W lipcu inflacja w Polsce wzrosła do 4,2 proc. Wzrost inflacji nie tylko wywołuje presję na wzrost cen, ale stanowi również problem dla posiadaczy bankowych depozytów. Na najlepszych rocznych lokatach, które zakończyły się w lipcu, ich właściciele zarobili realnie jedynie 1,2 proc. A będzie jeszcze gorzej.
Skok inflacji w lipcu do 4,2 proc. r/r (z 2,6 proc. w czerwcu) jest spowodowany głównie wzrostem cen energii elektrycznej, których część została zamrożona 1 lipca. Prognozujemy, że wyższa inflacja na poziomie 4,5-5 proc. utrzyma się do końca 2024 roku. Oznacza to, że obniżka stóp procentowych w Polsce nastąpi najwcześniej w 2025 roku. Dużo zależy od kształtowania się inflacji w kolejnym roku, ponieważ od początku 2025 czeka nas pełne odmrożenie cen energii.
Rosnąca inflacja stanowi problem dla posiadaczy bankowych depozytów, ponieważ znacząco obniża ich realne zyski. Właściciele rocznych lokat, które zakończyły się w lipcu 2024 roku, zarobili na nich średnio 1,24 proc. Wynika to z faktu, że średnie oprocentowanie nowych rocznych lokat według danych NBP w sierpniu 2023 roku wyniosło 5,8 proc. (te lokaty zakończyły się w lipcu 2024). Przy inflacji wynoszącej 4,2 proc. realne oprocentowanie wyniosło 1,54 proc. Po uwzględnieniu 19-procentowego podatku od odsetek, realne oprocentowanie takich lokat spadło do 1,24 proc.
Od początku 2024 roku posiadacze rocznych lokat bankowych zaczęli wreszcie notować zyski po trzech latach dużych realnych strat. Było to spowodowane faktem, że oprocentowanie nawet najlepszych lokat nie nadążało za inflacją. Niższe oprocentowanie lokat wynikało z różnicy między inflacją a poziomem stóp procentowych: inflacja sięgnęła poziomu 18,4 proc. w lutym 2023 roku, podczas gdy maksymalny poziom podstawowej stopy procentowej NBP w tym cyklu wynosił 6,75 proc. To spowodowało, że we wrześniu 2022 roku, realne straty posiadaczy lokat sięgnęły -14,5 proc.
W tym roku, realne zyski z lokat zaczęły rosnąć dzięki spadającej inflacji przy utrzymaniu stóp procentowych na poziomie 5,75 proc. W efekcie tego, realne zyski z rocznych lokat przekroczyły w lutym 2024 roku 3 proc. i utrzymywały się w przedziale 3-4 proc. do końca czerwca.
W najbliższym czasie, zyski posiadaczy lokat będą nadal spadać z powodu rosnącej inflacji i jednoczesnego spadku oprocentowania najlepszych lokat z 6 proc. do 4 proc. (według danych NBP). Po wakacjach można spodziewać się, że roczne lokaty ponownie zaczną przynosić straty.
Lokaty bankowe pozostają częścią portfela wielu inwestorów. Według najnowszego badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego, gotówkę lub lokaty bankowe posiada 66 proc. polskich inwestorów. Polacy pod tym względem nie różnią się od inwestorów z innych rynków – te produkty posiada 69 proc. globalnych inwestorów.
Dolar lekko zyskał, rentowności obligacji USA odbiły w górę a indeksy na Wall Street maja za sobą udaną sesje. Pretekstem do wzrostów były tygodniowe dane z rynku pracy USA. Publikacja, która z reguły przechodzi bez większego echa, tym razem wprowadziła większą zmienność i nieco uspokoiła rynki. Wszystko wskazuje na to, że na razie ostatnie spadki były jedynie korektą i krótkotrwałym wybuchem wysokiej awersji do ryzyka.
Wydarzeniem wczorajszego dnia była publikacja tygodniowych danych z amerykańskiego rynku pracy, po których USD umocnił się. Notowania eurodolara spadły poniżej 1,09 a kurs USD/PLN urósł do 3,9770 po czym nastąpił ruch w dół do obecnego pułapu 3,9550. Zoty względem euro był stabilny. Stracił natomiast w relacji do funta szterlinga. Dane z USA były pierwszymi odczytami z rynku pracy po słabym raporcie NFP z ubiegłego piątku, dlatego też wywołały nieco więcej emocji niż zazwyczaj. Okazały się one lepsze od oczekiwań. Liczba wniosków uplasowała się na poziomie 233 tys. a łączna liczba osób pobierających zasiłek wyniosła 1,875 mln, co pokryło się z prognozami rynkowymi. Dziś kalendarz makro jest pusty. Na Wall Street obserwowaliśmy wyraźne odbicie, co poskutkowało zwyżką indeksu Nasdaq Composite o blisko 2,9 proc. Z kolei szeroki SP500 zyskał 2,3 proc. a przemysłowy Dow Jones zamknął dzień z dodatnim wynikiem 1,76 proc. Rosły rentowności amerykańskich obligacji. 2- latki zwyżkowały do 4,08 proc.
Wczoraj brakowało danych z Europy. Dziś rano o godz. 8:00 poznaliśmy finalne dane na temat inflacji z Niemiec. Według ostatecznych danych roczna dynamika CPI wzrosła w lipcu br. zgodnie z oczekiwaniami do poziomu 2,3 proc. z 2,2 proc. w czerwcu br. Wskaźnik HICP w ujęciu rok do roku zwyżkował w lipcu br. do poziomu 2,6 proc. z 2,5 proc. w maju 2024 roku.
Thomas Barkin z oddziału Fed w Richmond po raz kolejny chciał uspokoić rynki, wyrażając opinię, że Rezerwa Federalna ma wystarczająco dużo czasu, aby przeanalizować obecną sytuację w gospodarce i stwierdzić, jakie są szanse na recesję. Optymistycznie wypowiedział się na temat inflacji. Ogólny wydźwięk wypowiedzi był “jastrzębi”.
Po szalonej zmienności w ciągu ostatnich kilku tygodni, notowania USD-JPY pomału normalizują się. W ciągu ostatnich trzech dni para ustabilizowała się wokół poziomu 147. Wcześniej JPY zyskał prawie 10 proc. w stosunku do USD w ciągu zaledwie pięciu dni handlowych, tylko po to, by oddać około 4% w ciągu dwóch sesji.
Rynek jeszcze na początku tygodnia był przekonany, że wrześniowa obniżka o 50 punktów bazowych jest wysoce prawdopodobna. Aktualnie te oczekiwania są lekko korygowane, na co wpłynęły wypowiedzi z Fed oraz dane makro. W przyszłym tygodniu uwaga skoncentrowana będzie na raporcie CPI oraz PPI dla USA. Jeśli zobaczymy niższe wyniki, prawdopodobieństwo mocniejszej redukcji kosztu pieniądza ponownie się zmniejszy.
W I połowie 2024 r. – w dużej mierze dzięki Polsce – wolumen inwestycji w Europie Środkowo-Wschodniej wzrósł o ok. 29% r/r. Za sprawą lepszego II kwartału, na koniec pierwszego półrocza wartość inwestycji nad Wisłą osiągnęła poziom 1,3 mld euro. Według wstępnych szacunków dynamika wzrostu wolumenów w regionie stoi w zdecydowanej kontrze do europejskich i globalnych, gdzie aktywność pozostaje mocno ograniczona. Przy obecnych uwarunkowaniach wolumen transakcji w Europie Środkowo-Wschodniej w 2024 r. może wynieść ok. 5,5 mld euro, czyli ok. połowę 10-letniej średniej – podaje Colliers w swoim najnowszym raporcie „The CEE Investment Scene H1 2024”.
Mniejsza korekta cen spowolni wzrosty?
W porównaniu z innymi rynkami Europy Zachodniej, takimi jak Niemcy, w regionie CEE odnotowano mniejszą korektę cen w ciągu ostatnich 12-18 miesięcy. Wraz z innymi czynnikami, w 2024 roku może prowadzić to do spowolnienia aktywności transakcyjnej. Nadal utrzymują się rozbieżności oczekiwań cenowych między kupującymi a sprzedającymi, z uwagi na ciągły brak wystarczającej ilości danych o transakcjach, szczególnie w głównym segmencie rynku.
Koszty finansowania wahają się obecnie między 5,00 a 5,75%, z uwagi na utrzymujące się wysoki poziom stóp procentowych, pomimo czerwcowej obniżki o 25 punktów bazowych.
Polska nadrabia wyniki regionu
Mimo tendencji wzrostowej, zarówno w odniesieniu do wyników europejskich i globalnych, jak też w porównaniu do aktywności przez ostatnie 12 miesięcy, w I połowie 2024 r. całkowite wolumeny inwestycji w regionie CEE były jednymi z najniższych w historii. Największy, bo aż 50-procentowy udział w tych wynikach miała Polska.
Aktywność inwestorów nad Wisłą znacznie wzrosła, szczególnie w II kwartale. Dominował tu sektor biurowy, odpowiadając za połowę całkowitego kwartalnego wolumenu, a inwestorzy coraz częściej kierowali swoją uwagę na miasta regionalne. Pozytywne perspektywy makroekonomiczne oraz rosnący konsensus pomiędzy sprzedającymi a kupującymi w kwestii korekt cen przyczyniły się do ogólnej poprawy nastrojów rynkowych. Największą transakcją kwartału okazała się sprzedaż Nowy Rynek E przez Skanska. Eastnine kupił budynek o powierzchni 24 100 mkw. za kwotę 79,3 mln euro.
– Znaczny udział sektora biurowego w transakcjach, bo aż 50% całkowitego kwartalnego wolumenu, wskazuje na długo oczekiwane w Polsce ożywienie w tym segmencie rynku. Szczególnie w miastach regionalnych inwestorzy ponownie zaczynają otwierać się na biura, co może być wynikiem poszukiwania interesująco wycenionych aktywów poza stolicą – tłumaczy Piotr Mirowski, Senior Partner w Dziale Doradztwa Inwestycyjnego w Colliers. – Dodatkowo, w dalszej części 2024 roku, warto śledzić też sektor logistyczny, oczekujemy powrotu zintensyfikowanego zainteresowania inwestorów tym segmentem rynku – dodaje Piotr Mirowski.
Region wyczekuje ożywienia
W całym regionie CEE odnotowane wyniki były bardzo zróżnicowane, od spadku aktywności o 55% r/r na Słowacji, do wzrostu o 150% r/r w Rumunii. Średnio wolumeny w regionie wzrosły o 29% rok do roku, jednak już w porównaniu z pierwszą połową 2022 roku, spadły o 41%.
Proces szukania równowagi cen opóźnia brak wystarczającej liczby transakcji na rynkach lokalnych. Znaczące ożywienie jest natomiast w dużej mierze zależne od poprawy otoczenia gospodarczego, inflacyjnego i stóp procentowych. Choć rynek nie zaobserwował jeszcze żadnych znaczących oznak sprzedaży przez właścicieli znajdujących się w trudnej sytuacji, wpływ na decyzje zarówno kupujących, jak i sprzedających nadal mają kwestie takie jak refinansowanie, obligacje ze zbliżającym się terminem zapadalności, zgodność z wymogami ESG i inne specyficzne czynniki związane z danym sektorem lub krajem.
Biura w Europie ze spadkiem, retail nadal liderem
W przeciwieństwie do sytuacji w Polsce, zarówno globalnie, jak i w Europie Środkowo-Wschodniej spada udział transakcji biurowych. W I połowie 2024 r. stanowiły one 31% całkowitych wolumenów. Sektor handlu detalicznego zachował największy, 32-procentowy, udział. Na trzecim miejscu uplasował się sektor przemysłowo-logistyczny, z wynikiem 24%.
Jak dotąd w 2024 roku w regionie miały miejsce tylko 3 transakcje o wartości przekraczającej 200 mln euro. Największa z nich dotyczyła portfela nieruchomości biurowych, a kolejne dwie pochodziły z sektora handlu detalicznego – portfela parków handlowych i centrum handlowego.
Kapitał czeski wciąż dominuje
W I poł. 2024 r. największą aktywność wykazywał kapitał z regionu CEE-6 z prawie 50% udziałem w całkowitym wolumenie regionalnym. Najwyższy udział w wolumenie, z wynikiem 36%, miał kapitał czeski. Drugie miejsce zajął kapitał brytyjski (19%). Za 18-procentowy udział odpowiadał inny kapitał europejski, a za udział 13-procentowy – inny kapitał regionalny Europy Środkowo-Wschodniej.
Szansa na niższy wskaźnik pustostanów
Połączenie spowolnienia podaży i utrzymującego się popytu w I połowie 2024 roku, oprócz inflacji i stabilizacji kosztów, z kilkoma wyjątkami doprowadziło do ustabilizowania wzrostu obłożenia w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Jednak w wielu przypadkach jest to wolniejsze tempo niż w poprzednim okresie (zwłaszcza w sektorze przemysłowo-logistycznym).
Prognozy, w zależności od danego sektora lub dynamiki rynku, są zróżnicowane i wahają się między dalszym wzrostem obłożenia a stabilizacją sytuacji. Spowolnienie podaży na wielu rynkach lub w wielu sektorach stopniowo obniży poziom pustostanów, dodatkowo wspierając wzrost obłożenia. Stanie się tak zwłaszcza w przypadku nowo dostarczanych produktów, oferujących najwyższą jakość, najbardziej poszukiwaną lokalizację i wykazujących wyższy poziom zgodności z wymogami ESG.
Azjatyckie platformy sprzedażowe nie dostosowały się do obowiązków nakładanych przez unijną dyrektywę Omnibus i w ten sposób wprowadzają w błąd klientów – twierdzi Federacja Konsumentów. Chodzi o przepisy zobowiązujące do podawania informacji o najniższej cenie produktu z ostatnich 30 dni. Zdaniem organizacji najwięcej niezgodności z unijnym prawem i stosowania technik manipulacyjnych pojawia się u chińskich gigantów e-commerce: Shein i Temu. Federacja Konsumentów chce, aby UOKiK zbadał działalność platform z krajów trzecich pod tym kątem.
Dyrektywa Omnibus, której przepisy weszły w życie 1 stycznia 2023 roku, miała na celu zwiększenie przejrzystości cen i promocji. Wcześniej to sam konsument musiał uważnie śledzić ceny, aby weryfikować, jaka jest realna wartość oferowanej przez sklep obniżki. Dziś sprzedawcy, oferujący produkty zarówno stacjonarnie, jak i w internecie, muszą przy każdej promocji i obniżce podać najniższą cenę produktu z ostatnich 30 dni.
– Intencja prawodawcy jest oczywista: zmniejszenie liczby przypadków nieuczciwych technik manipulacyjnych – komentuje Monika Kosińska-Pyter, prezeska Federacji Konsumentów. – Widzimy z codziennej praktyki, że wielu sprzedawców zwraca uwagę klienta na produkt, oferując nieistniejące w rzeczywistości promocje. Dzięki wprowadzeniu tzw. ceny omnibusowej, czyli wskazania najniższej ceny z ostatnich 30 dni, klient wyraźnie widzi, ile wynosi rzeczywista kwota obniżki. Niestety, nadal zdarzają się absurdalne przypadki, gdy sklep oferuje promocję, a cena omnibusowa jasno wskazuje, że produkt wręcz podrożał – dodaje Monika Kosińska-Pyter.
Polacy popierają nowe przepisy
Federacja Konsumentów przeanalizowała oferty pojawiające się na internetowych platformach sprzedażowych pod kątem realizacji postanowień wynikających z przepisów dyrektywy Omnibus na terenie Polski. W raporcie końcowym czytamy, że choć nie wszystkie firmy od razu zastosowały się do nowych wytycznych, to większość z nich zmieniła już praktyki, które kwestionował we wszczętych postępowaniach UOKiK, i dostosowały sposób informowania o promocjach cenowych do przepisów wynikających z Dyrektywy Omnibus.
Federacja Konsumentów w swoim raporcie wyjaśnia przy tym jednocześnie, że platformy sprzedażowe prowadzące działalność w Polsce miały niewiele czasu na dostosowanie się do nowych przepisów – zaledwie dwa tygodnie od wejścia przepisów w życie. Dodatkowo nie mogły się wcześniej do tego dobrze przygotować, ponieważ polskie regulacje wprowadzone w wyniku implementacji Dyrektywy Omnibus różnią się od tych, które można znaleźć w prawie przyjętym w Brukseli. Podmioty wdrażając zmiany musiały zatem opierać się na wyjaśnieniach Prezesa UOKiK wydanych już po wejściu w życiu przepisów, a nie na wytycznych Komisji Europejskiej jak w innych krajach UE.
– Sprzedawcy internetowi mają dziś do dyspozycji wiele metod, które mogą użyć, by skutecznie zwrócić uwagę kupujących. Mamy różnego rodzaju narzędzia rabatujące takie jak kupony, kluby, inne programy lojalnościowe czy sprzedaże wiązane. Stosowanie więc technik manipulacyjnych czy tworzenie sztucznych promocji jest zatem nie tylko naganne, ale i zupełnie odbiegające od tego, jakie mamy obecnie realia rynkowe i potrzeby klientów – zauważa Monika Kosińska-Pyter.
Chińscy giganci pod lupą
Z raportu Federacji Konsumentów wynika jednak, że pomimo podjętych działań upominających wciąż podmioty spoza Unii Europejskiej, które nie zostały wcześniej objęte kontrolą, nie dostosowały się do zapisów unijnych przepisów. Eksperci organizacji wskazują tu na azjatyckich gigantów e-commerce, u których zdaniem organizacji występują uchybienia i niedopuszczalne praktyki. Poza brakiem ceny omnibusowej pod większością produktów, chodzi także o nieuczciwe sposoby wywierania presji zakupowej, takie jak celowo nieintuicyjne promocje czy odliczanie na stronie, sugerujące konieczność pośpiechu przy decyzji o nabyciu produktu.
Takie nieprawidłowości wykryto przy analizie platform Shein i Temu. „Zastanawiający jest fakt, że wszystkie dostępne produkty prezentowane są jako objęte jakiegoś rodzaju promocją, zniżką, »gorącą« okazją, limitowaną ofertą lub w ramach niemal wyprzedanego asortymentu. Taki model działania jest zakazany” – opisują eksperci Federacji Konsumentów. Dlatego organizacja składa do UOKiK zawiadomienie z prośbą o przyjrzenie się tym praktykom.
– Przeanalizowaliśmy niemal 1600 ofert na tych platformach. Nasi eksperci dopatrzyli się sytuacji, w których mogło dojść do łamania dobrych praktyk sprzedażowych i niestosowania się do wytycznych unijnych przepisów. Na tej podstawie zwróciliśmy się do UOKiK z prośbą o przeanalizowanie tej kwestii – podkreśla Michał Herde, członek Zarządu Federacji Konsumentów.
Rynek motoryzacyjny w Polsce szybko odbudowuje się po kryzysie podażowym związanym z dostępnością nowych samochodów. W pierwszym półroczu 2024 roku z polskich salonów wyjechało aż o 16% więcej aut niż w tym samym czasie rok temu, łącznie prawie 277 tysięcy samochodów. Oznacza to, że poziom sprzedaży nowych aut powrócił w naszym kraju już do poziomów notowanych przed pandemią. Firmy, które odpowiadają za większość sprzedaży w salonach w Polsce, nabyły o ponad 10% samochodów więcej niż rok temu. Zgodnie z opublikowanymi przez Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP) danymi, w wynajmie długoterminowym znalazło się w pierwszym półroczu niemalże co czwarte nowe auto osobowe nabywane w Polsce w tym czasie przez firmy. Rynek wynajmu długoterminowego na podstawie wielkości portfela firm zrzeszonych w PZWLP urósł w naszym kraju o 7,9% r/r na koniec czerwca 2024 r. Wzrost, aczkolwiek niewielki, zanotowała także branża Rent a Car (wypożyczalnie samochodów) – na koniec czerwca branża rozwijała się w tempie 1,1% r/r.
Rynek motoryzacyjny w Polsce powraca do formy i to tej najlepszej, znanej z okresu przed pandemią. W pierwszym półroczu 2024 roku w polskich autosalonach sprzedano aż o 16% nowych aut osobowych więcej niż w porównywalnym czasie rok temu. Co więcej, wolumen tej sprzedaży osiągnął już poziom obserwowany przed pandemią – niemalże 277 tys. aut w pierwszym półroczu bieżącego roku w porównaniu z 278 tys. aut w pierwszym półroczu roku 2019. W porównaniu z rynkiem motoryzacyjnym w całej Unii Europejskiej, nasz kraj wypada w pierwszym półroczu 2024 r. znacznie lepiej. Sprzedaż samochodów w UE urosła w pierwszych sześciu miesiącach bieżącego roku o 4,5% r/r.
Polski rynek motoryzacyjny powraca do wolumenów sprzedaży sprzed pandemii
Podobnie jak w wielu poprzednich latach, głównym motorem napędowym sprzedaży nowych aut w Polsce pozostają firmy, które w pierwszym półroczu nabyły 190,5 tys. samochodów (o 10,3% więcej niż w analogicznym czasie rok wcześniej), co stanowiło 68,8% całkowitej sprzedaży. Klienci indywidualni zakupili 86,5 tys. aut i w ich przypadku odnotowany został imponujący wzrost sprzedaży aż o 31% r/r, będący jednak efektem m.in. niskiej bazy porównawczej roku poprzedniego. Sam wolumen sprzedaży, zarówno w przypadku firm, jak i klientów indywidualnych osiągnął poziom z analogicznego okresu przed pandemią (w 2019 r.).
W pierwszym półroczu 2024 roku można zaobserwować również znaczące wzrosty jeśli chodzi o import aut używanych zza granicy. Do Polski sprowadzono w tym czasie łącznie 438,5 tys. samochodów używanych, o 24,5% więcej niż rok wcześniej. Dane te świadczą, że odbudowuje się również rynek wtórny samochodów, zarówno w naszym kraju, jak i całej UE. Eksperci zauważają, że za import odpowiadają przede wszystkim klienci indywidualni i pozytywnym zjawiskiem w tym kontekście jest szybszy wzrost w Polsce sprzedaży nowych samochodów w tej grupie klientów, od importu pojazdów używanych.
Blisko co czwarty nowy samochód osobowy nabywany w pierwszym półroczu przez firmy w Polsce znalazł się w wynajmie długoterminowym
Z danych po pierwszym półroczu 2024 r. wynika, że sprzedaż nowych samochodów do firm w Polsce urosła w pierwszym półroczu o 10,3% r/r. Dynamika wzrostu w tym zakresie różniła się jednak w zależności od formy finansowania pojazdów. W przypadku nowych aut osobowych nabywanych ze środków własnych, w kredycie lub z wykorzystaniem leasingu liczonych razem wzrost wyniósł 10,6% r/r. Jeśli zaś chodzi o wynajem długoterminowy, to według danych PZWLP, na podstawie informacji od firm członkowskich, dotyczących nowych rejestrowanych aut osobowych na potrzeby wynajmu długoterminowego (łącznie usług Full Serwis Leasing i Leasing z Serwisem) wzrost sprzedaży w pierwszym półroczu osiągnął poziom 5,9% r/r. Zdaniem ekspertów PZWLP, obecnie obserwowane jest zjawisko udzielania przez dealerów samochodów wyższych rabatów dla klientów z sektora najmniejszych przedsiębiorców, co korzystnie wpływa na wzrost sprzedaży przede wszystkim w klasycznym leasingu finansowym, z którego w Polsce wciąż korzysta większość przedsiębiorców z sektora MŚP. Należy przy tym zaznaczyć, że odsetek mikro, małych i średnich firm decydujących się na wynajem długoterminowy aut w naszym kraju konsekwentnie rośnie każdego roku. W aktualnej sytuacji rynkowej, zjawisko tego typu korzystniej wpływa jednak na klasyczny leasing finansowy.
Zgodnie z danymi PZWLP, w pierwszym półroczu 2024 r. branża wynajmu długoterminowego zakupiła na potrzeby oferowanych usług (Full Serwis Leasing oraz Leasing z Serwisem) łącznie 44,5 tys. nowych samochodów osobowych, co oznacza, że niemalże co czwarte (23,4%) nowe auto nabywane w tym czasie przez firmy i przedsiębiorców w Polsce znalazło się w wynajmie długoterminowym.
Wynajem długoterminowy utrzymuje dobrą dynamikę rozwoju
Dane po pierwszym półroczu 2024 r. wskazują, że rynek wynajmu długoterminowego samochodów w Polsce pozostaje w dobrej kondycji. Pod względem najważniejszego wskaźnika jego rozwoju, a więc łącznej liczby aut znajdującej się w wynajmie długoterminowym, branża urosła na koniec czerwca o 7,9% r/r.
Rynek wynajmu długoterminowego samochodów w Polsce bezustannie rośnie, aczkolwiek tempo rozwoju jest w tym roku niższe niż w poprzednich latach – mówi Daniel Trzaskowski, Członek Zarządu PZWLP. – Jest to w kontekście dużych firm zapewne pochodna takich czynników jak wzrost kosztów prowadzenia działalności, jak również istotnych zakupów w 2023 roku. Cieszy natomiast utrzymanie przez branżę relatywnie wysokiego udziału w sprzedaży aut do firm w Polsce, szczególnie że wolumen tej sprzedaży w pierwszym półroczu był duży, powrócił do poziomu sprzed pandemii. Na dwucyfrowe tempo rozwoju wynajmu długoterminowego w Polsce, obserwowane wielokrotnie w przeszłości, trzeba będzie jednak jeszcze poczekać. Prognozy na przyszłość w perspektywie średniookresowej są jednak dobre, optymizm i skłonność do inwestycji firm i przedsiębiorców w naszym kraju będzie rosła, a to z kolei przełoży się także na zwiększenie dynamiki wzrostu rynku wynajmu długoterminowego.
W liczącej blisko 267 tys. flocie aut w wynajmie długoterminowym firm należących do PZWLP, wśród najpopularniejszych modeli samochodów na koniec czerwca 2024 r. znalazły się: Skoda Octavia, Toyota Corolla, VW Golf, Kia Ceed i Hyundai i30.
Elektryki stanowią już prawie 3% łącznego parku aut w wynajmie długoterminowym w Polsce
Zgodnie z danymi opublikowanymi przez PZWLP po pierwszym półroczu 2024 r., park samochodów wykorzystywanych w wynajmie długoterminowym w Polsce coraz bardziej zmierza w kierunku aut nisko- i zeroemisyjnych. Największy odsetek stanowią obecnie samochody wyposażone w silniki benzynowe, na koniec czerwca b.r. reprezentowały one 55,3% ogółu (wzrost o 1,5 p.p. w ciągu roku). Konsekwentnie i szybko topnieje natomiast udział pojazdów wyposażonych w silniki Diesla, których na koniec pierwszego półrocza było 31,9%, co oznacza spadek ich udziału w łącznej flocie o 4,5 p.p. na przestrzeni jednego roku. Najszybciej przyrasta natomiast udział samochodów wyposażonych w ekologiczne jednostki napędowe, a więc hybryd i aut w pełni elektrycznych (BEV), które na koniec czerwca stanowiły już 12,8% łącznego parku pojazdów, a ich udział zwiększył się o 3 p.p. w ciągu roku. Co więcej, auta w pełni elektryczne nie są już obecnie marginesem, przeciwnie, ich udział na koniec półrocza był dobrze widoczny i wyniósł 2,9% (wzrost o 1,3 p.p. w ciągu roku).
Eksperci PZWLP zwracają jednak uwagę na wciąż relatywnie niskie tempo rozwoju rynku aut elektrycznych w naszym kraju, w porównaniu do rynków zachodnioeuropejskich. Zwiększenie dynamiki wzrostu w tym zakresie i ożywienie nastąpiły po wdrożeniu w Polsce programu dopłat do samochodów zeroemisyjnych „Mój Elektryk”, konieczne jest jednak kontynuowanie tego programu w kolejnych latach. Zdaniem ekspertów, w roku 2025 spodziewany jest dodatkowy bodziec stymulujący sprzedaż aut elektrycznych w Polsce, w związku z planowanym uruchomieniem nowego programu dopłat z funduszu KPO. Przykłady z innych krajów UE dobitnie pokazują, że programy dopłat są kluczowym czynnikiem wpływającym na rozwój elektromobilności – na rynkach gdzie programy takie funkcjonują, sprzedaż samochodów elektrycznych rośnie znacznie szybciej.
Średnia emisja dwutlenku węgla nowych samochodów osobowych zakupionych przez branżę wynajmu długoterminowego w drugim kwartale 2024 roku była niższa o 2,9 g/km i 2,1% niż rok wcześniej i wyniosła 131,5 g/km. Jeśli zaś chodzi o auta dostawcze, to średnia emisja w ich przypadku wyniosła 135,5 g/km i była wyższa o 18,3% i 21 g/km w stosunku do stanu w porównywalnym czasie roku 2023. Relatywnie duży wzrost średniej emisji dwutlenku węgla w przypadku aut dostawczych jest wynikiem bardzo niskiej bazy porównawczej roku poprzedniego, kiedy branża wynajmu długoterminowego w Polsce jednorazowo dostarczyła dużą liczbę w pełni elektrycznych samochodów dostawczych w ramach realizowanych kontraktów.
Branża Rent a Car z niewielkim wzrostem na koniec pierwszego półrocza – wpływ niekorzystnych czynników makroekonomicznych coraz bardziej odczuwalny
Zgodnie z danymi PZWLP, branża Rent a Car (wypożyczalnie samochodów) odnotowała na koniec pierwszego półrocza 2024 r. wzrost łącznej floty, aczkolwiek niewielki, bo wynoszący tylko 1,1% r/r. Zdaniem ekspertów PZWLP, branża Rent a Car jest szczególnie podatna na szybki i odczuwalny w większym stopniu niż w innych formach wynajmu aut, wpływ czynników makroekonomicznych.
Niewielki wzrost rynku Rent a Car na poziomie jedynie 1,1% r/r to efekt niekorzystnego wpływu czynników makroekonomicznych na naszą branżę, która w Polsce opiera się w dużej mierze o klientów firmowych – mówi Paweł Piórkowski, Członek Zarządu PZWLP. – Wysokie koszty prowadzenia działalności gospodarczej mają wpływ na decyzje firm także w zakresie korzystania z usług firm Rent a Car. Z drugiej strony, rosną również koszty i to w bardzo szerokim spektrum, dla samych wypożyczalni samochodów i w związku z tym firmy Rent a Car adaptują się do takiej rzeczywistości, ograniczając ryzyko i podchodząc bardzo ostrożnie do rozbudowy swoich flot.
Branża Rent a Car jest obecnie reprezentowana w PZWLP przez 7 dużych, sieciowych, polskich i międzynarodowych wypożyczalni samochodów, których łączna flota* w usługach wynajmu krótkoterminowego (1-30 dni) oraz średnioterminowego (1 miesiąc – 2 lata) wynosiła na koniec czerwca 2024 roku prawie 21 tys. aut.
*– bez floty Sixt Rent a Car Polska / Eurorent Sp. z o.o.
Polska jest coraz ciekawszym rynkiem długoterminowych zakupów energii odnawialnej. Spada natomiast atrakcyjność Polski jako kraju, w którym inwestorzy chcieliby finansować OZE – wynika z najnowszej edycji indeksu EY RECAI. Raport analizuje, jak zmieniający się rynek energii wymaga przebudowy systemów dystrybucji oraz nowych sposobów jej magazynowania. Transformacja sektora elektroenergetycznego w Polsce będzie kosztowała 1250 mld zł do 2050 roku – wynika z szacunków EY.
Polska awansowała z 10. na 7. miejsce w rankingu RECAI oceniającym rynek PPA (Power Purchase Agreement), czyli umów na długoterminowy zakup/sprzedaż odnawialnej energii elektrycznej. Powodem rosnącej atrakcyjności rynku PPA w Polsce jest coraz większa liczba zawieranych umów o stosunkowo dużych nominałach: dostawcy oferują umowy PPA o średniej mocy około 60 MW.
Coraz częściej umowy PPA dotyczą kilku technologii jednocześnie, np. obejmują energię wiatrową oraz słoneczną, co również ma związek z zarządzaniem ryzykiem przez instytucje finansujące – mówi Jarosław Wajer, Partner EY, Lider Działu Energetyki w Polsce oraz regionie CESA.
Na całym świecie w 2023 roku zawarto rekordową liczbę korporacyjnych PPA. Za to na początku tego roku, z powodu niskich cen energii, niektóre korporacje zdecydowały się przeanalizować swoje portfolio umów.
Przetasowania w głównym rankingu EY RECAI
Natomiast w głównym indeksie, mierzącym atrakcyjność kraju dla podmiotów inwestujących w odnawialne źródła energii, pozycja Polski po raz pierwszy od lat spadła. W porównaniu z zeszłorocznym rankingiem Polska znalazła się na 18. miejscu, czyli o trzy miejsca niżej niż w poprzednim badaniu. Przy czym w rankingu biorącym pod uwagę PKB poszczególnych państw Polska jest na 17 miejscu.
W indeksie RECAI, który EY publikuje od 2003 roku, na pierwszym miejscu od lat utrzymują się Stany Zjednoczone. Na drugim są obecnie Chiny (awans o jedną pozycję), a Niemcy z drugiego spadły na trzecie miejsce. Belgia awansowała aż o cztery miejsca na 17. pozycję, a Argentyna, dzięki zaangażowaniu nowego rządu w pobudzenie gospodarki, znalazła się trzy pozycje wyżej, na 26. miejscu.
Modernizacja sieci przesyłu i dystrybucji
W ciągu ostatniego roku inwestycje w zieloną energię wyniosły globalnie 1,8 bln USD, a jej moc wzrosła do rekordowych 507 GW, z czego 2/3 to energia słoneczna. Mimo to nadal świat nie osiąga celu COP28, czyli potrojenia mocy OZE. Jednym z wielu utrudnień jest niewydolność sieci przesyłowych. Wg raportu Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) do 2040 r. na świecie powinno się zbudować 80 milionów kilometrów nowych sieci przesyłowych, czyli podwoić obecną ich długość. Dane EY pokazują, że w Europie inwestycje w sieci dystrybucyjne muszą dwukrotnie wzrosnąć z obecnych rocznych poziomów i osiągnąć poziom 67 mld EUR rocznie w latach2025-2050 . Z analogicznym wyzwaniem mierzy się Polska.
Jako Polska mamy przed sobą ogromne wyzwanie aby zmodernizować sektor elektroenergetyczny, a w szczególności sektor wytwarzania oraz sieć dystrybucji i przesyłu energii elektrycznej. Z naszych szacunków wynika, że transformacja sektora elektroenergetycznego w Polsce będzie kosztowała 1250 mld zł do 2050 roku. Tego rzędu kwoty to wyzwanie, jednak finansowanie nie powinno być przeszkodą w realizacji takiej transformacji. Źródłem kapitału będą nie tylko firmy energetyczne, ale też sektor finansowy, w tym fundusze inwestycyjne oraz indywidualni odbiorcy, którzy coraz częściej sami inwestują w źródła energii, by mieć większy wpływ na jej cenę – mówi Jarosław Wajer.
Bateryjne systemy magazynowania energii
Szybka elektryfikacja przemysłu, transportu i gospodarstw domowych, a także masowa budowa centrów danych sprawiają, że do 2050 r. zapotrzebowanie na energię elektryczną wzrośnie prawie dwukrotnie. Obok wydolności sieci przesyłowych i dystrybucyjnych, zarządzania siecią i zmienności cen, kluczowa będzie zdolność magazynowania energii. EY uważa, że w latach 2023-2030 roczne, globalne instalacje magazynowania energii w akumulatorach wzrosną czterokrotnie. Spośród obecnie dostępnych i wdrażanych technologii, na tym etapie wszystko wskazuje, że dominującą będzie BESS (Battery Energy Storage Systems). BESS może świadczyć szereg usług w całym łańcuchu wartości energii elektrycznej: zarządzanie energią masową, usługi rezerw i reagowania oraz wsparcie sieci przesyłowej i dystrybucyjnej. Przewagą BESS jest wydajność, modułowość i czas reakcji. Zdolność BESS do odgrywania wielu ról oznacza, że może sprostać wyzwaniom w zmieniającym się systemie energetycznym w różnych okresach i przy różnym zapotrzebowaniu na moc.
Wraz ze wzrostem zapotrzebowania na magazynowanie energii będą rosły inwestycje w BESS. EY przewiduje, że do 2030 r. liczba wdrożeń wzrośnie czterokrotnie i osiągnie 572 GW/1 848 GWh. Uwzględnienie w tegorocznym rankingu magazynowania ma pomóc inwestorom i pokazać im, że atrakcyjny rynek to taki, który oferuje potencjał kumulacji przychodów, zmienność cen energii, inteligentną infrastrukturę i operacje sieciowe.
W Polsce, w obliczu relatywnie wysokiego poziomu zainstalowanej mocy fotowoltaicznej w porównaniu z mocą farm wiatrowych, a także biorąc pod uwagę ograniczenia sieci przesyłowych i dystrybucyjnych, zyskuje na znaczeniu konieczność stabilizacji podaży oraz zwiększenia elastyczności popytu w systemie elektroenergetycznym. Rozwój magazynów energii może w dużym stopniu odpowiedzieć na tę potrzebę. To z kolei powoduje, iż prognozy przychodów oraz zakładane stopy zwrotu z inwestycji w technologie BESS stają się bardzo atrakcyjne. Inwestorzy ściągają do Polski dostrzegając przesłanki stojące za atrakcyjnością inwestycji w magazyny energii, takie jak istniejące aukcje rynku mocy, uruchomienie rynku dodatkowych usług systemowych w czerwcu tego roku, powiększającą się dzienną zmienność cen energii, czy przygotowywane programy unijne (głównie środki z KPO). Niewątpliwe mamy tutaj do czynienia z przewagą pierwszeństwa, tzn. pierwsze uruchomione magazyny energii, które będą stabilizowały system, osiągną najwyższe przychody z arbitrażu cenowego w pierwszych latach od uruchomienia, co z kolei znacząco poprawi stopy zwrotu z tych inwestycji – dodaje Sebastian Jasinowski, Partner EY Polska, Lider Zespołu M&A Energy, Strategia i Transakcje.
Bez wątpienia sztuczna inteligencja pozwoli zoptymalizować strategie handlowe w magazynowaniu energii. Pomoże też firmom zmniejszyć ryzyko inwestycji, szybko dostosowywać się do zmian regulacyjnych i lepiej zarabiać na możliwościach oferowanych przez zmienność rynku. Inwestorzy będą również musieli rozważyć wpływ alternatywnych systemów magazynowania. Malejące koszty elektrolizerów mogą sprawić, że magazynowanie wodoru stanie się konkurencyjną cenowo alternatywą już w 2027 r., o czym EY pisał w swoim raporcie o wodorze „Zielona rewolucja”. Na razie niedojrzałość i złożoność rynku magazynowania utrudniają osiąganie wysokich zwrotów z inwestycji.
O badaniu
Indeks RECAI obejmuje 40 największych rynków świata. Od 2021 roku EY publikuje także drugi ranking – atrakcyjności rynku długoterminowych umów na zakup i sprzedaż odnawialnej energii elektrycznej w ramach kontraktów PPA. Tegoroczna edycja rankingu objęła także magazynowanie energii (zamiast technologii morskich), co wpłynęło na zmianę wag i zmniejszenie całkowitego udziału energii słonecznej, wiatru na lądzie i morskiej energii wiatrowej.
Wall Street ponownie znalazła się w odwrocie. Nerwowość na rynku ponownie się pojawiła. Amerykańskie akcje wzrosły na otwarciu ale w dalszej części handlu nie radziły sobie już tak dobrze. Nasdaq Composite zamkną dzień niżej o 1,1 proc., SP500 stracił 0,8 proc. a Dow Jones 0,6 proc. Rentowności amerykańskie z długim terminem zapadalności wzrosły. W Europie obserwowaliśmy wzrosty co można było tłumaczyć gołębimi wypowiedziami z Banku Japonii.
Wczoraj rynek obiegła wypowiedź zastępcy gubernatora BoJ – Shinichi Uchidy – którego zdaniem bank centralny nie będzie dalej podnosić stóp procentowych ze względu na niestabilną sytuację na rynkach finansowych w kraju oraz za granicą. Dodał, że w przeciwieństwie do procesu obniżek stóp procentowych w Europie i Stanach Zjednoczonych, japońska gospodarka nie znajduje się w sytuacji, gdzie konieczne jest niezwłoczne dalsze zacieśnianie warunków monetarnych. Te wypowiedzi wlały trochę optymizmu na rynki i spowodowały, że japońska waluta osłabiła się. Para USD/JPY w konsekwencji tych słów urosła i zbliżyła się do poziomu 148,00. W kolejnych godzinach widoczna była jednak zniżka do pułapu 146,00.
Na rynku amerykańskiego długu można było zaobserwować spadek rentowności na krótkim końcu krzywej dochodowości oraz wzrost na przeciwległym krańcu. 2-latki zniżkowały do 3,96 proc. a 10 letnie „papiery skarbowe urosły do 3,94 proc.
Na rynku surowcowym widoczna byłą zdecydowana zwyżka ropy naftowej. Brent podrożała o 2,4 proc. do 78,3 USD. Reakcję można tłumaczyć dalszą eskalacją napięć na Bliskim Wschodzie. W pewnym stopniu obawy o gospodarkę USA odeszły na dalszy plan, a ten czynnik był głównym powodem ostatnich mocnych spadków.
Na dziś zaplanowane są wstępne dane o liczbie nowych bezrobotnych za tydzień 3 sierpnia z konsensusem rynkowym na poziomie 240 tys. wobec 249 tys. poprzednio oraz ostateczny odczyt zapasów hurtowych za czerwiec, w którym wstępne szacunki wyniosły 0,2 proc. m/m. Publikacja danych z rynku pracy USA nabiera większego znaczenia w kontekście ostatniego, słabego raportu NFP.
W środę notowania USD/PLN lekko urosły z poziomu 3,9450 do 3,96 a kurs eurodolara był stabilny i oscylował wokół poziomu 1,0920. Dziś rano widać lekką zwyżkę notowań głównej pary walutowej co skutkuje minimalnie niższymi poziomami USD/PLN. Zmienność jest jednak ograniczona. Większa może pojawić się w okolicy 14:30. Wczoraj obserwowaliśmy kontynuację umiarkowanego osłabienia złotego względem euro. Notowania EUR/PLN poruszały się w tendencji wzrostowej, która rozpoczęła się w okolicy połowy lipca. Został osiągnięty pułap 4,3260, aktualnie kurs znajduje się przy 4,32.
Do Działu Usług Finansowych KPMG w Polsce na stanowisko Dyrektora i Lidera ds. Data Science i AI dołączył Leszek Ortyński. Będzie on odpowiedzialny za zarządzanie oraz rozwijanie umiejętności technicznych zespołu konsultantów i ekspertów w dziedzinie analizy danych, uczenia maszynowego i sztucznej inteligencji. Jego zadania obejmują również zarządzanie projektami dostarczania rozwiązań produktowych dla klientów, dbając o wysokie standardy realizacji.
Leszek Ortyński ma niemal 25-letnie doświadczenie w sektorze finansowym i doradztwie, zdobyte zarówno w polskich, jak i międzynarodowych instytucjach finansowych. Tworzył i zarządzał zespołami eksperckimi, realizując liczne, złożone projekty i programy biznesowe, regulacyjne oraz technologiczne w na całym świecie. Specjalizuje się w opracowywaniu i wdrażaniu modelu AI oraz rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji (AI) i generatywnej AI (genAI), które generują trwałą wartość dla klientów.
Dołączenie do zespołu KPMG, firmy o ogromnym doświadczeniu oraz globalnej renomie w obszarze dostarczania produktów i usług AI dla klientów, jest dla mnie wyróżnieniem. Wraz z zespołem KPMG będziemy wspierać klientów w tworzeniu, wdrażaniu oraz biznesowej adopcji rozwiązań opartych na AI – mówi Leszek Ortyński, Dyrektor w Dziale Usług Finansowych, Lider ds. Data Science i AI w KPMG w Polsce.
KPMG w Polsce wspiera klientów od momentu zbudowania świadomości poprzez doradztwo w poszukiwaniu i ewaluacji obszarów wysoce podatnych na AI, wdrożenie, skalowanie oraz utrzymanie, pomagając w wyborze optymalnych technologii, platform oraz standardów budowania rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji. W ramach usługi wykonywana jest analiza procesu obecnego, definiowany docelowy proces i zbierane są wymagania funkcjonalne oraz niefunkcjonalne pod rozwiązanie informatyczne.
Korporacje powinny inwestować w zaawansowaną wiedzę w obszarze sztucznej inteligencji, aby budować przewagę konkurencyjną w oparciu o możliwości, które daje GenAI. Jestem przekonany, że najwyższej próby kompetencje Leszka Ortyńskiego oraz doświadczenie zdobyte w największych bankach na świecie przyczynią się do dalszego rozwoju działu AI w KPMG w Polsce z korzyścią dla naszych klientów – mówi Andrzej Gałkowski, Partner, Lider doradztwa dla sektora bankowego, Head of AI w KPMG w Polsce.
Jesteśmy dumni z naszych rozbudowanych kompetencji w zakresie wdrożeń AI, które obejmują ponad 100 różnych zastosowań w biznesie. Wspieramy naszych klientów na każdym etapie transformacji, wybierając optymalne technologie i standardy budowania rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji. Cieszymy się, że do naszego zespołu dołącza nowy Lider w randze Dyrektora, który z pewnością przyczyni się do dalszego rozwoju i sukcesu naszych projektów – mówi Iwona Galbierz-Sztrauch, Partner, Szef Działu Usług Finansowych w KPMG w Polsce.
Data Science oraz sztuczna inteligencja otwierają wachlarz niespotykanych wcześniej możliwości wykorzystania danych w organizacji. Skuteczne wdrożenie algorytmów AI pozwala na budowę przewagi konkurencyjnej na wielu płaszczyznach od sprzedaży, poprzez marketing, obsługę klienta, zakupy czy zarządzanie ryzykiem. Dzięki włączeniu sztucznej inteligencji do swoich operacji przedsiębiorstwa mogą wygenerować znaczne oszczędności (inteligenta automatyzacja), usprawnić procesy planowania (analityka predykcyjna), zwiększyć przychód oraz rentowność (analityka preskryptywna) czy wzmocnić informację zarządczą w celu lepszego zarządzania strategicznego (Augmented Analytics).
Na pewnym etapie rozwoju działalności niezwykle ważny staje się udział w imprezach wystawienniczych. To doskonały sposób na nawiązanie kontaktów biznesowych, pozyskanie nowych klientów i zaprezentowanie się szerszemu gronu odbiorców. W strategii promocyjnej firmy kluczową rolę odgrywają stoiska targowe, które są nie tylko przestrzenią do prezentacji produktów albo usług, ale również platformą budowania relacji. Aby móc lepiej zarządzać firmowymi finansami, potrzeba wiedzy, ile kosztuje stoisko targowe (https://kreativia.eu/stoisko-targowe/) oraz udział w imprezie tak dużego formatu. Na koszt wynajmu i przygotowania stoiska wpływać będzie szereg czynników, a rozsądne zarządzanie budżetem pozwoli zmaksymalizować korzyści.
Uwzględniamy czynniki wpływające na koszt wynajmu
Kiedy planujemy wynajem stoiska na targach, musimy wziąć pod uwagę wiele czynników, które wpłyną na koszt całej operacji. Po pierwsze, rozważyć trzeba będzie wielkość powierzchni, którą chcemy zająć — standardowo im większe stoisko, tym wyższy koszt. Ważna jest też lokalizacja naszej wystawy na mapie targów. Miejsca blisko najważniejszych tras komunikacyjnych lub w pobliżu głównego wejścia zwykle bywają droższe — ze względu na lepszą widoczność, łatwiejszą dostępność i większe natężenie ruchu. Dodatkowo niemały wpływ na koszt będzie miała również popularność samego wydarzenia. Im bardziej prestiżowe targi, tym wyższych cen za wynajem powierzchni możemy się spodziewać. Kolejnym aspektem, jaki warto wziąć pod uwagę, jest sezonowość. W okresach wakacyjnych, podczas świąt lub innych okresów, kiedy to odbywa się więcej imprez, popyt na miejsca najprawdopodobniej będzie wyższy, co poskutkuje wzrostem cen wynajmu. Na cenę bezpośrednio wpłynie też czynnik tak oczywisty, jak długość trwania targów. Wielodniowe imprezy wygenerują rzecz jasna wyższe koszty, niż kilkugodzinne wydarzenia.
Wykonanie projektu zabudowy – ważny element budżetu
Przygotowanie projektu zabudowy stanowi istotny element budżetu związany z przygotowaniem stoiska targowego. Wybór odpowiedniej firmy do wykonania grafik i samych elementów konstrukcji może znacząco wpłynąć zarówno na ostateczny koszt, jak i jakość prezentacji na targach. Istotne jest zrozumienie tego, jak te dwa parametry wpływają na siebie wzajemnie. Inwestycja w dobrze przygotowany, atrakcyjny projekt, który skutecznie przyciąga klientów i zwiększa zainteresowanie odbiorców, może wiązać się z wyższymi kosztami. Niemniej jednak, zamówienie projektu w doświadczonej firmie będzie bardziej opłacalne, i to z kilku powodów. Po pierwsze, kompetencja i profesjonalizm wykonawcy mogą mieć bezpośrednie przełożenie na efektywność procesu projektowania, a to oznacza oszczędność czasu i zasobów. Po drugie, firma o ugruntowanej pozycji na rynku z pewnością będzie też dysponować lepszymi kontaktami z dostawcami. To prosta droga do uzyskania korzystniejszych warunków cenowych przy zakupie materiałów i usług niezbędnych podczas realizacji projektu. Doświadczone biuro projektowe to również profesjonalne doradztwo i wsparcie na każdym etapie procesu tworzenia wystawy i szansa na optymalne dopasowanie stoiska do własnych potrzeb.
Przygotowanie stoiska na targi to proces, który wymaga dokładnego zbadania kosztów związanych również z jego aranżacją i wyposażeniem. Zastanawiając się, ile kosztuje stoisko targowe, trzeba koniecznie uwzględnić wiele elementów, w tym takie jak projektowanie i produkcja grafiki, wynajem lub zakup mebli, materiałów promocyjnych czy dodatkowego wyposażenia, jak choćby oświetlenie. Koszty zależne będą od stopnia skomplikowania projektu, jakości użytych materiałów, czy ilości potrzebnych elementów. Jednak dziś istnieje doskonały sposób na zminimalizowanie tych wydatków i zwiększenie elastyczności — stoiska modułowe. Dzięki ergonomicznej, modułowej zabudowie, można dopasować elementy wystawy do określonej powierzchni, nawet niestandardowych wymiarów, a także do zmieniających się dynamicznie potrzeb — rozbudować je w razie konieczności i niemal dowolnie przekształcić. Przy okazji, tego rodzaju stoisko bywa bardziej ekonomiczne ze względu na możliwość wielokrotnego wykorzystania. Dzięki łatwej przebudowie i możliwości przechowywania może być wykorzystywane na różne imprezy wystawiennicze przez wiele lat. Długoterminowo inwestycja w modułowe stoiska z pewnością jest dużo bardziej opłacalna, niż korzystanie z tradycyjnych, jednorazowych rozwiązań.
Dodatkowe istotne koszty, o których nie można zapomnieć
W czasie przygotowań do udziału w targach ważne jest uwzględnienie pełnego zakresu potencjalnych kosztów. Oprócz wydatków na aranżację i dekorację stoiska nie możemy zapomnieć o dodatkowych usługach i wyposażeniu, które mogą okazać się niezbędne. W budżecie warto uwzględnić m.in. koszty montażu i demontażu stoiska, sprzątania, podłączenia do prądu czy internetu, a także zakupu materiałów promocyjnych i gadżetów reklamowych. Pamiętajmy o kosztach transportu i logistyki, obejmujących zarówno dowiezienie materiałów na miejsce targów, jak i ewentualne koszty przechowywania stoiska przed i po wydarzeniu. Dodatkowe opłaty targowe, takie jak opłata rejestracyjna czy za parking, także powinny znaleźć się w planie finansowym. Nie bez znaczenia będą koszty promocji i marketingu, obejmujące reklamy, materiały promocyjne czy kampanie marketingowe. Wśród niezbędnych elementów wyposażenia stoiska muszą znaleźć się materiały firmowe, takie jak broszury, ulotki czy katalogi prezentujące ofertę firmy, czy banery reklamowe, rolki i stojaki stanowiące efektowny sposób na zwrócenie uwagi gości. Jeśli chcemy wypaść dobrze, warto zadbać i o ich efektowne i profesjonalne wykonanie.
Jeśli chcemy ograniczyć koszty do minimum, jednocześnie zapewniając sobie dostęp do najlepszej jakości produktów, rozważmy zleceniem wszystkich potrzebnych usług jednej firmie. Dzięki temu stworzymy optymalne stoisko targowe, a jednocześnie możemy uzyskać znaczące oszczędności finansowe oraz uniknąć kłopotliwego koordynowania wielu podwykonawców. Korzystając z kompleksowej oferty specjalistów, do których należy Kreativia.pl, łatwiej skoncentrujesz się na efektywnej promocji i osiągnięciu sukcesu na targach. To nie tylko wygodniejsze, ale także dużo bardziej ekonomiczne rozwiązanie, które pozwala lepiej zarządzać firmowymi finansami.
W I połowie 2024 Bank Pekao wypracował dobre wyniki we wszystkich segmentach działalności. Kontynuowany był wyraźny wzrostowy trend w obszarze bankowości detalicznej, z wysokimi dynamikami sprzedaży kredytów hipotecznych i pożyczek gotówkowych. W dwucyfrowym tempie przyrosła sprzedaż finansowań MŚP, dzięki czemu do pozytywnej dynamiki powróciły wolumeny kredytów korporacyjnych.Bardzo wysoka na poziomie ponad 300 tys. była w skali całego I półrocza sprzedaż kont, a w jednej trzeciej byli to młodzi klienci. Raportowany, skonsolidowany zysk netto Pekao przekroczył w I półroczu 2,9 mld zł. Powtarzalny zysk netto urósł rok do roku o 4 proc.
– Pierwsza połowa roku była dla Banku Pekao okresem kontynuacji pozytywnych tendencji w zakresie wyników finansowych. Umiejętnie korzystamy z relatywnie wysokiego poziomu stóp procentowych. Do klientów, również tych młodych, ewidentnie przemawia nasza nowoczesna oferta w zakresie bankowości detalicznej, bo kolejny kwartał z rzędu notujemy w tym obszarze znaczące przyrosty sprzedaży i akwizycji. Nie zwalnia tempa również transformacja cyfrowa – mówi Robert Sochacki, wiceprezes Banku Pekao, kierujący pracami zarządu. – Zatem pomimo odmiennych okoliczności makroekonomicznych nadal realizujemy strategiczne kierunki rozwoju. Finansujemy działalność spółek od mikroprzedsiębiorstw po największe korporacje, nie zapominając o naszych zobowiązaniach ze strategii ESG. Co ważne dla akcjonariuszy, byliśmy, jesteśmy i nadal zamierzamy być bankiem dywidendowym – dodaje.
Skonsolidowany zysk netto Banku Pekao w I połowie 2024 r. wyniósł 2,936 mld zł wobec 3,263 mld zł zysku netto rok wcześniej. Jednak dynamika zysku netto skorygowana o efekt wakacji kredytowych i rezerwy CHF była dodatnia i tak skorygowany zysk w I półroczu wzrósł rok do roku o 4 proc. do 3,369 mld zł z 3,243 mld zł rok wcześniej.
O zmianie zysku zdecydowały w ujęciu rok do roku przede wszystkim wyższe koszty rezerw na kredyty frankowe, kolejna edycja wakacji kredytowych, a także wzrost kosztów operacyjnych m.in. za sprawą inflacyjnego wzrostu płac i zdarzeń jednorazowych. Pozytywnie na wynik netto wpłynął wzrost wyniku odsetkowego, budowany konsekwentnie dzięki rosnącym wolumenom oraz marży odsetkowej, pomimo niższych stóp rynkowych w stosunku do poprzedniego roku.
Pozytywne trendy sprzedażowe zostały utrzymane w bankowości detalicznej. Liczba aktywnych klientów bankowości mobilnej Pekao kontynuowała wzrost sięgając na koniec półrocza 3,3 mln wobec 3 milionów rok wcześniej. Cel strategiczny zaplanowany na koniec 2024 roku (3,2 mln) został już przekroczony.
W skali półrocza bardzo wysoki był przyrost nowych kont. Sprzedaż przekroczyła 300 tys., a co szczególnie istotne co trzecie konto było zakładane przez młodych klientów do 26. roku życia, dla których Pekao ma szczególnie ciekawą ofertę.
Nowa sprzedaż pożyczek gotówkowych w I półroczu zwiększyła się rok do roku o 24 proc., tradycyjnie już gros tego rodzaju pożyczek udzielono poprzez bankowość cyfrową. Pozytywna była w ujęciu rocznym dynamika nowej sprzedaży kredytów hipotecznych. W samym drugim kwartale wyniosła 2,4 mld zł i była o 83 proc. wyższa niż w analogicznym okresie rok wcześniej, z marginalnym już udziałem Bezpiecznego Kredytu 2 proc.
Dzięki ciągle wzbogacanej ofercie produktowej (kredyt ekologiczny FENG, kredyt Unia czy kredyt inwestycyjny na finansowanie biogazowni), bank po raz kolejny osiągnął dwucyfrowy wzrost (12 proc.) wartości nowych finansowań dla klientów z sektora MŚP, co przełożyło się na wzrost portfela kredytów przedsiębiorstw o 8 proc. r/r, przy akwizycji klientów rosnącej o 15 proc. r/r.
Wskaźnik koszty/dochody znalazł się w I pierwszej połowie roku na poziomie 36,7 proc., a więc znacząco lepszym od założonego na koniec 2024 roku celu zejścia poniżej 42 proc.
Koszty ryzyka pozostały na niskim poziomie 46 pb (w I połowie 2024), dzięki odpowiedzialnemu zarządzaniu jakością portfela kredytowego. Cel strategiczny na koniec okresu strategii w 2024 roku to przedział 50-60 pb.
Wskaźnik NPL obniżył się poniżej 5% (m.in. w wyniku zmian w prezentacji rezerwy na ryzyko prawne kredytów CHF oraz zmianie sposobu prezentacji wolumenów exIdea Bank), co w ubiegłym roku było jednym z kryteriów KNF do potencjalnej wypłaty dywidendy na poziomie nawet 75 proc. zysku.
Bank Pekao ma bardzo dobrą pozycję kapitałową. Na koniec czerwca łączny współczynnik kapitałowy grupy (TCR) wyniósł 16,6 proc., a Tier1 15,1 proc. W obydwu przypadkach znajdowały się one bardzo wyraźnie powyżej regulacyjnych minimów.
Focus, spółka z portfela funduszu MCI Capital, przejmuje 100 proc. udziałów w firmie Systell, swoim dotychczasowym głównym konkurencie. Umocni to pozycję Focusa jako lidera w obszarze oprogramowania do obsługi contact center w Polsce. Akwizycja przyczyni się także skokowego wzrostu skali działalności firmy jako największego dostawcy nowoczesnych rozwiązań w modelu Contact Center as a Service (CCaaS) na naszym rynku.
MCI Capital, specjalizujący się w inwestycjach w spółki nowych technologii w Europie Środkowej, ogłasza przejęcie firmy Systell przez spółkę Focus z portfela MCI.EuroVentures. Akwizycja jest elementem realizacji strategii buy&build, pozwalającej na skokowy wzrost skali działalności.
Przypomnijmy, że w grudniu 2023 roku MCI.EuroVentures przeznaczył 80,1 mln zł na większościowy pakiet udziałów w Focusie, umacniając tym samym pozycję wiodącego inwestora w regionie w spółki technologiczne, które działają w modelu Software as a Service (SaaS).
– Focus od lat rozwija się w imponującym tempie zachowując wysoką rentowność, a połączenie z Systellem to kolejny krok w kierunku realizacji naszych ambitnych planów rozwojowych – mówi Paweł Sikorski, partner inwestycyjny w MCI Capital. – Przejęcie Systella umożliwia skokowy wzrost liczby klientów umacniając pozycję rynkową Focusa – dodaje Sikorski.
– Połączenie sił z Systellem to dla nas kluczowy krok, który pozwoli na dostarczanie jeszcze bardziej zaawansowanych rozwiązań i budowanie konkurencyjnej oferty. Dzięki tej integracji nasza pozycja jako preferowanego dostawcy na rynku CCaaS staje się jeszcze mocniejsza. Dla naszych klientów zmiany te oznaczają dodatkowe możliwości oraz dostęp do bardziej innowacyjnych rozwiązań, które przyczynią się do ich sukcesu – komentuje Daniel Szcześniewski, prezes zarządu Focusa.
Z narzędzi Focusa korzystają zarówno średnie, jak i duże podmioty mające zorganizowany proces obsługi klienta. Rozwiązania te pomagają poprawić proces obsługi sprzedażowej i posprzedażowej oraz istotnie podnieść poziom zadowolenia klientów.
Rada Nadzorcza LINK4 SA powołała w skład Zarządu LINK4 Grażynę Sudzińską-Amroziewicz, powierzając jej funkcję Prezesa Zarządu pod warunkiem uzyskania zgody Komisji Nadzoru Finansowego. Powołanie następuje od 10 sierpnia 2024.Do czasu uzyskania zgody KNF Grażyna Sudzińska-Amroziewicz będzie pełnić obowiązki Prezesa Zarządu LINK4.
Powołanie następuje na okres wspólnej kadencji zarządu LINK4, której bieg rozpoczął się 1 stycznia 2024 i obejmuje dwa pełne lata obrotowe.
Skład Zarządu LINK4 T.U. SA jest następujący:
Grażyna Sudzińska-Amroziewicz, p.o. Prezesa Zarządu
Mikołaj Ciaś, Wiceprezes Zarządu
Michał Gomowski, Wiceprezes Zarządu
Katarzyna Wojdyła, Członek Zarządu.
Przed powołaniem na stanowisko Prezesa LINK4 Grażyna Sudzińska-Amroziewicz jako członek Rady Nadzorczej LINK4 była oddelegowana do czasowego wykonywania czynności Prezesa Zarządu spółki. Z wykształcenia jest ekonomistką, przez 22 lata zawodowo związaną z branżą ubezpieczeniową. Początkowo specjalizowała się w projektach z zakresu audytu oraz przeglądów finansowych, a następnie zajmowała kluczowe stanowiska menedżerskie w podmiotach działających na rynku ubezpieczeń majątkowych, na życie, a także rynku emerytalnego. Doświadczenie zarządcze zdobyła w finansach, operacjach i zarządzaniu produktami. W latach 2007-2016 kierowała obszarem ubezpieczeń majątkowych Grupy Aviva w Polsce. W trakcie kariery zawodowej kluczowymi obszarami jej kompetencji i zainteresowań są m.in.: poprawa i stabilizacja wyników finansowych, kreacja i efektywne wdrażanie produktów, wykorzystywanie nowych kanałów dystrybucji, poprawa efektywności poprzez wprowadzanie przyjaznych dla klienta rozwiązań obsługowych oraz integracja procesów w celu zapewnienia możliwie wysokich korzyści skali i synergii.
Od 2017 roku jest aktywna zawodowo w szeregu rad nadzorczych przedsiębiorstw. Była członkiem rad nadzorczych VRG SA oraz Prime Car Management SA. Obecnie jest członkiem rady nadzorczej Sanok Rubber Company SA. Działa też jako mentor dla grupy słuchaczy na Akademii Leona Koźmińskiego. Była także uczestnikiem wyspecjalizowanych kursów z zakresu finansów oraz zarządzania organizowanych m.in. przez London Business School oraz CEDEP.
Rynki uspokoiły się. Giełdy odzyskały równowagę. Taki jest obraz po wtorkowym handlu. Sytuacja nie wygląda już tak źle jak na początku tygodnia. Indeks VIX zdołał opaść z ekstremalnie wysokich poziomów co jest dowodem mniejszej nerwowości na rynku. Japoński Nikkei zdołał odrobić straty i urósł o ponad 10 proc. Dolar lekko zyskał na wartości. Notowania EUR/USD oddaliły się od poziomu 1,10. Rynek zaczyna chłodno analizować ostatnie dane makro.
Ryzyko dla amerykańskiej gospodarki wzrosło wraz z lipcowym raportem z rynku pracy. Nie ulega wątpliwości, że Fed może działać nieco bardziej zdecydowanie, ale żadnych zaskakujących ruchów nie oczekuję. Powell zbyt mocno ceni sobie zaufanie rynkowe, dba o rzetelną komunikację. Z pewnością Rezerwie Federalnej nie zależy wywoływaniu większej zmienności na rynkach, zatem wg mojej opinii jakieś przyspieszone działania przed wrześniem są bardzo mało prawdopodobne. Nie bez powodu poszczególni przedstawiciele Fed-u w ostatnich swoich komentarza starają się tonować nastroje. Wrześniowa obniżka o 50 pb oczywiście jest realna, ale pamiętajmy, że decyzja będzie zależeć od kilku następnych raportów: z rynku pracy oraz CPI.
Inwestorzy wydaje się też zaczynają do tego w ten sposób podchodzić. Dolar zdołał odbić od swoich minimów. Główna para walutowa krótko utrzymywała się powyżej 1,10. W dość szybkim tempie korekta sprowadziła notowania do 1,09. Rynki azjatyckie, na czele z Nikkei ze wzrostem o ponad 10 proc., zamknęły się wczoraj w większości wyżej, rynki europejskie nie były jeszcze w pełni przekonane o spokoju i pozostały w większości bez zmian pod koniec dnia, z kolei giełda na Wall Street patrzyła nieco bardziej pozytywnie w przyszłość i zakończyła wtorkowy handel wyraźnie na zielono.
Istotne będzie to w jaki sposób amerykański bank centralny ocenia ostatnie zawirowania. Czy ta nagła wyprzedaż na rynkach akcji wg opinii Fed stanowi zagrożenie dla stabilności finansowej? Jeśli tak, wówczas szansa na mocniejszy ruch po wakacjach zwiększy się. Być może ostatnie spadki zostaną zinterpretowane jako coś naturalnego, coś co przychodzi po silnych wzrostach, które nie do końca są uzasadnione. Być może oczekiwania na obniżki stóp procentowych w USA poszły za daleko? Raport NFP być może stał się jedynie pretekstem dla części rynku do realizacji zysków i za chwilę pojawi się kolejna grupa, która będzie chciała wykorzystać fakt, że akcje są nieco tańsze. Okazja do wyjaśnień pojawi się na corocznym sympozjum bankierów centralnych Jackson Hole (22-24 sierpnia). Nie raz padały tam kluczowe opinie, które wpływały na dalszy kierunek zmian na wykresach wielu aktywów.
Po kilku dniach mocno zwiększonej zmienności większość indeksów wraca blisko punktu wyjścia. W konsekwencji mamy jednak ucieczkę od bardziej ryzykownych aktywów, stąd słabsze wyniki polskiej giełdy i złotego.
W stronę stabilizacji
Po kilku dniach podniesionej zmienności rynki zaczynają się stabilizować. Nikkei, japoński indeks giełdowy, główny bohater ostatnich dni przez ponad 12% spadek w poniedziałek, po dwóch dniach powrócił blisko poziomów z piątkowego zamknięcia i poniedziałkowego otwarcia. Również giełdy europejskie znajdują się w tym przedziale, aczkolwiek w Europie były olbrzymie spadki na otwarciu, stąd ta luka jest większa. Są jednak słabsze parkiety, które nie radzą sobie tak dobrze. Przykładem jest Polski WIG, szczególnie indeks największych spółek, czyli WIG20. Ostatnie wydarzenia przekładają się również, choć w mniejszym stopniu, na osłabienie lokalnej waluty. Od początku tego zamieszania kurs euro względem złotego podskoczył w górę o około 2,5 grosza i znajdujemy się tuż poniżej poziomu 4,32 zł.
Handel w USA
To, że Amerykanie mają deficyt handlowy nikogo nie dziwi. Warto jednak zwrócić uwagę, że szybszy wzrost eksportu niż importu daje chociaż cień nadziei na zbilanasowanie tego zjawiska. Dla rynków od samego deficytu ważniejszy wydaje się jednak wzrost eksportu. To pokazuje siłę tamtejszej gospodarki. Widać to chociażby po notowaniach EURUSD, które wczoraj przestały atakować poziom dolara i dziesięciu centów za euro i stabilizują się cent niżej. Na stabilizację dolara wpływa również uspokojenie nastrojów i powrót do przewidywania czterech, a nie pięciu obniżek stóp procentowych w tym roku.
Australia nie zmieniła stóp procentowych
Wczoraj poznaliśmy decyzje Królewskiego Banku Australii. Pozostawiła ona główną stopę procentową na niezmienionym poziomie 4,35%. Na rynku trwała spekulacja czy wzrost inflacji w drugim kwartale nie zachęci przypadkiem do podnoszenia stóp procentowych. Z drugiej strony w dłuższym okresie rynek nadal oczekuje spadków pod koniec roku. Rzadko zdarza się, aby bank centralny podnosił stopy procentowe, by za kilka miesięcy je znowu obniżać. Po samej decyzji kurs dolara australijskiego delikatnie tracił na wartości – inwestorzy, licząc na wspomnianą podwyżkę stóp, odwracali swoje pozycje inwestycyjne sprzedając dolara australijskiego.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Rumunia – decyzja w sprawie stóp procentowych.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
Znaczna część organizacji w Polsce już korzysta z rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji, takich jak np. ChatGPT, a kolejne 21 % planuje wprowadzić je w najbliższych 12 miesiącach. Polscy pracodawcy, którzy chcą wdrożyć najnowsze zaawansowane technologie najczęściej spotykają bariery takie jak konieczność poniesienia wysokich kosztów (36%), obawy prawne (32%), a także brak odpowiednich umiejętności wśród zespołów (30%) – tak wynika z opublikowanego dziś raportu ManpowerGroup „Rynek pracy w erze AI”. Badanie pokazuje, że najbardziej optymistycznie względem najnowszych technologii są przedstawiciele wyższej kadry managerskiej, a największy progres związany z AI przewidywany jest w obszarze szeroko pojętego rozwoju biznesu – wskazuje na to 73% organizacji znad Wisły.
ManpowerGroup zapytał pracodawców znad Wisły o to, jakie są ich zamiary wobec wdrożenia najnowszych technologii. Jak pokazuje raport „Rynek pracy w erze AI”, 39% organizacji już korzysta z rozwiązań opartych na generatywnej sztucznej inteligencji, takich jak np. ChatGPT, a kolejne 21% planuje wprowadzić zmiany w najbliższych 12 miesiącach. Technologiczną rewolucję w ciągu 3 lat zapowiada 17% polskich przedsiębiorstw, natomiast 15% z nich w ogóle nie bierze pod uwagę wprowadzenia elementów AI co dziennej pracy, a 5% firm odrzuciło tego typu innowacje.
– Współczesny rynek pracy przechodzi dynamiczną transformację, a jednym z kluczowych czynników napędzających te zmiany jest rosnąca rola sztucznej inteligencji. Organizacje na całym świecie coraz chętniej sięgają po zaawansowane technologie, aby usprawnić swoje procesy i stać się bardziej konkurencyjnymi – mówi Marta Szymańska, ekspertka rynku pracy, liderka specjalizacji w Manpower. – Wprowadzenie AI do codziennych operacji przedsiębiorstw to odpowiedź na potrzebę optymalizacji procesów i w efekcie, obniżenia kosztów. Technologia ta pozwala na automatyzację wielu rutynowych zadań, co nie tylko przyspiesza realizację codziennych obowiązków, ale także redukuje ryzyko błędów. Firmy dostrzegają, że dzięki elementom sztucznej inteligencji mogą lepiej wykorzystać potencjał swoich pracowników, pozwalając im skupić się na bardziej kreatywnych i strategicznych zadaniach, ale jest to również nieodłączny element tworzenia unikatowych doświadczeń dla klientów, partnerów biznesowych czy samych pracowników. Nie tylko zwiększa ona efektywność organizacji, ale także poprawia satysfakcję z wykonanej pracy, co jest szczególnie ważne w kontekście zarządzania talentami – podkreśla ekspertka rynku pracy.
AI w firmie? Brzmi pozytywnie!
Analiza ManpowerGroup pokazuje, że największy optymizm wobec wykorzystania AI w miejscu pracy wyrażają przedstawiciele wyższej kadry managerskiej – tutaj aż 68% przedstawicieli tej grupy jest pozytywnie nastawiona do tego typu zmian. Podobne nastroje panują wśród managerów średniego szczebla, a także specjalistów, gdzie co 6 pracownik jest chętnie wdroży w swoje działania elementy AI. Pracownicy fizyczni to grupa, która wykazuje największy sceptycyzm wobec sztucznej inteligencji w miejscu pracy, jednak wciąż wynik ten jest optymistyczny – pozytywne nastawienie wobec najnowszych technologii wykazuje 52% z nich.
Jak dodaje Marta Szymańska, implementacja AI w miejscu pracy spotyka się z różnym odbiorem w zależności od grupy zawodowej. – Menedżerowie, zarówno na wyższym, jak i średnim szczeblu, wykazują większy entuzjazm wobec tych zmian, upatrując w nich szansę na usprawnienie procesów oraz poprawę wyników firmy. Natomiast pracownicy fizyczni, czyli tzw. blue collar, często podchodzą do nowych technologii z rezerwą. Wynika to oczywiście z obawy o miejsca pracy. Niemniej jednak, postęp technologiczny jest nieunikniony, a firmy będą dążyły do tego, aby włączyć choć elementy sztucznej inteligencji do codziennych zadań nawet na najniższych szczeblach organizacji. Przykład idący z góry oraz systematyczne szkolenia mogą przyczynić się do stopniowego oswajania pracowników z nowymi technologiami – mówi ekspertka Manpower.
Koszty i regulacje prawne największymi barierami dla organizacji
Publikacja ManpowerGroup porusza także kwestię barier, jakie napotykają polscy pracodawcy, którzy chcą wdrożyć najnowsze zaawansowane technologie do swoich organizacji. Według raportu najczęściej implementację AI komplikuje
konieczność poniesienia wysokich kosztów inwestycji, na co wskazało 36% respondentów. Dla pracodawców wyzwaniem są także obawy dotyczące prywatności oraz regulacji prawnych (32%), brak umiejętności wśród pracowników pozwalających skutecznie wykorzystywać sztuczną inteligencję (30%), sprzeciw ze strony zatrudnionych osób (27%), brak odpowiednich platform czy narzędzi AI (22%), czy zdefiniowanie obszarów, w których mogliby z powodzeniem korzystać z tego typu rozwiązań (22%).
– W największych organizacjach, które dysponują znacznymi zasobami finansowymi, wdrażanie technologii AI staje się naturalnym procesem. Dzięki odpowiednim budżetom mogą one testować różne rozwiązania, korzystać z rozszerzeń, najlepszych i najnowszych wersji aplikacji, dostosowywać je do swoich specyficznych potrzeb. Inwestycje te, choć początkowo kosztowne, mają na celu długoterminową optymalizację, a co za tym idzie, zwiększenie zysków. Korporacje inwestujące w najnowsze technologie mogą liczyć na znaczne korzyści płynące z ich wykorzystania, takie jak lepsza analiza danych, dopasowanie działań, projektów i strategii biznesowych właśnie do aktualnych trendów, bardziej precyzyjne prognozowanie, czy efektywniejsze zarządzanie zasobami – mówi Marta Szymańska.
Sztuczna inteligencja wsparciem w wielu procesach
Według raportu, pracodawcy uważają, że zastosowanie zaawansowanych technologii będzie miało pozytywny wpływ na ich organizację. Największy progres przewidywany jest w obszarze szeroko pojętego rozwoju biznesu – wskazuje na to 73% organizacji. Pozytywny wpływ wdrożenia AI przewidywany jest także przy działaniach związanych z obowiązkowymi szkoleniami pracowników (69%), reskillingiem oraz upskillingiem talentów (68%), jak również w procesie onboardingu (65%).
Jak podkreśla ekspertka Manpower, działy HR dość często korzystają ze wsparcia AI, głownie po to, aby usprawnić procesy rekrutacyjne i zarządzanie talentami. – Sztuczna inteligencja m.in. automatyzuje przetwarzanie aplikacji, ułatwia komunikację z kandydatami, wspiera procesy kadrowo-administracyjne. W organizacjach zaawansowanych technologicznie, wykorzystywana jest także we wsparciu rozwoju pracowników, sugerując odpowiednie szkolenia na podstawie analizy kompetencji danej osoby, narzędzia analityczne monitorują także zaangażowanie pracowników, umożliwiając odpowiednio szybką reakcję w odpowiedzi na potencjalne problemy. W obszarze wynagrodzeń AI pomaga też tworzyć konkurencyjne oferty pracy, analizując dane rynkowe oraz trendy płacowe, wspiera również firmy w budowaniu marki pracodawcy, co jest kluczowe zwłaszcza dla młodszych pokoleń, takich jak pokolenie Z. Dzięki tym innowacjom, działy HR mogą skuteczniej zarządzać zasobami ludzkimi, wspierać strategiczne cele organizacji – podsumowuje Szymańska.
Na wymazanie panicznych poniedziałkowych ruchów nie musieliśmy długo czekać. Powrót do poziomów sprzed wczorajszego krachu zajął japońskiej giełdzie mniej niż 24 godziny. W Stanach trwa gaszenie recesyjnych obaw. Słabe dane napływają do nas ze strefy euro.
Powrót japońskiej giełdy
Poniedziałkowa sesja rozpoczęła się od szokujących informacji z Azji. Japońskie indeksy giełdowe Nikkei i Topix traciły powyżej 10%. Spadki odnotowano także w Tajwanie (-8,3%), Singapurze (-4,8%) czy Korei Południowej (-9,6%). We wtorek Azja otrzepała się z kurzu, gdyż inwestorzy postanowili skorzystać z „promocji” i obkupili się w tańsze akcje. Wspomniane wyżej japońskie indeksy Nikkei i Topix w wyniku powrotu popytu zyskały odpowiednio 10,2% i 9,3%. Oznacza to, że wczorajsze straty zostały prawie w całości wymazane.
Jak to wszystko wpływa na kurs jena? Przypomnę, że w ostatnich tygodniach japońska waluta silnie umacniała się przez zjawisko tzw. odwrócenia carry trade, o czym pisaliśmy we wcześniejszych komentarzach walutowych. Poniedziałkowa ucieczka kapitału z japońskiej giełdy była dodatkowym paliwem dla jena. Dlaczego? To właśnie do JPY wychodziła część inwestorów sprzedając swoje akcje. Efektem był spadek notowań USD/JPY do 142 JPY. Dzisiejsze wzrosty na giełdach wpłynęły na odreagowanie kursu, który w momencie pisania tekstu wynosi 145 JPY.
Studzenie recesyjnej narracji w USA
We wtorek odreagowanie zawitało także na wykresie eurodolara. Jeszcze wczoraj kurs EUR/USD dobijał do oporu 1,10 USD, natomiast dziś po południu atakujemy poziom o 1 cent niżej. Jest to naprawdę duża różnica, jeżeli chodzi o notowania najbardziej płynnej pary walutowej na świecie. Wczorajszą deprecjację dolara zakończył poniedziałkowy raport ISM dla usług z USA. Odczyt na poziomie 51,4 pkt. był lepszy od oczekiwanego 51 pkt. Dodajmy, że jednocześnie wyszliśmy powyżej wartości 50 pkt. uznawanej za poziom neutralny, co wskazuje na polepszenie koniunktury w badanym sektorze gospodarki. Sentyment poprawił także Austan Goolsbee. Przewodniczący FED z Chicago powiedział, że decydenci uważnie obserwują sytuację rynkową i są gotowi do podjęcia odpowiednich kroków, jeżeli zajdzie taka konieczność. Powyższe ostudziło nerwową i recesyjną atmosferę w Stanach, co wsparło amerykańską walutę. Dziś kurs USD/PLN o godzinie 13:00 to 3,95 PLN, czyli o 3 grosze wyżej niż wczoraj.
Słabe dane strefy euro
Umocnieniu dolara, a jednocześnie osłabieniu euro towarzyszył wysyp złych danych z państw należących do Wspólnoty. Wczorajsze indeksy PMI dla usług z Hiszpanii, Włoch i Francji znalazły się poniżej oczekiwań. Dodatkowo z poziomu -7,3 pkt. do -13,9 pkt. spadł indeks Sentix obrazujący oczekiwania inwestorów odnośnie rynków. Ponadto dziś dowiedzieliśmy się o kolejnych spadkach zamówień w niemieckim przemyśle, które są jeszcze głębsze od poprzednich. Kurczy się także sprzedaż detaliczna w całej strefie euro. Wysyp takiej liczby niekorzystnych publikacji osłabia dziś euro, które o godzinie 13:00 broni wsparcia 1,09 USD na wykresie EUR/USD.
Poprawiająca się sytuacja gospodarcza oraz stabilizacja warunków rynkowych przyczyniają się do rosnącego optymizmu wśród inwestorów z sektora private equity w Europie Środkowej. Jak wynika z najnowszej edycji raportu „Central Europe Private Equity Confidence Survey”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, aż 84 proc. respondentów zakłada, że rok 2024 będzie korzystny dla działalności inwestycyjnej. Również przewidywania dotyczące aktywności inwestycyjnej wskazują na stabilizację – ponad połowa ankietowanych (51 proc.) oczekuje, że pozostanie ona na dotychczasowym poziomie. Jednocześnie coraz więcej inwestorów private equity zaczyna uwzględniać kwestie środowiskowe i zrównoważony rozwój w swoich strategiach inwestycyjnych, widząc w nich dodatkowy potencjał wzrostu.
Indeks Zaufania, opracowywany od ponad 20 lat przez firmę doradczą Deloitte, odzwierciedla nastroje lokalnych uczestników rynku private equity w Europie Środkowej. Na początku lipca br. jego wartość osiągnęła 118 punktów, co oznacza wzrost o 11 punktów w porównaniu z grudniem 2023 r. i o 60 punktów od najniższego poziomu, który w czerwcu 2022 r. wyniósł 58 punktów. To już czwarty z rzędu wzrost, który wskazuje na niezachwianą poprawę nastrojów inwestorów. Obecna wartość Indeksu przekracza średnią historyczną badania, wynoszącą 111 punktów. Aktualne ożywienie rynku jest bardziej stopniowe i trwałe, co wskazuje na większą ostrożność inwestorów wynikającą z ich długoletniego doświadczenia w radzeniu sobie z różnymi cyklami gospodarczymi i zmiennymi warunkami rynkowymi.
– Ta rozwaga widoczna jest chociażby w przewidywaniach na przyszłość – wśród ankietowanych aż 59 proc. oczekuje stabilizacji warunków ekonomicznych, a blisko jedna trzecia zakłada ich poprawę. Jednocześnie w tym obszarze widoczny jest wyraźny spadek pesymizmu – z 43 proc. rok temu do 10 proc. obecnie. To bardziej optymistyczne nastawienie jest niewątpliwie wzmocnione przez solidne wyniki gospodarek regionu. Według prognoz EBRD, PKB Europy Środkowej ma wzrosnąć w tym roku o 2,2 proc., a do 2025 roku może osiągnąć 3,1 proc. Szczególnie Polska ma silne perspektywy dalszego rozwoju, z prognozowanym wzrostem na poziomie 2,8 proc. w tym roku – mówi Michał Tokarski, partner zarządzający działem doradztwa finansowego Deloitte w Polsce, lider zespołu M&A Corporate Finance.
Warunki sprzyjające aktywności transakcyjnej
Spadająca inflacja oraz pojawienie się alternatywnych źródeł finansowania, takich jak fundusze kredytowe, będące mniej podatne na zmiany stóp procentowych dzięki zobowiązanemu kapitałowi, poprawiają płynność na rynku w Europie Środkowej. W wyniku tego obserwujemy znacznie bardziej optymistyczne nastawienie inwestorów – zgodnie z cyklicznym badaniem Deloitte, jedna trzecia spodziewa się wzrostu dostępności finansowania dłużnego (33 proc.), a niemal 60 proc. oczekuje, że obecny poziom utrzyma się do końca roku.
Kolejne oznaki optymizmu widać też w liczbie respondentów, którzy planują do końca 2024 roku skoncentrować się na nowych inwestycjach. Aż 59 proc. z nich deklaruje, że zamierza poświęcić więcej czasu na kolejne inwestycje. To wzrost o 10 p.p. w porównaniu do poprzedniego półrocza. Z kolei liczba funduszy, które chcą skupić się na zarządzaniu dotychczasowym portfelem spółek, zmniejszyła się w ciągu sześciu miesięcy – z 35 proc. do 25 proc.
Pozytywne są też przewidywania dotyczące poziomu aktywności na rynku. Ponad połowa respondentów (51 proc.) zakłada, że utrzyma się ona bez zmian, co stanowi wzrost o 14 proc. w stosunku do rezultatu uzyskanego w poprzedniej edycji badania. Natomiast dwóch na pięciu (43 proc.) ankietowanych spodziewa się wzrostu aktywności i jest to nieznacznie niższy wynik niż w poprzednim badaniu (49 proc.).
– W obecnych warunkach rynkowych fundusze private equity są wyraźnie bardziej skłonne do podejmowania kolejnych wyzwań, co widać w ich gotowości do realizacji nowych transakcji. Stabilność płynności finansowej oraz wzrost dostępności długu stwarzają sprzyjające warunki do inwestowania. Inwestorzy dostrzegają coraz więcej atrakcyjnych możliwości na rynku – niemal połowa z nich uważa, że jest ich więcej niż sześć miesięcy temu. To pozytywny sygnał dla całego sektora, wskazujący na zdrową dynamikę i perspektywy dalszego wzrostu – mówi Arkadiusz Strasz, partner w dziale doradztwa finansowego w Deloitte, M&A Transaction Services.
Powrót większych transakcji
Najnowsza edycja badania wskazuje również, że na rynek mogą wracać większe transakcje. Ponad dwie piąte respondentów (41 proc.) spodziewa się wzrostu średniej wielkości operacji, co stanowi ponad dwukrotny wzrost w porównaniu z ostatnim badaniem. Co ciekawe, po raz pierwszy od dekady, żaden z respondentów nie zakłada spadku wielkości transakcji. Łagodnej zmianie uległy też oczekiwania dotyczące kupna i sprzedaży. Niemal połowa respondentów (47 proc.) spodziewa się kupować więcej niż sprzedawać, co stanowi spadek o 10 p.p. w porównaniu do wyników z grudnia 2023 r., a ponad 40 proc. oczekuje równowagi między jednym i drugim działaniem. W kolejnej grupie znalazło się 12 proc. inwestorów, którzy zakładają, że będą więcej sprzedawać.
ESG i AI receptą na wydajność portfela?
Wyniki najnowszego badania Deloitte pokazują jednocześnie, że większość inwestorów Private Equity w Europie Środkowej coraz poważniej traktuje kwestie środowiskowe i zrównoważony rozwój. Ponad dwie piąte z nich (41 proc.) deklaruje, że zaczęło opracowywać przyszłe zobowiązania i cele w zakresie neutralności klimatycznej, a jedna piąta wdrożyła już formalne zobowiązania i cele w zakresie dekarbonizacji. Ponadto, coraz więcej uczestników rynku integruje czynniki ESG w swoich strategiach. Wśród ankietowanych, 53 proc. firm potwierdza, że wdrożyło politykę inwestycyjną uwzględniającą czynniki ESG, a 18 proc. podjęło konkretne działania związane z poprawą ESG wśród firm portfelowych.
– Firmy private equity na całym świecie coraz częściej włączają zrównoważony rozwój, aspekty środowiskowe, społeczne i z zakresu ładu korporacyjnego do swoich decyzji i planów biznesowych. Europa Środkowa nie stanowi w tej sytuacji wyjątku. Biorąc pod uwagę wyraźny wpływ wyników ESG na wyceny, spodziewamy się, że fundusze private equity odegrają znaczącą rolę w pomaganiu firmom w regionie w ciągłym rozwoju w tym obszarze – mówi Julia Patorska, partnerka, liderka zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.
Co więcej, badanie wskazuje na rosnące znaczenie technologii, IT i aspektów związanych z cyberbezpieczeństwem w strategiach funduszy private equity w Europie Środkowej. Inwestorzy starają się poprawić wydajność swoich portfeli, korzystając z danych i sztucznej inteligencji. Ponad jedna trzecia firm (35 proc.) zajmuje się zarządzaniem danymi, ale jeszcze nie wykorzystuje AI, podczas gdy podobny odsetek współpracuje z zewnętrznymi konsultantami w celu wdrożenia tych technologii. Jednocześnie przeszło jedna dziesiąta (12 proc.) inwestorów deklaruje, że posiada już wewnętrzne zespoły ekspertów wspierające ich portfolio w tym zakresie.
O 31,7% r/r spadła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w lipcu 2024 r. – informuje BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe. Wartość Indeksu oznacza, że w lipcu 2024 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę niższą o 31,7% w porównaniu do lipca 2023 r.
W lipcu 2024 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało 30,63 tys. potencjalnych kredytobiorców w porównaniu do 43,44 tys. rok wcześniej, co przekłada się na spadek r/r prawie o 30%. W porównaniu do czerwca 2024 r. liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy jednak wzrosła o 11,6%.
Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego wyniosła w lipcu 2024 r. 435,88 tys. zł i była wyższa o 6,2% niż w lipcu 2023 r. W porównaniu do czerwca 2024 r. jednak nieznacznie spadła o 1,6%.
– Zgodnie z przewidywaniami, popyt na kredyty mieszkaniowe wyhamował po zakończeniu przyjmowania wniosków w ramach ubiegłorocznego Programu Bezpieczny Kredyt 2 proc. Pomimo obaw, zainteresowanie kredytami mieszkaniowymi nie spadło jednak do poziomu sprzed uruchomienia Programu i obecnie jest ono o około 1/3 niższe niż w lipcu zeszłego roku. Natomiast w relacji m/m, tj. porównaniu do czerwca br., liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy wzrosła o ok. 11%. I jest to informacja pozytywna. Być może jest to „efekt zniecierpliwienia” potencjalnych beneficjentów zapowiadanego nowego programu wsparcia kredytobiorców. Osoby te złożyły wnioski o kredyt na warunkach rynkowych – mówi dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.
Przyczyny ujemnego odczytu BIK Indeksu Popytu na kredyty mieszkaniowe w lipcu br.
– W lipcu 2023 r., mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem skumulowanego popytu na kredyty mieszkaniowe z pierwszego półrocza ub. roku, związanym ze wstrzymywaniem się kredytobiorców z wnioskami o kredyt, w oczekiwaniu na uruchomienie Programu Bezpieczny Kredyt 2 proc. Obecnie rozpoczyna się więc okres wysokiej bazy od lipca zeszłego roku. To główna przyczyna niskiego odczytu BIK Indeksu Popytu na hipoteki w lipcu tego roku. Mamy więc efekt odwrotny od tego, jaki występował w pierwszym półroczu bieżącego roku, gdy porównywaliśmy poziom popytu do niskiej bazy pierwszego półrocza zeszłego roku. Teraz będziemy świadkami odwrotnego efektu, tzn. efektu wysokiej bazy drugiego półrocza 2023 r. Przyczyni się to do spadku wartości Indeksu w kolejnych miesiącach bieżącego roku – tłumaczy Rogowski i dodaje kolejny istotny aspekt:
– Drugim ważnym czynnikiem, częściowo kompensującym spadek lipcowej wartości Indeksu br. wywołanym niższą liczbą wnioskodawców, jest wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu do wartości 435,88 tys. zł. Jest to kwota o 6,2% wyższa niż w lipcu ubiegłego roku. Wnioskowaniu o coraz wyższe kwoty kredytów sprzyja wzrost zdolności kredytowej w wyniku realnego wzrostu wynagrodzeń przy stabilnym poziomie stóp procentowych.
Przedsiębiorstwo z Warszawy, działające w branży nieruchomości, ustanowiło rekord w zadłużeniu. Ma ono 20,5 mln zł zaległości wobec firmy doradczo-finansowej udzielającej pożyczek na inwestycje, co jest najwyższą kwotą odnotowaną w bazie danych Krajowego Rejestru Długów. Widnieje tam aż 727 firm, które obarcza co najmniej milion złotych nieuregulowanych zobowiązań. Z tak dużych obciążeń trudno wyjść na prostą. Rykoszetem dostają kontrahenci, którzy nie otrzymują pieniędzy za dostarczone towary bądź wykonane usługi.
Według najnowszej analizy Polskiego Instytutu Ekonomicznego na koniec czerwca tego roku 30 proc. firm miało spadającą wartość sprzedaży, a co 4. malejącą liczbę nowych zamówień w stosunku do maja br. Szybującą wartością sprzedaży może się cieszyć zaledwie 18 proc. firm, a zwiększoną liczbą nowych zamówień – 15 proc. Oznacza to, że od ponad dwóch lat udział firm ze spadkiem wartości sprzedaży i liczby nowych kontraktów przeważa nad firmami notującymi ich wzrost. Najgorsza była sytuacja firm z branży TSL (transport, spedycja, logistyka), w których przewaga ta wynosiła 20 pkt. proc. W opinii ekspertów problemy finansowe w polskich firmach są związane ze zmniejszającym się popytem zagranicznym. Wynika to ze słabej koniunktury w państwach strefy euro i nadal niestabilnej sytuacji w europejskim sektorze przemysłowym.
Ale to niejedyny powód do zmartwień dla polskich przedsiębiorców. Na rynku funkcjonują bowiem firmy, które mają na koncie rekordowe zadłużenie, co pogłębia problemy finansowe ich kontrahentów. Partnerzy muszą więc uzbroić się w cierpliwość, aby otrzymać zapłatę. Jednak bierne czekanie nierzadko skutkuje brakiem pieniędzy na regulowanie bieżących zobowiązań czy zakup materiałów do realizacji zakontraktowanych zamówień. Problemy dłużników-milionerów przekładają się więc na całą gospodarkę, która tworzy system naczyń połączonych.
– Na tle wszystkich zadłużonych przedsiębiorstw wyróżniają się rekordziści, a więc firmy mające na koncie przynajmniej milion złotych zaległości. Dla tych, które wykazują duże obroty rzędu kilkuset milionów złotych rocznie, taka kwota nie stanowi wielkiego problemu, choć obiektywnie jest ogromna. Jednak dla ich mniejszych dostawców i podwykonawców oznacza wyzwanie, bo muszą szukać pieniędzy na sfinansowanie swojej działalności, zamiast operować tymi, które przecież zarobili. W małych podmiotach brak zapłaty za jedną lub dwie faktury nawet na kilkanaście tysięcy złotych powoduje mocną „zadyszkę” finansową. Według naszych danych 30 procent dłużników-milionerów ma jednego wierzyciela, ale pozostali już dwóch lub więcej. Rekordzista zalega z uregulowaniem zobowiązań wobec aż czterdziestu kontrahentów – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.
„Milionerzy” znad Wisły
Rekordowe zadłużenie przedsiębiorstwa z Warszawy, wynoszące 20,5 mln zł, to nie odosobniony przypadek. Skala problemu jest bardzo duża, bo w KRD widnieje ponad 700 firm, które mają do oddania minimum milion złotych. Dla porównania przeciętne zadłużenie notowane w KRD, przypadające na jedno przedsiębiorstwo, wynosi 38,4 tys. zł.
Najwięcej „milionerów” działa w województwie mazowieckim, które pod tym względem wyraźnie wyprzedza inne regiony. Znajdziemy tam 202 firmy, które mają przynajmniej milion złotych zaległości. Łącznie zgromadziły one 450,2 mln zł nieuregulowanych zobowiązań. Natomiast na Śląsku funkcjonuje 92 takich dłużników, którzy muszą oddać 186,7 mln zł. Trzecie w tym gronie są podmioty z Wielkopolski – tam 74 przedsiębiorstwa nie zapłaciły kontrahentom 142,6 mln zł.
Duże miasta – duże długi
Patrząc przez pryzmat wielkości miejscowości, w których działają rekordziści, prym wiodą miasta o wielkości 300-500 tys. mieszkańców. Wierzyciele ulokowanych tam firm czekają na zwrot 620,7 mln zł, a na dług składają się niezapłacone zobowiązania 267 firm. Ale także w najmniejszych miejscowościach o liczebności 5-10 tys. mieszkańców znajdziemy „milionerów”. Funkcjonuje tam 28 takich przedsiębiorstw, które łącznie muszą spłacić 53,1 mln zł.
Najmocniej obarczona wysokimi długami jest branża handlowa. Tam „milionerzy” zgromadzili 333,6 mln zł zaległości. Niemała suma 280,6 mln zł obciąża przedsiębiorstwa przemysłowe, zaś 242 mln zł firmy budowlane. Niebagatelne długi mają również rekordziści z branży transportowej i magazynowej, tj. 205,7 mln zł, oraz podmioty działające na rynku nieruchomości – 90,2 mln zł.
Wśród rekordowo zadłużonych podmiotów dominują, co zrozumiałe, te największe, czyli spółki prawa handlowego.
Z pustego i „milioner” nie naleje
Zaległe płatności rekordzistów rozkładają się na wierzycieli z różnych branż. Najwięcej, bo 520,6 mln zł, muszą oni zapłacić bankom, firmom leasingowym i faktoringowym. Z kolei 286,6 mln zł to dług wobec funduszy sekurytyzacyjnych i firm windykacyjnych. Na zwrot 150,2 mln zł czekają przedsiębiorstwa handlowe, na 120,3 mln zł dostawcy energii, a na 101,7 mln zł firmy z sektora budowlanego. Ponadto rekordziści ją winni 72 mln zł podmiotom z branży przemysłowej i 70,2 mln zł sprzedawcom paliwa. Natomiast 46,1 mln zł to zaległości za abonament telefoniczny, Internet i telewizję.
– Istotna jest nie tylko kondycja finansowa zadłużonego przedsiębiorstwa, ale i skala jego działalności. Im większa, tym wyegzekwowanie pieniędzy przez kontrahentów bardziej realne. Firmy zadłużone na bardzo duże kwoty nie są rzadkością na rynku. Przykłady z branży handlowej i przemysłowej, które zgromadziły najwyższe kwoty milionowych zaległości, pokazują, jak ważny z punktu widzenia kontrahentów jest stały monitoring płatności. Umożliwia on pełną kontrolę nad terminowością spłat dokonywanych przez kontrahentów, co w rezultacie pomaga zapobiec eskalacji problemu, jakim są rosnące zatory w regulowaniu należności przez partnerów biznesowych – wyjaśnia Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.
Jednym z najważniejszych elementów monitoringu należności jest przypominanie kontrahentom o zbliżających się okresach płatności. Regularne powiadomienia i przypomnienia przyspieszają proces spłat i utrzymują terminowość wpłat. Dodatkowo, bieżąca aktualizacja salda dłużnika pozwala na natychmiastowe zamykanie spraw, gdy zobowiązania zostaną uregulowane.
Pomocne w ograniczaniu ryzyka biznesowego jest także monitorowanie sytuacji finansowej kontrahentów. Sprawdzanie w biurach informacji gospodarczej, czy nie zostali dopisani jako dłużnicy, umożliwia reagowanie na zmieniającą się sytuację płatniczą. Można wówczas np. zmodyfikować warunki umowy, zmienić termin lub formę płatności z niepewnym klientem, aby zabezpieczyć swoje finanse.
Dane z rynku pracy z USA obnażyły słabość amerykańskiej gospodarki. Totalna wyprzedaż na rynkach, czerwono na giełdach, tanieje ropa naftowa. Złoty twardo „stoi na nogach” na bazie utrzymywania się głównej pary walutowej świata powyżej 1,09.
Potężne ruchy
Końcówka poprzedniego tygodnia przyniosła niesamowite reperkusje na rynkach finansowych. Wszystko za sprawą prezentacji fatalnych danych z amerykańskiego rynku pracy, które momentalnie otworzyły drzwi do dyskusji odnośnie recesji. W lipcu liczba nowych miejsc pracy poza rolnictwem wzrosła o jedyne 114 tys., przy oczekiwaniach na poziomie 175 tys. Zawiodła również stopa bezrobocia, która wzrosła do poziomu 4,3%, czyli najwyższego od jesieni 2021 roku. Tak kiepski raport, zresztą najgorszy od niemal 9 lat, przyczynił się do dyskusji, której wnioski można by streścić słowami: luzowanie w amerykańskiej polityce monetarnej staje się koniecznością. Część analityków wskazała nawet potrzebę cięcia od razu o 50 pkt bazowych. Widać to na notowaniach EUR/USD, gdzie szybko kurs wyskoczył ponad granicę 1,09. Jeszcze większy ruch odnotowaliśmy na parze USD/JPY, która nurkuje w kierunku poziomu 140. Tylko dzisiaj kurs spada o niesamowite 2,76%, co jak na rynek FX jest wyjątkowym ruchem.
Widmo recesji odżyło
Ryzyko recesji w USA uderza też mocno w rynki giełdowe, na których od piątku notujemy kilkuprocentowe spadki. Trzeba też dodać, że pod znakiem zapytania stanęła hossa napędzana sztuczną inteligencją, co widać doskonale po indeksie Nasdaq, który stracił w piątek 2,5%, a kontrakty na dzisiejsze otwarcie wskazują ponad -4,5%. Cierpią nie tylko parkiety za oceanem, bo również spore straty notuje niemiecki DAX tracący dzisiaj 2,7%. Wyprzedaż nie ominęła również rodzimego parkietu, gdzie WIG20 nurkuje o ponad 4%. Skoro mówimy o możliwej recesji w USA, to nie może dziwić fakt spadku popytu na surowce. Ropa naftowa tanieje dzisiaj o blisko 2%, a notowania WTI zbliżają się do poziomu 70 USD za baryłkę. Risk off uderza też w kryptowaluty, Bitcoin osuwa się dzisiaj o 12,5%.
To nie czas na ryzyko
Widać więc, że aktywa rynków wschodzących mają aktualnie mocno pod górkę, a popyt jest przede wszystkim na te bezpieczne, takie jak JPY czy CHF. W tym trudnym położeniu całkiem nieźle radzi sobie PLN, który póki co utrzymuje się w relacji do euro na poziomie bliskim 4,30. Trwałe złamanie tego poziomu może jednak wywindować kurs na kolejny opór w rejonie 4,33. Jeśli i tutaj wyprzedaż się nie zatrzyma, to kolejny jest dopiero w okolicach 4,40. Poza fatalnym raportem z rynku pracy w USA, trzeba też wspomnieć o niesprzyjających informacjach geopolitycznych. W Bangladeszu krwawo stłumiono protesty mieszkańców, w wyniku czego rezygnację złożyła pani premier. Ciągle wisi w powietrzu eskalacja konfliktu na linii Izrael-Iran, ze względu na możliwy odwet za zabicie ważnych członków Hamasu czy Hezbollahu. Takie nagromadzenie niepokojących czynników nie pomaga, inwestorzy unikają ryzyka, co może się wiązać z silną presją na PLN. Póki co wysokie poziomy EUR/USD pomagają złotemu uchronić się przed silniejszą wyprzedażą.
Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl
Słaby raport z amerykańskiego rynku pracy potwierdził obawy, że gospodarka USA zwalnia szybciej, niż spodziewała się lub życzyłaby sobie tego Rezerwa Federalna. Rynkowy strach, idący w parze z odwrotem od carry trade, zwiększył zyski jena japońskiego, który w parze z dolarem amerykańskim zyskał 5%.
Kluczowe punkty:
USD traci po słabym raporcie NFP za lipiec.
W obliczu ryzyka recesji wyceniane są agresywne cięcia stóp procentowych Fedu w 2024 r.
BoE obniża stopy o 25 pb. i sygnalizuje stopniowe rozluźnianie polityki monetarnej.
JPY silnie zyskuje na malejących różnicach wycen stóp procentowych w Japonii oraz USA.
PLN pod presją, radzi sobie jednak lepiej niż wiele innych walut EM.
Rynki zaczęły wyceniać bardziej agresywny cykl obniżek stóp procentowych Fedu, spodziewając się, że część cięć do końca roku może przewyższać standardowe (o 25 pb.). Znacznie straciły aktywa ryzykowne, bezpieczne waluty doświadczyły zaś aprecjacji. Ponownie świetnie radził sobie jen japoński, który po podniesieniu stóp procentowych Banku Japonii i w otoczeniu trwającego odwrotu inwestorów od transakcji carry trade umocnił się w skali tygodnia o 5% względem dolara amerykańskiego. Dla walut rynków wschodzących ostatnie dni były trudne. Wyjątek stanowią waluty azjatyckie, które korzystają na sile jena i juana, jako że rynki w dalszym ciągu wycofują się z zakładów przeciwko nim. W tym niełatwym otoczeniu odporność wykazuje złoty.
W ciągu zaledwie dwóch tygodni rynkowe oczekiwania dotyczące działań banków centralnych uległy istotnej zmianie. Wyceny cięć Rezerwy Federalnej do końca roku wzrosły z ledwie dwóch do odpowiadających ponad pięciu ruchom po 25 pb. W przypadku Europejskiego Banku Centralnego i Banku Anglii zmiany nie są aż tak duże, jednak również znaczące. Na skutek tych wydarzeń traci dolar, dzięki statusowi waluty safe haven jego wyprzedaż jest jednak dotąd dość ograniczona.
Pod kątem informacyjnym ten tydzień może być jednym z najspokojniejszych w tym roku – nie będzie bowiem istotnych raportów ekonomicznych ani posiedzeń banków centralnych. Jest prawdopodobne, że reakcja rynków na ubiegłotygodniowy słaby raport z amerykańskiego rynku pracy była nadmierna, a najbliższe dni mogą przynieść częściowe odwrócenie tych trendów.
PLN
Związana z obawami o recesję globalna presja na aktywa ryzykowne i odwrót od carry trade nie oszczędziły złotego. Jest on jednak póki co stosunkowo odporny, szczególnie w porównaniu z walutami Ameryki Łacińskiej. Presję na złotego może ograniczać wzrost pary EUR/USD.
Globalne obawy są zwiększone, a zmienność wysoka, trudno więc oczekiwać, że w krótkim terminie kurs EUR/PLN, oscylujący obecnie wokół poziomu 4,30, wróci do niedawnych minimów. Ryzyka wzrosły, a ruchy na rynku bywają nieprzewidywalne. Tym razem lato nie jest spokojne. Jeśli chodzi o sytuację w kraju, ostatni odczyt inflacji CPI pokazał, że wzrosła ona w lipcu do 4,2% (z 2,6%), powyżej celu NBP (2,5% ± 1 pp.), co nastąpiło w kontekście częściowego wycofania tarczy energetycznej. Mimo że wzrost ten był słabszy, niż oczekiwano, powinien wspierać jastrzębią postawę banku centralnego.
Na fali globalnych trendów rynki zaczęły wyceniać znacznie bardziej agresywne tempo rozluźniania polityki monetarnej i przewidują spadek stóp procentowych w Polsce z 5,75% obecnie do ok. 4% na koniec przyszłego roku. W ciągu kilku dni zmieniły wycenę mniej więcej o ekwiwalent trzech cięć po 25 pb., co nawet jak na zwykle zmienne wyceny jest ruchem ogromnym. Podkreśla to dodatkowo, jak duży wpływ na lokalne aktywa ma sytuacja zewnętrzna. W nadchodzących dniach handel złotym powinien w dalszym ciągu zależeć od globalnej sytuacji, szczególnie że nie będzie wielu odczytów z kraju. Wciąż jesteśmy pozytywnie nastawieni wobec perspektyw złotego, ryzyka dla waluty są jednak coraz wyraźniej zarysowane.
EUR
Słabe dane z amerykańskiego rynku pracy spowodowały duży rozstrzał między wycenami cięć stóp procentowych po obu stronach Atlantyku – oczekiwania wobec EBC zmieniły się w znacznie mniejszym stopniu niż wobec Fedu. Wsparło to euro w ciągu kilku ostatnich sesji handlowych, a dziś rano kurs EUR/USD wzrósł do najwyższego od marca poziomu 1,095.
Inflacja w lipcu i PKB w II kwartale w strefie euro okazały się wyższe, niż oczekiwano. Dodatkowo utrzymało to w ryzach zmiany wycen cięć stóp procentowych EBC i wsparło wspólną walutę w okresie letniego handlu charakteryzującego się mniejszą aktywnością. Ten tydzień będzie wyjątkowo cichy pod względem danych z bloku, spodziewamy się więc, że handel euro będzie zależał w dużej mierze od oczekiwań dotyczących cięć stóp procentowych Rezerwy Federalnej.
USD
Lipcowy raport NFP (non-farm payrolls) z amerykańskiego rynku pracy był słaby – przyrost miejsc pracy był niski (114 tys. względem oczekiwanych 175 tys.), stopa bezrobocia sięgnęła najwyższego od października 2021 r. poziomu 4,3%, wzrost płac był zaś ograniczony (3,6%). Rezerwa Federalna po środowym posiedzeniu silnie sugerowała, że we wrześniu dojdzie do cięcia stóp procentowych, nie było jednak sygnałów dotyczących większej ich skali, wydaje się więc, że powyższe dane ją zaskoczyły.
Uważamy, że zmiany rynkowych wycen obniżek – obecnie ponad pięć o 25 pb. w pozostałej części 2024 r., co implikuje dwie o 50 pb. – są zbyt silną reakcją na pierwszy w tym roku tak słaby raport z rynku pracy. Wydaje się jasne, że w obliczu braku pierwszorzędowych danych ze Stanów w tym tygodniu dolar może mieć trudności.
GBP
Bank Anglii obniżył w ubiegłym tygodniu stopy procentowe o 25 pb., czego spodziewaliśmy się zarówno my, jak i większość ekonomistów, podział głosów 5:4 był jednak bardzo wyrównany. Ruch ten jest postrzegany jako „jastrzębie cięcie”, ponieważ Rada nie zdecydowała się zobowiązać do dalszych ruchów w dół ani nie zapewniła żadnego forward guidance, zastrzegła jednak przy tym, że nie zamierza obniżać stóp procentowych zbyt szybko ani zbyt silnie. Uważamy, że jest to spójne z cięciami na co drugim posiedzeniu, a do najbliższego ruchu w dół może dojść w listopadzie.
Funt radził sobie całkiem nieźle w obliczu rynkowej zmienności i globalnej ucieczki do bezpiecznych aktywów i zakończył tydzień spadkiem o mniej niż 0,5% względem dolara oraz nieco większym względem euro. W tym tygodniu nie poznamy żadnych istotnych danych z Wysp, wciąż jednak uważamy, że odporny popyt, stosunkowo wysokie stopy procentowe i perspektywy lepszych relacji z Unią Europejską dobrze wróżą brytyjskiej walucie.
JPY
W ubiegłym tygodniu jen japoński ponownie doświadczył silnej aprecjacji. Spowodowały ją reakcje rynku na jastrzębie oświadczenie Banku Japonii (BoJ) i piątkowa publikacja raportu NFP z amerykańskiego rynku pracy, która napędziła skup bezpiecznego jena w obliczu rosnących obaw dotyczących recesji w USA. Przewidywany bardziej agresywny cykl cięć stóp procentowych Fedu i bardziej zdecydowane zacieśnienie polityki przez BoJ zwiększa szanse na znacznie szybsze zmniejszenie różnicy między stopami procentowymi w USA i Japonii, co jest zdecydowanie korzystne dla jena.
Dla uczestników rynków istotne będą dane dotyczące wzrostu płac (wtorek 06.08), które mogą być decydujące dla polityki BoJ. Jako że kurs USD/JPY wrócił do poziomu ok. 142, presja na Bank Japonii, by w dalszym ciągu podnosił stopy procentowe, będzie znacznie mniejsza. Obecnie rynki spodziewają się, że do końca roku stopy pozostaną na niezmienionym poziomie.
Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury
Jeżeli ktoś liczył na spokojne zakończenie tygodnia w piątek, to mocniej nie mógł się pomylić. Piątkowe dane z USA rozpoczęły reakcję łańcuchową na rynkach. Należy jednak pamiętać, że nie tylko one są powodem aktualnej sytuacji.
Amerykanie dali sygnał
W piątek dane z amerykańskiego rynku pracy zanosiły się na bardzo interesujące. Po słabszych odczytach cząstkowych pojawiły się spekulacje o możliwym słabszym odczycie za lipiec. Rynek był przygotowany na niewiele, ale otrzymał jeszcze mniej. Spodziewano się niewielkiej liczby w zmianie zatrudnienia, ale otrzymano około ⅔ oczekiwań. Do tego wzrost bezrobocia z 4,1% od razu na 4,3%. I jeszcze na deser słabsze odczyty zamówień – 6,7% spadku zamówień na dobra trwałego użytku w ujęciu miesięcznym w czerwcu. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Inwestorzy bardzo szybko rozpoczęli ucieczkę od dolara. W czwartek dolar był najsilniejszy względem euro w ciągu ostatniego miesiąca, dzisiaj rano jest już najsłabszy od marca. Warto pamiętać, że cały czas trwa też masowa ucieczka kapitału z USA do Japonii na spłatę tanich kredytów w jenie, które po ostatnich zmianach kursów przestają być aż tak tanie. Wygląda na to, że ostatnie dane tylko przyspieszyły ten ruch.
Szybka zmiana oczekiwań
Jeszcze tydzień temu mówiliśmy o tym, że we wrześniu obniżka stóp procentowych o 0,25% jest niemal pewna. Dzisiaj rynek przewiduje już zdecydowanie 0,5% w dół. Jeszcze miesiąc temu analitycy spodziewali się drugiej obniżki w grudniu i łącznego spadku stóp procentowych do końca roku o 0,5%. Dzisiaj oczekiwania uległy gwałtownej zmianie. Oczekuje się spadku o 1,25%. Powodem jest głównie rynek pracy. Rezerwa federalna nie chce mieć na koncie wywołania fali bezrobocia w ramach walki z inflacją. Inwestorzy szybko zatem doszli do wniosku, że Fed będzie starał się tańszym kredytem bronić miejsc pracy, nawet kosztem utrzymania dłużej podwyższonego wzrostu inflacji. W rezultacie historia opowiadana na ostatniej konferencji prasowej po decyzji Fed już się zdezaktualizowała. Jeszcze w środowy wieczór słuchaliśmy o tym, że do obniżek konieczne jest zmierzanie inflacji do celu. Półtorej dnia później historia ta już niemal nie istnieje.
Przeceny idą dalej
Wstrząsy po tych danych na rynkach to nie tylko para EURUSD. Na obligacjach widać gwałtowny spadek rentowności, a to przecież z nich liczy się szanse na dalsze zmiany stóp procentowych. Giełdy również gwałtownie spadają. Główne indeksy europejskie otwierały się dzisiaj z przeceną 2-3%. Podobnymi spadkami zamykały się w piątek indeksy amerykańskie. Z kolei Japonia zaliczyła dzisiaj ponad 12% spadku. To nie jest tak, że rynek lubi próżnię. Pieniądze, oprócz obligacji, gdzie doprowadziły do dużego spadku rentowności, trafiły również na rynek złota. Ten kruszec w piątek po raz kolejny w tym roku pobił nominalny rekord wartości. Spadki nie ominęły też rynku ropy.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy,
16:00 – USA – zamówienia na dobra.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
Piątkowy raport z amerykańskiego rynku pracy wprowadził dużo paniki. Rosną spekulacje, że Fed przegapił moment startu cyklu obniżek stóp procentowych i teraz będzie musiał nadrabiać zaległości. Wg rynkowej wyceny wrześniowa obniżka jest już przesądzona, teraz dyskusje dotyczą skali redukcji. Pojawiają się głosy za ruchem w dół o 50 punktów bazowych. Indeksy w Azji mocno tracą, japoński Nikkei spadł o blisko 12,5 proc. 3-dniowa przecena (-21 proc.) to największy spadek od kilkudziesięciu lat. Na fali umocnienia znajduje się japoński jen. Spadają rentowności obligacji rządowych (amerykańskich, japońskich). Indeks strachu wzrósł do poziomu najwyższego od 2020 roku. Obserwujemy globalną awersję do ryzyka. Napięcia na Bliskim Wschodzie jedynie pogarszają nastroje.
Publikacja piątkowego raport NFP wprowadziła dużo zamętu. Rynek przede wszystkim zmienił swoje oczekiwania dotyczące obniżek stóp procentowych w USA. Teraz dyskusje o wrześniu nie dotyczącą tego czy nastąpi start luzowania, tematem jest skala działań Fed-u. W praktyce rynek skłania się obecnie ku dwóm obniżkom stóp po 50 punktów bazowych we wrześniu i listopadzie. Swoje prognozy zmieniają duże instytucje finansowe. Na rynku mówiło się nawet o awaryjnym cięciu przed wrześniowym posiedzeniem. Ten tydzień pod kątem makro wydaje się być dość nudny. Dziś poznamy jeszcze raport ISM dla amerykańskich usług. Rynek będzie miał czas na spokojną i chłodną ocenę bieżącej sytuacji.
Negatywne nastroje starają się studzić poszczególni przedstawiciele Fed. Austan Goolsbee z oddziału Chicago podkreślił, że bank nie zareaguje przesadnie na ostatni raport NFP. Starał się uspokajać inwestorów pokazując, że to dopiero pojedyncza publikacja a przed kolejnym posiedzeniem Fed otrzyma wiele innych danych, które rozjaśnią sytuację. Thomas Barkin z Richmond Fed stwierdził , że jeśli chodzi o rynek pracy to „wracamy do normalności”. Widać, że celem Rezerwy Federalnej jest tonowanie nastrojów i działania mające na celu zredukowanie rynkowej zmienności. Jak na razie to się nie udaje.
Sytuacja na amerykańskim rynku pracy pogorszyła się ostatnio i to nie ulega wątpliwości. Ale liczby nie pokazują załamania a jedynie mocniejsze spowolnienie, czego tak naprawdę oczekiwał Fed. Rynek szukał pretekstu do wyprzedaży i go znalazł. Moim zdaniem reakcja może być przesadzona. Jeszcze jakiś czas temu złe dane były dobrymi danymi dla rynku akcji, bowiem inwestorzy interpretowali taką sytuację w ten sposób, że Fed po prostu szybciej zacznie obniżać stopy procentowe. Po ostatnim posiedzeniu FOMC interpretacja się zmieniła. Wygląda na to, że redukcja kosztu pieniądza została w pełni wyceniona a rynek zaczął bardzie obawiać się o wzrost gospodarczy niż o inflację, która w ostatnim czasie pozytywnie zaskakiwała niższymi wartościami. Teraz złe dane makro są po prostu odbierane jako coś negatywnego.
Nerwowość obrazuje wystrzał indeksu VIX w okolice 40 pkt – to najwyższy poziom od 2020 roku. Pokazuje on implikowaną zmienność na opcjach opartych o SP500. Wyższe jego wartości to dowód, że na rynku dzieje się źle. Beneficjentem ostatnich wydarzeń jest japoński jen. Spadek USD/JPY jest szczególnie dynamiczny. Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę, że notowania „powędrowały” bardzo wysoko w ostatnich miesiącach co daje dużą przestrzeń do korekty. Japońska waluta zyskuje z kilku powodów. Wzrost awersji do ryzyka powoduje, że kapitał płynie do jena tradycyjnie uznawanego za „bezpieczną przystań”. Dodatkowo wzmacniają się globalne transakcje „carry trade”. Do tego wszystkiego dochodzi decyzja Banku Japonii: druga podwyżka stóp i zapowiedz kolejnych.
Pomimo wzrostu awersji do ryzyka relatywnie silny pozostaje złoty. PLN jest mocny względem USD a także GBP. Lekko traci w relacji do EUR. W defensywie są waluty surowcowe (AUD,NZD). Na głównej parze walutowej obserwujemy podwyższoną zmienność. W dwa dni (dziś i w piątek) notowania zredukowały w pełni spadki trwające od połowy lipca. Kurs opuścił górą dużą formację trójkąta (która tworzyła się od roku) i tym samym teoretycznie otworzyła się droga na wyższe poziomy, przynajmniej do 1,1130.
Grupa Muszkieterów osiągnęła w pierwszym półroczu 2024 r. łączny obrót w wysokości blisko 5,2 mld zł w ramach zrzeszonych sieci Intermarché i Bricomarché, odnotowując niemal 7 proc. wzrost rok do roku. W ciągu sześciu miesięcy obie marki konsekwentnie realizowały obraną strategię rozwoju, co przełożyło się zarówno na otwarcia nowych placówek, jak i nowe udogodnienia oraz programy dla klientów. Tym samym Grupa Muszkieterów potwierdza założone cele i zakłada, iż mimo dynamicznej sytuacji rynkowej powinna osiągnąć pułap 11 mld zł obrotu na koniec 2024 roku.
Intermarché z nowymi sklepami i wzrostem obrotów
Dla sieci Intermarché pierwsze półrocze minęło pod znakiem rozwoju. Od stycznia do czerwca obroty szyldu, wraz ze stacjami paliw wyniosły 3,1 mld zł. To wynik, który przełożył się na wzrost sprzedaży o 2,9 proc. like-for-like bez udziału paliw. Marka uruchomiła w tym czasie 3 supermarkety o łącznej powierzchni 4,6 tys. mkw., a w następnych dwóch kwartałach planuje kolejne otwarcia.
Kluczowe w minionym półroczu było oświadczenie Intermarché o planach zawarcia sojuszu zakupowego z marką Auchan Polska. W maju br. sieci poinformowały o nawiązaniu współpracy partnerskiej, której celem jest utworzenie długoterminowego sojuszu zakupowego – unikatowej formy współpracy na polskim rynku. Sieci handlowe złożyły dwa wnioski do Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów o zgodę na koncentrację.
Intermarché aktywnie uruchamiało kolejne inicjatywy i akcje promocyjne dla klientów – od stycznia do czerwca włącznie marka przeprowadziła w sumie ponad 20 tys. promocji. Wśród nich były m.in. obniżki cen regularnych kilkuset produktów, kampania „Ceny WOW” oraz szereg specjalnych limitowanych ofert dla członków programu „Moje Intermarché”. Program lojalnościowy sieci cieszy się coraz większym zainteresowaniem klientów, jego grono wzrosło w I półroczu o ponad 150 tys. użytkowników, a w sumie liczy on aż 770 tys. zarejestrowanych członków. Jak wskazuje sieć, aż 23 proc. transakcji zrealizowanych od stycznia do czerwca, zostało przeprowadzonych z udziałem karty „Moje Intermarché”, co wskazuje na wzrost okazywalności o 13 p.p. rok do roku. W minionym półroczu sieć zrealizowała również drugą edycję popularnej akcji „Interpunkty”, w ramach której wydała ponad 60 tys. kuponów zniżkowych. Pod koniec lutego Intermarché uruchomiło również kampanię z marką MasterChef, która obejmowała program lojalnościowy dla klientów oraz sponsoring programu MasterChef Junior.
Sieć zapowiada kolejne działania w zakresie aktywizacji klientów również w drugiej połowie roku. Już 1 sierpnia rusza nowa odsłona programu lojalnościowego „Moje Intermarché”, która wprowadzi serię nowych możliwości i promocji dla stałych klientów sieci.
Marka stale wdraża ekologiczne rozwiązania w swoich sklepach – już w 30 proc. placówek zainstalowano panele fotowoltaiczne, a w aż 70 proc. sklepów wymieniono oświetlenie na ekologicznie wydajne.
W trakcie minionego półrocza sieć pozyskała 3 nowych przedsiębiorców, 4 rozpoczęło, a 3 kolejnych zakończyło szkolenia uprawniające do uruchomienia swojego sklepu pod marką Intermarché.
W omawianym okresie sieć Intermarché uruchomiła dwie kolejne przymarketowe stacje paliw. Łącznie pod szyldem sieci funkcjonuje aktualnie 70 stacji, a w planach są kolejne otwarcia. W raportowanym okresie litraż sprzedanego paliwa wzrósł o blisko 11% like-for-like. Tym samym Intermarché umacnia swoją pozycję lidera sektora paliwowego wśród sieci handlowych.
Bricomarché utrzymuje dwucyfrowy wzrost obrotów
Zgodnie z obraną strategią rozwoju, pierwsze półrocze br. było dla sieci Bricomarché okresem dynamicznej ekspansji – w ciągu sześciu miesięcy marka otworzyła 18 sklepów z 25. planowanych na cały rok. Nowe placówki są zlokalizowane w 9 województwach. W sumie sieć Bricomarché zakończyła czerwiec z liczbą 210. sklepów na terenie całej Polski. Sprzedaż wszystkich punktów sprzedaży wyniosła 2,1 mld złotych, co przełożyło się na 13,8 proc. wzrost rok do roku.
Sieć realizuje również rozwój w przestrzeni technologicznej. Bricomarché wdrożyło nowoczesny system ERP SAP S/4HANA w centrali zakupowej oraz składach budowlanych. Kolejnym etapem będzie rozszerzenie zakresu funkcjonowania o wszystkie punkty sprzedaży prowadzone przez niezależnych przedsiębiorców. To, jak do tej pory, największe i najbardziej kompleksowe wdrożenie technologiczno-biznesowe w historii marki.
Równocześnie sieć stale doskonali oferowane rozwiązania e-commerce. Od czerwca br. wszyscy użytkownicy aplikacji zyskali możliwość dokonywania zakupów przez Internet, a już wkrótce marka udostępni w aplikacji opcję dostępu do historii paragonów. Równocześnie liczba uczestników programu lojalnościowego Moje Bricomarché dynamicznie rośnie – od początku roku wzrosła aż o 23 proc., a liczba transakcji dokonanych przez członków programu wzrosła o 170 proc. rok do roku. Co więcej, w najbardziej aktywnych sklepach transakcje te stanowią 30 proc. wszystkich dokonanych zakupów.
Bricomarché kontynuowało wspieranie lokalnych społeczności, cel wpisujący się w kluczowe wartości sieci. W marcu br. marka powróciła do programu „Nasz Nowy Dom” jako główny sponsor wspierając kolejne polskie rodziny potrzebujące jak najszybszej poprawy warunków mieszkaniowych. Bricomarché rozpoczęło także współpracę z Bartoszem Ostałowskim, jedynym na świecie profesjonalnym kierowcą sportowym prowadzącym samochód wyłącznie stopami. Marka pomaga Bartoszowi w remoncie starej stolarni, która będzie siedzibą jego zespołu, dostarczając materiały budowlane i wykończeniowe.
Bricomarché także wdraża ekologiczne rozwiązania w swoich supermarketach – już ponad 50 proc. placówek ma zainstalowane panele fotowoltaiczne, a w aż 80 proc. sklepów wymieniono oświetlenie na ekologicznie wydajne.
Sieć pozyskała w czasie od stycznia do czerwca aż 10 nowych przedsiębiorców, podczas gdy 5 kolejnych ukończyło szkolenia uprawniające do uruchomienia swojego sklepu pod marką Bricomarché, a 8 innych kandydatów jest w trakcie szkolenia.
Plany Muszkieterów na następne miesiące
– Sieć Intermarché podjęła nowatorskie działanie, jakim była decyzja o nawiązaniu sojuszu zakupowego i z takim właśnie zapałem i ambicją chce podchodzić do rozwoju przez pozostałą część roku. Niezmiennie celem Intermarché jest stać się ulubionym supermarketem Polaków, więc zgodnie z tym założeniem sieć prężnie wdraża kolejne udogodnienia i prowadzi akcje, które poprawiają doświadczenia zakupowe klientów. Z kolei Bricomarché dalej podąża ścieżką dynamicznego rozwoju, który chce kontynuować w nadchodzących miesiącach. Sieć nieustannie dąży do tego, aby zająć trzecią pozycję na polskim rynku DIY, a wszystkie podejmowane działania ją do tego zbliżają. Jako Grupa, w najbliższych tygodniach, przekroczymy pułap 400 supermarketów w Polsce, a naszą ambicją jest osiągnięcie 11 mld zł obrotów na koniec bieżącego roku. To kolejny kluczowy etap, przed dalszymi kamieniami milowymi na drodze rozwoju Grupy Muszkieterów w Polsce, do którego wspólnie dążymy – mówi Marc Dherment, Dyrektor Generalny Grupy Muszkieterów w Polsce.
Sektor usług biznesowych ewoluuje w kierunku zorientowanym na szersze zastosowanie technologii, w tym automatyzacji, co wymaga skupienia się na dostarczaniu innowacyjnych rozwiązań oraz rozwijaniu kompetencji cyfrowych. Potencjał innowacyjności branży osiągnął 74,4 proc. w I kwartale 2024 r., dzięki czemu sektor umocnił pozycję wśród liderów innowacji polskiej gospodarki. Wysoki wskaźnik automatyzacji wynika z postępującej specjalizacji sektora i odchodzenia od prostych procesów transakcyjnych.
Dane Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL) potwierdzają, że sektor nowoczesnych usług biznesowych przechodzi przyspieszoną transformację. Rosnące zaawansowanie usług świadczonych przez centra w Polsce doprowadziło do zmiany najważniejszych wskaźników rozwoju sektora. Oprócz wzrostu udziału sektora w polskim PKB i eksporcie, do najważniejszych trendów należą potencjał innowacyjności i poziom automatyzacji.
Liderzy innowacyjności
Według raportu ABSL „Sektor Nowoczesnych Usług Biznesowych 2024”, 74,4 proc. firm zadeklarowało, że w ciągu ostatnich trzech lat wprowadziło innowacje rozumiane jako zintegrowane produkty lub usługi, co stawia ich w gronie innowatorów. Po raz kolejny był to wynik znacznie wyższy niż średnia dla całej gospodarki. Według Głównego Urzędu Statystycznego w latach 2020-2022 działalność innowacyjną wykazało 36,1 proc. przedsiębiorstw przemysłowych i 34,2 proc. przedsiębiorstw usługowych (poprzednio 22,2 proc.). W firmach usługowych zatrudniających 250 i więcej pracowników udział firm, które wprowadziły innowacje produktowe wyniósł 23,8 proc., a innowacje w procesach biznesowych 59,9 proc.
Zwiększenie innowacyjności jest częścią strategii transformacyjnych. Sektor w Polsce ewoluuje w kierunku odchodzenia od prostych usług transakcyjnych w kierunku procesów mid-office – ich udział w sektorze po raz pierwszy przekroczył 50 proc. w I kwartale 2024 r. Polska nie jest już uznawana za lokalizację niskich kosztów w ujęciu globalnym, ale jest postrzegana przez pryzmat wysokiego poziomu innowacyjności oraz jako lokalizacja dostarczającą dobrą jakość przy rozsądnej cenie, co zadeklarowało 61 proc. respondentów ankietowanych przez ABSL. Wprowadzanie innowacji przy rozsądnych kosztach jest jedną z głównych przewag Polski nad krajami zachodnimi.
Rewolucyjny wpływ Gen AI
Rosnąca rola generatywnej sztucznej inteligencji jest jednym z najważniejszych czynników przyspieszających transformację w sektorze nowoczesnych usług biznesowych. 85,6 proc. respondentów raportu ABSL postrzega rozwój tej technologii jako szansę lub znaczącą szansę na rozwój. Gen AI zaczyna mieć wpływ na wszystkie branże tworzące sektor, znajdując zastosowanie w zautomatyzowanej realizacji prostych i powtarzalnych procesów, jak również w zwiększaniu wydajności i wykonywaniu zaawansowanych zadań. Zmiana ta jest niezbędna, aby przyciągać i zatrzymywać wykwalifikowanych pracowników, wspierać innowacje oraz utrzymać znaczenie na szybko zmieniającym się rynku. Generatywna sztuczna inteligencja wymusza adaptację firm poprzez wspieranie środowiska, w którym priorytetem są szybka reakcja, kreatywność i strategiczny rozwój.
Agnieszka Belowska-Gosławska, wiceprezeska ABSL ds. Digital & Technology zaznacza: „GenAI już jest w przedsiębiorstwach, pozostanie w nich i stanowić będzie nowy przełom. Można ją uznać i wdrożyć, lub szybko znaleźć się w tyle za konkurencją. Musimy jednak pamiętać, żeby wprowadzać te rozwiązania tam, gdzie są rzeczywiście potrzebne. Mamy tendencję do zachłyśnięcia się nowymi technologiami i dążenia do implementacji ich w każdym procesie. Wprowadzanie rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji musi być zbieżne z jasno określonym celem biznesowym – wprowadzanie technologii dla technologii jest jedynie generowaniem niepotrzebnych kosztów”.
Automatyzacja w toku
Średni bieżący wskaźnik automatyzacji procesów w centrach usług biznesowych w Polsce wyniósł w I kwartale 2024 r. 21,2 proc – oznacza to wzrost o 1,8 pkt. proc. rok do roku. Analitycy ABSL prognozują, że wskaźnik ten wyniesie za pięć lat 38,7 proc.
Rozwój automatyzacji jest jednym z głównych trendów światowej ekonomii. W I kwartale 2024 r. 65,2 proc. firm wdrożyło inteligentną automatyzację procesów (IPA), a kolejne 24,1 proc. planuje to zrobić w najbliższych latach. Wśród głównych celów wprowadzania IPA znajdują się: automatyzacja kosztów (61 proc.), szybkość świadczonych usług (17 proc.) oraz poprawę jakości świadczonych usług (16 proc.).
Podobnie jak w ubiegłym roku, najczęściej wykorzystywane technologie inteligentnej automatyzacji procesów obejmują zrobotyzowaną automatyzację procesów i stanowiska pracy, interfejs programowania aplikacji, technologie zwykłego i inteligentnego optycznego rozpoznawania znaków oraz chatboty (wykorzystywane przez ponad połowę respondentów). Na tym etapie najmniej popularne są boty głosowe i wizja komputerowa. Na znaczeniu w nadchodzących latach prawdopodobnie zyskają technologie eksploracji procesów i zadań, a także BPMS (system zarządzania procesami biznesowymi).
Na tym polu wyróżnia się platforma Openkoda, która umożliwia szybsze budowanie wewnętrznych aplikacji automatyzujących procesy w firmach. Dzięki elastycznym opcjom dostosowania systemu do specyficznych potrzeb każdego biznesu firmy mogą swobodnie tworzyć aplikacje, bez obawy o vendor lock-in i jakiekolwiek inne ograniczenia. Openkoda to platforma open-source, która korzysta ze standardowych języków programowania, co pozwala na łatwą integrację i dalszy rozwój. Platforma oferuje gotowe szablony aplikacji, które mają wbudowany szereg gotowych funkcji. Na tej podstawie można nie tylko zbudować własną aplikację dużo szybciej, ale także rozszerzać ją i dopasowywać do unikalnych wymagań firmy w każdym momencie rozwoju. To rozwiązanie znacznie przyspiesza proces wdrożenia automatyzacji.
Wpływ technologii na zatrudnienie
„Inwestorzy lokują w Polsce coraz bardziej zaawansowane procesy i wyspecjalizowane projekty tworzące produkty i usługi wymagające odpowiednich kompetencji w obszarach związanych z cyfryzacją jak i kompetencji miękkich. Jedną z cech charakterystycznych centrów usług opartych na wiedzy jest zarówno wyższa produktywność, jak i innowacyjność oferowanych rozwiązań. Dane z raportów ABSL potwierdzają, że co do zasady takie jednostki cechuje wyższy współczynnik innowacyjności niż tradycyjne firmy produkcyjne, wyższe nakłady na szkolenia pracowników, innowacje oraz badania i rozwój”, informuje Dariusz Kubacki, wiceprezes ABSL ds. analiz biznesowych.
Ponieważ firmy szybko wdrażają sztuczną inteligencję i inne zaawansowane technologie w swej działalności, rośnie zapotrzebowanie na wykwalifikowanych specjalistów z dziedziny analizy danych, sztucznej inteligencji i zarządzania chmurą. Unormowanie statusu pracy zdalnej pozostałe po pandemii COVID-19 pozwala firmom w Polsce na konkurencję o talenty na globalnym rynku pracy. Pandemia udowodniła, że wirtualne zespoły mogą stanowić realną alternatywę dla fizycznych przestrzeni biurowych, pozwalając na bardziej elastyczne podejście do składu zespołu i rekrutacji talentów.
W II kwartale 2024 roku popyt na nowe mieszkania w stolicy spadł. Sprzedane zostały 2623 lokale, o 40,7 proc. mniej niż w pierwszych trzech miesiącach roku – wynika z nowego raportu CBRE i redNet Property Group. To przede wszystkim efekt wygaszenia rządowego programu „Bezpieczny Kredyt 2%” i przedłużającego się oczekiwania na kolejny. Mimo to ofertowe ceny mieszkań dalej rosną. Przeciętny koszt lokalu z rynku pierwotnego na koniec II kwartału br. wyniósł 17 806 zł/mkw., o ponad 16 proc. więcej niż rok temu. W najbliższych miesiącach prawdopodobny jest dalszy wzrost cen, ale jego tempo będzie niższe.
– Niższy popyt na mieszkania w Warszawie widoczny był już w I kwartale 2024 roku, a w II kwartale obserwowaliśmy kontynuację tego trendu. To głównie konsekwencja zakończenia rządowego programu „Bezpieczny Kredyt 2%”, oferującego subsydiowane kredyty mieszkaniowe. Wprawdzie nowy rząd zapowiedział jeszcze w styczniu 2024 roku kolejną inicjatywę wspierającą zakupy nowych mieszkań, ale termin jej wprowadzenia opóźnia się i aktualnie jest zapowiadana na styczeń 2025 roku. Poprzedni program przyspieszył decyzje zakupowe konsumentów, a oczekiwanie na kolejny obecnie odsuwa je w czasie. W związku z tym mamy teraz do czynienia z niższą sprzedażą – wyjaśnia Agnieszka Mikulska, ekspertka rynku mieszkaniowego w CBRE.
W II kwartale br. w stolicy swoich właścicieli znalazły 2623 mieszkania, a więc o 40,7 proc. mniej niż w pierwszych trzech miesiącach roku. W drugiej części roku popyt może pozostać na podobnym, a nawet niższym poziomie, chyba że pojawią się nowe czynniki stymulujące sprzedaż.
Większy wybór na rynku
W sprzedaży jest obecnie 13 tys. lokali, czyli o ok. 15 proc. więcej niż w marcu 2024 roku. W II kwartale 2024 roku deweloperzy wprowadzili na rynek 4380 mieszkań, a więc podobną liczbę jak w poprzednich trzech miesiącach. W związku z tym, że popyt był niższy, potencjalni nabywcy mieszkań mogą teraz wybierać z szerszej oferty. To dobra wiadomość dla kupujących, ale deweloperzy muszą liczyć się z wydłużonym czasem sprzedaży.
Mieszkania drożały
Przeciętna cena ofertowa nowego mieszkania na koniec II kwartału 2024 roku wyniosła 17 806 zł/mkw. W skali roku to wzrost o 16,4 proc., przy inflacji równej 2,6 proc. w czerwcu 2024 roku. Z kolei średni koszt mieszkań po raz pierwszy wprowadzonych do sprzedaży osiągnął rekordową wysokość 17 971 zł/mkw. Jednocześnie zwiększa się różnica pomiędzy cenami lokali pozostających w ofercie a sprzedanych. Za mieszkania, które zostały kupione w II kwartale bieżącego roku nabywcy płacili przeciętnie 16 269 zł/mkw. Może to oznaczać, że coraz wyższe poziomy cen ofertowych przestają być osiągalne dla typowego klienta.
– W najbliższych miesiącach wysoce prawdopodobny jest jeszcze wzrost cen wynikający między innymi z wyprzedaży tańszych mieszkań, choć jego tempo będzie niższe. Możliwa jest również dalsza odbudowa oferty, ale niska sprzedaż może wpłynąć na opóźnienie decyzji o uruchamianiu nowych projektów. Dla rynku ważne będą również zmiany legislacyjne, nie tylko stymulujące popyt, jak zapowiadany program subsydiów, ale także te oddziałujące na podaż. Na przykład wchodząca stopniowo w życie reforma planistyczna czy nowe warunki techniczne dla budynków, w przypadku których wniosek o pozwolenie na budowę zostanie złożony od 1 sierpnia 2024 roku – dodaje Agnieszka Mikulska, CBRE.
Inwestorzy instytucjonalni w stolicy
Warszawa jest największym rynkiem mieszkaniowym w Polsce zarówno dla klientów indywidualnych, jak i dla inwestorów instytucjonalnych lokujących środki w mieszkania. Obecnie wynajmowanych na rynku PRS (Private Rented Sector) jest w stolicy blisko 8,4 tys. lokali, a plany inwestycyjne dotyczą kolejnych 5,8 tys. Aktywność inwestorów PRS opiera się głównie o współpracę z deweloperami, którzy przenoszą na nich własność nowych budynków oddawanych do użytku. W II kwartale 2024 roku w stolicy sfinalizowane zostały dwie takie transakcje.
Rekordowy poziom skonsolidowanych przychodów: 938,1 mln zł (+12,9 % r/r)
Skonsolidowany zysk netto wzrósł do 463,0 mln zł (+10,0% r/r) pomimo zwiększonych wydatków marketingowych i rosnących kosztów zatrudnienia
Wzrost liczby nowych klientów o 232,3 tys. (+38,9% r/r) przy jednoczesnym skokowym wzroście liczby aktywnych klientów do 462,7 tys. (+50,5% r/r) na koniec pierwszego półrocza 2024
Wysoka zmienność na rynkach finansowych i obserwowane w II kwartale korekty trendów, przełożyły się na większą aktywność transakcyjną klientów. Liczba zawartych kontraktów CFD w lotach wzrosła o 8,7% r/r do 3,93 mln lotów przy rentowności na lota sięgającej 239 zł (+3,9% r/r)
XTB kontynuuje transformację z brokera CFD w uniwersalną aplikację inwestycyjną, która docelowo stanie się głównym wyborem klientów w Europie
Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, XTB pracuje nad wzbogaceniem swojej oferty o obligacje, konta IKE oraz wirtualny portfel z kartą wielowalutową, które pojawią się jeszcze w tym roku
W ramach działań marketingowych, których celem jest wzmocnienie rozpoznawalności marki na świecie, XTB podpisała umowę z nowym ambasadorem, a spoty z jego udziałem pojawią się jeszcze w tym roku
W I półroczu 2024 roku XTB wypracowało rekordowe przychody z działalności operacyjnej na poziomie938,1 mln zł (I półrocze 2023 r.: 830,7 mln zł). Zysk netto wyniósł 463,0 mln zł wobec 421,0 mln zł rok wcześniej. Oznacza to, że spółka jest w stanie generować powtarzalny, rosnący wynik netto pomimo rosnących kosztów, które w pierwszym półroczu wzrosły o 68,8 mln zł do 410,4 mln zł. Wzrost związany jest z dynamicznym rozwojem firmy i wynika głównie ze zwiększonych wydatków marketingowych, wzrostu kosztów pracowniczych oraz prowizji zapłaconych dostawcom usług płatniczych za pośrednictwem których klienci deponują swoje środki na rachunkach transakcyjnych.
Analizując przychody XTB pod kątem klas instrumentów odpowiedzialnych za ich powstanie, można stwierdzić, że najbardziej dochodową klasą aktywów były CFD oparte na towarach – stanowiły 48,2% w strukturze przychodów (vs. 38,5% w I półroczu 2023 r.). Jest to konsekwencja m.in. dużej dochodowości na instrumentach CFD opartych na notowaniach ceny złota, gazu ziemnego oraz kakao. Drugą najbardziej dochodową klasą aktywów były instrumenty CFD oparte na indeksach, któych udział w strukturze przychodów sięgnął 37,2% wobec 51,8% rok wcześniej. To konsekwencja dużej dochodowości na instrumentach CFD opartych o amerykański indeks US 100, niemiecki indeks akcji DAX (DE40) czy też amerykański indeks US 500. Przychody na instrumentach CFD opartych o waluty stanowiły 10,3% wszystkich przychodów, wobec 7,7% rok wcześniej. Najbardziej dochodowymi instrumentami finansowymi w tej klasie były instrumenty CFD oparte o kryptowalutę bitcoin, o parę walutową USDJPY oraz o kryptowalutę ethereum.
– Pierwsze półrocze jest rekordowe pod wieloma względami. W 6 miesięcy tego roku wypracowaliśmy przychody większe niż w całym 2020 czy 2021 roku, co pokauje skalę wzrostu XTB w ostatnich latach. Jest to dowód na to, że nasz model biznesowy działa jak dobrze naoliwiona maszyna, pozwalając Spółce generować powtarzalne, rosnące wyniki. Szczególnie cieszy nas 50-procenowy wzrost liczby aktywnych klientów – jest to dowód na to, że zainteresowanie inwestowaniem, czy to pasywnym czy to aktywnym, stale rośnie. To dla nas dobry prognostyk w kontekście planowanego uruchomienia produktów emerytalnych pod koniec roku – komentuje Paweł Szejko, Dyrektor Finansowy i Członek Zarządu XTB.
Skokowy wzrost liczby klientów i ich aktywności inwestycyjnej
W pierwszym półroczu 2024 roku, XTB pozyskało 232,3 tys. nowych klientów, czyli znacząco powyżej kwartalnego celu zakładającego przyrost o 65-90 tys. klientów. Na koniec czerwca, z platformy inwestycyjnej i aplikacji mobilnej XTB korzystało łącznie 1,11 mln klientów w porównaniu z 762,6 tys. na 30 czerwca poprzedniego roku. Z kolei w lipcu 2024 r. do grona klientów XTB dołączyło kolejne 36,2 tys. nowych inwestorów.
Skokowo wzrosła również liczba aktywnych klientów – w I półroczu wyniosła ona 462,7 tys. w porównaniu z 307,5 tys. na koniec pierwszego półrocza 2023 roku. Przełożyło się to na zwiększenie wolumenu obrotu klientów na instrumentach CFD wyrażonego w lotach – w I półroczu 2024 r. wzrósł on do 3,93 mln transakcji wobec 3,61 mln w analogicznym okresie 2023 roku (wzrost o 8,7%). Rentowność na lota w I półroczu 2024 roku wzrosła o 3,9% i wyniosła 239 zł.
Transformacja w uniwersalną aplikację inwestycyjną
XTB kontynuuje transformację z brokera CFD w uniwersalną aplikację inwestycyjną, która docelowo stanie się głównym wyborem klientów w Europie oferując wydajne sposoby zawierania transakcji, inwesowania i oszczędzania, a jednocześnie natychmiastowy dostęp do pieniędzy. Transformacja jest widoczna w preferencjach nowych klientów, którzy już niemal w 80% zaczynają inwestowanie od zakupu akcji, ETFów czy stworzenia własnych Planów Inwestycyjnych.
Po zaoferowaniu przez XTB swoim klientom oprocentowania ich wolnych środków, wartość depozytów netto wzrosła o 111% i osiągnęła 3,80 mld zł na koniec pierwszego półrocza 2024 w porównaniu z 1,80 mld zł rok wcześniej.
Plany produktowe i ekspansja zagraniczna
Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, XTB intensywnie pracuje nad wzbogaceniem swojej oferty produktowej, co pozwoli na dotarcie do większej liczby potencjalnych klientów. Pod koniec września, inwestorzy pasywni zyskają możliwość inwestowania w obligacje skarbowe i korporacyjne, których emitentami są kraje takie jak Polska, USA czy Niemcy oraz renomowane, globalne przedsiębiorstwa o relatywnie stabilnym ratingu (od AAA do BBB-). Zakup obligacji będzie możliwy już od małych kwot, dzięki zastosowaniu mechanizmu inwestowania ułamkowego.
Przełom III i IV kwartału 2024 roku to planowany debiut produktu długo wyczekiwanego przez polskich inwestorów – konta IKE. W związku z rosnącym zainteresowaniem inwestowaniem długoterminowym, oferta produktów emerytalnych będzie rozwijana także na innych rynkach, w tym w Wielkiej Brytanii, gdzie XTB uzyskała już licencję ISA Manager.
Końcówka roku będzie szczególnie intensywna pod względem nowości produktowych – w ofercie pojawi się wirtualny portfel wraz z multiwalutową kartą, który umożliwi klientom korzystającym z aplikacji mobilnej XTB dokonywanie płatności i przelewów, transakcji kartowych czy wymianę walut.
W 2025 roku i w kolejnych latach, XTB planuje dalsze wzbogacanie swojej oferty produktowej.
XTB intensywnie pracuje również nad uzyskaniem niezbędnych licencji i zezwoleń oraz przygotowaniu infrastruktury technologicznej do rozpoczecia działalności w Brazylii oraz Indonezji. Zgodnie z założeniami, na początku 2025 roku możliwe będzie rozpoczęcie działalności XTB w Indonezji. Spółka jest obecnie w trakcie pozyskiwania licencji w Brazylii. Zgodnie z oczekiwaniami, proces też może potrwać do 2025 roku.
Mijający tydzień przyniósł wzrost napięć geopolitycznych na co zareagowała w końcu ropa naftowa niwelując ostatnią serię strat. Brent potaniała do 78 USD po czym odbiła do 81,5 USD. Wzrost jednak jest jak na razie chwilowy, bo cena dzień po wydarzeniach na Bliskim Wschodzie spadła poniżej pułapu 80 USD. Na Wall Street dominują spadki. SP500 zdołał zniżkować poniżej lokalnych dołków i indeks znalazł się najniżej od 14 czerwca. Dow Jones „wyrysował” formację podwójnego szczytu. W odwrocie jest również technologiczny Nasdaq100. Jesteśmy po kwartalnych wynikach medialnych spółek wchodzących w skład „Wspaniałej Siódemki”. Ceny większości z nich wciąż jednak znajdują się w korekcie technicznej. W Japonii bank centralny podniósł po raz drugi poziom stóp procentowych, Bank Anglii obniżył je a Fed przygotował grunt pod wrześniową redukcję kosztu pieniądza. Mocno spadły rentowności amerykańskich obligacji. 2 letnie papiery znalazły się najniżej od maja 2023 roku. Rynek po ostatnim posiedzeniu FOMC w pełni zaczął wyceniać aż trzy ruchy Rezerwy Federalnej w tym roku (wrzesień, listopad, grudzień). Eurodolar spadł na moment poniżej 1,08. po czym odbił zdecydowanie po słabym raporcie NFP. Złoto kieruje się w stronę historycznych rekordów.
Trochę nerwowości na rynku ropy naftowej wprowadziła informacja o zabójstwie przywódcy Hamasu w Teheranie, a tak naprawdę doniesienia o planowanym odwecie ze strony Iranu. Rynek w pewnym stopniu zaczął obawiać się, że konflikt rozszerzy się na sąsiednie kraje. Obawy dotyczą też cieśniny Ormuz i jej ewentualnej blokady. Przez nią przechodzi od 15 do 20 proc. globalnej podaży surowca. Jednodniowy wzrost ceny ropy naftowej był imponujący (środa). Koniec tygodnia przyniósł jednak ponowną dominację sprzedających. Fundamentalnie widać wzrost popytu ze strony USA (ostatnie dane wskazały na mocny spadek zapasów ropy ale również benzyny). To efekt wakacyjnych podróży. Z drugiej strony rozczarowujący raport ISM dla amerykańskiego przemysłu wlał obawy o zapotrzebowanie w kolejnych miesiącach.
Wspomniane dane przyczyniły się również do wzrostu obaw o kondycję gospodarki USA. Indeks ISM spadł do najniższego poziomu od lutego. Można powiedzieć, że ten sektor globalnie znajduje się w dekoniunkturze. W Europie wskaźniki PMI cały czas utrzymują się poniżej granicznego poziomu 50 pkt. Chińskie odpowiedniki także wskazują na regres.
Rynek pracy pokazał ponownie oznaki spowolnienia. Tym razem są one mocne. Zmiana w sektorze pozarolniczym wyniosła jedynie 114 tys. Szacunki wskazywały wyższy poziom (175 tys.). Poprzedni odczyt uległ rewizji w dół co też jest złą informacją. Negatywnie zaskoczył wzrost stopy bezrobocia do 4,3 proc. (prognozowano stabilizację na poziomie 4,1 proc.). Dolar w pierwszej reakcji osłabił się a 2-latki amerykańskie (ich rentowności spadły w okolice 3,9 proc.
Powell przyznał, że teraz nie tylko ryzyko inflacji jest kluczowe. Fed coraz mocniej zwraca uwagę na rynek pracy i podkreśla, że pomału następuje zrównoważenie podwójnego mandatu. Oznacza to jedno, teraz Fed nie tylko koncentruje się na danych CPI oraz PCE ale także z uwagą śledzi sytuację zatrudnienia. Można uznać, że Fed dostrzega, że w gospodarce zapaliła się żółta, ostrzegawcza lampka. Instytucja nie chce mocniejszego spowolnienia, dlatego też wrzesień w ocenie decydentów jest realnym terminem luzowania warunków monetarnych (ale nie zostało to wprost zakomunikowane). Dowiedzieliśmy się również że lipcowe posiedzenie przyniosło dyskusję na ten temat. Pierwszy raz powiedziano o tym otwarcie.
Wall Street powinna zyskiwać, ponieważ teoretycznie zapowiedź obniżek jest dobrą informacją dla rynku akcyjnego. Prawdopodobnie zostały one jednak w dużej mierze już wycenione i otrzymujemy przeciwną reakcję. Zaczynają dominować obawy o spowolnienie gospodarki USA. Rynek widzi, że Fed na to zwraca uwagę i zaczyna to podkreślać coraz mocniej. Nerwowość rynkowa jest zobrazowana wzrostem indeksu VIX powyżej 20 pkt. Przedstawia on implikowaną zmienność na opcjach opartych o indeks SP500. VIX znalazł się najwyżej od kwietnia, kiedy wiosną awersja do ryzyka była wywołana geopolityką.
Alphabet oraz Tesla rozczarowały wynikami (te informacje otrzymaliśmy w tygodniu 19-23 lipca). Akcje producenta samochodów doświadczyły przeceny o ponad 12 proc. To największy jednodniowy spadek od 2020 roku. Microsoft zawiódł przychodami z inteligentnej „chmury” Azure. Firma Meta Platforms wprowadziła nieco optymizmu z racji lepszych od założeń liczb za drugi kwartał co dało odbicie ceny na otwarciu czwartkowego handlu. Akcje Apple również zyskały w handlu posesyjnym co jest pokłosiem lepszych przychodów – wzrost o 5 proc. rok do roku. Gorzej radziły sobie po wynikach „papiery” Amazon.com co można było tłumaczyć słabszym przychodem w ostatnim kwartalnym okresie. Zawiodły też prognozy na najbliższe miesiące. Raport głównego przedstawiciela AI, spółki Nvidia, poznamy dopiero pod koniec sierpnia. Notowania akcji wszystkich wymienionych firm znajdują się w korekcie technicznej. Do historycznych rekordów najdalej ma firma Elona Muska a najbliżej przedsiębiorstwo Zuckerberga. Ogólnie widać, że napompowane powietrze z popularnych spółek uchodzi. Inwestorzy widzą, że nakłady inwestycyjne na infrastrukturę związaną ze sztuczną inteligencją są coraz większe a na przychody z niej będziemy musieli trochę poczekać. Widać, że biznes związany z oprogramowaniem lekko spowalnia a zyskuje sektor producentów chipów, czego dowodem jest (chwilowy) „wystrzał” akcji AMD.
Dzisiejsze dane z amerykańskiego rynku pracy dosłownie zatrzęsły kursami waluty zza oceanu. Szwajcarzy kontrolują poziom inflacji konsumenckiej. Czesi po raz szósty obniżają koszt pieniądza.
Dane vs technika
Niezwykle ciekawa sytuacja rozgrywa się na „edku”, gdzie technicznie od dwóch tygodni pozostawaliśmy w trendzie spadkowym. Wczoraj opór w postaci linii trendu zniżkowego po raz kolejny stał się hamulcem deprecjacji dolara względem euro. Miało to miejsce po recesyjnych odczytach PMI i ISM dla przemysłu.
Dziś jednak, po danych z amerykańskiego rynku pracy, opór nie wytrzymał. Niższa od oczekiwanej zmiana zatrudnienia zarówno w sektorze pozarolnicznym, jak i prywatnym, w połączeniu ze wzrostem bezrobocia z 4,1% do 4,3%, gwałtownie osłabiła dolara. Powyższe są poważnymi argumentami dla FED na obniżkę kosztu pieniądza, o której w środę wspominał Jerome Powell. Wskazuje na to chociażby zmiana o 190 stopni prognoz co do cięć stóp procentowych w USA. Zgodnie z narzędziem FedWatch Tool prawdopodobieństwo na wrześniową obniżkę o 50 p.b. to 66%. Przypomnę, że jeszcze wczoraj na stole była jedna obniżka. Ciekawie wyglądają także rentowności amerykańskich obligacji, gdzie dwu- i dziesięciolatki spadły poniżej 4%. W momencie pisania tekstu rentowności obligacji 10-letnich to 3,82%. Kurs EUR/USD o godzinie 15:00 dochodzi do 1,09 USD (rano było to 1,079 USD).
Jak w szwajcarskim zegarku!
Helweci od ponad roku utrzymują inflację w celu Szwajcarskiego Banku Narodowego, który jest przedziałem od 0 do 2%. Dzisiejsze odczyty dynamiki cen konsumenckich były dokładnie takie, jak zakładano. W ujęciu rocznym ceny rosły o 1,3%, natomiast w stosunku do poprzedniego miesiąca odnotowano spadek o 0,2%. Dane zgodne z rynkowym konsensusem nie doprowadziły do zmienności na wykresach franka, który – jako tzw. bezpieczna przystań – ostatnio umacnia się na szerokim rynku. Jest to oczywiście związane z eskalacją napięć na Bliskim Wschodzie. W piątek do południa kurs CHF/PLN pozostawał powyżej wsparcia 4,54 PLN, dochodząc momentami do lokalnego maksimum przy 4,57 PLN.
Umocnienie CZK mimo cięcia stóp
Czesi kontynuują cykl obniżek stóp procentowych. Wczoraj za naszą południową granicą koszt pieniądza spadł z 4,75% do 4,50%. Ruch był zgodny z oczekiwaniami i wyniósł 25 punktów bazowych. Dla rynków okazało się to bardzo istotne. Dlaczego? Po pierwsze, poprzednie cztery obniżki były dwukrotnie większe (50 p.b.). Po drugie, pamiętamy jak miesiąc temu eksperci spodziewali się pojedynczego ruchu (o 25 p.b.), a Narodowy Bank Czech zaskoczył ruchem podwójnym. O tym, że inwestorzy docenili lipcowy „brak niespodzianki” świadczy zachowanie korony czeskiej, która pomimo cięcia stóp umocniła się do euro, dolara czy złotego. Kurs CZK.PLN dotarł do poziomu 0,17 PLN. W piątek obserwujemy delikatne odreagowanie wczorajszego ruchu.
Deweloperzy wytracili impet? Poziom sprzedaży wrócił do stanu z 2022 roku. Podsumowanie lipca na rynku deweloperskim.
Deweloperzy działający na 7 głównych rynkach nie mogą się poszczycić najlepszymi wynikami w lipcu. W pierwszym miesiącu wakacji sprzedali niespełna 3 tys. mieszkań. To o 3% mniej niż w maju i o 40% mniej niż rok wcześniej. I chociaż wprowadzili mniej nowych lokali niż w czerwcu, to w największych ośrodkach miejskich oferta mieszkań deweloperskich sięga łącznie już niemal 51,5 tys., czyli najwięcej od drugiej połowy 2017 roku. W takiej sytuacji kupujący mogą liczyć na stabilizację cen, a nawet niewielkie promocje.
Deweloperzy nie przekuli nieco lepszej sprzedaży z czerwca w stosunku do maja na dobre wyniki w pierwszym miesiącu wakacji. 3 tys. sprzedanych lokali na 7 rynkach głównych to wynik potencjalnie najniższy od stycznia 2023 roku.
Tendencje, które obserwujemy na 7 największych rynkach od początku 2024 r., wyniki lipcowego monitoringu rynku Otodom Analytics tylko potwierdziły. Oferta mieszkań deweloperskich dynamicznie rośnie, sprzedaż spada, przeciętne ceny mieszkań oferowanych przez firmy deweloperskie delikatnie rosną – zaznacza Katarzyna Kuniewicz, Head of research Otodom Analytics.
Warszawa i Kraków napędzają sprzedaż
Zdecydowanym liderem pod względem sprzedaży w lipcu okazała się Warszawa. Stołeczni deweloperzy sprzedali ponad 1,1 tys. mieszkań, czyli o jedną czwartą więcej niż w czerwcu. Tym samym odpowiadali za aż 38% łącznej sprzedaży na siedmiu rynkach głównych. Drugie miejsce należało do Krakowa, w którym kupujący zdecydowali się na zakup 443 mieszkań – o 15% więcej niż miesiąc wcześniej.
W pozostałych największych ośrodkach miejskich widoczne były spadki – od 14% w Trójmieście, przez 20% w Łodzi i 30% w Poznaniu. Na samym końcu stawki uplasowały się Katowice sprzedażą na poziomie 100 lokali, czyli wynikiem o 50% niższym niż w czerwcu. W ujęciu rocznym również widać utrzymującą się tendencję spadkową. Deweloperzy w Katowicach, Łodzi i Warszawie sprzedali o ok. 30% mniej mieszkań niż w lipcu 2023 roku, we Wrocławiu i w Poznaniu o 30%-40% mniej, a w Krakowie i Trójmieście ponad 50% mniej.
Zaskakująca podaż w Krakowie
Czy w obliczu spadków sprzedaży deweloperzy wstrzymują się z uruchamianiem nowych inwestycji? To zależy gdzie. Mniejsza liczba mieszkań względem czerwca została wprowadzona na trzech rynkach: warszawskim, wrocławskim i trójmiejskim. Natomiast w granicach okolicach Krakowa, Łodzi, Poznania i Katowic pojawiło się więcej lokali niż miesiąc wcześniej. Łącznie w lipcu deweloperzy wprowadzili na rynek o 10% mniej nowych mieszkań m/m, ale o 4 % więcej w stosunku do ubiegłego roku.
Mimo że wolumen nowej podaży na siedmiu głównych rynkach jest mniejszy niż w poprzednim miesiącu jest to wynik, który z powodu dużego zróżnicowania sytuacji na poszczególnych rynkach wymyka się jednoznacznej ocenie. A na szczególną uwagę zasługuje Kraków, który pod względem nowej podaży otarł się w lipcu o rekord – podkreśla Katarzyna Kuniewicz.
Z jakiego powodu sytuacja w stolicy Małopolski przykuwa uwagę ekspertów? W pierwszym miesiącu wakacji działające tam firmy deweloperskie uruchomiły sprzedaż ponad 1,4 tys. mieszkań, przebijając tym samym wynik Warszawy. Wyższą miesięczna podaż w Krakowie monitoring Otodom Analytics odnotował dotychczas tylko w kwietniu 2021 roku.
Warto przypomnieć, że także czerwiec zakończył się w Krakowie wysoką liczbą wyprowadzeń (prawie 1,2 tys. lokali), co spowodowało że w ciągu dwóch ostatnich miesięcy tamtejsza oferta mieszkań deweloperskich wzrosła o 36%, do poziomu 7,4 tys. lokali. – dodaje ekspertka Otodom Analytics.
Należy zwrócić uwagę, że widoczna przewaga nowych mieszkań trafiających na rynek nad poziomem sprzedaży spowodowała we wszystkich miastach wzrost wskaźnika czasu wyprzedaży (parametru liczonego na podstawie wysokości oferty i aktualnej sprzedaży, pokazującego, czy na danym rynku nie występuje nadpodaż bądź niedobór mieszkań). Póki co w Krakowie kształtuje się on na poziomie 6 kwartałów, a więc sytuacja w tym mieście może być uznana za dobrą. Podobnie – w Warszawie i Trójmieście, gdzie czas wyprzedaży mieści się w przedziale 4 – 4,5 kw. Z kolei nadpodaż i wskaźnik wyprzedaży przekraczający 7,5 kwartału widoczna jest w Łodzi, Katowicach i Poznaniu.
Dalsza stabilizacja cen
Ceny mieszkań deweloperskich są na w miarę stabilnym poziomie. W lipcu lekkie wzrosty widoczne były w Katowicach, Łodzi i Trójmieście. Za to największą obniżkę, sięgającą 1,3% odnotowano w Poznaniu, gdzie koszt mkw. spadł do ok. 12,5 tys. zł.
Ile trzeba było zapłacić za nowe mieszkanie w lipcu? Niezmiennie najwięcej, bo 17, 4 tys. zł/mkw. w Warszawie. Nabywcy w Krakowie musieli się liczyć z wydatkiem rzędu 15,6 tys.zł/mkw., a w Trójmieście ok. 14,8 tys. zł/mkw. Miastem z najtańszą ofertą wciąż pozostaje Łódź, w której za mkw. mieszkania przyjdzie zapłacić ok. 11,3 tys.zł. Mimo uspokojenia cen, eksperci zwracają uwagę, że to ich rekordowy poziom może być jedną z przyczyn wakacyjnego uspokojenia na rynku deweloperskim.
Dla części kupujących wysokie ceny nieruchomości mogą być dużą przeszkodą. Dlatego wstrzymują się z decyzją o zakupie własnego M do czasu ogłoszenia szczegółów nowego programu dopłat do kredytów hipotecznych, który ułatwi im zakup wymarzonego mieszkania. Jednak w ostatnich miesiącach widać, że deweloperzy zmienili trochę podejście – pojawiły się czasowe promocje, a skłonność do negocjacji cenowych wzrosła – podsumowuje Marcin Krasoń, ekspert rynku mieszkaniowego, Otodom Analytics.
W czwartek zarówno Bank Anglii, jak i Czeski Narodowy Bank podjęły decyzję o obniżkach stóp procentowych. Decyzje zgodne z oczekiwaniami, a jednak patrząc na notowania walut, budzące pewne emocje. W tle rosną szanse na serię obniżek stóp w USA jeszcze w tym roku.
Wielka Brytania obniża stopy procentowe
Zgodnie z oczekiwaniami doszło wczoraj do obniżki stóp procentowych na Wyspach Brytyjskich. Nowy poziom stopy procentowej to 5% i jest to spadek o 0,25%. Trzeba pamiętać, że Bank Anglii jako jedyny z głównych banków centralnych publikuje wyniki głosowania od razu po decyzji. Za obniżką głosowało 5 członków gremium decyzyjnego, za utrzymaniem 4. Wygląda zatem na to, że całość odbyła się jednym głosem, co pokazuje brak jednomyślności. Rynki oczekiwały takiego rozkładu głosów. Zatem nie dziwi, że część inwestorów liczyła na to, iż jedna osoba z piątki zmieni zdanie i do obniżki nie dojdzie. Dlatego też po samej decyzji rozpoczął się ruch przeceniający funta, który trwa zresztą do dzisiaj rana, kiedy to pisany jest ten tekst.
Czesi zgodnie z oczekiwaniami
Czesi kontynuują cykl obniżek stóp procentowych. Na wczorajszym posiedzeniu obyło się bez niespodzianek i główna stopa procentowa spadła z 4,75% na 4,5%. Jest to 6 decyzja o obniżce z rzędu. W ramach tych 6 ruchów stopa procentowa spadła z poziomu 7% na 4,5%. Warto zaznaczyć, że Czechy zaczęły obniżki stóp, gdy Polska obniżyła już z 6,75% na 5,75%. Jednak od tego czasu stopa procentowa w Polsce pozostaje na niezmienionym poziomie, a w Czechach sukcesywnie spada. Obecnie stawka czeska jest zaledwie 0,25% powyżej tej dla strefy euro. Można zatem oczekiwać, że tempo obniżek nie zostanie utrzymane. Wczoraj po decyzji byliśmy świadkami silnego umocnienia korony czeskiej. Część inwestorów liczyła na silniejszą obniżkę.
Słabsze dane z USA
Wczoraj zobaczyliśmy kolejny słabszy odczyt z amerykańskiego rynku pracy. Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych osiągnęła 249 tysięcy i pozostaje w tendencji wyraźnie wzrostowej. Rosnąca liczba wniosków sugeruje, że możemy spodziewać się wkrótce wzrostu stopy bezrobocia. Słabsza kondycja rynku pracy powoduje z kolei, że mamy kolejny sygnał potencjalnie przyspieszający obniżki stóp procentowych za oceanem. Jeżeli rynek pracy ma się słabo, Rezerwa Federalna tym chętniej będzie obniżać stopy procentowe, by nikt nie przypisał jej odpowiedzialności za falę bezrobocia, wywołaną wysokim kosztem pieniądza. Widać to w kwotowaniach kontraktów terminowych na stopę procentową, gdzie rosną szanse na kolejne obniżki po wrześniu. Obecnie dominuje scenariusz jeszcze 3 obniżek w tym roku, po jednej na posiedzenie.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy,
16:00 – USA – zamówienia na dobra.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl
Lipiec okazał się dobrym miesiącem dla lidera polskiego rynku żywności ekologicznej.Bio Planet po raz kolejny odnotowuje wzrost sprzedaży i potwierdza swoją pozycję na rynku. Wlipcu 2024 rokuSpółka osiągnęła sprzedaż na poziomie20,6 mln złotych, oznacza to wzrost o 27% w stosunku do sprzedaży w lipcu 2023 roku, która wyniosła 16,2 mln złotych. Po 7 miesiącach sprzedaż jest wyższa o 10% w porównaniu do tego samego okresu w 2023 roku. Spółka nie osiada na laurach i zapowiada rozwój kolejnych obszarów.
„Lipiec okazał się dla Spółki bardzo dobrym miesiącem, jeśli chodzi o sprzedaż. Kontynuujemy dobrą passę potwierdzając tym samym naszą pozycję lidera. W stosunku r/r poprawiliśmy sprzedaż o 27% osiągając poziom 20,6 mln złotych. Dobre wyniki motywują nas do dalszego rozwoju, poszerzania oferty i zdobywania kolejnych rynków. W najbliższych miesiącach chcemy skupić się między innymi na zwiększeniu eksportu, Katar jest naszym przykładowym odbiorcą poza Unią Europejską, liczymy, że w najbliższym czasie będziemy mogli powiedzieć o kolejnych partnerach. Drugim ważnym dla nas obszarem jest dalszy rozwój usługdropshippingowych. Jesteśmy przekonani, że równoległy rozwój tych dwóch obszarów zapewni spółce stabilność i możliwość dalszych wzrostów” – mówi Sylwester Strużyna, Prezes Zarządu Bio Planet S.A.
Sprzedaż narastająco po 7 miesiącach osiągnęła 161,0 mln złotych i jest wyższa o 10 % w stosunku do sprzedaży po 7 pierwszych miesiącach 2023 r., która wyniosła 146,7 mln zł.
Giełdy spadają. Nasdaq Composite stracił wczoraj 2,3 proc., SP500 1,4 proc. a Dow Jones 1,2 proc. Źle pod kątem technicznym wygląda sytuacja na niemieckim DAX-ie. Jego przecena wyniosła podczas czwartkowego handlu -2,3 proc. Dominacja niedźwiedzi była widoczna również na GPW. Na FX złoty stracił względem dolara oraz euro ale zyskał w relacji do GBP, co było pokłosiem decyzji BoE o obniżce stóp procentowych. Nastroje pogorszyły się po rozczarowującym raporcie ISM dla amerykańskiego przemysłu, który okazał się najgorszy od lutego tego roku.
Wczoraj otrzymaliśmy paczkę gorszych danych z amerykańskiej gospodarki. Wall Street zareagowała na nie w negatywny sposób. Odbicie indeksów ostatniego dnia lipca okazało się chwilowe na ten moment. Wczorajsza sesja w pełni zniosła środowy ruch wzrostowy. Na wykresie Dow Jones widoczny jest układ podwójnego szczytu. Przecena na Nasdaq100 jest już w tym momencie większa od tej z wakacji ubiegłego roku. Wykres niemieckiego DAX-a wyrysował potencjalną formację RGR i teoretyczna linia szyi została naruszona. Francuski CAC40 wyrównuje minima ustanowione w okolicy połowy stycznia tego roku a aktualne spadki są już największe w całym impulsie wzrostowym, który rozpoczął się w październiku 2022 roku.
Nastroje pogorszyły się po publikacji raportu ISM dla amerykańskiego przemysłu. Indeks osiągnał wartość (46,8 pkt.) najniższą od lutego 2024 roku. Szczegóły raportu ISM wskazywały na słabość nowych zamówień i znaczny spadek zatrudnienia. Rentowności amerykańskich obligacji spadły na całej krzywej dochodowości. Kontrakty Fed Funds Futures w pełni wyceniają trzy obniżki stóp procentowych o 25 pb w tym roku. Para USD/PLN dotarła wczoraj do horyzontalnego oporu technicznego (3,99) (dołki z lipca oraz czerwca tego roku). Dziś poznamy raport z amerykańskiego rynku pracy. Oczekuje się kolejnych danych wskazujących na jego schłodzenie. Stopa bezrobocia ma ustabilizować się na poziomie 4,1 proc. a zmiana zatrudnienia w sektorze pozarolniczym wg prognoz spadła w lipcu do 175 tys. z 206 tys. w czerwcu. Widać, że na słabe dane dolar reaguje w ostatnim czasie aprecjacją a giełdy spadkami, dlatego też podobnej reakcji możemy oczekiwać dziś.
Gorzej wypadła również liczba osób starających się o zasiłek dla bezrobotnych. Poziom 245 tys. oznacza wzrost do pułapu najwyższego od prawie roku. W środę rozczarował raport ADP a subindeks zatrudnienia ISM spadł zdecydowanie z 49,3 pkt. do 43,4 pkt. Te składowe sugerują, że całkiem realne jest to, że dzisiejsze rządowe dane z rynku pracy w USA również dadzą negatywną niespodziankę. Oceniany również będzie wzrost płac. Raport NFP nabrał w tym momencie jeszcze większego znaczenia (choć zawsze był istotny) po tym, jak prezes Fed podkreślił w środę, że rynek pracy jest teraz w centrum uwagi.
Funt szterling znajduje się pod presją spadkową co jest pokłosiem decyzji BoE. Co prawda obniżka stóp procentowych z poziomu 5,25 proc. do 5,00 proc. była oczekiwana, ale rynek przed decyzją wyceniał taki ruch na poziomie ok 60 proc. prawdopodobieństwa. Głosowanie było dość wyrównane a obniżkę przeważyła decyzja Andrew Bailey-a. Komitet podkreślił, że nie ma z góry ustalonej ścieżki dalszych obniżek stóp procentowych a kolejne decyzje będą podejmowane z posiedzenia na posiedzenie. Ogólne wrażenie było zatem takie, że była to bardziej „jastrzębia” obniżka stóp, choć funt stracił w ostatecznym rozrachunku (chwilę po decyzji umacniał się). Kilkukrotnie zwrócono uwagę również, że inflacja pozostaje uparta, zwłaszcza w odniesieniu do usług, i że pod koniec roku powinniśmy ponownie zobaczyć wyższe dynamiki wzrostu cen rok do roku ze względu na efekty bazowe. W tym momencie prawdopodobne jest to, że w tym roku BoE dokona jeszcze jednej redukcji i będzie preferował ostrożne podejście.
Będą nowe opłaty dla sektora transportowego. Przedsiębiorcy: „Zapaść sektora transportowego”.
Sektor transportowy szeroko komentuje plany rządu dotyczące objęcia opłatami przejazdu przez drogi ekspresowe i drogi szybkiego ruchu samochodów o tonażu powyżej 3,5 tony. Plan zakłada objęcie opłatami nowych dróg, co znacząco wpłynie na koszty transportu krajowego i spowoduje dodatkowe obciążenia dla przewoźników drogowych. Projekt ustawy przygotowany przez Ministerstw Infrastruktury nie został dobrze przyjęty przez przedsiębiorców.
Coraz większe problemy z płynnością finansową sektora TSL
Północna Izba Gospodarcza wspólnie z Zachodniopomorskim Stowarzyszeniem Przewoźników Drogowych od miesięcy alarmują: sytuacja przewoźników drogowych w Polsce jest dramatyczna. Odbywają się protesty, a nasza instytucja zaangażowana jest w bieżący dialog z Ministerstwem Infrastruktury oraz Ministerstwem Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.
Plany nałożenia opłat na przewoźników drogowych w sytuacji przemieszczania się po nowych autostradach i drogach ekspresowych uważamy za kolejny cios w zmagającą się z kryzysem branżę. – Propozycja rządu dla niektórych przedsiębiorców sektora TSL była dość zaskakująca. Spodziewaliśmy się, że rządzący zrozumieją, że to nie jest czas na dodatkowe podatki i zobowiązania dla branży, która walczy o utrzymanie się na powierzchni. Przyjmujemy propozycje Ministerstwa Infrastruktury z dużym zaniepokojeniem – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.
– Mamy do czynienia z poważnym kryzysem, a jak twierdzi wielu przedstawicieli tej gałęzi transportu, wręcz z jego zapaścią. Potwierdzeniem tego jest zgłaszanie restrukturyzacji przez kolejne przedsiębiorstwa transportu drogowego. Nie znamy jednak skali tego zjawiska, ponieważ nie wiemy ilu z drobnych przewoźników – a takich jest większość (posiadających 5 do 7 pojazdów) ma problemy z płynnością finansową i wobec braku ciągłości zleceń odstawiło pojazdy „pod płot”. Praprzyczyną tego stanu rzeczy jest dekoniunktura i stagnacja gospodarcza w Europie. Dlatego jestem krytykiem wprowadzania nowych obciążeń dla przewoźników właśnie teraz. Uważam, że rząd powinien poczekać na poprawę koniunktury na przewozy; wówczas nowe obciążenia mogłyby zostać przeniesione na klientów – mówi Jerzy Gębski, ekspert sektora logistycznego, Enterprise Logistics.
Sektor transportowy staje się jednym z liderów branż, w których prowadzonych jest najwięcej windykacji.
– Sprawa jest bardzo poważna. W I półroczu 2024 roku przeprowadziliśmy dwukrotnie więcej windykacji wobec sektora transportowego oraz firm logistycznych niż w całym roku 2023. Najpoważniejszy kryzys jest w mniejszych firmach, które dotychczas zajmowały się głównie kursami o mniejszej masie gabarytów oraz transportem na trasach Polska-Niemcy. Kryzys jest poważny i wiele firm zawiesza działalność – mówi windykator Grupy AVERTO Małgorzata Marczulewska.
Cios w transport krajowy
Przedstawiciele sektora TSL przyznają, że wejście w życie płat za korzystanie z autostrad i dróg ekspresowych dla samochodów o dużym tonażu będzie wiązać się z kosztami dla przewoźników drogowych.
– To jest cios przede wszystkim w transport krajowy i na pewno te zmiany będą wpływać na kondycję przedsiębiorców. Ciężko jeszcze wyliczać jak te zmiany wpłyną na frachty. Teoretycznie powinny wzrosnąć, ale przy obecnej sytuacji uważam, że to mało prawdopodobne i przedsiębiorcy będą musieli „przełknąć” podwyżkę bez przerzucania jej na klientów. Ładunków nie jest wiele, szczególnie w rozpoczętym właśnie kwartale. Obawiam się, że to będzie kolejny cios, który będzie uderzać w sektor TSL – mówi Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych.
Sektorowi TSL coraz trudniej ukryć irytację trudną sytuacją, a ta niestety pogarsza się z kwartału na kwartał o czym Północna Izba Gospodarcza informuje regularnie.
– Założenia, że dodatkowe obciążenia dla firm zajmujących się przewozem drogowym, może wpłynąć na „większą równowagę” między spedycją lądową, a kolejową, brzmi trochę jak próba szukania usprawiedliwienia dla rozszerzenia przestrzeni płatnej w sektorze transportu lądowego. Jako Grupa CSL jesteśmy zwolennikami jak najszerszej promocji transportu kolejowego i intermodalnego. Ostatnie lata nie przynoszą jednak w naszym kraju rewolucji w tym zakresie – nie ma wielu inwestycji, które sprawiałyby, że transport kolejowy stanie się atrakcyjną alternatywą dla transportu drogowego – dodaje Przemysław Hołowacz, ekspert sektora TSL, dyrektor ds. rozwoju biznesu Grupy CSL.
Dopiero pod koniec tego roku miliony właścicieli domów i mieszkań dostanie pismo z gminy informujące o wysokości podatku od nieruchomości w 2025 r. Jednak już teraz wiadomo, czego mogą się oni spodziewać. Minister finansów podał bowiem maksymalne stawki, które mogą być o ok. 3% większe od tegorocznych. W niektórych gminach podwyżki mogą być jeszcze wyższe.
W Monitorze Polskim ukazało się właśnie obwieszczenie ministra finansów „w sprawie górnych granic stawek kwotowych podatków i opłat lokalnych na rok 2025”. Np. w przypadku budynków mieszkalnych maksymalna stawka podatku od nieruchomości wzrośnie z 1,15 zł do 1,19 zł, natomiast dla gruntów pod takimi budynkami – z 0,71 zł do 0,73 zł za m kw.
To raczej symboliczna podwyżka w porównaniu z tegoroczną, która – przypomnijmy – sięga aż 15-16%. Jest to efekt wysokiej inflacji, ponieważ w tym roku jest ona znacznie niższa, więc dopuszczalna „waloryzacja” podatku od nieruchomości wyniesie „tylko” ok. 3%. Dla właściciela 200-metrowego domu położonego na działce o powierzchni tysiąca metrów kwadratowych może to oznaczać konieczność zapłacenia gminie podatku od nieruchomości w wysokości 968 zł, czyli o 28 zł więcej niż w tym roku.
– Ale mamy też dobrą wiadomość. Dużo niższy podatek od nieruchomości zapłaci w przyszłym roku część posiadaczy miejsc garażowych – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.
I wyjaśnia, że obecnie wysokość stawki podatku zależy od statusu prawnego miejsca garażowego. Jeżeli jest ono przedmiotem odrębnej własności, wówczas podlega opodatkowaniu stawką właściwą dla budynków „pozostałych” – w 2024 r. nie przekracza ona 11,17 zł za m kw. Jeśli natomiast miejsce postojowe w garażu stanowi przynależność mieszkania, wówczas jest opodatkowane taką samą jak ono stawką. Tak więc w tym pierwszym przypadku stawka podatku może być dziesięciokrotnie wyższa.
– W przyszłym roku taką samą stawką podatku jak od mieszkania, czyli 1,19 zł za m kw., będą objęte wszystkie miejsca garażowe, niezależnie od ich statusu prawnego – informuje Marek Wielgo. Dodaje, że jest to efektem ubiegłorocznego werdyktu Trybunału Konstytucyjnego. Zakwestionował on stosowanie zróżnicowanych stawek podatku od nieruchomości, który muszą płacić posiadacze miejsc garażowych w budynkach wielorodzinnych. Jednak w trosce od stabilność finansów gmin, Trybunał odroczył o rok wejście w życie powyższej zasady. Oznacza to, że dopiero w 2025 r. posiadacze miejsc garażowych z wyodrębnioną własnością zapłacą stawkę „mieszkaniową”. Co ciekawe, radni Rzeszowa wprowadzili już od tego roku identyczne stawki podatku od miejsc garażowych. Ponadto stawki niższe od maksymalnej zastosowano w Opolu, Kielcach, Gorzowie Wielkopolskim i Zielonej Górze.
Ekspert portalu GetHome.pl podkreśla, że podatek od nieruchomości jest jednym z tzw. podatków lokalnych, co oznacza, że stanowi źródło dochodów gmin, a nie budżetu państwa. To gminy mają więc ostatnie słowo w sprawie wysokości stawek. Nie wolno im tylko stosować wyższych od tych, które ogłasza minister finansów. Większość gmin podnosi je jednak do maksymalnego pułapu.
Problem w tym, że dokręcaniu śruby fiskalnej towarzyszą rosnące wydatki związane z utrzymaniem mieszkania lub domu. I najpewniej to właśnie dlatego radni niektórych miast – m.in. Opola, Kielc, Rzeszowa, Gorzowa Wielkopolskiego, Torunia i Zielonej Góry – zdecydowali, że ich mieszkańcy zapłacą w tym roku niższy podatek. Władze Kielc i Opola w ogóle zrezygnowały z podwyżki.
Czy podobnie będzie w 2025 r.? W najbliższych miesiącach radni będą podejmowali uchwały w sprawie wysokości stawek. Nie można wykluczyć, że w miastach, w których są one obecnie niższe od maksymalnych, podwyżki będą wyższe od zakładanych 3%. Np. w Kielcach czysto teoretycznie może wynieść nawet 44%.
– Gminy potrzebują coraz więcej pieniędzy na zaspokojenie rosnących potrzeb. Prostym sposobem na łatanie dziury w finansach jest podniesienie podatku – przyznaje ekspert portalu GetHome.pl.
Fiskus wciąż może sztucznie wszczynać postępowania karne skarbowe wobec obywateli tylko po to, aby zawieszać bieg przedawnienia ich zobowiązań podatkowych. Ograniczona jest również możliwość weryfikowania ostatecznych decyzji fiskusa i dostęp do akt zawierających tajemnicę skarbową. Przedsiębiorcom szukającym ochrony przed takimi działaniami skarbówki pozostaje walka w sądzie.
Podatnik wiecznym dłużnikiem fiskusa
Jeżeli organy podatkowe w okresie biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego nie podjęły wobec podatnika żadnych czynności, których celem byłoby skontrolowanie prawidłowości jego rozliczeń, ewentualnie wyegzekwowanie stwierdzonych należności, to upływający czas może wzmacniać przekonanie podatnika co do prawidłowości poczynionych rozliczeń. Długi termin przedawnienia, w którym organy skarbowe mają czas na sprawdzenie podatnika, ma tę wadę, że im dłużej organy z kontrolą zwlekają, tym trudniej o jej rzetelność. Z upływem lat trudniej bowiem podatnikowi np. wykazać pochodzenie majątku. Takie przeciąganie postępowania staje się wiec swoistą pułapką także na uczciwych podatników – orzekł już w 2012 r. Trybunał Konstytucyjny. TK dodał, że choć dopuszczanie się nieprawidłowości podatkowych należy ocenić bardzo negatywnie, to nie jest to wystarczającą przesłanką do egzekwowania zobowiązań podatkowych przez dziesięciolecia (wyrok z 19 czerwca 2012 r., sygn. akt P 41/10). Podatnik nie może być wiecznym dłużnikiem Skarbu Państwa, zaskakiwanym działaniami organów skarbowych – orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Szczecinie (wyrok z 22 sierpnia 2018 r., sygn. akt I SA/Sz 378/18).
Dlaczego tak się dzieje?
Stosowanie do art. 70 § 1 Ordynacji podatkowej, zobowiązanie podatkowe przedawnia się z upływem 5 lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin płatności podatku. Ale fiskus ma do dyspozycji narzędzie, dzięki któremu może latami sztucznie wydłużać termin przedawnienia zobowiązań podatników. To § 6 ust. 1 tegoż artykułu, zgodnie z którym, bieg terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega zawieszeniu, z dniem wszczęcia postępowania w sprawie o przestępstwo skarbowe lub wykroczenie skarbowe, o którym podatnik został zawiadomiony, jeżeli podejrzenie popełnienia przestępstwa lub wykroczenia wiąże się z niewykonaniem tego zobowiązania.
Wystarczy więc, że nawet na dzień przed upływem ww. pięcioletniego terminu organy wydadzą postanowienie o wszczęciu postępowania karnego skarbowego wobec podatnika i mu je w tym terminie doręczą. Da to organom kolejne miesiące i lata na prowadzenie weryfikacji podatnika.
Przepis sprzeczny z Konstytucją RP
Skarbówka ma jeszcze jeden bat na podatników. To art. 70 § 8 O.p., który stanowi, że nie ulegają przedawnieniu zobowiązania podatkowe zabezpieczone hipoteką lub zastawem skarbowym, z tym że po upływie terminu przedawnienia zobowiązania te mogą być egzekwowane tylko z przedmiotu hipoteki lub zastawu. Do końca 2002 r. przepis ten, niemal w identycznym brzmieniu, nosił jednostkę redakcyjną „art. 70 § 6”. W 2013 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że jest on niezgodny z Konstytucją RP – a dokładnie z art. 64 ust. 2, czyli z zasadą równej dla wszystkich ochrony praw. Całkowicie wyłącza bowiem przedawnienie niektórych rodzajów należności podatkowych na podstawie nieuzasadnionego i arbitralnego kryterium w postaci formy zabezpieczenia tych należności podatkowych (sygn. akt SK 40/12). Choć obecnie przepis ten obowiązuje w nieco zmienionym brzmieniu jako art. 70 § 8, to jak ocenił Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 4 sierpnia 2021 r. (sygn. akt III FSK 3865/21), ww. wyrok TK należy odnosić również do tego przepisu i uznać go za niegodnego z art. 64 ust. 2 Konstytucji RP.
Ograniczony dostęp do akt sprawy
W kwestii obu tych kontrowersyjnych przepisów interweniował Rzecznik Praw Obywatelskich. Zwrócił dodatkowo uwagę, że w obecnym stanie prawnym RPO ma możliwość uzyskania dostępu do akt danej sprawy postępowania podatkowego dopiero po formalnym zgłoszeniu swojego udziału w postępowaniu przed sądem administracyjnym. RPO nie może bez tego zapoznać się z aktami, bowiem organy powołują się na tajemnicę skarbową. A to utrudnia realizację ustawowych zadań Rzecznika Praw Obywatelskich w obszarze podatkowym.
Problem jest znany, ale
RPO informował o swojej interwencji w tej sprawie w ministerstwie finansów już w 2022 roku. Jak podnosił Rzecznik, sztuczne wszczynanie przez organy postępowań karnych skarbowych jedynie w celu przerwania biegu przedawnienia zobowiązań podatkowych to praktyki stosowane przez te organy od wielu lat. Już blisko 10 lat w Trybunale Konstytucyjnym leży wniosek Rzecznika o zbadanie podstaw prawnych tych praktyk. Kolejnym problemem jest przepis art. 70 § 8 O.p. Apele RPO kolejnych kadencji o usunięcie art. 70 § 6 pkt 1 z Ordynacji podatkowej nie odnoszą skutku.
Ówczesna minister finansów zadeklarowała, że problem instrumentalnego wszczynania postępowań karnych skarbowych jedynie celem wydłużania terminu przedawnienia zobowiązań podatników jest ministerstwu znany i ma zostać rozwiązany poprzez nowelizację przepisów. Jednak zmiany zaproponowane w projekcie z 13 czerwca 2023 r. nie tylko nie naprawiły sytuacji, a wręcz ich celem było dalsze rozbudowanie i rozszerzanie instytucji przedawnienia zobowiązań podatkowych.
Są deklaracje zmian
W komunikacie z 1 lutego 2024 r. Rzecznik Praw Obywatelskich poinformował o piśmie przekazanym do nowego ministra finansów z prośbą o interwencję w tej sprawie. I tu pojawiło się światełko w tunelu. Na początku marca 2024 r. RPO otrzymał odpowiedź, w której podsekretarz stanu w MF Jarosław Neneman oświadczył, że przychyla się do postulatów Rzecznika: wyeliminowania nieprzedawnialności zobowiązań podatkowych zabezpieczonych hipoteką lub zastawem skarbowym oraz rozszerzenia zakresu dostępu RPO do akt podatkowych. Zadeklarował, że pod rozwagę zostanie wzięta również kwestia likwidacji przesłanki zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego w związku z wszczęciem postępowania w sprawie o przestępstwo skarbowe lub wykroczenie skarbowe. Postulaty Rzecznika mają zostać uwzględnione przy najbliższej nowelizacji Ordynacji podatkowej.
Podsumowanie
Do czasu uwzględnienia i wypełnienia postulatów Rzecznika droga może być niestety jeszcze daleka. Podatnikom pozostaje więc nadal szukanie ochrony w sądach, które od wielu lat w takich sprawach stają na szczęście po stronie przedsiębiorców. Oczywiście tych przedsiębiorców, którzy zdecydują się na walkę z fiskusem w sądzie. A zapewne nie wszyscy się na to odważą.
Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców
Wraz z finalizacją transakcji przejęcia VeloBanku przez EBOR, IFC i Cerberus, powołana została nowa Rada Nadzorcza, której przewodniczącym został Jakub Papierski. Dodatkowo, do zarządu banku dołączył Tomasz Kubiak, który objął funkcję CFO.
Skład nowej Rady Nadzorczej VeloBanku działającej od 1 sierpnia 2024 roku to:
Jakub Papierski, Przewodniczący Rady Nadzorczej,
Sarah Clark, Członkini Rady Nadzorczej,
Lidia Luba, Członkini Rady Nadzorczej,
Roberto Nicastro, Członek Rady Nadzorczej,
Roeland Brokking, Członek Rady Nadzorczej,
Will Newton, Członek Rady Nadzorczej.
– Naszym priorytetem jest zdrowy wzrost banku i wykorzystanie dostępnych szans. Wierzę, że dzięki naszemu doświadczeniu i zaangażowaniu, jesteśmy w stanie kontynuować dynamiczny rozwój i wprowadzanie innowacyjnych rozwiązań, które przyniosą korzyści naszym klientom i nowym udziałowcom. Powołany nowy CFO wnosi do VeloBanku bogate doświadczenie w zarządzaniu finansami, co pozwoli na skuteczne realizowanie strategii oraz dalsze wzmocnienie pozycji banku na rynku. Kompetencje Tomasza będą kluczowe w efektywnym zarządzaniu finansami i realizacji ambitnych celów – powiedział Jakub Papierski, Przewodniczący Rady Nadzorczej VeloBanku.
Nowa Rada Nadzorcza, złożona z profesjonalistów o bogatym doświadczeniu, odgrywa kluczową rolę
w strategicznym rozwoju oraz wzmocnieniu konkurencyjności VeloBanku na globalnym rynku finansowym. Rada będzie wspierać zarząd Banku w podejmowaniu decyzji mających na celu optymalizację operacyjną, innowacyjność produktową oraz długoterminową stabilność finansową. Doświadczenie jej członków we wdrażaniu najnowszych trendów i technologii finansowych oraz w budowaniu efektywnych struktur zarządzania ryzykiem sprawi, że VeloBank będzie w stanie skutecznie reagować na zmieniające się warunki rynkowe i umacniać pozycję fintechowego lidera w sektorze bankowym.
Tomasz Kubiak Nowym CFO VeloBanku
Oprócz nowej Rady Nadzorczej zmienił się także skład Zarządu Banku. Na stanowisko członka zarządu odpowiedzialnego za Pion Finansów został powołany Tomasz Kubiak, zastępujący tym samym Mirosława Bodę, który złożył swoją rezygnację.
Adam Marciniak, Prezes VeloBanku
– Jako VeloBank będziemy kontynuować realizację naszej strategii rozwoju, opartej na innowacyjności, digitalizacji i atrakcyjnej komunikacji. Jesteśmy przekonani, że dzięki silnej pozycji na rynku, wysokiej jakości usług i zmotywowanemu zespołowi, sprostamy wyzwaniom, które czekają na nas w przyszłości. Szerokie doświadczenie Tomka zarówno z sektora bankowego jak i e-commerce będzie dla nas świetnym wsparciem i pomoże w umacnianiu pozycji rynkowej banku, a także rozwijaniu naszego podejścia „beyond banking” – powiedział Adam Marciniak, Prezes Zarządu VeloBanku.
BIOGRAMY
Jakub Papierski, Przewodniczący Rady Nadzorczej
Jakub Papierski, bankowiec, menedżer i konsultant z 30-letnim doświadczeniem zawodowym w krajowych i zagranicznych instytucjach finansowych. W trakcie swojej kariery brał udział w licznych debiutach giełdowych największych polskich emitentów oraz największych transakcjach kredytowych i kapitałowych na polskim rynku. Absolwent Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz posiadacz tytułu CFA. Odznaczony również Nagrodą Fundacji Lesława Pagi. W latach 2010-2021 był wiceprezesem zarządu PKO Banku Polskiego, gdzie nadzorował obszar bankowości korporacyjnej i inwestycyjnej, skarb oraz finansowanie banku na rynkach finansowych, Dom Maklerski oraz transakcje kapitałowe banku. Członek Komitetu Kredytowego oraz Komitetu Zarządzania Aktywami i Pasywami. Przewodniczył również Radom Nadzorczym PKO Asset Management, PKO Powszechnego Towarzystwa Emerytalnego, PKO Leasing, PKO Banku Hipotecznego oraz Kredobanku na Ukrainie. W latach 2011-2019 pełnił funkcję dyrektora w radzie nadzorczej Marguerite, europejskiego funduszu rozwoju infrastruktury, wspólnego projektu Europejskiego Banku Inwestycyjnego, PKO Banku Polskiego oraz 4 państwowych banków rozwoju z Niemiec (KfW), Włoch (CDP), Hiszpanii (ICO) i Francji (CDC). W trakcie swojej kariery zawodowej pracował również dla Creditanstalt Investment Bank oraz Deutsche Morgan Grenfell/Deutsche Bank Research, zajmując się sektorem bankowym w Europie Środkowej i Wschodniej. W latach 2001-2003 pełnił funkcję CFO/dyrektora wykonawczego Pionu Finansowego w Banku Pekao (Unicredit). Był także prezesem zarządu Allianz Bank, CDM Securities, największego niebankowego dystrybutora funduszy inwestycyjnych w Polsce oraz pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Rady Nadzorczej Pioneer Pekao Asset Management.
Sarah Clark, Członkini Rady Nadzorczej
Sarah ma szerokie doświadczenie na poziomie wykonawczym w różnych branżach, takich usługi finansowe, turystyka, handel detaliczny, FinTech oraz e-commerce, działając na rynkach Europy, USA, Bliskiego Wschodu i Afryki. Pełniła funkcję Dyrektora Generalnego na Europę w Clearco, firmie finansowej zasilanej kapitałem SoftBank. Wcześniej zajmowała stanowisko Dyrektora Generalnego na Europę Środkowo-Wschodnią, Bliski Wschód i Afrykę w PayPal, największym globalnym dostawcy płatności online. Pracowała m.in. dla Barclays Bank, Virgin Group, Sainsbury’s oraz British Airways. Obecnie jest Niezależnym Dyrektorem i Przewodniczącą Komitetu Inwestycyjnego w Mobeus Income & Growth VCT, notowanym na London Stock Exchange. Sarah jest absolwentką Uniwersytetu McGill (BA), London School of Economics (MSc) oraz Harvard Business School (MBA).
Lidia Luba, Członkini Rady Nadzorczej
Posiada ponad 30 lat doświadczenia w instytucjach finansowych. Kierowała zmianą w departamentach, wydziałach i całych organizacjach w Polsce i innych krajach europejskich, opierając się na poznaniu kultury korporacyjnej, rozwoju ludzi / zespołów i zrozumieniu dynamiki zaangażowania. Członek zarządów oraz rad nadzorczych w bankach, firmach ubezpieczeniowych, leasingowych, biurach maklerskich. Pełniła m.in. funkcje Wiceprezesa Zarządu oraz CRO mBank SA, Starszego Dyrektora Generalnego Grupy KBC w Brukseli, Wiceprezesa Zarządu Kredyt Banku oraz Doradcy Prezesa Warta S.A. i TUnŻ Warta S.A. jako CFRO, Członka Zarządu CitiHandlowy oraz CFO. Była Wiceprezes Schroder Salomon Smith Barney Poland, a także Manager w Price Waterhouse. Absolwentka Instytutu Matematyki na Uniwersytecie Gdańskim. Ukończyła również Vlerick Management School (2012) London Business School (2013), IESE- Advanced Management Program (2018/2019), IESE / Harvard Business School – Value Creation through Effective Boards (2021) oraz Cambridge University – Business Sustainability Management (2022). Wdrażała narzędzia Lean Management (w tym Agile, Scrum, Dual Organization) w instytucjach usługowych. Aktywny mentor zarówno młodych kobiet na początku ich drogi zawodowej (twórca Projektu Busola) jak i bardzo doświadczonych managerów i członków zarządów.
Roberto Nicastro, Członek Rady Nadzorczej
Bankier i inwestor w sektorze fintech, starszy doradca Cerberus Capital i prezes AideXa, banku typu challenger specjalizującego się w obsłudze małych firm. Wcześniej był prezesem „dobrych banków” z ramienia Banku Włoch i dyrektorem generalnym Grupy Unicredit; w przeszłości pracował w McKinsey & Co i Salomon Brothers. Angażuje się w działalność charytatywną i doradztwo w zakresie kształcenia podyplomowego. Obecnie pełni funkcję doradcy Cerberus Capital na Europę, jest prezesem niewykonawczym Officine CST (włoskiej spółki kontrolowanej przez Cerberus) i aktywnie działa w obszarze fintech i startupów, gdzie wraz z żoną posiada lub posiadał mniejszościowe udziały w wielu firmach, w tym DoveVivo, Yapily, Deus Technology, Talent Garden, Bandyer, Work Invoice, Mia Platform. Zasiada w radzie doradczej Confartigianato oraz w zarządzie Fondazione Archè, organizacji charytatywnej z siedzibą w Mediolanie; udziela się także w Comitato Amici di Claudio Dematté z siedzibą Trydencie. Zasiadał w radzie doradczej SDA Bocconi School of Management w Mediolanie oraz w międzynarodowej radzie doradczej Bologna Business School i The Johns Hopkins University SAIS Bologna Center.
Roeland Brokking, Członek Rady Nadzorczej
Roeland Brokking dołączył do Cerberus w 2014 roku. Przed rozpoczęciem pracy w Cerberus, Roeland Brokking pracował w bankowości i na rynku private equity w Holandii i innych krajach w latach 1977-2014. Przez ostatnie 20 lat był aktywnym partnerem współzarządzającym Parcom Capital B.V., prywatnego ramienia kapitałowego ING Group N.V. Od połowy lat 80. zajmował stanowiska w radach nadzorczych różnych spółek i był członkiem wielu komitetów inwestycyjnych funduszy. W latach 1999-2006 był członkiem zarządu NVP (holenderskiego stowarzyszenia private equity i venture capital). Roeland Brokking jest absolwentem Uniwersytetu Erazma w Rotterdamie.
Will Newton, Członek Rady Nadzorczej
Menedżer wyższego szczebla z 37 letnim doświadczeniem w dziedzinie ryzyka kredytowego, restrukturyzacji korporacyjnej, zarządzania portfelem, bankowości komercyjnej i doradztwa finansowego w Wielkiej Brytanii, Europie Zachodniej, Europie Środkowo-Wschodniej, na Bliskim Wschodzie i w Azji. Obecnie jest niezależnym konsultantem specjalizującym się w doradztwie w dziedzinie kredytów i ryzyka oraz dyrektorem niewykonawczym i przewodniczącym Komitetu Ryzyka dużego portugalskiego banku Novobanco SA. Wcześniej był starszym partnerem w Deloitte, gdzie kierował doradztwem strategicznym dla działu Global Portfolio Lead Advisory, był szefem działu usług restrukturyzacyjnych dla instytucji finansowych, globalnym szefem działu usług AQR oraz członkiem zespołu kierowniczego brytyjskiej firmy odpowiedzialnym za jej jednostki Centre for Credit Excellence i Banking Union Centre we Frankfurcie. Kierował współpracą w obszarze regulacyjnym z EBC, EUNB i Komisją Europejską dla firm członkowskich z regionu EMEA we wszystkich kwestiach związanych z kredytami zagrożonymi i finansowaniem lewarowanym. Przed podjęciem pracy w Deloitte był szefem działu ryzyka korporacyjnego i instytucjonalnego w dużym banku austriackim BAWAG PSK. Wcześniej kierował działem restrukturyzacji korporacyjnej w EBOR, odpowiadając za prowadzenie wszystkich postępowań prawnych dotyczących zadłużenia, kapitału i klientów w 29 krajach działania banku w Europie Środkowo-Wschodniej, Rosji i byłej WNP oraz na Bałkanach. Spędził 6 lat w Azji, gdzie pracował dla Big 4 i innych firm doradzających instytucjom finansowym w kwestiach zarządzania portfelem i ryzykiem. Następnie przez 4 lata pracował jako starszy doradca w departamencie upadłości i windykacji należności dużego polskiego banku państwowego. Karierę zawodową rozpoczynał w Wielkiej Brytanii w NatWest Bank, gdzie przez 9 lat zajmował się bankowością korporacyjną, dużymi projektami korporacyjnymi i finansowaniem lewarowanym.
Tomasz Kubiak, Chief Financial Officer
Tomasz Kubiak jest absolwentem Politechniki Warszawskiej, Wydziału Fizyki Technicznej i Matematyki Stosowanej. Posiada certyfikaty CFA, PRM (Profesional Risk Manager), został także uhonorowany Award of Merit przez międzynarodową organizację PRMIA, zrzeszającą osoby zarządzające ryzykiem. W latach 2001-2021 związany zawodowo z Bankiem Pekao S.A. gdzie pracował w obszarach kontrolingu, ryzyka, zarządzania kapitałem oraz aktywami i pasywami, a w latach 2017-2021 sprawował funkcję Wiceprezesa Zarządu odwiedzanego na Pion Finansowy. Pełnił również rolę członka rad nadzorczych licznych spółek Grupy Pekao. W latach 2022-2024 pełnił funkcję Prezesa Zarządu Systemu Ochrony Banków Komercyjnych oraz Wiceprezesa Zarządu jednego z największych polskich sklepów internetowych – Frisco.pl. Pracował również jako doradca Zarządu w mBanku.
Dowiedz się więcej o strategiach price action trading, używanych narzędziach i o tym, jak inwestorzy podejmują decyzje na podstawie ostatnich ruchów cen. Odkryj korzyści i ograniczenia tego elastycznego podejścia do handlu.
Price action trading obejmuje analizę ruchów cen papierów wartościowych w celu podejmowania decyzji handlowych. W przeciwieństwie do innych strategii, które w dużej mierze opierają się na wskaźnikach technicznych lub analizie fundamentalnej, handel price action koncentruje się na rzeczywistych ruchach cen i wzorcach w ostatnim okresie.
Metoda ta pozwala inwestorom czytać rynek i podejmować subiektywne decyzje w oparciu o niedawną aktywność cenową, zamiast polegać wyłącznie na wstępnie ustawionych wskaźnikach lub danych historycznych.
Czym jest Price Action Trading?
Price Action Trading to metoda polegająca na analizie zmian cen papierów wartościowych w czasie. Inwestorzy stosujący tę metodę zwracają szczególną uwagę na zmiany cen w niedawnej przeszłości. W ten sposób starają się przewidzieć przyszłe ruchy cen. Nie koncentrują się na fundamentalnych czynnikach, które mogą wpływać na cenę, takich jak zyski spółki lub ogólna gospodarka. Zamiast tego polegają na wzorcach i trendach, które pojawiają się na wykresach cenowych.
Dodatkowo, integracja dobrze zorganizowanej strategii handlu forex może jeszcze bardziej zwiększyć skuteczność handlu price action, zapewniając kompleksowe podejście do analizy rynku i realizacji transakcji.
Jakie narzędzia są używane w Price Action Trading?
Ponieważ handel price action opiera się na historycznych ruchach cen, wykorzystuje on różne narzędzia analizy technicznej. Narzędzia te pomagają inwestorom identyfikować wzorce i podejmować decyzje handlowe. Niektóre z popularnych narzędzi i wskaźników obejmują
Linie trendu: Linie narysowane na wykresach w celu połączenia znaczących szczytów lub dołków, pomagające zidentyfikować kierunek trendu.
Wstęgi cenowe: Wstęgi wykreślone powyżej i poniżej ceny, zazwyczaj przy użyciu średnich kroczących, w celu wskazania wysokich i niskich poziomów.
Poziomy wsparcia i oporu: Ceny, przy których papier wartościowy ma tendencję do zatrzymywania się i odwracania, identyfikowane przez szczyty (opór) i dołki (wsparcie).
Pivot Points: Obliczone poziomy cen wykorzystywane do określania ogólnych trendów rynkowych w różnych ramach czasowych.
Formacje świecowe: Określone formacje na wykresach świecowych, które wskazują potencjalne przyszłe ruchy cen.
Traderzy mogą korzystać z tych narzędzi indywidualnie lub łączyć je w celu opracowania bardziej złożonych strategii. Na przykład, mogą używać formacji świecowych wraz z liniami trendu, aby uzyskać jaśniejszy obraz potencjalnych ruchów cen.
Kto korzysta z Price Action Trading?
Handel price action jest popularny wśród różnych typów traderów, w tym traderów detalicznych, spekulantów, arbitrażystów i traderów instytucjonalnych. Może być stosowany do różnych papierów wartościowych, takich jak akcje, obligacje, forex, towary i instrumenty pochodne. Elastyczność i zdolność do adaptacji price action trading sprawiają, że jest to ulubiona metoda wielu uczestników rynku.
Jakie są etapy handlu price action?
Skuteczny handel price action często obejmuje dwuetapowy proces:
Identyfikacja scenariusza: Inwestorzy najpierw identyfikują scenariusz rynkowy, taki jak byczy lub niedźwiedzi trend.
Identyfikacja okazji handlowych: W ramach zidentyfikowanego scenariusza, inwestorzy szukają konkretnych okazji do wejścia lub wyjścia z transakcji. Na przykład, jeśli para walutowa znajduje się w fazie hossy, inwestor może szukać oznak, że cena będzie nadal rosnąć lub że może się wycofać.
Popularność i korzyści płynące z Price Action Trading
Handel price action jest dobrze przystosowany do transakcji krótko- i średnioterminowych, często przynosząc szybkie zyski. Opiera się na przekonaniu, że rynki podążają za wzorcami, które można wykryć i na których można działać. Koncentrując się na najnowszej historii cen i korzystając z narzędzi technicznych, inwestorzy mogą podejmować świadome decyzje w oparciu o swoje interpretacje.
Niektóre z kluczowych zalet handlu price action obejmują:
Elastyczność: Inwestorzy mogą dostosowywać swoje strategie w oparciu o warunki rynkowe.
Zastosowanie: Odpowiedni dla różnych klas aktywów, w tym akcji, forex i towarów.
Łatwość użycia: Kompatybilny z większością platform transakcyjnych i oprogramowania.
Backtesting: Inwestorzy mogą z łatwością testować swoje strategie na danych historycznych.
Upodmiotowienie tradera: Umożliwia traderom podejmowanie decyzji w oparciu o ich analizę, a nie przestrzeganie sztywnych zasad.
Wnioski
Handel price action oferuje elastyczny i intuicyjny sposób na zaangażowanie się w rynki. Podczas gdy wiele teorii i strategii obiecuje wysokie wskaźniki sukcesu, traderzy muszą być ostrożni wobec tendencyjności przetrwania – historie sukcesu są bardziej prawdopodobne do nagłośnienia.
Ostatecznie inwestorzy powinni dokładnie zrozumieć, przetestować i udoskonalić swoje strategie, aby zmaksymalizować swój potencjał zysku i osiągnąć swoje cele handlowe.
5 sierpnia br. polski astronauta projektowy Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) dr Sławosz Uznański rozpoczyna praktyczną część szkolenia przygotowującego do polskiej misji na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej ISS. Misja planowana jest na 2025 r.
W pierwszym etapie szkolenie odbywać się będzie w zlokalizowanych w Stanach Zjednoczonych ośrodkach Axiom Space, NASA i SpaceX. Poza Polakiem w skład załogi misji AX-4 wejdą przedstawiciele Węgier I Indii.
Członkowie załogi muszą otrzymać jeszcze zatwierdzenie międzynarodowego komitetu odpowiedzialnego za Międzynarodową Stację Kosmiczną (International Space Station – ISS) – Multilateral Crew Operations Panel (MCOP), w którego skład wchodzą przedstawiciele wszystkich pięciu międzynarodowych partnerów ISS: NASA, ESA, Roskosmos, JAXA i Kanadyjskiej Agencji Kosmicznej.
Start misji planowany jest na przyszły rok z należącego do NASA Kennedy Space Center na Florydzie. Lot na ISS zostanie zrealizowany rakietą Falcon 9 firmy SpaceX, która wyniesie na orbitę kapsułę załogową Dragon. Astronauci spędzą na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej ok. 14 dni.
Ax-4 będzie kolejną komercyjną załogową misją Axiom Space. Udział Polaka w tej misji to wynik podpisanej pomiędzy Ministerstwem Rozwoju i Technologii a ESA umowy na przygotowanie i przeprowadzenie polskiej misji technologicznej na ISS. Po stronie Polski w przygotowanie misji zaangażowana jest również Polska Agencja Kosmiczna (POLSA), jako agencja wykonawcza MRiT. Program misji będzie przede wszystkim skupiony wokół eksperymentów opracowanych przez przedstawicieli polskiego sektora kosmicznego, pod kierunkiem ESA.
Polacy w pół roku złożyli w sądach prawie 40 tys. pozwów rozwodowych. Wzrost rdr. wynosi ponad 4 procent.
Jak wynika najnowszych danych pozyskanych ze wszystkich sądów okręgowych w Polsce, w I połowie 2024 roku wpłynęło do nich 39,7 tys. pozwów rozwodowych. To o 4,2% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich dokładnie 38,1 tys. Po danych widać też, że najwięcej tego typu pozwów złożono w SO Poznaniu, bo 2,6 tys. W SO w Warszawie odnotowano ich 2,3 tys. Na trzecim miejscu jest SO w Krakowie – 2,1 tys. Dalej w zestawieniu jest SO Warszawa-Praga w Warszawie – 1,7 tys. W pierwszej piątce widać też SO w Łodzi – 1,5 tys. Zdaniem komentujących te dane ekspertów, tendencja wzrostowa jest ewidentna i raczej nic nie zapowiada zmiany w najbliższej przyszłości. Znawcy tematu mówią wprost, że rozwodów będzie przybywać, bo jest to coraz szerszy problem społeczny.
Jak wynika z danych udostępnionych przez 47 sądów okręgowych, czyli ze wszystkich tego typu jednostek w kraju, w I połowie 2024 roku wpłynęło do nich 39,7 tys. pozwów rozwodowych. To o 4,2% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich 38,1 tys.
– Tendencja faktycznie jest wzrostowa i nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie miało się to zmienić. Może to wynikać z efektu kuli śniegowej – skoro ktoś, kogo znamy, był w nieszczęśliwym związku i udało mu się z niego wyjść. Coraz większa liczba rozwodów to też skutek bogacenia się społeczeństwa. Dzisiaj już nie naprawia się zepsutych urządzeń – wymienia się je na nowe. Podobnie jest z małżeństwami – mówi adwokat Michał Dziedzic, specjalizujący się m.in. w sprawach rodzinnych.
Ekspert wskazuje też, że kiedyś rozwody wydawały się niedostępne, bo były drogie i skomplikowane. Dzisiaj przestał być to „towar luksusowy”, a zwiększenie ich liczby widać właściwie w każdej warstwie społecznej. Dlatego nie zaskakuje wzrost liczby pozwów i należy się spodziewać raczej utrzymania tego trendu w kolejnych miesiącach.
– Ludzie rozwodzą się w każdym wieku. Znam pary ze stażem 35 lat oraz takie, dla których pozew pisałem już osiem miesięcy po ślubie. Decyzja o rozwodzie jest zbyt wielowarstwowa i wieloaspektowa, żeby dało się ją dostosować tylko do stażu małżeńskiego. I w blisko 100% przypadków to nie jest wynik impulsu, czyli decyzji wskutek jednostkowego zdarzenia – komentuje radca prawny Paweł Budrewicz z Kancelarii Budrewicz.
Ze szczegółowych danych wynika również, że w I połowie br. najwięcej takich pozwów wpłynęło do sądów okręgowych w dużych miastach. 2,6 tys. tego typu spraw otrzymał SO w Poznaniu, 2,3 tys. – SO w Warszawie, a 2,1 tys. – SO w Krakowie. Kolejne 1,7 tys. wpłynęło do następnego stołecznego sądu, czyli do SO Warszawa-Praga. W Łodzi odnotowano 1,5 tys. tego typu przypadków. Do tego widać, że w poszczególnych sądach okręgowych liczba pozwów rdr. zmieniła się nieznacznie.
– Wysoka liczba pozwów rozwodowych w dużych miastach to wynik wyższej liczby ludności oraz większej anonimowości życia. Pary mogą łatwiej podjąć taką decyzję ze względu na lepszy dostęp do porad prawnych, mediacji oraz wsparcia psychologicznego – ocenia Kamil Jura, prawnik i wieloletni mediator rozwodowy z Kancelarii Rozwodowej Nowy-Etap.pl.
Kamil Jura podkreśla także, że zmiany rok do roku w liczbie pozwów w poszczególnych sądach są zazwyczaj niewielkie, co sugeruje stabilność społeczną i prawną w tych regionach. Fluktuacje mogą wynikać z lokalnych uwarunkowań, takich jak zmiany demograficzne, ekonomiczne czy kulturalne, ale ogólnie liczby te pozostają dość stałe, odzwierciedlając trwałe tendencje w społeczeństwie.
– W ostatnim czasie da się zauważyć wzrost rozwodów u małżeństw z bardzo krótkim stażem – nawet kilkumiesięcznym. Najczęściej dotyczy to obecnych dwudziestolatków i trzydziestokilkulatków. Zaraz po pojawieniu się pierwszych małżeńskich przeszkód decydują się na rozwód, często przed pojawieniem się potomka – zauważa mec. Michał Dziedzic.
Natomiast mec. Paweł Budrewicz podkreśla, że na tempo orzekania w sprawach rozwodowych kluczowy wpływ ma stopień skomplikowania i złożoność sprawy. Rozwód bez winy i bez dzieci może się skończyć w 3-4 miesiące, w zasadzie na półgodzinnej rozprawie. Natomiast rozwód z walką o winę i dzieci może oznaczać perspektywę nawet kilku lat. Czas oczekiwania na rozprawę w dużej mierze zależy od sędziego.
– W Warszawie na rozwód czeka się od trzech do piętnastu miesięcy. Ale są też takie sądy, w których pierwsza rozprawa odbędzie się po trzech latach od złożenia pozwu. Problemem może być też ewentualna apelacja. Wskutek zalewu spraw frankowych Sąd Apelacyjny w Warszawie dosłownie się zatkał. Rozpoznanie apelacji od wyroku rozwodowego trwa obecnie około dwa lata. I ten termin tylko się wydłuża – twierdzi ekspert z Kancelarii Budrewicz.
Do tego Kamil Jura wskazuje, że liczba nowych pozwów rozwodowych może stanowić problem dla sądów okręgowych, wpływając na tempo orzekania nie tylko w sprawach rozwodowych, ale także w innych sprawach cywilnych. Wzrost liczby spraw rozwodowych zwiększa obciążenie sądów, co może prowadzić do opóźnień w rozpatrywaniu innych pozwów. Chcąc temu zaradzić, warto rozważyć wprowadzenie usprawnień, takich jak zwiększenie liczby sędziów specjalizujących się w sprawach rodzinnych.
– Sposobem byłoby też lepsze wykorzystanie mediacji przedprocesowej oraz rozwój elektronicznych systemów zarządzania sprawami sądowymi. Dzięki temu można zmniejszyć obciążenie sądów i przyspieszyć procesy orzecznicze. Interesującym rozwiązaniem, które przyspieszy cały proces, może być również wprowadzenie przeprowadzania polubownych rozwodów przez notariuszy, nad czym obecnie pracuje Ministerstwo Sprawiedliwości – wskazuje ekspert z Kancelarii Rozwodowej Nowy-Etap.pl.
Ponadto adwokat Michał Dziedzic zauważa, że co roku widać wzrost spraw rozwodowych na przełomie października i listopada. Może to być związane z kilkoma czynnikami. Okres wakacyjny to często czas tzw. ostatniej szansy. Małżonkowie wierzą, że beztroska wakacji pozwoli im uratować związek. Niestety, przebywanie razem przez dłuższy okres często tylko wzmaga kryzys, ale go nie łagodzi.
– Ogólnie po każdej dużej przerwie w pracy, takiej jak święta, długie weekendy, ferie i wakacje, obserwuję zwiększone zainteresowanie rozwodami. Zaplanowanie rozstania na jesień może też być związane z rozpoczęciem roku szkolnego, kiedy małżonkowie chcą uporządkować kwestie opieki nad dzieckiem –wyjaśnia mec. Dziedzic.
Z kolei Kamil Jura uważa, że wzrost liczby pozwów rozwodowych może być uznany za niepokojący, zwłaszcza w kontekście powszechnej opinii o dużej liczbie pozwów. Może on sugerować pewne problemy w społeczeństwie, takie jak narastające konflikty w małżeństwach, trudności ekonomiczne czy zmieniające się normy społeczne. Jednak jako mediator rozwodowy, ekspert zauważa również pozytywną stronę tego zjawiska.
– Wzrost liczby pozwów rozwodowych może oznaczać, że pary, które nie widzą możliwości naprawy swojego związku, wybierają formalne rozwiązanie małżeństwa zamiast pozostawać w toksycznych relacjach. Mediacje rozwodowe odgrywają tutaj kluczową rolę, pomagając parom w polubownym i konstruktywnym zakończeniu małżeństwa, co minimalizuje negatywne skutki rozwodu, zwłaszcza dla ich dzieci – podsumowuje Kamil Jura z Kancelarii Rozwodowej Nowy-Etap.pl.