84% polskich firm stawia na cyfryzację. Mają jednak problem z osiąganiem celów

Badanie EY – Cyfrowa Transformacja 2024 – wskazuje, że wśród polskich firm rośnie znaczenie cyfrowej transformacji. W przeciągu czterech lat odsetek przedsiębiorstw wskazujących ten aspekt jako swój wysoki priorytet wzrósł aż o 46 pkt. proc. – z 38% do 84%. Podejmowane działania są przede wszystkim motywowane chęcią rozwoju (49%), a swoją uwagę organizacje skupiają przede wszystkim na obsłudze klienta (47%) i sprzedaży (43%). Głównym wyzwaniem pozostaje jednak osiąganie zakładanych celów w zakresie wzrostu przychodów i spadków kosztów. W stopniu większym niż 50 procent swoje założenia w pierwszym obszarze zrealizowała mniej niż co piąta (18%) firma, a w drugim jedynie co dziesiąta (11%).

Wyniki badania EY – Cyfrowa Transformacja 2024 – pokazują jak znacząco pandemia zmieniła podejście firm w Polsce w przechodzeniu ze świata analogowego do cyfrowego. Jeszcze 4 lata temu odsetek firm wskazujących, że programy transformacyjne posiadają w ich organizacji wysoki priorytet wynosił 38%. Obecnie wzrósł o 46 pkt. procentowych, do poziomu 84%. Co więcej, jedynie 1% przedsiębiorstw wskazało na niski priorytet, w porównaniu do 24% w 2020 roku.

Przekłada się to bezpośrednio na sposób, w jaki firmy postrzegają swoje zaawansowanie w obszarze cyfrowej transformacji. Wysoki lub bardzo wysoki poziom wskazuje 64% przebadanych firm. Najlepiej pod tym kątem wypadają organizacje z sektora logistycznego (84%), a najmniej produkcyjnego (55%). Co ciekawe, branża finansowa postrzegana jako zaawansowany technologicznie sektor prezentuje poziom identyczny jak średnia rynkowa.

Należy zaznaczyć, że o cyfrowej transformacji przedsiębiorstwa w Polsce myślą długofalowo. Wprowadzanie zmian zgodnie z ustaloną wcześniej strategią cyfryzacji poszczególnych zasobów (39%) lub całej struktury firmy (36%) zdecydowanie górują nad działaniami mającymi stanowić odpowiedź na bieżące problemy (15%) lub zainspirowanymi ciekawymi rozwiązaniami pojawiającymi się na rynku (6%).

Wykres 1. Jak wygląda wprowadzanie rozwiązań transformacji cyfrowej w Państwa firmie
Wykres 1 Jak wygląda wprowadzanie rozwiązań transformacji cyfrowej w Państwa firmie– Okres pierwszych, masowych implementacji cyfrowych narzędzi już minął. W programach transformacyjnych osoby zarządzające firmami w Polsce nie zadają już pytania czy, ale w jaki sposób. Na pierwszy plan wychodzi analiza potrzeb, dobór odpowiednich narzędzi oraz mierzenie efektywności. W przeszłość odeszły też wdrożenia pod wpływem chwili. Firmy z wyprzedzeniem planują swoje działania, tak aby w jak największym stopniu odpowiadały na ich realne wyzwania. Doskonale obrazuje to proces implementacji narzędzi opartych o sztuczną inteligencję. Chociaż firmy podchodzą do tych rozwiązań z entuzjazmem, to towarzyszy mu również ostrożność i konieczność wpisania tych działań w szerszy, biznesowy kontekst – mówi Mateusz Mazur, Partner EY, Lider obszaru inżynierii cyfrowej.

Jak firmy definiują cyfrową transformację

Przedsiębiorstwa w Polsce postrzegają cyfrową transformację przez pryzmat zwiększania efektywności (47%), inwestycji w technologię (44%) i szukaniem możliwości rozwoju (41%). Dopiero na czwartym miejscu uplasowało się zmniejszenie kosztów (35%), chociaż dla branży finansowej ma ono kluczowe znaczenie (50%).

Wyniki pokazują, że przedsiębiorstwa z rezerwą podchodzą do nowych rozwiązań technologicznych jako elementu mającego zastąpić pracowników. Jedynie 7% organizacji wskazało brak ludzi, a po 15% zmianę pokoleniową lub rosnące koszty osobowe. Głównymi motywatorami – pozostają podobnie jak cztery lata wcześniej – rozwój firmy (49%), oczekiwania klientów (38%) oraz działania podejmowane przez konkurencję (29%).

Pomimo rosnącej cyfryzacji przedsiębiorstw priorytety pozostają w większości niezmienione. W 2024 roku na czele znalazły się obsługa klienta (47%), sprzedaż (43%) i IT/OT (38%). W porównaniu do okresu sprzed 48 miesięcy oznacza to zmianę na pozycji lidera. W 2020 r. zajęła ją księgowość, która zanotowała spadek o 28 pkt. proc (z 54% do 26%). Jej pierwotnej, wysokiej lokaty, należy upatrywać w zupełnie innemu niż przed pandemią upowszechnieniu roli cyfrowych narzędzi w działaniach firm.

Wykres 2. Priorytetowe obszary cyfrowej transformacji

Wykres 2 Priorytetowe obszary cyfrowej transformacjiGłównymi efektami cyfrowej transformacji dostrzeganymi przez przedsiębiorstwa są automatyzacja wewnętrznych procesów (49%) i poprawa jakości obsługi klienta (48%). Wysoki odsetek odpowiedzi uzyskały również wprowadzenie nowych produktów (39%) lub nowe kanały sprzedaży (36%).

– Do procesu cyfrowej transformacji organizacje podchodzą w sposób holistyczny. Z jednej strony w większej digitalizacji widzą korzyści strukturalne dla organizacji, umożliwiające usprawnienie wielu procesów wewnętrznych. Z drugiej dostrzegają walory biznesowe, polegające nie tylko na opracowywaniu nowych usług i produktów, ale również stworzeniu nowych kanałów dotarcia oraz polepszeniu doświadczeń klienta z firmą. – dodaje Andrzej Parylak, Senior Manager w zespole Technology Consulting, EY Polska.

Problem z osiąganiem redukcji kosztów głównym wyzwaniem dla biznesu
Proces cyfrowej transformacji wiąże się z szeregiem korzyści, ale obszar wyzwań nie pozostaje pustą kartką. Wśród najważniejszych barier firmy wymieniają wysokie koszty (33%), zadowolenie z obecnej sytuacji (24%) oraz odkładanie decyzji przez zarząd na później (23%).

Aspektem, który może najbardziej niepokoić jest jednak poziom realizacji założonych celów z obszaru redukcji kosztów. Jedynie co dziesiąta firma (11%) zrealizowała w tym zakresie swoje założenia w stopniu większym niż 50 procent. Co więcej największa grupa, przeszło jedna trzecia badanych firm (34%), osiągnęła jedynie do 10 procent założeń. Niewiele lepiej sytuacja wygląda w przypadku przychodów. Jedynie co piąta organizacja (18%) osiągnęła w tym obszarze swoje założenia w stopniu przekraczającym 50 procent. Największy odsetek (37%) oscylował w przedziale 11-35 procent. Wpływ na to może mieć wysoki udział procesów realizowanych w większości (67%) samodzielnie lub z niewielkim zewnętrznym wsparciem.

Wykres 3. W jakim stopniu zrealizowane zostały dotychczasowe założenia transformacji cyfrowej w zakresie spodziewanego spadku kosztów? Wykres 3 W jakim stopniu zrealizowane zostały dotychczasowe założenia transformacji cyfrowej– Firmy w Polsce znajdują się na tym etapie cyfrowej transformacji, w której znaczącą rolę odgrywa ewaluacja dotychczasowych działań. Pozwala to zweryfikować słuszność poprzednich decyzji i dobrać najbardziej efektywne narzędzia do dalszych procesów. Jednym z kluczowych czynników jest oszacowanie założeń w zakresie spodziewanych kosztów. Przedsiębiorstwa napotykają w tym obszarze znaczącą barierę. Pokazuje to jak kluczowe znaczenie ma etap planowania i selekcji optymalnych technologii. W tym procesie warto spojrzeć w kierunku zewnętrznych doradców, którzy dysponują nie tylko odpowiednim doświadczeniem, ale również świeżym spojrzeniem. Musi to być jednak współpraca z precyzyjnie określonymi zasadami, podziałem odpowiedzialności i mierzalnymi celami. – konkluduje Radosław Frańczak, Partner EY Polska, Lider obszaru Technology Consulting.

O badaniu
Badanie EY – Cyfrowa Transformacja 2024 – zostało wykonane przez CubeResearch na zlecenie EY metodą CATI i CAWI w pierwszym kwartale 2024 roku na próbie 494 średnich i dużych przedsiębiorstw w Polsce. Reprezentowały one cztery branże: produkcja, logistyka, finanse oraz handel. Respondenci odpowiadają w firmach za obszar cyfrowej transformacji, IT, finansów lub są właścicielami / członkami zarządu.

SUNEX kupuje udziały w austriackiej spółce

  • SUNEX dokonał zakupu 7,9 proc. udziałów w austriackiej spółce SA-Energietechnik, wzmacniając swoją obecność na rynkach niemieckojęzycznych
  • Wartość podpisanej umowy wynosi 150 tys. EUR
  • Spółka zamierza nabyć pozostałą część udziałów w trzech etapach, realizowanych w latach 2025-2027. Szacunkowa kwota całej transakcji wyniesie 1,9 mln EUR

– Zainicjowana akwizycja jest kolejnym krokiem w stronę wzmocnienia obecności na strategicznych dla nas rynkach Austrii i Niemiec. Dojrzałość i zaawansowanie tamtejszych gospodarek w zakresie zielonej transformacji sprawia, że uważamy je za perspektywiczne – mówi Romuald Kalyciok, prezes SUNEX.

SA-Energietechnik to firma zajmująca się instalacją i handlem pompami ciepła, systemami grzewczymi opartymi o OZE oraz systemami fotowoltaicznymi. SUNEX zapowiadał akwizycję spółki w liście intencyjnym podpisanym w kwietniu 2024 r. Przejmowana spółka docelowo ma uzupełniać działalność Krobath, innej austriackiej spółki zależnej od SUNEX.

Transakcja zakupu austriackiej spółki będzie przebiegała etapami, zwiększając udziały SUNEX kolejno o 43,10%, 25% i 24%, odpowiednio w latach 2025, 2026 i 2027.

Niemcy i Austria to kluczowe rynki eksportowe dla SUNEX. Spółka jest na nich obecna również poprzez akwizycje. Poza przejęciem przez SUNEX austriackiej spółki Krobath w styczniu 2023 roku, w kwietniu 2024 r. prezes SUNEX Romuald Kalyciok dokonał zakupu 100 proc. udziałów w niemieckiej spółce instalacyjnej Drolsbach. Spółka będzie wniesiona aportem do SUNEX w kolejnych miesiącach.

Rośnie znaczenie ESG due diligence w transakcjach M&A w Polsce

Aż 80% inwestorów deklaruje, że ESG stanowi istotny element w ramach transakcji M&A, zaś ponad połowa planuje przeprowadzać badanie ESG due diligence w odniesieniu do większości planowanych transakcji w ciągu najbliższych 24 miesięcy. Najbardziej zauważalną korzyścią z analizy ESG, zdaniem inwestorów, jest lepsza identyfikacja ryzyk i szans na wczesnym etapie transakcyjnym – wynika z raportu KPMG pt. „Global ESG Due Diligence+ study 2024”.

ESG due diligence staje się nieodzownym elementem współczesnych procesów transakcyjnych na polskim rynku. Pozwala nie tylko identyfikować ryzyka środowiskowe, społeczne i związane z ładem korporacyjnym, ale także przyczynia się do budowania wartości dodanej poprzez optymalizację kosztów, zwiększenie efektywności operacyjnej i poprawę reputacji przedsiębiorstwa. Inwestorzy coraz częściej zwracają uwagę na kwestie ESG przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych. Podmioty, które nie przykładają wagi do tych zagadnień, mogą być postrzegane jako mniej atrakcyjne i być obciążone większym ryzykiem.

Wyniki badania przeprowadzonego przez KPMG wskazują, że aż 80% inwestorów deklaruje, że ESG stanowi istotny element w ramach transakcji M&A, co podkreśla rosnącą świadomość i znaczenie analizy ESG w kontekście oceny wartości i ryzyka podmiotu. Ponad połowa badanych inwestorów planuje przeprowadzać badanie ESG due diligence w odniesieniu do większości planowanych transakcji w ciągu najbliższych 24 miesięcy. 79% doświadczonych inwestorów wykorzystuje wyniki badania ESG due diligence do opracowywania planów działania po zamknięciu transakcji, co potwierdza integralność analizy ESG w długoterminowej strategii inwestycyjnej. Ponadto 45% ankietowanych inwestorów doświadczyło istotnego wpływu wniosków płynących z analizy ESG due diligence na przeprowadzane transakcje (z czego ponad połowa potencjalnie mogła stanowić tzw. „deal breakers”, czyli czynniki wpływające na decyzję o wstrzymaniu/zaniechaniu transakcji).

Obserwujemy na polskim rynku coraz większą liczbę transakcji, w których, oprócz standardowego badania zagadnień finansowych, podatkowych czy prawnych, przeprowadza się pogłębione analizy kwestii środowiskowych, społecznych czy związanych z ładem korporacyjnym. Wyniki z przeprowadzonego badania dotyczącego kwestii ESG dostarczają inwestorom konkretnych informacji, które pomagają im przygotować plany działania w celu wdrożenia po zakończeniu transakcji. Dzięki temu założone strategie mogą być szybciej wdrożone, co skutkuje przyspieszeniem osiągnięcia oczekiwanych rezultatów. ESG due diligence jest odpowiedzią na rosnące potrzeby instytucji finansujących czy ubezpieczających transakcje M&A – podkreśla Iwona Sprycha, Partner w Dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Doświadczeni inwestorzy na rynku transakcyjnym zdają sobie sprawę, iż proces due diligence to nie tylko identyfikacja ryzyka, ale także poszukiwanie wartości dodanej. Tę wartość można osiągnąć poprzez realizację celów strategicznych w kontekście ESG. Analiza ESG due diligence pozwala na lepsze zrozumienie potencjału firmy oraz identyfikację obszarów, w ramach których można wdrożyć innowacyjne praktyki, co w dłuższej perspektywie przyczynia się do zwiększenia wartości przedmiotu transakcji i budowania zaufania wśród interesariuszy – zaznacza Katarzyna Wołczkiewicz, Associate Director w Dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Inwestorzy dostrzegają dwie główne korzyści wynikające z przeprowadzenia badania ESG due diligence. Są to, po pierwsze, aspekty finansowe związane z identyfikacją ryzyka lub szans na wczesnym etapie transakcyjnym, z czym zgodziło się 58% respondentów, a także możliwość skuteczniejszego reagowania na wymogi regulacyjne – na takie stwierdzenie wskazało 44% badanych.

O RAPORCIE:

Raport KPMG „Global ESG Due Diligence+ study 2024″ jest wynikiem globalnej ankiety przeprowadzonej online z udziałem ponad 600 inwestorów aktywnych na rynku fuzji i przejęć w 35 krajach, serii wywiadów pogłębionych z 50 respondentami i obserwacji rynkowych ekspertów KPMG w dziedzinie ESG. Publikacja skupia się na wyzwaniach i trendach związanych z ESG due diligence na rynkach fuzji i przejęć.

Sklepy zamknęły I półrocze br. na ponad 5-proc. plusie rdr. Ruch urósł najbardziej w hipermarketach i convenience

Obserwacja zachowań ponad 1,5 mln konsumentów w przeszło 38 tys. placówek spożywczych sieci handlowych wykazała, że w I półroczu br. ogółem ruch wzrósł w nich o 5,5% rdr. Najbardziej zwiększył się w hipermarketach, bo o 10,4%. Sieci convenience rdr. zyskały 9,2%, dyskonty – 4%, a supermarkety – 0,3%. Do tego liczba unikalnych klientów urosła o 0,9% rdr. Wzrosty odnotowały sklepy convenience – o 2,7%, supermarkety – o 1,6%, a także hipermarkety – 0,3%. Ponadto zwiększyła się średnia liczba wizyt przypadająca na jednego klienta. Jak twierdzą autorzy raportu ww. wzrosty to w dużej części zasługa Euro 2024. Z kolei patrząc na dane historyczne, można przytoczyć poprzedni raport. Zgodnie z nim, cały ub.r. pod względem ruchu był na minusie. Było też mniej kupujących.

Jak wynika z raportu firmy technologicznej Proxi.cloud, w pierwszej połowie br. ruch (footfall) w sklepach spożywczych wzrósł ogółem o 5,5% rdr. – W dużym stopniu wpłynęły na to wyniki hipermarketów i sklepów convenience. Skoki w tych segmentach mogły być m.in. związane z Euro 2024 i chęcią zaopatrywania się przez domowych kibiców w większe zapasy żywności. Niemniej warto zwrócić uwagę na to, że łączny czas spędzony na zakupach nieznacznie się skrócił. Wielowymiarowa analiza sugeruje, że konsumenci mimo wszystko robią zakupy podobnie, jak miało to miejsce w roku poprzedzającym – mówi Miłosz Sojka, jeden ze współautorów raportu z Proxi.cloud.

Biorąc pod uwagę poszczególne formaty, ruch najbardziej zwiększył się rdr. w hipermarketach, bo o 10,4%. Dalej w zestawieniu są sieci convenience ze wzrostem rdr. o 9,2%, dyskonty – o 4%, a także supermarkety – o 0,3%. – Widzimy lekkie odbicie po zeszłorocznym „dołku”. Na pewno ma na to duży wpływ polepszenie nastroju polskich konsumentów w porównaniu do poprzedniego roku, które – wg GfK – ostatni raz były tak dobre we wrześniu 2019 roku. Kolejnym czynnikiem mogło być tegoroczne Euro. Oczywiście rozpatrujemy tutaj perspektywę półroczną. Nie można więc całego wzrostu wytłumaczyć turniejem piłkarskim, ale miał on zapewne wpływ na końcowe wyniki – komentuje Mateusz Chołuj, drugi ze współautorów raportu z Proxi.cloud.

Raport wykazał też, że w pierwszej połowie br. liczba unikalnych klientów (unique shoppers) w sklepach spożywczych wzrosła o 0,9% w porównaniu z analogicznym okresem 2023 roku. W trzech formatach rdr. nastąpiły wzrosty, tj. w convenience – o 2,7%, w supermarketach – o 1,6%, a także w hipermarketach – 0,3%. Z kolei w dyskontach odnotowano spadek rdr. o 0,3%. – Zmiany w poszczególnych segmentach są tak małe, że dla branży pozostają bez znaczenia. Większe wzrosty i spadki mogą występować w poszczególnych miesiącach, ale koniec końców, w dłuższej, półrocznej perspektywie przekładają się na niskie wartości – zaznacza Miłosz Sojka.

Warto przypomnieć, że 2023 rok przyniósł niewielki spadek ruchu oraz mniejszą liczbę kupujących w sklepach spożywczo-przemysłowych. – Wtedy w zasadzie wszystkie formaty straciły klientów, ale największy odpływ zanotowały hipermarkety. Ruch tylko lekko wzrósł w dyskontach. Najwięcej wizyt wygenerowały wówczas sklepy convenience i również dyskonty – zaznacza Miłosz Sojka.

Z analizy wynika również, że w pierwszej połowie br. nieznacznie zmienił się udział poszczególnych formatów w łącznej liczbie wizyt w badanych punktach sprzedaży (POS). Zestawienie otwiera segment convenience z najwyższym wynikiem – 37,7% (w I półroczu ub.r. – 36,4%). Dalej są dyskonty – 35,8% (poprzednio – 36,2%), supermarkety – 20,2% (wcześniej – 21,4%), a na końcu – hipermarkety – 6,2% (przed rokiem – 6%).

– Wzrost różnicy między sklepami convenience a dyskontami nie jest zaskakujący. Zmiana liczby wizyt w sklepach w tym pierwszym formacie była większa niż w drugim, co naturalnie ma odzwierciedlenie w ww. wynikach. Mimo wszystko poziomy udziałów poszczególnych segmentów możemy uznać za stabilne, a ich wielkość wynikać może z czynników takich, jak liczba sklepów danego formatu w bliskiej okolicy konsumenta, oferta konkretnych sieci oraz względne tempo ekspansji sieci wymienionych formatów. Do sklepów convenience chodzi się często, ale spędza się w nich mało czasu i co do zasady nie robi się tam zakupów na cały tydzień – wyjaśnia Mateusz Chołuj.

Według analizy, w I połowie br. zwiększyła się średnia liczba wizyt w POS przypadająca na jednego klienta. Ostatnio dla wszystkich sklepów wyniosła 128,49, a wcześniej – 121,61. – Powyższy wzrost może świadczyć o tym, że klienci czasem wybierają uzupełnianie półek domowych świeżymi produktami, zamiast robienie za każdym razem większych zapasów. Skok sam w sobie nie powinien być odczuwalny dla handlu, bo jak widzimy na podstawie innej statystyki, klienci wcale nie spędzają przez to łącznie więcej czasu na zakupach – stwierdza Miłosz Sojka.

Ponadto raport pokazuje, że rdr. minimalnie skróceniu uległa przeciętna wizyta klienta w sklepie (I poł. br. – 13 minut i 14 sekund, poprzednio – 13 min. i 15 sek.). Zmniejszył się też średni łączny czas spędzony na zakupach, przypadający na jednego shoppera (I poł. br. – 13 godzin i 30 minut, wcześniej – 13 godz. i 34 min.). – Zmiana średniego czasu wizyty jest na tyle marginalna, że praktycznie nie pozostawia pola do dyskusji. Średni łączny czas spędzany na zakupach może z kolei wynikać z większej automatyzacji placówek, czyli np. z liczby kas samoobsługowych i bardziej dogodnego dla klienta rozłożenia towarów w sklepie – przekonuje Chołuj.

Zdaniem Miłosza Sojki, w kolejnych miesiącach tego roku należy spodziewać się niezmienności statystyk dotyczących liczby klientów i czasu trwania ich wizyt w sklepach. Różnice prawdopodobnie będą dotyczyły ruchu i częstotliwości zakupów. W tych obszarach współautor raportu przewiduje, że zmiany rdr. będą bliższe zeru. Na wyższe wyniki w minionym półroczu br. wpłynęło Euro 2024. W opinii eksperta, obecne igrzyska olimpijskie nie przełożą się w tak dużym stopniu na wizyty konsumentów w sklepach.

Badanie zostało przeprowadzone przez firmę technologiczną Proxi.cloud w oparciu o dane z pierwszego półrocza 2024 roku z odniesieniem do analogicznego okresu w poprzednim roku, z wykluczeniem świąt oraz niedziel niehandlowych. Analiza objęła zachowania konsumentów odwiedzających dyskonty spożywcze, supermarkety, hipermarkety i sieci typu convenience.

Wielkość próby wyniosła ponad 1,5 mln konsumentów. Wejście badanej osoby w geofence było zarejestrowane jako wizyta klienta w sklepie, gdy trwała ona co najmniej 2 minuty i nie więcej niż 2 godziny. W przypadku formatu convenience musiała być nie krótsza niż 30 sekund i nie dłuższa niż 30 minut. Zbadano ruch w ponad 38 tys. placówek, których lokalizacje zostały pozyskane ze stron internetowych sieci handlowych oraz z Google Maps.

Dane zostały zgromadzone poprzez sieć aplikacji mobilnych wykorzystujących autorską technologię, opartą o geofencing metodę identyfikacji wejść i wyjść z wyznaczonych stref, wykorzystującą usługi lokalizacji urządzeń mobilnych. Rozwiązanie pozwala zbierać dane pasywnie oraz cechuje się dużą dokładnością lokalizowania użytkownika (dokładność od 2 do 20 metrów zależna jest od metody ustalania pozycji przez urządzenie mobilne). Technologia ta zapewnia pełną kontrolę nad dokładnością lokalizacji, a promień każdego geofencingu dostosowany jest do wielkości poszczególnych budynków. Ponadto, znany jest również czas przebywania użytkowników w danej lokalizacji, co stanowi dodatkowy poziom ochrony przed zliczaniem okolicznego ruchu pieszego czy ruchu pracowników badanych punktów.

Bank Anglii może już zdecydować się na cięcie, Fed zaczeka

W tym tygodniu czekamy na posiedzenia dwóch z trzech najważniejszych banków centralnych: Fedu i Banku Anglii. Spodziewamy się, że BoE zdecyduje się na cięcie stóp procentowych ze względu na postępy w sprowadzaniu inflacji do celu. Z kolei Fed pierwszy ruch wykona prawdopodobnie we wrześniu. Potwierdzenie tego przez prezesa Powella może otworzyć drogę do osłabienia dolara, którego wysoką wycenę wspierały w ciągu ostatnich dwóch lat m.in. podniesione stopy procentowe.

Kluczowe punkty:

  • Odwrót od carry trade wspiera waluty o niskiej rentowności.
  • FOMC zapewne utrzyma stopy procentowe, zasugeruje jednak ich cięcie we wrześniu.
  • Słabe wskaźniki PMI rysują niepewne perspektywy dla gospodarki strefy euro.
  • Spodziewamy się cięcia stóp procentowych Banku Anglii po głosowaniu 5:4.
  • Chiny ponownie tną stopy procentowe, by wesprzeć gospodarkę.

W centrum uwagi znalazł się odwrót od carry trade – strategii, w której środki pożyczone w walucie o niskiej stopie procentowej lokowane są w „wyżej oprocentowanych” instrumentach w innej walucie. Dla walut G10 oznacza to, że wielka trójka (dolar amerykański, euro i funt brytyjski) pozostała na niemal niezmienionych poziomach, podczas gdy jen japoński i frank szwajcarski doświadczyły aprecjacji. Jednocześnie ucierpiały waluty surowcowe (dolary australijski i nowozelandzki oraz korona norweska), a waluty Ameryki Łacińskiej o wysokiej rentowności radziły sobie ogólnie słabo.

W tym tygodniu dużo będzie się działo po obu stronach Atlantyku, co może wywołać pewną zmienność przed wkroczeniem w przeważnie spokojny na rynku walutowym sierpień. Ze strefy euro opublikowane zostaną pierwszy odczyt dynamiki PKB w II kwartale (wtorek 30.07) i wstępne szacunki inflacji w lipcu (środa 31.07), z USA zaś raport NFP (non-farm payrolls) za lipiec (piątek 02.08). Dodatkowo odbędą się posiedzenia największych banków centralnych – w środę (31.07) Rezerwy Federalnej, w czwartek (01.08) Banku Anglii. Szczególnie to drugie zapowiada się interesująco, może bowiem przynieść pierwszą w obecnym cyklu obniżkę stóp procentowych, głosowanie najpewniej będzie jednak bardzo wyrównane.

PLN

Złoty, który umocnił się nieznacznie względem euro, radził sobie w ubiegłym tygodniu lepiej niż pozostałe waluty regionu. Naszym zdaniem to niewiele ponad odchylenie wahadła w drugą stronę po kiepskich wynikach waluty tydzień wcześniej. Warunki zewnętrzne pozostają raczej niekorzystne, a wzrost kursu EUR/PLN powyżej 4,30 w trakcie ubiegłego tygodnia tylko to potwierdza.

Mnogość czynników politycznych i geopolitycznych może wzmagać uważność inwestorów, a dla będącego wrażliwą na ryzyko i wysoce płynną walutą złotego – wiązać się z dodatkową zmiennością w typowo spokojnym letnim okresie. Krajowe odczyty nie są obecnie przesadnie istotne, warto jednak wspomnieć, że wciąż nie jest dobrze – ubiegłotygodniowe dane dotyczące budownictwa i sprzedaży detalicznej były zdecydowanie rozczarowujące. Te drugie sugerują dodatkowo, że wzrost konsumpcji jest ograniczony i na solidne ożywienie gospodarcze trzeba będzie jeszcze poczekać.

W tym tygodniu uwaga skupi się na wstępnym odczycie inflacji CPI w lipcu (środa 31.07). Oczekuje się, że w związku ze wzrostem cen energii spowodowanym częściowym wycofaniem tarczy energetycznej inflacja istotnie podbije. Spodziewany jest odczyt na poziomie 4,5%, poza widełkami celu banku – może to dać RPP paliwo do utrzymania jej jastrzębiej retoryki.

EUR

Wstępny odczyt lipcowej inflacji w strefie euro wystawi na próbę nasze i rynkowe oczekiwania jeszcze dwóch cięć stóp procentowych EBC w tym roku. Naszym zdaniem jedynie istotne zaskoczenie w górę mogłoby przekreślić ten scenariusz – ekonomiści spodziewają się dalszego spadku zarówno głównej, jak i bazowej miary dynamiki cen.

Opublikowane w ubiegłym tygodniu wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej nie były dobre – pokazały kolejny zaskakujący spadek i sugerują, że budzący nadzieję wzrost popytu obserwowany dotychczas w 2024 r. mógł się zatrzymać. Indeks zbiorczy jest obecnie tylko minimalnie powyżej granicznego poziomu 50 pkt (50,1 w lipcu). Wstępny odczyt dynamiki PKB w II kwartale (wtorek 30.07) przyniesie opóźniony, bardziej jednak precyzyjny obraz europejskiej gospodarki. Spodziewamy się tempa wzrostu nieco niższego niż w I kwartale, wciąż jednak dodatniego.

USD

W Stanach dwa tygodnie poprzedzające nadchodzące posiedzenie Fedu (środa 31.07) zarysowały obraz odpornej gospodarki, przeczący narracji o gwałtownym spowolnieniu. Dotyczy to również ubiegłotygodniowego imponującego raportu o dynamice PKB w II kwartale, który pokazał wzrost o niemal 3% w ujęciu zanualizowanym – dwukrotnie większy niż w I kwartale.

Niemniej, ostatnie raporty inflacyjne były dość zbieżne z celem Fedu, co tworzy przestrzeń do rozpoczęcia we wrześniu cięć stóp procentowych – spodziewamy się, że Powell potwierdzi to nie wprost podczas swojej konferencji prasowej. Może to otworzyć drogę do osłabienia dolara, którego wysoką wycenę wspierały w ciągu ostatnich dwóch lat m.in. podniesione stopy procentowe.

GBP

Wszystkie oczy są teraz zwrócone ku posiedzeniu Banku Anglii (czwartek 01.08). Jak to zwykle bywało z decyzjami Komitetu Polityki Monetarnej w ostatnich latach, również tej nie można być pewnym. Rynek wycenia prawdopodobieństwo obniżki stóp procentowych na dokładnie 50%, ekonomiści zaś nieco wyżej. Inflacja w Wielkiej Brytanii jest obecnie zgodna z celem banku centralnego, dynamika cen w sektorze usługowym i wzrost płac pozostają jednak wysokie, co może wpłynąć na ostrożną postawę Komitetu.

Spodziewamy się, że decyzja nie będzie jednomyślna – podział 5 do 4 głosów może ukształtować się w dowolnym kierunku. Uważamy jednak, że postęp w zakresie inflacji jest wystarczający, by członkowie, którzy w czerwcu byli bliscy głosowania za cięciem, tym razem rzeczywiście to zrobili. Tym samym Bank Anglii zdecyduje się w naszej opinii na obniżkę i uprawomocni rynkowe oczekiwania dwóch ruchów w dół w 2024 r. Brak komunikatów członków Komitetu w ostatnim czasie sprawia, że niepewność jest wysoka – należy spodziewać się wyjątkowo dużej zmienności funta bez względu na podjętą przez Bank Anglii decyzję.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Złoty pod presją, Fed i BoE pod lupą

Uwaga inwestorów w tym tygodniu skupiona na posiedzeniu Fed. Problem decydentów z Wysp, wysoka inflacja w usługach i niski wzrost gospodarczy. Krajowa waluta na minusie otwiera handel w ostatnich dniach lipca. Safe haven w cenie.

Czekając na Fed

Tydzień rozpoczyna się brakiem ważnych pozycji w kalendarzu makro. Nieco mocniejsze w poniedziałek na rynku FX są waluty uznawane za bezpieczne, na czele z USD, JPY i CHF. Zapewne jest to pokłosie wczorajszego ataku libańskiego Hezbollahu na cele w Izraelu. To najbardziej krwawy atak od ubiegłego roku, który może skutkować zdecydowaną odpowiedzią Izraela. Wydarzeniem tygodnia będzie posiedzenie Fed. Choć decyzja odnośnie stóp procentowych (brak zmian) na tym wakacyjnym posiedzeniu jest niemal znana (96% prawdopodobieństwa takiego scenariusza), to inwestorzy bacznie będą się przyglądać komunikacji władz monetarnych z USA. Tym bardziej, że rynek widzi już 87% szans na to, że we wrześniu koszt pieniądza spadnie o 25 pkt bazowych. EUR/USD dzisiaj spada o 0,2%, więc nie jest to duża zmiana, niemniej jednak wraz ze zbliżaniem się środowego posiedzenia Fed możemy oczekiwać większych ruchów.

Trudna decyzja Banku Anglii

Jeśli już jesteśmy przy bankach centralnych, to o wiele trudniejsze zadanie niż Fed ma BoE. Bank Anglii ma problem w postaci ciągle dużej inflacji w usługach, co jest argumentem za brakiem rozpoczęcia luzowania monetarnego. Z drugiej strony wzrost gospodarczy nie powala, a wręcz są sygnały pogorszenia sytuacji, co wskazywałoby na to, że cięcie stóp byłoby czymś pożądanym. I właśnie taką sytuację 50/50 (patrząc na kontrakty na stopę procentową) między utrzymaniem stóp a luzowaniem o 25 pkt mamy w oczekiwaniach na czwartkowe posiedzenie. Trudno więc wskazać ewentualny scenariusz, a skoro tak, to zmienność na parach funtowych powinna być w tym tygodniu znacząca. Jeśli nastąpi decyzja odnośnie cięcia stóp, GBP znajdzie się pod presją.

Duży skok inflacji

Wspominaliśmy, że początek tygodnia to czas rosnącego apetytu na waluty bezpieczne, więc nie dziwi fakt, że nieco pod presją znalazł się złoty. EUR/PLN jest blisko poziomu 4,29, z kolei USD/PLN zbliża się do granicy 3,96. Wydarzeniem tygodnia dla PLN będzie publikacja odczytu inflacji CPI za lipiec. Szacunki mówią o wzroście z poziomu 2,6% do aż 4,4%, co jest konsekwencją wzrostu cen energii, zarówno prądu, jak i gazu od 1 lipca. Dla krajowej waluty taki wzrost może być niekorzystny, a to dlatego, że zaczną spadać realnie dodatnie stopy procentowe, co przekładać się będzie na mniejszą atrakcyjność odsetkową. Tym bardziej, że oczekiwania są takie, że wzrost poziomu cen w naszym kraju na początku 2025 roku może osiągnąć wartość nawet 6%.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

Jak zarządzać opiniami w sieci i dlaczego to ważne dla biznesu?

Komentarze i gwiazdki mogą w znaczący sposób wpłynąć na reputację Twojej firmy, a co za tym idzie – na jej wyniki finansowe. W tym artykule przedstawimy praktyczne wskazówki i narzędzia, które pomogą Ci efektywnie monitorować i reagować na opinie w Internecie.

Czym są opinie i dlaczego są ważne?

Powodzenie przedsiębiorcy w dużym stopniu zależy od jego zdolności słuchania i reagowania na potrzeby klientów. Żaden biznes nie może istnieć w oderwaniu od informacji, co na temat produktów czy usług myślą klienci, oraz na ile faktycznie oferta spełnia ich oczekiwania. Tym bardziej, że to, czego nie ma Twoja firma, może oferować konkurencja.

Opinie klientów powinny więc odgrywać kluczową rolę w tworzeniu oferty, strategii biznesowych i budowaniu wizerunku marki.

Zacznijmy od tego, czym właściwie są opinie. Opinie klientów to nic innego jak oceny i komentarze, które klienci wystawiają po zakupie produktu lub skorzystaniu z usługi.

Sprawdź, jak wypromować firmę na lokalnym rynku >>>

Mogą dotyczyć różnych elementów – jakości, ceny, przebiegu transakcji, dostawy czy obsługi klienta. Według badania Moz.com aż 95% użytkowników czyta recenzje i opinie w Internecie, a głównymi ich źródłami są strony internetowe sklepów, portale z recenzjami (np. Ceneo, Opineo), wizytówki Google, media społecznościowe, serwisy aukcyjne, sprzedażowe i ogłoszeniowe (Allegro, OLX) czy fora internetowe. Wszystkie one składają się na obraz produktu czy usługi w oczach konsumentów.

„Przedsiębiorcy, którzy nie biorą pod uwagę głosu rynku – najzwyczajniej na tym stracą, w krótszej lub dłuższej perspektywie. Dzisiaj konsument jest przede wszystkim w Internecie. Aż 86% konsumentów twierdzi, że recenzje są jednym z ważnych czynników wyboru oferty danej firmy, szczególnie pomocnym dla niezdecydowanych. Każdy świadomy przedsiębiorca powinien mieć to w centralnym punkcie swoich działań – mówi Katarzyna Kurdyś, Product Manager w Grupie WeNet.

Więcej o tym, jaki jest wpływ opinii nie tylko na postrzeganie firmy, lecz także na jej widoczność w Google – napiszemy poniżej.

Jaką funkcję pełnią opinie w biznesie?

  1. 1. Budują wiarygodność i zaufanie

Opinie klientów są czym w rodzaju społecznego dowodu słuszności. Skoro inni kupili, a co więcej – oceniają zakup dobrze, to znaczy, że warto. Pozytywne opinie mogą więc znacząco zwiększyć zaufanie do firmy, podczas gdy negatywne recenzje odwrotnie – raczej zniechęcą potencjalnych klientów.

  1. Wskazują mocne i słabe strony

Rzetelne recenzje są też źródłem informacji na temat tego, co działa dobrze w biznesie, a co wymaga poprawy. Dzięki analizie komentarzy firmy mogą lepiej zrozumieć, jakie aspekty ich oferty są dobrze oceniane przez klientów, a które wymagają usprawnienia. W efekcie firma może dbać o ciągłe doskonalenie produktów i usług, a to przekłada się na większe zadowolenie klientów.

  1. Zwiększają zaangażowanie klientów

Według Podium.com około 60% klientów jest skłonnych wystawić rekomendację, jeśli zostaną o to poproszeni przez firmę.

Przedsiębiorca może to zrobić na wiele sposobów. W przypadku Profilu Firmy w Google przesyłasz do klienta link „Podziel się opinią”. W ten sposób konsument może wprowadzić swoją recenzję bezpośrednio do Twojej firmowej wizytówki.

Weź pod uwagę, że aż 62% komentujących oczekuje szybkiej odpowiedzi na umieszczoną opinię, co jest z jednej strony podziękowaniem, a z drugiej potwierdzeniem, że firma przykłada dużą wagę do opinii odbiorców.

Klienci, którzy czują, że ich opinie są brane pod uwagę, są bardziej skłonni do ponownego skorzystania z oferty firmy. Oznacza to bowiem, że firma ceni sobie ich zdanie i jest gotowa do wprowadzania ewentualnych zmian na podstawie uwag. To zwiększa zaangażowanie klientów i buduje lojalność wobec marki.

  1. Wpływają na decyzje biznesowe

Komentarze klientów mogą dostarczyć Ci cennych wskazówek dotyczących przyszłych działań biznesowych. Przykładowo, jeśli wielu klientów wyraża zapotrzebowanie na konkretną funkcjonalność produktu, firma może rozważyć jej wprowadzenie, bo posiada ku temu konkretne przesłanki. Uważne czytanie opinii pozwala na podejmowanie świadomych decyzji, które są lepiej dopasowane do oczekiwań Twoich odbiorców.

  1. Budują wizerunek marki

Nie jest tajemnicą, że to, jakie opinie o firmie czy marce krążą w sieci przekłada się na jej wizerunek.

Blisko 89% konsumentów bardziej ufa opiniom wystawionym przez inne osoby niż informacjom publikowanym przez firmy. Zadbaj więc, aby jakość Twojej oferty była potwierdzana w poleceniach klientów. Bardzo ważne jest monitorowanie tych opinii oraz świadome i rozsądne reagowanie na nie. Więcej na ten temat, piszemy poniżej.

  1. Poprawiają widoczność w sieci

Nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, ale recenzje mają również wpływ na widoczność strony internetowej firmy w wyszukiwarkach.

Algorytmy wyszukiwarek, takich jak Google, biorą pod uwagę opinie klientów przy ocenianiu wiarygodności danej witryny. Firmy z większą liczbą pozytywnych ocen mają większe szanse na wyższe pozycje w wynikach wyszukiwania, co z kolei prowadzi do lepszej widoczności i skutecznego dotarcia do nowych klientów.

Dzięki dużej liczbie opinii w wizytówce Google możesz poprawić widoczność strony w lokalnych wynikach wyszukiwania, a tym samym zwiększyć ruch na swojej stronie. Wiele rzetelnych i prawdziwych opinii jest bowiem dla algorytmów wyznacznikiem popularności witryny i uznania wśród użytkowników.

Chcesz sprawić, jakie opinie ma Twoja firma w różnych miejscach w sieci? Włącz Netskaner i przeanalizuj swoją obecność online – błyskawicznie!

Jak mądrze zarządzać opiniami?

Wiesz już, czym są opinie, gdzie najczęściej są gromadzone oraz jaka jest ich rola.

Przyjrzyjmy się teraz opiniom klientów w wizytówkach Google, bo to czy i w jaki sposób (umiejętny bądź nie) firma nimi zarządza, ma bardzo duży wpływ na zachowania konsumentów, a finalnie – na postrzeganie firmy.

Jak mądrze zarządzać opiniami?

Wizytówki Google – dlaczego biznes musi reagować na opinie?

Zacznijmy od tego, że opinie nie powinny sobie tak po prostu biernie istnieć. Zawsze powinny pociągać za sobą jakieś działanie czy reakcje właściciela firmy lub osób do tego wyznaczonych. Bardzo ważna jest szybkość reakcji i odpowiadanie na komentarze – szczególnie te negatywne.

62% konsumentów oczekuje odpowiedzi na ich recenzję w ciągu 2 dni lub krócej, a wiele sytuacji czy problemów udaje się bardzo szybko rozwiązać, gdy firma odpowiada na trudne pytania, czy rozwiewa wątpliwości klientów, odpowiadając w komentarzach.

Nie bez znaczenia jest także to, w jaki sposób firma zajmuje swoje stanowisko w komentarzu. Aż 97% klientów czytając odpowiedź na negatywny komentarz, oczekuje, że firma użyje słowa „przepraszam”.

Komunikacja z klientami w trudnych kwestiach, świadczy o tym, że firma jest profesjonalna, godna zaufania, traktuje swoich klientów poważnie, dba o jakość ich obsługi oraz jest gotowa zmierzyć się problemem. 89% klientów będzie unikać biznesu, który w odpowiedziach na opinie zarzuca kłamstwo, unika szczerej odpowiedzi oraz wchodzi w niepotrzebne dyskusje.

Coś dla zabieganych – automatyczne odpowiedzi na opinie

Jak reagować na opinie, kiedy nie ma na to czasu? To na pewno bolączka niejednego przedsiębiorcy.

Z pomocą przychodzi nowe rozwiązanie w ofercie Grupy WeNet – automatyczna odpowiedź na opinie. Pełni ona co najmniej dwie funkcje – z jednej strony pomaga okazać klientowi wdzięczność za pozostawioną opinię, a z drugiej analizuje przesłaną treść.

„Szybkość i skuteczność – na tym opiera się głównie dzisiejszy biznes. To właśnie chcieliśmy zapewnić naszym klientom, projektując rozwiązanie automatycznej odpowiedzi na opinie. Pozwala ono na oszczędność czasu oraz szybkie nawiązanie kontaktu z klientem, dzięki czemu ma on poczucie, że jego sprawa już trafiła we właściwe ręce, a dodatkowo nasze rozwiązanie analizuje tę opinię”  – mówi Marcin Karwowski, Product Manager GMB i Web w Grupie WeNet.

Automatyczne odpowiedzi – co na to Google?

Google mierzy liczbę odpowiedzi, jakich firmy udzielają swoim klientom. Służy do tego specjalny wskaźnik odpowiedzi. Firmy, które są aktywne i zaangażowane w komunikację, udzielają odpowiedzi na pytania i reagują na opinie – są w oczach Google godne zaufania i otrzymują wyższą ocenę.

Znaczenie opinii w biznesie – podsumowanie

Opinie są nieocenionym narzędziem dla każdego biznesu. Budują wizerunek firmy oraz są odbiciem tego, co o ofercie firmy myślą klienci. Opinie pomagają w budowaniu wiarygodności, zaangażowania klientów i lojalności – pod warunkiem że firma świadomie nimi zarządza oraz wchodzi w konstruktywny dialog z klientami. Bez wątpienia słuchanie odbiorców i reagowanie na ich potrzeby to klucz do sukcesu w dzisiejszym konkurencyjnym świecie biznesu online.

Amerykanie wydają więcej, ropa tanieje, a bezrobocie w Hiszpanii spada

Dane o wydatkach Amerykanów to coś, co może niepokoić, ale rynkom chodzi o wzrost wydatków, nie bilansowanie budżetów. Ropa brent znów testuje poziom 80 dolarów za baryłkę, a rynek pracy w Hiszpanii ma się coraz lepiej.

Dochody i wydatki Amerykanów

W piątek poznaliśmy pakiet danych na temat tego, ile zarabiają i wydają Amerykanie. Rynek oczekiwał wzrostu dochodów o 0,4%, a otrzymał zaledwie 0,2% wzrostu. Z kolei w wydatkach oczekiwano wzrostu o 0,3% i tyle właśnie było. Sytuacja, gdzie wydatki rosną szybciej od dochodów, teoretycznie powinna budzić zaniepokojenie. Teoretycznie, bo to, że Amerykanie żyją na kredyt, nikogo nie dziwi. Nie inaczej było teraz. Utrzymanie się wydatków na zakładanym poziomie uspokoiło rynki, a kurs dolara po raz kolejny atakował swoje maksima ostatnich tygodni względem euro.

Ropa ponownie szuka dna

Na rynku ropy naftowej po raz kolejny w ostatnich dniach testowany jest poziom 80 dolarów za baryłkę ropy naftowej brent. Ostatni raz taniej było na początku czerwca. Co jest powodem, że cena znów spada? Analitycy wskazują po raz kolejny wątpliwości co do spadku popytu na surowiec z Państwa Środka. Wpływ tego jest tak silny, że równoważy napięcia, które pojawiły się na Bliskim Wschodzie po ataku rakietowym na Wzgórzach Golan. Z drugiej strony, gdyby nie ten atak, część rynków zaczynała już wierzyć w możliwe zawieszenie broni. Gdyby jednak doszło do eskalacji, której nie można wykluczyć po tych wydarzeniach, to można oczekiwać odbicia w górę cen ropy. Na razie surowiec jest wciąż tańszy niż przed rokiem, zatem nie wpływa negatywnie na inflację.

Bezrobocie w Hiszpanii

W piątek poznaliśmy dane z Hiszpanii. Kraj ten, jako członek wspólnej strefy walutowej, ma oczywiście z racji wielkości gospodarki ograniczony wpływ na euro. Warto jednak odnotować wynik bezrobocia za 2 kwartał. 11,27% to coś, co z perspektywy Polski, pokazującej ponad dwukrotnie niższy rezultat nie robi wrażenia. Wrażenie robi natomiast fakt, że ostatni raz niższy wynik Hiszpanie mieli w trzecim kwartale, ale 2008 roku. Jest to zatem najniższy rezultat od ponad 15 lat. Jest to bardzo dobra wiadomość dla Hiszpanii, ale nie dość dobra, by przełamać słabszą ostatnio passę europejskiej waluty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Ekspansja na rynek azjatycki: kluczowe aspekty zgłaszania znaków towarowych

Skuteczne wejście ze swoją marką na rynek azjatycki, zwłaszcza tak wymagający jak Chiny, stanowi ogromną szansę dla zagranicznych firm, ale jednocześnie nie pozostaje wolne od licznych ryzyk i wyzwań. Jednym z kluczowych aspektów udanej ekspansji za Wielki Mur jest odpowiednie zabezpieczenie własności intelektualnej, w tym znaków towarowych. Sprawdź, jak zapewnić skuteczną ochronę marki w Chinach.

Rejestracja znaku towarowego w Chinach a skuteczna ekspansja na rynek azjatycki

Rejestracja znaku towarowego w chińskim urzędzie to pierwsze zadanie, które stoi przed każdą firmą planującą ekspansję na ten gigantyczny rynek. W Chinach obowiązuje bowiem zasada pierwszeństwa oznaczająca w praktycznym zastosowaniu, że prawo do znaku towarowego otrzymuje podmiot, który zarejestruje go jako pierwszy.

Michał Bielewicz, ekspert ds. znaków towarowych na rynkach azjatyckich, podkreśla znaczenie tego aspektu, przestrzegając:

Niewielu zagranicznych przedsiębiorców zdaje sobie sprawę, że w Chinach bez rejestracji znaku towarowego produkt nie zostanie przyjęty do sprzedaży na największych platformach e-commerce. Producent na poważnie myślący o sukcesie handlowym w Chinach nie może pominąć tego kanału sprzedaży, bo umożliwia sprzedaż w całych Chinach, bez konieczności pozyskiwania importerów prowincja po prowincji, miasto po mieście.

To dowodzi, jak istotna jest szybka i skuteczna rejestracja znaku towarowego dla firm chcących zaistnieć na chińskim rynku. W tym kontekście platformy, takie jak Trademark Partners – platforma do rejestracji znaków towarowych w Azji, okazują się nieocenionym narzędziem w usprawnieniu tego procesu.

Zastrzeżenie znaku towarowego w chińskim urzędzie – krok po kroku

Chińskie świadectwo rejestracji znaku towarowego to – jak podkreśla Michał Bielewicz – jeden z kluczy do rynku chińskiego. Sama procedura rejestracyjna wymaga pośrednictwa profesjonalnego pełnomocnika, który pomoże ustalić prawidłowe klasy i podklasy produktów lub usług zgłaszanych do ochrony, a także sporządzi stosowny wniosek. Warto zdawać sobie bowiem sprawę, że Chiny nie dopuszczają możliwości przedłożenia ów wniosku samodzielnie.

Kolejne kroki rejestracji znaku towarowego w Chinach można przedstawić następująco:

  • w ciągu ok. 4 tygodni od złożenia wniosku w urzędzie sprawa otrzymuje specjalny numer rejestru;
  • po upływie kolejnych 3-4 miesięcy urząd wydaje wstępną decyzję w sprawie rejestracji znaku. Wówczas możliwe są dwa scenariusze: wstępna akceptacja wniosku i opublikowanie stosownej informacji w ogólnodostępnym newsletterze bądź odmowa, wobec której przedsiębiorca może próbować się odwołać;
  • po 3 miesiącach od daty publikacji decyzji, w sytuacji braku skutecznego sprzeciwu, urząd wydaje postanowienie rejestracji znaku towarowego w Chinach, a w ciągu kolejnych 4 tygodni zostaje również wydane świadectwo rejestracji marki.

Ile trwa i kosztuje zastrzeżenie znaku towarowego w Chinach?

Rejestracja znaku towarowego w Chinach jest przyznawana na 10 lat, po upływie których istnieje możliwość przedłużenia praw ochronnych na kolejną dekadę. Wniosek w tej sprawie musi zostać jednak przedłożony co najmniej 6 miesięcy przed upływem ważności certyfikatu rejestracji. Koszt całej procedury jest natomiast uzależniony od liczby klas, w których dany znak został zgłoszony. Wybór klas to kolejny aspekt wymagający staranności i strategicznego podejścia, do czego warto zasięgnąć merytorycznego wsparcia ze strony doświadczonych specjalistów.

Rozwój innowacyjnych technologii na rynku surowców wtórnych. NCBR ogłasza konkurs KPO GOZ

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ogłosiło konkurs KPO GOZ, który ma ułatwić przedsiębiorstwom transformację w kierunku gospodarki o obiegu zamkniętym. Na ten cel instytucja przeznaczy 346 mln zł. Działanie realizowane jest ze środków Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności, a podmiotem odpowiedzialnym za realizację inwestycji jest Ministerstwo Rozwoju i Technologii. Nabór wniosków NCBR rozpoczyna już 8 sierpnia.

Konkurs jest odpowiedzią na wyzwanie związane z wdrożeniem zasad gospodarki w obiegu zamkniętym (GOZ), w szczególności w opracowaniu technologii wykorzystania odpadów jako surowców wtórnych z myślą o stworzeniu bardziej wydajnej gospodarki. W efekcie realizacji przedsięwzięć zyska zarówno środowisko naturalne, do którego będzie przedostawać się mniej zanieczyszczeń, jak i całe społeczeństwo.

Założeniem gospodarki cyrkularnej jest minimalizacja zużycia surowców i powstawania opadów oraz tworzenie zamkniętych cykli, w których odpady traktowane są jak cenne surowce. W konkursie KPO GOZ chcemy dofinansować przedsięwzięcia badawczo-rozwojowe, w których opracowane technologie przyczynią się do tworzenia rynku wykorzystania surowców wtórnych – tłumaczy prof. dr hab. inż. Jerzy Małachowski, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.  

Każdy dofinansowany projekt musi zakładać opracowanie minimum jednej innowacyjnej technologii co najmniej w skali kraju, a wyniki projektu muszą zostać wdrożone na rynek. Przykładowe działania to m.in. zwiększenie ilości surowców możliwych do ponownego wykorzystania, zmniejszenie ilości surowców pierwotnych wykorzystywanych w procesach produkcyjnych, a także zmniejszenie ilości odpadów przechowywanych na składowiskach.

Dofinansowanie na projekty B+R

Nabór przeznaczony jest dla dużych przedsiębiorstw samodzielnie realizujących przedsięwzięcie albo konsorcjów, składających się z co najmniej jednego dużego przedsiębiorstwa i co najmniej jednej organizacji badawczej. W skład konsorcjum mogą wchodzić maksymalnie 3 podmioty, przy czym liderem musi być przedsiębiorstwo. MŚP mogą wziąć udział w przedsięwzięciu jako członkowie konsorcjum.

Dofinansowanie można uzyskać na prace badawczo-rozwojowe (B+R) dotyczące technologii przyczyniających się do tworzenia rynku surowców wtórnych; prace przedwdrożeniowe i wdrożeniowe związane z wprowadzeniem na rynek rozwiązań opracowanych w ramach przedsięwzięcia oraz zakup infrastruktury B+R na potrzeby opracowania technologii przyczyniających się do tworzenia rynku surowców wtórnych. Wdrożenie wyników prac B+R może być sfinansowane w ramach przedsięwzięcia albo ze środków własnych przedsiębiorstwa.

Minimalna wartość dofinansowania przedsięwzięcia wynosi 10 mln zł, a maksymalna – 69,2 mln zł. Nabór wniosków o dofinansowanie będzie prowadzony od 8 sierpnia do 31 października 2024 r.

Nabór realizowany jest w ramach Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności (KPO) w ramach Reformy: A2.2. Stworzenie warunków do przejścia na model gospodarki o obiegu zamkniętym GOZ – Inwestycja: A2.2.1. Inwestycje we wdrażanie technologii i innowacji środowiskowych, w tym związanych z gospodarką o obiegu zamkniętym.

Jak utrzymać płynność finansową w firmie?

Utrzymanie płynności finansowej jest kluczowym elementem zarządzania każdą firmą. Brak płynności może prowadzić do problemów z regulowaniem zobowiązań, a nawet do bankructwa. W tym artykule przedstawimy, jak firmy mogą poprawić swoją płynność finansową, w tym poprzez korzystanie z usług faktoringu i pożyczek ratalnych. Oferujemy przegląd skutecznych strategii i narzędzi, które mogą pomóc w utrzymaniu stabilności finansowej przedsiębiorstwa.

Sposoby poprawy płynności finansowej dla firm

Firmy mogą poprawić swoją płynność finansową na kilka sposobów. Przede wszystkim, efektywne zarządzanie należnościami i zobowiązaniami jest kluczowe. Optymalizacja procesów fakturowania oraz skracanie terminów płatności to podstawowe kroki. Ponadto, negocjowanie korzystnych warunków z dostawcami może również pomóc w lepszym zarządzaniu przepływami pieniężnymi. Kolejnym rozwiązaniem jest korzystanie z usług faktoringu dla firm, które pozwalają na szybszy dostęp do środków finansowych.

Co to factoring? Faktoring to usługa finansowa, która polega na finansowaniu faktur sprzedażowych z długim terminem płatności. Dzięki temu przedsiębiorstwo otrzymuje natychmiastowy dostęp do środków finansowych, które normalnie byłyby zamrożone do momentu spłaty faktur przez klientów. Faktoring dla firm jest szczególnie przydatny w sytuacjach, gdy konieczne jest szybkie pozyskanie gotówki – w SMEO środki mogą być przelane na konto klienta nawet w 24 godziny. Firma SMEO ofertuje faktoring jawny, którego zaletą przede wszystkim są niższe koszty finansowania faktur.

Zalety faktoringu

Faktoring dla firm oferuje wiele zalet. Po pierwsze, poprawia płynność finansową poprzez szybkie pozyskiwanie środków z wystawionych faktur. Dodatkowo, usługi faktoringowe mogą być dostosowane do indywidualnych potrzeb firmy, co zapewnia elastyczność i wygodę.

Pożyczka ratalna dla firmy

Kolejną możliwością poprawy płynności finansowej jest skorzystanie z pożyczki ratalnej. Tego typu finansowanie pozwala firmom na rozłożenie spłaty zobowiązań na dogodne raty, co ułatwia zarządzanie budżetem. Produkty takie oferuje SMEO, firma specjalizująca się w dostarczaniu elastycznych rozwiązań finansowych dla przedsiębiorstw. Dzięki pożyczkom ratalnym, firmy skorzystać z korzystnego finansowania na kwotę już od 5 tysięcy do nawet 200 tysięcy złotych.

Skorzystaj z usług faktoringu i pożyczek ratalnych

Jeśli chcesz poprawić płynność finansową swojej firmy, rozważ skorzystanie z faktoringu oraz pożyczek ratalnych oferowanych przez SMEO. Odwiedź stronę internetową, aby dowiedzieć się więcej o tym, co to faktoring oraz jakie korzyści może przynieść Twojemu przedsiębiorstwu. Wejdź na SMEO.PL już dziś i zapewnij swojej firmie stabilność finansową.  

Dlaczego na rynku najmu stawki wzrosły nawet o 40% w ciągu 2 lat?

Chociaż wzrost średnich stawek najmu wyhamował, to dane Otodom wskazują, że najemcy muszą liczyć się z kwotami nawet 30-40% wyższymi niż jeszcze 2 lata temu. Jaka jest tego przyczyna? Okazuje, że napływ imigrantów z Ukrainy w 2022 roku przełożył się na wzrost cen najmu na polskim rynku zaledwie o kilka procent. Dużo większy wpływ miały natomiast wysoka inflacja, podwyżki stóp procentowych i odłożony w czasie efekt wzrostu wartości nieruchomości.

Obserwowany co roku w okresie sierpnia i września szczyt na rynku najmu zbliża się wielkimi krokami. Studenci przygotowują się do powrotu do ośrodków akademickich, a duża część najemców zachęcona szeroką ofertą lokali na wynajem rozgląda się za nowym miejscem zamieszkania. W większości miast wojewódzkich nie muszą się oni liczyć z dużo wyższymi stawkami niż rok temu. Jak wskazują dane Otodom w czerwcu najwyższe podwyżki w ujęciu rocznym odnotowano w Kielcach (+7% r/r) oraz w Lublinie (+6% r/r). Z kolei największe obniżki kosztów czynszu widoczne były w Łodzi (-5% r/r).

Na rynku najmu jest jednak zdecydowanie drożej niż 2 lata temu. W 2023 roku największe podwyżki czynszów r/r sięgające 29% dotknęły najemców w średnich miastach liczących od 50 do 100 tys. mieszkańców oraz w największych metropoliach (+27% r/r). Wzrost średnich stawek najmu często łączono z gwałtownym skokiem popytu wywołanym migracją z ogarniętej wojną Ukrainą. Jednak opublikowane w „Roczniku z rynku najmu” Otodom badania przeprowadzone przez Politykę Insight* wskazują, że za podwyżki odpowiadają zupełnie inne czynniki.

Dlaczego ceny na rynku najmu poszybowały?

Wybuch wojny za naszą wschodnią granicą nastąpił w momencie szczególnego rozchwiania rynku mieszkaniowego nie tylko w Polsce, ale także w innych krajach europejskich. W 2022 roku kończyła się ekspansywna faza cyklu w sektorze nieruchomości. Jak podkreślają eksperci – wzrosty były tak szybkie, że przypominały te w okresie występowania baniek cenowych.

Poluzowanie polityki pieniężnej jako jeden z elementów walki ze skutkami pandemii COVID-19 zwiększyło dostępność kredytów mieszkaniowych i popyt na mieszkania. W połączeniu z ograniczoną podażą spowodowało to wzrost cen nieruchomości. Od 2021 roku w Polsce rozpoczęto zaostrzanie polityki makroostrożnościowej, aby powstrzymać inflację i zmniejszyć ryzyko związane z podwyżkami stóp procentowych. A to ograniczyło dostępność mieszkań, czyniąc zakup własnego M finansowo nieosiągalnym dla osób o dochodach nieprzekraczających średniej krajowej. W rezultacie wiele osób zmuszonych było wybrać rynek najmu – tłumaczy dr hab. Adam Czerniak, prof. SGH, główny ekonomista Polityki Insight.

Ponad to, koniec 2021 roku był czasem popandemicznego odbicia na rynku najmu. Po okresach obostrzeń i pracy zdalnej część pracowników wracała do biur, a studenci do zajęć stacjonarnych na uczelniach. W momencie wybuchu wojny w lutym 2022 roku szukali oni więc ponownie lokali na wynajem dla siebie.

– Do gwałtownego wzrostu cen najmu w tamtym okresie przyczyniły się także strukturalne problemy rodzimego rynku. Polski sektor mieszkaniowy jest rozdrobniony i charakteryzuje się wysokim udziałem własności prywatnej, niskim udziałem rynku najmu, niewielką liczbą lokali komunalnych. A to sprawia, że dostępność mieszkań na wynajem jest niska – zaznacza dr hab. Adam Czerniak.

Migracja a stawki najmu

Nie dziwi fakt, że w takim otoczeniu makroekonomicznym w 2022 roku sektor najmu szybko zareagował na napływ uchodźców z Ukrainy. Z rynku błyskawicznie znikały najtańsze oferty, a nowo wprowadzane były już dużo droższe. A w związku z ich niedoborem w kolejnych miesiącach – ceny nadal rosły i dopiero pod koniec 2022 roku ustabilizowały się na poziomie o 20–35 proc. wyższym niż przed wybuchem wojny.

Jednak jak wskazują badania ilościowe wpływ uchodźców wojennych z Ukrainy na ceny najmu w całej Europie był mniejszy, niż powszechnie zakładano. W Polsce ich napływ odpowiadający 1% rodzimej populacji przełożyła się na wzrost cen najmu zaledwie o 0,2-0,3%.

Większość wzrostu rzeczywistych cen wynajmu w Polsce i w całej Europie, w tym zwłaszcza po lutym 2022 r., można wyjaśnić oddziaływaniem czynników innych niż migracja: wzrostem inflacji, wzrostem cen nieruchomości i podwyżkami oprocentowania kredytów mieszkaniowych – podkreśla dr hab. Adam Czerniak.

Co dalej z czynszami?

Obecnie na rynku najmu możemy mówić o względnej stabilizacji. W większości miast baza dostępnych ofert na wynajem się odbudowała, a poziom popytu się unormował. Natomiast tempo wzrostu średnich stawek czynszów wyraźnie wyhamowało. Czy to oznacza, że ceny najmu przestaną znacząco rosnąć? Niekoniecznie.

Sektor najmu i zakupu mieszkań są ze sobą ściśle powiązane. Rosnące koszty zakupu nieruchomości przy stabilnych stawkach czynszów mogą wkrótce zniechęcić inwestorów, zwłaszcza tych korzystających z kredytów hipotecznych. W rezultacie, zakupione mieszkania mogą pozostać puste, oczekując na wzrost wartości. A to w dłużej perspektywie może ograniczyć podaż mieszkań na wynajem i spowodować kolejne wzrosty stawek czynszów – zaznacza Agata Stachowiak, ekspertka rynku mieszkaniowego, Otodom. 

*Aby zbadać wpływ migracji z Ukrainy do innych państw europejskich po rosyjskiej agresji militarnej z lutego 2022 r., w drugiej połowie 2023 r. Polityka Insight przeprowadziła badania jakościowe i ilościowe. Polegały one na estymacji modeli regresji panelowej, w których zmienną objaśnianą były średnie ceny najmu w 27 krajach europejskich w okresie I kw. 2017 – I kw. 2023 roku.

Co przyniesie nowy tydzień na rynkach? Przegląd najważniejszych wydarzeń

W piątek na Wall Street obserwowaliśmy odreagowanie. Główne indeksy giełdowe zyskały i odrobiły część strat poniesionych w poprzednich dniach. Odbicie nastąpiło po publikacji inflacji PCE, która okazała się nieco niższa niż miesiąc wcześniej. Rentowności amerykańskich obligacji spadły na całej krzywej po danych o deflatorze PCE a dolar lekko stracił. Kluczowymi wydarzeniami w tym tygodniu będą decyzja Fed w środę i dane o zatrudnieniu poza rolnictwem (NFP) w piątek.

W ciągu tygodnia Dow Jones zyskał, podczas gdy S&P500 i Nasdaq Composite spadły. Indeks Russell 2000 również wzrósł w ubiegły piątek o 1,7proc. i zyskał 3,5 proc. w ciągu ostatnich 5 sesji, co stanowi trzeci z rzędu tygodniowy wzrost. Od końca czerwca 2024 r. Russell 2000 wzrósł o 10,4 proc., Dow Jones o 3,8 proc., S&P500 pozostał bez zmian, a Nasdaq Composite stracił o 2,1 proc.. Podkreśla to rotację od akcji spółek technologicznych do spółek o małej kapitalizacji.

Ciekawa pod kątem technicznym jest sytuacja na benchmarku Nasdaq100. Aktualna korekta spadkowa jest podobnej wielkości do tej z wakacji ubiegłego roku. Notowania w czwartek dotarły do wsparcia horyzontalnego a także zbliżyły się do dolnej bandy przyspieszonego kanału trendu wzrostowego. Odreagowanie jest jak na razie bardzo niewielkie i wciąż istnieje ryzyko, że spadki przybiorą większe rozmiary. Dużo będzie zależeć od tego co powie Powell w środę, jak wypadną dane w piątek (NFP) oraz co zaprezentują w tym tygodniu spółki technologiczne: Microsoft (wtorek), Meta Platforms (środa), Apple (czwartek). Ostatnie publikacje wyników Tesli oraz Alphabet były pretekstem do wyprzedaży akcji.

W piątek brakowało kluczowych danych ze strefy euro oraz z Polski. Złoty korzystał z poprawy nastrojów na rynkach. W Europie DAX urósł o 0,7 proc. a na Wall Street indeksy zamknęły dzień wyżej o ponad 1 proc. Gorzej radził sobie WIG20, który spadł o 0,35 proc. Spadły także rentowności krajowych obligacji podobnie jak rentowności amerykańskich “papierów” rządowych. Dzisiejsza poranna, dość spora deprecjacja może być pokłosiem eskalacji napięć na Bliskim Wchodzie, do której doszło w weekend.

Złoty był również silniejszy względem USD. Para USD/PLN spadła na przestrzeni czwartku oraz piątku z poziomu lekko powyżej 3,97 i ustanowiła lokalny dołek tuż pod 3,93. Główna para walutowa wciąż się konsoliduje (1,0860-1,0830). W piątek poznaliśmy preferowaną przez Fed miarę inflacji PCE. Główny deflator za czerwiec był nieco niższy niż w poprzednim miesiącu i wyniósł 2,5 proc. r/r wobec 2,6 proc. poprzednio, a bazowy wskaźnik PCE nie zmienił się w porównaniu z poprzednim miesiącem i wyniósł 2,6 proc. r/r. Rentowności amerykańskich obligacji spadły na całej krzywej po danych.

Rynek na ten moment nie oczekuje, że Fed w tym tygodniu zmieni poziom stóp procentowych ale w pełni wycenia obniżkę na wrześniowym posiedzeniu. Jednocześnie inwestorzy będą oczekiwać konkretnych wskazówek, że właśnie po wakacjach parametry polityki pieniężnej zostaną złagodzone. Jeśli takie wskazówki nie padną rynek może zacząć powątpiewać w zakładany scenariusz, co może przyczynić się do umocnienia USD i większych spadków na Wall Street.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Logistyka kontraktowa podąża za PKB. Nowe prognozy na 2024 rok

Dobre wiadomości dla logistyki kontraktowej przynoszą bieżące analizy sektorowe oraz najnowsze prognozy dla światowej gospodarki i e-commerce. Rynek kontraktowy przyspieszy w tym roku do 4,2%, ale świat, a zwłaszcza Azja odjeżdża Europie. Dystans powiększa się na polu wzrostu PKB, przychodów z sektora kontraktowego i rozwoju e-handlu. Standardowo nie brakuje wyzwań, a na szczególną uwagę obok Chin, zasługują także Indie.

Globalny rynek logistyki kontraktowej w 2023 r. urósł realnie o 3,5%, czyli powyżej oczekiwań prognozowanych jeszcze w grudniu 2023 r., kiedy zapowiadano wzrost o 2,4%. Dane brytyjskiego centrum analitycznego Transport Intelligence (Ti) zrewidowane pod koniec maja 2024 r. przyniosły ostatecznie wartość zeszłorocznego rynku na poziomie 293,98 mld euro. To o blisko 12% więcej niż przychody całego sektora przed pandemią. Analitycy z Ti podkreślają jednak, że miniony rok był trudny dla rynku, m.in. ze względu na politykę banków centralnych nakierowaną na walkę z inflacją, która ciążyła na kondycji gospodarki. Rozwojowi branży nie sprzyjały również napięcia geopolityczne, niedobory kadrowe, zakłócenia w przewozach na kluczowych szlakach transportowych oraz inne czynniki zewnętrzne hamujące dynamikę wzrostową.

W tym roku będziemy obserwować delikatną poprawę, a wzrost globalnego rynku kontraktowego ma osiągnąć 4,2%, wykazując przy tym bardziej znormalizowaną dynamikę, zbliżoną do tej obserwowanej przed pandemią. Bieżąca prognoza jest jednocześnie o 0,5 pp. lepsza niż szacunki zaprezentowane w grudniu, kiedy tegoroczny przewidywano wzrost na poziomie 3,7%. Ostatecznie przychody światowej logistyki kontraktowej na koniec bieżącego roku mogą osiągnąć nieco ponad 296,03 mld euro, jednak kondycja rynku będzie uzależniona od ogólnego wzrostu gospodarczego na świecie.

Spośród trzech najbardziej podstawowych segmentów krajobrazu kontraktowego, tj. dystrybucji, magazynowania oraz usług towarzyszących, czyli np. fulfilmentu, konfekcjonowania lub obsługi zwrotów e-commerce, to do dystrybucji będzie w tym roku należał największy kawałek tortu w postaci 55% wartości rynku. Przełoży się to na ponad 162,8 mld euro przychodu. Udział pozostałych elementów nie ulegnie większej zmianie względem historycznych danych. Magazynowanie nie przekroczy 40%, a usługom towarzyszącym przypadnie reszta kontraktowej puli.GLOBALNY RYNEK LOGISTYKI KONTRAKTOWEJ 2023 - 2028

– W odniesieniu do zeszłorocznej kondycji sektora już pierwszy kwartał bieżącego roku przyniósł poprawę na rynku kontraktowym, który stabilizacje się po licznych zawirowaniach, zarówno na polu globalnej polityki fiskalnej, jak i napięć geopolitycznych. Nie jest to jeszcze optymalny scenariusz, ale poprawa jest zauważalna. Ze względu na słabe wyniki największych gospodarek Starego Kontynentu w 2023 r. obserwowaliśmy wyraźne spowolnienie na europejskim rynku kontraktowym, mimo to na poziomie grupy udało nam się wypracować dwucyfrowy wzrost przychodów wynoszący 10,7%, z czego rynek Ameryki Płn. zanotowała najlepszą dynamikę, sięgającą 34,3%, ale dodatnią dynamikę odnotowaliśmy we wszystkich regionach świata, w których działamy. Jeśli zaś chodzi o rok bieżący, to zarówno pierwszy, jak i drugi przyniosły lepsze wyniki niż analogiczne okresy w 2023 r. Z pewnością cała branża w Europie odczuwa lepsze warunki prowadzenia biznesu i stabilne prognozy wzrostu gospodarczego w tym i kolejnym roku. Nam z do tej pory pomagała chociażby korzystna sytuacja na rynku walutowym i uruchamianie nowych projektów, które wyprzedają już harmonogram przyjęty na ten rok. Po pierwszym półroczu zaowocowało to wzrostem globalnych przychodów o 18,7% względem tego samego okresu w 2023 r., z czego 14,3% wypracowaliśmy w ujęciu like-for-like, czyli bez przejęć, akwizycji i wliczania nowych projektów. Jeśli do końca roku nad europejską i światową gospodarką nie zbiorą się czarne chmury, będzie to dobry rok zarówno na nas, jak i innych operatorów świadczących usługi kontraktowe – mówi Carlos Tavares, Dyrektor Finansowy w spółce ID Logistics Polska, świadczącej kompleksowe rozwiązania logistyczne i transportowe, obsługę e-commerce oraz zarządzanie łańcuchem dostaw.

Prognozy na 2028 r. i regionalni liderzy wzrostu

W 2028 r. globalny rynek logistyki kontraktowej ma być wart ponad 347,9 mld euro i będzie rozwijał się w średniorocznym tempie 4,1%. To lepszy wynik niż ten zapowiadany w grudniu 2023 r., kiedy średnioroczny wzrost w latach 2022-2027 szacowano na 3,8%. Zarówno w zeszłym, jak w tym roku liderami wzrostu będą rynki wchodzące i gospodarki rozwijające się, zwłaszcza te zlokalizowane w Azji.

To właśnie region azjatycki był motorem napędowym sektora w 2023 r. osiągając realny wzrost na poziomie 7,5%, co zaowocowało przychodami na poziomie 107,7 mld euro. O ogromnym potencjale lokalnych operatorów świadczy chociażby fakt, że osiągnęli oni wyraźnie leszy wynik niż w 2022 r., kiedy tamtejszy rynek urósł o 4,3 r. do ponad 100,2 mld euro. Takich wyników mogą pozazdrościć pozostali rezydenci kontraktowego podium, czyli Europa, która zwiększyła przychody o zaledwie 0,2% oraz Ameryka Płn., która w zeszłym roku urosła o 1,6%.

Nic nie wskazuje na to, aby tegoroczny układ na podium uległ zmianie, a już na pewno nie na pozycji lidera. Realny wzrost wartości rynku kontraktowego w regionie Azji i Pacyfiku ma bowiem wynieść 7,1% przy globalnej średniej 4,2%. Stanie się tak głównie za sprawą Chin i Indii, których rynki kontraktowe urosły w zeszłym roku o imponujące 12,1% i 12,3%.

Serce rynku kontraktowego bije w Azji, tuż obok globalnego silnika PKB

Nie jest zaskoczeniem, że kondycja poszczególnych rynków kontraktowych znajduje swoje odzwierciedlenie w sytuacji gospodarczej poszczególnych regionów, a cały sektor jest zależny od wzrostu światowego PKB i handlu. Widać to dobrze w zaktualizowanych danych o PKB opublikowanych przez Międzynarodowy Fundusz Walutowego (MFW) w połowie lipca br. Fundusz podtrzymał kwietniowe szacunki dotyczące globalnego PKB w 2024 r. i wciąż zakładają one wzrost na poziomie 3,2%. Nieco bardziej optymistycznie wyglądają za to nowe założenia na kolejny rok, prognoza podskoczyła o 0,1 pp. i wedle nowych danych wzrost w przyszłym roku (2025) osiągnie 3,3%.

Tak jak w przypadku logistyki kontraktowej, sytuacja najlepiej prezentuje się na rynkach wschodzących i w gospodarkach rozwijających się, głównie w Azji. W tym roku azjatyckie gospodarki osiągną wzrost na poziomie 5,4%, a w przyszłym 5,1%. W analogicznym czasie strefa euro urośnie o odpowiednio 0,9% i 1,5%, a gospodarka USA o 2,6% i 1,9%. Wzrost gospodarek azjatyckich to przede wszystkim zasługa Chin i Indii, a więc identycznie jak w przypadku rynku kontraktowego. Za sprawą dobrych wyników konsumpcji i eksportu w I kw. prognozy dla Chin podniesiono o 0,4 pp. do 5% w roku bieżącym. W 2025 r. gospodarka Państwa Środka ma urosnąć o 4,5%, co także stanowi skok o 0,5 pp. PKB Indii zrewidowano w górę o 0,2 pp., do 7% w 2024 r. W 2025 r. wyniesie ono 6,5%.

Poprawę widać nie tylko w Azji, ale również w strefie euro. Znikomy tegoroczny wzrost o 0,9% to i tak awans o 0,1 pp. względem kwietniowej prognoz MFW. Stało się tak za sprawą handlu usługami oraz lepszej od oczekiwań kondycji eksportu w pierwszej połowie roku. Za przewidywany wzrost w 2025 r. będzie z kolei odpowiadała silniejsza konsumpcja, wzrost wynagrodzeń i większe inwestycje.

Obniżkę wzrostu PKB zanotował za to trzeci największy rynek logistyki kontraktowej na świecie, czyli USA. MFW od kwietniowej prognozy odjął 0,1 pp. i tegoroczny wynosi obecnie 2,6%.

Na globalne PKB łaskawszym okiem patrzy nie tylko Międzynarodowy Fundusz Walutowy, ale również Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Zadaniem OECD globalne PKB wzrośnie w tym roku o 3,1% i zyska dodatkowy 0,1 pp. w 2025 r., osiągając 3,2%. Wzrost ma być wspierany przez podwyżkę realnych dochodów i niższe stopy procentowe.

Dobre wieści dla rynku kontraktowego ma również handel

Według nowych danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego w latach 2024-2025 światowy handel towarami i usługami ma rosnąć w średnim tempie ok. 3,25% rocznie i zrównać się z globalnym tempem PKB. W tym roku szacunki mówią o wzroście 3,1%, a za rok o 3,4%. W obu przypadkach są to wyniki lepsze o 0,1 pp. Kolejny raz prognozy, zarówno dane dotyczące wzrostu gospodarczego, jak i handlu współgrają z przewidywaniami dla logistyki kontraktowej. Handel będzie rósł szybciej na rynkach wchodzących i w gospodarkach rozwijających się, w których tempo sięgnie 4,2% w 2024 r. i 4,5% w 2025 r. Wśród gospodarek rozwiniętych handel będzie rósł o odpowiednio 2,5% w tym i 2,8% w przyszłym roku.

Garść prezentów dla sektora logistycznego ma także WTO. Światowy handel towarowy wrośnie o 2,6% w tym roku i 3,3% w przyszłym. Napędzać go będzie wzrost realnych dochodów i większe zdolności nabywcze dóbr. Sytuacja będzie nieco inna w latach 2022 i 2023, kiedy za większość spadków w globalnym handlu towarowym odpowiadała Europa, która odjęła 1,7 pp. z globalnego wzrostu importu, zmniejszając jednocześnie wzrost globalnego eksportu o 1 pp. W tym roku Stary Kontynent przestanie spowalniać światowy handel i wszystkie regiony świata będą miały swój udział zarówno we wzroście eksportu, jak i importu. Bez zaskoczenia na czele peletonu znajdzie się Azja, która doda ok. 1,3 pp. do wzrostu globalnego eksportu i 1,9 pp. do wzrostu importu. Dynamika tamtejszego eksportu wyniesie 3,4% w tym i kolejnym roku, z kolei import zyska odpowiednio 5,6% i 4,7%.

Słabiej wypadnie Ameryka Płn., której zwrot eksportu oszacowano na 3,6% i 3,7%, natomiast importu na 1% i 3,3%. Spośród głównych rynków kluczowych dla logistyki kontraktowej najgorzej pod względem wymiany handlowej wypadnie Europa, gdzie eksport w latach 2024 i 2025 zyska odpowiednio 1,7% i 2,8%, natomiast import 0,1% oraz 3,1%.

Spodziewanym wzrostom towarzyszą zagrożenia

Tak jak inne organizacje międzynarodowe, także WTO zwraca uwagę, że prognozom wciąż zagrażają liczne czynniki hamujące, z regionalnymi konfliktami, tarciami geopolitycznymi i wojnami handlowymi włącznie. Mogą one zniweczyć walkę z inflacją, powodując dalszy wzrost cen żywności i energii. Jako przykład WTO podaje utrudnienia w Kanale Sueskim, które udało się nieco złagodzić, ale niektóre sektory, zwłaszcza detaliczny, nawozów i automotive bardzo mocno odczuły opóźnienia i wzrost stawek transportowych.

To samo dotyczy rosnącego napięcia pomiędzy USA i Chinami, które doprowadziło do obniżenia wzrostu dwustronnej wymiany handlowej aż o 30% w porównywaniu do handlu tych państw z resztą świata począwszy od 2018 r.

Nastrojów w tym kontekście nie poprawia lipcowy raport UBS Group AG, który przewiduje, że wprowadzenie przez USA cła w wysokości 60% na chiński import doprowadziłoby do obniżenia tamtejszego PKB z prognozowanych 5% do 2,5%. PKB wyhamowałby także w latach 2025 i 2026, a wojna handlowa spowolniłaby chińską gospodarkę z 4,6% i 4,2% do ok. 3 %.

Logistyka kontraktowa wciąż może liczyć na e-commerce

Być może jeszcze nie kluczową, ale z pewności nieodłączną i ważną częścią globalnego potencjału rynku logistyki kontraktowej będzie w tym roku sektor handlu internetowego, który od lat w znaczący sposób przyczynia się do rozwoju branży.

– Próżno w 2024 r. szukać liczących się graczy na globalnym rynku kontraktowym, którzy w swoich strategiach rozwojowych nie uwzględniają potencjału sektora e-commerce. Obsługa handlu internetowego stała się już nieodłącznym elementem krajobrazu logistycznego w każdej jego postaci, od transportu, przez magazynowanie po usługi uzupełniające. W naszym przypadku e-handel stanowił w 2023 r. aż 25% globalnych przychodów i obok FMCG oraz rynku mody znajduje się wśród trzech głównych obszarów, które jeszcze w 2022 r. zidentyfikowaliśmy jako wykazujące największy potencjał wzrostu. E-commerce jest jednak silnie uzależniony od kondycji domowych budżetów, dlatego z tym większym zadowoleniem przyjęliśmy najnowsze prognozy międzynarodowych instytucji dotyczące spodziewanego wzrostu realnych wynagrodzeń, konsumpcji i spadku inflacji. Bardzo dobrze wyglądają także dotychczasowe wyniki finansowe największych platform sprzedażowych, spodziewamy się więc, że również w tym roku e-commerce będzie miał istotny wkład w rozwój sektora logistyki kontraktowej, zarówno w ujęciu globalnym, jak i regionalnym – dodaje Rafał Lewandowski, Contract Management Director z ID Logistics Polska.GLOBALNY RYNEK E-COMMERCE (B2C) 2023 - 2029

Szereg publikowanych ostatnio prognoz potwierdza, że e-commerce utrzyma w najbliższych latach dodatnią dynamikę wzrostu, choć oczywiście nie będzie to wzrost obserwowany w pandemii.

Według kalkulacji Statista Market Insights z maja br. przychody pochodzące ze sprzedaży internetowej fizycznych dóbr oferowanych klientom indywidulnym przez firmy (B2C) wzrosną w tym roku o 14,6%, osiągając wartość ponad 4,12 bln dol. Do 2029 r. średnioroczny wzrost wyniesie 9,49%, a wartość rynku osiągnie poziom blisko 6,48 bln dol. Największy udział w globalnym e‑handlu, zarówno w tym, jak i w 2029 r. przypadnie Chinom, gdzie e-commerce w modelu B2C będzie wart odpowiednio 1,47 bln i 2,36 bln dol. W tegorocznej TOP10 znajdą się także USA, Japonia, UK, Niemcy, Korea Płd., Francja, Kanada, Włochy, a stawkę z przychodami 58,97 mld dol. będą zamykać Indie, które w ostatnim czasie zaczęły wspinać się w najważniejszych globalnych rankingach.

Także Departament Handlu USA przewiduje, że globalny e-commerce B2C będzie rozwijał się w dobrym tempie. Tegoroczne szacunki zakładają średnioroczny wzrost na poziomie 11,16% w latach 2023-2027 i wartość sektora na koniec prognozy w okolicach 5,5 bln dol. Amerykańscy analitycy zwracają szczególną uwagę na rynek indyjski, który z wynikiem 14,11% znalazł się na 1. miejscu, jeśli chodzi średnioroczne tempo wzrostu do 2027 r. Chiny ze średnią dynamiką 12,17% znalazły się na siódmej pozycji, a spośród krajów Unii Europejskiej do TOP10 weszły tylko Włochy, które uzyskały wynik 11,59%.

Krzysztof Oflakowski

Koniec małych sklepów? Franczyza podbija polski rynek FMCG

W 2023 roku liczba sklepów detalicznych sprzedających produkty FMCG w Polsce zmniejszyła się o 2 proc. rdr. Oznacza to, że z rynku zniknęło ponad 2300 placówek. Zgodnie z danymi firmy CPS GfK zawartymi w „Raporcie Strategicznym” największą redukcję odnotowano wśród niesieciowych sklepów małoformatowych, drogerii oraz kiosków. Na przekór trendom podąża franczyza, która konsekwentnie umacnia swoją pozycję w branży.

Coraz więcej niezależnych sklepów oferujących produkty FMCG w Polsce decyduje się na dołączenie do sieci franczyzowych. W 2023 roku na rynku funkcjonowało prawie 55 000 sklepów spożywczych, co oznacza spadek o 2 proc. w porównaniu do roku poprzedniego. Składa się na to wzrost liczby sklepów sieciowych o 5 punktów procentowych (40 300 sklepów) oraz spadek liczby sklepów niesieciowych o 18 punktów procentowych (14 450 sklepów).

– Franczyza staje się atrakcyjnym rozwiązaniem, oferującym nie tylko wsparcie marketingowe, ale także lepsze warunki handlowe. Wzrost liczby sklepów takich jak Żabka, która działa w modelu franczyzowym, jest tego doskonałym przykładem. W ubiegłym roku Żabka, będąca jedną z największych sieci franczyzowych w Polsce, znacząco przyczyniła się do wzrostu liczby sklepów sieciowych małoformatowych – komentuje Michał Maksymiec, dyrektor ds. współpracy z sieciami detalicznymi w Consumer Panel Services GfK.

Franczyza wygrywa w niepewnych czasach

Przyłączenie się do franczyzy i przynależność do sieci są jednoznacznie oceniane jako korzystne przez operatorów małych formatów handlowych. Według danych CPS GfK, aż 98 proc. operatorów sieci w małym formacie dostrzega wyraźne korzyści płynące z tego modelu biznesowego. Najczęściej wymieniane zalety to atrakcyjna oferta produktów (32 proc.), wykorzystanie rozpoznawalności sieci jako magnesu przyciągającego klientów (31 proc.) oraz redukcja kosztów związanych z wyposażeniem sklepu (31 proc.).

Jednocześnie, operatorzy formułują konkretne oczekiwania, które pokrywają się z oferowanymi korzyściami: dostęp do niższych cen, lepsze dopasowanie asortymentu oraz odświeżenie wyglądu lokalu. Wszystkie te elementy sprzyjają wzrostowi liczby sklepów franczyzowych.

– W niepewnych czasach związanych z inflacją, właściciele sklepów działających w modelu franczyzowym podkreślają dodatkowe korzyści związane z finansami i poczuciem bezpieczeństwa. 23 proc. z nich zwraca uwagę na korzystniejsze terminy płatności, 22 proc. ponosi niższe koszty związane z zaopatrzeniem, a 21 proc. uważa, że będąc w sieci łatwiej przetrwać sytuacje kryzysowe na rynku. Te elementy dodatkowo wzmacniają przekonanie przedsiębiorców o wartości przynależności do sieci franczyzowych w dynamicznie zmieniającym się środowisku rynkowym – dodaje Michał Maksymiec.

Sklepy specjalistyczne nie mają powodów do zmartwień

Interesującym zjawiskiem na rynku FMCG w Polsce jest stabilny poziom liczby sklepów specjalistycznych. Zgodnie z „Raportem Strategicznym”, w 2023 roku było 22 860 sklepów specjalistycznych, takich jak sklepy rybne, piekarnie, mięsne oraz warzywno-owocowe. – Mimo że Polacy coraz częściej poszukują produktów w atrakcyjnych cenach, to w przypadku tych formatów i segmentów FMCG postrzegana jakość oraz świeżość produktu jest kluczowym czynnikiem decydującym o wyborze miejsca zakupu kategorii świeżych. Wielu konsumentów jest więc bardzo przywiązanych do sklepów specjalistycznych działających w pobliżu domu, w których mogą zapytać o radę sprzedawcę, którego często dobrze znają – podsumowuje ekspert CPS GfK.

Bilans zmian dla polskich przedsiębiorców: Co się zmieniło w II kwartale?

Istotne dla prowadzenia biznesu w Polsce zmiany administracyjne, księgowe i podatkowe. 13 ważnych zmian regulacyjnych dla prowadzenia biznesu w Polsce, w tym siedem korzystnych. To bilans drugiego kwartału bieżącego roku ujęty w Polskim Barometrze TMF Group.

Polski Barometr TMF Group, to opracowanie polskiego zespołu firmy, zawierające istotne dla prowadzenia biznesu w Polsce zmiany księgowe i podatkowe oraz administracyjne. W opracowaniu podsumowującym drugi kwartał br. eksperci zestawili zmiany i propozycje zmian korzystne dla prowadzenia firm oraz te zwiększające kompleksowość w tym zakresie.

W najnowszym Polskim Barometrze TMF Group przeważają nieznacznie (siedem z 13) zmiany pozytywne dla firm. W tej kategorii eksperci wskazują m.in. na plan podwyższenia kwoty wolnej od podatku do kwoty równej dwunastokrotności minimalnego wynagrodzenia za pracę, ale nie mniejszej niż 60 tys. złotych, który w drugim kwartale 2024 zaczął nabierać realnego kształtu, bo w formie projektu zmieniającego ustawę o podatku dochodowym od osób fizycznych skierowany został do sejmowej Komisji Finansów Publicznych. Z perspektywy osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą to korzyść w formie dodatkowego, nieopodatkowanego, a więc realnie wyższego przychodu.

Podobnym udogodnieniem dla powyższej grupy przedsiębiorców są jednomiesięczne wakacje składkowe, które mają zacząć obowiązywać od 1 listopada tego roku. Zmiana dotyczy mikro przedsiębiorców, którzy ubezpieczają do 10 osób, a ich roczny obrót nie przekracza dwa mln euro.

Jako pozytyw dla przedsiębiorców eksperci TMF Group wskazują również prowadzone przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej prace, zgodnie z którymi wynagrodzenie chorobowe od pierwszego dnia choroby pracownika ma płacić ZUS, wypłacając je w wysokości 90, a nawet 100 proc.

„Pracodawca wypłaca obecnie pracownikowi świadczenie chorobowe przez pierwsze 33 dni choroby, od 34 dnia świadczenie przejmuje ZUS. W związku z tym pracodawca musi wypłacać 80 proc. pensji chorującemu w okresie pierwszych 33 dni choroby, a ponadto dysponować zastępstwem na jego miejsce. To istotne obciążenie dla biznesu, a zmiana w tym zakresie byłaby pozytywnym impulsem dla wszystkich przedsiębiorców.” – tłumaczy Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group, jedna z autorek Polskiego Barometru TMF Group.

Na liście pozytywnych zmian dla biznesu znalazł się też ogłoszony w kwietniu rządowy projekt nowej koncepcji kwalifikacji firm ze względu na ich wielkość. W projekcie zaproponowano podniesienie o 25 proc. progów definiujących poszczególne kategorie jednostek. Chodzi o podział na mikro, małe, średnie i duże firmy. Dzięki wyższym progom część firm nie będzie musiała być poddawana badaniu sprawozdania finansowego i będzie zwolniona ze sporządzania skonsolidowanego sprawozdania finansowego.

„Proponowane zmiany w ustawie o rachunkowości to odpowiedź na wysoką inflację w UE w ostatnich latach. Celem jest uniknięcie nadmiernych wymogów sprawozdawczych zwłaszcza jednostek mikro i małych. To rozsądne i pozytywne zmiany dla biznesu, bo zdejmujące nadmierny ciężar sprawozdawczy, tam, gdzie to nie jest uzasadnione.” – tłumaczy Magdalena Grzegorczyk.

Na liście pozytywów dla biznesu – tym razem dla firm zagranicznych z obszaru Unii Europejskiej, które chcą prowadzić lub prowadzą działalność w Polsce znalazł się projekt zwolnienia podmiotowego VAT. W myśl planowanej zmiany, która ma wejść w życie od 1 stycznia 2025 roku, wspomniane firmy, podobnie jak obecnie polscy przedsiębiorcy, byłyby zwolnione z opłacania podatku VAT w przypadku, gdy wartość ich sprzedaży nie przekroczyła łącznie w poprzednim roku podatkowym kwoty 200 tys. zł.

Eksperci wskazują również na planowane ułatwienia w zakresie zatrudniania seniorów (dofinansowania dla pracodawców) czy planowane, pozytywne zmiany dla firm rodzinnych, którym Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej planuje otworzyć dotychczas zamknięte drzwi do korzystania z instrumentów wsparcia w przypadku zatrudniania członków swojej rodziny.

W Polskim Barometrze TMF Group znalazł się również program ICAP (ang. International Compliance Assurance Program), który jest dobrowolną formą oceny ryzyka działalności podatnika i procesu zapewnienia zgodności w obszarze podatków we współpracy z organami podatkowymi w danym kraju. Jak wskazują autorzy opracowania to rozwiązanie korzystne dla biznesu, ale jednocześnie z wieloma ograniczeniami.

„Z jednej strony program jest pozytywny dla biznesu, bo organiczna ryzyko podatkowe.  Z drugiej strony słabością tego rozwiązania jest zawężenie jego dostępności do międzynarodowych grup mających strategię podatkową i określoną politykę podatkową. Jesteśmy przekonani, że z programu chętnie skorzystaliby pozostali podatnicy, którzy próbują odnaleźć się w gąszczu przepisów podatkowo – księgowych.” – mówi Magdalena Grzegorczyk.

Wśród zmian utrudniających prowadzenie biznesu w Polsce eksperci wskazali na przyjętą ustawę o ochronie sygnalistów oraz rządowy projekt ustawy zmieniającej ustawę o rachunkowości

w zakresie sprawozdawczości zrównoważonego rozwoju. Jak argumentują autorzy barometru z biznesowego punktu widzenia te regulacje wymuszają na firmach wdrożenie rozbudowanych procedur, dostosowanie systemów i oddelegowanie w niektórych przypadkach całych zespołów do nowych zadań.

Na liście zmian wymagających poprawy znalazły się również dodatkowe wymagania dotyczące pracodawców zatrudniających obywateli Ukrainy. Skrócono okresy informowania organów o zatrudnieniu pracownika z Ukrainy oraz dodano m.in. obowiązek informowania o zmianach w rodzaju umowy i wysokości wynagrodzenia.

Uwagę autorów opracowania zwrócił również opublikowany w czerwcu br. przez Ministerstwo Finansów projekt zmian w ustawie o podatkach i opłatach lokalnych, które mają zacząć obowiązywać od 1 stycznia 2025 roku. Nowe regulacje zawierają autonomiczną – niezależną od prawa budowlanego – definicję budynków i budowli.

„Istnieje ryzyko poszerzenia zakresu opodatkowania o obiekty, które nie były dotąd kwalifikowane jako budowle, zawężono też zakres zwolnień podatkowych. Ponadto nowe regulacje mogą stanowić podstawę do podwyższenia podstawy opodatkowania o wartość dodatkowych elementów, które były dotychczas poza zakresem podatku od nieruchomości. To zdecydowanie niekorzystna zmiana dla przedstawicieli biznesu.” – tłumaczy Magdalena Grzegorczyk.

Z kolei z majowej interpretacji ogólnej Ministra Finansów nie będą zadowoleni wykładowcy uczelni prowadzący własną działalność gospodarczą i wystawiający faktury za prowadzone wykłady. Interpretacja ministra, w której wyklucza on stosowanie zwolnień dla usług edukacyjnych przez zewnętrznych wykładowców budzi wątpliwości. Wprawdzie wykładowcy nie muszą się stosować do wydanej interpretacji ogólnej, ale wtedy ryzykują sporem z organami podatkowymi.

„Barometr za drugi kwartał br. wypada nieznacznie na korzyść przedsiębiorców. Większa część wprowadzonych i proponowanych zmian sprzyja uproszczeniu prowadzenia biznesu, co w praktyce może przekładać się na niższe koszty prowadzenia działalności operacyjnej. To niewelki progres w porównaniu z pierwszym kwartałem tego roku.” – podsumowuje Joanna Romańczuk, dyrektor TMF Group na obszar Europy Środkowej i Wschodniej.

POZYTYWNE I NEUTRALNE DLA PROWADZĄCYCH BIZNES W POLSCE – ZMIANY LUB ZAPOWIEDZI ZMIAN

PLAN PODWYŻSZENIA KWOTY WOLNEJ OD PODATKU

9 maja br. projekt zmieniający ustawę o podatku dochodowym od osób fizycznych skierowany został do sejmowej Komisji Finansów Publicznych. Projekt ma na celu zmniejszenie obciążeń podatkowych obywateli poprzez podwyższenie kwoty wolnej od podatku dla wszystkich do wysokości równej dwunastokrotności minimalnego wynagrodzenia za pracę, ale nie mniejszej niż 60 tys. złotych. Zmiana miałaby wejść w życie od 2025 roku.

„Jak wspominaliśmy w poprzednim barometrze zmiana ta była jedną z głównych obietnic wyborczych w ramach 100 konkretów na 100 dni obecnego rządu. Brak jej wprowadzenia oceniliśmy wtedy negatywnie. Skierowanie projektu do Komisji Finansów Publicznych pokazuje, że od przyszłego roku na zmianie skorzystają zarówno zatrudnieni na etacie, jak również osoby prowadzące działalność gospodarczą, rozliczające się na zasadach ogólnych (skala podatkowa).”  – Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group

L4 PŁATNE NAWET W 100 PROC. PRZEZ ZUS

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej poinformowało, że prowadzi prace zgodnie z którymi wynagrodzenie chorobowe od pierwszego dnia choroby pracownika ma płacić ZUS, wypłacając je w wysokości 90, a nawet 100 proc. wysokości wynagrodzenia, a nie jak dotychczas miało to miejsce w 80 proc. Nowe przepisy, w przypadku ich przyjęcia, miałyby wejść w życie najwcześniej w 2025 roku.

„Pracodawca wypłaca obecnie pracownikowi świadczenie chorobowe przez pierwsze 33 dni choroby, od 34 dnia świadczenie przejmuje ZUS. W związku z tym pracodawca musi zarówno wypłacać 80 proc. pensji chorującemu, a ponadto dysponować zastępstwem na jego miejsce. To istotne obciążenie dla biznesu, a zmiana w tym zakresie byłaby pozytywnym impulsem dla wszystkich przedsiębiorców.” – Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group

WAKACJE SKŁADKOWE DLA PRZEDSIĘBIORCÓW

W czerwcu br. została opublikowana nowelizacja ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych oraz niektórych innych ustaw. Ustawa wprowadza tzw. wakacje składkowe, które mają zacząć obowiązywać od 1 listopada tego roku. Zmiana dotyczy mikro przedsiębiorców, wpisanych do CEiDG, którzy ubezpieczają do 10 osób, a ich roczny obrót nie przekracza dwa mln euro.

Wakacje składkowe mają dotyczyć zwolnienia z opłacania składek w jednym z wybranych przez przedsiębiorcę miesiącu w roku kalendarzowym. To rozwiązanie dobrowolne obejmujące zwolnienie ze składek na ubezpieczenie społeczne, Fundusz Pracy i Fundusz Solidarnościowy.

Zwolnienie ma stanowić pomoc publiczną realizowaną w formule de minimis.

Wniosek o wakacje składkowe ma być składany elektronicznie na portalu ZUS w miesiącu poprzedzającym miesiąc, który ma być objęty ulgą. Obowiązek złożenia deklaracji rozliczeniowych w miesiącu korzystania z ulgi pozostaje bez zmian.

Co ważne skorzystanie przez mikro przedsiębiorcę z ulgi nie wpłynie na wysokość świadczeń emerytalno-rentowych mikro przedsiębiorcy (koszt składek w tym przypadku pokrywany jest z budżetu państwa, ale w najniższej obowiązującej danego ubezpieczonego podstawie wymiaru składek).

„Zmniejszenie obciążeń dla najmniejszych firm może pomóc im przetrwać na rynku, a także być kolejną zachętą do zakładania własnej działalności. Cieszy też fakt prostej procedury ubiegania się o ulgę i nieskomplikowanie przepisów w tym zakresie”. – Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.

NOWA KONCEPCJA KWALIFIKACJI DO DANEJ KATEGORII SPÓŁEK

W kwietniu br. pojawił się rządowy projekt ustawy zmieniającej ustawę o rachunkowości w związku z wdrożeniem przepisów prawa UE.

W projekcie pojawiła się nowa koncepcja kwalifikacji do danej kategorii jednostek (mikro, mała, średnia, duża), mianowicie zaproponowano podniesienie o 25 proc. progów definiujących poszczególne kategorie jednostek, progów określających obowiązek poddania badaniu sprawozdania finansowego i progów regulujących zwolnienie ze sporządzania skonsolidowanego sprawozdania finansowego.

Do najważniejszych proponowanych zmian, prócz nowych progów definiujących poszczególne kategorie jednostek, należą w tym przypadku bardziej czytelne zdefiniowanie pojęć jednostki mikro, małej, średniej i dużej oraz określenie warunków uzyskiwania i utraty statusu takich jednostek.

„Proponowane zmiany w ustawie o rachunkowości to odpowiedź na wysoką inflację w UE w ostatnich latach. Celem jest uniknięcie nadmiernych wymogów sprawozdawczych zwłaszcza jednostek mikro i małych. To rozsądne i pozytywne zmiany dla biznesu, bo zdejmujące nadmierny ciężar sprawozdawczy, tam, gdzie to nie jest uzasadnione.” – Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group

ICAP – FORMA OGRANICZENIA RYZYKA PODATKOWEGO

ICAP (ang. International Compliance Assurance Program) jest dobrowolną formą oceny ryzyka działalności podatnika i procesu zapewnienia zgodności w obszarze podatków we współpracy z organami podatkowymi w danym kraju. Program działa w ramach OECD. ICAP wykorzystuje m.in. raporty CbC (raporty, w których podatnik przekazuje władzom skarbowym informacje o grupie przedsiębiorstw, w ramach której prowadzi działalność). Trwający obecnie nabór do programu dla firm działających w Polsce zakończy się 30 września br.

„Inicjatywa organiczna ryzyko podatkowe, choć należy pamiętać, że nie eliminuje go całkowicie. Program to duże ułatwienie dla międzynarodowych grup, działających na wielu rynkach i mierzących się z dostosowaniem do różnych w danych krajach przepisów podatkowych. Podobna inicjatywa była nieoceniona dla wszystkich podmiotów prowadzących działalność w określonym kraju.” – Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.

ZWOLNIENIE PODMIOTOWE VAT DLA PODATNIKÓW Z UNII EUROPEJSKIEJ

W czerwcu br. na stronie Rządowego Centrum Legislacji został opublikowany projekt ustawy dotyczącej zmian w ustawie o podatku od towarów i usług. W projekcie zostały zaproponowane zmiany w odniesieniu do małych przedsiębiorstw. Podatnicy posiadający siedzibę działalności gospodarczej w państwach członkowskich innych niż Rzeczpospolita Polska, będą mogli skorzystać ze zwolnienia podmiotowego w Polsce po spełnieniu określonych w ustawie o VAT warunków.

Jednocześnie podatnicy posiadający siedzibę działalności gospodarczej na terytorium Polski, również po spełnieniu określonych warunków, będą mogli skorzystać ze zwolnienia podmiotowego w innym państwie członkowskim, na warunkach określonych przez to państwo.

Z uzasadnienia do projektu wynika, że przedsiębiorstwa będą uprawnione do skorzystania ze zwolnienia w momencie, gdy roczny obrót nie przekroczy wyznaczonego progu w kraju, w którym VAT jest należny.  Warto zaznaczyć, że zwolnienie nie może przekroczyć 85 tys. euro albo równowartości kwoty w walucie konkretnego kraju, czyli górnego limitu zapisanego w dyrektywie VAT. Konkretne kwoty mniejsze lub równe temu limitowi wskażą poszczególne kraje.

Ustawa o VAT obecnie daje możliwość stosowania zwolnienia podmiotowego podatnikom posiadającym siedzibę działalności gospodarczej na terytorium Polski, u których wartość sprzedaży nie przekroczyła łącznie w poprzednim roku podatkowym kwoty 200 tys. zł.

Projektowana ustawa ma wprowadzić również nowe zasady określania miejsca świadczenia usług – takich jak usługi wstępu na imprezy kulturalne, artystyczne, sportowe, naukowe, edukacyjne, rozrywkowe, w przypadku, gdy obecność ostatecznego odbiorcy takich usług jest wirtualna.

Chodzi o usługi transmitowane bądź też udostępniane w inny wirtualny sposób. Projektowana ustawa miałaby wejść w życie od 1 stycznia 2025 r.

„Planowana zmiana w naszym przekonaniu jest pozytywna dla biznesu. Procedura będzie stanowić uproszczenie zasad związanych z VAT, ponieważ zmniejsza ona znacznie obowiązki administracyjne małych przedsiębiorców, którzy nie posiadają siedziby działalności gospodarczej na terytorium państwa członkowskiego, w którym prowadzona jest działalność gospodarcza.” – Daria Cyrek, ekspert TMF Group.

NOWE INSTRUMENTY WSPARCIA RYNKU PRACY

Na koniec marca br. został opublikowany projekt ustawy o rynku pracy i służbach zatrudnienia.

Planowane do wdrożenia w trzecim kwartale br. zmiany w odniesieniu do przedsiębiorców mają zachęcić i ułatwić rozbudowywanie ich zespołów o seniorów, a także zatrudnianie członków rodziny przez firmy rodzinne.

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej planuje dofinansowania dla firm, które zdecydują się zatrudnić seniorów (mężczyzn powyżej 65. roku życia i kobiety powyżej 60. roku życia). Wsparcie ma wynosić do 50 proc. wysokości minimalnego wynagrodzenia i być udzielane do 24 miesięcy, ale przy obowiązku dalszego zatrudnienia seniora przez okres minimum 12 miesięcy.

Resort planuje również ułatwić zatrudnianie członków rodziny w firmach rodzinnych, poprzez umożliwienie możliwości skorzystania z pomocy udzielanej przez urzędy pracy. Wcześniej pokrewieństwo pracodawcy i osoby zarejestrowanej w PUP przekreślało taką możliwość.

„Wszelkie instrumentu wsparcia oddawane przedsiębiorcom odbieramy pozytywnie. Proponowane zmiany rozszerzają możliwości rozwoju firm rodzinnych. Dają też szansę rozbudowy zespołów o doświadczonych seniorów na preferencyjnych warunkach.” – Dorota Zajas, ekspert TMF Group 

WYMAGAJĄCE DLA PROWADZĄCYCH BIZNES W POLSCE – ZMIANY LUB ZAPOWIEDZI ZMIAN

SPRAWOZDAWCZOŚĆ W ZAKRESIE ZRÓWNOWAŻONEGO ROZWOJU

W kwietniu br. pojawił się rządowy projekt ustawy zmieniającej ustawę o rachunkowości w związku z wdrożeniem przepisów prawa UE – tej samej, którą wspominamy w kontekście zmian pozytywnych dla biznesu dotyczących nowej koncepcji kwalifikacji do danej kategorii spółek.

Niniejszy projekt ustawy zawiera również zmiany w zakresie sprawozdawczości zrównoważonego rozwoju wynikające z dyrektywy CSRD.

Zgodnie ze zmianami sprawozdawczość zrównoważonego rozwoju powinna być przedstawiona w wyodrębnionej części sprawozdania z działalności jednostki i ujawniać informacje niezbędne do zrozumienia wpływu jednostki na kwestie zrównoważonego rozwoju oraz w drugą stronę wpływu zrównoważonego rozwoju na rozwój, wyniki i sytuację spółki.

Raportowanie z założenia będzie implementowane stopniowo:

  1. Duże spółki interesu publicznego zatrudniające powyżej 500 osób, objęte już dyrektywą CSRD po raz pierwszy będą raportować w 2025 roku za 2024 rok.
  2. Duże przedsiębiorstwa, które nie podlegają dyrektywie CSRD i które spełniają dwa z trzech kryteriów: zatrudniają powyżej 250 osób i/lub mają 40 mln euro obrotów i/lub 20 mln euro całkowitych aktywów – po raz pierwszy będą raportować za 2025 rok w roku 2026.
  3. Małe i średnie przedsiębiorstwa, a także inne przedsiębiorstwa notowane na giełdzie, które spełniają dwa z trzech kryteriów: zatrudniają powyżej 10 pracowników, o obrocie 700 tys. euro i sumie aktywów 350 tys. euro., po raz pierwszy będą zobligowane do sprawozdawczości w zakresie zrównoważonego rozwoju w 2027 roku, za rok poprzedni.

„Sprawozdawczość w zakresie zrównoważonego rozwoju wprowadza szereg obowiązków raportowych wymuszających duże nakłady pracy w jednostkach objętych tym obowiązkiem. To z kolei generuje i będzie generowało w kolejnych latach znaczne nakłady finansowe i pracownicze. Pamiętając o celu nadrzędnym wprowadzenia tych wymogów, jakim jest ocena wpływu działalności przedsiębiorstwa na ludzi i środowisko, z perspektywy stricte kosztowej i organizacyjnej postrzegamy wprowadzane obowiązki jako negatywne dla biznesu.” – Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.

USTAWA O OCHRONIE SYGNALISTÓW

W maju br. Sejm przyjął ustawę o sygnalistach, która wejdzie w życie 25 września br. Jej celem jest ochrona osób zgłaszających naruszenie prawa niezależnie od podstawy i formy świadczenia pracy lub pełnienia służby przez te osoby. Ustawa zakłada dokonywanie zgłoszeń w wielu dziedzinach, jak np. korupcja, zamówienia publiczne, ochrona konkurencji, RODO, a także interesy finansowe Państwa Polskiego czy zasad rynku wewnętrznego UE. Natomiast nie zostały w ustawie zawarte naruszenia związane z prawem pracy.

Podmiotami obowiązanymi do przyjmowania zgłoszeń są m.in.: organy administracji, Rzecznik Praw Obywatelskich, a także pracodawcy zatrudniający powyżej 50 osób.

Pracodawca będzie zobligowany do wdrożenia procedury dokonywania zgłoszeń wewnętrznych zgodnych z wymogami ustawowymi.

„Ustawa z organizacyjnego punktu widzenia nakłada na przedstawicieli biznesu zbudowanie całego systemu procedur i przepływu informacji oraz konieczność zarządzania nim, co technicznie stanowi pakiet nowych, dodatkowych obowiązków przedsiębiorstwa i związane z nim nakłady organizacyjne i finansowe.” – Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.

NOWA DEFINICJA BUDYNKU I BUDOWLI

Ministerstwo Finansów opublikowało 11 czerwca 2024r. projekt zmian w ustawie o podatkach i opłatach lokalnych, które mają zacząć obowiązywać od 1 stycznia 2025 roku. Nowe regulacje zawierają autonomiczną – niezależną od prawa budowlanego – definicję budynków i budowli.

Proponowana zmiana polega, co do zasady na stworzeniu załącznika do ustawy o podatkach i opłatach lokalnych zawierającego listę obiektów traktowanych jako budowle.

Wstępne analizy wskazują, że nowe brzmienie przepisów może w praktyce prowadzić do licznych wątpliwości. Z proponowanej definicji wynikać może potencjalnie poszerzenie zakresu opodatkowania w stosunku do urządzeń technicznych powiązanych z budowlami, obecnie niepodlegających opodatkowaniu podatkiem od nieruchomości.

„Istnieje ryzyko poszerzenia zakresu opodatkowania o obiekty, które nie były dotąd kwalifikowane jako budowle, zawężono też zakres zwolnień podatkowych. Ponadto nowe regulacje mogą stanowić podstawę do podwyższenia podstawy opodatkowania o wartość dodatkowych elementów, które były dotychczas poza zakresem podatku od nieruchomości. To zdecydowanie niekorzystna zmiana dla przedstawicieli biznesu.” – Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.

ICAP- FORMA OGRANICZENIA RYZYKA PODATKOWEGO NIE DLA WSZYSTKICH

O ICAP jako regulacji pozytywnej dla biznesu piszemy w pierwszej części barometru. Warto jednak zwrócić uwagę, że ten międzynarodowy program zapewniania zgodności dedykowany jest jedynie przedsiębiorstwom międzynarodowym.

„Z jednej strony program jest pozytywny dla biznesu, bo organiczna, choć jak pisaliśmy we wcześniejszym uzasadnieniu, nie eliminuje całkowicie ryzyko podatkowe.  Z drugiej strony słabością tego rozwiązania jest ograniczenie jego dostępności dla międzynarodowych grup, mających strategię podatkową i określoną politykę podatkową. Jesteśmy przekonani, że z programu chętnie skorzystaliby pozostali podatnicy, którzy próbują odnaleźć się w gąszczu przepisów podatkowo – księgowych.” – Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.

WYKŁADOWCY UCZELNI POWINNI DOLICZYĆ VAT DO SWOICH FAKTUR

20 maja br. Minister Finansów wydał interpretację ogólną dotyczącą opodatkowania VAT świadczeń polegających na przekazywaniu wiedzy w ramach procesu kształcenia, przez osoby fizyczne będące podatnikami VAT, na podstawie umów zawieranych z uczelniami.

Minister Finansów wyjaśnił, że podatnik VAT, który świadczy usługi kształcenia na podstawie umów z uczelniami, nie ma prawa do zwolnienia z tego podatku.

„Interpretacja Ministra Finansów, w której wyklucza on stosowanie zwolnień dla usług edukacyjnych przez zewnętrznych wykładowców budzi wątpliwości. Wprawdzie wykładowcy nie muszą się stosować do wydanej interpretacji ogólnej, ale wtedy ryzykują sporem z organami podatkowymi. Podatnik z brakiem prawa do zwolnienia będzie zobligowany do składania deklaracji VAT, co może skutkować większymi nakładami finansowymi w prowadzonej przez niego działalności. Dodajmy, że wykładowcy, którzy są podatnikami VAT, nie skorzystają ze zwolnienia przedmiotowego, przez co będą zobligowani doliczyć VAT, chyba, że skorzystają ze zwolnienia podmiotowego z VAT (limit do 200 tys. zł netto obrotu rocznie.”  – Daria Cyrek, ekspert TMF Group.

DODATKOWE WYMAGANIA DLA ZATRUDNIAJĄCYCH OBYWATELI UKRAINY

W drugim kwartale br. przeprocedowano zmiany w ustawie specjalnej o pomocy dla obywateli Ukrainy. Z punktu widzenia pracodawców, którzy zatrudniają w Polsce obecnie 755 tys. obywateli tego kraju istotne są zmiany związane z obowiązkiem powiadomienia o zatrudnieniu tych pracowników. Chodzi m.in. o krótszy, bo 7-dniowy termin powiadomienia przez pracodawcę o zatrudnienia obywatela Ukrainy, obowiązkowe powiadomienie w przypadku zmiany rodzaju umowy, stanowiska lub rodzaju wykonywanej przez niego pracy, a także zmiany wymiaru czasu pracy lub wynagrodzenia. Pracodawcy zatrudniający obywateli Ukrainy będą zobowiązani zawrzeć w powiadomieniu o zatrudnieniu wysokość minimalnej stawki godzinowej lub minimalnego wynagrodzenia.

„Wprowadzane zmiany, choć istotne w obliczu nadużyć w zakresie zatrudniania obywateli Ukrainy, nakładają jednak dodatkowe obowiązki formalne na przedsiębiorców. Jak każda tego typu zmiana i ta pociąga za sobą konieczność poniesienia dodatkowych nakładów na wdrożenie procedur związanych z nowymi przepisami oraz wygospodarowania i opłacenia dodatkowego czasu, poświęconego na wykonanie tych czynności.” – Dorota Zajas, ekspert TMF Group

AFI Europe wzmacnia kadrę kierowniczą w Polsce

AFI Europe Poland realizuje swoje długofalowe plany rozwoju i rozbudowy portfela zarządzanych nieruchomości. Od kilku miesięcy międzynarodowy inwestor i deweloper rozbudowuje kadrę kierowniczą, zatrudniając doświadczonych menedżerów na kluczowe dla działalności organizacji stanowiska.

W planach większościowego inwestora Towarowej 22 – wielofunkcyjnego projektu w centrum Warszawy, jest uruchomienie do końca 2024 roku trzech nowych projektów: AFI Home Metro Szwedzka w Warszawie, AFI Home Czyżewskiego w Krakowie oraz AFI Home Długa we Wrocławiu. Na początku kolejnego roku uruchomiony zostanie również kolejny warszawski projekt – AFI Home Metro Zachód.

Dołączenie do zespołu AFI Europe Poland utalentowanych i wykwalifikowanych ekspertów potwierdza naszą silną pozycję na rynku. Wniesione przez nich doświadczenie i wiedza są bezcenne dla dalszego rozwoju naszej firmy w Polsce. Wierzę, że ich zaangażowanie i profesjonalizm przyniosą wiele korzyści zarówno naszej firmie, jak i naszym klientommówi Sebastian Kieć, CEO AFI Europe Poland.

Jarosław Szerfenberg, Chief Engineer w AFI Europe Poland
Jarosław Szerfenberg, Chief Engineer w AFI Europe Poland

Stanowisko Chief Engineer w AFI Europe Poland objął Jarosław Szerfenberg. Posiada on 25 lat doświadczenia w rozwoju projektów nieruchomości komercyjnych i mieszkaniowych. Z powodzeniem zarządzał wielomilionowymi projektami. Przed dołączeniem do AFI, zajmował się budową nowych i modernizacjami istniejących centrów handlowych należących do portfolio G-City Europe. Jarosław jest absolwentem Politechniki Poznańskiej oraz programu MBA w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej.

Grzegorz Jamroziak, AFI Europe Poland
Grzegorz Jamroziak, AFI Europe Poland

Grzegorz Jamroziak wzmocnił zespół AFI Europe Poland jako Head of Commercial Asset Management. Posiada on ponad 20 lat doświadczenia w zarządzaniu i wynajmie nieruchomości komercyjnych i mieszkaniowych. Zajmował stanowiska kierownicze w międzynarodowych firmach i z powodzeniem wdrażał szereg strategii komercyjnych, operacyjnych i finansowych dla portfeli nieruchomości. Przed dołączeniem do AFI, był związany z firmą G-City Europe, gdzie zajmował się zarządzaniem portfelem aktywów, wprowadzaniem na rynek nowych inwestycji i rozwojem strategii ESG.

Jarosław Prawicki, AFI Europe Poland
Jarosław Prawicki, AFI Europe Poland

Jarosław Prawicki objął stanowisko Head of Office Leasing w AFI Europe Poland, w ramach którego będzie odpowiadał za wynajmem powierzchni biurowych w polskim portfolio firmy. Przez ponad 20 lat zdobywał doświadczenie w pracy zarówno dla deweloperów (GE Capital Golub, HB Reavis, UBM, Immobel, Karimpol), jak i doradców w zakresie nieruchomości komercyjnych (Cushman & Wakefield, CBRE). Przed dołączeniem do AFI, pełnił funkcję Executive Director w Karimpol Polska. Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej na kierunku Marketing i Zarządzanie.

Joanna Barska, AFI Europe Poland
Joanna Barska, AFI Europe Poland

Jednocześnie, w strukturach organizacji na stanowisko Head of Retail Leasing awansowała Joanna Barska, która z sukcesem zrealizowała znaczące transakcje najmu przestrzeni handlowych zapewniających liczne udogodnienia dla społeczności najemców budynków AFI Home w Polsce. Joanna ma wieloletnie doświadczenie w wynajmie powierzchni komercyjnych przy głównych ulicach handlowych oraz w budynkach mieszkalnych. Przed dołączeniem do AFI, zajmowała stanowiska kierownicze w firmach CBRE, Liebrecht & Wood oraz White Star Real Estate.

AFI Europe Poland rozwija swoją ofertę aktywów w trzech segmentach rynku nieruchomości komercyjnych: profesjonalnego najmu mieszkań (PRS), biurowym i mixed-use, czego najlepszymi przykładami są dwa projekty: Towarowa 22 oraz AFI Home Metro Szwedzka, na który składa się siedem budynków jednego z największych projektów wielofunkcyjnych prawobrzeżnej Warszawy.

Nadav Zafrir nowym CEO Check Point Software Technologies

Gil Shwed, po ponad trzydziestu latach, odchodzi ze stanowiska CEO firmy Check Point Software Technologies, jednego ze światowych liderów w obszarze cyberbezpieczeństwa. Nowym dyrektorem zarządzającym został Nadav Zafrir, znany przedsiębiorca i inwestor, który rozpoczynał swoją karierę w elitarnej jednostce 8200 izraelskiej armii.

Urodzony w kibucu Kiryat Anavim w Górach Judzkich, Zafrir dorastał w Ameryce Łacińskiej, a w wieku 18 lat wrócił do Izraela na służbę wojskową. Jego talent IT został dostrzeżony w jednostce spadochronowej, a po zakończeniu służby został dowódcą jednostki 8200. W 2014 roku współzałożył Team 8, firmę budującą i inwestującą w spółki technologiczne z obszaru cyberbezpieczeństwa, danych i fintech. W marcu 2024 roku grupa pozyskała 500 milionów dolarów na nowe fundusze, dzięki wsparciu Microsoftu i Cisco.

Zafrir podkreśla, że sukces izraelskiego ekosystemu technologicznego wynika z powiązań między państwem a gospodarką. Większość uczniów i studentów jest badana pod kątem ich zdolności i szkolona w najnowszych technologiach podczas służby wojskowej, co przygotowuje ich do zakładania firm po jej zakończeniu.

Nadav Zafrir obejmie stanowisko CEO Check Point Software w grudniu 2024 roku, a Gil Shwed zostanie Przewodniczącym Zarządu. Zafrir widzi przyszłość cyfryzacji w nowych technologiach, takich jak sztuczna inteligencja, 5G, AR/VR, a może nawet komputerach kwantowych. Podkreśla, że regulacje powinny być opisowe i przyszłościowe, a nie narzucające przeszłe rozwiązania.

Check Point Software Technologies, założony przez Gila Shweda, Shlomo Kramera i Mariusa Nachta, jest symbolem izraelskiego sukcesu w cyberbezpieczeństwie. Firma wprowadziła na rynek firewall z inspekcją pakietów, a obecnie jest notowana na giełdzie. W drugim kwartale 2024 roku firma osiągnęła przychody w wysokości 627 milionów dolarów, co stanowi wzrost o 7% w porównaniu do poprzedniego roku.

Wyniki finansowe i biznesowe Grupy Kapitałowej Banku Millennium w 2 kw.2024 r.

Grupa Kapitałowa Banku Millennium S.A. odnotowała zysk netto w wysokości 229 mln zł w 2 kw. 2024 r. i 357 mln zł w pierwszej połowie 2024 r. Ten znaczący wynik kwartalny został osiągnięty pomimo kosztów związanych z wakacjami kredytowymi, utrzymujących się wysokich kosztów portfela kredytów hipotecznych w walutach obcych oraz ponownego obciążenia podatkiem bankowym.

2 kw. 2024 r. był kolejnym solidnym kwartałem z punktu widzenia działalności operacyjnej. Wzrost depozytów pozostał znaczący i wyniósł 3% kw/kw oraz 16% r/r, pomimo obniżonego oprocentowania. Portfel kredytowy bez walutowych kredytów hipotecznych wzrósł o 2% kw/kw oraz 3% r/r, głównie dzięki portfelowi kredytów detalicznych w PLN (uruchomienia kredytów gotówkowych były na rekordowym poziomie 2 mld zł, co oznacza wzrost o 33% r/r) oraz dalszej poprawie wolumenów leasingowych (nowe wolumeny osiągnęły poziom 1 mld zł, czyli wzrost o 14% kw/kw i o 26% r/r). Liczba aktywnych klientów detalicznych powiększyła się o 5% r/r do poziomu 3 milionów 83 tysięcy.

Jesteśmy zadowoleni z wyników Banku w 2 kw. 2024 r., który zakończyliśmy zyskiem netto w wysokości 229 mln zł, pomimo kosztów wakacji kredytowych i utrzymującego się obciążenia związanego z walutowymi kredytami hipotecznymi. Są trzy aspekty, na które chciałbym zwrócić uwagę: nasze wyniki biznesowe utrzymały się na wysokim poziomie zarówno w bankowości detalicznej, jak i korporacyjnej, a klientom zaoferowaliśmy nowe rozwiązania, takie jak odświeżona aplikacja mobilna, kantor wymiany walut czy Blik Pay Later; po drugie, zawarliśmy kolejnych 1 000 ugód z kredytobiorcami frankowymi, co oznacza, że od początku programu osiągnęliśmy poziom 23,5 tys. ugód; Zakończyliśmy też realizację planu naprawy, co pozwala nam z pełną energią skupić się na dalszym rozwoju banku. Zrealizowaliśmy to wszystko dbając o wysoką jakość obsługi klienta, o dobre środowisko pracy dla naszych pracowników i skuteczną realizację celów strategii na lata 2022-2024 „Inspirują nas ludzie” – skomentował wyniki Joao Bras Jorge, prezes Banku Millennium.

W 2 kw. 2024 r. Bank nieustannie przykładał wysoką wagę do redukcji swojego portfela walutowych kredytów hipotecznych oraz związanego z nim ryzyka i dlatego pozostawał otwarty na indywidualnie negocjowane polubowne rozwiązania (między innymi przewalutowania kredytów na zł, przedterminowe częściowe lub całkowite spłaty). Liczba dobrowolnych ugód w 2 kw. 2024 wyniosła 1 007 (w 1 poł. 2024: 2 111), nieco poniżej liczby w poprzednim kwartale. Od początku roku 2020, kiedy ugody zaczęły być aktywniej oferowane, zawarto ponad 23 500 polubownych ugód. Stanowi to ponad 38% liczby umów kredytowych dotyczących walutowych kredytów hipotecznych aktywnych w momencie startu programu oferowania ugód. W wyniku tych negocjacji, zasądzonych wyroków oraz innych naturalnych czynników, w 2 kw. 2024 r. liczba aktywnych walutowych kredytów hipotecznych zmniejszyła się o 2 004 do 28 759, po spadku o 5 586 w całym roku 2023.

Istotną decyzją podjętą przez Zarząd Banku w 2 kw. 2024 r. było zakończenie realizacji planu naprawy, wynikającego z programu wakacji kredytowych dla kredytobiorców w latach 2022-23 i związanymi z tym negatywnymi implikacjami dla współczynników kapitałowych w 2022 r. W ocenie Zarządu Banku osiągnięte zostały wszystkie kluczowe założenia planu naprawy. W szczególności, wszystkie wskaźniki zdefiniowane w planie osiągnęły bezpieczne poziomy, rentowność oraz wyniki finansowe uległy trwałej poprawie, współczynniki kapitałowe zostały przywrócone do poziomów znacznie przekraczających minimalne wymogi regulacyjne, a Bank i Grupa spełniają wymogi MREL, w tym wymogi połączonego bufora. Zarząd Banku nie identyfikuje również przyszłych okoliczności, które przemawiałyby za dalszą realizacją planu naprawy.

Bank Millennium jest bliski realizacji strategii na lata 2022-24 „Inspirują nas ludzie”. Po 2 kw. 2024 Bank odnotowuje, że większość celów jest na dobrej drodze do osiągnięcia poziomów zaplanowanych na 2024 rok. Część kluczowych celów Bank już zrealizował, m. in. przekroczył poziom 3 mln aktywnych klientów detalicznych oraz 90% aktywnych klientów cyfrowych, odnotował spadek udziału walutowych kredytów hipotecznych w portfelu kredytowym poniżej 10%.

Joao Bras Jorge
Joao Bras Jorge, Prezes Zarządu Banku Millennium

Podsumowując prezentację wyników za 2 kw. 2024 r. Joao Bras Jorge powiedział: Dzięki wynikom za 2 kw. 2024 r. jesteśmy bliżej pełnej realizacji naszej strategii na lata 2022-2024 „Inspirują nas ludzie”. W 2 kw. 2024 na podkreślenie zasługuje wprowadzenie nowych, cyfrowych rozwiązań dla naszych klientów. Cieszy nas bardzo dobra sprzedaż kredytów gotówkowych oraz fakt, że wzrost portfela w segmencie korporacyjnym nabiera tempa.  Jesteśmy również bardzo dumni z pierwszej emisji listów zastawnych przez Millennium Bank Hipoteczny, które są już notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Przed nami przygotowanie strategii na lata 2025-2028, którą przedstawimy w czwartym kwartale br.

Warszawski rynek biurowy: renegocjacje dominują, nowe inwestycje hamują

Stabilny popyt, niska podaż nowych biur i niewiele pustostanów, tak w skrócie można opisać aktualną kondycję warszawskiego rynku.

Niespełna 11 proc. zasobów powierzchni biurowych w Warszawie, liczących obecnie ponad 6,30 mln mkw. czeka na najemców. Średni poziom pustostanów od roku prawie się nie zmienił, ale pogłębiły się różnice, jeśli chodzi o dostępność biur w zależności od lokalizacji. Wolnych powierzchni ubyło przede wszystkim w centrum, gdzie mamy do czynienia z deficytem oferty, a stawki czynszowe dochodzą do 29 euro/mkw./m-c, w pozostałych częściach Warszawy wybór nieco się zwiększył (13-17 euro/mkw./m-c).

– Deweloperzy wykazują ograniczoną aktywność w zakresie nowych projektów, co wynika z ostrożności i uważnej analizy chłonności rynku w odniesieniu do nowych zasobów. Jednocześnie, obserwujemy rosnącą tendencję do konwersji biurowców w projekty mieszkaniowe, PRS albo akademiki, a także spadek planowanej powierzchni biurowej w nowych inwestycjach – mówi Mateusz Strzelecki, Partner / Head of Tenant Representation w Walter Herz.

Nieco więcej oddanych biur niż rok temu

W drugim kwartale 2024 roku potencjał biurowy Warszawy zwiększył się jedynie o 15 tys. mkw. powierzchni, dzięki zakończonej budowie biurowca Vibe A. Natomiast w pierwszych trzech miesiącach roku oddane zostało 49 tys. mkw. biur.

W ciągu pierwszego półrocza br. na warszawski rynek weszło zaledwie 65 tys. mkw. powierzchni, a z planów na cały 2024 rok wynika, że oddane zostanie łącznie około 100 tys. mkw. nowych biur. Przypomnijmy, że w 2023 roku nowa podaż w sektorze nie przekroczyła 60 tys. mkw.

W budowie, jak oblicza Walter Herz, pozostaje w Warszawie przeszło 248 tys. mkw. powierzchni biurowych. W realizacji są m.in. takie obiekty jak Office House (Towarowa 22), Upper One, The Form, The Bridge, Vena, CD Projekt HQ, Skyliner II Warsaw, Studio II i modernizowane są V Tower, University Business Center II oraz G5 Prime Offices. Niemal 90 proc. powierzchni realizowanych jest w nowych projektach zlokalizowanych w centrum miasta i na Woli w okolicy ronda Daszyńskiego.

Mateusz Strzelecki zauważa, że decydujący wpływ na projektowanie przestrzeni biurowych mają teraz kryteria związane z ESG. – Duża ilość zieleni oraz zastosowanie rozwiązań z zakresu zrównoważonego rozwoju dla zapewnienia standardów środowiskowych charakteryzuje, zarówno nowe obiekty, jak i modernizowane nieruchomości–- informuje.

W transakcjach dominują renegocjacje

W Warszawie popyt na biura w drugim kwartale tego roku był większy niż w pierwszym o prawie 40 tys. mkw. Zakontraktowane zostało niespełna 180 tys. mkw. powierzchni. Największe wzięcie miały biura zlokalizowane w centralnej części miasta oraz na Służewcu, gdzie dostępne są ekonomiczne oferty, atrakcyjne dla firm, które z uwagi na dekoniunkturę gospodarczą zaplanowały ograniczenie kosztów.

– W ostatnich miesiącach mogliśmy obserwować w Warszawie wzrost popytu na powierzchnie biurowe w porównaniu do pierwszego kwartału 2024 roku. Mimo to pustostany utrzymują się na stałym poziomie. Priorytetem dla najemców pozostaje minimalizowanie kosztów związanych z przeprowadzkami i dostosowaniem przestrzeni do nowych potrzeb – zauważa Mateusz Strzelecki.

W strukturze najmu na warszawskim rynku w ostatnim kwartale zaczęły przeważać renegocjacje. Mogliśmy obserwować skokowy wzrost tych transakcji biorąc pod uwagę ich udział w strukturze najmu w pierwszym kwartale tego roku, w którym najwięcej było nowych umów.

Pierwsze półrocze br., jeśli chodzi o popyt zamknęło się wynikami na tym samym poziomie, jak pierwsze półrocze 2023 roku. Do połowy 2024 wynajęte zostało prawie 320 mkw. powierzchni, o około 2 proc. mniej niż w analogicznym czasie rok temu (326 tys. mkw.).

– Wśród najemców dominują duże podmioty, szczególnie grupy mediowe, które walczą o powrót pracowników do biur w pełnym wymiarze. Większość firm preferuje jednak model hybrydowy, który zakłada częste wizyty w biurze. Spółki IT nadal wykazują duże zainteresowanie nowymi powierzchniami, dążąc do optymalizacji metrażu i poprawy jakości przestrzeni biurowej. Kluczowe są tutaj rozwiązania wspierające pracę hybrydową, telekonferencje oraz kolaborację między pracownikami. Również najemcy instytucjonalni i podmioty państwowe zwiększają swoją aktywność na rynku, co jest efektem odblokowania decyzji po wyborach –informuje Mateusz Strzelecki.

Pakiet danych z USA

Czwartek upłynął pod dyktando danych zza oceanu. Wzrosty PKB zawsze cieszą, aczkolwiek trzeba pamiętać o specyfice annualizowanego wskaźnika. W tle gorszy moment funta brytyjskiego przez słabsze odczyty danych makroekonomicznych.

Lepsze dane z USA

Wczoraj na wiadomość dnia zanosiło się PKB w USA i faktycznie tak było. Analitycy oczekiwali 2% wzrostu, a otrzymali 2,8%, tyle że annualizowane. Amerykanie mają rzadki na świecie sposób prezentacji niektórych danych – zamiast pokazywać, jak zmieniał się parametr w ciągu roku, prognozują jakby się zachował, gdyby cały rok był taki, jak ostatni kwartał. W rezultacie dzisiejsza informacja nie mówi nam o tym, że PKB jest 0,8% powyżej oczekiwań, tylko o tym, że – gdyby cały rok był taki jak drugi kwartał – to wtedy tak by się stało. Efektywnie można to uprościć: jest o 0,2% lepiej niż mówiły oczekiwania. To nadal bardzo dobra wiadomość, tyle że już nie rewelacyjna. 0,2% pozwoliło dolarowi trzymać się swoich dwutygodniowych maksimów względem euro. Gdyby było 0,8%, należałoby się spodziewać znacznego umocnienia dolara.

Reszta pakietu danych

Oprócz PKB poznaliśmy wczoraj także dane o zamówieniach, które podtrzymują słabszą ostatnio tendencję na rynku motoryzacyjnym w USA. Mianowicie wskaźnik zamówień na dobra bez środków transportu rósł, z kolei wskaźnik zamówień na dobra trwałego użytku wyraźnie spadał. Sytuacja, w której wskaźnik zamówień bez środków transportu wypada wyraźnie lepiej utrzymuje się mniej więcej od końca pandemii. Część analityków wiąże ten fakt z popularyzacją pracy zdalnej. Jeżeli mowa o pracy, to wczoraj poznaliśmy nieznacznie lepsze dane na temat wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Owszem, 235 tysięcy wniosków to lepszy wynik, ale są to poziomy, przy których stopa bezrobocia w USA powinna się stabilizować, a nie spadać.

Słaby dzień funta

W czwartek poznaliśmy jeszcze jeden ważny odczyt. Był to wskaźnik zamówień wg CBI w Wielkiej Brytaniii. Za tym skrótem kryje się Konfederacja Brytyjskiego Przemysłu. Sam parametr pokazuje kierunek zmian zamówień i w tym przypadku od wielu kwartałów nie widzieliśmy pozytywnego wyniku. W tym miesiącu spodziewano się spadku z -18 pkt o jeszcze 1 punkt w dół. Realnie okazało się, że owszem spadł, ale o 14 punktów. To z kolei przełożyło się na wyraźne osłabienie funta. Wczoraj kurs funta spadł z 5,12 zł na 5,08 zł.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – dochody i wydatki Amerykanów,
16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Wchodzi w życie dyrektywa CS3D – w sprawie należytej staranności w zakresie zrównoważonego rozwoju przedsiębiorstw

CS3D – nowa europejska dyrektywa na rzecz zrównoważonego rozwoju.

25 lipca w życie wchodzi unijna dyrektywa w sprawie należytej staranności w zakresie zrównoważonego rozwoju przedsiębiorstw (Corporate Sustainability Due Diligence Directive – CS3D), mająca na celu promowanie odpowiedzialnych zachowań korporacyjnych. Europejskie przedsiębiorstwa, spełniające określone warunki, będą zobowiązane do przeprowadzania analizy due diligence swojej aktywności, aby skutecznie identyfikować, zapobiegać oraz naprawiać ewentualne skutki jej negatywnego wpływu na otoczenie społeczne i środowiskowe. Państwa członkowskie mają dwa lata na transpozycję dyrektywy do prawa krajowego.

Nowe prawo zostało przyjęte przez Parlament Europejski 24 kwietnia 2024 roku i zatwierdzone przez Radę Europejską 24 maja 2024 roku. Publikacja dyrektywy w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej miała miejsce 5 lipca 2024 r.

Celem nowej dyrektywy jest promowanie odpowiedzialnych zachowań korporacyjnych poprzez zobowiązanie europejskich przedsiębiorstw do przeprowadzania analizy due diligence. Ma to pośrednio pozwolić identyfikować, zapobiegać oraz naprawiać skutki ich negatywnego wpływu na prawa człowieka i środowisko. CS3D ustanawia zasady dotyczące obowiązków spółek w odniesieniu do ich działalności, działalności spółek zależnych oraz partnerów biznesowych, odpowiedzialności za naruszenia oraz obowiązku wdrożenia planu transformacji w celu łagodzenia zmian klimatu zgodnie z Porozumieniem Paryskim – komentuje Joanna Sobczyk, ESG Consultant w Ayming Polska.

Dyrektywa docelowo ma stworzyć ramy regulacyjne, które zobowiążą firmy do uwzględnienia kwestii zrównoważonego rozwoju w ich działaniach i strategiach, czyniąc je odpowiedzialnymi za ich wpływ na społeczności i środowisko w całym łańcuchu aktywności- dodaje ekspertka.

Harmonogram wdrożenia dyrektywy CS3D w państwach członkowskich

Dyrektywa wejdzie w życie 25 lipca 2024 r. Państwa członkowskie będą miały dwa lata na jej transpozycję do prawa krajowego. Jej wdrożenie podzielone zostało na kilka etapów, obejmujących m.in. dostosowanie regulacji do przepisów krajowych, ustanowienie niezbędnych struktur administracyjnych, szkolenie firm czy rozpoczęcie skutecznego stosowania kontroli. CS3D będzie obejmować kolejno:

  • Od 2027 r. – firmy zatrudniające ponad 5000 pracowników i osiągające wartość światowej sprzedaży netto przekraczającą 1,5 mld euro.
  • Od 2028 r. – firmy zatrudniające ponad 3000 pracowników i osiągające wartość światowej sprzedaży netto przekraczającą 900 mln euro.
  • Od 2029 r. – wszystkie pozostałe spółki objęte zakresem dyrektywy, tj. firmy zatrudniające powyżej 1000 pracowników i osiągające wartość światowej sprzedaży netto przekraczające 450 mln euro.

Na czym polega dyrektywa CS3D

Dyrektywa CS3D określa obowiązki firm w odniesieniu do rzeczywistego lub potencjalnego negatywnego wpływu działalności ich samych, ich spółek zależnych oraz partnerów biznesowych na prawa człowieka i środowisko. Reguluje także kwestie naruszeń tych obowiązków oraz wymogi dotyczące wdrożenia w organizacji planu zielonej transformacji.

Spółki objęte zasadami dyrektywy CS3D będą musiały podejmować szereg inicjatyw, ukierunkowanych na integrację należytej staranności w zakresie zrównoważonego rozwoju ze swoją działalnością. Należeć do nich będą m.in. identyfikacja i ocena jej negatywnych skutków w odniesieniu do środowiska i ładu korporacyjnego, zapobieganie im oraz naprawa już zaistniałych. Do zalecanych aktywności zaliczać się też będą m.in.: wymiana informacji z interesariuszami, wdrożenie odpowiednich mechanizmów, umożliwiających osobom poszkodowanym wnoszenia skarg dotyczących działalności przedsiębiorstwa czy monitorowanie i ewaluacja skuteczności realizowanych działań – komentuje Joanna Sobczyk.

Oprócz tego, firmy objęte CS3D będą zobowiązane do wdrożenia planu transformacji, ukierunkowanego na łagodzenie wpływu ich aktywności na zmiany klimatu, zgodnie z założeniami Porozumienia Paryskiego. Nowe regulacje nałożą również na państwa członkowskie obowiązek wyznaczenia organów nadzorczych do monitorowania zgodności działań firm z przyjętą dyrektywą oraz wdrożenia sankcji za ich nieprzestrzeganie.

Ekspertka Ayming radzi, aby firmy – pomimo relatywnie odległego czasu do faktycznego objęcia ich działaniem dyrektywy już teraz rozpoczęły identyfikację swoich wpływów i wdrażanie odpowiednich mechanizmów.

Wczesne wdrażanie mechanizmów zgodnych z dyrektywą CS3D jest korzystne dla firm, mimo że pełne wymagania wejdą w życie dopiero za kilka lat. Przygotowania te, obejmujące analizę due diligence, identyfikację i zarządzanie ryzykiem oraz wdrażanie planów naprawczych i transformacyjnych, pozwolą firmom nie tylko spełnić przyszłe wymogi CS3D, ale również lepiej przygotować się do raportowania zgodnie z dyrektywą CSRD (Corporate Sustainability Reporting Directive), która obowiązuje już teraz i będzie obejmować kolejne grupy przedsiębiorstw w kolejnych latach – tłumaczy Joanna Sobczyk.

Według ekspertki, wczesne rozpoczęcie prac nad wdrażaniem zasad CS3D w firmie pozwoli również na uniknięcie wysokich kar, które są przewidziane w ramach dyrektywy. Każde państwo członkowskie będzie zobowiązane do wyznaczenia organów nadzorczych, które będą mogły prowadzić dochodzenia i nakładać grzywny w wysokości do 5% rocznych przychodów netto spółek nieprzestrzegających przepisów. Firmy odpowiedzialne za wszelkie szkody spowodowane nierespektowaniem obowiązków będą musiały wypłacić odszkodowanie ofiarom.

Kolejna dyrektywa UE w sprawie zrównoważonego rozwoju

CS3D jest kolejną już po dyrektywie CSRD, inicjatywą wdrożoną w ostatnim czasie z myślą o zrównoważonej transformacji biznesu. O Corporate Sustainability Reporting Directive (CSRD) jest w ostatnim czasie głośno, ponieważ od początku bieżącego roku zaczęła obowiązywać pierwszą grupę przedsiębiorstw (firmy 500+, podlegające NFRD i spełniające jedno z dwóch kryteriów: 25M EUR suma aktywów w bilansie lub 50M EUR przychodów netto). W kolejnych latach do grupy tej będą włączane kolejne podmioty.

Chociaż to dwie różne dyrektywy, są one ze sobą powiązane poprzez wspólny cel promowania zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialności korporacyjnej. CSRD skupia się na zwiększeniu przejrzystości i raportowania w aspektach środowiskowych, społecznych i zarządczych – a także podstawowe elementy należytej staranności znajdują bezpośrednie odzwierciedlenie w wymogach raportowania zrównoważonego rozwoju ESRS dotyczących ujawniania informacji określonych w ESRS 2 oraz tematycznych ESRS. W efekcie obie dyrektywy przyczyniają się do zwiększenia odpowiedzialności i przejrzystości w obszarze zrównoważonego rozwoju korporacyjnego – komentuje Joanna Sobczyk.

Dane z raportu Biznes w równowadze: Jak przyspieszyć transformację ESG autorstwa Ayming Polska  pokazują, że firmy pracują nad wdrożeniem standardów raportowania zgodnie z wymogami CSRD. 25% ankietowanych przedsiębiorców deklaruje, że ich organizacje już osiągnęły ten cel. Większość przedsiębiorstw jest na etapie wstępnym – 36% badanych jest w trakcie przygotowań do wdrożenia standardów zgodnych z CSRD, a 38% firm dopiero planuje działania w tym zakresie.

Spadajacy Nasdaq 100, silny jen, nudny Fed i ciekawy Bank Japonii

Korekta na Wall Street nabiera coraz większego tempa. Z napompowanych do maksimum wycen spółek technologicznych w końcu pomału uchodzi powietrze. Na razie nie mamy do czynienia z odwróceniem trendu, bo to raczej mało prawdopodobne na ten moment. Doświadczamy jedynie korekty. Nasdaq100 wykonał od 11 lipca spadek, który swoją wielkością jest zbliżony do zniżki mającej miejsce w ubiegłym roku. Z dalszej perspektywy bieżąca przecena jest wciąż kosmetyczna i nie wysyła na ten moment większych negatywnych sygnałów. W przyszłym tygodniu decyzje podejmie Fed, Bank Anglii oraz Bank Japonii. Po tym pierwszym oraz drugim niewiele nowego możemy się spodziewać. Z kolei oczekiwania względem trzeciej instytucji są dość wysokie i to właśnie to wydarzenie może być interesujące.

Ciekawie jest na jenie. JPY zyskał około 5 proc. w relacji do dolara amerykańskiego od 11 lipca, kiedy światło dziennie ujrzał ostatni raport CPI dla USA za czerwiec. To większy zysk niż ten, który w tym samym czasie zanotował frank szwajcarski i inne waluty z grona G10. W dużej mierze jest to prawdopodobnie zasługa Banku Japonii, a raczej oczekiwań związanych z tym co zrobi ta instytucja. W najbliższą środę odbędzie się posiedzenie BoJ w sprawie polityki pieniężnej. W ostatnich tygodniach oczekiwania na kolejną podwyżkę stóp nadal rosły. Rynek spekuluje obecnie, że bank podniesie stopy o kolejne 10 punktów bazowych do 0,1-0,2 proc.. Nie czyni to Japonii krajem o wysokich stopach procentowych, ale oczywiście cykl podwyżek stóp byłby w wyraźnym kontraście do (prawie) wszystkich innych banków centralnych G10, które albo już zaczęły obniżać stopy, albo prawdopodobnie wkrótce to zrobią.

Na ostatnim posiedzeniu bank ogłosił, że w lipcu przedstawi plan stopniowego ograniczania skupu obligacji w nadchodzących miesiącach, co powinno powoli zmniejszać bilans.
Inflacja w regionie Tokio sukcesywnie się podnosi. CPI opublikowane w tym tygodniu pokazało wartość 2,2 proc. – najwyższą od marca tego roku. Z kolei ten sam wskaźnik dla całego kraju podniósł się z 2,5 proc. r/r do 2,6 proc. r/r a bazowy stabilizuje się na pułapie 2,8 proc. Wciąż jednak płace rosną wolno, co jest pewnego rodzaju argumentem przeciwko zacieśnianiu warunków monetarnych.

Na ten moment implikowane prawdopodobieństwo podwyżki stóp w Japonii w najbliższą środę wskazywane przez rynek kontraktów futures wynosi ponad 70 proc. To dość dużo. Jeśli te oczekiwania nie zostaną spełnione, dojdzie do poważnego rozczarowania co może wpłynąć ponownie na deprecjację JPY.

Para USD/JPY wykonała w ostatnich dniach solidną korektę i spadła z poziomu bliskiego 162,00 w okolice 152,00. Przecena jest większa niż ta z przełomu kwietnio raz maja. Notowania dotarły do horyzontalnego wsparcia technicznego i widać odreagowanie w kierunku 154,50. Nastąpiło ono po czwartkowej publikacji szacunkowego PKB dla USA za II kwartał, które pokazały siłę amerykańskiej gospodarki. Przyszły tydzień zapowiada się interesująca bo zmienność na parze USD/JPY powinna być podwyższona, bowiem impulsów dla dolara oraz jena nie zabraknie, z czego powinni cieszyć się traderzy walutowi.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Jak korzystnie sfinansować samochód dostawczy w firmie?

Jak korzystnie sfinansować samochód dostawczy w firmie? Przedstawiamy wady i zalety poszczególnych form finansowania oraz kalkulacje na najpopularniejszych modelach.

Z danych Centralnej Ewidencji Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG), rejestru REGON i Krajowego rejestru Sądowego (KRS) wynika, że w Polsce w 2023 roku zarejestrowano łącznie 348 973 firmy. Najwięcej nowych firm przybyło w województwie mazowieckim (19 proc. ogółu – 66 143 firmy), śląskim (9,8 proc. – 34 133 firmy) i wielkopolskim (9,3 proc. – 32 363 firmy). Wśród największych grup branżowych, w których swoją działalność rozpoczęły firmy zarejestrowane w 2023 roku, znalazły się budownictwo (18,8 proc. ogółu), handel hurtowy i detaliczny, naprawa pojazdów samochodowych i motocykli (16 proc.) oraz działalność profesjonalna, naukowa i techniczna (10,8 proc.). Warto podkreślić, że od lat branża budowlana jest tą, w ramach której co roku rejestrowanych jest najwięcej nowych firm (2022 rok – 67 912, czyli 19 proc. ogółu; 2021 rok – 70 888, czyli 19,7 proc. ogółu, 2020 rok – 66 070, czyli 20,7 proc. ogółu).Samochody dostawcze superauto.pl

Tak duże zagęszczenie przedsiębiorstw w sektorze budowlanym już samo w sobie rzutuje na zapotrzebowanie firm na zakup aut dostawczych w niedalekiej przyszłości, które pomieszczą wszystkie najpotrzebniejsze materiały, narzędzia, ale również będą stanowić środki transportu pracowników danej firmy. Wybór odpowiedniego auta dostawczego powinien być podyktowany potrzebami firmy, rodzajem prowadzonej działalności, ale także obszarem funkcjonowania. Ekonomiczne podejście do wyboru samochodu dostawczego nie jest bez znaczenia zwłaszcza dla firm oferujących swoje usługi na terenie całego kraju.

Bez względu na to, jaki samochód wybierzemy dla siebie lub naszej firmy, jako właściciel przedsiębiorstwa mamy zobowiązania finansowe względem pracowników czy urzędów, dlatego kluczowym w całym procesie będzie wybór odpowiedniego finansowania zakupu. Jak sfinansować zakup samochodu dostawczego w firmie ani nie stracić podatkowo i nie utracić płynności finansowej?

Jakie auta dostawcze wybierają klienci Superauto.pl?

– Nasi klienci, którzy prowadzą działalność gospodarczą, w większości przypadków decydują się na finansowanie nowych samochodów użytkowych.  W ten sposób są w stanie redukować koszty związane z naprawą i eksploatacją pojazdu  w pierwszych latach jego użytkowania. Warto również zaznaczyć, że nowe samochody użytkowe mają nie tylko lepszą efektywność paliwową, ale również bogatsze wyposażenie, które znacznie podnosi komforty jazdy. Mamy świadomość, że każdy przedsiębiorca ma określony profil swojej działalności, która wymaga odpowiedniej floty, dlatego  naszym klientom oferujemy pojazdy dostawcze w różnych opcjach zabudowy, wielkości i ładowności. Zauważyliśmy, że w pierwszym półroczu bieżącego roku nasi klienci najchętniej wybierali markę Renault – 25 proc. Jeśli chodzi o konkretny model, to zdecydowanie dominował Master w wersji L3H2 i L4H2.  Na drugim miejscu znalazła się marka Ford, którą wybrało 21 proc. klientów. Największe uznanie naszych klientów zdobył model Transit Custom. Ostatnie miejsce podium po sześciu pierwszych miesiącach tego roku należało do marki Fiat, na którą postawiło 15 proc. naszych klientów. Tu nie powinno być zaskoczeniem, że model Ducato cieszył się największym uznaniem  – komentuje Łukasz Dobija, Dyrektor Zespołu Sprzedaży Samochodów Użytkowych w Superauto.pl.

Czym jest płynność finansowa i co na nią wpływa?

Płynność finansowa to zdolność firmy do spłacenia bieżących zobowiązań oraz do dokonywania zakupów wszelkiego rodzaju towarów i usług, wypłacania wynagrodzenia pracownikom, płatności w terminie należności za dobra i usługi, a także zdolność do zakupu dóbr i usług w celu zaspokojenia potrzeb i rozwoju prowadzonej działalności. Płynność finansowa jest brana pod uwagę przez bank przy wystawianiu decyzji w związku z udzieleniem finansowania. Negatywny wpływ na przepływ środków pieniężnych w firmie mogą mieć m.in. zatory płatnicze klientów i nieopłacone, zaległe faktury, ale także wysokie jednorazowe wypłaty środków np. zakup za gotówkę lub w kredycie. Planując wyposażenie firmy w nowy samochód użytkowy, aby zachować jej płynność finansową, warto rozważyć wybór odpowiedniej formy finansowania, by nie stracić podatkowo, ale również zabezpieczyć prowadzoną działalność przed problemami finansowymi.

Płynność finansowa a wybór formy finansowania samochodu dostawczego

Zakup samochodu dostawczego do firmy zawsze wiąże się z wydatkiem. Z perspektywy prowadzonej działalności może to być inwestycja w poprawę jakości dostarczanych usług, narzędzie komunikacyjne mające pośrednio wpłynąć na budowanie marki, czy wyróżnienie się na tle konkurencji, ale zawsze pociąga za sobą zobowiązania finansowe na rzecz banku lub firmy udzielającej finansowania, które w cyklach miesięcznych należy spłacać. Którą formę finansowania wybrać, aby zachować najwyższą płynność finansową oraz, która w długim okresie czasu będzie najbardziej opłacalna podatkowo? Poniżej przedstawiamy szczegółowe informacje na temat finansowania zakupu samochodu dostawczego z uwzględnieniem zalet i wad, nie tylko pod względem podatkowym, ale także użytkowym. W końcu raty miesięczne to nie jedyne wydatki, jakie ponosimy przy zakupie samochodu do firmy.

Porównanie form finansowania samochodu dostawczego pod kątem płynności finansowej

Cechy Leasing Wynajem długoterminowy Kredyt Zakup za gotówkę
Początkowe koszty Niskie (często wymagana wpłata początkowa) Bardzo niskie (brak wpłaty początkowej) Wysokie (wymagana wpłata własna) Bardzo wysokie (pełna kwota zakupu)
Miesięczne raty/opłaty Stałe raty leasingowe Stałe opłaty za wynajem Stałe raty kredytowe Brak rat, jednorazowy wydatek
Korzyści podatkowe Odliczenie VAT, koszty uzyskania przychodu Odliczenie VAT, koszty uzyskania przychodu Odsetki od kredytu jako koszty uzyskania przychodu Możliwość amortyzacji pojazdu
Własność pojazdu Po wykupie (jeśli przewidziany w umowie) Brak (własność wynajmującego) Po spłacie kredytu Natychmiastowa własność
Elastyczność finansowa Średnia (umowa na określony czas, możliwość wykupu) Wysoka (możliwość łatwej zmiany lub zakończenia umowy) Niska (stałe zobowiązania kredytowe) Niska (zamrożenie dużej kwoty kapitału)
Dodatkowe koszty Możliwe (ubezpieczenie, serwis, brak amortyzacji przed wykupem,) Możliwe (nadmierne zużycie, przekroczenie limitu km) Możliwe (ubezpieczenie, serwis) Możliwe (ubezpieczenie, serwis, brak amortyzacji VAT)
Zachowanie płynności finansowej Dobra (rozłożenie kosztów w czasie, korzyści podatkowe) Bardzo dobra (minimalne koszty początkowe, stałe opłaty) Średnia (wysokie koszty początkowe, stałe raty kredytowe) Niska (duży jednorazowy wydatek, zamrożenie kapitału)

Leasing samochodu dostawczego

Leasing samochodu dostawczego jest dobrym wyborem, zarówno dla firm, które planują w znacznym stopniu rozwinąć flotę pojazdów, jak i dla tych przedsiębiorców, którzy potrzebują niezawodnego środka transportu. Sam leasing w przypadku młodych firm, z krótkim stażem poniżej roku, może generować wyższe koszty początkowe. Najczęściej mogą one wynieść około 20 proc. wkładu własnego w celu zabezpieczenia inwestycji. Również charakter umowy leasingu i rat leasingowych może zmieniać się w ciągu trwania umowy. Wysokość oprocentowania raty leasingowej liczona jest z uwzględnieniem wysokości WIBOR 1M lub 3M, co oznacza, że w przypadku zmiany stopy procentowej wysokość miesięcznej raty może być różna w trakcie trwania umowy leasingu. Warto jednak pamiętać, że zmiana wysokości stopy procentowej będzie miała wpływ na wysokość raty leasingu, jednak nie będą to proporcjonalne zmiany. Niemniej, planując zakup samochodu w leasingu trzeba być świadomym zmieniającej się sytuacji gospodarczej, a w przypadku długoterminowej umowy leasingu miesięczne raty należy płacić. Chcąc zakończyć umowę leasingu przed terminem, trzeba będzie dokonać cesji leasingu, a ostatecznie to leasingodawca decyduje o tym, czy będzie to możliwe i czy zostanie nałożona kara umowna. Oczywiście przy wyborze leasingu można zdecydować się na stałe raty leasingu, które będą chroniły przedsiębiorcę przed wzrostem wysokości zobowiązania w wyniku wzrostu stóp procentowych, jednak w przypadku ich spadku, może to okazać się niekorzystnym rozwiązaniem w długiej perspektywie czasu.

Leasing samochodu dostawczego, bez względu na to, na jaką formę ratalną się zdecydujemy zapewnia wysoką płynność finansową przedsiębiorstwa. Elastyczność umowy, która pozwala na zaplanowanie miesięcznych wydatków zgodnie z potrzebami i specyfiką prowadzonego biznesu może generować bardzo niskie koszty miesięczne (leasing z wysokim wykupem, lub wysoką wartością początkową).

Klienci, którzy wybierają finansowanie zakupu samochodu dostawczego w Superauto.pl najczęściej decydują się na leasing z zachowaniem parametrów 18-60-10. Co oznacza, 18 proc. wkładu własnego, umowę na 60 miesięcy i wykup w wysokości 10 proc. Oczywiście zgodnie z preferencjami i możliwościami, klient może wybrać dowolny czas trwania umowy, a także wysokość opłat na początku i na końcu umowy. Równomierne rozłożenie kosztów związanych z opłatami leasingowymi pozwoli zoptymalizować budżet firmy i uchronić ją przed nagłym odpływem środków.

Przykładowa kalkulacja leasingu Renault Master, najczęściej wybieranego w Superauto.pl auta dostawczego w I półroczu 2024:

wartość pojazdu brutto: 157 439 zł,
rabat Superauto.pl: 16%,
cena auta po rabacie: 127 999 zł netto,
wysokość wpłaty własnej 18%: 23000 zł,
czas trwania umowy leasingu: 60 miesięcy,
wartość wykupu 10%: 13000 zł,
rata miesięczna: 2199 zł.

Korzyści podatkowe związane z odliczeniem VAT i sposobem użytkowania pojazdu:

  • w przypadku użytkowania wyłącznie do celów służbowych: 139 245 zł,
  • w przypadku użytkowania do celów mieszanych: 151 499 zł.

Wynajem długoterminowy samochodu dostawczego

Wynajem długoterminowy samochodu dostawczego z uwagi na swoją formę prawną zapewnia firmom zachowanie największej płynności finansowej z uwagi na niskie koszty początkowe w wysokości maksymalnie 10 proc. wkładu własnego, lub całkowity brak konieczności wpłaty własnej. Również raty wynajmu, w odróżnieniu od raty leasingu czy kredytu, przez cały czas trwania umowy są stałe i nie zmieniają się w zależności od sytuacji gospodarczej. Co oznacza, że na ratę wynajmu nie mają wpływu stopy procentowe. Stała rata miesięczna pozwala lepiej planować miesięczne wydatki i zachować większą przewidywalność w planowaniu innych inwestycji na rzecz rozwoju prowadzonej działalności.

Miesięczna rata wynajmu może być wyższa niż rata leasingu, ale obejmuje pełne ubezpieczenie samochodu, serwis, wymiany opon karty paliwowe itd., co w przypadku leasingu będzie dodatkowym kosztem związanym z utrzymaniem samochodu.

Rata wynajmu obejmuje również usługę taką, jak samochód zastępczy na czas naprawy pojazdu. Przy prowadzeniu działalności usługowej, w której samochód dostawczy odgrywa istotną rolę przy dotrzymaniu terminu wykonania pracy, takie zabezpieczenie ma dla przedsiębiorcy spore znaczenie. Nie tylko pozwala mu uniknąć nieplanowanych kosztów z tytułu naprawy zepsutego samochodu, ale przede wszystkim umożliwia zrealizowanie usługi w deklarowanym terminie.

Pod względem podatkowym, rata wynajmu może zostać w całości ujęta w kosztach prowadzonej działalności.

Wynajem długoterminowy samochodu dostawczego zapewnia największą płynność finansową dzięki niskim kosztom początkowym i stałym miesięcznym opłatom. Pozwala to firmie lepiej zarządzać swoimi zasobami finansowymi, unikając dużych, jednorazowych wydatków. Jest to szczególnie ważne dla małych i średnich przedsiębiorstw mówi Łukasz Dobija, Dyrektor Zespołu Sprzedaży Samochodów Użytkowych w Superauto.pl.

Wynajem długoterminowy w małej firmie transportowej może okazać się świetnym wyborem, niemniej wybierają taką formę finansowania należy być świadomym, jakie zobowiązania wobec wynajmującego będzie miał przedsiębiorca. Chodzi przede wszystkim o eksploatację pojazdu – limit kilometrów oraz uszkodzenie samochodu. Wybierając wynajem długoterminowy samochodu dostawczego, o pojazd należy dbać, każde uszkodzenie kabiny może generować dodatkowe koszty na koniec umowy przy zwracaniu samochodu. Również przy rocznym limicie kilometrów, który zostanie przekroczony, koszty dodatkowe mogą być wysokie. Można ich uniknąć wprowadzając zmiany w umowie wynajmu jeszcze przed jej zakończeniem. Wysoki limit kilometrów będzie miał wpływ na wysokość miesięcznej raty, ale finalnie będzie on nadal niższy niż kary związane z jego przekroczeniem.

Zakup samochodu dostawczego w kredycie

Zakup samochodu dostawczego w kredycie z wielu powodów jest chętnie wybieraną formą finansowania, zwłaszcza jeśli planujemy kupić samochód używany, którego nie możemy sfinansować w formie leasingu (maksymalny wiek leasingowanego samochodu wynosi 8 lat, a czas trwania umowy minimum 24 miesiące). Co ciekawe, z danych Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców wynika, że w Polsce średni wiek samochodów użytkowych do 3,5 t po usunięciu z rejestru tzw. “martwych dusz” wynosi ponad 16 lat. Wcześniej średni wiek samochodów w tym segmencie wynosił ponad 19 lat.

Przy finansowaniu zakupu samochodu dostawczego w formie kredytu od razu stajemy się właścicielami lub współwłaścicielami pojazdu. Niemniej podobnie jak w przypadku wynajmu lub leasingu jako przedsiębiorcy możemy odliczyć część odsetkową kredytu od VAT. W przypadku płynności finansowej jest ona średnia z uwagi na wysoki koszt początkowy, jaki musimy ponieść. W zależności od rodzaju umowy kredytowej może on wynieść nawet 50 proc. wartości samochodu. To spory i nagły wydatek, który w przypadku firmy np. z branży budowlanej, może okazać się niebezpieczny.

Zakup samochodu dostawczego za gotówkę

Zakup samochodu za gotówkę jest najbardziej zagrażającą płynności finansowej formą zakupu pojazdu. Jednorazowy, bardzo wysoki wydatek może negatywnie wpłynąć na możliwości finansowe firmy w krótkiej perspektywie. Niemniej, jeśli firma jest odpowiednio przygotowana do takiej inwestycji, nic nie stoi na przeszkodzie, aby dokonać takiej formy zakupu. Wymaga to na pewno szczegółowej analizy kosztów i wpływów miesięcznych. Ogromną zaletą zakupu samochodu jest pełna własność pojazdu i możliwość amortyzacji od pierwszego dnia. Pełna własność to również pełna swoboda użytkowania samochodu, bez dodatkowych opłat i zobowiązań, która dodatkowo nie wpływają na historię kredytową i nie ograniczają możliwości podjęcia zewnętrznego finansowania na inne cele biznesowe.

Zakup samochodu za gotówkę nie może być ujęty w kosztach firmy, co za tym idzie, nie przysługuje odliczenie VAT. Warto o tym pamiętać prowadząc działalność i zapoznać się ze szczegółową definicją kosztów poniesionych na rzecz prowadzonej działalności oraz co tak naprawdę stanowi koszt w celu osiągnięcia przychodów.

Klienci, którzy są zainteresowani zakupem gotówkowym, powinni rozważyć m.in. kredyt, który pozwala na spłatę zobowiązania przed zakończeniem umowy, bez dodatkowych kosztów oraz z gwarancją odliczenia.

Podsumowanie

Wynajem długoterminowy i leasing samochodu dostawczego są najlepszymi opcjami dla firm, które chcą zachować największą płynność finansową dzięki niższym początkowym kosztom i stałym miesięcznym opłatom. Zakup samochodu za kredyt lub gotówkę wiąże się z wyższymi kosztami początkowymi i może bardziej obciążać płynność finansową firmy. Pod względem podatkowym zakup samochodu za gotówkę jest najmniej opłacalny, natomiast w przypadku zakupu w najmie odliczona może zostać cała rata miesięczna. Przed podjęciem decyzji, jaką formę finansowania wybrać warto porozmawiać z doradcą, który zaproponuje nam najlepsze rozwiązanie.

Dopłaty kredytowe, a wynajem mieszkania: będzie problem?

Wiele rodzin w dalszym ciągu otrzymuje dopłaty kredytowe. Wyjaśniamy, jak taka sytuacja wpływa na wynajem mieszkania innej osobie.

Do tej pory Polacy mogli skorzystać z trzech programów dopłat kredytowych: Rodzina na Swoim, Mieszkanie dla Młodych oraz Bezpieczny Kredyt 2%. Na horyzoncie pojawia się program Kredyt na Start, choć jego przyszłość w dalszym ciągu jest niepewna. Wiele osób, które otrzymywały lub nadal otrzymują dopłaty kredytowe może mieć wątpliwości dotyczące wynajmu mieszkania. Ustawodawca wprowadził bowiem pewne ograniczenia w tym zakresie. Chodziło o to, żeby mieszkania z dopłatami nie były kupowane pod wynajem. Czy mimo tego dopłaty kredytowe jednak nie uniemożliwiają czasowego wynajęcia mieszkania? Postanowiliśmy odpowiedzieć na to pytanie.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Każdy z dotychczasowych programów dopłat kredytowych (Rodzina na Swoim, Mieszkanie dla Młodych oraz Bezpieczny Kredyt 2%) wprowadził ograniczenia dotyczące wynajmu dofinansowywanego mieszkania lub domu.
  • W przypadku programu Rodzina na Swoim, wspomniane ograniczenia nie mają znaczenia, ponieważ obowiązywały one tylko przez okres pobierania dopłat. Tymczasem wszyscy beneficjenci programu RnS płacą już raty na standardowym poziomie.
  • Wciąż aktualne są natomiast ograniczenia związane z wynajmem, które dotyczą beneficjentów programu Mieszkanie dla Młodych oraz Bezpieczny Kredyt 2%. Projektowany program Kredyt na Start też przewiduje restrykcje dla osób pobierających dopłaty kredytowe i wynajmujących lokum.

Poniżej prezentujemy więcej informacji o tym, jak pobierane dopłaty kredytowe wpływają na możliwość wynajęcia lokalu lub domu.

Rodzina na Swoim: dopłaty kredytowe i ograniczenia się skończyły

Jeżeli chodzi o najstarszy wymieniony program dopłat kredytowych, czyli „Rodzinę na Swoim”, to warto przypomnieć, że zasady jego funkcjonowania określa ustawa z dnia 8 września 2006 r. o finansowym wsparciu rodzin i innych osób w nabywaniu własnego mieszkania (Dz.U. 2006 nr 183 poz. 1354). „Ten akt prawny wskazuje, że w okresie ośmioletniego wsparcia, dopłaty kredytowe zostają wstrzymane, jeśli kredytobiorca przeznaczył lokum na cele inne niż zaspokojenie własnych potrzeb mieszkaniowych” – podaje Magdalena Markiewicz, ekspertka portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Warto jednak zwrócić uwagę, że w przypadku wszystkich beneficjentów programu Rodzina na Swoim skończył się już ośmioletni okres dopłat. „Chodzi również o ostatnie wnioski składane pod koniec 2012 roku, na podstawie których w I kw. 2013 r. udzielono jeszcze ponad 10 000 dotowanych kredytów. Tak więc byli beneficjenci programu RnS mogą swobodnie rozporządzać mieszkaniem bez obawy, że dopłaty kredytowe będą musiały zostać zwrócone” – dodaje Magdalena Markiewicz, ekspertka portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Restrykcje z MdM-u bardzo mocno straciły już na znaczeniu

Mieszkanie dla Młodych to nowsza inicjatywa mieszkaniowa, która była aktywna w latach 2014 – 2018. Ostatni nabór wniosków do MdM-u (skutkujący całkowitym wyczerpaniem środków na dopłaty kredytowe) zakończył się w styczniu 2018 r. Zasady funkcjonowania tego programu uregulowała ustawa z dnia 27 września 2013 r. o pomocy państwa w nabyciu pierwszego mieszkania przez młodych ludzi (Dz.U. 2013 poz. 1304). „Wspomniany akt prawny wskazuje, że wynajęcie dotowanego mieszkania/domu lub jego części albo użyczenie tego lokum innej osobie w ciągu 5 lat od ustanowienia lub przeniesienia własności domu/mieszkania skutkuje koniecznością proporcjonalnego zwrotu dopłaty do wkładu własnego” – dodaje Magdalena Markiewicz, ekspertka portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Zwrot jest naliczany proporcjonalnie do liczby miesięcy pozostających do końca pięcioletniego okresu. „Opisywana restrykcja może jeszcze ewentualnie dotyczyć niewielu osób, które pod sam koniec programu MdM kupiły od dewelopera lokum znajdujące się we wczesnej fazie budowy. Pozostali beneficjenci programu Mieszkanie dla Młodych mogą już swobodnie dysponować kredytowanym mieszkaniem – nie tylko w kontekście jego wynajmowania” – informuje Magdalena Markiewicz, ekspertka portalu NieruchomosciSzybko.pl.

W „Bezpiecznym Kredycie 2%” ograniczenia trwają aż 10 lat

Jeśli chodzi o ostatni zakończony program mieszkaniowy, czyli Bezpieczny Kredyt 2%, to ograniczenia i sankcje dotyczące najmu trwają w nim przez 10 lat. To cały okres, w którym planowo pobierane są dopłaty kredytowe. Dokładne informacje na temat sankcji dla wynajmujących zawiera ustawa z dnia 1 października 2021 r. o rodzinnym kredycie mieszkaniowym i bezpiecznym kredycie 2% (Dz.U. 2021 poz. 2133). „Ten akt prawny wskazuje, że dopłaty kredytowe zostaną utracone (bez konieczności zwrotu wcześniejszego dofinansowania) jeśli doszło do wynajęcia (również częściowego) lub użyczenia dotowanego lokum innej osobie” – podkreśla Magdalena Markiewicz, ekspertka portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Podobnie jak w przypadku programów Mieszkanie dla Młodych oraz Rodzina na Swoim, kredytobiorca powinien sam poinformować bank o zajściu sytuacji wykluczającej dalsze stosowanie dopłat. Rodzi się pytanie, ilu beneficjentów dopłat kredytowych może zdecydować się na takie posunięcie. Tym bardziej, że przewidziane sankcje za brak spełnienia obowiązku informacyjnego nie są surowe. Pytanie wydaje się zasadne, ponieważ bardzo podobne zasady karania kredytobiorców za najem rząd planuje w ramach zapowiadanego programu Kredyt na Start. „Różnica pierwotnie miała polegać na tym, że osoba zgłaszająca najem zgodnie z przepisami, trzy miesiące po zakończeniu wynajęcia lokum, będzie mogła odzyskać dopłaty kredytowe. W lipcowej wersji projektu ustawy wprowadzającego Kredyt na Start rząd zrezygnował jednak z takiego rozwiązania” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspertka portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspertka portalu NieruchomosciSzybko.pl.

AI nie wywoła rewolucji na rynku badawczym. Czeka nas ewolucja

Sztuczna inteligencja nie zrewolucjonizuje rynku badawczego, ale na pewno doprowadzi do jego ewolucji. Dla branży oznacza to mniej więcej tyle samo plusów, co minusów. Wśród tych drugich należy wymienić farmy botów, które będą fałszować wyniki badań, a to będzie wysoce kosztowna i długotrwała walka. Z kolei korzyścią może być przyspieszenie prac, prowadzonych pod czujnym okiem człowieka. Wprowadzenie AI z pewnością nie doprowadzi do masowych zwolnień pracowników, bo kontrolowanie technologii jest niezbędne, by unikać błędów. Ponadto sztuczna inteligencja nie jest w stanie nabrać pewnych ludzkich cech, koniecznych w tej pracy. Mimo tego AI może przejąć 1/3 rynku w perspektywie 4-5 najbliższych lat. Wówczas też zaczną być zauważalne oszczędności. Natomiast wcześniej klienci odczują podniesienie cen, bo wprowadzanie nowoczesnych technologii to przecież dodatkowe koszty. Jednak z czasem to się ustabilizuje. 

Pół na pół

Sztuczna inteligencja to uczenie maszynowe na setkach tysięcy przykładów. Należy więc rozpatrywać ją zarówno w kwestii szans, jak i zagrożeń. Mniej więcej w schemacie pół na pół. Wśród tych pierwszych można wymienić usprawnienie analizy rynku i tworzenia narzędzi badawczych (np. pogłębionych kwestionariuszy). Już teraz AI przyspiesza prowadzenie badań jakościowych IDI, odczytując w czasie rzeczywistym odpowiedzi i ich kontekst.

Odpowiedzialne wykorzystanie AI sprawi, że tworzone narzędzia będą dokładniejsze, co przełoży się na skrócenie czasu prowadzenia projektów w długiej perspektywie. W krótkim czasie (3-5 lat) można spodziewać się prac nad narzędziami, ich doskonaleniem i efektywnym wykorzystaniem. Będzie tak, jak z wprowadzeniem nowego oprogramowania. Na początku będą wysokie koszty, których nie da się uniknąć, ale z czasem będą one się w miarę wyrównywać.

Natomiast poważnym zagrożeniem są farmy botów. One stale będą generowały spore koszty, bo ciągle trzeba będzie je likwidować lub omijać. Potrzebne będą dodatkowe weryfikacje, bo nie wszystko może być dokładnie zrobione. Badania są oparte na ludziach, a AI to automatyzacja. Doszło już do tego, że booty udają respondentów w badaniach CAWI i CAPI. W tej chwili jest kilkadziesiąt zmiennych, które stosują booty. Walka z nimi będzie polegała na ciągłym tworzeniu i doskonaleniu zabezpieczeń. Bowiem one uczą się na błędach i dostosowują algorytmy, omijając np. pytania otwarte.

Farmy botów mogą idealnie zafałszować różne parametry tak, aby audyt lub wywiad wyglądał jak prawdziwy. Z tym trzeba będzie walczyć. A to z kolei pochłonie koszty. I to będzie walka nie na chwilę, ale na stałe i niestety będzie kosztowna. Jednak tutaj nie ma innej drogi.

To, czy usprawnienie procesów badań skompensuje nakłady pracy i utrzymywanie wysokiej efektywności algorytmów, nie jest oczywiste. Opinie nt. sztucznej inteligencji są podzielone. Jedni badacze widzą w niej dużą szansę, z kolei inni uważają, że zepsuje im biznes. Z pewnością AI mocno wkroczy w rynek badawczy, ale nie zastąpi ludzi, bo niektórych ich cech nie przejmie. Chodzi tutaj o doświadczenie, wiedzę czy choćby empatię.

Finalnie patrząc, AI dla branży oznacza mniej więcej tyle samo plusów, co minusów. Ale ten wniosek nie powinien mieć wpływu na inwestowanie w sztuczną inteligencję. Należy wręcz to robić w odpowiedzialny sposób, by nie dać się ubiec konkurencji. Trzeba uczestniczyć w budowaniu nowych rozwiązań, żeby nie zostać na końcu łańcucha.

Ewolucja, nie rewolucja

Jeżeli branża dobrze podejdzie do tematu, to nauczy się właściwie korzystać ze wsparcia AI. Wówczas będzie mogła wiele procesów zautomatyzować, pod czujnym okiem człowieka. Nie ma mowy, że zabierze ludziom pracę, bo ktoś będzie musiał ją obsługiwać. Inaczej będą popełniane błędy. Na pewno AI zmieni rynek badań, ale to wciąż będzie tylko narzędzie. Szykuje się raczej ewolucja niż rewolucja. Można przewidywać, że w perspektywie 4-5 lat AI przejmie 1/3 rynku.

AI może zmienić rynek badań CATI tylko w takim stopniu, w jakim ludzie będą chcieli odpowiadać na pytania sztucznej inteligencji. Oceny chatbotów na infoliniach mogą dostarczyć informacji o tym, czy wywiad telefoniczny z AI będzie efektywny. Na początku respondenci mogą traktować taką rozmowę jako swego rodzaju atrakcję, ale później sytuacja się odwróci. Przyjdzie znużenie, do tego dojedzie frustracja, bo AI to nie człowiek. Do sprawy podchodzi sztywno i przede wszystkim zadaniowo.

Ponadto AI pomoże w przygotowaniu narzędzi badawczych – od kwestionariusza wywiadu po skrypt. Już w pewnych zadaniach zastępuje badaczy jakościowych. Rozwija narzędzia do IDI, które dostosowują się do odpowiedzi i niemal jednocześnie tworzą raport opisowy. Obecnie moderator prowadzi jedną rozmowę. Natomiast narzędzie wykorzystujące silniki AI może prowadzić wiele wywiadów jednocześnie. Oszczędność czasu jest olbrzymia, pod warunkiem że człowiek będzie sprawował nad tym kontrolę.

Na początku z najbardziej zawansowanych narzędzi będą korzystać największe na rynku firmy, ze względu na posiadane zasoby finansowe. Z czasem tę technologię zacznie w jakimś stopniu stosować cały rynek, bo będzie to swego rodzaju przymus. Oczywiście w pierwszej fazie wdrożenie AI może być wykorzystywane marketingowo wobec klientów, ale trudno jednoznacznie przewidzieć, jak oni to ocenią. Raczej będą patrzeć na to z dystansem lub traktować to jako swego rodzaju ciekawostkę. Można przewidywać, że najszybciej będzie chciał sięgać po sztuczną inteligencję retail.

Początki mogą być trudne

Na początku klienci firm badawczych mogą dość sceptycznie podejść do tematu, głównie w obawie o jakość. I nie chodzi tutaj o to, że AI zrobi jakieś znaczące błędy, tylko o to, że niektórych mniejszych pomyłek nie będzie można dostrzec, co w jakiś sposób wpłynie na ocenę wyników badania.

Przez dłuższy czas klienci mogą wskazywać na to, że tego typu maszyny i narzędzia dopiero się uczą, a oni potrzebują mocno jakościowych wyników i nie mają czasu czekać. I poniekąd będą mieli rację. Będą z pewnością też wyrażać dozę nieufności w kwestii prowadzenia poszczególnych procesów badawczych. Mogą również wskazywać na to, że łatwo będzie oszukać takie narzędzie.

Już dzisiaj klienci twierdzą, że respondenci nie będą chcieli rozmawiać z AI, bo to dość sztucznie wygląda. Dodają też, że ludzie, mając kontakt ze sztuczną inteligencją, również się uczą, głównie tego, jak okłamać maszynę, żeby szybciej uzyskać cel rozmowy.

Może być też tak, że klienci będą się godzić na badania w połączeniu z AI, ale będą oczekiwać mniejszych cen. Podobnie już było w zakresie badań CAWI. Był moment, że usługobiorcy sceptycznie podchodzili do badań online, twierdząc, że są dużo słabsze od CAPI. Jednak ten czas szybko minął, bo klienci się przekonali, że jakość jest dobra, a finalna cena – lepsza. Podobnie może być w kwestii wykorzystywania narządzi AI.

Jednak wejście AI nie zmusi firm badawczych do obniżania cen za badania, bo inwestycje w nowe technologie są drogie. Trzeba będzie cały czas inwestować i utrzymywać technologię, a do tego tworzyć zabezpieczenia antybotowe. Wynikające z tego koszty będą musiałby być przerzucane na klientów, a oni zaczną wymuszać obniżki lub będą próbować to robić, jednak bez większego skutku. Ceny usług badawczych wzrosną, bo branża będzie chciała zwrotu inwestycji. Oszczędności będzie można oczekiwać dopiero za 4-5 lat.

Autorem komentarza jest Łukasz Zieliński, ekspert rynku analityczno-badawczego z międzynarodowej firmy SYNO Poland

Polacy oczekują od rządu uporządkowania rynku kryptowalut

Zdaniem 60,9% respondentów, rząd powinien lepiej zająć się uporządkowaniem tematu kryptowalut, żeby były bezpieczniejsze dla Polaków. Tak wynika z najnowszego badania opinii publicznej. Przeciwnego zdania jest 16,5%, a 22,6% osób nie ma wyrobionej opinii na ten temat. Najwięcej zwolenników dodatkowych regulacji jest wśród kobiet i najmłodszych dorosłych. Według ekspertów komentujących wyniki badania, wzrostowi bezpieczeństwa w zakresie obrotu krypowalutami, oprócz nowych regulacji, na pewno sprzyjałaby szersza działalność edukacyjna. Niezależnie jednak od woli rządu, pojawiają się już pierwsze dyrektywy odnośnie walut cyfrowych na poziomie Unii Europejskiej, które Polska musi wdrożyć, a to na pewno w jakimś stopniu poprawi bezpieczeństwo.

60,9% ankietowanych twierdzi, że rząd powinien lepiej zająć się uporządkowaniem tematu kryptowalut, aby inwestowanie w nie było bezpieczniejsze dla Polaków. Tak wykazał najnowszy raport branżowy ARI10, który został oparty na badaniu ponad tysiąca dorosłych Polaków. Przeciwnego zdania jest 16,5% respondentów. Z kolei 22,6% uczestników sondażu jest niezdecydowanych. Takie wyniki ekspertów nie zaskakują. Większość Polaków nadal kojarzy bowiem regulację rynku z wyższym poziomem bezpieczeństwa.

– Wielu inwestorów i zwolenników tego rodzaju sposobów na lokowanie kapitału uważa, że brak regulacji, jak i same kryptowaluty to kwintesencja wolności. Ich zdaniem, jest to świat, który nie może być nadzorowany ani regulowany. Z punktu widzenia rozwoju rynku kryptowalut lepiej jednak będzie, żeby rynek został uregulowany, bo wtedy więcej użytkowników będzie chciało na nim się znaleźć. Konieczne jest zapewnienie przejrzystości i stabilności obrotu, bowiem to dopiero umożliwi korzystanie z kryptowalut przez większe grono użytkowników. Odbędzie się to oczywiście z korzyścią zarówno dla tych, którzy korzystają z kryptowalut, jak i dla tych, którzy są ich emitentami. Kryptowaluty na stałe już wpisały się w architekturę rynku finansowego, zatem uregulowanie ram i zasad, w jakich funkcjonują, jest jak najbardziej pożądane – mówi dr hab. Robert Kurek z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.

Z kolei Mateusz Kara, prawnik i ekspert rynku kryptoaktywów z ARI10, zauważa, że po wynikach badania widać w społeczeństwie potrzebę doprecyzowania przepisów. Ścierają się opinie na temat tego, jak mocno mają zostać sprecyzowane zasady działania na rynku. Część osób jest zdania, że powinniśmy upraszczać i minimalizować przepisy lub ich w ogóle nie wprowadzać w celu zachowania założenia kryptoaktywów, czyli pełnej decentralizacji.

– Jednak rozwijająca się branża kryptoaktywów potrzebuje regulacji. W przestrzeni publicznej mówi się coraz więcej o tym, że rząd zabiera się za kryptoaktywa, co jest związane z unijnym rozporządzeniem MiCA, które każde państwo członkowskie jest zobowiązane stosować. Dlatego też prace nad polską ustawą, której podstawowym celem jest zapewnienie stosowania Rozporządzenia MiCA w Polsce, postępują – zwraca uwagę Mateusz Kara.

Natomiast dr hab. Robert Kurek zaznacza, że unijne rozporządzenie MiCA w sprawie rynku kryptoaktywów zaczęło obowiązywać w niektórych kwestiach już w ubiegłym roku. Kolejne zapisy wejdą w życie jeszcze w tym roku. – Polska też musi zaimplementować to rozporządzenie do swoich przepisów, więc choćby z tego powodu pojawią się kwestie związane z nadzorem, licencjami, większą ochroną konsumenta itd. Rząd oczywiście powinien się zająć uporządkowaniem tematu, ale w horyzoncie długookresowym, ze świadomością ich dużego wpływu na rozwój gospodarczy i społeczny – dodaje ekspert.

Jak komentuje prof. dr hab. Stanisław Flejterski z Uniwersytetu WSB Merito, bezpieczeństwo, w tym finansowe, znajduje się nieprzypadkowo w centrum zainteresowania Polaków. Stabilność systemu bankowo-finansowego i zabezpieczenie oszczędzania oraz inwestowania są wartościami nadrzędnymi.

– Niezależnie od tych ocen, trzeba się zgodzić z tym, że bitcoin, ethereum, stablecoin i wiele, wiele innych walut to fakty na rynkach finansowych. Wzbudzają znaczne zainteresowanie i wiele emocji – stwierdza prof. dr hab. Flejterski. – Problematyka pewności prawnej i bezpieczeństwa obrotu, cyberbezpieczeństwa,  ochrony konsumentów, a jednocześnie wspierania innowacji, w tym technologii blockchain, ma wymiar ponadkrajowy – wskazuje ekspert z Uniwersytetu WSB Merito.

Z badania również wynika, że częściej za uporządkowaniem tematu kryptowalut opowiadają się kobiety niż mężczyźni. Ponadto w ten sposób wypowiadają się przede wszystkim osoby w wieku 18-24 lat, z miesięcznymi dochodami netto na poziomie 5000-6999 zł, z wykształceniem średnim, a także ze wsi i z miejscowości liczących do 5 tys. mieszkańców.

– Młody wiek osób oczekujących regulacji może być związany z tym, że zdążyli już zainteresować się branżą, ale dalej nie czują się pewnie na rynku kryptoaktywów, który – z punktu widzenia inwestowania – jest bardzo interesujący – wyjaśnia Jakub Martenka, ekspert rynku kryptoaktywów w Polsce z ARI10. – Gdy weźmiemy pod lupę social media, to mamy tam ogrom informacji o rynku kryptoaktywów, ale też masę treści sponsorowanych. Tylko część z nich przygotowana jest w sposób naprawdę rzetelny – dodaje ekspert.

KLM przetestuje loty na wodór

Holenderska linia wraz z partnerem ZeroAvia planują zeroemisyjny lot demonstracyjny z wykorzystaniem ciekłego wodoru.

Królewskie Holenderskie Linie Lotnicze KLM wraz producentem silników ZeroAvia ogłosiły, że podejmą prace nad lotem demonstracyjnym o napędzie wodorowo-elektrycznym, który jest planowany w 2026 roku. W samolocie zostaną zastosowane wodorowo-elektryczne silniki ZeroAvia ZA2000, przeznaczone do dużych samolotów turbośmigłowych, które można wykorzystywać na trasach regionalnych. Według badań, zastosowanie tego typu silników, pozwoli zmniejszyć emisje z lotu nawet o 90 procent w porównaniu z lotem na tradycyjnym paliwie lotniczym.* Współpraca KLM i ZeroAvia ma dostarczyć cennej wiedzy i bazy dowodowej, która pozwoli KLM na wprowadzenie do swojej siatki czystszych lotów. Co więcej, projekt demonstracyjny przyspieszy rozwój koncepcji i zastosowanie lotów napędzanych wodorem w całej Unii Europejskiej.

Silniki wodorowo-elektryczne wykorzystują wodór w ogniwach paliwowych do wytwarzania energii elektrycznej, która jest następnie wykorzystywana do napędzania silników elektrycznych w celu obracania śmigieł samolotu. Jedyną emisją generowaną podczas lotu jest niskotemperaturowa para wodna, dlatego też badania szacują, że zastosowanie wspomnianych silników pozwoli ograniczyć wpływ na klimat nawet o 90% w porównaniu z typowymi operacjami lotniczymi napędzanymi naftą lotniczą.*

Głównym celem wspólnego projektu KLM i ZeroAvia będzie przeprowadzenie w 2026 r. lotu demonstracyjnego z punktu A do punktu B pomiędzy dwoma lotniskami. W najbliższym czasie partnerzy będą poszukiwali optymalnej pary lotnisk, a także uzyskiwali zezwolenie na loty w oparciu o odpowiednie regulacje. Konieczne jest też zorganizowanie dostaw ciekłego paliwa wodorowego i utworzenie infrastruktury wspierającej tankowanie samolotów.

KLM dąży do zmian w swojej działalności, aby stać się bardziej zrównoważoną linią lotniczą. Wspieranie zaawansowanych technologii, takich jak lotnictwo wodorowe i elektryczne, to jeden z trzech filarów pomagających sektorowi lotniczemu w dekarbonizacji. Działy obsługi technicznej KLM i Air France podjęły już współpracę z ZeroAvia przy budowaniu bazy wiedzy w zakresie efektywnego zastosowania wodorowych ogniw paliwowych.

Już od jakiegoś czasu KLM gromadzi wiedzę na temat potencjalnego wykorzystania wodoru jako paliwo lotnicze. Wiosną ubiegłego roku linia rozpoczęła współpracę z Politechniką w Delft w Holandii przy projekcie badawczym Phoenix, którego celem jest budowa samolotu napędzanego wodorem i badanie związanych z tym aspektów, takich jak m.in. projektowanie zbiorników na ciekły wodór, czy kluczowych kwestii bezpieczeństwa.

„Największe linie lotnicze na świecie zaczynają poważnie badać możliwości wykorzystania energii wodorowej. Nie możemy się doczekać współpracy z KLM, linią o tak bogatej historii i doświadczeniu, ponieważ również zależy nam na czystej przyszłości branży lotniczej.” – powiedział – Sergey Kiselev, Dyrektor ZeroAvia

„KLM pragnie być liderem na drodze do bardziej zrównoważonej przyszłości lotnictwa. Dlatego aktywnie wspieramy i zachęcamy do innowacji, które napędzają zmiany w branży. Jeśli chodzi o przyszłość lotów zeroemisyjnych, KLM wspiera jednocześnie różne technologie i innowacje. Razem z naszymi partnerami branżowymi prowadzimy badania nad lotami o napędzie elektrycznym, wodorowym i hybrydowym oraz szukamy sposobów przyspieszenia ich wdrażania.” – powiedział Maarten Koopmans, Dyrektor Zarządzający KLM Cityhopper

Do tej pory firma ZeroAvia przeprowadziła szeroko zakrojone testy prototypu swojego pierwszego silnika ZA600 na pokładzie samolotu Dornier 228 w swojej brytyjskiej bazie. Firma przeprowadziła także zaawansowane testy naziemne w USA i Wielkiej Brytanii dla kluczowych technologii elementów składowych systemu ZA2000, w tym zbiorników kriogenicznych lub LH2 oraz opatentowanych wysokotemperaturowych ogniw paliwowych PEM i elektrycznych systemów napędowych. Silnik ZA2000 znajdzie zastosowanie we flocie samolotów turbośmigłowych, takich jak ATR72 lub Dash 8 400, które posiadają do 80 miejsc na pokładzie i są wykorzystywane do lotów regionalnych.

*Według raportu “Hydrogen Aviation: A fact-based study of hydrogen technology, economics, and climate impact by 2050” – opracowanego przez Clean Sky and McKinsey, który jest dostępny tutaj https://cleansky.paddlecms.net/sites/default/files/2021-10/20200507_Hydrogen-Powered-Aviation-report.pdf

PZF: rynek faktoringu wychodzi z impasu

W I półroczu 2024 r. polscy faktorzy ponownie zanotowali wzrost obrotów. Sfinansowali działalność krajowych przedsiębiorstw na kwotę 228,3 mld zł, czyli o 1,1 proc. wyższą niż w pierwszych sześciu miesiącach 2023 r. Krótka seria spadków okazała się więc najprawdopodobniej przejściowa. Faktury na gotówkę zamieniło 24,1 tys. firm. Przekazały one do sfinansowania 14,2 mln dokumentów płatniczych.faktoring 1 połowa 2024

Polski Związek Faktorów (PZF) skupia obecnie większość podmiotów świadczących usługi faktoringowe w Polsce. Należy do niego 5 banków komercyjnych, 20 wyspecjalizowanych firm udzielających finansowania, a także 6 podmiotów o statusie partnera.faktoring 1 połowa 2024

– Powrót do rosnącej dynamiki obrotów faktoringowych bardzo nas cieszy. Po krótkiej serii spadkowych kwartałów nasz rynek kolejny raz udowadnia swoją wysoką odporność na negatywne zjawiska gospodarcze. Ich wpływ obserwowaliśmy przez kilka ostatnich miesięcy, jednak udało nam się skutecznie je przezwyciężyć, i to szybciej niż się spodziewaliśmy. Sektor faktoringu od lat jest budowany na silnych fundamentach, takich jak wysoki stopień bezpieczeństwa transakcji, najwyższe standardy etyczne i prawne czy bliska, partnerska współpraca z faktorantami, toteż wszelkie trudności, jakie nas dotykają, mają charakter krótkotrwały – mówi Konrad Klimek, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego PZF.

Z usług firm należących do PZF korzysta obecnie 24,1 tys. przedsiębiorstw. Przekazały one do sfinansowania 14,2 mln faktur o łącznej wartości 228,3 mld zł.

– Za nami trudny czas. W ocenie ekspertów faktoringowych najgorsze już jednak minęło. Nasz rynek powraca więc na drogę wzrostu i w niedalekiej przyszłości powinien nadal systematycznie się rozwijać. Dowodzi tego choćby rosnąca popularność naszych produktów. Nieustannie przybywa faktur, jakie przedsiębiorcy przekazują do sfinansowania. To potwierdza, że nasza oferta sprawdza się nie tylko okresie prosperity, ale także recesji. Stanowi ona istotne wsparcie dla firm na trudne czasy. Zapewniamy płynność finansową zamieniając należności na gotówkę. To pozwala przedsiębiorcom zachować zdolność do niezakłóconego regulowania zobowiązań. Dzięki temu łatwiej im przetrwać niepewne czasy. Stale też udoskonalamy technologie i upraszczamy procesu obsługowe mówi Konrad Klimek, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego PZF.faktoring 1 połowa 2024faktoring 1 połowa 2024

Z faktoringu jako formy zarządzania płynnością korzystają przeważnie firmy dystrybucyjne i produkcyjne. Aż ośmiu na dziesięciu klientów korzystających z usług faktoringowych wywodzi się z tych dwóch grup podmiotów. Wystawiają one na ogół faktury na znaczące kwoty oraz z dłuższymi terminami płatności, co sprawia, że środki na ich bieżącą działalność pozostają w „zamrożeniu”. Faktoring pozwala im na szybki dostęp do gotówki i regulowanie bieżących zobowiązań. Dzięki temu mogą bez zakłóceń rozwijać swoją działalność, a przy tym oferować odbiorcom atrakcyjne warunki zamówień towarów.

Gospodarka USA radzi sobie wciąż dobrze

Wczorajszy raport na temat PKB USA za II kwartał był pewnego rodzaju dowodem na to, że gospodarka radzi sobie wciąż dobrze a proces dezinflacyjny postępuje. Technologiczne spółki kontynuowały wyprzedaż (Nasdaq Composite -0,9 proc.) natomiast małe firmy zyskały, czego dowodem jest wzrost indeksu Russell2000 o 1,26 proc. Wsparcie uzyskały sektory wrażliwe na gospodarkę, w tym energetyczny, przemysłowy oraz finansowy. To była kolejna niska zmienność na głównej parze walutowej, która oscyluje wokół poziomu 1,0850. Kontrakty terminowe wyceniają brak zmian stóp procentowych w USA na przyszłotygodniowym posiedzeniu FOMC i zakładają obniżkę we wrześniu. Dziś w centrum uwagi raport na temat wydatków Amerykanów.

Gospodarka amerykańska rozwijała się w zdecydowanie wyższym tempie niż zakładały prognozy. W II kwartale dynamika zaskoczyła pozytywnie i wyniosła 2,8 proc. kw/kw co oznacza wzrost z 1,4 proc. w I kwartale. Konsumpcja zwyżkowała o 2,3 proc. Inflacja PCE spadła względem I kwartału do 2,6 proc. a bazowa do 2,9 proc. kw/kw. Oczekiwano jednak nieco większego spadku wskaźnika „core”. Fed w przyszłym tygodniu prawie na pewno pozostawi stopy procentowe bez zmian. Z jednej strony mamy wciąż solidne dane dotyczące koniunktury a z drugiej liczby pokazujące na spadek cen. Wrześniowa obniżka jest faktycznie możliwa, choć zanim wydamy wyrok musimy poczekać na paczkę danych za lipiec oraz sierpień. Wczorajsze dane niejednoznacznie jednak wskazują na konieczność luzowania warunków monetarnych przez Fed po wakacjach. Jeśli w kolejnych tygodnia pojawi się więcej wątpliwości co do ruchu we wrześniu, dolara może zyskać, ponieważ będzie to oznaczać, że wycena rynkowa poszła za daleko i będzie musiało nastąpić dostosowanie.

Wczoraj miał miejsce kolejny dzień wyprzedaży na spółkach technologicznych. Indeks Nasdaq100 dotarł do bariery technicznej zbudowanej z horyzontalnego wsparcia a także z dolnej bandy przyspieszonego kanału wzrostowego. Na uwagę zasługuje również fakt, że aktualna korekta swoją wielkością przypominą tę z ubiegłego roku. Dziś na kontrakcie terminowym widoczne jest umiarkowane odreagowanie. W krótkim horyzoncie spadki mogły wytracić swój potencjał i realne jest odreagowanie.

Indeks klimatu gospodarczego Ifo dla niemieckiej gospodarki ponownie spadł w lipcu z poziomu 88,6 pkt. do 87 pkt. Wynik znalazł się również poniżej rynkowych oczekiwań. Gorszy rezultat to pokłosie spadku oczekiwań biznesowych na okres kolejnych sześciu miesięcy. Pogorszyła się również ocena sytuacji bieżącej (spadek z 88,3 pkt. do 87,1 pkt.). Najgorzej radzi sobie przemysł wytwórczy.

To już trzeci z rządu spadek Ifo co może martwić inwestorów. Z drugiej strony 6-miesięczna średnia nie wykazuje jeszcze aż tak negatywnego scenariusza. Po wczorajszych gorszych danych PMI, dzisiejsze dane są swego rodzaju zimnym prysznicem dla wszystkich tych, którzy oczekiwali rychłej poprawy koniunktury w II połowi roku. Ożywienie gospodarcze w kolejnych miesiącach może być stłumione i wykazywać niższa dynamikę wzrostu od powszechnych oczekiwań. Ryzyko pogorszenia sytuacji gospodarczej jest kolejnym powodem, aby oczekiwać dalszego cięcia stóp procentowych EBC we wrześniu.

Pomimo kontynuacji spadków na giełdach (WIG20 -0,66 proc., DAX -0,5 proc., Nasdaq Composite -0,9 proc.) złoty w czwartek zdołał odrobić znaczną część strat poniesionych na środowej sesji. Kurs EUR/PLN z poziomu bliskiego 4,3050 zniżkował do 4,2850 i aktualnie znajduje się w tych okolicach. Notowania pary USD/PLN spadły z okolic 3,97 i obecnie zbliżają się do 3,94.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

W transakcjach nie widać upragnionych spadków cen mieszkań

2 kwartał 2024 r. nie przyniósł pocieszających informacji dla osób przygotowujących się do zakupu mieszkania. Ceny w transakcjach na rynku wtórnym ponownie wzrastają, podobnie jak średnie ceny w katalogach deweloperów. Najnowsze dane na ten temat prezentuje Barometr przygotowany przez Metrohouse, Credipass i RynekPierwotny.pl.

Dlaczego ceny znowu wzrosły?

O ile kształtowanie się cen na rynku deweloperskim jest pochodną wielu czynników związanych choćby z kosztami wytworzenia mieszkania, środowiskiem konkurencyjnym, albo też wielkością popytu i podaży, to rynek wtórny rządzi się nieco innymi prawami. – Właściciele mieszkań na sprzedaż zwykle zbyt optymistycznie podchodzą do wyceny swoich nieruchomości, co w rezultacie ma wpływ na przedłużającą się sprzedaż, ale też wiąże się z odrzuceniem wydawałoby się mniej atrakcyjnych ofert zakupu. Coraz dłuższa sprzedaż prowadzi jednak do uświadomienia sobie, że nieruchomość, aby doszło do transakcji, powinna mieć skorygowaną cenę, mówi Marcin Jańczuk, współautor Raportu Metrohouse i Credipass.

W ten sposób dochodzimy do ciekawego zjawiska, kiedy w raportach dotyczących cen ofertowych pojawiają się, wprawdzie jeszcze niezbyt znaczące, ale spadki cen. Jednocześnie w obecnym wydaniu raportu Barometr Metrohouse i Credipass dane transakcyjne dowodzą, że trend wzrostowy jest kontynuowany w każdym z analizowanych miast. Wytłumaczeniem takiego stanu rzeczy jest fakt, że wiele cen ofertowych jest zupełnie oderwanych od sytuacji na rynku. Wydaje się, że właściciele mieszkań jakby zapomnieli o tym, że rządowe programy dopłat jak na razie nie są czynnikiem cenotwórczym i sprzedaż mieszkania w atrakcyjnej cenie na przełomie roku nie gwarantuje, że w obecnie będziemy w stanie powtórzyć ten wynik. – Dlaczego zatem w Barometrze raportujemy jednak wyższe ceny transakcyjne? Dzieje się tak, ponieważ do głosu doszli klienci, którzy albo nabywają nieruchomości za gotówkę, albo posiłkują się kredytem na standardowych warunkach. W przeciwieństwie do kredytów w ramach Bezpiecznego Kredytu 2% beneficjenci musieli zwracać uwagę na całkowitą kwotę transakcji. W normalnych warunkach rynkowych takie ograniczenia nie istnieją, przez co w koszyku transakcji możemy spotkać m.in. większą reprezentację mieszkań klasy premium i bardziej rozproszone terytorialnie transakcje niż tylko te ograniczone do tańszych osiedli na peryferiach miasta, tłumaczy Marcin Jańczuk z Metrohouse.Tab.1 - Średnie ceny transakcyjne - rynek wtórny

Coraz drożej na rynku nowych mieszkań

Na rynku nowych mieszkań wzrosty średnich cen ofertowych za 1 m kw. były widoczne w każdym z największych miast. Natomiast skala tych kwartalnych zmian okazała się zróżnicowana. – Przykładowo, warszawski rynek pierwotny można było określić jako względnie stabilny cenowo w II kw. 2024 r. Tego samego nie można powiedzieć o Wrocławiu, który zaczął „drożeć” po dłuższym okresie stabilizacji cenowej, mówi Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Dane BIG DATA RynekPierwotny.pl wskazują, że w minionym kwartale na wrocławskim rynku pojawiło się sporo nowych mieszkań kosztujących 12 001 – 15 000 zł/m kw. i 15 001 zł/m kw. – 20 000 zł/m kw. Wyraźnie ubyło natomiast lokali deweloperskich w przedziale cenowym 10 001 zł/m kw. – 12 000 zł/m kw. Ten czynnik też wpłynął na skalę wrocławskich podwyżek.Tab. 2 - Zmiana średniej ofertowej ceny - rynek pierwotny

Z ciekawą sytuacją mieliśmy do czynienia również w Krakowie. – Tamtejszy rynek pierwotny od kwietnia do czerwca 2024 r. cechował się największym udziałem ofert z ceną ponad 20 000 zł/m kw. w całej sprzedaży deweloperów. Pod względem odsetka takich sprzedanych najdroższych mieszkań (16%) Kraków wyprzedził Warszawę (13%) i zdystansował na przykład Gdańsk (7%), mówi Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Zaskoczeniem może być też wynik Łodzi (5%) wyższy od wrocławskiego (3%) oraz poznańskiego (2%). Dane BIG DATA RynekPierwotny.pl wskazują, że w ujęciu kwartalnym struktura krakowskiej sprzedaży mocno przesunęła się w kierunku mieszkań kosztujących u deweloperów ponad 15 000 zł/m kw. Udział takich ofert w sprzedaży wzrósł aż o 15 punktów procentowych (do 58%), czyli do poziomu niewiele mniejszego niż warszawski (63%).

W oczekiwaniu na start nowego programu

W drugim kwartale 2024 r. światło dzienne w końcu ujrzał projekt nowego programu rządowego wsparcia kredytobiorców, czyli kredyt mieszkaniowy #naStart. Wszyscy zastanawiają się, jak nowy program rządowy wpłynie na rynek kredytowy i mieszkaniowy. Ze względu na jego konstrukcję, może to nie być tak silnie zmieniający realia rynkowe program, jak było to w przypadku Bezpiecznego Kredytu 2%. – Dla przykładu singiel będzie mógł otrzymać maksymalnie 200 tys. zł kredytu ze wsparciem, ale jednocześnie nie będzie mógł zarabiać więcej niż ok. 7 tys. zł netto (wg limitów na 2025 rok, w kolejnych latach limit ma być aktualizowany). Oznacza to, że będzie mógł pożyczyć jeszcze dodatkowo około 250 tys. zł na warunkach standardowych. Jeśli jego dochód będzie przekraczał ten próg, to środki z dopłaty będą pomniejszane. Może się okazać, że ten program wiele nie zmienia w tej sytuacji i łatwiej byłoby zaciągnąć standardowy kredyt bez obwarowań. Warto o tym pamiętać i przeanalizować możliwe scenariusze – zauważa Andrzej Łukaszewski z Credipass, jeden z autorów Barometru.

Nie znamy jeszcze sposobu wyliczenia zdolności kredytowej i czy będzie on się różnił, tak jak było to w przypadku Bezpiecznego Kredytu 2%, gdzie zdolność potrafiła być o ok. 30-40% wyższa niż standardowa. Jedno jest pewne – klienci, którzy planowali zakup nieruchomości na jesieni posiłkując się kredytem z dopłatami, będą musieli poczekać. Z ostatnich informacji wynika, że paragram ruszy dopiero w styczniu 2025 r.

Urlop, czyli jak skutecznie naładować baterie

Czy lepiej wziąć jeden dłuższy urlop czy kilka krótszych? Jak się do niego przygotować? Co zrobić, aby mentalnie oderwać się od pracy? Jak zapewnić sobie komfortowy powrót do niej, gdy skończy się czas wypoczynku? Na te pytania odpowiada w komentarzu eksperckim Magdalena Marszałek, psycholożka z Uniwersytetu SWPS w Sopocie.

Urlop to czas odpoczynku wyczekiwany przez pracowników, ale korzystny też dla pracodawców, w których interesie leży, aby zatrudnieni z nową energią wrócili do swoich obowiązków.

Jak postulują badacze[3], aby radzić sobie z różnymi wyzwaniami w pracy, potrzebne są nam zasoby (psychiczne i fizyczne), które naturalnie się wyczerpują. A pracownik wyczerpany, ze stosunkowo małymi zasobami, pracuje znacznie mniej efektywnie niż, gdy ma ich optymalną ilość. Wspomniane zasoby służą nam m.in. do radzenia sobie ze stresem – gdy ich nie mamy, to brak nam narzędzi, by poziom stresu skutecznie obniżać. W takiej sytuacji bardzo ważne jest tzw. doładowanie baterii; a to może zapewnić właśnie urlop. Nie warto lekceważyć objawów wyczerpana: liczne badania pokazują, że jeśli jesteśmy przez długi czas wyczerpani – mamy obniżone zasoby i duże wymagania w pracy – to może to prowadzić do wypalenia zawodowego. Urlop jest jednym z czynników, które mogą temu zapobiegać.

Jeden dłuższy i kilka krótszych

Według badań[4], podczas urlopu dynamicznie wzrasta poziom dobrostanu, by kilka – kilkanaście dni po powrocie opaść do stanu sprzed wakacji. Ta prawidłowość odnosi się do dłuższych (czyli średnio 9-dniowych), jak i krótszych (ok. 4-dniowych) urlopów. Trzeba jeszcze wziąć pod uwagę, że zwykle potrzebujemy „chwili”, aby oderwać się od trybu pracy i wejść w tryb odpoczynku.

Moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem jest jeden dłuższy, np. dwutygodniowy urlop, i kilka krótszych, np. trzy-, czterodniowych. Dzięki temu zyskamy parę razy w ciągu roku poprawę dobrostanu i więcej szans na „doładowanie baterii”. O ile krótsze urlopy mogą być bardzo korzystne, to ten dłuższy pozwoli nam na wyjazd, zmianę otoczenia, dotarcie do źródeł pozytywnych emocji niedostępnych w miejscu, w którym na co dzień funkcjonujemy. Sprawi to, że zwiększone poczucie dobrostanu będzie trwać nie przez kilka, ale przez kilkanaście dni – wyjaśnia Magdalena Marszałek.

Psycholożka zaznacza, że chociaż nasze samopoczucie dość szybko wraca do stanu sprzed wakacji, absolutnie nie oznacza to, że nie warto brać urlopu. – Dzięki urlopowi przede wszystkim zwiększamy nasze zasoby i pozwalamy sobie na regenerację. To ładowanie baterii jest bardzo ważne – podkreśla Magdalena Marszałek.

Chociaż urlop jest dla nas dobroczynny, to niektórzy naukowcy wskazują, że przedłużanie go nie maksymalizuje korzyści[5]. Mimo że ta hipoteza wciąż wymaga potwierdzenia w badaniach, to może lepiej zamiast brać ponad trzytygodniowy urlop, zaoszczędzić dni na dodatkowy, krótszy wypoczynek, który ponownie poprawi nam dobrostan.

Zapewnić sobie pozytywne emocje

Aby urlop spełnił swoją funkcję, nie wystarczy tylko wyłączenie pracy. Ważne jest również, aby zapewnić sobie zajęcia, które się ceni, lubi, a które nie są związane z naszym zawodem, natomiast mogą nam dostarczyć pozytywnych emocji – mówi ekspertka z Uniwersytetu SWPS.

Dla każdego te pożądane zajęcia i aktywności mogą oznaczać co innego, np. aktywny wypoczynek, plażowanie, oddanie się swojemu hobby, czas spędzony z przyjaciółmi, kontakt z naturą.

Dobrze jest podczas urlopu wyjechać, zmienić otoczenie, odłączyć się od środowiska, w którym funkcjonujemy na co dzień i które może nam się kojarzyć z pracą i obowiązkami. Nie ma jednak uniwersalnej recepty dla wszystkich. Zdarza się, że kogoś na tyle stresuje sam proces wyjazdu czy podróż samolotem, że odbierze mu to całą radość. Dlatego bardzo ważne jest to, żeby każdy miał świadomość, co podwyższa mu poziom stresu i podczas urlopu świadomie unikał niekomfortowych dla siebie sytuacji.

Nie najlepszym pomysłem na urlop – w kontekście ładowania baterii – jest poświęcenie go np. na załatwianie spraw w urzędach czy remont, zwłaszcza jeśli ktoś nie jest fanem majsterkowania i robi to z przymusu ekonomicznego. – Zużyjemy na to mnóstwo zasobów, więc może się okazać, że wrócimy do pracy niewypoczęci. Dodatkowo podczas takich zajęć prawdopodobnie nie zapewnimy sobie dopływu pozytywnych emocji. Jeżeli podczas urlopu nie zaangażujemy się w aktywności, które lubimy, to nie będzie tego elementu, który buduje nam dobrostan – mówi Magdalena Marszałek.

Ekspertka poleca natomiast kontakt z przyrodą, która zapewnia nam pozytywne emocje i obniża napięcie. Zieleń – natura sprawia też, że jesteśmy mniej pobudzeni i przez to zużywamy mniej energii.

Są badania[6], które pokazują, że już cztery dni spędzone na łonie natury, w odcięciu od social mediów, sprawiają, że stajemy się bardziej kreatywni i lepiej potrafimy skupić naszą uwagę. Po tych czterech dniach nasz umysł się wycisza i odpoczywa na tyle, że poprawiają się nasze zdolności poznawcze – mówi psycholożka z Uniwersytetu SWPS.

Ustalić granice w pracy

Ważne jest również, aby podczas urlopu realnie odciąć się od pracy. Zostało to potwierdzone badaniami[7], które pokazują, że zakłócany  pracą odpoczynek jest nieefektywny. Ekspertka radzi, aby na czas wyjazdu wyłączyć w telefonie powiadomienia o służbowych mailach czy wiadomościach na czacie. Czy – jeżeli mamy osobny telefon służbowy – w ogóle odłożyć go na czas urlopu. Dzięki temu będziemy mogli się wyciszyć i lepiej wypocząć.

Jako pracownicy mamy prawo do odpoczynku, nie jest to dobra wola pracodawcy. Nie powinien więc nam zakłócać urlopu bez naprawdę ważnego powodu. Trzeba jednak wcześniej postawić granice, co może być trudne, jeśli przez lata akceptowaliśmy telefony od szefa w czasie wolnym – mówi Magdalena Marszałek.

Spokojne przygotowanie i komfortowy powrót

W spokojnym urlopie bardzo pomaga tzw. social support, czyli wsparcie współpracowników i przełożonego. W tym przypadku polega ono na tym, aby na czas urlopu ktoś przejął nasze obowiązki, przynajmniej te bieżące. Przykładowo jeśli odpowiadamy za faktury, to żeby zastępca zajął się ich rozliczeniem, a nie tylko zbierał je na kupkę. Oczywiście są sprawy, które tylko my możemy zrobić. Te ostatnie powinny być jednak na czas naszego urlopu zastopowane. Dzięki temu nie będziemy myśleć o rzeczach, które po powrocie trzeba będzie nadrobić.

Dobrze też tak zaplanować sobie pracę przed urlopem, żeby zdążyć domknąć różne sprawy i nie kończyć ich ostatniego dnia późnym wieczorem. Oczywiście nie zawsze tak się da, czasem wpadnie w ostatniej chwili coś nieprzewidzianego. Aby się przed tym zabezpieczyć, można zaplanować wyjazd dzień później, np. nie w sobotę, tylko w niedzielę. Dzięki temu zyskamy czas na rozkręcenie się, spakowanie, spokojne przygotowanie do wakacji – mówi Magdalena Marszałek.

Podobną taktykę można zastosować też przy powrocie. Skończyć wyjazd dzień wcześniej, żeby mieć czas na rozpakowanie się, pranie, domknięcie etapu wypoczynku i przestawienie w tryb pracy.

Ważne jest – jak podkreślają naukowcy[8]  – żeby pierwszego dnia po urlopie nie być wystawianym na bardzo wysokie wymagania w pracy. Warto o to zadbać jeszcze przed wyjazdem i nie umawiać np. spotkania z kluczowym klientem na poniedziałek rano, czyli od razu po powrocie. Inaczej bardzo szybko stracimy dobre samopoczucie, które jest wynikiem urlopu, i zostaniemy przytłoczeni obowiązkami – wyjaśnia psycholożka.

Co jeszcze można zrobić, żeby przedłużyć pourlopowy dobrostan? Badacze sugerują[9], że dobrze jest aktywizować sobie w głowie przeżycia z wakacji, np. podzielić się wrażeniami ze znajomymi czy pokazać zdjęcia współpracownikom. Wspomnienie dobrych chwil znów na trochę podniesie nam nastrój.

[1] Nawijn, J., & Veenhoven, R. (2011). The Effect of Leisure Activities on Life Satisfaction: The Importance of Holiday Trips. In I. Brdar (Ed.), The Human Pursuit of Well-Being (pp. 39–53). Springer Netherlands. https://doi.org/10.1007/978-94-007-1375-8_4

[2] Speth, F., Wendsche, J., & Wegge, J. (2023). We Continue to Recover Through Vacation!: Meta-Analysis of Vacation Effects on Well-Being and Its Fade-Out. European Psychologist, 28(4), 274–287. https://doi.org/10.1027/1016-9040/a000518

[3] Np. teoria wymagań – zasobów pracy; Bakker, A. B., & Demerouti, E. (2007). The Job Demands‐Resources model: State of the art. Journal of Managerial Psychology, 22(3), 309–328. https://doi.org/10.1108/02683940710733115

[4] De Bloom, J., Geurts, S., & Kompier, M. (2010). Vacation from work as prototypical recovery opportunity. Gedrag & Organisatie, 23(4). https://doi.org/10.5117/2010.023.004.005

[5] Speth, F., Wendsche, J., & Wegge, J. (2023). We Continue to Recover Through Vacation!: Meta-Analysis of Vacation Effects on Well-Being and Its Fade-Out. European Psychologist, 28(4), 274–287. https://doi.org/10.1027/1016-9040/a000518

[6] Atchley, R. A., Strayer, D. L., & Atchley, P. (2012). Creativity in the Wild: Improving Creative Reasoning through Immersion in Natural Settings. PLoS ONE, 7(12), e51474. https://doi.org/10.1371/journal.pone.0051474

[7] Altunel, M. C., Çakır, O., & Akova, O. (2017). The Relationships Between Social Support by the Colleagues, Work-Holiday Interference, Recovery Experience and Holiday Satisfaction. R. Efe, R. Penkova… & JG Berdenov (Eds.), Developments in Social Sciences, 595–612. https://www.researchgate.net/

[8] De Bloom, J., Geurts, S., & Kompier, M. (2010). Vacation from work as prototypical recovery opportunity. Gedrag & Organisatie, 23(4). https://doi.org/10.5117/2010.023.004.005

[9] De Bloom, J., Geurts, S., & Kompier, M. (2010). Vacation from work as prototypical recovery opportunity. Gedrag & Organisatie, 23(4).

Mniej kradzieży w sklepach. Policja mówi nawet o blisko 30-procentowym spadku przestępstw rok do roku

W pierwszym półroczu 2024 roku stwierdzono 17,1 tys. przestępstw kradzieży w sklepach, czyli o 28,5% mniej niż przed rokiem. Tak wynika z danych Komendy Głównej Policji. Co więcej, liczba wykroczeń kradzieży również spadła. Było ich nieco ponad 125,7 tys. To o 12,4% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wciąż największa część tego typu zdarzeń ma miejsce w sklepach wielkopowierzchniowych. Mówimy o niecałych 103 tys. Tymczasem w małych placówkach jest to nieco ponad 22,7 tys. Zdaniem rynkowych ekspertów, liczba kradzieży nadal powinna spadać, o ile nie wzrośnie mocno inflacja. Wówczas to może się zmienić, ale raczej w niewielkim stopniu.

Dane Komendy Głównej Policji (KGP) jasno pokazują, że skala kradzieży sklepowych zdecydowanie spada, a przynajmniej w ujęciu statystycznym. Zgodnie z nimi, w pierwszym półroczu 2024 roku stwierdzono ponad 17,1 tys. przestępstw kradzieży w sklepach. To o 28,5% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich przypadków było niecałe 24 tys.

– Branża najprawdopodobniej ma już za sobą największą falę kradzieży, będącą efektem minionych kryzysów. Należy wziąć pod uwagę również działania prewencyjne podejmowane przez retailerów oraz usprawnienia systemów zabezpieczeń, które także mogły przyczynić się do tych spadków – podkreśla Łukasz Grzesik, specjalista z zakresu bezpieczeństwa obiektów handlowych.

Zdaniem ekspertów, nie można nie wiązać tej sytuacji ze zmianą prawa. Od października 2023 roku zmieniły się bowiem przepisy dotyczące progu kwotowego między wykroczeniem, a przestępstwem kradzieży. Został on podniesiony z 500 do 800 zł, zatem w analizowanych okresach obowiązywały różne kwoty, powyżej których zdarzenie było klasyfikowane jako przestępstwo kradzieży.

– W mojej ocenie, mogło to mieć jakiś wpływ na ww. dane, ale jednocześnie nie sądzę, że to było główną przyczyną wymienionych spadków. Raczej przestępcy dostosowali się do obecnej sytuacji. I obserwują, co dalej będzie się działo z przepisami, oczywiście kontynuując swoje przestępcze działania – komentuje Robert Biegaj, ekspert z Grupy Offerista.

Do tego Biegaj stwierdza, że na spadek liczby przestępstw kradzieży ma wpływ także obniżająca się inflacja. Powoduje ona, że mniej osób może się na taki krok zdecydować. Podobnie postrzega to Łukasz Grzesik. Jak zauważa, osoby, które wcześniej pod presją ekonomiczną dopuszczały się drobnych i powszechnych kradzieży, a wcześniej nie musiały tego robić, obecnie zaprzestały swojej działalności.

– Poprawiła się ich sytuacja ekonomiczna albo ponieśli konsekwencje prawne, które mogły zadziałać zniechęcająco. Oczywiście nie należy zapominać także o innych kwestiach podejmowanych przez branżę handlową, takich jak działania prewencyjne, mające na celu przeciwdziałanie fali kradzieży sklepowych, które również przyczyniły się do tego stanu rzeczy – wylicza Grzesik.

Jak przekonuje Robert Wodejko, ekspert ds. bezpieczeństwa z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW we Wrocławiu, nie możemy bezpośrednio przełożyć powyższych danych statystycznych na spadek przestępczości kradzieży w sklepach, ze względu m.in. na zmianę przepisów prawa. – Chcąc właściwie ocenić sytuację, należałoby pokusić się o dodatkowe dane statystyczne, wskazujące, ile w I półroczu br. przyjęto zawiadomień o popełnieniu kradzieży przedmiotów o wartości od 501 zł do 800 zł. Dodając tę liczbę do przedstawionych powyżej przestępstw stwierdzonych, można byłoby uzyskać faktyczny obiektywny obraz sytuacji – analizuje ekspert.

Ponadto w opinii eksperta, na spadek liczby tych przestępstw w relacji rocznej mogło mieć wpływ również, zawieszenie lub zakończenie działalności usługowej wielu sklepów w Polsce. Było to szczególnie widoczne w ostatnich miesiącach ze względu na wzrost kosztów prowadzenia tego typu biznesów. Tym samym ubyło miejsc, w których można było dokonać takich kradzieży.

– Przyczyn popełniania określonej kategorii przestępstw, w mojej ocenie, musimy poszukiwać w odniesieniu do wielu czynników. Dane statystyczne powinny obrazować nam skalę tego problemu, to jednak, aby obiektywnie ocenić zmieniające się trendy, należy dysponować naprawdę wieloma dodatkowymi informacjami. Nie można bazować wyłącznie na liczbach – wyjaśnia ekspert z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW we Wrocławiu.

W poprzednich latach w policyjnych statystykach obserwowane były konsekwentne i wysokie wzrosty liczby kradzieży sklepowych, a obecnie pierwszy raz od dawna widać w tym zakresie spadki. Niemniej dane o skali tego typu zdarzeń w handlu nadal mogą niepokoić.

– O liczbie kradzieży decydują warunki życia i dobrobyt, czego dowodem są wskaźniki konsumenckie. Spada także rola tzw. profesjonalnych kradzieży, dokonywanych przez zorganizowane grupy przestępcze – uważa dr Andrzej Maria Faliński, wiceprezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego. – Okazuje się, że grupy takie chyba nieco bardziej ważą decyzję o podjęciu ryzyka kradzieży. Dostępność produktów i warunki zakupu „psują” rynek nielegalny. Wchodzą też kolejne generacje zabezpieczeń i jest ich więcej, więc ryzyko rośnie – zwraca uwagę ekspert.

Z kolei Robert Biegaj podkreśla, że trzeba zobaczyć, co faktycznie wydarzy się w kolejnych kwartałach. Do tego koniecznie trzeba wziąć pod uwagę fakt, że kwestia kradzieży w Polsce jest od wielu lat dość skomplikowana i zawsze praktycznie powiązana z sytuacją gospodarczo-społeczną, a więc nie jest to proste zadanie, żeby kreślić dłuższe scenariusze.

– Na razie wygląda to dobrze od strony liczby zdarzeń, ale wciąż pamiętajmy o tym, że tak naprawdę porównujemy dwa skrajnie różne okresy, tj. czas największych wzrostów cen w sklepach (w tym inflacji) i moment dużych spadków. I tutaj trzeba być dość ostrożnym, żeby nie popełnić błędu – przestrzega ekspert z Grupy Offerista.

Dane KGP wskazują również, że w I połowie br. stwierdzono nieco ponad 125,7 tys. wykroczeń kradzieży w sklepach małopowierzchniowych i wielkopowierzchniowych. To o 12,4% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich przypadków odnotowano trochę ponad 143,5 tys.

– Potwierdza to ogólny trend. Lepiej zarabiamy, ceny nie rosną, więc mniej kradniemy. Nie stać nas na podjęcie ryzyka kradzieży. Dotyczy to wszystkich sklepów – podkreśla dr Faliński. – W małych placówkach widać wzrost roli nowoczesnych zabezpieczeń, choćby w efekcie standardów wyposażenia oczekiwanych przez franczyzodawców – dodaje ekspert.

W przypadku tego typu wykroczeń wciąż jednak najwięcej przypada na sklepy wielkopowierzchniowe. W I półroczu br. było ich blisko 103 tys. W 2023 roku zarejestrowano lekko ponad 114,6 tys. Z kolei w przypadku małych sklepów tegoroczny wynik to trochę ponad 22,7 tys. Rok wcześniej było to niecałe 29 tys. Eksperci tłumaczą to poczuciem anonimowości, szerokim asortymentem i możliwością znalezienia się w tłumie konsumentów.

–  Osoby dokonujące kradzieży w dalszym ciągu chętniej wybierają aglomeracje, w których znajduje się więcej obiektów wielopowierzchniowych. W takich miejscach jest lepszy wybór i łatwiej ukryć zamiar kradzieży, gdy personel zajęty jest obsługą innych klientów – mówi Łukasz Grzesik. – Z kolei małe formaty są domeną drobnych kradzieży, zwykle dokonywanych na bieżące potrzeby. Trudniej jest je dokonywać regularnie, ponieważ łatwiej je wykryć – zaznacza specjalista z zakresu bezpieczeństwa obiektów handlowych.

Według ekspertów, trudno jednoznacznie wskazać, jak pod względem liczby kradzieży może wypaść drugie półrocze 2024 roku, zarówno jeśli chodzi o przestępstwa, jak i wykroczenia tego typu, ponieważ na ich liczbę ma wpływ wiele czynników. Tymczasem rozwój sytuacji gospodarczej wciąż jest mocno niepewny.

– Inflacja raczej wzrośnie. Jeśli nie skompensują jej natychmiastowe podwyżki płac, od razu zobaczymy to w statystykach kradzieży konsumenckich i pracowniczych – przewiduje dr Andrzej Maria Faliński. – Wysoka granica pomiędzy wykroczeniem a przestępstwem tylko będzie temu sprzyjać. Pod koniec roku „prezentowe” święta będą silnie oddziaływać na wzrost kradzieży – podsumowuje dr Faliński.

Jak powinien przebiegać screening w rekrutacji?

Każdy kto kiedykolwiek brał udział w rekrutacji prawdopodobnie miał do czynienia ze screeningiem, czyli krótką rozmową wstępną pomiędzy kandydatem a rekruterem, której celem jest określenie dalszych kroków procesu rekrutacyjnego. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że screening to nic trudnego, jednakże pod żadnym pozorem nie należy go lekceważyć, ponieważ jest bardzo ważny zarówno dla kandydata, jak i rekrutera. W związku z tym, w dzisiejszym artykule trochę dokładniej się mu przyjrzymy i przede wszystkim odpowiemy na pytanie: „Jak powinien przebiegać screening w rekrutacji?”.

Jak powinien przebiegać screening? – najważniejsze elementy 

Zacznijmy zatem od odpowiedzenia sobie na zdecydowanie najważniejsze pytanie dotyczące omawianego przez nas tematu, czyli: „Jak powinien przebiegać screening?”. Pytanie to nie jest jednoznaczne, jednakże odpowiadając na nie warto zwrócić uwagę na to, że w przypadku screeningu najważniejsza nie jest forma tylko skuteczność. Dlatego też, nie ma jedynego, właściwego przepisu na to w jaki dokładnie sposób powinien przebiegać screening.

Jak już dobrze wiemy, screening to nic innego jak rozmowa wstępna pomiędzy kandydatem a rekruterem, dlatego też od razu można go skojarzyć z bezpośrednim kontaktem na żywo. Jest to jak najbardziej dobre skojarzenie, w dalszym ciągu duża część tego typu rozmów jest odbywana fizycznie, jednakże coraz częściej firmy decydują się na screening telefoniczny, drogą mailową lub też taki poprzez różne aplikacje służące do spotkań on-line, chociażby takich jak Zoom. W gruncie rzeczy, nie ma nic złego w screeningu przez telefon czy drogą mailową, jednakże znacznie łatwiej i przyjemniej prowadzi się rozmowę, jeżeli widzi się swojego rozmówcę, dlatego też znacznie lepiej sprawdzają się screeningi prowadzone na żywo lub przez spotkanie on-line z kamerką internetową. 

Ponadto, warto również wspomnieć, że profesjonalnie przeprowadzony screening powinien przebiegać w przyjaznej i otwartej atmosferze. Spełnienie tego warunku zależy przede wszystkim od rekrutera, który powinien starać się rozładować stresującą atmosferę, która może przytłaczać kandydata. Dobry rekruter powinien dawać kandydatowi dużo szans na zadawanie pytań i w ten sposób zachęcać go do zainteresowania się firmą oraz proponowaną mu ofertą pracy. Oprócz tego, firma, która przeprowadza przyjazne screeningi buduje też swoją dobrą opinię na rynku pracy, gdyż w ten sposób przedstawia swoje profesjonalne i dobre praktyki rekrutacyjne.

O co powinien zapytać rekruter podczas screeningu?

Jak dobrze wiemy, głównym celem rekrutera podczas screeningu jest poznanie kandydata, po to aby dowiedzieć się jak powinny wyglądać dalsze kroki procesu rekrutacji w kontekście tej konkretnej osoby. Dlatego też, rekruter koniecznie podczas screeningu musi zadać kilka kluczowych pytań dotyczących między innymi doświadczenia kandydata, jego umiejętności czy też kwalifikacji. Oto do czego powinny odnosić się pytania, które najczęściej zadają rekruterzy podczas screeningu: 

  • Motywacją kandydata do zmiany pracy – rekruter powinien przede wszystkim wybadać, dlaczego kandydat chce zmienić pracę. Co jest powodem takiej decyzji? Pieniądze? Perspektywy zawodowe? Zmiana otoczenia?;
  • Dotychczasowe doświadczenie zawodowe – rekruter podczas screeningu powinien dowiedzieć się na jakich stanowiskach oraz w jakich firmach do tej pory pracował kandydat; 
  • Plany i zainteresowania – kandydat z pewnością zostanie także zapytany o to jakie są jego zainteresowania poza pracą oraz o to czy chciałby się rozwijać zawodowo, to znaczy uczestniczyć w kursach i poszerzać swoją widzę;
  • Oczekiwania płacowe i dyspozycyjność – na sam koniec warto wspomnieć również o tym, że rekruter spyta także o to ile kandydat chciałby zarabiać oraz w jakim wymiarze czasowym chciałby pracować. 

Oczywiście, powyższe pytania, które wymieniliśmy to tylko najczęściej pojawiające się przykłady i w rzeczywistości rekruter podczas screeningu wcale nie musi ich zadać. Jednakże, są to zdecydowanie najbardziej podstawowe pytania, na które kandydat zawsze musi być przygotowany.

Podsumowanie

Podsumowując, nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości, że screening to bardzo ważny element każdej rekrutacji, jednakże nie jest on ściśle sformalizowany. To znaczy nie ma on jasno określonej i narzuconej formy, jest on raczej luźną rozmową pomiędzy kandydatem a rekruterem, która nie powinna być stresująca ani dla jednej, ani dla drugiej strony. Natomiast, nie można też go lekceważyć, gdyż jeżeli kandydat dobrze wypadnie podczas screeningu, znacznie przybliży go to do otrzymania pracy, dlatego też, do screeningu należy podejść na poważnie, lecz bez zbędnego stresu i spięcia. 

Decoupling: Jak wygląda przyszłość relacji Chin i Zachodu?

Najbliższe miesiące będą kluczowe dla relacji między USA, Europą a Chinami. Unia Europejska wprowadziła cła na pojazdy elektryczne z Chin, co może eskalować konflikt
na inne branże. W USA Donald Trump wybrał J.D. Vance’a na swojego kandydata
na wiceprezydenta, który opowiada się za bardziej asertywną polityką wobec Chin.

Proces decouplingu, czyli „rozdzielenia” gospodarek Chin od Stanów Zjednoczonych i Europy, postępuje poprzez cła, ograniczenia eksportowe oraz friend-shoring (przenoszenie produkcji do krajów przyjaźnie nastawionych gospodarczo). To zjawisko generuje dodatkowe napięcia geopolityczne i stwarza ryzyko wzrostu inflacji oraz ograniczenia możliwości eksportowych w wrażliwych sektorach. Relacje handlowe USA i Chin będą jednym z najważniejszych tematów trwającej kampanii prezydenckiej w USA, zwłaszcza że nowy republikański kandydat na wiceprezydenta, J.D. Vance, prezentuje bardzo asertywne stanowisko wobec Chin.

W Europie kluczową kwestią pozostaje wprowadzenie 4 lipca ceł na chińskie samochody elektryczne. Chińscy producenci w ostatnich latach szybko zdobywają udział w europejskim rynku pojazdów elektrycznych, co UE uważa za wynik nieuczciwej konkurencji opartej
na nadmiernych subsydiach państwowych. UE wzoruje się na USA, które zwiększyły cła
na chińskie pojazdy elektryczne do nawet 100 proc. Nowe cła UE obejmują konkretne marki, od 17,4 procent dla BYD do 38,1 procent dla SAIC. Ta zdecydowana reakcja podkreśla zaangażowanie UE w walkę z nieuczciwymi praktykami handlowymi i ochronę rynku.

Chińscy producenci są oskarżani o stosowanie niedozwolonych subsydiów państwowych,
co umożliwia im zdobycie znaczącego udziału w rynku. Udział chińskich marek w europejskim rynku samochodowym wzrósł od 2021 roku trzykrotnie i wynosi obecnie 6,9 proc. Największym eksporterem samochodów z Chin do Europy jest jednak amerykańska Tesla, która w 2023 roku sprowadziła 177 tys. samochodów. Za nią plasuje się SAIC z 118 tys. importowanych pojazdów, a BYD sprzedał jedynie 16 tys. pojazdów. To pokazuje, że cła dotykają także amerykańskich i europejskich producentów, którzy przenoszą do Chin część swojej produkcji. Wprowadzenie ceł jako tarczy ochronnej dla europejskiego przemysłu motoryzacyjnego może nawet obrócić się przeciwko samej Europie.

Dla europejskich producentów samochodów, zwłaszcza w Niemczech, cła to poważne wyzwanie. Z jednej strony, krajowy przemysł musi być chroniony, ale z drugiej, środki odwetowe mogą wywołać poważne problemy dla producentów takich jak Volkswagen, Mercedes-Benz i BMW, których ponad jedna trzecia przychodów pochodzi z Chin. Napięcia prawdopodobnie będą narastać w nadchodzących miesiącach, co dzieli przemysł motoryzacyjny co do decyzji o cłach. Niemieccy producenci obawiają się środków odwetowych ze strony Chin, które mogłyby wyrządzić znaczną szkodę europejskiemu przemysłowi. Francja i Włochy naciskają na nałożenie ceł na chińskie pojazdy elektryczne, podczas gdy Szwecja, gdzie Geely kontroluje Volvo, wyraziła zastrzeżenia.

Warto pamiętać, że problemy niemieckich producentów samochodów odbijają się
na wynikach polskiej gospodarki. Napięcia w relacjach z Chinami nakładają się na ogólne problemy niemieckiej branży motoryzacyjnej. W ciągu ostatnich trzech miesięcy akcje czterech głównych niemieckich producentów samochodów notowanych na DAX zanotowały dwucyfrowe straty. Najbardziej ucierpiało Porsche AG, którego akcje potaniały aż o 25 proc. Dodatkowo konflikt handlowy może szybko eskalować poza obszar pojazdów elektrycznych. Nadchodzące miesiące pokażą, czy obie strony są gotowe przyjąć konstruktywne podejście, czy też napięcia będą dalej narastać.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Kredytowy boom w Polsce: Rekordowe wartości kredytów mieszkaniowych i rosnący popyt na kredyty gotówkowe

Na koniec czerwca 2024 r. łączne zadłużenie kredytobiorców z tytułu wszystkich kredytów i pożyczek pozabankowych wyniosło 747 mld zł. To wzrost o 23 mld zł w porównaniu z grudniem 2023 r.

Po pierwszym półroczu br. sprzedaż na rynku kredytów i pożyczek pozabankowych przewyższyła oczekiwania, jakość spłacanych zobowiązań utrzymuje się na stabilnym, dobrym poziomie. Dynamiki sprzedaży głównych rodzajów kredytów były dodatnie zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym. Wartość nowych zobowiązań zaciągniętych w pierwszym półroczu br. wyniosła 117,9 mld zł, w czym największy udział miały kredyty mieszkaniowe (46,5 mld zł) i gotówkowe (44,2 mld zł).

Biorąc pod uwagę trend pierwszego półrocza, rosnącą zdolność kredytową i stabilizację poziomu stóp procentowych, analitycy BIK skłaniają się do bardziej optymistycznych perspektyw dla akcji kredytowej w całym 2024 roku.

Kredytobiorcy w Polsce zaciągają coraz więcej kredytów i pożyczek pozabankowych. Odbudował się portfel kredytów mieszkaniowych i gotówkowych, a w trendzie wzrostowym, rozpoczętym jeszcze w pandemii, jest portfel kredytów ratalnych.

Banki i SKOK-i udzieliły w pierwszym półroczu br. więcej kredytów mieszkaniowych (+102,6%), ratalnych o (+83,3%), gotówkowych (10,0%) i wydały więcej kart kredytowych (+2,4%). Wzrosła również wartość zaciąganych zobowiązań – kredytów mieszkaniowych o (+139,4%), kredytów ratalnych o (28,5%), o (+23,8%) kredytów gotówkowych oraz o (+13,8%) limitów na kartach kredytowych.

Kredyty mieszkaniowe na rekordowe kwoty

W pierwszym półroczu rynek kredytów mieszkaniowych utrzymał się na dobrym, wysokim poziomie pomimo braku nowego programu wsparcia kredytobiorców. Istotny udział (28,5%) w wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych w pierwszym półroczu br. stanowiły jeszcze kredyty przyznane w ramach programu Bezpieczny kredyt 2 proc. Obecnie popyt na hipoteki wyhamowuje, maleje liczba nowych kredytobiorców, niemniej średnia wartość zaciąganego kredytu mieszkaniowego osiąga rekordy.

– Drugie półrocze tego roku może być bardziej wymagające niż jego pierwsza część. W oczekiwaniu na nowy program wsparcia, część kredytobiorców może wstrzymać w tym roku decyzję o zakupie nieruchomości. Istotnie obniży to popyt na kredyty hipoteczne. Jedynym pozytywnym zjawiskiem dla rynku kredytów mieszkaniowych jest rosnąca zdolność kredytowa jako efekt ponad 8% realnego wzrostu wynagrodzeń i stabilizacji stóp procentowych. Te czynniki bezpośrednio przekładają się na możliwość zaciągania kredytów na wyższą kwotę. W czerwcu br. jego średnia kwota wyniosła rekordowe 421,2 tys. zł i była o 14,3,% wyższa niż przed rokiem – mówi dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Jeszcze lepsza jakość obsługi złotowych kredytów mieszkaniowych

W pierwszym półroczu 2024 r. utrzymał się pozytywny trend jakości spłaty złotowych kredytów mieszkaniowych. Ostatni odczyt BIK Indeksu Jakości kredytów mieszkaniowych (1,01%) spadł, czyli polepszył się od grudnia 2023 r. o 0,67.

Obecnie niepokoi jedynie sytuacja kredytów frankowych, z których ponad 10% jest opóźniona powyżej 90 dni. Nadal stanowią one 62,5 mld zł w portfelu sektora bankowego.

– Pozytywnym efektem rosnących dochodów i stabilizacji stóp procentowych jest wysoka jakość złotowych kredytów mieszkaniowych. Prowadzi to do wniosku, że potencjalne problemy części kredytobiorców ze spłatą kredytu mieszkaniowego można rozwiązać poprzez Fundusz Wsparcia Kredytobiorców, w ramach którego pomoc otrzymuje obecnie 17 tys. osób i ponad 10,5 tys. kredytów na kwotę 3,23 mld zł (stan na 30.06.2024 r.) – objaśnia Waldemar Rogowski.

Kredyty na ponad 50 tys. zł – głównym motorem sprzedaży kredytów gotówkowych

Wartość udzielonych kredytów gotówkowych w pierwszym półroczu 2024 r. wyniosła 44,2 mld zł. Jest to tylko o 2,3 mld zł mniej od wartości przyznanych kredytów mieszkaniowych.

Wysokokwotowe kredyty gotówkowe powyżej 50 tys. złotych stanowią już ponad połowę udzielonych kredytów w tym segmencie. Co więcej, dynamika kredytów gotówkowych powyżej 100 tys. złotych to aż 41,2% a kredytów z przedziału 50-100 tys. to 29,2%. Jeżeli zestawimy to z dynamiką kredytów gotówkowych do 5 tys. zł (4,4%) to mamy potwierdzenie, że głównym motorem wzrostu były kredyty na wysokie kwoty. Przełożyło się to również na wysokość średniej kwoty, która w czerwcu br. wyniosła 24 560 zł i była wyższa o 18,7% niż w czerwcu rok temu, niemniej nie pobiła rekordu z kwietnia 2024 r.

– Kredyty gotówkowe na wysokie kwoty zaciągane są często w związku z konsolidowaniem już posiadanych kredytów. Zjawisko to obserwowane jest od wielu lat. Jest ono korzystne dla kredytobiorców, bowiem nie muszą oni pamiętać o spłacie wielu kredytów w różnych bankach, a zamiast tego spłacają tylko jeden kredyt na nowych, często lepszych warunkach. Umożliwia to też dobranie dodatkowej kwoty kredytu – mówi Sławomir Nosal, kierownik Zespołu Analiz Business Intelligence, BIK.

Spada ryzyko braku terminowej spłaty kredytów gotówkowych

Polepsza się jakość spłacanych kredytów gotówkowych, dla których bieżąca wartość BIK Indeksu Jakości wynosi 3,95% i spadła (poprawiła się od grudnia 2023 r.) aż o -1,43. To oznacza spadek ryzyka niespłacalności tych kredytów.

– Pozytywnym zjawiskiem, obserwowanym w ostatnim okresie, jest brak zróżnicowania jakości spłat kredytów gotówkowych w zależności od kwoty zaciągniętego kredytu. Jakość spłaty kredytów wysokokwotowych nie odbiega już (jak to było w przeszłości) od jakości spłaty kredytów na niższe kwoty. Zaciąganie kredytu na wyższe kwoty nie powoduje więc wzrostu ryzyka braku terminowej spłaty – dodaje Sławomir Nosal.

Kredyty ratalne na fali popularności zakupów z odroczonym terminem płatności

Wartość akcji kredytowej w segmencie kredytów ratalnych w pierwszym półroczu 2024 r. wzrosła o 28,5%. Kredyty na 0% RRSO oraz rosnące dochody Polaków sprzyjają temu trendowi. Nadal istotnym czynnikiem napędzającym akcję kredytową jest duże zainteresowanie zakupami na raty do 1 tys. zł. Wpływ mają na to głównie transakcje z odroczonym terminem płatności, które po przekroczeniu terminu bezodsetkowego przekształcają się w zobowiązania ratalne i są cedowane z sektora pożyczkowego do bankowego. Zwraca jednak uwagę, że również kredyty ratalne na wyższe kwoty (powyżej 10 tys. zł) wykazują znaczny wzrost (+34,4%).

Średnia wartość kredytu ratalnego udzielonego w czerwcu 2024 r. wyniosła 1 902 zł i była o 26,5% niższa od średniej kwoty udzielonej w czerwcu 2023 r.

Lepsza jakość spłat kredytów ratalnych

Spłacalność kredytów ratalnych jest bardzo dobra i zbliża się do poziomu jakości kredytów mieszkaniowych. Czerwcowy odczyt BIK Indeksu Jakości dla kredytów ratalnych wyniósł 1,33%, co oznacza spadek (polepszenie) o -0,64 w porównaniu z grudniem 2023 r.

– Kredyty ratalne coraz częściej zaciągają osoby, które mogłyby sfinansować zakup za gotówkę, jednak korzystają z atrakcyjnych ofert sklepów na zerową stopę oprocentowania. Podobne zjawisko występuje w pożyczkach celowych, zwłaszcza przy zakupach z odroczonym terminem płatności – wskazuje Sławomir Nosal.

Ponad 10 mld zł pożyczek w sześć miesięcy

W okresie od stycznia do czerwca br. firmy pożyczkowe udzieliły zobowiązań na kwotę 10,2 mld zł. To o 86,2% więcej niż w pierwszym półroczu 2023 r. Na wynik ten zdecydowanie wpłynęły wysokokwotowe pozabankowe pożyczki gotówkowe na kwoty powyżej 5 tys. zł. Stanowią one 47% wartości pożyczek gotówkowych w minionym półroczu.

Rynek pożyczkowy urósł także w ujęciu liczbowym. Za wzrost 133% w ciągu ostatniego półrocza odpowiadają pożyczki celowe, które stanowią 59% wszystkich udzielonych pożyczek.

Te wysokie statystyki dotyczące pożyczek pozabankowych za pierwsze półrocze 2024 r. są częściowo efektem niepełnego raportowania w analogicznym okresie ubiegłego roku. Efektu tego nie będzie już w drugim półroczu br.

– Wpływ na wyniki pierwszego półrocza 2024 r. na rynku pożyczek pozabankowych ma rosnąca liczba klientów (o 87 tys. osób). Ważnym czynnikiem jest również uporządkowanie się sektora. Na rynku pozostały wiarygodne i rzetelne firmy pożyczkowe, które stosują się do obowiązujących regulacji. To także przekłada się na lepszą jakość portfela pożyczkowego. W grudniu 2023 r. wskaźnik przeterminowań powyżej 90 dni wynosił 23,6%, a na koniec czerwca br. 21,8%. Opóźnień w spłacie jest znacznie mniej niż jeszcze kilka lat temu. Wynika to m.in. stąd, że firmy pożyczkowe ostrożniej podchodzą do udzielania finansowania i badają zdolność kredytową swoich klientów, budując jednocześnie zaufanie innych uczestników rynku – tłumaczy Sławomir Nosal.

– W ostatnim czasie rośnie liczba pożyczek z dłuższym okresem spłaty i na wyższe kwoty. Najpewniej pomagają one gospodarstwom domowym zaspokajać bieżące potrzeby lub spłacać inne, równoległe zobowiązania. Wzrost wysokości przeciętnego zobowiązania można wiązać ze wzrostem realnych wynagrodzeń – dodaje.

Średnia wartość pożyczki gotówkowej udzielonej w czerwcu 2024 r. wyniosła 2 642 zł i była o 18,9% wyższa od średniej kwoty udzielonej w czerwcu 2023 r. Natomiast średnia wartość nowo udzielonej pożyczki celowej wyniosła 724 zł i była o 20,7% wyższa od średniej wartości takiej pożyczki udzielonej rok wcześniej.

BIK zwiększa o 20,6 mld zł prognozę akcji kredytowej na 2024 rok

Obecna sytuacja makroekonomiczna sprzyja optymistycznym prognozom dotyczącym wartości akcji kredytowej na cały 2024 rok. W związku z tym BIK podnosi prognozy dla trzech produktów kredytowych łącznie o 20,6 mld zł.

W przypadku kredytów mieszkaniowych wzrost prognozy wynika głównie z niedoszacowania akcji kredytowej w pierwszym półroczu.

– Rynek kredytowy w pierwszym półroczu 2024 roku zachował się lepiej od naszych oczekiwań. Wyższa akcja kredytowa była częściowo efektem uruchamiania kredytów jeszcze z puli programu Bezpieczny Kredyt 2 proc., w pierwszych miesiącach tego roku. Kredyty z tego programu stanowiły 13,6 mld zł z całkowitej wartości akcji kredytowej w pierwszym półroczu. Brak nowego programu wsparcia, który pierwotnie był przewidywany, obniży z kolei prognozy dotyczące akcji kredytowej w drugim półroczu. Reasumując prognozujemy, że całkowita wartość akcji kredytów mieszkaniowych w 2024 roku wyniesie 81 mld zł – wskazuje dr hab. Waldemar Rogowski.

BIK przewiduje, że wartość bankowych kredytów gotówkowych wzrośnie o 9,8 mld zł, osiągając łącznie 91 mld zł w całym 2024 roku. Prognozowany wzrost wynika z poprawy zdolności kredytowej, spowodowanej realnym wzrostem dochodów Polaków (wg GUS) oraz stabilizacją stóp procentowych. Te same czynniki wpłyną również na wzrost prognozowanej kwoty o 2,1 mld zł w przypadku pozabankowych pożyczek gotówkowych (łącznie prognozowana wartość sprzedaży w całym 2024 r. to 14,1 mld zł). W kredytach ratalnych BIK utrzymuje prognozę na poziomie pierwotnej prognozy czyli 27,5 mld zł.

Jedynie w segmencie pożyczek celowych pierwotna prognoza została obniżona o 300 mln zł, a przewidywana roczna wartość wynosi obecnie 6 mld zł.

– Łączna wartość prognozowanej akcji kredytowej bez limitów i kart kredytowych na 2024 rok to 219,6 mld zł, co oznacza, że wartość nowych kredytów i pożyczek wzrośnie o jedną czwartą w porównaniu do roku 2023, kiedy to łączna wartość wyniosła 175 mld zł – podsumowuje główny analityk Grupy BIK.

Ponad 5 tys. firm skorzystało z gwarancji spłaty leasingu

  • Wartość gwarancji de minimis spłaty leasingu lub pożyczki leasingowej udzielonych przez Bank Gospodarstwa Krajowego wyniosła prawie 1 mld zł na koniec czerwca
  • Z pomocy rządowej skorzystało ponad 5 tys. mikro, małych i średnich polskich przedsiębiorstw
  • Najczęściej po gwarancje sięgają mikro i małe firmy, a czas jej trwania to najczęściej przedział 4-6 lat

Mikro, małe i średnie firmy mogą korzystać z rządowej pomocy w dostępie do finansowania udzielanego przez firmy leasingowe od początku 2023 roku. Wsparcie udzielane jest przez Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK). Program gwarancji dla przedsiębiorstw korzystających z leasingu i pożyczki leasingowej został wdrożony przy współpracy ze Związkiem Polskiego Leasingu. I jak wynika z danych BGK, w ciągu 1,5 roku, czyli do końca czerwca 2024 roku, wartość gwarancji de minimis spłaty leasingu lub pożyczki leasingowej wyniosła prawie 935 mln zł. Z kolei łączna wartość udzielonego przez firmy leasingowe leasingu i pożyczek objętych gwarancją to kwota ponad 1,31 mld zł. Przy czym gros stanowił leasing – 1,29 mld zł.

Gwarancje typ finansowania

Jak pokazują dane BGK z pomocy publicznej skorzystało 5,3 tys. przedsiębiorstw. Są to przede wszystkim mikro i małe firmy, które stanowią 90 proc. firm korzystających z gwarancji de minimis. W porównaniu z liczbą mikro i małych firm w Polsce nie jest to liczba imponująca. Zachęcamy zatem przedsiębiorców do korzystania z finansowania z gwarancją państwową – mówi Monika Constant, prezeska Związku Polskiego Leasingu.

Mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa, stanowią ponad 99,8% wszystkich zarejestrowanych i aktywnych (2,35 mln) firm w Polsce, wytwarzających ponad 45% PKB i zatrudniających 70% (7 mln) wszystkich pracujących w przedsiębiorstwach (10,23 mln).

Gwarancje czas trwania

– Przedsiębiorcy dzięki gwarancji mają ułatwiony dostęp do finansowania swojej działalności. Dokonują inwestycji, które pozwalają się im rozwijać. To także wygoda i oszczędność czasu dla firm, bo wszystkie formalności związane z przeprowadzeniem transakcji i jej zabezpieczeniem są realizowane u leasingodawcy. I co nie bez znaczenia, finansowanie firmy leasingowej objęte gwarancją BGK jest udzielane na korzystniejszych dla przedsiębiorcy warunkach w porównaniu ze standardową ofertą leasingodawcy – dodaje Monika Constant.

– Bank Gospodarstwa Krajowego od wielu lat wspiera mikro, małych i średnich przedsiębiorców zabezpieczając ich potrzeby płynnościowe i inwestycyjne.  Prawie 1 mld zł gwarancji udzielonych ponad 5 tys. przedsiębiorców potwierdza, że taki produkt potrzebny jest na rynku, ponieważ wiele firm finansuje swoją działalność z wykorzystaniem leasingu lub pożyczki leasingowej – mówi Piotr Natkański, dyrektor Biura Rozwoju i Relacji Biznesowych w Departamencie Gwarancji i Poręczeń Banku Gospodarstwa Krajowego.

Gwarancje kategoria MŚP

Gwarancja spłaty leasingu lub pożyczki leasingowej udzielana jest w ramach realizowanego przez bank rządowego programu „Wspieranie przedsiębiorczości z wykorzystaniem poręczeń i gwarancji Banku Gospodarstwa Krajowego.” Celem tego instrumentu gwarancyjnego jest wsparcie przedsiębiorców w dostępie do finansowania leasingowego. Gwarancja zabezpiecza spłatę transakcji leasingowej udzielonej mikro-, małemu lub średniemu przedsiębiorcy przez leasingodawcę na podstawie umowy leasingu lub umowy pożyczki leasingowej. Gwarancja stanowi pomoc de minimis, czyli szczególny rodzaj wparcia udzielanego przedsiębiorcom przez państwo, które nie podlega zgłoszeniu do Komisji Europejskiej. Wynika to ze stosunkowo niewielkiej kwoty pomocy, jaka może zostać udzielona w tym trybie, co w założeniu nie zakłóca konkurencji w wymiarze unijnym.  Mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa za pośrednictwem finansowania z rządową gwarancją udzielonego przez firmy leasingowe inwestują najczęściej w aktywa o wartości od 100 do 500 tys. zł. Gwarancja udzielana jest zwykle na 4-6 lat.

Gwarancje wartość przedmiotu

Przedsiębiorca może skorzystać z gwarancji za pośrednictwem leasingodawcy, który podpisał z BGK umowę w tym zakresie. Umowy takie mają firmy: Millennium Leasing, mLeasing, Pekao Leasing, PKO Leasing oraz Santander Leasing. Gwarancja daje instytucji udzielającej finansowania pewność jego spłaty.

Jakie warunki musi spełnić podmiot, aby prowadzić transakcje na rynkach finansowych

Rynek finansowy i jego mechanizmy są skomplikowane i wymagają przestrzegania wielu przepisów oraz standardów. Aby podmiot mógł więc prowadzić transakcje na tych rynkach, musi spełnić szereg warunków prawnych, organizacyjnych i technicznych. Prezentujemy kluczowe wymagania, które muszą zostać spełnione, aby móc legalnie i efektywnie działać na rynkach finansowych.

Wymagania od podmiotów

Pośrednicy na rynku finansowym i inne podmioty muszą zarejestrować się w odpowiednich organach regulacyjnych i uzyskać stosowne licencje do prowadzenia działalności na rynkach finansowych. Przykładowo, w Europie firmy inwestycyjne muszą uzyskać licencję od krajowych organów nadzoru finansowego zgodnie z dyrektywą MiFID II (Markets in Financial Instruments Directive). Podmiotów takich dotyczą również minimalne wymogi kapitałowe, co oznacza, że jeśli chcą prowadzić działalność na rynku finansowym, muszą posiadać odpowiedni poziom kapitału własnego – dla zapewnienia stabilności finansowej i zdolności do pokrycia potencjalnych strat. Minimalne wymogi kapitałowe dla instytucji finansowych wynikają z regulacji, takich jak Basel III. Ma to na celu zwiększenie bezpieczeństwa i stabilności systemu finansowego.

Krajowe i międzynarodowe rynki finansowe wymagają od podmiotów na nich działających przestrzegania obowiązujących przepisów prawnych i regulacji dotyczących działalności finansowej, a w szczególności zasad dotyczących przeciwdziałania praniu pieniędzy czy przeciwdziałania finansowaniu terroryzmu. Dodatkowo podmioty prowadzące transakcje na rynkach finansowych muszą mieć nadany unikalny kod LEI, który pozwala na bezbłędną i jednoznaczną identyfikację konkretnego podmiotu.

Podmiot musi też posiadać odpowiednią strukturę organizacyjną, w tym wykwalifikowany zarząd i personel z odpowiednimi kompetencjami i doświadczeniem w zakresie rynków finansowych, a także komórki organizacyjne zajmujące się monitorowaniem i zarządzaniem ryzykiem związanym z działalnością finansową. Prowadzenie działalności w ramach rynku finansowego wymaga także zaawansowanej infrastruktury technologicznej, która zapewnia bezpieczeństwo, szybkość i efektywność przeprowadzania transakcji, przy czym stosowane przez podmioty systemy muszą być zgodne z wymaganiami dotyczącymi bezpieczeństwa cybernetycznego oraz ochrony danych osobowych.

Dodatkowe warunki dla podmiotów na rynkach finansowych

Jednym z wymagań jakie muszą spełnić podmioty rynku finansowego jest obowiązek poddawania się  regularnym audytom wewnętrznym i zewnętrznym, które oceniają zgodność z przepisami i standardami branżowymi. Takie audyty pomagają w identyfikacji i eliminacji nieprawidłowości oraz zapewniają przejrzystość i wiarygodność działalności finansowej. Podobne znaczenie mają regularne raporty finansowe i regulacyjne składane do odpowiednich organów nadzoru. Muszą być one zgodne z międzynarodowymi standardami rachunkowości i ujawniać pełne informacje na temat działalności podmiotu.

Zatem, aby podmiot mógł np. prowadzić transakcje na giełdzie, musi spełnić szereg warunków, obejmujących rejestrację i uzyskanie licencji, minimalne wymogi kapitałowe, zgodność z regulacjami. Musi również posiadać odpowiednią strukturę organizacyjną, zaawansowaną infrastrukturę technologiczną, przeprowadzać regularne audyty i raportować na bieżąco na temat swojej sytuacji finansowej. Przestrzeganie tych wymagań zapewnia stabilność i wiarygodność podmiotu, a także chroni interesy jego klientów i całego systemu finansowego.

Wyniki finansowe Kuehne+Nagel za pierwszą połowę 2024 r.

  • Nowa struktura organizacyjna w kierunku poprawy struktury kosztów i wzmocnienie bliskości do klienta
  • Popyt na elastyczne i cyfrowe usługi, zwłaszcza wśród klientów z sektora MŚP
  • Zakłócenia w łańcuchu dostaw spowodowane niepewnością w globalnym handlu
Grupa
Kuehne+Nagel
CHF mln
H1 2024 H1 2023 Δ Q2 2024 Q2 2023 Δ
Obrót netto 11,554 12,721 -9% 6,046 5,973 1%
Zysk brutto 4,273 4,649 -8% 2,197 2,255 -3%
Wynik operacyjny (EBITDA) 1,185 1,518 -22% 609 715 -15%
EBIT 778 1,135 -32% 402 523 -23%
Zysk za okres 576 860 -33% 298 398 -25%

Obroty netto Grupy Kuehne+Nagel w pierwszej połowie 2024 r. wyniosły 11,6 mld CHF, EBIT wyniósł 778 mln CHF, a zysk 576 mln CHF. Na wynik wpłynęły ujemne różnice kursowe w wysokości 2% w pierwszej połowie 2024 r. oraz jednorazowe koszty restrukturyzacji w wysokości 17 mln CHF w drugim kwartale 2024 r.

Współczynnik konwersji, który opisuje stosunek EBIT do zysku brutto Grupy, wyniósł 18% w pierwszej połowie 2024 r., a zatem był znacznie wyższy niż wskaźnik sprzed pandemii COVID-19, który wynosił 13% w pierwszej połowie 2019 r. Ogólnie rzecz biorąc, wskaźniki te są powyżej poziomu sprzed pandemii.

Stefan Paul, Dyrektor Zarządzający Kuehne+Nagel International AG:

„W pierwszej połowie 2024 r. nadal konsekwentnie koncentrowaliśmy się na realizacji inicjatyw naszej strategii Roadmap 2026. Ożywienie popytu na fracht lotniczy miało pozytywny wpływ, podczas gdy ponowne zakłócenia na Morzu Czerwonym spowodowały dodatkową złożoność łańcuchów dostaw na całym świecie. Jesteśmy dobrze przygotowani na spodziewany wyższy popyt w drugiej połowie roku i spodziewamy się dalszego wzrostu wydajności”.

Logistyka morska


CHF mln
H1 2024 H1 2023 Δ Q2 2024 Q2 2023 Δ
Obrót netto 4,057 4,859 -17% 2,131 2,192 -3%
Zysk brutto 1,017 1,309 -22% 514 623 -18%
EBIT 397 639 -38% 200 295 -32%

 

Obroty netto w logistyce morskiej wyniosły 4,1 mld CHF, a EBIT 397 mln CHF w pierwszej połowie 2024 r. Współczynnik konwersji utrzymał się na wysokim poziomie 39%. Wolumen kontenerów na koniec czerwca 2024 r. wyniósł 2,1 mln standardowych kontenerów (TEU). W ramach Roadmap 2026 do tej pory otwarto 34 nowe lokalizacje obsługi klienta, zwiększając wsparcie dla MŚP.

Kuehne+Nagel wdraża zrównoważone rozwiązania dla rosnącej liczby klientów. Na przykład jednostka logistyki morskiej niedawno zaczęła wykorzystywać biopaliwo do transportu towarów pomocowych w imieniu holenderskiej fundacji IDA. Skutkuje to redukcją emisji CO2e o około 85% w porównaniu z zastosowaniem paliw kopalnych.

Logistyka lotnicza


CHF mln
H1 2024 H1 2023 Δ Q2 2024 Q2 2023 Δ
Obrót netto 3,392 3,516 -4% 1,809 1,654 9%
Zysk brutto 822 937 -12% 430 449 -4%
EBIT 210 293 -28% 116 139 -17%

 

Obroty netto w dziale logistyki lotniczej wyniosły 3,4 mld CHF, a EBIT w pierwszej połowie 2024 r. wyniósł 210 mln CHF. Łącznie jednostka obsłużyła ponad 1,0 mln ton frachtu lotniczego w pierwszych sześciu miesiącach 2024 r., czyli o 5% więcej rok do roku. Wzrost wolumenu rozwijał się zgodnie z rozwojem rynku i koncentrował się na rentownych segmentach, takich jak opieka zdrowotna i półprzewodniki. Współczynnik konwersji wyniósł 26%.

Popyt na połączone usługi logistyki morsko-lotniczej odnotował silny wzrost w pierwszej połowie 2024 r., ponieważ niektórzy klienci starali się skrócić czas tranzytu ze względu na sytuację na Morzu Czerwonym.

Logistyka drogowa


CHF mln
H1 2024 H1 2023 Δ Q2 2024 Q2 2023 Δ
Obrót netto 1,770 1,873 -6% 910 917 -1%
Zysk brutto 670 684 -2% 345 335 3%
EBIT 66 93 -29% 36 41 -12%

Obroty netto w logistyce drogowej wyniosły 1,8 mld CHF w pierwszej połowie 2024 r., a EBIT wyniósł 66 mln CHF. Przy około 12 milionach zrealizowanych zamówień, wolumen był na tym samym poziomie co w analogicznym okresie poprzedniego roku.

Przejęcie kanadyjskiego brokera celnego Farrow zostało pomyślnie zakończone w lutym 2024 r. Integracja i ekspansja działalności na południowej granicy USA przebiega zgodnie z planem.

Logistyka kontraktowa


CHF mln
H1 2024 H1 2023 Δ Q2 2024 Q2 2023 Δ
Obrót netto 2,335 2,473 -6% 1,196 1,210 -1%
Zysk brutto 1,764 1,719 3% 908 848 7%
EBIT 105 110 -5% 50 48 4%

 

Przy obrotach netto w wysokości 2,3 mld CHF i zysku EBIT w wysokości 105 mln CHF, dział logistyki kontraktowej w pierwszej połowie 2024 r. nadal osiągał bardzo dobre wyniki.

W drugim kwartale Kuehne+Nagel rozbudowało centra dystrybucyjne dla klientów takich jak BMW i Wacker Neuson w Niemczech oraz Lego w Belgii. Kuehne+Nagel otworzyło nowe lokalizacje w USA i Zjednoczonych Emiratach Arabskich, aby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na usługi e-commerce i opieki zdrowotnej.

Dr Joerg Wolle, Prezes Zarządu Kuehne+Nagel International AG:

„Kuehne+Nagel osiągnęło dobre wyniki w pierwszej połowie 2024 r. Usprawniona struktura organizacyjna, zainicjowana przez Radę Dyrektorów w kwietniu 2024 r., doprowadzi do znacznego wzrostu wydajności i wzmocnienia bliskości z klientem. Umożliwi nam to szybsze reagowanie i wdrażanie naszej strategii oraz oferowanie doskonałych, kompleksowych rozwiązań logistycznych”.

Europa w recesji? Przemysł kuleje, usługi ledwo zipią

Indeksy koniunktury po raz kolejny pokazują nam, że przemysł europejski nie ma się najlepiej. Usługi jeszcze w miarę się bronią, ale daleko ankietowanym menadżerom do optymizmu Anglosasów. Kanada obniża stopy procentowe.

Koniunktura w Europie bez niespodzianek

Wczorajsze dane z indeksów PMI nie były zaskoczeniem. Wszyscy wiedzieli, że w przemyśle dominuje pesymizm, za to usługi mieszczą się jeszcze powyżej ważnej granicy rozdzielającej przewagę odpowiedzi pozytywnych od negatywnych. Problem w tym, że nawet w ramach tych oczekiwań wczorajsze odczyty były słabsze. Pesymizm przemysłu ponownie napędzają głównie Niemcy, jako największa gospodarka, ale dużo poniżej oczekiwań wypadła również Francja, gdzie na razie przynajmniej w przemyśle nie ma pozytywnego efektu igrzysk olimpijskich. Wyraźnie za to wzrósł optymizm w usługach, co część analityków łączy właśnie z tymi zawodami sportowymi. Nie był to jednak na tyle silny wzrost by zniwelować słabsze dane z Niemiec. Nie powinien zatem dziwić wczorajszy kurs euro – najsłabszy względem dolara od ponad dwóch tygodni.

Koniunktura u Anglosasów

Analitycy spodziewali się przyzwoitych wyników na Wyspach. Co ważne, obydwa odczyty miały przekroczyć barierę 50 pkt (przewaga odpowiedzi pozytywnych) i osiągnęły ten wynik. Co prawda indeks dla przemysłu wypadł symbolicznie 0,1 pkt poniżej oczekiwań, ale za to dużo lepiej wypadł indeks dla usług. Spowodowało to umocnienie się funta względem euro. Dane zza oceanu były mocno niejednoznaczne. Amerykanie pokazali wyraźnie słabszy wynik w przemyśle, który niespodziewanie pierwszy raz od grudnia zeszłego roku zanurkował poniżej 50 pkt, pomimo znacznie wyższych oczekiwań. Z drugiej strony indeks dla usług przekroczył oczekiwania i jest najwyżej od marca – tyle, że 2022 roku. Inwestorzy przyjęli te dane w miarę neutralnie.

Kanada obniża stopy procentowe

Wczoraj decyzją Banku Kanady obniżono w tym kraju główną stopę procentową z 4,75% na 4,5%. Decyzja ta była od wielu dni oczekiwana przez rynki. To właśnie między innymi z niej wynikało osłabienie kursu dolara kanadyjskiego względem dolara amerykańskiego. Gorzej oprocentowany dolar kanadyjski tracił bowiem zainteresowanie inwestorów. Warto zauważyć, że nie osłabił swojej pozycji względem złotego, gdyż w tym samym czasie złoty był silnie w odwrocie wobec dolara amerykańskiego. Z drugiej strony w tle trwają spekulacje czy może Bank Kanady nie wie czegoś, czego rynki nie wiedzą. Za tydzień mamy posiedzenie decyzyjne FED, na którym zdaniem niemal 100% analityków stopy procentowe zostaną utrzymane. Dlaczego zatem bank, który zwykle koordynował swoją politykę monetarną z FED, obniżył stopy już dzisiaj?

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych pakiet danych z USA:

14:30 – PKB,

14:30 – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,

14:30 – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl