Rekordowe ceny mieszkań w miastach – Kraków i Warszawa z ponad 70% wzrostem od 2020 r.

Po okresach dynamicznych wzrostów średnich cen na rynku nieruchomości, przyszedł czas na ich stabilizację, a nawet pierwsze spadki. Jednak od 2020 r. ceny za mkw. w największych miastach wzrosły nawet o ponad 70% jak w przypadku Krakowa, a w najdroższych polskich dzielnicach jak warszawska Wola kupującym przyjdzie zapłacić nawet 15 tys. zł/mkw. więcej za nowy lokal niż w 2020 r. Sprawdzamy, jak zmieniły się ceny w 7 największych miastach i które dzielnice są obecnie najdroższe.

Kraków liderem wzrostów cen

Wśród siedmiu największych polskich miast prym pod względem wzrostu cen wiedzie Kraków. Od 2020 roku średnia stawka za mkw. mieszkania z rynku deweloperskiego wzrosła w stolicy Małopolski aż o ponad 70 8 i dziś poszukujący tu własnego M muszą liczyć się z wydatkiem rzędu ok. 16, 4 tys./za mkw. Nieco taniej, choć o 67% drożej niż pięć lat temu, jest na rynku wtórnym, gdzie średnia cena mkw. sięga blisko 15, 9 tys. zł.

O 70% od 2020 r. podrożały nowe lokale w Warszawie i we Wrocławiu. Stolica Polski niezmiennie pozostaje najdroższym miastem z cenami przekraczającymi 17 tys. zł/mkw. Z kolei nabywcy na wrocławskim rynku deweloperskim muszą wydać ok. 14,2 tys. zł/mkw. W obu miastach wzrosty średnich stawek za mkw. mieszkań z drugiej ręki doganiają deweloperskie i w ciągu ostatnich 5 lat osiągnęły ok. 60%. Natomiast najmniejszy skok cenowy od 2020 r. widoczny jest w Trójmieście, gdzie zmiana cen lokali z rynku deweloperskiego i wtórnego wyniosła „zaledwie” ok. 50%.

– W Trójmieście obserwujemy dość wyjątkową sytuację. Ze względu na ograniczoną dostępność gruntów pod zabudowę w nadmorskich lokalizacjach, nowe inwestycje pojawiają się rzadko i najczęściej realizowane są jako projekty premium. Tego typu nieruchomości drożeją wolniej i często utrzymują stabilne ceny mimo rynkowych zawirowań – podkreśla Milena Chełchowska, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.

W Katowicach, Łodzi i Poznaniu podwyżki cen za mkw. nowych mieszkań oscylowały wokół ok. 60%, a tych z drugiej ręki wokół ok. 50%.

Nawet 27 tys. zł/mkw.

Pod względem dynamiki cen w najdroższym polskim mieście, czyli Warszawie, przoduje Wola. W tej dzielnicy w latach 2019 – 2024 z roku na roku cena za mkw. rosła średnio o 18%, a cena całkowita mieszkań o 20%. Planujący tam zakup z rynku pierwotnego muszą obecnie przygotować się na wydatek nawet 27 tys. zł/mkw., czyli nawet o 1 tys. zł/mkw. wyższy niż na Śródmieściu. Za to poszukujący lokali z drugiej ręki na warszawskiej Woli zapłacą ok. 21,5 tys. zł/mkw.

Wśród krakowskich dzielnic najdroższe są Stare Miasto, Grzegórzki i Krowodrza, gdzie po ostatnich latach wzrostów cen wahają się one na rynku deweloperskim od 20 do nawet 23 tys. zł/mkw. Z porównywalnym wydatkiem muszą się liczyć także poszukujący własnego M z drugiej ręki w tych częściach miasta oraz na Pogórzu.

Z wrześniowego badania Otodom wynika, że 25% osób poszukujących mieszkania w Krakowie chciałoby zmieścić się w budżecie do 500 tys. zł. Tymczasem statystyki sprzedaży pokazują, że aż 20% transakcji dotyczyło lokali w cenie przekraczającej 1,1 mln zł. To wyraźnie pokazuje, jak duża jest rozbieżność między możliwościami a rzeczywistymi kosztami zakupu. Co więcej, również na rynku wtórnym trudno dziś o niższe ceny – poziomy ofertowe są zbliżone do tych z rynku pierwotnego – zaznacza Katarzyna Kuniewicz, dyrektor badań rynku Otodom.

W trzeciej pod względem cen lokalizacji na mapie Polski – w Trójmieście, najdroższymi dzielnicami okazują się być Gdańskie Jelitkowo i Orłowo, gdzie średni koszt mkw. nowego lokalu sięga nawet 23-25 tys. zł.

Mieszkania w najdroższych dzielnicach łączą kilka kluczowych cech: doskonałą lokalizację, ograniczoną podaż nowych inwestycji, wysoki standard i silną markę miejsca. To często dzielnice dobrze skomunikowane, z dostępem do zieleni, szkół, usług i kultury, w których popyt jest stały, niezależnie od sytuacji na rynku. Zarówno indywidualni kupujący, jak i inwestorzy, traktują takie nieruchomości jako bezpieczną lokatę kapitału. Nawet jeśli są droższe na starcie, oferują większą stabilność cen w dłuższej perspektywie. A to oznacza, że w takich dzielnicach nie możemy się spodziewać wyraźnych spadków cen – podsumowuje Milena Chełchowska.

Polski Kongres Klimatyczny 2025: Zielona transformacja w centrum debaty publicznej

W dniach 25-26 marca 2025 roku odbył się Polski Kongres Klimatyczny. Organizowane przez Europejską Fundację Inwestycji Zrównoważonych wydarzenie zgromadziło kluczowych interesariuszy – przedstawicieli rządów, biznesu, samorządów, nauki i organizacji pozarządowych – aby wspólnie omówić najważniejsze wyzwania i szanse związane z dekarbonizacją gospodarki oraz rozwojem zrównoważonych inwestycji.

Patronat i znaczenie kongresu

Patronat honorowy nad kongresem objęły Ministerstwo Przemysłu, Ministerstwo Klimatu i Środowiska, Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej oraz Ministerstwo Rozwoju i Technologii. Wydarzenie odbyło się również pod patronatem trwającej polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej.

Kongres otworzył Przewodniczący Rady Programowej Polskiego Kongresu Klimatycznego, Pan Senator Adam Szejnfeld, a przemowy inauguracyjne wygłosili: Pani Minister Marzena Czarnecka, Ministra Przemysłu oraz Pan Michał Baranowski, Sekretarz Stanu, Wiceminister Rozwoju i Technologii.

Senator Adam Szejnfeld, Przewodniczący Rady Programowej  Polskiego Kongresu Klimatycznego podsumował wydarzenie podkreślając jego najważniejszy wniosek: „Partnerstwo i współpraca w procesie zielonej transformacji, to myśl przewodnia Polskiego Kongresu Klimatycznego, który po raz kolejny potwierdził swoją rolę, jako kluczowej platformy dialogu i wymiany wiedzy pomiędzy przedstawicielami świata nauki, biznesu, administracji publicznej i organizacji pozarządowych. Skala wyzwań jakie wiążą się z odpowiedzialnością za przyszłość następnych pokoleń wymaga systemowych i kompleksowych działań opartych na wiedzy i doświadczeniu.

Dziękuję wszystkim prelegentom za ich analizy, opinie oraz merytoryczne wystąpienia, które wzbogaciły dyskusję oraz wskazały wszystkim interesariuszom kierunki koniecznych działań. Wyrazy uznania kieruję do uczestników Kongresu za ich zaangażowanie, obecność i aktywny udział w debatach. Szczególne podziękowania należą się partnerom wydarzenia za wsparcie i współtworzenie przestrzeni do konstruktywnego dialogu.

Wierzę, że efekty tegorocznego Kongresu staną się impulsem do dalszej współpracy oraz konkretnych działań na rzecz zrównoważonej i odpowiedzialnej przyszłości – w wymiarze lokalnym, krajowym i globalnym.”

W kongresie uczestniczyli liczni goście honorowi – ministrowie, ambasadorowie, prezydenci miast, oraz prezesi kluczowych instytucji i firm, co podkreśliło jego wagę jako forum dla strategicznych rozmów o przyszłości europejskiej gospodarki w kontekście klimatycznym.

Pięć ścieżek tematycznych

Tegoroczne obrady zostały podzielone na pięć głównych ścieżek tematycznych, obejmujących kluczowe zagadnienia:

  • Przemysł – jaka powinna być rola dużych przedsiębiorstw w zielonej transformacji i dekarbonizacji gospodarki?
  • Energetyka – jakie mechanizmy finansowe są kluczowe dla transformacji energetycznej i jak przyspieszyć rozwój gospodarki wodorowej oraz technologii magazynowania energii?
  • Finanse i regulacje – jak regulacje prawne i system zamówień publicznych mogą wspierać zielone inwestycje?
  • Inwestycje samorządowe – jak rządy mogą wspierać samorządy w realizacji ambitnych celów klimatycznych?
  • Technologie – jak skutecznie współpracować na styku sektora publicznego i prywatnego oraz jakie innowacyjne rozwiązania mogą przyspieszyć neutralność klimatyczną?

Kluczowe zagadnienia

W ramach 33 paneli dyskusyjnych eksperci podejmowali kluczowe tematy związane z zieloną transformacją. W centrum uwagi znalazły się pytania o skuteczną współpracę sektora publicznego i prywatnego, rolę rządów w wspieraniu samorządów oraz bariery regulacyjne i finansowe dla zielonych inwestycji. Dyskutowano również o bezpieczeństwie energetycznym i cyberbezpieczeństwie w kontekście transformacji przemysłu i energetyki.

Paweł Łączkowski, Counsel w kancelarii White&Case podsumował, że kluczem do sukcesu transformacji energetycznej w Polsce będzie nie rywalizacja, lecz współpraca i synchronizacja różnych technologii i źródeł energii  „Nie brutalna rywalizacja, ale raczej kooperacja i synchronizacja wykorzystania różnego rodzaju źródeł wytwórczych oraz technologii będą kluczem do sukcesu kolejnej, w ostatnim półwieczu, wielkiej polskiej transformacji, tym razem transformacji energetycznej. Wspomagać ją powinny odważne decyzje i konsekwencja w działaniu. W tym kontekście warto przyglądać się losom projektu rewolucyjnych zmian w prawie energetycznym, który został opublikowany na kilkanaście godzin przed Polskim Kongresem Klimatycznym. Niesie on ze sobą sporo nadziei, związanych np. z możliwością dywersyfikacji kontraktowania energii elektrycznej przez odbiorcę, również w jednym punkcie odbioru, uwolnienia w Krajowym Systemie Energetycznym dodatkowych mocy poprzez usunięcie tzw. „projektów zombie”, a także szersze zastosowanie instytucji cable poolingu. Jednak są z nim także związane pewne wątpliwości, np. jak będą wyglądać wytyczne Prezesa URE odnośnie do elastycznych umów przyłączeniowych, czy system aukcyjny mocy przyłączeniowych docelowo zastąpi obecne postępowanie kolejkowe i last but not least, jak ostatecznie kształtować się będą koszty związane z przyłączeniem nowych źródeł do sieci.”

Hasłami przewodnimi, które towarzyszyły panelom dyskusyjnym, były: #konkurencyjność Unii Europejskiej, #deregulacja i #omnibus, #CleanIndustrialDeal oraz #bezpieczeństwoenergetyczne i #cyberbezpieczeństwo.

Pytanie o przyszłość zielonej transformacji nabiera nowego znaczenia w obliczu dynamicznych zmian na globalnej scenie politycznej. Jeszcze do niedawna była ona postrzegana jako motor innowacji, inwestycji i gospodarczej prosperity. Dziś jednak napięcia geopolityczne, rosnące koszty surowców, bezpieczeństwo energetyczne oraz tempo wdrażania regulacji wpływają na kierunek i tempo zmian. Na pytanie odpowiada dr Anita Rodkiewicz- Ryżek z Santander Leasing, partnera strategicznego Polskiego Kongresu Klimatycznego: „Uważam, że dziś już raczej nikt nie ma wątpliwości, że zielona transformacja nie zwalnia,  czasem jednak ostro wchodzi w zakręt i ,,właśnie tam – w tych zakrętach – najłatwiej albo wypaść z toru, albo wyprzedzić konkurencję. Wszystko zależy od tego, kto trzyma kierownicę i czy wie, dokąd naprawdę chce dojechać”.  Pytanie o wpływ globalnej polityki na wzrost zielonej gospodarki staje się coraz bardziej aktualne – szczególnie dziś, gdy geopolityka, bezpieczeństwo energetyczne i tempo regulacji wywierają silną presję na transformację, która jeszcze niedawno była głównym motorem innowacji, inwestycji i wzrostu. Transformacja energetyczna to nie tylko cel środowiskowy, ale kompleksowy projekt gospodarczy, społeczny i geopolityczny. Sama mapa jak jej dokonać nie wystarczy – trzeba jeszcze mieć paliwo, a tym paliwem są kapitał, zaufanie i przewidywalność. Europa wciąż ma szansę na globalne przywództwo, ale tylko wtedy, gdy nie zostawi nikogo w tyle: ani Śląska, ani sektora MŚP, ani konsumenta. Jako osoba odpowiedzialna za rozwój zielonego finansowania w Santander Bank Polska i Santander Leasing mogę powiedzieć jedno: pieniądze na transformację są. Mamy narzędzia, instrumenty i możliwości. Potrzebujemy tylko jednego – odwagi do działania. Nie da się prowadzić transformacji z zaciągniętym hamulcem w postaci niepewności, chaosu legislacyjnego czy braku dialogu. Ale jeśli dialog między wszystkimi uczestnikami będzie trwał, możemy nie tylko przetrwać zakręt, ale zmienić całą trasę, którą podąża europejska gospodarka. Jeśli chodzi o konkurencyjność polskich firm i rolę jaką odegrają w tym procesie to uważam, że jesteśmy na rozdrożu: możemy albo zostać podwykonawcą zielonej rewolucji w Europie, albo jej pełnoprawnym uczestnikiem –  do tego potrzebujemy nowoczesnych instrumentów finansowych, sprawnych mechanizmów wsparcia i partnerskiej współpracy publiczno-prywatnej. Rzeczywistość inwestycyjna często rozbija się nie o wielką politykę, ale o drobne absurdy systemowe, które sprawiają, że dobre projekty tracą finansowanie, a inwestorzy cierpliwość. Potrzeba nam spójnej, przewidywalnej polityki, jednolitego systemu przyłączeń,  skrócenia ścieżek administracyjnych, urealnienia harmonogramów projektowych. To nie są hasła – to konkretne warunki, które zdecydują o tempie i skuteczności zielonej transformacji. Bez nich proces ten będzie znacznie trudniejszy i wolniejszy, a jego pełny potencjał może nie zostać w pełni wykorzystany.” – podsumowuje dr Anita Rodkiewicz-Ryżek z Santander Leasing.

Działania samorządów odgrywają kluczową rolę w przyspieszeniu zielonej transformacji, ponieważ to właśnie na poziomie lokalnym podejmowane są decyzje wpływające na jakość powietrza, rozwój odnawialnych źródeł energii oraz efektywność energetyczną. Przykładem takiego zaangażowania jest Województwo Mazowieckie, które od lat wdraża inicjatywy na rzecz ochrony klimatu i poprawy jakości powietrza. Jak podkreśla Samorząd Województwa Mazowieckiego: Adam Struzik, marszałek województwa mazowieckiego podsumował „Samorząd Województwa Mazowieckiego od lat wspiera działania mające na celu ochronę klimatu i powietrza. Poza nowym projektem „Mazowsze bez smogu” samorząd województwa realizuje dwa programy wsparcia dla samorządów powiatowych i gminnych: „Mazowsze dla czystego powietrza” i „Mazowsze dla klimatu”. W tym roku przekaże na nie łącznie ponad 20 mln zł, z czego 7,6 mln zł na „Mazowsze dla czystego powietrza”. Ten program, na który samorząd województwa przeznaczył dotychczas ponad 72 mln zł, został wskazany przez Europejski Komitet Regionów jako przykład dobrej praktyki realizowanej w krajach UE na rzecz poprawy stanu środowiska.”

Jednym z kluczowych wątków był Clean Industrial Deal – koncepcja unijnej polityki przemysłowej, której celem jest wspieranie europejskich firm w przechodzeniu na niskoemisyjne technologie i zwiększaniu globalnej konkurencyjności. Omówiono także wpływ deregulacji na rozwój zielonej gospodarki oraz nowe modele biznesowe, które mogą przyspieszyć wdrażanie innowacyjnych rozwiązań, takich jak wirtualne elektrownie czy rozproszone magazynowanie energii.

Dekarbonizacja nie jest już kwestią wyboru, lecz koniecznością, która obejmuje wszystkie aspekty gospodarki – od energetyki, przez przemysł, po transport i budownictwo. Aby proces ten przebiegł skutecznie, nie wystarczy jedynie zastąpienie paliw kopalnych odnawialnymi źródłami energii. Kluczowe jest kompleksowe podejście, obejmujące elektryfikację kluczowych sektorów oraz zwiększenie efektywności energetycznej. To wyzwanie globalne, ale także europejskie i krajowe, które wymaga skoordynowanych działań na wszystkich poziomach. Jak trafnie podkreśliła Aleksandra Stępniak, Public Affairs Manager, VELUX Polska « Przed nami nieuniknione – dekarbonizacja i transformacja całej gospodarki, zarówno z perspektywy globalnej, europejskiej – jak i u nas w Polsce. Aby tę zmianę przeprowadzić w sposób skuteczny, należy działać jednocześnie w obrębie wszystkich sektorów.  O transformacji energetycznej często myśli się jedynie w kontekście zmiany miksu energetycznego w kierunku OZE. Nic bardziej mylnego. Nie dokonamy bowiem tego bez wcześniejszej elektryfikacji budownictwa, przemysłu czy transportu, a przede wszystkim – bez poprawy efektywności energetycznej. Zacznijmy od budynków – zużywają ok 40% energii i emitują ok 38% dwutlenku węgla. Dekarbonizacja tego sektora będzie więc miała istotny wkład w transformację całej gospodarki. Należy przede wszystkim poprawić efektywność energetyczną budynków – ok. 70% z nich ma ją wciąż na bardzo niskim poziomie. Budynki o dużo mniejszym zapotrzebowaniu na energię będziemy mogli zasilać w ciepło z efektywnych i niskotemperaturowych sieci ciepłowniczych – potrzebujemy zatem jednoczesnej zmiany w sektorze ciepłowniczym. Innym rozwiązaniem mogą być pompy ciepła, ale chcąc podłączyć coraz więcej urządzeń do sieci elektroenergetycznej musimy wcześniej ją zmodernizować. Mamy już zatem powiązane trzy sektory, które należy transformować symultanicznie.

Do tego dochodzi jeszcze przemysł – aby bowiem skutecznie zdekarbonizować budownictwo w proces ten muszą włączyć się wszyscy interesariusze w ramach sektora – producenci materiałów budowlanych i urządzeń, deweloperzy, wykonawcy oraz wszyscy ich partnerzy biznesowi i dostawcy. Transformacja energetyczna gospodarki to bez wątpienia ogromne wyzwanie, dlatego kluczowe jest tu holistyczne, długofalowe myślenie, które umożliwi przeprowadzenie tego procesu w sposób skuteczny, uzasadniony kosztowo i sprawiedliwy społecznie.”

Zielona transformacja obejmuje również transport. W ramach zielonej transformacji dąży się do elektryfikacji linii kolejowych, zastępowania pojazdów spalinowych pociągami elektrycznymi lub wodorowymi oraz poprawy efektywności energetycznej systemów kolejowych. Rozwój kolei jako alternatywy dla transportu drogowego i lotniczego ma kluczowe znaczenie dla redukcji emisji CO₂, ponieważ pociągi emitują znacznie mniej zanieczyszczeń na pasażera niż samochody czy samoloty. Ponadto inwestycje w infrastrukturę kolejową, takie jak nowoczesne tory, systemy sterowania ruchem i innowacyjne technologie, przyczyniają się do zmniejszenia hałasu i negatywnego wpływu transportu na środowisko.

Jak podkreśla Prezes zarządu PKP, dr Alan Beroud „Kolej powinna odgrywać i już dziś odgrywa coraz istotniejszą rolę w krajach podążających ścieżką zrównoważonego rozwoju. Jako jeden z najmniej emisyjnych, a tym samym najbardziej ekologicznych środków transportu powinna być rozwijana, by jej udział w ogólnym „torcie” rósł względem innych gałęzi transportu. Rozwój wymaga jednak odpowiednich warunków: tworzenia i modyfikowania mechanizmów prawnych, zapewnienia stabilnych źródeł finansowania, w tym środków na inwestycje czy zwiększenia konkurencyjności poprzez usprawnianie procesów i cyfryzację. Zielony transport to jeden z priorytetów Unii Europejskiej na najbliższe lata. Jako Grupa PKP planujemy i wdrażamy szereg rozwiązań związanych m.in. z poprawą efektywności energetycznej kolei. Ściśle współpracujemy z innymi podmiotami z rynku kolejowego i administracją publiczną oraz działamy globalnie, na forum międzynarodowym, np. angażując się w prace organizacji międzynarodowych reprezentujących interesy całej branży – podkreśla dr Alan Beroud, prezes zarządu PKP S.A.

Transformacja energetyczna w Europie nabiera tempa, napędzana zarówno kryzysem klimatycznym, jak i koniecznością uniezależnienia się od paliw kopalnych. Dla Polski, której sektor energetyczny przez dekady opierał się na węglu, jest to szczególne wyzwanie wymagające strategicznych decyzji i nowych technologicznych rozwiązań. W tym kontekście coraz częściej mówi się o potencjale geotermii jako stabilnym i odnawialnym źródle energii cieplnej. Jak wskazuje jeden z instytutów naukowych: Zmiany klimatu i kryzys energetyczny spowodowały jeszcze bardziej intensywne działania krajów europejskich w kierunku transformacji energetycznej. Odejście od paliw kopalnych, zwłaszcza od węgla, staje się faktem. Dla naszego kraju jest to szczególnie trudne wyzwanie, bo od wielu lat polski sektor energetyczny opierał się na węglu. Jako państwowa służba geologiczna wspieramy administrację rządową i jednostki samorządu terytorialnego w tym trudnym procesie, proponując wykorzystanie potencjału geotermalnego, jako alternatywę dla węgla w ciepłownictwie. Przynajmniej 50% naszego kraju to obszary perspektywiczne dla geotermii. Energia geotermalna to odnawialne źródło ciepła pochodzące z wnętrza Ziemi, które stanowi stabilne i ekologiczne rozwiązanie dla współczesnych potrzeb energetycznych. W przeciwieństwie do energii słonecznej czy wiatrowej, jej wydajność nie zależy od warunków atmosferycznych, co gwarantuje ciągłość i niezawodność dostaw. Chociaż początkowe inwestycje w infrastrukturę geotermalną mogą być wysokie, późniejsze koszty eksploatacji są niskie, co czyni tę technologię opłacalną w długim okresie.  Systemy geotermalne charakteryzują się długim okresem użytkowania oraz mniejszą zmiennością cen energii w porównaniu do paliw kopalnych. Rozwój sektora geotermalnego stymuluje rozwój lokalnych gospodarek, generując nowe miejsca pracy i przyciągając inwestycje w regionach o korzystnych warunkach geologicznych. Energia geotermalna jest jednym z kluczowych elementów w strategiach przechodzenia na odnawialne źródła energii, co ma istotne znaczenie w kontekście globalnych wysiłków na rzecz ograniczenia zmian klimatycznych. Wykorzystanie energii geotermalnej przynosi wymierne korzyści zarówno dla środowiska, jak i gospodarki. Może ona stanowić stabilne, tanie i ekologiczne źródło energii, przyczyniające się do zrównoważonego rozwoju oraz walki ze zmianami klimatycznymi.  Jako państwowa służba geologiczna pokazujemy, gdzie najlepiej budować ciepłownie geotermalne i jak najlepiej na wodach termalnych zarobić, wykorzystując je nie tylko w ciepłownictwie, ale też w rekreacji i lecznictwie. Wszystkich zainteresowanych inwestowaniem w geotermię zapraszamy do kontaktu. Wiemy, jak to zrobić, żeby się udało.” – ocenia dr Mariusz Socha, Kierownik Zakładu Wód Termalnych, Leczniczych i Solanek, Państwowy Instytut Geologiczny – Państwowy Instytut Badawczy

Współpraca kluczem do sukcesu

Podczas kongresu wielokrotnie podkreślano, że kluczowym czynnikiem sukcesu transformacji jest ścisła współpraca między administracją publiczną, biznesem i sektorem naukowym. Wspólne działania w zakresie finansowania zielonych inwestycji, tworzenia stabilnych ram regulacyjnych i wdrażania nowych technologii mogą nie tylko przyspieszyć redukcję emisji, ale także zwiększyć konkurencyjność europejskich przedsiębiorstw na globalnym rynku.

Polski Kongres Klimatyczny odbył się dzięki wsparciu Partnerów: ORLEN S.A.,

Grupa Enea, ORLEN Synthos Green Energy, Deloitte, White & Case SA, GESSEL Attorneys at law, WiseEuropa, Towarowa Giełda Energii, Arcadis, VELUX, Leroy Merlin, Veolia Term, PySENSE, DB ENERGY SA, AMS SMART OOH, Holcim Polska, PKP S.A., Urząd Marszałkowski Województwa Mazowieckiego w Warszawie, Endress+Hauser Group, Santander Leasing Polska,  Bank Gospodarstwa Krajowego, Bank Ochrony Środowiska S.A. Nextbike Polska S.A., Saint-Gobain Poland, Goodvalley, Steady Energy i innych partnerów.

Coraz więcej firm z różnych sektorów gospodarki dostrzega wartość aktywnego udziału w Polskim Kongresie Klimatycznym – wydarzeniu, które staje się platformą realnego dialogu, wymiany doświadczeń i promocji najlepszych praktyk wspierających zieloną transformację. Wspólna przestrzeń do rozmów między biznesem, administracją i środowiskiem naukowym sprzyja budowaniu partnerstw oraz szukaniu innowacyjnych rozwiązań, które mogą przyspieszyć proces dekarbonizacji. Uczestnictwo w kongresie to także okazja do pokazania własnych działań na rzecz klimatu i inspirowania innych do podejmowania ambitnych, ale koniecznych kroków w stronę zrównoważonej przyszłości. Przemysław Kubaszewski, Industry Manager w Endress+Hauser Polska będącego jednym z partnerów strategicznych wydarzenia, podkreślił, „Cieszę się, że coraz głośniej mówi się o urealnieniu ścieżki transformacyjnej, szczególnie tam, gdzie jest to najtrudniejsze. m.in. przy produkcji nawozów sztucznych, produkcji cementu, czy stali, a co stanowi o fundamecie bezpieczeństwa gospodarki europejskiej. Przy realizacji celów klimatycznych nie możemy zapomnieć, że nie żyjemy w próżni, a może się okazać, że inne gospodarki, szczególnie pozaeuropejskie grają może w tą samą grę, ale na zupełnie innych zasadach.”

Gala Liderów Transformacji Energetycznej

Polski Kongres Klimatyczny to idealna okazja do popularyzacji inwestycji związanych z  transformacją energetyczną. Wydarzenie to stanowi nie tylko przestrzeń do debat i wymiany doświadczeń, ale również daje możliwość realnego wpływu na kierunek zmian w sektorze energetycznym. Kluczowym elementem Kongresu jest ścieżka tematyczna pod nazwą Forum Nowej Energetyki, podczas której eksperci, liderzy branży oraz przedstawiciele administracji publicznej omawiają innowacyjne rozwiązania i strategie przyspieszające zieloną transformację. Integralną częścią Kongresu od początku jego istnienia jest również wieczorna Gala Liderów Transformacji Energetycznej, podczas której nagradzane są najbardziej innowacyjne i skalowalne projekty związane z ochroną klimatu i środowiska.

Polski Kongres Klimatyczny co roku odbywa się wyjątkowa gala rozdania nagród Liderów Transformacji Energetycznej, której jest było wyróżnienie najbardziej innowacyjnych i skalowalnych projektów związanych z ochroną klimatu i środowiska, jak również tych mogących przyspieszyć zieloną transformację Polski. Wydarzenie to nie tylko wyróżnia wizjonerskie podejścia do energii, ale również stanowi platformę dla firm i instytucji, które angażują się w budowanie przyszłości opartej na zrównoważonych zasadach. Galę otworzył Senator Adam Szejnfeld i minister Marzena Czarnecka: Celem Konkursu Liderzy Transformacji Energetycznej jest promocja innowacyjnych i skalowalnych rozwiązań, produktów, technologii i usług związanych z ochroną klimatu i środowiska. Wyróżniamy dzisiaj przedsiębiorstwa i instytucje, które swoimi działaniami przyczyniają się do dynamicznego przyspieszenia zielonej transformacji Polski.

Do konkursu można było zgłaszać wyroby, inwestycje, usługi, produkty finansowe i ubezpieczeniowe, technologie oraz inne innowacyjne rozwiązania, które mają potencjał zmieniać oblicze energetyki miast i regionów. Dziś nagradzamy tych, którzy nie tylko dostrzegli potrzebę zmian, ale także aktywnie je wdrażają.

Nagrody jako motor napędowy zielonej transformacji

Wyróżnianie najlepszych projektów i inwestycji pełni kluczową rolę w popularyzowaniu wiedzy oraz inspirowaniu innych podmiotów do podejmowania podobnych działań. Nagradzane inicjatywy zyskują rozgłos, który przekłada się na zwiększone zainteresowanie inwestorów oraz instytucji finansowych, przyczyniając się do skalowania ekologicznych przedsięwzięć. Gala Liderów Transformacji Energetycznej to również miejsce, w którym przedsiębiorstwa mogą wymieniać doświadczenia i nawiązywać strategiczne partnerstwa.

Wyróżnione projekty 2025

  1. Program „Clean Cities – Hydrogen Mobility in Poland” (Grupa ORLEN)

Grupa ORLEN została nagrodzona za flagowy program „Clean Cities”, który ma na celu budowę pełnego łańcucha wartości paliwa wodorowego dla transportu. Projekt obejmuje budowę infrastruktury do produkcji, dystrybucji oraz tankowania wodoru odnawialnego dla pojazdów osobowych, ciężarowych i autobusów miejskich.

W ramach programu uruchomiono już dostawy paliwa wodorowego dla komunikacji miejskiej w Poznaniu oraz stację tankowania wodoru w Katowicach. ORLEN planuje stworzenie 27 ogólnodostępnych stacji wodorowych w Polsce, przyczyniając się do rozwoju gospodarki niskoemisyjnej. Program otrzymał dofinansowanie w wysokości 76 mln EUR w ramach unijnego instrumentu „Łącząc Europę”, co stanowi największy grant w historii programu w obszarze wodoru.

  1. Cement Ecoplanet od Holcim

Cement Ecoplanet to innowacyjny produkt Holcim Polska, który stanowi przełom w branży budowlanej. Dzięki zastosowaniu 10% materiału mineralnego z recyklingu betonu oraz obniżeniu emisji CO2 o 40% na tonę cementu, projekt ten przyczynia się do znacznej redukcji śladu węglowego sektora budowlanego. Jako drugi najczęściej używany surowiec po wodzie, cement odgrywa kluczową rolę w infrastrukturze, dlatego jego ekologiczna wersja może znacząco wpłynąć na zrównoważony rozwój miast.

  1. Zielone gwarancje KUKE

KUKE, instytucja finansowa, została wyróżniona za wprowadzenie zielonych gwarancji, które wspierają finansowanie zielonej transformacji. Te innowacyjne instrumenty finansowe umożliwiają przedsiębiorcom realizację projektów proekologicznych, minimalizując ryzyko inwestycyjne. Gwarancje obejmują zarówno finansowanie inwestycji w odnawialne źródła energii, jak i zabezpieczenie terminowej spłaty zobowiązań przedsiębiorców związanych z działalnością na rzecz ochrony klimatu.

  1. Dekarbonizacja Veolia Term

Grupa Veolia została nagrodzona za kompleksowy program dekarbonizacji, który obejmuje modernizację systemów ciepłowniczych oraz zwiększenie efektywności energetycznej w polskich miastach. W ramach projektów realizowanych przez Veolię wdrażane są technologie oparte na odnawialnych źródłach energii, które przyczyniają się do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych.

Projekty wielosektorowe i skalowalne

Jednym z wyróżnionych projektów była rezygnacja ze zużycia gazu na rzecz biomasy w fabryce metalowych i plastikowych komponentów do okien dachowych VELUX w Gnieźnie. Nowa kotłownia biomasowa stanowi przełomową inwestycję dla zakładu, obejmując zarówno prace związane bezpośrednio z kotłownią, jak i szereg działań dotyczących infrastruktury towarzyszącej. Fabryka całkowicie wyeliminowała zużycie gazu, zastępując go biomasą, dzięki czemu wszystkie hale produkcyjne oraz biurowiec są ogrzewane w sposób ekologiczny.

Kolejną nagrodzoną inicjatywą była Towarowa Giełda Energii za projekt „Czysta Energia”, który wspiera rozwój odnawialnych źródeł energii poprzez wprowadzenie nowych indeksów rynkowych dla tego sektora.

Wyróżnienie otrzymała także firma Arcadis za „Łódzki Pakiet Klimatyczny”, będący instrumentem polityki adaptacyjnej Łodzi do zmian klimatu. Program ten obejmuje identyfikację potencjalnych zagrożeń wynikających ze zmian klimatycznych, odpowiedzialne zaplanowanie długofalowych działań adaptacyjnych oraz zarządzanie ich skutkami. Dzięki wsparciu na poziomie unijnym, krajowym i regionalnym możliwe jest finansowanie wdrażanych działań, a także budowanie wielopłaszczyznowej współpracy i partycypacji społecznej w realizacji celów adaptacyjnych.

Zielona transformacja jako priorytet dla gospodarki

Nagrody przyznawane w ramach gali Liderów Transformacji Energetycznej podkreślają znaczenie innowacyjnych projektów dla przyszłości gospodarki. Promowanie najlepszych praktyk oraz nagradzanie pionierskich rozwiązań stymuluje konkurencję na rynku, zachęcając inne przedsiębiorstwa do podejmowania podobnych działań.

Zielona transformacja to nie tylko obowiązek wynikający z polityki klimatycznej UE, ale także ogromna szansa na rozwój gospodarczy, tworzenie nowych miejsc pracy i wzmacnianie konkurencyjności Polski na arenie międzynarodowej. Inwestowanie w nowoczesne technologie, edukację oraz finansowanie proekologicznych projektów jest kluczem do budowy zrównoważonej przyszłości. Inne nagrodzone projekty były realizowane przez firmy DB Energy, Volvetia, Pol-Mak, Fundacja PIRE, Województwo Mazoweickie, Fundacja Wise Europa, Pracownia Finansowa, PySENSE, Arcadis, Arago, Good Valley, Infinite Solar, Evan Nowe Technologie.

Podsumowanie

Polski Kongres Klimatyczny 2025 pokazał, że Polska i Europa Środkowo-Północna mają ogromny potencjał, by stać się liderami zielonej transformacji. Stabilne regulacje, innowacyjne podejście do finansowania i otwartość na nowe technologie to fundamenty, które mogą napędzać rozwój zrównoważonej gospodarki w najbliższych latach. Kluczowe teraz jest przełożenie tych ambitnych dyskusji na konkretne działania – zarówno na poziomie krajowym, jak i europejskim.

PFR TFI przejęło zarządzanie funduszem PPK od Skarbiec TFI

1 kwietnia 2025 r. PFR TFI jako instytucja wyznaczona zapewniająca ciągłość zarządzania oszczędnościami w Pracowniczych Planach Kapitałowych przejęło od Skarbiec TFI zarządzanie Skarbiec PPK Specjalistycznym Funduszem Inwestycyjnym Otwartym, który jest funduszem zdefiniowanej daty działającym w ramach PPK. Zmiana jest związana z decyzją Komisji Nadzoru Finansowego o wykreśleniu Skarbiec TFI z ewidencji instytucji zarządzających PPK. PFR TFI jako instytucja wyznaczona, zgodnie z obowiązkiem wynikającym z ustawy o PPK, ma za zadanie zapewnienie powszechnego dostępu do PPK, bezpieczeństwa systemu oraz ciągłości w zarządzaniu środkami.

Pracodawcy oraz uczestnicy PPK prowadzonych dotychczas przez Skarbiec TFI nie muszą podejmować żadnych działań w związku ze zmianą zarządzającego. PFR TFI inwestuje zgromadzone środki, przyjmuje i rozlicza wpłaty oraz realizuje dyspozycje. Wszystkie umowy – zarówno te o zarządzanie, jak i o prowadzenie PPK pozostają w mocy. Zmiana w żaden sposób nie wpływa na własność i wysokość środków zgromadzonych na rachunkach PPK. Zespół ekspertów PFR TFI pozostaje do dyspozycji pracodawców i uczestników, zapewniając im kompleksowe wsparcie.

Tym, co wyróżnia PFR TFI jako instytucję wyznaczoną od innych instytucji finansowych jest fakt, że zadania realizujemy w interesie publicznym, zapewniając dostęp do PPK jako rozwiązania systemowego. Profesjonalny zespół PFR TFI zapewnia pracodawcom wsparcie w realizacji obowiązków związanych z wdrożeniem i obsługą programu. W PFR TFI zadbaliśmy o to, żeby cały proces przejęcia zarządzania był maksymalnie przejrzysty – zarówno dla pracodawców, jak i uczestników. Dlatego od razu przekazaliśmy wszystkie informacje dotyczące przejęcia i naszych planów na przyszłość. Zależało nam na tym, aby klienci i uczestnicy przejętego funduszu mieli możliwość poznania PFR TFI i tego, co oferujemy w ramach współpracy – mówi Tomasz Orlik, Członek zarządu ds. operacyjnych w PFR TFI.

Po przejęciu zarządzania PFR TFI będzie zarządzać dziewięcioma własnymi funduszami zdefiniowanej daty oraz dziewięcioma funduszami przejętymi od Skarbiec TFI. Docelowo, po uzyskaniu odpowiednich zgód fundusze o analogicznym poziomie ryzyka i horyzoncie inwestycyjnym zostaną połączone, co zwiększy efektywność działania. Umożliwi także pracodawcom skorzystanie z nowoczesnego systemu iPPK pozwalającego na pełną obsługę programu, automatyzację procesów i integrację z systemami kadrowo-płacowymi. Uczestnicy z kolei otrzymają dostęp do wygodnego serwisu internetowego IAT FI, dzięki któremu w każdej chwili będą mogli sprawdzić stan swojego rachunku czy złożyć dyspozycje do instytucji finansowej. Po połączeniu funduszy poziom ryzyka i horyzont inwestycyjny konkretnych subfunduszy, w których gromadzone są środki uczestników PPK, pozostaną bez zmian.

Rola wyznaczonej instytucji finansowej, którą w systemie PPK pełni PFR TFI, wynika wprost z ustawy o PPK i nakłada na PFR TFI obowiązki związane z zapewnieniem bezpieczeństwa systemu. Instytucja wyznaczona działa na takich samych zasadach, jak inne instytucje uprawnione do zarzadzania PPK, a dodatkowo wspiera uczestników w długoterminowym oszczędzaniu.

 – Bardzo dbamy o to, aby nasza oferta jak najlepiej odpowiadała potrzebom rynku i spełniała oczekiwania klientów. A co najważniejsze, stawiamy na efektywność, czego potwierdzeniem są wyniki wypracowane przez fundusz PFR PPK SFIO. W 2024 r. PFR TFI osiągnęło wyniki zarządzania, które pokazują, że nasze subfundusze zajmują wysokie pozycje na tle średniej rynkowej – od 5,36 proc. Stopy zwrotu w przypadku PFR PPK 2025 do aż 8,14 proc. dla funduszu PFR PPK 2065. Dla porównania średni wynik funduszy o zdefiniowanej dacie 2025 wynosi 4,97 proc., zaś w przypadku funduszy ze zdefiniowaną datą 2065 kształtuje się na poziomie 7,10 proc. (według danych na 30 grudnia 2024 r.). Aż 7 z 9 subfunduszy PFR PPK znalazło się w pierwszym kwartylu, co oznacza, że znalazły się wśród 25 proc. najlepszych funduszy w swojej grupie. Pozostałe dwa subfundusze znalazły się w drugim kwartylu, osiągając wyniki powyżej mediany – tłumaczy Tomasz Orlik.

PFR TFI jest częścią Grupy Polskiego Funduszu Rozwoju, w skład której wchodzą instytucje finansowe i doradcze dla przedsiębiorców, samorządów i osób prywatnych inwestujące w zrównoważony rozwój społeczny i gospodarczy kraju. Oprócz funduszy zdefiniowanej daty Towarzystwo zarządza również 12 funduszami inwestycyjnymi zamkniętymi. Łącznie PFR TFI zarządza aktywami o wartości ponad 18 mld zł.  PFR TFI w systemie PPK pełni szczególną rolę wyznaczonej instytucji finansowej, zapewniając powszechny dostęp do programu i ciągłość zarządzania oszczędnościami uczestników w przypadku braku możliwości prowadzenia programu przez dotychczasową instytucję zarządzającą.

Cła na auta to dopiero początek – USA eskaluje napięcia handlowe z Europą

W ubiegłym tygodniu Donald Trump zapowiedział dodatkowe cła w wysokości 25 proc. na auta i części samochodowe. Dziś prawdopodobnie dojdą do tego planowane od dłuższego czasu cła wzajemne, które mogą wywrzeć zauważalny wpływ m.in na Niemiecką gospodarkę. “Na stole” pozostają jeszcze dodatkowe taryfy. Rynek z poczuciem dużej niepewności oczekuje na ogłoszenie z Białego Domu. Dziś mamy 2 kwietnia – to data nazwana w wymowny sposób “Dniem Wyzwolenia”.

W ostatnich tygodniach prezydent USA sukcesywnie realizował swoje plany w zakresie ceł. Od połowy marca obowiązują 25 proc. Opłaty nałożone na import produktów stalowych i aluminiowych od wszystkich partnerów handlowych. W minioną środę na rynek została wypuszczona informacja o taryfach na sektor “automotive” – od 3 kwietnia mają obowiązywać 25 proc. Stawki na pojazdy osobowe oraz lekkie ciężarówki a dodatkowe podatki na wybrane części mają zostać wprowadzone w niedalekiej przyszłości, najpóźniej 3 maja.

Zasadniczo cła importowe USA mają zostać podniesione do poziomu, który obowiązuje na towary amerykańskie w krajach partnerskich. Na przykład dla niemieckiego eksportu do USA oznaczałoby to, że cła zostałyby podniesione do poziomu obowiązującego w Unii Europejskiej. Jednak Stany Zjednoczone najprawdopodobniej nie będą ustalać osobnych ceł dla każdego produktu, lecz zastosują jednolitą stawkę odwetową wobec wszystkich towarów z danego kraju.

Ponieważ mają zostać uwzględnione również tzw. bariery pozataryfowe (takie jak limity importowe, odmienne normy techniczne itp.), a także różnice w systemach VAT, poziom ceł odwetowych wobec UE jest nadal całkowicie otwarty. Spekulacje wypełniają rynek.

Z szacunków wynika, że działania administracji USA mogą spowodować bezpośredni wpływ na dynamikę wzrostu u naszych zachodnich partnerów handlowych. Mniej więcej 3 proc. Niemieckiego PKB jest zależna od konsumpcji w Stanach Zjednoczonych. Istnieje ryzyko, że obywatele USA zareagują na te działania w podobny sposób jak to zrobili wobec taryf nałożonych na Chiny podczas pierwszej kadencji Trumpa. W ciągu najbliższych dwóch lat wzrost w Niemczech może obniżyć się o mniej więcej 0,5 punktu procentowego.

Inne kraje nie będą raczej siedzieć z założonymi rękoma. Komisja Europejska do tej pory wykazywała chęć negocjacji, jednak w ostatnim czasie Ursula von der Leyen poinformowała, że Unia zamierza bronić swoich interesów gospodarczych. Trump straszy, że w takim przypadku cła będą jeszcze bardziej dotkliwie. Nie ma wątpliwości, że handle światowy zostanie jeszcze mocniej ograniczony i stanie się droższy, za co zapłacą prawdopodobnie w dużej mierze obywatele.

Na wczorajszej sesji akcje w USA wzrosły podczas gdy rentowności obligacji tego rządu spadły, głównie na długim końcu krzywej dochodowości. Był to kolejny dzień burzliwego handlu. Wall Street straciła w pierwszych godzinach na skutek słabszych danych z rynku pracy (JOLTS) oraz gorszego PMI dla przemysłu. Potem obserwowaliśmy odreagowanie.

Raport dotyczący oferta pracy i rotacji pracowników spadł do poziomu 7,57 mln. Wskaźnik określający kondycję przemysłu obniżył się do 49 pkt. z poprzedniego pułapu wynoszącego 50,3 pkt. Gorzej wypadł komponent nowych zamówień zatrudnienia. Subindek cen płaconych “wyszedł” na swoje siedmiomiesięczne maksima i wyniósł 69,4 pkt. Dziś otrzymamy raport ADP dotyczący zmiany zatrudnienia.

Obecnie kontrakty Fed Funds Futures wyceniają obniżkę o 36 punktów bazowych do lipca oraz łączne cięcie o 74 punkty do końca tego roku.

Dzisiejsze ogłoszenie Donalda Trumpa zostało zaplanowane na godz. 16 czasu wschodniego.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Skradzione loginy zamiast wirusów. Hakerzy atakują tożsamość, nie system

Przejęta tożsamość użytkowników to obecnie najbardziej popularna broń w rękach hakerów. W minionym roku cyberprzestępcy nie musieli łamać skomplikowanych zabezpieczeń ani tworzyć zaawansowanego malware’u. Wystarczyło im jedno – dostęp do skradzionych danych logowania. Raport Cisco Talos Year in Review ujawnia, że większość ataków polegała na przejmowaniu kont użytkowników, co pozwalało hakerom swobodnie poruszać się po firmowych systemach, nie wzbudzając podejrzeń.

Aż 60% przypadków incydentów analizowanych przez zespół Cisco Talos Incident Response było związanych z atakami na tożsamość. Cyberprzestępcy coraz częściej uzyskują dostęp do systemów po prostu logując się przy użyciu skradzionych identyfikatorów sesji, kluczy API czy certyfikatów cyfrowych.

W przypadku ataków ransomware skala problemu jest jeszcze większa – niemal 70% analizowanych incydentów obejmowało wykorzystanie legalnych kont do uzyskania początkowego dostępu. W 2024 roku najczęściej atakowanym sektorem było szkolnictwo wyższe. Przyczyną jest m.in. ograniczony budżet na cyberbezpieczeństwo oraz duża liczba użytkowników, którzy korzystają z tych systemów. Na kolejnych miejscach znalazły się administracja publiczna, przemysł wytwórczy, opieka zdrowotna i finanse.

Inne kluczowe wnioski z raportu Cisco Talos:

  • Grupy ransomware potrafią skutecznie unieszkodliwiać systemy ochronne swoich ofiar – udało im się to w większości przypadków obserwowanych przez Cisco Talos, prawie zawsze z powodzeniem.
  • Najbardziej aktywną grupą ransomware w 2024 roku pozostaje LockBit, mimo że w marcu minionego roku próbowano ją rozbić. Na drugim miejscu uplasowała się relatywnie nowa grupa RansomHub, która atakuje duże organizacje i żąda wysokich okupów.
  • 44% ataków na tożsamość dotyczyło usługi Active Directory.
  • 20% ataków na tożsamość obejmowało aplikacje chmurowe, a API stały się szczególnie atrakcyjnym celem, mając dostęp do wielu wrażliwych danych.
  • Najczęściej atakowane luki w zabezpieczeniach w 2024 roku to w większości starsze CVE (Common Vulnerabilities and Exposures), znane już od kilku lat.
  • W 2024 roku hakerzy najczęściej atakowali stare podatności, m.in. w Apache Log4j czy Bash, co tworzy niezwykle szeroką powierzchnię ataku, wykorzystywaną przez cyberprzestępców do infiltracji wielu branż na całym świecie.

Powrót do podstaw cyberbezpieczeństwa

Eksperci Cisco Talos alarmują – cyberprzestępcy wcale nie muszą szukać nowych luk. Wiele z nich nadal wykorzystuje stare podatności, które pozostają w użyciu od lat. Niezaktualizowane systemy, źle skonfigurowane zabezpieczenia i brak skutecznej polityki dostępu to kluczowe czynniki ułatwiające ataki.

„Obecny krajobraz zagrożeń pokazuje, że dla organizacji kluczowe jest dziś bardziej niż kiedykolwiek priorytetowe traktowanie podstawowych zasad cyberbezpieczeństwa oraz wdrażanie skutecznych mechanizmów ochrony tożsamości” – mówi Holger Unterbrink, lider techniczny w Cisco Talos. „Kolejnym istotnym problemem jest wykorzystywanie starszych podatności – niektóre z nich mają już dekady, a mimo to wciąż występują w powszechnie używanym oprogramowaniu i sprzęcie. Wiele z najczęściej atakowanych podatności dotyczy właśnie urządzeń, dla których nie są już dostępne aktualizacje zabezpieczeń”.

Rola sztucznej inteligencji: mniej spektakularna, ale nadal groźna

Chociaż AI wciąż kojarzy się z zaawansowanymi cyberatakami, w rzeczywistości cyberprzestępcy wykorzystują ją w bardziej pragmatyczny sposób. Zamiast opracowywać nowe metody ataku, AI służy głównie do ulepszania istniejących technik, takich jak inżynieria społeczna, phishing czy automatyzacja zadań.

Raport Cisco Talos Year in Review powstał na podstawie analizy danych telemetrycznych pochodzących z 46 milionów urządzeń w 193 krajach, co przekłada się na 886 miliardów zdarzeń dot. bezpieczeństwa dziennie.

Ceny materiałów budowlanych: równowaga trwa, ale presja wzrostowa coraz silniejsza

Stabilizacja dynamiki cen na krajowym rynku materiałów budowlanych wciąż ma się bardzo dobrze. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl w lutym spadkowy trend został wprawdzie przełamany w symbolicznym wymiarze jednego promila, jednak to zdecydowanie za mało by mówić o jakimkolwiek przesileniu. Tym samym prognozowany średni wzrost stawek wciąż nie uległ materializacji, jednak trudno sobie wyobrazić inny scenariusz już w przewidywalnej przyszłości.

Publikowana przez Grupę PSB dynamika cen materiałów budowlanych w relacji rok do roku po raz pierwszy od dokładnie półtora roku wyszła na dodatnią stronę osi w symbolicznym wymiarze +0,01 proc. przy wciąż silnie utrwalonej stabilizacji obowiązującego trendu. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl w kanale detalicznym zanotowano podobnie kosmetyczny spadek rzędu -0,1 proc., z kolei w kanale hurtowym nastąpił wzrost o 0,2 proc.

Styczniowy odczyt dynamiki cen materiałów budowlanych w relacji rok do roku tym razem zakomunikował idealną równowagę  pozycji taniejących i drożejących grup towarowych, które tym razem wyniosły równo po 10.

Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl wśród materiałów najbardziej przecenionych rok do roku aktualnie przodują sucha zabudowa, wykończenia oraz dachy-rynny z przeceną w zakresie od 5,3 do 2,9 proc. Z kolei w górnej części tabeli czołowe miejsca zajmują płyty OSB, ściany-kominy oraz cement-wapno z progresem stawek rzędu 5,8 – 3,2 proc.

Ponownie dała znać o sobie wyraźna tendencja malejącej skali zarówno największych wzrostów jak i spadków grup asortymentowych, co w połączeniu z pełną równowagą pozycji taniejących oraz drożejących sygnalizuje optymalną sytuację popytowo-podażową przy niemal zerowej średniej dynamice stawek w relacji rok do roku.

Wciąż za główny czynnik mający w bezpośredniej perspektywie stymulować popyt na usługi i materiały budowlane w kraju uważa się konieczność terminowego wykorzystania napływających do Polski środków z KPO. W roku bieżącym inwestycje w jego ramach mają sięgnąć 90 mld zł. Już niebawem powinny one zostać przeznaczone m.in. na modernizację i budowę setek km torów kolejowych, efektywność energetyczną mieszkań i domów, modernizację sieci energetycznych czy budowę elektrowni wiatrowych.

Tymczasem do segmentów budownictwa drogowego, kolejowego, energetycznego czy mieszkaniowego jako kluczowych obszarów rodzimego rynku budowlanego już wkrótce z dużym impetem dołączy segment budownictwa wojskowego. Wg szacunków Deloitte w ciągu 10 lat na infrastrukturę wojskową w postaci budowy i modernizacji baz, magazynów, nawierzchni lotniskowych, dróg, schronów itp. państwo przeznaczy 111 mld zł.

Z kolei z końcem marca ruszył program „Czyste powietrze” 2025. W jego ramach właściciele domów będą mogli uzyskać dofinansowanie do 170 tys. zł na prace remontowe związane z termomodernizacją. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl w tym przypadku na wzrost zainteresowania swoją ofertą będą mogli liczyć przede wszystkim producenci takich grup asortymentowych jak izolacje termiczne, instalacje-ogrzewanie czy stolarka.

Tym samym niemal z każdym tygodniem poszerza się wolumen wiarygodnych argumentów jednoznacznie wskazujących na zbliżające się dużymi krokami ożywienie koniunktury na krajowym rynku materiałów budowlanych, skutkujące co najmniej średnio kilkuprocentowym wzrostem ich cen w perspektywie bieżącego roku.

Tab. 1- Dynamika cen materiałów budowlanych

Autor: RynekPierwotny.pl

AGH otwiera pierwszy w Polsce Wydział Technologii Kosmicznych

W Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie rozpoczął działalność pierwszy w Polsce, i jeden z nielicznych w Europie, Wydział Technologii Kosmicznych. To osiemnasty wydział uczelni, który będzie kształcił w dynamicznie rozwijającym się sektorze kosmicznym.  

Studia magisterskie na kierunku Space Technologies

Nowy wydział oferuje studia magisterskie prowadzone w całości w języku angielskim na kierunku Space Technologies. Program studiów uwzględnia trzy specjalizacje:

  • Upstream – technologie wysyłane w przestrzeń kosmiczną (satelity, systemy rakietowe);
  • Downstream – przetwarzanie i wykorzystanie danych satelitarnych;
  • Biomedical – wpływ warunków kosmicznych na organizm człowieka oraz systemy podtrzymania życia w kosmosie

Każda specjalizacja przewidziana jest dla maksymalnie 12 osób studiujących.

Współpraca z ekspertami z branży kosmicznej

Zajęcia na nowym kierunku będą prowadzone przy udziale ekspertów z branży kosmicznej, jak i przedstawicieli agencji kosmicznych oraz firm technologicznych. Wśród prowadzących warto wymienić m.in.:

  • dr Michele Armano z Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA),
  • dr BHM Darukesha z Indyjskiej Agencji Kosmicznej (ISRO),
  • dr Emma Gatti geolożka kosmiczna z doktoratem obronionym w University of Cambridge, a także pracowniczka NASA’s Jet Propulsion Laboratory i Caltech,
  • prof. Martin Tajmar z TU Dresden specjalista w zakresie napędów dla satelitów.

Kadra nowego wydziału ma zapewnić absolwentom i absolwentkom szeroki wachlarz możliwości zatrudnienia w sektorze kosmicznym. Jednocześnie młodzi ludzie będą stanowić trzon zespołów czy firm realizujących projekty w branży kosmicznej w Polsce i Europie.

Wydział Technologii Kosmicznych jest pokłosiem dotychczasowej działalności Centrum Technologii Kosmicznych, które od pięciu lat aktywnie bierze udział w projekcie UNIVERSEH – Europejski Uniwersytet Kosmiczny dla Ziemi i Ludzkości. Ważnym elementem studiów na nowym Wydziale będzie aktywna działalność w kołach naukowych, których aktualnie w obszarze technologii kosmicznych działa przy Centrum Technologii Kosmicznych dziesięć (m.in. LunarTech, SatLab, AstroBio, AGH Skylink, AstroDevelopers, AGH Space Team, STARS), i w których innowacyjne rozwiązania tworzy około 260 osób.

Rektor AGH prof. Jerzy Lis podkreśla: – Sektor kosmiczny w Polsce rozwija się dynamicznie i ma coraz większe znaczenie. Polska jest aktywna w zakresie produkcji satelitów, rozwoju technologii aparatury badawczej stosowanej w kosmosie, badań kosmicznych oraz technik obserwacji Ziemi. Polskie firmy i instytucje uczestniczą w międzynarodowych projektach kosmicznych i współpracują z międzynarodowymi agencjami kosmicznymi. Z punktu widzenia naukowego, rozwój technologii kosmicznych jest niezwykle istotny dla postępu w dziedzinach takich jak inżynieria, fizyka, informatyka czy materiałoznawstwo. Poszerzenie wiedzy i umiejętności związanych z technologiami kosmicznymi umożliwi prowadzenie badań, które mogą przynieść przełomowe odkrycia zarówno dla nauk podstawowych, jak i stosowanych. Z punktu widzenia gospodarczego, rozwój technologii kosmicznych ma ogromny potencjał do generowania nowych miejsc pracy i tworzenia innowacyjnych rozwiązań, które mogą znaleźć zastosowanie nie tylko w przemyśle kosmicznym, ale także w innych branżach, takich jak np. telekomunikacja, transport czy energetyka. Poszerzając naszą ofertę kształcenia dokładamy cegiełkę do skoku gospodarczego Polski w sektorze kosmicznym oraz gwarantujemy dostarczenie wyspecjalizowanej kadry.

Prof. Tadeusz Uhl, inicjator powołania nowej jednostki oraz dotychczasowy Dyrektor CTK AGH wyjaśnia: – Powołany wydział będzie wspierał rozwój kadry dla sektora kosmicznego. Statystyki wskazują, że 55% projektów związanych z technologiami kosmicznymi realizowanych w Polsce dotyczy przetwarzania danych satelitarnych, z tego zakresu zapotrzebowanie na specjalistów jest największe. Wykorzystując potencjał AGH oraz doświadczenia w realizacji projektu UNIVERSEH będziemy mogli, właśnie w tym obszarze wykształcić wielu specjalistów.

Powołanie Wydziału Technologii Kosmicznych umożliwi też interdyscyplinarną analizę kluczowych aspektów społecznych, kulturowych i etycznych związanych z eksploracją kosmosu. Tego rodzaju podejście nie tylko uzupełni tradycyjne badania technologiczne, ale także przyczyni się do zrozumienia globalnych wyzwań, jakie niesie za sobą rozwój technologii kosmicznych. W rezultacie Wydział będzie ważnym ośrodkiem refleksji nad przyszłością ludzkości w kontekście kosmosu.

Badania naukowe na Wydziale Technologii Kosmicznych

Powołany wydział będzie kontynuował badania naukowe realizowane w Centrum Technologii Kosmicznych AGH. Projekty będą kontynuowane m.in.
w obszarach:

  • Downstream – przetwarzanie informacji satelitarnej na wiedzę o Ziemi
    i zjawiskach na niej zachodzących włączając w to ocenę zmian klimatycznych;
  • Upstream – planowanie misji orbitalnych i planetarnych zarówno robotycznych jak i załogowych oraz zarządzanie realizacją misji;
  • Zdrowie kosmiczne – włączając w to biologię kosmiczną, astrobiologię oraz medycynę kosmiczną, w tym organizację analogowych misji kosmicznych w habitacie. W ramach laboratorium realizowane są projekty międzynarodowe w zakresie oddziaływania warunków kosmicznych na życie biologiczne oraz nad rozwojem systemów podtrzymania życia w kosmosie;
  • Materiały i konstrukcje kosmiczne – w tym zakresie wydział będzie się specjalizował w rozwoju czujników do zastosowań kosmicznych
    w szczególności czujników w których element sensoryczny będzie zrealizowany w oparciu nanomateriały;
  • Zasoby kosmiczne w tym robotyka kosmiczna – w ramach której, będą rozwijane i badane konstrukcje systemów transportu regolitu
    w warunkach księżycowych oraz roboty do zastosowań orbitalnych, przede wszystkim do serwisowania satelitów.
  • Kosmos i społeczeństwo – badania w zakresie społecznego postrzegania eksploracji kosmosu, zaangażowania w edukację o tematyce kosmicznej czy badania oceny efektywności interwencji na rzecz zwiększenia zainteresowania naukami o kosmosie.

Jednym z działań WTK będzie włączenie tematów zrównoważonego rozwoju do programu nauczania i działalności badawczej poprzez m.in.: prowadzenie kursów, seminariów i warsztatów poświęconych zrównoważonemu rozwojowi, zmianom klimatycznym, etyce technologii oraz odpowiedzialności społecznej w kontekście badań kosmicznych i technologicznych.

Szczegółowe informacje dostępne są na stronie: wtk.agh.edu.pl oraz  spacetech.agh.edu.pl.

Ceny nowych mieszkań w marcu 2025: stabilizacja cen, ale Warszawa idzie w górę

Marzec 2025 r. upłynął pod znakiem stabilizacji średniej ceny metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów w niemal wszystkich metropoliach. Wyjątkiem była Warszawa, w której średnia poszła w marcu w górę o 1% – wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl.  

W stolicy, w sprzedaży pojawiła się pula drogich, nawet jak na rynek warszawski, mieszkań z ceną powyżej 30 tys. zł za metr kwadratowy. W efekcie, po siedmiu miesiącach stabilizacji, średnia cena metra kwadratowego wszystkich mieszkań w ofercie firm deweloperskich wzrosła o 1% do ok. 17,9 tys. zł – wyjaśnia Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Stabilizacja średniej ceny metra kwadratowego wróciła za to do Trójmiasta (ok. 16,3 tys. zł/m kw.) i Wrocławia (ok. 14,7 tys. zł/m kw.). W obu metropoliach wzrosła podaż stosunkowo tanich lokali. W Trójmieście wprowadzone w marcu do sprzedaży kosztowały średnio 14 tys. zł za m kw., a we Wrocławiu  – „tylko” 12,5 tys. zł za metr.Wyk.1 - Ceny mieszkań-marzec 2025-cena m kw-M

Marzec był siódmym miesiącem z rzędu, w którym nie wzrosła średnia cena metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów w Krakowie (16,5 tys. zł/m kw.). W Łodzi (ok. 11,5 tys. zł/m kw.) seria bez podwyżek trwa już szósty miesiąc, zaś czwarty w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (ok. 11,1 tys. zł/m kw.). Poziom z lutego utrzymała średnia cena metra kwadratowego w Poznaniu (ok. 13,4 tys. zł/m kw.), gdzie po jednorazowej zwyżce w styczniu o 1%, rynek wrócił do stabilizacji.

Warto przypomnieć, że w skali miesiąca średnia cena metra kwadratowego może wzrosnąć lub spaść w zależności od tego, czy na rynek trafi pula drogich czy stosunkowo tanich – jak na dany rynek – lokali.Wyk.2 - Ceny mieszkań-marzec 2025-cena m kw-sprzedane-wprowadzoneM

Porównując zmianę średniej ceny metra kwadratowego nowych mieszkań w okresie 12 miesięcy, to najwyższa miała miejsce we Wrocławiu (+10%), który jest już jedyną metropolią z dwucyfrową podwyżką, a najniższa w Warszawie (+2%). Należy odnotować, że jednocyfrowa podwyżka była też w Trójmieście (+8%), w Łodzi (+6%), Poznaniu (+5%), Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (+4%) oraz w Krakowie (+3%).Wyk.3 - Ceny mieszkań-marzec 2025-cena m kw-R

Sztuczna inteligencja zmienia rynek pracy – czy jesteśmy gotowi?

W szybko rozwijającym się krajobrazie sztucznej inteligencji wzrosło zapotrzebowanie na umiejętności z nią związane, co odzwierciedla konieczność posiadania wiedzy specjalistycznej zarówno w zakresie opracowywania, jak i wykorzystywania technologii AI. Oferty pracy zamieszczone online ukazują rosnącą częstotliwość oczekiwania kompetencji związanych ze sztuczną inteligencją, takich jak potrzeba biegłości w językach programowania, zarządzania dużymi zbiorami danych jak i analiza oraz wizualizacja danych. Co więcej, wdrożenie sztucznej inteligencji w firmach nie jest jedynie przedsięwzięciem technicznym; wymaga ono zdolności poznawczych na wysokim poziomie, takich jak kreatywne rozwiązywanie problemów, a także umiejętności przekrojowych, takich jak komunikacja, praca zespołowa i przywództwo. Umiejętności te są również istotne dla ról wyznaczanych w środowiskach opartych na sztucznej inteligencji, podkreślając komplementarny charakter umiejętności technicznych i miękkich w promowaniu udanego wdrożenia sztucznej inteligencji.

W skrócie:

  • Nie ma wątpliwości, że GenAI doprowadzi do głębokiej zmiany w sposobie, w jaki pracujemy. Około połowa wszystkich miejsc pracy w krajach rozwiniętych jest w taki czy inny sposób dotknięta sztuczną inteligencją. Patrząc na poszczególne zawody, uderzające jest to, że to kreatywne, nierutynowe zawody – takie jak pisanie, diagnostyka medyczna lub programowanie – najprawdopodobniej w opinii Allianz Trade zostaną przekształcone przez wykorzystanie sztucznej inteligencji, jeśli nie zastąpione. Ryzyko utraty pracy jest najwyższe w sektorze usług i wśród młodszych pracowników.
  • Słynne powiedzenie Solowa, że komputery są wszędzie – z wyjątkiem statystyk produktywności – nie ma już zastosowania do sztucznej inteligencji – ale tylko w USA. Nawet wśród małych firm 40% korzysta z narzędzi AI. Nic dziwnego, że wpływ sztucznej inteligencji jest najbardziej widoczny w amerykańskim sektorze informacyjnym: podczas gdy zatrudnienie spada, produkcja gwałtownie rośnie. W innych amerykańskich sektorach usług, takich jak finanse lub usługi profesjonalne i biznesowe, obraz jest mniej wyraźny, ale tutaj również odnotowano znaczny wzrost produktywności i co najmniej stabilne zatrudnienie.
  • Tymczasem Europa pozostaje w tyle. Jest zbyt wcześnie, aby stwierdzić, czy sztuczna inteligencja wpłynęła na wzrost produktywności w Europie. Ta rosnąca przepaść między Stanami Zjednoczonymi a Europą nie jest zaskakująca, biorąc pod uwagę, że Europa pozostaje w tyle pod względem wdrażania sztucznej inteligencji. W ubiegłym roku tylko 13,5% wszystkich europejskich firm zgłosiło korzystanie z technologii AI. To niskie rozpowszechnienie wyjaśnia niejednoznaczność wpływu sztucznej inteligencji na zatrudnienie. Gdy tylko kilka firm korzysta ze sztucznej inteligencji, prawdopodobnie skorzystają one na zwiększonym popycie na swoje produkty – dla wczesnych użytkowników sztuczna inteligencja jest ważnym wyróżnikiem konkurencyjnym. Przewaga ta znika jednak wraz z powszechnym wykorzystaniem technologii AI. W drugim etapie efekty produktywności nie są już maskowane przez zmiany popytu, a oczekiwany spadek zatrudnienia staje się ewidentny. Jest prawdopodobne, że wkrótce będzie to widoczne również w Europie. Należałoby zatem zająć się słabymi punktami na rynku pracy jakie pociągnie wykorzystanie AI, zanim AI na trwałe przekształci rynki pracy.
  • Oprócz przekwalifikowania, kolejną dźwignią, którą można wykorzystać w celu wzmocnienia odporności rynku pracy na zakłócenia związane z AI, jest zachęcanie do partycypowania w inwestycjach – i dochodach kapitałowych. Nawet pracownicy z wyższym poziomem wykształcenia – którzy powinni znajdować się w górnej połowie rozkładu dochodów i majątku – mają wiele do nadrobienia, jeśli chodzi o decyzje inwestycyjne zorientowane na zwrot. Patrząc na strukturę portfela, stwierdzamy, że ponad połowa aktywów finansowych jest utrzymywana na depozytach bankowych – nawet w najwyższych decylach zamożności.
  • Potencjalne zyski z prostej zmiany aktywów są ogromne. Przykładowo, jeśli szósty decyl miałby przenieść połowę swoich depozytów bankowych do aktywów o wyższej rentowności, takich jak akcje, obligacje i fundusze inwestycyjne, wygenerowałby wyższy zwrot o około 10 300 EUR w ciągu następnych dziesięciu lat – bez uwzględnienia oszczędności wygenerowanych w tym okresie. W dziewiątym decylu ten nadwyżkowy zwrot z jednorazowej zmiany wyniósłby 27 550 EUR. Pod względem dochodu rozporządzalnego byłby to wzrost odpowiednio o +18% i +31% w porównaniu z niezmienioną strukturą portfela. Pozytywny efekt wykracza jednak poza osoby fizyczne. Łącznie te cztery decyle majątkowe posiadają depozyty bankowe o łącznej wartości 4,1 biliona euro. Przejście na rynki kapitałowe stanowiłoby ogromny impuls dla europejskiego projektu unii rynków kapitałowych.
  • Powszechne wykorzystanie sztucznej inteligencji w opinii Allianz Trade pociągnie za sobą dyslokację (pracowników), co sprawi, że budowanie ich odporności finansowej będzie jeszcze pilniejszym zadaniem. Potencjalne skutki AI dla rynku pracy mogą jeszcze bardziej zwiększyć polaryzację i osłabić tkankę społeczną. Naprawa, modyfikacja umowy społecznej jest zatem gigantycznym zadaniem na nadchodzące lata. Przewodnią ideą nie powinno być jedynie jak niegdyś wyżywienie, ale budowanie odporności, zdolności do odbudowania na rynku pracy po niepowodzeniach. Ostatecznym celem jest zmniejszenie nierówności, nie za pomocą ale poprzez wzmocnienie możliwości każdej jednostki. Obejmuje to wyższy stopień współposiadania pracowników i ich udział w dochodach kapitałowych. Pomysł polega na tym, że ludzie sprawią, iż sztuczna inteligencja będzie dla nich pracować i generować dodatkowy strumień dochodów. Dzięki odpowiednim zachętom (podatkowym) bez wątpienia możliwe jest zachęcenie większej liczby pracowników do stania się udziałowcami, a tym samym wzmocnienie ich odporności finansowej w nadchodzących czasach perturbacjiAI w firmach

Cła, inflacja i geopolityka: inwestorzy grają na deeskalację wojny handlowej

Teoretycznie wiadomością tygodnia powinno być wejście ceł ze strony USA i odpowiedzi innych państw, jednak rynek gra miejscami w przeciwnym kierunku. Wzrost cen w Europie stabilny, a Rosja znów przestaje być traktowana jako atrakcyjna inwestycja.

Inflacja w Niemczech bez niespodzianek

Wczoraj poznaliśmy dane na temat zmian cen w dwóch ważnych gospodarkach europejskich. W Niemczech zgodnie z prognozami spadek wskaźnika z 2,3% do 2,2% w ujęciu rocznym. W rezultacie uzyskano piętnasty z rzędu miesiąc poniżej 3%. Włochy z kolei pokazały wzrost o 0,4% względem oczekiwań. Teoretycznie mogłoby to martwić, jednak to zwiększenie do 2%, czyli poziomu, do którego długo dążyliśmy. Inflacja w strefie euro jest zatem mocno pod kontrolą. Analitycy nie obawiają się na starym kontynencie tak silnego proinflacyjnego wpływu ceł. Tutaj problemem jest raczej spowolnienie gospodarki. Dlatego też rynki oczekują, że EBC raczej będzie w tym roku kontynuował cykl obniżek stóp procentowych. Utrzymująca się w ryzach inflacja tylko pozwala ten ruch kontynuować.

Rosną szanse na obniżki stóp w USA

Wydaje się, że mamy dużą sprzeczność na rynkach. Z jednej strony w środę ma wejść duży pakiet ceł importowych ze strony USA. Z drugiej w ostatnich dniach wyraźnie rosną szanse na dalsze obniżki stóp procentowych za oceanem. Jest to o tyle dziwne, że sankcje powinny powodować, że inflacja wzrośnie, przez brak tańszych zamienników zza granicy. Nie można natomiast wykluczyć, że rynki grają już na deeskalację wojny handlowej. Gdyby zakładano, że sankcje zostaną w ostatniej chwili odwołane lub zostaną zawieszone bardzo szybko, obecne ruchy na rynku byłyby całkowicie uzasadnione. Podobno pierwsze państwa już dogadują się indywidualnie, za to niektóre koordynują wspólne odpowiedzi. Zresztą termin wejścia ceł importowych już jutro, więc szybko się dowiemy, co się wydarzy.

Co w Rosji?

Ostatnie spięcie medialne Donalda Trumpa z Władimirem Putinem nie umknęło uwadze inwestorów. Jeszcze dwa tygodnie temu wyglądało, jakby pokój na Ukrainie miał być zawarty za wszelką cenę, nawet kosztem dowolnych wyrzeczeń ze strony ofiary. Teraz okazuje się, że tak źle nie jest, a rynki dostosowują się do nowych zasad gry. W ciągu tych dwóch tygodni główny indeks rosyjskiej giełdy liczony w dolarze osłabił się o ponad 11%. W tym samym czasie waluta straciła ponad 2% do złotego i ponad 3% do dolara. Widać również sporą niepewność widoczną na cenach ropy naftowej. W tym samym czasie czarne złoto poszło w górę z 70 na 75 dolarów, licząc notowaną w Londynie ropę Brent. Analitycy zwracają uwagę, że to dostosowanie się do faktu, że rosyjska ropa wcale tak łatwo nie wróci na rynki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych dzień odczytów indeksów PMI.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

USA wprowadzają jednolitą stawkę celną 20%: eksperci ostrzegają przed skutkami globalnymi

Administracja prezydenta Donalda Trumpa ogłosiła istotne zmiany w polityce celnej Stanów Zjednoczonych, które mają wejść w życie już na początku kwietnia 2025 roku. 1 kwietnia nazwano symbolicznie „Dniem Wyzwolenia”, co stanowi wyraźny sygnał odejścia od dotychczasowej strategii handlowej opartej na zasadzie wzajemności. Planowana reforma przewiduje wprowadzenie uniwersalnej stawki celnej w wysokości 20% na wszystkie towary importowane niezależnie od kraju pochodzenia, co oznacza fundamentalne przekształcenie podejścia do polityki handlowej USA.

Szczególnie kontrowersyjna jest zapowiedź dodatkowego cła w wysokości 25% na samochody oraz części motoryzacyjne, które nie są produkowane na terytorium Stanów Zjednoczonych. Część nowych taryf ma zacząć obowiązywać już 2 kwietnia, a ich pełne wdrożenie przewidziano do 3 maja. Nowe regulacje są rozwinięciem wcześniej obowiązujących środków: 25-procentowych ceł na towary z Kanady i Meksyku (z pewnymi wyjątkami dla kanadyjskich surowców energetycznych objętych niższą stawką), 20% na produkty z Chin, 25% na stal i aluminium oraz wtórnych ceł na kraje importujące ropę z Wenezueli.

Eksperci ostrzegają, że tak radykalna zmiana może mieć dalekosiężne skutki dla gospodarki krajowej i globalnej. Erica York z Tax Foundation zauważa, że uniwersalne cło 20% nie ma już żadnego związku z zasadą wzajemności i stanowi jakościową zmianę w polityce handlowej USA. Z kolei doradca prezydenta, Peter Navarro, przewiduje rekordowe wpływy budżetowe, jednak ekonomiści pozostają sceptyczni wobec tych prognoz. Jessica Riedl z Manhattan Institute ostrzega, że wprowadzenie tak szerokiej taryfy może oznaczać największe obciążenie fiskalne w czasie pokoju w historii Stanów Zjednoczonych, porównywalne z działaniami z okresu II wojny światowej.

Potencjalne konsekwencje tej polityki obejmują wzrost cen towarów importowanych, ograniczenie konsumpcji zagranicznych dóbr, przyspieszenie procesów relokacji łańcuchów dostaw oraz wzrost napięć handlowych z innymi krajami. Równocześnie może to jednak skutkować zwiększeniem krajowej produkcji i próbą budowy bardziej samowystarczalnej gospodarki. Należy jednak podkreślić, że obecna niepewność i konfrontacyjny charakter zapowiedzi administracji Trumpa zwiększają zmienność na rynkach finansowych, co już przełożyło się na spadki głównych indeksów giełdowych.

Podsumowując, zapowiedziane zmiany celne wpisują się w narrację protekcjonizmu gospodarczego i mogą doprowadzić do istotnych przetasowań w światowym handlu. To od reakcji partnerów handlowych USA oraz skuteczności wewnętrznej realizacji tych planów zależeć będzie, czy nowa polityka przyniesie długofalowe korzyści, czy raczej wygeneruje nowe bariery i koszty w wymianie międzynarodowej.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Murapol podsumowuje 2024 rok: ponad 1,3 mld zł przychodów i rekordowa liczba mieszkań w budowie

Grupa Kapitałowa Murapol, jeden z największych i najbardziej doświadczonych deweloperów mieszkaniowych w Polsce, w 2024 r. przekazała klientom detalicznym 2 915 lokali (+4,1% r/r). Przychody ze sprzedaży wyniosły 1 330 mln zł (+9,4% r/r), a zysk netto Grupy sięgnął 242 mln zł (+10,4% r/r).

Pomimo obserwowanej niepewności rynkowej i słabszej koniunktury w sektorze, Grupa podpisała 2 914 umów deweloperskich i przedwstępnych. Najwięcej mieszkań w segmencie deweloperskim zostało sprzedanych w Łodzi – 623, Poznaniu – 550 oraz Gdańsku – 449​. Cieszące się największą popularnością lokale w cenie do 600 tys. zł stanowiły blisko 90% całkowitej sprzedaży Grupy. Dodatkowo Grupa sprzedała 948 lokali w segmencie PRS (najem instytucjonalny), dzięki czemu łączna liczba lokali sprzedanych w obu segmentach tj. do klienta detalicznego i w segmencie PRS, w 2024 sięgnęła 3 862 lokali.

W 2024 r. Murapol wprowadził do oferty 3 911 mieszkań i apartamentów inwestycyjnych w 13 miastach. Najwięcej lokali zostało wprowadzonych w Gdańsk – 893, Łodzi – 514 oraz Lublinie – 332​. Grupa Murapol dysponuje jednym z największych aktywnych banków ziemi na rynku, pozwalający na budowę 19 344 lokali.

Dzięki naszemu 24-letniemu doświadczeniu oraz konsekwentnie realizowanej strategii
w segmencie popularnym i popularnym premium, udało nam się utrzymać silną pozycję rynkową i wypracować bardzo solidne wyniki. W bardziej wymagającym otoczeniu rynkowym w 2024 roku, osiągnęliśmy powtarzalne wyniki sprzedażowe, co potwierdza naszą skuteczność i odporność modelu biznesowego. Oferta Grupy Murapol, skoncentrowana jest w najszerszym segmencie rynku mieszkaniowego, zapewniając długoterminową stabilność. Dodatkowo, rozwój komplementarnej działalności
w segmencie najmu instytucjonalnego w modelu design&build otwiera przed nami ciągle nowe możliwości na przyszłość. To wszystko sprawia, że nasza Grupa konsekwentnie realizuje swoje cele i stale umacnia swoją pozycję w branży. Co ważne, mamy bardzo dobre perspektywy dalszego rozwoju. Z bogatą ofertą, m.in. wprowadzonymi w 2024 r. do oferty 3 911 lokami, a także bogatym aktywnym bankiem ziemi, zamierzamy pozostać silnym graczem na rynku i będziemy mocno walczyć o pozycję dewelopera pierwszego wyboru przez klientów
podkreśla Nikodem Iskra, Prezes Zarządu Murapol S.A.

Na koniec 2024 r. w budowie było 7 756 lokali o łącznej powierzchni ok. 318,5 tys. m2,
w ramach 101 budynków w 14 miastach. Najwięcej projektów w realizacji znajduje się
w Gdańsku – 2 132 lokali i Łodzi – 1 556 lokali.

Wyniki finansowe – szersze omówienie

Po 2024 r. poziom gotówki (z uwzględnieniem rachunków powierniczych) Grupy Murapol wynosił 318,8 mln zł, w porównaniu do 248,2 mln zł przed rokiem. Dług netto wynosił 293,2 mln zł.

W 2024 roku Grupy Murapol wypłaciła 200,3 mln zł dywidendy, z czego blisko 120 mln zł w dniu 12 listopada, jako zaliczka na poczet dywidendy za 2024 r., po przekazaniu akcjonariuszom 80,4 mln zł w  dniu 8 maja br.

Grupa Murapol konsekwentnie utrzymuje stabilną sytuację finansową. Wzrost przychodów o 15,3% w segmencie detalicznym osiągnęliśmy dzięki wzrostowi liczby przekazań oraz średniej ceny przekazanego mieszkania (o 11,1% rok do roku). Nasz skalowalny model biznesowy, oparty o wystandaryzowany produkt, pozwala nam generować satysfakcjonujące i bardzo zbliżone do siebie wyniki marżowe zarówno
w dużych aglomeracjach, jak i na rynkach regionalnych. Świadczy to o sile tego modelu oraz atrakcyjności naszej oferty. Stabilna struktura finansowania zakupu mieszkań od Grupy Murapol, ze zbliżonym udziałem kredytów hipotecznych i zakupów gotówkowych, potwierdza elastyczność i odporność naszego biznesu, na zmieniające się warunki rynkowe. Dodatkowo, w 2024 roku z powodzeniem zrealizowaliśmy pierwszą emisję obligacji w ramach programu o wartości 500 mln zł, pozyskując w ten sposób 150 mln zł na dalszą rozbudowę naszej oferty mieszkaniowej oraz potencjału operacyjnego Grupy. To kolejny dowód na zaufanie rynku do Grupy Murapol oraz potwierdzenie naszej zdolności do skutecznego zarządzania i dywersyfikacji źródeł finansowania. Nasz bezpieczny wskaźnik dług netto / skorygowana EBITDA LTM (0,84 na koniec 2024 r.) dowodzi, że pozostajemy w silnej pozycji do dalszego, zrównoważonego wzrostu, nawet w dynamicznym i wymagającym otoczeniu makroekonomicznym –
 mówi Przemysław Kromer, CFO, Członek Zarządu Murapol S.A. 

Najważniejsze dane finansowe

 w tys. PLN 2024 2023 Zmiana
Przychody ze sprzedaży   1 330 214 1 215 944 9,4%
Przychody ze sprzedaży do
klientów detalicznych
 1 185 741 1 028 787 15,3%
     Przychody ze sprzedaży do PRS  144 473 187 157 -22,8%
Zysk brutto ze sprzedaży  401 792    383 393 4,8%
Marża brutto ze sprzedaży 30,2% 31,5% -1,3 p.p.
EBIT  293 600     266 199 10,3%
Marża EBIT 22,1% 21,9% 0,2 p.p.
Zysk netto  242 029   219 151 10,4%
Marża zysku netto 18,2% 18,0% 0,2 p.p.

Potencjał rynku

Grupa Murapol dysponuje atrakcyjnym i dobrze zdywersyfikowanym portfelem projektów w przygotowaniu. Na koniec roku w przygotowaniu było 13 229 lokali o łącznej powierzchni blisko 572 tys. m2, w 16 miastach.

W 2024 roku sytuacja makroekonomiczna w Polsce systematycznie się poprawiała,
a wzrost PKB wyniósł 2,9%, przewyższając oczekiwania, co pokazuje siłę krajowej gospodarki. Jednocześnie niepewność związana z polityką mieszkaniową oraz uwarunkowania wynikające z wysokich stóp procentowych w Polsce wpływają na koniunkturę na rynku nieruchomości. Popyt na mieszkania jest silnie uzależniony od dostępności kredytów hipotecznych i zdolności klientów do ich spłaty. Pomimo tych wyzwań, stabilne fundamenty biznesu Grupy Murapol, a zwłaszcza szeroka oferta
w segmencie popularnym i potencjał sektora mieszkaniowego w Polsce wskazują na możliwości dalszego wzrostu.

Takiej podaży na rynku mieszkań nie było od lat. Dużo lokali na sprzedaż i na wynajem

Trudny początek roku na rynku nieruchomości. „Takiej podaży mieszkań na zakup i na wynajem nie było od lat”.

Jaki był I kwartał roku 2025 na rynku nieruchomości? Eksperci mówią wprost: stan wyczekiwania jest nadal odczuwalny. Wiele osób wciąż powstrzymuje się przed zakupem mieszkania mimo, że ich potrzeba życiowa jest coraz bardziej odczuwalna. – Czekamy na spadek poziomu stóp procentowych, na programy wsparcia od rządu, na spadek cen mieszkań. Czekanie jest hasłem zdecydowanie determinującym sytuację na rynku nieruchomości, a my jako eksperci zaznaczamy, że czasem wyczekiwanie za długo nie jest dobrym rozwiązaniem, bo np. ciekawe oferty na rynku wtórnym mogą po prostu uciec nam sprzed oczu – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

„Wyczekiwanie, coraz częściej zniecierpliwienie”

Ilość sprzedanych mieszkań w I kwartale roku 2025 była nieco wyższa niż rok wcześniej, ale wciąż trudno mówić o wyraźnym ożywieniu popytu.

Eksperci wskazują, że sytuacja jest trudna z wielu powodów. Polacy wciąż wyczekują na jasną deklarację Rządu RP w sprawie programów wspierających np. młode rodziny. Obecnie na rynku nieruchomości najczęstsze transakcje do jakich dochodzi to: zakup nieruchomości premium, zakup lokali do gruntownego remontu po niskich cenach lub właśnie zakup nieruchomości na rynku wtórnym przez rodziny i osoby, którym udało się zdobyć finansowanie.

– Wyczekiwanie związane z tym, czy Rząd wprowadzi nowy program dopłat kredytowych powoduje już gigantyczne zniecierpliwienie wśród zarówno deweloperów jak i firm zajmujących się obrotem nieruchomościami. Mamy do czynienia już z pewnym zachwianiem równowagi rynkowej, bo widzimy, że pierwszy raz od lat podaż zaczyna wyprzedzać popyt. Mamy na rynku dużo nowych, dostępnych mieszkań deweloperskich, mamy dużo mieszkań na wynajem, zwykle nowych, ale mamy też więcej mieszkań na rynku wtórnym. Klienci obserwują, chcą kupować, a jednak potem powstrzymuje ich albo niepewność związana z sytuacją geopolityczną albo chęć poczekania na dalszy rozwój sytuacji rynkowej – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Na co czekają klienci?

– Na obniżki cen. To jest podstawowe oczekiwanie. Na rynku wtórnym negocjacje są czymś naturalnym. Na rynku deweloperskich nie ma na to zwykle miejsca – przyznaje Król.

Klienci szukają mieszkań na rynku wtórnym i mieszkań… do remontu

Kwartał na rynku nieruchomości w ocenie eksperta można nazwać „bardziej optymistycznym” niż I kwartał roku 2025. Transakcji jest więcej, zapytań jest więcej, ale sytuacja znacząco poprawiłaby się, gdyby dostępność kredytów była większa, stopy procentowe niższe, a Rząd jasno zadeklarował czy program „Pierwsze klucze” wejdzie w życie czy może wszystko zostanie w obecnej sytuacji, a rynek mieszkaniowy musi się w niej odnajdywać.

– Na rynku wtórnym widzimy spadki cen. Jest to odczuwalne szczególnie w miastach takich jak np. Szczecin. Toruń, Bydgoszcz, Katowice, trochę Poznań. Tutaj podaż na rynku wtórnym jest nieco wyższa niż w innych miastach. Poza tym, gdy ceny na rynku pierwotnym drastycznie rosną, a tak nadal jest np. w Warszawie czy w Krakowie, to sprzedający nadal nie czują potrzeby obniżania cen. Widzimy, że na rynku wtórnym ruch jest znacznie większy niż na pierwotnym. Korekta cen wynosi na nim średnio kilka procent, ale sprzedający bardzo często podejmują negocjacji – mówi Mirosław Król.

– Najlepiej sprzedają się mieszkania w budownictwie od 2002 roku wzwyż, zwykle do 60 metrów kwadratowych, z ceną za metr kwadratowy do 10 tysięcy złotych. Zauważamy także większe zainteresowanie mieszkaniami do remontu. Tutaj zdarzało nam się już nawet sprzedawać małe mieszkania w kwotach nieco powyżej 220 tysięcy złotych – dodaje Mirosław Król.

Jaka będzie wiosna na rynku nieruchomości? – Wiosną zawsze sprzedaje się więcej mieszkań – przyznaje Mirosław Król. Eksperci spodziewają się wzrostu zainteresowania, ale jednocześnie nie spodziewają się przełomu na rynku.

Zarobki studentów w Polsce 2025: średnio 3622 zł netto, ale chcą 12 tys.

Studenci zarabiają w Polsce średnio 3622,91 zł na rękę. Co piąta studiująca osoba wypracuje pomiędzy trzy a cztery tysiące złotych netto. Ponad 40 proc. zarobi ponad pięć tysięcy złotych pensji. Prawie połowa studentów marzy, by za trzy lata do ich portfela wpadało aż 12 tys. złotych. Najwyższe średnie zarobki osiągają studenci we Wrocławiu, najmniej dostają ci z Krakowa – wynika z tegorocznej edycji badania „Student w pracy” przygotowanego w ramach Programu Kariera Polskiej Rady Biznesu.

Najnowsze dane (luty 2025 r.) Głównego Urzędu Statystycznego pokazują, że w polskich firmach zarabia się średnio miesięcznie 8613,14 złotych brutto. Na rękę daje to 6201 zł przy umowie o pracę. Jeśli ktoś byłby zatrudniony na umowie zlecenie, to kwota byłaby o 20 zł większa. W porównaniu z 2024 r. średnia pensja w sektorze przedsiębiorstw wzrosła o 7,9 proc.

Średnie studenckie zarobki są mocno średnie

A studenci? Zarabiają blisko 40 proc. mniej! Z danych zgromadzonych w ramach badania “Student w pracy” przeprowadzonego przez pracownię SW Research w ramach Programu Kariera Polskiej Rady Biznesu wynika, że średnie wynagrodzenie żaków w Polsce wynosi 3622,91 złotych na rękę.

Rok temu średnie wynagrodzenie netto wynosiło 3429,82 zł miesięcznie. Oznacza to wzrost rok do roku tylko o 5,6 proc.

Zespół Programu Kariera obliczył średnią na podstawie uzyskanych odpowiedzi. W badaniu studenci byli proszeni o wskazanie przedziałów, w jakich mieszczą się ich zarobki. Każdemu przedziałowi przyporządkowano średnią wartość, np. jeśli ktoś wskazał, że zarabia pomiędzy 3001 zł a 4000 zł, do obliczeń przyjmowano wartość 3500 złotych.

Najwyższe i najniższe przedziały zarobków

Jakich odpowiedzi udzielali studenci? Mediana ich aktualnych zarobków (czyli kwota, poniżej której zarabia połowa z nich) znajduje się w przedziale trzy a cztery tysiące złotych. Takie zarobki deklaruje co piąta osoba. Kwotę od dwóch do trzech tysięcy złotych netto obecnie zarabia 16 proc. osób, a zarobki rzędu cztery – pięć tysięcy zł deklaruje 14 proc. pracujących studentów.

Ile chciał(a)byś zarabiać - wykres 4 - Student w pracy 2025 - Program Kariera

W porównaniu z rokiem 2024 r. widać duży spadek liczby studentów zarabiających w przedziale pomiędzy tysiącem a dwoma tysiącami złotych (z 19,9 proc. do 12,1 proc.). Jednocześnie z 15,3 proc. do 19,8 proc. wzrósł odsetek tych, którzy za pracę dostają pomiędzy trzema a czterema tysiącami złotych. Również zwiekszyła się grupa zarabiających powyżej pięciu tysięcy złotych netto miesięcznie (z ok. 15 proc. do ponad 20 proc.).

Badania pokazują, że studenci z roku na rok zarabiają nominalnie więcej. Jednak jest to wzrost mniejszy niż średni wzrost zarobków w firmach. Podobne zjawisko obserwowaliśmy w latach poprzednich. Nie da się więc ukryć, że ich pozycja na rynku pracy jest coraz słabsza. Dla pracodawców coraz bardziej liczą się złożone kompetencje, do nabycia których potrzebny jest czas. I właśnie do tego najlepiej wykorzystać czas studiów, żeby potem zarabiać więcej – wyjaśnia Marian Owerko.

Ekspert zwraca uwagę, że zarobki pracujących studentów nie mówią wszystkiego o stanie ich portfela. Wielu młodych ludzi otrzymuje pieniądze od rodziców oraz korzysta ze stypendiów.

Wrocław na czele, Kraków na końcu

Posługując się tą samą metodologią, zespół Programu Kariera obliczył średnie wynagrodzenie netto za pracę, które otrzymywali studenci w polskich miastach. Najwyższą średnią miesięcznych zarobków mogli pochwalić się studenci z Wrocławia (4224,14 zł). Na drugim końcu skali znaleźli się uczęszczający na uczelnie w Krakowie – ich wynagrodzenie to tylko 3107,14 zł za miesiąc.Średnie wynagrodzenie w miastach - wykres 2 - Student w pracy 2025 - Program Kariera

Bliższa analiza zarobków pokazuje, że najwyższy odsetek osób zarabiających powyżej siedmiu tysięcy złotych na rękę studiuje we Wrocławiu (11,8 proc.) i w Trójmieście (11,4 proc.). W Warszawie, zwyczajowo kojarzonej z wysokimi zarobkami, powyżej siedmiu tysięcy złotych netto za pracę otrzymuje tylko 5,7 proc. studentów. Z kolei w Krakowie i w Rzeszowie takiej odpowiedzi nie wskazał żaden respondent.

Na drugim końcu skali znalazły się Poznań, Białystok i Szczecin. W tych miastach największy procent pracujących studentów otrzymuje pensję poniżej tysiąca złotych – odpowiednio 12,5 proc., 11,1 proc. i 10,8 proc. Natomiast w Olsztynie i we Wrocławiu nie odnotowano takich odpowiedzi.Dane szczegółowe po miastach - wykres 3 - Student w pracy 2025 - Program Kariera

Wysokie aspiracje

A ile studenci chcieliby zarabiać? Dwa razy tyle, co obecnie! Średnia pożądanych obecnie zarobków, obliczona w analogiczny sposób, to 7643,21 zł miesięcznie na rękę. To więcej niż średnia wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw.

Na obecnym etapie kariery najwięcej studentów (17,5 proc.) marzy o zarobkach powyżej 12 tysięcy złotych. Co czwarty chciałby, żeby jego wynagrodzenie wyniosło pomiędzy cztery a sześć tysięcy złotych.

Im dalej studenci patrzą w przyszłość, tym oczekują wyższych zarobków. Po roku pracy, średnie pożądane wynagrodzenie to 9082,72 zł miesięcznie, przy czym powyżej 12 tysięcy złotych chciałby otrzymywać co trzeci student. Po trzech latach oczekiwana średnia to 10 471,60 zł miesięcznie a połowa ankietowanych chciałaby dostać więcej niż 12 tysięcy złotych. W 2035 r. średnia oczekiwanego wynagrodzenia to 11 634,57 zł miesięcznie a powyżej 12 tysięcy złotych chciałoby zarabiać już blisko trzy czwarte ankietowanych.

Program Kariera – ciekawa praca i dobre zarobki

Czy studenci już teraz mogą zarabiać więcej? Takie możliwości dają dobre programy stażowe. Przykładem może być Program Kariera Polskiej Rady Biznesu. To największy multibranżowy i multikorporacyjny program płatnych staży w Polsce. Stażyści otrzymują wynagrodzenie w wysokości co najmniej 4,7 tys. zł. Są firmy i stanowiska na których można zarobić nawet 8,3 tys. zł za miesiac stażu.

W Programie Kariera blisko 45 pracodawców oferuje prawie 115 staży w 14 miastach. W tym roku po raz pierwszy staże w Programie oferują instytucje administracji publicznej: Bankowy Fundusz Gwarancyjny i Urząd Komisji Nadzoru Fiansowego.

Na stronie programkariera.pl w jednym miejscu studenci znajdują oferty płatnych praktyk w kilkunastu obszarach: od IT i programowania, przez marketing, prawo i finanse, po staże w branżach inżynierskich czy nawet psychiatrii klinicznej.

Patronaty honorowe nad 22. edycją Programu Kariera objęli Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Minister Rozwoju i Technologii.

Program Kariera oferuje uczestnikom holistyczne spojrzenie na rzeczywistość gospodarczą. Firmy zapewniają młodym ludziom możliwość bezpośredniej pracy z doświadczonymi osobami zarządzającymi przedsiębiorstwem lub działem. Stażyści mogą liczyć na indywidualną opiekę i dobrze zaplanowany harmonogram praktyk. Jakość staży weryfikowana jest w corocznym badaniu satysfakcji realizowanym przez zewnętrzną firmę – uczestnicy oceniają firmę, która ich zatrudniała.

– Program Kariera to szansa na zdobycie cennego doświadczenia pod okiem profesjonalistów, nawiązanie bezcennych kontaktów czy mentoring, który da prawdziwe przyspieszenie rozwoju zawodowego – mówi Marian Owerko, szef Programu Kariera, wiceprezes Polskiej Rady Biznesu.

Kto przetrwa falę ceł? Nadchodzi gorący tydzień dla rynków

Rynki wyczekują wieści o wzajemnych cłach, które mają zostać ogłoszone w tę środę. Dolar stoi obecnie na rozdrożu – z jednej strony jest wsparcie, którego można oczekiwać od wyższych ceł, z drugiej coraz wyraźniejsze szkody ekonomiczne wywołane przez chaotyczne działania Trumpa i lekceważenie ich wpływu na gospodarkę. Presja cenowa w Stanach rośnie, zaś konsumenci wycofują się, co jest szczególnie trudne dla Rezerwy Federalnej. Jednocześnie otoczenie dla złotego obfituje w negatywne elementy i nie bylibyśmy zaskoczeni, gdyby para EUR/PLN skierowała się w górę.

Kluczowe punkty:

  • PLN wykazuje odporność, ale ryzyka są coraz wyraźniejsze.
  • Rynek walutowy stabilizuje się przed ogłoszeniem ceł.
  • Ogłoszono 25% cła na pojazdy spoza USA.
  • Perspektywy USA są zamglone przez niepewność dot. ceł.
  • PMI w strefie euro bliskie stagnacji.
  • Solidne odczyty ekonomiczne wspierają GBP.

W ubiegłym tygodniu, stosunkowo ubogim w wieści ekonomiczne i polityczne, waluty utrzymywały się w wąskich przedziałach, gdy rynki czekały na nowe informacje o kolejnych cłach, które zostaną podane w środę 2.04. Ich ogłoszeniu towarzyszyć ma wprowadzenie 25% cła na pojazdy importowane do USA. Konsensusem wydaje się to, że w jego wyniku średnie cła w USA mogą wzrosnąć znacznie powyżej 10% z zaledwie 2,5% przed objęciem urzędu przez Trumpa.

Najważniejszymi publikacjami tygodnia będą wstępne wskaźniki PMI w strefie euro za marzec (wtorek 01.04) i szereg danych z amerykańskiego rynku pracy, który rozpocznie raport JOLTS w środę (02.04), a zakończy w piątek (04.04) raport NFP (non-farm payrolls).

PLN

W ubiegłym tygodniu złoty był drugą po rupii indyjskiej najlepiej radzącą sobie walutą emerging markets i odnotował niewielkie zyski względem euro. Jego odporność jest imponująca. Może być ona do pewnego stopnia związana ze stosunkowo korzystnym sentymentem wobec Europy – także inne waluty Starego Kontynentu o wysokiej becie dobrze sobie radziły. Europejski (w tym polski) rynek akcji również wydaje się nieoczekiwanym schronieniem dla niektórych inwestorów w sytuacji, gdy wiele z globalnych indeksów osiągających wcześniej lepsze wyniki – szczególnie amerykańskich – odczuwa istotną presję.

Cła stanowią jednak zagrożenie również dla polskiej gospodarki. Połączenie ceł, niepewności handlowej, kiepskich odczytów aktywności gospodarczej i optymistycznych odczytów inflacji jest dla złotego negatywne i nie bylibyśmy zaskoczeni, gdyby para EUR/PLN skierowała się w górę. Szczególnie jeśli cła na UE będą wysokie, a sentyment rynkowy jeszcze bardziej się pogorszy.

Biorąc pod uwagę istotność wieści spoza kraju, posiedzenie NBP może odejść w cień. Inwestorzy będą jednak uważni na wszelkie sygnały, że RPP łagodzi swoją jastrzębią retorykę i zaczyna kłaść podwaliny pod obniżenie stóp procentowych.

EUR

Marcowe wskaźniki PMI ze strefy euro nie odzwierciedlają optymizmu, który ogarnął europejskie rynki finansowe po ogłoszeniu ogromnej stymulacji fiskalnej w Niemczech. Wartość indeksu zbiorczego PMI w marcu niemal nie uległa zmianie i wciąż sugeruje aktywność bliską stagnacji.

Wstępny odczyt inflacji we wtorek (01.04) powinien być dla Europejskiego Banku Centralnego lepszą wiadomością – dane z Francji i Hiszpani zaskoczyły w dół. Uwaga powinna skupić się w tym tygodniu na ogłoszeniu ceł. Biorąc pod uwagę znaczną nadwyżkę w handlu między strefą euro a USA, trudno sobie wyobrazić, by w tych warunkach wspólna waluta doświadczyła umocnienia.

USD

Przybywa dowodów na to, że wywołany przez Trumpa chaos godzi w zaufanie konsumentów, oczekiwania i wydatki, sytuacja wciąż jednak nie jest jednoznaczna. W lutym ponownie wydatki konsumentów nie sięgnęły konsensusu, a preferowana przez Fed miara dynamiki cen (PCE) pokazała kolejny wzrost indeksu bazowego w ujęciu miesięcznym.

Jednocześnie usługowy PMI za marzec zaskoczył znacznie w górę, dzięki czemu wzrósł też wskaźnik zbiorczy. W tym tygodniu poza ogłoszeniem ceł (środa 02.04) dodatkowego znaczenia nabierają dane dotyczące rynku pracy – raport JOLTS (środa 02.04), liczba zadeklarowanych bezrobotnych (czwartek 03.04) i, najważniejszy, raport NFP za marzec (piątek 04.04). Nowe dane zweryfikują, czy ograniczenie wydatków konsumenckich zaczyna wpływać na decyzje firm dotyczące zatrudnienia.

GBP

Na perspektywy ekonomiczne Wielkiej Brytanii korzystnie oddziałuje poprawiający się popyt i stosunkowo niska ekspozycja na cła Trumpa, jako że kraj eksportuje głównie usługi i utrzymuje znaczny deficyt handlowy z USA. Wskaźniki PMI za marzec uległy istotnemu polepszeniu i niespodziewanie są teraz zgodne ze stabilnym wzrostem, a prowadzi sektor usługowy.

Sprzedaż detaliczna w lutym również przekroczyła oczekiwania. Odwróciło to uwagę od obniżenia o połowę, czyli do 1%, prognozy brytyjskiego PKB na 2025 r. przez Biuro Odpowiedzialności Budżetowej (OBR). Dodatkowo gospodarstwa domowe odetchnęły po silnym spadku inflacji, niemniej uporczywie wysoki wzrost cen usług na poziomie 5% sugeruje naszym zdaniem, że jeszcze nie nadszedł czas, by Bank Anglii porzucił swoje ostrożne podejście do rozluźniania polityki monetarnej. Połączenie stabilnego wzrostu, odporności na cła i silniejszych więzów z UE pozostaje kluczowym czynnikiem wspierającym funta.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Niepewność sprzyja złotu. Globalna polityka handlowa i walka o surowce

Złoto pozostaje w centrum zainteresowania globalnych rynków finansowych, a niepewność związana z polityką handlową Stanów Zjednoczonych oraz rosnąca aktywność Chin na światowych rynkach przemysłowych znacząco wpływają na sytuację inwestycyjną. Rośnie też rola królewskiego metalu jako środka płatniczego w USA.

Początek ubiegłego tygodnia upłynął pod znakiem konsolidacji ceny złota i mocniejszego dolara, jednak już końcówka przyniosła wzrost kursu do poziomu 3080 dolarów za uncję kruszcu. Nowy tydzień również zaczął się dla królewskiego metalu bardzo pozytywnie, bo notowania przekroczyły – po raz pierwszy w historii – pułap 3100 USD/oz.

Tymczasem Goldman Sachs podniósł swoją prognozę dla ceny złota do poziomu 3300 dolarów za uncję do końca 2025 roku. To sugeruje, że czynniki związane z długoterminowymi perspektywami gospodarczymi lub geopolitycznymi mogą w przyszłości, wraz z rosnącym zainteresowaniem inwestorów tym aktywem, wpłynąć na wzrost ceny.

Z kolei chińscy ubezpieczyciele, którzy niedawno otrzymali możliwość alokowania do 1% swoich aktywów w fizycznym złocie, przeprowadzają pierwsze transakcje na Shanghai Gold Exchange (SGE), co może wskazywać na rosnące zainteresowanie tym metalem w Chinach i dodatkowo zwiększać globalny popyt na kruszec.

A już od 2 kwietnia USA nałożą 25-procentowe cła na importowane samochody, co może wpłynąć na globalne łańcuchy dostaw oraz dynamikę handlu międzynarodowego. Ponadto ogłoszenie porozumienia o zawieszeniu broni na Morzu Czarnym między Ukrainą a Rosją ma potencjalnie pozytywny wpływ na stabilizację rynków surowcowych, w tym złota.

Chiny coraz bardziej górują nad Niemcami

W kontekście globalnej konkurencji gospodarczej wyraźnie widać też rosnące wpływy Chin, które coraz mocniej dominują nad niemieckim przemysłem samochodowym, chemicznym i inżynieryjnym. Według najnowszych danych udział Chin w globalnym eksporcie chemikaliów wzrósł w ostatniej dekadzie o 60%, podczas gdy udział Niemiec zmniejszył się o 14%.

W przemyśle maszynowym udział Niemiec w rynku eksportu spadł do 15,2%, podczas gdy Chiny zwiększyły swój udział do 22,1%, co wywołuje obawy o przyszłość niemieckiego sektora produkcyjnego, a realna staje się groźba zwolnień i zamknięć fabryk. Chiny subsydiują kluczowe gałęzie przemysłu, co przyczynia się do ich przewagi konkurencyjnej.

Sygnał ostrzegawczy dla polskiej gospodarki

W Polsce natomiast najnowsze dane GUS wskazują na wyraźne osłabienie konsumpcji, co może skutkować koniecznością rewizji strategii polityki gospodarczej. Główny Urząd Statystyczny wykazał zaskakujący spadek sprzedaży detalicznej w Polsce w lutym – o 0,5% rok do roku i aż o 6% w porównaniu do stycznia, podczas gdy analitycy spodziewali się wzrostu na poziomie 3,2%.

To duże rozczarowanie rynkowe i sygnał ostrzegawczy dla gospodarki. Spadek konsumpcji może mieć bowiem istotne konsekwencje dla budżetu państwa i dynamiki wzrostu gospodarczego. Inwestorzy, w reakcji na słabsze dane, spodziewają się, że stopy procentowe w Polsce zostaną już obniżone latem, nie wierząc w dotychczasowe zapowiedzi Adama Glapińskiego, prezesa NBP.

Złoto wraca do łask jako pieniądz

Równocześnie w Stanach Zjednoczonych obserwujemy coraz większe zainteresowanie przywróceniem złota i srebra jako legalnego środka płatniczego. Organizacja Sound Money Defence League lobbuje na rzecz zmian legislacyjnych, dzięki którym kolejne stany mogą uznać złoto i srebro za prawne środki płatnicze. Rząd federalny preferuje system pieniądza fiducjarnego od 1971 roku, ponieważ umożliwia on dodruk pieniędzy.

Już dziś w takich stanach jak Utah, Arizona czy Wyoming złoto jest oficjalnie uznawane za walutę, a procesy legislacyjne zmierzające w tym kierunku toczą się m.in. na Florydzie, w Alabamie i Kansas. Główną przeszkodą w używaniu złota i srebra jako pieniądza nie jest brak ich wartości, lecz podatki, regulacje i inne czynniki zniechęcające do stosowania ich w transakcjach. SMDL dąży do usunięcia tych barier.

Do stanów, w których złoto jest prawnym środkiem płatniczym, należą:

  • Utah (pierwszy stan, uchwalono w 2011 roku)
  • Karolina Południowa (od 2013 roku)
  • Luizjana (od 2024 roku)
  • Oklahoma (od 2014 roku)
  • Wyoming (od 2018 roku)
  • Arkansas
  • Arizona (od 2014 roku)

Niektóre stany wprowadziły zwolnienia podatkowe dotyczące złota i srebra:

  • Luizjana (od 2011 roku zwolnienie od podatku)
  • Wirginia Zachodnia (zwolnienie z podatku od sprzedaży od 2019 roku)
  • Tennessee (zwolnienie z podatku od 2022 roku)

Ponadto, w następujących stanach trwają procesy legislacyjne mające na celu umożliwienie korzystania ze złota:

  • Floryda
  • Alabama
  • Iowa
  • Kansas

Podsumowując, globalne rynki są pod silnym wpływem decyzji politycznych oraz zmian strukturalnych w gospodarce światowej, a złoto pozostaje jednym z kluczowych aktywów zabezpieczających kapitał w czasach niepewności. Jednocześnie obserwujemy narastające napięcia związane z konkurencją między Chinami a krajami Zachodu oraz rosnące zainteresowanie metalami szlachetnymi jako alternatywnym środkiem płatniczym w USA.

Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver.pl, Grupa Goldenmark

Mediana zadłużenia Polaków to ponad 3/4 ich pensji. Warszawa wyjątkiem

Według najnowszych danych GUS we wrześniu 2024 roku mediana wynagrodzeń brutto w gospodarce narodowej wyniosła 6683 zł. Oznacza to, że połowa Polaków zarabia mniej niż ta kwota, a druga połowa więcej. Natomiast analiza danych Krajowego Rejestru Długów pokazuje, że w tym samym czasie mediana zadłużenia polskich konsumentów wynosiła 5127 zł, a więc ponad 3/4 pensji. To tak, jakby przeciętny dłużnik miał oddać trzy tygodnie swoich zarobków na spłatę zobowiązań, a na życie pozostawałby mu jedynie tydzień wypłaty. Problem ten nie dotyczy jednak mieszkańców Warszawy.

Na początek warto wyjaśnić, czym różni się mediana od średniej. Średnia arytmetyczna to suma wszystkich wartości podzielona przez ich liczbę – łatwo ją zawyżają wysokie wynagrodzenia nielicznej grupy najlepiej zarabiających. Mediana to wartość środkowa – oznacza, że połowa badanych zarabia mniej, a połowa więcej. W praktyce mediana lepiej więc oddaje rzeczywisty obraz dochodów przeciętnego Polaka, ponieważ nie jest zaburzona przez skrajnie wysokie lub niskie wartości. Podobnie jest z medianą zadłużenia – pokazuje ona, jak duże długi mają realnie przeciętni konsumenci, a nie tylko ekstremalnie zadłużone jednostki.

Mężczyźni muszą oddać więcej

Najnowsze dane GUS wskazują, że mediana wynagrodzeń jest niższa o 17,2 proc. od przeciętnego wynagrodzenia brutto, które wynosi 8075 zł, a mężczyźni zarabiają o 420 zł więcej niż kobiety. Porównując to z danymi dotyczącymi zadłużenia w KRD, widać podobną zależność: lepiej zarabiający mężczyźni mają też większe długi.

– Wyższa pensja daje poczucie większej stabilności, ale też skłania do bardziej ryzykownych zachowań, bo przecież „kto bogatemu zabroni”. Na to nakładają się różnice kulturowe. Kobiety częściej starają się zapobiegać narastającemu kryzysowi, a gdy dług trafia do windykacji, nierzadko same inicjują kontakt i są otwarte na polubowne rozwiązanie problemu. Mężczyźni są bardziej bierni, liczą że sytuacja sama się rozwiąże. Z naszego doświadczenia windykacyjnego wynika też, że niezależnie od płci osoby z wyższymi dochodami często mają większe trudności z uznaniem swojej sytuacji finansowej za krytyczną, co może opóźniać podjęcie działań naprawczych – podkreśla Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

45+, czyli wiek finansowego przełomu

Rozbieżności w medianie zadłużenia widać też, analizując wiek dłużników. Najmłodsi dłużnicy w KRD, czyli osoby do 18. roku życia, mają wciąż jeszcze najniższą medianę długu, czyli 282 zł. To w większości kary za jazdę bez biletu, które teoretycznie dość łatwo jest spłacić, by natychmiast zniknąć z rejestru. Po przekroczeniu progu dorosłości rosną też długi i to znacznie. W wieku 18-25 lat mediana zaległych płatności przekracza już 1800 zł. A jak pokazują dane KRD, z każdym kolejnym rokiem ich kwota rośnie.

Co ciekawe, dane GUS wskazują, że pod względem wieku najlepiej wynagradzani są pracownicy pomiędzy 35 a 44 rokiem życia (mediana: 6952 zł) oraz 45 a 54 rokiem życia (6925 zł). Ale ich sytuacja jest zupełnie inna w przypadku zadłużenia. W pierwszej grupie jego mediana wynosi 5925 zł, w drugiej aż 7494 zł.

Te 1,5 tysiąca złotych różnicy w zadłużeniu obu grup wiekowych o podobnych dochodach, to nie przypadek. Między 45. a 54. rokiem życia następuje kumulacja zobowiązań życiowych. Kredyt mieszkaniowy w szczytowym okresie spłaty, dzieci kończące szkołę średnią lub na studiach wymagające większego wsparcia niż dotychczas, często też starzejący się rodzice, którzy potrzebują pomocy. Do tego chęć utrzymania lub polepszenia standardu życia. Na to wszystko nakłada się brak jakichkolwiek oszczędności lub ich niewielka kwota, ucieczka od kłopotów poprzez zaciąganie kolejnych pożyczek, by spłacić wcześniejsze. I na koniec niechęć do przyznania się do porażki, bo narastający dług tak jest traktowany. Nasi negocjatorzy często słyszą takie historie – komentuje Jakub Kostecki.

Paradoksy, wyjątki i rekordy regionalne

W trzech województwach w Polsce mediana zadłużenia przekracza 6 tys. zł. To lubuskie (6127 zł), warmińsko-mazurskie (6119 zł) i kujawsko-pomorskie (6022 zł). Z kolei najniższą medianę – poniżej 5 tys. zł – mają mieszkańcy województwa łódzkiego (4087 zł), mazowieckiego (4869 zł) i wielkopolskiego (4988 zł). Paradoksalnie, to właśnie województwo mazowieckie cechuje jedna z najwyższych median wynagrodzeń. Według danych GUS zarobki wynoszą tam 7500 zł (w Regionie Warszawskim Stołecznym 8215 zł, a w samej Warszawie 8840 zł).

Z kolei w rankingu zadłużenia powiatów górują: tomaszowski (woj. łódzkie) z najwyższą medianą na poziomie 7420 zł, ełcki (woj. warmińsko-mazurskie) – 7406 zł i nowodworski (woj. mazowieckie) – 7347 zł. Najniższą medianę długu mają natomiast mieszkańcy powiatów: łódzkiego wschodniego (woj. łódzkie) – 3522 zł, pruszkowskiego (woj. mazowieckie) – 3556 zł i warszawskiego zachodniego (woj. mazowieckie) – 3649 zł. Dodajmy, że te ostatnie powiaty charakteryzują się medianą wynagrodzenia powyżej średniej krajowej wg GUS. Konsumenci z tych okolic zarabiają więc wystarczająco, by się zbytnio nie zadłużać.

To wyjątek potwierdzający regułę. Wynagrodzenia różnią się znacząco w zależności od powiatu, co wynika ze struktury gospodarczej, obecności dużych miast i dostępności miejsc pracy. Z reguły wysoki poziom zarobków idzie w parze z zadłużeniem, ponieważ osoby z wyższymi dochodami łatwiej uzyskują kredyty hipoteczne, gotówkowe czy ratalne. A im więcej zarabiają, tym częściej decydują się na kosztowniejsze mieszkania, droższe samochody, zagraniczne wakacje czy lepszą edukację dla dzieci. Wiele z tych wydatków jest finansowanych kredytami, które z czasem mogą ich przerastać. Przykładowo powiaty polkowicki, głogowski i lubiński na Dolnym Śląsku charakteryzują się wysokimi wynagrodzeniami, co ma związek m.in. z pracą w KGHM. Nie ustrzegło to jednak mieszkańców przed pułapką zadłużenia i mediana długu przekracza tam średnią krajową – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Pod względem miast na prawach powiatów w niechlubnym zestawieniu dotyczącym zadłużenia przoduje Wałbrzych w województwie dolnośląskim. Jego mieszkańcy mają rekordową w kraju medianę długu wynoszącą aż 10 673 zł (dla porównania mediana wynagrodzenia w Wałbrzychu wynosi 6500 zł). Kolejne, choć już z dużo niższą medianą długu są Suwałki (woj. podlaskie) i Nowy Sącz (woj. małopolskie) – odpowiednio: 7938 zł i 7440 zł. Po przeciwnej stronie, a więc najniższym zadłużeniem mogą się pochwalić mieszkańcy Łodzi – 2810 zł, Jaworzna (woj. śląskie) – 3236 zł i Częstochowy – 3252 zł.

Daniel Obajtek pod lupą audytorów ORLEN-u. Kolejne sprawy trafiły do śledczych

0

Niemal 120 kontroli i audytów – to bilans  weryfikacji nieprawidłowości w funkcjonowaniu Grupy ORLEN w okresie od stycznia 2016 do lutego 2024 roku. Ujawniono przy tym miliardowe straty wynikające z błędów zarządczych. W efekcie złożono kolejne zawiadomienia do prokuratury. Usunięcie negatywnych skutków tych decyzji, odpracowanie spowodowanych nimi strat oraz wdrożenie nowej strategii, która zapewni rozwój koncernu i pozwoli na budowę niezależności i bezpieczeństwa energetycznego jest priorytetem obecnego Zarządu.

Audyty i kontrole. Kluczowe liczby

Prowadzone od kwietnia 2024 r. działania kontrolne obejmują:

  • Audyty śledcze realizowane przez wyspecjalizowanych partnerów zewnętrznych,
  • Audyty i kontrole wewnętrzne.

Łączna liczba działań kontrolnych, których przedmiotem były decyzje podejmowane w latach 2016-2024, sięgnęła dotychczas 118. Na liczbę tę składa się 15 audytów śledczych realizowanych przez firmy audytorskie i kancelarie prawne oraz 103 audyty i kontrole realizowane przez pracowników ORLEN.

Dotychczas zakończonych zostało 64 procesów kontrolnych, a w toku jest kolejnych kilkadziesiąt kontroli i audytów. Ze względu na wciąż ujawniane nieprawidłowości planowane są kolejne czynności sprawdzające, które mogą zakończyć się wnioskami do prokuratury.

Efektem podejmowanych działań jest szereg zawiadomień do prokuratury, które obejmują działania byłego zarządu lub kadry menadżerskiej wyższego szczebla.

Spółki z Grupy ORLEN złożyły dotychczas 16 zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstwa, w tym przez byłego prezesa spółki, członków zarządu i menedżerów wyższego szczebla. ORLEN uczestniczy również w szeregu innych postępowań, przekazując ustalenia audytów i kontroli śledczym. Dzieje się tak m.in. w sprawach, które zostały w przeszłości zakończone, a obecnie prokuratura wznowiła ich badanie. Jedną z takich spraw jest kwestia zagranicznej darowizny środków ochrony osobistej w trakcie pandemii COVID-19.

Audyty i kontrole. Kluczowe ustalenia

Zakończone dotychczas działania kontrolne potwierdziły liczne nieprawidłowości, o których wcześniej donosiły media.

Brak uzasadnienia biznesowego transakcji i narażanie ORLEN na stratę niemal miliarda złotych

Kontrolerzy potwierdzili nieprawidłowości w procesie przejęcia udziałów w spółce Ruch. Audytorzy wskazują, że najpierw zapadła decyzja o zakupie firmy, a dopiero później zamawiano analizy i opinie, które miały uzasadnić taką decyzję. Ujawniono też, że przyjęty Program Restrukturyzacji od początku był nierealny, o czym już wtedy alarmowali ORLEN zewnętrzni doradcy. Skutkiem tego była konieczność rosnącego zaangażowania kapitałowego koncernu w nierentowną spółkę. Łączna kwota sięgnęła niemal 950 mln zł i zdaniem audytorów jest trudna do odzyskania.

Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez dwoje byłych członków zarządu ORLEN, w tym Daniela Obajtka, zostało skierowane do prokuratury pod koniec marca 2025 r.

Miliony złotych dla firmy z rodzinnego miasta Daniela Obajtka i powoływanie się na wpływy

Audytorzy potwierdzili, że dochodziło do częstego naruszania wewnętrznych procedur w celu wspierania firm i instytucji związanych z rodzinną miejscowością ówczesnego prezesa ORLEN i nim samym lub jego znajomymi.

Jednym z przykładów jest podpisanie umowy na dostawę parówek do hot dogów z firmą W. W toku weryfikacji ujawniono, że została ona dopisana do listy przedsiębiorstw biorących udział w postepowaniu zakupowym, mimo że nie przeszła wymaganej dla takich postępowań procedury badania rynku. Równie nieuzasadniony był wybór tej firmy w niestandardowej procedurze zamkniętej. Ponadto kontrola wykazała pośrednie związki spółki W. z Danielem Obajtkiem. Sam prezes spółki W. w rozmowach z pracownikami ORLEN miał regularnie powoływać się na rozmowy z ówczesnym szefem koncernu oraz członkiem zarządu Michałem Rogiem.

Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w tej sprawie trafiło do prokuratury pod koniec marca 2025 r.

Sponsoring a mieszkania Prezesa

Dwie inne kontrole potwierdziły nieprawidłowości w finansowaniu akademii piłkarskiej i klubu sportowego związanego z właścicielem firmy Profbud, od której Daniel Obajtek kupił mieszkanie na warszawskim osiedlu Awangarda za cenę zauważalnie niższą od notowanych wówczas cen rynkowych.

ORLEN w czasie prezesury Daniela Obajtka przekazała obu instytucjom ponad 2,25 mln zł.

Koncern przekazał ustalenia audytów śledczym pod koniec marca 2025 r.

Cenzura w mediach kupionych przez ORLEN

Kontrola wykazała także, że przejęcie wydawcy prasy – spółki Polska Press – mogło mieć cel polityczny. Dowodzi tego ujawniona praktyka z okresu kampanii wyborczej 2023 r. Wówczas to zarząd Polska Press stworzył mechanizm blokowania ogłoszeń wyborczych celem promowania przedstawicieli tylko jednej ze stron sceny politycznej.

Doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa w tej sprawie trafi wkrótce do prokuratury.

Audyty i kontrole. Kolejne zawiadomienia w przygotowaniu

W przygotowaniu są kolejne zawiadomienia do prokuratury, które będą składane w najbliższych tygodniach. Wnioski z audytów i kontroli wskazują na:

  • Łamanie standardów korporacyjnych,
  • Nadużywanie uprawnień,
  • Podejmowanie decyzji biznesowych wbrew realiom rynkowym z naruszeniem standardów, co narażało spółkę na straty,
  • Przekazywanie pieniędzy – zarówno wprost ze spółek tworzących GK ORLEN, jak i funkcjonujących fundacji – osobom i instytucjom powiązanym z członkami zarządu koncernu lub politykami ówczesnej większości rządzącej,
  • Konflikty interesów,
  • Istnienie „czarnej listy” mediów,
  • Nieuzasadnione wydatki członków zarządu,
  • Nieuzasadnione zakupy usług, w tym m.in. usług detektywistycznych.

Błędne posunięcia biznesowe poprzedniego zarządu oraz decyzje podejmowane w okolicznościach budzących poważne wątpliwości obciążają do dziś wyniki spółki. Straty wynikające z nietrafionych inwestycji i podejrzanych transakcji liczone są już w dziesiątkach miliardów złotych.

Audyty i kontrole nie wstrzymują prac nad zapewnieniem Polakom bezpieczeństwa energetycznego

Równocześnie obecny zarząd, pracując nad usunięciem negatywnych skutków decyzji poprzedników, realizuje działania zmierzające do zapewnienia Polsce niezależności i bezpieczeństwa energetycznych. Podstawą dla tych działań było wypracowanie, przyjęcie i wdrożenie nowej strategii Grupy ORLEN. Stała się ona najlepiej przyjętym przez rynek tego rodzaju dokumentem w historii firmy.

Ponadto w ciągu roku:

  • Zwiększono o połowę zainstalowane moce OZE w Grupie,
  • Rozpoczęto budowę pierwszej polskiej farmy wiatrowej na Bałtyku, z której energia elektryczna popłynie już w 2026 r.,
  • Pozyskano ponad 10 mld zł finansowania na modernizację oraz budowę sieci dystrybucyjnej energii elektrycznej.

Nie ustają także prace na placach budów dwóch bloków CCGT w Ostrołęce i Grudziądzu. W przygotowaniu są inwestycje w bloki Siekierki, Gdańsk oraz Grudziądz II. Ich budowa zapewni Polakom bezpieczeństwo dostaw energii elektrycznej w okresie przejściowym, zanim technologie jądrowe lub wodorowe osiągną w Polsce pełną skalę.

31 marca kluczową datą dla rynku kryptowalut. Spółki ujawnią swoje rezerwy w bitcoinach

31 marzec to bardzo ważna data dla rynku kryptowalut. Spółki pokażą jaką część ich aktywów pieniężnych stanowią bitcoiny, Stanie się tak, ponieważ zmieniły się zasady rachunkowości w USA.

Największe zainteresowanie wywołuje spółka Strategy (firma programistyczna znana wcześniej jako MicroStrategy), która prawdopodobnie posiada najwięcej kryptowalut, a w pierwszej piątce są dwie spółki „górnicze”, Marathon Digital Holdings i Riot Platforms, które zmieniają swoją strategię, upodabniając się do Strategy. Piąte miejsce wśród największych spółek kryptowalutowych przypisywane jest natomiast do Tesli.

– Data 31 marca jest bardzo ważna ponieważ tego dnia ważna staje się cena bitcoina, wszystkie spółki, które w swoich rezerwach trzymają bitcoina pokażą zysk lub stratę, a jest to związane z zasadami księgowości w USA, które trochę się zmieniły – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maksymilian Kuch, analityk rynku akcji w XTB. – Aby mogły pokazać zyski cena bitcoina z 31 marca musi być wyższa od ceny z 1 stycznia, a ta znajdowała się wówczas w okolicach 93,5 tys. USD. Jeżeli z końcem marca kurs bitcoina będzie wyższy to firmy pokażą bardzo duże przychody, a największe zainteresowanie wywołuje Strategy, ponieważ spółka ta w swych rezerwach ma ponad 0,5 mln bitcoinów.

Akcje spółek kryptowalutowych rosły szybko od czasu wyboru D.Trumpa, antycypując wszystko co obiecywał podczas kampanii wyborczej. Jednak wraz ze wzrostem niepewności dotyczącej przede wszystkim ceł inwestorzy zaczęli emigrować z kapitałem do Europy i do Chin, a także do mniej ryzykownych aktywów, ucierpiały mocno kryptowaluty i spółki kryptowalutowe.

– Mniej więcej od połowy marca to się zmieniło i obserwujemy napływ kapitału do ETF-ów zajmujących się bitcoinem i do kryptowalut – wyjaśnia ekspert XTB. – Powoli wraca więc apetyt na ryzyko.

Może na tym skorzystać spółka GameStop, największy na rynku sprzedawca gier. Ta spółka ma ponad 5 mld USD gotówki, którą być może przeznaczy na zakup bitcoinów.

Jak bardzo kurs akcji spółek kryptowalutowych skorelowany jest z notowaniem bitcoina? – Jeżeli na kryptowalutach mamy trend spadkowy, to ich kursy spadają dużo mocniej, a gdy trend jest rosnący, wraca apetyt na ryzyko, to wzrost kursów takich spółek jest szybszy i mocniejszy niż wzrost bitcoina – ocenia M.Kuch z XTB.

PwC: Listing Act wprowadza istotne ułatwienia dla spółek giełdowych. Nowe przepisy już obowiązują

Zmiany obejmują uproszczenie formatu prospektów, rozszerzenie wyłączeń z obowiązku ich sporządzania oraz zmniejszenie obowiązków informacyjnych wynikających z rozporządzenia MAR. Pierwsze regulacje obowiązują od 4 grudnia 2024 r., kolejne wejdą w życie w marcu i czerwcu 2026 r., między innymi  nowe progi, poniżej których oferta publiczna jest wyłączona z obowiązku sporządzenia prospektu, oraz ułatwienia związane z prezentacją historycznych informacji finansowych – wynika z raportu “Nowy wiatr w żagle dla emitentów. Najważniejsze zmiany wprowadzone przez Listing Act” autorstwa PwC Polska.

Listing Act stanowi krok w kierunku uczynienia rynków kapitałowych UE bardziej atrakcyjnymi i dostępnymi dla emitentów. Wprowadza on, między innymi, zmiany do Rozporządzenia Prospektowego (UE 2017/1129) oraz Rozporządzenia MAR (UE 596/2014), których celem jest uproszczenie i usprawnienie wymogów dotyczących sporządzania prospektów dla ofert publicznych papierów wartościowych, jak i wymogów dot. raportowania bieżącego.

„Listing Act przekłada się bezpośrednio na zmniejszenie kosztów wejścia na rynek i zmniejszenie liczby obowiązkowych dokumentów. Emitenci zyskują przewidywalność i elastyczność, szczególnie w ofertach wtórnych i przypadkach niewielkich emisji. To zmiana o charakterze systemowym, której skutki będą odczuwalne w praktyce przez wszystkie spółki korzystające z publicznego rynku kapitałowego” – mówi Bartosz Margol, partner PwC Polska, zespół Rynków Kapitałowych i Raportowania Finansowego.

Wprowadzono standaryzację formatu prospektów oraz ograniczono ich objętość, do 300 stron w przypadku standardowego prospektu akcyjnego, 75 dla prospektu emisyjnego MŚP i 50 dla prospektu obejmującego wtórne emisje papierów wartościowych. Skrócono też wymagany zakres historycznych informacji finansowych, dla papierów udziałowych wystarczą dwa lata zbadanego sprawozdania finansowego, a dla nieudziałowych jeden. Nowe przepisy dopuszczają włączenia przez odniesienie sprawozdań zarządu oraz raportów ESG.

Od marca 2026 r. emitenci będą mogli korzystać z dwóch uproszczonych prospektów, „na rzecz kontynuacji” oraz „na rzecz rozwoju”. Pierwszy przeznaczony będzie dla spółek notowanych co najmniej 18 miesięcy, drugi, dla sektora MŚP. Oba mają zredukowaną strukturę i objętość. Od czerwca 2026 r. zacznie obowiązywać system dwóch progów wyłączających obowiązek przygotowania prospektu dla ofert publicznych. Oferty do 12 mln EUR (lub 5 mln – jeśli tak zdecyduje państwo członkowskie) nie będą musiały być objęte prospektem, o ile nie są transgraniczne. Już teraz obowiązują nowe wyłączenia dla emisji wtórnych – jeśli nowa emisja nie przekracza 30% wartości wcześniej notowanych papierów, lub spółka jest notowana nieprzerwanie od 18 miesięcy, prospekt nie będzie wymagany (dotyczy papierów wartościowych tożsamych z papierami wartościowymi już dopuszczonymi do obrotu).

„Największe znaczenie mają nowe progi i nowe wyłączenia dotyczące ofert wtórnych – to konkretny efekt regulacyjny. Spółka planująca emisję do 12 mln EUR nie musi przygotowywać kosztownego prospektu. Wyłączenie z obowiązku sporządzenia prospektu dotyczy także emitentów, którzy są notowani dłużej niż 18 miesięcy, i planują przeprowadzić wtórną ofertę – w takiej sytuacji, emitent będzie musiał jedynie przygotować i złożyć do regulatora skrócony dokument informacyjny o długości 11 stron, zawierający kluczowe informacje dot. emitenta i papierów wartościowych. To może zwiększyć aktywność na rynkach wtórnych już w 2025 roku” – mówi Kamil Wardzyński, dyrektor PwC Polska, zespół Rynków Kapitałowych i Raportowania Finansowego.

Równolegle uproszczono zasady wynikające z rozporządzenia MAR. Emitenci mogą raportować odkupy akcji w formie zagregowanej i wyłącznie do jednego organu nadzoru. Rozszerzono też katalog wyjątków dotyczących transakcji insiderów i dopuszczono nowe przypadki opóźnienia publikacji informacji poufnych, o ile nie są one sprzeczne z wcześniejszymi komunikatami spółki.

Pełne wdrożenie reformy zakończy się w czerwcu 2026 r. Dla wielu emitentów już obowiązujące przepisy oznaczają uproszczony dostęp do finansowania na rynku publicznym i niższe koszty regulacyjne.

Bruksela wzywa do budowania odporności – od zapasów żywności po cyfrową ochronę

Unia Europejska zaapelowała do obywateli, aby przygotowali zapasy żywności i innych niezbędnych artykułów, które pozwolą im przetrwać przynajmniej 72 godziny w przypadku kryzysu. Zgodnie z nowymi wytycznymi opublikowanymi przez Komisję Europejską 27 marca 2025 roku, Europa musi zmienić podejście do zapewnienia bezpieczeństwa i „odporności”. Jednak w coraz bardziej cyfrowym świecie prawdziwa odporność nie może ograniczać się jedynie do wody i racji żywnościowych. Każdy współczesny plan awaryjny i reakcja na kryzys powinny uwzględniać również przygotowanie cyfrowe. Od energii elektrycznej, przez służby ratunkowe, opiekę zdrowotną po logistykę żywnościową – wszystko opiera się na kodach – ostrzegają eksperci ds. bezpieczeństwa z Check Point Software.

W dokumencie Komisji Europejskiej wskazano, że Europa stoi przed nową rzeczywistością, w której ryzyko i niepewność są na porządku dziennym. To m.in. wojna Rosji na Ukrainie, rosnące napięcia geopolityczne, sabotaż krytycznej infrastruktury oraz wojna elektroniczna. Inicjatywa z Brukseli wydaje się swoistym sygnałem alarmowym dla państw członkowskich, aby w pełni zdały sobie sprawę z powagi sytuacji bezpieczeństwa w Unii.

Rosyjskie zagrożenie i potrzeba gotowości wojennej

Nieustające zagrożenie ze strony Rosji skłoniło europejskich liderów do podkreślenia potrzeby gotowości wojennej. Dodatkowo, konfrontacyjne podejście administracji Donalda Trumpa do Europy, zwłaszcza w kwestii wkładu w NATO oraz wojny na Ukrainie, spowodowało na Starym Kontynencie wyścig w celu wzmocnienia własnej gotowości militarnej.

Zgodnie z „Strategią Unii Europejskiej w zakresie gotowości”, obywatele powinni podjąć praktyczne kroki w celu zapewnienia sobie odpowiednich zapasów na co najmniej trzy dni. Dokument stwierdza, że w przypadku poważnych zakłóceń początkowy okres kryzysu jest najbardziej krytyczny. Ogólnie rzecz biorąc, obywateli należy zachęcać do rozwijania samodzielności i odporności psychicznej. Jednak odporność cyfrowa powinna być traktowana jako uzupełnienie planów bezpieczeństwa osobistego i publicznego – nie jako powód do paniki, ale jako bodziec do mądrego planowania – konkludują eksperci ds. bezpieczeństwa.

Cyberzagrożenia i ich wpływ na społeczeństwo

Ostatnie lata potwierdzają słuszność tych zaleceń. W 2015 roku ponad 230 000 mieszkańców Ukrainy zostało pozbawionych dostępu do energii elektrycznej podczas skoordynowanego cyberataku na sieć energetyczną. Systemy zapasowe zostały zniszczone, a operacje musiano przywracać ręcznie. Drugi atak w następnym roku udowodnił, że nie był to przypadek – to nowa twarz współczesnego konfliktu. W 2021 roku incydent związany z Colonial Pipeline pokazał, jak jedno skompromitowane hasło może zakłócić połowę dostaw paliwa na wschodnich Stanach Zjednoczonych. Spowodowało to panikę, wstrzymanie lotów i puste stacje benzynowe. Do tego nie doszło w wyniku katastrofy naturalnej, lecz przez ransomware. W czasie pandemii COVID-19 cyberataki na szpitale europejskie miały konsekwencje, które mogły decydować o życiu i śmierci. W Niemczech zamknięcie oddziału ratunkowego przez atak ransomware, zmusiło personel do przekierowania pacjenta do innego szpitala, co ostatecznie miało tragiczne skutki (śmierć pacjenta).

Wojna Rosji z Ukrainą, dezinformacyjne kampanie, deepfake’i oraz fałszywe komunikaty o ewakuacjach zalały media społecznościowe, podważając zaufanie do instytucji i wywołując powszechną dezorientację. Dlatego systemy cyfrowe, obecne w wielu sektorach muszą funkcjonować i być odpowiednio chronione. – Czasami nie zdajemy sobie sprawy z faktu, iż małe i średnie przedsiębiorstwa, samorządy, a nawet sektory rolnicze są coraz bardziej cyfrowe, a więc i podatne na ataki: Dla przykładu rolnicy polegają na OT (technologii operacyjnej) w zarządzaniu uprawami, nawadnianiu, magazynowaniu i dystrybucji. Stąd ukierunkowany cyberatak może sparaliżować dostawę żywności w całych regionach. Małe firmy stanowią kręgosłup europejskich gospodarek. Jeśli ich działalność zostanie zakłócona — czy to w logistyce, produkcji czy handlu detalicznym — łańcuchy dostaw załamią się, środki do życia zostaną utracone, a lokalne społeczności ucierpią. Systemy ruchu drogowego, szpitale, działalność infrastruktury miejskiej coraz częściej bazuje na cyfrowych kodach. Pojedynczy udany cyberatak może wyłączyć usługi miejskie i wywołać efekt domina w regionach – podkreślają analitycy firmy Check Point Software Technologies.

Rola rządów w zapewnieniu gotowości

Nowe realia wymagają nowego poziomu przygotowań w Europie – powiedziała Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej. – Nasi obywatele, państwa członkowskie i przedsiębiorstwa potrzebują odpowiednich narzędzi, aby działać zarówno na rzecz zapobiegania kryzysom, jak i szybkiej reakcji, gdy katastrofa już nadejdzie. Wytyczne Komisji Europejskiej pojawiły się po tym, jak poszczególne państwa aktualizowały swoje plany awaryjne. W czerwcu ubiegłego roku Niemcy zaktualizowały swoją Dyrektywę Ramową dotyczącą Obrony Ogólnej, określając, co należy zrobić w przypadku wybuchu konfliktu w Europie. Ogłaszając plany, niemiecka minister spraw wewnętrznych Nancy Faeser stwierdziła, że są one niezbędne, by Niemcy mogły lepiej uzbroić się w obliczu rosyjskiej agresji.

– Odpowiedzialność za odporność nie może spoczywać wyłącznie na obywatelach czy słabo finansowanych organizacjach. Mówienie ludziom, by kupili baterie i wodę w butelkach, to dopiero początek – prawdziwy nacisk powinien być położony na zabezpieczenie systemów, na których opierają się te zapasy – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor zarządzający Check Point Polska.

Dyrektywa NIS 2 UE jest dobrym przykładem – eksperci zgodnie twierdzą, że jest to krok w dobrym kierunku. Rozszerza wymagania dotyczące cyberbezpieczeństwa na więcej sektorów, wprowadza surowsze zasady raportowania incydentów i daje regulatorom możliwość egzekwowania przepisów. Co ważne, przyjmuje podejście „wszystkich zagrożeń”, uznając, że zagrożenia fizyczne, cybernetyczne i hybrydowe stają się coraz mniej rozróżnialne. Jednak polityka musi iść w parze z finansowaniem i wykonaniem. Cyberbezpieczeństwo to nie gra w pokera. Hakerzy i cyberprzestępcy coraz rzadziej blefują, a coraz częściej atakują. Rządy muszą zadbać o to, by środki trafiały do lokalnych administracji, krytycznych sektorów i małych oraz średnich firm – nie tylko do dużych instytucji. Muszą wspierać podnoszenie kwalifikacji, dzielenie się informacjami i wdrażanie praktycznych inicjatyw na rzecz odporności w całej Europie.

Słabsze dane z USA osłabiają dolara, złoto bije kolejne rekordy

Szczytowe ceny złota znów stały się codziennością. Rekordy padają ostatnio co drugi dzień, a przy chaosie, który mamy na rynkach chętnych do zakupu nie brakuje. Dolar słabiej zakończył tydzień, a inflacja w Polsce znów prześlizgnęła się poniżej 5%.

Słabe zamknięcie tygodnia dla dolara

Amerykańska waluta rozpoczęła poprzedni tydzień od odrabiania strat. Szło dobrze, ale pakiety danych z czwartku i piątku spowodowały, że wróciliśmy niemal do punktu wyjścia. Gorzej od oczekiwań wypadły wydatki Amerykanów. Pomimo tego, że wynik był teoretycznie tylko o 0,1% słabszy, niż przewidywano, to nadal ważna różnica. Rynki boją się załamania konsumpcji w USA. Nie poprawiły sytuacji wyraźnie lepsze od prognoz dochody. Na deser dostaliśmy jeszcze indeks Uniwersytetu Michigan – 57 pkt to najgorsza wartość od lat. Trzeba pamiętać, że są to badania prowadzone na gospodarstwach domowych, a te zwyczajowo są bardziej optymistyczne niż managerowi ankietowani w większości takich badań.

Złoto znów bije rekordy

Wracamy do sytuacji, w której rekord wszechczasów na cenach złota przestaje być zaskoczeniem. W ciągu ostatnich dwóch tygodni mniej było dni bez niego niż z nim. Jeszcze na początku tego roku poziom 3 000  USD wydawał się niemożliwy do przebicia w najbliższych miesiącach. Jednak osiągnęliśmy go już w połowie marca, a dzisiaj mamy 3 125 USD. Obecne prognozy mówią o ataku aż do 3 300 USD. Oprócz pytań, jak długo będzie trwał ten ruch, zanim inwestorzy zaczną poważnie realizować zyski, nasuwa się jeszcze jedno – dlaczego to się w ogóle dzieje? Większość analityków wskazuje, że złoto wraca w wielkim stylu jako instrument niezależny od stóp procentowych. Teoretycznie przy obniżających się stopach najpopularniejszą alternatywą są giełdy. Te jednak zaliczyły ostatnio słabe dni. Biorąc pod uwagę sytuację geopolityczną, a raczej jej zupełną nieprzewidywalność za nowej administracji USA, nie można się dziwić, że kapitał szuka bezpieczeństwa. Pytanie tylko jak długo cena może iść w górę.

Niższa inflacja za marzec

Poznaliśmy dzisiaj inflację konsumencką w Polsce – wynosi 4,9% w ujęciu rocznym. Oczekiwania mówiły o wyniku 5,1%. Mamy zatem utrzymanie wartości sprzed miesiąca. Prognozy NBP mówią o znacznie wyższych poziomach, ale trzeba pamiętać, że po drodze mieliśmy zmianę składu koszyka inflacyjnego. Jest to coroczny proces, więc nie jest to coś, co powinno nas zaskakiwać. Natomiast predykcje robione w starym składzie mogą mieć pewne błędy. Teoretycznie niższa inflacja powinna osłabiać walutę, bo będzie przybliżać obniżki stóp procentowych. Jednak w Polsce ostatnio to tak nie działa, a RPP ma dużo ważnych momentów, które chce przeczekać, zanim podejmie decyzję.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

11:00 – Włochy – inflacja konsumencka,

14:00 – Niemcy –  inflacja konsumencka.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Pożyczki pozabankowe dla firm jednoosobowych

Prowadzenie działalności gospodarczej wiąże się z wieloma wyzwaniami finansowymi. Przedsiębiorcy często potrzebują dodatkowych środków na rozwój lub pokrycie wydatków operacyjnych. W takich sytuacjach pożyczka dla firm jednoosobowych może stanowić kluczowe rozwiązanie. Szczególnie w przypadku, gdy banki stawiają wysokie wymagania dotyczące zdolności kredytowej, warto rozważyć alternatywne źródła finansowania, takie jak pożyczka pozabankowa.

Czym jest pożyczka pozabankowa i kiedy warto ją zaciągnąć?

Pożyczka pozabankowa to forma finansowania oferowana przez instytucje inne niż banki. Jest to rozwiązanie skierowane do przedsiębiorców, którzy nie mogą lub nie chcą ubiegać się o kredyt bankowy. Takie finansowanie pozwala na zabezpieczenie płynności finansowej i szybkie uzyskanie środków na prowadzenie działalności gospodarczej. Można ją wykorzystać zarówno na bieżące potrzeby firmy, jak i na inwestycje.

Jakie warunki należy spełnić, aby uzyskać pożyczkę gotówkową?

Proces wnioskowania o pożyczkę gotówkową dla firm jednoosobowych jest zwykle mniej skomplikowany niż w przypadku kredytów bankowych. Przedsiębiorca powinien jednak spełniać pewne podstawowe warunki, takie jak:

  • Posiadanie aktywnej działalności jednoosobowej,
  • Utrzymywanie stabilnych dochodów,
  • Brak poważnych zaległości finansowych.
  • W niektórych przypadkach, historia kredytowa może mieć wpływ na decyzję pożyczkodawcy. Firmy pozabankowe często wymagają też minimalnej liczby miesięcy prowadzenia działalności gospodarczej przed udzieleniem kredytu.

Jakie dokumenty do wniosku o pożyczkę są wymagane?

Chcąc zaciągnąć pożyczkę, przedsiębiorca powinien przygotować odpowiednie dokumenty. Zazwyczaj należą do nich:

  • Dowód osobisty właściciela firmy,
  • Wyciągi z konta firmowego za ostatnie kilka miesięcy,
  • Zaświadczenie o niezaleganiu z podatkami oraz składkami ZUS.
  • W zależności od instytucji finansowej, lista dokumentów może się różnić. W przypadku Wealthon.com procedura ubiegania się o pożyczkę dla firm jednoosobowych jest uproszczona, co skraca czas oczekiwania na decyzję.

Jak zwiększyć szanse na otrzymanie kredytu lub pożyczki?

Aby zwiększyć swoje szanse na uzyskanie kredytu lub pożyczki gotówkowej, warto zadbać o kilka kluczowych aspektów:

  • Poprawa zdolności kredytowej poprzez terminowe spłacanie zobowiązań,
  • Zwiększenie dochodów firmy i ich stabilność,
  • Unikanie zadłużenia na wysokim poziomie.
  • Firmy pozabankowe, w przeciwieństwie do banków, często patrzą bardziej elastycznie na historię kredytową wnioskującego, co może być korzystne dla nowych przedsiębiorców.

Pożyczka czy kredyt – co lepiej wybrać?

Wybór między pożyczką a kredytem zależy od potrzeb przedsiębiorcy. Kredyt inwestycyjny oferowany przez banki jest zazwyczaj długoterminowy i wymaga spełnienia bardziej rygorystycznych warunków. Natomiast pożyczka pozabankowa to rozwiązanie szybsze, wymagające mniej formalności, co pozwala na zaciągnięcie kredytu w krótszym czasie. Ostateczna decyzja powinna być uzależniona od celów biznesowych oraz możliwości spłaty kredytu.

Dla właścicieli działalności jednoosobowej, którzy chcą szybko uzyskać pożyczkę na pokrycie wydatków operacyjnych lub inwestycje, pożyczki pozabankowe stanowią realną alternatywę dla tradycyjnych kredytów bankowych. Platforma Wealthon.com umożliwia przedsiębiorcom szybkie wnioskowanie o finansowanie, bez zbędnych formalności. Niezależnie od wyboru, warto zawsze dokładnie przeanalizować warunki umowy, aby uniknąć problemów związanych ze spłatą kredytu.

Coraz więcej menedżerów mówi „dość”. Firmy tracą liderów

Coraz więcej liderów rezygnuje ze stanowisk menedżerskich. Właściciele małych firm decydują się na zamknięcie działalności. Zjawisko to dotyka zarówno młodszych pokoleń, wchodzących na rynek pracy, jak i doświadczonych profesjonalistów. Po latach zarządzania zespołami czy prowadzenia własnej firmy wybierają stabilniejsze i mniej obciążające ścieżki kariery. Co stoi za tą zmianą?

Nowe podejście do kariery

Awans na stanowisko menedżera przez lata był traktowany jako naturalna ścieżka kariery. Bycie liderem zespołu, przejście na wyższe szczeble zarządzania – miały stanowić wyznacznik sukcesu. Dziś coraz więcej profesjonalistów świadomie rezygnuje z takiej drogi.

Zaczęło się od pokolenie Z, przeszło na inne pokolenia. Coraz więcej pracowników celowo unika ról kierowniczych, które postrzegają jako stresujące, niskopłatne i ograniczające rozwój osobisty.” – zauważa Monika Smulewicz, ekspertka HR i prawa pracy.

Dane są niepokojące. Co czwarty polski mikroprzedsiębiorca deklaruje, że „nie pamięta smaku radości”, a 70% przedsiębiorców doświadczyło oznak kryzysu psychicznego. Wysokie obciążenie pracą, ciągłe napięcie i brak wsparcia ze strony systemu powodują, że wielu właścicieli firm traci motywację do dalszego prowadzenia biznesu i samorozwoju.

Managerowie i przedsiębiorcy rezygnują z odpowiedzialności

Z badań wynika, że 71% menedżerów średniego szczebla czuje się przytłoczonych i wypalonych, a 52% młodych pracowników unika awansów, ponieważ nie widzi w nich wartości dodanej. Coraz więcej firm zauważa ten problem. Niedobór liderów gotowych do przejmowania ról kierowniczych powoduje luki w strukturach organizacyjnych i utrudnia efektywne zarządzanie zespołami.

Sytuacja wśród mikroprzedsiębiorców wygląda równie niepokojąco. 96% właścicieli małych firm odczuwa przeciążenie obowiązkami, a co trzeci przyznaje, że ma objawy depresji. Wielu przedsiębiorców decyduje się na zamknięcie działalności, ponieważ nie widzi perspektyw na poprawę swojej sytuacji.” – stwierdza Monika Smulewicz.

Przyczyny rezygnacji z ról menedżerskich i zamykania firm

Jednym z głównych powodów tego niepokojącego trendu jest przeciążenie pracą i presja na wyniki. Liderzy zespołów często pracują dłużej niż ich podwładni. Jednocześnie ponoszą większą odpowiedzialność za realizację celów biznesowych. W wielu organizacjach brakuje systemowego wsparcia dla menedżerów, co w konsekwencji prowadzi do ich wypalenia zawodowego.

Problemem jest również brak adekwatnego wynagrodzenia w stosunku do zakresu obowiązków. Aż 52% przedstawicieli pokolenia Z uważa, że rola menedżera średniego szczebla „nie jest tego warta”. Wymaga dużego zaangażowania, ale nie wiąże się z istotnym wzrostem wynagrodzenia czy rozwojem osobistym.

Niestabilność gospodarcza i biurokracja to kolejne istotne bariery. Właściciele małych firm muszą zmagać się nie tylko z wysokimi kosztami prowadzenia działalności, ale także z licznymi formalnościami i zmieniającymi się przepisami prawnymi. W Polsce 60% mikroprzedsiębiorców przyznaje, że odczuwa presję administracyjną, która ogranicza rozwój ich biznesów.

Konsekwencje dla rynku pracy i gospodarki

Brak liderów gotowych do przejęcia ról menedżerskich oraz masowe zamykanie małych firm mogą mieć długofalowe skutki. Niedobór doświadczonych managerów osłabia organizacje i utrudnia zarządzanie zespołami. Firmy, które nie dostosują się do zmieniających się oczekiwań pracowników, mogą w przyszłości stanąć przed poważnym problemem braku wykwalifikowanych liderów.

Z kolei rosnąca liczba zamykanych mikrofirm może wpłynąć na polską gospodarkę. Małe firmy stanowią największą część przedsiębiorstw w Polsce – ich funkcjonowanie jest kluczowe dla obecnego rynku pracy.

Jak przeciwdziałać rezygnacji z ról kierowniczych?

Aby zatrzymać menedżerów i właścicieli firm na rynku pracy, organizacje muszą dostosować się do współczesnych realiów zarządzania. Kluczowym elementem jest zmiana podejścia do ról menedżerskich. Firmy powinny oferować większą autonomię liderom, regularnie oceniać ich obciążenie pracą i unikać przeciążenia obowiązkami.” – zauważa założycielka HR na Szpilkach.

Jeśli organizacje chcą przyciągać i zatrzymywać kompetentnych liderów, muszą adekwatnie wynagradzać ich wysiłki. Oprócz konkurencyjnych pensji kluczowe stają się także benefity związane z rozwojem osobistym, elastycznością pracy czy dobrostanem psychicznym.

Niezbędne jest także wsparcie dla mikroprzedsiębiorców. Uproszczenie procedur administracyjnych oraz większe wsparcie finansowe mogą pomóc małym firmom przetrwać trudne okresy i zmniejszyć presję, jaką odczuwają właściciele.

Zmęczenie odpowiedzialnością staje się jednym z kluczowych wyzwań współczesnego rynku pracy. Coraz więcej menedżerów i właścicieli firm decyduje się na zmianę lub rezygnację z roli lidera. Firmy, które chcą przyciągać i zatrzymywać najlepszych ludzi, muszą dostosować się do nowej rzeczywistości, oferując elastyczne ścieżki kariery, wsparcie dla liderów i lepsze warunki pracy.

Bo sukces organizacji zależy nie tylko od wyników finansowych, ale przede wszystkim od ludzi, którzy je tworzą – i od tego, czy chcą w niej zostać.

Cena złota z hukiem przebija 3100 USD

0

Ten tydzień zaczyna się od kolejnych rekordów cen złota, które przekroczyło już wyraźnie 3100 USD za uncję. Złoto od początku roku zdrożało już o niemal 19%, po 27% wzroście w roku ubiegłym. Z kolei u krajowych dealerów za najpopularniejsze, inwestycyjne monety o wadze 1 uncji, a więc 31,1g, trzeba obecnie zapłacić prawie 12,5 tys. zł. Komentarza udzielił ekspert Tomasz Gessner, główny analityk firmy Tavex.

Ceny złota pchane są w górę między innymi ze względu na obawy o rozwinięcie przeceny na amerykańskim rynku akcji, z którego kapitał obecnie ucieka szukając sobie innych, bezpiecznych przystani. Dużą rolę odgrywa też nieprzewidywalność polityki Donalda Trumpa, zwłaszcza w zakresie ceł, a także kolejny impas w rozmowach pokojowych na Ukrainie, co ponownie zwiększa ryzyko wzrostu napięć geopolitycznych w tej części Europy.

Z technicznych kwestii warto natomiast wspomnieć o zakończeniu miesiąca i wygaśnięciu marcowego kontraktu terminowego na złoto. Od dzisiaj w notowaniach serwisów finansowych widzimy więc kontrakt kwietniowy, który był nieco wyżej notowany od marcowego.

ZPPHiU: Rząd chce monitorować transport ubrań – firmy zapłacą wysoką cenę

Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU) wzywa Premiera RP Donalda Tuska do zablokowania niedorzecznych regulacji w zakresie raportowania SENT, które miałyby objąć – oprócz branży spirytusowej i paliwowej– także tekstylia, obuwie i nakrycia głowy. To absurdalna i nadmierna regulacja, nie mająca nic wspólnego z logiką. Wprowadzanie tego typu niepotrzebnych wymogów to jaskrawy przejaw NADREGULACJI – stojący w sprzeczności z prowadzoną właśnie na szeroką skalę w Polsce DEREGULACJĄ. Dlatego ZPPHiU oczekuje usunięcia z projektu rozporządzenia Ministra Finansów punktów: §1 punkty: 1) b) oraz 2) b) oraz §2. W przeciwnym razie uczciwi importerzy i dystrybutorzy będą zmuszeni do rejestracji w SENT zgłoszeń, obsługi GPS i potwierdzeń – co oznacza wysokie koszty, ryzyko pomyłek i groźbę wysokich kar (min. 20 tys. zł). Tymczasem mikro i małe firmy, które często działają w modelu just-in-time i zlecają transport zewnętrznym firmom, nie są przygotowane do wdrożenia SENT – ani organizacyjnie, ani technologicznie.

Projekt rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 3 marca 2025 zmieniającego rozporządzenie w sprawie towarów, których przewóz jest objęty systemem monitorowania drogowego i kolejowego przewozu towarów oraz obrotu paliwami opałowymi nakłada istotne obowiązki administracyjne i techniczne na firmy działające legalnie, a jednocześnie nie eliminuje ryzyka nielegalnego obrotu towarami przez podmioty działające poza systemem. W dodatku, przewidziane kary finansowe (do 46% wartości towaru, min. 20 000 zł) są rażąco wysokie.

Dla firm zajmujących się importem i wewnątrzwspólnotowym nabyciem ww. towarów, nowe przepisy oznaczają konieczność:

  • zgłaszania przewozu towaru w SENT przed przekroczeniem granicy RP lub dopuszczeniem towaru do obrotu,
  • przekazania danych przewoźnikowi, który musi uzupełnić zgłoszenie i aktywować lokalizator GPS,
  • potwierdzania odbioru towaru w systemie SENT po zakończeniu transportu.
  • aby spełnić te obowiązki, podmioty będą musiały: formalnie zarejestrować się w systemie SENT i PUESC, opracować wewnętrzne procedury operacyjne, przeszkolić pracowników i przypisać im odpowiednie role systemowe, ponieść dodatkowe koszty operacyjne oraz dostosować relacje z przewoźnikami.

„Nie rozumiemy, skąd taki pomysł! SENT był projektowany dla branż szczególnie podatnych na nadużycia – jak paliwa czy alkohol. Włączenie do niego apaszek, rękawiczek i skarpetek to nadmierna ingerencja administracyjna wobec towarów masowego, niskomarżowego obrotu. Objęcie systemem SENT dotyczy całych grup tekstyliów bez analizy, czy rzeczywiście jest to konieczne, proporcjonalne i uzasadnione. Tym samym prowadzi to do tak absurdalnych sytuacji, iż transport apaszek jest monitorowany na zasadach analogicznych dla alkoholu czy paliwa. Nie przedstawiono szczegółowych analiz, które potwierdzałyby, że SENT ograniczył szarą strefę w innych branżach – rozszerzenie go bez takiej oceny jest nieuzasadnione. Argument dotyczący podrabiania markowych produktów jest nietrafiony. Podmioty zajmujące się nielegalnym obrotem towarami z definicji nie będą rejestrować transportów – a więc nadzór uderzy przede wszystkim w legalnie działających przedsiębiorców, zwiększając ich koszty. Co więcej, sam projekt wykazuje, że przypadki podróbek są wykrywane, co oznacza, że istnieją już skuteczne instrumenty nadzoru, z których korzystają odpowiednie służby. Owszem, rejestracja transportów mogłaby te działania usprawnić, ale czy uzasadnia to dodatkowe obciążenia dla uczciwego sektora? Trzeba też zadać pytanie, czy rzeczywiście każdy rodzaj odzieży podlega podrabianiu. Ile mamy podrabianych markowych apaszek, a ile – markowych skarpet czy rajstop? Nie przedstawiono, w jaki sposób monitoring transportu miałby przyczynić się do ograniczenia obecności nielegalnych substancji w produktach. I to jest nieuzasadnione – istnieje szereg aktów prawnych umożliwiających organom kontrolę składu chemicznego produktów. Inspekcje mogą pobierać próbki w punktach sprzedaży, magazynach czy u importerów – bez potrzeby rejestrowania przewozów. Czy naprawdę konieczny jest w tym celu nadzór nad całym łańcuchem transportu? Odwołanie się do Strategii UE na rzecz zrównoważonych wyrobów włókienniczych w obiegu zamkniętym jest pozorne i nie znajduje uzasadnienia. Strategia koncentruje się na trwałości produktów, ekoprojektowaniu, recyklingu oraz rozszerzonej odpowiedzialności producenta – nie zakłada natomiast monitorowania transportu. Co więcej, zwiększanie kosztów operacyjnych dla uczciwych przedsiębiorców może skutkować przeniesieniem tych kosztów na konsumentów – co w praktyce oznacza wybieranie tańszych produktów niewiadomego pochodzenia i jakości. Nie wiadomo, na jakiej podstawie uznano, że handel nielegalnymi wyrobami tekstylnymi – przykładowo apaszkami – prowadzi do „istotnego” uszczuplenia wpływów z VAT. Projekt nie zawiera żadnych danych ani szacunków obrazujących skalę tego zjawiska. Bez takich informacji trudno uznać ten argument za wystarczające uzasadnienie dla wprowadzenia kosztownego systemu monitorowania” alarmuje Zofia Morbiato, dyrektor generalny Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU).

W rozporządzeniu Ministra Finansów z dnia 25 kwietnia 2022 r. w sprawie towarów, których przewóz jest objęty systemem monitorowania drogowego i kolejowego przewozu towarów oraz obrotu paliwami opałowymi (Dz. U. z 2024 r. poz. 1157) wprowadza się następujące zmiany:

1) w § 1:

  1. b) w pkt 9 kropkę zastępuje się średnikiem i dodaje się pkt 10 w brzmieniu:

10) towarów:

  1. a) objętych działem 61 i 62 CN,
  2. b) objętych pozycją CN 6309 00 00,
  3. c) objętych działem 64 CN bez względu na ich ilość w przesyłce.”

Uzasadnienie projektu wskazuje cztery główne powody wprowadzenia nadzoru nad transportem tekstyliów:

  1. podrabianie towarów markowych,
  2. obecność nielegalnych substancji w produktach,
  3. powoływanie się na Strategię UE na rzecz zrównoważonych wyrobów włókienniczych w obiegu zamkniętym,
  4. i – jako najważniejsze – istotne ryzyko uszczuplenia należnego podatku od towarów i usług (VAT) w związku z handlem tymi towarami.

Zagrożenia takiej regulacji:

  1. Uczciwi importerzy i dystrybutorzy będą zmuszeni do rejestracji w SENT, zgłoszeń, obsługi GPS i potwierdzeń, co oznacza realne koszty, ryzyko pomyłek i groźbę wysokich kar (min. 20 tys. zł).
  2. Zwolnienie paczek do 20 kg z obowiązku SENT tworzy lukę w systemie i pozwala na ominięcie nadzoru – przez co system nie będzie skuteczny wobec realnych nadużyć.
  3. Mikro i małe firmy, które często działają w modelu just-in-time i zlecają transport zewnętrznym firmom, nie są przygotowane do wdrożenia SENT – ani organizacyjnie, ani technologicznie.

Inflacja wyhamowuje. Wielkanocne zakupy rekordowo drogie, ale obniżki stóp coraz bliżej

Inflacja w Polsce ustabilizowała się w marcu na poziomie 4,9 proc. rok do roku – wynika z opublikowanego właśnie szybkiego szacunku GUS. To trzeci miesiąc z rzędu, gdy roczna inflacja pozostaje na tym samym poziomie. Jednak w ujęciu miesięcznym ceny wzrosły o 0,1 proc. Pojawiają się głosy członków RPP, że być może jesteśmy coraz bliżej obniżek stóp w Polsce w drugiej połowie roku.

Największym problemem pozostają wciąż drożejące produkty żywnościowe. Ich ceny były w marcu wyższe aż o 6,7 proc. niż przed rokiem. W efekcie przed nami rekordowo droga Wielkanoc – najdroższa w historii. Wydatki na tradycyjne produkty świąteczne, takie jak jajka, nabiał czy mięso, mogą poważnie nadszarpnąć domowe budżety. Mocno wzrosły ceny kawy, która jest rekordowo droga na rynku globalnym. Obserwujemy także opóźniony efekt wzrostu cen czekolady, związany z wcześniejszym bezprecedensowym wzrostem cen kakao. Obecnie cena tabliczki czekolady szybko rośnie i średnia cena przekroczyła już 7 zł. W pewnym stopniu sytuację łagodzą ceny paliw, które są obecnie niższe o blisko 5 proc. niż przed rokiem. Nadal jednak odczuwamy silny wzrost cen nośników energii – aż o 13,3 proc.

Ważnym pytaniem pozostaje to, jak na bieżące dane zareaguje Rada Polityki Pieniężnej, która zbiera się na posiedzeniu w tym tygodniu. Na razie RPP utrzymuje główną stopę procentową bez zmian, na poziomie 5,75 proc. Jednak z samej Rady słychać już pierwsze głosy sugerujące możliwość obniżek stóp procentowych w drugiej połowie roku. Wydaje się zatem, że cięcia stóp mogą być bliżej niż dalej. Szczególnie że w kolejnych miesiącach inflacja najprawdopodobniej będzie dalej spadać – już w połowie roku może zbliżyć się do poziomu około 4 proc.

W kontekście globalnym ważne pozostają także działania amerykańskiego FED, który obecnie przerwał cykl obniżek stóp i uważnie obserwuje rozwój sytuacji gospodarczej w USA. Jest to także związane ze skutkami ceł i ograniczeń w handlu wprowadzonych przez administrację Donalda Trumpa. Decyzje FED mogą być jednym z czynników wpływających na działania RPP. Ewentualne wznowienie cięć w USA byłoby dodatkowym impulsem wspierającym decyzje o obniżkach w Polsce. Spadające stopy w USA, przy utrzymujących się wysokich stopach w Polsce, mogłyby wpływać na nadmierne umocnienie złotego.

Jak pokazują wyniki badania Puls Inwestora Indywidualnego eToro, inflacja wciąż pozostaje najważniejszym ryzykiem inwestycyjnym dla Polaków – wskazuje na nią aż 28 proc. badanych, znacznie więcej niż na zagrożenia geopolityczne czy stan krajowej gospodarki. Ewentualne obniżki stóp procentowych, choć mile widziane przez kredytobiorców, będą więc musiały być przeprowadzone ostrożnie, aby nie wywołać kolejnej fali inflacyjnej.

Podsumowując, inflacja ustabilizowała się, ale wciąż pozostaje problemem, szczególnie w obliczu drożejącej żywności przed Wielkanocą. Obniżki stóp procentowych w drugiej połowie roku stają się jednak coraz bardziej prawdopodobne – zwłaszcza jeśli inflacja będzie nadal spadać, a sytuacja na świecie na to pozwoli.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Polskie firmy chętnie inwestują w AI i automatyzację, szybko rośnie zainteresowanie 5G

W prawie połowie firm (49%) kluczowe decyzje o podjęciu współpracy z dostawcą usług teleinformatycznych podejmują CEO – to jeden z głównych wniosków badania EY Reimagining Industry Futures Study 2025. Wśród najczęściej wybieranych technologii dominują analityka i AI (61%) oraz automatyzacja i robotyka (58%). Zyskuje również 5G – zwłaszcza w sektorze produkcyjnym, gdzie w ciągu roku zanotowano dwukrotny (z 18% do 35%) wzrost odsetka firm inwestujących w to rozwiązanie. Główną przeszkodą we wdrażaniu innowacji pozostaje skomplikowana integracja z istniejącymi systemami (48%).

Jak wskazuje najnowsze badanie EY – Reimagining Industry Futures Study 2025 – nowoczesne technologie stają się elementem strategicznych decyzji zarządów, wykraczając poza kompetencje dotychczas zarezerwowane dla działów IT. Chociaż CIO (60%) i CTO (50%) wciąż odgrywają kluczową rolę, to już 49% prezesów spółek ma istotny wpływ na wybór technologii i dostawców. Dla firm teleinformatycznych to istotna zmiana, wymagająca dostosowania podejścia w zakresie sprzedaży i współpracy.

– Technologia przestała być tylko domeną działów IT. Dziś to kluczowy element strategii biznesowej, a decyzje o jej wyborze coraz częściej zapadają na poziomie zarządu. To ogromna zmiana dla dostawców usług, które muszą nie tylko dostarczać innowacyjne rozwiązania, ale też mówić językiem realnych i mierzalnych korzyści. Sukces w tej nowej rzeczywistości zależy od umiejętności budowania wartości technologii oraz zaufania w oczach osób, które często dopiero zdobywają wiedzę w zakresie innowacji – mówi Radosław Frańczak, Partner, Technology Consulting Leader w EY Polska.

Trendy w inwestycjach: Analityka oraz robotyka na czele, 5G najwięcej zyskuje

Przedsiębiorstwa nadal stawiają na rozwiązania dominujące również w poprzednim roku. Najchętniej wybieranym obszarem były analityka i AI (61%), a także robotyka i automatyzacja (58%), chociaż odnotowały spadek (odpowiednio -2 p.p. i -5 p.p). Na trzeciej pozycji znalazła się GenAI (47%) ze wzrostem o 4 p.p. Względem przeprowadzonej rok wcześniej edycji badania największy skok (+6 p.p), zanotowały inwestycje w 5G (33%). To zjawisko w szczególności widoczne było w sektorze produkcyjnym, gdzie wzrost sięgnął aż 17 p.p. – z 18% do 35%. IoT szczególną popularnością (+11 p.p., z 31% do 42%) cieszył się zaś w branży opieki zdrowotnej.

Równocześnie jednym z kluczowych wyzwań pozostaje integracja technologii. Aż 80% badanych uważa, że narzędzia analityczne i AI powinny współdziałać z IoT i 5G. Przekłada się to na konkretne wymogi od partnerów biznesowych. Już 79% podmiotów oczekuje informacji, jak różne, nowe technologie mogą współpracować, aby uzyskać efekt synergii. Raport wskazuje jednak, że dostawcy mają problem ze spełnieniem tych oczekiwań. Większość (61%) firm uważa, że nie zapewniają oni wystarczających możliwości AI w ramach swoich rozwiązań 5G i IoT. Podobny odsetek deklaruje, że partnerzy biznesowi nie wyjaśniają, w jaki sposób łączność cyfrową można zintegrować ze sztuczną inteligencją (62%) lub przetwarzaniem brzegowym (61%).

Konsolidacja dostawców jako sposób na uproszczenie systemów

W efekcie ponad jedna trzecia (35%) firm planuje ograniczyć liczbę dostawców usług teleinformatycznych w ciągu najbliższego roku. Decyzja ta wynika z potrzeby zwiększenia bezpieczeństwa, redukcji kosztów i zmniejszenia złożoności stosowanych rozwiązań. Sektory produkcyjny (43%) i finansowy (42%) wykazują szczególne zainteresowanie konsolidacją.

– Firmy oczekują dziś nie tylko wdrożeń technologii, ale kompleksowych rozwiązań dopasowanych do ich strategii. Dostawcy, którzy na tę potrzebę nie odpowiadają, ryzykują utratę klientów. Ponad jedna trzecia (35%) przedsiębiorców planuje konsolidację, by uprościć systemy, zwiększyć bezpieczeństwo i obniżyć koszty. Sukces wymaga więc nie tylko innowacji, ale także skutecznego wdrażania i integracji – mówi Mateusz Mazur, Partner EY, Lider obszaru inżynierii cyfrowej.

Od testów do wdrożeń – bariery skalowalności

Wdrożenie innowacji na szeroką skalę wciąż stanowi wyzwanie. Aż 80% firm wskazuje na konieczność lepszego zarządzania danymi (+6 p.p.), a 68% zmaga się z przekształceniem udanych prób w pełnoskalowe wdrożenia. Obecnie 80% projektów związanych z GenAI pozostaje na etapie testów, podobnie jak większość inwestycji w 5G (51%), IoT (53%), rozszerzoną rzeczywistość (60%) i blockchain (53%). Największym odsetkiem wdrożeń dotyczących całej organizacji, bądź wybranych procesów biznesowych, może pochwalić się analityka i AI (49%), robotyka i automatyzacja (37%) oraz przetwarzanie brzegowe (22%).

Najczęstszymi barierami (próby vs wdrożenia) są skomplikowana integracja z istniejącymi systemami (48%), ograniczenia budżetowe (45%) i niedojrzałość technologii, np. brak standaryzacji (37%). Ponadto 60% firm uważa, że ma zbyt wiele odrębnych rozwiązań, co utrudnia ich efektywne wykorzystanie.

O badaniu
Badanie Reimagining Industry Futures Study 2025 zostało przeprowadzone w ostatnim kwartale 2024 r. wśród 1635 przedsiębiorstw z 26 krajów – w tym Polski – działających w 9 sektorach gospodarki.

Inflacja w Polsce niższa od prognoz – RPP dostaje mocny argument do łagodzenia polityki

Inflacja CPI w marcu zaskoczyła pozytywnie zarówno w ujęciu rocznym, jak i miesięcznym.

Polski indeks cen wzrósł w ciągu miesiąca o 0,1 proc. w porównaniu z oczekiwaniami na poziomie 0,3 proc., a na przestrzeni roku wzrósł o 4,9 proc., podczas gdy oczekiwania rynkowe wynosiły 5,1 proc.

Choć oba odczyty są wyższe niż poprzednie, to są jednak zauważalnie niższe niż oczekiwane, co może być kolejnym argumentem dla gołębiej części RPP przemawiającym za rozpoczęciem cyklu obniżek stóp procentowych. Niemniej nadal ciężko oczekiwać, że do pierwszej obniżki stóp procentowych w Polsce mogłoby dojść przed wyborami prezydenckimi.

Piotr Bawolski, CFA, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

CEE Digital Coalition proponuje superklaster AI dla Europy Środkowo-Wschodniej

Dzięki sztucznej inteligencji Europa Środkowo-Wschodnia może zwiększyć swoją konkurencyjność, innowacyjność i produktywność firm. By tak się stało kraje regionu powinny skupić się na wdrożeniu wspólnej jednej strategii rozwoju AI, dostosowanej do lokalnych potrzeb – wskazują autorzy raportu CEE Digital Coalition, który analizuje teraźniejszość i przyszłość technologii AI w gospodarce. Eksperci rekomendują rozwiązania: to między innymi zbudowanie regionalnego superklastra AI, wspólnego funduszu AI oraz programu grantowego dla przedsiębiorców inwestujących w sztuczną inteligencję.

CEE Digital Coalition to koalicja organizacji cyfrowych z naszego regionu kontynentu. Ich eksperci wspólnie pracują nad wzmacnianiem cyfrowego głosu Europy Środkowo-Wschodniej w Unii Europejskiej. W Polsce koalicję reprezentuje Związek Cyfrowa Polska. Eksperci branży cyfrowej z 14 krajów, a także firmy technologiczne działające w tych państwach przygotowali wspólne rekomendacje dla rozwoju sztucznej inteligencji w regionie. – Jako kraje Europy Środkowo-Wschodniej tylko razem mamy siłę, aby nadać ton transformacji cyfrowej w Unii Europejskiej opartej na AI. Mamy konkretny plan działania, który przedstawiamy władzom państw naszego regionu. Potrzebujemy tylko odwagi, aby go wdrożyć w życie— wskazuje Michał Kanownik, prezes Cyfrowej Polski.

Mapa drogowa dla rozwoju AI w Europie Środkowo-Wschodniej

W wydanym przez CEE Digital Coalition raporcie „CEE AI Challengers”, eksperci dowodzą, że przede wszystkim trzeba rozpocząć od zbudowania wspólnej, jednolitej strategii rozwoju sztucznej inteligencji dla państw naszego regionu. Praktycznym pomysłem ma być na przykład budowa wspólnego regionalnego superklastra AI, który przyspieszy wdrażanie tej technologii w przemyśle, administracji publicznej i sektorze prywatnym. Jak czytamy w raporcie, przetwarzanie skomplikowanych zadań sztucznej inteligencji wymaga potężnych mocy obliczeniowych, które mogą być nieosiągalne dla pojedynczych, niewielkich państw naszego regionu.

Poza tym branża przekonuje, że potrzebne jest również spójne podejście do regulacji. Jednolite wdrażanie standardów i przepisów dotyczących AI jest kluczowe dla poszczególnych przedsiębiorstw, aby sprawnie mogły one prowadzić swój biznes w regionie. Warto wdrożyć także rozwiązania stymulacyjne, takie jak tzw. „piaskownice”, czyli konstrukcje prawne umożliwiające podmiotom gospodarczym działanie w bezpiecznym środowisku testowym w celu eksperymentowania z danym projektem na złagodzonych zasadach – wskazują eksperci CEE Digital Coalition.

Nie mniej istotna jest także wspólna infrastruktura danych, czyli stworzenie jednolitego systemu wymiany danych dla rozwoju AI w Europie Środkowo-Wschodniej. Eksperci przekonują do ujednolicenia standardów technicznych, aby umożliwić ekspansję regionalnych firm AI na rynki światowe.

Jak twierdzi Michał Kanownik, kluczowe jest, aby działania rozpocząć właśnie teraz, kiedy Polska przewodniczy Radzie Unii Europejskiej. – Mamy obecnie większą siłę przebicia. Pracujemy nad tym, aby jak najlepiej wykorzystać ten czas i wzmocnić głos regionu Europy Środkowo-Wschodniej w Unii Europejskiej – przekonuje ekspert.

Nieufność społeczna problemem w oswajaniu sztucznej inteligencji

Autorzy raportu wskazują na ogromne szanse dla regionu, jeśli ten oprze swój rozwój o sztuczną inteligencję i umiejętnie podejdzie do jej wdrażania. Kraje Europy Środkowo-Wschodniej mogą – w ich opinii – łatwo zwiększyć konkurencyjność, innowacyjność i produktywność firm. Najnowsze dane pokazują, że AI staje się kluczowym czynnikiem rozwoju, choć tempo adopcji tej technologii jest zróżnicowane w zależności od wielkości przedsiębiorstw i krajów UE.

Raport podaje, że kraje Europy Środkowo-Wschodniej przewyższają Europę Zachodnią pod względem liczby firm działających w sektorze cyfrowym (3,9 firm ICT na 1000 mieszkańców wobec 2,1 w Europie Zachodniej) oraz udziału zatrudnienia w branży ICT (4,8% wobec 4,1%). Jednak jak podkreślają eksperci w swojej analizie, problemem jest fakt, że nasz region wciąż pozostaje w tyle w zakresie cyfrowej transformacji. Korzystanie z zaawansowanych rozwiązań, takich jak przetwarzanie w chmurze czy analiza big data, jest na stosunkowo niskim poziomie. Nie inaczej jest w przypadku sztucznej inteligencji. Według Eurostatu w 2024 roku technologię AI wdrożyło ponad 11 proc. małych, prawie 21 proc. średnich i aż 41 proc. dużych firm w Europie.  – Wciąż borykamy się z pewną nieufnością społeczną – komentuje Michał Kanownik. – Żadna technologia nie budzi obecnie tylu pytań i emocji, co sztuczna inteligencja. Tak jak kiedyś oswoiliśmy elektryczność, parę wodną i Internet, tak teraz musimy zrozumieć AI i nauczyć się wykorzystywać jej potencjał dla dobra gospodarki i społeczeństwa. To ogromne wyzwanie przed, którym dziś jako region stoimy – podkreśla prezes Związku Cyfrowa Polska.

Mapa drogowa dla rozwoju sztucznej inteligencji w Europie Środkowo-Wschodniej została przedstawiona w tym tygodniu na forum Unii Europejskiej, podczas konferencji poświęconej AI. Branża chce teraz przekonywać poszczególnych ministrów cyfryzacji i premierów z krajów regionu do swoich pomysłów.

Kurs dolara słabnie, giełdy w dół: Trump grozi cłami na rosyjską ropę. Inflacja niepoki inwestorów

W piątek zobaczyliśmy na Wall Street znaczące spadki. Tym samym indeksy “wymazały” w większości wzrosty z ostatniego czasu. Dziś rano futures ponownie tracą a dołki z 13 marca są przez benchamrki amerykańskie wybijane lub ponownie testowane. Za dwa dni “Dzień Wyzwolenia” a na rynku dominują obawy o inflację oraz o wojny handlowe. Dolar stracił ale złoty zachowuje się zadziwiająco stabilnie. Dziś w Azji nastąpiła przecena, Nikkei znalazł się na najniższym poziomie od sześciu miesięcy.

Dziś rano poznaliśmy inflację w naszym kraju za marzec. Wyniosła ona 4,9 proc. w ujęciu rok do roku a wzrost miesiąc do miesiąca uplasował się na poziomie 0,1 proc. To wynik poniżej rynkowych oczekiwań i kolejny argument za obniżką stóp procentowych przez RPP. Złoty stracił nieznacznie po danych, kursy EUR/PLN oraz USD/PLN urosły odpowiednio do 4,1845 oraz 3,8650. Są to wstępne wyniki, pełne poznamy tuż przed Wielkanocą 15 kwietnia. W ostatnim czasie wiceprezeska NBP (Kightley) oficjalnie wyraziła swoje stanowisko w sprawie polityki monetarnej w naszym kraju uznając, że obecnie nie ma przestrzeni do cięć.

Preferowana przez Fed miara inflacja opublikowana w piątek uplasowała się na poziomie 2,5 proc. r/r zgodnie z prognozami, natomiast wskaźnik bazowy wzrósł do 2,8 proc. r/r. Wyższy odczyt “core” może w pewnym stopniu studzić oczekiwania na mocniejsze łagodzenie warunków monetarnych w USA. Z kolei dochody amerykanów wzrosły o 0,8 proc. m/m a wydatki o 0,4 proc. (prognoza 0,5 proc. m/m).

Z kolei indeks Uniwersytetu Michigan przedstawiający nastroje konsumentów spadł do 57 pkt. z poziomu 64,7 pkt miesiąc wcześniej. Cały czas jednak widoczny jest podział wyników ze względu na preferencje polityczne. Oczekiwania zrewidowano w dół a ocena bieżących warunków została skorygowanie nieznacznie w górę.

W tym tygodniu poznamy szereg danych z amerykańskiego rynku pracy. Jutro będzie to ankieta JOLTS, w środę ADP, czwartek zasiłki dla bezrobotnych a w piątek raport NFP. Oprócz tego zostanie zaprezentowany wskaźnik ISM dla przemysłu oraz usług.

Trump zagroził wprowadzenie ceł wtórnych na rosyjską ropę, jeśli z winy tego kraju nie zostanie zawarty rozejm. Taryfy miałyby być nałożone na import surowca z krajów, które kupują rosyjską ropę. Prezydent USA jednocześnie ostrzegł Ukrainę przed dużymi problemami w przypadku wycofania się z umowy surowcowej.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Łazik Kalman drużyny AGH Space Systems najlepszy na Australian Rover Challenge

AGH Space Systems, zespół studentów i studentek z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, zwyciężył w zawodach Australian Rover Challenge 2025 (ARCh), które odbyły się w dniach 27-30 marca 2025 roku na Uniwersytecie w Adelajdzie. Zespół zdobył 421,6 punktów na 500 możliwych. W ścisłym finale drużyna AGH Space Systems pokonała 14 zespołów z całego świata, potwierdzając swoją pozycję lidera w międzynarodowym studenckim środowisku konstruktorów i twórców technologii kosmicznych. Debiut zespołu na zawodach w Australii przyniósł drużynie zasłużone złoto.

– Zwycięstwo AGH Space Systems w zawodach Australian Rover Challenge 2025 to kolejny ważny moment w historii polskiej technologii kosmicznej. Sukces zespołu to nie tylko uznanie dla niezwykłych umiejętności studentów i studentek AGH, ale także przykład innowacyjności, która może inspirować przyszłe pokolenia inżynierów i naukowców – podkreśla prof. Jerzy Lis, Rektor AGH w Krakowie.

Zespół AGH Space Systems zwycięzcą prestiżowych zawodów w Australi fot. Kamila Kopacz
Zespół AGH Space Systems zwycięzcą prestiżowych zawodów w Australi fot. Kamila Kopacz

Sukces AGH Space Systems w zawodach Australian Rover Challenge, w którym studenci z Australii i całego świata walczą w misji księżycowej, wykorzystując łaziki, które sami zaprojektowali i zbudowali, to doskonały przykład rosnącej roli Polski w międzynarodowej społeczności robotyki i eksploracji kosmicznej. Zwycięstwo zespołu to nie tylko powód do dumy, ale również inspiracja do dalszego rozwoju technologii kosmicznych. W trakcie zawodów zespół musiał zmierzyć się z czterema wymagającymi zadaniami: Post-Landing Task, Space Resources Task, Excavation & Construction Task oraz Mapping & Autonomous Task.

– Zawody ARCh stanowiły dla naszego zespołu zupełnie nowe wyzwanie – zadania w ramach konkurencji często wymagały wykorzystania całkiem nowych umiejętności łazika jak i naszych operatorów. Jednak ta wielomiesięczna, ciężka praca każdego członka zespołu przyczyniła się do tego sukcesu – podkreślają studenci biorący udział w robotycznej rywalizacji.

Zespół AGH Space Systems zwycięzcą prestiżowych zawodów w Australi fot. Kamila Kopacz
Zespół AGH Space Systems zwycięzcą prestiżowych zawodów w Australi fot. Kamila Kopacz

Australian Rover Challenge to zawody, które stawiają przed uczestnikami szereg skomplikowanych zadań, a tegoroczne wyzwania były wyjątkowo trudne. Jednym z kluczowych momentów rywalizacji była konkurencja Mapping & Autonomous Task, w której zespół AGH Space Systems zmierzył się z drużyną UQ Space z Uniwersytetu Queensland, która miała minimalną przewagę, wynoszącą tylko cztery punkty. Jednak to właśnie AGH Space Systems okazał się lepszy, a ich łazik Kalman skutecznie zidentyfikował i zmapował wszystkie kluczowe obiekty, precyzyjnie poruszając się po terenie. Prezentacja zespołu spotkała się z dużym uznaniem ze strony sędziów, którzy docenili zaawansowane algorytmy nawigacji autonomicznej oraz techniki analizy danych.

Podczas zawodów zespół AGH Space Systems zaprezentował się znakomicie,
w konkurencji Space Resources Task, gdzie ich łazik Kalman wykazał się umiejętnością precyzyjnego pozyskiwania zasobów symulowanego regolitu księżycowego oraz sprawnym operowaniem manipulatorem.

W konkurencji Excavation & Construction Task, AGH Space Systems zademonstrował swoje umiejętności w budowie i montażu infrastruktury księżycowej.

Australian Rover Challenge to coroczny konkurs robotyki organizowany przez Uniwersytet w Adelajdzie, w którym drużyny studenckie z całego świata rywalizują w symulowanej misji księżycowej. Zawody obejmują szereg zadań związanych z nawigacją, pozyskiwaniem surowców i budową infrastruktury na symulowanej powierzchni Księżyca, mających na celu sprawdzenie umiejętności uczestników w zakresie technologii robotycznych i autonomicznych.

Zarządzanie flotą bez papieru – korzyści z cyfrowej dokumentacji floty

W erze cyfryzacji transportu, coraz więcej firm rezygnuje z klasycznych, papierowych metod zarządzania dokumentacją floty. Elektroniczne systemy zarządzania nie tylko przyspieszają procesy, ale też zwiększają ich niezawodność i transparentność.

Najczęstsze problemy z klasyczną dokumentacją floty

Papierowa dokumentacja floty generuje szereg problemów organizacyjnych i operacyjnych. Przede wszystkim jest czasochłonna – wymaga fizycznego obiegu dokumentów między biurem a kierowcami, co opóźnia finalizację procesów przewozowych. Wysokie ryzyko zagubienia dokumentów, trudności z ich archiwizacją oraz ograniczony dostęp do aktualnych danych to kolejne bolączki tradycyjnego podejścia.

Dodatkowo, ręczne śledzenie terminów związanych z przeglądami technicznymi, ubezpieczeniami czy wymianą ogumienia naraża flotę na ryzyko administracyjnych uchybień i kar. W sytuacjach kryzysowych – np. kontroli drogowej – brak szybkiego dostępu do odpowiednich dokumentów może prowadzić do poważnych konsekwencji.

Cyfrowa ewolucja dokumentów

Rozwiązaniem na powyższe wyzwania jest cyfrowa dokumentacja, która eliminuje wiele zbędnych procesów i automatyzuje kluczowe elementy zarządzania flotą. Elektroniczne przesyłanie dokumentów pozwala na natychmiastowe udostępnianie kierowcom faktur, listów przewozowych CMR czy innych dokumentów operacyjnych bez potrzeby drukowania.

Możliwość cyfrowego podpisywania dokumentacji przewozowej nie tylko przyspiesza obieg dokumentów, ale również ułatwia ich archiwizację i kontrolę. Wszystko odbywa się w czasie rzeczywistym – bez konieczności powrotu kierowcy do bazy czy korzystania z kurierów. Przechowywanie dokumentacji w jednym systemie zapewnia transparentność, umożliwia łatwe wyszukiwanie informacji oraz redukuje ryzyko pomyłek.

Aplikacja Fleethouse – jedno miejsce na wszystkie dokumenty

Fleethouse to kompleksowy system wspierający pełną cyfryzację dokumentacji flotowej. Jego funkcjonalności odpowiadają na konkretne potrzeby firm transportowych, eliminując typowe bariery organizacyjne.

  • Przesyłanie dokumentów odbywa się elektronicznie, co pozwala na szybki obieg faktur, listów przewozowych CMR czy dokumentów serwisowych. Kierowcy mają do nich stały dostęp, co znacząco usprawnia komunikację i procesy logistyczne.
  • Podpisywanie dokumentów przez kierowców bezpośrednio w aplikacji zmniejsza potrzebę drukowania i przechowywania dokumentacji w formie fizycznej. To również ułatwia nadzór nad zgodnością dokumentacji z przepisami.
  • Zautomatyzowane powiadomienia to funkcja, która przypomina o zbliżających się przeglądach technicznych, terminach wymiany opon czy wygasających polisach. Dzięki temu dokumentacja floty pozostaje zawsze aktualna, a zarządzanie serwisami i ubezpieczeniami jest znacznie prostsze.
  • Centralizacja danych sprawia, że cała dokumentacja i kluczowe informacje są dostępne w jednym miejscu – zarówno dla działu administracji, jak i kierowców. Taka organizacja zwiększa efektywność pracy i pozwala szybciej reagować na zmiany czy sytuacje awaryjne.

Cyfrowa dokumentacja floty nie jest już luksusem, lecz koniecznością w dynamicznym środowisku transportowym. Narzędzia takie jak Fleethouse umożliwiają realne uproszczenie procesów, redukcję kosztów i poprawę bezpieczeństwa operacyjnego. Rezygnując z papieru na rzecz cyfrowych rozwiązań, firmy transportowe zyskują nie tylko czas i kontrolę, ale również przewagę konkurencyjną. Dowiedz się więcej o aplikacji i zobacz wszystkie oferowane przez nią funkcję na https://fleethouse.pl/.

Mieszkania na wynajem a dyrektywa EPBD. Których lokali nie obejmą rygorystyczne normy energetyczne?

Niektóre budynki będą zwolnione z wymagań dyrektywy budynkowej (EPBD). Wyjaśniamy, czy lokali na wynajem będzie dotyczyło takie zwolnienie.

Kwestie związane z energochłonnością oraz falą remontów przestają być abstrakcją. Wiele wskazuje na to, że już w 2026 r. pojawią się przepisy dotyczące podziału budynków na klasy energetyczne. Nieco wcześniej, czyli do końca bieżącego roku Polska będzie musiała przedstawić swój pierwszy plan remontowy (Krajowy Plan Renowacji Budynków). Niedawno pojawił się bardzo wstępny projekt tego planu. Warto mu się przyjrzeć w kontekście mieszkań na wynajem. Chodzi zarówno o lokale stanowiące własność osób prywatnych, jak i mieszkania wynajmowane lokatorom przez gminy, spółdzielnie mieszkaniowe oraz TBS-y/SIM-y. Nieliczne takie mieszkania mogą być zwolnione z wymagań wprowadzonych przez nową unijną dyrektywę.

Artykuł w dużym skrócie:

  • Państwa członkowskie mogą wyłączyć z dyrektywy budynkowej np. zabytki. Nie ma jednak osobnego wyłączenia dla mieszkań socjalnych.
  • Mieszkania gminne znajdują się często w nieocieplonych budynkach, co będzie generowało duże koszty remontów.
  • Najemcy prywatnych mieszkań przynajmniej w części zapłacą za wymagane remonty budynku.

Poniżej prezentujemy więcej ciekawych informacji, które odpowiadają na tytułowe pytanie.

Dyrektywa budynkowa przewiduje pewne wyłączenia

Wydaje się, że w ramach odpowiedzi na tytułowe pytanie, warto odwołać się do treści wspomnianej dyrektywy budynkowej, czyli Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/1275 z dnia 24 kwietnia 2024 r. w sprawie charakterystyki energetycznej budynków. Artykuł 9 ustęp 6 dyrektywy EPBD przewiduje, że państwa członkowskie mogą zadecydować o niezastosowaniu minimalnych norm charakterystyki energetycznej w przypadku:

  1. budynków zabytkowych, jeśli zgodność z normami zmieniłaby w sposób niedopuszczalny charakter lub wygląd budynku albo jeśli renowacja nie jest wykonalna pod względem technicznym lub ekonomicznym
  2. budynków używanych jako miejsca kultu lub wykorzystywanych do działalności religijnej
  3. budynków tymczasowych o okresie użytkowania do dwóch lat
  4. obiektów przemysłowych, warsztatów i rolniczych budynków niemieszkalnych
  5. budynków mieszkalnych użytkowanych/przeznaczonych do użytkowania przez mniej niż cztery miesiące w roku albo cechujących się spodziewanym zużyciem energii wynoszącym do 25% prognozowanego rocznego zużycia
  6. budynków wolnostojących o powierzchni użytkowej wynoszącej do 50 mkw.
  7. budynków należących do sił zbrojnych lub instytucji rządowych oraz służących celom obrony narodowej

Warto zwrócić uwagę, że pomimo wcześniejszych planów, w ostatecznej wersji dyrektywy budynkowej nie znalazły się przepisy wprowadzające osobne zwolnienie dla mieszkań z preferencyjnym czynszem. Poprawki przyjęte przez Parlament Europejski w dniu 14 marca 2023 r. przewidywały możliwość wykluczenia wymogów co do osiągnięcia minimalnej klasy energetycznej przez wspomniane lokale, jeżeli renowacje nie byłyby „neutralne pod względem kosztów lub spowodowałyby wzrost czynszu dla osób mieszkających w mieszkaniach socjalnych w stopniu przewyższającym oszczędności ekonomiczne na rachunku za energię”.

Ostateczna wersja dyrektywy EPBD nie zawiera jednak podobnego wyłączenia, o którym można było czasem przeczytać w rodzimych mediach. Natomiast pewna część budynków z mieszkaniami na wynajem może zostać objęta wyłączeniem dla zabytków wskazanym w powyższym punkcie numer 1. „Przyjęta około rok temu dyrektywa budynkowa zwraca dodatkowo uwagę na konieczność zapewnienia szczególnego wsparcia dla niezamożnych gospodarstw domowych (w tym wynajmujących lokum za preferencyjny czynsz)” – mówi Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Potrzeby remontowe gmin na pewno będą bardzo duże

Jeżeli chodzi o preferencyjny wynajem mieszkań, to warto dodać, że termomodernizacja wielu gminnych budynków mieszkalnych (również tych zabytkowych) zostanie dodatkowo wymuszona przez wysokie ceny ciepła sieciowego. Podobna sytuacja może w mniejszym stopniu dotyczyć towarzystw budownictwa społecznego, które posiadają nowszy zasób budynkowy (na ogół nie starszy niż 25 lat – 30 lat). Z kolei budynki spółdzielcze są lepiej ocieplone niż gminne. Projekt Krajowego Planu Renowacji Budynków informuje, że 77% mieszkań spółdzielczych znajduje się w budynkach posiadających przegrody zewnętrzne z izolacją o grubości ponad 5 centymetrów. „W przypadku gminnych bloków i kamienic, sytuacja wygląda dużo gorzej. Mowa o analogicznym wyniku wynoszącym niespełna 40%” – informuje Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Najemcy z prywatnych lokali sami zapłacą za wszystko?

Na uwagę zasługuje również sytuacja osób wynajmujących prywatne mieszkania za rynkowy czynsz. Istnieje bowiem duże prawdopodobieństwo, że tacy najemcy przynajmniej w części poniosą koszty renowacji budynku, które będą związane na przykład z wyższymi składkami na fundusz remontowy. To prawdopodobny scenariusz nawet jeśli założymy, że dostępne będą preferencyjne zasady finansowania remontów budynków wielorodzinnych, a nawet różnego rodzaju granty. Jeżeli chodzi o „przerzucalność” wspomnianych kosztów remontowych, to warto zwrócić uwagę na artykuły 8a oraz 9 ustawy z dnia 21 czerwca 2001 r. o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego (Dz. U. z 2023 r. poz. 725). „Te przepisy lokatorskie wskazują bowiem, że ograniczenia częstotliwości oraz skali podwyżek nie dotyczą opłat niezależnych od właściciela mieszkania” – zauważa Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Jednakże pod pojęciem opłat niezależnych od właściciela ustawodawca rozumie tylko „opłaty za dostawy do lokalu energii, gazu, wody oraz odbiór ścieków, odpadów i nieczystości ciekłych”. Natomiast koszty remontów budynku zaliczają się do kategorii „kosztów utrzymania lokalu”. Artykuł 8a ustawy o ochronie praw lokatorów daje możliwość wprowadzenia podwyżek czynszu lub innych opłat za używanie lokalu w skali większej od inflacji z zeszłego roku, „jeżeli właściciel nie uzyskuje przychodów z czynszu albo innych opłat za używanie lokalu na poziomie zapewniającym pokrycie kosztów utrzymania lokalu, jak również zapewniającym zwrot kapitału i zysk”. Są to jednak podwyżki limitowane przez ustęp 4b artykułu 8a ustawy o ochronie praw lokatorów. „Pamiętajmy jednocześnie, że limity podwyżek czynszu i opłat za używanie lokalu nie dotyczą najmu okazjonalnego oraz instytucjonalnego” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.

Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości

Rekordowy rok Asseco: 17,1 mld zł przychodów, historyczny zysk netto i 14 nowych akwizycji w 2024 r.

W 2024 roku Grupa Asseco osiągnęła 17,1 mld zł przychodów ze sprzedaży, z czego 13,5 mld zł stanowiła sprzedaż własnych produktów i usług informatycznych. Zysk operacyjny był o 10% wyższy niż w 2023 roku i wyniósł 1,8 mld zł. Rekordowy w historii zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej, po wzroście o 8%, wyniósł 520 mln zł. Asseco kontynuowało rozwój i zwiększało skalę międzynarodowej działalności, również dzięki akwizycjom. W minionym roku do Grupy dołączyło 14 nowych spółek.

Wyniki Asseco są bardzo dobrze zdywersyfikowane geograficznie. W 2024 roku przychody ze sprzedaży w segmencie Asseco Poland wzrosły o 4% rok do roku i wyniosły ponad 2,1 mld zł. Działania w tym obszarze skoncentrowane były na dostarczaniu najwyższej jakości oprogramowania i usług wspierających ciągłość działania sektora finansowego, realizacji strategicznych projektów dla instytucji publicznych, a także kontynuacji prac oraz nowych projektów dla sektora energetycznego i zdrowia.

Rynki zagraniczne reprezentowane przez segmenty Formula Systems i Asseco International odpowiadały łącznie za 88% przychodów Grupy. Sprzedaż segmentu Formula Systems wyniosła niemal 11,0 mld zł. Po wyłączeniu efektu różnic kursowych przychody tego segmentu były o 5% wyższe w stosunku do 2023 roku. Spółki z Grupy Formula Systems realizowały kontrakty z kluczowych obszarów cyberbezpieczeństwa, służby zdrowia czy transportu, umacniając swoją pozycję przez rozwój organiczny, jak i aktywność w obszarze akwizycji.

W segmencie Asseco International sprzedaż ukształtowała się na poziomie 4,1 mld zł, a po wyłączeniu efektu różnic kursowych przychody były o 7% wyższe w stosunku do 2023 roku. W minionym roku wzrosty zanotowała Grupa Asseco South Eastern Europe, głównie w kluczowym obszarze płatności. Wyższa była również sprzedaż rozwiązań ERP w Grupie Asseco Enterprise Solutions. Działające w ramach Asseco Central Europe spółki w Czechach i na Słowacji z powodzeniem realizowały projekty dla instytucji publicznych, sektora ochrony zdrowia oraz bankowości przez spółki z Grupy Asseco Central Europe.

„2024 rok okazał się dla Asseco rekordowym. Osiągnęliśmy najwyższy zysk netto w naszej ponad 30-letniej historii. Wyniki te pokazują, że przyjęta przez nas strategia skupiająca się na tworzeniu oprogramowania własnego i usługach z nim związanych, a także silnej dywersyfikacji pozwala nam na stabilny rozwój. W minionym okresie istotny wpływ na wyniki Grupy miały kursy walut. Po wyłączeniu tego efektu nasze przychody wzrosły o 6%, a zysk operacyjny zwiększył się o 14%. Uważam, że jest to wyjątkowy sukces, biorąc pod uwagę uwarunkowania zewnętrzne, w jakich działamy. W 2024 roku przejęliśmy 14 spółek działających na rynku amerykańskim, indyjskim, portugalskim i izraelskim. Od momentu debiutu na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie w 2004 roku do naszej Grupy dołączyło ponad 150 spółek. To sprawia, że dzisiaj w Asseco zatrudnionych jest niemal 34 tys. osób w ponad 60 krajach na 6 kontynentach” – powiedział Adam Góral, Prezes Zarządu Asseco Poland.

Skonsolidowany portfel zamówień Asseco na rok 2025, w obszarze oprogramowania i usług własnych, ma obecnie wartość ponad 10,8 mld zł. W kursach stałych, w jakich został przeliczony backlog na 2024 rok, portfel zamówień jest o 9% wyższy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

„W 2025 roku naszym priorytetem pozostaje utrzymanie wiodącej pozycji lidera cyfryzacji w sektorach bankowości, energetyki, telekomunikacji, ochrony zdrowia oraz administracji publicznej. Nieustannie koncentrujemy się na rozwoju własnych produktów i usług, rozszerzając naszą ofertę nie tylko o rozwiązania sektorowe, ale także o systemy ERP, płatności oraz usługi zaufania. Rozwijamy kompetencje z obszaru usług chmurowych. Mamy plany związane z dalszym wykorzystywaniem w naszych rozwiązaniach sztucznej inteligencji oraz ambicje, by budować odporność cybernetyczną państwa na każdym poziomie działań – zarówno ogólnokrajowym, jak i samorządowym” – dodał Adam Góral.

Asseco konsekwentnie buduje wartość dla akcjonariuszy i dzieli się z nimi wypracowanym zyskiem. Od debiutu na GPW Spółka wypłaciła swoim akcjonariuszom ponad 3,5 mld zł dywidendy. W tym roku Zarząd Spółki zarekomendował Walnemu Zgromadzeniu wypłatę 269 mln zł dywidendy za 2024 rok, co oznacza 3,94 zł na każdą akcję uczestniczącą w wypłacie dywidendy*.

* Dywidenda przypadająca na jedną akcję, po wyłączeniu akcji własnych, które nie uczestniczą w dywidendzie.

Rekordowy rok dla sektora BTR w Polsce. W 2025 roku przybędzie 9 500 mieszkań na wynajem instytucjonalny

Czynniki makroekonomiczne i zmiany socjodemograficzne przekładają się na rosnące zainteresowanie wynajmem mieszkań. Rynek najmu instytucjonalnego BTR (Build-to-Rent) kontynuuje dynamiczny rozwój. Aktywność deweloperów jest na wysokim poziomie, a nowa podaż bije kolejne rekordy. W 2025 roku do użytku planowo trafi 9 500 mieszkań.

  • Całkowite zasoby rynku BTR w Polsce wyniosły 21 300, odnotowując wzrost nowej podaży o 23,7%.
  • Aktywność deweloperów utrzymuje się ma wysokim poziomie. Do końca 2025 roku na rynek trafi rekordowe 9 500 mieszkań, które stanowić będą blisko połowę obecnych zasobów.
  • Wskaźnik pustostanów na koniec 2024 roku wynosił 4,1%, a sektor charakteryzuje się szybkim tempem wynajmu.
  • Całkowita wartość transakcji inwestycyjnych w sektorze living w 2024 roku wyniosła 373 mln EUR i wykazuje stały trend rosnący (344 mln EUR w ramach najmu instytucjonalnego i 29 mln EUR w prywatne akademiki).

Silne zakorzenienie polskiego społeczeństwa w kwestii posiadania własnego mieszkania widoczne jest w strukturze własnościowej rynku mieszkaniowego. Polska jest w czołówce krajów UE pod względem odsetka osób mieszkających we własnym mieszkaniu. 87% wszystkich gospodarstw domowych w Polsce mieszka we własnym mieszkaniu, a jedynie 13% wynajmuje. Średnia dla krajów w UE to 69%, a najmniejszy udział własnościowy mają Niemcy, zaledwie 47%.

„Sektor BTR w Polsce znajduje się we wczesnej fazie rozwoju, stanowiąc około 1,8% całego sektora wynajmu mieszkań. Niewystarczające nasycenie rynku mieszkaniowego sprzyja rozwojowi sektora najmu instytucjonalnego, który w ostatnich latach kończy każdy kolejny rok z rekordem. W ramach nowej podaży w 2024 roku na rynek BTR trafiło 5 800 mieszkań, a plany deweloperów na ten rok zakładają oddanie do użytku 9 500 lokali,” – komentuje Dorota Lachowska, dyrektor działu badań rynku w Knight Frank.

W ciągu ostatnich 5 lat roczny przyrost mieszkań na wynajem instytucjonalny wzrósł ponad pięciokrotnie z 1 100 lokali w 2019 roku do niemal 5 800 w roku ubiegłym. Obecnie na różnych etapach planowania znajduje się 12 000 mieszkań.

„Na utrzymujące się zainteresowanie inwestorów sektorem BTR wpływ ma zmiana podejścia młodszych pokoleń względem długoterminowych zobowiązań oraz ich rosnąca mobilność, co przekłada się na mniejsze przywiązanie do jednego miejsca. Dodatkowo, szybki wzrost cen nieruchomości i spadek siły nabywczej powoduje, że coraz częściej potrzeby mieszkaniowe zaspokajane są poprzez najem,” – wyjaśnia Adam Kotarski, analityk w dziale badań rynku w Knight Frank.

W ciągu ostatnich czterech lat, kiedy to sektor BTR doświadczał dynamicznego rozwoju, ceny zakupu nieruchomości w największych miastach wzrosły niemal dwukrotnie. Największe wzrosty średnich cen ofertowych w okresie ostatnich czterech lat na rynku pierwotnym odnotowano we Wrocławiu – 74,3%, natomiast na rynku wtórnym w Krakowie – 71,9%.

Tempo wzrostu cen mieszkań przewyższało dynamikę wzrostu średnich wynagrodzeń ograniczając możliwości zakupu. W Warszawie średnie miesięczne wynagrodzenie pozwala na zakup jedynie 0,62 m kw. mieszkania na rynku pierwotnym. Podobny trend obserwowany jest w większości polskich miast, co stanowi jedną z głównych przyczyn wzrostu popytu na wynajem oraz sprzyja rozwojowi sektora BTR.

Obecnie największym rynkiem BTR w Polsce jest Warszawa, gdzie na koniec minionego roku liczba mieszkań na wynajem instytucjonalny przekroczyła 8 000, co stanowi 38% całkowitych zasobów kraju. Na drugim miejscu znajduje się Wrocław z 4 000 mieszkaniami na wynajem, natomiast na trzecim Kraków – z około 3 400 lokalami. Rynek rozwija się jednak we wszystkich największych miastach Polski, w tym Poznaniu, Trójmieście, Łodzi i Katowicach. Miasta te charakteryzują się dużą liczbą ludności, a przy tym są ważnymi ośrodkami gospodarczymi i akademickimi, co stymuluje napływ ludności i napędza popyt na wynajem mieszkań.

W ostatnim czasie obserwujemy trend, w którym ekspansja sektora BTR wychodzi poza największe miasta w Polsce. Obiekty tego typu są obecnie na etapie wstępnego planowania oraz realizacji także na przedmieściach głównych aglomeracji, takich jak Mysiadło pod Warszawą, a także w mniejszych ośrodkach miejskich, w tym w Szczecinie czy Gorzowie Wielkopolskim.

„Na decyzje inwestorów w kwestii lokalizacji wpływają niższe ceny gruntów, chociaż istotnym czynnikiem sprzyjającym lokalizacji projektów BTR na obrzeżach dużych miast jest również postępujący trend suburbanizacji, który prowadzi do wzrostu liczby mieszkańców w gminach podmiejskich. Najemcy tych obiektów wybierają je zarówno ze względu na bardziej konkurencyjne stawki czynszu, jak i wyższą jakość życia, wynikającą z spokojniejszego otoczenia, ” – dodaje Dorota Lachowska.

„Rynek najmu instytucjonalnego charakteryzuje się szybkim tempem komercjalizacji oraz wysokim poziomem obłożenia. Na koniec IV kwartału 2024 roku współczynnik pustostanów w Polsce wyniósł średnio 4,1%. Ze względu na duży przyrost nowej podaży w 2024 roku, współczynnik pustostanów wzrósł w porównaniu do poprzedniego roku, kiedy wynosił 1,6%. Niemniej jednak, wskaźnik nadal pozostaje na niskim poziomie, a utrzymujący się wysoki popyt sugeruje jego stabilność, nawet w obliczu dalszej rozbudowy rynku,” – uzupełnia Adam Kotarski.

Czynsze najmu prezentują stabilny trend wzrostowy, który jest zgodny z ogólnymi tendencjami obserwowanymi na rynku najmu oraz rynku sprzedaży nieruchomości. Stawki najmu są jednak zróżnicowane i zależą od miasta, lokalizacji oraz wyposażenia i standardu. Na koniec 2024 roku średnie ceny najmu w Warszawie kształtowały się w przedziale od 2 200 PLN do 4 000 PLN/ miesiąc za mieszkanie typu studio oraz od 2 600 PLN do 5 200 PLN/ miesiąc za mieszkanie dwupokojowe.

W przypadku nieruchomości w najwyższym standardzie ceny te mogą być znacznie wyższe.

W pozostałych miastach regionalnych za mieszkanie jednopokojowe najtaniej było w Poznaniu – od 1 160 PLN/ miesiąc, a najdrożej w Krakowie – 2 760 PLN/ miesiąc. Za mieszkanie dwupokojowe najmniej najemcy płacili w Łodzi, a najwięcej w Gdańsku – odpowiednio 1 860 i 3 780 PLN/ miesiąc. Jednocześnie, we wszystkich miastach regionalnych ceny za mieszkanie trzypokojowe kształtowały się w przedziale od 3 040 do 6 260 PLN/ miesiąc.

Nowa kadencja Zarządu Banku Millennium. Joao Bras Jorge ponownie prezesem

W dniu 27 marca 2025, ze względu na zakończenie obecnej kadencji, rada nadzorcza powołała Zarząd Banku Millennium na nową, trzyletnią kadencję. Stanowisko prezesa zarządu banku, doceniając dotychczasowe osiągnięcia, rada nadzorcza powierzyła ponownie Joao Bras Jorge.  

Obecny skład zarządu:

  • Joao Bras Jorge, prezes zarządu
  • Fernando Bicho, wiceprezes zarządu
  • Wojciech Haase, członek zarządu
  • Jarosław Hermann, członek zarządu
  • Halina Karpińska, członkini zarządu
  • Antonio Pinto, członek zarządu
  • Magdalena Zmitrowicz, członkini zarządu

– Z przyjemnością informuję, że rada nadzorcza w dniu dzisiejszym podjęła decyzję o powołaniu Zarządu Banku Millennium na nową kadencję. Chciałabym podkreślić, że proces wyboru członków zarządu został przeprowadzony z zachowaniem najwyższych standardów ładu korporacyjnego oraz zgodnie z przyjętymi zasadami w banku. Rolę prezesa banku ponownie powierzamy Joao Bras Jorge, mając na uwadze osiągnięcia w poprzednich okresach. Rada jest przekonana, że pod jego kierownictwem bank będzie kontynuował dynamiczny rozwój i umacniał pozycję na rynku. W imieniu rady nadzorczej życzę wszystkim członkom zarządu sukcesów i cieszę się na przyszłą współpracę – powiedziała Olga Grygier-Siddons, przewodniczącą Rady Nadzorczej Banku Millennium.

– Dziękuję za zaufanie, jakim obdarzyła nas Rada Nadzorcza. Rozpoczynamy nową kadencję na początku realizacji ambitnej strategii 2028 Wartość i Wzrost, w której szczególnie istotna nadal będzie dbałość o najwyższą satysfakcję klientów i utrzymanie wysokiej pozycji w tej dziedzinie w sektorze bankowym, wzrost liczby klientów detalicznych oraz podwojenie wartości bankowości korporacyjnej. Jestem przekonany, że wybrany skład Zarządu posiada wymagane kompetencje, aby wspierać i realizować założone cele. Cieszę się z możliwości współpracy ze wszystkimi członkami zarządu. W szczególności witam w składzie Zarządu dwie nowe członkinie: Halinę Karpińską i Magdalenę Zmitrowicz. Halina, obecna Dyrektor Departamentu Bankowości Elektronicznej w Banku Millennium, jest jedną z najbardziej utalentowanych profesjonalistek w polskim sektorze bankowym, jej rola będzie polegała na przeniesieniu bankowości detalicznej na wyższy poziom i na jeszcze lepszej synchronizacji trzech kanałów obsługi klientów, czyli cyfrowego, sieci oddziałów i call center, aby budować główną relację z klientami i osiągnąć znaczący wzrost wolumenów biznesowych. Magdalena dołącza do Banku wnosząc bogate doświadczenie i osiągnięcia, jako członek zarządu ds. bankowości korporacyjnej będzie koncentrować się na podwojeniu naszej obecności w tym sektorze, poprzez pozyskiwanie klientów i znaczący wzrost wolumenów kredytowych. – powiedział Joao Bras Jorge, prezes zarządu Banku Millennium.

W siedmioosobowym składzie Zarządu, pięciu członków kontynuuje swoją rolę, a na pierwszą kadencję powołane zostały: Halina Karpińska i Magdalenta Zmitrowicz.

Halina Karpińska z Bankiem Millennium związana jest od 2002 roku. Od 2018 zajmuje stanowisko Dyrektorki Departamentu Bankowości Elektronicznej. Pełniła funkcję Członkini Rady Nadzorczej Polski Standard Płatności Sp. z o.o. (Blik) w latach 2018-2024.

Magdalena Zmitrowicz ma 25 lat doświadczenia w bankowości zdobyte w Banku Handlowym S.A. i Banku Pekao S.A. W latach 2018-2024 pełniła funkcję Wiceprezes Zarządu Banku Pekao S.A., nadzorując Pion Bankowości Przedsiębiorstw. Laureatka SME Banker of The Year 2024 organizacji Qorus. Absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego, Executive MBA na Uniwersytecie Warszawskim oraz Global CEO Program na Wharton School of Business.

Zwyczajne Walne Zgromadzenie Banku Millennium wybrało Radę Nadzorczą

27 marca 2025 r. Zwyczajne Walne Zgromadzenie Banku Millennium, z uwagi na upływ obecnej kadencji, powołało nowy dwunastoosobowy skład rady nadzorczej na wspólną, trzyletnią kadencję.

Przewodniczącą Rady została Olga Grygier-Siddons.

Do Rady Nadzorczej weszły następujące osoby:

  1. Olga Grygier – Siddons – przewodnicząca
  2. Nuno Manuel da Silva Amado – wiceprzewodniczący
  3. Miguel Maya Dias Pinheiro
  4. Miguel de Campos Pereira de Bragança
  5. José Miguel Bensliman Schorcht da Silva Pessanha
  6. Lingjiang Xu
  7. Małgorzata Bonikowska
  8. Agnieszka Kłos-Siddiqui
  9. Anna Mankiewicz-Rębkowska
  10. Alojzy Nowak
  11. Izabela Olszewska
  12. Katarzyna Sułkowska – sekretarz

– W imieniu swoim i wszystkich członków Rady, dziękuję akcjonariuszom Banku Millennium za okazane nam zaufanie. Cieszę się, że będę mogła w kolejnej kadencji przewodniczyć Radzie Nadzorczej w tak znakomitym składzie, o zróżnicowanych, bogatych kompetencjach i doświadczeniu, łączących międzynarodową perspektywę z głęboką wiedzą na temat polskiej rzeczywistości. Naszą ambicją jest realizować zadania Rady według najwyższych standardów oraz jak najlepiej wspierać zarząd we wdrażaniu ambitnych celów strategicznych banku – powiedziała Olga Grygier-Siddons, przewodnicząca Rady Nadzorczej Banku Millennium.

Olga Grygier-Siddons jest absolwentką University of Manchester na wydziale Nauk Komputerowych oraz Księgowości. Posiada również tytuł FCA Fellow Chartered Accountant, Institute of Chartered Accountants of England and Wales.

Po ukończeniu studiów w Wielkiej Brytanii związała swoją karierę zawodową z sektorem firm doradczych. W roku 1991 dołączyła do PwC w obszarze Corporate Finance. W roku 1998 otrzymała awans na pozycję Partnera i była odpowiedzialna za realizację zróżnicowanych projektów dla sektora publicznego i prywatnego na całym świecie. W roku 2004 zdecydowała się na przeniesienie się do Polski i w 2014 roku objęła funkcję Partnera Zarządzającego na Centralną i Środkową Europę w PwC. Przez 15 lat była odpowiedzialna za rozwój biznesu i nadzorowanie projektów w 29 krajach, w firmie zatrudniającej 12 000 pracowników.Olga Grygier-Siddons była pierwszą kobietą zaproszoną do bycia członkiem PwC Strategy Council – top 20 liderów PwC.

Po opuszczeniu PwC w 2019 pełni rolę doradcy strategicznego i Mentora. Ponadto, do dziś pełni między innymi funkcję Członkini Rady Nadzorczej Żabka Group; Jest założycielką i CEO Experiential Learning Hub – Villa Poranek.

Od 24 marca 2021 r. jest Członkinią Rady Nadzorczej Banku Millennium S.A.

1 na 5 Polaków chce walczyć za ojczyznę. Nowe badanie o postawach Polaków w cieniu wojny

Coraz więcej Polaków deklaruje, że będzie czynnie walczyć w obronie ojczyzny, ale zaledwie co piąty Polak gotów jest zapłacić więcej za paliwo, aby nie pochodziło ono z Rosji. Nowe badanie Human Answer Institute i Zymetrii pokazuje społeczeństwo pełne sprzeczności, które coraz mocniej odczuwa skutki kryzysów i wojny za naszą granicą.

Chwycić za broń czy wyjechać? Polska w cieniu wojny za wschodnią granicą

Kiedy pytamy Polaków, jak zachowaliby się w razie napaści Rosji na nasz kraj, 20% deklaruje gotowość do czynnej walki za ojczyznę – i jest to o 5 punktów procentowych więcej niż pod koniec marca 2024 r. Wyniki zgromadzone w badaniu pt. „Odpowiedzi na pytania jutra – edycja 2025” sugerują zarówno stosunkowo niską gotowość społeczną do czynnej walki, jak i wysoki poziom deklaratywnego zaangażowania we wsparcie walczących i organizowania pomocy (45% badanych). 21% respondentów sygnalizuje, że w przypadku wojny starałoby się wyjechać, aby ratować siebie i bliskich.

Gdy przyjrzymy się bliżej wynikom, okazuje się, że 76% deklarujących, że w przypadku konfliktu zbrojnego będą walczyć, stanowią mężczyźni. Wśród osób potwierdzających chęć starania się o wyjazd za granicę, aby chronić siebie, swoich bliskich lub swój majątek, jest 65% kobiet. Z badania wynika, że chętniej wyjadą osoby z wyższym wykształceniem, osoby bezdzietne oraz mieszkańcy południowo-zachodniej Polski. Jeśli chodzi o osoby, które będą czynnie bronić ojczyzny, istotną nadreprezentację odnotowano u zatrudnionych w sektorach przemysłu spożywczego i budownictwa.

To nie tylko dane o potencjalnym konflikcie – to również dane o zaufaniu do państwa, kondycji naszej wspólnoty i o poczuciu bezpieczeństwa. Choć dyskusja o powszechnym patriotyzmie jest dziś żywa, liczby pokazują, że 1 na 5 Polaków jest gotów walczyć, tyle samo chce wyjechać z kraju, a reszta obsadza się w roli pomocnika (45%) lub obserwatora (14%). Jak na powszechnie panującą opinię o braku patriotyzmu, zaangażowania i postawie ucieczkowej, dane te nie napawają znaczącym pesymizmem. Zwykle w konfliktach zbrojnych nie walczy całe społeczeństwo, ale całe powinno iść walczącym z pomocą. Najważniejsze zadanie na najbliższe lata to jak budować w nas solidarność i wspólnotę, abyśmy w obliczu trudnych czasów byli jednością, mieli zaufanie do siebie i do państwa. Jan Ołdakowski, współzałożyciel Human Answer Institute

Niechęć do… płacenia więcej za paliwo

Kiedy pytamy o koszty polityki międzynarodowej, 44% Polaków nie chce płacić 10% więcej za paliwo, aby mieć pewność, że nie pochodzi ono z Rosji. Do takiej opłaty gotowych jest jedynie 20% pytanych. Co istotne, wśród osób, które sprzeciwiają się wyższym cenom, dominują mężczyźni, osoby młode (18-34 lata), osoby zarabiające powyżej 10 tys. zł netto, a także zorientowane na sukces finansowy. Najsłabiej w tej kwestii wypadają osoby, które nie były na wyborach, deklarujący poparcie dla Konfederacji, którzy paradoksalnie częściej niż inni zapewniają, że w razie potrzeby pójdą walczyć za ojczyznę. O sprzeciwie częściej mówią również osoby, które w razie konfliktu deklarują chęć opuszczenia kraju.

Dane jasno pokazują, że jesteśmy narodem chętnym do wielkich czynów, ale mniej otwartym na małe wspólne działania, które są przecież prostsze i nie wymagają aż tak wielkich poświęceń. Jak pokazują inne badania, wiąże się to z niskim zaufaniem do tego, co ktoś deklaratywnie obiecuje, szczególnie jeśli wiąże się to z konsekwencjami finansowymi. Po latach niepewności gospodarczej i inflacji bardziej zwracamy uwagę na nasze budżety. Anna Gołębicka, współzałożycielka Human Answer Institute

Analizując dane z raportu, można odnieść wrażenie, że Polacy są dziś narodem rozdartym: między solidarnością a zmęczeniem, między wartościami a portfelem. Owe sprzeczności pokazują, jak bardzo potrzebujemy dziś uczciwego i transparentnego państwa i otwartej debaty o tym, co nas łączy, a co dzieli. Jan Ołdakowski, współzałożyciel Human Answer Institute

Obrona cywilna? Tak, ale „niech zapłaci państwo”

Wyniki badania pokazują również, że Polacy coraz lepiej rozumieją potrzebę przygotowania się na sytuacje kryzysowe. Aż 69% deklaruje chęć wzięcia udziału w szkoleniu z obrony cywilnej, choć aż 55% tylko pod warunkiem, że państwo za to zapłaci. To kolejny dowód na to, że deklaratywna gotowość do działania zderza się z oczekiwaniami i pewnymi wymaganiami finansowymi.

Obraz, jaki wyłania się z badania Human Answer Institute i Zymetrii, to obraz społeczeństwa, które staje przed trudnymi pytaniami. Czy jesteśmy gotowi do wspólnego działania? Czy chcemy ponosić koszty solidarności? Te pytania nie mają łatwych odpowiedzi, ale warto je zadawać — zwłaszcza teraz, gdy świat wokół nas zmienia się szybciej, niż byśmy chcieli. Założyciele Human Answer Institute wierzą, że rozmowa o prawdziwych emocjach i postawach Polaków jest potrzebna, by podejmować mądre decyzje – także te, które wykraczają poza bieżącą politykę.

Synektik podzieli się na dwie spółki notowane na GPW – nowy podmiot skupi się na kardioznaczniku

Synektik zamierza podzielić się na dwie niezależne spółki. Giełdowa firma planuje wydzielić do nowego podmiotu działalność związaną m.in. z badaniami nad kardioznacznikiem. Otworzy to nowe możliwości pozyskania finansowania na dalsze badania kliniczne i przyszłą komercjalizację tego innowacyjnego radiofarmaceutyku, o globalnym potencjale sprzedaży. Pozostała działalność operacyjna pozostanie w Synektiku, który po podziale będzie spółką o wyższej rentowności i istotnym potencjale dywidendowym. W wyniku podziału akcjonariusze Synektika obejmą akcje nowej spółki (proporcjonalnie do posiadanych przez nich udziałów), a obie firmy będą notowane na GPW w Warszawie. Intencją Zarządu jest, aby podział został sfinalizowany w pierwszym półroczu 2026 r.

– Synektik prowadzi obecnie zróżnicowaną działalność. Z jednej strony zajmuje się sprzedażą i serwisem urządzeń medycznych oraz produkcją radiofarmaceutyków, które są źródłem przewidywalnych, rosnących przychodów i zysków. Z drugiej strony – prowadzi kosztowne badania, przede wszystkim nad kardioznacznikiem, który ma ogromny potencjał związany z jego przyszłą komercjalizacją, ale na obecnym etapie nie przynosi jeszcze przychodów. Obydwa rodzaje działalności przyciągają inwestorów o odmiennym profilu i różnym „apetycie na ryzyko”. Rozdzielenie tych działalności do niezależnych spółek pozwoli inwestorom na odrębną, rzetelną wycenę, uwzględniającą potencjał każdej z nich. Sądzę, że w konsekwencji będzie to prowadzić do zwiększenia wartości obu spółek, przy wykorzystaniu nowych możliwości finansowania dalszego rozwoju i w oparciu o odmienne strategie, dopasowane do ich różnych modeli biznesowych – przekonuje Cezary Kozanecki, założyciel i prezes Synektika.

Nowe możliwości finansowania i komercjalizacji kardioznacznika

W wyniku planowanego podziału, do nowej spółki – o roboczej nazwie Syn2bio – wydzielona zostanie część działalności centrum badawczo-rozwojowego związana z badaniami nad nowymi cząsteczkami farmaceutycznymi, w szczególności badaniami nad kardioznacznikiem, tj. innowacyjnym radiofarmaceutykiem przeznaczonym do badania perfuzji mięśnia sercowego i diagnostyki choroby wieńcowej.

Kardioznacznik umożliwia wykrycie zaburzeń perfuzji mięśnia sercowego u pacjentów z podejrzewaną lub stwierdzoną chorobą wieńcową. Pozwala też przeprowadzić analizę stanu zdrowia pacjenta i jego rokowania po przebytym zawale mięśnia sercowego i w chorobie niedokrwiennej serca oraz ocenić stopień zaawansowania zmian miażdżycowych w tętnicach wieńcowych. Synektik posiada wyłączne prawa do produkcji i sprzedaży tego znacznika na całym świecie, jednocześnie jest on pod ochroną patentową na najbardziej istotnych rynkach, w tym Europy i Japonii.

– Kardioznacznik to nasz flagowy projekt, o globalnym potencjale sprzedaży. Z sukcesem zakończyliśmy badania kliniczne pierwszej i drugiej fazy badań klinicznych i obecnie jesteśmy na zaawansowanym etapie badań trzeciej fazy. Nowy podmiot ma kontynuować badania kliniczne, a następnie zająć się komercjalizacją kardioznacznika. Głównym źródłem przyszłych przychodów Syn2bio będą tzw. umowy partneringowe, na przykład licencje na produkcję kardioznacznika udzielone podmiotom trzecim, m.in. w Europie Zachodniej oraz w Stanach Zjednoczonych, lub własna produkcja tego radiofarmaceutyku przez Syn2bio – informuje Cezary Kozanecki.

W opinii Synektika, największy potencjał związany z przyszłą komercjalizacją kardioznacznika drzemie w Stanach Zjednoczonych, gdzie co roku wykonuje się około 7 milionów badań perfuzji mięśnia sercowego. Dzisiaj większość tych badań wykonywanych jest metodą SPECT, natomiast z każdym rokiem rośnie udział badań wykonywanych nowszą, dokładniejszą metodą PET-CT, w której zastosowanie miałby właśnie kardioznacznik Spółki. Drugim rynkiem z największym potencjałem jest rynek europejski.

– Zakładamy, że wydzielając projekt kardioznacznika do nowej spółki, wyposażymy ją w odpowiednie środki do kontynuowania badań klinicznych przez pewien okres po podziale. Nowy podmiot będzie ponadto mógł ubiegać się o środki pochodzące z grantów oraz programów finansowania badań rozwojowych przeznaczonych dla MŚP, które dla Synektika – jako dużego przedsiębiorstwa – nie są obecnie dostępne. Obok dodatkowego finansowania zewnętrznego, spółce Syn2bio, skupionej na rozwoju projektu kardioznacznika i poszukiwaniu nowych cząsteczek farmaceutycznych, łatwiej też będzie pozyskać inwestorów, w tym branżowych, zainteresowanych takim profilem działalności, akceptujących inny poziom ryzyka i oczekujących wyższej potencjalnej stopy zwrotu w przyszłości. To otwiera również możliwości szerszego poszukiwania nowych projektów badawczych, a także przyspieszenia ich komercjalizacji – i to na korzystniejszych warunkach, niż w przypadku komercjalizacji na wcześniejszym etapie przy dotychczasowym modelu finansowania takich projektów przez Synektik – ocenia Cezary Kozanecki.

Synektik dojrzałą firmą dywidendową

Pozostała działalność prowadzona przez Synektik pozostanie w dotychczasowej spółce. Będzie się ona zatem nadal zajmować m.in. dystrybucją i serwisem innowacyjnych urządzeń medycznych (w tym systemów robotycznych da Vinci, będąc ich wyłącznym dystrybutorem na Polskę, Czechy, Słowację oraz kraje bałtyckie), opracowywaniem własnych rozwiązań informatycznych, produkcją i sprzedażą radiofarmaceutyków, a także pracami badawczo-rozwojowymi w zakresie poszukiwania generyków istniejących produktów radiofarmecutycznych, które nie wymagają prowadzenia długotrwałych badań klinicznych.

– Synektik jest dziś dojrzałą, wysokodochodową firmą, z potencjałem dalszego systematycznego wzrostu sprzedaży i dochodów. Wyniki wypracowywane obecnie przez Synektik są jednocześnie obciążane wysokimi kosztami badań nad kardioznacznikiem, wynoszącymi ponad 20 milionów złotych rocznie. Przeniesienie tego projektu do niezależnego podmiotu umożliwi pozyskanie innych źródeł finansowania, a Synektikowi pozwoli na umocnienie wizerunku spółki o wyższej rentowności i przewidywalnym wzroście wypłacanej dywidendy – uzasadnia Dariusz Korecki, wiceprezes Synektika.

Dwie perspektywiczne spółki na warszawskim parkiecie

Po podziale zarówno Synektik, jak i Syn2bio, będą spółkami notowanymi na GPW w Warszawie. W ramach planowanego podziału, akcjonariuszom Synektika przydzielone zostaną akcje nowej spółki proporcjonalnie do posiadanych przez nich udziałów w tzw. dniu referencyjnym. Przydzielenie akcji nastąpi w drodze publicznej oferty akcji i będzie się wiązało z koniecznością sporządzenia prospektu przez Syn2bio oraz jego zatwierdzenia przez Komisję Nadzoru Finansowego.

– Jesteśmy na początku procesu, zmierzającego do podziału Synektika i wprowadzenia akcji nowej spółki do obrotu na warszawskiej giełdzie. Przy założeniu, że procedowanie prospektu przed KNF i uzyskanie wszelkich zgód korporacyjnych przebiegnie zgodnie z założeniami, a propozycja podziału zyska aprobatę Walnego Zgromadzenia Synektika, naszą intencją jest, aby podział został sfinalizowany w pierwszym półroczu 2026 roku. O wszystkich kluczowych etapach w realizacji tego planu będziemy informować na bieżąco, zgodnie z zasadami obowiązującymi spółki publiczne – informuje Cezary Kozanecki.