REIT-y ożywią polski rynek najmu? Deweloperzy komentują możliwe zmiany

W jakim stopniu REIT-y (Real Estate Investment Trusts) podbiją aktywność w sektorze PRS (Private Rented Sector) w Polsce? Czy ta forma inwestowania sprawdzi się na naszym rynku? Jak szybko może wzrosnąć oferta mieszkań na wynajem? Czy deweloperzy planują zwiększyć swój udział w sektorze PRS? Sondę przygotował serwis nieruchomości dompress.pl.

Tomasz Kaleta, dyrektor zarządzający ds. sprzedaży i marketingu w Develii

Fundusze typu REIT to rozwiązanie, które od lat z powodzeniem funkcjonuje w wielu krajach, umożliwiając inwestorom indywidualnym czerpanie korzyści z finansowania projektów, które wcześniej, ze względu na swoją skalę, dostępne były tylko dla dużych graczy. W kontekście Polski, jeśli nowa ustawa stworzy sprzyjające warunki dla REIT-ów mieszkaniowych, możemy spodziewać się zwiększenia aktywności inwestorów, co przełoży się na wzrost liczby budowanych mieszkań na wynajem w sektorze PRS.

W 2025 roku, oprócz rozbudowy portfela projektów firmy w największych miastach Polski, zarówno w segmencie popularnym, jak i o podwyższonym standardzie oraz premium, planujemy realizację co najmniej dwóch inwestycji w sektorze living (PRS oraz prywatnych akademików). W styczniu br. zakupiliśmy grunt w centrum Wrocławia pod budowę akademika na około 600 pokoi.

Witold Kikolski, członek zarządu MS Waryński Development S.A.

Wprowadzenie REIT-ów w Polsce z pewnością wpłynie na sektor mieszkaniowy, zwiększając dostępność kapitału i aktywność w segmencie PRS. Dzięki tej formie inwestowania można spodziewać się wzrostu liczby mieszkań na wynajem, szczególnie w dużych miastach, co wpłynie nie tylko na poprawę dostępności lokali, ale także na ich jakość. REIT-y sprzyjają także rozwojowi nowych inwestycji mieszkaniowych.

Nasza firma, biorąc pod uwagę rosnący potencjał rynku wynajmu instytucjonalnego, nie wyklucza w przyszłości zwiększenie zaangażowania w tym segmencie, widząc w nim interesującą szansę na długoterminowy rozwój.

Andrzej Biedronka-Tetla, członek zarządu Atal, dyrektor finansowy

Biorąc pod uwagę popularność sektora mieszkaniowego wśród inwestorów, REIT-y mogłyby być ciekawą alternatywą do generowania stabilnego przychodu w dłuższej perspektywie. Jest to w Polsce niedostępna w tej chwili formuła inwestycyjna. Zmiany legislacyjne mogłyby ją spopularyzować, choć wydaje się, że jeszcze długo będzie ona mieć marginalne znaczenie w portfelach oszczędnościowych Polaków. Chętniej inwestujemy bowiem we własność jako taką, niż jednostki partycypacji w niej. Z pewnością przykłady nietrafionych inwestycji, np. w condohotele czy inne prywatne przedsięwzięcia na rynku nieruchomości, pogorszyły postrzeganie tej i podobnych form lokowania kapitału.

Sektor PRS odgrywa w działalności nszej firmy znikomą rolę. Nigdy nie byliśmy optymistami, co do jego przyszłości w Polsce, ze względu na otoczenie rynkowe i przyzwyczajenia Polaków. Samo wprowadzenie REIT-ów nie spowoduje natychmiast wielkiego boomu inwestycyjnego w sektorze mieszkaniowym. Mimo to rynkowy udział tego modelu biznesowego ma potencjał wzrostowy. Wiele zależy od szczegółowych regulacji, które ewentualnie zostaną wdrożone. To nie pierwsza inicjatywa ustawodawcza w tym zakresie. Niestety może się okazać, że nie ostatnia, jeśli nie zakończy się powodzeniem lub przyjęte rozwiązania będą nieatrakcyjne dla inwestorów.

Mariusz Gajżewski, Head of Sales, Marketing and Communication BPI Real Estate Poland

Wprowadzenie REIT-ów może znacząco wpłynąć na rynek mieszkaniowy, zwłaszcza na rozwój najmu instytucjonalnego. Jeśli regulacje będą sprzyjające, zwiększy się dostępność kapitału na inwestycje, w mieszkania na wynajem, co z kolei może przełożyć się na większą podaż lokali. To mogłoby także zwiększyć płynność rynku i przyciągnąć nowych inwestorów. Od dłuższego czasu uważnie monitorowaliśmy sektor PRS i poszukiwaliśmy partnera do realizacji takiego projektu. Ostatecznie, po przeanalizowaniu wszystkich opcji, w ubiegłym roku sprzedaliśmy działkę z zatwierdzonym projektem przy ulicy Obrzeżnej w Warszawie firmie Speedwell.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Przy obecnych stopach zwrotu nie przewidujemy, aby wprowadzenie REITów w najbliższym czasie w znaczący sposób wpłynęło na rynek. Takie narzędzie pozwoli na ściągnięcie większej ilość kapitału na rynek jednak nie zmieni to faktu, że zasadniczym problemem mieszkalnictwa w Polsce jest brak polityki mieszkaniowej i dostępności gruntów pod budownictwo mieszkaniowe.

Renata McCabe Kudła, Country Manager, Grupo Lar Polska

Mamy dużą nadzieję, że projekt wprowadzenia REIT-ów ziści się w 2025 roku. W Hiszpanii Grupo Lar jest zarządzającym REITu o nazwie Lar Espana, który ma już ponad 10-letnią historię związaną z centrami handlowymi. Jeśli chodzi o możliwość stworzenia REITów, które zainwestowałyby w nieruchomości mieszkalne w celu najmu wierzymy, że mogłoby to zwiększyć aktywność polskich inwestorów na rodzimym rynku. Byłaby to możliwość dla inwestorów indywidualnych do zainwestowania w rynek najmu w sposób bardziej ustrukturyzowany i różnorodny, niż jest to obecnie możliwe.

Jeśli chodzi o udział Grupo Lar w Polsce w segmencie PRS, jest to rynek, który obserwujemy i w którym planujemy być obecni. Czekamy na obniżki stóp procentowych, które na dziś nas hamują w tej dziedzinie.

Andrzej Gutowski, dyrektor sprzedaży Ronson Development

Wprowadzenie REIT-ów w sektorze mieszkaniowym będzie miało przede wszystkim stabilizujący wpływ na rynek, zwłaszcza w pierwszym okresie. Choć efekt początkowo może być niewielki, w ciągu roku, dwóch lat powinien się on nasilić szczególnie na rynku najmu.

Uważamy, że REIT-y będą stanowiły formę inwestowania, która może przyciągnąć klientów i stanowić atrakcyjną alternatywę oszczędnościową. Fakt, że ludzie będą gromadzili w ten sposób swoje oszczędności, powinien spowodować wzrost dostępnego kapitału, co przyczyni się do większego doinwestowania rynku. Stworzy to szansę na rozwój większej liczby projektów, a to z kolei może wpłynąć na poziom cen i sprzedaży na rynku deweloperskim. Silny rynek najmu stanie się przeciwwagą dla agresywnego rynku deweloperskiego. Nasza firma obecnie otwiera się na rynek PRS.

Damian Tomasik, prezes zarządu Alter Investment

Wprowadzenie REIT-ów na polski rynek może być jednym z kluczowych impulsów do rozwoju sektora mieszkań na wynajem i stanowić fundament pod dalsze zmiany w strukturze rynku nieruchomości. W krajach rozwiniętych, takich jak USA czy Niemcy, tego typu fundusze są istotnym elementem stabilizującym rynek mieszkaniowy, umożliwiając inwestowanie w nieruchomości szerokiemu gronu inwestorów, a jednocześnie zwiększając dostępność mieszkań na wynajem długoterminowy.

Obecnie w Polsce sektor PRS (Private Rented Sector) rozwija się dynamicznie, ale nadal jest w fazie wzrostu i stanowi niewielki procent całego rynku mieszkaniowego. Upowszechnienie REIT-ów może znacząco zwiększyć skalę tego segmentu, przyciągając kapitał instytucjonalny i zachęcając do budowy nowych mieszkań przeznaczonych wyłącznie na wynajem. To odpowiedź na zmieniające się potrzeby rynku. Coraz więcej osób, szczególnie wśród młodszego pokolenia, traktuje wynajem jako wygodniejszą i bardziej elastyczną alternatywę wobec zakupu nieruchomości na kredyt, zwłaszcza w warunkach wysokich stóp procentowych i ograniczonej zdolności kredytowej.

REIT-y mogą zatem nie tylko zwiększyć podaż mieszkań, ale także poprawić jakość oferty najmu, wprowadzając na rynek profesjonalnie zarządzane budynki z długoterminowym podejściem do utrzymania nieruchomości. Obecnie w samym Gdańsku posiadamy trzy projekty w przygotowaniu oraz kilkanaście zrealizowanych inwestycji w różnych częściach kraju. Wprowadzenie REIT-ów na polski rynek z pewnością wpłynie na zwiększenie naszego zaangażowania w ten segment.

Marcin Michalec, dyrektor zarządzający, Okam Capital

REIT-y pozwalają na pozyskanie kapitału od inwestorów indywidualnych i instytucji, udostępniając ten rynek mniejszym inwestorom, którzy nie muszą posiadać dużego kapitału na zakup nieruchomości. Umożliwiają i znacznie zwiększają atrakcyjność inwestowania w rynek mieszkaniowy.

Pozyskanie przez deweloperów niedostępnego wcześniej kapitału może wspierać finansowanie budowy nowych projektów mieszkaniowych, a w praktyce zwiększać podaż mieszkań na wynajem, zwłaszcza w segmencie najmu instytucjonalnego. Szczególnie w dużych miastach może być to odpowiedzią na rosnące zapotrzebowanie na rynku.

Wzrost płynności kapitału w sektorze PRS może też przyciągnąć na polski rynek nowych graczy, w tym fundusze zagraniczne. REIT-y mogą więc stanowić ważny element strategii rozwoju firm deweloperskich, które działają lub planują działalność w segmencie PRS. Ale ostateczny ich sukces w Polsce będzie zależał od szczegółów legislacyjnych, takich jak opodatkowanie, regulacje dotyczące dystrybucji zysków oraz kwestie związane z zarządzaniem aktywami.

Eyal Keltsh, prezes zarządu Robyg i Vantage

Wprowadzenie REIT-ów (Real Estate Investment Trusts) w Polsce, jeśli zostanie odpowiednio wdrożone, może mieć istotny wpływ na sektor mieszkaniowy, w tym na dostępność mieszkań oraz aktywność w segmencie PRS (Private Rental Sector).

REIT-y mają potencjał, aby zwiększyć dostępność finansowania w sektorze mieszkaniowym, ponieważ umożliwiają inwestorom indywidualnym oraz instytucjonalnym lokowanie kapitału w nieruchomości. Wprowadzenie REIT-ów, zwłaszcza w kontekście sektora PRS, może zachęcić do większych inwestycji w budowę nowych mieszkań, szczególnie w dużych miastach, gdzie popyt na wynajem jest duży.

Jeśli deweloperzy będą mogli pozyskiwać kapitał z rynku za pomocą REIT-ów, może to spowodować wzrost liczby inwestycji w budownictwo mieszkaniowe, umożliwiając inwestorom mniejszym (indywidualnym) uczestniczenie w rynku nieruchomości, nawet przy stosunkowo niskim kapitale początkowym. Przesunięcie aktywności na wynajem, a nie sprzedaż, może być także odpowiedzią na zmieniające się preferencje społeczne, gdzie coraz więcej osób decyduje się na wynajem zamiast kupowania nieruchomości.

Ceny paliw stabilne, ale ropa tanieje. Powód? Wojna celna i decyzje OPEC+

W ostatnich dniach ceny benzyny 95-oktanowej oraz oleju napędowego wykazywały stabilizację. Benzyna potaniała symbolicznie — o zaledwie 1 grosz na litrze — natomiast diesel utrzymał swoją wcześniejszą cenę.

Na rynku ropy doszło jednak do wyraźniejszych zmian. Notowania ropy Brent na giełdzie w Rotterdamie spadły o 6 dolarów na baryłce, osiągając poziom 65,6 USD. Największe obniżki miały miejsce w czwartek i piątek, kiedy to cena spadła aż o 9 dolarów.
Za główną przyczynę tej sytuacji uznaje się ogłoszenie nowych ceł przez administrację Stanów Zjednoczonych. 2 kwietnia prezydent Donald Trump zapowiedział nałożenie 10-procentowego cła na cały import do USA, a niektóre kraje mają zostać objęte jeszcze wyższymi stawkami. Chiny odpowiedziały błyskawicznie, zapowiadając od 10 kwietnia wprowadzenie 34-procentowych ceł na towary ze Stanów. Te działania wywołały globalny niepokój związany z możliwą recesją i zmniejszeniem zapotrzebowania na surowce energetyczne.

Dodatkowo grupa OPEC+ zapowiedziała nieoczekiwany wzrost wydobycia – o 411 tysięcy baryłek dziennie od maja. W ślad za tym Arabia Saudyjska obniżyła ceny swojej ropy dla klientów w Azji do najniższego poziomu od czterech miesięcy.

Prognozy na najbliższy tydzień wskazują, że ceny paliw na stacjach raczej nie ulegną większym zmianom.

Komentarz przygotował Marcin Wawrzkiewicz, Country Manager Malcom Finance w Polsce.

Imperatyw sztucznej inteligencji: 5 kroków do transformacji usług sektora publicznego

Sztuczna inteligencja przestała być wizją przyszłości – już dziś rewolucjonizuje sektor publiczny na całym świecie. Sama implementacja technologii nie jest jednak wystarczająca, aby w pełni wykorzystać jej potencjał. Rządy powinny podejść do tego procesu strategicznie, uwzględnić kwestie etyczne, bezpieczeństwo danych oraz przygotować na zmiany swoich pracowników.

Poniżej przedstawiam opracowanie pięciu kluczowych kroków, które pomogą rządom skutecznie wdrożyć AI, usprawniając zarządzanie i podnosząc jakość usług publicznych.

  1. Jasna wizja integracji AI

Skuteczna transformacja zaczyna się od przemyślanej strategii. Rządy mają obowiązek patrzeć szerzej niż na pojedyncze projekty – kluczowe jest podejście systemowe, które łączy inicjatywy AI z priorytetami państwa, takimi jak poprawa jakości opieki zdrowotnej, optymalizacja usług administracyjnych czy wzmocnienie gospodarki.

AI może usprawnić procesy związane z podatkami czy administracją zdrowotną, redukując błędy i poprawiając doświadczenia obywateli. Sukces nie sprowadza się jednak jedynie do większej efektywności – liczy się realny wpływ. Rządy powinny określić konkretne, mierzalne cele, takie jak skrócenie czasu oczekiwania na usługi czy wzrost zadowolenia obywateli.

Niezbędna jest również ścisła współpraca między instytucjami – AI powinna działać w sposób zintegrowany, a nie w odizolowanych silosach. Jasna wizja i konsekwentne działania budują zaufanie publiczne i pokazują, że sztuczna inteligencja ma wspierać obywateli, a nie ich zastępować.

  1. Etyczne ramy dla AI

Zaufanie do AI zależy od tego, jak jest zaprojektowana i wdrażana. Aby zapewnić jej transparentność, rządy powinny:

  • Minimalizować stronniczość – AI powinna być trenowana na zróżnicowanych, reprezentatywnych zbiorach danych, aby uniknąć dyskryminacji.
  • Zagwarantować przejrzystość – Obywatele muszą wiedzieć, na jakiej podstawie AI podejmuje decyzje, zwłaszcza w obszarach takich jak opieka zdrowotna, wymiar sprawiedliwości czy świadczenia społeczne.
  • Wzmocnić nadzór – AI powinna działać zgodnie z regulacjami dotyczącymi prywatności oraz wartościami demokratycznymi, na wzór rozwiązań przyjętych np. w unijnej ustawie o AI (AI Act).

Etyczna sztuczna inteligencja to nie tylko kwestia regulacji, ale przede wszystkim budowania społecznego zaufania. Obywatele muszą mieć pewność, że decyzje podejmowane przez AI są uczciwe i służą ich interesom.

  1. Bezpieczeństwo danych i infrastruktura gotowa na AI

AI bazuje na danych – a dane te muszą być chronione. W przeciwnym razie rządy narażają się na cyberataki, utratę wrażliwych informacji oraz zagrożenie suwerenności cyfrowej.

Kluczowe działania w tym obszarze to:

  • Inwestycja w infrastrukturę gotową na AI – wysokowydajne systemy obliczeniowe (HPC), chmury obliczeniowe i rozwiązania brzegowe powinny być rozwijane lokalnie.
  • Priorytet dla suwerenności danych – rządy powinny ograniczać zależność od zagranicznych dostawców technologii i rozwijać własne rozwiązania, jak np. system mObywatel, oferujący dostęp do cyfrowych usług urzędowych oraz elektronicznych dokumentów.
  • Jasne zasady zarządzania danymi – niezbędne są przejrzyste regulacje określające, jak dane są gromadzone, przetwarzane i wykorzystywane.

Zabezpieczona infrastruktura to fundament bezpiecznego wdrażania sztucznej inteligencji, która znacząco zwiększa bezpieczeństwo danych obywateli.

  1. Przygotowanie pracowników sektora publicznego

Transformacja sztucznej inteligencji wymaga nie tylko technologii, ale w równej mierze odpowiednich kompetencji. Aby urzędnicy efektywnie korzystali z nowych narzędzi, rządy powinny:

  • Zainwestować w szkolenia i przekwalifikowanie – AI powinna wspierać pracowników, a nie ich zastępować. Nowe kompetencje pozwolą im skutecznie wykorzystywać inteligentne systemy.
  • Rekrutować specjalistów AI – potrzebni są eksperci, tacy jak analitycy danych czy inżynierowie uczenia maszynowego, którzy będą nadzorować rozwój technologii.
  • Promować kulturę innowacji – zachęcanie urzędników do testowania nowych rozwiązań może znacząco przyspieszyć transformację.

Według raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Stosunek Polaków do wykorzystania sztucznej inteligencji w administracji publicznej 2024”, 60,4 proc. ankietowanych uważa, że państwo powinno wykorzystać sztuczną inteligencję przy tworzeniu cyfrowych usług publicznych. Rządy, które priorytetowo potraktują rozwój kompetencji, będą liderami cyfrowej transformacji.

  1. Współpraca publiczno-prywatna jako fundament suwerennego ekosystemu AI

AI rozwija się najskuteczniej tam, gdzie biznes, administracja i środowiska akademickie działają wspólnie. Rządy mogą przyspieszyć innowacje poprzez:

  • Wspieranie lokalnych startupów AI – inwestycje w badania i rozwój umożliwią tworzenie rozwiązań dopasowanych do lokalnych potrzeb.
  • Regulacyjne piaskownice – testowanie nowych technologii w kontrolowanych warunkach pozwoli na ich bezpieczne wdrażanie.
  • Dzielenie się wiedzą – partnerstwa publiczno-prywatne mogą przełamywać silosy informacyjne i przyspieszać postęp. Dialog z zaufanymi partnerami technologicznymi, ale także ze środowiskiem naukowym pozwala poszerzyć wiedzę i spojrzeć na wyzwania z różnych perspektyw.

Budowanie krajowych kompetencji w zakresie sztucznej inteligencji ograniczy zależność od zagranicznych technologii, zwiększy bezpieczeństwo i stworzy samowystarczalne ekosystemy innowacji.

Kształtowanie przyszłości AI: wspólna odpowiedzialność

AI w sektorze publicznym to nie tylko technologia – to zobowiązanie do budowania zrównoważonych, etycznych i bezpiecznych rozwiązań. Wdrażając odpowiednie strategie, rządy mogą wykorzystać AI do realnej poprawy jakości życia obywateli i stworzenia sprawniejszej, bardziej przejrzystej administracji.

Mohammed Amin, Starszy Wiceprezes, CEEMETA, Dell Technologies

Wysokie ceny energii zabijają konkurencyjność polskiego przemysłu. Potrzebujemy realnej transformacji, nie politycznych półśrodków

Koszty transformacji energetycznej przerzucono w Polsce na przemysł, inaczej niż w UE, gdzie gospodarstwa domowe ponoszą większe koszty opłat przesyłowych i podatków. Żaden polski rząd w ostatnich dwóch dekadach nie prowadził eksperckiej dyskusji w sprawie cen energii i transformacji energetycznej.

Polski model gospodarczy nieźle funkcjonował przez 35 lat. Nasze firmy znalazły sobie solidne miejsce w łańcuchu tworzenia wartości dodanej dużych firm międzynarodowych i globalnych. Wprawdzie była to dolna część tego łańcucha, ale robiliśmy to na tyle dobrze, że zapewniło to Polakom bezprzykładny wzrost zamożności, a Polska szybko nadrabiała dystans dzielący ją od najbogatszych krajów Europy Zachodniej.

Ważnym elementem naszego modelu był relatywnie wysoki udział przemysłu w wartości dodanej całej gospodarki. Jeszcze w 2022 r. wynosił on w Polsce 22,6 proc. wobec średniej dla UE na poziomie 20 proc, a dla Niemiec i Czech 25 proc. Żeby ten poziom utrzymać, jeśli nie zwiększyć, musimy zachować konkurencyjną strukturę kosztów produkcji.

Jednym z elementów konkurencyjności kraju jest poziom cen energii. Jeszcze 10 lat temu miały one niewielki wpływ na konkurencyjność sektora przemysłowego w Polsce. W 2014 r. średni udział energii w kosztach przedsiębiorstw przemysłowych wynosił 2,2 proc., a tylko dla 10 proc. przemysłu przekraczał 5 proc. (dane Forum Energii).

Szybki rozwój naszej gospodarki po 1989 r. był bezsprzecznie związany z procesem budowy nowoczesnego przemysłu. Wejście Polski do UE w 2004 r. spowodowało głęboką integrację gospodarki z rynkiem unijnym, co dało naszemu przemysłowi silny bodziec rozwojowy. Mimo wzrostu w latach 2003-2013 cen energii o ponad 80 proc., wartość dodana przemysłu przetwórczego wzrosła w tym okresie o 115 proc., a produktywność o 97 proc.

Polscy przedsiębiorcy nie musieli się – jak widać – martwić cenami energii. Podobnie zresztą jak politycy. Wstępując do UE wyraziliśmy zgodę na unijny system handlu certyfikatami CO2, znany jako ETS. Wszyscy zatem byliśmy świadomi, że istnieje w UE system, który w długim okresie będzie penalizował producentów wysokoemisyjnej energii, a mimo to kolejne rządy podejmowały decyzje o budowie nowych elektrowni węglowych. W międzyczasie cena certyfikatów ETS znacznie wzrosła, co od 2004 r. było dla wszystkich oczywiste. Na początku kwietnia 2025 r. kształtowała się ona na poziomie poniżej 70 euro za tonę CO2, ale w lutym 2025 r. jej poziom przekraczał 80 euro, a wcześniej nawet 100 euro.

Na sprzedaży uprawnień do emisji CO2 Polska zarobiła w latach 2013-2024 prawie 110 mld zł. Te pieniądze trafiły do budżetu państwa, ale tylko w niewielkim zakresie (poniżej 10 proc.) zostały wydane na działania związane z transformacją energetyczną. Według Banku Pekao, koszty emisji CO2 stanowią od 59 proc. (stare bloki na węgiel kamienny) do 68 proc. (bloki na węgiel brunatny) kosztów wytwarzania energii elektrycznej. W przypadku bloków gazowych to tylko 25 proc., lecz koszt gazu jest o ok. 80 proc. wyższy niż węgla.

Dyskusja o cenach energii jest trudna i skomplikowana; w Polsce dodatkowo jest źle prowadzona, a nasi politycy jej bynajmniej nie ułatwiają. Generalnie najtańszym źródłem jest energia z OZE, której koszty krańcowe są praktycznie nieistotne, skoro za słońce, wiatr czy wodę nie musimy płacić.

Sam koszt wytworzenia energii stanowi w przypadku Polski zaledwie 1/3 wysokości rachunków, które otrzymujemy od jej dostawców. Resztę stanowią różne pozycje, których mało kto jest w stanie zrozumieć, ukryte są w nich podatki, opłaty przesyłowe, opłaty jakościowe, koszty utrzymania elektrowni węglowych wynikające z rynku mocy, etc. System przesyłu energii przy dużym udziale OZE musi być bardziej elastyczny, gdyż w przeciwieństwie do źródeł stabilnych (węgiel, gaz, niskoemisyjny atom), czyli dyspozycyjnych, OZE pracują inaczej, a system integracji energii ze źródeł odnawialnych musi być inaczej skonstruowany. Jego istotnym elementem muszą być np. magazyny energii, które dopiero teraz zaczynają być u nas budowane.

Przyjrzyjmy się, jak wygląda struktura kosztów energii z różnych źródeł. Najniższy jest koszt energii z nowych, najbardziej sprawnych i relatywnie niskoemisyjnych (ale nadal istotnie przekraczających emisyjność na poziomie 550 g/kWh) elektrowni węglowych, który wynosi 358 zł/MWh (z czego sam koszt produkcji to 133 zł, a reszta to zakup uprawnień do emisji CO2). Dalej są elektrownie gazowe z kosztem produkcji na poziomie 405 zł/MWh, z czego tylko 77 zł to koszt ETS, a większa część to zakup gazu. Cena energii generowanej przez elektrownie na węgiel brunatny to 479 zł, z czego koszt certyfikatów CO2 to aż 326 zł (węgiel brunatny jest najbardziej emisyjny). Ale najdroższa jest produkcja ze starych bloków węglowych (tzw. 200 MW), gdzie koszt emisji CO2 to 286 zł. Dla porównania, gwarantowana cena dla instalacji OZE w ramach kontraktów aukcyjnych to 316 zł (są one zatem zdecydowanie najtańsze), a dla morskich farm wiatrowych (powstaną za kilka lat) w kontrakcie różnicowym to 444 zł.

To są same koszty produkcji, ale w przypadku systemu elektroenergetycznego dochodzą jeszcze takie koszty jak opłata dystrybucyjna czy mocowa. Moc stała się „produktem” oddzielonym od samej produkcji energii. Stabilne elektrownie: gazowe, węglowe czy w przyszłości jądrowe, dostarczą odpowiednią moc wtedy, kiedy tej brakuje, gdy uzależnione od pogody OZE nie produkują energii bądź produkują jej zbyt mało. Dlatego w Polsce docelowo potrzebujemy zarówno najtańszych, choć niestabilnych OZE, jak również źródeł stabilnych.

Ceny prądu w Polsce drastycznie wzrosły w 2022 r. Miały na to wpływ zarówno czynniki globalne (wojna na Ukrainie, która zakłóciła dostawy surowców energetycznych, głównie gazu, i podbiła ceny na rynkach europejskich), jak i lokalne. Dodatkowo nastąpił nie nieoczekiwany wzrost cen uprawnień do emisji CO2. Swoje tez zrobiły skutki pandemii Covid-19, która zakłóciła globalne łańcuchy dostaw i dodatkowo wpłynęła na koszty energii.

Hurtowe ceny energii w Polsce należą obecnie do najwyższych w Europie. To skutek tego, że przespaliśmy kilka dziesięcioleci, kiedy Zachód realizował transformację energetyczną swoich gospodarek. Teraz musimy nadgonić wieloletnie opóźnienia.

W krajach takich jak Szwecja czy Finlandia rachunki za energię elektryczną są znacznie niższe: w 2023 r. wynosiły ok. 20 euro/MWh. Niskie ceny prądu są tam możliwe dzięki dużemu udziałowi energii wodnej i jądrowej, które są mniej podatne na wahania cen surowców i nie są obciążone opłatą za emisję CO2. We Francji ceny energii też są stosunkowo niskie (65 euro/MWh w 2023 r.), głównie dzięki rozbudowanej energetyce jądrowej, której koszty krańcowe nie są duże. Natomiast w krajach Południa, takich jak Hiszpania i Portugalia, ceny są wyższe (ok. 95 euro/kWh), co jest wynikiem dużych kosztów związanych z importem gazu oraz inwestycji w OZE.

Odnawialne źródła wywołują w Polsce spadek cen na rynku hurtowym, ale nie przekłada się on na wysokość rachunków za energię. Dla przemysłu w Polsce ceny energii są najwyższe w UE, ale w przypadku gospodarstw domowych już tak nie jest. To efekt decyzji politycznej: koszty transformacji energetycznej przerzucono w Polsce na przemysł, inaczej niż w UE, gdzie gospodarstwa domowe ponoszą większe koszty opłat przesyłowych i podatków. Żaden polski rząd w ostatnich dwóch dekadach nie prowadził eksperckiej dyskusji w sprawie cen energii i transformacji energetycznej.

Mrożenie cen energii dla gospodarstw domowych jest decyzją stricte polityczną. Tylko w ostatnim roku kosztowała ona budżet 5,5 mld. zł, a w ostatnich latach – ponad 100 mld zł. Opłaty za energię stanowią tylko 4 proc. kosztów gospodarstw domowych. Realnym problemem jest natomiast koszt ogrzewania mieszkań (to już 8 proc. budżetów gospodarstw domowych).

Koszty energii elektrycznej są problemem tylko dla najuboższej części społeczeństwa polskiego (10-15 proc.), co oznacza, że mrożenie cen miało sens wyłącznie w jej przypadku i powinno stanowić element polityki socjalnej państwa. Piszę o tym, by uzmysłowić czytelnikom, że ceny energii w Polsce powinny wprawdzie spadać (ze względu na niższy koszt wiatraków na lądzie i paneli fotowoltaicznych), ale ze względu na politykę państwa trudno zakładać, że tak się stanie. Dodatkowo dopłaty do węgla kosztują polski budżet kilkanaście miliardów złotych rocznie.

Model transformacji polskiej nie jest bynajmniej kontrowersyjny nie tylko dla fachowców, ale wszystkich racjonalnie myślących osób zajmujących się gospodarką, trudno zatem zrozumieć, dlaczego politycy mają z jego wdrożeniem takie kłopoty? Zastanawia ekstremalnie długi okres uchwalania ustawy wiatrakowej, która miała być DNA polityki energetycznej nowego rządu.

Dzisiaj nie można wyobrazić sobie systemu, który całkowicie zrezygnuje z energetyki konwencjonalnej, bo takie jednostki pełnią konieczną funkcję stabilizacyjną. Muszą być uruchamiane, gdy nie świeci słońce i nie wieje wiatr, a podaż najtańszej dostępnej energii (o najniższych kosztach krańcowych) jest niewystarczająca. Jednostki konwencjonalne zapewniają wprawdzie bezpieczeństwo energetyczne, ale nie mogą funkcjonować wyłącznie w oparciu o sprzedaż energii, gdyż są zbyt drogie.

Część starych elektrowni węglowych klasy 200 MW będzie mogła działać tylko do 2028 r., korzystając ze wsparcia z rynku mocy. Istnieje możliwość wydłużenia działania tego rynku, ale tylko wtedy, gdy te bloki zostaną skonwertowane na paliwo inne niż węgiel (np. gaz czy biomasę), co obniży ich emisyjność. Takie projekty są obecnie rozważane.

Specjaliści zakładają, że w dłuższej perspektywie system energetyczny w Polsce będzie stabilizowany przez dwie lub trzy duże elektrownie jądrowe (jeden projekt w oparciu o technologię amerykańskiego Westinghouse jest już realizowany, niestety trudno dzisiaj określić koszt energii z te elektrowni jądrowej, ze względu na nieprofesjonalnie podpisaną umowę z partnerem amerykańskim), SMR-y (czyli małe modułowe projekty jądrowe, które już dzisiaj realizowane są w Polsce przez konsorcjum Orlenu i prywatnego Synthosu w technologii amerykańskiego GE Hitachi), biogazownie, czy gazowe „peakery”, które będą włączane w czasie szczytowego zapotrzebowania na energię (dlatego ze względu na koszty też będą potrzebowały wsparcia w postaci rynku mocy) oraz wspomniane magazyny energii.

Wraz ze wzrostem udziału OZE w systemie należy spodziewać się spadku kosztów energii elektrycznej, ale aby tak się stało, polityka energetyczna państwa powinna być spójna, a prawo energetyczne napisane praktycznie od nowa. Do sektora musi wrócić konkurencja, tymczasem wszystkie największe spółki energetyczne zostały znacjonalizowane i niestety nie słychać, by to się miało zmienić.

Krytycznym czynnikiem transformacji i niższych cen energii jest też optymalne łączenie profilu produkcji z profilem konsumpcji energii. Takie bilansowanie może być regulowane na kilka sposobów, np. poprzez taryfy dynamiczne, czy usługę DSR (w razie zagrożenia niedoboru mocy, odbiorcy energii dobrowolnie na pewien czas obniżają zapotrzebowanie na energię). Ważne, by OZE były zintegrowane w spójny model z magazynami energii, zarówno wielkoskalowymi, które już buduje PGE (zapowiadają to też inni), jak i rozproszonymi. Ceny energii będą się różnić w zależności od pory dnia i roku, co spowoduje opłacalność nawet małych magazynów energii.

Polski model gospodarczy musi zakładać wzrost zużycia energii elektrycznej (innowacyjne technologie o największej wartości dodanej, np. centra danych czy sztuczna inteligencja, są bardzo energochłonne), dlatego popyt na energię ze strony naszego przemysłu będzie rósł w kolejnych dekadach, pomimo poprawy efektywności energetycznej.

Krytycznym elementem transformacji naszej energetyki będzie cena energii. Dlatego potrzebujemy otwartej dyskusji publicznej o mechanizmach wsparcia najbardziej innowacyjnych projektów inwestycyjnych, by cena energii nie była zabetonowana na wysokim poziomie na wiele lat. Polska ma potencjał, by stać się liderem OZE w Europie. Kompletna transformacja energetyczna z pewnością okaże się rozwiązaniem problemu wysokich cen energii w Polsce, ale konieczne będzie tu podejście wieloaspektowe. Zamiana drogiego i nieekonomicznego węgla na czyste źródła energii, takie jak wiatr i fotowoltaika jest jedynym wyjściem. Inwestycje w instalacje odnawialne oraz rozwinięcie infrastruktury elektroenergetycznej pomogą zrównoważyć Krajowy System Elektroenergetyczny, obniżyć koszty produkcji energii i zwiększyć konkurencyjność polskiego przemysłu, a wręcz umożliwić mu przetrwanie.

Maciej Stańczuk
Autor jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich i BCC.

Firmy z sektora zdrowie najbardziej zainteresowane sztuczną inteligencją. 74% planuje wzrost inwestycji w AI

Z branżowego Barometru AI przygotowanego przez EFL na pierwsze półrocze 2025 roku wynika, że przedstawiciele zdrowia i opieki społecznej najbardziej optymistycznie podchodzą do rozwoju rozwiązań AI w swoich firmach. Subindeks dla zdrowia wyniósł 71,8 pkt. Na drugim miejscu znalazł się handel – 68,6 pkt., a podium domykają finanse i ubezpieczenia – 68,3 pkt. W szczególności, wzrost inwestycji w rozwiązania AI w najbliższych miesiącach planuje najwięcej firm z sektora zdrowie (74%), a 13% z nich zwiększy zatrudnienie w celu realizacji tych inwestycji. Co ciekawe, firmy oferujące usługi i produkty zdrowotne najgorzej wśród badanych sektorów oceniają swój poziom przygotowania do wykorzystania rozwiązań AI. Aż 48% ocenia go jako niski. Natomiast najczęściej na wzrost sprzedaży w I półroczu br. w wyniku wdrożenia projektów AI liczą przedstawiciele HoReCa (32%).

Główny odczyt Barometru AI na pierwsze półrocze 2025 roku wynosi 66,8 pkt., co oznacza, że MŚP widzą bardzo dobre perspektywy rozwoju projektów wykorzystujących sztuczną inteligencję w ich strukturach. Barometr AI, przygotowany przez EFL, przyjmuje wartości od 0 do 100 pkt., gdzie poziomem neutralnym jest 50 pkt. Wynik powyżej tej wartości oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju AI w MŚP, natomiast wynik niższy wskazuje na niekorzystne warunki.

– To jest nasz pierwszy pomiar skłonności polskich firm do wdrażania rozwiązań opartych o sztuczną inteligencji. Przebadaliśmy aż osiem branż i już widać pewne tendencje. Z jednej strony mamy podmioty z sektora zdrowie i opieka społeczna, które najbardziej optymistycznie podchodzą do zagadnienia AI, ale najsłabiej oceniają swoją znajomość tego obszaru. Warto zdawać sobie sprawę, że w przypadku medycyny poziom zaawansowania rozwiązań AI i ich koszt jest bardzo wysoki, co stanowi sporą barierę wejścia. Stąd duży entuzjazm, ale i jeszcze większa ilość pracy do wykonania. Z drugiej strony rozwiązania AI już od wielu lat są niemal standardem w pracy marketerów czy firm technologicznych, co powoduje, że ten temat nie wywołuje wśród nich już tak wielkiego entuzjazmu. Warto jednak podkreślić, że gros firm w każdym segmencie zdaje sobie sprawę z wagi rozwiązań AI i planuje coraz więcej w nie inwestować. W większości branż taki plan ma ponad połowa firm – mówi Paweł Bojko, wiceprezes zarządu EFL.

Sektor zdrowia będzie mocno inwestować w AI

Branżowa analiza pokazuje, że wartość wskaźnika Barometru AI jest zróżnicowana w zależności od branży. Rozwiązania AI mają najlepsze perspektywy w sektorze zdrowia i opieki społecznej, gdzie wartość subindeksy wyniosła 71,8 pkt. Na taki wynik wpływ miały przede wszystkim optymistyczne prognozy dotyczące inwestycji. Niemal 3 na 4 firmy oferujące produkty lub usługi zdrowotne planuje więcej inwestować w I półroczu tego roku w sztuczną inteligencję (74% wskazań, najwięcej wśród 8 badanych branż). Ponadto, 13% firm planuje zwiększyć zatrudnienie na potrzeby realizacji zaplanowanych działań AI, co również jest najwyższym wynikiem branżowym (ex aequo z produkcją).

Co ciekawe, przedstawiciele zdrowia najgorzej ze wszystkich branż oceniają poziom przygotowania swoich biznesów do wykorzystania AI. Niemal połowa firm (48%) ocenia go jako niski, a tylko 9% jako wysoki. Pewnie dlatego, tylko 17% liczy na szybki zwrot z inwestycji w AI w postaci wzrostu sprzedaży usług lub produktów. To najniższy wynik wśród badanych branż (ex aequo z handlem).

Produkcja zwiększy zatrudnienie specjalistów ds. AI

13% firm przemysłowych i wydobywczych planuje w I pólroczu 2025 roku więcej rekrutacji specjalistów, którzy pomogą we wdrożeniu i rozwoju rozwiązań AI w firmie. To najwyższy wynik branżowy (ex aequo ze zdrowiem). Ponad połowa przedstawicieli branży wskazuje na wzrost inwestycji w AI (57%), a 30% liczy że wszystkie działania podejmowane w obszarze AI przełożą się na wzrost sprzedaży. Z Barometru AI wynika również, że produkcja jest już dość dobrze oswojona ze sztuczną inteligencją – 33% ocenia swój poziom przygotowania do wykorzystania AI jako wysoki, a 51% umiarkowany. Tylko 16% wskazuje na poziom niski.

Sektor kreatywny i ICT mają najmniejsze braki

8% firm marketingowych i kreatywnych oraz 11% firm ICT ocenia swój poziom przygotowania do wdrożenia rozwiązań AI jako niski. To najniższe wyniki wśród badanych branż. Odpowiednio 35% i 34% firm uważa się za dobrze przygotowanych do współpracy z AI. Co ciekawe, subindeksy dla tych dwóch sektorów są najniższe wśród badanych branż i wynoszą 67 pkt. dla marketingu i 63,2 pkt. dla ICT.

– W związku z tym, że AI jest już obecne w tych sektorach od dłuższego czasu i nierzadko jest już standardem w pracy, nakłady na te rozwiązania nie są już tak duże, jak w przypadku innych branż. Tylko 43% firm technologicznych planuje zwiększyć inwestycje w AI, najmniej wśród badanych branż. I tylko 4% firm kreatywnych myśli o wzroście zatrudnienia na potrzeby rozwoju AI, również najmniej wśród badanych – mówi Paweł Bojko z EFL.

Subindeks Barometru AI dla firm handlowych wyniósł 68,6 pkt., dla finansowych i ubezpieczeniowych 68,3 pkt., dla HoReCa 68,2 pkt., dla produkcji 67,8 pkt., dla TSL 67,3 pkt.

Barometr AI to nowe narzędzie analityczne przygotowane przez EFL. Jego głównym celem jest cykliczne (raz na pół roku) monitorowanie kondycji przedsiębiorstw z sektora MŚP pod kątem wdrażania przez nie rozwiązań związanych ze sztuczną inteligencją. EFL analizuje przede wszystkim informacje dotyczące czterech obszarów takich: jak poziom inwestycji w rozwiązania AI, poziom zatrudnienia na potrzeby realizacji inwestycji AI, poziom zatrudnienia w wyniku podjętych inwestycji AI oraz poziom sprzedaży w związku
z inwestycjami AI.

***

Barometr AI jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wdrażania rozwiązań opartych o wykorzystanie sztucznej inteligencji (AI). Analizie poddawane są przede wszystkim informacje dotyczące czterech obszarów: poziom inwestycji przeznaczanych na rozwiązania AI, poziom zatrudnienia na potrzeby wdrożenia rozwiązań AI, plany dotyczące zatrudnienia w wyniku podjętych inwestycji AI, poziom sprzedaży w związku z inwestycjami opartymi o AI. Badaniu podlegają przedsiębiorstwa, które zadeklarowały, że w najbliższym półroczu będą wykorzystywać rozwiązania oparte o AI.Podstawową miarą analityczną jest algorytm stworzony na podstawie danych zgromadzonych w trakcie badania przedsiębiorców. Przyjmuje on wartości od 0 do 100, przy czym zagregowany wynik powyżej 50 punktów oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju AI w ramach MŚP, natomiast wynik niższy oznacza, że warunki te są niekorzystne.Badanie jest przygotowywane przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego S.A., a jego wyniki są publikowane co pół roku. Uczestnicy badania to mikro, małe i średnie firmy z całej Polski – łącznie 455 podmiotów. Wywiady są prowadzone z osobami decyzyjnymi w firmach, np. z właścicielem lub współwłaścicielem, prezesem lub innym członkiem zarządu, dyrektorem. Technika badawcza: badanie ilościowe z wykorzystaniem techniki wywiadów telefonicznych wspomaganych komputerowo (CATI). Pierwsza edycja badania odbyła się od 15 stycznia do 14 lutego 2025 roku.

Rynek AGD w Polsce pod presją: wzrost zadłużenia, spadek produkcji, rosnący import

Rynek sprzętu AGD w Polsce stoi przed wieloma wyzwaniami takimi jak spadek produkcji czy narastający import. Do tego dochodzą widoczne wahania w sprzedaży detalicznej i wyhamowanie popytu na rynku nieruchomości. Już na początku tego roku Polacy zapowiadali, że będą ograniczać wydatki, w tym przede wszystkim na nowy sprzęt i technologie. W efekcie w ciągu ostatnich 2 lat problemy z nieterminowymi rozliczeniami sprzedawców AGD urosły o 300 proc. do ponad 122 mln zł. Trudna sytuacja nie omija również producentów urządzeń elektrycznych – wynika z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie BIK. Jakie szanse i zagrożenia czekają ten rynek?

Choć jeszcze na początku tego roku 38 proc. Polaków deklarowało, że będzie ograniczać przede wszystkim wydatki na sprzęt i inne nowinki technologiczne, kolejne miesiące pokazały wyższą skłonność do konsumpcji w tej kategorii zakupowej.[1] Według danych GUS, sprzedaż detaliczna w lutym spadła o 0,5 proc. rok do roku, ale z bardziej szczegółowych danych wynika jednak, że wzrost rok do roku odnotowano kilka kategorii w tym między innymi w sprzedaży mebli i sprzętu RTV/AGD (+5,8 proc.). Jednak ten fakt nie niesie ze sobą jeszcze żadnych pozytywnych trendów, które mogłyby wskazywać na stałą poprawę sytuacji finansowej branży.

– Początek roku jest takim momentem, w którym zazwyczaj staramy się racjonalniej planować nasze wydatki, tym bardziej po okresie wzmożonych zakupów i wyprzedaży z końcówki roku. Dane o koniunkturze konsumenckiej wykazują jednak najwyższą od ponad trzech lat ocenę, że obecnie jest dobry czas na ważne zakupy w tym sprzętu elektrycznego, czy elektrotechnicznego. Gospodarstwa domowe odchodzą też powoli od widocznego jeszcze w ubiegłym roku trendu nastawionego na odbudowę oszczędności, na rzecz wyższej konsumpcji. Sprzedaż detaliczna jest jednak nadal bardzo zmienna i drobne ożywienie w handlu AGD jeszcze tu o niczym nie świadczy, bo z drugiej strony rynek AGD kształtuje też sytuacja na rynku kredytowym, a tu obserwujemy wyraźny spadek popytu na kredyty mieszkaniowe. Do tego dochodzi również widmo wojny handlowej, której efektem będzie wzrost inflacji i perturbacje w największych gospodarkach – wskazuje dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor (Grupa BIK).

Rynek AGD kształtuje sytuacja na rynku kredytowym

Wg danych BIK w lutym 2025 r., w porównaniu do lutego ub. roku, banki i SKOK-i odnotowały wzrost jedynie w kredytach gotówkowych, których udzieliły więcej o 22,5 proc. i na wartość wyższą o 33,4 proc. W przypadku kredytów mieszkaniowych wystąpił spadek liczbowy o 31,9 proc. i wartościowy o 32 proc. Przyznano też o 29,3 proc. mniej kredytów ratalnych na kwotę niższą o 11,3 proc.

W okresie styczeń-luty 2025 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2024 r. banki i SKOK-i udzieliły więcej tylko kredytów gotówkowych (+24,9 proc.). Pozostałe trzy produkty kredytowe odnotowały ujemne dynamiki, odpowiednio: kredyty mieszkaniowe (-33,4 proc.), kredyty ratalne (-27,3 proc.). W ujęciu wartościowym spadki odnotowały kredyty mieszkaniowe (-32,5 proc.) oraz kredyty ratalne (-11,4 proc.).

Szanse i zagrożenia

Zarówno produkcja, jak i sprzedaż elektroniki i sprzętu AGD zaliczyły w ostatnim roku spory wzrost przeterminowanego zadłużenia. Powiększenie zaległości niewątpliwie związane jest z jednej strony ze wzrostem kosztów prowadzenia działalności gospodarczej, w tym kosztów energii, a z drugiej ze zmienną wartością sprzedaży detalicznej. – Wśród wskazywanych zagrożeń jest też niepewne otoczenie związane m.in. z niedoborem kadr w fabrykach, niestabilnym popytem i nieuczciwym importem. Wg naszych badań za główne wyzwania w tym roku zarówno przedsiębiorcy z branży produkcyjnej jak i handlowej wymieniali kolejno: wysokie koszty materiałów oraz energii, spadek sprzedaży, szukanie nowych rynków i utrzymanie płynności finansowej firmy. Ostatnio doszła jeszcze kwestia ceł – zaznacza dr hab. Waldemar Rogowski.

Według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK przeterminowane zadłużenie podmiotów prowadzących detaliczną sprzedaż elektrycznego sprzętu gospodarstwa domowego (PKD 4754Z) w ciągu roku wzrosła o 25,2 mln zł (26 proc.), ale już w ujęciu dwuletnim o blisko 300 proc. i na koniec lutego 2025 roku przekroczyły 122 mln zł. Problem z regulowaniem zobowiązań wobec dostawców i instytucji finansowych mają 194 aktywne, zawieszone i zamknięte firmy. Szczególnie trudny był okres między lutym 2023 a lutym 2024 roku, kiedy to zaległe zobowiązania sprzedawców AGD zwiększyły się o ponad 66 mln zł (216 proc.). Na tym tle trochę lepiej wypadają producenci urządzeń elektrycznych, wśród których są m.in. wytwórcy RTV i AGD. Zwiększyli oni w bieżącym roku swoje nieregulowane w terminie zobowiązania wobec banków i dostawców o niemalże połowę – z niecałych 48 do blisko 83 mln zł. W tym przypadku w analogicznym poprzedzającym okresie widać tu było delikatną poprawę – spadek zaległości o 7,2 mln zł (13 proc.). Obecnie problemy finansowe ma 336 producentów z tej branży i ich liczba rośnie.

Wg APPLiA Polska – związku pracodawców AGD, w ubiegłym roku wyprodukowano w Polsce 26 mln urządzeń AGD, w tym ponad 23 mln szt. dużego AGD. Są to wartości niemalże identyczne jak 2023 roku i wg ekspertów z branży trudno znaleźć przesłanki wskazujące na przełamanie tego negatywnego trendu. Dodatkowo zgodnie z zapowiedziami do końca roku 2025 liczba fabryk w Polsce zmniejszy się z 35 do 32.

Pomimo tych mało optymistycznych danych Polska nadal utrzymuje pozycję europejskiego lidera produkcji AGD – dostarcza ok. 36 proc. urządzeń dużego AGD wyprodukowanych w całej Unii Europejskiej. Produkcja w całej UE jednak spada i jest zastępowana przez import, bo ok. 49 proc. sprzętu dużego AGD w UE pochodzi spoza UE. Polska nadal pozostaje drugim eksporterem dużego AGD na świecie.

Ponad połowę produkcji stanową pralki, zmywarki oraz suszarki do ubrań. Około 90 proc. polskiej produkcji trafia na eksport – najwięcej na rynek niemiecki, francuski oraz brytyjski. W podziale na produkty dużego AGD, Polska jest największym na świecie eksporterem suszarek do ubrań (31 proc.) oraz zmywarek do naczyń (19 proc.).

Branża potrzebuje zmian. Dlatego wśród postulatów jej przedstawicieli, zawartych w rekomendacjach dla polskiej prezydencji w Radzie UE, znalazły się m.in. takie zagadnienia jak: poszerzenie zakresu mechanizmu CBAM, czyli opodatkowania śladu węglowego o urządzenia AGD produkowane w Polsce, likwidacja nieuczciwego importu sprzętu poprzez platformy internetowe, usprawnienia otoczenia regulacyjnego czy wzmocnienia jednolitego rynku. Wskazano również, że istotna jest też kwestia ułatwienia zatrudniania pracowników zagranicznych.[2]

Energooszczędny sprzęt lekarstwem na kryzys?

Modernizacja powszechnego sprzętu RTV i AGD oraz wymiana oświetlenia z żarówek tradycyjnych na LED obniżyłaby zużycie energii przez gospodarstwa domowe.

– Kto z nas nie chce ograniczyć comiesięcznych wydatków na prąd czy ogrzewanie, zwłaszcza w dobie inflacji nadal ponad celem, kryzysu energetycznego oraz klimatycznego? Dlatego czynności, takie jak chociażby wymiana sprzętu czy żarówek na energooszczędne czy odłączanie nieużywanych sprzętów z gniazd elektrycznych, pomaga zmniejszyć zużycie prądu a tym samym wysokość płaconych rachunków i poziom emisyjności. Kryzys energetyczny wyjątkowo skutecznie zachęca wszystkich do poszukiwania oszczędności w różnych obszarach. Warto jednak pamiętać, że nasze drobne działania pomnożone przez liczbę gospodarstw domowych oprócz najbardziej wymiernych efektów w postaci obniżenia zużycia, przyczynią się do mniejszego obciążenia środowiska naturalnego i redukcji zużycia zasobów naturalnych, a na tym wszystkim powinno nam bardzo zależeć – przypomina dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor (Grupa BIK).

[1] Badanie „Noworoczne plany finansowe Polaków” zrealizowane metodą CAWI przez Quality Watch na zlecenie BIG InfoMonitor, na próbie 1061 Polaków w wieku 18+, grudzień 2024 r.

[2] https://biznes.newseria.pl/news/branza-agd-podnosi-sie,p2132980234

Kupujący czekają, deweloperzy tracą nadzieję – rynek mieszkań w fazie zawieszenia

Rynek mieszkaniowy wciąż pozostaje w fazie zawieszenia. Deweloperzy szykują się na dłuższy maraton, a kupujący odkładają decyzje, licząc na lepszy moment. Powód? Nie tylko różnice w oczekiwaniach cenowych, ale także rosnąca niepewność gospodarcza i obawy o przyszłość.

Portal TabelaOfert.pl po raz kolejny zbadał nastroje zarówno wśród deweloperów, jak i osób poszukujących nowych mieszkań. I ponownie okazało się, że obraz przyszłości rynku znacząco różni się w zależności od tego, kto na niego patrzy.

Sprzedaż: mniej wiary w odbicie

Czy sprzedaż mieszkań przyspieszy w najbliższych miesiącach? Coraz więcej deweloperów zaczyna w to wątpić.indeks zmiany tempa_marzec 2025

– Trudno się dziwić. Niepewna sytuacja geopolityczna, wysokie stopy procentowe, najdroższy w Unii Europejskiej kredyt mieszkaniowy, brak programu wsparcia – to nie są czynniki, które napawałyby optymizmem – mówi Robert Chojnacki, założyciel portalu TabelaOfert.pl.

– Mieszkania sprzedają się opornie. W niektórych regionach kraju, zwłaszcza na wschodzie, pojawiło się zjawisko odstępowania od podpisanych już umów przedwstępnych. Ludzie po prostu boją się inwestować, nie wiedząc, co wydarzy się w kraju – dodaje.

Jeszcze w styczniu 2025 roku deweloperzy patrzyli na rynek z dużą nadzieją – Indeks Zmiany Tempa Sprzedaży skoczył z 0,01 do 0,27. Luty i marzec pokazały jednak, że był to raczej chwilowy zryw niż początek nowego trendu. W marcu wskaźnik spadł do 0,21, a optymizm zaczął stopniowo się ulatniać.

Mniejsza aktywność w sieci

Blisko 60% deweloperów spodziewa się stabilizacji sprzedaży.zmiany tempa sprzedaży _marzec 2025

– Rynek wyraźnie wytraca impet. Coraz mniej firm liczy na poprawę wyników – w marcu było to 32%, podczas gdy jeszcze w lutym 37%. Spadku sprzedaży obawia się natomiast 10% ankietowanych, czyli nieco mniej niż miesiąc wcześniej – komentuje Ewa Palus, główny analityk Tabelaofert.pl

O schłodzeniu nastrojów świadczy także zauważalny spadek aktywności użytkowników w internecie.

– W marcu przez kilka dni zaobserwowaliśmy wyraźne ograniczenie liczby zapytań dotyczących zakupu mieszkań. Zainteresowanie nowymi inwestycjami chwilami niemal całkowicie zanikło – komentuje Robert Chojnacki.

– Tymczasem wybór jest rekordowy. Tak dużej liczby dostępnych mieszkań w ofercie deweloperskiej nie notowaliśmy od początku prowadzenia naszych pomiarów, czyli od 20 lat – dodaje.

Zakupy – ale kiedy?

Co będzie się dziać z cenami?

Indeks Zmiany Cen Mieszkań już siódmy miesiąc z rzędu pozostaje na ujemnym poziomie, co oznacza, że więcej deweloperów spodziewa się spadków niż wzrostów cen. W marcu 2025 wskaźnik wyniósł -0,07 – dokładnie tyle samo co w styczniu.ineks zmiany cen mieszkań_marzec

Blisko 80% deweloperów zakłada, że ceny pozostaną stabilne w najbliższych miesiącach. Wzrostów spodziewa się zaledwie 8% firm (w lutym było to jeszcze 12%), a spadków – około 15%.zmiany cen mieszkań _marzec 2025

Jeszcze ciekawsze są dane z drugiej strony – od osób planujących zakup mieszkania. Ich oczekiwania wyraźnie rozmijają się z przewidywaniami deweloperów:

  • 62% kupujących spodziewa się spadku cen,
  • 15% – stabilizacji,
  • 10% – wzrostów.

wskaźnik oczekiwan klientów_marzec 2025Dla wielu nabywców czekanie staje się bezpieczniejszą strategią niż podejmowanie decyzji tu i teraz.

– Nie chodzi już tylko o nadzieję na jeszcze większe rabaty, czy promocje. W tle coraz silniej działają czynniki zewnętrzne: zaostrzenie polityki celnej USA, rosnące napięcia gospodarcze i obawy o recesję. Po sygnałach z rynków międzynarodowych inwestorzy i konsumenci zaczęli zachowywać większą ostrożność. W takich warunkach duże decyzje – jak zakup mieszkania – są naturalnie odkładane – mówi Robert Chojnacki.

Nowa era protekcjonizmu: skutki amerykańskich ceł dla Chin, UE i światowego handlu

9 kwietnia amerykańska stawka cła importowego osiągnie najwyższy poziom od lat 90-tych XIX wieku i wyniesie 20,6%. Niektóre kraje podjęły działania odwetowe, inne negocjują. Środowisko międzynarodowego handlu pozostaje płynne, niepewność zwiększa jego koszty. Uniwersalna minimalna taryfa celna w wysokości 10% i rekordowe stawki celne dla 50 krajów ogłoszone 2 kwietnia przekroczyły oczekiwania analityków.

  • Chińskie towary są obecnie objęte 59-procentową taryfą celną, podczas gdy Wietnam, Tajlandia, Indonezja, Tajwan i Indie muszą stawić czoło cłom potencjalnie (gdyż niektóre z nich negocjują) rosnącym od 18,5 do 40,4 punktów procentowych. Tymczasem Wielka Brytania, Singapur, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Arabia Saudyjska odczują umiarkowane ich podwyżki (między +3,4 do 5,6 punktu procentowego).
  • UE stoi w obliczu wzrostu ceł o 20 punktów procentowych (średnia taryfa skoczy do 13,3% po uwzględnieniu wyłączeń sektorowych). Obowiązujące umowy dwustronne mogą skutecznie obniżyć ten poziom do 11,8% od IV kwartału 2025r. Wzajemny odwet ze strony UE na cały import z USA z wyłączeniem LNG może spowodować roczną stratę w eksporcie USA w wysokości 26 mld USD.
  • Chiny ogłosiły podwyżkę ceł do 34 punktów procentowych na cały import z USA: może to spowodować straty w (amerykańskim) eksporcie w wysokości 64 mld USD.
  • Izrael, Wietnam, Indie, Tajlandia i Wietnam wybrały (odpowiednio) obniżenie ceł, dążenie do porozumienia handlowego lub zwiększenie importu.
  • Podobnie jak w przypadku mgły wojny, nie jest jasne, jak będzie wyglądał ostateczny krajobraz taryfowy, ale koszt niepewności jest wysoki, ponieważ arbitraż taryfowy jest teraz poza zasięgiem większości firm – dopóki kurz nie opadnie

Wymiana handlowa Globalny wzrost PKB spowolni do zaledwie +1,9%, najniższego poziomu od 2008r.; globalny handel towarami wejdzie w recesję (-0,5% wolumenu). Ponieważ inflacja w Stanach Zjednoczonych do lata osiągnie szczytowy poziom 4,3%, banki centralne są w trudnej sytuacji.

  • Amerykańskie przedsiębiorstwa zgromadziły zapasy wystarczające na zaspokojenie całkowitego popytu konsumpcyjnego przez okres około sześciu miesięcy.
  • Jednak dwie trzecie wzrostu kosztów importu zostanie przeniesione na konsumentów. W efekcie oczekiwać można, że inflacja w USA do lata osiągnie szczytowy poziom 4,3%, wiążąc Fedowi ręce do października (stopa na poziomie 4% do końca 2025 r. i 2,75% do połowy 2026 r.).
  • USA: zakładamy, iż recesja pozostanie łagodna (skumulowany spadek o -0,5% w okresie I-III kw), ze słabym wzrostem o +0,8% w całym 2025 roku.
  • Europa: pomimo niemieckiego bodźca fiskalnego i wyższych wydatków na obronę nie uniknie spowolnienia wzrostu ze względu na wyższe ograniczenia handlowe i słabszą gospodarkę USA. Allianz Trade obniża prognozy strefy Euro do +0,8% w 2025 roku i +1,5% w 2026 roku. EBC prawdopodobnie obniży stopy procentowe do 1,5%, -50 pb więcej niż można było wcześniej oczekiwać.
  • Chiny zamierzają wzmocnić wsparcie polityczne za pomocą co najmniej 800 mld RMB dodatkowych bodźców fiskalnych (tj. 0,6% PKB), co powinno utrzymać wzrost na powierzchni (+4,6% w 2025 r., +4,2% w 2026 r.).

Rynki finansowe W obliczu zbliżającej się recesji w Stanach Zjednoczonych rentowności obligacji skarbowych i rynki akcji zareagowały silnie i będą nadal spadać.

  • Rynki kapitałowe zaczęły wyceniać recesję, a światowe indeksy giełdowe spadły o około 2-6% pierwszego dnia – nawet jeśli rzeczywista recesja spowodowałaby spadek akcji o co najmniej 10 punktów procentowych więcej, a spready kredytowe musiałyby się jeszcze bardziej rozszerzyć.
  • USD spadł o 1,8% stosunku do EUR i większości innych walut pierwszego dnia, co w połączeniu z reakcją rynku akcji pokazuje, że rynki oczekują, że amerykańskie firmy najbardziej ucierpią z powodu Dnia Wyzwolenia.
  • Rentowności obligacji skarbowych również spadły, ponieważ obawy o recesję przeważyły nad ryzykiem inflacyjnym. Biorąc pod uwagę, że recesja w USA jest obecnie naszym scenariuszem bazowym, a końcowe stopy procentowe EBC i Fed są niższe niż obecne wyceny rynkowe, rentowności obligacji skarbowych i indeksy giełdowe mogą dalej spadać.
  • Trudno jednak przewidzieć dokładny scenariusz spadków w czasie, ponieważ zmienność pozostaje wysoka w związku z nadchodzącymi umowami handlowymi i kontr-taryfami.

Dzień Wyzwolenia to tymczasowa pełnoprawna wojna handlowa?  

2 kwietnia prezydent USA Donald Trump ogłosił „wzajemne” cła, które przekroczyły oczekiwania, a produkty importowane z Chin mają zostać opodatkowane w oszałamiającej wysokości 59%. Zapowiedzi z okazji Dnia Wyzwolenia obejmowały uniwersalną minimalną taryfę w wysokości 10%, która weszła w życie 5 kwietnia o godzinie 12:01 czasu EDT.1  Prezydent Trump zdecydował się również na nałożenie zindywidualizowanej wzajemnej wyższej taryfy celnej na ponad 50 krajów, z którymi USA mają największe deficyty handlowe2 i które odpowiadają 98% deficytu handlowego USA w zakresie towarów (wykres 1).

Wykres 1: Amerykańska globalna taryfa importowa (średnia ważona wg. obrotów handlowych)

Amerykańska globalna taryfa importowa

Źródło: Allianz Research (Dział Analiz Ekonomicznych Allianz Trade)

UE będzie musiała stawić czoła dodatkowym taryfom w wysokości 20 punktów procentowych, co spowoduje, że łączna średnia amerykańska taryfa celna na towary importowane z UE wyniesie 13,3% (wykres 2) po uwzględnieniu wyłączeń sektorowych (np. półprzewodniki, farmaceutyki, miedź, minerały). Pięć najbardziej na chwilę obecną dotkniętych nowymi taryfami krajów to Wietnam (+40,4 punktu procentowego do 44,5%), Tajlandia (+29,4 punktu procentowego do 30,2%), Indonezja (+28,1 punktu procentowego do 33,3%), Tajwan (+26,4 punktu procentowego do 28,3%) i Chiny (+26,3 punktu procentowego do 59,3%). Najmniejszy ich wpływ odczuje Ekwador (+5,6 punktu procentowego do 6,2%), Wielka Brytania (+5,6 punktu procentowego do 9,3%), Singapur (+4,9 punktu procentowego do 5,4%), Zjednoczone Emiraty Arabskie (+4,9 punktu procentowego do 7,2%) i Arabia Saudyjska (+3,4 punktu procentowego do 4%).  Wszystkie te podwyżki ceł spowodują, że globalna stawka ceł importowych USA wyniesie 20,6% (wykres 1). W naszym scenariuszu bazowym zakładamy, że może ona spaść do 11,8% do IV kwartału 2025 r., biorąc pod uwagę dwustronne umowy, które częściowo zmniejszyłyby podwyżki ceł z Dnia Wyzwolenia, podczas gdy sektory niektórych z krajów będą jeszcze objęte podwyżkami ceł, które jak na razie zostały wyłączone w Dniu Wyzwolenia (np. farmaceutyki z Chin i Indii itp.)

Wykres 2: Zmiana taryfy celnej dla największych gospodarek eksportujących do USA

Zmiana taryfy celnej dla największych gospodarek eksportujących do USA

Źródło: Allianz Research (Dział Analiz Ekonomicznych Allianz Trade)

Posunięcia te podniosą efektywną stawkę celną ważoną wg. wartości importu do 20,6%, poziomu ostatnio obserwowanego w latach 90-tych XIX wieku (w porównaniu do 9% wcześniej) i mogą popchnąć światowy handel w strefę recesji. Szacujemy, że globalne straty w eksporcie osiągną 440 mld USD w 2025 r. i 354 mld USD w 2026 r. Oczekiwana jest recesji w globalnym handlu towarami w ujęciu ilościowym (-0,5% w 2025 r.), podczas gdy całkowity handel towarami i usługami powinien wzrosnąć o +1% w 2025 r. (-1,4 pp) i +1,3% w 2026 r. (-1,1 pp), w ujęciu ilościowym, w porównaniu z blisko +3% oczekiwanego wzrostu jeszcze w IV kwartale 2024 r.

Chiny jako główny dostawca do USA narażone są w 2025 r. na straty eksportowe w wysokości 164 mld USD co odpowiada  0,8% całkowitego PKB. Największe straty spodziewane są w sektorze komputerów i telekomunikacji (25 mld USD), a następnie maszyn i urządzeń (22,6 mld USD) oraz sprzętu AGD (20,1 mld USD). Inne istotne zagrożone chińskie sektory to tekstylia, odzież, obuwie (15,6 mld USD), elektronika (10,8 mld USD) oraz chemikalia, tworzywa sztuczne i guma (9,8 mld USD).

Następna w kolejce jest UE, ze stratami eksportowymi szacowanymi na 62 mld USD, a w ramach bloku najbardziej narażone są Niemcy, z potencjalnymi stratami w eksporcie wynoszącymi 17 mld USD. Nie jest zaskoczeniem, że straty w eksporcie koncentrowałyby się na dostawcach maszyn i innego sprzętu (3,1 mld USD) oraz producentach samochodów (2,6 mld USD).

Drugim krajem najbardziej narażonym po Chinach na skutki ceł jest Wietnam. W Wietnamie sektory, które mogą ponieść największe straty, to tekstylia, odzież i obuwie (6,5 mld USD), a następnie komputery i telekomunikacja (5,7 mld USD) oraz maszyny i urządzenia (3,8 mld USD). Tajwan, Korea Południowa i Japonia są następne w kolejce, każde z potencjalnymi maksymalnymi stratami eksportowymi w wysokości 22 mld USD. W przypadku Tajwanu sam sektor komputerów i telekomunikacji odpowiada za 5,8 mld USD potencjalnych strat, podczas gdy elektronika (z wyłączeniem półprzewodników) odpowiada za 2,5 mld USD, a maszyny i urządzenia dodają 2 mld USD. Główne straty eksportowe Korei Południowej dotyczą przede wszystkim produkcji samochodów (5,8 mld USD), maszyn i urządzeń (2,8 mld USD) oraz elektroniki (1,6 mld USD). Straty eksportowe Japonii będą odczuwalne głównie przez producentów motoryzacyjnych (6,9 mld USD), maszyn i urządzeń (5,1 mld USD) oraz dostawców części samochodowych (1,2 mld USD).

Ogólnie rzecz biorąc, Allianz Trade spodziewa się, że kontynuowane będzie zjawisko przekierowywania eksportu i prawdopodobne jest pojawienie się nowych centrów handlowych, zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej i na Bliskim Wschodzie. Azja Południowo-Wschodnia w dłuższej perspektywie pozostanie atrakcyjna, jeśli kraje regionu zdołają zawrzeć umowy z USA i zdeprecjonować swoje waluty, aby zrekompensować część podwyżek ceł. Allianz Trade spodziewa się, że do końca roku zostaną podpisane pewne dwustronne umowy, dzięki którym średnia amerykańska taryfa importowa spadłaby do 11,8% w IV kwartale 2025 r., choć nadal byłby to najwyższy poziom od lat 40. ubiegłego wieku.

Wykres 3: 50 największych importów/eksportów USA według kraju/sektora (z wyłączeniem produktów farmaceutycznych i półprzewodników w przypadku importu)

 

Kraj

 

Sektor

Eksport do/z USA w mld USD Maksymalne straty eksportowe w scenariuszu bazowym
Chiny Komputery i telekomunikacja 70.2 25.0
Chiny Maszyny i urządzenia 63.5 22.6
Chiny Sprzęt gospodarstwa domowego – urządzenia domowe 56.6 20.1
Chiny Tekstylia – odzież i obuwie 43.8 15.6
Chiny Elektronika 30.3 10.8
Chiny Chemikalia – Tworzywa sztuczne i guma 27.4 9.8
USA Agrifood – Rolnictwo i hodowla 22.3 8.8
Kanada Energia – Działalność związana z wydobyciem ropy naftowej i gazu 126.6 8.1
USA Energia – Ropa i gaz 19.3 7.6
Japonia Producenci samochodów 47.4 6.9
Chiny Tekstylia – Tekstylia 18.8 6.7
Wietnam Tekstylia – odzież i obuwie 24.8 6.5
USA Farmaceutyki 15.6 6.1
Tajwan Komputery i telekomunikacja 31.9 5.8
Chiny Sprzęt gospodarstwa domowego – Inne 16.3 5.8
Republika Korei Producenci samochodów 34.8 5.8
Wietnam Komputery i telekomunikacja 21.5 5.7
USA Maszyny i urządzenia 14.1 5.6
Chiny Dostawcy motoryzacyjni 14.6 5.2
Chiny Metale – obróbka metali i inżynieria 14.4 5.1
Japonia Maszyny i urządzenia 34.7 5.1
Chiny Budownictwo – Materiały budowlane 11.1 3.9
Chiny Producenci samochodów 10.9 3.9
Wietnam Maszyny i urządzenia 14.3 3.8
USA Elektronika 8.8 3.5
Wietnam Sprzęt gospodarstwa domowego – urządzenia domowe 12.9 3.4
USA Chemikalia – Tworzywa sztuczne i guma 8.5 3.4
Kanada Producenci samochodów 50.2 3.2
Niemcy Maszyny i urządzenia 35.5 3.1
USA Producenci samochodów 7.5 3.0
USA Chemikalia – przemysłowe i inne 7.4 2.9
Republika Korei Maszyny i urządzenia 16.8 2.8
USA Przemysł rolno-spożywczy – Produkcja żywności i napojów 6.7 2.7
Niemcy Producenci samochodów 29.7 2.6
Tajwan Elektronika 13.4 2.5
Kanada Metale – górnictwo, odlewnictwo i przetwórstwo 37.6 2.4
Meksyk Producenci samochodów 111.4 2.4
USA Metale – górnictwo, odlewnictwo i przetwórstwo 5.8 2.3
Kanada Przemysł rolno-spożywczy – Produkcja żywności i napojów 32.6 2.1
Tajwan Maszyny i urządzenia 11.2 2.0
Kanada Maszyny i urządzenia 26.4 1.7
Malezja Elektronika 12.9 1.5
USA Sprzęt gospodarstwa domowego – Inne 3.8 1.5
USA Budownictwo – Materiały budowlane 3.7 1.5
Kanada Chemikalia – Tworzywa sztuczne i guma 20.8 1.3
Włochy Maszyny i urządzenia 13.7 1.2
Meksyk Maszyny i urządzenia 51.5 1.1
USA Papier – produkcja 2.4 0.9
Kanada Budownictwo – Materiały budowlane 14.3 0.9
USA Komputery i telekomunikacja 2.3 0.9

 

Źródło: Allianz Research (Dział Analiz Ekonomicznych Allianz Trade)

Wykres 4: Maksymalne straty eksportowe w scenariuszu bazowym (mld USD), 20 największych krajów UE

Maksymalne straty eksportowe w scenariuszu bazowym

Źródło: Allianz Research (Dział Analiz Ekonomicznych Allianz Trade)

Na chwilę obecną Europa nie ogłosiła jeszcze żadnych dodatkowych środków odwetowych w stosunku do tych opublikowanych 11 marca[1] . Jednak odwet ze strony UE na cały amerykański import z wyłączeniem LNG oznaczałby dla USA straty w eksporcie szacowane na 26 mld USD. Najbardziej zagrożonym sektorem w USA jest sektor farmaceutyczny, z eksportem o wartości 61,4 mld USD i potencjalną maksymalną stratą eksportową w wysokości 7,54 mld USD. Maszyny i urządzenia, z eksportem o wartości 27,1 mld USD, są narażone na potencjalną stratę eksportową w wysokości 3,3 mld USD. Z eksportem o łącznej wartości 16 mld USD i potencjalną maksymalną stratą eksportową w wysokości 1,96 mld USD, sektor chemikaliów, tworzyw sztucznych i gumy byłby trzecim najbardziej dotkniętym przez działania odwetowe UE.

Zamiast tego Chiny ogłosiły +34pp dodatkowe cła na cały import z USA, obowiązujące od 10 kwietnia. Opłaty te spowodują roczne straty eksportowe w wysokości 64 mld USD, powodując spadek importu do USA o -0,2 pp rocznie. Oczekuje się, że wpływ ten będzie najbardziej znaczący dla amerykańskiego sektora rolnego, w szczególności dla eksporterów soi, pszenicy i kukurydzy, a także dla amerykańskiego przemysłu farmaceutycznego i energetycznego. Szacujemy, że sektor rolno-spożywczy może ponieść straty eksportowe w wysokości około 22,3 mld USD, a przemysł naftowo-gazowy do 19,3 mld USD, podczas gdy farmacja oraz maszyny i urządzenia mogą stracić odpowiednio 15,6 mld USD i 14,1 mld USD (patrz wykres 3). Oprócz podwyżki ceł, chińskie Ministerstwo Handlu ogłosiło również działania odwetowe w postaci środków pozataryfowych, w tym zakaz eksportu siedmiu minerałów ziem rzadkich wykorzystywanych w produktach zaawansowanych technologicznie. Działania odwetowe obejmują również dodanie 11 amerykańskich firm do listy „niewiarygodnych podmiotów”, w tym kilku producentów dronów, uniemożliwiając im prowadzenie działalności gospodarczej w Chinach. Wreszcie, ministerstwo ogłosiło również nowe dochodzenia w USA dotyczące sprzętu do obrazowania medycznego.

Większość krajów Azji Południowo-Wschodniej i Wschodniej nie podjęła jak dotąd działań odwetowych, zamiast tego ogłaszając gotowość do negocjacji i deklarując albo niższe taryfy, albo zwiększenie importu z USA. Niektóre kraje już wcześniej obniżyły cła na import z USA. Izrael należy do drugiej kategorii, obniżając cła na cały import z USA do zera zaledwie kilka dni wcześniej. Zgodnie z zapowiedziami z okazji Dnia Wyzwolenia, będzie on musiał stawić czoła wzrostowi ceł o +17 punktów procentowych. Wraz z Izraelem, Indie były najbardziej aktywne w oferowaniu Białemu Domowi porozumienia. Wcześniej w marcu Indie obniżyły już cła na niektóre towary importowane z USA, takie jak wysokiej klasy motocykle i bourbon, a także zrezygnowały z podatku od usług cyfrowych. Teraz, w obliczu taryfy +27%, Indie zasugerowały obniżenie ceł na inne towary o wartości 23 mld USD, chcąc osiągnąć porozumienie handlowe z USA do jesieni 2025 roku. Ministerstwo Handlu Tajlandii poinformowało o planach zwiększenia importu amerykańskich produktów, w tym towarów rolnych, takich jak kukurydza i soja, a także produktów energetycznych, takich jak ropa naftowa i gaz ziemny. Ponadto trwają dyskusje na temat obniżenia ceł na określone towary z USA, aby pomóc zrównoważyć stosunki handlowe. Wietnam aktywnie obniżył cła importowe na kilka amerykańskich produktów w dniu 26 marca, aby złagodzić potencjalne napięcia handlowe, w tym na skroplony gaz ziemny (LNG) i samochody. Ponadto Wietnam zatwierdził dostępność usługi Starlink, co ma na celu wzmocnienie więzi gospodarczych z USA.

Amerykańskie przedsiębiorstwa powinny poradzić sobie w ciągu najbliższych kilku miesięcy dzięki ogólnie solidnym bilansom i zapasom, wystarczającym na około sześć miesięcy popytu konsumpcyjnego. Allianz Trade spodziewa się jednak, że około dwie trzecie z nich przeniesie koszty zwiększonych ceł na konsumentów i klientów, choć będzie się to różnić w zależności od sektora. Firmy zastosowały już kilka strategii mających na celu złagodzenie skutków finansowych ceł, w tym import z wyprzedzeniem, badanie alternatywnych opcji zaopatrzenia i sprzedaż produktów bez niektórych komponentów lub z tańszymi materiałami w celu zmniejszenia wpływu ceł. Amerykańskie porty odnotowały gwałtowny wzrost wolumenu ładunków, a nasze szacunki sugerują, że przedsiębiorstwa zgromadziły w grudniu, styczniu i lutym zapasy wystarczające do zaspokojenia około sześciomiesięcznego popytu konsumpcyjnego (wykres 5). Co więcej, kilka firm ogłosiło już inwestycje o łącznej wartości blisko 1 bln USD w celu (re)lokalizacji produkcji w USA, aby złagodzić ekspozycję na cła, pomimo potencjalnych wyzwań, takich jak wyższe koszty pracy3. Niemniej jednak, około dwie trzecie firm prawdopodobnie przeniesie wyższe koszty wynikające z ceł na konsumentów. Firmy z silną rozpoznawalnością marki i pozycją rynkową, takie jak marki luksusowe lub niektóre firmy technologiczne, są lepiej przygotowane, aby to zrobić bez znaczącej utraty udziału w rynku, podczas gdy firmy z sektorów o niskich marżach, m.in. handlu detalicznego, nie będą miały wyboru.

Wykres 5: Import USA znacznie wyższy niż było to uzasadnione

Import USA znacznie wyższy niż było to uzasadnione

Źródła: LSEG Workspace, Allianz Research

Aktualnie Allianz Trade spodziewa się, że gospodarka USA spadnie do III kwartału 2025r. doświadczy recesji, a w całym roku wzrostu PKB szacujemy na słabe o +0,8%. Oczekiwać można, że PKB skurczy się (nieznacznie) już w I kwartale 2025r., ale tłumaczy się to raczej ujemnym wkładem handlu netto niż słabnącym popytem krajowym. Allianz Trade prognozuje jednak, że PKB w II i III kwartale odnotuje ujemny wzrost w związku ze spadkiem wydatków konsumpcyjnych i inwestycyjnych. Szacujemy, że od I do III kwartału PKB spadnie łącznie o -0,5%. Zwiększone dotacje dla przemysłu i wydatki fiskalne – finansowane z nowych wpływów z ceł – powinny zapobiec głębszej recesji, choć negatywne skutki majątkowe i przedłużająca się wysoka niepewność mogą spotęgować spowolnienie. Czas, w którym nowe dotacje przemysłowe zostaną skutecznie wypłacone, jest niepewny. Prawdopodobnie pojawią się one w drugiej połowie 2025 roku, co oznacza, że będą wspierać aktywność w drugiej połowie roku i w 2026 roku. Aktywność w 2026 r. będzie dodatkowo wspierana przez obniżki podatków, poluzowanie polityki pieniężnej przez Fed i zniesienie niektórych ceł na partnerów zagranicznych. Zakładamy wzrost PKB USA o 2,3% w 2026 roku.

Ale Fed będzie musiał poczekać z udzieleniem wsparcie z powodu gwałtownie rosnącej inflacji do października. Wg. naszych wyliczeń inflacja w USA osiągnie do lata szczyt blisko +4,5%, napędzana przez ceny towarów i żywności. Inflacja powinna ostatecznie spaść, gdy słaby popyt zacznie obniżać ceny i wzrost płac. W ujęciu średniorocznym widzimy inflację CPI na poziomie 3,8% w 2025 r. i 1,8% w 2026 r. Fed przyjrzy się skokowi inflacji wywołanemu przez cła: zbyt szybkie poluzowanie groziłoby wywołaniem spirali płacowo-cenowej w środowisku już wysokiej inflacji i wczesnych oznak osłabienia oczekiwań inflacyjnych przez gospodarstwa domowe. Do października Fed zacznie ciąć i przyspieszać do 2026 roku. Widzimy stopę funduszy Fed (górna granica) na poziomie 4% pod koniec 2025 r. i 2,75% pod koniec 2026 r.

Europa ucierpi mniej, ale pomimo niemieckiego bodźca fiskalnego i wyższych wydatków na obronę nie uniknie spowolnienia wzrostu z powodu większych ograniczeń handlowych i słabości gospodarki USA. W 2024 r. strefa euro wyeksportowała do USA towary o wartości 531 mld euro, co odpowiada 3,5% PKB strefy euro, co czyni ją zdecydowanie najważniejszym partnerem handlowym. Ponieważ towary te staną się teraz znacznie droższe w USA z powodu ceł, popyt z pewnością spadnie, co negatywnie wpłynie na wzrost PKB w strefie euro. Bodziec fiskalny z Niemiec i wyższe wydatki na obronność w całej Europie mogą tylko częściowo to zrekompensować. Warto zauważyć, że Niemcy również najbardziej ucierpią z powodu amerykańskich ceł, ponieważ są największym krajem eksportowym w Europie. Biorąc pod uwagę wyższe niż oczekiwano cła, Allianz Trade obniżył prognozy wzrostu PKB dla strefy euro o -0,3 punktu procentowego do+ 0,8% w 2025 r. i o -0,1 punktu procentowego do+ 1,5% w 2026 roku. Ryzyko inflacyjne jest również przechylone w dół, ponieważ niższy popyt ze strony USA i globalne nadwyżki mocy produkcyjnych w pozostałej części świata, a także niższe ceny energii będą miały negatywny wpływ na ceny towarów krajowych i importowanych (z wyjątkiem USA, gdzie spodziewamy się kontr-taryf ze strony UE). W związku z tym Allianz Trade obniżył prognozę inflacji o -0,2pp i -0,1pp do 1,9% zarówno w 2025 jak i 2026 roku. Ponieważ produkcja gospodarcza pozostanie poniżej potencjału i pojawią się zagrożenia dla inflacji, spodziewamy się, że EBC obniży swoją stopę procentową poniżej poziomu neutralnego do 1,5% do końca 2025 r. (50 pb mniej niż w pierwotnej prognozie).

Chiny będą dalej zwiększać wsparcie polityczne (co najmniej 800 mld RMB dodatkowych bodźców fiskalnych), aby zrekompensować wyższe niż oczekiwano podwyżki ceł. Na razie Allianz Trade utrzymuje prognozy wzrostu PKB dla Chin na poziomie +4,6% w 2025 r. i +4,2% w 2026 r. w oparciu o: lepsze niż oczekiwano dane o aktywności gospodarczej w I kwartale, oczekiwania dalszego łagodzenia polityki i możliwość bardzo częściowego złagodzenia wyższych ceł słabszym CNY. Przed Dniem Wyzwolenia ryzyko dla naszej prognozy wzrostu PKB w 2025 r. było prawdopodobnie większe: pomimo wciąż słabych fundamentów, dane o aktywności gospodarczej zaskoczyły pozytywnie na przełomie roku, a impuls kredytowy odradzał się dzięki złagodzeniu polityki i oznakom wzrostu zaufania w sektorze prywatnym. Duży pakiet fiskalny (2,9 bln RMB) został już ogłoszony na początku marca, aby wesprzeć oficjalny cel wzrostu PKB utrzymany na poziomie „około 5%”, ale uważamy, że pozostawiono otwarte drzwi do dalszego zwiększania wsparcia politycznego, jeśli będą tego wymagać przeciwności gospodarcze. Szacujemy, że będzie prawdopodobnie potrzebne około 800 mld RMB w postaci dodatkowych bodźców fiskalnych, aby złagodzić wpływ wyższych stawek celnych ze strony USA na wzrost PKB (obecnie na poziomie prawie 60% i potencjalnie około 45% po zawarciu porozumienia, w porównaniu z 25% w naszym pierwotnym scenariuszu ograniczonej wojny handlowej). Wreszcie, innym możliwym narzędziem łagodzącym dla chińskich decydentów jest zezwolenie na deprecjację CNY. Dla Chin kontynentalnych lądzie został ustalony o 0,14% słabiej w stosunku do USD w dniu 3 kwietnia, co stanowi największą dzienną korektę od grudnia), nadal uważamy, że znaczące osłabienie CNY nie jest preferowaną opcją chińskich decydentów, ponieważ może to również osłabić zaufanie wewnętrzne.

W scenariuszu pesymistycznym, gdyby USA utrzymały średnią taryfę importową na poziomie 20,6% do końca 2026 r., recesja w USA przedłużyłaby się do początku 2026 roku. Przewidujemy, że w tym scenariuszu wzrost PKB USA znacznie spowolni do +0,4% w 2025 r. i +1,5% w 2026 r., w porównaniu z oczekiwaniami bazowymi wynoszącymi odpowiednio +0,8% i +2,3%. Spowolnienie to będzie spowodowane utrzymującymi się wysokimi cłami, które będą miały wpływ na wolumeny handlu i ekspansję gospodarczą. Szacujemy, że inflacja w USA wzrośnie jeszcze bardziej w scenariuszu pesymistycznym, osiągając 4,2% w 2025 r. i 2% w 2026 r., co sugeruje utrzymującą się presję cenową pomimo słabszego wzrostu. Wzrost PKB w Chinach spadłby tymczasem do 4,5% w 2025 r. i 3,8% w 2026 r., w porównaniu z prognozami bazowymi na poziomie odpowiednio +4,6% i +4,2%, ponieważ bodźce polityczne starałyby się zrekompensować przedłużający się wysoki poziom ceł. Inflacja wzrosłaby do 0,5% w 2025 r. i 0,8% w 2026 r. w związku z ostrożnym popytem konsumpcyjnym i presją zewnętrzną. W międzyczasie strefa euro odnotowałaby umiarkowane spowolnienie wzrostu, z prognozowanym wzrostem PKB na poziomie +0,7% w 2025 r. i +1,1% w 2026 r., nieco poniżej oczekiwań bazowych wynoszących odpowiednio +0,8% i +1,5%. Inflacja w str. Euro pozostanie względnie stabilna, z niewielkim spadkiem do 1,9% w 2025 r. i 1,7% w 2026 r., co wskazuje na ograniczoną presję pomimo niepewności gospodarczej.

Rynki oczekują, że najbardziej ucierpią Stany Zjednoczone

Rentowności obligacji skarbowych spadły w USA oraz na całym świecie, co oznacza większe ryzyko recesji niż inflacji. Amerykańskie 10-letnie stopy procentowe od czasu ogłoszenia ceł spadły o ponad 15 pb do poniżej 4%, a podobne ruchy na całym świecie (np. niemieckie 10-letnie spadły poniżej 2,6%) pokazują, że ryzyko recesji przeważa nad obawami o inflację, nawet w USA. Jest to szczególnie widoczne w przypadku obligacji powiązanych z inflacją, których casus pokazał, że niższe oczekiwania inflacyjne były głównym czynnikiem spadku ich nominalnych rentowności, podczas gdy realne rentowności również spadły. W międzyczasie rynki wyceniły dalsze luzowanie polityki pieniężnej przez banki centralne i obecnie oczekują czterech cięć stóp procentowych przez Fed i trzech cięć stóp procentowych przez EBC do końca roku. Ponieważ nasze zrewidowane prognozy dotyczące stóp końcowych Fed i EBC są obecnie nieco niższe niż wyceny rynkowe, widzimy również przestrzeń do dalszego spadku rentowności 10-letnich obligacji w stosunku do obecnych poziomów. Zmienność pozostanie nadal wysoka, ponieważ Allianz Trade spodziewa się wprowadzenia wielu doraźnych środków zaradczych i umów handlowych, które sprawią, że rynki będą zajęte wyceną nowych scenariuszy.

Wyprzedaż na ryzykownych rynkach była jeszcze bardziej wyraźna, a spadkom przewodziły Stany Zjednoczone. Silna reakcja rynków akcji na całym świecie była zaskakująca, ale ostatecznie wydaje się uzasadniona, ponieważ amerykańskie cła okazały się znacznie wyższe niż oczekiwano. Pierwszego dnia japoński indeks Topix stracił -3,1%, Hang Seng -1,5%, Euro Stoxx 50 -3,6%, a S&P 500 -4,8%.  Dodając do tego ruchy walutowe, przy największym osłabieniu dolara amerykańskiego na całym świecie, jest bardziej niż oczywiste, że rynki najbardziej karzą amerykańskie spółki (dolar stracił -1,8% w stosunku do euro i 1,6% w ujęciu ważonym handlem w stosunku do koszyka walut pierwszego dnia). Ponieważ obecnie w naszym scenariuszu bazowym przewidujemy recesję w Stanach Zjednoczonych, (amerykańskie) akcje mogą jeszcze bardziej stracić na wartości. Historyczna średnia spadkowa recesji dla indeksu S&P 500 wynosiła około 25% (z czego 8,6% pochodziło z zysków, a 16,4% z korekty wyceny wskaźnika PE). Uważamy, że inwestorzy do pewnego stopnia oswoją obecną niepewność, ale mimo to widzimy dodatkowe tymczasowe ryzyko spadku o około 9% dla S&P 500, zbliżając się do poziomu 5000. Do końca roku widzimy pole do rozsądnego wzrostu z obecnych poziomów w miarę rozpoczęcia negocjacji taryfowych, uniknięcia poważnej recesji zysków i ponownej normalizacji nastrojów (np. z VIX powyżej średniej 28).  W międzyczasie Dzień Wyzwolenia wpłynął również na rynki kredytowe, co było widoczne w spreadach CDS, które wzrosły o 7 pb (5 pb) dla ratingów inwestycyjnych w USA (w Europie) i 27 pb (19 pb) dla obligacji wysokomarżowych.

Spready na rynkach wschodzących wzrosły, szczególnie w Azji. Chociaż rozwijające się kraje azjatyckie poniosą wyższy ciężar wyższych niż oczekiwano ceł (20 z 56 wymienionych krajów), zwłaszcza Chiny i Wietnam, rynki wschodzące wykazały ogólnie większą odporność w porównaniu z amerykańskimi instrumentami finansowymi w okresie poprzedzającym ogłoszenie. Odporność tę odzwierciedla spread globalnego indeksu obligacji rynków wschodzących (EMBIG), który poszerzył się o 17 pb, podczas gdy spready amerykańskich przedsiębiorstw poszerzyły się o 30 pb po skorygowaniu o jakość kredytów. Wskazuje to, że rynki wschodzące zdołały utrzymać względnie stabilne perspektywy pomimo presji zewnętrznej.

Utrzymująca się niepewność prawdopodobnie ograniczy skalę wyjść z inwestycji na niepublicznym rynku kapitałowym (private equity) i zwiększy skrupulatność monitorowania prywatnego zadłużenia. Taryfy prawdopodobnie wpłyną na możliwość wyjścia z inwestycji private equity poprzez ograniczenie płynności rynku i osłabienie zaufania inwestorów, a także wprowadzenie dodatkowych kosztów i niepewności, co utrudni firmom osiągnięcie korzystnych wycen podczas wyjść z inwestycji (tj. IPO lub sprzedaż wtórna). Niepewność ta skutecznie ograniczy działalność związaną z wyjściem z inwestycji, ograniczając zdolność firm private equity do realizacji zwrotów z inwestycji. Oczekiwane przyspieszenie obniżek stóp procentowych przez Fed w drugiej połowie roku powinno jednak sprzyjać bardziej akomodacyjnym warunkom rynkowym, potencjalnie ożywiając nastroje inwestorów i tworząc bardziej sprzyjające środowisko dla wyjść z inwestycji na niepublicznym rynku kapitałowym. Trend ten nie będzie ograniczał się do Stanów Zjednoczonych; oczekujemy, że reakcja Europy na cła również wywoła niepewność na rynku, dodatkowo ograniczając aktywność w całym regionie. Dług prywatny również ucierpi, ponieważ potencjalna wycena recesji w USA w dalszej części roku prawdopodobnie doprowadzi do zwiększonej kontroli warunków udzielania pożyczek, gdyż pożyczkodawcy przygotowują się na możliwość wyższych wskaźników niewypłacalności, szczególnie w przypadku instrumentów o zmiennym oprocentowaniu. Jednak nawet w tym bardziej niedźwiedzim scenariuszu kredyty prywatne powinny zachować swoją względną atrakcyjność ze względu na strukturalnie niższe stopy strat i wysokie oczekiwane całkowite stopy zwrotu, które nadal stanowią przekonujący argument za utrzymaniem pozytywnego nastawienia do tej klasy aktywów. Niemniej jednak przewidujemy spowolnienie tempa (skłonności) zawierania transakcji, nawet jeśli ogólny apetyt rynku na kredyty prywatne pozostanie silny w tym niestabilnym cyklu.

[1] https://ec.europa.eu/commission/presscorner/detail/en/ip_25_740

AI, zdalna opieka i cyberbezpieczeństwo. Jak zmienia się globalna opieka zdrowotna?

W obliczu braku kadr, zmian demograficznych i potrzeby podniesienia jakości usług placówki medyczne coraz częściej planują wdrożyć innowacyjne rozwiązania – wynika z raportu pt. „2025 Global Health Care Outlook”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Podmioty ochrony zdrowia chcą za pomocą AI usprawnić m.in. administrację, co według modelu opracowanego przez Deloitte US Center for Health Solutions może przełożyć się na oszczędność czasu pielęgniarek rzędu 400 godzin rocznie. Wraz z postępującą cyfryzacją wzrasta jednak obawa przed cyberatakami, w rezultacie czterech na pięciu respondentów wskazuje na potrzebę dodatkowych regulacji w obszarze generatywnej sztucznej inteligencji.

Raport opracowany przez Deloitte przedstawia aktualny stan globalnej opieki zdrowotnej i kierunki jej przyszłych zmian. Głównym motorem obecnych i planowanych usprawnień jest postęp technologiczny, w tym w szczególności rozwój sztucznej inteligencji. Zdaniem autorów raportu, w narzędziu tym upatruje się szans na usprawnienie pracy personelu medycznego, m.in. dzięki automatyzacji rutynowych zadań. Respondenci badania wskazują natomiast, że transformacja branży nabierze rozpędu głównie z powodu zmian demograficznych i potrzeby świadczenia części usług w formie zdalnej.

Sztuczna inteligencja w ochronie zdrowia

Choć transformacja cyfrowa nabiera tempa w większości segmentów gospodarek światowych, to sektor opieki zdrowotnej pozostaje opóźniony o kilka lat w stosunku do innych branż. Wiele podmiotów świadczących usługi medyczne wciąż polega na faksach, ręcznych procesach i przestarzałych przepływach informacji. Skutkuje to nie tylko nadmiernym obciążeniem kadr, ale też obniżeniem jakości świadczonych usług. Wyzwania związane z rosnącymi oczekiwaniami rynkowymi i zmianami demograficznymi sprawiają jednak, że podmioty z sektora opieki zdrowotnej coraz częściej uwzględniają wdrażanie rozwiązań AI w planach dalszego rozwoju. Eksperci Deloitte wskazują, że w 2025 r. inwestowanie w cyfrową infrastrukturę będzie kluczowe dla 72 proc. organizacji, a dziewięć na dziesięć badanych podmiotów spodziewa się częstszego wykorzystania narzędzi bazujących na nowoczesnych technologiach, w tym AI.

Choć wiele organizacji medycznych wciąż podchodzi do AI z ostrożnością, to rośnie grono podmiotów, które dostrzegają w tych technologiach strategiczny potencjał – zarówno w kontekście poprawy efektywności operacyjnej, jak i wsparcia personelu medycznego. Kluczowe jest nie tylko wdrażanie pojedynczych rozwiązań, ale także umiejętne włączanie AI do długofalowych strategii rozwoju placówek, z myślą o optymalizacji procesów, zwiększeniu jakości opieki nad pacjentem oraz lepszym zarządzaniu zasobami. Zorganizowany przez nas „Hospital AI Challenge” uwidocznił, że polskie szpitale zaczynają dostrzegać możliwości, jakie daje automatyzacja procesów – od zamówień publicznych po codzienną organizację pracy. Wierzymy, że tego typu inicjatywy pomagają budować świadomość korzyści płynących z AI, wspierając transformację sektora medycznego w całej Polsce – mówi Władysław Mizia, lider konsultingu dla sektora opieki medycznej w Deloitte.

Część respondentów badania przeprowadzonego przez Deloitte jest także zdania, że AI, uczenie maszynowe i analiza predykcyjna to szansa nie tylko na wzrost produktywności, a także efektywności administracyjnej i klinicznej. Dla ankietowanych istotną kwestią jest też zwrot z inwestycji w cyfrowe narzędzia. Taką korzyść odnotowała już nieco ponad połowa podmiotów korzystających z generatywnej AI (55 proc.), a dla 37 proc. placówek jest zbyt wcześnie, by to ocenić.

AI jako odpowiedź na niedobór kadr

Eksperci zaznaczają także, że częściowa automatyzacja procesów w placówkach medycznych już wkrótce może stać się nie wyborem, ale koniecznością. Według przeprowadzonych prognoz, obserwowany dotychczas deficyt pracowników ochrony zdrowia prawdopodobnie utrzyma się w 2025 roku, zwłaszcza w krajach o niższych dochodach. Szacunki Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) wykazały natomiast, że do 2030 roku na świecie może brakować łącznie 10 milionów specjalistów medycznych, co będzie szczególnie odczuwalne w regionach z rosnącym odsetkiem seniorów.

Większość ankietowanych liderów systemów opieki zdrowotnej (80 proc.) jest zdania, że już w 2025 r. branża odczuje negatywne skutki tego trendu i przewiduje niedobór wykwalifikowanej kadry. W odpowiedzi na te wyzwania siedem na dziesięć badanych organizacji planuje w tym roku inwestować w strategie zwiększające zaangażowanie i utrzymanie pracowników, a podobny odsetek (67 proc.) chce inicjować zmiany z myślą o zdrowiu fizycznym i psychicznym kadr.

Placówki medyczne stoją przed podwójnym wyzwaniem – nie tylko mierzą się z niedoborem personelu, ale też z nadmiernym obciążeniem. Szacuje się, że nawet 28 proc. czasu pielęgniarek pochłaniają rutynowe zadania administracyjne, podczas gdy lekarze na oddziałach intensywnej terapii spędzają z pacjentami nie więcej niż jedną trzecią dnia pracy. Technologia może znacząco odciążyć personel i przejąć część powtarzalnych zadań, które według modelu autorstwa Deloitte US Center for Health Solutions zajmują każdej z pielęgniarek nawet 400 godzin w skali roku. Pracownicy mogliby wykorzystać tak zaoszczędzony czas na bezpośrednią pracę z pacjentami, co zwiększyłoby jakość otrzymywanej przez nich opieki – mówi Krzysztof Wilk, partner, dział doradztwa podatkowego i prawnego, lider branży nauk biomedycznych i ochrony zdrowia, Deloitte.

Innym rozwiązaniem, w którym branża upatruje szans na wzrost skuteczności, jest zdalna opieka zdrowotna. Zdaniem trzech na czterech respondentów (76 proc.) jest to trend, który w bieżącym roku znacznie wpłynie na rozwój sektora, a 62 proc. badanych zamierza zainwestować w narzędzia do usług online. Eksperci Deloitte zauważają jednak, że ograniczony dostęp do kapitału i wyzwania związane z kontrolą nad zwrotem z inwestycji mogą spowalniać ich wdrożenie, pogłębiając nierówności w dostępie do usług medycznych. Jako potencjalne usprawnienie w tym obszarze wskazują oni analizę kosztów opieki stacjonarnej i zdalnej dla różnych grup pacjentów, co pozwoli zrozumieć korzyści finansowe z wprowadzanych zmian.

Wyzwaniem nie tylko cyberbezpieczeństwo

Autorzy raportu zwracają uwagę, że branża medyczna dostrzega nie tylko szanse wynikające z digitalizacji, ale również związane z nią ryzyka. Niemal dziewięć na dziesięć badanych podmiotów jest zdania, że jednym z głównych wyzwań w 2025 r. będzie dla nich rosnąca liczba cyberataków, a większość placówek (78 proc.) planuje w tym roku zwiększyć swoje cyberbezpieczeństwo. Czterech na pięciu przedstawicieli sektora medycznego (80 proc.) jest także zdania, że w związku z rozwojem generatywnej sztucznej inteligencji potrzebny jest jej większy nadzór regulacyjny, co może wynikać z potrzeby zapewnienia stabilności prowadzonych działań i procedur. Z kolei eksperci Deloitte zwracają uwagę, że rozwój AI w szpitalach wiąże się z koniecznością szczególnej uwagi na bezpieczeństwo wrażliwych danych osobowych pacjentów. Wskazują także, że z myślą o niwelowaniu potencjalnych ryzyk szpitale powinny inwestować w systemy ochrony danych, a także edukować personel w zakresie zarządzania informacjami wrażliwymi.

„Dzień wyzwolenia” Trumpa pogrąża rynki – złoty wśród największych przegranych

Trumpowski „dzień wyzwolenia” spowodował jedno z największych załamań aktywów ryzykownych na całym świecie w ostatnich latach. Złoty był jedną z ofiar globalnego pogorszenia sentymentu do ryzyka. Skalę jego wyprzedaży zwiększył wyraźny sygnał z NBP, że przed nami zdecydowane cięcia stóp procentowych.

Kluczowe punkty:

  • PLN radzi sobie gorzej od większości podobnych walut.
  • Trump szokuje rynki wysokimi cłami wzajemnymi.
  • Silne restrykcje nałożono na Azję, szczególnie na Chiny.
  • UE mierzy się z cłami 20%, Wlk. Brytania tylko 10%.
  • Aktywa ryzykowne doświadczają największych spadków od czasu pandemii.
  • CHF radzi sobie świetnie, USD traci na obawach o wzrost w USA.

Nie tylko cła Trumpa są znacznie ostrzejsze, niż oczekiwano, lecz także obawy w inwestorach wzbudza arbitralny i chaotyczny sposób ustalenia ich wysokości. W konsekwencji rynki akcji doświadczyły największych spadków od pierwszych dni pandemii COVID-19, spready kredytowe znacznie wzrosły i tylko safe haven zyskały. Początkowa reakcja rynku walutowego była sprzeczna z intuicją – inwestorzy odwrócili się od dolara. Przed końcem tygodnia odrobił on częściowo straty wobec pozostałych walut z wyjątkiem najbezpieczniejszych safe haven, franka szwajcarskiego i jena japońskiego, wciąż jednak zakończył tydzień niżej względem euro. Najsilniej ucierpiały waluty krajów eksportujących surowce, ponieważ ich ceny znacznie się obniżyły, a obawy ekonomistów o globalną recesję wzrosły.

Bazowe cła w wysokości 10% weszły w życie w weekend, a znacznie dotkliwsze i różnorodne stawki na poszczególne gospodarki mają obowiązywać od środy (09.04). Podczas weekendu administracja Trumpa zdawała się odrzucać pomysł, że negocjacje mogą pozwolić na odsunięcie w czasie lub uniknięcie tych ceł – trudno żeby to uspokoiło inwestorów. Sądzimy, że nagłówki dotyczące ceł, działań odwetowych partnerów handlowych USA i potencjalnych negocjacji będą nadal dominować, kształtując sytuację na rynkach, w tym na rynku walutowym. Typowe kwestie, takie jak kalendarz makroekonomiczny i decyzje banków centralnych, schodzą na dalszy plan. Uwagę inwestorów mogą jednak przyciągnąć dane o marcowej inflacji CPI w USA (czwartek 10.04), która może zacząć pokazywać początkowy wpływ pierwszych ceł na Chiny wdrożonych wcześniej w tym roku. Z tego samego powodu istotne będą oczekiwania dotyczące kształtowania się inflacji (piątek 11.04).

PLN

Złoty był w ubiegłym tygodniu najgorzej radzącą sobie walutą regionu. Ucierpiał z dwóch powodów: globalnego spadku sentymentu do ryzyka po ogłoszeniu ceł Trumpa oraz niespodziewanego silnego gołębiego zwrotu prezesa NBP Adama Glapińskiego podczas czwartkowej konferencji prasowej. Cła w wysokości 20% bez wątpienia uderzą w bardzo otwartą polską gospodarkę, a potencjalny odwet ze strony Unii Europejskiej sprawia, że ryzyko jest podwyższone.

Oczekiwania dotyczące cięć stóp procentowych w Polsce znacznie wzrosły – inwestorzy spodziewają się obecnie nawet 200 pb. obniżek w tym roku. Sprawia to wrażenie przesady, chyba że dojdzie do nieprzewidzianego kryzysu. Wydaje się jednak, że górna granica przedziału oczekiwanych przez nas wcześniej 50–100 pb. cięć powinna być teraz uznana za minimum na ten rok. Zgadzamy się z rynkami, które spodziewają się ruchu raczej w maju niż lipcu, i szykujemy się na cięcie o 50 pb., które zasugerował prezes Glapiński. Złoty poważnie oberwał przez szok spowodowany nieuchronnymi obniżkami stóp procentowych i cłami i mimo że kurs EUR/PLN sięgnął 4,30, wydaje się, że ryzyka w najbliższej przyszłości skierowane są w stronę jego dalszego wzrostu.

EUR

W ubiegłym tygodniu USA ogłosiły 20% cła na Unię Europejską. Biorąc pod uwagę niepewny stan gospodarki bloku, może to doprowadzić do recesji. Wpływ ogromnej stymulacji fiskalnej w Niemczech – i innych krajach, które prawdopodobnie pójdą w ich ślady – może jednak wystarczyć, by przynajmniej częściowo przeciwdziałać wpływowi restrykcji handlowych. Główna obawa dotyczy oczywiście tego, że cła będą miały niemal natychmiastowy wpływ na wzrost, podczas gdy stymulacja fiskalna dopiero z czasem wpłynie na gospodarkę i nie będzie mocno odczuwalna wcześniej niż w 2026 r.

Jasne jest, że mierzymy się z dużą niepewnością dotyczącą przyszłości zarówno gospodarki UE, jak i euro. Początkowo rynki potraktowały wspólną walutę niemal jak safe haven i umocniła się ona do najsilniejszej pozycji od października – odpływy z dolara musiały gdzieś się przenieść, a euro jest dla niego najbardziej płynną alternatywą. Pod koniec tygodnia różnica nieco się zmniejszyła, kurs EUR/USD jest jednak obecnie powyżej poziomu 1,10.

USD

Omawianie marcowego raportu NFP (non-farm payrolls) wydaje się po chaosie ostatnich dwóch dni handlu mało istotne, warto jednak zauważyć, że ostatnie ankiety dotyczące rynku pracy przeprowadzone przed szokiem z 2 kwietnia były lepsze, niż oczekiwano – nie wskazywały na problemy rynku pracy, kreacja miejsc pracy była stabilna, a wzrost płac umiarkowany. Dane te przyczyniły się do odbicia dolara po jego zaskakującej wyprzedaży po ogłoszeniu ceł – typowo rosnące obawy o globalny wzrost powinny być korzystne dla będącego safe haven dolara.

Komunikaty prezesa Rezerwy Federalnej Jerome’a Powella, że proinflacyjne oddziaływanie ceł będzie silniejsze od oczekiwanego i może utrudnić Fedowi cięcia stóp procentowych, również wsparły w piątek dolara. Rynki futures wyceniają obecnie, że obawy dotyczące recesji w USA zmuszą FOMC do obniżenia stóp procentowych nawet pięciokrotnie przed końcem roku, my jednak podchodzimy do tego bardzo sceptycznie, biorąc pod uwagę ryzyka wzrostowe dla inflacji. Raport dotyczący dynamiki cen może dać pierwsze wskazówki, jaki wpływ mają cła ogłoszone wcześniej w tym roku.

GBP

Funt bezpośrednio po ogłoszeniu ceł Trumpa radził sobie całkiem nieźle – Wielka Brytania ucierpiała stosunkowo lekko, nałożone na nią zostały tylko bazowe cła w wysokości 10%. W drugiej połowie tygodnia waluta znacznie jednak straciła, szczególnie względem innych walut europejskich, co jest zaskakujące, biorąc pod uwagę, że Wysp nie dotkną silne restrykcje handlowe. Sądzimy, że jest to związane głównie z wysoką betą funta i rynkowymi oczekiwaniami, że cła mogą spowodować znaczne spowolnienie wrażliwej już gospodarki, zmuszając Bank Anglii (BoE) do agresywniejszych cięć stóp procentowych w 2025 r.

Niemniej uważamy, że relatywnie niska ekspozycja brytyjskiej gospodarki na eksport towarów do USA, odporność widoczna w ostatnich wskaźnikach popytu i na rynku pracy oraz wciąż wysokie stopy procentowe BoE są dla funta wspierające. Sądzimy, że wyprzedaż pary GBP/EUR w ubiegłym tygodniu była nadmierna i brytyjska waluta jest w dobrej pozycji, by przejść przez burzę, doświadczając stosunkowo niewielkich turbulencji, szczególnie jeśli rządowi uda się wynegocjować porozumienie handlowe z USA.

CHF

Chaos związany z cłami Trumpa sprawił, że – poza kilkoma egzotycznymi walutami – będący safe haven frank szwajcarski był w zeszłym tygodniu najlepiej radzącą sobie walutą, a popyt na niego utrzymuje się również teraz. W ostatnich dniach umocnił się on o ponad 2% względem dolara, w czwartek odnotował również największy jednodniowy ruch w ujęciu procentowym od połowy 2022 r. Rentowności w Szwajcarii spadły (dla obligacji dwuletnich są ponownie ujemne), a kontrakty swap wyceniają kolejne cięcie, jako że frank nabiera siły, a perspektywy ekonomiczne pogarszają się przez cła. Co dość zaskakujące, USA nałożyły na alpejską gospodarkę cła w wysokości 31% – wyższe niż dla innych głównych europejskich krajów. Odpowiedź Szwajcarii była ugodowa, zasygnalizowała ona, że nie ma w planach natychmiastowego ogłoszenia środków odwetowych.

Mimo prawdopodobieństwa, że szok będzie miał znaczący wpływ na bardzo otwartą szwajcarską gospodarkę, będący safe haven frank pozostanie w krótkim terminie zapewne dobrze wspierany, jeśli obawy rynkowe się utrzymają. Ubiegły tydzień potwierdził niską inflację w Szwajcarii i zaskoczył słabymi danymi PMI za marzec. Krajowe dane są jednak niemal bez znaczenia, a uwaga skupia się na nagłówkach dotyczących globalnych relacji handlowych.

CNY

Azja była głównym celem wzajemnych ceł Trumpa. Na Chiny nałożono dodatkowe 34% poza 20% obowiązującymi od pierwszych tygodni rządów nowego prezydenta USA. Zamiast zareagować nieeskalacyjnie,  Chiny zdecydowały się postąpić zgodnie z zasadą oko za oko, ząb za ząb, ogłaszając nałożenie na USA ceł w wysokości 34% oraz dodatkowe działania. Trump skrytykował już tę agresywną odpowiedź, a obawy rynku o eskalację sporu handlowego przyspieszyły wyprzedaż aktywów ryzykownych pod koniec tygodnia.

Od „dnia wyzwolenia” Trumpa juan jest jedną z najgorzej radzących sobie walut. Skala jego wyprzedaży nie jest jednak dotąd ogromna, a władze starają się uspokajać rynki. Fixingi Ludowego Banku Chin dla pary USD/CNY były w ostatnich dniach wyższe, a poniedziałkowy był najwyższy od początku grudnia. Mimo wszystko dostosowania nie są szczególnie duże. Na razie niewiele wskazuje, by bank centralny zrezygnował z ochrony stabilności waluty, rynki będą jednak obserwować, jak bardzo będzie zdeterminowany, by zapobiec jej wyprzedaży. Poza tym istotne będą wszelkie informacje z Chin dotyczące dodatkowego wsparcia gospodarki. Zgodnie z poniedziałkowymi doniesieniami Bloomberga chińscy oficjele dyskutowali w ostatnich dniach o szybszym wprowadzeniu stymulacji. Podczas gdy zbliżają się terminy wprowadzenia ceł (09.04 wobec Chin i 10.04 wobec USA), uwaga skupia się na tym, jak rozwinie się relacja między dwoma największymi gospodarkami świata.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Partnerzy handlowi USA mogą wystawić Trumpa na próbę, proponując zniesienie ceł

Kraje utrzymujące intensywne relacje handlowe ze Stanami Zjednoczonymi mogą w praktyce zweryfikować retorykę Donalda Trumpa dotyczącą „wzajemnych” taryf, proponując całkowite zniesienie ceł na towary i usługi. Taka strategia pozwoliłaby ocenić, czy postulowana przez obecnego prezydenta gotowość do zawierania sprawiedliwych porozumień jest autentyczną propozycją negocjacyjną, czy jedynie elementem politycznego przekazu. Choć Trump wielokrotnie deklarował chęć podpisywania umów opartych na zasadzie wzajemności, w praktyce zastosował cła jako narzędzie protekcjonizmu, mające chronić amerykański przemysł przed konkurencją.

Ilustracją tej niespójności jest przykład Wietnamu – po nałożeniu przez administrację Trumpa 46-procentowych taryf na wietnamskie towary, sekretarz generalny To Lam zaproponował zniesienie wszelkich barier celnych. Trump uznał ten gest za pozytywny sygnał, co potencjalnie może stworzyć precedens dla innych państw dążących do deeskalacji napięć handlowych.

Różne kraje przyjęły odmienne podejścia wobec działań USA. Chiny odpowiedziały na protekcjonizm bezpośrednią eskalacją konfliktu, wprowadzając odwetowe taryfy, co dodatkowo zwiększyło napięcia geopolityczne i wywołało zamieszanie na globalnych rynkach finansowych. Inne państwa – szczególnie te, których gospodarki są silnie uzależnione od dostępu do amerykańskiego rynku – mogłyby zastosować alternatywną strategię, zakładającą jednostronne zniesienie ceł i rozpoczęcie negocjacji w duchu otwartości i współpracy. W warunkach coraz większych spadków indeksów giełdowych i spadającego poparcia społecznego w USA, taka propozycja mogłaby skłonić Trumpa do bardziej elastycznego podejścia.

Ostatnie działania prezydenta Trumpa mogą świadczyć o jego gotowości do ustępstw, mimo utrzymywania twardej retoryki. W ramach porozumienia USMCA zrezygnował on z wprowadzenia nowych ceł wobec Kanady i Meksyku, co może stanowić sygnał, że pragmatyzm bierze czasem górę nad ideologią. Podobne podejście mogłyby rozważyć Wielka Brytania lub Unia Europejska – zwłaszcza w kontekście publicznej sugestii Elona Muska dotyczącej stworzenia strefy wolnego handlu między UE a USA. Taki scenariusz wydaje się jednak trudny do realizacji w krótkim terminie, głównie ze względu na obawy o opłacalność produkcji w Europie, w momencie braku opłat za import amerykańskich produktów. Dodatkowo europejscy liderzy zapewne nie są zainteresowani “kapitulacją” wobec żądań Trumpa. Pogarszający się stan europejskiej gospodarki, mógłby wymusić zmianę ich zdania.

Tymczasem globalne rynki finansowe odczuwają skutki rosnącej niepewności. Azjatyckie i europejskie indeksy giełdowe kontynuują spadki, a ceny ropy naftowej osiągnęły najniższe poziomy od kwietnia 2021 roku. Od momentu ogłoszenia nowych taryf ropa WTI potaniała o ponad 15.9%, a indeks S&P 500 stracił 12.8%, co odzwierciedla rosnące obawy inwestorów o perspektywy globalnego wzrostu gospodarczego. W Stanach Zjednoczonych konsekwencje polityki celnej mają również wymiar społeczny – przez kraj przetoczyła się największa fala protestów od początku kadencji Trumpa, skierowanych zarówno przeciwko jego działaniom gospodarczym, jak i polityce migracyjnej.

Pomimo twardego stanowiska i porównań ceł do „lekarstwa”, które należy zastosować w celu uzdrowienia gospodarki, pogłębiające się napięcia gospodarcze i społeczne wskazują na konieczność złagodzenia obecnej strategii handlowej. Inwestorzy oczekują od Trumpa większej przewidywalności i sygnałów gotowości do kompromisów. Jak dotąd jednak brak jednoznacznych przesłanek świadczących o tym, że administracja prezydenta USA rzeczywiście rozważa zmianę kursu.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Ożywienie na rynku kredytowym. Marzec z najmocniejszym wynikiem od ponad roku

O 33,3% r/r wzrosła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w marcu 2025 r. – informuje BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe. Wartość Indeksu oznacza, że w marcu 2025 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 33,3% w porównaniu do marca 2024 r.

BIK Indeks Popytu na kredyty mieszkaniowe to wskaźnik, który mierzy zainteresowanie kredytami mieszkaniowymi w Polsce. Indeks ten pokazuje, jak zmienia się wartość wniosków o kredyty mieszkaniowe składanych przez klientów indywidualnych w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego. Wskaźnik ten jest użyteczny dla analityków i instytucji finansowych, ponieważ pomaga ocenić trendy na rynku kredytów mieszkaniowych i pozwala prognozować poziom akcji kredytowej w kolejnych miesiącach.

W marcu 2025 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 36,94 tys. osób w porównaniu do 29,65 tys. rok wcześniej, co przekłada się na wzrost r/r o 24,6%. W marcu w porównaniu do lutego br. liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy wzrosła o 11,6%.

Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego wyniosła w marcu 2025 r. 460,1 tys. zł i była wyższa o 7,0% niż w marcu 2024 r. W porównaniu do lutego 2025 r. była wyższa o 2,4%.

– Na odczyt Indeksu Popytu na kredyty mieszkaniowe trzeba patrzeć w kontekście konstrukcji samego wskaźnika. Obecny marcowy wzrost wartości o 33,3% porównujemy do analogicznego odczytu rok temu. Wówczas popyt na kredyty mieszkaniowe bardzo wyhamował w reakcji na zakończenie w grudniu 2023 r. Programu Bezpieczny Kredyt 2% i oczekiwania na kolejny Program wsparcia – tłumaczy dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

– O 11,6% wzrosła w marcu liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy w porównaniu do lutego br., a r/r wzrosła prawie o ¼. Liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy jest najwyższa od stycznia 2024 r. Popyt wydaje się budzić. W mojej opinii wpływ na to mają dwa czynniki. Po pierwsze, spadki cen widoczne zwłaszcza na rynku wtórnym, które zachęcają do zakupu nieruchomości oraz zniecierpliwienie w oczekiwaniu na uchwalenie nowego programu wsparcia kredytobiorców.

Trzeba też pamiętać, że jeżeli wniosek o kredyt składa więcej niż jedna osoba, to do BIK przesyłane jest zapytanie dotyczące każdej z tych osób. Częściowo wzrost liczby osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy w marcu może również wynikać z faktu, że obecnie o kredyt wnioskuje mniej singli.

Drugim czynnikiem wpływającym na wysokość wartości Indeksu jest średnia kwota wnioskowanego kredytu. I w tym aspekcie mamy ciekawą sytuację, bowiem w marcu br. padł historyczny rekord: średnia kwota wyniosła 460 tys. zł. Kredytowane są zatem zakupy droższych nieruchomości, co powoduje konieczność częstszego wnioskowania o kredyt dwóch i więcej potencjalnych kredytobiorców – zauważa prof. Rogowski i dodaje, że w kolejnych miesiącach 2025 r. należy spodziewać się wzrostu Indeksu Popytu na kredyty mieszkaniowe.

Trójmiejski rynek biurowy: wysoki popyt, umiarkowana podaż

Według raportu firmy doradczej Newmark Polska „Office Occupier – Rynek biurowy w Trójmieście”, w 2024 roku popyt na powierzchnie biurowe w Trójmieście osiągnął drugi co do wielkości wynik w historii. Jednocześnie współczynnik pustostanów, który od czterech lat utrzymuje się powyżej 12%, pod koniec grudnia odnotował nieznaczny spadek. Pomimo stosunkowo umiarkowanej aktywności budowlanej w regionie deweloperzy uważnie monitorują trójmiejski rynek i są gotowi do rozpoczęcia nowych inwestycji biurowych w odpowiedzi na zapotrzebowanie zgłaszane przez najemców.

Na koniec 2024 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Trójmieście wyniosły niemal 1,07 mln mkw., co stanowi nieznaczny wzrost o 1,6% rok do roku. W ubiegłym roku na trójmiejski rynek trafiło niecałe 19 500 mkw. nowych biur – o 41% mniej niż rok wcześniej. Prawie 75% tego wolumenu (14 500 mkw.) przypadło na dwa budynki biurowe wybudowane w trzecim kwartale 2024 roku w ramach kompleksu Waterfront II. Natomiast w ostatnim kwartale deweloperzy nie oddali do użytku żadnej nowej inwestycji biurowej.

– Od końca 2021 roku obserwowany jest stopniowy spadek aktywności deweloperów w Trójmieście. W grudniu 2024 roku w trakcie realizacji znajdowały się zaledwie cztery inwestycje biurowe o łącznej powierzchni prawie 25 500 mkw., co oznacza spadek o 9% w stosunku do analogicznego okresu w 2023 roku i o ponad 64% w porównaniu ze średnim wolumenem powierzchni w budowie w ostatnich pięciu latach, wynoszącym 71 200 mkw. Wszystkie nowo powstające budynki biurowe znajdują się w Gdańsku. Łącznie prawie 80% powierzchni będącej obecnie w budowie już zostało zabezpieczone umowami przednajmu bądź powstaje na potrzeby własne firm – mówi Michał Rafałowicz, dyrektor regionalny w Newmark Polska.

Największym realizowanym obecnie obiektem jest biurowiec PUNKT w Gdańsku, który po ukończeniu zapewni najemcom 12 800 mkw. biur, z czego ok. 70% wynajęło Centrum Usług Wspólnych Arla Foods w ramach umowy przednajmu.

Według prognoz aktywność deweloperów w kolejnych kwartałach pozostanie na niskim poziomie, m.in. ze względu na znaczną dostępność powierzchni biurowych w istniejących obiektach oraz duży udział (50%) renegocjacji w całkowitym popycie. Ponadto coraz bardziej rygorystyczne przepisy dotyczące efektywności energetycznej budynków przyczyniają się do rewizji ogólnych kosztów budowy inwestycji biurowych, które i tak są wysokie.

– Zainteresowanie najemców regionem trójmiejskim utrzymuje się na wysokim poziomie, o czym świadczy średni roczny wolumen najmu z ostatnich pięciu lat, który przekracza 100 000 mkw. W całym 2024 roku najemcy wynajęli łącznie ponad 116 300 mkw., co stanowiło trzeci pod względem wielkości wolumen transakcji wśród rynków regionalnych w Polsce, zaraz za Krakowem (266 800 mkw.) i Wrocławiem (146 450 mkw.), a także drugi wynik w historii trójmiejskiego rynku po rekordowym 2023 roku (143 900 mkw.) – mówi Kaja Karbowska-Nowak, Associate w Newmark Polska.

W czwartym kwartale 2024 roku aktywność najemców w Trójmieście wyniosła 25 200 mkw., czyli o 37% mniej niż w poprzednim kwartale, ale o 50% więcej niż w analogicznym okresie w 2023 roku.

W okresie od stycznia do grudnia 2024 roku w strukturze popytu w Trójmieście dominowały renegocjacje, które stanowiły połowę całkowitego wolumenu transakcji. Udział nowych umów sięgnął 32%, a umowy przednajmu, na potrzeby własne i ekspansje odpowiadały odpowiednio za 9%, 6% i 3% sfinalizowanych transakcji. Najwięcej powierzchni biurowej, bo aż 95 800 mkw., wynajęto w Gdańsku, co stanowiło 82,4% wszystkich umów. Pozostałe 17,2% (20 000 mkw.) przypadło na Gdynię, a zaledwie 0,4% (500 mkw.) na Sopot. Oferując atrakcyjne warunki prowadzenia działalności biznesowej, Trójmiasto przyciąga zarówno startupy, jak i globalne korporacje. W 2024 roku największy udział w popycie miały firmy z sektora usług dla biznesu (21%), IT (19%) oraz bankowego (17%).

Wskaźnik pustostanów w Trójmieście w ostatnich czterech latach utrzymywał się na poziomie powyżej 12%. Na koniec grudnia 2024 roku wyniósł 12,5%, czyli 0,2 p.p. mniej niż w trzecim kwartale i 0,8 p.p. mniej niż rok wcześniej. Do końca 2025 roku współczynnik powierzchni niewynajętej pozostanie w trendzie spadkowym, głównie ze względu na ograniczoną aktywność deweloperów. Obecnie Trójmiasto oferuje ok. 133 500 mkw. powierzchni biurowej do wynajęcia od zaraz i niecałe 5500 mkw. w inwestycjach będących w trakcie realizacji.

Na koniec 2024 roku czynsze bazowe w Trójmieście pozostały na poziomie zbliżonym do odnotowanego rok wcześniej i wynosiły od 13,50 do 16,50 EUR/mkw./miesiąc. Natomiast opłaty eksploatacyjne wzrosły do ok. 20-25 PLN/mkw./miesiąc, przekraczając górną granicę w starszych, mniej nowoczesnych budynkach. Prognozy na rok 2025 wskazują, że stawki czynszu utrzymają się na stabilnym poziomie, a najemcy nadal będą preferowali wynajem powierzchni w budynkach oferujących zaawansowane rozwiązania z zakresu ESG, które pozwalają m.in. na redukcję kosztów eksploatacyjnych.

Najgorętszy tydzień na rynkach: wojna handlowa, wolta NBP i oczekiwania wobec FED

Powoli kończy się najgorętszy tydzień na rynkach finansowych w tym roku. I to zarówno globalnie, ze względu na rozpętanie totalnej wojny handlowej, jak i lokalnie, za sprawą niespodziewanej wolty rodzimego banku centralnego. Przed nami kluczowe dane z amerykańskiego rynku pracy.

Inny świat

Rynek od pewnego czasu zastanawiał się, czy zmiany koszykowe w inflacji w jakikolwiek sposób wpłyną na nastawienie prezesa Glapińskiego i całej Rady. Wydaje się, że jednak nikt nie zakładał aż tak diametralnej zmiany. Wczoraj szef NBP, nawiązując do legendarnego już hasła, stwierdził, że „stoi tutaj jako gołąb na czele gołębi”. Praktycznie cała konferencja prasowa była poświęcona wymienianiu kolejnych czynników wpływających na obniżenie prognoz inflacyjnych. Nowy koszyk, niższa dynamika PKB, zmiany w nastawieniu rządu do tarcz osłonowych… Konkluzja z tego może być tylko jedna: RPP jest gotowa rozpocząć cięcia stóp procentowych. I choć prezes Glapiński unikał rozmowy o cyklu, to jednak rynek odczytał to bardzo wyraźnie. Spekuluje się, że jeszcze w tym roku możemy być świadkami obniżenia stóp o cały procent, a do tego RPP ma dorzucić kolejną połówkę na początku przyszłego roku. Taka wolta nie mogła nie dotknąć naszego złotego. Kurs EURPLN tylko od wczoraj poszybował w górę o 8 groszy, dochodząc do poziomu 4,25 zł. Prezes Glapiński okazał się skuteczniejszy w osłabianiu własnej waluty nawet od Donalda Trumpa, przez co dolar odrobił straty wynikające z ogłoszenia ceł. Jeszcze wczoraj kurs USDPLN nurkował poniżej 3,77 zł, by dzisiaj momentami wynosić 10 groszy więcej.

Jest akcja, jest reakcja

Nie milkną echa nowych ceł ogłoszonych przez amerykańską administrację. Jeśli ktoś liczył, że uda się uniknąć wojny handlowej i kolejne państwa pójdą drogą Wielkiej Brytanii, która postawiła na deeskalację, to powoli może już porzucać nadzieję. Ostatnie godziny to kolejne zapowiedzi konkretnych odpowiedzi. Do tego chóru przystąpili już Kanadyjczycy, Francuzi, Australijczycy oraz ostatnio Chińczycy. I to ta ostatnia reakcja najmocniej zatrzęsła rynkami, doprowadzając do kolejnego osunięcia się indeksów giełdowych. Pekin ogłosił, że 10 kwietnia wprowadzone zostaną cła na wszystkie amerykańskie towary w wysokości 34%. Wiele wskazuje na to, że zanim strony zaczną siadać do stołów negocjacyjnych, najpierw nastąpi klasyczna wymiana ciosów. A to z kolei będzie oznaczało, że przed nami okres zdecydowanie podwyższonej zmienności na rynkach.

FED – bohater tragiczny

W międzyczasie rynki starają się przewidzieć, jak w tym całym chaosie odnajdzie się Rezerwa Federalna. Ta znalazła się w sytuacji, z której, jak się wydaje, nie ma dobrego wyjścia. Z jednej strony mamy inflację, która musi pójść w górę po rozpętaniu wojny celnej. Już teraz szacuje się, że dynamika cen może podskoczyć o dodatkowe 2 punkty procentowe, przy czym pojawia się coraz więcej głosów, że ta liczba jest mocno niedoszacowana. Z drugiej strony wojna handlowa równie pewnie uderzy w rynek pracy, który także jest ważny dla FED. A już teraz liczba przyszłych zwolnień niebezpiecznie zbliża się do poziomów widzianych ostatnio podczas covidowej pandemii. Amerykanom coraz mocniej w oczy zagląda stagflacja i FOMC będzie musiał coś poświęcić. Na ten moment inwestorzy obstawiają, że Rezerwa będzie jednak ratować amerykańskiego pracownika, kosztem amerykańskiego konsumenta. Od wczoraj dynamicznie rosną szansę na czwartą, a nawet na piątą obniżkę w tym roku. A przecież jeszcze miesiąc temu nie było konsensusu co do dwóch cięć. Jest to fundamentalna zmiana, która mocno wpłynie na kurs dolara w nadchodzących tygodniach.

Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl

Gdyby nie polityka… Kim byliby kandydaci na prezydenta według Polaków?

Gdyby kandydaci na prezydenta musieli porzucić politykę, Polacy mają już dla nich konkretne pomysły na alternatywne kariery. W przeprowadzonym przez SW Research sondażu zapytaliśmy wyborców, w jakich zawodach widzą polityków ubiegających się o najwyższy urząd w państwie. Lista profesji, z której mogli wybierać respondenci, została przygotowana na podstawie Rankingu Zawodów SW Research (https://swresearch.pl/ranking-zawodow), który od lat pokazuje społeczne postrzeganie prestiżu różnych profesji. Wyniki badania ujawniają nie tylko przewidywalne skojarzenia, ale także zaskakujące różnice między kobietami i mężczyznami oraz poszczególnymi grupami społecznymi.

Rafał Trzaskowski: kandydat na prezesa lub… influencer

Rafał Trzaskowski: kandydat na prezesa lub… influencerRespondenci najczęściej uznawali, że Rafał Trzaskowski najlepiej sprawdziłby się jako „Dyrektor dużego przedsiębiorstwa” (14 proc.) lub „Przedsiębiorca, właściciel dużej firmy”  (14 proc.). Najwyższy wynik dla zawodu dyrektora dużego przedsiębiorstwa odnotowano wśród mieszkańców miast liczących od 200 do 499 tys. mieszkańców — aż 25,2 proc. osób z tej grupy wskazało na taką rolę.

Wśród najmłodszych respondentów, w wieku do 24 lat, na drugim miejscu znalazł się zawód „Influencer”, który wskazało 12,2 proc. badanych. Wśród osób o dochodach powyżej 7 000 zł netto najczęściej wskazywaną odpowiedzią jest „Profesor uniwersytetu” (14,7 proc.).

Wizerunek przedsiębiorcy szczególnie silnie utrzymywał się wśród kobiet — aż 17,6 proc. wskazało Rafała Trzaskowskiego widzi go w takiej roli (16,6 proc. wskazań na dyrektora, właściciela dużej firmy). Wśród mężczyzn proporcje były odwrotne: najwięcej badanych (10,9 proc.) widzi obecnego prezydenta Warszawy w roli dyrektora dużego przedsiębiorstwa, a na drugim miejscu pojawił się przedsiębiorca (9,9 proc.).

Karol Nawrocki: naukowiec z powołania, urzędnik, a w dużych miastach pracownik sprzątający

Karol Nawrocki: naukowiec z powołania, urzędnik, a w dużych miastach pracownik sprzątającyNajczęściej Polacy kojarzyli Karola Nawrockiego z zawodem „Profesor uniwersytetu” (10,5 proc.) oraz „Referent w biurze, urzędnik” (8,9 proc.). Kobiety wskazywały zawód profesora niewiele częśćiej(10,8 proc.) niż mężczyźni (10,1 proc.). Mężczyźni natomiast na drugim miejscu widzieliby kandytata na prezydenta jako „Robotnika budowlanego niewykwalifikowanego” (9,9 proc.).

Najwięcej wskazań wśród mieszkańców miast liczących od 200 do 499 tys. – aż 17,9 proc. z tej grupy dostrzegało u Nawrockiego predyspozycje do bycia „Pracownikiem sprzątającym”. Profesja ta była również najczęściej wskazywana wśród respondentów o dochodach powyżej 5 000 zł netto(10,8 proc.).

W miastach średniej wielkości (100–199 tys. mieszkańców) najwyższy wynik uzyskał zawód „Referent w biurze, urzędnik” (12,6 proc.).

Sławomir Mentzen: właściciel dużej firmy według jednych, influencer według drugich

Sławomir Mentzen: właściciel dużej firmy według jednych, influencer według drugichPolacy najczęściej przypisywali Sławomirowi Mentzenowi zawód „Przedsiębiorca, właściciel dużej firmy” (13,9 proc.). Na drugim miejscu znalazł się „Influencer” (10 proc.).

Wśród kobiet przedsiębiorca uzyskał 14,2 proc. wskazań, a influencer był na drugim miejscu (11,6 proc.). Wśród mężczyzn kandydat Konfederacji był postrzegany przede wszystkim jako przedsiębiorca (13,5 proc.), a następnie „Youtuber” (9,9 proc.).

W grupie najmłodszych respondentów, w wieku do 24 lat, najwięcej wskazań zebrał zawód influencera (15,9 proc.). Wśród mieszkańców największych miast (powyżej 500 tys. mieszkańców) Mentzen był najczęściej postrzegany jako „Trener biznesu / coach” (10,7 proc.), a na drugim miejscu znalazł się „Makler giełdowy” (10,2 proc.). Wśród osób z zasadniczym wykształceniem zawodowym dominowało wskazanie na zawód „Dyrektor dużego przedsiębiorstwa” (14,8 proc.).

Szymon Hołownia: telewizyjna twarz a także potencjalny duchowny

Szymon Hołownia: telewizyjna twarz a także potencjalny duchownyNajczęściej Polacy wskazywali, że Szymon Hołownia mógłby ponownie odnaleźć się w zawodzie „Prezenter(ka) telewizyjny(a)” (21,1 proc.) lub „Dziennikarz” (17,3 proc.). Wśród kobiet aż 25,2 proc. respondentek widziało Hołownię jako prezentera, a 20,5 proc. jako dziennikarza. Wśród mężczyzn również oba te zawody znalazły się na dwóch pierwszych miejscach, choć z niższymi wynikami — odpowiednio 16,5 proc. i 13,5 proc.

Najwyższy odsetek wskazań na zawód prezentera telewizyjnego odnotowaliśmy wśród mieszkańców największych miast — aż 30,6 proc. ankietowanych z miast powyżej 500 tys. mieszkańców wskazało na taką profesję.

Wśród osób z zasadniczym wykształceniem zawodowym na drugim miejscu znalazł się zawód „Ksiądz/Osoba duchowna” (10,5 proc.). Ten sam zawód zajmował drugie miejsce wśród osób o dochodach powyżej 7 000 zł netto (16,2 proc.).

Magdalena Biejat: nauczycielka i sprzedawczyni w sklepie

Magdalena Biejat: nauczycielka i sprzedawczyni w sklepieJedyna kandydatka w naszym zestawieniu – Magdalena Biejat według Polek i Polaków mogłaby być „Nauczycielem” (12 proc.) lub „Sprzedawcą w sklepie” (8,4 proc.). Wśród kobiet zawód nauczycielki uzyskał 12,9 proc. wskazań, a na drugim miejscu znalazł się „Dziennikarz” (10 proc.). U mężczyzn najczęściej pojawiał się nauczyciel (11,1 proc.), a następnie sprzedawca w sklepie (9,7 proc.).

Szansę na inną ścieżkę zawodową widzą osoby z podstawowym lub gimnazjalnym wykształceniem. Aż 17,8 proc. respondentów z tej grupy wybrałoby dla Magdaleny Biejat karierę influencerki.

Wśród mieszkańców największych miast (powyżej 500 tys. mieszkańców) na pierwszym miejscu znalazł się zawód „Referent w biurze, urzędnik” (12,5 proc.), a na drugim „Prezenterka telewizyjna” (12,3 proc.).

Adrian Zandberg: nauczyciel, urzędnik lub… informatyk

Adrian Zandberg: nauczyciel, urzędnik lub… informatykNajwięcej osób widziało Adriana Zandberga w roli „Nauczyciela” (8,1 proc.) lub „Referenta w biurze, urzędnika” (7,7 proc.). Zawód nauczyciela częściej wskazywały kobiety (9,9 proc.), niż mężczyźni(6,3 proc.).

Wśród najmłodszych respondentów (do 24 lat) — aż 18,8 proc. badanych z tej grupy widzi Zandberga jako „Profesora uniwersytetu”. Osoby o dochodach powyżej 7 000 zł netto najczęściej wskazywały zawód „Informatyk, analityk systemów komputerowych” (9,9 proc.), a na drugim miejscu znalazł się „Referent w biurze, urzędnik” (9,6 proc.). W miastach średniej wielkości (100–199 tys. mieszkańców) kandydat na prezydenta był najczęściej wskazywany jako informatyk (9,6 proc.).

Metodologia:

Badanie zostało zrealizowane w dniach 25.03-28.03.2025 przez agencję SW Research metodą wywiadów on-line na panelu internetowym SW Panel. W ramach badania przeprowadzono 1031 wywiadów z reprezentatywną ze względu na łączny rozkład płci, wieku i wielkość miejscowości próbą Polek i Polaków powyżej 18 roku życia.

SOFTSWISS wspiera młodych przedsiębiorców w ramach GreenHouse for Social Innovators

28 marca w Warszawie odbyło się spotkanie społecznych startupów zorganizowane w ramach współfinansowanego przez Unię Europejską projektu GreenHouse for Social Innovators. Wśród przedsiębiorców biorących udział w wydarzeniu znalazł się Ivan Montik, założyciel marki SOFTSWISS, podkreślając rosnącą rolę odpowiedzialnego biznesu we wspieraniu innowacji społecznych.

Zastępca CTO SOFTSWISS uznany za najlepszego w regionie EMEA w ramach Oracle Excellence Awards 2025Spotkanie było uroczystym zwieńczeniem kilku miesięcy intensywnej pracy w ramach programu akceleracyjnego, dedykowanego młodzieżowym przedsiębiorstwom społecznym. Uczestnicy mieli okazję zaprezentować swoje projekty, nawiązać relacje z inwestorami oraz wziąć udział w inspirujących sesjach dyskusyjnych. Celem programu jest przede wszystkim wzmocnienie pozytywnej zmiany w lokalnych społecznościach, a także wsparcie rozwoju młodych, innowacyjnych przedsiębiorstw. Inicjatywa pokazała, że przedsiębiorstwa społeczne oferują realną wartość i pozytywną zmianę, nie konkurując przy tym o miejsca pracy – a wręcz przeciwnie, budując bardziej inkluzywną i zrównoważoną gospodarkę.

GreenHouse for Social Innovators to inicjatywa koordynowana przez IBB gGmbH, której celem jest wspieranie młodych przedsiębiorców z Białorusi, Ukrainy i Gruzji. ​​W Polsce jej głównym zadaniem jest wspieranie innowatorów z Białorusi rozwijających swoje lokalne firmy, wyposażając ich w narzędzia do budowania startupów, które odpowiadają na aktualne potrzeby społeczności.

W akceleratorze wzięło udział piętnaście startupów, ściśle współpracujących z mentorami w celu opracowania i udoskonalenia swoich modeli biznesowych. Wśród nich znalazło się centrum integracyjne w Warszawie dla dzieci ze specjalnymi potrzebami, przestrzeń kulturalna i edukacyjna, klub dla nastolatków skupiający się na integracji i adaptacji oraz inne lokalne projekty.

Międzynarodowa marka technologiczna SOFTSWISS aktywnie wspierała inicjatywę, badając możliwości wsparcia w zakresie doradztwa prawnego, finansowego i marketingowego, a nawet przyszłej współpracy z lokalnymi przedsiębiorstwami społecznymi.

Tylko w październiku 2023 roku polskie Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej ogłosiło przyznanie funduszy w wysokości 22 mln zł na wsparcie ponad 780 podobnych podmiotów. To tylko jeden z wielu sposobów, w jaki samorząd lokalny wspiera takie inicjatywy. Niemniej jednak długoterminowy wpływ wymaga czegoś więcej niż tylko finansowania publicznego. Zaangażowanie biznesu, poprzez mentoring, wiedzę specjalistyczną i partnerstwo, odgrywa kluczową rolę w pomaganiu startupom społecznym w budowaniu zrównoważonych modeli.

W Polsce, gdzie znajdują się centra rozwoju naszych partnerów, z dużym zaangażowaniem wspieramy tego typu inicjatywy – wierzymy, że przyczyniają się one do budowy zdrowszego i bardziej zrównoważonego środowiska biznesowego oraz społecznego dla wszystkich” – mówi Ivan Montik, założyciel SOFTSWISS. „Startupy społeczne wnoszą świeże, innowacyjne odpowiedzi na realne wyzwania, a biznes – jako ważny uczestnik ekosystemu – powinien aktywnie wspierać ich rozwój i wzmacniać ich potencjał”.

TEP apeluje: mniej emocji, więcej refleksji w debacie o polskim sektorze bankowym

Podyktowane kalendarzem wyborczym doraźne podejście do zysków banków może mieć złe skutki nie tylko dla sektora bankowego, ale i dla całej polskiej gospodarki.

W ubiegłym roku banki w Polsce odnotowały zyski w wysokości 42 mld zł. To w znacznej mierze efekt wysokich stóp procentowych, których spodziewana obniżka przełoży się na spadek zysków sektora. Zyski spowodowały falę krytycznych wobec banków komentarzy. Pojawiły się propozycje dodatkowego opodatkowania. W większości komentarze były „jednowymiarowe”, odnosiły się do rekordowych zysków, ale pomijały dwa ważne aspekty.

Po pierwsze, w poprzednich latach wyniki sektora bankowego były znacznie niższe, a według danych Komisji Nadzoru Bankowego  w 2020 r. nawet osiągnęły wartość ujemną (strat w wysokości 0,3 mld zł). Sytuacja  uległa poprawie w kolejnych latach, ale jeszcze trzy lata później wynosiła ok. 10 mld zł, co w trzeba zestawić z  ponad 200 mld zł kapitałów własnych banków.  Zwrot z kapitału wyniósł wówczas ok. 5%, podczas gdy bezpieczny poziom odbudowy kapitałów określany jest na 10%. To kilkuletnie załamanie zysków miało wpływ na  rentowność sektora, bo im niższy zysk netto, tym niższe wskaźniki efektywnościowe: ROE, ROI, ROA. A one w przypadku banków nie mają znaczenia tylko statystycznego. Wpływają na stabilność danej instytucji finansowej, zarówno na jej bezpieczeństwo ekonomiczne (co szczególnie ważne dla deponentów), jak i w przypadku banków istotnych systemowo – na stabilność całego systemu gospodarczego.

Wskaźniki te są monitorowane przez nadzór finansowy i bank centralny. W skrajnych przypadkach powodują interwencje – od zalecenia programów naprawczych aż po tzw. resolution, czyli uporządkowaną likwidację banku. To wyraz większej niż w innych sektorach gospodarki ostrożności. Najkrócej mówiąc, chodzi o ochronę depozytów i stabilność systemu gospodarczego. Obie sfery są ze sobą powiązane. System gospodarczy może nie odczuć upadku jednego banku średniej wielkości, ale większego krachu nie wytrzyma. Świadczą o tym doświadczenia kryzysu finansowego z lat 2007-2008.

Odporność systemu bankowego na takie ryzyka budowana jest przez lata, a zaczyna się od silnej i regularnie wzmacnianej bazy kapitałowej banków. Owo wzmocnienie ma źródło albo w zastrzykach kapitałowych w postaci nowych emisji akcji, albo w relatywnie wysokiej rentowności i zyskach, z których przynajmniej część jest zatrzymywana w banku.

Proces wzmacniania kapitałów bankowych musi mieć charakter ciągły, chociaż może mieć zmienną dynamikę. Mają na nią wpływ dwa czynniki: tempo ekonomicznej deprecjacji kapitałów własnych i dynamika nowego biznesu, szczególnie wzrostu akcji kredytowej. To pierwsze pojawia się w warunkach inflacji: nominalnie rosną wszystkie wielkości ekonomiczne po stronie aktywów, co w przypadku braku adekwatnego wzrostu po stronie pasywów powoduje zmniejszanie się relacji kapitałów do aktywów ważonych ryzykiem, aż do osiągnięcia granicy bezpieczeństwa określonej w regulacjach. To zaś oznacza zastopowanie wzrostu finansowania biznesu i obniżenie stabilności instytucji bankowej.

Efekt ograniczenia finasowania nowych kredytów może pojawić się również bez zjawisk inflacyjnych. Może być spowodowany wyższym wzrostem gospodarczym, bez odpowiedniego równoległego wzrostu kapitałów bankowych. Wynikająca z niskich zysków dysproporcja pomiędzy wzrostem kapitałów własnych banku a rosnącym popytem na finansowanie gospodarki może spowodować ograniczenie dalszego wzrostu gospodarczego. Chyba że miałoby się to odbywać kosztem zmniejszenia współczynników bezpieczeństwa, czego nikt sobie nie życzy, szczególnie nadzór i deponenci.

Dlatego źródło wzrostu możliwości finasowania gospodarki, przy zachowaniu niezbędnego poziomu bezpieczeństwa, tkwi w akumulacji kapitałów własnych banków. A to nie jest przedsięwzięcie krótkookresowe. Nie wystarczy zasilenie w ciągu jednego roku, zwłaszcza że w ostatnich latach wiele negatywnych czynników wpływało na obniżenie adekwatności kapitałowej banków w Polsce. Była to pandemia i skutki trwającej za wschodnią granicą wojny, a także problemy związane z kredytami frankowymi. W takim szerszym kontekście należy rozpatrywać „nadmierny” zysk polskich banków w jednym roku.

Bardziej szczegółowych argumentów jest wiele. Oto niektóre z nich.

Pomimo wysokich zysków, pod wieloma względami realna pozycja sektora bankowego jest znacznie gorsza niż jeszcze 10 lat temu, sektor bankowy kurczy się. Jego aktywa stanowiły 91,7 proc. PKB w 2024 r. wobec 100,5 proc. w 2020 r.

Wyższe niż w poprzednich latach wyniki finansowe banków w 2024 roku, mają charakter przejściowy. Są wyłącznie efektem naturalnego cyklu gospodarczego i wynikają z utrzymujących się obecnie wysokich stóp procentowych.

Według Związku Banków Polskich, łączna zdolność kredytowa sektora bankowego w Polsce pozwala obecnie na współfinansowanie tylko pięciu największych inwestycji państwowych, i to pod warunkiem, że banki nie finansują w tym samym czasie innych obszarów, takich jak przedsiębiorstwa czy nieruchomości. Do tyych kluczowych inwestycji w kraju można zaliczyć budowę elektrowni atomowej o wartości 192 mld zł, Centralnego Portu Komunikacyjnego, który ma kosztować 131,7 mld zł, czy rozwój sieci energetycznej za 194 mld zł. W przypadku tych projektów maksymalny udział finansowania bankowego kształtuje się na poziomie 28 proc. dla elektrowni, 40 proc. dla CPK, 27 proc. w przypadku sieci energetycznej.

Konieczne jest wypracowanie rozwiązań, które wzmocnią możliwości finansowania inwestycji bez nadmiernego obciążania sektora bankowego, aby mógł nadal wspierać rozwój innych części gospodarki. Należy też umożliwić sektorowi niezakłócony wzrost i rozwój, dzięki czemu cała gospodarka będzie miała zapewnione szerokie finansowanie.

Pomimo rekordowych zysków rentowność aktywów banków notowanych na GPW wyniosła tylko 1,7 proc. i była niższa niż rentowność takich sektorów jak motoryzacja (5,54 proc.), odzież i kosmetyki (5,79 proc.), czy wierzytelności (6,73 proc.). Wskaźniki ROA i ROE polskiego sektora bankowego utrzymują się na umiarkowanym poziomie, co jest skutkiem najwyższego w Europie wskźnika kosztów będącego efektem wysokich obciążeń sektora bankowego.

Wbrew szeroko głoszonym w mediach opiniom, marże kredytowe w Polsce nie są najwyższe w Europie. Marża to tylko jeden z elementów oprocentowania kredytu. Pozostaje ono w ścisłej zależności ze stopą referencyjną, z którą skorelowany jest wskaźnik WIBOR. Pod koniec stycznia 2025 r. średnia marża dla kredytów mieszkaniowych w Polsce wynosiła 1,67 proc. (przy średnim oprocentowaniu 7,42 proc.), podczas gdy w Niemczech w III kw. 2024 r. sięgnęła 2,07 proc., a w Holandii 1,94 proc. (mimo niższego oprocentowania kredytów niż w Polsce).

Choć stopy procentowe utrzymują się na wysokim poziomie, to rentowność polskiego sektora bankowego pozostaje umiarkowana na tle innych państw europejskich, a w porównaniu z pozostałymi sektorami krajowej gospodarki jest wręcz niska. W ub.r. wskaźnik rentowności kapitału własnego w polskim sektorze bankowym wynosił 14,7 proc., podczas gdy w Chorwacji 14,8 proc., Estonii 15 proc., na Litwie 16,3 proc. czy Łotwie 17,3 proc.

Moje uwagi to spontaniczny przyczynek do wywołanej w gorączce wyborczej dyskusji o zyskach banków. Intencją było pokazanie złożoności tego tematu, którego nie można traktować jednowymiarowo i krótkookresowo. Doraźność podejścia do zysków banków może mieć złe skutki, nie tylko dla nich, ale dla całej polskiej gospodarki.

Autor: dr Mieczysław Groszek

Autor jest członkiem TEP, od roku 1990 jest menedżerem bankowym. 

Towarzystwo Ekonomistów Polskich (TEP) krzewi wiedzę ekonomiczną i wyjaśnia zjawiska gospodarcze współczesnego świata, propagując poszanowanie własności prywatnej, wolną konkurencję oraz wolność gospodarczą, jako warunki rozwoju Polski. Zrzesza praktyków biznesu i teoretyków różnych dziedzin nauk ekonomicznych.

Wartość aktywów IKZE rośnie, ale przyszłe emerytury nadal skromne

Na koniec 2023 roku wartość aktywów zgromadzonych w ramach kont IKZE wynosiła 9.189 mln złotych, natomiast na koniec 2024 roku wartość ta zwiększyła się do kwoty ponad 12.110 mln złotych. Jest to więcej o kwotę 2 921 mln zł, co stanowi zwiększenie wartości aktywów w ramach IKZE o prawie 32%. Na powyższy wzrost składają się zarówno nowe wpłaty, jak też zwiększenie wartości już zgromadzonych aktywów. W 2024 roku w Polsce produkt IKZE oferowało łącznie 47 podmiotów, pozwala stwierdzić, że jest to bardzo szeroka i zróżnicowana oferta produktowa.

Na koniec 2024 roku prowadzonych było 593 tysiące kont IKZE, z czego najwięcej, bo prawie 251 tysięcy, było prowadzonych przez fundusze inwestycyjne, a na drugim miejscu plasowały się IKZE prowadzone przez domy maklerskie z liczbą ponad 122 tysięcy. Natomiast najmniejszym zainteresowaniem cieszyły się IKZE prowadzone przez banki.

Tak zauważalna przewaga liczby kont IKZE o charakterze stricte kapitałowym, to jest opartych o inwestowanie w jednostki uczestnictwa funduszy inwestycyjnych lub papiery wartościowe takie jak akcje czy obligacje, jest zjawiskiem pożądanym, gdyż rozwiązania te powinny potencjalnie przynosić przyszłym emerytom większe stopy zwrotu niż produkty bankowe czy ubezpieczeniowe.

W ciągu całego 2024 roku środki z IKZE wycofało ponad 22 tysiące oszczędzających, z czego większość dokonała tego przed osiągnięciem ustawowego wieku lat 65 (oraz 5 lat stażu) uprawniającego do wypłaty środków, co stanowi niewiele ponad 3,7% liczby IKZE. Jednakże kwota środków wycofanych z IKZE przed osiągnięciem wieku emerytalnego (318 mln zł) to tylko 2,6% aktywów IZKE, co wskazuje, że osoby już przekonane do tego rozwiązania korzystają z niego dłużej i w większym stopniu. To dobry prognostyk.

Na koniec 2024 roku prowadzonych było 280 tys. IKZE dla kobiet i 313 tys. IKZE dla mężczyzn, co stanowi odpowiednio 47% oraz 53% liczby wszystkich IKZE. Mamy więc lekką nadreprezentację mężczyzn w IKZE w stosunku do populacji naszego kraju, gdzie proporcje są odwrotne, to jest 52% populacji stanowią kobiety, a tylko 48%mężczyźni.

Sytuacja jaką zidentyfikowano w 2024 roku w zakresie IKZE jest niestety niepokojąca. Fakt, że prawie 1/3 IKZE była kontami biernymi, na które nie dokonano żadnego zasilenia w ciągu całego roku, pokazuje, że niestety duża część osób, które z różnych powodów założyły wcześniej IKZE, w praktyce nie korzystają z tego rozwiązania. Jest to sytuacja niepożądana, gdyż z jednej strony generuje dodatkowe koszty –utrzymania infrastruktury IKZE przez usługodawców, a jednocześnie nie prowadzi do rozwoju instytucji IKZE, poza wzrostem organicznym aktywów na skutek zarządzania przez instytucje finansowe już zgromadzonymi środkami. W istocie bowiem mniejsza liczba aktywnie oszczędzających na IKZE oznacza mniejszą popularność tego rozwiązania.

Biorąc pod uwagę obecną średnią długość dalszego trwania życia zgodnie z obowiązującymi od 1 kwietnia 2025 roku tablicami w tym zakresie, która dla 65 latka wynosi obecnie 220 miesięcy, możliwa jest ocena znaczenia wielkości kapitału zgromadzonego na IKZE dla ewentualnego podwyższenia świadczenia na emeryturze. W dużym uproszczeniu, dzieląc średnie kwoty zgromadzone na IKZE przez 220 miesięcy otrzymamy efektywnie – odpowiednio kwotę 93 albo 138 zł miesięcznie. Nie wpłynie to niestety na poziom życia seniora. Dlatego trzeba sobie jasno powiedzieć, że na dziś, po 10 latach funkcjonowania IKZE, trudno mówić aby produkt ten w zauważalny sposób był w stanie zwiększyć poziom emerytur w naszym kraju. Jest tam po prostu za mało odłożonych środków.

dr Marcin Wojewódka, Instytut Emerytalny, Forum Ekspertów Ad Rem

NBP sygnalizuje luzowanie. Glapiński nie wyklucza cięcia stóp o 50 pb

Podczas wczorajszej konferencji prasowej prezes Narodowego Banku Polskiego, Adam Glapiński, ogłosił, że choć stopy procentowe pozostają na niezmienionym poziomie, Rada Polityki Pieniężnej przyjęła wyraźnie „gołębie” nastawienie. Oznacza to gotowość do złagodzenia polityki pieniężnej w najbliższych miesiącach. Glapiński, określając się jako „gołąb na czele gołębi”, jasno zasygnalizował otwartość na obniżki stóp procentowych, podkreślając, że decyzje będą zależały od napływających danych makroekonomicznych.

Zmiana podejścia RPP jest wynikiem wyraźnego spadku inflacji. Inflacja CPI obniżyła się szybciej, niż prognozowano, osiągając poziom 4.9% r/r, co było częściowo efektem rewizji wag w koszyku inflacyjnym. Równocześnie inflacja bazowa – kluczowa dla oceny trwałości presji cenowej – prawdopodobnie spadła w pierwszym kwartale 2025 roku do 3.5%, co odpowiada górnej granicy celu inflacyjnego NBP (2.5% ± 1 p.p). Jednocześnie wzrost wynagrodzeń wyraźnie wyhamował i pozostaje jednocyfrowy, a lutowe dane, takie jak sprzedaż detaliczna, okazały się słabsze od wcześniejszych prognoz.

Mimo poprawy wskaźników inflacyjnych, RPP pozostaje ostrożna. Potencjalnymi zagrożeniami dla trwałego spadku inflacji są m.in. ożywienie gospodarcze, rosnące płace, ekspansywna polityka fiskalna oraz utrzymująca się niepewność geopolityczna. Te czynniki mogą ograniczyć przestrzeń do szybkiego i zdecydowanego luzowania polityki pieniężnej.

Najbliższe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej, zaplanowane na 6–7 maja, może przynieść pierwszą obniżkę stóp procentowych. Warunkiem jej realizacji będą jednak dalsze pozytywne dane dotyczące inflacji i dynamiki wynagrodzeń. Prezes Glapiński nie wyklucza obniżki nawet o 50 punktów bazowych, szczególnie jeśli ceny energii nie będą rosły. Zaznaczył jednak, że ewentualna decyzja może być jednorazowa, a nie początkiem pełnego cyklu luzowania. Wszystko zależy od dalszego rozwoju sytuacji gospodarczej i napływu nowych danych.

W perspektywie średnioterminowej stopy procentowe mogą spaść do poziomu około 3.5% w 2026 roku, co oznaczałoby istotne złagodzenie warunków monetarnych w stosunku do obecnych poziomów.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Małopolska na magazynowej mapie Polski. Rynek z imponującym wzrostem i niskim poziomem pustostanów

Małopolska dynamicznie rozwija swój rynek magazynowy, notując 148% wzrost zasobów w ciągu ostatnich pięciu lat, stając się realną alternatywą dla głównych hubów logistycznych w Polsce. W 2024 roku popyt brutto przekroczył 180 tys. mkw., a poziom pustostanów utrzymał się na bardzo niskim poziomie 3%. AXI IMMO, najczęściej wybierany doradca w regionie, prezentuje analizę rynku powierzchni przemysłowo-logistycznych w Małopolsce.

W zaledwie pięć lat (2020-2024) całkowite zasoby powierzchni magazynowej w województwie małopolskim wzrosły o niemal 150%, aby na koniec 2024 r. osiągnąć wynik ok. 1,18 mln mkw. Oznacza to, że aktywność najemców skutecznie stymuluje rozwój nowych inwestycji. Na rynek wchodzą kolejni A-klasowi gracze, a dotychczas obecni jak 7R, Panattoni czy GLP przygotowują kolejne projekty, co świadczy o zaufaniu do lokalnego rynku. W 2024 roku do użytku oddano między innymi GLP Kraków III Logistics Centre o powierzchni ponad 56 tys. mkw. oraz kolejną fazę MDC2 Park Kraków South. Dziś około 10% zasobów znajduje się w granicach Krakowa, ale rozwój widać również w takich lokalizacjach jak Skawina, Nowa Huta, Modlniczka, Targowisko czy Brzesko.

Marta Nowik, Dyrektor w Dziale Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, AXI IMMO, mówi: „Kraków, jak i całe województwo małopolskie coraz śmielej zaznacza swoją obecność na magazynowej mapie Polski. Region, który jeszcze dekadę temu był rynkiem peryferyjnym, dziś nie tylko goni liderów, ale staje się realną alternatywą dla firm szukających nowoczesnej, dobrze skomunikowanej powierzchni magazynowej czy produkcyjnej w południowej Polsce. Na koniec 2023 r. Małopolska dołączyła do grona tzw. milionerów przekraczając próg miliona mkw. istniejącej nowoczesnej powierzchni przemysłowej i logistycznej. Jednak patrząc na samą aglomerację krakowską sam potencjał konsumpcji wewnętrznej wymusza dalszy rozwój bazy dystrybucyjnej. Dodatkowo region pozostaje atrakcyjny m.in. ze względu na szczególnie istotny w ostatnich latach zachodnio-wschodni przebieg autostrady A4, a także dostęp do południowych rynków takich jak Czechy, Słowacja czy Rumunia. Z logistycznego punktu widzenia to zatem strategiczny punkt przeładunkowy – zarówno dla dystrybucji krajowej, jak i transgranicznej. Porównując z dużymi hubami logistyczno-przemysłowymi w Polsce region Małopolski ma dużą przewagę jeśli chodzi o dostępność dobrze wykwalifikowanych pracowników –co mogą docenić szczególnie firmy produkcyjne”.

Na rynku magazynowym w Małopolsce rok 2024 był wyraźnie lepszy niż prognozowano. Popyt brutto wyniósł ponad 180 tys. mkw., z czego aż 104 000 mkw. przypadły na trzeci kwartał 2024 r. Największą transakcją był najem 20 tys. mkw. w City Logistics Kraków Airport II przez firmę z sektora FMCG. Warto wspomnieć również o umowie podpisanej przez firmę dystrybucyjną (7 000 mkw.) w 7R Park Kraków IV z doradztwem AXI IMMO. Rozwijają się w Krakowie zarówno podmioty międzynarodowe, jak i firmy lokalne.

Małopolska wyróżnia się na tle kraju wyjątkowo niskim poziomem pustostanów – 3,0% na koniec IV kw. 2024 r., co znacząco odbiega od średniej ogólnopolskiej wynoszącej 7,5%. Ograniczona dostępność powierzchni gotowej do wynajęcia może przełożyć się na wzrost aktywności deweloperów realizujących inwestycje spekulacyjne w nadchodzących kwartałach. Pod względem stawek czynszowych region należy do najdroższych w Polsce – wyższe wartości odnotowano jedynie w Warszawie – mieście. Na koniec 2024 r. stawki bazowe kształtowały się w przedziale 4,60–6,50 EUR/mkw./m-c.

Marta Nowik, wyjaśnia: „Mimo relatywnie niskiego wskaźnika pustostanów w wybranych mikrolokalizacjach zauważyliśmy w ostatnim okresie niewielki spadek czynszów efektywnych, co było efektem czasowego wzrostu dostępności powierzchni. Poziom zachęt może się różnić od sytuacji konkurencyjnej w danej lokalizacji, dlatego nieustannie analizujemy i raportujemy sytuację na lokalnym rynku do naszych Klientów”.

W regionie planowane są kolejne inwestycje deweloperskie: „W ostatnich sześciu miesiącach znacznie powiększył się potencjał banku ziemi pod nowe inwestycje deweloperskie. Również w lokalizacjach miejskich oraz takich, które dysponują infrastrukturą dla firm produkcyjnych. To doskonały moment, aby pomyśleć o lokacji zakładów produkcyjnych w samym sercu aglomeracji krakowskiej korzystając z doskonale przygotowanej kadry inżynierskiej krakowskich uczelni technicznych,” kontynuuje ekspertka.

Bazując na dotychczasowej historii rynek magazynowy w województwie małopolskim ma solidne fundamenty do dalszego rozwoju. Niski poziom pustostanów, rosnące zainteresowanie najemców oraz systematyczna aktywność deweloperów wskazują, że region wciąż nie osiągnął swojego maksimum. Ograniczona dostępność powierzchni dostępnej od ręki sprzyja wzrostowi inwestycji spekulacyjnych, a strategiczne położenie i dobra infrastruktura czynią Małopolskę atrakcyjną lokalizacją dla nowych projektów, co potwierdza, że potencjał wzrostowy tego rynku pozostaje wysoki.

Polscy inwestorzy coraz aktywniejsi na rynku nieruchomości komercyjnych

0

Poprawia się aktywność lokalnych inwestorów na polskim rynku inwestycji w nieruchomości komercyjne. Przez lata były to pojedyncze transakcje, których udział w skali rocznych obrotów na rynku sięgał ok. 2 proc. Zmieniło się to w 2024 roku, gdy wartość inwestycji polskich inwestorów sięgnęła 10 proc. – wynika z raportu CBRE „Poland Real Estate Market Outlook 2025”. Jak wskazują eksperci CBRE, to wciąż odsetek odległy od notowanego na innych rynkach europejskich, ale sytuacja zaczyna zmieniać się na lepszą. By wzrost był wyższy, kluczowe jest wprowadzenie nowych możliwości inwestowania dla Polaków, np. w postaci funduszy REIT.

– Wzrost wartości lokalnego kapitału na rynku inwestycji w nieruchomości komercyjne do 10 proc. jest znaczny, biorąc pod uwagę, że przez lata jego udział nie przekraczał 2 proc. Jednak wciąż jest to niewielki odsetek, bo zwykle na zdrowych rynkach sięga on nawet 30-50 proc. Dodatkowo wśród polskich inwestorów cały czas dominują ci, którzy poszukują wysokich zwrotów, czyli specyficznych budynków, na przykład takich przeznaczonych do modernizacji. Z pewnością lokalnego kapitału byłoby więcej, gdyby wprowadzono rozwiązania takie jak fundusze REIT. Umożliwiają mniejszym, rodzimym inwestorom lokowanie środków w aktywa, które ze względu na dużą kapitałochłonność są dla nich obecnie poza zasięgiem – mówi Przemysław Felicki, dyrektor w dziale rynków kapitałowych w CBRE.

Od lat udział lokalnego kapitału w całym wolumenie inwestycji w nieruchomości komercyjne sięgał 1-2 proc. w skali roku. W 2024 roku było ich 41, o łącznej wartości niemal 500 mln euro. Stanowiło to 10 proc. całego wolumenu inwestycyjnego. Wciąż były to jednak relatywnie nieduże, pojedyncze transakcje.

Dominują inwestorzy z Europy

Kapitał ulokowany w polskie nieruchomości komercyjne w 2024 roku przekroczył 5 mld euro. Większość (51 proc.) z tej kwoty pochodziła od podmiotów z Europy, głównie z Wielkiej Brytanii, Czech czy krajów skandynawskich. Na drugim miejscu (19 proc.) znaleźli się inwestorzy z Afryki. Kapitał pochodzący z Polski stanowił 10 proc., a 9 proc. ulokowały firmy z Ameryki Północnej. Istotny (5 proc.) był również udział inwestorów z krajów Bliskiego Wschodu.

– Branża nieruchomości mocno popiera rozwiązania, które ułatwią lokalnym podmiotom lokowanie kapitału w nieruchomości komercyjne. Rynek wychodzi właśnie ze spowolnienia, a więc ciekawych okazji będzie coraz więcej. Polacy bardzo chętnie inwestują już w sektor mieszkaniowy, ale przy obecnych cenach sprzedaży i najmu nie zawsze jest to ekonomicznie uzasadnione i nie gwarantuje solidnych zwrotów. Dodatkowo, zarządzanie portfelem mieszkań jest absorbujące. Z pewnością jest spora grupa Polaków, którzy chętnie poszerzyliby obszar inwestycji o obiekty komercyjne, ale obecnie nie mają takiej możliwości – dodaje Przemysław Felicki, CBRE.

Firmy coraz mniej wierzą w neutralność klimatyczną do 2050 roku

Mimo rekordowych nakładów na zieloną energię wśród ekspertów rośnie sceptycyzm dotyczący tempa globalnej transformacji energetycznej. Według najnowszego badania Bain & Company aż 44% firm przewiduje, że neutralność klimatyczna zostanie osiągnięta dopiero po 2070 roku, co oznacza dalsze opóźnienie względem wcześniejszych założeń. Rok temu takich pesymistów było znacznie mniej – wówczas zakładano szybsze osiągnięcie celu. Obecne wyniki potwierdzają, że oczekiwania firm przesuwają się coraz bardziej w przyszłość, a realizacja globalnych celów klimatycznych wydaje się coraz mniej realna w przewidywalnej perspektywie.

Wyniki badania, przeprowadzonego wśród ponad 700 menedżerów z branży surowcowej, pokazują również spadek optymizmu dotyczącego osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 roku. Obecnie tylko 32% ankietowanych uważa, że cel ten zostanie zrealizowany w połowie wieku, podczas gdy wcześniej odsetek ten wynosił od 40 do nawet 50%.

Firmy mierzą się obecnie nie tylko z rosnącymi kosztami kapitałowymi, ale także coraz większymi trudnościami w zapewnieniu rentowności projektów dekarbonizacyjnych. Ponad trzy czwarte menedżerów potwierdza, że koszty realizacji inwestycji wzrosły w ostatnim roku, a co dziesiąty respondent wskazuje na podwyżki przekraczające 20%.

Liderzy sektora pozostają zaangażowani w transformację energetyczną, ale coraz bardziej realistycznie patrzą na stojące przed nimi wyzwania. Dekarbonizacja nie może odbywać się kosztem rentowności projektów – podkreśla Alessandro Cadei, Senior Partner i Head of Energy & Utilities EMEA w Bain & Company. – Obserwujemy zmianę równowagi w zakresie tzw. trylematu energetycznego: dekarbonizacji, przystępności cenowej i bezpieczeństwa. Kierunek pozostaje jasny i zdecydowany, ale tempo oraz narzędzia będą dostosowywane. Dodatkowo, firmy mierzą się ze zmieniającym się wsparciem ze strony akcjonariuszy, niepewnością regulacyjną oraz ograniczonym dostępem do finansowania – przy czym wszystkie te czynniki znacznie różnią się w zależności od technologii  – dodaje.

Badanie Bain & Company zwraca uwagę na rosnące zużycie energii generowane przez centra danych. Szacuje się, że do 2027 roku wzrośnie ono ponad dwukrotnie, osiągając aż 2,6% globalnej konsumpcji energii. Firmy użyteczności publicznej z ostrożnością podchodzą do tego zjawiska, analizując jego potencjalny wpływ na stabilność sieci energetycznych oraz możliwości zapewnienia ciągłości dostaw w przyszłości. Ten trend wymusza na dostawcach energii lepsze planowanie oraz rozważenie dodatkowych inwestycji infrastrukturalnych.

Choć optymizm dotyczący osiągnięcia zerowej emisji netto zmalał, liderzy sektora coraz wyraźniej dostrzegają potencjał biznesowy nowych technologii, zwłaszcza sztucznej inteligencji. Według badania Bain & Company aż 72% dyrektorów uważa, że wdrożenie AI przyniesie realne korzyści biznesowe w ciągu najbliższych 5–10 lat. W miarę jak firmy coraz śmielej inwestują w rozwiązania oparte na AI, gwałtownie wzrastają ich potrzeby energetyczne. Sektor energetyczny będzie musiał na to reagować, wdrażając nowe strategie zarządzania energią oraz inwestując w rozwiązania zwiększające efektywność – dodał Marcin Szczuka, partner w Bain & Company i lider praktyki Energii i Zasobów Naturalnych w Polsce.

W obliczu wyzwań związanych z rosnącym zapotrzebowaniem na energię oraz dążeniem do osiągnięcia celów dekarbonizacyjnych, organizacje coraz częściej zwracają uwagę na konieczność modernizacji swoich systemów zarządzania zasobami, a transformacja ERP (ang. Enterprise Resource Planning) staje się kluczowym krokiem w tym procesie, umożliwiając przedsiębiorstwom bardziej efektywne zarządzanie i integrację nowych technologii. Aż 60% kadry kierowniczej sektora energetycznego uznaje to za priorytet na najbliższe trzy lata. Zmiany te obejmują modernizację procesów biznesowych oraz zwiększenie efektywności działania firm dzięki nowym rozwiązaniom technologicznym. Jednocześnie liderzy sektora dostrzegają rosnącą rolę technologii związanych z magazynowaniem energii, gospodarką obiegu zamkniętego, odnawialnymi źródłami energii oraz wychwytywaniem i składowaniem CO₂, które stają się kluczowym elementem strategii rozwoju branży.

Donald Trump zaskakuje rynki: cła ogólne + odwetowe w jednym pakiecie

Donald Trump zapowiedział wczoraj wprowadzenie nowego pakietu ceł. Wprowadzono 10-procentową ogólną stawkę celną dla wszystkich krajów oraz dodatkowe cła wzajemne – dla Unii Europejskiej wyniosły one 20 proc., a dla Chin aż 34 proc. W przypadku Chin oznacza to, że stawka celna na produkty z tego kraju wzrośnie aż do 54 proc., ponieważ nowa taryfa sumuje się z wcześniej nałożonymi cłami.

To poziom zdecydowanie wyższy niż wcześniejsze zapowiedzi, a także oczekiwania analityków. Spodziewano się jednego typu ceł – albo ogólnej taryfy, albo ceł odwetowych. Tymczasem zastosowano oba rozwiązania jednocześnie. Tak wysokie stawki oznaczają zdecydowane odejście od paradygmatu wolnego handlu, który przez lata stanowił fundament globalnego wzrostu gospodarczego.

Zarówno wcześniejsze decyzje Donalda Trumpa, jak i pierwsze zapowiedzi – m.in. ze strony sekretarza handlu Scotta Bessenta – wskazują na otwartość USA na negocjacje. Sekretarz wezwał inne kraje, by nie podejmowały pochopnych decyzji i nie wprowadzały ceł odwetowych. Wobec skomplikowanej siatki globalnych relacji handlowych, właśnie takie bilateralne rozmowy mogą w dłuższej perspektywie doprowadzić do nowego porozumienia handlowego. Jak ono będzie wyglądać – tego dziś jeszcze nie wiemy.

Widzimy natomiast, jak wyliczono wysokość ceł. Co ciekawe, poziomy stawek oparto na dość prostym wzorze: stosunku nadwyżki handlowej danego kraju wobec USA do całości jego eksportu do Stanów Zjednoczonych. Wstępne zapowiedzi sugerowały szerszą analizę – miały obejmować kwestie walutowe, podatkowe oraz bariery pozataryfowe. Ostatecznie jednak zdecydowano się oprzeć wszystko na samym bilansie handlowym.

Przyjęto również arbitralny wskaźnik 50 proc. – ostateczna taryfa to połowa wyliczonej różnicy. To oznacza, że administracja Trumpa nie dostosowuje się do poziomu ceł innych krajów, jak wcześniej zapowiadano, lecz działa wyłącznie na podstawie deficytu handlowego. Może to wskazywać, że podstawowym celem ceł jest ograniczenie deficytu handlowego USA – a tym samym, że nowe stawki mogą mieć charakter tymczasowy.

Produkty z Unii Europejskiej – w tym z Polski – objęto cłami na poziomie 20 proc. Dla naszej gospodarki nie musi to być znaczący problem, jednak pośrednio możemy ucierpieć na zmniejszonym eksporcie Niemiec do USA. Niemcy eksportują tam towary o wartości 161 mld euro rocznie. Poszczególne polskie firmy eksportujące na rynek amerykański mogą zostać dotknięte tą decyzją. Warto pamiętać, że aż 20 proc. eksportu całej Unii Europejskiej trafia właśnie do Stanów Zjednoczonych. Nowe taryfy mogą doprowadzić do przetasowań w globalnym handlu. Przykładowo – Europa może skorzystać na tańszych produktach z Chin, które przestaną być eksportowane do USA z powodu wysokich ceł.

Cła prawdopodobnie wpłyną na poziom inflacji w Stanach Zjednoczonych – spodziewany jest efekt inflacyjny również w innych krajach, tam gdzie pojawią się cła odwetowe. W globalnych relacjach handlowych – podobnie jak w polityce międzynarodowej – zasada wzajemności ma duże znaczenie. Odstępstwa od niej są rzadkością. Skutkiem ceł będzie prawdopodobnie spowolnienie wzrostu gospodarczego – zarówno w USA, jak i na świecie. Może ucierpieć także Unia Europejska, a Polska – choć w mniejszym stopniu – również może odnotować niewielkie spowolnienie.

Rynkowa reakcja pozostaje umiarkowana. Amerykańskie indeksy w handlu pozasesyjnym spadły o około 3–4 proc. Większe spadki dotknęły poszczególne firmy – Tesla straciła około 8 proc., Apple 7 proc. Są to spółki, których łańcuchy dostaw opierają się na krajach takich jak Chiny, Indie czy Wietnam. Dużo straciły również firmy z branży obuwniczej i odzieżowej, mocno dotknięte 46-procentowym cłem na produkty importowane z Wietnamu. Akcje Nike zostały przecenione o 7 proc., a europejski Adidas stracił aż 10 proc. Spadły także akcje Nvidii – o około 6 proc.

Jest zdecydowanie za wcześnie, by ocenić pełny wpływ propozycji Donalda Trumpa. Do momentu wejścia ceł w życie, co ma nastąpić 5 i 9 kwietnia, mogą jeszcze trwać negocjacje. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że administracja USA potrafi zmienić zapowiedziane poziomy ceł w ostatniej chwili. Tym bardziej że zastosowany mechanizm opiera się wyłącznie na deficycie handlowym USA, a nie na rzeczywistych poziomach ceł pobieranych przez inne kraje.

Możliwe, że jesteśmy świadkami powstawania nowego modelu globalnych relacji handlowych. Skutki tych zmian mogą być dalekosiężne – zarówno dla poszczególnych krajów, jak i dla konkretnych firm. Wiele przedsiębiorstw już dziś analizuje swoje łańcuchy dostaw w kontekście wprowadzonych ceł.

Rynek będzie mógł ocenić skutki nowych taryf dopiero w dłuższym okresie, zwłaszcza pod kątem wpływu na konkretne firmy. Na plus należy zaliczyć fakt, że spadł poziom niepewności – wiadomo już mniej więcej, jak będą wyglądały zapowiadane wcześniej przez Donalda Trumpa cła. W najbliższym czasie inwestorzy powinni zachować spokój i unikać gwałtownych decyzji. Warto natomiast szukać firm, które mogą zyskać na takim, a nie innym układzie globalnego handlu.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Podaż mieszkań na rynku wtórnym rośnie, ceny nie

We wszystkich metropoliach marzec przyniósł wzrost podaży mieszkań z drugiej ręki, a w efekcie stabilizację średniej ceny metra kwadratowego. Z tego trendu wyłamała się jedynie Łódź, gdzie średnia poszła w górę o 2% – wynika z danych portalu GetHome.pl.

Łódź ze średnią ceną 8,7 tys. zł za metr kwadratowy jest wciąż jedną z najtańszych metropolii. Na rynku wtórnym wysoki udział mają tu mieszkania w PRL-owskich blokach i starych kamienicach. Wzrost średniej ceny metra kwadratowego może być w dużej mierze efektem rosnącego odsetka lokali wybudowanych po 1989 r. – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.

Tym bardziej, że – jak wynika z danych przeszukiwarki portali nieruchomości Adradar,  w Łodzi liczba unikalnych ofert sprzedaży mieszkań z drugiej ręki zwiększyła się od początku roku z 5,2 tys. do 6,8 tys., czyli aż o 31%. W pozostałych metropoliach sytuacja podażowa wyglądała podobnie.

Adradar podaje, że tylko w marcu br. liczba mieszkań na rynku wtórnym wzrosła o 14% w Warszawie (do 24 tys. lokali), o 10% w Trójmieście (10,3 tys.) i Łodzi, o 9% w Poznaniu (4,8 tys.), o 8% w Katowicach (2,7 tys.), o 6% w Krakowie (11,9 tys.) i o 4% we Wrocławiu (11,7 tys.).Wyk. 1 - Mieszkania w sprzedaży na rynku wtórnym

Tak duży wzrost liczby mieszkań w ofercie zadziałał stabilizująco na ich średnią cenę metra kwadratowego. We wszystkich metropoliach, z wyjątkiem Łodzi, utrzymała ona poziom z lutego. W Warszawie mieszkania z drugiej ręki kosztowały w marcu średnio w przeliczeniu na metr kwadratowy ok. 17,9 tys. zł, w Krakowie – 17,4 tys. zł, w Trójmieście – 15,9 tys. zł, we Wrocławiu – 14,5 tys. zł, w Poznaniu – 11,6 tys. zł, a w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, która jest najtańszym rynkiem w tym zestawieniu – 8,5 tys. zł za metr kwadratowy.Wyk. 2 - Średnie ceny mieszkań na rynku wtórnym w marcu
Ekspert portalu GetHome.pl zwraca uwagę, że w Warszawie i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii średnia cena metra kwadratowego jest już niższa niż przed rokiem o odpowiednio 2% i 1%. W Krakowie średnia utrzymuje poziom sprzed 12 miesięcy. W tym okresie najbardziej wzrosła ona we Wrocławiu (+6%), a najmniej w Poznaniu (+1%).Wyk. 3 - Średnie ceny mieszkań na rynku wtórnym rdr

65% firm w USA i Europie ogranicza zależność od Chin – reindustrializacja ważniejsza niż krótkoterminowy zysk

0

Jak wskazuje najnowszy raport Capgemini, duże firmy w Stanach Zjednoczonych i Europie coraz mocniej skupiają się na reindustrializacji. Chcą w ten sposób rozwiązać problemy związane z trudnościami w łańcuchach dostaw, rosnącymi cłami oraz sporami handlowymi.

Strategicznym priorytetem staje się obecnie przebudowa globalnych łańcuchów dostaw i zdolności produkcyjnych – w tym przenoszenie produkcji z powrotem do kraju (reshoring), bliżej lokalizacji docelowej (nearshoring) oraz dywersyfikacja źródeł dostaw – nawet kosztem krótkoterminowej rentowności. Aż 60% kadry zarządzającej dąży do kontynuowania tych działań mimo wyższych kosztów. Co więcej, większość organizacji (65%) zmniejsza swoją zależność od chińskich produktów, planując w ciągu najbliższych trzech lat zwiększyć inwestycje w tzw. „friendshoring” – czyli lokowanie produkcji w krajach sojuszniczych – w celu minimalizacji ryzyka w łańcuchach dostaw.

Raport komentuje Krzysztof Skowron, Managing Director, Head of Capgemini Engineering Poland:

Globalizacja przez lata wydawała się nie mieć alternatywy – produkcja masowo przenoszona do krajów o niższych kosztach pracy stała się standardem w strategiach dużych firm. Jednak pandemia COVID-19 i wojna w Ukrainie wyraźnie pokazały kruchość globalnych łańcuchów dostaw, zmuszając firmy do przemyślenia swojego podejścia. To wtedy zaczęto mówić o konieczności reindustrializacji – najpierw jako odpowiedzi na zerwane połączenia logistyczne i geopolityczne napięcia.

Dziś ten trend nabiera jeszcze większej dynamiki. Nowym impulsem stały się rosnące taryfy celne oraz nasilające się konflikty handlowe, które dodatkowo uwypukliły ryzyko uzależnienia od produkcji w Chinach i innych odległych regionach. Nic dziwnego, że niemal 95% kadry zarządzającej wskazuje presję na łańcuchy dostaw jako kluczowy problem, a 93% wyraża obawy o negatywne skutki rosnących ceł.

W tej sytuacji firmy zaczynają stawiać na stabilność i bezpieczeństwo dostaw, nawet kosztem krótkoterminowej rentowności. Na znaczeniu zyskuje nie tylko przenoszenie produkcji bliżej rynków zbytu (nearshoring), ale także do krajów sojuszniczych (friendshoring), co pozwala na dywersyfikację i zmniejszenie zależności od Chin. Aż 82% firm planuje zmniejszyć zależność od chińskich dostawców, przenosząc część produkcji do krajów i regionów takich jak Ameryka Północna, Wielka Brytania, Meksyk, Wietnam, Indie oraz Afryka Północna.

Równocześnie technologia staje się podstawą nowego modelu produkcji. Automatyzacja, sztuczna inteligencja, a także technologie takie jak blockchain czy digital twins, pozwalają firmom ograniczać koszty, zwiększać efektywność i podnosić odporność operacyjną. Ponad 60% organizacji zamierza w ciągu najbliższych trzech lat rozwijać krytyczne technologie, takie jak analiza danych oraz sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe, aby skutecznie wspierać procesy reindustrializacyjne. Inwestycje w innowacyjne rozwiązania produkcyjne są nie tylko odpowiedzią na wyzwania logistyczne, ale też drogą do bardziej zrównoważonego rozwoju.

Reindustrializacja to już nie tylko chwilowa reakcja na kryzys, ale długofalowa strategia budowania elastycznych i odpornych łańcuchów dostaw.

BNXT – krakowski startup, który chce zmienić świat fintechu i social mediów

BNXT PSA to krakowski startup, który chce zrewolucjonizować sektor FinTech oraz media społecznościowe. Najpierw w Polsce, a później na skalę globalną. Spółka stworzyła aplikację, która łączy usługi płatności, komunikatora i sieci społecznościowej w jednym. Aplikacja jest obecnie na etapie testów, a jej premiera planowana jest jeszcze w 2025 r. Spółka zamierza pozyskać finansowanie od inwestorów i rozpoczęła pre-kampanię przed rozważaną emisją akcji na platformie Emiteo. Rozwiązanie spółki wpisuje się w rosnący trend SocialFi, gdzie kluczowym gronem odbiorców będą przedstawiciele Generacji Z i millenialsi.

Paula Pierzyńska, CEO BNXT PSA
Paula Pierzyńska, CEO BNXT PSA

– W BNXT zmieniamy zasady gry w świecie cyfrowych finansów i komunikacji. Na świecie są już 3 miliardy użytkowników komunikatorów, ale wciąż widzimy na rynku przestrzeń do zagospodarowania, która wynika z braków w funkcjonalnościach dotychczas dostępnych aplikacji. Nasz pomysł jest odpowiedzią na niezaadresowane potrzeby użytkowników, w szczególności młodych osób, którzy chcą w łatwy i bezpieczny sposób przesyłać pieniądze bezpośrednio w oknie czatu. Z drugiej strony chcemy zaadresować systematycznie rosnącą grupę twórców, którzy szukają możliwości do aktywnej komunikacji ze swoją społecznością. W naszej aplikacji będą mogli się komunikować ze swoimi odbiorcami oraz efektywnie monetyzować swoją twórczość. – komentuje Paula Pierzyńska, CEO BNXT PSA.

BNXT to wielofunkcyjna platforma łącząca komunikację, finanse oraz platformę społecznościową. Do głównych funkcjonalności aplikacji należą:

BNXT CHAT – szyfrowany komunikator pozwalający na przesyłanie wiadomości i pieniędzy w jednym miejscu, z pełną ochroną prywatności.

BNXT PAY – system płatności integrujący bankowość tradycyjną i blockchain, umożliwiający szybkie przelewy i płatności w trybie incognito.

BNXT ID – unikalne ID użytkownika, które nie wymaga podawania wrażliwych danych osobowych, zapewniając pełną anonimowość.

BNXT HUB – platforma społecznościowa nastawiona na budowanie społeczności, grywalizację oraz aktywną komunikację twórców z odbiorcami, budowanie społeczności, organizowanie wydarzeń oraz grywalizację. Platforma ma umożliwiać efektywniejszą i bezpośrednią monetyzację treści przez jej autorów – zarówno zasięgowych influencerów, jak i osoby skupione na swojej specjalizacji.

– Jesteśmy świadkami dynamicznych zmian na rynku usług cyfrowych. Zauważyliśmy rosnące zapotrzebowanie na integrację komunikacji, finansów oraz świata społecznościowego jednej aplikacji. Dziś nasz produkt jest już w zaawansowanej fazie rozwoju, przygotowujemy się do premiery pierwszej wersji w II połowie 2025 r. – dodaje Dariusz Kobylański, założyciel BNXT.

W 2023 r. aż 60% dorosłych Polaków korzystało z mobilnych aplikacji bankowych, co stanowi dwukrotny wzrost w porównaniu z 2018 r. Największą grupą użytkowników płatności mobilnych są osoby w wieku 18–24 lat – aż 37% z nich korzysta z tej formy płatności. Pomysł BNXT wpisuje się w rosnący trend platform SocialFi, czy połączenia sieci społecznościowych z usługami i sektorem finansowym. Głównymi odbiorcami rozwiązania spółki będą przedstawiciele Gen Z i millenialsów, którzy aktywnie szukają alternatyw do znanych aplikacji, które ułatwią im codzienne czynności. Tylko w Polsce grupa ta liczy 8,5 mln osób – potencjalnych użytkowników.[1]

Adam Schimke, CPO BNXT PSA
Adam Schimke, CPO BNXT PSA

– Mamy już opracowaną koncepcję całej aplikacji, stawiamy na doświadczenie użytkownika i bezpieczeństwo, prywatność rozmów oraz płatności. Wdrożyliśmy już kluczowe funkcjonalności we wszystkich obszarach, w tym pełny czat i BNXT ID. Obecnie dopracowujemy model sieci społecznościowej i kwestię monetyzacji treści bezpośrednio przez twórcę oraz funkcje płatnicze. Dziś mamy już gotowe rozwiązanie oparte o stablecoin, a w kolejnych miesiącach będziemy wdrażać bardziej tradycyjne rozwiązanie finansowe, czyli rachunki oraz karty płatnicze, dostarczane przez zewnętrznego dostawcę usług Banking as a Service – wyjaśnia Adam Schimke, CPO BNXT PSA.

W związku z dynamicznym rozwojem aplikacji oraz jej planowaną premierą, spółka przygotowuje się do pozyskania finansowania w formie crowdfundingu inwestycyjnego na platformie Emiteo. Obecnie trwa pre-kampania, w której inwestorzy składają wstępne, niewiążące deklaracje zainteresowania inwestycją w akcje spółki.

– Do tej pory finansowaliśmy się ze środków założycieli, jednak chcemy przyspieszyć nasz rozwój, dlatego szukamy nowych inwestorów, którzy chcą dołączyć do naszego projektu i wesprzeć rozwój polskiej aplikacji. Rozważamy crowdfunding inwestycyjny, ponieważ taka forma finansowania umożliwia nam również budowę zaangażowanej społeczności, która widzi potencjał w nowoczesnych rozwiązaniach zmieniających codzienne funkcjonowanie młodych pokoleń. – dodaje Paula Pierzyńska.

[1] Źródła: Analiza BNXT, raport GWI Poland Q3 2022-Q3 2023 BAI, Raport NetB@nk, IV kwartał 2023.

Protekcjonizm USA zagrożeniem dla globalnego wzrostu. Europa szuka własnej ścieżki

„Powrót do lat 40. XX wieku z cłami. Potencjalne efekty tlącej się wojny handlowej” – pisze w najnowszym „Kwartalniku ekonomicznym” Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku. A poza tym? Zwiększona aktywność fiskalna w UE, w Niemczech jeszcze stagnacja, ale przemysł w Polsce powraca na ścieżkę wzrostu.

Administracja Donalda Trumpa eskaluje napięcia handlowe, zapowiadając szeroko zakrojone taryfy na import z wielu krajów. Oczekiwane restrykcje celne, obejmujące zarówno cła bazowe, jak i specyficzne cła na wybrane państwa, wywołują wzrost niepewności gospodarczej oraz mogą negatywnie wpłynąć na dynamikę wzrostu PKB USA. Analitycy korygują prognozy wzrostu gospodarczego Ameryki na 2025 rok do ok. 1,5%, co odzwierciedla potencjalne skutki bardziej agresywnej polityki handlowej. W połączeniu z możliwymi działaniami odwetowymi ze strony Chin, Unii Europejskiej i Kanady, polityka protekcjonistyczna Trumpa grozi dalszym osłabieniem amerykańskiego sektora eksportowego i zwiększeniem presji inflacyjnej.

Zmieniające się warunki globalne wymuszają reakcję Europy. W obliczu narastających zagrożeń polityka monetarna i fiskalna stają się bardziej ekspansywne. Oczekiwane dalsze obniżki stóp procentowych przez EBC oraz zwiększona aktywność fiskalna, zwłaszcza w Niemczech, poprawiają perspektywy gospodarcze strefy euro. W efekcie polityka gospodarcza Europy może stać się bardziej odporna na szoki zewnętrzne, podczas gdy USA ryzykują scenariusz stagflacyjny. Według Tax Foundation, cła wprowadzone za poprzedniej kadencji Trumpa zmniejszyły amerykański PKB o 0,4% i kosztowały gospodarkę 309 tys. miejsc pracy. Tym razem skutki mogą być jeszcze poważniejsze – zarówno dla USA, jak i reszty świata.

Bundestag przegłosował historyczne zmiany w ustawie zasadniczej RFN. CDU/CSU i SPD zreformowały niemiecki „hamulec zadłużenia”, czyli konstytucyjny limit deficytu do 0,35% PKB. Zgodnie z nowymi zasadami, wydatki na wojsko, służby, obronę cywilną i cyberbezpieczeństwo powyżej 1% PKB nie będą już objęte tym ograniczeniem i będzie je można finansować z kredytów. Plan finansowy obejmuje też specjalny fundusz 500 mld euro na modernizację infrastruktury i ochronę klimatu.

Przemysł w Polsce powraca na ścieżkę wzrostu. W lutym wskaźnik PMI dla sektora przetwórstwa przemysłowego wzrósł do 50,7 pkt. z 50,6 pkt. miesiąc wcześniej, sygnalizując dalsze ożywienie po raz pierwszy od kwietnia 2022 roku.

W marcu inflacja CPI wyniosła 4,9% r/r. To poniżej rynkowych oczekiwań (5,0 proc.), co było efektem między innymi zmiany wag w koszyku inflacyjnym. Szczyt inflacji jednak za nami. GUS skorygował również dane za styczeń, wskazując identyczny poziom inflacji. Choć dynamika cen w kategoriach takich jak użytkowanie mieszkania i nośniki energii (13,3% r/r) czy żywność (6,7% r/r) wciąż była wysoka, trend dezinflacyjny może skłonić RPP do łagodniejszego podejścia. Jednak zakładamy, że pierwsze obniżki stóp procentowych są możliwe dopiero w III kw. 2025 roku.

Gospodarka zmaga się ze słabą koniunkturą. Produkcja przemysłowa w lutym spadła o 2% r/r, a w sektorze budowlanym nie odnotowano wzrostu (brak zmian r/r). Wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw były wyższe o 7,9% r/r, ale po uwzględnieniu inflacji realne tempo wzrostu płac wyhamowało do 2,9% r/r. Oczekiwania na ożywienie w budownictwie w kolejnych miesiącach są związane z napływem środków z KPO i funduszy unijnych, które mogą wesprzeć inwestycje infrastrukturalne.

Prognoza wzrostu PKB utrzymana na poziomie 3,5% r/r. Dynamika wzrostu płac nominalnych pozostaje wysoka, choć w 2025 roku przewidujemy jej stopniowe wyhamowanie. Inflacja w ostatnich miesiącach oscylowała wokół 5%, a jej szczyt przypadnie na I kw. 2025 roku, po czym powinna stopniowo maleć i na koniec roku znaleźć się w przedziale 3-3,5%.

Polska gospodarka skorzysta na niemieckim programie wydatków wojskowych i infrastrukturalnych. Znaczna część zamówień trafi do Europy Środkowej, przynosząc korzyści również polskiej gospodarce. Na podstawie szacunków DIW można przewidywać, że niemieckie wydatki publiczne w wysokości 500 mld PLN w ciągu dekady mogłyby podnieść PKB w Polsce o 0,2-0,4 pkt proc. rocznie. Oznaczałoby to, że w 2026 roku Polska mogłaby osiągnąć wzrost gospodarczy na poziomie 3,4-3,6% PKB i 3,8% w 2025 roku.

Donald Trump wpłynął na kursy walut regionu bardziej niż się spodziewaliśmy. Potencjał zakończenia konfliktu w Ukrainie wzmocnił złotego, a nieprzewidywalność polityki handlowej wpłynęła na osłabienie dolara. Notowania EUR/PLN pozostają względnie stabilne, co wskazuje na ograniczoną zmienność kursową w ostatnim czasie. Złoty nie zyskał na wartości mimo globalnej deprecjacji USD, co sugeruje, że lokalne czynniki wciąż mają dominujący wpływ na kurs. W kolejnych kwartałach prognozujemy stopniową deprecjację PLN w związku z możliwym rozpoczęciem cyklu obniżek stóp procentowych przez NBP. Wzrosty pary EURPLN mogą jednak być ograniczane przez potencjalne interwencje ze strony Ministerstwa Finansów związane z potrzebami pożyczkowymi na rynkach zagranicznych, co utrzyma stabilność kursu w okolicach 4,28-4,3 PLN. Notowania EUR/USD wzrosły w ostatnim czasie, czemu sprzyjały ogłoszenia dotyczące intensywnej stymulacji fiskalnej w Niemczech, które wpłynęły na poprawę nastrojów wokół euro. W nadchodzących kwartałach oczekujemy stopniowej deprecjacji dolara, wspieranej cyklicznym ożywieniem w strefie euro oraz polityką fiskalną i monetarną prowadzoną przez administrację USA. W przypadku CHFPLN prognozy wskazują na stabilizację w okolicach 4,42-4,44 PLN, co oznacza brak istotnych zmian w postrzeganiu franka jako waluty bezpiecznej przystani w kontekście rynków finansowych.

Rynek wtórny łapie oddech, najem stabilny, deweloperzy zaskakują sprzedażą

Początek wiosny przyniósł sporą aktywność na rynku mieszkaniowym. Jak pokazują wstępne dane Otodom Analytics, deweloperzy sprzedali 3,7 tys. lokali, co oznacza wzrost o 10% w porównaniu z lutym i o 5% r/r. W siedmiu największych polskich miastach ponownie zwiększyła się liczba mieszkań oferowanych na rynku deweloperskim, zbliżając się do poziomu 60 tys. Ruch widać także na rynku wtórnym – w lutym osoby poszukujące własnego „M” z drugiej ręki mogły wybierać spośród 51,5 tys. ogłoszeń. Wiosenne wzrosty nie ominęły także sektora najmu, na którym oferta w marcu była o 4% większa względem lutego.

Podaż wciąż wyższa niż popyt

Marzec był kolejnym miesiącem intensywnej gry popytowo podażowej na rynku mieszkaniowym, który poszukuje nowego poziomu równowagi.

W 7 największych polskich miastach bieżąca podaż była wyraźnie większa od popytu. Firmy deweloperskie ponownie wprowadziły do sprzedaży o 2 tys. więcej mieszkań w nowych inwestycjach niż zostało w tym samym czasie kupionych. Nie dziwi zatem fakt, że łączna oferta nowych mieszkań w Katowicach, Krakowie, Łodzi, Poznaniu, Trójmieście, Warszawie i Wrocławiu sięgnęła niemal 60 tys. mieszkań. Tym samym marzec okazał się 18 miesiącem z rzędu, w którym oferta deweloperów nieprzerwanie rosła. 

podaż i popyt nieruchomości

Potencjalny nabywca, który w marcu był zainteresowany zakupem mieszkania w jednym z największych polskich miast mógł wybierać nie tylko z oferty liczącej 60 tys., ale także z ponad 6,4 tys. zarezerwowanych lokali. Jednak możliwość wyboru z tej puli ma warunkowy charakter, ponieważ mieszkania te w momencie zamknięcie badania nie są dostępne dla każdego zainteresowanego zakupem klienta – naturalną cechą rezerwacji jest jej nietrwały charakter. Mieszkania zarezerwowane prędzej czy później zmienią swój status na sprzedane lub wolne. Nie sposób jednak prawidłowo ocenić skali bieżącej działalności firm deweloperskich,  nie wspominając o puli rezerwacji.

Co ciekawe, pomimo wzrostu liczby oferowanych mieszkań, tempo wyprzedaży oferty* poprawiło się dzięki relatywnie dobrej marcowej sprzedaży, która okazała się o 30% wyższa od wyników odnotowanych na przełomie poprzedniego i bieżącego roku.

rezerwacje 

Zaskakujące wyniki sprzedaży deweloperów

Wstępne wyniki monitoringu rynku mieszkaniowego realizowanego na potrzeby Otodom Analytics wskazują, że w marcu deweloperzy sprzedali 3,7 tys. lokali. To o 10% więcej niż w lutym i o 5% więcej niż rok wcześniej. To także najlepsze od 12 miesięcy efekty sprzedaży.

Jak wskazują eksperci, choć sprzedaż mieszkań w pierwszym kwartale 2025 roku była o 13% niższa niż w analogicznym okresie ubiegłego roku (licząc względem skorygowanych danych za 2024 r.), obserwowany z miesiąca na miesiąc wzrost liczby transakcji pozwala z ostrożnym optymizmem patrzeć na dalszą część roku.

– Ten pozytywny trend pojawił się mimo braku wyraźnych zmian w otoczeniu makroekonomicznym, co może świadczyć o stabilizującym się popycie i stopniowej adaptacji rynku do nowych warunków. Warto również zwrócić uwagę na marcowe dane – w odróżnieniu od lat ubiegłych, po uwzględnieniu liczby dni sprzedażowych, marzec przyniósł lepsze wyniki niż luty. Choć różnica była niewielka, może ona sygnalizować zmianę sezonowego rytmu zakupowego. Wszystko to pozwala zakładać, że całoroczna sprzedaż w 2025 roku ma szansę utrzymać się co najmniej na poziomie z roku poprzedniego podkreśla Katarzyna Kuniewicz, Dyrektorka badań rynku Otodom.Przeciętna dzienna sprzedaż 7R

Z kolei pod względem cen marzec na rynku deweloperskim przyniósł dalszą stabilizację. Warto jednak zauważyć, że przeciętne ceny ustabilizowały się nie tylko w relacji miesiąc do miesiąca (wzrost o 0,2%), ale również w stosunku do cen sprzed roku. To już drugi miesiąc z rzędu, gdy roczny wzrost przeciętnych cen oferowanych wyniósł 5,5% a po kilkunastoprocentowych wzrostach sprzed roku nie ma już śladu.

Wzrost oferty na rynku wtórnym

Liczba ogłoszeń o sprzedaży mieszkań na rynku wtórnym w największych miastach wyniosła 51,5 tys., czyli była o niemal 2% wyższa w porównaniu do lutego. Największe ożywienie pod względem liczby nowych ofert miało miejsce w Łodzi, gdzie podaż zwiększyła się aż o 7%. Na drugim miejscu uplasowało się Trójmiasto, notując miesięczny wzrost na poziomie 5%. Jednak analizując ofertę mieszkań na rynku wtórnym w największych miastach, można zauważyć wyraźne wyhamowanie tempa wzrostu podaży.

Od lipca do grudnia 2024 roku obserwowaliśmy bardzo dynamiczne przyrosty liczby ogłoszeń – sięgające nawet 50% rok do roku. Tymczasem w marcu 2025 roku wzrost wyniósł już tylko 17%, co jest najniższym wynikiem od wiosny ubiegłego roku – tłumaczy Milena Chełchowska, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.

Jej zdaniem, to może świadczyć  o stabilizowaniu się rynku. – Od trzech miesięcy wskaźnik odpowiedzi na ogłoszenia utrzymuje się na wysokim poziomie, co sugeruje, że dostępna oferta znajduje realne zainteresowanie wśród kupujących. W samym marcu odnotowaliśmy 98 tys. odpowiedzi – to o 7% więcej niż miesiąc wcześniej i aż o 29% więcej niż rok temu. Taki poziom aktywności poszukujących naturalnie wpływa na ograniczenie dalszego wzrostu liczby nowych ogłoszeń – wyjaśnia.

Rynek najmu w stabilnym rytmie

W marcu sytuacja na rynku najmu utrzymywała się na względnie stabilnym poziomie, zwłaszcza jeśli chodzi o ceny. W siedmiu największych miastach Polski opublikowano na portalu Otodom łącznie 17 tys. ogłoszeń dotyczących wynajmu mieszkań, co oznacza wzrost o 4% względem lutego.

Średni koszt najmu kształtował się na poziomie 3080 zł, czyli niemal identycznie jak miesiąc wcześniej – spadek wyniósł symboliczne 20 zł. Warto jednak zauważyć, że w ujęciu rocznym stawki nadal rosną – obecny poziom jest o 60 zł wyższy niż w analogicznym okresie 2024 roku. Dane te mogą świadczyć o tym, że rynek w dalszym ciągu utrzymuje stabilne ceny – od 4 miesięcy obserwujemy oscylujące wokół zera zmiany m/m, ale i symboliczne zmiany r/r.

*Wskaźnik obrazujący sytuację na danym rynku. Wyliczany na podstawie wielkości oferty i sprzedaży z ostatnich 3 miesięcy. To wyrażony w kwartałach czas, w którym z oferty zniknęłyby wszystkie mieszkania gdyby sprzedaż utrzymała się na poziomie średniej z ostatnich 3 miesięcy.

Cła w USA zmieniają globalne łańcuchy dostaw – dla Polski to szansa na nowe inwestycje

Wprowadzenie nowych, zwiększonych ceł importowych, ogłoszone wczoraj przez Stany Zjednoczone, z pewnością w krótkim okresie spowoduje liczne zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw i logistyce. Natomiast długoterminowo oznacza również potencjalne szanse dla polskiego rynku magazynowego i produkcyjnego.

Wprowadzenie niemal dwukrotnie wyższych ceł na towary importowane do USA z Chin niż na towary sprowadzane z Europy może spowodować, że część amerykańskich importerów zacznie szukać alternatywnych dla chińskich źródeł zaopatrzenia i dostaw, w tym z krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Dodatkowo, jeżeli celem wprowadzenia dodatkowych ceł dla towarów importowanych z Unii Europejskiej do USA ma być zwiększenie poziomu inwestycji dla europejskich firm w Stanach Zjednoczonych, to zbliżona odpowiedź Europy może podnieść poziom inwestycji amerykańskich firm, które nie chcą utracić dostępu do europejskiego rynku zbytu.

Polska ma szereg atutów uzasadniających lokowanie tego rodzaju inwestycji produkcyjnych w naszym kraju. Również firmy azjatyckie, które będą chciały zrekompensować możliwy spadek obrotów w Stanach Zjednoczonych w związku z wprowadzeniem wyższych ceł importowych, mogą w większym niż dotychczas stopniu koncentrować się na ekspansji w Europie. W tym także poprzez lokowanie tu nowych inwestycji produkcyjnych i logistycznych. Wkraczamy w etap, w którym dotychczasowa globalizacja zostanie w dużo większym niż dotychczas stopniu zastąpiona regionalizacją. Produkcja “w Stanach na Stany” – tak. Ale również “w Europie dla Europy” – i na tym trendzie jako Polska jak najbardziej możemy skorzystać.

Przemysław Piętak, dyrektor ds. doradztwa w łańcuchu dostaw CBRE

Cyberprzestępcy atakują europejskie banki. Polska w czołówce celów hakerów

Europejski sektor finansowy pozostaje głównym celem ataków cybernetycznych. Raport „Threat Landscape 2024” Europejskiej Agencji ds. Cyberbezpieczeństwa (ENISA) ostrzega przed nasilającymi się atakami na banki, firmy ubezpieczeniowe i dostawców usług finansowych. Według danych Check Point Research, organizacje finansowe odnotowały w 2024 roku 30% wzrost cyberataków i średnio na świecie były atakowane 1 500 razy tygodniowo. Banki w Polsce znajdują się na czołowej liście celów cybernetycznych z przeciętną liczbą 1 850 ataków w 2025 roku.

Według Wojciecha Głażewskiego, dyrektora zarządzającego izraelskiej firmy specjalizującej się w bezpieczeństwie sieciowym Check Point Software Technologies w Polsce, sektor finansowy stanowi kręgosłup światowej gospodarki, co czyni go jednym z najbardziej narażonych na ataki cybernetyczne.

W miarę jak bankowość internetowa, transakcje mobilne i innowacje fintechowe czy AI się rozwijają, zagrożenia cybernetyczne również się ewoluują. Cyberprzestępcy nieustannie wykorzystują luki w aplikacjach finansowych, co sprawia, że silne środki bezpieczeństwa są niezbędne do ochrony wrażliwych danych klientów, transakcji i operacji biznesowych – ostrzega Wojciech Głażewski z Check Point Software Technologies.

Dowodem na to jest analiza raportu Check Point Security Report 2025, która wskazuje na 30% wzrost liczby cyberataków na sektor finansowy w 2024 roku, z średnią liczbą 1 510 ataków tygodniowo na całym świecie. – Polska odnotowała ostatnio liczbę incydentów wyższą niż średnia światowa, z ponad 1 850 atakami tygodniowo na ten sektor – dodaje Głażewski.

W 2024 roku Polska doświadczyła największej liczby cyberataków na świecie. Według Ministerstwa Cyfryzacji, Polska odnotowała ponad 1 000 cyberataków tygodniowo w 2024 roku. Raport firmy Check Point Research wskazuje na wyższą ilość ataków…. Polska doświadcza średnio ponad 1 500 ataków na organizację tygodniowo, a sektory strategiczne ponad 2 000. Sektor finansowy w Polsce jest celem 1 859 ataków co tydzień – wynika z danych Check Point Research.

W ciągu ostatnich dwóch dekad organizacje z sektora finansowego padły ofiarą ponad 20 000 cyberataków, które spowodowały straty przekraczające 12 miliardów USD, jak podaje SecurityWeek, powołując się na dane Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Te incydenty wiążą się również z pośrednimi stratami, takimi jak uszczerbki na reputacji czy dodatkowe koszty związane z wzmocnieniem środków bezpieczeństwa. Szacuje się, że organizacje finansowe są celem około jednej piątej wszystkich cyberataków. Jeśli skutki ataku dotkną lub mogą dotknąć klientów, ujawnienie tych informacji jest wymagane przez prawo.

Od ataków typu Distributed Denial-of-Service (DDoS), nasilenie których wywołane zostało konfliktami geopolitycznymi, po oszustwa internetowe i ataki na łańcuchy dostaw, zagrożenia cybernetyczne stają się coraz bardziej wyrafinowane. Przestępcy wykorzystują luki w zabezpieczeniach, aby uzyskać dostęp i sprzedać wrażliwe dane, podczas gdy schematy oszustw internetowych stają się coraz bardziej zaawansowane. Poza widocznymi atakami, takimi jak ransomware, które blokuje dostęp do danych w zamian za okupy, coraz częściej wykorzystywane są subtelniejsze metody, takie jak phishing i inżynieria społeczna. Kampanie smishing i vishing wprowadzają użytkowników w błąd, nakłaniając ich do podania krytycznych informacji finansowych, podczas gdy oszustwa związane z kryptowalutami stają się coraz powszechniejsze.

W obliczu rosnących wyzwań związanych z cyberbezpieczeństwem, Unia Europejska nasila wysiłki na rzecz poprawy koordynacji wśród swoich państw członkowskich, aby chronić krytyczną infrastrukturę i wzmocnić suwerenność technologiczną. W tym kontekście polska prezydencja w Radzie UE zwołała na 5 marca br. spotkanie europejskich ministrów ds. cyfryzacji, aby ocenić odporność cybernetyczną Unii. Nieformalne spotkanie, które odbyło się w Warszawie, zakończyło się ogłoszeniem „Warszawskiego Apelu”, wzywającego państwa członkowskie do wzmocnienia współpracy w zarządzaniu kryzysami cybernetycznymi i finalizacji „Planów UE dotyczących zarządzania kryzysowego w zakresie cyberbezpieczeństwa”. Ministrowie podkreślili potrzebę stworzenia strategii walki z cyberatakami. Podkreślili również znaczenie wzmocnienia współpracy UE-NATO, szczególnie w kontekście zagrożeń bezpieczeństwa zaostrzonych przez inwazję Rosji na Ukrainę.

Ponadto, Polska zwróciła się (w ramach krajowej polityki odporności na cyberzagrożenia) do Europejskiego Banku Centralnego o opinię na temat projektu ustawy nowelizującej ustawę o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa (18.11.2024) oraz wytycznych bezpieczeństwa dla państwowego Narodowego Banku Polskiego (NBP), instytucji finansowych oraz systemów płatniczych i rozrachunkowych. W odpowiedzi na prośbę Christine Lagarde, prezes EBC, napisała, że EBC sugeruje, aby odpowiednie umowy o współpracy i wymianie informacji zostały ustanowione pomiędzy Ministrem ds. Cyfryzacji a EBC, za pośrednictwem NBP, w celu zapewnienia ogólnej funkcjonalności krajowego systemu bezpieczeństwa.

Banki centralne na celowniku hakerów

Zgodnie z raportem „ENISA Threat Landscape 2024” najbardziej atakowanymi sektorami gospodarki są administracja publiczna, transport oraz sektor bankowy/finansowy. W związku z tym, nie tylko instytucje finansowe, ale także banki centralne są narażone na ataki. Wynika to z różnych powodów.

Banki centralne pełnią kluczową rolę w gospodarce. Są one „kopalnią wiedzy” dla hakerów, ponieważ stanowią istotny element krytycznej infrastruktury finansowej. Są to unikalne instytucje publiczne, a większość ich funkcji nie może zostać zastąpiona. Posiadają monopol na emisję pieniędzy, odpowiadają za politykę monetarną, stabilność finansową, nadzór nad systemami płatniczymi i rozrachunkiem papierów wartościowych, prowadzą operacje wymiany walutowej, zarządzają rezerwami oficjalnymi i wspierają zarządzanie finansami państwa. Banki centralne są swoistymi „centralnymi węzłami” w sieci połączeń z bankami komercyjnymi. Posiadają również ogromne ilości poufnych danych finansowych, co czyni je atrakcyjnymi celami dla hakerów. Hakerzy mogą koncentrować się na konkretnych obszarach działalności banku centralnego, a znaczące zakłócenie jego codziennej działalności (i publiczne ujawnienie tego) może zostać uznane przez hakerów za miarę sukcesu ataku. Najczęściej wykorzystywanym narzędziem w tych atakach były dotychczas ataki DDoS, skierowane na strony internetowe i serwery banków centralnych poprzez zakłócanie usług sieciowych. Tego rodzaju ataki są stosunkowo mniej skomplikowane i łatwe do przeprowadzenia, chociaż nie powodują dużych strat. Warto wspomnieć, że ataki DDoS były przeprowadzane już na banki takie jak Riksbank, Bank Izraela, Bank Norwegii, Narodowy Bank Belgii, Czechy Narodowy Bank, Bank Słowenii oraz Centralny Bank Rosji.

Cyberataki na europejskie banki – ENISA

Między styczniem 2023 a czerwcem 2024 roku zagrożenia cybernetyczne skierowane w sektor finansowy Europy eskalowały, stanowiąc zagrożenie dla banków, dostawców usług finansowych i organów regulacyjnych. Zgodnie z raportem ENISA Threat Landscape: Finance Sector, sektor finansowy stanął w obliczu 488 publicznie zgłoszonych incydentów cybernetycznych, z bankami, publicznymi instytucjami finansowymi oraz indywidualnymi klientami wśród najbardziej dotkniętych. Raport wskazuje na ataki DDoS, wycieki danych, inżynierię społeczną, oszustwa, ransomware, ataki na łańcuch dostaw oraz złośliwe oprogramowanie jako główne zagrożenia dla instytucji finansowych. Sektor finansowy pozostaje głównym celem cyberprzestępców ze względu na swoje cenne zasoby i połączenia w ramach cyfrowej infrastruktury. Zgodnie z wynikami ENISA, 46% wszystkich zgłoszonych incydentów dotyczyło europejskich instytucji kredytowych (banków), co czyni je najczęściej atakowanymi podmiotami. Publiczne organizacje finansowe stanowiły 13% incydentów, a indywidualni klienci zostali dotknięci w 10% przypadków, często poprzez phishing i oszustwa.

Instytucje finansowe balansujące między innowacją (AI) a środkami bezpieczeństwa

Sektor usług finansowych znajduje się na krytycznym momencie, stojąc przed rosnącą presją dostosowania swoich systemów do rozwoju najnowszych technologii, takich jak sztuczna inteligencja (AI), aby pozostać konkurencyjnym. Prognozy wskazują na gwałtowny wzrost wydatków związanych z AI w sektorze finansowym (wzrost o 30,7% rocznie między 2023 a 2024 rokiem). Wzrost ten osiągnie poziom ponad 1,4 miliarda USD do końca br. Jednakże z tymi możliwościami wiąże się ryzyko bezpieczeństwa i odporności systemów AI – podkreślają analitycy Check Point. Zrozumienie, jak instytucje finansowe mogą balansować między potrzebą innowacji a ochroną swoich operacji poprzez solidne środki bezpieczeństwa cybernetycznego i strategie zarządzania ryzykiem AI, będzie jednym z najważniejszych wyzwań na drodze do skutecznego i bezpiecznego wdrożenia AI i Generative AI.

Polska liderem w zakresie cyberbezpieczeństwa

Są jednak pocieszające sygnały. Polska zajmuje (dane 03.24) drugie miejsce na świecie w Indeksie Cyberbezpieczeństwa Narodowego (NCSI), co oznacza, że tylko jeden kraj był lepiej przygotowany na cyberataki niż Polska. Nasz kraj osiągnął prawie 100-procentową zgodność przygotowania i odpornośc systemów w prawie każdym aspekcie. Tylko w zakresie badań i rozwoju cyberbezpieczeństwa uzyskał mniej niż 67%. W pozostałych obszarach wynik wynosił co najmniej 67%. W sumie kraj uzyskał maksymalną liczbę punktów w 8 z 12 ocenianych kryteriów, co czyni go jednym z liderów międzynarodowych. Tylko Czechy były lepiej przygotowane według NCSI.

Źródła:

https://www.enisa.europa.eu/sites/default/files/2025-02/Finance%20TL%202024_Final.pdf

https://blog.checkpoint.com/artificial-intelligence/leveraging-ai-in-financial-services-with-resilience-and-security/

https://www.checkpoint.com/security-report/

https://polish-presidency.consilium.europa.eu/media/bkmbggs0/warsaw-call_en.pdf

Home

Wojna handlowa rozpoczęta – światowe giełdy w czerwieni, dolar najtańszy od 4 lat

Klimat na rynkach po „Dniu Wyzwolenia” – czerwień na parkietach giełdowych, spadające ceny ropy naftowej i rentowności obligacji – sygnalizują jedno: wojna handlowa przyczyni się do powstania recesji na świecie. Krajowa waluta trzyma się mocno, USD/PLN najniżej od 4 lat. 

Cios z otwartej przyłbicy

Wczorajszy dzień z pewnością zapisze się na kartach historii. Prezydent USA spełnił swoje zapowiedzi i rozpoczął wojnę handlową ze wszystkimi „partnerami”. Od 5 kwietnia cały import do USA będzie objęty cłami na poziomie 10%. Pozostali „przestępcy oszukujący Stany” (nie mylić z partnerami handlowymi) zostali objęci jeszcze wyższymi taryfami, dla przykładu Chiny 34%, a w przypadku Unii Europejskiej będzie to 20%. I teraz cały szkopuł w tym, jak zachowają się kraje objęte tymi obostrzeniami. Czy odpowiedzą i będziemy mieli pełnoskalową wojnę handlową, czy jednak dojdzie do jakichś kompromisów. Decyzja Trumpa uderzyła mocno w USD. Nie może być inaczej, skoro szacunki mówią o tym, że amerykański PKB ucierpi na tym ruchu w przedziale 2,5-3%, a negatywnym efektem będzie także wzrost inflacji o około 2%. Mówiąc więc prościej, z jednej strony grozi Stanom recesja, z drugiej wzrosną ceny, a więc utrudni to działania w kontekście polityki monetarnej. Pojęcie stagflacji znów może się pojawić w notesach członków Fed i oczywiście nie będą z tego zadowoleni.

Wielu „rannych”

Nerwowa reakcja inwestorów dzisiaj jest widoczna na wielu aktywach. Parkiety giełdowe mienią się w barwach czerwonych, a spadki, jak w przypadku S&P 500 czy Nasdaq, sięgają blisko 4%. Również na niemieckim Dax-ie próżno szukać wzrostów, indeks otworzył się dawno niespotykaną luką w dół, ale też zdziwienia nie ma, skoro cła obejmą kluczowy sektor gospodarki naszego zachodniego sąsiada, a więc motoryzację. Solidny ruch na południe widzimy również na ropie naftowej. To konsekwencja szacunków co do pojawienia się recesji w USA już w tym roku (prawdopodobieństwo sięgnęło 50%). Zapaść gospodarcza to niższy popyt na surowiec, co przekłada się na niższą cenę. I rzut oka jeszcze na rynek długu, gdzie widzimy solidny spadek rentowności, co może sugerować, że Fed będzie zmuszony ciąć stopy procentowe, by nie dopuścić do spadku aktywności w gospodarce. Trump miał więc szczytne zamiary ochrony wewnętrznego rynku i wsparcia rodzimej produkcji, ale przy okazji wywołał tsunami w relacjach handlowych, które wcale nie musi przynieść pozytywnych efektów, także dla USA.

Jest i bohater

I rzut oka na polski rynek. Patrząc na USD/PLN, można powiedzieć jest świetnie”. Dolar jest najtańszy od blisko 4 lat. Tania amerykańska waluta w połączeniu z tanią ropą naftową (spadek o ponad 5%) z pewnością odbije się korzystnie na cenach paliw na stacjach. To także duży bonus dla spadającej inflacji w naszym kraju. Wymiana handlowa z USA rozwija się dość dynamicznie w ostatnich latach, wartość obrotów handlowych w 2023 roku wyniosła ponad 12 mld USD. Skoro mówimy o taryfach importowych do USA, to tutaj procentowy udział całego polskiego eksportu do tego rewiru świata wyniósł we wspomnianym okresie raptem 3%. Co ciekawe, więcej importujemy my z USA, przede wszystkim surowce, auta, a także urządzenia elektryczne. Patrząc więc przez pryzmat ceł i naszej wymiany handlowej, Polska aż tak nie ucierpi. Szerszy kontekst jest jednak nieco bardziej negatywny. Można tutaj wspomnieć o problemach naszych dużo ważniejszych partnerów handlowych, takich jak Niemcy. I właśnie to szersze spojrzenie widać na warszawskim parkiecie, gdzie również dominuje czerwień, a spadki WIG20 sięgają blisko 3,5%. Jeśli chodzi o walutę to, tak jak wspominaliśmy, dolar jest tańszy o blisko 10 groszy, w konsekwencji sporych wzrostów EUR/USD, natomiast EUR/PLN delikatnie rośnie, ale nadal jesteśmy pod granicą 4,20.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

RPP bez zmian, ale rynek już gra na obniżki stóp

Rada Polityki Pieniężnej zadecydowała się utrzymać główną stopę procentową na poziomie 5,75%, niezmiennie już od 18 miesięcy. Decyzja ta była zgodna z oczekiwaniami rynku, dlatego też nie przyniosła żadnych istotnych zmian na polskiej walucie. Za dolara płacimy 3,8715 zł, natomiast za euro 4,1800 zł. W tle coraz bardziej wybrzmiewa jednak echo nadchodzących zmian stanowiska względem wysokości stóp. Naszym zdaniem luzowanie warunków monetarnych w Polsce może nadejść szybciej niż wynika to m.in. z komentarzy samych bankierów NBP.

Najważniejszym czynnikiem spychającym jastrzębie zakłady rynku są przede wszystkim same dane o inflacji. Dane o dynamice wzrostu cen za marzec zeszły z powrotem do 4,9% (podobnie jak było to w lutym oraz styczniu), mimo iż rynek oczekiwał odbicia CPI do 5,1%. Tak niski odczyt powoduje, że wydane przez RPP projekcje makroekonomiczne podczas posiedzenia w zeszłym miesiącu bardzo szybko się zdeaktualizowały i wraz z negatywnym zaskoczeniem w kwestii dynamiki wzrostu płac, która w lutym wyniosła rok do roku 7,9% wobec oczekiwanych 8,7% mocno niweluje skrajne obawy o gwałtowne odbicie cen w Polsce.

W walce z powszechną „drożyzną” wsparcie dostarcza nam również silny złoty, który pozostaje stosunkowo blisko najwyższych poziomów w stosunku do dolara amerykańskiego oraz euro widzianych od blisko 5 lat.

Mimo zachęcających danych makro, RPP pozostaje ostrożna. Ma to przede wszystkim związek z dużą niepewnością geopolityczną, w kwestii zmian celnych. Kluczowym czynnikiem są również majowe wybory prezydenckie, które mogą opóźnić ewentualne obniżki na czerwiec. Rynek obecnie wycenia, że stopy w 2025 roku mogą spaść o łącznie 100 punktów bazowych, do poziomu 4,75%. Na ten moment wydaje się, że o ile inflacja gwałtownie nie odbije (scenariusz mniej prawdopodobny po serii negatywnych danych makro), to argumenty stojące za dalszym utrzymywaniem stóp mogą się szybko skończyć.

Dla inwestorów jednak w tej materii kluczowe będą jutrzejsze komentarze prezesa Glapińskiego, który z dużym prawdopodobieństwem odniesie się do tego jak bardzo oraz czy w ogóle RPP zmieniła swoje prognozy inflacji. Czekamy więc na godzinę 15:00, kiedy to rozpocznie się konferencja prasowa. 

Mateusz Czyżkowski, ekspert XTB

Cła Trumpa jak domino. Giełdy pod presją, złoty w kontrze

Dziś wieczorem mamy poznać jedną z kluczowych (a pod względem gospodarczym najważniejszą) decyzji Donalda Trumpa. Według zapowiedzi prezydenta USA cła zostaną nałożone na wszystkie kraje. Niestety może to oznaczać początek globalnej wojny celnej, a te w historii prowadziły do spowolnienia lub recesji. Pod presją niepewności dziś znów znalazły się giełdy, ale rynek walutowy w dalszym ciągu broni się przed negatywnym sentymentem. Zupełnie w tle skończyło się posiedzenie RPP.

Rynek pracy w USA odbija

Środowy kalendarz makro nie zachwyca obfitością, co jeszcze zwiększa poziom skupienia uwagi na prezydencie USA. W normalnych okolicznościach wrażenie na inwestorach mógłby wywrzeć raport ADP o zatrudnieniu poza rolnictwem w Stanach, ale jego efekt zdaje się ograniczony. Z kronikarskiego obowiązku trzeba odnotować, że zatrudnienie wzrosło o 155 tys. Było to zdecydowane odbicie po lutym (84 tys.) i pokonanie prognoz (115 tys.). Silny przyrost wystąpił w sektorze produkcyjnym. Twórcy raportu wskazują jednak na dużą niepewność związaną z (niespodzianka) zapowiadaną polityką celną ze strony amerykańskiego rządu. W teorii silniejszy rynek pracy mógłby oznaczać większą powściągliwość w luzowaniu monetarnym za oceanem, co powinno wesprzeć USD. W praktyce po publikacji danych dolar się osłabił.

Historyczny moment

Piszemy o tym codziennie, ale niestety nie ma ważniejszego wydarzenia dla rynków. Czas pokaże, pod jaką nazwą ten dzień przejdzie do historii, ale wszystko wskazuje na nowe rozdanie w globalnej gospodarce. Prezydent Donald Trump zapowiedział nałożenie ceł na wszystkie kraje (częściowo zostały już wprowadzone na kilku partnerów), co przy ostrzeżeniach innych państw o taryfach odwetowych brzmi jak recepta na wojnę handlową. Niewykluczone, że analitycy będą próbowali zniuansować przekaz płynący z Białego Domu. Niestety dotychczasowe zachowanie amerykańskiej administracji pozostawia niewiele przestrzeni na nadzieję deeskalacji. Dotychczasowe historyczne doświadczenia wskazują, że wojny celne prowadzą do spowolnienia gospodarczego, a nawet recesji. Równocześnie handel międzynarodowy stanowi zdecydowanie większą część PKB niż przed kilkudziesięcioma latami, co przekłada się na wzmożone ryzyko dla rynków. Eksperci Polskiego Instytutu Ekonomicznego przedstawili swoje wyliczenia. Według nich w różnych scenariuszach wojna celna może wygenerować spadek polskiego PKB od 0,38% do 0,43%.

Rynek walutowy wciąż odporny

Awersja do ryzyka powróciła na parkiety giełdowe. Związana jest ona głównie z niepewnością wokół przyszłości globalnego handlu po rozpoczęciu wojny celnej. Jeszcze Azja wygenerowała drobne wzrosty (a nawet poważne w przypadku Indii +0,8%), ale już Europa znalazła się pod powszechną presją. Po godz. 15 spadki sięgają od -0,18% w Madrycie po -1,5% we Frankfurcie. W tych okolicznościach całkiem przyzwoicie wygląda Warszawa z WIG20 zniżkującym o 0,4%. Otwarcie na Wall Street nie napawa optymizmem przed dalszą częścią sesji. Co ciekawe, przed negatywnym sentymentem w dalszym ciągu broni się rynek walutowy. Kurs EUR/USD znowu wyszedł powyżej 1,08 $. Przekłada się to na przepływ kapitału także w kierunku Europy Środkowej, gdzie najwięcej zyskuje HUF. Co nie ujmuje w żadnym wypadku złotemu, który także sukcesywnie poprawia swoją pozycję. Chociaż jest to raczej zasługa czynników zewnętrznych, to trzeba wspomnieć, że zgodnie z oczekiwaniami Rada Polityki Pieniężnej utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie (referencyjna to 5,75%). Kurs EUR/PLN zbliża się do 4,17 zł, kurs USD/PLN zszedł poniżej 3,86 zł, kurs CHF/PLN wynosi 4,37 zł, a kurs GBP/PLN balansuje na poziomie 4,99 zł.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Stopy procentowe bez zmian, ale scenariusz obniżek coraz bliżej. Rynek wycenia cięcia o 100 pb

Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała się utrzymać stopy procentowe NBP na niezmienionym poziomie. Decyzja RPP jest zgodna z oczekiwaniami rynku. W ostatnich tygodniach pojawiło się kilka czynników mocno wspierających gołębią część Rady. Zarówno odczyty inflacji konsumenckiej jak i dynamiki wynagrodzeń okazały się zaskoczyć pozytywnie i być niższe od oczekiwań rynkowych.

Po ostatnich wypowiedziach członków Rady widać, że dyskusja o obniżce stóp procentowych się przybliża. Kontrakty na stopę procentową wyceniają obniżki stóp procentowych w tym roku, łącznie o 100 punktów bazowych. Również WIBOR zaczął powoli wyceniać obniżki stóp procentowych.

Patrząc na dotychczasową komunikację prezesa NBP z uwagą należy przyglądać się skali deficytu sektora finansów publicznych oraz decyzji o podtrzymaniu mrożenia cen energii po III kw. bieżącego roku – to właśnie decyzja o mrożeniu cen energii generuje dzisiaj dużą niepewność w kształtowaniu się procesów inflacyjnych w nadchodzącym 2026 roku. Szczegóły decyzji poznamy jutro na konferencji prasowej.

Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Ewelina Rozpara nową Dyrektor Marketingu Business Centre Club

Business Centre Club poinformowało, że Ewelina Rozpara objęła stanowisko Dyrektor Marketingu BCC. Jej dołączenie do organizacji jest konsekwencją dynamicznego rozwoju i strategicznych działań w obszarze marketingu oraz komunikacji.

– Ponad dwudziestoletnie doświadczenie pani Eweliny Rozpary w zarządzaniu marketingiem i budowaniu silnych marek postrzegam jako gwarancję skutecznej realizacji naszych celów i dalszego rozwoju organizacji – powiedział dr Jacek Goliszewski, prezes Business Centre Club.

Nowa Dyrektor Marketingu zastąpiła na tym stanowisku panią Renatę Stefanowską.

Wnosi ona do BCC bogate doświadczenie biznesowe oraz nowoczesne podejście do komunikacji marketingowej, z którą związana jest od 2004 roku. W 2019 roku została wyróżniona w konkursie Dyrektor Marketingu Roku.

– Zarządzanie działem marketingu największej organizacji pracodawców w Polsce to            dla mnie nowe, ekscytujące wyzwanie. Z dużą satysfakcją obejmuję tę funkcję, mając świadomość realnego wpływu na dalszy rozwój BCC i umacnianie jego pozycji – podkreśla Ewelina Rozpara.

Ewelina Rozpara to ekspertka w zakresie strategii marketingowej, skuteczna menedżerka i inicjatorka licznych projektów krajowych oraz międzynarodowych. Jest liderką transformacji, zarządzającą zespołami i budżetami na poziomie 8 mln zł. Specjalizuje się również w obszarze społecznej odpowiedzialności biznesu oraz komunikacji kryzysowej. Tworzy zespoły, które osiągają najwyższe wyniki, realizują ambitne cele i pracują w atmosferze wzajemnego szacunku.

Jest absolwentką Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, Komunikacji w Szkole Głównej Handlowej, London School of PR oraz Executive MBA na Rotterdam School of Management.

Prywatnie pasjonuje się sztuką i literaturą, a wolny czas najchętniej spędza na polu golfowym lub odkrywając nowe smaki kuchni międzynarodowej. Podróże, zarówno zawodowe, jak i prywatne, traktuje jako okazję do poznawania kultur i czerpania inspiracji do dalszego działania.

Metale szlachetne na fali, ropa stabilnie, miedź pod presją ceł. Prognozy Saxo na II kwartał 2025 r.

  • Złoto może osiągnąć poziom 3 300 USD, a srebro 44 USD, ze względu na zakupy ich przez banki centralne oraz niepewność gospodarczą i geopolityczną.
  • Cła oraz transformacja energetyczna to dwa kluczowe czynniki, które wpływają na popyt na miedź zarówno krótko, jak i długoterminowo.
  • Cena ropy Brent pozostanie w przedziale 65-85 USD, przy czym zarówno popyt, jak i podaż będą musiały sprostać wyzwaniom.
  • Amerykański gaz ziemny skorzysta na rosnącym krajowym popycie oraz silnym zapotrzebowaniu na eksport LNG.

Megatrendy napędzające długoterminowe zyski

Sektor surowców, pomimo licznych obaw dotyczących popytu, odnotował mocny początek roku, a jeden z wiodących indeksów towarowych osiągnął najwyższy poziom od dwóch lat, co potencjalnie sygnalizuje wybicie z horyzontalnego zakresu, który pojawił się po wzroście w latach 2020–2022 i następującej po nim korekcie. Ogólnie rzecz biorąc, indeks Bloomberg Commodity Total Return (BCOMTR) wzrósł o 8,3% w tym roku, już przewyższając wzrost 5,4% odnotowany w ubiegłym roku. Wszystkie sektory, z wyjątkiem zbóż, odnotowały wzrosty, a – podobnie jak w ubiegłym roku – na czele znalazły się metale szlachetne i towary miękkie. Indeks BCOMTR, który jest  śledzony przez liczne fundusze ETF, handluje koszykiem 24 głównych kontraktów terminowych na towary, podzielonym niemal równomiernie między sektor energetyczny, metale i rolnictwo.

W prognozach na 1-wszy kwartał, zwróciliśmy uwagę na ryzyko, że 2025 może stać się rokiem, w którym wiele wydarzeń i niepewności stworzy wymagające środowisko dla handlu i inwestycji. To jest to, co widzieliśmy do tej pory, przy czym rynki akcji na całym świecie, szczególnie w USA, doświadczają spadków w związku z obawami o perspektywy wzrostu i inflację spowodowaną polityką i działaniami Prezydenta Trumpa, nie mówiąc już o wykorzystywaniu ceł jako narzędzia do zmuszania firm do przenoszenia produkcji z powrotem do USA.

Ponadto, rozpad relacji między państwami, które ustalały międzynarodowy porządek przez ostatnie 80 lat, również spowodował dużą niepewność. Jednakże, pomimo krótkoterminowych ryzyk dla wzrostu,
a w konsekwencji popytu na surowce, uważamy, że wiele z tych wydarzeń będzie długoterminowo wspierać niektóre z mega-trendów sprzyjających surowcom w nadchodzących latach.

 

Sector Performance (*) 2025** 2024 2023 2022 2021 2020
Energy (30.0%) 8,1% 1.2% -21.6% 36.2% 52.1% -42.7%
Industrial metals (15.1%) 11,7% 3.5% -9.1% -2.4% 30.3% 16.3%
Precious Metals (18.8%) 15,6% 25.3% 9.6% 0.1% -6.1% 25.6%
Grains (23.2%) -0,1% -3.9% -4.4% 15.5% 26.7% 16.5%
Softs (7.6%) 14,3% 32.5% 18.5% -3.5% 44.0% 2.9%
Livestock (5.3%) 4,8% 20.2% -1.9% 7.4% 8.6% -23.4%
BCOM Total Return Index 8,3% 5.4% -7.9% 16.1% 27.1% -3.1%
Source: Bloomberg & Saxo     * BCOM 2025 Sector Weights   ** as of 20 March  

Według Ole Hansena, Dyrektora ds. strategii surowców w Saxo długoterminowy trend dla kluczowych surowców pozostaje wzrostowy, i jest napędzany przez kilka głównych czynników, takich jak:

  • Deglobalizacja – rywalizacja USA-Chiny przekształca łańcuchy dostaw, zwiększając priorytet bezpieczeństwa kosztem efektywności kosztowej, co podnosi popyt na kluczowe surowce.
  • Sektor obronny – rosnące napięcia geopolityczne stymulują rekordowe wydatki militarne i gromadzenie strategicznych surowców.
  • Dekarbonizacja i zapotrzebowanie na energię – inwestycje w odnawialne źródła energii, pojazdy elektryczne (EV), sztuczną inteligencję (AI) oraz centra danych zwiększają popyt na metale i energię.
  • De-dolaryzacja – odchodzenie od dominacji dolara amerykańskiego wspiera zakupy złota jako zabezpieczenia finansowego.
  • Ryzyko zadłużenia i polityki fiskalnej – wysoki poziom globalnego zadłużenia i deficytów zwiększa popyt na twarde aktywa, takie jak złoto i srebro.
  • Demografia i urbanizacja – starzejące się społeczeństwa Zachodu oraz wzrost gospodarek wschodzących intensyfikują zapotrzebowanie na surowce.
  • Zmiany klimatyczne – rosnące potrzeby energetyczne związane z chłodzeniem, bezpieczeństwo żywnościowe oraz protekcjonizm wpływają na popyt na kluczowe zasoby.

Ropa naftowa: mieć i zjeść ciastko

Nasza prognoza na 2025 rok, zakładająca, że cena ropy Brent będzie oscylować w zakresie
65-85 USD za baryłkę, pozostaje niezmieniona. Według Ole Hansena, po ożywieniu w styczniu ceny na krótko przekroczyły poziom 80 USD za baryłkę, osiągając czteroletnie minimum blisko 68 USD, a następnie stabilizując się. Ceny zostały obniżone przez obawy, że agresywna polityka handlowa Trumpa może wywołać globalną wojnę handlową, negatywnie wpływając na globalny wzrost i popyt. Dodatkowo, inwestorów wystraszył plan OPEC+, aby od kwietnia stopniowo zwiększać produkcję. Mimo że miesięczne wzrosty są stosunkowo niewielkie, istnieje realne zagrożenie, że produkcja z Iranu i Wenezueli może ucierpieć w wyniku zaostrzenia sankcji przez USA.

W ciągu ostatnich czterech lat produkcja Iranu i Wenezueli wzrosła o 1,6 miliona baryłek dziennie, zwiększając ich udział w całkowitej produkcji OPEC z 10,6% do 15,7%. W tym samym okresie trzej członkowie OPEC z Bliskiego Wschodu (GCC), na czele z Arabią Saudyjską, dobrowolnie zmniejszyli produkcję o 1,6 miliona baryłek dziennie. W nadchodzących miesiącach nie przewidujemy większych zmian w ogólnej produkcji OPEC, lecz raczej rotację udziałów rynkowych.

Polityka Trumpa, polegająca na intensyfikacji krajowego wydobycia ropy i gazu w celu osiągnięcia ceny ropy na poziomie 50 USD, aby obniżyć inflację, również spotkała się z negatywnym odbiorem. Jednakże, osiągnięcie niższych cen znacznie poniżej obecnych poziomów zaszkodziłoby producentom o wysokich kosztach, głównie w USA, spowalniając i odwracając produkcję na długo przed tym, zanim ceny zbliżą się do 50 USD za baryłkę. Innymi słowy, niższa cena ropy i rosnąca produkcja w USA nie mogą być osiągnięte jednocześnie; stąd nasz pogląd, że Brent w kierunku 65 USD i WTI w kierunku 60 USD oferują dobrą wartość.

Ceny amerykańskiego gazu ziemnego w ostatnich miesiącach mocno wzrosły, wspierane przez silny popyt zimowy i rosnący eksport LNG. Choć wzrost ten mógł być nieco przedwczesny, Ole Hansen uważa, że kierunek jest właściwy i że w nadchodzących latach będziemy zmierzać w kierunku wyższego przedziału cenowego niż średnia 3 USD za MMBtu obserwowana w ciągu ostatniej dekady. Głównym powodem jest oczekiwany szybki wzrost zużycia energii i rekordowy eksport LNG w okresie, w którym producenci mogą mieć trudności, aby nadążyć z dostarczeniem wystarczającej ilości surowca.

Cła i transformacja energetyczna: dwa kluczowe czynniki wpływające na popyt na miedź

W naszej prognozie na I kwartał podtrzymaliśmy wcześniejszą długo utrzymywaną optymistyczną prognozę dla metali przejściowych, takich jak aluminium, a zwłaszcza miedź. Jednocześnie stwierdziliśmy, że inwestorzy w krótkim okresie muszą uzbroić się w cierpliwość, podczas gdy oceniany jest wpływ ceł i środków zaradczych Trumpa na wielkość popytu. Jednak ryzyko nałożenia 25% cła na import miedzi do USA spowodowało, że ceny w Nowym Jorku przekroczyły nasz cel na pierwszy kwartał na poziomie 4,7 USD, ponieważ inwestorzy próbowali uwzględnić w wycenach ostateczny poziom ceł.

W chwili tworzenia tego artykułu, kontrakty terminowe na miedź HG, notowane w Nowym Jorku, wyceniane są z 12% premią w stosunku do globalnej ceny referencyjnej w Londynie. Mogą wzrosnąć do 25%, jeśli cła zostaną ostatecznie wprowadzone w wyniku trwającego dochodzenia, lub gwałtownie spaść, jeśli żadne cła nie zostaną wprowadzone. Jednak biorąc pod uwagę, że zakończenie takiego dochodzenia może zająć trochę czasu, obserwujemy kilka czynników wspierających ceny w krótkim terminie, zanim pojawi się bardziej długoterminowe wsparcie strukturalne napędzane transformacją energetyczną – jednym z kluczowych megatrendów sprzyjających rynkowi surowców.

comex

Choć ostatni wzrost cen nie wynika z popytu konsumenckiego, lecz z dużego przesunięcia zapasów do USA, to i tak może przyczynić się do wcześniejszego zaostrzenia globalnego rynku. Znaczna część widocznych zapasów miedzi jest zagrożona tym, że pozostanie w USA – kraju, który odpowiada za mniej niż 10% globalnej konsumpcji miedzi. Jednakże, biorąc pod uwagę, że kontrakty terminowe na miedź HG wzrosły już o 25% od początku roku, a ceny w Londynie spadły o około 13%, Ole Hansen dostrzega większe ryzyko wzrostu cen w Londynie. Ogólnie rzecz biorąc, te wydarzenia sprawiają, że bardzo trudno jest przewidzieć krótkoterminowy cel cenowy, ponieważ ostatecznie będzie to zależało od poziomu ceł, na jakie, i jeśli w ogóle, zdecyduje się rząd USA.

Po wielu latach stabilności geopolitycznej i handlowej rynki zmagają się z podwyższoną zmiennością wynikającą m.in. z polityki handlowej USA i gróźb eskalacji wojen handlowych przez inne kraje. Powoduje to, że rynki są bardziej reaktywne i niestabilne, a inwestorzy chcą zabezpieczyć portfele przed możliwymi turbulencjami. Prognozy Saxo na II kwartał 2025 roku mówią o utrzymaniu wysokiej zmienności. Dlatego aby poradzić sobie w obecnych warunkach, inwestorzy muszą dokonać przemyślanej dywersyfikacji. Szeroka dywersyfikacja w różnych sektorach, regionach i klasach aktywów znacznie zmniejsza ryzyko, wygładza zwroty i pomaga portfelom inwestycyjnym wytrzymać wstrząsy rynkowe – mówi Marcin Ciechoński, odpowiedzialny za rozwój Saxo Banku w Polsce.

Złoto może zmierzać w kierunku 3 300 USD, a srebro zyskuje na podwójnym impulsie wzrostowym

Podnosimy naszą prognozę szczytowej ceny złota w 2025 roku do 3 300 USD za uncję, podczas gdy srebro, przy stosunkowo skromnym spadku relacji złoto-srebro do 75, może osiągnąć 44 USD za uncję w tym samym przedziale czasowym. Wzrost cen srebra nie tylko wspierany jest przez siłę metali przejściowych, do których należy również srebro. Wzrost wartości złota, który rozpoczął się w 2022 roku i nabrał tempa w ubiegłym roku, jest nadal napędzany przez coraz bardziej niepewny krajobraz geopolityczny, w którym globalne napięcia i zmiany gospodarcze skłaniają inwestorów do poszukiwania bezpieczniejszych aktywów. Trend ten nie wykazuje oznak osłabienia w najbliższym czasie.

Połączenie agresywnych zakupów złota przez banki centralne w celu dywersyfikacji od USD i aktywów opartych na USD, takich jak obligacje, oraz obawy o rosnące globalne zadłużenie, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, skłaniają inwestorów do zabezpieczania się przed niestabilnością gospodarczą, zwracając się ku metalom szlachetnym. Ta tendencja utrzyma się w nadchodzących miesiącach. Dodatkowo zawirowania wywołane cłami mogą stworzyć warunki sprzyjające określonym ruchom cenowym, które spowolnią wzrost gospodarczy, podczas gdy inflacja może ponownie przyspieszyć.

Mercator Medical poprawia wyniki. Wzrost przychodów i powrót do rentowności operacyjnej

Grupa Mercator Medical konsekwentnie pracuje nad poprawą sprzedaży swoich produktów. W czwartym kwartale szacunkowe przychody Grupy wyniosły 149,2 mln zł, co stanowi wzrost o prawie 28 proc. r/r. Wynik na poziomie EBITDA wyniósł szacunkowo 57,1 mln zł wobec straty 20,8 mln zł w czwartym kwartale 2023 r. Z kolei zysk netto Grupy szacowany jest na poziomie 66,8 mln zł, wobec 6,7 mln zł rok wcześniej. Szacunkowa EBITDA, po odjęciu korekty odpisu wartości spółki produkcyjnej w Tajlandii o 57 mln zł, wyniosła ok. 0,1mln zł.

Grupa Mercator zadecydowała o częściowym odwróceniu odpisów wartości majątku w bilansie ze względu na polepszenie sytuacji na ryku rękawic jednorazowych. Wpływ na to miały wyższe ceny sprzedaży, realizacja założeń strategii rozwoju sprzedaży produktów specjalnych, poprawa efektywności produkcji w zakładach oraz oczekiwane oszczędności z uruchomienia elektrociepłowni w połowie 2026 r. Korekta ww. odpisów wyniosła 57 mln zł. Po odliczeniu tej kwoty Grupa Mercator Medical nadal odnotowuje pozytywny szacunkowy zysk EBITDA na poziomie ok. 0,1 mln zł oraz zysk netto 9,8 mln zł.

– W czwartym kwartale kontynuowaliśmy działania ukierunkowane na poprawę efektywności operacyjnej w całej Grupie, zarówno w obszarze produkcji, jak i dystrybucji. Mimo że otoczenie rynkowe pozostaje wymagające – zwłaszcza w kontekście presji kosztowej – obserwujemy efekty wdrożonych procesów optymalizacyjnych. – komentuje Monika Żyznowska, Prezes Zarządu Mercator Medical S.A.

– W czwartym kwartale 2024 r. Mercator zwiększył przychody, a na poziomie EBITDA (po odjęciu korekty odpisów majątku spółki produkcyjnej w Tajlandii) szacuję, iż osiągnęliśmy break even. Należy także zaznaczyć, że w wyniku Grupy alokowane są na razie koszty związane z działalnością deweloperską, podczas gdy przychody pojawiać się będą na późniejszych etapach. – mówi Mariusz Popek, Członek Zarządu Mercator Medical S.A.

– W czwartym kwartale poczyniliśmy znaczące inwestycje w segment deweloperski, realizując wcześniejsze założenia. Zakup kamienic w centrum Krakowa to tylko jeden z elementów naszej strategii dywersyfikacji działalności. Od początku roku zespół Mercator Estates sukcesywnie się powiększa, co świadczy o rosnącym zaangażowaniu w rozwój tego biznesu. Utrzymujemy solidny zapas gotówki, który daje nam komfort przy podejmowaniu kolejnych decyzji inwestycyjnych. – dodaje Monika Żyznowska.

W październiku 2024 roku spółka z Grupy Mercator Medical kupiła za 11 mln euro netto dwie zabytkowe kamienice przy ul. Westerplatte i Lubicz w centrum Krakowa. To pierwsza inwestycja Mercator Estates w segmencie nieruchomości premium. Obecnie spółka, we współpracy z biurem architektonicznym, dopracowuje szczegóły koncepcji projektowej i już niebawem zaprezentuje wizję rewitalizacji. W ciągu kilkunastu miesięcy planowane jest uzyskanie pozwolenia na budowę i rozpoczęcie prac. W styczniu 2025 roku na stanowisko prezesa zarządu Mercator Estates powołany został Maciej Wójcik – doświadczony menedżer, który przez wiele lat kierował TDJ Estate, realizując prestiżowe inwestycje mieszkaniowe, biurowe i handlowe w Polsce. Jednocześnie Maciej Knych, dotychczasowy członek rady nadzorczej Mercator Medical, objął nowe obowiązki operacyjne, zwiększając swoje zaangażowanie w działalność Mercator Estates.

Finalne wyniki finansowe wraz z szerszymi objaśnieniami i zestawieniami znajdą się w raporcie rocznym za 2024 r., którego publikacja zaplanowana jest na 29 kwietnia br.

Nowe badanie: galerie handlowe wciąż ważne, mimo spadku liczby klientów

Według najnowszego badania opinii publicznej, większość społeczeństwa uważa, że w Polsce wciąż nie ma dość galerii i centrów handlowych. Tak deklaruje 46,1% pytanych Polaków. Natomiast 36,4% rodaków twierdzi, że w obecnej sytuacji (w tym gospodarczej, społecznej i rynkowej) jest już przesyt tego typu obiektów. Niezdecydowanych pozostaje 17,5% respondentów. Autorzy badania wyjaśniają, że tak mocny podział opinii przede wszystkim wynika z różnych potrzeb konsumenckich. Jednocześnie badanie pokazuje, że wyżej wymienione obiekty wciąż są bardzo ważnym elementem rynku retail w Polsce.

Jak wynika z najnowszego badania UCE RESEARCH i Hybrid Europe, 36,4% osób uważa, że w obecnej sytuacji (w tym gospodarczej, społecznej i rynkowej) w Polsce jest za dużo galerii i centrów handlowych. Z kolei 46,1% Polaków jest przeciwnego zdania.

– Widać, że opinie na temat liczby centrów handlowych w Polsce są mocno podzielone. Powodem są oczywiście różne potrzeby konsumenckie. Perspektywa ankietowanych najprawdopodobniej koncentruje się na ich najbliższym otoczeniu. Choć przeważają głosy wskazujące na fakt, że nie mamy do czynienia z nadmiarem, to jednak znaczny odsetek ankietowanych wskazuje na zbytnie zagęszczenie centrów handlowych. Wskazywałoby to na problem natury strukturalnej – komentuje Adam Iwiński, współautor badania i CEO Hybrid Europe.

Jak przypominają eksperci z UCE RESEARCH, analizy pokazują, że w galeriach i centrach handlowych, w porównaniu do roku ubiegłego lekko maleje ruch i spada liczba klientów. – Jednak nasze badanie może wskazywać na to, że mimo wszystko obecność centrów handlowych jest wciąż postrzegana jako istotna. To może oznaczać, że nadal pełnią ważną rolę w codziennym życiu konsumentów, choć zmienia się sposób ich użytkowania – stwierdza Adam Iwiński.

CEO Hybrid Europe tłumaczy również, że spadek ruchu i liczby klientów może być efektem rosnącej popularności e-commerce, zmian nawyków zakupowych czy większej dostępności różnorodnych miejsc zakupów. – Fakt, że większość respondentów nie zgadza się ze stwierdzeniem, że mamy do czynienia z nadmiarem galerii, sugeruje, iż przyszłość tych obiektów zależy od ich zdolności do ewolucji i dostosowania do zmieniających się preferencji klientów – dodaje współautor badania.

Z badania UCE RESEARCH i Hybrid Europe wynika też, że 17,5% Polaków nie potrafi zająć stanowiska w powyższej kwestii. – Osoby, które odwiedzają centra handlowe rzadziej, mogą nie mieć jednoznacznego zdania na temat ich liczby, ponieważ nie są w pełni świadome aktualnego stanu rynku ani nie czują się w pełni zaangażowane w przedmiot badania. Często preferują one inne formy zakupów, np. online. Ewentualnie korzystają z tego typu obiektów w dość ograniczonym zakresie, tylko w celu rozrywki i spotkań towarzyskich – wyjaśnia Iwiński.

Według eksperta z Hybrid Europe, konsumenci, którzy odwiedzają galerie i centra handlowe rzadko, nie czują się w pełni zaangażowani. Nie identyfikują roli tych obiektów jako istotnej w ich życiu konsumenckim. – Wraz ze wzrostem częstotliwości odwiedzania takich miejsc, respondenci nabierają większej pewności co do oceny funkcji galerii i centrów handlowych w ich życiu. Ostateczna decyzja będzie zależała od dalszego rozwoju rynku oraz kierunku zmian preferencji zakupowych respondentów – przewiduje Adam Iwiński.

Do tego eksperci z UCE RESEARCH twierdzą, że – w ich ocenie – badanie wyraźnie pokazuje wciąż mocną pozycję galerii i centrów handlowych w Polsce. Widać też, że jest tam jeszcze jakaś mniejsza bądź większa, ale mimo wszystko przestrzeń na nowe tego typu inwestycje. Tylko muszą być one dobrze przemyślane, aby idealnie trafić w gust i potrzeby konsumentów.

Opis metody analitycznej/badawczej

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 22-24.03.2025 roku metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i Hybrid Europe na próbie 1008 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.

Maciej Nowosielski w Radzie Nadzorczej PayPro – silniejsza współpraca PeP i Przelewy24 w Grupie Nexi

Maciej Nowosielski, Prezes Zarządu Polskie ePłatności (PeP), objął funkcję członka Rady Nadzorczej PayPro S.A., właściciela marki Przelewy24 – największego operatora płatności online w Polsce. To kolejny krok wzmacniający współpracę między kluczowymi podmiotami Grupy Nexi w Polsce, do której należą zarówno Polskie ePłatności, jak i Przelewy24.

Maciej Nowosielski to doświadczony lider z ponad 25-letnim stażem w zarządzaniu na poziomie strategicznym i operacyjnym. Z PeP związany jest od maja 2017 roku, gdzie początkowo pełnił funkcję Dyrektora Handlowego, a od stycznia 2020 roku Wiceprezesa Zarządu. Od 28 lutego 2022 roku sprawuje urząd Prezesa Zarządu Polskich ePłatności oraz spółek zależnych. Pod jego kierownictwem Polskie ePłatności stały się jednym z liderów rynku płatności bezgotówkowych w Polsce, dynamicznie rozwijając ofertę i zwiększając bazę terminali płatniczych do ponad 270 tysięcy urządzeń.

Przelewy24, będące częścią PayPro S.A., to największy operator płatności online w Polsce, oferujący nowoczesne rozwiązania dla sektora e-commerce. Serwis wspiera różnorodne metody płatności, takie jak szybkie przelewy, BLIK, karty płatnicze czy płatności mobilne, obsługując codziennie miliony transakcji. W ramach Grupy Nexi w Polsce, Przelewy24 i Polskie ePłatności wspólnie tworzą kompleksową ofertę usług płatniczych, wspierając zarówno biznesy online, jak i tradycyjnych przedsiębiorców.

Wejście do Rady Nadzorczej PayPro to dla mnie zaszczyt i jednocześnie możliwość jeszcze bliższej współpracy z zespołem Przelewy24. Wspólnie, jako część Grupy Nexi, dążymy do dalszego rozwoju innowacyjnych rozwiązań płatniczych, które ułatwiają życie przedsiębiorcom i konsumentom w Polsce. – powiedział Maciej Nowosielski, Prezes Zarządu PeP.

Nominacja Macieja Nowosielskiego do Rady Nadzorczej PayPro podkreśla strategiczne znaczenie synergii między Polskimi ePłatnościami a Przelewy24 w ramach Grupy Nexi, wzmacniając pozycję obu marek na polskim rynku fintech.

IMS aktualizuje politykę dywidendową

Zaktualizowana polityka dywidendowa (GPW: IMS) zakłada rozszerzenie spektrum narzędzi bezpośredniego transferu środków do akcjonariuszy przy zachowaniu dotychczasowego łącznego poziomu wypłat na poziomie przynajmniej 75% skonsolidowanego zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej.

– IMS jest w wąskim gronie spółek z GPW, które rok w rok od kilkunastu lat wypłacały dywidendy. I zamierzamy pozostać w tym gronie. W grudniu do naszych akcjonariuszy trafiła zaliczka za rok 2024, w którym zanotowaliśmy najwyższe zyski w naszej historii, a w naszym zasięgu jest realizacja ambitnych celów w kolejnych latach. Tymczasem akcje IMS postrzegamy jako istotnie niedowartościowane, dlatego też rozważamy zaproponowanie Walnemu Zgromadzeniu uruchomienia skupów akcji własnych – komentuje Piotr Bielawski, Wiceprezes Zarządu IMS S.A.

Intencją Grupy IMS jest (1) rokroczna wypłata dywidend w sposób jednorazowy lub w odstępach półrocznych (zaliczka na dywidendę) oraz (2) prowadzenie skupu lub skupów akcji własnych, w tym w formie zaproszenia do składania ofert sprzedaży akcji Emitenta (skup o charakterze dywidendowym po cenie istotnie wyższej niż aktualny kurs giełdowy) i/lub zakupów akcji własnych po cenie rynkowej podczas sesji giełdowych.

6 grudnia 2024 roku do akcjonariuszy IMS trafiło 5,6 mln zł zaliczki na poczet dywidendy za rok 2024 (0,16 zł na akcję), a za poprzednie lata (2012-2023) wypłacone dywidendy miały wartość 56,8 mln zł (1,74 zł na akcję). Łącznie oznacza to 1,9 zł na akcję, czyli około 50% obecnej wyceny całej Grupy IMS na GPW (biznes typu value – marketing sensoryczny oraz biznes typu growth – projekt Closer Music).

Grupa IMS opublikowała już wstępne, szacunkowe dane finansowe za rok 2024, które wskazują na rekordowe zyski roczne i pierwszy raz w historii 8-cyfrowy zysk netto (RB 2/2025). Widać również wyraźny wzrost rentowności dzięki zwiększeniu bazy abonamentowej w segmencie premium oraz konsekwentnej dyscyplinie kosztowej. Skonsolidowany zysk operacyjny z wyłączeniem startupowego projektu Closer Music wzrósł szacunkowo o 42% wobec rezultatu roku 2023, do 16,5 mln zł, a analogiczny zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej był szacunkowo wyższy aż o 64% rok do roku (12,3 mln zł). Wyraźnie wzrosły też poziomy rentowności, dzięki czemu marża EBITDA zbliżyła się do 34% (+6 pkt. proc.), a marża netto przekroczyła 19% (+7 pkt. proc.). Finalne rezultaty finansowe Grupy IMS za rok 2024 znajdą się w raporcie okresowym, którego publikacja zaplanowana jest na 16 kwietnia br.