Grecka gospodarka może w tym roku wyjść z recesji. Do odbicia niezbędny jest jednak społeczny optymizm

CEO Magazyn Polska

 – Grecka gospodarka nie potrzebuje kolejnych oszczędności, ale wzrostu optymizmu wśród społeczeństwa – uważa Loukas Notopoulos, z pochodzenia Grek, prezes firmy Vivus Finance. W Atenach od kilku tygodni trwają negocjacje przedstawicieli tzw. trojki, czyli Komisji Europejskiej, Europejskiego Banku Centralnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego z przedstawicielami greckich władz na temat planów naprawy sytuacji gospodarczej w tym kraju. 

 Grecy oczekują od trojki konkretnego planu i zrozumienia, że Grecja nie ma własnego ogromnego przemysłu, jak Hiszpania czy Włochy. Jest krajem nastawionym na rolnictwo, usługi i turystykę – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Loukas Notopoulos, z pochodzenia Grek, prezes Vivus Finance. – Powinno się też zrozumieć, że oszczędności i cięcia nie pozwolą powrócić na ścieżkę wzrostu. Trzeba trochę poluzować i sprawić, by Grecy uwierzyli, że jest szansa na wyjście z kryzysu w najbliższym czasie.

Grecja była krajem, który z powodu nadmiernego zadłużenia najbardziej ucierpiał podczas rozpoczętego w 2007 r. kryzysu finansowego. W ciągu sześciu lat gospodarka skurczyła się o jedną czwartą. Reformy, które muszą przeprowadzać władze, to warunek trojki, by Grecji udzielono finansowej pomocy międzynarodowej. Plany naprawcze rządu zakładają m.in. redukcję zatrudnienia w sektorze publicznym. Do końca roku pracę może stracić 11 tysięcy osób. 

 – W wyniku kryzysu cofnęliśmy się o 15 lat – twierdzi Notopoulos. – Zanikła klasa średnia, a mnóstwo ludzi nagle utraciło swoje mieszkania, prace i status społeczny. Brakuje nadziei na przyszłość, a optymizm społeczny jest niezbędny do gospodarczego odbicia

Wysokie bezrobocie (28 proc.) jest jednym z najpoważniejszych problemów greckiej gospodarki. Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Komisja Europejska przewidują jednak, że Grecja wykaże wzrost PKB za 2014 r., a przynajmniej za ostatnie miesiące tego roku.

Ateńskie negocjacje przyspieszyły za sprawą zezwolenia na emisję akcji przez Eurobank – jeden z największych greckich banków.

 – Banki są motorem gospodarki i jeśli Eurobank wejdzie na międzynarodowe rynki finansowe, to będzie to znak, że zaczynają one ponownie wierzyć Grecji – przekonuje Notopoulos.

Tradycyjnie zdecydowana większość greckich banków należała do państwa lub greckich rodzin. Obecnie na rynku pojawiają się zagraniczni inwestorzy.

Paradoksalnie jednak kryzys ma też swoje dobre strony. Dzięki zwiększonym kontrolom ze strony fiskusa, choć uciążliwym dla przedsiębiorców, władzom udaje się skutecznie walczyć z unikaniem płacenia podatków. 

 – Dzisiaj każda osoba, która prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą musi co miesiąc do urzędu skarbowego składać w formie elektronicznej książkę przychodów i rozchodów. Fiskus ma pełne informacje na temat tego, co się dzieje dzisiaj w gospodarce – mówi Notopoulos.

W efekcie tego typu wymogów Grecja pod względem informatyzacji w administracji staje się jednym z najbardziej rozwiniętych krajów europejskich. W tym roku 97 proc. deklaracji podatkowych zostanie złożonych w postaci elektronicznej.

 – Dochodzi nawet do śmiesznych sytuacji. Dwa tygodnie temu grecki resort finansów wydał interpretację zgodnie z którą każdy Grek, który nie ma adresu e-mailowego, będzie płacił karę od 100 do 200 euro. Posiadanie własnego adresu e-mail jest bowiem niezbędne, by móc zalogować się do systemu elektronicznej deklaracji podatkowej – mówi Loukas Notopoulos.

Dziś start nowych indeksów na GPW. Mają zwiększyć płynność i przejrzystość

CEO Magazyn Polska Na GPW debiutują indeksy WIG50 oraz WIG250. Zastąpią one dotychczasowe indeksy średnich i małych spółek – mWIG40 oraz sWIG80. Dzięki tej zmianie inwestorzy mają otrzymać lepszy wskaźnik koniunktury wśród spółek o średniej i niskiej kapitalizacji. Jak pokazują dotychczasowe doświadczenia, zyskać mogą też spółki, które znajdą się w nowych indeksach.
 
WIG50 oraz WIG250 są obliczane i publikowane przez GPW od dzisiaj. Po piątkowej sesji, 21 marca do historii przeszły indeksy małych spółek – sWIG80 i WIG-Plus. Z kolei mWIG40 będzie obliczany do 31 grudnia 2015 roku, ponieważ jest on bazą dla instrumentów pochodnych, które wciąż są w obrocie. Kontrakty terminowe oparte o nowy indeks WIG50 zostaną wprowadzone do obrotu pod koniec 2014 roku. Nowe indeksy WIG50 oraz WIG250 to kontynuacja przebudowy struktury wskaźników na GPW, która rozpoczęła się od wprowadzenia WIG30 jesienią 2013 roku.
 
Naszą intencją przy tworzeniu tej nowej struktury indeksu było zachowanie dotychczasowych zasad, a więc utrzymanie tego podziału na indeks największych spółek, średnich spółek oraz spółek małych. Tak samo będzie teraz, dalej będziemy mieli indeks blue chipów WIG30, indeks spółek średnich WIG50 i indeks spółek małych WIG250. Przy czym od momentu, w którym rozpoczęliśmy publikację tych starych indeksów, bardzo mocno wzrosła nam liczba notowanych spółek na giełdzie, a więc dużo spółek zostawało za tymi indeksami – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Wiśniewski, przewodniczący Komitetu Indeksów Giełdowych w GPW.
 
Według GPW, nowe indeksy będą lepiej odzwierciedlać zróżnicowanie spółek, które są notowane na warszawskim parkiecie. Dotyczy to zarówno podziału emitentów pod względem wielkości kapitalizacji, jak i sektorów gospodarki, które te spółki reprezentują. Przykładowo, w WIG50 znajdzie się wiele instytucji finansowych oraz spółek z sektora handlu i usług.
 
Struktura branżowa w pewnym sensie będzie odpowiadać temu, jak wyglądają spółki po tej pierwszej trzydziestce. A więc tutaj mamy dużo spółek z branży finansowej, np. Getin Noble Bank czy Millennium Bank, ale także nowe spółki jak Energa, która niedawno debiutowała na giełdzie, oraz wiele spółek z branży usługowej – mówi Wiśniewski.
 
Te zmiany mogą być korzystne dla firm, które dotychczas pozostawały poza indeksami mWIG40 czy też sWIG80. Spółki wchodzące w skład indeksów są lepiej obserwowane przez rynek, zarówno inwestorów indywidualnych, jak i instytucjonalnych. To umożliwia wzrost płynności ich akcji – a więc pojawia się więcej kupujących i sprzedających, rośnie liczba transakcji. W rezultacie spółka staje się bardziej atrakcyjna dla kolejnych inwestorów, którzy wymagają wysokiej płynności.
 
Będzie zwiększone zainteresowanie tymi spółkami, taką sytuację mogliśmy obserwować na  przykładzie indeksu WIG30. Kiedy w portfelu tego indeksu pojawiło się 10 nowych spółek, widzimy też, że zainteresowanie tymi spółkami wzrosło. Tak samo może być w przypadku indeksu WIG50 i WIG250  do tych indeksów trafiają nowe spółki i tym samym one mogą się znaleźć w orbicie zainteresowania zarówno inwestorów finansowych, jak i indywidualnych – uważa Wiśniewski.
 
Jednym z istotnych elementów najnowszej strategii GPW jest pobudzanie rozwoju rynku instrumentów pochodnych. Nowe indeksy na warszawskiej giełdzie, których celem jest zwiększenie transparentności i płynności rynku, mają także przyciągać inwestorów na rynki kontraktów lub opcji. Pod koniec roku ma rozpocząć się handel instrumentami opartymi o indeksy WIG30 i WIG50. Znajda się one w obrocie równolegle z kontraktami na mWIG40 i WIG20, które zostaną ostatecznie wycofane od czerwca 2015 roku.
 
Nie zmieni się sposób obliczania indeksów. WIG50 i WIG250 będą tzw. indeksami cenowymi, a więc będą obliczane na podstawie cen transakcyjnych, bez uwzględnienia dochodów z dywidend.

PGNiG Termika inwestuje poza Warszawą

0

CEO Magazyn Polska

Do 2020 r. PGNiG TERMIKA zainwestuje w rejonie warszawskim ponad 4 mld zł – wynika ze strategii spółki. Okolice stolicy to kluczowy teren jej działalności. Obok głównych projektów strategicznych, do których należy budowa bloku gazowego czy kotłowni olejowo-gazowej na Żeraniu, firma inwestuje poza Warszawą – w Poznaniu i Stalowej Woli.

Termika rozważa też koncepcje budowy spalarni śmieci. Możliwe lokalizacje spalarni śmieci – Kawęczyn lub Wola – i termin realizacji inwestycji będą zależały od decyzji władz miasta. Jak wyjaśnia prezes spółki, z punktu widzenia technicznych aspektów funkcjonowania przyszłej spalarni, prawobrzeżny Kawęczyn ma więcej zalet. Wśród nich m.in. większe możliwości wyprowadzenia ciepła oraz energii elektrycznej.

 – Trzeci plus jest taki, że w okolicach Kawęczyna istnieje dzisiaj bardzo mała spalarnia miejska, tak zwany ZUSOK [Zakład Unieszkodliwiania Stałych Odpadów Komunalnych – red.]. Czwartą zaletą jest to, że dookoła Kawęczyna de facto jest strefa niezurbanizowana i są to lokalizacje głównie przemysłowe – dodaje Andrzej Gajewski. – Zlokalizowanie spalarni na Woli jest o tyle dobre, że jest blisko do wysypiska czy starej hałdy śmieciowej na Bemowie.

PGNiG TERMIKA ogłosiła również, że w połowie tego roku uruchomi przetarg na wybór generalnego wykonawcy bloku gazowego na Żeraniu. Wartość inwestycji szacowana jest na ok. 1,7 mld zł. Biorąc pod uwagę pozostałe projekty, w które spółka ma zamiar zaangażować się w obszarze warszawskim, ich łączna wartość do 2020 r. wyniesie ponad 4 mld zł.

Choć PGNiG TERMIKA w pierwszej kolejności stawia na poprawę efektywności dostaw ciepła dla Warszawy, równolegle rozważa też projekty inwestycyjne w innych miastach.

 – Jedynym z nich jest Poznań. Naszym celem jest wybudowanie ekologicznego źródła wytwarzania ciepła, oferującego konkurencyjny cenowo produkt dla mieszkańców. W okolicach Poznania jest lokalna kopalnia PGNiG – Kościan-Błońsko, z której możemy pozyskać gaz dla tej elektrociepłowni – mówi prezes PGNiG TERMIKA.

Ciepłownicza spółka ma w planach budowę w Poznaniu elektrociepłowni gazowej o mocy do 100 MW, która będzie dostarczać ciepło do miejskiej sieci Dalkia Poznań.

Projekt Stalowa Wola zakłada wybudowanie do połowy 2015 roku bloku gazowo-parowego o mocy 450 MWe oraz 240 MWt.  EC SW będzie dostarczać ciepło dla miast Stalowa Wola i Nisko oraz położonych w ich rejonie przedsiębiorstw przemysłowych, a ponadto będzie zasilać w energię elektryczną Krajowy System Elektroenergetyczny. Elektrociepłownia Stalowa Wola ma według założeń produkować rocznie 3000 GWh energii elektrycznej i spalać około 600 mln m3 gazu ziemnego wysokometanowego.

Coraz niższe marże na leki refundowane

CEO Magazyn Polska

Obowiązująca w tym roku 5-proc. marża na leki refundowane utrudnia działalność przedsiębiorstwom farmaceutycznym. By uniknąć strat, zmuszone są one do redukcji kosztów. Skala cięć jest poważna. Dla Pelionu, jednego z największych przedsiębiorstw na rynku farmaceutycznym, oznacza ona w tym roku konieczność ograniczenia kosztów o 20 mln zł.

 Wprowadzane od kilku lat stopniowe ograniczanie marż, spowodowało konieczność ograniczania kosztów w latach 20122013. Także w tym roku czeka nas kolejna obniżka kosztów o 20 mln złotych, by, mimo zmniejszonych marż, utrzymać wyniki na niezmienionym poziomie – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mariola Belina-Prażmowska, wiceprezes zarządu ds. rozwoju i relacji inwestorskich w firmie Pelion.

Ustawa refundacyjna, która tak utrudnia życie branży farmaceutycznej, została wprowadzona na początku roku 2012. Jednym z jej skutków było ograniczenie marż na leki refundowane. W roku 2012 marże ustalono na poziomie 7 proc., w 2013 – 6 proc., a w tym roku – 5 proc. Dodatkowym utrudnieniem działalności jest zakaz reklamy aptek. Tracą one na rzecz innych placówek handlowych, jak supermarkety czy stacje benzynowe, które również prowadzą sprzedaż leków bez recepty, a których zakaz reklamy nie dotyczy.

 – W efekcie duża część sprzedaży aptecznej przeniosła się do innych sieci, które mogły wprost reklamować te same produkty sprzedawane dotychczas w aptekach – podkreśla Mariola Belina-Prażmowska.

W 2012 i 2013 roku Pelion restrukturyzował koszty w segmencie sprzedaży detalicznej i prowadził inne działania, które miały na celu zwiększenie sprzedaży w aptekach.

 – Efekty były widoczne już w 2013 r. Po zakończeniu ubiegłego roku firma wykazała się wysoką zdolnością operacyjną i odnotowaliśmy ponad 9-proc. dynamikę przychodów ze sprzedaży. Grupa zmniejszyła koszty operacyjne w wartościach bezwzględnych o 7 mln zł, wskaźnikowo o około 1 proc. – informuje wiceprezes.

Podkreśla, że Pelion osiągnął wyższe obroty przy obniżonych kosztach. Dzięki wykorzystaniu istniejących w grupie tarcz podatkowych dynamika zysku netto była wysoka, a osiągnięty wynik netto to 100 mln zł.

 – Wskaźnik rentowności netto na poziomie 1,4 nas nie zadowala – musimy działać w interesie wszystkich, dla dobra pacjenta, dla bezpieczeństwa banków i dobra naszych pracowników. A przy takich wskaźnikach rentowności trudno mówić o satysfakcji – stwierdza Mariola Belina-Prażmowska.

T-Mobile chce oferować przelewy przez Facebooka i ze zdjęcia. W dalszej perspektywie myśli o usługach w nowych obszarach

T-Mobile, jeden z czterech największych operatorów komórkowych w Polsce, rozpoczyna ekspansję w nowych kategoriach. Pierwszym efektem tych działań będzie nowa usługa bankowa, stworzona na bazie banku internetowego Alior Sync, ale operator planuje także wejście w inne segmenty, takie jak ochrona zdrowia.

 Alior Sync jako Sync zanika, wprowadzamy nową usługę bankową. Myślę, że to będzie zdarzenie przełomowe. Takiego jeszcze w Polsce nie było. I myślę, że nasi klienci – specjalnie tutaj mówię T-Mobile, ale nie tylkobędą mieli się z czego cieszyć – zapewnia Miroslav Rakowski, prezes zarządu T-Mobile Polska w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Alior Sync to nowoczesny bank internetowy, a właściwie wirtualny. Chociaż jego klienci są de facto klientami stacjonarnego Alior Banku, to skorzystać mogą z szeregu innowacyjnych usług, takich jak przelewy przez Facebooka czy ze zdjęcia. T-Mobile nie chce jednak całkowicie zmieniać oblicza Alior Sync.

– Na początku nie będzie to zupełnie nowy produkt, tylko nowe podejście do tego produktu. Będzie może trochę inaczej wyglądał i sukcesywnie, już w następnym miesiącu, będzie się rozszerzał i bardzo mocno modernizował – tłumaczy Mirosław Rakowski.

T-Mobile posiada bardzo dużą bazę klientów, to blisko 16 milionów podpisanych umów z abonentami, a do tego rozbudowaną infrastrukturę ponad tysiąca punktów sprzedaży. To ogromna baza potencjalnych pożyczkobiorców dla banku internetowego. Ale operator nie chce poprzestawać na usługach finansowych.

– Nie chcemy się zamykać tylko tam, gdzie jest usługa telekomunikacyjna, ale zawsze chcemy rozmawiać z partnerami, którzy są w stanie tę naszą usługę telekomunikacyjną rozszerzać o inne wartości. Bo tu to jest bardzo naturalne – energetyka, finanse, może też opieka zdrowotna i tak dalej – to idzie w tym kierunku – zaznacza prezes zarządu T-Mobile.

T-Mobile jako pierwszy operator w Polsce wprowadził do przedsprzedaży smartfona Samsung Galaxy S 5, którego jednym z głównych filarów jest ochrona zdrowia, co zapewniają wbudowany czujnik tętna i aplikacja S-Health 3.0. Rozbudowanie usług w dziedzinie zdrowia operator odkłada jednak w czasie, skupiając się na razie na innych obszarach.

– Ochrona zdrowia to jest temat raczej dalszej niż bliższej przyszłości. A takie tematy, jak bezpieczeństwo ludzi, obiektów i tak dalej, to są tematy, które już są rozwiązane, są dostępne i nasi partnerzy już je wspierają – tłumaczy Rakowski.

W zeszłym roku T-Mobile podpisał umowę z Tauronem, drugim co do wielkości dostawcą energii w Polsce. Teraz ogłaszany jest alians z Aliorem. T-Mobile zapowiada dalszą ekspansję.

– W innych dziedzinach, zbliżonych do naszej branży, takich jak finanse i energetyka, szukamy partnerów, którzy znają się na tym temacie najlepiej. I tutaj chcemy budować różne alianse. Ogłosiliśmy alians z Tauronem, teraz zaczynamy współpracę z Aliorem. I pójdzie to dalej – zapewnia Miroslav Rakowski, prezes zarządu T-Mobile Polska.

Żywność GMO oraz stosowanie hormonów w hodowli przeszkodami w negocjowaniu warunków umowy o wolnym handlu z USA

CEO Magazyn Polska

Zniesienie ceł to tylko pierwszy i najłatwiejszy krok w negocjowanej warunków umowy o wolnym handlu między Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi. Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji ma też doprowadzić do ujednolicenia standardów i przepisów dotyczących produkcji. To rodzi problemy w rolnictwie, m.in. związane z żywnością genetycznie modyfikowaną.

W Ameryce szeroko stosuje się GMO, w Europie jest niechęć. Trzeba więc znaleźć porozumienie, żeby pogodzić te dwie różne wartości i systemy – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dorota Dąbrowski, dyrektor wykonawczy Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce (AmCham).

Negocjacje umowy znanej jako Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji (TTIP) ruszyły w lipcu 2013 r. Od tego czasu co kilka tygodni odbywają się rundy negocjacji dotyczące poszczególnych obszarów. Zarówno administracja w Waszyngtonie, jak i Komisja Europejska liczą na jak najszybsze podpisanie umowy, która mogłaby pozytywnie wpłynąć na kondycję obydwu gospodarek.

Dorota Dąbrowski ocenia, że umowę może uda się podpisać do końca 2015 r. Podkreśla, że zniesienie ceł, czyli fundament umowy o wolnym handlu, to tylko pierwszy krok. Do tego najłatwiejszy, bo już teraz cła między UE i Stanami Zjednoczonymi nie są wysokie.

Jak je się zniesie, to da to od razu korzyści i dla konsumentów, i dla przedsiębiorców, i dla całego łańcucha dystrybucji. Ale ta ważniejsza część i trudniejsza, to jest właśnie pogodzenie dwóch różnych systemów podejścia do produkcji, kontroli całej gospodarki po obu stronach Atlantyku – podkreśla Dąbrowski.

Konflikt występuje między innymi w rolnictwie, gdzie europejskie i amerykańskie standardy bezpieczeństwa znacznie się różnią. W Stanach Zjednoczonych dość powszechnie stosuje się np. genetycznie modyfikowane rośliny. Jak wynika z danych podawanych przez Organizację Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO), w 2010 r. w Stanach Zjednoczonych uprawiano niemal 70 milionów hektarów plonów genetycznie modyfikowanych. W Europie były one wtedy dozwolone w ośmiu krajach, ale ich łączny areał nie przekraczał 1 miliona hektarów.

Inne jest też podejście do stosowania sztucznych hormonów w hodowli krów. Za Atlantykiem są one dozwolone, a w UE zostały one zakazane w latach 90.

I w Unii, i w Ameryce produkty rolne i spożywcze, i w ogóle konsumenckie, są bardzo ważne pod kątem konsumenta i są bezpieczne. Problem jest taki, że każdy dochodzi do tego poziomu bezpieczeństwa w inny sposób – mówi Dąbrowski. – Na pewno jest negocjacje te są trudne, bo tam obszar jest duży, rynek jest ogromny, a to wzmacnia te problemy i trudne sytuacje.

Dąbrowski ma jednak nadzieję, że uda się wypracować wspólne standardy i otworzyć rynek transatlantycki. Niezależne londyńskie Centrum Badań nad Polityką Ekonomiczną (CEPR) ocenia, że dzięki TTIP unijna gospodarka może rocznie zyskać 119 mld euro (545 euro na unijną rodzinę), a amerykańska – 95 mld euro.

W 2013 r. 27 krajów członkowskich UE (bez uwzględnienia Chorwacji) zaimportowało ze Stanów Zjednoczonych towary warte 196 mld euro. W tym samym okresie unijny eksport za Atlantyk wyniósł 288 mld euro.

Grupa o2 po przejęciu Wirtualnej Polski planuje kolejne przejęcia

0

CEO Magazyn Polska Po przejęciu Wirtualnej Polski Grupa o2 planuje kolejne przejęcia. Mają one nastąpić jeszcze w tym oraz w przyszłym roku. – Przyglądamy się kolejnym obiektom do akwizycji i rozglądamy się za akwizycjami w każdym ważnym segmencie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Brański, współzałożyciel i członek zarządu Grupy o2.  

Interesują nas spółki, w których jasno widać koszty, przychody i plany na dalszy rozwój – precyzuje Brański. – Nie chcemy po prostu przejmować przedsięwzięć i zadowalać się tym, co jest. Przedsiębiorca musi nam też pokazać plan dojścia do kolejnych stadiów rozwoju i pomnożenia wyniku finansowego – dodaje.  

Zarząd planuje także ograniczyć mniej ważne projekty, aby skupić się na tych kluczowych. Pod koniec lutego Wirtualna Polska zaprzestała aktualizacji serwerów Nasygnale.pl o tematyce przestępczej, portalu Niewiarygodne.pl o zjawiskach paranormalnych oraz Odkrywcy.pl o nauce.  

Chcemy wyczyścić portfel serwisu z tych projektów, które naszym zdaniem nie rokują na przyszłość, jeśli chodzi o budowanie ogólnego wizerunku marki WP – mówi Brański. – Serwisy te nie są poszukiwane przez marketerów i nie mają swoich autonomicznych źródeł ruchu.

Grupa zamierza skupić się na najważniejszych projektach.  

Lepiej zbudować 20 mocnych projektów niż mieć 45 niedofinansowanych – przekonuje Brański. – Chcemy skupić się na filarach, którymi dla nas są:  finanse, rozrywka, lifestyle, serwisy kobiece, serwisy z segmentu people, sport i wiadomości.

W październiku 2013 r. Orange Polska ogłosiło sprzedaż Wirtualnej Polski. Transakcja została sfinalizowana w lutym br., a nabywcą była Grupa o2, korzystająca z finansowania funduszu inwestycyjnego Innova Capital. Wartość transakcji wyniosła 383 mln zł. Pod koniec czerwca Wirtualna Polska i o2 zaczną działać jako jeden podmiot pod nazwą Grupa Wirtualna Polska.

Polacy zaskoczeni odmiennymi zasadami rekrutacji do pracy za granicą. Różnice są ogromne

CEO Magazyn Polska

Starając się o pracę lub staż za granicą, trzeba zwrócić szczególną uwagę na formę przygotowania dokumentów aplikacyjnych, a także sprawdzić obowiązujący w danym kraju dress code. Zasady rekrutacji pracowników w każdym kraju są odmienne. Różnice mogą dotyczyć nawet kwestii negocjacji wynagrodzenia, a także pytań o życie prywatne.

By dobrze zaprezentować się na rozmowie kwalifikacyjnej, warto dokładnie poznać specyfikę danego kraju i dowiedzieć się, na co zwrócić szczególną uwagę.

Jeśli chodzi o wysyłanie CV, to najciekawszym przypadkiem jest Francja. W przypadku Francji to CV najczęściej jest w formie papierowej. I także często zdarza się, że na przykład list motywacyjny jest w formie pisemnej, czyli piszemy go odręcznie, bo Francuzi mają takie podejście, że bardzo często zatrudniają grafologów, którzy sprawdzają charakter naszego pisma. W ten sposób oceniają nasz charakter – mówi agencji informacyjnej Newseria Bartosz Żyła z portalu Feender.com.

Aplikowanie na staż w Wielkiej Brytanii, dokąd wyjeżdża najwięcej Polaków, także znacznie różni się od tego w Polsce. Należy liczyć się z tym, że nie można tam negocjować wynagrodzenia.

W przypadku Wielkiej Brytanii podstawową różnicą w porównaniu do Polski jest to, że kwota płacy jest podana w ogłoszeniu, więc nie wchodzi w ogóle w grę możliwość jej negocjowania. Jeśli będziemy chcieli poruszyć tę kwestię podczas rozmowy albo podwyższyć swoją stawkę, istnieje bardzo duża szansa, że dostaniemy odpowiedź odmowną. Z pozostałych różnic należy także wymienić to, że pracodawcy z Wielkiej Brytanii bardzo często przysyłają odpowiedź w formie pisemnej na naszą aplikację i to też jest znacząca różnica  w porównaniu do polskiego systemu, w którym aplikujemy – podkreśla Bartosz Żyła.

Ważną rolę podczas rozmowy kwalifikacyjnej może odegrać także odpowiedni ubiór. W krajach skandynawskich pracodawcy nie zwracają na to szczególnej uwagi. W Niemczech jest wprost przeciwnie.

W Niemczech osoby rekrutujące przywiązują bardzo dużą wagę do szczegółu. Tam ubiór czy fryzura są bardzo ważne. Nie tylko nasza wiedza merytoryczna, lecz także to, jak wyglądamy. Każdy szczegół ma znaczenie – zwraca uwagę Bartosz Żyła.

W większości krajów europejskich podczas rozmów kwalifikacyjnych przyszły pracodawca nie ma prawa pytać nas o sprawy prywatne. Nie usłyszymy więc pytań o plany założenia rodziny czy poglądy religijne. Nie dotyczy to jednak Francji. Ubiegając się o stanowisko pracy w tym kraju, trzeba się także liczyć z możliwości pojawienia się pytań dotyczących spraw osobistych.

ATM S.A. z rekordowymi wynikami za 2013 rok

ATM S.A. zaprezentowała raport finansowy za 2013 rok. Osiągnięte w minionym roku wyniki finansowe były rekordowe – wszystkie najważniejsze pozycje sprawozdania z dochodów zostały poprawione w stosunku do bardzo dobrego dla Spółki 2012 roku. Przychody ze sprzedaży osiągnęły poziom 131 mln zł (po wyłączeniu przychodów ze sprzedaży z kontraktu OST 112), marża ze sprzedaży – 77 mln zł, zysk operacyjny – 26 mln zł, zaś EBITDA – 46 mln zł.

Warszawa, 20 marca 2014 r. — Dynamika wzrostów wyżej wymienionych wyników działalności operacyjnej była na poziomie 3-5%, co w konsekwencji istotnego obniżenia kosztów finansowych przyniosło bardzo istotną poprawę zysku brutto (o 33% r/r, do 20,3 mln zł) oraz zysku netto z działalności kontynuowanej (o 43% r/r, do 19,8 mln zł). Spółka utrzymała wysoki poziom rentowności (ok. 60% marży ze sprzedaży), również dzięki zachowaniu dyscypliny w obszarze kosztów stałych. Udział przychodów abonamentowych w całości przychodów ATM został utrzymany w 2013 roku na wysokim poziomie (ok. 88%), dzięki czemu zapewniona jest stabilność przepływów pieniężnych przyszłych okresów.

W minionym roku, podobnie jak w okresie wcześniejszym, najdynamiczniej rosnącą częścią biznesu Spółki były usługi centrów danych (kolokacja i hosting). Udało się dzięki temu ugruntować pozycję lidera rynku kolokacyjnego w Polsce. Przychody z tego tytułu wzrosły o ponad 17% r/r, osiągając rekordowe 58 mln zł, z czego aż 97% stanowiły opłaty cykliczne (abonamentowe). Udział usług centrów danych w całkowitej marży ATM wyniósł za cały 2013 rok już ponad 60%, co dobitnie obrazuje rosnącą rolę tej kategorii usług w działalności Spółki.

— Z zadowoleniem przyjmujemy fakt, że obrana przez nas strategia intensywnych inwestycji w kolokacyjną część biznesu przynosi rezultaty i jesteśmy jednym z głównych beneficjentów dynamicznego wzrostu tej bardzo perspektywicznej gałęzi polskiego rynku teleinformatycznego. Również w przyszłość patrzymy z optymizmem, który uzasadnia między innymi aktualnie prowadzona liczba rozmów oraz postępowań ofertowych dotyczących oferty kolokacyjnej ATM, które istotnie przekraczają poziomy dotychczas obserwowane w historii Emitenta — powiedział Tadeusz Czichon, Wiceprezes Zarządu ATM S.A.

Omawiając wyniki usług centrów danych, warto wspomnieć o bardzo dynamicznie rosnącej ich części — dzierżawie serwerów dedykowanych. W całym 2013 roku przychody z tego tytułu wzrosły o ponad 190% — z 1,3 mln zł do 3,8 mln zł. Wzrost ten wpisuje się w coraz silniej obserwowany wśród polskich przedsiębiorstw trend outsourcingu infrastruktury IT. Usługa ATMAN EcoSerwer pozwala klientom na korzystanie z serwerów bez konieczności inwestowania w sprzęt i rozliczana jest w formie abonamentowej.

W celu zapewnienia odpowiedniej podaży powierzchni kolokacyjnej w obliczu dynamicznie rosnącego popytu ATM prowadzi ambitny proces inwestycyjny, w ramach którego w okolicach połowy bieżącego roku oddane zostanie do użytkowania kolejne nowe centrum danych — budynek F4 na terenie kampusu Centrum Danych ATMAN w Warszawie. Ponadto konsekwentnie realizowane są dalsze inwestycje w ramach projektu Centrum Innowacji ATM — budynek centrum danych F5 (przewidziany do uruchomienia w 2015 roku) oraz budynek biurowy.

Druga ważna kategoria usług ATM — transmisja danych i usługi światłowodowe — przyniosła w 2013 roku ok. 49,5 mln zł przychodów ze sprzedaży, dzięki czemu zanotowany został na tym polu niespełna 4-procentowy wzrost r/r. Na uwagę zasługuje tutaj bardzo dobry wynik wypracowany w czwartym kwartale minionego roku — 13,9 mln zł przychodów, do którego osiągnięcia walnie przyczyniła się duża umowa na sprzedaż łączy podpisana z jednym z operatorów telekomunikacyjnych.

W kategorii usług dostępu do Internetu ATM, zgodnie z trendami rynkowymi, odnotowuje dalsze spadki przychodów. W całym 2013 roku przychody z tego tytułu wyniosły 18,3 mln zł (spadek o 14% r/r). Należy tutaj jednak zwrócić uwagę, że tempo spadków jest z kwartału na kwartał coraz wolniejsze (od -10,5% dla III/II kw. 2012 r. do -0,5% dla IV/III kw. 2013 r.), co wynika m.in. z systematycznego zwiększania się zainteresowania ofertą ATM przez mniejsze podmioty, dzięki którym coraz skuteczniej udaje się niwelować negatywny efekt spadku cen jednostkowych i zmniejszania przychodów od większych odbiorców. W ciągu 2013 roku Spółka odnotowała 18-procentowy wzrost liczby klientów usług dostępu do Internetu.

— Sprzedaż usług transmisji danych i dostępu do Internetu do mniejszych podmiotów jest możliwa ze względu na konsekwentne zwiększanie zasięgu sieci światłowodowej należącej do Emitenta. Poszerzający się zasięg sieci wyraża się rosnącą liczbą lokalizacji biznesowych — głównie biurowców — przyłączonych do sieci, zgodnie z zaprezentowaną w ubiegłym roku strategią Spółki. W ciągu 2013 roku liczba lokalizacji biznesowych w sieci światłowodowej ATM wzrosła o ponad 40%. W dalszej perspektywie tendencja ta powinna się utrzymać, pozwalając na generowanie coraz wyższych przychodów od klientów biznesowych — powiedział Maciej Krzyżanowski, Prezes Zarządu ATM S.A.

Negatywny wpływ na wyniki Spółki miało zamknięcie i ostateczne rozliczenie działalności zaniechanej związanej z usługami płatności mobilnych. Była ona prowadzona w grupie ATM w latach 2006-2013 przez spółkę mPay S.A., a strata z działalności zaniechanej nie miała wpływu na bieżące przepływy finansowe. W związku ze sprzedażą ostatniej ze spółek zależnych z dawnej grupy kapitałowej ATM, od roku 2014 Emitent będzie publikował już wyłącznie sprawozdania jednostkowe.

Branża gier cyfrowych zmienia się jak nigdy dotąd – wynika z raportu „New ways to play games”

Gaming stał się bardziej akceptowany społecznie, jako mainstreamowa forma kultury. Konsumenci coraz częściej szukają pełnego zanurzenia się w wirtualnym świecie i socjalizacji za pośrednictwem gier. Oczekują również, że urządzenia i aplikacje będą stale ulepszane, tak by oferować nowe, ulepszone doznania w trakcie gry.

„Pojawienie się na rynku bardzo osobistych urządzeń – opartych o aplikacje i służących różnorodnym celom, czyli smartfonów – pozwoliło grom dotrzeć do znacznie szerszego grona odbiorców” – mówi Niklas Heyman Rönnblom, Senior Advisor w Ericsson ConsumerLab. „Wiele z obecnych gier wykorzystuje łączność internetową by dodać nowe opcje rozgrywki np. multiplayer. Wzmocnienie się tego trendu jeszcze bardziej podkreśli znaczenie zasięgu, jakości sieci i jej niezawodności. Wszelkie niechciane przerwy w trakcie gry są źródłem frustracji.”
Raport bazuje na odpowiedziach 8000 respondentów z Brazylii, USA i Korei Płd. oraz na 60 pogłębionych wywiadach (20 graczy z każdego kraju) oraz 13 rozmowach z analitykami branżowymi i ekspertami akademickimi.

Wnioski z raportu:

Profil gracza się zmienia. Nasze badanie pokazuje, że 85 procent graczy w Korei Południowej, 75 procent w USA i 53 procent w Brazylii korzysta z gier na urządzeniach stacjonarnych i mobilnych. (Ericsson ConsumerLab, wiek 16-59). Wśród graczy jest równy stosunek mężczyzn do kobiet, odrobinę więcej mężczyzn w Brazylii. 50 proc. graczy w USa ma powyżej 34 lat, podczas gdy w Korei Płd. 50 proc ma więcej niż 40 lat. W Brazylii ponad 60 proc. graczy ma poniżej 30 lat.

Przepustowość łącza internetowego nie jest najważniejszym aspektem sieci w trakcie gry. Istotniejsze dla gracza są stabilność i niezawodność łącza.

Konsumenci przyzwyczają się do elementów gamingowej rzeczywistości. To prowadzi do pojawiania się elementów grywalizaji w innych obszarach tj. edukacja i rozwój osobisty.

Zachowania i preferencje wyborcze Polaków w marcu

Warszawa, 21 marca 2014 r. – Gdyby wybory parlamentarne miały odbyć się w marcu, to wzięłaby w nich udział ponad połowa dorosłych Polaków (54 proc.). Najwięcej głosów otrzymałoby Prawo i Sprawiedliwość (36 proc.) oraz Platforma Obywatelska (35 proc.) – wyniki marcowej fali badania* GfK Polonia na temat preferencji partyjnych Polaków.

Począwszy od marcowego komunikatu w prezentowanym rozkładzie preferencji partyjnych w podstawie procentowania uwzględniana będzie kategoria „inna partia”.

W porównaniu z lutową falą badania spadły notowania PiS o 2,76 punktu proc. do 36,34 proc., natomiast wzrosły notowania PO o 5,52 punktu proc. do 35,13 proc. Do Sejmu dostałyby się jeszcze: Sojusz Lewicy Demokratycznej (9,38 proc., -0,34 punktu proc.) i Polskie Stronnictwo Ludowe (7,41 proc., +2,59 punktu proc.). Poza parlamentem znalazłyby się: Twój Ruch (1,94 proc.), Nowa Prawica Janusza Korwin-Mikke (1,74 proc.), Solidarna Polska Zbigniewa Ziobro (1,08 proc.), Polska Razem Jarosława Gowina (0,85 proc.), Samoobrona (0,73 proc.), Partia Kobiet (0,59 proc.), Stronnictwo Demokratyczne (0,3 proc.), Zieloni (0,19 proc.), Prawica Rzeczypospolitej (0,17 proc.), Unia Pracy (0,13 proc.), Liga Polskich Rodzin (0,12 proc.). Powyższy rozkład procentowy głosów uwzględnia także kategorię „inna partia”, na którą wskazało prawie 4 proc. respondentów.

Prezentowane wyniki preferencji partyjnych obliczono na podstawie połączonych dwóch kategorii respondentów deklarujących swój udział w wyborach – tych, którzy wskazali jakąś partię oraz tych, którzy jeszcze się wahają (wynik imputowany**).

Frekwencja
W marcu ponad połowa respondentów (54 proc.) deklaruje, że wzięłaby udział w wyborach (21,62 proc. zdecydowanie tak; 32,51 proc. raczej tak). W wyborach nie wzięłoby udziału 39 proc. z nich (27,79 proc. zdecydowanie nie; 10,82 proc. raczej nie). 7 proc. Polaków nie jest pewnych udziału w wyborach.

Wyborcy niezdecydowani**
Wśród respondentów, którzy deklarują chęć udziału w wyborach, 20 proc. jest niezdecydowanych na jaką partię głosować. W porównaniu z badaniem lutowym odsetek wyborców wahających się spadł w marcu o 2 punkty proc. Prognoza rozkładu głosów wśród osób niezdecydowanych wskazuje, iż większość ich głosów otrzymałaby PiS (37,41 proc.) i PO (30,79 proc.).

Dodatkowe informacje o badaniu
Badanie zachowań i preferencji wyborczych jest kontynuacją badań prowadzonych przez instytut GfK Polonia od 2005 roku na zlecenie redakcji dziennika Rzeczpospolita. Od 2011 roku instytut GfK Polonia prowadzi badanie niezależnie, na potrzeby partii politycznych, organizacji społecznych, administracji publicznej i rządowej.

* Marcowa fala badania została przeprowadzona w dniach 6-9 marca 2014 r. na podstawie reprezentatywnej imiennej próby pełnoletnich Polaków wylosowanej z bazy PESEL. Osoby celowe zostały wybrane w oparciu o dwustopniowy stratyfikowany schemat losowania z całkowitą liczbą realizowanych wywiadów n=1020.

** Rozkład głosów oddanych na partie dla osób niezdecydowanych, rejestrowany w pytaniu o preferowaną partię, został zaimputowany (odtworzony) za pomocą wielomianowego modelu regresji logistycznej, oszacowanego w oparciu o szczegółowe cechy społeczno-demograficzne badanego respondenta.

Przedziały ufności
Badanie preferencji politycznych to estymacja przedziałowa, której wynikiem nie jest ocena punktowa, czyli konkretna wartość, ale pewien przedział, do którego z określonym prawdopodobieństwem (zwykle 95 proc.) należy szacowana wartość parametru (w tym przypadku głosowanie na konkretną partię). Podstawowym pojęciem estymacji przedziałowej jest przedział ufności. Prezentowane przedziały ufności zostały obliczone w oparciu o nieparametryczną metodę estymacji bootstrap uwzględniającą dwustopniowy schemat konstrukcji próby (w przypadku złożonych schematów losowania, a takie stosuje się w tym i podobnych badaniach typu face-to-face, klasyczne metody obliczania przedziałów ufności oparte na Centralnym Twierdzeniu Granicznym byłyby niepoprawne).
Ilość replikacji została ustalona na poziomie i=1000.

Rekordowe przychody i produkcja Serinus w 2013 roku

2013 jest kolejnym rokiem dynamicznego rozwoju Serinus Energy. Dzięki przejęciu w czerwcu Winstar Resources oraz systematycznie rosnącej produkcji na Ukrainie, Spółka osiągnęła 47 procentowy wzrost przychodów ze sprzedaży ropy i gazu, co daje kwotę niemal 150 mln USD. Średnia produkcja (netto dla Serinus) w 2013 roku wyniosła 4.081 baryłek ekwiwalentu ropy dziennie, czyli o 54 proc. więcej niż w 2012 roku. Blok L w Brunei został objęty odpisem aktualizacyjnym.

W czerwcu Serinus Energy (wtedy pod nazwą Kulczyk Oil Ventures) ostatecznie przejęło kanadyjską spółkę Winstar Resources. Aktywa nowego podmiotu obejmują koncesje w Brunei, Syrii, Tunezji, Rumunii oraz na Ukrainie. Rezerwy typu 2P wzrosły dzięki tej transakcji o 11,5 MMboe i osiągnęły poziom 20,5 MMboe.

Średnia produkcja netto dla Serinus wyniosła 4.081 baryłek ekwiwalentu ropy dziennie w porównaniu do 2.655 boe/d w 2012 r. W IV kwartale średnie dzienne wydobycie osiągnęło poziom 5.088 boe.

Ceny gazu na Ukrainie nadal utrzymują się na korzystnych poziomach. W 2013 roku płacono 11,21 USD za tysiąc stóp sześciennych surowca. W Tunezji, baryłka ropy kosztowała 111,08 USD.

Przychody ze sprzedaży ropy i gazu za 2013 r. wyniosły 146,7 mln USD, co oznacza wzrost o 47 proc. w porównaniu do 2012 r.

Przepływy środków z działalności operacyjnej osiągnęły poziom 55,1 mln USD za cały rok oraz 14,6 mln USD za czwarty kwartał w porównaniu do odpowiednio 33,3 mln USD oraz 9,4 mln USD (wzrosty 65,5 proc. oraz 55 proc.)

Przychód ze sprzedaży pomniejszony o koszty należności koncesyjnych osiągnął poziom 112,2 mln USD w porównaniu do 80 mln USD w 2012 r., co oznacza wzrost o 40 proc.
Wartość retroaktywna netto (netback) w 2013 wyniosła 45,43 USD za boe w porównaniu do 48,88 USD w 2012 r. Niewielki spadek jest efektem niższego wyniku na Ukrainie (41,69 USD/boe) zamortyzowanego przez wysoki netback w Tunezji – 68,68 USD/boe.

Spółka zależna – KUB-Gas wypłaciła w 2013 roku 32,5 mln USD dywidendy.
Wcześniejsza spłata 10 mln USD z kredytu EBOR. Dzięki zwiększaniu wydobycia na Ukrainie oraz dobrym wynikom finansowym, Spółka wcześniej wywiązała się z zobowiązań wobec Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. Nie było także potrzeby podejmowania drugiej transzy kredytu.

Strata netto Serinus za 2013 rok wynosi 57,5 mln USD, w wyniku odpisu związanego z Blokiem L w Brunei, zaś zysk brutto bez uwzględniania odpisu wyniósł 25,5 mln USD (8,8 mln USD w 2012)

Serinus razem z Petroleum Brunei nadal prowadzą ocenę dotychczasowych działań i wykonanych odwiertów, zaś celem jest wypracowanie dalszych kroków dotyczących Bloku L. Tym niemniej Serinus dokonał pełnego odpisu inwestycji w Brunei, w wysokości 83 mln USD, w efekcie prac, które nie przyniosły dotychczas pozytywnych efektów.

Dwie nowe umowy kredytowe z Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju, w ramach których Spółka otrzyma 60 mln USD z przeznaczeniem na działalność w Tunezji.

Produkcja

Wydobycie Serinus Energy odbywa się na Ukrainie, gdzie w ciągu 2013 r. średnia produkcja wyniosła 3.319 boe/d, oraz w Tunezji – średnio 762 boe/d. Wynik jest o 54 proc. wyższy niż w 2012 r. Średnie wydobycie w Tunezji odnosi się do pełnych 12 miesięcy, a nie do okresu od momentu przejęcia Winstar. Od czerwca, produkcja z tunezyjskich pól wynosi średnio 1.512 boe/d.

83 proc. produkcji stanowił gaz ziemny (95 proc. w 2012), którego średnie dzienne wydobycie, netto dla Spółki, wynosiło ponad 578 tys. m sześc. (w porównaniu do średnio 427,6 tys. m sześc. dziennie w 2012 r.)

Perspektywy na 2014 r.

Serinus Energy planuje wykonać cztery nowe odwierty na Ukrainie. Prace wiertnicze finansowane będą ze środków generowanych przez bieżącą działalność. Ze względu na zmieniające się ceny gazu, program prac może zostać ograniczony.

Budżet na nakłady inwestycyjne na najbliższy rok wynosi 55 mln USD. Środki zostaną wykorzystane m.in. na:

Stymulację 5 odwiertów na Ukrainie, w tym: NM-3, O-11, O-15, K-3 oraz O-24;
Wykonanie dwóch odwiertów na polu Sabria w Tunezji. Każdy z nich kosztować będzie ok. 14,4 mln USD (6,5 mln USD udziału Serinus), a planowo prace przy każdym z nich potrwają 70 dni. Rozpoczęcie pierwszego odwiertu zaplanowane jest na koniec maja.

Wykonanie dwóch odwiertów poszukiwawczych na terenie Rumunii. Rozpoczęcie pierwszego odwiertu zaplanowane jest na wrzesień. Ponadto, Spółka planuje również zebranie nowych danych sejsmicznych 3D z obszaru ok. 180 km². Badania te także rozpoczną się we wrześniu.

Prace modernizacyjne przy czterech odwiertach w Tunezji: ECS-1, EC-1, CS Sil-1 oraz CS Sil-10. Odwierty ECS-1 i EC-4 poddane zostaną również stymulacji.

6 marca 2014 r. Serinus Energy uruchomiła nową stację przetwórstwa gazu, obsługującą pola Makiejewskoje oraz Olgowskoje. Przewiduje się, że dzienna produkcja, dotychczas ograniczana przez możliwości systemu, wzrośnie już w najbliższym czasie o 142 tys. m sześć. gazu dziennie.

Celem Spółki na koniec roku 2014 jest wzrost produkcji o 30-35 proc.

Serinus Energy dokonała corocznej oceny rezerw na swoich koncesjach

Zgodnie z raportem niezależnej firmy inżynieryjnej RPS z Kanady, zasoby potwierdzone, prawdopodobne i możliwe (3P) wzrosły o 129 proc. w porównaniu do oszacowania z 2012 r. Ich wartość bieżąca netto (Net Present Value), przy zastosowaniu 10 proc. stopy dyskontowej, wzrosła o 77 proc. i dzisiaj wynosi niemal 666 mln USD.

Ewaluacji dokonano według wytycznych Canadian National Instrument 51-101 – Standards of Disclosure for Oil and Gas Activities. Dotyczą one zasobów należących do udziału Serinus Energy na polach na Ukrainie i w Tunezji.

Rezerwy typu 1P (Potwierdzone) wzrosły o 59 proc.,
Rezerwy typu 2P (Potwierdzone i Prawdopodobne) wzrosły o 119 proc.,
Rezerwy typu 3P (Potwierdzone, Prawdopodobne i Możliwe) wzrosły o 129 proc.,
Wskaźnik Żywotności Rezerw (Reserve Life index – RLI), obliczony na podstawie dzielenia rezerw (według stanu na 31 grudnia 2013 r.) przez roczną wielkość produkcji na koniec roku, wyniósł 4,7 lat dla kategorii 1P oraz 11,3 lat dla 2P.

Głównym czynnikiem wzrostów było przejęcie spółki Winstar Resources oraz jej koncesji w Tunezji. Rezerwy typu 1P, 2P i 3P wzrosły dzięki tej transakcji odpowiednio o 3,74, 11,5 oraz 23,9 miliony baryłek ekwiwalentu ropy naftowej. Zmiana ogólnej ilości zasobów na Ukrainie wynika z korekty przypisanych do odwiertu K-7. Są one niższe o 1,95 Bcf w przypadku kategorii 1P i 4,2 Bcf w przypadku kategorii 2P.

RPS Energy Canada Ltd przedstawiła również swoje prognozy dotyczące cen surowców na Ukrainie. Według ich analiz, pomimo możliwych spadków w ciągu najbliższych pięciu lat, w dłuższej perspektywie, ceny będą rosnąć:

„Wyraźne wzrosty we wszystkich kategoriach rezerw są wymiernym dowodem, jak ważnym rokiem był dla Serinus Energy 2013. Teraz zadaniem, nad którym musimy się szczególnie skupić jest wykorzystanie tego wzrastającego potencjału poprzez umiejętne zarządzanie i skuteczne prace wiertnicze. Jak każda doświadczona spółka w sektorze ropy i gazu, zaznaliśmy już zarówno serii sukcesów i istotnych odkryć, jak również trudnych chwil, dzięki czemu łatwiej nam przewidzieć, co może przynieść przyszłość. Programy prac oraz ich miejsca czasami się zmieniają, ale strategia nadal pozostaje niezmieniona – konsekwentny i stabilny wzrost wartości Spółki.” – powiedział Timothy Elliott, Prezes Zarządu i Dyrektor Generalny Dyrektor Generalny.

Ekwiwalent ropy naftowej i gazu

Informacja o produkcji jest z reguły podawana w jednostkach takich jak baryłki ekwiwalentu ropy naftowej („boe” lub „Mboe” lub „MMboe”) lub też w jednostkach ekwiwalentu gazu („Mcfe” lub „MMcfe” lub „Bcfe”). Jednakże określenia boe lub Mcfe mogą być mylące, w szczególności gdy używane są w oderwaniu od kontekstu. Współczynnik konwersji na boe, gdzie 6 Mcf = 1 baryłka, lub na Mcfe, gdzie 1 baryłka = 6 Mcf, wynika z metody zakładającej równoważność energetyczną w odniesieniu do danych z pomiarów uzyskanych na końcówce palnika, co nie odnosi się do wartości występujących na głowicy.

Podstawowe pojęcia

„Rezerwy” są to zasoby węglowodorów, które oczekuje się, że będą komercyjnie zdatne do wydobycia w wyniku realizacji projektów zagospodarowania ze znanych akumulacji, od określonej daty, pod określonymi warunkami. Rezerwy muszą spełniać cztery kryteria: muszą być odkryte, zdatne do wydobycia, w ilościach zdatnych do komercyjnego wydobycia i obecne w złożu (na dzień oceny) w oparciu o zastosowany projekt zagospodarowania. Rezerwy dzieli się dalej według prawidłowości oszacowania, a następnie według zaawansowania projektu i/lub statusu zagospodarowania i wydobycia.

„Zasoby Potwierdzone” to wielkości wydobycia węglowodorów, które na podstawie analiz geologicznych i danych inżynieryjnych można oszacować z rozsądną pewnością jako komercyjnie zdatne do wydobycia od określonej daty, ze znanych horyzontów złożowych i w określonych warunkach gospodarczych, z wykorzystaniem określonych metod operacyjnych i w oparciu o określone regulacje administracyjne.

„Zasoby Prawdopodobne” to takie dodatkowe Rezerwy, w wypadku których ustalone na podstawie analiz geologicznych i danych inżynieryjnych szanse wydobycia są niższe niż w wypadku Zasobów Potwierdzonych, ale wyższe niż w przypadku Zasobów Możliwych.

„Zasoby Możliwe” to takie dodatkowe Rezerwy, w wypadku których ustalone na podstawie analiz geologicznych i danych inżynieryjnych szanse wydobycia są niższe niż w wypadku Zasobów Prawdopodobnych. Prawdopodobieństwo, że rzeczywiste wydobyte ilości będą równe lub przekroczą sumę Zasobów Potwierdzonych, Prawdopodobnych i Możliwych wynosi 10%.

„Zasoby Warunkowe” to ilości ropy naftowej lub gazu ziemnego, które według szacunków na dany dzień mogą potencjalnie zostać pozyskane ze znanych akumulacji przy zastosowaniu istniejącej technologii lub postępu technicznego, ale wobec których dany projekt czy projekty nie osiągnął jeszcze stopnia zaawansowania pozwalającego na komercyjne zagospodarowanie ze względu na jedno lub więcej uwarunkowań. Uwarunkowania te mogą mieć charakter ekonomiczny, prawny, środowiskowy, polityczny, jak też wypływać z regulacji lub braku rynku. Zasoby Warunkowe dzielą się na kategorie: Low Estimate (1C), Best Estimate (2C) i High Estimate (3C), w relacji do stopnia pewności związanego z szacunkami, a w zależności ekonomicznej opłacalności mogą być dzielone na podkategorie.

Wind Mobile sprzedał obligacje z blisko 50-procentową redukcją

W okresie składania propozycji nabycia obligacji zostały przyjęte zapisy na kwotę blisko dwukrotnie przewyższającą maksymalną wartość emisji, co w konsekwencji skutkowało redukcją zapisów blisko o połowę. Zarząd Spółki podjął uchwałę o przydziale obligacji na okaziciela serii A w kwocie 15 milionów złotych, celem współfinansowania przejęcia spółki Software Mind SA.

Podkreślić należy, iż zarówno Spółka, jak i podmiot przejmowany, wykazywały do tej pory śladowe saldo zobowiązań finansowych (0,3 miliona złotych). W świetle danych bilansowych zadłużenie obligacyjne na poziomie 15 milionów złotych nie stanowi również nadmiernego obciążenia przyszłej grupy kapitałowej. Suma salda środków pieniężnych obu podmiotów według stanu na koniec 2013 wynosi 12,3 miliona złotych, a salda kapitału obrotowego netto 25,7 miliona złotych, co prawie dwukrotnie pokrywa zobowiązanie obligacyjne. Relacja EBITDA do zobowiązania obligacyjnego, dla obu spółek według wykonania za 2013, wynosi 77%, a według wyników prognozowanych na 2014, aż 92%. Zatem prognozowa rentowność EBITDA na rok bieżący zapewnia prawie całkowite pokrycie zobowiązania, mimo 3-letniej perspektywy zapadalności papierów.

Przewidywany termin wprowadzenia obligacji do obrotu na rynku Catalyst to 30 kwietnia 2014 r.

„Przed sprzedażą obligacji spotkaliśmy się z najważniejszymi inwestorami instytucjonalnymi, by przedstawić plany rozwoju Wind Mobile. Nasza strategia została odebrana przez inwestorów z dużym entuzjazmem, w efekcie czego obligacje za 15 milionów sprzedaliśmy na pniu. W ten sposób finalizujemy przejęcie Software Mind. Emisja obligacji stanowi również prognozę możliwości pozyskania środków na kolejną akwizycję. Świetna kondycja finansowa grupy, konsekwentnie realizowana długofalowa strategia, zapewniająca dynamiczny rozwój, oraz rzetelne relacje inwestorskie przynoszą efekty. Już dziś wiemy, że kolejna runda finansowania związana z następnym przejęciem zakończy się sukcesem.” – mówi Rafał Styczeń, wiceprezes Wind Mobile ds. Rozwoju i Akwizycji.

Rośnie polski rynek centrów danych

Rynek usług oferowanych z wykorzystaniem centrów danych jest obecnie jednym z bardziej perspektywicznych segmentów całego rynku ICT w Polsce. Zgodnie z przewidywaniami PMR sprzed roku, widać wyraźnie ruch na rynku nowych powierzchni serwerowych w kraju. Wprawdzie część inwestycji jest przesunięta, ale konsekwentnie realizuje się nakreślony przez nas scenariusz skokowego wzrostu zasobów kolokacyjnych, i to zarówno w centrach komercyjnych, jak i prywatnych oraz hybrydowych.

Bieżąca sytuacja

Na polskim rynku centrów przetwarzania danych widoczny jest wyraźny trend wzrostu powierzchni dostępnej pod usługi kolokacji i hostingu. W zasadzie każdego roku do dyspozycji klientów oddawane jest 4-7 tys. m² nowej powierzchni serwerowej. Przekłada się to na przychody dostawców usług. Według kalkulacji PMR w ciągu ostatnich pięciu lat w ujęciu wartościowym rynek podstawowych usług oferowanych z wykorzystaniem centrów danych, czyli kolokacji, więcej niż podwoił swoją wartość, a dynamika wynosiła zawsze kilkanaście procent rocznie i była relatywnie odporna na czynniki makroekonomiczne. W jeszcze szybszym tempie w ostatnich dwóch latach wzrósł rynek hostingu serwerów.

Jeśli chodzi o przydział mocy, to dla 25 dużych centrów danych w Polsce oscyluje on w przedziale od nieco poniżej 1 MW do ponad 30 MW. Pomimo ewidentnej zależności powierzchni brutto obiektu i jego mocy maksymalnej, rozrzut pomiędzy obiektami o podobnym metrażu jest czasem widoczny. Wynika to z faktu, że niektórzy operatorzy w chwili podejmowania inwestycji w centra danych myślą już mocno do przodu, starając się przewidzieć rozwój sytuacji na rynku i swoją własną ekspansję.

W kolejnych latach, biorąc pod uwagę toczące się inwestycje, sytuacja na polskim rynku centrów przetwarzania danych nie ulegnie zasadniczej zmianie, a operatorzy będą oddawać do dyspozycji klientów kolejne tysiące metrów kwadratowych powierzchni. Nowością jest rosnąca liczba znaczących inwestycji w centra danych lokowane w parkach technologicznych i specjalnych strefach ekonomicznych. Projekty te są napędzane pozyskiwanymi funduszami UE, co skutecznie skraca czas zwrotu z inwestycji i pozawala na skuteczne konkurowanie z istniejącymi obiektami.

Najważniejsze inwestycje

Jeśli chodzi o czołowych dostawców usług kolokacyjnych w Polsce, to nie sfinalizowali oni w 2013 r. swoich inwestycji, ale nie można powiedzieć, że prace przy nowych obiektach wstrzymano. Serwerownie będą oddawane w roku bieżącym. Najwcześniej zapewne w przypadku 3S, które otwarcie swojej drugiej serwerowni w Katowicach planuje na kwiecień bieżącego roku, natomiast ATM spodziewa się, że budynek F4 ruszy w czerwcu (trwają prace wykończeniowe wewnątrz obiektu).

Na samym początku ubiegłego roku komercyjne usługi zaczęło oficjalnie oferować centrum danych DataSpace, należące do spółki Data Invest z Torunia. Obiekt mieści się na terenie lokalnego parku technologicznego. Całkowita powierzchnia brutto obiektu to 3 000 m2, powierzchnia samej serwerowni wynosi 1 100 m2, natomiast powierzchnia przeznaczona obecnie pod usługi kolokacji to około 400 m2.

W pierwszej połowie roku swój nowy obiekt w Błoniu pod Warszawą uruchomił też IBM. Całkowita powierzchnia brutto to 3 500 m2, a powierzchnia serwerowni – 1 000 m2. Pomieszczenie przeznaczone na sprzęt IT zostało zbudowane z wykorzystaniem technologii Rittal (dawniej Lampertz). Poza halą IT i pomieszczeniami technologicznymi wydzielona jest także przestrzeń biurowa i konferencyjna. Oczywiście specyfika biznesu prowadzonego przez IBM jest zupełnie różna od firm wyspecjalizowanych w usługach kolokacyjnych i nie takie będzie przeznaczenie tego obiektu.

Wśród istotnych projektów na polskim rynku centrów przetwarzania danych, których zamknięcie nastąpiło w 2013 r., wymienić należy nowy obiekt wybudowany przez spółkę TARR Centrum Innowacyjności – Exea Data Center, zlokalizowany w Toruńskim Parku Technologicznym. Powierzchnia brutto obiektu przekracza 4 700 m2, na samą serwerownię przypada 1 100 m2. Obecnie działają trzy niezależne komory z miejscem na 320 szaf rack, a czwarta jest w przygotowaniu. Warto przy tej okazji wspomnieć, że centrum kolokacyjne o podobnym metrażu jest też na ukończeniu w Grodzisku Mazowieckim. Wartość inwestycji to ok. 83 mln zł. Centrum ma przede wszystkim służyć na wewnętrzne potrzeby Polkomtelu i Cyfrowy Polsatu, jednak niewykluczony jest model hybrydowy i dzierżawa części powierzchni firmom zewnętrznym oraz rozwój usług komercyjnych.

W ubiegłym roku swoje centrum danych w Piasecznie odświeżył również mocno GTS. Obiekt poddano gruntownej renowacji. Wykonano szereg prac wykończeniowo-modernizacyjnych związanych chociażby malowaniem wnętrz i podłogi podniesionej, oddaniem nowych pomieszczeń konferencyjnych, renowacją i modernizacją infrastruktury towarzyszącej i zaplecza.
Nowe data center pojawiło się również niedawno w Katowicach. Obiekt jest częścią oddanego w I kw. 2014 r. w Parku Naukowo-Technologicznym Euro-Centrum budynku pasywnego. Cała inwestycja to część większego projektu współfinansowanego ze środków UE.

Audyt czołowych CPD w Polsce – uwagi metodologiczne

W artykule wykorzystano materiał z raportu opublikowanego w I kw. 2014 r. przez PMR: „Rynek centrów przetwarzania danych w Polsce 2014. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2014-2017” Raport powstał między innymi w oparciu o audyt 16 czołowych centrów przetwarzania danych w Polsce zlokalizowanych w Katowicach, Krakowie, Łodzi, Poznaniu i Warszawie. Na miejscu mieliśmy możliwość przeprowadzenia bezpośrednich wywiadów pogłębionych z dyrektorami technicznymi, dyrektorami marketingu i zarządem firm oferujących usługi w ramach centrów przetwarzania danych. Ponadto odbyliśmy rozmowy z innymi dużymi dostawcami obecnymi na polskim rynku data center. Odwiedziliśmy kilkanaście mniejszych serwerowni. Kontaktowaliśmy się również z kilkudziesięcioma innymi dostawcami, udostępniającymi przestrzeń pod kolokację i hosting w Polsce, a także oferujących usługi projektowania i budowy centrów danych i elementy infrastruktury. Dzięki wizytacjom i rozmowom uzyskaliśmy bardziej obiektywny obraz rynku, faktycznego stanu infrastruktury w centrach przetwarzania danych w Polsce i lepiej poznaliśmy plany rozwoju dostawców w kolejnych latach.

Czy sprzedaż firmowego samochodu ciężarowego bez VAT jest możliwa?

Czy przedsiębiorca będący płatnikiem VAT może bez tego podatku sprzedać samochód ciężarowy zakupiony wcześniej na umowę kupna-sprzedaży bez VAT? Jeśli tak, to na podstawie jakich przepisów? Wątpliwości wyjaśnia Magdalena Zarudzka, doradca podatkowy w Baker Tilly Poland Tax Advisers Sp. z o.o.

Na mocy ustawy o VAT, w brzmieniu obowiązującym zarówno przed, jak i po 1 stycznia 2014 r., generalnie sprzedaż rzeczy ruchomych, w tym samochodów, podlega opodatkowaniu podatkiem VAT. Od 1 stycznia 2014 r. zmianie uległy jednak zasady zwolnienia z opodatkowania podatkiem VAT sprzedaży takich towarów.

Do 31 grudnia 2013 r. zwolnieniem z VAT była objęta sprzedaż rzeczy ruchomych, jeśli przy ich nabyciu podatnikowi nie przysługiwało prawo do odliczenia VAT a przedmioty te spełniały definicję towarów używanych (tj. okres ich używania przez podatnika dokonującego ich dostawy wyniósł co najmniej pół roku po nabyciu prawa do rozporządzania tymi towarami jako właściciel).

Obecnie zwolniona z podatku VAT jest natomiast dostawa towarów wykorzystywanych wyłącznie na cele działalności zwolnionej z podatku VAT, jeżeli z tytułu nabycia, importu lub wytworzenia tych towarów nie przysługiwało dokonującemu ich dostawy prawo do obniżenia kwoty podatku należnego o kwotę podatku naliczonego. Nie ma obecnie znaczenia jak długo określony towar był używany do prowadzenia działalności gospodarczej.

W konsekwencji, aby teraz sprzedać samochód ciężarowy bez podatku VAT, spełnić należy łącznie oba poniższe warunki:
1) samochód był wykorzystywany wyłącznie do prowadzenia działalności zwolnionej z opodatkowania podatkiem VAT;
2) przy nabyciu samochodu nie przysługiwało prawo do odliczenia podatku VAT.

W opisywanym przypadku może nie zostać spełniony pierwszy z powyższych warunków, ponieważ, jak rozumiemy, samochód ciężarowy jest wykorzystywany do prowadzenia działalności podlegającej opodatkowaniu podatkiem VAT. Dlatego planowaną sprzedaż samochodu ciężarowego powinno się opodatkować podatkiem VAT.

A. Szczęśniak: kary dla PGNiG za niespełnienie obliga to absurd

PGNiG grożą kary za niespełnienie w ubiegłym roku obowiązku sprzedaży 30 proc. gazu przez giełdę. Spółka sprzedała tylko 4 proc. Zdaniem ekspertów  tak wysoki limit jest nierealny, bo na polskim rynku nie ma odbiorców, którzy kupiliby taką ilość paliwa na wolnym rynku. W tym roku ma już być lepiej, ale wypełnienie obliga  tegoroczny limit to już 40 proc.  jest zupełnie niewykonalne.

– Nie może być tak, że spółce narzuca się rzeczy niemożliwe do wykonania, a o tym, że jest to niewykonalne wiedzieli wszyscy, w momencie kiedy wprowadzali obligo, a potem za jego niewypełnienie nakłada się horrendalne kary – mówi Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku paliw. – Jeżeli na początku kwietnia rzeczywiście takie kary zostaną nałożone, będzie to sytuacja przypominająca absurdalny sen.

Zgodnie z prawem PGNiG musi określoną ilość gazu sprzedać poprzez Towarową Giełdę Energii. W ubiegłym roku było to 30 proc., w tym będzie 40, a od przyszłego roku  55 proc. W ubiegłym roku firmie udało się sprzedać tylko 4 proc. gazu przez giełdę. Za niewykonanie obowiązku Urząd Regulacji Energetyki grozi jej karami. Teoretycznie mogą sięgnąć nawet 15 proc. ubiegłorocznych przychodów spółki, czyli 4,8 mld złotych.

– Obligo gazowe nie zostało spełnione, bo to całkowicie nierealne. Wprowadzone na chybcika, natychmiast, i od razu z wymogiem sprzedaży 1/3 gazu przez giełdę  mówi Szczęśniak  W takim pośpiechu firma przepuściła przez giełdę 4 proc. swojego rynku. Warto sytuację tę porównać na przykład do sytuacji na bardzo dojrzałym rynku niemieckim, na którym przez giełdę przechodzi 8 proc. towaru. Można zatem powiedzieć, że PGNiG w przyspieszonym tempie, na łapu-capu, zrobił połowę tego, co Niemcy robili przez wiele lat, spokojnie planując i rozwijając rynek.

Jak wyjaśnia  gdyby nawet PGNiG skierowało na giełdę wymagane ilości paliwa, to nie byłoby komu go kupić. Na polskim rynku nie ma tak dużych odbiorców, którzy chcieliby zaopatrywać się w gaz na TGE.

– Oczywiście są wielcy gracze, tacy jak Orlen, Azoty, Lotos, ale to są gracze, którzy sami sobie zapewniają gaz, dzisiaj już z importu – dodaje. – Jednym z podstawowych problemów PGNiG jest to, że ma wieloletnie kontrakty w toku, i to z odbiorcami, którzy mogliby kupować gaz przez giełdę, czyli z dużymi podmiotami.

Kontrakty te zostały zawarte na dużo korzystniejszych dla odbiorców warunkach  nie ma więc powodu, by kupowali oni gaz na wolnym rynku. PGNiG nie może też tych kontraktów wypowiedzieć, bo za to grożą spółce wysokie kary umowne.

– Te kontrakty nie wygasają z dnia na dzień. Nie rozwiązano ich też ustawą, która nakładała obligo. Tam w ogóle nie wprowadzono trybu wychodzenia z tych kontraktów – dodaje Szczęśniak.

Wprowadzenie obrotu gazem na TGE ma sprawić, że dzięki konkurencji paliwo to będzie tańsze. Jednocześnie jego koszt jest dotowany w części zużywanej przez odbiorców indywidualnych. Zdaniem Szczęśniaka  skierowanie tej części na giełdę wywoła skutek odwrotny do zamierzonego  gaz podrożeje.

– 30 proc. nawet na tak dojrzałych rynkach jak niemiecki, który jest wzorcowym rynkiem europejskim, jest niespotykane. To sztuczny zabieg, który przepędza przez giełdę ogromne ilości gazu. Oczywiście giełda na tym zyskuje, ale poza tym nie zyskuje nikt – mówi ekspert.

Jak dodaje, w tym roku spółka powinna sobie już poradzić lepiej ze sprzedażą gazu przez giełdę, ale do wypełnienia obliga będzie i tak daleko. A obłożenie firmy karami nie poprawi jej sytuacji.

– Nie może być tak, że konkurencja ma być dopychana kolanem, brutalną siłą. To po prostu jest niszczenie spółki i to nie jest na pewno tworzenie rynku – ocenia Szczęśniak.

Komentarz indeksowy BossaFX 21 marca 2014 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 21 marca 2014 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Polskie firmy bardziej konkurencyjne od francuskich

CEO Magazyn Polska

Polscy przedsiębiorcy coraz chętniej wchodzą na francuski rynek. Już nie tylko eksportują tam swoje towary, lecz także myślą o otwieraniu spółek i oddziałów nad Sekwaną. W ubiegłym roku Polska powiększyła nadwyżkę w handlu z Francją, czyli eksportuje tam znacznie więcej niż importuje. I to pomimo wolniejszego wzrostu gospodarczego we Francji, a więc potencjalnego mniejszego popytu na polskie towary.

 Polska ma obecnie przewagę w wymianie handlowej z Francją, czego nie było przez wiele lat. Szczególnie silny jest sektor przemysłowy. Sprzedajemy wyroby przemysłowe z wysoką wartością dodaną. Bardzo prężnie rozwija się sektor spożywczy, rolno-spożywczy, sektor meblarski. W tym roku odnotowaliśmy też duży eksport na rynek francuski do sektora lotniczego i wojskowego – twierdzi Hanna Stypułkowska-Goutierre, prezes Polskiej Izby Handlowo-Przemysłowej we Francji.

Według danych Ministerstwa Gospodarki, polski eksport do Francji wyniósł w 2013 r. ponad 8,5 mld zł. Import osiągnął wartość 5,8 mld zł, w rezultacie Polska miała więc ponad 2,5 mld zł nadwyżki handlowej. Różnica między wartością eksportu i importu na korzyść Polski powiększyła się w stosunku do 2012 roku, pomimo wolniejszego wzrostu gospodarczego we Francji. Obok dalszego wzrostu eksportu, polskie firmy coraz częściej myślą o rozpoczęciu działalności na rynku francuskim.

Zdaniem Hanny Stypułkowskiej-Goutierre, ekspansję ułatwiają im wciąż niskie koszty oraz wysoka jakość usług.

 – Polskie firmy mają dwie zalety. Po pierwsze, są konkurencyjne cenowo, a po drugie, mają świetny serwis, czego Francuzom często brakuje. Odnotowuję coraz więcej polskich inwestycji we Francji, co mnie ogromnie cieszy – mówi Stypułkowska-Goutierre.  Pomimo trudnego rynku, polskie firmy mają jednak odwagę i coraz bardziej interesują się tym dużym, ważnym rynkiem – 68 mln mieszkańców to prawie dwa razy więcej niż polski rynek. Myślę, że tutaj jest pole do popisu i coraz więcej firm zakłada oddziały, filie i spółki we Francji.

Podkreśla, że polscy inwestorzy we Francji – zwłaszcza firmy przemysłowe – napotykają jednak na poważną barierę w postaci wysokich podatków i składek na ubezpieczenia społeczne.

Natomiast firmy francuskie korzystają z niższych kosztów pracy w Polsce i coraz częściej wykorzystują powstałe nad Wisłą międzynarodowe centra usług biznesowych. Wśród francuskich inwestorów dominują firmy chemiczne, farmaceutyczne, telekomunikacyjne i banki. Już wkrótce mogą dołączyć do nich firmy energetyczne i zbrojeniowe, w związku z zapowiedzianym programem modernizacji polskiej armii oraz budowy elektrowni nuklearnej.

 – Obecnie toczą się już rozmowy na szczeblu rządowym, dotyczące możliwości startowania francuskich firm do potężnych przetargów, między innymi dotyczących sprzętu wojskowego – uważa Stypułkowska-Goutierre.

Francja jest czwartym najważniejszym rynkiem eksportowym Polski (po Niemczech, Wielkiej Brytanii i Czechach). W 2013 roku jej udział w całkowitym eksporcie wyniósł blisko 5,6 proc., natomiast w polskim imporcie – 3,8 proc. Z danych NBP wynika, że do końca 2012 r. Francuzi ulokowali w Polsce blisko 90 mld zł w formie bezpośrednich inwestycji zagranicznych. W samym tylko 2012 roku bezpośrednie inwestycje francuskich firm w Polsce wyniosły ponad 12 mld zł.

Rosja nie budzi już emocji na rynkach. Uwaga skierowana jest teraz na Chiny

CEO Magazyn Polska

Rynki spokojnie reagują na konflikt ukraińsko-rosyjski i wzajemne nakładanie na siebie sankcji przez świat zachodni i Rosję. Mimo wczorajszej wymiany politycznych ciosów, zarówno polskie, jak i europejskie indeksy, które na początku marca mocno traciły, zakończyły dzień na plusach. Zainteresowanie inwestorów przesuwa się znów na Chiny, które w ostatnich miesiącach znacząco spowolniły.

 Rynki doszły do wniosku, że w najbliższym czasie zagrożenie ze strony Krymu nam nie grozi – mówi Andrzej Kiedrowicz, dyrektor polskiego oddziału Easy Forex. – W stosunku do euro zbliżamy się znowu do poziomu 4,2, czyli takiego bezpiecznego poziomu dla naszej waluty w stosunku do euro. W ostatnich dniach zyskały również inne waluty regionu.

Najbardziej stracili ci, którzy inwestowali w waluty Ukrainy i Rosji, czyli krajów bezpośrednio zaangażowanych w konflikt. Ale wygląda na to, że też przejściowo – rubel już wrócił w do wartości sprzed miesiąca i za dolara trzeba zapłacić niecałe 36 rubli. Choć warto też pamiętać, że w ciągu całego ostatniego roku rubel stracił do dolara niemal 15 proc.

Wahania nie ominęły innych walut rynków wschodzących.

 Czyli węgierskiego forinta, czeskiej korony czy tureckiej liry, która również w pewnym sensie mogłaby być nie bezpośrednio, lecz poprzez Tatarów, którzy mieszkają na Krymie  zaangażowana w ten konflikt  tłumaczy Kiedrowicz. – Zyskującymi walutami są japoński jen i frank szwajcarski, czyli tak zwane waluty uważane za bezpieczne przystanie.

Najlepiej, przynajmniej na razie, ma się rynek surowców – głównie złota, które jest najdroższe od pół roku. Z tym, że tutaj nie tylko Ukraina i Rosja grają ważną rolę.

 Kluczowymi wydarzeniami dla rynku będą informacje z Chin, gdzie w ostatnich miesiącach widoczne jest spowolnienie gospodarcze, oraz to, jak to spowolnienie gospodarcze miałoby wpływać w szerszym kontekście na zachowanie indeksów giełdowych i surowców, które są bardzo podatne na kondycję gospodarczą Chin – mówi ekspert.

Nieźle wyglądają również indeksy giełdowe. Szczególnie szybko odbił rynek amerykański – S&P znów powraca w okolice maksymalnych wycen. Indeksy naszego regionu również znacząco odbiły się po spadkach z ubiegłego tygodnia.

 Największym zagrożeniem dla rynków finansowych był nie sam konflikt polityczny i wejście wojsk na Krym, tylko zapowiadane sankcje ze strony Europy i sankcje odwrotne ze strony Rosji w stosunku do Unii Europejskiej – uważa Kiedrowicz. – Wydaje mi się, że jeżeli w najbliższych tygodniach nie będzie jakiegoś zaognienia sytuacji, to polskie indeksy powinny powrócić do poziomów sprzed konfliktu krymskiego.

Najbardziej pewna jest pozycja ukraińskich obligacji – te już od dawna mają poziom śmieciowy i nic nie wskazuje na to, by na tych instrumentach można było zarobić.

 Nie wiadomo, kto w najbliższym okresie pomoże temu krajowi. Czy Unia Europejska wyłoży deklarowane wsparcie finansowe? Czy może Ukraina dogada się znowu z Rosją? Jest wiele niewiadomych i to na pewno będzie ciążyło na rentowności ukraińskiego długu w najbliższym czasie, i na pewno też w dłuższym terminie  ocenia.

Intersport otwiera dwa nowe sklepy i wprowadza specjalistyczne usługi doradcze dla swoich klientów

CEO Magazyn Polska

Intersport otwiera dwa nowe sklepy: w Lublinie i Kaliszu, a kolejne prawdopodobnie jesienią. Obecna we wszystkich dużych miastach Polski sieć sklepów sportowych stawia teraz na swój rozwój w mniejszych miejscowościach, a także na profesjonalne usługi doradcze w różnych dziedzinach sportu.

Sieć Intersportu powiększyła się o dwa sklepy: w Galerii Amber w Kaliszu oraz w Atrium Felicity w Lublinie.

 – Na chwilę obecną w Polsce Intersport ma 33 sklepy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Chmaj, kierownik logistyki w Intersport Polska SA. – Możliwe, że jeszcze jeden lub dwa sklepy otworzymy jesienią, ale to jest uzależnione od tego, kiedy zostaną ukończone galerie handlowe.

Sklepy Intersportu znajdują się w galeriach handlowych we wszystkich dużych miastach Polski. W swojej nowej strategii rozwoju firma chce teraz postawić na mniejsze miasta.

 – W tej chwili rozwijamy swoją sieć sprzedaży w średniej wielkości miastach. Tam ciągle jest wielu potencjalnych klientów i chcemy ich obsługiwać – potwierdza Łukasz Chmaj. – Takie rynki, jak Poznań, Wrocław czy Warszawa są już nasycone. Nie ma sensu otwierać tam kolejnych sklepów, ponieważ to jest kanibalizacja pomiędzy sklepami.

Równolegle firma rozwija swój sklep internetowy, chcąc dotrzeć w ten sposób do klientów, którzy nadal jeszcze mieszkają w zbyt dużej odległości od jej sklepów stacjonarnych.

Sieć sklepów chce również wzmocnić swoją sprzedaż poprzez profesjonalne usługi doradcze. Specjalizacja ma jej dać dodatkową przewagę konkurencyjną na rynku artykułów sportowych.

 – W tej chwili pojawią się w naszych sklepach eksperci biegowi. Bywają także eksperci od piłki nożnej, za chwilę pojawią się także eksperci fitnessowi – wymienia Chmaj w czasie Retail Summit.

W ramach nowych usług doradczych Intersport organizuje badanie stopy, które pokaże klientom, w jaki sposób układa się ona podczas biegania. Sprzęt diagnostyczny będzie dostępny we wszystkich dużych sklepach do 31 maja br.

 – Specjalne bieżnie wyposażone w kamery pozwalają sprzedawcy ocenić, czy nasz klient biega prostopadle do podłoża czy z jakimś wychyłem stopy. Na podstawie tej wiedzy dobieramy odpowiednie buty i wkładki, by bieganie było zdrowe i nie skończyło się kontuzją stawu za rok czy dwa lata – wyjaśnia przedstawiciel sieci. – Jeśli po 23 tygodniach okaże się, że bezpłatne badanie stopy jest przydatne, to jesteśmy w stanie takie urządzenia postawić w każdym sklepie.

Polska w ogonie Europy pod względem innowacyjności

CEO Magazyn Polska

Polską bolączką jest mała liczba wdrożeń i komercjalizacja wynalazków, szczególnie w przypadku małych i średnich firm – ważnego ogniwa w budowaniu innowacyjnej gospodarki. W Europejskim Rankingu Innowacyjności Polska – z wynikami poniżej średniej unijnej – zajmuje czwartą pozycję od końca. Znalazła się w  grupie tzw. umiarkowanych innowatorów.

Z danych Komisji Europejskiej wynika, że państwa UE nadrabiają zapóźnienia innowacyjne w stosunku do Stanów Zjednoczonych i Japonii. Polska jednak wciąż znajduje się w ogonie Europy. Jesteśmy na czwartym miejscu od końca tzw. unijnej tablicy wyników badań i innowacji, w grupie umiarkowanych innowatorów. Gorsze wyniki innowacyjności mają tylko Bułgaria, Łotwa i Rumunia. W Global Innovation Index 2013 zajmujemy miejsce 49. – liderzy to Szwajcaria, Szwecja i Wielka Brytania. Lepiej wypadamy na najnowszej liście Bloomberga jako 24. państwo na świecie.

 – W latach 2008-2012 wydano w Polsce ponad 10 mld złotych na innowacyjną gospodarkę, jednak większość środków kierowano do uczelni, mniej natomiast na finansowanie realizacji pomysłów. W tym obszarze brakuje osiągnięć – przede wszystkim inwestowaliśmy w innowacyjny sprzęt produkowany za granicą. Brakuje łącznika pomiędzy pomysłem a realizacją – twierdzi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Marcin Grodowski, dyrektor departamentu zarządzania ryzykiem w Raiffeisen-Leasing Polska.

Na świecie z prowadzeniem działalności badawczo-rozwojowej i tworzeniem innowacji najlepiej radzą sobie wielkie firmy. Jednak istotnym ogniwem w tworzeniu innowacyjnej gospodarki są firmy małe i średnie (sektor MŚP), zatrudniające do 250 pracowników. Podkreśla to Komisja Europejska, dostrzega również Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oraz Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości.

 – Wierzymy, że właśnie ten sektor ma ogromny potencjał, może konkurować w całej Unii Europejskiej. To przyszłość polskiego rynku. Widać jednak, że małym i średnim firmom wciąż brakuje bazy kapitałowej, która pozwoliłaby na finansowanie dużych przedsięwzięć innowacyjnych – komentuje dyrektor z Raiffeisen-Leasing.

Menedżer podkreśla, że firmy z sektora MŚP, szczególnie średnie, odgrywają ważną rolę w lokalnych społecznościach, a utrata przez nie innowacyjności czy przenoszenie produkcji do innych krajów prowadzi do lokalnych problemów społecznych. Stąd nacisk Komisji Europejskiej na wzmacnianie i budowanie innowacyjności w firmach o niższym poziomie kapitalizacji i niższym poziomie przychodów.

 – Praktycznie nie ma programów wspierających duże korporacje, są za to programy nakierowane właśnie na firmy średnie, o niższym potencjale. To pomysł transeuropejski: i w Unii Europejskiej, i w Polsce wspiera się właśnie ten segment – tłumaczy Marcin Grodowski.

Wsparcie ma przyczynić się między innymi do budowania łącznika między pomiędzy pomysłem a jego realizacją. Zespół ekspertów z Raiffeisen-Leasing Polska wraz z partnerami stworzył nowy program finansowania działalności rozwojowej, który umożliwi małym i średnim przedsiębiorstwom wdrażanie  innowacji poprzez współpracę z jednostkami naukowymi.

 – Chcemy połączyć pomysł z potrzebą biznesową i wspomóc etap tworzenia prototypu oraz jego testowania. Proponujemy też odpowiednie instrumenty finansowania, które umożliwią wdrożenie przetestowanych narzędzi, sieci czy maszyn do produkcji. Celem jest komercjalizacja nowych technologii, czyli wprowadzenie ich do obiegu gospodarczego – informuje dyrektor departamentu zarządzania ryzykiem.

Nowy projekt realizowany jest przez  Raiffeisen Innovation, czyli zespół ekspertów wyłoniony wewnątrz Raiffeisen-Leasing Polska. Program finansowania innowacji polega na współpracy firmy leasingowej z  Instytutem Fizyki PAN oraz spółką Crido Taxand, czyli instytucją naukową i firmą doradczą. 

 – Instytut udostępni swoją bazę patentową przedsiębiorcom, Crido Taxand zajmie się pomocą przy pozyskiwaniu dotacji unijnych na pierwszą implementację wyników działań badawczo-rozwojowych.  My we współpracy z Europejskim Funduszem Inwestycyjnym pozwalamy klientowi zakupić działającą maszynę poprzez finansowanie leasingiem – wyjaśnia dyrektor.

Menedżer wskazuje na praktykę zachodnich państw unijnych, gdzie współpraca uczelni i jednostek badawczych z biznesem oraz komercjalizacja przedsięwzięć naukowych stoi na zdecydowanie wyższym poziomie. 

Sprzedaż tabletów w tym roku może wzrosnąć o 50-proc. Przyszłość będzie należeć do urządzeń opartych na Windowsie

CEO Magazyn Polska

Rynek tabletów może w tym roku wzrosnąć o 50 proc. – szacuje firma Asbis, przedstawiciel marki Prestigio w Polsce. Producenci i firmy analityczne przewidują wzrost sprzedaży urządzeń z Androidem, choć powszechnie uważa się, że będzie on stopniowo wypierany przez inne systemy operacyjne. Tu pojawia się szansa dla tabletów opartych na systemie Windows.

 – Urządzenia na Androidzie, czyli głównie tablety, mają w tej chwili największy udział w rynku – to nie ulega żadnej wątpliwości – i one będą się wciąż sprzedawały – szacuje Tobiasz Jankowski, dyrektor sprzedaży detalicznej w firmie Asbis, przedstawiciela marki Prestigio w Polsce. – GFK szacuje wzrost rynku w granicach 30–40 proc., jednak naszym zdaniem rynek jest w stanie urosnąć o 50 proc. w 2014 roku.

Badanie „Rynek tabletów w Polsce”, przeprowadzone przez polski oddział Microsoftu, pokazało słabości, jakie posiadają obecne na rynku tablety. Respondenci wskazywali najczęściej brak możliwości podłączenia urządzeń zewnętrznych (40 proc. odpowiedzi) czy brak profesjonalnego programu biurowego (33 proc.). Odpowiedzią na te braki mogą być tablety z systemem Windows.

 – Przyszłością są tablety oparte na Windowsie z ekranami o przekątnej 10, 12 i 13 cali. Są to urządzenia, które mogą w stu procentach zastąpić laptopa. To dwa urządzenia w jednym, za podobne pieniądze, jak dobry tablet czy dobry komputer. Bardzo mocno inwestujemy w tę działkę rynku, i moim zdaniem w tym kierunku będzie zmierzał rynek – przewiduje przedstawiciel marki Prestigio.

Według Jankowskiego, dynamicznie będzie rozwijać się również rynek czytników e-booków, choć po boomie na tablety przeżywał on mocną stagnację.

 – Patrząc na rynek tabletów i obserwując potężny wzrost sprzedaży, każdy twierdził, że czytniki przestaną się sprzedawać. Jednak to jest nieprawdą. Czytniki eReader to fajne, kompaktowe, malutkie urządzenia, które jesteśmy w stanie zabrać na urlop, czytać w autobusie, na uczelni. W jednym małym, zgrabnym urządzeniu mamy schowaną bibliotekę – zauważa Tobiasz Jankowski.

Według badania Polskiej Izby Książki (PIK), ponad 90 proc. Polaków nie miało styczności ani z e-bookami, ani z audiobookami. Problem ten ma stopniowo zanikać. W latach 2011-2016 branża wydawnicza spodziewa się nawet dziesięciokrotnego wzrostu rynku książek w formacie cyfrowym. Mimo że książki w wersji cyfrowej obłożone są 23-procentową stawką VAT, a książki papierowe tylko 5-proc.

W Polsce nie ma wczesnej diagnostyki chorób reumatologicznych. Jej wprowadzenie pozwoliłaby zaoszczędzić 10 proc. środków wydawanych na renty

17 proc. przyznanych rent dotyczy chorób reumatycznych. Wczesne rozpoczęcie leczenia w większości przypadków umożliwia ustąpienie objawów choroby. Przeciętnie reumatoidalne zapalenie stawów jest jednak rozpoznawane dopiero w 35. tygodniu od wystąpienia pierwszych objawów. Zdaniem konsultanta krajowego ds. reumatologii, przeznaczenie 105 mln złotych na wczesną diagnostykę chorób reumatologicznych pozwoliłoby zaoszczędzić 10 proc. środków wydawanych obecnie na renty.

Na choroby reumatyczne o podłożu zapalnym cierpi około 400 tysięcy Polaków. Najczęstszym schorzeniem z tej grupy jest reumatoidalne zapalenie stawów (RZS), które dotyczy około 1 proc. populacji. RZS może rozwinąć się również u dzieci, ale zazwyczaj dotyczy osób w wieku 30–50 lat, czyli w okresie największej produktywności zawodowej. Choroba zdiagnozowana zbyt późno doprowadza do niepełnosprawności, a w dalszej perspektywie – do utraty samodzielności.

 –  Około 17 proc. rent powodowanych jest właśnie chorobami reumatycznymi. Wczesna diagnostyka i leczenie zmniejsza ten odsetek co najmniej o połowę. Wcześnie rozpoznane i leczone choroby reumatyczne nie stanowią przeszkody w pracy. U zdecydowanej większości chorych potrafimy osiągnąć tak zwaną remisję, to znaczy ustąpienie objawów choroby – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Witold Tłustochowicz, konsultant krajowy ds. reumatologii.

Rozpoczęcie leczenia w ciągu 12 tygodni od wystąpienia pierwszych objawów gwarantuje wysokie prawdopodobieństwo długotrwałej remisji. Niestety, w Polsce reumatoidalne zapalenie stawów diagnozuje się przeciętnie w 35. tygodniu od pojawienia się symptomów. Także dlatego, że chorzy upierają się przy pełnych badaniach USG lub rezonansie, na które się czeka, a które są w tej specjalności – zdaniem profesora – przeważnie zbędne. Od 32 do 50 proc. chorych na RZS rezygnuje z pracy w ciągu 10 lat od wystąpienia pierwszych objawów.

 – Trzeba przyspieszyć dojście chorego do specjalisty reumatologa. Diagnostyka reumatologiczna, zgodnie ze standardami europejskimi, jest bardzo prosta, dlatego że opiera się na doświadczeniu i wiedzy lekarza, a takich lekarzy mamy. Według moich szacunków, potrzeba około 105 mln zł, żeby chorzy na zapalenia stawów, a ci są najważniejsi w reumatologii, mieli pełny dostęp do reumatologa – tłumaczy prof. Witold Tłustochowicz.

Zdaniem profesora Tłustochowicza, przeznaczenie tej kwoty na wczesną diagnostykę chorób reumatologicznych pozwoliłoby zaoszczędzić 10 proc. środków wydawanych obecnie na renty.

To byłyby pieniądze na stworzenie ośrodków wczesnej diagnostyki zapaleń stawów, a następnie wyprofilowanie poradni reumatologicznych, które zajmowałyby się wyłącznie zapaleniami stawów – dodaje profesor.

Poprawa obecnej sytuacji wymaga również zacieśnienia współpracy między pacjentem, lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej i reumatologiem. W tym celu niezbędna jest edukacja prozdrowotna społeczeństwa. 

Polacy coraz częściej sięgają po lekkie alkohole i whisky. Spada popularność wódki

CEO Magazyn Polska

Polacy piją mniej wódki, za to z roku na rok coraz popularniejsze stają się wina i lekkie trunki wynika z danych działającej w branży alkoholowej firmy CEDC. Rośnie również sprzedaż alkoholi z wyższej półki cenowej, np. whisky.

 Trendem, jaki już od paru lat obserwujemy, jest mniejsza ilość spożywanej wódki, czystych, mocnych alkoholi – mówi agencji informacyjnej Newseria Krzysztof Kouyoumdjian, dyrektor ds. relacji zewnętrznych w firmie CEDC. – Można powiedzieć, że Polacy piją tych mocnych alkoholi mniej, ale piją je niejako lepiej.

Jak wynika ze statystyk firmy, wódkę na polskim rynku powoli wypierają trunki o wyższej jakości oraz o niższym stężeniu alkoholu.

Są to zarówno aperitify, czyli lekkie alkohole na początek imprezy. To są także nalewki – niezmiernie popularna kategoria w Polsce – podkreśla Krzysztof Kouyoumdjian. – W tej chwili jest to bardzo dynamicznie rosnący segment rynku, wielu graczy chce na nim być. Bardzo mocno zaczynają się rozwijać inne kategorie, przede wszystkim whisky.

Polacy z roku na rok coraz chętniej sięgają również po wina, zarówno te z wyższej, jak i ze średniej półki cenowej.

Popyt na alkohole jako całą kategorię jednak nie słabnie, co pokazują ubiegłoroczne wyniki firmy CEDC.

 – Ubiegły rok był dla nas rekordowy zarówno pod względem wyników sprzedaży, jak i produkcji – podkreśla Krzysztof Kouyoumdjian. – Wszystko wskazuje na to, że nasze największe marki dołączyły do ekskluzywnego grona marek alkoholowych milionerów.

Do grupy milionerów CEDC zalicza trunki, których sprzedaż w danym roku osiągnie przynajmniej milion dziewięciolitrowych opakowań. Wyniki sprzedaży z początku roku również wskazują na rozwój branży.

 – Tym większy jest sukces, który potwierdza to, że w zeszłym roku konsumenci kupowali nasze produkty – zaznacza dyrektor. – Do tej pory mamy wyniki z tego roku po pierwszym miesiącu. Można powiedzieć, że udało nam się kontynuować trend wzrostowy.

CEDC jest producentem m.in. wódek Bols, Żubrówka, Soplica, Absolwent oraz importerem takich marek, jak Metaxa, Grant’s i Campari. Jest drugim pod względem wielkości sprzedaży graczem na polskim rynku alkoholi oraz jednym z największych producentów wódki na świecie. Mocną pozycję ma nie tylko w Polsce, lecz także w Rosji i na Węgrzech. Jak podkreśla Kouyoumdjian, w pierwszej kolejności firma stawia jednak na rozwój na rodzimym rynku. Na początku tego roku zainwestowała w obszary produkcji, dystrybucji oraz sprzedaży.

 – Duży nacisk stawiamy na wprowadzenie nowych produktów. Na pewno chcielibyśmy także zwiększyć naszą efektywność – tłumaczy dyrektor. – W tej chwili nowa grupa przedstawicieli działa na rynku, promując nasze produkty.

Obecnie do sklepów na terenie kraju trafiają nowe produkty CEDC – zarówno z segmentu marek ekonomicznych, jak i wódek z wyższej półki.

1 proc. podatku najczęściej trafia do organizacji pożytku publicznego wydających duże kwoty na reklamę

Organizacje pożytku publicznego walczą o 1 proc. od podatników. Przez kolejne tygodnie, które zostały na rozliczenie się z fiskusem, największe OPP będą prowadzić intensywne akcje reklamowe. Doświadczenia ubiegłych lat pokazują, że to one notują największe wpływy. W ubiegłym roku podatnicy przekazali blisko pół miliarda złotych z 1 proc.

 – Uzyskiwane kwoty zależą od skali działania organizacji. Lokalne przedsięwzięcia są wspierane przez najwierniejszych sympatyków i członków. Te, które działają na skalę krajową, poszukują większych środków – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dorota Pieńkowska z funduszu pożyczkowego PAFPIO.

Najwięcej wpływów notują organizacje znane, które potrafią się promować i mają na to środki.

W ubiegłym roku, czyli w rozliczeniu za 2012 roku, rekordzista – Fundacja „Zdążyć z pomocą” uzyskała 117 mln złotych z 480 mln zł przekazanych przez podatników. Ponad połowa z przeszło 7 tys. organizacji pożytku publicznego uzyskuje poniżej 10 tys. zł. Lwia część trafia do 65 najbardziej znanych OPP.

 – Wiemy, że rynek jest zróżnicowany, największe kwoty uzyskuje niewielka grupa organizacji, zwykle te organizacje, które wydają duże środki na reklamy – komentuje Dorota Pieńkowska.

Przedstawicielka PAFPIO tłumaczy, że ustawa o działalności organizacji pożytku publicznego czy Departament Pożyczek nie zabraniają przeznaczenia części pozyskanych środków na reklamy. Dlatego te organizacje, które dysponują pokaźnymi środkami, same finansują kampanie reklamowe. Z kolei te bez wielkich środków pożyczają pieniądze, by zwrócić je z pozyskanych wpływów.

 – Organizacje działające lokalnie na niewielką skalę wysyłają apele z prośbą do swoich sympatyków i członków – mówi Dorota Pieńkowska.

Nie ma danych dotyczących tego, które organizacje przeznaczają środki na reklamę i w jakiej wysokości. Według Pieńkowskiej, takie dane należy wpisywać w sprawozdaniu z pozyskanych środków, jednak trudno dokładnie określić, co jest wydatkiem na reklamę, a co nie.

 – Dla jednych reklama to koszt bilbordu czy ulotki, ale reklamą może być również wykupienie, i o takich przypadkach wiem, mechanizmu, który pozwala wpisać na sztywno KRS danej organizacji do programu rozliczeniowego PIT. To mogą być bardzo duże koszty dla organizacji, ale przynoszą wysoki zwrot z inwestycji. Jedna z takich organizacji pożyczyła u nas pieniądze i uzyskała dziesięciokrotne przebicie – tłumaczy Dorota Pieńkowska.

Część organizacji pożycza pieniądze na ten cel. Dla donatorów takie zjawiska mogą wydawać się dziwne, ale samym organizacjom przynoszą określone efekty – te, które inwestują w reklamę, zyskują o wiele większe środki niż pozostałe.

Nowy Prezes UOKiK

0

Adam Jasser objął stanowisko Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

18 marca Premier powołał na stanowisko Prezesa UOKiK Sekretarza Stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Adama Jassera, który dziś przejął obowiązki.  Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów jest centralnym organem administracji państwowej. Odpowiada bezpośrednio przed Prezesem Rady Ministrów.

Przed powołaniem Adam Jasser pełnił obowiązki Sekretarza Stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Od 2011 r. nadzorował Departament Analiz Strategicznych KPRM, był także koordynatorem Zespołu Programowania Prac Rządu i pełnomocnikiem Premiera w zakresie oceny skutków regulacji. W ramach swoich obowiązków, był zaangażowany w realizację kluczowych projektów rządu, w tym reform systemu emerytalnego, deregulacji, nauki, prawa energetycznego oraz wdrożenia nowych standardów oceny skutków regulacji w administracji rządowej.

Sekretarz Rady Gospodarczej przy Premierze. Dyrektor programowy i członek zarządu Fundacji demosEUROPA — Centrum Strategii Europejskiej. Jego specjalizacją były sprawy europejskie, w tym zwłaszcza kwestie gospodarcze.

Od czasów studenckich związany z Agencją Reutera. W 1992 r. został szefem redakcji ekonomicznej Agencji, w której kierował pierwszym po upadku komunizmu zespołem dziennikarzy zajmujących się tematyką gospodarczą i finansową. Następnie pracował jako redaktor oraz szef biura Agencji.

Grupa ENEA zwiększyła swój wynik EBITDA i zysk netto

EBITDA wzrosła o 5,3 proc. do 1.658,6 mln zł, a zysk netto o 3,1 proc. do 715,4 mln zł. Dobre wyniki za rok 2013 udowadniają, że Grupa zwiększa swoją efektywność i poprawia kluczowe wielkości ekonomiczne pomimo trudnych warunków na rynku energetycznym.

Jeszcze w tym roku cała e-administracja na jednym portalu i z jednym hasłem

CEO Magazyn Polska

Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji pracuje nad ulepszeniem platformy elektronicznych usług administracyjnych. Chce, by ePUAP gromadził jak najwięcej e-usług, a dostęp do nich był łatwiejszy. Dlatego jeszcze w tym roku ma zostać wprowadzony jeden kod dostępu, który na zasadzie bankowego PIN będzie umożliwiał załatwienie wielu administracyjnych spraw online.

 – Chcemy, żeby było jak najwięcej państwa w internecie, czyli, żeby państwo świadczyło swoje usługi za pomocą internetu i żeby obywatel mógł załatwiać problemy z administracją nie wychodząc z domu – mówi o priorytetach Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji minister Rafał Trzaskowski.

Lista dostępnych na platformie ePUAP usług elektronicznych już w tej chwili jest długa, ale dostęp do nich wciąż jest utrudniony: trudno je odnaleźć, formularze są skomplikowane, a w niektórych przypadkach niemożliwe jest załatwienie całej sprawy od początku do końca online. Problem ten ma rozwiązać zmieniony profil zaufany, który da Polakom możliwości skorzystania z całej e-administracji przy pomocy jednego hasła. 

 – Chcielibyśmy, żeby był jeden PIN, czyli jeden kod dostępu, jeden sposób weryfikacji do tych wszystkich usług. I pracujemy nad tym, żeby taki PIN – tak jak na karcie kredytowej – wyodrębnić. Profil zaufany już funkcjonuje, tylko że chcemy go ulepszyć tak, żeby był bardziej bezpieczny i miał zastosowanie do jak największej liczby określonych e-usług. Mamy nadzieję, że z tym będziemy gotowi już w tym roku – tłumaczy Rafał Trzaskowski.

Trzecim priorytetem resortu, obok rozwoju e-państwa i zwiększaniem dostępu do internetu, jest również inwestowanie w kompetencje Polaków w wykorzystaniu infrastruktury internetowej i mobilnej. A te wciąż nie są wysokie: jedna trzecia dorosłych obywateli nigdy nie korzystała z internetu, głównie są to osoby 50+ oraz mieszkańcy wsi i małych miast. 

 – Wielu ludzi nie wie, że internet służy nie tylko do zabawy, lecz także, że poprawia ich szanse na przykład na rynku pracy. Mamy problemy także z podstawowymi kompetencjami, np. jak się po tym internecie poruszać. I to jest dla nas bardzo ważne zadanie. Nie wystarczy wybudować sieci, w internecie musi być coś interesującego dla obywateli. I obywatele muszą o tym wiedzieć – podkreśla minister.

Dlatego z Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa, na który do 2020 roku zostanie przeznaczone 2 mld euro, 135 mln euro trafi na programy dla zdolnych programistów, Centra Aktywności Cyfrowej, gdzie możliwe będzie zdobycie podstawowych umiejętności, a także wspieranie inicjatyw społecznych podnoszących kompetencje cyfrowe wśród społeczeństwa.

 – Na przykład w programie Latarnicy Polski Cyfrowej uczymy ludzi starszych, jak korzystać z internetu. Chcielibyśmy tego typu programy rozwijać, również będziemy kierować się bezpośrednio do przedsiębiorców, żeby mogli rozwijać swoje kompetencje cyfrowe – zapewnia Rafał Trzaskowski.

70 proc. Polaków jest w zasięgu internetu. Dostęp do szerokopasmowego internetu o prędkości co najmniej 30 Mbps ma połowa gospodarstw domowych (16,9 mln), ale w 2020 roku powinno być to 100 proc. (zgodnie z Europejską Agendą Cyfrową). To oznacza duże wyzwania nie tylko w zakresie budowy infrastruktury i cyfrowej edukacji, lecz także w zakresie bezpieczeństwa danych.

 – Cyberbezpieczeństwo to sprawa podstawowa. Mamy strategię z tym związaną w Polsce. Również w Unii Europejskiej trwają prace zarówno nad rozporządzeniem, które mówi o stopniu bezpieczeństwa sieci, jak i nad dyrektywą w zakresie bezpieczeństwa wszystkich sieci infrastrukturalnych, łącznie z tymi najbardziej narażonymi na ataki gałęziami przemysłu. Równocześnie myślimy, jak w przyszłości implementować tego typu rozwiązania – twierdzi minister administracji i cyfryzacji.

Trybunał Sprawiedliwości UE może nakazać Polsce dopuszczenie do rejestracji aut z kierownicą po prawej stronie. Dzisiaj wyrok

CEO Magazyn Polska

Dziś Trybunał Sprawiedliwości UE po raz kolejny zajmie się kwestią zakazu rejestracji aut z kierownicą po prawej stronie. Jesienią rzecznik generalny Trybunału zarekomendował nakazanie Polsce i Litwie dopuszczenia do rejestracji takich samochodów. Pojawienie się większej liczby „anglików” na polskich drogach nie powinno zwiększyć liczby wypadków, ale specjaliści uważają, że dla wygody i bezpieczeństwa jazdy lepiej dostosować układ kierowniczy do naszych warunków.

Dopuszczenie do ruchu na polskich drogach aut z układem kierowniczym po prawej stronie wzbudza sporo kontrowersji. Polski rząd, obawiając się o bezpieczeństwo kierowców i pasażerów, jest przeciwny zmianom. Na zliberalizowanie przepisów naciska jednak Komisja Europejska.

Zdaniem rzecznika generalnego Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, przed którym toczy się postępowanie w tej sprawie, kwestie bezpieczeństwa nie są wystarczającym powodem, by ograniczać obowiązującą w Unii zasadę swobodnego przepływu towarów i usług. Wiele wskazuje na to, że Polska niebawem będzie musiała dopuścić do ruchu pojazdy z kierownicą po prawej stronie.

Inspektor Marek Konkolewski z Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes uspokaja, że wprowadzenie nowych przepisów nie powinno znacząco wpłynąć na poziom bezpieczeństwa na drogach.

 – Polacy poruszają się po drogach Anglii, Szkocji, Irlandii czy Walii samochodami z kierownicą po lewej stronie, zarejestrowanymi w Polsce, i nie powodują tam większej liczby wypadków – mówi Marek Konkolewski. – W Polsce gościmy kierowców z Wysp Brytyjskich, którzy podróżują swoimi samochodami i tu wypadków również nie ma. Moim zdaniem, wprowadzenie zmian w przepisach nie będzie oznaczać, że wzrośnie gwałtownie liczba zdarzeń na drogach.

Równocześnie Konkolewski przyznaje, że poruszanie się w Polsce samochodem z kierownicą po prawej stronie jest trudniejsze i wymaga zwiększonej uwagi.

 – Kierowca ma w takim przypadku mocno ograniczoną widoczność – tłumaczy. – Szybki manewr wyprzedzania, parkowanie prostopadłe czy wyjazd z ciasnego miejsca postojowego mogą sprawiać problemy. Niejednokrotnie trzeba prosić o pomoc pasażera lub przechodnia, którzy upewnią się, że mamy wolną drogę.

Problem ten nie dotyczy poruszania się po autostradach i drogach dwujezdniowych, gdzie pasy ruchu są rozdzielone. W takim przypadku położenie kierownicy w samochodzie nie ma większego znaczenia.

 – Znakomita większość polskich dróg to jednak drogi powiatowe, gminne i jednojezdniowe dwukierunkowe, na których wykonanie manewru wyprzedzania wymaga wjechania na pas ruchu w kierunku przeciwnym – wyjaśnia Konkolewski. – Gdy będziemy poruszać się samochodem z kierownicą z prawej strony, niestety, będą z tym trudności.

Prognozuje, że większość właścicieli sprowadzanych z Wysp Brytyjskich samochodów będzie i tak decydować się na modyfikację auta i przeniesienie układu kierowniczego na lewą stronę. Pojazdy w Wielkiej Brytanii są średnio o 30 proc. tańsze od modeli dostępnych w Polsce. Koszty przeniesienia kierownicy nie powinny być na tyle wysokie, by stawiać opłacalność importu tych pojazdów pod znakiem zapytania.

 – Mając taki samochód, raczej zdecydowałbym się na wydatek tych kilku tysięcy i dostosował auto do polskich warunków drogowych – mówi Marek Konkolewski. – Czułbym się w takim aucie bezpieczniej i zapewniłbym sobie dużo większy komfort podróży. Myślę, że spora grupa osób postąpiłaby podobnie.

Polska chce podbić rynek turecki. Największe szanse mają firmy z branży transportowej, maszynowej i energetycznej

W ciągu ostatnich 10 lat Turcja awansowała do grona 20 największych gospodarek świata. Choć w tym roku wzrost gospodarczy nie będzie tak imponujący jak w poprzednich latach, to i tak ogromny rynek turecki (blisko 76 mln ludzi) jest bardzo perspektywiczny dla polskich firm. Szanse mają m.in. producenci z branży transportowej i maszynowej, tacy jak Solaris, Pesa, Famur czy Kopex. Z kolei Turcy coraz śmielej wchodzą w sektor budowniczy w Polsce. Będą eksportować także produkty rolne.

 Turcja to bardzo interesujący rynek, nawet w perspektywie kolejnych 3, 5 czy 10 lat. Rynek, na którym wiele polskich firm musi być. Ma 76 mln ludzi, średnia wieku społeczeństwa to 29 lat. I bardzo dużo interesujących możliwości właściwie w każdym segmencie, przemysłowym czy usługowym – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jarosław Dąbrowski, prezes DF Capital. Przestrzega jednak: – Polska nie ma jakiegoś oszałamiającego potencjału, który może zrzucić na Turcję, żeby wygrać tę wojnę rynkową z konkretnymi rozwiązaniami. Trzeba więc mierzyć siły na zamiary. Tu nie ma co przesadzić z inwestycjami, trzeba szukać nisz rynkowych i być bardzo dobrze przygotowanym.

Jak podkreśla prezes DF Capital, konieczne jest zwiększenie niewielkiej w tej chwili wymiany handlowej z Turcją. W okresie od stycznia do września 2013 r. eksport do Turcji wyniósł 2,4 mld dolarów, a import – 1,7 mld dolarów. Import rósł jednak szybciej od eksportu – w porównaniu do tego samego okresu 2012 r. o niemal 9 proc., a eksport jedynie o ponad 2 proc. Wymiana z Turcją to zaledwie ok. 1,5 proc. polskiego handlu zagranicznego.

Dąbrowski zaznacza jednak, że możliwe jest utrzymanie nadwyżki handlowej. Szanse na sprzedaż do Turcji mają m.in. producenci z branży transportowej, tacy jak Solaris, Pesa, Famur czy Kopex. Wymaga to jednak specjalizacji oraz dobrego przygotowania, w którym pomagać powinny agendy rządowe i pozarządowe.

 – Turcja to bardzo duży kraj, o wiele większy terytorialnie i populacyjnie od Polski, wobec tego każda inwestycja tam jest konfrontowana z ogromnym rynkiem i geograficznym, i demograficznym, nie można się pomylić. Ale przykłady pozytywnych działań i dobrych inwestycji polskich w Turcji zdarzają się, a nawet są ostatnio częstsze. Polski fundusz giełdowy MCI zainwestował w zeszłym roku w 20-proc. pakiet największego dystrybutora sprzętu informatycznego, który również działa poprzez swoją spółkę e-commerce’ową, Index, notowaną na giełdzie w Stambule – mówi Dąbrowski.

Podaje także przykład spółki Selena, która sprzedaje w Turcji materiały budowlane. Jest na nie duże zapotrzebowanie z uwagi na liczne inwestycje, w tym infrastrukturalne, w tym kraju. Famur i Kopex sprzedają w Turcji maszyny do kopalń węgla. Solaris już sprzedaje autobusy do Izmiru, a o kontrakty w tym kraju walczyła także bydgoska Pesa.

Dąbrowski dodaje, że podbój rynku tureckiego opłaci się w dłuższej perspektywie, bo Turcja nadal będzie się dynamicznie rozwijała.

 – PKB Turcji w zeszłym roku rósł pewnie w granicach 2 proc., może nieco mniej, czyli podobnie jak w Polsce, ale przez poprzednią dekadę, przedkryzysową, nawet do 2010-2011 roku, PKB Turcji rósł średnio około 7 proc. rocznie. Turcja podwoiła dochód narodowy w ciągu ostatniej dziesięciolatki. Nadal ma bardzo duży potencjał wzrostu, ponieważ dochód narodowy Turcji wynosi ponad 770–780 mld dolarów, czyli jest o jedną trzecią większy niż Polski, a jeżeli zważymy potencjał demograficzny, będzie na pewno rósł – prognozuje Dąbrowski.

Przypomina, że Turcja także coraz więcej eksportuje do Polski. Bardzo silną branżą jest budownictwo, zarówno infrastrukturalne, jak i przemysłowe oraz deweloperskie. Turecki Gülermak jest jedną z trzech firm, które budują drugą linię metra w Warszawie, a firmy z tego kraju zdobyły doświadczenia m.in. budując wiele obiektów olimpijskich w Soczi. Do Polski będzie też napływać coraz więcej produktów rolnych z Turcji, choć cały czas trwa modernizacja tego sektora.

 – Myślę, że jest tutaj duży potencjał, bo rolnictwo tureckie się poprawia pod względem standardów i jakości. I jest też trzeci obszar: Turcy pytają, co muszą zrobić, żeby wejść na polski rynek konsumencki i sprzedawać tutaj swoje bardzo wysokiej jakości produkty, od ubrań po obuwie i inne produkty oparte na przerobie skóry czy tekstyliów. Centra handlowe takie jak „Ptak” mogą jeszcze bardziej zwiększyć sprzedaż dobrych, tureckich produktów – mówi Dąbrowski.

Związek Firm Pożyczkowych: mikropożyczki mogą zniknąć z rynku, jeśli rząd nie zmieni założeń ustawy regulującej rynek pożyczkowy

Związek Firm Pożyczkowych apeluje do resortu finansów o zmiany w projekcie nowelizacji ustawy o kredycie konsumenckim i przeprowadzenie dodatkowej tury konsultacji społecznych. Projekt, którego celem jest uregulowanie rynku pożyczek pozabankowych, zdaniem pożyczkodawców, może go zniszczyć, a tym samym zaszkodzić konsumentom. Na skutek nowych przepisów konkurencja na rynku będzie mniejsza, więc koszty pożyczek mogą wzrosnąć.

W ocenie Związku Firm Pożyczkowych, zaproponowane przez resort finansów regulacje mogą całkowicie wyeliminować z rynku pożyczki krótkoterminowe, bo udzielanie ich stanie się nieopłacalne.

 – Model limitowania cen zaproponowany przez Ministerstwo Finansów całkowicie rozmija się z modelem biznesowym pożyczek krótkoterminowych w sektorze pozabankowym – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Ryba, prezes Związku Firm Pożyczkowych (ZFP).

Najnowszy projekt ustawy o kredycie bankowym zakłada m.in. wprowadzenie limitów kosztów pozaodsetkowych oraz dodatkowe ograniczenia dla klientów powracających. Zgodnie z założeniami resortu, wielkość limitu kosztów pozaodsetkowych miałaby być uzależniona od czasu trwania pożyczki. Limit ten miałby stanowić 25 proc. wartości całej kwoty pożyczki lub 30 proc. wartości pożyczki w ciągu roku, łącznie jednak nie więcej niż 100 proc. całkowitej kwoty pożyczki. Jednocześnie w przypadku udzielenia konsumentowi kolejnych pożyczek w okresie 120 dni, całkowitą kwotą kredytu byłaby wartość pierwszej pożyczki, a koszt obu pożyczek łącznie nie mógłby przekroczyć wyznaczonego limitu.

 – Dyskryminuje to pożyczkodawców, którzy oferują pożyczki spłacane w jednej racie, udzielane na miesiąc. I właśnie tej regulacji, która uwzględniałaby wszystkie części sektora rynku pożyczkowego, brakuje – argumentuje prezes ZFP. – Jest to naszym zdaniem dość stronnicza regulacja, która może wyeliminować z rynku pożyczkodawców działających w sektorze payday.

W ocenie ZFP, ministerstwo w przygotowanym projekcie zdecydowanie preferuje pożyczkodawców udzielających pożyczek na dłuższe terminy, czyli na pół roku, rok, dwa lata lub więcej. Tymczasem obecnie mikropożyczki online stanowią ok. 1/3 wartości wszystkich pozabankowych pożyczek udzielanych w Polsce. Zniknięcie tego segmentu rynku najbardziej uderzyłoby zatem w pożyczkobiorców, ponieważ – jak argumentuje prezes ZFP – dla mikropożyczek nie ma obecnie żadnej alternatywy ani w bankach, ani w SKOK-ach. Korzyści odnieśliby natomiast duzi gracze na rynku firm pożyczkowych.

 – Stracą konsumenci, ponieważ ograniczy się konkurencja na rynku kredytu konsumenckiego. To, że ceny pożyczek w Polsce w ciągu ostatniego roku obniżyły się średnio o 15 proc., jest wynikiem działania konkurencji, a nie regulacji ustawowej, której do tej pory nie ma – podkreśla Jarosław Ryba. – Zyskają przedsiębiorstwa, które się na nim utrzymają. Więc duże firmy jak na przykład Provident, które będą mogły objąć swoim działaniem obszary, które do tej pory skutecznie im odbierała konkurencja.

Prace nad nowelizacją ustawy jeszcze trwają, ale Związek Firm Pożyczkowych liczy na zmiany w obecnym kształcie projektu i apeluje do resortu finansów o przeprowadzenie dodatkowej tury konsultacji społecznych.

 – Do tej pory takie konsultacje odbywały się przy okazji publikacji pierwszej i drugiej wersji założeń projektu – przypomina Jarosław Ryba. – Przy trzeciej wersji założeń tych konsultacji już nie było, a projekt jest teraz diametralnie różny od propozycji, które ministerstwo przedstawiało wcześniej.

Budowa elektrowni wiatrowych w pobliżu lasów i zabudowań ma być zakazana. W Sejmie toczą się prace nad tzw. ustawą odległościową

CEO Magazyn Polska

Dziś sejmowa podkomisja zajmie się projektem przepisów dotyczących zmian w ustawach o zagospodarowaniu przestrzennym, prawie budowlanym i innych aktach prawnych. Według propozycji autorstwa Prawa i Sprawiedliwości farmy wiatrowe nie będą mogły powstawać w odległości mniejszej niż 3 km od lasów i zabudowań. Ma to przynieść korzyści zdrowotne, jednak organizacje społeczne i eksperci obawiają się, że regulacja zniszczy polską energetykę wiatrową i obniży bezpieczeństwo energetyczne kraju. 

Konfederacja Lewiatan obawia się, że w efekcie nowych regulacji, wprowadzających wymóg stawiania wiatraków w odległości co najmniej 3 kilometrów od lasów i zabudowań, zostanie całkowicie zahamowany rozwój energetyki odnawialnej w Polsce. A na tym z kolei może stracić bezpieczeństwo energetyczne kraju.

 – W Polsce zabudowa jest bardzo rozrzucona, a 30 proc. powierzchni kraju stanowią lasy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Daria Kulczycka, ekspert ds. energetycznych Konfederacji Lewiatan. – Jeżeli taki przepis zostanie wprowadzony, to w bardzo wielu gminach elektrownie wiatrowe w ogóle nie będą mogły powstać  Co więcej, ponieważ prawo zgodnie z projektem ma działać wstecz, to te, które już istnieją, będą musiały zostać rozebrane.

Według Konfederacji Lewiatan przyjęcie takiego rozwiązania oznaczać może gigantyczne straty, zwłaszcza dla gmin. 

 – Wiatraki przynoszą dochód dzięki podatkowi od nieruchomości czy od budowli – zauważa Kulczycka. – Na przykład w Wielkopolsce są gminy, w których wiatraków jest 60. Ich likwidacja byłaby poważnym ciosem dla gminnego budżetu.

Według ekspertki, istniejące regulacje są i tak dość rygorystyczne, a proponowane przez PiS zmiany sprawiłyby, że ustawa byłaby najbardziej restrykcyjną w Europie.

 – Uważamy, że istniejące przepisy prawa są wystarczające do tego, żeby wiatraki powstawały, a jednocześnie nie wprowadzały zakłócenia dla mieszkańców i dla krajobrazu Polski – mówi Kulczycka.

Przeciwko propozycjom PiS występują również przedstawiciele branży energii odnawialnej. Zdaniem Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej, odległość 3 km jest ustalona arbitralnie, a nowa regulacja jest równoznaczna z zakazem działania polskiej energetyki wiatrowej, co utrudni m.in. realizację unijnych wymogów klimatycznych. Do odrzucenia projektu ustawy wezwało też Stowarzyszenie Gmin Przyjaznych Energii Odnawialnej.