ORLEN podpisuje umowę na zakup farm fotowoltaicznych i wiatrowych o łącznej mocy 306 MW

Należąca do Grupy ORLEN spółka ORLEN Wind 3 podpisała z firmą EDP Renewables Polska przedwstępną umowę nabycia dwóch farm fotowoltaicznych zlokalizowanych w woj. lubuskim i wielkopolskim o łącznej mocy 280 MWp oraz farmy wiatrowej o mocy 26 MW, która znajduje się w woj. łódzkim. Wartość umowy wynosi ok. 1,15 mld zł. To jedna z największych transakcji na krajowym rynku OZE w ostatnich latach pod względem zainstalowanych mocy. Po sfinalizowaniu zakupu, moce wytwórcze Grupy ORLEN, pochodzące z odnawialnych źródeł, powiększą się niemal o 30 proc. Nabywane przez koncern farmy są jednymi z najnowocześniejszych jednostek i będą produkować rocznie ok. 400 GWh energii, czyli tyle, ile zużywa blisko 182 tys. gospodarstw domowych.

–  Zadeklarowaliśmy przyspieszenie i dotrzymujemy słowa. Umowa, którą podpisaliśmy, pozwoli na zwiększenie naszego portfolio w OZE łącznie o ponad 300 MW. Nowe moce stanowią aż 1/3 tego, co ORLEN zbudował w energetyce odnawialnej w ciągu ostatnich kilku lat. Jednak nie tylko skala jest dla nas ważna, ale też rachunek ekonomiczny, który w przypadku tej transakcji jest dla nas korzystny i pozwala realnie budować wartość koncernu. Chcemy być kluczowym graczem transformacji energetycznej w Europie Środkowo-Wschodniej, dlatego nie zatrzymujemy się i uważnie analizujemy kolejne atrakcyjne projekty pojawiąjące się na rynku OZE, by w pełni wykorzystać wszystkie biznesowe szanse – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Zawarta umowa obejmuje zakup dwóch farm fotowoltaicznych. Pierwsza z nich znajduje się w miejscowości Chotków, w powiecie żagańskim, w woj. lubuskim. Została uruchomiona w styczniu tego roku. Na powierzchni 45 hektarów zamontowano ponad 61 tys. paneli fotowoltaicznych, których łączna moc wynosi 40 MWp. Instalacja jest zaprojektowana w ten sposób, żeby redukować oddziaływanie na środowisko. Podniesienie ogrodzenia farmy na odpowiednią wysokość umożliwia swobodne przemieszczanie się małych zwierząt, nie przeszkadzając im w naturalnych szlakach migracyjnych.

Druga farma zlokalizowana jest na zrekultywowanym terenie dawnej odkrywkowej kopalni węgla brunatnego w gminie Przykona, w woj. wielopolskim. W jej pobliżu Grupa ORLEN posiada już instalacje fotowoltaiczne i wiatrowe o łącznej mocy ok. 57 MW, a kolejne, których moc wyniesie ok. 68 MW, są w budowie. Przejmowana farma fotowoltaiczna ma moc 200 MWp i obecnie trwa jej rozbudowa o kolejne 40 MWp. Zakończenie prac jest planowane na koniec tego roku. Po oddaniu do użytku dodatkowych mocy będzie to największa farma fotowoltaiczna w Polsce, a Grupa ORLEN zostanie jej jedynym właścicielem.

W ramach podpisanej umowy koncern przejmuje także lądową farmę wiatrową „Warta”, która powstała w maju zeszłego roku w woj. łódzkim, na zachód od Sieradza. Moc farmy wynosi 26 MW i składa się na nią 13 turbin. Teren, na którym znajduje się farma, charakteryzuje się dużą intensywnością wiatru, gwarantującą wysoki stopień wykorzystania zainstalowanych mocy.

–  Ta transakcja jest już drugą, którą przeprowadziliśmy z ORLEN. Podkreśla ona jakość naszych aktywów oraz trwałość strategii ich rotacji. Będziemy kontynuować nasze zaangażowanie w dalsze działania w Polsce. Jako jeden z największych inwestorów zagranicznych w kraju, z ponad 1 GW mocy już rozwiniętych i zainstalowanych, które w kolejnych miesiącach będziemy zwiększać, w tym z pierwszym w kraju hybrydowym parkiem wiatrowo-słonecznym, nadal postrzegamy Polskę jako kluczowy rynek dla EDP – podkreśla Duarte Bello, dyrektor operacyjny EDP Renewables na Europę.

Do końca 2030 roku Grupa ORLEN chce osiągnąć poziom 9 GW mocy zainstalowanej w odnawialnych źródłach energii. Oprócz lądowych farm wiatrowych i fotowoltaicznych, koncern aktywnie rozwija także morską energetykę wiatrową. W ramach ostatnich przygotowań do prac instalacyjnych na morzu, planowanych na koniec tego roku, produkowane są kluczowe komponenty inwestycji Baltic Power. Na Pomorzu powstają między innymi stacje elektroenergetyczne, które pozwolą odebrać energię z turbin i przesłać ją na ląd. Inne ważne elementy inwestycji powstają również w fabrykach zlokalizowanych m.in. w Szczecinie, Kluczborku i Żarach. Inwestycja realizowana przez Grupę ORLEN wspólnie z kanadyjskim Northland Power włączy w 2026 roku do krajowego systemu energetycznego moc blisko 1,2 GW. Popłynie z niego zeroemisyjna energia, która będzie w stanie zasilić ponad 1,5 mln gospodarstw domowych.

Finalizacja przejęcia VeloBanku przez Cerberus, EBOR i IFC

Podmiot powiązany spółki Cerberus Capital Management, L.P. („Cerberus”), Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju („EBOR”) oraz Międzynarodowa Korporacja Finansowa („IFC”, organizacja należąca do Grupy Banku Światowego) ogłosiły dziś pomyślną realizację transakcji nabycia 100% akcji VeloBanku od Bankowego Funduszu Gwarancyjnego po uzyskaniu wszystkich niezbędnych zgód od właściwych organów nadzoru. Transakcja kończy otwarty, przejrzysty, niedyskryminujący i konkurencyjny proces sprzedaży prowadzony od 2023 roku przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny. 

Podpisanie umowy otwiera przed VeloBankiem nowe możliwości rozwoju we wszystkich liniach biznesowych, dzięki dokapitalizowaniu go przez nowych właścicieli kwotą 687 mln zł oraz zniesieniu statusu banku pomostowego i związanych z tym ograniczeń nałożonych przez Komisję Europejską.

Sprzedaż Banku w żaden sposób nie wpłynie na sytuację klientów ani ich obsługę. Środki zgromadzone w VeloBanku będą w dalszym ciągu pod ochroną Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, na takich samych zasadach jak środki zdeponowane w innych bankach, objętych obowiązującym w Polsce systemem gwarantowania depozytów pieniężnych.

Bardzo się cieszymy, że możemy zainwestować w VeloBank i wesprzeć jego udział w dynamicznie rozwijającym się polskim rynku bankowym – skomentował Charles Dunlap, Starszy Dyrektor Zarządzający Cerberusa.Jesteśmy niezwykle dumni z banku i jego utalentowanych pracowników, zwłaszcza z ich dążenia do wprowadzania innowacyjnych rozwiązań cyfrowych i produktów finansowych zorientowanych na klienta.   Żywimy przekonanie, że VeloBank ma wszelkie zadatki, by wykorzystać swoje dotychczasowe sukcesy i zająć pozycję czołowego banku obsługującego społeczność polskich klientów detalicznych i biznesowych.

W ramach procesu przejmowania kontroli nad bankiem, 1 sierpnia 2024 r. została powołana nowa Rada Nadzorcza. W jej skład weszli eksperci dysponujący wieloletnim doświadczeniem w branży finansowej.

– Mam ten przywilej, że mogę uczestniczyć w najciekawszym projekcie bankowym na polskim rynku. Unikalne kompetencje funduszu Cerberus jako podmiotu specjalizującego się w instytucjach finansowych wraz z zaangażowaniem i siłą EBOR oraz IFC, oznaczają bezprecedensowe wsparcie dla przyszłości VeloBanku. Jestem przekonany, że nowa Rada Nadzorcza będzie dobrym partnerem dla VeloTeamu, dostarczając inspiracji i wsparcia w przyszłym wzroście i rozwoju banku – stwierdził Jakub Papierski, Przewodniczący Rady Nadzorczej VeloBanku.

W wyniku transakcji nastąpi wzmocnienie finansowych i operacyjnych fundamentów VeloBanku, co umożliwi jego dynamiczny rozwój w najbliższych latach w oparciu o dotychczasowe wyniki wypracowane we wszystkich liniach biznesowych. Na przestrzeni ostatnich dwóch lat podjęte zostało wiele strategicznych inicjatyw mających na celu zaoferowanie klientom efektywnych cyfrowych procesów obsługi, poszerzenie oferty produktowej oraz zmianę procedur udzielania kredytów. Od początku istnienia VeloBanku pozyskał on blisko 300 tys. nowych klientów, a od początku 2023 r. salda depozytów wzrosły o 16 mld zł. Od października 2022 r. sprzedaż kredytów osobom fizycznym wzrosła czterokrotnie. W tym samym okresie z powodzeniem wznowiona została sprzedaż kredytów hipotecznych oraz nastąpił dynamiczny rozwój oferty bancassurance, co przełożyło się na istotny stabilny wzrost przychodów z prowizji. Bank odbudował także ofertę dla przedsiębiorstw oraz w obszarze bankowości prywatnej.

Adam Marciniak, Prezes VeloBanku
Adam Marciniak, Prezes VeloBanku

Zespół VeloBanku z powodzeniem zakończył jeden z najtrudniejszych procesów przymusowej restrukturyzacji w historii europejskiej bankowości, który został przeprowadzony z zachowaniem najwyższych standardów oraz w zgodzie z literą prawa unijnego. Sprzedaż VeloBanku była warunkiem koniecznym i niezbędnym do zakończenia procedury przymusowej restrukturyzacji, przyjętej, by zapewnić stabilność całego sektora bankowego. Jednocześnie transakcja ta wysłała pozytywny sygnał świadczący o bezpieczeństwie polskiego sektora finansowego – zaznaczył Adam Marciniak, Prezes Zarządu VeloBanku, dodając: – Jako VeloBank dążymy do systematycznego budowania coraz silniejszej pozycji na polskim rynku. Poprzez ambitne wdrożenia nowych rozwiązań będziemy wspierać rozwój zarówno naszych klientów indywidualnych, jak i korporacyjnych. Będziemy również dążyć do zwiększania innowacyjności nie tylko w sektorze finansowym, ale w całej polskiej gospodarce.

Francis Malige, dyrektor zarządzający EBOR ds. instytucji finansowych, powiedział: – Jesteśmy bardzo zadowoleni z pomyślnego zamknięcia procesu inwestycji w VeloBank. Inwestycja ta wyznacza nowy początek, a zarazem wieńczy długą i złożoną procedurę przymusowej restrukturyzacji. Z niecierpliwością wypatrujemy teraz nowego etapu w rozwoju VeloBanku i cieszymy się na myśl o współpracy z naszymi współinwestorami i partnerami, która przełoży się na dalszy wzrost banku i rozwój akcji kredytowej na rzecz gospodarki w Polsce.

– Cieszymy się, że możemy wnieść kapitał oraz globalną wiedzę IFC do tej ważnej transakcji, znakomicie wpisującej się w nasz strategiczny cel dywersyfikacji opcji finansowania dla polskiej gospodarki – stwierdził Ary Naïm, Kierownik Krajowy ds. Polski Grupy Banku Światowego i Kierownik IFC na Europę Środkową i Południową. – Z niecierpliwością wyczekujemy możliwości współdziałania z naszymi partnerami i kierownictwem VeloBanku, by osiągnąć ten cel, skupiając się przy tym na finansowaniu projektów cyfrowych i proekologicznych.

O VeloBanku

VeloBank jest bankiem uniwersalnym, oferującym nowoczesne rozwiązania finansowe dla klientów indywidualnych, obszaru private banking, MŚP, dużych przedsiębiorstw i korporacji, a także instytucji sektora publicznego. Należy on do grona dziesięciu największych banków w Polsce. Strategia VeloBanku oparta jest na korzystaniu z nowoczesnych technologii, w tym rozwiązań z dziedziny generatywnej sztucznej inteligencji, w celu zwiększenia wygody zarówno klientów, jak i pracowników banku. Kompleksowe usługi świadczone są w ponad 160 oddziałach w całej Polsce, a także za pośrednictwem zaawansowanych platform bankowości internetowej i mobilnej. Oferta banku obejmuje rachunki bieżące, kredyty, produkty oszczędnościowe i inwestycyjne, ubezpieczenia oraz liczne usługi pozabankowe. Grupa kapitałowa banku uruchomiła także VeloMarket – platformę zakupową oferującą produkty korzystne dla zdrowia i przyszłości planety, wpisującą się w przyjętą przez bank strategię wspierania inicjatyw proekologicznych.

O Cerberusie

Utworzona w 1992 r. spółka Cerberus jest światowym liderem w dziedzinie inwestycji alternatywnych, dysponującym aktywami o wartości około 65 mld USD w ramach uzupełniających się nawzajem strategii kredytowych, z obszaru private equity i nieruchomości. Firma inwestuje we wszystkie elementy swojej struktury kapitałowej, której zintegrowane platformy inwestycyjne i własne możliwości operacyjne dają jej przewagę, która przekłada się na poprawę wyników i zwiększanie wartości w długim okresie. Zespoły wytrawnych pracowników Cerberusa dysponują rozległym doświadczeniem we współpracy w zakresie różnych klas aktywów, sektorów i regionów geograficznych pod kątem zapewniania inwestorom wysokich stóp zwrotu skorygowanych o ryzyko. Cerberus posiada bogate doświadczenie w inwestowaniu w instytucje finansowe na całym świecie, w tym w Europie – np. CCF i My Money Bank we Francji, Hamburg Commercial Bank w Niemczech i BAWAG w Austrii.

Kancelaria Linklaters pełniła rolę doradcy prawnego Cerberusa.

O Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju

EBOR, utworzony w celu wspierania sektora prywatnego po upadku komunizmu w Europie Wschodniej, prowadzi działalność w 38 krajach – od Europy Środkowej po Azję Środkową, Bałkany Zachodnie, południowy i wschodni region Morza Śródziemnego oraz Liban. Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju jest największym inwestorem w wielu z tych krajów, a ponadto przyciąga duże bezpośrednie inwestycje zagraniczne. Inwestuje głównie w przedsiębiorstwa prywatne. W Polsce EBOR zainwestował dotychczas ponad 14,5 mld euro w 532 projekty.

O Międzynarodowej Korporacji Finansowej

IFC – organizacja należąca do Grupy Banku Światowego – jest największą instytucją rozwojową o zasięgu globalnym skupioną na rozwoju sektora prywatnego na rynkach wschodzących. IFC prowadzi działalność w ponad 100 krajach, wykorzystując swój kapitał, wiedzę i wpływy do rozwijania rynków i kreowania możliwości gospodarczych w krajach rozwijających się. W roku obrotowym 2023 IFC przeznaczyła rekordową kwotę 43,7 mld dolarów dla prywatnych firm i instytucji finansowych w krajach rozwijających się, wykorzystując siłę sektora prywatnego, by położyć kres skrajnemu ubóstwu i zwiększyć wspólny dobrobyt w okresie, gdy gospodarki poszczególnych krajów zmagają się ze skutkami kryzysów o zasięgu globalnym.

Nowe przepisy techniczno-budowlane w walce z „patodeweloperką”

Przepisy o przeciwdziałaniu tzw. „patodeweloperce”, czyli nowelizacja rozporządzenia Ministra Infrastruktury z dnia 12 kwietnia 2002 r. w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie weszły w życie w dniu 1 sierpnia 2024 r. Jakie zmiany wprowadzają i jaki wpływ mogą mieć na budownictwo wielorodzinne?

Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 12 kwietnia 2002 r. w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie, jest aktem wykonawczym do ustawy Prawo budowlane. Zgodnie m.in. z przepisami wspomnianego rozporządzenia powinny być prowadzone inwestycje budowlane, w tym inwestycje deweloperskie. Minister Rozwoju i Technologii w dniu 27 października 2023 r. wydał rozporządzenie wprowadzające zmiany w dotychczasowym rozporządzeniu w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie. Pierwotnie zmiany miały wejść w życie z dniem 1 kwietnia 2024 r., jednak ostatecznie zaczęły obowiązywać od dnia 1 sierpnia 2024 r.

Zmiany odległości usytuowania budynków

W kontekście inwestycji deweloperskich pierwszą istotną zmianą jest doprecyzowanie dopuszczalnych odległości budynków od granicy działki, na której są położone. Obecnie obowiązujące przepisy nadal nakładać będą obowiązek sytuowania budynków w odległości 4 m od granicy działki, jeśli budynek był zwrócony ścianą z oknami lub drzwiami w stronę tej granicy oraz 3 m w przypadku budynku zwróconego ścianą bez okien i drzwi.

Jednak od dnia 1 sierpnia 2024 r. wprowadzono nowy, dodatkowy wymóg zachowania odległości 5 m od granicy działki dla budynku mieszkalnego wielorodzinnego o wysokości ponad 4 kondygnacji nadziemnych, niezależnie od tego, czy ściana jest zwrócona oknami lub drzwiami w stronę tej granicy czy też nie. Wyjątkowo, prawodawca dopuszcza możliwość sytuowania takich budynków w mniejszej odległości 1,5 m od granicy działki, jeżeli przepisy miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego przewidują taką możliwość.

Komplementarnie z powyższą zmianą, wprowadzono wymóg zachowania minimalnej odległości 3 m od granicy działki dla balkonów w budynkach wielorodzinnych o wysokości ponad 4 kondygnacji. Odległość ta dotyczy budynków wielorodzinnych zwróconych zarówno ścianą z oknami lub drzwiami jak i bez nich w stronę granicy, co ma na celu poprawę komfortu mieszkańców sąsiednich budynków.

Od dnia 1 sierpnia 2024 r. z obowiązku zachowania wymogów minimalnych odległości budynków od granicy działki będą wyłączone nie tylko przypadki, gdy sąsiednia działka jest działką drogową, ale również gdy mowa jest o publicznie dostępnym placu, za który zgodnie z definicją uznaje się „ogólnodostępny teren służący rekreacji, komunikacji, pełniący także funkcję reprezentacyjną […]”. Dodatkowo, publicznie dostępne place o powierzchni powyżej 1000 m2 będą musiały spełniać wymóg urządzenia terenu biologicznie czynnego na poziomie przynajmniej 20 % ich powierzchni.

Określenie minimalnej powierzchni lokalu użytkowego

Nowe przepisy określają minimalną powierzchnię lokali użytkowych. Jak czytamy w uzasadnieniu do projektu nowej regulacji, ma to przeciwdziałać sytuacjom „w których budynek został wybudowany jako budynek np. użyteczności publicznej, wyodrębniono w nim tzw. „lokale użytkowe”, które następnie zostają sprzedawane jako „lokale inwestycyjne”, a są użytkowane jak lokale mieszkalne (są małe i nie spełniają odpowiednich wymagań dla mieszkania).” (uzasadnienie do proj. MRiT zmieniającego rozporządzenie w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie, nr w wykazie prac legislacyjnych RM – 100).

Zgodnie z nowym § 56a rozporządzenia, lokal użytkowy nie może mieć mniejszej powierzchni użytkowej niż 25 m2. Wprowadzone ograniczenie nie dotyczy jednak lokali użytkowych położonych na pierwszej lub drugiej kondygnacji nadziemnej, do których dostęp jest możliwy bezpośrednio z zewnątrz bloku. W odniesieniu do budynków wielorodzinnych, warunek minimalnej powierzchni użytkowej lokalu użytkowego nie będzie dotyczyć budynków, dla których wydano decyzję o pozwoleniu na budowę przed dniem 1 sierpnia 2024 r.

Obowiązek stosowania przegród balkonowych oraz zapewnienia wózkarni i rowerowni

Od dnia 1 sierpnia 2024 r. wprowadzono obowiązek stosowania przegród balkonowych, gdy na jednej płycie balkonowej położone są dwa balkony dla sąsiadujących lokali, co już często jest stosowane w praktyce. Nowe przepisy (§ 95a) rozporządzenia w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie, określają techniczne warunki, jakim powinny odpowiadać te przegrody.

Kolejnym nowym wymogiem jest obowiązek zapewnienia w blokach wózkarni i rowerowni o powierzchni co najmniej 15 m2. Takie pomieszczenia mogą znajdować się przy wejściu lub na kondygnacji podziemnej budynku, albo w budynku gospodarczym, wiacie lub altanie.

Nowe rozporządzenie wprowadza również dodatkowe wymogi techniczne w odniesieniu do placów zabaw dla dzieci i doprecyzowuje przepisy dotyczące miejsc postojowych dla samochodów, z których korzystają osoby z niepełnosprawnościami.

Podsumowanie

Zmiany w przepisach techniczno-budowlanych z pewnością należy ocenić pozytywnie, jednak trudno określić je mianem przełomowych. W wielu przypadkach stanowią one usankcjonowanie praktyk, które są już stosowane przez deweloperów. Realna ocena wpływu nowej regulacji na ład przestrzenny i poprawę komfortu nabywców lokali będzie możliwa będzie możliwa dopiero po kilkunastu miesiącach od jej wdrożenia w nowych inwestycjach.

Autor: Prawnik Mateusz Groszyk, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Sierpień zaczynamy decyzjami ws. stóp procentowych

Lipcowa decyzja FOMC w sprawie kosztu pieniądza nie była zaskoczeniem dla rynków. Po raz kolejny ważniejszy okazał się komunikat przewodniczącego FED, jednak i ten (przynajmniej po części) był spodziewany. Do obniżki kosztu pieniądza doszło w Anglii, gdzie o ostatecznym rezultacie zadecydował jeden głos.

Stany nie zmieniają stóp

Wczorajsza decyzja w sprawie kosztu pieniądza w USA była zgodna z oczekiwaniami. Stopy procentowe w USA pozostały w przedziale 5,25-5,50%. Kolejnym istotnym wydarzeniem było wystąpienie przewodniczącego FED, które miało miejsce tuż po decyzji. Tym razem Jerome Powell nie nabrał wody w usta. Rynki w końcu usłyszały bardziej konkretną wypowiedź (w porównaniu do poprzednich) w sprawie polityki monetarnej na drugie półrocze 2024 roku. Jeżeli dane makroekonomiczne nie będą odbiegać od zamierzonego kierunku (stabilny rynek pracy, inflacja zmierzająca do 2%) to tzw. „pivotu” możemy spodziewać się nawet na najbliższym posiedzeniu, czyli we wrześniu. Po tej informacji dolar tylko delikatnie osłabił się do euro (z poziomu 1,08 USD do 1,083 USD) co oznacza, że wrześniowy ruch FED był już wliczony w cenę eurodolara. Patrząc pierwszego dnia sierpnia na prawdopodobieństwo obniżki na kolejnym posiedzeniu FOMC, widzimy jednoznaczne 100%. 86,5% rynku ostawia obniżkę o 25 punktów bazowych. Pozostałe 13,5% spodziewa się podwójnego ruchu.

Umocnienie dolara

W czwartek po południu na kursie EUR/USD nie ma już śladu po środowej decyzji FED i wieczornym osłabieniu amerykańskiej waluty. Dziś do południa notowania „edka” zeszły z wcześniej wspomnianych 1,083 USD do 1,078 USD. Umocnienie „zielonego” o pół centa to drugi fakt pokazujący, że inwestorzy już dawno „przetrawili” rychłe obniżki stóp w Stanach Zjednoczonych. Nawet wspominanie ich przez szefa FED nie robi na nich aż tak dużego wrażenia. Być może większa skala obniżek skłoniłaby inwestorów do wyprzedaży dolara, jednak, póki co, jednoznacznych przesłanek do takiego posunięcia brakuje. Inflacja co prawda nadal nie zeszła do celu, jednak ustabilizowała się przy ok. 3%, co nawet przy zapowiadanej obniżce stóp wciąż daje dodatnie realne stopy procentowe. Drugim aspektem jest rynek pracy. Tu jednak ostatnio otrzymujemy mieszane dane. Dzisiejszy Raport Challengera (planowana liczba zwolnień) wskazał wartość o prawie połowę niższą od poprzedniej (25,8 tys. względem 48,8 tys. poprzednio). Z drugiej strony zauważamy wzrost złożonych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Ten wskaźnik wzbudza obawy, jednak nie jest jednoznacznym sygnałem mocnego pogorszenia sytuacji na amerykańskim rynku pracy.

Decyzja z Wysp

Po siedmiu pauzach, czyli braku zmian wysokości stóp procentowych, w Wielkiej Brytanii, dziś doszło do obniżki. Oznacza to, że Brytyjczycy, podobnie jak Europejski Bank Centralny i Szwajcarski Bank Narodowy, z decyzją wyprzedzili amerykański FED. Głosowanie na Wyspach nie było jednak jednogłośne. 5 osób opowiedziało się za obniżką. Pozostałe 4 domagały się ósmej pauzy. Oznacza to, że koszt pieniądza został obniżony z 5,25% do równych 5%, co było zgodne z prognozami. Ruch ten wydaje się być logiczny w aktualnej sytuacji Wielkiej Brytanii, gdzie inflacja konsumencka w ujęciu rocznym zeszła do 2% r/r, bezrobocie wzrosło do 4,4%, a wzrost gospodarczy jest praktycznie znikomy (ostatni odczyt PKB na poziomie 0,3% r/r). Niższy koszt pieniądza powinien poprawić koniunkturę, jednak na efekty obniżek stóp procentowych należy poczekać do kilku kwartałów. Dzisiejsza decyzja, mimo że gołębia, dobrze wpłynęła na notowania funta, który godzinę po publikacji umacnia się do euro, dolara i franka. Kurs GBP/PLN o godzinie 14:00 wynosi 5.09 PLN.

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

Volkswagen na dobrej drodze: solidne wyniki mimo wyzwań

„Grupa Volkswagen w pierwszej połowie roku zanotowała solidne wyniki. Mimo trudnego otoczenia rok 2024 będzie rokiem największej ofensywy produktowej Grupy, a jednocześnie kompleksowej reorganizacji i restrukturyzacji wielu obszarów biznesowych. Osiągnięte wyniki to wspólny wysiłek wszystkich marek. Pod względem strategicznym trzymamy się wyznaczonego kursu. Programy TOP 10 czynią znaczne postępy. Przyspieszamy naszą globalną strategię tworzenia oprogramowania z międzynarodowymi partnerami. Całkowicie zreorganizowaliśmy nasze pozycjonowanie w Chinach. Programy zwiększające wydajność nabierają tempa w całej Grupie, a nowe produkty zbierają pozytywne recenzje. To dobre podstawy. Niemniej dużo pracy jeszcze przed nami” – powiedział Oliver Blume, CEO Grupy Volkswagen

„Nasza marża w drugim kwartale, przed uwzględnieniem kosztów restrukturyzacji i innych czynników pozaoperacyjnych, jest nieco wyższa od spodziewanej. Ostatecznie liczy się jednak raportowany wynik. Zwrot na poziomie 6,3% po sześciu miesiącach jest poniżej naszych oczekiwań i możliwości, biorąc pod uwagę paletę świetnych pojazdów, nasze marki i naszą globalną pozycję. Biorąc pod uwagę premiery nowych produktów i solidny portfel zamówień, potwierdzamy naszą prognozę na cały rok. Będziemy jednak musieli podjąć znaczne wysiłki, by zmniejszyć koszty w drugiej połowie roku i później, aby osiągnąć nasze cele” – powiedział Arno Antlitz, dyrektor finansowy i operacyjny Grupy Volkswagen. 

Przychody ze sprzedaży w pierwszym półroczu 2024 r. na poziomie 158,8 mld euro; (H1 2023 r.: 156,3 mld euro) – przychody ze sprzedaży Grupy Volkswagen wzrosły dzięki dobrym wynikom usług finansowych. Przychody ze sprzedaży w Dywizji Automotive były stabilne, z niewielkim spadkiem sprzedaży pojazdów na świecie.

Wynik operacyjny w I półroczu 2024 r. na poziomie 10,1 mld EUR, 11% poniżej wyniku z I półrocza 2023 r. (11,3 mld EUR); rentowność operacyjna sprzedaży na poziomie 6,3% – spadek zysku operacyjnego spowodowany był różnymi czynnikami pozaoperacyjnymi, w szczególności nieplanowanymi rezerwami na program odpraw; negatywny wpływ na rentowność sprzedaży miały także większe koszty stałe, wydatki związane z dekonsolidacją VW Bank Russia oraz zamknięciem części działalności związanej z turbinami gazowymi w MAN Energy Solutions.

Solidny wynik w pierwszej połowie 2024 r., zwiększenie marży w drugim kwartale – po skorygowaniu o czynniki nieoperacyjne i przed uwzględnieniem wartości godziwej instrumentów pochodnych poza rachunkowością zabezpieczeń, marża operacyjna w I półroczu 2024 r. wyniosła 7,1%; poprawa marży bazowej o 7,6% w II kwartale 2024 r. w porównaniu do 6,6% marży bazowej w I kwartale 2024 r.

Przepływy pieniężne netto w Dywizji Automotive spadły w pierwszej połowie 2024 r. o 0,1 mld euro (2,5 mld euro) – na przepływy pieniężne netto w Dywizji Automotive miał wpływ wzrostu kapitału obrotowego związanego z wprowadzeniem nowych modeli na rynek i ograniczeniami w dostawach; wysokie przepływy pieniężne netto w drugim kwartale w wysokości 2,9 mld euro, niemal rekompensujące odpływ 3,0 mld euro w pierwszym kwartale 2024 r.

W pierwszej połowie 2024 r. sprzedano 4,3 mln pojazdów; (H1 2023 r.: 4,4 mln) – wzrost w Ameryce Północnej (+8%) i Ameryce Południowej (+15%) niemal zrównoważył spadki w innych regionach, zwłaszcza w Chinach w drugim kwartale.

Nieznaczny wzrost zamówień w Europie Zachodniej w pierwszej połowie 2024 r. – ogólna liczba zamówień w tym regionie wzrosła o 2% i była napędzana głównie przez pojazdy elektryczne (+124%). Portfel zamówień sięga czwartego kwartału.

Prognoza na 2024 rok potwierdzona

Grupa Volkswagen spodziewa się, że przychody ze sprzedaży przekroczą wyniki z poprzedniego roku o maksymalnie 5%. Oczekuje się, że rentowność operacyjna sprzedaży dla Grupy i obszaru biznesowego samochodów osobowych wyniesie od 6,5 do 7%.
W Dywizji Automotive spółka oczekuje, że wskaźnik nakładów inwestycyjnych w 2024 r. wyniesie od 13,5 do 14,5%. Oczekuje się, że przepływy pieniężne netto w 2024 r. wyniosą od 2,5 do 4,5 mld euro. Obejmuje to w szczególności przyszłe inwestycje i wypływy środków pieniężnych z fuzji i przejęć, które stanowią ważny filar transformacji Grupy Volkswagen. Oczekuje się, że płynność netto w Dywizji Automotive wyniesie w 2024 roku od 37 do 39 mld euro. Celem Grupy pozostaje kontynuacja solidnej polityki finansowania i płynności.

Spadek sprzedaży nowych mieszkań w lipcu: Warszawa i Wrocław z wzrostem cen, Kraków stabilny

Lipiec przyniósł w większości największych miast spadek sprzedaży nowych mieszkań. A ponieważ z rynku znikały w pierwszej kolejności najtańsze, więc tam, gdzie deweloperzy nie dostarczyli odpowiedniej puli lokali w segmencie popularnym, średnia cena metra kwadratowego poszybowała w górę. Takie zjawisko miało miejsce w Warszawie i Wrocławiu. Pozytywnym zaskoczeniem jest sytuacja w Krakowie, gdzie wzrosła oferta mieszkań, a ich średnia cena metra kwadratowego nie drgnęła już drugi miesiąc z rzędu – wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl.

Potencjalni nabywcy mieszkań najwyraźniej przyjęli pozycję wyczekującą. Ci, którzy mają gotówkę lub wystarczającą zdolność kredytową czekają aż sprzedający zaczną obniżać ceny. Z kolei ci, którzy nie mogą sobie obecnie pozwolić na kredyt z powodu zbyt wysokiego oprocentowania, czekają na korzystniejsze warunki kredytowe. W tej grupie jest z pewnością wielu takich, którzy liczą na nowy rządowy program wsparcia kredytobiorców „Kredyt mieszkaniowy #naStart” – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Jak na spadek popytu zareagowali deweloperzy? W większości największych miast po prostu wprowadzili na rynek mniej mieszkań. Wyjątkami wydają się być Kraków i Wrocław. Ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w stolicy Małopolski deweloperzy wprowadzili do sprzedaży dużą pulę mieszkań w segmencie popularnym. Świadczy o tym ich średnia cena metra kwadratowego. Także wrocławscy deweloperzy zwiększyli w lipcu nową podaż mieszkań, ale zaadresowali ją głównie do zamożnych klientów. W efekcie w Krakowie cena mieszkań w przeliczeniu na metr kwadratowy ustabilizowała się, zaś we Wrocławiu wzrosła aż o 2%. Warto w tym miejscu dodać, że tak wysoki wzrost wynika też z tego, że w lipcu z oferty wrocławskich deweloperów zniknęło dużo stosunkowo tanich mieszkań.

A jak było w pozostałych metropoliach? W Warszawie, Trójmieście i Łodzi średnia cena metra kwadratowego wzrosła w lipcu o 1%. Przy czym w stolicy, podobnie jak we Wrocławiu, powodem był najpewniej dopływ na rynek głównie drogich mieszkań. Natomiast w pozostałych dwóch metropoliach większy wpływ na średnią miała wyprzedaż najtańszych lokali. Na przykład w Łodzi udział mieszkań z ceną poniżej 10 tys. zł za metr kwadratowy skurczył się w ciągu zaledwie jednego miesiąca z 32% do 29%. Wzrósł za to – z 28% do 30% – odsetek lokali w przedziale cenowym 12-15 tys. zł za metr.

Także w Trójmieście zmniejszyła się oferta najtańszych mieszkań. Nie oznacza to jednak, że w każdym z największych miast zwlekanie z decyzją zakupową wiąże się z coraz większym wydatkiem. Na przykład we Wrocławiu, gdzie średnia cena metra kwadratowego wzrosła w lipcu najbardziej, nie skurczył się ani odsetek lokali do 10 tys. zł, ani w przedziale 10-12 tys. zł za metr. Zmniejszyła się natomiast oferta mieszkań z ceną metra kwadratowego między 12 tys. a 15 tys. zł. Większy wybór mieszkań mieli zaś ci, którzy są skłonni zapłacić więcej.

Lepszą wiadomość mamy dla potencjalnych nabywców nowych mieszkań w Poznaniu i w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Tamtejsi deweloperzy zaczęli wprowadzać na rynek więcej lokali w segmencie popularnym, co np. w stolicy Wielkopolski zatrzymało wzrost średniej ceny metra kwadratowego już trzeci miesiąc z rzędu. A co ważniejsze, w obu tych metropoliach wzrósł odsetek lokali z ceną poniżej 10 tys. zł za metr – komentuje ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Wyk.1 - Ceny mieszkań-lipiec 2024-cena m kwM

W Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii średnia cena metra kwadratowego wzrosła w tym roku o 2%, czyli najmniej wśród największych metropolii. W wyścigu o miano tegorocznego lidera podwyżek prowadzi wciąż Łódź, ale ex aequo z Wrocławiem. Od początku roku średnia cena metra kwadratowego wzrosła w tych miastach aż o 9%.  Poznań i Warszawa zajmują kolejne miejsce ze wzrostem średniej o 6%. Z kolei w Krakowie i Trójmieście ceny podskoczyły w ciągu siedmiu miesięcy o 4%.Wyk.2 - Ceny mieszkań-lipiec 2024-cena m kwR

Warto zwrócić uwagę, że deweloperzy raczej sporadycznie decydują się na podwyżki lub obniżki cen ofertowych. Zaostrzająca się konkurencja zmusiła jednak niektóre firmy deweloperskie do „ukrytych” obniżek cen, np. w postaci kilkuprocentowych rabatów czy gratisów typu komórka lokatorska lub miejsce w garażu.

Mała stabilizacja na warszawskim rynku biurowym w I połowie 2024 r.

I poł. 2024 r. na warszawskim rynku biurowym w Warszawie upłynęła pod znakiem ewolucyjnego rozwoju rynku po stronie popytu i podaży. Aktywność deweloperska powoli wraca do poziomów sprzed pandemii, na koniec czerwca br. w budowie było 280 000 mkw. Po stronie popytu obserwujemy kontynuację trendu renegocjacji. Łącznie popyt wyniósł 320 000 mkw., co jest rezultatem porównywalnym do I poł. 2023 r. Największa polska firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych prezentuje raport „Rynek biurowy w Warszawie w I połowie 2024 r.”.

W I poł. 2024 r. na warszawski rynek biurowy trafiło ponad 60 000 mkw. nowej  powierzchni biurowej. W całym bieżącym roku powinno zostać dostarczone na rynek od. 110 000 mkw. W I kwartale 2024 roku Yareal ukończył budowę obiektów Lixa D (9 300 mkw.) i Lixa E (16 900 mkw.), a po modernizacji na rynek powrócił Saski Crescent (15 500 mkw.) z portfela CA Immo, natomiast Makro Cash and Carry wybudował budynek przy Al. Jerozolimskich na własne potrzeby (6 900 mkw.). W II kwartale 2024 roku Ghelamco ukończył budowę pierwszej fazy kompleksu Vibe (15 000 mkw.). Oddania nowych inwestycji jednak nieznacznie, zaledwie o 0,03%, zwiększyło całkowite zasoby biurowe na rynku. Na koniec czerwca były one szacowane na 6,26 mln mkw. z racji zmiany funkcji wybranych, istniejących projektów.

Natomiast w kolejnych latach możemy oczekiwać wzrostu nowej podaży. Na koniec czerwca br. w budowie było 280 000 mkw. Wśród największych projektów w budowie możemy wymienić: The Bridge (47 000 mkw., Ghelamco), Upper One (35 900 mkw., Strabag), modernizowaną V Tower (33 700 mkw., Cornerstone) czy Skyliner II (24 000 mkw., Karimpol).

Emilia Trofimiuk, Research Manager, Dział Analiz i Badań Rynkowych, AXI IMMO, mówi: „Deweloperzy w swoich strategiach inwestycyjnych dostosowują się do oczekiwań najemców i ich pracowników. Dlatego ponad 80% biurowców w budowie to projekty zlokalizowane w centralnych strefach biurowych. Znacząca ich część zostanie oddana do użytku w 2025 r., ok. 160 000 mkw. Warto też dodać, że rozpoczęte w tym roku inwestycje w większości skoncentrowane są w centrum Warszawy”.

Na koniec I poł. 2024 roku średni wskaźnik pustostanów w Warszawie wyniósł 10,9%, co oznacza stabilizację w porównaniu z poprzednim kwartałem (-0,1 p.p.) ze spadkiem w ujęciu rocznym (-0,5 p.p.). Wskaźnik powierzchni niewynajętych w strefach centralnych pozostaje w trendzie spadkowym, na koniec I poł. 2024 roku wynosząc 9,1%. Największy udział wolnych powierzchni aktualnie znajduje się w strefach Służewiec (19,6%) oraz Żwirki i Wigury (13,5%).

Jakub Potocki, Associate Director, Dział Powierzchni Biurowych, AXI IMMO, komentuje: „Zmiany pokoleniowe, nowy styl pracy wpływają na decyzje najemców w kwestii organizacji przestrzeni biurowych. Z jednej strony najemcy są w stanie zapłacić więcej za metr kwadratowy biura wybierając lokalizacje centralne, dobrze skomunikowane. Z drugiej strony priorytetem staje się optymalizacja i efektywne wykorzystanie przestrzeni. Coraz ważniejsze staje się również spełnianie norm środowiskowych przez potencjalne biuro, tym bardziej chętnie wybierane są nowe projekty, legitymizujące się certyfikatami na poziomie nawet „Excellence” i wyżej”.

W I poł. 2024 r. po stronie popytu dominowały przedłużenia umów najmu (51%) względem nowych kontraktów (38%) i ekspansji (7%). W porównaniu do analogicznego okresu w roku ubiegłym popyt netto (aktywność najemców z wyłączeniem renegocjacji) zmalał o 26%. Łączna aktywność najemców wyniosła 320 000 mkw. i była o 2% niższa rok do roku. Strefą biurową z największym udziałem przedłużeń był Służewiec (66%). Pod względem branż największą aktywność odnotowaliśmy wśród najemców z następujących sektorów: bankowość, produkcja, usługi dla biznesu i IT. Największe transakcje w I poł. 2024 roku w przedziale pomiędzy 13 000 a 14 000 mkw. to przedłużenia kontraktów.

Bartosz Oleksak, Associate Director, Dział Powierzchni Biurowych, AXI IMMO, komentuje: „Przez wzgląd na powszechność hybrydowej organizacji pracy obserwujemy dominację na rynku transakcji średnich i małych. Średnia wielkość transakcji na rynku biurowym od stycznia do czerwca 2024 roku wyniosła niespełna 1 000 mkw. Największa nowa umowa najmu miała niespełna 4 000 mkw. To odwrotność do obserwowanego przed kilkoma laty trendu związanego z konsolidacją powierzchni, w której prym wiódł sektor bankowy”.

W I poł. 2024 r. stawki ofertowe utrzymywały się na stabilnym poziomie w przedziale od 19,50 / mkw./ mies. do 26,50 EUR/ mkw./ mies. w najbardziej prestiżowych budynkach biurowych w centralnych lokalizacjach Warszawy. W strefach pozacentralnych czynsze ofertowe zaczynają się od ok. 10,00 EUR/ mkw./ mies. Do końca roku w większości inwestycji stawki powinny pozostać stabilne. W czerwcu 2024 roku opłaty eksploatacyjne w większości nowoczesnych budynków biurowych w Warszawie wahały się od 17,00 PLN/ mkw./ mies. do 43,50 PLN/ mkw./ mies. w zależności od standardu powierzchni i lokalizacji. Stawki opłat eksploatacyjnych pozostają w trendzie wzrostowym.

Fed zaskoczył komunikatem

Oczekiwania, że za oceanem komunikat będzie ważniejszy od decyzji, po raz kolejny okazały się słuszne. Inwestorzy mają teraz dużo do przemyślenia przed wrześniowym posiedzeniem. W tle ceny w Polsce nie wzrosły aż tak dramatycznie.

Decyzja FOMC nie zaskoczyła rynków

Wczorajsze posiedzenie FED trzeba podzielić na dwie części. W pierwszej niespodzianek nie było. Zgodnie z oczekiwaniami pozostawiono stopy procentowe na niezmienionym poziomie. W drugiej części pojawiło się zaskakujące stwierdzenie, że nie byłoby właściwe obniżać stóp procentowych, aż nie uzyska się pewności, że inflacja trwale przesuwa się w kierunku 2%. Obecnie mamy jednak 3% i zdecydowanie boczny trend. Na rynku obecnie mamy konsternację. Z jednej strony kontrakty terminowe nadal mówią o spadku stóp procentowych we wrześniu. Z drugiej strony inwestorzy zaczęli kupować dolara, jakby obniżki stóp procentowych miały się oddalać. Najwyraźniej inwestorzy grają pod scenariusz, że do końca roku zobaczymy jedną, maksymalnie dwie obniżki stóp procentowych o 0,25%, a nie jak dotychczas sądzono trzy. Tąpnięcie było też widać na giełdach, gdzie koniec dnia był wyraźną przeceną. Wyższe stopy procentowe to bowiem gorsze wyniki spółek.

Pozostałe dane z USA

Środa to nie tylko posiedzenie FOMC. Wszyscy na nie czekali, ale wcześniej zobaczyliśmy jeszcze pakiet istotnych danych. Zaczęło się od słabszego raportu ADP, który wypadł wyraźnie słabiej od oczekiwań. Odrobinę lepiej wypadł z kolei indeks Chicago PMI. Dodatkowo słabsze dane z rynku pracy amortyzował lepszy od oczekiwań indeks podpisanych umów kupna domów. Ze względu na posiedzenie Rezerwy Federalnej na koniec dnia inwestorzy czekali z reakcjami, stąd pomimo tego, że słabsze dane z rynku pracy powinny doprowadzić do przeceny dolara, ruch był relatywnie niewielki.

Inflacja w Polsce wystrzeliła

Niby wszyscy wiedzieliśmy, że urealnienie cen energii nie odbędzie się bezboleśnie. Wiedzieliśmy, ale jednak się łudziliśmy. Wynik 4,2% może wyglądać dramatycznie, ale trzeba pamiętać, że rynki oczekiwały 4,4%. Większość tej zmiany względem poprzedniego miesiąca, kiedy inflacja wynosiła 2,6%, przypada właśnie na koszty energii. Jest to w sumie dobra wiadomość, bo pokazuje, że strukturalnie ten problem nie jest taki duży. Z drugiej strony skoro w lipcu wzrosły ceny prądu, to jest szansa, że będziemy mieć wstrząsy wtórne na innych rynkach, bo nie wszędzie ceny pójdą w górę od razu. Co to oznacza dla złotego? Niższa inflacja przyspiesza teoretycznie obniżki stóp. W Polsce jednak są one tak daleko, że nie ma to wpływu na walutę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
13:00 – Wielka Brytania – decyzja Banku Anglii w sprawie stóp procentowych,
14:30 – Czechy – decyzja Czeskiego Narodowego Banku w sprawie stóp procentowych,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Proacta S.A. w ramach spółki zależnej podpisuje umowę o wartości pond 1,6 mln zł z Centrum Edukacji Medycznej

Spółka bioinformatyczna Proacta sukcesywnie rozwija swoje produkty i usługi dla podmiotów z branży medycznej. Dowodem tego jest podpisanie przez spółkę zależną Ve Space Sp. z o.o. trzyletniej umowy z Centrum Edukacji Medycznej na udostępnienie platformy do organizacji wydarzeń online w oparciu o autorskie rozwiązanie „Ve Space”. Wartość umowy wynosi ponad 1,6 mln zł, nie wliczając usług dodatkowych, które mogą być zamawiane w trakcie realizacji umowy.

Platforma „Ve Space” umożliwia realizację różnego rodzaju wydarzeń online, takich jak wirtualne targi, kongresy czy konferencje. W ramach umowy z Centrum Edukacji Medycznej funkcjonalności „Ve Space” zostaną dostosowane do organizowania i przeprowadzania konferencji i szkoleń w formie on-line dla kadry medycznej.

Maciej Grzywacki, wiceprezes Proacta S.A.
Maciej Grzywacki, wiceprezes Proacta S.A.

Stopniowo zwiększamy nasze zaangażowanie i rozwijamy kolejne usługi w kierunku branży medycznej. Oprócz innowacyjnych narzędzi analitycznych dla lekarzy oraz pacjentów posiadamy również rozwiązania, które można wykorzystać w szerszym spektrum. Przykładem jest platforma Ve Space do organizacji wirtualnych i hybrydowych wydarzeń, która tym razem zostanie dostosowana do potrzeb konferencji i szkoleń online dla pracowników ochrony zdrowia. Jesteśmy świadomi tego, jak wysoką wartość merytoryczną prezentują wydarzenia organizowane przez Centrum Edukacji Medycznej, dlatego naszym celem będzie dostarczenie najlepszej technologii, która umożliwi efektywną wymianę wiedzy – mówi Maciej Grzywacki, wiceprezes Proacta S.A.

Centrum Edukacji Medycznej to spółka prowadząca  specjalistyczne szkolenia w celu podnoszenia kompetencji i praktycznych kwalifikacji lekarzy, pielęgniarek, fizjoterapeutów, ratowników medycznych oraz innych pracowników ochrony zdrowia.

Proacta na przestrzeni lat wypracowała własne w pełni gotowe rozwiązania dedykowane różnym branżom. Oprócz „Ve Space” spółka posiada również wielofunkcyjną platformę analiz predykcyjnych „DataBION”, służącą do gromadzenia i przetwarzania na własnych serwerach danych medycznych i genetycznych.

Zwiększenie zaangażowania w segmencie bioinformatyki zaowocowało powstaniem kolejnych narzędzi dla branży medycznej. Z początkiem lipca Proacta uruchomiła platformę „Dbam o siebie Smart LAB”, która dzięki dedykowanym raportom, wspiera pacjentów w analizie wyników badań laboratoryjnych krwi i pomaga zatroszczyć się o swoje zdrowie. Proacta rozwija również „Portal Pacjenta”, który służy do monitorowania stanu zdrowia, zarządzania danymi medycznymi i wspierania procesu leczenia. Kolejnym autorskim rozwiązaniem jest „Digital Breast Cancer Unit” – innowacyjna platforma wykorzystująca zaawansowane technologie do optymalizacji procesu leczenia raka piersi.

– Nasze rozwiązania technologiczne są odpowiedzią na realne potrzeby pacjentów oraz specjalistów z branży medycznej. W lipcu uruchomiliśmy platformę „Dbam o siebie Smart LAB” dla szerokiego grona użytkowników indywidualnych i jesteśmy na etapie negocjacji z jednostkami medycznymi w celu dalszej komercjalizacji. W kolejnych etapach chcemy ruszyć z ofertą kolejnych naszych produktów. W celu realizacji naszych planów rozwoju i zwiększonych potrzeb kapitałowych prowadzimy również rozmowy z inwestorami w ramach trwającej oferty publicznej – informuje Paweł Ciesielka, prezes zarządu Proacta S.A.

Proacta w ramach przeprowadzanej oferty publicznej akcji serii N z zachowaniem prawa poboru przystąpiła do tzw. Transzy Zarządu, czyli zaproszeń do oferty kierowanych przez zarząd Proacta. W terminie od 23 lipca do 6 sierpnia inwestorzy za pośrednictwem Domu Maklerskiego INC mogą składać zapisy na akcje serii N nieobjęte w wykonaniu prawa poboru po cenie emisyjnej 0,50 zł za akcję. Proacta planuje pozyskać do 2,02 mln zł na dalszy rozwój i promocję produktów własnych.

Rywalizacja w zakresie AI rozgrywa się o monetyzację

Podczas gdy najświeższe, innowacyjne narzędzia AI zdominowały nagłówki w mediach, firmy są bardziej zainteresowane tym, jak obniżyć koszty związane ze sztuczną inteligencją. Korzystanie z AI wymaga drogiego sprzętu, a koszty szkoleń gwałtownie rosną. To z kolei prowadzi do kolejnego wyzwania: jak zmonetyzować sztuczną inteligencję, aby odzyskać te koszty?

Według raportu AI Index Report 2024, opracowanego przez Uniwersytet Stanford, koszty szkolenia najnowocześniejszych modeli sztucznej inteligencji osiągnęły nowe szczyty: na przykład GPT-4 firmy OpenAI wykorzystał szacunkową wartość 78 milionów dolarów w ramach szkolenia, podczas gdy Gemini Ultra firmy Google kosztował 191 milionów dolarów. Aby trenować i uruchamiać największe modele, setki tysięcy dedykowanych procesorów AI muszą być montowane w farmach serwerów w chmurze. Tylko najwięksi gracze technologiczni, Google, Amazon, Microsoft, Meta, Apple i Nvidia, mają wymaganą infrastrukturę chmurową i moc obliczeniową, wystarczającą by zaspokoić potrzeby szkoleniowe największych modeli sztucznej inteligencji. Meta podobno opracowuje najnowocześniejszy system AI, którego koszty, z 350 000 procesorów Nvidia H100 12 (każdym za około 30 000 dolarów), szacuje się na ponad 10 miliardów dolarów.

Powodem tej inwestycji ze strony Meta jest ulepszenie modelu sztucznej inteligencji Llama. Najnowszy model Llama 3.1 ma zintegrować chatbota AI „Meta AI” z aplikacjami takimi jak Instagram i WhatsApp. Ta integracja może uczynić Meta AI jednym z najczęściej używanych chatbotów na świecie, z około trzema miliardami ludzi korzystających z komunikatora. Narzędzia AI mogą jeszcze bardziej wydłużyć czas spędzany w mediach społecznościowych, zwiększając przychody z reklam. Płatne opcje aktualizacji AI stanowią dodatkowy potencjał przychodów. Podejście open-source umożliwia zewnętrznym deweloperom wykorzystanie modelu do własnych aplikacji AI.

Apple pracuje nad włączeniem AI – Apple Intelligence do swoich produktów w celu zwiększenia funkcjonalności i satysfakcji użytkowników. Ten krok może zwiększyć lojalność klientów i potencjalnie dać firmie znaczny impuls wzrostowy. Zwłaszcza aktualizacja asystenta głosowego Siri może zwiększyć sprzedaż i umocnić przewagę konkurencyjną Apple na rynku smartfonów; iPhone’y mają 17,3 proc. udziału w globalnym rynku. Apple generuje około połowy swoich przychodów z iPhone’ów. Dąży do napędzania cyklu aktualizacji, ponieważ użytkownicy trzymają swoje smartfony dłużej niż wcześniej. Jednak otwarcie swojego ekosystemu dla zewnętrznych dostawców, takich jak OpenAI, wiąże się z poważnym ryzykiem. Staranne zarządzanie prywatnością danych i kwestiami bezpieczeństwa jest niezbędne, aby uniknąć potencjalnych luk w zabezpieczeniach.

Open AI ogłosiło, że rozwija Search GPT, biorąc zamach na dominujące wśród wyszukiwarek Google. Jest to szybki sposób na lepsze zarabianie na możliwościach Chatu GPT i jest to wypróbowany i przetestowany model. Microsoft reklamuje swój pakiet 365 z Copilotem jako ulepszonym narzędziem zwiększającym produktywność. Z drugiej strony, podczas gdy uwaga inwestorów koncentruje się na bardziej widocznych graczach AI, według dyrektora generalnego Arvinda Krishny, księga biznesowa IBM w zakresie sztucznej inteligencji generatywnej, wynosi obecnie ponad 2 miliardy dolarów. W kwietniu liczba ta wynosiła ponad 1 miliard dolarów. Rok temu, IBM wprowadził na rynek Watson X i swoją strategię generatywnej sztucznej inteligencji. Obecnie firma wykorzystuje sztuczną inteligencję w swojej ofercie produktów i usług. W kolejnym okresie IBM pozostaje przekonany o pozytywnych perspektywach makro dla wydatków na technologie.

Jednak według amerykańskiego BofA (Bank of America), ta perspektywa makroekonomiczna zaczyna się zmieniać. Instytucja twierdzi, że czasy hype’u AI dobiegły końca, a trend zmieni dynamikę. Widzieliśmy już, że firmy ostrożnie inwestują pieniądze w produkty AI, nie mając pewności, jak zintegrować je ze swoimi starszymi systemami. Niektóre z nich obawiają się również, że ich inwestycja może zostać bardzo szybko zdezaktualizowana przez szybki postęp w dziedzinie sztucznej inteligencji. Inwestorzy również nie są w pełni przekonani do AI. Jak wynika z najnowszego badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego, 31 proc. polskich inwestorów posiada w swoich portfelach akcje związane ze sztuczną inteligencją, z kolei 47 proc. zadeklarowało, że zamierza zainwestować w nie w przyszłości. Rozgrywka o sztuczną inteligencję trwa, ale uwaga coraz bardziej koncentruje się wokół jej opłacalności.

Bogdan Maioreanu, analityk eToro

Powell otwiera drzwi do obniżek: Wall Street reaguje euforią

Można uznać, że Powell uformował pewnego rodzaju grunt pod wrześniową obniżkę stóp procentowych. Na rynku nie widać jednak ekstremalnej euforii bo tak naprawdę ta powakacyjna redukcja kosztu pieniądza jest już w dużym stopniu wyceniona. Giełda na Wall Street rosła wczoraj przez cały dzień co zaowocowało zwyżką indeksu Nasdaq Composite o 2,6 proc. oraz SP500 o 1,6 proc. Gorzej radził sobie przemysłowy Dow Jones kończąc dzień z kosmetycznie dodatnim wynikiem na poziomie 0,2 proc. Dolar stracił, choć w notowaniach EUR/USD ciężko dostrzec tę deprecjację. Zdecydowanie natomiast spadły rentowności amerykańskich obligacji rządowych na całej krzywej dochodowości.

Rezerwa Federalna utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie (5,25-5,5 proc.). Jerome Powell zasygnalizował możliwą obniżkę już we wrześniu. Komitet zwrócił uwagę na ryzyko dla obu stron swojego podwójnego mandatu. Zauważono, że w ostatnich miesiącach poczyniono dalsze postępy w kierunku osiągnięcia 2 proc. celu inflacyjnego. Oceniono, że ryzyko dla osiągnięcia celów w zakresie zatrudnienia i inflacji nadal dąży do lepszej równowagi. W efekcie rynek jeszcze mocniej upewnił się w przekonaniu, że wrzesień będzie startem cyklu luzowania warunków monetarnych.

Powell podkreślił potrzebę zrównoważenia podwójnego mandatu Fed: inflacji i zatrudnienia. Powiedział, że ryzyko nieoczekiwanego wzrostu cen spadło, podczas gdy ryzyko pogorszenia sytuacji na rynku pracy jest teraz realne. Najnowsze dane o zatrudnieniu za lipiec poznamy już jutro i w tym kontekście stają się one jeszcze bardziej istotne. Prognozy wskazują na kolejne schłodzenie sytuacji co sugeruje konsensus zmiany zatrudnienia w sektorze pozarolniczym na poziomie poniżej 200 tys. Wczorajszy raport ADP wpisał się w tendencję słabnięcia rynku pracy w USA. Odczyt 122 tys. był gorszy od prognozy, która oscylowała wokół 155 tys. Wczoraj poznaliśmy także indeks kosztów zatrudnienia, który wzrósł o 0,9 proc. kw/kw co dało niższą dynamikę od poprzedniej a wynik był słabszy od zakładanego. Dziś poznamy ISM dla przemysłu a także tygodniową liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych.

Wracając do samej konferencji prasowej, Powell przyznał, że obniżka stóp była omawiana na lipcowym posiedzeniu. To ewidentna zmiana bo wcześniej tłumaczono, że jest jeszcze na to za wcześnie. Zapytany o możliwość ruchu w dół o 50 punktów bazowych we wrześniu odpowiedział, że tak duża zmiana nie jest obecnie realistyczna. Między wierszami można zakładać, że wrzesień jest niemalże pewny, ale przewodniczący nie chciał wprost tego stwierdzić odpowiadając nieco wymijająco, że kolejna decyzja będzie w dużej mierze zależna od całości danych a nie od jednego czy dwóch pojedynczych odczytów.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Nowe europejskie prawo: koniec polskiego sektora bateryjnego?

Unia Europejska przygotowuje regulacje, które mogą stanowić poważne wyzwanie dla polskiego sektora baterii, wartego aż 38 mld zł. Nowe przepisy, o których wprowadzenie intensywnie zabiega Francja, znacznie ograniczą konkurencyjność polskich firm.  – Przyjęcie tych regulacji w obecnie proponowanej formie stwarza realne zagrożenie dla krajowej gospodarki – podkreśla PSNM.

Komisja Europejska prowadzi właśnie intensywne prace nad 40 aktami wykonawczymi do tzw. Rozporządzenia Bateryjnego. Jedna z konsultowanych regulacji, dotycząca obliczania śladu węglowego baterii produkowanych do pojazdów elektrycznych, może w najgorszym scenariuszu doprowadzić do zamknięcia szeregu zakładów bateryjnych w Polsce. To olbrzymie ryzyko dla polskiej gospodarki. W pierwszym kwartale b.r. wartość eksportu baterii z Polski przekroczyła 12 mld zł.

Proponowana metodologia obliczania śladu węglowego baterii ma uwzględniać emisje CO2 w miksie energetycznym danego kraju. W oczywisty sposób faworyzuje to producentów z państw członkowskich, które już dziś korzystają głównie z odnawialnych źródeł energii lub energii jądrowej, zamykając tym samym drogę do nowych inwestycji w Polsce i innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej z mniej ekologicznym miksem energetycznym, wciąż opartym przede wszystkim na paliwach kopalnych. I o ile dążenie do dekarbonizacji łańcuchów dostaw jest koniecznością i kierunkiem, z którym oczywiście się zgadzamy, o tyle osiągnięcie tego celu powinno nastąpić w sposób sprawiedliwy względem państw, które ze względów politycznych i ekonomicznych mogły rozpocząć transformację energetyczną znacznie później niż kraje Europy Zachodniej – mówi Aleksander Rajch, członek zarządu PSNM.

Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/1542 w sprawie baterii i zużytych baterii przyjęto 12 lipca 2023 r.  To potencjalnie przełomowy akt prawny, mający na celu stworzenie w państwach członkowskich bateryjnej gospodarki o biegu zamkniętym i zwiększenie potencjału przemysłowego Unii w dziedzinie zrównoważonego transportu. Nowe przepisy wykonawcze miały służyć poprawie funkcjonowania rynku wewnętrznego UE i zapewnieniu uczciwej konkurencji, m.in. poprzez ustalenie jednolitych reguł dla wszystkich państw członkowskich czy etykietowanie baterii. Tymczasem efekt końcowy może być odwrotny od zamierzonego.

– Działania promujące konkurencyjność jedynie tych krajów, które już teraz mają w swoim miksie energetycznym większość odnawialnych źródeł energii lub energii jądrowej, mogą zabrać równe szanse krajom regionu CEE, które dopiero rozpoczęły proces dekarbonizacji i transformacji energetycznej, a jest to proces długotrwały – mówi Bartek Kras, VP Impact Clean Power Technology.

Gra toczy się o bardzo wysoką stawkę, zarówno w wymiarze politycznym, jak i gospodarczym. Polska jest obecnie jednym z największych na świecie producentów baterii. W naszym kraju funkcjonuje największa w Europie fabryka ogniw litowo-jonowych do samochodów elektrycznych. Zakład LG Energy Solution Wrocław Sp. z o.o. w Biskupicach Podgórnych zatrudnia ponad 7 tys. osób i dostarcza akumulatory li-ion do pojazdów zeroemisyjnych takich firm jak np. Audi, Ford, Porsche, Renault i Volkswagen. Jego roczna wydajność to aż 70 GWh. Lokalizacja fabryki LG Energy Solution Wrocław Sp. z o.o. w Polsce spowodowała napływ całego szeregu innych, powiązanych inwestycji sektora bateryjnego. Ponadto, w naszym kraju funkcjonują również fabryki niezwiązane z zakładem koreańskiego koncernu.

– Wśród przedsiębiorstw prowadzących w Polsce działalność w obszarze bateryjnym można wymienić wielu światowych i europejskich liderów. Obok ogniw litowo-jonowych, polskie zakłady dostarczają m.in. elektrolit, separatory, katody, folię miedzianą, czy też moduły bateryjne i gotowe akumulatory trakcyjne do pojazdów elektrycznych. W rezultacie nasz kraj stanowi ważne i mocne ogniwo w europejskim łańcuchu dostaw. W Polsce prowadzą działalność zarówno producenci surowców, wytwórcy baterii i całego szeregu komponentów, jak i firmy zajmujące się recyklingiem – mówi Jan Wiśniewski, dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM.

PSNM zaznacza, że o ile obecnie udział branży bateryjnej w Polskiej gospodarce i eksporcie jest już bardzo znaczący, o tyle w kolejnych latach ten sektor zyska strategiczne znaczenie. W 2023 r. globalna produkcja akumulatorów zwiększyła się o 42%. Według prognoz, do roku 2030 globalny popyt na baterie li-ion wzrośnie jedenastokrotnie, osiągając poziom dwóch terawatogodzin.

PSNM podkreśla, że Polska dostrzega potrzebę rozwoju gospodarki bateryjnej w obiegu zamkniętym i aktywnie uczestniczy w tworzeniu zrównoważonego łańcucha wartości sektora bateryjnego. Uregulowanie tych kwestii na poziomie unijnym to krok w dobrym kierunku, jednak projektowana obecnie przez Komisję Europejską metodologia obliczania śladu węglowego, oprócz uwzględniania średniego miksu energetycznego danego państwa, potencjalnie mogłaby także brać pod uwagę możliwość zawierania Umów Zakupu Energii (PPA) oraz korzystania z systemu gwarancji pochodzenia (GoOs), zgodnie z Dyrektywą 2018/2001 w sprawie odnawialnych źródeł energii.

Zobowiązanie do osiągnięcia neutralności klimatycznej to jedno z największych wyzwań cywilizacyjnych. Aby osiągnąć cel neutralności klimatycznej UE już w 2050 r., wszyscy musimy podejmować konkretne działania rozłożone w czasie na wiele lat. Jednakże propozycja obliczania śladu węglowego w oparciu o średni krajowy miks energetyczny nie uwzględnia realiów rynku i może mieć negatywny wpływ na produkcję baterii litowo-jonowych na terenie Unii. Tym bardziej, że cały czas jesteśmy w trakcie budowania konkurencyjnej oraz nowoczesnej infrastruktury produkcyjnej dla branży bateryjnej w Europie. Przyjęcie proponowanej metodologii obliczania śladu węglowego baterii spowoduje utratę konkurencyjności większości europejskich firm – mówi Yong Girl Lee, dyrektor Departamentu External Relations z LG Energy Solution Wrocław Sp. z o.o.

W kontekście przygotowywanych przepisów, rola – choćby przejściowa – umów PPA, które przedsiębiorstwa wykorzystują do dekarbonizacji energii, zostaje jednak podważona. W rezultacie wprowadzenie nowych regulacji dotyczących obliczania śladu węglowego baterii może uniemożliwić Polsce i innym krajom opartym na paliwach kopalnych napływ kolejnych, zielonych inwestycji. To doprowadzi do dalszego pogłębienia różnic pomiędzy państwami Europy Zachodniej a regionem CEE.

Na dziś nie ulega wątpliwości, że lit staje się ekwiwalentem paliw kopalnych, a baterie litowo-jonowe będą wszechobecne. Branża bateryjna już niebawem może pełnić zbliżoną funkcję, jaką obecnie pełni przemysł rafineryjny. Dlatego strategicznym interesem Polski powinno być skupienie w kraju jak najwyższego potencjału i jak największych mocy produkcyjnych. Dzisiejsza obecność licznych zakładów sektora bateryjnego zapewnia solidne podstawy pod dalszy rozwój, kreowanie kolejnych miejsc pracy, wzrost wpływów do budżetu i przede wszystkim utrzymanie konkurencyjności polskiego przemysłu w świetle postępującej transformacji w kierunku zeroemisyjnym. Jednak obecnie projektowane przez Komisję Europejską regulacje, nieuwzględniające różnic pomiędzy poszczególnymi państwami członkowskimi, mogą w praktyce doprowadzić do zamknięcia wielu zakładów. Dotyczy to nie tylko Polski, ale również innych krajów regionu CEE. Komisja Europejska powinna mieć świadomość, że osłabienie mocy wytwórczych na tak wczesnym etapie przyniesienie bardzo negatywne konsekwencje dla dążenia do niezależności całego unijnego przemysłu motoryzacyjnego. Stawia również pod znakiem zapytania możliwość realizacji celów klimatycznych w obszarze transportu. Dlatego zamierzamy czynnie zaangażować się w dialog dotyczący zmiany projektowanych przepisów. Powyższe kwestie będą m.in. przedmiotem dyskusji kluczowych interesariuszy podczas Kongresu Nowej Mobilności 2024 – podsumowuje Filip Gabryelewicz z Wamtechnik, Przewodniczący Komitetu Bateryjnego PSNM.

48,4% nauczycieli akademickich w Polsce stanowią kobiety, ich udział wśród profesorów jest znacznie mniejszy

Z ostatnich raportów Ośrodka Przetwarzania Informacji (OPI) wynika, że w Polsce zatrudnionych było 94,6 tys. nauczycieli akademickich. Udział kobiet w tej grupie wyniósł 48,4%, co przekłada się na 45,8 tys. etatów. Występują jednak znaczące różnice pomiędzy dziedzinami nauki i samymi kierunkami. Dysproporcje w udziałach kobiet i mężczyzn są zauważalne również biorąc pod uwagę cechy uczelni (np. uczelnie publiczne i niepubliczne) oraz cechy nauczycieli akademickich (np. stopień lub tytuł naukowy i stanowisko). Udział kobiet maleje wraz z kolejnymi stanowiskami oraz stopniami i tytułami naukowymi. Zróżnicowanie płci wśród wykładowców wpływa korzystnie na innowacyjność i jakość badań, dzięki różnorodnym podejściom i metodologiom. Tematyka ta jest niezwykle istotna dla rozwoju nauki, dlatego OPI na zlecenie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (MNiSW) przygotował nową sekcję – Kobiety w nauce na portalu RAD-on. Zawiera ona interaktywne raporty, które umożliwiają wyszukiwanie informacji dostosowanych do indywidualnych potrzeb użytkownika.

Równowaga płci na uczelniach

Promowanie równowagi płci na uczelniach jest zgodne z zasadami sprawiedliwości społecznej i równości, co jest fundamentem nowoczesnych instytucji edukacyjnych. Obecność kobiet na stanowiskach akademickich przyczynia się do przełamywania stereotypów płciowych i wzmacnia równość szans zawodowych. Równowaga płciowa sprzyja również tworzeniu bardziej inkluzywnego i wspierającego środowiska pracy, co może poprawić zadowolenie i efektywność kadry.

Tematyka obecności kobiet wśród kadry akademickiej na różnych poziomach jest niezwykle istotna i promowana przez Unię Europejską, a w Polsce przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Resort nauki dostrzega potrzebę zbierania i udostępniania danych o udziale kobiet w sferze badań i rozwoju. Dzięki temu m.in. na portalu RAD-on każdy może śledzić postępy w równouprawnieniu płci, lepiej rozumieć skalę problemu, a także identyfikować obszary, w których konieczne są działania naprawcze – mówi dr hab. inż. Jarosław Protasiewicz, dyrektor Ośrodka Przetwarzania Informacji. –  Doceniając wagę tematyki, na zlecenie MNiSW, postanowiliśmy dodać nową sekcję na portalu RAD- on, która w całości poświęcona jest kobietom w nauce. Znajdują się w niej ostatnie raporty OPI, które dotyczą kobiet zatrudnionych jako nauczycielki akademickie na uczelniach w Polsce. Dane w nich zawarte pokazują, jak przedstawia się ścieżka karier kobiet oraz dają odpowiedź na pytanie, czy nauczycielki akademickie napotykają na szklany sufit – dodaje dyrektor OPI.

Tytuł profesora ma płeć męską?

Równowaga płci wśród nauczycieli akademickich jest kluczowa dla zapewnienia różnorodności perspektyw, co wzbogaca proces edukacyjny i badania naukowe. Uczelnie, które promują równowagę płci, mogą lepiej odzwierciedlać strukturę społeczeństwa i inspirować wszystkie grupy studentów. Udział kobiet maleje wraz z kolejnymi stanowiskami oraz stopniami i tytułami naukowymi.

Pomimo tego, że udział kobiet wśród osób ze stopniem doktora w 2022 roku przekraczał 50%, to wśród profesorów kobiety stanowiły już tylko 28%. Jest to zjawisko charakterystyczne dla polskiej nauki, które obserwujemy już od wielu lat – mówi dr Aldona Tomczyńska, adiunktka i liderka Zespołu Data Science w OPI. – Należy jednak wziąć pod uwagę, że mniejsza reprezentacja kobiet wśród profesorów jest związana z ich mniejszym udziałem w starszych grupach wiekowych nauczycieli akademickich. Ponieważ wiek jest skorelowany ze stopniem naukowym, być może zachodzące zmiany pokoleniowe zwiększą w przyszłości równowagę płci na wyższych szczeblach kariery naukowej – dodaje doktor Tomczyńska.

Zjawisko przewagi liczebnej mężczyzn wśród nauczycieli akademickich z tytułem profesora potwierdza indeks szklanego sufitu (Glass Ceiling Index, GCI). Na większości polskich uczelni widoczne jest zjawisko tzw. szklanego sufitu. GCI w 2022 r. w przypadku większości uczelni mieścił się w przedziale między 1 a 3. W podziale na obszary nauki, obszar STEM (science, technology, engineering, mathematics) cechuje się najwyższym GCI (1,83). Oznacza to prawie dwa razy mniejsze szanse kobiet w porównaniu z mężczyznami na osiągnięcie najwyższego tytułu naukowego. Natomiast w przypadku nauk z obszaru SSH (social sciences and humanities) dany indeks wynosi 1,69.

Mało inżynierek na uczelniach

Zauważalne są znaczne różnice w udziale kobiet wśród nauczycieli akademickich pomiędzy obszarami. Najniższym udziałem kobiet wśród kadry akademickiej (33%) charakteryzuje się obszar STEM. Natomiast w obszarze SSH udział kobiet jest znacznie większy, wynosi on 50% – mówi dr Anna Knapińska, adiunktka w Laboratorium Baz Danych i  Systemów Analityki Biznesowej OPI. – Chociaż kobiety stanowią większość w niektórych dziedzinach nauki wśród kadry akademickiej, warto zauważyć, że nierównowaga płciowa jest tam mniejsza niż w dziedzinach zdominowanych przez mężczyzn. Mężczyźni stanowią ponad 40% w naukach medycznych, podczas gdy kobiety stanowią jedynie około 27% w inżynierii i technologii – dodaje doktor Knapińska.

Z pewnością warto intensyfikować działania mające na celu zwiększenie liczby kobiet wykładających na kierunkach inżynierskich. Większa obecność kobiet na tych kierunkach może inspirować i motywować studentki do podejmowania studiów i kariery w dziedzinach STEM, przełamując tradycyjne bariery i zwalczając stereotypy płciowe.

Warszawski rynek biurowy – ograniczona podaż, stabilny popyt w I połowie 2024 r.

Międzynarodowa agencja doradcza Cushman & Wakefield podsumowała sytuację na warszawskim rynku biurowym w pierwszej połowie 2024 roku. Stołeczny sektor biur nadal doświadcza stagnacji w zakresie uruchamiania nowych projektów deweloperskich, co tworzy potencjał do spadku dostępnej powierzchni. Popyt pozostaje zbliżony do pierwszego półrocza 2023 roku.

PODAŻ: stagnacja potrwa nawet do 2026 roku

Po II kwartale 2024 roku całkowite zasoby powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły 6,26 mln mkw.

Według szacunków Cushman & Wakefield warszawski rynek biurowy powiększy się w tym roku o ok. 98 000 mkw. w ramach siedmiu budynków biurowych. Warto jednak podkreślić, że moment największej aktywności w finalizowaniu projektów biurowych mamy w tym roku za sobą – 65%, czyli 63 700 mkw. nowej podaży zostało bowiem oddane do użytku w pierwszym półroczu. Obecnie w budowie znajduje się ok. 215 000 mkw. w ośmiu inwestycjach, co jest znacząco niższą wartością od średniej wielkości podaży w przygotowaniu w latach 2012-2023, komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

Niższa aktywność deweloperów jest podyktowana wysokimi kosztami pozyskania finansowania oraz relatywnie niską płynnością na rynku inwestycyjnym. Według prognoz Cushman & Wakefield stagnacja może potrwać nawet do końca 2026 roku, a większość projektów, których realizacja może rozpocząć się w najbliższych 12-24 miesiącach, będzie zlokalizowana w najbardziej atrakcyjnych miejscach umożliwiających deweloperom maksymalizację zwrotu z inwestycji.

POPYT: liczba zawieranych transakcji pozostaje na wysokim poziomie, wielkość popytu – bez znaczących zmian.

Popyt na stołecznym rynku biurowym w pierwszym półroczu 2024 roku wyniósł 316 400 mkw. i był nieznacznie, bo o 2% niższy względem analogicznego okresu w 2023 roku. Zbliżona względem ubiegłego okresu aktywność na rynku najmu to dowód na stopniową stabilizację sektora biurowego i rezultat widocznego trendu optymalizacji zajmowanej przez najemców powierzchni. Podobna do pierwszego półrocza 2023 była też liczba podpisanych umów – pomiędzy styczniem a czerwcem najemcy sfinalizowali 362 transakcje. Utrzymująca się relatywnie wysoka liczba umów świadczy o wysokiej płynności biurowego rynku najmu, a ograniczanie zajmowanej powierzchni jest szerszą strategią dostosowywania się najemców do wyzwań nowego modelu pracy, komentuje Jan Szulborski, Business Development & Insight Manager, Cushman & Wakefield.

Do największych transakcji zawartych w tym okresie możemy zaliczyć renegocjację umowy przez Bank Gospodarstwa Krajowego w budynku Varso II (13 600 mkw.), renegocjację umowy przez spółkę z branży finansowej w budynku T-Mobile Office Park (13 100 mkw.) oraz renegocjację umowy przez spółkę Mercer w budynku Nimbus (7300 mkw.).

W pierwszej połowie 2024 roku w Warszawie w strukturze popytu przeważały renegocjacje, które stanowiły ok. 51% wszystkich zawartych umów. Udział nowych umów wynosił 42%, a ekspansje około 7%.

Według naszych prognoz najbliższe kwartały na biurowym rynku Warszawy staną pod znakiem stabilnej aktywności najemców, jednak na ostateczne tempo rozwoju rynku wpływ będzie miał ogólny klimat gospodarczy, a także strategia międzynarodowych najemców firm dotycząca ewentualnej redukcji kosztów i ekspansji, dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz.

WSKAŹNIK PUSTOSTANÓW: stopniowe ograniczenie poziomu dostępnej powierzchni biurowej

Wskaźnik powierzchni niewynajętej po pierwszej połowie 2024 roku w Warszawie wyniósł 10,9% i był o 0,1 pp. niższy w porównaniu do pierwszego kwartału 2024 roku i o 0,4 pp. niższy niż w analogicznym okresie 2023 roku. Przekłada się to na dostępność powierzchni na poziomie 680 400 mkw. i oznacza spadek o 9 400 mkw. względem I kwartału 2024 roku i o 26 000 mkw. względem pierwszej połowy 2023 roku.

Wraz ze spodziewanym ograniczeniem nowej podaży w latach 2024-2026 będziemy obserwować dalszą kompresję wskaźnika powierzchni niewynajętej, co pozwoli warszawskiemu rynkowi na wchłonięcie nadwyżki dostępnej powierzchni biurowej w istniejącym zasobie. Dodatkowo, struktura pustostanów różni się w zależności od lokalizacji, tłumaczy Vitalii Arkhypenko, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.

Obecnie najwyższy wakat utrzymuje się w strefach niecentralnych (12,3%) i pozostaje na zbliżonym poziomie jak w latach 2021-2023. Z kolei w strefie Centralnej, dostępność powierzchni w czerwcu 2024 roku wyniosła 9,1% i jest o 3,8 pp. niższa względem końca 2021 roku.

STAWKI CZYNSZÓW: w cenie lokalizacja i jakość budynku

Odczuwalna przez ostatnie 24 miesiące presja na wzrost stawek czynszu na szerokim rynku była napędzana przez rekordowo wysoką waloryzację umów najmu o wskaźnik cen towarów i usług (HICP w 2022 roku dla strefy euro wyniosło 8,4% r/r i 6,2% r/r w 2023 roku).

W II kwartale 2024 roku stawki za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie wyniosły 22,00-26,00 EUR/ mkw./ miesiąc w strefie Centrum oraz 13,50-16,50 EUR/ mkw./ miesiąc w lokalizacjach poza centralnych i nie uległy zmianie względem końca 2023 roku.

Podsumowanie I połowy 2024 r. na rynku powierzchni handlowych w Polsce

Łączna powierzchnia nowoczesnych obiektów handlowych oddanych do użytku w I połowie 2024 roku w Polsce wyniosła 175 tys. mkw. – wynika z danych Colliers. W efekcie całkowite zasoby w kraju przekroczyły 13 mln mkw. Znaczna większość nowej podaży, bo ponad 90%, zrealizowana została w formie parków handlowych. W budowie znajduje się obecnie 380 tys. mkw., z czego aż 78% zaplanowane jest do oddania jeszcze w tym roku.

Parki handlowe zdominowały podaż

W pierwszym półroczu 2024 oddano do użytku 175 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni handlowej, co oznacza wzrost o blisko 30 tys. mkw. w porównaniu do analogicznego okresu w roku poprzednim. Nowa podaż zdominowana była przez parki handlowe – 13 nowych projektów odpowiadało za 160 tys. mkw. nowej powierzchni.

Największym obiektem, oddanym do użytku w marcu 2024 roku, był OTO Park Koszalin oferujący 38 tys. mkw. Jedynym tradycyjnym centrum handlowym otwartym w tym okresie była powierzchni Galeria Starówka w Lesznie (15,2 tys. mkw.)

Istotny wpływ na nową podaż miały także przebudowy obiektów już istniejących. W pierwszym półroczu do użytku oddano powstały w miejscu dawnego Tesco park handlowy S1 Bytom. Jego powierzchnia po przebudowie wynosi 14 tys. mkw. Rozbudowy doczekała się także m.in. grójecka Dekada, sochaczewski Multishop czy zlokalizowany w Białej Podlaskiej park handlowy Karuzela.

Dynamiczny rozwój parków handlowych, nowe centra wyprzedażowe oraz rosnące znaczenie konceptów typu food hall potwierdzają, że rynek nieruchomości handlowych w Polsce jest w fazie intensywnej transformacji, dostosowując się do zmieniających się potrzeb konsumentów – mówi Wojciech Wojtowicz, Starszy Analityk w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers. –Pod względem lokalizacji dużym zainteresowaniem deweloperów cieszą się mniejsze ośrodki, a także przedmieścia największych aglomeracji – dodaje Wojciech Wojtowicz.

Nasycenie powierzchnią centrów handlowych w Polsce na koniec pierwszego półrocza 2024 roku wyniosło 343 mkw. na 1 000 mieszkańców. Dla porównania, w analogicznym okresie ubiegłego roku współczynnik ten był o 13 mkw. niższy.

Nowe obiekty i optymalizacja powierzchni

W pierwszej połowie 2024 roku popyt na powierzchnie handlowe w Polsce był niezmiennie zdominowany przez sieci handlowe z branży ekonomicznej, dyskonty oraz sklepy off-price. Szczególną aktywność wykazywały także sieci sklepów z elektroniką, które nie tylko otwierały nowe placówki, ale również optymalizowały powierzchnię tych już istniejących. Znaczący ruch w sektorze elektronicznym wiązał się z restrukturyzacją sieci NEONET, która zrezygnowała z wybranych lokalizacji. W efekcie konkurencyjne marki zdecydowały się na przejęcie niektórych z istniejących obiektów, np. w Milanówku i Suwałkach.

Ambitną strategię rozwoju realizowały także sieci DIY. W ramach kompleksu handlowego przy ulicy Wojska Polskiego w Pile nową halę otworzyła Castorama, a w Białej Podlaskiej powstał nowy wolnostojący obiekt tej sieci. W Grójcu, w projekcie Dekada, otwarto placówkę Castoramy w koncepcie Smart. Leroy Merlin, w miejscu dawnego hipermarketu Tesco, otworzył nowy sklep w Poznaniu, a w Białej Podlaskiej nowy obiekt tej sieci dołączył do parku handlowego Karuzela. Dynamiczny rozwój kontynuowały też sieci spożywcze, a zwłaszcza dyskontowe.

Wzmożoną aktywność wykazywał także sektor gastronomiczny. W maju w krakowskim projekcie Atut Ruczaj otwarto koncept Hala Maki z sześcioma lokalami gastronomicznymi. Po kilku miesiącach przerwy ponownie otwarto food hall w zabytkowej hali targowej w Bydgoszczy, który teraz działa pod nazwą Gwar. W Warszawie, Hala Gwardii przeszła w ręce zarządcy CBR Events i jest obecnie w remoncie. W Gdańsku firma Apsys planuje przebudowę Hali Targowej na food hall, a podobne projekty zapowiedziano również w Sopocie, Toruniu i Poznaniu.

Obecnie obserwujemy powrót aktywności najemców gastronomicznych do poziomów sprzed pandemii. Szczególnie widoczne jest to w przypadku sieci fastfoodowych i „dużych” restauratorów, którzy mają kapitał i apetyt na rozwój – tłumaczy Paweł Paciorek, Senior Associate, Dział Powierzchni Handlowych, Colliers. – Również zagraniczne podmioty dostrzegają potencjał polskiego rynku, czego potwierdzeniem jest zainteresowanie naszym krajem marek takich, jak Popeyes czy Wendy’s. W polu zainteresowań najemców gastronomicznych niezmiennie pozostają lokale na ulicach handlowych w centrach dużych miast, choć ich miejsce coraz częściej zajmują też przestrzenie w projektach wielofunkcyjnych i food hallach, a także lokalizacje w nowoczesnej zabudowie mieszkaniowej – dodaje Paweł Paciorek.

Pomimo intensywnego rozwoju, na polskim rynku powierzchni handlowych odnotowano także znaczące zamknięcia. W I półroczu 2024 swoją działalność zakończył ostatni sklep delikatesów Alma, a także sklepy marki Hunkemoller. Sieć drogerii Kontigo ogłosiła plan likwidacji wszystkich placówek stacjonarnych w Polsce na rzecz rozwoju kanału sprzedaży internetowej.

Średni współczynnik pustostanów dla centrów handlowych w I połowie 2024 roku wyniósł średnio 3,6%.

Trendy na rynku e-commerce

W pierwszej połowie 2024 roku udział sprzedaży e-commerce w handlu detalicznym według danych GUS wahał się od 8% w marcu do 8,8% w styczniu i kwietniu. Mimo, że wyniki te nie różnią się w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku, przez te kilka miesięcy rynek e-commerce doświadczył wielu istotnych wydarzeń i zmian, które znacząco wpłynęły na jego dynamikę.

Lider polskiego rynku sklepów convenience, Grupa Żabka zdecydowała się połączyć usługi Delio oraz Jush w ramach jednej aplikacji (Żabka Jush), a dostawca usług kurierskich Wolt rozszerzył swoją działalność o kolejne miasta, takie jak Toruń, Olsztyn, Częstochowa, Chorzów, Sosnowiec oraz Piaseczno.

Marka Hesburger zadebiutowała na platformie Bolt Food, rozpoczynając swoją działalność w Polsce od sprzedaży z dowozem. Natomiast największy detalista spożywczy w Polsce, Biedronka, uruchomiła e-sklep, jednak na ten moment obsługuje on tylko wybrane części Warszawy. Plany rozszerzenia działalności e-commerce przedstawił także Kaufland, który zamierza jeszcze w tym roku uruchomić platformę do zamawiania zakupów z dostawą pod nazwą Kaufland Marketplace.

Sieć HalfPrice zdecydowała się natomiast na odwrotny ruch, pod koniec I kwartału 2024 roku zamykając swój sklep online.

Nowe inwestycje i perspektywy rozwoju

Na koniec czerwca 2024 roku w budowie znajdowało się około 380 tys. mkw. powierzchni handlowej, z czego blisko 300 tys. mkw. planowane jest do oddania jeszcze w tym roku. Dominującym formatem pozostają parki handlowe – stanowią one około 290 tys. mkw., co odpowiada za 75% budowanej powierzchni.

Największym obiektem handlowym w przebudowie jest centrum handlowo-rozrywkowe Nowa Sukcesja w Łodzi o powierzchni 35 tys. mkw. Wśród największych realizowanych parków handlowych wyróżniają się BIG Ostróda (27 tys. mkw.), Silwana w Gorzowie Wielkopolskim (25 tys. mkw.), Vendo Park Szczecin (ponad 20 tys. mkw.) oraz San Park Mysiadło (18,5 tys. mkw.) w aglomeracji warszawskiej.

W centralnym punkcie Warszawy, przy Rondzie Dmowskiego, powstaje natomiast flagowy salon sieci Empik o powierzchni 1 300 mkw., który ma przywrócić historyczny wygląd pawilonu Cepelii. Warszawa staje się coraz atrakcyjniejsza także dla luksusowych marek. Na Placu Trzech Krzyży otwarty zostanie salon Bulgari, a w projekcie Vitkac pojawi się butik Dior.

Spodziewana jest również duża aktywność inwestorów i najemców związanych z konceptami typu food hall. Zapowiedzi realizacji takich projektów dotyczą m.in. zabytkowej hali targowej w Gdańsku, Hali Gwardii w Warszawie, Krzywego Domku w Sopocie oraz inwestycji w Poznaniu i Toruniu.

Ekologiczne wymogi

Do końca roku branża spożywcza będzie musiała dostosować się też do nowych wymogów związanych z wprowadzeniem systemu kaucyjnego. Równocześnie wzrośnie liczba podmiotów zobowiązanych do raportowania w ramach ESG. W odpowiedzi na te wyzwania, centra handlowe i sklepy będą inwestować w rozwiązania mające na celu m.in. ograniczenie zużycia energii.

Sukcesja w Rohlig SUUS Logistics: Piotr Iwo Chmielewski nowym prezesem

Piotr Iwo Chmielewski w drodze sukcesji rodzinnej objął funkcję Prezesa Zarządu Rohlig SUUS Logistics, największego polskiego operatora logistycznego. Zastąpił na stanowisku swojego ojca, Tadeusza Chmielewskiego, który przechodzi do Rady Nadzorczej. Zmiana ta jest częścią długoterminowego planu sukcesji, który ma na celu zapewnienie ciągłości działania i dalszego rozwoju firmy.

Piotr Iwo Chmielewski jest związany z SUUSem od 2017 roku. Od 4 lat zasiada w zarządzie firmy, gdzie dotychczas odpowiadał za obszary strategii, zrównoważonego rozwoju, technologii i cyfryzacji, a także sprzedaży, marketingu i komunikacji. Był zaangażowany w pracę nad strategią biznesową firmy, proces ekspansji międzynarodowej oraz rozwój i wdrożenie innowacyjnych rozwiązań technologicznych powiązanych z obszarem łańcucha dostaw. Nadzorował również przygotowanie i wdrażanie pierwszej strategii ESG polskiego operatora. Przed dołączeniem do SUUSa przez kilka lat zdobywał doświadczenie w consultingu. Doradzał wielu spółkom w Europie w zakresie strategii, sprzedaży i inwestycji marketingowych w branżach FMCG, retail, finansów, energetyki i private equity.

Piotr Iwo Chmielewski, Prezes Zarządu Rohlig SUUS Logistics
Piotr Iwo Chmielewski, Prezes Zarządu Rohlig SUUS Logistics

SUUS jest ze mną od urodzenia, de facto jesteśmy równolatkami. Przez całe życie z dumą mogłem patrzeć, jak dynamicznie firma się rozwija – najpierw oczami dziecka, później nastolatka, aż wreszcie osoby dorosłej. Cieszę się, że od siedmiu lat, z czego przez ostatnie cztery jako Członek Zarządu, mogę być częścią tej organizacji, a dziś mam zaszczyt i przyjemność w drodze sukcesji rodzinnej objąć funkcję Prezesa Zarządu. To wielkie wyzwanie zastąpić mojego mentora oraz ojca, dlatego cieszę się, że będę mógł nadal korzystać z jego wiedzy i doświadczenia jako Przewodniczącego Rady Nadzorczej – mówi Piotr Iwo Chmielewski, Prezes Zarządu Rohlig SUUS Logistics.

Finalizacji sukcesji towarzyszy także start prac nad nową strategią biznesową. Chcemy być liderem w całym regionie i dzięki temu być wyborem numer jeden dla naszych pracowników, klientów i partnerów transportowych. Warunki geopolityczne i ekonomiczne, w których funkcjonuje obecnie branża logistyczna, wymagają aktualizacji podejścia. Dlatego w ujęciu strategicznym stawiamy na efektywność biznesową i zrównoważony rozwój. Podstawa działania naszej organizacji – nasza kultura i wartości – pozostaje niezmienna. Nadal będziemy One Step Ahead w naszych aktywnościach. Nieustannie będziemy budować firmę, która świeci przykładem nie tylko jako kompleksowy operator logistyczny, ale także jako wzór wysokich standardów zarządzania opartych na człowieku, technologii i szacunku do świata zewnętrznego – wskazuje Piotr Iwo Chmielewski.

Nasza firma obecna jest na rynku od 1990 roku. W tym czasie przebyliśmy długą i niesamowitą drogę. Urośliśmy z niedużego przedsiębiorstwa do roli istotnego gracza w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Nasza branża zmaga się ciągle z nowymi wyzwaniami – technologicznymi, geopolitycznymi, związanymi ze zrównoważonym rozwojem. Mimo bardzo turbulentnych ostatnich lat nieustannie rozwijamy się, zdobywając nowe rynki, doskonaląc kompetencje i inwestując w ekspansję geograficzną. Mój najstarszy syn, Piotr, jest z nami od 7 lat. Po 4 latach w zarządzie naszej spółki nadszedł moment, w którym chciałbym przekazać mu obowiązki Prezesa Zarządu. Od około dwóch lat już w dużej mierze pełni tę rolę, a decyzja ta jest tylko zwieńczeniem długotrwałego procesu. Jestem przekonany, że Piotr posiada niezbędne kompetencje, aby przeprowadzić organizację do następnego, już zapoczątkowanego etapu rozwoju regionalnego – mówi Tadeusz Chmielewski, założyciel i dotychczasowy Prezes Zarządu Rohlig SUUS Logistics.

Tadeusz Chmielewski nadal będzie wspierał działanie firmy. Przeszedł do Rady Nadzorczej, gdzie objął funkcję Przewodniczącego. Będzie koncentrował się na wspieraniu sprzedaży i ekspansji międzynarodowej operatora, a także na rozwoju innych podmiotów wchodzących w skład Grupy Kapitałowej SUUS.

Ponad trzy dekady sukcesów

Prawie 35 lat na rynku to dynamiczny rozwój SUUSa. Polski operator w tym czasie zbudował sieć ponad 30 oddziałów w Europie Środkowo-Wschodniej, a także Azji Centralnej, w których zatrudnia ponad 2500 osób. Firma posiada zagraniczne spółki w Czechach, Słowenii, Rumunii, na Węgrzech, Słowacji oraz w Kazachstanie. W tym czasie operator rozwinął także kompleksową ofertę logistyczną dla swoich klientów. Zapewnia spedycję drogową, morską, lotniczą, kolejową i transport intermodalny, logistykę kontraktową, usługi celne, Project Cargo, a także Supply Chain Solutions – usługi doradcze i projektowanie łańcuchów dostaw dostosowane do konkretnych potrzeb klientów. Obecnie SUUS zarządza ponad 350 tys. mkw. powierzchni magazynowej. Firma ma za sobą także pierwsze akwizycje. W Polsce przejęła spółkę EXPERT, specjalizującą się w dostawie towarów ponadgabarytowych na ostatniej mili, takich jak meble czy sprzęt RTV i AGD oraz usługach dodanych, a w Czechach firmę Joppa Logistics, zapewniającą usługi magazynowe i drobnicowy transport drogowy.

Logistyka to nie jedyna branża, w której Grupa SUUS się rozwija. To również inwestycje w nieruchomości przemysłowe, a także podmioty z tzw. obszaru pleasure & leisure, w tym Wine Avenue, dystrybutor wina i alkoholi mocnych m.in. dla sektora HoReCa i sklepów specjalistycznych, czy Karma House – hotel i restauracja, zlokalizowane w Gościeńczycach, w województwie mazowieckim.

Woda w środowisku i w mieście. NCBR dofinansuje dobre pomysły na jej zagospodarowanie

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ogłasza III konkurs w ramach programu Hydrostrateg. To rządowy program strategiczny, którego budżet jest przeznaczony na rozwiązania dla gospodarki wodnej i żeglugi śródlądowej. W obecnym konkursie na najlepsze zgłoszenia od konsorcjów NCBR przeznaczy do 100 mln zł.

Program Hydrostrateg powstał w odpowiedzi na problem niedostatecznej lub zbyt dużej ilości wody, a także jej bardzo złej jakości. Głównym celem Programu jest wdrożenie nowych rozwiązań poprawiających efektywność użytkowania i zarządzania zasobami wody w Polsce.

Ogłoszony właśnie kolejny konkurs Hydrostrateg skupia się na tematach: „Woda w środowisku: bioróżnorodność i bioproduktywność” oraz „Woda w mieście”. W ramach pierwszego tematu NCBR czeka na propozycje systemów ograniczających ilość zanieczyszczeń w wodach powierzchniowych wraz z systemami monitorowania parametrów jakości środowiska wodnego wywołanych wzrostem retencji. „Woda w mieście” z kolei to obszar, w którym instytucja poszukuje rozwiązań dotyczących retencji w systemach kanalizacji ogólnospławnej oraz w sieciach kanalizacji deszczowej.

Nabór wniosków będzie trwał od 2 września do 13 grudnia 2024 r. (do godziny 16:00).

NCBR do konkursu zaprasza zarówno biznes, jak i naukowców. Zgłoszenia mogą bowiem nadsyłać konsorcja, w skład których wchodzi co najmniej jedno przedsiębiorstwo i co najmniej jedna jednostka naukowa. Organizator nie narzuca, który z tych podmiotów będzie liderem konsorcjum. W skład całego konsorcjum może wchodzić maksymalnie 5 podmiotów.

Każdy projekt spełniający kryteria w konkursie ma szansę na dofinansowanie w wysokości co najmniej 3 mln zł, a maksymalnie 25 mln zł. Pula pieniędzy przeznaczonych na zrealizowanie konkursu wynosi 100 mln zł. Są to środki z budżetu krajowego.

Liczymy na to, że przedsiębiorstwa i ośrodki naukowe, współpracując ze sobą w ramach konsorcjów, są w stanie wypracować najbardziej efektywne pomysły na rzecz gospodarki wodnej. To trudny obszar do zarządzania, zwłaszcza w tych warunkach klimatycznych, w jakich znajduje się Polska i nasza część Europy. Choć nie będzie chyba przesadą, jeśli powiem, że to wyzwanie dla decydentów na całym świecie. Dlatego nie ustajemy w poszukiwaniu dobrych rozwiązań i uruchamiamy trzeci już konkurs Hydrostrateg. Jego założenia przygotowaliśmy na podstawie analizy obligujących nas dokumentów krajowych i europejskich oraz we współpracy ze specjalistami z wielu ośrodków, którzy od lat przyglądają się sytuacji hydrologicznej – mówi prof. dr hab. inż. Jerzy Małachowski, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Poprzednie konkursy obejmowały, poza wspomnianymi już obszarami, także rozwiązania z zakresu usprawnienia żeglugi śródlądowej. Za projekty zgłoszone w zakończonych naborach odpowiadają uczelnie oraz instytuty naukowe z całego kraju, m.in. Politechnika Warszawska,  Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy, Akademia Górniczo-Hutnicza im. St. Staszica, Politechnika Łódzka, Europejskie Regionalne Centrum Ekohydrologii Polskiej Akademii Nauk. Z kolei ze strony biznesu angażują się takie firmy, jak np.: Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie Krajowy Zarząd Gospodarki Wodnej, VIGO Photonics, PM Ecology, ConnectedLife.

Te i inne podmioty opracowują obecnie szereg rozwiązań, w tym m.in.: „Inteligentny System wyznaczania drogi wodnej dla żeglugi śródlądowej, zwiększający bezpieczeństwo nawigacji, uzupełniony o możliwość dynamicznego pozyskiwania danych hydrologicznych i fizykochemicznych”, „ConnectedFlow – adaptowalny i inteligentny system monitorowania jakości wód powierzchniowych zgodny z analizą presji i oddziaływań antropogenicznych”, „Kompleksowy system monitorowania jakości wód powierzchniowych oraz terenów przybrzeżnych przy pomocy wieloczujnikowego systemu z wykorzystaniem kamer hiperspektralnych”.

Trwa gorące lato w Polsce i tym więcej w debacie publicznej mówi się na temat wyzwań związanych ze zmianami klimatycznymi, chociażby w kontekście retencji wody w miastach. Dlatego cieszymy się z już realizowanych pomysłów i nawiązanych w ich ramach współprac. Oczekiwany sukces projektów badawczo-rozwojowych w Hydrostrategu to dla nas szansa, że pożyteczne systemy będą funkcjonować już w niedalekiej przyszłości, przyczyniając się do tego, żeby wody nie marnować i żeby nigdy nam jej nie zabrakło – dodaje prof. Jerzy Małachowski, dyrektor NCBR.

Branża logistyczna czeka na odbicie w II połowie roku

W pierwszej połowie 2024 r. operatorzy logistyczni wciąż mierzyli się z długoterminowymi skutkami dwucyfrowej inflacji i gwałtownego wzrostu kosztów. Aktualnie do długiej listy wyzwań stojących przed branżą dochodzi utrzymująca się silna presja na płacowa, ograniczająca rentowność usług i przekładająca się na spadek konkurencyjności firm. Sektor widzi jednak światełko w tunelu. Są nim konsekwentnie rosnąca konsumpcja oraz rosnąca rola Polski w globalnym łańcuchu dostaw.

Wzrost przychodów do 734,3 mln EUR na koniec I kw. 2024 r. (+17,6 proc.) uwzględnia m.in. wynik wypracowany przez polską spółkę Spedimex, przejętą przez ID Logistics i konsolidowaną od 1 czerwca 2023 r. Wśród pozostałych czynników, które istotnie wpłynęły na ten rezultat, znalazły się również:

Według najnowszych danych GUS wskaźnik cen towarów i usług wyniósł w czerwcu br. 2,6 proc. i choć był wyraźnie niższy w porównaniu z rokiem ubiegłym, za nami kolejny miesiąc, w którym odnotowano jego wzrost. To jednak nie jedyne zmartwienie przedsiębiorców. Wraz ze skokowym podniesieniem płacy minimalnej wzrósł również poziom wynagrodzeń.
I choć dane makroekonomiczne wskazują na odbicie w konsumpcji, szczególnie w sektorach FMCG oraz retail, branża logistyczna nie odczuła jeszcze korzyści wynikających z tego trendu.

Rekordowa inflacja do dziś wpływa na branżę

Przedsiębiorstwa z branży logistycznej wciąż borykają się ze wzrostem kosztów operacyjnych, co stale zmusza je do zwiększania swojej efektywności. Aby pozostać konkurencyjne i utrzymać klientów – przy jednoczesnym zachowaniu dotychczasowej rentowności – firmy muszą jeszcze mocniej niż dotychczas optymalizować procesy i rozwijać innowacje.

Efektywność staje się absolutnie kluczowym czynnikiem w logistyce. Tylko w ten sposób zarówno my, jak i nasi klienci, możemy zachować odpowiednią konkurencyjność na rynku. Dlatego nieustannie wprowadzamy kolejne innowacje dotyczące zarówno zastosowania nowoczesnych technologii, jak i metod zarządzania. W tym celu rozwiązań poszukujemy nie tylko na zewnątrz organizacji, ale również w całej Grupie. Aby napędzić ten proces co roku organizujemy wewnętrzny, międzynarodowy konkurs, który wyłania najlepsze innowacyjne pomysły. W przypadku dużych klientów niektóre rozwiązania pozwalają co roku generować nawet kilkumilionowe oszczędnościkomentuje Yann Belgy, dyrektor zarządzający ID Logistics Polska.

Polska mocniej rozpycha się na rynku

Pozytywnym trendem dla sektora TSL, widocznym w pierwszej połowie 2024 roku jest zmieniająca się rola Polski na logistycznej mapie Europy. Coraz częściej międzynarodowe marki decydują się na zlokalizowanie swoich hubów logistycznych dla regionu CEE, a nawet całej Europy, właśnie w naszym kraju. Duży wpływ na taki wybór klientów branży TSL ma zarówno coraz lepsza infrastruktura, jak i bardzo dobry dostęp do kompetentnej kadry, którego często brakuje na Zachodzie. Potwierdzeniem rosnącej roli naszego kraju są m.in. dane firmy EY opublikowane w kwietniu br. Wynika z nich, że w 2023 r. w Polsce samych inwestycji zagranicznych było nieco mniej niż przed rokiem (spadek o 3 proc. rdr), jednak ich skala okazała się znacznie większa. W efekcie liczba planowanych miejsc pracy wzrosła aż o 21 proc. rdr. To przeciwny trend dla europejskiej średniej, gdzie liczba planowanych etatów w relacji rdr. spadła. Kolejny przykład to tegoroczny ranking FDI Confidence Index, który uwzględnia 25 rynków ocenianych przez inwestorów jako najbardziej atrakcyjne z punktu widzenia przyszłego przepływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Polska znalazła się w nim po raz pierwszy – na 23. miejscu. Wśród rynków wschodzących zajęliśmy 7. miejsce. – Dostrzegamy realny wzrost zainteresowania ze strony dużych, międzynarodowych inwestorów. W ciągu ostatnich miesięcy ID Logistics uruchomiło dla swoich klientów w Polsce aż 5 nowych centrów dystrybucji zajmujących się obsługą regionu CEE lub całej Europy – tłumaczy Yann Belgy i dodaje, że sprzyjają temu również plany inwestycyjne dotyczące rozbudowy infrastruktury ze środków pozyskanych z KPO. – To ważny moment. Polska przestaje być wyłącznie jednym z przystanków w globalnym łańcuchu dostaw i również dzięki swojemu położeniu urasta do rangi istotnego hubu logistycznegozaznacza Belgy.

Logistyka oczekuje na odroczony efekt rosnącej konsumpcji

W perspektywie drugiej połowy 2024 roku branża logistyczna spodziewa się także, że wzrost konsumpcji w innych sektorach (takich jak FMCG czy retail) wkrótce przełoży się również na sektor TSL, napędzając lokalny rynek usług logistycznych. Swój optymizm logistycy opierają m.in. na danych pochodzących z Barometru Nastrojów Konsumenckich publikowanego co miesiąc przez firmę badawczą GfK an NIQ Company. Wynika z niego, że wskaźnik ilustrujący aktualne nastroje Polaków w zakresie postaw konsumenckich od początku roku utrzymuje się na plusie. To pierwsza taka sytuacja od wybuchu pandemii w marcu 2020 roku i absolutne przełamanie dotychczasowego, negatywnego trendu. Według analityków GfK an NIQ Company nic obecnie nie wskazuje na to, by w drugiej połowie roku konsumpcja miała wyhamować. Wręcz przeciwnie – eksperci spodziewają się utrzymania dodatniej dynamiki.

Czynniki ekonomiczne na czele największych obaw oraz lęków wśród młodych Polaków

Ekonomia rządzi strachem. Młodzi Polacy obecnie najbardziej boją się braku pieniędzy, wzrostu kosztów życia i utraty pracy.

Najnowszy raport pokazuje, czego obecnie najbardziej boją się Polacy w wieku 18-35 lat. Wśród blisko 40 potencjalnych czynników najczęściej pojawia się obawa o brak pieniędzy – 47,4%. Przede wszystkim dotyczy to mieszkańców wsi i miejscowości liczących do 5 tys. ludności oraz osób zarabiających 1000-2999 zł netto miesięcznie. Warto też podkreślić, że w TOP5 ww. obaw znalazły się wyłącznie lęki ze sfery finansowej. Wśród nich widać obawy o wzrost kosztów życia – 27%, utratę pracy lub możliwości zarobkowania – 24%, rosnące ceny w sklepach – 23,9%, a także wysokie podatki – 23,6%. Z kolei najmniej niepokojące okazały się takie kwestie, jak ewentualne kontakty z urzędami – 0,4%, hejt w Internecie – 0,9%, a także brak awansu zawodowego – 1%.

Obecnie tylko 1,5% rodaków w wieku 18-35 lat niczego się nie obawia. Z kolei 2,5% ankietowanych nie wie, czy coś budzi ich niepokój. Natomiast 2,6% respondentów boi się czegoś innego, co nie zostało uwzględnione na liście blisko 40, specjalnie dobranych obaw. Takie wnioski płyną z najnowszego raportu UCE RESEARCH i RISIFY.pl pt. „Czego boją się młodzi Polacy?”, opartego na ogólnopolskim badaniu sondażowym, wykonanym na próbie ponad ośmiuset Polaków w wieku 18-35 lat.

– Fakt, że tylko 1,5% ankietowanych zupełnie niczego się nie boi, wskazuje na powszechną obecność lęków w codziennym życiu młodych ludzi. Wynik badania nie jest zaskakujący, ale jednocześnie pokazuje, jak bardzo młodzi ludzie potrzebują wsparcia w radzeniu sobie z ich obawami – mówi Patryk Rzepka, psycholog, jeden ze współautorów raportu z platformy psychoterapii RISIFY.pl.

Biorąc pod uwagę ww. listę, najwięcej osób w wieku 18-35 lat obawia się braku pieniędzy – 47,4%. – W mojej ocenie, jest to wynikiem zarówno wysokiej inflacji, jak i innych czynników, takich jak niskie zarobki na początku kariery zawodowej i presja konsumpcyjna. Młodzi Polacy potrzebują możliwości zwiększenia dochodów, aby mogli lepiej planować swoją przyszłość i zmniejszyć stres związany z finansami – komentuje Patryk Rzepka.

Lęk o brak pieniędzy częściej wskazują kobiety niż mężczyźni (49,3% vs. 45,3%). Mówią o nim głównie osoby ze wsi i z miejscowości liczących do 5 tys. mieszkańców (54,4%). Przeważnie dotyczy to Polaków z miesięcznym dochodem netto w wysokości 1000-2999 zł (54,9%) i ze średnim wykształceniem średnim (51,6%).

– Powyższa obawa jest powszechniejsza wśród kobiet, osób z niższymi dochodami, wykształceniem średnim oraz mieszkańców wsi i małych miejscowości ze względu na ich większą wrażliwość na zmiany ekonomiczne i mniejszą elastyczność finansową. Do tego dochodzą ograniczone możliwości zarobkowe. To wskazuje na potrzebę wsparcia tych grup w zakresie edukacji finansowej i możliwości zwiększenia dochodów – przekonuje jeden ze współautorów badania.

Na drugim miejscu w zestawieniu jest lęk o wzrost kosztów życia – 27%. W TOP5 znajdują się również obawy o utratę pracy lub możliwości zarobkowania – 24%, rosnące ceny w sklepach – 23,9%, a także wysokie podatki – 23,6%.

– Te wszystkie obawy odzwierciedlają trudną sytuację ekonomiczną młodych ludzi. Wskazują na niestabilność finansową i niepewność na rynku pracy, z którą muszą się mierzyć. Młodzi ludzie często dopiero rozpoczynają swoją karierę zawodową, co wiąże się z niższymi zarobkami i mniejszymi możliwościami oszczędzania. Wysoka inflacja, rosnące koszty życia i podatki dodatkowo obciążają ich budżety. Trzeba też wyraźnie powiedzieć, że młode osoby coraz częściej odczuwają duży stres związany z finansami, co może wpływać na ich decyzje życiowe, w tym związki i rozwody – zauważa ekspert z platformy RISIFY.pl.

Na dalszych pozycjach w rankingu znajdują się obawy przed popadnięciem w długi – 20,9%, napływem imigrantów – 19,6%, śmiercią bliskiej osoby – 16,7%, byciem ofiarą oszustwa – 14,7%, a także powrotem wysokiej inflacji – 14,4%.

– Obawianie się długów może być związane z trudnościami w zarządzaniu finansami i obciążeniami kredytowymi, ale nie tylko. Strach przed oszustwami jest uzasadniony w erze cyfrowej, w której występują różnorodne zagrożenia, takie jak phishing czy kradzież tożsamości. Lęki te podkreślają potrzebę edukacji finansowej i zwiększania świadomości na temat zabezpieczeń w sferze online. Obawa przed napływem imigrantów może wynikać z niepewności co do wpływu na rynek pracy i społeczeństwo. Nie jest to zaskoczeniem w kontekście obecnych debat publicznych na ten temat – analizuje Patryk Rzepka.

Ranking zamyka lęk przed kontaktami z urzędami – 0,4%. Przed nim widać wskazania dotyczące hejtu w Internecie – 0,9%, braku awansu zawodowego – 1%, macierzyństwa bądź ojcostwa – 1,1%, zazdrości innych ludzi – 1,1%, a także małżeństwa – 1,1%.

– Najrzadziej wybierane obawy mogą wskazywać na to, że młode osoby mogą czuć się coraz pewniej w sytuacjach związanych z formalnościami i zawodowym rozwojem. Mogą również rzadko kontaktować się z urzędami lub czuć się pewnie w takich sytuacjach dzięki coraz lepszej cyfryzacji i uproszczonym procedurom administracyjnym. Widać też, że w kwestiach zawodowych coraz lepiej się czują, stąd strach przed tego typu rzeczami jest stosunkowo niewielki – podsumowuje Patryk Rzepka.

Opis metody badawczej

Raport pt. „Czego boją się młodzi Polacy? Edycja I 2024” powstał na podstawie badania sondażowego, przeprowadzonego metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) na próbie 808 Polaków w wieku 18-35 lat. Autorami raportu są eksperci z platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH i platformy psychoterapii RISIFY.pl.

Niewielki wzrost kredytów dla mikroprzedsiębiorstw w pierwszym półroczu 2024

W pierwszej połowie 2024 roku banki przyznały mikroprzedsiębiorstwom tylko o pół procenta więcej kredytów na wartość wyższą o 3,8% niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Jedynie w segmencie kredytów obrotowych wzrosła zarówno liczba (+1,9%), jak i wartość (+3,1%) udzielonych kredytów. Z perspektywy branż w minionym półroczu wyróżniają się firmy usługowe, których finansowanie wzrosło w ujęciu liczbowym o 3,1%, a w wartościowym nawet o 10,6%.

W pierwszym półroczu 2024 r. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku, banki udzieliły tylko 0,5% więcej kredytów dla mikroprzedsiębiorców na kwotę o 3,8% wyższą. Niewielką, choć dodatnią dynamiką sprzedaży w tym okresie zarówno pod względem liczby (1,9%), jak i wartości (3,1%) charakteryzowały się jedynie kredyty obrotowe. Zwraca uwagę ponad 10% spadek zainteresowania kredytami w rachunku bieżącym, których wartość zmalała o prawie 8%. O ponad jedną czwartą niższa (25,3%) liczba udzielonych kredytów inwestycyjnych, kontrastuje ze znaczącym, ponad 15% wzrostem ich wartości.

– Analizując krótkoterminowe trendy, w czerwcu tego roku w porównaniu do czerwca 2023 r., banki udzieliły mikroprzedsiębiorcom o 25,3% mniej kredytów inwestycyjnych, choć w ujęciu wartościowym dynamika była dodatnia i wyniosła 49,3%. To samo zjawisko wystąpiło w całym pierwszym półroczu, co pozwala wnioskować, że mikroprzedsiębiorcy nadal nie są zainteresowani inwestycjami i finansowaniem ich kredytem bankowym. Natomiast ci przedsiębiorcy, którzy korzystają z kredytów bankowych, zaciągają je na coraz wyższe kwoty – mówi dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

– Przedsiębiorcy nadal wspierają swój biznes kredytami obrotowymi, choć, jak pokazują statystyki z ostatniego półrocza, są to decyzje wyważone w czasie. Natomiast 10 proc. spadek zainteresowania kredytami w rachunku bieżącym spowodowany był przede wszystkim odwróceniem trendu odnośnie zapasów. Jeszcze w zeszłym roku, z uwagi na wysoką inflację, a także ryzyko braku dostępności surowców i produktów, część mikroprzedsiębiorców budowała bufor bezpieczeństwa poprzez inwestowanie w zapasy, które w skali całej gospodarki rosły. W ostatnim okresie zapasy spadają, co w konsekwencji powoduje niższe zainteresowanie ich finasowania za pomocą kredytu bankowego – tłumaczy Rogowski.

Po pierwszym półroczu 2024 r.: tylko branża usługowa chętnie wspierała się kredytem

W pierwszym półroczu bieżącego roku, w porównaniu z analogicznym okresem 2023 roku, wzrost liczby udzielonych kredytów odnotowano jedynie w branży usługowej (+3,1%), a wartość tych kredytów wzrosła o 10,6%.

W pozostałych branżach zainteresowanie kredytami spadło, pod względem liczbowym – najbardziej w handlu (-2,8%), a wartościowym (-4,1%) w budownictwie.

– W ciągu ostatnich sześciu miesięcy bieżącego roku mikroprzedsiębiorcy z branży usługowej wyróżnili się na tle mikroprzedsiębiorców z innych branż pod kątem wzrostu liczby i znaczącej wartości zaciągniętych kredytów. Można przypuszczać, że przyczyną tego ożywienia mogły być korzystne warunki gospodarcze oraz rosnące zapotrzebowanie w gospodarce na usługi. Warto także dodać, że w samym czerwcu br. banki udzieliły 735 mln zł mikroprzedsiębiorcom prowadzącym działalność usługową, co stanowi 36,5% łącznej wartości kredytów dla tzw. małego biznesu – dodaje główny analityk Grupy BIK.

Kolejna awaria Microsoftu: tym razem to cyberatak

Jak donosi BBC, kolejna awaria Microsoftu była efektem cyberataku typu DDoS (Distributed Denial-of-Service). Tym razem tysiące użytkowników przez prawie 10 godzin miały trudności z korzystaniem m.in. z Outlooka i Minecrafta.

Zdarzenie to miało miejsce niecałe dwa tygodnie po poważnej globalnej awarii, która spowodowała, że około 8,5 miliona komputerów z systemami Microsoftu przestało prawidłowo działać. Awaria miała wpływ m.in. na sektor opieki zdrowotnej i branżę turystyczną, a jej przyczyną była wadliwa aktualizacja oprogramowania przeprowadzona przez firmę CrowdStrike, specjalizującą się w cyberbezpieczeństwie.

Komentuje Kamil Sadkowski, analityk laboratorium antywirusowego ESET: 

W ostatnich tygodniach nauczyliśmy się, że teraz bardziej niż kiedykolwiek wcześniej musimy spodziewać się niespodziewanego. Dwie poważne awarie w tak krótkim czasie są bezprecedensowe i być może nie całkowicie niezależne od siebie. Cyberprzestępcy wyraźnie testują kolejne granice i pokazują nam, że nieustannie rozwijają swoje umiejętności.

Atak DDoS  polega na zalewaniu serwera lub sieci ogromną ilością fałszywych żądań z wielu źródeł, co prowadzi do przeciążenia i uniemożliwia normalnym użytkownikom dostęp do zasobów firmy. Celem takiego ataku jest wywołanie awarii systemu lub znaczne obniżenie jego wydajności.

Tego typu ataki nie należą do najgroźniejszych, jednak są bardzo widowiskowe. Cyberprzestępcy są w stanie wywołać chaos i skierować na siebie uwagę bardzo wielu osób. Można traktować je jako pewnego rodzaju pokaz siły. Nie należy jednak obawiać się, że w wyniku tych wydarzeń zagrożone są np. nasz dane.

Frankowicze chwilowo tracą impet. W I półroczu br. do sądów wpłynęło tylko o 1,4 proc. r/r więcej pozwów

Od stycznia do czerwca br. liczba spraw frankowych złożonych w sądach okręgowych była o 1,4% większa niż w analogicznym okresie ub.r. Natomiast w I kwartale skok był na poziomie blisko 24% rdr. W ocenie niektórych ekspertów, może to wskazywać na osłabienie dynamiki wzrostu. W kolejnych miesiącach będzie to jeszcze bardziej widoczne. Mogą też na to wpływać coraz lepsze warunki ugód oferowane przez banki. Niemniej eksperci uważają, że zainteresowanie pozywaniem banków wciąż utrzymuje się na dość wysokim poziomie, na co wpływają kolejne korzystne wyroki dla frankowiczów. Natomiast na najbliższe miesiące znawcy tematu przedstawiają różne prognozy.

Z danych udostępnionych przez 47 sądów okręgowych wynika, że w I połowie br. wpłynęło do nich ok. 39,4 tys. spraw frankowych. To o 1,4% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich ok. 38,9 tys. Różnica rdr. jest niewielka, co podkreśla Piotr Kuczyński, główny analityk z DI Xelion. Ekspert zaznacza, że zainteresowanie pozywaniem kredytodawców przez zadłużonych we frankach Polaków utrzymuje się na stałym i dość wysokim poziomie. Jednak w opinii eksperta, wzrost nie jest większy, bo banki nasiliły program ugód z kredytobiorcami, poprawiając warunki tych umów.

– Pomimo relatywnie małego wzrostu, liczba nowych spraw jest znacząca. To wskazuje na to, że frankowicze wciąż widzą sens w dochodzeniu swoich praw w sądach. Zainteresowanie to może wynikać z rosnącej liczby korzystnych wyroków, które dają nadzieję na pozytywne rozstrzygnięcia. Dodatkowo medialne nagłaśnianie sukcesów innych kredytobiorców może zachęcać kolejne osoby do podejmowania działań. Taka liczba pozwów może świadczyć o rosnącej pewności frankowiczów w sporach z bankami – komentuje radca prawny Adrian Goska z Kancelarii SubiGo.

Jak zaznacza adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii MBM Legal, w przypadku niektórych banków widać zmianę i poprawę warunków ugód po uchwale Sądu Najwyższego z 25 kwietnia br. Jednak nie jest to jeszcze zjawisko powszechne. Jednocześnie banki wzywają klientów do zwrotu kapitału kredytu, także spłaconego. Same też składają pozwy. Dla osób, które są już 2 czy 3 lata w procesie, ugoda musi być naprawdę atrakcyjna, żeby zdecydowały się na jej przyjęcie. Jeśli klient nie jest w trudnej sytuacji, to może poczekać jeszcze rok czy dwa lata, żeby odzyskać kilkadziesiąt bądź nawet kilkaset tysięcy złotych więcej. Porozumienie z bankiem może także skutkować koniecznością zapłaty podatku.

– Ugody zawierane są na takich warunkach, żeby zniechęcić frankowiczów do wchodzenia na drogę sądową. Trzeba pamiętać o tym, że pozwanie banku wiąże się z płaceniem niemałego wynagrodzenia kancelariom prawnym. Ponadto, od złożenia pozwu do prawomocnego wyroku sądu mogą upłynąć nawet 3-4 lata. Nie każdy ma chęć tyle czekać. Trzeba też pamiętać, że pieniądz otrzymany teraz jest więcej wart niż ta sama kwota wypłacona za 4 lata – dodaje Piotr Kuczyński.

Analizując dane z poszczególnych sądów okręgowych, widać, że w I połowie br. najwięcej spraw frankowych wpłynęło do SO w Warszawie – 6 612 (rok wcześniej – 10 381, spadek rdr. – o 36,3%). Dalej widzimy SO w Gdańsku – 3 468 (poprzednio – 3 089, +12,3% rdr.), jak również Warszawa-Praga w Warszawie – 3 442 (poprzednio 2 902, +18,6%). Kolejne pozycje w tym zestawieniu należą do SO w Poznaniu – 3 383 (2 822, +19,9%), we Wrocławiu – 2 348 (1 545, +52%), a także w Krakowie – 1 966 (wcześniej było to 1 694, +16,1%).

– Te zmiany są efektem nowelizacji k.p.c. obowiązującej od połowy kwietnia ub.r. Wówczas została wprowadzona wyłączna właściwość sądu miejsca zamieszkania powoda. Dzięki temu, sprawy mogły zostać bardziej równomiernie rozłożone po całym kraju. Zmiany te mogą również wpłynąć na przyszłe decyzje kredytobiorców dotyczące składania pozwów – analizuje mec. Adrian Goska.

W ocenie mec. Jakuba Bartosiaka, sytuacja związana z SO w Warszawie wynika z nowelizacji k.p.c. Jak prognozuje ekspert, liczba postępowań w tym sądzie będzie stopniowo maleć, co odciąży tzw. specjalny wydział frankowy i pozwoli na szybsze prowadzenie spraw. Z kolei inne sądy powinny przygotować się na wzrost liczby składanych pozwów, a także odpowiednio dostosować strukturę, administrację i infrastrukturę. Jak przekonuje adwokat z MBM Legal, wzrost liczby spraw, nie tylko frankowych, o 50% czy 100% jest wyzwaniem dla każdej organizacji.

– Nie widzę powodu, dla którego miałoby dojść do zmiany liczby składanych pozwów w II połowie tego roku. Może będzie przybywać spłaconych kredytów, zawartych ugód oraz prawomocnych wyroków. To zmniejszy liczbę pozostałych kredytów, a stopniowo będzie też ograniczać liczbę pozwów – stwierdza ekspert z DI Xelion.

Natomiast w opinii Adriana Goski, w II połowie br. liczba pozwów może pozostać na podobnym poziomie jak w I połowie br. lub nieznacznie zmaleć. Według eksperta, kluczowe czynniki to rozwój sytuacji prawnej, podejście banków do negocjacji ugodowych oraz ewentualne zmiany w regulacjach prawnych. Kredytobiorcy mogą nadal czuć się pewni w swoich działaniach, widząc kolejne korzystne wyroki sądowe. Ekspert z SubiGo dodaje, że nowelizacja k.p.c. mogła wpłynąć na szybkość rozpatrywania spraw w stołecznym sądzie, co może być dodatkowym motywatorem dla kredytobiorców.

– W II połowie tego roku spodziewam się nieco większego wpływu nowych spraw niż ostatnio, m.in. z powodu kwietniowej uchwały Sądu Najwyższego. Ponadto, mamy wakacje, czyli okres, w którym klienci znajdują czas na zajęcie się odkładanymi tematami. Wzrasta też świadomość naruszonych praw, także w zakresie kredytów już spłaconych lub powiązanych z euro czy dolarami – twierdzi adwokat Jakub Bartosiak.

Z kolei niektórzy rynkowi eksperci, podsumowując najnowsze dane, wskazują, że wcześniej z raportów tych samych 47 sądów okręgowych wynikało, że w I kwartale 2024 roku wpłynęło do nich w sumie ok. 23 tys. tego typu spraw. Czyli o prawie 24% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Może to zatem wskazywać na sytuację, że dynamika wzrostu tego typu spraw wyraźnie się osłabia i w kolejnych miesiącach będzie to bardziej widoczne.

Grupa Cichy-Zasada nawiązuje współpracę z marką BYD

Podtrzymując swój dynamiczny rozwój Grupa Cichy-Zasada nawiązuje współpracę z marką BYD w ramach prowadzenia autoryzowanej działalności dealerskiej i serwisowej tej marki w strukturach powołanej do tego celu nowej spółki. Pierwsze salony BYD należące do nowej spółki otwarte będą dla klientów już latem bieżącego roku w dwóch lokalizacjach w Warszawie i w Poznaniu.

Wizjonerskie podejście

Grupa Cichy-Zasada kontynuuje tym samym swoje ambicje jako lidera branży dealerskiej w Polsce. Oprócz stałego rozwoju portfolio salonów marek z grupy VW zdecydowała się na wprowadzenie marki spoza obecnego portfela marek GCZ.

,,Nasz sukces zawdzięczamy ciągłemu rozwojowi i ludziom tworzącym Grupę Cichy-Zasada, którzy swoim zaangażowaniem i ciężką pracą ten rozwój umożliwiają. Marka BYD jest jedną z najciekawszych propozycji na globalnym rynku motoryzacyjnym ostatnich lat, dlatego uważam, że decyzja o rozpoczęciu sprzedaży aut tej marki jest dobrą alternatywą dla naszej Grupy” – powiedział Mirosław Cichy.

,,Mamy bogate doświadczenie w rozwoju rynku motoryzacyjnego w Polsce i chcemy kontynuować tę ścieżkę. Praktycznie każdego roku podejmujemy nowe wyzwania tworząc kolejne punkty kontaktu klienta z motoryzacją. Nawiązanie współpracy z nową marką, spoza Europy jest dla nas zupełnie nowym doświadczeniem. Wierzymy, że połączenie naszych ugruntowanych sił i doświadczenia z rozwiązaniami panującym w marce BYD spotka się z absolutnym zadowoleniem i uznaniem wśród Klientów.” – powiedział Karol Obiegły.

Grupa Cichy-Zasada i BYD – lata doświadczeń i rozwoju

Grupa Cichy-Zasada to obecnie największa grupa dealerska w Polsce (TOP 50 miesięcznik Dealer), posiadająca 29 salonów sprzedaży w 9 polskich miastach. Grupa w swoim portfelu posiada marki Volkswagen, Skoda, Seat, Cupra oraz Audi. To jednocześnie jedna z czołowych sieci sprzedaży certyfikowanych samochodów używanych. Ponadto, Grupa oferuje usługi finansowe, ubezpieczeniowe, serwisowe oraz blacharsko-lakiernicze. W 2023 roku w prestiżowym rankingu TOP50, organizowanym przez Miesięcznik Dealer, Grupa Cichy-Zasada wspólnie z Sobiesław Zasada Automotive otrzymała tytuł Lidera sprzedaży nowych aut na polskim rynku motoryzacyjnym. Firma została również laureatem I edycji konkursu „Best Managed Companies Poland 2022” organizowanego przez jedną z największych światowych firm consultingowych Deloitte. Nagroda przyznawana jest najlepiej zarządzanym spółkom prywatnym w Polsce. Grupa Cichy-Zasada zatrudnia ponad 1800 pracowników i jest jedna z najbardziej dynamicznie rozwijających się grup dealerskich w Polsce – tylko w tym roku otworzy blisko 10 nowych obiektów samochodowych dla marek VW, SKODA, CUPRA, Audi, Porsche i BYD.Grupa Cichy-Zasada nawiązuje współpracę z marką BYD

BYD

Założona w lutym 1995 roku firma BYD, po ponad 27 latach szybkiego wzrostu stała się globalną firmą, która utworzyła ponad 30 parków przemysłowych na 6 kontynentach i odegrała znaczącą rolę w branżach związanych z elektroniką, motoryzacją, energią odnawialną i transportem kolejowym. Koncentrując się na pozyskiwaniu, magazynowaniu i zastosowaniu energii stała się zaawansowanym technologicznie światowym producentem baterii do elektroniki i samochodów. Jest obecnie największym graczem motoryzacyjnym w Chinach i znaczącym na całym świecie – BYD sprzedało w 2023 roku blisko 3 mln samochodów na całym świecie, z czego połowę stanowią samochody z napędem BEV, natomiast druga połowa to samochody z napędem PHEV.

W 2020 roku marka BYD rozpoczęła działania zmierzające do sprzedaży swoich aut w Europie. Jest już obecna na wszystkich znaczących rynkach europejskich, poprzez partnerstwo z największymi grupami dealerskimi. Jest oficjalnym sponsorem EURO 2024 i planuje budowę własnej fabryki samochodów w Europie na Węgrzech, wykazując w ten sposób swoją determinację rozwoju na rynku europejskim. W najbliższym okresie planuje również otworzyć własne przedstawicielstwo (struktury importerskie) na terenie Polski.

Dane pomagają dolarowi

Wczorajszy pakiet danych z Europy pokazuje, że brak negatywnych niespodzianek zawdzięczamy głównie niskim oczekiwaniom. Za oceanem wyniki (podobnie jak sytuacja na walutach) wyglądają jednak lepiej.

Inflacja w Niemczech jednak w górę

Wczorajsze dane pokazują, że wbrew oczekiwaniom nie udało się Niemcom utrzymać inflacji na poziomie 2,2%. Wynik 2,3% nie jest teoretycznie bardzo zły, ale biorąc pod uwagę ostatnie wątpliwości co do dalszych decyzji EBC, należy się zastanowić czy przypadkiem nawet taki detal może nie przesunąć kolejnej obniżki stóp procentowych o posiedzenie. Gdyby tak się stało, byłby to sygnał umacniający euro względem dolara. Patrząc na słabszą passę europejskiej waluty względem dolara w ostatnich tygodniach, można oczekiwać, że inwestorzy zaraz zaczną szukać powodów by zrealizować zyski i znów wrócić z dolarów do euro. Z drugiej strony należy pamiętać, że Niemcy mimo bycia zdecydowanie najsilniejszą gospodarką strefy euro nie są jedyni. W Hiszpanii np. inflacja wypadła niżej niż oczekiwania.

Wstępne odczyty PKB

Wczoraj poznaliśmy pakiet danych o PKB. Zaczęło się od Węgier, gdzie w drugim kwartale PKB wzrosło nie o 2% – jak oczekiwano – a o 1,5%. Kosztowało to forinta ponad półprocentowy spadek wartości względem pozostałych walut. W Czechach w miarę stabilnie, co prawda nie osiągnięto wyniku 0,5%, aczkolwiek 0,4% może być efektem zaokrągleń. Warto też wskazać, że to i tak najlepszy wynik roczny Pragi od ponad roku. Hiszpania do wspomnianych już dobrych danych o PKB dorzuciła wyższy od oczekiwań wzrost PKB. Włochy spełniły oczekiwania, podobnie jak Niemcy i kraje te pokazały odpowiednio 0,9% i 0,3% wzrostu. Nie są to wyniki obiektywnie dobre, aczkolwiek zgodne z oczekiwaniami. Cała strefa euro pokazała natomiast w drugim kwartale wynik symbolicznie powyżej oczekiwań, wynoszący 0,6%. Niby jest lepiej, ale to nie jest tempo, na które liczy Unia Europejska.

Zaufanie za oceanem

Amerykanie pokazali wczoraj dwa wskaźniki. Z jednej strony liczbę otwartych ofert pracy, wynoszącą 8,18 mln etatów. To więcej niż oczekiwali analitycy, ale trzeba też zwrócić uwagę, że tamtejszy rynek pracy przeżywa pewne problemy. Jeszcze dwa lata temu szukano 2 mln etatów więcej niż obecnie. Lepiej od oczekiwań wypadł też indeks zaufania konsumentów – Conference Board. Indeks pozostał powyżej poziomu 100 pkt pomimo pesymistycznych oczekiwań. Lepsze dane po raz kolejny pozwoliły dolarowi zaatakować poziom 1,08 względem euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia,
15:45 – USA – indeks Chicago PMI.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Inflacja CPI w Polsce na zakręcie

Według wstępnego szacunku inflacja CPI w lipcu wyniosła 4,2 proc. r/r. Miesiąc wcześniej wskaźnik wyniósł 2,6 proc. W ujęciu miesięcznym odnotowano wzrost o 1,4 proc. m/m. Główną przyczyną wzrostu inflacji jest wycofanie tarczy antyinflacyjnej. Jest to zatem wzrost cen energii, gazu i ciepła.

Podwyższona inflacja w okolicach 5 proc. pozostanie z nami prawdopodobnie do końca roku. Już teraz patrzymy na pierwszy kwartał 2025 r. kiedy to czeka nas kolejny skok inflacji przy założeniu całkowitego wygaszenia działań osłonowych.

Oczekiwany termin potencjalnych ruchów stóp procentowych sukcesywnie się przesuwa. Jeszcze jakiś czas temu rozpoczęcie obniżek w 2024 r. było bardzo prawdopodobne. Teraz ten scenariusz stał się nierealny. Wydaje się, że przestrzeń na pierwsze obniżki stóp procentowych pojawi się najwcześniej w połowie 2025 r. – w momencie, gdy inflacja zacznie ponownie spadać.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

FOMC pozostawi stopy bez zmian, ale zasygnalizuje możliwe cięcia we wrześniu

Jest w zasadzie jasne, że FOMC nie zmieni w tym tygodniu stóp procentowych. Uczestnicy rynku będą jednak uważnie śledzić komunikaty Fedu, wypatrując wszelkich wskazówek, że do ich cięcia może dojść we wrześniu. My spodziewamy się w tym roku dwóch cięć o 25 pb.: we wrześniu i w grudniu.

Kluczowe punkty:

  • FOMC ma utrzymać stopy procentowe, szansa na ich cięcie jest mała.
  • Nie będzie publikacji dot plotu ani projekcji makroekonomicznych.
  • Spodziewamy się, że Powell podkreśli postępy na froncie inflacyjnym.
  • Powell ma zostawić otwarte drzwi do cięcia stóp we wrześniu.
  • W kontraktach futures wyceniane są ok. 2,5 obniżki w tym roku.
  • Spodziewamy się dwóch cięć stóp procentowych Fedu w 2024 r.

Inflacja w USA znów cieszy oko

Po przedłużającym się okresie braku postępów na froncie inflacyjnym miary dynamiki cen w USA w końcu powróciły do trendu spadkowego. W czerwcu inflacja była niższa od oczekiwań – jej główna miara spadła do najniższego od roku poziomu 3%, bazowa zaś do najniższego od kwietnia 2021 r. poziomu 3,3%. Preferowana przez nas trzymiesięczna zanualizowana miara bazowa, która niweluje zmienność widoczną w miesięcznych dynamikach, spadła w tym czasie do 2,1%, jest więc obecnie tuż powyżej 2-procentowego celu Rezerwy Federalnej.

Wykres 1: Inflacja CPI w USA (2014 – 2024)Wykres 1: Inflacja CPI w USA (2014 – 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 27.07.2024

Postępy w zakresie preferowanej przez Fed miary inflacji (PCE) były w ostatnich miesiącach podobnie ośmielające – jej trzymiesięczna zanualizowana miara bazowa spadła z 4,8% w marcu do 2,3% w czerwcu. Przekonanie Fedu co do osiągnięcia mandatu cenowego powinno zostać wsparte także przez rozluźnienie warunków na rynku pracy. Średni miesięczny przyrost miejsc pracy zwolnił z 267 tys. w pierwszym kwartale do 177 tys. w drugim. Stopa bezrobocia osiągnęła najwyższy od niemal trzech lat poziom 4,1%, liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wzrosła, zaś liczba nowych miejsc pracy i dynamika zarobków spadły.

Wykres 2: 4-tygodniowa średnia ruchoma nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych (lipiec 2023 – lipiec 2024)Wykres 2: 4-tygodniowa średnia ruchoma nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych (lipiec 2023 – lipiec 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 27.07.2024

Fed zaczeka z decyzją o zmianie stóp do nowych projekcji

Wymienione zjawiska powinny zwiększyć pewność członków FOMC, że aktywność gospodarcza i dynamika cen są bliżej równowagi, a obniżenie stóp procentowych będzie wkrótce uzasadnione. Zaobserwowaliśmy już gołębi zwrot prezesa Fedu Jerome’a Powella, który wskazał w tym miesiącu, że poczyniono „istotne postępy” w walce z inflacją. Wzmacnia to przekonanie inwestorów, że cięcia stóp procentowych Fedu rzeczywiście zbliżają się wielkimi krokami – w kontraktach futures w pełni wyceniane są w tym roku dwa cięcia, a trzecie mniej więcej w połowie.

Wykres 3: Wyceniana liczba zmian stóp procentowych w USA w kontraktach fed funds futures (na dzień 24.07.24)Wykres 3: Wyceniana liczba zmian stóp procentowych w USA w kontraktach fed funds futures (na dzień 24.07.24)

Źródło: Bloomberg Data: 27.07.2024

Jesteśmy niemal pewni, że posiedzenie w tym tygodniu nie przyniesie zmian stóp procentowych. Argumentujemy to po części tym, że kolejne kwartalne projekcje gospodarcze i dotyczące stóp procentowych, które towarzyszą zwykle wprowadzaniu istotnych zmian polityki monetarnej Fedu, zostaną opublikowane we wrześniu. FOMC zasugeruje jednak prawdopodobnie w swoich komunikatach, że niższe stopy procentowe są blisko.

W czerwcu bank stwierdził, że poczyniono „umiarkowane dalsze postępy” w walce z inflacją – tym razem spodziewamy się zamiast tego oceny, że od tamtego czasu sytuacja uległa większej poprawie. Powell prawdopodobnie wzmocni ten przekaz podczas swojej konferencji prasowej i doda, że polityka monetarna w USA jest restrykcyjna.

Nie wierzymy jednak, że prezes Fedu przekaże w tym tygodniu klarowne forward guidance dotyczące stóp procentowych, a jedynie że zostawi otwarte drzwi do ich obniżki we wrześniu. Między najbliższym i kolejnym, wrześniowym posiedzeniem opublikowane zostaną liczne istotne odczyty, Fed będzie się więc wzbraniał przed deklaracjami, póki nie zyska pewności, że dane są zgodne z jego oczekiwaniami. Zamiast tego decydenci będą zapewne podkreślać postępy w walce z inflacją i to, że decyzje podejmowane są z posiedzenia na posiedzenie.

Dane wciąż przemawiają za pierwszym cięciem we wrześniu

Wszelkie gołębie komentarze Powella dotyczące inflacji powinny być wystarczające, by scementować przekonanie rynku o ruchu w dół we wrześniu. W kontraktach futures wyceniane jest obecnie więcej niż standardowa obniżka (28 pb.) Uważamy, że nie pojawiło się dotąd dość argumentów uzasadniających opóźnienie cięć stóp procentowych Fedu. Odczyt dynamiki PKB w II kwartale opublikowany w zeszłym tygodniu zaskoczył w górę, pokazując wzrost o 2,8% w ujęciu zanualizowanym względem konsensusu 2,0%. Uważamy, że nie wystarczy to, by zmienić plany Fedu, szczególnie biorąc pod uwagę przestarzałość tych danych i niedawne oznaki ochłodzenia na rynku pracy, które może zwiastować słabszą aktywność gospodarczą.

Utrzymujemy nasz pogląd, że stopy procentowe w USA zostaną obniżone w tym roku dwukrotnie: we wrześniu i grudniu, kiedy publikowane będą nowe projekcje FOMC. W kontraktach futures wyceniane jest bardziej agresywne tempo rozluźniania polityki monetarnej (68 pb. do końca roku). Zapewnia to przestrzeń do aprecjacji dolara w krótkim terminie, szczególnie jeśli ton komunikatów Powella będzie sugerował, że w nadchodzących kwartałach Fed przyjmie ostrożne podejście wobec cięć stóp procentowych.

Decyzja w sprawie polityki FOMC zostanie ogłoszona w środę (31.07) o godz. 20:00, a konferencja prasowa prezesa Powella rozpocznie się 30 minut później.

Autorzy: Matthew Ryan, CFA – szef działu analiz rynkowych Ebury

System kontroli dostępu – klucz do bezpieczeństwa firmy

System kontroli dostępu to fundament bezpieczeństwa każdej firmy. Dzięki nowoczesnym technologiom, takim jak karty zbliżeniowe, czytniki linii papilarnych, czy rozpoznawanie twarzy, przedsiębiorstwa mogą skutecznie chronić swoje zasoby i informacje przed nieuprawnionym dostępem. Gdzie szukać takich rozwiązań?

Troska o bezpieczeństwo firmy z EDPS

EDPS to działająca od 1994 roku firma, która specjalizuje się w dostarczaniu rozwiązań z zakresu nie tylko kontroli dostępu, ale także rejestracji procesów produkcyjnych czy rejestracji czasu pracy. Dzięki takim technologiom tylko upoważnione osoby zyskują dostęp do poszczególnych stref czy danych w przedsiębiorstwie.

Innowacyjne systemy pozwalają dokładnie monitorować, kto i kiedy wchodzi do poszczególnych pomieszczeń. Automatyzacja kontroli dostępu eliminuje potrzebę ręcznego zarządzania kluczami, co przekłada się na oszczędność czasu i zasobów. EDPS proponuje najnowocześniejsze systemy dopasowane precyzyjnie do indywidualnych potrzeb klienta.

Wszelkie informacje dotyczące oferty można sprawdzić na stronie https://edps.com.pl/. Firma oferuje gotowe rozwiązania, które nie tylko usprawniają funkcjonowanie organizacji, ale także zwiększają jej bezpieczeństwo.

Technologie oferowane przez EDPS

EDPS proponuje takie opcje kontroli dostępu jak:

  • bramki i kołowroty;
  • czytniki i kontrolery;
  • integracja z SAP HCM;
  • personalizacja kart plastikowych;
  • zintegrowany system bezpieczeństwa.

To kompleksowe rozwiązania korzystające m.in. z identyfikacji biometrycznej pracowników. Warto zainteresować się także systemami rejestracji czasu pracy, ponieważ:

  • zwiększają rzetelność rozliczeń;
  • ułatwiają pracę osób odpowiedzialnych za ewidencję;
  • ograniczają pracochłonność procesu rozliczania pracowników z czasu wykonywania obowiązków.

Wprowadzenie systemów EDPS pozwala także prowadzić analizy, które umożliwiają optymalizację procesów i zwiększenie efektywności pracy. To doskonałe rozwiązanie szczególnie dla średnich i dużych przedsiębiorstw, w których liczba pracowników utrudnia personalne doglądanie wszelkich spóźnień czy nadgodzin.

EDPS dysponuje zespołem doświadczonych specjalistów, którzy do każdego zlecenia podchodzą indywidualnie. Mechanizmy są dopasowywane do potrzeb, możliwości oraz wielkości firmy. Ochrona dostępu pozwala uniknąć wielu problemów, w tym wycieku danych, kradzieży czy zagrożeń związanych z cyberbezpieczeństwem. Warto zadbać o działalność zgodną z wszelkimi przepisami i standardami branżowymi.

Spowolnienie na rynku mieszkań, boom na domy – analiza rynku nieruchomości w II kwartale 2024 r.

Drugi kwartał bieżącego roku był okresem wyczekiwania na rynku mieszkań. Kupujący, spodziewając się nowego programu dopłat do kredytów, wstrzymywali się z decyzjami zakupowymi. W rezultacie popyt osłabł, a ceny lokali wzrosły jedynie o 1,8% kw/kw. Na rynku domów jednorodzinnych sytuacja wyglądała jednak inaczej. Kupujący nabyli aż o jedną trzecią więcej domów niż rok wcześniej, a podwyżki sięgały średnio 10% r/r. – wynika z najnowszego Kwartalnika Mieszkaniowego Otodom i Polityki Insight.

W II kwartale br. na rynku mieszkań widoczne było spowolnienie i dalsze wyhamowanie wzrostów cen.  Średnie stawki podniosły się o 1,8% kw/kw, podczas gdy w I kwartale br. było to 3,2% kw/kw, a w ostatnich miesiącach 2023 roku ponad 5% kw/kw. Równocześnie liczba aktywnych ofert sprzedaży mieszkań w całym kwartale po raz pierwszy od dwóch lat przekroczyła poziom 300 tys. To efekt nowych wprowadzeń deweloperskich oraz większej liczby lokali wystawianych do sprzedaży przez prywatnych właścicieli.

I chociaż potencjalni kupujący mają z czego wybierać, to wyraźnie widać, że zwlekają z decyzją o zakupie własnego M. Potwierdzają to dane Otodom Analytics, z których wynika, że sprzedaż na rynku pierwotnym spadła w czerwcu do poziomu nienotowanego od połowy 2022 r.tempo obrotu mieszkaniami

– Na rynku widać wyczekiwanie. Wielu kupujących odkłada decyzję o zakupie mieszkania, czekając na stanowisko rządu w sprawie nowego programu dopłat do kredytów hipotecznych. Ogłoszenie ostatecznego kształtu i terminów „Mieszkania na start” umożliwi zainteresowanym przeanalizowanie, czy będą mogli skorzystać z dopłat do kredytów i czy będzie to dla nich korzystne. Dopiero na tej podstawie podejmą decyzję, czy finalizować transakcję jeszcze w tym roku, poczekać na uruchomienie programu czy w ogóle odłożą zakup na później – zaznacza dr hab. Adam Czerniak, prof. SGH, główny ekonomista Polityki Insight.

Co ciekawe, podobnej niepewności nie widać w przypadku nabywców domów jednorodzinnych.

Nabywcy domów nie zwlekają z zakupem

Osoby planujące zakup domu jednorodzinnego także mają obecnie do wyboru rekordowo szeroką ofertę. W II kwartale bieżącego roku liczba takich nieruchomości na sprzedaż osiągnęła najwyższy poziom od trzech lat. Na koniec czerwca na 7 rynkach głównych (Katowice, Kraków, Łódź, Poznań, Trójmiasto, Warszawa i Wrocław) i otaczających je miejscowościach deweloperzy oferowali na sprzedaż ponad 6 tys. domów jednorodzinnych, czyli aż 20% więcej niż rok wcześniej.

W przeciwieństwie do planujących zakup mieszkania potencjalni nabywcy domów nie zwlekają jednak z realizacją swoich planów. Z danych Otodom Analytics wynika, że od maja do czerwca na siedmiu głównych rynkach i w ich okolicach  sprzedano prawie 1,7 tys. domów deweloperskich. To o 5% więcej niż w pierwszym kwartale roku i aż o jedną trzecią więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku.

Coraz częściej decyzję o kupnie domu poprzedza nie tylko analiza walorów lokalizacji z dala od zgiełku i pośpiechu, ale również ocena skutków wyprowadzki poza miasto dla poszczególnych członków rodziny. W efekcie decyzje o zakupie domu pod miastem podejmują przeważnie bądź rodziny z małymi dziećmi, bądź dojrzali 50-ciolatkowie, których  dzieci prowadzą już odrębne od  rodziców gospodarstwa domowe.- podkreśla Katarzyna Kuniewicz, Dyrektorka badań rynku, Otodom Analytics.

Analizując jednak dane w poszczególnych segmentach rynku domów, można zauważyć, że te położone na największych działkach i dalej od granic miasta drożeją wolniej. Jednocześnie tempo przyrostu aktywnych ofert w tych lokalizacjach jest szybsze niż bliżej głównych ośrodków. To pozwala wnioskować, że choć chcemy mieszkać w domach z ogrodami, to jednak niezbyt daleko od głównych ośrodków miejskich.

Ale czy zakup domu jednorodzinnego musi oznaczać wyprowadzkę za miasto? Niekoniecznie. Okazuje się bowiem, że sporo takich ofert zlokalizowanych jest w granicach miast. W Łodzi aż 60% dostępnych domów na sprzedaż znajduje się w samym mieście, a w Krakowie i we Wrocławiu to 40%.

Marzenia o własnym domu kosztują

Wyniki raportu Otodom “Szczęśliwy dom. Mieszkanie na osi czasu” pokazują, że ponad 70% mieszkańców Polski marzy o własnym domu. To marzenie kosztuje jednak coraz więcej. W II kw. br. segmenty podrożały o blisko 13% r/r, nieruchomości jednorodzinne usytuowane na małych działkach o 10 %, a te na terenie powyżej 500 mkw o ok. 9%.  To największe podwyżki cen domów od dwóch lat.

q2 2024 domy jednorodzinne

Ile trzeba zapłacić za przyjemność mieszkania we własnym domu od dewelopera? Najwięcej, bo ok. 11,4 tys./mkw. Warszawie i w Krakowie. W Poznaniu nabywcy muszą liczyć się z wydatkiem rzędu 9,7 tys. zł/mkw. Z kolei najtaniej nowe domy jednorodzinne można kupić w Katowicach (ok. 6,9 tys. zł/mkw.) i w Łodzi (ok. 8,2 tys. zł/mkw.)

Co ciekawe, chociaż w większości miast ceny domów z drugiej ręki są niższe niż te od deweloperów, to w stolicy Polski są wyższe o ok. 100 zł/mkw. W czerwcu w Warszawie prywatni właściciele życzyli sobie 11,5 tys./mkw., czyli 8% więcej niż rok temu. Powyżej 10 tys. zł/mkw. musieli przygotować także nabywcy z Krakowa. Niewiele mniej kosztowały domy na rynku wtórnym we Wrocławiu i w Gdańsku.

Analiza średnich cen za metr kwadratowy domów jednorodzinnych oferowanych przez firmy deweloperskie prowadzi do prostego choć błędnego wniosku, że zakup tego typu nieruchomości jest każdorazowo atrakcyjną okazją. A to dlatego, że  różnice w przeciętnych cenach za mkw. domów i mieszkań w podobnych lokalizacjach sięgają kilkudziesięciu procent. Błędność takich analiz wynika z faktu pomijania w nich wyraźnie większej – niż w przypadku mieszkań – powierzchni domów. W efekcie cena całkowita, z którą musi się zmierzyć nabywca domu bywa o kilkanaście procent wyższa niż cena dużo mniejszego mieszkania. Ponieważ grupa nabywców domów powinna w najbliższych kilku latach co najmniej pozostawać na obserwowanym obecnie poziomie, wzrost cen za metr kwadratowy domu przy jednoczesnym, stopniowym zmniejszaniu się powierzchni oferowanych przez firmy deweloperskie nieruchomości  jest nieuchronnypodsumowuje Katarzyna Kuniewicz.

W I pół. 2024 r. zlikwidowano prawie 100 tys. jednoosobowych firm. Ponad 179 tys. zawieszono

Od stycznia do czerwca br. liczba wniosków dotyczących zamknięcia jednoosobowej działalności gospodarczej spadła o ponad 3% w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Znawcy tematu podkreślają, że początek 2023 roku był okresem szczególnie trudnym dla przedsiębiorców. Z kolei liczba wniosków o zawieszenie JDG wzrosła rdr. o przeszło 3%. Eksperci uważają, że tej zmiany nie należy traktować z niepokojem. Mówimy bowiem o elastycznym rozwiązaniu, a wznowienie działalności jest proste. Nie brakuje też opinii, że wpływ na przyszłe statystyki dotyczące likwidacji ww. firm mogą mieć planowane zmiany w zasadach ustalania składki zdrowotnej.

Zamknięcia lekko w dół

Jak wynika z danych udostępnionych przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii, w I połowie 2024 roku do rejestru CEIDG wpłynęło 99,6 tys. wniosków dotyczących zakończenia jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 3,4% mniej niż w analogicznym okresie 2023 roku, kiedy takich przypadków było 103,1 tys. W opinii Łukasza Goszczyńskiego, radcy prawnego i doradcy restrukturyzacyjnego z kancelarii GKPG, dla samej gospodarki i szeroko pojętego rynku ten spadek niewiele oznacza. Przy okazji trzeba też zaznaczyć, że obecnie przedsiębiorcy są w lepszej kondycji niż rok temu. I dlatego w tej kwestii sytuacja się poprawia. W podobnym tonie wypowiadają się też inni eksperci.

– Początek 2023 roku był szczególnie trudny dla przedsiębiorców. Wówczas mieliśmy do czynienia z okresem kulminacji presji kosztowej, związanej w szczególności z wysokimi cenami energii, przy jednoczesnej słabości popytu wewnętrznego. Polska gospodarka znajdowała się w recesji, w I kw. 2023 roku PKB zmalał o 0,4% rdr. W II kw. 2023 roku zmniejszył się o 0,6% rdr. Od tej pory koniunktura w gospodarce uległa zauważalnej poprawie. Skutkiem tego może być również lepsza zdolność JDG do utrzymywania się na rynku – komentuje Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

Jak stwierdza Dawid Sułkowski z Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE), warunki prowadzenia działalności gospodarczej pozostają stabilne, lecz nieco pogorszyły się w porównaniu z zeszłym rokiem. Choć spadek inflacji cieszy konsumentów, to dla firm często oznacza niższy wzrost przychodów. Według eksperta, dane o wyrejestrowaniu firm nie oddają w pełni aktualnej sytuacji. Przedsiębiorcy prędzej decydują się na zawieszenie JDG niż na jej zamknięcie. Do tego mec. Goszczyński dodaje, że przedsiębiorcy, którym warunki prowadzenia biznesu się tylko pogorszyły, często zawieszają działalność, żeby przeczekać cięższy okres.

– Przyczyny zamykania się JDG są złożone i nie mogą być sprowadzone do jednego, prostego czynnika. Najwięcej likwidowanych działalności można zaobserwować w sektorach budownictwa, handlu i transportu. Ma to związek zarówno z szeregiem barier napotykanych w tych gałęziach gospodarki, jak również z faktem, iż funkcjonuje w nich znaczna liczba firm – dodaje główny ekonomista FPP.

Zawieszenia idą w górę

Według danych resortu, w I połowie 2024 roku do rejestru CEIDG wpłynęło 179,1 tys. wniosków o zawieszenie JDG. To o 3,3% więcej niż w analogicznym okresie 2023 roku, kiedy takich przypadków było 173,5 tys. W opinii mec. Łukasza Goszczyńskiego, ten wzrost nie jest niepokojący. Jest to raczej naturalna kolej rzeczy w kwestii wymiany firm na rynku. Do tego dla gospodarki nie ma to większego znaczenia, bo z reguły w miejsce zamkniętej firmy wchodzą do gry nowi przedsiębiorcy.

– Moim zdaniem, tych danych nie należy traktować z niepokojem. Instytucja zawieszenia JDG w obecnym stanie prawnym jest narzędziem bardzo elastycznym, które może być często i na bieżąco stosowane. Przedsiębiorcy decydują się na to rozwiązanie, aby nie ponosić obciążeń m.in. z tytułu obowiązkowych składek w czasie, kiedy ze względu np. na przestój sezonowy dana działalność nie jest wykonywana. Natomiast wznowienie JDG jest równie proste, jak jej zawieszenie – wyjaśnia Łukasz Kozłowski.

Ponadto Dawid Sułkowski nie postrzega bieżącej skali zawieszeń JDG jako niepokojącej. Dane z tego zakresu są bardzo zmienne, a nie każdy taki przypadek wynika z sytuacji ekonomicznej przedsiębiorstwa. Jak zauważa ekspert z PIE, część przedsiębiorców, zamiast wznowienia JDG, decyduje się na zarejestrowanie nowej firmy. Zdarza się też, że zawieszony biznes nigdy nie zostaje odwieszony. W praktyce ma to równoznaczny skutek z wyrejestrowaniem firmy, lecz nie widzimy tego w statystykach dotyczących zakończenia działalności.

– Przy zawieszonej działalności przedsiębiorca może starać się np. o odzyskanie swoich należności i ściągnięcie ich. Przepisy pozwalają na takie czynności, które mieszczą się w ramach prowadzonej wcześniej firmy, choć biznes nie jest aktywny. W ten sposób właściciel JDG unika kosztów, przede wszystkim związanych z ubezpieczeniem społecznym. Taka postawa może wynikać z konieczności przeprowadzenia restrukturyzacji faktycznej, nie prawnej. Przedsiębiorcy oczekują na dalszy bieg sytuacji i w przypadku jej poprawy zdecydują się na wznowienie działalności – tłumaczy Adrian Parol, radca prawny i doradca restukturyzacyjny.

Ma być lepiej, ale…

W ocenie Łukasza Kozłowskiego, liczba wniosków o zamknięcie JDG będzie się zmniejszać w umiarkowanym tempie, o 2-4% rok do roku. Jak przekonuje ekspert FPP, w dalszym ciągu czynnikiem kluczowym będą warunki popytowe na rynku. Istotny wpływ będą miały również przyszłe regulacje w zakresie obciążeń publicznoprawnych, zwłaszcza że JDG często jest formą samozatrudnienia. W tym kontekście szczególnie ważne mogą być przyszłe zmiany w zasadach ustalania składki zdrowotnej. Jeśli będą one korzystne dla małych firm, liczba rejestrowanych JDG może szybciej rosnąć, a skala ich likwidacji – maleć.

– W mojej ocenie, będzie mniej zamknięć i zawieszeń działalności gospodarczych niż ostatnio. Na pewno przyczyni się do tego poprawa sytuacji gospodarczej w kraju. Do tego już teraz widoczna jest zmiana nastrojów konsumenckich na rynku – dodaje mec. Adrian Parol.

Podobnego zdania jest mec. Łukasz Goszczyński, który twierdzi, że w drugiej połowie roku sytuacja w kwestii zamykania i zawieszania jednoosobowej działalności gospodarczej powinna się poprawić. Jednak by tak się stało, w gospodarce i w polityce nie może wydarzyć się nic niepojącego. Wówczas różnie dalej może być.

– Istotną kwestią, często też trochę pomijaną w kontekście JDG, oprócz powyżej przywołanych przykładów, będzie sytuacja dot. składki zdrowotnej. Tego typu przedsiębiorcy naprawdę mocno czekają na nowe rozwiązania i często warunkują odwieszenie działalności tym, że jak ww. problem zniknie, to oni wznowią działalność. Co prawda, obecny rząd zapowiada zmiany w tej kwestii, ale wciąż to nie następuje, a wielu przedsiębiorców nie może sobie pozwolić na tak długie oczekiwanie – podsumowuje Adrian Parol, radca prawny i doradca restukturyzacyjny.

Tomasz Dąbkowski nowym szefem grupy aktuarialnej w KPMG

Do zespołu doradców Działu Usług Finansowych na stanowisko Partner Associate, jako Szef Grupy Aktuarialnej w KPMG w Polsce, dołączył Tomasz Dąbkowski. Będzie realizować i wspierać doradczo projekty związane z sektorem ubezpieczeń oraz budować interdyscyplinarne zespoły kompetencyjne na styku aktuariatu, ubezpieczeń i technologii ubezpieczeniowych.

Zespół aktuarialny KPMG w Polsce składa się z doświadczonych specjalistów, którzy łączą wiedzę ekspercką z wieloletnią praktyką w branży ubezpieczeniowej oraz doradztwie. KPMG oferuje wsparcie firmom ubezpieczeniowym w budowaniu przewagi konkurencyjnej poprzez dostarczanie rozwiązań wymagających technicznej wiedzy i doświadczenia z zakresu finansów, matematyki, analityki danych, metod predyktywnych oraz zarządzania ryzykiem.

Tomasz Dąbkowski ma ponad 20-letnie doświadczenie w zakresie usług aktuarialnych, rozwoju nowego biznesu, strategii sprzedaży i usług konsultingowych w branży ubezpieczeniowej i dla sektora usług finansowych. W KPMG wzmocni zespół świadczący kompleksowe usługi dla firm działających w sektorze ubezpieczeniowym. Specjalizuje się w procesach aktuarialnych i wdrażaniu centrów usług wspólnych w zakresie modelowania i raportowania aktuarialnego oraz finansowego. Realizował strategiczne projekty dla czołowych firm ubezpieczeniowych na europejskim rynku. Zajmował się rozwojem biznesu i sprzedażą usług doradczych dla branży ubezpieczeniowej w Polsce, Europie i USA. Jest absolwentem wydziału Zarządzania i Administracji na Uniwersytecie Warszawskim.

W dzisiejszym dynamicznym środowisku biznesowym, aktuarialne analizy i prognozy stanowią fundament pewności finansowej i strategicznej, pozwalając firmom podejmować świadome decyzje i skutecznie zarządzać ryzykiem. Nasz zespół doświadczonych aktuariuszy i konsultantów, korzystając z najnowszych technologii i analiz danych, dostarcza interdyscyplinarne rozwiązania dla sektora ubezpieczeniowego. Bogate doświadczenie Tomasza i jego wiedza w zakresie aktuariatu i doradztwa dla sektora ubezpieczeniowego będą niezwykle cenne dla naszych klientów – mówi Iwona Galbierz-Sztrauch, Partner, Szef Działu Usług Finansowych w KPMG w Polsce.

Wierzę, że moje dotychczasowe doświadczenie zawodowe, połączone z kapitałem ekspertyzy KPMG, będzie kreować wartość dla naszych klientów reprezentujących sektor ubezpieczeniowy i ogólnie finansowy – w szczególności w tworzeniu i wdrażaniu innowacyjnych rozwiązań technologicznych dla aktuariatu oraz rozwoju nowych linii produktowych i usługowych dla branży ubezpieczeniowej. Dodatkowo wraz z Zespołem skupię się na pozyskiwaniu klientów z sektora ubezpieczeniowego z zagranicy, w celu budowy dla nich centrów usług wsparcia biznesu w Polsce – mówi Tomasz Dąbkowski, Partner Associate w Dziale Usług Finansowych, Szef Grupy Aktuarialnej w KPMG w Polsce.

KPMG oferuje kompleksowe usługi doradcze dla sektora ubezpieczeniowego, obejmujące audyt, zarządzanie ryzykiem, doradztwo podatkowe oraz zarządzanie ryzykiem informatycznym i gospodarczym. Dzięki dostępowi do międzynarodowej sieci ekspertów KPMG, firma może łączyć znajomość rynku lokalnego z wiedzą na temat wiodących praktyk i doświadczeń rynków wysokorozwiniętych. KPMG w Polsce jest również członkiem KPMG European Pricing Group.

Sytuacja na rynku pracy wydłuża procesy rekrutacyjne

46 proc. profesjonalistów przyznaje, że rekrutacje są obecnie dłuższe niż przed rokiem. Decyzje pracodawców są ostrożniejsze, a procesy bardziej złożone.

Niejednoznaczna sytuacja na rynku pracy nie wstrzymała aktywności firm, lecz spowodowała wydłużenie procesów rekrutacyjnych. Jak wynika z lipcowego raportu Hays „Rynek pracy 2024. Półroczny przegląd trendów”, rekrutować w najbliższym czasie planuje 84 proc. organizacji, a więc zaledwie o 3 pkt proc. mniej niż przed rokiem. Większa różnica jest natomiast dostrzegalna w długości i złożoności procesów rekrutacyjnych. Aż 46 proc. specjalistów i menedżerów twierdzi bowiem, że obecnie są one bardziej czasochłonne.

W ostatnim czasie aktywność na polskim rynku pracy zmalała. Mimo że ofert jest mniej niż w szczycie ożywienia rekrutacyjnego, to pracodawcy nie planują w pełni rezygnować z zatrudniania, a kandydaci – z poszukiwania nowych, atrakcyjniejszych możliwości zawodowych. Obie strony natomiast ostrożniej patrzą w przyszłość. To powoduje, że zmiana pracy jest projektem bardziej wymagającym, który często zajmuje więcej czasu niż jeszcze rok temu.

Potrzeba więcej czasu, aby zmienić pracę

Pomimo że w drugim półroczu 2024 roku większość specjalistów i menedżerów nie planuje zmieniać pracy, to wielu deklaruje otwartość na pojawiające się atrakcyjne propozycje zawodowe. Nie brakuje też osób, które na przestrzeni najbliższych 6 miesięcy planują zmienić miejsce zatrudnienia – jest to blisko 1/4 respondentów badania Hays „Rynek pracy 2024. Półroczny przegląd trendów’”. Wynika to nie tylko z chęci uzyskiwania większego wynagrodzenia czy lepszych możliwości rozwoju, ale i redukcji etatów, a także niepewności pracowników wobec ich przyszłości w obecnym miejscu pracy.

Warunki towarzyszące zmianie miejsca zatrudnienia są obecnie mniej sprzyjające niż w analogicznym okresie 2023 roku. Potwierdzają to wyniki najnowszego badania Hays Poland, przeprowadzonego w lipcu wśród ponad 800 specjalistów i menedżerów. Prawie połowa, bo 46 proc. respondentów uważa, że procesy rekrutacyjne są obecnie dłuższe niż przed rokiem. 19 proc. nie zgadza się z tą opinią, a 35 proc. nie jest w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie.

Wyniki te odzwierciedlają niepewność, z jaką zmaga się obecnie rynek pracy. – Wydłużenie procesów rekrutacyjnych jest zjawiskiem, które aktualnie dotyka niemal każdej branży. Głównymi przyczynami takiego stanu rzeczy są wciąż obowiązująca w wielu firmach dyscyplina kosztowa oraz niejednoznaczne otoczenie biznesowe. Pracodawcy prowadzący rekrutacje chcą mieć pewność, że dokonują najlepszego możliwego wyboru, a ryzyko związane z zatrudnieniem nowej osoby będzie ograniczone do minimum. W efekcie procesy decyzyjne mogą się przedłużać, a kandydaci – niegdyś otrzymujący propozycję współpracy często w tym samym dniu, a nawet w trakcie pierwszej rozmowy rekrutacyjnej – obecnie muszą uzbroić się w większą cierpliwość – zauważa Karolina Szyndler, Senior Director w Hays Poland.

Nie ma przestrzeni na nieprzemyślane decyzje

Fakt, że procesy rekrutacyjne są obecnie dłuższe niż przed rokiem, nie wynika ze złej woli pracodawców. Wręcz przeciwnie – organizacje mają świadomość, że zbyt długie poszukiwania kandydatów są mniej skuteczne. Obecnie działają jednak w bardziej wymagających warunkach biznesowych, które bezpośrednio wpływają na przebieg rekrutacji.

W wielu organizacjach wciąż panuje dyscyplina kosztowa i niektóre decyzje, związane np. z zatrudnianiem nowych osób, wymagają dodatkowych zgód i analiz. Zauważają to profesjonaliści, którzy jako główny powód wydłużenia rekrutacji, wskazują wolniej podejmowane decyzje po stronie rekrutującej firmy (44 proc.).

– Ograniczone budżety utrudniają firmom elastyczne podejście do kwestii finansowych. Przystanie na wysokie oczekiwania kandydatów jest problematyczne, a czasem wręcz niemożliwe. To powoduje, że wewnętrzne rozmowy i negocjacje prowadzone po stronie pracodawcy bywają dłuższe niż przywykli do tego kandydaci – tłumaczy Karolina Szyndler.

Co wpływa na to, że rekrutacje są obecnie dłuższe niż przed rokiem?*

Decyzje są podejmowane wolniej 44%
Rekrutacje mają więcej etapów 39%
Jest więcej kandydatów 33%
Negocjacje są trudniejsze 23%
Jest więcej testów i zadań 12%
Inne 6%

* Wyłącznie osoby, które uważają, że rekrutacje są obecnie dłuższe niż przed rokiem. Możliwe było zaznaczenie kilku odpowiedzi. Źródło: badanie Hays Poland, lipiec 2024

Duża grupa respondentów zauważa także, że przyczyną wydłużonych rekrutacji są nie tyle czasochłonne decyzje, co zwiększona liczba etapów (39 proc.). Przeszło co dziesiąta osoba biorąca udział w ankiecie zwróciła uwagę na większą liczbę zadań i testów w procesie (12 proc.).

Podkreśla to kolejną bolączkę firm. Choć osób aktywnie poszukujących pracy jest obecnie więcej niż przed rokiem, na co także wskazują sami profesjonaliści (33 proc. respondentów), to jakość nadsyłanych aplikacji często nie spełnia oczekiwań pracodawców. Organizacje bardzo często chcą też zyskać pewność, że zatrudniają właściwą osobę. – Część firm decyduje się na rozbudowanie procesu o kolejne, praktyczne etapy, które wyłonią osobę o największym potencjale. Pracodawcy chcą mieć bowiem pewność, że dany kandydat poradzi sobie w organizacji i osiągnie cele przewidziane na tym stanowisku – podkreśla ekspertka Hays.

Obie strony bywają nieustępliwe

Jak pokazują badania Hays, najczęstszym powodem zmiany pracy jest poziom wynagrodzenia. Profesjonaliści otrzymujący nową propozycję zawodową chcą, aby potencjalne ryzyko, które wiąże się z jej przyjęciem, było wynagrodzone atrakcyjniejszymi zarobkami. Tymczasem oferty pracodawców nierzadko nie spełniają tego warunku, a o negocjacje jest obecnie trudniej niż przed rokiem, co zauważa prawie 1/4 respondentów badania.

– Wiele firm nie jest w stanie odpowiedzieć na oczekiwania finansowe kandydatów i zdarza się, że pracodawca komunikuje to już na początkowym etapie rekrutacji. Jeśli jednak umiejętności eksperta są niszowe i swoimi kwalifikacjami znacznie wyróżnia się spośród innych aplikujących, to pole do rozmów jest nieco większe. Jest to wynikiem luki kompetencji, która wciąż zmusza pracodawców do większej elastyczności. Nie zmienia to jednak faktu, że takie negocjacje są obecnie bardzo ostrożne i poprzedzone uzyskaniem dodatkowych zgód po stronie organizacji. Kwestia finansowa jest obszarem, w którym obu stronom najtrudniej jest dojść do porozumienia – dodaje Karolina Szyndler.

Obecna sytuacja i nastroje panujące na rynku wskazują na to, że w nadchodzących miesiącach procesy rekrutacyjne prawdopodobnie będą równie przemyślane i kompleksowe. Chociaż dla kandydatów aktywnie dążących do zmiany pracy może to być frustrujące, to oferta pracy poprzedzona wnikliwą analizą po stronie pracodawcy może działać na ich korzyść – zwiększać prawdopodobieństwo stabilnej oraz udanej współpracy.

PIAP Space opracuje technologię tankowania satelitów na orbicie

Warszawska spółka technologiczna PIAP Space poinformowała o rozpoczęciu projektu INORT (In-Orbit Refuelling Technology for Unprepared and Prepared Satellites). Ma on na celu opracowanie mapy drogowej technologii do tankowania satelitów na orbicie, w tym wydłużenie czasu utrzymania satelitów na obicie oraz redukcji kosztów ich zastępowania. Projekt jest finansowany z polskiej składki do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) i realizowany wraz z dwoma centrami Sieci Badawczej Łukasiewicz – Instytutu Lotnictwa.

Projekt In-Orbit Refuelling Technology for Unprepared and Prepared Satellites zakłada analizę i opracowanie rozwiązań wydłużających czas operacyjny satelitów poprzez opracowanie technologii ich tankowania na orbicie. Technologia ta rozwiąże problem wycofywania satelitów z eksploatacji z powodu braku paliwa, podczas, gdy są one nadal w pełni funkcjonalne.

Ponieważ obecnie nie istnieje europejski standard tankowania nowych satelitów, a także nie zaprezentowano jeszcze komercyjnych rozwiązań w tym zakresie, projekt zakłada stworzenie kompleksowej mapy drogowej dla usługi tankowania na orbicie. Obejmuje on opracowanie wszystkich niezbędnych technologii i komponentów, takich jak operacje zbliżeniowe, dokowanie (także opracowane przez PIAP Space), operacje serwisowe oraz odłączenie i bezpiecznie oddalenie się od obiektu. Dlatego w ramach projektu opracowane zostaną systemy dokowania z obiektami nieodpowiadającymi, chwytaki serwisowe, a także systemy sterowania ramionami robotycznymi, umożliwiające precyzyjne operacje na orbicie. Dodatkowo rozwijane będą technologie transferu paliwa na orbicie, co znacząco zwiększy efektywność misji serwisowych w przestrzeni kosmicznej.

„Cieszymy się, że w ramach projektu INORT możemy zadbać o zrównoważone tworzenie technologii. To przedsięwzięcie nie tylko zwiększa nasze zaangażowanie w świadomą eksploatację operacji kosmicznych, ale również aktywnie wprowadza innowacje, w dziedzinie technologii satelitarnej. W ten sposób oferujemy rozwiązania, które nie tylko odpowiadają obecnym potrzebom, ale również kształtują przyszłość technologii kosmicznych” – mówi Marcin Dobrowolski, Prezes Zarządu PIAP Space.

Projekt INORT realizowany jest we współpracy z dwoma centrami Sieci Badawczej Łukasiewicz – Instytutu Lotnictwa. Pierwsze z nich – Centrum Technologii Kosmicznych odpowiada w projekcie za opracowanie technologii ponownego tankowania, w tym mechanicznych przyłączy oraz procedur i możliwości transferu materiału pędnego. Z kolei Centrum Technologii Bezzałogowych, w ramach projektu opracowuje tematy związane z aspektami energetycznymi misji serwisowej, czujnikami optoelektronicznymi potrzebnymi do lokalizacji satelity klienta oraz manewrami kosmicznymi podczas dokowania i kontroli położenia po dokowaniu.

„Możliwość tankowania na orbicie jest niezwykle ważna pod kątem przyszłej eksploracji kosmosu. Z jednej strony może przełożyć się to na znaczące oszczędności, wynikające ze zmniejszenia kosztów związanych z koniecznością zastępowania satelitów nowymi. Z drugiej, może doprowadzić do redukcji liczby deorbitowanych satelitów. Technologia ta będzie mogła być zastosowana zarówno w obecnych modelach, jak również w satelitach nowej generacji” – mówi Paweł Surmacz, kierownik Sekcji Napędów Satelitarnych w Łukasiewicz – Instytucie Lotnictwa.

PIAP Space rozwija rozwiązania robotyczne dla branży kosmicznej od 2017 roku. Między innymi w 2022 roku, w ramach wspólnego projektu NASA i ESA, inżynierowie firmy zbudowali prototyp podwozia dla Sample Fetch Rover (SFR) w ramach misji Mars Sample Return, ukierunkowanej na dostarczenie skał z Czerwonej Planety. SFR został zaprojektowany do zbierania i transportowania próbek skał i marsjańskiej gleby do zasobnika rakiety powrotnej. Firma jest także głównym wykonawcą (prime contractor) dla Europejskiej Agencji Kosmicznej w projekcie zaawansowanego ramienia robotycznego TITAN, dedykowanego precyzyjnym operacjom orbitalnym. W styczniu 2024 roku spółka ogłosiła, że jej prototypowy model ramienia robota (breadboard) jest testowany na potrzeby wdrożenia w projekt lądowników ESA ARGONAUT, gdzie będzie odpowiadał za bezpieczny transport ładunku z lądownika na powierzchnię Księżyca. Umożliwi to ESA realizację zadań, takich jak misje załogowe, transport aparatury i materiałów wraz z wyładunkiem oraz autonomiczną eksplorację Księżyca. Z kolei niedawno poinformowała o zakończeniu projektu ORBITA, którego celem jest zwiększenie użyteczności i efektywności obsługi satelitów poprzez wprowadzenie chwytaków przeznaczonych do użycia na manipulatorach robotycznych na orbicie.

Łukasiewicz – Instytut Lotnictwa jest jedną z największych instytucji naukowo-badawczych w Europie i największą w branży lotniczej w Polsce. W Instytucie badania w zakresie technologii lotniczych i kosmicznych prowadzone są już blisko od 100 lat. Z kompetencji i doświadczeń inżynierów korzystają najwięksi na świecie, w tym europejscy integratorzy satelitów, jak i podmioty rozwijające oraz produkujące rakiety wynoszące satelity na orbitę. W Łukasiewicz – Instytucie Lotnictwa opracowanych zostało wiele przełomowych rozwiązań i technologii kosmicznych. Na przełomie czerwca i lipca inżynierowie z Łukasiewicz – Instytutu Lotnictwa zrealizowali zagraniczną kampanię startową, której celem było przygotowanie polskiej rakiety suborbitalnej ILR-33 BURSZTYN 2K do lotu w warunkach kosmicznych. Jej przeprowadzone 3 lipca 2024 roku o testy zakończyły się sukcesem. Rakieta, wystrzelona z Andøya Space Sub-Orbital w Norwegii, osiągnęła pułap 101 km.

Zadowoleni pracownicy to długoterminowa inwestycja dla firm

Polski rynek pracy stoi przed szeregiem wyzwań makroekonomicznych, które kształtują jego przyszłość. Obciążenia podatkowe oraz transformacja energetyczna wymagają znacznych inwestycji, które wpłyną na stabilność i rozwój przedsiębiorstw. Dodatkowo, spadająca liczba osób w wieku produkcyjnym jest główną przyczyną niedoboru pracowników, co jest tematem wymagającym dogłębnej analizy.

Znaczący spadek liczby osób w wieku produkcyjnym w Polsce stanowi poważne wyzwanie, które może prowadzić do niedoboru pracowników. Eksperci przewidują, że sytuacja na rynku pracy nie ulegnie poprawie w najbliższym czasie. Pracownicy będą szukać większego bezpieczeństwa zatrudnienia, wybierając stabilne firmy oferujące pewność i mniejsze ryzyko gwałtownych zmian. Badania PageGroup 2023 potwierdzają, że dla większości (71%) badanych pracowników w Polsce zdrowie psychiczne i równowaga między karierą a życiem prywatnym są najważniejszym kryterium oceny pracy.

Kluczowe Znaczenie Rekrutacji i Kultury Zarządzania

Wyzwaniem nie jest jedynie zmniejszająca się liczba pracowników, ale także efektywność procesu rekrutacji i kultura zarządzania w firmach. Zatrudnienie odpowiednich osób na odpowiednie stanowiska, wyznających właściwe wartości i posiadających niezbędne umiejętności, jest kluczowe. Kompetencje zarządcze i umiejętności komunikacyjne menedżerów odgrywają tu fundamentalną rolę.

Mimo wyzwań, na rynku pracy zawsze istnieją szanse. W każdym cyklu koniunktury można dostrzec możliwości. Obecnie pracownicy są mniej skłonni do zmiany pracy, co stwarza szansę dla pracodawców na budowanie trwałych relacji z zatrudnionymi – uważa Dorota Pałysiewicz, dyrektor HR w firmie Brown-Forman Polska.

W ocenie ekspertów, jasne wyrażanie wzajemnych  oczekiwań przez pracodawców i  pracowników oraz transparentna komunikacja są kluczowe. Pracownicy chcą wiedzieć, czego mogą oczekiwać od swoich pracodawców, jakie są cele i wymagania. Problemy pojawiają się, gdy brakuje informacji lub zarządzanie jest nieefektywne. Dlatego tak ważne ważne jest inspirowanie i angażowanie pracowników do współpracy w realizacji wspólnych celów oraz wzajemność. Motywujący system wynagrodzeń i benefitów, który promuje proaktywność, sprawczość  i  skuteczność oraz doceniający przełożony, pomogą stworzyć zdrowe, satysfakcjonujące środowisko pracy.

Employer Branding – edukacja kluczem do sukcesu

Employer Branding, czyli rzeczywista komunikacja między firmą a jej obecnymi, potencjalnymi oraz byłymi pracownikami, odgrywa tu znaczącą rolę. Pokazanie, kim jesteśmy jako firma, jakie wartości promujemy i jak wygląda nasza kultura organizacyjna, buduje autentyczny wizerunek pracodawcy. Równość wynagrodzeń oraz zrównoważona reprezentacja wśród menedżerów to przykłady podejścia do równości i etyki w biznesie, które przyciągają wartościowych kandydatów.

Employer branding to również aspekt edukacyjny. Komunikacja o nagrodach i osiągnięciach firmy nie służy jedynie chwale, ale podkreśla znaczenie zaangażowania i zachęca do podobnych działań innych. Budowanie lepszego społeczeństwa, w którym zadowolenie pracowników przekłada się na ogólną jakość życia, jest celem długoterminowym.

Wprowadzenie przejrzystego systemu oceny pracownika jest niezbędne dla zdrowego funkcjonowania firmy. W polskich firmach poziom przekazywania informacji zwrotnej często pozostawia wiele do życzenia. Tymczasem – jak twierdzi Dorota Pałysiewicz z Brown-Forman Polska – system ten powinien być postrzegany nie jako krytyka, ale jako okazja do rozwoju i docenienia dobrze wykonanej pracy. Tworzy on kulturę, w której pracownicy czują się zauważeni, docenieni i mają jasno nakreśloną ścieżkę rozwoju.

Polski rynek pracy stoi przed wieloma wyzwaniami, ale jednocześnie otwiera się na nowe możliwości. Kluczowym elementem będzie odpowiednie zarządzanie zasobami ludzkimi, transparentna komunikacja oraz budowanie autentycznego wizerunku pracodawcy. W tych niepewnych czasach, firmy, które są elastyczne, potrafią dostosować się do zmieniających się warunków, mają szansę nie tylko przetrwać, ale i rozwijać się. Według danych Pew Center Research ponad 60% amerykańskich pracowników, którzy w ubiegłym roku zrezygnowali z pracy, podało, że głównym powodem odejścia był brak możliwości rozwoju kariery. Badania przeprowadzone przez naukowców z MIT Sloan School of Management, New York University’s Stern School of Business oraz Revelio Labs wykazały, że rozwój kariery jest ponad dwukrotnie ważniejszy w utrzymaniu pracowników niż wynagrodzenie.

Bio Planet w czerwcu ponownie ze wzrostem sprzedaży

Bio Planet kontynuuje dobrą passę i odnotowuje kolejny wzrost sprzedaży. Lider polskiego rynku żywności ekologicznej od dłuższego czasu poprawia wyniki sprzedaży, potwierdzając tym samym swoją dominującą na rynku pozycję. W czerwcu 2024 roku Spółka osiągnęła przychód na poziomie 20,8 mln złotych. Wartość ta jest wyższa o 9 % od sprzedaży w czerwcu 2023 roku, która wynosiła wówczas 19 mln złotych. Sprzedaż narastająco po 6 miesiącach 2024 roku osiągnęła pułap 140,4 mln złotych.

„Czerwiec jest kolejnym miesiącem, w którym odnotowaliśmy wzrost sprzedaży. Jest to trend, który obserwujemy już od dłuższego czasu. Wynika on zarówno z konsolidacji rynku,
jak i regularnego poszerzania naszej oferty.
W stosunku r/r poprawiliśmy sprzedaż o 9 % osiągając poziom 20,8 mln złotych. W kolejnych miesiącach planujemy skupić się na dalszym rozwoju, szczególnie w obszarach: zwiększenia efektywności pracy w magazynie, udoskonaleniu naszych usług dropshippingowych i zwiększeniu eksportu. Wierzymy, że zarówno eksport, jak i sprzedaż internetowa to ważne kierunki dla dalszego stabilnego rozwoju Bio Planet.” – mówi Sylwester Strużyna, Prezes Zarządu Bio Planet S.A.

Sprzedaż w całym drugim kwartale osiągnęła 63,4 mln złotych, co oznacza wzrost o 3%
w stosunku do sprzedaży w czerwcu 2023 roku. W pierwszych 6 miesiącach 2024 roku wyniosła z kolei 140,4 mln złotych osiągając tym samym wzrost o 8 % w stosunku do sprzedaży w analogicznym okresie roku ubiegłego, kiedy wyniosła 130,5 mln złotych.

Columbus zrealizuje część przetargu na fotowoltaikę w Brnie

Czeska spółka Columbus Energy a.s. zrealizuje pierwszą część projektu dla miasta Brna. Spółka zaopatrzy w fotowoltaikę dachy 40 budynków użyteczności publicznej.

Czeska spółka z Grupy Columbus Energy została jedynym wykonawcą pierwszej części przetargu dla miasta Brna, o którym informowaliśmy na początku bieżącego roku. Na podstawie podpisanej dziś umowy z SAKO Brno Solar a.s. (spółką będącą członkiem koncernu Statutowego Miasta Brna), Columbus Energy a.s. zajmie się kompleksową realizacją, czyli dostawą, montażem i uruchomieniem instalacji fotowoltaicznych na dachach szkół i przedszkoli w Brnie. Łączna wartość tego zlecenia wynosi 5 mln zł, a termin jego realizacji został ustalony na 120 dni.

– To wielki sukces dla naszej czeskiej Spółki, bo została wykonawcą pierwszej realizacji zleconej przez miasto Brno w tym projekcie. Będziemy mieli okazję potwierdzić nasze kompetencje wykonując montaże na budynkach użyteczności publicznej, co jest oczywiście dużym wyróżnieniem i jednocześnie zobowiązaniem. Mając na pokładzie najlepsze zespoły instalatorów i najwyższej jakości produkty, jesteśmy spokojni o jakość tego zlecenia, które – mam nadzieję – jest początkiem realizacji tego dużego i atrakcyjnego projektu – komentuje Michał Gondek, wiceprezes Columbus Energy S.A. oraz prezes czeskiej spółki Columbus Energy a.s.

Przypomnijmy, że na początku bieżącego roku Columbus Energy a.s. wygrał przetarg na dostawę i montaż instalacji fotowoltaicznych na dachach budynków należących do miasta Brna. Czeska Spółka znalazła się wśród trzech podmiotów, które zostały wyłonione przez władze miasta w ramach ogłoszonego przetargu. Cały projekt dotyczy zaopatrzenia w instalacje fotowoltaiczne ok. 675 budynków użyteczności publicznej Brna.

Scanway pozyskał od ESA 3,2 mln EUR, dostarczy teleskop o rozdzielczości poniżej 1 metra do satelity o wadze ok. 100 kg

Scanway, wiodący podmiot z branży technologii obserwacyjnej z kosmosu, zrealizuje wspólnie z Marble Imaging projekt SEMOViS, finansowany przez Europejską Agencją Kosmiczną ESA w ramach programu InCubed. Scanway opracuje i dostarczy do mikrosatelity demonstracyjnego dwa teleskopy, w tym jeden w paśmie widzialnym z rozdzielczością poniżej 1 metra na piksel, dla przyszłej konstelacji do obserwacji Ziemi o bardzo wysokiej rozdzielczości (VHR) rozwijanej przez partnera, niemiecką firmę Marble Imaging, z którą Spółka zawarła porozumienie o współpracy w listopadzie ubiegłego roku. Wyniesienie demonstracyjnego satelity na niską orbitę Ziemi jest planowane na przełomie 2025 i 2026 roku. Całkowita kwota finansowania projektu z ESA wynosi 3,94 mln EUR, z czego 3,2 mln EUR alokowane jest dla Scanway, a 0,74 mln EUR dla Marble Imaging. Platformę satelitarną dostarczy Reflex Aerospace, a za wyniesienie satelity odpowiadać będzie firma Exolaunch, gwarantując darmowy slot w konsekwencji wygranego w listopadzie 2023 roku przez Marble Imaging i Scanway prestiżowego konkursu w ramach „Small Satellite Initiative” zorganizowanego przez DLR – Niemiecką Agencję Kosmiczną.

Program InCubed jest jednym z programów opcjonalnych ESA, zasubskrybowanym przez Polskę w 2023 roku w ramach zwiększenia polskiej kontrybucji do ESA. Łączna pula polskiej subskrypcji do programów opcjonalnych ESA na lata 2023-2025 wynosi 200 mln PLN. Scanway, poza InCubed 2, jest wymieniony jako potencjalny dostawca ładunków użytecznych jeszcze w co najmniej 4 programach o łącznej wartości kilkudziesięciu mln PLN.

Podpisana umowa na docelową kwotę 3,2 mln EUR to rekordowy w historii Scanway kontrakt przeznaczony na realizację najambitniejszego z naszych dotychczasowych projektów. Wspólnie z Marble Imaging zamierzamy opracować pierwszą w Europie konstelację satelitów dostarczających multispektralne dane Ziemi o bardzo wysokiej rozdzielczości – Very High Resolution (VHR). W segmencie New Space dotąd tylko jedna europejska firma jest zdolna dostarczać tego rodzaju rozwiązania, dzięki czemu możemy znacząco poszerzyć grono naszych potencjalnych klientów. Dane VHR rejestrują więcej informacji i szczegółów, będąc pożądanym źródłem informacji dla kwestii związanych m.in. z bezpieczeństwem narodowym, strategiom związanym z adaptacją do zmian klimatu czy szybkim reagowaniem i łagodzeniem skutków katastrof. Dane tego rodzaju są często pozyskiwane od przedsiębiorstw spoza Europy, co stwarza szereg ryzyk związanych z łańcuchem dostaw i dostępnością na żądanie. Wspólnie z Marble Imaging budujemy rozwiązanie zapewniające niezależność i autonomię Europy poprzez łatwy i nieprzerwany dostęp do danych VHR. Satelita demonstracyjny będzie pierwszym, bardzo ważnym krokiem na drodze do tego celu komentuje Jędrzej Kowalewski, Prezes Zarządu Scanway S.A.

Zawarta przez Scanway umowa obowiązuje przez 2 lata od dnia podpisania i jest rozliczana na podstawie początkowej płatności oraz płatności za realizację poszczególnych etapów tzw. milestones. Spodziewany przez Scanway wpływ środków z tytułu realizacji umowy wynosi około 1,6 mln EUR w 2024 roku i około 1,6 mln EUR w latach 2025 i 2026.

Satelita demonstracyjny będzie wyposażony w teleskop o rozdzielczości (GSD) poniżej 1 metra na piksel w paśmie widzialnym (VIS), możliwe jest również doposażenie o instrument w paśmie podczerwonym (SWIR) z rozdzielczością poniżej 10 metrów na piksel. Cały satelita będzie ważył około 100 kg. Przetwarzanie danych będzie wykonywane za pomocą opracowanych przez Marble Imaging i Scanway algorytmów. Uzyskane w ten sposób dane i analizy będą stanowić cenne źródło informacji dla wielu klientów w UE i na całym świecie. Współpraca między firmami ma na celu wzmocnienie europejskiego przemysłu Earth Observation.

– W ramach realizowanego dla ESA projektu, Scanway po raz pierwszy dostarczy teleskop o rozdzielczości rzędu poniżej 1 metra z orbity około 500 km. To coraz częściej pożądany przez globalnych odbiorców ładunków użytecznych aspekt techniczny i kolejny ważny wyróżnik Scanway na tle konkurencji. Waga satelity wynosząca około 100 kg wskazuje też strategiczny dla nas kierunek możliwości dostarczania większych, cięższych i bardziej marżowych ładunków, co bardzo dobrze wpisuje się w rynkowe trendy, gdzie zarówno nasi krajowi, jak i zagraniczni dostawcy platform satelitarnych, mają w planach dalsze ich skalowanie celem obsługi coraz większych mikrosatelitów. Teleskop jaki dostarczymy do satelity demonstracyjnego będzie około 2x większy od teleskopu jaki zastosowaliśmy w projekcie EagleEye, czyli największym dotąd satelicie w historii rozwoju polskiego sektora kosmicznego. Cieszy nas także zaufanie ESA oraz partnerów, dzięki którym możemy realizować tak zaawansowane technologicznie projekty jeszcze przed wyniesieniem i przetestowaniem EagleEye, tego rodzaju potwierdzenie kompetencji i referencja jest dla nas nieoceniona komentuje Mikołaj Podgórski, COO i współzałożyciel Scanway.

Platformę satelitarną zapewni firma Reflex Aerospace, a za wyniesienie satelity demonstracyjnego odpowiadać będzie Exolaunch. Firma z siedzibą w Berlinie była odpowiedzialna za ponad 80% niemieckich wyniesień małych satelitów w ciągu ostatnich 10 lat i przeprowadziła kilka misji wspieranych przez DLR – Niemiecką Agencję Kosmiczną. Obecny kontrakt DLR z Exolaunch, w ramach konkursu „Small Satellite Initiative”, obejmuje zagwarantowanie zwycięskim podmiotom slotów na małych rakietach nośnych, a także koordynację kampanii startowych oraz przekazanie odpowiednich wytycznych technicznych i urządzeń peryferyjnych dla producentów satelitów i ładunków użytecznych. Ponadto Exolaunch będzie nadzorować testy kwalifikacyjne, analizy kompatybilności i działania produkcyjne.

Sukces misji satelity demonstracyjnego będzie wstępem do planowanej budowy konstelacji, w ramach której Scanway mógłby potencjalnie dostarczyć teleskopy obrazujące o szacowanej cenie jednostkowej około 1,1 mln EUR za instrument obrazujący.

Scanway rozwija i komercjalizuje dwie linie biznesowe: produkty dla sektora kosmicznego (instrumenty optyczne do obserwacji Ziemi i autodiagnostyki satelitów) oraz dla przemysłu (systemy wizyjne). Dzięki misji STAR VIBE i wystrzeleniu na początku 2023 roku satelity wyposażonego w system wizyjny oraz teleskop optyczny opracowany i wyprodukowany w laboratoriach firmy, Scanway uzyskał tzw. flight heritage – potwierdził niezawodność oraz funkcjonalność swoich rozwiązań w warunkach kosmicznych. Polski satelita regularnie dokonuje nowych zobrazowań Ziemi, a Spółka otrzymuje najlepsze uzyskane dotąd przez polskie instrumenty badawcze zdjęcia z kosmosu.

Kapitał ucieka z Europy. Osłabienie złotego i korekta na rynku kryptowalut

Ucieczka kapitału za ocean spowodowała osłabienie rodzimej waluty. W tle tego ruchu wyraźna przecena na rynku kryptowalut oraz niespodziewane umocnienie funta pomimo naprawdę słabych danych.

Złoty traci po ruchach na rynkach światowych

Poniedziałek nie był dobrym dniem dla polskiej waluty. Niby prawie pusty kalendarz danych makroekonomicznych powinien zwiastować relatywnie spokojny dzień. Niby, bo jak się okazuje, doszło wczoraj do kolejnego umocnienia dolara względem euro. Po raz pierwszy od ponad 2 tygodni na głównej parze walutowej zbliżyliśmy się do poziomu 1,08. Tak duża ucieczka kapitału za ocean okazała się kosztować złotego ponad dwa grosze wyceny względem euro i cztery względem dolara. Za tym, że ruch ten był wywołany przez zewnętrzne czynniki, przemawia dodatkowo fakt, że podobnie reagował węgierski forint oraz korona czeska, co pozwala wykluczyć, że słabość złotego wynika z czynników wewnętrznych.

Korekta na kryptowalutach

Jeszcze wczoraj bitcoin atakował poziomy 70 000 dolarów. Co ciekawe, w kampanii wyborczej Donald Trump zaczął się wypowiadać znacznie bardziej przychylnie na temat kryptowalut niż wcześniej. W rezultacie trochę zaczyna się malować obraz Republikanów, sprzyjających środowisku kryptowalutowemu oraz Demokratów po drugiej stronie. Część komentatorów stara się nawet łączyć wczorajszy spadek z niemal 70 000 do 67 000 właśnie z odrabianiem przez Kamalę Harris strat w sondażach. Z drugiej strony pojawia się kwestia upłynnienia części bitcoinów posiadanych przez USA. Z portfeli zajętych po giełdzie Silk Road wczoraj wytransferowano równowartość prawie 2 mld USD. Tak duży jednorazowy pakiet trafiający na rynek, mógłby doprowadzić do znacznie głębszej korekty niż obecne 3 000 dolarów. Być może właśnie tego bali się posiadacze bitcoinów i postanowili je sprzedać.

Dane swoje, rynek swoje

Wczoraj zobaczyliśmy pakiet danych z Wielkiej Brytanii. Zaczęło się od mniej istotnych: podaży pieniądza, która wzrosła o 0,5% oraz od zaakceptowanych wniosków o kredyt hipoteczny, których było jednak delikatnie mniej od oczekiwań. Teoretycznie najważniejsza powinna być sprzedaż detaliczna wg CBI, czyli Konfederacji Brytyjskiego Przemysłu. Dane okazały się wyraźnie słabsze od oczekiwań. Sprzedaż po raz kolejny zanurkowała, patrząc na wyniki ankiet. Patrząc jednak na reakcję rynków, można odnieść wrażenie, że inwestorzy widzieli inne dane. Niby funt chwilę tracił na wartości po publikacji, ale po chwili odbił się od szczytów z okolic 10 lipca i zaczął spadać. Finalnie funt pomimo słabych danych zakończył dzień wyraźnie mocniejszy względem pozostałych walut.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka,
16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów – Conference Board.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Warszawski rynek biurowy w liczbach: podsumowanie I półrocza 2024 roku

Według raportu firmy doradczej Newmark Polska „Office Occupier – Rynek biurowy w Warszawie, 1 połowa 2024 r.”, warszawski rynek biurowy wszedł w okres stabilizacji. Aktywność deweloperów utrzymuje się na umiarkowanym, lecz stabilnym poziomie. Z kolei współczynnik pustostanów w drugim kwartale bieżącego roku tylko nieznacznie się obniżył w porównaniu z poprzednim kwartałem, a najemcy coraz częściej decydowali się na renegocjowanie umów najmu. Wzrost zainteresowania najemców zrównoważonymi i technologicznie zaawansowanymi biurami przekłada się na rosnącą liczbę modernizacji starszych budynków biurowych lub zmianę ich funkcji.

Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wynoszą obecnie prawie 6,26 mln mkw. W pierwszej połowie 2024 roku stołeczny rynek powiększył się o pięć nowych budynków biurowych o łącznej powierzchni 63 700 mkw., w tym Vibe A (15 000 mkw.), który został oddany do użytku w podstrefie Zachodnie Centrum w drugim kwartale.

– Łącznie w całym 2024 roku nowa podaż może nieznacznie przekroczyć 100 000 mkw., ale już w przyszłym roku może być dwukrotnie wyższa. Co ciekawe, prawie 30% tej powierzchni powróci na rynek w zmodernizowanych budynkach takich jak V-Tower czy G5 Prime Offices – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

Aktywność deweloperów na warszawskim rynku od kilku kwartałów utrzymuje się na dość umiarkowanym, ale stabilnym poziomie. Na koniec czerwca 2024 roku w budowie pozostawało niewiele ponad 280 000 mkw., czyli mniej więcej tyle samo, co w poprzednim kwartale, z czego prawie 60 000 mkw. znajdowało się w biurowcach przechodzących gruntowną modernizację. Ponad 80% realizowanych obecnie inwestycji zlokalizowanych jest w centralnych lokalizacjach, głównie w okolicach ronda Daszyńskiego.

W pierwszej połowie 2024 roku najemcy wynajęli łącznie prawie 316 400 mkw., z czego niewiele ponad 56% (178 400 mkw.) w drugim kwartale. Popyt na warszawskim rynku biurowym w drugim kwartale br. wzrósł w porównaniu z pierwszym kwartałem o ponad 29%, ale w całym pierwszym półroczu był niższy o niecałe 2% od odnotowanego w analogicznym okresie ubiegłego roku.

– W drugim kwartale 2024 roku na stołecznym rynku odnotowano dwie umowy najmu na ponad 10 000 mkw. Jednocześnie większość transakcji w tym czasie zostało zawartych w lokalizacjach poza centrum, których udział w całkowitym wolumenie popytu od początku roku przekroczył już 60% (190 100 mkw.). Z kolei w strefach centralnych podpisano umowy najmu na łącznie 126 300 mkw. – mówi Anna Szymańska, Dyrektor Działu Powierzchni Biurowych w Newmark Polska.

W pierwszym półroczu w strukturze popytu największy udział miały renegocjacje i odnowienia (51%) oraz nowe umowy (37%). Na pozostałe 12% złożyły się ekspansje (7%), transakcje na potrzeby własne (4%) oraz przednajmy (1%). W drugim kwartale odsetek renegocjacji i odnowień umów najmu wzrósł do rekordowego poziomu 63%, przy czym najwyższe wskaźniki odnotowano w strefach poza centrum: Służewiec (prawie 83% całkowitego popytu w strefie), Żwirki Wigury (83%) i Jerozolimskie (70%). Najbardziej aktywnymi najemcami na warszawskim rynku biurowym w minionym półroczu były firmy z sektora finansowego (17,4%), produkcyjnego (12,5%), usług dla biznesu (12,1%) oraz IT (10,2%).

Na koniec czerwca 2024 roku współczynnik pustostanów w Warszawie wyniósł 10,9%, co oznacza nieznaczny spadek w porównaniu z poprzednim kwartałem (o 0,1 p.p.) oraz w ujęciu rok do roku (o 0,5 p.p.). W tym czasie najemcy mieli do dyspozycji łącznie prawie 680 450 mkw. wolnej nowoczesnej powierzchni biurowej. W kolejnych kwartałach możemy spodziewać się nieznacznego spadku poziomu pustostanów, zwłaszcza w strefach poza centrum, m.in. na Służewcu, gdzie wyburzane są starsze budynki biurowe z myślą o realizacji nowych inwestycji. Dobrym przykładem tego trendu jest zakup kolejnych trzech biurowców (Sirius, Orion i Saturn) dawnego kompleksu biurowego Empark Business Park przez dewelopera Archicom, który planuje przeznaczyć zakupiony teren pod rozbudowę osiedla mieszkaniowego Modern Mokotów.

– Na koniec drugiego kwartału 2024 roku miesięczne stawki czynszu w najlepszych biurowcach pozostały na zbliżonym poziomie w porównaniu z poprzednim kwartałem i wynosiły 22-27 euro za mkw. w centrum oraz 16-18 euro za mkw. w lokalizacjach poza centrum. Najwyższe czynsze niezmiennie obserwujemy w budynkach oferujących biura, które spełniają wysokie standardy techniczne i środowiskowe oraz umożliwiają najemcom dbanie o pracowników, ich potrzeby i dobrostan. Jednocześnie coraz bardziej pogłębiają się różnice w wysokości stawek czynszu pomiędzy najlepszymi i mniej atrakcyjnymi lokalizacjami – dodaje Urszula Sobczyk, Dyrektor Działu Wycen firmy Newmark Polska.

Decyzja Fed już jutro. Czego oczekuje rynek?

Ceny amerykańskich akcji na początku tego tygodnia konsolidują się. SP500 oraz Nasdaq Composite urosły o symboliczne 0,1 proc. natomiast Dow Jones stracił podobną wartość. W Europie Dax zamknął dzień niżej o 0,5 proc. a WIG20 zyskał blisko 0,3 proc. Dolar zyskał na wartości co zostało zobrazowane spadkiem eurodolara z 1,0870 do poziomu bliskiego 1,0800. Rynek czeka na jutrzejszy Fed. Dziś po sesji poznamy wyniki Microsoft a z danych makro uwagę może przykuć ankieta JOLTS.

Na lipcowym posiedzeniu FOMC nie powinniśmy oczekiwać zmian parametrów polityki monetarnej. Stopa procentowa pozostanie najprawdopodobniej na niezmienionym poziomie 5,25-5,5 proc. Uwaga inwestorów będzie skupiona na tym w jaki sposób Powell na konferencji prasowej odniesie się do kolejnej, wrześniowej decyzji.

W Fed zmieniła się ocena ryzyka. Przez ostatnich kilka lat walka z wysoką inflacją była głównym zadaniem polityki monetarnej w USA. Teraz nastąpiła zmiana. Przypomnijmy, że podczas ostatniego zeznania Powella przed Kongresem jasno zostało stwierdzone, że wysoka dynamika wzrostu cen nie jest aktualnie jedynym problemem. W tym momencie wg oceny Fed rynek pracy na tyle się „ochłodził”, że nie generuje już tak dużej presji inflacyjnej.

Można uznać, że ocena ryzyka przez Rezerwę Federalną stała się dużo bardziej zrównoważona. W tym momencie pełne zatrudnienie jak i stabilizacja inflacji stały się porównywalnymi pod kątem wagi celami. Stopa inflacji bazowej oparta na deflatorze wydatków na konsumpcję osobistą wyniosła w czerwcu 2,6 proc. Jednocześnie stopa bezrobocia nieznacznie wzrosła w ostatnich miesiącach. W poprzednim miesiącu wyniosła ona 4,1 proc. i była niemal dokładnie na poziomie, który Fed uważa za długoterminową stopę równowagi.

Rynek na ten moment zdecydowanie oczekuje obniżki we wrześniu. Fed będzie chciał zatem przygotować uczestników rynku na taki krok, aby nie wywoływać większych zaskoczeń. Zatem możemy spodziewać się wysyłanych komunikatów podczas konferencji oraz sugestii zawartych w oficjalnym komunikacie FOMC.

Jednocześnie rynek zakłada, że całkiem realna jest obniżka w listopadzie a kolejna w grudniu. Moim zdaniem listopad jest jednak mało realny. Będzie to termin chwilę po wyborach prezydenckich, więc Fed prawdopodobnie będzie chciał pozostać na „uboczu”.

Jeśli stopy w USA ostaną obniżone wg prognoz we wrześniu, wówczas będzie to oznaczać, że okres podwyższonego poziomu kosztu pieniądza będzie utrzymany przez 15 miesięcy. Jest to stosunkowo długi okres w porównaniu z cyklami od końca lat 80-tych. Jedynie między czerwcem 2006 r. a wrześniem 2007 r. utrzymywały się one na szczytowym poziomie przez podobny czas, w pozostałych okresach jedynie od 4 do 8 miesięcy.

Jeśli nie padną żadne sugestie dotyczące września, wówczas rynek zacznie powątpiewać w zakładany od dłuższego czasu scenariusz. W takich okolicznościach dolar może umocnić się a przecena na Wall Street być może nabierze jeszcze większej dynamiki.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Niemieckie PKB przyniosło kolejne rozczarowanie

Według pierwszego szacunku niemiecka gospodarka w drugim kwartale ponownie się skurczyła. Odczyt PKB w 2Q k/k wyniósł -0,1 proc. W pierwszym kwartale był to wzrost o 0,2 proc.

Prognozy wskazywały, że i tym razem niemiecka gospodarka uniknie ujemnego odczytu (+0,1 proc.), tak się jednak nie stało. Korekta odczytu za 2Q jest nadal możliwa w kolejnych miesiącach, teraz bazuje on częściowo na modelach. W skali roku PKB spadł o 0,1 proc.

Odczyt pokazuje, że niemiecka gospodarka nadal boryka się z istotnymi problemami. Odbicie zapoczątkowane w 1Q okazało się chwilowe, w 2Q gospodarka ponownie rozczarowała, a odczyty wskaźników wyprzedzających PMI nie dają dobrych perspektyw dla 3Q.

Szczególnie odczyt z przemysłu wskazuje na to, że sektor wpadł w kolejny dołek – a niemiecka gospodarka jest stosunkowo mocno zależna od przemysłu. Odczyt PMI w lipcu wyniósł zaledwie 42,6. Do tego sektor usług pomimo wciąż rosnącej aktywności wykazuje pewne oznaki spowolnienia. PMI dla tego sektora w lipcu wyniósł 52 wobec 53,1 w poprzednim miesiącu. Odbicie w drugiej połowie roku jest więc nadal możliwe, jednak prawdopodobnie nie będzie ono mocne.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski