Lamborghini zamyka 2024 rok najlepszymi wynikami w historii – ponad 3 miliardy euro przychodu

Automobili Lamborghini nie zwalnia tempa i zamyka 2024 rok najlepszymi wynikami w historii pod względem dostaw, sprzedaży i dochodów operacyjnych. Pomimo wymagających warunków na rynku motoryzacyjnym, po raz pierwszy w historii marka z Sant’Agata Bolognese osiągnęła przychody przekraczające 3 mld euro, co oznacza wzrost o 16,2% w porównaniu do 2023 roku. Dochód operacyjny osiągnął rekordowy poziom 835 mln euro, co stanowi wzrost o 15,5% r/r. Marża operacyjna pozostała na poziomie 27%, co umacnia pozycję Lamborghini wśród najbardziej dochodowych globalnych marek w sektorze dóbr luksusowych.

Ewolucja gamy produktowej przy jednoczesnym dalszym wzroście – tak możemy podsumować kolejny rekordowy rok dla Automobili Lamborghini. Pomimo trudności na rynku motoryzacyjnym i silnej konkurencji, w 2024 roku odnotowaliśmy wzrost we wszystkich trzech makroregionach (obu Amerykach, EMEA i APAC), potwierdzając globalną siłę naszej marki. Wyniki te podkreślają wyjątkowe kompetencje naszego zespołu i napełniają determinacją w obliczu kolejnych wyzwań, które czekają na nas w przyszłości. Nadal będziemy łączyć osiągi, luksus i innowacyjność – komentuje Stephan Winkelmann, prezes i dyrektor generalny Automobili Lamborghini.

18 miesięcy rozwoju i transformacji

W minionym roku Automobili Lamborghini dostarczyło 10 687 samochodów, ponownie przekraczając próg 10 000 sprzedanych egzemplarzy i odnotowując roczny wzrost na poziomie 5,7%.

– Firma w 2024 r. umacniała swoją pozycję zarówno pod względem finansowym, jak i operacyjnym, utrzymując poziom rentowności porównywalny z wiodącymi globalnymi markami luksusowymi. Naszym celem pozostaje dalszy, stabilny rozwój – zarówno z perspektywy finansowej, jak i środowiskowej – aby tworzyć wartość dla wszystkich naszych interesariuszy – dodaje Paolo Poma, dyrektor zarządzający i finansowy Automobili Lamborghini.

Rekordowe wyniki za 2024 rok są zwieńczeniem bezprecedensowego okresu transformacji Automobili Lamborghini. W ciągu zaledwie 18 miesięcy firma całkowicie odnowiła swoją ofertę. Wprowadziła trzy nowe modele, co wzmocniło jej pozycję w segmencie i wzbudziło zainteresowanie na całym świecie.

Pierwszym zaprezentowanym modelem było Revuelto – V12 HPEV (High Performance Electrified Vehicle) z Sant’Agata Bolognese. Łączy ono legendarny silnik V12 – symbol dziedzictwa Lamborghini – z technologią hybrydową opartą na trzech silnikach elektrycznych. Następnie premierę miał Urus SE, który na nowo zdefiniował pojęcie Super SUV-a. Wprowadzono w nim innowacje w zakresie technologii, wydajności i designu, co zaowocowało jeszcze lepszymi osiągami. Wreszcie, podczas Monterey Car Week w sierpniu 2024 roku, Lamborghini zaprezentowało Temerario – model o mocnym charakterze i całkowicie przeprojektowanym silniku, który w pełni odzwierciedla DNA Lamborghini, oferując bezkompromisowe doznania z jazdy.

– Lamborghini kolejny rok z rzędu umacnia swoją pozycję w segmencie aut luksusowych. Potwierdzają to wybory klientów, których grono w Polsce stale się powiększa. Dziś w cenie jest przede wszystkim jakość, a także zrównoważone rozwiązania idące w parze z najlepszymi osiągami. Dlatego nie zwalniamy tempa i planujemy kolejne, ekscytujące wdrożenia produktowemówi Piotr Jędrach, dyrektor generalny marki Lamborghini w Polsce. 

Lamborghini podnosi poprzeczkę dla branży

Automobili Lamborghini wyróżnia się strategią łączącą innowacyjność, ekskluzywność i osiągi – to trzy filary, które stanowią o tożsamości marki i jej globalnym sukcesie. Firma stale inwestuje w badania i rozwój, testuje nowoczesne technologie, innowacyjne materiały i rozwiązania. Dzięki temu zwiększa efektywność, jakość i dba o ekologię. Dzięki modernizacji procesów przemysłowych i wdrażaniu nowoczesnych systemów, Lamborghini podniosło poprzeczkę dla całej branży i umocniło swoją pozycję w dziedzinie technologicznej doskonałości i luksusu.Lamborghini Lamborghini

Wyjątkowość Automobili Lamborghini polega na połączeniu unikalności i długoterminowej wartości. Każdy model został zaprojektowany z myślą o zapewnieniu klientom unikalnych doświadczeń – poprzez oferowanie niezrównanego poziomu personalizacji, kultowego designu i mistrzowskiego wykonania. Limitowana produkcja i dbałość o najmniejsze detale sprawiają, że pojazdy Lamborghini cieszą się wysoką wartością rezydualną i z biegiem lat nie tracą na atrakcyjności.

Połączenie tradycji i innowacji nie tylko kształtuje rozwój przełomowych produktów, ale również wspiera wdrażanie coraz bardziej zrównoważonych i przyszłościowych rozwiązań. Ciągłe badania nad nowymi materiałami oraz ulepszanie technologii i konstrukcji pojazdów gwarantują wyjątkowe wrażenia z jazdy dzięki najwyższej klasy inżynierii Lamborghini.

Lamborghini – kluczowy gracz w sektorze „Made in Italy”

Produkcja Lamborghini odbywa się w całości w Sant’Agata Bolognese, przynosząc korzyści ekonomiczne zarówno regionowi, jak i całemu krajowi. Automobili Lamborghini jest jednym z czołowych włoskich przedsiębiorstw, promujących włoską motoryzację na światowym rynku.

Dynamiczny rozwój Lamborghini przyczynił się także do zwiększenia zatrudnienia – w ciągu ostatnich dwóch lat do zespołu dołączyło 1 000 nowych pracowników, co oznacza wzrost liczby zatrudnionych o 30%. Było to możliwe dzięki największemu w historii planowi inwestycyjnemu, który wspiera zarówno innowacje produktowe, jak i rozwój organizacyjny. Celem firmy jest modernizacja procesów produkcyjnych, rozbudowa systemów wytwórczych oraz tworzenie bardziej efektywnego i zrównoważonego ekosystemu przemysłowego.

Bazując na doskonałych wynikach, Automobili Lamborghini przygotowuje się na nowe wyzwania i dąży do umocnienia pozycji swojej odświeżonej gamy modeli na rynku.

Polska na 6. miejscu w Europie pod względem powierzchni handlowej

Jak wynika z danych międzynarodowej agencji doradczej Cushman & Wakefield, łączna podaż powierzchni w ramach centrów i parków handlowych wynosząca prawie 13,6 mln mkw. plasuje polski rynek na szóstym miejscu wśród krajów Starego Kontynentu. Z kolei pod względem nasycenia powierzchnią handlową plasujemy się dopiero na 18. pozycji. Powodem jest między innymi niedostatecznie rozwinięty segment ulic handlowych, czyli tzw. high streets.

Polskie nieruchomości handlowe na szóstkę

Polski rynek powierzchni handlowych konsekwentnie pracował na miano dojrzałego, dzięki między innymi dynamicznemu rozwojowi w ostatnich kilku latach segmentu parków handlowych. Według Cushman & Wakefield, całkowita podaż nowoczesnej powierzchni handlowej to już prawie 17 mln mkw., z czego na centra przypada ok. 10,6 mln mkw., a na parki – ok. 3 mln mkw.

Mimo że aktywność deweloperów zainteresowanych realizacją centrów handlowych była w ostatnich latach niska, co wynika z wysokiego nasycenia powierzchnią w ramach tego formatu nieruchomości, to polski rynek plasuje się na szóstym miejscu w Europie pod względem zasobów istniejących już obiektów. Tak samo sytuacja wygląda, jeśli weźmiemy pod uwagę podaż w segmencie parków handlowych, gdzie również zajmujemy wysokie szóste miejsce. Jest to rezultatem trwającego od 2020 roku trendu, czyli absolutnej dominacji tego formatu wśród najczęściej budowanych inwestycji retailowych. Szósta lokata przypada nam także pod względem łącznych zasobów centrów i parków handlowych, komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

Top 10 krajów w Europie pod względem łącznej podaży centrów i parków handlowych

Miejsce Kraj Podaż centrów i parków handlowych mln mkw.
1. Wielka Brytania 28,5
2. Francja 27,9
3. Niemcy 18,6
4. Włochy 16,6
5. Hiszpania 14,4
6. Polska 13,6
7. Belgia 8,3
8. Holandia 7,0
9. Szwecja 6,1
10. Norwegia 5,1

Stan na koniec 2024 roku. Źródło: Cushman & Wakefield

Jednocześnie, jak wynika z raportu „Trends Radar” Cushman & Wakefield, na rynku obserwowane jest spowolnienie w rozpoczęciach nowych budów. Rezultatem będzie niższa roczna podaż w latach 2026-2027.

Mimo to Polska zajęła w 2024 roku drugie miejsce w Europie pod względem wielkości nowo oddanej powierzchni w centrach i parkach handlowych. Jak pokazują dane Cushman & Wakefield, co siódmy metr kwadratowy wybudowany w Europie znajdował się właśnie w Polsce. W 2025 roku udział polskiego rynku w całkowitej nowej podaży handlowej utrzyma się na podobnym, 15-procentowym poziomie. Liderem pozostanie natomiast Francja z 24-procentowym udziałem, dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz.

Nasycenie z potencjałem na wzrosty

Według danych Cushman & Wakefield, nasycenie powierzchnią handlową w Polsce wynosi 353 mkw./ 1000 mieszkańców i jest wyższe niż średnia zarówno dla Europy, która wynosi 336 mkw., jak i dla krajów CEE – 290 mkw. Mimo to pod względem tego wskaźnika zajmujemy odległe 18. miejsce na Starym Kontynencie. Co to oznacza w praktyce?

Mimo że wskaźnik nasycenia centrami handlowymi jest już bardzo wysoki, a rośnie również nasycenie powierzchnią w ramach parków handlowych, to w Polsce wciąż jest miejsce na rozwój formatu stanowiącego fundament rynku retail, czyli ulic handlowych. Aktualnie na polskim rynku tzw. high streets to wciąż pojedyncze i niewielkie fragmenty najbardziej reprezentacyjnych ulic polskich aglomeracji. Przykładem może być ulica Mokotowska, Pl. Trzech Krzyży, Chmielna, czy w końcu – Nowy Świat. Jednocześnie, rozmawiając z wieloma, zarówno międzynarodowymi, jak i polskimi najemcami, widzimy rosnące zainteresowanie takimi lokalizacji. Aby jednak wzmocnić ten trend potrzebne są systemowe zmiany mające na celu standaryzację i przyspieszenie najmu przy ulicach handlowych zwłaszcza tych, które są w gestii „miasta”, tak aby cały proces lepiej odpowiadał realiom biznesowym i był zbliżony do obowiązujących standardów, podsumowuje Michał Masztakowski, Head of Retail Poland, Cushman & Wakefield.

Top 20 krajów w Europie pod względem nasycenia powierzchnią handlową

Miejsce Kraj Mkw. na 1000 mieszkańców
1. Estonia 116
2. Luksemburg 1012
3. Norwegia 920
4. Belgia 707
5. Finlandia 600
6. Szwecja 579
7. Litwa 568
8. Łotwa 530
9. Irlandia 509
10. Chorwacja 468
11. Słowenia 459
12. Austria 419
13. Francja 419
14. Wielka Brytania 413
15. Słowacja 413
16. Holandia 382
17. Portugalia 366
18. Polska 353
19. Dania 348
20. Węgry 322

Stan na koniec 2024 roku. Źródło: Cushman & Wakefield

NBP dokupił 29 ton złota. Polska na 10. miejscu globalnego rankingu

0

W ciągu zaledwie kilku lat Polska niemal potroiła swoje rezerwy złota. Tylko w lutym 2025 roku Narodowy Bank Polski dokupił około 29 ton kruszcu, zbliżając się do symbolicznego progu 20% udziału złota w aktywach rezerwowych. Z 480 tonami w skarbcu stajemy się realnym graczem wśród światowych potęg – ale czy złoto, którego większość wciąż znajduje się poza granicami kraju, to rzeczywiście gwarancja bezpieczeństwa?

Ambitne plany coraz bliżej realizacji

Według kalkulacji firmy Tavex na podstawie udostępnionych danych przez NBP[1] w lutym 2025 rezerwy złota Narodowego Banku Polskiego zwiększono o niemal 29 ton. Biorąc pod uwagę wcześniejsze inwestycje, obecnie daje to łącznie 480 ton złota, które stanowią już ponad 19% udziału w całości aktywów rezerwowych. Biorąc pod uwagę deklarowany przez Prezesa NBP 20% cel, śmiało można stwierdzić, że obecnie znajduje się on na wyciągnięcie ręki. Można więc podejrzewać, że ostatni zakup 29 ton z lutego będzie ostatnią, tak dużą transakcją.

Złoto od zawsze postrzegane jest jako jedna z najbezpieczniejszych form inwestycji. Nic więc dziwnego, że w taki właśnie sposób swoje rezerwy budują banki centralne. Historia pokazuje, że długoterminowo, jego cena rośnie, szczególnie w czasie napięć geopolitycznych, katastrof czy epidemii, co może mieć szczególne znaczenie, mając na uwadze niestabilną sytuację polityczną. Postawienie złota jako filaru strategii zarządzania rezerwami przez Narodowy Bank Polski jest z pewnością przemyślaną decyzją – podkreśla Tomasz Gessner, główny analityk Tavex.

Polska śmiało podchodzi do inwestycji w złoto. Według danych Światowej Rady Złota na koniec zeszłego kwartału (Q4 2024)[2] byliśmy dziesiątym krajem, co do wielkości posiadanych rezerw. Przed nami plasowały się kolejno: Stany Zjednoczone Ameryki, Niemcy, Włochy, Francja, Chiny, Szwajcaria, Indie, Japonia oraz Holandia.

Rezerwy poza granicami

Pewne wątpliwości może budzić natomiast kwestia przechowywania kruszcu. Według danych Narodowego Banku Polskiego[3] na koniec grudnia 2024 r. zasoby złota NBP wynosiły 448 ton, z czego jedynie 25% znajdowało się w kraju. Reszta, czyli około 75% przechowywane jest za granicą – głównie w skarbcach Banku Anglii w Londynie oraz Banku Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku. Pytania o kwestie bezpieczeństwa kruszcu, zwłaszcza znajdującego się w Londynie, zyskały w ostatnim czasie uzasadniony charakter. W związku z dużymi przepływami złota z Londynu do Nowego Jorku, które wynikają między innymi z fizycznych żądań rozliczenia kontraktów terminowych na nowojorskiej giełdzie metali Comex, Bank Anglii informował o wydłużeniu czasu oczekiwania na magazynowane złoto nawet do 2 miesięcy. Z drugiej strony, dywersyfikacja miejsc przechowywania zasobów państwowych ma na celu zmniejszenie ryzyka geopolitycznego.

Na wagę złota

O tym, jak istotne są „złote” rezerwy państwowe przekonaliśmy się już w swojej historii. Kiedy w 1939 roku nad Polską gromadziły się ciemne chmury, natychmiastowo podjęto decyzję o ewakuacji narodowych skarbów przed okupantem. Najcenniejszym co wówczas posiadaliśmy było 80 ton w sztabkach czystego złota. To właśnie one przebyły niezwykle długą drogę, która wiodła między innymi przez Rumunię, Turcję, Syrię, Francję czy Dakar w zachodniej Afryce. Przemierzając kolejne kilometry, nasze złoto dopiero w 1944 roku dotarło do Nowego Jorku, gdzie skarb został podzielony: 43% trafiło do USA, 45% do Banku Anglii, a 12% do Kanady. Przez lata polski rząd stawał w obliczu wielu geopolitycznych wyzwań w celu zabezpieczenia, a następnie przywrócenia skarbu do kraju. Co ciekawe, udało się tego dokonać dopiero w 2019 roku. Podczas tajnej operacji, polski rząd przewiózł przedwojenne złoto wraz z nową transzą zakupową – w sumie 100 ton sztabek o wartości około 4 miliardów funtów przetransportowano z Banku Anglii do Warszawy. Przewozy odbywały się w nocy w opancerzonych konwojach i obejmowały osiem lotów, co było jednym z największych transportów złota od czasów II wojny światowej[4].

[1] https://nbp.pl/wp-content/uploads/2021/07/cfi-pl.pdf

[2] https://www.gold.org/goldhub/data/gold-reserves-by-country

[3] https://nbp.pl/wp-content/uploads/2022/09/zloto-jako-skladnik-rezerw.pdf

[4] Opracowanie na podstawie: https://www.youtube.com/watch?v=waZtO35-RG8

Coraz większe upusty na rynku wtórnym mieszkań

Wyjątkowo wysoka podaż mieszkań oraz wyraźnie niższy popyt na lokale skutkują zwiększonymi możliwościami negocjacji cen mieszkań. Z danych pochodzących z sieciowej agencji nieruchomości Metrohouse wynika, że Polacy zaczynają dość stanowczo negocjować warunki transakcji. Sprzedający też są bardziej otwarci na rozmowy o cenie.

Eksperci Metrohouse przyjrzeli się transakcjom sprzedaży mieszkań z rynku wtórnego w lutym i marcu 2025 r. W transakcjach, w których uczestniczyli pośrednicy Metrohouse, 87 proc. mieszkań zostało sprzedanych w cenie niższej od ofertowej, a w przypadku 8 proc. cena transakcyjna była taka sama jak ofertowa. Analizując lokale sprzedawane z upustem, jego mediana wynosiła 7 proc.

W koszyku transakcji agencji Metrohouse, które podlegały negocjacjom, upusty w 67 proc. nie były większe niż 10 proc. Jednak w co dziesiątej transakcji odnotowano obniżki sięgające 20 proc. Należy jednak pamiętać, że prezentowane dane odzwierciedlają różnice pomiędzy pierwszą ceną ofertową a ceną ostateczną uzgodnioną między stronami. Klienci nabywający mieszkanie nie zdają sobie często sprawy z faktu, że kupując nieruchomość w określonej cenie, na etapie ekspozycji na rynku podlegała ona także obniżkom, a więc upusty uzyskane w ostatecznych negocjacjach to jedynie część zniżki, jaką odnotowała nieruchomość podczas jej przedłużającej się ekspozycji na rynku.

Dane na podstawie transakcji sprzedaży mieszkań z rynku wtórnego przez pośredników Metrohouse II-III 2025 r.Dane na podstawie transakcji sprzedaży mieszkań z rynku wtórnego przez pośredników Metrohouse

Negocjacjom cen na rynku wtórnym sprzyja kilka czynników. Duża część ofert prezentowana jest cenach nieodzwierciedlających ich prawdziwej wartości rynkowej. Właściciele mieszkań przyzwyczajeni do ciągłych wzrostów cen nieruchomości nie mogą pogodzić się z osłabieniem koniunktury. Liczą na to, że uda się sprzedać mieszkanie za kwoty np. z ubiegłego roku. Stąd pojawiające się coraz większe różnice pomiędzy cenami ofertowymi a transakcyjnymi, w przypadku bezskutecznej wielomiesięcznej sprzedaży. Ostatnie miesiące to także niższy popyt na mieszkania. Wysokie stopy procentowe skutecznie blokują dostęp do kredytów potencjalnym nabywcom mieszkań. Część nadal wyczekuje na program dopłat do kredytów.  Jednak to właśnie Bezpieczny Kredyt 2% wywindował ceny mieszkań do poziomów nieakceptowalnych dla znacznej grupy potencjalnych nabywców.

 – Również na rynku pierwotnym coraz częściej można spotkać atrakcyjne promocje – deweloperzy nie tylko oferują bonusy, takie jak rabaty na miejsca parkingowe czy gratisowe komórki lokatorskie, ale również proponują obniżki cen i elastyczne warunki zakupu. W wielu przypadkach możliwe są także negocjacje, które pozwalają uzyskać jeszcze korzystniejszą ofertę. Kluczowe jest jednak odpowiednie przygotowanie – szanse na uzyskanie najlepszej ceny znacząco zwiększyć może wsparcie agenta nieruchomości specjalizującego się w rynku pierwotnym – komentuje Anna Kochańska, Prezes Zarządu Primse.com.

Skutek uboczny negocjacji

Negocjowanie warunków cenowych transakcji ma także wymierne przełożenie na ratę kredytu, który będziemy spłacać za mieszkanie np. przez kolejne 25 lat. Przyjmując, że kupujemy w Warszawie średniej wielkości mieszkanie, gdzie cena ofertowa wynosi 750 tys. zł i w ramach negocjacji udało się uzyskać 7-proc. upust, oszczędności dotyczyć będą nie tylko ceny nieruchomości.

W analizowanym przez nas przypadku założyliśmy, że klient dysponuje 150 tys. zł wkładu własnego. Porównaliśmy, jak kształtowałaby się wysokość raty kredytu przed obniżką i po niej. Przy powyższych założeniach rata kredytu przy oprocentowaniu zmiennym wyniesie w najkorzystniejszym wariancie 4 473,05 zł. Przy 7-proc. upuście cena nieruchomości zostanie obniżona do 697 500 zł. Wkład własny pozostaje taki sam. Wówczas rata kredytu wyniesie 4 081,66 zł. Realna comiesięczna oszczędność na samej racie kredytu wyniesie 391,39 zł, co oznacza roczną oszczędność w wysokości niespełna 4,7 tys. zł. Przekłada się to także na oszczędności na koszcie odsetkowym na poziomie niespełna 65 tys. zł.

Klienci mogą także rozważyć alternatywną opcję – pozostawić ratę kredytu na poziomie zbliżonym do tej jak w pierwotnym wariancie, czyli ok. 4,5 tys. zł, i skrócić okres kredytowania. W naszym przypadku oznaczałoby to skrócenie okresu kredytowania o 5 lat i 3 miesiące, co przekłada się na oszczędności na koszcie odsetkowym w wysokości aż 230,5 tys. zł.

Skuteczne negocjowanie ceny nieruchomości może mieć długofalowy wpływ na finanse kupującego. Zarówno obniżenie miesięcznej raty, jak i skrócenie okresu kredytowania, prowadzą do znacznych oszczędności. Wybór odpowiedniego rozwiązania powinien być uzależniony od preferencji kupującego – czy zależy mu bardziej na niższych comiesięcznych obciążeniach, czy na jak największym ograniczeniu kosztów odsetkowych i szybszym pozbyciu się zobowiązania – reasumuje Daniel Orlikowski, ekspert finansowy Credipass.

Optymizm w USA słabnie. Wielka Brytania z niższą inflacją, Węgry wracają do kontroli cen

Zmiana władzy w USA miała duży wpływ na rynki. Z jednak czasem pojawia się coraz więcej wątpliwości. Tempo wzrostu cen w Wielkiej Brytanii spowalnia, a na Węgrzech znowu zapowiada się na majstrowanie przy cenach.

Gdzie optymizm w USA?

Wczoraj poznaliśmy dane z USA. Główną niespodzianką był indeks zaufania konsumentów – Conference Board. Rynek oczekiwał 94 pkt, a faktyczny odczyt wyniósł jednak 92,9 pkt. Był to tym samym najniższy wynik od czasów pandemicznych. Z drugiej strony sam moment wyboru Donalda Trumpa na prezydenta był jednym z najwyższych poziomów w tym okresie. Wygląda na to, że po pierwszej fali entuzjazmu optymizm za oceanem spada. Na rynku walutowym nie widać jednak negatywnego wpływu tych danych. Co więcej, dolar się nawet wczoraj umacniał. Należy jednak pamiętać, że ta waluta od początku roku mimo tych umocnień nadal ma ponad 4% straty względem euro.

Inflacja na Wyspach

Dziś rano poznaliśmy dane na temat wzrostu cen w Wielkiej Brytanii. Zgodnie z oczekiwaniami jest to spadek. Dobrą wiadomością dla portfeli Brytyjczyków jest to, że zarówno w przypadku inflacji konsumenckiej, jak i bazowej jest to spadek o 0,1% większy, niż oczekiwano. W rezultacie konsumencka w lutym wynosiła 2,8% rocznie, a z kolei bazowa 3,5%. Funt przyjął te dane jednak dość spokojnie. Nie powinny one wpływać na dotychczasowy trend zmiany stóp procentowych w Wielkiej Brytanii.

Węgrzy nie zmieniają stóp procentowych

Na Węgrzech trwa w tej chwili nawrót inflacji. Często zdarza się tak, że po początkowych sukcesach w walce jest odbicie. Problem w tym, że Węgrom udało się w najlepszym dla konsumentów momencie ograniczyć wzrost cen do poziomu 3% rocznie. Obecnie jest to jednak już 5,6% w skali roku. W wyniku tych problemów od mniej więcej połowy roku bank centralny Węgier wstrzymał cykl obniżek stóp procentowych. Warto zwrócić uwagę, że Węgry niestety w wielu miejscach cofnęły się w swojej polityce o kilkadziesiąt lat. Wiadomością ostatnich dni jest bowiem próba ustalenia cen administracyjnych niektórych produktów. Krytycy uważają, że manewr ten będzie w długim momencie horyzoncie nieskuteczny. Im bardziej realne ceny będą się oddalać od administracyjnych, tym trudniej będzie je potem znów uwolnić. Trzeba pamiętać, że inflacja obniżona w oparciu o manipulacje przy cenach nie jest racjonalnym powodem do obniżek stóp procentowych. Chyba, że chcemy pogłębić problemy – wtedy jest.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:30 – USA – zamówienia na dobra,

14:30 – Czechy – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Czechy z najniższymi stopami w regionie

Zgodnie z oczekiwaniami rynku Rada Narodowego Banku Czech utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie, wynoszącym 3,75 proc. Cykl obniżek stóp procentowych został zapoczątkowany w grudniu 2023 roku. Stopy z pierwotnego poziomu 7 proc. spadły do 3,75 proc. – ostatnia obniżka miała miejsce w lutym 2025 roku.

Poziom stóp w Czechach jest najniższym poziomem w regionie (wyłączając Słowację, która należy do strefy euro). Rada Narodowego Banku Czech trzyma inflację w celu 2 proc. z odchyleniem +/- 1 proc. od stycznia 2024 już 14. miesiąc z rzędu – w lutym inflacja konsumencka wyniosła 2,7 proc. proc. r/r

Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Kapitał płynie do Europy. Kurs dolara pod presją, złoty i euro korzystają

Dolar jest bardzo wyprzedany, a złoty nadal jest mocny. W marcu para EUR/USD zmieniała się od 1,00 do 1,09. Dolar był niemal tak słaby jak w drugiej połowie sierpnia 2024 r.

Ten rok jest jak do tej pory bardzo udany dla europejskich rynków. To czego potencjalnie najbardziej obawiali się inwestorzy – ochłodzenie stosunków z USA, postrzegane jest teraz jako pokoleniowa szansa. Korzyści ze zmiany polityki gospodarczej są jednak długofalowe, a przed nami potencjalne wstrząsy związane z polityką celną.

– Jeżeli decyzje dotyczące ceł zmieniają się codzienne, to na rynkach panuje niepewność, której inwestorzy bardzo nie lubią – mówi w rozmowie z MarketNews24 Tymoteusz Turski, analityk rynku akcji w XTB. – Spada zaufanie do całej amerykańskiej gospodarki, a notowania dolara zawsze bardzo zależą od tego, jak wygląda siła amerykańskiej gospodarki.

Twarda, wręcz cyniczna postawa Waszyngtonu w negocjacjach z Moskwą wywołała szok i oburzenie w europejskich stolicach. Jednak na rynkach nie tylko nie widzieliśmy paniki, ale nadzieję, przechodzącą ostatnio w euforię. Związane jest to ze zmianą podejścia Brukseli do wydatków na obronność, a wzmocnione zmianą konstytucji w Niemczech, mającą uruchomić inwestycje idące w setki miliardów euro. O ile unijne programy mogą budzić pewien zdrowy sceptycyzm, zmiana podejścia Berlina jest tym, do czego wielu ekonomistów nawoływało od lat. Oszczędne i rozsądne Niemcy generowały chroniczną nadwyżkę z krajami południa, kreując wewnętrzne napięcia w strefie euro i hamując jej wzrost.

Teraz, nowa fala popytu powinna pomóc w ożywieniu całej strefy i potencjalnie też zamortyzować spadek eksportu do USA. Efekt to marsz europejskich indeksów na historyczne maksima i wyraźne odsunięcie się pary EURUSD od okolic parytetu.

Rynki zawsze starają się patrzeć do przodu, stąd taka dawka optymizmu, szczególnie na tle łapiących ostatnio zadyszkę rynków amerykańskich, którym zdaje się coraz bardziej szkodzić niepewność gospodarcza. Jednak zmiany te niewiele wniosą w najbliższym czasie i tu pojawia się pytanie, czy Europie uda się przejść okres handlowych turbulencji bez otarcia się o recesję. Europejska gospodarka od miesięcy nie wygląda najlepiej, ale na moment obecny nie doszło do recesji. Wskazania koniunktury z jednej strony pokazały słabnący sektor usług (który trzymał się solidnie i tak zadziwiająco długo) i normalnie mógłby być to przysłowiowy gwóźdź do trumny, jednak w tym samym czasie obserwujemy poprawę koniunktury w przemyśle, której przewodzą Niemcy. Jeśli oznacza to przejście przez najtrudniejszy moment cyklu zapasów Europa może doczekać pierwszych efektów nowych programów wydatkowych.

Nadal rynki będą przyglądać się rozgrywkom celnym, które mogą tu sporo namieszać. Temat jest jak najbardziej aktualny, gdyż wyższe cła mają wejść od 2 kwietnia. Inwestorzy obawiają się, że w USA rozgości się recesja, choć nadal nie jest to scenariusz dominujący.

– Obawy o recesję powodują, że inwestorzy oczekują teraz już trzech obniżek stóp procentowych – wyjaśnia ekspert XTB. – Notowanie dolara spycha więc kilka czynników.

Kapitał popłynął do Europy. Także na polski rynek napłynęło dużo kapitału, a złoty jest silny. Powodem są rosnące oczekiwania na zakończenie wojny w Ukrainie. Istnieje nadal przestrzeń do umacniania się złotego ponieważ nie wiadomo kiedy dojdzie do obniżek stóp procentowych przez RPP.

Przez pierwsze dwa miesiące roku na warszawskiej giełdzie wzrost na najważniejszych indeksach sięgał 17% i wynikał przede wszystkim właśnie z rozgrywania scenariuszy dotyczących wojny w Ukrainie. Jednocześnie polski rynek akcji w porównaniu do europejskiego i jeszcze bardziej do amerykańskiego jest nadal bardzo mocno przeceniony, nawet po tych wzrostach.

– Jednak jeżeli perspektywy zakończenia wojny będą się oddalać, a taki scenariusz właśnie się pojawił, to inwestorzy zdecydują się na realizację zysków na GPW – komentuje T.Turski z XTB. – Polski rynek pozostaje więc w krótkim terminie pod presją podwyższonej zmienności. Warianty różnych korekt nadal leżą na stole.

Surowce na fali: Złoto, miedź i gaz napędzają wzrosty indeksu BCOM

  • Sektor surowców odznacza się w tym roku jako jedna z najlepiej radzących sobie klas aktywów, z głównym indeksem wykazującym zwrot na poziomie 7,9%.
  • Na poziomie sektorowym wyróżniają się metale szlachetne i przemysłowe, które w tym kwartale przyniosły zwroty odpowiednio 15,2% i 12,5%.
  • Sektor energetyczny w dużej mierze opierał się na sile gazu ziemnego, podczas gdy ropa naftowa i produkty paliwowe borykały się z trudnościami.
  • Sektor rolniczy osiągnął niewielki zwrot, przy czym szerokie straty wśród zbóż zostały częściowo zrównoważone zyskami w produktach rolnych i hodowli zwierząt.
  • Analizując wyniki, stwierdzamy, że złoto, miedź i gaz ziemny przyniosły około 75% całkowitego zwrotu.

Jak zauważa Ole Hansen, Dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo, sektor surowców wyróżnia się w tym roku jako jedna z najlepiej radzących sobie klas aktywów. Wraz z końcem pierwszego kwartału i ogłoszeniem ceł przez administrację Trumpa 2 kwietnia, przyjrzyjmy się dotychczasowym zwycięzcom i przegranym. Aby to zrobić, skupimy się na naszym preferowanym indeksie, Bloomberg Commodities Index, który śledzi całkowity zwrot z 24 głównych rynków futures, równomiernie rozłożonych pomiędzy energię, metale i rolnictwo.

Indeks, który jest naśladowany przez kilka głównych ETF-ów, odnotował 12,2%-owy wzrost w ciągu ostatnich 12 miesięcy, z czego większość została osiągnięta w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Zwrot od początku roku wynosi 7,9%, co jest znacznie powyżej zwrotu widocznego na niektórych z głównych indeksów rynku akcji.

Bloomberg Commodity Index: Wagi sektorów na rok 2025

Bloomberg Commodity Index: Wagi sektorów na rok 2025

Metale: Najlepsi performerzy

Na poziomie sektorów wyróżniają się metale szlachetne i przemysłowe, które osiągnęły zwroty w tym kwartale na poziomie odpowiednio 15,2% i 12,5%, podczas gdy roczna stopa zwrotu jest jeszcze bardziej imponująca i wynosi odpowiednio 37,6% oraz 18,1%. Jest to efekt utrzymującego się popytu na bezpieczne przystanie w przypadku złota (+14,7%) i srebra (+16,7%) w obliczu niepewności geopolitycznych i ekonomicznych, a także zakupów złota przez banki centralne, które dążą do zmniejszenia swojej zależności od walut fiducjarnych, szczególnie dolara amerykańskiego.

Sektor metali przemysłowych pokazuje wyraźne rozróżnienie pomiędzy kontraktem na miedź HG notowanym w Nowym Jorku, a tymi notowanymi i śledzonymi przez kontrakty terminowe na Londyńskiej Giełdzie Metali. Kontrakt na miedź HG osiągnął rekordowy poziom w związku ze spekulacjami, że Trump może wprowadzić cła na import w ciągu kilku tygodni. Premia, jaką miedź HG osiąga w stosunku do ceny londyńskiej, wynosi 17%, co pomaga wyjaśnić znaczący wkład sektora metali przemysłowych w indeks BCOMTR – sektora, który w przeciwnym razie borykałby się z problemami w obliczu obaw o wzrost gospodarczy na świecie.

Energia: Gaz ziemny na czołowej pozycji

Sektor energetyczny w tym roku skupia się głównie na sile gazu ziemnego, który osiągnął dotychczasowy całkowity zwrot na poziomie około 25,5%, podczas gdy ropa naftowa i produkty paliwowe zmagały się z trudnościami. Były one rezultatem napięć wynikających z obaw o wzrost gospodarczy, które wpływają na popyt, a rosnącym zagrożeniem sankcjami, które mogą ograniczyć podaż z Iranu i Wenezueli. To z kolei zniwelowało planowany wzrost produkcji OPEC+ od przyszłego miesiąca.

Rolnictwo: Umiarkowane zyski z mieszanymi wynikami

Z kolei sektor rolniczy odnotował niewielki zwrot na poziomie 2,2%, przy czym szerokie straty w dobrze zaopatrzonym kompleksie zbóż i soi zostały częściowo zrównoważone zyskami w towarach rolnych i hodowli zwierząt. Wyróżniające się wyniki osiągnęły kawa Arabica, cukier oraz, w pewnym stopniu, bydło na wolnym wybiegu.

Całkowita stopa zwrotu BCOM oraz wagi sektorowe

Całkowita stopa zwrotu BCOM oraz wagi sektorowe

Kluczowe wnioski: Siła szerokiej ekspozycji

Analizując wyniki oraz indywidualne wagi, zauważamy, że złoto, miedź i gaz ziemny odpowiadają za niemal 75% całkowitego zwrotu, mimo że ich łączny udział w indeksie wynosi jedynie 27,5%. Podkreśla to przewagę szerokiej ekspozycji na surowce nad selekcją indywidualnych zwycięzców.

Megatrendy jako motor długoterminowych wzrostów

Naszym zdaniem długoterminowy trend dla kluczowych surowców pozostaje wzrostowy, stymulowany przez kilka głównych megatrendów. Wskazują one, dlaczego szeroka ekspozycja na rynek surowców jest, w naszej ocenie, najlepszym podejściem do osiągania długoterminowych zysków:

  • Deglobalizacja – rywalizacja USA-Chiny przekształca łańcuchy dostaw, zwiększając priorytet bezpieczeństwa kosztem efektywności kosztowej, co podnosi popyt na kluczowe surowce.
  • Sektor obronny – rosnące napięcia geopolityczne stymulują rekordowe wydatki militarne i gromadzenie strategicznych surowców.
  • Dekarbonizacja i zapotrzebowanie na energię – inwestycje w odnawialne źródła energii, pojazdy elektryczne (EV), sztuczną inteligencję (AI) oraz centra danych zwiększają popyt na metale i energię.
  • De-dolaryzacja – odchodzenie od dominacji dolara amerykańskiego wspiera zakupy złota jako zabezpieczenia finansowego.
  • Ryzyko zadłużenia i polityki fiskalnej – wysoki poziom globalnego zadłużenia i deficytów zwiększa popyt na twarde aktywa, takie jak złoto i srebro.
  • Demografia i urbanizacja – starzejące się społeczeństwa Zachodu oraz wzrost gospodarek wschodzących intensyfikują zapotrzebowanie na surowce.
  • Zmiany klimatyczne – rosnące potrzeby energetyczne związane z chłodzeniem, bezpieczeństwo żywnościowe oraz protekcjonizm wpływają na popyt na kluczowe zasoby.

Te megatrendy wskazują na rosnący popyt na kluczowe surowce, podkreślając ich znaczenie w długoterminowej strategii inwestycyjnej.

Zmienność geopolityczna i handlowa ma istotny wpływ na ceny surowców, które mogą gwałtownie reagować na globalne napięcia. Niebawem, już 2 kwietnia czekają nas kolejne zmiany związane z ogłoszeniem ceł przez administrację Trumpa. Dywersyfikacja portfela inwestycyjnego jest sposobem, aby zminimalizować ryzyko. Choć złoto, które bije rekordy cenowe i według analityków Saxo może osiągnąć w tym roku wartość 3300 USD za uncję, stanowi popularny wybór inwestycyjny, warto pamiętać o szerszym podejściu. Inwestowanie poprzez ETF-y pozwala na uzyskanie ekspozycji na różnorodne surowce, takie jak złoto, srebro, ropa naftowa, metale przemysłowe oraz towary rolne, co zwiększa stabilność portfela w obliczu zmienności rynku. Dzięki temu inwestorzy mogą lepiej zabezpieczyć swoje inwestycje przed nieprzewidywalnymi wahaniami cen na rynku surowców – mówi Marcin Ciechoński, odpowiedzialny za rozwój Saxo Banku w Polsce.

Trzy wielkie hossy surowcowe w XXI wieku

Dotychczas, w tym tysiącleciu byliśmy świadkami trzech głównych cykli hossy na rynku surowców. Największy z nich to wzrost napędzany przez Chiny w latach 2002–2008, po którym nastąpił gwałtowny wzrost cen w latach 2020–2022, wywołany pandemią oraz wojną w Ukrainie. Przez ostatnie trzy lata indeks poruszał się głównie bokiem, zanim w ostatnich miesiącach podjął kolejną próbę wybicia w górę.

Długoterminowa wydajność indeksu BCOM Total Return

Długoterminowa wydajność indeksu BCOM Total Return

Trump wprowadza 25% cło na import aut. Azjatyckie rynki reagują spadkami

Akcje azjatyckich spółek motoryzacyjnych zareagowały spadkami na decyzję prezydenta USA Donalda Trumpa o wprowadzeniu 25-procentowego cła na importowane samochody, które wejdzie w życie 3 kwietnia. Decyzja ta jest częścią szerszej strategii taryfowej Trumpa, mającej na celu ograniczenie deficytu handlowego USA, a także ochronę amerykańskiego przemysłu i miejsc pracy. Taryfy dotkną przede wszystkim sojuszników USA takich jak Meksyk, Japonia, Korea Południowa, Kanada oraz Niemcy, którzy są największymi eksporterami aut do Stanów Zjednoczonych.

Nowe cła spotkały się z ostrą krytyką ze strony partnerów handlowych. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen określiła je jako „złe dla biznesu, a jeszcze gorsze dla konsumentów”, natomiast premier Kanady Mark Carney nazwał taryfy „bezpośrednim atakiem” na kanadyjskich pracowników, zapowiadając rozważenie kroków odwetowych. Podobnie zareagowały Japonia i Korea Południowa, które zapowiedziały wdrożenie działań mających chronić swoje branże motoryzacyjne.

Akcje koncernów motoryzacyjnych, zwłaszcza w Japonii i Korei Południowej, zanotowały znaczące spadki. Szczególnie ucierpiały firmy takie jak Toyota, Mazda, Hyundai oraz Kia. Branża ostrzega, że taryfy doprowadzą do wzrostu cen pojazdów dla konsumentów amerykańskich, co może wpłynąć negatywnie na sprzedaż nowych aut i doprowadzić do redukcji zatrudnienia w USA. Z kolei Związek Zawodowy Pracowników Motoryzacji USA (UAW) poparł decyzję Trumpa, licząc na powrót miejsc pracy do kraju.

Eksperci handlowi przewidują jednak, że negatywne skutki taryf przeważą nad korzyściami, prowadząc do wzrostu cen, spadku produkcji i pogłębienia globalnej niepewności gospodarczej. Prezydent Brazylii Luiz Inacio Lula da Silva ostrzegł również przed długofalowymi konsekwencjami protekcjonizmu i zapowiedział wniesienie skargi do Światowej Organizacji Handlu (WTO).

Trump podkreśla, że wprowadzane taryfy mają za zadanie odzyskać miejsca pracy i zrekompensować straty, które jego zdaniem USA ponoszą przez niekorzystne warunki handlowe. Jednocześnie prezydent zagroził dalszymi, większymi cłami, jeśli Unia Europejska i Kanada podejmą wspólne działania odwetowe. Nowe taryfy obejmą tymczasowo wyjątki na części samochodowe, aby umożliwić administracji uporządkowanie szczegółów realizacji rozporządzenia. Tymczasem producenci, w tym Tesla, obawiają się znaczącego negatywnego wpływu nowych ceł na swoją działalność.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Chiński BYD kontra Tesla – nowa technologia szybkiego ładowania „Flash Charging” zmienia zasady gry

Samochód elektryczny naładowany w zaledwie pięć minut i równie szybko rosnący kurs akcji? BYD właśnie rzuca rękawicę Tesli, prezentując przełomową technologię „Flash Charging”, która wywołuje prawdziwą euforię wśród inwestorów. Czy kalifornijski gigant utrzyma przewagę, gdy chiński konkurent nie tylko skraca czas ładowania do poziomu klasycznego tankowania, lecz także budzi coraz większe zainteresowanie na rynkach finansowych?

Chiński producent samochodów BYD przeżywa obecnie swoje pięć minut za sprawą technologii szybkiego ładowania „Flash Charging”. Dzięki niej elektryczne modele BYD mogą osiągnąć zasięg aż 400 km po zaledwie pięciu minutach ładowania. Dla porównania, Tesla przy wykorzystaniu swoich najszybszych ładowarek zapewnia 275 km w 15 minut, a Mercedes CLA-F – 325 km w 10 minut. Ta innowacja może całkowicie zmienić postrzeganie pojazdów na prąd, niwelując jedną z głównych barier – czas ładowania.

Sercem technologii BYD jest bateria ładowana przy użyciu megawatowych ładowarek o napięciu 1000 V, co daje moc dwukrotnie większą niż w stacjach Tesli. BYD planuje uruchomić aż 4000 takich stacji w Chinach, a jeśli odniesie sukces na rodzimym rynku, rozwiązanie może zostać wdrożone również na rynkach międzynarodowych. W efekcie BYD może zyskać znaczącą przewagę nad konkurencją, która obecnie nie dysponuje porównywalną technologią.

Możliwość naładowania samochodu w czasie zbliżonym do tankowania tradycyjnego pojazdu spalinowego może znacząco przyspieszyć przejście kierowców na elektromobilność, a nawet zagrozić pozycji hybryd typu plug-in. BYD, jako lider rynku w Chinach, sprzedaje tam więcej hybryd plug-in (2,5 mln.) niż samochodów elektrycznych (1,8 mln.), a tak krótki czas ładowania może sprawić, że hybrydy staną się zbędne.

Największym wyzwaniem pozostają kwestie infrastruktury i zapotrzebowania na energię, a szczególnie wydajności sieci przesyłowych. Bardzo szybkie ładowanie generuje wysokie temperatury, co wymaga zaawansowanego chłodzenia baterii, a długoterminowa niezawodność tej technologii wciąż wymaga weryfikacji.

Wprowadzenie pięciominutowego ładowania to kolejna odsłona wielkich zmian w branży motoryzacyjnej. BYD wyprzedza pod tym względem nawet Teslę, nie wspominając o producentach europejskich. Chociaż Tesla wciąż pozostaje liderem branży pod względem rynkowej kapitalizacji (926 mld dolarów), chińska konkurencja – w tym BYD – coraz mocniej depcze jej po piętach. Mimo że wartość rynkowa Tesli spadła nawet o połowę w ostatnich miesiącach, jej akcje zaczęły ostatnio znów dynamicznie rosnąć (o 16 proc. od początku tego tygodnia).

BYD, z kapitalizacją 156 mld dolarów, zajmuje obecnie czwarte miejsce (za Toyotą i Xiaomi). Chociaż wciąż dzieli go sześciokrotna różnica w wycenie wobec Tesli, firma sukcesywnie zmniejsza dystans. W ubiegłym roku BYD wyprzedził Teslę pod względem przychodów, wyraźnie akcentując swój udział w segmencie elektromobilności. W 2024 roku chiński producent osiągnął przychody powyżej 100 mld dolarów, podczas gdy Tesla odnotowała 97,7 mld dolarów. Jeszcze w 2018 roku przychody BYD były pięciokrotnie niższe niż obecnie, co pokazuje skalę dynamicznego rozwoju.

Także wyniki finansowe BYD rosną w stabilnym tempie. Przychody firmy wzrosły o 29 proc., a zysk netto o 34 proc.. W 2025 roku BYD planuje sprzedaż na poziomie 5,5 mln pojazdów, z czego 800 tys. ma trafić na rynki zagraniczne – to czytelny sygnał globalnej ekspansji. Jedynie w styczniu i lutym 2025 roku sprzedano 623,3 tys. samochodów, co oznacza wzrost o 93 proc. rok do roku. W tym samym czasie sprzedaż Tesli w Europie spadła aż o 43 proc., przy jednoczesnym wzroście liczby rejestrowanych pojazdów elektrycznych o 31 proc.. Może być to efekt bojkotów konsumenckich, z którymi Tesla mierzy się na wielu rynkach.

W Polsce rynek samochodów elektrycznych nadal zdominowany jest przez Teslę, jednak BYD rozpoczyna swoją ekspansję w imponującym tempie. W 2024 roku zarejestrowano w kraju 449 samochodów BYD, wobec zaledwie 12 sztuk rok wcześniej. Warto przy tym odnotować, że w Polsce więcej osób woli inwestować w firmy związane z elektromobilnością, niż faktycznie kupować takie samochody.

Od początku roku BYD należy do najsilniejszych spółek sektora motoryzacyjnego. Po imponującym wzroście kursu akcji o około 50 proc. w niecałe trzy miesiące, obecnie obserwowane są pierwsze oznaki konsolidacji. Po osiągnięciu rekordowej ceny 425 HKD akcje nieco spadły, co sugeruje krótkoterminową stabilizację. Wskaźnik RSI wynosi obecnie 72, co sygnalizuje ryzyko korekty. Pomimo tego długoterminowy trend wzrostowy BYD pozostaje niezmieniony, wspierany przez silne fundamenty i ambitne cele.

Jeśli BYD z powodzeniem wdroży technologię pięciominutowego ładowania na szerszą skalę, niewykluczone, że stanie się ona rynkowym standardem, zmuszając konkurencję do przyspieszenia swoich działań. W takim scenariuszu sektor motoryzacyjny może przejść kolejną rewolucję, a globalne rynki finansowe z pewnością to odnotują – na korzyść tych, którzy w porę zainwestowali w przyszłość elektrycznej motoryzacji. Presja wywierana na Teslę oraz tradycyjnych producentów aut przez chińskie koncerny staje się coraz silniejsza, co w dłuższej perspektywie może jeszcze bardziej podsycić rywalizację i pobudzić innowacje w całej branży.

OPEC+ ścina wydobycie, USA nakłada sankcje – geopolityczna szachownica wpływa na paliwa

W minionym tygodniu ceny benzyny Natural 95 i oleju napędowego nadal spadały. Cena benzyny Natural 95 zmniejszyła się o 2 grosze za litr, a olej napędowy potaniał o 5 groszy za litr.

Cena ropy Brent na giełdzie w Rotterdamie wzrosła w ubiegłym tygodniu o 1,5 dolara za baryłkę, przekraczając poziom 72 dolarów za baryłkę i wracając tym samym do poziomów z końca lutego. W poniedziałek cena wzrosła o kolejne niemal 1 dolara za baryłkę. Na ten wzrost wpłynęło kilka czynników.

Napięcia geopolityczne, zwłaszcza niepewność dotycząca zawieszenia broni na Ukrainie, mogły wpłynąć na wzrost cen ropy, ponieważ inwestorzy oceniali możliwy wpływ tych wydarzeń na globalne dostawy. Raport agencji Reuters z 14 marca 2025 roku wskazywał, że rynek reagował na doniesienia o potencjalnym powrocie rosyjskich dostaw energii, co mogło zwiększyć zmienność cen.

Ponadto Stany Zjednoczone nałożyły nowe sankcje na irański sektor naftowy, obejmujące niezależne rafinerie chińskie oraz tankowce transportujące irańską ropę. Działania te wywołały obawy o możliwe ograniczenia podaży na rynku. Dodatkowo dane z USA wykazały znaczący spadek zapasów paliw destylowanych.

Istotnym wydarzeniem rynkowym było ogłoszenie z 21 marca, kiedy siedmiu członków OPEC+ zapowiedziało plany kompensacji nadprodukcji od stycznia 2024 roku. Kraje te – w tym Irak, Kazachstan, Rosja, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt, Oman i Arabia Saudyjska – planują zmniejszyć łączne wydobycie o średnio 263 tys. baryłek dziennie przez najbliższe 15 miesięcy. Dodatkowo OPEC+ prawdopodobnie wprowadzi podwyżkę produkcji na maj, co byłoby drugim z rzędu miesiącem wzrostu wydobycia.

Dalszy rozwój sytuacji pozostaje niepewny z powodu wydarzeń geopolitycznych oraz czynników ekonomicznych wpływających na globalny rynek ropy.

W nadchodzącym tygodniu prawdopodobne są dalsze, niewielkie spadki cen paliw – o dodatkowe 1–3 grosze za litr.

Długoterminowy rozwój sytuacji będzie przede wszystkim zależny od cen ropy naftowej. Dla firm z sektora logistycznego stabilne i regularne dostawy paliwa stanowią kluczowy element w ograniczaniu kosztów. Przemyślane i zorganizowane zakupy paliwa pomagają skuteczniej zarządzać tymczasowymi wahaniami cen na rynku oraz wzmacniają pewność ekonomiczną przedsiębiorstw

Komentarz przygotował Marcin Wawrzkiewicz, Country Manager Malcom Finance w Polsce.

Które auta najmniej tracą na wartości? Toyota Land Cruiser i Porsche 911 liderami rankingu

Po trzech latach użytkowania i 45 tys. km przebiegu Toyota Land Cruiser zachowuje aż 74 proc. swojej wyjściowej wartości, a drugie miejsce pod tym względem zajmuje Porsche 911 (73 proc. wartości). Ogółem najniższą utratę wartości wykazują auta z segmentów B i C, Crossover oraz SUV. Wysokie wartości obserwuje się również w przypadku hybryd. Natomiast znaczna utrata wartości jest widoczna w przypadku aut elektrycznych oraz chińskich marek.  

Na wartość samochodu na rynku wtórnym wpływa szereg różnych czynników, takich jak przebieg, wyposażenie, wersja nadwozia, wyjściowa cena zakupu, pojemność i moc silnika czy stan utrzymania, ale też postrzeganie marki i konkretnego modelu czy aktualna moda. Dobry moment do oceny tego, jak dany model zachowuje swoją wartość na rynku wtórnym, z punktu widzenia przeciętnego użytkownika, następuje po trzech latach, kiedy standardowo kończy się okres leasingowania i gwarancja, a koszty napraw, w naturalnej konsekwencji użytkowania auta, zaczynają rosnąć. Średni poziom prebiegu takiego pojazdu, przy standardowym zużyciu, to ok. 45 tys. km – mówi Robert Lewandowski, Business Development Manager CARFAX Polska, firmy dostarczającej użytkownikom raporty o historii używanych samochodów z wiarygodnych oraz certyfikowanych źródeł, działając w Europie od 17 lat. 

Jak wynika z analizy przeprowadzonej przez CARFAX we współpracy z Info-Ekspert, firmą dostarczającą programy komputerowe do profesjonalnej wyceny i szacowania wartości rezydualnych pojazdów, najniższą utratę wartości po trzech latach i 45 tys. km przebiegu wykazują poniższe modele samochodów:

  • Toyota Land Cruiser – 74 proc. wyjściowej wartości,
  • Porsche 911 – 73 proc. wyjściowej wartości,
  • Skoda Octavia – 71 proc. wyjściowej wartości,
  • Dacia Bigster – 71 proc. wyjściowej wartości,
  • Dacia Duster – 70 proc. wyjściowej wartości,
  • Toyota Yaris – 69 proc. wyjściowej wartości.

Używane auta wymienionych marek stanowią 4 proc. w liczącej 23 mln używanych samochodów w Polsce bazie CARFAX, czyli 962 tys. Aż 73 proc. z nich ma powyżej trzech lat, a 65 proc. pozostaje własnością pierwszego właściciela. Różnego rodzaju uszkodzenia odnotowano w przypadku 44 proc., co jest nieco wyższym odsetkiem niż wśród ogółu samochodów używanych (39 proc.). Natomiast 63 proc. dotykają różnego rodzaju ryzyka, na które warto zwrócić uwagę przed zakupem. Są to np. niejasności w historii pojazdu, takie jak niekonsekwentne odczyty przebiegu, które mogą sugerować błędne podanie danych, manipulację licznikiem, czy nietypowy sposób użytkowania pojazdu (np. jako taksówki). W przypadku ogółu samochodów używanych ryzykami objętych jest 77 proc., czyli o 14 p.p. więcej.

Bezpiecznym wyborem z punktu widzenia utraty wartości będzie zakup pojazdów z popularnych segmentów B i C (czyli średnich rozmiarów samochodów osobowych) lub SUV, marek i modeli cieszących się uznaniem i poszukiwanych na rynku wtórnym (np. niemieckich lub japońskich) – mówi Dariusz Wołoszka, Wiceprezes Zarządu Info-Ekspert.Ze znacznie wyższą utratą wartości należy się liczyć przy zakupie samochodu elektrycznego, ze względu na m.in. krótszy cykl życia takich pojazdów, lub modelu chińskiej marki, m.in. z powodu obaw nabywców związanych z dostępem do serwisu czy części zamiennych. Z kolei rekordowy wynik sprzedaży hybryd potwierdza zainteresowanie klientów tą ponad 20-letnią, lecz wciąż postrzeganą w kategorii nowości, technologią. Wyraźny trend nie jest przypadkowy i wysokie wartości rezydualne przy odsprzedaży pojazdów tego typu będą nadal obserwowane. Po drugiej stronie trudno ignorować potencjał samochodów z silnikami wysokoprężnymi, które odpowiednio użytkowane mogą zapewnić bezawaryjną i relatywnie niskonakładową eksploatację. Niemalejący popyt przy ograniczonej podaży, utrwalić może trend mniejszej utraty wartości samochodów napędzanych olejem napędowym. W segmencie premium natomiast stabilny wzrost wolumenów i udziału w rynku najprawdopodobniej będzie kontynuowany. Rosnąca popularność tego segmentu jest konsekwencją: z jednej strony wzrostu cen modeli popularnych m.in. spowodowanego kolejnymi obligatoryjnymi elementami wyposażenia standardowego, a z drugiej wysokimi i ogólnodostępnymi rabatami.

Rezydualna wartość rynkowa sprzedaży pojazdu to prognozowana prawdopodobna kwota środków płatniczych, jaką trzeba będzie zapłacić po zadanym okresie eksploatacji za określony pojazd, w ramach wymiany towarowo-pieniężnej, w warunkach konkurencji, przy założeniu, że pojazd ten będzie w okresie prognozowanym użytkowany w sposób typowy, zgodny z jego przeznaczeniem, a jego stan techniczny po zadanym okresie eksploatacji będzie dobry, odpowiedni do okresu eksploatacji i przebiegu.

Prognozowana wartość sprzedaży pojazdu nie zawiera wartości profesjonalnego sprawdzenia stanu technicznego i przygotowywania pojazdu do handlu oraz wartości umownych gwarancji na naprawy i części w przypadku awarii pojazdu.

Prawne aspekty zarządzania kryzysowego w przedsiębiorstwie

Skuteczne zarządzanie kryzysowe w przedsiębiorstwie jest skomplikowanym procesem, który wymaga nie tylko sprawnych działań organizacyjnych, lecz również przestrzegania powszechnie obowiązujących przepisów prawa i ustanowionych procedur wewnętrznych. Bagatelizowanie kwestii związanych z zarządzaniem kryzysowym, naraża przedsiębiorcę nie tylko na odpowiedzialność karną i dotkliwe kary finansowe, ale także na utratę dobrego imienia i straty wizerunkowe. Wiedza na temat obowiązków prawnych związanych z zarządzaniem kryzysowym pozwala natomiast zapewnić bezpieczeństwo samemu przedsiębiorcy i zatrudnionym przez niego pracownikom, jak również współpracującym z nim partnerom biznesowym oraz klientom.

Bezpieczeństwo i higieny pracy

Podstawowe regulacje dotyczące zarządzania kryzysowego w przedsiębiorstwie można znaleźć w przepisach Kodeksu pracy. Wynika z nich, że do podstawowych obowiązków pracodawcy należy zapewnianie pracownikom bezpiecznych i higienicznych warunków pracy.

Każdy pracodawca zobowiązany jest zapewnić środki niezbędne do udzielania pierwszej pomocy w nagłych wypadkach, zwalczania pożarów i ewakuacji pracowników. Powinien przy tym wyznaczyć spośród swoich pracowników osoby odpowiedzialne za wykonywanie tych zadań. Pracodawca zobowiązany jest zapewnić również łączność ze służbami zewnętrznymi wyspecjalizowanymi w zakresie udzielania pierwszej pomocy w nagłych wypadkach, ratownictwa medycznego oraz ochrony przeciwpożarowej.

Zarówno pracodawca, jak i osoba kierująca pracownikami powinni znać przepisy oraz zasady BHP. Pracodawca powinien odbywać okresowe szkolenia w dziedzinie BHP w zakresie niezbędnym do wykonywania ciążących na nim obowiązków. Przed dopuszczeniem pracowników ich do pracy, powinien zapewnić im przeszkolenie w zakresie BHP, a w trakcie ich zatrudnienia prowadzić okresowe szkolenia w tym zakresie.

W związku z prowadzoną działalnością, pracodawca musi oceniać i dokumentować ryzyko zawodowe związane z wykonywaną pracą oraz stosować niezbędne środki profilaktyczne zmniejszające ryzyko. Ciąży na nim również obowiązek wydawania szczegółowych instrukcji i wskazówek dotyczących BHP na stanowiskach pracy.

Ochrona przeciwpożarowa

Przepisy ustawy o ochronie przeciwpożarowej nakładają na przedsiębiorcę szczególne obowiązki związane z zapewnieniem odpowiednich zabezpieczeń przeciwpożarowych. Przedsiębiorca zobowiązany jest przestrzegać licznych wymagań przeciwpożarowych i wyposażyć budynek, obiekt budowlany lub teren, z których korzysta przy prowadzeniu działalności w wymagane urządzenia przeciwpożarowe i gaśnice oraz zapewnić przeglądy techniczne, konserwacje oraz naprawy tych urządzeń, w sposób gwarantujący ich sprawne i niezawodne funkcjonowanie.

Przedsiębiorca musi zapewnić bezpieczeństwo i możliwość ewakuacji osobom przebywającym w miejscu, w którym prowadzi działalność oraz przygotować to miejsce do prowadzenia akcji ratowniczej, a nadto zapoznać pracowników z przepisami przeciwpożarowymi.

W kontekście zarządzania kryzysowego za istotny należy uznać obowiązek ustalenia przez przedsiębiorcę sposobu postępowania na wypadek powstania pożaru, klęski żywiołowej lub innego miejscowego zagrożenia.

Ochrona środowiska

Istotne znaczenie z punktu widzenia zarządzania kryzysowego mają przepisy Prawa ochrony środowiska, które nakładają na przedsiębiorcę obowiązki związane z przeciwdziałaniem zanieczyszczeniom środowiska. W związku z wykonywaną działalnością przedsiębiorca powinien przestrzegać wielu wymagań ochrony środowiska, w szczególności do jego zadań w tym zakresie należy zapewnienie odpowiedniej organizacji pracy, powierzenie funkcji związanych z zapewnieniem ochrony środowiska osobom posiadającym odpowiednie kwalifikacje zawodowe oraz zapoznanie pracowników z wymaganiami w zakresie ochrony środowiska.

Celem należytej realizacji obowiązków w zakresie zarządzania kryzowego, przedsiębiorca musi podejmować działania mające na celu wyeliminowanie lub ograniczenie szkód w środowisku wynikających z nieprzestrzegania wymagań ochrony środowiska przez pracowników, jak również podejmować właściwe środki w celu wyeliminowania takich przypadków w przyszłości.

Ochrona danych osobowych

Zarządzenie kryzysowe w przedsiębiorstwie wiąże się również z koniecznością zapewnienia należytej ochrony danych osobowych. Zgodnie z przepisami rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 (RODO), każdy przedsiębiorca ma obowiązek przetwarzania danych osobowych w taki sposób, aby zapewnić odpowiednie bezpieczeństwo danych osobowych, w tym ochronę przed niedozwolonym lub niezgodnym z prawem przetwarzaniem oraz przypadkową utratą, zniszczeniem lub uszkodzeniem, za pomocą odpowiednich środków technicznych lub organizacyjnych.

Co do zasady, w przypadku naruszenia ochrony danych osobowych, przedsiębiorca powinien dokonać zgłoszenia właściwemu organowi nadzorczemu nie później niż w terminie 72 godzin po stwierdzeniu naruszenia. Jeśli zgłoszenie zostanie przekazane po upływie tego terminu, konieczne jest wyjaśnienie przyczyny opóźnienia.

Podsumowanie

Przestrzeganie przepisów dotyczących zarządzania kryzysowego jest nie tylko obowiązkiem prawnym każdego przedsiębiorcy, ale również kluczowym elementem ochrony przedsiębiorstwa przed dotkliwymi sankcjami finansowymi i stratami wizerunkowymi. Odpowiednie przygotowanie, obejmujące opracowanie właściwych procedur, szkolenia pracowników i inwestycje w środki bezpieczeństwa, pozwala przedsiębiorcy skuteczniej reagować na sytuacje kryzysowe. Dbanie o zgodność wykonywanej działalności z przepisami prawa nie tylko zwiększa bezpieczeństwo organizacji, ale także buduje zaufanie klientów i partnerów biznesowych.

Chcesz dowiedzieć się więcej na temat prawnych aspektów zarządzania kryzysowego w Twojej firmie? Skontaktuj się z naszą kancelarią prawną w Katowicach: https://kkplegal.pl/.

Na REIT-y czeka nie tylko rynek nieruchomości, ale i polskie firmy

Jak podsumowała międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield, w 2024 roku kwota transakcji na rynku nieruchomości komercyjnych osiągnęła prawie 5 mld EUR, czyli około 22 mld PLN. W najbardziej aktywnym okresie, czyli w latach 2018-2019 roczny wolumen przekroczył z kolei odpowiednio 7,2 mld EUR i 7,6 mld EUR. Za tymi imponującymi liczbami w większości stoi kapitał zagraniczny. Mimo że udział polskich firm w aktywności inwestycyjnej konsekwentnie rośnie, to wciąż ok. 91% wszystkich transakcji nieruchomościowych jest zawieranych przez fundusze spoza naszego kraju. Powód? To m.in. brak wdrożenia zapowiadanych przez lata REIT-ów, które z powodzeniem działają między innymi w Czechach.

Zgodnie z danymi NBP oszczędności polskich gospodarstw domowych przekroczyły w 2024 roku 2,3 bln PLN, a największa ich część była ulokowana w bankach. Szacuje się, że na kontach bankowych jest zgromadzone łącznie ponad 1,2 bln PLN, z czego przeważająca część znajduje się na niskooprocentowanych lub nieoprocentowanych rachunkach. Ponad 200 mld PLN Polacy trzymają natomiast w gotówce.

Większość gospodarstw domowych oczekuje elastycznych produktów inwestycyjnych, szczególnie jeśli mówimy o inwestycjach sięgających kilkudziesięciu tysięcy złotych i więcej. Oprócz lokat bankowych taką elastyczność oferują obligacje skarbowe, produkty związane z oszczędzaniem na emeryturę, takie jak IKE lub IKZE, czy też jednostki uczestnictwa w TFI, choć te ostatnie w ograniczonym zakresie, tłumaczy Mira Kantor-Pikus, MRICS, EMBA, Dyrektor Doradztwa Kapitałowego, Dłużnego i Alternatywnych Inwestycji, Cushman & Wakefield.

Płynność inwestycji w nieruchomości jest zdecydowanie mniejsza, natomiast korzyścią może być wyższy zwrot i możliwość wygenerowania dodatkowego zysku w przypadku sprzedaży po kilku latach. Taką strategię realizują Polacy bardziej zasobni w gotówkę kupując mieszkania na wynajem lub lokale usługowe. A co z pozostałą częścią społeczeństwa chcącego bezpiecznie inwestować, ale dużo mniejsze kwoty niż cena mieszkania?

Biorąc pod uwagę ogromne nieoprocentowane oszczędności gospodarstw domowych w Polsce wydaje się, że nowy instrument inwestycyjny o stabilnym charakterze dywidendowym związany z bezpiecznymi aktywami, jakimi są nieruchomości komercyjne, byłby ciekawym uzupełnieniem dostępnej oferty. Produkty inwestycyjne oparte na nieruchomościach, czy to w formie REIT czy też pożyczkowych lub zbiorowego oszczędzania, są bardzo popularne w krajach Europy, tak Zachodniej, jak i regionu CEE. Szczególnie widoczne jest to w Czechach, Wlk. Brytanii i we Francji, gdzie rynek nieruchomościowy bazuje w dużej mierze na lokalnym kapitale, dodaje Mira Kantor-Pikus.

REIT-y, czyli co?

Jak tłumaczy Bartosz Clemenz, Partner w Departamencie Nieruchomości, DWF Poland Jamka sp.k, istota REIT polega na preferencyjnym traktowaniu podatkowym spółek notowanych na giełdzie, które inwestują w nieruchomości komercyjne i spełniają wymagane parametry tych inwestycji.

Uregulowanie REIT-ów sprowadza się do dwóch zasadniczych elementów. Po pierwsze, należy zdefiniować spółkę REIT i stosowne jej parametry, które uprawniają do preferencyjnego traktowania podatkowego. Wśród tych parametrów możemy wymienić np. formę prawną spółki i minimalny kapitał zakładowy, ile procent aktywów muszą stanowić nieruchomości komercyjne, ile procent przychodu musi pochodzić z tego rodzaju nieruchomości, oraz że prawie cały roczny zysk, np. nie mniej niż 90%, spółka musi przeznaczać na dywidendę. Należy także uregulować wymóg notowania spółki na giełdzie papierów wartościowych i kwestie nadzoru finansowego. Po drugie, ustawa o REIT powinna wprowadzać zmiany do ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych poprzez wprowadzenie całkowitego lub częściowego zwolnienia od podatku dochodowego: dochodów z wynajmu i odpłatnego zbycia nieruchomości spółek REIT, oraz odpłatnego zbycia udziałów spółek zależnych od spółek REIT, a także przychodów z dywidend wypłacanych spółkom REIT przez ich spółki zależne – w każdym przypadku pod warunkiem spełnienia określonych w ustawie parametrów. Braliśmy udział w pracach grupy eksperckiej na projektem takiej ustawy, który to projekt zmieścił się na zaledwie sześciu stronach, tłumaczy Bartosz Clemenz.

W Polsce nadal brakuje jednak ustawy, która umożliwiałaby działalność rodzimych spółek REIT, zapewniając im preferencyjne traktowanie podatkowe. Prace nad jej projektem miały miejsce w 2016 roku, jednak ostatecznie nie została ona uchwalona. Dyskusja nad uregulowaniem REIT powróciła w ubiegłym roku w Ministerstwie Rozwoju, kiedy to w kwietniu omówione zostały wstępne założenia.

Nasz system prawny nie odbiega od poziomu innych krajów UE, w których z powodzeniem działają REIT-y. Mamy stabilny i dobrze uregulowany rynek nieruchomości, możliwość stosowania preferencji podatkowych, od kilkudziesięciu lat działa w Polsce giełda papierów wartościowych i stosowne organy nadzoru finansowego. Polski rynek nieruchomości jest już dojrzały, zbliżony do podobnych rynków w krajach, w których takie rozwiązanie funkcjonuje i ma się bardzo dobrze, dodaje Bartosz Clemenz.

Jak dodaje Mira Kantor-Pikus, wprowadzenie nieruchomościowych produktów dywidendowych powinno być bezpieczne dla osób nie będących inwestorami instytucjonalnymi, którzy nie mają wystarczających kompetencji do samodzielnej oceny danej nieruchomości.

Wydaje się sensowne wprowadzenie regulacji REIT z wymogiem, w okresie początkowym, posiadania w spółce większościowego, np. 25-procentowego akcjonariusza będącego profesjonalnym inwestorem, który ma doświadczenie w inwestowaniu w Polsce w konkretny sektor nieruchomościowy. Dodatkowo, istotne byłoby wprowadzenie warunku, aby w radach nadzorczych spółek REIT większość członków posiadała długoletnie doświadczenie w sektorze nieruchomości komercyjnych. Istotne byłoby także zadbanie w przepisach o okresowe wyceny nieruchomości dokonywane wyłącznie przez renomowanych rzeczoznawców. Ponadto wynagrodzenie firm zarządzających daną nieruchomością powinno zależeć od osiągniętych wyników, czyli od EBITDA lub wyniku operacyjnego (NOI) na poziomie nieruchomości. Taka struktura zapobiegłaby tworzeniu REIT-ów przez mało doświadczone spółki, wyjaśnia Mira Kantor-Pikus.

Inwestorzy liczą na wyższe zwroty

Największy wpływ na motywację inwestorów do lokowania kapitału w nieruchomościach mają poziomy zwrotów w odniesieniu do alternatywnych sposobów inwestowania.

Inflacja obniża wartość posiadanych środków pieniężnych, co zwiększa motywację do inwestowania w aktywa dające szansę na zachowanie ich wartości powyżej poziomu inflacji. Taka sytuacja jest możliwa w przypadku nieruchomości, gdyż przychody z najmu są przeważnie indeksowane stawką inflacji. Dodatkowo, sprzedaż nieruchomości w przyszłości ma szansę zamknąć się kwotą powyżej wartości nabycia, tłumaczy Mira Kantor-Pikus.

Zdaniem Miry Kantor-Pikus, wprowadzenie REIT-ów to nie tylko szansa na pomnożenie środków w portfelach inwestorów, ale zwiększenie dynamiki rozwoju samego rynku nieruchomości.

REIT-y i uaktywnienie polskich inwestorów mogą bardzo pomóc w rozwijaniu rynku mieszkań na wynajem, szczególnie w mniejszych miejscowościach, które borykają się z luką podażową w tym zakresie. Z kolei segment biurowy, szczególnie w miastach regionalnych, magazynowy i handlowy, które należą do grona rynków dojrzałych, skorzystają na utworzeniu REIT-ów w zakresie dopływu lokalnego kapitału i zmiany struktury inwestorów, podsumowuje Mira Kantor-Pikus.

Rozejm czy gra na czas? USA, Rosja i Ukraina podpisują kruche porozumienie

Stany Zjednoczone ogłosiły przełomowe porozumienie z Ukrainą i Rosją, które dotyczy zawieszenia ataków na kluczową infrastrukturę energetyczną oraz na cele morskie na Morzu Czarnym. Jest to pierwsze formalne uzgodnienie od początku prezydentury Donalda Trumpa, który z determinacją stara się wynegocjować szybkie zakończenie konfliktu i odbudować relacje z Kremlem. W ocenie wielu obserwatorów, takie zaangażowanie USA może znacząco wpłynąć na dalszy rozwój sytuacji w regionie.

Zgodnie z ustaleniami, obie strony mają wstrzymać się od ataków na infrastrukturę energetyczną przez 30 dni z możliwością przedłużenia rozejmu w sytuacji, gdyby przyniósł on zauważalne korzyści w postaci zmniejszenia napięć. Dotyczy to zarówno infrastruktury krytycznej służącej do wytwarzania i przesyłania energii, jak i instalacji, których zniszczenie mogłoby sparaliżować życie gospodarcze na dużych obszarach Ukrainy. W odniesieniu do Morza Czarnego, Rosja zobowiązała się ograniczyć aktywność morską w kierunku zachodnim, natomiast Ukraina zachowuje prawo do obrony, jeśli jednostki rosyjskie wypłyną poza wschodnią część akwenu. Jednocześnie Kijów domaga się całkowitego zakazu ataków powietrznych na porty, od których w dużej mierze zależą zdolności eksportowe i stabilność gospodarki.

Pomimo oficjalnego podpisania porozumienia, eskalacja retoryki między oboma państwami wciąż jest widoczna. Moskwa otwarcie domaga się złagodzenia sankcji – w tym ponownego przyłączenia rosyjskich banków rolnych do systemu SWIFT – oraz zniesienia ograniczeń w eksporcie nawozów i żywności. Ma to dla Kremla istotne znaczenie, gdyż rolnictwo i sektor nawozowy stanowią ważne źródła przychodów w rosyjskiej gospodarce. Ukraina utrzymuje natomiast, że w dokumencie nie ma mowy o żadnym ustępstwie w kwestii sankcji, a rozejm powinien wejść w życie natychmiast. Władze w Kijowie kładą także nacisk na konieczność respektowania międzynarodowych standardów i traktatów, przypominając, że prawo do suwerenności i integralności terytorialnej nie może podlegać negocjacjom.

Wyraźny brak zaufania pomiędzy stronami doprowadził do żądań dodatkowych gwarancji ze strony Stanów Zjednoczonych. Administracja Trumpa w tej sytuacji pełni podwójną rolę: z jednej strony dąży do uspokojenia sytuacji na wschodzie Ukrainy, z drugiej zaś stara się nie dopuścić do konfliktu z Rosją, licząc na możliwe korzyści dyplomatyczne i gospodarcze wynikające z poprawy relacji z tym państwem. Kreml z kolei chciałby, aby Biały Dom wywierał większą presję na prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, by ten jednoznacznie przestrzegał porozumienia i złagodził stanowisko wobec sankcji.

Z perspektywy międzynarodowej ten rozejm niesie potencjalne korzyści, zwłaszcza w kontekście globalnych łańcuchów dostaw żywności. Ukraina jest bowiem jednym z kluczowych eksporterów zbóż, a ewentualna deeskalacja działań zbrojnych może ograniczyć ryzyko dalszych przerw w handlu. Kraje europejskie z niepokojem przyglądają się jednak zmianie tonu w Waszyngtonie – obawiają się, że nowa administracja amerykańska dąży do porozumienia z Kremlem kosztem interesów Kijowa i bezpieczeństwa całego regionu. Sceptycy zarzucają ponadto Rosji, że może ona jedynie starać się zyskać na czasie, podpisując tymczasowe porozumienia bez realnego zamiaru wycofania się z konfliktu. Tym bardziej że już dziś z rana docierają głosy z Ukrainy o kolejnym ataku rosyjskich dronów co poddaje pod wątpliwość całe porozumienie. Złoto obecnie znajdują się ciągle powyżej 3000 USD i jest w silnym trendzie wzrostowym, co pokazuje że sytuacja geopolityczna jest cały czas bardzo napięta.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Komisja Europejska zapowiada zwrot w polityce rolnej po 2027 roku

Komisja Europejska chce skorygować podział przychodów, ryzyka i kosztów w łańcuchach dostaw żywności. Ma to zwiększyć dochody rolników z działalności rolniczej.

W odpowiedzi na raport Dialogu Strategicznego Komisja Europejska opublikowała w ramach prac nad Wspólną Polityką Rolną (WPR) po 2027 roku komunikat pt. „Wizja dla rolnictwa i żywności. Wspólne kształtowanie unijnego sektora rolnego i spożywczego, atrakcyjnego dla przyszłych pokoleń”. Podkreśla w nim strategiczne znaczenie sektora rolno-spożywczego dla Unii Europejskiej i konkurencyjności jej gospodarki. Zwraca również uwagę, że UE jest największym na świecie eksporterem produktów rolno-spożywczych.

Trafna jest postawiona w dokumencie diagnoza problemów, z którymi boryka się europejskie rolnictwo: niepewność dochodów, liczne wymogi biurokratyczne i niska rentowność produkcji rolnej.

Wedle przedstawionej wizji, sektor rolno-spożywczy stanie się bardziej atrakcyjny i przewidywalny, co zapewni stabilne dochody i napływ do sektora młodych osób. Ponadto, rolnictwo ma stać się bardziej konkurencyjne i odporne. W tym kontekście konieczne jest poszukiwanie nowych możliwości eksportowych oraz ograniczenie zależności od dostawców środków produkcji.

Za kluczowy warunek realizacji przedstawionej wizji rolnictwa KE uznała zwiększenie dochodów rolników z działalności rolniczej. W tym celu należy skorygować nierównowagę w łańcuchu żywności, gdzie podział przychodów, ryzyka i kosztów nie rozkłada się równomiernie.

Przyszła WPR ma być bardziej skupiona na rolnikach, którzy aktywnie prowadzą produkcję żywności. Ma to zapewnić ekonomiczną żywotność gospodarstw rolnych. Priorytetem WPR ma być również produkcja rolna niezbędna dla odporności i autonomii strategicznej UE. Ponadto wparcie powinno być kierowane do rolników, którzy najbardziej tego potrzebują, zwłaszcza do młodych i tych, którzy gospodarują na obszarach, na których są ograniczenia przyrodnicze w prowadzeniu działalności rolniczej. Po raz pierwszy wśród grup wymagających szczególnego wsparcia wymieniono rolników prowadzących produkcję mieszaną, czyli łączenie produkcji zwierzęcej i roślinnej, co sprzyja zrównoważeniu środowiskowemu prowadzonej działalności

KE zadeklarowała, że przyszła WPR w mniejszym stopniu niż obecnie będzie się opierała na warunkowości, a w większym na zachętach. Komisja ma zaproponować instrumenty rolnośrodowiskowe, które będą oparte na sprawdzonych, kwantyfikowalnych efektach środowiskowych.

Mając na uwadze uzależnienie rolnictwa UE od importu roślin wysokobiałkowych, KE ma zaproponować plan rozwoju tego rodzaju produkcji w UE oraz większej dywersyfikacji źródeł importu tych produktów. Podobne działania mają odnosić się do nawozów wykorzystywanych przez rolników.

KE zadeklarowała również, że w polityce handlowej UE będzie zwracać większą uwagę na kwestie zrównoważonego rozwoju oraz powiązań między polityką handlową i innymi działaniami wobec państw trzecich, a polityką wewnętrzną UE w odniesieniu do rolnictwa, środowiska, klimatu i zdrowia. Zapewniła, że zostanie wprowadzona zasada, iż najbardziej niebezpieczne, zabronione w UE pestycydy nie będą mogły być stosowane w produkcji artykułów importowanych przez UE. Realizacji tej polityki ma również służyć wzmocnienie kontroli produktów importowanych.

Komunikat KE dotyczący wizji dla rolnictwa nie wskazuje na konkretne instrumenty wsparcia. Nie odnosi się również do wcześniej opublikowanego przez KE komunikatu dotyczącego kolejnych wieloletnich ram finansowych, gdzie zapowiedziano wprowadzenie systemu jednofunduszowego, co może utrudniać realizację celów WPR i zaprezentowanej wizji rozwoju rolnictwa.

Dr hab. Barbara Wieliczko

Autorka jest profesorem Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa Polskiej Akademii Nauk i członkinią Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

Dostępność mieszkań na sprzedaż pozostaje ograniczona. Za to sektor mieszkań na wynajem może urosnąć o 37 proc.

0

Polska doświadcza dużego deficytu mieszkaniowego, mimo systematycznej budowy mieszkań na sprzedaż i domów jednorodzinnych. Nowe lokale są dostarczane przede wszystkim przez deweloperów mieszkaniowych, budujących mieszkania przeznaczone na sprzedaż indywidualnym nabywcom. W zeszłym roku zrealizowali oni 62 proc. wszystkich nowych mieszkań, a w dużych miastach nawet 90 proc. – wynika z raportu CBRE „Poland Real Estate Market Outlook 2025”. Ich działalność w dużym stopniu zależy od popytu, a więc możliwości i nastrojów konsumentów, które obecnie nie są wysokie. Urosnąć mogą za to zasoby nowych mieszkań przeznaczonych na wynajem w posiadaniu inwestorów instytucjonalnych. Z ich planów wynika, że wzrost sięgnąć może 37 proc. w skali roku. 

– Potencjalne potrzeby mieszkaniowe w Polsce znacznie przekraczają istniejące zasoby. Większość nowych mieszkań jest dostarczana przez deweloperów, w związku z tym ich liczba w dużej mierze zależy od możliwości indywidualnych nabywców, a więc dostępu do finansowania czy programów rządowych wspierających zakup nowych mieszkań na własne potrzeby. Oprócz tych czynników, perspektyw konsumentów nie poprawiają także wysokie ceny mieszkań i czynszów. Rynek czeka na pozytywny impuls, którym może być na przykład obniżka stóp procentowych. Obecnie oprocentowanie kredytów hipotecznych w Polsce należy do najwyższych w Europie – mówi Agnieszka Mikulska, ekspertka rynku mieszkaniowego w CBRE.

Kumulacja czynników, które negatywnie wpływały na popyt na mieszkania, a co za tym idzie i na podaż nowych lokali, miała miejsce na przełomie 2022 i 2023 roku. Choć ograniczenie liczby nowych mieszkań, na których budowę wydano pozwolenie zaobserwowano w całej Europie, to w Polsce było ono znacznie głębsze.

Nowe mieszkania na wynajem

Nadzieję na zwiększenie zasobów mieszkaniowych daje za to działalność inwestorów instytucjonalnych. Lokale przeznaczone na wynajem w Polsce są w większości w posiadaniu pojedynczych, prywatnych właścicieli. W ostatniej dekadzie nastąpił jednak dynamiczny rozwój sektora Build to Rent, a więc mieszkań budowanych przez inwestorów instytucjonalnych z przeznaczeniem na najem. Na koniec grudnia 2024 roku w największych polskich miastach takich lokali było 23,4 tys., a więc o jedną trzecią więcej niż rok wcześniej. W 2025 roku wzrost może być jeszcze wyższy. Biorąc pod uwagę plany inwestorów, może wynieść nawet 37 proc. w ujęciu rocznym. Coraz więcej deweloperów rozważa tworzenie platform mieszkań na wynajem w ramach spółek z innymi podmiotami lub samodzielne budowanie portfela takich nieruchomości. Do końca 2027 roku zasoby takich lokali w Polsce mogą przekroczyć nawet 40 tys.

Polski rynek private equity najmocniejszy w regionie

Polski rynek private equity odnotował w ubiegłym roku dynamiczne odbicie, po okresie spowolnienia w latach 2022-2023. Liczba transakcji wykupów wzrosła o 50% r/r. Jak wynika z najnowszego raportu Bain & Company, Polska umocniła swoją pozycję jako kluczowy rynek dla funduszy private equity w Europie Środkowo-Wschodniej, odpowiadając za 60% wszystkich transakcji w regionie. Ożywienie napędzają stabilizujące się stopy procentowe oraz łatwiejszy dostęp do kredytowania, a także rosnąca aktywność inwestorów zagranicznych, które wspólnie tworzą sprzyjające warunki dla kolejnych transakcji.

Polska liderem wzrostu w regionie Europy Środkowo-Wschodniej

Pod względem dynamiki wzrostu, Polska jest wyraźnie powyżej średniej dla Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie liczba transakcji wzrosła o 29%, jak i globalnego wzrostu o 5%. Fundusze private equity najchętniej inwestują w sektor technologiczny (22% transakcji), przemysłowy (19%) oraz firmy zajmujące się handlem detalicznym i świadczące usługi finansowe (po 15%). Struktura ta jest kontynuacją trendu z ostatnich lat: niezmiennie największe zainteresowanie inwestorów przyciąga sektor technologiczny, a udziały pozostałych sektorów fluktuują z roku na rok.

Jeszcze szybciej niż bezpośrednie przejęcia przez inwestorów finansowych rosła liczba inwestycji dokonywanych przez ich spółki portfelowe (transakcje typu add-on), których było o 70% więcej niż w roku 2023. Zdaniem ekspertów Bain & Company, w 2024 roku polski rynek przyciągnął szczególną uwagę inwestorów zagranicznych stosujących strategie konsolidacyjne typu buy-and-build, wykorzystując przejęcia do wzmacniania i rozwoju swoich spółek portfelowych.

Po wymagających latach 2022-2023 rynek private equity znów nabiera tempa. Sprzyjające warunki makroekonomiczne, w tym niezmiennie pozytywna perspektywa długoterminowego wzrostu oraz stabilizujące się stopy procentowe, a także rosnące zainteresowanie zagranicznych funduszy naszym regionem, sprawiają, że aktywność transakcyjna rośnie – komentuje Paweł Szreder, Partner Bain & Company. – W ostatnich miesiącach miało też miejsce kilka spektakularnych wyjść z inwestycji, co zawsze pozytywnie wpływa na zainteresowanie międzynarodowych inwestorów.

Globalnie wartość transakcji rośnie, ale branży wciąż daleko do szczytów

Globalnie branża private equity również zanotowała znaczące odbicie. W 2024 roku wartość transakcji buyout wzrosła o 37% r/r, osiągając 602 mld dolarów, a wartość exitów zwiększyła się o 34% do 468 mld dolarów. Odbicie następuje po dwóch latach stagnacji, wywołanej m.in. wysokimi kosztami kapitału i niepewnością makroekonomiczną. Głównymi motorami globalnego wzrostu były inwestycje w sektor technologiczny, przemysłowy oraz usługi finansowe, które wciąż pozostają kluczowymi obszarami zainteresowania funduszy.

Analiza danych dotyczących Europy wskazuje, że  wartość transakcji wzrosła o 54% r/r, osiągając 212 mld dolarów. Największą dynamikę wzrostu odnotowano w przypadku transakcji o wartości od 5 do 10 mld dolarów, a sektor technologiczny odpowiadał za najwięcej, bo aż 26% wartości wszystkich transakcji. Mimo tych pozytywnych wyników, rynek wciąż nie wrócił do rekordowych poziomów z 2021 roku.

Europa nadal przyciąga inwestorów, choć aktywność transakcyjna nie wróciła jeszcze do poziomów sprzed kilku lat. Widzimy jednak oznaki trwałej poprawy, a strategie buy-and-build w regionie CEE zyskują na popularności. Dla dalszego wzrostu kluczowe pozostają stabilne stopy procentowe oraz dostępność finansowania dłużnego, a także stabilność geopolityczna – to one zdeterminują tempo nowych inwestycji. Fundusze są gotowe do działania, ale potrzebują pewności, że otoczenie makroekonomiczne będzie im sprzyjać – mówi Jacek Poświata, Chairman CEE w Bain & Company

Private Equity pod presją trudnych exitów, wysokich kosztów i intensywnej konkurencji

Mimo wzrostu liczby exitów w ubiegłym roku, znaczna część funduszy wskazuje warunki wyjścia z inwestycji jako największe wyzwanie najbliższych miesięcy. Globalny wzrost liczby exitów o 34% nastąpił wraz z 22% wzrostem liczby transakcji, osiągając 1470 w 2024 roku. Jednak zarówno ich wartość, jak i liczba pozostały znacznie poniżej pięcioletnich średnich, a zarówno GPs, jak i LPs wskazują środowisko exitów jako największą przeszkodę dla osiągnięcia silnych zwrotów. Trudności te przekładają się też na fundraising. Przeciągające się procesy sprzedaży spółek portfelowych uniemożliwiają zwrot zainwestowanych środków do LPs, co z kolei utrudnia tym ostatnim inwestowanie w nowe fundusze PE.

W obliczu wyzwań na rynkach kapitałowych, fundusze inwestycyjne zmagają się z rosnącymi trudnościami w realizacji skutecznych exitów. W obecnym otoczeniu ekonomicznym, osiągnięcie satysfakcjonujących wycen staje się coraz bardziej skomplikowane, co stanowi istotne wyzwanie zarówno globalnie, jak i na lokalnym rynku – mówi Paweł Szreder, Partner w Bain & Company. – Presja ze strony inwestorów, którzy oczekują zwrotu kapitału, sprawia, że fundusze muszą szukać innowacyjnych ścieżek wyjścia z inwestycji i budować efektywne strategie, które pomogą zrealizować cele inwestycyjne. Utrudnienia związane z wyceną aktywów oraz zmieniającymi się warunkami ekonomicznymi stawiają przed funduszami nową gamę wyzwań, które wymagają dynamicznego i przemyślanego podejścia.

Mimo wyraźnego ożywienia na rynku, przyszłość sektora wciąż zależy od zdolności inwestorów do sprawnego poruszania się w zmiennym otoczeniu. Bain & Company ostrzega, że inwestorzy nie mogą liczyć na to, że samo rynkowe ożywienie wystarczy do generowania wysokich zwrotów – jak miało to miejsce w erze zerowych stóp procentowych i dynamicznej ekspansji wycen. Dziś strategia „kup i trzymaj” przestaje być wystarczająca, a sukces wymaga większej elastyczności i precyzyjnie zaplanowanych działań.

W obliczu rosnących kosztów operacyjnych, malejących marż i zaostrzającej się konkurencji o kapitał, fundusze private equity stają przed wieloma wyzwaniami. Trend w stronę bezprowizyjnych współinwestycji dodatkowo ogranicza wpływy funduszy z tytułu zarządzania inwestycją,  które od globalnego kryzysu finansowego spadły już o połowę. Droższe finansowanie utrudnia przejęcia lewarowane, a inwestorzy coraz częściej lokują kapitał w największych i najbardziej doświadczonych funduszach, pogłębiając podział na rynkowych „wygranych i przegranych”. W nowej rzeczywistości kluczowe będą innowacyjne strategie budowy wartości, optymalizacja kosztów i skala operacji – to one zdecydują, kto utrzyma się na szczycie.

Fundusze private equity chętnie korzystają też z generatywnej AI. Według badań Bain & Company większość spółek portfelowych należących do funduszy private equity testowała już generatywną sztuczną inteligencję, a prawie jedna piąta z nich operacyjnie wdrożyła AI i może cieszyć się z konkretnych rezultatów. Firmy private equity, które przodują we wdrożeniach AI, agresywnie inwestują w rozwój technologii i wspierają spółki portfelowe w wykorzystaniu potencjału generatywnej sztucznej inteligencji do zwiększania efektywności operacyjnej i przychodów. Według Bain & Company, wraz z zawrotnym rozwojem generatywnej sztucznej inteligencji, warto pamiętać, że nie istnieje jedno uniwersalne podejście, a kluczem do sukcesu jest praktyczne podejście polegające na uczeniu się poprzez działanie.

Inwestorzy wycofują kapitał z USA. Czy Trump wywoła kryzys na giełdach?

Niepewność związana z polityką celną nowej administracji USA powoduje, że inwestorzy chętniej wyprzedawali akcje. Jednak są symptomy tego, że już zaczęli się przyzwyczajać do niepewności wywoływanej przez zmienność decyzji D.Trumpa.

Polityka celna D.Trumpa w marcu zapewniła rynkom wiele wrażeń, pogłębiając niepokój. Dla przykładu 10 marca Dow Jones Industrial Average stracił na otwarciu 411 punktów, co oznacza spadek o 0,96 proc. Szerszy indeks S&P 500 zniżkował o 1,4 proc., a technologiczny Nasdaq Composite spadł aż o 1,95 proc. Indeksy giełdowe w USA zareagowały spadkami po tym, jak prezydent Donald Trump w programie „Sunday Morning Futures” nie wykluczył recesji.

To już kolejna taka reakcja na giełdowych indeksach i kursach akcji. Tydzień wcześniej indeks S&P 500 stracił 3,1 proc., osiągając najgorszy wynik od września. Rynek akcji był utopiony w czerwieni 4 czerwca, z powodu wprowadzenie 25% ceł na Meksyk i Kanadę, a także dodatkowych 10% ceł na Chiny.

Widać było mocny odpływ kapitału z rynku akcyjnego. Kontynuacja spadków rentowności 10-letnich obligacji amerykańskich dodatkowo wskazywała na zaciągnięcie hamulca przez inwestorów i włączenie strategii risk-off.

Wyniki spółek amerykańskich stoją pod znakiem zapytania i zagrożenia w związku z pogłębiającym się ryzykiem wojny handlowej. Trump mocno podkreśla chęć przeniesienia produkcji do USA, jednak z perspektywy samych spółek będzie to oznaczać wyzwanie dla ich rentowności. Już samo przeniesienie produkcji wygeneruje koszty, a do tego należy także doliczyć wzrost kosztów wytworzenia dóbr, które w USA będą wyższe ze względu na m.in. wyższe koszty samych wynagrodzeń.

Spółki będą próbować przenieść część kosztów na konsumentów, by obronić swoje marże. Czy konsument w USA to wytrzyma? W obliczu nawrotu presji inflacyjnej, a także wzrostu cen dóbr spowodowanych cłami dodatkowy impuls ze strony podwyżki cen dóbr od rodzimych spółek może znacząco obniżyć skłonność Amerykanów do wydatków, co znów odbiłoby się na wynikach spółek.

Najnowsze dane kontrastują z popularną tezą, że “Trump jest dobry dla biznesu”. Po miesiącach tzw. Trump Trade, tj. euforii rynków finansowych inspirowanej zapowiedziami deregulacji oraz renesansu amerykańskiego przemysłu, zarówno producenci, jak i konsumenci zaczęli dostrzegać długofalowe skutki polityki prezydenta USA.

– Wpływ D.Trumpa na niepewność jest bardzo mocny, co widzimy w indeksie CBOE VIX, znanym również jako indeks strachu – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maksymilian Kuch, analityk rynku akcji w XTB. – Dla kapitału zapalnikiem do zmiany alokacji było pojawienie się DeepSeek, to wówczas doświadczeni inwestorzy wycofali się z najlepiej wycenianych spółek technologicznych, co szczególnie dotknęło „siedmiu wspaniałych” (Apple, Alphabet, Amazon, Meta Platforms, Microsoft, Nvidia i Tesla), i przenieśli się na rynek chiński i także na rynki Europy, żeby tam szukać okazji.

Indeks zmienności CBOE VIX, znany również jako „wskaźnik strachu”, to indeks mierzący możliwość zmienności rynku na podstawie nastrojów i oczekiwań rynkowych. Ogólnie rzecz biorąc, ceny VIX rosną wraz ze wzrostem obaw rynkowych.

Ryzyko dalszych ceł i zaburzeń w wymianie handlowej pozostaje realne, a dokładny kształt polityki międzynarodowej USA i pozostałych partnerów handlowych jest wciąż niepewny. Stąd wraz z niepewnością część inwestorów woli wycofać swoje środki z aktywów bardziej ryzykownych, nawet za cenę sprzedaży na niższych poziomach. Reakcję inwestorów można analizować także poprzez rentowność amerykańskich obligacji.

– Rentowności krótkoterminowe spadały, co w znacznie mniejszym stopniu dotyczyło rentowności długoterminowych, to pokazuje jak ważne stały się zmienne nastroje związane z poczuciem niepewności – wyjaśnia ekspert XTB.

W ostatnim tygodniu marca w Stanach Zjednoczonych powrócił pozytywny sentyment. Powrót pozytywnych nastrojów inwestorów spowodowały przede wszystkim doniesienia o możliwym poluzowaniu zapowiedzianych ceł, które mają wejść w życie 2 kwietnia. Ruchy na amerykańskiej giełdzie podtrzymują dominującą rolę narracji wokół ceł handlowych na wyceny amerykańskich spółek.

Rynek walutowy zachowuje się o wiele spokojniej od rynku akcji. Dolar wciąż jest bezpieczną przystanią dla kapitału. Kapitał odpłynął od kryptowalut, co najlepiej zniósł osłabiony bitcoin.

Inwestorzy czekają na rezultaty polityki D.Trumpa, nie wiedzą czy to co się dzieje jest przede wszystkim gra negocjacyjną, czy też jego polityka celna będzie miała trwalszy wpływ na gospodarkę. Stąd też wyczekiwanie na decyzje Fed o obniżkach stóp procentowych.

– Kapitał jednak będzie płynął do spółek technologicznych, a być może koszty pozyskania kapitału staną się niższe – podsumowuje M.Kuch z XTB. – Pomimo panującej niepewności reakcja inwestorów na politykę Trumpa jest jednak dość spokojna, może wkrótce okazać się, że kapitał będzie znów płynął do USA szukając okazji.

Rekordowe wyniki finansowe BYD – szybkie ładowanie i jeszcze szybszy wzrost

  • BYD nabiera globalnego rozpędu, osiągając rekordowe zyski, szybko rozszerzając swoją obecność międzynarodową i osiągając wyniki giełdowe przewyższające Teslę.
  • Innowacje napędzają przewagę firmy, od ultraszybkiego ładowania w pięć minut po zróżnicowaną gamę pojazdów, w tym hybrydy oraz rozwiązania z zakresu czystych technologii, które wykraczają poza samochody.
  • Ryzyka nadal istnieją, w tym presja na marże wynikająca z intensywnej konkurencji cenowej oraz barier regulacyjnych na rynkach globalnych, ale trudno zignorować historię wzrostu BYD.

Wyobraź sobie, że zanim skończysz czytać ten artykuł, Twój samochód elektryczny będzie już w pełni naładowany i gotowy do komfortowej podróży z Brukseli do Paryża. Może to brzmieć jak science fiction, ale właśnie tego dokonał chiński gigant pojazdów elektrycznych, BYD, rewolucjonizując szybkość ładowania pojazdów elektrycznych i redefiniując konkurencyjny krajobraz globalnego rynku motoryzacyjnego.

Jacob Falkencrone, główny strateg inwestycyjny w Saxo zadaje pytanie, czy ta przełomowa innowacja oznacza, że BYD jest gotowy wyprzedzić Teslę i co może to oznaczać dla inwestorów, którzy chcą uczestniczyć w rewolucji rynku pojazdów elektrycznych? Wybierzmy się w krótką podróż przez niezwykły rozwój BYD i zbadajmy, co przyniesie przyszłość.

Elektryzujące wyniki BYD: przyspieszenie zysków i wzrost przychodów

Firma BYD niedawno ogłosiła swoje najlepsze w historii wyniki finansowe, z zyskami za IV kwartał, które wzrosły o imponujące 73%, osiągając rekordowy poziom 2,1 miliarda USD dzięki silnym wynikom sprzedaży pojazdów. Przychody w tym samym okresie wzrosły o 53% do 38 miliardów USD, co pozwoliło przychodom firmy za cały rok 2024 przekroczyć znaczący próg wynoszący 107 miliardów USD, wyprzedzając Teslę, której przychody wyniosły 97,7 miliarda USD.Rekordowe wyniki finansowe BYD

Chociaż wyniki były dobre, Jacob Falkencrone zauważa, że wyższe dotacje rządowe stanowiły znaczną część ogólnego zysku BYD. Dodatkowo, koszty administracyjne i podatki znacznie wzrosły, budząc wśród inwestorów pewne wątpliwości co do trwałości przyszłych poziomów rentowności. Mimo to firma pozostaje silna finansowo, z wyraźnie poprawioną pozycją gotówkową, co świadczy o jej solidnej kondycji finansowej i zdolność do wspierania przyszłego wzrostu.

Ładowanie szybsze niż poranna kawa

Kluczem do niedawnego sukcesu BYD jest nowa, przełomowa technologia ładowania akumulatorów, która pozwala na uzyskanie zasięgu 400 kilometrów w zaledwie pięć minut – mniej więcej tyle czasu, ile spędzasz, czytając ten artykuł. Dla porównania, najszybsze ładowarki Tesli oferują zasięg około 275 kilometrów w około 15 minut. To nie jest stopniowa poprawa, tylko rewolucyjne rozwiązanie, które bezpośrednio przekłada się na jeden z największych problemów konsumentów związanych z adopcją pojazdów elektrycznych: długi czas ładowania.przełomowa technologia ładowania akumulatorów

Inwestorzy zwrócili uwagę na rozwój sytuacji. Odzwierciedlając entuzjazm, notowane na giełdzie w Hongkongu akcje BYD wzrosły w tym roku o ponad 50%, osiągając niedawno rekordowe poziomy, znacznie przewyższając Teslę, której akcje spadły o około 31% od początku roku. Ta niezwykła wydajność akcji podkreśla podekscytowanie inwestorów rewolucyjną technologią BYD i jej potencjałem do całkowitego przekształcenia krajobrazu pojazdów elektrycznych. Pomimo ostatnich dobrych wyników, akcje nadal wydają się atrakcyjnie wycenione w stosunku do historycznych poziomów wyceny.

Strategiczne przejście od wojen cenowych do rentowności

W przeszłości chińscy producenci pojazdów elektrycznych, w tym BYD, prowadzili agresywne wojny cenowe, aby szybko zdobyć udział w rynku. BYD zmienia jednak strategię, odchodząc od nieustannego obniżania cen na rzecz bardziej zrównoważonego modelu skoncentrowanego na innowacjach i przewadze technologicznej.

Ten zwrot sygnalizuje dojrzałość, która powinna uspokoić inwestorów poszukujących zrównoważonej rentowności, a nie tylko wzrostu sprzedaży. Pozycjonując się poprzez innowacje, a nie samą cenę, BYD zapewnia sobie długoterminową odporność rynkową i wyższe marże.

BYD vs Tesla: bitwa wykraczająca poza samochody

Podczas gdy BYD obecnie przewyższa Teslę pod względem rocznych przychodów, Tesla nadal cieszy się znacznie wyższą kapitalizacją rynkową (800 mld USD w porównaniu do 157 mld USD BYD). Inwestorzy pozostają pod wrażeniem ambitnej wizji Elona Muska, szczególnie w zakresie sztucznej inteligencji i robotyki.

Jednak dominacja Tesli jest coraz bardziej kwestionowana. Niedawne spowolnienie sprzedaży na kluczowych rynkach, zwłaszcza w Chinach i Europie, ujawniło słabości wynikające z przestarzałych modeli pojazdów oraz rosnącej konkurencji ze strony rywali, takich jak BYD. Dodatkowo, wizerunek marki Tesla napotkał przeszkody w Europie i Stanach Zjednoczonych, częściowo z powodu kontrowersyjnych wypowiedzi CEO Elona Muska i jego zaangażowania politycznego, co negatywnie wpłynęło na postrzeganie przez konsumentów i mogło przyczynić się do słabszych wyników sprzedaży.

W międzyczasie sprzedaż BYD wzrosła do 4,27 miliona pojazdów w ubiegłym roku, co czyni firmę niekwestionowanym liderem motoryzacyjnym w Chinach, wyprzedzając nawet globalnych gigantów, takich jak Volkswagen.

Co najważniejsze, BYD ma wyraźną przewagę dzięki zdywersyfikowanej strategii, oferując zarówno pojazdy elektryczne, jak i hybrydowe typu plug-in. Silny popyt na hybrydy w Chinach zapewnia BYD dodatkową elastyczność i odporność – coś, czego Tesli brakuje, biorąc pod uwagę jej czysto elektryczne podejście. Strategia BYD okazuje się skuteczna zarówno w kraju, jak i za granicą, doskonale łącząc przystępną cenę, innowacyjność i ambicję, podczas gdy Tesla zmaga się ze spowolnieniem tempa i rosnącą konkurencją.

Konsumenci stają się coraz bardziej świadomi kwestii ekologicznych, co ma swoje odzwierciedlenie w rosnącym zainteresowaniu bardziej zrównoważonymi opcjami transportowymi, w tym pojazdami elektrycznymi. W efekcie rynek pojazdów elektrycznych staje się coraz bardziej konkurencyjny wobec tradycyjnych producentów samochodów. Włączenie akcji producentów e-pojazdów do portfela inwestycyjnego może przynieść korzyści w zakresie dywersyfikacji wykraczającej poza branżę motoryzacyjną. Dzieje się tak, ponieważ firmy produkujące elektryki działają w odrębnym sektorze niż producenci tradycyjnie zasilanych aut – mówi Marcin Ciechoński, odpowiedzialny za rozwój Saxo Banku w Polsce.

Globalne ambicje

BYD wygrywa nie tylko na rynku krajowym, ale również szybko staje się znaczącym globalnym graczem. Eksport pojazdów wzrósł w ubiegłym roku o prawie 72%, a BYD pozyskał ostatnio niemal 6 miliardów euro na przyspieszenie globalnej ekspansji, otwierając nowe fabryki w Tajlandii, Uzbekistanie i Brazylii.

Agresywna ekspansja spotyka się z pozytywnym odzewem na całym świecie: od ruchliwych ulic Bangkoku po rozległe autostrady Johannesburga, samochody BYD szybko zyskują na popularności. Połączenie zaawansowanych technologicznie innowacji i niższych cen znajduje uznanie wśród globalnych konsumentów, z których wielu wcześniej wybierało starsze marki z Europy, Japonii czy Stanów Zjednoczonych.

Potencjalne przeszkody na horyzoncie

Podczas gdy BYD wyraźnie nabiera rozpędu, inwestorzy muszą pamiętać o potencjalnych wyzwaniach. Chiński rynek motoryzacyjny nadal doświadcza silnej konkurencji, a trwająca wojna cenowa wciąż wywiera znaczną presję na zyski w całej branży. Chociaż BYD utrzymał rentowność pomimo ostatniej zmienności, jakakolwiek eskalacja konkurencji cenowej może zacząć osłabiać jego przewagę finansową.

Dodatkowo, globalna ekspansja nigdy nie jest prosta i niesie ze sobą poważne wyzwania. Ryzyko geopolityczne stanowi istotną przeszkodę, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, gdzie cła uniemożliwiły BYD wejście na rynek samochodów osobowych. W Europie kontrola regulacyjna dotycząca chińskich dotacji na pojazdy elektryczne może skomplikować wysiłki związane z ekspansją. Co więcej, międzynarodowy rozwój będzie zależeć od ostrożnego nawigowania regulacjami prawnymi przez BYD, od oczekiwań konsumentów i ograniczeń infrastrukturalnych. Standardy pracy i ochrony środowiska za granicą okazały się trudne do zrealizowania, szczególnie że BYD stanął w obliczu tymczasowego wstrzymania budowy w swojej brazylijskiej fabryce z powodu naruszenia standardów pracy. Kwestie te podkreślają potencjalne ryzyka związane z międzynarodowym rozwojem BYD.

Wnioski dla inwestorów

Dla inwestorów BYD stanowi atrakcyjną okazję napędzaną silnym wzrostem, najnowocześniejszą technologią i międzynarodowymi ambicjami. Dzięki solidnej rentowności, szybkim innowacjom i obiecującym planom globalnej ekspansji, BYD jest niewątpliwie jedną z wyróżniających się obecnie marek w branży pojazdów elektrycznych. Pozostają jednak znaczące przeszkody – zwłaszcza w kwestii presji na rentowność, napięć geopolitycznych i złożoności możliwości rozwoju za granicą. W miarę jak BYD nadal przyspiesza, inwestorzy stają przed krytycznym pytaniem: czy firma może utrzymać swoją obecną elektryzującą dynamikę, czy też droga przed nią może stać się coraz bardziej wyboista?

A teraz, gdy już kończysz czytać ten artykuł, Twój samochód jest w pełni naładowany i gotowy na trasę od Brukseli do Paryża. Miłej podróży!

Kurs dolara pod presją – kapitał odpływa z USA, EUR/USD wraca powyżej 1,08

Wczorajszy przepływ kapitału za Atlantyk odcisnął swoje piętno na Wall Street i na pozycji dolara. Kontynuacja tego trendu może być trudna, na co już wskazują notowania EUR/USD, które wróciły powyżej 1,08 $. Co ciekawe, większa część aktywów rynków wschodzących zdaje się odporna na zawirowania. Dowodem niech będzie zachowanie złotego, który wraz z wieloma walutami EM poszerza swoje zyski na forexie.

W poszukiwaniu impulsów

Poniedziałkowa sesja przebiegała w dwóch turach. Najpierw europejskie wskaźniki wyprzedzająco wspomogły euro, by potem ich amerykańskie odpowiedniki stały się pretekstem do wzmocnienia dolara. Inwestorzy z pewnością czekali na jakikolwiek impuls, bo zachowanie EUR/USD trudno uznać za mocno obudowane fundamentami. Możliwe, że właśnie dlatego ruch został zatrzymany powyżej kluczowego wsparcia w pobliżu 1,076 $. Główna para globu szybko wróciła w okowy dobrze sobie znanej (trwającej od 20 dni) konsolidacji i we wtorek po południu utrzymuje się powyżej 1,08 $. Wygląda to trochę jak wyczekiwanie na kolejne impulsy, które mogłyby wyraźniej ukierunkować kapitał, przynajmniej na eurodolarze. Poza tą parą walutową dzieje się całkiem sporo.

Sztuka ignorowania impulsów

Zacznijmy może jednak od wydarzeń, które w większym bądź mniejszym stopniu mogą mieć wpływ na rynki. Po pierwsze, rozmowy w trójkącie Ukraina-USA-Rosja, które toczą się w Arabii Saudyjskiej. Co chwilę dostajemy sygnały, że negocjacje między Ukraińcami a Amerykanami przebiegają świetnie, ale już przecieki o ustaleniach z Rosjanami wyglądają nie na negocjacje, a nieustanne podbijanie stawki przez agresora. Obserwujemy to, przed czym ostrzegali eksperci: trudno nawet o rozejm, jeśli w ogóle nie naciska się na jedną ze stron. Niestety coraz bardziej brakuje podstaw, aby uznać, że strony w rzeczywisty sposób zbliżają się do trwałego zamrożenia konfliktu. Przynajmniej w teorii powinno to stanowić czynnik ryzyka. Po drugie, kwestia wojny handlowej. Nie dalej niż wczoraj pisałem, że inwestorzy chcieli uwierzyć w możliwą deeskalację taryfową. Ich marzenia szybko rozwiał Donald Trump, który zapowiedział dodatkowe 25% na wszystkie kraje, które nie zerwą kontaktów handlowych z Wenezuelą (chodzi głównie o kupowanie ropy od reżimu Nicolasa Maduro). Brzmi dosyć egzotycznie? Tylko do momentu, kiedy zdamy sobie sprawę, że Chińczycy handlują z Wenezuelczykami, co może się skończyć na 45% cłach na produkty eksportowane z Państwa Środka do USA. Tu wreszcie czynnik ryzyka jakkolwiek przełożył się na rynki, ponieważ indeks giełdowy w Hongkongu tąpnął o 2,35%.

Wreszcie na koniec nie opuścimy Stanów. Chociaż na pierwszy rzut oka wygląda to na kwestię czysto polityczną, to chyba trzeba uznać, że amerykańska administracja mierzy się z największym kryzysem wizerunkowym od początku drugiej kadencji Trumpa (raptem 2 miesiące, aż trudno w to uwierzyć). Okazało się, że najwyżsi urzędnicy państwowi wymieniali się tajnymi informacjami, które dotyczyły operacji militarnych, na komercyjnym komunikatorze. Skąd to wiemy? Ponieważ jeden z nich dodał przypadkowo do grupowego czatu redaktora naczelnego jednego z mediów. Nikt nie zorientował się przez 2 tygodnie… Kolejnymi smaczkami tej historii jest prowadzenie konwersacji z automatycznym usuwaniem części wiadomości, czy też wymiana w ten sposób korespondencji z jednym z doradców, który w tym samym czasie był w… Moskwie. Jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie, aby wnioskować, jakie konsekwencje przyniesie ta sprawa. Jednak stanowi ona kolejny przykład niezwykłych „kompetencji” administracji Białego Domu, co tylko zwiększa wątpliwości co do stabilności tego partnera, także w kontaktach gospodarczych.

Tak czy owak, zawsze… PLN

Wróćmy do przestrzeni czysto rynkowej. Opisane powyżej ryzyka mogłyby wpłynąć na rynkowy sentyment, ale najwyraźniej inwestorzy powoli przyzwyczają się do niepewności generowanej w dużej mierze za Atlantykiem. Dlatego dobre nastroje nie opuszczają większości rynkowych obszarów. Rosną dziś solidarnie europejskie giełdy, najważniejsze indeksy zyskują powyżej 1%. Z rynków bazowych przykład bierze Warszawa. Mogłaby być jeszcze wyżej, gdyby nie obciążenie w postaci spółek zajmujących się handlem detalicznym (Żabka -6%), najwyraźniej reagujących z opóźnieniem na wczorajszy bardzo słaby odczyt o sprzedaży detalicznej. Wreszcie nasza gwiazda, lśniąca blaskiem risk on na forexie, czyli polski złoty. Rodzima waluta zyskuje solidarnie z większą częścią koszyka EM, a pozytywny sentyment nie potrafi na razie opuścić tych aktywów. W ten sposób kurs euro zbliża się do 4,16 zł, kurs dolara jest blisko 3,85 zł, kurs franka to 4,37 zł, a kurs funta jest przy 4,98 zł.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Cięcia budżetowe w USA uderzają w gigantów. Europa zbroi się na nowo i przyciąga inwestorów

W ostatnich miesiącach drastyczne ograniczenie wydatków budżetowych w USA mocno uderzyło w spółki zależne od rządowych kontraktów – szczególnie w branżach obronności, konsultingu i ochrony zdrowia. Tymczasem europejskie firmy z tych samych sektorów notują dynamiczny wzrost zainteresowania inwestorów. Rynek wyraźnie zaczyna różnicować sytuację firm po obu stronach Atlantyku, premiując te, które najlepiej przystosują się do nowej rzeczywności. Ograniczona administracja by efektywnie działać, będzie bardzo potrzebować rozwiązań opartych o sztuczną inteligencję, co może pomagać firmom z tej branży.

Jednym z obszarów, w którym cięcia wydatków już zaczęły zbierać żniwo, jest obronność. Działania DOGE mające na celu ograniczenie wydatków Pentagonu już odcisnęły piętno na wykonawcach kontraktów zbrojeniowych. Leidos – firma dostarczająca rozwiązania dla obronności, administracji i ochrony zdrowia – straciła kontrakt wart 232 mln dolarów. Akcje firmy spadły z tego powodu o 4 proc., a spadki mogą być wyższe, bowiem firma uzyskuje aż 87 proc. swoich przychodów z kontraktów z rządem USA. Producent dronów wojskowych Kratos już w lutym 2024 roku ostrzegał w dokumentach dla SEC o ryzyku utraty części kontraktów rządowych. W ubiegłym roku firma uzyskała 762 mln dolarów ze zleceń od instytucji publicznych. Natomiast Palantir, początkowo postrzegany jako potencjalna ofiara cięć, jest dziś przez wielu analityków uznawany za możliwego beneficjenta. Zmniejszona za sprawą cięć rządowa administracja może bowiem szczególnie potrzebować rozwiązań opartych o sztuczną inteligencję, w których specjalizuje się ta firma. Kurs akcji Palantir ostatnio poruszał się w zakresie od 125 do 76 dolarów, by ostatnio osiągnąć 96 dolarów.

Narastająca presja ze strony administracji Trumpa na głębokie cięcia w kontraktach konsultingowych i IT doprowadziła do spadku cen akcji gigantów doradczych – Accenture i Gartner – odpowiednio o 6,35 proc. i 7,31 proc. Dyrektor generalny Accenture otwarcie określił DOGE jako „potencjalną przeszkodę we wzroście” podczas rozmowy z inwestorami, co wpłynęło na dalsze spadki cen akcji. Tymczasem sekretarz obrony Pete Hegseth ogłosił na platformie X zamiar eliminacji „niepotrzebnych wydatków”, wymieniając Gartnera wśród firm, których kontrakty zostaną ograniczone.

Zmiany w polityce USA tworzą jednak nowe możliwości dla konkurencji po drugiej stronie Atlantyku – w Europie. Podczas gdy tacy giganci jak niemieckie Rheinmetall i Hensoldt czy włoskie Leonardo  zanotowali imponujące wzrosty wartości akcji w tym roku, mniejsze europejskie spółki z sektora obronnego doświadczają jeszcze bardziej gwałtownych zmian. Francuska firma satelitarna Eutelsat wzrosła o zawrotne 500 proc. w zaledwie kilka dni na fali spekulacji, że może zastąpić Starlink w Ukrainie. Francuski producent dronów Drone Volt również skorzystał z rosnących obaw o bezpieczeństwo, rosnąc o ponad 200 proc. na początku marca. Firmy te wzbudziły duże zainteresowanie wśród inwestorów – na platformie eToro liczba otwartych pozycji na Eutelsat i Drone Volt w pierwszej połowie marca wzrosła odpowiednio 25- i 18-krotnie.

Branżą, która może najbardziej odczuć skutki polityki administracji Trumpa, jest jednak ochrona zdrowia. Jest to o tyle istotne, że dla wielu inwestorów jest to branża defensywna, w którą można inwestować niezależnie od cyklu koniunkturalnego. Plan DOGE zredukowania wydatków federalnych o 500 mld dolarów prawdopodobnie oznacza cięcia w programach Medicaid oraz dopłatach z Affordable Care Act (ACA). Szpitale i kliniki, które polegają na zwrotach środków od rządu, takie jak HCA Healthcare, Community Health Systems i inne spółki giełdowe, mogą spodziewać się spadku marż i okresu niestabilności przychodów. Nowa rzeczywistość może zmusić je do radykalnych programów oszczędnościowych – szerszego postawienia na telemedycynę, wsparcie pacjentów online oraz wdrażanie AI. Wszystko to tworzy szanse dla firm działających w tych obszarach. Wpływ DOGE może także dotyczyć FDA (Agencji ds. Żywności i Leków), która zajmuje się zatwierdzaniem nowych leków. Opóźnienia w tym zakresie spowodowane redukcją personelu mogą zagrozić zyskom, szczególnie że w ciągu najbliższych dwóch lat wygasają patenty na kluczowe produkty wielu dużych koncernów farmaceutycznych.

Wszystko to wysyła inwestorom jasny sygnał: wrażliwość firm na ryzyko nie zależy już tylko od wielkości kontraktu, ale od struktury całego modelu biznesowego. Inwestorzy powinni dokładnie rozumieć, skąd pochodzą przychody firm, w które inwestują, aby móc ograniczać ryzyka lub wykorzystać nowe szanse. Zmiany w sposobie działania rządu USA pokazują, jak istotne są fundamenty spółek oraz że prosta strategia „kupuj dołki” może nie zadziałać w dotkniętych sektorach. Z drugiej strony nie ma wątpliwości, że ograniczana administracja, by zachować, a być może poprawić swoją efektywność, będzie w coraz szerszym zakresie wykorzystywać sztuczną inteligencję. A to zdecydowanie szansa dla wszystkich spółek z tej branży, które w ostatnich czasie zmagają się ze spadkami cen akcji.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Rolnictwo precyzyjne – luksus dla nielicznych czy konieczność dla wszystkich?

W obliczu rosnącego znaczenia nowoczesnych technologii w rolnictwie, coraz wyraźniej zarysowuje się przepaść między dużymi a małymi gospodarstwami. Najnowsze badania przeprowadzone przez amerykański Departament Rolnictwa (USDA) wskazują, że małe gospodarstwa rolne w znikomym stopniu korzystają z korzyści oferowanych przez technologie rolnictwa precyzyjnego, co stanowi ważny sygnał ostrzegawczy również dla polskiego sektora rolnego.

Zgodnie z raportem USDA, aż 68% dużych gospodarstw rolnych (z rocznym przychodem powyżej 1 miliona dolarów) wykorzystuje takie technologie, jak monitory plonów czy mapy gleby, do wspomagania codziennych operacji. W kontraście, tylko 13% małych gospodarstw stosuje podobne rozwiązania. Szczególnie widoczna jest różnica w wykorzystaniu systemów automatycznego kierowania w ciągnikach i kombajnach – 70% dużych gospodarstw korzysta z tej technologii, podczas gdy wśród małych gospodarstw odsetek ten wynosi zaledwie 9%.

„Główną przeszkodą w szerszym wdrażaniu technologii rolnictwa precyzyjnego są koszty początkowe. Małe gospodarstwa, szczególnie te o niskich przychodach, często nie mają wystarczających środków, by zainwestować w zaawansowane technologie” – komentuje Marcin Kucharski, Senior Project Manager w firmie NFQ.

Raport USDA potwierdza te obserwacje, wskazując, że najbardziej niechętne do adaptacji nowych technologii są gospodarstwa prowadzone przez starsze osoby oraz te o niskich przychodach. Badacze podkreślają jednak, że poza kwestią kosztów, większe gospodarstwa mogą po prostu więcej zyskać na stosowaniu tych narzędzi niż mniejsze farmy.

Polski kontekst i preferencje technologiczne rolników

Ekspert NFQ podkreśla, że polskie rolnictwo jest wysoce rozdrobnione i zdominowane przez małe gospodarstwa, którym brakuje skali i zasobów potrzebnych do inwestowania w technologie precyzyjne. Ta fragmentacja i skromna produkcja wielu polskich gospodarstw oznacza, że borykają się one z podobnymi problemami, jak małe farmy w innych krajach na świecie, jeśli chodzi o uzasadnienie inwestycji w rolnictwo precyzyjne.

Kucharski zauważa także spójny wzorzec w globalnej adaptacji technologii rolniczych. Jego zdaniem rolnicy wybierają narzędzia, które wyraźnie poprawiają zyski lub efektywność i pozostają ostrożni wobec tych o niejasnych zwrotach.

„Systemy automatycznego sterowania są szeroko stosowane, ponieważ szybko się zwracają, zmniejszając nakłady i oszczędzając paliwo. Z drugiej strony, bardziej eksperymentalne narzędzia, jak drony czy roboty udojowe, cieszą się niskim poziomem adaptacji. Nawet wśród dużych gospodarstw w krajach UE, tylko ich niewielki odsetek korzysta z dronów, co odzwierciedla niepewność, co do ich stosunku korzyści do kosztów” – komentuje przedstawiciel NFQ.

Innowacyjne rozwiązania organizacyjne i otwarte dane kluczem do obniżenia kosztów

Wobec wysokich kosztów technologii rolnictwa precyzyjnego, kluczowe znaczenie dla małych gospodarstw mają alternatywne ścieżki dostępu do nowoczesnych rozwiązań. Ekspert NFQ wskazuje na kilka sprawdzonych modeli, które mogą przełamać barierę finansową bez rezygnacji z korzyści płynących z cyfryzacji.

„Spółdzielnie lub umowy o wspólnym użytkowaniu sprzętu mogą być kluczowe. Tworząc spółdzielnie, drobni rolnicy mogą łączyć zasoby, dzielić się wiedzą i wspólnie inwestować w technologię. Innym rozwiązaniem jest zatrudnianie zewnętrznych usługodawców, oferujących usługi wielu gospodarstwom, co mogłoby obniżyć koszty przypadające na jedno gospodarstwo. Tego typu rozwiązania są szeroko stosowane w innych krajach UE czy w Ukrainie” – komentuje Marcin Kucharski.

Przedstawiciel NFQ wskazuje też na możliwości, jakie dają otwarte dane i oprogramowanie open-source. Polskie małe gospodarstwa mogą wykorzystać je do wdrażania rolnictwa precyzyjnego bez ogromnych kosztów. Doskonałym przykładem są darmowe obrazy satelitarne z programu Copernicus, które rolnicy mogą wykorzystywać do monitorowania upraw, czy dane pogodowe dostarczane przez IMGW oraz informacje oferowane przez Geoportal, które mogą zostać wykorzystane do mapowania pól.

„Na rynku są także darmowe rozwiązania komercyjne, jak polska platforma SatAgro, która umożliwia rolnikom dostęp do obserwacji satelitarnych NASA i Europejskiej Agencji Kosmicznej dla każdego pola. Rolnicy mogą również korzystać z oprogramowania open-source, jak farmOS, do mapowania pól i planowania nakładów bez kosztów licencji” – dodaje Kucharski.

Wsparcie na cyfryzację małych gospodarstw z UE

Ekspert NFQ zwraca też uwagę, że w Europie funkcjonuje wiele inicjatyw, które mają na celu ułatwienie dostępu do technologii rolniczych dla mniejszych gospodarstw. Projekty jak Farmtopia czy SmartAgriHubs łączą start-upy, MŚP, dostawców usług i ekspertów technologicznych, aby napędzać cyfrową transformację w rolnictwie. Szansą są także środki z KPO oraz programy wspierane przez UE w ramach Wspólnej Polityki Rolnej (CAP), które oferują dotacje na modernizację gospodarstw rolnych, w tym na sprzęt do precyzyjnego rolnictwa.

„Technologie cyfrowe to nie tylko usprawnienie operacji, ale fundamentalna zmiana w podejściu do rolnictwa. Poprzez analizę danych z czujników, ciągników i satelitów, rolnicy mogą śledzić stan upraw i gleby, podejmować decyzje dotyczące siewu oraz precyzyjnie kierować nawożeniem i nawadnianiem. W efekcie poprawia się wydajność biznesowa, zmniejszają się koszty nawozów i wody, a także ogranicza się zanieczyszczenie wód i emisje” – podsumowuje Marcin Kucharski.

Ekologiczne opakowania w e-commerce – trend, wyzwanie i obowiązek przyszłości

W Europie prawidłowa ochrona produktu zamówionego w internecie jest ważniejsza niż to, czy opakowanie jest przyjazne dla środowiska. Z kolei w Polsce ekologiczne opakowanie ma większe znaczenie niż dostawa elektrykiem. Pomimo nierzadko sprzecznych ze sobą deklaracji e-konsumentów, zrównoważony kierunek obrany przez operatorów logistycznych jest konsekwentnie realizowany, choć nie jest łatwo pogodzić oczekiwania, koszty, oddziaływanie środowiskowe i presję regulacyjną. Szczególnie ten ostatni element stanowi poważne wyzwanie.

Rynek opakowań w e-commerce obrał zrównoważony kierunek

Według analiz międzynarodowej wywiadowni gospodarczej Smithers globalny rynek opakowań wykorzystywanych w handlu elektronicznym w 2028 r. osiągnie wartość 73,3 mld dol. i średnioroczny wzrost w latach 2024-2028 na poziomie 7,5%. Za trzy lata popyt na ekologiczne wersje opakowań może wynieść nawet 48,75 mld dol., co oznacza udział w całkowitym rynku opakowań e-commerce wynoszący blisko 67% i wzrost o 3 pp. w porównaniu z 2023 r. Aż 80% tego udziału będzie należało do kartonów, kopert i pudełek wykonanych z tektury, co z kolei przełoży się na ok. 45 mln ton materiałów nadających się do recyklingu.

Jest to oczywiście dobra wiadomość, ale nie zabraknie także wyzwań, w którymi będzie musiał się zmierzyć nie tylko e­‑commerce, ale także sektor logistyczny. Według Smithers najpoważniejszym z nich będą zwroty produktów zakupionych w internecie. Jak wskazują analizy tej wywiadowni, tylko w 2022 r. kosztowały one branżę e‑commerce 800 mld dol. i jest to prawie dwa razy więcej niż w 2020 r. Problem jest już na tyle poważny, że prawie 40% sprzedawców internetowych na świecie w jakiejś formie pobiera opłatę za zwroty. Bardzo duże koszty obsługi tego procesu, także środowiskowe, stały się jedną z głównych przyczyn zmiany podejścia sprzedawców i to właśnie ze względu na różnego rodzaju obciążenia coraz większą uwagę przywiązuje się do możliwości zwrotu opakowań wraz z produktem. Ma to nie tylko ułatwić czynności po stronie konsumentów, ale także usprawnić logistykę, minimalizując przy tym ilość powstających odpadów.

Także CleanHub w swoim raporcie z 2024 r. podkreśla, że zakupy online wymagają nawet 4,8 razy więcej opakowań niż te realizowane w sklepach stacjonarnych, a zwracane produkty przyczyniają się do generowania dodatkowych zanieczyszczeń w postaci emisji i odpadów opakowaniowych, zarówno plastikowych, jak i papierowych.

E-konsumenci w Polsce chcą ekologicznych i wielorazowych opakowań

Trend, którym podąża światowy rynek opakowań wykorzystywanych w e-handlu potwierdzają nie tylko prognozy popytowe, ale również działania operatorów logistycznych obsługujących e-commerce oraz badania prowadzone wśród konsumentów, którzy podejmują lub przynajmniej deklarują bardziej odpowiedzialne decyzje w obszarze realizacji dostaw.

W Polsce potwierdzeniem takich deklaracji jest m.in. zeszłoroczny raport Gemius i PBI dotyczący sektora e‑commerce. Wynika z niego, że pomimo stosunkowo niskiego odsetka krajowych e-konsumentów deklarujących, że wpływ formy dostawy na środowisko ma dla nich istotne znaczenie (41%), to dla 66% kupujących najważniejszą kwestią związaną z ekologicznymi dostawami i zwrotami jest wykorzystanie opakowań przyjaznych środowisku. Na drugim miejscu pod względem istotności znalazły się opakowania wielorazowe dające możliwość ponownego wykorzystania w celu zwrotu towaru (50% wskazań). Wyraźnie mniej istotna jest za to eliminacja śladu węglowego oraz dostawy elektrykami, które wybrało odpowiednio 34% i 25% badanych.

Ambitne oczekiwania mają również Europejczycy, choć tylko połowa wierzy w zrównoważone deklaracje marek

W lutym 2025 r. szereg interesujących wniosków dotyczących opakowań w handlu elektronicznym zaprezentowano także w badaniu RetailX i Mondi przeprowadzonym na próbie 6 tys. europejskich konsumentów realizujących zamówienia internetowe w Polsce, Czechach, Francji, Niemczech, Szwecji oraz Turcji. Z analizy jednoznacznie wynika, że rośnie znaczenie opakowań, jako czynnika wpływającego na decyzje zakupowe. Już w 2024 r. 76% badanych uważało ten element za priorytet. W 2025 r. jest to 80%. Ponadto 87% konsumentów twierdzi, że preferuje marki, które do pakowania używają materiałów pochodzących z recyklingu.

Zaledwie w ciągu roku nastąpił także 12% wzrost oczekiwań e-konsumentów, aby w ciągu 5 najbliższych lat niemal wszystkie ich przesyłki były dostarczane w opakowaniach biodegradowalnych lub nadających się do przetworzenia. Obecnie chce tego 70% klientów sklepów internetowych. Dla sprzedawców i obsługujących ich operatorów jest to jednocześnie szansa i wyznanie, aby z jednej strony podjąć walkę o lojalność i nowe grupy klientów, a z drugiej uniknąć pułapek w obszarze greenwashingu. Zwłaszcza ten drugi element nabiera znaczenia w kontekście faktu, że obecnie zaledwie 50% kupujących online wierzy w zrównoważone deklaracje odnoszące się nie tylko do opakowań, ale także proekologicznych deklaracji marek w ogóle. Dystans, jaki wobec zrównoważonych twierdzeń okazują klienci nie przeszkadza im jednak oczekiwać, że sprzedawcy powinni robić więcej, aby zminimalizować odpady związane z pakowaniem. Takiego zdania jest aż 68% badanych, a 76% chce, aby na ich zamówieniach widniała informacja, że opakowanie w 100% poddaje się recyklingowi.

Operatorzy logistyczni stoją przed wielką szansą, dużym wyzwaniem i poważnym dylematem

Z jednej strony muszą stawić czoła unijnym wymogom regulacyjnym, realnym potrzebom właściwego zabezpieczania produktu i racjonalizacji kosztowej, z drugiej sprostać oczekiwaniom własnych kontrahentów, a na końcu umiejętnie wykorzystać szansę, która wynika z proekologicznej zmiany podejścia do całego cyklu realizacji zamówień. Pogodzenie tych czynników nabiera szczególnego znaczenia w obliczu rosnącej liczby postulatów e‑konsumentów odnoszących się wprost do operacji związanych z fulfilmentem, czyli procesów realizacji zamówień internetowych odbywających się w magazynach. Waga formułowanych postulatów jest tym bardziej istotna, że fulfilment to prawie połowa przychodów operatorów logistycznych realizujących usługi na rzecz e-handlu. Według zeszłorocznych kalkulacji Transport Intelligence takie operacje w 2023 r. odpowiadały za 46,7% wartości (210 mld euro) całego rynku logistyki e-commerce.

Problem polega jednak na tym, że e-konsument nie do końca wie czego chce, a jeśli wie, to nie chce za to płacić

Badanie RetailX pokazuje na przykład, że pomimo ambitnych postulatów dotyczących surowych standardów ekologicznych, nie jest to najbardziej pożądana lub priorytetowa właściwość opakowania deklarowana przez konsumentów. Absolutnie najważniejsza jest prawidłowa ochrona zakupionego towaru. Ten czynnik jest bardzo istotny lub istotny dla łącznie 95% e-konsumentów (odpowiednio 56% i 39% wskazań). Na kolejnym miejscu znajduje się opakowanie odpowiednio dobrane do wartości produktu. Ten postulat jest kluczowy również dla 95%, z tą jednak różnicą, że nieco mniej, bo 53% kupujących uznaje go za bardzo ważny 53%, a 42% za ważny. Możliwość ponownego zamknięcia opakowania w celu zwrotu znajduje się na trzeciej pozycji (łącznie 85% wskazań), a opakowanie nadające się do recyklingu uplasowało się dopiero na czwartym miejscu z priorytetem wysokiej istotności na poziomie 34% i istotności sięgającej 44% (razem 78%). Aspekt zrównoważony lub przyjazny dla środowiska to dopiero piąta pozycja, zaraz za nią znalazła się łatwość utylizacji.EKOLOGICZNE OPAKOWANIA W LOGISTYCE E-COMMERCE

Rozdźwięk pomiędzy deklaracjami a realnymi priorytetami wzmacnia dodatkowo fakt, że aż 38% klientów e-commerce w ogóle nie chce płacić za opakowania zgodne z ich oczekiwaniami. Nie więcej niż 1% wartości opakowania może dopłacić tylko 27% zamawiających, a 28% jest wstanie pokryć dodatkowy koszt w przedziale 1‑5%.

Czy rynek logistycznego fulfilmentu dobrze czyta oczekiwania dotyczące przesyłek e-commerce?

Wydaje się, że pomimo nie do końca zbieżnych ze sobą oczekiwań, rynek logistyczny i sprzedawcy słuchają europejskich konsumentów. Przejawia się to m.in. w deklaracjach dotyczących tego, w jakich opakowaniach dostarczono ich ostatnie zamówienie internetowe. Aż 77% wskazuje, że był to papier lub karton, co stanowi udział o 10 pp. większy niż globalna prognoza Smithers przewidziana na 2028 r. W Polsce udział takich opakowań wynosi 78%.

Znaczny odsetek klientów dostrzega także wysiłki podjęte na rzecz zrównoważonych opakowań. Wciągu ostatnich 12 miesięcy aż 43% Europejczyków zauważyło wzrost udziału materiałów z recyklingu, 41% dostrzegło ogólne zmniejszenie materiałów opakowaniowych, a 35% widzi, że coraz więcej produktów jest wysyłanych zbiorczo. W Polsce poziomy te wynoszą odpowiednio 43%, 36% oraz 38%.

– Cel, do którego zmierza sposób realizacji zamówień internetowych w kontekście opakowań jest utrwalony i jednoznacznie prowadzi w kierunku zrównoważonego rozwoju. Tylko w ciągu 3 ostatnich lat zauważaliśmy znaczący wzrost udziału ekologicznych opakowań na rynku, który szacujemy obecnie na ok. 70-80%. W przypadku operacji realizowanych dla naszych kontrahentów udział takich opakowań wynosi już wyraźnie ponad 80%. Warto jednak zaznaczyć, że dla części z naszych największych klientów, którzy są jednocześnie bardzo dużymi graczami na polskim rynku e-commerce wykorzystujemy wyłącznie ekologiczne opakowania. Rozumiemy przez to zarówno te pochodzące, jak nadające się do recyklingu oraz opakowania wielorazowe umożliwiające zwroty. Wybrane marki do celów wysyłki używają już tylko materiałów papierowych, co oczywiście bardzo cieszy. Zauważamy jednak także inne, bardzo pozytywne i intersujące zjawisko, które wspieramy i często rekomendujemy z nadzieją, że takie praktyki staną się powszechną praktyką w logistyce e-commerce. Otóż przekonujemy, aby opakowanie nie spełniało wyłącznie funkcji ochronnej i marketingowej, ale było również platformą edukacyjną, tzn. zawierało szczegółowe informacje na temat wykorzystanych materiałów oraz ich potencjału do ponownego przetworzenia. Z punktu widzenia środowiska bardzo ważną wskazówką jest także sposób utylizacji np. wskazanie, do którego pojemnika wrzucić poszczególne elementy opakowania. Wyjątkowo praktycznym i logistycznie uzasadnionym rozwiązaniem jest również instrukcja krok po kroku dotyczącą ponownego wykorzystania opakowania w celu zwrotu zakupu. Opakowanie musi być jednak do tego przystosowane i z doświadczenia wiemy, że taka forma odpowiedzialności klimatycznej cieszy się bardzo dużą popularnością wśród Polaków kupujących w internecie – mówi Agata Gąbińska, CSR Manager w spółce ID Logistics Polska, świadczącej kompleksowe rozwiązania logistyczne i transportowe, obsługę e-commerce oraz zarządzanie łańcuchem dostaw w 18 krajach.

– Wiele funkcjonalnych rozwiązań podpowiada także świat cyfrowy, np. naniesiony na opakowanie kod QR może zawierać wszelkiego rodzaju instrukcje, informacje o wytworzonych lub zaoszczędzonych emisjach, lokalizację punków odbioru i nadania przesyłek, a nawet najbliższe adresy sklepów stacjonarnych marki lub lokalizacji, gdzie gromadzone są odpady. Bardzo nam także zależy, aby sprzedawcy e-commerce uświadomili sobie, że ekologiczne zachowania leżą w ich najlepiej pojmowanym interesie biznesowym. O ile od lat już wiadomo, że odpowiedzialność środowiskowa marek buduje lojalność i zachęca konsumentów do dalszych zakupów, to znacznie mniej zrozumienia przywiązuje się do faktu, że brak odpowiedzianych społecznie i środowiskowo praktyk zniechęca rzesze klientów do produktów z określonym logo. Dotyczy to także opakowań, w których te produkty są dostarczane – dodaje Agata Gąbińska z ID Logistics.

Nic tak nie zniechęca jak marnotrawstwo

W kontekście opakowań i procesów fulfilmentu to właśnie marnotrawstwo ma największy potencjał zniechęcania europejskich klientów do zakupów u konkretnych sprzedawców internetowych. Najbardziej negatywne oddziaływanie dotyczy zbyt dużych opakowań w relacji do ich zawartości. Wskazuje na to 45% kupujących. Niewiele mniej, bo 41% będzie się starało unikać zakupu, jeśli opakowanie będzie trudne w recyklingu, a 40% jeśli po otwarciu ukaże się, że zastosowano zbyt wiele wypełniaczy. Warto jednak zaznaczyć, że brak zrównoważonego opakowania nie przesądza o definitywnej rezygnacji z zakupu, ponieważ twierdzi tak tylko 20% badanych. To jednak wciąż jedna piąta wszystkich klientów, co w wysoko konkurencyjnym środowisku jest bardzo znaczącym udziałem, na który sprzedawcy nie mogą sobie pozwolić.

Część postulatów jest bardzo trudna w realizacji lub traci na znaczeniu

Wśród wielu oczekiwań dotyczących opakowań i sposobu realizacji zamówień znajdują się także te, które z czysto operacyjnego lub ekologicznego punktu widzenia trudno dziś uznać za możliwe do zrealizowania, nawet w postulowanym czasie 5 najbliższych lat. Dla przykładu 26% e-klientów chce, aby w ramach zachęt do stosowania recyklingu opakowań to sprzedawca zorganizował odbiór odpadów i samodzielnie poddał je przetworzeniu. Na popularności traci z kolei oczekiwanie, aby za 5 lat opakowanie zabrał kurier. Obecnie takie rozwiązanie popiera 14% konsumentów. W zeszłym roku było to 20%. Coraz mniej chętnych, bo 10% kupujących, jest także przywiązanych do opcji, aby zamówienie przybyło bez dodatkowego opakowania. W zeszłym roku chciało tego 15% internautów.

Bardzo interesujący wątek dotyczy jednak tego, że 21% konsumentów e-commerce w ciągu 5 lat oczekuje zwrotu pieniędzy za odesłanie lub dostarczenie opakowania do punktu zbiórki. W porównaniu do zeszłorocznej analizy RetailX ten postulat stracił 10 pp. z poziomu 31%. Koncepcja jest o tyle interesująca, że zbiórka opakowań wymagałaby stworzenia systemu ich gromadzenia, rotacji i ponownego użycia, a nad takimi rozwiązaniami pochyliła się już Unia Europejska.

Rozporządzenie 2025/40 w sprawie opakowań i odpadów opakowaniowych

Zgodnie z unijnymi założeniami takie rozwiązanie oznacza ustalenia organizacyjne, techniczne, finansowe oraz zachęty, które umożliwiają ponowne wykorzystanie opakowań w systemie otwartym lub zamkniętym, np. poprzez system kaucyjny zapewniający zbieranie opakowań w celu ich ponownego użycia. Jest to tylko jedna z bardzo wielu ścieżek, które mają sprawić, że ilość odpadów opakowaniowych na mieszkańca Wspólnoty zmniejszy się o 5% do 2030 r. w porywaniu z 2018 r. Na 2035 r. ustalono próg na poziomie 10%, natomiast na 2040 r. redukcję o 15%. Według unijnych urzędników powinno to skutkować ogólnym bezwzględnym ograniczeniem odpadów opakowaniowych o odpowiednio 19 %, 29% i 37% dla całej Unii. Rozporządzenie weszło w życie 11 lutego 2025 r., ale datę rozpoczęcia stosowania ustalono na 12 sierpnia 2026 r., a przypadku wielu rozwiązań przesunięto ją nawet na 2030 r. lub później.

Utworzenie systemów rotacji opakowań to tylko niektóre z podjętych decyzji

Według przyjętych regulacji, przedsiębiorstwa z UE, a więc także operatorzy logistyczni, będą zobligowani m.in. do przestrzegania maksymalnego odsetka pustej przestrzeni w opakowaniach zbiorczych, transportowych oraz opakowaniach stosowanych w handlu elektronicznym. Określono go na poziomie 50% i zacznie obowiązywać od 1 stycznia 2030 r. Z takiego obowiązku będą jednak zwolnieni przedsiębiorcy, którzy stosują opakowania handlowe, jako opakowania transportowe w e-commerce, czyli w praktyce wysyłają produkty w fabrycznym opakowaniu bez dodatkowych warstw.  Alternatywną drogą do zwolnienia będzie stosowanie systemów wielokrotnego użytku. Tak czy inaczej w obu przypadkach przedsiębiorcy będą jednak zobowiązani zredukować masę i objętość opakowania do niezbędnego minimum zapewniającego funkcjonalność, zarówno pod kątem kształtu oraz materiału. Od 2030 r. wszystkie opakowania w Unii muszą także nadawać się do recyklingu i zabronione będzie stosowanie wersji, których zdolność do ponownego przetworzenia będzie wynosić mniej niż 70%. Ponadto recykling będzie musiał być uwzględniony już na etapie projektowania, zarówno pod kątem konstrukcji opakowania, jak i zastosowanych materiałów.

System rotacyjny opakowań w e-handlu wygeneruje gigantyczne wyzwania dla logistyki

Na etapie prac nad unijnymi przepisami dotyczącymi opakowań i odpadów opakowaniowych analitycy z McKinsey przeprowadzili symulację, jak taki system wpłynąłby m.in. na koszty i emisje powstałe w wyniku dostaw e-commerce i za jaki ich udział odpowiadałyby procesy logistyczne, a dokładnie transport.  Okazało się, że wywołałoby to daleko idące negatywne skutki ograniczające zastosowanie owych rozwiązań na masową skalę, zwłaszcza w kontekście logistyki.

Analizie poddano sektor non-food e-commerce w Niemczech, czyli m.in. kategorie moda, elektronika i uroda. W symulacji założono przejście z papierowych toreb kurierskich z wypełnieniem oraz papierowych pudełek na ochronne plastikowe torby kurierskie lub pudełka z PP, które nadają się do recyklingu. W badaniu założono zbiórkę takich wielorazowych opakowań z punktów zlokalizowanych w pobliżu konsumentów i ich pełną redystrybucję do następnego cyklu użytkowania, z wyłączeniem etapu czyszczenia. Okazało się, że taki mechanizm poskutkowałaby m.in. radykalnym wzrostem kosztów transportu niezbędnego do dostarczenia opakowań do operatorów, centrów logistycznych i dystrybucyjnych. W przypadku osiągnięcia progu opłacalności, czyli poziomu 20 cykli, sam transport będzie odpowiedziany za 70-80% kosztów związanych z tym procesem oraz 55-65% emisji dwutlenku węgla na każdą rotację. Co prawda korzyść środowiskowa takiego rozwiązania jest widoczna na poziomie powyżej 20 rotacji, ale konieczność czyszczenia wielorazowych opakowań wygeneruje dodatkowe zanieczyszczenia, co wywoła potrzebę wdrożenia kolejnych rotacji i doprowadzi do większej liczby transportów.

Prognozowany wzrost kosztów to nawet 205%

McKinsey porównał także skutki finansowe i środowiskowe dla każdego rodzaju opakowania. Okazało się, że koszt jednokrotnego wykorzystania opakowania o minimalnej żywotności 20 rotacji, w porównaniu do jednorazowego użycia opakowania papierowego, którego poziom recyklingu wynosi 90% wzrasta o 50-60% w przypadku toreb kurierskich oraz o 195-205% w przypadku pudełek. Tak jak wcześniej wspominano za 70-80% tego kosztu odpowiadałby transport. Warto mieć również na uwadze, że nawet wprowadzenie opakowań wielokrotnego użytku do co dziesiątej paczki oznaczałby wzrost kosztów obsługi rynku e-commerce u naszego zachodniego sąsiada o ok. 30 mln euro. Zwiększenie wolumenu wielorazowych opakowań w systemie tworzy także dodatkowe wyzwania dla infrastruktury logistycznej i są to m.in. składowanie, mycie i utylizacja po wyczerpaniu się przyjętej liczby rotacji.

Emisje w górę o dodatkowe 65%

Duże zmiany idące za wdrożeniem systemu wielorazowych opakowań widać także w obszarze emisji. W przypadku zastąpienia jednorazowych toreb wielorazowymi przewidzianymi na min. 20 rotacji emisje wzrastają w przedziale 30‑40% na każdy cykl użycia. Scenariusz zastąpienia pudełek to każdorazowy skok zanieczyszczeń o 10-20%. Udział emisji pochodzących z samego transportu kształtuje w tym wypadku na poziomie 55-65%. Zupełnie odrębną konsekwencją jest także to, że system wielorazowego wykorzystania będzie wymagał znormalizowanych rozmiarów opakowań, co z kolei rodzi ryzyko marnotrawstwa przestrzeni ładunkowej i magazynowej, gdyż nie każde opakowanie będzie odpowiadało gabarytom dystrybuowanego produktu. Znaczenie odgrywać będzie także odległość, na jaką należy przetransportować pojemnik, ponieważ musi on ostatecznie wrócić do systemu i zostać wykorzystany w kolejnej rotacji. Według Mckinsey skuteczni operatorzy systemów obsługujących e‑commerce będą musieli przejść ponad 20 cykli rotacyjnych zanim możliwe będzie osiągnięcie redukcji emisji. W przypadku opakowań żywności może to być nawet 200 rotacji.

Nad koniecznością ustalenia minimalnej liczby cykli użycia rozmyśla także Unia Europejska i choć podjęto już decyzję o konieczności tworzenia systemów obiegu opakowań, to postanowienia w sprawie zakresu rotacji mają zapaść do 12 lutego 2027 r. Do tego czasu mają także zostać ustalone niezbędne formaty opakowań, które uwzględnią m.in. wymogi dotyczące logistyki.

Autor: Krzysztof Oflakowski

DAX rośnie, nastroje też – niemiecka gospodarka z szansą na odbicie, o ile politycy nie zawiodą

Niemiecka gospodarka znajduje się na rozdrożu – z jednej strony wskaźniki makroekonomiczne sugerują pierwsze oznaki ożywienia, z drugiej natomiast nadal obecne są poważne zagrożenia oraz polityczna niepewność. W marcu 2025 roku indeks Ifo, będący kluczowym wskaźnikiem nastrojów gospodarczych w Niemczech, wzrósł do poziomu 86.7, co jest najwyższą wartością od lipca poprzedniego roku. Szczególnie wyraźnie poprawiły się oczekiwania biznesowe (osiągając 87.7), podczas gdy ocena bieżącej sytuacji gospodarczej poprawiła się jedynie nieznacznie.

Pozytywne zmiany nastrojów przypisywane są głównie zapowiedziom nowego pakietu fiskalnego, który miałby stymulować gospodarkę. Jednak pomimo ogłoszenia tych działań, nadal brak jest jasności politycznej – nie został jeszcze utworzony nowy rząd, brakuje także szczegółowych porozumień koalicyjnych oraz konkretnych planów wydatkowych.

Dostępne dane wskazują, że gospodarka niemiecka prawdopodobnie osiągnęła dołek w pierwszym kwartale 2025 roku. Nie oznacza to jednak końca stagnacji – dalszy rozwój sytuacji zależy w dużej mierze od balansu pomiędzy zewnętrznymi zagrożeniami, przede wszystkim potencjalnymi cłami ze strony Stanów Zjednoczonych, a efektami zapowiedzianych działań fiskalnych.

Choć inwestycje infrastrukturalne mogą wywołać krótkoterminowe, cykliczne ożywienie gospodarcze, nie wpłyną one na strukturalną konkurencyjność Niemiec. Aby osiągnąć trwałe efekty, konieczne są głębsze reformy strukturalne, które powinien wprowadzić przyszły rząd. Bez takich działań obserwowane obecnie ożywienie będzie miało jedynie krótkotrwały charakter.

Podsumowując, niemiecka gospodarka stoi przed szansą odbicia dzięki bodźcom fiskalnym, lecz brak politycznej stabilności oraz zagrożenia płynące z USA ograniczają optymizm. Długoterminowe perspektywy poprawią się tylko wówczas, gdy nowy rząd przeprowadzi kompleksowe reformy strukturalne. Obecnie DAX znajduje się na poziomie 23000 pkt, a EURUSD na 1.0803.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Fundusze Szwajcarskie dla przedsiębiorców i naukowców. Startuje nabór CALL 2025

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju rozpoczyna nabór wniosków na wspólne projekty przedsiębiorców i naukowców, którzy chcą otrzymać dofinansowanie z Funduszy Szwajcarskich na prowadzenie badań stosowanych. Wnioski można składać w systemie on-line od 25 marca do 26 maja 2025 roku, w ostatnim dniu naboru do godz. 16:00. Do wykorzystania w konkursie CALL 2025 jest blisko 14,8 miliona franków szwajcarskich, czyli ponad 66 milionów złotych.

NCBR jest operatorem programu Badania Naukowe i Innowacje, Badania Stosowane, finansowanego w ramach drugiej edycji Szwajcarsko-Polskiego Programu Współpracy, czyli tzw. Funduszy Szwajcarskich. Program ma zwiększyć potencjał naukowy i innowacyjność polskich jednostek badawczych, uczelni i przedsiębiorstw poprzez ułatwienie współpracy w obszarze badań naukowych i innowacji z partnerami szwajcarskimi oraz innymi partnerami międzynarodowymi.

– Międzynarodowe projekty badawczo-rozwojowe realizowane w ramach programu powinny prowadzić do poprawy konkurencyjności przedsiębiorstw w dziedzinie badań stosowanych – mówi prof. dr hab. inż. Jerzy Małachowski, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. – Program ma również na celu promowanie kobiet-badaczy oraz młodych naukowców. Udział we wspólnych projektach badawczych jest dla nich znakomitą okazją do doskonalenia się w swoich dziedzinach wiedzy.

O naborze

CALL 2025 nie jest ograniczony tematycznie. Badania planowane w ramach projektu muszą koncentrować się wyłącznie na zastosowaniach cywilnych. We wspólnych projektach badawczych mogą uczestniczyć konsorcja składające się z co najmniej jednego przedsiębiorstwa z siedzibą w Polsce i co najmniej jednego przedsiębiorstwa z siedzibą w Szwajcarii. Po spełnieniu powyższego warunku, członkami konsorcjów mogą zostać również polskie i szwajcarskie organizacje badawcze. Finansowane mogą być wyłącznie badania przemysłowe oraz eksperymentalne prace rozwojowe. Minimalna kwota dofinansowania jednego projektu wynosi 2 242 400 zł, czyli 500 tys. franków szwajcarskich, maksymalna zaś kwota to 4 484 800 zł, czyli 1 mln franków szwajcarskich. 

Wnioski należy składać elektronicznie w języku angielskim, za pośrednictwem systemu składania wniosków on-line: https://lsi.ncbr.gov.pl/. Termin składania wniosków w Call 2025 upływa 26 maja 2025 r. o godz. 16:00:00 czasu środkowoeuropejskiego letniego.

B2Match pomaga nawiązać współpracę w dziedzinie badań aplikacyjnych

Jak znaleźć idealnych partnerów do składania wniosków i rozwijania współpracy między Polską a Szwajcarią w dziedzinie badań aplikacyjnych?

Szwajcarskim Partnerem Programu jest agencja Innosuisse, która zarządza platformą B2Match. Narzędzie ułatwia nawiązywanie współpracy między zainteresowanymi podmiotami z Polski i Szwajcarii, w tym pomiędzy organizacjami badawczymi i przedsiębiorstwami, oraz tworzenie międzynarodowych konsorcjów badawczych, które chcą wspólnie starać się dofinansowanie ze środków Programu Badania Naukowe i Innowacje.

Szwajcarska Agencja ds. Innowacji Innosuisse oferuje również indywidualne wsparcie w znalezieniu partnera do projektu.

Fundusze Szwajcarskie

Szwajcarsko-Polski Program Współpracy to fundusze przeznaczone przez Szwajcarię na rozwój naszego kraju, na podstawie uzgodnień z Unią Europejską oraz z Polską. Poprzednią edycję realizowano w latach 2007-2017. Obecna, druga już edycja, będzie realizowana do 2029 roku. Obejmuje ona Program Wsparcia Rozwoju Miast oraz Program Badania Naukowe i Innowacje. Program wspiera badania podstawowe i stosowane. Każda z dwóch części programu ma innego operatora. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju odpowiada za realizację programu w obszarze badań stosowanych we współpracy ze Szwajcarską Agencją ds. Innowacji – Innosuisse. W zakresie badań podstawowych za program odpowiada Szwajcarska Narodowa Fundacja Nauki, której partnerem po stronie polskiej jest Narodowe Centrum Nauki.

Budżet programu wynosi 41,176 mln franków szwajcarskich, w tym 35 mln – wkład Szwajcarii oraz 6,176 mln – wkład Polski. Z programu Badania Naukowe i Innowacje będą mogły skorzystać, uczelnie wyższe, instytuty badawcze, inne podmioty prowadzące badania i zatrudniające badaczy oraz – naborach w ramach badań stosowanych – dodatkowo przedsiębiorcy, ze szczególnym uwzględnieniem MŚP.

Archicom z rekordową sprzedażą mieszkań w 2024 r. i ambitnym planem na 2025

Archicom zamknął 2024 r. z rekordowymi wynikami sprzedaży mieszkań i dynamicznym rozwojem działalności. Ogólnopolski deweloper umocnił swoją pozycję w sześciu największych polskich aglomeracjach, a także zadebiutował w nowej – Katowicach.

Spółka sprzedała w 2024 r. 2179 lokali, odnotowując wzrost na poziomie 20% rdr. W analizowanym okresie Archicom wprowadził do oferty projekty obejmujące 3592 mieszkania. Znaczącym sukcesem dewelopera było również uruchomienie prestiżowej marki Archicom Collection, w ramach której firma oferuje unikalne inwestycje premium w ramach warszawskich projektów Towarowa22 oraz FLARE przy ul. Grzybowskiej. Deweloper kontynuuje również dynamiczny rozwój na rynku krakowskim, gdzie już po zakończeniu 2024 r. wprowadził do oferty 305 nowych mieszkań i rozszerzył bank ziemi o niemal 700 lokali. Jednocześnie umacnia swoją pozycję w Warszawie, intensyfikując działania w zakresie rozwoju oferty mieszkaniowej.

Wyniki finansowe skorelowane z cyklem inwestycyjnym

Spółka Archicom przekazała łącznie 1076 mieszkań w 2024 r., w tym 941 mieszkań z własnych projektów i 135 mieszkań z projektów grupy Echo. Z tego tytułu osiągnęła w 2024 r. przychody na poziomie 742 mln zł, zysk brutto na sprzedaży wyniósł 286,6 mln zł, a zysk netto z działalności kontynuowanej 120,3 mln zł. Rozpoznane przychody wynikają z długości cyklu inwestycyjnego w branży nieruchomości. Wyniki finansowe odzwierciedlają sprzedaż mieszkań w minionych latach i przekazanych klientom w 2024 r. Potencjał przekazań na 2025 r. przekracza 2300 lokali, co pozwala deweloperowi zakładać dalszy wzrost wyników finansowych w przyszłości.

Wielkość przychodów jest wprost związana z liczbą przekazanych mieszkań, która wynika ze specyfiki cyklu inwestycyjnego w naszej branży. Jednocześnie dbamy o to, aby nasi akcjonariusze partycypowali w sukcesie Archicom. W 2024 r. łączna kwota wypłaconej dywidendy wyniosła 146,8 mln zł. Potencjał przekazań w 2025 r. jest istotnie większy niż w ubiegłym roku, co daje dobrą perspektywę na dalszy wzrost wyników. Skutecznie pozyskujemy finansowanie dłużne, co wspiera skalowanie działalności, a jednocześnie utrzymujemy rentowność, co pozostaje dla nas priorytetem – komentuje Agata Skowrońska-Domańska, wiceprezeska zarządu w Archicom.

Dzięki silnej pozycji rynkowej oraz stabilnemu bilansowi, spółka kontynuuje ekspansję i dynamiczny rozwój oferty. Na koniec 2024 r. Archicom posiadał w sprzedaży ponad 3000 mieszkań, a już w pierwszym kwartale 2025 r. oferta została powiększona o kolejne 938 mieszkań.

Miniony rok był dla Archicom czasem realizacji strategicznych założeń. Rekordowa sprzedaż, ekspansja na nowe rynki i rozwój portfolio projektów to dowód naszej skuteczności i dynamicznego wzrostu – podkreśla Waldemar Olbryk, prezes zarządu Archicom. Dzięki współpracy w ramach Grupy Echo i konsekwentnej realizacji celów wchodzimy w 2025 r. z ambitnym planem sprzedaży ponad 3000 mieszkań i dalszego umacniania pozycji rynkowej. Nasze ambicje to również rozwój segmentu popularnego, który stanie się jednym z silników napędzających realizację tych celów w nadchodzących latach.

Spółka zakończyła rok z bankiem ziemi zabezpieczającym budowę 11 340 mieszkań oraz skutecznie plasowanymi emisjami obligacji, które w 2024 r. przyniosły 358 mln zł finansowania. Jednocześnie Archicom kontynuuje swoje zobowiązania w zakresie ESG, wprowadzając zrównoważone rozwiązania do swoich inwestycji i budując wartość w dialogu z interesariuszami.

Branża IT w Polsce nadal rekrutuje. 34% firm chce zwiększyć zatrudnienie, automatyzacja główną przyczyną zwolnień

Impulsem dla rekrutacji nowych pracowników w branży IT jest rozwój firm (48%) oraz potrzeba zwiększenia przewagi konkurencyjnej i pozyskania pracowników z nowymi kompetencjami (48%). Zwolnienia wynikają przede wszystkim z automatyzacji (50%) i wyzwań ekonomicznych (25%), a mówiąc o stabilności zatrudnienia, pracodawcy zwracają uwagę na odpowiednie dopasowanie zespołu do aktualnych celów biznesowych (44%). W drugim kwartale 2025 roku, 34% firm obszaru IT chce zwiększyć zatrudnienie, 13% przewiduje redukcje etatów, a połowa nie chce zmieniać liczby pracowników. Jakie czynniki wpływają na decyzje przedsiębiorców i co będzie kształtować rynek pracy IT w nadchodzących miesiącach? Więcej w analizie ManpowerGroup.

Według „Barometru ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” prognozy rekrutacyjne firm w obszarze IT są pozytywne, zdecydowanie więcej firm planuje rekrutacje nowych pracowników, niż redukcje etatów. Prognoza netto zatrudnienia w branży IT na drugi kwartał 2025 roku wynosi +21%. Choć w porównaniu do poprzedniego kwartału oznacza to spadek o 4 p.p., to w skali roku wskaźnik wzrósł o 15 p.p.

Największa grupa, aż 52% respondentów z branży IT, deklaruje brak zmian w zatrudnieniu. W tej grupie, wśród powodów takiej decyzji najczęściej wskazywane są odpowiednie dopasowanie zespołu do aktualnych celów biznesowych (44%), stabilność rynku i brak oczekiwanych większych zmian w branży (34%) oraz ograniczenia finansowe, które uniemożliwiają zwiększenie liczby pracowników (31%).

– W branży IT utrzymanie liczby pracowników na stałym poziomie wynika z kilku kluczowych czynników. Po pierwsze, wiele firm osiągnęło równowagę między strukturą zespołu a potrzebami biznesowymi, co pozwala im działać efektywnie bez konieczności gwałtownych zmian kadrowych. Po drugie, stabilność zatrudnienia w IT często wiąże się z długoterminowymi kontraktami oraz trwającymi projektami, które wymagają utrzymania określonych kompetencji w zespole – mówi Dominik Malec, lider rekrutacji IT w Experis – Dodatkowo, firmy obawiają się nadmiernego ryzyka związanego z dynamicznymi zmianami rynkowymi i wybierają ostrożne podejście do zatrudnienia, koncentrując się na optymalizacji wewnętrznych procesów i wykorzystaniu dostępnych zasobów – komentuje ekspert.

– Stabilność rynku IT nie oznacza stagnacji, lecz raczej strategiczne podejście do zarządzania zasobami ludzkimi. Firmy nie wstrzymują się z inwestycjami, lecz podejmują bardziej przemyślane decyzje dotyczące zatrudnienia. Wiele organizacji czeka na rozwój technologii, które mogą wpłynąć na ich działalność, na przykład sztuczna inteligencja, automatyzacja czy nowe modele chmurowe. Jednocześnie, pracodawcy monitorują sytuację makroekonomiczną oraz dostępność specjalistów, co wpływa na ich decyzje rekrutacyjne – dodaje Malec. – Specjaliści IT są otwarci na zmianę, ale pod warunkiem, że nowa oferta wiąże się z lepszymi warunkami, ciekawszymi projektami lub możliwością rozwoju. W obecnej sytuacji rynkowej wielu programistów, administratorów czy analityków preferuje stabilność, jednak nadal są skłonni do zmiany w przypadku atrakcyjnych ofert, zwłaszcza tych umożliwiających pracę zdalną lub dostęp do innowacyjnych technologii – zaznacza ekspert.

Kogo szukają firmy i jak przyciągają talenty?

Analiza pokazuje, że 34% firm z sektora IT planuje zwiększać zatrudnienie. Główne powody rekrutacji to rozwój organizacji i tworzenie nowych stanowisk (48%) oraz potrzeba pozyskania specjalistów z nowymi kompetencjami, co pozwala utrzymać przewagę konkurencyjną (48%). Dla 38% firm impulsem do rozbudowy zespołów jest ekspansja na kolejne regiony, obszary działania, a rosnące wymagania rynkowe i postęp technologiczny skłaniają pracodawców do inwestowania w pracowników o nowych umiejętnościach.

– Najbardziej poszukiwane kompetencje obejmują cyberbezpieczeństwo, w tym SIEM, SOC, pentesting i IAM, a także sztuczną inteligencję oraz uczenie maszynowe. Dużym zainteresowaniem cieszą się również technologie chmurowe, takie jak AWS, Azure i Google Cloud, oraz DevOps i automatyzacja z wykorzystaniem CI/CD, Kubernetes i Terraform. Kluczowe są także umiejętności programowania w językach takich jak Python, Java i Rust oraz analityka danych i Big Data, obejmująca SQL, NoSQL i Apache Spark – wskazuje Malec, dodając, że rosnąca popularność modelu polegającego na tymczasowym angażowaniu zewnętrznych specjalistów pozwala organizacjom dynamicznie dostosowywać zespoły do bieżących potrzeb. Etaty są oferowane kluczowym ekspertom i liderom, natomiast kontraktorzy i outsourcing wspierają projekty krótkoterminowe oraz w obszarach wymagających elastyczności.

Zdaniem Dominika Malca firmy przyciągają dobrych specjalistów dzięki atrakcyjnemu wynagrodzeniu i benefitom, a także elastycznym modelom pracy, takim jak praca zdalna lub hybrydowa oraz dostępie do szkoleń i certyfikacji. Istotnym czynnikiem są również ciekawe projekty i wykorzystanie nowoczesnych technologii. – Dodatkowo specjaliści cenią sobie możliwość awansu i rozwoju – mówi lider rekrutacji IT w Experis i podkreśla, że postęp technologiczny wymusza zarówno inwestycje w szkolenia obecnych pracowników, jak i zatrudnianie ekspertów z odpowiednim doświadczeniem, aby szybko uzupełnić braki kompetencyjne – firmy łączą oba podejścia, dostosowując strategię do swoich bieżących potrzeb.

Automatyzacja zmienia rynek pracy IT

Zwolnienia rozważa 13% organizacji, a najczęstszym powodem redukcji etatów jest automatyzacja – co drugi pracodawca (50%) deklaruje, że postęp technologiczny zmniejsza zapotrzebowanie na pewne role. Kolejnym czynnikiem są wyzwania ekonomiczne, które wpływają na decyzje co czwartej organizacji (25%). Firmy wspominają również o optymalizacji procesów, łączeniu stanowisk, zmianach rynkowych oraz zakończeniu projektów skutkujących ograniczeniem zatrudnienia.

– Automatyzacja w branży IT najbardziej zagraża testerom manualnym, których zadania przejmują zautomatyzowane testy, administratorom IT zastępowanym przez rozwiązania chmurowe i automatyzację procesów, a także programistom wykonującym powtarzalne zadania – stwierdza Malec. – Technologie, które najczęściej przyczyniają się do redukcji etatów, to sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe wykorzystywane w analizie danych i automatyzacji, a także RPA, czyli robotyzacja procesów biznesowych oraz platformy No-Code i Low-Code, które pomagają tworzyć niektóre aplikacje. Natomiast cyberbezpieczeństwo, sztuczna inteligencja, cloud computing i data science to nadal stabilne obszary w IT, w których popyt na specjalistów pozostaje wysoki – dodaje.

Polska z dobrymi prognozami na tle regionu

Dane dla branży IT w krajach regionu EMEA wskazują na utrzymujące się pozytywne perspektywy zatrudnienia, choć dynamika rekrutacji w drugim kwartale 2025 roku nieco osłabła. Prognoza netto zatrudnienia wynosi +26%, co oznacza spadek o 6 p.p. w porównaniu z poprzednim kwartałem oraz o 2 p.p. rok do roku. Największe plany rekrutacyjne mają firmy z Wielkiej Brytanii (+49%), Norwegii (+42%) i Belgii (+35%). Wśród sąsiadów Polski największy popyt na nowych pracowników zgłaszają pracodawcy z Niemiec (+28%) oraz Czech (+22%), podczas gdy Słowacja (-11%) deklaruje spadek zatrudnienia w sektorze IT.

– Polskie firmy IT podnoszą wynagrodzenia, ponieważ zagraniczni pracodawcy oferują konkurencyjne stawki w zdalnym modelu pracy, co zwiększa presję płacową na krajowym rynku. Choć model remote-first dominuje, zagraniczne organizacje coraz częściej otwierają biura w Polsce, aby łatwiej pozyskiwać pracowników i optymalizować koszty. Przedsiębiorstwa mogą zatrzymać talenty IT na rodzimym rynku, oferując atrakcyjne benefity pozafinansowe, takie jak dbałość o work-life balance i możliwość rozwoju. Kluczowe jest również zapewnienie elastycznych form zatrudnienia i modeli pracy oraz angażowanie specjalistów w ciekawe projekty z dostępem do nowoczesnych technologii – podsumowuje Dominik Malec.

Grupa Warta z rekordową sprzedażą: 12,6 mld zł składki brutto i 1,1 mld zł zysku netto w 2024 roku

  • Warta konsekwentnie umacnia swoją pozycję rynkową, osiągając w 2024 roku najwyższy w historii poziom przypisu składki brutto w segmencie ubezpieczeń majątkowych i życiowych na poziomie ponad 12,6 mld zł, co oznacza wzrost o 17 proc. r/r. To kolejny rekordowy rok Grupy Warta.
  • Warta odnotowała największy wzrost w segmentach indywidualnych ubezpieczeń komunikacyjnych oraz majątkowych na poziomie 22 proc. r/r.
  • Spółki wypracowały łącznie w 2024 roku zysk netto na poziomie 1,1 mld zł.
  • Warta utrzymuje pozycję lidera w zakresie jakości obsługi klienta, co potwierdzają niezależne analizy, w tym sprawozdanie Rzecznika Finansowego.
  • W 2025 r. spółka kontynuuje strategię wzrostu inwestując w rozwój struktur, zaawansowane technologie oraz optymalizację procesów biznesowych.

Wzrost, rentowność i stabilność

W 2024 roku Warta kolejny raz osiągnęła historyczny poziom sprzedaży, umacniając swoją pozycję jako jeden z liderów rynku ubezpieczeń majątkowych w Polsce. Przypis składki przypisanej brutto spółki majątkowej wyniósł 11,0 mld zł, co oznacza wzrost o 17,3 proc. rok do roku. Segment ubezpieczeń majątkowych dla klientów indywidualnych odnotował imponujący wzrost o 22,4 proc., osiągając poziom 1,3 mld zł. Natomiast przypis składki z ubezpieczeń korporacyjnych w obszarze majątkowym wzrósł o 11,6 proc., osiągając niemal 2 mld zł.

Tak znaczące wyniki są efektem konsekwentnej strategii rozwoju oraz najlepiej ocenianej na rynku współpracy z agentami i brokerami, których rola pozostaje kluczowa dla dalszego wzrostu spółki. Warta dynamicznie rozwija także inne istotne kanały dystrybucji, w tym sieci dealerskie, leasingowe, a także sprzedaż bezpośrednią. Fundamentem tego sukcesu jest wysoko ceniony przez rynek zespół oraz nowoczesna taryfikacja, oparta na zaawansowanej analizie danych – wyjaśnia Jarosław Parkot, prezes zarządu Warty.

Segment ubezpieczeń komunikacyjnych dla klientów indywidualnych odnotował w 2024 r. wzrost o 21,8 proc., osiągając poziom 6,5 mld zł, natomiast w obszarze ubezpieczeń korporacyjnych osiągając wzrost ze składką na poziomie 1,2 mld zł.

Miniony rok był pełen wyzwań dla rynku ubezpieczeń komunikacyjnych, zarówno w segmencie OC ppm, jak i autocasco. Kluczowe trudności wynikały z rosnącej inflacji średniej szkody oraz konieczności dostosowywania stawek ubezpieczeniowych do dynamicznie zmieniających się warunków rynkowych. Wzrost wartości wypłacanych odszkodowań był bezpośrednią konsekwencją wyższych kosztów napraw, drożejących części zamiennych oraz rosnących stawek za usługi serwisowe. Pomimo tak niesprzyjających warunków rynkowych zakończyliśmy rok z pozytywnym wynikiem technicznym w tym segmencie. Rośniemy szybciej niż rynek, zachowując rentowność również w ubezpieczeniach OC ppm – mówi Jarosław Parkot, prezes zarządu Warty.

Rekordowa sprzedaż ubezpieczeń na życie

W 2024 roku spółka życiowa Warty zwiększyła skalę działania, osiągając wzrost sprzedaży na poziomie 16,4 proc., co przełożyło się na niemal 1,6 mld zł przypisu składki brutto.

Tak efektywny rozwój to rezultat strategicznego podejścia do budowy atrakcyjnej oferty produktowej oraz efektywnej współpracy z partnerami dystrybucyjnymi. W rozwoju ubezpieczeń na życie koncertujemy się na produktach ochronnych ze składką regularną. Nasze wysiłki skupiamy także na zmniejszeniu luki ubezpieczeniowej, dzięki oferowaniu atrakcyjnych zakresowo oraz składkowo produktów, również w obszarze zdrowia. Rozszerzamy ofertę, która zapewnia wsparcie w trudnych sytuacjach zdrowotnych, chociażby leczenie za granicą w specjalistycznych ośrodkach oraz medycynę precyzyjną – mówi Jarosław Parkot, prezes zarządu Warty.

Jakość przede wszystkim

Za sukcesem Warty stoi jakość oraz profesjonalny zespół. Spółka inwestuje w precyzyjną taryfikację, wysoki poziom merytoryczny menedżerów sprzedaży, a także atrakcyjność produktów. Wraz z rozwojem spółek wzrasta wolumen wypłacanych odszkodowań i świadczeń. W zeszłym roku Warta wypłaciła o 22 proc. więcej odszkodowań i świadczeń w spółce majątkowej oraz o 14,4 proc. więcej w życiowej.

W roku 2024 rynek ubezpieczeń zmagał się z rosnącymi kosztami szkód katastroficznych, które stały się poważnym wyzwaniem zarówno dla poszkodowanych, jak i ubezpieczycieli. Tylko w związku z powodzią wypłaciliśmy ponad 206 mln zł. Dzięki sprawności naszego zespołu średni czas oględzin wyniósł sześć dni, a czas likwidacji – 15 dni – mówi Jarosław Parkot, prezes zarządu Warty. W ubezpieczeniach na życie wiele procesów realizowanych jest w czasie rzeczywistym. Naszym priorytetem jest zapewnienie najwyższej jakości obsługi rosnącej liczbie klientów.

Świetne wyniki finansowe

Warta nie tylko dynamicznie zwiększa sprzedaż, ale także osiąga ponadprzeciętną rentowność. W 2024 roku Warta majątkowa wypracowała 940 mln zł wyniku finansowego netto, co było możliwe m.in. dzięki efektywnej działalności inwestycyjnej w warunkach wysokich stóp procentowych. Spółka życiowa Warty odnotowała wynik finansowy netto na poziomie 193 mln zł, co oznacza znaczący wzrost w porównaniu do 2023 roku.

Rentowność kapitału własnego (ROE) w 2024 roku osiągnęła imponujący poziom – 21,8 proc. dla spółki majątkowej oraz 32,8 proc. dla spółki życiowej, co potwierdza wysoką efektywność zarządzania finansami w obu spółkach.

Stabilna kondycja finansowa Warty znajduje odzwierciedlenie w utrzymujących się na wysokim poziomie wskaźnikach wypłacalności. Wzrost zaufania do spółki potwierdza międzynarodowa agencja Standard & Poor’s, która w tym roku podniosła rating TUiR Warta na poziom AA- (bardzo silny).

Nowe priorytety najemców biurowych: ESG, elastyczność, pre-lety i dłuższe umowy

W ciągu ostatniego roku wyłoniło się kilka kluczowych czynników, które dominują w kształtowaniu priorytetów najemców przy wyborze powierzchni biurowej.

Kwestie środowiskowe, społeczne i ładu korporacyjnego (ESG) odgrywają coraz większą rolę w procesie wyboru nieruchomości, często wpływając na decyzje już na pierwszym etapie poszukiwań. Najemcy nie tylko zwracają uwagę na certyfikaty związane ze zrównoważonym rozwojem budynku, ale także poszukują zobowiązań związanych z ESG, które są uwzględnione w umowach najmu.

Ze względu na wzrost kosztów adaptacji powierzchni do potrzeb najemcy, średnia długość zawieranych umów uległa wydłużeniu. W nowo wybudowanych obiektach standardem stały się umowy na siedem lat, podczas gdy w istniejących nieruchomościach normą są umowy co najmniej pięcioletnie. Podpisywanie umów na trzy lata staje się coraz rzadsze.

Zdając sobie sprawę, że nie wszystkie firmy mogą zobowiązać się do długich okresów najmu, wynajmujący wprowadzili również bardziej elastyczne opcje najmu. Oferują gotowe do użytkowania powierzchnie biurowe na krótsze okresy, nawet na rok lub dwa. Jest to opcja skierowana głównie do mniejszych organizacji, które są gotowe wynajmować standardowe przestrzenie bez potrzeby szerokiej personalizacji.

W odpowiedzi na ewoluujące strategie pracy, urosła także popularność przestrzeni coworkingowych. Zarówno niezależni operatorzy, jak i ci działający pod egidą wynajmujący poszerzają swoją ofertę, zapewniając elastyczne rozwiązania biurowe dostosowane do potrzeb firm różnej wielkości. Trend ten wpisuje się w rosnące zapotrzebowanie na większą elastyczność w umowach najmu.

Transakcje typu pre-let – nowy trend?

W ciągu najbliższych dwóch-trzech lat spodziewamy się kilku dużych transakcji pre-let. Przy ograniczonej liczbie nowych inwestycji realizowanych w trybie spekulacyjnym, pre-let może stać się głównym sposobem zabezpieczenia optymalnej przestrzeni biurowej pod względem lokalizacji, układu i standardów jakości.

Jednocześnie niedobór dostępnej powierzchni prawdopodobnie spotęguje presję na renegocjacje umów najmu, ponieważ najemcy będą dążyć do utrzymania korzystnych warunków w obliczu ograniczonych alternatyw.

Negocjacje w obliczu luki podażowej

Przez lata najemcy cieszyli się silną pozycją negocjacyjną, jednak krajobraz nieco się zmienia. Dziś coraz trudniej jest zrealizować wygórowane oczekiwania negocjacyjne. Wraz ze wzrostem luki podażowej rośnie presja na wzrost czynszów, a wynajmujący mają obecnie silniejszą pozycję niż w poprzednich latach. Choć zmiana ta jest naturalnym elementem cyklu rynkowego, stanowi nowe wyzwanie dla najemców.

Dla dużych organizacji kluczowe jest proaktywne podejście – rozpoczęcie negocjacji dotyczących najmu wcześniej niż dotychczas, nawet 2-3 lata przed wygaśnięciem umowy, może pomóc w zabezpieczeniu najlepszych opcji. Tymczasem mniejsze firmy mogą zyskać przewagę, usprawniając proces decyzyjny, co pozwoli im szybko reagować na pojawiające się możliwości. Ostatnie lata pokazały, że opóźnienia w podejmowaniu decyzji mogą niepotrzebnie wydłużać proces, dlatego zręczność w działaniu staje się kluczowym czynnikiem w zapewnieniu odpowiedniej przestrzeni.

Wyzwania ESG

Liczba najemców, którzy nie mają doświadczenia w sektorze nieruchomości, stale maleje. Jednak wraz ze wzrostem znaczenia ESG firmy potrzebują coraz większego wsparcia w tym obszarze, który jeszcze kilka lat temu był praktycznie nieistniejący.

Procesy wynajmu stały się bardziej skomplikowane, wymagając zaangażowania ekspertów z wielu dziedzin, co z kolei wydłuża podejmowanie decyzji. Takie wielowarstwowe podejście stanowi obecnie jedno z największych wyzwań na rynku.

Biura w Krakowie coraz droższe, ale wciąż poszukiwane – najemcy stawiają na jakość i lokalizację

Kraków pozostaje liderem regionalnych rynków biurowych z najwyższym poziomem nowej podaży w budowie i rekordowym popytem, który w 2024 roku wzrósł aż o 33% r/r. Sektor IT i branża finansowa odpowiadały za niemal połowę aktywności najemców. Wzrost stawek czynszowych w kluczowych lokalizacjach potwierdza rosnącą konkurencyjność krakowskiego rynku biurowego. Największa polska firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych prezentuje specjalną publikację/raport pt. „Rynek biurowy w Krakowie 2024”.

Kraków umacnia swoją pozycję lidera wśród rynków regionalnych w Polsce. Na koniec 2024 roku całkowita podaż nowoczesnej powierzchni biurowej w mieście wyniosła 1,83 mln mkw. – to największy zasób poza Warszawą. Mimo relatywnie wysokiego wskaźnika pustostanów, który sięgnął 19% (ok. 350 000 mkw. wolnej powierzchni dostępnej od zaraz), to właśnie w Krakowie buduje się dziś najwięcej nowych biur spośród wszystkich miast regionalnych. W 2024 roku deweloperzy oddali do użytku ponad 20 000 mkw. powierzchni w trzech projektach, z czego największym był budynek C kompleksu Brain Park dostarczony przez Echo Investment. Natomiast w budowie pozostaje blisko 70 000 mkw., a największy realizowany projekt – Tischnera Green Park – będzie miał 24 000 mkw. i ma zostać ukończony w 2027 roku.

Emilia Trofimiuk, Research Manager, Dział Analiz i Badań Rynkowych, AXI IMMO, komentuje: „W 2024 r. zaskakująco mocna była aktywność najemców – popyt brutto sięgnął aż 270 000 mkw., co oznacza wzrost o 33% rok do roku. Poziom ten był porównywalny z rekordowym 2019 rokiem, jeszcze sprzed pandemii, jednak trzeba mieć na uwadze, że w całkowitym wolumenie najmu przeważały renegocjacje i przedłużenia dotychczasowych umów, które stanowiły aż 58%. Udział nowych umów wyniósł 40%, z kolei jedynie 2% firm zdecydowało się na ekspansję”.

Krakowski rynek biurowy od lat zdominowany jest przez branże IT i sektor finansowy. W 2024 r. oba sektory odpowiadały łącznie za niemal połowę całej aktywności najemców w regionie. Największe transakcje w Krakowie dotyczyły powierzchni ok. 14–16 tys. mkw., przy średniej wielkości podpisywanej umowy na poziomie ok. 1 500 mkw. Czynsze ofertowe, jak na większości rynków uzależnione są od lokalizacji i standardu budynku przy czym wahały się od 10,00 do 17,80 EUR za mkw. miesięcznie. W części rozpoznawalnych biurowców odnotowano wzrost stawek w ujęciu rocznym.

Tomasz Michalczyk, Dyrektor Działu Powierzchni Biurowych, AXI IMMO, podsumowuje: „Kraków od lat udowadnia, że jest jednym z najbardziej dojrzałych rynków biurowych w Polsce i pomimo różnych zawirowań rynkowych pozostaje atrakcyjny dla kluczowych sektorów gospodarki. Firmy z branży IT i finansowej, które od lat stanowią fundament popytu w tym regionie, nadal intensywnie poszukują elastycznych i dobrze skomunikowanych lokalizacji z wysokim standardem technicznym. W perspektywie najbliższych lat tempo nowych inwestycji może się zmieniać – wiele projektów będzie realizowanych w sposób bardziej ostrożny i selektywny, co w średnim terminie może przełożyć się na stopniowe obniżanie poziomu pustostanów. Choć ESG pozostaje istotnym elementem strategii, największe znaczenie dla najemców mają dziś te rozwiązania, które realnie wpływają na optymalizację kosztów użytkowania. Jednocześnie, niezmiennie kluczowymi czynnikami decyzyjnymi pozostają lokalizacja, układ powierzchni i całkowity koszt najmu – to one w praktyce często przesądzają o wyborze konkretnego biura.. Potencjał popytowy, zwłaszcza ze strony firm technologicznych oraz od lat obecnych w Krakowie centrów usług wspólnych, pozostanie jednym z kluczowych czynników napędzających lokalny rynek biurowy”.

Cena złota przekroczyła 3000 USD za uncję. Co napędza wzrosty?

Cena złota nadal rośnie, osiągając bezprecedensowe poziomy ponad 3000 dolarów za uncję. Ten wzrost jest napędzany przez szereg czynników, w tym eskalację napięć geopolitycznych i wojen handlowych. Popyt napędzają także zakupy kruszcu przez banki centralne i fundusze ETF.

Rynek złota nie zwalnia tempa. Cena uncji kruszcu trzykrotnie w minionym tygodniu biła swoje ATH (all-time high), osiągając poziom 3057 dolarów, co oznacza wzrost o 17% od początku roku i niemal 41% rok do roku. W piątek 21 marca, na zakończenie sesji, kurs królewskiego metalu wciąż przekraczał 3000 USD/oz. Tak dynamiczny wzrost budzi zainteresowanie inwestorów i analityków, a przyczyny tego zjawiska są wielowarstwowe.

Jednym z kluczowych czynników wspierających wzrost ceny złota jest napięta sytuacja geopolityczna. Eskalacja konfliktu izraelsko-palestyńskiego z powodu niedotrzymania warunków zawieszenia broni przez Hamas, a także niepewność związana z wojną na Ukrainie podsycają niepokój wśród inwestorów. W takich warunkach tradycyjnie wzrasta popyt na bezpieczne aktywa, do których złoto jest zaliczane.

Nasiliły się także obawy o globalny handel. Zapowiedziane na 2 kwietnia wprowadzenie kolejnych taryf celnych przez Donalda Trumpa, bez oznak odwrotu od tej decyzji, budzi emocje i niepewność na rynkach. Odpowiedź taryfowa ze strony Unii Europejskiej, która od kwietnia nałoży 50% cła na amerykańską whisky oraz retorsje ze strony Trumpa (200% cła na wina i szampany) dodatkowo eskalują napięcia handlowe.

Fed nie ścina stóp, a ETF-y kupują złoto na potęgę

Na sytuację rynkową duży wpływ mają także decyzje Rezerwy Federalnej Stanów Zjednoczonych. Na ostatnim posiedzeniu Fed postanowił utrzymać stopy procentowe na niezmienionym poziomie, co dla wielu inwestorów było sygnałem, że inflacja i niepewność monetarna pozostają istotnymi ryzykami.

A presja polityczna na obniżkę stóp procentowych rośnie. Prezydent Donald Trump publicznie wzywał FED do obniżenia stóp procentowych, argumentując, że zbyt wysokie stopy hamują gospodarkę USA. Decyzje dotyczące stóp procentowych mogą wpływać na siłę dolara amerykańskiego, co z kolei ma implikacje dla cen złota.

Dodatkowym czynnikiem napędzającym wzrost cen kruszcu jest powrót popytu ze strony notowanych na giełdzie funduszy inwestycyjnych ETF. Amerykańskie ETF-y pobiły rekord zakupów z lipca 2020 roku, kupując ponad 72 tony złota w lutym i kontynuując zakupy w marcu, nabywając dodatkowo ponad 40 ton. Ta tendencja nie ogranicza się tylko do USA – wzrosty zakupów odnotowano również w Europie i Chinach.

Warto zauważyć, że europejskie ETF-y, które w zeszłym roku wyprzedawały złoto, w tym roku ponownie zaczęły je kupować. Obecnie ETF-y na złoto osiągają lepsze wyniki niż ETF-y oparte na kryptowalutach. Co więcej, firmy ubezpieczeniowe w Chinach otrzymały możliwość alokowania do 1% swoich aktywów w fizycznym złocie i zaczęły to robić, co dodatkowo zwiększa globalny popyt na kruszec.

W Utah będzie można płacić złotem

Utah przesuwa naprzód ustawodawstwo, które pozwoli na używanie monet złotych i srebrnych jako prawnego środka płatniczego. Ten amerykański stan proceduje bowiem ustawę H.B. 306, która ma na celu zobowiązanie gubernatora Spencera Coxa do przeprowadzenia postępowania konkurencyjnego (przetargu) w celu wyłonienia operatora, który będzie mógł obsługiwać płatności w złotych i srebrnych monetach.

Inicjatywa może sygnalizować szerszy zwrot w kierunku alternatywnych walut, odzwierciedlając obawy dotyczące stabilności dolara amerykańskiego. Jest ona następstwem wcześniejszej ustawy Utah Legal Tender Act, która została wprowadzona w 2011 roku i stworzyła ramy prawne umożliwiające dokonywanie płatności w Utah za pomocą złotych i srebrnych monet, w tym do spłacania długów oraz dokonywania transakcji.

Ustawa H.B. 306 jest krokiem naprzód w kierunku urzeczywistnienia tych możliwości poprzez stworzenie infrastruktury do obsługi takich płatności, w tym skarbców stanowych do deponowania kruszcu, co ma stanowić podstawę rozliczeń. Celem jest zapewnienie mieszkańcom Utah wyboru waluty, w jakiej chcą dokonywać płatności, dając im możliwość używania monet ze złota i srebra jako alternatywy dla dolara amerykańskiego.

Zwolennicy tej regulacji argumentują to między innymi znacznym zadłużeniem Stanów Zjednoczonych i chcą dać obywatelom możliwość płacenia tak zwanym „dobrym” lub „twardym” pieniądzem, jakim jest metal szlachetny. Chociaż jest to na razie regionalne działanie, dalszy rozwój tej inicjatywy może mieć w przyszłości szersze implikacje dla postrzegania i użycia złota jako środka wymiany.

Pytania o „złotą” strategię NBP

Tymczasem w Polsce pojawiają się pytania odnośnie strategii Narodowego Banku Polskiego dotyczącej złota. Ostatnie komentarze członkini Rady Polityki Pieniężnej, profesor Tyrowicz, zwróciły uwagę na to, że o ile wcześniejsze zakupy generowały zyski poprzez leasing i inne instrumenty finansowe, to nowo nabyte złoto nie jest wykorzystywane w ten sam sposób.

Profesor Tyrowicz z RPP zauważyła, że część złota zakupionego przez NBP w przeszłości nadal przynosi Polsce odsetki, co sugeruje, że mechanizm wypożyczania złota jest w pewnym stopniu nadal wykorzystywany. Natomiast nowo zakupione złoto nie przynosi tych odsetek, prawdopodobnie dlatego, że jest przechowywane bez możliwości obrotu nim.

Warto podkreślić, że głównym celem zakupu złota przez banki centralne nie jest zarabianie na nim poprzez handel, lecz zabezpieczenie własnych rezerw i ochrona wartości waluty, czyli w przypadku NBP – złotówki. Wzrost wartości rezerw złota w wyniku wzrostu cen kruszcu jest traktowany jako hipotetyczny zysk, ale nie jest to zysk z bieżącej działalności handlowej.

Jak banki centralne mogą zarabiać na złocie?

Bank centralny, taki jak Narodowy Bank Polski, który posiada złoto zdeponowane na przykład w Londynie, gdzie kwitnie handel kruszcem, może wypożyczyć to złoto podmiotom, takim jak wielkie banki inwestycyjne czy banki zajmujące się handlem “bulionem”. Przykładowo, NBP był w przeszłości znakomitym partnerem dla niemieckiego banku drezdeńskiego, któremu leasingował złoto.

Za korzystanie z wypożyczonego złota, podmioty te płacą bankowi centralnemu odsetki przez cały okres, w którym korzystają ze złota. Gdy bank centralny zdecyduje się zakończyć umowę, wypożyczający jest zobowiązany do zwrotu kruszcu. To właśnie na tych odsetkach polega zarabianie na złocie w ten sposób. Banki centralne mogą zarabiać na posiadanym złocie także poprzez pożyczki pod jego zastaw lub lokaty terminowe.

Te metody zarabiania na złocie były kiedyś bardziej powszechne, obecnie banki centralne wycofują się z nich w pewnym stopniu z różnych przyczyn, m. in. ze względu na ryzyko związane z dostępnością fizycznego złota. Niemniej jednak, jak wskazuje profesor Tyrowicz, część złota zakupionego przez NBP w przeszłości nadal przynosi Polsce odsetki, co sugeruje, że te mechanizmy są w pewnym zakresie nadal wykorzystywane.

Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver.pl, Grupa Goldenmark

Novo Nordisk podpisuje umowę z chińską firmą biotechnologiczną zajmującą się otyłością

Novo Nordisk ogłosił dziś rano porozumienie z chińską firmą United Laboratories w celu dalszego rozwoju, produkcji i komercjalizacji leku na otyłość i cukrzycę UBT251 – leku opartego na GLP-1, znajdującego się we wczesnej fazie badań klinicznych.

Plan Novo Nordisk dotyczący wzmocnienia swojego pipeline’u badawczo-rozwojowego ma na celu rozwianie obaw inwestorów związanych z rosnącą konkurencją w segmencie leczenia otyłości. Jednakże umowa ta jest prawdopodobnie zbyt mała, by znacząco wpłynąć na cenę akcji, biorąc pod uwagę skalę finansową Novo Nordisk. Dla porównania, marcowe partnerstwa zwiększyły znacząco wartość akcji takich firm jak Zealand Pharma (+35 proc.) i Gubra (+15 proc.) W przeciwieństwie do nich Novo Nordisk nie zawarło umowy znaczącej w stosunku do swojej kapitalizacji rynkowej.

Novo Nordisk w ramach zawartej transakcji zapłaci teraz około 1,4 miliarda koron duńskich (ok. 803 miliony złotych) , a w kolejnych latach potencjalnie do 12 miliardów koron duńskich (6,9 miliarda złotych) w płatnościach uzależnionych od osiągnięcia określonych kamieni milowych, gdy lek będzie przechodził kolejne fazy badań klinicznych i być może trafi na rynek leczenia otyłości. Patrząc globalnie jest to jednak niewielka pozycja w księgach Novo Nordisk. Dla porównania, w 2024 roku firma wygenerowała przepływy operacyjne na poziomie 120 miliardów koron duńskich (69 miliardów złotych) i obecnie ma kapitalizację rynkową wynoszącą około 2 200 miliardów koron duńskich (ponad 2 biliony złotych).

Z drugiej strony, dzisiejsza umowa może sprawić, że niektórzy inwestorzy staną się nerwowi, obawiając się, że Novo Nordisk w przyszłości będzie musiało się zmierzyć dotychczas nie braną pod uwagę konkurencją ze strony chińskiego rynku. Podpisane porozumienie dowodzi, że w Chinach działają firmy biotechnologiczne, które nie tylko produkują leki generyczne i preparaty ze schodzącymi z patentu substancjami czynnymi, ale także są w stanie opracowywać innowacyjne terapie, które wzbudzają zainteresowanie nawet wśród czołowych europejskich gigantów farmaceutycznych.

Jakob Westh Christensen, analityk eToro w Skandynawii

Czy NBP zdecyduje się na cięcia? Słabe dane z Polski zwiększają presję

Rezerwa Federalna w ubiegłym tygodniu utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie i ostrzegła, że nie będzie się spieszyć z ich obniżaniem na kolejnych posiedzeniach, co wzmocniło dolara. Po ostatnich danych z kraju rynek coraz mocniej nastawia się z kolei na obniżki stóp procentowych w Polsce.

Kluczowe punkty:

  • USD zyskuje na braku pośpiechu FOMC do cięć.
  • Fed utrzymał projekcje stóp procentowych na 2025 r.
  • Rozczarowujące dane z Polski przybliżają perspektywę cięć stóp.
  • BoE utrzymuje stopy, ale dokonuje małych jastrzębich zmian.
  • Stymulacja fiskalna w Niemczech pokonała kolejną przeszkodę.

Obawy dotyczące konsekwencji chaotycznej polityki handlowej prezydenta Donalda Trumpa dla amerykańskiej gospodarki szkodziły w tym miesiącu dolarowi. W środę FOMC ściął swoje projekcje wzrostu, przekazał, że nie spodziewa się recesji oraz zasugerował, że pozostaje na drodze obniżania stóp procentowych co najwyżej stopniowo w 2025 r. Będzie to zależało w dużej mierze oczywiście od wpływu ceł na twarde dane ekonomiczne. Komitet bez wątpienia będzie uważnie obserwować efekty wzajemnych ceł, które mają zostać ujawnione w kolejną środę (02.04).

Bank Anglii również utrzymał w ubiegłym tygodniu stopy procentowe na niezmienionym poziomie. W komunikatach Rady wprowadzono jednak niewielkie jastrzębie zmiany – prognoza wzrostu w krótkim terminie została zrewidowana w górę, a bank stwierdził, że szczyt inflacji będzie wyższy, niż uprzednio sądzono, co nieznacznie wsparło funta. Szwajcarski Bank Narodowy zaś po raz kolejny obniżył swoje stopy o 25 pb. i wydaje się bardzo prawdopodobne, że to ostatnie cięcie w tym cyklu.

Poza kolejnymi wiadomościami o cłach rynki skupią się w tym tygodniu na wskaźnikach PMI dla gospodarek G3 (poniedziałek 24.03), inflacji w Wielkiej Brytanii (środa 26.03) i preferowanej przez Fed inflacji PCE w USA (piątek 28.03).

Złoty

W ubiegłym tygodniu złoty nie radził sobie dobrze i był jedyną spośród obserwowanych przez nas walut CEE, która doświadczyła wyprzedaży względem euro. Może być to spowodowane znacznym pogorszeniem danych makroekonomicznych, które było widoczne w ostatnich dniach. Niemal wszystkie odczyty były poniżej oczekiwań. Wzrost płac jeszcze bardziej oddalił się od wartości dwucyfrowych. Z kolei produkcja przemysłowa odnotowała zaskakująco duży spadek i nawet produkcja budowlana, która w styczniu pokazała się z dobrej strony, była płaska. Najbardziej zaskakujący może być jednak poniedziałkowy (24.03) odczyt sprzedaży detalicznej. Choć ma ona swoje ograniczenia jako wskaźnik konsumpcji, rzadko spotykany spadek o 6% w ujęciu realnym jest niczym kubeł zimnej wody na ostatni optymizm, który również po części podzielaliśmy.

Powyższe, szczególnie znaczne spadki dynamiki płac i sprzedaży detalicznej, stanowią solidne argumenty za tym, by NBP zaczął kierować się w stronę cięć stóp procentowych. Rynek ocenia to podobnie, przyspieszając swoje oczekiwania powrotu do rozluźniania polityki monetarnej – w ciągu niewiele ponad tygodnia inwestorzy zwiększyli wycenę cięć w ciągu najbliższych sześciu miesięcy o blisko 20 pb. W Czechach (które wydają się powoli zbliżać do końca cyklu obniżek) i na Węgrzech podobne oczekiwania skierowały się w odwrotną stronę.

W tym tygodniu uwaga skupi się przede wszystkim na wieściach z zagranicy. Z krajowych poznamy tylko stopę bezrobocia (wtorek 25.03), która niemal na pewno nie wpłynie na rynki.

Euro

Optymizm wokół ogłoszenia ogromnej stymulacji fiskalnej w Niemczech sprawił, że euro znalazło się blisko szczytu zestawienia walut G10 za ten miesiąc. W ciągu kilku ostatnich sesji handlowych wspólna waluta oddała jednak część zysków. Historyczne plany Niemiec przeszły w ubiegłym tygodniu przez parlament. Przekonamy się, czy działania te znacząco wesprą wzrost strefy euro, szczególnie że inne kraje bloku mają ograniczone możliwości, by podążyć podobną ścieżką.

Dzisiejsze wstępne dane PMI za marzec są mieszane – z pozytywów, warto zwrócić uwagę na odbicie indeksu przemysłowego, który w przypadku Niemiec znalazł się najwyżej od dwóch i pół roku, choć nadal pozostaje w obszarze kurczenia się aktywności.

Dolar

W ubiegłym tygodniu dolar umocnił się nieznacznie względem innych głównych walut, wsparły go jastrzębi Fed i ogólnie pozytywne dane z USA. W ostatnią środę Rezerwa Federalna zgodnie z oczekiwaniami, utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie, a do tego dość mocno obniżyła swoje projekcje wzrostu na kolejne trzy lata. FOMC wydaje się coraz bardziej obawiać ryzyk inflacyjnych, a dot plot sugeruje, że oficjele spodziewają się tylko dwóch cięć po 25 pb. w tym roku – podobnie jak w grudniu.

Największą obawą inwestorów w ostatnim czasie jest to, że nieprzewidywalne oświadczenia Trumpa dotyczące ceł doprowadzą amerykańską gospodarkę do silnego i chaotycznego spowolnienia. Jak na razie nie jest to szczególnie widoczne w danych, a raporty dotyczące rynków pracy i nieruchomości w ubiegłym tygodniu zaskoczyły w górę. W poniedziałek (24.03) poznamy wstępne wskaźniki PMI za marzec, które mogą znacznie złagodzić dotyczące recesji obawy rynku. Niemal cała uwaga skupi się na przyszłotygodniowym ogłoszeniu ceł wzajemnych, które powinny być kolejnym kluczowym pod względem ryzyka wydarzeniem dla rynków finansowych.

Funt

Bank Anglii zgodnie z oczekiwaniami utrzymał w ubiegłym tygodniu stopy procentowe na niezmienionym poziomie, dokonał jednak niewielkich jastrzębich zmian w swoich komunikatach. Rozkład głosów 8:1 był bardziej zdecydowany niż się spodziewano (7:2) – Catherine Mann, która ostatnio opowiedziała się za cięciem o 50 pb., ponownie dołączyła do jastrzębi. Decydenci ostrzegli przed ryzykami stwarzanym przez cła Trumpa, ale również zrewidowali w górę projekcję PKB na I kwartał i stwierdzili, że inflacja w Wielkiej Brytanii osiągnie w tym roku wyższy poziom, niż sądzono. Ogólnie komunikaty są spójne z naszą prognozą tylko dwóch cięć po 25 pb. w pozostałej części 2025 r.

Uwaga skupia się teraz na polityce fiskalnej – Partia Pracy ma przedstawić w środę (26.03) swój wiosenny mini budżet. Prognoza wzrostu Biura Odpowiedzialności Budżetowej (Office for Budget Responsibility; OBR) ma zostać obniżona niemal do zera, a możliwości fiskalne rządu wydają się znacznie ograniczone. Bardzo prawdopodobne wydają się dodatkowe cięcia wydatków poza tymi ogłoszonymi w ubiegłym tygodniu. Nie spodziewamy się w tym tygodniu wiadomości o kolejnych podwyżkach podatków. Mimo wszystko nie bylibyśmy jednak zaskoczeni, gdyby kanclerz Rachel Reeves położyła podwaliny pod takie działanie jesienią.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Kraków liderem regionalnych rynków biurowych – rośnie aktywność najemców

Kraków pozostaje liderem regionalnych rynków biurowych z najwyższym poziomem nowej podaży w budowie i rekordowym popytem, który w 2024 roku wzrósł aż o 33% r/r. Sektor IT i branża finansowa odpowiadały za niemal połowę aktywności najemców. Wzrost stawek czynszowych w kluczowych lokalizacjach potwierdza rosnącą konkurencyjność krakowskiego rynku biurowego. Największa polska firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych prezentuje specjalną publikację/raport pt. „Rynek biurowy w Krakowie 2024”.

Kraków umacnia swoją pozycję lidera wśród rynków regionalnych w Polsce. Na koniec 2024 roku całkowita podaż nowoczesnej powierzchni biurowej w mieście wyniosła 1,83 mln mkw. – to największy zasób poza Warszawą. Mimo relatywnie wysokiego wskaźnika pustostanów, który sięgnął 19% (ok. 350 000 mkw. wolnej powierzchni dostępnej od zaraz), to właśnie w Krakowie buduje się dziś najwięcej nowych biur spośród wszystkich miast regionalnych. W 2024 roku deweloperzy oddali do użytku ponad 20 000 mkw. powierzchni w trzech projektach, z czego największym był budynek C kompleksu Brain Park dostarczony przez Echo Investment. Natomiast w budowie pozostaje blisko 70 000 mkw., a największy realizowany projekt – Tischnera Green Park – będzie miał 24 000 mkw. i ma zostać ukończony w 2027 roku.

Emilia Trofimiuk, Research Manager, Dział Analiz i Badań Rynkowych, AXI IMMO, komentuje: „W 2024 r. zaskakująco mocna była aktywność najemców – popyt brutto sięgnął aż 270 000 mkw., co oznacza wzrost o 33% rok do roku. Poziom ten był porównywalny z rekordowym 2019 rokiem, jeszcze sprzed pandemii, jednak trzeba mieć na uwadze, że w całkowitym wolumenie najmu przeważały renegocjacje i przedłużenia dotychczasowych umów, które stanowiły aż 58%. Udział nowych umów wyniósł 40%, z kolei jedynie 2% firm zdecydowało się na ekspansję”.

Krakowski rynek biurowy od lat zdominowany jest przez branże IT i sektor finansowy. W 2024 r. oba sektory odpowiadały łącznie za niemal połowę całej aktywności najemców w regionie. Największe transakcje w Krakowie dotyczyły powierzchni ok. 14–16 tys. mkw., przy średniej wielkości podpisywanej umowy na poziomie ok. 1 500 mkw. Czynsze ofertowe, jak na większości rynków uzależnione są od lokalizacji i standardu budynku przy czym wahały się od 10,00 do 17,80 EUR za mkw. miesięcznie. W części rozpoznawalnych biurowców odnotowano wzrost stawek w ujęciu rocznym.

Tomasz Michalczyk, Dyrektor Działu Powierzchni Biurowych, AXI IMMO, podsumowuje: „Kraków od lat udowadnia, że jest jednym z najbardziej dojrzałych rynków biurowych w Polsce i pomimo różnych zawirowań rynkowych pozostaje atrakcyjny dla kluczowych sektorów gospodarki. Firmy z branży IT i finansowej, które od lat stanowią fundament popytu w tym regionie, nadal intensywnie poszukują elastycznych i dobrze skomunikowanych lokalizacji z wysokim standardem technicznym. W perspektywie najbliższych lat tempo nowych inwestycji może się zmieniać – wiele projektów będzie realizowanych w sposób bardziej ostrożny i selektywny, co w średnim terminie może przełożyć się na stopniowe obniżanie poziomu pustostanów. Choć ESG pozostaje istotnym elementem strategii, największe znaczenie dla najemców mają dziś te rozwiązania, które realnie wpływają na optymalizację kosztów użytkowania. Jednocześnie, niezmiennie kluczowymi czynnikami decyzyjnymi pozostają lokalizacja, układ powierzchni i całkowity koszt najmu – to one w praktyce często przesądzają o wyborze konkretnego biura.. Potencjał popytowy, zwłaszcza ze strony firm technologicznych oraz od lat obecnych w Krakowie centrów usług wspólnych, pozostanie jednym z kluczowych czynników napędzających lokalny rynek biurowy”.

Działka przy ul. Twardej 16A sprzedana za 29,6 mln zł. Środki zasilą masę upadłości ŚSM

Syndyk Śródmiejskiej Spółdzielni Mieszkaniowej Marcin Kubiczek sprzedał działkę przy ul. Twardej 16A w Warszawie. W drodze przetargu wyłoniono najlepszą ofertę, która opiewa na kwotę 29,6 mln zł. Środki ze sprzedaży trafią do masy upadłości Spółdzielni.

Jedna z najbardziej atrakcyjnych działek w centrum Warszawy, zlokalizowana przy ul. Twardej 16A, została sprzedana w piątek 21 marca w ramach przetargu ogłoszonego przez syndyka masy upadłości Śródmiejskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. To działka leżąca pomiędzy biurowcami Spektrum Tower i Q22.

Własność gruntu była podzielona na kilka podmiotów – działka należała do Spółdzielni Mieszkaniowej „Żelazna Brama”, Spółdzielni Mieszkaniowej „Oś Saska”, Spółdzielni Budowlano-Mieszkaniowej „Wolska Żelazna Brama” oraz Śródmiejskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Na mocy umowy zawartej przez współwłaścicieli nieruchomość przy Twardej została sprzedana w ramach przetargu prowadzonego przez kwalifikowanego doradcę restrukturyzacyjnego Marcina Kubiczka. Pozyskana kwota zostanie podzielona pomiędzy współwłaścicieli adekwatnie do posiadanych przez nich udziałów w nieruchomości.

To już kolejne miliony, które zasilają masę upadłości Śródmiejskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Cieszę się, że sprzedaż została przeprowadzona tak sprawnie – to kolejna transakcja w jednym tygodniu. To dobra wiadomość dla wszystkich interesariuszy Spółdzielni – wierzycieli, mieszkańców, samorządu oraz kontrahentów. Mam nadzieję, że to nie koniec dobrej passy – wskazuje Marcin Kubiczek, syndyk masy upadłości Śródmiejskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.

To nie pierwsze środki, które syndyk ŚSM pozyskał ze sprzedaży działek wchodzących w skład masy upadłości Spółdzielni. W kwietniu 2024 r. udało mu się sprzedać działkę przy skrzyżowaniu ul. Grzybowskiej i Al. Jana Pawła II – co nie udawało się wcześniej kilku jego poprzednikom. Pozyskał w ten sposób 77 mln zł brutto, które zasiliły masę upadłości. Zaledwie kilka dni temu natomiast udało się pozyskać ponad 13 mln zł, co było możliwe dzięki zawarciu ugody dotyczącej nieruchomości przy ul. Grzybowskiej 6/10.

W toku postępowania upadłościowego syndykowi Marcinowi Kubiczkowi udało się już pozyskać środki, które pozwalają na zaspokojenie wszystkich wierzycieli w 100%, łącznie z dodatkowymi kosztami (np. odsetki, koszty postępowania, bieżące zobowiązania masy upadłości, podatki). Wierzyciele otrzymają je niezwłocznie po zatwierdzeniu przez sędziego-komisarza planów podziału, jak tylko zostaną rozstrzygnięte postępowania zarzutowe.

Marcin Kubiczek jest kolejnym syndykiem Śródmiejskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Sąd ogłosił jej upadłość 22 kwietnia 2015 r., wyznaczając na syndyka Wiesława Ostrowskiego. W grudniu 2016 r. zarządcą tymczasowym ŚSM w upadłości został Krzysztof Gołąb, który od 5 stycznia 2018 r. pełnił funkcję syndyka. W połowie 2023 r., po zawieszeniu Gołąbowi licencji doradcy restrukturyzacyjnego przez ministra sprawiedliwości, sąd wyznaczył Marcina Kubiczka na zarządcę tymczasowego ŚSM w upadłości.

Allianz Trade: wzrost PKB USA w 2025 r. spadnie do 1,6%, a ryzyko recesji rośnie

Spadające zaufanie amerykańskich konsumentów każe oczekiwać spadku ich wydatków konsumpcyjnych już pod koniec obecnego kwartału. Czy zakończy to trzy lata solidnego wzrostu PKB USA o średnio +2,4% w l. 2022-2024? Może na ratunek przyjdą oszczędności amerykańskich gospodarstw domowych, wyższe niż przed pandemią nawet w grupie 20% najgorzej zarabiających. Ujemne efekty majątkowe pociąga za sobą z kolei spadek cen akcji – co jest z wyrazem obaw rynku kapitałowego w związku z tą samą nieprzewidywalnością otoczenia, która martwi konsumentów…

  • Wygląda na to, że gospodarka USA gwałtownie słabnie w obliczu napięć handlowych, niepewności politycznej i ryzyka wyższej inflacji. Pogarszające się nastroje amerykańskich konsumentów sygnalizują nadciągające znaczne ograniczenie ich wydatków w drugim kwartale 2025 roku.
  • Zakres potencjalnych szkód zależy od trzech czynników: dochodów gospodarstw domowych, bilansów i efektów majątkowych związanych z rynkiem akcji.
  • Pozytywną stroną są transfery rządowe i silniejszy wzrost płac dla gospodarstw domowych o niskich dochodach, co wspiera dochody gospodarstw domowych. Co więcej, bilanse są ogólnie solidne, z dobrą pozycją kredytową netto na poziomie 2-3% PKB.
  • Analizując wzrost PKB w USA pod kątem terms of trade, spreadów obligacji i rynku akcji, oczekujemy spadku kw/kw o -0,7 punktu procentowego wzrostu PKB na koniec I kwartału. Wydaje się, że większość z tego, bo -0,6 punktu procentowego (około dwie trzecie) wiąże się z negatywnymi skutkami majątkowymi jakie pociągnął za sobą spadek cen akcji, a pozostałą jedną trzecią wyjaśnić pogorszeniem warunków handlowych spowodowanym cłami.
  • W Allianz Trade oczekujemy, że PKB Stanów Zjednoczonych spadnie w pierwszej połowie 2025 r. i wzrośnie o słabe +1,6% w całym 2025 r., jeśli napięcia handlowe osłabną (a nie wzrosną) do połowy roku.

Spadające zaufanie konsumentów w USA każe oczekiwać nagłego zahamowania wydatków konsumpcyjnych w II kwartale 2025 r., co zwiększyłoby ryzyko recesji w USA. Po znakomitym wzroście w ciągu ostatnich trzech lat (średnio rocznie +2,4% w latach 2022-2024), fala wzrostu dla amerykańskiej gospodarki szybko się odwróciła w wyniku nagłych podwyżek ceł i rosnącej niepewności politycznej. Podczas gdy najnowsze twarde dane o wysokiej częstotliwości (np. wnioski o świadczenia dla bezrobotnych, zużycie energii elektrycznej, ruch kolejowy) nie wskazują jeszcze na zauważalne osłabienie dynamiki wzrostu, wskaźniki prognostyczne związane z zaufaniem gospodarstw domowych gwałtownie się pogorszyły w związku z obawami o perspektywy zatrudnienia i rosnącymi oczekiwaniami inflacyjnymi. Na przykład indeks nastrojów konsumentów Uniwersytetu Michigan (UoM) w lutym i marcu gwałtownie spadł (wykres 1). Biorąc pod uwagę ścisły związek między zaufaniem konsumentów a ich wydatkami, wydaje się prawdopodobne, że pod koniec I kwartału 2025r. i w II kwartale 2025 r. wydatki konsumenckie gwałtownie spowolnią – jeśli nawet nie spadną. Biorąc pod uwagę ogromny udział wydatków konsumenckich w gospodarce USA (około 70% PKB), osłabienie wydatków gospodarstw domowych prawie na pewno doprowadzi do znacznego osłabienia wzrostu gospodarczego w USA – a nawet recesji.

Wykres 1: Wzrost konsumpcji i zaufania amerykańskich gospodarstw domowych

Wykres 1: Wzrost konsumpcji i zaufania amerykańskich gospodarstw domowych

Źródła: Uniwersytet Michigan, Allianz Research

Perspektywy kształtować będą trzy czynniki: dochód rozporządzalny gospodarstw domowych, finanse i siła negatywnych skutków majątkowych jako efekt sytuacji na rynku akcji. Pogarszające się nastroje nie zawsze prowadziły do gwałtownego spadku wydatków konsumpcyjnych. Na przykład inflacja spowodowała spadek ankiety UoM w lipcu 2022 r., ale wydatki konsumpcyjne utrzymywały się nadal na zbliżonym poziomie. Inne ankiety konsumenckie, takie jak Conference Board, również spadały w kilku przypadkach, ale bez odzwierciedlenia tego w spadku wydatków konsumenckich. W 2025 r. wiele będzie zależeć od kierunku polityki handlowej administracji Trumpa w nadchodzących tygodniach: dalsza eskalacja napięć handlowych może skłonić amerykańskie gospodarstwa domowe do zwiększenia oszczędności zapobiegawczych i znacznego ograniczenia wydatków. Wysoka inflacja i zmęczenie wysokimi stopami procentowymi to czynniki ryzyka, które mogą spotęgować spowolnienie w wydatkach konsumenckich. Jednak dochód rozporządzalny do dyspozycji gospodarstw domowych i solidne bilanse mogą zrównoważyć te czynniki, pomimo pewnych negatywnych skutków majątkowych wywołanych przez spadki na rynku akcji.

Wykres 2: Struktura wzrostu realnego dochodu do dyspozycji gospodarstw domowych (% r/r, IV kw. – 2024 r.)Wykres 2: Struktura wzrostu realnego dochodu do dyspozycji gospodarstw domowych (% r/r, IV kw. - 2024 r.)

Źródła: LSGE Workspace, Allianz Research

Uwaga: dochód własny to dochód pochodzący z produkcji w odniesieniu do gospodarstw domowych, które posiadają własną firmę.

Dochody gospodarstw domowych wspierane są przez transfery rządowe i silniejszy wzrost płac w odniesieniu do gospodarstw domowych o niskich dochodach. Wykres 2 przedstawia składniki wzrostu realnego dochodu do dyspozycji między IV kwartałem 2023 r. a IV kwartałem 2024 r., który zwiększył się o przyzwoite +2%. Największymi czynnikami napędzającymi wzrost były zatrudnienie (wkład +1,2pp) i realne wpływy z transferów (+1,1pp), podczas gdy realne płace przyczyniły się do zmiany tylko nieznacznie (+0,4pp). Strukturalne niedobory siły roboczej – które prawdopodobnie nasilą się wraz z intensyfikacją restrykcyjnej polityki imigracyjnej – mogą ograniczyć zakres, w jakim firmy są gotowe do zwolnienia swoich pracowników, zapewniając bufor w dochodach gospodarstw domowych. Transfery rządowe są jednak prawdopodobnie bardziej istotne. Jak dotąd wysiłki administracji zmierzające do ograniczenia wydatków federalnych ograniczały się do finansowania agencji rządowych. Większość wydatków federalnych – a mianowicie programy uprawniające do świadczeń, takie jak Social Security i Medicare/Medicaid – pozostaje na autopilocie i powinny one nadal wspierać dochody gospodarstw domowych w 2025 roku. W tym kontekście realny wzrost płac gospodarstw domowych o niskich dochodach (1. decyl rozkładu dochodów) przyspieszył w ostatnich kwartałach, po tym jak od czasu pandemii przewyższał już wzrost płac osób o wysokich dochodach (9. decyl) (wykres 3). Fakt, że gospodarstwa domowe pracujących o niskich dochodach odnotowały silniejszy wzrost zarobków może ograniczyć negatywny wpływ bieżącej sytuacji (i nastrojów konsumenckich) na realnie realizowane wydatki konsumpcyjne.  

Wykres 3: Płaca realna według rozkładu dochodów (zindeksowana, 2020-Q1 = 100)Wykres 3: Płaca realna według rozkładu dochodów (zindeksowana, 2020-Q1 = 100)

Źródła: BLS, Allianz Research

Pomimo pewnych słabości, bilanse gospodarstw domowych nadal ogólnie pozostają solidne. Amerykańskie gospodarstwa domowe zgromadziły duże zasoby gotówki i płynnego majątku,  co stanowi istotny bufor, który można łatwo spożytkować w obliczu potencjalnej utraty pracy. W III kwartale 2024 r. realny płynny majątek amerykańskich gospodarstw domowych był o blisko 25% wyższy niż przed pandemią. Chociaż w dużej mierze wzrost ten napędzały gospodarstwa domowe o wyższych dochodach, to także dolne 20% rozkładu dochodów miało płynny majątek o prawie 10% powyżej trendu sprzed pandemii (wykres 4). W efekcie w tym środowisku podwyższonych buforów gotówkowych, ogólne opóźnienia w spłacie kredytów pozostały na niskim poziomie. Zaległości wzrosły najbardziej w przypadku kredytów konsumenckich (zarówno powyżej 30 dni, jak i 90 dni+ ), kredytów samochodowych (powyżej 30 dni) oraz, w mniejszym stopniu, kategorii „inne”[1] . Czynnikiem, który pomógł utrzymać niski poziom zaległości w spłacie kredytów hipotecznych, jest powszechność stałych stóp procentowych dla tego typu produktów. Całkowite płatności z tytułu zadłużenia wyniosły umiarkowane 11,3% dochodu rozporządzalnego w IV kwartale 2024 r. – wciąż poniżej poziomu sprzed pandemii. Ogólną siłę bilansu gospodarstw domowych potwierdza również znaczna nadwyżka kredytowa netto w tym segmencie, która w ciągu ostatnich dwóch lat oscylowała wokół 2-3% PKB. Oznacza to, że łącznie amerykańskie gospodarstwa domowe mają dużą zdolność do samofinansowania, co oznacza, że byłyby one bardziej odporne na zaostrzenie warunków kredytowych.

Wykres 4: Rzeczywisty płynny majątek według rozkładu dochodówWykres 4: Rzeczywisty płynny majątek według rozkładu dochodów

Źródła: NY Fed, Allianz Research

Z drugiej strony, negatywne skutki majątkowe gwałtownej korekty na amerykańskich rynkach akcji mogą spowodować spadek rocznego PKB o -0,6 punktu procentowego. Interakcja między gospodarką a rynkiem akcji jest złożona, a oba te czynniki wzajemnie na siebie oddziałują. Ujemne ceny akcji prowadzą do niższego wzrostu PKB, głównie poprzez tak zwane „efekty majątkowe”, w wyniku których gospodarstwa domowe czują się mniej zamożne i w konsekwencji ograniczają wydatki. Korzystając z modelu, który rozkłada wzrost PKB w USA na trzy czynniki (warunki handlowe, spready obligacji i rynek akcji,[2] patrz wykres 5), stwierdzamy spadek o -0,7 punktu procentowego kw/kw (odpowiednik -1,1 punktu procentowego r/r) we wzroście PKB w USA pod koniec I kwartału – co jest znaczącym ciosem. Wydaje się, że ujemny efekt majątkowy spowodowany niższymi cenami akcji przyczynił się do spadku o 0,6 punktu procentowego (około dwie trzecie), a pozostałą jedną trzecią wyjaśniono pogorszeniem warunków handlowych spowodowanym cłami (-0,3 punktu procentowego)

Podsumowując, w Allianz Trade spodziewamy się, że PKB Stanów Zjednoczonych spadnie w pierwszej połowie 2025 r. i wzrośnie o słabe +1,6% w całym roku 2025. Dochody i bilanse gospodarstw domowych powinny złagodzić wpływ podwyżek ceł i pogorszenia nastrojów na wydatki konsumpcyjne. Niemniej jednak, jeśli napięcia handlowe nie osłabną do połowy roku, konsumenci mogą ograniczyć wydatki bardziej niż oczekiwano.

Wykres 5: Wzrost PKB wyjaśniony przez terms of trade, termin spreadu i rynek akcji (% r/r)Wykres 5: Wzrost PKB wyjaśniony przez terms of trade, termin spreadu i rynek akcji (% r/r)

Źródła: Allianz Research

[1] Kategoria „inne” obejmuje kredyty konsumenckie (finansowanie sprzedaży, pożyczki osobiste) i kredyty detaliczne (odzież, artykuły spożywcze, domy towarowe, wyposażenie domu, gaz itp.

[2] Wygenerowana przez model symulacja „dynamiczna” jest uruchamiana ponownie co dwa lata. Oznacza to, że co dwa lata przyglądamy się wygenerowanej przez model ścieżce wzrostu PKB w oparciu o egzogeniczne zmienne objaśniające (warunki handlowe itp.) i opóźnienie PKB wygenerowane przez model. Pokazuje to, że model jest ogólnie dobrze dopasowany. Aby przeanalizować PKB w I kwartale 2025 r., wykorzystujemy zmianę spreadów między tygodniem 9 marca a IV kwartałem 2024 r.; w przypadku terms of trade zakładamy, że cena eksportu wzrosła zgodnie z ostatnimi kilkoma kwartałami, podczas gdy w przypadku ceny importu zakładamy wzrost o 5,5 punktu procentowego w oparciu o naszą ocenę wzrostu efektywnej stawki celnej w USA między IV kwartałem 2024 r. a I kwartałem 2025 roku. Chociaż ściśle rzecz biorąc, cena importu jest obliczana przez krajowe urzędy statystyczne przed płatnościami taryfowymi, niemniej jednak gwałtowne podwyżki ceł nadal oznaczają znaczny negatywny szok cen importu dla gospodarki, który będzie hamował wzrost.

“America first” przyciąga fabryki, ale zniechęca inwestorów kapitałowych

Dlaczego rynki finansowe nie kupują obietnic „America First” i wybierają Europę, Japonię czy rynki wschodzące do alokowania funduszy?

  • suwerenności produkcyjnej i technologicznej skłonił korporacje do natychmiastowego zadeklarowania dużych wydatków w USA w ciągu najbliższych kilku lat.
  • Giganci technologiczni i półprzewodnikowi Apple i TSMC ruszyli jako pierwsi, a następnie firmy farmaceutyczne Amgen, Merck i Eli Lilly, planując budowę gigantycznych fabryk w USA. Ogólnie rzecz biorąc, w opinii Allianz Trade zapowiedzi inwestycyjne powinny przekroczyć próg 1 biliona USD, co odpowiada około 3% amerykańskiego PKB.
  • Inwestorzy kapitałowi obawiają się jednak, że wyższe koszty operacyjne wpłyną na marże – w efekcie amerykańskie indeksy reshoringu spadły o -10% od inauguracji Trumpa a przepływy inwestycji portfelowych wskazują na wyraźne przesunięcie kapitału z amerykańskich akcji (-41% w amerykańskich funduszach ETF od początku roku) w kierunku Europy (+97%) i rynków wschodzących, które są obecnie postrzegane jako mniej zagrożone stagflacją gospodarczą i niepewnością związaną z polityką.
  • Ta rozbieżność sugeruje, że choć inwestorzy nadal ufają amerykańskiej gospodarce, to jednocześnie wykazują ostrożność co do jej krótkoterminowych perspektyw politycznych.

„Najpierw Ameryka” działa na producentów, ale nie na Wall Street?

Korporacje prewencyjnie przenoszą się (z powrotem) do USA. Druga kadencja prezydenta Trumpa rozpoczęła się z jasnym przesłaniem: reshoring produkcji i zaostrzenie kontroli importu w celu wzmocnienia amerykańskiej produkcji i suwerenności technologicznej. W ciągu kilku tygodni od objęcia urzędu administracja wprowadziła szereg ukierunkowanych taryf celnych, w szczególności nakładając 20% cła na wybrane towary technologiczne z Chin i potencjalną 25% taryfę na import farmaceutyków i chipów, a także zwiększoną kontrolę zagranicznych przejęć w strategicznych branżach, uzasadnioną jako niezbędną dla bezpieczeństwa narodowego, niezależności gospodarczej i tworzenia miejsc pracy. W opinii Allianz Trade firmy, które wcześniej w dużym stopniu polegały na produkcji zagranicznej, zwłaszcza w Azji, są obecnie zachęcane – a nawet zmuszane – do zwiększenia produkcji i inwestycji w USA. W odpowiedzi strategie biznesowe uległy szybkiej zmianie, a zarówno amerykańskie, jak i zagraniczne firmy przyspieszyły inicjatywy inwestycyjne w całych Stanach Zjednoczonych. Wiele firm wyraźnie powoływało się na taryfy celne, ogłaszając znaczną ekspansję, co wskazuje na bezpośredni związek między zapowiedziami politycznymi a ich decyzjami (wykres 1). Z szerszej perspektywy bezpośrednie inwestycje zagraniczne (BIZ) w Stanach Zjednoczonych odbijają się od końca 2024 r., ale czas dopiero pokaże, czy ostatnie zapowiedzi rzeczywiście zainicjują szerszy ich napływ (wykres 2).

Wykres 1: Wzmianki o „reshoringu” w wynikach finansowych i spotkaniach z inwestorami w USA i EuropieWykres 1: Wzmianki o "reshoringu" w wynikach finansowych i spotkaniach z inwestorami w USA i Europie

Źródła: Bloomberg Intelligence, Allianz Research

Wykres 2: Napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) do USA (r/r%)

Wykres 2: Napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) do USA (r/r%)Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Firmy technologiczne i farmaceutyczne działały szybko, obiecując miliardowe inwestycje

Giganci technologiczni dokonywali najbardziej widocznych deklaracji I ruchów po inauguracji Trumpa. Apple już 24 lutego nadało ton obietnicą inwestycji o wartości 500 mld USD w czteroletniej perspektywie, która obejmuje plany budowy dużej fabryki w Teksasie we współpracy z tajwańskim Foxconnem, ukierunkowanej w szczególności na zaawansowany sprzęt serwerowy AI, wcześniej produkowany w Chinach. Firma wyraźnie powołała się na nowo nałożone 10% cła na produkty technologiczne montowane w Chinach jako katalizator do przeniesienia produkcji o znacznej wartości do Stanów Zjednoczonych. Taiwan Semiconductor Manufacturing Company (TSMC), największa na świecie fabryka półprzewodników, również zapowiedział inwestycję o wartości 100 mld USD w budowę pięciu nowych fabryk półprzewodników w USA. Dzieje się to w czasie, gdy administracja Trumpa sugeruje ograniczenie funduszy CHIPS Act – których TSMC jest jednym z największych odbiorców. Japońska grupa SoftBank przeznaczyła również 100 mld USD na wsparcie amerykańskich przedsięwzięć w zakresie sztucznej inteligencji i technologii. Jednocześnie inwestycje w infrastrukturę, w szczególności w centra danych, również wzrosły, ponieważ firmy spodziewają się rosnącego popytu krajowego, częściowo z powodu zaostrzenia przez Trumpa kontroli eksportu zaawansowanych technologii obliczeniowych.

Przemysł farmaceutyczny jest drugim z sektorów, w którym ogłoszono największe inwestycje. Amerykańskie firmy farmaceutyczne szybko zwiększyły produkcję krajową, aby złagodzić potencjalne zakłócenia wynikające z proponowanych przez administrację 25% ceł na importowane leki. Firma Eli Lilly zapowiedziała największą inwestycję w ekspansję farmaceutyczną w historii Stanów Zjednoczonych, polegającą na budowie czterech dużych fabryk na sumę 27 mld USD, czyli ponad dwukrotnie więcej niż przeznaczono na produkcję krajową od 2020 roku. Amgen podobnie – ogłosił, iż zbuduje nowy zakład produkujący substancje lecznicze w Karolinie Północnej (za 1 mld USD), co zostało podbite przez Merck, który również otwiera nowy zakład produkcji szczepionek o wartości 1 mld USD w tym samym stanie, z zapowiedzianymi dalszymi inwestycjami na sumę 8 mld USD do 2028 roku. Jeśli chodzi o sektor transportowy, CMA-CGM ujawnił właśnie plan inwestycyjny o wartości 20 mld USD, mający na celu zwiększenie zdolności przewozowych w USA, przy czym fundusze mają zostać przeznaczone zarówno na logistykę, jak i na poprawienie możliwości łańcucha dostaw w ciągu najbliższych czterech lat.

Reakcja rynku akcji była mieszana, podkreślając ostrożną kontrolę nad rosnącymi kosztami operacyjnymi. Podczas gdy inwestorzy cieszyli się z zapowiedzi Apple (+1,2%), SoftBank (+3%), Eli Lilly (+1,5%) i Merck (bez zmian), akcje TSMC spadły o około -2% z powodu obaw o znacznie wyższe koszty produkcji w USA w porównaniu z Tajwanem. Wskazuje to iż pomimo długoterminowych korzyści strategicznych inwestorzy zaniepokojeni są potencjalnym wpływem wyższych kosztów operacyjnych w USA na marże. Płace na rynku amerykańskim są znacznie wyższe w porównaniu z regionami takimi jak Azja, co sprawia, że produkcja w USA jest droższa. Firmy mogą stanąć również przed problemem niedoboru pracowników o specjalistycznych umiejętnościach potrzebnych w niektórych branżach, a gospodarka ma bardziej złożone wymogi regulacyjne i stosunkowo wyższe podatki od osób prawnych, co może dodatkowo zwiększyć złożoność operacyjną i zmniejszyć wydajność. W tym kontekście wskaźniki reshoringu w USA spadły o -10% od inauguracji Trumpa (wykres 3).

Wykres 3: Indeksy giełdowe reshoringu w USA

Wykres 3: Indeksy giełdowe reshoringu w USAŹródła: Bloomberg, Allianz Research.

*Uwaga: Oba indeksy mają na celu śledzenie wyników giełdowych amerykańskich spółek, które skorzystałyby na przywróceniu działalności do USA w kluczowych branżach, takich jak półprzewodniki, IT, przemysł obronny i farmaceutyczny oraz produkcja ogólna.

BIZ „WCHODZĄ”, ale inwestycje portfelowe „WYCHODZĄ” z USA?

Obecna polityka Stanów Zjednoczonych może przyciągać BIZ, ale przepływy inwestycji portfelowych wskazują na wyraźne przesunięcie kapitału z amerykańskich akcji w kierunku rynków europejskich i wschodzących, które obecnie oferują bardziej atrakcyjne wyceny, lepszy potencjał wzrostu i niższe postrzegane ryzyko makroekonomiczne. Jak pokazujemy na wykresie 4, alokacja kapitału w amerykańskich funduszach ETF (Exchange Traded Funds) spadła od początku roku o -41%, podczas gdy europejskie fundusze ETF odnotowały w tym samym czasie znaczny wzrost, bo o +97%. Co więcej, ostatnie badania inwestycyjne wskazują, że inwestorzy instytucjonalni, którzy wcześniej przeważnie lokowali w aktywa amerykańskie, szybko w podobny sposób dostosowują obecnie swoją alokację środków (wykres 5). U podstaw tej migracji kapitału leżą obawy inwestorów dotyczące trajektorii amerykańskiej gospodarki, w szczególności obawy przed stagflacją. Tendencja ta znajduje również odzwierciedlenie w ostatnich danych dotyczących wyników rynkowych, pokazujących, że S&P 500 pozostaje w tyle za indeksami europejskimi, które odnotowały znaczące wzrosty od początku 2025 roku. Stosunkowo stabilne perspektywy polityki pieniężnej w Europie i niedawno potwierdzona odporność gospodarcza sprawiają, że jest to atrakcyjna alternatywa dla inwestorów zaniepokojonych potencjalnymi wahaniami stóp procentowych lub błędami politycznymi w USA. Gospodarki rynków wschodzących, w szczególności w Azji i Ameryce Łacińskiej, również cieszą się zainteresowaniem dzięki lepszym fundamentom gospodarczym, atrakcyjnym wycenom i niższym względnym profilom ryzyka w obliczu obecnej globalnej niepewności. Rynki takie jak Hongkong i Japonia rzeczywiście skorzystały na ponownym zainteresowaniu inwestorów ze względu na poprawę perspektyw zysków przedsiębiorstw i względną stabilność polityczną w porównaniu z poprzednimi latami. Nowy krajobraz wyraźnie pokazuje, że podczas gdy BIZ zyskują impuls dzięki polityce nowej administracji, amerykański rynek akcji nie cieszy się analogicznym zainteresowaniem inwestorów.

Wykres 4: Napływ netto środków do największych funduszy ETF w USA i Europie (kwartalne dane kroczące, mld USD)Wykres 4: Napływ netto środków do największych funduszy ETF w USA i Europie (kwartalne dane kroczące, mld USD)

Źródła: Bloomberg, Macrobond, Allianz Research

Wykres 5: Procent netto zarządzających funduszami wykazujących przewagę inwestycji w akcje amerykańskieProcent netto zarządzających funduszami wykazujących przewagę inwestycji w akcje amerykańskie

Źródła: BoA, Allianz Research

Deregulacja – 3 dobre i 3 złe lub pominięte pomysły zespołu Brzoski

  • Dobre zmiany przyspieszyłyby obieg pieniądza w gospodarce. Pozwoliłyby też kolejnym przedsiębiorcom płacić podatek dochodowy dopiero po otrzymaniu przelewu od kontrahenta.
  • Jakie branże mogą skorzystać? Dzięki wskazanym przez eksperta postulatom m.in. budowlana, produkcyjna czy handlowa.
  • Wielu postulatów brakuje. Jedną ze zmian już dawno wprowadzili Niemcy, co zwiększyło konkurencyjność i bezpieczeństwo firm MŚP sąsiada. W Polsce taka zmiana była planowana, ale nie weszła w życie.
  • Na postulaty można głosować. Najwięcej przedsiębiorców nie chce badań okresowych dla osób z trwałą niepełnosprawnością, obowiązku drukowania paragonów w przypadku płatności bezgotówkowych oraz udostępnienia danych.

Krótszy termin zwrotu VAT, czyli jak długo firma może czekać na należne pieniądze ze skarbówki?

Długie terminy zwrotu VAT są plagą utrudniającą prowadzenie biznesu. Blokują należne przedsiębiorcy środki, które mógłby wydać na składki ZUS czy inwestycje. Przyczyniają się do powstawania zatorów płatniczych, a wielu przedsiębiorców zmuszają do szukania środków na łatanie dziur. Skrócenie maksymalnego okresu zwrotu do 20 dni dla rzetelnych podatników mogłoby poprawić płynność finansową firm, a tym samym zwiększyć konkurencyjność na wymagającym rynku.

– Obecnie standardowy termin wynosi 60 dni. W praktyce terminy te mogą się wydłużać, jeśli urząd skarbowy zdecyduje się na dodatkową weryfikację, co jest częstą praktyką. Wprowadzenie krótszego terminu mogłoby pozytywnie wpłynąć na rozwój inwestycji i rynek pracy. W sytuacji, kiedy cała gospodarka działa w modelu odroczonych przelewów, dodatkowe opóźnienia ze strony Urzędu Skarbowego są ciosem w serce każdego biznesu – mówi Kamil Fac – Dyrektor Zarządzający, Wiceprezes Faktura.pl, platformy księgowej wspierającej MSP w rozliczeniach podatkowych.

Wg eksperta jest to szczególnie uciążliwe dla eksporterów, branży budowlanej (działających w systemie odwrotnego obciążenia), firm produkcyjnych (szczególnie przy inwestycjach w drogie maszyny), a także w handlu detalicznym i hurtowym (przy nadpłatach VAT, w sytuacji stosowania promocji, rabatów).

Kasowy termin PIT dla szerszego grona przedsiębiorców, czyli #czekamnaprzelew

Zmiana w zakresie kasowego PIT wprowadzona przed rokiem została bardzo dobrze przyjęta. Tak dobrze, że kolejne podmioty chcą z niej skorzystać. Obecnie te przepisy ograniczają się do jednoosobowych działalności gospodarczych o przychodach do 1 mln zł. Warto pójść za ciosem. Propozycja dotyczy podniesienia limitu i umożliwienia większej liczbie przedsiębiorców opłacania podatku dochodowego dopiero po przelewie od kontrahenta to strzał w dziesiątkę. Rozszerzenie kasowego PIT mogłoby poprawić płynność firm, szczególnie tych najmniejszych o najsłabszej pozycji negocjacyjnej.

Mechanizm ostrzegania przed nieuczciwymi kontrahentami, czyli Skarbówka cię ostrzeże

Przedsiębiorcy nie otrzymują informacji od organów podatkowych o nierzetelnych kontrahentach, choć mogliby. Brak takiego, wydawałoby się oczywistego wsparcia, naraża ich na złe decyzje biznesowe, a w efekcie na konsekwencje podatkowe i prawne. Propozycja zakłada wprowadzenie mechanizmu ostrzegania, który pomoże firmom unikać współpracy z podmiotami mogącymi prowadzić do sankcji skarbowych. US miałby obowiązek informowania podatnika o dłużnikach wpisanych do rejestru będących kontrahentami kontrolowanego przez organy administracji skarbowej podatnika.

– Dzięki wprowadzeniu takiej zmiany rynek stałby się bardziej transparentny. Ograniczyłoby to skalę oszustw podatkowych. MŚP potrzebuje takiego wsparcia, bo samodzielnie ma za małe zasoby i możliwości weryfikacji partnera biznesowego. Ostrzeżenia przed nieuczciwymi czy nierzetelnymi kontrahentami coraz częściej są zapewniane także przez instytucje komercyjne wspierające firmy np. BIK, KRD czy banki. Także faktoring wspiera w tym zakresie firmy MŚP weryfikując dokumenty do sfinansowania. Ocenia wiarygodność płatnika faktury i stara się przewidzieć, gdzie w przyszłości może się pojawić problem z przelewem. Informacja na temat zastrzeżeń jest kierowana do wnioskującego co jest automatycznym ostrzeżeniem. Trudno będzie uruchomić taki system ostrzegania w ramach organów podatkowych, ale na pewno byłby pomocny szczególnie dla małych firm np. JDG – mówi Magdalena Martynowska-Brewczak, Członek Zarządu eFaktor.

Złe pomysły lub brak postulatów zgłaszanych przez MŚP

Wyłączenie naliczania odsetek za zwłokę po upływie określonego ustawą terminu zakończenia kontroli podatkowej albo celno-skarbowej.

Obecnie kontrole podatkowe i celno-skarbowe powinny trwać maksymalnie 3 miesiące. W rzeczywistości przedłużają się na wiele miesięcy lub lat. To duży kłopot dla kontrolowanych, może też narażać podatników na wysokie koszty odsetek od zaległości. Propozycja zakłada wyłączenie naliczania odsetek po upływie ustawowego terminu kontroli aż do jej faktycznego zakończenia, co zmniejszyłoby niepewność przedsiębiorców i ograniczyło ich straty finansowe.

– Wprawdzie przedsiębiorcy nie mają wpływu na czas trwania kontroli, a urzędy mogą je dowolnie przedłużać bez konieczności podawania konkretnych powodów, ale wyłączenie odsetek wydaje się ryzykowne. Są istotnym czynnikiem mobilizującym do płatności. Sygnał, że w jakichś określonych warunkach mogą być zawieszone, mógłby prowadzić do złych nawyków – analizuje Magdalena Martynowska-Brewczak z eFaktor.

Czego w pomysłach deregulacji zespołu Brzoski brakuje?

Przykładem jest brak postulatu skrócenia długich postępowań sądowych. Przedłużające się sprawy wzbudzają niepewność, utrudniają funkcjonowanie, blokują rozwój i inwestycje MSP. Zamrażają też środki oraz generują dodatkowe koszty obsługi prawnej. Jeśli ciągną się latami, w znaczący sposób obciąża to przedsiębiorcę. Sam fakt prowadzenia długoletniego sporu prawnego angażuje zasoby firmy osłabiając konkurencyjność i wyniszczając je. Firmy działające w krajach o sprawnym systemie sądownictwa mają przewagę, ponieważ szybciej rozwiązują konflikty i mogą elastyczniej reagować na zmiany rynkowe. Przyspieszenie procesów sądowych poprawiłoby płynność finansową biznesu i zwiększyło atrakcyjność inwestycyjną Polski.

Zmiana, która zwiększyłaby konkurencyjność polskich firm, Niemcy już ją wprowadzili

Jerzy Dąbrowski z Finea wskazuje na inny postulat, którego na liście brakuje. Chodzi o pro biznesowe złagodzenie kodeksowych zapisów dotyczących zakazu cesji wierzytelności, który obecnie ogranicza firmom dostęp do płynności finansowej, co zwiększa prawdopodobieństwo powstawania zatorów płatniczych w całych łańcuchach dostaw.  Zmiany te są szczególnie potrzebne małym i średnim firmom, które nie są w stanie wynegocjować eliminacji zakazów cesji z kontraktów handlowych z dużymi odbiorcami. Państwo – poprzez kodeksowe zmiany – powinno przyjść im z odsieczą. W tym postulacie nie chodzi o skracanie terminów płatności, ale o danie możliwości firmom z sektora MŚP finansowania się w oparciu o faktury sprzedażowe, których bardzo często mają pod dostatkiem. Rynek finansowy oferuje rozwiązania pozwalające na przyspieszenie płatności takie jak faktoring, ale blokuje je zakaz cesji.

– Zakazy cesji stosują nie tylko duże sieci handlowe, ale także spółki Skarbu Pastwa np. spółki PKP czy energetyczne. A przecież zatory płatnicze są zmorą całej gospodarki i w interesie absolutnie wszystkich podmiotów, także tych dużych i tych państwowych, powinno być wprowadzanie regulacji i deregulacji zwiększających drożność płatności między pomiotami gospodarczymi. Trzeba pamiętać przy tym, że nie ma konieczności całkowitego zniesienia możliwości stosowania zakazów cesji, bo te pełnią także pewne funkcje zabezpieczające. Jednak – pozostawiając możliwość dochodzenia swoich uzasadnionych roszczeń za szkody powstałe w wyniku cesji – powinny dać możliwość skutecznego ich przelewu na podmioty trzecie – mówi Jerzy Dąbrowski, Członek Zarządu Finea.

Jako Członek Polskiego Związku Faktorów (we współpracy z innymi organizacjami) prowadziliśmy liczne rozmowy z Ministerstwem Rozwoju i Technologii oraz Ministerstwem Sprawiedliwości w sprawie złagodzenia zakazu cesji, postulując określone zapisy, niestety ostatecznie nie udało się ich wprowadzić, a jedynie doprowadzić do bardzo małej zmiany, która jest pożądana, ale dalece niewystarczająca. Chodzi tu zmiany w tzw. ustawie anty-zatorowej, które funkcjonują od grudnia 2022 roku, a które sprowadzają się do tego, że umowny zakaz cesji staje się bezskuteczny, jeżeli zapłata nie nastąpiła w terminie wymagalności. To jednak za mało! Ta poprawka nie daje jednak pełnego efektu, bo nadal nie pozwala „użyć” takiej faktury (wierzytelności) w celu uzyskania finansowania na potrzeby firmy, zwłaszcza przed terminem jej płatności – dodaje Jerzy Dąbrowski z Finea.

Ekspert powołuje się także na zmiany w niemieckim kodeksie cywilnym, który był pewnym wzorcem kodeksu wprowadzone w Polsce w 1964 roku. Pomimo tego, że – we wszystkich krajach – zmiany kodeksowe wprowadza się niezbyt często i są one poprzedzone głęboką analizą, to jednak nasz zachodni sąsiad, w 1994 roku, zdecydował się na poprawkę dotyczącą zakazów cesji. Polska propozycja ma jednak pewne różnice, które czynią ją o wiele bardziej spójnym mechanizmem. W odróżnieniu od niemieckich przepisów, dłużnik mógłby skutecznie spełnić swoje zobowiązanie pieniężne wyłącznie na rzecz nowego wierzyciela (nabywcy wierzytelności). Jeśli jednak poniesie z tego powodu straty, ma prawo domagać się odszkodowania od pierwotnego wierzyciela za niewłaściwe wykonanie zobowiązania. Taka zmiana z jednej strony daje swobodę dysponowania wierzytelnością dostawcy, z drugiej w pełni chroni dłużnika.

Postulaty zespołu Brzoski – jak głosują zainteresowani?

Najwięcej głosów w połowie czerwca miały postulaty:

  • Zniesienie obowiązku badań okresowych dla osób z trwałą niepełnosprawnością,
  • Nowoczesna rejestracja sprzedaży – wyeliminowanie obowiązku drukowania paragonów w przypadku płatności bezgotówkowych
  • Koniec z wymaganiem przez urzędy publicznie dostępnych danych od obywateli i przedsiębiorców.

Najbardziej popularne postulaty mają po 5,6 tys. głosów, a tygodniowo przybywa ich po kilkaset.

Warto jednak zaznaczyć, że głosowanie cały czas trwa, a część postulatów zgłoszonych później może z tego powodu mieć mniej głosów.

Rynki czekają na PMI. Lira stabilna mimo napięć politycznych

Wydarzenia ostatnich dni są bardzo szeroko komentowane w mediach, ale pomijając pierwsze godziny, tureckiemu banku centralnemu udało się wyciszyć rynkowo temat. Rynki czekają na odczyty PMI, a agencja ratingowa kolejny raz nie zmienia perspektyw dla Polski.

Rynek czeka na indeksy koniunktury

Dzisiaj poznamy wyniki indeksów PMI na temat usług i przemysłu dla głównych gospodarek – zarówno unijnych, jak i z USA. Są to badania wykonywane na wyselekcjonowanych grupach menedżerów odpowiedzialnych za zamówienia. Sprawdzają one czy widzą oni w swojej branży dobre, neutralne czy złe perspektywy na przyszłość. Powodem takiego doboru grupy jest fakt, że menedżerowie są za nie odpowiedzialni poziomem swojego optymizmu, a jednocześnie zamówienia same kształtują w pewnym sensie przyszłość. To właśnie dlatego indeksy te uważane są za tak istotne w przewidywaniu przyszłej kondycji gospodarek.

Turcja płaci i stabilizuje rynek

Patrząc na notowania walut, można odnieść wrażenie, że w Turcji nic złego się już nie dzieje. Media donoszą jednak o licznych manifestacjach i protestach. Dlaczego zatem lira turecka jest tak stabilna względem dolara? Powód jest bardzo prosty – nie jest to kurs rynkowy, tylko administrowany. Bank centralny widząc, co się dzieje, już w czwartek, wyprzedzająco podniósł stopę procentową z 44% na 46%. Dzięki temu inwestorzy mniej chętnie sprzedają liry tureckie za obce waluty, co powoduje, że obrona kursu jest tańsza. Tańsza, ale i tak następuje przy 3,5% słabszej walucie niż przed aresztowaniem potencjalnego głównego rywala w następnych wyborach prezydenckich. Wyborach, które nie dość, że powinny mieć miejsce dopiero w 2028 roku, ale w których prezydent Erdogan nie może teoretycznie startować. Wiemy niestety, jak to jest w niedojrzałych demokracjach z takimi limitami. Czego należy się zatem spodziewać na lirze? Jeżeli sytuacja będzie eskalować, może się okazać, że bank centralny będzie zmuszony bronić jeszcze słabszych poziomów, bo tego typu interwencje rynkowe mogą okazać się zbyt drogie dla gospodarki.

Agencja ratingowa nie zaskoczyła

W ostatnich latach komunikaty agencji ratingowych nie budzą już takich emocji. Rating Polski nie zmienił się bowiem w żadnej z kluczowych agencji od 2018 roku. Nie inaczej było w piątek, kiedy to agencja Moody’s utrzymała nasz na niezmienionym poziomie. Ciekawsze od samej decyzji były jednak prognozy i uzasadnienia. Wiadomo, na stabilność wpływa rosyjska agresja na terytorium Ukrainy, ale z drugiej strony doceniono zakończenie konfliktu z Unią Europejską i odblokowanie środków. Pojawiła się nawet wzmianka o możliwym podniesieniu ratingu w przypadku poprawy sytuacji geopolitycznej. Jest też niepokojąca prognoza – agencja spodziewa się wzrostu zadłużenia Polski z obecnych okolic niecałych 50% względem PKB powyżej 60% w 2030. Jest to o tyle istotne, że poziom 60% jest jednym z kryteriów z Maastricht określających wejście do wspólnej unii walutowej. Musimy pamiętać jednak, że i tak już teraz nie spełniamy pozostałych kryteriów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych dzień odczytów indeksów PMI.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl