Jak agenci AI zrewolucjonizują przemysł, zwiększą produktywność i obniżą koszty

Obecnie każda firma chce być firmą AI, ale według McKinsey tylko 1% przedsiębiorstw uważa, że osiągnęło pełną dojrzałość w zakresie wdrażania sztucznej inteligencji. W miarę przechodzenia od chatbotów, przez kopilotów, aż do autonomicznych agentów AI, czyli tzw. „systemów agentowych”, firmy, które jeszcze nie wdrożyły AI, mogą stracić przewagę konkurencyjną i to szybciej, niż im się wydaje.

Autonomiczni agenci AI wykraczają poza predefiniowane skrypty, umożliwiając bardziej złożone interakcje. Nie tylko generują treści, ale także podejmują decyzje i działają z ograniczonym nadzorem człowieka lub całkowitym jego brakiem. Przejście na inteligentną, skalowalną siłę roboczą opartą na AI stanowi prawdziwą rewolucję. Gartner prognozuje, że do 2028 roku 33% aplikacji biznesowych będzie zawierać agentowe AI, co pozwoli na autonomiczne podejmowanie 15% codziennych decyzji w pracy.

Ta transformacja ma ogromne konsekwencje dla firm: cyfrowa siła robocza może współpracować z ludźmi, obniżając koszty i wspierając wdrażanie innowacji oraz skalowalność. Po raz pierwszy zespoły mogą być wspomagane przez autonomicznych agentów AI działających 24/7, co zwiększa produktywność, efektywność i przewagę konkurencyjną.

Deloitte przewiduje, że 25% firm korzystających z generatywnej AI w tym roku uruchomi pilotażowe projekty z zakresu agentowego AI.

Agenci AI w różnych branżach

Agenci AI wywierają istotny wpływ na wiele branż. W obsłudze klienta zapewniają wsparcie 24/7, rozwiązując szeroki zakres problemów. W zarządzaniu zapasami automatyzują zadania, optymalizują poziomy magazynowe i dostarczają informacji w czasie rzeczywistym. W rekrutacji usprawniają procesy, przeszukując CV, planując rozmowy kwalifikacyjne i przeprowadzając wstępne oceny, co odciąża rekruterów.

Automatyzując powtarzalne zadania, agenci AI pozwalają pracownikom skupić się na działaniach o wyższej wartości, pobudzając kreatywność, strategię i realny wpływ na organizację.

Poza biznesem technologia ta poprawia wyniki edukacyjne uczniów poprzez spersonalizowane korepetycje. W sektorze opieki zdrowotnej agenci AI zmniejszają obciążenia administracyjne, umożliwiając lekarzom koncentrowanie się na bardziej złożonych przypadkach i monitorowanie postępów pacjentów, co przekłada się na lepsze wyniki leczenia.

Wyzwania i kwestie zaufania

Przejście na systemy agentowe AI wiąże się z pewnymi zakłóceniami i ryzykiem, zwłaszcza w zakresie zaufania oraz dokładności danych. Kluczowe jest, aby organizacje ufały tej technologii.

Według badań Salesforce, 93% pracowników biurowych nie uważa wyników AI za w pełni wiarygodne w zadaniach zawodowych. 60% konsumentów twierdzi natomiast, że rozwój AI sprawia, iż zaufanie do tej technologii jest jeszcze ważniejsze.

Aby budować zaufanie, konieczne jest zapewnienie, że systemy AI korzystają z dokładnych i odpowiednich danych, przestrzegają zasad prywatności oraz działają w granicach prawa i etyki. Oznacza to konieczność wdrożenia solidnych mechanizmów zarządzania danymi oraz nadzoru.

Agenci AI muszą także funkcjonować transparentnie, tak aby użytkownicy wiedzieli, kiedy mają do czynienia z AI oraz w jaki sposób podejmowane są decyzje. Niezbędna jest też jasna odpowiedzialność za wyniki działania agentów.

Aby integracja agentów AI była skuteczna i przynosiła korzyści, konieczna jest współpraca między firmami, rządami, organizacjami non-profit i środowiskiem akademickim w celu stworzenia kompleksowych wytycznych oraz zabezpieczeń.

Przyszłość agentów AI

Nie chodzi już o to, czy agenci AI powinni zostać zintegrowani z rynkiem pracy – pytanie brzmi, jak najlepiej zoptymalizować współpracę ludzi i cyfrowej siły roboczej, aby osiągnąć zamierzone cele.

Mimo że agenci AI są nowatorską technologią, fundamentalne zasady dobrej polityki w zakresie AI pozostają niezmienne: podejście oparte na ocenie ryzyka, wyraźne określenie ról w ekosystemie oraz solidne zabezpieczenia dotyczące prywatności, przejrzystości i bezpieczeństwa.

Poprzez rozwiązanie tych problemów możemy wykreować przyszłość o nowym poziomie produktywności i dobrobytu, napędzanym przez cyfrową siłę roboczą, która stale się uczy i doskonali.

Autor: Krzysztof Augustynowicz, Regional Vice President CEE w Salesforce

Polska ma najdroższe kredyty mieszkaniowe w całej UE

Rok temu polskie nowe kredyty mieszkaniowe były niemal najdroższe w Unii Europejskiej. Sytuacja uległa zmianie, ale nie na lepsze.

Już rok temu pojawiały się doniesienia o tym, że nowe polskie kredyty mieszkaniowe mają niemal najwyższe średnie oprocentowanie w Unii Europejskiej. Potwierdzenie stanowiła między innymi krótka analiza przygotowana w lutym 2024 r. przez portal RynekPierwotny.pl. Warto sprawdzić, czy przez rok sytuacja uległa zmianie.

Eksperci RynekPierwotny.pl tak samo jak rok temu wzięli pod uwagę dane Europejskiego Banku Centralnego. Tym razem analiza dotyczy jednak stycznia 2025 roku. Informacje zaprezentowane w poniższej tabeli wskazują, że na początku bieżącego roku średnie oprocentowanie nowych polskich kredytów mieszkaniowych było najwyższe w Unii Europejskiej. To różnica, bo w grudniu 2023 r. oraz styczniu 2024 r. niechlubnym liderem były Węgry z wynikiem odpowiednio 8,65% i 8,55%.

W ciągu kolejnego roku, średnie oprocentowanie nowych węgierskich „hipotek” jednak wyraźnie spadło (do 6,77% w styczniu 2025 r.). W przypadku Polski, roczny spadek też miał miejsce. Mowa o zmianie z 7,65% (styczeń 2024 r.) do 7,42% (styczeń 2025 r.). Ta zmiana była jednak stosunkowo mała na tle spadków średniego oprocentowania z Węgier i Rumunii, czyli dwóch innych krajów cechujących się drogimi kredytami mieszkaniowymi. W Czechach średnie oprocentowanie nowych „hipotek” przez rok też spadło mocniej niż w Polsce (z 5,26% do 4,78%).Średnie oprocentowanie nowych kredytów mieszkaniowych w krajach UE

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Rozejm na horyzoncie? Rynki reagują wzrostami na wieści z Arabii Saudyjskiej

Trwające rozmowy pokojowe w sprawie wojny w Ukrainie nabierają tempa, co potwierdziło niedzielne spotkanie delegacji ukraińskiej i amerykańskiej w Arabii Saudyjskiej. Celem było omówienie ochrony infrastruktury energetycznej i krytycznej, kluczowej dla funkcjonowania Ukrainy. Minister obrony, Rustem Umerow, podkreślał, że strona ukraińska chce zbliżyć się do sprawiedliwego pokoju i wzmocnić bezpieczeństwo w regionie. Równocześnie prezydent Zełenski sygnalizował, że realna deeskalacja zależy od rozkazu Władimira Putina – bez takiego polecenia ostrzały nie ustaną.

W poniedziałek zaplanowane są dalsze rozmowy między USA a Rosją, w których specjalny wysłannik Steve Witkoff wyraził optymizm co do możliwego przełomu w sprawie zawieszenia broni na Morzu Czarnym. To potencjalnie istotny krok, zważywszy że mimo ogłoszonego wcześniej czasowego wstrzymania ataków na infrastrukturę energetyczną, w weekend obie strony zgłosiły kolejne incydenty – Rosja przeprowadziła atak dronowy na Kijów, zaś Ukraina przyznała się do działań skierowanych przeciwko dronom rosyjskim.

Według planów Waszyngtonu, do 20 kwietnia może zostać wypracowane szerokie zawieszenie ognia, obejmujące m.in. ustalenie linii kontroli, mechanizmy weryfikacyjne czy wprowadzenie ewentualnych sił pokojowych. Przy tym kluczową kwestią pozostaje los ukraińskich dzieci wywiezionych do Rosji, co podnosi rangę humanitarną rozmów.

Sytuacja budzi jednak pewne obawy w Europie. Kontakty Donalda Trumpa z Putinem – zarówno oficjalne, jak i nieoficjalne – niepokoją przywódców państw unijnych, którzy obawiają się, że Stany Zjednoczone będą dążyć do porozumienia z Rosją w sposób nieuwzględniający w pełni interesów europejskich. W odpowiedzi między innymi Francja i Wielka Brytania wzmacniają wsparcie dla Ukrainy i rozbudowują własny potencjał obronny, by w razie potrzeby być mniej zależnymi od decyzji Waszyngtonu. Mimo wszystko pojawiają się wyraźne sygnały, że Rosja nie planuje dalszej ekspansji w Europie, co potwierdzają słowa Witkoffa, iż „Putin nie chce zająć całej Europy”.

Wszystkie te wydarzenia mają bezpośredni wpływ na rynki finansowe. Pozytywne sygnały na temat rozmów pokojowych zwykle zmniejszają tzw. premię za ryzyko, co w krótkiej perspektywie może umocnić rynki akcji i ustabilizować notowania surowców energetycznych – zwłaszcza jeśli dojdzie do porozumienia w sprawie zawieszenia ataków na kluczową infrastrukturę. Już teraz kontrakty na amerykańskie indeksy cieszą się sporymi wzrostami. NASDAQ100 zyskuje 1.12%, a Dow Jones 0.73%. Tymczasem obawy dotyczące możliwego „separatystycznego” pokoju między USA a Rosją bez pełnego zaangażowania państw europejskich mogą przyczynić się do wahań na rynku walutowym i zwiększonej zmienności na giełdach Starego Kontynentu. Wzrost wydatków na zbrojenia w państwach europejskich z kolei może długofalowo przełożyć się na większy popyt w sektorze obronnym i przemysłach powiązanych, co częściowo równoważy ogólną niepewność wywołaną przedłużającymi się działaniami wojennymi.

Ostateczny wpływ na stabilność finansową zależy więc od tempa i skuteczności rozmów pokojowych oraz determinacji wszystkich stron w realizacji obietnic. Jeśli dojdzie do szerokiego zawieszenia broni, rynki mogą zareagować odreagowaniem i umiarkowanym optymizmem. W przeciwnym razie utrzymywanie się konfliktu w obecnej postaci będzie nadal generować wysokie ryzyko geopolityczne, co przełoży się na niepewność inwestorów i wahania notowań na światowych giełdach.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Premiumizacja w praktyce – jak luksus staje się jeszcze bardziej ekskluzywny

Rok 2024 przyniósł dla rynku dóbr luksusowych globalne wyzwania. Zmieniające się uwarunkowania geopolityczne i gospodarcze miały wpływ na zachowania konsumentów. Jednak mimo trudności światowy rynek luksusu wykazuje oznaki silnego odrodzenia. Najlepszym przykładem może być Polska, gdzie sektor dóbr luksusowych rośnie dynamicznie. Zgodnie z raportem KPMG, wartość tego rynku w Polsce do końca 2024 roku ma wynieść 55,6 miliarda złotych, co oznacza wzrost o 24,6% w porównaniu do poprzedniego roku. A prognozy są jeszcze bardziej optymistyczne – wartość rynku ma przekroczyć 70 miliardów złotych do 2029 roku. Jakie zmiany napędzają ten rozwój? Odpowiedzią na to pytanie jest fenomen premiumizacji.Jack Daniel’s McLaren

Premiumizacja to proces, w którym marki podnoszą jakość swoich produktów, oferując klientom nie tylko wyższe ceny, ale także unikalne doświadczenia związane z konsumpcją. Klientom nie chodzi jedynie o posiadanie luksusowego przedmiotu, ale także o emocje i wrażenia, jakie mu towarzyszą. Takie podejście zmienia cały rynek, wpływając na branże od motoryzacyjnej po alkoholową.

Wartość sprzedaży dóbr luksusowych w Polsce może wzrosnąć do ponad 70 mld zł do 2029 roku, co oznacza stabilny rozwój sektora – mówi Tomasz Wiśniewski, partner w Dziale Deal Advisory, szef Zespołu Wycen w Europie Środkowo-Wschodniej, KPMG w Polsce.

Polacy doceniają luksus i marki premium” – stwierdza jeden z ekspertów rynku, podkreślając, że konsumenci kierują się przede wszystkim emocjami, designem oraz jakością, stawiając te aspekty ponad cenę. Luksus to już nie tylko drogie samochody czy marki modowe. Praktycznie w każdej branży pojawiają się nowe produkty i usługi na poziomie premium. Restauracje, hotele i producenci trunków coraz częściej zwracają się w stronę premiumizacji. Konsumenci, mimo że mogą ograniczać budżety, są skłonni płacić wyższą cenę za najlepsze produkty.

Eksperci KPMG zauważają, że kluczowym czynnikiem wzrostu sprzedaży dóbr luksusowych stały się „niezapomniane wrażenia” dostarczane przez produkty. Trend ten szczególnie widać również w branży alkoholi premium, gdzie konsumenci chętniej sięgają po produkty wyjątkowe, odpowiednie do ich gustów i stylu życia. Paweł Miziołowski, dyrektor marketingu firmy Brown-Forman, odpowiedzialny za rynki Polski, Czech i Słowacji, podkreśla: „Premiumizacja jest jednym z kluczowych trendów na polskim rynku napojów spirytusowych”. I nie chodzi tylko o wyższe ceny, ale o ekskluzywne doświadczenia, jak degustacje, warsztaty czy zamknięte wydarzenia, które przyciągają wymagających konsumentów.

Wzrost Zainteresowania Formułą 1 – Nowa Droga Marki Premium

Coraz więcej luksusowych marek angażuje się w sponsoring i współpracę z wydarzeniami, które wiążą się z prestiżem i ekskluzywnością. Jednym z najgłośniejszych przykładów jest Formuła 1, która w 2024 roku przeżyła bezprecedensowy wzrost popularności. Formuła 1 przeżyła bezprecedensowy wzrost w 2024 roku, umacniając swoją pozycję jako globalna potęga w dziedzinie sportu i rozrywki. Model biznesowy tego sportu nadal ewoluuje, z wyraźnym wzrostem przychodów, zaangażowania fanów i wartości sponsoringu. Wzrost zaangażowania fanów, szczególnie na platformach społecznościowych, otworzył nowe perspektywy dla firm, które chcą dotrzeć do klientów premium. Organizatorzy Formuły 1 raportują o 25% wzroście śledzenia wyścigów w mediach społecznościowych i 40% wzroście liczby subskrybentów usługi F1 TV, co potwierdza rosnące zainteresowanie tą dyscypliną sportu.

Marki takie jak Oracle, koncern paliwowy Aramco, Petronas, producent zegarków TAG Heuer, czy producenci Jack Daniel’s i Heineken zainwestowały w partnerstwa z zespołami wyścigowymi i organizatorami Grand Prix, organizując dla swoich klientów ekskluzywne doświadczenia, takie jak przejażdżki luksusowymi supersamochodami czy dostęp do zamkniętych eventów. Jack Daniel’s, na przykład, zorganizował wyjątkowe przejażdżki supersamochodami w Melbourne z okazji współpracy z zespołem McLaren, dając fanom poczuć dreszczyk emocji związany z elitarnym światem Formuły 1. To świetny przykład, jak markom luksusowym udało się połączyć emocje sportowe z wartościami swojej marki.

Z informacji organizatorów F1 wynika, że Grand Prix Australii Formuły 1 (odbyło się w dniach 21-24 marca 2024 r.), przyciągnęło rekordową liczbę widzów. gromadząc największą liczbę uczestników w historii. Trybuny były wypełnione 452 055 fanami z całej Wiktorii, innych stanów oraz z zagranicy. To efekt, m.in. popularności serialu na platformie Netflix Drive to Survive, który wyniósł Australian Grand Prix Formuły 1 do rangi jednego z najgłośniejszych wydarzeń w kraju, a firmy rzuciły się, by wykorzystać rosnącą popularność i przyciągnąć nową publiczność, w tym również kobiety. A to – jak podkreślają eksperci marketingu – otwiera nowe perspektywy dla firm, chcących wynieść swoje marki na piedestał.

Zmiany na rynku luksusu nie kończą się tylko na wyższych cenach i ekskluzywnych produktach. Wzrost znaczenia pokolenia Z i ich preferencji zakupowych stawia przed markami nowe wyzwania. Personalizacja, zrównoważony rozwój i społeczna odpowiedzialność stają się coraz ważniejsze w komunikacji z konsumentami. Jak zauważa Tomasz Wiśniewski, partner w Dziale Deal Advisory, KPMG w Polsce: „Zmiana pokoleniowa wśród konsumentów, a zwłaszcza wzrost znaczenia preferencji zakupowych pokolenia Z, przynosi nowe wyzwania w zakresie inkluzywności, personalizacji oraz zrównoważonego rozwoju”.

Co jest kluczem do „Klientów premium’’?

Najdroższe marki świata muszą odpowiadać na najbardziej wyszukane potrzeby swoich klientów, sprzedawać konkretny styl życia, dawać możliwość wyróżnienia się i dostarczać niecodziennych doświadczeń. Stąd komunikacja z tą grupą klientów wymaga dyskrecji i specyficznego marketingu.

Luksusowe marki pojawiają się w mało dostępnych miejscach, prestiżowych imprezach, starannie ograniczając dostęp do swoich produktów dla wybranych. Namacalnym tego potwierdzeniem są kolejki przed salonami Dior w Paryżu, ograniczone listy zapisów na najdroższe egzemplarze czasomierzy Patek Philippe, brak dostępu do niektórych sieci hoteli (Casa Cipriani Milano) dla osób spoza ‘’klubu’’ czy listy oczekujących na degustacje najlepszych trunków w prestiżowych restauracjach (Alain Ducasse w The Dorchester).

Inwestycje w doświadczenia konsumpcyjne, jak degustacje, warsztaty czy dostęp do zamkniętych wydarzeń, stają się nieodłącznym elementem strategii marketingowych marek premium. Dzięki nim firmy zyskują nowych lojalnych klientów, a konsumenci zyskują poczucie wyjątkowości. Jak mówi Paweł Miziołowski, dyrektor marketingu Brown-Forman: „Kluczowym elementem strategii jest stworzenie doświadczeń produktowych, które pozwolą konsumentom lepiej poznać produkt, jego historię i proces tworzenia”.

Dlaczego konsumenci płacą wyższą cenę za markę premium? Robią to, ponieważ doceniają wyższą jakość, emocje, wartości i doświadczenia jakie niesie ze sobą dana marka. Jak podkreśla Filip Popławski, dyrektor zarządzający Brown-Forman Polska, koncentracja na segmentach premium i super premium to właściwa strategia rozwoju, umożliwiająca długoterminowe i stabilne tworzenie wartości wspólnie z partnerami biznesowymi oraz zaspokajanie oczekiwań konsumentów.

Jak dekarbonizacja może uratować klimat, czyli droga w kierunku zielonej Europy

Świat stoi w obliczu ogromnego wyzwania związanego ze zmianami klimatycznymi, które mogą mieć wpływ na życie miliardów ludzi oraz przyszłość naszej planety. Europa zmierza do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, czy jednak działania podejmowane w ramach polityki klimatycznej Unii Europejskiej będą wystarczające, aby sprostać rosnącym zagrożeniom związanym z globalnym ociepleniem?

Zgodnie z założeniami Europejskiego Zielonego Ładu, do 2030 roku emisja gazów cieplarnianych powinna zostać zredukowana o 55 proc. Nowe cele klimatyczne idą jeszcze dalej, przewidując obniżenie emisji CO2 o 90 proc. do 2040 roku, co stawia przed Europą niezwykle ambitne wyzwanie. Już teraz wiadomo, że cele Porozumienia Paryskiego, które zakładają ograniczenie globalnego wzrostu temperatury do 1,5°C, mogą okazać się niewystarczające. Obecne działania, jeśli nie zostaną wzmocnione, nie gwarantują zatrzymania zmian klimatycznych i mogą skutkować wzrostem temperatury nawet o 3-4°C, co miałoby katastrofalne skutki dla środowiska i społeczeństwa. Niezbędne jest natychmiastowe podjęcie zdecydowanych działań oraz wola polityczna, zwłaszcza że dostępne technologie umożliwiają skuteczne wprowadzanie koniecznych zmian.

Przemysł dodaje gazu?

Nie jest tajemnicą, że przemysł odpowiada za znaczną część emisji gazów cieplarnianych, co sprawia, że jego rola w walce ze zmianami klimatycznymi jest nie do przecenienia. Dlatego wysiłki Unii Europejskiej koncentrują się na dekarbonizacji najważniejszych sektorów gospodarki, w tym przemysłu, energetyki oraz budownictwa, które są głównymi źródłami emisji gazów cieplarnianych.

Budynki odpowiadają za 38 proc. emisji gazów cieplarnianych i około 40 proc. globalnego zużycia energii. To jeden z najistotniejszych sektorów, które powinny przejść transformację, jeśli Europa ma choćby zbliżyć się do postawionego sobie celu neutralności emisyjnej – mówi Przemysław Pokorski, Dyrektor Rynku w VELUX Polska

Osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 roku będzie możliwe jedynie dzięki współpracy wielu sektorów. Kluczowym elementem transformacji jest równoczesna dekarbonizacja sektora budownictwa, ciepłownictwa oraz elektroenergetyki. W tym kontekście niezwykle istotny jest rozwój odnawialnych źródeł energii oraz modernizacja infrastruktury przesyłowej, co pozwoli na efektywne zarządzanie energią i jej dystrybucją.

Budownictwo, które odpowiada za 1/3 emisji CO2, odgrywa istotną rolę w procesie dekarbonizacji gospodarki. Podejmowane działania powinny być widoczne na każdym etapie, od przemyślanego projektowania budynków, produkcji materiałów budowlanych, przez eksploatację budynków, aż po ich rozbiórkę i recykling. Niezbędne jest zwiększenie inwestycji w technologie poprawiające efektywność energetyczną budynków, w tym zastosowanie nowoczesnych materiałów o niskim śladzie węglowym oraz rozwój cyfrowych systemów zarządzania energią. Dekarbonizacja przedsiębiorstw produkujących materiały budowlane obejmuje ograniczenie emisji gazów cieplarnianych w trzech obszarach, dotyczących działalności własnej firm oraz całego łańcucha wartości, w tym transportu i dystrybucji tych produktów.

Dekarbonizacja lekiem na całe zło

Świadomość potrzeby dekarbonizacji rośnie wśród firm, które podejmują konkretne działania na rzecz ograniczenia swojego wpływu na środowisko. Nie tylko ustalają dotyczące tego cele, ale także dążą do obniżenia śladu węglowego produktów czy zachęcają do podobnych działań swoich partnerów biznesowych. Dla przykładu Grupa VELUX postawiła sobie za cel nie tylko niemal całkowite ograniczenie emisji CO2 w zakresie 1 i 2, ale również  zmniejszenie ich o połowę w zakresie 3, czyli pośród swoich dostawców i partnerów biznesowych.

W 2024 roku Grupa VELUX podpisała na przykład umowę z ArcelorMittal na dostawy stali z linii XCarb® pochodzącej z recyklingu i produkowanej z wykorzystaniem energii odnawialnej. Celem było obniżenie śladu węglowego stali używanej w oknach dachowych VELUX o nawet 70 proc. w porównaniu do stali produkowanej tradycyjnie. Linia produktów XCarb® jest wytwarzana w co najmniej 75 proc. ze stali pochodzącej z recyklingu i przy użyciu 100% energii elektrycznej z odnawialnych źródeł. Do produkcji XCarb® w zakładzie ArcelorMittal w północnej Hiszpanii wykorzystywany jest elektryczny piec łukowy zasilany odnawialnymi źródłami energii. Podpisanie umowy to kolejny krok w kierunku osiągnięcia celu Grupy VELUX, jakim jest zmniejszenie emisji z zakresu 3 o 50% w porównaniu do roku bazowego 2020.

Dekarbonizacja przemysłu powinna zostać przeprowadzona kompleksowo i wspólnymi siłami. Tylko wtedy ma szansę na powodzenie. Wiele firm już podejmuje realne działania, aby ograniczyć swój wpływ na środowisko. Grupa VELUX ma konkretne plany, aby do roku 2030 niemal do zera zredukować emisje z zakresu 1 i 2 w porównaniu do roku bazowego 2020. Strategia zakłada również ograniczenie emisji z zakresu 3, który stanowi 98 proc. całkowitych emisji firmy, o 50 proc. Wprowadzane podejście ograniczy wykorzystanie surowców niezbędnych do powstania produktu, a tym samym zmniejszy jego wpływ na środowisko naturalne. Dodatkowo obniży ilość CO2 wbudowanego w produkt, co sprawi, że stanie się on bardziej konkurencyjny – wyjaśnia Przemysław Pokorski.

Osiągnięcie ambitnych celów klimatycznych nie będzie możliwe bez efektywnej legislacji, która wspiera wszystkie te działania oraz zapewnia odpowiednie mechanizmy finansowe i doradcze dla inwestorów i przedsiębiorców.

W styczniu 2023 roku weszła w życie dyrektywa CSRD, nakładająca na przedsiębiorstwa obowiązek raportowania kwestii środowiskowych i społecznych. Do tego należy dodać Dyrektywę w sprawie należytej staranności przedsiębiorstw w zakresie zrównoważonego rozwoju (CSDDD). Akt ten dotyczy przedsiębiorstw z UE oraz firm współpracujących z nimi i ma na celu zapobieganie oraz eliminowanie negatywnego wpływu na środowisko i społeczeństwo.

Czy budownictwo może być zdrowe?

Rosnąca urbanizacja stanowi dodatkowe wyzwanie dla polityki klimatycznej. Obecnie około 3,5 miliarda ludzi mieszka w miastach, a według prognoz do 2050 roku liczba ta wzrośnie do 70 proc. światowej populacji. Wymaga to odpowiedniego planowania przestrzennego, zapobiegania niekontrolowanemu rozprzestrzenianiu się miast oraz ograniczenia tzw. betonozy, czyli nadmiernego zabudowywania terenów zielonych. Istotna jest również redukcja energii zużywanej w miastach, a tu ważną rolę odgrywają budynki. W Europie sytuacja jest szczególnie trudna, ponieważ aż 65 proc. budynków mieszkalnych powstało przed 1979 rokiem i ma niski poziom efektywności energetycznej.

Jak wynika z VIII edycji Barometru Zdrowych Budynków, opracowanej przez Buildings Performance Institute Europe (BPIE) we współpracy z Grupą VELUX, w Polsce aż 70 proc. budynków jest nieefektywnych energetycznie, z czego najgorszy standard ma około 15 proc. z nich. Budynki nadal zużywają zbyt dużo energii, emitują znaczne ilości gazów cieplarnianych i zanieczyszczeń powietrza, a liczba inwestycji w poprawę efektywności energetycznej maleje, co skutkuje coraz niższym rocznym wskaźnikiem renowacji. Jak wskazano w Barometrze Zdrowych Budynków, obecny wskaźnik głębokiej modernizacji w całej Unii Europejskiej wynosi 0,2 proc., co przy zalecanych 3 proc. modernizacji rocznie, nie ma praktycznie wpływu na realizację założeń klimatycznych.

Eksploatacja budynków stanowi największe źródło emisji w sektorze budowlanym, dlatego kluczowe znaczenie ma wznoszenie nowych budynków w standardzie niskoemisyjnym oraz szeroko zakrojona modernizacja istniejących obiektów. Przyjęte unijne regulacje, w tym dyrektywa w sprawie charakterystyki energetycznej budynków (EPBD), zobowiążą państwa członkowskie do przyspieszenia tempa renowacji, szczególnie w zakresie głębokich modernizacji. Takie działania nie tylko pozwolą na znaczącą redukcję zużycia energii, ale również wpłyną pozytywnie na jakość życia mieszkańców.

Odetchnąć pełną piersią

Wyniki badań zaprezentowanych w Barometrze Zdrowych Budynków nie pozostawiają wątpliwości. Jeden na czterech Polaków jest narażony na zagrożenia związane z klimatem wewnętrznym, takie jak brak światła dziennego, niska temperatura, nadmierny hałas, wilgoć i grzyb. Zły klimat w pomieszczeniach to coś więcej niż tylko niedogodność czy irytacja – mówi Przemysław Pokorski.

I dodaje, że skutki mieszkania w budynkach, w których występują zagrożenia związane z klimatem wewnętrznym, poważnie wpływają na zdrowie. Przyczyniają się do powstawania chorób układu krążenia, układu odpornościowego, układu oddechowego i astmy, a także zaburzają sen i mogą prowadzić do depresji. Dlatego jednym z podstawowych przesłań VIII edycji Barometru jest uwzględnienie zdrowia oraz klimatu wewnętrznego w regulacjach dotyczących budynków. Ważne jest, aby działania na rzecz neutralności klimatycznej szły w parze z dbałością o jakość życia obywateli.

Modernizacja budynków przynosi wiele korzyści społecznych oraz ekonomicznych. Może przyczynić się do zmniejszenia ubóstwa energetycznego, zwiększając odporność na wahania cen energii. Dlatego trzeba wzmocnić programy wsparcia finansowego dla takich przedsięwzięć oraz skuteczne wykorzystanie funduszy unijnych. Renowacja budynków to także impuls do rozwoju rynku pracy – tworzenie nowych miejsc zatrudnienia oraz możliwość przebranżowienia pracowników z sektorów wysokoemisyjnych, takich jak górnictwo. Dzięki dobrze zaprojektowanym programom wsparcia modernizacji budynków, można by stworzyć od 200 tys. do 500 tys. miejsc pracy rocznie w całej UE. W samej Polsce mówi się o około 100 tys. bezpośrednich oraz 200 tys. pośrednich (w innych branżach gospodarki) nowych etatach.

Europa może zostać globalnym liderem zielonej transformacji. Aby to osiągnąć, konieczna jest dalsza intensyfikacja działań, zarówno na poziomie legislacyjnym, jak i inwestycyjnym. Odpowiednie wykorzystanie dostępnych technologii, wsparcie dla innowacyjnych rozwiązań oraz mobilizacja społeczeństwa mogą sprawić, że kontynent ten stanie się wzorem do naśladowania dla reszty świata w walce ze zmianami klimatycznymi.

Europa stoi przed ogromnym wyzwaniem związanym z utrzymaniem konkurencyjności oraz osiągnięciem neutralności klimatycznej. Europejskie firmy muszą inwestować w innowacyjne produkty, automatyzację i cyfryzację procesów oraz wysoko wyspecjalizowaną kadrę. Znaczenia nabierają działania związane z dążeniem do zrównoważonego rozwoju kontynentu. Proces dekarbonizacji wymaga podjęcia skoordynowanych kroków na poziomie rządów, przedsiębiorstw i społeczeństwa. Tylko wspólne działania wszystkich interesariuszy, polityków, decydentów, przedsiębiorców i społeczeństwa, pozwolą Europie postawić znaczący krok w kierunku walki ze zmianami klimatycznymi i uczynić ją rzeczywiście zielonym punktem na mapie świata – podsumowuje Przemysław Pokorski.

Rekordowa aktywność inwestorów na rynku handlowym. Rok 2024 z najwyższą dynamiką od 9 lat

0

W 2024 roku mieliśmy do czynienia z najwyższą od 9 lat aktywnością inwestorów na rynku handlowym. Do użytku oddano 73 nowe obiekty, a 23 zostały rozbudowane – wynika z raportu CBRE „Poland Real Estate Market Outlook 2025”. W sumie w ciągu roku przybyło 610,2 tys. mkw. powierzchni handlowej. Zdecydowaną większość nowych inwestycji stanowiły parki handlowe. Coraz więcej najemców dostrzega ich potencjał, w związku z tym oferta staje się coraz bardziej zróżnicowana. Rośnie konkurencja w sektorach odzieżowym oraz restauracji i kawiarni, a największy potencjał wzrostu mają usługi, a także branża zdrowia i urody.

Na koniec 2024 roku zasoby nowoczesnej powierzchni handlowej w Polsce wyniosły 14,96 mln mkw. Przez cały rok działalność inwestycyjna była wyjątkowo intensywna i na rynek dostarczono w sumie 610,2 tys. mkw., w postaci 73 nowych nieruchomości oraz 23 rozbudów. To najwyższy poziom inwestycji od 2015 roku.

– W sumie w minionym roku na rynku handlowym zrealizowano 96 projektów inwestycyjnych. Większość dotyczyła parków handlowych. Do użytku oddano 71 takich obiektów, a 21 rozbudowano. Pozostałe to trzy centra handlowe i jedno centrum wyprzedażowe. Parki stają się najpopularniejszym formatem wśród inwestorów, a sprzyja im m.in. krótki czas budowy – mówi Mariusz Majkowski, dyrektor działu wynajmu powierzchni handlowych CBRE.

Zakupy w małych miejscowościach

Spośród parków handlowych wybudowanych w 2024 roku, niemal połowa zlokalizowana jest poza aglomeracjami, w mniejszych miejscowościach liczących poniżej 100 tys. mieszkańców. Dzięki temu mieszkający z dala od centrów dużych miast zyskują możliwość częstszych i wygodniejszych zakupów. Poza tym parki handlowe coraz częściej powstają w bliskim sąsiedztwie konkurencji i na terenach relatywnie nasyconych powierzchnią handlową. Dlatego ich właściciele w  większym stopniu koncentrują się na odpowiednim doborze i dywersyfikacji najemców oraz doświadczeniu osób zarządzających nieruchomością, by wyróżnić się na tle konkurencji.

– Coraz więcej firm dostrzega potencjał parków handlowych, dlatego ich oferta staje się bardziej różnorodna. O uwagę konsumentów rywalizują przede wszystkim najemcy z sektorów takich jak odzież, restauracje i kawiarnie. W efekcie w minionym roku mieliśmy do czynienia z wysoką liczbą zarówno zamknięć, jak i otwarć lokali z tych branż w obiektach handlowych. Spory potencjał do wzrostu mają za to usługi oraz firmy zajmujące się zdrowiem i urodą. Dla właścicieli nieruchomości handlowych kluczowe jest monitorowanie zachowań konsumentów oraz dostosowanie do nich strategii wyboru najemców – mówi Mariusz Majkowski, dyrektor działu wynajmu powierzchni handlowych CBRE.

Coraz mniej pustych obiektów handlowych

Duże miasta, takie jak Warszawa, Trójmiasto czy Łódź, odnotowały w 2024 roku znaczny spadek pustej powierzchni handlowej w porównaniu do poprzedniego roku. Średni wskaźnik pustostanów w polskich aglomeracjach wynosi obecnie 3,4 proc. To pokazuje, że popyt na lokale handlowe jest coraz wyższy.

Największe mity dotyczące termomodernizacji i odnawialnych źródeł energii

Mimo rosnącej świadomości dotyczącej ekologii, konieczności transformacji energetycznej i korzyści finansowych płynących z przejścia na odnawialne źródła energii, wokół tematu OZE i powiązanej z nim termomodernizacji narosło wiele mitów i nieporozumień. Negatywne stereotypy mogą zniechęcać inwestorów, opóźniając transformację energetyczną a tym samym hamować płynące z niej korzyści finansowe, środowiskowe i zdrowotne. Warto zatem rozwiać najczęściej powielane mity  o termomodernizacji. Do zyskania mamy przecież bardzo wiele.

Mit nr 1:  Rachunki za prąd wzrosną kilkakrotnie

Dobrze przeprowadzona termomodernizacja zawsze daje oszczędności w całkowitym zużyciu energii, a więc i kosztach utrzymania domu. Co to znaczy “dobrze”? Przede wszystkim, w ścisłym związku z obecnymi i przewidywanymi potrzebami mieszkańców domu. A następnie w logicznej, racjonalnej kolejności, czyli najpierw zmniejszamy niepotrzebne straty energii – docieplając ściany, stropy, dach, wymieniając drzwi i okna na lepiej utrzymujące nasz komfort temperaturowy. Dopiero w kolejnym kroku dobieramy źródło ciepła i jego moc do tak zoptymalizowanych potrzeb. I wreszcie krok trzeci, ściśle związany z drugim – odpowiedniej wielkości fotowoltaika z magazynem energii, precyzyjnie dobrana do potrzeb zużycia energii w domu, w tym na potrzeby grzewcze. W ten sposób zużywamy tylko tyle energii, ile potrzebujemy, żeby mieć odpowiednie ciepło w zimie, a chłód w lecie. A przechodząc na własne odnawialne źródła energii (OZE) z magazynem, minimalizujemy koszt zakupu tej energii z sieci.

Ważne by na koszty utrzymania domu spoglądać całościowo. Jeśli wcześniej grzaliśmy się węglem lub gazem, to przechodząc na elektryczną pompę ciepła – owszem – nasz rachunek za prąd może wzrosnąć. Ale znikną jednocześnie koszty zakupu gazu czy zakupu, dostawy i rozładunku węgla a także odbioru popiołu.

Do tego pompa ciepła jest o wiele bardziej efektywnym urządzeniem niż kotły gazowe czy węglowe, bo ok ¾ energii potrzebnej do grzania czy chłodzenia domu pobiera za darmo z otoczenia (zarówno w zimie jak i w lecie!), tylko resztę uzupełniając prądem. A jeśli ten prąd pochodzi z własnej fotowoltaiki lub magazynu energii ładowanego prądem z niej – całkowity koszt może spaść nawet blisko zera, co najmniej w niektórych okresach roku.

Dobrze przeprowadzona termomodernizacja zawsze zmniejsza zużycie energii, a więc i koszty. To jest jej sens i po to się ją przeprowadza. Inny efekt końcowy procesu wskazywałby na nierzetelne lub niekompetentne przeprowadzenie audytu i termomodernizacji  – dlatego zawsze warto wybrać zaufaną firmę, która nam taką termomodernizację zrealizuje od A do Z.

Mit 2: Termomodernizacja to droga inwestycja, która się nigdy nie zwróci

W rzeczywistości jest odwrotnie: odnawialne źródła energii to najtańsza opcja, a ich inwestycja zwraca się w ciągu kilkunastu lat – lub nawet w zaledwie kilka lat, jeśli skorzystamy z dotacji.

Termomodernizacja budynku oznacza zmniejszenie zapotrzebowania na energię w domu, przy spełnieniu oczekiwań mieszkańców co do komfortu temperaturowego przez cały rok. Mniejsze zużycie energii to zawsze mniejszy koszt, zatem inwestycja w dobrze przeprowadzoną termomodernizację się z pewnością zwróci, właśnie dzięki tym oszczędnościom. Różny jest tylko czas zwrotu – owszem, może wynieść nawet do kilkunastu lat, ale nawet wtedy będzie się to opłacać. Warto jednak zaznaczyć, że tak długi okres zwrotu to raczej rzadkość. Zwrot następuje zazwyczaj w kilka, nie więcej niż 10 lat – w zależności od skali prac (a więc i wielkości uzyskanych oszczędności) oraz skorzystania z publicznych dofinansowań do inwestycji, których dzięki środkom z UE jest naprawdę dużo. A termomodernizacja to przecież inwestycja na co najmniej kilka dziesięcioleci, więc ma to sens finansowy.

Mit 3: Z fotowoltaiką  będziemy przez połowę roku siedzieć przy świeczkach

Wszyscy rozważający  montaż instalacji fotowoltaicznej muszą wiedzieć, że gdy nie świeci słońce, można korzystać z energii z sieci lub – jeszcze lepiej, bo za darmo! – z własnego magazynu energii. Panele fotowoltaiczne generują energię oczywiście tylko w dzień, ale nawet w taki pochmurny, zimowy – oczywiście będzie jej mniej niż w długi, słoneczny, czerwcowy dzień, ale będzie. A w nocy? Oczywiście, wtedy także mamy prąd – wtedy pobieramy go z własnego magazynu energii lub z sieci. To drugie rozwiązanie jest jednak mniej korzystne, bo ze względu na sposób bilansowania można w uproszczeniu powiedzieć, że mamy prawo pobrać za darmo z sieci tylko niewielką część prądu oddanego do niej w okresach największej produkcji prądu przez naszą instalację. Część ta może się bardzo różnić w różnych okresach roku i wg nowych zasad obowiązujących od 2022 rozliczana jest finansowo. Jak poprawić tę sytuację? Zdecydować się koniecznie na magazyn energii czyli w uproszeniu “dużą baterię” lub zbiornik na ciepłą wodę. W ten sposób gromadzimy nadmiar prądu, gdy “dobrze świeci” i wykorzystujemy go wtedy, gdy światła jest mniej lub wcale. Ograniczamy dzięki temu wymianę prądu z siecią elektroenergetyczną i dodatkowo poprawiamy efektywność naszej inwestycji i przyspieszamy jej zwrot.

Mit 4: Dom mi się spali od fotowoltaiki, a pompy ciepła wybuchają

Fotowoltaika, magazyn energii, pompa ciepła są bezpieczniejsze od innych źródeł energii. W Polsce nie prowadzi się szczegółowych statystyk, ale służby pożarnicze zapewniają, że fachowo wykonana instalacja nie stanowi istotnego ryzyka pożarowego – nieporównywalnie bardziej niebezpieczne są inne, zwłaszcza przestarzałe, urządzenia czy instalacje elektryczne w naszych domach. Potwierdzają to dane z krajów, gdzie fotowoltaika funkcjonuje od dekad i bada się zagadnienie bardziej szczegółowo (np. Wielka Brytania, Niemcy, Holandia) – dobrze wykonana instalacja nie grozi pożarem.

A pompy ciepła? Na setki tysięcy zainstalowanych już w Polsce takich urządzeń, głośno było o jednej tragicznej eksplozji podczas serwisu takiego urządzenia. Pierwsze ustalenia wskazują jednak, że problemem była nie pompa, ale całkowicie niezgodne ze sztuką działania serwisowe. O wiele większe ryzyko eksplozji czy pożaru wiąże się z urządzeniami na gaz, węgiel czy olej, a do tego podczas spalania paliw emitują substancje szkodliwe dla środowiska oraz naszego zdrowia.

Mit 5 : OZE niszczą środowisko, a ich elementy nie nadają się do recyklingu

Dla energii wiatrowej te różnice są jeszcze bardziej znaczące – jest ona 40 razy mniej szkodliwa dla klimatu niż gazowa i aż 88 razy mniej niż węglowa. Raz zainstalowane źródła odnawialne nie potrzebują już do funkcjonowania paliwa – nie trzeba go wydobywać, importować (bo większość paliw w Polsce jest importowana!), dostarczać, spalać i w przypadku węgla jeszcze potem sprzątać. Dzięki OZE pozbywamy się tych problemów – jest nie tylko czysto, bezpiecznie i taniej, ale też wygodnie. A koniec życia urządzeń? Już Wbrew obawom, to odnawialne źródła energii są najbezpieczniejsze i najczystsze dla środowiska. Fakty są jednoznaczne. I to oczywiście uwzględniając cały cykl życia urządzeń – od pozyskania surowców i wytwarzania urządzeń, poprzez ich instalację i użytkowanie, aż po koniec funkcjonowania i recykling. Dane renomowanej instytucji statystycznej Our World In Data pokazują, że jednostka energii wytworzonej ze słońca odpowiada za 8 razy mniej emisji dwutlenku węgla (CO2) niż jednostka energii z gazu oraz aż 18 razu mniej niż z węgla! dzisiaj panele fotowoltaiczne w co najmniej 95% nadają się do recyklingu – składają się z wartościowych materiałów, które nadają się do ponownego wykorzystania. Po upływie 25-30 lat, bo taki czas życia paneli należy zakładać, bez większych trudności będzie można odzyskać i ponownie użyć surowce – potwierdzają to doświadczenia z krajów, gdzie na szerszą skalę od dłuższego czasu wykorzystuje się energię słoneczną.

Mit 6: Fotowoltaika jest szkodliwa dla zdrowia

Jest wręcz przeciwnie! Instalacja fotowoltaiczna nie tylko jest nieszkodliwa, ale dzięki niej zmniejszamy emisje szkodliwych dla zdrowia zanieczyszczeń. Źródło Our World In Data podaje, że jednostka energii wytworzonej z promieni słonecznych jest aż 1230 razy mniej szkodliwa dla zdrowia publicznego niż taka z węgla i 920 razy mniej szkodliwa niż z ropy oraz 140 razy mniej niebezpieczna niż jednostka energii z gazu. Pomijając niebezpieczeństwa dotyczące samego wydobycia paliw kopalnych i relatywnie częste wypadki z tym związane, samo ich spalanie jest niebezpieczne dla naszego zdrowia. Powstają przy tym rozliczne zanieczyszczenia, które pogarszają jakość powietrza i w naszych domach, i wokół nich. Smog to nie tylko problem estetyczny czy zapachowy, ale przede wszystkim zagrożenie dla zdrowia, powodujące czy zaostrzające choroby układu oddechowego i krążenia. Panele fotowoltaiczne natomiast niczego nie spalają, nie emitują, nie brudzą i nie hałasują. Fotowoltaika jest więc najlepszym wyborem również z punktu widzenia zdrowia naszego i najbliższych.

Mit 7, z kategorii komedii absurdu: Krowy się nie będą cielić i mniej mleka będą dawać

Termomodernizacja domu – zaizolowanie budynku i przejście na odnawialne źródła energii to najlepsze rozwiązanie dla domowego budżetu, dla zdrowia i dla środowiska. Niestety co jakiś czas media i media społecznościowe przywołują dość zaskakujące oskarżenia dotyczące fotowoltaiki czy innych odnawialnych źródeł energii, sugerujące, że mogą one szkodzić ludziom, zwierzętom gospodarskim czy uprawom. Jest to oczywiście nieprawda, bo fotowoltaika zwyczajnie nie ma czym szkodzić. Mało tego, coraz częściej montuje się fotowoltaikę nad polami uprawnymi, żeby połączyć produkcję czystej energii z zacienieniem upraw, co przy rosnących temperaturach i zmieniającym się klimacie staje się ważne. Czy fotowoltaika przyciąga pioruny? Nie. Czy z powodu fotowoltaiki lub energii wiatrowej krowy przestają się cielić lub dają mniej mleka? Absolutnie nie! Jest to całkowicie zmyślona informacja. Czy turbiny wiatrowe zabijają ptaki? Owszem, niestety może się to zdarzyć, ale po pierwsze relatywnie łatwo można ten wpływ ograniczać. A po drugie, fakty są jasne: nieporównywalnie większym zagrożeniem dla ptaków są wszelkie wysokie czy przeszklone budynki oraz linie energetyczne. Największe zaś spustoszenie sieją wśród ptaków nasze domowe koty. Nie wspominając już jak szkodliwe dla ptaków – i zwierząt w ogóle – są paliwa kopalne.

Podsumowanie

Przeprowadzenie w domu termomodernizacji, popularnie zwanej dociepleniem, zdecydowanie zmniejsza zużycie energii, gdyż w efekcie marnuje się jej o wiele mniej. A energia zaoszczędzona jest najlepsza zarówno dla kieszeni, jak i dla środowiska. Kosztuje nasze portfele i naszą planetę okrągłe zero. Do tego to korzystne dla zdrowia, nowoczesne i wygodne.

A gdy dodatkowo przejdziesz na odnawialne źródła energii takie jak pompa ciepła zasilana z własnej fotowoltaiki z magazynem energii? Zaoszczędzisz jeszcze więcej! A przede wszystkim zlikwidujesz szkodliwe dla zdrowia i czystego powietrza zanieczyszczenia ze spalania paliw w domu oraz wyeliminujesz ogromną część emisji gazów cieplarnianych! Ciepły dom zimą, chłodny latem może i powinien być oszczędny. A oszczędzać się opłaca – pieniądze, zdrowie i środowisko.

Jacek Hutyra, Członek Zarządu ds. Zrównoważonego Rozwoju / ESG Leroy Merlin Polska

Źródło: Artykuł partnerski

Globalne trendy w transformacji energetycznej

W ostatnich latach obserwujemy dynamiczne zmiany na rynku energetycznym. Z jednej strony, rosnące ceny surowców energetycznych oraz niestabilność dostaw skłaniają przedsiębiorstwa do poszukiwania efektywniejszych metod zarządzania energią. Z drugiej – wzrastająca świadomość ekologiczna oraz zobowiązania wynikające z międzynarodowych porozumień klimatycznych (takich jak Porozumienie Paryskie) wymuszają na firmach wdrażanie strategii mających na celu ograniczenie emisji gazów cieplarnianych. Unijne dyrektywy, w tym Dyrektywa EED (Energy Efficiency Directive), stawiają przed przedsiębiorstwami obowiązek przeprowadzania audytów energetycznych oraz wdrażania działań poprawiających efektywność energetyczną. W efekcie, sektor przemysłowy stoi przed koniecznością transformacji, która nie tylko wpływa na zmniejszenie negatywnego oddziaływania na środowisko, ale również przekłada się na wymierne korzyści finansowe.

Innowacyjne technologie – fundamenty nowoczesnej produkcji

Przemysł XXI wieku charakteryzuje się nieustanną modernizacją procesów technologicznych. Innowacyjne rozwiązania, takie jak pompy ciepła, odzysk ciepła odpadowego, kogeneracja oraz tworzenie nowych źródeł chłodu, stanowią odpowiedź na potrzebę optymalizacji zużycia energii. Wdrożenie takich technologii pozwala na wykorzystanie energii, która dotychczas była niezagospodarowana, a także na generowanie dodatkowych źródeł energii wewnątrz zakładu produkcyjnego.

Przykładowo, pompy ciepła wykorzystywane w procesach technologicznych nie tylko zapewniają efektywne ogrzewanie, ale również umożliwiają odzysk ciepła odpadowego, co przekłada się na redukcję zużycia paliw kopalnych. W systemach kogeneracyjnych, produkcja ciepła i energii elektrycznej odbywa się jednocześnie, co przy odpowiednio dobranych parametrach może zapewniać nawet całkowite pokrycie zapotrzebowania energetycznego zakładu przy jednoczesnej poprawie efektywności całego systemu. Wprowadzenie nowych źródeł chłodu, które zastępują przestarzałe układy chłodnicze, dodatkowo optymalizuje koszty operacyjne, przyczyniając się do zwiększenia konkurencyjności przedsiębiorstwa.

Model ESCO – finansowanie, które nie obciąża bilansu

Jednym z kluczowych elementów umożliwiających realizację ambitnych inwestycji w zakresie efektywności energetycznej jest model ESCO (Energy Service Company). Dzięki niemu, inwestycje nie wymagają angażowania dużych nakładów finansowych ze strony klienta. Model ten opiera się na finansowaniu inwestycji przez wyspecjalizowaną firmę, która realizuje projekt, a następnie otrzymuje wynagrodzenie uzależnione od osiągniętych oszczędności energetycznych.

Rozwiązanie to umożliwia przedsiębiorstwom natychmiastowe korzystanie z efektów modernizacji, jednocześnie nie obciążając ich bieżących zobowiązań. Jak podkreśla dr inż. Piotr Danielski, Prezes Zarządu i współzałożyciel DB Energy:

„Misja DB Energy to wdrażanie dekarbonizacji i efektywności energetycznej w taki sposób, aby przedsiębiorstwa nie tylko mogły osiągać znaczące oszczędności, ale przede wszystkim czuły realną korzyść z inwestycji. To dekarbonizacja, która się opłaca!” ​

Model ESCO pozwala na kompleksową obsługę inwestycji – od przeprowadzenia audytu energetycznego, poprzez projektowanie i wdrożenie rozwiązań, aż po uzyskanie gwarancji efektu. Dzięki temu rozwiązaniu, oszczędności energetyczne stają się bezpośrednio mierzalne, a przedsiębiorstwa mogą liczyć na wynagrodzenie oparte na sukcesie wdrożenia, co minimalizuje ryzyko finansowe.

Studium przypadku – transformacja w zakładzie Słodowni Soufflet Polska

W praktyce efektywności energetycznej i dekarbonizacji doskonałym przykładem jest projekt realizowany przez DB Energy we współpracy z Słodownią Soufflet Polska w Poznaniu. Zakład ten, należący do światowego lidera w produkcji słodu, przez ponad 20 lat utrzymywał status jednego z najbardziej efektywnych w globalnym portfelu firmy. Jednak dynamiczne zmiany rynkowe oraz wymogi regulacyjne wymusiły potrzebę dalszej modernizacji.

Projekt rozpoczął się od obowiązkowego audytu energetycznego, który wyznaczył kierunki optymalizacji. Na podstawie zidentyfikowanych wyzwań, DB Energy zaprojektowała i wdrożyła szereg nieoczywistych rozwiązań technologicznych, mających na celu zarówno zwiększenie efektywności energetycznej, jak i redukcję emisji. Kluczowe elementy projektu obejmowały:

  • Modernizację układu cieplnego – umożliwiającą odzysk ciepła odpadowego z procesów technologicznych,
  • Instalację pompy ciepła – generującej ciepło niezbędne dla procesów produkcyjnych, przy jednoczesnym wykorzystaniu odzyskanego ciepła,
  • Uruchomienie jednostek kogeneracyjnych – które nie tylko dostarczają ciepło, ale także niemal całkowicie pokrywają zapotrzebowanie zakładu na energię elektryczną,
  • Budowę nowego źródła chłodu – zastępującego przestarzałe rozwiązania i umożliwiającego lepszą kontrolę nad procesami technologicznymi.

Rezultatem wdrożenia była m.in. redukcja emisji CO₂ o 40% – co przekłada się na ograniczenie emisji o 9 543 tCO₂, oszczędność 30 GWh energii cieplnej i 12 GWh energii elektrycznej, a także miesięczne oszczędności rzędu 1,2 mln zł netto. Jak zauważa przedstawiciel Słodowni, wybór modelu ESCO pozwolił na realizację inwestycji bez konieczności angażowania własnych środków. ​

Korzyści ekonomiczne i środowiskowe – inwestycja, która przynosi zysk

Wdrożenie projektów z zakresu efektywności energetycznej wiąże się nie tylko z ograniczeniem negatywnego wpływu na środowisko, ale przede wszystkim z realnymi korzyściami ekonomicznymi.

Decydujące dla wielu przedsiębiorstw są również długoterminowe oszczędności, wynikające z niższego zużycia energii i mniejszej zależności od zmiennych cen surowców. Efektywność energetyczna przekłada się również na poprawę jakości produktów – modernizacja układów technologicznych, jak pokazuje przykład Słodowni Soufflet, wpływa na podniesienie standardów produkcji. Stanowi to dodatkowy atut konkurencyjny.

Przedsiębiorstwa, które decydują się na transformację energetyczną, nie tylko przyczyniają się do ochrony środowiska, ale również zyskują na elastyczności i odporności operacyjnej. W dobie rosnących wymagań regulacyjnych, inwestycje te pozwalają na spełnienie norm emisji. Podejście to jest szczególnie ważne dla firm działających na rynkach międzynarodowych.

Perspektywy i wyzwania dekarbonizacji w przemyśle

Decyzja o wdrożeniu rozwiązań poprawiających efektywność energetyczną to nie tylko kwestia wyboru technologii, ale przede wszystkim strategicznego podejścia do zarządzania przedsiębiorstwem. Współczesny przemysł stoi przed szeregiem wyzwań, które obejmują:

  • Maksymalizację efektu energetycznego – konieczność ciągłej optymalizacji procesów w celu wykorzystania każdej jednostki energii,
  • Ograniczenie emisji – wymogi regulacyjne oraz presja społeczna nakazują ograniczenie emisji gazów cieplarnianych,
  • Realizację celów strategicznych – transformacja energetyczna musi być zgodna z długoterminową wizją rozwoju przedsiębiorstwa,
  • Optymalizację działania zakładu – modernizacja infrastruktury produkcyjnej wpływa na poprawę wydajności i niezawodności procesów,
  • Poznanie niuansów procesów technologicznych – szczegółowa analiza i audyt energetyczny stanowią fundament skutecznych rozwiązań,
  • Zrozumienie perspektywy klienta – każda inwestycja powinna być dostosowana do specyfiki i potrzeb konkretnego przedsiębiorstwa.

Umiejętność zrozumienia zarówno technicznych możliwości, jak i biznesowych aspektów modernizacji wyróżnia firmy myślące przyszłościowo. Wdrożone w Słodowni Soufflet rozwiązania pokazują, że dekarbonizacja przemysłu nie musi być postrzegana wyłącznie jako kosztowna konieczność, lecz jako inwestycja, która generuje dodatkowe zyski i przewagę konkurencyjną.

Dr inż. Piotr Danielski, Prezes Zarządu i współzałożyciel DB Energy, podkreśla, że kluczowym aspektem w drodze do zrównoważonej produkcji jest umiejętne łączenie nowoczesnych technologii z modelem finansowania, który minimalizuje ryzyko przedsiębiorstwa. W jego słowach brzmiąca misja firmy to:

„Tak wdrażamy dekarbonizację i efektywność energetyczną w przemyśle, żeby przedsiębiorstwa chciały to robić i żeby im to się opłacało. Naszym celem jest współtworzenie fabryk, które moglibyśmy mieć tuż za płotem – zeroemisyjnych, cichych i efektywnych energetycznie.” ​

Taka wizja nie tylko wpisuje się w globalne trendy, ale również stanowi praktyczny model, który może być adaptowany przez inne przedsiębiorstwa przemysłowe. Dążenie do transformacji energetycznej staje się zatem strategicznym narzędziem wzmacniającym pozycję firmy na konkurencyjnym rynku.

Szerszy kontekst – jak branża przemysłowa może odnosić korzyści

Decydując się na transformację energetyczną, przedsiębiorstwa nie tylko wchodzą w grono ekologicznych liderów, ale przede wszystkim zyskują na stabilności finansowej i operacyjnej. Kluczowe korzyści obejmują:

  • Redukcję kosztów operacyjnych: Inwestycje w efektywność energetyczną przekładają się na mniejsze zużycie energii, co w długoterminowej perspektywie obniża koszty produkcji.
  • Zwiększenie konkurencyjności: Przedsiębiorstwa, które wdrażają nowoczesne technologie, są lepiej przygotowane na zmieniające się warunki rynkowe oraz rosnące wymagania regulacyjne.
  • Budowanie pozytywnego wizerunku: Zaangażowanie w działania proekologiczne wpływa korzystnie na wizerunek firmy, co jest istotne zarówno w oczach klientów, jak i inwestorów.
  • Spełnienie norm środowiskowych: Coraz bardziej rygorystyczne przepisy dotyczące emisji CO₂ wymagają od firm podejmowania działań na rzecz ochrony środowiska – transformacja energetyczna jest odpowiedzią na te wymagania.

Z perspektywy menedżerów i decydentów, wdrożenie rozwiązań opartych na modelu ESCO pozwala na realizację ambitnych projektów bez konieczności angażowania dużych środków własnych. Przykład Słodowni Soufflet Polska pokazuje, że dzięki starannie przeprowadzonemu audytowi energetycznemu oraz kompleksowej obsłudze inwestycji, możliwe jest osiągnięcie oszczędności na poziomie setek tysięcy złotych miesięcznie oraz znacząca redukcja emisji CO₂, co ma niebagatelne znaczenie dla strategii zrównoważonego rozwoju. ​

Wyzwania i perspektywy dalszych inwestycji

Choć efektywność energetyczna przynosi wymierne korzyści, proces transformacji wiąże się z szeregiem wyzwań. Do najważniejszych należą:

  • Infrastruktura technologiczna: Modernizacja istniejących zakładów produkcyjnych wymaga nie tylko inwestycji, ale także dostosowania systemów zarządzania energią oraz kompetencji kadry inżynieryjnej.
  • Dostosowanie do zmieniających się przepisów: Przepisy unijne i krajowe ulegają ciągłym zmianom, co wymusza regularne aktualizacje strategii energetycznych.
  • Integracja nowych technologii: Wdrożenie rozwiązań takich jak pompy ciepła czy systemy kogeneracyjne wymaga precyzyjnego dopasowania do specyfiki produkcji i procesów technologicznych przedsiębiorstwa.
  • Zarządzanie ryzykiem finansowym: Mimo że model ESCO minimalizuje ryzyko inwestycyjne, niezbędne jest stałe monitorowanie efektów wdrożonych rozwiązań oraz elastyczne dostosowywanie strategii finansowania.

Dla menedżerów i decydentów kluczowe jest, aby inwestycje te były postrzegane jako element długoterminowej strategii rozwoju, a nie jedynie jako koszt operacyjny. Transformacja energetyczna, oparta na solidnych analizach i wdrażana w modelu partnerskim, może stać się fundamentem stabilności i innowacyjności przedsiębiorstwa na przestrzeni kolejnych lat.

Przykłady sukcesów i inspiracje dla innych branż

Wdrożenie rozwiązań wskazanych w kompleksowym audycie energetycznym oraz dalsze kroki modernizacyjne pokazują, że efektywność energetyczna to nie tylko inwestycja w technologie, ale przede wszystkim w przyszłość firmy. Przedsiębiirstwa, które decydują się na taki krok, mogą liczyć na:

  • Wyższy poziom bezpieczeństwa operacyjnego: Stabilne i zoptymalizowane systemy energetyczne redukują ryzyko przestojów oraz awarii.
  • Lepsze wyniki finansowe: Mniejsze koszty operacyjne przekładają się na wyższe marże i lepszą pozycję konkurencyjną na rynku.
  • Wzrost wartości rynkowej: Inwestorzy coraz częściej zwracają uwagę na proekologiczne inicjatywy, co wpływa na pozytywną ocenę przedsiębiorstw angażujących się w transformację energetyczną.

Podsumowanie

Transformacja energetyczna i dekarbonizacja przemysłu to wyzwania, które wymagają innowacyjnego podejścia, integracji nowoczesnych technologii oraz przemyślanych modeli finansowania. Przykład DB Energy i Słodowni Soufflet Polska pokazuje, że możliwe jest osiągnięcie efektów, które przekładają się zarówno na wymierne oszczędności finansowe, jak i na znaczną redukcję emisji CO₂. Dzięki wdrożeniu technologii takich jak pompy ciepła, odzysk ciepła odpadowego, systemy kogeneracyjne oraz nowe źródła chłodu, przedsiębiorstwa mogą osiągnąć poziom efektywności energetycznej, który pozwala im konkurować na globalnym rynku, jednocześnie spełniając wymogi zrównoważonego rozwoju.

Jak podkreśla dr inż. Piotr Danielski, „dekarbonizacja to inwestycja, która się opłaca” – a model ESCO umożliwia realizację tych inwestycji bez obciążania bilansu przedsiębiorstwa, co czyni go atrakcyjnym rozwiązaniem zarówno dla dużych, jak i średnich firm przemysłowych. ​

W obliczu nieustannie rosnących wyzwań związanych z ochroną środowiska oraz potrzeby optymalizacji kosztów, transformacja energetyczna staje się nieodzownym elementem strategii rozwoju. Przedsiębiorstwa, które już dziś decydują się na wdrożenie nowoczesnych rozwiązań, zyskują nie tylko na efektywności operacyjnej, ale również budują fundamenty pod przyszły rozwój w coraz bardziej wymagającym otoczeniu regulacyjnym i rynkowym. Dla decydentów i menedżerów kluczowe jest, aby patrzeć na efektywność energetyczną jako na strategiczną inwestycję, która przynosi długoterminowe korzyści – zarówno w wymiarze finansowym, jak i w zakresie odpowiedzialności ekologicznej.

Perspektywy na przyszłość

Przemysł, który z powodzeniem wdrożył rozwiązania transformacji energetycznej, może stać się wzorem do naśladowania dla innych sektorów. W miarę jak technologie energetyczne będą się rozwijać, a przepisy dotyczące emisji CO₂ będą coraz bardziej restrykcyjne, inwestycje w efektywność energetyczną staną się nie tylko koniecznością, ale i źródłem przewagi konkurencyjnej. Możliwość uzyskania natychmiastowych oszczędności finansowych, połączona z długoterminową redukcją emisji, sprawia, że model ESCO oraz kompleksowe podejście do transformacji energetycznej zyskują na znaczeniu.

Warto zwrócić uwagę, że transformacja energetyczna to proces ciągły, wymagający stałego monitorowania, analizy danych energetycznych oraz adaptacji do nowych warunków rynkowych i technologicznych. Przedsiębiorstwa, które zdecydują się na taki kierunek rozwoju, muszą liczyć się z koniecznością inwestycji nie tylko w nowoczesne urządzenia, ale również w rozwój kompetencji swoich kadr. Szkolenia, modernizacja systemów zarządzania energią oraz ciągłe doskonalenie procesów technologicznych będą stanowić integralny element strategii długoterminowej.

Wnioski

Podsumowując, efektywność energetyczna i dekarbonizacja przemysłu to kluczowe wyzwania współczesnej gospodarki, które mają wymiar nie tylko ekologiczny, ale przede wszystkim ekonomiczny. Wdrożenie nowoczesnych technologii, takich jak pompy ciepła, odzysk ciepła odpadowego, kogeneracja czy nowe źródła chłodu, w połączeniu z innowacyjnym modelem finansowania ESCO, pozwala przedsiębiorstwom na osiągnięcie wymiernych korzyści. Przykład projektu DB Energy realizowanego w zakładzie Słodowni Soufflet Polska w Poznaniu stanowi dowód na to, że transformacja energetyczna, oparta na kompleksowym podejściu i partnerskiej współpracy, może stać się realnym narzędziem poprawy efektywności operacyjnej i budowania przewagi konkurencyjnej.

Dla decydentów i menedżerów przemysłowych, inwestycje w nowoczesne technologie energetyczne to szansa na zbudowanie bardziej odpornego, elastycznego i przyjaznego środowisku systemu produkcji. W obliczu globalnych wyzwań i rosnących wymagań rynkowych, decyzja o wdrożeniu strategii transformacji energetycznej staje się strategicznym krokiem w kierunku zrównoważonego rozwoju, który przynosi zysk nie tylko finansowy, ale również społeczny i ekologiczny.

Transformacja energetyczna to nie tylko przyszłość – to już teraźniejszość, z którą muszą zmierzyć się nowoczesne przedsiębiorstwa. Wprowadzając innowacyjne rozwiązania i korzystając z modeli finansowania opartych na efektywności, firmy mogą nie tylko spełniać coraz bardziej rygorystyczne normy środowiskowe, ale przede wszystkim budować fundamenty pod długoterminowy rozwój i konkurencyjność na globalnym rynku.

Źródło: Artykuł partnerski

Luty z mocnym wzrostem rejestracji aut elektrycznych. Efekty nowych programów wsparcia już widoczne

Według danych z końca lutego 2025 r., w Polsce były zarejestrowane łącznie 84 802 osobowe i użytkowe samochody całkowicie elektryczne (BEV). W lutym ich liczba zwiększyła się o 4 102  szt., czyli o 15% więcej niż w analogicznym okresie 2024 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSNM.

Pod koniec lutego 2025 r. po polskich drogach jeździły 150 953 samochody osobowe z napędem elektrycznym. Flota w pełni elektrycznych, osobowych aut (BEV, ang. battery electric vehicles) liczyła 76 384 szt., a park hybryd typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 74 569 szt. Liczba samochodów dostawczych i ciężarowych z napędem elektrycznym wynosiła 8 451 szt. Stale rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec lutego składała się z 23 880 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 1 014 635 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów zeroemisyjnych w Polsce wzrósł do 1512 szt. (z czego pojazdy całkowicie elektryczne stanowiły 1423 szt., zaś wodorowe 89 szt.).

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym rozwija się infrastruktura ładowania. Pod koniec lutego 2025 r. w Polsce funkcjonowało 9 125 ogólnodostępnych punktów ładowania pojazdów elektrycznych. 31% z nich stanowiły szybkie punkty ładowania prądem stałym (DC), a 69% – wolne punkty prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW.

Od początku roku w Polsce przybyło prawie 500 nowych punktów ładowania, z czego niemal połowę stanowiły szybkie punkty DC – ich udział w polskiej sieci infrastruktury ogólnodostępnej systematycznie wzrasta. Impuls do znacznie szybszej rozbudowy punktów DC mogą stanowić dwa nowe programy wsparcia, których regulaminy poznaliśmy w ubiegłym tygodniu. Nabory zostaną uruchomione pod koniec marca. Oba programy są od siebie niezależne, ale ich efektywność rynkowa zależy od odpowiedniej koordynacji naborów. W wielu lokalizacjach, zwłaszcza tranzytowych wzdłuż sieci TEN-T, dopłaty do punktów ładowania powinny zostać skorelowane z dofinasowaniem przyłącza wysokiej mocy. W tym kontekście, biorąc pod uwagę  znacznie krótszy czas trwania konkursu na wsparcie infrastruktury ładowania (ma trwać do końca sierpnia, zaś nabór dotyczący przyłączy do końca grudnia), kwestią kluczową będzie w szczególności odpowiednio sprawne procedowanie złożonych wniosków przez NFOŚIGW. Charakter naboru w ramach programu dopłat do infrastruktury ładowania sprawia również, że potencjalni beneficjenci powinni we wnioskach racjonalnie określić kwotę oczekiwanego dofinansowania, aby zwiększyć swoje szanse w konkursie – mówi Jan Wiśniewski, dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM.  

Luty okazał się być bardzo dobrym miesiącem rejestracji zarówno nowych jak i używanych pojazdów. Jeżeli chodzi o wyniki nowych pojazdów, efektem wzrostu jest zapewne wprowadzenie nowego programu wsparcia – NaszEauto, a tylko w ciągu kilku pierwszych tygodni funkcjonowania tego programu wpłynęło ponad 1300 wniosków. Znacznie wzrosła liczba rejestracji hybryd plug-in, ale to też nie dziwi, bo w związku z zaostrzeniem celów emisyjnych, które muszą zostać spełnione w 2025 roku, producenci przygotowali bardzo dobrą ofertę na te modele pojazdów. Nieco gorsza sytuacja jest w przypadku samochodów dostawczych – w ciągu dwóch pierwszych miesięcy bieżącego roku – w porównaniu z rokiem ubiegłym – liczba rejestracji tych pojazdów spadła. Tu przyczyną spadków jest zapewne zakończenie programu wsparcia Mój Elektryk. Warto odnotować bardzo dynamiczne wzrosty w segmencie elektrycznych motocykli, motorowerów i pojazdów mikro, a także pojazdów wodorowych. Na zakończenie należy też zaznaczyć, że w Polsce przekroczyliśmy liczbę miliona sztuk zarejestrowanych osobowych i dostawczych samochodów hybrydowych, co więcej – ilość tych pojazdów dynamicznie i sukcesywnie rośnie mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

Cła, stopy procentowe i niepewność – globalne rynki pod presją decyzji politycznych

Temat taryf celnych jest wiodący dla rynków i to prawdopodobnie nie zmieni się w najbliższej przyszłości. Przynajmniej do 2 kwietnia, kiedy to wygasa zwolnienie z opłat na wybrane produkty z Kanady oraz Meksyku i kiedy mają zostać ogłoszone nowe wzajemne taryfy na partnerów handlowych USA.

Należy pamiętać, że cła mogą mieć dwa całkowicie przeciwstawne cele. Mogą być stosowane jako narzędzie negocjacyjne lub jako instrument długoterminowej polityki przemysłowej. Ale nie da się realizować obydwu jednocześnie. Jeśli mają one służyć jako element nacisku, Stany Zjednoczone powinny wiarygodnie zapewnić inne kraje, że zostaną one wycofane, jeśli dojdzie do porozumienia. USA powinny utrzymać je w mocy tylko wtedy, gdy ostateczny cel nie zostanie osiągnięty, innymi słowy, kiedy negocjacje zakończą się fiaskiem.

W przypadku drugim (cel polityki przemysłowej) , krajowe przedsiębiorstwa powinny mieć pewność, że cła zostaną utrzymane przez długi czas. Jedynie w takim wypadku mogą być skutecznym mechanizmem ochrony krajowych firm przed zagraniczną konkurencją. W takich warunkach lepiej jest planować przez nie długoterminowe inwestycje i zwiększać swoje moce produkcyjne. W innym przypadku wiarygodność ceł jako narzędzia przemysłowego zostanie utracona.

Niestety w komentarzach płynących z administracji USA nie jest do końca jasne, który z tych celów ma zostać osiągnięty. W przypadku Kanady politycy zakładają, że naciski celne mają skłonić ten kraj do większej współpracy z zakresie bezpieczeństwa granic i jednocześnie mają za zadanie zachęcić firmy do przeniesienia produkcji do USA, aby uniknąć problemów wyższych kosztów.

Aktualne środowisko jest trudne dla dolara amerykańskiego, który przez długi czas był wspierany przez wyjątkową pozycję gospodarczą USA. Pogłębiająca się niepewność związana z polityką handlową w pewnym momencie zaczęła osłabiać tę pozycję i wpływać negatywnie na jego perspektywy.

Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami, Szwajcarski Bank Narodowy (SNB) ponownie obniżył stopy procentowe o 25 punktów bazowych do poziomu 0,25 proc.. NIe ujawniono dalszych planów. Rynek odebrał decyzję SNB jako „gołębią”, co wywołało presję na franka szwajcarskiego. Prognozy inflacyjne na 2025 rok zostały nieznacznie podniesione, ale podkreślono, że byłyby niższe, gdyby nie cięcia kosztu pieniądza.

O parametrach swojej polityki monetarnej decydował również Bank Anglii pozostawiając stopy procentowe bez zmian (4,5 proc.). Jednak samo głosowanie okazało się pewnym rozczarowaniem – zamiast poprzeć kolejną obniżkę stóp, jak tego oczekiwano, Catherine Mann zagłosowała za ich utrzymaniem. Komunikat BoE poinformował rynek, że nastąpił znaczący postęp w procesie dezinflacji co pozwala na stopniowe wycofywanie się z restrykcyjnej polityki pieniężnej. Natomiast niepewność w globalnej polityce handlowej wzrosła od ostatniego posiedzenia.

Notowania GBP/USD po porannym spadku (na skutek słabych danych z rynku pracy UK) lekko urosły. Dzi rano nastąpiła kolejna zniżka do 1,2930.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Nowy impuls fiskalny w Niemczech: jak wydatki na obronę i infrastrukturę napędzą gospodarkę

Uwolnienie wydatków na obronę i infrastrukturę: jak i dlaczego z poślizgiem przełoży się to na wzrost gospodarczy (co decyduje też o polskim eksporcie); osłabiony przemysł wąskim gardłem we wdrażaniu środków; do środków publicznych dołączy wzrost inwestycji prywatnych; koszt obsługi długu nie powinien być problemem w dłuższej perspektywie – po uwzględnieniu bodźca do dodatkowego wzrostu.

  • Większością dwóch trzecich głosów Bundestag wyłączył wydatki na obronę z reguł (zrównoważonego) normalnego budżetu, zezwalając na nowe zadłużenie powyżej 1% PKB
  • Utworzono również specjalny fundusz infrastrukturalny w wysokości 500 mld EUR, aby zaradzić potrzebom narosłym przez dziesięciolecia niedoinwestowania (zasób kapitału zmniejszył się o -10 punktów procentowych w ciągu ostatniej dekady).
  • W pierwszej kolejności będą realizowane wydatki na obronę, a wdrożenie projektów infrastrukturalnych prawdopodobnie będzie wymagać więcej czasu.
  • W opinii Allianz Trade bodziec ten może jednak zwiększyć równocześnie inwestycje prywatne nawet o +5,9% łącznie w ciągu 12-letniego okresu funkcjonowania funduszu infrastrukturalnego, chociaż do pełnego uwolnienia i wykorzystania potencjału tego wzrostu potrzebne są reformy strukturalne.
  • Allianz Trade szacuje, że finansowane długiem wydatki fiskalne dodadzą +0,3% do PKB Niemiec w 2025 r., a skala tak pobudzonego dodatkowego wzrostu przyspieszy do +1,7% w 2026 r. i +2,1% w 2027 r.
  • Nadal jednak równolegle utrzymują się zagrożenia, takie jak inflacja i ograniczenia w zdolnościach produkcyjnych, a wskaźnik zadłużenia do PKB ma przekroczyć do 2037 r. 72%, z obecnego poziomu 62,8%.
  • Rynki kapitałowe wyceniły już w tym tygodniu to głosowanie i obecnie wyceniają stopy procentowe dla Niemiec o około 30pb wyżej. Biorąc pod uwagę pozytywny wpływ na wzrost gospodarczy i inflację, wynikające z tego dodatkowe koszty obsługi zadłużenia dla Niemiec powinny być możliwe do opanowania (0,1-0,2% PKB, ceteris paribus – w tych samych okolicznościach).

Na nadzwyczajnym posiedzeniu w tym tygodniu Bundestag przyjął poprawki do Ustawy Zasadniczej w zakresie obronności, infrastruktury i neutralności klimatycznej, które mogą wyciągnąć Niemcy z gospodarczego dołka. W Bundestag znalazła się większość dająca wymagane dwie trzecie głosów, aby zwolnić wydatki na obronę – w tym ochronę ludności i obronę, cyberbezpieczeństwo, wywiad i wsparcie dla państw zaatakowanych z naruszeniem prawa międzynarodowego – z reguł normalnego budżetu, gdy przekroczone zostanie 1% PKB wydatków na ten cel, co umożliwi rządowi federalnemu zaciągnięcie nowego długu. Ponadto Bundestag postanowił dodać do konstytucji specjalny fundusz w wysokości 500 mld euro na finansowanie nowych inwestycji w infrastrukturę i osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2045 roku. Ten specjalny fundusz może zostać uruchomiony na dodatkowe inwestycje tylko jeśli 10% normalnego budżetu federalnego zostanie uprzednio wydane na inwestycje. 100 mld euro z tego funduszu zostanie przeznaczone na Fundusz Klimatyczny i Transformacyjny (KTF), a kolejne 100 mld euro będzie dostępne dla krajów związkowych na inwestycje w ich infrastrukturę, zwłaszcza sieci ciepłownicze i inne sieci związane z energią.

Wydatki fiskalne są krokiem we właściwym kierunku, ponieważ Niemcy muszą pilnie odbudować swoją infrastrukturę publiczną po latach zaniedbań, a jednocześnie w szczególności zwiększyć i ustabilizować wydatki zorientowane na przyszłość. W ciągu ostatniej dekady wartość niemieckiego kapitału (w środkach trwałych) zmniejszyła się o 10 punktów procentowych. Niedoinwestowanie było najbardziej dotkliwe w infrastrukturze publicznej – kolejach, autostradach i drogach wodnych – ze szczytową stratą -22 mld EUR w 2023 r., co pogłębia niekorzystną sytuację. Kluczowe obszary w wydatkach ukierunkowanych na przyszłość, takie jak infrastruktura transportowa, edukacja i obrona, stanowią obecnie nieco poniżej 25% wydatków publicznych na szczeblu federalnym, stanowym i lokalnym. Ich udział w PKB pozostawał względnie stabilny w ostatnich dziesięcioleciach, ale nadal jest poniżej średniej UE (7,3% PKB w 2023 r. wobec średniej unijnej 10,5%), zwłaszcza w przypadku obronności i edukacji (wykres 1). Nawet przy pakiecie fiskalnym Niemcy nadal stać będą przed wyzwaniem przyspieszenia rozwoju infrastruktury, ponieważ ograniczenia w zdolnościach produkcyjnych i napięcia na rynku pracy spowolnią wydatkowanie i wdrażanie środków. Z drugiej strony, nacisk na inwestycje publiczne będzie zapewne również stymulować inwestycje sektora prywatnego – jak Allianz Trade szacuje wzrost z tym związanym może wynieść +5,9% łącznie w ciągu 12-letniego okresu funkcjonowania funduszu infrastrukturalnego, pod warunkiem jednak, że pakietowi fiskalnemu towarzyszyć będą reformy strukturalne, takie jak reformy podatkowe lub ograniczenie biurokracji.

Wykres 1: Wydatki publiczne ukierunkowane na przyszłość są w Niemczech niższe niż średnia UE1 Wydatki publiczne ukierunkowane na przyszłość są w Niemczech

Źródła: Eurostat, Allianz Research. Uwaga: UE11 to 11 europejskich państw założycielskich.

Podczas gdy wydatki na obronę prawdopodobnie będą już na wstępie skoncentrowane, to wdrożenie projektów infrastrukturalnych zajmie trochę czasu, choć i tak zwiększy to prognozę niemieckiego PKB. Zastosowaliśmy dolną granicę mnożników dla infrastruktury i obronności, ponieważ uruchomienie infrastruktury zajmie trochę czasu, a wydatki na obronność mają zwykle skromniejszy wpływ (na wzrost), ponieważ część środków przeznaczana jest na importowany sprzęt, a nie na produkcję krajową. Zakładając stopniowe wdrażanie dodatkowych 2% PKB wydatków fiskalnych finansowanych długiem[1] , PKB może wzrosnąć w następstwie tego o +0,3% w 2025 r. (w porównaniu z bazowym poziomem stagnacji), +1,7% w 2026 r. (z +0,9%) i +2,1% w 2027 r. (z +1,1%) (wykres 2, po lewej). Jednak wydatki fiskalne finansowane długiem prawdopodobnie zwiększą również inne zagrożenia, takie jak wzrost płac i inflację, ponieważ ograniczenia dostępnych mocy produkcyjnych będą hamować wzrost produkcji. Przy stopniowym wdrażaniu wskaźnik zadłużenia do PKB osiągnąłby nieco ponad 72% do 2037 r. (wykres 2, po prawej).

Wykres 2: Wzrost wynikający z pakietu fiskalnego, r/r w pp i ogółem w % (po lewej) oraz dług publiczny w % PKB (po prawej)

Źródła: LSEG Datastream, NATO, Oxford Economics, Allianz Research. Uwaga: Zakładamy stopniowe wdrażanie.

Rynki już wcześniej w dużej mierze wyceniały głosowanie w Bundestagu. Rynki finansowe nie zareagowały zbytnio na wtorkowe głosowanie, utrzymując reakcję obserwowaną w pierwszych dwóch dniach po jego zapowiedzi 4 marca. Ogólnie rzecz biorąc, krzywa rentowności przesunęła się w górę o około 20-30 pb (2 letnie papiery skarbowe o 15 pb, 10-letnie o 30 pb, i 30-lenie również o 30 pb). Ruch ten był spowodowany wyższymi realnymi stopami procentowymi (17 pb) i w nieco mniejszym stopniu wyższymi oczekiwaniami inflacyjnymi (14 pb, wykres 3). Niemiecki indeks giełdowy (DAX) wzrósł o +5%, zwiększając zyski w ujęciu rocznym do 17%. Euro umocniło się o 3,0% do 1,09 w stosunku do USD. Ogólnie rzecz biorąc, reakcja rynku odzwierciedla naszą opinię i nie widzimy pola do dalszego wzrostu rentowności (kosztu obsługi obligacji rządowych) w oparciu o to wydarzenie.

Wykres 3: Realne rentowności i inflacja wpłynęły na wzrost rentowności niemieckich 10-latek już po ogłoszeniu planów nowych wydatków, zmiana %

3 Realne rentowności i inflacja wpłynęły na wzrost rentowności niemieckich 10-latek

Źródła: Bloomberg, Allianz Research.

Wyższe stopy procentowe przekładają się na około 0,1-0,2% PKB dodatkowego deficytu fiskalnego w długim okresie, co powinno być do zaakceptowania i opanowania. Jeśli założymy, że koszty zadłużenia wzrosną o 30 punktów bazowych w długim okresie, przełoży się to na 8 mld EUR dodatkowych kosztów odsetkowych rocznie, biorąc pod uwagę obecny stan zadłużenia w wysokości 2,6 bln EUR. Jest to równowartość 0,19% PKB dodatkowego deficytu. Liczba ta może być lepszym wskaźnikiem, ponieważ a) minie trochę czasu, zanim dodatkowe koszty odsetkowe przełożą się na cały stan zadłużenia ze względu na średnią zapadalność długu i b) całkowity stan zadłużenia będzie stopniowo wzrastał (ogólnie, ale także z powodu dodatkowych wydatków), ale tak samo jak nominalny PKB, biorąc pod uwagę wyższy wzrost gospodarczy i trajektorię inflacji, ceteris paribus. Podsumowując, 0,1-0,2% PKB dodatkowego deficytu wynikającego z wyższych kosztów odsetkowych wydaje się nie być problemem nie do opanowania dla Niemiec. Dlatego też efekt ten sam w sobie nie ma wpływu na naszą prognozę stóp procentowych. Głównym powodem założenia wyższych stóp procentowych jest raczej wzrost oczekiwań inflacyjnych, a nie wzrost emisji długu.

[1] Wydatki na obronę osiągną 3% PKB do 2025 r., a wydatki na infrastrukturę zaczną się materializować dopiero od 2026 r. ze względu na dłuższe ramy czasowe projektów, przy jednoczesnym uwzględnieniu wzajemnych ceł na aluminium i samochody w wysokości 25% ze strony USA, które weszły w życie 12 marca 2025 r.

Dane GUS za luty 2025: deweloperzy hamują z inwestycjami

Choć w pierwszych dwóch miesiącach tego roku liczba rozpoczętych inwestycji jest o 10 proc. słabsza niż w tym samym czasie ubiegłego roku, sytuację na rynku należy uznać za stabilną. A to jest pozytywnym sygnałem.

Główny Urząd Statystyczny opublikował najnowsze dane dotyczące wyników budownictwa mieszkaniowego w okresie styczeń-luty 2025 roku.

Rozpoczęte budowy

W lutym deweloperzy w całym kraju rozpoczęli inwestycje obejmujące 10 925 nowych mieszkań, natomiast w pierwszych dwóch miesiącach łącznie wynik ten wyniósł 23,5 tys. lokali w budowie. Był o 10,2 proc. słabszy niż w analogicznym okresie zeszłego roku.

Uważamy, że z uwagi na dysproporcję popytu i podaży oraz rekordową liczbę mieszkań dostępnych w ofercie, w kolejnych miesiącach budowniczy mogą obniżyć swoją aktywność jeszcze mocniej. W takich okolicznościach utrzymanie bardzo dobrego tempa wprowadzeń nowych inwestycji, który obserwowaliśmy w 2024 roku, będzie niemożliwe – komentuje Patryk Kozierkiewicz, radca prawny w Polskim Związku Firm Deweloperskich.

Zdaniem PZFD nie oznacza to jednak, że obecny rok maluje się dla branży w ciemnych barwach. Przeciwnie, powinien to być czas stabilizacji i złapania równowagi, której rynek usilnie oczekiwał.

Przypomnijmy, branża przeszła w ostatnich latach wstrząs związany z osłabieniem gospodarczym i wybuchem wojny w Ukrainie, który został niemal natychmiast zastąpiony euforycznym okresem funkcjonowania programu Bezpieczny Kredyt 2 proc. – twierdzi Patryk Kozierkiewicz.

Nawet gdyby aktualny rok był pod względem wprowadzeń około 15-20 proc. słabszy niż poprzedni, wciąż mówilibyśmy o znacznie lepszym wyniku niż w latach 2022-2023. Osiągnięcie takiego pułapu pozwoliłoby branży na dalszy, harmonijny rozwój.

– Szczególnie, że z uwagi na poprawiającą się sytuację gospodarczą i dobre prognozy inflacyjne, na horyzoncie widać już potencjalne obniżenie stóp procentowych, co powinno przyczynić się do wzrostu popytu na kredyty hipoteczne – twierdzi radca prawny Związku.Rozpoczęte budowy

Pozwolenia na budowę

Podobnie jak przy statystyce dotyczącej rozpoczęć, częściowy spadek aktywności inwestorów widać również w zakresie pozwoleń na budowę. W lutym udzielono zgód na budowę 13 391, a w dwóch pierwszych miesiącach łącznie 26 519 mieszkań. Stanowi to spadek o 12,4 proc. względem tego samego okresu rok wcześniej.

Wysokie koszty obsługi długu i obniżenie popytu powodują, że obecna sytuacja będzie sprzyjała dużym podmiotom, z silnie ugruntowaną pozycją rynkową. I to właśnie tacy, realizujący długofalową strategię deweloperzy mogą w tym roku odpowiadać za dużą część uzyskiwanych pozwoleń – uważa Patryk Kozierkiewicz.

Mieszkania oddane do użytkowania

W styczniu i lutym oddano do użytkowania łącznie 18,3 tys. nowych mieszkań, co jest niemal identycznym wynikiem względem pierwszych dwóch miesięcy 2024 r.

Tendencja ta powinna utrzymywać się w perspektywie kolejnych miesięcy, skutkując najmniejszym rocznym odchyleniem spośród omawianych statystyk.

Taki stan rzeczy wynika z okresu budowy inwestycji deweloperskiej, który w uśrednieniu wynosi niecałe dwa lata. Ponieważ w 2022 i 2023 r. rozpoczęto budowę niemalże takiej samej liczby budowanych lokali, podobnie powinny prezentować się statystyki mieszkań oddawanych do użytkowania dwa lata później, czyli kolejno w 2024 i 2025 roku.

Budownictwo mieszkaniowe zwalnia, ale liczba pozwoleń nadal wysoka

Opublikowane przez GUS dane o skali nowego budownictwa mieszkaniowego w Polsce wskazują, że stabilizacja na rynku mieszkaniowym trwa. Dwie największe grupy podmiotów budujących w Polsce mieszkania i domy – firmy deweloperskie i gospodarstwa domowe w lutym rozpoczęły budowy mniejszej liczby mieszkań niż przed rokiem, jednak warto pamiętać, że początek roku 2024 był wyjątkowy. Na tle wyników z lat 2020-2023 liczba rozpoczynanych budów napawa optymizmem. Na szczególną uwagę i pozytywną ocenę zasługuje przebudzenie w kategorii mieszkań komunalnych i społeczno-czynszowych.

Z najnowszych danych GUS wynika, że liczba mieszkań i domów oddanych do użytku w Polsce w lutym była niższa, zarówno w porównaniu do poprzedniego miesiąca, jak również do wyników sprzed roku. W lutym wszystkie grupy inwestorów oddały łącznie 14,9 tys. lokali, czyli o 4% mniej niż w styczniu i o prawie 8% mniej niż rok temu. Deweloperzy oddali w ramach tej puli 8,9 tys. mieszkań, co oznacza spadek o 5% w porównaniu do stycznia i o 10% w porównaniu z lutym ubiegłego roku. Pomimo tego kilkuprocentowego spadku m/m (miesiąc do miesiąca) wynik z lutego nie odbiega istotnie od liczby mieszkań oddanych do użytku przez firmy deweloperskie w poprzednich latach. Natomiast spadek w porównaniu do lutego sprzed roku jest naturalną konsekwencją bardzo niskiej liczby rozpoczętych budów sprzed dwóch lat.

Nie można obiektywnie analizować i oceniać tegoroczny danych GUS prezentujących liczby mieszkań oddawanych przez firmy deweloperskie, nie mając przed oczami liczby rozpoczynanych przez te podmioty budów w pierwszej połowie 2023 roku. Warto pamiętać, że zgromadzona przez deweloperów w 2022 roku w efekcie nowych rozwiązań legislacyjnych duża liczba pozwoleń w połączeniu ze słabnącą w następstwie skokowo rosnących kosztów kredytu hipotecznych – sprzedażą, zaowocowały w pierwszej połowie 2023 roku spowolnieniem w budownictwie mieszkaniowym. Deweloperzy uzyskali w tym okresie niewiele pozwoleń i rozpoczęli rekordowo małe liczby nowych budów. Efektem był spadek liczby rozpoczynanych przez deweloperów budów z poziomu 12 tys. miesięcznie w latach 2021-2022 do 8 tys. w I połowie 2023 roku. Następstwa tego wstrzymania sprzed dwóch lat będziemy zapewne obserwowali w niskiej liczbie oddawanych mieszkań w pierwszej połowie bieżącego roku.

Firmy deweloperskie odpowiadają za 60% wszystkich oddanych do użytku w lutym lokali mieszkalnych. W sytuacji gorszych niż w styczniu wyników firm deweloperskich oraz odrobinę lepszych wyników inwestorów indywidualnych, udział tych ostatnich w ogólnej liczbie oddawanych lokali wzrósł z 36% do 38%. W porównaniu do lutego 2024 roku, gospodarstwa domowe (w terminologii GUS to inwestorzy indywidualni) zakończyły budowę o 4% mniejszej liczby domów/mieszkań, ale w porównaniu z poprzednim miesiącem ich wynik był o 1,5% lepszy.

Spadek liczby lokali oddawanych do użytku przez firmy deweloperskie w ujęciu miesiąc do miesiąca, nie znajduje potwierdzenia w danych prezentowanych w postaci narastającej od początku roku sumy zrealizowanych lokali. W okresie styczeń-luty firmy deweloperskie przekazały do użytkowania 18,3 tys. mieszkań i domów, czyli minimalnie więcej niż przed rokiem (18 103 tys.).

W tym samym czasie inwestorzy indywidualni zrealizowali 11,2 tys. lokali czyli o 8% mniej niż w analogicznym okresie 2024 roku. Wiele wskazuje na to, że z niższymi w porównaniu rok do roku wynikami w kategorii mieszkań oddanych do użytkowania będziemy mieli do czynienia przez kilka najbliższych miesięcy.GUS: Stabilizacja na rynku mieszkaniowym, ale spadek nowych budów

Starania różnych grup inwestorów o uzyskanie pozwoleń na budowę w lutym przyniosły lepsze efekty niż w styczniu. Jednak w porównaniu do wyników z 2024 roku wyniki te są o kilka procent niższe.

Wiemy z danych zagregowanych dla 12 i 36 miesięcy, że liczba pozwoleń na budowę lokali mieszkalnych wciąż wyraźnie przekracza liczbę rozpoczynanych w analogicznych okresach budów. W efekcie w całej Polsce utrzymuje się wyraźna nadwyżka pozwoleń na budowę, która istotnie zwiększa możliwości wprowadzenia przez firmy deweloperskie na rynek nowej podaży (rozpoczęcia budowy nowych mieszkań).

Łączna liczba pozwoleń wydanych w lutym przekroczyła 20 tys., z czego 13,4 tys. pozwoleń uzyskali deweloperzy, a 5,6 tys. inwestorzy indywidualni. Zatem suma uzyskanych w lutym pozwoleń była o 2% wyższa niż w styczniu. W porównaniu do lutego sprzed roku liczba pozwoleń na budowę spadła o prawie 7%. Inaczej niż w styczniu to gospodarstwa domowe a nie firmy deweloperskie wykazały w tej kategorii większą niż rok wcześniej aktywność.

Liczba lokali mieszkalnych, na budowę których różne grupy inwestorów uzyskały pozwolenie w okresie styczeń-luty (narastająco), jest niższa niż rok temu. W pierwszych dwóch miesiącach 2025 roku deweloperzy uzyskali pozwolenia na budowę łącznie 26,5 tys. mieszkań i domów (o 12,4% mniej r/r), a inwestorzy indywidualni 11,2 tys. (o 2,3% więcej).Budownictwo mieszkaniowe w Polsce – mniej nowych inwestycji, więcej pozwoleń

Statystyki GUS po lutym dotyczące rozpoczynanych w całej Polsce budów sugerują wyraźne spowolnienie. Liczba rozpoczynanych przez wszystkie grupy inwestorów budów zmniejszyła się w ciągu roku o niemal 20%. Warto jednak zauważyć że początek ubiegłego roku charakteryzował wyjątkowo wysoki wolumen rozpoczynanych budów. Działo się tak głównie za sprawą firm deweloperskich, które pod wpływem wyjątkowo wysokiej sprzedaży wspieranej “Bezpiecznym kredytem 2%” przystąpiły do realizacji nowych inwestycji. Na tle ostatnich 5 lat początek roku 2024 w kategorii ‘budowy rozpoczynane’ był wyjątkowy i dlatego analiza liczby rozpoczynanych w pierwszych miesiącach 2025 roku budów musi uwzględniać ten fakt.

Wszystkie grupy inwestorów w lutym 2025 roku rozpoczęły budowy 16,6 tys. lokali mieszkalnych, czyli o 4% mniej niż w styczniu i o 19% mniej niż w lutym 2024 roku. Tak znaczący spadek to przede wszystkim efekt działań podejmowanych przez firmy deweloperskie, które rozpoczęły budowę wyraźnie mniejszej liczby lokali – w stosunku do stycznia br. o 13%, a w stosunku do lutego ubiegłego roku o 23%. Jednak w stosunku do lat 2020-2023 wyniki firm deweloperskich w tej kategorii są wyraźnie wyższe od średniej z tego okresu.

Bieżące dane GUS o rozpoczynanych budowach należy interpretować także w kontekście statystyki udzielanych pozwoleń. Od początku roku różnica między liczbą uzyskanych pozwoleń i liczbą rozpoczynanych budów wynosi 3,5 tys., co oznacza, że 15% uzyskiwanych pozwoleń nie ma kontynuacji w realizowanych budowach.

Warto odnotować że ponad ⅓ (1,3 tys.) tej nadwyżki powstała za sprawą pozwoleń na budowę mieszkań komunalnych i społeczno-czynszowych co może świadczyć o wyczekiwanym przebudzeniu w budowie mieszkań na wynajem o umiarkowanym czynszu.

Wyniki firm deweloperskich w kontekście nadwyżki pozwoleń nad rozpoczynanymi budowami należy oceniać nieco inaczej, jednak również w tej grupie inwestorów początek 2025 roku wygląda optymistycznie. W 2024 roku deweloperzy odłożyli 25% uzyskanych pozwoleń podczas gdy w pierwszych dwóch miesiącach 2025 roku – zaledwie 11%. Czy to chwilowe wahnięcie czy zmiana tendencji – pokażą wyniki następnych miesięcy.Deweloperzy budują mniej, ale rynek się stabilizuje – nowe dane GUS

Autor: Katarzyna Kuniewicz, Dyrektorka badań rynku Otodom

Nowa odsłona programu Czyste Powietrze uderza w firmy z branży OZE

Ministerstwo Klimatu i Środowiska ogłosiło dziś szczegóły nowego regulaminu programu Czyste Powietrze. Realizatorzy programu widzą w nim kilka zagrożeń.

Ogłoszony dziś regulamin programu Czyste Powietrze jest wypadkową zmian, zapowiadanych przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska pod koniec grudnia 2024 r. W wyniku konsultacji społecznych, ministerstwo opracowało nowe zasady realizacji programu, w tym warunki przydzielania rządowych dotacji. Patrząc z punktu widzenia branży OZE, tj. producentów urządzeń oraz wykonawców termomodernizacji, zasady te nie uwzględniają praw i potrzeb samych przedsiębiorstw.

Niedawno utworzony Związek Pracodawców Czystego Powietrza, reprezentujący interesy już kilkudziesięciu firm członkowskich, które od wielu lat realizują rządowych program, zwraca uwagę, iż zaproponowane zmiany regulaminowe zupełnie pomijają rolę firm wykonawczych w całym procesie. Kontrowersje budzą zwłaszcza limity cenowe na każdy element inwestycji, które nie uwzględniają stawek rynkowych urządzeń i materiałów ani też różnic cenowych w poszczególnych regionach kraju.

– Cieszymy się, że Ministerstwo Klimatu i Środowiska opublikowało informację o nowych zasadach programu Czyste Powietrze zgodnie z zapowiadanym terminem. Uważamy jednak, że regulamin ten mocno uderza w bezpieczeństwo przedsiębiorców branży OZE, którzy będą musieli dostosować swoje cenniki do narzuconych limitów, znacznie redukując marżowość produktów i usług. To z kolei zagraża utrzymaniu rentowności firm, które często od wielu miesięcy borykają się z zatorami płatniczymi, spowodowanymi odzyskiwaniem środków z Wojewódzkich Funduszy Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnejkomentuje Mariusz Dąbek, Prezes Związku PCP. 

Związek PCP proponuje, aby władze rozpatrzyły postulaty, jakie przedsiębiorcy zebrali w ramach działalności Związku, i które chcą omówić z przedstawicielami NFOŚiGW podczas najbliższych, zaplanowanych spotkań.

Z kolei Górzny Group, jedna z firm założycielskich Związku PCP, zwraca uwagę, że dotychczasowe wyzwania, związane z zatorami płatniczymi w ramach programu, budziły niepokój zarówno wśród beneficjentów, jak i wykonawców. Górzny Group podkreśla, że kluczowe jest zapewnienie bezpieczeństwa finansowego dla firm realizujących inwestycje w zakresie termomodernizacji i wymiany źródeł ciepła.

– Jeśli chcemy realnie przyspieszyć procesy modernizacji budynków i wymiany nieefektywnych źródeł ciepła, powinniśmy zweryfikować cenniki zawierane w regulaminie. Aktualne stawki, przewidziane w regulaminie, nie odzwierciedlają rzeczywistych kosztów realizacji projektów, co może wpływać na możliwość ich sprawnej realizacji biorąc pod uwagę konieczne przyspieszenie w tym zakresiedodaje Adrian Górzny, prezes Górzny Group.

Firma zwraca też uwagę na elastyczne podejście do finansowania oraz usprawnienie procesów decyzyjnych, tak aby program Czyste Powietrze był skuteczniejszym narzędziem wspierającym transformację energetyczną w Polsce, zwłaszcza wśród gospodarstw domowych dotkniętych ubóstwem energetycznym.

Wiosna na rynku budowlanym jeszcze nie nadeszła – stabilizacja zamiast ożywienia

Początek roku w statystykach GUS budownictwa mieszkaniowego zazwyczaj upływa pod znakiem sezonowego osłabienia aktywności inwestycyjnej. Tymczasem w roku bieżącym po optymistycznym styczniu pod względem budów rozpoczętych w lutym nastąpiła stabilizacja danych statystycznych na dość przeciętnych poziomach wartości. Tym samym, jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl, na wiosenne ożywienie budownictwa mieszkaniowego przyjdzie uczestnikom rynku jeszcze trochę poczekać. 

Początek roku bez niespodzianek

Tegoroczny styczeń, choć jak na początek roku nie zawiódł oczekiwań pod względem nowych inwestycji, to jednak nie zapowiadał większego przesilenia w dość wyraźnie słabnącej przez większą część ubiegłego roku  dynamice zmian danych budownictwa mieszkaniowego. Raczej zasygnalizował perspektywę ich utrzymania w przewidywalnej przyszłości na przeciętnych poziomach, z szansą na progres w okolicznościach ewentualnej poprawy warunków około rynkowych.

Wyk.1 Statystyki budownictwa mieszkaniowego GUS 2021- 2025

Luty w pełni potwierdził tego typu perspektywy poprzez utrzymanie wartości wszystkich trzech rodzajów GUS-owskich statystyk na zbliżonym poziomie w relacji miesiąc do miesiąca. W drugim miesiącu br. rozpoczęto ogółem budowę 16,6 tys. mieszkań, co jest wynikiem słabszym, licząc rok do roku o blisko jedną piątą. Z kolei sami deweloperzy ruszyli z budową niespełna 11 tys. lokali, co oznacza regres o 23 proc. w stosunku do analogicznego miesiąca ub. roku oraz ponad 13% spadek w relacji miesiąc do miesiąca. Zdaniem ekspertów portalu RynekPierwotny.pl taki rezultat znacznie umniejsza optymistyczną wymowę styczniowego wybicia przedmiotowych danych, które robiło wrażenie początku kolejnego impulsu wzrostowego mieszkań rozpoczętych.

Ogółem w pierwszych dwóch miesiącach br. ruszyła budowa niespełna 34 tys. mieszkań i domów, co oznacza wynik o kilka procent gorszy w relacji rok do roku. Z kolei sami deweloperzy rozpoczęli budowę ponad 23,5 tys. lokali, co oznacza wartość o jedną dziesiątą poniżej uzyskanej w analogicznym okresie ub. roku. W sumie daje efekt raczej słabnącej koniunktury inwestycyjnej, choć nie bez znaczenia jest fakt relatywnie wysokiej bazy porównawczej sprzed roku.

Nowe pozwolenia również z topniejącym potencjałem

Z kolei w przypadku statystyk nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym, luty potwierdził trwający już od blisko roku regres danych. GUS w ubiegłym miesiącu doliczył się ich ogółem 20 tys., czyli o 2 procent więcej licząc miesiąc do miesiąca, a w relacji rok do roku okazało się to wynikiem gorszym o kilka procent. W podobnym zakresie nastąpił spadek pozwoleń ogółem z obu tegorocznych miesięcy na poziomie blisko 40 tys. decyzji administracyjnych.

Jak wiadomo, statystyki nowych pozwoleń na budowę wciąż pozostają relatywnie wiarygodnym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów. Ich lutowy wynik na poziomie prawie 13,4 tys. jest powyżej wyniku poprzedzającego stycznia o symboliczne 2 proc., z kolei w relacji rok do roku daje to rezultat gorszy o 14 proc. W tym przypadku jest to po części efekt wysokich lotów przedmiotowych statystyk z początku 2024 roku, a więc podobnie jak w przypadku mieszkań rozpoczętych relatywnie wysokiej bazy. Mimo wszystko osiągnięty przez deweloperów w lutym wolumen nowych pozwoleń należy uznać za dosyć przeciętny i raczej nie wróżący koniunkturze inwestycyjnej w nadchodzących miesiącach ponadprzeciętnych wyników.

Słabe dane GUS vs hossa giełdowych deweloperów

W ostatnim czasie w danych GUS budownictwa mieszkaniowego statystyki lokali oddanych do użytkowania ciążą ku najniższemu od co najmniej 5 lat poziomowi, który w lutym został ponownie potwierdzony. Ogółem lokali oddanych było niespełna 15 tys., o kilka procent mniej zarówno w relacji rok do roku, jak i miesiąc do miesiąca. Od początku roku oddano nieco ponad 30 tys. mieszkań, co daje wynik minimalnie gorszy rok do roku o 2 proc.

Spadek przedmiotowych danych GUS w lutym to efekt pogorszenia aktywności deweloperów, których wynik poniżej 9 tys. ukończonych lokali oznacza regres zarówno w relacji rok do roku, jak i miesiąc do miesiąca odpowiednio o 10 i 5 proc. Z kolei w obu tegorocznych miesiącach przedsiębiorcy oddali ponad 18,3 tys. mieszkań, co jest rezultatem niemal identycznym w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku.

Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl najnowsze dane GUS budownictwa mieszkaniowego jednoznacznie sugerują, że wiosna w inwestycyjnym segmencie krajowej mieszkaniówki w tym roku jeszcze nie nadeszła, a co gorsza, na chwilę obecną trudno jest przewidzieć czy i kiedy nadejdzie w postaci wyraźnego ożywienia koniunktury.

Tymczasem spektakularne ożywienie zagościło na parkiecie warszawskiej giełdy w notowaniach deweloperów mieszkaniowych, dzięki czemu sektorowy indeks WIG-Nieruchomości po kilkunastu miesiącach uciążliwej dla inwestorów stabilizacji wybił się ponad szczyt z maja ub. roku blisko 13-letniej hossy. Taka sytuacja powinna zwiastować świetlane perspektywy dla pierwotnego segmentu rodzimej mieszkaniówki, tak pod względem prawdopodobnego wzrostu popytu na nowe mieszkania, jak i perspektyw koniunktury nowych inwestycji deweloperskich.

Niestety na wyciąganie tak optymistycznych i daleko sięgających wniosków jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie. Euforia inwestorów giełdowych dotyczy bowiem zaledwie kilku rynkowych tuzów deweloperki mieszkaniowej, którzy nawet w środowisku rynkowego hamowania koniunktury potrafią osiągać rekordowe wyniki kontraktacji. To zdecydowanie za mało, by prognozować powrót boomu na szeroko pojętym rynku nieruchomości mieszkaniowych w przewidywalnej przyszłości.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Sklep BHP online czy stacjonarny? Gdzie lepiej kupować sprzęt ochronny?

Zakupy w sklepach BHP – online czy stacjonarnie? Każda z tych opcji ma swoje unikalne zalety. Sklepy internetowe kuszą szerokim asortymentem, dostępnością 24/7 i atrakcyjnymi promocjami, oszczędzając czas oraz pieniądze. Z kolei placówki stacjonarne zapewniają możliwość przymierzenia produktów, personalizowane doradztwo i natychmiastowy odbiór towaru. Odkryj, które rozwiązanie lepiej odpowiada Twoim potrzebom i poznaj różnice, które mogą wpłynąć na Twój wybór!

Jakie są różnice między sklepem BHP online a stacjonarnym?

Sklep BHP działający online odróżnia się od tradycyjnego przede wszystkim formą dokonywania zakupów oraz dostępem do usług. W sieci klienci mogą korzystać z bardziej rozbudowanego asortymentu, który często przewyższa ofertę sklepów stacjonarnych. Możliwość przeglądania produktów o dowolnej porze dnia i nocy jest szczególnie atrakcyjna dla osób o nieregularnym trybie życia. Co więcej, brak konieczności dojazdu pozwala oszczędzić zarówno czas, jak i pieniądze.

Z drugiej strony sklepy stacjonarne oferują doświadczenia, których internet nie jest w stanie zapewnić. Klient może na miejscu ocenić jakość materiałów czy przymierzyć odzież ochronną, co ma ogromne znaczenie w przypadku takich produktów jak obuwie robocze czy hełmy ochronne, wymagających idealnego dopasowania. Dodatkowo zakupy w sklepie fizycznym dają możliwość natychmiastowego odbioru towaru – cecha niezwykle istotna w sytuacjach wymagających szybkiego działania. Różnice widoczne są również w kosztach prowadzenia biznesu. Sklepy internetowe dzięki mniejszym wydatkom na wynajem lokali czy zatrudnienie personelu mogą pozwolić sobie na bardziej konkurencyjne ceny. Natomiast działalność stacjonarna musi uwzględniać te dodatkowe koszty, co często przekłada się na wyższe ceny produktów.

Nie można pominąć także kwestii czasu realizacji zakupów. W przypadku sklepów fizycznych towary są dostępne niemal od ręki po dokonaniu płatności. Z kolei zamawiając online, trzeba liczyć się z oczekiwaniem na dostawę. Oba rozwiązania mają swoje atuty i odpowiadają różnorodnym potrzebom klientów, pozostawiając im możliwość wyboru najwygodniejszej opcji.

Dlaczego zakupy w sklepie BHP online mogą być korzystniejsze?

Zakupy w internetowych sklepach BHP, takich jak https://pol-paw.pl/, mają wiele korzyści. Przede wszystkim oferują bogaty asortyment, często szerszy niż ten dostępny w punktach stacjonarnych. Dzięki temu łatwo znaleźć produkty idealnie odpowiadające indywidualnym potrzebom. Co więcej, możliwość porównania cen w jednym miejscu pozwala szybko wybrać najkorzystniejsze oferty, co sprzyja oszczędnościom.

Zakupy online to także ogromna wygoda – dostępne są o każdej porze dnia i nocy, co jest nieocenione dla osób z napiętym grafikiem. Brak konieczności dojazdu nie tylko eliminuje wydatki na transport, ale także pozwala zaoszczędzić cenny czas. Produkty dostarczane pod wskazany adres dodatkowo upraszczają cały proces i zwiększają komfort użytkowników. Kolejnym plusem są promocje oraz rabaty. Sklepy BHP online regularnie organizują wyprzedaże i oferują kody zniżkowe, co umożliwia tańszy zakup odzieży roboczej czy sprzętu ochronnego. Niższe ceny wynikają również z ograniczonych kosztów prowadzenia działalności przez te platformy. Nie można pominąć również sprawności obsługi zamówień. Od wyboru towarów aż po finalizację transakcji wszystko przebiega szybko i bez zbędnego oczekiwania w kolejkach. To doskonałe rozwiązanie dla osób ceniących prostotę oraz efektywność podczas zakupów.

Kiedy warto wybrać zakupy w sklepie stacjonarnym?

Robienie zakupów w sklepie stacjonarnym to świetna opcja, gdy chcemy osobiście ocenić jakość produktu i jego wygodę użytkowania. Jest to szczególnie istotne w przypadku odzieży ochronnej czy obuwia roboczego, gdzie odpowiednie dopasowanie odgrywa kluczową rolę zarówno dla komfortu, jak i bezpieczeństwa pracy. Bezpośredni kontakt z artykułem pozwala uniknąć problemów związanych z niewłaściwym rozmiarem czy nieodpowiednim materiałem. Placówki stacjonarne są również niezastąpione przy zakupach wymagających natychmiastowej realizacji. Klient ma możliwość odebrania potrzebnych rzeczy od razu, co bywa niezwykle pomocne w nagłych sytuacjach zawodowych. To idealne rozwiązanie dla firm oraz pracowników, którzy często dysponują ograniczonym czasem na zakupy.

Dodatkowo w sklepach fizycznych można liczyć na fachowe doradztwo. Pracownicy z doświadczeniem pomagają wybrać sprzęt ochronny dostosowany do indywidualnych potrzeb i oczekiwań. Tego rodzaju wsparcie nierzadko okazuje się bardziej komfortowe niż porady otrzymywane online, co jest dużym atutem dla osób preferujących tradycyjną formę zakupów. Dla tych, którzy cenią sobie bezpośredni kontakt z obsługą, stacjonarne sklepy oferują możliwość natychmiastowego uzyskania informacji oraz rozwiania wszelkich wątpliwości już podczas jednej wizyty.

Jak porównać dostępność i różnorodność produktów w obu formatach?

Produkty dostępne w sklepach BHP online oferują znacznie większą różnorodność niż te, które znajdziemy w placówkach stacjonarnych. Brak ograniczeń związanych z przestrzenią magazynową pozwala sklepom internetowym prezentować niezwykle szeroki wybór, obejmujący m.in. odzież ochronną, obuwie robocze czy sprzęt zgodny z obowiązującymi normami.

Wirtualne sklepy organizują swoje oferty w przejrzyste kategorie, co znacząco ułatwia odnalezienie potrzebnych artykułów. Dodatkowo szczegółowe opisy produktów oraz opinie innych użytkowników pomagają kupującym podejmować bardziej świadome decyzje. Możliwość łatwego porównania modeli i marek bez konieczności przemieszczania się między różnymi lokalizacjami to kolejna istotna korzyść.

Z kolei sklepy stacjonarne są ograniczone wielkością swojej ekspozycji i magazynu, co wpływa na mniejszy wybór dostępnych artykułów. Niektóre produkty mogą być niedostępne od ręki i wymagają specjalnego zamówienia. Niemniej jednak zakupy w takich miejscach mają swoją zaletę – umożliwiają dokładne sprawdzenie jakości materiałów i przymierzenie wybranych przedmiotów, co jest szczególnie istotne przy wyborze np. obuwia roboczego czy hełmów ochronnych. Ostatecznie sklepy internetowe przyciągają klientów szerokim asortymentem i wygodą zakupów bez wychodzenia z domu, podczas gdy atutem placówek stacjonarnych pozostaje możliwość osobistego sprawdzenia produktu przed podjęciem decyzji o zakupie.

Jakie znaczenie mają ceny i promocje w sklepach BHP?

Ceny oraz promocje w sklepach z artykułami BHP odgrywają kluczową rolę, wpływając na decyzje zakupowe klientów. Sklepy działające online mogą pozwolić sobie na niższe ceny, ponieważ nie ponoszą wydatków związanych z wynajmem przestrzeni handlowej czy utrzymywaniem personelu. Dodatkowo oferty specjalne, takie jak sezonowe wyprzedaże czy kody rabatowe, czynią zakupy internetowe jeszcze bardziej kuszącymi. Dzięki temu kupujący mają możliwość zaopatrzenia się w odzież ochronną oraz sprzęt BHP na korzystniejszych warunkach finansowych.

Zakupy przez internet dają również szansę na szybkie i wygodne porównanie cen u różnych dostawców. Nie ma potrzeby odwiedzania kilku miejsc osobiście – wystarczy kilka kliknięć, by odnaleźć najkorzystniejszą propozycję. Hurtownie BHP dostępne online oferują bogaty wybór produktów często w promocyjnych cenach, co pozwala oszczędzić zarówno czas, jak i pieniądze. Promocje odgrywają jednak dużą rolę także w tradycyjnych sklepach stacjonarnych. Tam często organizowane są lokalne wyprzedaże lub akcje rabatowe skierowane do osób robiących większe zakupy. Tego typu inicjatywy przyciągają klientów preferujących obejrzenie produktów na żywo przed dokonaniem zakupu. Odpowiednia polityka cenowa oraz atrakcyjne promocje nie tylko pomagają obniżyć koszty ponoszone przez konsumentów, ale również zwiększają ich lojalność i satysfakcję z dokonanych wyborów. Zarówno sklepy internetowe, jak i stacjonarne powinny uwzględniać te aspekty marketingu, aby efektywnie rywalizować na rynku.

Niepewność zatrudnienia w Polsce rośnie – już 32% pracowników obawia się zwolnienia

Niepewność pracujących Polaków wyraźnie wzrosła – aż 32% z nich obawia się utraty zatrudnienia, o 6 p.p. więcej w porównaniu do ubiegłego roku. Największy niepokój jest zauważalny wśród młodych pracowników – w grupie do 24. roku życia odsetek ten wynosi niemal 40%, a także w branży handlowej, w której sięga on 39%. Sześć na dziesięć osób czujących zagrożenie zwolnieniem aktywnie poszukuje nowej pracy miejsca pracy, wynika z badania przeprowadzonego na potrzeby „Barometru Rynku Pracy 2025” Gi Group Holding.

Z badania przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie Gi Group Holding w lutym br. wynika, że utraty pracy obawia się niemal co trzecia osoba. Łącznie to 32% badanych, w tym 4% lęka się zwolnienia w najbliższym miesiąc, 7% – w najbliższym półroczu, 12% – w ciągu roku, 10% – w okresie dwóch lat. Grono zatrudnionych czujących się pewnie w swoim miejscu pracy wynosi 54,9%.

Co na to pracodawcy? Z badania wynika, że zdecydowana większość firm (74,3%) planuje utrzymanie poziomu zatrudnienia w najbliższym kwartale, a zwolnienia zamierza przeprowadzić niecałe 5%. Jednocześnie więcej organizacji niż w ubiegłym roku chce zwiększyć poziom zatrudnienia. Takie plany deklaruje 16,7% ankietowanych firm, podczas gry rok temu odsetek ten wynosił 12,9%.

– Dane jasno wskazują, że niepewność coraz bardziej wkrada się do codziennego życia pracujących, szczególnie tych młodszych oraz zatrudnionych w sektorach bardziej podatnych na zmiany rynkowe, takich jak handel. Choć nadal większość osób wskazuje na stabilizację, to rosnąca liczba tych, którzy obawiają się zwolnienia, to sygnał dla pracodawców, że powinni w jeszcze większym stopniu zadbać o transparentność komunikacji oraz długoterminową perspektywę zatrudnienia – komentuje Anna Wesołowska, Dyrektor Zarządzająca Gi Group.Obawy o utratę pracy w zależności od wieku_Barometr Rynku Pracy_Gi Group Holding Obawy przed utratą pracy w zależności od branży_Barometr Rynku Pracy_Gi Group Holding

Obawy częściej niż ogół pracujących podzielają osoby do 24 roku życia (40%) oraz zarabiający w granicach 3000 zł – 3999 zł, a także powyżej 10 tys. zł (po 39%). Niepewność zatrudnienia odczuwają w podobnej mierze mężczyźni (32,5%) i kobiety (niecałe 31%).

Utraty pracy obawiają się najczęściej pracujący w handlu (39%) oraz osoby na stanowisku młodszego specjalisty (38%). Bezpieczniej czują się natomiast zatrudnieni w sektorze publicznym (29,3%), transporcie i logistyce (30,8%) oraz usługach (34,6%). Takie nastawienie mają także przedstawiciele kadry kierowniczej – wśród managerów niepewność zatrudnienia wynosiła jedynie 21%. Dość pewnie czują się także pracownicy fizyczni – w tym gronie obawy odczuwa 29% pracujących.

Na poziomie regionalnym największy skok obaw widać w Polsce południowej, gdzie aż 40% pracowników martwi się o swoją pracę – to niemal dwa razy więcej niż rok temu (24%). Podobna sytuacja występuje w regionie południowo-zachodnim, gdzie odsetek osób obawiających się zwolnienia wzrósł z 25,9% do 36%.

Może to być związane z trudnościami branży motoryzacyjnej, która w tych regionach jest istotnym pracodawcą. Wyjątkiem jest region centralny, gdzie odsetek obawiających się o zatrudnienie spadł z ponad 23% do 11%.

Niepewność zatrudnienia w Polsce rośnie – już 32% pracowników obawia się zwolnienia 1

2024 vs 2025 – wzrost niepewności zatrudnienia

W 2024 roku odsetek pracowników deklarujących obawy o utratę pracy wynosił 26%, co było poziomem niemal identycznym jak rok wcześniej (27,1%)​. Natomiast na początku 2025 roku było to aż 32% badanych, czyli niemal co trzeci​. Oznacza to wzrost niepewności o około 6 p.p. w ciągu roku. Mimo to nadal ponad połowa pracowników (54,9%) nie obawia się utraty pracy, co sugeruje, że większość zatrudnionych wciąż czuje się dość pewnie – prawdopodobnie dzięki utrzymującemu się zapotrzebowaniu na pracowników i niedoborom kadrowym w wielu branżach​.

Niepewność zatrudnienia jest różna w zależności od wieku, stanowiska, branży oraz miejsca zamieszkania Najmłodsi pracownicy (poniżej 24 lat) wykazują najwyższy poziom obaw – w 2025 r. aż 40% z nich bało się zwolnienia (wobec 33% rok wcześniej, a w 2023 r. było to blisko 28%)​. Niepewność wśród młodych ma więc charakter rosnącego trendu. Warto podkreślić, że poczucie stabilności rośnie wraz z wiekiem – osoby starsze znacznie rzadziej spodziewają się utraty pracy.

Najbardziej niepewnie czują się zatrudnieni w handlu – w 2025 r. niemal 39% pracowników handlu obawiało się zwolnienia. Na drugim miejscu są pracownicy sektora usług, wśród których podobną niepewność odczuwa niemal 35%.​

Obawiający się utraty pracy rozglądają się za nowym miejscem zatrudnienia

Już od kilku lat w naszych badaniach obserwujemy, że pracownicy, którzy zamierzają zmienić pracę lub obawiają się jej utraty, wykazują dużą aktywność w poszukiwaniach nowego pracodawcy.

Mimo że w tym roku odsetek pracujących deklarujących, że aktualnie szukają nowego miejsca zatrudnienia, spadł o 4,7 p.p. w porównaniu do ubiegłego roku, nadal wynosi ponad 60%. Wskazuje to, że proaktywność pracowników na rynku pracy staje się stałym trendem.

Spadek odsetka respondentów, którzy – mimo planów zmiany pracy lub obaw o zwolnienie – nie podejmują działań w poszukiwaniu nowego pracodawcy, sugeruje większą ostrożność pracowników. Wobec doniesień medialnych o redukcjach etatów oraz mniejszej liczbie dostępnych ofert pracy, wiele osób może odkładać poszukiwanie nowego miejsca zatrudnienia tak długo, jak to możliwe.  Nie zmienia to jednak faktu, że aktywność pracowników na rynku pracy pozostaje wysoka, co dla pracodawców oznacza konieczność podejmowania działań w celu przeciwdziałania rotacji.Poszukiwanie pracy_Barometr Rynku Pracy Gi Group Holding 2

– Niepewność, ale też i potrzeba rozwoju skłaniają coraz większą liczbę pracowników do poszukiwania alternatyw. Najczęściej dotyczy to osób młodych, które dopiero budują swoją karierę, oraz specjalistów, którzy chcą wykorzystać swoje kompetencje w organizacjach oferujących lepsze warunki i bardziej atrakcyjne ścieżki awansu – wskazuje Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment.

Wyższa otwartość na przebranżowienie

Pracownicy, którzy odczuwają niepewność co do bezpieczeństwa zatrudnienia, częściej rozważają zmianę zawodu lub branży. Aż 69,4% osób obawiających się utraty pracy lub planujących jej zmianę deklaruje otwartość na przebranżowienie. Dla porównania, wśród ogółu pracowników ten odsetek jest znacznie niższy – 42,5% rozważa zmianę zawodu, przy czym tylko 10,2% deklaruje pełną gotowość do takiej decyzji.Otwartość na przebranżowienie_Barometr Rynku Pracy_Gi Group Holding

Dane pokazują, że niepewność zatrudnienia jest silnym czynnikiem skłaniającym do elastyczności zawodowej. Osoby, które czują się zagrożone zwolnieniem, są znacznie bardziej skłonne do zdobywania nowych kwalifikacji i eksplorowania innych ścieżek kariery. To wyraźny sygnał dla pracodawców i instytucji edukacyjnych – podkreśla Anna Wesołowska, Dyrektor Zarządzająca Gi Group.

W obliczu dynamicznych transformacji gospodarczych i technologicznych, otwartość na przebranżowienie i gotowość na zdobywanie nowych umiejętności są wysoce cenione przez pracodawców, co potwierdzają wyniki badania. Według raportu „Future of Jobs 2025” Światowego Forum Ekonomicznego 50% organizacji przewiduje, że obsadzi obecnych pracowników w nowych rolach, a 40% rozważa redukcję etatów, gdy umiejętności pracowników przestaną być adekwatne. W związku z tym zarówno wśród pracodawców, jak i pracowników rośnie zapotrzebowanie na programy rozwoju kompetencji i przekwalifikowania, które mogą pomóc w płynnym dostosowaniu się do zmieniających się warunków rynkowych.

– Niepokój o stabilność zatrudnienia jest szczególnie widoczny w sektorach, które przechodzą intensywne zmiany technologiczne. Automatyzacja i cyfryzacja przyczyniają się do likwidacji niektórych stanowisk, ale jednocześnie tworzą nowe miejsca pracy wymagające specjalistycznych kompetencji. To powoduje, że osoby z nieco bardziej tradycyjnych sektorów gospodarki zaczynają rozważać reskilling i przebranżowienie jako sposób na utrzymanie konkurencyjności na rynku – podkreśla Daniel Piaszczyk, Senior Partner Executive IT w Wyser Executive Search.

Analiza rynku pokazuje, że choć większość pracowników nie lęka się utraty zatrudnienia w najbliższym czasie, w porównaniu z ubiegłym rokiem więcej zatrudnionych obawia się takiego scenariusza. Pozostaje to w sprzeczności z deklarowanymi planami firm, spośród których tylko niewielki odsetek zamierza zredukować zatrudnienie, zdecydowana większość utrzymać jego poziom, a zwiększyć więcej (16,7%), więcej niż w ub. roku.

Całość 19. edycji raportu „Barometr rynku pracy 2025” będzie dostępna wkrótce.

Stopniowa stabilizacja w biurowych regionach – raport Savills

Według ostatniego raportu jednej z największych firm doradczych na rynku nieruchomości, Savills, polski rynek biurowy kontynuuje rozwój, dostosowując się do nowych wyzwań i trendów. Pomimo ograniczonej nowej podaży, stabilizacja gospodarcza i rosnące zainteresowanie elastycznymi rozwiązaniami biurowymi wskazują na pozytywne perspektywy dla sektora w nadchodzących latach. Deweloperzy oraz właściciele nieruchomości koncentrują się na optymalizacji istniejących przestrzeni, a także na wdrażaniu innowacyjnych rozwiązań, które zwiększają atrakcyjność powierzchni dla firm poszukujących biur o wysokim standardzie.

PODAŻ I PROJEKTY W BUDOWIE

Pod koniec 2024 roku całkowita powierzchnia nowoczesnych biur w miastach regionalnych wyniosła 6,78 mln m kw., co oznacza wzrost o 2% rok do roku. Największymi rynkami pozostają Kraków (1,83 mln m kw.), Wrocław (1,38 mln m kw.) i Trójmiasto (1,07 mln m kw.). Spadł jednak zarówno wolumen powierzchni w budowie jak i nowej podaży odpowiednio o 41% i o 56% w porównaniu z 2023 rokiem. Wśród nowych projektów o powierzchni przekraczającej 10 000 m kw. znalazły się: Grundmanna Office Park A Katowice (20 700 m kw.), Quorum Office Park A Wrocław (18 200 m kw.), B10 we Wrocławiu (14 100 m kw.) i Brain Park C w Krakowie (13 000 m kw.).

Dynamiczny rozwój Krakowa i Poznania, gdzie w budowie znajduje się odpowiednio 57 500 m kw. i 52 600 m kw., świadczy o wciąż silnym zainteresowaniu inwestycjami biurowymi na rynkach regionalnych. Nowe biurowce powstają także we Wrocławiu – 28 600 m kw., w Trójmieście – 22 700 m kw., w Katowicach – 15 600 m kw. i w Lublinie – 13 000 m kw.

Nowoczesne przestrzenie coraz częściej uwzględniają technologie zwiększające efektywność energetyczną oraz komfort użytkowników. Nowe inwestycje są projektowane z myślą o zrównoważonym rozwoju, a certyfikaty środowiskowe, takie jak LEED i BREEAM, są standardem na rynku. Dbają o nie inwestorzy i deweloperzy, oczekują najemcy – komentuje Daniel Czarnecki, Head of Landlord Representation, Office Agency, Savills.

AKTYWNOŚĆ NAJEMCÓW I NOWE MOŻLIWOŚCI

Pomimo wymagających warunków rynkowych, 2024 rok zakończył się solidnym wynikiem 714 tys. m kw. wynajętej powierzchni, co potwierdza silny popyt na biura. Najwięcej najemców reprezentowało branże: IT (27% wynajętej powierzchni), usług dla biznesu (16%), przemysłu (14%), finansów (12%).

Najwyższy popyt odnotowano w Krakowie (266,7 tys. m kw.), Wrocławiu (146,5 tys. m kw.) i Trójmieście (116,3 tys. m kw.), przy czym Kraków i Łódź wyróżniły się na tle innych rynków wzrostem aktywności najemców o 33% i 9% rok do roku, a z kolei Szczecin, Lublin i Trójmiasto najniższym poziomem powierzchni niewynajętej; odpowiednio 7,7%, 11,6% oraz 12,5%.

W sytuacji rosnącego współczynnika powierzchni niewynajętej, który w 2024 roku wyniósł 17,8%, warto zwrócić uwagę na rosnącą rolę renegocjacji umów, które stanowiły 51% wszystkich transakcji.

DYNAMICZNY ROZWÓJ RYNKU ELASTYCZNYCH BIUR

Rok 2024 przyniósł znaczący wzrost na rynku elastycznych przestrzeni biurowych. Najwięcej powierzchni biurowej wynajął The Shire – Beyond Coworking, który w dwóch lokalizacjach zajmie 4 500 m kw., ale istotny wpływ na rozwój tego formatu mają również koncepty tworzone przez właścicieli biurowców.

Konsekwentnie obserwujemy wysoką aktywność operatorów elastycznych przestrzeni coworkingowych, którzy, z uwagi na zwiększającą się popularność hybrydowych form pracy, wynajęli łącznie 24 500 m kw. powierzchni, to o 25% więcej niż przed rokiem. Trend wzrostowy potwierdza rosnące zainteresowanie elastycznymi formami pracy i adaptacją przestrzeni do zmieniających się potrzeb najemców – dodaje Jarosław Pilch.

Pod koniec roku w miastach regionalnych działały 104 lokalizacje flex o łącznej powierzchni 181,3 tys. m kw., oferując około 22 300 stanowisk pracy. Największe rynki – Kraków (60 000 m kw.) i Wrocław (42 000 m kw.) – odpowiadały za 56% zasobów. Dodatkowe 12 000 m kw. zostanie udostępnionych w 2025 roku.

Miasta regionalne oferują dużą różnorodność – średnia powierzchnia biura flex przekracza 1700 m kw., a największa lokalizacja, Fabryczna Flex w Krakowie, zajmuje aż 9 000 m kw.

TRENDY KSZTAŁTUJĄCE RYNEK

Na rynku można zauważyć dynamiczny rozwój trendów w zakresie aranżacji przestrzeni biurowych. Firmy coraz częściej inwestują w biura sprzyjające pracy zespołowej, oferujące strefy relaksu, zielone tarasy oraz zaawansowane rozwiązania technologiczne, takie jak inteligentne systemy zarządzania budynkiem. Rośnie również zainteresowanie lokalizacjami w pobliżu głównych węzłów komunikacyjnych, co sprzyja komfortowi pracowników dojeżdżających do biura.

Kolejnym istotnym trendem jest zwiększona świadomość ekologiczna. Coraz więcej firm poszukuje biur z certyfikatami ekologicznymi, co wpisuje się w strategie ESG. Nowoczesne budynki oferują efektywne systemy zarządzania energią, rozwiązania ograniczające zużycie wody oraz zielone technologie poprawiające jakość powietrza wewnętrznego.

STABILNE WARUNKI NAJMU I OPTYMISTYCZNE PROGNOZY

Czynsze w regionach utrzymały się na poziomie od 12 do 17 EUR/m kw. miesięcznie, co czyni polski rynek biurowy atrakcyjnym zarówno dla krajowych, jak i międzynarodowych firm.

W 2025 roku można oczekiwać dalszej stabilizacji rynku i stopniowego wzrostu aktywności najemców. Firmy coraz chętniej inwestują w nowoczesne rozwiązania biurowe, a rosnąca popularność elastycznych przestrzeni wskazuje na przyszłe kierunki rozwoju sektora – dodaje Jarosław Pilch.

W nadchodzących latach kluczowe znaczenie będzie miało dostosowanie oferty do zmieniających się oczekiwań najemców, co z pewnością przyczyni się do dalszego umacniania polskiego rynku biurowego. Rozwój sektora będzie zależał od elastycznego podejścia do zmieniających się potrzeb firm, wdrażania nowych technologii oraz dbałości o zrównoważony rozwój. Polska pozostaje atrakcyjnym miejscem dla inwestycji biurowych, a innowacyjne podejście do projektowania przestrzeni pozwoli na dalsze umacnianie jej pozycji na europejskim rynku nieruchomości komercyjnych.

Komentarze z rynków regionalnych 

Wojciech Mazur, Office Agency, Savills

Kraków

W segmencie biur do 500 m kw. obserwujemy największe zainteresowanie, co potwierdza ostrożne podejście firm do długoterminowych zobowiązań. Duże transakcje – powyżej 1 000 m kw. – pojawiają się rzadziej i dotyczą głównie centralnych lokalizacji. Popyt wciąż napędza sektor IT oraz usługi biznesowe, przy czym wiele firm renegocjuje umowy, ograniczając liczbę zajmowanych stanowisk. Coraz wyraźniej rośnie również popularność elastycznych przestrzeni coworkingowych, które zyskują na znaczeniu w całym mieście.

Katowice

W Katowicach firmy przede wszystkim reorganizują dotychczasowe biura, rzadziej decydując się na relokacje. Model hybrydowy nadal dominuje, ale powrót pracowników do stacjonarnej pracy staje się bardziej widoczny. Przekłada się to na rosnące zainteresowanie poprawą jakości zajmowanych powierzchni, przy jednoczesnej optymalizacji kosztów. Część firm zmniejsza metraż, inwestując jednak w nowocześniejsze rozwiązania. W centrum popyt na większe biura utrzymuje się na stabilnym poziomie, natomiast w innych lokalizacjach dominują renegocjacje i dostosowywanie umów do bieżących potrzeb.

Dorota Kościelniak, Office Agency, Savills

Wrocław

Wrocławski rynek biurowy wyraźnie koncentruje się obecnie na optymalizacji kosztów najmu. Choć w 2024 roku zawarto wiele umów, tylko około 40% dotyczyło relokacji, a największą aktywność obserwujemy w segmencie powierzchni poniżej 500 m kw. Zainteresowanie mniejszymi, bardziej funkcjonalnymi biurami stale rośnie, natomiast duże transakcje – powyżej 1 000 m kw. – są w mniejszości i dotyczą głównie ścisłego centrum.

Ponad 65% popytu na biura generują firmy z sektora IT, BPO i produkcji. Renegocjacje umów najmu, często wiążące się z redukowaniem wynajmowanej przestrzeni, wciąż stanowią istotną część transakcji. Spodziewamy się, że rok 2025 przyniesie stabilizację, a przy jednoczesnej redefinicji modelu pracy hybrydowej i większej gotowości firm do powrotu do biur może dojść do delikatnego ożywienia i ekspansji na rynku.

Piotr Skuza, Office Agency, Savills

Trójmiasto

Rok 2024 na trójmiejskim rynku biurowym przyniósł wyraźny spadek nowej podaży – do użytku oddano około 20 000 m kw., czyli o ponad 10 000 m kw. mniej niż w roku poprzednim. Najważniejszymi zrealizowanymi inwestycjami są druga faza Waterfront w Gdyni (14 500 m kw.) oraz gdański Silk (5 000 m kw.). W budowie pozostają m.in. Punkt, Alzare Office i kolejny etap LPP Fashion Lab – Velvet.

Choć wskaźnik pustostanów w całym regionie obniżył się do 12,5% (z 13,3% w 2023 roku), to w Gdyni wzrósł do rekordowych 21,8%. Główną przyczyną tak wysokiego poziomu był zarówno debiut Waterfront II, jak i redukcje wynajmowanych przez firmy powierzchni. Całkowita aktywność najemców sięgnęła 116,3 tys. m kw., z czego połowę stanowiły przedłużenia dotychczasowych umów.

Rynek podtrzymuje trend ograniczania wynajmowanego metrażu, wynikający przede wszystkim z hybrydowego modelu pracy. W 2024 roku średnia powierzchnia transakcji spadła do niespełna 1 100 m kw. (w 2023 było to niemal 1 400 m kw.), a 58% nowych umów dotyczyło najmniejszych biur do 500 m kw. Transakcje powyżej 2 000 m kw. były natomiast nieliczne. Wnioski z kilku minionych kwartałów sugerują, że najemcy – w obliczu zmian w organizacji pracy – szukają elastycznych rozwiązań i starannie dopasowanych powierzchni. Należy się spodziewać, że ta tendencja utrzyma się w najbliższym czasie, wspierając rozwój zróżnicowanych formatów biurowych i usług dopasowanych do potrzeb firm.

Mateusz Jakubowicz, Office Agency, Savills

Poznań

Rok 2024 zapisał się na poznańskim rynku biurowym niemal zerową nową podażą; do użytku oddano jedynie niewielki kameralny budynek. Podobnie będzie wyglądać sytuacja w tym roku, w którym powstaną zaledwie dwa mniejsze projekty o łącznej powierzchni 5 000 m kw. W efekcie najemcy, poszukując bardziej atrakcyjnych lokalizacji, wybierają spośród najlepszych już istniejących obiektów. Największym zainteresowaniem cieszyły się m.in. budynki Nowy Rynek, Andersia Tower oraz Pixel, z którego – po kilkunastu latach – wyprowadziło się Allegro.

Rosnące koszty fit-out (aranżacja powierzchni) i presja na optymalizację wydatków często skłaniają firmy do przeprowadzki ze starszych budynków do nowych redukując jednak jednocześnie zajmowaną powierzchnię nawet o 20–50%. Z uwagi na niedużą liczbę nowych inwestycji, część najemców woli jednak tymczasowo renegocjować umowy, odkładając zmianę biura na moment, gdy rynek zaoferuje większy wybór. Zyskują na tym właściciele biurowców, którzy inwestują w modernizację instalacji, odświeżenie części wspólnych czy poprawę standardów dotyczących ESG.

Praca w modelu hybrydowym dodatkowo sprzyja transakcjom w mniejszej skali (poniżej 1 000 m kw.), a jednocześnie przyczynia się do wzrostu czynszów, które przez długi czas utrzymywały się na stałym poziomie. W nowych projektach, które mogą się pojawić na rynku w perspektywie 2–3 lat, stawki sięgną nawet 18 EUR i więcej. Wysokie zainteresowanie najemców przy ograniczonej podaży przekłada się na jeden z najniższych wśród miast regionalnych wskaźników pustostanów, co dodatkowo wzmacnia atrakcyjność poznańskiego rynku biurowego.

Niepewność paraliżuje inwestorów, a Trump dolewa oliwy do ognia

Gdyby dziś poprosić ekonomistów z całego świata o wybór Rynkowego Słowa Roku, bez cienia wątpliwości wygrałaby „niepewność”. Od początku prezydentury Donalda Trumpa to słowo robi w ekonomii zawrotną karierę. Wczoraj amerykański FED, zgodnie z oczekiwaniami rynku, pozostawił stopy procentowe w USA bez zmian. Jednocześnie szef FED, Jerome Powell, powiedział, że mamy do czynienia z nadzwyczaj wysokim poziomem niepewności, który utrudnia prognozowanie i obniża zaufanie wszystkich uczestników rynku. Inwestorzy bardziej niż decyzji oczekiwali wskazówek dotyczących dalszej sytuacji gospodarczej. Jednak kluczowe odpowiedzi znajdują się raczej w głowie prezydenta Trumpa niż szefa FED, Jerome’a Powella. Niepewność zmusza także wielu inwestorów do zmiany strategii.

Podczas wczorajszej konferencji Powell wypowiadał się pozytywnie o gospodarce jako całości, mimo że najnowsze prognozy FED przewidują wyższą inflację oraz niższy wzrost PKB w 2025 roku. Szef FED zauważył, że obecny wzrost inflacji to odpowiedź na wprowadzenie ceł i spodziewa się, że inflacja wynikająca z taryf będzie miała charakter „przejściowy”, choć przyznał, że trudno będzie odróżnić wzrost cen wywołany cłami od tego spowodowanego innymi czynnikami.

Podczas gdy wielu analityków skupiło się na słowie „przejściowa” w komunikacie FED – co przywołuje wspomnienia z 2021 roku, gdy galopująca inflacja zmusiła FED do agresywnego podnoszenia stóp procentowych – to najważniejszym słowem jest „niepewność”. Analizując najnowsze prognozy ekonomiczne, Powell podkreślił nadzwyczajnie wysoki poziom niepewności, który negatywnie wpływa na zaufanie konsumentów oraz przedsiębiorstw. Mimo to prezydent Donald Trump napisał, że FED powinien obniżyć stopy procentowe, apelując, by „zrobić to, co słuszne”.

Polityka Trumpa zaczęła również odbijać się na konsumentach – ich zaufanie spadło o 22 proc. w okresie od grudnia 2024 roku, a prognozy inflacji wskazują na wzrost do 4,9 proc. do końca roku, co dodatkowo komplikuje wysiłki FED na rzecz walki z inflacją. W takim scenariuszu inflacja w USA okazałaby się wyższa niż inflacja w Polsce, która obecnie wynosi 4,9 proc. i powinna w ciągu kilku miesięcy zacząć spadać. Niepewność potęgują także ostrzeżenia ekonomistów – UCLA Anderson School of Management wydała ostrzeżenie „Recession Watch” na 2025 rok, wskazując, że polityka administracji Trumpa może doprowadzić do spowolnienia gospodarczego, jeśli zostanie w pełni wdrożona.

Inwestorzy zareagowali pozytywnie na decyzję FED, co pozwoliło amerykańskim indeksom zakończyć dzień na plusie. Jednak w ujęciu rocznym indeksy pozostają na minusie: S&P 500 stracił 3,78 proc., Dow Jones 1,71 proc., a technologiczny Nasdaq aż 8,3 proc. Niepewność jest również widoczna w cenie złota, które obecnie kosztuje ponad 3000 dolarów za uncję – osiągając historyczne maksimum. Marcowy sondaż Bank of America dotyczący globalnych funduszy inwestycyjnych wysyła jasny sygnał: nastroje inwestorów osiągnęły punkt krytyczny, co widać po drugim największym w historii spadku oczekiwań dotyczących globalnego wzrostu gospodarczego oraz największej w historii redukcji alokacji w amerykańskie akcje.

Podczas gdy polityka Trumpa wprowadza zamieszanie wśród amerykańskich inwestorów i firm, w Europie niepewność płynąca z USA oraz zagrożenia związane ze spowolnieniem globalnego handlu są postrzegane jako czynnik sprzyjający ożywieniu gospodarki europejskiej. Połączenie korzystnych elementów – stabilnej inflacji, spadających stóp procentowych, rosnących wydatków rządowych (w tym zwiększonych nakładów na sektor obronny) oraz historycznie niskich wycen europejskich akcji – tworzy idealne warunki do wzrostu na europejskich rynkach. Widać to również po świetnych wynikach polskich indeksów WIG oraz WIG20 od początku roku.

Rok 2025 zmusza inwestorów do całkowitej zmiany strategii. Najpopularniejsza wśród polskich inwestorów strategia (na co wskazuje badanie Puls Inwestora Indywidualnego eToro), polegająca na prostym inwestowaniu w akcje gigantów technologicznych, musi ustąpić bardziej zrównoważonemu podejściu – większej dywersyfikacji i stawianiu na jakość. W obliczu utrzymujących się obaw o inflację oraz niepewnych perspektyw cięć stóp procentowych inwestorzy zwracają się ku złotu i surowcom jako zabezpieczeniu. A niepewność to słowo, które pozostanie z nami przez cały 2025 rok. Oby tylko pozostało słowem roku, a nie całej dekady.

Wzrost wynagrodzeń w Polsce spowalnia – 7,9% r/r w lutym 2025 r.

Wzrost przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw w lutym 2025 roku wyniósł 7,9 proc. r/r i negatywnie zaskoczył względem oczekiwań rynkowych kształtujących się na poziomie 8,7 proc. r/r. Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw w lutym 2025 roku ukształtowało się na poziomie 8 613,14 złotych.

Widać ewidentny trend hamowania dynamiki wzrostu wynagrodzeń, po rekordowym 2024 roku, w którym zanotowano w Polsce najszybszy wzrost płac od ponad 20 lat. Wraz z dalszym osłabianiem się presji płacowej zaobserwować też można coraz mniejszy jej wpływ na procesy proinflacyjne w Polsce.

Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Inflacja w Niemczech poniżej prognoz

Inflacja producencka w Niemczech wyraźnie poniżej prognoz. Roczny wskaźnik inflacji PPI dla Niemczech wyniósł 0,7 proc. i choć to więcej od poprzedniego odczytu (0,5 proc. w styczniu), to jednak to istotnie mniej niż się spodziewano (prognozowano 1 proc.).

Główną przyczyną tego zaskoczenia jest odczyt inflacji PPI w ujęciu miesięcznym, bo wyniósł on -0,2 proc. wobec -0,1 proc. w styczniu, a rynek spodziewał się 0,2 proc., czyli odczytu o 0,4 p.p. wyższego.

Niższa od oczekiwanej inflacja producencka może się przełożyć na zmiany inflacji konsumenckiej w przyszłych okresach, a więc może stanowić kolejny powód dla EBC, żeby rozważyć zakończenie cyklu obniżek stóp procentowych w strefie euro.

Piotr Bawolski, CFA, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Banki napędzają zieloną transformację – raport KPMG o przyszłości finansowania

0

Zrównoważone finansowanie zmienia oblicze sektora bankowego, stając się kluczowym elementem globalnej transformacji w stronę gospodarki niskoemisyjnej. Nowe regulacje, rosnąca presja ze strony inwestorów oraz rozwój innowacyjnych produktów finansowych wpływają na sposób oceny ryzyka i podejmowania decyzji inwestycyjnych przez banki. Raport KPMG pt. „Sustainable finance revolution” wskazuje, że banki odgrywają coraz większą rolę w kształtowaniu zrównoważonej przyszłości, otwierając jednocześnie przed sobą nowe możliwości biznesowe.

Zrównoważona transformacja – wyzwania i szanse dla banków

Globalna presja regulacyjna oraz rosnące oczekiwania inwestorów i klientów wymuszają przejście od tradycyjnych modeli finansowania do strategii wspierających zrównoważony rozwój. Nadal znaczna część portfeli kredytowych banków jest ulokowana w sektorach wysokoemisyjnych, które przez lata zapewniały stabilne przychody. Jednak współcześnie kluczowe staje się projektowanie i rozwijanie innowacyjnych mechanizmów kredytowych, które umożliwią redukcję emisji w portfelach bankowych przy jednoczesnym zachowaniu rentowności.

Sektor finansowy coraz szybciej dostosowuje się do realiów gospodarki niskoemisyjnej, a banki odgrywają w tym procesie rolę nie tylko pośredników kapitałowych, ale także aktywnych uczestników transformacji. Rosnąca dostępność zielonych instrumentów finansowych, takich jak kredyty na efektywność energetyczną czy obligacje związane z ESG, pozwala instytucjom lepiej zarządzać ryzykiem i jednocześnie wspierać klientów w dostosowaniu się do nowych warunków rynkowych. W Polsce wyzwaniem pozostaje jednak brak jednolitych standardów oceny projektów zrównoważonych, co spowalnia ich wdrażanie i komplikuje procesy decyzyjne. Banki, które zainwestują w rozwój narzędzi analitycznych i transparentne mechanizmy raportowania, zyskają przewagę konkurencyjną oraz zwiększą wiarygodność w oczach inwestorów. Zmiana podejścia do finansowania nie jest więc wyłącznie reakcją na regulacje, ale szansą na budowanie bardziej odpornych i rentownych modeli biznesowych – mówi Iwona Galbierz-Sztrauch, Partner, Szef Działu Usług Finansowych, Lider ESG w KPMG w Polsce.

Zarządzanie ryzykiem i adaptacja regulacji

Inwestowanie w projekty zwiększające odporność na zmiany klimatu pozwala nie tylko ograniczyć przyszłe straty, ale także otworzyć nowe źródła przychodów. Dodatkowo nowe regulacje, takie jak unijny mechanizm CBAM (Carbon Border Adjustment Mechanism), zmieniają realne koszty wysokoemisyjnej produkcji, zmuszając przedsiębiorstwa do uwzględnienia emisji w swoich modelach operacyjnych. Banki, które szybko dostosują swoje strategie finansowe do nowych wymogów, mogą nie tylko uniknąć ryzyka, ale także zyskać przewagę konkurencyjną.

Kierunki zrównoważonego rozwoju sektora bankowego

W raporcie KPMG wyróżniono cztery strategiczne obszary finansowania, na których sektor bankowy powinien skupić się, aby skutecznie wesprzeć zrównoważoną transformację. Zostały one wyodrębnione na podstawie ich wpływu na klimat, znaczenia dla struktury bilansowej banków oraz wartości, jaką generują dla klientów i interesariuszy.

O RAPORCIE:

Raport ”Sustainable finance revolution. How Banks Can Profit from Sustainable Growth” opracowany przez KPMG International analizuje, jak banki mogą nie tylko dostosować się do nowych realiów, ale także czerpać z nich wymierne korzyści.

EY: Polskie banki muszą postawić na technologie i dywersyfikację przychodów

Wzrost presji regulacyjnej, niepewność prawna oraz zmiany w układzie geopolitycznym i makroekonomicznym w połączeniu z niskim popytem na kredyty będą determinować kierunki działań banków w tym roku. Postawienie na doświadczenia klienta, inwestycje w technologie oraz dalsze rozszerzanie oferty na nowe kategorie produktów pozwolą bankom poprawić pozycję konkurencyjną – wskazują eksperci EY.

Weszliśmy w 2025 rok z przeświadczeniem, iż będzie to okres intensyfikacji prac nad regulacjami dotyczącymi sektora finansowego w Unii Europejskiej. Obok prac w ramach samej Komisji Europejskiej, Polska prezydencja w Radzie UE deklaruje priorytetowe zajęcie się regulacjami BMR, CMDI czy PSD/PSR. Dodatkowo, weszły w życie Rozporządzenie DORA i MiCA, wprowadzając jednolite standardy bezpieczeństwa finansów cyfrowych. Raptem kilka tygodni później stajemy przed pytaniem czy wobec deklarowanych zmian deregulacyjnych w amerykańskim sektorze bankowym Europa, w tym Polska, powinna podążać po dotychczasowej trajektorii zmian, w szczególności w takich obszarach jak wymogi kapitałowe (Basel 3 / CRD IV), ESG czy D&I i jak różne podejścia regulacyjne przełożą się na konkurencyjność naszych instytucji finansowych, w szczególności ich zdolność do finansowania rosnących potrzeb inwestycyjnych związanych z transformacją polskiej gospodarki i polskich przedsiębiorstw.

W Polsce nie słabnie ryzyko prawne związane z kredytami frankowymi, WIBOR i Sankcją Kredytu Darmowego (SKD), które nadal będą obciążać wyniki sektora – wskazują eksperci EY w raporcie „Co czeka polskie banki w 2025 roku?”.

W nadchodzących kwartałach przewidujemy spadek tempa wzrostu rezerw na ryzyko prawne związane z kredytami frankowymi, co świadczy o tym, że sektor nauczył się skutecznie radzić sobie z tym wyzwaniem. Wciąż jednak pozostaje wiele niewiadomych, zwłaszcza w kontekście spłaconych kredytów frankowych oraz planowanej ustawy frankowej Ministerstwa Sprawiedliwości. Rośnie także niepokój związany z liczbą pozwów dotyczących kredytów WIBOR oraz kwestią tzw. kredytu darmowego. Z naszej perspektywy, działania sądów zaczynają przypominać sytuację z początków problemów związanych z kredytami w CHF i cały czas nie widać gotowości na rozwiązanie systemowe problemu zapewnienia równowagi praw i obowiązków kredytobiorców oraz banków, co może zwiastować nowe wyzwania dla sektora – mówi Paweł Preuss, Partner EY Polska, lider sektora finansowego.

Technologia kluczem do optymalizacji kosztów

Banki borykają się też z rosnącymi kosztami operacyjnymi. Pogarszająca się sytuacja demograficzna oraz wysoka inflacja wymusiły na bankach wzrost wynagrodzeń, co w 2024 roku stanowiło główny czynnik wzrostu kosztów operacyjnych. Sytuacja ta może się pogłębiać w 2025 roku. Do tego dochodzą braki w obszarze kluczowych talentów (AI, ESG, Data & Analytics), co wymusza na bankach spłaszczanie struktur zarządczych oraz bardziej elastyczne podejście do pracy.

Aby redukować powstałą presję kosztową i wykorzystać rekordowe zyski wynikające z wysokich stóp procentowych, banki wdrażają nowe technologie, w tym AI/GenAI optymalizując procesy i poprawiając UX. Konieczne są jednak dalsze, długoterminowe inwestycje w tym obszarze.

Niepewność geopolityczna i makroekonomiczna

Niepewność pozostaje permanentną cechą otoczenia geopolitycznego. Największym wyzwaniem dla polskiej gospodarki w 2025 roku będzie niwelowanie skutków strukturalnych problemów gospodarki niemieckiej. Wzrost zagrożonych kredytów wśród firm działających w niemieckich łańcuchach wartości już się rozpoczął, a jego konsekwencje mogą się pogłębiać.

Wynik wyborów parlamentarnych w Niemczech wpłynie na kształt dalszej polityki gospodarczej naszego zachodniego sąsiada i w efekcie również na nasz kraj. To z kolei wpłynie na sytuację przedsiębiorstw i tym samym ich popyt na kredyty – mówi Adam Świerczewski, Koordynator Zespołu Analiz Sektorowych FSI, EY Polska.

Istotne dla sytuacji polskich banków będą działania nowej administracji USA zarówno jeśli chodzi o politykę handlową wobec Chin i UE jak i wpływ na rozwój sytuacji w Ukrainie. Oraz decyzje gospodarcze już po przeprowadzonych wyborach prezydenckich w naszym kraju. Długoterminowym problemem pozostaje niski poziom inwestycji prywatnych, który wraz ze spadkiem konkurencyjności inwestycyjnej stanowi istotne wyzwanie dla przyszłości polskiej gospodarki.

Sytuacja makroekonomiczna oraz geopolityka, w tym niepewność związana z konfliktem na Ukrainie, wpływają negatywnie na nastroje wśród przedsiębiorstw. W rezultacie przewidujemy dalszy spadek udziału portfela kredytów w relacji do PKB. W ujęciu wartościowym oczekujemy stabilizacji lub niewielkiej dynamiki w segmencie kredytów dla dużych przedsiębiorstw oraz dalszy przyrost wartości kredytów dla MŚP. Te segmenty mają szansę na poprawę dzięki planowanym inwestycjom publicznym, oczekiwanej obniżce stóp procentowych oraz zmianie polityki kredytowej banków, które będą musiały stawić czoła rosnącej konkurencji o klientów biznesowych – mówi Paweł Preuss.

Długoterminowe źródła przychodów

Obniżka stóp procentowych wymusza na bankach poszukiwanie nowych długoterminowych źródeł przychodów, aby zrównoważyć zmieniające się otoczenie makroekonomiczne i geopolityczne. Nacisk na hiperpersonalizację, poszerzenie oferty produktowej poprzez rozwój partnerstw i ekosystemów stanowią szansę na wzrost transakcyjności klientów i wzrost przychodów prowizyjnych. W dłuższej perspektywie konwersja oszczędności na produkty emerytalne, oszczędnościowe i inwestycyjne (wealth & asset management) będzie zyskiwała na znaczeniu w polskich bankach.

Wierzę, że Polacy mają ogromny potencjał do inwestowania, a strategiczne działania banków w zakresie rozwoju oferty oszczędnościowej i inwestycyjnej mogą to ułatwić. Znaczące zasoby zgromadzone na niskooprocentowanych depozytach i rachunkach bankowych stanowią solidną bazę dla rozwoju tego segmentu rynku i już teraz widzimy pierwsze sygnały, że te tendencje zyskują na dynamice wraz z oczekiwanym spadkiem stóp procentowych w Polsce. Ważny jest także ciągły rozwój oferty, takiej jak ETF-y, akcje ułamkowe czy planowane wprowadzenie REIT-ów, a także innowacje technologiczne, które umożliwiają dostęp do usług dotychczas zarezerwowanych dla klientów bankowości prywatnej klientom niższych segmentów, zwłaszcza w obszarze doradztwa i edukacji finansowej – mówi Mateusz Stępiński, Dyrektor EY Polska.

Niski popyt na kredyty

Spowolnienie gospodarcze w krajach będących głównym kierunkiem polskiego eksportu oraz wciąż wysoce niestabilne i niepewne uwarunkowania geopolityczne oraz środowisko prawne i regulacyjne negatywnie wpływa na akcję kredytową w sektorze MŚP i dużych przedsiębiorstw. Pojawiające się w ostatnich tygodniach inicjatywy deregulacyjne należy ocenić bardzo pozytywnie licząc na ich skuteczne i szybkie wdrożenie.

W kontekście formułowanych oczekiwań wobec sektora bankowego i jego roli w transformacji gospodarczej w takich obszarach jak energetyka, obronność czy promowanie innowacji, najważniejszą kwestią pozostaje zwiększenie stabilności i przewidywalności środowiska prawnego oraz regulacyjnego prowadzenia biznesu w naszym kraju a także weryfikacja, racjonalizacja i uproszczenie ram regulacyjnych oraz prawnych w których funkcjonują polskie banki z uwzględnieniem tendencji i zmian obserwowanych obecnie w innych gospodarkach rozwiniętych – podsumowuje Paweł Preuss.

Mądra dekarbonizacja budownictwa poprawia jakość życia i konkurencyjność gospodarki

Holcim Polska udowadnia, że dzięki odpowiedzialnemu podejściu, innowacjom i bliskiej współpracy z polskimi partnerami można uczynić z racjonalnej transformacji motor napędowy zrównoważonego i świetnie rozwijającego się biznesu kreującego lepszą przyszłość.

Niewiele jest sektorów gospodarki, w których transformacja energetyczna byłaby tak gorącym tematem i jednocześnie ogromnym wyzwaniem, jak w szeroko pojętym budownictwie. Równocześnie nie ma drugiego sektora, który tak silnie oddziaływałby na klimat i środowisko: to, z czego i w jaki sposób wznosimy nasze budynki, z czego i jak wytwarzamy materiały budowlane, z czego i jak produkujemy energię potrzebną do ich funkcjonowania, a także w jaki sposób i przy pomocy jakich środków modernizujemy istniejące gmachy, w ogromnym stopniu wpływa na poziom i jakość naszego życia.

Istniejące budynki w krajach Unii zużywają 40 proc. całej energii i emitują 36 proc. gazów cieplarnianych. To więcej niż jakikolwiek sektor gospodarki. Dochodzą do tego emisje związane z produkcją materiałów budowlanych, sama budową oraz renowacją i rozbiórką budynków. Nie bez powodu naukowcy widzą w nowoczesnym budownictwie, opartym na innowacyjnych niskoemisyjnych rozwiązaniach i materiałach, klucz do zrównoważonej przyszłości i neutralności klimatycznej.

Polska to nasz dom

– Chcemy, aby Holcim Polska nie tylko wyznaczał standardy w branży, ale także aktywnie przyczyniał się do budowania nowoczesnej, zrównoważonej gospodarki. Dla mnie, jako Polaka i szefa Holcim, to osobista misja. Wspólnie z naszym zespołem, partnerami i klientami chcemy budować przyszłość, która będzie powodem do dumy dla nas wszystkich – podkreśla Maciej Sypek.

Dynamicznie rozwijająca się i zwiększająca zatrudnienie firma pokazuje wszystkim, nie tylko w sektorze materiałów budowlanych, że można z powodzeniem łączyć cele niskoemisyjne i ambicję kształtowania przyszłości zrównoważonego budownictwa z odpowiedzialnością za rozwój i konkurencyjność polskiej gospodarki. Zmiany wprowadzane codziennie przez rynkowego lidera napędzają transformację całego sektora – i jest to dobra wiadomość zarówno dla wzmacniającej odporność na kryzysy i konkurencyjność branży budowlanej nad Wisłą, jak i dla nabywców nowoczesnych materiałów budowlanych marzących, by budować lepiej i mądrzej, a w konsekwencji – podnosić poziom i jakość życia.

– Polska to nasz dom i miejsce, w które inwestujemy z pełnym zaangażowaniem. Nasza działalność to coś więcej niż biznes – to także długoterminowe zobowiązanie do wspierania kraju, jego infrastruktury i społeczności. Udział w rozwoju polskiej gospodarki to dla nas powód do dużej satysfakcji – mówi Maciej Sypek. I wyjaśnia, że łączenie dobrych wyników ekonomicznych z konsekwentnymi działaniami na rzecz dekarbonizacji jest możliwe nie tylko dzięki potężnym inwestycjom w przełomowe technologie, ale też intensywnej współpracy z lokalnymi dostawcami.

Najważniejsze cele pozostają niezmienne

Wspólne unijne (i globalne) cele środowiskowe i klimatyczne mamy osiągnąć w 2050 r., a siłą napędową zmian są regulacje oraz idące za nimi narzędzia, w tym zachęty finansowe służące transformacji energetycznej we wszystkich obszarach oraz na wszystkich etapach i poziomach. Holcim Polska wraz z innymi podmiotami branży budowlanej, naukowcami i niezależnymi ekspertami zwracał w ostatnich miesiącach uwagę, że budownictwo zostało w znacznym stopniu przytłoczone mnogością regulacji i potrzebuje pozytywnych impulsów: za wchodzącymi sukcesywnie w życie nowymi wymogami powinny iść odpowiednie objaśnienia i zachęty, za sprawą których podążymy szybciej ku pełnej zeroemisyjności, a zarazem zwiększymy konkurencyjność gospodarki. Warto we współczesnym świecie przypominać, że podnoszenie konkurencyjności gospodarki UE jest równorzędnym do ochrony klimatu celem Europejskiego Zielonego Ładu.

Zgodnie z postulatami przedsiębiorców i ekspertów Komisja Europejska zapowiedziała w ostatnich tygodniach gruntowny przegląd regulacji wpływających na działalność gospodarczą – także tych rzutujących na szeroko rozumiany sektor budownictwa. Padły obietnice korekt, przede wszystkim najbliższych terminów, w jakich miałyby obowiązywać niektóre normy i wymogi. Cel i kierunek zmian pozostaje jednak niezmienny: zgodnie ze znowelizowaną dyrektywą budynkową (EPBD) pojawią się nowe wymogi efektywności energetycznej dla budynków w perspektywie najbliższej dekady wszystkie nowe obiekty mają być zeroemisyjne, a istniejące będą modernizowane, by osiągnąć bezemisyjność i w pełni zdekarbonizować zasoby budowlane do połowy obecnego stulecia.

Aktualne pozostają założenia i narzędzia Fali Renowacji, ETS 2, tzw. zielonych zamówień publicznych, realizowana jest Misja UE na rzecz Neutralnych Klimatycznie i Inteligentnych Miast, w kolejnych gminach, także w Polsce, powstają lokalne Standardy Zielonego Budynku, przyspiesza tworzenie GOZ – Gospodarki Obiegu Zamkniętego. Owszem, zapewne zmienią się pewne terminy i niektóre narzędzia – ale nie cele. W tym ten podstawowy, jakim jest dekarbonizacja całej gospodarki w celu powstrzymania gwałtownych zmian klimatycznych oraz radykalnego wzmocnienia konkurencyjności unijnej gospodarki.

Budować mądrzej od fundamentów aż po dach

Będąc jednym z kluczowych graczy na rynku Holcim Polska odgrywa istotną rolę w rozwoju polskiej gospodarki i infrastruktury. Inwestując w innowacyjne technologie i zrównoważone produkty nie tylko odpowiada na rosnące zapotrzebowanie na nowoczesne niskoemisyjne materiały budowlane, ale też aktywnie wspiera lokalnych dostawców, rozwija gospodarkę o obiegu zamkniętym i przełomowe rozwiązania w zakresie dekarbonizacji.

Dzięki oferowaniu kompleksowych, zrównoważonych rozwiązań budowlanych, obejmujących cement, beton, kruszywa, chemię budowlaną i materiały izolacyjne, firma wspiera inwestorów i wykonawców na każdym etapie budowy: od solidnych fundamentów po energooszczędne dachy. Angażuje się przy tym w rozwój nowoczesnych standardów budownictwa, w efekcie czego mogą w Polsce powstawać budynki niskoemisyjne, a jednocześnie o wiele trwalsze i bardziej efektywne energetycznie.

Jeszcze nigdy w historii zmieniający się dynamicznie sektor budowlany nie wywierał tak szybkiego pozytywnego wpływu na klimat i środowisko. Holcim Polska robi to we wszystkich obszarach działalności. Strategia dekarbonizacyjna obejmuje m.in. zwiększanie udziału paliw alternatywnych, pozyskiwanie surowców ze źródeł niekopalnych oraz rozwój technologii wychwytywania CO₂, by radykalnie ograniczy emisje w procesach produkcyjnych.

Przykładem zaangażowania firmy w zwiększanie produkcji niskoemisyjnych materiałów budowlanych jest portfolio cementów z rodziny ECOPlanet oraz betonów ECOPact. Cechuje je znaczne obniżenie śladu węglowego względem ich tradycyjnych odpowiedników. Efekt ten osiągany jest za sprawą stosowania materiałów z recyklingu i innowacyjnych technologii. W 2024 roku już 60 proc. produkcji betonu Holcim stanowiły betony ECOPact – firma daje w ten sposób rynkowi jasny i wyraźny sygnał, że umie błyskawicznie odpowiadać na zapotrzebowanie i wzrost znaczenia zrównoważonych rozwiązań w budownictwie.

Temu samemu służy jedno z najnowszych rozwiązań Holcim – ECOPlanet Budowlany. W listopadzie ubiegłego roku firma jako pierwsza w Polsce wprowadziła produkt zawierający materiał mineralny pochodzący z recyklingu betonu rozbiórkowego, pozwalający zmniejszyć emisję CO₂ o minimum 40 proc. w porównaniu do CEM I. To milowy krok w kierunku budownictwa cyrkularnego.

Modernizacja Cementowni Małogoszcz, oparcie jej działalności na najnowszych technologiach, coraz większe wykorzystanie OZE, pozwala podnosić efektywność energetyczną i redukować emisję CO₂. Dzięki takim inwestycjom zakłady Holcim stają się bardziej zrównoważone, jednocześnie utrzymując wysoką wydajność produkcyjną.

Ludzie, lokalne zakupy i korzyści dla budżetu państwa

Aż 97 proc. zakupów Holcim Polska pochodzi od polskich dostawców, co wzmacnia lokalne łańcuchy dostaw i stabilizuje rynek w obliczu licznych globalnych wyzwań. Równocześnie firma wnosi istotny wkład finansowy w rozwój kraju – w 2024 roku przekazała do budżetu państwa i kas samorządów blisko 500 milionów złotych w postaci podatków i opłat.
W strukturach Holcim Polska pracuje już blisko 2 tys. osób. Wzrost zatrudnienia świadczy o konsekwentnym umacnianiu pozycji rynkowej firmy oraz rozwoju kluczowych kompetencji organizacji. Tworzenie nowych miejsc pracy w różnych regionach kraju przyczynia się do wzmacniania stabilności rynku oraz rozwoju lokalnych społeczności.

Jak podkreśla Holcim, że jednym z nadrzędnych celów firmy jest stworzenie najlepszego środowiska pracy w branży budowlanej, oferowanie atrakcyjnych ścieżek kariery, przyciąganie doświadczonych liderów, specjalistów i młodych talentów. Świeżym potwierdzeniem sukcesów na tym polu jest międzynarodowe wyróżnienie Top Employer Europe oraz tytuł Top Employer Polska, który Holcim otrzymał już po raz piąty.

CCS: w drodze do przełomu

Polska jest jednym z trzech największych producentów cementu w Europie. Wobec malejącej liczby bezpłatnych uprawnień do emisji w ramach systemu ETS, wdrożenie CCS (Carbon Capture and Storage) staje się nieodzowne dla utrzymania konkurencyjności przemysłu cementowego. Technologia ta pozwala wychwytywać CO₂ z punktowych źródeł emisji, jak elektrownie czy fabryki, a następnie magazynować go w sposób uniemożliwiający uwolnienie do atmosfery.

Holcim Polska realizuje w Cementowni Kujawy innowacyjny projekt Go4ECOPlanet. Dzięki instalacji CCS będzie można całkowicie wyeliminować emisję CO₂ z procesu produkcji klinkieru, podstawowego składnika cementu. Projekt jest współfinansowany przez Unię Europejską w ramach programu InnovFund. W ciągu dekady od uruchomienia projektu prognozowane jest wychwycenie ponad 10 milionów ton CO₂, co stanowi około 10 proc. rocznej emisji całego sektora cementowego w Polsce. Artykuł powstał w ramach kampanii Inwestycje Klimatyczne przy wydarzeniu Polski Kongres klimatyczny.

Źródło: Artykuł partnerski

Polacy czekają na obniżki stóp procentowych – jak wpłyną na rynek nieruchomości?

Polska pozostaje w czołówce krajów z najwyższym oprocentowaniem kredytów hipotecznych w Unii Europejskiej. Stopa referencyjna Narodowego Banku Polskiego to nadal 5,75% i utrzymuje się na tym poziomie już od października 2023 roku. Wysokie raty kredytowe to wciąż spore wyzwanie dla obecnych kredytobiorców, a dla osób, które dopiero planują zaciągnięcie kredytu – znaczące utrudnienie w realizacji marzeń o własnym mieszkaniu.

Według danych Europejskiego Banku Centralnego, średnie oprocentowanie nowych kredytów hipotecznych w Polsce wyniosło w styczniu 7,42% i był to drugi najwyższy wynik w UE – zaraz po Rumunii, gdzie średnia to 7,95%. Taniej jest między innymi na Węgrzech (6,99%) i w Czechach (5,08%), a średnia dla całej Unii to 3,93%. To oznacza, że Polacy nadal spłacają jedne z najdroższych kredytów mieszkaniowych w Europie, a w okresie od czerwca do sierpnia 2024 nigdzie nie było drożej niż u nas.dane EBC

Kto najbardziej czeka na obniżkę stóp?

Pierwsza grupa, dla której decyzje Rady Polityki Pieniężnej mają kluczowe znaczenie, to osoby planujące zaciągnięcie kredytu mieszkaniowego na zakup mieszkania czy budowę domu. Wysokie stopy procentowe, w połączeniu z oczekiwaniami inflacyjnymi, wpływają na poziom WIBOR-u. Dlaczego jego wysokość jest tak ważna? Ponieważ wysoki WIBOR wpływa na oprocentowanie kredytów ze zmiennym oprocentowaniem, a więc na wielkość rat kredytowych. Wysokie raty ograniczają z kolei zdolność kredytową, czyli maksymalną dostępną kwotę kredytu i sprawiają, że kredyt mieszkaniowy staje się mniej dostępny.

Druga grupa osób, które czekają na obniżkę stóp procentowych, to obecni kredytobiorcy hipoteczni – w szczególności ci, którzy zdecydowali się na kredyt ze zmienną stopą procentową. – Na obniżki stóp procentowych bardzo liczą kredytobiorcy, którzy zaciągnęli kredyty na początku pandemii, ponieważ od września 2021 do września 2022 roku Rada Polityki Pieniężnej 11 razy podniosła stopy procentowane – z poziomu 0,10% do 6,75%. Podwyżki stóp procentowych spowodowały z kolei wzrost WIBOR-u, a wysoki WIBOR wpłynął na podwyższenie oprocentowania i wzrost rat w tym okresie o około 100%. – wylicza Paweł Rudzik, Menadżer Produktu, Credipass.

data średnie oprocentowanie rata równa
grudzień 2019 3,70% 1 380,85 zł
grudzień 2020 2,27% 1 149,80 zł
grudzień 2021 3,05% 1 272,92 zł
lipiec 2022 7,92% 2 184,59 zł
grudzień 2022 5,28% 1 662,19 zł
grudzień 2023 6,50% 1 896,20 zł
grudzień 2024 7,29% 2 054,67 zł

Wyliczenia Credipass na podstawie danych NBP: kredyt 300 tys. zł, na 360 miesięcy

Kiedy i jak bardzo spadną raty?

– WIBOR 3M jest dziś na poziomie 5,85%, natomiast stawka FRA 6×9 (czyli kontraktu na WIBOR 3M za 6 miesięcy) jest na poziomie 5,17%, a stawka FRA 9×12 (kontraktu na WIBOR 3M za 9 miesięcy) to już 4,77% – co pokazuje, że pierwsze obniżki stóp procentowych oczekiwane są w perspektywie kilku miesięcy, a kurs WIBOR 3M za 9 miesięcy może być o ponad 1 pkt. % niższy niż obecnie – mówi Paweł Rudzik, Menadżer Produktu Credipass.

kwota

kredytu

rata w grudniu 2020
(oprocentowanie 2,27%)
rata w grudniu 2024
(oprocentowanie 7,29%)
rata po obniżce

o 1 pkt. %

o ile

spadnie rata?

300 000,00 zł 1 149,80 zł 2 054,67 zł 1 854,96 zł 199,71 zł
450 000,00 zł 1 724,70 zł 3 082,01 zł 2 782,45 zł 299,56 zł
600 000,00 zł 2 299,60 zł 4 109,35 zł 3 709,93 zł 399,42 zł
800 000,00 zł 3 066,14 zł 5 479,13 zł 4 946,57 zł 532,56 zł

Wyliczenia Credipass: kredyt na 360 miesięcy, raty równe

Analiza wysokości rat kredytowych pokazuje, jak znacząco wzrost stóp procentowych w ostatnich latach wpłynął na miesięczne zobowiązania kredytobiorców. W grudniu 2020 roku, przy oprocentowaniu 2,27%, rata kredytu hipotecznego o wartości przykładowo 300 tys. zł wynosiła 1 149,80 zł. Natomiast w grudniu 2024 roku, gdy oprocentowanie wzrosło do 7,29%, rata wzrosła do 2 054,67 zł – oznacza to niemal podwojenie miesięcznego obciążenia dla kredytobiorców.

Jednak obniżka stóp procentowych o 1 punkt procentowy mogłaby przynieść realną ulgę. Dla kredytu o wartości 300 tys. zł rata spadłaby o 199,71 zł – z 2 054,67 zł do 1 854,96 zł. W przypadku kredytu na 600 tys. zł oszczędność wyniosłaby niemal 400 zł miesięcznie, a dla zobowiązania na 800 tys. zł spadek wyniósłby aż 532,56 zł.

Należy pamiętać, że oprocentowanie kredytów z oprocentowaniem zmiennym może być aktualizowane co 3 lub 6 miesięcy – jeśli stawki WIBOR rzeczywiście się obniżą, to na spadek oprocentowania i rat obecni kredytobiorcy będą musieli więc poczekać nawet kilka miesięcy. W przypadku osób, które wybrały kredyty o oprocentowaniu okresowo stałym, raty pozostaną na tym samym poziomie do końca okresu obowiązywania stałej stawki. Na lepsze oferty będą natomiast mogli liczyć potencjalni kredytobiorcy, którzy przygotowują się do zaciągnięcia kredytu na własne M – dla nich kredyty będą mniej kosztowne, a perspektywa posiadania własnej nieruchomości stanie się bardziej optymistyczna.

Wysokość stóp procentowych to paliwo dla popytu

Jak bardzo kształtowanie się poziomu stóp procentowych może wpłynąć na decyzje zakupowe klientów widać m.in. w wynikach ankiety przeprowadzonej na przełomie roku wśród agentów największej sieci biur nieruchomości Metrohouse. Według ankietowanych to właśnie wysokość stóp procentowych będzie kluczowym czynnikiem mającym wpływ na poziom popytu na mieszkania. Tak odpowiedziało 70 proc. ankietowanych doradców Metrohouse. Następne w kolejności był ceny mieszkań (55 proc.) oraz dostępność rządowych programów dopłat do kredytów (43 proc.).

– Bez wątpienia obecna decyzyjność potencjalnych nabywców nieruchomości jest blokowana przez szereg czynników, wśród których wysoki poziom stóp procentowych odgrywa istotną rolę. Każda korekta tego instrumentu przez NBP będzie pozytywnie odebrana przez rynek, mimo że spadki wysokości raty kredytu nie będą jeszcze (zwłaszcza przy minimalnych obniżkach stóp) znacząco zauważalne w portfelu kredytobiorcy. Ważniejszy jest jednak czynnik psychologiczny. Spadające stopy procentowe, w połączeniu ze zwiększonymi możliwościami negocjacji cen mieszkań, mogą stanowić ważny sygnał do zakupów i ożywienia rynku nieruchomości, mówi Marcin Jańczuk, ekspert sieci biur nieruchomości Metrohouse.

Optymalizacja procesów magazynowych – fundament nowoczesnego biznesu

Współczesne przedsiębiorstwa stoją przed wyzwaniem zarządzania coraz bardziej złożonymi procesami logistycznymi. Efektywne zarządzanie magazynem jest kluczowe dla utrzymania konkurencyjności na rynku. W tym kontekście system WMS (Warehouse Management System) staje się nieodzownym narzędziem dla firm dążących do optymalizacji swoich operacji magazynowych.

System WMS – inteligentne zarządzanie magazynem

System WMS to zaawansowane oprogramowanie przeznaczone do zarządzania operacjami magazynowymi. Jego głównym celem jest usprawnienie wszystkich procesów związanych z magazynowaniem, takich jak przyjęcie towaru, składowanie, kompletacja, wysyłka oraz inwentaryzacja. Dzięki temu przedsiębiorstwa mogą osiągnąć wyższą efektywność i dokładność w zarządzaniu swoimi zasobami.

Kluczowe korzyści z wdrożenia systemu WMS

Wdrożenie systemu WMS przynosi przedsiębiorstwom szereg istotnych korzyści. Automatyzacja procesów magazynowych nie tylko poprawia efektywność operacyjną, ale także wpływa na optymalizację kosztów i podnosi jakość obsługi klienta. Poniżej przedstawiamy kluczowe zalety zastosowania tego rozwiązania.

Większa efektywność i redukcja kosztów operacyjnych

Automatyzacja procesów magazynowych eliminuje powtarzalne, ręczne operacje, co prowadzi do znaczącego skrócenia czasu realizacji zamówień. Zintegrowane systemy eliminują błędy wynikające z ręcznego wprowadzania danych, redukując koszty wynikające z pomyłek w kompletacji zamówień, nadmiernych stanów magazynowych czy błędów w wysyłkach. Optymalizacja operacji magazynowych pozwala firmom zwiększyć swoją rentowność poprzez lepsze wykorzystanie zasobów i obniżenie kosztów operacyjnych.

Precyzyjna obsługa zamówień i poprawa satysfakcji klientów

System WMS umożliwia pełną kontrolę nad przepływem towarów, co pozwala na bieżąco monitorować status każdego zamówienia. Automatyczne powiadomienia i integracja z systemami kurierskimi gwarantują, że klienci otrzymują rzetelne informacje o dostawie, a firmy mogą reagować na potencjalne opóźnienia w czasie rzeczywistym. Spójność i dokładność w obsłudze zamówień znacząco zwiększają poziom zadowolenia klientów, co przekłada się na ich lojalność oraz pozytywne opinie o firmie.

Maksymalne wykorzystanie przestrzeni magazynowej

System WMS optymalizuje rozmieszczenie towarów, biorąc pod uwagę częstotliwość ich rotacji, wymiary oraz wagę, co pozwala na lepsze zagospodarowanie dostępnej powierzchni. Dzięki dynamicznemu zarządzaniu lokalizacjami składowania, firmy mogą ograniczyć konieczność wynajmowania dodatkowych magazynów, a także skrócić czas potrzebny na odnalezienie i kompletację produktów. To bezpośrednio przekłada się na niższe koszty operacyjne oraz większą efektywność pracowników magazynowych.

Dostęp do danych w czasie rzeczywistym

System WMS zapewnia przedsiębiorstwom pełny wgląd w aktualne stany magazynowe, co pozwala na błyskawiczne reagowanie na zmiany w popycie i zapobiega brakom towarów. Raportowanie w czasie rzeczywistym umożliwia menedżerom podejmowanie świadomych decyzji dotyczących zamówień, poziomu zapasów oraz optymalizacji tras transportowych. Dzięki analizie danych historycznych i bieżących trendów, firmy mogą lepiej przewidywać potrzeby klientów i unikać kosztownych przestojów.

WMS jako strategiczna inwestycja w rozwój firmy

Decyzja o wdrożeniu systemu WMS to inwestycja w przyszłość, która pozwala na automatyzację procesów, minimalizację ryzyka błędów i lepszą koordynację działań. Firmy wdrażające nowoczesne rozwiązania magazynowe zyskują przewagę konkurencyjną, zwiększając swoją efektywność i zdolność do dynamicznego rozwoju.

WMS – przyszłość efektywnego zarządzania magazynem

System WMS to nie tylko narzędzie do zarządzania operacjami magazynowymi, ale także kluczowy element strategii optymalizacji procesów logistycznych. Wdrożenie tego rozwiązania przynosi wymierne korzyści, zwiększając wydajność, redukując koszty i poprawiając obsługę klienta. Dla firm nastawionych na rozwój i efektywność, inwestycja w system WMS stanowi fundament nowoczesnego podejścia do zarządzania magazynem.

Czy hossa na rynku złota i srebra się utrzyma? Eksperci prognozują nowe rekordy

0
  • Złoto przekroczyło poziom 3 000 USD za uncję, co rodzi kluczowe pytanie: co dalej?
  • Powyższy rajd potwierdza status złota jako aktywa długoterminowego (buy-and-hold), ale także odzwierciedla narastającą globalną niestabilność.
  • Za wzrostami stoi szereg czynników, z których część ma charakter trwały, a inne mogą stopniowo tracić na znaczeniu.
  • W krótkim terminie inwestorzy będą uważnie śledzić oznaki stagflacji w USA oraz możliwe napięcia handlowe związane z polityką Trumpa, które mogą wspierać dalsze wzrosty.

Jak zauważa Ole Hansen, Dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank, złoto kontynuuje silny rajd wzrostowy, a niedawne przekroczenie poziomu 3 000 USD za uncję dodatkowo wzmacnia trend wzrostowy zapoczątkowany w listopadzie 2022 roku. Dynamiczne wzrosty cen sprawiły, że wartość standardowej 400-uncjowej sztabki złota (12,4 kg) – przechowywanej w rezerwach banków centralnych na całym świecie – przekroczyła 1 200 000 USD, co stanowi wyraźny kontrast wobec 115 000 USD, ile sztabka złota kosztowała na początku XXI wieku. Oprócz umocnienia pozycji złota jako strategicznego aktywa długoterminowego, obecny rajd cenowy odzwierciedla narastającą globalną niestabilność, która napędza silny popyt na aktywa bezpiecznej przystani, takie jak złoto, i – w mniejszym stopniu – również srebro.

Od dołka z listopada 2022 roku złoto odnotowało wzrost o 75%, niemal dorównując wynikom indeksowi Nasdaq, który po ostatniej korekcie osiągnął zbliżoną stopę zwrotu. To imponujący wynik dla aktywa często krytykowanego przez Warrena Buffetta, który określał je mianem nieproduktywnego, argumentując, że w przeciwieństwie do akcji, obligacji czy nieruchomości, nie generuje ono dochodu w postaci dywidend, odsetek czy przychodów z wynajmu.

Złoto przekroczyło poziom 3 000 USD za uncję

Cena złota SPOT, źródło: Saxo

Przyczyną nieustających zakupów złota przez wszystkich inwestorów – od indywidualnych po zarządców aktywów i fundusze hedgingowe, i co również istotne, przez banki centralne, które od trzech lat nieprzerwanie zwiększają swoje zasoby złota, są obawy przed globalnymi zagrożeniami o charakterze politycznym, ekonomicznym i bezpieczeństwa. W ostatnim czasie prezydent Trump podważył globalny porządek, który utrzymywał się od zakończenia II wojny światowej, a jego agresywna polityka zaczęła negatywnie wpływać na zaufanie konsumentów oraz wywoływać napięcia na rynku akcji. Czynniki te zwiększają ryzyko stagflacji, sprzyjające dalszym wzrostom cen złota – spowolnienie wzrostu gospodarczego, rosnące bezrobocie oraz nasilająca się inflacja mogą zmusić Rezerwę Federalną do luzowania warunków finansowych poprzez kolejne obniżki stóp procentowych.

Złoto zwykle odnotowuje silne wyniki w okresach cykli cięć stóp procentowych w USA, a chociaż Rezerwa Federalna na razie wstrzymała się z dalszymi cięciami, pogarszająca się perspektywa dla amerykańskiej gospodarki wzmacnia oczekiwania dotyczące kolejnych obniżek stóp w II połowie tego roku. Rajd złota w ciągu ostatnich trzech lat był również napędzany przez popyt ze strony banków centralnych, które dywersyfikują swoje rezerwy, odchodząc od dolara amerykańskiego. Banki centralne, głównie z rynków wschodzących, kupowały ponad 1 000 ton złota rocznie przez trzy ostatnie lata.

Złoto jest postrzegane jako zabezpieczenie przed ryzykiem związanym z zadłużeniem publicznym, ze względu na swoją historyczną rolę przechowywania wartości oraz tendencję do utrzymywania lub wzrostu cen w czasach niepewności gospodarczej. W ciągu ostatnich 25 lat poziomy zadłużenia rządowego gwałtownie wzrosły, szczególnie w USA, co rodzi obawy, że może to ostatecznie prowadzić do kryzysu, w którym złoto będzie pełnić rolę ochrony przed konsekwencjami takiego scenariusza.

Zakupy złota przez banki centralneZakupy złota przez banki centralne przyspieszyły w 2022 roku i utrzymują się na wysokim poziomie od tamtego czasu.

Rola złota w strategii inwestycyjnej

Ole Hansen wskazuje, że najlepsza rada, jaką kiedykolwiek otrzymał w kontekście inwestycji brzmi „Nigdy nie wkładaj wszystkich jajek do jednego koszyka”, a równie ważną wskazówką jest dywersyfikacja portfela poprzez inwestowanie w różne sektory i klasy aktywów, aby zmniejszyć ryzyko i poprawić stabilność. W przeciwieństwie do akcji i obligacji, złoto jest aktywem fizycznym, które nie może zostać zniszczone i nie zależy od stabilności finansowej rządu ani firmy.

Złoto charakteryzuje się niską korelacją z akcjami i obligacjami, często poruszając się niezależnie, a czasami nawet w przeciwnych kierunkach. Spadki na rynku akcji często wiążą się z czynnikami, które generalnie sprzyjają wzrostowi cen złota. W okresach rosnącej inflacji, rynki obligacji mogą odnotowywać straty, podczas gdy złoto w dłuższym okresie wykazuje zdolność do zabezpieczenia.

A co z srebrem?

Srebro jest często postrzegane jako silna alternatywa dla złota, a choć nie cieszy się wsparciem ze strony banków centralnych jak złoto w ostatnich latach, jego zastosowanie w przemyśle stanowi dodatkowe źródło popytu. W przeciwieństwie do złota, które jest wykorzystywane głównie w inwestycjach i jubilerstwie, około 55% popytu na srebro pochodzi z zastosowań przemysłowych, z czego najważniejsze to panele słoneczne, pojazdy elektryczne, technologia 5G oraz medycyna. Jak twierdzi Ole Hansen, silny popyt na srebro utrzyma się w związku z globalnym dążeniem do elektryfikacji.

Dodatkowo, podaż srebra jest względnie sztywna, ponieważ około 70% produkcji srebra to produkt uboczny wydobycia innych metali, takich jak miedź, cynk, ołów i złoto. Spadająca produkcja w ostatnich latach w kluczowych krajach produkujących srebro, takich jak Meksyk, Peru i Chiny, już spowodowała, że sytuacja na rynku jest napięta, a Silver Institute prognozuje piąty z rzędu rok istotnych deficytów podaży, napędzanych silnym popytem przemysłowym, szczególnie na panele słoneczne i elektronikę.

Uwzględniając powyższe czynniki oraz relatywnie niską cenę srebra w porównaniu ze złotem, popyt inwestycyjny rośnie. Warto jednak zauważyć, że srebro ma tendencję do zachowywania się podobnie jak złoto, ale często bardziej intensywnie, co oznacza, że rośnie szybciej, ale także spada głębiej w okresach korekt.

Jak inwestować w złoto?

Złoto fizyczne: Zakup złota w formie biżuterii, monet lub sztabek zapewnia bezpośrednią ekspozycję na kruszec, ale wiąże się z kwestiami takimi jak, bezpieczne przechowywanie, ubezpieczenie i wyższe koszty transakcyjne.

Fundusze ETF/ETC złota: Fundusze inwestycyjne lub towary notowane na giełdzie oferują wygodny sposób inwestowania w złoto bez konieczności posiadania fizycznego metalu. Te produkty inwestycyjne ściśle śledzą ceny złota i łatwo nimi handlować na giełdach.

Akcje spółek wydobywczych złota/ETF-y: Inwestowanie w spółki zajmujące się wydobyciem złota lub ETF-y, które posiadają koszyk akcji takich spółek, zapewnia ekspozycję na ceny złota. Jednak takie inwestycje niosą ze sobą ryzyko operacyjne i mogą charakteryzować się wyższą zmiennością w porównaniu do samego złota. Zazwyczaj jednak w okresach rosnących cen złota, spółki wydobywcze radzą sobie lepiej, ponieważ ich rentowność znacząco się poprawia.

Obserwujemy, że rosnąca zmienność geopolityczna i handlowa, która wpływa na obecne ceny złota i srebra, stwarzają duże możliwości inwestycyjne. Jednakże w obliczu niepewności na rynkach finansowych, kluczowe jest utrzymanie dobrze zdywersyfikowanego portfela inwestycyjnego. W Saxo przewidujemy, że cena złota na 2025 rok może wzrosnąć do 3 300 USD za uncję. Saxo jako bank zagraniczny daje polskim inwestorom możliwość geograficznej dywersyfikacji kapitału, co jest ważne, gdyż inwestując w złoto, warto rozważyć dywersyfikację nie tylko pod względem różnych klas aktywów, ale również pod względem lokalizacji przechowywania instrumentów opartych o złoto, np. w funduszy ETF i posiadać je w bankach/biurach maklerskich z siedzibą poza Polską – mówi Marcin Ciechoński, odpowiedzialny za rozwój Saxo Banku w Polsce.

Wniosek: Czy już za późno, aby zacząć inwestować?

Gdy inwestycja odnotuje znacznie większy wzrost niż oczekiwano w danym okresie, rozsądnie jest przeanalizować, czy hossa może się utrzymać. Oczywiście, nie znamy przyszłości rynków, a wiele czynników może spowodować spadek cen złota i srebra, np. jeśli wielu inwestorów postanowi realizować zyski, generując presję sprzedaży. Taka sytuacja mogłaby nastąpić, gdyby doszło do zmiany agresywnej polityki handlowej Donalda Trumpa wobec kluczowych partnerów USA lub gdyby znaleziono pokojowe rozwiązanie wielu konfliktów zbrojnych.

Jednak patrząc na obecne realia – ogromną niepewność wynikającą z konfliktów geopolitycznych, wysokie zadłużenie wielu krajów (w tym USA) oraz nowy paradygmat polityki zagranicznej USA – istnieją również argumenty za kontynuacją wzrostów cen, przy założeniu, że żaden trend nie utrzymuje się w linii prostej w nieskończoność.

Ole Hansen wskazuje, że Saxo Bank niedawno podniósł prognozę szczytowej ceny złota na 2025 rok do 3 300 USD, podczas gdy srebro, przy stosunkowo skromnej korekcie w stosunku do złota (współczynnik złoto-srebro na poziomie 75), może osiągnąć 44 USD za uncję w tym samym okresie.

Zatrudnienie pod presją – gospodarka i technologia kształtują strategie kadrowe firm

Rozwój biznesu to główny powód zatrudniania nowych pracowników – deklaruje tak 43% polskich firm. Z kolei 30% jako najczęstszy powód redukcji etatów wskazuje wyzwania ekonomiczne – potwierdza opublikowana dziś analiza ManpowerGroup, przedstawiająca przyczyny zmian w liczbie pracowników. W transporcie, logistyce i motoryzacji firmy ograniczają zatrudnienie po zakończonych projektach, natomiast w energetyce i usługach komunalnych największym impulsem do powiększania zespołów jest ekspansja na nowe rynki.

Rozwój biznesu motorem zatrudnienia

Z analizy ManpowerGroup wynika, że polskie firmy najczęściej zatrudniają z powodu rozwoju organizacji, który wymaga powiększenia zespołu. Na ten czynnik wskazuje 43% pracodawców. Ważna jest także ekspansja na nowe rynki, która wymusza tworzenie dodatkowych ról – taką motywację deklaruje 29% firm. Co czwarta organizacja zwiększa zatrudnienie, aby sprostać wymaganiom technologicznym, a równie wiele firm wzmacnia zespoły, by utrzymać przewagę konkurencyjną. Nie bez znaczenia jest też konieczność uzupełnienia wakatów po odchodzących pracownikach – ten powód wskazuje 25% przedsiębiorstw.

W sektorze usług komunikacyjnych 6 na 10 pracodawców deklaruje, że rozwój firmy skłania ich do rekrutacji. Podobna sytuacja panuje w transporcie, logistyce i motoryzacji (58%) oraz w sektorze finansów i nieruchomości (50%). W przemyśle i surowcach dodatkowo istotnym czynnikiem jest konieczność obsadzenia wakatów po odchodzących pracownikach – taką potrzebę zgłasza 40% pracodawców. W branży IT oprócz samego rozwoju firm znaczenie ma również potrzeba utrzymania przewagi konkurencyjnej, którą wskazuje 48% ankietowanych.

– W kontekście sektora IT, dynamiczny rozwój oraz ekspansja rynkowa skutkują rosnącym zapotrzebowaniem na specjalistów w obszarach programowania sztucznej inteligencji, cyberbezpieczeństwa, uczenia maszynowego, technologii chmurowych oraz analizy danych. Z kolei w transporcie kluczowe pozostaje poszukiwanie menedżerów łańcucha dostaw, specjalistów ds. transportu, logistyków oraz kierowców. Nie bez znaczenia pozostanie obszar ESG. Wzrost znaczenia tej kwestii będzie prowadził do tworzenia nowych stanowisk pracy w organizacjach. Mówimy tutaj o stanowiskach takich jak: specjalista ds. ESG, analityk ESG, manager ds. ESG, specjalista ds. raportowania ESG, trener ESG czy też specjalista ds. różnorodności & inkluzywności – mówi Szymon Rudnicki, dyrektor Talent Solutions.

Wyzwania ekonomiczne głównym sprawcą redukcji etatów

Jednak nie wszędzie tworzą się nowe etaty – w wielu firmach zatrudnienie jest redukowane. Wynika to najczęściej z wyzwań ekonomicznych, które przyczyniają się do ograniczenia liczby pracowników w przypadku 30% firm. Wiele organizacji dostosowuje poziom zatrudnienia do zmieniającego się popytu na ich produkty i usługi (24%) lub przeprowadza restrukturyzacje (23%). Automatyzacja również wpływa na rynek pracy, zmniejszając zapotrzebowanie na niektóre stanowiska (23%). Dodatkowo optymalizacja procesów często prowadzi do łączenia ról i spadku liczby etatów – to przyczyna redukcji w 22% przedsiębiorstw.

W sektorze finansów i nieruchomości co druga firma wskazuje, że zwolnienia są efektem wyzwań ekonomicznych lub konieczności dostosowania zatrudnienia do zmieniającego się popytu. W transporcie, logistyce i motoryzacji 44% firm ogranicza zespoły po zakończeniu projektów, a w przemyśle i surowcach główną przyczyną redukcji jest trudna sytuacja gospodarcza – tak twierdzi 42% przedsiębiorstw. Podobne trudności dotyczą energetyki i usług komunalnych, gdzie dodatkowo co trzecia firma zwalnia ze względu na automatyzację i zmieniające się wymagania dotyczące kompetencji pracowników. W IT już połowa firm przyznaje, że to właśnie automatyzacja zmniejsza zapotrzebowanie na określone stanowiska.

– Obserwujemy redukcje zatrudnienia w sektorach, które stoją w obliczu poważnych wyzwań. Branża motoryzacyjna, w tym producenci pojazdów elektrycznych i baterii, zmaga się z trudnościami wynikającymi z załamania sprzedaży oraz zmian strategii koncernów motoryzacyjnych w zakresie rezygnacji z silników spalinowych. Ponadto automatyzacja i rozwój sztucznej inteligencji prowadzą do eliminacji mniej złożonych procesów w sektorach BPO/SSC oraz call center, co skutkuje optymalizacją struktur i ograniczeniem miejsc pracy. Dodatkowo wysokie koszty energii oraz spadek popytu negatywnie wpływają na sektor energetyczny i przemysłowy, gdzie już w bieżącym roku obserwujemy redukcje zatrudnienia. Zmiany nie omijają również sektora finansowego – banki dostosowują swoje strategie oraz modele operacyjne do nowej rzeczywistości gospodarczej, co wiąże się z koniecznością reorganizacji struktur – dodaje ekspert.

Jak zaznacza Szymon Rudnicki, w obliczu rosnącej automatyzacji, cyfryzacji oraz globalnej konkurencji, zmiana umiejętności i podnoszenie kwalifikacji stają się nie tylko modnymi hasłami, ale również niezbędnymi elementami strategii rozwoju zarówno pracowników, jak i pracodawców na polskim rynku pracy. – Reskilling, czyli przekwalifikowanie pracowników do nowych zawodów, jest szczególnie istotny w branżach narażonych na automatyzację, jak produkcja czy transport. Z kolei upskilling, czyli podnoszenie kwalifikacji w ramach obecnych zawodów, pozwala pracownikom dostosować się do nowych technologii i narzędzi. W branżach takich jak IT, finanse czy marketing, ciągłe doskonalenie umiejętności staje się niezbędne do utrzymania konkurencyjności. Firmy, które inwestują w reskilling i upskilling, zyskują bardziej elastycznych i zaawansowanych pracowników, co pozwala im lepiej reagować na zmiany rynkowe i technologiczne – podsumowuje szef Talent Solutions.

Dopasowanie liczby pracowników do aktualnych potrzeb firmy kluczem do stabilizacji zatrudnienia

Nie wszystkie jednak zmieniają poziom zatrudnienia. Brak rekrutacji czy zwolnień najczęściej wynika z dobrze dopasowanego zespołu do realizacji bieżących celów – na ten czynnik wskazuje 40% firm. Co czwarte przedsiębiorstwo realizuje strategię utrzymania obecnego składu pracowników, a 23% nie przewiduje większych zmian w branży, które mogłyby wpłynąć na liczbę pracowników. Dodatkowo 18% organizacji podkreśla, że stabilność zatrudnienia jest efektem regulacji i wymogów prawnych, a 17% wstrzymuje decyzje kadrowe, oczekując na zmiany w gospodarce.

Globalne spojrzenie – więcej etatów dzięki ekspansji, mniej przez zmiany rynkowe

Raport ManpowerGroup wskazuje, że firmy na świecie najczęściej zwiększają zatrudnienie w odpowiedzi na dynamiczny rozwój i konieczność tworzenia kolejnych stanowisk (38%), a także ekspansję na nowe rynki, co wiąże się z potrzebą dodatkowych ról (28%). Ważnym czynnikiem jest również realizacja konkretnych projektów oraz tymczasowych inicjatyw, które wymagają dedykowanych zespołów (24%). Globalnie organizacje najczęściej redukują zatrudnienie z powodu wyzwań ekonomicznych (35%). Istotnym czynnikiem są także zmiany rynkowe prowadzące do spadku zapotrzebowania na niektóre zawody (25%). Co piąty pracodawca mówi o postępującej automatyzacji, która minimalizuje potrzebę zatrudniania pracowników w niektórych rolach (20%).

Źródło: ManpowerGroup zapytał pracodawców o przyczyny rekrutacji nowych pracowników, redukcji etatów oraz braku zmian w liczbie zatrudnionych. Pracodawcy wskazując na powody zmian personalnych mogli wybrać maks. 3 odpowiedzi. Badanie zostało przeprowadzone globalnie, w terminie 2-31.01.2025. Na świecie wzięło w nim udział 40 000 firm, z czego w Polsce było to 525.

Przełom w neonatologii – nowe urządzenie z UJ i UW pomoże w leczeniu zaburzeń oddychania u wcześniaków

Zespół badaczy z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Uniwersytetu Warszawskiego finalizuje prace nad nowym urządzeniem wspomagającym leczenie zaburzeń oddychania u wcześniaków. To zminiaturyzowany endoskop połączony z sondą i dozownikiem leku, dzięki czemu będzie możliwe wykonanie ratujących życie niezbędnych czynności intubacyjnych w najmniej inwazyjny sposób. Urządzenie ma ułatwić leczenie, a także ograniczyć wysokie ryzyko powikłań związane z tego rodzaju procedurami wykonywanymi u noworodków.

RDS (z ang. respiratory distress syndrome) to zespół zaburzeń oddychania, który występuje u wcześniaków, zwłaszcza tych urodzonych przed 32. tygodniem ciąży. Zespół ten to obecnie główna przyczyna zgonów noworodków o ekstremalnie małej masie ciała. Leczenie RDS odbywa się poprzez zabieg intubacji lub laryngoskopii pośredniej z umieszczeniem cewnika w świetle krtani lub tchawicy, tak by możliwe było podanie do układu oddechowego leku – surfaktantu.

„Zabieg intubacji czy laryngoskopii w przypadku tak maleńkich dzieci jest niezmiernie inwazyjny, traumatyzujący i po prostu niebezpieczny, ponieważ lekarze nie dysponują dziś odpowiednio zminiaturyzowanymi urządzeniami, które pozwoliłyby w sposób delikatny wprowadzać bezpośrednio do dróg oddechowych pacjentów niezbędny lek. To właśnie ze względu na nieadekwatny rozmiar urządzeń leczenie RDS niesie znaczne ryzyko bezpośrednio zagrażające życiu i zdrowiu noworodków. Jako zespół chcemy wprowadzić do użytku medycznego urządzenie, które ograniczy to ryzyko do minimum i umożliwi przeprowadzanie zabiegów w sposób bezpieczniejszy, dokładniejszy i nie aż tak bardzo traumatyzujący najmłodszych pacjentów” – wyjaśnia współtwórca wynalazku, dr hab. Mateusz Jagła z Kliniki Chorób Dzieci Collegium Medicum, UJ.

Liczy się czas

Jak dotąd na świecie nie wprowadzono do użytku urządzenia przeznaczonego do podawania surfaktantu wcześniakom w możliwie najmniej dotkliwy dla nich sposób. Naukowcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Uniwersytetu Warszawskiego, współpracujący od kilku lat przy szeregu przedsięwzięć, chcą jak najszybciej wdrożyć nowy typ endoskopu, który rozwiąże ten problem. Jak podkreślają, nie tyle ważne jest to, by być pierwszym na świecie, ale by ratować życie i zdrowie najmniejszych pacjentów.

„Nasze starania idą w kierunku znaczącego ograniczenia ryzyka zgonu i ciężkich powikłań powodowanych stosowaniem nieoptymalnych urządzeń medycznych w leczeniu RDS. Dzięki miniaturyzacji, jak również dodaniu do urządzenia transmisji obrazu z sondy, będzie możliwe podawanie leku na tyle delikatnie, by dziecko nie miało uczucia dławienia, które obecnie regularnie pojawia się podczas zabiegów. Przewagą nad dotychczas stosowanymi rozwiązaniami będzie to, że lek będzie podawany pod kontrolą wzroku, dając pewność, że w tym czasie sonda nie przemieści się w niepożądane miejsce. Poza tym leczenie będzie można wykonać w sposób możliwie delikatny dla dzieci. Wszystko to będzie możliwe dzięki użyciu bardzo cienkiego przewodu urządzenia oraz nadaniu mu kształtu dopasowanego do budowy anatomicznej dziecka” – dodaje współtwórca wynalazku, dr hab. Adam Wojciechowski z Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej, UJ.

Połączenie innowacyjnych rozwiązań w jednym urządzeniu

Endoskop ma składać się z części stałej – rękojeści z urządzeniami do odbioru sygnału wizyjnego – oraz wymiennej części do użytku jednorazowego. Według twórców przewód urządzenia umieszczany w drogach oddechowych noworodków będzie miał średnicę nie większą niż 4 – 5 milimetrów. W tak niewielkim przekroju znajdzie się wężyk do dozowania surfaktantu, a także elastyczny obrazowód, który pozwoli transmitować obraz z soczewki umieszczonej na końcu endoskopu.

Za technologię transmisji obrazu w nowym urządzeniu odpowiada prof. dr hab. Ryszard Buczyński z Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. „W naszym wynalazku wykorzystujemy autorską metodę opartą na zminiaturyzowanych światłowodach, które integrujemy w bardzo cienkie włókna. W takim włóknie może być nawet kilkanaście tysięcy autonomicznych światłowodów, dzięki czemu możliwe jest transmitowanie obrazu z miniaturowej końcówki światłowodowej do kamery, a dalej na ekran urządzenia. Nie jest to obraz o wybitnej rozdzielczości, jednak na potrzeby diagnostyki czy terapii z wykorzystaniem endoskopów jest on w pełni wystarczający” – wyjaśnia prof. dr hab. Ryszard Buczyński z UW.

W opracowywanych na Wydziale Fizyki UW obrazowodach każdy ze światłowodów umieszczonych w wiązce odpowiada za transmisję jednego piksela. Obecnie dla zapewnienia transmisji obrazu jednego piksela wystarczy światłowód o średnicy rdzenia około 3 mikronów. To oznacza, że integrując tysiące światłowodów w jedno włókno możliwe jest przesyłanie obrazu o rozdzielczości od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy pikseli, przy czym średnica takiego włókna nie przekroczy grubości jednego milimetra.

„Zapewnienie transmisji wideo w tak bardzo zminiaturyzowanym urządzeniu to prawdziwa rewolucja, zarówno z perspektywy lekarzy, jak i pacjentów. Mając kontakt z pracownikami oddziałów neonatologii wiemy, jak dużym problemem jest leczenie surfaktantem. Jeżeli tylko uda nam się doprowadzić nasz projekt do końca, będzie to prawdziwy game-changer, ponieważ takie zabiegi staną się bezpieczne dla dzieci, a lekarze zyskają pewność, że podają lek tam, gdzie jest to konieczne i że po podaniu zostanie on wykorzystany w terapii w sposób optymalny” – dodaje dr hab. Mateusz Jagła.

Komercjalizacja

Liderem w procesie komercjalizacji jest Centrum Transferu Technologii CITTRU z UJ. Obecnie Centrum poszukuje partnera technologicznego, który pomógłby wdrożyć rozwiązanie do użytkowania w ochronie zdrowia. Potrzebne są środki do przeprowadzenia formalnych faz niezbędnych do zapewnienia zgodności w zakresie bezpieczeństwa i działania endoskopu, w tym również badania kliniczne. Potencjalni partnerzy poszukiwani są między innymi wśród producentów surfaktantów oraz specjalistycznego sprzętu medycznego. Zespół projektowy ma już zapewnione możliwości przeprowadzenia wstępnych badań klinicznych.

Więcej informacji o leczeniu RDS:

Surfaktant jest podawany przedwcześnie urodzonym noworodkom w celu wsparcia procesu oddychania. U wcześniaków płuca wykazują się niedojrzałością, która może prowadzić do zaburzeń w wymianie gazowej. Surfaktant zmniejsza napięcie powierzchniowe w pęcherzykach płucnych, co zapobiega ich zapadaniu się podczas oddychania i co w konsekwencji ułatwia pacjentom oddychanie.

Surfaktant to substancja naturalnie wytwarzana przez organizmy ssaków. U wcześniaków, zwłaszcza tych urodzonych przed 32. tygodniem ciąży, produkcja surfaktantu może być jednak niewystarczająca. W takim przypadku wskazane jest podanie tej substancji z zewnątrz w postaci leku, który w postaci płynnej wprowadza się bezpośrednio do dolnych dróg oddechowych dziecka. Zabieg taki redukuje potrzeby stosowania respiratora, a przede wszystkim zmniejsza ryzyko powikłań związanych z niedotlenieniem i niewydolnością oddechową. Mimo, że w przypadku noworodków konieczne jest podanie niewielkiej ilości leku, około 1 ml na kilogram masy ciała, i zazwyczaj wystarczy go wprowadzić do tchawicy jednorazowo lub dwukrotnie, to największe ryzyko leczenia ma swoje źródła w urządzeniach wykorzystywanych podczas zabiegu. Aplikacja surfaktantu z użyciem standardowo wykorzystywanego laryngoskopu wymaga od operatora najwyższego poziomu uważności i delikatności, jest bowiem ona obarczona ryzykiem groźnych powikłań, w tym zaburzeniem lub zatrzymaniem akcji serca, czy krwawieniem środczaszkowym. Zabieg jest trudny i ryzykowny do przeprowadzenia, a jednocześnie jest on traumatycznym doświadczeniem dla dzieci.

Dodatkową trudność sprawia fakt, że rutynowo stosowane urządzenia podczas zabiegów nie zapewniają wizji, a to powoduje, że surfaktant może zostać podany w nieodpowiednie miejsce, np. do żołądka. Zespół z UJ i UW chce oddać do użytku endoskop wyposażony nie tylko w transmisję wideo, ale również w mikroskopijną dyszę, która zamieni płynny lek w aerozol. Jak twierdzą badacze, podanie takiego aerozolu w odpowiednim miejscu w układzie oddechowym dziecka ma szanse zwiększyć efektywność leczenia i działania leku.

Sektor magazynowy i mieszkaniowy na czele – inwestorzy stawiają na logistykę i najem

0

Po kilku latach mniejszej aktywności, rynek inwestycji w nieruchomości komercyjne wchodzi w nowy cykl. Wartość inwestycji w Polsce urosła z 2 mld euro do ponad 5 mld euro w skali roku – wynika z raportu CBRE „Poland Real Estate Market Outlook 2025”. To niewiele niższa kwota niż we wszystkich pozostałych krajach regionu Europy Środkowo-Wschodniej razem wziętych. W 2025 roku wartość inwestycji będzie dalej rosła. Wśród preferencji inwestorów działających na rynkach regionu dominują magazyny, na które stawia 37 proc., oraz nieruchomości mieszkaniowe, w które lokować kapitał zamierza ponad jedna czwarta.

– Plany inwestorów na 2025 rok na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej obejmują przede wszystkim sektor logistyczny. Ulokować w niego kapitał zamierza 37 proc. przedsiębiorców. Oprócz tego faworyzują oni mniej dojrzałe lokalnie klasy aktywów, takie jak sektor mieszkaniowy, na który składają się na przykład najem instytucjonalny mieszkań oraz domy studenckie. Preferuje je 26 proc. inwestorów. Rośnie także zainteresowanie sektorem handlowym i hotelowym. Nieco mniejszy w skali roku jest apetyt na biura, ale cały czas poszukiwane są ciekawe okazje – mówi Przemysław Felicki, dyrektor w dziale rynków kapitałowych w CBRE.

W sektor handlowy w 2025 roku lokować kapitał zamierza 13 proc. inwestorów, a co 10. będzie faworyzować biura. W porównaniu do poprzedniego roku o 3 pp. wzrosło zainteresowanie branżą hotelową, w którą w najbliższych miesiącach zainwestować planuje 8 proc. przedsiębiorców.

Kapitał płynie do Polski

Polska, a szczególnie Warszawa, jest uważana za jedną z najlepszych lokalizacji dla inwestorów z Europy poszukujących aktywów na rynku nieruchomości komercyjnych. W 2024 roku w naszym kraju zainwestowano ponad 5 mld euro, co oznacza 1,5-krotny wzrost w skali roku. To niewiele niższa kwota niż w pozostałych krajach regionu Europy Środkowo-Wschodniej razem wziętych, w których łączna wartość ulokowanego kapitału w minionym roku sięgnęła 5,4 mld euro.

– Po dwóch-trzech latach spadków, mniejszej aktywności i większej ostrożności inwestorów wchodzimy w nowy cykl. Trend jest pozytywny – rynek nieruchomości zaczyna odbijać. Oczekujemy, że 2025 rok będzie jeszcze lepszy niż poprzedni, przybędzie transakcji, a ceny mogą rosnąć. Widzimy, że zagraniczny kapitał coraz bardziej interesuje się Polską. Z perspektywy makroekonomicznej nasz kraj oferuje bardzo dobre wzrosty i perspektywy rozwoju. Mamy solidne fundamenty ekonomiczne, bazę talentów, wykwalifikowaną siłę roboczą. Choć nie brakuje wyzwań, związanych przede wszystkim z geopolityką, to nie widać by wywoływały one nerwowość wśród inwestorów – mówi Przemysław Felicki.

Inflacja w strefie euro niższa od oczekiwań

Poznaliśmy nowy odczyt wskaźnika CPI dla strefy euro w lutym. W obu przypadkach jest on niższy od oczekiwanego odczytu, bo inflacja w ujęciu miesięcznym wyniosła 0,4 proc. (wobec oczekiwań na poziomie 0,5 proc.), a w ujęciu rocznym wyniosła 2,3 proc. (wobec oczekiwanego 2,4 proc.).

Zaskoczenie co prawda nie jest bardzo znaczące, ale może być kolejnym argumentem dla EBC w sprawie hamowania programu cięć stóp procentowych, ponieważ w przypadku kolejnej obniżki realna stopa procentowa (stopa nominalna – inflacja) spadłaby do ujemnego poziomu, a już teraz stopy procentowe obowiązujące w strefie euro są niższe o 1,85 p.p. od stóp obowiązujących w USA.

Piotr Bawolski, CFA, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Vibe Work, Minionki AI i marketing dla algorytmów – przyszłość pracy według prof. Kowalkiewicza

„Przyszłość należy do tych, którzy potrafią się uczyć i adaptować.” – powiedział prof. Marek Kowalkiewicz, Ekspert ds. przyszłości pracy i technologii, Kierownik Katedry Gospodarki Cyfrowej w QUT Business School w Australii podczas webinaru „Kompetencje przyszłości: Kluczowe umiejętności na rok 2025 i później…” zorganizowanego przez Future Collars – szkołę kompetencji cyfrowych.

Sztuczna inteligencja rewolucjonizuje świat, stawiając przed nami nowe wyzwania. Zmiany zachodzą w tempie, które jeszcze niedawno wydawało się niemożliwe, wymagając od nas nieustannej gotowości do nauki i adaptacji. Czy wskoczymy do pociągu przyszłości, czy zostaniemy na peronie przeszłości? Prof. Marek Kowalkiewicz nie ma wątpliwości: kluczem do sukcesu w nadchodzącej erze jest rozwijanie kompetencji, które pozwolą nam efektywnie współpracować z nowymi technologiami.

Nowe kompetencje niezbędne w zalgorytmizowanym świecie

W dynamicznie zmieniającym się świecie, napędzanym sztuczną inteligencją, zdolność do adaptacji staje się nie tyle atutem, ile koniecznością. Historia pokazuje, że opór przed nowymi technologiami prowadzi do marginalizacji. Pamiętamy księgowych, którzy nie dostosowali się do ery cyfrowej – dziś ich miejsce zajmują ci, którzy z sukcesem wdrożyli nowe oprogramowanie. Podobnie, ignorowanie rewolucji AI niesie ryzyko pozostania w tyle. Z raportu „The Future of Jobs Report 2025” Światowego Forum Ekonomicznego wynika, że aż 44% podstawowych umiejętności pracowników zmieni się w ciągu najbliższych pięciu lat, co podkreśla pilną potrzebę ciągłego doskonalenia i uczenia się.

Traktowanie systemów AI: Mądry znajomy, ale nie zawsze przewidywalny

Prof. Marek Kowalkiewicz trafnie porównuje systemy AI do mądrych znajomych, którzy posiadają ogromną wiedzę, ale czasami mogą zaskoczyć nas nieprzewidywalnymi reakcjami. „Więc ja często lubię mówić, że należy te systemy traktować jak naszych znajomych. Są bardzo mądrzy, przeczytali wiele książek, ale również lubią eksperymentować z lekkimi używkami i nigdy nie wiemy, kiedy to robią. W związku z tym, czasami trzeba pamiętać, że te systemy mogą być nieco szalone” – mówi prof. Kowalkiewicz. To porównanie ma na celu uświadomienie, że AI, mimo swojej imponującej inteligencji, może generować nieoczekiwane, a nawet błędne odpowiedzi. Dlatego tak ważne jest rozwijanie umiejętności krytycznego myślenia, które pozwolą nam ocenić i zweryfikować informacje dostarczane przez AI.

Umiejętności programowania: Dlaczego warto znać podstawy kodowania

W erze AI umiejętność programowania staje się cennym atutem. Pozwala nam lepiej zrozumieć, jak działają systemy komputerowe i efektywnie z nimi współpracować. Nauka programowania, nawet na podstawowym poziomie, rozwija umiejętność analitycznego myślenia i rozwiązywania problemów, które są kluczowe w cyfrowym świecie. „Każdy z nas powinien dać sobie trochę czasu na to, żeby regularnie pouczyć się jakiegoś prostego języka programowania. W roku 2025 to prawdopodobnie Python może być takim językiem, może JavaScript. Bardziej chodzi o to, żeby nauczyć się, jak komputery, jak systemy komputerowe myślą, w jaki sposób się je programuje. I nie chodzi o to, żeby zostać zawodowym programistą, ale żeby wyrobić sobie taką 'digital literacy’, czyli umiejętność rozumienia, żeby nie być analfabetą programistycznym” – wyjaśnia prof. Kowalkiewicz.

Joanna Pruszyńska-Witkowska, VP Future Collars, dodaje: „W Future Collars uczymy programowania i innych języków, takich jak Java, które są wszechstronne i znajdują zastosowanie w każdej branży. Nasi kursanci zdobywają praktyczne umiejętności, które pozwalają im na tworzenie innowacyjnych rozwiązań w wielu sektorach, gdzie Python odgrywa kluczową rolę.”

Programowanie znajduje zastosowanie w niemal każdej dziedzinie. W Finansach i Bankowości programiści tworzą aplikacje fintech, automatyzują procesy i analizują dane. W Medycynie i Biotechnologii programowanie wykorzystywane jest do tworzenia aplikacji medycznych i przetwarzania danych. W Energetyce i OZE programiści tworzą aplikacje do monitorowania i sterowania systemami energetycznymi. To tylko kilka przykładów, a możliwości są niemal nieograniczone.

Rada dla osób na rynku pracy: Jak utrzymać konkurencyjność w erze AI

Aby utrzymać konkurencyjność na rynku pracy, należy aktywnie rozwijać umiejętności, które pozwolą nam efektywnie współpracować z AI. Kluczowe jest ciągłe uczenie się, otwartość na nowe technologie i gotowość do adaptacji. „Jest duża szansa, że zawód, w którym Państwo jesteście, będzie istniał za 5 lat, ale za 5 lat większość ludzi, którzy wykonują ten zawód, będzie umiała i będzie korzystała z narzędzi sztucznej inteligencji, żeby robić to jak najlepiej, jak najszybciej i jak najbardziej efektywnie” – podkreśla prof. Kowalkiewicz. Pamiętajmy o zegarmistrzach, których zawód niemal zniknął, czy o programistach COBOL, których jest coraz mniej. Przyszłość należy do tych, którzy potrafią dostosować się do zmieniających się warunków.

„Vibe work”: Nowa forma współpracy z AI

„Vibe work” to nowa koncepcja współpracy z AI, polegająca na kreatywnym dialogu i wymianie pomysłów. Jest to interakcja, w której człowiek i AI wspólnie pracują nad rozwiązaniem problemu, wykorzystując swoje unikalne umiejętności. Prof. Kowalkiewicz opisuje to następująco: „To jest taki 'vibe work’. Tego będzie coraz więcej”. Wyobraźmy sobie sytuację, w której specjalista marketingu siada z botem AI, aby wspólnie opracować strategię kampanii reklamowej. Człowiek wnosi kreatywność i intuicję, a AI analizuje dane i generuje różne scenariusze.

Minionki AI: Spersonalizowani asystenci AI

Prof. Marek Kowalkiewicz wykorzystuje spersonalizowanych asystentów AI, których nazywa „minionkami”. Są to narzędzia, które pomagają mu w codziennej pracy, wykonując określone zadania i dostarczając cenne informacje. „Ja każdego minionka trenuję w czymś innym. Jednemu minionkowi daję wszystkie moje artykuły, które napisałem, innemu daję wszystkie moje prezentacje i tak dalej. I potem do nich przychodzę i mówię: 'Teraz robię coś takiego. Znasz moje artykuły, daj mi jakiś pomysł na coś nowego'” – wyjaśnia prof. Kowalkiewicz. Możemy sobie wyobrazić „minionka” wytrenowanego do analizy danych rynkowych, który na bieżąco monitoruje trendy i dostarcza nam raporty, pozwalając nam skupić się na strategicznych decyzjach.

Marketing dla algorytmów: Nowy zawód przyszłości

Wraz z rozwojem AI pojawia się nowa dziedzina marketingu, skierowana do algorytmów. Specjaliści w tej dziedzinie będą projektować strategie, które pozwolą na dotarcie do algorytmów podejmujących decyzje zakupowe. „Być może część z Państwa, w ramach kompetencji przyszłości, będzie marketerami algorytmów, czyli nie będziecie robić marketingu dla ludzi, ale marketing dla algorytmów. Tak naprawdę to nie jest zawód przyszłości, to jest zawód teraźniejszości. Search Engine Optimization, SEO, to jest właśnie marketing do algorytmów, w którym staramy się przekonać w tym przypadku Google czy inne przeglądarki, żeby wybrały naszą stronę i umieściły ją gdzieś na górze” – mówi prof. Kowalkiewicz. Pomyślmy o lodówkach, które same zamawiają produkty spożywcze – marketerzy będą musieli opracować strategie, aby przekonać algorytmy tych urządzeń do wyboru konkretnych marek.

Studium przypadku: Analiza przykładów firm wykorzystujących AI

Firmy na całym świecie wdrażają rozwiązania oparte na AI, aby zwiększyć efektywność i innowacyjność.

  • Automatyzacja obsługi klienta: Wiele firm wykorzystuje chatboty AI do obsługi klienta. Chatboty te są w stanie odpowiadać na pytania, rozwiązywać problemy i kierować klientów do odpowiednich działów. Dzięki temu firmy mogą zapewnić szybką i efektywną obsługę klienta 24/7, jednocześnie odciążając pracowników.
  • Personalizacja doświadczeń: AI jest wykorzystywana do personalizacji doświadczeń klientów w różnych branżach. Na przykład, platformy streamingowe wykorzystują algorytmy AI do rekomendowania filmów i seriali na podstawie historii oglądania użytkowników. Sklepy internetowe wykorzystują AI do rekomendowania produktów na podstawie historii zakupów i preferencji klientów.
  • AI w sądownictwie: Sztuczna inteligencja coraz śmielej wkracza w obszary, które do niedawna wydawały się zarezerwowane wyłącznie dla ludzi, takie jak sądownictwo. Profesor Kowalkiewicz podaje przykład wykorzystania AI w sądownictwie. W Australii, na przykład, w Sądzie Najwyższym stanu Queensland, sędzia orzekła w niedawnym wyroku, że wnioskodawca użył ChatGPT do przygotowania dokumentu sądowego. Ten precedens pokazuje, że sztuczna inteligencja staje się realnym wsparciem w pracy prawników, pomagając w tworzeniu pism procesowych. Choć takie innowacje otwierają nowe możliwości i usprawniają pracę wymiaru sprawiedliwości, rodzą też pytania o etyczne i prawne aspekty wykorzystania AI w tak wrażliwej dziedzinie.
  • Autonomiczne taksówki i policja: Rozwój technologii autonomicznych rodzi wiele pytań o przyszłość transportu i relacje między ludźmi a maszynami. Profesor Kowalkiewicz posługuje się przykładem autonomicznych taksówek, aby zobrazować szersze zjawisko autonomicznych systemów. Opowiada o nagraniach, na których autonomiczne taksówki uciekają przed policją, oraz o tym, jak funkcjonariusze komunikują się z tymi pojazdami. Te autonomiczne pojazdy, będące przecież robotami, algorytmami, stanowią dla profesora metaforę dla wszystkich autonomicznych systemów. Zwraca uwagę, że w miarę wdrażania systemów takich jak ChatGPT i obdarzania ich autonomią, pojawia się potrzeba odpowiedzi na kluczowe pytania: Jak będziemy je kontrolować? Kto wcieli się w rolę „policjanta”? I jak będziemy z nimi skutecznie się komunikować? Podkreśla, że to niezwykle fascynujący i zarazem praktyczny problem. Co ciekawe, profesor zwraca uwagę na zaskakujące zjawisko: sposób, w jaki policja komunikuje się z autonomicznymi taksówkami. Według jego obserwacji, autonomiczne taksówki są o wiele milej traktowane przez policjantów w Ameryce niż kierowcy z krwi i kości. To ciekawe zjawisko, które skłania do refleksji nad naszymi relacjami z technologią.

Rekomendacje: Praktyczne wskazówki dotyczące rozwoju kompetencji

  1. Eksperymentuj z AI: Regularnie korzystaj z narzędzi opartych na AI, aby zrozumieć ich możliwości i zastosowania. Wypróbuj różne chatboty, generatory obrazów i inne aplikacje AI.
  2. Rozwijaj umiejętności analityczne: Ucz się analizować dane i wyciągać wnioski, co jest kluczowe w pracy z AI. Zapisz się na kurs analizy danych lub wykorzystaj dostępne online zasoby.
  3. Inwestuj w naukę programowania: Zdobądź podstawowe umiejętności programowania, aby lepiej rozumieć działanie systemów komputerowych. Rozważ udział w bootcampie programistycznym lub kursach online.
  4. Bądź otwarty na nowe technologie: Śledź trendy w dziedzinie AI i ucz się nowych narzędzi, aby być na bieżąco z postępem technologicznym. Czytaj blogi, uczestnicz w konferencjach i śledź ekspertów w mediach społecznościowych.
  5. Rozwijaj umiejętności miękkie: Pracuj nad umiejętnościami komunikacji, współpracy i krytycznego myślenia, które są kluczowe w pracy z AI. Uczestnicz w warsztatach z komunikacji interpersonalnej i pracy zespołowej.

Kluczowe kompetencje przyszłości

Świat zmienia się na naszych oczach, a sztuczna inteligencja odgrywa w tych zmianach kluczową rolę. Aby odnaleźć się w nowej rzeczywistości, musimy rozwijać kompetencje, które pozwolą nam efektywnie współpracować z technologią. Krytyczne myślenie, ciekawość, umiejętność adaptacji i ciągłe uczenie się to fundamenty, na których zbudujemy swoją przyszłość. „Czyli musimy rozwijać to, co nigdy nam nie zostanie zabrane. I to jest kluczowe. Mamy rozwijać umiejętności myślenia – to jest krytyczne myślenie, mamy rozwijać swoją ciekawość i cały czas pracować w obszarze wykorzystania sztucznej inteligencji” – podsumowuje prof. Marek Kowalkiewicz. Nie bójmy się zmian, traktujmy je jako szansę na rozwój i budowanie lepszej przyszłości.

Prof. Marek Kowalkiewicz, Ekspert ds. przyszłości pracy i technologii. Kierownik Katedry Gospodarki Cyfrowej w QUT Business School, Australia – wyróżniony jako jeden z Top 100 Global Thought Leaders in AI według thinkers360. Jego doświadczenie obejmuje kierowanie globalnymi zespołami innowacyjnymi w Dolinie Krzemowej, a także autorskie publikacje, w tym nagradzaną książkę „The Economy of Algorithms: AI and the Rise of the Digital Minions”.

Polskie firmy coraz śmielej wdrażają AI – które branże zyskują najwięcej?

Najnowsza edycja badania EY – Jak polskie firmy wdrażają AI – wskazuje podobieństwa i różnice w podejściu przedsiębiorstw z różnych gałęzi gospodarki do implementacji sztucznej inteligencji. Już prawie 1/3 (30%) firm z branży produkcyjnej zakończyła proces pierwszych implementacji rozwiązań opartych na AI, ale to przedstawiciele sektora handlowego najczęściej (90%) wskazują, że ta technologia przyniosła im zamierzone korzyści. Zauważyć też można wyraźną redukcję barier. Coraz mniej rodzimych organizacji – w przypadku produkcji odnotowano spadek aż o 23 pkt. proc. – wskazuje kwestię wysokich kosztów jako wyzwanie we wprowadzenia rozwiązań AI.

Branża produkcyjna może pochwalić się najwyższym odsetkiem zakończonych wdrożeń rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji. Już 30% ankietowanych firm z tego sektora ma za sobą przynajmniej pierwsze procesy implementacyjne – to więcej niż w przypadku usług (24%) i handlu (10%). Produkcja jest też obszarem, w którym priorytet dla rozwiązań AI jest najwyższy. Aż 65% firm z tej gałęzi gospodarki zaznaczyło go jako „wysoki” bądź „bardzo wysoki” – to znacznie lepszy wynik niż w przypadku handlu i usług (oba po 53%). Sektor produkcji wyraża też największą gotowość na efektywną implementację narzędzi bazujących na sztucznej inteligencji. Twierdząco na to pytanie odpowiedziało aż 94% respondentów (usługi – 88%, handel – 84%).

Nie może więc dziwić, że to właśnie wśród firm produkcyjnych nastąpił największy wzrost, jeżeli chodzi o wprowadzanie opartych na AI zmian w modelu operacyjnym, strukturze organizacji oraz procesach biznesowych. W przeciągu roku odsetek pozytywnych odpowiedzi zwiększył się aż o 17 punktów procentowych (z 31% do 48%). Wskazuje to, że firmy z tego sektora w coraz wyższym stopniu identyfikują kluczowe obszary, w których narzędzia bazujące na sztucznej inteligencji przynoszą najwięcej korzyści.

– Przewaga sektora produkcji w przypadku liczby wdrożeń, gotowości i chęci implementacji AI nie dziwi. W tej branży mamy do czynienia z wieloma złożonymi procesami operacyjnymi jak automatyzacja linii produkcyjnych czy monitorowanie jakości, a działania optymalizacyjne bezpośrednio przekładają się na oszczędności i wzrost wydajności. Wpływa to również na plany inwestycyjne, które w tym sektorze są najwyższe, gdyż aż 35% firm chce znacząco zwiększyć wydatki na AI na przestrzeni następnych 18 miesięcy. To o 8 pkt. proc. więcej niż w przypadku handlu i 10 pkt. proc. więcej od usług. Wyraźna przewaga tej gałęzi gospodarki w podejściu do AI może się więc jedynie zwiększać – mówi Radosław Frańczak, Partner EY i Lider Zespołu Technology Consulting.

Wdrożenie i co dalej? Kto osiągnął największe korzyści z implementacji?

Dla wszystkich branż kluczowym czynnikiem przy wdrażaniu AI jest działanie wynikające ze strategii firmy dla poszczególnych funkcji biznesowych. Priorytetowe obszary organizacji różnią się jednak w zależności od gałęzi gospodarki. Handel najczęściej wdraża AI w dziale marketingu i analityki (60%), sprzedaży (51%) i obsługi klienta (46%). Dla produkcji najistotniejsze jest IT (41%), marketing i analiza rynku (37%) oraz sprzedaż (36%). Usługi natomiast najmocniej implementują AI w obsłudze klienta (48%), marketingu (39%) i finansach (34%).

Jeżeli chodzi o rezultaty to najwyższy – przekraczający 60% – wzrost efektywności po wprowadzeniu AI odnotowały przedsiębiorstwa handlowe (13% wskazań w tym zakresie) oraz produkcyjne (12%), a w znacząco mniejszym stopniu usługowe (4%). To właśnie handel jest też branżą, która najczęściej zaznaczyła, że osiągnęła korzyści z AI – tak twierdzi 89% przedsiębiorstw. Nieco dalej za nim jest produkcja – 79% i usługi – 74%. Wśród wymienianych pozytywnych zmian sektor handlowy najczęściej wskazywał zmniejszenie kosztów (47%), a także zwiększenie skali działania i poprawę jakości usług (36%). W przypadku produkcji obserwowane rezultaty najczęściej obejmowały poprawę jakości usług (40%), rozszerzenie skali działania (37%) i wzrosty przychodów (35%). Przedstawiciele usług natomiast zwracali uwagę na poprawę jakości oferty (46%), zwiększenie skali działania (34%) i zmniejszenie jej kosztów (31%).

– Dynamika adopcji AI w branży handlowej w porównaniu rok do roku nieco spowolniła, ale wysoki poziom wzrostu efektywności i osiąganych korzyści wskazuje na dużą konsekwencję w działaniu i dobrze przemyślany wybór obszarów wdrożenia. Handel jest też sektorem, który z roku na rok coraz mocniej zauważa benefity płynące z implementacji AI. W 2023 r. korzyści widziało 80% firm z branży, a rok później – już prawie 90%. Dane pokazują także, że dzięki AI był on także w stanie zmniejszyć koszty działania bardziej niż inni. Na taka odpowiedź wskazało 47% przedsiębiorstw z sektora handlowego, względem 31% w usługach i 27% w produkcji. Ten fakt nie dziwi, ponieważ modele AI w tej najnowsze generatywnej odsłonie doskonale sprawdzają się w automatyzacji procesów sprzedaży i obsługi klienta, natomiast klasyczne modele Machine Learning bardzo dobrze radzą sobie w zadaniach optymalizacji łańcuchów dostaw czy prognozowania popytu – mówi Bartosz Pacuszka, Partner EY Polska, Lider zespołu AI Technology.

Przeszkody w implementacji AI coraz mniejsze

Część przedsiębiorstw, nawet jeżeli ma w planach wdrożenie AI, napotyka na bariery przy realizacji tego procesu. Wartym odnotowania jest jednak fakt, że w większości przypadków odsetek wskazań jest niższy, niż w poprzednim roku. W branży produkcyjnej największymi wyzwaniami są trudności procesowe i organizacyjne (26%, delikatny wzrost z 25%), a także technologiczne (16%, znaczący spadek z 31%) i obawa o bezpieczeństwo danych (16%, spadek z 20%). Sektor handlu zdecydowanie najmocniej obawia się o bezpieczeństwo danych (26%, spadek z 31%), zbyt wysokie koszty (21%, spadek z 45%) i trudności procesowe (19%, spadek z 28%). W przypadku usług, główną barierą są koszty (29%, spadek z 39%), trudności technologiczne (19%, spadek z 31%) i niepewność regulacyjna (17%, spadek z 19%).

– Porównując dane rok do roku, widzimy znaczną redukcję, jeżeli chodzi o liczbę firm wskazujących wśród barier adopcji wysokie koszty wdrożenia. W przypadku produkcji spadek z 33% do 10% wskazań mówi sam za siebie. To naturalna konsekwencja upowszechnienia się narzędzi AI oraz świadomości korzyści, jakie taka inwestycja może przynieść. Zauważalny spadek widzimy także w przypadku trudności technologicznych, gdzie w branży handlowej odsetek wskazań wyniósł 2% przy 31% rok wcześniej, co również jest pozytywnym prognostykiem dla tempa wdrożeń w kolejnych latach – mówi Ewa Nowakowska, Partnerka EY Polska, Liderka Zespołu AI Data Science.

O badaniu
Druga edycja badania – Jak polskie firmy wdrażają AI – została opracowana na zlecenie EY Polska przez Cube Research w ostatnim kwartale 2024 roku na próbie 501 dużych i średnich przedsiębiorstw działające w branżach produkcyjnej, usługowej i handlowej.

Ulga dla pracujących seniorów? Nie każdy emeryt skorzysta

Już kolejny sezon w systemie podatkowym obowiązuje zwolnienie przeznaczone dla osób, które pozostają aktywne zawodowo mimo osiągnięcia wieku emerytalnego. Ulga dla pracującego seniora jest preferencją, z której chętnie korzystają podatnicy. Trzeba jednak pamiętać, że jest ona niejednokrotnie problematyczna i trudna w rozliczeniu.

– Zwolnienie przychodów do 85528 zł obowiązuje podatników, którzy weszli w wiek emerytalny, jednak nie pobierają na dzień uzyskania przychodu emerytury, renty rodzinnej lub innych świadczeń określonych przepisami. Aby uznać, że dany przychód został objęty zwolnieniem z opodatkowania, musimy zatem przeanalizować moment jego wypłaty tzn. czy został on wypłacony przed uzyskaniem emerytury, czy już wtedy, kiedy otrzymaliśmy świadczenie z ZUS. – wskazuje Monika Piątkowska – doradca podatkowy w e-pity.pl.

Częstym dylematem, przed którym stają pracujący seniorzy jest to, czy np. otrzymaną odprawę emerytalną mogą objąć ulgą dla pracującego seniora i nie odprowadzać z tego tytułu podatku dochodowego. – W takich przypadkach dla fiskusa nie jest istotny tytuł otrzymanego przychodu. Liczy się moment otrzymania środków. Takie stanowisko wielokrotnie było podkreślane w interpretacjach wydawanych przez Dyrektora KIS (np. interpretacja indywidualna Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 28.12.2023 r., 0115-KDIT2.4011.479.2023.2.ŁS; interpretacja indywidualna Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 27 lutego 2025 r., 0115-KDIT2.4011.626.2024.2.ŁS). Fiskus konsekwentnie stoi na stanowisku, że zwolnione z opodatkowania są przychody, które zostały wypłacone przed dniem wypłaty pierwszej emerytury. Zatem kluczowy jest dzień otrzymania pierwszego świadczenia z ZUS. Przyszli emeryci, którzy planują przejść na emeryturę, a jednocześnie chcą skorzystać ze zwolnienia z opodatkowania np. środków otrzymanych w ramach odprawy emerytalnej, muszą dopilnować aby środki te zostały im przekazane przed dniem otrzymania pierwszej emerytury. – podpowiada Monika Piątkowska z e-pity.pl.

Seniorzy powinni pamiętać również o tym, że nie wszystkie przychody objęte są ulgą. Ustawa przewiduje, że zwolnione z opodatkowania są przychody z pracy na etacie, z umów zlecenia, z zasiłku macierzyńskiego, a także z działalności gospodarczych opodatkowanych według: skali podatkowej, podatku liniowego oraz ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych, pod warunkiem, że podatnik podlega z tytułu uzyskania tych przychodów ubezpieczeniom społecznym w rozumieniu ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych. Ulga ta nie dotyczy natomiast przychodów z tytułu np. zasiłków chorobowych, umowy o dzieło, czy też z praw autorskich. Podatnicy, którzy zarabiają w formie kontraktu managerskiego lub czerpią dochody z najmu również nie skorzystają z tej preferencji.

Kolejnym problemem, z którym spotykają się pracujący seniorzy, jest możliwość odliczenia składek na ubezpieczenia społeczne. – Składki od dochodu objętego zwolnieniem nie podlegają odliczeniu. Kłopotliwe może zatem okazać się przyporządkowanie składek do dochodów opodatkowanych i zwolnionych, zwłaszcza, że ulga obowiązuje od dnia osiągnięcia wieku emerytalnego. Pracujący emeryci powinni zatem przeanalizować, które ze składek były zapłacone od przychodów, które osiągnęli do dnia swoich urodzin, a które po tym dniu. Taki podatnik powinien również przeanalizować, czy w ciągu roku nie przekroczył kwoty objętej zwolnieniem. Jeśli przychody okażą się wyższe od ulgi, wówczas w przypadku składek od tej nadwyżki, senior ma prawo do ujęcia również tych składek społecznych w swoim rozliczeniu. – podkreśla Monika Piątkowska.

Mimo wspomnianych trudności, pracujący seniorzy nie powinni rezygnować z przewidzianej dla nich preferencji. Choć jest to czasami problematyczna ulga w rozliczeniu, niewątpliwie jest również bardzo opłacalna.

Recesja w USA coraz bliżej? Inwestorzy zaczynają się zabezpieczać

D.Trump chciał być ulubieńcem giełdy, ale szanse maleją. Najważniejsze indeksy giełdowe straciły na wartości. Z powodu jego polityki celnej niepewność rozgościła się na giełdach.

W ciągu miesiąca indeks S&P obniżył się o 8%. Nasdaq spadł o 11%. Russell2000 o 10%, a Russell3000 o 8%.

Ostatnio opublikowane dane o sprzedaży detalicznej w USA dołożyły nieco niepokoju do stanu konsumenta w USA. Słabszy odczyt za luty (+0,2% m/m wobec oczekiwanych +0,6%), a także rewizja spadku w poprzednim miesiącu z -0,9% do -1,2% pokazuje, że sytuacja konsumentów w USA jest gorsza od oczekiwań.

Stabilność konsumpcji i utrzymanie wysokich wydatków konsumentów w Stanach stanowi jeden z buforów mogących ochronić rynki finansowe od dalszych mocnych spadków. Jeżeli jednak wydatki nie utrzymają się na wystarczającym poziomie, to spółki z USA nie będą w stanie utrzymać marż, szczególnie jeżeli dojdzie do pogłębienia się problemów z handlem zagranicznym w efekcie wojen handlowych.

– Dzieje się bardzo dużo, a rynki giełdowe znajdują się na rollercoasterze – mówi w rozmowie z MarketNews24 Tymoteusz Turski, analityk rynku akcji w XTB. – Coraz bardziej zaczęły grać emocje, część inwestorów wycofywała swój kapitał z rynku amerykańskiego i mamy do czynienia z mocnymi korektami na indeksach. Niepewność jest jak mgła, utrudnia przewidywanie. Dzieje się tak przede wszystkim za sprawą ceł wprowadzanych bądź odwoływanych przez D.Trumpa.

Inwestorzy odchodzą do mniej ryzykownych aktywów, takich jak obligacje czy złoto. Złoto ustanowiło swój nowy historyczny rekord przebijając cenę 3 tys. USD za uncję.

Już teraz widać obniżki prognozowanych przychodów i zysków spółek na 1Q25, z czego największe korekty prognoz notują mniejsze spółki wchodzące w skład indeksu Russell 2000. Gorsza pozycja rynkowa mniejszych spółek sprawia, że są one bardziej wrażliwe na zmiany popytu w przypadku zmian cen spowodowanych nowymi cłami. Do tego ewentualne wstrzymywanie się Fedu z dalszymi obniżkami stóp procentowych również mocniej odbije się na mniejszych spółkach ze względu na przedłużenie się otoczenia wysokiego kosztu kapitału. W czasach niepewnej przyszłości i dużej niestabilności amerykańskie małe spółki mają przed sobą bardziej wyboistą drogę niż czołowe spółki z głównego indeksu.

– Najbardziej dotkliwe były spadki na indeksie Nasdaq, który miał bardzo silne wzrosty w 2024 r. w związku z inwestowaniem w sztuczna inteligencję, przez co stał się bardziej ryzykownym aktywem – komentuje ekspert XTB. – To właśnie spółki technologiczne mają tendencje, aby mieć dużo wyższe wartości wskaźników fundamentalnych, bo inwestorzy wierzą, że w przyszłości będą miały dużo wyższe dynamiki zysków i przychodów, a gdy rośnie ogólna niepewność, tym bardziej te nadzieje mogą się nie spełnić.

To właśnie spółki technologiczne sektorowo mają największy udział fabryk zagranicznych (nawet do 60%). Jeśli dojdzie do eskalacji wojny handlowej i ograniczeń w przepływie kapitału i produktów pomiędzy krajami, to spółki amerykańskie będą zmuszone powrócić do USA i dostosowywać się do nowego otoczenia, a to będzie generować dodatkowe koszty. Ryzyko pogorszenia marż tych spółek rośnie.

Inwestorzy zaczęli też pozycjonować się na recesję, gdyby do niej doszło. Przyczyniła się do tego wypowiedź samego Trumpa, choć w wywiadzie nie użył on słowa „recesja”.

– Indeks zaskoczeń jest negatywny, dla inwestorów widmo recesji jest coraz bliższe, choć dane z amerykańskiej gospodarki nie są złe – dodaje T.Turski z XTB. – To ze względu na obawy o recesję zwiększyła się liczba oczekiwanych tegorocznych obniżek stóp procentowych w wykonaniu Fed.

Kontrakty terminowe na akcje w USA odbiły natomiast po tym, jak demokratyczny lider Senatu Chuck Schumer wycofał się z groźby zablokowania republikańskiego projektu ustawy wydatkowej. Na amerykańskich giełdach pojawiło się trochę więcej optymizmu, inwestorzy próbują wyciągnąć wyniki kluczowych indeksów po ostatniej, rekordowej wyprzedaży.

Indeksy na Starym Kontynencie przeżywają renesans. Poza ogólną poprawą sentymentu, kluczową rolę dla dzisiejszego optymizmu zagrała wiadomość o odblokowaniu rozmów o rozluźnieniu polityki fiskalnej w Niemczech.

Zmiany w zarządzie Banku Millennium – Wojciech Rybak i Andrzej Gliński rezygnują

Wojciech Rybak i Andrzej Gliński, członkowie zarządu Banku Millennium nie będą ubiegali się o powołanie na kolejną kadencję zarządu. Obecną funkcję pełnią do dnia Walnego Zgromadzenia banku, które odbędzie się 27 marca 2025 roku.

Wojciech Rybak pracuje w Grupie Banku Millennium od 1996 roku. Od 2003 roku pełnił funkcję Członka Zarządu Millennium Leasing Sp. z o.o. nadzorującego m.in. sieć sprzedaży, a od 2009 do 2016 roku Prezesa Zarządu Millennium Leasing Sp. z o.o. W latach 2011-2016 członek Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu, w tym w latach 2015-2016 jego Przewodniczący. Od dnia 6 czerwca 2016 roku Członek Zarządu Banku Millennium S.A., a od dnia 3 czerwca 2019 roku do dnia połączenia z Bankiem Millennium S.A. (tj. do dnia 1 października 2019 roku), również Wiceprezes Zarządu Euro Banku S.A.

Andrzej Gliński z Grupą Banku Millennium S.A. jest związany od 2004 roku, początkowo jako Prezes Millennium Leasing Sp. z o.o., a następnie jako Kierujący Obszarem Bankowości Przedsiębiorstw Banku Millennium S.A. W Zarządzie Banku Millennium S.A. od dnia 22 kwietnia 2010 roku. Od początku kariery zawodowej w 1994 roku pracował w sektorze finansowym, w czołowych instytucjach takich jak Bank Handlowy. Od 2021 jest prezesem Związku Pracodawców Instytucji Finansowych w Konfederacji Lewiatan.

– W imieniu Zarządu oraz pracowników Banku Millennium dziękuję Wojciechowi Rybakowi i Andrzejowi Glińskiemu za wieloletnią pracę i zaangażowanie w dynamiczny rozwój naszego banku, który dziś należy do najlepiej ocenianych przez klientów zarówno detalicznych jak i korporacyjnych. Dziękuję za współpracę w Zarządzie w czasach pełnych wyzwań, podczas fuzji z Euro Bankiem, w czasie pandemii, w okresie rozwiązywania trudnych kwestii kredytów frankowych, pracy w planie naprawy w wyniku niespodziewanych i kosztownych wakacji kredytowych. Mimo tych wyzwań, dzięki zaangażowaniu Wojciecha i Andrzeja, zdobywaliśmy nowych klientów, utrzymaliśmy bardzo wysoki poziom satysfakcji klientów, zrealizowaliśmy cele strategiczne i opracowaliśmy ambitną strategię rozwoju banku „Wartość i Wzrost” na lata 2005-28, którą obecnie realizujemy.  Wojciech i Andrzej  przyczynili się do sukcesów banku, ale co dla mnie osobiście istotne,  budowali atmosferę zaufania wśród współpracowników oraz partnerów biznesowych. Bardzo doceniam to, iż na bazie naszego zaufania decyzję o zmianach personalnych podjęliśmy wspólnie – powiedział Joao Bras Jorge, prezes zarządu Banku Millennium.

Rynek pracy w USA słabnie, inflacja nie ustępuje – co zrobi Fed?

Fed najprawdopodobniej powstrzyma się od jakichkolwiek działań na dzisiejszym posiedzeniu, co będzie oznaczać, że główna stopa procentowa w USA wciąż będzie mieścić się w przedziale 4,25-4,5 proc. Pomimo rosnących obaw gospodarczych, inflacja wciąż utrzymuje się powyżej założonego celu. Rynek cały czas zastanawia się w jaki sposób Rezerwa Federalna rozwiąże ten problem

Rynek kontraktów Fed Funds Futures wskazuje, że nie powinno dojść do zmiany parametrów polityki monetarnej na marcowym spotkaniu FOMC. Maj jest aktualnie wyceniany na lekko ponad 30 proc., czerwiec wskazuje 63 proc. a lipiec ok 37 proc. prawdopodobieństwa. Take oczekiwania mają potwierdzenie w ostatnich oświadczenia, że Rezerw Federalna nie spieszy się z decyzjami, a w obecnej bardziej niepewnej sytuacji woli poczekać na dodatkowe dane, zanim podejmie jakiekolwiek działania.

W USA środowisko gospodarcze pogorszyło się od ostatniego posiedzenia styczniowego a niepokój o recesję piętrzy się. To w dużej mierze pokłosie chaotycznej i nieprzewidywalnej polityki gospodarczej Donalda Trumpa. Liczne zapowiedziane podwyżki taryf, z których niektóre szybko wycofano lub odroczono w czasie, doprowadziły do znaczącego spadku zaufania. Przykładem jest ostatni wynik indeksu Uniwersytetu Michigan, który uplasował się na najniższym poziomie od listopada 2022 roku. Jednocześnie mocno rosną oczekiwania inflacyjne. Badane przez tę samą instytucję urosły do 4,9 proc. (krótkoterminowe) oraz do 3,9 proc. (długoterminowe). Również inne ankiety przeprowadzane wśród przedsiębiorstw i konsumentów potwierdzają tę negatywną zmianę nastrojów. Tak słabe postrzeganie perspektyw wpłynie bez wątpienia na wydatki oraz chęci do inwestowania.

Z kolei rynek pracy także zaczyna coraz mocniej zwalniać. Oficjalny wskaźnik bezrobocia urósł do 4,1 proc. Co nadal stanowi stosunkowo niski poziom, jednak szeroka miara osiągnęła pułap 8 proc. w lutym. Dotychczasowe zwolnienia w sektorze publicznym oraz zapowiedzi takiego działania jak na razie nie znalazły odzwierciedlenia w statystykach. W kolejnych miesiącach zapewne sytuacja ulegnie zmianie.

Jeśli chodzi o PKB za I kwarta, tu prawdopodobnie zobaczymy wyraźny spadek. W takim otoczeniu Fed chciałby zacząć reagować, jednak uporczywość inflacji cały czas stanowi zagrożenie. Choć ostatnie dane poznane w minionym tygodniu lekko się obniżyły, efekty działań polityków amerykańskich będą prawdopodobnie widoczne w kolejnych publikacjach.

Rynek będzie zwracał szczególną uwagę na możliwość zmiany w komunikacji banku centralnego. Zaktualizowane prognozy, które poznamy za kilka dni będą szczególnie interesujące. Jeszcze w grudniu zakładano, że stopy procentowe zostaną w tym roku zredukowane o łącznie 50 pb. Jeśli zobaczymy zmianę w stronę bardziej “gołębią” będzie to oznaczać, że Fed coraz bardziej jest zaniepokojony sytuacją w gospodarce.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Rynek maszyn rolniczych w lutym 2025: wzrost rejestracji nowych ciągników i przyczep

670 – tyle nowych ciągników zarejestrowanych zostało w lutym tego roku. To tyle samo, co w styczniu, ale aż o 27 proc. więcej niż w lutym 2024, choć blisko roczna tendencja jest tu wciąż malejąca – odnotowuje w sporządzonym na podstawie danych z CEPiK zestawieniu rejestracji maszyn rolniczych w drugim miesiącu 2025 Polska Izba Gospodarcza Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR). Odbicie w górę widać też w rejestracji, a więc de facto sprzedaży, drugiej, podstawowej kategorii nowych maszyn rolniczych, jaką stanowią przyczepy. Liczba ich rejestracji była w drugim miesiącu tego roku o 14 proc. wyższa niż w styczniu i aż o 21 proc. niż w lutym 2024. Rynek maszyn używanych odnotowuje zaś spadek w rejestracji ciągników i wzrost, jeśli chodzi o przyczepy.

Początek 2025 roku przynosi – jak na razie – odbicie w rejestracji nowych maszyn rolniczych, choć – co zaznacza Polska Izba Gospodarcza Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR) – wyniki te, zwłaszcza w przypadku ciągników, sytuują się poniżej średniej z ostatnich 12 miesięcy która wynosi 724 sztuki.

– W lutym 2025 zarejestrowano 670 nowych ciągników. To właściwie tyle samo, co w styczniu (671), ale aż o 27 proc. – czyli o 142 – więcej niż w drugim miesiącu 2024. W ostatnich 12 miesiącach (03.2024-02.2025) zarejestrowano 8683 ciągników, a w analogicznym okresie roku poprzedniego było ich 10 030. Wtedy też zanotowano 15,5 proc. spadek ich sprzedaży – przeczytać można w sporządzonym na podstawie danych CEPiK zestawieniu PIGMiUR dot. rejestracji maszyn rolniczych w drugim miesiącu tego roku.

Najpopularniejsze marki nowych ciągników w litym 2025

New Holland w lutym, podobnie jak w styczniu, znalazł się na pierwszej pozycji w rankingu – z 109 zarejestrowanymi nowymi ciągnikami tej marki i udziałami rynkowymi 14,4 proc. To o 18 takich więcej maszyn niż w styczniu 2025 roku. Na drugim miejscu jest tu Kubota z 75 zarejestrowanymi nowymi takimi maszynami, zaś na trzecim – Claas z solidnym wzrostem w stosunku do stycznia – 69 do 44. Następne miejsca zajmują Deutz Fahr i John Deere.

Najpopularniejszym modelem nowego ciągnika był New Holland T5.90S, którego zarejestrowano 22 sztuk. Case IH z Vestrum 120 AD8 i sprzedażą w ilości 17  zajął w lutym drugie miejsce. Trzecie zajmuje T5.110 od marki New Holland z 16 zarejestrowanymi ciągnikami.

Zestawienie geograficzne rejestracji nowych ciągników

Województwo mazowieckie utrzymuje pozycję lidera, jeżeli chodzi o ilość zarejestrowanych nowych ciągników. Od początku 2025 roku zarejestrowano ich tu 287, a więc o 37,3 proc. więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Na drugim miejscu plasuje się  województwo wielkopolskie, zaś trzecie należy do małopolskiego, gdzie zarejestrowano 141 szt. nowych ciągników. W porównaniu do tego samego okresu poprzedniego roku to wzrost o 36 proc.

Nowe przyczepy – też z odbiciem w górę

Jak zauważa w swoim lutowym raporcie PIGMiUR, podobne „odbicie w górę” widać też w rejestracji, a więc de facto sprzedaży, drugiej podstawowej kategorii maszyn rolniczych, czyli przyczep. W drugim miesiącu tego roku zarejestrowano ich 473. – Wzrost jest większy o niemal 14 proc. względem miesiąca poprzedzającego, oraz 21 proc. w porównaniu do lutego 2024 r. Narastająco w ciągu ostatnich 12 miesięcy zarejestrowanych zostało 5 439 nowych przyczep, co jest jednak wynikiem 12 proc. niższym niż w analogicznym początkowym okresie 2024, kiedy to ilość zarejestrowanych przyczep wyniosła 6077 – podaje lutowy raport PIGMiUR.

Najpopularniejsze marki nowych przyczep

Pozycję lidera w sprzedaży nowych przyczep utrzymuje Pronar z ilością 250 i ponad 28 proc. udziałami w rynku, a także 17 proc. wzrostem sprzedaży w porównaniu do lutego 2024 r. Druga w zestawieniu jest marka Metal-Fach, trzecia – Metaltech. Dalej są Wielton i Joskin.

Używane ciągniki – w dół, przyczepy – dalej w górę

Tak samo, jak twierdzi, interpretować należy lutowe zmiany na rynku wtórnym.

– Tu do czynienia mamy ze spadkiem, i to blisko 15 procentowym, w stosunku do analogicznego okresu 2024 roku – dowiedzieć się można z raportu PIGMiUR dotyczącego rejestracji maszyn z drugiej ręki za luty.

Liderem rynku wtórnego w obecnym roku jest John Deere z udziałami na poziomie 16 proc. Marka ta to lider wśród maszyn używanych w kategorii wiekowych: 11-20 lat z 21 proc. udziałem w rynku. W kategorii ponad 20 lat największy rynkowy udział posiada Massey Ferguson (14,9%). Liderem kategorii 6-10 lat jest marka Fendt z niemal 25 proc. udziałem, natomiast na rynku ciągników używanych w kategorii 3-5 lat liderem jest marka Arbos z 20 proc. udziałem w rynku.

W lutym 2025 roku zarejestrowano 445 przyczep używanych. To o 113 więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. – Oznacza to, że obecnie notujemy wzrost na rynku wtórnym w tym segmencie o nieco ponad 34 proc. – przeczytać można w dokumencie PIGMiUR, co skomentować można, że rosnąca tendencja w rejestracji tej kategorii maszyn używanych trzyma się mocno.

Cła, giełdy i dolar – gospodarcza układanka Trumpa

Niebezpiecznie jest zakładać, że wszystkie decyzje nowej administracji USA są nieskoordynowane i motywowane jedynie niechęcią do demokratów oraz poprzedniej administracji. Może chociaż w niektórych jej szaleństwach kryje się jakaś metoda?

Donald Trump nie pozwolił Amerykanom, rynkom finansowym i całemu światu nie zauważyć, że powrócił do Białego Domu. Co godzinę zmieniające się cła, antagonizowanie najbliższych sojuszników, rekordowa liczba dekretów wydanych w pierwszym miesiącu urzędowania oraz działania Elona Muska, który zwalniał i przywracał do pracy rzesze urzędników, odbiły się szerokim echem nie tylko w mediach, ale i na rynkach finansowych.

Od zaprzysiężenia Donalda Trumpa dolar, rynek akcji i długoterminowe stopy procentowe odnotowały istotne spadki. Inwestorzy początkowo obawiali się ceł, ograniczenia imigracji i cięć wydatków rządowych, ale te obawy szybko przerodziły się w strach przed recesją spowodowaną niepewnością dotyczącą otoczenia ekonomicznego i regulacyjnego.

Na pierwszy rzut oka administracja Trumpa przejęła gospodarkę amerykańską w doskonałym stanie. Wzrost gospodarczy przekraczał długoterminowy trend, rynek pracy był w pełnym zatrudnieniu, a inflacja wracała do normy. Administracja Joe Bidena zapłaciła wysoką cenę za utrzymanie takich parametrów do końca roku wyborczego. Deficyt na poziomie ponad 6 proc. PKB w 2023 i 2024 roku wynikający z kontynuacji programów z czasów pandemii, umorzenia długów studentów, zwiększania zakresu publicznej opieki zdrowotnej, a także rosnącego kosztu obsługi długu przez wyższe stopy procentowe, przyczynił się do wzrostu zadłużenia. Słabnący sektor prywatny także wymagał wsparcia – istotna część nowych miejsc pracy stworzonych w latach 2023 i 2024 pochodziła z inicjatyw rządowych, stanowych i publicznej służby zdrowia.

W jednej z ostatnich wypowiedzi publicznych Donald Trump powiedział: „To jest sztuczny wzrost, to są sztuczne miejsca pracy”. To prawdopodobnie nie jest tylko jego przemyślenie, ale głębsze przekonanie jego administracji, pochodzące zapewne od Scotta Bessenta. Ten były zarządzający funduszami inwestycyjnymi wydaje się być kluczową postacią w kształtowaniu polityki gospodarczej Donalda Trumpa. Choć najprawdopodobniej nie zgadza się on z wieloma decyzjami jego administracji, ogólny kierunek polityki jest zgodny z jego wizją. Sam Bessent zaznaczył w jednym z wywiadów, że następne pół roku to jeszcze nie jest „gospodarka Trumpa”, przygotowując opinię publiczną na trudniejsze czasy. W innym z kolei dodał, że ta polityka (czyli nadmierne wydatki i przerost zatrudnienia w sektorze publicznym) mogłaby być kontynuowana przez rok lub dwa przed jej naturalnym upadkiem.

Obiektywnie rzecz biorąc, sytuacja jest trudna – powolne osłabianie wskaźników makroekonomicznych było widoczne przez cały 2024 rok. Wchodzenie w recesję z 6-proc. deficytem i inflacją niższą niż rok czy dwa temu, ale uporczywie wyższą od celu banku centralnego, byłoby wyzwaniem. Z tego poziomu długu, po uwzględnieniu wpływu automatycznych stabilizatorów, nie ma miejsca na stymulację fiskalną, a z tej inflacji, na stymulację monetarną.

Donald Trump wie, jak wygrywać wybory i zdecydowanie troszczy się o to, jak jest postrzegany. Słaba gospodarka to prosta droga do porażki w obu kategoriach. Jeżeli recesja w ciągu następnych czterech lat jest nieunikniona, może woleć przejść ją teraz i dać republikanom szansę na wygraną za cztery lata, gdy gospodarka znów wejdzie na ścieżkę wzrostu pozostawiając po sobie lepsze wrażenie.

Jeśli taki jest cel, administracja Trumpa potrzebuje niskich stóp procentowych, niskiej inflacji i prowzrostowych reform strukturalnych, które będą fundamentem następnego cyklu. Departament Skarbu w ostatnich latach finansował wydatki rządowe krótkoterminowymi obligacjami. Przez to tylko w 2025 około 9 bln dol. musi być zrefinansowane wraz z dodatkowymi 2 bln dol. na sfinansowanie deficytu. Łącznie, w czasie tej kadencji 17 bln dol. istniejącego dziś długu musi być zrefinansowane – 60 proc. całości.

Emisja długoterminowych obligacji o niskim oprocentowaniu nie tylko poprawi strukturę długu, ale także stanowi najważniejszą część walki z deficytem, w którym w 2024 r. 61 proc. stanowiły odsetki. Działania DOGE i Elona Muska mają na celu przekonanie rynków, że to pierwsza administracja od czasów Billa Clintona, która dostrzega problem długu publicznego. Zakorzenienie tego przekonania może być szczególnie istotne, gdy w czasie spowolnienia deficyt zamiast spadać, wzrośnie.

Zwolnienia w sektorze publicznym, pogarszanie nastrojów przez otwarte komunikowanie nadchodzącego spowolnienia oraz zapowiedzi zwiększenia produkcji ropy i gazu zapewniają, że gdy gospodarka faktycznie zwolni, inflacja nie będzie przeszkadzać Fedowi w stymulacji monetarnej, która będzie jedyną możliwą przy wysokim deficycie. Wydalenie nielegalnych pracowników może z kolei otworzyć miejsca pracy i złagodzić wpływ spowolnienia gospodarczego lub poprawić postrzeganie sytuacji przez wyborców, jeśli deportacje pozostaną jedynie w sferze deklaracji.

W ciągu ostatnich dwóch tygodni rynki zaczęły wyceniać taki scenariusz. Długoterminowe stopy procentowe najpierw zaczęły spadać po zapowiedziach cięć wydatków przez DOGE, a później w oczekiwaniu na słabszą koniunkturę gospodarczą i szybsze cięcia stóp przez Fed spadając o 0,5 pkt proc. w porównaniu do stanu sprzed inauguracji. Rynki surowcowe także zareagowały zgodnie z życzeniami administracji Trumpa – cena ropy spadła do 65 dolarów za baryłkę, czyli do najniższych poziomów od 2021 roku. Ceny akcji na amerykańskich giełdach również spadły, przy czym najbardziej cykliczne spółki odnotowały największe straty, co sugeruje, że inwestorzy zrewidowali w dół swoje oczekiwania dotyczące wzrostu. Jak Donald Trump wielokrotnie zaznaczał, już nie patrzy na ceny akcji tak, jak robił to podczas swojej pierwszej kadencji. Teraz skupia się na rentowności 10-letnich obligacji, a rynki zaczynają w to wierzyć.

Nie oznacza to jednak, że administracja Trumpa gra w wielowymiarowe szachy i każdy jej ruch jest skrupulatnie zaplanowanym krokiem na drodze do wcześniej obranego celu. Zamieszanie z cłami, jak sugerują przecieki z Białego Domu, jest sprzeczne z opinią zdecydowanej większości doradców – tylko prezydent i sekretarz handlu Howard Lutnick (który otrzymał stanowisko za zebranie największych środków na kampanię Donalda Trumpa), są orędownikami ceł, a mimo to one są wprowadzane.

Dla pozycjonowania na rynkach czy prognozowania kolejnych ruchów politycznych niebezpiecznie jest jednak zakładać, że wszystkie decyzje tej administracji są nieskoordynowane i motywowane jedynie niechęcią do demokratów oraz poprzedniej administracji. Może chociaż w niektórych jej szaleństwach kryje się jakaś metoda?

Autor: Grzegorz Parosa

Autor jest Partnerem w funduszu hedgingowym Redwood Grove Capital z siedzibą w Palo Alto w Kalifornii, doktorem nauk społecznych w dyscyplinie ekonomia i finanse, a także członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

Inflacja bazowa niższa o 1 punkt procentowy niż prognozy RPP – komentarz prof. Stanisława Gomułki

GUS podał dziś, że wskaźnik ceny towarów i usług konsumpcyjnych, który w lutym 2025 r. w porównaniu z analogicznym miesiącem roku ubiegłego wzrósł o 4,9 proc.

 

Główny ekonomista BCC prof. Stanisław Gomułka podkreślił, że – to ta informacja jest istotna i wskazuje, że inflacja bazowa jest o około 1 punkt procentowy niższa niż zakładała RPP i prezes NBP.

 

Wzmacnia to prognozy, że w najbliższych kwartałach pojawi się możliwość obniżenia referencyjnej stopy procentowej NBP. Zwracam uwagę, że nadal mamy dwa czynniki podtrzymujące presję inflacyjną tj.: wciąż wysokie tempo wzrostu płac w gospodarce narodowej oraz luźną polityka fiskalną rządu.

 

Według EUROSTATU relacja długu publicznego prawdopodobnie przekroczy w tym roku 60 procent i będzie to jeden z najwyższych poziomów w okresie ostatnich 30 lat. 

Na te czynniki zwracała uwagę także RPP decydując się na utrzymywanie stóp procentowych na stałym poziomie.