i dojrzałych rynków magazynowych w kraju. Największa polska firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych AXI IMMO prezentuje analizę rynku powierzchni przemysłowych i logistycznych w specjalnej publikacji „Łódzka migawka rynkowa”.

W 2024 r. województwo łódzkie odnotowało najwyższy w swojej historii poziom aktywności najemców. Popyt brutto wyniósł 1 mln mkw., a popyt netto sięgnął 495 000 mkw. – to wzrosty względem poprzedniego roku na poziomie odpowiednio 61% i 56%. Co warte podkreślenia, ponad połowę transakcji stanowiły przedłużenia dotychczasowych umów, co świadczy o dojrzałości rynku i silnym przywiązaniu firm do lokalizacji. W całkowitym wolumenie transakcji w 2024 r. największą aktywność wśród najemców odnotował sektor handlowy, który uzyskał wyższy wynik od dotychczasowego lidera tj. operatorów logistycznych (3PL). Udział sieci handlowych w popycie brutto wyniósł 37%, z kolei w popycie netto aż 58%. Zdaniem analityków AXI IMMO to efekt zmian w zarządzaniu łańcuchem dostaw, w których sieci coraz częściej decydują się na prowadzenie własnych operacji logistycznych w centralnej Polsce. Taka strategia pozwala na wewnętrzne zarządzanie procesami dystrybucji, a także elastyczne reagowanie na potrzeby konsumentów i zmieniające się warunki rynkowe. Wśród największych transakcji najmu znalazły się m.in. przedłużenie i ekspansja klienta z sektora e-commerce na 105 700 mkw. w Hillwood Stryków II czy dwie umowy podpisane przez najemców z sektora handlowego kolejno na 72 000 mkw. (przedłużenie) w Central European Logistics Hub oraz 62 000 mkw. (nowa umowa) w Hillwood Łódź II (Chocianowice).

Hubert Wojtera, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, AXI IMMO, wskazuje: „Rynek magazynowy w woj. łódzkim na tle całej Polski wyróżnia się pod względem skali realizowanych transakcji. W ubiegłym roku na 75 zarejestrowanych umów najmu, aż 75% dotyczyło powierzchni przekraczających 10 tys. mkw. Tak wysoka średnia wielkość podpisywanych kontraktów to ewenement na tle innych rynków i potwierdzenie roli województwa łódzkiego jako głównego ośrodka dla magazynów centralnych największych firm operujących w Polsce. Największe umowy najmu podpisywane są już nie tylko w Strykowie, uznawanym za największe zagłębie magazynów centralnych w regionie, ale także w Zgierzu, na południe od Łodzi w okolicach Tuszyna czy na wschód przy węźle Nowosolna”.

Zgodnie z trendem ogólnopolskim, aktywność deweloperska w woj. łódzkim również spadła. Nowa podaż w 2024 r. wyniosła 343 000 mkw. (-17% r/r), a powierzchnia w budowie zmniejszyła się do 232 000 mkw. (-42% r/r). Mimo to region pozostaje w czołówce pod względem liczby inwestycji, a wśród największych ukończonych w 2024 r. projektów znalazły się m.in. Hillwood Park Zgierz II (blisko 77 000 mkw.) oraz MDC2 Park Łódź South (52 000 mkw.). Wobec tego na koniec 2024 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni przemysłowej i logistycznej w regionie wyniosły 4,9 mln mkw. Na uwagę zasługuje również fakt, że 51% powierzchni w budowie miało charakter spekulacyjny, co nadal przekracza średnią krajową i świadczy o zaufaniu deweloperów do potencjału rynku. Na koniec 2024 r. poziom pustostanów w regionie wyniósł 9,7% i był to najwyższy wynik spośród pięciu głównych rynków magazynowych w kraju. W liczbach bezwzględnych do wynajęcia pozostawało ok. 475 000 mkw., głównie w formie dużych modułów o powierzchni powyżej 10 tys. mkw.

Czynsze ofertowe w województwie łódzkim utrzymują się na stabilnym poziomie i mieszczą się w przedziale od 3,6 do 4,6 EUR/mkw./mies. Najniższe stawki dostępne są w Piotrkowie Trybunalskim, a najwyższe – w Łodzi.

Hubert Wojtera, podsumowuje: „Rok 2025 zapowiada się jako okres stabilizacji. Przewidujemy kontynuację trendu renegocjacji umów, jednak oczekiwana poprawa sytuacji gospodarczej może przełożyć się na wzrost liczby ekspansji. Deweloperzy będą uważniej analizować lokalizacje i projekty, nie rezygnując jednak z inwestycji spekulacyjnych w kluczowych punktach regionu”.

Kto trzyma lepszą rękę? Trump kontra reszta świata

Sytuacja na rynkach finansowych zmieniła się o 180 stopni od czasu, gdy w ubiegłym tygodniu ogłoszono niszczycielskie cła Trumpa, które uderzyły w aktywa ryzykowne i sprawiły, że środowisko handlowe jest wysoce nieprzewidywalne.

Kluczowe punkty:

  • Amerykańskie cła wchodzą w życie, rynki pozostają zmienne.
  • Trump wprowadza 104-procentowe cła dla Chin.
  • Średnia stawka celna najwyższa od 1909 r.
  • Wyprzedaż na rynku akcji trwa, zwłaszcza w Azji.
  • Status safe haven USD blednie w obliczu obaw dot. recesji.
  • Apetyt na ryzyko ma pozostać słaby.

Same obostrzenia handlowe nie są niczym niespodziewanym – Trump i jego najbliżsi współpracownicy od dawna sygnalizowali, że 2 kwietnia ogłoszą cła odwetowe. Ich poziom i ogólna natura jednak totalnie zaskoczyły rynki. Na niemal wszystkie kraje nałożono bazowe cła w wysokości 10%, znalazło się jednak kilka wyjątków (zabrakło chociażby Kanady i Meksyku). Dla wielu krajów cła importowe są jednak znacznie wyższe – szczególnie dla Chin (104%) i ogólnie Azji oraz dla Unii Europejskiej (20%).

Wykres 1: Średnia stawka celna w USA (1960 – 2025)Jak zwykle bywa w okresach większego napięcia, pierwszą reakcją uczestników rynku była wyprzedaż aktywów ryzykownych i kupno bezpiecznych. Rynki akcji ucierpiały tuż po „dniu wyzwolenia”, ponieważ inwestorzy obstawiali, że restrykcje handlowe nie tylko zaważą na wzroście w USA, ale też zaszkodzą globalnej gospodarce. Wiele głównych indeksów, w tym S&P 500, który w ubiegłym tygodniu odnotował największy jednodniowy spadek od 2020 r., spadło w pewnym momencie o ponad 10%, a wskaźnik zmienności giełdowej VIX wzrósł do najwyższego poziomu od początku pandemii.

 

Wykres 2: Jednodniowa zmiana S&P 500 [%] (2005 – 2025)

Ciekawy przypadek dolara

Reakcja walut nie była tak przewidywalna. Zwycięzcami pozostają na razie będące safe have jen japoński i frank szwajcarski, co nie jest zaskakujące, euro zaś przez wysoką płynność stało się quasi-safe haven. Jednym z większych przegranych jest zaś dolar australijski, stanowiący najlepsze na świecie proxy dla chińskiej gospodarki i juana – od środy stracił już ponad 4%. Co ciekawe, waluty azjatyckie radzą sobie całkiem nieźle, a waluty Ameryki Łacińskiej, które początkowo zyskiwały, tracą przez obawy, że spowolnienie w Chinach wpłynie negatywnie na ceny surowców.

Logika ekonomiczna sugerowałaby, że wyższe cła w USA będą dla dolara korzystne, choćby dlatego, że safe haven zwykle zyskują w okresach podwyższonej niepewności i stresu na rynkach. Tym razem jest jednak inaczej. Wiążemy to zarówno z obawami, że cła mogą przesądzić o recesji w USA (wyceny Polymarket sugerują obecnie, że jej prawdopodobieństwo w 2025 r. wynosi 59%), jak i dziwacznym oraz niemającym uzasadnienia sposobem ustalania wysokości ceł, który podważył zaufanie do międzynarodowego ładu tworzonego przez USA.

Wykres 3: Prawdopodobieństwo recesji w USA wg Polymarket (luty ‘25 – kwiecień ‘25)

Recesja w USA: nieuchronna czy do uniknięcia?

Prognozy dla globalnej gospodarki zostały już zrewidowane w dół po ogłoszeniu ceł. Bez wątpienia czeka nas jeszcze niejedna tego typu rewizja, a skala ostatecznych zmian zależy od tego, na jakim poziomie znajdzie się docelowo średnia stawka celna. Pewni jesteśmy jedynie tego, że cła nie są dobre dla globalnego wzrostu i jeśli pozostaną bliskie obecnym poziomom, perspektywy globalne znacznie się pogorszą, m.in. przez to, że:

  • przepływy handlowe zmniejszą się, a na ustalenie alternatywnych szlaków handlowych potrzeba czasu;
  • wystąpią zakłócenia łańcuchów dostaw;
  • firmy prawdopodobnie opóźnią inwestycje i decyzje dotyczące zatrudnienia ze względu na niepewność związaną z cłami i ekonomiczną;
  • niższe wyceny akcji prawdopodobnie obniżą wydatki konsumenckie, poczucie bycia w gorszej sytuacji finansowej może bowiem prowadzić do zaciskania pasa.

Choć azjatycka gospodarka jest jedną z najbardziej narażonych na spowolnienie spowodowane cłami, uwaga skupia się teraz wyraźnie na ich wpływie na gospodarkę amerykańską, dla której będą podwójnym ciosem: nie tylko osłabią sentyment, ale też podbiją inflację. Jesteśmy ciekawi, jak na stagflacyjne ryzyko stwarzane przez restrykcje handlowe odpowie Rezerwa Federalna. Wciąż uważamy, że uwaga skupi się w dużej mierze na inflacji, a obecne wyceny rynkowe (90 pb. cięć do końca roku) są nadmierne – tak wydają się sugerować piątkowe wypowiedzi prezesa Fedu Jerome’a Powella.

Wielka gra w cykora

Sądzimy, że dalsza sytuacja na rynku zależy w dużej mierze od tego, jak przebiegną nadchodzące negocjacje, a mianowicie, czy Trump złagodzi swoje stanowisko w kontekście ceł i czy będą one tymczasowe.

W ciągu ostatnich co najmniej 24 godzin na rynek powrócił pozorny ostrożny optymizm, jako że inwestorzy trzymają się nadziei, że uda się osiągnąć kompromisy, w wyniku których cła nie będą tak wysokie. We wtorek akcje doświadczyły odbicia (indeks Stoxx 600 odnotował najlepszy dzień od października 2022 r.) po komentarzach sekretarza skarbu USA Scotta Bessenta, który powiedział, że z krajami, które będą chciały zaoferować pomoc i negocjować, możliwe jest zawarcie „dobrych układów”. Gdy tylko otoczka zaufania zaczęła wracać na rynki, Trump ogłosił jednak dodatkowe 50% ceł na Chiny (w wyniku czego rosną do 104%), co ponownie znacznie pogorszyło sentyment do ryzyka. W środę rano rynki akcji raz jeszcze spadły, a kurs EUR/USD wrócił powyżej poziomu 1,10.

Uważamy, że uda się osiągnąć porozumienia, które ostatecznie zmniejszą ekonomiczne szkody spowodowane cłami. Niepewność pozostaje jednak niebotycznie wysoka, jako że nie możemy mieć żadnej pewności, ile ostatecznie wyniesie średnia stawka celna ani kiedy zostaną zawarte porozumienia. Wydaje się, że apetyt na ryzyko pozostanie na razie chwiejny, i spodziewamy się, że safe haven będą radziły sobie dobrze tak długo, jak długo Trump będzie podtrzymywać swoją ultraprotekcjonistyczną politykę. W takim otoczeniu spodziewalibyśmy się, że dolar chociaż częściowo odzyska status waluty safe haven. Indeks USD odrobił część strat po „dniu wyzwolenia”.

Autor: Matthew Ryan, CFA – szef działu analiz rynkowych Ebury

USA i Chiny zaostrzają wojnę celną. Rynki reagują nerwowo, ropa w trendzie spadkowym

Wiadomością dnia jest wymiana ciosów pomiędzy USA a Chinami w ramach kolejnych odpowiedzi w wojnie handlowej. W tle mamy gigantyczne przeceny ropy naftowej, a Nowa Zelandia obniża stopy procentowe.

Chiny z dodatkowymi cłami

Pekin jako pierwszy zdecydował się odpowiedzieć na amerykańskie cła. Amerykanie zgodnie z zapowiedziami nie pozostali dłużni w zamian za taryfy odwetowe. Wczoraj ogłosili zatem dodatkową stawkę celną. Oznacza to, że łączne cła na chińskie produkty wynoszą już 104%, a nowe stawki weszły w życie zgodnie z planem, dokładnie 9 kwietnia. Reakcja rynków była pewnym zaskoczeniem. Giełdy azjatyckie otworzyły się spadkami. W dalszej części dnia jednak rynki w Japonii czy Korei kontynuowały obniżki. Z kolei chińskie indeksy, które powinny ucierpieć najbardziej, okazuje się, że dzisiaj rosną. Generalnie chiński parkiet zachowuje się w tym roku dużo lepiej od japońskiego, który ma naprawdę słabą passę. Z drugiej strony rynek walutowy nie był już tak łaskawy. W szczytowym momencie juan osłabiał się w nocy o niemal 2% względem złotego.

Co z ropą naftową?

W ciągu ostatnich pięciu dni cena baryłki ropy naftowej obniżyła się o niemal 20%. Powód jest prosty – skoro pojawiają się cła, to rynek spodziewa się załamania globalnego handlu. Nie bez znaczenia jest też oczekiwane zmniejszenie aktywności gospodarczej. Głośno się mówi o tym, że przy tak dużym spadku należy się spodziewać interwencji rynkowych. Wielu analityków wskazuje, że nadzwyczajne ruchy ze strony państw OPEC są realnie nieuniknione. Ceny hurtowe paliw w Polsce, które mają przełożenie na ceny na stacjach, spadają dużo wolniej. Trzeba jednak pamiętać, że ropa, która jest dzisiaj w rafineriach, została kupiona znacznie drożej.

Nowa Zelandia tnie stopy procentowe

W nocy Bank Rezerwy Nowej Zelandii zgodnie z oczekiwaniami analityków podjął decyzję o obniżeniu stóp procentowych o 0,25%. Wskaźnik wynosi aktualnie 3,5%. Powodem cięcia jest utrzymywanie się inflacji już drugi kwartał z rzędu na poziomie 2,2%. Kraj ten jest w o tyle dobrej sytuacji, że w ramach wojny celnej nie doczekał się żadnych dodatkowych ceł ze strony USA, tylko standardową stawkę 10%. Nowa Zelandia nie odczuje jednak przesadnie tych taryf, gdyż słabnący ostatnio dolar nowozelandzki spowoduje, że eksport będzie bardziej konkurencyjny.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

20:00 – USA – protokół z posiedzenia FOMC.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

USA na kursie kolizyjnym z Chinami i Europą. Czy Trump ugnie się pod presją rynków?

Po wprowadzeniu ceł rynki finansowe zareagowały bardzo negatywnie, zwiększając obawy recesyjne. Obecnie obserwujemy pewną odwilż, ale rodzi się pytanie, wobec kogo Trump ugnie się w najbliższym czasie. Czy będzie to reakcja na obawy recesyjne, które odzwierciedla korekta na rynkach, czy też wyniki negocjacji z innymi krajami? Trump zdaje się być świadomy tej sytuacji i dąży do utrzymania nałożonych ceł, aby wynegocjować korzystne warunki, unikając jednocześnie recesji i załamania na giełdach.

To bardzo trudne do zrealizowania i najbliższe miesiące mogą przynieść duże zmiany, niepewność oraz strach na rynkach finansowych. Inwestorzy będą starali się przewidzieć moment, w którym Trump ugnie się pod presją recesji, jednocześnie Trump będzie musiał komunikować, że trzyma się swojej strategii, mając na uwadze oczekiwania rządów negocjujących z nim. – Jeżeli cła pozostaną na tak wysokim poziomie, jak pierwotnie nałożone, szanse na recesję w Ameryce szacuję na 40-50% – powiedział serwisowi eNewsroom Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – Konsumenci i firmy wstrzymają wydatki oraz inwestycje, obawiając się działań odwetowych ze strony innych krajów. Gospodarstwa domowe mają obawy związane z inflacją oraz możliwością zwolnień, co przekłada się na mniejsze wydatki. W rezultacie, mogą wystąpić poważne trudności w amerykańskiej gospodarce. Prognozy wzrostu dla USA zmieniają się z 2,5% zakładanych jeszcze miesiąc temu do około 1% lub mniej dzisiaj. Spowolnienie w Ameryce wpłynie także na gospodarki europejskie, azjatyckie, a również polską, chociaż w nierównym stopniu. Jest większa szansa na osiągnięcie kompromisu z Europą, ponieważ deficyt handlowy USA z Europą jest kompensowany przez nadwyżkę usług cyfrowych, co może ułatwić negocjacje. Natomiast cła nałożone na Chiny są wyższe od oczekiwań i ta linia konfliktu eskaluje. Chiny nałożyły cła odwetowe, a Trump zapowiedział dalsze kroki, jeśli Chiny nie ustąpią. Można się spodziewać intensywniejszego starcia na linii USA-Chiny niż na linii USA-Europa, co wpłynie na handel międzynarodowy i problemy z łańcuchami dostaw, co z kolei może zagrażać spowolnieniu w Europie i Polsce. Czekamy, jak rozwiną się negocjacje i jak długo Trump wytrwa pod presją rynków finansowych. Pierwsza reakcja rynków to przecena giełd oraz walut, ale najgorszy moment może jeszcze nadejść. Jeżeli inwestorzy zaczną wycofywać swoje pieniądze z funduszy inwestycyjnych, zacznie to wywoływać panikę, co doprowadzi do sprzedaży aktywów, nawet amerykańskich obligacji. Pierwsze sygnały tej paniki pojawiły się na przełomie poniedziałku i wtorku, ale na razie się zatrzymały. Jeśli sytuacja się pogorszy, może to prowadzić do głębszej recesji w Ameryce oraz spowolnienia w Europie, a bez wsparcia ze strony FED-u nie ma szans na szybkie wyjście z kryzysu – podsumowuje Benecki.

Nie panikują, kupują. Amerykańscy i polscy inwestorzy wierzą w odbicie

Analityk eToro w USA, Bret Kenwell podkreśla, że pomimo ogromnej zmienności oraz silnej presji podażowej, inwestorzy indywidualni w Stanach Zjednoczonych postrzegają obecną wyprzedaż jako okazję inwestycyjną. Chociaż w pierwszym kwartale odnotowano ponadprzeciętne straty w kluczowych sektorach, m.in. w obszarze technologii i dóbr konsumpcyjnych, pozostają one jednymi z ulubionych segmentów portfeli inwestorów. Łącznie rynek technologii i dóbr luksusowych odpowiada za ponad 40 proc. udziału w indeksie S&P 500.

Oba te sektory zanotowały gorsze wyniki niż szeroki rynek (S&P 500) od początku roku i są jedynymi, które pozostają w tyle za benchmarkiem. Pomimo zaistniałej sytuacji to właśnie w ramach tych przecenionych sektorów inwestorzy kupują “dołki”. 3 kwietnia — podczas pierwszej sesji po tzw. „Dniu Wyzwolenia” ogłoszonym przez prezydenta Trumpa — akcje takie jak Nvidia, Amazon i Nike znalazły się wśród najczęściej kupowanych na świecie przez użytkowników platformy eToro.

Liczba otwieranych pozycji długich była o 51 proc. wyższa niż średnia dzienna z marca. W szczególności więcej inwestorów otworzyło pozycje na takich spółkach jak Nvidia, Amazon, Apple, Meta, Nike, AMD i Alphabet, niż je zamknęło. Odwrotna sytuacja miała miejsce w przypadku Microsoftu i Tesli.

Biorąc pod uwagę kontynuację wyprzedaży w kolejnych dniach, mogłoby się wydawać, że inwestorzy weszli na rynek zbyt wcześnie. Jednakże precyzyjne wyznaczenie momentu zwrotu jest niezwykle trudne, a dane historyczne przemawiają na korzyść długoterminowych stóp zwrotu po gwałtownych i bolesnych spadkach.

Paweł Majtkowski: Warto pamiętać o horyzoncie długoterminowym

Paweł Majtkowski, polski analityk eToro zauważa, że historia pokazuje, że rynki przechodzą przez cykle – wzrosty i spadki są naturalnym elementem ich funkcjonowania. Niektórzy inwestorzy w takich okresach decydują się przeczekać trudniejszy czas, inni – stają się bardziej selektywni i skupiają się na firmach odpornych na nowe regulacje. Warto zauważyć, że aż 35 proc. Polaków objętych najnowszą edycją badania Pulsu Inwestora Indywidualnego w obliczu niepewności, z jaką my do czynienia obecnie, chce dokonać zmian w swoich portfelach. Jednak równie duża grupa polskich inwestorów indywidualnych (31 proc.) planuje trzymać się swojej dotychczasowej strategii inwestycyjnej w okresach zmienności rynku i nie uwzględnia w niej znaczących zmian. Technologia pozostaje wciąż najchętniej wybieranym przez Polaków obszarem inwestycyjnym, decyduje się na nią 16 proc. badanych. Polacy coraz częściej inwestują także w nieruchomości i usługi finansowe (wzrost o 3 proc. w obu przypadkach). Wzrost można zaobserwować także dla dóbr konsumpcyjnych (+5 proc.).

Przy długim horyzoncie czasowym – np. 10 czy 15 lat – spadku są już wliczone w nasza inwestcyjną strategię. I warto pamiętać, że w długiej perspektywie akcje przyniosą nam założone zyski. Nawet jeśli uważamy, że obecna sytuacja jest czymś bez precedensu, to warto przyglądać się danym z przeszłości, które pokazują, że rynek zdoła się odbudować. Jak wynika z badania eToro, w Polsce inwestorzy indywidualni przyjmują raczej długoterminową perspektywę inwestycyjną. Prawie połowa (47 proc.) uczestników badania trzyma swoje pozycje przez lata, a kolejne 5 proc. przez dekady. Jednak nadal dość znaczna liczba inwestorów przyjmuje krótszy horyzont inwestycyjny: 34 proc. trzyma aktywa przez miesiące, 8 proc. przez kilka tygodni, a 2 proc. przez kilka dni.

W każdej sytuacji powinniśmy działać zgodnie z naszą wcześniejszą strategią. Jeśli inwestujemy długoterminowo prawdopodobnie nie powinniśmy zmieniać składu naszego portfela. Chodzi o to żeby przyniósł nam założone dochodowy w okresie, na jaki został zaplanowany. Cześć inwestorów, szczególnie tych którzy wpłacają regularnie pieniądze na swoje inwestycje, może wykorzystać ten moment, by wpłacić więcej – w sytuacji w której akcje stały się na rynku tańsze. Obecna sytuacja to dobry moment by postawić na dywersyfikacją, czyli większe zrównoważenie naszego portfela. Widzimy bowiem, że różne rynki w różnym stopniu reagują na taryfy celne i obecną sytuację. Jeśli mamy większość naszych środków zainwestowanych w Polsce, jest to okazja by poszerzyć swój portfel o akcje amerykańskie i europejskie.

GOZ w branży detalicznej i konsumenckiej. Gdzie jesteśmy, dokąd zmierzamy?

Przejście na gospodarkę o obiegu zamkniętym (GOZ) jest kluczowym wyzwaniem dla firm z sektora dóbr konsumpcyjnych i handlu detalicznego. Choć coraz częściej deklarują one ambicje w tym obszarze, realizacja konkretnych działań napotyka na szereg barier – od braku mierzalnych celów po ograniczenia technologiczne i operacyjne. Pozytywnie wyróżniają się jednak niektóre podsektory, takie jak branża elektroniki użytkowej, dóbr luksusowych czy sektor modowy, które coraz intensywniej wdrażają rozwiązania zgodne z zasadami cyrkularności. Raport KPMG International pt. „From talk to action. Paving the way for a circular economy in the consumer goods and retail industry” prezentuje poziom gotowości firm do transformacji cyrkularnej i wskazuje liderów zmian.

Branża elektroniki użytkowej liderem w rankingu cyrkularności

Raport KPMG analizuje stopień realizacji założeń GOZ w poszczególnych podsektorach. Na czele zestawienia znalazła się branża elektroniki użytkowej (średni wynik: 6,75 pkt w 10-punktowej skali), która skupia się na efektywności materiałowej, recyklingu elektrośmieci oraz redukcji odpadów. Kolejne miejsca zajęły branża dóbr luksusowych (5,88 pkt) oraz modowa (5,82 pkt), które deklarują dążenie do zwiększania udziału materiałów pochodzących z recyklingu i wydłużania cyklu życia produktów. Sektor spożywczy (5,73 pkt) wyróżnia się kompleksowym podejściem do cyrkularności w całym łańcuchu wartości, obejmującym zrównoważone pozyskiwanie surowców oraz rozwiązania dotyczące opakowań.

Wyniki globalnego badania wskazują na interesującą zależność – podczas gdy najlepsze wyniki uzyskiwane są w deklaracjach dotyczących ambicji i strategii firm, to bardziej konkretne, mierzalne działania, takie jak przyjęcie celów cyrkularności czy zmapowanie wykorzystywanych surowców, wypadły najsłabiej spośród sześciu analizowanych zagadnień. Proces przejścia od ogólnych deklaracji do konkretnych zmian wymaga od firm poszerzania kompetencji, a także zbierania i analizowania danych, między innymi dotyczących przepływów materiałowych czy cyklu życia produktów. Warto dodać, że tematyka gospodarki o obiegu zamkniętym pojawia się także w legislacji dotyczącej zrównoważonego rozwoju, na przykład w Taksonomii UE czy w raportowaniu zgodnym z dyrektywą CSRD. Stawka jest wysoka – przejście na model GOZ pozwala na redukcję emisji gazów cieplarnianych oraz kosztów związanych z zarządzaniem odpadami, co zmniejsza zależność od surowców pierwotnych i paliw kopalnych. Model ten łagodzi także ryzyko zakłóceń w łańcuchu dostaw, podnosząc odporność operacyjną firm – dodaje Justyna Wysocka-Golec, Partnerka, Liderka Zespołu ESG, Dekarbonizacji i Bioróżnorodności w KPMG w Polsce.

Transformacja w kierunku gospodarki o obiegu zamkniętym wymaga nie tylko zmian operacyjnych, ale także strategicznych decyzji opartych na rzetelnych analizach i długofalowym podejściu. Kluczowe jest wykorzystanie danych do monitorowania postępów i identyfikacji obszarów wymagających optymalizacji. Widać wyraźny trend, w którym liderzy rynku decydują się na kompleksowe audyty i wdrażanie innowacyjnych rozwiązań technologicznych wspierających GOZ. Firmy, które zintegrowały cyrkularność ze swoją strategią biznesową, nie tylko minimalizują straty surowców, ale także budują przewagę konkurencyjną poprzez zwiększenie efektywności operacyjnej oraz spełnianie rosnących oczekiwań regulacyjnych i konsumenckich. Jednak wyzwaniem pozostaje skuteczna implementacja – bez jasno określonych celów i ścisłego monitorowania wyników ryzyko pozostania na etapie deklaracji jest wysokie – komentuje Piotr Grauer, Partner Associate w Zespole Fuzji i Przejęć w Dziale Deal Advisory, Lider doradztwa dla sektora dóbr konsumpcyjnych w KPMG w Polsce.

Analiza wskazuje, że choć większość firm deklaruje strategię cyrkularną, to w wielu przypadkach brakuje konkretnych planów działania i jasno zdefiniowanych celów. W szczególności podsektor handlu detalicznego (5,25 pkt) oraz mebli (5,13 pkt) uzyskały stosunkowo niskie wyniki w zakresie realnych wdrożeń. Firmy z branży meblarskiej borykają się z wyzwaniami związanymi z recyklingiem surowców oraz standaryzacją procesów odzysku. Z kolei handel detaliczny, mimo coraz większej liczby inicjatyw związanych z GOZ, nadal zmaga się z barierami logistycznymi i ekonomicznymi w zakresie recyklingu opakowań oraz ponownego wykorzystania produktów.

O raporcie:
Raport KPMG dotyczący gotowości sektora dóbr konsumpcyjnych i handlu detalicznego do transformacji w kierunku gospodarki o obiegu zamkniętym opiera się na autorskiej metodologii oceny. Analiza obejmuje sześć kluczowych obszarów: strategię i ambicje, cele i wskaźniki, zasoby i wiedzę, przepływy surowców, zarządzanie odpadami oraz czynniki wspierające cyrkularność. Badanie bazuje na analizie ponad 100 raportów, artykułów i publikacji poświęconych gospodarce cyrkularnej, przeglądzie najlepszych praktyk rynkowych oraz wywiadach z ekspertami branżowymi. Ocenie poddano pięć do ośmiu wiodących firm w każdym podsektorze, biorąc pod uwagę ich strategie, inicjatywy oraz podejście do wdrażania modelu cyrkularnego. Każda z firm została sklasyfikowana na podstawie systemu punktowego (0–10), co pozwoliło na porównanie poziomu zaawansowania wdrożonych działań.

Polska przekracza 20-procentowy próg rezerw złota

0

Narodowy Bank Polski kontynuuje dynamiczne zakupy kruszcu, zwiększając rezerwy do niemal 497 ton. To nie tylko historyczny rekord, ale i strategiczny ruch w niestabilnych czasach. Marcowy zakup 16,5 tony kruszcu sprawił, że złoto stanowi już blisko 21% wszystkich aktywów rezerwowych. Tym samym Polska przekroczyła deklarowany przez NBP próg 20% i po raz kolejny umocniła pozycję wśród krajów o największych rezerwach na świecie. Czy okaże się, że marcowe zakupy będą jednymi z ostatnich?

Z najnowszych danych opublikowanych przez Narodowy Bank Polski wynika, że w marcu 2025 roku instytucja ta dokonała zakupu kolejnych 16,5 tony złota. Tym samym całkowite zasoby kruszcu zgromadzone przez NBP wzrosły do imponującego poziomu blisko 497 ton. Ich szacunkowa wartość przekracza obecnie 192 miliardy złotych, co oznacza, że złoto stanowi już niemal 21% wszystkich aktywów rezerwowych banku centralnego. To więcej niż zakładany przez prezesa NBP docelowy udział na poziomie 20%. W świetle tych danych nie można wykluczyć, że marcowa transakcja była jedną z ostatnich, tak dużych operacji zakupu kruszcu– przynajmniej w krótkim terminie.

Polska zdecydowanie śmiało podchodzi do inwestycji w złoto. Według danych Światowej Rady Złota na koniec zeszłego kwartału (Q4 2024) byliśmy dziesiątym krajem, co do wielkości posiadanych rezerw. Przed nami plasowały się kolejno: Stany Zjednoczone Ameryki, Niemcy, Włochy, Francja, Chiny, Szwajcaria, Indie, Japonia oraz Holandia.

Jednak wraz z imponującym wzrostem zasobów pojawiają się także pytania o ich bezpieczeństwo. Ze sprawozdania finansowego NBP za 2023 rok wynika, że jedynie 105 ton złota przechowywane jest w Polsce. Reszta zdeponowana jest w Banku Anglii oraz w nowojorskim oddziale Rezerwy Federalnej. Oznacza to, że blisko 80% zasobów podlega ryzyku strony trzeciej – komentuje Tomasz Gessner, główny analityk Tavex. Te obawy nie są bezpodstawne – ostatnie miesiące przyniosły znaczną intensyfikację transferów złota do USA, co doprowadziło do wydłużenia czasu realizacji zwrotów z Banku Anglii nawet do dwóch miesięcy. Dodatkowo, nowa polityka administracji USA skłoniła m.in. Niemcy do rozważenia repatriacji własnych zasobów (około 1200 ton) przechowywanych w USA – dodaje.

Złoto od zawsze postrzegane jest jako jedna z najbezpieczniejszych form lokowania kapitału. Historia pokazuje, że jego wartość rośnie w długim terminie, szczególnie w okresach niepewności geopolitycznej, kryzysów finansowych czy globalnych napięć. Postawienie złota jako fundamentu strategii rezerwowej NBP to z pewnością przemyślana decyzja.

Piotr Krysztopa dołącza do zespołu doradców technicznych Avison Young w Polsce

Do zespołu doradców technicznych Avison Young w Polsce dołącza Piotr Krysztopa.

Piotr ma 7-letnie doświadczenie w prowadzeniu projektów związanych z nieruchomościami komercyjnymi, ze szczególnym uwzględnieniem nowoczesnych technologii, instalacji budynkowych oraz automatyki. Zakres prowadzonych przez niego projektów koncentruje się na obszarach takich jak efektywność energetyczna, analiza danych budynkowych oraz zagadnienia ESG. Piotr posiada również doświadczenie związane z audytami technicznymi budynków.

Przed dołączeniem do Avison Young pracował w Go4Energy i Zonifero.

„Wraz z dołączeniem do naszego zespołu eksperta automatyki budynkowej, wzbogacamy naszą ofertę świadczenia usług o pogłębioną analizę w tym zakresie. – komentuje Tomasz Daniecki, Director, Head of Technical Advisory – Wychodzimy z założenia, że poświęcenie czasu na dokładną analizę danych płynących z systemów budynkowych i podjęcie na tej podstawie dalszych działań pozwala w sposób racjonalny i zauważalny zwiększyć efektywność funkcjonowania budynku, co przekłada się na realny zysk naszych klientów.“

Przemysław Orchowicz nowym Country Managerem Heimstaden w Czechach

1 czerwca 2025 roku Przemysław Orchowicz obejmie stanowisko Country Managera Heimstaden w Czechach. Heimstaden jest największym operatorem najmu instytucjonalnego (PRS) na czeskim rynku.

Przemysław Orchowicz odpowiada obecnie za rozwój Heimstaden w Polsce, Finlandii i Wielkiej Brytanii. Wcześniej przez niemal 20 lat pracował na kierowniczych stanowiskach w Grupie Accor. Do Heimstaden dołączył w 2021 roku – początkowo jako Head of Operations w Polsce. W 2023 roku objął stanowisko Country Managera w Polsce oraz Group Directora na nowe rynki – Polskę, Finlandię i Wielką Brytanię.

– Serdecznie witamy Przemka w Heimstaden w Czechach. Przemek odegrał kluczową rolę w osiągnięciu doskonałych wyników operacyjnych na naszych trzech rozwijających się rynkach. Jego energia i wieloletnie doświadczenie operacyjne będą nieocenione w dalszej rozbudowie naszego czeskiego portfolio – podkreśla Helge Krogsbøl, Co-CEO Heimstaden Bostad.

Zmiana stanowiska i zakresu odpowiedzialności Przemysława Orchowicza w ramach grupy nie wpłynie na działalność Heimstaden na polskim rynku. Na stanowisku Head of Operations w Polsce pozostaje Paweł Romańczuk, którego zakres odpowiedzialności zostanie poszerzony.

– Nie mogę się doczekać objęcia stanowiska Country Managera w Czechach, które są jednym z kluczowych dla Heimstaden rynków. W nadchodzących latach będziemy kontynuować rozwój portfolio i wdrażanie zrównoważonych rozwiązań, szczególnie w obszarze zwiększania efektywności energetycznej i modernizacji budynków – komentuje Przemysław Orchowicz.

Dotychczasowy Country Manager Heimstaden w Czechach, Jan Rafaj, opuści spółkę z końcem maja po ośmiu latach pełnienia funkcji. W tym czasie z sukcesem zarządzał Heimstaden na czeskim rynku, zwiększając portfolio do ponad 41 tys. mieszkań na wynajem w regionie morawsko-śląskim oraz w stołecznej Pradze.

– W Heimstaden zostawiam fantastyczny zespół, współpracę z którym niezwykle ceniłem. Razem osiągnęliśmy znakomite wyniki, m.in. wzmacniając satysfakcję najemców i rozwijając cyfrową rewolucję w branży nieruchomości – dodaje Jan Rafaj.

Cła 104% na Chiny. Dolar spada, inwestorzy uciekają w złoto

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump ogłosił rekordowe, najwyższe od stu lat cła handlowe, co wywołało gwałtowne reakcje na światowych rynkach finansowych i nasiliło obawy przed dalszą eskalacją konfliktów gospodarczych. Najbardziej dotknięte nowymi taryfami zostały Chiny, na które nałożono łączne cła w wysokości aż 104%, a także Wietnam (46%) i Unia Europejska (20%). Trump uzasadnił te działania koniecznością „rekonstrukcji globalnego handlu” i ochroną interesów gospodarczych USA, zapowiadając kolejne kroki, w tym cła na leki, drewno i półprzewodniki.

Rynki finansowe zareagowały silnym pesymizmem. Rentowności amerykańskich obligacji długoterminowych znacząco wzrosły, co świadczy o ich masowej wyprzedaży. Spread między rentownością obligacji 30-letnich a 2-letnich wynosi obecnie 114 punktów bazowych. Dolar osłabił się względem jena, który – podobnie jak złoto – zyskał na wartości jako tzw. bezpieczna przystań. Indeks giełdowy Nikkei zanotował spadek o ponad 4.4%, a cena ropy WTI spadła o 1.34%, schodząc poniżej poziomu 58 USD za baryłkę.

Chiny, mimo że nie ogłosiły jeszcze formalnych działań odwetowych, zdecydowały się na celowe osłabienie juana, próbując w ten sposób ograniczyć skutki gospodarcze amerykańskich taryf. Premier Li Qiang zapewnił, że kraj dysponuje odpowiednimi narzędziami do neutralizacji zewnętrznych szoków gospodarczych i jest gotowy „walczyć do końca”.

W odpowiedzi na działania USA, inne państwa również podejmują stanowcze kroki. Kanada wprowadziła 25-procentowe cła odwetowe na samochody, podczas gdy Francja i Niemcy naciskają na Unię Europejską, by przyjęła bardziej zdecydowaną postawę. Korea Południowa ogłosiła pakiet wsparcia dla gospodarki, a Japonia zapowiedziała zwołanie specjalnego spotkania władz finansowych w celu opanowania narastających wahań rynkowych.

Polityka Trumpa spotyka się z rosnącą krytyką również w samych Stanach Zjednoczonych. Liderzy sektora finansowego, tacy jak Jamie Dimon z JP Morgan, ostrzegają przed groźbą rozpadu globalnych sojuszy gospodarczych, a inwestor Bill Ackman wezwał do przesunięcia terminu wejścia ceł w życie. Mimo tych głosów sprzeciwu, prezydent pozostaje nieugięty, twierdząc, że jego działania doprowadzą do gospodarczego boomu oraz zwycięstwa Republikanów w nadchodzących wyborach. Cała sytuacja odzwierciedla skalę narastających napięć międzynarodowych oraz powagę ekonomicznych konsekwencji, jakie niesie za sobą agresywna polityka handlowa Stanów Zjednoczonych.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Wydatki służbowe a odpowiedzialność zarządu – aspekty prawne i praktyczne

Spór na szczycie: jak zabezpieczyć interesy spółki wobec konfliktu między spółką a byłymi członkami zarządu dotyczącymi wydatków służbowych.

Bezprawne wydatki, konflikty na szczycie i rozmyta odpowiedzialność to często przyczyna strat biznesowych i wizerunkowych spółek. Głośna sprawa z końca ubiegłego roku pokazała jak z pozoru błahe sytuacje mogą doprowadzić do poważnych sporów na szczycie władz spółki. W tym artykule wyjaśniam, jak prawnie można zminimalizować ryzyko nieporozumień oraz jak skuteczniej chronić interesy spółki.

Pod koniec ubiegłego roku media w Polsce obiegła informacja, że nowy Zarząd Orlenu, powołany w 2024 roku, złożył do sądu pierwszy z kilku planowanych pozwów przeciwko byłym członkom zarządu spółki – Danielowi Obajtkowi i Michałowi Rogowi. Jak wynika z doniesień, koncern dochodzi od nich odszkodowania za wydatkowanie środków spółki w sposób niedozwolony, poprzez m. in. pobyty w luksusowych hotelach, drogie kolacje czy też kupno drogich upominków.

Obaj pozwani bronią się twierdząc, że wszelkie wydatki ponoszone były w związku z działaniami biznesowymi podejmowanymi w imieniu Orlenu, którego status na rynku, a tym samym status potencjalnych kontrahentów, wymagał często ponoszenia kosztów „luksusowych” w celu prowadzenia rozmów i działań biznesowych.

Ogólne granice wydatków członków zarządu

Ocena powyższych kwestii zostanie teraz przeprowadzona przez sąd. Jednak bazując na tej sprawie wiele firm może, a wręcz powinno się zastanowić, w jaki sposób można zabezpieczyć się przed podobnego rodzaju sytuacjami, ograniczając ryzyko potencjalnych konfliktów lub przygotowując się do ich odpowiedniego prowadzenia.

Zarząd spółki jest ustawowo uprawniony do jej reprezentacji, w tym przede wszystkim do prowadzenia spraw spółki. (art. 201 § 1 k.s.h.). Członkom zarządu zależy przy tym najczęściej, aby mieli oni jak najszersze możliwości samodzielnego działania, co pozwala na usprawnienie podejmowania procesów decyzyjnych. Jednocześnie właściciele spółki chcą mieć pewność, że działania członków zarządu będą podejmowane w racjonalnych ramach, a ich wolność w podejmowaniu decyzji nie będzie wykorzystywana przeciwko spółce. Jest to niejednokrotnie niezwykle trudna relacja, która z jednej strony wymaga dużej porcji wzajemnego zaufania i zrozumienia, a z drugiej nieodłącznie wisi nad nią widmo wzajemnych rozliczeń i odpowiedzialności w przypadku niepowodzenia współpracy. I choć ryzyka tego nie da się wyeliminować, gdyż jest ono nieodłącznym elementem biznesu, można przy użyciu odpowiednich narzędzi je zminimalizować bądź odpowiednio przygotować na jego zmaterializowanie.

Zakres wydatków, które może realizować członek zarządu na koszt spółki, nie jest w żaden precyzyjny sposób ustalony w obowiązującym prawie. Jest to jak najbardziej zrozumiałe, biorąc pod uwagę ilość branż, w których mogą działać spółki, oraz ilość ról i sytuacji, w jakich mogą działać w imieniu spółek członkowie zarządu. Najlepszym punktem zaczepienia przy ocenie tego typu kosztów wydaje się ustawa o podatku dochodowym od osób prawnych i zawarte tam pojęcie kosztów uzyskania przychodu przez spółkę (przede wszystkim art. 15 tej ustawy). Innymi słowy – jeśli poniesiony przez członka zarządu koszt można zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu przez spółkę, można wstępnie założyć, że jest on kosztem zasadnym z punktu widzenia wydatkowania środków spółki przez członka zarządu. Potwierdzenie takiego podejścia możemy znaleźć chociażby w orzeczeniach sądowych (m. in. wyrok Sądu Apelacyjnego w Szczecinie z 19.11.2020 r., sygn. akt I AGa 67/20).

Jednak ustalenie w takim przypadku, jakie ogólne kategorie kosztów mogą wchodzić w zakres kosztów, do których poniesienia zobligowana może być spółka, jest zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. W poszczególnych kategoriach mogą się bowiem mieścić wszelkie możliwe rozmiary tych kosztów, zależne od chociażby jakości nabywanych przez członków zarządu na koszt spółki rzeczy bądź usług. Ostatecznie więc ocena zawsze zależeć będzie w największej mierze od stanu faktycznego konkretnej sprawy. A ten spółka może kształtować już na długo przed rozpoczęciem potencjalnego sporu.

Czy firmy mogą się zabezpieczyć? Konfliktu nie da się uniknąć, ale można nim zarządzać

Kluczowym aspektem z punktu widzenia ewentualnego postępowania sądowego będzie bowiem ustalenie „modelowej” sytuacji w danym, konkretnym stanie faktycznym. Najprościej mówiąc, strony będą musiały przekonać sąd, jakie koszty i wydatki w danej sprawie można uznać za racjonalne z punktu widzenia prowadzonej przez spółkę działalności – jej profilu, skali, itd. Racjonalność taka może być ustalana na podstawie abstrakcyjnych, obiektywnych czynników, ale na jej kształt mogą również wpływać aspekty w pełni od samej spółki zależne.

Z pomocą mogą oczywiście przyjść przede wszystkim bezpośrednie ustalenia pomiędzy spółką a członkiem zarządu na etapie negocjacji przed powołaniem członka zarządu do pełnienia funkcji i podpisaniem przez niego odpowiedniej umowy. Strony mogą ustalić rodzaj i skalę wydatków, które spółka wprost zgodzi się ponosić w przypadku czynności podejmowanych w jej imieniu i na jej rzecz  przez członka zarządu, jak również sposób rozliczania wszelkich ponoszonych przez członka zarządu kosztów.

Sama spółka również może podjąć działania wewnętrzne, które pozwolą jej lepiej zabezpieczyć swoje interesy, np. poprzez wprowadzenie wewnętrznych regulaminów oraz instrukcji dotyczących wszelkiego rodzaju kwestii odnoszących się do wydatków członków zarządu, od kwestii czysto technicznych, tj. np. sposobu ponoszenia i rozliczania tych kosztów, do aspektów dużo bardziej szczegółowych, tj. np.  standardu hoteli, z których korzystać mogą członkowie zarządu podczas podróży służbowych czy też rodzaju wydatków, które co do zasady wymagają wcześniejszego potwierdzenia przez odpowiednie osoby w spółce. Należy jednak pamiętać, że w przypadku niektórych dokumentów, takich jak np. regulamin zarządu, aby mogły być przygotowane przez wspólników, możliwość taka musi zostać wprost wskazana w umowie spółki. W innym wypadku, na mocy przepisów k.s.h., regulamin zarządu będzie mógł być uchwalany przez sam zarząd.

Mądry przedsiębiorca myśli o konflikcie, zanim on wybuchnie

Tego typu ustalenia pozwolą na dużo prostsze stworzenie punktu odniesienia przy późniejszej ocenie poszczególnych, potencjalnie spornych wydatków. Umiejętne wprowadzenie tego rodzaju postanowień i regulacji zarówno do bezpośredniej relacji pomiędzy spółką a członkiem zarządu, jak i wewnętrznego ładu korporacyjnego spółki pozwoli na zbudowanie jasnej i klarownej linii argumentacji w odwołaniu do konkretnych przykładów, co pomoże w osiągnięciu silniejszej pozycji negocjacyjnej i procesowej już na samym początku konfliktu. Stanowić będzie też znaczącą przewagę w sytuacji, gdy sporu sądowego nie uda się ostatecznie uniknąć. Powyższe kwestie w jasny sposób pokazują, jak istotne jest odpowiednie i profesjonalne podejście do spraw spółki na każdym etapie jej funkcjonowania.

Autor:

Adam Zakrzewski - adwokat w kancelarii prawnej Chałas i Wspólnicy
Adam Zakrzewski – adwokat w kancelarii prawnej Chałas i Wspólnicy

Adam Zakrzewski – adwokat w kancelarii prawnej Chałas i Wspólnicy w Warszawie. W swojej pracy zajmuje się m.in. doradztwem na rzecz podmiotów z branży budowlanej i nieruchomościowej. Pomaga klientom unikać oraz minimalizować ryzyka na etapie realizacji inwestycji, a także reprezentuje klientów w sporach zarówno na drodze negocjacji i mediacji, jak i ostatecznie również na etapie postępowań sądowych.

Czy egzamin praktyczny na prawo jazdy kategorii A można zdawać w zimie?

Zima nieodzownie kojarzy się z mrozem, śniegiem i ograniczoną widocznością na drogach. Dla wielu przyszłych motocyklistów rodzi się wówczas pytanie — czy prawo jazdy kat a można zdobyć także w chłodniejszych miesiącach? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Choć zimą bez przeszkód przejdziesz kurs teoretyczny i zdasz egzamin pisemny, kwestie bezpieczeństwa sprawiają, że egzamin praktyczny odradza się w tym okresie.

Poniżej opisujemy, jak efektywnie wykorzystać zimowe miesiące na naukę, a także, dlaczego wiosna to najlepszy czas, by bezpiecznie udowodnić swoje umiejętności za kierownicą motocykla. Serdecznie zapraszamy do zapoznania się z dalszą częścią wpisu!

Teoria zimą? Jak najbardziej!

Zimowe miesiące to idealny moment, by skupić się na solidnym przygotowaniu teoretycznym. Bez względu na aurę możesz zapisać się na kurs na prawo jazdy kat a, który obejmuje między innymi: 1. Podstawy przepisów ruchu drogowego. 2. Zasady prawidłowej eksploatacji motocykla. 3. Elementy pierwszej pomocy. Zajęcia teoretyczne mogą odbywać się stacjonarnie w sali wykładowej lub w formie e-learningu. Taki elastyczny tryb pozwala na naukę bez narażania się na niekorzystne warunki pogodowe.

Dlaczego egzamin praktyczny lepiej zdać wiosną?

Choć teoretycznie prawo jazdy kategorii a można próbować zdobyć przez cały rok, realia są takie, że zimowa pogoda bywa skrajnie nieprzewidywalna. Niskie temperatury, oblodzona nawierzchnia i śnieg stwarzają dodatkowe zagrożenia zarówno na placu manewrowym, jak i w ruchu drogowym. Wielu instruktorów zaleca więc, by prawo jazdy na motocykl w zakresie praktycznym zdobywać w cieplejszym sezonie. Wiosna i wczesne lato to:

● Stabilniejsze warunki atmosferyczne — wyższe temperatury i lepsza przyczepność kół.

● Lepsza widoczność — dłuższe dni i mniejsza częstotliwość występowania mgieł czy opadów śniegu.

● Wyższy komfort kursanta — nie musisz inwestować w specjalną, ogrzewaną odzież motocyklową, co zmniejsza koszty startowe. Pamiętaj, że na egzaminie praktycznym egzaminator ocenia płynność Twoich manewrów, umiejętność utrzymania równowagi i szybkiego reagowania na bodźce z otoczenia. Zima znacznie utrudnia spełnienie tych wymagań, co może wpłynąć na wynik całego egzaminu.

Jak efektywnie przygotować się zimą do praktyki?

Zimowy czas możesz doskonale spożytkować na szlifowanie teorii oraz rozwijanie pewności siebie, zanim wsiądziesz na motocykl:

● regularne powtórki z przepisów — zaopatrz się w aktualne testy, oglądaj porady, np. na YouTube,

● planowanie terminu praktyki — umów się na jazdy próbne i egzamin w okresie, gdy ryzyko skrajnie niekorzystnych warunków będzie mniejsze. Serdecznie zapraszamy na szkolenia do nas!

Oferujemy w szkolaexpert.pl

● Prawo jazdy kat. AM,

● Prawo jazdy kat. A1,

● Prawo jazdy kat. A2,

● Prawo jazdy kat. A.

Czy można całkowicie wykluczyć jazdy zimą?

Niektóre szkoły umożliwiają trening nawet w chłodniejszych miesiącach, szczególnie gdy zima nie jest surowa. Jednak większość kursantów i instruktorów preferuje nauka jazdy przy stabilniejszej aurze. Jeśli mimo wszystko zdecydujesz się na jazdy w zimie, zadbaj o porządne wyposażenie: odzież z warstwami chroniącymi przed zimnem, rękawice z odpowiednią izolacją i kask przystosowany do niższych temperatur. Pamiętaj też, że prawojazdy kat a zdobyte zimą nie odbiega w żaden sposób od tego uzyskanego w słoneczne dni. Wszystko zależy od Twojej determinacji i umiejętności przystosowania się do trudnych warunków.

Złoto, obligacje, kryptowaluty, akcje – gdzie szukać zysków w czasach niepewności?

Sytuacja na rynku pozostaje skrajnie niestabilna, ruchy na giełdzie oparte są na strzępach informacji. W takim otoczeniu spekulacyjne ruchy i emocje przejmują stery.

Silne ruchy, spadkowe, jak i wzrostowe. mogą pojawić się bez znacznego oparcia w realnie zmienionej polityce. W niepewnych czasach rośnie ilość scenariuszy, które mogą się zrealizować. Jakie strategie i klasy aktywów mogą okazać się skuteczne w czasach niepewności?

Złoto uznawane jest za bezpieczną przystań, choć zwiększenie korelacji z rynkiem akcji w pewnym momencie spowodowało niechęć inwestorów do tego rynku. Taką sytuację obserwowaliśmy w 2022 r., kiedy złoto poruszało się w trendzie bocznym, wraz ze wzrostem stóp procentowych na świecie. Choć o złocie mówi się, że chroni przed inflacją, to właśnie wtedy w okresie jej najwyższych od lat poziomów, inwestorzy zdecydowali się na realizację zysków.

– W czasach podwyższonej niepewności inwestorzy sięgają po aktywa, które w ich ocenie są bezpieczną przystanią i wiadomo, że takim aktywem jest złoto, ale co ciekawe, tym razem bije na głowę indeksy giełdowe, stwarzając dla inwestorów problem, ponieważ złoto powinno stanowić jedynie uzupełnienie ich portfela – mówi w rozmowie z MarketNews24 Tymoteusz Turski, analityk rynku akcji w XTB. – Złoto w portfelu inwestora powinno znaleźć się po to, aby stabilizować portfel.

Od wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie wraz z kontynuacją wojny w Ukrainie ceny złota poszybowały, reagując na globalną niepewność. W marcu kruszec osiągnęło historyczne szczyty, blisko poziomu 3 100 USD za uncję, napędzany dodatkowo spekulacjami wokół polityki gospodarczej Trumpa.

Do tego dochodzi kryzys zadłużenia USA, który burzy obraz stabilności świata. Mówi się o potencjalnej rewaluacji złota jako aktywa rezerwowego w USA, co mogłoby doprowadzić do jeszcze większego popytu ze strony banków centralnych. Rok 2025 najprawdopodobniej nie będzie inny. Warto pamiętać, że ilość złota na świecie jest ograniczona. Choć jego podaż z roku na rok rośnie o ok. 2%. To zdecydowanie mniej, niż wynosi wzrost podaży pieniądza. Złoto pełni funkcję aktywa pierwszego ‘tezauryzacyjnego’ wyboru, a fundusze ETF ułatwiają uzyskanie na nie ekspozycji.

Rynek akcji, w szczególności w USA pozostawał mocno rozgrzany wraz z pojawieniem się nowego trendu – sztucznej inteligencji. Akcje największych spółek technologicznych na świecie rozgrzewały nadzieje inwestorów na szybszy rozwój w przyszłości i możliwość jeszcze większych zarobków. W końcu przyszła jednak weryfikacja i wyniki spółek nie były w stanie sprostać oczekiwaniom inwestorów.

– Na rynkach akcji obserwujemy wyraźny trend: transfer kapitału w kierunku tzw. defensive stocks – komentuje T.Turski. Wyniki finansowe spółek defensywnych, związanych są z sektorami: energetyka, sektor zdrowotny czy podstawowe produkty konsumenckie, są mniej wrażliwe na wahania koniunktury. W Europie szczególną uwagę przyciągają natomiast spółki związane z przemysłem zbrojeniowym.

Obligacje, lub fundusze ETF dające na nie pośrednią ekspozycję stanowią istotny element każdego zrównoważonego portfela inwestycyjnego, szczególnie w okresach stabilności rynkowej. Zapewniają one regularny, przewidywalny strumień dochodów w postaci odsetek, co pozwala na lepsze planowanie finansowe. Obligacje skutecznie stabilizują portfele poprzez dywersyfikację ryzyka – zazwyczaj poruszają się w trendzie odmiennym do akcji, redukując ogólną zmienność i wrażliwość portfela.

Stopy procentowe mają kluczowy wpływ na ceny obligacji, działając w sposób odwrotnie proporcjonalny: gdy stopy rosną, ceny obligacji spadają, a gdy stopy maleją, ceny rosną. W stabilnym środowisku ta relacja jest bardziej przewidywalna, co ułatwia zarządzanie ryzykiem.

Dłuższe terminy zapadalności oznaczają większą wrażliwość obligacji na zmiany stóp procentowych i większe ryzyko pożyczkodawcy (nabywającego obligacje). Wybór odpowiedniego terminu zapadalności pomaga zrównoważyć ryzyko i zysk.

– Inwestorzy najchętniej kupowali 10-letnie obligacje amerykańskie, które jednak mogą teraz znaleźć się po szczególną presją – wyjaśnia ekspert XTB. – W tym roku rentowności tych obligacji istotnie spadły, choć w pierwszych miesiącach Fed nie zmienił swojej narracji. Obecnie obligacje o krótszej zapadalności są atrakcyjniejszym zabezpieczeniem.

Fundusze ETF stanowią coraz częściej wybierane narzędzie inwestycyjne, które również może wspomóc inwestorów w czasach niepewności. Dzięki oferowaniu ekspozycji na całe indeksy, zamiast na poszczególne spółki, inwestorzy zyskują zmniejszenie ryzyka specyficznego wynikającego z sytuacji pojedynczej spółki. W czasach niepewności szczególnie atrakcyjne są ETF-y sektorowe skierowane na tzw. sektory defensywne.

W czasach, gdy przewidywalność rynków finansowych drastycznie spada, kontrakty terminowe powracają na radar inwestorów. Są one wykorzystywane jako narzędzie do ochrony kapitału, jak i aktywnego zarządzania ryzykiem. Instrumenty te umożliwiają objęcie pozycji zarówno na spadki jak i wzrosty praktycznie każdego rodzaju aktywa – od indeksów giełdowych, przez surowce, po obligacje i waluty – dając dostęp do ekspozycji rynkowej bez fizycznego posiadania instrumentu bazowego.

Wybierając w szerokiej ofercie kontraktów terminowych inwestor może zabezpieczyć się przed skokiem zmienności na rynku amerykańskich akcji otwierając pozycję na indeksie VIX (tzw. indeks strachu). Europejskim odpowiednikiem VIX jest EURO STOXX 50 Volatility i analogicznie może zabezpieczyć portfel przed spadkami na europejskim rynku akcji.

Rynek walutowy (forex, FX) to arena, na której niepewność przejawia się najszybciej. W okresach kryzysu czy podwyższonej niepewności inwestorzy kierują się ku walutom postrzeganym jako “bezpieczne przystanie” (ang. safe havens), tj. dolar amerykański (USD), japoński jen (JPY) czy frank szwajcarski (CHF). Należy jednak pamiętać, że forex to dynamiczny i pełen zmienności rynek, gdzie każda publikacja danych makroekonomicznych czy wypowiedź bankierów centralnych ma znaczenie.

Bywają okresy w których bitcoin radzi sobie zdecydowanie lepiej od rynków akcji, czy samego złota burząc korelacje z tradycyjnym rynkiem. Dlatego też w niewielkiej ilości może być ciekawym uzupełnieniem strategicznego portfela. Zgodnie z dotychczas funkcjonującymi cyklami, cena Bitcoina może być podatna na ekstremalną zmienność w ramach 4-letnich cykli halvingowych. Jako aktywa nieskorelowane z tradycyjnym rynkiem fundusze ETP na Bitcoin (m.in. ETC czy ETN) mogą służyć inwestorom za strategiczną składową dywersyfikacji majątku, rozszerzając nieco jego profil zmienności, w zamian za potencjał wzrostu.

– Ważne jest, że wybór aktywów do portfela powinien być uzależniony od tego czy chcemy być inwestorem aktywnym czy pasywnym – komentuje T.Turski z XTB. – Inwestorzy pasywni, którzy podeszli do swych strategii z długim horyzontem mogą teraz bardzo łatwo wpaść w pułapkę krótkoterminowej zmienności, bo trudno jest nadal inwestować pasywnie jeśli na rynku widzimy wokół spadki na rynkach akcji. I dzieje się to po bardzo pieszczotliwym dla inwestorów pasywnych 2024 roku.

Praca wykańcza nas psychicznie. Stresuje się nią ponad połowa Polaków

W 2025 roku, podobnie jak rok wcześniej, dobrostan pracowników będzie największym wyzwaniem dla polskich i europejskich pracodawców. Kolejne miejsca na podium trosk przedsiębiorców zajmują: utrzymanie pracowników w firmie (25 proc.) oraz pozyskiwanie nowych talentów (24 proc.). Pierwszą piątkę kluczowych wyzwań zamykają malejące zaangażowanie pracowników (23 proc.) oraz firmowy system wynagrodzeń i świadczeń (22 proc.). To wnioski płynące z najnowszego międzynarodowego badania przeprowadzonego przez SD Worx.

Dobrostan pracowników już kolejny rok jest na liście priorytetowych i problematycznych kwestii, którymi mają zamiar zajmować się pracodawcy. Wskazało na niego aż 28 proc. ankietowanych. To najwyższy wynik w tegorocznym badaniu SD Worx, choć jednak w porównaniu do minionego roku widać wyraźny spadek – w 2024 roku dobrostan zatrudnionych był wyzwaniem dla aż 37 proc. pracodawców w całej Europie. Największym dla tych, którzy działają w Chorwacji, Norwegii i Słowenii. Na drugim miejscu plasuje się utrzymanie pracowników w firmie (25 proc.), co stanowi spadek w porównaniu wobec 33 proc. w 2024 roku. Może to wskazywać na zmniejszenie się migracji pracowników, zwłaszcza jeśli wynik ten zestawimy z kolejną pozycją z badania, czyli „pozyskiwaniem nowych talentów”. W ubiegłym roku było to najważniejsze wyzwanie aż dla 34 proc. europejskich pracodawców – w tym już tylko dla 24 proc. Rekrutacja nowych pracowników jest wciąż – według wskazań w badaniu – dużym problemem dla firm w Belgii, Francji i Holandii. Na czwartym miejscu znajduje się „doświadczenie i zaangażowanie pracowników” – to wyzwanie również jest mniejsze niż rok temu, kiedy wymieniało je 27 proc. europejskich firm. Dziś to problem w 23 proc. z nich. Nowością w pierwszej piątce wyzwań kadrowo-płacowych w przedsiębiorstwach jest „system wynagrodzeń i świadczeń”, który wyparł z listy problematycznych kwestii upskilling i reskilling pracowników. To jedyny obszar wśród pięciu największych wyzwań, który odnotował wzrost – z 21 proc. w 2024 roku do 22 proc. w 2025 roku.

Wyniki naszego najnowszego badania dowodzą, że wyzwania, z którymi mierzą się pracodawcy są co roku bardzo podobne. Zmienia się jednak ich waga, bo i rynek pracy zmienia się dynamicznie, a pracodawcy i managerowie HR wykonują bardzo solidną pracę, aby niwelować problemy, z którymi mierzą się firmy i ich pracownicy. Nie dziwi znaczny udział w wynikach problemu troski i dbałości o dobrostan oraz zdrowie psychiczne pracowników. Wiele osób czuje się przytłoczonych sytuacją na świecie, najpierw pandemią, potem inflacją i widmem kryzysu gospodarczego oraz konfliktów zbrojnych na terenie Europy. To przekłada się na ich codzienne funkcjonowanie, także w pracy. Zadaniem firm i działów HR jest poszukiwanie i wdrażanie rozwiązań, które pomogą im wesprzeć zdrowie psychiczne i dobrostan zatrudnionych – mówi Daniel Idźkowski, Dyrektor Zarządzający w SD Worx Poland.

Niektóre obszary zarządzania HR w firmie obecnie stały się bardziej wymagające niż w 2024 roku. Przykładowo, zgodność z przepisami prawa pracy jest dziś kluczowym wyzwaniem dla 17 proc. europejskich pracodawców, w porównaniu do 14 proc. w 2024 roku. Również optymalizacja procesów płacowych zyskuje na znaczeniu – w 2025 roku wskazuje na nią 14 proc. pracodawców, podczas gdy w 2024 roku tylko 11 proc. Podobny wzrost odnotowano w obszarze mobilności wewnętrznej i zarządzania ścieżkami kariery – ten aspekt stanowi wyzwanie dla 13 proc. pracodawców (11 proc. rok wcześniej). Te trendy pokazują, że firmy w Europie coraz większą uwagę przykładają do zgodności regulacyjnej, efektywności procesów HR oraz rozwoju własnych pracowników.

Młodzi ludzie odczuwają mniej stresu, ale częściej pozostają w domu z powodu problemów ze zdrowiem psychicznym

Wiele organizacji boryka się z wyzwaniami związanymi ze zdrowiem psychicznym swoich pracowników. Aż czterech na dziesięciu (39 proc.) europejskich pracodawców uważa to za istotne wyzwanie, z którym będą mierzyć się w najbliższym roku. Potwierdzają to odpowiedzi ankietowanych w badaniu SD Worx pracowników – aż 38 proc. Europejczyków i ponad 46 proc. Polaków twierdzi, że nie czuje się zdrowo ani w pełni sił podczas wykonywania pracy. Dodatkowo ponad 53 proc. Polaków postrzega swoją pracę jako psychicznie męczącą i stresującą. Co więcej, w skali całej Europy poziom stresu rośnie wraz z wiekiem – doświadcza go 46 proc. osób poniżej 25. roku życia, ale już 57 proc. pracowników w wieku powyżej 25 lat.

Problemy ze zdrowiem psychicznym coraz częściej prowadzą do absencji w pracy – 18 proc. Europejczyków w ubiegłym roku przebywało na zwolnieniu z tego powodu. Zjawisko to jest szczególnie widoczne wśród młodszych pracowników – aż 25 proc. osób poniżej 35. roku życia korzystało ze zwolnienia lekarskiego z powodu nadwątlonego zdrowia psychicznego. Starsi pracownicy rzadziej zgłaszają tego typu problemy – w grupie wiekowej 35-49 lat w minionym roku zrobiło to tylko 18 proc., a wśród osób w wieku 50-64 lat jedynie 11 proc. ankietowanych pracowników. Te dane wskazują na pilną potrzebę działań wspierających zdrowie psychiczne zatrudnionych, szczególnie tych z młodszych pokoleń.

Ponad jeden na dziesięciu pracowników aktywnie szuka nowej pracy

Choć utrzymanie pracowników jest dla pracodawców drugim największym wyzwaniem, wiele talentów pozostaje lojalnych wobec swojej firmy. Tylko 14,6 proc. Polaków i 13 proc. Europejczyków deklaruje, że aktywnie poszukuje nowej pracy, a kolejne 15,5 proc. Polaków i 13 proc. Europejczyków chce zmienić stanowisko, ale w ramach tej samej firmy.

Zarówno pracownicy, jak i pracodawcy dostrzegają jednak niedobór zatrudnionych, który utrudnia realizację codziennych obowiązków. Aż 44 proc. europejskich pracowników zauważa braki kadrowe w swoich zespołach, a 45 proc. przewiduje, że sytuacja ta pogorszy się w najbliższych latach. Wśród pracodawców ten odsetek jest jeszcze wyższy – 46 proc. dostrzega niedobór pracowników już teraz, a 53 proc. spodziewa się jego dalszego wzrostu.

Te dane pokazują, że organizacje muszą skupić się nie tylko na retencji pracowników, ale także na efektywnej rekrutacji i rozwoju wewnętrznych talentów, aby sprostać rosnącym wyzwaniom na rynku pracy.

O międzynarodowym badaniu pracowników

Badanie zostało przeprowadzone w lutym 2025 roku w 16 krajach europejskich, obejmując Belgię, Chorwację, Finlandię, Francję, Niemcy, Irlandię, Włochy, Niderlandy, Norwegię, Polskę, Rumunię, Serbię, Słowenię, Hiszpanię, Szwecję oraz Wielką Brytanię.

W badaniu wzięło udział 5 625 pracodawców i 16 000 pracowników, co pozwoliło uzyskać reprezentatywny obraz rynku pracy w każdym z badanych krajów.

Gotowych mieszkań jest mniej, ale oferta deweloperów rośnie

W niektórych miastach spadł udział gotowych mieszkań od deweloperów. Warto jednak pamiętać, że powiększyła się cała oferta.

Druga połowa minionego roku nie była w wykonaniu deweloperów już tak aktywna jak pierwsza pod względem rozpoczynanych inwestycji. Warto zatem sprawdzić, czy mocno zmienił się udział oddanych do użytkowania mieszkań deweloperskich na sprzedaż. Nawet spadek tego odsetka (np. w Krakowie) nie powinien mocno martwić osób szukających gotowego „M”. Znacząco urosła bowiem łączna oferta deweloperów.

Na podstawie danych BIG DATA RynekPierwotny.pl można łatwo sprawdzić, jak pod koniec lutego 2025 roku wyglądał udział oddanych do użytkowania nowych mieszkań na sprzedaż (tzn. lokali mieszkalnych bez uwzględnienia domów). Taka statystyka z największych miast wyglądała następująco:

  • Bydgoszcz – 33% w lutym 2025 r. (rok wcześniej – 34%)
  • GZM (miasta Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii) – 18% (21%)
  • Kraków – 13% (25%)
  • Lublin – 18% (31%)
  • Łódź – 19% (13%)
  • Poznań – 14% (8%)
  • Szczecin – 27% (20%)
  • Trójmiasto – 15% (22%)
  • Warszawa – 10% (9%)
  • Wrocław – 14% (17%)

Powyższe informacje potwierdzają, że udział gotowych mieszkań deweloperskich w ofercie zmieniał się rozmaicie. Warto chociażby porównać zmiany dotyczące Krakowa (duży spadek przez rok) oraz Szczecina, Łodzi i Poznania (wyraźne wzrosty).

Duży spadek odsetka gotowych mieszkań z takich miast jak Kraków oraz Lublin nie powinien mocno martwić osób szukających ukończonego i nowego „M”. Bardzo wyraźny rozrost łącznej oferty sprawił bowiem, że w Krakowie jest dostępnych nawet nieco więcej gotowych lokali deweloperskich niż rok wcześniej. Klienci deweloperów z Lublina też nie mogą zbytnio narzekać na wybór gotowych mieszkań.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Inflacja na Węgrzech niższa od prognoz. Czy MNB zdecyduje się na kolejne cięcie stóp?

0

Inflacja na Węgrzech wyniosła w marcu 4,70 proc. r/r i była niższa od prognoz na poziomie 5,00 proc. Miesiąc do miesiąca ceny pozostały bez zmian, a inflacja bazowa wyniosła 5,70 proc.

Odczyt inflacyjny poniżej prognoz może być wodą na młyn dla węgierskiego banku centralnego, który już od września zeszłego roku pozostawia stopy procentowe bez zmian na poziomie 6,50 proc.

Choć w tym miejscu trzeba oczywiście pamiętać, że rozpoczęty w październiku 2023 cykl obniżek przyjął praktycznie kształt pionowej ściany spadków z poziomu 13,00 proc.

Obawa o potencjalne cła i ich wpływ na węgierską gospodarkę, połączona z pozytywnym inflacyjnym zaskoczeniem (wcześniej 3 negatywne zaskoczenia z rzędu), z pewnością mogą wpłynąć na decyzje węgierskiego banku centralnego. Jego najbliższe posiedzenie odbędzie się 29 kwietnia.

Szymon Gil, Doradca inwestycyjny, CIIA, Dyrektor ds. klientów strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Rynki odreagowują, ale napięcie nie znika. Wojna handlowa USA–Chiny dzieli światową gospodarkę

We wtorek rynki finansowe na całym świecie odnotowały lekkie odbicie, co inwestorzy potraktowali jako okazję do zakupów po wcześniejszych silnych spadkach. W Europie indeks Stoxx 600 zyskał 0.8%, a kontrakty terminowe na amerykański S&P 500 wzrosły o 1.4%. Rynki azjatyckie, reprezentowane przez indeks MSCI Asia Pacific, poszły w górę o 2.4%, wspierane przez działania banków centralnych i funduszy państwowych. Mimo tych optymistycznych sygnałów, nastroje pozostają napięte, a zmienność utrzymuje się na wysokim poziomie ze względu na obawy przed dalszą eskalacją wojny handlowej między Stanami Zjednoczonymi a Chinami.

Tłem tej sytuacji są agresywne działania handlowe administracji Donalda Trumpa. Wysokie cła, sięgające nawet 50%, ogłoszone w ubiegłym tygodniu, przyczyniły się do globalnych spadków na rynkach akcji. Trump dąży do przebudowy globalnego systemu handlowego, forsując politykę protekcjonistyczną, której celem jest ochrona krajowego przemysłu, nawet kosztem zakłóceń w łańcuchach dostaw i wyższych cen dla konsumentów. Administracja przedstawia to jako niezbędny krok do odbudowy amerykańskiej gospodarki.

Chiny zareagowały stanowczo, grożąc działaniami odwetowymi oraz zapowiadając wsparcie dla lokalnych rynków, w tym interwencje banku centralnego. Jednocześnie Pekin stara się budować wizerunek stabilnego i przewidywalnego partnera handlowego, kontynuując ekspansję eksportową i promując zaawansowane technologie, w tym produkcję pojazdów elektrycznych i baterii. Chiny przyjmują rolę przeciwwagi dla amerykańskiej dominacji, podkreślając swoje przywiązanie do otwartego handlu i międzynarodowej współpracy.

Konsekwencje tych napięć są widoczne również na rynkach obligacji i walut. Rentowność dziesięcioletnich amerykańskich obligacji skarbowych spadła do poziomu 4.14%, co świadczy o rosnącym popycie na bezpieczne aktywa. Dolar osłabił się względem głównych walut, co przełożyło się na umocnienie euro i funta. Z kolei chiński juan nieznacznie się osłabił, w wyniku działań wspierających krajowy eksport.

Na rynku surowcowym złoto, postrzegane jako bezpieczna przystań, zdrożało o 0.8%, osiągając poziom 3007.53 USD za uncję. Cena ropy Brent spadła o 0.6%, do 63.83 USD za baryłkę. Na rynku kryptowalut bitcoin zyskał symboliczne 0.2%, osiągając wartość 79 100 USD.

Obecna sytuacja ma dalekosiężne konsekwencje dla globalnych graczy gospodarczych. Międzynarodowe korporacje, takie jak Apple czy Nike, borykają się z rosnącymi kosztami operacyjnymi i zakłóceniami w dostawach, a kraje rozwijające się – jak Wietnam i Indie – mogą tracić dostęp do rynku amerykańskiego, jednocześnie stając się celem dla rosnącego eksportu tanich produktów z Chin. Europa znajduje się w trudnym położeniu, rozważając potencjalne działania odwetowe wobec USA, a zarazem stając się adresatem chińskiej ekspansji handlowej.

Prognozy wskazują na możliwość trwałego podziału światowej gospodarki na dwa bloki – kraje wspierające politykę USA i te, które będą starały się jej przeciwstawiać. Według analiz Bloomberg Economics eksport Chin do USA może do 2030 roku spaść nawet o 85%. Również inne gospodarki rozwinięte, w tym Unia Europejska, Japonia czy Korea Południowa, mogą odczuć znaczne ograniczenia eksportowe. Jednocześnie wzrost chińskiego eksportu do innych krajów będzie raczej symboliczny, co ograniczy możliwości rekompensaty strat.

W tych okolicznościach Chiny intensyfikują działania dyplomatyczne, by wzmocnić swoją pozycję w handlu międzynarodowym. Prezydent Xi Jinping planuje serię wizyt w krajach Azji Południowo-Wschodniej, takich jak Wietnam i Malezja, w celu zacieśnienia współpracy gospodarczej i politycznej w regionie dotkniętym skutkami amerykańskiego protekcjonizmu. Długoterminowe skutki obecnego konfliktu zależeć będą od dalszych działań Stanów Zjednoczonych oraz zdolności Chin do elastycznej adaptacji swojego modelu gospodarczego. Nawet jeśli część ceł zostanie zniesiona, szkody wyrządzone zaufaniu rynków i przedsiębiorstw mogą okazać się trwałe, prowadząc do głębokich zmian w globalnym układzie handlowym.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS