Co 12. dorosły Polak ma zaległe długi. Najwyższe zadłużenie w byłych regionach górniczych

2,6 mln pełnoletnich Polaków, czyli co 12. osoba w kraju nie radzi sobie z terminową spłatą bieżących rachunków, alimentów i kredytów, w efekcie ich zaległe zobowiązania przekroczyły na koniec czerwca 85,5 mld zł. Przyczyn ich powstawania jest wiele. Nadal najwięcej przeterminowanych długów jest tam, gdzie dziesiątki lat temu upadały kopalnie. Najwyższy odsetek nierzetelnych dłużników odnotowano bowiem w śląskich miastach na prawach powiatu: Wałbrzychu, Chorzowie i Bytomiu. W łącznej kwocie niespłaconego w terminie zadłużenia przodują zaś mieszkańcy Warszawy, Łodzi i Krakowa – wynika z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK. 

25 lat temu, w 1999 roku zreformowano podział terytorialny Polski. Właśnie wtedy na mapie pojawiło się 16 województw i 373 powiaty. Ich liczba oraz granice co jakiś czas się jednak zmieniają i obecnie jest ich 380[1]. Znacząco różnią się one od siebie zarówno powierzchnią, jak i liczbą ludności. Powiaty zdecydowanie odbiegają od siebie także pod względem sytuacji finansowej swoich mieszkańców. Według danych zgromadzanych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowej BIK, w 23 powiatach nieopłacone na czas zobowiązania ma co najmniej 1 na 10 mieszkańców.

  • Największy jest powiat białostocki, ma blisko 3 000 km2, najmniejszy natomiast to miasto Świętochłowice, które zajmuje zaledwie 13 km2.
  • W M.st. Warszawa mieszka 1 861 975 osób, a w najmniej zaludnionym powiecie sejneńskim jedynie 18 802.
  • Najwyższy odsetek nierzetelnych dłużników odnotowano w śląskich miastach na prawach powiatu: Wałbrzychu – 15,2 proc., Chorzowie – 12,9 proc., Bytomiu 12,5 proc. i Świętochłowicach – 12,3 proc. oraz w powiecie wałbrzyskim – 12,1 proc.
  • Najniższy odsetek mieszkańców z zaległymi długami jest w powiatach: kolbuszowskim – 2,4 proc., ropczycko-sędziszowskim – 2,8 proc., limanowskim – 2,6 proc, rzeszowskim – 2,6 proc. i dąbrowskim – 2,6 proc.

Poprzemysłowe miasta na niechlubnym szczycie

Dane zgromadzone w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor, gdzie widać opóźnienia w spłacie bieżących rachunków i alimentów oraz w bazie informacji kredytowych BIK, która zawiera także dane o niespłaconych na czas zobowiązaniach kredytowych i pożyczkowych Polaków wyraźnie wskazują, że nadmierne zadłużenie mieszkańców odnotowano tam, gdzie mieliśmy do czynienia z upadkami dużych zakładów przemysłowych, szczególnie kopalń, które obserwowaliśmy od lat 90. ubiegłego wieku. Między innymi dlatego na szczycie rankingu wśród powiatów z najwyższym odsetkiem mieszkańców z zaległymi długami dominują miasta na prawach powiatu i powiaty wokół nich. Na pierwszym miejscu podium tego niechlubnego zestawienia jest Wałbrzych.

Każdy z nieterminowo spłacanym zadłużeniem wałbrzyszanin ma do oddania średnio 26 tys. zł., w sumie zaległe zadłużenie mieszkańców Wałbrzycha sięga ponad 414 mln zł i w ciągu zaledwie 2 lat wzrosło o 73,6 mln zł. W powiecie wałbrzyskim natomiast średnie przeterminowane zadłużenie jest nieco niższe i wynosi 24,9 tys. zł. Zobowiązanie mieszkańców tego powiatu przekracza już 164 mln zł. Wśród zapisanych w bazie BIG InfoMonitor i BIK danych dla tego dolnośląskiego regionu znaleźć można też pozytywne zmiany – regularnie spada liczba nierzetelnych dłużników.

Podobnie wygląda sytuacja na Górnym Śląsku. Nadmiernie zadłużeni chorzowianie mają przeciętnie 26,8 tys. zł zaległego długu do spłaty, bytomianie 27,3 tys. zł, a mieszkańcy Świętochłowic 26,1 tys. zł. W ich przypadku także suma przeterminowanych długów wzrosła, ale liczba dłużników zmalała.

– Bez wątpienia sytuacja gospodarcza w całym kraju, także w powiatach z największym odsetkiem właścicieli przeterminowanych zobowiązań w ciągu ostatnich 20 lat zdecydowanie się poprawiła. Wystarczy spojrzeć jak na przestrzeni 20 lat zmienił się poziom bezrobocia czy jak wzrosły dochody. W 2004 roku stopa bezrobocia w kraju wynosiła średnio 18 proc., ale w powiecie wałbrzyskim było to już ponad 28 proc., w Świętochłowicach 27 proc., Bytomiu 25 proc., a w Chorzowie 22,7 proc. Teraz stopa bezrobocia dla całego kraju wynosi 4,9 proc., a w większości wymienionych powiatów jest niższa. Jedynie w Bytomiu nadal przekracza 8 proc. Poprawa sytuacji zawodowej mieszkańców wpływa bezpośrednio na ich zdolność do terminowego spłacania swoich długów, ale nie w każdym przypadku – zauważa Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Jeśli z zestawienia wykluczymy miasta na prawach powiatu, to największy odsetek nierzetelnych dłużników znajdziemy we wspomnianym już powiecie wałbrzyskim (12,1 proc.). Na kolejnych miejscach uplasowały się powiaty białogardzki (11,2 proc.), łobeski (10,6 proc.), gryficki (10,5 proc.) i lwówecki (10,5 proc.) –  aż trzy z nich znajdują się w województwie zachodniopomorskim.

 8 miliardów zaległości warszawiaków

Gdy spojrzymy na nominalną wartość zaległych zobowiązań, to na prowadzeniu także znajdziemy przede wszystkim miasta na prawach powiatu. Na samym szczycie są mieszkańcy Warszawy, których nieopłacone w terminie zobowiązania osiągnęły wartość blisko 8 mld zł. Na drugim miejscu znaleźli się mieszkańcy Łodzi, którzy do spłaty mają 2,2 mld zł przeterminowanych długów. Na trzecim miejscu uplasowali się natomiast krakowianie z 1,9 mld zł zaległości. W pierwszej 10 są też: Wrocław (1,8 mld zł), Poznań (1,6 mld zł), Szczecin (1,5 mld zł), Gdańsk (1,3 mld zł), Bydgoszcz (1,1 mld zł), Katowice (851 mln zł), Lublin (824 mln zł).

Wykres długi w miastach na prawach powiatu

– Na zróżnicowanie zadłużenia w regionach wpływ ma wiele czynników. I nie zawsze bogaty powiat ma solidnych płatników i odwrotnie, biedny niesolidnych. Na kondycje finansową społeczeństwa wpływa z pewnością poziom bezrobocia czyli możliwości zarobkowe, sytuacja demograficzna, migracje, ale też podłoże geopolityczne i kulturowe, rozwój przemysłowy, wreszcie presja społeczna i mentalność. Jeśli w dobrych warunkach gospodarczych, często ze względu na nadmierny optymizm i wiarę w swoje możliwości przy zaciąganiu zobowiązań, Polacy wpadają w problemy, to przeważnie obwiniają o to zbyt niskie zarobki i siebie. Mówią o słabych wynagrodzeniach i że nie wzięli pod uwagę nieoczekiwanych wydatków czy zdarzeń losowych lub że źle zarządzają budżetem, w ostatnim czasie podawali też za główny powód swojej złej sytuacji finansowej inflację – podkreśla Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. 

Wśród najbardziej zadłużonych powiatów przoduje poznański. Zaległe zadłużenie jego mieszkańców zbliża się już do miliarda zł (964 mln zł). Blisko 910 mln zł dłużni są nierzetelni mieszkańcy powiatu piaseczyńskiego. Na najniższym stopniu podium znajdziemy natomiast mieszkańców powiatu wołomińskiego z zadłużeniem sięgającym 745 mln zł, dalej uplasowały się powiaty wejherowski (657 mln zł), pruszkowski (571 mln zł), warszawski zachodni (504 mln zł), inowrocławski (453 mln zł), goleniowski (424 mln zł), wrocławski (423 mln zł) i otwocki (411 mln zł).

– W bogatszych regionach często obserwuje się większą liczbę dłużników z kilku powodów. Po pierwsze wyższe koszty życia: w zamożniejszych regionach koszty życia, takie jak mieszkania, usługi i produkty, są zazwyczaj wyższe. To może prowadzić do większego zadłużenia, gdy mieszkańcy próbują utrzymać wysoki standard życia. Stąd tak duże przeterminowane zadłużenie w miastach na prawach powiatu czy w regionie warszawskim.  Po drugie łatwiejszy dostęp do kredytów: osoby z wyższymi dochodami mają zazwyczaj lepszy dostęp do kredytów i pożyczek. Banki i instytucje finansowe są bardziej skłonne udzielać kredytów osobom, które mają stabilne i wysokie dochody, co może prowadzić do większego zadłużenia, ale i z drugiej strony lepszej spłacalności. Po trzecie konsumpcjonizm: w bogatszych regionach może być większa presja społeczna na posiadanie dóbr luksusowych i utrzymanie określonego stylu życia. To może skłaniać ludzi do zaciągania kredytów na zakup drogich przedmiotów, takich jak samochody, elektronika czy wakacje. Wreszcie inwestycje i ryzyko: osoby z wyższymi dochodami częściej inwestują w różne przedsięwzięcia, które mogą wiązać się z ryzykiem finansowym. Nieudane inwestycje mogą prowadzić do zadłużenia – wymienia Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. 

Najmniejsze zaległości na Podkarpaciu i w Małopolsce

Dane Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy BIK pokazują, że zaledwie w 31 powiatach zaległe zobowiązania w przeliczeniu na 1000 mieszkańców nie przekraczają miliona zł. Najmniej, bo “tylko” 535 tys. zł na 1000 mieszkańców odnotowano w powiecie kolbuszowskim. Trochę więcej, bo 638 tys. zł przypada na 1000 mieszkańców powiatu ropczycko-sędziszowskiego. Kolejny w tym zestawieniu jest powiat limanowski z zaległym zadłużeniem na poziomie 682 tys. zł na 1000 mieszkańców. Warto zauważyć, że na 20 powiatów z najmniejszym odsetkiem mieszkańców z zaległym zobowiązaniem, aż 12 leży w województwie podkarpackim, a 7 w małopolskim, na 20 miejscu natomiast jest powiat kielecki (woj. świętokrzyskie).

Wśród powiatów z najwyższą wartością przeterminowanych długów na 1000 dorosłych mieszkańców znalazły się: kamieński – 5,4 mln zł/1000 m. oraz goleniowski – 5,2 mln zł/1000 m. (oba w Zachodniopomorskiem), miasto Warszawa – 4,3 mln zł/1000 m., powiat piaseczyński – 4,3 mln zł/1000 m. oraz miasto Wałbrzych – 4,1 mln zł/1000 m. W kolejnych 39 powiatach suma zaległego zadłużenia w przeliczeniu na 1000 mieszkańców nie przekracza 3 mln zł.

W I półroczu br. do budżetu państwa wpłynęło 90 mln zł z opłaty recyklingowej. Wzrost r/r jest na poziomie 2,6 proc.

Wpływy z opłaty recyklingowej za torby foliowe w pierwszej połowie tego roku zasiliły budżet państwa kwotą nieco przekraczającą 90 mln złotych. To o 2,6% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Tak wynika z danych Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Z kolei w całym 2023 roku wpływy z ww. opłaty wyniosły blisko 173 mln złotych, czyli o 0,9% mniej niż w 2022 roku. Resort prognozuje, że cały 2024 rok zamknie się z wpływami rzędu 174,5 mln złotych. Do tego twierdzi, że nie planuje zmiany wysokości opłaty recyklingowej ani objęcia nią tzw. zrywek, czyli siatek o grubości materiału poniżej 15 mikrometrów.

Z danych Ministerstwa Klimatu i Środowiska (MKiŚ) wynika, że w pierwszej połowie br. wpływy z opłaty recyklingowej za torby foliowe wyniosły 90 060 814,84 zł. To o 2,6% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy uzyskano 87 817 163,49 zł. Powyższa opłata jest ponoszona przez klientów, którzy w sklepie pobierają torby z tworzywa sztucznego, za wyjątkiem bardzo lekkich siatek o grubości poniżej 15 mikrometrów (tzw. zrywek), które są wymagane ze względów higienicznych lub oferowane jako podstawowe opakowanie żywności sprzedawanej luzem. Stawka za jedną torebkę wynosi 20 groszy. I jest wnoszona przez handlowców. Jej wprowadzenie kilka lat temu miało służyć zniechęceniu kupujących do korzystania z foliówek i wyrobienia w nich nawyku przychodzenia na zakupy z własnymi torbami wielokrotnego użytku.

– Ten cel udało się osiągnąć. Według oficjalnych danych, w Polsce zużywa się mniej toreb foliowych niż w innych krajach Unii Europejskiej, bo tylko ok. 20 sztuk na osobę rocznie. Jednak są pewne zastrzeżenia. Pomimo pozytywnych opinii agencji badawczych raportujących dla UE, opłatą w kraju objęto także torby pow. 50 mikrometrów, co jest kompletnym nieporozumieniem. Brakuje też uzasadnienia dla tej opłaty w samej dyrektywie unijnej. Wahania opłaty są tak nieznaczne, że można przyjąć, iż pozostają bez zmian. Absolutnie bezdyskusyjna natomiast jest jednorazowość toreb papierowych, które zastąpiły torby foliowe, ponieważ nie istnieją żadne ograniczenia w ich produkcji i sprzedaży – uważa Robert Szyman, Dyrektor Generalny Polskiego Związku Przetwórców Tworzyw Sztucznych.

Z kolei Sławomir Pacek, prezes Stowarzyszenia „Polski Recykling”, wyjaśnia, że przywołany wynik może być rezultatem kilku czynników. Pierwszym jest lepsze raportowanie zużycia toreb przez jednostki handlowe. Inną kwestią może być większe zapotrzebowanie na torby jednorazowe, które są coraz częściej używane w gospodarstwach domowych jako tzw. „worki na śmieci”. Do tego zwiększyła się informacja na temat pochodzenia toreb, które są opisane jako pochodzące z recyklingu, co poniekąd usprawiedliwia ich użycie.

– Jednocześnie używanie toreb foliowych nie musi być jednoznacznie złe. Należy pamiętać, że taka torba używana wielokrotnie i na koniec wrzucona do żółtego pojemnika jest dobrym rozwiązaniem z perspektywy ochrony środowiska. Jest ono korzystniejsze od dosyć popularnych ostatnio toreb papierowych, których proces produkcji jest obciążony większym śladem węglowym niż tych z tworzyw sztucznych – dodaje prezes Pacek.

Patrząc na dane za cały 2023 rok, widać, że wówczas wpływy z opłaty recyklingowej za torby foliowe wyniosły dokładnie 172 994 522,86 zł. To z kolei o 0,9% mniej niż w 2022 roku, kiedy było to 174 492 530,58 zł. Sławomir Pacek zauważa, że takie niewielkie wahanie jest naturalną sytuacją rynkową. – Różnica w wysokości 0,9% jest stosunkowo nieduża. Na pewno możemy doszukiwać się powiązania kwestii finansowej z kryzysem gospodarczym czy większą chęcią do oszczędzania przez obywateli, ale wnioskowanie z tych przesłanek byłoby zbyt daleko idące w tym przypadku – dodaje ekspert ze Stowarzyszenia „Polski Recykling”.

MKiŚ prognozuje, że tegoroczne wpływy z opłaty recyklingowej wyniosą 174,5 mln zł. Szacunek na 2023 r. również miał taką wartość, a więc rzeczywiste wpływy były niższe. Z kolei prognoza na 2022 r. opiewała na kwotę 176,501 mln zł, a więc też była niższa, niż zakładano. Sławomir Pacek zwraca uwagę na to, że te prognozy są oparte na jednej wiadomej i dwóch niewiadomych. Wiadomo, że opłata za torebkę wynosi 20 groszy, ale trudno stwierdzić, ile torebek zostało zakupionych. Tego typu założenia zawsze będą obarczone ryzykiem błędu pomiarowego. Do tego resort nie planuje zmian w wysokości opłaty recyklingowej ani wprowadzenia regulacji mających na celu objęcie nią bardzo lekkich toreb na zakupy z tworzywa sztucznego o grubości materiału poniżej 15 mikrometrów, tj. tak zwanych zrywek.

– Opłata na lekkie torby z tworzyw sztucznych była wyrazem wdrożenia dyrektywy Single Use Plastics, która nakłada na państwa członkowskie cele dotyczące zmniejszenia ilości ich stosowania. W wyniku wysokiej opłaty i konieczności prowadzenia ewidencji znaczna część handlu detalicznego zrezygnowała z dystrybucji tych toreb. Torby foliowe bardzo lekkie, służące do ochrony produktów luzem, nie były przedmiotem dyrektywy oraz ustawy transponującej – mówi Robert Szyman z PZPTS.

Stowarzyszenie „Polski Recykling” jest przeciwne wprowadzeniu opłaty za zrywki, gdyż są one trudne do zastąpienia, tym bardziej że wraz ze wzrostem świadomości ekologicznej konsumentów właściwie torebki foliowe są używane coraz rzadziej. – Biorąc pod uwagę, czym zastąpione zostały torby foliowe i jak szkodliwe dla środowiska są ich np. papierowe zamienniki, to należałoby się poważnie zastanowić, czy nie lepiej byłoby promować świadome używanie toreb foliowych wielokrotnego użytku oraz jednocześnie przeprowadzić specjalne kampanie edukacyjne skupiające się na odpowiednim sortowaniu odpadów w gospodarstwach – podsumowuje Prezes Sławomir Pacek.

Grupa Dark Angels wyłudziła rekordowy okup 75 mln dolarów od globalnego giganta

  • Cyberprzestępcy z Dark Angels uzyskali 75 mln dolarów okupu za wykradzione dane z jednego z 50 największych przedsiębiorstw świata. Jest to najwyższa tego typu kwota w historii – podał branżowy serwis bleepingcomputer.com.
  • W 2023 roku suma płatności okupów po działaniach ransomware przekroczyła miliard dolarów!

Okup za wykradzione dane – zaczyna się niepozornie

Na co dzień cyberprzestępcy monitorują luki w zabezpieczeniach, także te publicznie zgłaszane. Skanują również internet w poszukiwaniu nieszczelnych systemów i próbują zidentyfikować firmy, które korzystają z wadliwych rozwiązań. Z tej puli wybierają cele, które z ich punktu widzenia mogą być najciekawsze i gdzie mają potencjalnie szansę na największy okup. Następnie włamują się do wybranych sieci, kradną lub szyfrują dane i wymuszają opłaty. Cyberprzestępcy wykorzystują złośliwe oprogramowanie typu ransomware, które szyfruje dane, dzięki czemu cyberprzestępcy zyskują kartę przetargową by żądać okupu za ich odszyfrowanie. Celami tych działań są głównie firmy, gdyż to z ich strony można potencjalnie uzyskać większy okup.

– Oprogramowanie typu ransomware rozprzestrzenia się na różne sposoby np. przez klasyczne e-maile phishingowe. Okazją dla przestępców jest również niezaktualizowane oprogramowanie lub podatności w serwisach internetowych dostępnych publicznie. Moment, w którym widzimy powiadomienie o koniecznej aktualizacji i klikamy przycisk „przypomnij mi później” to otwarcie drzwi cyberprzestępcom, dla których skuteczny atak ransomware to wręcz wymarzona sytuacja win-win. Jeżeli zaatakowana firma zdecyduje się opłacić okup, udaje im się uzyskać znaczną sumę pieniędzy. Jeżeli z kolei organizacja nie zapłaci przestępcom, wtedy prawdopodobnie jej dane zostaną sprzedane w tzw. darknecie, co również oznacza sukces oszustów – opisuje Beniamin Szczepankiewicz, analityk laboratorium antywirusowego ESET.

Rekordowe 75 mln dolarów okupu

Przełom lipca i sierpnia przyniósł szokującą informację – gang cyberprzestępców Dark Angels otrzymał aż 75 mln dolarów okupu za uwolnienie zaszyfrowanych danych jednej firm z listy Fortune 50, czyli 50 największych przedsiębiorstw świata. Nazwa szantażowanej firmy nie została co prawda ujawniona, natomiast fakt, że transakcja się odbyła potwierdziło również Chainalysis, przedsiębiorstwo z branży kryptowalut. Jest to największy okup, jaki kiedykolwiek ujawniono – dotychczasowy rekord wynosił 40 mln dolarów, jakie zapłacił CNA (gigant z branży ubezpieczeń) grupie cyberprzestępców Evil Corp. W ostatnich miesiącach nie brakuje innych głośnych przypadków ataków ransomware.. Na celownik cyberprzestępców w ubiegłym roku trafiły również m.in. największa na świecie franczyzowa rozlewnia Coca-Coli FEMSA, Sony czy Royal Mail. W Polsce zaatakowany został m.in. system Śląskiej Karty Usług Publicznych, a pierwszym odnotowanym przypadkiem ransomware w banku był incydent Banku Spółdzielczego w Zambrowie na początku bieżącego roku.

Skala zjawiska poraża

Niestety, ubiegły rok pod względem wyłudzeń okupów będących następstwem kradzieży danych okazał się rekordowy. Według branżowych szacunków[i] suma wyłudzonych przez cyberprzestępców środków wyniosła aż 1,1 mld dolarów. W roku 2022 suma ta wyniosła 567 mln dolarów, zaś w 2021 – 983 mln dolarów.

O popularności ataków ransomware może świadczyć fakt, że zostały już przekształcone w usługę biznesową – oczywiście niezgodną z prawem. RaaS, czyli Ransomware as a Service to model biznesowy cyberprzestępczości, w którym operatorzy piszą oprogramowanie, a inne podmioty płacą za przeprowadzanie ataków przy jego użyciu. RaaS jest podobny do modelu oprogramowania jako usługi (SaaS), ale zamiast oferować legalny software, oferuje ransomware.

RaaS ułatwia cyberprzestępcom przeprowadzanie ataków, nawet jeśli nie mają oni żadnych umiejętności technicznych. Ponadto, sprawia, że ataki są bardziej opłacalne, ponieważ można na nich zarobić bez konieczności inwestowania w rozwój własnego oprogramowania.

Czy należy negocjować z przestępcami?

Wśród firm, które padają ofiarą ataków ransomware, panuje przyzwolenie na współpracę z cyberprzestępcami i zapłatę okupu. Tak było w przypadku wspomnianej wcześniej rozlewni Coca-Coli. Początkowo przestępcy żądali od niej 12 milionów dolarów, jednak po negocjacjach zgodzili się nie udostępniać części danych po zapłacie 1,5 miliona dolarów. Szacuje się, że aż 80% przedstawicieli firm decyduje się zapłacić okup związany z atakiem ransmoware[ii].

– Często wydaje się, że zapłacenie przestępcom to jedyny sposób, aby uniknąć dużego kryzysu lub strat biznesowych przewyższających żądaną sumę pieniędzy. Jednak nikt nie może zagwarantować nam, że po wpłaceniu okupu otrzymamy z powrotem dostęp do naszych danych, a one same nie zostaną sprzedane lub opublikowane. Co więcej, opłacając okupy, firmy przyczyniają się do rozwoju cyberprzestępczości, ponieważ sprawiają, że takie działania są opłacalne. Warto na bieżąco dbać o zabezpieczenia w firmie. Najistotniejsze to robienie kopii zapasowych danych firmy, które są kluczowe dla zdolności operacyjnej  przedsiębiorstwa. Jeśli zostaniemy zaatakowani  pozwoli nam to odtworzyć stan sprzed ataku, zyskując  czas na potencjalne negocjacje lub całkowite odrzucenie żądań .Ważnym są również aktualizacje zarówno programów zabezpieczających, jak i wszystkich innych systemów, które działają na firmowych urządzeniach. To właśnie na tego rodzaju luki bezpieczeństwa czyhają przestępcy i są w stanie szybko je wykorzystać – komentuje dodaje ekspert ESET

Aby ustrzec się problemu, warto korzystać z wielowarstwowych rozwiązań zabezpieczających, które mogą wykryć i zablokować atak. Nie wolno zapominać o szkoleniu swoich pracowników w zakresie identyfikacji oszustw internetowych. Kluczowe jest tworzenie kopii zapasowych danych i stosowaniu strategii odzyskiwania ich po ewentualnej awarii czy ataku. Doskonale sprawdza się tu maksyma: lepiej zapobiegać niż leczyć. Aby zminimalizować ryzyko ataku ransomware, nie warto chodzić na skróty. Najlepszą ochroną jest kompleksowe podejście do cyberbezpieczeństwa i proaktywne działania w tym zakresie oraz traktowanie go jako nierozłącznego elementu rozwoju biznesu.

[i] https://www.chainalysis.com/blog/ransomware-2024/

[ii] https://www.forbes.com/sites/daveywinder/2023/05/30/the-sobering-truth-about-ransomware-for-the-80-percent-who-paid-up/?sh=120032e39f64

Flota pojazdów elektrycznych w Polsce rośnie, ale zawieszenie programu „Mój Elektryk” może zahamować dalszy rozwój rynku

Według danych z końca lipca 2024 r., w Polsce było zarejestrowane łącznie 70 579 osobowych i użytkowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV). Przez pierwsze siedem miesięcy br. ich liczba zwiększyła się o 14 102 szt. (tj. o 6% więcej niż w analogicznym okresie 2023 r.) – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSNM.

Pod koniec lipca 2024 r. po polskich drogach jeździło 122 299 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. Flota w pełni elektrycznych, osobowych aut (BEV, ang. battery electric vehicles) liczyła 63 540 szt., a park hybryd typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 58 759 szt. Liczba samochodów dostawczych i ciężarowych z napędem elektrycznym wynosiła 7 070 szt. Stale rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec lipca składała się z 21 840 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 839 513 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów zeroemisyjnych w Polsce wzrósł do 1 373 szt. (z czego pojazdy całkowicie elektryczne stanowiły 1307 szt., zaś wodorowe – 66 szt.).

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym rozwija się infrastruktura ładowania. Pod koniec lipca 2024 r. w Polsce funkcjonowały 7 563 ogólnodostępne punkty ładowania pojazdów elektrycznych (4 163 stacje). 29% z nich stanowiły szybkie punkty ładowania prądem stałym (DC), a 71% – wolne punkty prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W lipcu uruchomiono 308 nowych punktów.

Jedną z najważniejszych dla polskiego rynku e-mobility informacji w ostatnich dniach stanowiło zawieszenie od 1 września naboru w ramach ścieżki leasingowej programu „Mój elektryk”. To stwarza poważne ryzyko spadku popytu na BEV w Polsce. Leasing cieszy się szczególną popularnością wśród przedsiębiorców, którzy nabywają ponad 80% samochodów całkowicie elektrycznych na polskim rynku. PSNM już od dawna apelowało o podwyższenie budżetu programu „Mój elektryk”. Taka decyzja powinna zostać podjęta już wiele miesięcy temu, zwłaszcza w kontekście wyraźnie szybszego konsumowania środków w ramach ścieżki leasingowej i braku wprowadzenia zapowiedzianego na początku roku programu dopłat do „elektryków”, który ma być adresowany do osób fizycznych. Zawieszenie przyjmowania wniosków przyniesie niekorzystne skutki rynkowe. NFOŚIGW zapowiedział co prawda powrót do ścieżki leasingowej w 2025 r., jednak zakładamy, że w oczekiwaniu na formalne wznowienie naboru firmy do końca b.r. mogą wstrzymywać decyzje o nabywaniu samochodów elektrycznych mówi Jan Wiśniewski, Dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM.  

–  Prezentując wyniki tego miesiąca, nie sposób odnieść się do informacji o zawieszeniu od 1 września dofinansowania do zakupu pojazdów z programu „Mój Elektryk”. Program ten jest kluczowym wsparciem rozwoju zeroemisyjnych flot w polskich firmach. A warto tu przypomnieć, że to właśnie firmy kupują zdecydowaną większość pojazdów osobowych – w tym zeroemisyjnych w Polsce. Jako branża jesteśmy bardzo zaskoczeni faktem zawieszenia programu, bo od wielu miesięcy uzyskiwaliśmy zapewnienia, że będzie on kontynuowany. W tej sytuacji, być może warto rozważyć przeznaczenie części pieniędzy spośród 1.6 mld zł pochodzących z KPO na dofinansowanie zakupów pojazdów zeroemisyjnych przez firmy. Wsparcie to byłoby być bardzo dobrym uzupełnieniem programu „Mój Elektryk”, pozwalającym na utrzymanie płynności zakupów do momentu ponownego uruchomienia transz. Polska pozostaje na wczesnym etapie transformacji na zeroemisyjność, a wszelkie tego typu zawirowania powodują kłopoty firm na rynku – także wizerunkowe i wyhamowują proces wymiany pojazdów – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

Potencjalne skutki dla fundacji rodzinnych w kontekście planowanych zmian podatkowych

O tym, jakie potencjalne skutki prawne dla fundacji rodzinnych mogą wynikać ze zmian mówi Mecenas Dawid Rejmer.

W ubiegłym tygodniu w wykazie prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów została opublikowana informacja o toczących się pracach nad projektem ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz niektórych innych ustaw.

– Proponujemy objęcie podatkiem m.in. sprzedaży majątku przez fundacje rodzinne – zapowiedział wiceszef Ministerstwa Finansów Jarosław Neneman. – Przepisy podatkowe poszły za daleko. Mamy przykłady ze stron internetowych zajmujących się doradztwem podatkowym, które zachęcają do tworzenia fundacji jako metody na obniżanie podatków – dodał.

O to, jakie potencjalne skutki prawne dla fundacji rodzinnych mogą wynikać z planowanych podwyżek podatków, pytamy dr r.pr. Dawida Rejmera, Partnera Zarządzającego i Sukcesora w Kancelarii Finansowej LEX, specjalizującej się w obsłudze i doradztwie firmom rodzinnym.

Czy nowe przepisy mogą wpłynąć na elastyczność i atrakcyjność narzędzia jakim jest fundacja rodzinna w zarządzaniu majątkiem rodzinnym?

DR: Przepisy dotyczące fundacji rodzinnych powinny cechować się bardzo dużą stabilnością i przewidywalnością. W końcu mówimy tu o organizacjach zakładanych z perspektywą wielopokoleniową. Nie znamy jeszcze szczegółów propozycji Ministerstwa Finansów, ale jeżeli pójdą one za daleko, to mogą spowodować wątpliwości po stronie potencjalnych fundatorów. Fundacje Rodzinne nie powstały w celu optymalizacji podatkowej. Jeżeli zdarzają się takie przypadki, to organy mogą stosować klauzulę o przeciwdziałaniu unikaniu opodatkowania. Stworzyliśmy w Polsce jedne z najlepszych przepisów na świecie. Jeżeli zmiany będą wprowadzane ad hoc w reakcji na jakieś treści na stronach internetowych to możemy doprowadzić do wylania dziecka z kąpielą.

Czy podwyżka podatków od sprzedaży majątku przez fundacje rodzinne może zmniejszyć zainteresowanie zakładaniem takich fundacji w Polsce? Jakie alternatywy mogłyby być brane pod uwagę przez rodziny planujące sukcesję?

DR: Kwestia zbywania majątku od początku była niezbyt precyzyjna. Z jednej strony jasne jest, że fundacja rodzinna może sprzedawać udziały i akcje bez żadnych ograniczeń. Z drugiej strony nie jest jasne, ile czasu fundacja rodzinna ma być właścicielem nieruchomości, żeby móc sprzedać ją bez obciążeń podatkowych. Przecieki medialne wspominają o terminie 15 lat, który jest absurdalnie długi. Dla przypomnienia, w przepisach PIT zwolnienie od podatku sprzedaży nieruchomości jest po 5 latach. Procesy sukcesyjne są realizowane zarówno z wykorzystaniem fundacji rodzinnej, jak i bez wykorzystania fundacji rodzinnej. W sytuacji, gdy sukcesja jest przeprowadzana bez fundacji rodzinnej to najczęściej jest regulowana w dokumentach takich jak umowy spółek, testamenty, umowy wspólników, konstytucja rodzinna. Propozycja Ministerstwa Finansów dyskryminowałaby fundację rodzinną jako instytucję powołaną m.in. do realizacji celów sukcesyjnych. A taki był jej nadrzędny cel.

W jaki sposób fundacje rodzinne mogą przygotować się na ewentualne zmiany w przepisach podatkowych?

DR: Przede wszystkim aktywnie uczestniczyć w procesie konsultowania projektu ustawy, żeby przekazać urzędnikom właściwą perspektywę funkcjonowania fundacji rodzinnych. Trzeba w pierwszej kolejności zrozumieć, czego obawia się Ministerstwo Finansów. Jak znany będzie już projekt ustawy, to konieczne będzie przeanalizowanie działania danej fundacji pod kątem obciążeń podatkowych. Trudno byłoby także zaakceptować rozwiązanie, że skutkami nowych regulacji miałyby być obciążone istniejące już fundacje. To w sposób znaczący zachwiałoby zaufaniem do państwa prawa.

Czy planowane zmiany mogą wpłynąć na długoterminowe planowanie sukcesji majątkowej w fundacjach rodzinnych? Jakie mogą być praktyczne konsekwencje dla rodzin biznesowych, które już korzystają z tego narzędzia?

DR: W dużej mierze zależy to od zmian, które zaproponuje Ministerstwo Finansów. Jeżeli zmiany będą umiarkowane, to nie wpłynie to na zainteresowanie fundacjami rodzinnymi. Jeżeli zmiany będą radykalne, to zainteresowanie tą instytucją spadnie i nie skorzystają z niego rodziny biznesowe, dla których to rozwiązanie zostało zaprojektowane. Ci, którzy już korzystają będą analizować wpływ zmian na ich obciążenia podatkowe. Jeżeli będzie on neutralny lub znikomy to pozostaną przy fundacji rodzinnej. Jeżeli jednak będzie się to wiązało ze wzrostem obciążeń to część rodzin stanie przed trudnym wyborem co dalej zrobić.

Czy uważa Pan, że nowe przepisy mogą skłonić polskie rodziny do przenoszenia swoich fundacji za granicę w celu optymalizacji podatkowej? Jakie kraje mogą stać się atrakcyjną alternatywą i czy istnieje ryzyko zwiększenia liczby takich przypadków?

DR: Większość polskich rodzin nie korzystała z fundacji rodzinnych zagranicznych. Powodów tego było kilka. Pierwszym, są koszty funkcjonowania struktury zagranicznej, które są wyższe niż prowadzenie fundacji rodzinnej w Polsce. Drugim, jest posądzanie przez fiskusa takich rodzin o celowe zakładanie fundacji rodzinnych za granicą w celu optymalizacji podatkowej. Trzecim, jest nieznajomość języka obcego i trudność w zrozumieniu innych systemów prawa. Przed 2023 r. rodziny, które chciały założyć fundację rodzinną nie mogły zrobić tego w Polsce więc decydowały się na takie kraje jak Austria, Lichtenstein, Malta, Cypr, etc. Pamiętajmy, że prace nad polską fundacją rodzinną trwały wiele lat i Ministerstwo Finansów samodzielnie projektowało przepisy podatkowe. Dla uczestników rynku jest niezrozumiałe, dlaczego Ministerstwo Finansów zapowiada zmiany, przed przeprowadzeniem poważnej dyskusji ze środowiskiem firm rodzinnych.

Pamiętajmy, że tu nie chodzi o jakieś przywileje dla bogatych. Gra toczy się o to, czy polski biznes w przyspieszonym tempie dokona akumulacji rodzimego kapitału i będzie w stanie konkurować z innymi krajami rozwiniętymi. Alternatywą jest pułapka średniego wzrostu i konkurowanie kosztami pracy, co jest drogą donikąd.

EUR/USD z nowym szczytem

Wszystko zdaje się grać w tej chwili przeciwko dolarowi. Z jednej strony amerykańscy decydenci przejawiają coraz większą chęć do cięcia stóp, a słabe dane ze strefy euro nie zmieniają oczekiwań wobec EBC. Mieszane dane z polskiej gospodarki nie wpływają na złotego, który podąża za ogólnorynkowym sentymentem i czeka na rozwój sytuacji.

Europejski przemysł tradycyjnie zawodzi

Amerykanie w dalszym ciągu oczekują tzw. soft landingu w swojej gospodarce, ale o takowym nie ma mowy w borykającej się w dalszym ciągu z problemami strefie euro. Jednym z jaskrawszych potwierdzeń tej tezy jest sytuacja w europejskim przemyśle. Wskaźnik PMI, badający nastawienie menedżerów odpowiedzialnych za zamówienia w przedsiębiorstwach, nie zostawia tu zbyt wielu wątpliwości. Niemiecki odczyt ostatni raz powyżej granicy 50 pkt, oddzielającej rozwój od recesji, znajdował się ponad 2 lata temu. Wstępne dane za sierpień okazały się nawet gorsze od prognoz, a wynik dla naszego zachodniego sąsiada to tym razem tylko 42,1 pkt. Niestety do Niemców dołączyli Francuzi, którzy osiągnęli identyczny rezultat. Mając świadomość takich trudności w dwóch największych gospodarkach, trzeba uznać, że wskaźnik dla całej eurozony na poziomie 45,6 pkt (minimalnie poniżej oczekiwań) nie wypada wcale tak źle. Na pocieszenie można zaznaczyć, że PMI dla gałęzi usługowej stabilnie przekracza próg 50 pkt. Niestety jest to marne pocieszenie, jeśli dość zasadnie uznamy, że na dłuższą metę gospodarka nie będzie w stanie stabilnie kroczyć, gdy jej jedna noga jest wyraźnie krótsza. Kurs EUR/USD praktycznie nie zareagował na powyższe odczyty, ponieważ nie zmieniają one nastawienia do działań EBC (kolejna obniżka stóp prawie na pewno we wrześniu). Inwestorzy o wiele więcej uwagi poświęcają amerykańskim decydentom, a doskonałą okazją do tego była wczorajsza publikacja protokołu ostatniego posiedzenia FOMC.

Tnij mocno!

Minutki Fed nie tylko potwierdziły oczekiwanie co do pierwszej obniżki stóp za oceanem we wrześniu, ale jeszcze bardziej rozbudziły nadzieje na cięcie aż o 50 pb (kontrakty wyceniają teraz tę możliwość na 30%). Wszystko przez to, że w Komitecie Otwartego Rynku znalazły się osoby, które były gotowe dokonać ruchu już na lipcowym posiedzeniu. Inwestorzy są przekonani, że nawet jeśli wejście w cykl obniżek nie będzie tak znaczące, to i tak otrzymają przynajmniej trzy cięcia do końca roku. Takie podejście oczywiście nie sprzyja dolarowi i popycha kurs EUR/USD jeszcze mocniej na północ. Wczoraj wieczorem eurodolar przebił grudniowy szczyt i wyznaczył nowe maksimum trendu poniżej 1,117 $. Znajdujemy się coraz bliżej piku z czerwca zeszłego roku, kiedy główna para walutowa była jeszcze cent wyżej. Zagrożeniem dla dalszej aprecjacji wspólnej waluty staje się tempo tej tendencji, ponieważ na wykresie dziennym EUR/USD tworzy się coraz bardziej stroma ściana, która może sugerować niechybną korektę. Takowej może pomóc już jutro Jerome Powell (zabierze głos na konferencji w Jackson Hole), jeśli zdecyduje się chociaż trochę schłodzić rynkowe oczekiwania co do kosztu kredytu w USA.

Not great, not terrible

Chociaż na pozycję polskiego złotego aktualnie w dużej mierze wpływa ogólnorynkowa sytuacja i przepływ kapitału między koszykami walutowymi (dziś dość solidarnie tracą waluty EM), to nie powinniśmy zapominać o danych z krajowej gospodarki. A te znowu nie przynoszą jednoznacznych odpowiedzi. Po wczorajszej słabszej od oczekiwań produkcji przemysłowej (+4,9% rdr wobec prognozy +7,3%), dziś lepszy rezultat od konsensusu wykazała jej składowa w postaci produkcji budowlano-montażowej. Spadła ona tylko o 1,4% rdr (ocz. -2,1%) i był to najlepszy wynik w tym roku (poprzednio -8,9%). Niektórzy obserwatorzy mówią o powrocie z dalekiej podróży, przewidując, że w tym sektorze najgorsze już za nami. Wreszcie niejednoznacznie wypadła rodzima lipcowa sprzedaż detaliczna. Wynik 5% rdr należy uznać za bardziej niż przyzwoity, ale warto podkreślić, że to już 5 miesiąc z rzędu, kiedy oczekiwania rynkowe nie zostały spełnione (tym razem prognozy wskazywały na 5,6%). Ostatecznie trzeba stwierdzić, że nawet jeśli odczyty nie zachwycają, to na europejskim tle wyglądają one naprawdę dobrze. Wracając do PLN, pozostaje on stabilny na parach z głównymi walutami i spokojnie czeka na rozwój rynkowej rozgrywki. Przed godz. 15 kurs euro jest blisko 4,28 zł, kurs dolara nie oddala się od 3,84 zł, kurs franka przekracza 4,51 zł, a kurs funta wynosi 5,04 zł.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Zwrot, czy tylko ożywienie inwestycyjne w nieruchomościach komercyjnych

W ostatnich miesiącach odnotowany został skok wartości transakcji na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce, ale nowych inwestycji wciąż brakuje.

W drugim kwartale tego roku polski rynek nieruchomości komercyjnych odnotował ponad czterokrotny wzrost wartości transakcji w porównaniu z pierwszym kwartałem br. Licząc rok do roku wartość inwestycji w pierwszym półroczu 2024 wzrosła dwukrotnie.

Znacznie wyższa aktywność inwestycyjna w porównaniu z rokiem ubiegłym notowana jest, nie tylko w Polsce, ale i w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Nieruchomości komercyjne z obszaru CEE cieszą się dużo większym zainteresowaniem inwestorów niż aktywa w innych lokalizacjach europejskich i poza kontynentem.

Intensyfikacji działań inwestycyjnych sprzyja niewątpliwie czerwcowy spadek stóp procentowych w Europie, który niesie szansę na dalsze decyzje Europejskiego Banku Centralnego dotyczące kolejnych obniżek, co w konsekwencji pozwoliłoby zredukować koszty finansowania inwestycji. Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner, CEO w Walter Herz, zwraca uwagę jednak, że poza kosztami finasowania inwestycji przy podejmowaniu decyzji o zakupie nieruchomości analizowany jest także m.in. potencjał wzrostu czynszów, popyt na rynku najmu, czy ogólne możliwości ekonomiczne w danej lokalizacji.

Strategiczne podejście inwestorów

– Wraz z nadejściem wiosny na rynku inwestycyjnym w Polsce, podobnie jak na rynku gruntów przyszło spore ożywienie. W tym roku możemy obserwować większe zainteresowanie inwestorów miastami regionalnymi i mniejszymi miejscowościami, gdzie jest duży popyt lokalny i mniejsze koszty wejścia. Jeśli chodzi o działki inwestycyjne, widoczne jest także duże zapotrzebowanie na grunty odpowiednie pod projekty wielofunkcyjne, łączące przestrzenie mieszkalne, biurowe i handlowe, które pozwalają zmaksymalizować zwroty z inwestycji. Duże zainteresowanie jest też gruntami pod Data Center, podaż ograniczają tu jednak wymagania związane z zapotrzebowaniem na prąd. Przy zakupie gruntów uwzględniane są coraz szerzej czynniki związane ze zrównoważonym rozwojem i zgodnością z wytycznymi ESG, co pokazuje rosnące znaczenie kwestii środowiskowych w inwestycjach w nieruchomości – mówi Bartłomiej Zagrodnik.

– Widzimy strategiczne podejście inwestorów do zakupu nieruchomości, które dają szansę poprawy rentowności, a także gruntów o długoterminowym potencjale na obszarach, które w perspektywie mają szansę skorzystać na poprawie infrastruktury i planach ekspansji miejskiej. Preferowane są dobrze zlokalizowane, prime’owe parcele o wyraźnym potencjale rozwojowym. Inwestorzy wykazują jednak ogromną ostrożność, co prowadzi do przeprowadzania skrupulatnych analiz due diligence. Warto także zaznaczyć, że zarówno w transakcjach gruntowych, jak i zakupach inwestycyjnych coraz większym stopniu uczestniczą polscy inwestorzy. Udział rodzimych podmiotów w tegorocznych zakupach aktywów inwestycyjnych w sektorze nieruchomości wyniósł już, nie kilka a kilkanaście procent – dodaje Bartłomiej Zagrodnik.

Na celowniku biurowce i obiekty handlowe

Na rynku transakcyjnym w Polsce dominującą grupę inwestorów stanowi aktualnie kapitał regionalny, przede wszystkim z Czech. Optymistyczne, że na naszym rynku możemy obserwować regularnie debiuty nowych podmiotów inwestycyjnych.

W ostatnich miesiącach inwestorzy stawiali przede wszystkim na budynki biurowe oraz obiekty z sektora handlowego, w którym dominującą pozycję zajmują parki handlowe. Na rynku aktywni są przede wszystkim inwestorzy poszukujący typowych aktywów value-add i oportunistyczni, szukający okazji. Duzi gracze instytucjonalni, nastawieni na zakup aktywów typu core od wielu miesięcy nie wchodzą w procesy inwestycyjne w oczekiwaniu na tańsze finansowanie. W sektorze biurowym i handlowym w drugim kwartale bieżącego roku odnotowane zostały jednak, wyczekiwane od dawna, duże transakcje portfelowe.

Choć na polskim rynku biurowym pojawiły się transakcje typu prime, największym powodzeniem w pierwszym półroczu 2024 cieszyły się biurowce typu value-add, dysponujące potencjałem do wzrostu wartości. W ostatnich miesiącach właścicieli zmieniały już nie tylko warszawskie budynki biurowe, ale także biurowce zlokalizowane na głównych rynkach regionalnych.

Popyt inwestycyjny na magazyny, który mogliśmy obserwować w ostatnich latach, teraz spadł. Wartość wolumenu transakcyjnego w tym sektorze w pierwszej połowie tego roku w porównaniu z pierwszym półroczem 2023 roku zmalała o jedną trzecią. W przypadku nieruchomości magazynowych, inwestorzy koncentrują się na nowoczesnych obiektach, dysponujących rozwiązaniami niezbędnymi do realizacji celów ESG, zlokalizowanymi w obrębie głównych hubów logistycznych.

Oczekiwanie na nowe projekty

Rynek transakcji inwestycyjnych odzyskuje swój potencjał. Wkrótce przekonamy się, czy za intensyfikacją procesów inwestycyjnych w Polsce pójdzie także ożywienie w obszarze realizacji nowych inwestycji. Analitycy Walter Herz są dobrej myśli, prognozują wzrost ilości inwestycji, szczególnie jeśli chodzi o projekty mixed-use i z sektora PRS.

Schłodzenie popytu na biura i magazyny przyniosło w ostatnim czasie spadek realizowanych inwestycji w tych sektorach. Największy spadek nowej podaży notowany jest na rynkach biurowych. W ciągu pierwszego półrocza tego roku na warszawski rynek weszło zaledwie 65 tys. mkw. powierzchni, a na rynkach regionalnych oddane zostało łącznie ponad 60 tys. mkw. nowych biur.

W sektorze magazynowym w pierwszym półroczu 2024 roku zasoby zwiększyły się o 1,6 mln mkw., co stanowi spadek o jedną trzecią w porównaniu z tym samym okresem roku ubiegłego. W budowie pozostaje przeszło 2 mln mkw. powierzchni.

W regularnym tempie zwiększają się natomiast krajowe zasoby handlowe. W ciągu pierwszych 6 miesięcy br. przybyło około 195 tys. mkw. powierzchni handlowych, a około 400 tys. mkw. jest w trakcie realizacji.

Grupa Kino Polska w I poł. 2024 r. zwiększyła zysk netto o 53% r/r, dzięki wyższym przychodom i ograniczeniu kosztów

  • Na koniec pierwszego półrocza 2024 r. Grupa Kino Polska odnotowała przychody na poziomie 155,3 mln zł (+7,3% r/r)
  • Przychody z reklam na kanałach należących do portfolio Grupy wzrosły o 32,3% r/r.
  • Zysk netto Grupy wzrósł do 36,3 mln zł (+52,8% r/r), zaś wynik EBITDA 76,7 mln zł (+26,9% r/r).
  • Rentowność netto wyniosła 23,4% vs. 16,4% rok wcześniej.
  • Przychody z emisji spadły nieznacznie o 0,9% r/r i stanowiły 48,8% całkowitej sprzedaży Grupy. Wpływy z reklam zwiększyły się 32,3% r/r, a ich udział w przychodach ogółem stanowił 44,4%.
  • Przychody na rynkach międzynarodowych osiągnęły poziom 42,8 mln zł
    (-10,1% r/r) i stanowiły 27,6% całkowitych przychodów Grupy.
  • Marża EBITDA wyniosła 49,4% vs. 41,8% rok wcześniej (+7,6 p.p. r/r).
  • Średni udział kanałów Grupy w oglądalności widowni komercyjnej wyniósł 2,67% (SHR%, All 16-59, Consolidated Live +2 d. + OOH), o 2,3% więcej r/r.

– Wprowadzone w ostatnich kwartałach zmiany, w tym odświeżona oferta programowa Zoom TV i Stopklatki oraz nowe warunki współpracy z brokerem reklamowym, pozwoliły zwiększyć nasze przychody w pierwszym półroczu 2024 roku. Sprzyja nam także pozytywny trend na rynku reklamowym w Polsce. Jednocześnie uważnie kontrolujemy wydatki i szukamy możliwości zwiększenia efektywności poszczególnych segmentów naszego biznesu. Znacząco poprawiliśmy wyniki segmentu Stopklatka, zaś kanał Zoom TV osiągnął pozytywny wynik netto, w wysokości prawie 1 mln zł. W rezultacie rośnie zysk netto i rentowność całej Grupy Kino Polska – mówi Katarzyna Woźnicka, członkini zarządu Grupy Kino Polska, CFO oraz COO w SPI International B.V.

Wyniki finansowe kluczowych segmentów działalności

Na koniec I półrocza 2024 r. największe wzrosty w przychodach Grupy Kino Polska odnotowano w segmencie Stopklatka (+8,4 mln zł, +38,8% r/r), który wygenerował 29,9 mln zł ze sprzedaży reklam i zakończył drugi kwartał 2024 r. z pozytywnym wynikiem netto w wysokości 5,9 mln zł, w porównaniu do straty rok wcześniej. Sprzedaż reklam w segmencie Zoom TV wyniosła 16,2 mln zł (+3,9 mln zł, +32,2% r/r), co pozwoliło zamknąć półrocze z dodatnim wynikiem w wysokości 0,9 mln zł. Segment Kanały filmowe marki FilmBox i kanały tematyczne, wygenerował przychody w wysokości 80,3 mln zł (+1,8 mln zł, +2,3% r/r). Segment Kanały marki Kino Polska osiągnął sprzedaż na poziomie 18,6 mln zł (+1,7 mln zł, +10,4% r/r).

Przychody segmentu Produkcja kanałów telewizyjnych przekroczyły w I poł. 2024 r. poziom 3,6 mln zł, były zatem wyższe r/r o 1,4 mln zł (+67,7% r/r), co jest w największym stopniu rezultatem produkcji kanałów zagranicznych dla Grupy CANAL+.

W segmencie Sprzedaż praw licencyjnych sprzedaż wyniosła 5,8 mln zł (-54,6% r/r). Niższa sprzedaż dotyczy głównie rynku polskiego, wynika również z mniejszej skali odsprzedaży praw licencyjnych do spółki powiązanej spoza Grupy.  Pomimo tego segment Sprzedaż praw licencyjnych, zanotował wzrost wyniku netto o 15% w porównaniu do I półrocza ubiegłego roku. Przychody na rynkach międzynarodowych wyniosły 42,8 mln zł (-10,1% r/r). Spadek wynika głównie z zaprzestania zakupów i sprzedaży licencji dla spółki powiązanej spoza Grupy, za co Grupa pobierała niewielkie wynagrodzenie. Jest także efektem niższych przychodów z reklamy na rynku czeskim.

Wzrost oglądalności głównych kanałów w Polsce

W I półroczu 2024 r. kanały Grupy Kino Polska osiągnęły łącznie 2,67% udziału w oglądalności widowni komercyjnej, co oznacza wzrost o 2,3% w porównaniu z tym samym okresem w 2023 r. (SHR%, All 16-59, Consolidated Live +2 d. + OOH). Wskaźnik ATS wzrósł w analizowanym okresie o 12,2% r/r i wyniósł 42 minuty i 23 sekundy (ATS, All 16-59, Consolidated Live +2 d. +OOH). Stopklatka osiągnęła udział w oglądalności widowni komercyjnej na poziomie 1,26%, notując 3,3% wzrost w porównaniu z analogicznym okresem w roku ubiegłym. Kanał Zoom TV miał udział w oglądalności widowni komercyjnej na poziomie 0,65%, co oznacza wzrost o 1,6% r/r, zaś kanał Kino Polska na koniec czerwca 2024 r. zanotował udział w oglądalności widowni komercyjnej na poziomie 0,37%, co oznacza spadek o 11,9% r/r. Udział w oglądalności o 23,1% r/r, do poziomu 0,32%, powiększył kanał Kino TV, zaś kanał Kino Polska Muzyka zanotował takim sam udział w oglądalności widowni komercyjnej jak rok temu, na poziomie 0,06%.

Grupa Kino Polska prezentuje skonsolidowane dane dotyczące oglądalności z uwzględnieniem 2-dniowego przesunięcia w czasie oraz danych OOH (out of home). Prezentowane dane są w pełni porównywalne z analogicznym okresem ubiegłego roku, ponieważ dla potrzeb analizy dane z I półrocza 2023 r. również zostały uzupełnione o parametr OOH.

Rynek mieszkaniowy w Polsce odzyskuje stabilność? Komentarz do danych GUS o budownictwie mieszkaniowym

Po trzech latach emocji na rynku mieszkaniowym, lipcowe dane Głównego Urzędu Statystycznego wskazują na bardzo równomierne i stabilne działania deweloperów w tym roku, co jest pozytywnym sygnałem dla rynku mieszkaniowego.

Z najnowszych danych GUS wynika, że liczba mieszkań oddanych do użytku w Polsce utrzymuje się na stabilnym poziomie. W lipcu było to łącznie 18,6 tys., czyli o 29% więcej niż rok temu i o 10,5% więcej niż w czerwcu. Deweloperzy oddali w ramach tej puli w 11,4 tys. mieszkań, co oznacza wzrost o 5% w porównaniu do czerwca i o 23% w porównaniu do lipca ubiegłego roku. Jest to najlepszy lipcowy wynik  od trzech lat, choć bez wyraźnego skoku. Deweloperzy odpowiadali za ponad 60% wszystkich oddanych mieszkań w tym miesiącu. Ale inwestorzy indywidualni również przyczynili się do dobrego wyniku, oddając ponad 6,2 tys. mieszkań, co oznacza, że co trzecie oddane mieszkanie pochodziło od nich.

Jednocześnie patrząc na dane narastające od początku roku, można zauważyć, że deweloperzy przekazali do eksploatacji 69,9 tys. mieszkań, czyli o 5,8% mniej niż przed rokiem, natomiast inwestorzy indywidualni 41 tys. mieszkań, tj. o 18,8% mniej.Komentarz do danych GUS o budownictwie mieszkaniowym w okresie styczeń-lipiec 2024

Ważnym aspektem są też lipcowe efekty starań różnych grup inwestorów o uzyskanie pozwoleń na budowę. Okazało się, że łączna liczba pozwoleń wydanych w lipcu wyniosła 26,6 tys., z czego 18,2 tys. pozwoleń uzyskali deweloperzy, a 7,8 tys. inwestorzy indywidualni. W porównaniu do poprzednich miesięcy, liczba pozwoleń na budowę utrzymuje się na stabilnym poziomie, co sugeruje, że rynek mieszkaniowy działa w równowadze.

Liczba rozpoczynanych budów naliczana od początku roku do lipca przez te grupy podmiotów była wyraźnie wyższa niż w analogicznym okresie rok temu. Deweloperzy przystąpili do budowy łącznie 92,4 tys. mieszkań (o 61,5% więcej r/r), a inwestorzy indywidualni 47,5 tys. (o 12,4% więcej).  W samym lipcu w lipcu uruchomiono budowę blisko 20 tys. mieszkań. Deweloperzy rozpoczęli ich 11,8 tys., a inwestorzy indywidualni 7,5 tys.Komentarz do danych GUS o budownictwie mieszkaniowym w okresie styczeń-lipiec 2024

Podsumowując, po trzech pełnych emocji latach, rynek mieszkaniowy w Polsce, a zwłaszcza produkcja mieszkań deweloperskich, szuka nowego poziomu równowagi. Dane miesięczne za lipiec 2024 r. wyglądają na tle trzech poprzednich lat jakby podaż działała na rynku w równowadze, co jest dobrą prognozą na przyszłość.

Ula Olczak, ekspertka rynku nieruchomości Otodom Analytics

Płace w Polsce lepsze niż dane z przemysłu

Wynagrodzenia w Polsce rosną o 10,6%, co jest bardzo dobrym wynikiem, biorąc pod uwagę 4,2% inflacji. Słabiej niestety zachowuje się produkcja przemysłowa, która nie zbliżyła się nawet do oczekiwań. W tle poznajemy kulisy ostatniego posiedzenia FED.

Płace dalej w górę

Co ciekawe, pomimo wyraźnego spadku tempa wzrostu cen w Polsce, niemal nie spowolniło tempo wzrostu wynagrodzeń. W ujęciu rocznym wynagrodzenia rosły średnio o 10,6%. Oznacza to, że przeciętny Polak zatrudniony w firmie zatrudniającej 10 i więcej pracowników zarabia już średnio 8278,63 zł. Warto jednak zwrócić uwagę, że równocześnie spada łączne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw. W skali roku jest to 0,4%. Nie oznacza to oczywiście automatycznie wzrostu bezrobocia. Osoby te mogą przechodzić do mniejszych niż 10-osobowe firm, które nie są uwzględniane w tej statystyce, zakładać własną działalność lub przechodzić na rentę/emeryturę. Należy zatem poczekać z wnioskami na dane o bezrobociu, szczególnie że zatrudnienie powoli spada od dawna, a w statystykach bezrobocia mamy wieloletnie minima.

Drugie dane nie tak dobre

Po dobrych danych z rynku pracy przyszły też informacje o odczycie produkcji przemysłowej w naszym kraju. Ta niestety nie rośnie, jak sądzono o 7,3%, a zaledwie o 4,9%. Jest to istotna zmiana względem oczekiwań. W rezultacie nie ma się co dziwić, że rynki zareagowały delikatną przeceną złotego. Działo się to pomimo sprzyjającej naszej walucie sytuacji na rynkach światowych. Kiedy dolar jest w odwrocie i kapitał przepływa do Europy, jest to przeważnie moment, kiedy złoty się umacnia. Teraz jednak słabsze dane spowodowały, że inwestorzy i tak wycofywali się z naszej waluty.

Zapiski rozmów członków FED

Tzw. minutki, czyli stenogramy zapisów rozmów z posiedzenia Rezerwy Federalnej, są regularnie publikowane do wiadomości. Ostatnia taka publikacja z lipcowego posiedzenia miała miejsce wczoraj. Okazuje się, że same rozmowy bardziej wskazywały na obniżki niż późniejszy komunikat po wystąpieniu. Uwiarygadnia się zatem scenariusz o obniżce stóp we wrześniu. Patrząc na notowania kontraktów terminowych na stopę procentową, tu nie ma czego jednak uwiarygadniać, bo jest to od dawna w cenach. Rynki reagowały jednak kolejnym osłabieniem dolara, co może sugerować, że istotna część inwestorów grała jeszcze przeciwko obniżkom.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych dzień odczytów indeksów PMI.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

PMI w strefie euro: sektor usług jest w lepszej kondycji niż sektor przemysłowy

PMI dla przemysłu w sierpniu w strefie euro wyniósł 45,6 wobec 45,8 miesiąc wcześniej. Patrząc na poszczególne gospodarki negatywnie wyróżniają się Niemcy, gdzie wskaźnik dla przemysłu po raz kolejny spada. W sierpniu wyniósł 42,1 wobec 43,2 miesiąc wcześniej. Oczekiwano wzrostu do 43,4. Niemiecki przemysł wykazuje dalszą słabość i na razie mało wskazuje na szybką poprawę koniunktury w tym sektorze. Podobną tendencję obserwujemy również we Francji, gdzie wskaźnik w sierpniu wyniósł 42,1 (konsensus 44,4).

Po ubiegło miesięcznym nieco rozczarowującym odczycie z sektora usług w strefie euro i tym razem oczekiwano, że aktywność w tym segmencie nieco się pogorszy (konsensus na poziomie 51,7). Odczyt okazał się jednak dużo lepszy i wyniósł 53,3 wobec 51,9 miesiąc wcześniej.

Sektor usług jest w zdecydowanie lepszej kondycji niż przemysł, a ożywienie w tym sektorze trwa już kilka miesięcy i dalej postępuje. Niespotykany wzrost odnotowano we Francji, gdzie wskaźnik wyniósł 55. Oczekiwano wzrostu do 50,2. Tym samym po miesiącach balansowania przy granicy 50 pkt, francuski sektor usług jednoznacznie wszedł na drogę ekspansji. Z drugiej strony mamy Niemcy, gdzie wskaźnik dla sektora usług wyniósł 51,4, jednak jest to już trzeci miesiąc z rzędu spadku tego wskaźnika. Dzisiejsze odczyty nie są dobrym prognostykiem dla największej gospodarki Unii.

Zbiorczy wskaźnik PMI w sierpniu w strefie euro wyniósł 51,2 wobec 50,2 miesiąc wcześniej. Pomimo utrzymującej się słabości sektora przemysłowego, kolejne odbicie w sektorze usług pozwoliło na wzrost zagregowanego wskaźnika. Sektor usług od dłuższego czasu jest siłą napędową i to on utrzymuje wzrost gospodarczy w strefie euro. Odczyty nie są jednak dobrym prognostykiem dla wzrostu gospodarczego w Niemczech, gdzie przemysł jest w dołku, a sektor usług traci siłę.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Dziś zaczyna się sympozjum w Jacksone Hole. Obniżka stóp w USA coraz bardziej pewna

Wczorajsza sesja na Wall Street zakończyła się umiarkowanymi wzrostami. Najlepiej radziły sobie akcje spółek technologicznych co zobrazowane zostało wzrostem indeksu Nasdaq100 o 0,6 proc. Szeroki SP500 zamknął dzień nad kreską z wynikiem 0,4 proc. i brakuje mu jedynie 1 proc. do zrównania się z historycznym szczytem. Przemysłowy Dow Jones zyskał jedyne 0,1 proc. W Europie Dax osiągnął dodatni wynik na poziomie 0,5 proc. Dobrze radziła sobie również krajowa giełda. WIG20 znalazł się wyżej o niespełna 0,8 proc. Z „minutek” FOMC wynika, że Fed prawdopodobnie zacznie obniżać stopy procentowe na wrześniowym posiedzeniu. BLS zrewidował w dół dane roczne na temat rynku pracy w USA. Dziś poznamy wstępne odczyty PMI dla Europy oraz Stanów Zjednoczonych. Rozpoczyna się także sympozjum bankierów centralnych w Jackson Hole.

Rynek dowiedział się z protokołu z posiedzenia Fed w dniach 30-31 lipca, że Rezerwa Federalna najprawdopodobniej zacznie obniżać koszt pieniądza już na kolejnym posiedzeniu. Z „minutek” wynika, ze kilku urzędników dostrzega, że ostatnie postępy w zakresie inflacji a także wzrost stopy bezrobocia dostarczyły wiarygodnych argumentów za zmniejszeniem docelowego zakresu stopy funduszy federalnych o 25 punktów bazowych na lipcowym posiedzeniu i stwierdzili, że są skłonni poprzeć taką decyzję. Zdecydowana większość decydentów jest za złagodzeniem polityki monetarnej we wrześniu pod warunkiem, że publikowane dane będą zgodnie z oczekiwaniami. Podkreślono wzrost ryzyka dla celu zatrudnienia oraz spadek dla celu inflacyjnego. Na publikację protokołu dolar zareagował osłabieniem a rentowności amerykańskich obligacji obniżyły się.

Inwestorzy spoglądali również na wstępną roczną rewizję benchmarku płac Biura Statystyki Pracy. Wyniknęło z niej, że w gospodarce amerykańskiej w ciągu 12 miesięcy do marca 2024 roku było zatrudnionych o 818 tys. mniej osób niż wskazywały na to miesięczne dane. Oznacza to, że średnio każdego miesiąca przybywało ok 68 tys. wakatów mniej. Należy podkreślić, że rewizja ta jest największa od 2009 roku. Oznacza to, że tempo wzrostu zatrudnienia w badanym okresie wyniosło ok. 174 tys. a nie 242 tys. Dane nie pokazują załamania a jedynie fakt, że rynek pracy zaczął się schładzać wcześniej niż sądzono.

Dziś zaczyna się sympozjum w Jacksone Hole. Najważniejszym dniem wydaje się być jednak piątek, kiedy głos zabierze Jerome Powell . W centrum zainteresowania będzie opinia przewodniczącego Fed na temat ostatniego słabego raportu z rynku pracy oraz ostatniej rewizji danych rocznych. Inwestorzy będą oceniać, jak mocno amerykański bank centralny jest zaniepokojony ostatnim wzrostem stopy bezrobocia oraz dużo niższą liczbą nowych etatów w sektorze pozarolniczym. Pytanie, na które rynek chce znać odpowiedz brzmi: w jaki sposób bank centralny radzi sobie z konfliktem między inflacją a pojawiającym się ryzykiem gospodarczym a także jak duża może być obniżka stóp we wrześniu.

Na ten moment kontrakty terminowe Fed Funds Futures wyceniają cięcie o 34 pb we wrześniu, łączną redukcję o 70 pb do listopada i ok 103 pb do grudnia. Jeśli chodzi o cały 2025 rok tu rynek zakłada łączne obniżki o kolejne 119 pb.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Komputery kwantowe: nowa era obliczeń. Jak Polska radzi sobie w globalnym wyścigu?

Jak wynika z raportu EY – W kierunku odpowiedzialnych obliczeń kwantowych – część krajów wydaje miliardy dolarów na transformację kwantową. Eksperci są jednak zgodni, że na tym etapie jej rozwoju kluczowe pozostaje znalezienie odpowiedzi na pytanie o dokładny wpływ tej technologie na codzienne życie. Wskazali też, jaki scenariusz rozwoju jest najbardziej prawdopodobny. Polska w kwestii komputerów kwantowych nie chce pozostać w tyle, ale rodzime inwestycje w tym obszarze są znacznie mniejsze, niż w sąsiednich państwach.

Żyjemy w świecie, w którym zmiany technologiczne zachodzą w niespotykanym wcześniej tempie, a rozwiązania jak sztuczna inteligencja przenikają dziś wszystkie sektory – od smartfonów po fundusze Private Equity. Jednak już dziś w laboratoriach uniwersytetów, instytucji badawczych oraz międzynarodowych korporacji opracowywane jest kolejna innowacja, która może stać się jednym z najważniejszych przełomów XXI wieku. Mowa o komputerach kwantowych, które zamiast na bitach (o wartości „0” bądź „1”) działają na tzw. kubitach. Pozwala to wykonywać obliczenia dużo efektywniej, osiągając znaczącą przewagę nad obecnymi maszynami.

– Popularyzacja komputerów kwantowych zmienia nasze myślenie o całej sferze IT w biznesie. Większa złożoność obliczeniowa sprawia, że nawet najbardziej zaawansowane systemy szyfrowania przestaną być bezpieczne. Potencjał technologii widać też w innych branżach, jak przemysł chemiczny, finansowy lub medyczny. Możliwość symulowania zachowań związków chemicznych na poziomie molekularnym czy precyzyjna analiza finansowa portfela inwestycyjnego, biorąca pod uwagę niespotykaną dotąd liczbę zmiennych, dają firmom olbrzymie możliwości rozwijania swoich produktów i usług – mówi Piotr Ciepiela, Partner EY, Lider obszaru cyberbezpieczeństwa w regionie EMEIA.

Światowy układ sił w kwestii komputerów kwantowych budowany jest już dzisiaj

W związku z dużym potencjałem technologii kwantowej, wiele państw przeznacza olbrzymie budżety na badania i rozwój, co ma w przyszłości przyczynić się to budowania przewagi konkurencyjnej. Jak wynika z raportu EY – W kierunku odpowiedzialnych obliczeń kwantowych – przygotowanego wspólnie z Uniwersytetem Oxfordzkim, dotychczasowe globalne wydatki na tworzenie technologii kwantowych sięgają 40 mld dolarów rocznie.

W raporcie przytoczone są dane „Overview of Quantum Initiatives Worldwide 2023”, które wskazują na bardzo dużą dominację rynkową Chin, które wydają na ten cel 15 mld dolarów. Wydatki innych państw są dużo mniejsze. Program Wielkiej Brytanii opiewa na 4,3 mld dolarów, a na trzecim miejscu znajduje się USA ze swoim „Quantum Initiative” i 3,75 mld dolarów finansowania. W UE największym budżetem dysponują Niemcy (3,3 mld dolarów), natomiast sama Wspólnota w ramach programu Quantum Flagship chce przeznaczyć na rozwój tej technologii 1,1 mld dolarów.

– Obecnie w wyścigu o dominację w dziedzinie technologii kwantowych prym wiodą dwa mocarstwa: Stany Zjednoczone i Chiny. Obie te potęgi inwestują ogromne środki w badania i rozwój technologii kwantowych, zdając sobie sprawę z ich strategicznego znaczenia dla przyszłości. Cele, do których dążą oba kraje, są wielowymiarowe. Po pierwsze, komputery kwantowe obiecują rozwiązanie problemów, które są obecnie nieosiągalne dla klasycznych maszyn. Po drugie, technologia ta ma zastosowanie w kryptografii, co ma ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa narodowego – mówi Łukasz Baiński, Senior Manager i ekspert technologii kwantowych w zespole Technology Consulting, EY Polska.

Komputery kwantowe – jak wygląda przyszłość?

Wczesny etap rozwoju maszyn kwantowych w połączeniu z ważną rolą, jaką mogą one odegrać na rynku i przewidywanym wpływem na wiele obszarów życia, rodzi szereg pytań odnośnie kierunku rozwoju tej technologii. EY w ramach badania rozmawiało z wiodącymi ekspertami z całego świata, którzy działają w obszarach przemysłu, szkolnictwa wyższego czy IT. Podzielili się oni swoimi przemyśleniami i przewidywaniami dotyczącymi rozwoju technologii kwantowej.

Aż 95 proc. z nich zgodziło się, że należy rozważyć, jak nowe technologie wpłyną na społeczeństwo, a 76 proc. wskazało, że pogoń za nowymi rozwiązaniami technologicznymi może wyprzedzić nasze zrozumienie potencjalnych zagrożeń, związanych z ich wdrożeniem. Jednocześnie – 84 proc. zauważyło, że oczekiwania względem nowych technologii bardzo często są przesadzone. Co jednak ważne, 58 proc. uznało, że istotnym jest, aby ludzie ekscytowali się nowymi technologiami na rynku.

Świat wydaje 40 mld dolarów na komputery kwantoweWśród respondentów panowała też zgoda, jeżeli chodzi o kwestie wpływu państwa na nowe technologie. 92 proc. odpowiedziało, że rząd powinien być zaangażowany w proces finansowania rozwoju, a 87 proc. zaznaczyło, że prawodawcy powinni być szczegółowo informowani na temat tworzonych rozwiązań. Ekspertom z branży przedstawiono też szereg potencjalnych scenariuszy rozwoju technologii kwantowych i poproszono ich o wskazanie, co sądzą o prawdopodobieństwie ich realizacji i potencjalnym wpływie na gospodarkę i społeczeństwo.

1. Kwantowy monopol – jest to sytuacja, w której jeden podmiot osiąga znaczną przewagę w kontekście rozwiązań kwantowych, monopolizując rynek i zmuszając użytkowników do korzystania ze swoich rozwiązań. Większość ekspertów (55 proc.) uznała, że miałoby to wysoki wpływ, ale nie byli zgodni co do prawdopodobieństwa wystąpienia takiej sytuacji.

2. Kwantowe bezpieczeństwo – według tego scenariusza kwantowe komputery zapewnią (po raz pierwszy w historii) stuprocentowe bezpieczeństwo transmisji danych. W tym wypadku najwięcej (39 proc.) ekspertów wskazało średni poziom wpływu oraz średnie prawdopodobieństwo wystąpienia takiego zjawiska.

3. Kwantowy podział – w tym scenariuszu kilka regionów świata osiąga wysoki stopień zaawansowania w kwestii komputerów kwantowych, „dzieląc” tym samym planetę na obszary o dużo większym potencjale innowacyjnym. 47 proc. ekspertów uznało, że miałoby to duży wpływ na gospodarkę, a aż 55 proc. zaznaczyło, że jest to bardzo prawdopodobny scenariusz.

4. Kwantowe deszyfrowanie – jest to sytuacja, w której rozwój komputerów kwantowych wyprzedzi inne technologie i stworzy ryzyko zaburzenia procesów opartych na szyfrowaniu komunikacji – transakcji finansowych czy korespondencji rządowej. 71 proc. ekspertów uznało, że taki scenariusz miałby bardzo duży wpływ na życie ludzi, ale jednocześnie najwięcej z nich (39 proc.) powiedziało, że prawdopodobieństwo jego wystąpienia jest niskie.

5. Kwantowa kooperacja – ten scenariusz zakłada, że korporacje i instytucje będą kooperować w tworzeniu kwantowych rozwiązań. Wpływ takiego działania został oceniony jako wysoki przez 55 proc. badanych, ale jednocześnie 45 proc. uznało, że jest to mało prawdopodobna przyszłość.

6. Kwantowe zapotrzebowanie na zasoby – jest to obawa o to, że rozwój komputerów kwantowych przyczyni się do zwiększenia zużycia energii i większej produkcji śladu węglowego. 42 proc. ekspertów przyznało, że konsekwencje takiego zjawiska byłyby duże, jednak aż 63 proc. stwierdziło, że prawdopodobieństwo jego wystąpienia jest małe.

7. Kwantowa kooperacja międzynarodowa – w tym przypadku rządy krajów tworzą ponadnarodowe grupy, by współpracować nad technologią kwantową. Pomimo, że taki scenariusz większość (52,6 proc.) ekspertów uznała za taki o dużym wpływie, to jednocześnie 55 proc. stwierdziło, że jest mało prawdopodobny.

8. Kwantowy zysk środowiskowy – scenariusz zakłada, że dzięki komputerom kwantowym obciążenie dla środowiska naturalnego się zmniejszy.  Aż 68,7 proc. badanych przyznało, że miałoby to duży wpływ, ale równocześnie 50 proc. zaznaczyło w tym wypadku średnie prawdopodobieństwo realizacji.

Kwantowy wyścig trwa

Kwantowy wyścig trwa. Czy Polska bierze w nim udział?

Polska jest jednym z krajów, które mają świadomość istotności rozwiązań kwantowych i ich potencjalnego wpływu na gospodarkę. Jednak póki co nie posiadamy jeszcze własnego komputera kwantowego. Pierwszy z nich mamy otrzymać w 2025 roku dzięki współfinansowanej ze środków Ministerstwa Cyfryzacji inwestycji EuroQCS-Poland, która opiewa na 12,28 mln euro i dzięki której takie urządzenie ma znaleźć się Poznańskim Centrum Superkomputerowo-Sieciowym.

Powstanie poznańskiego komputera kwantowego jest efektem zaangażowania Polski w dwie inicjatywy europejskie – European High Performance Computing i European Quantum Communication Infrastructure. Dzięki nim budowana jest nie tylko siatka połączeń kwantowych, ale też – same urządzenia. Drugi komputer współfinansowany przez Polskę będzie znajdował się w czeskiej Ostravie. Oba mają zostać wykorzystane do celów badawczo-rozwojowych.

– Bardzo cieszy mnie wkład Polski w rozwój technologii kwantowych. Nasz kraj ma ogromny potencjał intelektualny i cenionych na świecie informatyków. Projektowanie algorytmów i programowanie komputerów kwantowych oparte jest o zupełnie inne paradygmaty niż te znane z klasycznej maszyny Turinga. O ile nie będziemy w stanie konkurować w zakresie hardware, o tyle w obszarze software widzę największe szanse dla naszego kraju i możliwości na realne konkurowanie z potęgami takimi jak USA czy Chiny – podsumowuje Łukasz Baiński, Senior Manager i ekspert technologii kwantowych w zespole Technology Consulting, EY Polska.

O raporcie:
Badania te były częścią prac projektu Responsible Quantum Computing Communication Project (ResQCCom), będącego kolaboracją pomiędzy EY, Quantum Computing and Simulation Hub i Responsible Technology Institute. Celem projektu jest współpraca z przemysłem w celu uzyskania informacji o potencjalnych lukach prawnych, które mogą powstać w przypadku komercjalizacji rozwiązań kwantowych, współpraca z politykami w celu skonfrontowania różnych poglądów na temat komputerów kwantowych i opracowanie narzędzi komunikacji publicznej dla debaty o tej technologii. W badaniu przyjęto podejście mieszane, łączące metody ilościowe i jakościowe, aby skorzystać z wiedzy eksperckiej uczestników. Badanie zawiera opinie 38 ekspertów z obszarów przemysłu, szkolnictwa wyższego i innych branż, jak usługi dla biznesu/tworzenie oprogramowania.

Sfinks ma masterfranczyzobiorcę w Egipcie

Gastronomiczna spółka Sfinks Polska zawarła umowę masterfranczyzy dotyczącą rozwoju sieci restauracji SPHINX na terenie Egiptu i Arabii Saudyjskiej. Umowa jest podpisana na 10 lat i  obejmuje dwa etapy współpracy. W pierwszym egipski partner Sfinksa ma otworzyć własne restauracje pod szyldem SPHINX, a w drugim przewidziano możliwość udzielania subfranczyzy podmiotom trzecim.

Porozumienie podpisane właśnie przez Sfinksa z kairską firmą GRG jest umową na wyłączność terytorialną w Egipcie i Arabii Saudyjskiej. W pierwszym etapie założono powstanie kilku restauracji SPHINX. Uruchomienie każdej z nich ma być poprzedzone zgodą Sfinksa i umową franczyzy. Będzie to także okres dostosowania know-how i zasad funkcjonowania restauracji SPHINX do lokalnych przepisów oraz uwarunkowań. Potem, jeśli Sfinks pozytywnie oceni współpracę, egipski masterfranczyzobiorca będzie miał prawo udzielania subfranczyzy innym podmiotom. Liczba restauracji dla tego etapu nie została ustalona, ale każda nowa lokalizacja będzie również wymagała zgody spółki z Polski. Przysługujące z tytułu umowy Sfinksowi wynagrodzenie będzie zależało od liczby zagranicznych restauracji oraz ich wyników. aktualnie jednak nie można oszacować tych liczb.

– Podpisana właśnie przez nas umowa masterfranczyzy tworzy ramy do rozwoju naszej grupy za granicą, co zapowiedzieliśmy m.in. w strategii na lata 2024-2029. Rozwój marki SPHINX na Bliskim Wschodzie a szczególnie w Egipcie  to ekscytujące przedsięwzięcie, ale także wyzwanie. Pierwszy etap współpracy z naszym partnerem z Egiptu ma formułę swego rodzaju pilotażu, który może otworzyć bardzo ciekawy rozdział w historii naszej grupy. Prawie 30 lat temu SPHINX z mało znaną Polakom kuchnią bliskowschodnią szybko zdobył popularność, choć był wówczas bardzo egzotycznym pomysłem. Teraz wejdziemy z naszą ofertą na rynki z których czerpiemy nasze orientalne smaki. Jesteśmy przekonani, że z know-how Sfinksa i znajomością lokalnych warunków przez naszego kairskiego partnera, rozwój marki SPHINX w Egipcie to również projekt o dużym potencjale – mówi Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska.

Kraków magazynowym milionerem. Rynek magazynowy z rekordowym wzrostem

Krakowski rynek magazynowy, pomimo wielu wyzwań, dynamicznie się rozwija i ma duży potencjał na przyszłość. W 2024 rok woj. małopolskie wkroczyło po raz pierwszy z podażą wynoszącą ponad milion mkw., a kolejne 61 tys. mkw. znajdowało się w budowie na koniec pierwszego półrocza tego roku. Kraków nie tylko dołączył do najważniejszych lokalizacji logistycznych na magazynowej mapie Polski, ale też coraz częściej staje się strategicznym wyborem dla firm produkcyjnych, które cenią silną bazę absolwentów uczelni wyższych o profilach technicznych i dostępność kadr z miejscowości dookoła miasta. Analizę krakowskiego rynku magazynowego przygotowała firma doradcza AXI IMMO.

W ostatnich kilku latach krakowski rynek magazynowy coraz dynamiczniej się rozwija. Całkowite zasoby powierzchni przemysłowej i logistycznej w regionie Małopolski w ostatnich 5 latach wzrosły o 171% (czerwiec 2024 r.) do 1,1 mln mkw. Według szacunków firmy doradczej AXI IMMO, historyczny punkt związany z osiągnięciem miliona mkw. zarejestrowano na koniec 2023 r. W pierwszej połowie br. na krakowski rynek magazynowy dostarczono 131 tys. mkw., a kolejne 61 tys. mkw. pozostawało w budowie. Do końca czerwca 2024 r. do użytku oddano m.in. GLP Kraków III Logistics Centre (56 300 mkw.), kolejną halę w ramach MDC2 Park Kraków South (35 600 mkw.) oraz City Logistics Kraków Airport II (21 600 mkw.). Od lat małopolski rynek magazynowy charakteryzuje jeden z najniższych wskaźników pustostanów (na koniec I poł. 2024 – 6,1%, średnia krajowa – 8,3%), na koniec czerwca br. dostępnych było ok. 69 tys. mkw. powierzchni przemysłowej i logistycznej, z których prawie 50 tys. mkw. znajdowało się w dwóch halach.

Marta Nowik, Dyrektor w Dziale Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Dyrektor krakowskiego oddziału AXI IMMO, wyjaśnia: „Dynamiczny rozwój najemców w regionie Krakowa i okolic był hamowany przez utrzymujący się w regionie niski poziom pustostanów. Niemniej jednak deweloperzy, widząc duże zapotrzebowanie na powierzchnie magazynowe, w ostatnich dwóch latach dostarczyli już prawie 300 tys. mkw. Fakt ten dla dużej grupy lokalnych najemców oznaczał, że w ramach konsolidacji, modernizacji czy rozwoju uzyskali tak oczekiwany dostęp do nowych, nowoczesnych hal. Rosnące zapotrzebowanie na powierzchnię magazynową sprawia, że w nadchodzących kwartałach możemy spodziewać się informacji o rozpoczęciu kolejnych inwestycji”.

W 2023 r. w regionie Małopolski podpisano umowy najmu na łącznie na 232 tys. mkw., co było rezultatem o 4% lepszym w porównaniu z 2022 r. Pierwsza połowa 2024 r. z uwagi na niską dostępność wolnej powierzchni zamknęła się wynikiem 43 tys. mkw. Pomimo niższej bazy obserwuje się duże zainteresowanie najmem, co świadczy o dobrej kondycji sektora w regionie.

Marta Nowik, mówi: „Małopolski rynek magazynowy ma za sobą rekordowy 2023 rok, zarówno pod względem popytu, jak i podaży. Wprawdzie pod względem podaży daleko jeszcze do wielkiej piątki rynku magazynowego, jednak niewątpliwie Kraków w ostatnich trzech latach dołączył do najważniejszych lokalizacji przemysłowo-logistycznych w kraju”.

Około 10% zasobów magazynowych znajduje się w granicach administracyjnych miasta. Najwięcej logistyki i produkcji lokuje się w podkrakowskiej Skawinie, rejonie lotniska w Balicach, a także wschodnich podkrakowskich gminach – wzdłuż autostrady A4. Lokalizacje magazynowe w regionie Krakowa umożliwiają również sprawną obsługę zapotrzebowania na Ukrainie, co czyni je strategicznie ważnymi w kontekście regionalnej oraz transgranicznej logistyki i dystrybucji.

„Istotne dla rozwoju tego rynku są przede wszystkim dobra komunikacja, dostępność terenów inwestycyjnych oraz wykwalifikowanych pracowników. Dzięki renomowanym uczelniom wyższym, takim jak Politechnika Krakowska i Akademia Górniczo-Hutnicza, przedsiębiorstwa mają dostęp do wykwalifikowanych inżynierów oraz innych specjalistów technicznych, którzy z powodzeniem rozwijają działy R&D, automatyzują procesy produkcyjne i logistyczne, co ze względu na rosnące koszty w ostatnich latach ma coraz większe znaczenie. W tym roku zostanie ukończona także droga S7, co z pewnością przyczyni się do rozwoju potencjału również północnych obszarów regionu,” wyjaśnia Marta Nowik.

Rynek magazynowy w Krakowie ma swoje wyzwania m.in. w postaci dość niskiej dostępności gruntów i ich wysokiego stopnia rozdrobnienia czy konkurencji ze strony większego rynku Górnego Śląska. Ostatnie lata pokazują jednak, że poprawa infrastruktury, coraz lepsza współpraca z gminami oraz relatywnie wysoki potencjał ludzki sprawiają, że wiele firm, w tym tych z zapotrzebowaniem na wysoko wykwalifikowaną kadrę, inwestuje w regionie Krakowa.

„Przykładem firmy, która z racji w/w czynników zdecydowała się wejść na lokalny rynek jest niemiecka firma, działająca w branży budowlanej. W ramach nowej inwestycji stworzyła w regionie Krakowa dział R&D,” podkreśla ekspertka z AXI IMMO.

Skonsolidowane wyniki Grupy ORLEN za drugi kwartał 2024 roku

Grupa ORLEN, mimo rosnącej presji otoczenia makroekonomicznego, zakończyła drugi kwartał 2024 r. z zyskiem operacyjnym EBITDA LIFO, z wyłączeniem efektu regulacji, na poziomie 11,3 mld zł, wyższym o 8% (r/r). Pozytywny wpływ na wynik miał segment energetyki. Do osiągnięcia dobrego rezultatu przyczyniło się też zwiększenie wolumenów w segmencie wydobycia, które kompensowało negatywny wpływ makro. Grupa ORLEN w pierwszej połowie tego roku przeznaczyła 14 mld zł na inwestycje wspierające transformację energetyczną i zwiększające bezpieczeństwo energetyczne Polski.

– W drugim kwartale br. pokazaliśmy, że wzmocnienie kompetencji zarządczych już w krótkim terminie może wspierać osiąganie solidnych wyników, nawet w niesprzyjającym otoczeniu makroekonomicznym. Przy spadkach rok do roku kluczowych dla nas wskaźników, w tym marż rafineryjnych i petrochemicznych, dyferencjału oraz cen energii elektrycznej i gazu, wypracowaliśmy ponad 11 mld zł oczyszczonego wyniku EBITDA LIFO. Zgodnie z zapowiedzią: przyspieszyliśmy. Budujemy zupełnie nowy ład korporacyjny oparty na przejrzystych zasadach. W pierwszym półroczu przyjęliśmy niemal we wszystkich spółkach Grupy jednolitą politykę zarządzania bezpieczeństwem pracy, co już teraz przełożyło się na obniżenie współczynnika wypadkowości (kw/kw) Realizujemy strategię zwiększania mocy w energetyce odnawialnej. Wpłynie to nie tylko na wzmocnienie naszego segmentu energetyki, ale stopniowo w przyszłości poprawi również profil emisyjności naszej produkcji. Podpisaliśmy w sierpniu przedwstępną umowę przejęcia farm fotowoltaicznych i farmy wiatrowej od portugalskiej Grupy EDPR. Jedną decyzją zwiększyliśmy o 1/3 portfel OZE Grupy ORLEN – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

W drugim kwartale 2024 r. Grupa ORLEN wypracowała:

  • Przychody na poziomie 69,5 mld zł
  • EBITDA LIFO z wyłączeniem efektu regulacji w wysokości  11,3 mld zł
  • Przepływy z działalności operacyjnej na poziomie 6 mld zł

W drugim kwartale 2024 r. segment rafinerii wypracował zysk EBITDA LIFO w wysokości blisko 2,6 mld zł. W tym okresie niższe marże rafineryjne i dyferencjał zostały zrównoważone poprzez umocnienie złotego względem dolara. Koncern utrzymał wysoki stopień wykorzystania mocy rafineryjnych, sięgający 90%. Rafinerie Grupy w Polsce, Czechach i na Litwie przerobiły w tym czasie 9,4 mt ropy. W Polsce i Czechach osiągnięto wyższy uzysk paliw (r/r), przy porównywalnym poziomie na Litwie.

Na wynik segmentu wydobycie na poziomie (-) 3,9 mld zł wpływ miały przede wszystkim przyjęte rozwiązania regulacyjne wspierające konsumentów (odpis na Fundusz Wypłaty Różnicy Ceny za drugi kwartał br. wyniósł (-) 7,7 mld zł), a także spadek cen gazu o (-) 12%. Koncern konsolidując aktywa przejętej spółki KUFPEC w Norwegii zwiększył produkcję węglowodorów o 27% (r/r) do poziomu ok. 208 tys. boe/d, w efekcie czego zminimalizował niekorzystny wpływ otoczenia makroekonomicznego na segment.

Zysk EBITDA na poziomie 4,1 mld zł zanotował w drugim kwartale br. segment gazu. Wynik ten osiągnięto przy niższych (r/r) marżach handlowych i negatywnym wpływie makro. Jednocześnie korzystny dla wyniku segmentu był efekt wyższych wolumenów sprzedanego gazu i niższej (r/r) ceny wytłoczeń surowca z magazynów. Import gazu wzrósł w tym czasie o 10% (r/r), z czego LNG stanowiło 48%. Zapas magazynowy gazu w Polsce i za granicą na koniec kwartału wyniósł 17 TWh.

W efekcie utrzymujących się bardzo trudnych warunków makroekonomicznych, w tym presji marż na wszystkich produktach petrochemicznych, segment petrochemii osiągnął wynik EBITDA LIFO na poziomie (-) 180 mln zł. Jednocześnie o 8% (r/r) wzrosły wolumeny sprzedaży produktów petrochemicznych.

Segment energetyki w drugim kwartale br. zanotował wynik EBITDA na poziomie ok. 2 mld zł. Łączna moc zainstalowana w Grupie ORLEN wyniosła 5,6 GWe. W tym czasie wyprodukowano 3 TWh energii elektrycznej, mniej o (-) 17% (r/r) w rezultacie planowanych przestojów aktywów kogeneracyjnych i mniejszego zapotrzebowania na energię z Elektrowni Ostrołęka. Obecnie już blisko 70% energii elektrycznej w Grupie wytwarzane jest z odnawialnych źródeł oraz w jednostkach zasilanych gazem.

EBITDA segmentu detalicznego w drugim kwartale br. wyniosła 893 mln zł. Dobry wynik został wypracowany dzięki wyższej o 18% sprzedaży, w tym w Polsce o ponad 10%. Sieć ORLEN powiększyła się w ciągu roku o 348 nowoczesnych stacji paliw, których łącznie koncern ma już 3 505 w siedmiu krajach Europy. Jednocześnie ORLEN konsekwentnie inwestuje w stacje alternatywnego tankowania, których liczba zwiększyła się o 144 (r/r) do 816. Rośnie także liczba punktów sprzedaży pozapaliwowej. Obecnie jest ich już 2 681.

Magdalena Bartoś, Wiceprezes Zarządu ORLEN ds. Finansowych
Magdalena Bartoś, Wiceprezes Zarządu ORLEN ds. Finansowych

– Ostatni kwartał br. to przede wszystkim dowód, że nasza deklaracja wzmocnienia ładu korporacyjnego, komunikacji z rynkiem i zwiększenia dyscypliny finansowej z korzyścią dla akcjonariuszy nie pozostały bez pokrycia. Rozwijamy wszystkie obszary naszej działalności i umacniamy pozycję ORLEN jako spółki dywidendowej, dzieląc się zyskiem już 12 rok z rzędu. Dzięki przeglądowi planowanych prac i ich optymalizacji udało się nam zracjonalizować wydatki inwestycyjne na ten rok. Przewidujemy, że wyniosą one 35,3 mld zł, czyli o 9 proc. mniej niż zakładano na początku roku. Nie oznacza to ograniczenia rozwoju koncernu, wręcz przeciwnie. W ramach realizowanych inwestycji i działań biznesowych widzimy możliwości optymalizacji, przede wszystkim poprzez poprawę dyscypliny finansowej w planowaniu i realizacji inwestycji – mówi Magdalena Bartoś, Wiceprezes Zarządu ORLEN ds. Finansowych.

Zgodnie z decyzją Walnego Zgromadzenia, dzień dywidendy ustalono na 20 września, natomiast jej wypłata nastąpi 20 grudnia 2024 r.

W drugim kwartale br. koncern wygenerował 6 mld zł przepływów z działalności operacyjnej, a stosunek długu netto do wyniku operacyjnego EBITDA na koniec drugiego kwartału kształtował się na poziomie 0,07x. ORLEN utrzymał najwyższe w historii oceny ratingowe – A3 przyznaną przez Agencję Moody’s Investors Service i „BBB+” przyznaną przez Agencję Fitch Ratings.

Czy złoto po 3000 USD to abstrakcja?

Środowa porcja danych z krajowego podwórka nie sprostała oczekiwaniom analityków. Wykres głównej pary walutowej świata złapał zadyszkę, co odbija się na notowaniach złotego. Za to złoto ma się doskonale!

Pakiet danych z Polski

Dziś przed południem poznaliśmy kilka istotnych publikacji z krajowej gospodarki. Inflacja producencka mierzona w ujęciu rocznym pozostaje na ujemnym poziomie -4,8%. Jest to 13. z rzędu odczyt poniżej zera. Co warte uwagi, prognozy wskazywały na jeszcze niższą wartość (-5%), a poprzedni odczyt został skorygowany w górę (z -6,1% do -5,8%). Spadające ceny producentów powinny wpływać dezinflacyjnie na inflację konsumencką, jednak dzisiejsze odczyty sugerują, że ta tendencja może powoli wygasać. Obok inflacji PPI, otrzymaliśmy wzrost produkcji przemysłowej z zera (po korekcie) do 4,9%. Tak pozostawiona informacja byłaby pozytywna. Nieco bladziej wygląda wtedy, gdy uzupełnimy ją o oczekiwania na poziomie 7,3% – do ich sprostania sporo zabrakło. Ostatnimi danymi były te o zatrudnieniu i wynagrodzeniach. Pierwsze z wymienionych spadło o 0,4% r/r. Lepiej wygląda wzrost wynagrodzeń o 10,6%, które przy obecnej inflacji (4,2%) oznacza, że statystycznie Polacy się bogacą.

Przystanek na „edku”

Wczoraj wieczorem wykres głównej pary walutowej świata doszedł do poziomu 1.113 USD. Ten okazał się oporem, którego eurodolar nie pokonał także na początku stycznia. Zatem aktualnie kurs EUR/USD znajduje się najwyżej od 8 miesięcy. Następnym przystankiem może być wartość 1,125 USD (zeszłoroczne maksimum). Jednak, aby się do niej zbliżyć, ruch w kierunku północnym powinien być kontynuowany, a dziś ma z tym problem. W środę obserwujemy odreagowanie, które jest czymś zupełnie normalnym, po dwóch wzrostowych sesjach z początku tygodnia. Odreagowanie „edka”, które jest delikatnym umocnieniem dolara, ma wpływ na wykresy xxxPLN. Złoty, jako negatywnie skorelowany z USD, dziś osłabia się w stosunku do głównych walut. Kurs EUR/PLN o godzinie 14:30 to 4,28 PLN, USD/PLN to 3,85 PLN, za funta zapłacimy 5,02 PLN, a za franka 4,51 PLN. Wzmożona zmienność notowań EUR/USD może nastąpić o godzinie 20:00, kiedy to poznamy tzw. „Minutki” FED, czyli protokół z ostatniego posiedzenia amerykańskich decydentów. To właśnie w kierunku tej publikacji w środowe popołudnie skierowana jest uwaga inwestorów z całego świata.

Kolejne rekordy złota!

Aktualne otoczenie jest wręcz idealne dla tytułowego surowca, które wybija kolejne historyczne szczyty.  Tym razem doszliśmy do 2530 dolarów za uncję. Przyczyną trwającego w tym roku trendu wzrostowego jest nie tylko rosnące napięcie geopolityczne powodujące odpływ kapitału do aktywów bezpiecznych (tzw. safe haven, do których należy także złoto). To także nieustający popyt na surowiec ze strony banków centralnych, które od 2023 roku gromadzą go w niespotykanym dotąd tempie, zwiększając swoje rezerwy. Ponadto jesteśmy w przededniu obniżek stóp procentowych w USA. Spadek kosztu zapożyczania się w amerykańskiej walucie w teorii osłabi (już słabnącego) dolara, do którego notowany jest surowiec. Dodajmy również, że inne banki centralne już rozpoczęły cykl redukcji kosztu pieniądza, czyli zjawisko zmniejszania kosztu walut fiat jest globalne. Powyższe warunki są wręcz idealne do dalszych wzrostów złota. Obawy może jednak budzić brak informacji w mediach o rychłych spadkach ceny kruszcu. To pokazuje zarówno „bycze” nastroje, jak i panującą „byczą” narrację. Jednak z tyłu głowy warto mieć, że nic nie rośnie w nieskończoność, a każdy trend może się szybko odwrócić.

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

Systematyczne odnawianie floty – dlaczego warto?

Flota samochodów osobowych co jakiś czas wymaga wymiany. Systematyczne odnawianie floty niesie ze sobą wiele korzyści. Zazwyczaj przedsiębiorcy są tego świadomi i regularnie odmładzają park pojazdów firmowych. Dlaczego warto regularnie odnawiać flotę?

Większość firm posiada floty pojazdów. Są one wykorzystywane w ramach działalności danego przedsiębiorstwa. Mianem floty określamy także kompleksowy ekosystem zapewniający mobilność i efektywne działanie przedsiębiorstwa. Co jakiś czas flota wymaga jednak odświeżenia.Wynajem długoterminowy superauto.pl

Jakie samochody najczęściej tworzą floty?

Według danych Samaru od stycznia do lipca 2024 roku zarejestrowano w Polsce 320 091 nowych samochodów osobowych, czyli o 16,37 proc. więcej niż w tym samym okresie 2023 roku. Z tej liczby aż 68,87 proc. pojazdów zarejestrowały firmy (220 452 szt.)[1]. Najwięcej przedsiębiorców sięga po Toyotę Corollę (13 210 szt., wzrost o 22,43 proc. rok do roku), Skodę Octavię (10 256 szt., więcej o 28,55 proc. r./r.), Toyotę Yaris (5346 szt., mniej o 12,62 proc.), Toyotę RAV4 (5083 szt., wzrost o 66,98 proc.) oraz Hyundaia Tucsona (4953 szt., wzrost o 40,55 proc.)[2].

Jakie plany dotyczące flot mają firmy w Polsce?

Z “Barometru Flotowego 2024” przeprowadzonego przez Arval wynika, że blisko 30 proc. badanych firm w Polsce planuje powiększenie floty w perspektywie trzech najbliższych lat. 25 proc. firm w Polsce wykorzystuje w swojej flocie samochody używane. W badaniu wzięło udział łącznie 300 firm działających w Polsce (158 z nich zatrudnia od 1 do 99 pracowników, a 142 powyżej 100 pracowników).

Warto dodać, że aż 70 proc. firm w Polsce chce korzystać ze zelektryfikowanych aut osobowych (napędy hybrydowe i elektryczne). 48 proc. z nich jako główny powód elektryfikacji floty wskazuje na oszczędności na paliwie.

Jak finansowane są floty w firmach?

Największy odsetek firm (35 proc.) finansuje floty ze środków własnych. 33 proc. firm stawia na leasing, natomiast 23 proc. na wynajem długoterminowy. Najmniej popularny jest zakup samochodu na kredyt, na który decyduje się tylko 6 proc. firm[3].

W pierwszym półroczu 2024 roku leasing operacyjny był najchętniej wybieraną formą finansowania samochodów przez naszych klientów. Nie powinno to być dla nikogo zaskoczeniem, ponieważ ta forma finansowania pozwala przedsiębiorcą w wygodny sposób rozliczać koszty z nią związane. Z pewnością z perspektywy przedsiębiorców istotny jest również szybki czas decyzji o jej przyznaniu, nawet w ciągu godziny od momentu złożenia wniosku. Dodatkowym atutem tej formy finansowania jest również fakt, że jest ona zazwyczaj przyznawana w oparciu o uproszczoną procedurę, co oznacza, że przedsiębiorca nie musi dokumentować wyników finansowych  – komentuje Przemysław Kiciński, Dyrektor Działu Wynajmu Długoterminowego i Leasingu w Superauto.pl.

Korzyści z systematycznego odnawiania floty

Systematyczne odnawianie floty daje wiele korzyści naszej firmie. Oto najważniejsze z nich:

  • minimalizacja ryzyka przestojów i napraw – odświeżając flotę zapewniamy większą przewidywalność kosztów, a co za tym idzie poprawiamy efektywność działań naszej firmy,
  • niższe zużycie paliwa i obniżenie kosztów eksploatacji – nowe auta są zazwyczaj oszczędniejsze od starszych konstrukcji, zwłaszcza, gdy zdecydujemy się na elektryfikację floty,
  • bogatsze wyposażenie z zakresu komfortu i bezpieczeństwa – nowe samochody są bardziej komfortowe i bezpieczniejsze z racji na poprawioną konstrukcję i większą liczbę systemów bezpieczeństwa,
  • obniżenie średniej emisji spalin we flocie – wpływa to korzystnie na postrzeganie naszej firmy jako przyjaznej środowisku,
  • świadectwo innowacyjności, dobrej kondycji i rzetelności firmy – nowoczesna flota świadczy o tym, że firma jest innowacyjna, jej kondycja jest dobra, a jakość świadczonych przez nią usług wysoka,
  • korzystne warunki finansowania w formie leasingu i wynajmu długoterminowego – wiele firm udzielających finansowania oferuje atrakcyjne warunki finansowania nowych samochodów, co pozwala na odświeżenie floty bez angażowania dużych środków na zakup pojazdów,
  • wyższa wartość rezydualna – nowe samochody mają wyższą wartość rezydualną niż starsze konstrukcje, a zatem ich późniejsza odsprzedaż będzie dla firmy bardziej opłacalna.

Leasing i wynajem długoterminowy na Superauto.pl – przykładowa kalkulacja

Przykładowo, w Superauto.pl przedsiębiorcy najczęściej decydują się na leasing na okres 48 miesięcy, a w przypadku wynajmu długoterminowego jest to 36 miesięcy.

Jak wygląda przykładowa kalkulacja leasingu dla Toyoty Corolli sedan 1.5 Comfort na okres 48 miesięcy? Przedstawiamy poniżej w oparciu o ofertę Superauto.pl:

  • Cena katalogowa: 121 400 zł
  • Cena Superauto.pl po rabacie: 109 400 zł.
  • Czas trwania umowy leasingowej: 48 miesięcy
  • Wpłata własna 20% (22 000 zł)
  • Wartość wykupu 30% (33 000 zł)
  • Rata netto: 1451 zł

Toyota Corolla 2024 w leasingu – korzyści podatkowe

Ten samochód po uwzględnieniu korzyści podatkowych kosztuje jedynie:

  • w przypadku użytkowania wyłącznie do celów służbowych: 92 635 zł
  • w przypadku użytkowania do celów mieszanych: 103 288 zł
Element Dla użytkowania wyłącznie do celów służbowych Dla użytkowania do celów mieszanych
Brutto pojazd 109 400 zł 109 400 zł
VAT 20 457 zł 20 457 zł
50% VAT 10 229 zł
Netto 88 944 zł 88 944 zł
Koszt brutto leasingu 140 667 zł 140 667 zł
VAT leasingu 26 304 zł 26 304 zł
50% VAT leasingu 13 152 zł
Netto leasingu 114 364 zł 114 364 zł
Koszt uzyskania przychodu 114 364 zł 127 516 zł
Cena brutto leasingu 140 667 zł 140 667 zł
Korzyści podatkowe -48 032 zł -37 379 zł
50% VAT możliwe odliczenie 26 304 zł 13 152 zł
PIT19/CIT19 21 730 zł 24 228 zł
Cena po uwzględnieniu korzyści podatkowych 92 635 zł 103 288 zł

Dla porównania rata wynajmu długoterminowego na podobną Corollę 1.5 Comfort o wartości katalogowej 123 400 zł wynosi 1912 zł netto, przy założeniu zerowego wkładu własnego, okresu najmu wynoszącego 36 miesięcy i rocznego limitu 20 000 km.

Podsumowanie

Podsumowując, systematyczne odnawianie floty niesie ze sobą wiele korzyści, począwszy od aspektów czysto ekonomicznych, przez poprawę komfortu i jakości świadczonych usług, względy finansowe, aż po kwestie wizerunkowe. Potwierdzają to zresztą regularne wzrosty sprzedaży nowych samochodów wśród firm. Wyniki “Barometru Flotowego” potwierdzają, że firmy są coraz bardziej świadome zalet wynikających z regularnego odświeżania floty i coraz bardziej skłonne do elektryfikacji swoich flot, w czym upatrują korzyści ekonomiczne. Istotną rolę odgrywają też preferencyjne warunki finansowania, dzięki którym odnawianie floty nie musi wiązać się ze sporymi nakładami finansowymi.

[1] Rejestracje samochodów osobowych w Polsce w lipcu 2024 roku, https://www.samar.pl/__/3/3.a/121280/3.sc/11/Rejestracje-samochod%C3%B3w-osobowych-i-dostawczych-w-lipcu-2024-roku.html?locale=pl_PL

[2] Rejestracje samochodów osobowych w Polsce w lipcu 2024 roku, https://www.samar.pl/__/3/3.a/121280/3.sc/11/Rejestracje-samochod%C3%B3w-osobowych-i-dostawczych-w-lipcu-2024-roku.html?locale=pl_PL

[3] Barometr Flotowy 2024, https://www.arval.pl/o-arval/barometr-flotowy-2024-polskie-floty-samochodowe-ciagle-rosna-ale-elektryfikuja-sie-powoli

 

Polska w gronie liderów wynajmu powierzchni magazynowych w Europie

Według najnowszego raportu Savills „Warehouse and Industrial Market in Poland”
w pierwszej połowie 2024 roku oddano do użytkowania ok. 1,64 mln m kw. nowej powierzchni przemysłowo-logistycznej, w efekcie czego wielkość zasobów magazynowych w całej Polsce osiągnęła 33,5 mln m kw.

Autorzy raportu zwracają uwagę, że 1/5 łącznej powierzchni znajduje się w Warszawie i okolicach, a kolejne 53% w głównych hubach logistycznych – na Górnym Śląsku, w Polsce Centralnej, we Wrocławiu i Poznaniu. Najszybciej, bo aż o 18% w ciągu ostatnich 12 miesięcy wzrosła wielkość zasobów magazynowych w Polsce Zachodniej, osiągając 2,34 mln m kw., a kolejne cztery rozwijające się rynki: Trójmiasta, Szczecina, Krakowa i Polski Wschodniej posiadają ponad 1 mln. m kw.

Ożywienie na rynku, deweloperzy wciąż aktywni

Choć podaż w pierwszej połowie roku była o 37% niższa niż w analogicznym okresie poprzedniego roku, deweloperzy są nadal aktywni, a poziom wynajęcia w nowo otwartych obiektach wynosi 54% i jest porównywalny ze stanem z poprzednich lat.

Najwięcej nowej powierzchni dostarczyli Panattoni, CTP (ok. 186 800 m kw.), 7R (ok. 143 600 m kw.), GLP (ok. 142 500 m kw.) i Hillwood (ok. 107 600 m kw.).

Do największych projektów oddanych do użytku w pierwszej połowie 2024 r. należą:

  • CTPark Gdańsk Port (119 400 m kw.)
  • Panattoni Park Wrocław Logistics South Hub (90 000 m )
  • GLP Wrocław V Logistics Centre (86 200 m )
  • CTPark Warsaw South (67 400 m kw.)

Znaczący wzrost popytu na powierzchnie magazynowe

Drugi kwartał roku przyniósł wyraźne ożywienie na rynku magazynowym czego potwierdzeniem jest rosnące zainteresowanie ze strony najemców. W rezultacie, w okresie od stycznia do końca czerwca popyt brutto wyniósł 2,64 mln m kw., co oznacza wzrost o 19% r/r. Popyt netto, obejmujący nowe umowy najmu i ekspansje, osiągnął poziom 1,61 mln m kw. i wzrósł o 18% w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku.

Autorzy raportu „Warehouse and Industrial Market in Poland” podkreślają, że Polska jest jednym z liderów w branży magazynowej w Europie. W pierwszej połowie 2024 r. posiadając 12% udziału w popycie europejskim, zajęła trzecią pozycję, tuż po Niderlandach (18%), Niemczech (16%), a przed Wielką Brytanią (11%) i Francją (10%).

– Obecnie ponad połowę popytu generują firmy z branż 3 PL (25%), retail (15%) i e-commerce (11%), a większość obiektów jest zlokalizowanych na pięciu głównych rynkach – w Warszawie i okolicach, na Górnym Śląsku, w Polsce Centralnej, Wrocławiu i Poznaniu. Zmieniające się trendy biznesowe, zwiększające się zapotrzebowanie na zieloną energię, produkcję aut elektrycznych, czy półprzewodniki, będą powodowały rozwój nowych sektorów i dalsze ożywienie w przemyśle. To z kolei wpłynie na powstawanie nowej generacji obiektów dostosowanych do zróżnicowanych wymagań konkretnych klientów, a także ekspansję na nowe rynki i przekierowanie popytu z tradycyjnie popularnych obszarów logistycznych z niedużą ilością pustostanów w kierunku regionów uznawanych do tej pory za drugorzędne lokalizacje. Rosnący popyt na nowe technologie, sztuczna inteligencja, konieczność przechowywania danych powodują wzrost zainteresowania obiektami korzystającymi z nowoczesnych rozwiązań, uwzględniających założenia ESG. Obserwując rozwój rynku, przewiduję, że stabilna sytuacja ekonomiczna i mocna pozycja Polski na arenie międzynarodowej, przyciągnie w ciągu najbliższych miesięcy nowych graczy zarówno wśród najemców, jak i deweloperów i inwestorów – komentuje Katarzyna Pyś-Fabiańczyk, Head of Industrial Services Hub, Savills.

Rynek w kierunku równowagi

W analizowanym okresie ok. 40% wszystkich zawartych umów stanowiły przedłużenia, co pokazuje, że najemcy chętnie decydują się na dalsze korzystanie z już zajmowanej powierzchni. Wskaźnik pustostanów, znajdujący się obecnie na poziomie 8,1%, choć wzrósł o 1,6 pkt. proc. to w II kwartale ustabilizował się, co sugeruje, że rynek zaczyna odzyskiwać równowagę. Polska Zachodnia i Warszawa II pozostają nadal obszarami z największymi wolumenami powierzchni niewynajętej.

Pięć kluczowych rynków przyciągnęło 80% popytu, w tym Wrocław ok. 19%, Warszawa kolejne 19% i Polska Centralna ok. 16%. Wśród największych transakcji najmu powierzchni w I poł. 2024 roku warto wymienić umowę na 126 000 m kw. globalnej platformy e-commerce w Panattoni Park Wrocław Logistics South Hub, nowy kontrakt na 104 000 m kw. w Centrum Logistycznym Bydgoszcz Białe Błota podpisany przez polską sieć odzieżową (LPP) oraz umowę odnowienia i ekspansji powierzchni na 98 000 m kw. przez LX Pantos w Prime Logistics Wrocław.

Czynsze stabilne

Czynsze, po dynamicznych wzrostach w 2022 i 2023 roku, zaczęły się stabilizować, a niewielkie korekty w górę mają zastosowanie tylko w najbardziej pożądanych lokalizacjach z niską dostępnością powierzchni. Standardowe obiekty typu big-box w Polsce wyceniane są na 3,50–6,50 EUR za m kw. miesięcznie. Najwyższe stawki obowiązują w Warszawie osiągając do 6,50 EUR za m kw. miesięcznie za standardową powierzchnię, następnie, z uwagi na ograniczoną podaż: w Krakowie – do 5,80 EUR za m kw. miesięcznie i Trójmieście – do 5,50 EUR za m kw. miesięcznie. Czynsze efektywne za standardową powierzchnię, uwzględniające zniżki dla najemców są jednak znacznie niższe i oscylują między 3,00–5,75 EUR za m kw. miesięcznie.

Indie – (wschodząca?) gwiazda światowej gospodarki

Indie przez trzecią kadencje pod rządami premiera Narendry Modi utrzymują zarówno wysoki wzrost gospodarczy (+6,4% w 2024 r. i +6,5% w 2025 r., po +7,7% w 2023 r.), jak i tempo reform. Duży potencjał demograficzny na następne dziesięciolecia (populacja w wieku produkcyjnym powyżej 1 mld do 2075r.), inwestycje w dostępność logistyczną, przyciąganie rekordowych inwestycji zagranicznych do i tak już imponującego potencjału produkcyjnego to krajobraz więcej niż zachęcający dla polskich firm.

Na co zwrócić uwagę? Warto nadać polsko-indyjskiej współpracy ramy (i warunki) podobne do innych umów dwustronnych zawieranych przez Indie. Polscy przedsiębiorcy mogą inwestować zwłaszcza w eksport/produkcję na miejscu towarów konsumpcyjnych, ale w sposób świadomy – pamiętając o słabościach regulacyjnych i zabezpieczeń indyjskiego sektora bankowego.

  • Indie do 2030r. staną się drugą co do wielkości gospodarką w regionie Azji i Pacyfiku oraz trzecią co do wielkości gospodarką na świecie.
  • Stabilność i ciągłość mają kluczowe znaczenie – Narendra Modi już trzecią kadencję sprawuje urząd premiera w największej demokracji na świecie (około 970 milionów uprawnionych wyborców, co stanowi ponad 10% światowej populacji), co zapewnia ciągłość reform. Koncentrować się będą one na regulacjach, infrastrukturze, rynku pracy i sektorze produkcyjnym, aby utrzymać szybkie tempo wzrostu i pozycjonować Indie jako główne miejsce docelowe dla inwestycji zagranicznych.
  • Indie sukcesywnie inwestują w infrastrukturę i logistykę handlu – awansowały z 44 na 38 miejsce w światowym rankingu dostępności logistycznej i nie przestają, mając ambicje być w czołowej 25 krajów najbardziej dostępnych pod względem logistyki.
  • Indie czempionem inwestycji zagranicznych – zwiększanie bazy produkcyjnej w kluczowych sektorach elektroniki, pojazdów elektrycznych, technologii informacyjnych, energii odnawialnej i farmacji to nie tylko wzrost zatrudnienia ogółem, ale też stabilnej klasy średniej.
  • Dane demograficzne wspierają długoterminowe perspektywy gospodarcze Indii – oczekuje się, że populacja w wieku produkcyjnym (od 15 do 64 lat) przekroczy próg 1 mld w 2026 r. i poziom ten utrzyma się do 2075 r.
  • Indie wykorzystują szanse w postępującej dywersyfikacji dotychczasowego łańcucha dostaw – w tym celu szybko otwierają swoja gospodarkę, znosząc wysokie bariery (dotychczas średnio dwukrotnie wyższe cła w porównaniu do innych w regionie gospodarek rozwijających się) dostępu głównie w formie umów dwustronnych – otwarte jest pytanie, czy jest szansa na takie regulacje i otwarcie rynku we współpracy z Polską
  • Zagrożenia? Mimo poprawy stabilności system bankowy nadal ma liczne słabości – gwałtowny wzrost kredytów (zwłaszcza niezabezpieczonych) w połączeniu z nieodpowiednim nadzorem regulacyjnym oznacza, że konieczne jest dalsze ścisłe monitorowanie przepływów finansowych. Strukturalnych reform wymaga także indyjski rynek kapitałowy oraz wymienialność walut.

Indie – wzrost zauważalny w regionie jak i w skali globalnej wskazówką dla polskich firm

Według prognoz do 2030 r. Indie staną się drugą co do wielkości gospodarką w regionie Azji i Pacyfiku oraz trzecią co do wielkości gospodarką na świecie. Allianz Trade oczekuje, że roczny wzrost gospodarczy Indii wyniesie średnio około +6,6% w latach 2026-2030. Indie udowodniły odporność swojej gospodarki zarówno na rynku wewnętrznym, jak i na arenie międzynarodowej nawet w obliczu społeczno-ekonomicznych przeciwności ostatnich lat. Wzrost Indii jest wieloaspektowy, przy czym warto wymienić korzystne warunki demograficzne i status kraju jako potęgi produkcyjnej. Wzrost gospodarczy Indii wspierają nie tylko silne fundamenty makroekonomiczne i poprawiające się otoczenie biznesowe, ale też solidne inwestycje i wydatki konsumenckie. Rosnące znaczenie Indii na arenie światowej jest dodatkowo potwierdzone przez głośne wydarzenia, takie jak prezydencja G20, udane misje księżycowe i wizyta państwowa premiera Modiego w USA. Wydarzenia te pomagają Indiom stać się wyrazistym i wpływowym głosem, łączącym kraje Zachodu i globalnego Południa.

Wraz z rosnącą populacją, poprawą standardów życia i rosnącą klasą średnią, demografia może odgrywać znaczącą rolę w kontynuacji indyjskiego wzrostu gospodarczego. Oprócz tego, wskaźniki zatrudnienia rosną wraz z pojawieniem się startupów i firm fintech w całym kraju. Oznacza to większą siłę nabywczą konsumentów i wzrost konsumpcji.

Indie są również jednych z największych na świecie producentów szerokiego spektrum towarów, od farmaceutyków i elektroniki po tekstylia i samochody – warto zauważyć, że obecnie tylko 3% dóbr konsumpcyjnych w Indiach pochodzi z importu. Wraz ze wspomnianym wzrostem zatrudnienia i zwiększaniem się klasy średniej rośnie popyt na towary konsumpcyjne, podczas gdy dotychczas zagraniczne inwestycje wzmacniają głównie indyjski potencjał eksportowy.

Kontynuacja tempa reform w kontekście szybkiego wzrostu sprawi, że Indie pozostaną atrakcyjne dla inwestycji zagranicznych. Najnowsze dane podkreślają wiodącą pozycję Indii wśród gospodarek rozwijających się pod względem projektów inwestycyjnych typu greenfield, z 1 008 projektami ogłoszonymi w 2022 r. o wartości 78 mld USD – co odpowiada 2,3% indyjskiego PKB (patrz wykres 1). Podczas gdy ogólna restrykcyjność przepisów dotyczących bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) w Indiach jest zbliżona do wielu innych krajów Azji i Pacyfiku, istnieje pole do poprawy szczegółów i jakości regulacji, które pozostają w tyle za głównymi gospodarkami ASEAN. Zwiększenie przejrzystości przepisów rynkowych i przewidywalności w egzekwowaniu prawa, takich jak kontrole podatkowe i grzywny, mogłoby dodatkowo zwiększyć zaufanie inwestorów. W sektorze ubezpieczeniowym polityka „Ubezpieczenia dla wszystkich do 2047 r.”, uruchomiona w 2022 r., ma na celu zapewnienie każdemu obywatelowi odpowiedniej ochrony ubezpieczeniowej, wsparcie każdej firmy odpowiednimi rozwiązaniami ubezpieczeniowymi oraz uczynienie indyjskiego sektora ubezpieczeniowego atrakcyjnym w skali globalnej. Ponadto indyjski rząd wg. zapowiedzi skupi się na poprawie funkcjonowania wciąż słabo rozwiniętego w kraju rynku kapitałowego, na którym inwestorzy zagraniczni wciąż odgrywają niewielką rolę. Krytyczne obszary gospodarki  wymagające dalszych reform obejmują zwiększenie płynności rynku, zwłaszcza na rynku obligacji, poprawę wymienialność walut, uproszczenie skomplikowanych regulacji (w tym podatków i przepisów dotyczących inwestycji transgranicznych) oraz zapobieganie nieuporządkowanemu wzrostowi rynków, który mógłby prowadzić do baniek finansowych (i nieruchomościowych) lub podważać zaufanie inwestorów zagranicznych.

Wykres 1: Ogłoszone projekty bezpośrednich inwestycji zagranicznych typu greenfield (łączna liczba i wartość), gospodarki rozwijające się, stan na 2022 r., o ile nie wskazano inaczejOgłoszone projekty bezpośrednich inwestycji zagranicznych typu greenfield

Źródła: UNCTAD, Allianz Research

Celem rządu Indii jest podniesienie poziomu indyjskiej infrastruktury i logistyki handlowej, tak aby do 2030 r. Indie znalazły się wśród 25 najlepszych pod tym względem krajów na świecie. Według wskaźnika wydajności logistycznej Banku Światowego, Indie poprawiły się z 54 w 2014 r. do 44 w 2018 r. i do 38 w 2023 r. Postęp ten można w dużej mierze przypisać ważnym inicjatywom, takim jak projekt Bharatmala, który koncentruje się na rozwoju dróg krajowych i autostrad, oraz projekt Sagarmala mający na celu budowę infrastruktury portowej. Oba projekty zostały zainicjowane w 2015 roku. Pomimo tych ulepszeń, indyjska infrastruktura logistyczna i transportowa nadal nie dorównuje wielu regionalnym konkurentom.

Wykres 2: Ranking oparty na wskaźniku wydajności logistycznej Banku Światowego, główne gospodarki Azji i Pacyfiku (oś x przecina się na 38 miejscu , co odpowiada miejscu Indii w 2023 r.)

Ranking oparty na wskaźniku wydajności logistycznej Banku Światowego

Źródła: Bank Światowy, Allianz Research

W najbliższej przyszłości uruchomionych zostanie kilka innych dużych projektów infrastrukturalnych, w tym drogi ekspresowe Delhi-Mumbai i Bengaluru-Chennai, lotniska Navi Mumbai i Noida oraz projekt drogi przybrzeżnej w Bombaju. Ponadto Krajowa Polityka Logistyczna, ogłoszona w 2022 r., ma na celu wspieranie wydajności logistycznej Indii poprzez rozwój systemów cyfrowych. Wydajne krajowe sieci transportowe i logistyka portowa poprawiłyby produktywność Indii i uczyniły ten kraj jeszcze bardziej atrakcyjnym dla inwestorów zagranicznych.

Indie korzystają z dynamicznej i rosnącej siły roboczej, mając przy tym perspektywy dalszego zwiększenia tego potencjału

Dane demograficzne wspierają długoterminowe perspektywy gospodarcze Indii – oczekuje się, że populacja w wieku produkcyjnym (od 15 do 64 lat) przekroczy próg 1 mld w 2026 r. i poziom ten utrzyma się do 2075 r., osiągając szczyt na poziomie 1,1 mld w 2048 roku. Mimo to, przed indyjską dywidendą demograficzną stoi kilka wyzwań. Obejmują one wysokie bezrobocie wśród młodzieży (około 23% w 2022 r.), niski wskaźnik aktywności zawodowej kobiet (30% w 2022 r., najniższy wśród głównych gospodarek azjatyckich) i poziom wykształcenia, gdzie tylko 50% populacji w wieku 25 lat i starszej ukończyło edukację na poziomie szkoły średniej I stopnia w 2022 r. Reformy rynku pracy są często kontrowersyjne. Jednak rząd z silną większością może wdrożyć istotne środki w celu uwolnienia potencjału siły roboczej. Mogą one obejmować: zmniejszenie biurokracji, złagodzenie ograniczeń dotyczących nadgodzin, wspieranie większej aktywności zawodowej kobiet i zmniejszenie udziału nieformalnych miejsc pracy. To ostatnie jest szczególnie istotne w sektorze rolnictwa, a wspieranie sektora produkcyjnego mogłoby znacząco zwiększyć udział formalnego zatrudnienia.

Wzmocnienie sektora produkcyjnego: wykorzystanie możliwości oferowanych przez globalną dywersyfikację łańcucha dostaw. Rząd Indii dąży do zwiększenia udziału produkcji w gospodarce do 25% do 2025 r., w porównaniu z 13% w 2022 roku. Pozwoliłoby to Indiom zbliżyć się do regionalnych konkurentów, takich jak Chiny (28%), Wietnam (25%) i Indonezja (18%). Kluczowe sektory produkcyjne obejmują elektronikę, pojazdy elektryczne, technologie informacyjne, energię odnawialną i farmaceutyki. Chociaż cel na 2025 r. jest prawdopodobnie zbyt ambitny, służy on jako katalizator dla zwiększonego wsparcia politycznego. Aby osiągnąć ten cel, konieczne są niezbędne zmiany na szczeblu krajowym, takie jak inwestycje w infrastrukturę, reformy rynku pracy i podnoszenie kwalifikacji siły roboczej. Ponadto istotnym obszarem działań rządu jest polityka handlowa. Indie pozostają jedną z najbardziej protekcjonistycznych gospodarek wschodzących, ze średnimi cłami na import ponad dwukrotnie wyższymi niż w innych krajach. Wysiłki zmierzające do skorygowania tego stanu rzeczy były widoczne w ostatnich latach, a Indie aktywnie negocjowały dwustronne umowy o wolnym handlu poza swoimi tradycyjnymi partnerami azjatyckimi. Od 2021 r. Indie zawarły więcej umów o wolnym handlu niż ich rówieśnicy z ASEAN i Meksyku, co wskazuje na chęć wykorzystania zmian geopolitycznych, ponieważ międzynarodowe firmy szukają alternatywy dla Chin.

Oczekujemy, że indyjska gospodarka wzrośnie o +6,4% w 2024 r. i +6,5% w 2025 r., po +7,7% w 2023 r. (lata kalendarzowe). Prognozy te plasują Indie jako najszybciej rozwijającą się dużą gospodarkę na świecie. Wzrost ten jest napędzany przez solidną konsumpcję gospodarstw domowych, inwestycje wspierane przez wydatki rządowe i poprawę zaufania w miarę wzrostu stóp procentowych. Przewidujemy, że Bank Rezerw Indii (RBI) zacznie obniżać swoją stopę procentową w drugiej połowie 2024 r. (po podwyżkach wynoszących +250 pb w okresie od maja 2022 r. do lutego 2023 r.), gdy inflacja powróci do celu RBI (prognozujemy 4,6% w 2024 i 2025 r., po 5,7% w 2023 r.). Dynamiczny wzrost Indii jest szczególnie godny uwagi w kontekście ponownych obaw o chińską gospodarkę od 2023 r., pozycjonując Indie jako kolejny jasny punkt wśród rynków wschodzących. W rezultacie indyjskie rynki kapitałowe radziły sobie dobrze i mogą być gotowe do dalszych wzrostów. Włączenie indyjskich obligacji państwowych do globalnych indeksów w 2024 r. powinno przyciągnąć dalsze napływy i wesprzeć walutę. Podczas gdy na krótkoterminowe wyniki waluty mogą wpływać czynniki zewnętrzne, takie jak oczekiwania dotyczące polityki pieniężnej USA, w perspektywie średnioterminowej prawdopodobna jest dalsza łagodna deprecjacja ze względu na utrzymujące się deficyty na rachunku obrotów bieżących.

Wykres 3: Nominalny PKB, mld USD

Nominalny PKB, mld USD

Źródła: MFW, Allianz Research

Rafy – co może pójść nie tak we współpracy gospodarczej z Indiami?

Chociaż istnieje wiele powodów do optymizmu co do indyjskiej gospodarki w perspektywie krótko- i długoterminowej, ważne jest, aby zachować czujność wobec kluczowych zagrożeń, które mogą zagrozić jej ścieżce wzrostu.

  • Powrót wojny handlowej. W perspektywie krótkoterminowej czynnikiem zewnętrznym jest potencjalne ryzyko wznowienia wojny handlowej pod rządami kolejnej administracji prezydenta Trumpa . W scenariuszu, w którym Stany Zjednoczone podniosłyby cła na niekrytyczne towary zależne do 60% na Chiny i 10% na resztę świata, a partnerzy handlowi odpowiedzieliby tym samym, ucierpiałyby gospodarki na całym świecie. Nasze szacunki wskazują na potencjalny wpływ takiego scenariusza na wzrost indyjskiej gospodarki o -0,2pp w drugim roku i -0,3pp w trzecim roku takiego konfliktu handlowego..
  • Słabe punkty sektora bankowego. Pomimo poprawy w sektorze bankowym wyrażanej przez spadek wskaźnika kredytów zagrożonych (z 6,9% w III kwartale 2021 r. do 3,2% na koniec III kwartału 2023 r.) i trwających reform, sektor bankowy ma obszary wymagające czujnego nadzoru. Gwałtowny wzrost kredytów (zwłaszcza niezabezpieczonych) w połączeniu z nieodpowiednim nadzorem regulacyjnym oznacza, że konieczne jest dalsze ścisłe monitorowanie przepływów finansowych.
  • Dynamika reform. Utrzymanie tempa reform ma kluczowe znaczenie dla odblokowania potencjału wzrostu Indii i utrzymania zaufania inwestorów, jak opisano wcześniej w niniejszej nocie.
  • Wpływ zmian klimatycznych. Zmiany klimatu stanowią istotne zagrożenie dla subkontynentu indyjskiego, potencjalnie ograniczając wzrost gospodarczy poprzez spadek wydajności pracy i wzrost inflacji (żywnościowej). Do 2050 r. spadek wydajności pracy spowodowany zmianami klimatycznymi może obniżyć PKB Indii średnio o -7%. Szacuje się, że aby ograniczyć globalny wzrost temperatury do 1,5°C, Indie będą musiały zainwestować 143 mld USD do 2030 roku.

Zielona energia się marnuje. Polska sieć energetyczna pilnie potrzebuje modernizacji i zmian w prawie

Koszt modernizacji europejskich sieci energetycznych do 2030 roku może wynieść nawet 584 mld euro, według danych Komisji Europejskiej. Będzie ona wymagała też wiele czasu, którego mamy coraz mniej. Już teraz zielona energia nie zawsze może być w pełni wykorzystana, ponieważ infrastruktura sieciowa w Polsce nie radzi sobie z jej nadwyżką. Jak wskazują eksperci firmy Eaton, dopóki infrastruktura nie zostanie zmodernizowana, w stabilizowaniu sieci mogą pomóc magazyny energii i UPS-y. Aby takie urządzenia mogły być wykorzystywane na szeroką skalę, pilnie potrzebne są jednak regulacje prawne.

Według raportu Instytuty Energetyki Odnawialnej „Rynek fotowoltaiki w Polsce 2024” polska fotowoltaika na koniec pierwszego kwartału 2024 r. osiągnęła moc 17,73 GW. Liczba ta może napawać optymizmem w kontekście osiągania celów zeroemisyjności, jednak zielona energia destabilizuje sieć energetyczną i wpływa na jej częstotliwość. Gdy energii w sieci jest więcej, niż wymaga zapotrzebowanie, częstotliwość rośnie, natomiast gdy popyt na nią jest wyższy niż podaż, częstotliwość maleje. Takie wahania mają negatywny wpływ na sieć, która powinna być utrzymywana na stałym poziomie częstotliwości 50 Hz.

Metodą, która stosują operatorzy sieci dystrybucyjnej w celu bilansowania systemu energetycznego, są wyłączenia odbioru energii z OZE. Jak wskazuje Polskie Stowarzyszenie Fotowoltaiki ich skala gwałtownie wzrosła z 40 GWh w 2023 r. do 350 GWh do połowy maja br.

Obecnie sieć elektroenergetyczna często nie wykazuje się wystarczającą elastycznością. Coraz częściej zdarzają się momenty, w których produkcja energii z OZE jest wyjątkowo wysoka i może dojść do przeciążenia sieci ze względu na jej niewystarczającą przepustowość. Tania zielona energia zostaje wyłączona, aby w systemie zostawić miejsce dla źródeł konwencjonalnych, których nie można tak szybko wyłączyć – wskazuje Jacek Misiejuk, prezes firmy Enel X działającej w obszarze dostaw energii i usług zarządzania energią. – Operatorzy systemów przesyłowych i dystrybucyjnych potrzebują dodatkowych metod do równoważenia generacji i zapotrzebowania na energię, unikania przeciążeń sieci oraz utrzymania rezerw mocy. Aby poradzić sobie z nadmiarem energii w sieci, stosujemy programy Demand Side Response (DSR), które zapewniają rezerwy mocy po stronie odbiorców i pozwalają na zwiększenie udziału źródeł odnawialnych w systemie energetycznym – dodaje Jacek Misiejuk.

Jak nie marnować nadwyżek energii?

Wraz z przechodzeniem na OZE kluczowe staje się ustabilizowanie sieci bez tracenia wygenerowanej z wiatru czy słońca mocy. Niezbędnym krokiem w poprawianiu wydajności sieci jest jej gruntowna modernizacja – bez tego rynek energetyczny nie osiągnie celu zeroemisyjności. To przedsięwzięcie kosztowne i czasochłonne. Już teraz można jednak wykorzystywać rozwiązania, które będą pomocne w stabilizowaniu sieci: zasilacze awaryjne (UPS-y) oraz magazyny energii.

UPS-y są wykorzystywane do podtrzymania pracy i ochrony urządzeń w przypadku zaniku podstawowego zasilania lub pojawienia się zakłóceń w sieci. Regulowanie częstotliwości mocy przez te urządzenia jest krótkotrwałe (od kilku do kilkudziesięciu minut), jednak reakcja na zakłócenia sieci jest natychmiastowa. Niektóre z takich zasilaczy mogą współpracować z siecią elektroenergetyczną i umożliwiać dwukierunkowy przepływ energii (zarówno przyjmować, jak i oddawać energię do sieci). Dzięki temu obiekty, w których wykorzystuje się dużo UPS-ów, jak np. centra danych mogłyby wspierać operatorów sieci w jej stabilizacji.

Magazyny energii i centra danych wspomogą sieć

Magazyny energii są urządzeniami do akumulacji nadwyżki energii elektrycznej np. pochodzącej z OZE, w celu wykorzystania jej później. Mogą one przez dłuższy czas oddawać energię do sieci – w zależności od mocy i pojemności nawet do kilkudziesięciu godzin.

UPS-y z dwukierunkowym przepływem energii z powodzeniem stosowane są już np. w centrach danych w Irlandii. Niestety, w Polsce brakuje regulacji, które pozwalałyby na wykorzystanie tych urządzeń do stabilizowania częstotliwości sieci elektroenergetycznej i oddawania mocy z powrotem do sieci. Coraz więcej dyskusji skupia się również na konieczności wykorzystania potencjału magazynów energii. Rozmowy te powinny zostać jak najszybciej przekute w czyny, czyli odpowiednie przepisy umożliwiające pełne wykorzystanie możliwości urządzeń do bilansowania rynku energii. Pozwoli to stabilizować sieć również w trakcie jej modernizowania – podsumowuje Władysław Szewczuk, product manager z firmy Eaton.

Źródła:

Dane Komisji Europejskiej: https://ec.europa.eu/commission/presscorner/detail/en/ip_23_6044

Raport Instytutu Energetyki Odnawialnej „Rynek fotowoltaiki w Polsce 2024”

Raport Polskiego Stowarzyszenia Fotowoltaiki: „Nierynkowe redysponowanie fotowoltaiki w Polsce”

Rząd skupia się na liberalizacji prawa dla elektrowni wiatrowych, ale wyzwaniem pozostaje magazynowania energii z OZE

Polski rząd zapowiada prace nad nowymi regulacjami, które mają ułatwić lokalizowanie elektrowni wiatrowych na lądzie. Proponowane zmiany obejmują zniesienie zasady 10H, ustalenie minimalnych odległości od obszarów chronionych oraz usprawnienie planowania inwestycji. Choć te kroki mogą przyspieszyć rozwój energetyki wiatrowej, pojawiają się poważne obawy, że pomijane są problem związany z magazynowaniem energii z odnawialnych źródeł (OZE).

Z jednej strony, nowe przepisy mogą oznaczać niższe rachunki za prąd dzięki tańszej energii odnawialnej. Z drugiej strony, jeśli rząd nie zajmie się problemem magazynowania energii, Polacy mogą mieć problemy z niestabilnymi dostawami energii, co może wpłynąć na ich codzienne życie, np. przerwy w dostawie prądu czy wahania jego cen. Dodatkowo, planowane inwestycje mogą wpłynąć na wartość nieruchomości ulokowanych blisko turbin wiatrowych.

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) ostrzega, że bez odpowiednich rozwiązań w zakresie magazynowania energii, szybki rozwój OZE może prowadzić do problemów z jej efektywnym wykorzystaniem. Problem magazynowania nadwyżek energii staje się coraz bardziej palący, zarówno w Polsce, jak i w całej Europie.

Nowe przepisy mogą przyczynić się do dynamicznego wzrostu liczby instalacji wiatrowych, ale pytanie, gdzie będziemy magazynować wyprodukowaną energię, pozostaje bez odpowiedzi. W projektowanych regulacjach brakuje rozwiązań wspierających rozwój infrastruktury do magazynowania energii z OZE, a technologie takie jak elektrownie szczytowo pompowe to sprawdzone rozwiązania znane od ponad 100 lat, które mogą świetnie uzupełnić plany rządupodkreśla Marek Kowalski, Przewodniczący FPP.

Warto podkreślić, że w kontekście Niebieskiego Ładu (BLUE DEAL), który z budżetem bliskim 400 miliardów euro przewiduje znaczne inwestycje w infrastrukturę wodną a skuteczne magazynowanie energii będzie kluczowe dla realizacji europejskich celów klimatycznych. Energetyka wodna stanowi bowiem główne źródło energii odnawialnej w globalnej produkcji energii elektrycznej, dostarczając ponad 70% zasobów.

Jednym z obiecujących rozwiązań są nowoczesne elektrownie szczytowo-pompowe (ESP), które mogą działać nawet w trudnych warunkach geograficznych, dzięki wykorzystaniu zbiorników wypełnionych płynem o gęstości 2,5 razy większej niż woda. Taka technologia umożliwia efektywne magazynowanie energii nawet na niskich wzniesieniach, co znacząco zwiększa potencjał ESP w Polsce.

W Polsce planowane są inwestycje związane z budową nowych elektrowni szczytowo-pompowych o łącznej mocy 2,5 GW, które mają wzmocnić krajowy system energetyczny. Na uwagę zasługują takie projekty jak Elektrownia Tolkmicko, Elektrownia Młoty oraz Elektrownia Rożnów II, które stanowią trzon nowych inwestycji w tym obszarze. Pomimo ogromnej skali tych przedsięwzięć, warto zauważyć, że dzięki nowoczesnej technologii możliwe jest także budowanie mniejszych jednostek ESP, które doskonale sprawdzają się w lokalnych warunkach.

Tomasz Wojtczak, Dyrektor Zarządzający Amiblu w Polsce, zaznacza: – Polska dysponuje odpowiednimi lokalizacjami do budowy elektrowni szczytowo-pompowych, szczególnie w rejonach górskich, jak Sudety czy Karpaty. Rozważmy również wykorzystanie różnicy wysokości w zamkniętych kopalniach węgla kamiennego. Wyrobiska pokopalniane mogą nie tylko służyć jako zbiorniki ESP, ale także wspierać rekultywację terenów i tworzyć nowe miejsca pracy.

Rządowa ustawa z kwietnia 2023 r., która upraszcza procedury inwestycyjne dla elektrowni szczytowo-pompowych, spotyka się z krytyką. Choć ma przyspieszyć realizację takich projektów, niesie ze sobą ryzyko społecznych i środowiskowych konfliktów, ponieważ upraszcza wywłaszczenia i przyznaje inwestycjom status celu publicznego. Brak odpowiednich przepisów w zakresie magazynowania energii może sprawić, że te inwestycje nie będą dochodziły do skutku.

Marek Kowalski, Przewodniczący FPP, podkreśla: W Wielkiej Brytanii i Irlandii realizowanych jest obecnie aż 165 projektów ESP. Rząd Szkocji niedawno zatwierdził budowę podziemnej elektrowni szczytowo-pompowej o mocy 600 MW i wartości 500 milionów funtów. Polska powinna podążać tym śladem, aby skutecznie konkurować na rynku energii i zapewnić przyszłość naszego systemu energetycznego.

W całej Europie trwa intensywna dyskusja na temat skutecznych metod magazynowania energii, szczególnie w kontekście unijnych regulacji dotyczących OZE w ramach zaktualizowanej dyrektywy o odnawialnych źródłach energii (Renewable Energy Directive, RED). Nowe przepisy, które weszły w życie w listopadzie 2023 roku, mają na celu zwiększenie udziału OZE w całkowitym zużyciu energii do co najmniej 42,5% do 2030 roku, z celem osiągnięcia nawet 45% w tym samym czasie. W ramach tych regulacji, kraje członkowskie będą musiały ustanowić krajowe limity oraz promować rozwój infrastruktury do produkcji i magazynowania energii odnawialne.

To kluczowy moment, aby Polska skupiła się na nowoczesnych technologiach magazynowania energii, które mogą zapewnić stabilność dostaw i efektywność energetyczną. Federacja apeluje do rządu o kompleksowe podejście do problematyki energetycznej. Bez jasnych regulacji dotyczących magazynowania energii z OZE, Polska może napotkać trudności w osiągnięciu celów klimatycznych i energetycznych, pozostając w tyle za innymi krajami, które już wdrażają zaawansowane rozwiązania w tej dziedzinie.

Powyższe kwestie zostaną omówione 24 września 2024 roku w hotelu Sheraton w Warszawie podczas Blue Deal Congress. W trakcie Kongresu kluczowi decydenci z Europy, przedstawiciele świata biznesu i osoby działające w NGO pochylą się także nad najskuteczniejszymi metodami działania i rozwiązaniami w zakresie zarządzania wodą. Gośćmi kongresu będą m.in.: Minister Infrastruktury Dariusz Klimczak oraz przedstawiciel Ministerstwa Klimatu i Środowiska Miłosz Motyka.

Szwedzi obniżają stopy procentowe, inflacja w Kanadzie pod kontrolą

Posiedzenie Banku Szwecji obyło się bez niespodzianek. Miało spaść o 0,25% i spadło. Inflacja w Kanadzie również nie zaskoczyła, ale kierunek zmian cieszy. Turcy pomimo sukcesów w walce z inflacją utrzymują wysokie stopy procentowe.

Szwedzi obniżają stopy procentowe

Zgodnie z oczekiwaniami analityków doszło wczoraj w Szwecji do obniżek stóp procentowych. Główna stopa wynosi obecnie 3,5% i jest to spadek o 0,25% względem poprzedniego miesiąca. Rynki oczekiwały takiej decyzji, stąd po jej ogłoszeniu brak osłabienia kursu korony szwedzkiej. Warto zwrócić uwagę, że stopa procentowa w Sztokholmie jest obecnie już o 0,75% niższa niż w strefie euro. W rezultacie można oczekiwać, że kolejne obniżki odbędą się, dopiero gdy EBC wróci do obniżek. Tym bardziej że inflacja w Szwecji wciąż wynosi 2,6%, czyli powyżej poziomów docelowych.

Inflacja w Kanadzie zgodnie z oczekiwaniami

Ceny w Kanadzie nie zaskoczyły analityków. Roczna stawka miała spaść z 2,7% na 2,5% i właśnie tak spadła. Na uwagę zasługuje jednak inflacja bazowa, która jest wyraźnie niższa od inflacji konsumenckiej. Pokazuje nam to, że to ceny żywności i energii powodują, że roczny wynik jest tak wysoki. W rezultacie, jeżeli nie dojdzie do eskalacji na Bliskim Wschodzie, a patrząc na ceny ropy, rynek zaczyna pod to grać, można oczekiwać dalszych spadków tempa wzrostu cen. To z kolei powinno przełożyć się na zwiększone szanse na obniżki stóp procentowych.

Turcja nie zmienia stóp procentowych

Nad Bosforem mieliśmy ostatnio duże sukcesy w walce z inflacją. Roczny wskaźnik wzrostu cen był bowiem najniższy od października zeszłego roku. Jest też druga strona tej informacji. Wynosił on mianowicie 61,78%. Przy takich wynikach jest z czego spadać. Swoją drogą jest to mocno dziwne, że kraj, który ma inflację o dobry rząd wielkości wyższą niż kraje UE, podaje ją z dwucyfrową dokładnością, podczas gdy w UE standardem jest jedno miejsce po przecinku. Pomimo jednak tego sukcesu w walce z inflacją tamtejszy bank centralny nie zdecydował się na obniżki stóp procentowych. Rynek pomimo utrzymania stóp procentowych zareagował przeceną liry tureckiej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

20:00 – USA – protokół z posiedzenia FOMC.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Polska: dynamika płac spowalnia, inflacja rośnie

Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w lipcu 2024 r. wzrosło o 10,6 proc. r/r. Odczyt okazał się niższy niż prognozy (10,8 proc.).

Pomimo nieco słabszego odczytu, nominalna dynamika wynagrodzeń nadal pozostaje dwucyfrowa. Należy wskazać, że spadek lipcowej dynamiki wynagrodzeń wynika w dużej mierze z niższych premii w górnictwie, w pozostałych sektorach dynamika pozostaje istotnie wyższa.

Wydaje się, że takie dane jeszcze przez jakiś czas mogą być dla RPP argumentem w kwestii utrzymywania restrykcyjnej polityki monetarnej.

Realna dynamika wynagrodzeń jednak z miesiąca na miesiąc spada. Działają tutaj dwa przeciwstawne trendy. Z jednej strony roczna dynamika płac powoli hamuje, z drugiej inflacja wzrasta.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Marcin Żuchowski prezesem Provident Polska

Z dniem 21 sierpnia 2024 r. Marcin Żuchowski, były dyrektor ds. ryzyka kredytowego Provident Polska, powraca z kierowania Provident Czechy na stanowisko Country Managera Provident Polska. Jednocześnie z organizacji odchodzi Agnieszka Klos-Siddiqui.

Dzięki 25-letniemu doświadczeniu w sektorze finansowym, Marcin Żuchowski wnosi ze sobą bogate doświadczenie z Polski i zagranicy.

– Cieszę się, że mogę wrócić do Polski do wspaniałego zespołu i budować pomyślną przyszłość dla Provident Polska, jego klientów i pracowników. Jako wiodący gracz w sektorze pożyczek pozabankowych, mamy wielką szansę i odpowiedzialność, aby włączyć więcej klientów do regulowanego świata finansów – mówi Marcin Żuchowski.

Pracując na różnych stanowiskach w bankach Raiffeisen i KBC, dołączył do Provident w 2005 roku i pracował jako dyrektor ds. ryzyka kredytowego w Polsce, a następnie w regionie europejskim. Zanim został Country Managerem Provident Polska, z powodzeniem zarządzał czeskim biznesem Grupy.

Słaby raport NFP i rewizja danych. Fed pod presją, dolar słabnie

W obliczu ostatniego słabego raporty NFP, najbliższa roczna rewizja danych z amerykańskiego rynku pracy, którą dokona BLS, wydaje się być szczególnie interesująca. Być może okaże się, że jest on jeszcze słabszy co może budzić obawy, że Fed zbyt długo utrzymuje poziom stóp procentowych na wysokim poziomie i może doprowadzić przez to do zbyt dużego ochłodzenia lub nawet załamania. Wczoraj na Wall Street dominowały spadki ale były one w umiarkowanej skali. Dow Jones oraz SP500 spadły o 0,2 proc. a Nasdaq stracił 0,3 proc. Dziś poznamy minutki FOMC a w piątek przemawiać w Jackson Hole będzie Jerome Powell. Kurs EURUSD przekroczył poziom 1,11.

Zazwyczaj rewizja statystyk danych makro niewiele interesuje uczestników rynku. Tym razem może być jednak inaczej, ponieważ będzie ona dotyczyć rynku pracy, który wykazał się ostatnio dość dużą słabością. W tej sytuacji coroczna rewizja danych o zatrudnieniu w USA może wywołać spore poruszenie i prawdopodobnie pokaże ona znacznie słabszy wzrost zatrudnienia w ubiegłym roku. Rynek z reguły przechodził obok takiego wydarzenia neutralnie, a często nawet nie było to komentowane. Sytuacja, w której obecnie się znajdujemy jest jednak wyjątkowa. Jeśli otrzymamy mocną rewizję w dół, wówczas okaże się, że rynek pracy nie był tak rewelacyjnie mocny, jak pokazywały dane w miesiącach do marca 2024 roku. Z pewnością będzie to brane pod uwagę przez Fed. Rynek ponownie może zacząć mocniej spekulować o redukcji kosztu pieniądza o 50 punktów bazowych we wrześniu, co może oznaczać kontynuację osłabienia USD. Jednocześnie w takim wariancie na Wall Street może ponownie zawitać obawa i strach o kondycję gospodarki USA i ponownie wówczas zaczną pojawiać się głosy, że Fed przesadził z długością okresu utrzymywania polityki monetarnej na restrykcyjnym poziomie.

Dolar jest wciąż słaby a notowania EURUSD osiągnęły poziom najwyższy od końca ubiegłego roku. Oporem w tym momencie jest poziom 1,1130-1,1140 a jego przełamanie otworzy drogę w kierunku szczytu z lipca 2023 roku zlokalizowanego przy 1,1250.

Silny do tej pory złoty stracił wczoraj na skutek słów Adama Glapińskiego, który wydał „gołębi” komunikat. Przyznał, że istniej szansa na dyskusję na temat obniżek kosztu pieniądza przed 2026 rokiem, ale to zależy od rozwoju sytuacji gospodarczej w naszym kraju. Uzależnił to od prognoz inflacyjnych oraz napływających danych na temat dynamiki wzrostu cen a także tych opisujących aktywność gospodarczą. Dziś rano EUR/PLN rośnie do 4,2880 a USD/PLN do 3,8580.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Czy zmiana sytuacji na rynku i pogorszenie nastrojów przekłada się na inwestycje rolników?

Zgodnie z danymi Agritrac lipiec był pierwszym miesiącem w 2024 roku, w którym ilość zarejestrowanych nowych ciągników rolniczych była wyższa w porównaniu do roku 2023. Minimalnie, bo mówimy o wzroście na poziomie 2,2 proc., ale w zestawieniu ze spadkami w poprzednich miesiącach wynoszącymi kilkanaście lub kilkadziesiąt procent, to spora zmiana. To jednak nadal dużo mniej niż w roku 2022, kiedy w lipcu liczba zarejestrowanych nowych ciągników wyniosła 1.180 szt., czyli o 66 proc. więcej w porównaniu z lipcem 2024 r. Narastająco, po siedmiu miesiącach, liczba rejestracji nowych ciągników spadła w porównaniu do roku 2023 o 18,5 proc. Patrząc na rejestracje tylko na osoby fizyczne, czyli w praktyce przede wszystkim indywidualne gospodarstwa rolne, spadek jest jeszcze większy i wynosi 27,3 proc. W tym momencie można zadać pytanie, czy wyniki lipca to przełamanie trendu i w kolejnych miesiącach możemy się spodziewać dalszych wzrostów?

Patrząc na sytuację rynkową, szczególnie plony z tegorocznych żniw oraz ceny skupu, które nie spełniają oczekiwań rolników, możemy się spodziewać, że nastroje rolników raczej pozostaną na niskim poziomie. Czyli niewiele może się zmienić. Ostatnie badania koniunktury gospodarstw rolnych realizowane w drugim kwartale 2024 r. przez Szkołę Główną Handlową (SGH) w Warszawie wskazywały na utrzymujący się niski poziom koniunktury w gospodarstwach rolnych. Taki poziom wskaźnika koniunktury w ostatnim kwartale wynika ze znacznego obniżenia nastrojów po kilku okresach wzrostów. Jeżeli ten poziom będzie się utrzymywał to trudno spodziewać się trwałej zmiany trendu w inwestycjach rolników, przynajmniej jeżeli chodzi o maszyny i urządzenia. A na rynku nie widać na tyle mocnych sygnałów, aby wyraźnie poprawić nastroje rolników. Niezmiennie dobrze radzą sobie ciągniki używane. Zgodnie z danymi Agritrac ilość zarejestrowanych używanych ciągników rolniczych po 7 miesiącach wynosi ponad 15 tys. i jest wyższa o 6,8 proc. r/r. Można zatem powiedzieć, że w trudniejszych czasach rolnicy przerzucili się z ciągników nowych na używane. Z ekonomicznego punktu widzenia wydaje się to jak najbardziej uzasadnione.

Ale inwestycje rolników to nie tylko ciągniki. Żniwa to także okres wzmożonych zakupów nowych przyczep rolniczych. O ile sam lipiec, podobnie jak w przypadku ciągników, był lepszy w porównaniu do ubiegłego roku, o tyle cały rok po siedmiu miesiącach notuje spadek na poziomie 17 proc. Tak wynika z danych opublikowanych przez Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego. A jak wygląda sytuacja w przypadku pozostałych maszyn i urządzeń? Tutaj niestety brakuje już danych rynkowych, ale możemy to ocenić na podstawie wyników Santander Leasing, który jest jednym z liderów finansowania maszyn rolniczych, osiągając po drugim kwartale br. udział w rynku na poziomie blisko 19 proc. Patrząc na nasze wyniki widzimy, że rolnicy realizują sporo zakupów w maszyny do siewu i sadzenia oraz nawożenia, czyli przede wszystkim siewniki i rozsiewacze nawozów. Druga pod względem liczebności grupę stanowią kosiarki, a zaraz za nimi wszystkie maszyny uprawowe. Na kolejnym miejscu są wszystkie maszyny do zbioru ziemiopłodów, czyli kombajny, ale także szeroka grupa maszyn zielonkowych. W sumie można powiedzieć, że zaskoczenia nie ma, mamy tutaj cały przegląd maszyn i urządzeń wykorzystywanych w gospodarstwach rolnych. Analizując rodzaj finansowanych maszyn widać, że powoli rośnie popularność maszyn i urządzeń, które pozwalają realizować praktyki wskazane w zielonym ładzie, czyli np. maszyny do rolnictwa precyzyjnego. Wspólną częścią dla wszystkich maszyn i urządzeń jest fakt, że w większości przypadków rośnie średnia wartość. Szczególnie jest to widoczne w przypadku ciągników rolniczych, gdzie cały czas obserwujemy umacnianie pozycji ciągników o dużej mocy. Można zatem powiedzieć, że ilościowo rynek ma duży spadek, ale wolumenowo już nie. Potwierdzają to wyniki publikowane przez Związek Polskiego Leasingu. Po 6 miesiącach 2024 r. wartość sfinansowanych maszyn rolniczych wyniosła 2.894 mln zł, co oznacza spadek w porównaniu do ubiegłego roku o 3,74 proc. Jest to zatem znacznie mniejszy spadek w zestawieniu z dynamiką sprzedaży nowych ciągników, czy też przyczep.

Inwestycje gospodarstw rolnych obejmują także budynki i budowle. Tutaj jednak odsetek rolników dokujących inwestycji jest mniejszy niż w przypadku maszyn i urządzeń. Zgodnie z badaniami koniunktury gospodarstw rolnych prowadzonymi przez SGH w IIQ 15 proc. rolników zrealizowało inwestycje w budynki, gdzie dla maszyn i urządzeń ten wskaźnik wynosi 25,3 proc. Jest to naturalna konsekwencja dwóch czynników. Po pierwsze są to trudniejsze inwestycje wymagające znacznie większych nakładów i czasu na realizację. Po drugie jest to pochodna struktury produkcji w Polsce, gdzie przeważają gospodarstwa z produkcją roślinną. I to są te inwestycje, które są finansowane przez banki.

Na co jeszcze rolnicy wydają pieniądze? Oczywiście na bieżącą działalność, czyli m.in. nawozy i środki ochrony roślin. A jak te zakupy są finansowane? Z własnych środków, ze środków pochodzących z dopłat bezpośrednich lub kredytem na bieżącą działalność. Spora część kredytów bankowych dotyczy właśnie finansowania bieżącej działalności. Czy ta część finansowania związana z bieżącymi potrzebami jest zarezerwowana tylko dla banków? Na pewno nie. Najlepszym dowodem na to jest nowa oferta pożyczek dostępna w Santander Leasing. Od lipca nasi klienci mogą korzystać z finansowania na dowolny cel związany z gospodarstwem rolnym wybierając pożyczkę ekspresową lub pożyczkę hipoteczną. Rozszerzyliśmy także nasze finansowanie gruntów o grunty zabudowane. W ten sposób staliśmy się spółką leasingową z najszerszą ofertą finansowania dostępną dla klientów prowadzących gospodarstwa rolne. Po pierwszych tygodniach sprzedaży widzimy bardzo pozytywny odzew ze strony naszych klientów, co tylko potwierdza, że był to krok w dobrym kierunku, jeżeli chodzi o rozwój oferty dla sektora rolnego.

Analiza rynkowa Piotra Domagały, dyrektora ds. rynku rolnego w Santander Leasing.

Co dalej z kursem dolara? Decyzje banków Chin i Turcji bez niespodzianek

Wtorkowy handel na foreksie szuka stabilizacji po otwarciu tygodnia, które potwierdziło trwający trend osłabienia USD na szerokim rynku. Kalendarz makro w dalszym ciągu nie rozpieszcza, co nie pomaga inwestorom w poszukiwaniu impulsów. Dziś swoje decyzje monetarne ogłosiły banki centralne Chin i Turcji.

USD szuka chwili spokoju

Sierpień nie rozpieszcza amerykańskiego dolara. Wystarczy powiedzieć, że w tym miesiącu kurs USD/PLN stracił już 14 groszy. Dolar za 3,85 zł ostatni raz był widziany 3 lata temu.  Oczywiście tak mocny ruch na tej parze nie byłby możliwy bez wyraźnie północnego kierunku na EUR/USD, który w trzy tygodnie zyskał 3 centy. Zbliżając się do 1,11 $, śrubuje tegoroczne maksimum i ma coraz większe chęci do spróbowania się z grudniowymi szczytami. Czy będzie możliwy atak na zeszłoroczny pik przy 1,125 $? Może to nie być wcale tak proste przy już rozpalonych rynkowych oczekiwaniach wobec obniżek stóp procentowych w USA. Tym bardziej gdy bankierzy centralni poczują zbyt dużą presję i raz jeszcze będą musieli schłodzić głowy inwestorów. Najbliższa okazja to oczywiście konferencja w Jackson Hole, na czele z piątkowym wystąpieniem szefa Fed. Oczekiwanie korekty przed końcem tygodnia może ostatecznie być myśleniem życzeniowym, a dzisiejszy płaski handel tylko przystankiem przed dalszym osłabieniem USD.

PLN szuka miejsca, a złoto się nie zatrzymuje

Polski złoty szuka uspokojenia nie tylko na parze z dolarem. Kurs euro od piątku nie oddala się od 4,26 zł, natomiast kurs funta już po raz trzeci odbił się od 4,99 zł i wrócił powyżej psychologicznych okrągłych 5 zł. Mocniejsza kontra widoczna jest jedynie na kursie CHF/PLN, który wraca do 4,48 zł. Warto jednak w tym miejscu zaznaczyć, że jest to aż 17 groszy mniej niż jeszcze 3 tygodnie temu. Dobrego dnia nie ma dziś polska giełda, ale WIG20 oddający 0,8% nie jest aż tak straszny po wczorajszej sesji, która zamknęła lukę wywołaną stratą po potężnym tąpnięciu z początku sierpnia (w tej chwili 200 pkt powyżej dołka). Ropa naftowa po dotarciu do 2-tygodniowych minimów odbija, a za baryłkę Brent trzeba zapłacić prawie 78 $. Kapitał w dalszym ciągu szerokim strumieniem płynie do złota, które śrubuje historyczne rekordy, obecnie uncja kosztuje już powyżej 2520 $.

Bankierzy bez niespodzianek

Tym razem Ludowy Bank Chin nie zrobił niespodzianki i pozostawił stopy procentowe na niezmienionym poziomie (3,85% dla 5-letniej stopy). Zaskakująca obniżka sprzed miesiąca o 10 pb nie pociągnęła za sobą dalszych ruchów, chociaż sytuacja na chińskim rynku kredytowym pozostaje napięta. Druga gospodarka świata ma coraz większe problemy i prawdopodobnie będzie potrzebowała dalszego pobudzenia także ze strony banku centralnego. Chiński juan w pierwszej reakcji się osłabił, ale jego pozycja szybko się ustabilizowała. Bez niespodzianek także nad Bosforem, gdzie Bank Turcji nie zdecydował się na zmianę kosztu kredytu. Tym samym główna stopa to wciąż 50%, co może zaskakiwać, ale tylko pod warunkiem, że nie weźmiemy pod uwagę ponad 70% inflacji. Równocześnie TRY zachowuje się stabilnie, czyli kontynuuje szybkie osłabienie. Już niedługo za jedną lirę zapłacimy tylko 11 groszy.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Spowolnienie na rynku biurowym w Trójmieście. Nowa podaż najniższa od 20 lat

Tempo przyrostu nowej podaży biurowej w Trójmieście widocznie zwolniło. W pierwszym półroczu na rynek trafił zaledwie jeden obiekt o powierzchni 5 000 m kw. Przyszłość w tym względzie nie wygląda lepiej, ponieważ realizowana powierzchnia jest najmniejsza od dwóch dekad.

Na koniec II kwartału 2024 roku całkowite zasoby biurowe w Trójmieście szacowane były na 1,05 mln m kw. Zdecydowana większość (76%) zlokalizowana jest w Gdańsku, głównie wzdłuż Alei Grunwaldzkiej oraz wokół historycznego centrum miasta. Około 21% trójmiejskiej powierzchni znajduje się w Gdyni, a pozostałe 3% w Sopocie.

„Od 2021 roku notujemy systematyczny spadek aktywności deweloperów. W I połowie roku oddano do użytku zaledwie jeden obiekt biurowy o powierzchni 5 000 m kw., który powstał jako siedziba firmy LPP. Na etapie realizacji znajduje się rekordowo niska liczba powierzchni biurowej – jedynie 29 000 m kw. Jeżeli deweloperzy dotrzymają założonych harmonogramów, to 17 000 m kw. zostanie ukończona do końca tego roku,” – wyjaśnia Dorota Lachowska, head of research, Knight Frank.

Aktywność trójmiejskich najemców, po rekordowym 2023 roku, w pierwszej połowie 2024 roku również zanotowała spadek.

„Podpisane przez najemców umowy na niemal 56 000 m kw. oznaczały 19% spadek względem analogicznego okresu w roku ubiegłym. Firmy najchętniej decydowały się na biura w Gdańsku, gdzie wynajęto niemal 47 000 m kw. Sektorem, który wygenerował największy popyt był niezmiennie IT. W pierwszych sześciu miesiącach odpowiadał za 32% całkowitych zasobów wynajętej powierzchni,” – dodaje Joanna Gomułkiewicz, associate director, Knight Frank.

W strukturze umów najmu zwiększył się udział nowych umów, które odpowiadały za 44% wolumenu. W analogicznym okresie 2023 roku udział ten wynosił 36%. Niewiele mniej, bo 42% stanowiły renegocjacje. W dalszym ciągu niewielu najemców decyduje się na ekspansję, której udział wyniósł 3%. Pozostała część stanowił wynajem na własne potrzeby.

Ograniczona nowa podaż spowodowała spadek współczynnika pustostanów, który na koniec czerwca 2024 roku wynosił 12,5% (na koniec I kwartału był na poziomie 13,4%). To trzeci najniższy wynik wśród miast regionalnych, a Trójmiasto wyprzedają jedynie Szczecin i Lublin.

Czynsze wywoławcze w Trójmieście na koniec I połowy 2024 roku pozostały stabilne i zazwyczaj wahały się od 11,00 do 15,50 EUR/m kw./miesiąc. Jednak, ze względu m.in. na wysokie koszty budowy oraz utrzymujące się wysokie koszty obsługi kredytów budowalnych, czynsze za najlepsze powierzchnie w nowopowstających budynkach mogą przekraczać ten poziom. Stawki opłat eksploatacyjnych ustabilizowały się natomiast na poziomie wynoszącym zwykle od 17,00 do 30,00 PLN/m kw./miesiąc.

Siła złotego czy słabość dolara?

Nieważne, jaki jest powód, mamy obecnie najtańsze dolary od niemal 3 lat. Prawda, jak to często bywa, jest gdzieś pomiędzy, bo to zarówno zasługa dolara, jak i złotego. Chiny nie ruszają stóp procentowych, za to złoto znów bije rekordy.

Dolar najsłabszy od dawna

Słaba passa amerykańskiej waluty wciąż trwa. W rezultacie kurs dolara względem euro jest najsłabszy od stycznia. Względem polskiego złotego amerykańska waluta jest najtańsza od września 2021 roku, to niemal 3 lata. Powodem tej niespodziewanej siły polskiej waluty względem dolara jest oczywiście w dużej mierze słabość tzw. zielonego. Jeżeli jednak porównamy amerykańską walutę względem innych walut naszego regionu, to widzimy, że w porównaniu do czeskiej korony, czy węgierskiego forinta nie jest on aż tak słaby. Polski złoty wyraźnie zyskuje na utrzymywaniu nieproporcjonalnie wysokich, względem innych państw, stóp procentowych.

Chiny nie zmieniają stóp procentowych

Pekin nie podłączył się do niebezpiecznej dla ekonomii zabawy w wysoką inflację. Kraj ten nie zalał szokowo gospodarki na początku pandemii pieniędzmi w sposób mało kontrolowany. W rezultacie nie walczy od wielu kwartałów ze wzrostem cen. Obyło się tam też bez gwałtownych wzrostów i teraz bez spadku stóp procentowych. Stopy procentowe są co prawda w trendzie spadkowym, ale od około 6 lat. Kraj ten wraz z rozwojem gospodarki obniża powoli główną stopę procentową. Na dzisiejszym posiedzeniu zgodnie z oczekiwaniami nie doszło do zmian stóp procentowych. Stopa pożyczkowa pięcioletnia pozostała na niezmienionym poziomie 3,85%, za to jednoroczna pozostaje na 3,35%.

Złoto z kolejnym rekordem

Ledwie wczoraj pisaliśmy o piątkowych wzrostach cen złota i wyznaczeniu kolejnych rekordów. Szybko jednak okazało się, że poniedziałek nie przyniósł nam korekty tak typowej po silnych wzrostach. Dzisiaj od rana trwa jednak kolejny wzrost. W rezultacie mamy nowe rekordy wszech czasów. Co jest powodem? Wczorajsze uspokojenie było spowodowane zgodą Izraela na zawieszenie broni. Zgodził się również Hamas. Niby dobrze? Problem w tym, że obie strony zgodziły się na innych warunkach. Jakkolwiek kuriozalnie to brzmi, pomimo tego, że obie strony zgodziły się na jakieś zawieszenie broni, niewiele to daje. W rezultacie inwestorzy, bojąc się eskalacji, dokupują złoto, a ceny rosną.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – Kanada – inflacja konsumencka.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Rachunek zysków i strat – co to jest i jak go czytać?

Rachunek zysków i strat (ang. Income Statement lub Profit and Loss Statement) to jedno z kluczowych narzędzi finansowych, które dostarcza informacji o wynikach działalności przedsiębiorstwa w określonym okresie, najczęściej kwartale lub roku. Jest to dokument, który w sposób usystematyzowany przedstawia przychody, koszty oraz wynik finansowy jednostki gospodarczej, czyli zysk lub stratę. Poniżej przybliżymy, czym jest rachunek zysków i strat, z jakich elementów się składa oraz jak prawidłowo go czytać.

Czym jest rachunek zysków i strat?

Rachunek zysków i strat to jedno z trzech podstawowych sprawozdań finansowych, obok bilansu oraz rachunku przepływów pieniężnych. Jego głównym zadaniem jest przedstawienie informacji na temat dochodów i kosztów przedsiębiorstwa w danym okresie oraz finalnego wyniku finansowego, czyli zysku lub straty.

Przedsiębiorstwa, niezależnie od wielkości, są zobowiązane do regularnego sporządzania rachunku zysków i strat. W Polsce obowiązek ten reguluje Ustawa o rachunkowości. Dokument ten jest nie tylko narzędziem kontrolnym dla zarządu firmy, ale również ważnym źródłem informacji dla inwestorów, kredytodawców oraz innych interesariuszy, którzy na jego podstawie oceniają kondycję finansową przedsiębiorstwa.

Struktura rachunku zysków i strat

Rachunek zysków i strat składa się z kilku podstawowych elementów, które przedstawiają kolejne etapy tworzenia wyniku finansowego. Główne sekcje rachunku zysków i strat to:

  1. Przychody ze sprzedaży – to kwoty uzyskane ze sprzedaży produktów, towarów oraz usług, będące głównym źródłem dochodów dla większości przedsiębiorstw. Przychody te są prezentowane w pierwszej sekcji rachunku zysków i strat.
  2. Koszty działalności operacyjnej – to wszystkie koszty związane z podstawową działalnością przedsiębiorstwa, takie jak koszty produkcji, wynagrodzenia, koszty administracyjne oraz sprzedażowe.
  3. Zysk brutto ze sprzedaży – jest to różnica między przychodami ze sprzedaży a kosztami działalności operacyjnej. Wskaźnik ten pozwala na ocenę, w jakim stopniu przedsiębiorstwo generuje zysk z podstawowej działalności.
  4. Koszty operacyjne – do tej kategorii zaliczają się koszty, które nie są bezpośrednio związane z produkcją, ale są niezbędne do funkcjonowania firmy, np. koszty administracyjne, marketingowe czy ogólne koszty działalności.
  5. Zysk operacyjny (EBIT) – zysk przed odsetkami i opodatkowaniem, który oblicza się jako różnicę między zyskiem brutto ze sprzedaży a kosztami operacyjnymi. Jest to wskaźnik mówiący o efektywności operacyjnej przedsiębiorstwa.
  6. Koszty i przychody finansowe – w tej sekcji ujmuje się odsetki od zaciągniętych kredytów, przychody z inwestycji finansowych, kursy walut oraz inne operacje finansowe.
  7. Zysk brutto – zysk operacyjny pomniejszony o koszty finansowe i powiększony o przychody finansowe. Jest to wskaźnik, który ukazuje wynik finansowy przed opodatkowaniem.
  8. Podatek dochodowy – kwota podatku, jaką przedsiębiorstwo jest zobowiązane zapłacić od wypracowanego zysku brutto.
  9. Zysk netto – ostateczny wynik finansowy przedsiębiorstwa, który pozostaje po odliczeniu wszystkich kosztów, w tym podatku dochodowego. Jest to zysk, który przedsiębiorstwo może przeznaczyć na inwestycje, dywidendy dla akcjonariuszy lub zatrzymać na własne potrzeby.

Jak czytać rachunek zysków i strat?

Zrozumienie rachunku zysków i strat wymaga umiejętności analizy poszczególnych jego elementów oraz interpretacji zależności między nimi. Poniżej przedstawiam kilka kroków, które mogą pomóc w prawidłowym odczytywaniu tego dokumentu.

  1. Analiza przychodów ze sprzedaży – Przychody ze sprzedaży to punkt wyjściowy analizy rachunku zysków i strat. Wzrost przychodów może świadczyć o rosnącym popycie na produkty lub usługi przedsiębiorstwa, podczas gdy spadek może sugerować problemy rynkowe lub konkurencyjne.
  2. Ocena kosztów działalności operacyjnej – Ważne jest, aby zwrócić uwagę na strukturę kosztów i ich zmiany w czasie. Wzrost kosztów, który nie jest proporcjonalny do wzrostu przychodów, może sygnalizować spadek efektywności operacyjnej.
  3. Zysk brutto ze sprzedaży – Ten wskaźnik pozwala ocenić, w jakim stopniu przedsiębiorstwo jest w stanie generować zysk z podstawowej działalności. Im wyższy zysk brutto ze sprzedaży, tym lepsza sytuacja firmy.
  4. Analiza kosztów operacyjnych – Koszty te powinny być kontrolowane, aby nie rosły szybciej niż przychody. Wysokie koszty operacyjne mogą negatywnie wpływać na rentowność przedsiębiorstwa.
  5. Zysk operacyjny (EBIT) – To kluczowy wskaźnik, który pokazuje efektywność operacyjną przedsiębiorstwa. Zysk operacyjny powinien rosnąć w miarę wzrostu skali działalności.
  6. Zysk netto – Jest to najważniejszy wskaźnik dla akcjonariuszy, ponieważ pokazuje, ile zysku pozostaje po pokryciu wszystkich kosztów i zobowiązań. Wysoki zysk netto świadczy o dobrej kondycji finansowej firmy.
  7. Porównanie z poprzednimi okresami – Rachunek zysków i strat powinien być analizowany w kontekście historycznym, aby zidentyfikować trendy i zrozumieć, czy przedsiębiorstwo poprawia swoją sytuację finansową.
  8. Analiza wskaźników finansowych – Na podstawie rachunku zysków i strat można obliczyć wiele wskaźników, takich jak marża zysku brutto, marża operacyjna czy rentowność netto, które pomagają w dogłębnej analizie finansowej przedsiębiorstwa.

Rachunek zysków i strat to informacja publiczna

Nie wszyscy wiedzą, że sprawozdania finansowe, włącznie z rachunkiem zysków i strat, są dostępne poprzez system eKRS dla wszystkich spółek kapitałowych. Chociaż standardowy format tych dokumentów jest trudny do przeczytania, istnieją narzędzia które przedstawiają te dane w bardziej przystępny sposób. Jednym z takich narzędzi jest BizRaport, który prezentuje dane ze sprawozdań finansowych w wizualny sposób.

Podsumowanie

Rachunek zysków i strat to kluczowe narzędzie do analizy wyników finansowych przedsiębiorstwa, obejmujące przychody, koszty oraz zysk lub stratę osiągniętą w danym okresie. Zrozumienie i umiejętność interpretacji tego dokumentu są niezbędne dla skutecznego monitorowania kondycji finansowej firmy i podejmowania właściwych decyzji strategicznych. Warto także pamiętać, że sprawozdania finansowe, w tym rachunek zysków i strat, są dostępne publicznie. Dzięki narzędziom takim jak BizRaport, dane te można analizować w bardziej przystępny i wizualny sposób, co ułatwia interpretację skomplikowanych dokumentów finansowych.

Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce rośnie o 80% r/r: Inwestycje przekroczyły 1,76 mld EUR w pierwszym półroczu 2024

Międzynarodowa agencja doradcza Cushman & Wakefield w oparciu o zbierane przez siebie dane szacuje wartość transakcji na rynku nieruchomości komercyjnych w pierwszym półroczu 2024 roku na 1,76 mld EUR. To aż blisko 80% wzrost w stosunku do pierwszej połowy 2023 roku. Na rynku widać ożywienie wśród funduszy, w tym inwestorów z polskim kapitałem, a według prognoz Cushman & Wakefield, ten rok ma szansę zamknąć się wolumenem inwestycyjnym o wartości 4 mld EUR.

Pierwsze półrocze to wyraźne odbicie sektora nieruchomości komercyjnych, a ponad 1,7 mld EUR w transakcjach inwestycyjnych oznacza blisko 80% wzrost r/r i ponad 50% wzrost w porównaniu do analogicznego okresu 2022 roku. Dobry wynik na rynku kapitałowym to rezultat obniżających się stóp procentowych i lepszych nastrojów gospodarczych, co dodatkowo motywuje kupujących do inwestowania w nieruchomości. Warto przy tym podkreślić, że wachlarz aktywnych na rynku funduszy jest coraz szerszy, a sektor obserwuje transakcje również z udziałem polskiego kapitału. Polscy inwestorzy wypełniają niszę przy mniejszych umowach sprzedaży, już nie tylko inwestując w projekty deweloperskie, ale także w gotowe projekty komercyjne. Liczymy, że te pozytywne trendy się utrzymają, komentuje Krzysztof Misiak, Dyrektor Zarządzający Cushman & Wakefield w Polsce.

Pierwsza połowa 2024 roku przyniosła duże zaangażowanie kapitału z Wielkiej Brytanii, który odpowiadał za 35% wolumenu (przede wszystkim w ramach jednej dużej transakcji). Na rynku widać też nadal silną pozycję inwestorów z Czech (19%), a także rosnący udział wcześniej wspomnianego rodzimego kapitału i graczy ze Skandynawii – obie te grupy inwestorów odpowiadały za ok. 9% sfinalizowanych transakcji. Przykładem aktywności polskiego kapitału jest między innymi transakcja, w której doradcą był Cushman & Wakefield, dotycząca zakupu biurowca Rzymowskiego 34 w Warszawie przez A&A Holding czy też nabycie Warta Tower przez Cornerstone IM.

Mijający rok jest nadal zdominowany przez transakcje typu value-add, na rynku natomiast widać pierwsze umowy typu core+, a zwiększeniu ich udziału będzie sprzyjać większa stabilizacja stóp procentowych, co ponownie przyciągnie największych międzynarodowych graczy. Póki co prognozujemy, że tegoroczny wolumen inwestycyjny osiągnie 4 mld EUR, osiągając tym samym prawie dwukrotny wzrost względem 2023 oraz 75% 5-letniej średniej, dodaje Paweł Partyka, Head of Capital Markets Poland, Cushman & Wakefield.

Rynek biurowy wolumenowym liderem

Według szacunków Cushman & Wakefield wolumen inwestycyjny na rynku biurowym osiągnął z końcem czerwca wartość przewyższającą 800 mln EUR.

Umowy dotyczące aktywów biurowych zanotowały tym samym aż czterokrotny wzrost r/r, a największa aktywność kupujących przypadła na II kwartał. Za dobry prognostyk możemy też uznać wzrost liczby perspektywicznych, konkretnych negocjacji pomiędzy sprzedającymi i kupującymi. Potwierdza to mocne fundamenty polskiego rynku biurowego, który pozostaje liderem CEE pod względem skali, jakości i dywersyfikacji produktów z tego segmentu. Kolejne miesiące powinny przynieść wzrost liczby transakcji w tym sektorze, tym bardziej, że stopy procentowe i yieldy ustabilizowały się zgodnie z przewidywaniami spadków. To ostatni dzwonek, aby zawalczyć o najlepsze produkty zanim na rynek wrócą najwięksi inwestorzy, mówi Marcin Kocerba, Partner w Dziale Capital Markets w Cushman & Wakefield w Polsce.

W Warszawie pierwszą transakcją typu prime/core od 2022 roku była sprzedaż Studio B przez SKANSKA do Stena Real Estate AB. Uwagę kupujących w minionym półroczu przyciągnęły też regiony. Dla przykładu, SKANSKA sprzedała Nowy Rynek E w Poznaniu do Eastnine AB. Z kolei w Gdańsku Greenstone AM kupił od Torus większość udziałów w biurowcu FORMAT, a w Szczecinie sprzedał Lastadia Office do francuskiego funduszu zależnego od Arkéa.

Nieruchomości handlowe ponownie w cenie

Zgodnie z danymi Cushman & Wakefield wolumen inwestycyjnym w sektorze handlowym osiągnął wartość prawie pół miliarda EUR.

Pierwsze półrocze 2024 roku na rynku handlowym wolumenowo wyprzedziło już cały ubiegły rok, a wydaje się, że najlepsze jest cały czas przed nami. Z naszych obserwacji wynika, że sektor handlowy ma dużą szansę zdominować tegoroczny wynik na równi z biurami. Duże zainteresowanie aktywami handlowymi obserwujemy w całej Europie, co pozwala twierdzić, że handel na dobre wrócił na należne mu miejsce i coraz częściej jest alternatywą dla nieruchomości magazynowych czy biurowych w strategiach funduszy inwestycyjnych, komentuje Paweł Partyka.

Stabilizacja na rynku magazynów

Wartość transakcji z udziałem obiektów magazynowych osiągnęły w pierwszej połowie 2024 roku 294 milionów EUR, notując tym samym spadek o 33% r/r. Co ciekawe, jak zauważają eksperci Cushman & Wakefield, to zwłaszcza w tym segmencie widoczny jest napływ inwestorów powracających, jak i całkiem nowych graczy poszukujących okazji inwestycyjnych.

Duże zainteresowanie magazynami, czego na razie nie pokazują wyniki po stronie transakcji, jest świetnym prognostykiem na szybkie powrócenie do wysokich wolumenów już w 2025 roku. Najbliższe miesiące natomiast będą stały pod znakiem umów z kupującymi, których na polskim rynku nie widzieliśmy od dłuższego czasu lub dla których będzie to pierwsza transakcja na naszym rynku. Jednym z głównych czynników wpływających na zainteresowanie polskimi magazynami jest ich jakość. Według prognoz Cushman & Wakefield, całkowite zasoby rynku zbliżają się do poziomu 35 mln mkw., z czego aż 40% stanowić będą projekty ukończone pomiędzy 2021 a 2024 rokiem. Oznacza to że nasz rynek składa się głownie z nowoczesnych, zgodnych ze standardami zrównoważonego rozwoju produktów, które są szczególnie pożądane przez inwestorów, tłumaczy Paweł Partyka.

Rynek czeka na REIT-y

Rozwiązaniem, które dodatkowo zaktywizowałoby rynek nieruchomości komercyjnych i zwiększyłoby obecność polskiego kapitału, byłoby wprowadzenie struktur dywidendowych typu REIT (Real Estate Investment Trust), bardzo popularnych na rynkach dojrzałych, np. w USA, Kanadzie, Wielkiej. Brytanii, Francji czy Hiszpanii. Fundusze dywidendowe stanowią tam jeden z głównych elementów inwestowania w nieruchomości, a ich kapitalizacja sięga ponad 600 mld USD w USA, 57 mld EUR w Wlk. Brytanii czy też prawie 50 mld EUR we Francji.

Dotychczas o REIT-ach mówiło się głównie w kontekście transakcji na rynku mieszkaniowym. A tej, jak wynika z danych Cushman & Wakefield, osiągały w pierwszym półroczu 2024 wartość 130 mln EUR, czyli więcej niż w całym ubiegłym roku. Jak jednak zauważa Mira Kantor Pikus, REIT-y powinny być instrumentem zdywersyfikowanym, który będzie umożliwiał inwestowanie w różne typy aktywów. Na szczęście podobnie myśli ustawodawca.

W obecnie przygotowywanym projekcie polskiego REIT ustawodawca wprowadza wehikuł inwestycyjny w postaci spółki akcyjnej SINN „Spółka Inwestowania w Najem Nieruchomości”, która musi być notowana na giełdzie, a przedmiotem inwestycji mają być budynki z mieszkaniami na wynajem, domy studenckie, opieki, budynki biurowe, magazynowe i handlowe. Spółka taka będzie podlegać zwolnieniu z podatku dochodowego z najmu nieruchomości i zbycia nieruchomości przy jednokrotnym preferencyjnym opodatkowaniu w wysokości 10% od wypłaconej dywidendy. Warunek uzyskania statusu takiej spółki to generowanie 90% przychodów z najmu lub sprzedaży nieruchomości wynajmowanej co najmniej przez 12 miesięcy, tłumaczy Mira Kantor-Pikus, MRICS, EMBA, Dyrektor Doradztwa Kapitałowego, Dłużnego i Alternatywnych Inwestycji.

Zdaniem ekspertki Cushman & Wakefield, REIT-y pozwolą stworzyć alternatywny sposób długoterminowego oszczędzania i inwestowania dla inwestorów indywidualnych w porównaniu z lokatami, obligacjami skarbowymi i własnymi małymi inwestycjami mieszkaniowymi, a także stworzy interesujący instrument dla funduszy emerytalnych i ubezpieczycieli. Kluczowymi czynnikami sukcesu projektów REIT będzie uczestnictwo w nich doświadczonych graczy rynku inwestycyjnego – funduszy, deweloperów oraz doradców nieruchomościowych, a także stworzenie wynagrodzenia dla zarządzających uzależnionego od efektu istotnego dla akcjonariuszy, czyli od wypracowanego dochodu.

Generatywna AI rewolucjonizuje łańcuchy dostaw: 73% firm planuje wdrożenie, ale tylko 7% osiągnęło sukces

Globalne zakłócenia i zmiany, zapoczątkowane przez pandemię Covid-19, wymuszają budowę odporności łańcuchów dostaw na nowe ryzyka. Jak wynika z badania EY, znaczącym wsparciem w tej misji okazuje się generatywna sztuczna inteligencja – planuje ją wdrożyć 73% dyrektorów operacyjnych i menedżerów ds. łańcucha dostaw. Z drugiej strony tylko 7% z nich zakończyło implementację z sukcesem. A gra jest warta świeczki, gdyż organizacje znajdujące się na dalszych etapach drogi do pełnego wdrożenia autonomicznego łańcucha dostaw mają 5,2 razy większe szanse na odniesienie sukcesu dzięki GenAI. Co więcej, zdaniem 69% respondentów brak integracji tej technologii z łańcuchami dostaw osłabi pozycję rynkową ich firmy.

Ankietowani przez EY eksperci ds. logistyki i operacji postrzegają GenAI jako kluczowe rozwiązanie pomagające utrzymać konkurencyjność w przyszłości. Niemal trzy czwarte z nich (73%) planuje wdrożyć tę technologię w swoich łańcuchach dostaw, a 80% uważa, że może ona odmienić ten obszar i dlatego nadaje jej wysoki priorytet. Liderzy we wdrażaniu generatywnej sztucznej inteligencji wykorzystują ją do poprawy prognozowania popytu i wydajności operacyjnej. Co ważne, 69% ankietowanych uważa, że brak integracji GenAI z łańcuchami dostaw narazi ich organizację na utratę silnej pozycji rynkowej.

– Elementy wspierane przez sztuczną inteligencję są wykorzystywana w obszarze łańcucha dostawa od lat. Ale dopiero połączenie z GenAI jest przełomem w budowaniu bezosobowych łańcuchów dostaw. AI służy nie tylko do analizowania i interpretowania ogromnych ilości danych, ale także do tworzenia nowych scenariuszy, generowania innowacyjnych rozwiązań i usuwania tarć w czasie rzeczywistym. Z kolei GenAI może projektować nowe procesy, prognozować przyszłe wymagania z większą dokładnością, aby złagodzić zewnętrzne wstrząsy i płynnie identyfikować najbardziej opłacalne trasy w przypadku zakłóceń. Ma to kluczowe znaczenie dla rozwoju łańcuchów dostaw, które mogą dynamicznie dostosowywać się do zmieniających się warunków rynkowych i działać przy ograniczonej interwencji człowieka – tłumaczy Marta Cicholska, Partnerka EY Polska, Liderka Zespołu Supply Chain & Operations.

Wykres. Plany firm dotyczące wdrożenia GenAI w łańcuchu dostaw
Plany firm dotyczące wdrożenia GenAI w łańcuchu dostaw

Wdrożenie nie takie proste

Badanie EY wskazuje, że aż 90% ekspertów wdrożyło w jakiejś formie GenAI w swoich łańcuchach dostaw. Natomiast w ciągu ostatnich 12 miesięcy 62% respondentów poddało ewaluacji swoje inicjatywy w tym obszarze, ale tylko 7% przeszło do pełnej implementacji. Jako dwa główne powody takiego stanu rzeczy można wskazać obawy i brak zrozumienia zagrożeń stwarzanych przez GenAI oraz wyzwania związane z wdrażaniem tej złożonej technologii. Z pogłębionych wywiadów z dyrektorami ds. łańcucha dostaw i operacji wynika, że wykonanie technicznego skoku od weryfikacji koncepcji do wdrożenia GenAI na dużą skalę było trudniejsze niż oczekiwano.

Również osiągnięcie pełnej autonomii logistycznej pozostaje dużym wyzwaniem. Tylko 28% firm, które zaczęły przygotowywać się do implementacji GenAI, stworzyło łańcuchy dostaw o niskim udziale człowieka. Czynnikiem sukcesu organizacji znajdujących się na wyższym poziomie zaawansowania są silne fundamenty cyfrowe, które umożliwiają im szybkie przyjęcie i wykorzystanie GenAI. Liderzy wykazują również większe postępy we wdrażaniu zarówno AI, jak i GenAI w obszarze logistyki. Prawdopodobieństwo, że osiągnęli znacznie wyższy niż oczekiwany sukces, jest 3,5 razy większe w przypadku AI, a w odniesieniu do GenAI – 5,2 razy większe.

– W ciągu najbliższych dwóch lat spodziewamy się znacznego wzrostu w zakresie implementacji generatywnej sztucznej inteligencji. W efekcie doprowadzi to do powiększenia luki cyfrowej między organizacjami przodującymi w wykorzystaniu nowych technologii, a tymi, które są dopiero na wczesnych etapach adopcji. Jednak warto podkreślić, że dostęp do AI coraz bardziej się demokratyzuje. Do niedawna jej stosowanie wymagało trenowania modeli, a co za tym idzie było ograniczone przez konieczność posiadania w organizacji wysoko wykwalifikowanych ekspertów oraz odpowiedniej infrastruktury . To generowało dodatkowe koszty i podnosiło barierę wejścia. W dobie GenAI, gdy duże pretrenowane modele stają się dostępne przez kluczowe platformy technologiczne, wysiłek przenosi się na właściwe wykorzystanie ich w ramach organizacji, jej danych oraz procesów i wymagań. Technologia jako taka staje się bardziej dostępna, natomiast wyzwaniem pozostaje odpowiednie jej wdrożenie , z zastosowaniem wszystkich elementów związanych z wymogami regulacyjnymi oraz cyberbezpieczeństwem – dodaje Ewa Nowakowska, Partnerka EY Polska, Liderka EY AI Lab.

Poznanie wyzwań i czynników sukcesu

Niekompletność danych i braki w umiejętnościach zostały wskazane przez respondentów jako główne wyzwania w procesie wdrażania AI w łańcuchach dostaw. Czynnik ludzki będzie decydować o szybkości implementacji, dlatego organizacje powinny opracować solidne plany podnoszenia kwalifikacji obecnych pracowników oraz dobrze przemyśleć przyszłe rekrutacje. Połowa liderów wdrażania GenAI w łańcuchach dostaw oddaje zarządzanie tą technologią w ręce swoich zespołów – 51% wobec 33% w firmach na początku tej drogi. Taka wewnętrzna aktywizacja jest o tyle ważna, że zgodnie z wynikami badania EY – Work Reimagined Survey – 49% pracowników już korzysta lub spodziewa się korzystać z GenAI w ciągu najbliższych 12 miesięcy.

Zdaniem ekspertów ds. operacji i łańcucha dostaw o sukcesie we wdrożeniu GenAI decyduje wsparcie ze strony kierownictwa (67%), zbudowanie wsparcia ze strony osób trzecich (65%) oraz dostępność talentów technicznych (64%). Generatywna sztuczna inteligencja jest nową technologią, w związku z czym zdaniem 40% respondentów ich organizacja nie rozumie w pełni zagrożeń i wyzwań z nią związanych. W ich opinii najważniejszymi zadaniami w tym obszarze są utrzymanie jakości danych (38%) oraz dostęp do nich (33%). Dotyczy to zwłaszcza łańcuchów dostaw, w których dane są rozproszone w różnych systemach w organizacji i wśród podmiotów zewnętrznych.

O badaniu
Badanie ankietowe zostało przeprowadzone przez EY we współpracy z HFS Research w lutym i marcu 2024 roku wśród 460 ekspertów ds. łańcucha dostaw i operacji, którzy odgrywają znaczącą rolę w inicjatywach swoich organizacji w tym obszarze. Odpowiedzi zebrano w 19 krajach obejmujących obie Ameryki, Azję i Pacyfik (APAC) oraz Europę, Bliski Wschód, Indie i Afrykę (EMEIA). Pod uwagę wzięto firmy działające w branży konsumenckiej, nauk o zdrowiu i wellness, energii i zasobów, technologii, telekomunikacji i produkcji. Respondenci reprezentowali organizacje o rocznych przychodach przekraczających 1 mld USD, które były przynajmniej na etapie planowania wdrożenia GenAI w swoim łańcuchu dostaw. Ponadto przeprowadzono pogłębione wywiady jakościowe z kierownikami ds. łańcucha dostaw i operacji.

Czwarta edycja globalnego badania EY – Work Reimagined Survey – została przeprowadzona w okresie czerwiec – sierpień 2023 r. na grupie 17 050 pracowników i 1 575 firm. Reprezentowali oni 25 sektorów rynku i 20 obszarów geograficznych z obu Ameryk, Azji-Pacyfiku, Europy, Bliskiego Wschodu, Indii oraz Afryki.

Nowy rekord cen złota: Czy 2024 będzie najlepszym rokiem od ponad dekady?

W ostatnich miesiącach złoto zyskuje na wartości, osiągając nowe rekordowe poziomy. W piątek cena złota sięgnęła 2510 dolarów za uncję i przez większość czasu utrzymuje się powyżej 2500 dolarów. Od początku roku, cena tego kruszcu wzrosła o ponad 21 proc., co stawia je na dobrej drodze do osiągnięcia najlepszego wyniku od 2020 roku, a być może nawet od 14 lat. Wzrost ten napędzany jest przez szereg czynników makroekonomicznych i geopolitycznych, sprzyjających inwestycjom w bezpieczne aktywa.

Najważniejszym powodem wzrostu ceny złota jest perspektywa wrześniowej obniżki stóp procentowych w USA, co przyczynia się do osłabienia dolara i spadku rentowności amerykańskich obligacji. Jednocześnie, inflacja CPI w USA spadła z 3,0 proc. do 2,9 proc., co dodatkowo wzmacnia pozycję złota jako atrakcyjnej inwestycji. Dodatkowo, trwające napięcia geopolityczne, takie jak konflikt na Bliskim Wschodzie i wojna w Ukrainie, zwiększają popyt na złoto.

Niepewność polityczna związana z nadchodzącymi wyborami w USA i rywalizacja Trump-Harris również przyczynia się do wzrostu zainteresowania złotem. Rynki obawiają się potencjalnych zawirowań politycznych i gospodarczych, co skłania inwestorów do lokowania kapitału w stabilnych aktywach. Dodatkowo, na podniesione ceny złota może wpływać perspektywa zwycięstwa Donalda Trumpa, choć rynki są lepiej przygotowane na taką ewentualność niż w 2016 roku. To może skutkować mniejszą zmiennością. Polityka imigracyjna Trumpa, ryzykowne strategie taryfowe, nadchodzące wojny handlowe z Chinami oraz powtarzające się groźby wycofania się z NATO pozostają istotnymi zagrożeniami.

Silne powiązanie między stopami procentowymi a rentownością obligacji podkreśla znaczenie złota: spadające stopy procentowe lub perspektywa ich obniżek wywierają presję na rentowność obligacji i zwiększają atrakcyjność złota jako bezpiecznej przystani. Od końca kwietnia, rentowność 10-letnich amerykańskich obligacji skarbowych spadła z 4,7 proc. do 3,9 proc. To osłabia dolara, czyniąc złoto tańszym. Kurs EUR/USD wzrósł od maja o 3,4 proc., przekraczając poziom 1,10. Rynki spodziewają się, że stopy procentowe spadną o 2 punkty procentowe do połowy 2025 roku, co utrzyma atrakcyjność złota w ujęciu średniookresowym.

Złoto wyraźnie wyprzedziło w tym roku Wall Street i jest na dobrej drodze do osiągnięcia najlepszych wyników od 2020 roku. W zeszłym tygodniu, osiągnęło rekordowy poziom 2510 dolarów i od tego czasu utrzymuje się powyżej psychologicznej granicy 2500 dolarów. Od początku roku, cena złota rośnie o 21,3 proc., podczas gdy w tym samym czasie indeks S&P500 wzrósł o 18 proc. Co więcej, narzędzia analizy technicznej wskazują na dalsze możliwe wzrosty ceny złota. Jeśli rajd utrzyma się do końca roku, to 2024 może być najbardziej udanym rokiem dla złota od 14 lat. Warunkiem jest przebicie wyniku z 2020 roku, w którym cena złota wzrosła 24,2 proc.

Warto również zwrócić uwagę na rolę banków centralnych, które w ostatnich latach znacząco zwiększyły swoje rezerwy złota. W 2022 i 2023 roku banki centralne, w tym Chiny i Polska, kupowały ponad 1000 ton złota rocznie. Choć w drugim kwartale 2023 roku tempo tych zakupów nieco spadło, to jednak banki centralne nadal stanowią istotny czynnik wspierający ceny złota.

Podsumowując, jeśli obecna hossa na rynku złota utrzyma się do końca roku, 2024 może okazać się najlepszym rokiem dla tego kruszcu od ponad dekady. Jednakże, inwestując w złoto, zawsze powinniśmy być świadomi ryzyka i być przygotowani na możliwą zmianę trendu.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Spadek liczby i wartości kredytów dla mikroprzedsiębiorców w lipcu 2024 r.

W lipcu 2024 r., w porównaniu do lipca 2023 r., banki udzieliły mikroprzedsiębiorcom mniej kredytów (-5,8%) i na niższą wartość (-4,2%).

Sprzedaż kredytów dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych

Banki udzieliły w lipcu br. mniej wszystkich rodzajów kredytów: inwestycyjnych (-35,4%), w rachunku bieżącym (-14,2%) oraz obrotowych (-7,3%). W ujęciu wartościowym ujemną dynamikę roczną odnotowały dwa rodzaje kredytów: w rachunku bieżącym (-15,1%) oraz kredyty obrotowe (-13,8%). Natomiast wysoką dodatnią dynamiką charakteryzują się kredyty inwestycyjne (+21,6%).

W pierwszych siedmiu miesiącach 2024 r. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku, banki udzieliły mniej kredytów dla mikroprzedsiębiorców (-0,3%), ale na wyższą kwotę (+3,3%). Dodatnią dynamikę w tym okresie zarówno w ujęciu liczbowym (+0,8%), jak i wartościowym (+1,5%) odnotowały jedynie kredyty obrotowe. Kredyty inwestycyjne i w rachunku bieżącym odnotowały ujemną dynamikę w ujęciu liczbowym: odpowiednio (-25,9%) oraz (-10,6%). A kredyty inwestycyjne odnotowały dodatnią dynamikę (+18,7%) w ujęciu wartościowym. Podobnie jak w ujęciu liczbowym, także w wartościowym ujemną dynamiką charakteryzowały się kredyty w rachunku bieżącym (-8,9%).

Jakość Portfeli Kredytów dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych

Lipcowy odczyt BIK Indeksu Jakości kredytów dla mikroprzedsiębiorców wyniósł 5,47% w ujęciu wartościowym. Nadal jest on więc na bezpiecznym, akceptowalnym poziomie. Produktowe Indeksy jakości w lipcu 2024 r. kształtowały się w ujęciu wartościowym następująco: kredyty inwestycyjne 2,69%, kredyty w rachunku bieżącym 4,75% oraz kredyty obrotowe 8,85%.

W lipcu 2024 r. w porównaniu do czerwca 2024 r. ogólny Indeks jakości polepszył się (spadł) o (-0,41). W okresie 12 miesięcy, czyli w porównaniu do lipca 2023 r., ogólny Indeks Jakości również się polepszył (spadł) o (-1,11).

W okresie 12-miesięcznym najbardziej polepszył się (spadł) Indeks kredytów obrotowych (-3,00). Polepszył się również Indeks kredytów w rachunku bieżącym (-0,27) oraz Indeks kredytów inwestycyjnych (-0,15).

Sprzedaż kredytów dla mikroprzedsiębiorców według branż

Na 12,1 tys. kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom w lipcu br., 6,1 tys. zaciągnęły firmy usługowe (50,7%) i 2,6 tys. handlowe (21,9%). Łącznie 72,6% udzielonych w lipcu 2024 r. kredytów przypada na te dwa sektory.

Z całkowitej kwoty 1,793 mld zł, banki udzieliły 687 mln zł (38,3%) mikroprzedsiębiorcom prowadzącym działalność usługową oraz 432 mln zł (24,1%) kredytów firmom z sektora handlu. Finansowanie tych dwóch sektorów w lipcu 2024 r. to 62,4% łącznej wartości kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom.

W lipcu 2024 r. ujemna dynamika r/r liczby udzielonych kredytów dotyczyła finansowania wszystkich czterech branż: handlu (-12,0%), budownictwa (-9,0%), produkcji (-7,4%) oraz usług (-1,8%). W ujęciu wartościowym dodatnia dynamika dotyczyła kredytów dla firm z dwóch branż: produkcyjnej (+4,9%) i budowlanej (+1,9%). Ujemną dynamikę odnotowały kredyty udzielone firmom handlowym (-19,1%) oraz usługowym (-1,8%).

W siedmiu pierwszych miesiącach br. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku dodatnia dynamika liczby udzielonych kredytów wystąpiła tylko w przypadku branży usługowej (+2,4%). W pozostałych branżach dynamika była ujemna – najwyższa w handlu (-3,9%). Na tym tle bardzo dobrze wypadła dynamika w ujęciu wartościowym – we wszystkich branżach była dodatnia, a najwyższa w usługach (+9,3%).

Jakość Portfeli Kredytów dla mikroprzedsiębiorców według branż

Według odczytów Indeksu Jakości najgorzej (najwyższy poziom wskaźnika) w lipcu 2024 r. spłacane były kredyty przez firmy produkcyjne – wartość 7,08% oraz budownictwo 6,07%. Najlepszy (najniższy) odczyt w lipcu br. odnotował Indeks Jakości firm z sektora usługowego i wyniósł on 5,04%.

W porównaniu do lipca 2023 r. Indeks poprawił się (spadł) w trzech branżach: najbardziej w usługach (-1,94) oraz w handlu (-1,31). Wzrósł (pogorszył się) o (+1,24) w branży produkcyjnej.

R. Biegaj: W sklepach będzie coraz drożej. Koniec roku może przynieść wzrosty cen nawet o 6-7 proc. r/r

W sklepach jest coraz drożej i nadchodzą kolejne podwyżki. Sytuacja najbardziej uderzy w konsumentów jesienią, a potem kolejny raz – przed Bożym Narodzeniem. Po lipcowym skoku cen rdr. o niespełna 4%, konsumenci powinni być przygotowani na powakacyjny wzrost o ok. 5% rdr. I to jest raczej optymistyczny scenariusz, który zrealizuje się, jeżeli nic nowego nie wstrząśnie rynkiem. Z kolei rok może skończyć się podniesieniem cen nawet o 6-7% rdr. Powodów obecnych i prognozowanych podwyżek jest oczywiście wiele. Wśród nich można wymienić m.in. wzrost inflacji, cen gazu, energii elektrycznej oraz wynagrodzeń, a także poprawę nastrojów konsumenckich. Wojna cenowa między sieciami handlowymi wprawdzie wciąż skutecznie „ucina” ceny, ale to już raczej niedługo potrwa. Prawdopodobnie tuż po wakacjach retailerzy będą chcieli sobie odbić ponoszone koszty, a wtedy klientów czeka dodatkowy szok cenowy.

Obserwując bieżące działania retailerów i znając wyniki analiz i obserwacji rynkowych, można stwierdzić, że dynamika wzrostu cen od co najmniej czterech miesięcy cały czas sukcesywnie idzie w górę. Jak wynika z ostatniego raportu pt. „Indeks Cen w Sklepach Detalicznych”, w lipcu br. codzienne zakupy były droższe niż rok wcześniej o niecałe 4%. Dla porównania, w czerwcu podwyżka w relacji rocznej wyniosła nieco ponad 3%, w maju – niespełna 3%, a w kwietniu – ponad 2%. Podobnie widzi to GUS, tylko bierze pod uwagę nieco węższy asortyment, tj. żywność i napoje bezalkoholowe. Z kolei autorzy pierwszego raportu uwzględniają również m.in. chemię gospodarczą, art. dla dzieci czy karmy dla zwierząt. Dlatego wyniki mogą nieco się od siebie różnić. Ale wniosek można wysnuć ten sam – w sklepach jest coraz drożej.

Powyższe podwyżki są oczywiście powiązane z ogólnym wzrostem inflacji, notowanym w ostatnich miesiącach. Na rynku dodatkowo mówi się o tym, że wzrost cen jest konsekwencją odmrożenia VAT-u. Jest to prawdą, ale w tym miejscu trzeba zwrócić uwagę na to, że ww. podatek właściwie został przywrócony w kwietniu, czyli już kilka miesięcy temu. Zatem teraz powinniśmy mówić o kolejnych czynnikach, kształtujących ceny na sklepowych półkach. Uważam, że do ważniejszych przyczyn należy też poprawa nastrojów konsumenckich. Do tego trzeba wymienić dalszy wzrost cen gazu, energii elektrycznej oraz wynagrodzeń.

Natomiast zagłębiając się bardziej w przyczyny wzrostu cen w sklepach, należy wskazać, że dużą rolę w tej kwestii odgrywają producenci – szczególnie ci mali i średni, bo to oni na pierwszej linii zderzają się z dodatkowymi kosztami. A skoro problem zaczyna się prawie na początku łańcucha dostaw, to dalej jest tylko gorzej, bo każdy gracz na rynku po kolei dokłada swoją podwyżkę, żeby przypadkiem nie stracić. I tak oto rośnie nam drożyzna w sklepach.

Można również zauważyć, że Polacy dosłownie zawdzięczają dotychczasowe ceny w sklepach wojnie toczącej się pomiędzy największymi dyskontami na rynku. Bez niej byłoby jeszcze drożej. Obecnie do tej walki dołączają też hipermarkety, które próbują odbudować swoją pozycję na rynku. Ponadto zaczynają w niej uczestniczyć sieci convenience, chcące odebrać dyskontom tzw. spontanicznego klienta. Same dyskonty raczej nie wchodzą w ostrą narrację z nowymi konkurentami. Robią to w stonowany sposób, co oczywiście stopuje podwyżki cen w sklepach.

Walka między dyskontami nie tylko wyhamowała wzrost cen, ale też doprowadziła do tego, że próbują ugrać na niej również inne ww. formaty. Konsumenci mogą się z tego cieszyć, ale ta sytuacja już nie potrwa długo. Tuż po wakacjach – szczególnie we wrześniu i w październiku – sieci handlowe będą próbowały finalnie przerzucić na konsumentów ponoszone przez dłuższy czas dodatkowe koszty. Nie będą w nieskończoność ciąć marż i oszczędzać na tym aspekcie. I taki stan rzeczy nie powinien w ogóle nikogo dziwić, bo retailerzy nie działają przecież charytatywnie. Muszą wszystko sobie kalkulować i odpowiednio szybko reagować na sytuację. I to będzie czynnik kolejnego wzrostu cen w sklepach.

Patrząc na ten temat zupełnie z boku, można mieć wrażenie, że wkrótce aktualna wojna między dyskontami powinna się wykruszyć, bo zwyczajnie działania te straciły swoją świeżość i dynamikę. Poza tym do gry wchodzi też czysta ekonomia. Obniżanie marż na dłuższą metę nie ma przecież większego sensu dla biznesu. A każda tego typu wojna kosztuje i przynosi określone straty. Zresztą chyba można to zauważyć po ostatnich wynikach finansowych jednego z głównych dyskontów w Polsce.

Widać również, że konsumenci są już zmęczeni oglądaniem tych samych reklam, pokazujących, jak to jedna sieć jest tańsza od drugiej. Z pewnością retailerzy podejmą nowe działania, bo walka na ceny – w takiej czy innej formie – musi jakoś się toczyć na rynku. Tylko nie będzie przynosić konsumentom tyle oszczędności co teraz i przez to produkty w sklepach znowu zdrożeją. W powiązaniu z rosnącą inflacją to będzie podwójne uderzenie w portfele Polaków.

Jesienią ceny w sklepach mogą poszybować w graniach ok. 5% rdr. Oprócz naszych krajowych czynników, wiele złego może też przynieść sytuacja na świecie. Jeżeli np. zaostrzy się konflikt w Ukrainie albo coś wydarzy się na Bliskim Wschodzie, to u nas też skomplikuje się sytuacja. I do ww. wartości niestety, ale trzeba będzie doliczyć kilka dodatkowych procent. Podwyżki cen nie będą oczywiście takie, jak w szczycie zeszłorocznej inflacji, ale z pewnością konsumenci je odczują. To będzie widać, zwłaszcza gdy zacznie się zbliżać Boże Narodzenie. Element przedświątecznych zakupów dołoży przysłowiowe pięć groszy do wzrostów cen.

Trzeba też brać pod uwagę kolejny czynnik. Jeśli konsumpcja będzie rosła wraz z nastrojami zakupowymi Polaków, to wówczas sieci handlowe dodatkowo podkręcą ceny. Będą chciały przy okazji zarobić, ale też odbić sobie poprzednie słabsze okresy. Wobec tego ceny w sklepach na pewno pójdą w górę. I w grudniu może się to skończyć wzrostem cen na sklepowych półkach nawet o 6-7% rdr. Nie można też wykluczyć tego, że to będzie jeszcze większy skok.

Do powyższego trzeba też dodać, że w kolejnych miesiącach będzie można zauważyć rotację dynamiki wzrostu cen na różnych kategoriach. To będzie powodowało krótkoterminowe i bardziej oddalone w czasie podwyżki cen. Będzie wyraźnie widać utrzymujący się trend wzrostowy w większości grup produktów. Producenci, ale też same sieci handlowe nie będą myśleć o obniżkach, tylko o podnoszeniu cen, ale w taki sposób, żeby nie były to zbyt widoczne działania dla konsumenta. I będzie to rozłożone raczej w dłuższej – kilkumiesięcznej perspektywie, o ile oczywiście na rynku nie wydarzy się nic gwałtownego, co mogłoby tę sytuację jeszcze bardziej zaostrzyć.

Autorem komentarza: jest Robert Biegaj, ekspert rynku retailowego z Grupy Offerista

Komputronik poprawia wyniki za FQ1 2024 r/r – ocenia swoją sytuację finansową jako stabilną

Przychody ze sprzedaży Grupy Komputronik wyniosły w okresie 1 kwietnia do 30 czerwca 2024 r. 383 453 tys. zł (wzrost o 2,3%). Grupa wypracowała w FQ1 2024 r. zysk ze sprzedaży w wysokości 46,2 mln zł (wzrost o 1,4%). Dzięki nieznacznie obniżonym kosztom sprzedaży i ogólnego zarządu, Grupa wygenerowała 2,1 mln zysku EBITDA. Zarząd Grupy Komputronik ocenia sytuację jako stabilną, mając nadzieję na jeszcze lepsze wyniki finansowe w kolejnych miesiącach.

W ocenie Zarządu obecna sytuacja i perspektywy Grupy Komputronik są stabilne, wskazując na utrzymanie zdolności do generowania zysków przez Grupę w najbliższej przyszłości. Na perspektywę poprawy sytuacji rynkowej wpływa mocna polska waluta oraz odbudowujący się popyt – zarówno ze strony konsumentów indywidualnych, jak i instytucji.

Grupa Komputronik ocenia swoją sytuację finansową jako stabilną

Mimo wzrostów kosztów jednostkowych (m.in. wzrostu płacy minimalnej w styczniu 2024 roku o blisko 20 proc.), podejmowane przez Zarząd działania sprawiły, że Grupa Komputronik osiągnęła przychody ze sprzedaży wyższe o 2,3 proc. względem ubiegłego roku, a koszty sprzedaży i ogólnego zarządu były o 0,6 proc. niższe niż rok temu.

Wzrost dynamiki PKB i dobre perspektywy rozwoju gospodarczego Polski, napływ środków z KPO, wzrost roli społecznej odpowiedzialności biznesu, rozwój technologii, a także sztucznej inteligencji powinny pozytywnie wpłynąć na poprawę koniunktury na rynku elektroniki oraz usług dodatkowych – komentuje Wojciech Buczkowski, Prezes Zarządu Komputronik S.A.

Wzrost dynamiki PKB i dobre perspektywy rozwoju gospodarczego

Dynamika polskiego PKB mocno pozytywnie zaskoczyła, przyśpieszając w II kwartale 2024 r. do 3,2 proc. rok do roku z 2 proc. w I kwartale. To wynik sporo powyżej prognoz.

– Nastroje konsumenckie się poprawiają. Powoduje to, że firmy także zwiększają inwestycje w sprzęt, specjalistyczne oprogramowanie i usługi IT. W związku z wykorzystywaniem funduszy unijnych pojawia się popyt ze strony sektora publicznego. Zwiększa się też tempo wzrostu PKB. Dodatkowo nadal mamy stosunkowo niskie, w porównaniu z pozostałymi krajami UE, nasycenie sprzętem komputerowym gospodarstw domowych. Te wszystko czynniki powinny pozytywnie wpłynąć na sprzedaż w tym roku – tłumaczy Wojciech Buczkowski. Istotnym elementem jest upowszechnienie rozwiązań i programów wykorzystujących sztuczną inteligencję, które ze względu na wysokie wymagania sprzętowe napędzają wymianę starszych urządzeń na nowe, umożliwiające pracę z AI.

Największy udział w sprzedaży Grupy Komputronik w pierwszym kwartale obrotowym 2024 r. stanowiły laptopy, smartfony oraz komputery PC.

Znaczącymi grupami produktowymi były także peryferia (drukarki, monitory, projektory), komponenty służące do unowocześniania i samodzielnego montowania komputerów oraz akcesoria komputerowe i biurowe (tusze i tonery). W segmencie biznesowym rośnie z kolei znaczenie kompleksowych usług – outsourcingu IT, outsourcingu druku, projekty związane z bezpieczeństwem i wdrażaniem oprogramowania, a także dostawy produktów serwerowych i rozwiązań do przechowywania szybko rosnących ilości przechowywanych danych.

W dalszym ciągu koncentrujemy się na strategicznych kategoriach produktowych, takich jak laptopy i komputery PC, urządzenia mobilne (smartfony, tablety, zegarki), komponenty, peryferia, sprzęt sieciowy oraz rozwiązania smart home, oprogramowanie oraz sprzęt RTV i AGD. Do naszych klientów indywidualnych oraz firm kierujemy spersonalizowane kampanie promocyjne, programy rabatowe a całość oferty ubieramy w zestaw komplementarnych usług. Wszystkie działania poparte są zaawansowaną analityką mediową oraz systematycznym monitoringiem wyników sprzedażowych – wyjaśnia Wojciech Buczkowski Prezes Zarządu Komputronik S.A.

Sprzedaż komputerów gamingowych i laptopów dla nauczycieli

– Wyższy popyt widzimy u klientów indywidualnych szczególnie w: segmencie komputerów PC – w tym tych gamingowych, urządzeń do budowy inteligentnego domu i biura oraz w segmencie usług outsourcingu IT w przypadku usług Komputronik Biznes. Mamy też nadzieję na dalszą realizację przez nauczycieli programu “bon dla nauczyciela”, który wygasa 31 grudnia 2025 roku a dziesiątki tysięcy bonów pozostają jeszcze niezrealizowanych w rękach nauczycieli – dodaje Buczkowski.

Komputronik liczy na dalszy wzrost sprzedaży komputerów PC. W ostatnich latach konsumenci stawiali głównie na urządzenia przenośne, jednak po mocnych, pandemicznych latach 2020 i 2021, nastąpiło wypłaszczenie liczby sprzedawanych w Polsce laptopów. Wzrosty spowodowane nagłą potrzebą przejścia na pracę zdalną dobiegły końca. W segmencie desktopów PC jest inaczej. Z jednej strony były one traktowane do niedawna głównie jako komputery gamingowe, tymczasem są one także zdecydowanie lepszymi, wydajniejszymi i wygodniejszymi urządzeniami do codziennej pracy, w porównaniu do komputerów przenośnych czy tabletów z małymi ekranami. Dodatkowo, ze względu na wysoką wydajność, mogą być wykorzystywane do płynnej pracy ze sztuczną inteligencją.

– W ostatnim czasie polski rynek wchłonął ponad 1,5 miliona sztuk komputerów przenośnych, a to o 100 tys. mniej niż rok wcześniej. Sytuacja wygląda optymistyczniej na rynku komputerów stacjonarnych. Szacujemy, że liczba dostarczonych urządzeń będzie oscylować wokół 380 tysięcy sztuk, a to niemal o 30 proc. więcej niż rok wcześniej. W Komputronik oferujemy modele niemal wszystkich czołowych światowych marek. Ponadto, rozwijamy także markę własną, która jest bardzo atrakcyjnie wyceniona, oferując przy okazji najbardziej wydajne maszyny. Od lat jesteśmy czołowym lokalnym producentem komputerów stacjonarnych, z ponad 25 letnim doświadczeniem w projektowaniu i produkcji – mówi Wojciech Buczkowski.

Dalszy rozwój omnichannel

Firma od lat pracuje w modelu omnichannel. Patrząc z perspektywy klienta, udostępniamy mu różne kanały sprzedaży, zapewniając jednolite doświadczenie oraz maksymalne korzyści i doradztwo, głęboko osadzone w DNA firmy. Sukcesywnie rośniemy w siłę i rozwijamy stronę Komputronik.pl, wdrażamy nowe narzędzia ułatwiające klientom wybór i zakupy oraz inwestujemy w budowę ośrodków doradztwa online. Sytuacja sklepów stacjonarnych także jest stabilna, a liczba odwiedzin jest kilka procent większa od tych, z którymi mieliśmy do czynienia w zeszłym roku. Przy poprawie skuteczności i crosssellingu produktowo-usługowego pozwala to Grupie na generowanie stabilnych wzrostów sprzedażowych – informuje Wojciech Buczkowski.

77% firm wdraża AI, by zwiększyć zaangażowanie najmłodszych pracowników

Najmłodsi pracownicy zwykle wnoszą wiele nowej energii do zespołów, jednak pracodawcy zauważają także wyzwania w związku z zatrudnieniem talentów rozpoczynających karierę. Jak pokazuje raport ManpowerGroup „Rynek pracy w erze AI”, największym z nich jest sprostanie oczekiwaniom finansowym, a najskuteczniejszym działaniem podnoszącym poziom zaangażowania i produktywności młodych talentów jest zwiększenie wykorzystania nowych technologii w firmie.

W ramach badania do raportu ManpowerGroup „Rynek pracy w erze AI” polscy pracodawcy zostali zapytani o to, jakie działania najskuteczniej zwiększają zaangażowanie i produktywność młodych pracowników z maksymalnie 10letnim doświadczeniem zawodowym. Respondencie wskazali, że najlepsze efekty przyniosło zwiększenie wykorzystania technologii w pracy (77%), zwiększenie wynagrodzenia (76%), a także nacisk na wellbeing (75%). Pozytywny wpływ na zaangażowanie i produktywność młodych talentów mają także polepszenie procesu onboardingu (74%), elastyczność w zakresie doboru godzin pracy (73%), a także większa przejrzystość w zakresie wewnętrznych możliwości rozwoju kariery (72%).

– Dostosowanie współczesnego środowiska pracy do oczekiwań przedstawicieli różnych pokoleń jest wręcz kluczowe dla funkcjonowania firm. Aktualnie na rynku mamy przedstawicieli kilku grup pokoleniowych mających różne oczekiwania i czasami zupełnie odmienne podejście do życia czy pracy – mówi Justyna Mazur, ekspertka rynku pracy IT, liderka w Experis. – Grupę mającą nie więcej niż 10 lat doświadczenia zawodowego stanowią głównie Millenialsi i Zetki. Dla takich pracowników istotna jest elastyczność, równowaga między pracą a życiem prywatnym, ale także rozwój osobisty oraz znaczenie pracy, która jest zgodna z ich wartościami. To talenty, które sprawnie poruszają się w świecie najnowszych technologii. Korzystają z bankowości mobilnej, robią zakupy online, są widzami platform streamingowych, komunikują się w dużej mierze za pośrednictwem social mediów i różnych komunikatorów. Oczekują, oni że technologia będzie dostępna, pomocna również w trakcie wypełniania obowiązków zawodowych, zależy im na nowoczesnych oraz efektywnych narzędziach pracy. Chcą korzystać ze znanych sobie rozwiązań, rozwijać umiejętności, wykonywać powierzone im zadania w sposób szybki i efektywny, czerpią z tego satysfakcję, motywację, co przekłada się na ich zaangażowanie w wykonywane zadania. Z punktu widzenia pracodawcy inwestowanie w nowoczesne technologie jest więc nie tylko konieczne w kontekście wsparcia efektywności operacyjnej firm, ale także pomaga skutecznie przyciągać talenty, a także może wspierać zmniejszanie rotacji wśród pracowników – podkreśla ekspertka.

– Wraz z rozwojem technologii pojawiają się nowe wyzwania związane z zarządzaniem talentami. Pracodawcy coraz częściej muszą mierzyć się z rosnącymi oczekiwaniami finansowymi młodych pracowników oraz ich malejącym zaangażowaniem czy motywacją. W erze, gdy pracownicy poszukują nie tylko dobrych zarobków, ale także sensu wykonywanej pracy, możliwości rozwoju, organizacje muszą znaleźć sposób na to, aby przyciągnąć i utrzymać najlepsze talenty. Kluczowym elementem jest tworzenie kultury organizacyjnej, która będzie odpowiadała na potrzeby i wartości pracowników, oferując im możliwość realizacji celów osobistych i zawodowych – dodaje Marta Szymańska, ekspertka rynku pracy, liderka specjalizacji w Manpower.

Jakie wyzwania zauważają firmy w przypadku nowych talentów na rynku pracy?

Według analizy, największym wyzwaniem dla pracodawców są oczekiwania finansowe (42%) oraz zaangażowanie i motywacja pracowników (39%). Wysoko uplasowała się rekrutacja oraz utrzymanie talentów w firmie (32%), ale też oczekiwania pracowników dotyczące rozwoju (31%). Listę top 5 wyzwań zamyka brak umiejętności niezbędnych na danym stanowisku (30%).

Jak dodaje Justyna Mazur, młodzi pracownicy mają wysokie aspiracje i oczekiwania dotyczące pensji, jest to efekt świadomości swoich kwalifikacji, ale też rosnących kosztów życia oraz edukacji, a znalezienie kompromisu pomiędzy wysokimi oczekiwaniami młodych pracowników, a możliwościami budżetu firmowego jest sztuką w obecnych czasach. – Nie oznacza to jednak końca wyzwań, bowiem dobrze wynagradzany pracownik, nie zawsze pozostaje zaangażowany i zmotywowany. Młodsi pracownicy nieustannie szukają nie tylko możliwości rozwoju, ale i sensu w wykonywanej pracy. Brak tych elementów w życiu zawodowym prowadzi do spadku ich zaangażowania, a finalnie rozstania z firmą. Tym samym nawet najlepiej opłacani pracownicy mogą nie spełnić pokładanych w nich nadziei, dlatego tak ważne jest nie tylko zrekrutowanie właściwych osób, ale także utrzymanie ich w organizacji przez długie lata. Pracownicy chcą mieć opcje rozwoju swojej kariery, określoną ścieżkę, ale także dostęp do programów i budżetów szkoleniowych. Dynamicznie zmieniające się otoczenie biznesowe, szybkie tempo zmian technologicznych wymuszają na pracodawcach tworzenie planów reskillingu. W ten sposób pracodawcy niwelują kolejne wyzwanie, jakim jest brak umiejętności na danym stanowisku. Firmy muszą mierzyć się ze zdefiniowanymi wyzwaniami w sposób kompleksowy. Ci którzy sprostają sytuacji zyskają przewagę konkurencyjną opartą o zaangażowane oraz lojalne i zadowolone ze swojej pracy zespoły – podsumowuje ekspertka Experis.

Popyt dominuje na rynkach, Fed blisko decyzji o obniżce stóp: Inwestorzy czekają na Jackson Hole

Początek tygodnia ponownie pokazał, że na rynkach akcyjnych dominuje popyt. Indeksy SP500 oraz Nasdaq Composite osiągnęły dodatni wynik na poniedziałkowej sesji. Był to ósmy z rzędu wzrostowy dzień, co stanowi najdłuższą passę w tym roku. Z kolei ubiegły cały tydzień był najlepszym okresem dla amerykańskich akcji od listopada 2023 roku. Ostatnie dane makro z USA – inflacja oraz sprzedaż detaliczna – wzmocniły nadzieje, na „miękkie lądowanie” gospodarki Stanów Zjednoczonych. Dolar ponownie uległ deprecjacji a kurs EUR/USD urósł w okolice 1,1080 i znalazł się tym samym na najwyższym poziomie od końca grudnia 2023 roku.

Już za kilka dni rozpocznie się sympozjum bankierów centralnych w Jackson Hole położonym w Górach Skalistych w stanie Wyoming. W przeszłości przewodniczący Rezerwy Federalnej okazjonalnie wykorzystywali to wydarzenie do tego, aby ogłaszać kluczowe zmiany w polityce monetarnej. W tym momencie wiadomo, że Fed jest o krok od pierwszej obniżki stóp. Wszyscy jednak zastanawiają się w jakim tempie będzie postępował ten proces, szczególnie po ostatnim słabym raporcie NFP. Wydarzenie w Jackson Hole wydaje się być w tym momencie szczególnie istotne.

W centrum zainteresowania będzie opinia Powella na temat ostatniego słabego raportu z rynku pracy. Inwestorzy będą oceniać, jak mocno Fed jest zaniepokojony ostatnim wzrostem stopy bezrobocia oraz dużo niższą liczbą nowych etatów w sektorze pozarolniczym. Pytanie, na które rynek chce znać odpowiedz brzmi: w jaki sposób bank centralny radzi sobie z konfliktem między inflacją a pojawiającym się ryzykiem gospodarczym?

Rynek po ostatnich danych NFP zaczął zakładać, że ruch o 50 punktów bazowych jest wysoce prawdopodobny. Potem emocje zaczęły opadać. Na chłodno ponownie zaczęto analizować dane makro. Inflacja pokazały dalszy spadek. Szczególnie mocno spadły ceny producenckie a konsumenckie znalazły się w obrębie szerokiego konsensusu. Wciąż w USA siła konsumenta jest duża o czym świadczyły ostatnie liczby na temat sprzedaży detalicznej. Nastroje konsumentów poprawiają się. Wskaźniki aktywności dla przemysłu pogorszyły się w ostatnich tygodniach. Z kolei dla sektora usług wskazują na rozwój. Szeroki obraz koniunktury nie jest katastrofalny, widać spowolnienie, ale wygląda na to, że jest ono w pełni kontrolowane przez Fed i wywołane celowo, żeby zdusić inflację, która jeszcze niedawno była problemem numer jeden.

Wczoraj nastąpiła mocna przecena na ropie naftowej. Odmiana brent spadła o 2,5 proc. do 77,6 USD co było pokłosiem pojawienia się perspektywy udanych rozmów pokojowych na Bliskim Wschodzie oraz słabszym popytem ze strony Chin. Z kolei złoto straciło nieznacznie bo jedyne 0,2 proc. ale wciąż utrzymuje się powyżej psychologicznego poziomu 2500 USD za uncję trojańską.

Na rynku walutowym obserwowaliśmy kontynuacje osłabienia dolara amerykańskiego co przyczyniło się do zbliżenia się pary walutowej do pułapu 1,11. Kurs znalazł się najwyżej od końca grudnia 2023 roku. Dynamiczna przecena USD rozpoczęła się po ostatnim raporcie NFP, który rozczarował i podsycił spekulacje, że Fed zacznie zdecydowanie mocniej łagodzić parametry polityki monetarnej. Słabość dolara powoduje, że para USD/PLN zniżkowała do 3,85 i znalazła się najniżej od 2021 roku. Złoty w relacji do euro zachowywał się stabilnie i obecnie notowania EUR/PLN wskazują 4,2675.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

W ciągu ostatniego roku 80% firm zwiększyło inwestycje w AI

Cyfrowa rewolucja oparta o rozwiązania sztucznej inteligencji dynamicznie postępuje i organizacje chętnie po nie sięgają. Według najnowszego badania Capgemini, 80% firm w ciągu ostatniego roku zwiększyło swoje inwestycje w AI, a żadna nie zadeklarowała zmniejszenia nakładów. Tak duży entuzjazm wynika z zauważalnych zysków – prawie 3 na 4 organizacje zadeklarowały, że generatywna sztuczna inteligencja pomogła zwiększyć ich przychody.

Nikt nie chce zostać w tyle

Mimo tego, że technologie związane ze sztuczną inteligencją wciąż traktowane są jako nowinki i ich rozwój jest bardzo dynamiczny, firmy chętnie podejmują ryzyko i adaptują je w swoich środowiskach. W skali rok do roku, aż trzykrotnie wzrosła liczba organizacji, które wdrożyły rozwiązania AI przynajmniej do części swoich operacji – z 6% w 2023 do 18% w 2024 roku. Pojawiła się także nowa kategoria organizacji – takie, które zaadoptowały rozwiązania generatywnej sztucznej inteligencji w większości swoich operacji. Takich firm jest obecnie już 6%.

– Przewaga konkurencyjna, jaką daje wykorzystywanie sztucznej inteligencji to fakt, dlatego firmy nie mogą sobie pozwolić na lekceważenie jej potencjału. Mało tego, skala możliwości, które dają poszczególne narzędzia jest tak szeroka, że rynek obecnie wręcz wymusza korzystanie z AI. W przypadku braku adaptacji tej technologii, firmie grozi spadek konkurencyjności, który wynika z poziomu wydajności pracy i innowacyjności. Nasz raport pokazał, że w tej kwestii panuje pełna świadomość – aż 80% firm planuje zwiększyć swoje inwestycje w obszarze AI. Pracownicy również zachęcani są do eksplorowania tego tematu – jedynie 3% firm całkowicie zabroniło korzystania z narzędzi sztucznej inteligencji w pracy. To najlepszy dowód na to, jak duże nadzieje pokładane są w tej technologii – komentuje Kaja Robaszyńska, Transformation and Automation Manager w Capgemini.

Wydajność, innowacyjność, zysk

Branżą, która na największą skalę zaadaptowała rozwiązania AI jest handel detaliczny. Obecnie, już 40% firm z tego obszaru zadeklarowało, że wykorzystuje generatywną sztuczną inteligencję do części lub większości operacji. Rok wcześniej było to zaledwie 18%. Skąd tak duża skala wdrożeń? Wynika to z obecnego poziomu zaawansowania dostępnych rozwiązań np. w postaci chatbotów czy wirtualnych asystentów. Już 27% firm zajmujących się handlem detalicznym postawiło na optymalizację obsługi klienta w czasie rzeczywistym za pomocą chatbotów. Rok temu było to 7%.

Badane organizacje ze wszystkich branż, wdrażając rozwiązania sztucznej inteligencji deklarowały w ciągu ostatniego roku realne zyski w kilku najważniejszych obszarach:

  • Wzrost produktywności
  • Zwiększenie zaangażowania i satysfakcji klientów
  • Zwiększenie wydajności operacyjnej
  • Wzrosty w sprzedaży
  • Mniejsze koszty

Argumenty finansowe najlepiej działają na wyobraźnię, a osiągnięte zyski zwiększają zaufanie do technologii opartych na generatywnej sztucznej inteligencji. Obecnie już blisko ¾ firm zgadza się ze stwierdzeniem, że wdrożenie AI prowadzi do zwiększenia zysków i innowacyjności firmy.

Kolejny krok

Następnym etapem rozwoju technologii generatywnej sztucznej inteligencji jest przekształcenie obecnie funkcjonujących rozwiązań w kompleksowe, autonomiczne narzędzia funkcjonujące w dużej skali. W zamyśle, ingerencja człowieka w ich działanie ma być ograniczona do minimum. W tego typu technologii organizacje pokładają największe nadzieje i widzą potencjał do dalszego wzrostu produktywności poprzez wejście na nowy poziom automatyzacji prostych zadań. Cel to większe skupienie na bardziej istotnych z punktu widzenia biznesu operacjach.