W 250. rocznicę powstania Stanów Zjednoczonych amerykańska giełda znów znajduje się w centrum globalnej uwagi. Rekordowe wyceny, dominacja największych spółek technologicznych oraz ogromne inwestycje w sztuczną inteligencję przypominają, że Wall Street wielokrotnie przechodziła okresy przełomów, euforii i gwałtownych zmian liderów. Historia od kolei i przemysłu stalowego, przez motoryzację, IBM i bańkę internetową, po Nvidię oraz Mag7 pokazuje, że nawet najbardziej dominujące firmy i sektory nie zachowują swojej pozycji na zawsze. Pytanie brzmi, czy obecny boom AI otwiera nową epokę wzrostu, czy też zwiększa ryzyko kolejnego bolesnego rozczarowania inwestorów.
Rynki finansowe · Analiza
Warszawa, 01.07.2026
USA w 250. rocznicę powstania przez pryzmat Wall Street: skąd przyszliśmy i dokąd idziemy?
W 250. rocznicę powstania Stanów Zjednoczonych amerykański rynek akcji znajduje się w wyjątkowym punkcie zwrotnym: jest bardziej dominujący globalnie, silniej skoncentrowany wokół największych spółek technologicznych i bardziej niż kiedykolwiek wystawiony zarówno na obietnice, jak i ryzyka związane ze sztuczną inteligencją. W tej analizie cofamy się przez 125 lat historii Wall Street – od kolei i U.S. Steel, przez sektor motoryzacyjny, IBM, GE i bańkę internetową, po Mag7 – pytając, czego zmiany rynkowego przywództwa uczą nas o bańkach, przełomach technologicznych i zwycięzcach kolejnych 25 lat.
Kluczowe wnioski:
- 250. rocznica powstania USA to okazja, by spojrzeć na amerykański rynek akcji z bardzo długiej perspektywy – od kolei i U.S. Steel, przez General Motors, IBM, GE i bańkę internetową, po dzisiejszy rynek napędzany przez sztuczną inteligencję.
- Amerykańskie rynki dominują dziś w globalnych benchmarkach rynków rozwiniętych, ale obecna skrajna koncentracja wokół największych spółek technologicznych zwiększa ryzyko, że inwestorzy zbyt mocno ekstrapolują doświadczenia ostatnich 25 lat.
- Analiza pokazuje, w ćwierćwiekowych ujęciach od 1901 do 2026 roku, jak radykalnie zmienia się rynkowe przywództwo – nawet wtedy, gdy dominujące spółki danej epoki wydają się nie do pokonania.
- Patrząc w stronę 2051 roku, kluczowe pytania brzmią: czy AI rzeczywiście przyniesie rewolucję produktywności, które spółki przetrwają tę falę zmian oraz jak zapotrzebowanie na energię, transformacja klimatyczna i demografia ukształtują kolejne pokolenie rynkowych zwycięzców.
Amerykańskie rynki są dziś ważniejsze niż kiedykolwiek – uważa John J. Hardy, główny strateg makroekonomiczny Saxo – nie tylko dla inwestorów z USA, ale także globalnie, ponieważ ogromny rynek amerykański dominuje światowe indeksy, odpowiadając za ponad 70% wagi indeksu MSCI World dla rynków rozwiniętych. Obserwując w ostatnich latach silny wzrost rynku amerykańskiego, wielu inwestorów zadaje sobie pytanie, czy mamy do czynienia z bańką napędzaną przez AI w amerykańskich akcjach oraz spółkach technologicznych na całym świecie. A może jesteśmy dopiero na początku tak głębokiej rewolucji technologicznej, że zmieni ona niemal wszystko w naszym społeczeństwie, gospodarce i – oczywiście – na rynku akcji?
Nie znamy odpowiedzi. Jednak przy tak wyjątkowej okazji, jak 250. rocznica powstania Stanów Zjednoczonych, warto maksymalnie oddalić perspektywę i spojrzeć na bardzo długoterminową historię amerykańskiego rynku akcji, aby zobaczyć, jak bardzo wszystko zmienia się w czasie. Ta nieustanna zmiana powinna z jednej strony wzmacniać poczucie zachwytu nad ogromnymi możliwościami, jakie pojawiają się wraz z wejściem nowych spółek na szczyt. Z drugiej – powinna być wyraźnym ostrzeżeniem. Dlaczego? Ponieważ okrągły jubileusz Ameryki przypada w momencie, gdy amerykański rynek akcji jest jednym z najwyżej wycenianych i najbardziej skoncentrowanych wokół liderów w nowoczesnej historii. Zwycięzcy i przegrani stale zamieniają się miejscami, zwłaszcza w epoce, w której technologia jest tak istotnym czynnikiem rynkowym. Wniosek jest prosty: inwestorzy powinni uważać na ryzyko przenoszenia stóp zwrotu z ostatnich 25 lat na kolejne 25 lat, do 2051 roku, ale także na ryzyko, że część dzisiejszych wielkich zwycięzców niekoniecznie pozostanie nimi jutro.
Aby pokazać, że przywództwo rynkowe i sektorowe w USA jest krajobrazem długoterminowej zmiany, poniżej przedstawiamy krótkie, ćwierćwiekowe „przystanki” lub migawki amerykańskiego rynku akcji. Wskazujemy dominujące branże, spółki i tematy w każdym z tych punktów – od 1901 roku aż po rok 2051, czyli 25 lat w przyszłość. Odnotowujemy również stopy zwrotu od poprzedniego „przystanku”. Należy jednak podkreślić, że przeszłość i teraźniejszość nie są w pełni porównywalne. W wielu dawnych okresach wyniki były istotnie wspierane, a czasem wręcz zdominowane, przez dywidendy, które były znacznie wyższe niż obecnie.
Poniższa tabela mówi sama za siebie, pokazując zdumiewająco spójne stopy zwrotu w dłuższych horyzontach czasowych, mimo niekiedy niekorzystnych punktów startowych – rok 1926 można uznać za dość słaby początek, podobnie jak 2001, podczas gdy 1951 był solidny, a 1976 należał do najlepszych momentów wejścia. W dalszej części analizy odniesiemy się do tego, czy rok 2026 może okazać się szczególnie niekorzystnym punktem startowym dla inwestora długoterminowego. Historia pokazuje, że rozpoczęcie inwestowania przy historycznych szczytach rynku rzadko jest wyzwaniem w bardzo długim terminie – i nigdy nie było problemem dla inwestorów, którzy przez dekady regularnie lokowali oszczędności na rynku, w przeciwieństwie do osób inwestujących jednorazowo dużą kwotę pierwszego dnia. Najbardziej niezwykłym odstępstwem na poniższym wykresie musi być 680-procentowy, skorygowany o inflację wzrost ceny złota od 2001 roku do dziś – i to po silnej korekcie ceny kruszcu. Akcje nadal posuwają się do przodu, ale zaufanie do pieniądza i obligacji jest dziś na poziomie niewidzianym nawet podczas inflacji lat 70.
| Okres | Szeroki rynek* | Łączna stopa zwrotu (realna, z dywidendami)** | Cena złota | Realna stopa zwrotu z ceny złota |
|---|---|---|---|---|
| 1901–1926 | +70% | +211% | $20.67/oz | -50% |
| 1926–1951 | +74% | +365% | $35.00/oz official peg | +15% |
| 1951–1976 | +347% | +402% | about $134.50/oz | +76% |
| 1976–2001 | +994% | +765% | about $276.50/oz | -34% |
| 2001–2026 | +547% | about +4400% | about $4,003/oz | about +680% |
125 lat amerykańskiego rynku akcji i cen złota
Źródło: tabela w materiale Saxo. Wartości przedstawiono dokładnie jak w materiale; dane w procentach.
Nasz 25-letni cykl „okrągłych urodzin USA” pokaże, że okrągłe rocznice państwowe przypadały na bardzo przypadkowe momenty dla amerykańskiego rynku akcji – z kilkoma istotnymi wyjątkami. Czy rok 2026 okaże się przełomowym momentem albo możliwym przełomem w przyszłej historii rynku? A może dopiero rozpoczynamy rewolucję AI i jej konsekwencje giełdowe? O tym w części poświęconej 2026 rokowi oraz w naszej próbie spojrzenia na 2051 rok – tam będzie zdecydowanie więcej pytań niż odpowiedzi.
Mamy świadomość, że Dow Jones Industrial Average jest indeksem niedoskonałym – obejmuje zaledwie 30 spółek i jest ważony ceną akcji, a nie kapitalizacją rynkową. Jednak w 125-letnim ujęciu tej analizy pozostaje niezastąpionym, historycznym punktem odniesienia. Warto zwrócić uwagę, że oś Y ma skalę logarytmiczną, a stopy zwrotu nie są skorygowane o inflację i nie obejmują ogromnego wpływu dywidend, które w przeszłości były znacznie wyższe. Od 1901 roku mieliśmy cztery wielkie hossy, przy czym ikoniczny rynek lat 20. XX wieku był najsłabszy z tej czwórki. Jednocześnie całkowite stopy zwrotu w 25-letnich okresach, uwzględniające dywidendy, pokazują, jak duże znaczenie miały one historycznie. Dziś wiele spółek preferuje bardziej efektywne podatkowo skupy akcji własnych, które przesuwają większą część zwrotu do ceny akcji, a nie do jej dywidendy. Źródło: Bloomberg
1901: USA kończą 125 lat
1901: pierwsza korporacja warta miliard dolarów – U.S. Steel
Historia amerykańskiego rynku akcji sięga lat 90. XVIII wieku, kiedy zaczęto handlować pierwszymi akcjami banków i firm ubezpieczeniowych. Później, na początku XIX wieku, rozbudowa kanałów również sprzyjała akumulacji kapitału, choć w dużej mierze finansowanej publicznie. Jednak to w drugiej połowie XIX wieku rynki akcji urosły do zupełnie nowej skali dzięki potrzebie pozyskiwania kapitału na budowę kolei. Zmieniło to zwłaszcza Wall Street, ale także całą gospodarkę USA, stając się jednym z głównych motorów industrializacji. Koleje były przyszłością – każdy to widział. Zostały zbudowane i zmieniły świat, napędzając zarówno ogromny boom, jak i brutalne załamanie w latach 70. XIX wieku, a później kolejny krach w latach 30. XX wieku.
Sam rok 1901 przyniósł powstanie U.S. Steel, stworzonej przez J.P. Morgana z Carnegie Steel i innych mniejszych spółek stalowych. Był to nowy narodowy czempion, skapitalizowany akcjami i długiem o wartości około 1,4 mld USD – wówczas zdecydowany rekord. Większość dużych amerykańskich spółek tamtych czasów, poza bankami i ubezpieczycielami, stanowiły firmy ciężkiego przemysłu: kolejowe, górnicze oraz trusty działające w takich obszarach jak guma, cukier czy – dziś brzmi to zaskakująco – ołów i skóra.
Rok 1901 zapisał się w historii debiutem U.S. Steel zorganizowanym przez J.P. Morgana. Ale kto dziś pamięta jednego ze spekulacyjnych faworytów lat 1900–1901, czyli Electric Vehicle Company, notowaną na NYSE w latach 1899–1907? Na zdjęciu widoczny jest jeden z jej produktów – zasilany baterią pojazd typu Hansom „EV” z tamtego okresu. Spółka próbowała zmonopolizować rynek nowojorskich taksówek, oferując elektryczne pojazdy z „szybką wymianą” baterii. Przez krótki czas akcje spółki cieszyły się spekulacyjnym zainteresowaniem, zanim firma upadła. W praktyce wymiana ogromnych baterii wcale nie była tak szybka, a same akumulatory często zawodziły zimą. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że przewaga energii elektrycznej pod względem efektywności przekazywania mocy na koła była znana już bardzo wcześnie. Problemem były przenośność i trwałość baterii: technologia akumulatorowa była prymitywna i bardzo ciężka. Musiało minąć ponad sto lat, zanim Elon Musk i Tesla zaczęli realizować potencjał samochodów elektrycznych z wykorzystaniem baterii litowo-jonowych. Źródło zdjęcia: Wikipedia, licencja Creative Commons.
1926: USA kończą 150 lat
Rynek akcji USA: nadal dominują finanse i przemysł, ale produkty konsumenckie zaczynają odgrywać coraz większą rolę. Rynek znajduje się mniej więcej w połowie drogi między minimami z 1920 roku a późniejszym szczytem bańki z 1929 roku.
Rok 1926 był momentem pauzy w trakcie „szalonych lat 20.”, w których Stany Zjednoczone wyszły z krótkiej, lecz brutalnej recesji po I wojnie światowej z lat 1920–1921 i weszły w okres silnego wzrostu. Napędzały go produkcja masowa, elektryfikacja, urbanizacja, budownictwo i dynamicznie rozwijający się przemysł motoryzacyjny, a także wzrost finansowania konsumenckiego dla samochodów i nieruchomości. General Motors była dominującą spółką motoryzacyjną i od 1921 roku do szczytu w 1929 roku jej akcje wzrosły ponad dziesięciokrotnie. Akcje banków również silnie rosły – nawet o 600% od dołków do szczytów z 1929 roku.
Poza przemysłem i technologią motoryzacyjną jednym z pierwszych prawdziwych przykładów spółki technologicznej była RCA, posiadająca patenty w obszarze komunikacji radiowej oraz szeroką gamę urządzeń konsumenckich do nadawania, fonografii, a później także dźwięku w filmie. Według wielu szacunków była to prawdziwa „100-bagger” w ciągu dekady, czyli spółka, której wartość na szczycie była sto razy wyższa niż przy najniższej wycenie w tym okresie. Na początku 1926 roku, czyli w roku 150. urodzin USA, jej akcje były notowane w okolicach 40 USD, zanim wzrosły do 568 USD po uwzględnieniu splitu na szczycie przed krachem z 1929 roku.
Lata 20. XX wieku były pierwszą prawdziwą dekadą samochodu. W tym okresie – i później, aż do lat 50. – Stany Zjednoczone produkowały wielokrotnie więcej aut niż reszta świata. GM była jedną z gwiazd wzrostu tej dekady i jedną z najaktywniej handlowanych spółek w ostatnich latach hossy prowadzącej do szczytu z 1929 roku. Cadillac był najbardziej luksusową marką w portfolio General Motors, które obejmowało różne marki dla różnych grup konsumentów. Bez wątpienia był to piękny samochód – choć może nie aż tak jak Duesenberg. Ten konkretny egzemplarz miał podobno służyć ambasadorowi USA w Argentynie. Zdjęcie: obraz domeny publicznej z Wikipedii.
1951: USA kończą 175 lat
Rynek akcji USA: początkowe lata hossy, która potrwa do połowy lat 60. Wśród dużych spółek pojawia się pierwsza gwiazda informatyki, choć gospodarka nadal jest zdominowana przez przemysł i motoryzację.
Początek lat 50. przyniósł prawdziwy start wielkiej hossy po powojennym dostosowaniu inflacyjnym. Zgromadzone podczas wojny oszczędności zaczęły trafiać do gospodarki, nawet jeśli ich siła nabywcza była już mniejsza. Hossa ta potrwała aż do połowy lat 60., choć indeks Dow Jones Industrial Average osiągnął ponownie szczyt z 1929 roku dopiero w 1954 roku.
Amerykański sektor motoryzacyjny był w latach 50. potęgą. USA produkowały ponad 80% wszystkich samochodów na świecie, gdy amerykańscy żołnierze wracali z wojny, zakładali rodziny, korzystali z tanich, wspieranych przez rząd mieszkań i finansowania samochodów, a rząd USA uruchamiał ogromny program budowy autostrad międzystanowych. U szczytu znaczenia branży motoryzacyjnej w tej dekadzie około jeden na sześciu pracujących Amerykanów był zatrudniony albo przez producenta samochodów, albo przez jedną z wielu firm obsługujących rozległy łańcuch dostaw motoryzacji.
Choć akcje GM miały bardzo dobrą dekadę – Ford zadebiutował na giełdzie dopiero w 1956 roku, a Chrysler był relatywnie słabym przypadkiem giełdowym – rosnąc o około 300% po uwzględnieniu dywidend, spektakularne stopy zwrotu zapewniały także inne branże i spółki. IBM i jego branżowe standardy w zakresie komputerów mainframe przyniosły w tej dekadzie ponad 700% zwrotu, gdy pierwsza gwiazda informatyki zaczęła rozwijać skrzydła.
Można argumentować, że każda dekada od lat 20. była w USA dekadą samochodu, ponieważ kraj ten zdominował światową produkcję i konsumpcję motoryzacyjną w XX wieku. Jednak lata 50. były apogeum amerykańskiego auta jako sztuki przemysłowej i dobra konsumpcyjnego – z nieustannie zmieniającą się stylistyką, która pozwalała pokazać sąsiadom, jaką marką się jeździ i czy jest to najnowszy model. Produkcja samochodów była także największym pojedynczym sektorem wytwórczym amerykańskiej gospodarki. General Motors dominował, choć był już tak duży, że dla akcjonariuszy była to po prostu bardzo dobra dekada, a nie wyjątkowa. Samochód poniżej to koncept Buick LeSabre z 1951 roku, kiedy USA obchodziły 175. rocznicę powstania. Auto zapowiadało trend samochodu jako sztuki przemysłowej, który z czasem tylko się nasilił. Źródło zdjęcia: Wikipedia, licencja Creative Commons.
1976: USA kończą 200 lat
Rynek akcji USA: wychodzenie z ruin najgorszej bessy po II wojnie światowej i pęknięcia bańki Nifty Fifty, choć do kolejnej trwałej hossy wciąż miało upłynąć wiele lat.
Od połowy lat 60. aż do początku lat 80. inwestorzy na amerykańskim rynku akcji doświadczali najdłuższego okresu słabych, skorygowanych o inflację stóp zwrotu od czasów Wielkiego Kryzysu. Wydatki USA na wojnę w Wietnamie w latach 1965–1972 oraz nowe programy socjalne Great Society wywołały impuls inflacyjny pod koniec lat 60. i na początku lat 70., który został następnie silnie wzmocniony przez arabskie embargo naftowe od końca 1973 roku, skutkujące czterokrotnym wzrostem cen ropy. Do tego doszedł skandal Watergate i rezygnacja prezydenta Nixona w 1974 roku, co dopełniło poczucia, że kraj ten się pogubił.
Na rynku akcji początku lat 70. ogromną popularnością cieszyła się grupa „Nifty Fifty” – duże, jakościowe spółki blue chip, takie jak Coca-Cola czy McDonald’s. Rynek odwrócił się wówczas od mody końca lat 60. w kierunku rozbudowanych konglomeratów. Problem w tym, że skrajnie wysokie wyceny przygotowały grunt pod krach po embargu naftowym i po wywołanych Watergate dołkach z końca 1974 roku. W 1976 roku, w rocznicę 200-lecia USA, rynek był już wprawdzie ponad 70% powyżej dołka z 1974 roku, ale przez kolejne lata nadal poruszał się chaotycznie w bok, aż do wielkiej hossy rozpoczętej w 1982 roku.
Lata 70. były trudną dekadą dla USA, a błędy zarządcze w firmach prowadziły do fatalnych problemów z niezawodnością produktów. W 1973 roku nadeszło załamanie dla ogromnych amerykańskich aut zużywających dużo paliwa: gwałtownie rosnące ceny benzyny po arabskim embargu naftowym oraz rosnący import oszczędnych i niezawodnych samochodów japońskich. Być może żadne amerykańskie auto tamtej epoki nie było tak krytykowane za wygląd i podstawowe bezpieczeństwo jak Ford Pinto, pokazany tutaj w całej swojej „chwale” późnych lat 70. Byłem świadkiem tego okresu jako małe dziecko i nigdy nie zapomnę, jak mój ojciec przeklinał naszego Forda LTD z początku lat 70. – ośmiocylindrowego giganta, który bez przerwy stał w warsztacie z powodu problemów z elektryką. Po kilku trudnych latach zniknął. Mieliśmy też Dodge’a Darta z 1969 roku, który intensywnie rdzewiał, a tapicerka tylnego siedzenia praktycznie eksplodowała od teksaskiego upału, zanim jako dziecko zacząłem świadomie zauważać jego istnienie. Niedługo po tym, jak w 1977 roku podczas jazdy odpadł mu tłumik, również szybko zniknął z naszego podjazdu. Ośmioletni samochód wysłany na złom – w 2026 roku to rzadkość, gdy przeciętny wiek aut jest około dwukrotnie wyższy. Źródło zdjęcia: Wikipedia, licencja Creative Commons.
2001: USA kończą 225 lat
Rynek akcji USA: rynek słabnie, a popularne wcześniej spółki technologiczne są już w głębokiej bessie – ponad 50% poniżej szczytów bańki – co miało zniechęcić całe pokolenie inwestorów detalicznych do inwestowania w akcje. Trwały powrót do nowych szczytów nastąpił dopiero w 2013 roku.
Koniec lat 90. i rok 2000 przyniosły oczywiście spektakularną bańkę technologiczną i telekomunikacyjną. Jej głównymi motorami były ogromne wydatki inwestycyjne – czy brzmi to znajomo? – na budowę fizycznej infrastruktury internetu, w tym kabli, sprzętu sieciowego i komputerów, gdy firmy inwestowały w transformację działalności pod nową erę. Nowość i znaczenie tej technologii rozpalały wyobraźnię społeczną, co jest kluczowym elementem każdej bańki. Niekończące się debiuty giełdowe, takie jak Pets.com – 268 dni od IPO do likwidacji – czy eToys.com – mniej niż dwa lata od debiutu do upadku – podsycały spekulacyjny głód. Całodobowe kanały finansowe i grupy takie jak The Beardstown Ladies robiły to samo, nieustannie promując hossę i wskazówki dotyczące wyboru akcji. W 2001 roku ta era szybko dobiegała końca, także dla wspomnianych pań, które później zostały pozwane za manipulowanie wyliczeniami własnych wyników. Kongres USA zareagował w przewidywalny sposób, z maksymalną dawką wiedzy po fakcie, forsując rozbudowane regulacje Sarbanes-Oxley dotyczące raportowania finansowego i innych wymogów. Przyczyniły się one do zamknięcia kanału IPO dla mniejszych firm.
W kontekście 225. rocznicy USA w 2001 roku warto zauważyć, że wysokiej jakości spółki niemal wszystkich sektorów poza technologią zostały w latach 1999–2000 praktycznie wyrzucone za burtę. Szczególnie spółki value miały w 2001 roku bardzo dobry rok, gdy rynek rotował poza technologię. Wizjonerzy mogli wśród zgliszczy znaleźć prawdziwe perełki. Amazon.com osiągnął pod koniec 1999 roku szczyt na poziomie 107 USD za akcję, a pod koniec 2001 roku dołek w okolicach 5,5 USD, co oznaczało spadek o niemal 95%. Następnie akcje wzrosły do ponad 5 000 USD wcześniej w tym roku – bez korekty o split z 2022 roku – niewiele mijając status „1 000-baggera”. Z drugiej strony Cisco Systems, wielki producent sprzętu sieciowego i ostateczna technologiczna gwiazda wzrostu lat 90., dopiero w tym roku powrócił do swojego historycznego szczytu z 2000 roku.
Rzadkim przykładem spółki obecnej przez wiele epok, mimo często zmieniającego się krajobrazu największych amerykańskich firm od 1901 roku, jest General Electric. Choć GE przetrwało z nazwy, nie jest to już dawne GE. GE Vernova, czyli dawny biznes energetyczny spółki-matki, oraz GE HealthCare zostały w ostatnich latach wydzielone. Sam ticker GE przetrwał jako GE Aerospace, czyli największa część pierwotnego biznesu. Oryginalna spółka GE osiągnęła szczyt jako największa firma w USA pod względem kapitalizacji rynkowej w latach 2000–2001, czyli w okolicach 225. rocznicy USA. Wycena była napędzana przez koncentrację prezesa Jacka Welcha na finansjalizacji modelu biznesowego. Model ten fatalnie się zestarzał podczas globalnego kryzysu finansowego, gdy akcje spółki spadły o około 90% od szczytu z 2000 roku. Ostatnie 25 lat pokazało, że „dom, który zbudował Jack”, był także „domem, którego fundamenty Jack podkopywał”. Jednak w ostatnich latach dwie największe spółki wydzielone z dawnej bazy przemysłowej GE rozpaliły wzrost i rynkowy entuzjazm: w przypadku GE Aerospace – dominującej pierwotnej części, która zachowała legendarny ticker – były to przestrzeń kosmiczna, silniki odrzutowe i obronność, a w przypadku GE Vernova – boom AI i zapotrzebowanie na turbiny gazowe do produkcji energii elektrycznej dla centrów danych. Moce produkcyjne turbin gazowych GE Vernova są w dużej mierze zarezerwowane do 2030 roku. Źródło obrazu: Bloomberg.
2026: USA kończą 250 lat
Rynek akcji USA: zaskakująco, ponownie na szczycie hossy – najpierw zbudowanej głównie na spółkach Mag7, a później na rozbudowie infrastruktury AI. Od dołków z 2009 roku indeks S&P 500 wzrósł już o ponad 1 000%, bez uwzględnienia dywidend i inflacji.
Wszyscy wiemy, gdzie jesteśmy, prawda? Druga wielka hossa po stagnacji od lat 60. do początku lat 80. oraz trzecia wielka hossa od II wojny światowej rozpoczęła się w środku globalnego kryzysu finansowego, na początku 2009 roku. Jej pierwsza faza była w dużej mierze napędzana przez rewaluację z bardzo „tanich” poziomów, ale późniejsze przedłużenie hossy zbudowano na spektakularnych zyskach największych amerykańskich spółek technologicznych i ich monopolistycznych platform – zwłaszcza Apple, Meta, Microsoft, Google i Amazon. Tesla i Nvidia dołączyły relatywnie późno, ale szybko nadrobiły stracony czas, a Nvidia stała się największą spółką na świecie.
Na stromym zboczu tego przyprawiającego o zawrót głowy wzrostu amerykańskiego rynku wszyscy zadają dziś pytanie, jak długo hossa może jeszcze potrwać – zwłaszcza że tradycyjne modele długoterminowych wycen sugerują, iż oczekiwane stopy zwrotu w kolejnej dekadzie lub dłużej powinny być ujemne. W połowie 2026 roku, w 250. rocznicę powstania kraju, inwestorzy amerykańscy i globalni są rozdwojeni między chęcią udziału w spekulacyjnej gorączce a pytaniem, czy gigantyczny boom inwestycyjny związany z AI nie zaszedł już zbyt daleko.
Większość wzrostów w ostatniej fazie tej wielkiej hossy, od początku 2025 roku, koncentrowała się w spółkach typu „kilofy i łopaty” związanych z rozbudową AI – od półprzewodników i sprzętu do obliczeń w centrach danych, przez wykonawstwo i kompetencje budowlane, po urządzenia energetyczne dostarczające prąd dla centrów danych. Tylko w pierwszej połowie 2026 roku ponad połowa spółek z 30-elementowego indeksu Philadelphia Semiconductor Index (SOX) wzrosła o ponad 100% od początku roku – według stanu na 29 czerwca, czyli datę wykorzystania danych dla tej analizy.
Dwadzieścia pięć lat wcześniej, przy naszym poprzednim „przystanku” w 2001 roku, aż trzy spółki z grupy Mag7 nie były jeszcze notowane: Tesla, Google – później Alphabet – oraz Meta. W rzeczywistości Mark Zuckerberg, prezes Meta, był wtedy jeszcze uczniem szkoły średniej i miał przed sobą kilka lat do stworzenia „The Facebook” na Harvardzie. Nvidia była w 2001 roku udanym producentem kart graficznych, którego akcje nadal znajdowały się wyraźnie powyżej ceny z IPO z 1999 roku. Od lipca 2001 roku do szczytu w 2026 roku cena jej akcji wzrosła około 750 razy, czyli o 75 000%.
Skala obecnej hossy i boomu AI — wybrane dane z analizy
Źródło: Saxo, stan danych wskazany w materiale. Wskaźniki mają różne okresy odniesienia, dlatego pokazano je jako odrębne punkty informacyjne.
Samochód pokazany poniżej pochodzi od Zoox, startupu z obszaru pojazdów autonomicznych przejętego przez Amazon.com. Wygląda jak połączenie samochodu i minivana, zaprojektowane od podstaw jako pojazd bez kierowcy, który może poruszać się z pełną prędkością w obu kierunkach. Pojazdy autonomiczne znajdują się w centrum naszej przyszłości napędzanej przez AI, a moim zdaniem nadal nie doceniamy, jak bardzo autonomiczna jazda zmieni nasze miasta. Zoox jest ciekawy, ale czy naprawdę potrafimy wyobrazić sobie, jak będą wyglądały same pojazdy i infrastruktura drogowa za 20 lat lub później?
Moje ulubione zastrzeżenie wobec obecnych ogromnych, ciężkich samochodów elektrycznych z gigantycznymi bateriami brzmi tak: nie chodzi wyłącznie o to, że pojawią się nowe technologie baterii pozwalające zwiększyć zasięg – to zapewne i tak nastąpi. Chodzi raczej o to, że gdy wszystko będzie zautomatyzowane i nie będzie wypadków, znaczną część lub wszystkie elementy bezpieczeństwa będzie można usunąć, a „samochody” staną się niesamowicie smukłe i lekkie. A może nie będą to już samochody, tylko „kapsuły” z maleńkimi bateriami, które będą potrzebowały zaledwie kilku kilometrów zasięgu, bo będzie można podłączać je bezpośrednio do sieci, być może w łańcuchu z główną „kapsułą-przewodnikiem” połączoną z szyną w nawierzchni ulicy? Całą nawigacją sterowałyby algorytmy AI, a kapsuły odłączałyby się i podłączały do nowych jednostek prowadzących. Jeśli tak, nasze miasta będą wymagały ogromnej przebudowy, ponieważ wykorzystanie jednego pojazdu lub kapsuły gwałtownie wzrośnie, a zapotrzebowanie na miejsca parkingowe i marginesy bezpieczeństwa na drogach może spaść o 70% lub więcej. Niezależnie od scenariusza, prawdopodobnie z perspektywy 2051 roku będziemy z uśmiechem patrzeć na naszą dzisiejszą wizję przyszłości samochodów elektrycznych. Źródło zdjęcia: Wikipedia, licencja Creative Commons.
2051: USA kończą 275 lat
Rynek akcji USA: co przyniesie naszym portfelom kolejne 25 lat?
Oczekiwane realne stopy zwrotu z punktu startowego w lipcu 2026 roku, czyli z poprzedniego „przystanku”, były najniższe w historii wszystkich nowoczesnych 25-letnich okresów analizowanych powyżej – jak wskazano, na poziomach ujemnych dla kolejnej dekady lub dłużej. Czy ta zachowawcza matematyka ograniczy potencjał rynku? A może weszliśmy w nową erę, w której tradycyjne ograniczenia przestaną działać, ponieważ AI napędzi rewolucję produktywności, zwiększając rentowność zainwestowanego kapitału w stopniu niewidzianym od początków rewolucji przemysłowej? Jeśli przyjąć ten drugi scenariusz, czy społeczeństwa utrzymają spójność w obliczu masowego zastępowania coraz bardziej wykwalifikowanej pracy umysłowej? A jeśli to właśnie będzie ryzykiem, czy rządy wkroczą zdecydowanie, opodatkowując kapitał i redystrybuując środki do społeczeństwa w formie powszechnego dochodu podstawowego? Alternatywnie, czy ogromne koszty budowy i działania całego sprzętu AI, który miałby zastąpić ludzką pracę – zwłaszcza pracę sieciową w średnich i dużych firmach – okażą się wyższe niż koszt samej pracy człowieka w tej skali? Być może wcale nie jesteśmy aż tak nieefektywni.
Zakładając, że AI zostanie z nami, a jej wpływ będzie się rozszerzał, czy powinniśmy patrzeć na nadchodzącą rewolucję AI w znacznie bardziej pozytywnym świetle? Optymistyczny scenariusz mógłby wyglądać następująco: nowy świat AI uwolni pracowników biurowych i usługowych na wielu poziomach od ogłupiających, powtarzalnych zadań, prowadząc do powstania zupełnie nowych kategorii pracy, których dziś nie potrafimy nawet opisać. Produktywność AI poprawi komfort i poziom życia wszystkich. Nie oznacza to koniecznie, że wszyscy będziemy całymi dniami oddawać się swoim zainteresowaniom. Bardziej dystopijnie, nie musi to też oznaczać siedzenia niczym w filmie WALL-E przed spersonalizowaną formą rozrywki napędzaną przez AI, zaprojektowaną tak, by maksymalizować nasze zaangażowanie stałym strumieniem dopaminowych bodźców.
Skoro mowa o uzależniającej rozrywce (Reels i TikTok w 2026 roku), niedawno wydarzyła się pewna historia w Starbucks, która daje mi nadzieję dotyczącą tego jednego składnika, którego AI nigdy nie zastąpi. Moim zdaniem wiele mówi ona o jednym z możliwych kierunków rozwoju ogromnego sektora gospodarki: gospodarce wspólnotowej. W 2025 roku prezes Starbucks, Brian Niccol, zakończył i odwrócił wielką automatyzację, którą firma rozpoczęła, aby albo wyeliminować zadania wykonywane przez ludzi w kawiarniach, albo je przyspieszyć. Jaki był efekt automatyzacji? Była ona niekorzystna dla wyniku Starbucks, ponieważ ruch klientów spadł. Okazało się, że bariści są częścią atmosfery kawiarni oraz poczucia miejsca i wspólnoty, które zapewnia wizyta w Starbucks. Firma niszczyła swój własny produkt, którym były obsługa, wspólnota i doświadczenie klienta, a nie tylko wyszukane napoje. Przy mniejszej liczbie bardziej zajętych baristów, którzy nie mieli przestrzeni na ludzkie ciepło, było mniej „tego czegoś”.
Jasne, zastąpmy więc 80% powtarzalnej pracy w naszych gospodarkach czymś bardziej wspólnotowym i sensownym. Nie wiem, jak miałoby to wyglądać poza małym przykładem Starbucks, ale w teorii brzmi świetnie.
Co to wszystko oznacza dla amerykańskiego rynku akcji? Podejrzewam, że rewolucja AI zakłóci niemal wszystko, zwłaszcza monopole platformowe Mag7. W sprzęcie i półprzewodnikach, nawet jeśli „moc obliczeniowa” pozostanie kluczowym nakładem, wiele obecnych spółek technologicznych może zostać ostatecznie wypartych przez firmy z lepszymi architekturami, lepszymi modelami lub lepszą dystrybucją. Z czasem, jeśli AI będzie potrafiła jedynie automatyzować, ale nie będzie innowacyjna ponad poziom człowieka – czyli nie pojawi się prawdziwa „superinteligencja AI” – sprzęt może przestać być tak istotnym ograniczeniem. A centra danych w kosmosie? W tym temacie pozostaję skrajnie sceptyczny.
Poza wielkim wyścigiem AI i technologii kolejne 25 lat mogą zdominować dwie walki. Pierwsza to narastający wysiłek, by wyprzedzić ryzyka związane ze zmianą klimatu – niezależnie od tego, jak będzie to wyglądało – ponieważ emisje CO2 muszą osiągnąć poziom netto zero. Czy stanie się to przez alternatywne źródła energii, rozszczepienie jądrowe, fuzję jądrową, sekwestrację dwutlenku węgla czy kombinację tych rozwiązań, nie ma większego znaczenia. To musi się wydarzyć i się wydarzy. Gdzieś w tym obszarze znajdą się również okazje na rynku akcji. Druga walka będzie dotyczyła coraz głębszego spadku globalnych współczynników dzietności. Po co właściwie – dosłownie na Ziemi – istnieją ludzkość, społeczeństwa, gospodarki i akcje, jeśli przestaniemy się rozmnażać? Długowieczność oraz finansowe wsparcie budowania rodzin będą zyskiwać na znaczeniu. Być może pojawi się też nowe uznanie dla roli więzi społecznych, a potencjał stawiania wspólnoty ponad biurową pracę „trybików” pomoże również na tym froncie. Pozostaje tylko mieć nadzieję.
Informacje zawarte w niniejszym materiale nie stanowią jakiejkolwiek porady finansowej ani inwestycyjnej. W szczególności, informacje nie powinny być traktowana jako: rekomendacja wydawana w ramach usług doradztwa inwestycyjnego w rozumieniu przepisów art. 76 ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi, ani jako analiza inwestycyjna, analiza finansowa lub rekomendacja dotycząca transakcji w zakresie instrumentów finansowych w rozumieniu przepisów art. 69 ust. 4 pkt 6) ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi, jak również jako rekomendacja inwestycyjna w rozumieniu art. 3 pkt 35) rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 596/2014 z dnia 16 kwietnia 2014 r. w sprawie nadużyć na rynku oraz uchylające dyrektywę 2003/6/WE Parlamentu Europejskiego i Rady i dyrektywy Komisji 2003/124/WE, 2003/125/WE i 2004/72/WE (Dz. U. UE. L. z 2014 r. Nr 173, str. 1 z późn. zm).




