Trudniejszy początek roku dla polskich przedsiębiorstw – wyniki i perspektywy na przyszłość

Pierwszy kwartał 2024 roku przyniósł pogorszenie wyników finansowych średnich i dużych przedsiębiorstw w Polsce. Wyniki firm pozostaną pod presją co najmniej do końca bieżącego roku, a głównym wyzwaniem przedsiębiorstw będzie wysokie tempo wzrostu kosztów pracy – prognozują w najnowszym raporcie analitycy Banku Pekao S.A.

Niższy rok do roku o niemal 40 proc. łączny wynik netto w I kw. 2024 oznacza trzeci najniższy rezultat pierwszego kwartału od 2007 roku, gorzej było tylko w latach 2009 i 2020. Erozja marż wystąpiła w większości sekcji gospodarki, a w kilku najważniejszych, takich jak handel, przetwórstwo, energetyka i transport, miały miejsce kilkudziesięcioprocentowe spadki zysków.

Na korzyść firm przemawia jednak fakt, iż wspomniane poziomy rentowności zostały osiągnięte przy znacznie wyższych niż w przeszłości przychodach. W efekcie nominalny zysk netto sektora firm (37 mld zł) był znacząco wyższy niż w którymkolwiek I kwartale roku przed znakomitym okresem 2021-2023.

Słabiej radził sobie w szczególności przemysł, handel i transport, ale były również branże, które zdołały poprawić rezultaty. Znacznie lepiej niż w analogicznym okresie 2023 roku poradziły sobie niektóre branże usługowe, jak informacja i komunikacja (gdzie widać już było pozytywne efekty odbicia koniunktury i podjętych przez firmy działań optymalizacyjnych) oraz branża zakwaterowania i gastronomii, efektywnie wykorzystująca solidny poziom konsumpcji.

Według raportu Pekao spadek zysków firm w pierwszym kwartale roku był efektem niższych przychodów oraz dalszego wzrostu części kosztów. Źródłem spadku przychodów był niemal w całości przemysł, co było wynikiem słabszego popytu, zwłaszcza zagranicznego, oraz niższych cen sprzedaży. Kluczowy dla erozji marż i wyników okazał się silny wzrost kosztów pracy i usług obcych.

Co ważne, słabsze wyniki mają na razie niewielkie przełożenie na sytuację finansową krajowych podmiotów. Ogólna sytuacja finansowa przedsiębiorstw pozostaje stabilna, a w części aspektów można wręcz mówić o jej poprawie. Firmy znacząco się oddłużyły, redukując zarówno zobowiązania krótkoterminowe, jak i długoterminowe. Utrzymują one także zdrową płynność, co jest wynikiem m.in. redukcji zobowiązań krótkoterminowych.

Jednak widać wpływ wyników na aktywność inwestycyjną firm. W pierwszym kwartale 2024 roku ich nakłady minimalnie zmalały w porównaniu do roku poprzedniego, co jest pierwszym takim spadkiem od 2020 roku.

Wyzwania na przyszłość

W ocenie analityków Banku Pekao wyniki firm pozostaną pod presją co najmniej do końca bieżącego roku. Jedynie umiarkowane ożywienie koniunktury w kraju, utrzymująca się słabość głównych partnerów handlowych Polski oraz stłumiona inflacja będą spowalniać odbicie po stronie przychodowej. Utrzymuje się natomiast wysokie tempo wzrostu kosztów pracy, co pozostanie głównym wyzwaniem przedsiębiorstw w najbliższych kwartałach.

Obecna sytuacja może skłaniać firmy do optymalizacji kosztów zatrudnienia oraz przerzucania rosnących kosztów na odbiorców. Rok 2024 będzie także okresem znacznego schłodzenia aktywności inwestycyjnej przedsiębiorstw.

Więcej informacji w najnowszym raporcie Banku Pekao.

Co trzeci ekspert uważa, że na inwestowaniu w open source najbardziej skorzystałby sektor publiczny

Już ponad 90 proc. europejskich firm korzysta z rozwiązań open source. Większość z nich podkreśla, że dzięki temu może znacząco obniżyć koszty operacyjne, zwiększyć produktywność, a także uniezależnić się od jednego dostawcy oprogramowania. To, ile OSS może wnieść do organizacji jest kwestią indywidualną i zależy od wielu czynników, m.in. branży czy rodzaju działalności. Według ekspertów na inwestowaniu w open source najbardziej skorzystałby sektor publiczny – w badaniu przeprowadzonym przez The Linux Foundation odpowiedź tę wskazało 35 proc. osób[1]. Co ciekawe, odsetek ten jest większy niż w przypadku branży IT (31 proc.), edukacyjnej (29 proc.) czy finansowej (20 proc.). Jak rozwiązania open source mogą wpłynąć na działanie administracji publicznej i samorządów?

Adaptacja open source przez sektor publiczny to podstawa

Specjaliści nie zatrzymują się na opinii, że sektor publiczny byłby największym beneficjentem rozwiązań opartych na otwartym kodzie. Idą o krok dalej, stwierdzając, że najbliższe inwestycje w open source powinny skupiać się głównie na jego adaptacji przez administrację rządową. Tak uznała niemal połowa badanych, co oznacza, że kwestia ta jest dla specjalistów ważniejsza, niż rozwój open source w celu tworzenia alternatyw dla monopoli technologicznych (37 proc. odpowiedzi), ulepszenia edukacji akademickiej (29 proc.) czy wspierania globalnych standardów technologicznych (27 proc.)[2].

Jak podkreśla Dariusz Świąder, prezes Linux Polska, na wdrożeniu open source przez jednostki administracji publicznej skorzystaliby wszyscy obywatele.

Wdrożenie open source do sektora publicznego to krok milowy w kierunku transformacji cyfrowej, m.in. ze względu na dużo większy zakres funkcjonalności, elastyczności, cyberbezpieczeństwa i suwerenności technologicznej. Główne korzyści dotyczą jednak finansów i konkurencyjności względem sektora prywatnego. Wystarczy wyobrazić sobie, jak dużą oszczędność przyniosłaby inwestycja w rozwój i dostosowanie do własnych potrzeb oprogramowania open source, w porównaniu do zakupu licencji na korzystanie z rozwiązania komercyjnego dla wszystkich urzędów. Skalę pozytywnego wpływu otwartych rozwiązań na wzrost gospodarczy obrazują szacunki Komisji Europejskiej, zgodnie z którymi zwiększenie o 10 proc. składek na kod otwartego oprogramowania dałoby efekt w postaci dodatkowego 0,4 –0,6 proc. PKB w skali roku[3]. Potencjał ten jest w ogromnej mierze niewykorzystany, choć coraz więcej europejskich rządów zaczyna go zauważaćdodaje Dariusz Świąder, Linux Polska.

OSPO szansą dla sektora publicznego

Ograniczenia technologiczne, brak wystarczającej wiedzy na temat open source, a także obawy dotyczące bezpieczeństwa są głównymi powodami, przez które organizacje nie inwestują w rozwiązania open source. Problem ten dotyczy również sektora publicznego, w którym bariery te są dodatkowo uwydatnione przez daleko idącą ostrożność we wdrażaniu nowych rozwiązań.

Według Marka Najmajera, Dyrektora Rozwoju Produktu w Linux Polska, sposobem na rozwiązanie tych problemów są tzw. OSPO (Open Source Program Office), czyli tworzone w konkretnej organizacji lub instytucji jednostki, których celem jest identyfikacja potrzeb związanych z open source oraz wsparcie przy ich wdrażaniu.

OSPO jest pomysłem, który zrodził się w sektorze prywatnym i stanowi trzon kultury organizacyjnej dotyczącej wykorzystania open source. Dokładny zakres działań takiej jednostki zależy od konkretnej firmy i jej potrzeb. OSPO może zajmować się rozwijaniem współpracy z organizacjami open source, opracowaniem strategii dotyczącej wykorzystania otwartego oprogramowania, ograniczaniem związanego z tym ryzyka czy rozwijaniem wiedzy i świadomości na temat dostępnych możliwości rozwoju OSS. Zadania te pozwalają z jednej strony rozwiać wątpliwości dotyczące stosowania otwartego oprogramowania, z drugiej zaś – prowadzić do rozwoju rozwiązań open source’owych. Niektóre jednostki publiczne już stworzyły własne OSPO, uznając je za narzędzie zwiększające przejrzystość i bezpieczeństwo. Przykładem może być rząd francuski czy Komisja Europejskamówi Marek Najmajer,  Dyrektor Rozwoju Produktu w Linux Polska.

Open source w sektorze publicznym? Kluczowe jest bezpieczeństwo

Dojrzałość w podejściu organizacji do otwartych technologii przejawia się m.in. w posiadaniu odpowiednich polityk bezpieczeństwa, zatrudnieniu ekspertów wyspecjalizowanych w tej dziedzinie, współpracy z organizacjami open source czy regularnym testowaniu i wdrażaniu nowych rozwiązań. Realizacją wszystkich tych kwestii może pochwalić się niewiele firm. Co więcej, niespełna 40 proc. wykonuje tak podstawową czynność jak skany bezpieczeństwa w celu identyfikacji luk i zagrożeń[4]. Jak podkreśla Dariusz Świąder, Prezes Linux Polska, w czasach coraz częstszych ataków hakerskich kwestia cyberbezpieczeństwa powinna być kluczowa dla wszystkich organizacji, zwłaszcza w branżach regulowanych i sektorze publicznym.

Rozwiązania open source są dzisiaj uznawane za bezpieczne głównie ze względu na powszechny dostęp do kodu – w końcu każdy może zidentyfikować błędy lub luki i powiadomić o nich twórców. Jednak mówiąc o cyberbezpieczeństwie w administracji rządowej i branżach wysokiego ryzyka, w których wykorzystywany jest open source, należy pójść zdecydowanie dalej. Analiza powinna obejmować wiele czynników ryzyka, związanych ­­­­­­ze składem oprogramowania, jego produkcją, rozwojem i utrzymaniem, licencją, podatnością czy nawet pochodzeniem geopolitycznym. Ważne jest, by nie ograniczać się do oceny każdego komponentu osobno, a badać również występujące między nimi zależności. Aby uprościć to zadanie, przez ostatnie kilkanaście miesięcy pracowaliśmy nad Source Mation – innowacyjnym, kompleksowym rozwiązaniem do analizy ryzyka oprogramowania open source, dzięki któremu użytkownicy otrzymają skumulowany wskaźnik informujący o potencjalnych zagrożeniach. Ułatwi to zarządzanie ryzykiem IT w każdej organizacji, również w jednostkach sektora publicznego dodaje Dariusz Świąder, Linux Polska.

Podsumowanie

Specjaliści uważają, że na inwestowaniu open source najbardziej skorzystałby – również pod kątem finansowym – sektor publiczny. Mimo to otwarte rozwiązania nadal są wykorzystywane i rozwijane przede wszystkim przez prywatne przedsiębiorstwa i inicjatywy. Przełamaniem bariery w jednostkach administracji rządowej i innych instytucjach publicznych mogłoby być stworzenie krajowego OSPO.

[1] The Linux Foundation, World of Open Source, Europe Spotlight 2023.

[2] The Linux Foundation, World of Open Source, Europe Spotlight 2023.

[3] European Commission, The impact of Open Source Software and Hardware on technological independence, competitiveness and innovation in the EU economy.

[4] Open Logic, Open Source Initiative, Eclipse Foundation, 2024 State of Open Source Report.

Demokraci gonią w wyścigu

W wyborach w USA zapowiada się zmiana nie tylko kandydata, ale również lidera wyścigu. W tle brak większych niespodzianek w Turcji i na Węgrzech, chociaż rynki reagują na decyzje tamtejszych banków centralnych. W Polsce rekord niskiego bezrobocia od czasów przemian ustrojowych.

Banki centralne nie zaskoczyły

Banki centralne Węgier i Turcji zachowały się zgodnie z oczekiwaniami analityków. Turecki bank centralny utrzymał imponującą stopę procentową wynoszącą 50%. Po samej decyzji było widać umocnienie się kursu liry tureckiej względem dolara. Pokazuje to, że inwestorzy mogli jednak częściowo oczekiwać obniżek stóp procentowych po czerwcowym spadku inflacji. Na Węgrzech z kolei spadek o 0,25% spowodował osłabienie forinta względem kursu euro. Analitycy wskazują przyczynę: inflacja od pół roku znajduje się w trendzie bocznym w przedziale 3,6-4% i na rynek trafiają spekulacje o możliwej pauzie w cyklu obniżek stóp. Ruch ten miałby spowodować zduszenie inflacji bliżej celu. Warto też zwrócić uwagę, że inflacja nie boli Węgrów aż tak bardzo. Dzisiaj nad ranem poznaliśmy dane o wzroście wynagrodzeń – 14,8% w skali roku. Gdy pensja idzie o tyle w górę, można żyć ze wzrostem cen ocierającym się o 4%.

Wyścig prezydencki znów emocjonujący

Jeszcze tydzień temu przewaga Donalda Trumpa nad kandydatem demokratów w sondażach zaczynała przekraczać 3%. Jest to ważna wartość, gdyż to właśnie na tyle szacuje się błąd takich badań. Jeżeli przewaga jest większa od błędu, można mówić o jednoznacznym wskazaniu. Po zmianie kandydata demokratów kolejne sondaże zaczynają jednak pokazywać wyniki bliższe remisu, nawet ze wskazaniem na Kamalę Harris. Jak widać powiew młodości, jak jest to sprzedawane w mediach, wyrównał konkurencję. Zatem sezon wakacyjny, zapowiadający się do niedawna jako bardzo nudny, może być całkiem emocjonujący. Tym bardziej, że kurek z datkami na kampanię po stronie demokratów został wyjątkowo mocno odkręcony i wygląda na to, że straty z ostatnich tygodni uda się tej formacji nadrobić. Z punktu widzenia rynków warto poczekać jednak czy nowa kandydatka nie zmodyfikuje programu.

Rekord bezrobocia w Polsce

Wczoraj poznaliśmy wskaźnik bezrobocia dla Polski. Wyniósł on 4,9%. W wielu miejscach, podobnie jak w tytule paragrafu, mówi się o rekordzie wszechczasów. Teoretycznie w danych na początku lat 90-tych mieliśmy niższy wskaźnik. Wszak przemiany zaczęliśmy z fikcją pełnego zatrudnienia. Odnoszenie się jednak do tamtych, zmanipulowanych poziomów nie wydaje się jednak właściwe. Od tamtych czasów nigdy jednak nie mieliśmy tak niskiej stopy bezrobocia, co jest obiektywnie powodem do radości.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych dzień wstępnych odczytów indeksów PMI zarówno dla przemysłu, jak i dla usług.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Dekarbonizacja sektora nieruchomości komercyjnych: wyzwania i szanse na drodze do neutralności klimatycznej

Dekarbonizacja sektora nieruchomości komercyjnych jest kluczowa dla walki ze zmianami klimatycznymi i osiągnięcia celów w zakresie zrównoważonego rozwoju, jednak eksperci wskazują na liczne wyzwania stojące na drodze do tego. Wysokie koszty poprawy efektywności energetycznej budynków, trudności z zakupem energii z odnawialnych źródeł,  a także w odsprzedaży energii do sieci, ograniczona dostępność  funduszy unijnych na modernizację budynków oraz konieczność skoordynowanych działań na poziomie krajowym to tylko niektóre z wyzwań.

Paryskie Porozumienie, które zostało zainicjowane i podpisane z międzynarodowym zaangażowaniem w 2015 roku, jest istotnym krokiem w szeroko zakrojonych światowych wysiłkach mających na celu znaczne ograniczenie emisji szkodliwych gazów cieplarnianych. Ten międzynarodowy dokument prawny jest uznawany za przełomowy w kontekście globalnych działań na rzecz ochrony środowiska.

– Jedną z konsekwencji Porozumienia Paryskiego jest Europejski Zielony Ład – stworzony przez Komisję Europejską – którego częścią jest m.in. dekarbonizacja. Stworzono również politykę Fit for 55, aby osiągnąć pewien cel pośredni redukcji emisji gazów cieplarnianych – o 55% do 2030 roku. Warto wspomnieć, że w ubiegłym roku podniesiono cel pośredni w zakresie odnawialnych źródeł energii w miksie energetycznym z 34% do 42,5% w 2030 roku, z ambicją osiągnięcia 45%  – mówi  Jarosław Witek, Associate Director, Sustainability, Carbon & Energy CBRE.

Poprzez stworzenie szeroko zakrojonych ram prawnych oraz licznych przepisów, Komisja Europejska szczegółowo reguluje różne aspekty Europejskiego Zielonego Ładu, w tym energetykę i dekarbonizację.

– Niestety Polska w tym momencie znacząco odstaje od reszty Europy pod względem emisji w sektorze energetycznym. Stawia to polskie przedsiębiorstwa w znacznie gorszej pozycji na rynku globalnym – dodaje Jarosław Witek, CBRE.

W kontekście dekarbonizacji, istotne jest nie tylko zwiększanie udziału energii odnawialnej, ale także poprawa efektywności energetycznej budynków. Jak zauważa Jarosław Witek, zaopatrywanie nieefektywnych budynków w dużą ilość energii odnawialnej nie przyniesie oczekiwanych korzyści. Kluczowe jest zatem kompleksowe podejście, które łączy redukcję emisji z poprawą wydajności energetycznej.

Eksperci wskazują na konieczność skoordynowanych działań zarówno na poziomie przedsiębiorstw, jak i polityki krajowej.

– W obszarze dekarbonizacji na poziomie administracji publicznej, czy inaczej systemowej nie jest możliwe natychmiastowe rozwiązanie wszystkich problemów na raz. Istnieją zagadnienia, takie jak ciepło systemowe lub stan sieci energetycznej, na które przedsiębiorcy mają ograniczony wpływ. Wymaga to działania na szczeblu polityki krajowej. Choć w procesie dekarbonizacji obserwujemy postępy, tempo tych zmian wciąż nie jest zadowalające. Nie zwalnia to jednak przedsiębiorców z obowiązku czy odpowiedzialności za emisyjność własnych zakładów i wdrażania własnej polityki dekarbonizacji – komentuje Bartosz Radkowiak, CEO ESCOlight.

Choć dekarbonizacja postępuje, nadal istnieje wiele wyzwań, które wymagają skoordynowanych działań na wielu poziomach, aby osiągnąć zadowalające tempo i skuteczność w redukcji emisji CO2.

– W procesie budowlanym analiza cyklu życia (LCA) koncentruje się w dużej mierze na ocenie ilości dwutlenku węgla (CO2) wytworzonego podczas produkcji materiałów budowlanych, ich transportu oraz wbudowania na plac budowy. Jeszcze kilka lat temu było to ogromnym wyzwaniem, ponieważ niewiele materiałów posiadało deklarację środowiskową EPD, co utrudniało dokładne oszacowanie emisji. Obecnie sytuacja znacznie się poprawiła. Coraz więcej dostępnych materiałów, zwłaszcza stali i betonu, wykazuje ograniczoną emisję CO2, co ułatwia świadomy wybór i możliwość przeprowadzanie miarodajnych analiz – mówi Stanisław Zysek, Director, Technical Development SEGRO Poland.

– W kontekście dekarbonizacji wciąż istnieją liczne przeszkody, które powodują, że inicjatywy podejmowane przez właścicieli nieruchomości napotykają na bariery, zwłaszcza w zakresie instalacji fotowoltaicznych. Każdy budynek charakteryzuje się dobowo-godzinowymi profilami zużycia energii. Obecnie uzyskanie zgody na odsprzedaż takiej energii do sieci jest niezwykle trudne. Modernizacja sieci energetycznej mogłaby znacząco przyspieszyć dekarbonizację sektora nieruchomości.  Barierą są także wyśrubowane kryteria dostępności funduszy unijnych na modernizację budynków – zauważa Aleksandra Noworyta, ESG Director EPP.

Zmiany w sektorze energetycznym są niezbędne dla osiągnięcia celów dekarbonizacyjnych.

– Sieć gazowa oraz ciepłownictwo również przechodzi dość dużą rewolucję i dostosowanie się do nowych wymagań transformacji energetycznej. W przypadku gazu ziemnego plany obejmują m.in.  z biometan, który będzie wprowadzany do sieci. Działanie to będzie pozwalało na obniżenie operacyjnego śladu węglowego źródeł, które są opalane obecnie gazem ziemnym – mówi Jakub Włodarczyk, Prezes Zarządu Viverno.

W kontekście wdrażania Dyrektywy EPBD dekarbonizacja jest nieuchronnym wyzwaniem dla branży nieruchomości. Osiągnięcie celu neutralności klimatycznej wymaga skoordynowanych działań na wielu frontach, w tym w polityce, przemyśle i budownictwie, aby skutecznie zmniejszyć emisje i wspierać zrównoważony rozwój.

Dziesiąta obniżka stóp procentowych na Węgrzech

Węgierski Bank Centralny zgodnie z oczekiwaniami rynku dziesiąty (!) raz z rzędu obniżył podstawową stopę procentową o 25 pb. do poziomu 6,75 proc.

Węgierski cykl obniżek stóp procentowych trwa nieprzerwanie od października zeszłego roku kiedy to mieliśmy pierwszą obniżkę o 75 pb. z poziomu aż 13,00 proc.
Stopy procentowe na takich poziomach (13,00 proc.+) wcześniej ostatni raz widziano na Węgrzech w 2000 roku. A w obliczu ich wysokiego nominalnego poziomu (w celu zdławienia szalejącej inflacji), teraz nie dziwi dosyć sprawny cykl obniżek.

Wysokie stopy procentowe na ten moment zdały test – węgierskie CPI za czerwiec wyniosło 3,7 proc. wobec prognozy 4,00 proc. Warto przypomnieć, że jeszcze w styczniu 2023 inflacja na Węgrzech wynosiła ponad 25,00 proc.

Szymon Gil, Doradca Inwestycyjny Michael / Ström Domu Maklerskiego

Złoty silniejszy od złota

Polski złoty odrabia ostatnie straty, pomimo słabszych danych z rynku budowlanego oraz sprzedaży detalicznej. Złoto z kolei nurkuje z ostatnio wybitych szczytów. W tle czekamy na decyzje dwóch banków centralnych.

Słabsze dane z Polski

Wczoraj poznaliśmy dane na temat sprzedaży detalicznej oraz produkcji budowlano-montażowej w czerwcu. Sprzedaż rośnie w skali roku co prawda o 4,7%, aczkolwiek rynek oczekiwał 5,8%, więc mamy niemiłą niespodziankę. Gorzej wypadła produkcja budowlano- montażowa. Spodziewano się spadku o 4,5%, a uzyskano spadek o 8,9%w porównaniu z analogicznym okresem 2023 roku. Z drugiej strony – biorąc pod uwagę, że rynek nieruchomości w Polsce rozwija się od jednego programu wsparcia deweloperów do kolejnego programu wsparcia deweloperów – oczekiwanie, że w okresie przerwy pomiędzy kredytem 2% a kolejnym Rządowym programem będzie dobrze wydaje się mało racjonalne. Rynek przyjął te dane dobrze. Inwestorzy najwyraźniej nie byli zaskoczeni tymi odczytami, bo kontynuowali poranne odbicie złotego. Dzięki temu kurs euro spadł po raz pierwszy od środy do poziomu 4,28 zł.

Decyzje Banków Centralnych

Dzisiaj czekają nas dwie decyzje w sprawie stóp procentowych. Z jednej strony Turcja, gdzie przy 50% stopie procentowej pojawiło się światełko w tunelu – po 7 miesiącach wzrostu cen z rzędu, w czerwcu w końcu zobaczyliśmy spadek, i to od razu o niemal 4%. Choć Turcja ma parametry wyglądające tak, jakby ktoś przez pomyłkę przesunął przecinek, to niestety stopa procentowa naprawdę wynosi tam 50%, a nie 5%, a inflacja wynosi 71%, a nie 7,1%. Drugim ważnym państwem, w którym będziemy śledzić poczynania banku centralnego, będą dzisiaj Węgry. Zgodnie z oczekiwaniami stopa procentowa powinna spaść tam do poziomu 6,75% – jest to tylko jeden punkt procentowy powyżej obecnego wyniku Polski oraz dokładnie taki poziom, jaki Polska miała przed przedwyborczymi obniżkami. Gdyby doszło na Węgrzech do silniejszej obniżki niż zakładane 0,25%, to wówczas można oczekiwać osłabienia forinta względem pozostałych walut.

Złoto pożegnało się ze szczytami

Jeszcze w połowie zeszłego tygodnia złoto znajdowało się pod względem wartości nominalnej na szczytach wszechczasów. W ciągu tych kilku dni mielimy jednak około 4% spadek, co przekłada się na około 100 dolarów straty na każdej uncji. Część analityków łączy to z umocnieniem dolara, aczkolwiek ruch na złocie był niemal o rząd wielkości silniejszy niż na dolarze. Pokazuje to raczej, że mówimy o realizacji zysków inwestorów niż o dopasowaniu do kursu waluty rozliczeniowej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Rekordowy wzrost IPO w Europie – 11,4 mld euro w I półroczu 2024 r., Polska wciąż bez debiutu na rynku głównym

Europejski rynek IPO, po silnym pierwszym kwartale, zanotował jeszcze większe ożywienie w drugim kwartale 2024 roku.

Wartość pierwotnych ofert publicznych (Initial Public Offering, IPO) przeprowadzonych na europejskich giełdach w pierwszym półroczu 2024 r. wyniosła 11,4 mld euro (łącznie 36 debiutów). To wzrost o 356% w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku (2,5 mld euro, łącznie 25 debiutów). Mimo to, na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie nadal nie odnotowano żadnego debiutu.

Fundusze private equity, które dotychczas wstrzymywały się z wyjściem z inwestycji, zaczęły w tym półroczu wykazywać znacznie większą aktywność. Spodziewamy się, że rynek IPO, wspierany przez fundusze private equity, będzie w najbliższej przyszłości wykazywał ożywienie – wynika z najnowszego raportu „IPO Watch EMEA” przygotowanego przez firmę doradczą PwC. W pierwszym półroczu 2024 roku na GPW w Warszawie odnotowano dalszy wzrost głównych indeksów. Po połowie roku nadal brakowało IPO na rynku głównym, natomiast na alternatywnym rynku NewConnect miały miejsce cztery debiuty.

Podsumowanie I półrocza 2024 r. na GPW w Warszawie

W pierwszym półroczu 2024 roku na Giełdzie Papierów Wartościowych zadebiutowały cztery spółki –  wszystkie debiuty odbyły się na alternatywnym rynku NewConnect. Poza pięcioma spółkami, które przeniosły się z rynku alternatywnego, na rynku głównym nie pojawiły się żadne nowe spółki. Łączna wartość ofert w pierwszym półroczu 2024 r. wyniosła 12,9 mln zł (2,9 mln euro), co oznacza spadek o 13% w porównaniu do analogicznego okresu w 2023 roku, kiedy przeprowadzono sześć IPO (wszystkie na NewConnect) o łącznej wartości 14,7 mln zł (3,2 mln euro). Debiutantami na NewConnect w pierwszym półroczu 2024 roku były: Consoleway S.A., specjalizująca się w świadczeniu usług portowania, oraz wydawania gier komputerowych, której oferta wyniosła 2,7 mln zł (602 tys. euro); No Gravity Development S.A., kolejna firma z branży gier wideo, niezależnie tworząca własne gry oraz portująca już istniejące gry na inne platformy, która wprowadziła  do obrotu 1,1 mln akcji o łącznej wartości 4,4 mln zł (brak oferty); B-ACT S.A., grupa firm inżyniersko-konsultingowych zajmująca się doradztwem przy realizacji inwestycji budowlanych, której wartość oferty wyniosła 4,2 mln zł (939 tys. euro); oraz Brainscan S.A., spółka z branży medtech wykorzystująca sztuczną inteligencję do interpretacji badań obrazowych mózgu, która pozyskała w IPO w bieżącym półroczu 5,9 mln zł (1,3 mln euro).

“Najważniejsze indeksy rosną od jesieni 2022 roku osiągając kolejne szczyty, a pomimo tego, od tego czasu na rynku głównym GPW miał miejsce jedynie jeden debiut, czyli spółki Murapol w 2023 roku. Stąd trudno mówić o jakimkolwiek ożywieniu na rynku IPO, natomiast obserwujemy wzrost zainteresowania debiutem i coraz więcej rozpoczynanych prac przygotowawczych wśród spółek z Polski i regionu CEE. Doniesienia medialne wskazują na możliwy debiut kilku spółek (np. Żabka, Diagnostyka, chorwacka spółka Studenac, czy TTMS) – przeprowadzenie IPO przez każdą z tych firm byłoby istotnym wydarzeniem dla GPW. Warto zauważyć, że wspomnieni kandydaci to w większości spółki portfelowe funduszy private equity, a sukces ich debiutów mógłby spowodować zachętę do upłynniania większej ilości aktywów funduszy, szczególnie biorąc pod uwagę, że wszystkie hossy mają kiedyś swój koniec”  – mówi Kamil Wardzyński, Senior Manager w zespole ds. rynków kapitałowych PwC Polska.

Podsumowanie europejskiego rynku ofert pierwotnych w I półroczu 2024 r.

Zgodnie z najnowszym raportem PwC “IPO Watch EMEA”, na europejskim rynku IPO w drugim kwartale 2024 roku odnotowano kontynuację wzrostów zapoczątkowanych w I kwartale br. (wzrost wartości IPO o 37% do 6,6 mld euro w porównaniu do wyników I kwartału 2024 r.). Z perspektywy pierwszego półrocza 2024 r., łączna wartość ofert pierwotnych w Europie wyniosła łącznie 11,4 mld euro (wzrost o 356% względem analogicznego okresu w poprzednim roku), co stanowiło najlepszy rezultat za pierwsze półrocze od czasu rekordowego 2021 roku. Od stycznia do czerwca br. zadebiutowało na europejskich giełdach 36 spółek (w tym trzy mega oferty o wartości powyżej 1 mld euro, z czego dwie miały miejsce w drugim kwartale), w porównaniu z 25 debiutami w analogicznym okresie poprzedniego roku. W 2024 roku w Europie odnotowano znaczną aktywność funduszy private equity, które plasowały oferty swoich spółek portfelowych – ponad połowa z 10 największych IPO w Europie w tym półroczu to inwestycje funduszy private equity, które odegrały kluczową rolę w ożywieniu rynku. Pomimo niepewności związanych z wyborami europejskimi i amerykańskimi, perspektywy europejskiego rynku IPO na drugą połowę roku, jak i na rok 2025 wydają się być optymistyczne, a spółki już teraz przygotowują się do transakcji, aby móc skorzystać z potencjalnie korzystnych “okienek IPO”.

Drugi kwartał 2024 r. na europejskim rynku IPO przyniósł kilka znaczących ofert. IPO spółki Puig Brands, działającej w sektorze odzieży i perfum, była największą ofertą na świecie, z której spółka pozyskała 2,6 mld euro (debiut na hiszpańskiej BME). Tuż za nią uplasowała się oferta CVC Capital, grupy z obszaru funduszy private equity i doradztwa inwestycyjnego, która pozyskała 2,2 mld euro debiutując na Euronext Amsterdam. Na trzecim miejscu uplasowała się spółka Exosens, producent elementów optoelektronicznych, która debiutowała na Euronext Paris z ofertą o wartości 350 mln euro.

Ponadto, większość debiutów charakteryzowała się wzrostami kursów akcji po IPO – w przypadku siedmiu z dziesięciu największych europejskich IPO, które zadebiutowały w I półroczu 2024 r., ceny akcji na koniec analizowanego okresu były wyższe od ceny emisyjnej. Dwa najistotniejsze wzrosty należą do spółek Planisware (Euronext Paris) i RENK Group (Deutsche Börse), których wycena akcji na koniec czerwca br. była wyższa odpowiednio o 65% i 67% względem ceny emisyjnej. Dodatkowo, debiutująca w II kwartale 2024 r. na London Stock Exchange spółka Raspberry Pi, odnotowała wzrost kapitalizacji o 43% od daty debiutu wspieranego przez zaangażowanie znaczących i rozpoznawalnych inwestorów (cornerstone investors).

“Choć nie widać tego jeszcze w Warszawie, europejski rynek IPO odradza się po ponad dwuletnim zastoju,  w dużym stopniu za sprawą funduszy private equity, których spółki portfelowe dominowały wśród największych debiutów w 2024 r. Brak przy tym wyraźnych preferencji inwestorów co do sektorów działalności debiutantów, co pozwala patrzeć z optymizmem na możliwość realizacji ciekawych i zdywersyfikowanych sektorowo transakcji. Perspektywy na drugą połowę roku oraz 2025 rok są pozytywne – mimo tradycyjnej niepewności związanej z kalendarzem wyborczym (w szczególności w USA), sukces dotychczasowych debiutów oraz wzrosty kapitalizacji debiutantów w okresie po IPO budują pozytywne nastroje i motywują kolejne spółki (oraz ich właścicieli, w tym fundusz private equity) do intensywnych przygotowań i poszukiwania optymalnych warunków do przeprowadzenia transakcji w kolejnych kwartałach” – mówi Bartosz Margol, partner w zespole ds. rynków kapitałowych PwC Polska.

Aktywność na europejskim rynku IPO w I półroczu od 2020* r.

Aktywność na europejskim rynku IPO w I półroczu od 2020* r.

* Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch EMEA oraz w Raporcie.

Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2020*Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2020*

* Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch EMEA oraz w Raporcie.

O raporcie IPO Watch EMEA

Począwszy od I kwartału 2024 roku, raport IPO Watch Europe został zastąpiony przez IPO Watch EMEA, który w ramach analizy rynku IPO, poza Europą, obejmuje także regiony Bliskiego Wschodu oraz Afryki. Poprzednie edycje IPO Watch Europe są dostępne pod adresem: www.pwc.pl/ipowatch.

Raport IPO Watch EMEA obejmuje debiuty na głównych giełdach w regionie EMEA (włączając w to giełdy w Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii, Islandii, Norwegii, Turcji, Serbii, Szwajcarii, Bliskiego Wschodu oraz Afryki) i jest publikowany kwartalnie. Przeniesienia pomiędzy rynkami w ramach jednej giełdy, nie zostały uwzględnione w statystykach. Raport dotyczy okresu od 1 stycznia do 30 czerwca 2024 roku i został sporządzony w oparciu o daty debiutów akcji lub praw do akcji.

Raport IPO Watch EMEA obejmuje wyłącznie oferty o wartości powyżej 5 mln USD, dane nie obejmują debiutujących na giełdach funduszy zamkniętych, firm zajmujących się rozwojem biznesu (tzw. Business Development Companies) oraz transakcji na rynkach nieregulowanych. Dla zapewnienia porównywalności, dane za poprzednie okresy prezentowane w raporcie IPO Watch EMEA zostały odpowiednio przekształcone. Komentarz do rynku polskiego omawia wszystkie debiuty na rynku głównym GPW w Warszawie oraz rynku nieregulowanym NewConnect, niezależnie od ich wartości.

Medicalgorithmics ma pierwszą umowę na wykorzystanie technologii AI VCAST

Medicalgorithmics, spółka technologiczna wchodzący w skład indeksu sWIG80, podpisał umowę z Wielospecjalistycznym Szpitalem SPZOZ w Nowej Soli na wykorzystanie technologii VCAST w projekcie badawczym. Jest to pierwszy kontrakt zakładający wdrożenie rozwijanej przez spółkę technologii do bezinwazyjnej diagnostyki choroby wieńcowej wykorzystującej algorytmy AI do automatycznej detekcji i analizy zwężeń naczyń wieńcowych na podstawie danych tomografii komputerowej (TK) serca.

VCAST będzie wykorzystany przez szpital w projekcie badawczym „Badanie porównawcze modeli predykcyjnych do analizy zwężenia naczyń wieńcowych”, w którym weźmie udział 200 pacjentów. Zgodnie z umową, Medicalgorithmics udostępni szpitalowi technologię na okres pięciu lat z opcją przedłużenia współpracy. Dzięki temu szpital będzie mógł korzystać z produktu VCAST także po zakończeniu projektu badawczego w ramach procedur diagnostycznych choroby wieńcowej u pacjentów.

VCAST (Wirtualny Test Obciążeniowy Serca) to rozwijana przez Kardiolytics, spółkę zależną od Medicalgorithmics, zupełnie nowa w portfolio Spółki kategoria produktów do nieinwazyjnej diagnostyki kardiologicznej, wykorzystująca algorytmy AI do identyfikacji i analizy zwężeń naczyń wieńcowych powodowanych przez blaszkę miażdżycową. Badanie polega na analizie danych z tomografii komputerowej serca, a efektem analizy AI są raporty zawierające trójwymiarowe modele z segmentacją i rekonstrukcją naczyń wieńcowych wspierające lekarzy w procesie diagnostyki choroby wieńcowej.

Technologia VCAST to narzędzie, które pozwala lekarzom na szybszą i dokładniejszą diagnozę choroby wieńcowej, co powala przyspieszyć i upowszechnić diagnostykę bo oferuje całkowicie nieinwazyjną i istotnie tańszą, a więc bardziej dostępną metodę diagnostyczną choroby niedokrwiennej serca. Nie chcieliśmy jednak czekać z wdrażaniem naszej technologii do momentu uzyskania wszystkich zgód regulacyjnych. Dlatego zdecydowaliśmy się nawiązać współpracę z wybranymi partnerami przy projektach badawczych, które w kolejnym kroku mogą być kontynuowane, jako projekty komercyjne. Szpital w Nowej Soli jest pierwszym takim partnerem i prowadzimy rozmowy z kolejnymi ośrodkami na temat współpracy w takim samym modelu – mówi Jarosław Jerzakowski, członek zarządu Medicalgorithmics ds. operacji i sprzedaży.

W czwartym kwartale 2023 roku Kardiolytics rozpoczął się proces certyfikacji CE dla technologii VCAST na rynku Unii Europejskiej. Po uzyskaniu tego certyfikatu spółka planuje rozpocząć komercjalizację rozwiązania w Europie oraz wystąpić do FDA (Agencja Żywności i Leków w USA) o zgodę na wprowadzenie technologii na rynek amerykański w ramach tzw. procedury 510k.

Jesteśmy bardzo podekscytowani możliwością współpracy z Wielospecjalistycznym Szpitalem w Nowej Soli. Wierzymy, że nasze innowacyjne technologie AI mają potencjał, aby znacząco poprawić jakość diagnostyki choroby wieńcowej. Naszym celem jest stworzenie narzędzi, które pozwolą lekarzom na szybszą i dokładniejszą diagnozę, co w efekcie przyczyni się do ratowania życia pacjentów. Jesteśmy bardzo zadowoleni, że pierwsza placówka medyczna sięgnęła po to rozwiązanie. Jesteśmy obecnie na ostatnim etapie procesu certyfikacji CE dla technologii VCAST. Liczymy, że po zakończeniu procesu certyfikacji CE VCAST na rynku europejskim, szpital w Nowej Soli rozpocznie korzystanie z tej przełomowej technologii na komercyjnych warunkach. Równolegle rozpoczęliśmy przygotowania do uruchomienia procesu rejestracji produktu w FDA w USA. – mówi Przemysław Tadla, CTO i członek zarządu Medicalgorithmics oraz CEO w Kardiolytics.

We wrześniu ubiegłego roku Medicalgorithmics informował o podpisaniu listu intencyjnego z Grupą Diagnostyka – liderem rynku diagnostyki medycznej w Polsce – w sprawie wykorzystania technologii VCAST do badań choroby wieńcowej. Spółka jest także w stałym kontakcie z polskimi ośrodkami oraz partnerami zagranicznymi, którzy są zainteresowani komercjalizacją VCAST na rynkach państw Unii Europejskiej.

Deweloperzy zwiększyli aktywność

Wyniki z pierwszego półrocza tego roku dotyczące budowy nowych mieszkań są najlepsze w ostatnich trzech latach – wynika z danych opublikowanych przez GUS. Przedsiębiorcy rozpoczęli budowę aż 80,5 tys. lokali. Na stabilnym, wysokim poziomie, utrzymuje się też liczba pozwoleń na budowę dla nowych lokali: deweloperzy uzyskali ich przeszło 102 tys., a to o 37 proc. lepiej niż w pierwszym półroczu ubiegłego roku.

Mimo, że od początku roku z miesiąca na miesiąc sprzedaż nowych mieszkań spadała, w statystykach nowych inwestycji wciąż widoczne były efekty programu Bezpieczny Kredyt 2 proc. Zwiększony popyt, jaki wygenerował program, zachęcił budowniczych do uruchamiania dużej liczby nowych projektów.

Rozpoczęte budowy

Z danych opublikowanych przez GUS wynika, że w pierwszym półroczu deweloperzy rozpoczęli budowę aż 80,5 tys. nowych mieszkań, co jest najlepszym rezultatem w ostatnich trzech latach. Aby nie być gołosłownym, wynik z pierwszych sześciu miesięcy tego roku ustępuje wyłącznie temu odnotowanemu w pierwszej połowie 2021 roku, czyli okresowi praktycznie zerowych stóp procentowych i rekordowych poziomów sprzedaży.Deweloperzy zwiększyli aktywność

Dane doskonale odzwierciedlają zresztą przesunięcie czasowe, z jakim deweloperzy są w stanie reagować na aktualną koniunkturę rynkową. Stopień skomplikowania procesu przygotowań do inwestycji nie pozwala bowiem rozpocząć budowy z dnia na dzień, dlatego optymizm jaki wlał w rynek program Bezpieczny Kredyt 2 proc. był we wprowadzeniach widoczny właśnie w pierwszym półroczu bieżącego roku.

Wygaszenie Bezpiecznego Kredytu 2 proc. oznaczało jednak powrót do rynkowych zasad udzielania kredytów i skutkowało ograniczeniem dostępu do hipotek. Z kolei nabywców inwestycyjnych od zakupu mieszkania odwodzi niska rentowność najmu. Czynniki te znacząco wpłynęły na notowany w ostatnich miesiącach spadek sprzedaży. – Mając na uwadze widoczne obniżenie popytu, możemy niemal z pewnością założyć, że deweloperzy będą podchodzić w drugim półroczu do nowych inwestycji dużo bardziej zachowawczo. Oznacza to, że nie ma szans na powtórzenie tak znakomitego rezultatu wprowadzeń jak w pierwszym półroczu – komentuje Patryk Kozierkiewicz, prawnik w Polskim Związku Firm Deweloperskich. I dodaje: – W naszej ocenie, zadowalające byłoby utrzymanie tempa wprowadzeń na średnim poziomie ok. 11 tysięcy mieszkań miesięczne. Osiągnięcie takiego wyniku pozwoliłoby rozpocząć w

2024 roku łącznie budowę 144 tys. nowych lokali, co byłoby o niemal 30 tysięcy lepszym wynikiem niż w fatalnych pod tym względem latach 2022-2023.

Nie jest przy tym pewne, jak rynek zareaguje na ostatnie doniesienia o rzekomym uruchomieniu programu Kredyt na Start, który miałby wystartować 15 stycznia 2025 roku. – Z jednej strony otrzymaliśmy jasną deklarację ministra Krzysztofa Paszyka odpowiedzialnego za mieszkalnictwo, z drugiej jednak do opinii publicznej przebijają się negatywne opinie o programie wyrażane przez współkoalicjantów. Szkoda, że nie ma konsensusu w tej kwestii, bo to mogłoby determinować przyszłe plany zarówno nabywców, jak i inwestorów – twierdzi Patryk Kozierkiewicz.

Mieszkania oddane do użytkowania

W pierwszym półroczu obserwowaliśmy, prognozowany od dłuższego czasu przez Polski Związek Firm Deweloperskich, spadek w zakresie nowych mieszkań oddanych do użytkowania. W pierwszej połowie roku oddano do użytkowania 58,5 tys. lokali w inwestycjach deweloperskich, co stanowi wynik o niemal 10 proc. gorszy od tego z analogicznego okresu rok wcześniej.

Jest to bezpośredni efekt obniżenia wolumenu nowych inwestycji obserwowanego w latach 2022-2023. Ówczesna, słaba koniunktura, szczególnie ta notowana w 2022 roku, doprowadziła do spadku zainteresowania nowymi lokalami i zmusiła budowniczych mieszkań do rezygnacji ze znacznej części planów biznesowych. – Biorąc pod uwagę średni, ok. 2-letni okres trwania budowy, w tym roku do użytkowania oddawane będą w dużej mierze właśnie lokale, których budowa rozpoczęła się w kiepskim dla branży 2022 roku – twierdzi Patryk Kozierkiewicz.Deweloperzy zwiększyli aktywność rozpoczęte budowy

Pozwolenia na budowę

Liczba udzielonych w pierwszym półroczu pozwoleń na budowę napawa optymizmem. Deweloperzy uzyskali ich przeszło 102 tys. dla nowych lokali, co jest wynikiem o 37 proc. lepszym niż w pierwszej połowie 2023.

To dobra wiadomość, zważywszy, że zeszły rok był dla branży pod tym względem najsłabszy od 2018. Było to przede wszystkim efektem osłabienia koniunktury obserwowanego w 2022 roku oraz posiadanego zapasu pozwoleń, których nie udało się skonsumować – uważa Patryk Kozierkiewicz.

Wzrost zainteresowania nowymi pozwoleniami cieszy. Ich pozyskiwanie pozwoli inwestorom odpowiednio przygotować się na czas, w którym zainteresowanie mieszkaniami na powrót wzrośnie. Może to nastąpić zwłaszcza po rozpoczęciu pierwszych obniżek stóp procentowych. Na pewno nie bez znaczenia dla popytu byłoby również uruchomienie programu dopłat do kredytów.

Wall Street odrabia ubiegłotygodniowe straty

Tydzień rozpoczął się od odbicia indeksów amerykańskich. Ubiegły tydzień był najgorszym okresem dla Wall Street od kwietnia. Akcje spółek technologicznych przewodziły wzrostom. Indeks Nasdaq Composite zyskał wczoraj 1,6 proc., podczas gdy Russell 2000 zamknął się 1,7 proc. wyżej. Inwestorzy skupiają swoją uwagę na sezonie wyników spółek oraz na inflacji PCE w USA, która zostanie zaprezentowania w piątek. Dodatkowo inwestorzy będą oceniać wstępne szacunki PKB USA za II kwartał – ta publikacja w najbliższy czwartek.

Rynki finansowe obserwują również amerykański krajobraz polityczny po tym, jak prezydent Joe Biden wycofał się z wyścigu prezydenckiego w niedzielę. To przygotowuje grunt pod potencjalne starcie wiceprezydent Kamali Harris z byłym prezydentem Donaldem Trumpem. Rentowności amerykańskich 2- i 10-letnich obligacji skarbowych wzrosła o około 1 pb do odpowiednio 4,52 proc. i 4,25 proc.. USD, ropa naftowa i złoto nieznacznie spadły. Kalendarz makro był wczoraj ubogi. Czerwcowy indeks aktywności krajowej Chicago Fed spadł do 0,05 (konsensus Bloomberga: -0,09) wobec 0,23 poprzednio. Na dziś zaplanowano sprzedaż istniejących domów, indeks Richmond Fed dla przemysłu i indeks Philly Fed dla sektora usług.

Złoty w poniedziałek kontynuował umocnienie względem euro , które rozpoczęło się w ubiegłą środę.  Pamiętajmy jednak, że na początku ubiegłego tygodnia PLN stracił, dlatego bieżący ruch należy traktować jako odrabianie strat. Nasza waluta zyskiwała również względem dolara oraz funta szterlinga. Wczoraj brakowało publikacji danych ze strefy euro. Otrzymaliśmy jedynie krajowe odczyty. Zarówno produkcja budowlano – montażowa jak i sprzedaż detaliczna nie spełniły rynkowych oczekiwań. Ta pierwsza kolejny miesiąc z rzędu spadła (-8,9 proc.). Druga liczona w cenach stałych urosła o 4,4 proc. czyli mniej niż poprzednio (5 proc.) oraz słabiej niż wskazywała prognoza (5,3 proc.). Dziś poznamy stopę bezrobocia w czerwcu.  Złotego mogły wspierać dobre nastroje na giełdach. Umiarkowane wzrosty były widoczne na GPW z kolei DAX zyskał 1,3 proc. Zdecydowane odbicie obserwowaliśmy także na Wall Street. Amerykańskie akcje urosły po najgorszym tygodniu od kwietnia. Bardzo dobrze radziły sobie “papiery” spółek technologicznych.  Jeśli globalny optymizm będzie utrzymany, kontynuacja umiarkowanej aprecjacji PLN jest dziś prawdopodobna.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Odmrożony vat i wojna cenowa dyskontów nakręcają nowy trend

Analiza łącznie ponad miliona promocji wykazała, że w całym pierwszym półroczu br. było ich w sklepach o 8,8% więcej niż rok wcześniej. Na 8 monitorowanych formatów 4 znalazły się na plusie i 4 na minusie. Największe wzrosty zaliczyły ex aequo dyskonty i sieci convenience – po 24,2% rdr. Supermarkety kilkakrotnie przeskoczyły hipermarkety. Z kolei spadki zanotowały sklepy z RTV i AGD, sieci DIY, drogerie i apteki oraz cash&carry. Autorzy raportu przypominają, że od stycznia do marca ogólny skok na rynku wyniósł zaledwie 1,5% rdr. Zwiększoną aktywność retailerów w drugim kwartale br. wiążą z odmrożeniem VAT-u na żywność. Szacują też, że sama wojna cenowa wśród dyskontów mogła przyczynić się do wzrostu liczby promocji o 4-5%.

Z cyklicznie ukazującego się raportu UCE RESEARCH, Hiper-Com Poland i Grupy BLIX wynika, że w I półroczu 2024 roku ogólnie sieci handlowe zrobiły o 8,8% więcej promocji w sklepach niż w analogicznym okresie ub.r. – Choć inflacja spadała, to ceny nadal były wysokie, co zmusiło sieci handlowe do częstszych promocji, aby przyciągnąć klientów poszukujących okazji. Ponadto wojna cenowa między sieciami handlowymi wpłynęła na podniesienie liczby promocji, jako strategia utrzymania i zwiększenia udziału w rynku. Szacuję, że mogła ona przyczynić się do wzrostu liczby rabatów nawet o 4-5% – wyjaśnia dr Krzysztof Łuczak, współautor analizy z Grupy BLIX.

Biorąc pod uwagę wcześniejsze wyniki, widać, że w pierwszym kwartale br. wzrost wyniósł zaledwie 1,5% rdr. Zdaniem Julity Pryzmont, współautorki analizy z Hiper-Com Poland, zwiększenie aktywności promocyjnej w drugim kwartale tego roku można częściowo przypisać likwidacji zerowego VAT-u. W obliczu podwyżki podatku, sieci handlowe musiały intensyfikować promocje, aby utrzymać korzystne ceny dla konsumentów, a dzięki temu – dobry wizerunek i lojalność klientów.

– Sieci handlowe chciały pokazać, że są świadome obciążeń finansowych konsumentów i starają się im pomóc poprzez liczne promocje. W szerszym kontekście marketingowym intensywna kampania promocyjna mogła być także elementem większej strategii mającej na celu przyciągnięcie nowych klientów oraz utrzymanie dotychczasowych – komentuje ekspert z Grupy BLIX.

Patrząc na poszczególne wyniki, można zauważyć, że połowa analizowanych formatów jest na minusie. Największy ubytek rdr. liczby promocji zanotowały sklepy z RTV i AGD, tj. o 31,7%. Kolejne spadki rdr. dotyczyły sieci typu DIY – o 29,5%, drogerii i aptek – o 13,3%, a także kanału cash&carry – o 0,6%.

– Wysokie ceny produktów elektronicznych i sprzętu AGD, a także ograniczona liczba premier nowych urządzeń mogły wpłynąć na spadek popytu i ograniczenie rabatów na tego typu towary. Format DIY bardziej skoncentrował się na promocjach swoich programów lojalnościowych. Jednak w najbliższym czasie spodziewam się powrotu do komunikacji promocji w DIY, ponieważ latem zainteresowanie tą kategorią produktów z reguły jest największe. Z kolei w przypadku drogerii i aptek znaczenie mogła mieć rosnąca liczba e-aptek, oferujących niższe ceny – analizuje dr Łuczak.

Z kolei na największym plusie są ex aequo dyskonty i sieci convenience z identycznymi wzrostami – po 24,2%. – Kanał convenience dogonił dyskonty pod względem liczby promocji, co świadczy o jego rosnącym znaczeniu na rynku. Będąc bardziej elastycznym i dostosowanym do szybkich zakupów, zyskał na popularności. To zmusiło dyskonty do zwiększenia liczby promocji. Wojna cenowa wpłynęła na oba formaty, zmuszając je do oferowania coraz lepszych ofert promocyjnych. Wynik ten może zmotywować dyskonty do dalszego zwiększania liczby promocji, aby nie tracić przewagi konkurencyjnej – uważa Julita Pryzmont.

Wzrosty zanotowały jeszcze supermarkety i hipermarkety – odpowiednio o 12,7% i 3,6%. – Supermarkety mają kilkakrotnie lepszy wynik, bo zazwyczaj posiadają bardziej elastyczną strukturę i mogą szybciej dostosowywać swoje strategie promocyjne do zmieniających się warunków rynkowych. Są w stanie intensywniej konkurować z dyskontami, oferując bardziej agresywne promocje, aby przyciągnąć klientów z niższym budżetem – tłumaczy dr Łuczak.

Jak przewiduje Julita Pryzmont, w drugim półroczu br. wzrost inflacji w kraju prawdopodobnie zmusi wszystkie segmenty do dalszego zwiększania liczby promocji, aby zachować konkurencyjność i przyciągnąć klientów. Niedziele handlowe mogą mieć różny wpływ na poszczególne formaty. Większe sieci mogą skupić się na intensyfikacji promocji w pozostałe dni, aby zrekompensować straty wynikające z zamkniętych sklepów w niedziele.

– Biorąc pod uwagę obecną sytuację gospodarczą, można prognozować, że promocji będzie przybywać. Rosnące ceny w sklepach zmuszą sieci handlowe do intensyfikacji działań promocyjnych, aby przyciągnąć i utrzymać klientów. Niedziele handlowe mogą stać się kluczowymi dniami dla promocji, a inne czynniki, takie jak sezonowość i zmiany preferencji konsumenckich, będą miały dodatkowy wpływ na ostateczne wyniki – prognozuje dr Krzysztof Łuczak.

Opis metody badawczej

Eksperci z UCE RESEARCH, Hiper-Com Poland i Grupy BLIX przeanalizowali blisko 7,2 tys. gazetek handlowych z promocjami o łącznej ilości blisko 144 tys. stron i powierzchni prawie 4,6 mln cm2 wydanych w I półroczu 2023 i 2024 roku. W ww. publikacjach znalazło się w sumie ponad 1 mln promocji. Pod uwagę wzięto 8 największych formatów na rynku retailowym, tj. wszystkie dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash&carry. Ponadto sprawdzono drogerie i apteki, sieci DiY oraz sklepy z RTV i AGD.

„Hipoteki” z niskim wkladem własnym wracają do gry? Kredyt na Start ma szansę zmienić rynek

Jeszcze niedawno nowe kredyty mieszkaniowe z wkładem własnym poniżej 10% były wielką rzadkością. Program BK 2% tymczasowo zmienił sytuację.

Polscy kredytobiorcy mogli już przywyknąć do tego, że bez wkładu własnego wynoszącego co najmniej 10% kosztów zakupu lokum lub budowy domu nie ma co wybierać się do banku. Taki wymóg dotyczący wkładu (10%) w odniesieniu do oferty banków komercyjnych obowiązuje bowiem od 2015 r. Program Bezpieczny Kredyt 2% (BK 2%) przyniósł jednak chwilowy zwrot sytuacji. Skutki związane ze wspomnianym programem można zobaczyć na ciekawym wykresie, który pokazuje wartość wskaźnika LTV dla nowo udzielonych kredytów mieszkaniowych.

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl przypominają, że wskaźnik LTV odzwierciedla relację zadłużenia kredytowego do wartości nieruchomości z hipoteką. Kredyty z programu BK 2% mogły cechować się w chwili udzielenia wskaźnikiem LTV wyższym niż 90% i wkładem własnym nieprzekraczającym 10%. Rządowy program pozwalał nawet na wnioskowanie o kredyt mieszkaniowy przez osoby nieposiadające żadnego wkładu własnego. W takim wypadku, własne oszczędności zastępowała specjalna gwarancja od BGK.

Podobny mechanizm związany z rządową gwarancją funkcjonuje w ramach o wiele mniej popularnego programu Rodzinny Kredyt Mieszkaniowy. Skutki działania „rodzinnego kredytu” dotyczące udziału nowych kredytów mieszkaniowych ze wskaźnikiem LTV ponad 90% również widzimy na poniższym wykresie. Mowa o okresie poprzedzającym uruchomienie programu Bezpieczny Kredyt 2%.

Jednak to przede wszystkim program BK 2% chwilowo przywrócił na rynek nowe kredyty mieszkaniowe z wkładem własnym poniżej 10%. Pod koniec minionego roku, udział takich „hipotek” w całej sprzedaży banków zbliżył się do 20%. Wiele kredytów mieszkaniowych na ponad 90% wartości mieszkania lub domu udzielono jeszcze w I kw. 2024 r. Później sytuacja zaczęła się odwracać, bo w kwietniu banki udzielały już ostatnich preferencyjnych kredytów. Jeżeli program Kredyt na Start zostanie wprowadzony w proponowanej formie, to „hipoteki” z bardzo niskim wkładem (do 10%) znów się pojawią na rynku.Struktura nowo udzielonych kredytów mieszkaniowych

Czy nadchodzi kolejna wojna handlowa? Koszty transportu morskiego rosną

Koszty transportu morskiego rosną: czy to także efekt oczekiwań co do spodziewanej wojny handlowej?

Napięcia geopolityczne sprawiają, że stawki frachtowe kontenerowców powracają do szczytów obserwowanych ostatnio w połowie 2022 roku. Oprócz zakłóceń na Morzu Czerwonym na ich wzrost wpływa zwiększony obecnie popyt wiążący się z oczekiwanymi w II połowie roku z ożywieniem gospodarczym, jak i nasileniem wojny handlowej. W tej sytuacji firmy chcą zbudować zapasy.

  • Po trzech miesiącach ciągłych spadków cen, tydzień w tydzień, stawki frachtowe kontenerowców powróciły do najwyższych poziomów nienotowanych od 2022 roku.
  • Chociaż ożywienie popytu i zakłócenia w podaży (transportu) odgrywają pewną rolę w podnoszeniu kosztów transportu, to odpowiadają łącznie jedynie za 15% wzrostu cen w II kwartale, a wpływu na ich wzrost nie wywiera już zmiana cen ropy.
  • Rozwinęły się za to spekulacje i oczekiwania intensywnie wpływające na rynek, iż potencjalna reelekcja Donalda Trumpa wpłynie w znaczący sposób na wymianę handlową USA-Chiny i szerzej – na światową wymianę handlową. W efekcie zarówno amerykańskie, ale i europejskie firmy zwiększają popyt (na towary i usługi ich transportu), aby uwzględnić i zminimalizować spodziewane zakłócenia.
  • W rezultacie nadwyżka handlowa Chin osiągnęła w czerwcu rekordowy poziom 99 mld USD, na czym korzystają również inne gospodarki azjatyckie. Dopóki napięcia na Bliskim Wschodzie będą się utrzymywać, koszty transportu pozostaną na wysokim poziomie, podnosząc krótkoterminowe perspektywy zysków dla branży żeglugowej.

Z analiz Allianz Trade wynika, że napięcia geopolityczne sprawiają, że stawki frachtowe kontenerowców powracają do szczytów obserwowanych ostatnio w połowie 2022 roku. Po trzech miesiącach kolejnych cotygodniowych spadków, ceny transportu morskiego zaczęły ponownie rosnąć od maja, osiągając w zeszłym tygodniu 5 901 USD za 40 stopowy kontener (+121% od początku roku i +297% r/r) , poziom nie widziany od sierpnia 2022 r. (wykres 1).

Wykres 1: Stawki frachtu kontenerowego (USD/FEU)

Wykres 1 Stawki frachtu kontenerowego

Źródła: Bloomberg, Allianz Research

Ponieważ nie jest jasne, jak długo potrwa przedłużający się konflikt na Bliskim Wschodzie, z analiz Allianz Trade wynika, że firmy zaczynają martwić się o zabezpieczenie dostaw na drugą połowę roku, kiedy spodziewany jest powrót popytu. Dotyczy to w szczególności firm europejskich, które dotychczas wycofywały zapasy po niższych cenach, aby uniknąć ich kosztów (wykres 2).

Wykres 2: PMI przemysłu – poziomy zapasów

Wykres 2 PMI przemysłu

Źródła: S&P Markit, Allianz Research

Firmy europejskie – w przeciwieństwie do swoich amerykańskich odpowiedników – są również bardziej narażone podczas wymiany handlowej z Azją i bardziej podatne na blokady w głównych punktach przeładunkowych. Podczas gdy koszt transportu ładunku z Rotterdamu (Europa) do Nowego Jorku (USA) wzrósł tylko o +30% od początku roku, ceny wysyłki z Szanghaju (Azja) do Rotterdamu wzrosły o +383%. Jest to szczególnie niepokojące dla europejskich firm, ponieważ obecnie 22% importu UE pochodzi z Chin (w porównaniu z 16% przed pandemią), a 40% z Azji. Oznacza to, że oczekiwany w drugiej połowie 2024 r. wzrost rentowności jest pod znakiem zapytania w sektorach wysoce zależnych od handlu z Azją, takich jak: maszyny i urządzenia, samochody i części samochodowe, sprzęt gospodarstwa domowego, elektronika i odzież.

Zakłócenia na Morzu Czerwonym mogą być największym motorem wzrostu stawek frachtowych, ale powszechne ożywienie handlu morskiego również odgrywa w tym pewną rolę. Po wyciszeniu przez większość 2023 r., obecnie trwa nieśmiałe ożywienie w światowym handlu, napędzane rosnącym popytem. Indeks międzynarodowego bilansu handlowego – który śledzi wielkość bilansu handlu towarami – wzrósł w kwietniu o +2% r/r, 1,1x powyżej wielkości sprzed pandemii. Co więcej, pomimo napięć geopolitycznych i ceł nałożonych na chińskich eksporterów, nadwyżka handlowa Chin nadal rośnie, osiągając w czerwcu 99 mld USD, poziom nigdy wcześniej nie widziany (wykres 3).

Wykres 3: Nadwyżka handlowa Chin w ujęciu miesięcznym (mld USD)
Wykres 3 Nadwyżka handlowa Chin
Źródła: Bloomberg, Chińska Generalna Administracja Celna, Allianz Research

Zgodnie z oczekiwaniami, chiński eksport wzrósł w ubiegłym miesiącu o +8,6%, osiągając wartość 307,8 mld USD, przy czym najszybciej rosnącymi kategoriami były stal, sprzęt AGD, statki i samochody. Co ciekawe, chiński eksport samochodów osobowych wykazał w czerwcu niezwykły wzrost o +29% r/r. Inne kraje azjatyckie również przyczyniają się do ożywienia handlu. Indeks wolumenu eksportu Korei Południowej wzrósł w czerwcu o +2,6%, w podobnym tempie jak w Indiach, podczas gdy eksport Tajwanu wzrósł o +23,5% w ujęciu rocznym, z zauważalną poprawą w handlu komputerami, elektroniką i półprzewodnikami. Można więc przyjąć, że od II kwartału 2024 r. zarówno popyt jak i podaż przyczyniają się do wzrostu stawek frachtowych kontenerowców (wykres 4), choć odpowiadają one jedynie za około 15% odchylenia w górę cen, a za resztę skoku kosztów odpowiedzialne są zakłócenia na Morzu Czerwonym. Ceny ropy naftowej znacznie spadły od szczytu odnotowanego w 2022 r. i nie przyczyniają się już do wzrostu kosztów transportu .

Wykres 4: Historyczna dekompozycja kosztów wysyłki (odchylenia pp od trendu, składowe)Wykres 4 Historyczna dekompozycja kosztów wysyłki

Źródła: Allianz Research. Uwagi: Dekompozycja opiera się na modelu VAR, który wykorzystuje: całkowitą liczbę kontenerów transportowych, Drewry World Container Index kosztów transportu morskiego, ceny oleju bunkrowego i dane PMI dotyczące nowych zamówień. Model jest szacowany na podstawie danych miesięcznych od stycznia 2013 r. do maja 2024 r.

W tym kontekście w opinii Allianz Trade nadal następuje dostosowywanie łańcuchów dostaw z uwzględnieniem nowych terminów dostaw, co zwiększa zatłoczenie portów w Europie Zachodniej i Azji. Podczas gdy liczba zawinięć statków w Azji zaczęła rosnąć (+8% od ponownego otwarcia Chin), w Europie Zachodniej liczba zawinięć do portów zaczęła rosnąć (+10% od początku roku) od początku kryzysu na Morzu Czerwonym (wykres 5). Najbardziej ucierpiał zachodni region Morza Śródziemnego, gdzie liczba zawinięć do portów wzrosła od początku roku o +51% w Hiszpanii, +30% we Włoszech i +15% we Francji, podczas gdy zakłócenia spowodowane strajkami w największych niemieckich portach nadal zwiększają opóźnienia regionalne (Hamburg jest trzecim najbardziej ruchliwym portem kontenerowym w Europie).

Wykres 5: Zawinięcia do portów – liczba statków zatrzymujących się w porcie – według regionu (tygodniowo)Wykres 5 Zawinięcia do portów

Źródła: Bloomberg, Allianz Research

Dopóki napięcia na Bliskim Wschodzie będą się utrzymywać, koszty transportu morskiego pozostaną na wysokim poziomie, zwiększając zyski firm go realizujących. Podczas gdy pierwszy szczyt stawek transportu morskiego był uzasadniony dłuższym dystansem (a tym samym wyższymi kosztami paliwa) poniesionymi w celu ominięcia Kanału Sueskiego, dzisiejszy szczyt jest powyżej progu rentowności firm żeglugowych. W rezultacie perspektywy zysków dla globalnych linii kontenerowych poprawiły się w porównaniu do sytuacji sprzed trzech miesięcy (wykres 6). Wraz z hotelarstwem i turystyką, żegluga jest obecnie sektorem o najwyższych korektach zysków w górę. Jednak ulewne deszcze i burze szalejące w RPA zmusiły ostatnio niektóre statki do szukania schronienia lub nawet zmiany kursu, co może zwiększyć presję na sektor żeglugowy i jeszcze bardziej wydłużyć opóźnienia.

Wykres 6: Korekta wyników (% zmiana w ciągu trzech miesięcy) według sektorów (w skali globalnej)

Czy nadchodzi kolejna wojna handlowa? Koszty transportu morskiego rosną 1

Źródła: Bloomberg (stan na 16 lipca 2024 r.), Allianz Research

Rynek biurowy w Warszawie w pierwszej połowie 2024 roku

Liczba wynajętej powierzchni biurowej w Warszawie w pierwszej połowie roku wyniosła ponad 316 000 m kw. Mimo stabilnego popytu najemcy ostrożnie podchodzą do relokacji, częściej wybierając renegocjacje kończących się umów.

Na koniec czerwca 2024 roku całkowite zasoby biurowe w Warszawie wyniosły 6,26 mln m kw. i nieznacznie zmieniły się względem poprzedniego kwartału. Od kwietnia do czerwca oddano do użytku zaledwie jeden obiekt – VIBE A o powierzchni 15 000 m kw.

„W I połowie 2024 roku łączna nowa podaż to prawie 64 000 m kw., co jest wynikiem prawie 3,5 razy większym w porównaniu do analogicznego okresu w roku poprzednim.  Do końca roku spodziewamy się oddania kolejnych 36 800 m kw. w trzech projektach,” – komentuje Michał Kusy, młodszy konsultant w dziale badań rynku w Knight Frank.

Strefy centralne dominują w kwestii zasobów, gdzie zlokalizowane jest 45% powierzchni biurowej. Z kolei na Służewcu, który w ostatnim czasie przechodzi istotne przeobrażenia przestrzenne znajduje się prawie 17% (1,1 mln m kw.) zasobów biurowych Warszawy. Popularność okolic Ronda Daszyńskiego oraz centralnych lokalizacji widać również w znaczącym udziale tej części miasta w powierzchni w budowie. Prawie 89% realizowanej obecnie powierzchni powstaje właśnie w tej okolicy.

Pierwsza połowa roku pod kątem popytu utrzymała się na stabilnym poziomie względem analogicznego okresu w 2023 roku i wyniosła ponad 316 000 m kw.

„Obserwujemy utrzymujący się trend wyboru przez najemców lokalizacji poza centralnych, gdzie występuje korzystna relacja ceny do standardu. Z naszych analiz wynika, że ponad 57% powierzchni biurowej zostało wynajęta głównie na Służewcu i wzdłuż Al. Jerozolimskich. Pokrywa się to z analizą umów najmu, bowiem najemcy przywiązują większą wagę do ograniczania kosztów i częściej decydowali się na renegocjacje. Stanowiły one w pierwszej połowie roku ponad 51% wolumenu transakcji,” – wyjaśnia Piotr Kalisz, dyrektor działu reprezentacji najemcy w Knight Frank.

Nowe umowy zajęły drugie miejsce z udziałem 41%, a ekspansje wyniosły niecałe 8% wolumenu.

Rośnie udział powierzchni wynajętej w budynkach certyfikowanych, który w pierwszej połowie 2024 roku stanowił 75% (wzrost z 54% w 2023 roku). Wskazuje to z jednej strony na coraz większe przywiązanie najemców do ekologicznych i zrównoważonych budynków biurowych, a z drugiej na rosnącą liczbę obiektów z zielonymi certyfikatami.

Znaczna przewaga popytu nad nową podażą wpłynęła na spadek wskaźnika pustostanów względem poprzedniego kwartału o 0,1 pp., który na koniec czerwca wyniósł 10,9%. W porównaniu do analogicznego okresu w roku poprzednim spadek był jeszcze większy – 0,5 pp. Niezmiennie najwięcej pustostanów znajduje się na Służewcu (19,6%), a najmniej wzdłuż ulicy Puławskiej (5,3%). W strefach centralnych współczynnik pustostanów szacowany jest na 12,3%.

W II kw. 2024 roku wywoławcze stawki czynszu za powierzchnię biurową w Warszawie pozostały stabilne. Wyjściowe czynsze w centralnych strefach kształtowały się zazwyczaj w przedziale od 18,00 do 27,00 EUR/m kw./miesiąc, jednak w najlepszych budynkach biurowych czynsze mogą znacznie przekraczać ten poziom. W strefach poza centralnych czynsze wywoławcze zazwyczaj oscylowały od 10,00 do 17,00 EUR/m kw./miesiąc. Stawki opłat eksploatacyjnych również pozostały stabilne względem poprzedniego kwartału i w II kw. 2024 roku wynoszą od 18,00 do 38,00 PLN/m kw./miesiąc.

Sezon ogórkowy na rynku obligacji – podsumowanie drugiego kwartału

Emisje z minionego kwartału pozwalały na zbudowanie zdywersyfikowanej pozycji w obligacjach firm. Mieliśmy emisje deweloperów mieszkaniowych, dewelopera komercyjnego, spółkę z branży chemicznej, finansowej oraz Private Equity – czyli różne branże, odmienne poziomy ryzyka kredytowego i wielkości spółek. Jednak liczba i kwoty tych emisji znacznie spadły w  porównaniu z początkiem roku.

W drugim kwartale tego roku emitenci przeprowadzili 8 emisji publicznych na łączną kwotę 349 mln zł. Tak jak w ostatnich kwartałach, popyt inwestorów ponownie wyraźnie przekroczył wartości emisji i wyniósł ponad 560 mln zł. Tym samym średnia stopa redukcji wyniosła 38,69 proc. W emisjach udział wzięło 5 608 inwestorów, czyli średnio ponad 700 na emisję.

II kwartał 2024 r.

Emitent Wartość emisji (mln zł) Oprocentowanie (proc.) Tenor (lata) Data Wielkość zapisów (mln zł) Redukcja (proc.) Liczba inwestorów
White Stone Development 21,5 5,3+WIBOR3M 3 kwiecień 36,66 41,36 473
Marvipol Development 150,0 4,5+WIBOR6M 4 kwiecień 159,52 5,97 1101
Echo Investment 60,0 3,8+WIBOR6M 4 maj 123,41 51,00 593
MCI Management 21,5 4,3+WIBOR6M 3,5 maj 22,81 6,11 454
Vehis Fin1 21,0 7+WIBOR3M 2 maj 52,23 59,79 459
PCC Exol 20,0 2,7+WIBOR3M 5,25 czerwiec 36,43 45,10 806
Cavatina Holding 25,0 6+WIBOR6M 3,5 czerwiec 37,11 32,63 440
PragmaGo 30,0 4,8+WIBOR3M 3 czerwiec 92,47 67,56 1282
  349,0       560,64 38,69 5608

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne.

Porównując drugi kwartał do sytuacji na rynku z początku roku, widzimy ostudzenie. Ostatnie 3 miesiące były bowiem ponad dwukrotnie słabsze pod kątem wielkości emisji (349 mln wobec 760 mln w pierwszym kwartale). Trzykrotnie mniejszy był też popyt inwestorów („jedyne” 560 mln wobec 1,88 mld w pierwszym kwartale). Liczba emisji z 17 w pierwszych trzech miesiącach roku, spadła do 8. Choć historycznie to dalej dobry wynik, to jednak różnica między tymi kwartałami jest spora.

I kwartał 2024 r.

Emitent Wartość emisji

(mln zł)

Oprocentowanie (proc.) Tenor (lata) Data Wielkość zapisów (mln) Redukcja (proc.) Liczba inwestorów
GPM Vindexus 21,8 6,00+WIBOR3M 3 styczeń 74,22 70,70 1154
PragmaGo 25,0 5,15+WIBOR3M 3 styczeń 53,77 53,50 815
Ghelamco 125,0 5,00+WIBOR6M 4 styczeń 366,68 66,00 1604
Kredyt Inkaso 20,0 5,50+WIBOR3M 4 styczeń 71,05 71,85 947
Kruk (EUR) 10M EUR 43,4 4,00+EURIBOR3M 5 styczeń 99,12 56,19 457
Kruk 60,5 4,00+EURIBOR3M 5 luty 86,03 29,70 449
Olivia Fin 30,2 5,30+EURIBOR3M 3,5 luty 36,63 17,45 106
Ronson 60,0 3,85+WIBOR6M 3,5 luty 155,00 61,26 1074
Echo Investment 70,0 4,00+WIBOR6M 4 luty 193,28 64,00 1074
Kruk 70,0 4,00+WIBOR6M 5 luty 284,25 75,37 2244
Echo Investment 70,0 4,00+WIBOR6M 4 luty 157,61 56,00 795
PCC Rokita 25,0 2,80+WIBOR3M 5,25 marzec 86,43 71,07 1042
Cavatina Holding 21,7 6,00+WIBOR6M 3,5 marzec 25,86 16,29 198
Arche 21,5 4,40+WIBOR3M 3 marzec 21,66 0,77 225
Victoria Dom 50,0 5,25+WIBOR6M 3 marzec 85,43 47,29 867
Kredyt Inkaso 21,5 5,20+EUBIRBOR3M 4 marzec 25,42 15,40 232
PragmaGo 25,0 5,00+WIBOR3M 3 marzec 59,30 57,83 1101
  760,6       1881,73 48,86 14384

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne.

Fundusze obligacji korporacyjnych w drugim kwartale

Porównując dwa kwartały bieżącego roku, nie sposób pominąć napływów do funduszy obligacji korporacyjnych, które w ostatnich 3 miesiącach wyniosły 677 mln zł, wobec ponad 2 mld zł w pierwszym kwartale. Wpłaty inwestorów wyraźnie zatem spowolniły, podobnie jak stopy zwrotu tej klasy aktywów. W czerwcu fundusze obligacji korporacyjnych zarobiły średnio 0,50 proc., a średnioroczna stopa zwrotu spadła do poziomu 9,10 proc. Dla porównania w pierwszych trzech miesiącach tego roku średnioroczne stopy zwrotu były dwucyfrowe.

Aktywa funduszy obligacji korporacyjnych wzrosły w czerwcu o 141 mln zł (zdecydowanie najmniejszy przyrost w tym roku). Tym samym ich poziom na koniec drugiego kwartału to 14,153 mld zł.

  Napływy do funduszy obligacji korporacyjnych Napływy do dłużnych funduszy ogólnie Wyniki funduszy obligacji korporacyjnych za miesiąc Aktywa w funduszach obligacji korporacyjnych (mld zł) Zmiana w aktywach m/m Wzrost aktywów (mln)
Styczeń 690,0 4184,0 0,9 11,727 7,4 810
Luty 705,0 3751,0 0,5 12,492 6,5 765
Marzec 684,0 2821,0 0,6 13,276 6,3 784
Kwiecień 227,0 2519,0 0,2 13,531 1,9 255
Maj 395,0 2333,0 0,6 14,012 3,6 481
Czerwiec 55,0 2360,0 0,5 14,153 1,0 141

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne.

Z pewnością nie można powiedzieć, że drugi kwartał był obiektywnie słaby. Dla porównania w drugim kwartale roku 2023 emitenci przeprowadzili 7 emisji na łączną kwotę „raptem” 210 mln zł, przy popycie zgłoszonym przez inwestorów na poziomie 384 mln zł. Drugi kwartał był po prostu mniej spektakularny od bardzo dobrego (właściwie pod każdym kątem) pierwszego kwartału.

Trochę mniej intensywnie, ale nie gorzej

Wydaje się, że nadal nie możemy mówić o wyraźnym spowolnieniu na rynku obligacji korporacyjnych. W ostatnich tygodniach KNF zaakceptował kolejne prospekty emisyjne (Best na kwotę 250 mln zł i Oliva Fin na 150 mln zł); PragmaGo przyjęła również kolejny program emisji publicznych o wartości do 500 mln zł. Kończy się emisja publiczna na 50 mln zł jednego z największych deweloperów mieszkaniowych w Polsce Victoria Dom. Kilku emitentów ma wciąż ważne prospekty do wykorzystania.

Dodatkowo po bardzo intensywnym pierwszym kwartale część potrzeb kapitałowych emitentów jest po prostu zaspokojona. Wydaje  się, że nie można powiedzieć tego samego o potrzebach inwestycyjnych, o czym świadczą kolejne, olbrzymie redukcje i duże zainteresowanie emisjami wyrażone w liczbie inwestorów biorących udział w emisjach. Dobitnie widać to w kolejnej zresztą emisji obligacji spółki PragmaGo, która w czerwcu wyszła na rynek po 30 mln zł, a popyt na te emisję wyniósł ponad 90 mln zł.

Autor: Szymon Gil, Doradca Inwestycyjny, Certified International Investment Analyst (CIIA), Michael / Ström Dom Maklerski

„Kopalnie biznesu” – kopalnie na Śląsku zyskują nowe życie

Jednym z tych trendów, które coraz mocniej zaczynają wpływać na rozwój dojrzałych rynków magazynowych, jest rosnące zainteresowanie inwestorów realizacją projektów typu „brownfield”. Powody to zarówno kurczący się bank niezagospodarowanych gruntów, jak i dążenie firm do realizacji celów ESG. W Polsce tym regionem, który ma jeden z największych potencjałów w zakresie inwestycji z obszaru „brownfield”, jest Górny Śląsk, a jak pokazuje raport międzynarodowej agencji doradczej Cushman & Wakefield „Kopalnie biznesu”, śląskie ma już na tym polu wiele sukcesów.

Górny Śląsk, będący historycznie ważnym regionem przemysłowym, doświadczył w ostatnich dziesięcioleciach głębokich zmian strukturalnych, w wyniku których wiele starych obszarów przemysłowych jest dziś niezagospodarowane lub narażone na degradację środowiska. Nic więc dziwnego, że to właśnie ta część Polski stała się idealnym miejscem do realizacji projektów typu „brownfield”, zarówno w zakresie rewitalizacji terenów górniczych, jak i przekształcania istniejących już budynków poprzemysłowych i magazynowych, komentuje Damian Kołata, Partner, Dyrektor Działu Industrial & Logistics w Polsce oraz Dyrektor E-Commerce w regionie CEE, Cushman & Wakefield.

Rosnącemu zainteresowaniu inwestycjami typu „brownfield” sprzyja dotychczasowa skala realizowanych projektów „greenfield”, która systematycznie zmniejszała dostępność atrakcyjnych i uzbrojonych w infrastrukturę techniczną lokalizacji.

Konrad Jacewicz, Associate, Cushman & Wakefield
Konrad Jacewicz, Associate, Cushman & Wakefield

Jak wynika z danych Cushman & Wakefield, podaż nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowych na Śląsku sięga już prawie 5,5 mln mkw., z których aż 32% (1,7 mln mkw.) powstało w ciągu trzech ostatnich lat. To daje regionowi drugie miejsce na podium największych rynków magazynowych w Polsce. Lwia część istniejących już inwestycji przemysłowo-logistycznych to projekty typu „greenfield”. Jednocześnie jednak bank niezabudowanych gruntów kurczy się, co przy dużym apetycie biznesowym deweloperów i najemców musi kierować naszą uwagę w stronę bardziej skomplikowanych i nie tak oczywistych projektów inwestycyjnych. Śląskie ma jednak na tym polu szereg sukcesów, którym z pewnością pomaga fakt, że to najbardziej złożony rynek magazynowy w kraju z ogromnym potencjałem w zakresie rewitalizacji i rekultywacji terenów przemysłowych, dodaje Konrad Jacewicz, Associate, Cushman & Wakefield.

Rewitalizacyjne przecieranie szlaków

Przykładem przeprowadzonej na Śląsku rewitalizacji jest teren po dawnej kopalni piasku Maczki-Bór w Sosnowcu. W 1952 roku została wydobyta tutaj pierwsza tona piasku przez Przedsiębiorstwo Materiałów Podsadzkowych Przemysłu Węglowego, aktualnie znane jako CTL Maczki-Bór, które oferuje wielkoobszarowe terenów inwestycyjne.

Kolejnym przykładem jest obszar byłej kopalni “Milowice”, której historia sięga 1822 roku. W 1996 roku kopalnia została zlikwidowana, a wszystkie budynki wyburzone. Dzisiaj na byłych terenach kopalni “Milowice” znajduje się hala produkcyjna zakładów Duda, dyskont spożywczy oraz 7R City Flex Sosnowiec. Z kolei na terenach wybudowanej w 1834 roku katowickiej Huty Metali Niezależnych “Szopienice” od 2023 roku znajduje się nowoczesny kompleks magazynowo-produkcyjny CTPark Katowice. Ze względu na działalność huty konieczne było przeprowadzenie prac związanych z remediacją gruntu.

Ciekawym przykładem rewitalizacji jest też kopalnia KWK Gliwice, której początki datuje się na 1901 rok. Aktualnie na tym terenie funkcjonuje strefa edukacji i biznesu “Nowe Gliwice”, z terenami inwestycyjnymi o powierzchni ponad 10 ha, które zostały wyposażone w niezbędną infrastrukturę i przeznaczone dla inwestorów na cele produkcyjne. Swoją siedzibę ma tutaj Inkubator Przedsiębiorczy, Muzeum Odlewnictwa Artystycznego oraz wiele znanych firm z branży IT i nowych technologii, mówi Katarzyna Dębska, Negocjatorka, Cushman & Wakefield.

Drugie życie gruntu zaczyna się od…

Zarówno tereny typu „greenfield”, jak i „brownfield” bardzo często wymagają tzw. land developmentu, czyli przygotowania do zakupu lub skupu działek od właścicieli oraz zbadania ich pod kątem prawnym i technicznym tak, aby wyeliminować ryzyka związane z nieoczekiwanymi problemami. W tym celu eksperci analizują możliwość nabycia gruntu oraz jego status prawny i geologiczny. Sprawdzana jest też dostępność infrastruktury technicznej oraz warunki przyłączenia mediów (prądu, gazu, wody, ścieków), jak również wykonywane są badania geologiczne i geochemiczne, co pozwala na sprawdzenie potencjalnych kosztów budowy oraz podjęcie decyzji o sposobie i technologii posadowienia planowanych budynków.

Przed rozpoczęciem jakiegokolwiek przedsięwzięcia budowlanego czy inwestycyjnego niezbędne jest dokładne sprawdzenie gruntów, m.in. pod kątem nośności, stabilności, środowiskowych uwarunkowań czy możliwości jego zabudowy. Proces ten, obejmujący sprawdzenie gruntów oraz etap tzw. predevelopmentu, odgrywa kluczową rolę w zapewnieniu trwałości projektu, komentuje Michał Sikora, Konsultant ds. terenów inwestycyjnych, opinii technicznych i Specjalnych Stref Ekonomicznych, Cushman & Wakefield.

Predevelopment to etap w procesie planowania inwestycji poprzedzający fazę realizacji, w którym przeprowadza się wstępne analizy, badania oraz przygotowuje dokumentację potrzebną do podjęcia decyzji o rozpoczęciu konkretnego przedsięwzięcia. Sprawdzenie gruntu obejmuje natomiast szereg działań prowadzących do zrozumienia charakterystyki geologicznej i geotechnicznej terenu oraz oceny jego przydatności pod kątem planowanej inwestycji.

Na Górnym Śląsku, gdzie występują zróżnicowane warunki geologiczne, szczególnie istotne jest uwzględnienie specyficznych cech terenu. Obszary po byłej działalności górniczej mogą być podatne na osunięcia terenu lub występowanie pustek górniczych, przekładających się na konieczność wykonania dodatkowych badań i zabezpieczeń. Nierzadko spotyka się również przekroczenia chemiczne w miejscach składowania materiałów poflotacyjnych, co rodzi konieczność wykonania remediacji. Inny przykład to tereny zdegradowane, wymagające przeprowadzenia procedury rekultywacji umożliwiającej przywrócenie zdolności zabudowy na danym obszarze. Oba te procesy, choć wymagające, dają gruntom drugie życie i są bardzo istotne z punktu widzenia ambitnych celów zrównoważonego rozwoju, między innymi minimalizując stopień, w jakim dany teren oddziałuje na środowisko naturalne i pozwalając na stworzenie nowych miejsc pracy dla lokalnych społeczności, podsumowuje Jakub Skrok, Menedżer ds. technicznych, Cushman & Wakefield.

Dynamiczny wzrost niewypłacalności trwa- raport po I połowie 2024 roku

Rynki zagraniczne nadal skutecznie hamują rozwój polskiej gospodarki. Odzwierciedleniem tej sytuacji jest wciąż rosnąca liczba niewypłacalnych firm w naszym kraju. Raport przygotowany przez firmę Coface pokazuje, że w I połowie 2024 roku było ich 3 181. To wzrost o 26% w porównaniu z analogicznym okresem w roku ubiegłym. Ich liczba stanowi aż 68% wszystkich niewypłacalności z całego roku 2023. Które branże ucierpiały najbardziej i co czeka nas w następnych miesiącach?

Jak wskazują ekonomiści z firmy Coface, za rosnącą liczbę niewypłacalności polskich firm odpowiedzialna jest sytuacja makroekonomiczna. Duże znaczenie ma przede wszystkim kondycja gospodarki niemieckiej, ponieważ kraj ten jest głównym partnerem handlowym Polski. Obecnie niemiecki przemysł znajduje się w okresie przedłużonej dekoniunktury i mierzy się z wyzwaniami strukturalnymi. Drugim ważnym czynnikiem są zmiany prawne. Dzięki nim coraz więcej firm korzysta z możliwości przeprowadzenia postępowania restrukturyzacyjnego. W I połowie 2024 roku takie rozwiązania stanowiły 94% całkowitej liczby podjętych działań – było ich 3 002.

Problemy w transporcie i branży budowlanej

Podobnie jak w pierwszym kwartale 2024 roku wzrost liczby niewypłacalności zanotowały wszystkie branże prócz rolnictwa. Z największymi problemami nadal boryka się budownictwo (496 firm) oraz transport (458). Sektory te charakteryzuje także najwyższa dynamika wzrostu liczby niewypłacalnych przedsiębiorstw – odpowiednio o 50% rdr i o 60% rdr.

– Niestety wiele sektorów w gospodarkach europejskich pozostaje dalej w recesji lub rozwija się poniżej oczekiwań, co generuje niższy popyt na usługi przewozowe. Wyzwania natury popytowej to jednak tylko wierzchołek góry lodowej – wyjaśnia Barbara Kamińska, Dyrektor Działu Oceny Ryzyka Coface w Polsce. – Transport mierzy się z koniecznością kontynuacji wprowadzania wymogów pakietu mobilności i wymiany floty na bardziej ekologiczną. Nadal odczuwalny jest także deficyt kierowców spowodowany odpływem osób z Ukrainy w związku z poborem do wojska, starzeniem się kadr oraz niewystarczającym prestiżem zawodowym tej grupy. Dodatkowo rosną koszty wynagrodzeń – mówi ekspertka.

Z kolei stały wzrost liczby niewypłacalnych firm w budownictwie to pokłosie kurczącego się od początku 2024 roku rynku budowlanego. Niestety, ekonomiści z firmy Coface przewidują, że sytuacja w tej branży nie zmieni się w najbliższych miesiącach. Spodziewają się również dalszego wzrostu liczby niewypłacalnych firm w tym sektorze.

– W minionych miesiącach istotny był zwłaszcza słabnący popyt oraz wciąż odczuwalna presja kosztowa (zwłaszcza wysokie stopy procentowe i koszty pracy) – mówi Marcin Ogulewicz, Zastępca Dyrektora Działu Oceny Ryzyka Coface. – Jednocześnie opóźnia się proces akumulacji środków z KPO, a jest to około 60 mld euro kredytów i dotacji. Operatorzy tego programu, czyli banki, dopiero rozpoczynają podpisywanie umów z jednostkami samorządu terytorialnego. Wnioski przyjmowane będą w dalszej kolejności. Przedłuża się także proces wdrożenia programu Mieszkanie na Start, który ma ruszyć w 2025 roku – dodaje.

Niewypłacalności w według regionów i formy prawnej

Badanie Coface wykazało, że w minionym półroczu najwięcej firm ogłosiło niewypłacalność w województwie mazowieckim (600). Na drugim miejscu znalazł się Śląsk (424 przedsiębiorstw), na trzecim zaś Wielkopolska (311). Podobnie jak w I półroczu 2023 roku, najlepiej pod tym względem prezentuje się województwo opolskie (57 firm).

Tak jak w poprzednich kwartałach i latach, najwięcej upadłości zanotowano w grupie indywidualnych podmiotów – przedsiębiorców (2359). Wśród spółek z o.o. liczba niewypłacalności wzrosła z 447 po I półroczu 2023 roku do 661 w analogicznym okresie w 2024 roku. Upadło również 65 spółek komandytowych oraz 47 spółek akcyjnych.

Prognozy na II połowę 2024 roku

Już dziś ekonomiści przewidują, że obecny rok przyniesie dwucyfrowy przyrost łącznej liczby niewypłacalności. Czy prognozowany wzrost gospodarczy wpłynie pozytywnie na naszą gospodarkę?

– Wzrost gospodarczy Polski będzie przybierał na sile. Już pierwszy kwartał tego roku ze wzrostem 2% rdr stanowił odreagowanie po słabym 2023. Nasza prognoza zakłada, że cały 2024 rok zakończy się wzrostem o 2,8%, a konsumpcja prywatna będzie stanowiła główną siłę napędową wzrostu gospodarczego – mówi Grzegorz Sielewicz, Główny Ekonomista Coface w Polsce i w Regionie Europy Centralnej. – Przewidywanie zmian nadal wiąże się jednak z dużą niepewnością. Powrót do podwyższonej stawki VAT na żywność przyniósł jak na razie niewielki wzrost inflacji, ale już częściowe odmrożenie cen energii spowoduje podniesienie cen. Powracająca skłonność zakupowa konsumentów będzie kolejnym czynnikiem proinflacyjnym – dodaje ekspert.

Faktem jest, że polskie przedsiębiorstwa nie działają już w tak recesyjnych warunkach jak w zeszłym roku. Jednak nadal czekają na nie liczne wyzwania, którym niektóre firmy nie będą w stanie stawić czoła.

Zabezpieczenie dowodu w postępowaniu cywilnym: kto i jak może z niego korzystać?

Zabezpieczenie dowodu w postępowaniu cywilnym jest prewencyjnym środkiem prawnym, uregulowanym w art. 310 – 315 Kodeksu postępowania cywilnego, który ma na celu umożliwienie wykazania określonych faktów w przypadku zniszczenia lub utraty dowodu. Zasadniczo, zabezpieczenie dowodu pozwala na zachowanie materiału dowodowego na potrzeby przyszłego postępowania.

Zakres stosowania zabezpieczenia dowodu

Zabezpieczenie dowodu może być stosowane przed wszczęciem postępowania cywilnego na wniosek zainteresowanego. Po jego rozpoczęciu, może zostać przeprowadzone także z urzędu. Przedmiotem zabezpieczenia może być co do zasady każdy dowód dopuszczalny w świetle przepisów Kodeksu postępowania cywilnego. Należy jednak mieć na uwadze, że w nauce prawa uznaje się, iż wykluczone jest zabezpieczenie dowodu w postaci opinii biegłego, na co zwracał uwagę m.in. Sąd Apelacyjny w Szczecinie w wyroku z dnia 9 listopada 2018 r. (sygn. akt I ACa 52/18).

Przeprowadzenie zabezpieczenia dowodu

Jeżeli postępowanie w sprawie nie zostało jeszcze wszczęte albo w przypadkach niecierpiących zwłoki, dowód jest zabezpieczony przez sąd rejonowy, w którego okręgu dowód ma być przeprowadzony. W trakcie procesu, zabezpieczenie dowodu przeprowadza sąd właściwy do rozpoznania sprawy. Zabezpieczenie dowodu może być również przeprowadzone w czasie zawieszenia wszczętego wcześniej postępowania cywilnego, zgodnie z art. 179 § 3 Kodeksu postępowania cywilnego. W orzecznictwie przyjmuje się, że zabezpieczenie dowodu nie może być traktowane jako ocena szans powodzenia potencjalnego powództwa (za postanowieniem Sądu Najwyższego – Izby Cywilnej z dnia 26 lutego 1969 r., sygn. akt II CZ 6/69).

Kto może skorzystać z zabezpieczenia dowodu?

Warto zauważyć, że z zabezpieczenia dowodu może skorzystać nie tylko przyszły powód. Osoba, która przewiduje, że zostanie przeciwko niej wytoczone powództwo, również może rozważyć skorzystanie z tego mechanizmu, jeśli istnieje ryzyko utraty lub zniszczenia dowodu. Dzięki temu może zabezpieczyć materiał dowodowy na wypadek ewentualnego postępowania sądowego.

Wymagania formalne wniosku o zabezpieczenie dowodu

Aby skorzystać z zabezpieczenia dowodu, należy sporządzić wniosek spełniający ogólne warunki przewidziane dla pism procesowych w postępowaniu cywilnym. Wniosek powinien zawierać dane wnioskodawcy, dane potencjalnego przeciwnika oraz innych osób zainteresowanych, o ile są one znane. Należy w nim również oznaczyć dowód oraz wskazać fakty, które dowód ten ma na celu wykazać. Jednocześnie wymagane jest również określenie przyczyny uzasadniającej potrzebę zabezpieczenia dowodu. Ponadto, w dorobku orzeczniczym sądów powszechnych ukształtował się wymóg wykazania interesu prawnego wnioskodawcy w zabezpieczeniu dowodu (zgodnie z wyrokiem m.in Sądu Apelacyjnego w Łodzi, sygn. akt I ACa 175/17, z dnia 09.11.2017 r.).

Procedura postępowania o zabezpieczenie dowodu

W postępowaniu o zabezpieczeniu dowodu sąd wzywa osoby biorące udział w postępowaniu do stawiennictwa w celu przeprowadzenia dowodu. Wyjątkowo, sąd może przeprowadzić postępowanie mające na celu zabezpieczenie dowodu nawet przed doręczeniem wezwania przeciwnikowi, lecz tylko w wypadkach niecierpiących zwłoki. Jest to uznawane za odstępstwo od zasady bezpośredniości przeprowadzania dowodów.

Znaczenie prawidłowego wykazania przesłanek zabezpieczenia dowodu

Prawidłowe wykazanie przesłanek zabezpieczenia dowodu jest bardzo istotne, ponieważ jak stwierdził Sąd Najwyższy w postanowieniu z dnia 29 sierpnia 1969 r. (sygn. akt I CZ 81/69) „na postanowienie odmawiające zabezpieczenia dowodu zażalenie nie służy”. Dlatego ważne jest, aby strony postępowania uważnie monitorowały prawidłowość przebiegu postępowania w sprawie zabezpieczenia dowodu. W tym celu strony mogą wskazywać sądowi uchybienia popełnione przy zabezpieczeniu dowodu zgodnie z art. 315 Kodeksu postępowania cywilnego. W przeciwieństwie do obowiązku składania zastrzeżeń do protokołu w trybie art. 162 Kodeksu postępowania cywilnego, skorzystanie z uprawnienia do wskazania uchybień sądu, o którym mowa w art. 315 Kodeksu postępowania cywilnego nie jest obwarowane terminem, jednak powinno to nastąpić w trakcie postępowania wywołanego wnioskiem o zabezpieczenie dowodu.

Autor: Prawnik Mateusz Groszyk, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Develia kupiła w I półroczu 2024 r. grunty na ponad 3200 mieszkań

Ponad 3200 nowych lokali powstanie na gruntach kupionych przez Develię w I półroczu 2024 r. Inwestycje będą realizowane w Warszawie, Trójmieście i we Wrocławiu. Grupa weszła w posiadanie ponad 172 tys. mkw. powierzchni użytkowej.  

W I półroczu 2024 r. deweloper kupił pięć gruntów, powiększając bank ziemi o ponad 172 tys. mkw. powierzchni użytkowej, w tym 50,01 proc. udziałów w ramach joint venture m.in. z grupą podmiotów kontrolowanych przez TFI Rockbridge. Na terenach położonych w czterech miastach powstanie w sumie 3200 lokali. Łącznie w pierwszym półroczu Develia przeznaczyła na zakup gruntów ponad 300 mln zł netto.

Sfinalizowane w ostatnich miesiącach transakcje zakupu gruntów są ważnym krokiem na drodze do realizacji strategii Develii na lata 2024-2028. Ponad 3000 lokali, jakie planujemy wybudować na nowo pozyskanych terenach, to znaczące wzmocnienie obecności na ważnych dla nas rynkach mieszkaniowych w Warszawie, Trójmieście i we Wrocławiu. Obecny bank ziemi – z uwzględnieniem joint venture – pozwala na wybudowanie ponad 10000 mieszkań, nie wliczając aktualnej oferty, co daje nam komfort i elastyczność w uruchamianiu nowych projektów w najbliższych kwartałachmówi Mariusz Poławski, wiceprezes Develii.

Największa z inwestycji planowanych na nowo zakupionych gruntach zostanie zrealizowana przy ul. Morskiej w Gdyni. W ramach umowy joint venture Develia w marcu br. nabyła 50,01 proc. udziałów w spółce, która w ciągu kilku lat wybuduje ponad 1600 mieszkań. W czerwcu br. deweloper zakupił również grunt w Gdańsku przy ul. Żywieckiej, gdzie powstanie 128 lokali. Łącznie dzięki tym transakcjom na trójmiejski rynek docelowo trafi ponad 1700 nowych mieszkań.

Ponad 1000 lokali powstanie także we Wrocławiu. Deweloper w styczniu br. zakupił teren o powierzchni 43 tys. mkw. przy ul. Międzyleskiej. Z kolei w marcu i w maju br. Develia dokonała dwóch transakcji zakupu ziemi przy ul. Sochaczewskiej w Warszawie. Łącznie na obszarze ponad 46 tys. mkw. ma powstać ponad 460 nowych mieszkań.

W I półroczu 2024 r. Develia uruchomiła 14 nowych budów obejmujących ponad 2500 lokali. Tylko w tym roku deweloper planuje zwiększenie liczby mieszkań wprowadzanych do oferty o ponad 20 proc. względem roku poprzedniego.

– Zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami w całym 2024 r. chcemy rozpocząć budowę i wprowadzić do oferty 3500-3700 mieszkań. Uwzględniając tegoroczne uruchomienia budowy, na ten moment w realizacji jest blisko 6400 lokali w 43 inwestycjach. Mimo rosnących kosztów materiałów i robocizny, otrzymujemy atrakcyjne oferty w przetargach prowadzonych w modelu generalnego wykonawstwamówi Mariusz Poławski, wiceprezes Develii. – Ponadto, na bazie kompetencji pozyskanych dzięki przejęciu polskich spółek Nexity, stworzyliśmy spółkę Develia Construction, która aktualnie realizuje 20 proc. naszych budów. Posiadanie własnego generalnego wykonawcy daje wyraźne korzyści w postaci lepszej kontroli kwestii środowiskowych i jakościowych. Stwarza też wyraźne przewagi ekonomiczne, pozwalając zachować w grupie marżę wykonawców zewnętrznych dodaje Mariusz Poławski.

Rynek mieszkaniowy w pierwszej połowie 2024 roku (dane GUS)

Komunikat GUS na temat budownictwa mieszkaniowego realizowanego w pierwszej połowie 2024 roku wskazuje, że firmy deweloperskie odpowiadają za budowę ponad 60% nowych mieszkań i domów budowanych w Polsce. Z czerwcowych danych GUS wynika, że skala budownictwa realizowanego w Polsce wyrażona w liczbie lokali mieszkalnych oddanych do użytku, wprawdzie nadal utrzymuje się na poziomie niższym w 2023 roku (20% mniej mieszkań oddanych w czerwcu niż przed rokiem; 9,3% mniej od stycznia do czerwca), jednak jest już bardzo blisko wyników 2022 roku i przewyższa wynik z roku 2021. Trzeba podkreślić, że podczas gdy firmy deweloperskie zrealizowały w pierwszej połowie bieżącego roku o 9,3% mniej lokali niż w 2023 roku, to w tym samym czasie inwestorzy indywidualni (przede wszystkim gospodarstwa domowe realizujące budowy na własne potrzeby) wybudowali aż o 24% mniej domów niż rok wcześniej. Warto jednak zaznaczyć, że tak w przypadku inwestorów indywidualnych jak i firm deweloperskich liczba mieszkań i domów oddanych do użytkowania przez te grupy podmiotów w czerwcu była wyraźnie wyższa niż maju.Komentarz do danych GUS na temat budownictwa mieszkaniowego styczeń-czerwiec 2024

Pewnym zaskoczeniem są czerwcowe efekty starań różnych grup inwestorów o uzyskanie pozwoleń na budowę. Okazało się, że w stosunku do wyników z maja łączna liczba pozwoleń wydanych w czerwcu było o 2% mniejsza, o czym zadecydowała mniejsza skala pozwoleń uzyskanych przez firmy deweloperskie. Jednak gdy przyjrzymy się wynikom dla ostatnich sześciu miesięcy, to wszystkich uzyskanych w tym okresie pozwoleń na budowę było o 28% więcej niż w analogicznym okresie 2023 roku. Na ten wzrost liczby pozwoleń złożyły się większe wolumeny zarówno w grupie deweloperów jak i inwestorów indywidualnych. Jednak skala wzrostu liczby pozwoleń wydanych firmom deweloperskim jest wyraźnie większa niż w pozostałych grupach. W efekcie ponad 71% pozwoleń na budowę wydanych w Polsce w ostatnich miesiącach to wnioski firm deweloperskich. Warto jednak zaznaczyć że w porównaniu z analogicznymi okresami w 2021 i 2022 roku deweloperzy uzyskali w 2024 roku pozwolenia na mniejszą liczbę mieszkań a wyniki czerwcowe jeszcze te różnice pogłębiły.Komentarz do danych GUS na temat budownictwa mieszkaniowego styczeń-czerwiec 2024

Podczas gdy z czerwcowych statystyk pozwoleń na budowę lekko powiało chłodem, to dane o rozpoczętych budowach pozwalają na umiarkowanie optymistyczne prognozy dotyczące rozwoju w kolejnych miesiącach budownictwa mieszkaniowego realizowanego przez firm deweloperskie. W porównaniu do czerwca 2023 roku nie tylko deweloperzy ale również inwestorzy indywidualni rozpoczęli budowę większej liczby mieszkań a w przypadku firm deweloperskich rozpoczęć było więcej także w porównaniu do wyników z maja. Statystyka mieszkań rozpoczętych z czerwca oraz z pierwszej połowy 2024 roku wskazują na wyraźnie lepsze w stosunku do analogicznego okresu 2023 roku wyniki w niemal wszystkich kategoriach inwestorów (od stycznia do czerwca tylko mieszkań zakładowych i społecznych – czynszowych rozpoczęto mniej niż przed rokiem) co pozwala z duży prawdopodobieństwem prognozować, że w tej kategorii rok 2024 będzie wyraźnie lepszy od 2023.

Także w kategorii „rozpoczynane budowy’ decydujące znaczenie dla skali budownictwa w Polsce mają projekty realizowane przez firmy deweloperskie. Ta kategoria inwestorów (w GUS: na sprzedaż lub wynajem) w czerwcu rozpoczęła budowę o 59% większej liczby mieszkań niż rok temu i o 18% więcej niż w maju. Wyniki pierwszego kwartału 2024 pozwalały na prognozy, iż ożywienie po wyraźnie słabszym w wykonaniu deweloperów roku 2023 będzie z każdym kolejnym miesiącem coraz wyraźniejsze. Statystyki GUS z kwietnia i maja wskazywały jednak na wstrzymywanie decyzji o rozpoczynaniu nowych budów przez firmy deweloperskie. Czerwcowy wynik (14 tys. mieszkań, których budowa została rozpoczęta) – o ile nie okaże się jednorazowym zrywem – odwraca spadkowy trend z ostatnich miesięcy.Komentarz do danych GUS na temat budownictwa mieszkaniowego styczeń-czerwiec 2024Katarzyna Kuniewicz, Dyrektorka badań rynku Otodom Analytics

* wg danych za styczeń 2024 r

Odreagowanie w budownictwie mieszkaniowym w czerwcu, ale eksperci pozostają ostrożni

Najnowsza informacja Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), prezentująca statystyki budownictwa mieszkaniowego w czerwcu oraz I poł. 2024 roku, zakomunikowała ich dość optymistyczne odreagowanie po dwumiesięcznej korekcie, trwającego już od półtora roku, inwestycyjnego trendu wzrostowego. Tymczasem jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl trudno ocenić, czy oznacza to kontynuację średnioterminowej tendencji w warunkach pogarszającej się z miesiąca na miesiąc sytuacji popytowej pierwotnego segmentu mieszkaniówki.

Z trzech kategorii GUS-owskich danych budownictwa mieszkaniowego w czerwcu najlepiej zaprezentowały się statystyki nowych inwestycji, czyli najważniejszych z punktu widzenia oceny bieżącego stanu koniunktury. Dzieje się tak pomimo relatywnie słabej sytuacji popytowej pierwotnego rynku mieszkaniowego. Jest jednak dość prawdopodobne, że na dane o mieszkaniach, których budowę rozpoczęto, wpływają perspektywy sprzedażowe, wynikające z planowanego od początku przyszłego roku, choć jeszcze nie do końca przesądzonego programu Kredyt #naStart.Wyk.1 - Statystyki GUS mieszkaniowych inwestycji deweloperskich - 2020-2024

W sumie, w czerwcu, ruszyła budowa grubo ponad 21 tys. mieszkań i domów, co oznacza progres w relacji rdr o blisko jedną trzecią, natomiast w odniesieniu do poprzedniego miesiąca również zanotowano wyraźny wzrost rzędu 7 proc. Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl sami deweloperzy z miesięcznym rezultatem ponad 14 tys. rozpoczętych lokali rok do roku zwyżkują z nowymi budowami już o niespełna 60 proc., co nie do końca koresponduje z bieżącym spowolnieniem wolumenu kontraktacji. Przyznać jednak trzeba, że obecne wyniki odnoszą się do stosunkowo niskiej bazy sprzed roku. Tym samym rynek deweloperski, jak widać, wciąż utrzymuje stan mobilizacji, oczekując już w przewidywalnej przyszłości poprawy koniunktury sprzedażowej.

Z kolei od początku roku we wszystkich rodzajach budownictwa rozpoczęto budowę ponad 122 tys. mieszkań, co oznacza wzrost już o 43 proc. w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Z kolei sami deweloperzy z półrocznym rezultatem rzędu prawie 81 tys. nowych budów notują wzrost rdr o ponad dwie trzecie. W ten sposób rynek w dalszym ciągu utrzymuje się na wysokiej fali nowych inwestycji, co jak najlepiej rokuje podaży nowych mieszkań w kolejnych miesiącach.

Tymczasem GUS-owskie dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym w czerwcu zanotowały symboliczne osłabienie w relacji miesiąc do miesiąca. Za to wynik ogółem na poziomie 24 tys. decyzji administracyjnych jest o 15 proc. rok do roku lepszy, podobnie jak i wynik półroczny z rezultatem ponad 143 tys., o 28 proc. górujący nad osiągniętym w analogicznym okresie 2023 r.

W przypadku samych deweloperów zarówno wynik z czerwca na poziomie ponad 16 tys. pozwoleń, jak i od początku roku – 101 tys., to rezultaty relatywnie mocne z progresem rdr rzędu odpowiednio 19 i 37 proc. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl pomimo korekty w relacji do poprzedniego miesiąca czerwcowy rezultat pozostaje w zakresie najlepszych wyników pozyskiwania przez deweloperów przedmiotowych decyzji administracyjnych. W bezpośredniej perspektywie najbliższych miesięcy mają one duże szanse na utrzymanie poprawy notowań, co wynika z przyspieszenia przez deweloperów składania wniosków przed datą 1 sierpnia, czyli terminem wejścia w życie przepisów o nowych warunkach technicznych.

O ile w kwestii nowych pozwoleń i budów rozpoczętych wciąż obowiązuje średnioterminowa tendencja wzrostowa GUS-owskich danych, to statystyki lokali oddawanych do użytkowania od dawna pozostają we względnej stabilizacji na relatywnie niskich poziomach, stanowiąc jedynie tło danych sygnalnych GUS budownictwa mieszkaniowego. W tegorocznym czerwcu podobnych lokali GUS doliczył się w sumie niespełna 17 tys., czyli o kilka procent mniej licząc rok do roku, i o 16 proc. więcej w relacji miesiąc do miesiąca. Z kolei wynik od początku roku rzędu 95,5 tys. lokali oddanych jest o niecałe 15 proc. gorszy od uzyskanego w analogicznym okresie ub. roku.

W sumie ostatnia informacja GUS o stanie budownictwa mieszkaniowego w Polsce jedynie potwierdziła korekcyjny charakter jego danych sygnalnych z początku drugiego kwartału br., dając nadzieję na kontynuację już półtorarocznej ich tendencji wzrostowej.  Wyniki od początku roku wciąż prezentują się bardzo dobrze, na co decydujący wpływ ma aktywność inwestycyjna deweloperów, choć nadal ma na to istotny wpływ niska baza notowań sprzed roku.

Pomimo publikacji projektu ustawy wciąż nierozstrzygnięta do końca pozostaje kwestia kolejnego programu dopłat do hipotek, którego ewentualna materializacja bądź jej brak może w decydującym stopniu wpłynąć na parametry koniunktury sprzedażowej pierwotnego rynku mieszkaniowego, pociągając za sobą decyzje inwestycyjne deweloperów. Tymczasem te ostatnie jakby skłaniały się w zdecydowany sposób ku optymistycznemu wariantowi.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

PRS w Polsce – na jakich planach miejscowych budowane są te projekty? Jakie ma to konsekwencje inwestycyjne i techniczne?

Z uwagi na coraz większy niedobór gruntów mieszkaniowych w dużych miastach, inwestorzy częściej decydują się na budowę obiektów typu PRS na atrakcyjnie zlokalizowanych działkach o przeznaczeniu usługowym. Z jakimi decyzjami i ich konsekwencjami muszą mierzyć się inwestorzy?

Lokalizacja projektów PRS a Miejscowe Plany Zagospodarowania Przestrzennego (MPZP)

W połowie 2024 r. liczba inwestycji w formule PRS w Polsce przekroczyła 120 projektów, z czego 73% jest ukończonych, a pozostałe 27% w trakcie realizacji. Blisko ¾ analizowanych projektów zlokalizowanych jest na obszarach pokrytych obowiązującymi MPZP.

Lokalizacja projektów PRS

Źródło: Avison Young

Większość inwestorów decyduje się lokalizować nieruchomości przeznaczone na wynajem instytucjonalny na obszarach, które w planie miejscowym przeznaczone są pod zabudowę mieszkaniowo – usługową (MW/U). Dotychczas na działkach o takim przeznaczeniu powstało lub powstaje 40 inwestycji, co stanowi 45% wszystkich projektów zlokalizowanych na terenach objętych MPZP.

Ze względu na znikomą dostępność gruntów w największych polskich miastach przeznaczonych wyłącznie pod zabudowę mieszkaniową wielorodzinną (MW), takie projekty stanowią zdecydowaną mniejszość (niespełna 20%) w ogólnej strukturze analizowanych inwestycji. Nieco inaczej wygląda sytuacja na obszarach przeznaczonych w planie miejscowym pod zabudowę usługową (U), gdzie obecnie znajduje się niemal 40% inwestycji PRS.

„Niski odsetek inwestycji PRS realizowanych na gruntach bez MPZP wynikać może w dużej mierze z faktu, iż taka budowa opiera się wtedy na warunkach zabudowy (WZ), gdzie realizacja projektu z lokalami na wynajem nie jest zazwyczaj pierwszym wyborem właściciela gruntu. Co do zasady, w przypadku wielkomiejskich lokalizacji, większość inwestorów i właścicieli gruntów woli najpierw spróbować uzyskać WZ na zabudowę mieszkaniową wielorodzinną z myślą o dalszej sprzedaży poszczególnych lokali. Dopiero kiedy nie uda im się uzgodnić WZ na zabudowę mieszkaniową, decydują się oni na alternatywę w postaci np. budynku usługowego zamieszkania zbiorowego / budynku hotelowego.“ – komentuje Patryk Błach, Senior Consultant, Investment w Avison Young.

W portfelach wiodących podmiotów sektora PRS w Polsce

Źródło: Avison Young

W portfelach wiodących podmiotów sektora PRS w Polsce przeważają projekty zlokalizowane na obszarach przeznaczonych pod zabudowę mieszkaniowo-usługową lub mieszkaniową. Natomiast największy z nich lokalizuje ponad połowę swoich inwestycji na terenach przeznaczonych pod zabudowę usługową, co daje mu przewagę nie tylko w tym aspekcie, ale również w ogólnym rozrachunku – inwestor ten może pochwalić się największym udziałem w rynku (20%) pod względem liczby istniejących oraz budowanych projektów.

Widoczne różnice z perspektywy miast

Strukturalne różnice w udziale danego przeznaczenia w planie miejscowym, na których lokalizowane są projekty PRS, widoczne są w analizie poszczególnych miast. W Poznaniu, Wrocławiu i Krakowie obserwuje się największy, bo ok. 20% udział projektów na planach z przeznaczeniem mieszkaniowym. Trójmiasto charakteryzuje się największym, prawie 40% udziałem lokalizacji inwestycji PRS na planie przeznaczonym pod usługi, a w Warszawie, Łodzi i Krakowie ok. 25% projektów PRS znajduje się na obszarze, dla którego MPZP jest w fazie opracowywania.

Co ciekawe, w Poznaniu ponad 30% inwestycji lokalizowanych jest na obszarach nie pokrytych MPZP. Jest to związane z tym, że w centralnej części miasta wciąż wiele rejonów nie posiada planu miejscowego.

Mniej gruntów, więcej projektów na planach zabudowy usługowej

Z uwagi na coraz większy niedobór gruntów mieszkaniowych w dużych miastach, inwestorzy częściej decydują się na budowę obiektów typu PRS na działkach o przeznaczeniu usługowym, których lokalizacja jest atrakcyjna pod kątem mieszkaniowym.

„Ceny zakupu działek usługowych są niższe od cen działek o przeznaczeniu mieszkaniowym, co powoduje, iż stanowią one ciekawą alternatywę dla inwestorów z sektora PRS. Dodatkowo, w przypadku akwizycji takich gruntów nie muszą oni rywalizować z deweloperami typowo mieszkaniowymi”. – komentuje Błach.

„Inwestycja PRS na gruncie usługowym, mimo tańszego gruntu, po realizacji i komercjalizacji obiektu wiąże się jednak z obciążeniem podatkiem VAT od dochodów z najmu, co ma wpływ na wysokość stopy zwrotu z inwestycji”. – zwraca uwagę Marta Marat, Valuer w Avison Young.

Kwestia wyodrębnienia lokali i podatki

Istotną różnicą w projektach PRS realizowanych na gruntach o przeznaczeniu mieszkaniowym lub usługowym, jest kwestia wyodrębnienia samodzielnych lokali. W pierwszym przypadku lokale mieszkalne nie mogą być mniejsze niż 25 mkw. zgodnie z obowiązującym prawem budowlanym. Dla nich mogą być wydane zaświadczenia o samodzielności, założone księgi wieczyste. A lokale mieszkalne z założoną księgą wieczystą mogą być przedmiotem obrotu rynkowego zarówno jako produkt docelowy dla funduszu inwestycyjnego, jak i klientów indywidualnych. Sprzedaż takich lokali wiąże się z podatkiem VAT w wysokości 8%.

Natomiast jeśli projekt budowany jest na gruntach o przeznaczeniu usługowym, wyodrębnienie lokali usługowych (bo o takich tu może być mowa) cechuje brak ograniczenia minimalnej powierzchni a podatek VAT od sprzedaży jest wyższy i wynosi 23%. W praktyce jednostki o przeznaczeniu PRS mają powierzchnię od 15 mkw. wzwyż, przy czym mniejszą powierzchnię jednostek równoważą bardziej rozbudowane części wspólne, takie jak współdzielone przestrzenie do pracy i wypoczynku, pralnie, sale treningowe.

W ocenie banków

W przypadku finansowania inwestycji PRS przez bank, z punktu widzenia ryzyka, korzystniejsze dla banków wydaje się być finansowanie projektów realizowanych na gruntach o przeznaczeniu mieszkaniowym. Możliwość wydzielenia pojedynczych mieszkań i ich ewentualnej odsprzedaży jest dla banków pewniejszym zabezpieczeniem finansowanego projektu. Z kolei ograniczenia w wyodrębnianiu lokali na usługach, utrudniają potencjalną sprzedaż poszczególnych jednostek do klientów prywatnych w przypadku rezygnacji przez operatora z wynajmowania lokali w formule PRS. W takiej sytuacji przedmiotem sprzedaży musi być cały obiekt.

„Już na etapie wyceny nieruchomości będącej w trakcie budowy na planie mieszkaniowym, zdarza się, że bank finansujący przedsięwzięcie prosi nas o podejście dwutorowe – wycenę w podejściu dochodowym po czynszach najmu generowanych przez nieruchomość oraz w podejściu porównawczym, zakładając przyszłe wyodrębnienie pojedynczych lokali mieszkalnych do sprzedaży.” – zauważa Marat.

Różnice z punktu widzenia instalacji i konstrukcji

„Prawo budowlane nie standaryzuje wprost kategorii budynków przeznaczanych na PRS, a obowiązujące rozporządzenie Ministra Infrastruktury w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie oraz Polska Klasyfikacja Obiektów Budowlanych odmiennie definiują aspekt budynków mieszkalnych i niemieszkalnych. – wyjaśnia Kamil Olechniewicz, Project Manager, Technical Advisory w Avison Young – Dlatego zakres instalacyjnych rozwiązań technicznych i ochrony przeciwpożarowej określany jest indywidualnie dla każdego przypadku.”

W praktyce budynki lokalizowane w poszczególnych obszarach nieznacznie różnią się ekspozycją na hałas – dzienny i nocny maksymalny poziom hałasu dla obszarów „U” i „MWU” jest przeciętnie wyższy o kilka dB w stosunku do obszarów „MW”. Podobnie jest z izolacyjnością akustyczną przegród – wartość wskaźnika ≥ 50 dB w przypadku ścian pomiędzy mieszkaniami i ≥ 45 dB pomiędzy lokalami innych kategorii, choć w drugim przypadku niekiedy wymagana izolacyjność może być nawet wyższa niż 50 dB, w zależności od kwalifikacji lokali.

Nieznaczne są natomiast różnice w zakresie dostępu do światła dziennego i rozwiązania wentylacji mechanicznej. Za to budynki zlokalizowane na planie usługowym częściej posiadają systemy sygnalizacji pożaru obejmujące również wnętrza lokali i bardziej restrykcyjne wymagania dotyczące klasy palności elementów wyposażenia, co wprost przekłada się na wyższy nakład inwestycyjny na budowę i wykończenie. „Pozostałe kwestie, jak bezpośrednie wejście z holu czy indywidualne opomiarowanie mediów doprowadzonych do każdego lokalu jest powszechnym standardem niezależnie od przeznaczenia.” – dodaje Olechniewicz.

Autorzy: Paulina Brzeszkiewicz-Kuczyńska (Research and Data Manager), Marta Marat (Valuer, Valuation and Advisory), Kamil Olechniewicz (Project Manager, Technical Advisory and Project Management), Patryk Błach (Senior Consultant, Investment), Karolina Aleksandrowicz (Junior Research Analyst)

Złoto a wybory w USA. Czy jeśli wygra Trump, cena kruszcu poszybuje w górę?

W minionym tygodniu złoto – po raz kolejny w tym roku – ustanowiło swój nowy rekord ceny, wspinając się ponad poziom 2 482 USD za uncję. To efekt przede wszystkim danych płynących z amerykańskiej gospodarki, ale też wydarzeń na scenie politycznej w USA. Sprawdzamy, jak na notowania królewskiego metalu może wpłynąć zwycięstwo Donalda Trumpa w nadchodzących wyborach.

Czwarte już ATH (czyli tzw. all-time high) w 2024 roku królewski kruszec osiągnął w środę 17 lipca. To efekt bardzo dobrych danych gospodarczych dotyczących inflacji w Stanach Zjednoczonych, która spada czwarty miesiąc z rzędu i zapowiedzi szefa FED Jerome’a Powella, że wobec takiej sytuacji obniżka stóp procentowych jest bardzo prawdopodobna.

Narzędzie FedWatch Tool, które prognozuje prawdopodobieństwo obniżki, wskazuje (zgodnie ze stanem z poniedziałku 22 lipca), że we wrześniu z ponad 96-procentową pewnością przyjdzie cięcie i stopy zostaną obniżone o kilka punktów. Ile dokładnie? Tego nie wiemy, natomiast szanse na to, że być przed końcem roku spotkamy się z drugą obniżką, również wzrosły.

W USA działo się także bardzo dużo, jeśli chodzi o wydarzenia na scenie politycznej. Najpierw, w sobotę 13 lipca, doszło do próby zamachu na Donalda Trumpa, który kilka dni później otrzymał oficjalną nominację jako kandydat Republikanów na prezydenta Stanów Zjednoczonych, a kandydatem na wiceprezydenta został J. D. Vance.

Z kolei w niedzielę 21 lipca z ubiegania się o reelekcję zrezygnował Joe Biden, ulegając presji, którą – po fatalnym występie urzędującego prezydenta podczas debaty z Donaldem Trumpa – wywierali na nim liderzy Partii Demokratycznej, kongresmeni i darczyńcy. Biden swoje poparcie przekazał wiceprezydent Kamali Harris.

Jak zwycięstwo Trumpa może wpłynąć na cenę złota?

Wybory w USA coraz bliżej, a to zawsze bardzo ważne wydarzenie dla rynków finansowych, na które skierowane są oczy całego świata. Czy zwiększające się prawdopodobieństwo, że Republikanie i Trump odzyskają stanowisko prezydenta może wpłynąć na rynek złota? Warto tutaj spojrzeć na analogię historyczną.

Gdy w 2016 roku Donald Trump zwyciężył w wyborczej walce po raz pierwszy, czwarty kwartał tamtego roku cechował się olbrzymim wzrostem popytu na kruszec. Dodajmy przy tym, że wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych zawsze wpływają dość pozytywnie na rynki – tuż przed samą elekcją i zaraz po niej.

Jeśli Donald Trump wygra ponownie, według jego zapowiedzi najprawdopodobniej zmieni się polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych wobec Ukrainy. To może doprowadzić do zmiany układu sił – USA nie będą pomagały Ukrainie w taki sposób, jak do tej pory, a większa odpowiedzialność za pomoc temu krajowi spadnie na Europę.

To z pewnością wywoła spore perturbacje, jeśli chodzi o sytuację na świecie, również o sytuację gospodarczą i będzie wpływało na większe niepokoje. A to z kolei może powodować duże zmiany również w cenie samego kruszcu. Eskalacja napięć geopolitycznych to bowiem zawsze paliwo napędzające wzrost notowań królewskiego metalu.

Może również zaostrzyć się polityka gospodarcza USA wobec Chin. To przecież właśnie Trump rozpoczął krucjatę przeciwko rozwojowi chińskiej gospodarki. To on wprowadził pierwsze cła i pierwsze obostrzenia gospodarcze, jeśli chodzi o współpracę z Państwem Środka. Jeśli kandydat Republikanów ponownie wygra, ta polityka może być kontynuowana.

Donald Trump zwrócił również uwagę Jerome’owi Powellowi, szefowi amerykańskiej Rezerwy Federalnej, żeby ten wstrzymał się przed wyborami z decyzjami odnośnie zmiany wysokości stóp procentowych. I zapowiedział, że jeśli tak się stanie, to być może pozwoli Powellowi dokończyć jego misję na stanowisku, które w tej chwili piastuje.

To bardzo mocna polityczna sugestia dla Jerome’a Powella i wskazówka, w jaki sposób Trump będzie chciał prowadzić swoją politykę. Usunięcie prezesa FED-u nie jest wcale takie proste, a decyzja nie należy wyłącznie do prezydenta. Ale takie sugestie, że może dojść do zmiany, mogą również zwiastować burzliwy sposób prowadzenia polityki kadrowej w USA.

Złoto po 2 600 USD już w przyszłym roku?

Tego typu sytuacje będą przekładać się na wzrost ryzyka na rynkach, co z kolei zawsze jest elementem sprzyjającym cenie złota. Wszelka niepewność działa korzystnie dla królewskiego kruszcu, a bank JP Morgan – biorąc pod uwagę wiele czynników – prognozuje, że w czwartym kwartale 2024 roku średnia cena uncji złota powinna sięgnąć 2,5 tys. dolarów.

To oznacza, że złoto już wkrótce może znowu pobić swoje all-time high, ustanawiając nowe rekordy. Co więcej, JP Morgan zakłada, że banki centralne będą dalej kupowały kruszec i wskazuje, że w przyszłym roku cena złota nie przestanie rosnąć. A w czwartym kwartale 2025 roku może oscylować już wokół pułapu 2 600 USD za uncję.

Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver.pl, Grupa Goldenmark

EBC bez zmian, Trump faworytem – euro czeka na PMI, dolar na retorykę Republikanów

Awersja inwestorów do ryzyka wsparła waluty safe haven – na szczycie zestawienia G10 znalazły się frank szwajcarski oraz jen japoński. Stracił za to złoty, który – w przeciwieństwie do innych walut regionu – osłabił się w minionym tygodniu względem euro.

Kluczowe punkty:

  • Pogorszenie rynkowego sentymentu doprowadziło do umocnienia JPY i CHF.
  • Rezygnacja Bidena ze startu w listopadowych wyborach nie miała dotąd większego wpływu na USD.
  • PBoC tnie stopy procentowe w celu ożywienia wzrostu gospodarczego.
  • EBC utrzymuje stopy procentowe na niezmienionym poziomie; Lagarde nie zdradza dalszych planów banku.
  • Polska inflacja bazowa na trzyletnich minimach; wzrost płac spowalnia.

Wzrost awersji do ryzyka na rynkach akcji, które w ciągu ostatnich tygodni silnie zyskiwały, wpłynął na dobre wyniki walut safe haven: franka szwajcarskiego i jena japońskiego. Tę drugą wsparła również kolejna bezpośrednia interwencja Banku Japonii, skutkująca ograniczeniem transakcji carry trade (w których środki pożyczone w walucie o niskiej stopie procentowej lokowane są w „wyżej oprocentowanych” instrumentach w innej walucie), co szczególnie mocno dotknęło waluty rynków wschodzących, w tym złotego. Tymczasem wydarzenia polityczne w USA w dalszym ciągu mają niewielki wpływ na rynek walutowy. Wiadomości o rezygnacji Joe Bidena z kandydatury w listopadowych wyborach i jego poparcie dla wiceprezydentki Kamali Harris zmniejszyły być może nieznacznie szanse Trumpa na reelekcję, ich wpływ na rynek walutowy był jednak dotąd marginalny, a kandydat Republikanów wciąż pozostaje zdecydowanym faworytem.

Rynek walutowy zwykle podczas letnich miesięcy charakteryzuje niższa zmienność. Ten tydzień przyniesie jednak istotne odczyty, co może nieco zmienić sytuację. Przyglądać się będziemy dynamice interwencji i transakcji stop-loss na jenie japońskim oraz wszelkim szczegółom dotyczącym polityki walutowej przedstawianym przez obóz Republikanów, reprezentowany przez Donalda Trumpa. W zakresie danych uwagę zwrócimy w kierunku środowej (24.07) publikacji lipcowych wskaźników PMI dla aktywności biznesowej dla głównych gospodarek, które przedstawią najbardziej aktualne trendy gospodarcze – w tym, być może, spowolnienie aktywności w Stanach Zjednoczonych. Tygodnia dopełnią odczyty z USA: dynamiki PKB w II kwartale (czwartek 25.07) i inflacji PCE w czerwcu (piątek 26.07).

PLN

Złoty znalazł się w ubiegłym tygodniu na samym dole zestawienia walut CEE, tracąc ok. 0,8% względem euro. Ruch ten przypisujemy awersji do ryzyka i ograniczeniu carry trade. Opublikowane w ostatnich dniach krajowe odczyty były mieszane. Produkcja przemysłowa wzrosła nieco w czerwcu po rozczarowującym maju. Większość danych wciąż wspiera jednak pogląd, że wzrost nie jest mocny, co – choć nie napawa może optymizmem – oznacza, że walka z inflacją powinna okazać się łatwiejsza.

Poza opublikowanym już dzisiaj nieimponującym odczytem sprzedaży detalicznej kalendarz na ten tydzień jest skąpy. Uwaga powinna skupić się na wieściach spoza kraju, w szczególności na czynnikach, które mogą mieć wpływ na rynkowy sentyment – ten pozostaje wyjątkowo istotny dla walut o wysokiej becie takich jak złoty.

EUR

Ubiegłotygodniowe, lipcowe posiedzenie EBC było nijakie i niemal całkowicie zgodne z oczekiwaniami rynkowymi, zakładającymi obok braku zmian stóp brak zmian w komunikacji. Prezeska Christine Lagarde nie zdradziła żadnych informacji dotyczących dalszych ruchów, stwierdzając, że kwestia wrześniowej decyzji jest „szeroko otwarta”. Uważamy, że najbardziej prawdopodobna ścieżka działań Rady Prezesów to ta wyceniana przez rynek: jeszcze dwa cięcia w 2024 r., najprawdopodobniej we wrześniu i grudniu.

W tym tygodniu uwaga skupi się na wskaźnikach PMI dla aktywności biznesowej w lipcu. Dane za czerwiec pokazały niespodziewany spadek, który mógł być spowodowany obawami związanymi z wyborami parlamentarnymi we Francji. Zgromadzenie Narodowe tkwi w impasie, a partia Marine Le Pen jest daleka od władzy, możliwe wydaje się więc zaskoczenie w górę, które wsparłoby euro.

USD

Większość drugorzędowych odczytów z USA, w tym produkcja przemysłowa oraz sprzedaż detaliczna z wykluczeniem samochodów i dane z rynku mieszkaniowego, była silniejsza, niż oczekiwano, co postawiło pod znakiem zapytania narrację o spowolnieniu gospodarczym. Największym wyjątkiem były cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych, które kontynuują ścieżkę w górę z bardzo niskich poziomów.

Ani odczyty, ani zawirowania polityczne nie mają dużego wpływu na oczekiwania dotyczące polityki monetarnej Fedu – inwestorzy spodziewają się cięcia we wrześniu i są rozdarci między jeszcze jednym lub dwoma cięciami przed końcem roku. Jako że kandydat Republikanów – Donald Trump – znajduje się na czele wyścigu, uważamy, że warto śledzić retorykę partii dotyczącą potencjalnego celowego osłabienia dolara. Jeśli jej przedstawiciele stronić będą od takich wypowiedzi, wygrana Trumpa powinna być naszym zdaniem korzystna dla amerykańskiej waluty.

GBP

Rynek wycenia na ok. 50% prawdopodobieństwo pierwszej obniżki stóp procentowych podczas sierpniowego posiedzenia Banku Anglii. Ubiegłotygodniowe dane o inflacji były nieco wyższe, niż oczekiwano, ich wpływ na funta został jednak zrównoważony przez rozczarowująca czerwcową sprzedaż detaliczną. Argumenty za cięciem lub utrzymaniem stóp procentowych na niezmienionym poziomie są zbalansowane. Może to wywołać wśród członków Komitetu gorącą dyskusję dotyczącą harmonogramu i tempa rozluźniania polityki monetarnej. Wciąż spodziewamy się w sierpniu cięcia, ostatnie odczyty makroekonomiczne zasiały jednak co do takiego ruchu ziarno niepewności.

Najważniejszym odczytem w tym tygodniu będą wskaźniki PMI, które powinny w dalszym ciągu wskazywać na zdrowy wzrost krajowego popytu. Zarówno jego odporność, jak i perspektywa lepszych relacji z Unią Europejską po zwycięstwie Partii Pracy w wyborach parlamentarnych pozwalają nam utrzymać optymistyczny pogląd na perspektywy funta bez względu na to, jaką decyzję podejmie w sierpniu Bank Anglii.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

GPW traci spółki. Inwestorzy wolą wycofanie z giełdy niż przejęcia

Ostatnie lata przyniosły spadek aktywności na rynku wezwań w Polsce. Coraz częściej inwestorzy decydują się na ogłoszenie wezwania z zamiarem wycofania akcji spółki z obrotu giełdowego, gdy już uzyskają kontrolny pakiet akcji – wynika z najnowszej analizy KPMG, która objęła 133 wezwań do sprzedaży akcji spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie w latach 2019-2023.

Analiza przeprowadzona przez KPMG objęła 133 wezwania, z których 122 zakończyło się sukcesem tj. wzywający zakupił przynajmniej część akcji objętych wezwaniem. W 37 przypadkach (tj. 30% z wezwań zakończonych sukcesem) inwestorzy nabyli kontrolny pakiet akcji w przejmowanym podmiocie. Średnia wartość udanego wezwania zakończonego przejęciem kontroli nad spółką wyniosła 830 mln zł, a średnia premia za kontrolę została oszacowana na poziomie 13,6%.

Czym jest premia za kontrolę?

Premia za kontrolę stanowi dodatkową premię, jaką inwestorzy są skłonni zapłacić za uzyskanie większościowego pakietu akcji, ponad cenę rynkową (wynikającą z kursu rynkowego). W związku z przejęciem kontroli, dodatkowa premia odzwierciedla wartość płynącą m.in. z kontroli nad możliwością dokonywania zmian w zarządzie oraz wpływem na politykę dywidendową.

Premia za kontrolę wyniosła 13,6%

W wyniku najnowszej analizy rynku wezwań w Polsce dokonanej przez KPMG, premia za kontrolę została oszacowana na poziomie 13,6%. Podstawą oszacowania była kalkulacja średniej arytmetycznej z median premii oferowanych przez wzywających ponad kursy akcji spółek objętych wezwaniami kolejno dzień, miesiąc, dwa miesiące oraz trzy miesiące przed datami wezwań.

W stosunku do poprzedniego badania obejmującego okres 2018-2022 premia za kontrolę zanotowała spadek w wysokości 1,3 p. p., powracając do poziomu sprzed 3 lat, który obejmował okres 2016-2020.

Do spadku premii za kontrolę w najnowszym badaniu przyczyniły się znacząco wezwania ogłoszone w 2023 roku – premie oferowane w poprzednich latach były zauważalnie niższe.

Nasza analiza pokazuje, że aktywność na rynku wezwań w Polsce w ostatnich latach uległa zmniejszeniu, a premia za kontrolę w 2023 roku była zauważalnie niższa w porównaniu z wcześniejszymi latami. Inwestorzy coraz częściej decydują się na wezwanie z zamiarem wycofania akcji z obrotu giełdowego, co w przypadku powodzenia zmniejsza liczbę spółek notowanych na warszawskim parkiecie – mówi Tomasz Wiśniewski, Partner w Dziale Deal Advisory, Szef Zespołu Wycen w Europie Środkowo-Wschodniej, KPMG w Polsce. Premie na GPW są obecnie istotnie niższe niż na wiodących giełdach światowych takich jak LSE, NYSE czy NASDAQ, gdzie wynoszą około 30% – dodaje.

Spadek premii za kontrolę może wskazywać, że inwestorzy bardziej skrupulatnie analizują potencjalne korzyści z przejęcia spółki i nie chcą przepłacać za synergie, które będzie trudniej zrealizować – dodaje Tomasz Regulski, Partner Associate w Dziale Deal Advisory, Szef Zespołu Wycen w KPMG w Polsce.

EBC nie zmienia stóp, awaria IT u giganta

Europejski Bank Centralny nie zaskoczył rynków. Dane z Polski, choć pozytywne to niemal zignorowane przez inwestorów. Dużą niespodzianką jest natomiast poważna awaria systemów IT jednej z głównych korporacji.

EBC nie zmienia stóp procentowych

Zgodnie z oczekiwaniami na wczorajszym posiedzeniu nie doszło do zmiany stóp procentowych. Zdaniem analityków nadal należy się spodziewać jednego cięcia o 0,25% w kwartale. Potwierdza to spekulacje, że we wrześniu stopy procentowe obniży zarówno EBC, jak i FED. Jak reagowały rynki? Biorąc pod uwagę, że dolar umacniał się po tej decyzji, można dojść do wniosku, że część inwestorów liczyła jednak na jeszcze bardziej ostrożne podejście banku. Na konferencji prasowej nie wydarzyło się jednak nic szczególnie zaskakującego. Wciąż pojawiają się głosy o presji cenowej, pomimo wciąż spadającego wskaźnika inflacji.

Dane z Polski

Wczorajsze dane z Polski wypadły całkiem obiecująco. Ceny produkcji sprzedanej spadły w skali roku o 6,1%. Produkcja przemysłowa wzrosła o 0,3%, niby niewiele, ale oczekiwano, że spadnie o 1,3%, więc to miła niespodzianka. Do tego poznaliśmy dane z rynku pracy. Przeciętne wynagrodzenie podskoczyło do 8 144,83 zł i prawdopodobnie mamy za sobą już miesiące z „7” z przodu. Pensje rosną obecnie średnio o 11%. Jeżeli to tempo wzrostu się utrzyma, to kwota 9 000 zł dla średniej płacy powinna być osiągnięta już w marcu 2025 roku. Warto jednak pamiętać, że dzieje się to podczas spadku zatrudnienia o 0,4% w skali roku. Przy takich ruchach często wzrost wynagrodzeń napędzany jest przez spadki zatrudnienia u najsłabiej zarabiających. Pomimo dobrych danych dla złotego kurs euro w dalszym ciągu oscyluje wokół 4,29 zł.

Awaria infrastruktury IT

Jeden z największych dostawców usług IT poinformował, że jedna z jego spółek zależnych ma poważne problemy. Nie znamy obecnie szczegółów, ale widzimy, że wiele podmiotów nie funkcjonuje normalnie. Stanęły niektóre lotniska, a nawet linie lotnicze. Rynki walutowe nie reagują na razie w przeciwieństwie do giełdy, gdzie zamieszane spółki dostały mocno po łapach. Warto natomiast zwrócić uwagę, że pomimo tego, że uziemiono potężną część lotów, dzisiaj cena ropy naftowej idzie w górę. Wydawać by się mogło, że skoro branża odpowiadająca w krajach OECD za ponad 7% konsumpcji surowca stanie, to powinno mieć to wpływ na rynkową równowagę. Jednak na rynku trwa korekta po wczorajszych spadkach.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – Kanada – sprzedaż detaliczna.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

NCBR zamyka program MeduM. 21,5 mln zł wraca do budżetu państwa

Ze względu na brak realizacji zakładanych celów, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w porozumieniu z Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Ministerstwem Edukacji Narodowej, podjęło decyzję o zakończeniu programu Multimedialna Edukacja Młodzieży (MeduM). 21,5 mln zł, które wróci do budżetu państwa, zostanie zagospodarowane w efektywny sposób, mogąc tym samym wesprzeć polską naukę w innych przedsięwzięciach.

Przedsięwzięcie Multimedialna Edukacja Młodzieży (MeduM) zostało zlecone Narodowemu Centrum Badań i Rozwoju do realizacji przez ministra właściwego ds. edukacji i nauki 14 marca 2022 r. MeduM miało służyć do stworzenia i upowszechnienia wśród uczniów w wieku 12-18 lat multimedialnych materiałów edukacyjnych oraz dydaktycznych, wspierających proces kształcenia w Polsce oraz umieszczenie ich na utworzonej na potrzeby tego działania platformie streamingowej VoD.

Eksperci oceniający powstałe w przedsięwzięciu materiały wskazywali, że te z nich, które uzyskały negatywną ocenę zawierały rażące błędy merytoryczne, językowe, były albo zbyt ubogie w środki wyrazu albo zbyt „przeładowane informacjami”, nieinnowacyjne oraz nie zostały dostosowane dla młodzieży ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, co stanowiło rażące naruszenie umowy.

W ocenie Ministerstwa Edukacji Narodowej nigdy nie było uzasadnienia utworzenia i rozwoju platformy MeduM. Zwracam uwagę, że już od kilku lat funkcjonuje „Zintegrowana Platforma Edukacyjna”, która pełni rolę centralnej, ogólnokrajowej platformy edukacyjnej. Jej zawartość i funkcjonalność są systematycznie wzbogacane i rozwijane. Na ZPE zamieszczono bezpłatne e-materiały do nauki od pierwszej klasy szkoły podstawowej aż do ostatniej klasy szkoły ponadpodstawowej – powiedziała dr Katarzyna Lubnauer, wiceministra Edukacji.

–  Od kiedy nadzór nad NCBR powrócił pod Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, weryfikujemy działanie instytucji, skuteczność procedur oraz zasadność prowadzonych programów. Pod naszym nadzorem, NCBR kontynuuje proces wdrażania zmian, aby nikt nie miał wątpliwości co do uczciwego działania instytucji. Przejawem tego jest decyzja o zamknięciu programu MeduM – mówi prof. dr hab. inż. Marek Gzik, wiceminister Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

NCBR rozwiązuje umowy z dwoma Wykonawcami, którzy mieli przygotować materiały multimedialne na platformę dotyczące obszaru I czyli Historii Polski oraz obszaru II czyli Historii sztuki, muzyki, literatury, teatru, sztuk plastycznych i architektury. Jednocześnie NCBR wzywa obu wykonawców do zwrotu całości przekazanych środków – wskazał prof. dr hab. inż. Jerzy Małachowski, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Platforma streamingowa VoD powstała, jednak nie mogła być „odebrana” przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ze względu na braki techniczne, na które wskazywali eksperci, wzywając wykonawcę do uzupełnień. Tym samym nie mogła być udostępniona użytkownikom, pomimo jej przedłożenia przez wykonawcę z końcem września 2023 r. Ostateczną decyzję co do wykorzystania platformy oraz materiałów podejmie Ministerstwo Edukacji Narodowej oraz Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Polacy coraz częściej dorabiają do etatu! Szukanie dodatkowych źródeł dochodu staje się normą

Pensja +. Sezon na „fuchy” w pełni. Polacy dorabiają do wynagrodzenia, a pracodawcy nie mogą im tego zabronić, ale..

Polacy coraz częściej szukają dodatkowych źródeł dochodu. Zainteresowanie tego typu pracą wzrosło w ciągu roku o 40%, a co 10 ogłoszenie rekrutacyjne pojawiające się obecnie na rynku dotyczy właśnie pracy dorywczej, wynika z analiz Grupy Progres. Największą popularnością tej formy zatrudnienia cieszą się oferty od firm z sektora handlu, HoReCa, logistyki oraz produkcji, a także różnego rodzaju usług i rolnictwa. Dorabianiem zainteresowanie są osoby młode, emeryci, ale też – coraz częściej pracownicy etatowi i freelancerzy. Głównym deklarowanym przez nich powodem jest chęć zarobku potęgowana rosnącymi kosztami życia i obawą o ich kolejny wzrost. Faktury grozy za prąd, gaz czy czynsz za mieszkanie i idący z nimi w parze brak oszczędności, sprawiają też Polacy chcą brać „fuchy” na dłużej. Zgodnie z prawem firmy nie mogą zabronić swoim pracownikom dorabiania. Od tej reguły są jednak pewne wyjątki.

Według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego, średnie wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw w Polsce wyniosło w maju 2024 r. – 8166,14 zł. To oznacza wzrost rok do roku o ponad 11% (z 7316,83 zł brutto w maju 2023). W górę poszły również wynagrodzenia minimalne – pierwsza podwyżka nastąpiła w styczniu – z 3600 zł brutto do 4242 zł brutto. Kolejna w lipcu, gdy najniższa krajowa wzrosła do 4300 zł brutto. W świetle nadchodzących zmian, od początku 2025 r. najniższa krajowa będzie wynosić 4626 zł brutto. Nie zmiana to faktu, że coraz więcej Polaków chce dorabiać do wynagrodzenia i szuka pracy dorywczej lub tymczasowej. Jak wynika z analiz Grupy Progres, pyta o nią obecnie co 10 kandydat szukający zatrudnienia, najchętniej w branży handlowej, HoReCa, logistyce oraz produkcji, a także w różnego rodzaju usługach i rolnictwie. Te branże zresztą najczęściej oferują zatrudnienie tego typu. Są więc naturalnym kierunkiem wyboru dla chętnych do poreperowania swojej kondycji finansowej.

Stacjonarnie, zdalnie, hybrydowo

Na rynku oferty zajęć dorywczych i tymczasowych pojawiają się praktycznie każdego dnia, tylko w tym miesiącu było ich ponad 12 tysięcy. Co – 10 z przeanalizowanych ogłoszeń rekrutacyjnych dot. pracy dodatkowej, w tym 12% oferowało zatrudnienie w modelu zdalnym, a 18% w hybrydowym. To etaty m.in. sprzedawców w sklepach internetowych, doradców klienta, zdalnych księgowych, wirtualnych asystentek czy korepetytorów oraz nauczycieli placówek w chmurze. Większość – 70% – przedsiębiorców oferuje „fuchy”, ale z uwagi na specyfikę danego stanowiska, charakter pracy i realizowane obowiązki wymaga obecności na miejscu.

Zainteresowanie dorabianiem, również w formie pracy tymczasowej rośnie i ten wzrost obserwujemy od dłuższego czasu. Tradycyjnie pik zgłoszeń od osób chętnych do takich zajęć obserwujemy zarówno w okresie wakacyjnym, jak i sezonie zimowym. Wtedy zwiększa się też liczba ofert pracy dorywczej. Dlatego, jeśli ktoś myśli o podreperowaniu budżetu to właśnie teraz jest na to dobry moment – mówi Monika Molisak-Siwiela z Grupy Progres. I dodaje, że w zależności m.in. od liczby godzin, które chce się poświęcić na dorabianie można zarobić od kilkuset złotych do nawet kilku tysięcy. Osoby poszukujące krótkofalowego zajęcia mogą zatrudnić się nawet na kilka godzin np. do prac inwentaryzacyjnych lub kilka dni (wykładanie towaru w sklepach). Na zainteresowanych dłuższą formą dorabiania, a takich kandydatów zdecydowanie przybywa, czekają oferty pracy na kilka tygodni lub miesięcy. Oferuje je m.in. branża HoReCa, budowlanka, handel, logistyka czy sektor rolniczy.

Od kilkudziesięciu złotych w górę

Wynagrodzenie możliwe do osiągnięcia zaczyna się w już od kwoty 28,10 zł brutto/godz. w przypadku ofert w handlu, logistyce, transporcie oraz w gastronomii. Średnio stawka w tych sektorach wynosi ok. 30 zł brutto/godzinę. Przy zaangażowaniu weekendowym tj. 2 dni w tygodniu po 8 godzin, pensja wyniesie ok. 1920 zł brutto. Więcej można zarobić np. w przypadku wynagrodzeń akordowych w sektorze rolniczym, gdzie jedną z najlepiej płatnych ofert jest m.in. zbieranie borówek. Rekordziści w ciągu miesiąca są w stanie zrobić nawet 7-8 tys. zł. Jednak to praca, która wymaga większej aktywności niż tylko ta weekendowa. Prace hybrydowe i zdalne dają możliwość zarobku w wysokości kilku tysięcy złotych. Nauczyciele zajęć odbywających się online mogą zarobić od 2 do 5 tys. zł. Podobne średnie wynagrodzenia oferowane są też doradcom klienta czy sprzedawcom (wysokość pensji zależy m.in. od rodzaju podpisanej umowy, liczby przepracowanych godzin czy wyników).

Chętnych nie brakuje. O możliwość pracy dodatkowej czy tymczasowej pytają już nawet niepełnoletni uczniowie, ale też absolwenci szkół średnich oraz studenci – dominujący wśród osób chętnych do pracy dorywczej. Jednak zgłasza się też sporo emerytów, a także osób mających stały etat i liczących na dodatkowe źródło dochodu. Niektórzy np. osoby z sektora edukacji wykorzystują wakacje na pracę dodatkową, bo mają wtedy wolne, inni specjalnie biorą urlop, żeby dorobić. Jest też grupa, która łączy pracę dodatkową ze stałym etatem i z jednego miejsca zatrudnienia udaje się w kolejne. Przełożony nie może im tego zabronić, ale od tej reguły są pewne wyjątki – podkreśla Monika Molisak-Siwiela z Grupy Progres.

Szef nie pozwala dorabiać

W Polsce zgodnie z Kodeksem Pracy, przełożony nie może zabronić osobie zatrudnionej podejmowania dodatkowej pracy dla innego pracodawcy lub zleceniodawcy. Oznacza to, że pracownik ma prawo do dodatkowego zatrudnienia, o ile nie koliduje to z jego obowiązkami wynikającymi z głównej umowy o pracę. Pracodawca może jednak zakazać działalności konkurencyjnej pracownika – np. w firmie o tym samym profilu i rywalizującej o podobną grupę klientów – pod warunkiem, że zakaz ten jest sformułowany na piśmie w formie umowy o zakazie konkurencji.

Co więcej, pozostawanie w stosunku pracy z innym pracodawcą lub świadczenie pracy na podstawie innych form zatrudnienia m.in. praca dodatkowa, nie może być powodem wypowiedzenia umowy o pracę, lub jej rozwiązania bez wypowiedzenia, przygotowań do wypowiedzenia lub rozwiązania umowy bez wypowiedzenia, działań mających skutek równoważny z rozwiązaniem umowy o pracę.

W przypadku urzędników ograniczenia w zakresie równoległego zatrudnienia mogą wynikać z odrębnych przepisów, jak na przykład art. 80 ustawy o służbie cywilnej, który wymaga pisemnej zgody dyrektora generalnego urzędu na dodatkowe zatrudnienie członka korpusu służby cywilnej. Ponadto, taka osoba nie może wykonywać czynności sprzecznych z obowiązkami wynikającymi z ustawy lub podważających zaufanie do służby cywilnej.

Regulacje dotyczące równoległego zatrudnienia nie zwalniają pracowników z obowiązku rzetelnego wykonywania swoich podstawowych obowiązków. Pracodawca nie może jednak karać pracownika za samo podjęcie dodatkowego zatrudnienia lub innej działalności zarobkowej, chyba że negatywnie wpływa to na jakość jego pracy. W przypadku jej obniżenia lub rażących błędów, które są pokłosiem drugiego – dodatkowego etatu – pracownik ponosi odpowiedzialność za niewłaściwe wykonywanie swoich obowiązków zgodnie z ogólnymi zasadami i może być nawet za to zwolniony.

Praca dorywcza i tymczasowa przynosi szereg korzyści zarówno firmie, jak i pracownikom. Ważne jest jednak, by poinformować dotychczasowego przełożonego o podjęciu dodatkowego etatu. Choć w większości przypadków nie ma obowiązku zgłaszania tego faktu, to jednak jest to zalecane działanie, aby uniknąć potencjalnych konfliktów – zaznacza Monika Molisak-Siwiela z Grupy Progres.Czasem takie posunięcie może uświadomić przełożonemu, że jego zespół szuka fuch, bo pensje nie starczają im na wszystkie wydatki. Taka informacja może być dla firmy impulsem do podwyższenia wynagrodzeń w obawie przed utratą fachowców i może sprawić, że nie będzie już potrzeby dorabiania do wypłaty – podsumowuje Monika Molisak-Siwiela.

Czytanie wraca do łask! Znów opłaca się inwestować w kalendarze książkowe dla firm!

Kalendarze książkowe to idealne połączenie użyteczności i estetyki. Są nie tylko praktycznym narzędziem do planowania i organizacji, ale również stanowią efektywne narzędzie promocyjne. Dzięki swojej formie mogą pełnić funkcję notatnika, dziennika oraz tradycyjnego kalendarza, co sprawia, że są wszechstronne i wygodne w użyciu. 

Kalendarze książkowe, czyli połączenie funkcjonalności i skutecznej strategii marketingowej

Kalendarze książkowe są niezastąpionym narzędziem do organizacji zarówno w środowisku biznesowym, jak i domowym. Cieszą się popularnością wśród osób preferujących tradycyjne metody planowania i organizacji. Pomagają utrzymać porządek oraz zwiększyć efektywność, umożliwiając notowanie istotnych informacji oraz kontrolowanie harmonogramu ważnych spotkań i wydarzeń bez konieczności włączania komputera bądź aplikacji w telefonie. Firmowe kalendarze książkowe wyposażone są w wiele funkcjonalnych dodatków, takich jak notatnik, mapa stref czasowych, oświadczenie o wypadku drogowym, plan urlopowy oraz skrócony terminarz miesięczny. 

Kalendarze papierowe oferują możliwości personalizacji, które mogą obejmować dodanie logo firmy, zdjęć produktów oraz danych kontaktowych. Codzienne korzystanie z kalendarza sprawia, że Twoje logo i komunikaty marketingowe są regularnie widoczne, budując świadomość marki i utrwalając jej obecność w umyśle klientów. To również doskonała okazja do podziękowania za współpracę oraz przypomnienia o nadchodzących wydarzeniach. 

Eleganckie kalendarze książkowe w różnych kolorach

Kalendarze książkowe tygodniowe lub dzienne – zamów online! 

Kalendarze można łatwo zamówić bez wychodzenia z domu, ponieważ w Internecie działa wiele drukarni produkujących kalendarze firmowe – książkowe, ścienne oraz biurkowe. Większość firm drukarskich oferuje kompleksową obsługę i indywidualne projektowanie graficzne. Na stronie CSK Kalendarze dostępny jest prosty w obsłudze konfigurator, a w nim możliwość wyboru formatu, układu, rodzaju oprawy oraz koloru – sprawdź pełną ofertę kalendarzy książkowych od CSK Kalendarze. Zamówienie w CSK Kalendarze jest proste, szybkie, a Ty zyskujesz gwarancję wysokiej jakości produktów oraz terminowej realizacji.

Nie masz pomysłu na prezent firmowy? Kalendarze z logo to doskonały wybór! 

W okresie Bożego Narodzenia wiele firm organizuje świąteczne spotkania z pracownikami. Jest to doskonała okazja, aby złożyć sobie życzenia i obdarować współpracowników firmowymi prezentami. Kalendarze książkowe z logo zapakowane w eleganckie torby są idealnym pomysłem na świąteczny upominek.

Kalendarz książkowy z tłoczeniem 

Zamówienie kalendarzy książkowych dla firm to inwestycja, która przynosi liczne korzyści. Przede wszystkim wspierają organizację pracy i zarządzanie czasem, umożliwiając pracownikom notowanie ważnych terminów, spotkań i zadań, co zwiększa produktywność. Personalizowane okładki z logo firmy, danymi kontaktowymi i hasłem reklamowym służą jako subtelna, ale skuteczna forma reklamy. Ponadto klienci i partnerzy biznesowi, którzy otrzymają taki kalendarz, będą mieli nazwę i logo firmy zawsze w zasięgu wzroku, co zbuduje pozytywny wizerunek i wzmocni rozpoznawalność marki.

 

Rekordowy budżet Ekstraklasy na startujący sezon 2024/25

Na sezon 2024/25, który rusza już 19 lipca, Ekstraklasa zabudżetowała wypłaty dla klubów i PZPN o łącznej wartości 290 mln zł. Największa część, bo aż 280 mln zł, trafi do klubów uczestniczących w rozgrywkach, zaś 10 mln zł do PZPN. Najwyższy w historii budżet Ekstraklasy zatwierdziła Rada Nadzorcza. Kluby otrzymały już z ligi po 3,5 mln zł w ramach pierwszej wypłaty, w tym 1 mln na dofinansowanie szkolenia dzieci i młodzieży.

– W PKO Bank Polski Ekstraklasie trwają intensywne przygotowania do sezonu 2024/25, więc chcieliśmy jak najszybciej, jeszcze przed startem ligi, przekazać klubom pierwszą transzę. Łącznie to 63 mln zł z kwoty stałej, która jest dzielona równo między kluby. Nasz roczny plan budżetowy został ustalony na poziomie rekordowej wypłaty z poprzedniego sezonu z uwzględnieniem przychodów, których się spodziewamy ze scentralizowanych praw mediowych i marketingowych. W nowy sezon wchodzimy bowiem z obowiązującym do 2026/27 kontraktem mediowym z Canal+ i wypełnioną piramidą sponsorską, z PKO Bankiem Polskim oraz marką LOTTO na szczycie. Sprzedaż zagranicznych praw mediowych i wpływy za licencje bukmacherskie dodatkowo wzmacniają budżet. Jak co roku, i w sezonie 2024/25 zostanie przekazanych bezpośrednio klubom 18 mln zł, czyli po 1 mln zł dla każdego klubu. Dodatkowo, zgodnie z przyjętym modelem podziału, a także uzgodnieniami z PZPN, spółka zabudżetowała 7 mln zł z przeznaczeniem na współfinansowanie programu Pro Junior System. Środki zasilające rozwój piłki młodzieżowej pochodzą z kontraktu z PKO Bank Polski, krajowych praw bukmacherskich i kar dyscyplinarnych z ubiegłego sezonu  – zapowiada Marcin Animucki, prezes Ekstraklasy SA.

Środki dla klubów zostaną podzielone według tego samego modelu, jaki zastosowano w sezonie 2023/24. Połowa z 280 mln zł to dzielona równo tzw. kwota stała. Według wyników sportowych bieżącego sezonu zostanie rozdysponowane 33,5% pieniędzy, a 14% według rankingu historycznego. Pozostałe 2,5% to część, którą Ekstraklasa przekaże na program Pro Junior System.

– Rekordowy kontrakt mediowy na łączną wartość 1,3 mld zł, coraz wyższe wpływy z kontraktów marketingowych i w efekcie rosnące wypłaty dla klubów, a jednocześnie kolejne rekordy frekwencji na stadionach i awans w rankingu UEFA – to wszystko oznacza, że PKO Bank Polski Ekstraklasa jest nie tylko najbardziej wartościową ligą w Polsce, ale też najszybciej rosnącą ligą piłkarską w Europie od czasów pandemii. Solidne zaplecze finansowe, na które pracujemy w Ekstraklasie, to ważny czynnik sportowego rozwoju. Poprzedni sezon przyniósł pod tym względem wiele emocji. Wierzę, że najbliższe rozgrywki, które startują już 19 lipca, będą nie mniej pasjonujące i dadzą nam wszystkim nowe powody do dumy – mówi Marcin Animucki.

Przełomowe wyniki eksperymentu przeprowadzonego przez polskich naukowców. Czy czeka nas rewolucja w transplantologii?

To był prawdopodobnie jeden z najbardziej skomplikowanych i zaawansowanych technologicznie zabiegów, jaki obecnie przeprowadza się w naszym kraju w ramach badań przedklinicznych i klinicznych – tak o operacji autotransplantacji nerki mówi prof. dr hab. n. med. Maciej Kosieradzki z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Zespół pod jego kierownictwem przeszczepił narząd, który przez około 30 minut pozostawał bez krążenia a następnie przechowywany był przez 12 godzin w temperaturze nieco tylko niższej od normalnej temperatury ciała. Bez użycia krwi.

Na świecie każdego roku przeprowadza się około 100 tys. przeszczepów nerek, w tym w Polsce około tysiąca. Jest to kropla w morzu potrzeb – według Światowej Organizacji Zdrowia na nowy narząd czeka nawet pół miliona chorych, a wkrótce może być ich jeszcze więcej.

Nerki do przeszczepów mogą być pobrane zarówno od żywych dawców jak i od zmarłych. W tej drugiej grupie większość, bo 9 na 10 przypadków, stanowią pacjenci, u których stwierdzono śmierć mózgu. W niektórych krajach nawet 40 proc. organów pobieranych jest od osoby, u której doszło do nieodwracalnego zatrzymania akcji serca. W Polsce ten obszar zupełnie nie jest wykorzystany. Problemem jest czas na pobranie organu do przeczepienia i okres braku efektywnego przepływu utlenowanej krwi przez narządy.

Tzw. złote standardy, które obowiązują od czterech dekad, zalecają włożenie pobranego organu do lodu, czyli tzw. statyczne chłodzenie. W takich warunkach dobry jakościowo narząd może być przechowywany relatywnie bezpiecznie kilka godzin (w wypadku nerki nawet do 24 godzin). Niestety metoda ta ma wiele ograniczeń – nie tylko nie pozwoli na jego regenerację, szczególnie gdy pozostawał on w organizmie dawcy niedotleniony dłużej niż kilka minut, ale nawet nie zatrzyma procesu jego obumierania z powodu niedokrwienia. Nic więc dziwnego, że od lat naukowcy na całym świecie szukają sposobu, jak wydłużyć czas przydatności organów do przeszczepów oraz zmniejszyć uszkodzenie do jakiego dochodzi po ustaniu krążenia.

Odpowiedzią na te potrzeby współczesnej transplantologii ma być innowacyjny system NanOX, opracowywany przez specjalistów z NanoGroup S.A.

NanOX to kompleksowy i autorski system urządzeń oraz innowacyjnych płynów do pozaustrojowego przechowywania, a także regeneracji organów do przeszczepienia, który powstał w naszym warszawskim laboratorium – tłumaczy Piotr Mierzejewski, dziś wiceprezes spółki, wcześniej związany m.in. z branżą farmaceutyczną. – Tworzą go: płyn perfuzyjny NanOX 4K, uniwersalne urządzenie perfuzyjne NanOX Recovery Box, monitorujące funkcje życiowe narządu oraz autorski protokół perfuzji.

Przydatność rozwiązania potwierdzono szeregiem eksperymentów, ostatni z nich z 2023 r., zakończył się udaną perfuzję nerki, która trwała ok. 6 dób. Przygotowywały one zespół badawczy pod kierownictwem prof. dr. hab. n. med. Macieja Kosieradzkiego z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, prezesa Polskiego Towarzystwa Transplantologicznego, do najważniejszego testu, czyli operacji autotransplantacji, która odbyła się w lipcu 2024 r.

To był prawdopodobnie jeden z najbardziej skomplikowanych i zaawansowanych technologicznie zabiegów, jaki obecnie przeprowadza się w naszym kraju w ramach badań przedklinicznych i klinicznych. Jednocześnie należy podkreślić, że jako pierwsi z powodzeniem wykonaliśmy zabieg autotransplantacji nerki z wykorzystaniem syntetycznego płynu prezerwacyjnego pozbawionego hemoglobiny w warunkach subnormotermii. W praktyce była to udana próba przedkliniczna, ale pacjentem nie mógł być jeszcze człowiek, więc przeprowadziliśmy ją u świni domowej – tak o eksperymencie mówi prof. Kosieradzki, który pracę przy projekcie łączy z obowiązkami kierownika Kliniki Ogólnej i Transplantacyjnej w Szpitalu Klinicznym Dzieciątka Jezus.

Eksperyment polegał na pobraniu jednej nerki od zwierzęcia po 30-minutowym zatrzymaniu krążenia, przeprowadzeniu jej perfuzji płynem NanOX i z wykorzystaniem urządzenia NanOX Recovery Box w warunkach pozaustrojowych w subnormotermii, tj. w temperaturze 25 stopni Celsjusza, przez 12 godzin.

Technologia ta, w połączeniu z unikalnym płynem NanOX 4K, który wykorzystuje nanocząsteczki, by dostarczać tlen do organu i odbierać dwutlenek węgla, umożliwia dostarczanie organowi niezbędnych substratów do metabolizmu, natlenienia i odżywiania. W praktyce oznacza to, że nerka przez cały ten czas nie tylko zachowała swoją przydatność do przeszczepienia, ale również zachodziły w niej procesy regeneracji.

W kolejnym etapie, po tym jak badacze usunęli drugą nerkę, wszczepili zwierzęciu organ, który wcześniej poddano perfuzji pozaustrojowej. Następnie, przez kolejne dwa tygodnie, prowadzono intensywną obserwację, monitorując stan zdrowia „pacjentki” i funkcjonowanie przeszczepionej nerki.

Już w ósmej dobie po zabiegu zwierzę uzyskało pełną sprawność, podobnie jak przeszczepiona nerka, co zresztą potwierdziły wyniki badań biochemicznych – wspomina dr hab. n. biol. Inż. Jarosław Woliński z PAN.

Udana autotransplantacja to ważny krok w kierunku komercjalizacji systemu NanOX, uważa Piotr Mierzejewski. – Wyniki naszego eksperymentu otwierają nowe możliwości w dziedzinie transplantologii. Udowodniliśmy, że nasz system nie tylko pozwala przechowywać organy znacznie dłużej, ale też umożliwia ich regenerację, a kto wie, czy w przyszłości także leczenie – ocenia wiceprezes NanoGroup S.A.

Prof. Kosieradzki wierzy, że to przełomowe odkrycie może wkrótce stać się standardem w leczeniu pacjentów oczekujących na nowe organy. – Opracowane przez NanoGroup rozwiązanie to prawdziwa rewolucja. Możliwość utrzymywania organów w warunkach pozaustrojowych przez wiele dni i ich jednoczesnej regeneracji, pozwoliłoby znacznie zwiększyć liczbę wykonywanych transplantacji. To szansa, na którą od lat czekają dziesiątki tysięcy pacjentów na całym świecie – mówi ekspert.

Udana autotransplantacja to kolejny z kroków milowych, jakie znalazły się w strategii NanoGroup S.A. na lata 2023 – 2025. Przed zespołem teraz czas na kolejne testy, a także certyfikację rozwiązania. – Stąd już niedaleka droga do komercjalizacji projektu – podsumowuje Mierzejewski.

Globalna awaria Microsoftu i CrowdStrike

Media od rana donoszą o globalnej awarii systemów Microsoft i aktualizacji oprogramowania CrowdStrike , która spowodowała zakłócenia i problemy w wielu branżach.

Poniżej komentarze ekspertów cyberbezpieczeństwa na ten temat:

Paweł Jurek – DAGMA Bezpieczeństwo IT:

Crowdstrike stosunkowo późno wszedł na rynek dostawców cyberbezpieczeństwa. Wraz z kilkoma innymi amerykańskimi firmami budował przekaz, że jest rozwiązaniem zupełnie nowej generacji i tą marketingową narracją chciał odróżnić się od graczy, którzy już wcześniej działali na rynku. Poważna awaria, która przydarzyła się dzisiaj pokazuje, że ten dostawca miewa problemy zupełnie podobne do innych graczy. Dostawcy systemów cyberbezpieczeństwa mają bardzo trudne zadanie aktualizowania swoich rozwiązań w coraz bardziej zmieniającym się środowisku. Zwykle przed wydaniem każdej aktualizacji prowadzone są drobiazgowe testy. Niestety, jeśli proces testów wewnętrznych nie wyłapie błędu – może dojść do poważnych problemów. Błąd w jednej poprawce zatrzymuje kolejne systemy. Ponieważ większość z nich działa już w chmurze w sieci ścisłych wzajemnych połączeń – awaria jednego systemu powoduje awarię kolejnego. I mamy efekt lawiny, który właśnie obserwujemy.

– Zwykle dostawcy wydając aktualizacje swoich rozwiązań stosują też strategię „rozpraszania ryzyka”. Poprawka dystrybuowana jest najpierw na małą grupę klientów i sprawdzana jest ilość zgłaszanych problemów. Jeśli ilość zgłoszeń nie rośnie – aktualizacja jest rozsyłana dalej. W przypadku dostawców chmurowych, którzy dostarczają ujednoliconą platformę, takie „rozpraszanie ryzyka” jest bardziej skomplikowane. Problemy tego typu przydarzają się dostawcom, jednak zwykle udaje im się ograniczyć „straty” do małego grona klientów, którzy mają problem. W tym wypadku niepokoi skala awarii. Z pewnością cała branża cybersecurity będzie analizować tę sytuację, aby wyciągnąć wnioski dla siebie.

Kamil Sadkowski, analityk laboratorium antywirusowego ESET.

Globalna gospodarka coraz bardziej polega na rozwiązaniach informatycznych, które nigdy nie były i nigdy nie będą pozbawione w 100% błędów w oprogramowaniu. Mowa zarówno o potencjalnych błędach, których objawów jeszcze nie zaobserwowano jak i tych niefortunnie, przypadkowo przed momentem wprowadzanych przez dostawców oprogramowania, powodujących w krótkim czasie rozległe i dotkliwe awarie.

Tego typu sytuacja na pewno nie jest ostatnią. Im bardziej polegamy na rozwiązaniach technologicznych, tym częściej możemy spodziewać się, że w pewnych sytuacjach odmówią posłuszeństwa. Biorąc pod uwagę, że duża część gospodarki korzysta i polega w zasadzie na niewielkiej grupie globalnych dostawców oprogramowania i usług, to błąd wprowadzony przez jednego takiego globalnego dostawcę może spowodować szereg rozległych problemów w rozmaitych gałęziach gospodarki.

Specyfika tak zbudowanego ekosystemu teleinformatycznego sprawia, że podobne sytuacje mogą potencjalnie przekładać się niestety, w skali makro – na funkcjonowanie całych sektorów czy nawet Państw, a w skali mikro – na bieżącą działalność firm, których usługi w części, lub w całości uzależnione są od dostępu do infrastruktury dostawców.

Z kolei, gdyby okazało się, że źródłem tej awarii jest atak hakerski, mielibyśmy do czynienia z bardzo drobiazgowo zaplanowaną i precyzyjnie wycelowaną akcją. Na pewno trzeba uważnie przyglądać się tej sytuacji.  – komentuje Kamil Sadkowski, analityk laboratorium antywirusowego ESET.

Między wyborem a koniecznością. Młodzi mieszkają z rodzicami, bo nie liczą na kredyt

Tylko 24 proc. gniazdowników uważa, że w obecnej sytuacji gospodarczej ma szansę otrzymać kredyt na zakup pierwszego mieszkania. Jednak, jak wynika z badania Otodom, już 40% pozytywnie patrzy w przyszłość, liczy na zmiany na rynku i pomoc w sfinansowaniu wymarzonego M. Jak wypada polski gniazdownik na tle innych krajów Unii Europejskiej? Czy gniazdowanie to mus czy może wybór oraz czy kredyt na start to realna pomoc dla młodych ludzi na rynku mieszkaniowym?

Jak wynika z badania Eurofound, czyli Europejskiej Fundacji na rzecz Poprawy Warunków Życia i Pracy, mieszkańcy krajów Unii Europejskiej, którzy mieszkają z rodzicami stanowią 42 proc. osób w wieku 25-29 lat oraz 20 proc. mających od 30 do 34 lat. Co jest istotne, znaczna część ludzi młodych, będących w wieku produkcyjnym, nadal mieszka w domu rodzinnym, nawet jeśli są zatrudnieni. Różnice wśród krajów unijnych są bardzo duże. Wystarczy porównać na przykład Finlandię i Szwecję, gdzie tylko 2 proc. młodych pracujących mieszka z rodzicami. Na drugim biegunie jest Chorwacja z 65 proc. poziomem gniazdowników (osób w wieku 25-34 lata, mieszkających z rodzicami) i Słowacja (60 proc.). Jak na tym tle wypada Polska? Powyżej średniej unijnej. Zbadano, że w Polsce w 2022 roku 42 proc. młodych ludzi w wieku 25-34 lata, którzy pracowali, mieszkali nadal ze swoimi rodzicami. To tak samo jak w Hiszpanii. W Niemczech i we Francji odsetek takich osób stanowił 12 proc., W Irlandii 40 proc, we Włoszech 48 proc., a w Portugalii i Grecji odpowiednio 52 proc. i 57 proc. Dodatkowo najnowsze dane Głównego Urzędy Statystycznego pokazują, że polskich gniazdowników jest 1,7 miliona[2], z czego 63 proc. pracuje zawodowo. Zatem co trzecia osoba w wieku produkcyjnym mieszka z rodzicami. Co za tym stoi?

Mieszkanie z rodzicami zapewnia młodym ludziom poczucie bezpieczeństwa. Z ankiety Życie i praca w UE przeprowadzonej wiosną 2023 roku wynika, że wśród ludzi młodych, będących w domu rodzinnym, mniejszy odsetek stanowią osoby, które boją się utraty miejsca zamieszkania niż u tych, którzy mieszkają samodzielnie. Zatem optymalizacja kosztów życia razem jest znaczącym czynnikiem determinującym decyzję o nie wyprowadzaniu się z domu. Potwierdzają to również badania w ramach projektu Szczęśliwy dom. Najnowszy raport „Mieszkanie na osi czasu” wskazuje, że na czele listy powodów gniazdowania są między innymi trudności finansowe (38 proc. wskazań), a także możliwość oszczędzania dzięki mieszkaniu z rodziną (35 proc. wskazań). Choć pamiętajmy, że nie są to nie jedyne przyczyny przebywania z rodzicami pod jednym dachem.

– Rzeczywiście sytuacja na rynku mieszkaniowym, biorąc pod uwagę skokowe wzrosty cen lokali wywołanych ​ choćby przez ostatni program rządowych dopłat Bezpieczny kredyt, może być wyzwaniem dla ludzi młodych, którzy myślą o swoim pierwszym własnym mieszkaniu. Na horyzoncie mamy kolejny, zapowiadany już od dawna projekt subsydiów, czyli Kredyt na start. Z pewnością będzie to program popytowy, więc może wpłynąć na ceny mieszkań, choć już nie w takim stopniu jak jego poprzednik. Co to oznacza dla młodych ludzi, planujących wyprowadzkę z domu rodziców? Ceny mieszkań nie spadną, ale ewentualne skorzystanie z dopłat może ułatwić im podjęcie decyzji o zakupie pierwszej nieruchomości. Na pewno powinni monitorować rynek mieszkaniowy, aby lepiej rozumieć zjawiska, jakie na nim zachodzą – komentuje Agata Stachowiak, ekspertka rynku nieruchomości.

Gniazdownicy z wyboru

W Polsce średni wiek, kiedy opuszczamy dom rodzinny, to nieco ponad 27 lat wobec 28,2 w 2022 roku. Najszybciej z gniazda wybywają Finowie (21 lat), a najpóźniej Chorwaci (więcej niż 31 lat). Tegoroczne badanie GUS potwierdza, że liczba gniazdowników zmniejszyła się o 300 tys. osób w latach 2018-2022. Młodzi ludzie raczej dążą do samodzielności. Jednak decyzja o pozostaniu w domu rodzinnym nie zawsze jest podyktowana finansami. Autorzy badania Eurofound wnioskują, że w krajach Europy Południowej i Wschodniej więzi rodzinne są bardzo silne, a wsparcie dla młodych ludzi na rynku mieszkaniowym ze strony rządu dość niskie. Stąd między innymi młodzi dłużej zostają w domach.

Kwestie relacji z bliskimi zbadał także Otodom. W najnowszym raporcie „Szczęśliwy dom. Mieszkanie na osi czasu” wśród powodów gniazdowania na trzecim miejscu jest stały dostęp do kontaktu z bliskimi – tak deklarowało 34 proc. badanych oraz dobre relacje z rodzicami (32 proc.) i bliskość i mocne więzi rodzinne (29 proc.). Dla wielu bycie gniazdownikiem to wybór a nie konieczność. Możemy śmiało mówić o gniazdownikach nie jako osobach, którym się nie powiodło, tylko takich, którzy często świadomie wybierają mieszkanie z rodzicami, równocześnie prowadząc, zaprojektowane po swojemu, dorosłe życie. Nie oznacza to, że nie planują niezależności mieszkaniowej. Raport jednoznacznie wskazuje, że 47% osób w wieku 25-34 lata żyje z rodzicami z własnej woli, a nie przez sytuację finansową, mimo to ponad połowa chce wyprowadzić się, jeśli tylko będzie to możliwe. Strategia gniazdowania z wyboru może być okresem przejściowym, przygotowującym młodych ludzi do pełnej samodzielności realizowanej w sposób przemyślany i bezpieczny, jeśli chodzi o realia rynkowe.

Gniazdownicy a realia mieszkaniowe

Według Eurostat, unijnego urzędu statystycznego, Polska jest obecnie liderem wzrostu cen mieszkań w Europie. Podczas gdy wykresy Niemiec, Francji czy Włoch rysują się sinusoidalnie z dołkami i pikami, w Polsce ceny niemal nieprzerwanie rosną od ponad 10 lat. Znaczący wzrost nastąpił od 2020 roku, a w ostatnich kwartałach zjawisko rosnących cen nabrało na sile. Według danych Otodom Analytics średnia stawka za metr kwadratowy mieszkania z rynku deweloperskiego w Warszawie to 17,5 tys. zł. Dla porównania w Krakowie to niespełna 16 tys. zł, we Wrocławiu nieco ponad 14 tys. zł, podobnie jest w Trójmieście, a w Katowicach i Poznaniu ceny oscylują wokół 12 tys. zł. Łódź jest teoretycznie najtańszym miastem, jeśli poszukujemy mieszkania od dewelopera, ale tutaj kwoty za metr kwadratowy nowego lokalu rosną najszybciej i sięgają już 11 tys. zł.

Rynek wtórny również się ceni. Choć w ujęciu miesięcznym zauważalna jest obecnie lekka stabilizacja cen i zmniejszenie się dynamiki wzrostów, a podaż przewyższa popyt, to zdarzają się sytuacje, gdy mieszkanie od poprzedniego właściciela jest droższe niż nowe. Tak jest na przykład w Warszawie, gdzie średnia stawka za metr kwadratowy na rynku wtórnym wynosi ponad 18,5 tys. zł. W pierwszym półroczu 2024 roku ceny ofertowe mieszkań z rynku wtórnego podniosły się we wszystkich analizowanych przez Otodom Analytics miastach poza Chorzowem. Od początku roku ceny ofertowe mieszkań z rynku wtórnego na 7 głównych rynkach podniosły się najbardziej w Katowicach (+7%) – z blisko 8,6 do 9,2 tys. zł/mkw. – i w Warszawie (+5%), z 17,9 tys. zł do prawie 18,8 tys. zł/mkw. We Wrocławiu, Krakowie, Poznaniu, Łodzi i Gdańsku podwyżka od stycznia wyniosła 3-4%. We Wrocławiu za metr kwadratowy trzeba aktualnie zapłacić średnio 13,6 tys. zł, w Krakowie 16,9 tys. zł, w Poznaniu 11,7 tys. zł, w Łodzi 8,7 tys. zł, a w Gdańsku prawie 15,7 tys. zł.

W nabyciu mieszkania może pomóc program dopłat rządowych kredyt #naStart, jednak ten, stymulując popyt, może także lekko podbić stawki wyjściowe zarówno na rynku wtórnym, jak i deweloperskim.

Szansa na tańszy najem

Zgodnie z najnowszymi deklaracjami rządu program #naStart uwzględnia to, że o preferencyjne finansowanie będą mogli ubiegać się także single, czyli osoby żyjące samotnie. Warunkiem jest między innymi wiek – będą to osoby, które nie ukończyły jeszcze 35 lat i nie mają dzieci. Co więcej, projekt obejmuje kryterium dochodowe i w przypadku wniosków złożonych do 31 grudnia 2025 roku dla singli będzie to 7 tysięcy zł netto miesięcznie. Natomiast nie będzie kryterium ceny za metr kwadratowy mieszkania, które będzie finansowane tanim kredytem. Pozostaje limit dotyczący metrażu. Na przykład singiel będzie mógł kupić 50-metrowe mieszkanie.

– Program, choć propopytowy, z pewnością zwiększy szansę wielu młodych ludzi, którzy pragną się usamodzielnić. Kluczem jest jednak długoterminowa i przemyślana polityka mieszkaniowa państwa. Projekty w stylu tani kredyt działają interwencyjnie, a nie systemowo. Tylko przemyślana strategia rozwoju mieszkalnictwa w Polsce nakierowana na młodych ludzi może w przyszłości coś zmienić. Należy pamiętać, że budownictwo społeczne czy komunalne lub budowanie mieszkań pod tańszy wynajem przez samorządy nie zagrożą budownictwu prywatnemu, czyli deweloperom. Warto więc kierować dyskurs również w tę stronę – podsumowuje Agata Stachowiak z Otodom.

Czy plany oddania do użytku 20 tysięcy nowych tanich mieszkań na wynajem każdego roku od uruchomienia programu lokali budowanych przez samorządy, czyli z założenia 2025 roku, realnie wesprą młodych ludzi w usamodzielnianiu się na rynku mieszkaniowym? Czas pokaże. Podobnie, jak to, czy planowe 20 miliardów zł przeznaczone do polskich miast i miasteczek do końca kadencji obecnego parlamentu będą wystarczające na inwestycje mieszkaniowe aktywizujące ludzi młodych i słabiej uposażonych, które przynajmniej w danym momencie cyklu życia nie mogą sobie pozwolić na lokal własnościowy.

Czy Niemiecka gospodarka wraca na prostą?

Inflacja producencka w Niemczech bez większych zaskoczeń i emocji wyniosła – 1,60 proc. r/r (zgodnie z prognozą) i wzrosła o 0,20 proc. m/m (lekko negatywnie zaskoczenie przy prognozie 0,10proc.).

Kolejne dane świadczące o spowolnieniu w niemieckiej gospodarce. Jednak PMI pomału odbijają, podobnie spadki cen producentów spadły z poziomów dwucyfrowych do „ledwie” – 1,60 proc.

Być może najgorsze już za gospodarką Niemiec – choć z pewnością ten zgodny z oczekiwaniami rynku odczyt PPI o tym nie przesądza.

Szymon Gil, Doradca Inwestycyjny Michael / Ström Domu Maklerskiego

63% pracowników branży oprogramowania używa nieautoryzowanych narzędzi AI

Raport Capgemini – Turbocharging software with generative AI: How organizations can realize the full potential of generative AI for software engineering – pokazuje, że aż 63% pracowników branży oprogramowania używa narzędzi AI nieautoryzowanych przez ich organizację. Takie działania, bez właściwego nadzoru, programu szkoleniowego dla pracowników i odpowiedniego zarządzania, narażają firmy na konsekwencje prawne i cyberzagrożenia.

Jak poradzić sobie w tym problemem radzi Marek Matczak, CTO w Software Center, Capgemini Polska:

Korzystanie z narzędzi AI bez odpowiedniego szkolenia i zabezpieczeń naraża organizacje na liczne ryzyka. Osoby zarządzające nimi deklarują, że główne obawy przed wdrażaniem w organizacji rozwiązań AI wiążą się z obszarem prawnym, poprawnością generowanych danych, np. kodu, i cyberbezpieczeństwem. Każde z tych ryzyk jest wielokrotnie większe, jeśli pracownicy na własną rękę dobierają narzędzia pracy oparte na AI.

Poprawność kodu generowanego przez narzędzia AI jest tym większa, im więcej „wskazówek” tym narzędziom dostarczymy. Na przykład, jeśli narzędzia mają informacje o kodzie napisanym wcześniej, dokumentacji biznesowej systemu, nad którym pracujemy, jego architekturze, konwencji kodowania czy użytych bibliotek, to może się okazać, że nie będą konieczne dalsze modyfikacje wygenerowanego kodu, a nawet przejdzie on testy jakościowe w środowisku ciągłej integracji. Jest jednak druga strona medalu: potencjalny wyciek tych „wskazówek” może narazić rozwijany system na cyberataki, ujawnić tajemnicę biznesową, w tym kod, konkurencji. Kolejnym wyzwaniem jest fakt, że modele GenAI są trenowane na danych, których użycie jest regulowane przez licencje albo objętych prawami autorskimi. Dlatego wygenerowany kod musi zostać sprawdzony pod tym kątem.

Źródłem tak powszechnego problemu z wykorzystywaniem nieautoryzowanych narzędzi może być fakt, że osoby pracujące w branży IT zbyt często muszą polegać na samodzielnym szkoleniu w zakresie GenAI. Tylko dwie na pięć organizacji aktywnie prowadzi działania na rzecz podnoszenia kwalifikacji zespołów. Specjaliści i specjalistki zajmujący się tworzeniem oprogramowania sami dbają o swój rozwój w tym zakresie. Nie więcej niż 40% z nich jest szkolonych przez swojego pracodawcę.

Aby skutecznie minimalizować ryzyko związane z nieautoryzowanym korzystaniem z narzędzi AI, firmy powinny zacząć od ustanowienia przejrzystych zasad. Wytyczne te muszą szczegółowo określać zakres i sposób użycia autoryzowanych narzędzi korzystających z generatywnej sztucznej inteligencji, zapewniając, że wszystkie osoby zatrudnione są świadome granic i konsekwencji ich przekroczenia. Kluczowe jest wprowadzenie regularnych programów szkoleniowych, które edukują na temat ryzyka związanego z niezatwierdzonymi narzędziami oraz podkreślają znaczenie przestrzegania polityk firmy. Dodatkowo organizacje powinny wdrożyć zaawansowane systemy monitorowania, które będą śledzić użycie narzędzi i szybko identyfikować wszelkie przypadki ich nieautoryzowanego użycia. Innym rozwiązaniem jest udostępnienie pracownikom dedykowanych modeli, chmurowych bądź on-premise, oraz kontrola tego dostępu poprzez klucze.

Kształtowanie kultury odpowiedzialności w organizacji jest nie mniej ważne niż techniczne zabezpieczenia. Przekazanie zakupu narzędzi AI do centralnych działów zakupów pozwala na korzystanie wyłącznie z zatwierdzonych rozwiązań. Także regularne audyty i oceny ryzyka są kluczowe do identyfikacji potencjalnych luk oraz zapewnienia zgodności z wewnętrznymi politykami. Kluczowe wydaje się również tworzenie oferty szkoleniowej, która pozwoli specjalistom i specjalistkom rozwijać się w ramach organizacji i uczyć się jak maksymalizować wartość dodaną narzędzi, które zostały wyznaczone jako bezpieczne dla firmy. Takie podejście nie tylko zabezpiecza firmę przed ryzykiem, ale także umożliwia pełne wykorzystanie potencjału generatywnej AI w sposób bezpieczny i zgodny z przepisami.

Niski poziom cyberbezpieczeństwa systemów automatyki przemysłowej

Tylko 37% przedsiębiorstw twierdzi, że w ciągu poprzednich 12 miesięcy w ich firmie nie doszło do żadnego incydentu związanego z cyberbezpieczeństwem systemów Operational Technology (OT). Aż 49% ankietowanych nie posiada programów cyberbezpieczeństwa OT lub posiada jedynie podstawowy program, bez udokumentowanych procedur oraz zaplanowanych inicjatyw naprawczych. Chociaż organizacje poczyniły postępy w rozwijaniu kompetencji w zakresie zabezpieczenia systemów przemysłowych, wciąż napotykają trudności w osiągnięciu oczekiwanego poziomu dojrzałości w tej dziedzinie – wynika z najnowszego raportu KPMG „Control System Cybersecurity Annual Report 2024”.

Eksperci z KPMG oraz Międzynarodowego Stowarzyszenia Cyberbezpieczeństwa Systemów Sterowania (Control System Cybersecurity Association International – (CS)²AI) przeprowadzili badanie wśród przedstawicieli firm z różnych branż, aby poznać ich doświadczenia związane z incydentami cyberbezpieczeństwa OT, wzorcami ataków oraz sposobami reagowania na zagrożenia. Wynika z niego, że pomimo coraz większej popularności zagadnień związanych z cyberbezpieczeństwem systemów automatyki przemysłowej, w wielu firmach temat ten wciąż nie jest w pełni uwzględniany w strategii zarządzania cyberbezpieczeństwem.

Aż 49%, czyli niemal połowa ankietowanych organizacji, nie posiada programów cyberbezpieczeństwa OT lub posiada jedynie podstawowy program, bez udokumentowanych procedur oraz zaplanowanych inicjatyw naprawczych. Nawet 21% wszystkich firm biorących udział w badaniu deklaruje, że w porównaniu z poprzednim rokiem zamierza podnieść swój budżet na bezpieczeństwo systemów przemysłowych o więcej niż 10%. Najczęściej wskazywanym przez ankietowanych obszarem cyberbezpieczeństwa systemów OT, w którym spodziewają się najwyższego zwrotu z inwestycji, jest segmentacja sieci. 8% respondentów zapowiedziało podwyżki o więcej niż 30%, a jedna dziesiąta chce inwestować aż o połowę więcej. Obszarem, który firmy chcą rozwijać, jest inwentaryzacja i zarządzanie aktywami, na co wskazuje jedna czwarta ankietowanych.

Analiza wyników ankiety cyberbezpieczeństwa OT ujawnia istotne tendencje. Rosnąca liczba organizacji oceniających stosunkowo dobrze swój poziom dojrzałości w obszarze cyberbezpieczeństwa systemów OT może potwierdzać zaangażowanie w inwestycje w tym zakresie. Zwiększenie budżetu na bezpieczeństwo przez 21% firm jest pozytywnym trendem, jednak spadek na wyższych poziomach może wskazywać na trudności w utrzymaniu wdrożonych standardów. Prawie połowa firm deklaruje, że nie miała incydentów w ciągu ostatnich 12 miesięcy, co może wynikać zarówno z dobrze działających procesów, jak i z braków w monitorowaniu i wykrywaniu włamań – mówi Łukasz Staniak, Dyrektor, Szef Grupy Kompetencyjnej Cyberbezpieczeństwa OT w Dziale Consultingu w KPMG w Polsce.

Firmy rozwijają swoje systemy cyberochrony, jednak ataki nadal generują ogromne straty. Tylko 37% respondentów twierdzi, że w ciągu poprzednich 12 miesięcy w ich przedsiębiorstwie nie doszło do żadnego incydentu związanego z cyberbezpieczeństwem systemów OT. Jedna czwarta respondentów deklaruje, że incydenty miały miejsce, ale nie wpłynęły na działanie firmy. Zakłócenia operacyjne, najczęstszy efekt ataków, nie niosły strat finansowych (31% odpowiedzi). Wzrósł także odsetek firm zgłaszających straty finansowe oraz utratę produktu jako skutki incydentów.

W raporcie podsumowano opinie przedstawicieli firm na temat podejścia do zarządzania cyberbezpieczeństwem w ich organizacjach. Na podstawie samooceny przeprowadzonej przez ankietowanych wyłoniono dwie grupy organizacji – o wysokiej oraz o niskiej dojrzałości programów cyberbezpieczeństwa systemów OT.

Na potrzeby badania wyróżniono także pięć poziomów dojrzałości w zakresie zarządzania cyberbezpieczeństwem OT, a zadaniem respondentów było wskazanie poziomu, który najlepiej oddaje bieżącą sytuację w ich firmie. W 2023 roku wzrósł odsetek firm, które uważają, że aktualnie znajdują się na drugim poziomie dojrzałości (z 28% w 2022 roku do 33% w najnowszej edycji badania) – tzn. wdrożyły podstawowy poziom zarządzania, umożliwiający częściową powtarzalność realizowanych procesów, oparty na kluczowych osobach. Zmalała natomiast liczba organizacji – z 32% do 28% – które oceniły swój poziom dojrzałości na trzeci – charakteryzujący się działaniem na podstawie udokumentowanych i wdrożonych procesów oraz procedur, z zapewnionymi zasobami. Mniej firm (spadek z 9% do 6% w poprzednio analizowanym okresie) zidentyfikowało się także na piątym, najbardziej zaawansowanym poziomie, definiowanym jako „procesy stale ulepszane dzięki informacjom zwrotnym, z wysoko wykwalifikowanym personelem i optymalizacją działań”.

Wyniki najnowszego raportu wskazują na wzrost świadomości w zakresie cyberbezpieczeństwa OT, szczególnie na poziomie kierownictwa. Globalnie obserwujemy wzrost liczby organizacji, które podniosły poziom bezpieczeństwa w ostatnim roku. Jednak w Europie nadal większość firm ocenia dojrzałość cyberbezpieczeństwa OT jako podstawową (poziom 2). Przepisy dyrektywy NIS2 mogą stać się kluczowym impulsem dla firm przemysłowych, skłaniając je do wzmocnienia ochrony systemów OT oraz poprawy zdolności wykrywania i reagowania na incydenty – dodaje Piotr Chmielewski, Ekspert w Grupie Kompetencyjnej Cyberbezpieczeństwa OT w Dziale Consultingu w KPMG w Polsce.

Stagnacja z lekkim odbiciem w rejestracji nowych maszyn rolniczych w szóstym miesiącu tego roku i stały wzrost na rynku wtórnym

O 67 szt. więcej niż w maju zarejestrowano w czerwcu nowych ciągników
– wynika z prezentowanego w połowie tego roku przez Polską Izbę Gospodarczą Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR) zestawienia. Lepiej jest z inną podstawową kategorią nowych maszyn rolniczych, jaką są przyczepy. Tych w czerwcu zarejestrowanych, a więc de facto kupionych, zostało już o 216 więcej niż miesiąc wcześniej, co w tym segmencie stanowi najlepszy tegoroczny wynik. W obu kategoriach to jednak wciąż i tak mniej niż w czerwcu rok wcześniej. Odwrotną, i to stałą, bo wzrostową tendencję PIGMiUR odnotowuje już po raz kolejny na rynku wtórnym. W porównaniu z analogicznym okresem 2023 rejestracja ciągników używanych wzrosła bowiem o ponad 7 procent, a przyczep „z drugiej ręki” – o blisko 9 i pół procent.

W porównaniu do analogicznego okresu w zeszłym roku, rejestracja w pierwszej podstawowej kategorii nowych maszyn rolniczych, jaką stanowią ciągniki, odnotowuje tendencję spadkową, choć patrząc na dane z maja, szósty miesiąc 2024 wypada w zestawieniu Polskiej Izby Gospodarczej Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR) lepiej.

– W czerwcu br. zarejestrowano 585 szt. nowych ciągników rolniczych. To niewiele więcej rejestracji niż w poprzednim miesiącu, kiedy to liczba tych rejestracji wyniosła 518. To jednak wciąż znacznie mniej niż w czerwcu 2023 roku, gdy notowaliśmy 768 rejestracji nowych tego rodzaju maszyn. Od początku roku zarejestrowano bowiem 3862 nowych ciągników i jest to o 1038 mniej niż w analogicznym okresie zeszłego roku. Spadek wynosi tu już 21,2 proc. – zauważa PIGMiUR.

Nowe ciągniki: trochę lepiej niż miesiąc wcześniej, ale wciąż gorzej niż przed rokiem

Pozycję lidera w rejestracji nowych ciągników utrzymuje marka John Deere. – Od stycznia do czerwca br. zarejestrowano 551 pojazdów tego producenta. To o 303 mniej niż przed rokiem. Udziały rynkowe marki John Deere w pierwszym półroczu 2024 roku wynoszą 14,3 proc. – podaje w swoim zestawieniu PIGMiUR, według której kolejne miejsca w tym segmencie należą do marek: Kubota (niecałe 13 proc. udziałów), New Holland (12,4 proc.  udziałów), Deutz Fahr (8,4 proc. udziałów) i  Case IH, która jako jedyna z tej piątki  notuje wzrost w stosunku do poprzedniego roku o 27 szt.

Patrząc na modele rejestrowanych maszyn najpopularniejszym okazuje się być Farmtrac Tractors Europe 26 4WD, którego zarejestrowano 76 szt. Na drugą pozycją awansuje John Deere 6155M z ilością 70. Deutz-Fahr – model 5080 D Keyline zajmuje trzecią pozycję z ilością 64 szt. Na czwartym miejscu jest Case IH z modelem Puma 150 i ilością 57 szt. Piątkę zamyka Solis 26 4 WD 9+9 z 52 szt. zarejestrowanych maszyn.

Geograficznie sytuacja też wydaje się tu być stabilna. Na pierwszym miejscu pod względem rejestracji nowych ciągników jest województwo mazowieckie, za nim – wielkopolskie, podium zaś zamyka łódzkie.

Nowe przyczepy – trochę lepiej niż ciągniki

Podobna tendencja, co przyznaje PIGMiUR, rysuje się w przypadku drugiej podstawowej kategorii maszyn rolniczych, czyli przyczep. – W czerwcu 2024 r. zarejestrowano 590 nowych przyczep rolniczych i jest to dotychczas miesiąc z największą liczba rejestracji nowych przyczep. To o 216 więcej niż w maju br., mniej jednak niż w czerwcu 2023, kiedy to zarejestrowano 647 nowych przyczep rolniczych (-57 szt.). Od początku roku zarejestrowano 2517 nowych przyczep rolniczych i jest to o 735 szt. mniej niż przed rokiem. Spadek wynosi tu więc 22,6 proc. – odnotowuje PIGMiUR, dodając, że po sześciu miesiącach tego roku najpopularniejszą marką wśród nowych przyczep pozostaje Pronar z 24,5 proc. udziałów rynkowych. Dalej plasują się: Metal-Fach (14,6 proc. udziałów), Metaltech (9,3 proc. udziałów), Wielton i Joskin.

– Wzrost rejestracji przyczep w czerwcu nie jest niczym nadzwyczajnym. To stała tendencja i każdego roku tuż przed zbiorami widać większe zainteresowanie zakupem przyczep, co ma odzwierciedlenie w zwiększonej liczbie rejestracji. Chcielibyśmy jednak odczytywać te dane jako stałą poprawę i „swoiste światełko w tunelu”– uważa Hubert Seliwiak z PIGMiUR.

Czy nastroje wśród nabywców nowych maszyn się polepszają?

Jego zdaniem na ewidentny tegoroczny spadek w rejestracji nowych maszyn wpływ miały takie czynniki jak: brak pewności związany z dość restrykcyjnymi zapisami tzw. Zielonego Ładu, trudnościami rozładowania kryzysowej sytuacji dotyczącej napływu płodów zza wschodniej granicy, zbyt wolnym usuwaniem skutków tego, co miejsce miało np. z przepełnionymi magazynami z produktami rolnymi zwłaszcza w drugiej połowie 2023 roku czy – o czym Izba komunikowała wielokrotnie – negatywnymi dla nabywców nowych maszyn rolniczych reperkusjami wprowadzenia przepisów ustawy o pożyczce lombardowej, które de facto zablokowały pozyskiwanie wkładu własnego w postaci np. popularnej pożyczki leasingowej. – Na szczęście stosunkowo szybka nowelizacja tej ustawy umożliwiła powrót do stanu poprzedniego, co – z kolei – dalej pozwala potencjalnym nabywcom na korzystanie z funduszy UE na zakup nowych ciągników czy przyczep. Przypuszczamy, że usunięcie tej przeszkody mogło mieć, ograniczony co prawda, ale jednak, wpływ na czerwcowe wyniki rejestracji w tym segmencie. Poprawy w sytuacji rynkowej upatrujemy też w rozpoczynających się żniwach. Puki co, nie słyszymy o większych utrudnieniach, a ceny skupu np. rzepaku wg. rolników też, na razie, są na zadowalającym poziomie – stwierdza Hubert Seliwiak.

Polski producent rolny stale udoskonala swoją bazę sprzętową, dlatego rośnie rynek wtórny maszyn rolniczych

Jak zauważa, polski rolnik, stale dąży do udoskonalania swojej konkurencyjności, dlatego też w sposób taki, na jaki pozwala mu aktualna sytuacja, inwestuje w swój sprzęt.

– Skoro przy braku wystarczająco jasnych perspektyw stać go teraz akurat na ponoszenie ograniczonych nakładów opartych np. na własnych oszczędnościach, zupełnie oczywistym staje się to, że w obszarze jego zainteresowania znajdują się maszyny z „drugiej ręki” – tłumaczy dane dotyczące rejestracji przyczep i ciągników używanych Hubert Seliwiak.

A rynek ten, już kolejny miesiąc z rzędu, notuje wzrost. Po sześciu miesiącach br. w segmencie ciągników PIGMiUR notuje 12988 rejestracji. To o 874 szt. więcej niż po sześciu miesiącach 2023 roku. Wzrost wynosi tu więc 7,2 proc. Liderem tego rynku w okresie styczeń – czerwiec 2024 jest John Deere. W najstarszej zaś kategorii, powyżej 20 lat pierwsze miejsce zajmuje zaś polski Ursus. W drugiej podstawowej kategorii maszyn używanych, czyli w przyczepach, w tym samym czasie zarejestrowano ich, a więc o 314  więcej niż przed rokiem. – Oznacza to, że obecnie notujemy wzrost w tej kategorii na rynku wtórnym o 9,4 proc. – odnotowuje PIGMiUR.

46% badanych europejczyków obawia się się, że sztuczna inteligencja zmniejszy liczbę dostępnych miejsc pracy

Podczas gdy eksperci przewidują znaczące pozytywne skutki gospodarcze rozwoju sztucznej inteligencji generatywnej, nastroje społeczne nie są tak optymistyczne. Allianz Trade przedstawia wyniki badań przeprowadzonych wśród ponad 6 tys. respondentów z sześciu europejskich krajów, w tym z Polski.

  • Kto boi się generatywnej sztucznej inteligencji (GenAI)? Podczas gdy eksperci przewidują znaczące pozytywne skutki gospodarcze rozwoju sztucznej inteligencji generatywnej, nastroje społeczne nie są tak optymistyczne: 46% badanych w ankiecie Allianz Trade spodziewa się, że sztuczna inteligencja zmniejszy liczbę dostępnych miejsc pracy a tylko 33% z nich ma odmienne oczekiwania, że sztuczna inteligencja zwiększy liczbę dostępnych miejsc pracy.
  • Starzejące się społeczeństwo, w tym i w Polsce – do 2050 roku w Unii Europejskiej liczba pracowników spadnie o 20%.
  • W rzeczywistości więc czas rozwoju sztucznej inteligencji wydaje się być szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Zbiega się on w czasie ze zmianami demograficznymi, tj. starzeniem się społeczeństw i kurczeniem się siły roboczej, co może prowadzić do niedoborów siły roboczej w wielu sektorach, w tym w naszym – w ubezpieczeniach. Zwiększając produktywność i automatyzując rutynowe zadania, sztuczna inteligencja może pomóc branży w walce z tym zbliżającym się wyzwaniem.

W ankiecie Allianz Trade przeprowadzonej wśród ponad 6000 osób w Austrii, Francji, Niemczech, Włoszech, Polsce i Hiszpanii, 36% badanych wyraziło obawy dotyczące zagrożeń związanych ze sztuczną inteligencją, przy czym 46% spodziewa się, że sztuczna inteligencja zmniejszy liczbę dostępnych miejsc pracy (w porównaniu do 33%, którzy oczekują, że sztuczna inteligencja zwiększy liczbę dostępnych miejsc pracy). Co bardziej niepokojące, ponad połowa wszystkich respondentów (51%) uważa, że luka w umiejętnościach i nierówności mogą się pogłębiać wraz z upowszechnianiem się sztucznej inteligencji w różnych branżach, przy czym inteligentni stają się coraz mądrzejsi, a reszta pozostaje w tyle. Ten pesymizm rośnie wraz z wiekiem. Ale nawet wśród młodszych respondentów wyraźnie przeważa pogląd, że Generatywna AI zaostrzy dysproporcje. Zaledwie 21% wszystkich respondentów było optymistycznie nastawionych do korzyści płynących ze sztucznej inteligencji dla ich gospodarek.

Jednak badania naukowców, takich jak Erik Brynjolfsson , który jest jednym z czołowych badaczy gospodarki cyfrowej, sugerują, że AI może w rzeczywistości wypełnić lukę w wydajności i uczeniu się między pracownikami o wysokich i niskich kwalifikacjach. Korzystając z danych pochodzących od 5 179 agentów obsługi klienta, Brynjolfsson i jego zespół odkryli, że dostęp do narzędzi sztucznej inteligencji zwiększa produktywność (mierzoną liczbą rozwiązanych problemów na godzinę) średnio o 14%, w tym o 35% dla początkujących i nisko wykwalifikowanych pracowników, aczkolwiek przy minimalnym wpływie na doświadczonych i wysoko wykwalifikowanych pracowników. Brynjolfsson i jego współautorzy przedstawiają dowody na to, że model AI rozpowszechnia najlepsze praktyki bardziej zdolnych pracowników i pomaga nowszym pracownikom przesuwać się w dół krzywej doświadczenia. Ponadto stwierdzili, że pomoc AI poprawia nastroje klientów, zwiększa retencję pracowników i może prowadzić do uczenia się pracowników.*[1] W związku z tym przyjęcie GenAI powinno mieć wyrównujący wpływ na płace, przynajmniej w poszczególnych firmach.

Wykres: Kto skorzysta na sztucznej inteligencji?

Jak Twoim zdaniem sztuczna inteligencja wpłynie na płace w [Twoim kraju]? Czy sztuczna inteligencja zwiększy czy zmniejszy nierówności dochodowe? Udział respondentów w %Kto skorzysta na sztucznej inteligencji

Źródło: Allianz Research

Respondenci byli również zaniepokojeni wpływem sztucznej inteligencji na miejsca pracy. MFW spodziewa się, że rewolucja AI wpłynie na 60% miejsc pracy. Ponieważ sztuczna inteligencja zwiększa produktywność, niektóre z tych miejsc pracy mogą zostać zastąpione, ale powstaną też nowe role. W rzeczywistości dane z LinkedIn pokazują, że udział opisów stanowisk, w których wspomina się o wykorzystaniu sztucznej inteligencji, wzrósł ponad dwukrotnie w Austrii, Francji, Niemczech, Włoszech i Hiszpanii od czasu wprowadzenia ChatGPT w listopadzie 2022 roku. Jednocześnie inwestycje w narzędzia Generatywnej AI gwałtownie wzrosły: globalne inwestycje venture capital w pierwszym kwartale 2024 r. wyniosły 2,7 mld EUR, podczas gdy łączne inwestycje w GenAI w 2023 r. wyniosły około 20 mld EUR, napędzane głównie przez dwóch gigantów technologicznych, którzy odpowiadali za trzy czwarte wszystkich inwestycji.

Do 2050 w Unii Europejskiej ubędzie 20% pracujących

Sztuczna inteligencja może również pomóc, w tym branży ubezpieczeniowej, stawić czoła zbliżającemu się wyzwaniu kurczenia siły roboczej w obliczu starzenia się populacji (wykres poniżej). Wcześniejsze badania Allianz Trade wykazały, że populacja w wieku produkcyjnym w UE-27 zmniejszy się o 20% do 2050 roku. Zmiany demograficzne jeszcze mocniej dotkną Włochy, Hiszpanię i Niemcy. Opieranie się wyłącznie na migracji wymagałoby napływu od 100 000 do 500 000 pracujących migrantów rocznie w samych tylko czterech największych gospodarkach.*[2] W tym kontekście przyspieszenie i przyjęcie narzędzi automatyzacji w UE może uwolnić część siły roboczej w celu przekwalifikowania się w kierunku branż, które będą potrzebować więcej pracowników, takich jak opieka zdrowotna, zawody związane z STEM i inne role wymagające wysokich kwalifikacji.

Wykres: Kurczący się środek

Ludność w wieku produkcyjnym (15+) według grup wiekowych, udział w całości w %Kurczący się środek

Źródła: CEDEFOP, Allianz Research

Ludność w wieku produkcyjnym od 25 do 64 lat, indeks 2010=100Ludność w wieku produkcyjnym od 25 do 64 lat, indeks 2010=100

Źródła: CEDEFOP, Allianz Research

AI niosąca korzyści

Kluczem do osiągnięcia korzyści z obecnej rewolucji nie jest zastąpienie pracowników narzędziami AI, ale wykorzystanie AI do uzupełnienia i zwiększenia ich umiejętności. Wymaga to ogromnych inwestycji w przekwalifikowanie, utrzymanie pracowników w pętli i przygotowanie ich do nowych rodzajów pracy. Przede wszystkim wdrożenie sztucznej inteligencji nie polega na redukcji kosztów, ale na tworzeniu nowych doświadczeń dla klientów. Zwiększona produktywność jest tego następstwem.

Będzie to jednak ogromne wyzwanie. Jak dotąd niewiele firm wydaje się zarządzać nowymi technologiami w ten sposób, o czym świadczą dane makro: Pomimo transformacji cyfrowej w ciągu ostatnich kilku dekad, ogólna wydajność pracy w Europie Zachodniej spada od czasów przed pandemią.

Patrząc w przyszłość, wykorzystując prognozy zatrudnienia CEDEFOP i własne prognozy ubezpieczeniowe Allianz Trade ocenia, że rynek ubezpieczeniowy przyspieszy, a udział w tym będzie miała zwiększona produktywność spowodowana technologiami GenAI – mając pewien wpływ na rynek pracy. Wg. badań Allianz Trade wzrost produktywności o 0,622% spowodowałby spadek zatrudnienia o 1%, aby utrzymać wynik ubezpieczeniowy jako składkę przypisaną brutto na stabilnym poziomie.

Jako branża oparta na danych, jak niewiele innych, ubezpieczenia mogą skorzystać z szerokiej gamy aplikacji i przypadków użycia sztucznej inteligencji, które mogą zwiększyć produktywność. Jak stwierdza Tomasz Starus, prezes Allianz Trade w Polsce: „AI w biznesie – w tym ubezpieczeniowym, nie ma zastępować człowieka i w efekcie tworzyć mur dla klienta. Odwrotnie, sztuczna inteligencja ma przyspieszyć obsługę i zwiększyć satysfakcję z niej! Dzięki jej wsparciu szybciej procedowane i rozliczane mogą być wnioski odszkodowawcze. AI pomaga przy tym w wykrywaniu nadużyć i wyłudzeń, co dzięki zmniejszaniu strat pomaga zwiększyć atrakcyjność oferty ubezpieczeń (mniej strat to mniejszy koszty oferty). Mówiąc zaś ogólnie o całej rewolucji związanej z generatywną sztuczną inteligencją można zauważyć, iż w swoim czasie, 2-3 dekady temu, taką samą rewolucję zapowiadała globalna sieć WWW, czy media społecznościowe. Miały wszystko zrewolucjonizować, przy okazji zmniejszając zatrudnienie – i rewolucji dokonały, przy czym niekoniecznie odcisnęły swoje negatywne piętno na rynku pracy. Co więcej, dzisiaj internet i SM są dobrem niemalże tak samo podstawowym jak prąd i woda, zapewne podobnie będzie także ze sztuczną inteligencją. Sztuczna inteligencja będzie narzędziem – tak jak chociażby młotek, czy następnie maszyna parowa, które używane są przez człowiek a nie go zastępują.”

[1] Brynjolfsson, E. et al. (2023). Generatywna sztuczna inteligencja w pracy. NBER. Link: https://danielle-li.github.io/assets/docs/GenerativeAIatWork.pdf

[2] Europejskie rynki pracy: Migracja ma znaczenie

Euro umacnia się przed decyzją EBC, złoto bije rekordy

Rynki kupują euro przed decyzją EBC, pomimo spadającej inflacji. Lepsze dane z USA ledwo tonują negatywny sentyment względem tej waluty. Złoto wspina się na rekordy wszechczasów.

Inflacja w strefie euro

Zgodnie z oczekiwaniami finalny odczyt inflacji za czerwiec w strefie euro spadł do 2,5%. Teoretycznie są to ważne dane, problem w tym, że ta agregacja publikowana jest po wszystkich danych cząstkowych. W rezultacie z dokładnością do zaokrągleń wynik ten jest znany już wcześniej. Co ciekawe, pomimo tego po tych danych było widać reakcję rynków, które stwierdziły, że jest to powód do umocnienia kursu euro względem dolara. Może powodem jest fakt, że uznano, iż pomimo tego nie dojdzie dzisiaj na posiedzeniu EBC do obniżek stóp procentowych.

Lepsze dane z USA

W USA lepiej od oczekiwań wypadły zarówno dane na temat otrzymanych pozwoleń na budowę domów, jak i realnie rozpoczętych domów. Jeżeli do tego dodamy produkcję przemysłową wyższą od oczekiwań, uzyskujemy bardzo dobry rezultat. Wydawać by się mogło, że takie dane wspomogą dolara. Okazuje się jednak, że rynki obecnie nie są zainteresowane zakupem amerykańskiej waluty. Wczoraj na początku dnia widzieliśmy duże osłabienie amerykańskiego pieniądza, w wyniku tych danych udało się zaledwie odwrócić część tego osłabienia, a dzień i tak zakończył się w sumie kolejną wyraźną przeceną.

Rekord wszech czasów złota

W ostatnich dniach doszło do przebicia majowych szczytów cen złota. Wczoraj za jedną uncję płacono już niemal 2500 dolarów. Ta psychologiczna bariera nie została jednak złamana i ruch zatrzymał się na 2488,4 dolara za uncję. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że rekord wszech czasów liczy się względem cen stałych. W 2011 roku złoto kosztowało 1920 dolarów. Niby dużo mniej, ale dolar, w którym wyrażane jest złoto, miał od tego czasu ponad 35% skumulowanej inflacji. Na dzisiejsze czasy zatem tamta cena przekraczałaby 2600 dolarów. Nie jest to jednak popularna metoda liczenia, dlatego mówimy obecnie o rekordach. Rekordach napędzanych oczekiwanym spadkiem stóp procentowych i szukaniem przez kapitał innych rynków. Złotu pomaga dodatkowo słabnący ostatnio dolar.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:15 – strefa euro – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Osłabienie złotego i umocnienie jena

W ciągu ostatniej doby zarówno na lokalnym podwórku, jak i na globalnych rynkach zobaczyliśmy dwa ważne ruchy na walutach. Mowa o nagłym osłabieniu złotego i o umocnieniu jena, który poprzedzające tygodnie miał bardzo trudne. W tle niższa od oczekiwań inflacja bazowa w Polsce.

Nagła słabość złotego

Po tym, jak niemal przez tydzień kurs euro testował poziom 4,25 zł, momentami go nawet nieznacznie przekraczał, wczoraj jednak doszło do wyraźnej ucieczki kapitału z Polski. W ciągu kilku godzin kurs wyskoczył powyżej 4,28 zł, a patrząc na dzisiejszy poranek, ruch może trwać dalej. Do tego warto dodać dramatyczną wręcz sesję na giełdzie. Od wczorajszego poranka do dzisiejszego indeks osunął się łącznie około 4%. Co ciekawe, nie miało to wpływu na obligacje, tam jednak inwestorzy pozostawili swoje środki. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na jedną rzecz. Nie widać analogicznych ruchów ani na Węgrzech, ani w Czechach, co sugeruje, że powodów należy szukać w Polsce. Nie jest to bowiem regionalny temat. Nie można też po prostu wykluczyć realizacji zysków, przez któryś z dużych funduszy, bo brakuje wiadomości mogących uzasadniać taki ruch.

Siła jena

Japonia po tym, jak jej waluta doczekała się przebicia najsłabszych poziomów względem dolara od 1986 roku, w końcu doczekała się korekty. Ruch ten zaczął się w czwartek w zeszłym tygodniu, potem mieliśmy kilka dni przerwy, a dzisiaj od rana widzimy kontynuację. Mówimy o 3% umocnieniu jena względem dolara w wyniku tych dwóch ruchów. To tak jakby kurs EURPLN przesunął się w wyniku dwóch dni o 13 groszy. Jest to obiektywnie dużo. Tym bardziej biorąc pod uwagę, jak ważną walutą dla światowej gospodarki jest jen. Warto jednak pamiętać o jednej ważnej specyfice tej waluty. Ze względu na bardzo niskie stopy procentowe nieproporcjonalnie dużo kredytów zaciąganych jest w jenie. Środki te następnie są sprzedawane na inne waluty i inwestowane. W rezultacie proces ten bardzo osłabia walutę Japonii. Gdy jednak dochodzi do spłat, waluta się umacnia. Niewykluczone, że obecne ruchy to próba wykorzystania słabości jena, by korzystnie pozamykać kredyty i dodatkowo zyskać na różnicach kursowych.

Inflacja bazowa spada

Dobre dane nadeszły z Polski. Wczoraj poznaliśmy niższy od oczekiwań wskaźnik inflacji bazowej. Mówimy o zmianie cen z wykluczeniem cen energii i żywności. Tak liczony wskaźnik ma na celu pokazanie ogólnej tendencji poprzez usunięcie najbardziej zmiennych elementów. Warto jednak zwrócić uwagę, że nawet po tej miłej niespodziance inflacja bazowa wciąż wynosi 3,6%, zatem przekracza wskaźnik ogólny o pełen punkt procentowy. Z drugiej strony jest wyraźnie niższa od stóp procentowych. W rezultacie jak bumerang powraca kwestia potencjalnych obniżek stóp procentowych. Z drugiej strony czekają nas podwyżki cen energii. Trwają też dyskusje nad kolejnym programem wzrostu cen mieszkań nazwanym dla niepoznaki „kredytem na start”.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

11:00 – strefa euro – inflacja konsumencka,
14:30 – USA – pozwolenia na budowę domów,
15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl