Niepewność na rynkach napędza hossę złota. NBP zwiększa rezerwy do rekordowych poziomów

Rynek złota w pierwszych miesiącach roku wykazuje niezwykłą dynamikę, osiągając – do tej pory kilkunastokrotnie – historyczne maksima cenowe. W piątek, 14 marca, kruszec wzbił się ponad poziom 3000 dolarów za uncję, co oznacza, że już w tym momencie przekroczył pułap zakładany przez analityków jako cel na cały 2025 rok.

Ta bezprecedensowa hossa na rynku metali szlachetnych wynika z narastającej niepewności gospodarczej i geopolitycznej na świecie, które sprawiają, że złoto staje się coraz bardziej atrakcyjną formą zabezpieczenia. Analitycy wskazują kilka kluczowych czynników napędzających wzrost cen królewskiego kruszcu:

  • Niepewność w gospodarce amerykańskiej – retoryka administracji prezydenta Donalda Trumpa o możliwej recesji wprowadza chaos na rynkach finansowych. Największe banki inwestycyjne, w tym Goldman Sachs, JP Morgan i Bank of America, podniosły swoje prognozy prawdopodobieństwa jej wystąpienia w USA.
  • Wojny handlowe – eskalacja wojen celnych, szczególnie między Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską, a także napięcia handlowe USA z Chinami, Kanadą i Meksykiem, dodatkowo zwiększają niepokój inwestorów.
  • Zakupy banków centralnych – instytucje państwowe kontynuują akumulację złota. Narodowy Bank Polski w lutym 2025 r. zakupił kolejne 29 ton kruszcu, zwiększając swoje rezerwy do poziomu blisko 480 ton.
  • Polityka monetarna – niepewność co do kierunku polityki stóp procentowych głównych banków centralnych, w tym amerykańskiego Fedu, który może wrócić do polityki cięć stóp procentowych w obliczu spadającej inflacji i groźby recesji.
  • Napięcia geopolityczne – trwające konflikty zbrojne, w tym sytuacja na Ukrainie, oraz rywalizacja gospodarcza między USA a Chinami dodatkowo zwiększają zainteresowanie inwestorów bezpiecznymi przystaniami.

3500 USD/oz realne jeszcze w tym roku

Analitycy Macquarie Group przewidują, że cena złota może osiągnąć w tym roku nawet 3500 dolarów za uncję. Jest to prognoza znacznie bardziej optymistyczna niż wcześniejsze szacunki głównych banków inwestycyjnych, które mówiły o poziomie 3000-3300 USD. Goldman Sachs prognozuje cenę w okolicach 3300 USD, podczas gdy Citibank przewidywał szybkie osiągnięcie poziomu 3000 USD, co właśnie się realizuje.

Banki centralne na całym świecie kontynuują zakupy złota, co dodatkowo wspiera wzrost cen. W lutym Narodowy Bank Polski nabył kolejne 29 ton złota, zbliżając polskie rezerwy do poziomu 500 ton, czyli założonego przez zarząd NBP celu, jakim jest posiadanie 20% polskich rezerw walutowych właśnie w królewskim metalu. W całym 2024 roku nasz bank kupił 90 ton kruszcu, w ciągu pierwszych dwóch miesięcy 2025 roku – już ponad 30 ton.

Kiedy NBP obetnie stopy?

Warto dodać, że prezes NBP, Adam Glapiński, podczas konferencji prasowej zaznaczył, że nie widzi przestrzeni do obniżek stóp procentowych w najbliższym czasie, co ma istotny wpływ na lokalny rynek złota. Inaczej widzą to bankierzy, którzy spodziewają się cięcia stóp w Polsce w nadchodzących miesiącach.

Bank Millennium stawia na lipiec tego roku, ING Bank Śląski skłania się ku wrześniowi, z kolei według analityków Goldman Sachs całkiem spore obniżki, wynoszące prawie 2%, mogą nastąpić w Polsce na przełomie czerwca i lipca 2025 roku, czyli zaraz po wyborach prezydenckich w naszym kraju.

Złoto bezpieczną przystanią dla kapitału

Rynek złota znajduje się w dynamicznej fazie wzrostu, napędzanej niepewnością geopolityczną, obawami o recesję i działaniami banków centralnych. Analitycy podkreślają, że w perspektywie długoterminowej kruszec pozostaje atrakcyjną opcją inwestycyjną, zwłaszcza w obliczu niestabilnej w skali globalnej sytuacji ekonomicznej.

Trend wzrostowy cen złota może utrzymać się jeszcze przez dłuższy czas. Inwestorzy powinni zatem uważnie śledzić dalszy rozwój sytuacji, zwłaszcza w kontekście decyzji amerykańskiej Rezerwy Federalnej dotyczących stóp procentowych oraz polityki gospodarczej USA i Unii Europejskiej.

Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver.pl, Grupa Goldenmark

USA, Chiny, Wielka Brytania – rynki czekają na kluczowe posiedzenia banków centralnych

W nadchodzących dniach czeka nas kumulacja posiedzeń banków centralnych. Tydzień zaczynamy jednak spokojnie. Poniedziałek przynosi kolejne niższe odczyty rodzimej inflacji oraz kolejne obawy o konsumenta w USA.

Będzie wiało…

Rynek dalej w największym stopniu skupia się na czynnikach geopolitycznych, zwłaszcza że – oprócz dobrze znanych gorących tematów – wciąż pojawiają się nowe. Jak choćby wymiana ognia między USA a Huti. W tym tygodniu będziemy mogli jednak wrócić trochę do korzeni i znowu skupić się na czynnikach bardziej ekonomicznych. W środę i czwartek czeka nas prawdziwy zalew spotkań banków centralnych w: Japonii, Wielkiej Brytanii, Chinach, USA, Szwecji i Szwajcarii. Co prawda analitycy oczekują ruchu banków centralnych tylko w dwóch z wymienionych krajów, co nie oznacza, że na pozostałych frontach będzie nudno. Prawie na pewno koszt pieniądza zostanie obniżony w Szwajcarii, co będzie oznaczało zejście do pułapu 0,25%. Trzeba przyznać, że szybko poszło Helwetom wracanie w okolice zera. Drugim bankiem, który zmieni stopy procentowe, jest PBOC. Co prawda oficjalny konsensus rynkowy zakłada bierność Chińczyków, jednak w ostatnich godzinach na rynek trafił szeroki strumień plotek i domysłów, że jednak coś się w Chinach wydarzy.

Ciekawie będzie też w Wielkiej Brytanii, gdzie spodziewamy się utrzymania kosztu pieniądza na poziomie 4,5%. Jednak, według wszelkich znaków, nie będzie jednomyślności podczas głosowania, więc już sam rozkład głosów może być przyczynkiem do mocniejszych ruchów na funcie. Równie ciekawie będzie u głównego rozgrywającego, czyli w FED. Tutaj także analitycy są zgodni, że stopa procentowa pozostanie niezmieniona, ale rozkład akcentów będzie bardzo uważnie analizowany. Jeszcze tydzień temu szanse na majowe cięcie wynosiły prawie 50%, obecnie są już dwukrotnie mniejsze. Znając Powella i jego styl wypowiedzi, można oczekiwać, że w tym tygodniu jeszcze mocniej zanurkują.

… ale nie dzisiaj

Emocje jednak dopiero przed nami, bo poniedziałkowa sesja nie dostarcza zbyt wielu wrażeń. Główna para walutowa co prawda rośnie, ale robi to w bardzo subtelny sposób. Pozostajemy na niej przyklejeni do poziomu 1,09$ i wydaje się, że na wyraźniejsze ruchy będziemy musieli poczekać co najmniej do środy. Podobnie zachowuje się złoty – kurs euro stabilizuje się przy 4,19 zł, a dolara wokół 3,84 zł. Lokalnie dziś dostaliśmy odczyt o inflacji bazowej za styczeń i luty. Ta niecodzienna podwójność odczytu wynika z aktualizacji koszyka inflacyjnego. W obu przypadkach przyniosła ona spadek dynamiki cen. W styczniu odnotowaliśmy rezultat 3,7% rdr, a wynik za luty wyniósł 3,6%. Jednocześnie w prasie pojawił się wywiad z członkiem RPP Cezarym Kochalskim, w którym zasugerował, że zbliża się termin rozpoczęcia dyskusji o cięciu stóp.

Globalnie warto zwrócić uwagę na odczyt o sprzedaży detalicznej w USA. Ta potwierdziła, że amerykański konsument nie ma najmocniejszych kart (kredytowych) na ręce. Odczyt wyniósł 3,1% i był wyraźnie niższy od rezultatu za styczeń. Dzisiejszy wynik może potwierdzać teorię, że działania, które mają podnieść efektywność w administracji federalnej, mogą skutkować potencjalnymi problemami – na rynku pracy oraz w wydatkach konsumentów.

Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl

Taniej na fakturze, nie zawsze oznacza taniej w praktyce! Jak kupować materiały opakowaniowe i nie stracić?

Może się wydawać, że zakup materiałów opakowaniowych to nic skomplikowanego – folia stretch, pianka polietylenowa, taśmy pakowe – zamawiasz, ile potrzebujesz i tyle. Tymczasem to obszar, w którym można zarówno wygenerować spore oszczędności, jak i wpaść w kilka pułapek, tracąc czas i  pieniądze. Na co warto zwrócić uwagę, w trakcie zbierania i analizowania ofert? Oto 5 praktycznych podpowiedzi!

Folia stretch – sprawdzaj, czy porównujesz jabłka do jabłek!

Folia stretchFolię strech dzielimy na ręczny i maszynowy. Może ona mieć różne kolory, grubość i szerokość. Możesz zamówić także wersję mini.

Nie każdy jednak zwraca uwagę na to, że folia stretch występuje w wersji z lekką gilzą, ciężką gilzą lub – co popularne ostatnimi czasy – bez gilzy. Jakie to ma znaczenie?

Ogromne! Bo wpływa na to, ile realnie otrzymasz materiału, tj. ile na rolce będzie folii.

Folia stretch sprzedawana jest w kilogramach (per rolka). Możesz zatem zamówić np.  100 rolek 3-kilogramowych. Czy to oznacza, że kupujesz 300 kilogramów folii stretch? Nie, bo klasyczna folia stretch nawinięta jest na tubę (gilzę), która również ma swoją wagę np. 0,25 kg czy 0,75 kg.

I to jest w porządku, bo każda klasyczna folia stretch nawinięta jest na gilzę, ale zwrócenie uwagi na wagę netto (bez gilzy) i brutto (z gilzą) ważne jest, gdy porównujesz ceny materiału u różnych dostawców. Wystarczy bowiem chwila, aby wybrać tańszego dostawcę, nie zwracając uwagi na to, że sprzedaje on owszem – taniej, ale materiału netto otrzymujesz mniej, bo gilza w rolce jest cięższa.

Zatem jeśli  kupujesz folię stretch, to oprócz parametrów takich jak szerokość, grubość i kolor, zwróć uwagę na wagę netto i brutto i porównuj ceny właściwych produktów, aby nie stracić. Ciekawą alternatywą jest obecnie folia stretch bezgilzowa, która sprawia, że zawsze wiesz, ile materiału kupujesz, bo zawsze jest to waga netto. Folię taką możesz zamówić w Mac-Graf – u producenta i dystrybutora opakowań z ponad 30-letnim doświadczeniem w branży.

Yardy a metry bieżące – czyli pozornie niewielka różnica w zakupie taśm pakowych

taśma pakowaPodobnie do folii stretch sytuacja ma się w kwestii taśm pakowych i ich nawoju. Choć najczęstszą jednostką długości, którą posługujemy się w życiu codziennym są metry, to w przypadku taśm pakowych możesz trafić na yardy.

1 yard to 0,9144 metra, co często bywa powodem nieporozumień w trakcie zakupów. Gdy szybko rzucasz okiem na asortyment dostawcy i widzisz przy nawoju „60”, to w myślach możesz dodać mb. Gdy jednak okaże się, że to 60 y, to realnie kupujesz 55 mb. Wydawać się może, że to niewielka różnica – raptem 5 metrów bieżących na taśmie. Jednak, gdy kupujesz np. 10 kartonów (360 sztuk taśmy), to otrzymujesz jej o 1800 mb mniej niż myślałeś/aś – a to ponad 32 rolki taśmy o nawoju 55mb! Robi różnicę, prawda?

Kluczowe jest to wtedy, gdy porównujesz ceny. Jeśli jakaś oferta wydaje Ci się niezwykle atrakcyjna – sprawdź, czy na pewno porównujesz metry do metrów lub yardy do yardów!

Rodzaje taśm – akryl nie zawsze się opłaca

Taśma klejąca w mniejszym lub większym zakresie potrzebna jest w każdej branży. W dużych sklepach internetowych zużywa się jej naprawdę wiele, dlatego szuka się najlepszej ceny. I tu należy być ostrożnym z wyborem! Najpopularniejszą i najtańszą taśmą jest taśma z klejem akrylowym. Jednak nie w każdych warunkach sprawdzi się ona w praktyce.

Klej akrylowy jest dość mocny, ale skuteczny w dodatnich temperaturach. W momencie, gdy w magazynie jest zimno (np. jesienią/zimą lub z uwagi na specyfikę magazynowanych produktów – chłodnia), to klej może nie trzymać się zabezpieczanej powierzchni – a to oznacza rozszczelnienie paczek, uszkodzenia w transporcie i reklamacje.

Nawet, jeśli w Twoim magazynie panuje dodatnia temperatura, to należy także zwrócić uwagę na to, w jakich warunkach towar jest transportowany. Jeśli pracownicy pakują paczki w ciepłym magazynie, ale następnie produkty przemierzają długą drogę w środku zimy – istnieje ryzyko, że nie będą właściwie zabezpieczone.

Dlatego zamawiając taśmy pakowe warto wziąć pod uwagę warunki pakowania, warunki transportu paczek, a także powierzchnię do której taśma będzie przyklejana. Często bowiem alternatywy w postaci taśm z klejem solvent lub hot-melt będą droższe w zakupie, ale w praktyce uchronią Cię przed stratami wynikającymi z obsługą reklamacji. Optymalnym rozwiązaniem jest rotowanie taśmami w zależności od pory roku – wiosną i latem akryl, a jesienią i zimą solvent lub hot-melt.

Folia bąbelkowa i pianka PE – w rolce taniej, ale czy efektywniej?

Najszybszym i najtańszym wyborem w przypadku pianki polietylenowej i folii bąbelkowej może się wydawać zakup rolek w wielkościach, którą dostawca zawsze ma na stanie. Łatwo wówczas porównać ceny u różnych dostawców i kupić tam, gdzie oferta jest najlepsza. W teorii ma to sens, ale gdy sięgnie się głębiej, to pojawia się szereg sytuacji, w których dobra weryfikacja systemu pakowania, potrzeb magazynu oraz możliwości dostawcy może przyspieszyć pakowanie, a co za tym idzie zoptymalizować koszt nie tylko na poziomie samego materiału.

Spójrzmy na poniższe przykłady:

  • Kupujesz folię bąbelkową w rolce, którą pracownicy docinają nożykiem na miejscu pakowania, a następnie po owinięciu produktu zabezpieczają taśmą. Jeśli sprzedajesz produkty o zbliżonych wymiarach, to choć w przypadku woreczków z folii bąbelkowej koszty materiału są wyższe, to forma ta znacząco przyspiesza proces. Pracownik nie musi docinać materiału – wystarczy, że włoży produkt do woreczka, a Ty masz kontrolę nad ilością pobieranego materiału. Dodatkowo – gdy wybierzesz woreczki z paskiem kleju, to eliminujesz kolejną operację magazyniera – zaklejanie owijanego produktu. Warto policzyć, czy ta drobna zmiana nie wygeneruje odczuwalnej oszczędności nie tylko na poziomie zużycia materiałów, ale i czasu procesu. Tym bardziej, gdy materiał zamówisz bezpośrednio u producenta np. w Mac-Graf.
  • Kolejną sytuacją jest zamawianie materiału w gotowych rolkach mimo, że za każdym razem kilka centymetrów jest z niej odcinane, aby dopasować ją do produktu. Oznacza to więcej odpadów do przechowywania i utylizacji oraz dłuższy czas pakowania. Wystarczy zamówić materiał na wymiar (zrobisz to u producenta takiego jak Mac-Graf), aby pozbyć się odpadów i płacić za materiał, który realnie zużywasz.
  • Oprócz tego, że rolka pianki PE czy folii bąbelkowej może mieć określone wymiary, to jeśli pakujesz zbliżonej wielkości produkty możesz również zlecić wprowadzenie na nią perforacji. Zabieg ten eliminuje używanie w procesie pakowania nożyka oraz sprawia, że pracownik zużywa określoną ilość materiału (wskazaną odgórnie przez perforacje).

Zbyt wiele warstw materiałów

Ostatnim elementem o którym chcemy wspomnieć, jest warstwowość w procesie pakowania. W części firm jedna warstwa materiałów zabezpieczających nie wystarcza z uwagi na specyfikę produktów np. w branży meblarskiej. Gabaryty, nieregularność kształtów oraz delikatne powierzchnie (lakierowane fronty, tapicerowane kanapy etc.) wymagają specjalnego podejścia. Jednak kupowanie kolejnych i kolejnych warstw tanich materiałów nie sprawi, że proces będzie bardziej efektywny.

Warto przeanalizować, czy części wykorzystywanych w Twoim procesie materiałów nie da się zamienić na inne – np. w branży meblarskiej wiele firm dzięki doradcom z firmy Mac-Graf przeszło z systemu czterowarstwowego (folia przeciwpyłowa – narożniki – tektura – folia LDPE) na system trzywarstwowy (laminat z pianki PE i folii bąbelkowej – narożniki – folia LDPE). W przypadku pakowania dużych mebli, skrócenie czasu pakowania przez eliminację jednej warstwy jest ogromną oszczędnością (przy czym produkty chronione są tak samo dobrze).

Podsumowanie

Powyższe przykłady to tylko część możliwości optymalizacji kosztu procesu pakowania nie tylko na etapie zamawiania materiałów, ale i pracy w magazynie. Warto, aby każdy kto zajmuje się zakupem produktów opakowaniowych, regularnie pytał zarówno swoich dostawców jak i kierowników magazynu o obserwacje dotyczące wykorzystywanych produktów i potencjalne usprawnienia. To pozwoli na efektywniejsze zakupy. I warto pamiętać także o tym, że nie zawsze tańszy w zakupie materiał, to tańszy proces (a zatem realna oszczędność dla firmy).

EY: Inwestorzy stawiają na nieruchomości premium i sektor PRS w 2025 roku

0

Wolumen inwestycji na polskim rynku nieruchomości w 2024 roku osiągnął wartość 4,8 mld EUR, z czego prawie połowa przypada na ostatni kwartał. EY prognozuje wzrost zainteresowania inwestorów nieruchomościami o wysokim standardzie i sektorem najmu instytucjonalnego (PRS) w 2025 roku.

W 2024 roku wolumen inwestycji na polskim rynku nieruchomości wzrósł o około 130% rok do roku. Pod kątem liczby transakcji odnotowano 46% wzrost. Ożywienie inwestycyjne nastąpiło głównie w ostatnim kwartale, kiedy to zainwestowano 2,3 mld EUR. Po spowolnieniu w drugiej połowie 2023 roku, rynek nieruchomości wykazuje silne oznaki ożywienia – wynika z najnowszej odsłony The Polish Real Estate Guide 2025 firmy EY.

Wzrost średniej wartości transakcji odzwierciedla poprawę nastrojów inwestorów, szczególnie z krajów europejskich, których udział w wolumenie transakcji był na poziomie powyżej 50%. To potwierdza, że Polska nadal utrzymuje swoją atrakcyjność inwestycyjną, będąc postrzeganą jako rynek dojrzały, stabilny i rozwinięty – podkreśla Anna Kicińska, Partnerka EY, Liderka Grupy Rynku Nieruchomości.

Dominującymi rynkami pod względem wolumenu transakcji były rynki biurowy i handlowy, z kilkoma znaczącymi transakcjami takimi jak budynek biurowy UNIT, centrum handlowe Silesia City Center czy Magnolia Park. Coraz większe znaczenie ma rynek PRS (Private Rented Sector – najem instytucjonalny mieszkań), biorąc pod uwagę odnotowany w 2024 roku udział w rynku transakcyjnym.

Oczekujemy w 2025 roku wzrostu zainteresowania inwestorów nieruchomościami o wysokim standardzie i projektami PRS. Rosnące zainteresowanie i gotowość do konkurowania o nieruchomości wysokiej jakości sugerują zwiększoną aktywność w tym segmencie, przyciągając inwestorów poszukujących stabilnych i długoterminowych inwestycji – wskazuje Anna Kicińska.

Elementem, który stanie się niezbędny przy podejmowaniu decyzji dotyczących realizacji inwestycji czy zakupu nieruchomości na rynku, będzie kwestia spełniania wymogów ESG (Environmental, Social and Governance). Działania w kierunku zeroemisyjności staną się kluczowe zarówno dla deweloperów jak i inwestorów, ale również dla banków finansujących rynek nieruchomości oraz docelowych użytkowników powierzchni -– wskazują eksperci EY w raporcie.

Zielone nieruchomości

Standardy ESG (Environmental, Social and Governance) stają się coraz bardziej istotne dla firm, wpływając znacząco na ich procesy decyzyjne z naciskiem na osiąganie korzyści środowiskowych i finansowej rentowności.

Inwestycje w zrównoważone, efektywne energetycznie nieruchomości stały się nieodłącznym elementem rynku, oferując inwestorom przestrzeń do wzrostu wartości i odporności aktywów. Procesy due diligence koncentrują się obecnie także na efektywności energetycznej, dekarbonizacji, zgodności z przepisami oraz czynnikach społecznych i środowiskowych – podkreśla Łukasz Jarzynka, Partner EY Polska, Lider Zespołu Audytu Grupy Rynku Nieruchomości.

Największym wyzwaniem na rynku nieruchomości jest osiągnięcie neutralności węglowej. Niestety, w wielu przypadkach działania w kierunku neutralności węglowej może nie być opłacalne. W dłuższej perspektywie, tam gdzie nie będzie to wykonalne, budynki staną się puste lub zostaną zburzone – wskazuje raport EY.

Zmiany prawno-podatkowe

Raport zwraca również uwagę na planowane zmiany w zakresie planowania przestrzennego na rok 2026, które znacząco wpłyną na rynek budowlany. Samorządy będą zobowiązane do przyjęcia nowych planów ogólnych, mających na celu uczynienie procesów inwestycyjnych bardziej przejrzystymi i efektywnymi. Jest również szansa na wprowadzenie REIT, czyli Real Estate Investment Trust, typu spółki inwestycyjnej specjalizującej się w posiadaniu, zarządzaniu lub finansowaniu dochodowych nieruchomości, oferującej inwestorom możliwość uczestnictwa w portfelu nieruchomości przy jednoczesnym korzystaniu z preferencyjnego opodatkowania.

Rynek nieruchomości w Polsce przechodzi istotną transformację, kładąc nacisk na ekologię i efektywność energetyczną. Jako EY, pomagamy naszym klientom dostosować się do tych zmian, oferując kompleksowe usługi doradcze – dodaje Anna Palczewska, Senior Manager, Zespół Prawny Grupy Rynku Nieruchomości.

Na stabilny rynek nieruchomości wchodzi też szereg nowinek technologicznych, które mogą zmienić oblicze branży. Jedną z nich jest Property Technology (PropTech), umożliwiający wykorzystanie technologii informatycznych na każdym etapie cyklu życia nieruchomości. Globalny rynek PropTech był wyceniany na 30,16 miliarda USD w 2022 roku, z prognozowanym rocznym wskaźnikiem wzrostu na poziomie 16% w latach 2023–2032.

Technologia PropTech jest przyszłością rynku nieruchomości. Prognozy wskazują, że rozwiązania PropTech oparte na sztucznej inteligencji zrewolucjonizują rynek komercyjny, czyniąc procesy związane z posiadaniem, wynajmem i zarządzaniem nieruchomościami bardziej efektywnymi i skutecznymi – mówi Mikołaj Bokowy, kierujący Grupą Podatkową Rynku Nieruchomości.

O raporcie
The Polish Real Estate Guide 2025 to kolejna edycja dorocznej analizy rynku nieruchomości w Polsce, przygotowywanej przez ekspertów Grupy Rynku Nieruchomości EY. Raport skupia się na kluczowych trendach i prognozach rynkowych we wszystkich sektorach wraz z obszerną prezentacją najważniejszych zmian związanych z podatkami, prawem i audytem, które mają wpływ na graczy na rynku nieruchomości. Tegoroczna edycja porusza zagadnienie zrównoważonego rozwoju, zielonej transformacji i standardów w sektorze nieruchomości. Ponadto dostarcza wskazówek dotyczących priorytetowych obszarów i ryzyk związanych z całym cyklem funkcjonowania nieruchomości.

Nie możemy już ufać sztucznej inteligencji. Rosyjska dezinformacja obecna jest już nawet w narzędziach AI

W dobie dynamicznego rozwoju sztucznej inteligencji coraz więcej uwagi przyciąga problem dezinformacji. Niedawna analiza przeprowadzona przez NewsGuard wykazała, że aż 33% przekazywanych treści przez popularne systemy AI jest wynikiem propagandy rosyjskiej, co rodzi poważne konsekwencje dla bezpieczeństwa informacji i stabilności procesów demokratycznych.

Sieć Pravda została uruchomiona tuż po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 roku. Od tego czasu dynamicznie się rozwija, korzystając z około 150 domen do rozpowszechniania treści w dziesiątkach języków. Według raportu American Sunlight Project, sieć publikuje średnio 20 273 artykuły co 48 godzin, co przekłada się na około 3,6 miliona publikacji rocznie.

Analiza przeprowadzona przez NewsGuard ujawniła, że sieć Pravda rozpowszechniała ponad 200 fałszywych informacji. Przykładami takich fake-newsów są doniesienia o tajnych laboratoriach biologicznych Stanów Zjednoczonych na terytorium Ukrainy, czy wykorzystaniu przez Wołodymira Załeńskiego pomocy finansowej dla Ukrainy na zakup posiadłości w Niemczech, którą miał w przeszłości odwiedzać… Adolf Hitler.

Fałszywe przekazy wpływają na sposób, w jaki systemy sztucznej inteligencji przetwarzają i prezentują informacje. Modele AI, takie jak Chat GPT, Copilot czy Gemini, uczą się na podstawie ogromnych zbiorów danych z internetu, są zatem narażone na wpływ dezinformacji, co może prowadzić do poważnych zaburzeń w przekazywaniu rzetelnych informacji.

Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software Technologies w Polsce, podkreśla, że dezinformacja rozprzestrzeniana przez sieć Pravda ma potencjał destabilizacji procesów demokratycznych. – Jeśli narzędzia generatywnej sztucznej inteligencji będą powielać narracje dezinformacyjne, mogą wpływać na opinię publiczną i decyzje wyborcze bez świadomości użytkowników. W związku z tym istnieje pilna potrzeba wprowadzenia skutecznych mechanizmów filtrowania, które umożliwią wykrywanie i wykluczanie źródeł dezinformacji z danych treningowych modeli AI – uważa ekspert Check Pointa.

Sprawa dezinformacji nie dotyczy jedynie technologii, ale ma także wymiar społeczny i polityczny. Z danych opublikowanych przez EUvsDisinfo Lab oraz Światowe Forum Ekonomiczne (WEF) wynika, że Polska jest jednym z krajów najbardziej narażonych na kampanie dezinformacyjne, a szczególnie na wpływy rosyjskiej propagandy, zwłaszcza w okresie przed wyborami prezydenckimi 2025. W ciągu ostatnich 10 lat Polska doświadczyła 1,443 przypadków kampanii dezinformacyjnych, a według raportu Financial Times, liczba przypadków fałszywych informacji i deepfake’ów w Polsce wzrosła o 100% w 2024 roku. W ramach walki z dezinformacją istotne jest podnoszenie świadomości społecznej, przekazywanie wiedzy na temat mechanizmów działania dezinformacji, jej celów oraz sposobów radzenia sobie z manipulacją informacyjną. Proces ten wymaga nie tylko technologicznych innowacji, ale także szeroko zakrojonej współpracy między krajami, organizacjami międzynarodowymi oraz sektorem technologicznym. Transparentna wymiana informacji oraz wspólne wysiłki w monitorowaniu kampanii dezinformacyjnych są kluczowe, aby przeciwdziałać zagrożeniom wynikającym z manipulacji danymi.

„Przepaść” – ceny na rynku deweloperskim odjeżdżają od cen na rynku wtórnym

„Przepaść” – rosną różnice w cenach między rynkiem wtórnym, a pierwotnym.

I kwartał roku 2025 powoli zbliża się do końca. Rząd RP nie wprowadził w życie żadnego, nowego programu wsparcia dla konsumentów planujących zakup nieruchomości, a popyt ze strony konsumentów utrzymał się na niskim poziomie, choć potrzeby związane z zakupem nieruchomości nadal są gigantyczne. Eksperci zauważają jednak trendy, które zwiastują, że ceny na rynku nieruchomości mogą niebawem się zmienić. – Rynek wtórny obniża ceny, a deweloperski twardo stoi na stanowisku, że obniżki w tym momencie nie są dobrym pomysłem. Mamy do czynienia z sytuacjami, że różnica cen ofertowych na rynku pierwotnym, a deweloperskim w niektórych miastach wynosi już średnio ok. 4 tysiące złotych za metr kwadratowy. W przypadku cen transakcyjnych można spodziewać się, że te różnice będą jeszcze większe – przyznaje Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Deweloperzy nie chcą schodzić z ceny

Polaryzacja cen między rynkiem wtórnym, a deweloperskim od czasu do czasu zdaje się być bardziej widoczna. W ostatnim czasie wyraźne wskaźniki odnotowano w 2022 i 2023 roku, gdy mieszkania z rynku wtórnego podrożały, bo to nimi zainteresowane były osoby z Ukrainy kupujące nieruchomości w Polsce oraz beneficjenci programu „Bezpieczny kredyt 2%”. Potem ceny nieco się zrównały, a teraz znów widać zróżnicowanie.

– To dowód na to, że deweloperzy nie zamierzają obniżać cen, a jednocześnie na to, że osoby sprzedające na rynku wtórnym są gotowe do negocjacji – przyznaje Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

W jakich miastach różnica w cenach na rynku pierwotnym i wtórnym jest najbardziej widoczna? Eksperci przyznają, że im większe miasto, tym różnice są bardziej widoczne i przemawiają za rynkiem wtórnym.

– Przykładem może być Szczecin, gdzie średnia cena na rynku deweloperskim przekracza 12,2 tyś złotych za metr kwadratowy, a na rynku wtórnym ta kwota jest na średnim poziomie około 8700 złotych za metr kwadratowy. Różnica to więc 3500 tyś. zł. To ogromny argument przemawiający za zakupem mieszkania na rynku wtórnym. W innych miastach sytuacja jest podobna. W Łodzi na rynku deweloperskim cena ofertowa za metr zaczyna się na poziomie około 12 tysięcy, a na rynku wtórnym na poziomie około 9 tysięcy złotych, nawet w najdroższym w Polsce Krakowie różnica w cenach na rynku wtórnym i pierwotnym oscyluje w granicach około 3 tysięcy złotych. To jest przepaść – mówi Mirosław Król.

„Nie na spokoju na rynku nieruchomości”

Eksperci zwracają uwagę na jeszcze jedną tendencję – na rynku wtórnym różnica między cenami ofertowymi, a realnym kosztem zakupu jest znacznie większa niż w przypadku rynku deweloperskiego. Mirosław Król przekonuje, że to może powodować, że osoby chcące oszczędzić na zakupie mieszkania przeniosą swoją uwagę na rynek wtórny.

– Oczywiście wszystko zależy od miasta, standardu wykończenia i lokalizacji, ale ja rynku wtórnym negocjowanie z właścicielem mieszkania nie jest w złym tonie. Czasem kwoty upustu mogą sięgać nawet około 10-15%, a zdarzają się przykłady, że jest to 20%. Na rynku deweloperskim owszem zdarzają się promocje, ale deweloper chętniej da nam voucher na wystrój wnętrza czy miejsce parkingowe w cenie mieszkania niż obniży cenę metra kwadratowego – mówi Mirosław Król.

– Osoby sprzedające mieszkania na rynku wtórnym mają w tym momencie chaos w głowach. Z jednej strony wystawiają mieszania na sprzedaż w obawie przed jeszcze większymi obniżkami cen, ale z drugiej jeżeli w życie wejdzie program „Pierwsze klucze” to właśnie ceny na rynku wtórnym podskoczą do poziomu oscylującego w granicach 10 tysięcy złotych za metr kwadratowy jeżeli mieszkania są tańsze. Nie ma spokoju na rynku nieruchomości – dodaje Mirosław Król.

Eksperci I kwartał roku 2025 oceniają jako lepszy niż I kwartał roku 2024, ale do ożywienia na rynku nieruchomości jeszcze daleko.

Rekordowa aktywność najemców na krakowskim rynku biurowym

  • IT i finanse napędzają popyt – główne sektory wynajmujące biura w Krakowie
  • Nowa podaż biur w Krakowie na rekordowo niskim poziomie – deweloperzy wstrzymują inwestycje
  • Renegocjacje dominują – 58% popytu na biura w Krakowie to przedłużenia umów

Według raportu firmy doradczej Newmark Polska „Office Occupier – Rynek biurowy w Krakowie”, ubiegły rok upłynął pod znakiem rekordowej aktywności najemców, którzy w większości decydowali się na pozostanie w dotychczasowych lokalizacjach. Świadczy o tym 58-procentowy udział renegocjacji w całkowitym popycie odnotowanym w Krakowie w ubiegłym roku. Z kolei deweloperzy nadal uzależniają rozpoczęcie budowy kolejnych biurowców od zabezpieczenia inwestycji umowami przednajmu. Dzięki wciąż stosunkowo dużej ilości niewynajętej powierzchni w istniejących budynkach biurowych najemcy mogą stosunkowo łatwo znaleźć odpowiednie dla siebie biuro w dogodnej lokalizacji.

W 2024 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Krakowie przekroczyły 1,83 mln mkw., co oznacza wzrost o zaledwie 1,3% w ujęciu rocznym. W tym czasie deweloperzy oddali do użytku niecałe 24 100 mkw. biur, czyli o ponad 75% mniej niż rok wcześniej i najmniej w historii krakowskiego rynku biurowego. Za ponad połowę nowej podaży odpowiadał budynek C o powierzchni 13 000 mkw., wybudowany w ramach kompleksu biurowego Brain Park. Był to jednocześnie jedyny ukończony w ubiegłym roku krakowski biurowiec o powierzchni powyżej 10 000 mkw.

– W 2025 roku deweloperzy zapowiadają wybudowanie niecałych 10 000 mkw. – najmniej od początku prowadzenia statystyk. Z kolei większość obecnie realizowanych projektów zostanie oddana do użytku najwcześniej na początku 2026 roku. Znaczna ilość dostępnej powierzchni biurowej w istniejących biurowcach oraz niemal 60-procentowy udział renegocjacji w całkowitym popycie odnotowanym w ubiegłym roku sprawiają, że aktywność deweloperska utrzymuje się na niskim poziomie – mówi Patryk Kowalkowski, Doradca, Newmark Polska.

Obecnie w budowie pozostaje nieco ponad 51 000 mkw. – to prawie o 128% więcej niż w 2023 roku, ale przeszło 45% mniej w porównaniu ze średnią pięcioletnią, wynoszącą ponad 93 000 mkw. Ponad połowa (52%) realizowanych inwestycji biurowych znajduje się w Centrum, a pozostałe 48% w strefie Południowy Wschód.

W 2024 roku aktywność najemców osiągnęła najwyższy poziom w historii krakowskiego rynku. Całkowity popyt wyniósł prawie 267 000 mkw., co oznacza wzrost o niemal 33% w porównaniu z 2023 rokiem i o ponad 36% względem średniej pięcioletniej (ok. 196 000 mkw.). Ponadto w 2024 roku Kraków odpowiadał za ponad 37% wszystkich umów podpisanych na głównych rynkach regionalnych w Polsce. Dla porównania, na Wrocław, który zajął drugie miejsce, przypadło niecałe 21% całkowitego wolumenu transakcji.

– Kraków nadal cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem firm z sektora nowoczesnych usług dla biznesu oraz nowych technologii. W 2024 roku branża IT odpowiadała za 31% całkowitego popytu, a kolejne miejsca zajęły firmy z sektora finansowego (18%), produkcyjnego (14%) i usług dla biznesu (12%). W 2024 roku w Krakowie w strukturze popytu dominowały renegocjacje umów, których udział sięgnął 58%. Nowe umowy stanowiły 37%, a umowy na potrzeby własne oraz ekspansje odpowiadały za odpowiednio 3% i 2% – mówi Anna Madejska, Doradca, Newmark Polska.

W ubiegłym roku nie odnotowano żadnych umów przednajmu, które mogłyby stanowić dla deweloperów istotny sygnał do rozpoczęcia realizacji nowych inwestycji biurowych.

W 2024 roku wskaźnik pustostanów na krakowskim rynku biurowym utrzymywał się na wysokim poziomie. Na koniec grudnia wyniósł 19%, co oznacza wzrost o 0,1 p.p. w porównaniu z trzecim kwartałem 2024 roku, ale spadek o 0,8 p.p. rok do roku. W istniejących biurowcach najemcy mają do dyspozycji ponad 347 200 mkw. wolnej powierzchni biurowej. W kolejnych kwartałach spodziewany jest stopniowy spadek wskaźnika pustostanów, głównie ze względu na ograniczoną podaż nowych biur.

– Czynsze za wynajem powierzchni biurowych w Krakowie pozostawały na stabilnym poziomie w całym 2024 roku. Na koniec grudnia miesięczne stawki mieściły się w przedziale od 13,50 do 15,00 euro za mkw. Najwyższe, sięgające nawet 15,50-17,50 euro, odnotowano w Centrum. Największym zainteresowaniem najemców niezmiennie cieszą się budynki biurowe zlokalizowane w dogodnych lokalizacjach oraz wyposażone w nowoczesne rozwiązania technologiczne – dodaje Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

Polska przestała być tanią lokalizacją dla inwestycji w sektorze SSC/ BPO

Polski sektor nowoczesnych usług dla biznesu przestał być dla inwestorów tani, lecz umacnia swoją renomę rynku oferującego wysoką jakość.

Sektor nowoczesnych usług dla biznesu (BSS) utrzymuje swój istotny udział w polskiej gospodarce. Dynamika wzrostu jest jednak mniejsza, a ten rok raczej nie przyniesie powrotu do poziomu inwestycji sprzed kilku lat. Jak wynika z Raportu płacowego Hays 2025 dla sektora BSS, 79 proc. firm z branży planuje prowadzić rekrutacje, jednak nie zawsze będzie to równoznaczne z tworzeniem nowych miejsc pracy. Zdaniem ekspertów rynku pracy, gotowość do utrzymania dotychczasowego poziomu zatrudnienia jest mimo to dobrym prognostykiem na przyszłość.

  • 79 proc. firm z sektora SSC/ BPO w tym roku planuje rekrutacje, co stanowi odsetek o 4 pkt proc. mniejszy niż przed rokiem.
  • 77 proc. pracodawców w roku 2025 planuje przyznać podwyżki, natomiast w zaledwie 7 proc. przypadków przekroczą one poziom 10 proc.
  • Eksperci wskazują, że trudności, z jakimi obecnie mierzy się polski sektor usług dla biznesu, wynikają przede wszystkim z transformacji tego rynku.

Polska jako lokalizacja inwestycyjna znajduje się w fazie zmian. Szybkie tempo wzrostu płac w ostatnich latach sprawiło, że dla inwestorów tutejszy rynek przestaje być tani. Jednocześnie, chociaż atuty polskich kadr oraz doświadczenie w realizacji wymagających projektów są rozpoznawane przez zagranicznych inwestorów, to kraj wciąż nie ma ugruntowanej, międzynarodowej renomy rynku o wysokiej produktywności. Wraz z niepewnością gospodarczą i geopolityczną, w ostatnim czasie skutkowało to wytrąceniem dynamiki przyrostu inwestycji w sektorze BSS.

Wzrost płac ograniczył konkurencyjność polskiego sektora BSS

Polska od kilku lat znajduje się w procesie transformacji. Przez inwestorów przestaje być postrzegana jako tani rynek, ponieważ koszty – szczególnie pracy – rosną. Jednocześnie wciąż nie ma reputacji kraju droższego, lecz bardzo efektywnego, oferującego najwyższą możliwą jakość oraz bogate zaplecze technologiczne. Sprawia to, że podczas gdy dla jednych inwestorów staje się zbyt droga, to dla innych nie jest jeszcze oczywistym wyborem dla najbardziej zaawansowanych projektów inwestycyjnych.

Dynamiczny wzrost płac w ostatnich latach nadwyrężył możliwości finansowe firm, które w najbliższym czasie będą dążyły do wyrównania różnic wynagrodzeń na stanowiskach specjalistycznych niższego i średniego szczebla. W kontekście stanowisk eksperckich i menedżerskich w branży BSS należy jednak oczekiwać stagnacji płacowej – komentuje Aleksandra Tyszkiewicz, CEE Executive Director – Enterprise Solutions w Hays.

Czy w 2025 wynagrodzenia pracowników firmy ulegną zmianie?

Perspektywa firm z sektora BSS

0% Wzrosną o ponad 20%
7% Wzrosną o 10-20%
70% Wzrosną o mniej niż 10%
22% Pozostaną bez zmian
1% Zostaną zmniejszone

Źródło: Raport płacowy 2025 – Business Services, Hays Poland

Jak wynika z badania omówionego na łamach Raportu płacowego 2025 Hays Poland dla sektora nowoczesnych usług dla biznesu, w minionym roku wynagrodzenia podniosło 76 proc. firm z branży SSC/ BPO. Mimo że na ten rok podobne plany ma aż 77 proc. firm z sektora, to zaledwie w 7 proc. przypadków podwyżki osiągną poziom 10 proc.

Mniej podstawowych, więcej eksperckich stanowisk w polskich centrach SSC/ BPO

W Polsce realizowanych jest mniej inwestycji, które są silnie skoncentrowane na cięciu kosztów. Zdaniem niektórych firm realizacja takich projektów na polskim rynku przynosi bowiem zbyt małe optymalizacje. W konsekwencji, w ostatnim czasie sektor BSS nie rozwijał się równie szybko, co jeszcze kilka lat temu.

W dłuższej perspektywie, zmniejszenie skali inwestycji opartych na oszczędnościach jest jednak dla Polski korzystne. Nasz sektor usług dla biznesu w większym stopniu powinien koncentrować się na inwestycjach o wysokiej wartości dodanej, zakładających realizację zaawansowanych i wiedzochłonnych procesów biznesowych, tworzenie centrów R&D oraz hubów IT. Elementem, który może wesprzeć transformację Polski, niezaprzeczalnie jest nasz kapitał ludzki, jego dostępność, kompetencje i doświadczenie – zaznacza Łukasz Grzeszczyk, CEE Executive Director – Talent Location Strategy w Hays.

Inwestorzy, którzy zaufali Polsce i ulokowali tutaj swoje centrum usług wspólnych, często decydują się na rozszerzenie działalności, np. o zakład produkcyjny czy centrum R&D. Coraz częściej przenoszą też do polskich centrów stanowiska o międzynarodowym zakresie odpowiedzialności, które realnie wpływają na globalną strategię firm.

Mimo że w polskim sektorze BSS ubywa stanowisk podstawowych, to stale rośnie liczba ról eksperckich. Nic innego nie zobrazuje lepiej drogi, jaką kroczy Polska: od taniego zaplecza biznesowego globalnych korporacji do strategicznej lokalizacji zarezerwowanej dla zadań specjalnych – dodaje Łukasz Grzeszczyk.

Rok 2025 może przynieść ożywienie rekrutacyjne

Pojawiają się pierwsze zwiastuny poprawy sytuacji. Prognozowany na ten rok wzrost gospodarczy może poskutkować ożywieniem inwestycyjnym. Jak wynika z Raportu płacowego 2025 dla sektora nowoczesnych usług dla biznesu, 79 proc. pracodawców z branży planuje rekrutować, a 57 proc. spodziewa się, że pozyskiwanie pracowników będzie przysparzało wyzwań.

Czy w 2025 firma planuje prowadzić rekrutacje?

Perspektywa firm z sektora BSS

79% Tak
21% Nie

Źródło: Raport płacowy 2025 – Business Services, Hays Poland

Chociaż plany rekrutacyjne nie zawsze będą równoznaczne z tworzeniem nowych miejsc pracy, to jednak świadczą o gotowości do utrzymania dotychczasowego poziomu zatrudnienia. W roku 2025 raczej nie powróci tempo rozwoju sprzed 2-3 lat, natomiast poprawa sytuacji wydaje się wysoce prawdopodobna.

Polska nadal jest atrakcyjną lokalizacją dla coraz bardziej zaawansowanych procesów biznesowych. Może skutecznie przyciągać projekty, które obecnie są realizowane w innych państwach, np. Europy Zachodniej. Tutejszy rynek wciąż wyróżnia szeroki dostęp do wysoko wykwalifikowanych, doświadczonych, znających języki obce i wykazujących się dużym zaangażowaniem kadr. Chociaż luka wynagrodzeń pomiędzy Polską i krajami Europy Zachodniej czy Stanami Zjednoczonymi maleje, to rynek ten wciąż oferuje atrakcyjny stosunek jakości do ceny – komentuje Aleksandra Tyszkiewicz.

O raporcie

Raport płacowy Hays dla sektora nowoczesnych usług dla biznesu jest zestawieniem poziomów wynagrodzeń na ponad 40 stanowiskach, uzupełnionym wnioskami i komentarzami ekspertów oraz wynikami badania na temat rynku pracy, które zostało przeprowadzone pod koniec 2024 r. Raport jest dostępny tutaj.

Czy cła Trumpa naprawdę uczynią Amerykę wielką?

Donald Trump przekonuje, że jego polityka celna ma uczynić Amerykę znów wielką. W rzeczywistości amerykańskie cła prowadzą do wojen handlowych, wywołując napięcia międzynarodowe. Konsekwencje decyzji prezydenta USA odczuje cały świat, ale potężne straty poniosą przede wszystkim konsumenci amerykańscy.

Wprowadzenie ceł przez administrację Donalda Trumpa ma chronić krajowy rynek USA przed międzynarodową konkurencją i pobudzić amerykańską gospodarkę. Na pierwszy rzut oka mogłoby to wydawać się rozsądnym posunięciem, jednak taka polityka celna, choć ma służyć ochronie krajowych interesów, stanie się faktycznie znacznym obciążeniem dla przeciętnego Amerykanina.

Wprowadzenie taryf przede wszystkim przyczyni się do wzrostu cen zagranicznych produktów. Importerzy zmuszeni są do płacenia ceł, co zwiększa koszty ich działalności. Aby zachować rentowność, firmy sprowadzające towary z zagranicy przeniosą rosnące koszty na swoich klientów.

Podwyżek cen na skutek polityki celnej Donalda Trumpa nie wyklucza Walmart, największy sprzedawca detaliczny w USA. Już pod koniec zeszłego roku w wywiadzie dla stacji telewizyjnej CBNC wiceprezes Walmarta John David Rainey przyznał, że cła mogą doprowadzić do podniesienia cen wybranych produktów.

Chociaż po miesiącu prezydentury Donalda Trumpa inflacja w USA w 2025 roku spadła – z 3,0 proc. w styczniu do 2,8 proc. w lutym – to prawdopodobieństwo wzrostu cen w kolejnych miesiącach nadal pozostaje bardzo duże. Ryzyko to nie dotyczy tylko wyrobów importowanych, ale też produkowanych w Stanach Zjednoczonych. Zwiększenie taryf celnych może podnieść ceny zwłaszcza w gałęziach przemysłu, które do produkcji wykorzystują stal i aluminium. Chodzi głównie o przemysł motoryzacyjny oraz elektroniczny i AGD, a także budownictwo, przemysł ciężki i stoczniowy.

Groźba wzrostu cen produktów tych branż wiąże się z wprowadzeniem przez Stany Zjednoczone w środę 12 marca 2025 roku 25-procentowych ceł na stal i aluminium ze wszystkich państw. Jest to powtórka ruchu Trumpa z jego pierwszej kadencji, kiedy to w 2018 roku wprowadził 25-procentowe cła na stal i 10-procentowe na aluminium. Wówczas uderzyły one głównie w amerykańskie firmy motoryzacyjne. Mimo że koncerny kupowały stal głównie na rynku krajowym, cła spowodowały obniżenie podaży i wzrost cen surowców krajowych. W konsekwencji firmy motoryzacyjne odnotowały spadek zysków

Handel międzynarodowy działa w obie strony. Stany Zjednoczone nie są tylko importerem, ale też potężnym eksporterem. Dlatego Komisja Europejska w odpowiedzi na 25-procentowe amerykańskie cła na stal i aluminium zamierza wprowadzić cła odwetowe. Mają one obowiązywać od kwietnia i objąć amerykańskie towary o wartości ok. 26 mld euro. Cła odwetowe z pewnością spowodują zmniejszenie produkcji eksportowej USA i przyczynią się do obniżenia dochodów, tak jak to miało miejsce podczas pierwszej prezydentury Donalda Trumpa. Z badań Departamentu Rolnictwa USA wynika, że tylko w latach 2018-2019 cła odwetowe na amerykańskie produkty rolne i spożywcze spowodowały utratę eksportu o wartości 27 mld dolarów.

Cła na produkty z importu szkodzą także krajowym konsumentom, ponieważ ograniczają dostęp do zagranicznych wyrobów oferowanych po konkurencyjnych cenach. Wprowadzenie taryf celnych prowadzi do zmniejszenia ich podaży, co w konsekwencji przekłada się na wzrost cen także towarów krajowych. W 2018 roku Donald Trump w ramach polityki „America First” wprowadził cła na pralki spoza USA. Doprowadziło to ograniczenia liczby takich urządzeń dostępnych na rynku amerykańskim, a w konsekwencji do wzrostu ich cen o 12 proc.

Chociaż Donald Trump wielokrotnie powtarzał, że „najpiękniejszym słowem w słowniku jest cło”, to protekcjonizm gospodarczy prowadzi do globalnych napięć. Może też przyczyniać się do zubożenia własnych obywateli. Według wyliczeń amerykańskiego think tanku Peterson Institute for International Economics, na skutek wprowadzenia ceł przez administrację Donalda Trumpa przeciętne amerykańskie gospodarstwo domowe straci rocznie ok. 1,2 tys. dolarów.

Autor: dr Paweł Janukowicz

Autor jest doktorem nauk społecznych w dyscyplinie ekonomia i finanse, a także członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

Trump straszy Europę, Putin kalkuluje rozejm, Glapiński studzi oczekiwania

Trump kieruje kolejną groźbą w kierunku Europy. Kolejne dane z USA (PPI) nie poprawiły w żaden sposób nastrojów na Wall Street co dało wyraźną przecenę głównych indeksów giełdowych. Dolar zdołał nieznacznie zyskać w stosunku do euro. Złoty nieznacznie zyskał po “jastrzębiej” konferencji prasowej Adama Glapińskiego.

Czwartek przyniósł nowe niepewności w sprawie taryf celnych. Prezydent Trumpa zagroził nałożeniem 200 proc. Cła na europejskie wino, szampana oraz inne napoje alkoholowe. Dodał również, że nie zniesie taryf na stal oraz aluminium, które weszły w życie w tym tygodniu. Nie zamierza również rezygnować z szeroko zakrojonych planów wzajemnych ceł, które mają wejść w życie 2 kwietnia. Rentowności amerykańskich obligacji rządowych obniżyły się a dolar zdołał lekko się umocnić. Nasdaq Composite od swojego historycznego szczyt zdołał już stracić 14 proc. A SP500 ponad 10 proc. , z kolei Dow Jones spadł o 9 proc. dd poziomu ATH. Niepewność związana z taryfami i polityką handlową w ostatnich tygodniach dodatkowo pogłębia obawy dotyczące wzrostu gospodarczego.
Trump w swoim poście na Truth Socila napisał, że Unia Europejska to jedna z najbardziej wrogich i wyzyskujących jednostek podatkowych i celnych na świecie, która powstała wyłącznie po to, żeby wykorzystywać USA. Tak ocenia nałożone przez Europę cło w wysokości 50 proc. na amerykańskie whisky. Uznał, że 200 proc. Taryfy na alkohole ze Starego Kontynentu są wspaniała wiadomością dla amerykańskiego rynku tych produktów.

Z kolei Władimir Putin stwierdził, że chce omówić z prezydentem USA propozycję zawieszenia broni w Ukrainie. Nie poparł jednak 30-dniowego rozejmu i ostrzegł przy tym, że wstrzymanie wojny powinno prowadzić do długoterminowego rozwiązania konfliktu. Trump odpowiedział, że dopóki nie zobaczymy, jaki będzie końcowy rezultat, te deklaracje prezydenta Rosji nic nie znaczą. Dodał, że jeśli agresor nie podpisze rozejmu, będzie to bardzo rozczarowujący moment dla całego świata.

Na krajowym podwórku kluczowa wczoraj była konferencja prasowa Adama Glapińskiego – prezesa NBP. Jego wypowiedzi wybrzmiało mocno “jastrzębio”. Podkreślił, że obecnie nie ma podstaw do obniżek stóp procentowych z powodu wysokiej inflacji. Wskazał, że prognozy zakładają, że powrót do celu nastąpi dopiero w 2027 roku. Takie uwagi wydają się wykluczać możliwość łagodzenia polityki monetarnej przed lipcem lub wrześniem, choć rynek nadal oczekuje cięć w III kwartale tego roku. Prognozy inflacji na 2025 rok zostały lekko skorygowane w dół o 0,5 punktu procentowego natomiast te na 2026 zostały podniesione o 0,8 pp. Dziś kluczowymi danymi z Polski będzie wskaźnik CPI za luty. Konsensus wskazuje utrzymanie się poziomu 5,3 proc. r/r, podobnie jak w styczniu. Pamiętajmy jednak, że dane za luty będą opierać się na nowych wagach koszyka konsumpcyjnego. Kurs EUR/PLN precyzyjnie zareagował na techniczny opór w okolicy 4,2030. Poziom ten jak na razie jest solidną barierą, która ogranicza dalszą deprecjację złotego.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Inflacja niższa od oczekiwań – czy szczyt przypadnie na marzec?

Inflacja konsumencka w lutym 2025 r. wyniosła 4,9 proc. r/r i pozytywnie zaskoczyła względem konsensusu rynkowego kształtującego się na poziomie 5,3 proc. r/r. W ujęciu miesięcznym inflacja konsumencka wzrosła o 0,3 proc. m/m, względem oczekiwań rynkowych na poziomie 0,4 proc. m/m.

Z uwagi na coroczną zmianę wag nastąpiła korekta inflacji konsumenckiej za styczeń 2025 r. do poziomu 4,9 proc. r/r (względem pierwotnych 5,3 proc. r/r). Jesteśmy aktualnie w okresie kształtowania się lokalnego szczytu inflacji, który wydaje się, że przypadnie na marzec, m.in. z uwagi na efekty bazowe związane z przywróceniem 5 proc. VATu na żywność od kwietnia 2024 r. (żywność i napoje bezalkoholowe w lutym 2025 r. zdrożały 6,2 proc. r/r).

Szczegóły kształtowania się ścieżki inflacji poznamy dzisiaj podczas prezentacji projekcji inflacji NBP.

Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Cena złota przebija 3000 USD za uncję

0

Cena złota przebiła historyczny poziom 3000 USD za uncję. Choć bariera ta ma głównie znaczenie psychologiczne, za wzrostami stoją konkretne czynniki – od napięć geopolitycznych, przez kryzys amerykańskiego długu, aż po rosnącą aktywność banków centralnych. Warto podkreślić, że w lutym Narodowy Bank Polski zwiększył swoje rezerwy złota podnosząc udział kruszcu w aktywach rezerwowych kraju do 19,2%. Czy to część globalnego trendu, w którym złoto staje się fundamentem stabilności finansowej. Czy zbliżamy się do nowej ery na rynku metali szlachetnych? Komentarza udzielił ekspert Tomasz Gessner, główny analityk firmy Tavex.

Warto pamiętać, że okolice 3000 USD nie mają technicznie większego znaczenia, a jedynie znaczenie psychologiczne.

Wśród czynników pchających ceny złota w górę, w ostatnim czasie nagromadziło się ich sporo. Od obaw o wynik zapowiadanego audytu amerykańskich rezerw w Fort Knox, przez konsekwencje wojny celnej, kryzysu amerykańskiego zadłużenia i obaw o konieczność zdewaluowania dolara, rozpoczętą właśnie rotację kapitału z rynku akcji do rynku złota, po obawy o intencjonalne doprowadzenie do bessy na rynkach przez obecną administrację w Waszyngtonie, co przez zepchnięcie rentowności obligacji pozwoliłoby jej uplasować 9 bln USD długu w tym roku po niższym koszcie.

Warto także dodać, że Narodowy Bank Polski dokupił w lutym kolejne 29 ton i obecnie jego rezerwy złota wynoszą 480 ton, stanowiąc 19,2% udziału w całości aktywów rezerwowych. Pamiętajmy, że fizyczne złoto jest ubezpieczeniem od poważnych kłopotów w systemie finansowym, nieodpowiedzialności rządzących, utraty siły nabywczej walut czy ryzyk geopolitycznych. Obecnie można odnieść wrażenie, że przynajmniej kilka z tych czynników materializuje się na naszych oczach, stąd takie, a nie inne zachowanie kruszcu.

Produktywność w Polsce rośnie szybciej niż w USA i Europie Zachodniej – raport EY

Wzrost produktywności w Polsce wyniósł 9,6% i był wyższy niż w Stanach Zjednoczonych (7,3%) oraz innych krajach zachodnich w okresie od 2019 do 2024 roku, wynika z analiz EY. Największe przyspieszenie w ostatnich latach można obserwować w sektorze rolnictwa, leśnictwa i rybołówstwa (wzrost o 37,1%) i na rynku nieruchomości (o 35%). EY prognozuje, że do 2027 roku produktywność w Polsce będzie nadal rosła, m.in. dzięki rozwojowi Generatywnej Sztucznej Inteligencji (GenAI).

EY przeanalizował produktywność (liczoną jako PKB na przepracowaną godzinę) pomiędzy 2015 a 2024 rokiem. Analitycy EY bardziej szczegółowo pochylili się nad okresem pomiędzy czwartym kwartałem 2019 a drugim kwartałem 2024 roku. Pomimo początkowego spadku w okresie pandemii, produktywność w naszym kraju wzrosła na przestrzeni całego okresu o 9,6%, Dla porównania – w Stanach Zjednoczonych produktywność wzrosła w tym czasie o 7,3%.

Wypadamy też dużo lepiej niż kraje Europy Zachodniej. W Niemczech produktywność w tym okresie wzrosła o zaledwie 0,7%, w Wielkiej Brytanii o 2%, a we Francji spadła o 1,5 %. Najszybszy wzrost PKB na przepracowaną godzinę obserwowalny był na Malcie (aż 18,7%) oraz na Słowacji (przyrost o 12,3%).

Jakie są przyczyny tak dynamicznego wzrostu produktywności w Polsce?

Wzrost produktywności w Polsce można przypisać w dużej mierze procesowi konwergencji lub bardziej potocznie „gonieniu Europy Zachodniej”. Zasób kapitału po zmianie ustrojowej był u nas niski w porównaniu do państw jak Niemcy czy Francja. Efektywność z jaką pracujemy zaczęła jednak dynamicznie rosnąć, m.in. dzięki możliwości korzystania z zachodnich technologii. Dodatkowo – cała Europa Środkowo-Wschodnia doświadczyła najbardziej wyraźnego wzrostu TFP (Total Factor Productivity) na obszarze Europy, Afryki i Azji Środkowej (EMEA), utrzymując dobre wyniki nawet w obliczu spowolnienia po globalnym kryzysie finansowym.

W Polsce relatywnie szybko rośnie poziom kapitału, nawet przy dość niskiej stopie inwestycji. Spodziewam się jego dalszej akumulacji, ponieważ pod względem absolutnym nasz poziom kapitału wciąż jest wyraźnie niższy niż w krajach Europy Zachodniej. Podobne mechanizmy widzimy w innych państwach regionu, dlatego w ostatnich latach największy wzrost produktywności można zaobserwować m.in. na Litwie, Słowacji czy w Bułgarii, podczas gdy Francuzi, Niemcy czy Włosi borykają się ze stagnacją i spadkami – mówi Marek Rozkrut, Partner EY, szef Zespołu Analiz Ekonomicznych, Główny Ekonomista EY na Europę i Azję Centralną.

W których sektorach w Polsce najszybciej wzrasta produktywność?

Najbardziej dynamiczny przyrost PKB na przepracowaną godzinę w latach 2019-2024 widać w Polsce w sektorze rolnictwa, leśnictwa i rybołówstwa (37,1% w latach 2019-24 wobec 9,1% w 2015-19), co wynika ze spadku liczby małych gospodarstw niskotowarowych, oraz na rynku nieruchomości, który, choć nieznacznie stracił tempo, to wciąż dynamicznie się rozwija (produktywność wzrosła o 39,8% w latach 2015-19 i o 35% w 2019-24). Przyrost obserwować można także w przetwórstwie przemysłowym (wzrost o 11% w okresie 2015-19 i 12% w 2019-24), a także w budownictwie, które mocno przyspieszyło w ostatnich latach (spadek produktywności o 12,5% w latach 2015-19 i wzrost o 13,8% w 2019-24).

W ujęciu sektorowym wzrost produktywności jest szeroki i obejmuje niemal wszystkie analizowane branże. Chociaż tempo tego wzrostu jest zróżnicowane, nie obserwujemy sytuacji, w której jeden sektor odpowiada za większość całkowitego wzrostu produktywności – mówi Maciej Stefański, Starszy Ekonomista z Zespołu Analiz Ekonomicznych EY.

Wyraźne spowolnienie w ostatnich latach obserwujemy natomiast w branżach ICT, tj. Information and Communication Technology (z 17,3% w 2015-19 na 1,7% w 2019-24), finansach (z 46,3% na 4,4%), usługach profesjonalnych (z 18,5% na 1,3%), usługach publicznych (z 8,8% na 6,1%) oraz w handlu, transporcie, zakwaterowaniu i usługach gastronomicznych (z 15,9% na 10,5%). Ze skutkami pandemii nadal boryka się branża rozrywki, która jako jedyna zanotowała spadek produktywności o 16% w okresie 2019-24.

ICT jest jedną z bardziej dynamicznie rozwijających się branż w naszym kraju. Spadek tempa wzrostu produktywności może jednak wskazywać, że ten wzrost odbywa się coraz bardziej w sposób ekstensywny, poprzez zatrudnianie nowych osób, które mogą nie być aż tak produktywne jak dotychczasowi pracownicy, a nie przez zwiększanie wydajności pracy obecnej kadry. Czynnikami redukującym produktywność mogą być m.in. problemy ze znalezieniem odpowiednich specjalistów oraz przejście na pracę zdalną i hybrydową czy redukcja nadgodzin – mówi Maciej Stefański.

Dobre perspektywy

Analitycy EY prognozują, że produktywność będzie nadal rosła w Polsce w relatywnie szybkim tempie, przynajmniej w perspektywie do 2027 roku. Dalsza akumulacja kapitału pozostanie głównym motorem napędowym tego procesu. Powodem będzie nie tylko kontynuacja procesu konwergencji, ale również poprawa pozycji cyklicznej naszego kraju, czyli stanu gospodarki w odniesieniu do jej potencjału produkcyjnego.

Prognozujemy, że wzrost produktywności w Polsce przez kolejne 3,5 roku będzie zbliżony lub nieco szybszy od tego z ostatnich 4,5 roku, co oznacza nieznaczne przyspieszenie w ujęciu rocznym. Wpływ na to będzie miała na pewno niekorzystna demografia, która utrudni rozwój poprzez zwiększenie zatrudnienia i wymusi podniesienie efektywności pracy. Dodatkowym czynnikiem zwiększającym produktywność będzie też AI, ale w tym przypadku nasze szacunki na najbliższe lata są bardziej ostrożne w porównaniu do niektórych projekcji rynkowych. Jeżeli udałoby się zwiększyć poziom inwestycji, wzrost produktywności mógłby być jeszcze większy – mówi Marek Rozkrut.

GenAI a produktywność w Polsce – czy sztuczna inteligencja jest kluczem do sukcesu?

Konserwatywne szacunki EY zakładają, że wpływ sztucznej inteligencji na produktywność będzie w ciągu najbliższych 10 lat ograniczony. AI ma podnieść Total Factor Productivity o 0,9% w Europie Zachodniej, 0,6% w Europie Południowej, 0,4% w regionie MENA (Bliski Wschód i Afryka Południowa), 0,3% w Europie Środkowo-Wschodniej i 0,05% w Afryce Subsaharyjskiej. Jednak w przypadku szybszej adopcji GenAI, wartości te mogą być nawet podwojone względem scenariusza bazowego.

Analizując sytuację Polski trzeba pamiętać, że nasz region, Europa Środkowo-Wschodnia, jest silnie nastawiony na eksport i ma szansę na dodatkowy impuls wynikający ze zwiększonego popytu zewnętrznego pochodzącego z Europy Zachodniej w wyniku relatywnie szybkiej adopcji AI w tym regionie. Oczekuje się, że dzięki temu efektowi AI podniesie PKB Europy Środkowo-Wschodniej o 1,0%, przewyższając łączny, bezpośredni wzrost TFP i inwestycji wynoszący (według wspomnianych konserwatywnych szacunków) 0,6%.

Mimo że mamy w Polsce nieznacznie większy potencjał do zwiększenia inwestycji i TFP dzięki AI niż średnio w Europie Środkowo-Wschodniej, to wpływ na PKB, a także inflację i stopy procentowe jest nieco słabszy niż średnio w regionie. Wynika to z tego, że polska gospodarka jest nieco mniej otwarta niż niektóre inne kraje regionu, przez co ożywienie popytu na Zachodzie Europy w związku z implementacją AI będzie miało nieco słabszy wpływ na Polskę niż średnio na region Europy Środkowo-Wschodniej – mówi Marek Rozkrut.

Podwarszawski rynek magazynowy: rośnie popyt, ale podaż nie nadąża

W miejscowościach okołowarszawskich deweloperzy niechętnie podejmują się budowy magazynów na zasadach całkowicie spekulacyjnych. Tymczasem firmy, chcąc się tam rozwijać, potrzebują więcej opcji do wyboru i elastyczności w negocjacjach. Nadzieję na przełamanie impasu dają ogłoszone inwestycje, które rozpoczynają się w regionie – twierdzą Janusz Dudek, Senior Associate oraz Katarzyna Adamska, doradczyni w Dziale Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w Newmark Polska.

W całym ubiegłym roku w drugiej strefie warszawskiej firmy wynajęły prawie 1 mln 200 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej. To historycznie drugi (po 2023 roku – 1 mln 277 tys. mkw.) najlepszy wynik w tym regionie, chociaż do rozpoczęcia budów na większą skalę, inwestorzy potrzebują większej decyzyjności ze strony najemców, którzy z rezerwą podchodzą do podpisywania umów w projektach będących wyłącznie na papierze.

Druga strefa warszawska to obszar od granic Warszawy do 60 km od centrum miasta. Znajdują się tam nowoczesne magazyny o łącznej powierzchni ponad 5,9 mln mkw. Najwięcej w ostatnich latach powstawało ich w takich miejscowościach, jak Błonie, Mszczonów, Pruszków, Nadarzyn, Janki, Raszyn, Nowy Konik, Piaseczno, Góra Kalwaria, Ożarów Mazowiecki, Grodzisk Mazowiecki oraz Czosnów czy Radzymin. Jeśli chodzi o najemców, to najbardziej zainteresowane tym obszarem są firmy z sektorów: FMCG, e-commerce oraz operatorzy logistyczni, a największe magazyny w miejscowościach podwarszawskich od stycznia ubiegłego roku wynajęli: H&M w CTPark Warsaw West w Wiskitkach (63 tys. mkw.), PepsiCo w Logicor Mszczonów (58 300 mkw.), Rohlig Suus w P3 Warsaw I – Lesznowola (50 200 mkw.), Douglas w CTPark Warsaw South w Mszczonowie (46 300 mkw.) oraz Auchan w Logicor Mszczonów (46 200 mkw.).

Z pierwszej strefy do drugiej

– Na logistyczny rozwój miejscowości podwarszawskich ogromny wpływ miała rozbudowa infrastruktury drogowej w okolicy, w tym budowa obwodnicy Warszawy oraz nowych odcinków autostrady A2 i drogi ekspresowej S8. Dzięki temu magazyny położone w drugiej strefie są obecnie znacznie lepiej skomunikowane z głównymi rynkami zbytu w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej – mówi Janusz Dudek.

Katarzyna Adamska przekonuje, że druga strefa to doskonała alternatywa dla magazynów zlokalizowanych w stolicy – szczególnie dla najemców, którzy nie potrzebują być tak blisko klienta końcowego, i dla których ważniejszy jest sprawny dostęp do dróg szybkiego ruchu oraz brak korków powstających na wylotówkach z miasta. – Tym bardziej, że różnice w stawkach czynszu między pierwszą i drugą strefą są naprawdę duże. Przykładowo stawki wywoławcze na Targówku wahają się między: 5,00-8,50 euro, a już w Markach, Kobyłce czy Radzyminie czynsze bazowe rozpoczynają się od 4,00 euro. Przy średnich i większych najmach, są to ogromne różnice, tymczasem Marki i Targówek dzieli niecałe 15 minut jazdy samochodem. Stąd wiele firm zaczyna działalność w pierwszej strefie, np. jako start-up, a po kilku latach rosną, rozwijają się i relokują poza granicę miasta, gdzie za ten sam czynsz są w stanie wynająć większe magazyny – wyjaśnia ekspertka.

W impasie między podażą i popytem

Mimo wielu atutów drugiej strefy warszawskiej, w ostatnim roku nowe najmy nie były aż tak liczne, jak oczekiwaliby deweloperzy, chcący rozpoczynać nowe inwestycje w okolicy. Wiele firm, którym kończyły się kontrakty najmu, zdecydowało o pozostaniu w dotychczasowych lokalizacjach, a renegocjacje w całym ubiegłym roku stanowiły aż 41 proc. wszystkich wynajętych powierzchni, a rok wcześniej 62 proc. – wynika z danych Newmark Polska.

– Powodów niewystarczającej liczby nowych umów widzimy kilka. Po pierwsze niska podaż nowych budynków nie daje najemcom wystarczającego wyboru. Coraz bardziej widoczna zaczyna być również różnica w czynszach między rynkiem wtórnym i pierwotnym. Stawki bazowe w drugiej strefie w ostatnim kwartale ubiegłego roku kształtowały się na poziomie 4 – 7,50 euro, przy czym, ze względu na ciągłe podwyżki materiałów budowlanych, energii, a także kolejne wzrosty płacy minimalnej, najem nowo oddawanych powierzchni stał się droższy niż w starszych magazynach – informuje Janusz Dudek. – Większość najemców działa w tej chwili w kilkuletnich halach, które zostały wybudowane w podobnych technologiach jak te najnowsze, i również posiadają zielone dostosowania i certyfikaty środowiskowe. Dlatego najemcy nie chcą się relokować, dopłacając za najem w nowszych magazynach, wstrzymują się z decyzjami, czekając na dobre oferty i większy wybór – dodaje ekspert.

Według analityków rynku, jednym z powodów przedłużających się procesów najmu w tym regionie może być też brak elastyczności w negocjacjach – dotyczy to zarówno zachęt w postaci wakacji czynszowych, jak i technicznego dostosowania samych powierzchni. – Chodzi przede wszystkim o możliwość podziału hal, które zostały do wynajęcia. Nawet, jeśli układ magazynu na to pozwala, takie podziały wymagają dodatkowych dostosowań, np. poprowadzenia nowych instalacji i generują dodatkowe koszty, a tych z kolei właściciele obiektów nie chcą ponosić. Wolą poczekać na najemcę, który wynajmie powierzchnię w całości. Wcześniej przeprowadzenie takich podziałów stanowiło mniejszy problem – mówi Janusz Dudek.

Zatrudnię inżyniera i magazyniera

Dynamiczny rozwój centrów logistycznych i magazynowych na obrzeżach Warszawy (m.in. w okolicach Pruszkowa, Błonia, Grodziska Mazowieckiego) znacząco zwiększył zapotrzebowanie na pracowników magazynowych. Z analiz Randstad wynika, że niedobór kandydatów do pracy fizycznej spowodowany jest przede wszystkim ich wysoką rotacją oraz presją płacową. Firmy, aby przyciągnąć i zatrzymać pracowników, coraz częściej podnoszą wynagrodzenia, oferują dodatkowe benefity (np. darmowy transport) oraz sięgają po pracowników z Ukrainy, Gruzji, Mołdawii i innych krajów.

Rynek pracy w regionie, na którym notowane jest rekordowo niskie bezrobocie, jest wyzwaniem. – Największe braki kadrowe dotyczą magazynierów, operatorów wózków widłowych, pracowników kompletacji i pakowania oraz kierowców z kategoriami prawa jazdy: B i C. W odpowiedzi na te trudności firmy coraz częściej inwestują w automatyzację i wdrażają usprawnienia logistyczne, aby zmniejszyć wpływ braków kadrowych – wyjaśnia Małgorzata Mudyna, Regional Manager w Randstad.

Jednocześnie bliskość Warszawy naturalnie przyciąga firmy logistyczne i sprzyja dynamicznemu rozwojowi nowych technologii. Ich wdrażanie wymaga bowiem doświadczonych ekspertów, którzy będą odpowiedzialni za optymalizację procesów magazynowych. – W tym kontekście ogromną rolę odgrywają warszawskie uczelnie techniczne, takie jak Politechnika Warszawska, które stanowią cenne źródło wykwalifikowanych absolwentów. Obecnie rynek pracy wchłania ich niemal natychmiast po ukończeniu studiów, ponieważ kompetencje w zakresie automatyzacji logistyki są niezwykle cenione. Duże zapotrzebowanie dotyczy przede wszystkim inżynierów procesów logistycznych, którzy odgrywają kluczową rolę w optymalizacji przepływów towarowych i wdrażaniu automatyzacji – wyjaśnia ekspertka Randstad.

Najpierw kontrakty, potem budowa

Zasoby magazynowe w drugiej strefie warszawskiej na koniec 4. kwartału ubiegłego roku wynosiły ponad 5 mln 900 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni. – W ubiegłym roku odnotowaliśmy znacznie mniejszą aktywność deweloperów w miejscowościach podwarszawskich. Do końca grudnia oddali do użytku tylko niewiele ponad 366 tys. mkw. nowych magazynów. Dla porównania w 2023 roku na rynek trafiło ponad 632 tys. mkw. nowej powierzchni – podaje Katarzyna Adamska. Wśród największych inwestycji oddanych od stycznia 2024 roku ekspertka wymienia: CTPark Warsaw West w Wiskitkach (ponad 110 000 mkw.), CTPark Warsaw South w Mszczonowie (67 400 mkw.), P3 Warsaw I w Lesznowoli (50 200 mkw.) oraz MLP Pruszków II (33 200 mkw.).

W budowie natomiast znajduje się o połowę mniej metrów magazynowych, bo niecałe 182 tys. mkw. jest w trakcie realizacji. Już w 2025 roku na rynek powinny trafić m.in. inwestycje: Hillwood Grodzisk Mazowiecki (51 400 mkw.), GLP Warsaw VI Logistics Centre (37 400 mkw.), Panattoni BTS Auchan (19 800 mkw.), Panattoni Park Warsaw West w Błoniu (16 500 mkw.) i rozbudowa magazynu w ramach parku MLP Pruszków II (15 700 mkw.).

– Spadająca liczba nowych budów nadal spowodowana jest droższym finansowaniem inwestycji, niepewną sytuacją geopolityczną, a co za tym idzie niechęcią deweloperów do podejmowania ryzyka i rozpoczynania budów na zasadach spekulacyjnych. Jeszcze kilka lat temu, w takich miejscowościach, jak Janki czy Ożarów budowy zaczynały się przy skomercjalizowaniu hali na poziomie 20 – 30 proc. Od wybuchu wojny w Ukrainie, inwestorzy oczekują przednajmu co najmniej połowy budowanej powierzchni – wyjaśnia ekspertka Newmark Polska.

Pierwsze jaskółki niedaleko Warszawy

Mimo chwilowo mniejszej podaży, rynek miejscowości okołowarszawskich pozostaje jedną z ważniejszych lokalizacji na logistycznej mapie Polski. – Wyjątkowy potencjał tej lokalizacji dostrzega deweloper CTP, który podjął ryzyko i ogłosił rozpoczęcie dwóch inwestycji niezabezpieczonych umowami przednajmu. Już tej wiosny ma rozpocząć się realizacja pierwszej hali w Nowym Koniku. Cała inwestycja planowana jest jako cztery magazyny o łącznej powierzchni 76 300 mkw. Równolegle deweloper rozpoczął prace ziemne inwestycji w Jankach, gdzie z kolei planuje wybudować siedem budynków o łącznej powierzchni 45 500 mkw. Także Peakside planuje oddać w tym roku hale z modułami SBU, gdzie minimalny moduł to ok. 600 mkw. Inni deweloperzy, chociaż ostrożni w rozpoczynaniu nowych inwestycji, również cały czas trzymają rękę na pulsie. Na rynku coraz częściej słychać o kupnie nowych gruntów w okolicy – podsumowuje Janusz Dudek.

Zaangażowanie pracowników rośnie niemal na całym świecie, ale nie w Polsce

0

Niemal co piąty pracownik na świecie ocenia się jako w pełni zaangażowany w pracę. To najlepszy od dziesięciu lat wynik uzyskany w międzynarodowym badaniu ADP Research „People at Work 2025”. Odsetek zaangażowanych pracowników rośnie już trzeci rok z rzędu.

  • W Polsce zaangażowanie deklaruje 15 proc. badanych – spadek o 3,7 pp. w ciągu roku
  • Tylko 13 proc. pracowników w Polsce jest zadowolonych z jakości swojego zespołu
CZYM JEST ZAANGAŻOWANIE?

ADP Research od 10 lat śledzi zaangażowanie pracowników na całym świecie. Zaangażowanie w tym badaniu jest rozumiane jako stan, w którym ludzie wykonują swoją pracę najlepiej jak potrafią, robiąc to w sposób zrównoważony. Oznacza to, że wykonywana przez nich praca nie prowadzi do wypalenia, a stan emocjonalny pracownika prawdopodobnie będzie utrzymywał się na stałym poziomie.

Badania ADP Research wykazują silny związek między poziomem zaangażowania danej osoby w pracę a jej poziomem produktywności i lojalności wobec pracodawcy. W związku z tym wszyscy pracodawcy mają interes w budowaniu zaangażowania pracowników.

ADP mapa zaangażowaniaW ostatnich latach środowisko pracy przeszło transformację. Dziś globalne bezrobocie zbliża się do rekordowo niskiego poziomu, a pracodawcy mają nowe metody wspierania pracowników. Oba te czynniki przyczyniły się do wzrostu zaangażowania zatrudnionych na całym świecie – mówi Nela Richardson, główna ekonomistka ADP.

Według naszego badania globalny odsetek zaangażowanych pracowników wynosi 19 proc. To o 5 punktów procentowych więcej niż najniższy dotąd poziom odnotowany podczas pandemii w 2020 roku – zaznacza Mary Hayes, dyrektor ds. badań People & Performance w ADP Research.

Hybrydowy znaczy zaangażowany

Według „People at Work 2025” 56 proc. badanych na całym świecie pracuje wyłącznie stacjonarnie (wzrost o 2 punkty procentowe w porównaniu z ubiegłym rokiem i aż o 8 punktów procentowych w porównaniu z 2022 r.). Jedynie 12 proc. pracuje w trybie zdalnym (spadek o 1 punkt procentowy rok do roku), zaś 32 proc. – w trybie hybrydowym (spadek o 2 punkty procentowe). W Polsce 58 proc. badanych pracuje stacjonarnie, 13 proc. – zdalnie, a 29 proc. – w trybie hybrydowym.

Podczas gdy odsetek pracowników stacjonarnych, którzy deklarują pełne zaangażowanie, rośnie od kilku lat, jednak w większości badanych krajów to właśnie pracownicy hybrydowi są mistrzami zaangażowania. Wyniki zdają się wskazywać, że to autonomia pracowników ma znaczący wpływ na wysoki poziom zaangażowania. Respondenci, którzy mają pełną swobodę wyboru miejsca pracy, czyli sami decydują o tym, czy pracują w biurze czy w domu oraz w jakich dniach, deklarują znacznie większe zaangażowanie niż pozostali ankietowani. Nawet jeśli ich praca jest w całości zdalna lub stacjonarna, kluczowa dla ich zaangażowania jest właśnie wolność wyboru.

Powiedz mi, gdzie mieszkasz, a poznam twój poziom zaangażowania

Na postawę pracowników wpływ mają również warunki ekonomiczne, społeczne i polityczne. Badanie „People at Work 2025” pokazuje najwyższy poziom zaangażowania w regionie Bliskiego Wschodu i Afryki – 25 procent (wzrost o 3 punkty procentowe rok do roku). Najbardziej zaangażowani na świecie są pracownicy są w RPA (31 proc.) oraz Nigerii (30 proc.), a na trzecim miejscu znalazła się Brazylia (27 proc.). Najniższy poziom zaangażowania został odnotowany w Europie – średnia to 17 proc. W Polsce pełne zaangażowanie deklarowało 15 proc. pracowników, aż o 3,7 pp. mniej niż rok wcześniej. To drugi tak duży spadek rdr na świecie. Najniższe zaangażowanie wśród krajów europejskich odnotowano w Czechach (13 proc.), ze spadkiem 2,5 pp. w ciągu roku.

Podstawa to sprawnie funkcjonujący zespół

W wielu zawodach praca może być wykonywana tylko na miejscu. To wymaga sięgnięcia po inne sposoby na budowanie zaangażowania. Jedną z takich strategii jest wspieranie pracy zespołowej i poczucia przynależności do teamu. Według „People at Work 2025” 90 procent badanych pracuje w zespołach. Jednak 52 proc. z tych, którzy dobrze oceniają swój zespół, jest w pełni zaangażowanych. Za to ci, którzy nie są zadowoleni ze swoich współpracowników sami też nie wkładają serca w swoje obowiązki – zaangażowanie w tej grupie deklaruje jedynie 10 proc. takich osób. W Polsce zadowolonych ze swojego zespołu jest zaledwie 13 procent badanych – na tle Indii (33 proc.) czy Egiptu (39 proc.) wypadamy więc wyjątkowo blado.

Metodologia raportów „People at Work 2025”

Raport „People at Work” opiera się na kompleksowym badaniu Global Workforce Survey przeprowadzonym przez zespół ADP Research. Badanie, prowadzone corocznie od 2015 roku, zostało zaprojektowane przez zespół analityków ADP Research tak, by przedstawiało rynek pracy z perspektywy samych pracowników. W ten sposób dostarcza informacji, które pozwalają modyfikować świat pracy dzięki lepszemu zrozumieniu nastrojów
i oczekiwań pracowników.

Bazując na danych ankietowych zebranych wśród niemal 38 tys. pracujących dorosłych na 34 rynkach z sześciu kontynentów, raport „People at Work 2025” przedstawia reprezentatywny obraz globalnej siły roboczej, umożliwiając porównywanie nastrojów pracowników panujących w różnych krajach i regionach. Respondenci pochodzą z różnych branż, mają różne wykształcenie, pracują stacjonarnie lub zdalnie oraz posiadają zróżnicowane kompetencje. Rekrutują się z organizacji każdej wielkości – od firm kilkuosobowych do korporacji, spośród pracowników wszystkich szczebli w firmowej hierarchii oraz indywidualnych przedsiębiorców.

Unikalną cechą serii raportów „People at Work 2025” jest szczegółowy pomiar nastrojów pracowników przy użyciu autorskiej metodologii opracowanej przez ADP Research. Oprócz charakterystyki demograficznej, respondenci klasyfikowani są ze względu na rodzaj wykonywanej pracy – opartej na wiedzy, kwalifikacjach lub cyklicznych powtarzalnych czynnościach – niezależnie od branży. Wgląd w dane „People at Work” w tak różnych wymiarach oferuje precyzyjny i szczegółowy obraz. Raporty łączą globalne trendy ze spostrzeżeniami na temat poszczególnych rynków, od sztucznej inteligencji i wpływu inflacji na posiadanie wielu źródeł zatrudnienia, po trendy płacowe i rozwój kariery.

Indeks strachu VIX rośnie, Wall Street traci – Polska giełda pozostaje silna

Krajobraz inwestycyjny w Polsce – jak polscy inwestorzy reagują na zmienność na rynkach międzynarodowych?

Od początku roku polska giełda radzi sobie znacznie lepiej od Wall Street. WIG od początku roku wzrósł o 16,7 proc. WIG20 wzrósł o 17,5 proc. W tym samym czasie S&P500 spadał o 5 proc., a Nasdaq o 9,7 proc. Widać zatem, że sentyment w Warszawie jest znacznie lepszy, podobnie jak w całej Europie. Dla porównania, niemiecki DAX od początku roku wzrósł już prawie o 14 proc. Motorem wzrostu w Europie są firmy z branży zbrojeniowej, których akcje drożeją w wyniku zapowiedzi znacznego wzrostu wydatków zbrojeniowych w Europie, a szczególnie w Niemczech.

Rynki w USA tracą w wyniku dużej niepewności na tamtejszym rynku. Mieszanina chaosu we wprowadzaniu ceł, zrealizowane oraz zapowiadane cięcia wydatków i zwolnienia pracowników federalnych to elementy, które wpływają na pogarszanie się sentymentu inwestorów. Jeszcze niedawno te same kwestie, jeszcze jako zapowiedzi Donalda Trumpa – związane z cięciami wydatków oraz deregulacją – dodawały rynkom siły, jednak sposób i gwałtowność wprowadzania zmian wywołuje niepewność, która jest poważnym problemem dla inwestorów. Niepewność przekłada się na zwiększoną rynkową zmienność – indeks VIX, nazywany indeksem strachu, wzrósł w ciągu ostatniego tygodnia o prawie 20 proc., a wczoraj jego wartość przez chwilę przekroczyła poziom 29 punktów. Rynki obawiają się, że obecne decyzje mogą wywołać krótkoterminową recesję w USA.

Mimo gorszych wyników spółek technologicznych, polscy inwestorzy wydają się być wielkimi fanami technologii. Jak pokazuje badanie „Puls Inwestora Indywidualnego” opublikowane przez eToro, w ostatnich miesiącach inwestorzy z całego świata wyraźnie postawili na dywersyfikację portfeli, natomiast Polacy wciąż pozostają wierni branży technologicznej. Nie zmieniło tego ani rosnące ryzyko korekty, które teraz częściowo się materializuje. Polskim inwestorom nie przeszkadzały też wysokie wyceny najważniejszych amerykańskich firm technologicznych. Okazuje się, że wielu polskich inwestorów bardziej wierzy w długoterminowe perspektywy giełdy w USA, bowiem naszemu parkietowi w przeszłości trudno było utrzymać wzrosty przez dłuższy czas. Nie ma natomiast wątpliwości, że jesteśmy w okresie wzmożonej niepewności i zmienności, z czego polscy inwestorzy doskonale zdają sobie sprawę.

Alternatywą dla polskich inwestorów na pewno nie jest gotówka, co także wynika z badania, ponieważ nawet najlepsze bankowe lokaty roczne od jesieni ubiegłego roku przynoszą realne straty – i prawdopodobnie tak będzie przez cały 2025 rok.

Paweł Majtkowski, polski analityk eToro

Sektor obronny, zdrowie i energetyka – nowi faworyci inwestorów w 2025 r.

Turbulencje na rynkach międzynarodowych w 2025 – jak poradzą sobie inwestorzy?

Zmienność na rynku akcji nie jest niczym nowym, ale 2025 rok okazuje się być tym, w którym inwestorzy muszą na nowo przemyśleć swoją strategię. Dotychczasowa metoda opierająca się na inwestowaniu w akcje gigantów technologicznych ustępuje miejsca bardziej zrównoważonemu podejściu, które stawia przede wszystkim na dywersyfikację, jakość i przemyślane zabezpieczenie kapitału.

Zamiast koncentrować ryzyko na kilku przewartościowanych spółkach, inwestorzy mogą rozważyć rozłożenie swoich inwestycji. Dywersyfikowane fundusze ETF zyskują na popularności jako sposób na zabezpieczenie przed ryzykiem pojedynczych akcji, podczas gdy rynki globalne, szczególnie Europa, Azja i Japonia, przyciągają nowy kapitał. Reformy korporacyjne w Japonii i niedowartościowane możliwości na europejskich giełdach powodują, że do gry powraca strategie inwestycyjne oparte o ekspozycję międzynarodową, co pomaga dywersyfikować ryzyko koncentracji środków  w USA.

Podstawą inwestowania staje się powrót do podstaw. Inwestorzy, którzy ponieśli straty przez spekulacyjne szaleństwo, jak w przypadku tzw. Magnificent 7, mogą rozważyć przesunięcie swoich inwestycji w stronę firm o wysokiej jakości, solidnych bilansach, mocnych przepływach pieniężnych i odpornych zyskach –  stawiając na stabilną bazę zamiast na chwilową modę.

Na rynku trwają również zmiany sektorowe. Obrona, zdrowie, użyteczności publiczne i dobra konsumpcyjne cieszą się wzrastającym zainteresowaniem, gdy inwestorzy szukają sposobu na uchronienie swojego kapitału przed nagłymi wahaniami. Sektor finansowy, długo zdominowany przez niepewność, wykazuje oznaki ożywienia, wsparty rosnącymi marżami odsetkowymi i poprawiającym się środowiskiem kredytowym. Z kolei akcje związane z obronnością korzystają z rosnących wydatków wojskowych na całym świecie, a zielona energia nadal przyciąga kapitał, wspierany przez rządowe zachęty i długoterminowe wsparcie polityczne.

Zabezpieczanie ryzyka to kolejny istotny element układanki. W obliczu utrzymujących się obaw związanych z inflacją i zmieniających się oczekiwań dotyczących obniżek stóp procentowych, inwestorzy zwracają się ku złotu i surowcom jako formie zabezpieczenia. Fundusze ETF na obligacje również przeżywają renesans, oferując stabilny dochód i stabilność portfela w obliczu niepewności.

Nawet kryptowaluty, które wcześniej były ignorowane jako aktywa ryzykowne, obecnie zyskują na zainteresowaniu. W czasach zmienności warto postawić na kryptowalutowe „blue-chip”. Bitcoin i ethereum pozostają podstawowymi aktywami dla wielu inwestorów. Dzieje się tak dlatego, że mają największe sieci, najszerszą adopcję i poważne wsparcie instytucjonalne.

Podsumowując, dni, w których technologie same napędzały rynek, prawdopodobnie mamy już za sobą. 2025 rok zapowiada się jako czas większej różnorodności w portfelach inwestycyjnych. Wśród priorytetów w wyborze spółek nadal najważniejsze będą jakość, odporność i strategiczna dywersyfikacja. Inwestorzy, którzy dostosują się do tej nowej rzeczywistości, grając zarówno defensywnie, jak i ofensywnie, będą mieli największą szansę na długoterminowy sukces.

Lale Akoner, główna analityk rynkowa  eToro

Baker McKenzie: Polska przyspiesza przygotowania do budowy elektrowni atomowej

W ostatnich dwóch latach Polska dokonała znaczącego postępu w przygotowaniach do uruchomienia inwestycji w energetykę jądrową, wynika z najnowszego raportu kancelarii Baker McKenzie i Polityka Insight. Eksperci wysoko ocenili stan gotowości w obszarze regulacyjnym, społecznym i politycznym. Przyspieszenia wymagają przygotowania w zakresie technologicznym, inwestycyjnym i systemowym, zwłaszcza jeśli chodzi o pozyskiwanie wykwalifikowanej kadry.

W raporcie przedstawiono Indeks Gotowości Atomowej opracowany na podstawie sześciu kluczowych kryteriów. Eksperci Baker McKenzie i Polityka Insight ocenili, że Polska jest dziś w 58 proc. gotowa do rozpoczęcia budowy pierwszej wielkoskalowej elektrowni jądrowej EJ1. Najwyżej oceniono aspekt polityczny (9 na 10 punktów w Indeksie), zaś obszary regulacyjny i społeczny uzyskały po 8 punktów. Najniższą notę (3 punkty) eksperci przyznali obszarowi technologicznemu, a kwestie inwestycyjne i systemowe, na które składają się finanse, kadry, inwestycje towarzyszące i przygotowanie administracji publicznej, uzyskały tylko po 4 punkty.

– Polskie regulacje zmniejszają ogólny poziom ryzyka związany z budową i eksploatacją elektrowni atomowych, co ma duże znaczenie z punktu widzenia planowania i pozyskiwania finansowania dla tych projektów – mówi Agnieszka Skorupińska, partnerka kierująca zespołem zrównoważonego rozwoju i transformacji energetycznej w Baker McKenzie w Warszawie. – Nadal jednak są kwestie, które mogą wymagać rozwiązania ustawowego, np. funkcjonowanie poolów ubezpieczeniowych, wzmocnienie wymagania local content na etapie zamawiania czy określenie sposobu liczenia local content. Zwłaszcza te ostatnie kwestie są istotne, ponieważ budowa i eksploatacja elektrowni jądrowej stanowią szansę na rozwój polskiej gospodarki i transfer technologii.

Przepisy określające procedurę realizacji budowy i eksploatacji elektrowni jądrowych zostały wdrożone zarówno na poziomie ustaw, jak i rozporządzeń. Uwzględniają one ułatwienia dla projektów atomowych, wpisują się w standardy bezpieczeństwa i ochrony radiologicznej. Polskie przepisy są spójne z regulacjami międzynarodowymi i europejskimi. Cechuje je neutralność technologiczna, co oznacza, że pozwalają one na realizację inwestycji niezależne od planowanej mocy reaktora i technologii.

Sprawne przyjęcie i wdrożenie odpowiednich regulacji prawnych było możliwe dzięki ogólnemu konsensusowi, który panuje wśród decydentów i polityków reprezentujących największe frakcje polityczne. Powstanie elektrowni jądrowej popierają kolejne rządy, a plany w tym zakresie stanowią istotną część strategii rozwojowych kraju. Ponadto polskie inwestycje jądrowe nie są kwestionowane na arenie międzynarodowej i popierają je również lokalne władze, dla których stanowią one część planów rozwoju i transformacji regionu.

Ważne jest jednoznaczne określenie w aktualnych dokumentach strategicznych roli i miejsca energii jądrowej w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym oraz ewentualnie w innych sektorach, np. w ciepłownictwie. Atomowe ambicje Polski muszą być skorelowane z potrzebami i możliwościami gospodarki – ocenia Dominik Brodacki, starszy analityk ds. energetycznych w Polityce Insight.

Eksperci zwracają uwagę, że czynnik społeczny także nie jest przeszkodą w rozpoczęciu budowy w Polsce elektrowni jądrowej. Wysokie poparcie dla projektu jest po części wynikiem wydarzeń ostatnich lat – w szczególności inwazji Rosji na Ukrainę i powracających dyskusji o potrzebie niezależności energetycznej kraju. Konieczne jest jednak monitorowanie zmiany nastrojów społecznych, w tym skali występowania zjawiska NIMBY (Not In My Back Yard – „nie na moim podwórku”). Oznacza to, że poparcie społeczne dla budowy elektrowni spada w jej bezpośrednim sąsiedztwie w stosunku do stopnia tego poparcia w skali całego kraju.

– Zmiana w postrzeganiu energetyki jądrowej jest też widoczna w kontekście transakcyjnym. Kilka lat temu inwestorzy instytucjonalni nie uważali tego sektora za atrakcyjny, obawiając się wysokiej zależności od regulatora, długiego horyzontu inwestycyjnego, ograniczonych możliwości wyjścia z inwestycji oraz ryzyka zmiany klasyfikacji atomu jako zrównoważonego źródła energii – podkreśla Weronika Achramowicz, partner zarządzająca oraz współkierująca praktyką transakcyjną w Baker McKenzie w Warszawie. – Obecnie obserwujemy rosnące zainteresowanie transakcjami w tym obszarze – jeśli nie bezpośrednio w elektrownie, to w spółki będące częścią szerokiego łańcucha wartości związanego z energetyką jądrową.

W kontekście gotowości inwestycyjnej, eksperci szacują, że podpisanie kontraktu na kompleksową budowę reaktorów w formule EPC (Engineering, Procurement, Construction) może się opóźnić i nastąpi dopiero w 2028 lub 2029 roku, czyli trzy lata później od pierwotnie zakładanego terminu.

Zawarcie umowy EPC na całościowe wykonawstwo inwestycji i rozpoczęcie etapu preliminary design oraz complete design, w ramach których projekt obiektu będzie dalej uszczegółowiany może mieć miejsce dopiero po zakończeniu obecnych wstępnych prac projektowych. Sama umowa będzie podlegała długim negocjacjom ze względu na konieczność właściwego zaadresowania interesów obu stron i zminimalizowania ryzyk w zakresie terminowego zrealizowania inwestycji – dodaje Agnieszka Skorupińska.

Dłuższy termin należy również założyć dla uzyskania zgody Komisji Europejskiej na udzielenie pomocy publicznej w związku z inwestycją. Choć Komisja zobowiązana jest udzielić odpowiedzi w ciągu 18 miesięcy od notyfikacji, przy tak złożonych projektach proces ten zwykle trwa dłużej.

– Żaden z realizowanych w Polsce projektów jądrowych nie ma na chwilę obecną w całości zabezpieczonego finansowania – mówi Arkadiusz Ratajczak, senior associate w zespole zrównoważonego rozwoju i transformacji energetycznej w Baker McKenzie w Warszawie. – Inwestycja w EJ1 jest jednak najbardziej zaawansowana i pozyskanie brakujących funduszy nie powinno stanowić istotnej przeszkody dla jej realizacji. Wniosek notyfikacyjny do Komisji Europejskiej przewiduje udzielenie wsparcia operacyjnego w formie dwukierunkowego kontraktu różnicowego, co jest zgodne z dotychczasową praktyką i przepisami UE w zakresie pomocy publicznej dla projektów jądrowych.

Najniższą ocenę autorzy raportu przyznali obszarowi technologicznemu, co wynika z faktu, że wybrany dla pierwszej elektrowni reaktor wciąż czeka na finalizację procedury licencyjnej. Ponadto brak jest planów co do zakontraktowania innych komponentów dla elektrowni, które mają długi proces produkcyjny.

– Uruchomienie elektrowni jądrowej poprzedzić musi wynegocjowanie i zawarcie umowy na dostawy paliwa jądrowego. W UE następuje to zwykle za pośrednictwem Agencji Dostaw Euratomu, ale same negocjacje prowadzą państwa członkowskie. Najpierw dostawca technologii reaktorów zabezpiecza dostawy kaset paliwowych, ale potem dostawy powinny być realizowane także przez podmioty trzecie. Trzeba też przygotować infrastrukturę zagospodarowania odpadów jądrowych – twierdzi Agnieszka Skorupińska.

Niedobór wykwalifikowanych kadr jest główną barierą systemową utrudniającą budowę w Polsce elektrowni jądrowych, a w przyszłości ich eksploatację. Spółka Polska Elektrownia Jądrowa (PEJ) odpowiedzialna za inwestycję w gminie Choczewo zawarła jednak porozumienia z uczelniami wyższymi, których absolwenci w najbliższych latach będą mogli zasilić zespoły elektrowni i administracji publicznej. Kluczowe dla powodzenia inwestycji będzie także stworzenie rozbudowanej infrastruktury towarzyszącej, w tym konstrukcji morskiej do rozładunku MOLF (Marine Off-Loading Facility) czy wyprowadzenia mocy.

Elektrownia EJ1 ma mieć trzy reaktory zbudowane w technologii AP1000 amerykańskiej firmy Westinghouse o łącznej mocy 3,75 GW. We wniosku notyfikacyjnym do Komisji Europejskiej rząd określił koszty inwestycji na kwotę 192 mld złotych, z czego około 60 mld złotych ma mieć formę bezpośredniego dokapitalizowania spółki PEJ ze środków Skarbu Państwa.

Złoto utrzymuje stabilność pomimo ryzyka delewarowania na zmiennych rynkach

  • Globalne rynki finansowe pozostają w stanie podwyższonej niepewności, ponieważ wprowadzenie, a następnie odwołanie ceł przez administrację Trumpa wobec głównych partnerów handlowych nadal wywiera presję na Wall Street i szerzej na rynek.
  • Złoto pozostaje stabilne, utrzymując notowania powyżej 2900 USD po kolejnej stosunkowo płytkiej korekcie.
  • Inwestorzy i traderzy reagują również na gwałtowne i nagłe pogorszenie danych makroekonomicznych w USA, co zwiększa ryzyko stagflacji, wspierającej ceny złota.

Jak komentuje Ole Hansen, dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank, „Wspaniała Siódemka” gigantów technologicznych – Apple, Microsoft, Alphabet, Amazon, Meta, Nvidia i Tesla – do niedawna była klejnotem w koronie Wall Street. Napędzała znaczną część wzrostów rynkowych w 2024 roku i przyciągała miliardy dolarów od zagranicznych inwestorów, którzy chcieli skorzystać na okresie amerykańskiej dominacji.

Jednak w ostatnich tygodniach nastąpił gwałtowny zwrot. Indeks „Wspaniałej Siódemki” wszedł w rynek niedźwiedzia, tracąc ponad 20% od szczytów. Nasdaq Composite również odnotował silne spadki, przy czym to akcje technologiczne poniosły największe straty. Jest to napędzane rosnącą niepewnością gospodarczą i obawami o recesję, co zmusza rynek do konfrontacji wysokich oczekiwań i wycen z rzeczywistością, a także przyspiesza przepływ kapitału z akcji wzrostowych do defensywnych.giełda

Ole Hansen wspomina, że zwykle nie zaczyna swoich analiz rynków surowców w ten sposób. Jednak biorąc pod uwagę ostatnie ruchy na amerykańskim rynku akcji oraz osłabienie dolara, te czynniki mają istotny wpływ na zachowanie wielu surowców. Kapitał odpływa z przewartościowanych amerykańskich akcji do innych regionów, podczas gdy seria słabych raportów makroekonomicznych oraz wprowadzenie, a następnie anulowanie ceł przez USA wobec kluczowych partnerów handlowych, nadal wywierają presję na Wall Street.

Te wydarzenia budzą obawy dotyczące popytu na niektóre surowce, zapewniając jednocześnie wsparcie cenowe innym. Kierują także uwagę inwestorów ku bezpiecznym przystaniom, takim jak złoto, które ma łagodzić potencjalne ryzyka – w tym niebezpieczeństwo redukcji dźwigni finansowej. Ostatni gwałtowny wzrost zmienności na rynkach zmusił ich do ograniczenia ekspozycji.

Na razie złoto wciąż cieszy się dużym zainteresowaniem, a ostatnie próby korekty były zbyt płytkie, by zmusić do większej redukcji pozycji przez fundusze zarządzające kapitałem wykorzystujące momentum. Popyt inwestycyjny na złoto wykazał oznaki rozbieżności w ostatnim miesiącu. Fundusze hedgingowe i CTA redukują długie pozycje, podczas gdy zainteresowanie funduszami ETF opartymi na złocie pozostaje wysokie.

Podczas gdy fundusze hedgingowe koncentrują się na momentum i krótkoterminowych sygnałach technicznych, inwestorzy ETF są bardziej skłonni do długoterminowego trzymania pozycji, a ostatni wzrost zakupów można interpretować jako zabezpieczenie przed stagflacją w USA.

Popyt inwestycyjny na złoto poprzez fundusze ETF i kontrakty terminowe

Popyt inwestycyjny na złoto poprzez fundusze ETF i kontrakty terminowe

Oprócz napięć geopolitycznych i potencjalnego załamania porządku światowego, który kształtował się przez pokolenia, inwestorzy i traderzy reagują na gwałtowne i nagłe pogorszenie danych makroekonomicznych w USA. W rezultacie rynek coraz mocniej wycenia ryzyko stagflacji – okresu charakteryzującego się spowolnieniem wzrostu, rosnącym bezrobociem i narastającą inflacją. Wskaźniki wyprzedzające sugerują, że ten scenariusz może urzeczywistnić się w nadchodzących miesiącach, co skłoniło rynek do zwiększenia oczekiwań dotyczących obniżek stóp procentowych Fed z jednej na początku roku do ponad trzech cięć po 25 punktów bazowych.

W tym kontekście perspektywy dla złota pozostają korzystne, szczególnie w obliczu ostatniego osłabienia dolara i płytkiej korekty cen, w której kurs odbił, zanim zbliżył się do kluczowego poziomu wsparcia w przedziale 2 790–2 811 USD. Poza rolą złota jako narzędzia dywersyfikacji portfela i zabezpieczenia przed ryzykiem, jego ceny prawdopodobnie nadal będą wspierane przez zakupy banków centralnych oraz narastające obawy o rosnące zadłużenie fiskalne.

Cena spot złota wzrosła od początku roku o 11%, a w ujęciu rocznym zyski sięgają 34%. Choć dostrzegamy ryzyko głębszej korekty, utrzymujemy nasz niedawno podniesiony cel cenowy na poziomie 3 300 USD.

Tak wysokie ceny za uncję, zbliżone do granicy 3 000 USD, analitycy Saxo Banku przewidzieli już w swoich szokujących prognozach na 2023 r., wskazując, że utrzymująca się wysoka inflacja może doprowadzić do takiego wzrostu. W czasie, gdy powstawała ta prognoza, czyli na początku grudnia 2022 r. średnia cena złota była szacowana na poziomie przekraczającym 1740 USD za uncję.

To niejedyna prognoza, która znalazła swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości – eksperci trafnie przewidzieli również m.in. Brexit, który był zaskoczeniem dla rynków, a jednak stał się faktem.

Nasze szokujące prognozy nie powstają po to, żeby ze 100% prawdopodobieństwem przewidywać najbliższą przyszłość, a raczej skłonić inwestorów do strategicznego myślenia. Zakładają one opis serii zdarzeń, które gdyby rzeczywiście się wydarzyły, mogłyby mieć ogromny wpływ na rynki finansowe. Czasami jednak świat dogania te prognozy i staje się na tyle nieprzewidywalny, że okazują się one trafne. To pokazuje, jak zależne od różnych czynników, w tym geopolityki, są rynki, a tym samym – jak istotne jest odpowiednie zabezpieczanie portfela przez inwestorów. Jednym ze sposobów jest lokowanie kapitału w różnorodne instrumenty finansowe, żeby móc niwelować nie tylko te ryzyka, których możemy się spodziewać, ale też te, które są wstrząsem na rynku – mówi Marcin Ciechoński, odpowiedzialny za rozwój Saxo w Polsce.

Polskie obligacje korporacyjne: Deweloperzy na fali popularności

Rynek obligacji korporacyjnych w Polsce kontynuuje dynamiczny rozwój, a inwestorzy indywidualni i instytucjonalni coraz chętniej lokują kapitał w papiery dłużne. Rok 2024 był wyjątkowo udany, a 2025 przynosi kontynuację trendu, w którym prym wiodą spółki deweloperskie. Wysoka rentowność oraz brak negatywnych zdarzeń kredytowych sprzyjają zainteresowaniu obligacjami korporacyjnymi, jednak ich dominacja w branży nieruchomości budzi również pewne obawy.

Zeszły rok zakończył się imponującą wartością emisji obligacji korporacyjnych na poziomie 14,2 mld zł, w tym aż 1,6 mld zł trafiło do inwestorów detalicznych. Popyt w tym segmencie przekroczył 4 mld zł, co pokazuje ogromne zainteresowanie tego rodzaju instrumentami finansowymi. Podobny trend obserwujemy w 2025 roku – jak podaje portal Obligacje.pl, już w pierwszych miesiącach roku deweloperzy pozyskali 1,5 mld zł, co stanowi aż 80% wartości całkowitych emisji.

Jak podkreśla Michał Sadrak, analityk Obligacje.pl: „Raz emisje deweloperów stanowią 30%, raz 50%, ale obserwowane w ostatnim czasie 80% to naprawdę rzadko spotykana sytuacja”. Oznacza to silną koncentrację rynku wokół jednej branży, co niesie zarówno szanse, jak i ryzyka dla inwestorów.

Dominacja deweloperów

Deweloperzy mieszkaniowi nie zwalniają tempa. W pierwszym kwartale 2025 roku zapowiadane były kolejne emisje papierów dłużnych, w tym m.in.:

  • Robyg– zakończył program emisji na 250 mln zł,
  • Marvipol– ustanowił czwarty program o wartości 300 mln zł,
  • Develia– planuje emisję wartą 160 mln zł z marżą WIBOR 3M + 2,4%,
  • Atal SA– do 130 mln zł przy WIBOR 6M + 1,4% marży,
  • Archicom– marża na poziomie 3,1% powyżej WIBOR 3M,
  • White Stone Development– emisja 25 mln zł przy marży WIBOR 3M + 4,4%.

Sukcesy emisji potwierdzają wysokie zainteresowanie inwestorów – przykładem jest White Stone Development, którego lutowa emisja zakończyła się nadsubskrypcją i stopą redukcji przekraczającą 70%. Jak podkreśla Anna Suchodolska, co-CEO firmy White Stone Developement, nigdy nie odnotowano przypadku naruszenia warunków emisji a dotychczasowe emisje cieszyły się dużym zainteresowaniem wśród inwestorów. – Poprzednia emisja przeprowadzona w czerwcu 2024 roku zakończyła się sukcesem i stopą redukcji równą 53,25%, aktualna – w lutym 2025 – osiągnęła jeszcze większe zainteresowanie ze stopą redukcji przekraczającą 70%.

Kluczowym atutem polskich obligacji korporacyjnych pozostaje atrakcyjne oprocentowanie, które składa się ze stopy WIBOR (od początku 2024 roku na poziomie ok. 5,8%) oraz marży emitenta. Przykładem może być Victoria Dom, oferująca oprocentowanie WIBOR 6M + 5,95%. To wyższa rentowność niż w przypadku lokat bankowych czy obligacji skarbowych, co naturalnie przyciąga inwestorów.

Dodatkowym czynnikiem jest bezpieczeństwo – od kilku lat na rynku obligacji korporacyjnych nie odnotowano żadnych poważnych negatywnych zdarzeń kredytowych. „Brak znaczących defaultów w ostatnich trzech latach przy wysokich stopach procentowych pokazuje, że spółki poradziły sobie z tym trudnym okresem bardzo dobrze” – komentuje Michał Sadrak. Wskaźnik niespłaconego kapitału w perspektywie 10-letniej wynosił średnio 3,6%, co również podkreśla stabilność rynku.

Pomimo sukcesu obligacji deweloperskich, eksperci wskazują na potencjalne zagrożenia związane z koncentracją rynku wokół jednej branży. „Rynek obligacji korporacyjnych jest w dużym stopniu zależny od kondycji polskiej mieszkaniówki” – podkreśla Michał Sadrak. Chociaż pojawiają się emisje komercyjnych deweloperów, to wciąż dominują spółki budujące mieszkania.

Inwestorzy liczą na większą różnorodność emisji, co mogłoby zmniejszyć ich ekspozycję na ewentualne spowolnienie w sektorze nieruchomości. Wzrost aktywności firm spoza tej branży mógłby przynieść większą stabilność całemu rynkowi obligacji korporacyjnych.

Wall Street w czerwieni – chaos celny i widmo recesji ciągną rynki w dół

Wczorajszy dzień przyniósł znaczne spadki na amerykańskiej giełdzie. Szczególnie dotknęły one sektora technologicznego – Nasdaq spadł o 4 proc., najmocniej od 2022 roku. Akcje Tesli spadły aż o 15 proc. Rynek jest zmęczony chaosem związanym z procesem wprowadzania ceł, a rosną także obawy dotyczące wystąpienia recesji w USA. Dziś Donald Trump spotka się z prezesami największych amerykańskich firm i obecna sytuacja na Wall Street będzie na pewno najważniejszym tematem spotkania.

Amerykański rynek akcji już od jakiegoś czasu radzi sobie słabiej; S&P 500 jest obecnie 4,3 proc. poniżej poziomu z początku roku. Rynek stracił już wszystko, co wcześniej zyskał od inauguracji prezydentury Donalda Trumpa. Poniedziałek przyniósł jednak przyspieszenie spadków. Rynek zaczął obawiać się, że gospodarka, która dotychczas radziła sobie umiarkowanie dobrze, może wyhamować.

Inwestorów niepokoi cała epopeja związana z wprowadzaniem taryf celnych. Kiedy jeszcze tydzień temu inwestorom wreszcie wydawało się, że mają już jasność co do głównych elementów polityki celnej USA, pojawił się chaos: prezydent Trump nałożył 25 proc. cła na import z Kanady i Meksyku, co wywołało rynkową panikę. Kilka dni później Biały Dom w ostatniej chwili zwolnił z tej opłaty towary objęte umową z USMCA, co przyniosło chwilową ulgę, lecz kolejne 30 dni opóźnienia we wprowadzeniu ceł na auta wprowadziło dodatkowe zamieszanie. Rynki nie znoszą takiej niepewności – firmy wstrzymują inwestycje, detaliści ostrzegają przed podwyżkami cen, a branże takie jak technologiczna czy motoryzacyjna mocno cierpią. Best Buy (BBY) i inni giganci konsumenccy już ostrzegają o rosnących kosztach i widmie stagnacji.

Mieszanina chaosu we wprowadzaniu ceł, zrealizowane oraz zapowiadane cięcia wydatków i zwolnienia pracowników federalnych to elementy, które wpływają na pogarszanie się sentymentu inwestorów. Jeszcze niedawno te same kwestie, związane z cięciami wydatków oraz deregulacją, dodawały rynkom siły, jednak sposób i gwałtowność wprowadzania zmian wprowadza niepewność, która jest poważnym problemem dla inwestorów. Niepewność przekłada się na zwiększoną rynkową zmienność – indeks VIX, nazywany indeksem strachu, wzrósł w ciągu ostatniego tygodnia o 20 proc., a wczoraj jego wartość przez chwilę przekroczyła poziom 26 punktów.

Największe obawy inwestorów dotyczą jednak recesji. Rynek obawia się, że decyzje Trumpa i jego administracji mogą pchnąć USA w stronę krótkotrwałej recesji. Takie argumenty w zeszłym tygodniu zyskały dodatkowe wsparcie, ponieważ wskaźnik GDP Now, który mierzy aktywność gospodarczą i PKB USA w czasie rzeczywistym, wskazał odczyt na poziomie -2,8 proc. Po napłynięciu danych z rynku pracy, został on skorygowany do -1,6 proc., jednak niepokój został zasiany. Prawdopodobnie model nie obrazuje prawidłowo obecnej sytuacji w gospodarce USA, a ten odczyt jest po prostu błędny. Jednak ryzyko recesji istnieje i jest obecnie oceniane na około 20 proc. Obniżone zostały też prognozy wzrostu PKB w USA w całym 2025 roku z 2,2 proc. na 1,7 proc.

Rosną także obawy dotyczące inflacji. Goldman Sachs ocenia, że inflacja PCE może wzrosnąć nawet do poziomu 3 proc. (z 2,5 proc. w styczniu). Jednocześnie szef Fed, Jerome Powell, zapowiedział, że przy inflacji wciąż przekraczającej 2 proc. obniżki stóp raczej nie nastąpią szybko. Dobre dane z amerykańskiego rynku pracy w piątek nieco poprawiły nastroje, ale Fed przyjmuje postawę „poczekamy, zobaczymy”. Niepewność dotycząca dalszych ruchów banków centralnych wywołuje większą zmienność na akcjach wzrostowych, zwłaszcza w sektorze technologicznym, a jednocześnie sprzyja stabilniejszym spółkom finansowym i dywidendowym.

Warto pamiętać, że dla Donalda Trumpa, tak w pierwszej kadencji, jak i obecnie, kondycja amerykańskiej giełdy pozostaje ważnym wyznacznikiem sukcesu jego poczynań. Wydaje się zatem, że spadki na giełdzie mogą wywołać pewną refleksję i wpłynąć na korektę metod wprowadzania zmian. Rynki są przekonane, że Donald Trump mógłby realizować swoją agendę polityczną bez konieczności generowania wysokiej niepewności i chaosu. Póki co jednak taka refleksja nie nastąpiła, co wpływa na negatywny rynkowy sentyment. Być może okazją do tego będzie dzisiejsze spotkanie Donalda Trumpa z prezesami największych amerykańskich firm. Spotkanie było zaplanowane wcześniej ale trudno wyobrazić sobie lepszy moment by dyskutować o wpływie obecnej polityki na rynkowy sentyment.

Natomiast spadki Nasdaq i spółek technologicznych pokazują, że po latach ich dominacji rok 2025 może przynieść inny układ sił – rynki coraz bardziej skłaniają się ku jakości i stabilności, zamiast opierać się na wąskiej grupie akcji AI.

Sektor aplikacji AI będzie rósł średniorocznie o 40 proc. do 2030 r.

Rozwój AI wywiera wpływ oraz presję na implementowanie tej technologii w urządzeniach elektronicznych, takich jak smartfony czy komputery osobiste. Według danych firmy badawczej Counterpoint Research w 2028 roku 9 na 10 smartfonów o wartości powyżej 250 dolarów (około 1 000 zł) ma obsługiwać Gen-AI. Z kolei, z przewidywań Business of Apps wynika, że sektor aplikacji sztucznej inteligencji ma urosnąć z 5,5 mld dol. na koniec 2025 r. do 30 mld dol. w 2030 r. Dane pokazują też, że Polacy wciąż mają dużo do zrobienia w kwestii cyfryzacji oraz adopcji sztucznej inteligencji w firmach, w tym tych produkcyjnych. Zdaniem Edyty Gorzoń, jedynie pełna adopcja usług tego typu daje im szansę na zwiększenie skali biznesu. Same szkolenia to za mało.

Szczególnie dynamicznie rozwija się dziś sektor aplikacji AI. W latach 2025 – 2030 osiągnie on skumulowany roczny wskaźnik wzrostu (CAGR) wynoszący ponad 40 proc., rosnąc z 5,5 miliarda dolarów na koniec bieżącego roku do ponad 30 mld dol. w 2030 r. Dla porównania w 2023 r. wartość przychodów generowanych przez sektor aplikacji AI wyniósł 1,8 mld dol. To dane podane przez firmę Business of Apps, specjalizującą się m.in. w analityce sektora aplikacji.

Chatboty stają się wszechobecne. Lawinowo rośnie liczba użytkowników oraz zapytań w programach, takich jak ChatGPT, Copilot czy Gemini. Jest to widoczne również w liczbie pobrań ChataGPT w sklepie Play, która przekroczyła 100 mln. Gemini od Google było pobierane w tym miejscu przez użytkowników ponad 50 mln razy. Natomiast Microsoft Copilot przekroczył liczbę 10 mln pobrań. 28 lutego sklep Google Play umożliwił instalowanie nowej aplikacji i modelu AI – Grok 3.

Rozwój software’u i aplikacji AI zwiększa zapotrzebowanie na sprzęt – w 2028 r. większość smartfonów będzie wyposażona w jednostki przetwarzania neuronowego (NPU)

Dynamiczny rozwój generatywnej sztucznej inteligencji oraz aplikacji, które ją wykorzystują, nie byłby możliwy bez rozwoju hardware’u. To naczynia połączone. Według danych firmy badawczej Counterpoint Research w 2028 roku 9 na 10 smartfonów o wartości powyżej 250 dolarów (około 1 000 zł) ma obsługiwać GenAI. Natomiast, jak wynika z danych IDC, dostawy komputerów nazywanych jako PC AI przekroczą w 2025 r. 100 mln sztuk, co będzie stanowiło 40 proc. całego rynku. Według predykcji analityków tej amerykańskiej firmy badawczej, do 2028 r. liczba jednostek komputerowych obsługujących AI wzrośnie do 205 mln sztuk, rosnąc w latach 2024-2028 średniorocznie o 44 proc. (CAGR). Uważam te szacunki za bardzo zachowawcze – komentuje Karolina Pietz-Drapińska, Marketing & Digital Development Director w Komputronik S.A.

O wiele bardziej entuzjastyczny w kwestii komputerów, których procesory mają mieć wbudowaną jednostkę przetwarzania neuronowego (NPU), był na początku 2024 r. Patrick Gelsinger, ex-CEO firmy Intel. Jego zdaniem, do 2028 r. 80 proc. wszystkich komputerów osobistych będzie wyposażona w sztuczną inteligencję.

Jednak, czy Polacy i firmy są gotowe do jej używania?

Większość firm zainwestuje w 2025 roku w Gen-AI, a 1/5 rodzimych pracowników wciąż może mieć obawy

W Polsce liczba firm, które wprowadziły zmiany operacyjne i organizacyjne oparte o sztuczną inteligencję wzrósł z 33 proc. w 2023 do 40 proc. w 2024 r. – wynika z badania „Jak polskie firmy wdrażają AI”, autorstwa firmy EY.

Organizacje wiążą duże nadzieje w związku z wykorzystaniem AI. 97 proc. spośród dyrektorów biorących udział w badaniu „The Global GenAI Report 2025”, wykonanym na zlecenie NTT DATA przez firmę Jigsaw, spodziewa się realnego wpływu generatywnej sztucznej inteligencji na procesy biznesowe w ich firmach. Z tego względu 99 proc. z nich planuje dalsze inwestycje w rozwój tej technologii.

36 proc. ankietowanych przez EY polskich firm nadal chce zwiększać swoje kompetencje, jednak napotyka na pewne wyzwania. Jednym z nich jest obawa i niechętne wykorzystywanie rozwiązań AI. Dotyczy to przeszło 1 na 5 pracowników (21 proc.) organizacji biorących udział w badaniu.

Żadne środki i szkolenia nie zastąpią adopcji danego rozwiązania

Dla 80 proc. ankietowanych biorących udział w badaniu firmy NTT DATA, zajmującej się integracją usług IT, bardzo ważna jest możliwość strategicznego skalowania modeli Gen-AI. To także najważniejszy czynnik brany pod uwagę przez partnerów technologicznych oceniających rozwiązania z zakresu generatywnej sztucznej inteligencji.

Dane z raportu The Global GenAI pokazują jasno, że 8 na 10 badanych ma świadomość, jak istotna w strategii biznesowej ich firm jest umiejętność rozszerzania skali poprzez wykorzystanie rozwiązań Gen-AI. Mają oni świadomość, że do odniesienia sukcesu konieczne jest zbudowanie trwałych fundamentów operacyjnych, organizacyjnych i technologicznych. Aby skalowanie było możliwe, warunkiem jest pełna adopcja rozwiązania czy usługi. Same szkolenia pracowników to za mało. Konieczna jest zmiana mentalności każdego pracownika, który wykorzystuje w swojej pracy duże modele językowe, niezależnie od tego, czy używa ich do generowania treści, obrazów, kodu programistycznego czy jeszcze innych zastosowań. Tylko wtedy przyniosą korzyści dla całej organizacji – komentuje Edyta Gorzoń, ekspertka w zakresie adopcji usług Microsoft 365 Copilot z NTT DATA.

Rozwój i adopcja technologii szansą na pobudzenie polskiego przemysłu

W lutym br. – pierwszy raz od kwietnia 2022 r. – wskaźnik PMI dla polskiego sektora przemysłowego przekroczył 50., wynosząc dokładnie 50,6 pkt. – podało na początku marca S&P Global. PMI to skrót od Purchasing Managers Indeks, co oznacza indeks nabywczy inwestorów. Dane te mogą sugerować poprawę, a nie regres w sektorze produkcyjnym.

Szansą na jeszcze większą poprawę sytuacji w polskiej branży produkcyjnej są wdrożenia nowych technologii oraz wykorzystanie ich potencjału. Sprawi to, że rodzime firmy wytwórcze staną się konkurencyjne na rynkach zagranicznych. Wykorzystanie najnowszych rozwiązań prowadzi m.in. do automatyzacji i przyspieszenia procesów, co przekłada się na realne korzyści. Oczywiście to proces, który trzeba odpowiednio wcześnie zaplanować oraz znaleźć w budżecie środki na ten cel, a następnie przeprowadzić wdrożenie – tłumaczy Krystian Stypczyński, Head of SAP Consulting w NTT DATA Business Solutions.

O ile większość firm produkcyjnych – szczególnie tych dużych – na stałe korzysta dziś z systemów do zarządzania procesami firmy, takich jak ERP (92 proc. badanych), Business Intelligence (78 proc.) czy platform CRM (72 proc.), o tyle np. AI (44 proc. wskazań) znajduje się dopiero na trzecim miejscu wśród innowacji IT wymienianych przez ich przedstawicieli. Istotniejszy dla 84 proc. decydentów jest rozwój big data. Natomiast dla 62 proc. – predykcyjne utrzymanie ruchu. To jedne z wniosków z raportu „Cyfryzacja przemysłu: rola zintegrowanych systemów zarządzania w firmach produkcyjnych w Polsce”, wykonanego na zlecenie naszej firmy ­– dodaje Krystian Stypczyński z NTT DATA Business Solutions.

Do 2035 r. 85 proc. Polaków zyska kompetencje cyfrowe na podstawowym poziomie

Z danych ministerialnych wynika, że obecnie tylko 44 proc. Polaków posiada co najmniej podstawowe umiejętności cyfrowe, co jest jednym z najniższych wyników w całej Unii Europejskiej. Dane te świadczą o konieczności dalszych inwestycji.

Strategia Cyfryzacji Polski, której głównym celem ma być poprawa jakości życia obywateli dzięki cyfryzacji, zakłada, że w 2035 r. aż 85 proc. z nas będzie miało kompetencje cyfrowe na poziomie podstawowym, a 50 proc. – zaawansowanym. Do 2030 roku nasz kraj ma przeznaczyć na cyfryzację przeszło 100 mld zł, dzięki czemu powinniśmy zyskać co najmniej 1,5 mln specjalistów od technologii informacyjnych i komunikacyjnych.

Swoje inwestycje w rozwój technologii i cyfryzację planują też w Polsce zagraniczne firmy, takie jak Google czy Microsoft.

Przeznaczenie 5 milionów dolarów na szkolenia cyfrowe w Polsce w ciągu pięciu lat to suma, która – w kontekście skali działalności firmy Google – brzmi wręcz symbolicznie. Aby uświadomić sobie, jak niewielkie są to środki, wystarczy przypomnieć, że w 2024 r. roczny przychód Alphabet (spółki matki Google) wyniósł 350 miliardów dolarów. Przy takich liczbach 5 milionów dolarów wydaje się raczej gestem, ale mam obawy, czy będzie to znaczący impuls rozwojowy dla polskiego rynku technologii i kompetencji cyfrowych. Prawdopodobnie takowe szkolenia będą odbywały się głównie na produktach firmy Google, co z jednej strony jest zrozumiałe, ale z drugiej sugeruje, że co do zasady mamy do czynienia z budżetem marketingowym. Jeśli spojrzymy na nasze sąsiednie kraje, zobaczymy, że globalne firmy technologiczne inwestują tam o wiele śmielej. Chociażby w Niemczech Microsoft w zeszłym roku zobowiązał się do zainwestowania 3 miliardów euro w rozwój sztucznej inteligencji – komentuje Radosław Mechło, doradca ds. AI, BUZZcenter.

Podsumowując, statystyki dotyczące cyfryzacji Polaków oraz wykorzystania przez nich najnowszych technologii takich jak sztuczna inteligencja zarówno do celów prywatnych, jak i zawodowych pokazują, że na tych polach mamy jeszcze wiele do zrobienia.

O badaniu EY:

Druga edycja badania „Jak polskie firmy wdrażają AI” została opracowana na zlecenie EY Polska przez Cube Research w ostatnim kwartale 2024 roku na próbie 501 dużych i średnich przedsiębiorstw działające w branżach produkcyjnej, usługowej i handlowej.

O badaniu NTT DATA:

Badanie „Global GenAI Report: How organizations are mastering their GenAI destiny in 2025” zostało przeprowadzone w 2024 roku na grupie 2 307 decydentów z całego świata (34 rynki; 5 regionów) i wpływowych osób zajmujących się GenAI, pochodzących głównie z dużych przedsiębiorstw, pracujących na stanowiskach kierowniczych. Reprezentowali 12 sektorów ze zróżnicowanych branż, wśród których wymienić należy: automotive (8 proc.), bakowość i inwestycje (11 proc.), energetykę i użyteczność publiczna (7 proc.), healthcare (9 proc.), szkolnictwo wyższe i badania (6 proc.), ubezpieczenia (9 proc.), nauki przyrodnicze i farmację (9 proc.), logistykę i transport (5 proc.), przemysł (14 proc.), sektor publiczny i rządowy (8 proc.), handel i dobra szybko zbywalne (5 proc.) oraz telekomunikację, media i technologie (9 proc.). Globalny raport GenAI opiera się na danych badawczych pochodzących z niezależnych źródeł. Zostały one zebrane za pomocą kwestionariusza internetowego, który uczestnicy wypełniali we wrześniu i październiku 2024 r. Badanie przeprowadziła na zlecenie NTT DATA agencja Jigsaw Research.

O badaniu NTT DATA Business Solutions:

Badanie „Jak cyfryzacja przemysłu zmienia produkcję w Polsce?” zostało przeprowadzone w dniach 1-31 lipca 2024 roku metodą CATI oraz CAWI. Przebadanych zostało 100 dużych przedsiębiorstw przemysłowych działających na polskim rynku. Badanie skierowane było do kadry zarządzającej C-level oraz top managementu z obszaru IT, produkcji i administracji. Przedstawiciele odpowiedzieli na 15 pytań zamkniętych. Badanie zostało wykonane przez Computerworld na zlecenie NTT DATA Business Solutions.

Akcje spółek obronnych w Europie rosną o 46 proc. od początku roku, podczas gdy amerykańskie giganty technologiczne tracą

  • Akcje europejskich spółek obronnych odnotowały imponujący wzrost o 46 proc. od początku roku, podczas gdy amerykańska Magnificent 7 spadła o 8 proc.
  • Liderzy rynku, tacy jak firmy Rheinmetall i Rolls-Royce, znacząco zyskali na wartości w związku z oczekiwaniami na zwiększone wydatki obronne europejskich rządów .
  • Na rynku widoczna jest znacząca zmiana tendencji – wyniki europejskich akcji przewyższają amerykańskie, przy wzroście indeksu STOXX 600 o 9 proc. i spadku S&P 500 o 2 proc. od początku roku.

Jak wynika z analizy platformy inwestycyjnej eToro, w obliczu słabości amerykańskich gigantów technologicznych, europejski sektor obronny osiąga ponadprzeciętne wyniki, wyprzedzając zarówno Magnificent 7, jak i rynek akcji w USA i Europie.

Grupa Magnificent 7, obejmująca amerykańskie megakorporacje technologiczne – Apple, Amazon, Alphabet, Meta, Microsoft, Nvidia i Tesla – była w ostatnich latach uważana za lidera światowych rynków akcji, osiągając wzrost o 63 proc. w 2024 roku.  Obecnie ich dominacja nie jest już tak oczywista, ponieważ od początku 2025 roku indeks tej grupy spadł o 8 proc.

W związku z ogólnoświatową tendencją do dywersyfikacji kapitału w kierunku innych sektorów i regionów, europejski przemysł obronny znalazł się w centrum zainteresowania inwestorów, notując imponującą zwyżkę. eToro stworzyło indeks siedmiu czołowych europejskich spółek obronnych – BAE Systems, Rolls-Royce, Rheinmetall, Thales, Dassault Aviation, Safran i Leonardo – który wzrósł o 46 proc. od początku roku, o 65 proc. w skali ostatnich 12 miesięcy i aż o 268 proc. w ciągu ostatnich pięciu lat.

Oznacza to, że „European Defence 7” nie tylko pokonała amerykańską Magnificent 7, ale również szeroki rynek akcji w USA i Europie w tych samych okresach. W ujęciu rocznym, koszyk spółek obronnych wygenerował pięciokrotnie wyższą stopę zwrotu niż indeks S&P 500 i niemal sześciokrotnie większą niż STOXX 600. 

Tabela 1 –  Wyniki US Magnificent 7, European Defence 7 oraz GRANOLAS w porównaniu do regionalnych indeksów giełdowych.

YTD 1 rok 3 lata 5 lat
US Magnificent 7 -8% 21% 66% 227%
European Defence 7 46% 65% 245% 268%
GRANOLAS 12% 8% 32% 58%
S&P 500 -2% 13% 39% 99%
STOXX 600 9% 11% 31% 50%

Źródło: Refinitiv na dzień 5 marca 2025 r.

Należy pamiętać, że przeszłe wyniki nie są wiarygodnym wskaźnikiem przyszłych rezultatów.

Komentując dane, Lale Akoner, główna analityk rynku globalnego w eToro, powiedziała: „W związku z zawieszeniem przez administrację Trumpa wsparcia wojskowego dla Ukrainy, przywódcy europejscy zostali zmuszeni do wzięcia spraw w swoje ręce i wypracowania porozumienia pokojowego. Rządy na całym kontynencie zobowiązały się do zwiększenia wydatków na obronność, podczas gdy Komisja Europejska zaprezentowała plan zbrojeń. Wraz z utrzymującymi się napięciami geopolitycznymi, te warunki stworzyły idealny klimat dla europejskiego sektora obronnego, ponieważ region będzie teraz bardziej zależny od własnych kontrahentów. Inwestorzy powinni śledzić, czy w nadchodzących miesiącach te plany i obietnice przekształcą się w konkretne fundusze i wydatki.”

W ramach koszyka „European Defence 7”, niemiecki Rheinmetall wykazał się najbardziej imponującym wzrostem aż o 82 proc. od początku roku, oraz ponad 13 razy w ciągu ostatnich pięciu lat. BAE, największy brytyjski producent broni, wzrósł o 36 proc. od początku roku, po ogłoszeniu rekordowych zamówień i zysków w ubiegłym miesiącu, podczas gdy Rolls-Royce także wzrósł o 34 proc. po ogłoszeniu silnych wyników za cały rok.

Analizując sytuację na rynku i wyceny akcji, można dostrzec, że w bieżącym roku europejski rynek akcji przewyższa amerykański. Indeks STOXX 600 wzrósł o 9 proc., podczas gdy S&P 500, który przez długi czas był globalnym liderem, spadł o 2 proc. Akcje GRANOLAS, zróżnicowany koszyk składający się z jedenastu najbardziej wartościowych europejskich firm publicznych (GSK, Roche, ASML, Nestlé, Novartis, Novo Nordisk, L’Oréal, LVMH, AstraZeneca, SAP i Sanofi) również wyprzedziły amerykańską Magnificent 7, rosnąc o 12 proc. od początku roku.

Lale Akoner, główna analityk rynku globalnego w eToro, dodała: „W ciągu ostatnich 5 lat inwestorzy przyzwyczaili się do tego, że amerykańskie giganty technologiczne dominowały, ale warto pamiętać, że każda tendencja może się zmienić. Akcje “Magnificent 7” wykazują obecnie oznaki przewartościowania. Rozczarowujące raporty zysków, nadchodząca wojna handlowa i rosnąca konkurencja ze strony Chin wpłynęły na ich wyniki w 2025 roku. W rezultacie inwestorzy coraz częściej dywersyfikują swoje portfele, poszukując okazji w takich sektorach jak obronność, finanse i opieka zdrowotna, a także w innych regionach jak Europa.”

Tabela 2 – Wyniki cen akcji spółek w koszyku European Defence 7

Akcje Kapitalizacja rynkowa

(w mld euro)

YTD 1 year 3 years 5 years
Rheinmetall 49 82% 161% 655% 1,316%
Thales 46 74% 68% 108% 146%
Leonardo 28 66% 115% 476% 412%
Dassault Aviation 21 42% 50% 112% 195%
BAE 56 36% 26% 127% 163%
Rolls-Royce 80 34% 110% 772% 290%
Safran 107 21% 32% 163% 121%

Źródło: Refinitiv na dzień 5 marca 2025 r.

Należy pamiętać, że przeszłe wyniki nie są wiarygodnym wskaźnikiem przyszłych rezultatów.

Branża motoryzacyjna pozytywnie o planie KE, ale apeluje o równowagę technologiczną

5 marca 2025 roku na stronie Komisji Europejskiej pojawił się dokument dotyczący planowanych działań na rzecz wsparcia branży motoryzacyjnej w Europie. Głównymi celami jakie przyświecają przedstawionemu planowi są te skupione na rozwoju europejskiej branży motoryzacyjnej, wsparciu dekarbonizacji oraz uniezależnieniu lokalnego przemysłu. Pojawienie się planu w opinii branży jest pozytywnym działaniem, wymagającym jednak dodatkowych konsultacji i wsparcia merytorycznego.

ZDS zwraca uwagę na kluczowe aspekty planu KE, które będą miały wpływ na funkcjonowanie rynku motoryzacyjnego, w tym branży dealerskiej w Polsce. Szczególne wątpliwości budzi jednak brak szerszego ujęcia neutralności technologicznej w podejściu do zeroemisyjności. Ogranicza to możliwości rozwoju alternatywnych rozwiązań napędowych poza elektromobilnością. Związek zaznacza, że przyszłość branży powinna opierać się na szerokim dostępie do technologii, czyli również do np. rozwiązań wodorowych czy pożądanych przez branżę e-paliw, które umożliwią płynniejsze dostosowanie warunków rynkowych.

„Optymizmem napawa to, że Komisja Europejska reaguje na głos rynku, jednak nie jest to jeszcze propozycja zupełnie nas zadowalająca. Kluczowe będzie zapewnienie równowagi pomiędzy ekologią a realnymi możliwościami branży oraz zagwarantowanie neutralnego podejścia do technologii napędowych. Wyzwaniem z pewnością też będzie samo wdrożenie planu. Są też jednak pozytywne propozycje jak np. przewidziany „trzyletni cykl” rozliczeń emisyjności, który był przedmiotem działań lobbingowych Związku Dealerów Samochodów.” – komentuje Paweł Tuzinek, prezes ZDS.

W planie pojawia się propozycja zwiększenia elastyczności rozliczania z celów emisyjności. Związek Dealerów Samochodów zabiegał wprawdzie o rewizję limitów w ogóle, ponieważ te które weszły w życie z początkiem tego roku były ustalone kilka lat temu – wówczas z większym optymizmem zakładano tranzycję na napędy elektryczne. Dziś jest wiadomym, że te plany były zbyt ambitne, a wprowadzone limity będą problemem dla producentów i dealerów. Komisja Europejska nie dokona rewizji, ale zaproponowała, że producenci mogliby skorzystać z wyliczenia w skali trzech lat, dla pojazdów osobowych i dostawczych na lata 2025-2027. Umożliwiłoby to producentom samochodów lepsze dostosowanie się do celów redukcji emisji. Zgodnie z tą propozycją, spełnienie celów emisji CO2 będzie oceniane na podstawie połączonych wyników z lat 2025, 2026 i 2027. Pozwoli to producentom kompensować nadwyżki emisji w 2025 roku, redukcją emisyjności w latach następnych.

Plan KE będący m.in. odpowiedzią na wyzwania jakie stawia pojawienie się na rynku pojazdów chińskich, celuje w przygotowanie narzędzi ochronnych dla branży. Mają one umożliwić europejskiej motoryzacji skuteczną konkurencję na arenie międzynarodowej. W ramach wsparcia sektora lokalnego mają zostać przygotowane regulacji eliminujące możliwość wprowadzania dumpingowych cen przez zewnętrznych producentów. Zapowiadane są również negocjacje z zewnętrznymi państwami partnerskimi, mające na celu zapewnienie dostępu do surowców oraz zewnętrznych rynków. Przedstawione zostały również możliwości wsparcia rynku zatrudnienia w branży motoryzacyjnej, co także jest przedmiotem starań ZDS.

Związek Dealerów Samochodów zapowiada otwartość na udział w konsultacjach dotyczących wdrażania planu na poziomie krajowym oraz współpracę z organizacjami branżowymi i władzami w celu wypracowania najlepszych rozwiązań dla rynku motoryzacyjnego w Polsce.

Nagły spadek Bitcoina – co stoi za 5-procentowym osłabieniem?

Bitcoin zanotował znaczący spadek wartości, osiągając dziś rano poziom 81 513 USD, co oznacza ponad 5-procentowy spadek w ciągu zaledwie 24 godzin. Jeszcze kilka dni wcześniej, przed kluczowym szczytem w Białym Domu, kurs kryptowaluty przekraczał 90 000 USD, a na początku roku osiągnął historyczny rekord na poziomie 109 000 USD. Obecna sytuacja na rynku pokazuje, jak dynamicznie mogą zmieniać się nastroje inwestorów w reakcji na decyzje polityczne.

Za główną przyczynę spadków uważa się rozczarowanie rynków decyzją administracji prezydenta Donalda Trumpa. Choć ogłoszono utworzenie strategicznej rezerwy Bitcoinów, inwestorzy oczekiwali aktywnego skupu kryptowaluty przez rząd, co mogłoby zwiększyć popyt. Tymczasem fundusz ma być finansowany ze środków przejętych w wyniku postępowań karnych i cywilnych, co nie wpływa bezpośrednio na wzrost wartości Bitcoina. Analitycy krytykują ten krok jako niewystarczający do pobudzenia rynku. Dodatkowo negatywne nastroje pogłębiają napięcia handlowe między USA a Chinami. Niepewność geopolityczna oraz wojny celne sprawiają, że inwestorzy unikają ryzykownych aktywów, takich jak kryptowaluty, co dodatkowo osłabia pozycję Bitcoina.

Mimo obecnych trudności można zauważyć potencjalne długoterminowe korzyści płynące z decyzji amerykańskiego rządu. Utworzenie oficjalnej rezerwy Bitcoinów może z czasem zwiększyć akceptację kryptowalut przez instytucje finansowe. Jeśli rząd USA uzna Bitcoin za aktywo rezerwowe, może to skłonić korporacje i fundusze inwestycyjne do traktowania go jako elementu dywersyfikacji portfela. Rezerwa ta może również pełnić funkcję zabezpieczenia przed inflacją dolara, zwłaszcza w kontekście polityki luzowania monetarnego prowadzonej przez banki centralne na całym świecie. Odpowiednio zarządzany fundusz może zapewnić stabilność inwestorom poszukującym alternatywnych sposobów ochrony kapitału. Istotne jest także znaczenie przejrzystych regulacji, które mogą powstać w wyniku współpracy rządu z sektorem kryptowalutowym. Jasne zasady działania są kluczowe dla dalszego rozwoju rynku oraz wzrostu zaufania inwestorów instytucjonalnych i detalicznych.

Podsumowując, choć Bitcoin zmaga się obecnie ze spadkami spowodowanymi decyzjami administracji USA i globalnymi napięciami gospodarczymi, w dłuższej perspektywie utworzenie rządowego funduszu kryptowalutowego może przyczynić się do stabilizacji rynku i wzmocnienia pozycji kryptowalut w globalnym systemie finansowym.

Krzysztof Kamiński – Oanda TMS

Sukcesja z korzyścią podatkową. Fundacje rodzinne zmieniają polski rynek inwestycyjny

Po półtora roku od wprowadzenia ustawy o fundacjach rodzinnych zarejestrowano ich przeszło tysiąc. Duże zainteresowanie jest odpowiedzią na coraz częściej występujący w polskich firmach – nierzadko zakładanych w okresie transformacji systemowej – problem planowania sukcesji.

Fundacja rodzinna to nowoczesne narzędzie prawne, które zyskuje rosnącą popularność wśród osób chcących zarządzać swoim majątkiem i zabezpieczyć interesy swoich bliskich w długim okresie. Oprócz wielu aspektów związanych z organizowaniem sukcesji majątkowej czy ochroną aktywów, fundacje rodzinne oferują również szereg korzyści podatkowych, które mogą stanowić istotną zachętę do ich tworzenia.

Sukcesja pod kontrolą

Głównym celem fundacji rodzinnej jest przekazanie majątku spadkobiercom w sposób uporządkowany i zgodny z wolą założyciela – fundatora. Dzięki fundacji, fundator może skutecznie zaplanować sukcesję, eliminując część ryzyk związanych z procesem dziedziczenia. Umożliwia to przekazanie majątku w sposób bardziej elastyczny niż tradycyjne dziedziczenie, przy zachowaniu kontroli nad majątkiem przez fundatora nawet po jego śmierci.

Fundacja rodzinna coraz częściej staje się też narzędziem do zarządzania majątkiem, a jedną z jej głównych zalet są korzyści podatkowe związane między innymi z inwestowaniem w papiery wartościowe. Kluczową korzyścią podatkową jest odroczenie podatku do momentu wypłaty środków z fundacji, co niewątpliwie ułatwia akumulację majątku.

Oszczędności na podatku

W przypadku standardowych inwestorów indywidualnych, każda transakcja związana z zyskami kapitałowymi, taka jak sprzedaż akcji, obligacji, wypłaty dywidend i odsetek czy innych instrumentów finansowych, podlega opodatkowaniu na poziomie 19 proc. Fundacja rodzinna, jako odrębna osobowość prawna, jest obciążona podatkiem wynoszącym 15 proc., pobieranym dopiero w momencie wypłaty środków z fundacji rodzinnej. Taka sama stawka podatku ma zastosowanie przy wypłacie dochodów z tytułu najmu lokali mieszkalnych czy użytkowych zgromadzonych w fundacji rodzinnej.

Ile faktycznie można zarobić?

Aby lepiej zobrazować korzyści podatkowe wynikające z inwestycji w papiery wartościowe za pośrednictwem fundacji rodzinnej, warto uwzględnić kalkulację opartą na procencie składanym. Przykład taki pokazuje, jak korzystanie z fundacji w kontekście odroczenie podatku od zysków kapitałowych (tzw. „podatku Belki”) może wpłynąć na długoterminowy wzrost wartości majątku.

Założenia do kalkulacji:

  • Kwota pierwotnie wniesiona: 5 000 000 zł
  • Roczna stopa zwrotu z inwestycji: 8 proc.
  • Okres inwestycji: 20 lat
  • Podatek od zysków kapitałowych (w przypadku osób fizycznych: 19 proc. stawka tzw. podatku Belki, w przypadku fundacji rodzinnych: 15 proc.)
  • Odroczenie podatku od zysków kapitałowych do momentu wypłaty środków (w przypadku fundacji rodzinnej)
  • Przy wyliczeniach pominięte zostały koszty założenia i prowadzenia fundacji rodzinnej. Z uwagi na efekt nowości i duże zainteresowanie, stawki na rynku są płynne i wahają się nie tylko ze względu na złożoność konstrukcji fundacji rodzinnej, ale również ze względu na lokalizacje obsługi prawnej czy księgowej.

Scenariusz 1.

Załóżmy, że inwestor indywidualny nie korzysta z fundacji, inwestuję środki w ramach majątku prywatnego i płaci podatek od każdego zysku co roku (np. z dywidend, odsetek lub po sprzedaży aktywów finansowych). W takim przypadku roczny wzrost wartości inwestycji po opodatkowaniu wynosi 6,48 proc. Zatem wartość majątku po 20 latach wyniesie 17 552 171 złotych

Scenariusz 2.

Fundacja rodzinna odracza podatek od zysków kapitałowych (tzw. podatek Belki) i może reinwestować pełny zysk. Natomiast po 20 latach następuje zamknięcie fundacji, wypłata całości zgromadzonych środków oraz zapłata należnego podatku od zysków kapitałowych od całości zysku skumulowanego w okresie życia fundacji.

W tym przypadku stopa zwrotu pozostaje na poziomie 8 proc. rocznie. Zatem roczny wzrost wartości inwestycji to 8 proc. Przy założeniu oprocentowania składanego, wartość inwestycji po 20 latach wyniesie: 23 304 785 złotych, przy 15 proc. stawce podatku, podatek wyniesie 2 745 718 złotych, a wartość majątku netto 20 559 067 złotych.

Scenariusz 3.

Fundacja rodzinna odracza podatek od zysków kapitałowych (tzw. podatek Belki) i może reinwestować pełny zysk. W tym przypadku stopa zwrotu pozostaje na poziomie 8 proc. rocznie. Przy założeniu oprocentowania składanego, wartość inwestycji po 20 latach wyniesie 23 304 785 złotych.

Przy drugim scenariuszu i całkowitym rozwiązaniu fundacji rodzinnej wraz z wypłatą środków i płatności podatku od zysków kapitałowych korzyści podatkowe wynoszą 3 006 896 złotych (60 proc. pierwotnie zainwestowanej kwoty) względem tradycyjnej formy inwestowania w majątku prywatnym (scenariusz pierwszy).

Przy trzecim scenariuszu korzyści podatkowe są najwyższe i wynoszą 5 752 614 złotych (115 proc. pierwotnie zainwestowanej kwoty). Natomiast wiążą się ze stworzeniem tzw. kapitału żelaznego, który nie zostaje uszczuplony poprzez wypłaty środków z fundacji rodzinnej.

Obydwa przytoczone scenariusze przedstawiające kalkulacje dotyczące inwestowania poprzez fundacje rodzinną są skrajne. Rzeczywistość zapewne jest gdzieś pośrodku, nie zmienia to jednak faktu, że ustawodawca zaprojektował rozwiązanie, które daje duże zachęty dla najzamożniejszej części społeczeństwa do zabezpieczenia i pomnażania zgromadzonego majątku.

Scenariusz trzeci początkowo wydaje się dość skrajnym, który pozornie może wiązać się z ogromnym odroczeniem gratyfikacji. Pozornie, ponieważ patrząc na zachodnie trendy, coraz częściej można spotkać się z sytuacją, w której to najbogatsi nie posiadają aktywów rzeczowych tj, nieruchomości, luksusowych samochodów itd. bezpośrednio w majątku prywatnym, a jedynie pośrednio, np. poprzez kontrolę w trustach czy spółkach.

Zmiany prawne pod znakiem zapytania

Czy fundacja rodzinna będzie w Polsce odpowiednikiem dla takiego lokowania kapitału – to pokaże czas i podejście polskiego ustawodawcy do proponowanych zmian prawnych, które przede wszystkim mają na celu zmniejszyć możliwą skalę nadużyć optymalizacji podatkowych. Dzisiaj to właśnie planowane zmiany w ustawie o fundacjach rodzinnych można uznać za największe ryzyko. Pierwotnie ustawa zakładała przegląd przepisów dotyczących fundacji rodzinnych po 3 latach od wejścia w życie. Rzeczywistość pokazała, że mimo zapisów prawnych, po półtora roku funkcjonowania fundacji rodzinnych w Polsce chęć ustawodawcy do zmian jest wartością nadrzędną, a zaufanie do stabilności przepisów wśród najbogatszych Polaków – zostało naruszone.

Autor: Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Jak skutecznie przeprowadzić migrację sklepu internetowego i uniknąć problemów?

Migracja sklepu internetowego to proces, który może przynieść wiele korzyści, ale jednocześnie wiąże się z ryzykiem utraty danych, spadku widoczności w wyszukiwarkach czy problemów technicznych. Niezależnie od powodów zmiany platformy e-commerce, kluczowe jest staranne przygotowanie i wdrożenie działań, które zagwarantują płynne przejście bez negatywnego wpływu na biznes. W artykule przedstawione zostaną najważniejsze aspekty migracji oraz sposoby na zminimalizowanie ryzyka związanego z tym procesem.

Migracja sklepu internetowego – na co zwrócić uwagę przed rozpoczęciem procesu?

Migracja sklepu internetowego powinna rozpocząć się od dogłębnej analizy obecnej platformy oraz określenia celów, jakie mają zostać osiągnięte poprzez zmianę systemu. Warto dokładnie przeanalizować, jakie funkcjonalności są niezbędne, jakie procesy można usprawnić oraz jakie wyzwania mogą pojawić się podczas przenoszenia sklepu na nową platformę. Istotnym elementem przygotowań jest sporządzenie kopii zapasowej wszystkich danych, w tym informacji o produktach, zamówieniach, klientach oraz konfiguracjach systemowych.

Równie ważne jest zwrócenie uwagi na optymalizację SEO. Podczas migracji sklepu internetowego istnieje ryzyko, że dotychczasowe pozycje w wyszukiwarkach zostaną utracone, dlatego konieczne jest zachowanie struktury URL, przekierowanie kluczowych podstron oraz monitorowanie indeksacji nowej wersji sklepu. Brak odpowiedniego przygotowania w tym zakresie może skutkować znacznym spadkiem ruchu organicznego, co bezpośrednio przełoży się na wyniki sprzedażowe.

Nie można zapomnieć także o testach przed uruchomieniem nowej platformy. Warto przeprowadzić szczegółową weryfikację działania sklepu pod kątem wydajności, poprawności wyświetlania się treści oraz funkcjonalności systemu płatności i dostaw. Każda, nawet najmniejsza usterka techniczna, może wpłynąć na doświadczenie użytkowników i przyczynić się do utraty klientów.

Najczęstsze błędy podczas migracji sklepu internetowego i jak ich uniknąć

Migracja sklepu internetowego może napotkać na wiele trudności, które wynikają z niedostatecznego przygotowania lub niewłaściwego zarządzania procesem. Jednym z najczęstszych błędów jest brak strategii migracji, co prowadzi do chaotycznego wdrażania zmian i niepotrzebnych opóźnień. Dlatego kluczowe jest stworzenie harmonogramu działań, w którym uwzględnione zostaną wszystkie etapy, od analizy obecnego systemu, przez testy, aż po finalne wdrożenie.

Innym poważnym problemem jest zaniedbanie kwestii SEO. Często zdarza się, że po migracji sklep internetowy traci swoje dotychczasowe pozycje w wyszukiwarkach, co negatywnie wpływa na jego widoczność i ruch na stronie. Aby tego uniknąć, należy zadbać o właściwe przekierowania 301, optymalizację metadanych oraz regularne monitorowanie indeksacji w Google Search Console.

Nie można również zapominać o odpowiedniej komunikacji z klientami. Jeśli migracja sklepu internetowego wiąże się z chwilową niedostępnością strony, użytkownicy powinni zostać o tym poinformowani, aby uniknąć frustracji i negatywnych opinii. Warto także zapewnić wsparcie techniczne po wdrożeniu nowej platformy, aby w razie problemów klienci mieli możliwość szybkiego kontaktu z obsługą.

Dlaczego warto dobrze zaplanować każdy etap migracji sklepu internetowego?

Migracja sklepu internetowego to proces, który wymaga precyzji, odpowiedniego zaplanowania oraz stałego monitorowania efektów wdrożenia. Dobrze przeprowadzona migracja pozwala nie tylko na poprawę funkcjonalności sklepu, ale także na zwiększenie efektywności sprzedaży i lepszą obsługę klientów. Uniknięcie błędów, takich jak utrata danych, problemy techniczne czy spadek pozycji w wyszukiwarkach, możliwe jest tylko przy odpowiednim przygotowaniu i ścisłej kontroli każdego etapu zmiany platformy.

Dzięki starannie przeprowadzonej migracji sklep internetowy może zyskać na wydajności, lepszej organizacji procesów oraz atrakcyjniejszej prezentacji oferty, co w dłuższej perspektywie przekłada się na wzrost konwersji i satysfakcję klientów.

System CMMS+EAM – nowoczesne rozwiązanie dla działów utrzymania ruchu

W ostatnich latach cyfryzacja działów utrzymania ruchu w zakładach produkcyjnych rozwija się bardzo dynamicznie. Wdrożenie systemów CMMS (Computerized Maintenance Management System) oraz EAM (Enterprise Asset Management) umożliwia kompleksowe zarządzanie nie tylko parkiem maszyn, ale także całym majątkiem firmy – od budynków, przez infrastrukturę IT, flotę pojazdów, wyposażenie biurowe, aż po instalacje sieciowe. Dzięki temu przedsiębiorstwa mogą optymalizować koszty, zwiększać efektywność działań serwisowych oraz wydłużać żywotność posiadanych zasobów.

Gromadzenie danych i automatyzacja procesów

Nowoczesne rozwiązanie systemowe zbiera dane z monitoringu pracy urządzeń, rejestrując zarówno awarie, jak i planowane prace konserwacyjne. System umożliwia zarządzanie zgłoszeniami, kontrolowanie historii serwisowej oraz automatyczne przypisywanie zadań pracownikom, co przekłada się na szybszą reakcję w sytuacjach awaryjnych. Moduł prac prewencyjnych pozwala na dokładne planowanie okresowych przeglądów, zmniejszając ryzyko nieoczekiwanych usterek i minimalizując przestoje produkcyjne. Wprowadzenie automatycznych alertów i harmonogramów utrzymania ruchu stanowi kluczowy element, który usprawnia codzienne operacje w zakładzie.

Kluczowe funkcjonalności systemu

Rozwiązanie oferuje szeroki wachlarz modułów, m.in.:
Zarządzanie zasobami – umożliwia kompleksowy nadzór nad parkiem maszyn oraz innymi składnikami majątku przedsiębiorstwa.
Planowanie i harmonogramowanie – system automatycznie generuje harmonogramy konserwacji, przypisuje zadania oraz ustala priorytety, co podnosi efektywność operacyjną.
Zarządzanie magazynem – kontrola stanów części zamiennych i materiałów eksploatacyjnych ułatwia zarządzanie zapasami oraz generowanie zamówień w przypadku niedoborów.
Raportowanie i analiza – dostęp do danych historycznych oraz wskaźników KPI umożliwia podejmowanie decyzji opartych na rzetelnej analizie kosztów i efektywności działań serwisowych.

Mobilność oraz integracja z innymi systemami

System został zaprojektowany z myślą o mobilności, co jest niezwykle ważne w dobie nowoczesnych technologii. Dzięki dedykowanym aplikacjom na smartfony i tablety pracownicy mają stały dostęp do bieżących danych dotyczących stanu urządzeń, dokumentacji serwisowej oraz harmonogramów przeglądów. Integracja z systemami ERP, SCADA czy MES umożliwia automatyczną wymianę informacji między różnymi działami firmy, co znacząco usprawnia analizę stanu technicznego maszyn oraz optymalizację procesów utrzymania ruchu.

Wdrożenie systemu oraz szkolenia pracowników

Skuteczne wdrożenie systemu wymaga odpowiedniej migracji dokumentacji papierowej oraz kompleksowego przeszkolenia personelu. Dzięki elastyczności i możliwości dostosowania do specyfiki firmy, rozwiązanie umożliwia pełne wykorzystanie potencjału narzędzia. Integracja z innymi narzędziami IT gwarantuje spójność zarządzania danymi w całej organizacji, co pozwala na sprawną realizację działań prewencyjnych i predykcyjnych (Predictive Maintenance – PdM). Wdrożenie systemu to inwestycja, która umożliwia redukcję kosztów operacyjnych, skrócenie czasu reakcji na awarie i optymalizację wykorzystania zasobów ludzkich.

Znaczenie innowacyjnych rozwiązań w produkcji

System CMMS+EAM staje się nieodzownym narzędziem w nowoczesnych zakładach produkcyjnych, gdzie kluczowe są szybka reakcja na awarie, minimalizacja przestojów oraz efektywne wykorzystanie zasobów ludzkich. Automatyzacja procesów, prewencyjne planowanie i zaawansowana analiza danych przyczyniają się do podniesienia jakości produkcji i bezpieczeństwa operacyjnego. Elastyczność, skalowalność i możliwość indywidualnej konfiguracji systemu sprawiają, że jest on inwestycją w przyszłość, pozwalającą firmom utrzymać konkurencyjność w dynamicznie zmieniającym się środowisku produkcyjnym.

Koniec umocnienia złotego? Możliwe obniżki stóp i ryzyka polityczne

Złoty może stopniowo tracić na wartości na przestrzeni kolejnych miesięcy. Utrzymanie wysokich stóp procentowych stanie się coraz trudniejsze dla RPP do uzasadnienia. Z kolei zbliżające się wybory prezydenckie mogą przynieść nowe niepewności zaś wydarzenia z areny geopolitycznej będą podsycać negatywne nastroje.

Złoty był ostatnio jedną z najmocniejszych walut Europy Środkowo-Wschodniej. Wynika to jednak z wysokiej wrażliwości na zmiany kursu euro (tzw. high beta w ujęciu do EUR). Wspólna waluta zyskała głównie ze względu na osłabienie dolara amerykańskiego, wywołane przez chaotyczną politykę administracji Trumpa. Dodatkowo nowe doniesienia o planowanych dużych wydatkach na obronność Niemiec w pewien sposób też mogły przyczynić się do lepszego jej postrzegania przez inwestorów. Te efekty pomogły także umocnić się złotemu.

W II połowie roku siła złotego może nie być już uzasadniona. Po pierwsze NBP stopniowo zacznie prawdopodobnie obniżać stopy procentowe i rynek już wcześniej zacznie to wyceniać. Inflacja prawdopodobnie do tego czasu znacznie spowolni. W rezultacie presja na szybsze redukcje wzrośnie. NBP po jednokrotnym dostosowaniu poziomu kosztu pieniądza przed wyborami parlamentarnymi, od tamtej pory bank utrzymuje je na wciąż restrykcyjnym poziomie, w przeciwieństwie do sytuacji w krajach tego samego regionu i do ogólnoświatowej tendencji luzowania warunków monetarnych. Ostatnie komentarze Adama Glapińskiego wskazują jednak, że dyskusje o obniżkach rozpoczną się w marcu tego roku. Najbliższa decyzja już w nadchodzącym tygodniu.

Czynnikiem lokalnym, mogącym wpływać na zmienność złotego mogą być wybory prezydenckie, które zaplanowane są na maj. Jeśli realne szanse na wygraną kandydata PIS urosną, wówczas złoty może znaleźć się pod presją. Do tej pory Andrzej Duda skutecznie blokował większość ustaw rządu, a koalicja nie miała wystarczającej większości, aby odrzucić jego weto.

Od ostatnich wyborów parlamentarnych ostrzeżenia o trudnej sytuacji koalicji się sprawdzają – KO nie była w stanie wdrożyć istotnych reform, ponieważ obecni partnerzy koalicyjni połączyli siły jedynie w celu pokonania PiS, a nie na bazie wspólnej ideologii. Wciąż to PiS pozostaje największą partią polityczną w Polsce.

Pomimo tych wyzwań, długoterminowe perspektywy wzrostu gospodarczego w Polsce pozostają silne w regionie. Rząd cały czas oczekuje, że uzyska około 10 proc. z nowego unijnego funduszu pożyczkowego w wysokości 150 mld EUR na inwestycje w sektor obronny. Ten proces będzie dynamiczny a przyszłość tych środków będzie podyktowana dalszymi decyzjami UE. Przypomnijmy, że środku unijne w znacznym stopniu kreowały wzrost gospodarczy w naszym kraju na przestrzeni ostatnich lat. W aktualnym budżecie ten komponent jest znacznie mniejszy.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Otwarta sztuczna inteligencja – wyzwania i szanse w rozwoju modeli open source

Rozwój sztucznej inteligencji zmienia sposób, w jaki firmy i społeczeństwa korzystają z innowacyjnych rozwiązań, ale rodzi też pytania o to, kto i na jakich zasadach nadzoruje jej postęp. O przyszłości tej technologii zadecydują nie tylko algorytmy, ale także dążenie do demokratyzacji dostępu i tworzenia bardziej inkluzywnych, otwartych innowacji. Tempo zmian jest błyskawiczne, ale jedno pozostaje niezmienne – otwarte podejście do AI to klucz do jej odpowiedzialnego i zrównoważonego rozwoju.

Inkluzywność, dostępność i współpraca społeczności programistów od dekad umożliwiają tworzenie otwartego oraz bezpiecznego oprogramowania, które stanowi motor napędowy dla innowacyjności i fundament globalnej infrastruktury IT. W Red Hat uważamy, że wykorzystanie tych samych zasad w rozwoju AI może uczynić ją bardziej odpowiedzialną i mniej podatną na uprzedzenia (z ang. bias). Choć sztucznej inteligencji nie należy traktować tak samo jak oprogramowanie open source, istnieje wiele analogii między strukturą dużych modeli językowych a otwartym oprogramowaniem. Mimo że są to osobne dziedziny, wspólnym mianownikiem jest z pewnością otwarte podejście i możliwości współtworzenia przez społeczność open source.

Dostrajanie sztucznej inteligencji

W przeciwieństwie do tradycyjnych aplikacji IT, które budowane są na podstawie kodu źródłowego, modele AI bazują na tzw. wagach, czyli zestawach liczb decydujących o tym, jak system analizuje dane i generuje odpowiedzi. Wagi powstają w wyniku długiego procesu trenowania modelu na ogromnych zbiorach informacji. Niekiedy dane treningowe przyrównywane są do kodu źródłowego modelu AI, jednak stanowi to pewnego rodzaju uproszczenie.

W świecie open source kod źródłowy jest podstawowym środkiem do poznania oprogramowania i wprowadzania w nim zmian. W przypadku sztucznej inteligencji same dane treningowe nie wystarczą, aby zrozumieć w jaki sposób działa konkretny algorytm. Proces ich przetwarzania i trenowania jest tak złożony, że pojedyncza próbka danych ma tylko pośredni wpływ na efekt końcowy, co utrudnia pełną kontrolę nad modelem. Większość ulepszeń modeli AI nie wymaga zresztą dostępu do oryginalnych danych treningowych. Zamiast tego zmiany dokonywane są na podstawie modyfikacji wag modelu lub w procesie „dostrajania” (fine-tuning), który pozwala na precyzyjne dopasowanie AI do konkretnych zastosowań.

Warto zauważyć, że etap dostosowywania modeli AI do wymagań biznesowych może być kosztowny, ale nie musi. Zastosowanie technologii vLLM pozwala optymalizować wykorzystanie zasobów obliczeniowych, efektywniej zarządzać pamięcią i przetwarzać większą liczbę zapytań jednocześnie. Dzięki temu proces dostrajania modeli jest szybszy i tańszy, a firmy mogą skuteczniej wdrażać i skalować AI, nawet przy ograniczonych zasobach infrastrukturalnych.

AI otwarte, czyli jakie?

Aby można było mówić o otwartej sztucznej inteligencji, modele AI muszą spełniać dwa podstawowe warunki. Po pierwsze, ich wagi powinny być dostępne w ramach licencji open source, zapewniającej te same prawa i zasady działania, jakie obowiązują w przypadku klasycznego oprogramowania open source. Po drugie, zaimplementowane w kodzie mechanizmy ich działania muszą bazować na otwartych technologiach. Istotnym elementem jest również dążenie do zwiększania przejrzystości procesu trenowania i dostrajania sztucznej inteligencji, a także zacieśnianie współpracy społeczności IT z instytucjami regulującymi prawo oraz przedsiębiorcami.

Jednym z wyzwań dotyczących rozwijania systemów AI jest to, że w ich ulepszaniu często bierze udział tylko wąska grupa specjalistów zajmujących się danymi. Tymczasem eksperci z różnych branż – od medycyny po prawo – mogą wnosić cenną wiedzę do procesów trenowania modeli. Dlatego tak ważne jest, aby sztuczna inteligencja była dostępna i otwarta dla jak najszerszego grona społeczności, instytucji i firm, a nie tylko wąskiego grona podmiotów technologicznych.

Przykładem takiego podejścia jest stworzony przez Red Hat i IBM projekt InstructLab. To narzędzie pozwalające osobom spoza świata data science na aktywne współtworzenie modeli AI poprzez dostarczanie swojej specjalistycznej wiedzy. Dzięki temu przedstawiciele różnych branż i biznesu mogą wpływać na rozwój sztucznej inteligencji, sprawiając, że lepiej odpowiada ona na konkretne wyzwania gospodarcze i naukowe. Ułatwia to transparentny i inkluzywny rozwój AI, a także sprzyja tworzeniu mniejszych, bardziej wyspecjalizowanych modeli do konkretnych zastosowań biznesowych.

Infrastruktura i optymalizacja

Rozwój sztucznej inteligencji open source nie kończy się na samych modelach – równie istotna jest infrastruktura, na której działa AI. Dla tworzenia sztucznej inteligencji w duchu open source kluczowe jest dostarczanie elastycznych narzędzi umożliwiających budowanie, wdrażanie i zarządzanie modelami w różnych środowiskach. Otwarte technologie, takie jak Kubernetes czy KubeFlow, odgrywają tu istotną rolę, zapewniając skalowalność oraz integrację różnych systemów IT. Ważne jest także wykorzystanie chmury hybrydowej, która pozwala na elastyczność w doborze odpowiednich zasobów do konkretnych zastosowań AI. Możliwość optymalizacji wydajności i kosztów sprawia, że firmy mogą lepiej dostosowywać modele do swoich potrzeb, niezależnie od miejsca ich wdrożenia.

Autor: Wojciech Furmankiewicz, dyrektor Red Hat ds. technologii i rozwiązań w regionie Europy Środkowo-Wschodniej

Europejski rynek akcji rośnie w siłę – co napędza hossę?

Europejski rynek akcji odnotowuje silny wzrost, mimo że ostatnie rozmowy handlowe dotyczące taryf doprowadziły do spadków na niektórych rynkach globalnych. W miarę, jak rośnie niepewność polityczna, najbardziej spekulacyjne segmenty rynku (drogie aktywa napędzane momentum), zwykle, jako pierwsze podlegają korekcie, co podkreśla znaczenie dywersyfikacji geograficznej wykraczającej poza Stany Zjednoczone. Biorąc pod uwagę wciąż atrakcyjne wyceny oraz zmieniające się warunki makroekonomiczne, europejskie akcje stanowią mocny argument za dywersyfikacją portfela.

Co napędza wzrost?

Wzrost zysków spółek europejskich odegrał kluczową rolę w utrzymaniu rozpędu na rynku. Wyniki za czwarty kwartał przekroczyły oczekiwania analityków, po okresie stagnacji wyraźnie widać wzrost zysków na akcjach. Liderami tego wzrostu były przede wszystkim banki, takie jak Santander, Intesa czy BBVA. Sektor technologiczny (ASML, Infineon) również radził sobie dobrze, choć luksusowy gigant LVMH oraz lider farmaceutyczny Sanofi wykazały się gorszymi wynikami.

Wyniki ostatnich wyborów w Niemczech stanowiły kolejny czynnik wspierający tendencje obserwowane na europejskich parkietach. Utworzenie centrowej koalicji pomogło uniknąć ekstremalnej oszczędności fiskalnej, torując drogę bardziej rynkowym politykom. Dodatkowo przyszły kanclerz Friedrich Merz zaproponował powstanie funduszu o wartości 500 miliardów euro na wzmocnienie infrastruktury i obronności kraju, co spowodowało gwałtowny wzrost indeksu DAX40 (+3,54 proc.) już w dniu ogłoszenia.

Jak to wygląda na tle wcześniejszych hoss?

Mimo ustanowienia nowych szczytów, obecna hossa wydaje się być bardziej wyważona niż w przypadku wcześniejszych szczytów. Obecnie 74 proc. akcji w indeksie plasuje się powyżej swojej 200-dniowej średniej kroczącej, co jest znacznie poniżej 96 proc., które występowało przy wcześniejszych szczytach. A to z kolei sugeruje, że rajd, choć pozytywny, nie jest ekstremalny.

Najnowszy wzrost na rynku akcji ma miejsce równocześnie z stagnacją marż zysku, co przypomina wzorce obserwowane po raz ostatni w 2015 roku. Jeśli przedsiębiorstwa nie zwiększą marż w 2025 roku, hossa może utracić impet.

Ryzyka, na które należy zwrócić uwagę

Niektóre sektory pozostają szczególnie narażone na ryzyko zewnętrzne. Producenci samochodów i firmy zajmujące się dobrami luksusowymi stawiają czoła największym zagrożeniom ze strony taryf celnych nałożonych przez USA, podczas gdy branże takie jak górnictwo i producenci napojów mogą napotkać trudności, jeśli relacje handlowe ulegną pogorszeniu.

Choć europejskie akcje już odnotowały silne wzrosty, aby utrzymać ten trend, konieczne będzie kontynuowanie wzrostu zysków, stabilność marż oraz sprzyjające makroekonomiczne warunki.

Lale Akoner, główna analityk eToro

Kurs euro zyskuje po decyzji EBC – rynek reaguje na „jastrzębią” obniżkę stóp

EBC nie zaskoczył rynków. Oczekiwana obniżka o 25 punktów bazowych zmaterializowała się. Euro mimo wszystko zdołało zyskać co wpisuje się w ostatnią tendencję aprecjacyjną. Otrzymaliśmy „jastrzębią” redukcję kosztu pieniądza. Oficjalny komunikat uległ lekkiej zmianie co spowodowało, że euro nie straciło na wartości a nawet potrafiło zyskać po decyzji banku. Został wyłączony tzw. autopilot i to w dużej mierze przyczyniło się do takiej a nie innej reakcji rynku.

Przed posiedzeniem Rady Prezesów EBC na rynku dominowały spekulacje czy bank ponownie określi swoją politykę monetarną jako restrykcyjną. Ten temat był szeroko dyskutowany wewnątrz instytucji. Ostatecznie w oficjalnym komunikacie przyjęto sformułowanie o znacznie mniejszym stopniu restrykcyjności, co zinterpretowano, że przestrzeń do dalszego luzowania jest ograniczona. Dwie kolejne redukcje są oczekiwanie z prawdopodobieństwem ponad 60 proc. (kwiecień oraz czerwiec), natomiast kolejne są bardzo mało prawdopodobne.

Potwierdzenie tego zostało również przekazane przez Christine Lagarde, która nie powtórzyła wcześniejszej deklaracji o dalszym luzowaniu. Zaznaczyła natomiast panujący wysoki poziom niepewności w kontekście polityki handlowej, która zaważyła na obniżeniu prognoz gospodarczych dla strefy euro na lata 2025 oraz 2026 .Nie jest też wykluczone, że niebawem zobaczymy pauzę.

Jeśli zmaterializowały by się ten scenariusz, wówczas w połowie roku stopa depozytowa wyniosłaby 2 proc. EBC obawia się, że gwałtowny wzrost ceł USA na towary UE mogą doprowadzić do załamania eksportu do Stanów Zjednoczonych. Warto zauważyć, że taki scenariusz szybko osłabił by aktywność gospodarczą na Starym Kontynencie . Natomiast planowane dodatkowe wydatki rządowe (głównie na obronność) zwiększyłoby ryzyko inflacji dopiero w dłuższym okresie. EBC zdominowany przez „gołębich” przedstawicieli, prawdopodobnie skupi się przede wszystkim na rosnących ryzykach gospodarczych, zwłaszcza, że inflacja bazowa w ostatnim czasie lekko się obniżyła.

Ostrożne podejście EBC do dalszych obniżek wynika również z faktu, że kraje strefy euro planują masowy wzrost wydatków wojskowych w obliczu zagrożenia ze strony Rosji. Niemcy planują przeznaczyć na obronność dodatkowe środki, mniej więcej 2,5 PKB rocznie przez kolejne 10 lat.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Ceny masła wciąż wysokie – co stoi za wzrostem i czy można liczyć na spadki?

Trwałe obniżenie cen masła w sklepach w najbliższej przyszłości jest mało prawdopodobne.

Ostatnie lata charakteryzują się coraz częstszymi nierównowagami rynkowymi wynikającymi zarówno z uwarunkowań ekonomicznych, jak i środowiskowych. Dotyczy to także rynków rolnych, na które znaczący wpływ miały: początek wojny w Ukrainie (zboża, oleje roślinne), rosnący popyt na żywność wynikający ze wzrostu liczby ludności i rosnącej zamożności społeczeństw. Ten ostatni wymusza  dalszy wzrost plonów, który wymaga pobrania przez rośliny większych ilości wody, ale też zwiększa wrażliwość roślin na niedobory wody. Susze i powodzie powodują więc coraz większe spadki plonów, co rodzi dodatkowe napięcia po stronie podaży.

W ostatnich dwóch latach obserwowaliśmy duże wzrosły cen m.in. kakao, soi, kawy, ryżu, masła. Ceny masła w końcu 2024 r. zbliżyły się do rekordowych 10 zł/kostkę 250 g, czyli wzrosły o 40 proc. w stosunku do roku poprzedniego i o ponad 100 proc. do 2020 r. W tej sytuacji masło stało się w Polsce przedmiotem ostrej debaty politycznej, skutkiem czego było sięgnięcie w okresie przedświątecznym po 1000 ton tego produktu z rezerw strategicznych. Niestety taka ilość (jednak kostka na osiem osób) nie zmieniła sytuacji na polskim rynku. Nieznaczna poprawa nastąpiła natomiast na rynkach światowych i ceny masła od początku tego roku zmalały o kilkanaście procent.

Rodzi się zatem pytanie o przyczyny wzrostu cen masła i trwałość zjawiska. Po pierwsze, rosnąca populacja ludzi na świecie i wzrost ich zamożności powodują, że popyt na masło systematycznie rośnie w tempie około 1 proc. rocznie. Zapewne trend ten utrzyma się do co najmniej 2050 roku, kiedy to populacja ludzi prawdopodobnie osiągnie maksimum. Tymczasem w 2024 roku największy eksporter masła, czyli Nowa Zelandia (25 proc. światowego eksportu), doświadczyła suszy i zmniejszyła o 10 proc. eksport masła na rynki globalne (do 455 tys. ton). Jednocześnie ważni importerzy tacy jak Chiny, USA, Wielka Brytania i Indonezja, znacząco zwiększyły import. W dobie ocieplającego się klimatu problem susz i powodzi powodujących lokalne niedobory pasz, a więc i zmniejszanie się produkcji wyrobów mleczarskich na różnych rynkach, będzie się powtarzać.

Polska również jest eksporterem netto masła z eksportem netto na poziomie 40 tys. ton w 2024 roku (50 tys. ton w 2023 r.) i produkcją na poziomie około 240 tys. ton rocznie.

Trzecim czynnikiem, który podobnie jak zakłócenia w eksporcie jest prawdopodobnie również elementem krótkoterminowym, są ceny mleka odtłuszczonego w proszku (OMP). To produkt powstający po odciągnięciu tłuszczu z mleka i wysuszenia. Ponieważ ceny OMP na rynkach światowych osiągnęły bardzo niski poziom, to chcąc zapewnić opłacalność przerobu mleka na masło zakłady mleczarskie zaczęły podnosić ceny masła. Jeśli więc ceny OMP wzrosną, to należy oczekiwać wtedy spadku cen masła.

Po czwarte, rozprzestrzenia się w Europie choroba niebieskiego języka (BTV), która atakuje bydło. Obecnie w UE wirus nie występuje tylko w Finlandii, Irlandii, Słowenii, Słowacji, na Węgrzech i w krajach bałtyckich. W Polsce zanotowano kilka przypadków w 2024 roku. BTV co prawda występuje od dziesięcioleci prawie na całym świecie, jednak od 2023 roku liczba przypadków w unijnych stadach była zdecydowanie większa niż w latach poprzednich. Mimo iż chorobę tę przenoszą niektóre gatunki muchówek i nie ma zakażeń między zwierzętami, to istnieje spore ryzyko dalszego rozwoju epidemii BTV.

Dla bydła choroba nie jest wysoce śmiertelna, ale ze względu na objawy chorobowe i zmniejszenie poboru pasz następuje spadek produkcji mleka oraz zmniejszenie zawartości białka i tłuszczu. Ten ostatni jest zaś podstawowym składnikiem masła.

Ponieważ UE wytwarza ponad 1/6 światowej produkcji masła, epidemia BTV będzie nadal negatywnie wpływać na jego podaż na rynkach światowych oraz na ceny. Poprawa sytuacji możliwa będzie po upowszechnieniu szczepionek, na dystrybucję których 20 lutego tego roku Komisja Europejska wydała zgodę.

Kolejnym czynnikiem jest systematyczny spadek konkurencyjności europejskich produktów zwierzęcych, w tym masła, który wynika z kolejnych obostrzeń środowiskowych nakładanych na unijne rolnictwo. Ponadto problem z wymianą pokoleniową, niechęć do pracy na wsi, uciążliwość pracy przy krowach i duża niepewność ekonomiczna sprawiają, że szczególnie w Europie Zachodniej od kilku lat zmniejsza się produkcja mleka. Z unijnego raportu „EU Agricultural Outlook 2023-2035” wynika, że spadek produkcji mleka do 2035 roku w krajach Europy Zachodniej sięgnie 7 proc., i zostanie tylko w połowie zrekompensowany wzrostem jego produkcji w krajach UE-13. Ten sam raport prognozuje ponad 25-proc. wzrost przeciętnych cen skupu mleka w UE do 2035 roku. Przełoży się to na wzrost cen masła.

W kontekście powyższych zjawisk trwałe obniżenie cen masła w sklepach w najbliższej przyszłości jest więc mało prawdopodobne.

Autor: dr hab. Benedykt Pepliński

Autor jest profesorem Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu i członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

Decyzja EBC w centrum uwagi. Kurs euro w górę

Posiedzenie EBC w centrum uwagi. EUR/USD po silnych zwyżkach stawia pytanie: czy o parytecie w najbliższych tygodniach można już zapomnieć? Korekta na parach ze złotym, USD/PLN z nieudanym przebiciem wsparcia na 3,85. 

Luzowania ciąg dalszy?

Wydarzeniem dnia na rynkach jest posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego w sprawie stóp procentowych. Analitycy są zgodni, że dojdzie do cięcia stóp o 25 pkt bazowe, a stopa depozytowa zacumuje na poziomie 2,50%. Sporo się jednak mówi o tym, co może powiedzieć Lagarde na konferencji prasowej, zważywszy choćby na mocno rosnącą rentowność niemieckiego długu. To właśnie lokomotywa europejskiej gospodarki ma porzucić politykę unikania nadmiernego zadłużenia i uruchomić projekty wspierające rozwój warte niebagatelne 500 mld euro. Ważna kwestia to stopy procentowe, bo jeśli pozostaną na wysokim poziomie, spowodują wzrost kosztów zadłużania się. Inwestorzy oczekują od prezes EBC jasnej deklaracji, co dalej: czy na kolejnych posiedzeniach również możemy oczekiwać dalszego obniżania kosztu pieniądza? Analitycy zwracają uwagę, że pobudzenie gospodarki może wiązać się z wyższą inflacją. A to ograniczy pole manewru bankowi centralnemu w kwestii dalszych cięć stóp.

Scenariusz parytetu na razie schowany

Główna para walutowa świata ma za sobą duże zwyżki. W kilka dni z pułapu 1,04 udało się dojść do poziomu 1,08, co jak na rynek FX jest sporym osiągnięciem. W takich sytuacjach często pojawia się pytanie o korektę: czy rynek nazbyt się nie zapędził i nie dojdzie do realizacji zysków? Wspólną walutę „ciągną” (choć nie powinny) rosnące rentowności obligacji. Z jednej strony to kwestia planowanych projektów, które mają rozruszać niemiecką gospodarkę. Z drugiej – zapowiedź ogromnych wydatków zbrojeniowych. Oba te czynniki mają jeden wspólny mianownik, czyli zwiększanie zadłużenia (patrz emisja obligacji). Skoro podaż ma się zwiększyć, to spada cena obligacji i w efekcie rośnie ich rentowność. W teorii element zadłużania się nie jest korzystny dla wspólnej waluty, więc ruch na euro może nieco dziwić. Do tego dochodzi kwestia ewentualnej obniżki stóp przez EBC dzisiaj i zapowiedź dalszych kroków, co również może stać się balastem dla wspólnej waluty. Konferencja prasowa prezes Lagard o godzinie 14.45.

Korekta na PLN

Wspominaliśmy o planowanych wielkich wydatkach w Niemczech, by rozruszać gospodarkę i trzeba dodać, że to dobra informacja również dla Polski. Nasz największy partner handlowy może po prostu zwiększyć wymianę handlową z nami, co przełoży się pozytywnie na wzrost gospodarczy w kraju. Dzisiaj krajowa waluta jest nieco w defensywie, ale pamiętajmy, że szczególnie na USD/PLN zeszliśmy aż do wsparcia na poziomie 3,85. Od początku tygodnia zapomnieliśmy o 4 z przodu i jesteśmy, aż 15 groszy niżej. Dzisiaj nastąpił test tego ważnego wsparcia, a skoro próba zakończyła się fiaskiem, mamy odbicie w górę. Większej zmienności, również na parach powiązanych z PLN, możemy oczekiwać w czasie konferencji prezes EBC.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

Jak uniknąć błędów przy przelewach? Praktyczne wskazówki

Podczas realizowania przelewów internetowych, mobilnych i tradycyjnych musisz zadbać o bezpieczeństwo transakcji. Banki mają swoje zabezpieczenia, ale jako posiadacz konta możesz mieć wpływ na bezpieczny sposób realizacji transakcji. Chcesz dowiedzieć się, jak skutecznie chronić dane do przelewu? Zajrzyj do poradnika. Poznaj kilka wskazówek, jak wykonać przelew bankowy bez ryzyka problemów z oszustwem lub pomyłką.

Jak wykonać przelew? Proste zasady

W praktyce przelew środków to wygodny sposób na przekazanie pieniędzy odbiorcy w cyfrowej formie. Takie operacje możesz zrealizować przez bankowość elektroniczną, aplikację mobilną lub klasycznie – w oddziale banku VeloBank lub innej instytucji, gdzie masz aktywny rachunek osobisty lub firmowy.

W praktyce wystarczy, że przejdziesz kilka kroków, aby przelew internetowy lub jakakolwiek inna operacja przebiegła bez problemów i ryzyka padnięcia ofiarą oszustwa. A więc jak zrobić przelew i nie ryzykować?

  1. Zwracaj uwagę na detale – prawidłowy numer konta i podstawowe dane odbiorcy warto zweryfikować dwa razy przed zatwierdzeniem transakcji.
  2. Korzystaj z bezpiecznego łącza internetowego – otwarte sieci Wi-Fi mogą być śledzone przez hakerów, a to potencjalne ryzyko kradzieży danych logowania do banku.
  3. Wykonuj przelewy przez sprawdzone systemy – zawsze wykonuj przelew internetowy lub mobilny przez sprawdzone aplikacje i strony dostarczane przez bank.

Jeśli masz konto osobiste lub firmowe z dostępem do bankowości online, możesz swobodnie realizować przelewy w dowolnym momencie. Alternatywna opcja to tradycyjny przelew bankowy. Pamiętaj, że wykonasz go tylko w placówce banku, a to wiąże się z licznymi ograniczeniami, np. godziny pracy instytucji.

Przelewy krok po kroku – internetowe i tradycyjne

Aby wykonać przelew na konto, musisz zadbać nie tylko o bezpieczeństwo transakcji. Potrzebujesz konkretnych danych do przelewu, aby transfer środków przebiegł prawidłowo. Standardowe informacje do wprowadzenia w bankowości elektronicznej, mobilnej lub na blankiecie przelewu to:

  • numer konta odbiorcy,
  • imię i nazwisko,
  • adres (opcjonalnie),
  • kwota transakcji,
  • data realizacji przelewu,
  • waluta (wyłącznie w przypadku operacji międzynarodowych).

Pamiętaj też o tym, aby przygotować dobry tytuł przelewu. Nawet jeśli przelewasz pieniądze na prywatne konto bankowe, staraj się dokładnie opisać transakcję, np. za co wysyłasz środki lub w jakim celu.

Zarówno w przypadku internetowych, jak i tradycyjnych przelewów bankowych podstawą bezpieczeństwa jest weryfikacja wprowadzonych danych. Unikniesz w ten sposób konieczności zwracania się do banku z prośbą o anulowanie zaksięgowanej transakcji. W tym przypadku zwrot środków jest możliwy, ale najczęściej wiąże się z szeregiem formalności do załatwienia i długim czasem oczekiwania.

Bezpieczeństwo przelewów – 8 kluczowych zasad

Każdy przelew internetowy wymaga ostrożności, ponieważ oszuści stale szukają nowych metod wyłudzeń. Banki stosują zabezpieczenia, ale to Ty odpowiadasz za sprawdzenie odbiorcy i ochronę swoich danych.

Zapamiętaj kilka prostych zasad, a zminimalizujesz ryzyko oszustwa i zaczniesz bezpiecznie zarządzać swoimi finansami.

A więc jak przelać komuś pieniądze bez żadnego ryzyka? Skorzystaj z 8 prostych wskazówek.

  1. Nie podawaj kodów BLIK przez telefon – oszuści podszywają się pod znajomych lub instytucje i proszą o kod do transakcji.
  2. Uważaj na linki w e-mailach i SMS-ach – banki nigdy nie proszą o dane logowania przez wiadomości. Sprawdź adres nadawcy, zanim klikniesz link.
  3. Zmień hasło do bankowości regularnie – stosuj silne i unikalne hasła, najlepiej z literami, cyframi i znakami specjalnymi.
  4. Korzystaj z powiadomień o transakcjach – aktywuj alerty SMS lub w aplikacji, aby szybko wykryć podejrzane operacje.
  5. Sprawdzaj dane odbiorcy – upewnij się, że numer konta i nazwa odbiorcy są zgodne. Oszuści mogą podmienić dane w fałszywych wiadomościach.
  6. Unikaj publicznych sieci Wi-Fi – nigdy nie wykonuj przelewów w miejscach bez zabezpieczeń, np. w kawiarniach lub na lotnisku.
  7. Weryfikuj certyfikaty banku – przed zalogowaniem do bankowości internetowej sprawdź, czy strona ma ważny certyfikat SSL (symbol kłódki w pasku adresu).
  8. Korzystaj z autoryzacji dwuetapowej (2FA) – włącz dodatkowe zabezpieczenia, takie jak kody SMS lub aplikacja mobilna banku1.

W dzisiejszych czasach cyberprzestępcy stosują zaawansowane metody do wyłudzeń danych osobowych i haseł logowania. Zawsze zachowuj czujność, nawet jeśli realizujesz przelew internetowy na niewielką kwotę. Czasem chwila nieuwagi może skończyć się utratą dostępu do rachunku bankowego.

Co robić w razie problemów z przelewem?

W praktyce oszustwo dla przelewu bankowego może przydarzyć się każdemu. Niemniej jednak działalność cyberprzestępców to niejedyny czynnik, który powoduje problemy z przelewami środków. Kłopoty z transakcjami mogą wynikać z błędnie podanych danych odbiorcy, opóźnień w banku w wyniku problemów technicznych lub przeciążenia systemu bankowości.

W razie problemów:

  1. Sprawdź historię transakcji w bankowości internetowej i upewnij się, że pieniądze faktycznie zostały wysłane z konta.
  2. Skontaktuj się z bankiem. Infolinia lub czat banku pomogą w wyjaśnieniu sytuacji.
  3. Zweryfikuj dane odbiorcy. Upewnij się, że numer konta i inne informacje są poprawne.
  4. Zgłoś reklamację, jeśli przelew został odrzucony lub nie dotarł, bank może zwrócić pieniądze na Twoje konto.
  5. Zgłoś podejrzenie oszustwa w przypadku, gdy wysłałeś pieniądze do nieznanej osoby. Skontaktuj się z policją i bankiem jednocześnie, aby szybko wyjaśnić sprawę.

Błędnie zlecony przelew da się łatwo cofnąć, o ile jeszcze nie został zaksięgowany w ramach sesji ELIXIR2.

Jeśli transakcja została już wykonana, wtedy musisz zwrócić się z oficjalnym pismem do banku w celu wyjaśnienia sprawy i podjęcia kroków potrzebnych do odzyskania przetransferowanych środków. W takiej sytuacji bank musi skontaktować się z odbiorcą przelewu i ustalić fakty, a to może zająć sporo czasu.

Bezpieczny przelew – podsumowanie

Bezpieczeństwo przelewów zależy od Twojej czujności i przestrzegania podstawowych zasad. Aby uniknąć błędów, zawsze sprawdzaj dane odbiorcy, korzystaj ze sprawdzonych kanałów bankowych i unikaj logowania do bankowości przez niezabezpieczone sieci Wi-Fi.

W razie problemów z przelewem działaj szybko – skontaktuj się z bankiem, zgłoś reklamację lub podejrzenie oszustwa. Pamiętaj, dbając o bezpieczeństwo swoich danych i pieniędzy, dbasz o swoją bezpieczną przyszłość.

Nota prawna: Niniejsza treść nie stanowi oferty w rozumieniu art. 66 Kodeksu Cywilnego i ma charakter wyłącznie informacyjny.

Bibliografia:

  1. Europejski Bank Centralny, Rekomendacje dotyczące bezpieczen stwa płatnos ci internetowych, 2013.
    https://www.knf.gov.pl/knf/pl/komponenty/img/Rekomendacje_bezpieczenstwo_platnosci_internetowych_37934.pdf
  2. KIR, System rozliczeń Elixir – System płatności międzybankowych.
    https://www.kir.pl/nasza-oferta/banki/rozliczenia/elixir

Polska dwóch prędkości. Cztery województwa napędzają gospodarkę, reszta w tyle

Cztery najbogatsze województwa wytwarzają ponad połowę polskiego PKB, pięć najbiedniejszych – niespełna 15 proc. Rozwój regionalny w Polsce jest bardzo zróżnicowany i nic nie zapowiada, by miało się to zmienić.

W 2023 r. aż 53,8 proc. polskiego PKB wytwarzały tylko cztery województwa: mazowieckie, śląskie, wielkopolskie i dolnośląskie – wynika ze wstępnych szacunków Głównego Urzędu Statystycznego. Jednocześnie to najbogatsze polskie regiony, z PKB w przeliczeniu na mieszkańca powyżej średniej krajowej. Niekwestionowanym liderem było województwo mazowieckie, gdzie PKB na mieszkańca stanowił aż 157,4 proc. średniej. Jeszcze wyższy wynik odnotowano w samej Warszawie i sąsiadujących z nią powiatach (region stołeczny), gdzie wartość PKB na mieszkańca wynosiła aż 201,2 proc. średniej krajowej.

Na drugim końcu zestawienia znalazło się pięć województw tworzących Polskę Wschodnią: lubelskie, podlaskie, podkarpackie, warmińsko-mazurskie i świętokrzyskie. W 2023 r. regiony te wytworzyły zaledwie 14,4 proc. polskiego PKB. Były to jednocześnie najbiedniejsze województwa, gdzie PKB na osobę nie przekraczał 78 proc. średniej krajowej. Najniższą wartość odnotowano w województwie lubelskim (68,8 proc. średniej), w którym PKB w przeliczeniu na osobę był blisko trzykrotnie niższy niż w regionie warszawskim stołecznym.

W Polsce podział na bogaty zachód i biedny wschód ma uwarunkowania historyczne. Już u średniowieczu ziemie zachodnie zaczęły rozwijać się szybciej od wschodniej części kraju. Było to spowodowane przyrodniczą przeszkodą terenową – Wisłą. Nasza najdłuższa rzeka w naturalny sposób utrudniała przepływ wiedzy, technologii i innowacji z bardziej rozwiniętych części Europy Zachodniej na tereny mniej zamożne.

Różnice w rozwoju regionalnym Polski jeszcze bardziej pogłębiły się w czasie rozbiorów, gdy wschodnia część kraju znalazła się pod niewolą najbardziej zacofanego imperium ówczesnej Europy – carskiej Rosji. Skutki rozbiorów widoczne są do dziś i przejawiają się w różnicach w uprzemysłowieniu, strukturze agrarnej, infrastrukturze, a często także w mentalności mieszkańców.

W czasach Polski Ludowej główny nacisk władze kładły na rozwój województw najsilniej zurbanizowanych i zindustrializowanych. Przyczyniła się do tego ówczesna centralnie planowana polityka gospodarcza, która w centrum uwagi stawiała uprzemysłowienie. W tamtym czasie inwestycje lokowano przede wszystkim w województwach przejawiających potencjał do produkcji przemysłowej. Inwestowanie w Polskę Wschodnią nie było priorytetem.

Owszem, w PRL duże zakłady przemysłowe powstawały czasem także we wschodniej części kraju. Inwestycje te miały jednak charakter incydentalny i z braku technologii oraz dostępu do odpowiednich zasobów nie doprowadziły do nadrobienia zaległości rozwojowych biedniejszych terenów.

Na różnice w rozwoju polskich województw wpływają również uwarunkowania geograficzne. Obok biegu Wisły, istotnym czynnikiem przestrzennym decydującym o poziomie rozwoju regionalnego w Polsce była i jest nadal bliskość zachodniej granicy państwa.

W minionych wiekach źródłem transferu wiedzy i technologii był zachód Europy. W połączeniu z bliskością szlaków handlowych, spowodowało to rozwój polskich miast położonych na zachód od Wisły. Obecnie tylko dwa z 10 miast o największej liczbie ludności – Lublin i Białystok – leżą we wschodniej części kraju. Tymczasem gospodarka rozwija się przede wszystkim w największych miastach, które są biegunami wzrostu oraz centrami życia naukowego i kulturalnego, umożliwiając jednocześnie przepływ wiedzy i idei.

Obecnie bliskość zachodniej granicy determinuje lokowanie bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Niemcy, jako główny partner handlowy Polski, stanowią naturalny rynek zbytu dla wielu branż. Sprawia to, że zagraniczne firmy umiejscawiają swoje inwestycje w województwach położonych relatywnie blisko naszego zachodniego sąsiada. Takie posunięcie ma zminimalizować koszty transportu oraz ułatwić dostęp do niemieckiego rynku zbytu.

Tymczasem województwa Polski Wschodniej, oddalone od głównych centrów gospodarczych i o znacznie gorszej infrastrukturze komunikacyjnej, są mało atrakcyjnym miejscem do lokowania inwestycji. Dodatkowo stanowią wschodnią granicę Unii Europejskiej i graniczą z regionami jeszcze od nich uboższymi.

Do podziału na bardziej i mniej rozwinięte części kraju przyczyniło się również rozmieszczenie surowców naturalnych. A te ulokowane są przede wszystkim w zachodniej części Polski. Surowce naturalne stanowią podstawę wielu gałęzi przemysłu, np. energetyki, przemysłu chemicznego i metalurgicznego czy budownictwa. Regiony bogate w zasoby mają zatem przewagę w rozwoju przemysłu, co powoduje ich szybszy rozwój gospodarczy.

Rozbieżności w rozwoju polskich regionów widoczne są od dziesięcioleci. Przez ponad 40 lat istnienia Polski Ludowej nie sprostała im gospodarka centralna, kiedy to planowanie i lokowanie inwestycji zależało wyłącznie od decyzji polityków. Zniwelowanie różnic rozwojowych przez państwo okazało się niewykonalne, ponieważ gra wbrew zasadom rynku z góry skazana była na wysokie koszty i kończyła się fiaskiem.

Również realizacja europejskiej polityki spójności w Polsce nie przyczynia się do zmniejszenia luki w rozwoju województw. W unijnej perspektywie budżetowej 2014-2020 najwięcej pieniędzy na mieszkańca trafiło m.in. do województw Polski Wschodniej. Według stanu na koniec 2023 r. w gronie sześciu województw o najwyższej absorpcji funduszy unijnych w przeliczaniu na mieszkańca, znalazło się pięć regionów Polski Wschodniej. Najmniej funduszy unijnych w przeliczeniu na osobę trafiło do województw najbardziej rozwiniętych: wielkopolskiego, mazowieckiego i dolnośląskiego.

Rozbieżności w rozwoju regionalnym są czymś naturalnym i nigdzie na świecie nie udało się ich usunąć. Pomimo usilnych starań różnice nadal są widoczne we Włoszech, gdzie północ jest bogata, a południe biedne. Podobnie w Niemczech: pomimo niezwykle kosztownych programów pomocowych, nadal istnieje tam podział na bardziej rozwinięte landy zachodnie i mniej rozwiniętą wschodnią część kraju.

Jak zwrócił uwagę prof. David S. Landes, amerykański historyk i ekonomista, świat nigdy nie był równym boiskiem. Rozwój regionalny zależy bowiem od wielu różnych czynników: historii, geografii, instytucji czy kapitału ludzkiego. Nierówności są nieuniknione. Mimo to warto dążyć do stworzenia mieszkańcom mniej rozwiniętych regionów perspektywy poprawy jakości życia, co czynią środki unijne.

Autor: dr Paweł Janukowicz

Autor jest doktorem nauk społecznych w dyscyplinie ekonomia i finanse, a także członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

Ołówki reklamowe – połączenie funkcjonalności i skutecznej reklamy

Ołówki reklamowe od lat są jednym z najchętniej wybieranych gadżetów promocyjnych. Ich uniwersalność, funkcjonalność oraz możliwość personalizacji sprawiają, że stanowią skuteczne narzędzie w budowaniu rozpoznawalności Twojej marki. Dzięki szerokim możliwościom zastosowania, ołówki reklamowe znajdują swoje miejsce w niemal każdej branży.

Dlaczego warto wybrać ołówki reklamowe?

Ołówki reklamowe to uniwersalne i praktyczne narzędzie promocji, które świetnie sprawdza się w każdej branży. Dzięki codziennemu zastosowaniu w biurach, szkołach czy domach, skutecznie budują pozytywne skojarzenia z marką i wzmacniają jej rozpoznawalność. Ich niski koszt produkcji pozwala na zamawianie większych ilości, co czyni je idealnym rozwiązaniem nawet dla firm z ograniczonym budżetem. Uniwersalność ołówków z logo sprawia, że pasują zarówno do sektora edukacyjnego, kreatywnego, jak i budowlanego. To skuteczny i ekonomiczny sposób na promocję Twojej marki.

  • Funkcjonalność i codzienne zastosowanie
  • Niski koszt produkcji
  • Uniwersalność

Zalety ołówków reklamowych z nadrukiem

Ołówki reklamowe z nadrukiem to idealne połączenie funkcjonalności i skutecznej promocji. Dzięki możliwości personalizacji i dużej powierzchni reklamowej, stanowią praktyczny nośnik Twojej marki, który jest obecny w codziennym życiu klientów. Sprawdź, dlaczego warto je wybrać!

  • Duża powierzchnia reklamowa – Chociaż ołówki są niewielkie, ich obudowa oferuje wystarczająco dużo miejsca na umieszczenie logo, hasła reklamowego lub danych kontaktowych. Dzięki temu są skutecznym nośnikiem reklamy, który dociera do wielu osób.
  • Personalizacja – Nowoczesne technologie nadruku pozwalają na pełną personalizację ołówków. Możesz wybrać dowolny kolor, nadruk w pełnym kolorze lub elegancki grawer laserowy, który nada gadżetom unikalnego charakteru.
  • Mobilność – Ołówki to gadżety, które użytkownicy zawsze mają przy sobie – w torbie, plecaku czy na biurku. To sprawia, że Twoja marka jest stale obecna w ich codziennym życiu, zwiększając świadomość i lojalność klientów.

Jak wykorzystać ołówki reklamowe w promocji firmy?

Eventy i targi branżowe

Podczas wydarzeń branżowych ołówki reklamowe doskonale sprawdzą się jako upominki rozdawane uczestnikom. Dzięki swojej praktyczności, są chętnie przyjmowane przez odwiedzających, z pewnością zwiększy to widoczność Twojej marki.

Prezenty dla klientów

Wręczając personalizowane ołówki jako część zestawu promocyjnego, budujesz pozytywne skojarzenia z marką. To prosty sposób na podziękowanie klientom za współpracę i zachęcenie ich do dalszego korzystania z Twoich usług.

Materiały biurowe

Ołówki reklamowe mogą być również wykorzystywane jako element wyposażenia biurowego. Wyposażając swoje biuro w personalizowane gadżety, podkreślasz profesjonalizm firmy i dbasz o spójny wizerunek marki.

Promocje sezonowe

Dodawanie ołówków reklamowych do większych zamówień jako gratis to skuteczna metoda na zwiększenie sprzedaży i zainteresowania ofertą. Dzięki temu klienci chętniej sięgają po produkty lub usługi Twojej firmy.

Najlepsze ołówki reklamowe

Jeśli szukasz wysokiej jakości ołówków reklamowych, sprawdź ofertę spiroprint.pl. Oferują oni szeroki wybór personalizowanych ołówków z nadrukiem, idealnych do biura, szkół czy jako upominek promocyjny. To praktyczny i skuteczny sposób na zwiększenie rozpoznawalności Twojej marki.

Podsumowanie

Ołówki reklamowe to uniwersalny i praktyczny gadżet promocyjny, który sprawdzi się w każdej branży. Ich funkcjonalność sprawia, że są chętnie używane na co dzień w biurach, szkołach czy domach, co buduje pozytywne skojarzenia z Twoją marką. Niski koszt produkcji umożliwia masowe zamówienia, czyni je to idealnym rozwiązaniem nawet dla firm z niskim budżetem. Dzięki dużej powierzchni reklamowej i możliwości personalizacji, ołówki skutecznie promują logo i hasła reklamowe. To prosty i ekonomiczny sposób na zwiększenie rozpoznawalności marki i budowanie lojalności klientów.

EY: Szara strefa zmniejsza się, ale nadal generuje dużą lukę podatkową

Szara strefa, która stanowiła ok. 11,8% światowego PKB w 2023 r., zmniejszyła się w 90% krajów na świecie w ciągu ostatniego ćwierćwiecza. W Polsce nierejestrowana działalność skurczyła się o połowę w tym okresie i wyniosła ok. 9,7% PKB w 2023 roku. Badanie Zespołu Analiz Ekonomicznych EY wskazuje pięć obszarów działań podejmowanych przez rządy w celu ograniczenia szarej strefy oraz, szerzej, luki podatkowej.

Szara strefa (gospodarka nieobserwowana) to część PKB, która nie jest raportowana. Obejmuje działalność ukrytą zarejestrowanych firm, taką jak posiłki w restauracjach bez paragonu, oraz nieformalną działalność niezarejestrowanych podmiotów, jak część handlu ulicznego. W skład szarej strefy wchodzi również działalność nielegalna, na przykład produkcja narkotyków, oraz produkcja towarów na własny użytek w gospodarstwach domowych. Dwa pierwsze typy działalności przyczyniają się do tzw. luki podatkowej, czyli różnicy między podatkami, które powinny być zebrane zgodnie z przepisami, a tymi, które faktycznie zostały zebrane. Inne istotne źródła luki podatkowej to wyłudzenia podatkowe, takie jak karuzele VAT.

Mniej szarości w gospodarce

W badaniu Zespołu Analiz Ekonomicznych EY obejmującym 131 kraje odpowiadające za 97,2% globalnego PKB widać wyraźną tendencję – szara strefa na świecie się kurczy. Gospodarka nieobserwowana zmniejszyła się w 119 ze 131 analizowanych krajów w latach 2000–2023, wynika z raportu “Shadow Economy Exposed: Estimates for the World and Policy Paths”. Jednak nierejestrowana działalność wciąż stanowi istotną część światowego PKB – na koniec analizowanego okresu, w 2023 roku, udział szarej strefy w światowej gospodarce wyniósł 11,8%. Średnia arytmetyczna szacunków na poziomie krajowym była znacząco wyższa i wyniosła 19,3% PKB. Wynika to z faktu, że wiele państw o niższych dochodach, a w konsekwencji często mniejszych gospodarek, było bardziej dotkniętych nieraportowanymi transakcjami.

Ograniczenie szarej strefy jest szczególnie istotne teraz, w dobie gdy rządy wielu krajów zmagają się z deficytem w finansach publicznych, a ich potrzeby wydatkowe, m.in. w obszarze transformacji energetycznej i cyfrowej oraz obronności, są wyjątkowo wysokie. Redukcja szarej strefy i idący za tym wzrost dochodów państwa mogą stanowić istotne wsparcie w tym obszarze. Dodatkowo, umożliwiają równiejszą konkurencję między firmami, zwiększają dostępne finansowanie dla ważnych dóbr i usług publicznych, wzmacniają pozytywne normy społeczne oraz zaufanie do instytucji państwa – mówi Marek Rozkrut, Partner EY, szef Zespołu Analiz Ekonomicznych, Główny Ekonomista EY na Europę i Azję Centralną.

Co ciekawe, analiza EY wskazuje, że kryzys gospodarczy spowodowany pandemią był związany z tymczasowym wzrostem aktywności w szarej strefie, szczególnie w krajach o średnich i niskich dochodach.

Znacząca poprawa w Polsce

W latach 2000-2023 udział szarej strefy w PKB spadał najszybciej w krajach o niskich dochodach. Państwa bardziej rozwinięte odnotowały mniejsze zmiany, ponieważ miały ograniczoną przestrzeń do poprawy czynników odpowiedzialnych za to zjawisko oraz stosunkowo stabilne warunki społeczno-ekonomiczne.

Na potrzeby badania, EY podzielił gospodarkę światową na 14 odrębnych regionów geograficznych. W 2023 roku nierejestrowana działalność odgrywała największą rolę w regionach Ameryki Północnej oraz Europy Zachodniej, Północnej i Południowej, a także na Bliskim Wschodzie, osiągając średnio od 5,0% do 8,2% PKB. Z kolei największa szara strefa występowała w niektórych częściach Afryki i Azji Południowej, z udziałami wahającymi się od 24,1% do 41,6% PKB. Największy postęp w redukcji szarej strefy miał miejsce w Azji Zachodniej i Centralnej. Na drugim biegunie, z negatywnymi zmianami, znalazły się Azja Południowo-Wschodnia, region Pacyfiku i Afryka Południowa.

W Polsce szara strefa spadła o niemal dokładnie połowę od 2000 roku i wynosiła ok. 9,7% PKB w 2023 roku.

Jesteśmy krajem, który w analizowanym okresie dynamicznie rozwijał się gospodarczo, a jego instytucje oraz relacje między firmami i państwem ulegały istotnym przemianom. Wiele z tych zjawisk przyczyniło się do obniżenia szarej strefy, zarówno poprzez ograniczenie bodźców, jak i możliwości do prowadzenia nieraportowanej działalności. W długim okresie, polepszeniu uległa ogólna efektywność rządu i administracji, choć oczywiście istnieją tutaj obszary do poprawy. Zmianie podlegały też postawy społeczne w kierunku mniej sprzyjających szarej strefie. Ponadto ewolucja sytuacji gospodarczej, szczególnie kondycji i struktury rynku pracy, ograniczały rolę nierejestrowanej pracy i działalności – mówi Michał Kowalczuk, Menedżer w Zespole Analiz Ekonomicznych EY.

W walce z szarą strefą pomaga badanie jej źródeł i obszarów koncentracji.

Poznanie przyczyn, sektorów oraz charakterystyk podmiotów zaangażowanych w szarą strefę jest kluczowe dla skutecznej walki z tym zjawiskiem. Nasze badanie wskazuje, że istotna jest pogłębiona analiza dostępnych danych oraz kompleksowe działania państwa dopasowane do otrzymanych wniosków – mówi Piotr Dybka, Menedżer w Zespole Analiz Ekonomicznych EY.

Jak ograniczać szarą strefę

Dlaczego szara strefa jest tak ważna akurat teraz? Pandemia COVID-19 oraz wstrząsy energetyczne doprowadziły do spowolnienia gospodarczego, zmuszając rządy do wprowadzenia środków ochronnych dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. Te działania, choć skuteczne w zapobieganiu głębszej recesji, często prowadziły do deficytów w finansach publicznych. Dodatkowo, rządy ponoszą znaczne nakłady na inwestycje w zielone technologie, transformację cyfrową oraz wzmocnienie obronności.

Badanie wskazuje pięć obszarów działań podejmowanych przez rządy w celu ograniczenia szarej strefy oraz, szerzej, luki podatkowej. Są to:

  • Zwiększenie zaufania podatników do administracji publicznej i systemu podatkowego
  • Ograniczanie liczby niezarejestrowanych przedsiębiorstw
  • Wykorzystanie dostępnych technologii w celu efektywnego wykrywania nieprawidłowości podatkowych
  • Wykorzystanie danych z różnych źródeł
  • Wspieranie współpracy między jednostkami administracji krajowej oraz rządami różnych państw.

Nasza analiza podkreśla konieczność uwzględnienia lokalnego kontekstu przy opracowywaniu strategii działania. Ważne jest łączenie długoterminowych inicjatyw, takich jak poprawa jakości instytucji, z usprawnieniami, które mogą zostać wdrożone także w krótszym okresie, na przykład w zakresie lepszego wykrywania nieprawidłowości podatkowych. W celu zwiększenia efektywności kosztowej podejmowanych działań, warto je nakierować na obszary szczególnie eksponowane na działalność w szarej strefie. Równocześnie warto pamiętać, że nierejestrowana działalność często dotyczy mniejszych podmiotów i osób o niższych dochodach. W tym przypadku działania rządu powinny być planowane bardzo ostrożnie, gdyż związane z nimi koszty społeczne i ekonomiczne mogą przewyższyć korzyści z tytułu ograniczenia szarej strefy – mówi Marek Rozkrut.

Lutowy rollercoaster na rynku złota – trzy rekordy ATH i korekta

Luty był miesiącem bardzo burzliwym, który przyniósł złotu zarówno trzykrotne ATH, jak i niewielką korektę. Głównym sponsorem tych emocji była nowa administracja USA, kwestie związane z cłami, rezerwami złota oraz pokojem w Ukrainie.

Uncja złota na początku miesiąca kosztowała 2815 dolarów. 5 lutego zaliczyła pierwsze ATH (all-time high – rekordowy poziom) na poziomie 2882 USD, 11 lutego drugie – 2942 USD i 24 lutego trzecie – 2956 dolarów za uncję. Już w kolejnym dniu rozpoczęła się trwająca cztery dni korekta, w wyniku której złoto spadło do poziomu ok. 2833 USD, a więc – licząc od ATH – prawie 4 proc. Korekta zakończyła się w ostatnim dniu miesiąca, czyli 28 lutego.

Przyczyny korekty

Wśród najistotniejszych czynników mogących przyczynić się do korekty, z pewnością wymienić należy realizację zysków przez spekulantów, co znajdowało odzwierciedlenie w liczbie spadku długich pozycji na Comex.

Po wyznaczeniu ATH często pewna część inwestorów realizuje zyski i wycofuje swoje środki, sądząc, że potencjał wzrostowy danego aktywa się wyczerpał. W tym przypadku mamy oczywiście kwestię zmiany retoryki Fed w obliczu nieodpuszczającej inflacji, potencjalne odroczenie ceł do kwietnia (ostatecznie wprowadzone zostały w marcu) i – najważniejsze – piątkowe spotkanie w Białym Domu, podczas którego podpisana miała być tzw. umowa surowcowa. Wizja pokoju w Ukrainie mogła stanowić istotny czynnik w tej korekcie. Ostatecznie jednak umowa podpisana nie została, a przez weekend rynki żyły w napięciu, analizując w napięciu ewentualne skutki.

Co napędzało złoto w lutym?

I nie tylko w lutym, bo także w styczniu. Jak dobrze pamiętamy, zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach oraz „Trump Trade” sprawiły, że złoto znalazło się w konsolidacji. Później jednak sytuacja zaczęła się zmieniać, a po nowym roku kruszec wrócił na kurs wzrostowy.

Z jednej strony był to silny popyt w Azji, z drugiej zaś pewne ruchy czynione przez nową administrację USA, które sprawiły, że wielu dużych graczy działających na kontraktach terminowych, zapragnęło odebrać swój kruszec w formie fizycznej. To – a także obawa przed cłami – sprawiło, że w ciągu ostatnich trzech miesięcy do Stanów Zjednoczonych zaczęto zwozić ogromne ilości złota z Londynu.

Temat złota rozgrzewany był w USA jeszcze w dwóch kontekstach: faktu, że w bilansie amerykańskiego Fed, kruszec zgromadzony w ramach rezerw – ponad 8133 ton – wyceniony jest po cenie 42,22 USD za uncję (przy aktualnej cenie sięgającej blisko 3000 USD), oraz kwestii ewentualnego audytu rezerw.

Kwestię audytu poruszył nie kto inny, jak Elon Musk, który zakwestionował obecność złota w Fort Knox. Temat podchwycił Rand Paul, republikański senator z Kentucky, który zachęcał Muska do wykonania takiego audytu. Temat spotkał się również z zainteresowaniem samego prezydenta. W nieco innym duchu wypowiadał się Scott Bessent, Sekretarz Skarbu, który wierzy, że złoto jest w Fort Knox. Ten ostatni zapewne najlepiej też zdaje sobie sprawę z tego, że kwestionowanie obecności amerykańskich rezerw złota to podcinanie gałęzi, na której się siedzi. Chodzi bowiem o wiarygodność dolara amerykańskiego i całej gospodarki Stanów Zjednoczonych.

Temat audytu w Fort Knox nie znalazł rozstrzygnięcia w lutym, jednak jest on jednym z ważniejszych, na który warto zwrócić uwagę w najbliższych tygodniach.

Indonezja otworzyła banki bulionowe

26 lutego w Indonezji otwarte zostały pierwsze dwa banki bulionowe, a więc takie, które będą umożliwiały zarówno obywatelom, jak i instytucjom zakup złota, ale także jego sprzedaż.

Indonezja jest jednym z dużych producentów złota, posiadających znaczące jego zasoby. Do tej pory zajmowała się jednak przede wszystkim eksportem nierafinowanego złota. Rozwój tej gałęzi gospodarki ma rozszerzyć spektrum działalności na lokalnym rynku i przesunąć akcent z wydobycia na rafinację, produkcję i sprzedaż produktów końcowych, czyli gotowych wyrobów, co finalnie przełożyć ma się na wzrost PKB kraju.

Warto podkreślić przy tym fakt, że w styczniu Indonezja wkroczyła w szeregi państw BRICS, które – o czym pisaliśmy i mówiliśmy niejednokrotnie – darzą złoto szczególną uwagą. Chociażby w kontekście globalnej rywalizacji gospodarczej USA i Chin oraz znaczenia dolara amerykańskiego.

W Polsce też kupujemy złoto

W lutym pojawiły się informacje o tym, że Narodowy Bank Polski kontynuował zakupy kruszcu w styczniu. Uwzględniając tegoroczne zakupy, nasze rezerwy wynoszą obecnie ok. 451,3 tony.

Tym, co się nie zmienia, są stopy procentowe. Inflacja nie odpuszcza, a wojna handlowa stanowić będzie czynnik proinflacyjny. Jednak według analityków Goldman Sachs stopy procentowe w Polsce mogą zostać obniżone po wyborach prezydenckich, a więc na przełomie II i III kwartału. Byłaby to dobra wiadomość dla kredytobiorców i przedsiębiorców, jednak w obliczu obecnej dynamiki wydarzeń, pojawia się coraz więcej niepewności.

Michał Tekliński – ekspert rynku złota Goldsaver.pl, Grupa Goldenmark

BIK: W lutym popyt na kredyty mieszkaniowe wzrósł o 37,2% r/r

O 37,2% r/r wzrosła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w lutym 2025 r. – informuje BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe. Wartość Indeksu oznacza, że w lutym 2025 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 37,2% w porównaniu do lutego 2024 r.

BIK Indeks Popytu na kredyty mieszkaniowe to wskaźnik, który mierzy zainteresowanie kredytami mieszkaniowymi w Polsce. Indeks ten pokazuje, jak zmienia się wartość wniosków o kredyty mieszkaniowe składanych przez klientów indywidualnych w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego. Wskaźnik ten jest użyteczny dla analityków i instytucji finansowych, ponieważ pomaga ocenić trendy na rynku kredytów mieszkaniowych i pozwala prognozować poziom akcji kredytowej w kolejnych miesiącach.

W lutym 2025 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 33,11 tys. osób w porównaniu do 26,64 tys. rok wcześniej, co przekłada się na wzrost r/r o 24,3%. W lutym w porównaniu do stycznia br.  liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy wzrosła o 17,0%.

Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego wyniosła w lutym 2025 r. 449,1 tys. zł i była wyższa o 5,1% niż w lutym 2024 r. W porównaniu do stycznia 2025 r. była wyższa o 1,7%.

– Na odczyt Indeksu Popytu na kredyty mieszkaniowe trzeba patrzeć w kontekście konstrukcji samego wskaźnika. Obecny lutowy wzrost wartości o 37,2% porównujemy do analogicznego odczytu rok temu. Wówczas popyt na kredyty mieszkaniowe wyhamował w reakcji na zakończenie w grudniu 2023 r. Programu Bezpieczny Kredyt 2% – tłumaczy dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

– O 17% wzrosła w lutym liczba osób wnioskujących o kredyt hipoteczny w porównaniu do stycznia br. Warto nadmienić, że historycznie styczeń nie jest miesiącem, w którym zainteresowanie kredytem mieszkaniowym jest bardzo duże. Trzeba też pamiętać, że jeżeli wniosek o kredyt składa więcej niż jedna osoba, to do BIK przesyłane jest zapytanie dotyczące każdej z tych osób. Częściowo wzrost liczby osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy w lutym może wynikać z faktu, że obecnie o kredyt wnioskuje mniej singli.

– Drugim czynnikiem wpływającym na wysokość wartości Indeksu jest średnia kwota wnioskowanego kredytu. I w tym aspekcie mamy ciekawą sytuację, bowiem w lutym br. padł historyczny rekord: średnia kwota wyniosła już prawie 450 tys. zł i to przy spadku cen transakcyjnych na rynku wtórnym o około 6% i stabilizacji na rynku pierwotnym. Kredytowane są zatem zakupy droższych nieruchomości, co powoduje konieczność wnioskowania o kredyt dwóch i więcej potencjalnych kredytobiorców – zauważa prof. Rogowski i dodaje, że w kolejnych miesiącach 2025 r. należy spodziewać się wzrostu Indeksu Popytu na kredyty mieszkaniowe.popyt hipoteki luty 2025