Wirtualna Polska ujawniła, że Ministerstwo Funduszy płaci za promowanie postów publikowanych przez ministrę Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz na swoich prywatnych profilach. Promocja dotyczy wpisów związanych z pracami MFiPR. Ministra broni się tym, że profil realnej osoby działa na odbiorców lepiej niż profil instytucji – i to jest trafny argument, z którym można się zgodzić. Nadużycie w tym przypadku można jednak wykluczyć jedynie pozornie.
Komentarz Mikołaja Chałasa, Partnera w Chałas i Wspólnicy:
Praktyka dotycząca promowania przez Ministerstwo materiałów publikowanych przez Panią Minister, na jej prywatnym profilu, nie jest bynajmniej zagadnieniem błahym ani oczywistym. Kwestia transparentności przekazu, w szczególności w mediach społecznościowych, jest od dłuższego czasu przedmiotem wzmożonych działań Prezesa UOKiK.
Organ ten od dłuższego czasu walczy o oznaczanie przez osoby działające w mediach społecznościowych postów sponsorowanych. By zobrazować powagę tego zagadnienia warto wspomnieć, że na początku marca wydał w tym zakresie decyzję, w ramach której nałożył na trzech influencerów kary na łączną kwotę prawie pół miliona złotych.
Większość promowanych przez Prezesa UOKiK praktyk dotyczy zapewnienia jak największej transparentności charakteru publikowanych materiałów, tj. przejrzystego rozdziału pomiędzy działalnością publiczną a aktywnością prywatną – szczególnie w mediach społecznościowych, które dziś pełnią istotną rolę w komunikacji marketingowej, czy politycznej.
Łatwo jest zauważyć, że dokładnie takie przesłanki wzbudzają wątpliwość co do prawidłowości działania Ministerstwa i samej Pani Minister. W przypadku promocji za środki publiczne, użytkownik ma prawo wiedzieć, że ma do czynienia z materiałem sponsorowanym, a także zrozumieć, kto za tę promocję zapłacił i w jakim celu. W przeciwnym razie dochodzi do rozmycia granic między komunikacją urzędową a politycznym marketingiem.
Jednocześnie, tłumaczenie że „profil realnej osoby działa na odbiorców lepiej niż profil instytucji”, jest tym samym co linia obrony powielana przez niektórych influencerów, że posty oznaczone jako sponsorowane odbierane są gorzej od tych nieoznaczonych. Jak się łatwo domyślić, taka linia obrony – stawiająca na skuteczność budowania zasięgów, kosztem braku uświadomienia odbiorców, że mają do czynienia z materiałem, komercyjnym – jest niechybnie skazana na porażkę.
Autor: Mikołaj Chałas, Partner Chałas i Wspólnicy

Mikołaj aktywnie współpracuje z branżą social media marketingu – wspiera agencje reklamowe, domy mediowe i influencerów w zgodnym z prawem prowadzeniu działań promocyjnych, minimalizując ryzyka prawne. Tematy związane z influencer marketingiem, reklamą w środowisku cyfrowym oraz światem gamingu to jego osobiste pasje – dlatego tak dobrze rozumie potrzeby tych branż i z powodzeniem reprezentuje ich interesy również w postępowaniach sądowych.





