Self-publishing rośnie w siłę

0

Self-publishing z roku na rok stanowi coraz większą część całego międzynarodowego rynku książki. W rankingach bestsellerów firmy Amazon, ponad jedną czwartą stanowią książki wydane przez niezależnych autorów.  Z danych firmy IMKER wynika, że także w Polsce nie tylko znacząco rośnie liczba samodzielnie wydawanych książek, ale także ich sprzedaż.

5-10 proc. od ceny okładkowej – na taką kwotę może liczyć autor, który zdecyduje się wydać książkę w tradycyjnym wydawnictwie. Nic dziwnego, że twórcy – zwłaszcza ci, którzy mają bezpośredni kontakt ze swoimi czytelnikami jak blogerzy, youtuberzy, specjaliści – decydują się na self-publishing. Dzięki temu mogą liczyć na ok. 70 proc. zysku z każdej sprzedanej książki. Doceniają też wolność podejmowania niezależnych decyzji na każdym etapie.

Z danych IMKER – firmy wspierającej self-publisherów, oferującej usługi fulfillment, czyli magazynowania, pakowania, wysyłki, a także oferującej narzędzia sprzedażowe – wynika, że w okresie od marca do maja b.r. liczba wydanych tytułów zwiększyła się o 110 proc., a liczba sprzedanych książek o 185 proc. w porównaniu do analogicznego okresu w 2019 roku. To dobre prognozy dla niezależnych autorów.

udzial wydawcow bestdellerowych (1)

W Amazonie książki wydawane przez self-publisherów, zajmują drugie miejsce na liście najlepiej sprzedawanych książek stanowiąc 27 proc. wszystkich bestsellerów, a e-booki niezależnych autorów to 41 proc. wszystkich dostępnych e-booków. Aby przekonać się, jak pandemia i lockdown wpłynął na rynek książek wydanych w trybie self-publishing, IMKER postanowił porównać dane dotyczące sprzedaży książek, liczbę autorów decydujących się na publikację, a takżę liczbę dostępnych tytułów, zestawiając dane od marca do maja b.r. z analogicznym okresem w roku 2019. – Wszystkie wyniki pokazują jednoznacznie, że autorzy, najczęściej blogerzy i youtuberzy, coraz częściej decydują się na samodzielne publikowanie. Dzięki zbudowanej bazie fanów na swoich stronach i w social mediach, znakomicie radzą sobie ze sprzedażą, a ich książki zyskują miano wielokrotnego bestsellera – komentuje Krzysztof Bartnik, właściciel IMKER.

Self-publishing. Żadna nowość

Osobom niezwiązanym z branżą wydawniczą, może wydawać się, że książki publikowane samodzielnie, to te, których wydaniem nie było zainteresowane żadne popularne wydawnictwo. To fałszywy stereotyp. Warto pamiętać, że książki, które zostały samodzielnie wydane przez autorów, to chociażby takie bestsellery jak m.in.: tomik „Mleko i miód” Rupi Kaur, “Bogaty ojciec, biedny ojciec” Roberta Kiyosaki, „W stronę Swanna. W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta czy ” 50 twarzy Greya” E.L. James.

Na rynku pojawia się coraz więcej firm usprawniających proces self-publishingu, oferujących pomoc w redakcji, korekcie, składzie i druku książki. Inne firmy budują sklepy internetowe lub udostępniają widgety umożliwiające sprzedaż książki bezpośrednio z poziomu bloga autora. Dzięki temu niezależni autorzy mogą jeszcze łatwiej wydawać i sprzedawać książki atrakcyjne pod względem merytorycznym i wizualnym.

Dlaczego self-publishing?

Dlaczego twórcy, którzy bez problemu znaleźliby wydawnictwa zainteresowane podpisaniem z nimi kontraktu, decydują się na samodzielne wydanie książki? Przecież wiąże się to z koniecznością zarządzania wielością zadań – redakcją, korektą, zaprojektowaniem okładki, znalezieniem drukarni, kontrolą jakości, odbiorem, magazynowaniem, promocją i sprzedażą.

Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o… pieniądze. Niezależni autorzy (“indie publishers”) zarabiają więcej niż twórcy związani umowami z wydawnictwami. Ci ostatni dostają zazwyczaj około 7,5 proc okładkowej ceny książki lub jeszcze mniej, jeśli korzystają z agenta. Platformy umożliwiające self-publishing – jak Amazon, Apple Books, Ingram Spark czy Kobo – przekazują do 70 proc. ceny publikacji autorowi. Autorzy, którzy sprzedają dzieła bezpośrednio swoim czytelnikom – np. za pośrednictwem własnej strony WWW – mogą liczyć na jeszcze wyższy zarobek – przekonuje raport przedstawiony przez Alliance of Independent Authors.

Miażdżące wyliczenia dotyczące wynagrodzeń dla twórców współpracujących z wydawnictwem i samodzielnych przedstawił Michał Szafrański na swoim blogu “Jak oszczędzać pieniądze?”. Z artykułu wynika, że od 1 lipca 2016 roku, do 30 października 2019 autor sprzedał 81 928 egzemplarzy książki “Finansowy Ninja”, dzięki czemu zarobił “na rękę” 3 633 125 zł, po odliczeniu wszystkich kosztów i darowizny na rzecz fundacji Pajacyk. Przy 10 procentowej prowizji, sprzedając dokładnie taką samą liczbę egzemplarzy zarobiłby 315 376 zł – ponad 11 razy mniej. Obecnie autor zbliża się już do granicy 100 tys. sprzedanych egzemplarzy.

– Z naszych wyliczeń wynika, że koszt związany z wydaniem książki przez self-publishera zwraca się już przy kilkuset wydanych egzemplarzach. Jeżeli publikacja nie jest skierowana jedynie do koneserów,  a autor posiada rozbudowaną bazę odbiorców (fanów, subskrybentów), osiągnięcie takiego wyniku nie jest trudne, a tym samym ryzyko związane z inwestycją finansową we własną publikację jest niewielkie – komentuje ekspert IMKER.

Autorzy, którzy decydują się na self-publishing zwracają uwagę także na poczucie kontroli. Nie pozbywają się praw autorskich, nie są zobowiązani żadnymi umowami licencyjnymi, dzięki czemu sami decydują o dodrukach, wydaniu audiobooka lub adaptacji ich utworów na potrzeby filmu.

Najczęściej samo-wydawane

ksiązki wydane przez self publisherów (1)

Pośród samodzielnie wydawanych tytułów, najlepiej radzi sobie literatura non-fiction. Potwierdzają to dane IMKER. Aż jedna czwarta wszystkich publikacji dotyczy rozwoju osobistego. Na drugim miejscu plasują się książki o tematyce biznesowej i ekonomicznej. Ostatnie miejsce na podium zajmują poradniki na temat sportu i odżywiania.

National Sales Congress już we wrześniu! Wśród prelegentów m. in. Philip Zimbardo

0

To już oficjalne. Nowe rozporządzenie polskiego rządu pozwala na organizację kongresów, konferencji i targów od 6 czerwca bieżącego roku. Najbliższa edycja National Sales Congress odbędzie się 24 września na PGE Narodowym.

Jak wynika z rozporządzenia w Dzienniku Ustaw wydanego przez Radę Ministrów w dniu 29 maja:

„Zgodnie z ustawą z dnia 6 marca 2018 r. – Prawo przedsiębiorców (Dz. U. z 2019 r. poz. 1292 i 1495 oraz z 2020 r. poz. podmioty działalności związane z organizacją, promocją lub zarządzaniem imprezami, takimi jak targi, wystawy, kongresy, konferencje, spotkania mogą odbywać się w nowym reżimie sanitarnym.”

Mimo wymuszonego lockdownu, jesień 2020 zapowiada się inspirująco. Już we wrześniu odbędzie się jeden z najważniejszych kongresów sprzedażowych w Polsce. Sprawdźcie, co nowego przygotowali organizatorzy.

Najważniejszy kongres sprzedaży w Polsce

National Sales Congress to rozbudowane i kompleksowe wydarzenie przeznaczone dla wszystkich osób pracujących w sprzedaży. W ramach kongresu wystąpią doświadczeni praktycy sprzedaży i wybitni mówcy, uczestnicy będą mogli skorzystać z ich doświadczenia i rozwinąć swoje kompetencje. Szereg prelekcji i debat pozwoli pogłębić wiedzę i przygotować na wszystkie trudności, które mogą czekać ekspertów w branży sprzedażowej.

Kongres został podzielony na trzy filary – scena Sprzedaż, scena Zarządzanie oraz Networking i strefa wystawiennicza. Dzięki temu uczestnicy mają pewność, że wybiorą prelekcje dopasowane do ich kompetencji oraz zdobędą umiejętności, które realnie przydadzą im się w pracy.

Dużym atutem NSC jest specjalna Strefa Networkingu obsługiwana przez Biznes Klub Polska – zespół profesjonalnych networkerków. Dzięki niej nawiążesz nowe relacje biznesowe i wymienisz doświadczenia z najlepszymi w branży.

Nowości na NSC!

Do tegorocznej edycji National Sales Congress dołączył Philip Zimbardo. To jeden z najsłynniejszych psychologów na świecie, emerytowany profesor na Uniwersytecie Stanforda oraz kierownik sławnego projektu badawczego znanego jako Stanfordzki Eksperyment Więzienny (Stanford Prison Experiment).

Philip Zimbardo specjalizuje się w psychologii społecznej – jest autorem ponad 60 książek i 600 publikacji. Obecnie w badaniach zajmuje się przede wszystkim psychologią heroizmu. Jako założyciel i prezes organizacji Heroic Imagination Project prowadzi szkolenia w szkołach, instytucjach i firmach na całym świecie.

Wśród prelegentów będą obecni także Nikolay Kirov – wykładowca studiów MBA, ekspert z zakresu przywództwa i negocjacji, Jakub B. Bączek – złoty medalista Mistrzostw Świata jako trener mentalny kadry narodowej siatkarzy Stephana Antigi,  Adam Bernacki – międzynarodowy konsultant z zakresu zwiększania efektywności zakupowe i wielu innych.

Udział w Kongresie będzie potwierdzony certyfikatem poświadczonym przez Partnerów Merytorycznych wydarzenia: Koźmiński Executive Business School – lidera programów MBA w Polsce, Kirov Strategic Negotiators – wiodącą w Polsce firmę szkoleniowo-konsultingową specjalizującą się w programach rozwoju umiejętności miękkich i strategicznych, a także Quest Change Managers – zespołu konsultantów, którzy pomagają firmom w osiąganiu coraz lepszych rezultatów i w dynamicznym rozwoju.

Tarcza Antykryzysowa 4.0 – zmiany podatkowe i dopłaty do oprocentowania kredytów

0

W przyjętej Tarczy antykryzysowej 4.0 znalazło się wiele przepisów, których celem jest poprawa płynności finansowej przedsiębiorstw. Firmy będą mogły skorzystać z dopłat do oprocentowania kredytów oraz do końca grudnia 2020 r. zostaną zwolnione z podatku minimalnego od nieruchomości komercyjnych. W ramach nowelizacji przepisów wprowadzona została zmiana umożliwiająca zaliczenie jako koszt kwalifikowany nowej inwestycji, wydatków związanych z dwuletnimi kosztami pracy, najmem, dzierżawą, w tym w formie leasingu finansowego, także po terminie zakończenia inwestycji wskazanego w uzyskanej decyzji o wsparciu. Dodatkowo eksperci KPMG w Polsce wskazują na rozszerzony katalog, dzięki któremu od podstawy opodatkowania podatnik może odliczyć darowizny przekazane na przeciwdziałanie COVID-19.

Rozwiązaniem w Tarczy 4.0, mającym poprawić płynność finansową przedsiębiorców jest wprowadzenie dopłat do oprocentowania kredytów obrotowych odnawialnych i nieodnawialnych, w  rachunku kredytowym oraz rachunkach bieżących udzielanych w złotych. Jest to kolejny ważny instrument płynnościowy uruchomiony w ramach tarczy antykryzysowej, w której będzie uczestniczył Bank Gospodarstwa Krajowego.

Do końca 2020 r. przedsiębiorcy będą mogli złożyć odpowiedni wniosek o udzielenie kredytu z  dopłatami, wraz z oświadczeniem pod rygorem odpowiedzialności karnej co do spełnienia określonych warunków, do banku, który zawarł umowę o współpracy z Bankiem Gospodarstwa Krajowego. Mechanizmem dopłat będą mogły być też objęte kredyty udzielone do tej pory, jeśli zostaną dostosowane do wymogów ustawowych. Dopłaty do oprocentowania wyniosą 2 punkty procentowe dla mikro, małych i średnich przedsiębiorców lub 1 punkt procentowy w przypadku pozostałych przedsiębiorców. Co jest bardzo istotne, dopłaty nie będą stanowić przychodu dla celów PIT oraz CIT. Jest to więc obok dopłat do wynagrodzeń pracowników z FGŚP bezzwrotna forma pomocy – mówi Konrad Zawrotniak, ekspert w dziale doradztwa podatkowego w zespole ds. M&A w KPMG w Polsce.

Dopłaty do oprocentowania kredytów będą stanowić pomoc publiczną zgodnie z regulacjami UE i mogą być stosowane do określonych limitów (m.in. 800 tys. euro), a mechanizm ten można będzie łączyć z  pomocą de minimis oraz pomocą w formie gwarancji kredytowych.

Zwolnienie z podatku minimalnego od nieruchomości komercyjnych

Na końcu procesu legislacyjnego do przepisów Tarczy 4.0 zostało wprowadzone zwolnienie z podatku minimalnego dla wszystkich nieruchomości komercyjnych za okres od 1 marca 2020 r. do 31 grudnia 2020 r. Postulat branży został spełniony – będzie to ważne wsparcie, tym bardziej, że branża nieruchomości komercyjnych i deweloperzy nieruchomościowi zostali wykluczeni z rozwiązań Tarczy Finansowej PFR dla Dużych Firm.

Podmioty posiadające nieruchomości komercyjne będą mogły wystąpić o zwrot nadwyżki zapłaconego podatku minimalnego nad zaliczkami na podatek CIT za okres marzec-maj 2020.

Mając na uwadze brak szczególnych regulacji wprowadzanych przez Tarczę 4.0 w zakresie zwrotu, przy ubieganiu się o  taki zwrot nie będą miały zastosowania przepisy dotyczące weryfikacji prawidłowości zasadności zwrotu podatku minimalnego, w szczególności art. 24b ust 15 ustawy o CIT, w tym m.in. dotyczące weryfikacji transakcji z podmiotami powiązanymi pod kątem zgodności z warunkami rynkowymi. Dla wielu firm, właśnie kwestia kontroli podatkowej przy zwrocie nadpłaconego podatku minimalnego była głównym powodem nie występowania przez firmy o zwrot. Przepisy weszły w życie 24 czerwca br., z tego względu warto już pomyśleć o wystąpieniu o zwrot nadwyżki podatku minimalnego za okres marzec-maj 2020 r. Za kolejne miesiące będzie już obowiązywać zwolnienie – mówi Katarzyna Nosal-Gorzeń, partner w dziale doradztwa podatkowego w zespole ds. M&A w KPMG w Polsce.

Polska Strefa Inwestycji – najem i koszty pracy także po zakończeniu inwestycji dzięki zmianom w Tarczy 4.0

Ustawodawca dostrzegł, że okres w którym możliwe jest traktowanie jako kwalifikowanych wydatków nowej inwestycji z  tytułu najmu, dzierżawy i leasingu jest znacznie krótszy, niż okres faktycznej, ekonomicznej przydatności tych obiektów, a tym samym także czasu ponoszenia tych wydatków w rzeczywistości. Podobna problematyka dotyczyła dwuletnich kosztów pracy jako sposobu ponoszenia wydatków kwalifikowanych w ramach realizowanej inwestycji, gdzie datą graniczną uznawania tych kosztów było zakończenie inwestycji. Wychodząc naprzeciw tym problemom, w ramach nowelizacji przepisów Tarczy 4.0, wprowadzona została jedna z istotniejszych zmian umożliwiająca zaliczenie jako koszt kwalifikowany nowej inwestycji, wydatków związanych z dwuletnimi kosztami pracy, najmem, dzierżawą, w tym w formie leasingu finansowego, także po terminie zakończenia inwestycji wskazanego w uzyskanej decyzji o wsparciu.

Podstawową zaletą modyfikacji przepisów jest zapewnienie wyższej nominalnie wartości potencjalnego zwolnienia z podatku dochodowego. Niniejsza modyfikacja pozwoli w szczególności uatrakcyjnić ofertę Polski w kontekście rozwoju szeroko pojętego sektora nowoczesnych usług dla biznesu, ale też zapewni przedsiębiorstwom z sektora produkcyjnego, używających maszyn i urządzeń na podstawie zawartych umów najmu czy też leasingu, zaliczenie tych wydatków do kosztów kwalifikowanych, także po zakończeniu danej inwestycji – mówi Arkadiusz Kalwik, ekspert w dziale doradztwa podatkowego w KPMG w Polsce.

Darowizny przekazane na przeciwdziałanie COVID-19 bez ustawowego limitu i dla firm płacących podatek liniowy

W Tarczy Antykryzysowej 4.0 ustawodawca rozszerzył również katalog, dzięki któremu od podstawy opodatkowania podatnik może odliczyć darowizny przekazane na przeciwdziałanie COVID-19. Oprócz już wprowadzonych wcześniejszymi przepisami możliwości odliczenia darowizn na rzecz określonych podmiotów, w nowej regulacji do katalogu zostały dodane domy dla matek z małoletnimi dziećmi i kobiet w ciąży, noclegownie, schroniska dla osób bezdomnych, w tym z  usługami opiekuńczymi, ośrodki wsparcia, rodzinne domy pomocy oraz domy pomocy społecznej.

Tarcza Antykryzysowa 4.0 przewiduje dodatkowo możliwość odliczenia przez podatników, w tym także osoby prowadzące działalność gospodarczą, darowizn rzeczowych, których przedmiotem są komputery przenośne będące laptopami lub tabletami, kompletne, zdatne do użytku i wyprodukowane nie wcześniej niż 3 lata przed dniem ich przekazania, w okresie od 1 stycznia do 30 września 2020 r. takim podmiotom jak placówki oświatowe czy organizacje pożytku publicznego. Co istotne, warunkiem odliczenia będzie udokumentowanie przekazanej darowizny dowodem, z którego wynikają dane identyfikujące darczyńcę oraz wartość przekazanej darowizny wraz z oświadczeniem obdarowanego o  jej przyjęciu – mówi Grzegorz Grochowina, starszy menedżer w dziale doradztwa podatkowego w zespole ds. PIT w KPMG w Polsce.

Darowizny można rozliczać w zeznaniu składanym po zakończeniu roku podatkowego lub przy obliczaniu zaliczki w przypadku podatników zobowiązanych do samodzielnej wpłaty takich zaliczek w trakcie roku. Warto podkreślić, że z odliczenia darowizn przekazanych na przeciwdziałanie COVID-19 skorzystają nawet firmy płacące liniowy PIT, które co do zasady pozbawione są podatkowych preferencji. Co więcej, darowizn tych nie obejmuje limit w wysokości odpowiednio 6% dochodu w  przypadku podatku PIT oraz 10% w przypadku podatku CIT.

Strategiczna współpraca CUK I FINES

0

CUK Ubezpieczenia i Fines, czołowi gracze na rynku pośrednictwa ubezpieczeń oraz consumer finance, zawarli porozumienie o partnerstwie strategicznym w zakresie dystrybucji ubezpieczeń. Dzięki temu sieć sprzedaży Fines, jeden z największych brokerów kredytów i pożyczek gotówkowych w Polsce, otrzyma pełne wsparcie produktowe, technologiczne oraz pomoc managerów regionalnych od CUK Ubezpieczenia. Bogaty pakiet polis ubezpieczeniowych, pochodzący od 30 towarzystw majątkowych oraz życiowych, trafi do sprzedaży w placówkach franczyzowych oraz sieci agencji kredytowych współpracujących z Fines.  

CUK Ubezpieczenia to największa multiagnecja ubezpieczeniowa w Polsce działająca pod własnym brandem na polskim rynku już od 19 lat. Firma posiada ponad 330 placówek sieci własnej i franczyzowej oraz ponad 300 punktów partnerskich w całej Polsce. To multiagencja, która zajmuje się doradztwem w zakresie doboru produktów ubezpieczeń majątkowych oraz życiowych poprzez analizę ofert dostarczanych przez 30 ubezpieczycieli. Dzięki rozbudowanym systemom informatycznym, porównującym cenę i zakres ubezpieczenia,  klienci otrzymują dopasowaną do swoich preferencji  ochronę w możliwie najlepszej cenie. CUK Ubezpieczenia posiada w swojej ofercie ubezpieczenia komunikacyjne, majątkowe, życia i zdrowia, biznesu, turystyczne, rolne i wiele innych. Na mocy podpisanego porozumienia CUK Ubezpieczenia udostępni nowoczesne narzędzia i udzieli niezbędnego wsparcia sieci Fines w sprzedaży ubezpieczeń.

– „Nasza współpraca to spore wydarzenie na rynku usług finansowych. Dla CUK to szansa na dotarcie z kompleksową ofertą ubezpieczeniową poprzez świetnie  zorganizowaną i jedną z największych w Polsce sieci doradztwa finansowego. Dzięki naszym autorskim systemom do ofertowania oraz szerokiemu pakietowi wsparcia sprzedaży Doradcy Fines będą mogli kompleksowo zabezpieczyć u swoich klientów ryzyko ubezpieczeniowe. Pomożemy w  szybkim i efektywnym wdrożeniu naszych sprawdzonych rozwiązań oraz przekazaniu naszego ubezpieczeniowego know how. Klienci placówek Fines otrzymają teraz dostęp do bogatszej oferty i w jednym miejscu będą mogli nie tylko wziąć kredyt, ale także ubezpieczyć pojazdy, mieszkanie, życie i inne ryzyka. Jestem przekonany, że strategiczna współpraca CUK oraz Fines, będzie wartościowa dla obydwu spółek oraz pozwoli nam dotrzeć z profesjonalnie dobranym produktem ubezpieczeniowym do kolejnych grup klienckich” – mówi Jacek Byliński, Prezes Zarządu multiagencji CUK Ubezpieczenia

Fines S.A. jest największym niezależnym operatorem sieci agencji kredytowych w Polsce. Działając na rynku od 2005 roku firma opiera swoją działalność na przejrzystych zasadach i partnerskich relacjach z klientami. Sieć agencji kredytowych Fines to zarówno placówki agencyjne, mobilni agenci, jak i placówki franczyzowe. Sieć sprzedaży korzysta z ponad 15 lat doświadczeń i liczy 200 placówek pod nazwą Fines Operator Bankowy oraz 1200 biur kredytowych. – „Konsekwentnie od kilku lat budujemy lokalne centra finansów, oferując naszym klientom szeroką gamę produktów: kredytów, pożyczek, płatności masowych, leasingów, a także ubezpieczeń. Współpraca strategiczna z CUK Ubezpieczenia to dla nas kolejny krok w rozwoju oferty, której celem jest możliwie najbardziej kompleksowa obsługa Polaków. Już dzisiaj doradzamy im w wyborze odpowiednich rozwiązań wspierających codzienne wydatki oraz realizujemy misję rzetelnego partnera w dziedzinie finansów osobistych. Aktualnie poszerzamy naszą ofertę o dostęp do ofert z ponad 30 towarzystw ubezpieczeń. CUK Ubezpieczenia to solidny partner z ugruntowaną pozycją na rynku, sukcesami i olbrzymim doświadczeniem w branży ubezpieczeniowej. Dzięki wspólnemu działaniu nasi partnerzy uzyskają dostęp do bardziej kompleksowej oferty ubezpieczeniowej i możliwości pełniejszego obsłużenia naszych klientów. Wierzę, że nasza współpraca okaże się sukcesem dla obydwu partnerów” – mówi Piotr Przedlacki, Prezes Zarządu Fines S.A.

Za nawiązanie współpracy i projekt wdrożenia oferty CUK Ubezpieczenia do sieci franczyzowej i partnerskiej Fines odpowiada Grzegorz Kusy, Dyrektor ds. Współpracy z Partnerami Strategicznymi w CUK Ubezpieczenia.

– „Pomysł na wdrożenie szerokiej linii produktów ubezpieczeniowych w sieci partnerskiej Fines to odpowiedź na potrzeby klientów korzystających z usług finansowych. Oczekują oni bowiem kompleksowości, uniwersalności i możliwości zakupu wielu produktów finansowych w jednym miejscu. Do tej pory sieć Fines rozwijała swój portfel produktów kredytowych, pożyczek i leasingów. Potrzebowała wsparcia w zakresie szerokiej oferty rynku ubezpieczeniowego. Współpraca z CUK Ubezpieczenia to tak naprawdę korzyść dla każdej ze stron i zdecydowany krok w kierunku  kompleksowej oferty dla Klienta i budowaniu dla niego przyjaznego świata finansów. Dzięki determinacji i pracy zespołów po obu stronach doprowadziliśmy do podpisania umowy o strategicznym porozumieniu. CUK Ubezpieczenia łączy siły z Fines, a efektem tej synergii będzie najszersza oferta produktów finansowych w Polsce. Klienci już niebawem będą mogli zrealizować swoje potrzeby finansowe oraz zostać profesjonalnie obsłużeni zarówno przez specjalistów od kredytów, jak i ekspertów w zakresie produktów ubezpieczeniowych w Fines. To duży sukces i jestem przekonany, że klienci to docenią” – dodaje Grzegorz Kusy, Dyrektor ds. Współpracy z Partnerami Strategicznymi w CUK Ubezpieczenia.

W kolejnym etapie współpracy spółki będą poszukiwać dalszych synergii w dostarczaniu dla klientów kompleksowych ofert w obszarze kredytów, pożyczek i ubezpieczeń.

Audioteka inwestuje 4 mln zł w nowe produkcje audio

0

Audioteka startuje z programem „Usłysz kulturę”, w ramach którego przeznaczy 4 mln zł na realizację wybranych projektów. Akcja jest skierowana do scenarzystów, realizatorów i reportażystów, zarówno z instytucji kultury, jak i wolnych strzelców.

Pomysł na akcję “Usłysz kulturę” powstał w trakcie trwającej pandemii. W związku z zamknięciem instytucji kultury i redukcją budżetów na wydarzenia kulturalne, wielu artystów znalazło się w bardzo trudnej sytuacji. Dlatego Audioteka postanowiła stworzyć program umożliwiający twórcom: reżyserom, realizatorom audio, reportażystom, scenarzystom realizację i sfinansowanie ich projektów.

Jednocześnie Audioteka nie ukrywa, że chodzi także o pozyskanie wartościowych treści dla słuchaczy. – Chcemy, żeby słuchacze zawsze mieli dostęp do tego, co Audioteka obiecuje, czyli do bogatego i stale rosnącego zasobu wartościowych treści do słuchania – dobrze opowiedzianych historii. Mamy nadzieję, że przeznaczenie 4 mln zł na szeroko pojęte projekty kultury przysporzy się do utrzymania branży kreatywnej na bardzo wysokim poziomie – komentuje Marcin Beme, założyciel Audioteki.

Twórcy mogą aplikować do programu “Usłysz kulturę” w czterech kategoriach:

  1. Dla scenarzystów – autorski scenariusz audiobooka/audioserialu, autorski scenariusz spin-offa do istniejącego dzieła kultury, autorski scenariusz audiomusicalu, autorski scenariusz adaptacji wybranego dzieła kultury
  2. Dla realizatorów – autorski pomysł i realizacja audioserialu, autorski pomysł i realizacja spin-offa do istniejącego dzieła kultury, autorski pomysł i realizacja audiomusicalu, autorski pomysł i realizacja adaptacji wybranego dzieła kultury
  3. Dla dokumentalistów – autorski pomysł i realizacja audioreportażu o dowolnej tematyce, lub autorski pomysł i realizacja audio true crime
  4. Dla outsiderów – innowacyjne i niepowtarzalne pomysły na produkcje audio

Audioteka wstępnie przeznaczy 2 mln zł na zakup scenariuszy i realizację projektów, a jeśli program spotka się z dużym zainteresowaniem ze strony twórców, firma gotowa jest przeznaczyć na jego kontynuację kolejne 2 mln zł. Projekty będą oceniane na bieżąco. Aplikować do programu “Usłysz kulturę” należy za pośrednictwem strony www.uslyszkulture.pl. O zakończeniu naboru do programu Audioteka poinformuje na stronie z 2-tygodniowym wyprzedzeniem.

Nowy wymiar audio

Historia założonej w 2008 roku w Polsce Audioteki, platformy i aplikacji z produkcjami audio, dobrze pokazuje, jak zmieniało się nasze podejście do słuchania książek, czy szerzej produkcji audio.

Misją Audioteki jest dostarczenie “dobrze opowiedzianych historii”, dlatego też Audioteka zawsze pierwsza i najodważniej wprowadzała i wprowadza najróżniejsze formaty audio i najróżniejsze typy treści do słuchania. Na przestrzeni rozwoju Audioteki do produkcji klasycznych audiobooków dochodziły produkcje podcastów, audioreportaży, audioseriali i oczywiście doskonale znane wszystkim słuchaczom superprodukcje. Mimo, że powstają dla przestrzeni audio produkcje Audioteki nie ustępują topowym produkcjom filmowym – najlepsze teksty, czy to książek czy scenariuszy, najlepsi kompozytorzy, realizatorzy i przede wszystkim najznakomitsi wykonawcy – najlepsze polskie głosy.

Polacy przekonali się do produkcji audio, bo od początku roku spędzają z Audioteką średnio już ponad 10 milionów minut miesięcznie. Przez ostatnie trzy miesiące największą popularnością cieszyły się audiobooki z kategorii Fantastyka oraz Kryminał, sensacja i thriller. O 94 proc. wzrosła popularność audiobooków z kategorii Religia, a o ponad 50 proc. powieści, szczególnie fantastycznych i klasyki literatury. Rekord słuchalności przypadł oryginalnym audioserialom Audioteki, takim jak muzyczny podcast Anny Gacek “Don’t give up!”, audioserial Wojciecha Chmielarza “Prosta sprawa” oraz audioserial Łukasza Orbitowskiego “Recepcja”.

Nowe ryzyka na horyzoncie

0

Raport NFP z rynku pracy USA bez wątpienia był lepszy od oczekiwań i sugeruje, że w momencie gromadzenia danych przez Departament Pracy ożywienie gospodarcze prężnie przyspieszało. Wyróżnienie punktu w czasie jest jednak kluczowe, biorąc pod uwagę ponowny wzrost liczby zachorowań na wirusa i przywracane restrykcje. W rezultacie raport NFP jest już starą informacją w obliczu nowych ryzyk na horyzoncie.

Wadą danych miesięcznych jest to, że opisują sytuację w jednym konkretnym punkcie na linii czasu. Dla raportu z rynku pracy USA jest to tydzień obejmujący 12-ty dzień miesiąca. Na tamten moment sytuacja na rynku pracy sugerowała, że ożywienie gospodarcze postępuje szybciej niż się spodziewano. Czerwiec przyniósł 4,8 mln nowych (lub przywróconych) miejsc pracy w sektorze pozarolniczym, dużo więcej niż 3,058 mln z mediany prognoz. Stopa bezrobocia spadła z 13,3 proc. do 11,1 proc., podczas gdy liczba „tymczasowo” bezrobotnych (tj. zwolnionych tylko na czas lockdownu) spadła z 15,3 mln do 10,6 mln. Tu jednak pozytywne dane się kończą, a szersze ujęcie powoduje, że entuzjazm należy stonować. Po dwóch miesiącach odzyskano na razie tylko 7,5 mln miejsc pracy, podczas gdy w marcu i kwietniu ubyło ich łacnie 22 mln. Szacuje się, że w czerwcu liczba bezpowrotnie utraconych stanowisk (np. z powodu bankructw firm) wzrosła o prawie 600 tys. do 2,9 mln. Stopa bezrobocia pozostaje najwyżej do czasy Wielkiego Kryzysu z ubiegłego wieku, a w czerwcu każdy tydzień przyniósł ponad 1 mln nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Tak ostatnia figura może zacząć ponownie wzrastać, gdyż rozprzestrzenianie się koronawirusa zmusza władze stanowe do przywracania restrykcji, co może skutkować ponownymi zwolnieniami pracowników. Podsumowując, po danych można wnioskować, sytuacja poprawia się szybciej niż spodziewano, ale wciąż jest relatywnie zła, a na horyzoncie czekają nowe ryzyka, które sytuację mogą ponownie pogorszyć. Szczególnie w USA, gdzie długi weekend i obchody Dnia Niepodległości mogą przynieść eksplozję nowych zakażeń.

Dla przeciwwagi trzeba nadmienić, że przyszłość przynosi też szanse, np. postępy w pracach nad szczepionką. Jest sporo argumentów, których można się uczepić, aby pozytywnie patrzeć na perspektywy gospodarcze i projekcje rynkowe. Jest też sporo takich, które ten optymizm hamują. Żaden z nich nie jest jednak obecnie na tyle silny, aby zdominować wszystkie inne. I to je aktualnie największy problem dla rynków, gdyż bez lidera nie ma kierunku. Na razie każdy dzień przynosi coś nowego, co pozwala ustawić krótkoterminowy trend, ale starcza to jedynie na wahania kursów walut w ramach utrwalonych przedziałów. Wydaje się jednak, że prędzej dane zaczną odzwierciedlać nowe obawy o drugą falę zachorowań na wirusa, niż z dnia na dzień wszyscy Amerykanie zaczną wierzyć w konieczność masek w miejscach publicznych. Awersja do ryzyka może wziąć górę, co powinno pchać kapitał z powrotem w stronę USD i innych bezpiecznych przystani. Wątpliwości co do utrzymania dotychczasowego tempa ożywienia będą skutkować niższymi poziomami m.in. EUR/USD, GBP/USD i AUD/USD. To także zła widomość dla złotego, gdzie rynek dawno zarzucił ściganie aprecjacji i teraz czeka na pretekst do głębszej korekty.

Na kontynuację tych rozważań przyjdzie czas po weekendzie. Dziś należy nastawiać się na flautę w związku z dniem wolnym w USA.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

O ponad jedną trzecią urósł rynek nieruchomości premium w Polsce. Jego wartość w 2019 roku przekroczyła 1,8 mld PLN

0

Sprzedaż na rynku nieruchomości premium w całym 2019 i w pierwszym kwartale 2020 roku utrzymywała się na dobrym i stabilnym poziomie. W pierwszych trzech miesiącach tego roku była wyższa niż w analogicznym okresie zeszłego roku. W drugim kwartale – już po rozpoczęciu się pandemii – sprzedano w Warszawie mniej apartamentów, ale średnia cena wzrosła. Takie są wnioski z najnowszej edycji Raportu „High Level Book” przygotowanego przez High Level Sales & Marketing. W raporcie zbadano segment luksusowych nieruchomości w 7 aglomeracjach w Polsce: Warszawie, Krakowie, Trójmieście, Wrocławiu, Poznaniu, Katowicach i Łodzi.

Z uwagi na pandemię koronawirusa, w tegorocznej edycji raportu analizowano również dane z I oraz II kwartału 2020 z Warszawy. W pierwszych 3 miesiącach 2020 roku zanotowano wzrost średniej ceny nieruchomości premium o 13% r/r. Liczba sprzedanych apartamentów wzrosła z 13 w pierwszym kwartale 2019 do 28 w pierwszym kwartale 2020, tj. o 115%. Natomiast w drugim kwartale 2020, czyli już po ogłoszeniu stanu pandemii, sprzedano w stolicy mniej apartamentów niż przed rokiem (II kw. 2019 – 79, II kw. 2020 – 21), za to średnia cena w II kwartale 2020 wzrosła wobec 2019 roku o 9%.

„W krótkim okresie możemy się spodziewać zmniejszenia liczby transakcji i niewielkiej korekty cenowej. Jednak w dłuższej perspektywie trend wzrostowy powróci. Potwierdzają to analizowane przez nas regularnie dane, w tym te z ostatniego kryzysu w 2008. Nieruchomości premium są odporne na wahania rynków finansowych, gdyż w takim czasie klienci poszukują najlepszych adresów. Popyt utrzymuje się na stabilnym poziomie a podaż jest dość ograniczona, gdyż najbardziej wartościowe aktywa trzymane są najdłużej i sprzedawane najpóźniej” – mówi Karolina Kaim, prezes Tacit Investment.

Od początku pandemii pierwszym i najbardziej zauważalnym trendem był skokowy wzrost zainteresowania klientów ofertami luksusowych nieruchomości. Rosnącą popularnością zaczęły cieszyć się nieruchomości gotowe do odbioru w tym roku, najchętniej z przylegającymi działkami lub ogrodami, albo zlokalizowane w odległości do 100 km od aglomeracji. Klienci weryfikują swoje potrzeby mieszkaniowe, chętnie szukając inwestycji z większą powierzchnią lub liczbą pomieszczeń.

Trwają prace nad nowym systemem poboru opłat drogowych. Od 2021 roku będzie oparty na geolokalizacji i pozwoli płacić np. smartfonem

Prosty, nowoczesny i wygodny dla przewoźników – taki ma być nowy system poboru opłat drogowych, który zastąpi viaTOLL. Ten przestanie działać z końcem lipca 2021 roku i pozostaną po nim bramownice, które będą wykorzystywane już tylko w celach kontrolnych. Nowy system będzie oparty na geolokalizacji i pozwoli uiścić opłatę drogową m.in. za pośrednictwem aplikacji mobilnej w smartfonie. Zostanie też powiązany z e-Urzędem Skarbowym budowanym w resorcie finansów. Planowane na przyszły rok wdrożenie nowego systemu ma być płynne i nie powodować wzrostu opłat ani problemów dla kierowców.

Nowy system poboru opłat drogowych budujemy zgodnie z zasadą trzech P: prosty, przyjazny i przejrzysty. Chcemy, żeby użytkownik dróg płatnych w Polsce mógł właśnie w taki sposób wywiązywać się z obowiązków uiszczania opłat za przejazd. Zależy nam też, żeby wykorzystywać te dane, które już zbieramy i mamy w naszych rejestrach, aby nie pobierać ich ponownie od użytkowników dróg. W szczególności mówię tu o takich rejestrach jak rejestr CEPiK czy rejestr danych podatkowych CRP KEP – mówi agencji Newseria Biznes Przemysław Koch, pełnomocnik ministra finansów ds. informatyzacji.

Od 1 lipca Główny Inspektor Transportu Drogowego nie zajmuje się już poborem opłat za przejazdy pojazdami powyżej 3,5 tony po płatnych drogach krajowych i autostradach na wyznaczonych odcinkach A2 (Konin – Stryków) i A4 (Bielany Wrocławskie – Sośnica). Zgodnie z nowelizacją ustawy o drogach, którą prezydent podpisał w połowie czerwca, to zadanie przejęła Krajowa Administracja Skarbowa. Dla kierowców nie wiąże się to jednak z żadnymi zmianami – pobór opłat odbywa się na dotychczasowych zasadach.

Nadzór nad systemem poboru opłat drogowych trafił do KAS w celu ujednolicenia zasad poboru danin, które są uiszczane na rzecz państwa przez uczestników ruchu drogowego. To zagwarantuje szybki i skuteczny przepływ tych pieniędzy do Krajowego Funduszu Drogowego – wyjaśnia Dariusz Rostkowski, zastępca dyrektora Departamentu Zwalczania Przestępczości Ekonomicznej w Ministerstwie Finansów.

Do końca lipca 2021 roku KAS zamierza wygasić dotychczasowy system poboru opłat. Zastąpi go nowy, oparty na geolokalizacji.

System, który projektujemy, będzie bazować na technologii pozycjonowania satelitarnego, co oznacza, że nie będą konieczne inwestycje w infrastrukturę przydrożną. Nie będziemy już także potrzebować bramownic w celu rejestracji przejazdu po drogach płatnych w Polsce. Bramownice pozostaną, ale będą wykorzystywane w celach kontrolnych – mówi Przemysław Koch.

Nowy system poboru opłat drogowych ma być efektywniejszy, bardziej nowoczesny, a przy tym bardziej wygodny dla kierowców i przewoźników. Co ważne, nie będzie generował po ich stronie niepotrzebnych obowiązków i kosztów. Ograniczy też koszty ponoszone przez administrację.

– W tej chwili przyjmujemy projekt budowy nowego systemu, jesteśmy po fazie redefinicji architektury rozwiązania. Opieramy się na komponentach, które mamy już wdrożone produkcyjnie w resorcie finansów, w szczególności na systemie SENT, który wykorzystuje technologię pozycjonowania satelitarnego. Chcemy zbudować taki system, który dzięki nowym technologiom uprości i usprawni system poboru opłat drogowych w Polsce – mówi pełnomocnik ministra finansów ds. informatyzacji.

– Nowy system wesprze pracę inspektorów inspekcji drogowej. Będą oni mieli o wiele łatwiejszy dostęp do danych przekazywanych w czasie rzeczywistym, co pozwoli na bieżące monitorowanie przewozu towarów i ruchu środków przewozowych. Będzie to system nowoczesny, oparty na danych geolokalizacyjnych, które pozwolą z dużą dokładnością określić, czy realizowany przewóz wiązał się z uiszczeniem opłaty, czy też nie, i po jakim odcinku drogi krajowej się odbywał – dodaje Dariusz Rostkowski.

Jak podkreśla, wdrożenie nowego systemu w 2021 roku dla kierowców nie będzie wiązać się ze wzrostem opłat, bo ich wysokość ustala resort infrastruktury.

Politykę w zakresie wysokości stawek za przejazdy realizowane po płatnych odcinkach dróg krajowych realizuje Ministerstwo Infrastruktury. Nie jest to zadanie ministra finansów ani szefa Krajowej Administracji Skarbowej – zaznacza ekspert z Ministerstwa Finansów.

System ma być także dużo wygodniejszy dla kierowców. Zamiast urządzeń pokładowych służących wyłącznie do poboru opłaty pozwoli na wykorzystanie w tym celu telefonów komórkowych, nawigacji satelitarnych czy urządzeń fabrycznie montowanych w pojazdach. To oznacza, że do uiszczenia opłaty elektronicznej będzie można wykorzystać np. smartfon z zainstalowaną bezpłatną aplikacją mobilną dostarczoną przez KAS.

– Nowy system poboru opłat budujemy w modelu otwartym, dajemy możliwość wykorzystania różnych urządzeń do przekazywania koordynatów geolokalizacyjnych. Będą to m.in. urządzenia OBU, które są już dzisiaj stosowane, ale także zintegrowane systemy lokalizacyjne (ZSL) fabrycznie montowane w pojazdach ciężkich powyżej 3,5 tony, czy aplikacja mobilna. Będzie ona darmowa, każdy użytkownik dróg płatnych w Polsce będzie mógł ją pobrać ze sklepów internetowych, zainstalować na smartfonie lub tablecie i wykorzystywać w celu uiszczenia opłaty za przejazd – mówi Przemysław Koch.

Pełnomocnik ministra finansów ds. informatyzacji podkreśla, że nowy system elektronicznego poboru opłat drogowych będzie też powiązany z e-Urzędem Skarbowym budowanym w resorcie finansów.

W e-Urzędzie chcemy stworzyć kafelek „pobór opłat drogowych”, gdzie użytkownik dróg będzie miał dostęp do kompleksowej obsługi. Będzie mógł założyć konto, zarejestrować wszystkie swoje pojazdy i do każdego z nich przypisać urządzenie wykorzystywane do przekazywania koordynatów geolokalizacyjnych, czyli ZSL, OBU albo aplikację mobilną. W przestrzeni e-Urzędu Skarbowego użytkownik będzie miał także wgląd we wszystkie zrealizowane przejazdy po drogach płatnych w Polsce i informację o naliczonych opłatach i rozliczeniach – mówi.

Coraz trudniej o pomnażanie kapitału na światowych rynkach. Przyszłe inwestycje będą wymagały większej gotowości na ryzyko

Pandemia przyniosła zalew rynku płynnością finansową ze strony banków centralnych, w wyniku czego rentowności obligacji nie dadzą już zarobić. Niskie stopy procentowe sprawiają, że wynik na lokatach jest realnie ujemny, coraz trudniej też wynająć jedną z ulubionych przez lata inwestycji Polaków – nieruchomości. W tej sytuacji zostają przemyślane inwestycje w akcje lub obligacje indeksowane inflacją bądź korporacyjne. Tu też jednak czai się ryzyko nieoszacowanego wpływu koronakryzysu na wyniki firm.

Obecnie na rynkach finansowych jesteśmy w bardzo dziwnym momencie, bo z jednej strony wiemy, że gospodarka jednak zwolni, a z drugiej strony aktywa i ich wyceny tego nie pokazują – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Chłopek, dyrektor zarządzający iWealth Management. – Panuje optymizm spowodowany tym, że banki centralne skupują aktywa. Odreagowaliśmy głębokie spadki, taką szybką panikę, na niektórych aktywach w zasadzie nawet nie widać, że jesteśmy w okresie pandemii, spowolnienia gospodarczego i zahaczamy o recesję.

Maleją oszczędności polskich gospodarstw domowych, co spowodowane jest zarówno sytuacją na rynku pracy, jak i inflacją. Z kolei stopy procentowe (referencyjna na poziomie 0,10 proc.) nie dają zarobić na depozytach. Jak widać z danych Analiz.pl, tylko w I kwartale oszczędności Polaków skurczyły się o 25 mld zł. Wprawdzie na początku II kwartału inflacja nieco wyhamowała, ale w czerwcu znów okazała się zaskakująco wysoka, o 0,5 pkt proc. ponad prognozy (3,3 proc. vs. 2,8 proc. według wstępnego szacunku). Także majowy odczyt na poziomie 2,9 proc. ma się nijak do średniego oprocentowania lokat, które wyniosło wówczas zaledwie 0,58 proc. Nawet depozyty o krótkim terminie zapadalności oferują zwrot na poziomie ledwo przekraczającym 0,8 proc. Nic dziwnego, że większość tych, którzy nie chcą patrzeć, jak ich oszczędności topnieją w bankach, szuka innych sposobów inwestycji.

W czasach kryzysowych kapitał płynie głównie w bezpieczne miejsca. Są wśród nich głównie obligacje i wyraźnie widać, że Narodowy Bank Polski, który ogłosił obniżenie stóp procentowych, chcąc wesprzeć gospodarkę i trochę wyprzedzając to, co może się zdarzyć w najbliższych miesiącach, spowodował, że obligacje bardzo dobrze pracowały dla inwestorów. Trzeba jednak pamiętać, że te rentowności na przyszłe lata są bardzo niskie – podkreśla Grzegorz Chłopek.

W jego opinii coraz więcej kapitału będzie przepływać w kierunku akcji, które są naturalnym zabezpieczeniem przed inflacją.

– Z drugiej strony z założenia mają one oczekiwaną stopę wyższą niż obligacje, chociaż z nieco większym ryzykiem. Ale ponieważ to ryzyko trzeba ograniczać, dlatego trzeba podchodzić do inwestycji dosyć oportunistycznie, czyli wykorzystywać pewne okazje – dodaje ekspert.

Z giełd najmocniej zachowuje się rynek amerykański, zwłaszcza spółki technologiczne. Indeks NASDAQ wzrósł w ciągu pierwszego półrocza o niemal 10 proc. pomimo głębokiego spadku w połowie marca. Kto wówczas zainwestował w spółki tego sektora, w trzy i pół miesiąca zarobił już ponad 48 proc. Także S&P 500 urósł od marcowych dołków o 34,5 proc., choć nie powrócił jeszcze do poziomów z początku roku. Jednak właśnie z tego powodu akcjom amerykańskim grozi korekta, co zwykle pociąga za sobą spadki i na innych rynkach, zwłaszcza tak słabo radzącym sobie jak indeks największych polskich spółek WIG20, który od początku roku stracił niemal 20 proc. i trudno oczekiwać poprawy przy wysokiej ekspozycji na banki i spółki uzależnione od decyzji politycznych. Znacznie lepiej radziły sobie małe spółki.

 Następne miesiące przyniosą twarde dane z gospodarki. Spółki pokażą wyniki, które branże zyskały, a które straciły – mówi dyrektor zarządzający iWealth Management. – Najbezpieczniejszą alternatywą w stosunku do inwestycji na lokacie są obligacje skarbowe. Kolejną opcją, ale tutaj już należy być bardziej ostrożnym i bardziej selektywnym, są obligacje przedsiębiorstw. Należy jednak pamiętać, że w chwili obecnej emisje przedsiębiorstw mogą być obarczone takim ryzykiem, że przy pewnych kłopotach, które mogą się ujawnić później, kiedy spółki w końcu pokażą wszystkie raporty, że takie obligacje niekoniecznie muszą być wykupione w całości.

Pandemia SARS-CoV-2 przyspieszy zmianę globalnego układu sił. Nowa odsłona rywalizacji między Chinami i USA

– Pandemia koronawirusa przyspieszy zmianę układu sił na politycznej i gospodarczej mapie świata – ocenia politolog, prof. UW, dr hab. Bogdan Góralczyk. Stany Zjednoczone i Chiny jeszcze przed rozprzestrzenianiem się SARS-CoV-2 toczyły wojnę handlową, która teraz została chwilowo zamrożona. Nowy wirus stał się kolejną kością niezgody i przyczyną eskalacji napięć we wzajemnych stosunkach. USA są w tej chwili krajem najbardziej dotkniętym przez pandemię, podczas gdy chińska gospodarka po kryzysie z początku roku praktycznie odzyskała już prawie pełny potencjał.

Jeszcze przed pandemią mieliśmy do czynienia z wojną handlową na linii Stany Zjednoczone – Chiny. W trakcie lockdownu jesteśmy odizolowani, zamknięci w domach, ale jednocześnie świat aż drży w posadach i mamy nową odsłonę pojedynku między tymi państwami. To już nie tyko wojna handlowa, która w tym momencie jest przecież tylko zawieszona, ale także nowy wymiar wojny propagandowo-medialnej. Niektórzy mówią wręcz, że to już jest otwarta zimna wojna albo ku temu zmierza – ku wojnie ideologicznej na systemy wartości – mówi politolog, sinolog i dyplomata dr hab. Bogdan Góralczyk, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, dyrektor Centrum Europejskiego UW.

Proces zmian układu sił na politycznej i gospodarczej mapie świata rozpoczął się ponad dekadę temu, podczas poprzedniego kryzysu gospodarczego z 2008 roku. Od tego czasu Chiny systematycznie doganiają Stany Zjednoczone i umacniają swoje wpływy na całym świecie.

 Na Wschód przenosi się już nie tylko gospodarcze i handlowe, ale w dużej mierze również technologiczne centrum – mówi ekspert.

Obecny kryzys epidemiologiczny związany z rozprzestrzenianiem się SARS-CoV-2 przyspieszy zmianę. O ile Azja dość dobrze poradziła sobie z pierwszą falą pandemii, o tyle Zachód na czele ze Stanami Zjednoczonymi wciąż ma duże problemy z jej przezwyciężeniem i zażegnaniem kryzysu.

Pandemia koronawirusa stała się w ostatnich miesiącach przyczyną napięć między Pekinem i Waszyngtonem. Prezydent Donald Trump i sekretarz stanu Mike Pompeo zarzucali, że nowy wirus powstał w laboratorium w Wuhanie, a Chiny przez długi czas tuszowały prawdziwą skalę zagrożenia. Pekin odpowiada, że administracja Trumpa chce w ten sposób jedynie przykryć swoją nieudolność w walce z pandemią. Stany Zjednoczone są w tej chwili krajem najbardziej dotkniętym przez koronawirusa i wciąż zmagają się z ograniczeniami w funkcjonowaniu gospodarki. Tymczasem gospodarka Państwa Środka odzyskała już prawie pełny potencjał.

– W I kwartale Chiny po raz pierwszy od pół wieku zanotowały recesję i to prawie siedmioprocentową. Według Pekinu cały ten rok zakończy się minimalnym wzrostem na poziomie 1–2 proc., ale to zależy od dalszego przebiegu pandemii – mówi dr hab. Bogdan Góralczyk.

Światowa Organizacja Zdrowia przestrzega, że jesienią już niemal na pewno dojdzie do ponownego wzrostu liczby zakażeń i drugiej fali pandemii SARS-CoV-2, która może być jeszcze groźniejsza od obecnej. Na świecie – nawet w Chinach czy we Włoszech, gdzie przyrost nowych zakażeń został opanowany – wciąż pojawiają się nowe ogniska choroby, które wymuszają utrzymanie obostrzeń społecznych i gospodarczych.

 Niedawno w Pekinie, na targu w stolicy państwa znowu wybuchło ognisko nowych zakażeń i trzeba było testować dziesiątki tysięcy ludzi – mówi dyrektor Centrum Europejskiego UW.

Władze zadecydowały o zamknięciu obiektów sportowych i kulturalnych, zawieszono też część transportu publicznego i zakazano opuszczania miasta osobom z grupy wysokiego ryzyka. Jednak ryzyko powrotu pandemii to niejedyne zagrożenie, z jakim musi mierzyć się Państwo Środka.

– Chiny mają szeroko zakrojony, ambitny program przebudowy swojego modelu gospodarczego i rozwojowego. Jednak zagrażają tym same sobie, bo wzięły na siebie tak wiele bardzo ambitnych programów, że to wszystko może się wywrócić. Zagrażają sobie same również tym, że coraz bardziej zamykają się wewnętrznie. Xí Jìnpíng, przywódca Chin, mówi o globalizacji i otwartych rynkach, ale wewnętrznie mówi się o twardej ręce i silnym uścisku we władzy nad społeczeństwem. W Chinach pojawia się jedynowładztwo, co nie jest dobrym rozwiązaniem na przyszłość – podkreśla sinolog z UW.

Zgodnie ze statystykami WHO na całym świecie zakażonych koronawirusem zostało już ponad 10 mln osób, a prawie 510 tys. zmarło (dane na 1.07). Wyzdrowiało ponad 5,5 mln chorych. Największymi ogniskami choroby są w tej chwili obie Ameryki, głównie Stany Zjednoczone (na które przypada 1/4 wszystkich zakażeń) i Brazylia. Za nimi plasują się Rosja i Indie, a w Europie największymi ogniskami są Hiszpania, Włochy, Wielka Brytania i Francja.

Susza minęła, ale ulewy i podtopienia wciąż groźne. Na rzekach utrzymują się stany ostrzegawcze i alarmowe

Ze skrajności w skrajność – sytuacja hydrologiczna w Polsce jest dynamiczna i nieprzewidywalna. Po wielu miesiącach suszy i braku deszczu przyszedł czas intensywnych opadów  atmosferycznych i zagrożenia powodziowego. Najtrudniejsza sytuacja jest na południu kraju oraz tam, gdzie przemieszcza się fala wezbraniowa. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej ostrzega przed gwałtownym wzrostem stanów wody w rzekach na terenie południowej Polski. Tym bardziej że sezon burzowy się nie skończył.

W ostatnich dniach wystąpiły bardzo intensywne, punktowe opady deszczu wynikające z burz, m.in. w Łapanowie w Małopolsce, w województwie podkarpackim, także w Warszawie. Nagle na stosunkowo małą powierzchnię spadły hektolitry wody, od 100 do 150 litrów na metr kwadratowy. W przypadku Łapanowa w ciągu paru godzin spadło 30 proc. rocznych opadów. To bardzo duże ilości wody i żadne koryto rzeczne lub wały przeciwpowodziowe nie są w stanie tej wody utrzymać – powiedział agencji Newseria Biznes Przemysław Daca, prezes Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie, podczas otwarcia budowanego zbiornika przeciwpowodziowego w Raciborzu.

Końcówka czerwca i początek lipca przyniosły w wielu regionach gwałtowne ulewy, burze i opady gradu, głównie na wschodzie i południu kraju. To spowodowało liczne podtopienia, zwłaszcza na obszarach silnie zurbanizowanych, czego przykładem może być Warszawa. IMiGW ostrzega, że kolejne dni także będą sprzyjać głębokiej konwekcji, która wiąże się z wnoszeniem nagrzanego od podłoża, zabudowań i akwenów wilgotnego powietrza i tworzeniem się ośrodka niskiego ciśnienia przy powierzchni ziemi. To grozi kolejnymi krótkotrwałymi, ale gwałtownymi opadami. W miejscu wystąpienia intensywnych opadów, na mniejszych rzekach i w zlewniach zurbanizowanych wciąż możliwe są gwałtowne wzrosty stanu wody, a nawet przekroczenia stanów ostrzegawczych i alarmowych.

Mamy lokalne podtopienia, mamy uszkodzoną infrastrukturę transportową, a w niektórych miejscach tzw. powodzie miejskie, które wynikają głównie z zabetonowania terenów, z niewłaściwej infrastruktury kanalizacyjnej, ale przede wszystkim z ilości wody, która nagle spada – dodaje Przemysław Daca.

Jak podkreśla, trudno o jednoznaczną prognozę na temat tego, czy ostatnie intensywne opady deszczu oddalają ryzyko suszy na dłużej.

Wszystko zależy od przyrody i trudno o jakiekolwiek prognozy. Możemy jedynie prognozować opady i takie dane skutecznie prezentuje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej w perspektywie od kilku dni do dwóch tygodni. Trudno przewidzieć, jaka będzie sytuacja hydrologiczna latem i jesienią. Musimy być przygotowani na każdą sytuację, zarówno na suszę, jak i na podtopienia – wyjaśnia prezes Wód Polskich.

Jeszcze w kwietniu meteorolodzy zapowiadali, że to będzie kolejny rok suszy, rekordowej od kilkudziesięciu lat. Z takim zjawiskiem zmagaliśmy się przez ostatnie prawie trzy lata, które były bardzo trudne pod względem hydrologicznym.

W niektórych regionach punktowo, w województwie lubuskim czy łódzkim, są takie miejsca, gdzie nie padało aż tak mocno – mówi Przemysław Daca.

IMiGW ostrzega przed suszą hydrologiczną również na części terenów w Wielkopolsce.

Jednym z obszarów najbardziej dotkniętych skutkami suszy jest jak zwykle rolnictwo. W tym roku po ciepłej zimie oraz suchym marcu i kwietniu opady deszczu pojawiły się w maju, czyli wtedy, kiedy rośliny najbardziej potrzebują wody. Zatem rolnicy nie powinni mieć wywołanych suszą problemów z plonami. Jednak ulewne deszcze to też dla nich duży problem – powodują podtopienia, woda stoi na polach, przez co niemożliwe jest wykonywanie jakichkolwiek zabiegów agrotechnicznych. Dodatkowo gleba wyschnięta po gorącym dniu nie chłonie wody jak gąbka, tylko powoduje jej spływanie do rzek.

Pandemia przyspiesza rozwój aplikacji mobilnych do walki z jej skutkami. Wiele z nich pozwala firmom na wyeliminowanie bezpośredniego kontaktu z klientem

Restrykcje pandemiczne utrudniły prowadzenie biznesów, w których kontakt z klientem stanowi podstawę działania. Na ratunek przyszły rozwiązania mobilne – aplikacje smartfonowe umożliwiły przeniesienie procesów sprzedażowych do sieci czy nawiązanie kontaktu z partnerem biznesowym za pośrednictwem nowoczesnych narzędzi komunikacyjnych. Potencjał aplikacji mobilnych w ograniczaniu skutków pandemii doceniają nawet te biznesy, które dotychczas nie korzystały z żadnych rozwiązań mobilnych.

– Pandemia koronawirusa sprawiła, że ludzie skierowali się w stronę rozwiązań bezdotykowych. W związku z tym sporo firm zwraca się w kierunku aplikacji mobilnych. Widzimy duży wzrost zainteresowania nimi w porównaniu do poprzednich okresów – większość produktów, które przygotowywaliśmy do tej pory, to  aplikacje będące częścią większych systemów informatycznych, portali. Teraz sporo firm zgłasza się do nas po rozwiązania, które mogłyby uporządkować procesy w nich, przyspieszyć, zoptymalizować pracę, a także zachęcić użytkowników do tego, żeby kupili produkty przez aplikację mobilną – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Michał Powichrowski, projektant graficzny i współwłaściciel GoApps.

Z badania zrealizowanego w czasie pandemii koronawirusa przez firmę badawczą Ipsos na zlecenie PayPal wynika, że w trakcie kwarantanny aż 47 proc. Polaków zdecydowało się na opłacanie rachunków za pośrednictwem aplikacji webowych bądź mobilnych. Co więcej, 75 proc. ankietowanych zadeklarowało, że nawet po wygaśnięciu pandemii będzie sięgać po narzędzia tego typu. 51 proc. badanych w wieku co najmniej 65 lat chciałoby zrezygnować z gotówki.

Inwestycja w rozwiązania mobilne ułatwiła funkcjonowanie m.in. firmy InPost, która w dobie pandemii koronawirusa mogła na masową skalę przetestować potencjał swojej nowej aplikacji. Po wdrożeniu mechanizmu zdalnego, bezdotykowego otwierania skrytki zainteresowanie aplikacją gwałtownie wzrosło, dzięki czemu do końca maja zainstalowano ją na 4 mln urządzeń.

Po rozwiązania mobilne sięgnęła również sieć sklepów Żabka, która nie tylko eksperymentuje z autorskimi płatnościami Żappka Pay. Aplikacja tej firmy umożliwi także wysłanie listy zakupów do sklepu i skompletowanie zamówienia przez jego personel. Dziś zakupy można odebrać osobiście w placówce, a w niedalekiej przyszłości trafią do punktów odbioru Żabki, dzięki czemu odbierzemy je bez kontaktowania się z kasjerami.

– Możemy na każdy proces, który odbywa się z użyciem obsługi urządzenia, spojrzeć tak, jakbyśmy traktowali smartfon jako pilot do obsługi nowej rzeczywistości. Smartfonem możemy otworzyć paczkomat, zapłacić za bilety czy miejsce parkingowe. Ludzie coraz częściej będą wybierali smartfon niż dotykanie publicznych urządzeń w przestrzeni publicznej – ocenia ekspert.

Przełomową aplikację mobilną planuje wdrożyć także sieć Stokrotka. Firma we współpracy z ekspertami ze Scandit pracuje nad rozwiązaniem, które pozwoli wdrożyć do smartfonów skaner zakupów. Aplikacja tej sieci umożliwiłaby wykonywanie zakupów bez jakiegokolwiek kontaktu z personelem. Technologia jest obecnie testowana w estońskich sklepach i jeśli przyjmie się na tamtejszym rynku, trafi także do Polski, umożliwiając skanowanie i płacenie za produkty z poziomu telefonu.

– Klienci poza aplikacjami mobilnymi często potrzebują także integracji np. z silnikami obsługującymi sztuczną inteligencję. Tak mieliśmy w przypadku ostatnio realizowanego projektu, który ma wspierać ludzi w trzeźwości, w walce z nałogami. Często klienci wymagają przygotowania oprogramowania, które będzie działało ze sprzętem, czyli np. z czujnikami, paczkomatami czy urządzeniami przemysłowymi. I to jest trend, który coraz bardziej widać w ostatnich czasach – wskazuje Michał Powichrowski.

Ogromny wzrost zainteresowania rozwiązaniami mobilnymi w czasie pandemii zanotowano nie tylko w branży usług, lecz także w sektorze rozrywkowym. Według analityków z Sensor Tower w pierwszym półroczu 2020 roku posiadacze urządzeń mobilnych pobrali aż o 42,5 proc. więcej gier niż w analogicznym okresie w roku ubiegłym. Zauważalnie wzrosły również wpływy App Store oraz Sklepu Play, odpowiednio o 22,7 proc. i 19 proc.

Według firmy badawczej Technavio wartość globalnego rynku aplikacji mobilnych do 2024 roku ma się rozwijać w tempie 21 proc. w skali roku.

Nowa strategia CERN ma pomóc odkryć tajemnice Wszechświata. Naukowcy będą też opracowywać rewolucyjne technologie i innowacyjne terapie medyczne

Medycyna, biotechnologia, sztuczna inteligencja czy robotyka – to tylko część obszarów, nad którymi będą w najbliższych latach pracować naukowcy ze Starego Kontynentu. Europejska Organizacja Badań Jądrowych CERN ogłosiła niedawno strategię, która określa przyszłość badań w dziedzinie fizyki cząstek elementarnych. Priorytetami będą badanie bozonu Higgsa, czyli cząstki elementarnej, która może wyjaśnić tajemnice Wszechświata, oraz badanie granicy wysokoenergetycznej.

– Nowa strategia dotycząca fizyki cząstek elementarnych opiera się przede wszystkim na nauce, dlatego przedstawia naukowe priorytety w tej dziedzinie – wskazuje Ursula Bassler, przewodnicząca Rady CERN. – Europejska Grupa Strategiczna (ESG) – specjalny organ utworzony przez radę – z powodzeniem przeprowadziła strategiczną refleksję, do której włączyło się kilkuset europejskich fizyków. Przedstawiona w strategii wizja naukowa powinna służyć jako wskazówka dla CERN-u i ułatwiać spójną politykę naukową w całej Europie.

Europejska Organizacja Badań Jądrowych (CERN) niedawno ogłosiła zaktualizowaną strategię dotyczącą dalszych badań w dziedzinie fizyki cząstek elementarnych. Badania rozwojowe dotyczące zaawansowanych technik akceleratorowych, detektorowych i obliczeniowych mają zostać zintensyfikowane. W ten sposób Europa ma stać się liderem w zakresie przełomowych technologii.

W centrum działań ma pozostać Wielki Zderzacz Hadronów (LHC), czyli dotychczas największy na świecie akcelerator cząstek. Jest w stanie wytworzyć ogromną energię, naturalną dla Wszechświata, ale niedostępną na Ziemi. Dotychczas LHC mogło zderzać protony z maksymalną energią 13 teraelektronowoltów. W ten sposób naukowcy odkryli bozon Higgsa czy pentakwarki – nieobserwowany wcześniej rodzaj cząstek elementarnych.

Obecnie trwają prace nad Future Circular Collider (FCC), który ma pozwolić na m.in. kolizje elektronów z protonami i elektronów z jonami. W ten sposób można byłoby wyzwalać energię o niespotykanej sile nawet 100 TeV. W międzyczasie przebudowywany jest także LHC. Nowy, Wielki Zderzacz Hadronów Wysokiej Świetlności (High-Luminosity LHC) ma pracować do 2038 roku.

– To bardzo ambitna strategia, która wyznacza świetlaną przyszłość dla Europy i dla CERN z ostrożnym, stopniowym podejściem. Będziemy nadal inwestować w silne programy współpracy między CERN i innymi instytutami badawczymi w państwach członkowskich i poza nimi – deklaruje dyrektor generalna CERN Fabiola Gianotti. – Współpraca ta ma kluczowe znaczenie dla trwałego postępu naukowego i technologicznego oraz przynosi wiele korzyści społecznych.

Po erze Wielkiego Zderzacza Hadronów ma nastąpić era zderzacza elektronowo-pozytonowego. Na niespełna 10 lat przed zakończeniem programu High-Luminosity LHC ma powstać „fabryka Higgsa”. Nowa maszyna produkowałaby duże ilości bozonów Higgsa w bardzo czystym środowisku, mogłaby też mapować interakcję z innymi cząsteczkami. To pozwoliłoby na znaczące odkrycia, m.in. dotyczące ciemnej materii. Miałoby też ogromny wpływ na wiele różnych dziedzin, nie tylko fizykę. Stworzenie nowych cząstek zrewolucjonizowałoby np. medycynę i pomogło odkryć leki na choroby uważane za praktycznie niewyleczalne. Przyspieszyłoby także rozwój sztucznej inteligencji i robotyki. Jak wskazują naukowcy, bozon Higgsa, czyli cząstka elementarna odkryta w 2012 roku, jest potężnym narzędziem do znalezienia odpowiedzi na kluczowe pytania dotyczące początków Wszechświata.

– Europa powinna pozostać otwarta na uczestnictwo w innych ważnych projektach, które będą służyć całej branży, takich jak proponowany projekt Międzynarodowego Zderzacza Liniowego – wyjaśnia przewodnicząca ESG Halina Abramowicz.

Netflix bije rekordy. Dane z rynku pracy pobudzają do kupna akcji

Dane z amerykańskiego rynku pracy wsparły w czwartek indeksy giełdowe. Publikacja ta wyjątkowo pojawiła się w czwartek, a nie w piątek, ponieważ ostatni dzień roboczy tego tygodnia jest w USA dniem wolnym od pracy ze względu na obchody Dnia Niepodległości, które z kolei będą mieć miejsce w sobotę.

Według raportu Departamentu Pracy stopa bezrobocia w USA w czerwcu spadła do 11,1 proc., przy konsensusie na poziomie 12,3 proc. To wystarczyło, aby podnieść sentyment na rynku, gdyż odzyskano w szóstym miesiącu tego roku 4,8 mln miejsc pracy. Gospodarka USA stworzyła miejsca pracy w rekordowym tempie, gdyż więcej restauracji i barów wznowiło działalność, dając kolejny dowód na to, że recesja COVID-19 prawdopodobnie się skończyła. Dane o zatrudnieniu zostały także wsparte przez dane o wydatkach konsumenckich, które wskazują na gwałtowne odbicie i powrót Amerykanów do konsumpcji.

Co więcej, pozytywnie na sentyment na Wall Street wpływać mogą informacje o testach kolejnych szczepionek na COVID-19. Szczepionki te przygotowują takie firmy jak Pfizer i BioNTech. Są one na wczesnym etapie testów u ludzi, ale z obiecującym wynikiem. Dodatkowo wczorajsze dane PMI i ISM dotyczące wzrostu działalności w sektorze przemysłowym także były pozytywne dla byków. Wzrost aktywności został potwierdzony po obu stronach Atlantyku. Inwestorów nie jest w stanie na tę chwilę wystraszyć szerząca się epidemia w USA z 50 000 przypadków dziennie.

Z punktu widzenia poszczególnych spółek firma Vertical Research Partners podniosła rekomendację dla spółki Boeing, do kupuj z trzymaj. Poziom ceny docelowej został ustalony na 118 USD, co może oznaczać wzrost o 35 proc. od ostatniej ceny. Średni poziom ceny docelowej dla producenta samolotów znajduje się o wiele wyżej, ponieważ na poziomie 180,60 USD. Natomiast najwyższa prognoza zakłada wzrost ceny akcji nawet do 281 USD – wynika z danych zebranych przez agencję Bloomberg.

Według firmy Bernstein spółka Netflix dobrze pozycjonuje się do tego, aby podnieść ceny w kolejnych latach, ponieważ epidemia spopularyzowała usługi serwisu streamingowego. Zaangażowanie użytkowników i polubienie produktu Netflixa może spowodować, że spółce będzie o wiele łatwiej sukcesywnie podnosić ceny w 2021 i 2022 roku. Plany podwyżek abonamentu mogą zależeć jednak od siły odbicia gospodarczego. Bernstein pozostawia poziom ceny docelowej równy 504 USD. W środę cena akcji Netflixa zamknęła się na rekordowym poziomie, rosnąc od marcowego dołka o ponad 60 proc.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Raport: aż 3 mln Polek pracuje w branżach narażonych na konsekwencje kryzysu gospodarczego wywołanego COVID-19

7 mln Polaków pracuje w branżach narażonych na konsekwencje kryzysu gospodarczego wywołanego pandemią. 3 mln tej grupy stanowią kobiety, dla których skutki gospodarczo-społeczne mogą być szczególnie dotkliwe. Kryzys uderzył w sektory silnie sfeminizowane – od usług, po edukację, opiekę i sektor zdrowotny. Do tego dochodzi również gwałtowna transformacja cyfrowa przedsiębiorstw, które już teraz szukają oszczędności, m.in. poprzez zastępowanie najbardziej powtarzalnych procesów pracą maszyn i algorytmów. Jakie zagrożenia dla pracujących kobiet niosą te zmiany? A jakie szanse i korzyści mogą one przynieść? Odpowiedzi m.in. na te pytania znajdziemy w raporcie „Cyfrowy klucz do przyszłości zawodowej. Kobiety na rynku pracy w kontekście kryzysu gospodarczego” opracowanym w ramach kampanii #WomanUpdate przez instytut badawczy Uniwersytetu Warszawskiego Digital Economy Lab (DELab) oraz Instytut Innowacyjna Gospodarka (INGOS).Rys 3 Sektory silne oddzialywanie COVID19

Pandemia wywoła kryzys gospodarczy, którego skali i skutków nie jesteśmy dziś w stanie oszacować. Jednak to co już widać gołym okiem, to gwałtowne przyspieszenie i intensyfikacja transformacji cyfrowej, która mocno zmienia rynek pracy i redefiniuje rolę człowieka w różnych procesach. W ostatnich miesiącach doszło bowiem do wyostrzenia trendów, na które już dawno zwracaliśmy uwagę: automatyzacji i platformizacji – mówi prof. UW dr hab. Katarzyna Śledziewska, współautorka raportu, Dyrektor Zarządzająca DELab, Wydział Nauk Ekonomicznych UW.

Praca, jaką dotychczas znaliśmy, istotnie zmieni swój charakter. Przekształceniu ulegną formy zatrudnienia, a w dalszej perspektywie zostaną zmodyfikowane lub zupełnie znikną te miejsca pracy, w których wykonywane są powtarzalne, rutynowe czynności i gdzie bardziej efektywne kosztowo będzie użycie maszyn – dodaje prof. UW dr hab. Renata Włoch, współautorka raportu, Koordynatorka DELab, Instytut Socjologii UW. Jak wynika z raportu, w sektorach zagrożonych automatyzacją liczną reprezentację stanowią również kobiety.

Nowa rzeczywistość wyzwaniem dla sfeminizowanych sektorów gospodarki

Restrykcje związane z pandemią radykalnie ograniczyły możliwości zarobkowe wszędzie tam, gdzie podstawą był bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem – od szeroko rozumianego sektora usług, przez turystykę i kulturę, po gastronomię i sektor opiekuńczy – czyli tych sektorów, w których stanowczą grupę pracowników tworzą kobiety:Rys 4_Zatrudnienie kobiet_sektory zagrozone COVID19

  • 1,2 mln kobiet znajduje zatrudnienie w usługach, handlu hurtowym i detalicznym, co stanowi 75% wszystkich pracowników i jest jednym z najwyższych odsetków w krajach wysoko rozwiniętych.
  • 1 mln kobiet pracuje w przetwórstwie przemysłowym, a 256 tys. w firmach prowadzących działalność związaną z zakwaterowaniem i usługami gastronomicznymi.
  • Kobiety znacznie intensywniej angażują się również w opiekę nad dziećmi i wypełnianie obowiązków domowych: w Unii Europejskiej codzienną opieką nad dziećmi zajmuje się 92% kobiet i 68% mężczyzn (w wieku 25-49 lat), a codziennym przygotowaniem posiłków lub pracami domowymi 79% kobiet – w porównaniu do 34% mężczyzn. Większe obciążenie obowiązkami domowymi dotyczy również kobiet pracujących zawodowo.

Dokładając do tego fakt, iż Polki nisko oceniają swoje umiejętności cyfrowe, a do branży IT podchodzą wciąż z dużym lękiem (zaledwie 15% pracowników tego sektora to kobiety[1]) – zmiany stają są konieczne. Zwłaszcza, że poziom ponadpodstawowych kompetencji cyfrowych osób dorosłych plasuje Polskę na 25. miejscu wśród 28 krajów Unii Europejskiej.

Dlaczego kobiety rezygnują z uczenia się nowych technologii?

Jak wskazuje raport „Cyfrowy klucz do przyszłości zawodowej. Kobiety na rynku pracy w kontekście kryzysu gospodarczego”, kobiety na ogół mają wysoko rozwinięte kompetencje emocjonalne, które pozwalają radzić sobie ze zmianami i niepewnością, ułatwiają pracę w grupie i przejmowanie odpowiedzialności. Krytyczne myślenie, rozwiązywanie złożonych problemów czy kreatywność zawdzięczają natomiast umiejętnościom poznawczym. Wyzwaniem jednak wciąż pozostaje, w teorii „tylko”, a w praktyce „aż” rozwinięcie kompetencji cyfrowych.

Wyzwanie to jest szczególnie ważne dla pracodawców, których podstawą działań powinno być budowanie relacji i strategii firmy opartej na wartościach, takich jak empatia, godność i solidarność – wartościach wpisujących się w różnorodne potrzeby swoich pracowników.

My, pracodawcy już dziś powinniśmy wspierać możliwości rozwijania kompetencji cyfrowych swoich pracowników, zwłaszcza w sektorach silnie sfeminizowanych. Wspieranie kobiet w zdobywaniu nowych umiejętności cyfrowych nie tylko pozwoli lepiej przygotować biznes do wyzwań przyszłości, ale także wzmocni wyrównywanie szans pracowników ze względu na płeć. Jak bowiem potwierdzają badania – im wyższe umiejętności cyfrowe u kobiet, tym większa równość płci w środowisku pracy.

Nie możemy przy tym zapominać, że obok kompetencji technicznych konieczne jest podnoszenie kompetencji emocjonalnych, które pozwolą na lepszą adaptację do zmian i przełamywanie stereotypów – przede wszystkim tych w naszej głowie. Bo nie ma nic gorszego niż nurtujące nas pytanie „Czy będę równie dobra?” – to nasza wewnętrzna blokada przed samorozwojem i odważnym wkraczaniem w nową rzeczywistość zawodową mówi Dorota Hryniewiecka-Firlej, prezes zarządu Pfizer Polska.

Skoro potencjał jest tak duży, to skąd ta blokada? – Głównym powodem rezygnacji kobiet z branży technologicznej jest brak wiary we własne siły, wzmocniony stereotypem, że nie ma tam dla nich miejsca. Tymczasem prawda leży zupełnie gdzie indziej. My kobiety boimy się tego, co jest nam nieznane. W połączeniu z wysokim poczuciem odpowiedzialności za podejmowane działania – których finałem musi być sukces – często zdarza nam się rezygnować na starcie. Szybciej odpuścimy w poczuciu bycia niewystarczającą, niż damy sobie szansę na spróbowanie mówi Joanna Pruszyńska-Witkowska, współzałożycielka i wiceprezes Future Collars, inicjatorka kampanii #WomanUpdate.

Kryzys to dobry czas na zmiany

Kryzys to wbrew pozorom dobry czas na wprowadzanie zmian, które w dłuższej perspektywie mogą przyczynić się do zmniejszenia nierówności płci na rynku pracy i zwiększenia obecności kobiet w sektorze ICT. Firmy mogą odpowiedzieć na niego, oferując elastyczny, zdalny sposób pracy, jak i również wyposażając pracowników w kompetencje pożądane na rynku pracy. Z kolei państwo może wykorzystać ten moment na rozwój szeroko dostępnego systemu edukacji ustawicznej, w ramach którego będzie możliwe dostosowanie kompetencji pracowników do potrzeb cyfryzującej się gospodarki.

[1] Country Reports | Women in Digital scoreboard (2018) https://ec.europa.eu/digital-single-market/en/news/country-reports-women-digital-scoreboard

Hakerzy celują w pracę zdalną. Luki w Apache Guacamole

Jedna z najpopularniejszych na świecie infrastruktur informatycznych do pracy zdalnej – Guacamole – posiada poważne luki bezpieczeństwa – ujawniają eksperci firmy Check Point. Hakerzy mogli podsłuchiwać sesje zdalne, rejestrować używane hasła i kontrolować komputery w organizacji. Eksperci wskazali dwa wektory ataku, które mogły prowadzić do pełnej kontroli nad całą siecią organizacji.

Badacze firmy Check Point wykryli luki w zabezpieczeniach Apache Guacamole – czołowej infrastrukturzy informatycznej do pracy zdalnej. Oprogramowanie, które zostało pobrane przez ponad 10 milionów użytkowników na świecie (jest bezpłatne i otwarte) umożliwia pracownikom zdalny dostęp do firmowych sieci komputerowych z dowolnego miejsca za pomocą przeglądarki internetowej. Apache Guacamole działa na wielu urządzeniach, w tym na telefonach komórkowych i tabletach.

Eyal Itkin, jeden ze specjalistów pracujących w firmie Check Point wykazał, że osoba atakująca z dostępem do komputera wewnątrz organizacji może wykonać atak odwrotnego RDP, czyli protokołu pulpitu zdalnego, w którym zdalny komputer zainfekowany złośliwym oprogramowaniem przejmuje dane klienta, który próbuje się z nim połączyć. Tego typu atak umożliwiłby hakerowi kontrolę nad bramą Apache Guacamole, która obsługuje wszystkie sesje zdalne w sieci.

Po uzyskaniu dostępu do bramy, haker może podsłuchiwać wszystkie przychodzące sesje, rejestrować używane poświadczenia, a nawet kontrolować inne sesje w organizacji. Badacze Check Pointa przyznają, że w praktyce oznacza to uzyskanie pełnej kontroli nad całą siecią organizacyjną.

Luki w Guacamole pozwalają na przeprowadzenie ataków na dwa różne sposoby:

  • Scenariusz odwrotnego ataku: Zaatakowana maszyna w sieci korporacyjnej wykorzystuje przychodzące połączenie, aby zaatakować bramę Apache, starając się ją przejąć.
  • Scenariusz dotyczący nieuczciwego pracownika: pracownik używa komputera w sieci, aby wykorzystać połączenie na obu końcach i przejąć kontrolę nad bramą.

– Choć w tych trudnych czasach globalne przejście do zdalnej pracy staje się koniecznością, musimy zdawać sobie sprawę z konsekwencji, jakie zdalne połączenia mają dla bezpieczeństwa. Nasi badacze wykryli kolejne luki, które zagrażają bezpieczeństwu firm i ich pracownikom. Firmy oraz różnego rodzaju organizacje powinny zwrócić szczególną uwagę na zabezpieczenie urządzeń końcowych oraz sieci własnych, a także zaktualizowanie usług pozwalających na pracę zdalną – mówi Wojciech Głażewski, Country Manager Check Pointa w Polsce.  

31 marca Check Point Research ujawnił swoje ustalenia firmie Apache. Nowa, załatana wersja Apache Guacamole została wydana w czerwcu 2020 r.

Chiński rząd dołącza samochody hybrydowe do programu wspierania elektromobilności

Chiński rząd ogłosił, że uwzględni samochody hybrydowe w programie wspierania elektromobilności jako kolejną kategorię niskoemisyjnych aut. Nowe przepisy, które wejdą w życie w styczniu 2021 roku, mają na celu zwiększenie produkcji samochodów niskoemisyjnych. Analitycy oceniają, że decyzja ta wzmocni Toyotę i Hondę na chińskim rynku.

Pekin postanowił w swojej strategii budowy czystej motoryzacji zwrócić się w stronę hybryd, by przyspieszyć walkę ze smogiem i emisją CO2. Do tej pory chińskie władze skupiały się wyłącznie na autach elektrycznych (EV) – na baterie (BEV), na wodór (FCV) i hybrydach ładowanych z sieci (PHEV). Problem w tym, że auta tego typu są jeszcze wciąż mało popularne wśród klientów, a ponieważ Chiny wyznaczyły minimalny procentowy udział EV w całkowitej sprzedaży każdego z producentów, mocno ogranicza to sprzedaż samochodów na tym rynku.

Chiny podejmują intensywne wysiłki, by zwalczyć ogromne skażenie powietrza w zurbanizowanej części kraju, wprowadzając najbardziej rygorystyczne normy emisji spalin na świecie oraz narzucając koncernom motoryzacyjnym minimalny udział aut niskoemisyjnych w całkowitej sprzedaży i produkcji. W 2019 roku zelektryfikowane samochody typu BEV, FCEV i PHEV musiały stanowić 10% wszystkich egzemplarzy sprzedanych przez danego producenta. Chiński rynek odpowiada za 30% światowej sprzedaży nowych samochodów, dlatego przepisy wprowadzone w życie w ubiegłym roku ograniczały możliwości wzrostowe branży motoryzacyjnej.

W drugiej połowie czerwca 2020 roku zostały ogłoszone nowe regulacje, które do kategorii niskoemisyjnych samochodów osobowych włączyły hybrydy nieładowane z zewnętrznego źródła (HEV). Zdaniem analityków, ta zmiana otworzy nowe możliwości przed producentami samochodów, w szczególności Toyotą i Hondą, które dominują na rynku hybryd. Toyota oferuje na chińskim rynku 8 modeli hybrydowych. W jej gamie znajdują się również dwa modele z napędem plug-in hybrid – kompakty Corolla i Levin, a także dwa bliźniacze auta elektryczne – crossovery Toyota C-HR i Izoa. W ofercie Hondy dla chińskich klientów znajduje się 6 modeli hybrydowych.

Hybrydy obniżają emisję spalin w motoryzacji dzięki efektowi skali

Hybrydy to szybki i przystępny sposób na obniżenie emisji spalin. Nie jest to już bynajmniej niszowa technologia – w ostatnich latach Toyota sprzedaje rocznie 1,5 miliona tych samochodów. Wynika to z ich przystępnej ceny, porównywalnej z cenami diesli, oraz z tego, że pełne hybrydy realnie obniżają spalanie o kilka litrów na 100 km bez konieczności ładowania i bez żadnych dodatkowych obowiązków czy komplikacji dla kierowcy. Jednocześnie hybrydy emitują zauważalnie mniej dwutlenku węgla i szkodliwych gazów oraz cząstek stałych w porównaniu z konwencjonalnymi samochodami spalinowymi, co – jeśli wziąć pod uwagę kwestię skali – ogranicza smog i efekt cieplarniany w nie mniejszym stopniu niż dużo mniej popularne auta wspierane dotąd przez chińskie władze (BEV, PHEV i FCEV). Jaka to skala? W ciągu 23 lat, jakie upłynęły od premiery Priusa, sama tylko Toyota sprzedała ponad 15 milionów hybryd, co przełożyło się na uniknięcie emisji ponad 120 milionów ton CO2.

W Polsce rządowa strategia elektromobilności przeszła podobną drogę. Początkowo ustawa przewidywała wsparcie i przywileje dla trzech rodzajów samochodów elektrycznych – na baterie, na wodór oraz hybryd plug-in. W tym roku programem zostały objęte również hybrydy nieładowane z sieci – od początku 2020 roku są one objęte obniżką akcyzy o połowę.

2020 – rokiem chmury w bankowości

Sektor bankowy okrzyknął rok 2020 „rokiem chmury”. Jeszcze niedawno ZBP szacował, że przejście z fazy wczesnej adaptacji technologii chmurowej do fazy powszechnego stosowania zajmie bankom od dwóch do pięciu lat. Dziś nie ma już wątpliwości, że inwestycje gigantów technologicznych, łagodniejsze podejście regulatora do wdrożeń i pandemia koronawirusa znacząco przyspieszą ten proces.

„Zachmurzenie” w Polsce

Według danych Eurostatu poziom wykorzystania rozwiązań chmurowych w Polsce wynosi zaledwie 20%. Daleko nam do europejskiego lidera – Finlandii, w której z chmury korzysta aż 65% firm. Jednak według prognoz tempo sprzedaży rozwiązań cloud computing w Polsce będzie dynamicznie rosnąć. Przyczynią się do tego inwestycje światowych gigantów technologicznych – Microsoft i Google –  którzy przeznaczą miliardy dolarów na rozwój chmury obliczeniowej w Polsce.

Technologia cloud computing niesie za sobą wiele korzyści. Pozwala na zmniejszenie kosztów IT (od 20% do 50%) oraz znaczące przyspieszenie procesów, np. analizy danych czy przygotowywania raportów i sprawozdań. Dla wielu firm chmura to również istotne narzędzie w realizacji cyfrowej transformacji w obszarze infrastruktury przedsiębiorstwa. Dlatego coraz więcej podmiotów, w tym z sektora finansowego, deklaruje plan wdrożenia strategii chmurowej w ciągu najbliższych lat.

Chmura w bankowości

Dotychczas banki odnosiły się do rozwiązań cloud computing z pewną rezerwą z uwagi na obawy związane z kwestią cyberbezpieczeństwa. Pandemia koronawirusa zmusiła je jednak do zredefiniowania swojego podejścia. W ostatnich tygodniach nastąpiło znaczne przyspieszenie wdrożeń projektów chmurowych w bankach determinowane koniecznością dostosowania infrastruktury do nowej rzeczywistości. Oczywiście bezpieczeństwo danych jest wciąż równie istotne, jednak nie stanowi już kategorycznej bariery dla chmury.

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) również dostrzegła rosnące znaczenie cloud computingu. 24 stycznia 2020 roku KNF opublikował komunikat przedstawiający wytyczne, zalecenia i wyjaśnienia, które mają umożliwić bankom w Polsce sprawne i skuteczne wdrażanie usług chmurowych.

Przejście polskich banków do chmury ułatwi też „Standard wdrożeń w chmurze obliczeniowej”, tzw. PolishCloud, przygotowany przez ekspertów kancelarii Kochański & Partners we współpracy z reprezentantami banków oraz firmy Accenture pod auspicjami Związku Banków Polskich. Zawiera on praktyczną analizę wszystkich istniejących aktów prawnych związanych z zagadnieniem usługi chmurowej dla sektora finansowego.

Najpierw edukacja

Pierwszy i najważniejszym krokiem do efektywnego wdrożenia technologii cloud computing w polskich bankach jest edukacja. W ściśle regulowanym sektorze finansowym zrozumienie funkcjonowania chmury obliczeniowej przez całą organizację – działy IT, kadrę kierowniczą, działy prawne i compliance, architektów i pracowników HR – jest szczególnie istotne. Badania wskazują jednak na problem braku kompetencji i wiedzy z zakresu rozwiązań chmurowych w wielu firmach. Stąd inicjatywa PolishCloud Academy stworzona przez Związek Banków Polskich we współpracy z partnerami merytorycznymi: Google, Microsoft, Operatorem Chmury Krajowej, Accenture oraz kancelarią Kochański & Partners. To największy w Europie Środkowo-Wschodniej bezpłatny cykl szkoleń dla reprezentantów banków, który ma przygotować środowisko finansowe do nadchodzących zmian technologicznych i organizacyjnych.

Europejskie banki w chmurze

Wdrożenie rozwiązań cloud computing jest dziś priorytetem dla utrzymania konkurencyjności na rynku finansowym. Wiele europejskich banków korzysta już bowiem z chmury obliczeniowej, co pozytywnie przekłada się na ich wydajność i koordynację działań wewnątrz organizacji. BBVA, działający globalnie bank o hiszpańskich korzeniach, dzięki inwestycji w chmurę stworzył platformę do współpracy dla swoich pracowników. Z kolei Moeta Bank, największy czeski bank, poprzez wdrożenie rozwiązań chmurowych zyskał elastyczną infrastrukturę pozwalającą na szybkie wprowadzanie zmian i reagowanie na oczekiwania klientów.

Szczególnie ciekawą sytuację możemy obserwować we Włoszech. Tamtejszy bank Intesa Sanpaolo ogłosił niedawno nawiązanie współpracy z Google, której ambitne założenia obejmują budowę innowacyjnej infrastruktury technologicznej w Turynie i Mediolanie.

Na rozwiązania chmurowe zdecydował się też m.in. Banca Transilvania, który dzięki wdrożeniu zaoszczędził łącznie 41 dni roboczych w dziale ryzyka i bezpieczeństwa. Rumuński bank wprowadził również zautomatyzowaną obsługę klienta, która zapewniła mu usprawnienie i ulepszenie obsługi klienta oraz spore oszczędności finansowe.

Polskie banki powoli sięgają chmur

W Polsce zaawansowane rozwiązania chmurowe jako pierwszy wdrożył Idea Bank. Przejście do środowiska Office 365 umożliwiło pracownikom banku współpracę przy wykorzystaniu nowoczesnych narzędzi w chmurze. PKO BP, największy polski bank, również zapowiedział przeniesienie aplikacji do chmury. Decyzja wynika ze zdefiniowanej na początku 2020 roku strategii Road to Cloud, na podstawie której stworzono mapę migracji do chmury w architekturze hybrydowej multi-cloud. Bank dzięki wykorzystaniu technologii chmurowych chce budować najbezpieczniejszą i najbardziej kompleksową ofertę dla swoich klientów oraz oferować im kompleksową platformę usług, produktów bankowych i płatności, a także umożliwić przedsiębiorstwom stworzenie wirtualnej firmy w chmurze.

Polacy a koronawirus – nowe potrzeby zakupowe czy nawyki konsumpcji mediów

Pandemia koronawirusa zdominowała ostatnie miesiące życia Polaków i bezpośrednio wpłynęła nie tylko na ich poczucie bezpieczeństwa, ale również stworzyła nowe potrzeby zakupowe czy nawyki konsumpcji mediów. Na pytania o to, jak epidemia odcisnęła się na postawach konsumenckich, odpowiedział zespół badaczy Havas Intelligence (Havas Media Group) w czterech kolejnych falach badania Koronabus.

Obawy stałym elementem naszego życia

Zdecydowana większość Polaków niepokoi się sytuacją związaną z epidemią koronawirusa, a przede wszystkim zdrowiem własnym i swoich bliskich. Jednak stopniowe odmrażanie gospodarki i życia społecznego powoduje spadek zaniepokojenia, szczególnie wyraźny po ponad dwóch miesiącach od wprowadzenia pierwszych obostrzeń. Nasz stan psychiczny i jakość życia zaczynają wracać do normy odczuwanej przed pandemią. Do końca kwietnia dominował wśród nas niepokój i zmęczenie, jednak coraz mniejsza grupa badanych wskazuje na te emocje jako często odczuwane.1 (1)

Przyszłość po koronawirusie

Na przyszłość patrzymy raczej w ciemnych barwach – dwie trzecie Polaków obawia się, że strach przed koronawirusem jeszcze długo będzie obecny w naszym życiu, a po epidemii nic już nie będzie takie samo. Zaniepokojenie rośnie wraz z wiekiem – to właśnie osoby po 55 roku życia najbardziej martwią się swoją przyszłością. Młodzi mniej obawiają się zmian jakie mogą zajść w ich życiu po koronawirusie, częściej są także gotowi zostać przy nowych nawykach i umiejętnościach zdobytych w trakcie pandemii. Aż 40% planuje pozostać przy nawyku samodzielnego gotowania w domu a 34% chce po zakończeniu epidemii kontynuować uprawianie aktywności fizycznej w domu. Starsze segmenty wiekowe są pod tym kątem bardziej zachowawcze – po pandemii deklarują tylko pozostanie przy częstszym gotowaniu w domu oraz korzystaniu z internetowych usług bankowych.3

Działania marek

W spontanicznej świadomości podejmowanych przez marki inicjatyw związanych z walką z koronawirusem nadal dominuje Orlen, zyskując na bardzo wczesnej decyzji podjęcia działań i wsparciu ich przez media masowe w momencie największego lęku społeczeństwa. W czwartej fali badania, pod koniec maja, na drugie miejsce przesunął się Polsat wyprzedzając WOŚP. Należy nadmienić, że pomimo faktu, że ponad 60% Polaków słyszało o inicjatywach marek, których celem jest wsparcie działań związanych z walką z wirusem, tylko co dziesiąty Polak jest w stanie wskazać konkretną markę zaangażowaną w takie działania.4

Zmiany w konsumpcji mediów

Na początku okresu pandemii ogromna fala lęku zbudowała popyt na wiarygodne informacje. Obserwowaliśmy dynamiczny wzrost popularności mediów informacyjnych, w tym wiodących programów informacyjnych w TV, ale także portali horyzontalnych i prasy. Widoczne było odmłodzenie widowni telewizji linearnej. Dwucyfrowo wzrosła liczba subskrypcji mediów płatnych. Zamknięcie w domach wpłynęło również na ogromny wzrost konsumpcji streamingu video online, a także gier. W czwartej fali badania pod koniec maja telewizja i portale horyzontalne coraz rzadziej są wymieniane przez konsumentów jako media, z których korzystają częściej. Wzmocniła się pozycja mediów poświęconych raczej rozrywce – takich jak YouTube, serwisy streamingowe czy gry komputerowe, tym razem za sprawą wzrostu popularności w segmencie 18-24.6

Więcej czasu z influencerami

Prawie jedna czwarta Polaków śledzi influencerów w mediach społecznościowych. Facebook to ciągle platforma wykorzystywana w tym celu najczęściej, choć już 61% followersów korzysta także z Instagrama. Największą popularnością cieszą się profile celebrytów, aktorów i muzyków. Wśród śledzących influencerów, większość stanowi segment 18-24. Wiek konsumenta różnicuje nie tylko typ wybieranych treści, ale także kanał na jakim obserwowane są profile (dominacja Instagrama w najmłodszym segmencie, mocna pozycja YouTube w segmencie 45-54) i oczekiwania wobec postaw influencerów w trakcie pandemii. Ponadto, młode kobiety stanowią najliczniejszą grupę wśród bardziej zaangażowanych obserwujących.8

Plany wakacyjne

Pomimo tego, że pod koniec maja 68% Polaków obawiało się o swoje zdrowie i zdrowie bliskich, 76% o wydolność służby zdrowia, a 45% o przyszłość swojej pracy, tylko 10% Polaków zrezygnowało z planów wakacyjnych z powodu obawy o zdrowie, a 7% z powodów finansowych. Pandemia spowodowała dużą niepewność w związku z ograniczeniami prawnymi, a mimo tego blisko jedna czwarta Polaków zamierza zrealizować swoje plany wyjazdowe sprzed pandemii, w tym najwięcej (29%) wśród osób w wieku 35-44, czyli rodzin, które planują urlopy z największym wyprzedzeniem w związku z koniecznością skorelowania ich np.  z planami innych członków rodziny, czy wybraniem odpowiednich miejsc pobytu dla dzieci. 22% Polaków czekało z decyzją w sprawie urlopu do momentu uzyskania informacji na temat zniesienia obostrzeń i dopiero pod koniec maja zaczęli planowanie urlopu.

Planując wakacje w sytuacji pandemii bierzemy pod uwagę potrzebę dystansu społecznego i bezpieczeństwa, dlatego blisko 40% planujących urlop zamierza go spędzić w wynajętym dla siebie pokoju, domu czy apartamencie. Spadła ilość osób zamierzających spędzić go w hotelu lub pensjonacie (z 40% przed pandemią na 32% w maju b.r.). W tym roku będziemy rzadziej korzystać z biur podróży – taki sposób organizacji wyjazdu wakacyjnego planuje jedna czwarta Polaków. Ponad 70% planuje dotrzeć do miejsca swojego urlopu własnym transportem i spędzić urlop w hotelu lub wynajętym pokoju/mieszkaniu/domu. Większość Polaków planuje wyjechać (podobnie jak w zeszłym roku) na tydzień lub dwa. Na najdłuższe wakacje pozwolą sobie osoby powyżej 55 roku życia, na najkrótsze wakacje wyjadą najmłodsi.7

Komentarz Alicji Cybulskiej, Chief Strategy Officer Havas Media Group:

Pandemia zastała Polaków w poczuciu bezpieczeństwa, które uznawali za gwarantowane ze względu na wieloletnią stabilizację gospodarczą i nawet kryzys z 2008 roku był dla Polski łaskawy. Nadejście pandemii, niewiadomej w skutkach zarazy, spowodowało wybuch lęku i poczucie braku kontroli nad sytuacją. Badania pokazują, że powoli przyzwyczajamy się do epidemii w naszym kraju, ale lęk o własne zdrowie, wydolność służby zdrowia i sytuację gospodarczą kraju pozostaje w nas na poziomie, którego nie pamiętają co najmniej trzy pokolenia. Lęk spowodował zmianę priorytetów i potrzeb – na pierwsze miejsce wysforowały potrzeby fizjologiczne, szczególnie w pierwszym okresie ograniczeń, w postaci zapewnienia sobie zupełnie podstawowych środków do życia. Ogromnie też wzrosło poszukiwanie poczucia bezpieczeństwa, co obserwujemy szczególnie w gwałtownym poszukiwaniu informacji o zagrożeniu i postępie epidemii. To jest ciekawe zjawisko w kontekście kryzysu prasy przed pandemią, która w jej czasie odczuwa odrodzenie. Większość potrzeb wynikających z wyższych poziomów piramidy Masłowa, takich jak potrzeby samorealizacji została „zamrożona” do odwołania, co spowodowało wstrzymanie zakupów dotyczących urody i odzieży, a także większych zakupów, np. samochodów. Konsekwencją tej sytuacji jest również zmniejszenie zainteresowania markami i komunikacją produktową. W związku z tym duży procent działań komunikacyjnych marek został wstrzymany, w tym współpraca z influencerami. Tymczasem jedna trzecia populacji deklaruje większą ilość czasu spędzaną na śledzeniu profili influencerów w mediach społecznościowych, w tym aż połowa osób w grupie wiekowej 45-54. Ta sytuacja jest dość zaskakująca dla wszystkich stron, ponieważ influencerzy, pozbawieni znanych sobie zajęć, mają problem z odnalezieniem tonu i treści właściwych dla czasów pandemii. Mamy zatem nową sytuację zarówno dla konsumentów, marek i influencerów, w której szansę mają ci, którzy trafnie odczytają aktualne potrzeby i dostosują do nich swoją ofertę i komunikację.

Wellbeing w małych przedsiębiorstwach – dlaczego jest tak ważny?

Wellbeing zyskuje na coraz większym znaczeniu w miejscu pracy. Managerowie zdali sobie sprawę, że umowa o pracę i dobre wynagrodzenie często już nie wystarczają, aby zatrzymać w firmie cennego pracownika. Małe przedsiębiorstwa dopiero zaczynają wprowadzać pierwsze rozwiązania, a dobrą inspirację może stanowić m.in. szwedzka fika.

Pracodawcy szukają rozwiązań, które pozwolą im zatrzymać na dłużej najcenniejszych pracowników oraz zwiększą atrakcyjność przedsiębiorstwa w oczach przyszłych kandydatów. Jednym z działań zyskującym na popularności jest dbanie o wellbeing pracowników.  To długofalowa strategia, mająca na celu trwałą zmianę stylu życia wszystkich pracowników, w tym managerów, na zdrowszy i bardziej świadomy. Jego sukces zależy od motywacji pracowników, ich zaangażowania w korzystanie z oferowanych propozycji, a przede wszystkim od gotowości na zmianę.

Pierwsze kroki ku wellbeing – to proste

Wellbeing w dosłownym tłumaczeniu oznacza dobrostan, czyli stan, w którym czujemy się po prostu dobrze i komfortowo. Obejmuje on całościowe spojrzenie na pracownika i jego potrzeby. Człowiek, który potrafi radzić sobie z sytuacjami stresowymi i nie wyprowadzają one go z równowagi, który realizuje swój potencjał i spełnia się w pracy, przenosi te zadowolenie na płaszczyznę życia osobistego. Dzięki temu postrzega siebie jako osobę wartościową, a pracę i swoje życie jako pełne interesujących szans do wykorzystania.

– Dzięki wellbeing pracownicy czują się częścią danej firmy, ponieważ szefowie dają im odczuć, że są dla nich ważni. Mając świadomość jej współtworzenia, czerpią zdecydowanie większą satysfakcję i radość z wykonywanych zadań. Identyfikują się z firmą, dzięki czemu bardziej przykładają się do powierzanej im pracy. Każdy pracownik powinien mieć poczucie, że jego działania mają realny wpływ na funkcjonowanie firmy i kultury organizacyjnej oraz, że ma w niej szansę na rozwój zawodowy. – podkreśla Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista z obszaru HR i komunikacji międzykulturowej.

Wellbeing zaczyna się już na poziomie urządzania biura. W miejscu pracy istotny jest wpływ maszyn i oświetlenia na zdrowie, zastosowane kolory w pomieszczeniach, a nawet zapach unoszący się w biurze. Równie ważne są strefy relaksu, kantyna pracownicza, taras lub ogród oraz rozmieszczenie roślin wewnątrz. Wprowadzając pierwsze zmiany warto rozważyć świadczenia medyczne i sportowe, darmowe owoce, konsultacje z psychologiem, wizyty masażystów oraz elastyczne godziny pracy, dające szansę pracownikom
na realizację swoich pasji i innych obowiązków wciągu dnia. Przykład idzie z góry, dlatego pomocne okazać się mogą również szkolenia dla kadry managerskiej oparte o immerse experience, takie, jak „cyfrowy detox”, które  rozwijają umiejętność radzenia sobie ze stresem oraz pozwalają skutecznie przeciwdziałać wyczerpaniu zawodowemu kadry zarządzającej.

Work-life balance rosnącym trendem

Coraz więcej pracowników dostrzega trudność w zachowaniu równowagi pomiędzy życiem osobistym, a zawodowym. Na przełomie ostatnich lat zmieniły się oczekiwania wobec pracy, jej roli i miejsca w życiu – zaczęła ona być tylko jego częścią. Pracownicy chcą mieć czas dla przyjaciół i rodziny, pogłębiać swoje kompetencje,  a coraz częściej – wykonywać też zadania z innej branży (z ang. gig economy). Dlatego szukają miejsca, w którym będą mogli dążyć do osiągnięcia równowagi (work-life balance).

Co zaskakujące, rozdzielenie sfery zawodowej od prywatnej i rezygnacja z pracy po godzinach prowadzi do zwiększenia wydajności pracowników, ich lojalności wobec danej organizacji oraz wzrostu zaangażowania w wykonywane obowiązki. Okazało się, że komfort i dobre samopoczucie w miejscu pracy jest równie ważny jak rozwój zawodowy i pogłębianie kwalifikacji.

Szwedzka fika kluczem do wellbeing w pracy?

Fika to szwedzki obyczaj oznaczający przerwę w pracy, podczas której pijemy kawę lub inny napój i jemy różne przekąski w towarzystwie znajomych, przyjaciół czy rodziny. Najczęściej do kawy serwowane są słodkości, a najpopularniejszym dodatkiem są bułeczki cynamonowe.

– Fika to okazja, by zwolnić. Aby zrobić sobie prawdziwą przerwę i połączyć się z innymi ludźmi. Większość szwedzkich zakładów pracy ma wpisane w ich kulturę organizacyjną  przed- i popołudniowe przerwy na kawę, które są nie tyle odpoczynkiem od pracy, ale doskonałą okazją do nieformalnych spotkań i dyskusji. 20 minutowe przerwy nie zastępują przerwy na lunch, są jej dopełnieniem i minimalizują ryzyko wypalenia zawodowego. Wielu międzynarodowych pracodawców decyduje się na jej wprowadzanie w swojej firmie – podsumowuje Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista z zakresu HR i komunikacji międzykulturowej.

Wdrożenie strategii wellbeingowej w małych przedsiębiorstwach może rozpoczynać się stopniowo, od niewielkich działań, pozytywnie wpływających na atmosferę w miejscu pracy. Ale najważniejsze by słuchać swoich pracowników i dostrzegać ich potrzeby. Pracownik, który odczuwa satysfakcję z wykonywanych obowiązków i zauważa możliwości rozwoju zawodowego nie zaczyna myśleć o zmianie pracy.

Firmy tną koszty i wstrzymują inwestycje, ale recesja nie dotknie każdego

0

80% firm spodziewa się spadku wyników finansowych na koniec roku, a blisko 90% odnotowało zmniejszenie sprzedaży. Powrót do poziomu sprzed pandemii możliwy będzie najwcześniej za 6-12 miesięcy, choć niektóre branże spodziewają się recesji dopiero w 2021 r. Firmy przed upadłością bronią się najczęściej poprzez cięcie kosztów, głównie niezwiązanych z podstawową działalnością, a redukcję etatów traktują jako ostateczność.

W dniach 10 – 24 czerwca Francusko-Polska Izba Gospodarcza (CCIFP), wraz z Izbami bilateralnymi zrzeszonymi w International Group of Chambers of Commerce (IGCC), przeprowadziła ankietę wśród polskich i zagranicznych przedsiębiorstw dotyczącą wpływu pandemii na biznes w Polsce. Jej wyniki porównano z podobnym badaniem przeprowadzonym przez CCIFP w momencie wprowadzenia pierwszych restrykcji. Pozwoliło to na weryfikację ówczesnych obaw i wskazanie największych problemów, z którymi spotkali się przedsiębiorcy w ciągu trzech ostatnich miesięcy. Jak pokazują wyniki czerwcowych badań, blisko 90% firm odnotowało zmniejszenie sprzedaży, z czego najwięcej, bo aż ¼ ankietowanych deklaruje spadki przekraczające 25%. Wynika to nie tylko z czasowego zamknięcia sklepów, czy ograniczenia zakupów przez konsumentów, ale również z panującej niepewności na rynku i wstrzymania wydatków przez firmy, co z kolei przełożyło się na spadek obrotów w segmencie B2B i wszelkich usług dla biznesu – mówi Monika Constant, Dyrektor Generalna Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej (CCIFP). W porównaniu z marcowym badaniem, teraz większość firm jest w stanie określić poziom spadków, a co za tym idzie może zacząć podejmować konkretne działania i wdrażać zmiany w strategii biznesowej na przyszłe miesiące. – dodaje Monika Constant.

Firmy tracą zamówienia, ale płatności nie zostały zablokowane

Największym problem, z którym spotykali się przedsiębiorcy w ostatnich trzech miesiącach, było anulowanie zamówień przez klientów (51% wskazań). Sprawdziły się zatem obawy większości firm wyrażone w marcowym badaniu, w którym anulowanie zamówień prognozowało 50% respondentów. Opóźnienia w płatnościach od klientów, czy realizacji zamówień dotknęły finalnie mniej firm niż pokazywały wyniki pierwszego badania (odpowiednio 27% i 29% wskazań w czerwcu, wobec 56% i 41% w marcu). Jedynie zmniejszenie produkcji wystąpiło na nieco większą skalę niż prognozowano (28 % odpowiedzi w czerwcu i 21% w marcu). Dużym utrudnieniem dla prowadzenia działalności, szczególnie wśród firm działających na wielu rynkach, były ograniczenia w przemieszczaniu i zamknięte granice, na co wskazywało 38% respondentów. Wiązało się to z koniecznością zdalnego zarządzania firmą, a także stanowiło problem z podpisywaniem dokumentów czy umów.

Lepsza sytuacja niż zakładano wystąpiła w logistyce i transporcie towarów. Blisko połowa respondentów nie odnotowała w tym obszarze wpływu COVID-19, co jest o blisko 10% lepszym wynikiem niż na początku marca. W przypadku co trzeciej firmy pojawiały się problemy z dostawą produktów od poddostawców z Polski i z zagranicy. Deklarowane problemy z transportem w kraju, czy pojawiającymi się brakami na stanach magazynowych wystąpiły jedynie w co dziesiątym przedsiębiorstwie.

Cięcia kosztów w firmach co najmniej do końca roku

W konsekwencji spadków sprzedaży, firmy podjęły szereg działań mających na celu zmniejszanie wydatków i kosztów funkcjonowania przedsiębiorstwa, by w ten sposób utrzymać płynność finansową. 52% firm już zredukowało wydatki niezwiązane z podstawową działalnością firmy, w takich obszarach jak marketing, reklama, czy szkolenia, a blisko 40% będzie te ograniczenia kontynuować w kolejnych miesiącach. Skala tych cięć jest znacząca, gdyż w blisko 2/3 przypadków wyniosły one powyżej 50% dotychczasowych budżetów. Kolejne kroki podejmowane przez przedsiębiorstwa to: wstrzymanie rekrutacji (45% wskazań), podwyżek (37%) i premii (28%). W 29% firm nastąpiła redukcja wynagrodzenia, najczęściej od 5% do 20% dotychczasowej pensji, jednak w kolejnych miesiącach tego rodzaju działanie deklaruje już tylko 17% ankietowanych przedsiębiorstw. Firmy starają się za wszelką cenę utrzymać miejsca pracy i pomimo spadku obrotów, zwolnienia pracowników są wprowadzane jako ostateczność. Do tej pory redukcji etatów dokonało 15% firm, najczęściej na poziomie od 2% do 10% załogi. W ponad połowie przedsiębiorstw epidemia wpłynęła na prowadzone lub planowane inwestycje. Większość z nich została wstrzymana lub przesunięta na przyszły rok. Dotyczy to zarówno rozbudowy firmy, zakładania kolejnych oddziałów, czy zakładów produkcyjnych, ale również zakupu nowego sprzętu, czy rozwoju pracowników. Szansę na dokończenie mają jedynie te inwestycje, które są już mocno zaawansowane. Chociaż statycznie siedem na osiem ankietowanych firm potwierdza, że pandemia koronawirusa ma negatywny wpływ na ich działalność, to widać też, że duża ich część dobrze poradziła sobie w sytuacji kryzysowej. Stosunkowo niewiele przedsiębiorstw zwolniło pracowników, tudzież przewiduje konieczność zwolnień – zamiast tego firmy raczej koncentrują się na podtrzymaniu podstawowej działalności i jednocześnie szukają oszczędności w innych, pobocznych obszarach, jak choćby marketing. – ocenia Dr Lars Björn Gutheil – dyrektor generalny i członek zarządu Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej.

Perspektywy nadal mało optymistyczne, choć nie dla wszystkich

W porównaniu z marcowym badaniem więcej firm jest w stanie oszacować skalę wpływu koronawirusa na roczne wyniki finansowe (w marcu ponad 60% firm spodziewało się pogorszenia wyników, ale nie potrafiło podać jego poziomu). Blisko 1/3 respondentów deklaruje pogorszenie wyników do 20%, a w przypadku 1 firmy na 5 spadki przekroczą 20%. W porównaniu z marcem zwiększył się jednak odsetek firm, które deklarują, że wynik finansowy na koniec roku będzie taki sam lub wyższy (18% w czerwcu, 6% trzy miesiące wcześniej). ¼ przedsiębiorców nie potrafi przewidzieć, kiedy ich wyniki powrócą do stanu sprzed pandemii, a 31% zakłada, że nastąpi to nie wcześniej jak w przyszłym roku. Mimo znaczących spadków widać jednak pewien optymizm, przynajmniej w niektórych branżach. Na początku pandemii większość przedsiębiorców nie wiedziała co się stanie i rysowała same czarne scenariusze, które jak pokazuje badanie nie zawsze się sprawdziły. Warto jednak zaznaczyć, że niektórzy ankietowani, spodziewają się pogorszenia sytuacji dopiero w przyszłym roku. – mówi Monika Constant, Dyrektor Generalna CCIFP.

Zmiany nastąpią również w obszarze organizacji przedsiębiorstw. Ponad 80% ankietowanych deklaruje wprowadzenie większej elastyczności w sposobach pracy, 56% firm częściej będzie wykorzystywać formy zdalnego uczestnictwa w spotkaniach zewnętrznych, czy konferencjach. Nastąpi również szybsza cyfryzacja usług zewnętrznych (32%) i wewnętrznych (38%), a także rozwiną się kanały sprzedaży on-line (26% wskazań). Wyniki czerwcowego badania potwierdzają, że Polacy polubili pracę zdalną. Odsetek firm, które wprowadzają bardziej elastyczne formy pracy wzrósł od marca o ponad 20%. Widać również większą skłonność do cyfryzacji usług, co sprzyjać będzie rozwojowi nowych, innowacyjnych produktów i rozwiązań dla biznesu. – mówi Joanna Jaroch-Pszeniczna, Wicedyrektor CCIFP.

Blisko połowa badanych firm (48%) skorzystała ze wsparcia w ramach tzw. tarczy antykryzysowej. Wśród nich 43% przedsiębiorców oceniło udzieloną pomoc pozytywnie, a według 54% proponowane rozwiązania nie spełniły ich oczekiwań. Główne uwagi dotyczyły skomplikowanych procedur, niejasnych zasad, a także długiego czasu oczekiwania na decyzję. Zgodnie z obawami przedsiębiorców, wiele problemów wynika z samego zarządzania kryzysem na poziomie krajowym: zbyt surowych wymogów dotyczących uprawnień do otrzymania pomocowy publicznej, przeszkód natury biurokratycznej, czy wreszcie z faktu zamykania granic – to wszystko dodatkowo powoduje, że wiele firm walczy o przetrwanie. Dlatego ważne jest, aby zoptymalizować pomoc dla przedsiębiorców na tyle, aby mogli oni szybko przezwyciężyć kryzys i zachować miejsca pracy – uważa Dr Lars Björn Gutheil.

Badanie Przetrwać COVID19 – Wpływ pandemii na działalność firm w Polsce zostało przeprowadzone przez Francusko-Polską Izbę Gospodarczą wśród firm zrzeszonych w izbach bilateralnych należących do International Group of Chambers of Commerce (IGCC) i skierowane było do Prezesów, Dyrektorów Generalnych i członków zarządu. Udział w nim wzięło 189 przedsiębiorstw działających w Polsce, z czego 26% to firmy polskie, 16% niemieckie, 14% francuskie, 7% amerykańskie, 6% szwajcarskie, 5% austriackie, a 26% z kapitałem pochodzącym z innych krajów. Połowa respondentów reprezentowała firmy zatrudniające do 50 osób, 32%  to średnie przedsiębiorstwa (51 – 500 pracowników), a 19 % to firmy zatrudniające powyżej 500 osób. Najwięcej respondentów pochodziło z branży przemysłowej (13%), budowlanej i nieruchomości (13%), usług dla biznesu (12%), doradztwa (8%), usług IT i telekomunikacji (7%) oraz handlu i dystrybucji (6%).

Tarcza 4.0 – ograniczenia w przejmowaniu polskich firm przez podmioty zagraniczne w związku z COVID-19

0

Uchwalone przepisy tzw. Tarczy 4.0 przewidują m.in. zmiany w ustawie o kontroli niektórych inwestycji. Celem ich wprowadzenia jest ochrona polskich firm, operujących w kluczowych dla polskiej gospodarki sektorach, a osłabionych w związku z COVID-19, przed wrogimi przejęciami przez podmioty zagraniczne. Najnowsze rozwiązania określają m.in. zasady i tryb kontroli inwestycji dokonywanych przez zagranicznych inwestorów, w tym obowiązek zawiadomienia Prezesa UOKiK oraz sankcje związane z naruszeniem przepisów. Nowe zasady dokonywania inwestycji będą obowiązywać od 24 lipca 2020 r. Regulacje mają charakter tymczasowy i utracą moc po upływie 2 lat.

Podmioty objęte ochroną

Zgodnie z przepisami Tarczy 4.0, podmiotami objętymi ochroną są: spółki publiczne; przedsiębiorcy posiadający mienie wchodzące w skład infrastruktury krytycznej; podmioty z branży IT, które opracowują bądź modyfikują oprogramowanie dla celów prowadzenie działalności przez podmioty operujące w strategicznych obszarach gospodarki, oraz przedsiębiorcy prowadzący działalność gospodarczą w jednej z branż wskazanych we wprowadzonej regulacji, np. z branży energetycznej, chemicznej, telekomunikacyjnej, medycznej, związanej z produkcją materiałów wybuchowych, bądź spożywczej.

Dodatkowym, poza posiadaniem siedziby na terytorium Polski, warunkiem podlegania przez ww. podmioty omawianym regulacjom jest fakt osiągnięcia przychodu w wysokości powyżej 10 mln EUR ze sprzedaży i usług na terytorium RP, w którymkolwiek z dwóch lat obrotowych, poprzedzających zawiadomienie.

Katalog inwestorów, których dotyczą zmiany

Projekt Tarczy 4.0 przewidywał, że zawarte w nim restrykcje miały przede wszystkim dotyczyć potencjalnych nabywców, którzy mają siedzibę poza UE oraz EOG. Finalne brzmienie przepisów usunęło jednak z zakresu ich zastosowania również podmioty posiadające siedzibę w Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OWGiR), co umożliwi dokonywanie inwestycji także przedsiębiorcom m.in. z USA, Wielkiej Brytanii, Korei Południowej, czy Japonii. Natomiast inwestorzy m.in. z Chin, Rosji oraz krajów arabskich, poddani będą restrykcjom przewidzianym w omawianej regulacji.

Duże kontrowersje interpretacyjne budzi wyłączenie z zakresu podmiotowego nowej regulacji podmiotów, które nie posiadały od co najmniej dwóch lat siedziby na terytorium państwa członkowskiego.

Literalna wykładnia nowych przepisów o kontroli inwestycji prowadzi do wniosku, że dodatkowym kryterium, które musi wykazać potencjalny nabywca celem zwolnienia z obowiązku podlegania regulacji, jest posiadanie siedziby w UE, EOG bądź OWGiR od co najmniej 2 lat od dnia złożenia zawiadomienia o planowanej transakcji. Nowe przepisy przyznają również kompetencję Prezesowi UOKiK do podjęcia działań mających na celu weryfikację, czy inwestor faktycznie prowadzi działalność gospodarczą lub posiada siedzibę na terenie UE, EOG lub OWGiR – mówi Mikołaj Zdyb, radca prawny w kancelarii prawnej D.Dobkowski sp.k. stowarzyszonej z KPMG w Polsce.

Działania powodujące obowiązek złożenia zawiadomienia

Zgodnie z przepisami zawartymi w Tarczy 4.0, obowiązkiem zgłoszenia do Prezesa UOKiK objęte są przede wszystkim transakcje, w wyniku których, dojdzie do nabycia lub osiągnięcia znaczącego uczestnictwa w kapitale podmiotu objętego ochroną (możliwość wywierania wpływu na działalność podmiotu objętego ochroną przejawiająca się posiadaniem co najmniej 20% ogólnej liczby głosów, udziału kapitałowego lub udziału w zyskach) lub nabycia dominacji (uzyskanie statusu podmiotu dominującego wobec podmiotu objętego ochroną).

Nowe zasady kontroli inwestycji odnoszą się także do tzw. nabycia pośredniego, czyli nabycia lub osiągnięcia znaczącego uczestnictwa w podmiocie objętym ochroną poprzez podmiot trzeci, niebędący bezpośrednio stroną transakcji. Taka sytuacja ma miejsce przede wszystkim w wypadku, gdy umowę dotyczącą sprzedaży udziałów/akcji zawiera spółka zależna od inwestora – mówi Mikołaj Zdyb, radca prawny w kancelarii prawnej D.Dobkowski sp.k. stowarzyszonej z KPMG w Polsce.

Postępowanie przed UOKiK

Postępowanie inicjowane jest przez zawiadomienie złożone przez inwestora planującego nabycie dominacji lub osiągnięcie znaczącego uczestnictwa w podmiocie objętym ochroną. W dalszym etapie postępowanie dzieli się na dwie fazy, tj. postępowanie sprawdzające, kiedy Prezes UOKiK może zdecydować, że brak jest przesłanek do sprzeciwienia się transakcji oraz właściwego postępowania kontrolnego – w przypadku stwierdzenia w pierwszej fazie ewentualnych podstaw do wyrażenia sprzeciwu przez organ.

W wyniku właściwego postępowania kontrolnego organ może wydać decyzję o sprzeciwie wobec planowanej transakcji, którą można zaskarżyć do sądu administracyjnego.

Sankcje za nieprzestrzeganie regulacji

Inwestor, który bez zawiadomienia nabywa dominację lub osiąga znaczące uczestnictwo w podmiocie objętym ochroną, naraża się na odpowiedzialność karną skutkującą grzywną do 50 mln zł, karą pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 5, albo obu tym karom łącznie.

Ponadto, nabycie dominacji lub osiągnięcie znaczącego uczestnictwa w podmiocie objętym ochroną bez uprzedniego zawiadomienia Prezesa UOKiK, bądź pomimo wydania decyzji o sprzeciwie, skutkuje bezwzględną nieważnością dokonanej transakcji – mówi Mikołaj Zdyb, radca prawny w kancelarii prawnej D.Dobkowski sp.k. stowarzyszonej z KPMG w Polsce.

Husqvarna rozszerza swoją działalność

Husqvarna zdążyła już przyzwyczaić do odważnych kroków. Pod koniec ubiegłego roku szwedzki wytwórca ogłosił informację o przejęciu części biznesu Niemieckiego Wacker Neuson. Dzięki temu Husqvarna uzupełniła swoją ofertę zacieraczek. Od teraz można będzie wyposażyć się w maszyny samojezdne i dokonać wyboru spośród poszerzonej oferty maszyn prowadzonych.

Do oferty zacieraczek do betonu firmy Husqvarna Contruction dołącza model CRT 48-PS. Dzięki optymalnej zwrotności i dużemu pokryciu powierzchni CRT 48-PS osiąga wysoką wydajność. Napędzany jest benzynowym silnikiem Kubota. Elektrohydraulika kontrolowana joystickiem umożliwia precyzyjne manewrowanie. Zacieraczka oferuje do wyboru dwa tryby sterowania – standardowy i o zwiększonej czułości dostosowany do warunków pracy. Husqvarna CRT 48-PS przeznaczona jest do pracy na dużych powierzchniach, gdzie wymagany jest mały nacisk jednostkowy na powierzchnie. Średnica zacierania to 2 x 1219 mm a masa w zależności od silnika od 639 do 660 kg. Nieco prostsza sterowana mechanicznie zacieraczka spalinowa Husqvarna CRT 48 oferuje średnicę zacierania 2 x 1220 mm i napędzana jest trzema rodzajami silników do wyboru. Dostępne są wersje zasilane benzyną, LPG. Masa zacieraczek zawiera się między 547 a 579 kg. Ofertę maszyn samojezdnych uzupełnia mniejsza Husqvarna CRT 36. Ta mała zacieraczka dzięki zastosowaniu sprzęgła odśrodkowego w prosty sposób przekazuje napęd na łopatki bez stosowania dodatkowych elementów mechanicznych. Mechaniczne sterowanie daje również dobre „czucie” podłoża. Maszyna ta oferuje średnicę zacierania 2 x 915 mm przy masie 451 kg oraz benzynowy napęd Honda. Ponadto w ofercie firmy Husqvarna Construction nadal pozostają dostępne zacieraczki prowadzone. Jednym z flagowych modeli w tej kategorii jest zacieraczka do betonu BG 475, którą stworzono z myślą o najtrudniejszych wyzwaniach. Ta maszyna o wysokiej wydajności jest napędzana przez niezawodny silnik Hondy i została wyposażona w sprzęgło QUICKSTOP w celu zwiększenia bezpieczeństwa.

Instytut Migal Galilee wykorzystuje aplikację BIOVIA od Dassault Systèmes do badań nad szczepionką na COVID-19

0

W miarę jak branża medyczna i biotechnologiczna stara się walczyć z pandemią COVID-19, izraelski instytut Migal Galilee wykorzystuje aplikację BIOVIA firmy Dassault Systèmes, aby przyspieszyć prace nad potencjalną szczepionką na SARS-CoV-2.

Instytut Migal od czterech lat korzysta z aplikacji BIOVIA, która stanowi uzupełnienie całej gamy narzędzi obliczeniowych stosowanych w projektach związanych z opracowaniem szczepionki na koronawirusa. Gdy choroba COVID-19 osiągnęła status pandemii, izraelski instytut badawczo-rozwojowy, specjalizujący się w botanice, rolnictwie, sozologii, informatyce, żywieniu i biotechnologii, zaczął korzystać z aplikacji i narzędzi obliczeniowych do analizowania mutacji COVID-19, stawiając sobie za cel stworzenie nowatorskiej szczepionki na koronawirusa na potrzeby badań przedklinicznych in vivo w ciągu 90 dni.

W kontekście COVID-19 platforma 3DEXPERIENCE firmy Dassault Systèmes oraz wchodzące w jej skład aplikacje cyfrowe mogą pomóc branży medycznej zaspokoić potrzeby badawczo-rozwojowe.

Wykorzystując aplikacje BIOVIA do badań nad COVID-19, instytut Migal Galilee może cyfrowo kierować procesami laboratoryjnymi i eksperymentalnymi, aby osiągać wyniki w krótszym czasie. Naukowcy mogą szybciej przetwarzać i analizować dane badawcze z ostatnich czterech lat oraz tworzyć modele zachowań białek wirusa oraz ewolucji epitopów. Pozwala to racjonalizować wyniki testów z uwzględnieniem wcześniejszych badań i podejmować trafniejsze decyzje dotyczące kolejnych strategii badawczych.

Aplikacja BIOVIA Pipeline Pilot usprawnia cykl innowacji badawczych, wspierając opracowywanie i wdrażanie obiegów pracy związanych z analizą danych, które przyspieszają generowanie wniosków. Aplikacja BIOVIA Discovery Studio dostarcza kompleksowy zestaw metod modelowania i symulowania pozwalających analizować niuanse chemii białek oraz stymulować odkrywanie i opracowywanie nowych metod terapii molekularnej.

Foreign Policy: Polska nie ma nikogo, kto zastąpiłby migrantów zarobkowych z Ukrainy

0

W ostatnich latach Polska stała się największym importerem pracowników zagranicznych w Unii Europejskiej. W 2018 roku Polska wydała 635 000 kart pobytu, co stanowi jedną piątą wszystkich tego typu dokumentów wydanych w Unii. Od 2014 r. prawie 2 miliony Ukraińców zajęły wolne miejsca pracy w rolnictwie, budownictwie, produkcji i logistyce. Między innymi ta właśnie grupa wspierała polską gospodarkę.

Według nowego raportu Narodowego Banku Polskiego wzrost napływu ukraińskich pracowników do Polski w latach 2013-2018 doprowadził do 13 procent wzrostu gospodarczego Polski. Ale to dopiero pandemia ujawniła niektóre problemy zarządzania migracją w Polsce. O tym pisze opiniotwórcze międzynarodowe czasopismo Foreign Policy.

Okazało się, że po prostu nie ma kim zastąpić ukraińskiej siły roboczej. Część wolnych miejsc pracy w przedsiębiorstwach została zajęta przez Polaków, a także pracowników z krajów azjatyckich. Jednak agencje rekrutacyjne niechętnie pozyskują kandydatów z Nepalu, Indii, czy Bangladeszu ze względu na wysokie koszty i trudności logistyczne związane z przyjazdem pracowników z tak odległych miejsc.

„Czas oczekiwania na pozwolenia jest długi, a ponadto istnieją różnice kulturowe i językowe, które utrudniają kontakt. Polska ma sześć konsulatów obsługujących około 40 milionów Ukraińców i tylko dwa w Indiach, które obsługują 1,5 miliarda ludzi w Indiach oraz w sąsiednim Bangladeszu i Nepalu”– komentuje Tomasz Bogdevic, dyrektor agencji zatrudnienia międzynarodowego Gremi Personal, która jako jedyna organizuje loty czarterowe dla pracowników z Ukrainy do Polski.

Bogdevic podkreśla, że ​​wielu Ukraińców chce przyjechać do pracy w Polsce. Czterech na dziesięciu pasażerów pierwszego lotu czarterowego zorganizowanego przez Gremi Personal po raz pierwszy przyleciało do Polski. Od tego czasu agencja zorganizowała jeszcze dwa loty dla pracowników. W planach jest jeszcze kilka czarterów. „Podjęliśmy tę decyzję w południe”,  -powiedział Bogdevic, „a w ciągu dnia zgłosiło się już 100 osób”.

„Jednak obecny system wobec obywateli Ukrainy, Białorusi i Mołdawii koncentruje się przede wszystkim na pracy krótkoterminowej, a nadmierna zależność kraju od jednego źródła pozyskiwania pracowników zagranicznych oznacza, że ​​jego siła robocza może łatwo się wyczerpać, jeśli zmienią się warunki polityczne, gospodarcze lub społeczne. Ten właśnie problem ujawniła pandemia”, – zauważa publikacja Foreign Policy. Potencjalny wpływ na przedsiębiorstwa zależne od pracy krótkoterminowej zmusił rząd do przedłużenia legalnego pobytu dla cudzoziemców.

„Polska powtarza błędy niemieckich pracowników-gości w latach siedemdziesiątych XX wieku, uznając migrantów za [tymczasową] pracę», – czytamy w publikacji.

Tymczasem niemieckie firmy już zaczynają przyciągać ukraińskich pracowników, którzy zdobyli wykształcenie i pracę w Polsce, co jest alarmującym sygnałem dla Polski. W ubiegłym roku cudzoziemcy otworzyli rekordową liczbę nowych firm zarejestrowanych w Polsce. „Tacy pracownicy są niezwykle cenni, a polski rząd powinien zrobić wszystko, aby utrzymać ich w kraju”, – podsumowuje Foreign Policy.

Złoty znów tracił

0

Wczorajszy dzień przyniósł osłabienie złotego o 3 grosze względem euro. Dzisiaj od rana trwa korekta, ale wciąż znajdujemy się wyraźnie powyżej wczorajszych poziomów. Po raz kolejny wzrost ryzyk na rynku przełożył się negatywnie na polską walutę.

Huśtawka na złotym

Wczoraj złoty stracił dość niespodziewanie 3 grosze na wartości, tym samym kończąc dzień powyżej poziomu 4,47 za 1 euro. Ruch ten był wynikiem generalnego wzrostu awersji do ryzyka. Wczoraj widać było spore problemy na europejskich parkietach, gdzie giełdy zaliczyły spore spadki. Co ciekawe, do końca dnia giełdy odbiły się, a złoty już nie. Widać też było silny spadek na EURCHF. Jest to para walutowa, która dobrze obrazuje nastroje na rynkach. Im więcej ryzyk, tym mocniej inwestorzy przenoszą swoje zainteresowanie na franka, uważanego za bezpieczniejszą z walut na trudne czasy.

Dane z USA

Wczoraj poznaliśmy raport ADP na temat nowych miejsc pracy. Dane z amerykańskiego rynku pracy ostatnio pojawiają się w milionach a nie setkach tysięcy, jak to miało miejsce przed kryzysem. Nie inaczej było wczoraj. W czerwcu powstało w USA niemal 2,4 miliona miejsc pracy. Analitycy spodziewali się jednak 3 milionów. Są to oczywiście w większości miejsca zlikwidowane z okazji pandemii i otwierane na nowo. Ze względu na różnice pomiędzy danymi a oczekiwaniami dolar wczoraj tracił na wartości względem euro.

Bezrobocie w Unii

Dzisiaj poznaliśmy dane na temat stopy bezrobocia w Unii Europejskiej. Wyniosła ona 7,4% wobec oczekiwanych 7,7%. Jak widać znacznie mniej elastyczny rynek pracy na starym kontynencie poradził sobie teoretycznie znacznie lepiej niż ten za oceanem. Pytanie jak długo uda mu się otrzymać tą przewagę, dzisiaj po południu zobaczymy dane z USA. Dobre dane pomogły jeszcze mocniej umacniać się euro względem dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy,

16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Stanusch Technologies z nowymi inwestorami

0

Polska spółka Stanusch Technologies, pracująca nad rozwojem botów opartych na sztucznej inteligencji otrzymała właśnie wsparcie od nowego inwestora. Czy wreszcie doczekamy się elektronicznego asystenta komunikującego się w języku polskim? Projekt wspiera już akcjonariusz Kulczyk Investments, a w czerwcu dołączył do nich kolektyw inwestorów, w którym wiodącym podmiotem jest rodzimy fundusz Deep Change Ventures.

Stanusch Technologies, specjalizuje się w tworzeniu systemów opartych na sztucznej inteligencji, a zwłaszcza na przetwarzaniu języka naturalnego (NLP). Autorskie rozwiązanie Spółki wykorzystywane jest do optymalizacji powtarzalnych procesów biznesowych, które opierają się na kontakcie międzyludzkim. Dotychczasowe wyniki prac Stanusch Technologies wskazują na potencjał automatyzacji nawet 80% procesów, które można standaryzować. Chatboty i voiceboty, które powstają w śląskiej spółce, już jakiś czas temu przekonały do siebie Kulczyk Investments. W czerwcu przedsiębiorstwo z Rudy Śląskiej pozyskało nowych udziałowców.

Koalicja nowych inwestorów, którzy staną się również akcjonariuszami Spółki, jest zgrupowana wokół Deep Change Ventures. Fundusz, którego pomysłodawcą i szefem jest Wojciech Stramski, skupia się na wspieraniu firm, które działają zgodnie z agendą Sustainable Development Goals (SDG) określoną przez ONZ i jakie mają pomóc w ograniczeniu negatywnej wpływu człowieka na środowisko. Z opublikowanego w styczniu raportu PwC na Światowe Forum Ekonomiczne w Davos wynika, że dwie trzecie spośród celów leżących u podstaw SDG można wzmocnić dzięki innowacjom technologicznym. Dlaczego firma zdecydowała się na wsparcie dla śląskiego przedsiębiorstwa sektora IT? CEO funduszu wyjaśnia – Stanusch Technologies na rynku nie jest anonimowy. To jedno z tych przedsiębiorstw, które może pochwalić się rzeczywiście wartościowym i innowacyjnym produktem. Spółka ukierunkowana jest na tworzenie technologii związanych z celami SDG, a to jest dla nas bardzo ważne i również skłoniło nas do inwestycji. Jednak nasza rola nie sprowadza się do modelu inwestora, który czeka na szybki wzrost i monetyzację inwestycji. Zamierzamy aktywnie działać w przedsiębiorstwie i budować je. – zaznacza Stramski. Podkreśla to również Maciej Stanusch założyciel i prezes Stanusch Technologies – Nowi akcjonariusze, którzy wejdą do struktur Spółki, będą nas wspierać zarówno doświadczeniem i kontaktami, jak i środkami.

Pieniądze na rozwój

Firma z Rudy Śląskiej dostaje zastrzyk od zielonego funduszu, którego największym beneficjentem będzie dział R&D, ale nie tylko. Część zgromadzonych środków przeznaczonych będzie na komercjalizację i  wzmocnienie zespołu. Ile pieniędzy trafi na konta Stanusch Technologies? – Mawia się, że dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają, jednak oprócz tego ograniczają nas obostrzenia wynikające z podpisanej umowy o współpracy, dlatego wspomniana kwota musi pozostać tajemnicą. Co mogę zdradzić to fakt, że nasze porozumienie jest tak skonstruowane, że zapewnia nam środki, na bieżący rozwój a przy osiągnięciu kolejnych kamieni milowych planujemy kolejne rundy finansowania i dopiero wtedy będziemy mogli zdradzić więcej szczegółów. Jednak bieżące finansowane pozwoli nam nie tylko spokojnie prowadzić prace nad produktem, a wręcz je zintensyfikować.– tłumaczy Maciej Stanusch.

Najbardziej ludzki chatbot

Stanusch Technologies jest ekspertem w tworzeniu chatbotów i voicebotów. Firma zrealizowała do tej pory ponad 140 projektów. Z produktów spółki skorzystali m.in.  ING Bank Śląski, Getin Bank, Santander Bank, BNP Paribas, PlusBank, Orange, UPC, Gaspol, Link4, InPost, Empik, Energa, Amica, oraz Bayer.

Stanusch Technologies chwali się, że w 2019 roku jego chatbot Eva znalazł się w pierwszej dziesiątce laureatów konkursu o Nagrodę Loebnera. W konkursie organizowanym przez Swansea University wybierane są chatboty, z którymi rozmowa jest najbliższa konwersacji z człowiekiem. Polski projekt Eva rywalizował m.in. z programami Mitsuku czy Uberbot. – Sukces chatbota Eva pokazuje, że firma Stanusch Technologies ma ogromny potencjał w szczególności w dobie COVID19  który chcemy dalej rozwijać. Technologia będzie miała szerokie zastosowanie, także komercyjne. – zapowiada Wojciech Stramski. Dla kierowanego przez niego Deep Change Ventures inwestycja w Stanusch Technologies jest premierową. Od przedstawiciela funduszu usłyszeć można, że w ciągu najbliższych miesięcy Deep Change Ventures ogłosi kolejne zaangażowanie kapitałowe.

Nieruchomości premium ochronią kapitał

0

Ostatnie miesiące upłynęły pod znakiem pandemii koronawirusa oraz jej skutków dla gospodarki. Recesja to niepewny czas m.in. dla inwestorów, którzy stoją przed trudnym wyborem – gdzie należy ulokować posiadany kapitał? Zarówno w czasach prosperity, jak i podczas kryzysu popularne są nieruchomości, które uznawane są za bezpieczną formę inwestowania. Ekspert firmy Vacation Investments uważa, że spośród nich najlepszym wyborem mogą się okazać obiekty premium, które nawet w ciężkich dla gospodarki czasach utrzymują swoją wartość i stanowią skuteczną ochronę środków przed wzrostem inflacji.

Nieruchomości luksusowe z dużymi szansami w walce z kryzysem

Rynek nieruchomości premium ma duży potencjał, aby uchronić się przed skutkami kryzysu. O jego dobrej pozycji świadczy szereg czynników. Rynek dóbr luksusowych jest z natury mniej wrażliwy na negatywne skutki spowolnienia gospodarczego. Dowodzą tego obserwacje poczynione w trakcie poprzednich globalnych recesji, podczas których akcje spółek oferujących tego rodzaju dobra ulegały znacznie mniejszym spadkom niż spółek z szerokiego indeksu giełdowego. Ponadto ceny nieruchomości premium nie obniżyły się podczas kryzysu z 2008 r. Jednym z gwarantów stabilności rynku nieruchomości luksusowych jest fakt, że nabywcami na nim są osoby bardzo zamożne. Posiadają majątek, który pozwala im żyć na niezmienionym, bardzo wysokim poziomie również w czasie kryzysu – mówi Bogdan Kornas, doradca zarządu Vacation Investments Sp. z o.o.

Przewiduje się, że zapowiadane ewentualne obniżki cen lokali będą głównie obejmować inwestycje z segmentu popularnego.

Unikatowe perełki pozwolą zarobić

Nieruchomości premium cechuje unikatowość. Ich podaż jest limitowana. Są budowane w ściśle wyselekcjonowanych, atrakcyjnych i prestiżowych lokalizacjach. Co ważne, nieruchomości premium służą jako doskonała ochrona środków przed panującą obecnie stosunkowo wysoką inflacją. Korzyści z inwestycji jest oczywiście więcej – na prawdziwe zyski można liczyć z wynajmu lub odsprzedaży nieruchomości, gdy rynek “odbije” – dodaje Bogdan Kornas.

Inwestorzy na decyzyjnym rozdrożu

Inwestorzy poszukujący stabilnej i oferującej atrakcyjną stopę zwrotu metody pomnażania kapitału muszą przemyśleć swoje plany. Lokaty bankowe oferują coraz mniej korzystne warunki ze względu na obniżenie stóp procentowych, co z kolei prowadzi do spadku przychodów z depozytów i inwestycji w obligacje rządowe. Dotychczasowe niskie oprocentowanie lokat (1,5% w ostatnich miesiącach) spadło do zaledwie 1%, a możliwe są dalsze obniżki – nawet do 0,5% [1]. W obecnej sytuacji sporo spółek giełdowych zrezygnowało z wypłaty z dywidendy, rekomendując zatrzymanie zysków w firmie i wzmocnienie jej kapitałów. Wszechobecna niepewność sprawia, że uwaga inwestorów kieruje się ku rynkowi nieruchomości, który uchodzi za jeden z najbardziej bezpiecznych i stabilnych w okresie kryzysu.

Jaki scenariusz dla rynku nieruchomości?

Analizy wskazują, że obecna sytuacja może w niewielkim stopniu zachwiać sektorem nieruchomości. Co jednak ważne, ewentualna korekta nie powinna być znacząca. Należy raczej szykować się na spadek liczby nowych inwestycji wprowadzanych do sprzedaży. Na rynku nieruchomości od dawna mamy do czynienia z przewagą popytu nad podażą. To powinno zagwarantować mu stabilizację również w czasie recesji – podkreśla Bogdan Kornas.

Rynek nieruchomości z dobrymi perspektywami

Rynek nieruchomości jest uznawany za bezpieczny w obliczu spowolnienia gospodarczego. Już na początku aktualnego kryzysu bank inwestycyjny Goldman Sachs zmienił swoją ocenę dla nieruchomości z “neutralnej” na “przeważaj” podkreślając stabilność tego rynku w niepewnych czasach. Dotychczasowe sygnały płynące z rynku nieruchomości w czasie pandemii COVID-19 napawają optymizmem. Choć deweloperzy obawiali się licznych odstąpień od umów sprzedaży zawartych przed kryzysem, to relatywnie niewiele osób zrezygnowało z nabycia mieszkania. Aż 70% członków Polskiego Związku Firm Deweloperskich deklaruje, że wśród ich klientów taka rezygnacja nie miała miejsca. Na rynku nie zanotowano też znaczących spadków cen nieruchomości. Wręcz przeciwnie, w niektórych miastach ceny te nadal rosną i nic nie zapowiada ich obniżek. Jeszcze na początku pandemii w Polsce – w marcu czy kwietniu, nabywcy nieruchomości mogli swobodniej negocjować warunki zakupu, teraz jest to znacznie cięższe, co pokazuje, że rynek cały czas ma się dobrze.

Należy również podkreślić, że recesje gospodarcze powodowane przez czynniki pozagospodarcze z reguły trwają krótko. To ważne z perspektywy rynku nieruchomości, odpornego na krótkotrwałe zawahania. Inwestycję w nieruchomość cechuje długoterminowość i dzięki temu ma ona duże szanse przetrwać cykle koniunkturalne oraz niekorzystne wydarzenia. Jak natomiast dało się do tej pory zaobserwować – po rynkowym odbiciu ceny nieruchomości zawsze rosną.

Badanie EY – Jakie wyzwania stawiają przed firmami nowe technologie? Na jakie bariery prawne skarżą się przedsiębiorcy, chcący wdrażać innowacje?

0

Według badania EY ponad 90% firm uważa, że prawo nie nadąża za rozwojem nowych technologii, jednocześnie większość ankietowanych twierdzi, że ich branża jest podatna na innowacje. Największą barierą we wszystkich sektorach są wysokie koszty wdrożenia nowych technologii i brak kapitału (64% wszystkich wskazań). Natomiast największą barierą prawną wskazywaną przez respondentów, niezależnie od branży, były zbyt długie procesy prawne – uzyskiwania zgód, pozwoleń, patentów. 50% ankietowanych wybrało tę odpowiedź. Zdaniem 80% ankietowanych, głównym wyzwaniem prawnym związanym z adaptacją innowacyjnych technologii jest kwestia wykorzystywania sztucznej inteligencji.

Realizując badanie dotyczące wyzwań, które stawiają przed firmami nowe technologie, EY skoncentrował się przede wszystkim na pogłębionej analizie barier prawnych w sektorze finansowym, energetycznym, nieruchomości oraz produkcyjno-usługowym. Zbyt długie procesy (uzyskiwanie zgód, pozwoleń, patentów) wybrało aż 50% badanych ze wszystkich branż. Na podium są także dwie inne trudności, które wskazało odpowiednio 49% i 39% ankietowanych – to zbyt często zmieniające się prawo i brak uregulowania pewnych obszarów. Przeregulowanie natomiast było wskazywane przez najmniejszy odsetek respondentów – 27% wskazań.

Wyniki badania EY pokazały bardzo ciekawą i jednocześnie niepokojącą kwestię – ponad 90% badanych wskazało, że regulacje prawne nie nadążają za rozwojem nowych technologii, które oparte są na rozwiązaniach informatycznych. Dodatkowo bariera prawna jest wskazywana jako jedna z trzech kluczowych barier przy wdrażaniu innowacji. Wobec braku szczegółowych przepisów odnoszących się do nowych technologii, istotne jest właściwe stosowanie obowiązujących regulacji. Nie jest to bariera, której nie da się przeskoczyć. Kluczową rolę odgrywa tu znajomość specyfiki branży i danej innowacji – wtedy można liczyć na sukces. – mówi Justyna Wilczyńska-Baraniak, adwokat i Associate Partner EY.

Szczegółowe wyzwania prawne wskazywane przez respondentów badania EY zależą od sektora, który reprezentowali ankietowani. 43% badanych z branży finansowej skarży się w szczególności na brak regulacji pewnych obszarów, a także na zbyt długie procesy prawne (41%) oraz często zmieniające się prawo (40%). Co ciekawe, 33% respondentów z tego sektora wskazało przeregulowanie jako znaczącą barierę prawną.

W przypadku branży energetycznej, głównymi barierami prawnymi są zbyt częste zmiany prawa, brak regulacji pewnych obszarów oraz zbyt długie procesy prawne – te odpowiedzi wybrało odpowiednio 52%, 48% i 45% uczestników badania.

Branża nieruchomościowa za najpoważniejsze bariery prawne uznała zbyt długie procesy prawne (69%), zbyt częste zmiany prawa (66%) oraz rozproszenie przepisów (48% odpowiedzi).

W branży produkcyjno-usługowej główne bariery prawne są takie same, jak w sektorze nieruchomości, różnią się tylko odsetkiem wskazań. Na zbyt długie procesy prawne skarży się 44% respondentów, zbyt częste zmiany prawa wskazało 34% ankietowanych, a rozproszenie przepisów jest głównym problemem dla 36% badanych.

EY zapytał też respondentów o największe wyzwanie prawne dla ich branży. 80% ankietowanych ze wszystkich branż wskazało sztuczną inteligencję. Dużo mniej respondentów zwróciło uwagę na trudności ze stosowaniem zgodnie z prawem chmury obliczeniowej – 36% odpowiedzi, oraz technologii blockchain – 33% i IOT – 32%. Najmniej problemów prawnych w odniesieniu do nowych technologii zdaniem badanych dotyczy 5G (5%) oraz druku 3D – zaledwie 2% odpowiedzi.

EY poruszył także temat zmian w prawie dotyczącym wdrażania nowoczesnych technologii.

Nasi respondenci wyraźnie wskazali trzy główne postulowane obszary zmian prawa. Cyberbezpieczeństwo, inwestycja w nowe technologie i ochrona własności intelektualnej są kluczowe dla wszystkich branż, które chcą rozwijać nowe technologie. Ankietowani często odpowiadali, że brak środków wstrzymuje wdrażanie innowacji, dlatego warto najpierw sporządzić kalkulację korzyści, która pokaże, ile będziemy mogli zyskać z danej inwestycji – dodaje Justyna Wilczyńska-Baraniak.

Z badania przeprowadzonego przez EY wynika, że najbardziej podatna na nowe technologie jest branża finansowa – takiej odpowiedzi udzieliło 84% ankietowanych. Największy wpływ na rozwój tej branży będą miały trzy technologie: sztuczna inteligencja (90% wskazań), chmura obliczeniowa (46%) oraz automatyzacja i robotyzacja (54%). Największą barierą dla upowszechnienia technologii w sektorze finansowym są wysokie koszty i brak kapitału – taką odpowiedź wybrało 70% badanych, cyberbezpieczeństwo (49%) i bariery prawne (40%). Głównym wyzwaniem dla bankowości i finansów (70% odpowiedzi) jest rozwój technologii w kierunku zapewnienia cyberbezpieczeństwa.

Branża energetyczna również jest podatna na nowe technologie – tak oceniło ten sektor 72% ankietowanych. Technologie, które zdecydowanie mogą wpłynąć na rozwój tej branżyto według 74% badanych przez EY sztuczna inteligencja, automatyzacja i robotyzacja (59%) oraz chmura obliczeniowa (47%). Tu również największą barierą dla innowacji są wysokie koszty i brak kapitału (68% odpowiedzi). Oprócz tego respondenci wskazali jeszcze opór przed zmianami – 46% oraz bariery prawne – 44%. Największe wyzwanie przyszłości dla energetyki związane jest z rozwojem technologii magazynowania energii (72% odpowiedzi).

Najmniej z badanych przez EY, ale również podatna na innowacje jest branża nieruchomości – 60% ankietowanych wskazało, że ten sektor jest nastawiony na nowe technologie. Największy potencjał technologiczny ma automatyzacja i robotyzacja (58% ankietowanych wybrało tę odpowiedź), po niej chmura obliczeniowa (49%) i sztuczna inteligencja (42%). Największa bariera nadal pozostaje bez zmian –  wysokie koszty i brak kapitału to wyzwanie dla 68% badanych, kolejne to opór przed zmianami (50%) oraz bariery prawne (42%). W sektorze budowlano-deweloperskim wyzwaniem przyszłości będzie energooszczędność.

63% ankietowanych przez EY uważa, że branża produkcyjno-usługowa jest otwarta na innowacje. Najczęściej wybierane technologie przyszłości są takie same jak w branży energetycznej – sztuczną inteligencję wybrało 48% respondentów, automatyzację i robotyzację – 46%, a chmurę obliczeniową – 42% badanych. Branża produkcyjno-usługowa jako główne bariery wskazała: wysokie koszty i brak kapitału – tę odpowiedź wybrało 58% respondentów, brak świadomości/wiedzy – 51% oraz opór przed zmianami – 48%.

Badanie zostało przeprowadzone przez EY w listopadzie 2019 roku wśród przedstawicieli 596 firm, w oparciu o ankiety wypełniane elektronicznie (CAWI) oraz wywiady realizowane przez telefon (CATI). Respondentami byli członkowie zarządu (36%), osoby na kierowniczych stanowiskach w IT (26%), działach prawnych (20%) i działach finansów.

Przedsiębiorcy do UODO: konieczne ułatwienia w prowadzeniu działalności marketingowej firm

0

Związek Cyfrowa Polska wspólnie ze Związkiem Przedsiębiorców i Pracodawców zwrócił się do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych oraz Ministra Cyfryzacji o wprowadzenie zmian w prawie, które ułatwią działalność marketingową firm. Zdaniem organizacji pandemia koronawirusa spowodowała, że działania promocyjne zostały znacznie utrudnione. – Nowe przepisy powinny zatem ułatwiać komunikację marketingową, a nie stawiać jej kolejne bariery – podkreślają wnioskodawcy.

Propozycje, o których rozważenie prosi organizacja reprezentująca polską branżę cyfrową i nowoczesnych technologii, dotyczy zapisów w Prawie Komunikacji Elektronicznej. Obecnie trwają prace nad jego nowelizacją w związku z przeniesieniem do polskiego prawa regulacji zawartych w Europejskim Kodeksie Łączności Elektronicznej. „Konieczne jest ułatwienie działalności marketingowej firm w kontekście trudnej sytuacji ekonomicznej związanej z pandemią koronawirusa. Duża część dotychczasowych odbiorców pracuje dziś zdalnie, a więc firmy nie mają podobnych możliwości bezpośredniej prezentacji produktów i usług, jakie mieli przed pandemią” – zauważa prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik.

Wprowadzić ułatwienia w przesyłaniu informacji marketingowych

W piśmie do Prezesa UODO Jana Nowaka oraz ministra cyfryzacji Marka Zagórskiego, Cyfrowa Polska oraz ZPP wspólnie postulują m.in. aby dozwolone było, bez uprzedniej wymaganej zgody adresata, przesyłanie elektronicznej komunikacji marketignowej na ogólne adresy e-mail odbiorców instytucjonalnych i powiązane z nimi numery telefonów. Taka zgoda nadal wymagana byłaby w przypadku odbiorców indywidualnych. „Ogólne dane kontaktowe abonenta nie są zwykle przypisane do jednej oznaczonej osoby. Innymi słowy, nie ma swojego właściciela, który mógłby decydować, jaką komunikację życzy sobie otrzymywać” – podkreśliły ogranizacje pracodawców.

Cyfrowa Polska i ZPP uważają również, że potrzebne są ułatwienia w prowadzeniu marketingu bezpośredniego na zasadzie tzw. soft opt-in, tj. umożliwienie prowadzenia marketingu bezpośredniego do klientów instytucjonalnych, których elektroniczne dane kontaktowe zostały uzyskane przez firmę wcześniej w kontekście sprzedaży im produktów lub usług. To po to, aby przedsiębiorca mógł ponownie zaoferować takim klientom własną ofertę. „Zmiana ta nie ma negatywnego wpływu na prywatność klientów, bowiem zasadniczo są oni często zainteresowani otrzymywaniem informacji o produktach i usługach podobnych do tych, które już nabyli” – podkreślono w piśmie.

Związek Cyfrowa Polska oraz Związek Przedsiębiorców i Pracodawców postulują także o wprowadzenie ułatwień w komunikacji marketingowej z odbiorcami instytucjonalnymi poprzez umożliwienie kierowania jej na dane kontaktowe pracowników instytucji, także w sytuacji, gdy firma nie sprzedawała wcześniej produktów lub usług temu odbiorcy. Zmiana ta miałaby wyłącznie dotyczyć danych, które zostały upublicznione przez urząd, np. na jej stronie internetowej.

Zbyt surowe kary

Organizacje pracodawców proszą również Prezesa UODO o wyraźne potwierdzenie, że dotychczasowe zgody marketingowe, zebrane w zgodzie z obecnym prawem, będą w przyszłości stanowiły ważną podstawę przyszłych działań marketingowych. Wnioskodawcy zauważają, że w innym wypadku, prowadzenie normalnej działalności promocyjnej, może być zakłócone. Wątpliwości budzi także proponowana kara pieniężna nakładana przez UKE za działania marketingowe, bez uzyskania odpowiedniej zgody. Miałaby ona wynosić co najmniej 5 mln zł.  W ocenie organizacji, jest ona rażąco surowa i nieadekwatna do możliwości finansowych wielu przedsiębiorców.

Domniemanie rzetelności ksiąg podatkowych

0

Organ podatkowy, uznając księgi podatkowe za nierzetelne, ma obowiązek obalenia domniemania ich rzetelności i autentyczności poprzez udowodnienie tego, że są one prowadzone nierzetelnie. Z uzasadnienia wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 21 maja 2010 r., I FSK 863/09, wynika, że „w myśl (…) art. 193 § 1 Ordynacji podatkowej, księgi podatkowe prowadzone rzetelnie i w sposób niewadliwy stanowią dowód tego, co wynika z zawartych w nich zapisów. Czyli, pomimo że art. 181 Ordynacji podatkowej nadaje równą moc dowodową wszystkim dowodom w nim wymienionym, to z treści art. 193 § 3 wynika, że księgi podatkowe mają szczególny walor. Tę szczególną moc dowodową ksiąg podatkowych, należy interpretować jako zakaz określania w postępowaniu podatkowym elementów mających wpływ na wysokość podatku, bez uprzedniego stwierdzenia w sposób uregulowany prawem prowadzenia ksiąg w sposób nierzetelny lub wadliwy, które w danej sprawie objęte były zakresem prawnopodatkowego stanu faktycznego, a które zgodnie z przepisami prawa powinny być zaewidencjonowane w księgach zgodnie z ich rzeczywistym przebiegiem. W piśmiennictwie i orzecznictwie utrwalony jest pogląd, iż badanie ksiąg podatkowych stanowi istotną czynność postępowania. Odrzucenie księgi jako dowodu wymaga obalenia domniemania jej zgodności z prawdą, przy czym jego ciężar spoczywa na organie podatkowym”. Jaką zatem odgrywa rolę i jak ważne jest domniemanie rzetelności ksiąg podatkowych w sprawie podatkowej?

Rzetelność ksiąg podatkowych

Zgodnie z art. 3 pkt 4 ustawy Ordynacja podatkowa (Dz.U. 2019.900, tj. z dnia 14 maja 2019 r., zwanej dalej „Ordynacją podatkową”) przez księgi podatkowe rozumie się księgi rachunkowe, podatkową księgę przychodów i rozchodów, ewidencje oraz rejestry, do których prowadzenia w celach podatkowych, na podstawie odrębnych przepisów, obowiązani są podatnicy, płatnicy lub inkasenci. Z kolei przepis art. 193 § 1 Ordynacji podatkowej stanowi, że księgi podatkowe prowadzone rzetelnie i w sposób niewadliwy stanowią dowód tego, co wynika z zawartych w nich zapisów.

„Za rzetelne, (na podstawie art. 193 § 2 ustawy Ordynacja podatkowa), uznaje się księgi podatkowe, jeżeli dokonywane w nich zapisy odzwierciedlają stan rzeczywisty. Za niewadliwe (na podstawie art. 193 § 3 ustawy Ordynacja podatkowa), uznaje się księgi podatkowe prowadzone zgodnie z zasadami wynikającymi z odrębnych przepisów”.

Zapis § 1 ww. artykułu przyznaje szczególną moc dowodową księgom podatkowym. Prywatnym zapisom w ewidencjach prowadzonych dla celów podatkowych przyznany został walor taki, jaki ma dokument urzędowy, o którym mowa w art. 194 Ordynacji podatkowej. Księgi podatkowe są specyficznymi urządzeniami ewidencyjnymi, w których podatnicy na podstawie odrębnych przepisów mają obowiązek wykazywać zdarzenia gospodarcze mające wpływ na wymiar podatków.

W celu skutecznego podważenia rzetelności ksiąg podatkowych np. rejestrów sprzedaży i zakupu prowadzonych na potrzeby podatku od towarów i usług organ podatkowy w praktyce musi nie tylko zakwestionować okazane w toku sprawy podatkowej dokumenty handlowe, podatkowe i księgowe, ale również przeprowadzić dowód przeciwko tym rejestrom, przedstawić uzasadnienie dokonanych ustaleń i dokonać właściwej subsumcji prawnej odpowiednich przepisów.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie w orzeczeniu z dnia 29 stycznia 2008 r., sygn. akt I SA/Lu 726/2007 (LexPolonica nr 1937176), podkreślił znaczenie ksiąg podatkowych: „Pomimo że art. 181 Ordynacji podatkowej nadaje równą moc dowodową wszystkim dowodom w nim wymienionym, to z treści art. 193 § 3 wynika, że księgi podatkowe mają szczególny walor. Tę szczególną moc dowodową ksiąg podatkowych, należy interpretować jako zakaz określania w postępowaniu podatkowym elementów mających wpływ na wysokość podatku, bez uprzedniego stwierdzenia w sposób uregulowany prawem prowadzenia ksiąg w sposób nierzetelny lub wadliwy, które w danej sprawie objęte były zakresem prawnopodatkowego stanu faktycznego, a które zgodnie z przepisami prawa powinny być zaewidencjonowane w księgach zgodnie z ich rzeczywistym przebiegiem”.

Niewadliwość ksiąg podatkowych

Jak stanowi doktryna, niewadliwość ksiąg związana jest z relacją pomiędzy rzeczywistością rozumianą jako sposób dokonywania zapisu a wzorcem prawnym tego sposobu dokonania zapisu, zawartym w prawie, i w przeciwieństwie do rzetelności ma stopniowalny charakter, o czym świadczy art. 193 § 5 Ordynacji podatkowej, który nakazuje organom skarbowym uznać za dowód tego, co wynika z zawartych w wadliwych księgach zapisów, jeżeli wady nie mają istotnego znaczenia dla sprawy.

Spełnienie wszystkich wymaganych np. w ustawie o podatku od towarów i usług warunków formalnych prowadzenia ksiąg powoduje, że są one niewadliwe. Jeśli dodamy do tego jeszcze fakt, że wszystkie dane w ewidencjach odpowiadają danym, które obligatoryjnie powinny się w nich znaleźć, oczywiste staje się, że nie może być mowy o niewadliwości tychże rejestrów.

Podsumowanie

Księgi podatkowe korzystają z domniemania prawdziwości (autentyczności) oraz domniemania zgodności z prawdą (wiarygodności). „Dobrodziejstwo domniemania wiarygodności ksiąg podatkowych chroni podatnika przed koniecznością każdorazowego dowodzenia wysokości podatku, którego obliczenie oparto na zapisach księgi” – tak przeczytamy w wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gdańsku z dnia 24 marca 2009 r. (I SA/Gd 879/08, POP 2011, z. 2, poz. 145-146). Dopóki domniemanie to nie zostanie obalone, wiąże organ podatkowy, który nie będzie mógł ustalić podstawy opodatkowania, przyjmując w tym zakresie inne wielkości niż te wynikające z księgi.

Wskazać należy, że nieskuteczne podważenie przez organ podatkowy rzetelności i niewadliwości ksiąg powoduje, że księgi te zachowują w dalszym ciągu walor dokumentu urzędowego. Najczęściej w sprawie podatkowej bywa tak, że organ podatkowy stwierdza nierzetelność ksiąg podatkowych w protokole badania ksiąg na podstawie poszlak i swoich domysłów, starając się dopasować potrzebne mu w tym celu quasi dowody. Zazwyczaj nie pamięta jednak, że księgi podatkowe posiadają wzmocnioną moc dowodową i skuteczne ich podważenie wymaga dowodów w rozumieniu Ordynacji podatkowej. Organy podatkowe, aby osiągnąć swój cel, często dopuszczają się licznych błędów odnoszących się do oceny dowodów oraz manipulowania faktami. W takich przypadkach nie dochodzi do obalenia domniemania rzetelności i niewadliwości ksiąg podatkowych. Aby móc skuteczniej bronić się w toku kontroli czy postępowania podatkowego przed zakusami urzędników skarbowych, warto skorzystać z pomocy doświadczonego prawnika, który będzie potrafił wykorzystać atut domniemania rzetelności ksiąg podatkowych.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Jakim typem klienta jesteś? – kupujący w czasie pandemii

0

Na to pytanie pomoże Ci odpowiedzieć raport „Pandemic Personas” AnalyticsIQ. Dzięki Big Data i psychologii wspomniana firma zidentyfikowała cztery główne tożsamości klientów, jakie ujawniły się podczas pandemii: zachowawczy cynik, ostrożny optymista, obojętny pesymista, a może rozluźniony marzyciel. Jakim typem klienta jesteś ty?

Funkcjonowanie biznesu w czasach kryzysu zdrowotnego nie było łatwe, a po nim – może okazać się jeszcze trudniejsze. Nieprzewidywalność związana z możliwością nawrotu pandemii, ekonomiczne skutki lockdownu i zmiana nawyków konsumentów to główne obawy przedsiębiorców, którzy co rusz napotykają kolejne problemy.

Odnalezienie się w takich okolicznościach nie jest łatwe. Dlatego amerykańska firma analityczna AnalyticsIQ opracowała raport „Pandemic Personas”, który identyfikuje i charakteryzuje osobowości konsumentów, jakie wykształciły się w czasie pandemii. Dzięki temu przedsiębiorcy, marketerzy i reklamodawcy będą mogli zrozumieć, jak odpowiednio dostosować swoją komunikację.

W czasie lockdownu byliśmy zmuszeni do zmiany swoich przyzwyczajeń, zaś po zdjęciu ograniczeń obserwujemy utrwalanie nowych wzorców zachowań, wynikających nie z konieczności, a z wolnego wyboru. Niektórzy mogli odkryć zalety pracy w domu i mogą chcieć się jej trzymać nawet po lockdownie, inni nie mogli doczekać się powrotu do pracy w biurze. To co chyba najbardziej wpłynęło na obraz nowego rynku to zamawianie większości rzeczy za pośrednictwem sieci. Wszystkie te zmiany mają jeden wspólny mianownik: internet. – zauważa Marcin Filipowicz, wiceprezes Audience Network, agencji specjalizującej się w big data marketingu i kampaniach programmatic.

Wielki przewrót, czyli opowieść o rewolucji

Specjaliści z AnalyticsIQ przeprowadzili badanie na grupie 10 tys. osób, a następnie wyróżnili 4 główne grupy konsumentów. Pierwsza z nich to tzw. zachowawczy cynicy, z ang. on guard cynics, których nastawienie można określić jako negatywne i protekcjonalne. Do grupy tej przynależy 28% konsumentów, jednak przeszło ⅔ stanowią kobiety. Ludzie z tej grupy ograniczają swoją interakcję z innymi do social mediów i połączeń wideo, wolny czas spędzają popijając wieczorem lampkę wina i rozmyślając o niespłaconych kredytach. To ciekawe, biorąc pod uwagę, że zarabiają lepiej niż inni.

23% badanych osób to tzw. ostrożni optymiści (careful optimists), którzy są co prawda zachowawczy, ale jednocześnie mają pozytywne nastawienie i patrzą na świat i swoją przyszłość przez różowe okulary. Zbiór ten tworzą głównie osoby dojrzałe, 88% tej grupy ukończyło 45 lat, a ponownie większość stanowią kobiety. Przedstawiciele tej grupy wykazują się sporą empatią, dbając nie tylko o siebie, ale również o swoich najbliższych.

Co trzeci z ankietowanych konsumentów uważa się natomiast za rozluźnionego marzyciela (lax dreamers). Ludzie ci trwają w optymistycznym nastawieniu do życia i mimo przeciwności losu pozostają pozytywni bez praktykowania zachowań ochronnych. Większość tej grupy stanowią żonaci mężczyźni. Aż 82% to osoby w wieku 45 lat lub starsze. Wyróżnia ich również miejsce zamieszkania, jak twierdzą specjaliści z AnalyticsIQ, marzyciele dwukrotnie częściej zameldowani są w małych miasteczkach lub społecznościach rolniczych. Osoby te lubią wydawać pieniądze i nie przejmują się zbytnio skutkami pandemii.

19% badanych to obojętni pesymiści (remiss pessimists), którzy cechują się negatywnym nastawieniem do pandemii oraz nie uczestniczą w zachowaniach pro ochronnych. Ta grupa składa się głównie z samotnych mężczyzn w wieku 25-64 lata, którzy dobrze zarabiają i mieszkają na obszarach miejskich lub podmiejskich. Być może z tego powodu często uważają się za innowatorów.

Wraz z upływem czasu trwania pandemii każdy z nas coś w swoim zachowaniu zmienił, również w swojej aktywności online. Marketerzy, którzy w działaniach marketingowych korzystają z danych o zachowaniach internautów powinni teraz szczególnie weryfikować ich jakość i aktualność. Nasze zachowania online często uległy diametralnej zmianie w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Bez aktualnych danych zarówno własnych (1st party data) jak i pochodzących ze źródeł zewnętrznych (3rd party data) działania marketingowe mogą być zupełnie nieefektywne. – mówi Grzegorz Kosiński, prezes Audience Network agencji specjalizującej się w kampaniach programmatic.

Sztorm w kieliszku

Co jeszcze udało się ustalić firmie analitycznej to fakt, że np. ostrożny optymista priorytetowo traktuje zakup masek, rękawiczek i produktów ziołowych, podczas gdy zachowawczy cynicy w pierwszej kolejności zaopatrują się w mydło, środki dezynfekujące, leki i maski. Z drugiej strony niezależni obojętni pesymiści chętnie inwestują w … alkohol, projekty DIY i odzież. Rozluźniony marzyciel kupuje domowe środki czystości, artykuły spożywcze i leki.

Badanie podkreśla również, jak różne osoby radzą sobie w czasie kryzysu zdrowotnego. Ostrożni optymiści zapisują, medytują i dzwonią do rodziny. Cynicy, którzy częściej stosują techniki nielecznicze w swoich rutynowych działaniach związanych ze zdrowiem, piją alkohol, słuchają muzyki i sprzątają. Zaś marzyciele modlą się, słuchają i grają muzykę, a pesymiści piją alkohol, jedzą i sprzątają. Jak łatwo zauważyć z przeprowadzonych badań, podczas kryzysu rośnie zainteresowanie utrzymaniem czystości i alkoholem.

Podczas lockdownu ilość sprzedawanego alkoholu istotnie wzrosła, mimo że hipermarkety były zamknięte. W marcu i na początku kwietnia sprzedaż alkoholu w sklepach o powierzchni od 500 do 999 m2 wzrosła blisko 4-krotnie w porównaniu do połowy stycznia i początku lutego. Natomiast obecnie, po otwarciu sklepów wielkopowierzchniowych widać jeszcze w tych placówkach mniejszy, bo 8% wzrost, ale w pozostałych sklepach – mało i wielkopowierzchniowych sprzedaż tej kategorii już spada – zwraca uwagę Agata Pribulka – Czmyr, Dyrektor Generalna Sagra Technology, która współpracuje z kilkudziesięcioma sieciami handlowymi i największymi producentami w Polsce.

Precyzyjna informacja o kliencie od dawna jest paradygmatem handlu, natomiast po światowym lockdownie, zdolność do zbierania i analizowania aktualnych danych o konsumentach stała się niemal kluczowym elementem przygotowania oferty. Empatia i umiejętność przewidywania trendów to najważniejsze kompetencje, jakie musi posiąść biznes. Nie tylko po to by wznieść się ponad przeciętność, ale po to, by w ogóle móc myśleć o przetrwaniu w nowym, bardziej wymagającym i mniej wybaczającym otoczeniu.

Prof. Modzelewski o podatkach w czasie pandemii: Fiskus może rozłoży je na raty. Na umorzenie jest nikła szansa

0

Ze względu na pandemię koronawirusa wzrósł odsetek przedsiębiorców mających problemy z terminową płatnością danin. Jednak mogą oni ubiegać się o przyznanie ulgi lub o umorzenie zaległości podatkowych. Według ekspertów, przymusowa egzekucja należności niewiele przynosiła, a teraz jej skuteczność jeszcze bardziej spadnie. Natomiast fiskus nie ustępuje tak szybko, dlatego rozkładanie na raty uchodzi za pewien rytuał. Z kolei umarzanie przez naczelników urzędów skarbowych obarczone jest ogromnym ryzykiem. Przez lata w Polsce nie przeprowadzono konkretnej akcji oddłużeniowej, a dziś jest ona niezwykle potrzebna. Na taki krok może zdecydować się tylko silna władza.

Wnioskowanie do urzędów skarbowych o całkowite lub częściowe umorzenie zaległości podatkowych, czy raczej o rozłożenie należności na raty, to coraz częściej pojawiający się w przestrzeni publicznej dylemat wielu przedsiębiorców. Dotyczy to zwłaszcza tych, którzy w dobie pandemii boleśnie odczuwają problem braku zamówień czy spóźnionych płatności.

– Jeżeli w Polsce powstaje zaległość podatkowa, to 90% z niej jest straconych, krótko mówiąc nieściągalnych. A nawet trzeba brać pod uwagę więcej, bo kiedy ta przymusowa egzekucja daje 1% wpływów, to jest już dobrze. Tu mówimy o czasach, w których była dużo lepsza sytuacja finansowa firm. Nasze zdolności wyegzekwowania są śladowe, a ze względu na pandemię spadną do wielkości o charakterze nazwijmy to niedostrzegalnym, o żadnym poziomie istotności – komentuje były wiceminister finansów, prof. Witold Modzelewski.

W specyficznej sytuacji są przedsiębiorstwa, które były objęte zakazem prowadzenia działalności. Mówi się, że one nie będą w stanie wywiązać się z zaległości podatkowych, zwłaszcza tych powstałych od marca do maja br. W tym przypadku zapewne nastąpi rozłożenie na raty albo odroczenie terminu płatności, które będzie tylko wstępem do umorzenia. Jednocześnie prognozuje się, że firmy, które nie były objęte zakazem prowadzenia działalności, ale odczuły spadek popytu, zostaną potraktowane inaczej. One prawdopodobnie będą mieć niewielką szansę na umorzenie, ale zapewne będą mogły skorzystać z odroczeń.

– W Polsce umorzenia zaległości podatkowych praktycznie nie ma, poza procedurami pomocy publicznej, które też prawie nie istnieją. Rozłożenie na raty to jest raczej rytuał, władza nie ustępuje tak szybko. To rodzaj pewnej gry pozorów, która oczywiście jest potrzebna. Ja wcale nie chcę jej deprecjonować. Natomiast nie miejmy złudzeń. Nieuregulowane podatki w Polsce nigdy nie będą zapłacone. Zresztą to nie tylko cecha naszego kraju – mówi były wiceminister finansów.

Obecnie największe zaległości podatkowe dotyczą VAT-u. Ale to jednocześnie największe źródło dochodów budżetowych państwa. Eksperci z kolei przekonują, że w dobie pandemii szybko też rosną zaległości w podatku od nieruchomości. Jednocześnie wśród firm panuje przekonanie, że władza nie będzie egzekwować tych środków w sposób przymusowy. Ważniejsze jest przetrwanie niż uregulowanie tych danin.

– Istnieją wytyczne, które pozwalają na umarzanie zaległości podatkowych. Ale to tylko kierunkowa sugestia. Ona jest zbyt słaba, żeby naczelnicy urzędów skarbowych odważyli się na taki krok. Rozstrzygnięcia w tego typu sprawach są obarczone ogromnymi ryzykami, które znajdują się po stronie decydującego. I to nie jest specyfika polska, tak już jest we współczesnym świecie finansów – podkreśla prof. Modzelewski.

Jednym z rozwiązań mogłoby być wprowadzenie programu oddłużeniowego, dotyczącego tylko zaległości już powstałych. Jednak mówi się, że do tego potrzebna jest silna władza. Słaba będzie się bowiem obawiać takiego kroku. Osoby decydujące mogłyby się znaleźć na cenzurowanym i np. zostać uznane za łamiące prawo. Przy tym to nie jest kwestia poglądów politycznych, tylko racjonalnego zachowania.

– Przez lata nikt w Polsce nie odważył się na przeprowadzenie akcji oddłużeniowej. Ale też nie było takiej potrzeby jak teraz. W 1994 roku zrobiliśmy to skutecznie, choć to były zupełnie inne czasy. Wtedy umarzaliśmy zaległości, ale to były tzw. podatki zlikwidowane, popiwki i dywidendy. Wtedy rzeczywiście udało się uratować bardzo wiele firm od spuścizny pobalcerowiczowskiej. Czy dzisiaj ktoś byłby na tyle odważny? Daj Boże, żeby tak, ale nawet w kampanii wyborczej nie usłyszeliśmy zapowiedzi ws. jednorazowej akcji umorzeniowej – zaznacza ekspert.

W najbliższym czasie realny wydaje się zatem scenariusz, w którym naczelnicy urzędów skarbowych będą odraczać i rozkładać zaległości podatkowe na raty. Później nastąpi umorzenie warunkowe, jeśli dana firma przetrwa.

– Tak się to robi w sposób fachowy. Pomogę tobie, jeśli ty sobie pomożesz. Dziś trudno powiedzieć, ile zaległości uda się zrestrukturyzować. Jeżeli to będzie 25-30%, to powiemy o sukcesie w naszych realiach. Jednak sami podatnicy muszą tego chcieć, a nie likwidować swoją działalność gospodarczą – podsumowuje prof. Witold Modzelewski.

Trudne wybory uczestników rynku

0

Kondycja gospodarki USA wygląda lepiej niż kondycja jej populacji. Kolejne twarde dane makro potwierdzają, że ożywienie przyspiesza i dokonuje się naprawa po wiosennej zapaści. Jednocześnie raporty o postępach wirusa przynoszą ponure rekordy. Szarpane wahania notowań w obu kierunkach powodują, że trudno stwierdzić, na ile rynek zdyskontował już poprawę w danych, a na ile zamierza przełożyć na ceny obawy o drugą falę zachorowań.

Rynek pracy jest kluczowym elementem gospodarki i źródłem wątpliwości. Nie będzie wsparcia w wydatkach konsumpcyjnych, jeśli Amerykanie nie będą mieli pracy. Kolejny raport świadczących o szybkiej odbudowie miejsc pracy skasowanych z powodu lockdownu doda argumentów za silnym tempem ożywienia. Rynkowy konsensus zakłada wzrost zatrudnienia w sektorze pozarolniczym o 3,058 mln (po 2,509 mln w maju), choć ta wielkość tak naprawdę nic nie mówi, jeśli weźmiemy pod uwagę, że prognozy wahają się od 0,5 mln do 9 mln. Jak trudno jest estymować sytuację na rynku pracy w dobie kryzysu pokazał wczoraj raport ADP, gdzie majowe dane zrewidowano z -2,76 mld do +3,065 mln. Mimo to oczekiwania na dobry wynik dziś po południu są ustawione wysoko. Pomaga w tym wczorajszy mocny odczyt zatrudnienia wg ADP (2,369 mln w czerwcu) oraz solidne komponenty ISM dla przemysłu (odbicie subindeksu zatrudnienia o 11 pkt. do 43,1). Kontynuowana odbudowa zatrudnienia wraz z wyraźnym obniżeniem się stopy bezrobocia będą wzmacniać zaufanie Amerykanów, że ożywienie nie jest tylko pustą statystyką. A co dobre dla „uczestników” gospodarki realnej, to dobre także dla uczestników rynków finansowych.

Tryb risk-on może w danych znaleźć paliwo dla pociągnięcia w górę indeksów. W odniesieniu do USD sytuacja jest bardziej skomplikowana, gdyż rynek FX brodzi w mętnej wodzie wątpliwości i defensywnego nastawienia. Jeśli dane będą wyjątkowo mocne i rajd ryzyka zacznie się rozpędzać, dolar straci z uwagi na swój status bezpiecznej przystani – niepotrzebnej w okresach poprawy nastrojów. Jednak w ostatnich dniach kilkukrotnie zdarzały się momenty, kiedy niechęć inwestorów do partycypacji w szerokim rajdzie ryzyka powodowała selektywne reagowanie na dane z USA, znajdując w nich tylko korzyść dla dolara. Trzeba jeszcze wziąć pod uwagę, że USA czeka długi weekend w związku z obchodami Dnia Niepodległości, podczas gdy tempo przyrostu nowych zachorowań na wirusa przyspiesza. Możliwe, że w poniedziałek inwestorzy będą musieli stawić czoła doniesieniom o przywróceniu zakazów poruszania się w niektórych stanach i braku łóżek szpitalnych. W obliczu tych ryzyk, ewentualna euforia po mocny NFP może szybko zgasnąć, kiedy ochrona zysków stanie się priorytetem.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – czerwiec 2020 r.

0
  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 65,2% rdr do 26,4 mld zł
  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect o 1121,8% do 820,9 mln zł
  • Wzrost wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 82,2% rdr do poziomu 1154,1 tys. szt.
  • Wzrost łącznego obrotu produktami strukturyzowanymi o 158,8% rdr do 257,0 mln zł
  • Wzrost łącznego obrotu ETF-ami o 700,7% rdr do 75,0 mln zł
  • Wzrost wartości obrotu obligacjami nieskarbowych na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń o 7,0% do poziomu 230,0 mln zł
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 14,5% do poziomu 18,9 TWh
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 33,0% rdr do 8,3 TWh

W czerwcu 2020 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 26,7 mld zł, czyli o 65,1% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła o 65,2% rdr do poziomu 26,4 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 1,255 mld zł, o 49,5% więcej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec czerwca 2020 r. wyniosła 49 569,17 pkt i była o 17,6% niższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w czerwcu 2020 r. odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 1030,7% rdr do poziomu 844,3 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect wzrosła o 1121,8% rdr i wyniosła 820,9 mln zł.

Łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi w czerwcu 2020 r. wyniósł 1154,1 tys. szt., czyli o 82,2% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy wzrósł o 54,7% rdr do poziomu 554,3 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na akcje wzrósł o 126,9% rdr do 287,0 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na waluty wzrósł o 143,9% rdr do 283,3 tys. szt., a wolumen obrotu opcjami spadł o 9,4% rdr do 29,5 tys. szt.

W czerwcu zanotowano wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 158,8% rdr do poziomu 257,0 mln zł oraz wzrost obrotów ETF-ami o 700,7% rdr do 75,0 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec czerwca 93,3 mld zł wobec 87,6 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła o 7,0% rdr do poziomu 230,0 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła w czerwcu 2,0 mld zł wobec 25,3 mld zł rok wcześniej, co oznacza spadek o 92,2% rdr.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym wyniósł w czerwcu 18,9 TWh, co oznacza wzrost o 14,5% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot wzrósł o 3,8% rdr do poziomu 2,8 TWh. Na rynku forward wolumen wzrósł o 16,6% rdr do poziomu 16,0 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym spadł w czerwcu o 33,0% rdr do 8,3 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu wzrósł o 40,7% do poziomu 0,9 TWh. Na rynku terminowym odnotowano spadek o 36,9% rdr do poziomu 7,4 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł w czerwcu 2,4 TWh, co oznacza wzrost o 9,9% rdr. Czerwcowe dane w tej linii biznesowej są nieporównywalne rdr z uwagi na zakończenie notowań certyfikatów kogeneracyjnych, które nastąpiło wraz z końcem czerwca 2019 r.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 86,1% rdr osiągając w czerwcu poziom 15,0 ktoe[3].

Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE wzrósł o 40,7% rdr, do wolumenu 1,6 TWh.

Kapitalizacja 392 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku na koniec czerwca 2020 r. wyniosła 472,9 mld zł (105,9 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 440 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła 865,6 mld zł (193,8 mld EUR).

W ubiegłym miesiącu na GPW odbyło się 21 sesji giełdowych, w porównaniu do 19 sesji rok wcześniej.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

KOMUNIKAT O OBROTACH NA RYNKACH GRUPY GPW

Co trzecia firma przemysłowa z sektora MŚP zwiększyła automatyzację

W porównaniu z rokiem ubiegłym ponad 32 proc. małych i średnich firm przemysłowych w Polsce odnowiło swój park maszyn i urządzeń, a 35,2 proc. zwiększyło automatyzację procesów produkcji – najczęściej wykorzystując do tego środki własne oraz leasing. Część miała za sobą także umiarkowanie dobry rok, czemu sprzyjała w pewnym zakresie dywersyfikacja źródeł finansowania – wynika z badania zrealizowanego dla Siemens Financial Services. Nowa rzeczywistość wywołana koronawirusem SARS-CoV-2 i konieczność zachowania rygoru sanitarnego spowoduje prawdopodobnie jeszcze większą automatyzację, digitalizację oraz zdalną kontrolę w przedsiębiorstwach.  

Kryzys wywołany epidemią COVID-19 wstrząsnął prawie wszystkimi obszarami gospodarki. Część firm znacząco musiała zmniejszyć zakres działalności lub czasowo wstrzymać ją całkowicie, inne borykają się z kolei ze spadkiem popytu spowodowanego mniejszą konsumpcją. Małymi krokami gospodarka zaczyna się odmrażać, jednak dzieje się to z zachowaniem rygoru sanitarnego i dystansu społecznego.

Większa automatyzacja pozwoli zachować ciągłość produkcji

– Firmy przemysłowe z sektora MŚP miały za sobą umiarkowanie dobry rok, co w połączeniu z programami wsparcia rządowego, ułatwiło przetrwanie zamrożenia gospodarki i pierwszy etap walki z epidemią. Teraz jednak przedsiębiorcy muszą się przystosować do nowych warunków funkcjonowania. Niektórzy już to zrobili zmieniając, chociaż czasowo, profil działalności w stronę produkcji najpotrzebniejszych obecnie rzeczy, jak rękawiczki czy żele dezynfekcyjne – mówi Tomasz Kukulski, Prezes Zarządu Siemens Financial Services w Polsce. – Z kolei większość musi zaimplementować rozwiązania, które ułatwią funkcjonowanie w rygorze sanitarnym. W konsekwencji może to jeszcze bardziej zwiększyć znaczenie automatyzacji procesów produkcji, której poziom w porównaniu do ubiegłego roku zwiększyła co trzecia firma, a jeszcze przed epidemią w najbliższym roku planowała prawie co druga. Wymagać to będzie także elastycznych form finansowania – dodaje.

Automatyzacja dla firm przemysłowych z branży tworzyw sztucznych, poligraficznej, obróbki metalu i tzw. food and beverage była ważna jeszcze przed epidemią. Jak wynika z badania Siemens Financial Services, jej poziom zwiększyło 35,2 proc. ankietowanych przedsiębiorców z tych sektorów, a zmniejszyło zaledwie 1,5 proc.; u 59,1 proc. pozostał bez zmian. Jeszcze więcej firm chciało podnosić poziom automatyzacji procesów produkcji w ciągu najbliższych 12 miesięcy – aż 44,5 proc.

Co trzecia firma z badanych branż zwiększyła również nakłady na odnowienie swojego parku maszyn i urządzeń. Ograniczyło je 6 proc., a u 59,3 proc. ankietowanych pozostały bez zmian. W ciągu najbliższych 12 miesięcy nakłady na odnowienie maszyn i urządzeń chciało zwiększyć 38,2 proc. a zmniejszyć 5,8 proc. Co ważne, firmy także częściej odnawiały swój park maszynowy – w porównaniu do ubiegłego roku zrobiło to co czwarte badane przedsiębiorstwo. Niecałe 12 proc. wskazało także na większy udział finansowania zewnętrznego w swoim parku maszyn i urządzeń, w przypadku 66,5 proc. utrzymał się na takim samym poziomie, a spadł zaledwie u 5,8 proc.

Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Siemens Financial Services, marzec 2020.

Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Siemens Financial Services, marzec 2020.

– Automatyzacja, digitalizacja, nowoczesny park maszyn i urządzeń były kluczowe do zachowania konkurencyjności jeszcze przed epidemią. Teraz, w nowej rzeczywistości powinno to postępować, co już obserwujemy wśród niektórych klientów. Firmy nie czekają aż wirus SARS-CoV-2 zniknie i wszystko wróci do normy. Są kreatywne i próbują dostosować się do obecnej sytuacji. Nie wiemy jeszcze na jak długo wirus z nami zostanie, dlatego przedsiębiorcy będą szukać sposobów na zabezpieczenie się przed ewentualnymi, kolejnymi falami epidemii, zwiększając digitalizację, automatyzację i zdalną kontrolę – ocenia Cezary Mychlewicz, dyrektor ds. marketingu branż przemysłowych w Siemens.

Maszyny i urządzenia finansowane leasingiem i wypracowanym zyskiem

Bardzo istotną kwestią w nowej rzeczywistości będzie odgrywał dostęp do finansowania. Na chwilę przed wybuchem epidemii, małe i średnie firmy przemysłowe z badanych branż najczęściej finansowały swoje parki maszyn i urządzeń ze środków własnych. Wykorzystywało je aż 73 proc., z czego  32,8 proc. opłacało sprzęt w całości z wypracowanych zysków. W przypadku finansowania zewnętrznego, najpopularniejszym stosowanym sposobem był leasing – wynika z badania Siemens Financial Services. Korzystał z niego prawie co drugi przedsiębiorca (47,4 proc), z czego co szósty (16,4 proc.) ankietowany finansował za pomocą leasingu cały park maszyn i urządzeń, natomiast reszta (31 proc.) jakąś jego część.

Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Siemens Financial Services, marzec 2020.

Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Siemens Financial Services, marzec 2020.

– Małe i średnie firmy przemysłowe doceniały leasing jako metodę finansowania inwestycji. W pierwszej fazie epidemii COVID-19 część przedsiębiorstw zgormadzone zyski wykorzystała prawdopodobnie do utrzymania bieżącej płynności. Teraz, po częściowym odmrożeniu gospodarki, gdy przedsiębiorcy muszą dostosować się do nowej rzeczywistości, będą potrzebowali łatwo dostępnych źródeł finansowania na niezbędne inwestycje. Leasing, dzięki swojej elastyczności, zapewne pozostanie w czołówce najchętniej wykorzystywanych przez MŚP form pozyskania kapitału – zaznacza Tomasz Kukulski z Siemens Financial Services.

 

Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Siemens Financial Services, marzec 2020.

Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Siemens Financial Services, marzec 2020.

Z kredytów korzystało 18 proc. badanych firm. W pewnym zakresie do finansowania maszyn i urządzeń przedsiębiorcy wykorzystywali również dotacje – postępowało tak 18 proc z nich.

Ostatni rok z umiarkowanymi wzrostami

Jak wynika z badania Simens Financial Services, firmy MŚP z badanych branż na chwilę przed zamrożeniem gospodarki były w umiarkowanie stabilnej sytuacji. W porównaniu do ubiegłego roku, 22 proc. przedsiębiorstw zwiększyło sprzedaż krajową, a u 52,8 proc. pozostała ona bez zmian. Do spadku przyznało się 18,8 proc. W przypadku sprzedaży towarów partnerom zagranicznym sytuacja wygląda nieco lepiej –w ciągu ostatnich 12 miesięcy eksport zwiększył blisko co czwarty przedsiębiorca (23,9 proc.). Spadek zanotowało 13,7 proc. firm, a 51,3 proc. utrzymało eksport na tym samym poziomie. Dodatkowo, co czwarty przedsiębiorca informował także o zwiększonej ekspansji na nowe rynki zbytu. Spadek zanotowało 9 proc. badanych firm.
Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Siemens Financial Services, marzec 2020.
Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Siemens Financial Services, marzec 2020.
Firmy dywersyfikujące źródła finansowanie w lepszej kondycji i z większą automatyzacją

Analizując wyniki badania Siemens Financial Services widać, że przed epidemią przedsiębiorstwa korzystające z finansowania zewnętrznego były w lepszej sytuacji niż te, które wykorzystywały wyłącznie środki własne. W porównaniu do poprzedniego roku, firmy dywersyfikujące źródła finansowania zwiększyły sprzedaż krajową o 32,2 proc. i eksport o 21,7 proc. Natomiast 38,8 proc. uważało, że ich zdolność do konkurowania poprawiła się. Przedsiębiorstwa polegające wyłącznie na środkach własnych odnotowały wyniki analogicznie: 16,9 proc., 8,9 proc. i 16,1 proc.

Podobnie było w przypadku automatyzacji procesów produkcji. 40,8 proc. firm dywersyfikujących źródła finansowania zwiększyło jej poziom względem ubiegłego roku, a w przyszłości planowało to zrobić 48 proc. Wśród przedsiębiorstw korzystających tylko z wypracowanych zysków było to 24,2 proc. i 37,1 proc. Firmy korzystające ze środków zewnętrznych częściej także zwiększały nakłady na swój park maszyn i urządzeń – 42,1 proc. ankietowanych i planowały to w ciągu najbliższych 12 miesięcy – 48,7 proc. W przypadku przedsiębiorców polegających tylko na zyskach było to 29 proc. i 31,5 proc. Podobną różnicę widać również w zwiększaniu częstotliwości odnowień.

Wpływ koronawirusa na badane branże

Większość badanych podmiotów to doświadczone przedsiębiorstwa, prowadzące działalność powyżej 21 lat. Zdobyte doświadczenie oraz przebyte kryzysy w przeszłości w pewnym sensie mogą pomóc im przetrwać. Wszystko zależy jednak od tego, ile potrwa epidemia wywołana COVID-19, czego nie da się przewidzieć.

Większość badanych podmiotów to doświadczone przedsiębiorstwa, prowadzące działalność powyżej 21 lat. Zdobyte doświadczenie oraz przebyte kryzysy w przeszłości w pewnym sensie mogą pomóc im przetrwać. Wszystko zależy jednak od tego, ile potrwa epidemia wywołana COVID-19, czego nie da się przewidzieć.

Warto pamiętać, że każdy przedsiębiorca, niezależnie od branży, jest w nieco innej sytuacji. W przypadku poligrafii lub tworzyw sztucznych, wszystko zależy od konkretnej firmy. Jeśli przedsiębiorstwo dostarczało np. plastikowe sztućce i opakowania lub plakaty na różnego rodzaju wydarzenia biznesowe, sportowe, jej sytuacja jest ciężka. Natomiast w przypadku produkowania opakowań dla produktów spożywczych, środków higieny czy dezynfekcji, ich sytuacja może być stabilna, a nawet mogą odnotowywać wzrosty. Podobnie jest w branży food and beverage. Wiele zależy również od łańcucha dostaw i jego ewentualnego zachwiania – zaznacza Tomasz Kukulski. – Dodatkowo, kluczową kwestią jest teraz dostosowanie się przez firmy przemysłowe do nowej rzeczywistości, co część przedsiębiorców już robi, dążąc do większej automatyzacji i zdalnej kontroli. Do tego potrzeba będzie jednak nowych inwestycji, maszyn i urządzeń oraz finansowania – podsumowuje.

Upadłość galerii handlowej w wyniku pandemii. Czy po łódzkiej Sukcesji czeka nas fala upadłości?

0

Bankructwo, upadłość galerii handlowej w wyniku pandemii. Czy po łódzkiej Sukcesji czeka nas fala upadłości? Co teraz mają począć najemcy?

Zasoby powierzchni handlowej w Polsce wynoszą obecnie ponad 15 mln m kw. W 2019 roku dostarczono 406 tys. m kw. nowoczesnej powierzchni handlowej. Około 500 tys. m kw. jest obecnie w budowie, z czego aż 85 proc. ma otworzyć się do końca roku (dane za międzynarodową firma doradczą  Cushman & Wakefield). Centra handlowe z blisko 73 proc. udziałem niezmiennie pozostają dominującym formatem rynku powierzchni handlowych w Polsce (11 mln metrów kwadratowych). Jeszcze niedawno duże sieci  planowały ekspansję na polskim rynku, inwestorzy budowę nowych centrów handlowych szczególnie w mniejszych miejscowościach.

 W dobie pandemii centra handlowe były zamknięte przez całe miesiące, właściciele i najemcy stracili bezzwrotnie swoje przychody. Galerie handlowe już działają, ale po pierwsze ruch klientów jest mniejszy niż przed pandemią, a z drugiej strony niektórzy najemcy zamykają swoje salony, żeby ograniczyć koszta. Teraz doszło nowe zjawisko. Likwidacja, bankructwo galerii handlowych. 30 czerwca 2020 r. Centrum Handlowo – Rekreacyjne „Sukcesja” zostanie zamknięte” – takie oświadczenie wydał syndyk, który wszedł do spółki będącej właścicielem łódzkiego centrum na skutek ogłoszenia jej upadłości. Sukcesja jest pierwszą ofiarą COVID-19. Czy będą następne bankructwa? Jak wiadomo, oprócz sklepów odzieżowych, zazwyczaj w centrach handlowych mieszczą się też kina, siłownie, restauracje. Co mają zrobić najemcy Sukcesji? Czy istnieje możliwość odzyskania zainwestowanych środków? Co z umowami najmu? Na te pytania odpowiada  mecenas Joanna Domoń-Kulas z kancelarii prawnej Causa Finita.

Czy umowy najmu lokali w Sukcesji są nadal ważne i skuteczne?

Tak. Jeżeli lokale zostały wydane najemcom przed ogłoszeniem upadłości wynajmującego, a tak było w tym przypadku, umowy najmu nieruchomości upadłego wiążą strony (art. 107 ust. 1 Prawa Upadłościowego). W teorii zatem, zarówno syndyk, jak i najemcy centrum są nadal zobowiązani do realizacji umów najmu. W praktyce jednak wiadomo, że rada wierzycieli „Sukcesji” nie wyraziła zgody na dalsze prowadzenie przedsiębiorstwa przez syndyka. Umowy najmu nie zostaną w konsekwencji wykonane przez wynajmującego i najemcy centrum będą je mogli wypowiedzieć na normalnych zasadach. Normalnych, czyli przewidzianych w umowach najmu albo ogólnych przepisach Kodeksu cywilnego.

Należy w tym miejscu dodać, że syndykowi przysługuje szczególne uprawnienie do wypowiedzenia umów najmu, na podstawie postanowienia sędziego-komisarza, z zachowaniem trzymiesięcznego okresu wypowiedzenia. Z prawa tego syndyk może skorzystać nawet wówczas, gdy ani umowa najmu, ani Kodeks cywilny, takiej możliwości nie przewidywały. Sędzia-komisarz wydaje takie postanowienie, jeśli trwanie umów najmu utrudnia likwidację masy upadłości, albo gdy czynsze najmu odbiegają od przeciętnych czynszów za najem tego samego rodzaju (art. 109 Prawa Upadłościowego).

Czy w przypadku upadłości i pojawieniu się syndyka masy upadłościowej najemca będzie musiał płacić czynsz?

 Nie. Wobec braku możliwości prowadzenia przedsiębiorstwa upadłego, syndyk nie jest w stanie wykonać umów. Czynsze i inne należności nie mogą być w konsekwencji fakturowane.

Co z kaucjami i gwarancjami bankowymi?

Prawo upadłościowe nie reguluje szczegółowo tych kwestii przez co należy przyjąć, że syndyk może ściągnąć z gwarancji bankowych przeterminowane należności wobec najemców na zasadach przewidzianych w umowach najmu, dopóki gwarancje te nie utracą ważności. W przypadku kaucji pieniężnych, należy zgłosić roszczenia o ich zwrot sędziemu-komisarzowi.

Czy najemcy mogą dochodzić odszkodowań z powodu zamknięcia sklepu?

Tak. Najemcy mogą dochodzić w postępowaniu upadłościowym odszkodowań z powodu rozwiązania umowy przed terminem wynikającym z umowy, poprzez zgłoszenie wierzytelności sędziemu-komisarzowi. Na odszkodowanie najemców mogą składać się szkody rzeczywiste, dla przykładu nakłady inwestycyjne poczynione na wykończenie lokali, przy czym, jeżeli umowa najmu nie rozstrzyga kwestii rozliczenia nakładów to zgodnie z Kodeksem cywilnym syndyk może żądać przywrócenia lokalu do stanu poprzedniego albo zatrzymać ulepszenia za zapłatą kwoty odpowiadającej wartości nakładów w chwili zwrotu. Najemcy mogą też żądać utraconych korzyści. Te jednak nie jest już tak łatwo udowodnić. Wszystkie wierzytelność najemców o odszkodowanie podlegają zaspokojeniu w kategorii drugiej.

Czy firma, która kupi upadłe centrum handlowe od syndyka, będzie musiała honorować  umowę z poprzednim właścicielem?

Tutaj sytuacja jest odrobinę bardziej skomplikowana. Należy bowiem przyjąć, że ani syndyk, ani najemcy, nie muszą wcale wypowiadać umów najmu tak, jak to opisano powyżej. Jeżeli z takiego prawa nie skorzystają, umowy najmu będą – przynajmniej teoretycznie – kontynuowane.

Przenosząc się teraz w przyszłość, przepisy stanowią, że sprzedaż przez syndyka nieruchomości upadłego wywołuje takie same skutki w stosunku do umowy najmu lub dzierżawy, jak sprzedaż w postępowaniu egzekucyjnym. (art. 108 Prawa Upadłościowego). Oznacza to, że firma, która kupi „Sukcesję”, wstąpi w prawa i obowiązki wynajmującego wynikające ze stosunku najmu. Najemcy będą mieć więc niejako „nowego” wynajmującego.

Długo się tym jednak mogą nie nacieszyć, gdyż na ogólnych zasadach prawa cywilnego firma taka będzie uprawniona do rozwiązania umów najmu za wypowiedzeniem, z zachowaniem terminów ustawowych. Prawo takie nie będzie nabywcy przysługiwać jedynie wówczas, gdy umowy zostały zawarte na czas oznaczony i mają datę pewną, a lokal został najemcy wydany. O ile to drugie wymaganie jest w przypadku obecnych najemców „Sukcesji” niewątpliwie spełnione, to w przypadku pierwszego z nich najemcy winni sprawdzić, czy okazali umowy najmu notariuszowi lub w inny sposób umowy te uzyskały datę pewną. Jeżeli nie – trzeba jak najszybciej naprawić to niedopatrzenie. W przeciwnym razie nowy wynajmujący może skutecznie umowę najmu wypowiedzieć

Szybka Ścieżka na finiszu perspektywy unijnej. Kolejne 300 milionów złotych dla przedsiębiorców

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ogłasza ostatni już w tej perspektywie unijnej horyzontalny konkurs Szybkiej Ścieżki, realizowany ze środków Funduszy Europejskich – Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój. Przedsiębiorcy oraz ich konsorcja, również z jednostkami naukowymi, ponownie mają szansę na uzyskanie dofinansowania innowacyjnych projektów.  Nabór wniosków rozpocznie się 3 sierpnia, a zakończy 14 września 2020 roku. Budżet konkursu wynosi 300 milionów złotych.

Przedsiębiorcy korzystają ze wsparcia Narodowego Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Szybka Ścieżka już od pięciu lat. To najchętniej wybierane przez nich, bardzo skuteczne narzędzie wspierania badań i prac rozwojowych – podkreśla minister nauki i szkolnictwa wyższego Wojciech Murdzek. – Zdolność do zmian i otwartość na innowacje to klucz do sukcesu polskich przedsiębiorstw. Szybka Ścieżka daje impuls do rozwoju nauki i gospodarki.

Szybką Ścieżką do rozwoju

Od początku prowadzenia konkursu, tj. od 2015 roku, dofinansowanie w jego ramach uzyskało niemal 1,5 tysiąca projektów na łączną kwotę ponad 9,3 miliarda złotych.

Konkurs to szansa dla przedsiębiorców i konsorcjów na wsparcie innowacyjnych projektów. Prace nad rozwojem nowoczesnych narzędzi i technologii mogą pomóc polskim firmom stworzyć przewagę konkurencyjną i osiągać długoletnie zyski – ocenia Małgorzata Jarosińska-Jedynak, minister funduszy i polityki regionalnej.

Mimo przeciwności związanych z epidemią, w ostatnim naborze, którego znaczna część zrealizowana była już po wprowadzeniu stanu zagrożenia epidemicznego, przedsiębiorcy zgłosili do nas ok. 800 projektów na łączną kwotę dofinansowania ponad 5,5 mld zł. Pokazuje to, że widzą w innowacjach perspektywę na przyszłość – wskazuje Wojciech Kamieniecki, dyrektor NCBR – Poprzedni nabór zakończyliśmy 22 czerwca, skala zainteresowania rozbudziła nasz apetyt na innowacje, dlatego już dziś, po nieco ponad tygodniu, zapowiadamy kolejny. Liczę na duże zainteresowanie i setki nowych ciekawych projektów.

Dwie rundy naboru

Nabór wniosków został podzielony na dwie rundy. W pierwszej, która rozpocznie się 3 sierpnia i potrwa do 21 sierpnia o dofinansowanie w łącznej kwocie 100 milionów złotych będą mogły ubiegać się duże przedsiębiorstwa oraz ich konsorcja (również z MŚP i jednostkami naukowymi). Z kolei druga runda (22 sierpnia – 14 września) skierowana jest do mikro, małych i średnich przedsiębiorstw oraz ich konsorcjów, również z udziałem jednostek naukowych. Te, będą mogły łącznie uzyskać dofinansowanie w wysokości 200 milionów złotych. Po każdej z rund nastąpi ocena wniosków, która potrwa do 120 dni.

Dofinansowanie przyznawane jest na badania przemysłowe i/lub eksperymentalne prace rozwojowe (obowiązkowy element), ewentualnie uzupełnione o prace przedwdrożeniowe, których efektem jest opracowanie innowacyjnego rozwiązania możliwego do wdrożenia w działalności gospodarczej. Konkurs przeznaczony jest dla regionów słabiej rozwiniętych, co oznacza, że miejsce prowadzenia prac badawczo-rozwojowych musi znajdować się poza województwem mazowieckim.

Innowacje wokół nas

Szybka Ścieżka to realne wsparcie dla przedsiębiorstw, które dzięki prowadzonym projektom, mogą wejść na rynek z unikalnym produktem. Jedną z takich firm jest SensDx, która w ramach realizowanego projektu przeprowadziła prace badawczo-rozwojowe nad opracowaniem prototypu MULTISENSORA – innowacyjnego mikroczujnika do różnicowania bakteryjnego lub wirusowej etiologii infekcji górnych dróg oddechowych.

Wsparcie NCBR w konkursie Szybka Ścieżka pomogło nam w realizacji założeń projektu MultiSensor i tym samym przyczyniło się do rozwoju SensDx S.A. Dzięki funduszom mamy możliwość uzupełnić kapitał spółki oraz wesprzeć realizację i wdrożenie innowacyjnych rozwiązań na rynku polskim i światowym. Realizując inwestycję MultiSensor wprowadzimy innowację na rynek promując tym samym polski potencjał na rynkach międzynarodowym – powiedziała dr inż. Katarzyna Pala, Business Development Director w SensDx.

Kupujemy bez oglądania. Transakcje zdalne to już codzienność

Rynek nieruchomości wraz z lockdownem zmienił się diametralnie. Prawdopodobnie już na stałe. Jeszcze  na początku roku był bardzo mocno rozgrzany. Można było mówić o dwucyfrowych wzrostach cen, a niektóre nieruchomości osiągały wartości uznawane wcześniej za nierealne. Spodziewano się, że może przyjść korekta rynku, ostudzenie, które wręcz by się przydało w celu wyhamowania ciągłych wzrostów. Tak było przed 1 marca. Nikt nie spodziewał się jednak czarnego łabędzia i zmian o 180 stopni.  

Reprezentuję duże biuro nieruchomości w Trójmieście. Na samym początku lockdownu otrzymaliśmy około 70% zapytań mniej niż zazwyczaj. Rynek przez dwa-trzy tygodnie był dosyć mocno zmrożony. Jednak w miarę postępu epidemii społeczeństwo zaczęło pomału przystosowywać się do sytuacji i do tego, że sytuacja prawdopodobnie zostanie z nami na dłużej. Chociaż zapytań było zdecydowanie mniej, to transakcji ubyło nieznacznie. Klienci, którzy zgłaszali się do nas w marcu i na początku kwietnia byli zdecydowani na zakup i szybciej podejmowali decyzje. Nie mieliśmy więc osób, które oglądają naście nieruchomości, tylko klientów, którzy przychodzili, oglądali jedną nieruchomość, przystępowali do negocjacji – powiedział Sebastian Wielgus, laureat nagrody Lider Nieruchomości Otodom – Pośrednik Roku 2019, z biura WhiteWood.

Co ciekawe negocjacje w tym okresie ze względu na dużą niepewność rynku były dużo bardziej niż obecnie. Klienci byli skłonni do większych rabatów i odstępstw od normalności ze względu na niepewność sytuacji.

Transakcje zdalne to już codzienność pośredników

Nagle okazało się, że duża część naszych klientów jest za granicą ze względu na kwarantannę. Przez zamknięte granice nie mogli oni przyjechać, więc musieliśmy bardzo szybko organizować pełnomocnictwa, tłumaczenia i dokumenty online. Niestety, nie wszystko było przygotowane na to, żebyśmy mogli funkcjonować w sposób normalny. Transakcje były mocno opóźnione, niektóre wciąż jeszcze się nie odbyły ze względu ma to, że na dokumenty ze Szwecji chociażby czekaliśmy ponad miesiąc – mówił Sebastian Wielgus.

To nie powstrzymywało pośredników. Zaczęli przeprowadzać transakcje na podstawie pełnomocnictw, z obecnością klienta u notariusza w formie wideo. Klient był u notariusza wirtualnie, słuchał całego aktu, zadawał pytania notariuszowi, a pełnomocnik w jego imieniu podpisywał umowę.

Dokonała się szalenie duża zmiana – doszło do transakcji, gdzie klient nie oglądał nieruchomości osobiście, korzystał wyłącznie z wirtualnego spaceru. Co prawda w bardzo wysokiej jakości, czyli zdjęcia wirtualne, ogłoszenie, wideo prezentacja do tego film. Takich nieruchomości od marca do końca kwietnia sprzedaliśmy trzy, gdzie klient przyjechał przed samym końcem, po to tylko, żeby wejść do nieruchomości i potwierdzić, że ona jest faktycznie taka, jaka była na wirtualnym spacerze. I to były nieruchomości powyżej półtora miliona złotych, mówimy więc o dużym wolumenie – skwitował.

Trendy na rynku nieruchomości po pandemii

W ostatnim czasie zauważalny jest popyt na nieruchomości wakacyjne nad polskim wybrzeżem, co w zeszłym roku nie było tak popularne.

Sprzedawaliśmy nieruchomości w okolicy 2 milionów, powyżej 1,5 miliona złotych, typowo wakacyjne. I klienci mówili, że raz: nie chcemy trzymać pieniędzy na koncie, a dwa: chcemy jechać do swojego mieszkania i nie chcemy, żeby ktokolwiek nam zakazał wyjazdu do tego mieszkania, bo my chcemy tam być. To nie były więc zakupy typowo inwestycyjne – to były zakupy bardziej jako lokata kapitału, jako posiadanie nieruchomości wakacyjnej. Obecnie mamy 140% zapytań porównując rok do roku. Czyli można powiedzieć, że rynek jest ponownie w bardzo dobrej kondycji. Co prawda klienci dokonują zakupów w inny sposób, czyli właśnie wykorzystując wirtualne spacery, wideo-prezentacje, ograniczamy ilość spotkań, natomiast klienci poszukują innych nieruchomości. Klienci chcą wydawać więcej, natomiast zmieniają się nam segmenty klientów, przesuwają się słupki, czego klienci szukają i w jakim budżecie. Jest duże zainteresowanie domem na przedmieściach w cenie mieszkania 3-pokojowego w centrum. Klienci zaczynają zwracać uwagę na rzeczy, na które nie zwracali wcześniej, czyli balkon, ogródek. Wcześniej fajnie jakby ten balkon był. Obecnie balkon musi być. Tak samo ogródek – wcześniej niekoniecznie, po miesiącu zamknięcia zaczyna to być sprawa ważna.

Obserwacje gościa debaty Otodom potwierdzają statystyki serwisu. Najpopularniejsza strona z nieruchomościami zanotowała w maju o 33% większy ruch niż rok wcześniej. – Domy stały się najpopularniejszym typem nieruchomości, wyprzedzając mieszkania. A jeśli mieszkania – to dziś poszukiwane są większe (wcześniej najczęściej od 40 mkw., dziś od 60 mkw.) z balkonami (wzrost zapytań o 30%), tarasami (wzrost o 67%) lub ogródkami (wzrost o 68%) – zaznacza Jarosław Krawczyk z Otodom.

Jaka jest przyszłość nieruchomości po pandemii

Na tym etapie nie można jednoznacznie stwierdzić, jak będzie wyglądał ten rynek nieruchomości w 2021 roku. Możemy jedynie prognozować, pamiętając, rynek nieruchomości wisi w pewnego rodzaju próżni – nie odbiera natychmiast. Skutki lockdownu odczujemy dopiero po jednym, może dwóch kwartałach, najwcześniej w listopadzie-grudniu. Wtedy będziemy w stanie ocenić kondycję rynku nieruchomości i to, jak mocno ucierpiał.

Na pewno zdecydowanie mocniej ucierpi rynek nieruchomości komercyjnych. Mówię tutaj o biurach. Do dnia dzisiejszego duża część pracowników dużych biurowców nie wróciła do biur, wykonują prace zdalnie, czyli nie potrzebują stanowisk. Trafiła do nas na sprzedaż, na wynajem, też spora ilość lokali, które były jeszcze wynajęte kilka miesięcy temu, czyli dużo osób wycofało się z wynajmów – dodał Sebastian Wielgus.

Czy zatem jest to dobry moment na zakup nieruchomości?

Mamy takie powiedzenie w biurze: „Dobry czas na zakup nieruchomości zawsze był wczoraj”. I tak samo dzisiaj jestem w stanie powiedzieć, że dobry czas na zakup nieruchomości był na początku kwietnia, bo były wtedy największe możliwości negocjacyjne. Teraz trudniej o kredyt czy załatwienie spraw u notariusza lub w urzędach. Dzisiaj na założenie księgi wieczystej czy na zmianę wpisu w księdze wieczystej w Warszawie czekamy od 5 do 8 miesięcy. W Gdańsku przed epidemią było to od 9 do 10 miesięcy. Nie chcę myśleć jak jest teraz, można się domyślać, że nawet około 12 miesięcy. Wiem też, że na przedmieściach Trójmiasta jest duży problem z oczekiwaniem na pozwolenia na budowę. Oczywiście mówimy tu o małych deweloperach – nawet 6-miesięczny czas oczekiwania na pozwolenie na budowę – to jest tragedia. Bardzo potrzebujemy uproszczenia procedur i scyfryzowania urzędów, bo blokuje nam to po prostu sprzedaż – podsumował Sebastian Wielgus.

***

Wypowiedzi Sebastiana Wielgusa, laureata nagrody Lider Nieruchomości Otodom – Pośrednika Roku 2019, z biura WhiteWood Nieruchomości, pochodzą z debaty Otodom „Rynek nieruchomości dziś i za rok”, która odbyła się online, 17 czerwca 2020 roku, w ramach cyklu Otodom.Live na platformie Facebook.

Przedsiębiorcy postulują do kandydatów na Prezydenta, aby określili się, czy będą w sposób właściwy pilnowali czystości stanowienia prawa

Prezydent Polski jest kluczową postacią dla konstytucyjnego ustanawiania prawa. Na jego biurku jest miejsce na proces powtórnego konsultowania i opiniowania ustaw przyjętych przez Sejm, przed wprowadzeniem legislacji w życie. Może cofnąć ustawy do powtórnego głosowania i poprawienia w komisjach. Dlatego dziewięć największych organizacji zrzeszających polskich przedsiębiorców wystosowało do kandydatów na urząd Prezydenta zapytanie o realizację postulatów, które dotyczą czystości i rzetelności stanowionego prawa. Podnoszące się po kryzysie przedsiębiorstwa potrzebują dobrych, zrozumiałych i jasnych przepisów. Szczególnie, że nietransparentne prawo od zawsze jest jednym z największych problemów, z którymi się mierzą.

– Większość przedsiębiorców na pytanie o największe problemy w prowadzeniu biznesu odpowiada: nietransparentne prawo – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Dlatego apelujemy, by kandydaci na urząd Prezydenta Polski określili się, czy będą w sposób właściwy pilnowali czystości stanowienia prawa. Mówią o tym nasze trzy najważniejsze postulaty. Pierwszy  nich dotyczy tego, by prezydent przyjrzał się bardzo dokładnie ustawom, które będą pogarszały sytuację prawną przedsiębiorców – zanim je podpisze. Drugi postulat mówi o konsultacji i ocenie skutków ustawy. Rzadko się zdarza, by miało to miejsce przed złożeniem propozycji ustawy do Sejmu. W trzecim postulacie zwracamy się do prezydenta, by skorzystał ze swojego prawa inicjatywy legislacyjnej i wprowadził następującą zmianę – wszystkie ustawy podnoszące podatki powinny przechodzić w Sejmie większością ⅗ głosów. Te postulaty dotyczą stania na straży stanowionego prawa, więc są konstytucyjnym obowiązkiem prezydenta. Chcielibyśmy jednak usłyszeć z ust kandydatów obietnice ich spełnienia – podkreśla Kowalski.