Polak w świecie telekomunikacji

0

Chociaż urządzenia telekomunikacyjne towarzyszą nam już od lat, to wielu z nas doceniło je szczególnie podczas pandemii COVID-19. W jakim celu sięgamy po nie najczęściej i czy satysfakcjonują nas warunki ofert telekomunikacyjnych, z których korzystamy? PAYBACK, w swoim najnowszym badaniu Opinion Poll sprawdził, jaki stosunek do używania komórek, tabletów i komputerów mają Polacy. 

Nie da się ukryć – urządzenia telekomunikacyjne bardzo ułatwiają nam życie codzienne. Tak twierdzi aż 89% ankietowanych. Czasem jednak potrafią nas zdekoncentrować i utrudnić funkcjonowanie, co przyznał co dziesiąty respondent. Za ich największą zaletę uważamy przede wszystkim możliwość komunikacji z bliskimi, mieszkającymi nawet setki kilometrów od nas (77% wskazań) oraz zdobycia wszelakich informacji w ciągu zaledwie kilku sekund (56%). Oprócz tego zdaniem 41% ankietowanych urządzenia te pozwalają na szybkie przesyłanie danych oraz robienie zakupów bez konieczności wychodzenia z domu.

JAKA JEST WEDŁUG PANA PANI NAJWIĘKSZA ZALETA TELEKOMUNIKACJI
*Pytanie wielokrotnego wyboru

Smartfon i komunikatory internetowe

Mogłoby się wydawać, że mając tak łatwy dostęp do urządzeń telekomunikacyjnych, używanie ich będzie pochłaniać znaczną część dnia. Jednak okazuje się, że prawie 40% respondentów korzysta z nich od 3 do maksymalnie 5 godzin dziennie. Tylko co dziesiątemu Polakowi zajmuje to więcej niż 10 godzin w ciągu dnia. Po jakie treści wówczas najczęściej sięgamy? 56% chce być na bieżąco i czyta newsy, natomiast połowa z nas sprawdza portale społecznościowe.

W czasie pandemii dwa typy urządzeń telekomunikacyjnych stały się niezbędne, by komunikować się z innymi – smartfon, który ponad połowa z nas ma przy sobie praktycznie zawsze oraz laptop. Oprócz wykonywania standardowych połączeń telefonicznych przez 44% respondentów podobny odsetek, bo 42%, chętnie korzysta z komunikatorów internetowych. Ta druga forma zyskała na popularności szczególnie w ostatnim czasie i aż 47% ankietowanych zdecydowanie częściej, niż przed pandemią, po nią sięga. Dla ponad połowy z nich jest to świetny sposób na wysyłanie wiadomości tekstowych do rodziny i znajomych. Co czwarty ankietowany korzysta z komunikatorów w celach służbowych, by uczestniczyć w videokonferencjach. Podobny odsetek (23%) – by spotkać się wirtualnie z bliskimi.

DO JAKICH CELÓW UŻYWA PAN PANI OBECNIE NAJCZĘŚCIEJ KOMUNIAKTORÓW INTERNETOWYCH

Prokliencka postawa operatorów telekomunikacyjnych

Rabaty na dodatkowe usługi, darmowe gigabajty czy szybszy Internet. To tylko niektóre z propozycji, z którymi operatorzy wychodzili naprzeciw oczekiwaniom swoich klientów, by ci mogli bez przeszkód komunikować się z bliskimi w czasie kwarantanny. Oferty takich dodatkowych pakietów otrzymało 49% ankietowanych, a u prawie połowy z nich spotkały się one z zainteresowaniem.

Ponad połowa respondentów korzysta z usług telekomunikacyjnych jednego dostawcy. 63% jest zadowolonych z warunków oferty, na którą się zdecydowali, a podobny odsetek nie rozważa przeniesienia numeru telefonu do innego operatora. Co ciekawe – co piąty z nas nie wie, jak wygląda ten proces i czy jest on stosunkowo prosty. Wybierając konkretną ofertę kierujemy się przede wszystkim ceną za usługi komunikacyjne (62%). Na dalszym miejscu znajduje się zasięg danej sieci (23%), a dla co dziesiątego badanego istotna jest wielkość pakietu internetowego.

Wyniki naszego badania wskazują, że do komunikacji z bliskimi i surfowania po Internecie Polacy przede wszystkich używają smartfonów. Takie potrzeby idealnie wpisują się w koncepcję niedawno uruchomionej w PAYBACK platformy Telco Market. W ramach projektu na stronie i w aplikacji mobilnej PAYBACK każdy uczestnik może znaleźć atrakcyjną ofertę m.in. na Internet, usługi telewizyjne, przeniesienie numeru komórkowego do innej sieci lub przedłużenia obecnej umowy u swojego dostawcy, a przy tym otrzymać dużą liczbę dodatkowych punktów PAYBACK – mówi Katarzyna Grzywaczewska, dyrektor marketingu w PAYBACK Polska

Gdański biurowiec Wave dopuszczony do użytkowania

0

Budynek biurowy Wave, realizowany w Gdańsku przez firmę Skanska, został w zeszłym tygodniu dopuszczony do użytkowania. Oferuje on prawie 25 tys. mkw. innowacyjnej i zrównoważonej powierzchni biurowej. Wave, jako pierwszy biurowiec w Trójmieście, będzie ubiegał się o wymagający certyfikat WELL.

Według najnowszych szacunków, do końca 2022 roku w Trójmieście przybędzie prawie 146 tys. mkw. powierzchni biurowej[1]. Jedną z inwestycji, które przyczynią się do tego wzrostu, jest realizowany przez Skanska biurowiec Wave, zlokalizowany przy głównej arterii Trójmiasta, alei Grunwaldzkiej. Budowa pierwszego budynku w ramach projektu, oferującego blisko 25 tys. mkw. nowoczesnej przestrzeni rozlokowanej na 14 kondygnacjach, zakończyła się w piątek.

– Wave usytuowany jest w szybko rozwijającym się centrum biznesowym Gdańska, którym już od kilku lat jest Oliwa. Bardzo dobre połączenie komunikacyjne, innowacyjne rozwiązania techniczne i przede wszystkim najwyższej jakości przestrzeń biurowa, która gwarantuje zdrowe środowisko pracy, to główne atuty naszego pierwszego biurowca w Trójmieście – mówi Eliza Jamrozik, negocjator ds. wynajmu w spółce biurowej Skanska.

Wave to dowód na to, że nowoczesna architektura biurowa może nawiązywać swoim wyglądem do historii miasta, w którym powstaje. Architekci z pracowni medusa group, którzy projektowali Wave, inspirowali się rytmiczną kompozycją portowych składów kontenerowych. Z kolei ogólnodostępna przestrzeń między budynkami odwołuje się do bałtyckiego, nadbrzeżnego krajobrazu, gdzie współgrają ze sobą kształty wydm oraz fal.

Wave, jako pierwszy budynek biurowy w Trójmieście, będzie ubiegać się o niezwykle wymagający certyfikat – WELL To oznacza, że biura w Wave spełniają nawet najbardziej wyśrubowane wytyczne i są zdrowym oraz zrównoważonym miejscem pracy. WELL kładzie duży nacisk na odpowiednią wentylację oraz filtrację powietrza w pomieszczeniach, utrzymywanie właściwej wilgotności i dbanie o komfort termiczny.

W ramach inwestycji Skanska położone zostaną płyty chodnikowe wykonane z zielonego betonu o właściwościach fotokatalitycznych. Dzięki promieniom słonecznym dochodzi na jego powierzchni do redukcji szkodliwych dla człowieka związków znajdujących się w miejskim powietrzu, które powstają ze spalin emitowanych przez samochody.

W biurowcu funkcjonuje również system Connected by Skanska, umożliwiający bezkontaktowe poruszanie się po budynku, co jest szczególnie ważne w kontekście obecnych i przyszłych zagrożeń epidemiologicznych.

Wave – kluczowe fakty i liczby:

  • Ukończony I z II budynków kompleksu
  • Powierzchnia najmu I etapu Wave: ok. 24 700 mkw. GLA, całej inwestycji (dwóch budynków): ok. 48 000 mkw. GLA
  • Liczba kondygnacji naziemnych/podziemnych: 14/2.
  • Budynek będzie ubiegał się o certyfikaty WELL, LEED i Obiekt bez barier
  • Dodatkowe benefity dla najemców: Connected by Skanska
  • Generalny wykonawca budynku: Skanska S.A.
  • Agent wyłączny odpowiedzialny za komercjalizację: CBRE
  • Autor projektu architektonicznego: śląska pracownia medusa group

[1] https://biuroprasowe.cbre.pl/101243-biurowcow-wciaz-przybywa-w-budowie-prawie-100-takich-obiektow

Pierwszy korona-kwartał za nami

0

Drugi kwartał 2020 roku to kwartał, na którego koniec czekało wielu. Wszystko dlatego, że jest to pierwszy okres, gdy rynek w całości funkcjonował w czasie koronawirusa. Podczas tych miesięcy doszło do wielu zmian na rynku mieszkaniowym, choć nie wszystkie wydają się zadowalające, szczególnie dla tych oczekujących mocnego spadku cen w krótkim czasie. Nie ulega jednak wątpliwości, że rynek nie jest już taki, jaki był cztery miesiące temu.

Nieuniknione zmiany

W połowie marca rynek nieruchomości, podobnie jak cały kraj, wszedł w fazę lockdown’u. Mniej więcej do końca kwietnia wyraźnie obniżyła się ilość transakcji, a te, które dochodziły do skutku były kontynuacją procesu sprzedaży rozpoczętego jeszcze w lutym, czy na początku marca. Patrząc na ceny mieszkań pierwszy sygnał wskazujący na możliwy początek zmiany trendu pojawił się w Warszawie. W marcu średnia cena metra kwadratowego lokalu mieszkalnego w stolicy wyniosła 10,9 tys. zł, co oznaczało symboliczny spadek względem lutego o 0,7%. W kwietniu za stolicą podążyły inne miasta i lekki spadek średniej ceny można było też zauważyć m.in. w Krakowie, Gdańsku czy Gdyni. Zmiany były powolne, ale tak jak wspominaliśmy już wcześniej w naszych komentarzach[1] jest to charakterystyczne dla rynku nieruchomości mieszkaniowych. Kiedy minął lockdown, czyli w maju, rynek mieszkaniowy odżył po okresie zamrożenia. Można powiedzieć, że społeczeństwo przyzwyczaiło się już do funkcjonowania w czasach koronawirusa, minął nieco strach przed spotkaniami. Można było przypuszczać, że wszystko wraca do normy. Jednak nie do końca tak to wyglądało.

W maju obserwowaliśmy zdecydowanie więcej wizyt i spotkań. Kupujący dużo chętniej umawiali się na oglądanie mieszkania, wzrost zainteresowania był wyraźny. Jednak nie możemy interpretować tego faktu jako powrót do sytuacji sprzed pandemii. Ponieważ o ile spotkań jest więcej i nie ma już barier do ich przeprowadzania, o tyle liczba spotkań niekoniecznie musi przekładać się na zawierane transakcje. Nawet jeśli kupujący nie porzucają chęci zakupu nieruchomości, to czas potrzebny na podjęcie decyzji zdecydowanie się wydłużył – mówi Anton Bubiel, dyrektor operacyjny w SonarHome.pl, firmie zajmującej się automatyzacją procesu kupna i sprzedaży mieszkań.

Trudno się dziwić kupującym, skoro dla wielu z nich sytuacja uległa pogorszeniu. A na decyzje o zakupie mieszkania nie mają wpływu wyłącznie konkretne zmiany, jak np. obniżka wynagrodzenia czy trudności związane z zaciągnięciem kredytu hipotecznego, ale również naturalna niepewność przyszłości. Niepokój i gorsze nastroje konsumenckie mogą być czynnikiem równie mocno hamującym podejmowanie decyzji o zakupie nieruchomości.

Co się zmieniło dla kupujących mieszkania w pigułce:

  • Banki zaostrzyły kryteria udzielania kredytów, wymagany jest wkład własny w wysokości co najmniej 20%
  • Najnowsze dostępne na ten moment (06.07.2020) dane BIK wskazują, że w maju liczba kredytów spadła o prawie 29% w porównaniu do maja 2019, natomiast wartość była niższa o 22,4%. Zsumowane dane z okresu od stycznia do maja dają bardziej pozytywny wynik. Spadek liczby kredytów w ujęciu liczbowym wynosi 5,6% natomiast w ujęciu wartościowym mamy wzrost na poziomie 3,8% (duży udział mają w tych statystykach mają decyzje o zakupie podjęte przed atakiem epidemii w I kw. 2020 r.)
  • Dostęp do kredytów hipotecznych został ograniczony dla osób pracujących w branżach wrażliwych na social distancing, czyli np. turystyka, gastronomia
  • Zaostrzono również kryteria udzielania kredytów dla osób zatrudnionych w formie umowy cywilnoprawnej bądź prowadzących działalność gospodarczą
  • Stopa bezrobocia rejestrowanego w maju wyniosła 6%. Możliwe, że wyraźniejszy skok będziemy mogli zaobserwować w danych z lipca (choć są to prognozy), wtedy też zakończy się trzymiesięczny okres wypowiedzenia dla osób, które otrzymały wypowiedzenie w marcu br.
  • Zgodnie z danymi GUS nastroje konsumenckie utrzymują się na zauważalnie niższym niż przed pandemią poziomie, co m.in. przekłada się na spadek skłonności do podejmowania decyzji o tzw. ważnych wydatkach
  • Obniżka stopy referencyjnej przez RPP do rekordowo niskiego poziomu 0,1% spowodowała spadek opłacalności lokat bankowych (oprocentowanie bliskie 0%). Z tego powodu inwestorzy z gotówką, nie korzystający z innych instrumentów rynku kapitałowego wciąż są zainteresowani nieruchomościami. Jednak chętniej wybierają rynek wtórny niż pierwotny.

W maju dynamicznie, w czerwcu statycznie

Po nieznacznych zmianach cen w marcu i kwietniu w maju można było zauważyć większy niż dotychczas spadek średnich cen ofertowych dotyczących rynku wtórnego. Skala tego spadku miesiąc do miesiąca wynosiła od 0,73% w Gdyni do 3% w Gdańsku. W Warszawie, Krakowie, Wrocławiu czy Poznaniu ceny spadły o około 2% natomiast w Łodzi o ponad 1,5%.

Czerwiec nie obfitował już w wyraźne zmiany cen za jakie sprzedający chcieli sprzedać swoje mieszkania. Różnica względem poprzedniego miesiąca w największych miastach Polski wyniosła uśredniając 0,5%. Zatem dla wielu miast można użyć określenia, że ceny względem maja nie zmieniły się. Tak było np. w Warszawie, Gdańsku, Gdyni, Poznaniu, Wrocławiu i Łodzi. Jedyną mocniejszą zmianą w cenach ofertowych był wzrost o 2% w Krakowie.

Być może sprzedający widząc większą liczbę wizyt w celu prezentacji mieszkania nabrali pewności siebie, jednak same wizyty nie wystarczą jeszcze do zakupu mieszkania, musiałyby się przekładać na transakcje, a z tym jak wiemy jest trudniej. Wydłuża się czas potrzebny do podjęcia decyzji o zakupie, tzn. średni czas trwania mieszkania w ofercie. – mówi Barbara Bugaj, główny analityk rynku nieruchomości w SonarHome.pl, firmie oferującej darmowe narzędzie do wyceny mieszkania online.

Średnie ceny ofertowe mieszkań z rynku wtórnego w czerwcu 2020 r.

Średnie ceny ofertowe mieszkań z rynku wtórnego w czerwcu 2020 r.
źródło: SonarHome.pl

[1] https://sonarhome.pl/raporty

Akcyza przeniesiona o kwartał – co to oznacza dla branży?

0

Nie od początku lipca, lecz od początku października obowiązywać będzie pobór podatku akcyzowego na wyroby w postaci płynów do elektronicznych papierosów – tak zdecydowało Ministerstwo Finansów. Co to oznacza dla polskich firm produkujących i dystrybuujących e-papierosy i liquidy? Branża, zrzeszona w stowarzyszeniu walczy o przetrwanie i przedstawia swoje racje. 

Wraz z początkiem lipca wprowadzona miała zostać akcyza na e-papierosy oraz tzw. wyroby nowatorskie, która zdaniem przedstawicieli branży ze względu na procentowo bardzo wysoką stawkę mocno uderzy w już osłabiony przez pandemię biznes. Dosłownie tuż przed datą graniczną Ministerstwo Finansów na podstawie rozporządzenia zdecydowało o trzymiesięcznym zaniechaniu poboru akcyzy. Czy uratuje to branżę?

Akcyza – co to oznacza dla branży?

Wprowadzenie poboru podatku akcyzowego, bez względu na datę stanie się czynnikiem, który negatywnie wpłynie nie tylko na branżę, lecz też na użytkowników końcowych.

– Liczbę osób korzystających z e-papierosów w Polsce szacuje się na około 1,5 miliona. Wprowadzenie tak wysokiej akcyzy wiązać się będzie z koniecznością podniesienia cen produktów o minimum 100 %, gdyż tylko w ten sposób możemy spróbować zniwelować straty wynikające z pandemii oraz dodatkowego podatku. Przeniesienie początku akcyzy w czasie to również odroczenie problemu, a nie jego rozwiązanie, jakim by była stopniowo wprowadzana tzw. krocząca stawka podatku – mówi Jacek Golenia, Dyrektor Handlowy VAPE RIDE, firmy produkującej płyny.

Według danych Komisji Europejskich 10 proc. Polaków spróbowało  w przeszłości e-papierosa, co jest siódmym wynikiem w Europie. Wprowadzenie akcyzy oznacza również dla użytkowników niepewną przyszłość. Zdaniem przedstawicieli branży nowy podatek w obecnym brzmieniu to prosta droga do powstania i powiększania się szarej strefy, w której krążyć będą produkty. – Zjawisko to będzie niekorzystne zarówno dla branży, jak i dla rządu, który utraci wpływy z podatków od towarów i usług oraz podatku dochodowego. W efekcie branża e-papierosów zatrudniająca w kraju kilka tysięcy ludzi znajdzie się na skraju bankructwa, co będzie oznaczać wzrost bezrobocia i potrzebę wypłaty ewentualnych zasiłków czy zapomóg. A nieuczciwe podmioty będą kontynuować produkcję w szarej strefie. W efekcie budżet państwa więcej straci, niż może zyskać wprowadzając nowy podatek nieadekwatny do obecnej sytuacji gospodarczej – dodaje Justyna Lipowicz ze Stowarzyszenia „NIE dla tytoniu!”, zrzeszającego członków działających w branży elektronicznych inhalatorów nikotyny propagujących mniej szkodliwy styl życia dla uzależnionych nałogowych palaczy tradycyjnego tytoniu.

Apel do premiera

Biorąc pod uwagę negatywne skutki pandemii i wprowadzenie nowego podatku, branża zrzeszona w Stowarzyszeniu „NIE dla Tytoniu!” jeszcze przed decyzją Ministerstwa Finansów zaznaczyła, w jak trudnym znalazła się położeniu. W tym celu napisano list do Premiera Mateusza Morawieckiego.

„(…) Branża e-papierosów za sprawą realnej stawki akcyzy na poziomie nigdy niespotykanym na rynku tradycyjnych wyrobów tytoniowych, tj. podwyższającym wielokrotnie o 100% ceny jej produktów, stanie lada dzień na skraju bankructwa (…)” – czytamy w apelu wystosowanym przez  branżowe Stowarzyszenie „NIE dla Tytoniu!”. Według najnowszych zmian z 30 czerwca 2020 roku, jak twierdzi sam minister Tadeusz Kościński: „Podpisane przeze mnie rozporządzenie stanowi reakcję na aktualną sytuację związaną ze stanem epidemii i jest odpowiedzią na sygnały rynku.” Można więc uznać, iż głos stowarzyszeń branżowych przyniósł tymczasowy efekt w postaci rozporządzenia przesuwającego początek akcyzy o trzy miesiące, chociaż patrząc długofalowo jest to niewystarczające dla utrzymania kilku tysięcy firm i miejsc pracy.

Jakie zatem rozwiązanie proponuje branża?

– Jesteśmy za rozważnie wprowadzonym podatkiem akcyzowym, więc koniecznie równo z banderolowaniem, czyli na dzień dzisiejszy od stycznia 2021 roku. A przede wszystkim za optymalną stawką akcyzy zaczynającą się od 0,10 zł za 1 ml płynu w pierwszym roku poboru podatku i jego sukcesywnym wzroście w przyszłych latach. Takie podejście pozwoliło by na dalszym utrzymaniu kilku tysięcy miejsc pracy i przede wszystkim zachowaniu zasady równej konkurencyjności względem silniejszych gospodarczo od polskich MŚP koncernów zagranicznych tradycyjnych wyrobów tytoniowych oferujących ostatnim czasem także płyny nikotynowe i tzw. wyroby nowatorskie. A na sile polskiej gospodarki zapewne nam wszystkim zależy. – podsumowuje Justyna Lipowicz.

Źródło:

Dane własne

https://www.bbc.com/news/business-44295336

https://ec.europa.eu/commfrontoffice/publicopinion/archives/ebs/ebs_429_en.pdf

Bisnode i Euler Hermes Polska zawarły strategiczną umowę o współpracy

0

Bisnode 1 lipca. 2020 r. podpisał z Euler Hermes umowę na dostawę krajowych i międzynarodowych danych wspierających obsługę ubezpieczeń należności świadczonych przez Euler Hermes w Polsce. Jednocześnie Bisnode na mocy porozumienia nabył od Euler Hermes w Polsce obszar usług związanych z raportami handlowymi i zaoferuje klientom Euler Hermes dedykowane rozwiązania Grupy Bisnode.

Jest nam niezmiernie miło ogłosić fakt podpisania umowy o współpracy z Euler Hermes. Stanowi to dowód kompetencji i wiary w umiejętności Bisnode, których celem jest zaspokojenie rosnących wymagań sektora finansowego. Wzmacnia również postrzeganie Bisnode jako najbardziej godnego zaufania źródła danych biznesowych na polskim rynku. Jesteśmy bardzo podekscytowani dalszą współpracą z Euler Hermes i gorąco witamy nową grupę klientów, którzy na mocy porozumienia będą teraz mieli dostęp do najlepszych oferowanych na rynku rozwiązań w zakresie analityki Smart Data i raportów kredytowych – mówi Andrzej Osiński, Prezes Zarządu Bisnode Polska.

Nawiązanie współpracy z Euler Hermes w Polsce w zakresie segmentu usług związanego z obszarem raportów handlowych pozwoli Bisnode – europejskiemu liderowi w dostarczaniu danych i analityki biznesowej – na wzmocnienie własnych zasobów bazodanowych i efektywne dopasowanie portfela produktowego Bisnode pod kątem oczekiwań klientów we wszystkich segmentach oferowanych usług. Ponadto, długofalowa współpraca z Euler Hermes wpłynie pozytywnie na tempo wzrostu przychodów Bisnode i jego znaczenia na rynku w segmencie instytucji finansowych. Euler Hermes, jako globalny lider rynku ubezpieczeń należności, będąc częścią międzynarodowej grupy ubezpieczeniowo-finansowej Allianz, na bieżąco analizuje potrzeby polskiego rynku i działających na nim firm. Zapewniając kompleksowy zakres usług i serwis związany z zarządzaniem ryzykiem handlowym, Euler Hermes, korzysta z najlepszych rozwiązań w zakresie analizy danych, pozyskując je z wielu źródeł, w tym od kluczowych na rynku parterów wyspecjalizowanych w ich gromadzeniu.

Jako lider rynku ubezpieczeń należności i gwarancji intensywnie inwestujemy w rozwiązania i usługi wzmacniające zdolności oceny ryzyka handlowego. Dzięki umowie z Bisnode Klienci Euler Hermes zyskują możliwość dostępu do największych baz danych wraz z kompleksową aktualizacją i dostępem w czasie rzeczywistym. Współpraca z Bisnode to dla Euler Hermes także dostęp do informacji i danych istotnie wspierających nasze działanie na rynku ubezpieczeń należności, dzięki czemu będziemy świadczyć usługi spełniające potrzeby i oczekiwania Klientów w realiach rosnącego znaczenia digitalizacji i cyfryzacji – stwierdza Paul Flanagan Prezes Zarządu Euler Hermes Polska.

All in! Games na GPW pod nową nazwą

0

Ostatni krok po połączeniu All in! Games z firmą Setanta został wykonany. Od 6 lipca spółka już oficjalnie jest notowana na Głównym Parkiecie GPW jako AIGAMES (oznaczenie ALG), zastępując dotychczasową nazwę SETANTA.

Jest to co prawda tylko kosmetyczna zmiana, ale ważna z punktu widzenia naszych obecnych i potencjalnych inwestorów. Dotychczasowy stan mógł powodować zdziwienie u niektórych osób zainteresowanych inwestycją w nasze wydawnictwo gier komputerowych, ale teraz ich wątpliwości powinny zostać w pełni rozwiane. All in! Games oficjalnie zaczyna nowy, giełdowy rozdział w swojej historii i liczymy, że będzie on dla nas bardzo udany
-Piotr Żygadło, CEO All in! Games

W styczniu 2020 roku doszło do połączenia All in! Games sp. z o.o. z Setanta i zgodnie z podjętymi przez obie spółki uchwałami majątek tej pierwszej został przeniesiony do powstałej spółki All in! Games S.A., w zamian za akcje wydane przez Setantę. Ta koncentrowała się wcześniej na projektach globalnych, lokalnych i nieruchomościach. Na Głównym Rynku GPW debiutowała w 2017 roku, przechodząc z rynku NewConnect, na którym była notowana od stycznia 2013 roku.

W połowie czerwca, podczas spotkania Rady Nadzorczej doszło do powołania nowego Zarządu, co było ostatnim krokiem w procesie fuzji. Zasiedli w nim Piotr Żygadło (Prezes Zarządu), Maciej Łaś (Wiceprezes Zarządu) oraz Łukasz Górski (Wiceprezes Zarządu).

2020 (k)rokiem milowym dla All in! Games

Finalizacja fuzji oraz wejście na giełdę to nie jedyne kroki milowe, jakie All in! Games stawia w 2020. W drugiej połowie roku planowana jest premiera najgłośniejszego tytułu wydawnictwa, cyberpunkowej gry akcji Ghostrunner (studio deweloperskie One More Level). Przy jej wydaniu krakowska firma współpracuje z jednym z czołowych wydawnictw na świecie (1. miejsce w rankingu Metacritic za 2019 rok), 505 Games i liczy na to, że tytuł ten stanie się globalną, rozpoznawalną marką.

Mamy spore oczekiwania wobec tej gry i liczymy, że będzie to druga, po Cyberpunk 2077 największa polska premiera w 2020 roku. Ghostrunner otrzymał bardzo dobre recenzje, demo spotkało się z ciepłym przyjęciem przez graczy, a liczba osób, które dodały już tę pozycję do swojej Wish Listy na platformie Steam również bardzo nas satysfkacjonuje. Wierzymy, że będzie to dla nas przełomowy sukces, który otworzy drzwi do kolejnych, niezwykle ciekawych projektów

-Piotr Żygadło, CEO All in! Games

eSky przeprowadza cyfrową transformację z Google Cloud

0

Warszawa, 6 lipca 2020 eSky.pl, lider rynku internetowych biur podróży w krajach CEE, wybrał Google jako partnera we wdrażaniu cyfrowej transformacji. Dzięki produktom Google Cloud firma będzie jeszcze szybciej wprowadzać innowacje oraz skalować swoją działalność, oferując klientom najlepsze jakościowo usługi w najkorzystniejszych cenach.  

Dzięki współpracy z Google Cloud, firma eSky.pl będzie mogła sprawniej i łatwiej zarządzać swoimi zbiorami danych. Wykorzystanie chmury obliczeniowej umożliwi zautomatyzowanie raportowania, co przyspieszy i ułatwi podejmowanie strategicznych dla biznesu decyzji w dynamicznie zmieniającym się świecie. W pakiecie wykorzystywanych usług znajdują się również narzędzia wykorzystujące sztuczną inteligencję, które eSky.pl będzie wykorzystywać do upsellingu produktów, mapowania obiektów hotelowych czy też odpowiedniego targetowania kampanii marketingowych.

Poziom wykorzystania danych i technologii cyfrowych do celów analitycznych i marketingowych przez polskie przedsiębiorstwa turystyczne należy do jednego z najniższych w Europie. Tymczasem turystyka jak nigdy wcześniej potrzebuje dziś cyfrowych narzędzi, by efektywniej i skuteczniej docierać do klientów. Preferencje dotyczące podróży uległy w ostatnim czasie znaczącym zmianom, które mogą pozostać z nami na dłużej albo powracać cyklicznie. Branża turystyczna musi być gotowa na elastyczność i bieżące dostosowywanie się do potrzeb klientów. Wdrożenie rozwiązań chmury obliczeniowej jest idealnym rozwiązaniem do osiągnięcia tych celów – mówi Łukasz Neska, Wiceprezes eSky.pl.

eSky.pl, wprowadzając cyfrową transformację z Google Cloud, zdecydowało się na gruntowną modernizację swojej infrastruktury IT poprzez wykorzystanie architektury mikroserwisów. Dzięki podzieleniu oprogramowania na mniejsze aplikacje, firma może równolegle pracować nad kilkoma funkcjonalnościami, szybciej wprowadzając aktualizacje i udogodnienia, bez ryzyka związanego z brakiem stabilności lub przerwami w działaniu usług. eSky.pl jako jedna z pierwszych firm w Polsce, zintegrowała swoje usługi również z Asystentem Google, dostarczając klientom kolejną, wygodną ścieżkę umożliwiającą wyszukiwanie kierunków podróży czy rezerwację pobytów.

eSky.pl wykorzystuje Google Cloud po to, by móc osiągnąć maksymalną skalowalność. Z uwagi na sezonowość, jaką charakteryzuje się branża turystyczna, to bardzo efektywne rozwiązanie. Na podstawie zdefiniowanych wcześniej parametrów, infrastruktura chmurowa umożliwia automatyczne dopasowywanie do panującego w serwisie ruchu, gwarantując obsłużenie najwyższych szczytów ruchu, bez ryzyka i niepotrzebnych kosztów stałych, takich jak utrzymanie dużych serwerów – mówi Magdalena Zwierzyńska z zespołu Google Cloud.

Rozwiązania Google Cloud zostały wdrożone również w obszarach działań Big Data, Data Analysis oraz Data Science. eSky.pl wykorzystuje oprogramowanie BigQuery, by łączyć ze sobą ogromne i bardzo złożone zbiory danych do przeprowadzania operacji obliczeniowych i wyciągania wniosków w czasie rzeczywistym dla różnych działów w firmie, takich jak logistyka czy marketing. Firma wykorzystuje również modele scoringowe, które pomagają w automatyzacji działań marketingowych, dostarczając trafne rekomendacje na stronie oraz cross- i upselling produktów.

Zespół eSky.pl przy wsparciu Google zdecydował się również na wdrożenie zestawu praktyk Site Reliability Engineering, co pozwalają budować i usprawniać różne funkcjonalności bez ryzyka dla stabilności platformy. Szczegółowe monitorowanie parametrów usług określone jako Service Level Objective oraz analizowanie tzw. budżetu błędów w danym okresie pozwala firmie na podejmowanie racjonalnych decyzji projektowych, zwiększając efektywność.

Innowacje wprowadzone w eSky.pl bezpośrednio przełożą się na doświadczenia klientów, którzy będa otrzymywali trafniejsze rekomendacje dotyczące destynacji, lotów, czy hoteli. Baza obiektów w nowych krajach będzie też stale powiększana. Skróceniu ulegnie także czas załatwiania spraw przez obsługę klienta, a eSky będzie mógł oferować jeszcze atrakcyjniejsze oferty w najkorzystniejszych cenach – dodaje Łukasz Neska, Wiceprezes eSky.pl

Szybka adaptacja technologii chmurowych to bardzo dobry sposób na budowanie przewag konkurencyjnych. Warto pamiętać, że chmura to nie tylko optymalizacja kosztów utrzymania infrastruktury. Google Cloud daje bardzo dużo możliwości pracy z danymi w celu optymalizowania swoich działań marketingowych, eSky.pl wykorzystuje tę szansę na bardzo wysokim poziomie –komentuje Dawid Papież, Industry Head w Google Polska.

ABM przekaże 100 mln na leczenie nowotworów przełomową terapią CAR-T cells

0

Agencja Badań Medycznych rozpoczyna realizację programu mającego na celu opracowanie i wprowadzenie do Polski na szeroką skalę przełomowej terapii leczenia nowotworów, przy użyciu modyfikowanych genetycznie limfocytów CAR-T cells (terapia adoptywna komórkami CART). Tego rodzaju terapia ma szczególne znaczenie w przypadku leczenia białaczek najmłodszych pacjentów.

Technologia CAR-T cell zmienia perspektywę leczenia onkologicznego. Grant w kwocie 100 mln złotych wprowadzi nasz kraj do czołówki światowej w zakresie immunoterapii takich jak USA czy Izrael, co jednocześnie pozwoli nam uniezależnić się od oligopolu wielkich firm. Dzięki temu, dostarczymy polskim pacjentom innowacyjne leczenie w wielokrotnie niższej cenie – podkreśla Prezes Agencji Badań Medycznych, dr n. med. Radosław Sierpiński.

Przełom w leczeniu nowotworów krwi

Terapia komórkami CAR-T jest najbardziej zaawansowaną i spersonalizowaną technologią stosowaną w leczeniu hematoonkologicznym, która polega na wytworzeniu dla każdego pacjenta leku na bazie jego własnych limfocytów. Wykorzystanie układu odpornościowego do walki z nowotworem polega na pobraniu od pacjenta limfocytów T, które są następnie modyfikowane genetycznie w laboratorium. Gen ten koduje wytwarzanie przez limfocyt T receptora rozpoznającego specyficzne antygeny komórek nowotworowych.

Dla przykładu dzięki terapii komórkami CAR-T Z można uzyskać całkowitą remisję u ok. 90 proc. chorych z ostrą białaczką limfoblastyczną, przy czym remisja u ok. 50 proc. pacjentów ma ona charakter trwały. W przypadku innych terapii szansa wyleczenia takich pacjentów jest bliska zera.

Nowa era leczenia dla dzieci z białaczkami i chłoniakami

Wprowadzenie do Polski terapii CAR-T cells jest ważne nie tylko z punku widzenia badań naukowych, ale przede wszystkim z punktu widzenia szans dla pacjentów. Nowotwory wywodzące się z limfocytów B i ich prekursorów stanowią w Europie około 80% wszystkich przypadków zachorowań na białaczkę wśród dzieci. Rokowania pacjentów z nawrotem choroby po standardowej terapii są bardzo złe.

Wskazaniem do terapii CAR-T są złośliwe chłoniaki i ostre białaczki  u dzieci oraz młodych dorosłych, u których brak jest opcji terapeutycznej, czyli chorych opornych na leczenie lub z nawrotem po dwóch liniach leczenia.

U części pacjentów hematoonkologicznych żadna ze znanych nam dziś metod nie jest skuteczna, nie mówiąc o trwałym wyleczeniu nowotworu. W związku z tym, technologia CAR-T budzi ogromne nadzieję w środowisku medycznym.

Komórki CAR-T to najbardziej zaawansowana, spersonalizowana forma immunoterapii nowotworów – technologia przyszłości, która w perspektywie najbliższej dekady może stać się podstawową metodą leczniczą w onkologii. Konkurs Agencji Badań Medycznych stwarza szansę opracowania w Polsce i wdrożenia terapii opartej na komórkach CAR-T; przyczyni się do zwiększenia jej dostępności, a polskie laboratoria badawcze i produkcyjne ulokuje wśród liderów biotechnologii na świecie – komentuje prof. Sebastian Giebel – Zastępca Dyrektora ds. Klinicznych Kierownik Katedry Transplantacji Szpiku Kostnego i Onkohematologii w Narodowym Instytucie Onkologii im. Marii Curie Skłodowskiej w Gliwicach.

Miliony dolarów na leczenie

Immunoterapia komórkami CAR-T jest bardzo skuteczna, ale też niezwykle kosztowna
i skomplikowana do przeprowadzenia. Obecnie leczenie jednego pacjenta oferowane przez firmy to koszt rzędu nawet pół miliona dolarów, co zwykle pozostawia terapię poza zasięgiem chorych. Jeśli CAR-T cells są stworzone we własnych laboratoriach koszty te są nawet dziesięć razy niższe.

Dofinansowanie przekazane przez Agencję Badań Medycznych ma umożliwić prowadzenie badań przez polskie konsorcjum i doprowadzić do powszechnego stosowania tej terapii
w polskim systemie ochrony zdrowia. Dzięki wspólnej deklaracji Prezydentów Andrzeja Dudy i Donalda Trumpa, bazując na amerykańskiej technologii wywodzącej się z MD Anderson Medical Center możemy już teraz realnie rozwijać sektor biotechnologii i leczyć Polaków najnowszymi terapiami – podsumowuje Prezes Sierpiński.

Prof. Adam Witkowski: Czas na mocną dyskusję o realnie lepszym dofinansowaniu systemu

0

Epidemia COVID-19 pozwoliła zweryfikować założenia dotyczące systemu opieki zdrowotnej. Zdefiniowaliśmy świadczenia i projekty, będące ważną szansą na poprawę efektywności i oszczędności w systemie. Do sukcesu niezbędne jest jednak optymalne finansowanie – uważa prof. Adam Witkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Cenne wnioski

Zdaniem Prof. Adama Witkowskiego, kierownika Kliniki Kardiologii i Angiologii Interwencyjnej Narodowego Instytutu Kardiologii w Warszawie, prezesa Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, epidemia COVID-19 pokazała, że wiele świadczeń opieki zdrowotnej może być z powodzeniem realizowanych zdalnie.

Za pomocą teleporad możemy realizować przede wszystkim konsultacje lekarskie i wypisywanie recept. Jestem przekonany, że te formy telemedycyny zostaną z nami na stałe, szczególnie jako ważna forma opieki nad pacjentami ze schorzeniami przewlekłymi. Biorąc pod uwagę, że znaczący odsetek tradycyjnych wizyt lekarskich sprowadzał się wcześniej do konsultacji z lekarzem i wypisania recepty na stale przyjmowane leki, telekonsultacje okazały się istotną formą optymalizacji efektywności świadczeń opieki zdrowotnej w tym kontekście – mówi prof. Adam Witkowski.

Eksperci Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego przyznają, że z dużym powodzeniem można zdalnie prowadzić zajęcia rehabilitacyjne dla chorych po zawale serca lub z niewydolnością serca. Podobnie, dzięki telemonitoringowi urządzeń wszczepialnych, na odległość można z sukcesem kontrolować stan pacjentów z rozrusznikami serca, kardiowerterami-defibrylatorami czy urządzeniami do terapii resynchronizującej. W dobie epidemii pozwala to uniknąć gromadzenia pacjentów w ośrodku, a tym samym ograniczać ryzyko potencjalnego wzajemnego zakażania się pacjentów i personelu medycznego. Na co dzień telemonitoring pozwala ograniczyć liczbę wizyt specjalistycznych, co jest korzystne zarówno dla pacjentów, którzy nie muszą odbywać niejednokrotnie długich podróży do ośrodka kontrolującego, jak i dla systemu opieki zdrowotnej, który na ograniczeniu liczby wizyt specjalistycznych oszczędza.

Choć telekonsultacje to zdaniem ekspertów ważna szansa na optymalizację opieki zdrowotnej, to ta forma świadczenia nie może być zastosowana w każdym przypadku. Przykładem są pacjenci pierwszorazowi, wymagający szczegółowej diagnostyki w ośrodkach.

Strategiczne finansowanie

Według ekspertów Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego epidemia COVID-19 pokazała, jak istotnym aspektem jest kwestia stabilnego i optymalnego finansowania ochrony zdrowia.

Chociaż wiemy o tym od lat, w obliczu wyzwań epidemicznych szczególnie wyraźnie zobaczyliśmy skalę niedofinansowania sektora ochrony zdrowia. Od lat kolejne rządy obiecują poprawę i zwiększenie nakładów w tym obszarze, na razie jednak nie można mówić o widocznej poprawie – mówi prof. Adam Witkowski.

W przypadku kardiologii i kardiochirurgii zdaniem ekspertów wyzwaniem pozostaje niedoszacowanie procedur i zbyt nisko określone ryczałty, które prowadzą do zadłużania się szpitali. Zwłaszcza w przypadkach, kiedy płatnik publiczny nie płaci lub nie pokrywa wszystkich kosztów zrealizowanych przez szpital świadczeń.

O tym, że pieniędzy w systemie nie jest więcej, świadczy przykład rozliczania procedur w obecnych realiach epidemii. Otóż leczenie chorych, podejmowane z powodu zakażenia COVID-19, powoduje ubytek w ramach szpitalnego ryczałtu. To z kolei prowadzi do sytuacji, że świadczeń w ramach puli ryczałtowej nie wystarcza dla pacjentów z innymi niż COVID-19 schorzeniami. Nie ma wątpliwości, że przyszedł najwyższy czas na mocną dyskusję o tym, by system ochrony zdrowia był realnie lepiej dofinansowany – uważa prof. Adam Witkowski.

Nowe regulacje

Przepisy przyjęte w ustawie „6 proc. PKB na zdrowie” zdaniem ekspertów Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego to krok w dobrym kierunku. Środowisko kardiologów jednocześnie przypomina, że w obliczu znaczących i stale rosnących potrzeb w zakresie opieki zdrowotnej w Polsce to rozwiązanie może jednak okazać się nie w pełni wystarczające. Zwłaszcza, jeśli wartość PKB w Polsce odniesie się do średniej wartości PKB w krajach Unii Europejskiej.

Zdaniem prof. Adama Witkowskiego, gdyby ogłoszony w  czerwcu 2020 roku prezydencki projekt ustawy o Funduszu Medycznym przewidywał dodatkowe środki dedykowane sektorowi ochrony zdrowia, idea byłaby bez wątpienia bardzo słuszna. – 2 dodatkowe miliardy złotych przeznaczone na obszar opieki zdrowotnej w sytuacji, gdy Narodowy Fundusz Zdrowia zmuszony był finansować świadczenia związane z terapią zakażonych koronawirusem, byłyby bardzo potrzebnym i znaczącym wsparciem dla systemu – mówi prof. Adam Witkowski.

Istotne potrzeby

W obszarze kardiologii przykładowe obszary wymagające uwagi i finansowania to zdaniem ekspertów Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego:

  • w zakresie farmakoterapii: leczenie przeciwpłytkowe u chorych z ostrymi zespołami wieńcowymi, zapobieganie zgonom i kolejnym zawałom serca u pacjentów bardzo wysokiego ryzyka po już przebytym zawale serca przy pomocy nowoczesnych leków obniżających poziom cholesterolu, profilaktyka udarów mózgu u chorych z niezastawkowym migotaniem przedsionków, nowoczesne leczenie niewydolności serca;
  • w zakresie wyrobów medycznych: terapie u chorych z wadami zastawkowymi i niewydolnością serca, stymulacja przy użyciu rozruszników bezelektrodowych, zdalne monitorowanie urządzeń wszczepialnych w niewydolności serca i profilaktyce nagłego zgonu sercowego, diagnostyka arytmii u chorych po udarze mózgu oraz u pacjentów z omdleniami przy użyciu wszczepialnych rejestratorów arytmii.

Epidemia COVID-19 pozwoliła zweryfikować realną wartość świadczeń opieki zdrowotnej. Nie ma wątpliwości, że warto inwestować w nowoczesne formy opieki medycznej. Inwestycje te wymagają przede wszystkim uwagi i środków finansowych, a w kolejnym kroku ich uważnej lokacji. Wtedy szansa, że przyniosą realne korzyści, znacząco rośnie – uważa prof. Adam Witkowski.

Przez pandemię na NewConnect było mniej debiutów. Ale wartość obrotu akcjami wzrosła o ponad 1000%

0

W pierwszych pięciu miesiącach br. NewConnect był świadkiem czterech debiutów. Natomiast w analogicznym okresie ubiegłego roku odnotowano ich 7. W kwietniu wartość obrotu akcjami wzrosła o ponad 1000% rok do roku i wyniosła 1,1 mld zł. Z kolei od stycznia do maja otwarto ponad 60 tys. nowych rachunków maklerskich. Dla porównania, w ostatnim kwartale 2019 roku przybyło ich niespełna 7 tys. Obecnie największym zainteresowaniem inwestorów cieszą się spółki z branży gamingowej, biotechnologicznej, IT oraz e-commerce.

Od stycznia do końca maja br. na rynku NewConnect zadebiutowały 4 spółki. Dwie z nich w styczniu, kolejne – odpowiednio w lutym i kwietniu. Natomiast w analogicznym okresie ubiegłego roku było 7 debiutów. Warto przypomnieć, że 2 z nich przypadły na styczeń, kolejny był w lutym, a po 2 – odnotowano w kwietniu i w maju.

– Okres pandemii był także czasem kwarantanny inwestorów. Widoczne było skupienie się na ich własnych sprawach. Z tego względu debiuty były przesuwane na inne terminy – komentuje Andrzej Głowacki, prezes zarządu Grupy Kapitałowej DGA S.A.

Jak zaznacza Piotr Borowski, członek zarządu GPW, od wybuchu pandemii koronawirusa obserwujemy dużą zmienność cen akcji. Z tym związana jest wzmożona aktywność inwestorów na wszystkich rynkach prowadzonych przez GPW. Na NewConnect odnotowano największy procentowo wzrost dynamiki obrotów. W kwietniu br. wartość obrotu akcjami wzrosła o ponad 1000%, patrząc rok do roku. I wyniosła 1,1 mld zł.  Natomiast w maju poszła w górę o przeszło 900% rok do roku, tj. do poziomu 857,6 mln zł.

– Obroty na NewConnect przekroczyły w kwietniu 2020 roku zaczarowany 1 mld zł. Przy tym tylko sama BIOMAXIMA S.A. to aż 240 mln zł z tej kwoty. W sumie 20 spółek na tzw. małym parkiecie uzyskało wówczas pułap 10 mln zł miesięcznego obrotu. Główny prym wiodą spółki okołomedyczne i producenci gier. Uzasadnienie jest dość proste, tj. pandemia i sukcesy polskich twórców gier – informuje prezes Głowacki.

Mimo pandemii koronawirusa rynek NewConnect cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem inwestorów oraz emitentów. Zdaniem Piotra Borowskiego, wskazują na to nie tylko wielkości obrotów. Świadczy o tym również duża liczba nowych rachunków inwestycyjnych. Od początku roku do końca maja otwarto w domach maklerskich ponad 60 tys. nowych rachunków maklerskich, podczas gdy w czwartym kwartale 2019 roku – niecałe 7 tys. Przedstawiciel zarządu GPW liczy, że większość tych nowych inwestorów pozostanie na rynku kapitałowym na dłużej. Warto też podkreślić, że w środowisku bardzo niskich obecnie stóp procentowych lokata bankowa nie jest atrakcyjną propozycją inwestycyjną.

– Bardzo duża liczba otwartych rachunków w ciągu pierwszych pięciu miesięcy 2020 roku jest wynikową dwóch czynników. Pierwszy to zerowe lub zbliżone do tej wartości oprocentowanie lokat bankowych. Drugi to spędzanie czasu w domu i próba zarobienia na wzroście kursów. Wynikiem jest rekordowy obrót w kwietniu i maju na NewConnect – wyjaśnia ekspert z DGA S.A.

W ostatnim czasie największym zainteresowaniem inwestorów na NewConnect cieszą się spółki z branży gamingowej, biotechnologicznej, IT oraz e-commerce. Jak zaznacza Piotr Borowski, więcej transakcji zawierano także na akcjach spółek, które informowały rynek o angażowaniu się w walkę z koronawirusem. To są głównie małe podmioty, dlatego wzrost zainteresowania nimi wśród inwestorów szybko znajduje odzwierciedlenie w kursach akcji. Poza tym producenci gier od kilku lat aktywnie pozyskują kapitał poprzez giełdę, co naturalnie przyciąga kolejnych emitentów do tej branży.

– Inwestorzy, spędzający w domu dużo czasu przed ekranem monitora, liczą na szybki zysk. Bardzo duże wahania cen akcji na NewConnect mają niewiele wspólnego z analizą fundamentalną czy techniczną. To wynik gry inwestorów. Nie należy tego zjawiska negatywnie oceniać, gdyż jest to element procesu ich edukacji. Jestem przekonany, że jeśli będziemy więcej czasu spędzać w domu, np. w trakcie jesiennej, potencjalnej drugiej fali pandemii, to ponownie zauważymy zwiększone zainteresowanie obrotem akcjami – podkreśla prezes Głowacki.

Każda nietypowa sytuacja stwarza szanse dla nowych przedsięwzięć, wyzwala potencjał i kreatywność, jak przekonuje Anna Szymańska, wiceprezes zarządu DGA S.A. Jednak pozostaje zawsze pytanie, czy stworzone zostaną warunki, aby dany pomysł mógł się rozwinąć. Ekspert zaznacza, że żaden stan w gospodarce nie trwa wiecznie. Dzisiaj firmy produkujące środki odkażające notują ogromne wzrosty, ale to wcale nie znaczy, że po definitywnym zakończeniu pandemii będą one równie wysokie.

– W okresie pandemii z jednej strony technicznie utrudniony jest proces organizacji emisji akcji ze względu na istniejące ograniczenia oraz duże wahania cen akcji na giełdzie. Ale z drugiej – jest mniejsza konkurencja wśród samych spółek, które zamierzają pozyskać finansowanie na rynku kapitałowym. Przeprowadzone w tym roku emisje akcji dowodzą, że interesujące pomysły biznesowe znajdują finansowanie wśród inwestorów giełdowych – ocenia członek zarządu GPW.

Wejście na giełdę oznacza większy dostęp do inwestorów, promocję, wiarygodność i tym samym lepsze szanse na kontrakty. Jak mówi Joanna Juszczyszyn-Klimek, dyrektor Departamentu Zarządzania Projektami w DGA S.A, to kusi niektóre startupy. Jednak nie każde przedsiębiorstwo jest w stanie ponieść stosunkowo wysokie koszty oraz obowiązki z tytułu posiadania statusu spółki giełdowej w perspektywie długoterminowej. I dotyczy to również podmiotów, które w okresie pandemii znalazły niszę na rynku i odnoszą aktualnie sukcesy.

– Pozyskanie finansowania na rynku kapitałowym należy planować z wyprzedzeniem. Warto mieć wszystko przygotowane zawczasu, żeby w odpowiednim, sprzyjającym momencie wyjść z ofertą na rynek. Widzimy dużą liczbę nowo otwartych rachunków inwestycyjnych w tym roku, wysokie obroty akcjami oraz bardzo niskie oprocentowanie lokat bankowych. A to może być dobrym prognostykiem zainteresowania inwestorów z rynku NewConnect – przekonuje Piotr Borowski.

Według prezesa Głowackiego, okres pandemii to szansa dla startupów na debiut na tzw. małym parkiecie. Ale konieczne jest eliminowanie z GPW i NewConnect spółek, które po prostu nie są uczciwe wobec inwestorów. Z punktu widzenia ochrony inwestorów należy zwrócić uwagę nie tylko na scenariusze „pump and dump” – pompuj i wyrzucaj. Trzeba również zauważyć znaczną liczbę spółek, których notowania są zawieszone. Zdaniem eksperta, rynek NewConnect jest interesujący, umożliwia pozyskanie kapitału. Ale jest także obarczony ryzykiem. Jednak, jak widać po ww. danych, nawet w tak trudnych czasach i podczas szeregu obostrzeń potrafi osiągać coraz wyższe obroty.

Mogło być gorzej, a nie jest

Wirus rozprzestrzenia się po świecie przy dziennym przyroście przypadków powyżej 200 tys., jednak rynki zdają się zepchnąć obawy na bok, znajdując uspokojenie w stabilnym wskaźniku zgonów i postępach w opracowywaniu szczepionki. Ryzykiem pozostaje, że napływające dane przestaną wspierać scenariusz szybszego odbicia ożywienia.

Pozytywny trend wyłania się po weekendzie, choć trudno znaleźć dla niego konkretnego punktu zaczepienia. Wygląda na to, że perspektywa długiego weekendu (albo przynajmniej takiego z niepełną obecnością inwestorów z USA) hamowała zapędy traderów do dyskontowania pozytywnych danych. Doniesienia o postępach wirusa po weekendzie nie wybiegły jednak poza oczekiwania, więc możliwe, że teraz rynki nadganiają z reakcją silne odczyty NFP, ISM dla przemysłu, czy PMI z Chin. Podejście takie może być i słuszne, choć jak wskazywałem przy komentarzu do raportu NFP, nie można zapominać, że ponowne przyspieszenie wzrostu liczby zachorowań wkrótce znajdzie swoje odbicie w danych. I tak jak NFP nie obejmował wpływu skoku zachorowań w USA w drugiej połowie czerwca, tak i dziś publikowany ISM dla usług także może wskazywać na większy optymizm przedsiębiorców niż jest obecne. W tym kontekście istotniejszy będzie czwartkowy raport o tygodniowej liczbie nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, gdzie już mogą pojawić się efekty ponownego zamykania punktów usługowych i zwalniana pracowników.

Słabsze dane będą podkopywać zaufanie inwestorów, podnosząc ryzyko korekty na Wall Street oraz wzrostu awersji do ryzyka na globalnym rynku. Jednocześnie dziś rano we wzrostach indeksów widać uparte dążenie inwestorów, by podtrzymać rajd ryzyka, skupiając się na jasnych stronach. Wśród uzasadnień dla nieporzucania optymizmu wyróżniają się nadzieje na postęp w pracach nad szczepionką oraz stabilność wskaźnika śmiertelności. Nie oczekuje się przywrócenia ogólnokrajowych lockdownów, a bardziej punktowe działania, jak ostatnio w Pekinie i Melbourne. Rację na rynku ma zawsze strona dominująca i niegasnące nadzieje utrudniają rozwinięcie się korekty. Mimo to bagaż negatywnych ryzyk wydaje się za duży, by obecnie ustanowić trwały rajd wzrostowy. Wzrosty dziś nie gwarantują wzrostów jutro.

Złoty zaczyna nowy tydzień stabilnie przy 4,46 za euro. Najbliższe dni nie przynoszą żadnych istotnych danych z Polski. W ostatnich dniach złoty pozostawał w trendzie bocznym (do EUR), ale co ważniejsze, był niewrażliwy na okresy poprawy nastrojów na rynkach zewnętrznych. Wydaje się, że rynek zarzucił ściganie aprecjacji i teraz czeka na pretekst do głębszej korekty.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Chatbot może przynieść miliony dolarów oszczędności. Ale trzeba uważać, żeby nie zamienił się w rasistę

Na technologicznej mapie świata chatboty nie pojawiły się w tym roku – o uwagę odbiorców walczą od dobrych kilku lat. Miały już swoje wzloty i upadki, ale firmy z branży IT nie zdecydowały się na porzucenie tego tematu. Wręcz przeciwnie – inwestują w rozwój tych narzędzi coraz więcej środków. W nadziei na olbrzymie zyski. Pandemia koronawirusa pokazała, że ich starania i oczekiwania są słuszne.

Gdy władze kolejnych krajów informowały o lockdownach związanych z pandemią, zamykały granice i donosiły o ofiarach koronawirusa, obywatele poszukiwali informacji dotyczących choroby. Obsłużenie ich działającymi do tej pory infoliniami było niemożliwe, a Internet jest pod tym względem narzędziem niedoskonałym – coraz większym problemem staje się przekopanie dużej ilości danych i wychwycenie w nich tych najbardziej wiarygodnych. W sukurs przestraszonym społeczeństwom przyszły właśnie chatboty.

W drugiej połowie marca bota informacyjnego uruchomiła Światowa Organizacja Zdrowia. Wykorzystała do tego WhatsApp, popularną platformę należącą do Facebooka, potem powtórzono to z Messengerem. Dostęp do ważnych treści uzyskały nie tysiące czy miliony, ale miliardy ludzi. – To nie było skomplikowane narzędzie, ale bardzo prosty bot przekazujący informacje i porady – tłumaczy Anna Schneider, UX Specialist – prowadząca szkolenia z tworzenia chatbotów w firmie Symetria UX. – Prosty nie oznacza jednak kiepski. Bot spełniał swoje zadanie, za darmo przekazywał sprawdzone dane i robił to przez całą dobę, w różnych językach. Ludzie nie musieli wysłuchiwać na infolinii automatu powtarzającego, że trzeba czekać w kolejce jeszcze pięć czy osiem godzin. Spadło też ryzyko przyswojenia przez nich fake newsów, od których w tym czasie zaroiło się w sieci. Z danych opublikowanych przez Organizację w połowie kwietnia wynikało, że z ich bota skorzystało ponad 12 mln osób.

Chatbotów w trudnym czasie pandemii nie użyła wyłącznie WHO. Podobnie uczyniło np. Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorób (CDC) w Stanach Zjednoczonych, a w Polsce Kancelaria Premiera czy NFZ. Wsparcia na tym polu udzieliły zarówno korporacje technologiczne, m.in. Microsoft, jak i startupy. Ciekawym przykładem z tej drugiej grupy jest pochodzący z Indii Avaamo, znany z tworzenia interfejsów konwersacyjnych. Jakiś czas temu udostępnił on wspartego sztuczną inteligencją bota, który odpowiada na pytania dotyczące pandemii. Narzędzie o nazwie „Project COVID” działa niczym popularne wyszukiwarki internetowe, ale stara się wybierać informacje jedynie ze sprawdzonych, cenionych źródeł. Firmy, urzędy czy instytucje zajmujące się ochroną zdrowia mogą za darmo umieszczać bota na swoich stronach internetowych. Ma je to odciążyć w trudnych czasach.

Wirtualni pomocnicy przydają się w czasie pandemii, ale czy zostaną z nami, gdy skończy się obecny kryzys? Jeszcze na początku roku, kiedy o koronawirusie niewiele mówiono w zachodnim świecie, BBC opisało historię młodej kobiety, u której zdiagnozowano nowotwór. Chociaż została wyleczona, popadła w apatię, kryzys psychiczny sprawił, że nie była w stanie podnieść się z łóżka. Trafiła wówczas na chatbota o nazwie Vivibot działającego w sferze zdrowia psychicznego. Bot wyznaczał swojej rozmówczyni kolejne zadania, coraz trudniejsze i bardziej angażujące. Aż w końcu, jak zapewnia użytkowniczka, pomógł jej stanąć na nogi.

Według WHO kłopoty ze zdrowiem psychicznym będą drugą najczęściej spotykaną (po chorobach układu krążenia) dolegliwością ludzkości. Wydaje się bardzo prawdopodobne, że pandemia i wywołany przez nią kryzys gospodarczy nasilą to zjawisko. Szybko może się okazać, że brakuje specjalistów zdolnych do niesienia pomocy tak dużej liczbie pacjentów. Ratunkiem mogą być wówczas chatboty. I chociaż nie zastąpią one – na razie – psychiatrów i psychologów, to pokładane są w nich spore nadzieje. Zwłaszcza, że w rozmowie z chatbotami wielu ludzi otwiera się i nie boi się zadawania „głupich” pytań. Z badania przeprowadzonego przez Symetrię UX, agencję specjalizującą się w projektowaniu doświadczeń użytkownika, wynika, że ponad 40 proc. respondentów uznało chatboty za doskonałe narzędziem dla osób wstydliwych.

Chatbot, w przeciwieństwie do człowieka, nie ocenia. Potrafi być bardzo cierpliwym rozmówcą i wiele osób zauważyło to podczas pandemii, gdy musieli zostać w domach, nierzadko samotnie. Media donosiły np. o mężczyźnie, który zakochał się w bocie o imieniu Charlie i chociaż niektórym może się to wydawać śmieszne czy dziwne, to nie jest on odosobnionym przypadkiem. Z chatbota Replika korzystają setki tysięcy osób, dla których jest on przyjacielem, a nawet partnerem. Scenariusze filmowe stają się naszą rzeczywistością – podsumowuje Schneider.

Bot, zwłaszcza ten stworzony w oparciu o sztuczną inteligencję, może być terapeutą, kolegą czy nawet obiektem westchnień, ale nie można zapominać, że to również narzędzie biznesowe. Z danych udostępnionych przez Business Insider wynika, że rynek chatbotów w roku 2019 był wart 2,6 mld dolarów, a w połowie dekady może to być już 9,4 mld dolarów. Warto przy tym zaznaczyć, że te prognozy pochodzą z czasów przed pandemią.

MIT Technology Review opisało przypadek infolinii, która z uwagi na obostrzenia związane z epidemią, musiała zredukować liczbę pracowników. Tymczasem liczba dzwoniących rosła. Mogło to doprowadzić do paraliżu, ale rozwiązaniem okazał się chatbot dostarczony przez korporację IBM. Z takimi problemami zderzyły się banki, które zaleciły klientom kontakt online, sklepy internetowe przeżywające prawdziwe oblężenie w czasie lockdownu czy towarzystwa ubezpieczeniowe, których klienci byli zainteresowani polisami związanymi z koronawirusem. Bez nowoczesnych rozwiązań, w tym chatbotów, bardzo trudno byłoby im zachować ciągłość biznesu.

Nawet jeśli ktoś przed pandemią nie miał kontaktu z botem lub kiepsko wspomina te doświadczenia, mogło się to zmienić. I okazało się, że wirtualny rozmówca jest w stanie pomóc szybko i o każdej porze dnia czy nocy. Z badania przeprowadzonego przez Symetria UX wynika, że 45 proc. respondentów wybiera rozmowę z chatbotem, ponieważ zależy im na natychmiastowym uzyskaniu odpowiedzi. Z drugiej strony układanki będą natomiast firmy, które poznały finansowy aspekt tych zmian. – Właśnie na tych dwóch filarach – pieniądzach i czasie – będzie się opierać rozwój tego rynku – stwierdza Piotr Chwiedziewicz, Marketing Manager z Symetria UX.

Z punktu widzenia firm liczy się to, że chatboty są nie tylko coraz lepsze, ale też coraz bardziej przystępne cenowo. Potrafią przy tym zapewnić realne oszczędności. Firma Virgin Mobile jeszcze w 2017 roku informowała, że źle zorganizowany mechanizm rekrutacyjny kosztuje ją rocznie ponad 5 mln dolarów. Nie powinno zatem dziwić, że chatboty zaczęły być masowo wdrażane do procesu poszukiwania nowych pracowników. W Polsce z wirtualnego rekrutera, Emplobota, korzystają już np. Santander Consumer Bank czy BNP Paribas. Z artykułu opublikowanego przez serwis Entepreneur wynika, że osoby poszukujące pracy pozytywnie odbierają nowe narzędzia, a to z kolei przekłada się na ich dobre zdanie o potencjalnym pracodawcy.

Rosnące zapotrzebowanie na chatboty sprawia, że tworzące je startupy mogą liczyć na pokaźne wsparcie inwestorów. Oprócz wspomnianego już Avaamo można wskazać na grupę firm, które pozyskały kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt milionów dolarów na rozwój. Do tej grupy należą Pypestream, Kasisto, Omilia, Wysdom czy Cinnamon. Przedsiębiorstwo Directly, które szkoli boty z pomocą specjalistów w danej branży, niedawno pozyskało od inwestorów 11 mln dolarów. Jeszcze większe środki na rozwój tych technologii przeznaczają giganci: Microsoft, Google czy Facebook. I lubią chwalić się efektami inwestycji.

Na początku roku Google zaprezentowało chatbota Meena i natychmiast ogłosiło, że w swojej kategorii jest to najlepsze rozwiązanie na świecie. Zaledwie kilka miesięcy później Facebook pochwalił się konkurencyjnym rozwiązaniem o nazwie Blender. Do jego szkolenia wykorzystał 1,5 mld postów z platformy Reddit. Efekt? Według potentata rynku mediów społecznościowych, blisko połowa rozmówców bota stwierdziła, że woli rozmawiać z maszyną niż z drugim człowiekiem. Nie wszystko poszło jednak po myśli Facebooka. Szkolony na materiale z Reddita bot nie stronił od używania obraźliwych zwrotów i mijania się z prawdą podczas rozmowy

Może to zabrzmi banalnie, ale pieniądze to nie wszystko, także w tym biznesie. Aby stworzyć naprawdę dobrego bota potrzebne są czas, doświadczenie, umiejętności, odpowiednio dobrane dane. I przede wszystkim specjaliści, którzy nie zachłysną się sukcesem. Historia z Blenderem przypomina zdarzenie sprzed kilku lat, gdy swojego bota zaprezentował Microsoft. Narzędzie o imieniu Tay trafiło na Twittera i w ciągu kilku godzin z sympatycznego rozmówcy zmieniło się w agresywnego rasistę i mizogina. Microsoft stracił nad tym kontrolę i musiał go w pośpiechu wyłączyć. Przy czymś takim pestką wydaje się to, że chatboty czasem nie rozumieją, co się do nich mówi lub pisze, bo na to narzeka spora część respondentów w naszych badanych. Spokojnie, ich komunikatywność będzie rosła z każdym rokiem – deklaruje Chwiedziewicz.

Przedsiębiorcy domagają się miejsca przy legislacyjnym stole

Organizacje zrzeszające polskich przedsiębiorców mają wiele propozycji, jakie zmiany gospodarcze powinny zostać wprowadzone w Polsce. Ich przedstawiciele apelują więc do rządzących, by współpracowali z przedsiębiorcami przy ustanawianiu nowych legislacji i wytyczaniu ścieżki dla polskiej gospodarki. Podkreślają, że jest to szczególnie ważne w czasie wychodzenia z kryzysu epidemicznego. Podnoszące się po zamrożeniu gospodarki biznesy potrzebują, by ich głos był słyszany i wysłuchany. Przedsiębiorcy podkreślają przy tym, że nie chodzi im o łaskę, pakiety pomocowe i wsparcie finansowe. Te narzędzia były konieczne w czasie kryzysu i każdy z nas może ocenić, jak rząd wywiązał się z tego zadania. Teraz jednak właściciele firm potrzebują przede wszystkim dialogu z rządzącymi i wspólnego budowania nowej, lepszej gospodarki.

– W polityce gospodarczej rządu trzeba wrócić do zasad gospodarki rynkowej i zasad demokracji – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Goliszewski, prezes Business Centre Club. – Naprawić stosunki z Unią Europejską i pozyskać od niej odpowiednie fundusze. Wprowadzić nowy ład energetyczny. Aktywnie włączyć się w projekt Zielonego Ładu, prowadzony przez UE. Wprowadzić program cyfryzacji w całej Polsce. Doprowadzić do lepszej współpracy środowisk naukowych ze środowiskami gospodarczymi. Podjąć śmiałą decyzję, oddającą inicjatywę ludziom przedsiębiorczym – państwo musi wycofać się z roli wielkiego gracza, jaką ma dzisiaj w gospodarce. Obecnie konkuruje bowiem na rynku nieuczciwie, często wypierając prywatne biznesy z gospodarki narodowej. Takie powinny być podstawowe kierunki działania rządu, dzisiaj i w okresie zdecydowanego wychodzenia z pandemii – postuluje Goliszewski.

Kupować czy pożyczać? – oto jest pytanie

0

Oszczędność pieniędzy, miejsca, czasu, a także mobilność i elastyczność – to korzyści, które mają największy wpływ na decyzje o wyborze wynajmu zamiast kupowania różnych dóbr. Mimo tylu zalet i faktu, że wypożyczyć można dziś w zasadzie wszystko, Polacy wolą jednak mieć rzeczy na własność  – wynika z badania zrealizowanego na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Czy wywołane pandemią obawy przed utratą płynności finansowej i idący za tym spadek konsumpcjonizmu będą miały wpływ na zmianę nastawienia? Szczególnie, że ponad jedna trzecia pytanych wskazała właśnie ograniczenie wydatków i brak konieczności angażowania własnego kapitału w zakup danego dobra jako przeważające zalety wynajmu.

Branża wynajmu, kiedyś zarezerwowana przede wszystkim dla biznesowych profesjonalistów – stała się w ostatnim czasie znacznie bardziej obszerna, obejmując niemal wszystko. Ma to swoje korzyści – wypożyczenie przedmiotu, którego będziemy używać tylko raz lub dwa razy, jest znacznie tańsze i bardziej zrównoważone finansowo i środowiskowo niż jego zakup. Co więcej, dzięki rozwojowi m.in. mediów społecznościowych i aplikacji współdzielenia (sharingowych), możliwe jest już wykorzystanie zasobów, którymi dysponują sąsiedzi lub lokalne społeczności. Oszczędność czasu, pieniędzy i znaczący wpływ na coraz popularniejsze wartości lokalne – teraz takie cele łatwiej osiągnąć. Jednak czy jesteśmy gotowi przestawić nasze myślenie i wybrać wynajem – współkorzystanie zamiast kupna i własność?

Co możemy wypożyczyć od ręki?

– Pieniądze warto oszczędzać i cieszyć się możliwością wyboru. Gdy stoimy przed koniecznością zakupu drogiej rzeczy, z której skorzystamy najwyżej kilka razy, albo nie jesteśmy pewni czy w ogóle i zadajemy sobie pytanie, czy na pewno nas na to stać, odpowiedź jest prosta – na pewno nas stać, by to wypożyczyć – mówi  Sławomir Grzelczak prezes BIG InfoMonitor.

  • Sukienki ślubne i wieczorowe mogą kosztować nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych, szczególnie, jeśli wymarzony fason stworzył znany projektant. Chęć zabłyśnięcia może zaspokoić możliwość wypożyczenia kreacji – niektóre witryny pozwalają na kilkudniowy najem za jedyne 10 proc. wartości detalicznej.
  • Niezależnie od tego, czy jest to czyszczenie dywanu, okazjonalna pielęgnacja ogrodu, czy po prostu dzień na majsterkowanie, elektronarzędzia czasami są po prostu niezbędne. Ale zamiast wydawać setki, a nawet tysiące na sprzęt używany raz, warto zwrócić się do lokalnego sklepu ogrodniczego lub wyspecjalizowanej wypożyczalni. Takie firmy oferują wszystko, od myjni ciśnieniowych po agregaty lakiernicze.
  • Potencjalnie słomiany zapał do żmudnej nauki gry na instrumentach warto przetestować wynajmem wybranego sprzętu. Wypożyczenie pianina cyfrowego kosztuje średnio 40-50 zł tygodniowo, gitary – 20-30 zł. Może więc zamiast wyrwę w budżecie i zostać z kurzącym się sprzętem, lepiej najpierw przetestować własną wytrwałość?
  • Początkujący fotografowie, ale też profesjonaliści chcący przetestować drogi i specjalistyczny sprzęt mogą wynająć obiektywy czy aparaty za ułamek ich wartości i w praktyce zweryfikować ich jakość i przydatność dla własnych celów.
  • Zakup sprzętu elektronicznego to spora inwestycja. Tym większa, im więcej jest go potrzebne w danym momencie. Dlatego też w niektórych przypadkach warto rozważyć nie kupno, a wynajem telewizorów oraz innych sprzętów audiowizualnych. Będzie nie tylko taniej, ale również z wykorzystaniem modeli najnowszych i najwyższej jakości.

Ekonomia współdzielenia

Osobną kategorię stanowią towary coraz częściej dostępne w modelu sharing economy, czyli ekonomii współdzielenia. Takie podejście stało się popularne dzięki wykorzystaniu współczesnej technologii informatycznej, umożliwiającej znalezienie, wynajęcie, opłacenie i zwrot towaru w czasie rzeczywistym, z poziomu aplikacji np. w smartfonie. – Znamienne jest, że choć jest to trend wyraźnie zauważalny, to jednak z badania, zrealizowanego na zlecenie BIG InfoMonitor przez Quality Watch, wynika, że zaledwie 29 proc. pytanych w ogóle słyszało o pojęciu ekonomii współdzielenia. To zdaje się jeden z tych przypadków, gdy wygoda i dostępność pewnych rozwiązań wyprzedza oficjalne nazewnictwo i regulacje, które dopiero czekają na zaistnienie w powszechnej świadomości społeczeństwa – zauważa Sławomir Grzelczak.

  • Indywidualna komunikacja współdzielona, która oferuje rowery lub hulajnogi, obecna jest już w wielu polskich miastach. W ubiegłym roku np. rynek polskiego bike-sharingu wart był ponad 93 mln zł, a na jeden współdzielony pojazd, w tym rower, przypada w naszym kraju 90 użytkowników. W takim modelu dostępnych jest w Polsce 24,7 tys. rowerów, a prognozuje się, że do 2025 r. liczba ta wzrośnie do 57 tys. Tego typu rozwiązania oferuje już 67 polskich miast, a liczba użytkowników, którzy po nie sięgają wynosi 2,2 mln osób.
  • W ostatnich latach popularny stał się także system car sharingu, umożliwiającego krótkoterminowe wykorzystanie pojazdu (często elektrycznego). Usługa skierowana jest głównie do osób, które nie posiadają własnego auta lub potrzebują korzystać z niego sporadycznie. Według analiz przeprowadzonych przez Instytut Keralla Research, taką usługę świadczy w Polsce aktualnie 12 firm, podczas gdy jeszcze rok temu było ich 6. Łączna liczba współdzielonych samochodów (osobowych i dostawczych) wzrosła z 3082 do 4747 pojazdów (czyli o 54 proc. r/r).
  • Osoby korzystające z aut prywatnych lub służbowych często skarżą się na niemożność zaparkowania w zatłoczonych centrach miast. Powstały więc aplikacje, w których można wyszukać miejsca parkingowe udostępnione przez właścicieli w interesujących nas lokalizacjach.

– Jak widać możliwości jest wiele. Wynajem to oszczędność pieniędzy, czasu, przestrzeni, lokalizacji, energii i przede wszystkim większa elastyczność dająca możliwość korzystania wciąż z czegoś nowszego. Ponadto zamieniamy koszty stałe związane z posiadaniem na koszty zmienne powiązane z korzystaniem –  nie inwestujemy, nie ponosimy kosztów utrzymania i ryzyka spadku wartości, co dotkliwie widać m.in. na przykładzie samochodu. Przy takim zakupie jak auto dochodzi też koszt utraconych korzyści, bo przeznaczone na niego pieniądze moglibyśmy zainwestować i uzyskiwać z nich np. odsetki czy dywidendę od zakupionych akcji. Na dodatek gdy finansujemy zakupy kredytem, dochodzą jeszcze  koszty odsetkowe. A jednak ludzie nie są jeszcze do tego przekonani i nadal wolą kupować, bowiem w świadomości kulturowej posiadanie określa pozycję społeczną – wskazuje prof. Waldemar Rogowski Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej i wykładowca SGH.

– Pocieszający jest jednak fakt, że ponad jedna trzecia już wynajmujących wskazała właśnie ograniczenie wydatków i brak konieczności angażowania własnego kapitału w zakup danego dobra jako przeważające zalety ekonomii współdzielenia. Wiele osób zrozumiało, że bardziej opłaca się wypożyczyć coś na kilka dni czy tygodni, niż wydawać pieniądze na przedmioty, które latami zalegają w szafie lub zagracają inne przestrzenie. Osoby, które już mają za sobą tego typu doświadczenia powinno to zachęcić do częstszego korzystania z tego rozwiązania, a innych dotychczas nieprzekonanych do sięgnięcia po takie możliwości – mówi Sławomir Grzelczak.

Najczęściej wynajmujemy mieszkania i rowery

A jak to wygląda w praktyce? Respondenci w ciągu ostatniego roku najczęściej wynajmowali mieszkania lub pokoje w trakcie wyjazdu (22 proc.). 13 proc. badanych ma za sobą wynajem roweru, a 12 proc. sprzętu do remontu mieszkania. Co dziesiąta osoba (11 proc.) wynajmowała w ciągu ostatniego roku mieszkanie w celu stałego pobytu. Tu warto zauważyć, że częściej taką odpowiedź deklarowały osoby młodsze – aż 28 proc. osób w wieku do 24 lat. Dobra takie jak samochód czy hulajnoga częściej wypożyczane były przez osoby młodsze, a odwrotna zależność jest widoczna w przypadku sprzętu medycznego – tu częściej jest on wypożyczany przez starszych użytkowników.

Kategorie wypożyczanych rzeczy
Źródło: Badanie Quality Watch dla BIG InfoMonitor
Korzyści z wynajmowania i wypożyczania
Źródło: Badanie Quality Watch dla BIG InfoMonitor

Na wynajem mieszkania decyduje się coraz więcej osób, nie tylko dlatego, że np. nie mają zdolności kredytowej lub nie chcą wiązać się z bankiem na długie lata, a z powodu większej elastyczności i swobody. Zmiana miejsca zamieszkania, dzielnicy lub miasta przy wynajmie jest dużo prostsza. W przypadku wynajmowanego lokum nie musimy się martwić wahaniami walut, rosnącym oprocentowaniem, inflacją itp. Poza tym w czasach, gdy co trzecia małżeństwo się rozpada, nie ma problemu związanego ze sprzedażą wspólnego mieszkania.

Choć wynajem stałego mieszkania w Europie to od lat już standard, takie podejście nie jest jednak zbyt popularne w Polsce. Według danych Eurostatu aż 83,5 proc. Polaków posiada mieszkania lub domy na własność i jest to jeden z najwyższych wskaźników w całej Unii Europejskiej. Dla porównania za Odrą 40 proc. osób wybiera wynajem. – Może być to podyktowane kulturowo, bowiem posiadanie nieruchomości na własność daje poczucie bezpieczeństwa ekonomicznego. Polacy w nieruchomościach posiadają majątek szacowany na 3,6 bln zł podczas gdy na depozytach bankowych (terminowych i a’vista) posiadają 1 bln zł – zauważa prof. Waldemar Rogowski.

Brak zmartwień i oszczędność

Główną zaletą wypożyczania sprzętu jest brak konieczności dbania o jego stan techniczny, bo tym zajmuje się właściciel wynajmowanej rzeczy. Taką korzyść wskazało 41 proc. osób, które rzeczywiście wypożyczały coś w ubiegłym roku. 36 proc. uważa, że istotny jest aspekt oszczędnościowy – brak konieczności angażowania własnego kapitału w zakup danego dobra. Podobny odsetek badanych (32 proc.) wskazał na oszczędność miejsca, czyli brak konieczności magazynowania rzeczy w momencie, kiedy nie jest używana.

Korzyści z wynajmowania i wypożyczania
Źródło: Badanie Quality Watch dla BIG InfoMonitor

Skłonność do posiadania większa niż do wynajmowania

Choć Polacy zdecydowanie preferują posiadanie rzeczy na własność niż ich wynajem, to z pewnością obecna sytuacja związana z pandemią może ten trend zmienić. Wyjątkami od reguły są: sprzęt medyczny, który wynajęłoby dwie trzecie badanych (66 proc.) oraz sprzęt turystyczny, którego wypożyczenie deklaruje 57 proc. pytanych. Co ciekawe, wyniki nie różnią się pod względem demografii badanych, np. odsetek osób do 24 lat preferujący wynajmem rowerów jest zbliżony do odsetka wypożyczających rowery wśród osób w wieku powyżej 45 lat (16-17 proc.).

Skłonność do posiadania i wynajmowania rzeczy
Źródło: Badanie Quality Watch dla BIG InfoMonitor

– Patrząc przez pryzmat kryzysu gospodarczego, a także większych niż dotychczas problemów finansowych w polskich domach, niezwykle ważną cechą charakterystyczną dla możliwości wynajmu jest racjonalna konsumpcja, w pierwszej kolejności tego co już jest wytworzone. Pozwala to zahamować niekończącą się pogoń za własnym i nowym. Wynajem jako forma dostępu do dóbr sprzyja jakościowym aspektom rozwoju gospodarczego w wymiarach: społecznym, ekonomicznym i ekologicznym – zaznacza Sławomir Grzelczak.

Tym bardziej, że z badań dla BIG InfoMonitor wynika, że co trzeci pytany z powodu koronawirusa stracił część swoich zarobków, a co dwudziesty został całkowicie pozbawiony dochodów. Dlatego do wszelkich wydatków warto podchodzić bardziej roztropnie. Jeśli nie ma oszczędności, a bieżące dochody są niewystarczające, należy szukać innych rozwiązań i tu dobrym kierunkiem jest właśnie wynajem. Według ostatnich danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i BIK problemy z terminowym regulowaniem bieżących rachunków i rat kredytowych miało na koniec maja 2,86 mln osób. Suma ich zaległości zbliżyła się do 81 mld zł.

Turystyka na skraju zapaści. Branża, by przetrwać, potrzebuje rządowego wsparcia przez najbliższy rok

Hotele i obiekty noclegowe mają minimalne obłożenie, wciąż sparaliżowana jest też turystyka przyjazdowa, przewoźnicy autokarowi, duże wydarzenia i targi. – Istnieje niebezpieczeństwo, że wiele firm i obiektów turystycznych zbankrutuje, bo jeżeli nie ma popytu, to nie będą w stanie pokryć kosztów – mówi Andrzej Hulewicz, wiceprezes Mazurkas Travel, i podkreśla, że za rok obraz branży może wyglądać zupełnie inaczej niż dziś. Jego zdaniem będzie ona potrzebować programów pomocowych jeszcze przez następny rok, żeby podnieść się z zapaści spowodowanej pandemią. Minister rozwoju Jadwiga Emilewicz zapowiedziała, że jeszcze w lipcu zostanie przedstawiona ustawa z rozwiązaniami dla branży.

Turystyka jest różnorodna i są obszary, które mniej ucierpiały w wyniku pandemii i szybciej wracają do życia, ale inne nie ruszyły do tej pory. Hotele i obiekty wypoczynkowe nad morzem, w górach czy nad jeziorami w miarę szybko powróciły do życia, kiedy zostały już otwarte. Ale z drugiej strony mamy hotele miejskie czy turystykę biznesową, która wciąż jest na poziomie prawie zerowym – mówi agencji Newseria Biznes Andrzej Hulewicz, wiceprezes Mazurkas Travel i przedstawiciel Stowarzyszenia Organizatorów Incentive Travel.

Turystyka jest dużą i, co najważniejsze, od lat stale rosnącą gałęzią polskiej gospodarki, generującą ponad 6 proc. krajowego PKB. W wielu regionach Polski rozwój infrastruktury turystycznej – hoteli, restauracji czy atrakcji dla turystów – tworzy miejsca pracy i pobudza lokalny wzrost gospodarczy, więc dobra kondycja tego sektora przesądza o ich być albo nie być.

Branża turystyczna bardzo ucierpiała w wyniku pandemii, większość firm jest w złej kondycji. Dostaliśmy pomoc, za którą jesteśmy wdzięczni, ale ona tylko w części pokryła nasze koszty. Wiele firm potrzebuje jej nadal. Jeżeli chcemy zachować potencjał, który tkwi w tych firmach, i utrzymać wkład branży turystycznej do dochodu narodowego na dotychczasowym poziomie, dalsza pomoc jest potrzebna. Zarówno branży, jak i budżetowi państwa będzie się to opłacało – podkreśla ekspert.

W Polsce cały rynek HoReCa jest wart około 30,9 mld zł, a w ostatnich trzech latach rósł w tempie około 7 proc. rocznie, napędzany m.in. przez rosnącą konsumpcję, wzrost dochodów gospodarstw domowych i świadczenia socjalne takie jak 500+ („Rynek HoReCa w Polsce 2019. Analiza i prognozy rozwoju do 2024 r.”). Pandemia SARS-CoV-2 mocno zachwiała jednak jego kondycją. Trzymiesięczny lockdown, obostrzenia w przemieszczaniu się i całkowity paraliż turystyki sprawiły, że wiele podmiotów działających w branży ma dziś problemy z utrzymaniem finansowej płynności.

Hotele, miejsca noclegowe i obiekty turystyczne w Polsce decyzją rządu pozostawały zamknięte od 31 marca i dopiero drugi etap odmrażania gospodarki, który rozpoczął się w maju, umożliwił im wznowienie działalności. Mimo to wiele z nich wciąż ma niewielkie obłożenie, na poziomie kilku–kilkunastu procent, przez co notują straty. Obostrzenia związane z SARS-CoV-2 powodują też, że w praktyce wciąż zamrożony jest sektor dużych wydarzeń, targów i konferencji. Wciąż sparaliżowana jest także turystyka przyjazdowa, polscy przewoźnicy autokarowi nie realizują żadnych zamówień od kilku miesięcy.

Istnieje niebezpieczeństwo, że wiele firm i obiektów turystycznych zbankrutuje, bo jeżeli nie ma popytu, to nie będą w stanie pokryć kosztów. Za rok obraz branży może już wyglądać zupełnie inaczej – mówi Andrzej Hulewicz.

W ramach pomocy dla branży rząd zapowiedział najpierw program 1000+, który następnie zmienił się w propozycję bonu turystycznego 500+. W Senacie trwają prace nad ustawą, która ma go wprowadzić. Zakłada ona, że rodzice dzieci przed 18. rokiem życia otrzymają elektroniczny voucher na cele związane z turystyką, np. opłacenie biletów, noclegu w hotelu lub pensjonacie, kolonii czy obozów sportowych i rekreacyjnych.

Voucher ma trafić w sumie do ponad 6 mln dzieci w Polsce, a wartość pomocy skierowanej do branży turystycznej wyniesie ok. 3,5 mld zł.  Resort rozwoju szacuje, że na wprowadzeniu bonu 500+ skorzysta kilkadziesiąt tysięcy podmiotów, z których 15 proc. to duże firmy, 85 proc. to przedsiębiorstwa z sektora mikro, małych i średnich. Ministerstwo podkreśla, że program został przygotowany tak, żeby skorzystały na nim zarówno najmniejsze podmioty, np. przewodnicy i piloci, jak i touroperatorzy i hotelarze, którzy świadczą kompleksowe usługi turystyczne.

– Bon turystyczny jest ważny i należy się uznanie za to, że w ogóle doszedł do skutku, choć w dużo mniejszym wymiarze, niż zakładano. Jednak on tylko w małym stopniu odpowiada na potrzeby branży turystycznej. Poza tym dotyczy wąskiej grupy podmiotów, przede wszystkim organizatorów kolonii czy obiektów stricte wypoczynkowych, i do nich głównie będzie kierowany. Większość podmiotów z branży turystycznej w zasadzie nie odniesie korzyści z bonu turystycznego – ocenia wiceprezes Mazurkas Travel.

Jak podkreśla, fenomenem branży turystycznej w Polsce jest to, że przez ostatnich 30 lat dynamicznie się rozwijała bez żadnej większej pomocy ze strony państwa. Jednak teraz wsparcie jest niezbędne – zwłaszcza na czas po pandemii, żeby branża mogła podnieść się z zapaści. W przeciwnym razie w lipcu, kiedy skończą się środki płynące z rządowych tarcz, pojawią się problemy z utrzymaniem płynności i zatrudnienia.

Przez najbliższy rok ta pomoc będzie nadal bardzo potrzebna – podkreśla Andrzej Hulewicz. – Dla hoteli, firm autokarowych, biur turystyki przyjazdowej problemem jest teraz przede wszystkim płynność finansowa, kwestia pokrycia kosztów stałych i utrzymania pracowników. Potrzebne jest szerokie wsparcie ze strony rządu, żeby utrzymać ten 6-proc. wkład branży w krajową gospodarkę.

Wicepremier i minister rozwoju Jadwiga Emilewicz zapowiedziała, że do 22 lipca resort przedstawi ustawę z rozwiązaniami dla branży. Wśród nich mają być: nowy fundusz na pożyczki dla organizatorów turystyki na zwroty zaliczek, przedłużenie zwolnienia z ZUS i postojowego do końca września, programy pomocowe ARP czy dodatkowe zachęty dla klientów biur podróży.

8 proc. mieszkańców Europy ma alergię na jad owadów. Jedynym sposobem leczenia jest odczulanie

Lekarze podkreślają, że chociaż w dobie pandemii ogranicza się procedury medyczne do minimum, to zabiegi odczulania na jad owadów są  wykonywane nadal, zgodnie ze schematem leczenia. Wynika to z tego, że traktowane są jako terapia ratująca życie. Zwykle reakcja na jad owadów żądlących, typu osy, szerszenie czy pszczoły, oznacza miejscowy obrzęk i świąd w miejscu użądlenia, jednak dla niektórych osób może skończyć się wstrząsem anafilaktycznym, który zagraża życiu. Jedynym sposobem leczenia alergii na jad owadów jest odczulanie, czyli immunoterapia alergenowa. Jej skuteczność sięga 80–90 proc.

– Jad owadów zawiera alergeny, które dostają się do organizmu w trakcie użądlenia. W polskich warunkach problemem są różnego rodzaju gatunki os, ale też szerszeń, który ma podobny jad, ale wstrzykuje go znacznie więcej, więc jego użądlenie jest bardziej niebezpieczne. Jednak przede wszystkim zagrożeniem są pszczoły, których użądlenia są groźniejsze niż w przypadku os, a ostatnio coraz częściej również trzmiele, wykorzystywane w szklarniach do zapylania roślin – mówi agencji Newseria Biznes prof. Marek Jutel, kierownik Katedry i Zakładu Immunologii Klinicznej na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu.

 Alergia na jad owadów błonkoskrzydłych jest częsta. To, jak częsta, zależy od stopnia ekspozycji na użądlenie. W takich grupach pacjentów jak pszczelarze, wędkarze czy myśliwi, czyli osób, które są nadmiernie eksponowane, ta alergia występuje znacznie częściej, dotyka nawet kilkunastu procent z nich – mówi prof. dr hab. Marita Nittner-Marszalska z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Pneumonologii i Alergologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Nie każda reakcja po użądleniu owada ma charakter alergii. U osób, które nie są uczulone na jad, typowe są ból, świąd i niewielki obrzęk w miejscu użądlenia. Jednak dla wielu bliskie spotkanie z osą, pszczołą czy szerszeniem może się skończyć ciężką reakcją alergiczną.

 Z definicji jest to obrzęk, który jest większy niż powierzchnia dłoni i trwa dłużej niż dobę. To jest miejscowa reakcja alergiczna, która jest niegroźna i można ją zignorować – mówi.

Znacznie poważniejsza jest systemowa reakcja alergiczna, która może mieć przebieg łagodny, ale też dramatyczny, zagrażający życiu. W wersji łagodnej na całym ciele mogą pojawić się bąble pokrzywkowe, występują też zaczerwienienie i swędzenie skóry, obrzęk warg, powiek, szyi czy nawet całej twarzy, i to pomimo że miejsce użądlenia było odległe, jak np. stopa czy palec dłoni. W tym przypadku wystąpić mogą również objawy, które w ogóle nie kojarzą się z użądleniem, np. niepokój, ból brzucha albo skurcz oskrzeli.

 Skórne i obrzękowe grupy reakcji są zwykle niegroźne dla życia. Niestety są również formy groźniejsze, rzadsze, ale rozwijające się bardzo dynamicznie. One przebiegają z zajęciem układu oddechowego, kiedy występuje intensywna duszność, czasem ze świszczącym oddechem. Może pojawić się osłabienie, spadek ciśnienia, przyspieszenie akcji serca i tzw. objawy sercowo-krążeniowe, które mogą powodować istotne zagrożenie dla życia. Tych objawów bardzo się boimy – mówi prof. Marita Nittner-Marszalska.

Takie ciężkie, systemowe reakcje alergiczne stanowią śmiertelne zagrożenie dla osób uczulonych. Pojawiają się wówczas: uczucie przeszkody w gardle, duszności, kaszel ze świszczącym oddechem, zasłabnięcie, bóle brzucha, a nawet utrata przytomności. W najpoważniejszych przypadkach może rozwinąć się wstrząs anafilaktyczny wymagający natychmiastowego specjalistycznego leczenia.

– Wstrząs anafilaktyczny rozwija się szybko. Pacjent traci ciśnienie, słabnie, potem traci przytomność i może też stracić życie. Jest to sytuacja krańcowa, najgroźniejsza ze znanych nam reakcji alergicznych. Zresztą taka jest też definicja anafilaksji – jest to reakcja alergiczna, która stanowi bezpośrednie zagrożenie życia – mówi badaczka.

Ryzyko, że po użądleniu przez owada błonkoskrzydłego, czyli osę, pszczołę lub szerszenia, pojawi się poważna, systemowa reakcja alergiczna, dotyczy w Europie nawet 8 proc. populacji, przy czym u ok. 3 proc. osób mogą wystąpić objawy ciężkie, stanowiące bezpośrednie zagrożenie życia. Specjaliści podkreślają, że osoby, które doświadczyły objawów reakcji alergicznej, powinny skontaktować się z alergologiem, który zaleci obserwację kolejnych reakcji i ustali, jakie leki należy podać w razie użądlenia.

 Jeżeli pacjent doznał łagodnych objawów miejscowych, to nie trzeba wykonywać żadnych badań diagnostycznych. Należy je obserwować, choć one w niewielkim stopniu grożą wystąpieniem poważniejszej reakcji w przyszłości. Z kolei jeśli ktoś doświadczył reakcji uogólnionej, tej poważniejszej, to nie powinien ignorować takich objawów, ale zgłosić się do alergologa. Wtedy zlecamy badania diagnostyczne, które są dla nas podstawą do dalszego postępowania i kwalifikacji pacjentów do odczulania. Pacjenci z alergią na jad owadów błonkoskrzydłych i ciężkimi objawami absolutnie i bezwzględnie powinni być odczulani, czyli poddani immunoterapii – podkreśla prof. Marita Nittner-Marszalska.

Odczulanie, czyli immunoterapia alergenowa jadami, jest jedynym przyczynowym leczeniem alergii na jad owadów błonkoskrzydłych. Wszystkie osoby, u których po użądleniu owadów rozwinęły się ciężkie objawy, powinny zostać poddane tej terapii, ponieważ istnieje ryzyko, że przy kolejnym takim zdarzeniu wystąpi równie ciężka lub nawet cięższa reakcja alergiczna zagrażająca życiu.

– Immunoterapia jest podstawowym leczeniem, bo jej celem jest uzyskanie tolerancji alergenu. Za pomocą leków nie potrafimy profilaktycznie zabezpieczyć pacjenta. Jedyną możliwością jest wstrzykiwanie odpowiednio przygotowanego alergenu. To powoduje, że pacjent nabiera tolerancji, czyli stanu, który jest charakterystyczny dla osób bez alergii – mówi prof. Marek Jutel.

Do immunoterapii kwalifikowani są pacjenci w każdym wieku – zarówno dzieci, jak i dorośli, a nawet seniorzy. Odczulanie u dzieci można rozpocząć po ukończeniu przez nie piątego roku życia, ale i od tej reguły stosuje się wyjątki.

– Wyjątki dotyczą zwłaszcza alergii na jad owadów. Jeżeli mamy zagrożenie życia, to w takich przypadkach możemy odczulać nawet młodsze dzieci – mówi naukowiec z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. – W ten sposób przywracamy pacjenta do zdrowia, ale w naturalny sposób – nie stosujemy żadnych środków chemicznych, tylko alergen, na który pacjent jest uczulony.

Zwykle immunoterapię stosuje się przez okres od trzech do pięciu lat, czyli stosunkowo krótko w porównaniu z leczeniem farmakologicznym, które wielu pacjentów musi kontynuować przez całe życie.

– To jedna z najskuteczniejszych terapii w medycynie w ogóle. W przypadku alergii na jad pszczoły skuteczność immunoterapii wynosi powyżej 90 proc. To oznacza, że 90 na 100 pacjentów, u których występowały ciężkie, groźne dla życia reakcje alergiczne, nie będzie ich mieć po odczulaniu. W przypadku jadu osy mamy skuteczność krańcową ok. 80 proc. Gdy porównamy ją ze skutecznością leków przeciwhistaminowych na poziomie 5 do 10 proc., to immunoterapia jest faktycznie leczeniem, którego nie da się zastąpić – mówi prof. Marek Jutel,

Specjaliści podkreślają, że chociaż w dobie pandemii ogranicza się procedury medyczne do minimum, to zabiegi odczulania na jad owadów powinny być wykonywane nadal i zgodnie ze schematem zaleconym przez alergologa.

 Sezon sprzyja aktywności owadów, robi się bardzo ciepło i one są wszędzie wokół nas. Musimy się więc strzec, niezależnie od istniejącej sytuacji epidemiologicznej – zaznacza prof. Marita Nittner-Marszalska.


Materiał powstał w ramach kampanii edukacyjnej. Więcej informacji na stronie Facebooka: Zerwij z alergią – wybierz zdrowie.

Zerwij z alergią, wybierz zdrowie.

Pracodawcy w IT mają większy wybór kandydatów. Większość rekrutuje zdalnie

Aż 90 proc. firm z branży IT oferuje możliwość rekrutacji zdalnej z uwagi na pandemię koronawirusa. Wcześniej tylko 10 proc. pracodawców było gotowych przeprowadzić cały ten proces przez internet. Zmiana podejścia to odpowiedź na preferencje kandydatów. W obecnej sytuacji oczekują oni, że wśród dostępnych opcji będzie rekrutacja online.  Jednak – jak wynika z badań No Fluff Jobs – to niejedyne skutki pandemii dla rynku pracy w IT. Zmieniły się także priorytety poszukujących pracy i oczekiwania pracodawców.

Okres izolacji spowodował, że firmy technologiczne poszukujące pracowników przestawiły się na rekrutację zdalną. Jeszcze na początku roku pracodawcy w IT nie byli otwarci na prowadzenie procesów rekrutacyjnych całkowicie zdalnie, mimo że jest to branża innowacyjna, która wyznacza trendy technologiczne. Obecnie taka opcja znajduje się w zdecydowanej większości ofert pracy. W efekcie pracodawcy otrzymują więcej aplikacji, a proces rekrutacji odbywa się bardzo sprawnie. Myślę, że ten trend utrzyma się w branży IT – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marta Steiner z zespołu produktu i marketingu w No Fluff Jobs.

Wpływ pandemii koronawirusa na rynek pracy w IT widać także w innych obszarach. Pracodawcy poszukują obecnie przede wszystkim doświadczonych pracowników, którzy potrafią adaptować się do zmian, są elastyczni, pracowali w różnych środowiskach, przy projektach z wielu branż.

– Pandemia nauczyła nas otwartości na zmiany i możliwości, jakie dają nowe technologie oraz rynek. Obecnie rośnie zapotrzebowanie na programistów, którzy mają doświadczenie w utrzymywaniu sklepów e-commerce i wszelkiego rodzaju firm specjalizujących się w usługach dla tej branży. Poszukiwani są także specjaliści, którzy potrafią utrzymywać i rozwijać narzędzia online, zwłaszcza narzędzia do komunikacji i analiz, oraz eksperci od technologii mobilnych. Doświadczenie i umiejętności w tej dziedzinie są na wagę złota – wymienia Marta Steiner.

Wynagrodzenia już przed pandemią były jednym z najważniejszych kryteriów wyboru oferty, bo aż 90 proc. kandydatów oczekiwało tej informacji. Obecnie to kryterium może być jeszcze bardziej istotne ze względu na niestabilną sytuację gospodarczą.

Według najnowszego raportu No Fluff Jobs „Rynek pracy IT w Polsce. Co oferowali pracodawcy w 2019 roku?” programistom proponowane są stawki przekraczające nawet 20 tys. zł (netto na fakturze B2B), ale wynagrodzenie zależy od doświadczenia, specjalizacji i miejsca pracy. W ofertach dominuje współpraca oparta na umowie B2B (co drugie ogłoszenie). Mediana wszystkich oferowanych w IT wynagrodzeń brutto bez względu na doświadczenie, specjalizację i typ umowy to 12,5 tys. zł.

Jak podkreśla ekspertka, wynagrodzenia w branży IT nie spadają, wręcz przeciwnie – minimalnie rosną. Jednak wraz ze wzrostem wynagrodzeń rosną również oczekiwania pracodawców. Analizy ekspertów No Fluff Jobs pokazują również, że pracodawcy z branży IT są obecnie w lepszej sytuacji – mają większy wybór kandydatów. Według danych z kwietnia tego roku nastąpił 30-proc. wzrost aplikujących na stanowisko senior developer w stosunku do lutego. Jeszcze niedawno pozyskanie programisty z doświadczeniem było trudniejsze.

Z drugiej strony programiści również ujawniają swoje preferencje. Już przed pandemią bardzo wnikliwie sprawdzali reputację pracodawcy. Jak wynika z badań No Fluff Jobs, aż 70 proc. kandydatów, zanim zaaplikowało na ofertę, czytało opinie o firmie w sieci.

Myślę, że teraz będą robić to jeszcze bardziej dogłębnie. Jeszcze większe znaczenie będzie miała wiarygodność i stabilność firm, które rekrutują pracowników – przewiduje Marta Steiner

Ponad 70 proc. ofert pracy w 2019 roku pochodziło od małych i średnich firm (do 250 pracowników). Poszukiwały przede wszystkim programistów z kilkuletnim doświadczeniem w backendzie (ze znajomością Javy) lub full stack developerów.

Nastroje klientów na rynku motoryzacyjnym stopniowo się poprawiają. Powrót do normalności może potrwać nawet dwa lata

Sprzedaż samochodów zaczyna odbijać od dna. W czerwcu, jak wynika z najnowszych danych PZPM, była o 20,5 proc. niższa niż przed rokiem, podczas gdy majowa o 55 proc. gorsza w porównaniu do sytuacji z 2019 roku. W czasie pandemii znacząco spadł popyt na samochody premium. Z drugiej jednak strony była ona bodźcem do rozwoju przedsiębiorstw z określonych branż, w efekcie czego wzrosło zapotrzebowanie na samochody dostawcze i chłodnie. – Nastroje zakupowe w całej branży powinny wrócić do poziomu sprzed pandemii na przełomie sierpnia i września – ocenia Dariusz Olejnik, wiceprezes Kingsman Personal Finance.

– Koronawirus mocno uderzył w branżę motoryzacyjną, w szczególności na poziomie sprzedaży marek premium. Obecnie bardzo dużo ludzi wycofuje się z decyzji zakupowych bądź odkłada je w czasie. Wśród producentów na rynku widzimy teraz wstrzymane zamówienia przez to, że fabryki były zamknięte. Dopiero teraz robią one restart, dlatego sprzedaż nowych samochodów w Polsce znacząco się obniżyła – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Dariusz Olejnik.

Z danych GUS, na które powołuje się Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego, wynika, że produkcja samochodów osobowych w Polsce już w marcu była o połowę niższa niż rok wcześniej. W kwietniu zanotowała spadek o prawie 100 proc., a w maju – o 81,2 proc. w ujęciu rocznym. Odmrażanie fabryk i dostaw komponentów w kolejnych miesiącach powinno przynieść odbicie.

Widać je już w najnowszych danych sprzedażowych. W czerwcu – jak wynika z raportu PZPM na podstawie Centralnej Ewidencji Pojazdów – liczba rejestracji nowych aut osobowych była o 20,5 proc. niższa niż w czerwcu 2019 roku. W stosunku do maja br. oznacza to znaczące wzrosty – o 69,3 proc. w przypadku osobówek. Czerwiec przyniósł także odbicie w segmencie marek premium. Ich sprzedaż sięgnęła 6,6 tys. sztuk i była nie tylko wyższa niż w maju (o 60 proc.), lecz także wyższa niż przed rokiem i to o ponad 11 proc. Pierwsze półrocze zakończyło się jednak spadkiem sprzedaży w tym segmencie o 13,6 proc.

Obecnie sprzedaż na polskim rynku możemy posegmentować. Są na pewno klienci, którzy mieli i mają pieniądze i teraz ruszają na zakupy, ponieważ to jest bardzo dobry moment. Jest bardzo dużo samochodów rabatowanych i są to z reguły marki premium. Na naszym przykładzie możemy powiedzieć, że zakup takiego auta to jest około 300 tys. zł netto w górę i są to głównie marki takie jak BMW albo Mercedes. Z drugiej strony są klienci stricte biznesowi, dostawcy usług, np. spożywka czy przewozy. Bardzo dużo sprzedawaliśmy ostatnio samochodów dostawczych, a w szczególności chłodni – mówi wiceprezes Kingsman Personal Finance.

Sprzedaż samochodów dostawczych do 3,5 t ucierpiała w czasie pandemii nieco mniej niż w przypadku osobówek. Pierwsze półrocze zakończyło się spadkiem na poziomie niecałych 30 proc. (o 35,4 proc. spadł segment aut osobowych), ale już sam czerwiec – tylko na poziomie 14,1 proc.

 Przychodzą do nas przedsiębiorcy, którzy prowadzili sklepy internetowe czy hurtownie. Dla nich naturalnym rozwojem była dostawa bezpośrednio do klienta, żeby skrócić łańcuch dostaw, więc kupowali samochody, w dużej mierze były to chłodnie. Wzrost zauważyliśmy już na przełomie marca i kwietnia – wskazuje Dariusz Olejnik. – Coraz więcej ludzi idzie w agrobiznes. Mamy wiele transakcji, które są warte ponad 4 mln zł i jest ich coraz więcej, czyli widzimy rozwój w kierunku produkcji żywności czy szeroko rozumianego agrobiznesu.

Mimo stopniowego odbicia na rynku niedawne badanie KPMG i PZPM pokazało, że nastroje w branży motoryzacyjnej nie są najlepsze. Wskaźnik nastrojów zatrzymał się na poziomie 20 punktów, czyli o 46 punktów mniejszym niż pod koniec grudnia 2019 roku. Wszystkie badane firmy odnotowały spadek przychodów, a 61 proc. obniżyło wynagrodzenia. Blisko 80 proc. menedżerów jest zdania, że dojście do sytuacji, jaka panowała w branży motoryzacyjnej przed wybuchem pandemii, zajmie nawet dwa lata.

– Klienci muszą oswoić się z nowym otoczeniem i ekonomia naszego kraju musi wrócić do poziomu, który będzie gwarantował bezpieczeństwo rozwoju. Na przełomie kwietnia i maja przeprowadzaliśmy ankietę wśród naszych klientów i większość stwierdziła, że ich biznes wróci do normy w okresie od trzech do sześciu miesięcy. Przewidujemy więc, że w okolicach sierpnia/września powinny wrócić nastroje zakupowe, które pozwolą przełamać pewne bariery, nie ma jednak na to dzisiaj żadnej gwarancji – ocenia wiceprezes Kingsman Personal Finance.

Pandemia napędza rozwój innowacyjnych wdrożeń internetu rzeczy. Wraz z siecią 5G pozwoli skuteczniej wykrywać chorych

Pandemia koronawirusa wymusiła na wielu firmach przyjęcie nowego sposobu funkcjonowania i wdrożenie metod pracy zdalnej. Ta nieoczekiwana transformacja sektora stała się szansą dla rozwiązań z zakresu internetu rzeczy, które pozwolą zautomatyzować szereg procesów wykonywanych dotychczas przez ludzi. Na popularności zyskują rozwiązania mobilne oraz rozbudowane systemy komunikacji między inteligentnymi urządzeniami.

Z uaktualnionego raportu „Worldwide Internet of Things Spending Guide” autorstwa analityków z International Data Corporation wynika, że w 2020 roku branża internetu rzeczy będzie rozwijać się nieco wolniej niż w 2019 roku i wypracuje średnioroczne tempo wzrostu na poziomie 8,2 proc. Spadek będzie jednak tymczasowy, gdyż już w 2021 roku wzrosty wrócą do wartości dwucyfrowych. Będzie to możliwe dzięki upowszechnieniu się rozwiązań z zakresu IoT w najbardziej technologicznie perspektywicznych branżach.

Według ekspertów znacznie wzrosną wydatki na technologię internetu rzeczy w branży zdrowotnej, ubezpieczeniowej i edukacyjnej, w których inwestycje w systemy IoT wyniosą odpowiednio 14,5 proc, 12,3 proc oraz 11,9 proc. Rynek napędzi również sektor prywatny – szacuje się, że na rynku konsumenckim sprzedaż rozwiązań z zakresu internetu rzeczy wzrośnie w 2020 roku aż o 13,9 proc.

– Chociaż pandemia zmusiła wiele organizacji do wstrzymania niektórych innowacyjnych wdrożeń internetu rzeczy, to będzie on kluczowym czynnikiem napędzającym powrót do wzrostu, a niektóre zastosowania pomogą użytkownikom końcowym w osiągnięciu nowego poziomu automatyzacji, hiperłączności i bycia zawsze zdalnie – przekonuje Andrea Siviero, dyrektor ds. badań w grupie Customer Insights & Analysis IDC.

Potencjał tego sektora gospodarki dostrzegł także polski rząd, który widzi w nim szansę na unowocześnienie polskiego przemysłu. Aby wypromować rozwiązania tego typu, powołano do życia Grupę Roboczą ds. Internetu Rzeczy, której nadrzędnym celem jest stworzenie dogodnych warunków do rozwoju IoT na terenie Polski. W ramach popularyzacji tej technologii zorganizowano cykl regionalnych konferencji „Perspektywy dla rozwoju Internetu Rzeczy – Samorząd Przyszłości”, które miały wesprzeć innowatorów z tego sektora gospodarki na drodze do wdrożenia ich pomysłów w życie.

O tym, jak przydatne mogą okazać się rozwiązania z zakresu internetu rzeczy, przekonuje m.in. firma WISeKey, która opracowała system automatycznego wykrywania ognisk infekcji chorobami zakaźnymi. Narzędzie Foresight IoT Early Warning System miałoby charakter globalny i funkcjonowałoby dzięki miliardom inteligentnych czujników, takich jak automatyczne termometry. System automatycznie identyfikowałby ogniska zakaźne i wskazywał, jaki obszar należy poddać kwarantannie, aby zapobiec wybuchowi pandemii.

– COVID-19 wpływa na ewolucję dojrzałości internetu rzeczy, ponieważ firmy zostały zmuszone do dostosowania swoich planów technologicznych w odpowiedzi na kryzys. Może to jeszcze bardziej wzmocnić podział na dwa typy osób wdrażających IoT – zaawansowanych użytkowników, którzy są zdeterminowani i chcą zarabiać na swoich inicjatywach z nim związanych. Druga grupa prawdopodobnie opóźni inwestycje, nie dostrzegając wyraźnych korzyści w perspektywie krótko- i długoterminowej, i pozostanie w tyle – wskazuje Svetlana Khimina, starszy analityk ds. badań w grupie Customer Insights & Analysis firmy IDC.

Wdrożenie technologii internetu rzeczy pozwoli zautomatyzować część prac wykonywanych dotychczas przez personel, a co za tym idzie – zmniejszyć ryzyko wybuchu epidemii w zakładach pracy. O tym, jak może wyglądać przyszłość zautomatyzowanego rynku pracy, przekonują przedstawiciele krakowskiego Hubu Innowacji Cyfrowych. Instytucja ma pomóc polskim przedsiębiorcom wdrożyć metodologię pracy zgodną z koncepcją Przemysłu 4.0. Aby zachęcić do inwestycji tego typu, w ramach hubu powstanie autonomiczna fabryka przyszłości wykorzystująca w procesie produkcji systemy sztucznej inteligencji, technologię uczenia maszynowego, autonomiczne roboty przemysłowe oraz urządzenia do wirtualnej rzeczywistości, wszystko spięte w ramach jednego, spójnego systemu internetu rzeczy.

– Obecnie wykorzystanie wiedzy na temat internetu rzeczy pozwoli skoncentrować się na zastosowaniach, które zapewnią lepszy start w warunkach nowej normalności – przekonuje Svetlana Khimina.

Nowa normalność oznacza najprawdopodobniej życie przez jakiś czas z rozprzestrzeniającym się wirusem. Do jego opanowania może przyczynić się sieć 5G. Dzięki infrastrukturze nowej generacji możliwe będzie podpięcie do internetu nawet do 100 urządzeń na metr kwadratowy. Tak duże zagęszczenie elementów internetu rzeczy umożliwi wdrożenie rozwiązań inteligentnych do systemów sygnalizacji świetlnej, monitoringu czy do urządzeń biometrycznych monitorujących stan zdrowia przechodniów.

W kosmos polecimy balonem. Ziemię z wysokości ponad 30 kilometrów będzie można obejrzeć z kapsuły z widokiem 360 stopni [DEPESZA]

Już wkrótce podróż w kosmos może być w turystyce podobnym zjawiskiem jak np. rejs statkiem. W kosmosie powstają pierwsze hotele, wkrótce mogą też wystartować pierwsze komercyjne loty w przestrzeń kosmiczną realizowane przez prywatne firmy. Ziemię będzie można obejrzeć nie tylko z perspektywy statku kosmicznego, lecz także balonu stratosferycznego. Studio PriestmanGoode opracowało koncepcję wysokowydajnego balonu i kapsuły ciśnieniowej dla Space Perspective, aby zabrać turystów kosmicznych w rejs wokół stratosfery. Loty testowe mają się rozpocząć już w 2021 roku.

Statek kosmiczny Neptune, balon i kapsuła ciśnieniowa, które mogą polecieć na wysokość 100 tys. stóp, mogą stanowić kolejny etap turystyki kosmicznej. PriestmanGoode, agencja projektowa z siedzibą w Londynie i Chinach, zaprojektowała nowy rodzaj statku turystyki kosmicznej. Spaceship Neptune może zabrać zwykłych ludzi na skraj ziemskiej atmosfery. Statek kosmiczny, który składa się z wysokowydajnego balonu i kapsuły ciśnieniowej, jest budowany przez amerykańską firmę Space Perspective i oferuje pasażerom widok na Ziemię z wysokości ponad 30 kilometrów.

– Neptune to kulminacja długofalowej współpracy, która zaowocowała jedynym statkiem kosmicznym zaprojektowanym od samego początku z myślą o komercyjnych podróżach kosmicznych – podkreśla Nigel Goode, współzałożyciel firmy PriestmanGoode. – Naszym punktem wyjścia było doświadczenie i wygoda pasażerów. Przyjrzeliśmy się różnym elementom, które sprawiłyby, że przeżycie to nie tylko zapadałoby w pamięć, lecz było też wygodne i zawierało niezbędne elementy w sześciogodzinnej podróży, takie jak chociażby toaleta.

Statek Neptune będzie pilotowany przez pilota z maksymalnie ośmioma pasażerami na pokładzie. Całe doświadczenie zajmie około sześciu godzin – w tym dwugodzinne podejście powyżej 99 proc. ziemskiej atmosfery, dwugodzinny lot na wysokości 100 tys. stóp nad ziemią, a następnie dwugodzinne zejście. Neptune wyląduje na morzu, skąd statek odbierze pasażerów, kapsułę i balon.

– Chcieliśmy mieć pewność, że pasażerowie będą w każdej chwili mieć dostęp do widoku 360 stopni i że stworzyliśmy im na tyle dużo przestrzeni, by mogli poruszać się podczas podróży. W międzyczasie musieliśmy też zminimalizować wagę i stworzyć wysoce funkcjonalne środowisko dla pilota. Wszystkie te elementy miały wpływ na ostateczny kształt kapsuły – mówi Nigel Goode.

Statek kosmiczny Neptune nie jest jedynym projektem, dzięki któremu turyści zwiedzą skraj kosmosu. Podobne wycieczki balonami stratosferycznymi mają być organizowane przez firmę Zero 2 Infinity, która przewiduje zabranie ludzi w 4,5-godzinną podróż. W ciągu najbliższych kilku lat turyści polecą 22 mile w górę w balonie helowym Bloon. Virgin Galactic, firma astronautyczna brytyjskiego miliardera, sir Richarda Bransona, niedawno wznowiła z kolei listę oczekujących na udział w komercyjnym locie suborbitalnym.

Na wniosek Rzecznika MŚP Minister Finansów wyjaśnił wątpliwości związane ze zmianami stawki podatku VAT w odniesieniu do czasopism specjalistycznych oraz jej wysokości od 1 lipca 2020 r.

Na podstawie pierwotnego brzmienia art. 8 ust. 2 pkt 1 lit. a ustawy z dnia 9 sierpnia 2019 r. o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. z 2019 r. poz. 1751, ze zm.) ustawodawca wprowadził w okresie od dnia 1 listopada 2019 r. do dnia 31 marca 2020 r. stawkę podatku VAT w wysokości 8% w odniesieniu m.in. do czasopism innych niż regionalne lub lokalne (tzw. czasopisma specjalistyczne). Docelowo stawka podatku VAT na czasopisma, w tym specjalistyczne, miała wynieść 7%. Następnie, na podstawie ustawy z dnia 31 marca 2020 r. o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. z 2020 r. poz. 568) powyższy okres przejściowy przewidujący 8% stawkę VAT przedłużono do dnia 30 czerwca 2020 r.

Rzecznik MŚP otrzymał sygnały o barierach i utrudnieniach związanych z powyższymi zmianami stawki podatku VAT na czasopisma specjalistyczne. W otrzymanym od przedsiębiorcy prowadzącego wydawnictwo zgłoszenia wynikało, iż zmiany stawek podatku VAT, w tym przedłużanie okresów przejściowych, często powoduje konieczność wycofania wydrukowanych nakładów czasopism w przypadku, jeżeli na ich okładce jest wydrukowana inna stawka podatku VAT niż po zmianie. Co istotne, generuje to dodatkowe koszty po stronie przedsiębiorców.

W związku z powyższym, pismem z dnia 17 czerwca 2020 r. Rzecznik MŚP zasygnalizował powyższy problem Ministrowi Finansów z wnioskiem o wyjaśnienie tej problematycznej kwestii. W odpowiedzi pismem z dnia 26 czerwca 2020 r. Minister Finansów wyjaśnił, że w niniejszej sprawie znajduje zastosowanie przepis szczególny zawarty w art. 146aa ustawy z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (Dz. U. z 2020 r. poz. 106, ze zm.) i na jego podstawie stawka podatku VAT na czasopisma specjalistyczne również od 1 lipca 2020 r. nie ulega zmianie i wynosi 8%.

„Odmrażanie” gospodarki poprawiło nastroje przedsiębiorców, ale za wcześnie na optymizm

Czy gospodarka złapała głębszy oddech pomimo trwającej pandemii? Indeksy wyprzedzające dotyczące koniunktury odnotowały duże wzrosty w ciągu dwóch miesięcy. Odbiły się od poziomów katastrofalnych.

– Pojawiła się już taka narracja, że globalna gospodarka otrząsnęła się z pandemii, niestety ta teza jest błędna – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – W ostatnich latach indeks PMI stał się hitem wśród ekonomistów. Przyjmowany jest też bardzo dobrze na rynkach finansowych. Jednak te badania koniunktury działają dobrze jeżeli warunki zewnętrzne są dość normalne, teraz tak nie jest.

Dzięki PMI można było tworzyć modele finansowe prowadzące do określenia wielkości PKB. Teraz tak już nie jest. W obecnej sytuacji indeksy pokazują kierunek zmiany, ale co jej siły należy podchodzić bardziej ostrożnie.

– Poprawa indeksów PMI w różnych krajach jest teraz uzależniona od odmrażania gospodarek czyli od tego jak głębokie były restrykcje związane z pandemią – komentuje ekspert XTB.

Inwestorzy reagują też na kolejne dane o bezrobociu w USA. W trakcie poprzedniej recesji (podczas której S&P500 spadł o ponad 58% do poziomu 666 punktów, niewiele powyżej 20% obecnej wartości) zatrudnienie w USA spadło o 8,7 miliona osób w nieco ponad 2 lata (pomiędzy styczniem 2008 a lutym 2010). Teraz spadek ten wyniósł przeszło 22 miliony w… dwa miesiące. Pomimo znacznie lepszych danych za maj i czerwiec, zatrudnienie jest nadal niższe o 14,7 miliona osób względem szczytowego lutego.

Jak należy patrzeć z kolei na te dane? Przede wszystkim, są to sytuacje nieporównywalne. W klasycznej recesji, takiej jak ta poprzednia, spadek zatrudnienia wynikał przede wszystkim z ograniczania działalności przez firmy. Jest to proces naturalnie stopniowy, gdyż firmy starając się zrozumieć sytuację, dostosowują swoją strukturę kosztów. Tym razem skokowy spadek zatrudnienia to także efekt ograniczeń administracyjnych, ale również hojnych (przejściowo) zasiłków dla bezrobotnych. Podobnie jak ze wskaźnikami PMI nie należy tych danych interpretować jednoznacznie.

– O sytuacji w gospodarce będziemy mogli powiedzieć coś konkretnego dopiero jesienią – wyjaśnia dr Przemysław Kwiecień.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 6.07-10.07.2020

Przekaz płynący z danych makro jak na razie pozostaje optymistyczny i sugeruje szybsze niż się spodziewano tempo odbicia ożywienia. Ale niepokojące statystyki zachorowań w USA podsycają wątpliwości czy aktywa ryzykowne mogą bezstresowo piąć się w górę. Narastająca niepewność przynajmniej przejściowo może stać się hamulcowym dla rajdu ryzyka. W następnym tygodniu jest niewiele publikacji pierwszego kalibru z największą uwagę na najnowsze dane z rynku pracy USA.

Przyszły tydzień: ISM dla usług, wnioski o zasiłek z USA, Sentix z Eurolandu, RBA, CPI/PPI z Chin, rynek pracy z Kanady

USA

Tydzień w USA otworzy się bilansem nowych przypadków zachorowań na wirusa po długim weekendzie obchodów Dnia Niepodległości. Złe statystki ustawią sentyment na początek tygodnia i mogą odwrócić uwagę od opisujących przeszłość danych makro. Spośród tych indeks ISM dla usług (pon) powinien pokazać silne odbicie powyżej granicy 50 pkt., biorą pod uwagę jak sektor usługowy skorzystał na dotychczasowym restarcie gospodarki. To może jednak być krótkookresowy szczyt, jeśli przywracane zakazy w niektórych stanach wzniecą wątpliwości wokół perspektyw poprawy koniunktury. Podobnie rosnąca liczba przypadków COVID-19 może zahamować spadek liczby nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych (czw), jeśli zahamowany zostanie proces przywracani miejsc pracy. Słabsze dane będą podkopywać zaufanie inwestorów, podnosząc ryzyko korekty na Wall Street oraz wzrostu awersji do ryzyka na globalnym rynku.

Strefa euro

W Eurolandzie indeks nastrojów inwestorów Sentix (pon) powinien wskazać na dalsze odreagowanie wiosennego załamania. Indeks pozostaje w silnej korelacji z zachowaniem giełd i rajd z przełomu maja i czerwca sugeruje wzrost przekonania inwestorów, że najgorsze minęło. Na rynek trafią też dane z niemieckiego przemysłu za maj (pon, wt), które powinny wskazać na solidne odbicie po dwóch miesiącach silnych spadków. Dla EUR dane nie będą miały istotnego znaczenia. Konsolidacja EUR/USD odzwierciedla niezdecydowanie inwestorów w obliczu równoważących się czynników pozytywnych (poprawa w danych) i negatywnych (druga fala zachorowań).

Wielka Brytania

Kalendarz z Wielkiej Brytanii zawiera jedynie PMI dla sektora budowlanego (pon), ale po wynikach z przemysłu i usług można spodziewać się solidnego odbicia odzwierciedlającego otwarcie gospodarki w czerwcu. Nie sądzimy, aby dane miały istotny wpływ na GBP z większą uwagą skupioną na generalnym sentymencie. Każdy tydzień lipca przynosi też nową rundę negocjacji umowy handlowej po brexicie, ale jak na razie nie słychać o postępach. Rozmowy mogą być zarówno źródłem pozytywnej niespodzianki, jak i rozczarowania, stąd nastawienie inwestorów do GBP może być zmienne.

Polska

Przyszły tydzień nie przynosi żadnych istotnych danych z Polski. W ostatnich dniach złoty pozostawał w trendzie bocznym (do EUR), ale co ważniejsze, był niewrażliwy na okresy poprawy nastrojów na rynkach zewnętrznych. Wydaje się, że zarzucił ściganie aprecjacji i teraz czeka na pretekst do głębszej korekty.

Australia

Bank Rezerwy Australii powinien pozostawić stopę kasową na 0,25 proc. (wt), jak również nie spodziewamy się dodatkowych decyzji związanych z ekspansją ilościową. Ostatnim razem RBA wybrzmiewał optymistycznie o perspektywach ożywienia gospodarczego. Choć ostatnie decyzje o przywróceniu częściowego lockdownu w okolicach Melbourne podnoszą ryzyka dla prognoz, bank nie powinien działać pochopnie, ale poczekać na więcej danych. Mimo to wyrażenie zaniepokojenia w komunikacie może być odebrane gołębio i zachwiać ostatnim spokojem AUD.

Chiny

W Chinach odczyty CPI i PPI (czw) pokażą siłę presji deflacyjnej w obliczu utrzymującej się niepewności gospodarczej – ważne wskaźniki dla oceny kondycji gospodarki i perspektyw ożywienia wymiany handlowej. W Kanadzie po czerwcowym raporcie z rynku pracy (pt) oczekuje się podobnie silnego odczytu co w USA. Gospodarka szybko poradziła sobie z lockdownem i obecne następuje przywracanie miejsc pracy. Pozytywne zaskoczenie powinny wzmocnić fundamentalną stronę CAD i wyróżnić walutę na tle innych surowcowych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Warszawska Praga – miejsce z przyszłością

Według brytyjskiego dziennika The Independent, warszawska Praga to najlepsza dzielnica spośród wszystkich miast Europy. Najciekawszym jej aspektem jest zachowana na prawym brzegu oryginalna, przedwojenna architektura, w odróżnieniu od zabudowy lewobrzeżnej Warszawy, niemal całkowicie zniszczonej po II wojnie światowej i Powstaniu Warszawskim. Natomiast magazyn Travel Supermarket ocenił Pragę jako czwartą najmodniejszą dzielnicę Europy, doskonale skomunikowaną z centrum za sprawą linii metra, miejskiej kolejki SKM, tramwajów i autobusów

Z uwagi na bardzo duży potencjał deweloperzy budują na Pradze-Północ również ekskluzywne inwestycje, dzielnica jest też doskonale skomunikowana za sprawą metra, co zachęca młodych ludzi do zamieszkania właśnie tutaj. Wieloletnie inwestycje w Pragę- Północ sprawiają, że obserwujemy dynamiczne zmiany społeczno-kulturowe. Praga-Północ przestaje być negatywnie kojarzona, dziś myślimy o niej jak o dzielnicy z ogromnym potencjałem, przyjaznej mieszkańcom i artystom, dzięki licznym galeriom sztuki, klimatycznym restauracjom, festiwalom czy koncertom na praskich podwórkach. Nie boję się powiedzieć, że obecne połączenie współczesności z historią sprawi, że Praga-Północ nie tylko będzie chętnie odwiedzana przez turystów z całego świata, ale  dla wielu osób – w tym dla mieszkańców – stanie się najlepszym na świecie miejscem do życia” – mówi Ilona Soja-Kozłowska, burmistrz dzielnicy Praga-Północ.

„Podczas wojny dzielnica nie ucierpiała zbyt wiele. Powstanie trwało tu zaledwie kilka dni, po czym Niemcy uciekli, a wkroczyli Rosjanie i Polacy. To z jednej strony oznacza, że rzeczywiście mało jest w stolicy takich miejsc z zachowaną tkanką miejską, ale z drugiej strony, gdy „cała Polska budowała swoją stolicę”, o Pradze zapomniano na ponad 50 lat” – wyjaśnia Tomasz Kucharski, burmistrz Dzielnicy Praga-Południe.

Covid-19 zmienił rynek nieruchomości. Wielotygodniowa blokada wpłynęła na wyznaczenie nowych kierunków rozwoju, a praca zdalna przyczyniła się do wzrostu zainteresowania większymi mieszkaniami i domami w dobrze skomunikowanych peryferiach. Natomiast w centrach miast powodzeniem cieszą się modne mniejsze lokale inwestycyjne. Rozwój technologii i nowy styl życia (networking, coworking) powodują silny wpływ na zachowania związane z pracą i organizowaniem aktywności, w tym wybór lokalizacji zamieszkania.

„Warszawa, jak wiadomo, jest wyjątkową lokalizacją, nie tylko w skali kraju, ale w gronie metropolii europejskich. Mówi się, że polski rynek nieruchomości dzieli się na dwie części: Warszawę i resztę kraju. Inwestycje w stołeczne nieruchomości są więc bezkonkurencyjne pod wieloma względami: najlepszy rynek pracy, największy popyt na wynajem mieszkań w każdym segmencie, ogromny wybór wszelkiego rodzaju nieruchomości, optymalny zwrot z inwestycji oraz najwyższy wzrost wartości w czasie itd. Co ciekawe, w stolicy powstaje więcej luksusowych mieszkań, niż we wszystkich pozostałych polskich metropoliach razem wziętych, co daje najlepsze świadectwo potencjału głównego rynku kraju” – mówi Jarosław Jędrzyński, ekspert RynekPierwotny.pl, największego portalu zawierającego oferty od deweloperów.

Zarówno ci przyjeżdżający do stolicy, jak i jej mieszkańcy, chętnie wybierają modne miejsca z potencjałem zapewniającym wzrost ceny nieruchomości i dobrą komunikację.

Obecnie najmodniejszym miejscem w Warszawie jest składająca się z północnej i południowej części dzielnica Praga. Nazwa wywodzi się od słowa „prażyć”, oznaczającego wypalanie gęsto porastającego wówczas ten teren lasu. Licząca blisko ćwierć miliona mieszkańców dzielnica od lat przechodzi swój renesans. Wcześniej słynąca z ekskluzywnej Saskiej Kępy, Parku Skaryszewskiego z uroczym jeziorkiem, kultowego bazaru Różyckiego, Stadionu Narodowego oraz ZOO z otwartym wybiegiem dla niedźwiedzi od strony jednej z głównych ulic, dziś zyskuje dzięki najstarszej i kiedyś najbardziej zaniedbanej części – tzw. starej Pragi. Współpraca urzędników, mieszkańców i inwestorów daje bardzo dobre efekty, a dzielnica zyskuje z każdym dniem.

Wielu inwestorów zastanawia się gdzie długoterminowo ulokować swoje oszczędności i zabezpieczyć je przed inflacją oraz niskim oprocentowaniem lokat bankowych. Powoduje to dodatkowy rozwój tej dzielnicy, gdyż szukający okazji inwestorzy dostrzegają tam dobry biznes, podobnie jak przed laty w znajdującej się po drugiej stronie Wisły dzielnicy Powiśle, gdzie dziś cena metra kwadratowego apartamentu rozpoczyna się od ponad 26.000 zł, a popyt na nie jest olbrzymi.

Nieruchomości odporne na sytuacje kryzysowe

Polacy mają zgromadzone w bankach rekordowo wysokie oszczędności. Suma pieniędzy zdeponowanych w lutym 2020 r. sięgnęła blisko 620 mld zł. W czasach obniżek stóp procentowych lokaty stają się jeszcze mniej atrakcyjne, a na rynku giełdowym może utrzymywać się podwyższona zmienność. Jak mówił Robert G. Allen, amerykański biznesmen i członek Izby Reprezentantów USA: “Ilu znasz milionerów, którzy stali się bogaci poprzez inwestowanie na kontach oszczędnościowych?” Pieniądze muszą pracować, stąd obecna sytuacja wywołuje duże zainteresowanie ofertami na rynku nieruchomości. Podobnie jak po kryzysie zapoczątkowanym w 2008 roku, również teraz zakup mieszkania pozostaje jedną z najbardziej atrakcyjnych form inwestowania długoterminowego – zarówno pod kątem stopy zwrotu, jak i relatywnie niskiej zmienności. Należy w tym miejscu podkreślić, że fundamenty wzrostu cen mieszkań w ostatnich latach (siła popytu, rynek pracy, poziom życia w największych miastach) są znacznie silniejsze, niż w okresie hossy 2006-2007.

„Historia pokazuje, że mieszkania w długoterminowej perspektywie bronią swojej wartości. W dobie Covid-19 wiele osób poszukuje sposobów ochrony swoich oszczędności. Mieszkanie jest wygodną, bezpieczną lokatą kapitału, odporną na inflację. Przy obecnych, rekordowo niskich stopach procentowych, spadających cenach surowców i niepewnej sytuacji na giełdach światowych, atrakcyjna nieruchomość może być jedną z najciekawszych opcji lokowania kapitału” – informuje Grzegorz Smoliński, Dyrektor Sprzedaży w Dom Development.

Jak przeanalizował Dom Maklerski Michael Strom w raporcie „Mieszkania jako klasa aktywów inwestycyjnych”: biorąc po uwagę okres 4Q 2006 – 4Q 2019, gdzie dysponujemy danymi dla wszystkich klas aktywów, najwyższą stopę zwrotu zanotowało złoto. Drugim najmocniej rosnącym aktywem była cena mieszkania powiększonego o wynajem. W analizowanym okresie takie połączenie wygenerowało stopę zwrotu w wysokości 135%. Ich wycena mocno wzrosła w początkowym okresie, co było skutkiem hossy cen mieszkań w 2007 r. Maksymalne obsunięcie wyniosło 22 p.p. i było zanotowane w drugim kwartale 2008 r. Następnie, po ok. 4-letniej stabilizacji, rozpoczął się wzrost. Wynik w całym okresie jest składową wzrostu cen mieszkań o 53% oraz przychodów z najmu, które dodały kolejne 82 p.p. wyniku. W analizowanym ujęciu sam wzrost cen mieszkań pokonał inflację konsumencką o ponad 23 p.p., która urosła przez 13 lat o 30%.porównanie stóp zwrotu w wybrane klasy aktywów

„Zmiany cen na rynku mieszkaniowym są na razie praktycznie niewidoczne. Trudno uważać, że spadek ceny nieprzekraczający nawet 1% może powodować jakiekolwiek odczuwalne zmiany po stronie kupującego, mimo tego, że radykalnie zmieniły się oczekiwania konsumentów, z przekonania o niekończącym się wzroście cen do oczekiwania, że teraz ceny będą spadać. Jednak ci, którzy liczyli na wyraźny spadek cen jeszcze w tym roku, mogą się zawieść” – informował w kwietniowy raport SonarHome, firmy umożliwiającej darmową wycenę mieszkania online. Jednak już w maju i czerwcu br. odnotowano w Warszawie 10% wzrost cen nieruchomości na rynku pierwotnym.

Nieruchomości na Pradze inwestycją z potencjałem

Warszawa zdecydowanie należy do najatrakcyjniejszych rynków nieruchomości w Polsce. Koncentrujemy się na rozwijaniu naszej oferty mieszkaniowej w „zielonych” obrzeżach z dobrą infrastrukturą, natomiast w centralnych miejscach, idąc za dużym popytem, lokalizujemy atrakcyjną ofertę dla lokowania funduszy, głównie związaną z najmem. Obecnie najmodniejszym rejonem miasta, prócz Powiśla, staje się dzielnica Praga” – potwierdza Klaudia Siarkiewicz, Prezes Kreator Dom Invest, jednego z liderów budowlanych w Warszawie.

centrum praskie koneser
FOT. CENTRUM PRASKIE KONESER

Dzięki dobremu zarządzaniu przez władze w ostatnich latach ta niegdyś zaniedbana dzielnica odzyskała swój blask i urok. Duże inwestycje, jak 8-hektarowe Soho Factory (od najmodniejszej dzielnicy Nowego Jorku), przez 38-hektarowy Port Praski, łączący loftowe apartamenty z kanałami rodem z Amsterdamu oraz plaże nad Wisłą z widokiem na Starówkę, po odrestaurowaną zabytkową wytwórnię wódek „Koneser” w sercu Starej Pragi, oferują eventy, jedzenie, modę, design, sztukę i wyjątkową przestrzeń miejską. Nie dziwi, że w tym innowacyjnym otoczeniu Google for Startups zlokalizował swój kampus zwany inkubatorem przedsiębiorczości. Parki i zieleń, zagospodarowane obszary wodne, modne restauracje, teatry, galerie i kluby, graffiti i murale powodują że coraz więcej inwestorów lokuje swoje fundusze w nieruchomościach właśnie w tej części Warszawy.

Wkrótce, przy ul. Bliskiej 17, w jednym z najciekawszych miejsc południowej części tej dzielnicy, powstanie oryginalny budynek „Bliska Residence” zaprojektowany przez słynną pracownię architektoniczną „Beczak & Beczak”. Projekt budynku wpisuje się w unikatową architekturę i obraz najmodniejszej dzielnicy Warszawy. Deweloper Kreator Dom Invest wybuduje tam 196 nowoczesnych mikro-apartamentów inwestycyjnych.

„Praga zmienia się nie do poznania. Pamiętam ją z lat 70. czy 80, jej przedwojenne i powojenne  oblicze z rodzinnych opowieści. Cieszy nas jej renesans i wszystkie, te duże i małe inwestycje. Wreszcie możemy być dumni w naszej dzielnicy” – mówi Adam Białas, dziennikarz, ekspert rynku, mieszkaniec warszawskiej Pragi od urodzenia, działacz Stowarzyszenia „Nowoczesna Praga”. Jego przodkowie też zamieszkiwali w tej dzielnicy od kilku pokoleń przed II wojną światową.

Inwestycje z przyszłością

Sporo osób interesuje się małymi lokalami, ale w modnych lokalizacjach z dobrą infrastrukturą. Nie chcąc się nadmiernie zadłużać, wolą mini apartamenty i wykorzystanie atrakcji znajdujących się w okolicy. Ten modny trend powstał ponad 30 lat temu w Azji i dobrze adaptuje się w miastach USA i Europy. Inwestując w takie lokale można w przyszłości zyskać na ich cenie, a w razie potrzeby łatwo odsprzedać lub wynająć. Nie trzeba też spłacać dużego kredytu za niepotrzebne duże metraże, tylko skupić się na innych życiowych aktywnościach.

„Bliska Residence to nowoczesne, wygodne 1- i 2-pokojowe mieszkania o powierzchni od 20 do 35 mkw. Będą stanowić świetną opcję dla najmu krótko- i długoterminowego. To unikalne rozwiązanie łączy możliwość stabilnej inwestycji mieszkaniowej ze wszystkimi aspektami ochrony poprzez umowę deweloperską i jednocześnie znakomitego zakupu komercyjnego z wielowymiarową możliwością wynajmu” – informuje Prezes Kreator Dom Invest Klaudia Siarkiewicz.

Estymacja ceny metra kwadratowego w tym modnym apartamentowcu to ok. 13.500 – 13.700 zł brutto z możliwością całkowitego odliczenia VAT, co daje 23% rabatu i cenę 10.975 zł za m2. Operatorem budynku będzie renomowana, znana z innych projektów firma, która zapewnia ok. 7% zysku rocznie z najmu od zainwestowanych pieniędzy.

Praga to także dobrze skomunikowana baza mieszkaniowa dla wielu młodych ludzi, w tym studentów znajdujących się tam uczelni wyższych. Nowoczesne apartamentowce, wpisujące się w klimat ceglanych murów i starych kamienic, podobają się wielu warszawiakom. W okresie letnim na Ząbkowskiej zamknięty jest ruch samochodowy, co sprzyja spacerom, kiermaszom i licznym straganom, a nawet grze w ping-ponga. Praga zaskakuje otwartością, a restauracje z ogródkami na Ząbkowskiej zachęcają warszawiaków do spędzenia w nich leniwego popołudnia.

„Warszawa to największa aglomeracja, do której wciąż napływają nowi mieszkańcy. To regionalne centrum biznesowe, do którego przybywają managerowie na kontrakty. To także prężny ośrodek akademicki, który przyciąga młodych ludzi. W związku z tym przeznaczenie mieszkań na wynajem to bardzo interesująca inwestycja, zwłaszcza że atrakcyjne mieszkania i lokalizacje są bardziej odporne na wszelkie zawirowania gospodarcze, niż inne instrumenty rynkowe. Dodam, że nasi klienci rozumieją ten mechanizm, lokując wolne środki na rynku nieruchomości. W I kwartale w Dom Development transakcje gotówkowe stanowiły – podobnie jak w 2019 roku – ok. 40%” – mówi Grzegorz Smoliński, Dyrektor Sprzedaży w Dom Development.

„Stale obserwujemy światowe trendy. W wielu miastach świata niegdyś zaniedbane dzielnice za sprawą rewitalizacji stały się dziś najmodniejszymi rejonami, np. w Barcelonie, Miami czy Berlinie. Stąd też notujemy bardzo duże zainteresowanie inwestycją ze strony kupujących. Dziś nasi klienci wymagają atrakcyjnych rozwiązań w lokalizacjach z przyszłością, a taką niewątpliwie jest Praga” – dodaje Prezes Kreator Dom Invest.

„Bez wątpienia nasza dzielnica przeżywa w ostatnich latach renesans i to nie tylko za sprawą ogromnych środków, które miasto stołeczne Warszawa przeznacza na Program Rewitalizacji – to blisko 1,5 miliarda złotych, z których lwia część w latach 2015-2022 pozwala przywrócić dawny blask wielu północnopraskim zabytkom. Wystarczy przypomnieć, jak jeszcze niedawno wyglądały w Warszawie rzadkie zachowane zespoły zwartej przedwojennej zabudowy. Odnowione kamienice i oficyny stały się niewątpliwą wizytówką  tej części stolicy i to dla nas, jako Zarządu Dzielnicy, największy powód do dumy. Oczywiście jest jeszcze wiele do zrobienia” – powiedziała Ilona Soja-Kozłowska, burmistrz dzielnicy Praga-Północ.

„Polska czeka na wielką inwestycję, jaką będzie niewątpliwie budowa nowoczesnej sali koncertowej orkiestry Sinfonia Varsovia. Już w 2010 roku został rozstrzygnięty międzynarodowy dwuetapowy konkurs architektoniczny na projekt nowej sali koncertowej dla ponad 1800 widzów, który wygrało Atelier Thomas Pucher z Grazu. W 2015 roku, w obecności Prezydent m.st. Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, architekt Thomas Pucher i dyrektor Sinfonii Varsovii Janusz Marynowski podpisali umowę na wykonanie dokumentacji projektowej. Harmonogram inwestycji zakładał zakończenie prac projektowych w lutym 2020 r., a rozpoczęcie robót budowlanych w październiku 2020 r. Otwarcie sali koncertowej planowano na luty 2025 roku” – mówi Tomasz Kucharski, burmistrz dzielnicy Praga-Południe.

Wyznaczono sądy ds. ochrony własności intelektualnej – ma być szybciej i efektywniej

Zgodnie z obietnicami złożonymi podczas prac nad nowelizacją Kodeksu Postępowania Cywilnego, Ministerstwo Sprawiedliwości w konsultacji z Urzędem Patentowym wydało rozporządzenie w sprawie przekazania niektórym sądom okręgowym rozpoznawania spraw własności intelektualnej z właściwości innych sądów okręgowych.

– Jednym z głównych problemów systemu ochrony własności intelektualnej jest m. in. czas trwania postępowań oraz brak merytorycznego przygotowania sędziów do orzekania w sprawach dotyczących własności intelektualnej. Dotychczas mieliśmy do czynienia z rozproszeniem spraw pomiędzy różne sądy – mówi Arkadiusz Grądkowski, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Przed nowelizacją sprawy z zakresu naruszenia praw własności intelektualnej (np. naruszenie praw ochronnych na wzory użytkowe i znaki towarowe) rozpoznawały sądy powszechne oraz Sąd Najwyższy, natomiast sprawy, dotyczące decyzji wydawanych przez Urząd Patentowy RP rozpatrywane były przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie i Naczelny Sąd Administracyjny. Rozproszenie spraw nie sprzyjało specjalizacji sędziów oraz pogłębiało problem przewlekłości postępowań, który dodatkowo nasilał się przez rosnącą z roku na rok liczbę spraw z zakresu własności intelektualnej.

– Specjalizacja sądów i sędziów będzie sprzyjać jednolitości orzecznictwa. Przyczyni się również do przyspieszenia postępowań i zwiększenia efektywności ochrony praw własności intelektualnej – mówi Grzegorz Rychwalski, wiceprezes Krajowych Producentów Leków.

Develia podsumowała sprzedaż za II kw. 2020

Develia sprzedała 423 lokale w ciągu pierwszych 6 miesięcy 2020 roku na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych wobec 618 w analogicznym okresie ubiegłego roku. Spółka przekazała 482 lokale, w tym 61 w II kwartale. Podczas gdy przekazania w pierwszej połowie 2019 roku wyniosły 1673 lokale.

Deweloper zawarł 315 umów rezerwacyjnych, które w najbliższym okresie, po podjęciu decyzji przez klientów, mogą przekształcić się w umowy deweloperskie. Liczba zawartych umów rezerwacyjnych wzrosła w pierwszej połowie 2020 roku o 88 sztuk, w tym o 38 sztuk w II kwartale.

Z powodu lockdownu i dużej niepewności odnośnie rozwoju sytuacji, sprzedaż na początku II kwartału wyhamowała. W kwietniu Develia zanotowała ujemną sprzedaż -7 lokali, ponieważ utrudnione było prowadzenie niemal każdej działalności gospodarczej, a klienci obawiali się o przyszłość i wstrzymywali się z decyzjami dotyczącymi zakupu mieszkania. W kolejnych miesiącach wraz z odmrażaniem gospodarki, sytuacja zaczęła wracać do normy i obserwowaliśmy stopniowy wzrost zainteresowania ofertą Develii. W maju sprzedaż wyniosła 40 mieszkań, natomiast w czerwcu 79. To oznacza tendencję wzrostową, jednak klienci są nadal ostrożni w podejmowaniu decyzji – mówi Paweł Ruszczak, p.o. prezesa Develii.

Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom klientów, w II kwartale Develia wprowadziła elastyczną ofertę 3×0, która została przedłużona na kolejne miesiące. Deweloper oferuje podpisywanie umów rezerwacyjnych bez konieczności dokonywania wpłaty, możliwość odstąpienia od umowy deweloperskiej bez konsekwencji oraz korzystny dla kupującego harmonogram wpłat 20/80.

Najwięcej mieszkań znalazło nowych właścicieli w inwestycjach Na Woli w Warszawie i Słoneczne Miasteczko w Krakowie. Aby uzupełnić ofertę w II kwartale deweloper wprowadził do sprzedaży kolejne etapy inwestycji: V etap osiedla Mała Praga w Warszawie oraz XI etap osiedla Słoneczne Miasteczko w Krakowie.

Poprawa za oceanem

Dane z amerykańskiego rynku pracy pokazały, że nie jest wcale tak źle, jak sądzono. Miejsca pracy są odzyskiwane znacznie szybciej, niż dotychczas przewidywano. Dobrze wypadły też zamówienia.

Dobre dane z USA

Amerykański rynek pracy dochodzi do siebie szybciej niż oczekiwano po problemach wynikających z pandemii. Bezrobocie spadło w ciągu miesiąca z 13,3% na 11,1%. To zasługa głównie tego, że przybyło nie 3 mln, a 4,8 mln miejsc pracy w ciągu miesiąca. Są to oczywiście w większości reaktywacje etatów zamkniętych przy lockdownie, aczkolwiek liczby pokazują, że sytuacja faktycznie się poprawia. Analitycy potwierdzają te obserwacje, czego dowodem jest umacnianie się dolara względem euro po tych danych. Zamówienia na dobra wypadły zgodnie z oczekiwaniami, ale wynik ten nie popsuł dobrego nastroju inwestorów.

PMI dla usług też lepsze

Indeksy PMI dzielą się na te dla przemysłu i dla usług. Zwyczajowo inwestorzy przykładali większą wagę do indeksu przemysłowego, nie znaczy to, że ten dla usług jest w ogóle nieistotny. Warto zwrócić uwagę, że dzisiejsze dane były wyraźnie (bo aż 1 punkt) powyżej oczekiwań. Poziom 48,3 pkt nie przekroczył granicy 50 punktów, co w dalszym ciągu wskazuje na istotne pogorszenie nastrojów po zamknięciu gospodarek na pandemię.

Dymisja premiera Francji

Premier Francji Edouard Philippe złożył dymisję. Powód nie jest do końca znany, ale o rekonstrukcji mówiło się nad Sekwaną od dłuższego czasu. Jako jeden z powodów wskazywana jest popularność obecnego premiera, co mogło powodować potencjalne konflikty z myślącym o reelekcji prezydentem. Rynki walutowe czekają na rozwój sytuacji i na razie nie reagują.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Satelity pokazują, że Europa jest sucha jak wiór

0

W dużej części Europy ostatnie miesiące są jednymi z najbardziej suchych w historii pomiarów opadów. Niedawne nawałnice, prowadzące nawet do lokalnych podtopień, nie wpłynęły na niski poziom wilgotności głębszych warstw gleby. Intensywne opady w dużej mierze spływają od razu do rzek i rowów melioracyjnych, nawilżając tylko warstwę powierzchniową. W Wielkiej Brytanii maj był najbardziej suchym miesiącem od 124 lat. Pożary trawią lasy, łąki i pola. Wiele rzek ma rekordowo niski poziom wody. Zdjęcia satelitarne pokazują skalę problemu i powagę sytuacji.

Obecne wydarzenia związane z pandemią przyćmiły obraz gigantycznych płomieni, które przetoczyły się przez południowo-wschodnią Australię zaledwie kilka miesięcy temu. Jednak cały czas jesteśmy świadkami globalnego ocieplenia, które oddziałuje coraz bardziej destrukcyjnie na nasze otoczenie. Według naukowców zajmujących się klimatem, może to być niestety nasza nowa rzeczywistość. Jak dotąd, rok 2020 jest najcieplejszym w Europie od stulecia. Według danych historycznych, średnia temperatura powietrza jest o pół stopnia Celsjusza wyższa niż w roku 1990, który dotychczas był pod tym względem rekordowo ciepły. Skutkiem jest wyraźnie obniżona wilgotność gleby pól uprawnych, która będzie miała wpływ na plony.

Niemieckie problemy z suszą

W przypadku Niemiec, w tym roku kraj wyjątkowo wcześnie doświadcza „suchej” pogody. Pożary lasów w Nadrenii Północnej-Westfalii rozpoczęły się już w kwietniu. Według krajowych służb meteorologicznych, w tym właśnie miesiącu odnotowano zaledwie 5% zwykłych opadów deszczu, a cały rok 2020 może być kolejnym okresem dotkliwej suszy w Niemczech, być może nawet większym niż wyjątkowo trudne dwa poprzednie lata 2018 i 2019.

Oznaki kolejnego roku suszy można zobaczyć wszędzie. We wschodnim Dreźnie poziom wody Łaby wynosi zaledwie 95 cm, podczas gdy jej średnia głębokość jest dwa razy większa. Łaba jest jedną z wielu rzek w Niemczech, na których w dwóch ostatnich latach zawieszono żeglugę z powodu zbyt niskiego poziomu wody.

Zima bez opadów śniegu i właściwie zupełnie bezdeszczowa wiosna dają o sobie znać. Trudną sytuację związaną z suszą w Niemczech widać na zdjęciach z satelity Sentinel-2 (L2A) – mówi Sybrand van Beijma, Earth Observation Data Specialist z firmy CloudFerro, specjalizującej się w świadczeniu usług przetwarzania w chmurze, będącej również operatorem platform udostępniających wielkie zbiory satelitarnych zdjęć obserwacji Ziemi. Wskaźnik wilgotności (moisture index) jest prostą metodą wizualnego porównania danych z różnych okresów i zauważenia różnic w wilgotności gleby. Porównując zdjęcia z maja 2019 i maja 2020, można np. zaobserwować spory spadek wilgotności gleby. To bardzo cenna informacja, zwłaszcza w kontekście regionalnego zarządzania gospodarką wodną. Jeśli dany teren ma alarmująco niski poziom wilgotności, lokalna administracja powinna mieć odpowiednie dane, aby podjąć właściwe środki zaradcze – podkreśla ekspert.

Niemieccy rolnicy obawiają się, że po dwóch latach suszy, trzeci rok może być jeszcze bardziej ciężki. I choć problemy w 2018 roku spowodowały rekordową wypłatę odszkodowań dla rolników od państwa – było to prawie 292 mln euro – to nie pokryły one wszystkich strat.  Tegoroczna susza oznacza kolejne kłopoty.

Nizina, czy może pustynia Środkowoeuropejska

Susza w Europie rozciąga się od północnej Francji, przez Europę środkową i północną, aż po wschodnie granice Polski. We Francji uprawy pszenicy i jęczmienia mają najsuchsze warunki glebowe od pięciu lat. Inni znaczący europejscy producenci zbóż, tacy jak Rumunia i Ukraina twierdzą, że ich rezerwy wody są na wysokim poziomie ryzyka. Według Instytutu Rolnictwa i Ekonomiki Żywności w Polsce, w tym roku plony z upraw zbóż mogą spaść nawet ponad 8 proc. Susza, która spala wschodnią część Unii Europejskiej, niszczy zbiory i zaostrza wywołane pandemią koronawirusa spowolnienie gospodarcze, które już teraz oceniane jest jako najgłębszy kryzys od upadku komunizmu.

Porównując zdjęcia satelitarne z kolejnych lat można zaobserwować wysychanie kontynentu. Widzimy zmniejszające się zbiorniki wodne, coraz płytsze rzeki, a w niektórych miejscach – nawet zanikające mniejsze rzeki i jeziora. Sytuacja jest rzeczywiście poważna i należy ją dokładnie monitorować – zauważa Sybrand van Beijma.  Warto podkreślić, że ogrom informacji dotyczących pomiarów związanych z warunkami klimatycznymi i ich zmianą w czasie pozyskujemy dzięki europejskiemu programowi obserwacji Ziemi Copernicus, na bazie którego działają zbudowane przez nas platformy: CREODIAS, którego jesteśmy operatorem i WEkEO, który również oparty jest na naszej chmurze obliczeniowej. Produkty informacyjne, oparte na zdjęciach z satelitów pokazują sytuację obecną, a także zmiany, jakie zachodzą w czasie. Mogą z nich korzystać instytuty naukowe i badacze, ale także firmy, tworząc aplikacje wspomagające zarządzanie gospodarką wodną czy symulujące wpływ suszy na otoczenie – wyjaśnia specjalista z CloudFerro.

Według Centrum Badań nad Środowiskiem Helmholtz, globalne ocieplenie ma bardzo duży wpływ na suszę w Europie. Jeśli temperatura na Ziemi wzrośnie o trzy stopnie, to obszar objęty suszą w Europie powiększy się dwukrotnie i obejmie ponad jedną piątą naszego kontynentu. Natomiast susze będą trwać nawet 3-4 razy dłużej. Problem może dotknąć nawet 400 mln ludzi. Jeśli, zgodnie z ustaleniami Traktatu Paryskiego, uda się ograniczyć wzrost ocieplenia klimatu do 1,5 stopnia, powinno to wpłynąć na zmniejszenie obszaru dotkniętego suszą.

Europa stawia sobie za cel aktywną walkę ze zmianami klimatycznymi i przeciwdziałanie ich negatywnym skutkom. Potrzebne jest wypracowane mechanizmów zarządzania klimatycznego oraz reagowania w przypadku klęsk żywiołowych i katastrof. Dlatego konieczne jest zbieranie szczegółowych danych na temat sytuacji na Ziemi oraz ich analizowanie. Służą do tego m.in. zdjęcia z satelitów Sentinel, dostępne np. na platformie CREODIAS.eu.

Nowoczesne stoisko targowe – dobry design dla Twojej firmy

Branża wystawiennicza daje obecnie spore pole do popisu architektom i projektantom sztuki użytkowej. Uczestnicy imprez branżowych już jakiś czas temu zrozumieli, że żeby zaistnieć i wyróżnić się spośród dziesiątek, a niekiedy setek innych wystawców, muszą postawić na ciekawą kreację i oryginalny design. Nowoczesne stoisko targowe to dzisiaj często efekt pracy designerów oraz architektów, którzy inspirują się najnowszymi trendami, ale nie zaniedbują jednocześnie funkcji użytkowej stanowisk.

Uczestnicy imprez branżowych wiedzą, że inwestycja w oryginalne i nowoczesne stoisko targowe popłaca. Czasem dosłownie – dane z raportu UFI (Światowego Stowarzyszenia Targowego), wskazują, że tego targi plasują się na drugim miejscu wśród czynników kształtujących decyzje zakupowe konsumentów. Od tego więc jak firmy zaprezentują się na wystawie często będzie zależeć to, jaki wizerunek przedsiębiorstwa utrwali się w świadomości gości i czy zaprocentuje to w przyszłości np. wzrostem sprzedaży lub nawiązaniem relacji biznesowej. Warto więc zadbać o to, żeby zabudowa oraz przestrzeń, którą się dysponuje, zostały jak najlepiej wykorzystane i zagospodarowane.

Nowoczesne stoisko targowe: koncepcja i design

Dobry design musi iść w parze z tym, co reprezentuje firma – zarówno w warstwie wizualnej, jak i wartości. Już na etapie planowania dobrze zastanowić się też, jaki efekt chcemy uzyskać poprzez obecność na imprezie. Wysoki stopień personalizacji nowoczesnego stoiska targowego będzie działał na naszą korzyść. Może wzmocnić markę i sprawić, że cały brand stanie się bardziej rozpoznawalny i ceniony. W trakcie otworzenia zabudowy warto zaakcentować oraz wyeksponować nie tylko produkty, ale i to, co stanowi o sile i potencjale danej firmy. Myśląc szerzej o całej marce można uzyskać najciekawsze efekty w postaci nietuzinkowego i nowoczesnego stoiska targowego, którego poszczególne części będą nawiązywać w sposób dosłowny lub zawoalowany do działalności oraz misji przedsiębiorstwa. Ten rodzaj myślenia jest bliski projektantom zabudowy, którzy sztukę przemysłową przenoszą w ten sposób na nowy poziom.

Opowiedz o swojej firmie

Twórcy nowoczesnych stoisk targowych mają dzisiaj do dyspozycji niezliczone możliwości. Dostępne technologie, modułowe systemy wystawiennicze oraz materiały o zróżnicowanej fakturze pozwalają na wcielenie w życie najbardziej fantazyjnych wizji. Markę może reprezentować ciekawa bryła, oryginalna grafika, wielopoziomowa konstrukcja oraz intrygująca aranżacja. Nowoczesne stoisko targowe to także design, który nie tylko przykuwa wzrok, ale i angażuje. Poszczególne elementy zabudowy powinny zachęcać do odwiedzin, ale i wciągać uczestników imprezy w opowieść o konkretnej marce. Opowieść będzie ciekawsza, jeśli środki wyrazu, których użyjemy, nie będą monotonne, a krótka wizyta przy stoisku okaże się obfitować w różnego rodzaju doznania. Nowoczesne stoisko targowe oraz jego design promuje, uczy, bawi i zachęca do wymiany doświadczeń.

Zagraniczne inwestycje pod podwójną kontrolą UOKiK

0

24 lipca 2020 r. wejdzie w życie nowelizacja ustawy o kontroli niektórych inwestycji[1]. Zmiany zostały wprowadzone na mocy ustawy potocznie nazywanej Tarczą Antykryzysową 4.0[2]. Nowe przepisy nakładają na inwestorów zagranicznych obowiązek zawiadamiania Prezesa UOKiK o inwestycji w niektóre przedsiębiorstwa działające w Polsce. Pomimo wyłączenia spod tego obowiązku podmiotów z Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, wyłączenie to nie znajdzie zastosowania wobec podmiotów zależnych inwestora spoza EOG/OECD. Oznacza to, że np. polskie spółki zależne koncernu chińskiego będą traktowane jako podmiot zagraniczny nawet jeśli były one wcześniej aktywne na rynku polskim.

System kontroli inwestycji zagranicznych wykazuje wiele podobieństw do rozwiązań z zakresu kontroli koncentracji. Obowiązek zawiadomienia Prezesa UOKiK będzie dotyczył m.in. transakcji nabycia dominacji, co należy rozumieć w dużej mierze w sposób tożsamy ze znanym na gruncie prawa antymonopolowego pojęciem przejęcia kontroli. Możliwe więc będą sytuacje, gdy konieczne będzie przedłożenie dwóch notyfikacji tej samej transakcji Prezesowi UOKiK, tj. zamiaru koncentracji oraz nabycia podmiotu objętego ochroną. Poza nabyciem dominacji zawiadomieniu będzie podlegało również nabycie znaczącego uczestnictwa w podmiocie objętym ochroną, co będzie dotyczyło sytuacji osiągnięcia lub przekroczenia progów 20% oraz 40% głosów, udziału kapitałowego lub zyskach podmiotu objętego ochroną.

Zgodnie z ustawą, nabycie dominacji lub znaczącego uczestnictwa będzie mogło nastąpić również w sposób pośredni, np. na skutek transakcji pomiędzy spółkami-matkami podmiotów objętych ochroną. Ustawa posługuje się również pojęciem „nabycia następczego”, przez co należy rozumieć sytuacje umorzenia lub nabycia własnych udziałów/akcji podmiotu objętego ochroną, podział lub połączenie takiego podmiotu oraz zmiany umowy/statutu takiego podmiotu poprzez uprzywilejowanie (zmianę uprawnień) udziałów/akcji niektórych wspólników. Ustawa zawiera również klauzulę obejścia prawa uznającą za nabycie dominacji lub znaczącego uczestnictwa wszelkiego rodzaju działania mające na celu uniknięcie obowiązku notyfikacji.

Podstawowym warunkiem uznania za podmiot objęty ochroną jest osiągniecie co najmniej 10 mln euro obrotu na terytorium Polski w co najmniej jednym z lat obrotowych poprzedzających rok złożenia zawiadomienia. Podmioty, które spełniają ten warunek będą objęte ochroną jeżeli:

  1. są spółkami publicznymi (tj. notowanymi na giełdzie) lub
  2. prowadzą działalność w jednym ze strategicznych sektorów gospodarki wymienionych w ustawie (m.in. energetyka, opracowywanie i modyfikacja oprogramowania, przemysł chemiczny, telekomunikacja, przemysł zbrojeniowy, sektor medyczny i farmaceutyczny, przeładunek w portach śródlądowych, przetwórstwo mięsa, mleka, zbóż oraz owoców i warzyw).

Po otrzymaniu zawiadomienia Prezes UOKiK będzie miał 30 dni roboczych na przeprowadzenie wstępnego postępowania sprawdzającego, które może zostać zakończone:

  1. decyzją o odmowie wszczęcia postępowania kontrolnego i braku sprzeciwu wobec transakcji,
  2. postanowieniem o wszczęciu postępowania kontrolnego, jeżeli zawiadamiający nie przedłożył żądanych przez organ informacji lub dokumentów lub dalsze badanie jest uzasadnione z punktu widzenia bezpieczeństwa publicznego lub porządku publicznego.

Ustawowy termin zakończenia postępowania kontrolnego będzie wynosił 120 dni. Poza przypadkami, gdy zawiadamiający nie uzupełnił braków formalnych zawiadomienia, decyzja o sprzeciwie wobec transakcji będzie mogła zostać wydana, gdy:

  • w związku z nabyciem istnieje przynajmniej potencjalne zagrożenie dla porządku publicznego lub bezpieczeństwa publicznego RP lub zdrowia publicznego w RP,
  • brak jest możliwości ustalenia przynależności państwowej nabywcy,
  • transakcja może mieć negatywny wpływ na projekty i programy leżące w interesie UE.

Nabycie dokonane bez uzyskania pozytywnej decyzji Prezesa UOKiK (lub wbrew decyzji negatywnej) będzie dotknięte cywilnoprawną sankcją nieważności. W tym celu Prezes UOKiK uzyska również m.in. kompetencję do zaskarżania uchwał organów spółki – wytaczania powództw o stwierdzenie ich nieważności.

Ponadto, nabycie znaczącego uczestnictwa lub dominacji bez zawiadomienia będzie stanowiło przestępstwo zagrożone grzywną do 50 mln zł, karą pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 5 lat albo obiema tymi karami łącznie. Odpowiedzialności tej podlegać będzie również osoba, która wykonywała prawa głosu z udziałów lub akcji w imieniu wspólnika w przypadku, gdy nie zostało złożone zawiadomienie.

[1] Ustawa z dnia 24.07.2015 r. o kontroli niektórych inwestycji (tekst jednolity – Dz.U. 2020 r. poz. 117 z późn.zm.).

[2] Ustawa z dnia 19 czerwca 2020 r. o dopłatach do oprocentowania kredytów bankowych udzielanych przedsiębiorcom dotkniętym skutkami COVID-19 oraz o uproszczonym postępowaniu o zatwierdzenie układu w związku z wystąpieniem COVID-19 (Dz.U. 2020 poz. 1086).

Autor: Szymon Gołębiowski – adwokat w międzynarodowej kancelarii Taylor Wessing w Warszawie

Śląskie Kamienice S.A. będą współpracowały z Columbus Energy przy projektach farm fotowoltaicznych

0

Śląskie Kamienice S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, poinformowała, że spółka zależna Farmy Fotowoltaiki S.A. w organizacji podpisała umowę współpracy w zakresie rozwijania projektów farm fotowoltaicznych ze spółką COLUMBUS ENERGY S.A. Spółki zamierzają realizować wspólnie przedsięwzięcia związane z fotowoltaiką poprzez nowy podmiot, w którym będą miały po 50% udziałów w kapitale zakładowym.

Spółka Farmy Fotowoltaiki S.A. w organizacji, w której Śląskie Kamienice S.A. objęły 10.000.000 akcji stanowiących 100% kapitału zakładowego, zawarła umowę współpracy w zakresie rozwijania projektów farm fotowoltaicznych z notowaną na rynku NewConnect spółką COLUMBUS ENERGY S.A. Zgodnie z nią oba podmioty zobowiązały się do wspólnej realizacji projektów polegających m.in. na znalezieniu lokalizacji, zaprojektowaniu, budowie i uruchomieniu wolnostojącej instalacji fotowoltaicznej, poprzez ich wspólne finansowanie i podział zadań związanych z ich przygotowaniem. W celu realizacja całego przedsięwzięcia obie strony zobowiązały się do zawarcia umowy spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, w której obejmą po 50% udziałów. Zarząd Śląskie Kamienice S.A. dostrzega bardzo duży potencjał wzrostu w tym segmencie biznesowym.

„Zainicjowanie aktywności w obszarze fotowoltaiki to ogromny impuls dla rozwoju naszej Grupy Kapitałowej, która już wkrótce zmieni formalnie nazwę na Berg Holding S.A.” – komentuje Kamil Kita, Prezes Zarządu Farmy Fotowoltaiki S.A. i jednocześnie Członek Zarządu spółki Śląskie Kamienice S.A. „Mamy zamiar bardzo aktywnie inwestować w branżę fotowoltaiki, ponieważ ma ona ogromny potencjał i jest dopiero w początkowej fazie wzrostu. Jeszcze w tym roku planujemy rozpocząć budowę pierwszych farm fotowoltaicznych.” – dodaje Kita.

W ramach współpracy przy realizacji projektów Farmy Fotowoltaiki S.A. w organizacji będą odpowiedzialne za wyszukiwanie lokalizacji pod realizację projektów, pozyskiwanie praw do nieruchomości dla realizacji projektów oraz finansowanie 50% kosztów realizacji projektów na warunkach określonych w umowie. Projekty będą realizowane przez spółki celowe tworzone przez spółkę zawiązaną wspólnie przez Farmy Fotowoltaiki S.A. w organizacji oraz Columbus Energy S.A. Korzyści majątkowe dla Farmy Fotowoltaiki S.A. w organizacji będą pochodziły m.in. z zysków osiąganych w ramach spółek celowych wynikających z uruchomienia projektów, wytwarzania i sprzedaży energii elektrycznej lub ze sprzedaży projektów na rzecz osób trzecich lub sprzedaży udziałów w spółkach celowych.

„Dzięki współpracy z naszym partnerem – Śląskie Kamienice S.A., która specjalizuje się w modernizacji kamienic, nasze działania nabiorą rozpędu, a ich efekty będziemy mogli zobaczyć już niebawem.” – mówi Dawid Zieliński, Prezes Zarządu Columbus Energy S.A. „Mamy ambicje inwestować we własne projekty farm w takim stopniu, aby w następnym roku osiągnąć wiodącą pozycję w Polsce.” – dodaje Zieliński.

 „Pozyskanie tak strategicznego partnera, jakim jest Columbus Energy S.A., było jednym z priorytetów Spółki. Teraz jesteśmy przekonani, że projekty farm fotowoltaicznych będą poddawane analizie, wdrożeniu i komercjalizowane bez zbędnej zwłoki, przez co w szybkim tempie wypracują zyski dla spółki.” – zakończył Kamil Kita.

Śląskie Kamienice S.A. zakończyły 2019 r. zyskiem netto w wysokości ponad 2,1 mln zł przy przychodach netto ze sprzedaży przekraczających 22,8 mln zł. Wartość aktywów Spółki na koniec 2019 r. ukształtowała się na poziomie blisko 89,8 mln zł. Spółka planuje podjąć działania mające na celu spełnienie przez nią warunków niezbędnych do przeniesienia notowań na główny rynek Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Śląskie Kamienice S.A. to Spółka stworzona na silnych fundamentach, która zajmuje się modernizacją zakupionych kamienic na obszarze Górnego Śląska. W 2017 r. Spółka zadebiutowała na rynku NewConnect.

Cushman & Wakefield i Matterport zawierają globalne porozumienie przyspieszające wirtualny marketing nieruchomości komercyjnych

0

– W ramach umowy oferta usług wirtualnych dotyczących nieruchomości komercyjnych zostanie poszerzona o rozwiązanie 3D capture –

Firma Matterport, lider rynku w zakresie pozyskiwania danych przestrzennych, poinformowała dziś o zawarciu globalnego porozumienia z Cushman & Wakefield (NYSE: CWK), jedną z największych firm świata świadczących usługi doradcze na rynku nieruchomości. Dzięki usługom Matterport Capture Services, Cushman & Wakefield będzie mogła zaoferować klientom gotowe rozwiązanie umożliwiające skanowanie wnętrz nieruchomości komercyjnych w technologii 3D.

John Forrester, Prezes Cushman & Wakefield, powiedział: Zawarte porozumienie idealnie wpisuje się w naszą prostą i silną strategię technologiczną. Przewiduje ona współpracę ze strategicznymi partnerami w zakresie dostarczania innowacyjnych narzędzi, które generują cenne dane i kreują wartość dla naszych klientów.

Dzięki wiodącej w branży platformie danych 3D i technikom firmy Matterport wyspecjalizowanym w obsłudze kamer Matterport Pro2, specjaliści firmy Cushman & Wakefield będą mogli prezentować potencjalnym najemcom i nabywcom nieruchomości w środowisku wirtualnym za pomocą modeli digital twins, czyli cyfrowe repliki fizycznych obiektów.

Adam Stanley, Główny Dyrektor ds. Informatyki i Główny Dyrektor ds. Cyfryzacji, Cushman & Wakefield, powiedział: Nasi klienci coraz częściej oczekują od nas danych i informacji, które pomogą im w podejmowaniu decyzji i rozwiązywaniu złożonych wyzwań biznesowych. Współpraca ta to podręcznikowy przykład tego, jak rozwijamy naszą ofertę dla właścicieli i najemców nieruchomości, umożliwiając naszym specjalistom obsługę klientów na wyjątkowym poziomie za pomocą wirtualnego rozwiązania, które w obecnych warunkach stało się niezbędne.

Matterport Capture Services to kompleksowe rozwiązanie dla firm, które potrzebują szybkiego dostępu do doświadczonego i solidnego specjalisty Matterport, który sporządzi skan posiadanych nieruchomości. Dzięki zamieszczeniu unikalnego linku do immersyjnego modelu 3D digital twin na stronie internetowej, w ofertach, e-mailach lub w kanałach mediów społecznościowych, eksperci Cushman & Wakefield umożliwiają radykalne zwiększenie liczby potencjalnych klientów zwiedzających daną nieruchomości. Klienci z praktycznie każdego miejsca w świecie mogą odbyć wirtualny spacer po wybranym obiekcie w dowolnym czasie tak, jakby w nim faktycznie byli, a także poznać układ nieruchomości z perspektywy domku dla lalek i zajrzeć do niej pod dowolnym kątem oraz dokonać cyfrowego pomiaru pokoi, powierzchni, wysokości sufitów i mebli, aby ocenić, czy dana powierzchnia spełnia ich potrzeby.

RJ Pittman, Dyrektor Generalny Matterport, powiedział: Cushman & Wakefield rozumie potęgę naszej unikalnej platformy danych przestrzennych i możliwości biznesowe wynikające z modeli digital twins oferowanych przez Matterport. Dzięki natychmiastowemu dostępowi do tysięcy techników Matterport w 375 miastach w Ameryce Północnej i krajach regionu EMEA, firma Cushman & Wakefield może korzystać ze wsparcia Matterport i poszerzyć ofertę usług poprzez zwiększenie efektywności i wykorzystania portfela nieruchomości na całym świecie”.

Ośrodek interesów życiowych – skutki wyroku NSA, sygn. II FSK 2653/16

0

Kwestia ustalenia centrum interesów osobistych oraz gospodarczych podatnika ma wpływ na ustalenie jego rezydencji podatkowej, a tym samym na obowiązek podatkowy i odpowiednie opodatkowanie osiąganych dochodów w danym kraju. Urzędy skarbowe są w tej kwestii bardzo rygorystyczne, ponieważ większość sytuacji interpretują na korzyść Skarbu Państwa. Jednym z takich przykładów jest sprawa dotycząca ustalenia miejsca zamieszkania w przypadku opuszczenia kraju przez osobę oddelegowaną do pracy w innym państwie, która ostatecznie trafiła do Naczelnego Sądu Administracyjnego (wyrok z dnia 28 września 2018 r., sygn. II FSK 2653/16).

Przepisy ustawy o PIT

Kluczowe dla prawidłowego określenia miejsca rezydencji podatkowej jest ustalenie miejsca zamieszkania podatnika. Zgodnie z polską ustawą o podatku dochodowym od osób fizycznych (art. 3 ust. 1a) uznaje się, że osoba ma miejsce zamieszkania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, jeżeli posiada ośrodek interesów życiowych (osobistych lub gospodarczych) lub przebywa w Polsce dłużej niż 183 dni w roku podatkowym. W takich przypadkach osoby fizyczne podlegają w Polsce obowiązkowi podatkowemu od całości swoich dochodów (tzw. nieograniczony obowiązek podatkowy).

Spójnik „lub” wskazuje, że kryteria te należy rozpatrywać rozłącznie i niezależnie. Przykładowo, aby określić miejsce zamieszkania, nie trzeba przebywać w Polsce dłużej niż 183 dni w roku. Wystarczy posiadać w tym kraju ośrodek interesów życiowych. Dodatkowo z uwagi na użycie spójnika „lub” także w przypadku rozróżnienia osobistego i gospodarczego ośrodka interesów życiowych w efekcie należy przyjąć, że w ustawie zdefiniowane są trzy rozłączne kryteria potwierdzające miejsce zamieszkania. Takie podejście potwierdzają także organy podatkowe (np. interpretacja Dyrektora Izby Skarbowej w Łodzi z 7 lutego 2012 r., sygn. IPTPB2/415-650/11-4/MP).

Pomimo tego, że do okresu 183 dni wlicza się każdy zaczęty dzień w danym kraju, w tym także weekendy, święta czy dni wolne od pracy, to podatnik wskazał, że jego pobyt nie przekroczył tego okresu, zatem fiskus w omawianej sprawie skupił swoje zainteresowania na analizie dwóch pozostałych przesłanek (interesów życiowych).

Centrum interesów osobistych

Powiązania osobiste to występowanie więzi rodzinnych, towarzyskich, podejmowanie aktywności społecznej, kulturalnej, sportowej czy też politycznej. W praktyce często podstawowym czynnikiem jest obecność w danym kraju współmałżonka/partnera oraz małoletnich dzieci. Przykładowo więc, wyjeżdżając do innego kraju w celu zarobkowym z całą rodziną, należy przyjąć, że ośrodek osobistych interesów jest w tym innym kraju. W przypadku osób samotnych za ośrodek interesów osobistych przyjmuje się miejsce prowadzenia samodzielnego gospodarstwa domowego, tj. przykładowo relacji z przyjaciółmi, uczestniczenia w życiu kulturalnym, politycznym czy też praktykowania hobby.

Przykładowo Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z dnia 20 grudnia 2018 r. wskazał, że „w dbałość o ognisko domowe, przez co należy rozumieć, że osoba zainteresowana czyni wszystko, co jest niezbędne, aby mieć to mieszkanie do własnej dyspozycji w każdym czasie, w sposób ciągły, a nie od czasu do czasu, na pobyt, który z różnych względów może mieć charakter krótkotrwały”. Innymi słowy, jeżeli osoba fizyczna czyni starania, aby osiedlić się w danym kraju na pobyt długotrwały, wówczas występować może u niej tzw. ognisko domowe, które jest przyczyną występowania interesów osobistych w tym kraju. W związku z powyższym w omawianej sprawie organ stwierdził, że podatnik przeniósł na terytorium Włoch centrum interesów osobistych.

Ośrodek interesów gospodarczych

Inny natomiast wniosek wynikał w zakresie interesów gospodarczych. We wniosku o interpretację podatnik wskazał, że na terytorium Polski posiada jeszcze dwa rachunki bankowe i jest właścicielem nieruchomości, którą na czas pobytu wynajmuje. Ponadto jest ubezpieczony oraz ma zawieszony stosunek pracy z polskim pracodawcą.

Należy wskazać, że w przepisach brak jest definicji ośrodka interesów gospodarczych. W praktyce chodzi tu o miejsce, gdzie osiąga się większość swoich dochodów z pracy zarobkowej, wykonywania wolnego zawodu czy prowadzenia działalności gospodarczej. Ponadto pod uwagę może być wzięta kwestia posiadanych inwestycji w danym kraju, majątku ruchomego i nieruchomego, depozytów czy lokat, a także kredytów lub polis ubezpieczeniowych. W związku z powyższym organ stwierdził, że powiązania podatnika są na tyle silne, że nieograniczony obowiązek podatkowy powstaje na terytorium Polski.

Co stwierdził NSA

NSA potwierdził wcześniejsze stanowisko WSA w Warszawie i wskazał, że pomimo iż pozostawione w Polsce mienie może wpływać na ustalenie ośrodka interesów życiowych, to jednak nie ma ono decydującego charakteru. W ocenie NSA w niniejszej sprawie powiązania z Polską miały charakter marginalny. W szczególności nie można mówić o ośrodku gospodarczym w sytuacji, gdy podatnik większość dochodów osiąga z pracy we Włoszech. Był to zresztą bezpośredni powód jego przeprowadzki. Tam też wykonuje zawód. Dodatkowo NSA podkreślił, że w tym przypadku nie znajdą zastosowania tzw. normy kolizyjne, ponieważ podatnika nie można uznać za rezydenta dwóch krajów – Polski i Włoch.

Stanowisko NSA należy uznać za korzystne dla podatnika w szczególności z uwagi na zagwarantowanie pewności prawa. Sprawa z pozoru prosta została skomplikowana przez urząd do tego stopnia, że rozstrzygnięcie musiał wydać NSA.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Wybór tonera do drukarki firmowej. Na co zwrócić uwagę?

0

Wśród podstawowego sprzętu użytkowanego przez każdą firmę jest zapewne drukarka. Ze względu na częstotliwość druku, jakość wydruku oraz koszty eksploatacji, najwięcej przedsiębiorstw decyduje się na drukarkę laserową. Pomimo wyższej ceny zakupu, jest ona bardzo ekonomiczna i wydajna, przez co inwestycja szybko się zwraca. Pamiętajmy jednak że koszt początkowy nie jest jedynym i największym, lecz decydujący jest tu koszt materiałów eksploatacyjnych, których będziemy używać w naszej firmie.

Koszty materiałów eksploatacyjnych do drukarek laserowych są dużo niższe, ponadto mają większą pojemność, przez co są znacznie wydajniejsze w porównaniu z drukarkami atramentowymi. Toner używany w laserach może jednocześnie być nieużytkowany przez dłuższy czas i nic mu się nie stanie, zaś w przypadku tuszu do drukarek atramentowych, często zdarza się, że zasychają w kartridżach i nie nadają się już do pracy. Na co zwrócić jednak uwagę podczas kupowania tonera do firmowej drukarki laserowej?

tonery-do-drukarek

Tonery do drukarek – https://dmd-biuro.pl/

Toner dobrany do urządzenia

Przede wszystkim musimy kupić odpowiedni toner. Niezależnie, czy będziemy korzystać z produktów oryginalnych, czy zamienników, odpowiednio dobrany toner to podstawa. Musi on być w pełni kompatybilny z posiadanym modelem drukarki aby nie doszło do uszkodzenia sprzętu. Ponadto należy zwrócić uwagę na datę produkcji, a więc datę uzupełnienia kasety, bowiem zbyt odległy termin skutkować może zmniejszeniem jakości wydruku oraz jego wydajności.

Oryginalny toner czy zamiennik?

Oczywiście w instrukcji obsługi każdego modelu znajdziemy informację, iż powinniśmy korzystać wyłącznie z oryginalnych produktów, dedykowanych poszczególnym urządzeniom. Jest to też warunek ważnej gwarancji, w przypadku oddawania sprzętu do serwisu. Warto jednak korzystać z zamienników, gdyż są one obecnie na tyle wyspecjalizowane, że nie uszkodzą naszej drukarki a koszt ich zakupu może być nawet o 90% mniejszy, niż w przypadku oryginalnego tonera. Jest to ważne zwłaszcza dla tych firm, które drukują duże ilości materiałów. Obecnie zamienniki charakteryzują się dużo niższą ceną bez utraty jakości druku, wydajności oraz całkowicie bezpieczne. Możemy skorzystać także z tonerów regenerowanych, czyli takich, gdzie oryginalne puste kasety są czyszczone i ponownie napełniane. Odpowiednio napełniony w ten sposób toner może być często najlepszym produktem, gdyż napełniany jest on do końca i ma większą wydajność, niż oryginał a nawet zamiennik.

Najważniejsze parametry tonera

Niezależnie jednak, na jaki rodzaj tonera się zdecydujemy, warto zwrócić uwagę na rzetelność firmy, która jest jego producentem oraz parametry, które go charakteryzują- przede wszystkim wydajność, która określa maksymalną ilość wydrukowanych kopii A4, przy 5% pokrycia strony tekstem. Im większa wydajność, tym oczywiście lepiej, gdyż przekłada się na obniżenie ceny zadruku jednej strony.

Cena jest tym, co nas bardzo interesuje. Przecież zależy nam na tym, by koszt zakupu produktu był jak najmniejszy. Pamiętajmy jednak, by przy wyborze tonera kierować się przede wszystkim jego wydajnością i jakością oraz korzystać ze sprawdzonych źródeł, gdyż ceny pomiędzy gorszym a lepszym tonerem nie będą aż takie skokowe i warto wydać te parę złotych więcej, by móc cieszyć się lepszą jakością i większą ilością wydruku.

Znając dwa wyżej wymienione parametry, a więc wydajność i cenę kasety, w łatwy sposób możemy obliczyć koszt zadruku jednej strony, dzięki czemu będziemy mogli dokładnie oszacować koszty eksploatacji naszej drukarki i ocenić, jaki toner będzie najkorzystniejszym wyborem.

Musimy również zwrócić uwagę na to, czy nasza drukarka jest monochromatyczna, czyli możliwy jest wydruk jedynie dokumentów czarno-białych. W tym przypadku potrzebny będzie wyłącznie jeden toner, z czarnym proszkiem o oznaczeniu koloru „black”. Z kolei w przypadku drukarek kolorowych, będziemy mieć do czynienia z czterema odrębnymi kasetami o kolorach żółtym, niebieskim, purpurowym oraz czarnym. Oczywiście zakup tonerów kolorowych w zestawie będzie tańszy, niż przy zakupie pojedynczych kaset.

Warto także zwrócić uwagę na to, czy na dany produkt przyznana zostaje gwarancja. Powinna ona obejmować możliwość zamiany tonera w przypadku jego nieprawidłowego działania. Niektórzy producenci poszli o krok dalej, oferując nawet usługę naprawy sprzętu, w przypadku jeśli toner zamiennik ją uszkodzi.

Jak widzimy, wybór odpowiedniego tonera do firmowej drukarki nie jest wcale taki trudny. Jeśli jednak nadal mamy z tym problem, gdyż jesteśmy laikiem w tej kwestii, to nie ma obaw, bowiem większość sklepów internetowych posiada wyszukiwarki, dzięki którym w łatwy sposób znajdziemy toner, który będzie pasował do danego urządzenia i szybko będziemy mogli porównać interesujące nas parametry. Ponadto zawsze możemy prosić o pomoc przedstawiciela handlowego lub sprzedawcę.

Jazda bez karty kierowcy lub z nieważną kartą – jakie są konsekwencje?

0

Karta kierowcy to jeden z najważniejszych dokumentów, do którego posiadania zobligowany jest kierowca poruszający się pojazdem wyposażonym w tachograf cyfrowy, służący przede wszystkim do identyfikacji kierowcy, rejestracji czasu jazdy oraz jej przebiegu. Co jednak, gdy z przyczyn od nas niezależnych, karta ulegnie zniszczeniu, zostanie skradziona lub ją zgubimy? A co jeśli karta straci ważność? Jakie kary mogą zostać na nas nałożone? Oto kilka podstawowych informacji na ten temat.

Jazda bez karty kierowcy

Zgodnie z obowiązującymi przepisami unijnymi oraz krajowymi, kierowcy zobowiązani są do posiadania oraz posługiwania się kartą kierowcy podczas wykonywania swojej pracy. Jest to oczywiście zrozumiałe i kierowcy dostosowują się do ustanowionego prawa, jednak w życiu dochodzi czasem do pewnych zdarzeń losowych, na które nie mamy wpływu lub nie robimy czegoś celowo. Co w przypadku, gdy karta ulegnie uszkodzeniu, zgubimy ją lub zostanie nam skradziona? Warto znać procedury, jak należy wtedy postępować, by uniknąć wysokich kar.

roczlicz-kierowce

Profesjonalne rozliczanie czasu pracy kierowców

Jeśli dojdzie do uszkodzenia, zgubienia lub kradzieży karty kierowcy, należy przed rozpoczęciem przewozu wydrukować z tachografu wszystkie dane prowadzonego pojazdu, po czym na tym właśnie wydruku wypisać dane identyfikacyjne kierowcy oraz szczegółowo opisać sytuację, po czym zatwierdzić wszystko podpisem. Po zakończeniu przewozu należy postąpić podobnie, wykonując wydruk z tachografu i uzupełniając go o okresy przez niego nie ujęte takie jak: inne prace, gotowość czy odpoczynek oraz podając dane identyfikacyjne kierowcy i zatwierdzić wszytko podpisem.

Jeśli zgubiliśmy kartę, dodatkowo należy niezwłocznie wystąpić z wnioskiem o wydanie nowej karty a jazdę możemy kontynuować maksymalnie przez 15 dni od daty zgubienia karty. Jeśli karta jest uszkodzona, oprócz tworzenia obowiązkowych wydruków, dodatkowo należy niezwłocznie wysłać ją listem poleconym do Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych wraz z wnioskiem o jej duplikat. Ważne, by mieć przy sobie kopię złożonego wniosku. Jeśli nasza karta zostanie skradziona, musimy ten fakt zgłosić na policję, by otrzymać odpowiedni dokument, z którym możemy wykonywać swoją pracę przez 15 dni oraz który posłuży do wniosku o wydanie nowej karty. Co ważne, osobą upoważnioną do złożenia wniosku oraz uiszczenia opłaty za wydanie nowej karty jest tylko i wyłącznie kierowca i musi to zrobić w terminie 7 dni od dnia, w którym skorzystanie z karty stało się niemożliwe.

Jazda z nieważną kartą kierowcy

Analogicznie jak w przypadku jazdy bez karty kierowcy, jazda z nieważną kartą kierowcy jest zabroniona. Karta kierowcy wydawana jest na okres maksymalnie 5 lat, jednocześnie nie dłuższy niż okres ważności prawa jazdy danego kierowcy. Gdy zbliża się koniec ważności karty, należy do Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych złożyć odpowiedni wniosek o jej przedłużenie. Należy to zrobić nie później niż 15 dni kalendarzowych przed upływem ważności karty ale również i nie wcześniej niż 60 dni kalendarzowych przed końcem ważności karty.

Kontrola przestrzegania przepisów oraz grożące sankcje

Organem upoważnionym do przeprowadzania kontroli w zakresie przestrzegania przepisów czasu pracy kierowcy jest Inspekcja Transportu Drogowego. Podczas każdorazowej inspekcji dochodzi do sprawdzenia karty kierowcy, wykresówek, wydruków z tachografu, zapisów odręcznych oraz innych dokumentów. Kontroli podlega okres maksymalnie 28 dni wstecz.

Za nieuzasadnioną jazdę bez karty lub jazdę z kartą nieważną grożą wysokie kary finansowe, nakładane nie tylko na kierowcę, ale również na właściciela firmy lub osobę zarządzającą transportem. I tak, za jazdę z nieważną kartą kierowcy, nie rejestrując aktywności, prędkości pojazdu, przebytej drogi a także używając cudzą kartę kierowca może otrzymać mandat karty w wysokości od 500 zł do 2000 zł. Dodatkowa kara to brak obowiązkowych wydruków z tachografu- 200 zł za każdy brakujący wydruk oraz 100 zł za nieprawidłowe ich opisanie. Właściciel firmy za wykonywanie przez kierowcę pracy bez ważnej karty kierowcy może zostać ukarany mandatem w wysokości 2000 zł, zaś osoba zarządzająca transportem karę 500 zł.

Victoria Dom w pierwszej połowie roku poprawiła sprzedaż o 14%

0

Victoria Dom zakontraktowała w pierwszej połowie br. 848 mieszkań co oznacza wzrost o 14% w ujęciu r./r. Popyt na rynku pierwotnym jest cały czas wysoki. Pandemia Covid-19 spowodowała jednak wydłużenie czasu uzyskiwania zgód na budowę, a tym samym ograniczyła podaż deweloperów. Zarząd spółki zakłada, że w przyszłym roku powróci do dynamicznego trendu wzrostowego w zakresie sprzedaży.

Victoria Dom, będąca jednym z największych warszawskich deweloperów, w pierwszej połowie 2020 r. sprzedała rekordową liczbę 848 mieszkań. Oznacza to wzrost o 14% w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku kiedy zakontraktowano 745 lokali.  W samym drugim kwartale br. spółka podpisała 255 umów deweloperskich i płatnych umów rezerwacyjnych co jest wynikiem o 33% niższym niż rok wcześniej kiedy zawarto 380 umów.

„Osiągniętą sprzedaż w drugim kwartale br. oceniamy jako dobrą. Jest ona powyżej naszych założeń zweryfikowanych w reakcji na rozwój pandemii Covid-19. Widzimy wciąż silny popyt na nowe mieszkania. Zanotowana mniejsza kontraktacja wynika natomiast w dużym stopniu z wyprzedania naszej oferty i ograniczonej podaży. Nowe projekty wprowadzamy z opóźnieniem ze względu na   wydłużenie się okresu uzyskiwania odpowiednich pozwoleń  na budowę i zgód administracyjnych.  Obecnie zdecydowana większość naszych inwestycji, których termin przekazania mieszkań planowany jest na ten rok, jest już sprzedana. Oferujemy głównie lokale, które będziemy oddawać do użytkowania w kolejnych latach” – powiedział Waldemar Wasiluk, Wiceprezes Zarządu Victoria Dom.

„W kolejnych okresach zagrożeniem dla branży deweloperskiej może być wzrost cen mieszkań spowodowany m.in. wyższymi  kosztami gruntów oraz restrykcyjną polityką banków wprowadzoną od kwietnia br.  Oceniamy to ryzyko jednak jako niewielkie. W ostatnim czasie widzimy bowiem już pewne luzowanie polityki kredytowej ze strony instytucji finansowych. Mimo wyższego wkładu własnego i wyższych kosztów obsługi również klienci są cały czas mocno zainteresowani inwestycjami w mieszkania. Takie inwestycje traktują jako bezpieczne i perspektywiczne” – podkreślił Waldemar Wasiluk.

Zarząd Victoria Dom zapewnia, że realizacja projektów deweloperskich przebiega normalnie.  „Obecna uzyskiwana przez nas sprzedaż jest w pełni satysfakcjonująca i jest zbliżona do poziomów notowanych w zeszłym roku. Zakładamy, że do dynamicznego trendu wzrostowego powrócimy w przyszłym roku. W trzecim i czwartym kwartale br. planujemy  wprowadzenie do sprzedaży kilku nowych inwestycji. Będą to nowe projekty oraz kolejne etapy bardzo popularnych osiedli takich jak np. Nova Ochota oraz inne przedsięwzięcia na Białołęce i w Ursusie. W przygotowaniu mamy także pierwszy projekt w Krakowie, z którym ruszymy w ciągu kilku tygodni” – dodał Waldemar Wasiluk.

Victoria Dom utrzymuje bogaty bank ziemi, na którym może realizować inwestycje deweloperskie  przez co najmniej kolejnych kilka lat.

GPW rozszerza Program Wsparcia Pokrycia Analitycznego o kolejne spółki

0
  • Do obecnych 39 uczestników Programu Wsparcia Pokrycia Analitycznego organizowanego przez GPW dołączą kolejnych 12 spółek
  • Nowe spółki zostały wyłonione przez analityków 12 Członków Giełdy, którzy przygotowują raporty analityczne w ramach obecnie działającego Programu
  • Pierwsze raporty inicjujące dla wyłonionych spółek będą opublikowane w ciągu najbliższych 60 dni

W czwartek, 2 lipca br. zarząd Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) zatwierdził dopuszczenie kolejnych 12 spółek do Programu Wsparcia Pokrycia Analitycznego (PWPA), edycji uzupełniającej Programu, który wystartował w czerwcu 2019 r. Pomysł uruchomienia PWPA był szeroko konsultowany z instytucjami rynku, a jego etap pilotażowy został zaplanowany na 2 lata. Celem Programu jest zwiększenie dostępności analiz dla mniej płynnych spółek, a co za tym idzie umożliwienie inwestorom podejmowania decyzji inwestycyjnych w oparciu o wiarygodne, niezależne źródło informacji o emitencie. W ramach rozszerzenia PWPA każdy z 12 Członków Giełdy (domów maklerskich), biorących udział w Programie, wytypował jedną dodatkową spółkę do pokrycia.

Regulacyjne rozdzielenie opłaty za raporty analityczne od opłaty za realizację transakcji giełdowych (tzw. unbundling) spowodował spadek liczby i ograniczył dostępność sporządzanych raportów analitycznych na temat małych i średnich spółek. Decyzję o rozszerzeniu programu podjęliśmy w związku z dynamicznym wzrostem rachunków maklerskich od początku roku, a zasady kwalifikacji kolejnych spółek wypracowaliśmy wspólnie z domami maklerskimi. 12 nowych emitentów objętych Programem reprezentuje bardzo różne branże – wśród nich są producenci gier, producenci budowlani, firmy z branży marketingu sensorycznego czy recyklingu –  co znacząco podnosi atrakcyjność raportów publikowanych w ramach Programu zarówno wśród inwestorów instytucjonalnych jak i indywidualnych – zaznacza Izabela Olszewska, członek zarządu GPW.

W odróżnieniu od pierwotnej wersji PWPA, wyłaniając emitentów do rozszerzonej edycji, analitycy nie musieli ograniczać się do spółek wchodzących tylko w skład indeksów mWIG40 i sWIG80. W edycji uzupełniającej, zgodnie z regulaminem, może to być każda spółka notowana na Głównym Rynku GPW, za wyjątkiem WIG20. Jedynym warunkiem był brak wydanej rekomendacji giełdowej dla danej spółki w ciągu ostatniego roku.

Spółki zaklasyfikowane do uzupełniającej edycji PWPA oraz Członkowie Giełdy, których analitycy będą przygotowywać analizy na ich temat:

Lp Członek Giełdy Spółka
1 DM PKO BP MLP Group S.A.
2 Erste Securities IMS S.A.
3 DM Banku BPS Prochem S.A.
4 Noble Securities Krynicki Recykling S.A.
5 DM BDM Artifex Mundi S.A.
6 Millenium DM Korporacja KGL S.A.
7 DM BOŚ Votum S.A.
8 Ipopema Securities Mirbud S.A.
9 Santander Bank Polska Kino Polska TV S.A.
10 mBank Sygnity S.A.
11 Trigon DM Boombit S.A.
12 Bank Pekao S.A. Protektor S.A.

 

Eksport online remedium na kryzys gospodarczy? Cykl webinariów Amazon i PAIH dla polskich przedsiębiorców

0

Spowolnienie gospodarcze i zmiany w zwyczajach zakupowych konsumentów, wywołane skutkami pandemii koronawirusa, wpływają na działalność biznesową wielu polskich sprzedawców. Tylko w kwietniu odnotowano wzrost sprzedaży detalicznej przez internet na poziomie blisko 28% r/r[1]. Tymczasem wiele firm z sektora MŚP nie jest gotowych na rozszerzenie modelu prowadzenia biznesu o internetowe kanały sprzedaży. Amazon we współpracy z Polską Agencją Inwestycji i Handlu (PAIH) wspiera lokalnych przedsiębiorców, objętych „luką cyfryzacyjną”, oferując im narzędzia umożliwiające rozwijanie działalności na rynku e-commerce. W dniach 9 i 14 lipca br. odbędą się pierwsze z serii bezpłatnych webinariów dotyczących sprzedaży online i możliwościach skalowania biznesu dzięki ekspansji zagranicznej.

Panująca pandemia koronawirusa, skutkująca ograniczeniem handlu tradycyjnego, sprawiła, że potrzeba cyfryzacji małych i średnich przedsiębiorstw stała się pilniejsza niż dotychczas. MŚP odpowiadają za 74 % wartości wytwarzanego w Polsce PKB[2], jednak jak pokazują badania, poziom ich cyfryzacji jest niski. W zakresie integracji technologii cyfrowych przez przedsiębiorstwa[3], mierzonej przez Indeks Gospodarki Cyfrowej i Społeczeństwa Cyfrowego (DESI) polskie firmy zajmują dopiero 25. miejsce na 28 państw Unii Europejskiej. Jedną ze zmiennych branych pod uwagę przy obliczaniu wskaźnika DESI jest właśnie odsetek MŚP sprzedających online za granicą. Europejski handel także jest dotknięty „luką cyfryzacyjną” – ok. 60 % obywateli Unii Europejskiej kupuje online, ale tylko 16% przedsiębiorców oferuje swoje produkty w sieci[4]. W odpowiedzi na tę dysproporcję Komisja Europejska uczyniła cyfryzację w sektorze MŚP priorytetem w zakresie pobudzania wzrostu gospodarczego, a krajowe instytucje w ślad za nią podejmują działania przyspieszające digitalizację biznesu. Nabrały one szczególnego znaczenia w trakcie pandemii – w reakcji na zmiany na rynku, wielu przedsiębiorców musi szybko opanować i wdrożyć nowe kanały sprzedaży online. Według danych GUS, w związku z ograniczeniem handlu w stacjonarnych sklepach w kwietniu br. w porównaniu z poprzednim miesiącem odnotowano znaczny wzrost sprzedaży detalicznej przez internet – o 27,7%. Przy spadku sprzedaży detalicznej ogółem o prawie 23% w stosunku do kwietnia ub. r., pokazuje to jak istotnym kanałem sprzedaży w trakcie kryzysu staje się internet.

Amazon od dawna wspiera sprzedawców w rozwijaniu swojego biznesu i wejściu na rynki zagraniczne dzięki sprzedaży online. Zmiany wywołane pandemią, na które bardzo szybko zareagowali klienci, jeszcze przyspieszą proces digitalizacji handlu. Wzrost zainteresowania zakupami online stwarza szanse polskim przedsiębiorcom poszukującym nowych rynków zbytu dla swoich produktów. Amazon może im w tym pomóc – mówi Mariusz Mielczarek, Dyrektor ds. Sektora Publicznego w Europie Środkowo-Wschodniej, Amazon.

Przed podjęciem decyzji o ekspansji zagranicznej na większą skalę, zachęcamy przedsiębiorców do przetestowania pomysłu. Jedynym ze sposobów na sprawdzenie na ile dany rynek będzie atrakcyjny i opłacalny jest wykorzystanie e-commerce. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich branż, ale sprawdzi się na pewno w przypadku kosmetyków, mebli, ubrań czy np. sprzętu fitness. Co więcej na niektórych rynkach sprzedaż internetowa to dużo skuteczniejsze rozwiązanie, niż dystrybucja w punktach stacjonarnych  – mówi Agnieszka Siekierska-Otłowska, dyrektor Pionu Produktów i Marketingu PAIH.

Pierwsze z serii bezpłatnych warsztatów online dla sprzedawców odbędą się w dniach 9 i 14 lipca br.o godz. 14.00.  W webinariach weźmie udział przedstawiciel PAIH, który przedstawi korzyści wynikające z ekspansji zagranicznej w handlu oraz opowie o wsparciu Agencji: doradztwie z zakresu procedur administracyjnych, opracowywaniu rozwiązań prawnych, wsparciu w wyborze lokalizacji czy wiarygodnych partnerów i dostawców.  W drugiej części spotkania Marta Jabczyńska z Amazon zaprezentuje biznesowe aspekty współpracy ze sprzedawcami. Warsztat uzupełni wystąpienie Cypriana Iwucia, właściciela kilku marek z branży modowej, który opowie o praktycznych aspektach eksportu online.

Amazon oferuje dostęp do ponad 300 mln klientów w 180 krajach świata. Chcemy podzielić się swoim globalnym doświadczeniem z polskimi przedsiębiorcami, którzy dotychczas działali tylko stacjonarnie i zaoferować im pomoc w otwarciu kanału sprzedaży online, służącego poszerzeniu skali biznesu o rynki zagraniczne. Mamy nadzieję, że nasze warsztaty pozwolą rodzimym przedsiębiorcom osiągać sukces nie tylko w Polsce, ale i na światowym rynku – dodaje Mariusz Mielczarek

[1] Dynamika sprzedaży detalicznej w kwietniu 2020r. , Informacje sygnalne, GUS

[2] Raport o stanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce, PARP, 2018

[3] The Digital Economy and Society Index 2020, https://ec.europa.eu/digital-single-market/en/desi

Integracja technologii cyfrowych obejmuje cyfryzację biznesu i korzystanie z e-handlu. Cyfryzacja biznesu określana jest na podstawie czterech wskaźników (odsetka przedsiębiorstw używających elektronicznych sposobów udostępniania informacji, mediów społecznościowych, big data i rozwiązań chmurowych). Handel elektroniczny obejmuje trzy wskaźniki: odsetek MŚP sprzedających online, udział obrotu z e-commerce w całkowitym obrocie MŚP oraz odsetek MŚP sprzedających online za granicą.

[4] A guide to e-commerce in Europe, European Commission, Enterprise Europe Network, 2018.  https://een.ec.europa.eu/sites/default/files/een_guide_ecommerce_2018.pdf

Self-publishing rośnie w siłę

0

Self-publishing z roku na rok stanowi coraz większą część całego międzynarodowego rynku książki. W rankingach bestsellerów firmy Amazon, ponad jedną czwartą stanowią książki wydane przez niezależnych autorów.  Z danych firmy IMKER wynika, że także w Polsce nie tylko znacząco rośnie liczba samodzielnie wydawanych książek, ale także ich sprzedaż.

5-10 proc. od ceny okładkowej – na taką kwotę może liczyć autor, który zdecyduje się wydać książkę w tradycyjnym wydawnictwie. Nic dziwnego, że twórcy – zwłaszcza ci, którzy mają bezpośredni kontakt ze swoimi czytelnikami jak blogerzy, youtuberzy, specjaliści – decydują się na self-publishing. Dzięki temu mogą liczyć na ok. 70 proc. zysku z każdej sprzedanej książki. Doceniają też wolność podejmowania niezależnych decyzji na każdym etapie.

Z danych IMKER – firmy wspierającej self-publisherów, oferującej usługi fulfillment, czyli magazynowania, pakowania, wysyłki, a także oferującej narzędzia sprzedażowe – wynika, że w okresie od marca do maja b.r. liczba wydanych tytułów zwiększyła się o 110 proc., a liczba sprzedanych książek o 185 proc. w porównaniu do analogicznego okresu w 2019 roku. To dobre prognozy dla niezależnych autorów.

udzial wydawcow bestdellerowych (1)

W Amazonie książki wydawane przez self-publisherów, zajmują drugie miejsce na liście najlepiej sprzedawanych książek stanowiąc 27 proc. wszystkich bestsellerów, a e-booki niezależnych autorów to 41 proc. wszystkich dostępnych e-booków. Aby przekonać się, jak pandemia i lockdown wpłynął na rynek książek wydanych w trybie self-publishing, IMKER postanowił porównać dane dotyczące sprzedaży książek, liczbę autorów decydujących się na publikację, a takżę liczbę dostępnych tytułów, zestawiając dane od marca do maja b.r. z analogicznym okresem w roku 2019. – Wszystkie wyniki pokazują jednoznacznie, że autorzy, najczęściej blogerzy i youtuberzy, coraz częściej decydują się na samodzielne publikowanie. Dzięki zbudowanej bazie fanów na swoich stronach i w social mediach, znakomicie radzą sobie ze sprzedażą, a ich książki zyskują miano wielokrotnego bestsellera – komentuje Krzysztof Bartnik, właściciel IMKER.

Self-publishing. Żadna nowość

Osobom niezwiązanym z branżą wydawniczą, może wydawać się, że książki publikowane samodzielnie, to te, których wydaniem nie było zainteresowane żadne popularne wydawnictwo. To fałszywy stereotyp. Warto pamiętać, że książki, które zostały samodzielnie wydane przez autorów, to chociażby takie bestsellery jak m.in.: tomik „Mleko i miód” Rupi Kaur, “Bogaty ojciec, biedny ojciec” Roberta Kiyosaki, „W stronę Swanna. W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta czy ” 50 twarzy Greya” E.L. James.

Na rynku pojawia się coraz więcej firm usprawniających proces self-publishingu, oferujących pomoc w redakcji, korekcie, składzie i druku książki. Inne firmy budują sklepy internetowe lub udostępniają widgety umożliwiające sprzedaż książki bezpośrednio z poziomu bloga autora. Dzięki temu niezależni autorzy mogą jeszcze łatwiej wydawać i sprzedawać książki atrakcyjne pod względem merytorycznym i wizualnym.

Dlaczego self-publishing?

Dlaczego twórcy, którzy bez problemu znaleźliby wydawnictwa zainteresowane podpisaniem z nimi kontraktu, decydują się na samodzielne wydanie książki? Przecież wiąże się to z koniecznością zarządzania wielością zadań – redakcją, korektą, zaprojektowaniem okładki, znalezieniem drukarni, kontrolą jakości, odbiorem, magazynowaniem, promocją i sprzedażą.

Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o… pieniądze. Niezależni autorzy (“indie publishers”) zarabiają więcej niż twórcy związani umowami z wydawnictwami. Ci ostatni dostają zazwyczaj około 7,5 proc okładkowej ceny książki lub jeszcze mniej, jeśli korzystają z agenta. Platformy umożliwiające self-publishing – jak Amazon, Apple Books, Ingram Spark czy Kobo – przekazują do 70 proc. ceny publikacji autorowi. Autorzy, którzy sprzedają dzieła bezpośrednio swoim czytelnikom – np. za pośrednictwem własnej strony WWW – mogą liczyć na jeszcze wyższy zarobek – przekonuje raport przedstawiony przez Alliance of Independent Authors.

Miażdżące wyliczenia dotyczące wynagrodzeń dla twórców współpracujących z wydawnictwem i samodzielnych przedstawił Michał Szafrański na swoim blogu “Jak oszczędzać pieniądze?”. Z artykułu wynika, że od 1 lipca 2016 roku, do 30 października 2019 autor sprzedał 81 928 egzemplarzy książki “Finansowy Ninja”, dzięki czemu zarobił “na rękę” 3 633 125 zł, po odliczeniu wszystkich kosztów i darowizny na rzecz fundacji Pajacyk. Przy 10 procentowej prowizji, sprzedając dokładnie taką samą liczbę egzemplarzy zarobiłby 315 376 zł – ponad 11 razy mniej. Obecnie autor zbliża się już do granicy 100 tys. sprzedanych egzemplarzy.

– Z naszych wyliczeń wynika, że koszt związany z wydaniem książki przez self-publishera zwraca się już przy kilkuset wydanych egzemplarzach. Jeżeli publikacja nie jest skierowana jedynie do koneserów,  a autor posiada rozbudowaną bazę odbiorców (fanów, subskrybentów), osiągnięcie takiego wyniku nie jest trudne, a tym samym ryzyko związane z inwestycją finansową we własną publikację jest niewielkie – komentuje ekspert IMKER.

Autorzy, którzy decydują się na self-publishing zwracają uwagę także na poczucie kontroli. Nie pozbywają się praw autorskich, nie są zobowiązani żadnymi umowami licencyjnymi, dzięki czemu sami decydują o dodrukach, wydaniu audiobooka lub adaptacji ich utworów na potrzeby filmu.

Najczęściej samo-wydawane

ksiązki wydane przez self publisherów (1)

Pośród samodzielnie wydawanych tytułów, najlepiej radzi sobie literatura non-fiction. Potwierdzają to dane IMKER. Aż jedna czwarta wszystkich publikacji dotyczy rozwoju osobistego. Na drugim miejscu plasują się książki o tematyce biznesowej i ekonomicznej. Ostatnie miejsce na podium zajmują poradniki na temat sportu i odżywiania.

National Sales Congress już we wrześniu! Wśród prelegentów m. in. Philip Zimbardo

0

To już oficjalne. Nowe rozporządzenie polskiego rządu pozwala na organizację kongresów, konferencji i targów od 6 czerwca bieżącego roku. Najbliższa edycja National Sales Congress odbędzie się 24 września na PGE Narodowym.

Jak wynika z rozporządzenia w Dzienniku Ustaw wydanego przez Radę Ministrów w dniu 29 maja:

„Zgodnie z ustawą z dnia 6 marca 2018 r. – Prawo przedsiębiorców (Dz. U. z 2019 r. poz. 1292 i 1495 oraz z 2020 r. poz. podmioty działalności związane z organizacją, promocją lub zarządzaniem imprezami, takimi jak targi, wystawy, kongresy, konferencje, spotkania mogą odbywać się w nowym reżimie sanitarnym.”

Mimo wymuszonego lockdownu, jesień 2020 zapowiada się inspirująco. Już we wrześniu odbędzie się jeden z najważniejszych kongresów sprzedażowych w Polsce. Sprawdźcie, co nowego przygotowali organizatorzy.

Najważniejszy kongres sprzedaży w Polsce

National Sales Congress to rozbudowane i kompleksowe wydarzenie przeznaczone dla wszystkich osób pracujących w sprzedaży. W ramach kongresu wystąpią doświadczeni praktycy sprzedaży i wybitni mówcy, uczestnicy będą mogli skorzystać z ich doświadczenia i rozwinąć swoje kompetencje. Szereg prelekcji i debat pozwoli pogłębić wiedzę i przygotować na wszystkie trudności, które mogą czekać ekspertów w branży sprzedażowej.

Kongres został podzielony na trzy filary – scena Sprzedaż, scena Zarządzanie oraz Networking i strefa wystawiennicza. Dzięki temu uczestnicy mają pewność, że wybiorą prelekcje dopasowane do ich kompetencji oraz zdobędą umiejętności, które realnie przydadzą im się w pracy.

Dużym atutem NSC jest specjalna Strefa Networkingu obsługiwana przez Biznes Klub Polska – zespół profesjonalnych networkerków. Dzięki niej nawiążesz nowe relacje biznesowe i wymienisz doświadczenia z najlepszymi w branży.

Nowości na NSC!

Do tegorocznej edycji National Sales Congress dołączył Philip Zimbardo. To jeden z najsłynniejszych psychologów na świecie, emerytowany profesor na Uniwersytecie Stanforda oraz kierownik sławnego projektu badawczego znanego jako Stanfordzki Eksperyment Więzienny (Stanford Prison Experiment).

Philip Zimbardo specjalizuje się w psychologii społecznej – jest autorem ponad 60 książek i 600 publikacji. Obecnie w badaniach zajmuje się przede wszystkim psychologią heroizmu. Jako założyciel i prezes organizacji Heroic Imagination Project prowadzi szkolenia w szkołach, instytucjach i firmach na całym świecie.

Wśród prelegentów będą obecni także Nikolay Kirov – wykładowca studiów MBA, ekspert z zakresu przywództwa i negocjacji, Jakub B. Bączek – złoty medalista Mistrzostw Świata jako trener mentalny kadry narodowej siatkarzy Stephana Antigi,  Adam Bernacki – międzynarodowy konsultant z zakresu zwiększania efektywności zakupowe i wielu innych.

Udział w Kongresie będzie potwierdzony certyfikatem poświadczonym przez Partnerów Merytorycznych wydarzenia: Koźmiński Executive Business School – lidera programów MBA w Polsce, Kirov Strategic Negotiators – wiodącą w Polsce firmę szkoleniowo-konsultingową specjalizującą się w programach rozwoju umiejętności miękkich i strategicznych, a także Quest Change Managers – zespołu konsultantów, którzy pomagają firmom w osiąganiu coraz lepszych rezultatów i w dynamicznym rozwoju.