Kupujemy bez oglądania. Transakcje zdalne to już codzienność

Rynek nieruchomości wraz z lockdownem zmienił się diametralnie. Prawdopodobnie już na stałe. Jeszcze  na początku roku był bardzo mocno rozgrzany. Można było mówić o dwucyfrowych wzrostach cen, a niektóre nieruchomości osiągały wartości uznawane wcześniej za nierealne. Spodziewano się, że może przyjść korekta rynku, ostudzenie, które wręcz by się przydało w celu wyhamowania ciągłych wzrostów. Tak było przed 1 marca. Nikt nie spodziewał się jednak czarnego łabędzia i zmian o 180 stopni.  

Reprezentuję duże biuro nieruchomości w Trójmieście. Na samym początku lockdownu otrzymaliśmy około 70% zapytań mniej niż zazwyczaj. Rynek przez dwa-trzy tygodnie był dosyć mocno zmrożony. Jednak w miarę postępu epidemii społeczeństwo zaczęło pomału przystosowywać się do sytuacji i do tego, że sytuacja prawdopodobnie zostanie z nami na dłużej. Chociaż zapytań było zdecydowanie mniej, to transakcji ubyło nieznacznie. Klienci, którzy zgłaszali się do nas w marcu i na początku kwietnia byli zdecydowani na zakup i szybciej podejmowali decyzje. Nie mieliśmy więc osób, które oglądają naście nieruchomości, tylko klientów, którzy przychodzili, oglądali jedną nieruchomość, przystępowali do negocjacji – powiedział Sebastian Wielgus, laureat nagrody Lider Nieruchomości Otodom – Pośrednik Roku 2019, z biura WhiteWood.

Co ciekawe negocjacje w tym okresie ze względu na dużą niepewność rynku były dużo bardziej niż obecnie. Klienci byli skłonni do większych rabatów i odstępstw od normalności ze względu na niepewność sytuacji.

Transakcje zdalne to już codzienność pośredników

Nagle okazało się, że duża część naszych klientów jest za granicą ze względu na kwarantannę. Przez zamknięte granice nie mogli oni przyjechać, więc musieliśmy bardzo szybko organizować pełnomocnictwa, tłumaczenia i dokumenty online. Niestety, nie wszystko było przygotowane na to, żebyśmy mogli funkcjonować w sposób normalny. Transakcje były mocno opóźnione, niektóre wciąż jeszcze się nie odbyły ze względu ma to, że na dokumenty ze Szwecji chociażby czekaliśmy ponad miesiąc – mówił Sebastian Wielgus.

To nie powstrzymywało pośredników. Zaczęli przeprowadzać transakcje na podstawie pełnomocnictw, z obecnością klienta u notariusza w formie wideo. Klient był u notariusza wirtualnie, słuchał całego aktu, zadawał pytania notariuszowi, a pełnomocnik w jego imieniu podpisywał umowę.

Dokonała się szalenie duża zmiana – doszło do transakcji, gdzie klient nie oglądał nieruchomości osobiście, korzystał wyłącznie z wirtualnego spaceru. Co prawda w bardzo wysokiej jakości, czyli zdjęcia wirtualne, ogłoszenie, wideo prezentacja do tego film. Takich nieruchomości od marca do końca kwietnia sprzedaliśmy trzy, gdzie klient przyjechał przed samym końcem, po to tylko, żeby wejść do nieruchomości i potwierdzić, że ona jest faktycznie taka, jaka była na wirtualnym spacerze. I to były nieruchomości powyżej półtora miliona złotych, mówimy więc o dużym wolumenie – skwitował.

Trendy na rynku nieruchomości po pandemii

W ostatnim czasie zauważalny jest popyt na nieruchomości wakacyjne nad polskim wybrzeżem, co w zeszłym roku nie było tak popularne.

Sprzedawaliśmy nieruchomości w okolicy 2 milionów, powyżej 1,5 miliona złotych, typowo wakacyjne. I klienci mówili, że raz: nie chcemy trzymać pieniędzy na koncie, a dwa: chcemy jechać do swojego mieszkania i nie chcemy, żeby ktokolwiek nam zakazał wyjazdu do tego mieszkania, bo my chcemy tam być. To nie były więc zakupy typowo inwestycyjne – to były zakupy bardziej jako lokata kapitału, jako posiadanie nieruchomości wakacyjnej. Obecnie mamy 140% zapytań porównując rok do roku. Czyli można powiedzieć, że rynek jest ponownie w bardzo dobrej kondycji. Co prawda klienci dokonują zakupów w inny sposób, czyli właśnie wykorzystując wirtualne spacery, wideo-prezentacje, ograniczamy ilość spotkań, natomiast klienci poszukują innych nieruchomości. Klienci chcą wydawać więcej, natomiast zmieniają się nam segmenty klientów, przesuwają się słupki, czego klienci szukają i w jakim budżecie. Jest duże zainteresowanie domem na przedmieściach w cenie mieszkania 3-pokojowego w centrum. Klienci zaczynają zwracać uwagę na rzeczy, na które nie zwracali wcześniej, czyli balkon, ogródek. Wcześniej fajnie jakby ten balkon był. Obecnie balkon musi być. Tak samo ogródek – wcześniej niekoniecznie, po miesiącu zamknięcia zaczyna to być sprawa ważna.

Obserwacje gościa debaty Otodom potwierdzają statystyki serwisu. Najpopularniejsza strona z nieruchomościami zanotowała w maju o 33% większy ruch niż rok wcześniej. – Domy stały się najpopularniejszym typem nieruchomości, wyprzedzając mieszkania. A jeśli mieszkania – to dziś poszukiwane są większe (wcześniej najczęściej od 40 mkw., dziś od 60 mkw.) z balkonami (wzrost zapytań o 30%), tarasami (wzrost o 67%) lub ogródkami (wzrost o 68%) – zaznacza Jarosław Krawczyk z Otodom.

Jaka jest przyszłość nieruchomości po pandemii

Na tym etapie nie można jednoznacznie stwierdzić, jak będzie wyglądał ten rynek nieruchomości w 2021 roku. Możemy jedynie prognozować, pamiętając, rynek nieruchomości wisi w pewnego rodzaju próżni – nie odbiera natychmiast. Skutki lockdownu odczujemy dopiero po jednym, może dwóch kwartałach, najwcześniej w listopadzie-grudniu. Wtedy będziemy w stanie ocenić kondycję rynku nieruchomości i to, jak mocno ucierpiał.

Na pewno zdecydowanie mocniej ucierpi rynek nieruchomości komercyjnych. Mówię tutaj o biurach. Do dnia dzisiejszego duża część pracowników dużych biurowców nie wróciła do biur, wykonują prace zdalnie, czyli nie potrzebują stanowisk. Trafiła do nas na sprzedaż, na wynajem, też spora ilość lokali, które były jeszcze wynajęte kilka miesięcy temu, czyli dużo osób wycofało się z wynajmów – dodał Sebastian Wielgus.

Czy zatem jest to dobry moment na zakup nieruchomości?

Mamy takie powiedzenie w biurze: „Dobry czas na zakup nieruchomości zawsze był wczoraj”. I tak samo dzisiaj jestem w stanie powiedzieć, że dobry czas na zakup nieruchomości był na początku kwietnia, bo były wtedy największe możliwości negocjacyjne. Teraz trudniej o kredyt czy załatwienie spraw u notariusza lub w urzędach. Dzisiaj na założenie księgi wieczystej czy na zmianę wpisu w księdze wieczystej w Warszawie czekamy od 5 do 8 miesięcy. W Gdańsku przed epidemią było to od 9 do 10 miesięcy. Nie chcę myśleć jak jest teraz, można się domyślać, że nawet około 12 miesięcy. Wiem też, że na przedmieściach Trójmiasta jest duży problem z oczekiwaniem na pozwolenia na budowę. Oczywiście mówimy tu o małych deweloperach – nawet 6-miesięczny czas oczekiwania na pozwolenie na budowę – to jest tragedia. Bardzo potrzebujemy uproszczenia procedur i scyfryzowania urzędów, bo blokuje nam to po prostu sprzedaż – podsumował Sebastian Wielgus.

***

Wypowiedzi Sebastiana Wielgusa, laureata nagrody Lider Nieruchomości Otodom – Pośrednika Roku 2019, z biura WhiteWood Nieruchomości, pochodzą z debaty Otodom „Rynek nieruchomości dziś i za rok”, która odbyła się online, 17 czerwca 2020 roku, w ramach cyklu Otodom.Live na platformie Facebook.

Przedsiębiorcy postulują do kandydatów na Prezydenta, aby określili się, czy będą w sposób właściwy pilnowali czystości stanowienia prawa

Prezydent Polski jest kluczową postacią dla konstytucyjnego ustanawiania prawa. Na jego biurku jest miejsce na proces powtórnego konsultowania i opiniowania ustaw przyjętych przez Sejm, przed wprowadzeniem legislacji w życie. Może cofnąć ustawy do powtórnego głosowania i poprawienia w komisjach. Dlatego dziewięć największych organizacji zrzeszających polskich przedsiębiorców wystosowało do kandydatów na urząd Prezydenta zapytanie o realizację postulatów, które dotyczą czystości i rzetelności stanowionego prawa. Podnoszące się po kryzysie przedsiębiorstwa potrzebują dobrych, zrozumiałych i jasnych przepisów. Szczególnie, że nietransparentne prawo od zawsze jest jednym z największych problemów, z którymi się mierzą.

– Większość przedsiębiorców na pytanie o największe problemy w prowadzeniu biznesu odpowiada: nietransparentne prawo – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Dlatego apelujemy, by kandydaci na urząd Prezydenta Polski określili się, czy będą w sposób właściwy pilnowali czystości stanowienia prawa. Mówią o tym nasze trzy najważniejsze postulaty. Pierwszy  nich dotyczy tego, by prezydent przyjrzał się bardzo dokładnie ustawom, które będą pogarszały sytuację prawną przedsiębiorców – zanim je podpisze. Drugi postulat mówi o konsultacji i ocenie skutków ustawy. Rzadko się zdarza, by miało to miejsce przed złożeniem propozycji ustawy do Sejmu. W trzecim postulacie zwracamy się do prezydenta, by skorzystał ze swojego prawa inicjatywy legislacyjnej i wprowadził następującą zmianę – wszystkie ustawy podnoszące podatki powinny przechodzić w Sejmie większością ⅗ głosów. Te postulaty dotyczą stania na straży stanowionego prawa, więc są konstytucyjnym obowiązkiem prezydenta. Chcielibyśmy jednak usłyszeć z ust kandydatów obietnice ich spełnienia – podkreśla Kowalski.

Niepewna przyszłość – transport przestraszony brakiem zleceń, budownictwo spadkiem cen, a usługi koniecznością zamknięcia

Nowa rzeczywistość biznesowa przysparza wielu zmartwień i niepewności. Jak sobie z nią poradzić i jak działać w drugim półroczu? Dwie na pięć firm liczy, że sytuację uda się przeczekać bez wprowadzania zmian, jedna na pięć nie wie, co robić, a pozostałe w zależności od branży mają mniej lub bardziej pesymistyczne i optymistyczne scenariusze – wynika z badania przeprowadzonego dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Najkorzystniej swoją przyszłość widzi przemysł, gdzie rozwój prognozuje prawie 12 proc. firm i budownictwo rozważające co najwyżej obniżki cen. Ale ponad 21 proc. biznesów transportowych obawia się ograniczenia działalności, ale też całkiem często upadłości, podobnie jak usługi i handel. Najbardziej o swoją przyszłość obawiają się mikrofirmy.

Pierwszą falę uderzenia pandemii odczuło negatywnie około 70 proc. mikro, małych i średnich firm tracąc całość lub część przychodów1. Gospodarka się już rozmraża, ale nie oznacza to jednak powrotu do status quo sprzed koronawirusa. Wiele zmian, z którymi w ostatnim czasie muszą się mierzyć firmy reprezentujące niemal wszystkie sektory gospodarki, ma bardzo radykalny charakter. W obliczu nierównomiernie rozkładającego się spowolnienia gospodarczego i przyspieszającej na naszych oczach cyfrowej transformacji niektóre radzą sobie lepiej (nowe technologie, e-handel), inne zdecydowanie gorzej (linie lotnicze, turystyka).

Jak wskazali respondenci w badaniu Keralla Research, zrealizowanym na zlecenie BIG InfoMonitor, największą obawą firm jest prawdopodobieństwo utraty klientów – albo dlatego, że będą oszczędzać, jak odpowiedziało 44,2 proc. pytanych, albo dlatego, że będą się bali zarażenia, co wskazało 6,4 proc. odpowiadających. Niedostateczny popyt na towary i usługi kładzie się cieniem na przewidywania biznesu dotyczące tego, co się zdarzy i co trzeba będzie zrobić w najbliższych sześciu miesiącach.

– Najwięcej, bo aż 40 proc. przedsiębiorców mówi jednak o zamiarze utrzymania dotychczasowego sposobu działania i niechęci do wprowadzania zmian. Z jednej strony oznacza to, że firmom tym udało się wyjść cało z kłopotów, które gospodarce zafundował lockdown i liczą, że tak będzie dalej, ale rodzi się pytanie, czy da się nie zmieniać nic, jeśli wszyscy inni będą to robić? Ponad 22 proc. pytanych przedstawicieli firm nie wie, jaki powinien być kolejny krok, więc albo są zagubieni i nie potrafią przewidzieć, co jeszcze może spotkać ich biznes, a to nie rokuje zbyt dobrze na przyszłość, albo, tak jak zwolennicy utrzymania status quo, wyszli z pandemii bez większego szwanku – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Różne podejście w zależności od branży i skali biznesu

Końca biznesu obawiają się usługi, mniejszej liczby zleceń transport

Pozostałe odpowiedzi wskazują, że dwie na pięć firm, w perspektywie sześciu miesięcy w wyniku pandemii rozważa bardzo różnorodne działania. Proporcje pozytywnych planów i czarnych scenariuszy dotyczących najbliższej przyszłości w dużej mierze zależą od branży. Jednych pandemia inspiruje lub zmusza do rozwijania działalności, kontynuacji pracy zdalnej, rozwijania sprzedaży online czy połączenia z inną firmą albo też znalezienia nowej biznesowej drogi. W tym samym czasie, całkiem spora grupa przedsiębiorstw widzi przykrą w skutkach konieczność obniżki cen, dostrzega ryzyko ograniczenia działalności, a nawet zawieszenia działalności lub ogłoszenia bankructwa.

działania rozważane przez firmy z powodu pandemiiJak różnie kryzys związany z koronawirusem potraktował firmy, widać po branżowej dywersyfikacji ewentualnych planów na nadchodzące sześć miesięcy. W przemyśle prawie 12 proc. przetwórców, by zdobyć więcej klientów, chce rozwijać działalność i pracować intensywniej niż wcześniej. Niemal co dziesiąty przedstawiciel przemysłu rozważa też zmianę profilu, 6 proc. przymierza się do podwyżki cen, niemal 5 proc. do obniżki cen, a 4 proc. do ograniczenia działalności. W tym samym czasie w transporcie więcej niż co piąta firma obawia się przymusu ograniczenia działalności gospodarczej, 7 proc. boi się spadku cen, a dodatkowo trzy na sto nie wykluczają nawet ogłoszenia upadłości. Nie ma tu więc mowy o optymizmie, ale są obszary gospodarki, gdzie prognozy z bankructwem w tle są równie częste. To handel, ale też usługi , w których dodatkowo ponad osiem firm na sto bierze też pod uwagę zawieszenie działalności, a co dziesiąty usługodawca obawia się również konieczności obniżki cen. W handlu głównym kierunkiem, choć mniej powszechnym niż można byłoby się spodziewać jest przebranżowienie, wspomina o nim ponad 5 proc. pytanych. Po 3,5 proc. wskazało plan wejścia w sprzedaż online, ograniczenie działalności i ogłoszenie upadłości.

Najspokojniejsze o przyszłość z pięciu analizowanych branż: transportu, przemysłu, budownictwa, handlu i usług jest budownictwo. W tej branży nikt nie myśli o upadłości, ograniczeniu działania czy też przebranżowieniu, główną bolączką jest ewentualna konieczność obniżki cen produktów i usług (12,5 proc.), ale są i tacy, którzy rozważają rozwój i podwyżki.

Mikrofirmy w największym potrzasku

działania rozważane przez firmy z powodu pandemii 2Sytuacja jest też zróżnicowana, gdy weźmiemy pod uwagę skalę prowadzonej działalności. Jedynie firmy mikro, liczące od 1 do 9 pracowników, rozważają możliwość ogłoszenia upadłości lub połączenia z innym podmiotem, najczęściej zastanawiają się też nad obniżeniem cen produktów i usług.

Firmy największe, w których pracuje od 50 do 249 osób, najwyraźniej wskazały, że nie widzą potrzeby podejmowania żadnych działań, bo obecne nastawienie w zupełności im w tym trudnym okresie wystarcza. Co więcej, według deklaracji, to te przedsiębiorstwa są najbardziej skłonne rozwijać działalność mimo przeciwności oraz przechodzić na tryb pracy zdalnej.

Praca zdalna w zasięgu ręki

Warto zauważyć, że choć w początkowym okresie lockdownu dało się słyszeć o trudnościach wynikających z konieczności technicznego dostosowania się do funkcjonowania w nowych warunkach, obecnie nie jest to sfera mająca wpływ na działanie firm. Dwa czy trzy miesiące temu nawet niektóre biznesy komputerowe borykały się z niedoborami sprzętowymi i procedurami przystosowującymi ich systemy do działania w warunkach powszechnego trybu home office. Tymczasem z badania dla BIG InfoMonitor wynika, że obecnie przedsiębiorstwa nie widzą na tym polu technologicznych ograniczeń. W przemyśle co ósma firma zamierza na stałe skierować część załogi na pracę zdalną, w usługach co dwunasta, a w handlu co czternasta.

Nowa rzeczywistość pokazała, że zmienią się nasze nawyki, np. dotyczące pracy zdalnej. I wiele wskazuje na to, że nie jest to chwilowe dostosowanie się do wymogów narzuconych ograniczeniami, ale początek długofalowego trendu, który na każdym kroku udowadnia, że jeśli ma wpływ na efektywność takiego rozwiązania, to tylko pozytywny.

Badanie przeprowadzone przez Research&Grow techniką CATI na próbie małych i średnich firm – do 250 pracowników, N=251, 16-18 marca 2020 r.

Badanie Keralla Research techniką wywiadów telefonicznych na próbie 500 mikro, małych i średnich firm. Termin badania: kwiecień/maj 2020.

Ministerstwo Rozwoju chce poprawić sytuację mieszkaniową w Polsce. Powstaną społeczne agencje najmu

Proponowana przez Ministerstwo Rozwoju zmiana przepisów ma poprawić sytuację mieszkaniową w Polsce. Wśród pomysłów resortu jest wprowadzenie społecznych agencji najmu, ulgi na urządzenie się i dopłaty do czynszu. Istotne znaczenie może mieć zwłaszcza ten pierwszy postulat. Społeczne agencje najmu docelowo mają pomóc tym, którzy mają za wysokie dochody na mieszkanie komunalne, ale niewystarczające na najem na wolnym rynku, a osoby te stanowią nawet 40 proc. społeczeństwa.

 Projekt ustawy o zmianie ustawy o niektórych formach popierania budownictwa mieszkaniowego niesie za sobą trzy istotne zmiany. Wprowadza się do polskiego porządku prawnego instytucję społecznych agencji najmu. Przewidziano dodatki mieszkaniowe, nową specjalną formę dopłaty do czynszu dla podnajemców korzystających z oferty społecznej agencji najmu, a dodatkowo ulgę podatkową dla osób nabywających mieszkanie lub dom po raz pierwszy – wymienia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Katarzyna Przybylska, kierowniczka ds. rzecznictwa w Fundacji Habitat for Humanity Poland.

Ministerstwo Rozwoju pracuje nad przepisami, które mają poprawić sytuację mieszkaniową w Polsce. Kluczowe znaczenie może mieć wprowadzenie społecznych agencji najmu, których rolą jest pośredniczenie między właścicielami mieszkań a osobami chcącymi wynająć mieszkanie. Pośrednictwo to gwarantuje wynajmującym stały dochód, czyli czynsz, nawet jeśli najemca nie będzie go płacił, a lokatorom niższy czynsz. Dotychczas działały dwie takie instytucje w ramach pilotażu – w Warszawie (prowadzona przez Fundację Habitat for Humanity) i Poznaniu (Miejskie Biuro Najmu).

 To innowacyjne rozwiązanie, które przyczyni się do zmniejszenia deficytu mieszkań dostępnych, czyli o umiarkowanym czynszu, na które niemalże każdy może sobie pozwolić. Obecnie w Polsce brakuje według szacunków od 600 tys. do 2 mln takich lokali. Społeczna agencja najmu pozwala rozszerzyć ofertę mieszkań obecnie będących na rynku o tańsze, które można wynająć – tłumaczy Katarzyna Przybylska.

Społeczne agencje najmu działają od ok. 30 lat m.in. w Belgii, Francji i Wielkiej Brytanii. Rozwiązanie to przyniosło w tych krajach spodziewane efekty, więc ministerstwo liczy na to, że podobnie będzie w Polsce. To mogłoby wspomóc również rynek najmu, poturbowany na skutek pandemii, bo część właścicieli ma problem z wynajęciem swoich lokali.

 Społeczne agencje najmu nie są zbyt rozpoznawalnym narzędziem wśród Polaków. Zapytaliśmy jednak w naszym badaniu opinii publicznej, opisując ten model działania, jak Polacy zapatrują się na takie rozwiązanie. Wynika z niego, że około 50 proc. byłoby zainteresowanych działaniem społecznych agencji najmu. Zarówno jako właściciele mieszkań, którzy chcieliby je przeznaczyć na wynajem, jak i jako osoby szukające tańszych mieszkań do wynajęcia – wskazuje ekspertka.

To rozwiązanie to szansa dla ludzi, których nie stać na zakup mieszkania ani jego wynajem po cenach rynkowych, a jednocześnie mają zbyt wysokie dochody, aby móc liczyć na mieszkanie komunalne. Takie osoby, jak wynika z danych Fundacji Habitat for Humanity, stanowią nawet 40 proc. społeczeństwa. Projekt ustawy nie precyzuje, do kogo miałyby być skierowane społeczne agencje najmu.

– Wskazuje się jedynie, że rada gminy, powołując społeczną agencję najmu, określi, według jakich kryteriów będą przyjmowani podnajemcy. Jednym z nich oczywiście może być kryterium dochodowe. Nasza fundacja, prowadząc Społeczną Agencję Najmu, również przyjmowała kryterium dochodowe. Jeżeli rodzina przekraczała pewien próg, to niestety, wiedząc, że jest dużo innych rodzin, które również potrzebują wsparcia, oferowaliśmy mieszkania osobom w trudniejszej sytuacji finansowej – mówi Katarzyna Przybylska. – Ale poza tym bardzo elastycznie podchodzimy do tego, kto może skorzystać z oferty agencji.

Społeczne agencje najmu, poza pośredniczeniem w wynajmie, mogą oferować dodatkowe usługi, które określa projekt ustawy.

Przede wszystkim wspierają podnajemcę, udzielają mu niezbędnej pomocy, np. w obszarze socjalnym, czyli jeżeli potrzebuje pomocy w jakimś urzędzie, to nasi pracownicy mu pomagają. Oprócz tego mogą udzielać wsparcia w obszarze zatrudnienia, jeżeli podnajemcy mają problemy ze znalezieniem pracy. Dodatkowo pracownicy społecznej agencji najmu na bieżąco i stale monitorują stan mieszkania, terminowość opłat i pozostałe elementy, które pozwalają jego właścicielowi być spokojnym o to, że w jego mieszkaniu nie dzieje się nic złego – wyjaśnia przedstawicielka Fundacji Habitat for Humanity Poland.

Resort rozwoju postuluje też wprowadzenie ulgi podatkowej na zakup nieruchomości (ulga na urządzenie się). Ponadto samorządy, które zdecydują się oddać swoje grunty pod inwestycje mieszkaniowe, dostaną część mieszkań na własność.

Firmy produkcyjne walczą z kryzysem i brakiem zamówień. 30 proc. musiało zredukować zatrudnienie

71 proc. firm produkcyjnych zapowiedziało, że nie planuje zwiększać zatrudnienia w najbliższych miesiącach, a prawie 30 proc. musiało już zredukować liczbę pracowników – wynika z badania Trenkwalder. Takie wyniki nie dziwią, gdy spojrzymy na dane o produkcji przemysłowej, która w kwietniu była o ponad 24 proc., a w maju o 17 proc. niższa niż przed rokiem. Trudna sytuacja jest np. w branży motoryzacyjnej, gdzie 39 proc. firm przeprowadziło zwolnienia, a 61 proc. obcięło wynagrodzenia. Jej poprawa potrwa co najmniej półtora roku.

Dla firm produkcyjnych prowadzenie działalności podczas pandemii jest dużo bardziej skomplikowane niż dla innych branż. Pracowników obsługujących linie produkcyjne nie da się zatrudniać w trybie home office. Firmy wciąż balansują pomiędzy koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa pracownikom a utrzymania produkcji i płynności finansowej. Jak wynika z badania przeprowadzonego w kwietniu przez agencję Trenkwalder, pracodawcy w pierwszej kolejności starali się utrzymać miejsca pracy. Dlatego też po ogłoszeniu stanu epidemii kierowali pracowników na zaległe urlopy wypoczynkowe, urlopy bezpłatne czy postojowe. Jednak  blisko 30 proc. firm produkcyjnych zredukowało swoje zatrudnienie w związku z kryzysem wywołanym pandemią koronawirusa, a jedynie 13 proc. z nich skorzystało ze świadczenia postojowego przyznawanego w ramach tarczy antykryzysowej.

– Zwolnienia dotyczyły przede wszystkim pracowników o najkrótszym stażu pracy, najmniej doświadczonych i których prace mogą wykonywać inni pracownicy – mówi agencji Newseria Biznes Wojciech Ratajczyk z agencji pracy Trenkwalder.

Badanie Trenkwalder było prowadzone w pierwszym miesiącu pandemii i wpływ kryzysu na dalsze redukcje zatrudnienia nie jest jeszcze znany. GUS raportuje w kwietniu rekordowy spadek zatrudnienia wynoszący 152 tys. etatów, co stanowi zmniejszenie zatrudnienia o 2,1 proc. w stosunku do analogicznego okresu w ubiegłym roku i 2,4 proc. w stosunku do marca 2020 roku. W maju stopa bezrobocia wzrosła do 6 proc., a bez pracy pozostawało milion osób.

Co ciekawe, trzy czwarte firm, które dokonały redukcji etatów, nie przewiduje zwiększenia zatrudnienia. To oznacza, że w najbliższych tygodniach i miesiącach nastąpi stagnacja na rynku pracy. Dotyczy to głównie branży motoryzacyjnej, gdzie wystąpił spadek zamówień i potrzeba czasu, aby rynek znów się ożywił. Optymistyczne prognozy mówią, że pozytywne zmiany na rynku pracy będą możliwe dopiero po 2021 roku – podkreśla Wojciech Ratajczyk.

Z badania PZPM i KPMG wynika, że wszystkie firmy motoryzacyjne odnotowały w związku z pandemią spadek sprzedaży, a większość musiała mierzyć się z zakłóceniami w dostawach. Te problemy spowodowały, że 61 proc. podmiotów było zmuszonych obniżyć pensje pracowników, a 39 proc. nie ustrzegło się przed zwolnieniami. Prawie siedem na dziesięć firm wskazuje, że długotrwałym skutkiem pandemii będzie konieczność ograniczania zatrudnienia. Trudności dotyczą także obszaru produkcji odzieży i wyrobów tekstylnych oraz mebli.

Branże, które świetnie sobie radzą dzisiaj, to logistyka związana z e-commerce, produkcja żywności i farmacja – mówi prezes agencji pracy Trenkwalder.

I to w tych branżach możliwe będzie zwiększanie liczby pracowników w najbliższych miesiącach. Kwietniowa ankieta Trenkwalder wskazuje, że takie plany ma 26 proc. firm. Zdecydowanie więcej (71 proc.) wstrzymuje się z tymi zamiarami.

Wydaje się, że po kwietniu osiągnęliśmy dół krzywej spadku zatrudnienia. Z naszego badania wynika, że 86 proc. firm nie planuje dalszych zwolnień. Zatem teraz mówimy o nadchodzącej stagnacji na rynku pracy – podkreśla ekspert. – Świat był już niepewny przed wybuchem pandemii, dzisiaj firmy obawiają się przyszłości. Można powiedzieć, że planują swoje zasoby i swoje moce produkcyjne z dnia na dzień.

W takiej sytuacji dla firm kluczowa może okazać się praca tymczasowa, która – jak podkreślają pracodawcy – zapewnia im większą elastyczność zatrudnienia, w zależności od liczby zleceń. To może być szansa dla rynku, którym poważnie zachwiał stan pandemii. Agencje pracy zrzeszone w Polskim Forum HR informują, że 10 tys. pracowników tymczasowych straciło pracę z powodu koronawirusa w ciągu zaledwie półtora miesiąca od ogłoszenia kwarantanny narodowej. Ze względów logistycznych czy formalnych tylko niewielkiej części z tych osób udało się znaleźć nowe zatrudnienie u innego pracodawcy.

Nowy zbiornik przeciwpowodziowy w Raciborzu zabezpieczy przed żywiołem 2,5 mln osób z południa Polski. Tego typu inwestycji będzie coraz więcej

W Raciborzu oddano właśnie do użytku zbiornik przeciwpowodziowy, który ochroni przed żywiołem przeszło 2,5 mln mieszkańców południa Polski. To największa jak dotąd inwestycja hydrotechniczna w kraju. Na budowie obiektu przez dwa i pół roku pracowało ponad 1 tys. osób i kilka tysięcy jednostek sprzętu. Realizacja inwestycji nie była łatwa m.in. ze względu na powódź i pandemię. Coraz większe problemy z suszą i gwałtownymi opadami sprawiają, że Polska będzie realizować coraz więcej inwestycji hydrotechnicznych, a giełdowy Budimex, wykonawca zbiornika w Raciborzu, widzi w nich rynkową szansę.

– Polska retencjonuje tylko 6,5 proc. wody. W ciągu nadchodzących siedmiu lat chcemy zwiększyć retencję do poziomu 15 proc., docelowo do 30 proc., żebyśmy nie cierpieli w okresach suszy, które na pewno będą nas dotykać w pierwszych połowach roku, jak to miało miejsce w obecnym. Na początku tego roku mieliśmy ogromną suszę, obecnie walczymy z powodzią. Wszelkie podtopienia i wezbraniowe ulewy również będą miały cykliczny charakter – powiedział Marek Gróbarczyk, minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej, podczas otwarcia inwestycji.

Susze, które uderzają zwłaszcza w energetykę, rolnictwo i przemysł, nawiedzają Polskę regularnie od lat. W ubiegłym roku szczególnie dotkliwa była susza rolnicza, która dotknęła ponad 200 tys. gospodarstw rolnych i przełożyła się na spadek plonów i wzrost cen żywności. Z kolei na początku tego roku susza hydrologiczna objęła 90 proc. terytorium Polski. W tej chwili kolejne regiony kraju borykają się z nawałnicami, lokalnymi podtopieniami i powodziami. Dotknięte zostały zwłaszcza województwa małopolskie, mazowieckie, podkarpackie i śląskie. IMGW ostrzega przed kolejnymi nawałnicami.

Aby unormować sytuację, potrzebne są długofalowe inwestycje wpływające na poprawę bilansu wodnego i działania zwiększające retencję. Miesiąc temu zapowiedziano specustawę, która przewiduje m.in. rozwiązania prawne ułatwiające działalność dla rolników, samorządów i spółek wodnych w zakresie przeciwdziałania suszy oraz zwiększenie poziomu retencjonowanych wód przynajmniej do 15 proc. w perspektywie do 2027 roku.

W tym tygodniu w Raciborzu Dolnym została oddana inwestycja, która wpisuje się w ten program. To największy w Polsce zbiornik przeciwpowodziowy o powierzchni przekraczającej 26 km² i pojemności 185 mln m³, czyli tyle, ile zmieściłoby się w 226 Pałacach Kultury i Nauki.

– Ta inwestycja ma ogromne znaczenie dla całego Dolnego Śląska, ponieważ ochroni 2,5 mln mieszkańców przed ryzykiem powodzi. Jest kluczowym elementem ochrony przeciwpowodziowej całego regionu – mówi agencji Newseria Biznes Artur Popko, wiceprezes zarządu spółki Budimex, odpowiedzialnej za realizację inwestycji.

Zbiornik w Raciborzu został zaprojektowany jako polder, czyli suchy obiekt, który będzie wypełniany wyłącznie w przypadku powodzi. W momencie nadejścia fali polder będzie piętrzył wodę, zabezpieczając obszar około 600 km² od Raciborza, przez Kędzierzyn-Koźle, Brzeg, Opole, Oławę, aż po Wrocław. Inwestycja ochroni przed żywiołem blisko 2,5 mln mieszkańców w trzech województwach: śląskim, opolskim i dolnośląskim. Objętość zbiornika będzie się stopniowo powiększać do 300 mln m³ ze względu na wydobywane w czaszy kruszywo.

– Ta inwestycja zdecydowanie wpisuje się w proces budowy całej gospodarki wodnej – mówi Marek Gróbarczyk. – Polder ma przede wszystkim użytkowość przeciwpowodziową, żeby nigdy więcej nie wydarzyły się takie tragedie jak w 1997 roku. Docelowo chcemy przebudować go na zbiornik mokry, wieloużytkowy, zasilający Odrę w okresach suszy i stanowiący element zabezpieczenia przeciwpowodziowego.

Jak podkreśla prezes Budimexu Dariusz Blocher, realizacja inwestycji nie należała do łatwych m.in. ze względu na pogodę. Powódź w końcówce zeszłego roku sprawiła, że budowa została zalana na dwa miesiące, a po niej przyszła pandemia SARS-CoV-2, która spowodowała kolejne problemy z realizacją prac, bo część załogi trafiła na kwarantannę.

– Umowę podpisywaliśmy w trudnych warunkach. Przejęliśmy budowę po poprzednim wykonawcy, z mnóstwem problemów i słabo zinwentaryzowanym terenem. Wtedy wydawało się, że to jest w ogóle niemożliwe do realizacji w terminie – mówi. – Presja czasu była gigantyczna, a na początku problemem był też brak zaufania wszystkich stron, bo w projekt były zaangażowane środki unijne, środki budżetowe, Banku Światowego, napięte były też relacje inżynier – wykonawca. To wszystko trzeba było przełamać, ale jednak się udało.

Na budowie zbiornika pracowało w sumie ponad 1 tys. osób i kilka tysięcy jednostek sprzętu. Prace rozpoczęły się w końcówce 2017 roku i w sumie trwały dwa i pół roku. Do budowy wykorzystano ponad 6,8 mln ton ziemi, która zmieściłaby się w ponad 130 tys. wagonów kolejowych. Złożony z nich pociąg byłby tak długi, że w linii prostej prowadziłby z Raciborza aż do Madrytu.

– Krótki okres realizacji tej inwestycji był wielkim wyzwaniem. To ok. 22 km obwałowań o wysokości 11 metrów, miliony metrów sześciennych nasypu do zbudowania w różnych warunkach pogodowych – wskazuje Artur Popko.

Giełdowa spółka ma już duże doświadczenie w realizacji inwestycji hydrotechnicznych. Budimex, jako generalny wykonawca, przebudował m.in. porty w Świnoujściu i w Szczecinie, kanał Płonie przy Martwej Wiśle w Gdańsku czy Zbiornik Wodny Rydzyna. W tej chwili realizuje też modernizację portów w Gdańsku i poprawę dostępu do portów w Gdyni i w Świnoujściu.

– W sumie zrealizowaliśmy ok. 30 tego typu kontraktów. Ten w Raciborzu jest największym. Kolejny to tzw. Żelazny Most dla KGHM-u. Wykonaliśmy wiele prac umocnieniowych na Bałtyku, ale także w portach w Szczecinie, Świnoujściu i Gdańsku – wymienia Dariusz Blocher. – Retencja wody w Polsce, żeglowność rzek, gromadzenie i umacnianie brzegów to jest perspektywa nawet nie siedmiu, ale czternastu lat i Polska powinna przeznaczyć na ten cel duże środki. Dla firm, które potrafią i wiedzą, jak to robić, to powinny być dobre czasy. Z drugiej strony nie są to też proste projekty, bo nasz poprzednik sobie z nim nie poradził.

W inwestycjach hydrotechnicznych Budimex widzi duży potencjał rynkowy. Spółka szacuje, że w nadchodzących latach budżet przeznaczony na hydrotechnikę znacznie przekroczy 100 mld zł.

– Polska ma najmniejsze zasoby wody pitnej w Unii Europejskiej. Wiemy, że zlewnie Odry, Wisły czy Nysy Łużyckiej wymagają dużego doinwestowania. Cały czas wracamy do połączenia Bałtyku z Morzem Śródziemnym, więc Odra musi być żeglowna. Pojawia się też temat progu na Wiśle, koło Włocławka. Potrzeby są wszędzie, to będą małe, średnie i duże projekty wspierane przez Skarb Państwa – mówi prezes firmy Budimex.

Oddany do użytku zbiornik przeciwpowodziowy Racibórz Dolny to w tej chwili największa inwestycja hydrotechniczna w Polsce. Jego przebudowę zlecił Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Gliwicach. Wartość prac budowlanych zrealizowanych przez Budimex to 672 mln zł netto. Środki na realizację inwestycji pochodziły z Banku Światowego, Banku Rozwoju Rady Europy, Unii Europejskiej, budżetu państwa oraz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Przez pandemię wydawcy stracili od 50 do nawet 80 proc. przychodów z reklam. Branża liczy na zerowy VAT na prasę

Dziennik „The Los Angeles Times” już w kwietniu informował, że stracił ponad 1/3 swoich dochodów z reklam. O załamaniu wpływów z ich sprzedaży pisał też brytyjski „The Economist” i inne światowe dzienniki. Problemy nie ominęły również polskiego rynku: w trakcie lockdownu sprzedaż drukowanych gazet i magazynów spadła, a utrata wpływów reklamowych sięgnęła od około 50 proc. do nawet 80 proc. w przypadku prasy lokalnej. To spowodowało, że wydawcy nie uniknęli zamykania tytułów, obniżek pensji i zwalniania pracowników. Spadek przychodów znacząco przełoży się na ich sytuację finansową i wyniki po II kwartale. Branża apeluje o specjalne, sektorowe wsparcie – przede wszystkim zerowy VAT na prasę, który został już zapowiedziany w odniesieniu do książek.

Koronawirus bardzo boleśnie odbił się na budżetach reklamowych, a co za tym idzie na przychodach wydawców z reklam. Zwłaszcza na rynkach lokalnych, gdzie w niektórych przypadkach niemalże z tygodnia na tydzień zniknęło do 80 proc. wpływów reklamowych – mówi agencji Newseria Biznes Marek Frąckowiak, dyrektor generalny Izby Wydawców Prasy.

Wydawcy prasy utrzymują się głównie ze sprzedaży tytułów i wpływów reklamowych. Tymczasem w trakcie lockdownu sprzedaż spadła, a utrata wpływów reklamowych sięgnęła średnio ok. 50 proc.

Oba te źródła przychodów są równie ważne. Utrata czy załamanie jednego z nich podważa kondycję wydawcy. Te poważne spadki przychodów wynikały po prostu z sytuacji epidemicznej. Gospodarka nie działała normalnie, większość przedsiębiorców wstrzymała się z reklamowaniem, bo i tak nie byli w stanie zaspokoić potrzeb odbiorców. W tej chwili to zaczyna już powoli odbijać, ale utrata przychodów jest bardzo poważna i nawet w większym stopniu niż spadki sprzedaży prasy przyczyniła się do cięć i wprowadzania koniecznych oszczędności – mówi Marek Frąckowiak.

Trudna sytuacja spowodowała, że część wydawców nie uniknęła zamykania tytułów, obniżek pensji i zwalniania pracowników. Problemy dotknęły nie tylko prasę lokalną, ale i największych na rynku graczy – w tym m.in. Agorę, która na pół roku obcięła wynagrodzenia o 20 proc., radykalnie obniżyła zatrudnienie w portalu GoldenLine i zdecydowała o zamknięciu magazynów „Logo” i „Avanti”. Spółka poinformowała też, że średnia sprzedaż „Gazety Wyborczej” w czasie epidemii spadła o 10 proc. Zwolnienia i cięcia wynagrodzeń wprowadziły także grupa Wirtualna Polska, Burda Media Polska, Polska Press, Bauer, Edipresse, Eurozet czy Grupa ZPR Media, która zakończyła również wydawanie miesięczników „Podróże” i „Żagle” oraz zdecydowała się na rozwiązanie spółki Murator Expo.

Pandemia SARS-CoV-2 i wywołany nią spadek przychodów znacząco przełoży się na sytuację finansową wydawców i wyniki spółek po II kwartale. Branża zaapelowała do rządu o specjalne, sektorowe wsparcie, w tym m.in. rekompensatę części utraconych wpływów reklamowych, preferencyjne kredyty czy wsparcie w formie płatnych ogłoszeń rządowych. Jak podkreśla Marek Frąckowiak, wszystkie te instrumenty zostały też wprowadzone w innych krajach UE.

Niektóre branże otrzymały specjalne, sektorowe wsparcie, właściwe dla ich specyfiki. Wydawcy prasowi również o to występowali, wskazując, że rozwiązania zawarte w tarczach antykryzysowych są niewystarczające i istnieje potrzeba takiego specyficznego wsparcia – mówi. – Doczekaliśmy się go na stosunkowo niewielkim poziomie. Płatne ogłoszenia rządowe dostały dotąd tylko niektóre tytuły gazet ogólnopolskich i kilku tygodników ogólnopolskich. Wskazywaliśmy też na potrzebę wsparcia tych najmniejszych i najsłabszych, czyli prasy lokalnej, i mam nadzieję, że to się jeszcze stanie.

Jak wskazuje dyrektor generalny Izby Wydawców Prasy, dla borykających się z problemami wydawców dużą pomocą byłby zerowy VAT na prasę. Takie rozwiązanie, ale w odniesieniu do książek, zapowiedział minister kultury, prof. Piotr Gliński. Wymaga ono jednak zgody Komisji Europejskiej (na podstawie art. 395 dyrektywy VAT), o co polski rząd zawnioskował już w kwietniu. Obniżenie do zera z dotychczasowych 5 proc. stawki VAT na książki drukowane ma wesprzeć księgarzy i wydawnictwa, które z finansowymi problemami borykały się jeszcze przed pandemią.

Prasa jest dobrem kultury i szczególnie teraz, w czasach pandemii, udowodniła swoje znaczenie informacyjne. Wydawcy prasy są tak samo ważni jak wydawcy książek. Prosimy więc, żeby ich wesprzeć w taki sam sposób – mówi Marek Frąckowiak. – To rzeczywiście przyniosłoby najszerszy i najtrwalszy skutek, jeśli chodzi o wspomożenie wydawców. Obniżenie do zera stawki VAT na prasę byłoby długofalowe w skutkach i jednocześnie najmniej bolesne dla budżetu państwa, który – dobrze to rozumiemy jest w tej chwili w trudnej sytuacji. Proponujemy więc rozwiązanie, które jest pożyteczne dla obu stron.

Jak wynika z badania przeprowadzonego w maju dla Ringier Axel Springer Polska, choć w czasie pandemii większość tytułów odnotowała spadki sprzedaży, to jednak zainteresowanie ich treściami wzrosło. Aż 62 proc. czytelników było w stanie poświęcić więcej czasu na lekturę drukowanych wydań gazet i magazynów, a 53 proc. czytało więcej tytułów prasowych. Ponad połowie respondentów zdarzało się czytać artykuły i informacje, które zwykle pomijali, a 62 proc. stwierdziło, że czyta prasę z większą uwagą. To oznacza, że w czasie pandemii koronawirusa wzrosła rola prasy jako medium, na które poświęcano więcej uwagi i zaangażowania.

Pierwsze latające taksówki już za dwa lata. Rozładują zakorkowane miasta i przyspieszą krótkie podróże

Systemy autonomizujące pracę pojazdów transportowych pozwolą stworzyć inteligentne latające taksówki. Dzięki zastosowaniu technologii dronowych możliwe będzie wdrożenie do służby ekologicznych taksówek elektrycznych pionowego startu i lądowania z systemem autopilota na pokładzie. Sztuczna inteligencja przejmie w nich rolę kierowcy-oblatywacza, umożliwiając szybkie i sprawne przemieszczanie się po aglomeracji. Rynek podchodzi jednak dość sceptycznie do autonomicznych latających taksówek.

– Autonomiczna taksówka to jest o krok za daleko. W przypadku statku powietrznego, w którym nie widzę pilota i nie wiem, jak się z niego wydostać, czułbym niepokój. Ale zakładam, że skoro można dolecieć na Księżyc w statku, w którym człowiek niewiele może zrobić, to może jednak zaufajmy informatykom, programistom i innym konstruktorom i zgódźmy się na takie loty – mówi agencji Newseria Innowacje Sławomir Kosieliński, prezes Fundacji Instytut Mikromakro i przewodniczący Komitetu Organizacyjnego Droniada GZM 2020.

Z raportu „TomTom Traffic Index 2019” wynika, że od 2018 roku średni poziom zakorkowania miast na świecie wzrósł aż o 28 proc. W ubiegłym roku przestaliśmy w korkach średnio 87 minut i nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie sytuacja miała się zmienić. Rozwiązaniem problemu narastających korków mają być systemy autonomicznego transportu pasażerskiego, nad którymi pracują największe korporacje technologiczne z całego świata oraz obiecujące start-upy.

Potencjał pojazdów tego typu dostrzegł m.in. japoński rząd, który planuje wdrożyć do najbardziej zatłoczonych miast system autonomicznych latających taksówek. Do prac nad tym projektem zaproszono inżynierów z takich firm jak Airbus, Boeing, Cartivator, Japan Airlines, NEC, Uber czy Yamato Holdings. Według wstępnych założeń pierwsze pojazdy miałyby rozpocząć służbę w ciągu najbliższej dekady.

Na apel japońskiego rządu opowiedziała m.in. firma NEC, która pod koniec 2019 roku przeprowadziła testy prototypowej maszyny tego typu. Pojazd wyposażono w cztery silniki wirnikowe, które z powodzeniem uniosły maszynę na wysokość ok. 3 metrów, pozwoliły wykonać kilka manewrów i bezpiecznie wylądować. Testy odbywały się bez pasażerów na pokładzie, w przyszłości jednak maszyna będzie zdolna do transportowania zarówno towarów, jak i ludzi. Za masową produkcję autonomicznych taksówek od NEC ma odpowiadać spółka Cartivator, a pierwsze pojazdy zjadą z linii produkcyjnych w 2026 roku.

– Już dzisiaj niektóre linie metra są całkowicie autonomiczne. Pociągiem steruje komputer, maszynisty tam nie uświadczymy. Gdybyśmy na chłodno na to spojrzeli, współczesne boeingi i airbusy są również pojazdami bezzałogowymi, pilot tylko naciska guzik. Maszyna sama startuje, leci i ląduje, a pilot jest tylko dla naszej satysfakcji – twierdzi ekspert.

Jednym z pierwszych operatorów latających pojazdów autonomicznych może zostać firma Uber, która w ramach programu Uber Air pracuje nad autorskimi pojazdami tego typu. Od 2020 roku korporacja rozpoczyna intensywne testy swoich wielkoformatowych dronów transportowych, a od 2023 roku planuje rozpocząć świadczenie usług komercyjnych dla mieszkańców trzech miast: Dallas, Los Angeles oraz Melbourne.

Do wdrożenia na rynek latających taksówek przygotowuje się również Europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego. Eksperci EASA opublikowali wytyczne dla producentów elektrycznych i hybrydowych pojazdów pionowego startu i lądowania, które będą stanowić podstawę do prac nad pojazdami przeznaczonymi do funkcjonowania na terenie Unii Europejskiej.

– Jeżeli piloci nie ćwiczą, nie wykonują zadań specjalnych, to w tak zautomatyzowanym środowisku tracą swoje umiejętności. Jest to więc nieustająca walka między tym, ile zautomatyzować, a ile jeszcze zachować kompetencji pilota, maszynisty czy kierowcy – wskazuje Sławomir Kosieliński.

Według Index Markets Research w 2017 roku wartość rynku autonomicznych samolotów pionowego startu i lądowania wyniosła 3,2 mld dol. Szacuje się, że do 2022 roku osiągnie wartość 7,88 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 19,82 proc.

Światło UV-C zabija 99,9 proc. koronawirusa w ciągu kilku sekund. Badania wykazały, że wirusy zabija także rodzaj światła bezpiecznego dla ludzi

Nawet 99,9 proc. koronawirusów może zostać zabitych pod wpływem światła UV-C. Dotyczy to także wirusa SARS-CoV-2, który wywołuje COVID-19. Dotychczas wirusy mogły być zabijane przez konwencjonalne bakteriobójcze światło UV-C o długości fali 254 nm, niebezpiecznej dla ludzi. Badania Signify i Uniwersytetu Bostońskiego wykazały jednak, że dla koronawirusa zabójcze jest także światło UV-C o długości fali 222 nm, które nie uszkadza ludzkich komórek. – Udostępnimy technologię innym firmom oświetleniowym, aby zaspokoić rosnące zapotrzebowanie na dezynfekcję – zapowiada Eric Rondolat, prezes Signify.

– Nasze wyniki testów pokazują, że powyżej określonej dawki promieniowania UV-C wirusy zostały całkowicie dezaktywowane: w ciągu kilku sekund nie byliśmy już w stanie wykryć żadnego – podkreśla dr Anthony Griffiths, profesor nadzwyczajny mikrobiologii na Boston University School of Medicine. – Jesteśmy bardzo podekscytowani odkryciami i mamy nadzieję, że przyspieszą one rozwój produktów, które mogą pomóc ograniczyć rozprzestrzenianie się SARS-CoV-2.

Naukowcy już  udowodnili, że światło ultrafioletowe zabija koronawirusa. Najczęściej stosowanym rodzajem światła UV do zastosowań bakteriobójczych jest lampa łukowo-rtęciowa, która emituje światło o długości fali ok. 254 nanometrów. Lampy te można jednak stosować tylko do dezynfekcji niezamieszkałych pomieszczeń –  bezpośrednia ekspozycja na konwencjonalne lampy UV może stanowić zagrożenie dla zdrowia i życia człowieka. W przeciwieństwie do UV-A i UV-B, które są transmitowane przez słońce i mogą być blokowane za pomocą kremu przeciwsłonecznego, UV-C składa się z krótszej długości fali światła, która niszczy materiał genetyczny – zarówno u ludzi, jak i cząstek wirusowych.

Naukowcy firmy Signify i Uniwersytetu Bostońskiego przeprowadzili badania, które potwierdzają, że dla wirusów równie zabójcze jest światło o długości fali 222 nm, które dla ludzi nie stanowi zagrożenia. Podczas badań napromieniowali koronawirusa różnymi dawkami UV-C pochodzącego ze źródła światła Signify. Przy dawce 5 mJ/cm kw. w ciągu 6 sekund zginęło 99 proc. wirusa SARS CoV-2. Opierając się na tych danych, stwierdzono, że dawka 22 mJ/cm kw. spowoduje zmniejszenie wirusa o 99,9999 proc. w 25 sekund.

– Bardzo się cieszę z owocnej współpracy z Uniwersytetem Bostońskim w walce z koronawirusem. Naukowcy potwierdzili skuteczność naszych źródeł światła jako środka zapobiegawczego dla firm i instytucji, które szukają sposobów na zapewnienie środowiska wolnego od wirusów  – wskazuje Eric Rondolat, prezes zarządu Signify.

Światło można bezpiecznie stosować w miejscach o dużym natężeniu ruchu – w szpitalach, środkach transportu czy szkołach. W Chinach światło UV jest już szeroko stosowane do czyszczenia autobusów i innych przedsiębiorstw publicznych. W najbliższym czasie taki sposób dezynfekcji może być wykorzystywany znacznie częściej. Signify zapowiedziało, że technologię udostępni innym firmom oświetleniowym.

– Biorąc pod uwagę potencjał technologii do wspomagania walki z koronawirusem, Signify nie zachowa jej do wyłącznego użytku, ale udostępni ją innym firmom oświetleniowym. W nadchodzących miesiącach zwiększymy jednak naszą zdolność produkcyjną wielokrotnie, aby zaspokoić rosnące zapotrzebowanie na dezynfekcję – podkreśla Eric Rondolat.

Saski Partners: Po mocnym spadku w I poł. roku rynek M&A najgorsze ma już za sobą

Po zapaści w pierwszym półroczu 2020 polski rynek fuzji i przejęć czeka w najbliższych miesiącach ożywienie, wynika z analiz firmy doradczej Saski Partners. Do wzrostu aktywności na rynku przyczyni się oczekiwany spadek wycen aktywów i fakt, że fundusze private equity zgromadziły znaczne środki na inwestycje. Z powodu globalnego kryzysu związanego z pandemią koronawirusa liczba transakcji fuzji i przejęć w Polsce spadła w tym roku o niemal połowę.

W pierwszej połowie roku sfinalizowano w Polsce 68 transakcji fuzji i przejęć wobec 129 w tym samym okresie 2019 roku, a ich łączna wartość była mniejsza o 65 proc. i wyniosła 1,4 mld euro, wynika z analizy danych Thomson Reuters i Catalyst. Dla porównania liczba transakcji w Europie Zachodniej spadła w tym okresie o 41 proc. do 6.186. Wśród największych transakcji na polskim rynku, których zamknięcie nastąpiło w tym roku, było m. in. przejęcie grupy energetycznej Energa przez PKN Orlen (660 mln euro), nabycie Polskich ePłatności przez duńską Grupę Nets (405 mln euro) oraz zakup spółki Danwood przez koreański koncern budowlany GS Engineering & Construction (140 mln euro).

Wielu inwestorów postanowiło przeczekać okres największej niepewności związanej z epidemią, by przekonać się, jak zamrożenie gospodarki wpłynie na funkcjonowanie poszczególnych sektorów oraz wyniki finansowe spółek, a co za tym idzie ich wyceny – powiedział Dominik Olszewski, partner zarządzający Saski Partners. – Ponadto, w ostatnich miesiącach banki finansujące transakcje mocno zaostrzyły warunki kredytowe, co w wielu przypadkach opóźnia zamknięcie transakcji.

Eksperci Saski Partners spodziewają się, że wraz ze stabilizacją sytuacji makroekonomicznej, powinna znacznie wzrosnąć aktywność inwestorów zainteresowanych dalszą ekspansją w Polsce. Jednocześnie spowolnienie gospodarcze może ograniczyć oczekiwania cenowe właścicieli przedsiębiorstw i skłonić ich do szybszej sprzedaży.

Pomimo pandemii transakcje cały czas są zawierane. Wśród największych przejęć ogłoszonych w minionych tygodniach są m. in. kupno Grupy Interia przez Telewizję Polsat, sieci sklepów Tesco w Polsce przez właściciela Netto, czy też przejęcie stacji paliw eMila przez spółkę Anwim, do której należy marka Moya. Ponadto, Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo rozpoczęło negocjacje w trybie wyłączności ze spółką Tauron Polska Energia na kupno 100 proc. udziałów w spółce Tauron Ciepło.

Podmioty, które były do tej pory skłonne do inwestowania w Polsce i regionie, będą to robiły dalej, ale raczej bardziej selektywnie i oportunistycznie. Mniej doświadczeni inwestorzy prawdopodobnie będą podchodzić z większą ostrożnością do rozwoju firm poprzez przejęcia. Jednak dla funduszy private equity czyli inwestorów, którzy wiedzą jak strukturyzować transakcje i zarządzać ryzykiem, obecny okres może być dobrym czasem na szukanie okazji inwestycyjnych – powiedział Dominik Olszewski.

Nie bez znaczenia jest również fakt, że jeszcze przed wybuchem pandemii fundusze private equity zgromadziły na świecie rekordowo wysokie środki pieniężne na inwestycje.

Środki na inwestycje zgromadzone przez fundusze nieustannie rosną i według różnych szacunków sięgają już w skali globalnej około 2,6 biliona dolarów. W naszym regionie również są to znaczne kwoty, co może wpłynąć na to, że przy potencjalnie niższych wycenach spółek, fundusze intensywniej będą szukać okazji inwestycyjnych – powiedział Dominik Olszewski.

Tesla wkrótce z nową fabryką w Stanach Zjednoczonych

Producent samochodów elektrycznych i firma Elona Muska, Tesla, będzie miała kolejną fabrykę w Ameryce Północnej, co zostanie ogłoszone wkrótce — powiedziała w środę Robyn Denholm, przewodnicząca zarządu producenta samochodów elektrycznych. Denholm dodała, że firma ma pełne ręce roboty dzięki programowi globalnej ekspansji. Fabryka w Szanghaju działa obecnie pełną parą, a fabryka w Berlinie jest w budowie. Denholm powiedziała również, że wymaga to dużego wysiłku, aby w tym samym czasie powstały równolegle kolejne fabryki.

Rolą zarządu Tesli jest upewnienie się, że zespół menedżerów robi to, co do nich należy. Być może nie jest to tradycyjny sposób, gdyż oczywiście mamy swoje powiernicze zobowiązania wobec wszystkich udziałowców, aby je podtrzymywać i realizować, ale jesteśmy również po to, aby pomóc zespołowi zarządzającemu w realizacji misji firmy — dodała Denholm.

Tymczasem amerykański rząd może szykować kolejną rundę pomocy dla przedsiębiorców. Do 140 miliardów dolarów w pożyczkach dla małych przedsiębiorstw może być skoncentrowane ponownie na wsparciu restauracji, hoteli i innych branż najbardziej dotkniętych epidemią koronawirusa — zadeklarował w środę Sekretarz Skarbu Stanów Zjednoczonych Steven Mnuchin. Fundusze te, pochodzące z programu ochrony wypłat pensji o wartości 660 miliardów dolarów mają wygasać we wtorek, ponieważ wtedy przestaną być przyjmowane wnioski przez Agencję Małych Przedsiębiorstw. Mnuchin dodał, że pojawiło się polityczne poparcie zarówno wśród Demokratów, jak i Republikanów, aby ponownie przeznaczyć pieniądze na hotele czy restauracje.

Dziś kontrakty terminowe na główne amerykańskie indeksy wskazują na dość płaskie otwarcie. Wszystkie futures znajdują się w rejonie wczorajszego zamknięcia, a być może inwestorzy już teraz czekają na popołudniowe dane z amerykańskiego przemysłu oraz na piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy. Dane te mogą być pomocne w kreowaniu oczekiwań odnośnie dalszych działań Fed, od którego sytuacja na rynkach wydaje się mocno uzależniona.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Przejrzystość procesu budżetowego? Wskaźniki makroekonomiczne tylko dla nielicznych

Ministerstwo Finansów przekazało już do NFZ wskaźniki makroekonomiczne w celu przygotowania planu finansowego NFZ, choć nie otrzymali ich jeszcze partnerzy społeczni Rady Dialogu Społecznego. Dane obejmują lata 2020-2023. Plan wraz z wybranymi wskaźnikami opublikował think-tank PublicPolicy.pl. Prognoza zakłada spadek zatrudnienia o ponad 190 tys. etatów i wzrost rejestrowanego bezrobocia o 415 tysięcy osób (o 45 proc.) do poziomu ponad 1,3 miliona osób.

Według wskaźników makroekonomicznych (są tylko wybrane, brak np.  PKB):

  • W 2020 r. zatrudnienie w gospodarce narodowej zmniejszy się ponad 190 tysięcy etatów
  • Bezrobocie w 2020 r. wzrośnie o ponad 400 tys. osób
  • Płaca realna prawie się nie zmieni (+0,17 proc. r/r)
  • Płaca minimalna w 2020 r. przekroczy 50 proc. średniej płacy (51,3 proc.)
  • Płaca minimalna, nawet technicznie założona, przy wzroście o inflację przekracza 50 proc. płacy średniej.

Wskaźniki makroekonomiczne

W zwyczajowym procesie budżetowym do 10 maja Ministerstwo Finansów przekazuje partnerom Rady Dialogu Społecznego wstępne wskaźniki makroekonomiczne wraz z Wieloletnim Planem Finansowym Państwa (WPFP). Następnie do 15 czerwca przygotowuje założenia makroekonomiczne do budżetu i przekazuje je członkom RDS. Od 10 maja do 15 czerwca, strona społeczna może wstępnie analizować założenia makroekonomiczne i przygotowywać się kierunkowo do konsultacji ostatecznych np. płacy minimalnej.

W tym roku rząd nie przygotował WPFP i tych wstępnych wskaźników. Rząd przygotował aktualizację programu konwergencji (APK), ale tylko na rok 2020, a ponadto ten dokument nie zawierał wskaźników rynku pracy niezbędnych w dialogu społecznym. Zgodnie ze specustawą antykryzysową termin przekazania założeń makroekonomicznych dla RDS przesunięto na 31 lipca.

Jednak na potrzeby NFZ takie wskaźniki zostały przygotowane. Wskazują one na silne załamanie na rynku pracy. Płaca wzrośnie tylko nominalnie, realnie pozostanie na poziomie z 2019 r. To oznacza, że płaca minimalna w relacji do średniej płacy przekroczy 51 proc.

Prognoza zakłada spadek zatrudnienia o ponad 190 tys. etatów i wzrost rejestrowanego bezrobocia o 415 tysięcy osób (o 45 proc.) do poziomu ponad 1,3 miliona osób. To bezrobocie utrzyma się do 2023 r. Niestety nie ma szacunków pełnego bezrobocia wg. badania BAEL.

Niestety strona społeczna Rady Dialogu Społecznego nie dostała jeszcze wskaźników, nawet wstępnych. A przecież im wcześniej będą znane choćby robocze założenia makroekonomiczne, tym więcej czasu na efektywne, dobre merytorycznie konsultacje.

Dr Sławomir Dudek, główny ekonomista Pracodawców RP

Wskaźnik odwiedzin obiektów handlowych sukcesywnie pnie się w górę

Osiem tygodni po przywróceniu pełnej działalności obiektów handlowych wskaźnik odwiedzin zanotował kolejne wzrosty. Jak wynika z danych zebranych przez Polską Radę Centrów Handlowych z 88 obiektów o łącznej powierzchni 3,1 mln m kw. GLA, stanowiących 26% rynku centrów handlowych w Polsce, footfall od poniedziałku do soboty (22-27 czerwca) wyniósł średnio od 77 do 81% ubiegłorocznej wartości.

Wysoki wskaźnik odwiedzin zanotowała niedziela 28 czerwca – pierwsza od dawna i jedna z nielicznych handlowych w tym roku. Footfall wyniósł 63% w stosunku do analogicznego dnia ubiegłego roku

– To dobry wynik, biorąc pod uwagę, że nie wszyscy mogli mieć świadomość, że niedziela jest handlowa. Na wysoki wskaźnik odwiedzin z pewnością miały też wpływ odbywające się tego dnia wybory prezydenckie – komentuje Anna Zachara-Widła, Research & Education Manager w PRCH.

Nieco lepsza odwiedzalność nadal panuje w obiektach małych i średnich. Duże i bardzo duże galerie handlowe są o 3-4 punkty procentowe w tyle.

Najlepsze wskaźniki w stosunku do ubiegłego roku zanotował w badanym tygodniu Region Południowo-Zachodni. Stabilna sytuacja panuje w Regionie Północnym, tam wartość footfallu nadal plasuje się w czołówce wyników. Najsłabiej wypadł Region Wschodni ze średnią odwiedzalnością na poziomie 70-76% w zależności od dnia.

– Wprowadzenie 4 maja kolejnego etapu odmrażania gospodarki udowodniło, że klienci do serca wzięli sobie powagę sytuacji związanej z trwającą pandemią i nie zdecydowali się na szturm centrów handlowych od razu. Sytuacja ulega jednak systematycznej poprawie. Jak wynika z danych zbieranych przez Reveal w 60 obiektach handlowych, wskaźnik odwiedzin zanotował w maju 2020 35-procentowy spadek w stosunku do maja 2019, ale już w porównaniu miesiąc do miesiąca footfall majowy wyniósł 165,9% odwiedzin kwietniowych – komentuje Beata Tomaś, COO w Reveal Systems.

– Trwająca napięta sytuacja wymaga podejmowania szczególnych działań dążących do zapewnienia rzetelnych wyników odwiedzalności. To sprowadza się do stałej kontroli poprawności funkcjonowania systemów zliczania klientów, co gwarantuje, że zebrane i przedstawiane dane odzwierciedlają aktualną sytuację na rynku – dodaje Beata Tomaś.Wskaźnik odwiedzin obiektów handlowych sukcesywnie pnie się w górę

Polski Bon Turystyczny – dla kogo i na co? Jak przystąpić do programu?

Ponad 6 mln polskich dzieci będzie mogło skorzystać z nowego rozwiązania, które będzie stanowiło również wsparcie dla rodzimej branży turystycznej cierpiącej z powodu COVID-19. Trwają prace legislacyjne nad Polskim Bonem Turystycznym, który ma zostać wprowadzony w życie jeszcze w tegoroczne wakacje. Sejm już przyjął ustawę i została ona skierowana do Senatu. A o tym kto, i na jakich zasadach będzie mógł skorzystać z takiej formy pomocy rozmawiali 24 czerwca eksperci Ministerstwa Rozwoju, Polskiej Organizacji Turystycznej, Zakładu Ubezpieczeń Społecznych oraz przedstawiciele Kancelarii Prezydenta RP podczas webinarium odbywającego się w ramach cyklu „Tarcza Antykryzysowa dla biznesu”.

Działania rządu związane z usuwaniem gospodarczych skutków pandemii COVID-19 to przede wszystkim szybka pomoc dla przedsiębiorców, mająca na celu utrzymanie ich płynności finansowej. Przedsiębiorstwa turystyczne stanowią ten sektor gospodarki, który w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa bardzo ucierpiał. Światowa Organizacja Turystyki (UNWTO) uważa, że branża turystyczna może stracić z powodu koronawirusa od 30 do 50 mld dolarów, a prognozy te mogą się jeszcze znacznie pogorszyć. Zdaniem Światowej Organizacji Turystyki, zamiast prognozowanego przed kryzysem wzrostu branży o 3-4 proc., należy obecnie spodziewać się spadku o 1-2 proc.

– Jesteśmy przekonani, że Polski Bon Turystyczny to dobre rozwiązanie, które przede wszystkim w 85 proc. będzie wspierało mikro i małych przedsiębiorców z branży turystycznej. Ze strony Kancelarii Prezydenta i minister rozwoju Jadwigi Emilewicz jest taka myśl, że jeśli Bon zostanie dobrze przyjęty wówczas rozważymy, czy będzie on stałym elementem rozwiązań służących rozwojowi polskiej branży turystycznej. Ta branża najbardziej dotkliwie odczuła skutki epidemii koronawirusa – powiedział Paweł Mucha z Kancelarii Prezydenta RP.

Polski Bon Turystyczny powstał w odpowiedzi na aktualną sytuację związaną ze skutkami epidemii koronawirusa. Z jednej strony wspiera polskie rodziny, ma poprawić jakość ich życia, a także zmniejszyć nierówności dochodowe w Polsce oraz pomóc osobom wychowującym dzieci, w tym także niepełnosprawne.

– Dzieci i młodzież, które uczestniczyły w zajęciach szkolnych, nie miały możliwości przez wiele miesięcy spotykać się z kolegami i koleżankami, uczestniczyć w zajęciach w trybie stacjonarnym. Dlatego też pojawiła się inicjatywa – w celu wynagrodzenia dzieciom tego trudnego okresu. Chcemy pokazać, że istnieje możliwość podróżowania po kraju, zwiedzania, wspólnego wypoczynku, po tym niezwykle trudnym czasie dla nas wszystkich powiedział dr Dominik Borek, Zastępca Dyrektora Departamentu Turystyki, Ministerstwo Rozwoju.

Z drugiej strony to także wsparcie finansowe dla lokalnej branży turystycznej, która została dotknięta skutkami epidemii COVID-19. Bon ma zwiększyć poziom aktywności turystycznej społeczeństwa, a także wpłynąć na zmianę sposobu spędzania wolnego czasu.

Dla kogo i na co?

Na każde dziecko przysługuje świadczenie w formie bonu o wartości 500 zł. Obowiązuje prosta zasada: każdemu, kto pobiera świadczenie 500+ przysługuje również Polski Bon Turystyczny. Pomocą zostaną objęte również rodziny z dzieckiem z niepełnosprawnością, którym będzie przysługiwać dodatkowy bon w postaci 500 zł – czyli łącznie 1000 zł. Świadczenie można wykorzystać do 31 marca 2022 roku. Bon można przeznaczyć na opłacenie m.in. pobytu w hotelu, pensjonacie, gospodarstwie agroturystycznym, uczestnictwa w koloniach lub obozie harcerskim, na obozie sportowym lub rekreacyjnym oraz na turnusie rehabilitacyjnym. Z tym, że wydarzenia muszą odbywać się na terenie kraju.

W programie mogą wziąć również udział firmy organizujące imprezy turystyczne, a także ci, którzy realizują usługi hotelarskie – oprócz standardowych miejsc noclegowych i hoteli, także np. obiekty agroturystyczne. Warunkiem będzie świadczenie usług zgodnie z przepisami obowiązującego prawa – mieć wpis w ewidencji w odpowiednim urzędzie marszałkowskim lub gminy (w zależności od prowadzonego modelu biznesowego) oraz uzyskać wpis w ramach systemu teleinformatycznego prowadzonego przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Warunkiem będzie również znalezienie się na liście, utworzonej przez Polską Organizację Turystyczną. Poza przedsiębiorstwami turystycznymi, do programu mogą przystąpić również Organizacje Pożytku Publicznego świadczące niezarobkowo usługi hotelarskie oraz organizujące okazjonalne imprezy turystyczne dla ograniczonej grupy ludzi.

Z pierwszych szacunków wynika, że beneficjentami programu Polski Bon Turystyczny może być ponad 11 tys. turystycznych obiektów noclegowych, ponad 4,5 tys. przedsiębiorców turystycznych oraz blisko 8 800 organizacji pożytku publicznego (OPP).

Jak przystąpić do programu?

Aby dołączyć do programu, przedsiębiorca będzie musiał zalogować się w systemie PUE ZUS i wypełnić odpowiedni formularz. Za obsługę techniczną projektu odpowiada Zakład Ubezpieczeń Społecznych.

Z kolei beneficjenci programu będą musieli założyć konto lub zalogować się do już istniejącego na platformie PUE ZUS. Aby skorzystać z Bonu, wystarczy podać otrzymany numer przy płatności za imprezę turystyczną lub nocleg. W ustalonych terminach wypłaty dla podmiotów turystycznych będą rozliczane przez ZUS na podstawie zrealizowanych bonów.

W projekcie uczestniczy także Polska Organizacja Turystyczna, która odpowiada za weryfikację usługodawców w programie. POT prowadzi również akcję promocyjną, mającą na celu promocję polskich atrakcji turystycznych.

Obecnie prowadzimy kampanię „Odpoczywaj w Polsce”, która ma inspirować do wyjazdów w różne rejony kraju. Pokazujemy ciekawe miejsca, obiekty w naturze i te związane z szeroko pojętą turystyką wiejską – powiedział Jacek Janowski, dyrektor Departamentu Promocji Turystyki Krajowej, Polska Organizacja Turystyczna.

Więcej informacji, o tym gdzie można wykorzystać Polski Bon Turystyczny znajduje się na stronie www.odpoczywajwpolsce.pl oraz www.bonturystyczny.gov.pl.

To był niebezpieczny początek kwartału. Podsumowanie Q2 2020 na rynku biurowym

W II kwartale 2020 rynek zasiliło 766 modułów biurowych, które nie zostały zaabsorbowane przez nowe umowy najmu. Tym samym — jak wynika z danych REDD — zasoby wolnej powierzchni zwiększyły się o 166 tys. m kw. To pierwsze podsumowanie II kwartału roku na rynku biurowym w Polsce.

Dane REDD wskazują, że na polskim rynku dostępnych jest 4443 modułów biurowych o łącznej powierzchni 2.4 mln m kw. Jak pokazują dane REDD, w II kwartale 2020 rynek zasiliło 766 modułów biurowych, które nie zostały zaabsorbowane przez nowe umowy najmu. Zasoby wolnej powierzchni zwiększyły się od kwietnia do końca czerwca o 166 tys. m kw.

Spośród ponad 20 rynków regionalnych monitorowanych przez REDD, największy negatywny bilans wynajętych i zwolnionych biur zanotowały Katowice (-59.9 tys. m kw.), Gdańsk (-41.4 tys. m kw.) oraz Warszawa (-26.8 tys. m kw.). Jedyną „zieloną wyspą” na mapie największym rynków jest Wrocław, w którym zaobserwowano pozytywny bilans, a dostępna powierzchnia zmniejszyła się o 2.3 tys. m kw.Podsumowanie Q2 2020 na rynku biurowym

To był niebezpieczny początek kwartału: 2.6 tys. m kw. dziennie

Zasoby dostępnej powierzchni przez pierwsze dwa miesiące kwartału przyrastały w średnim tempie ponad 2.6 tys. m kw. dziennie.

Ten niebezpieczny trend stracił na sile w czerwcu. Posługując się nomenklaturą giełdową, możemy stwierdzić, że w czerwcu zasoby poruszają się w trendzie bocznym z lekką tendencją spadkową widoczną w ostatnich dniach.2 kw. 2020 na rynku biurowym 2 kw. 2020 na rynku biurowym

E-commerce z tarczą. Wpływ pandemii na zachowania zakupowe Polaków

Jak wynika z wynikami badania „Omnicommerce.Kupuję wygodnie”, 27% internautów deklaruje, że w związku z ryzkiem zarażenia koronawirusem, częściej robią zakupy online. Wśród osób powyżej 35 lat jest to nawet 38%. Więcej kupować online zaczęło 31% kobiet i 22% mężczyzn. Wyraźny ruch w stronę e-commerce’u widać w dużych miastach, o liczbie 100-200 tys. mieszańców oraz największych miastach, pow. 500 tys. mieszkańców, gdzie odpowiednio 42% i 32% konsumentów zaczęło przenosić zakupy do Internetu. Podobny trend można zaobserwować w regionach bardziej dotkniętych COVID-19, jak mazowieckie, małopolskie, dolnośląskie, łódzkie, gdzie co 3. konsument zwiększył zakupy online. Wyjątkiem jest województwo śląskie, gdzie – pomimo największej liczby zachorowań – zakupy w sieci zwiekszyło 20% badanych.

„W ostatnich miesiącach zauważalna jest zmiana popularności odwiedzania fizycznych placówek przez klientów oraz zwiększona tendencja do przenoszenia biznesu do świata online. Wszyscy robimy małe kroki ku normalności, jednocześnie dostrzegając możliwości, jakie oferuje nam wirtualny świat handlu. Polska jest krajem, w którym ludzie są bardzo otwarci na nowe technologie, szczególnie w sektorze płatności i korzystania z form bezgotówkowych. Polacy chętnie korzystają z płatności bezdotykowych, płatności przez link, za pomocą Blika, itp. Tendencja do cyfryzacji przedsiębiorstw, również w kontekście metod płatności rośnie, a więc jest to niezwykle ważny rynek, pełen wielkich możliwości rozwoju.” – mówi Jakub Czerwiński, Wiceprezes ds. sprzedaży w Adyen.

E-commerce z tarczą

W Internecie kupuje już 72% konsumentów. Odsetek e-kupujących wzrósł w stosunku do poprzedniego roku (tj. czerwca 2019. roku) aż o +15p.p. Bezpośrednio w odpowiedzi na panedemię konsumenci najczęściej zakupili w sieci sprzęt sportowy (24%), a dalej produkty wyposażenia domu (22%), elektronikę (21%), produkty z branży modowej (21%), produkty urodowe (21%), produkty związane ze zdrowiem (20%), AGD (15%) i produkty spożywcze (14%). Internauci, którzy już kupowali online w różnych kategoriach, takich zakupów dokonali jeszcze częściej. W wymienionych branżach zakupy zrobiło między 28% a 45% e-klientów. Warto wspomnieć, że produkty spożywcze zakupiło aż 34% e-kupujących. Intensyfikacja zakupów online we wspomnianych była najsilniejsza w małych i średnich miastach, 20-100 tys. mieszkańców. Wirtualne koszyki zapełniły też cześciej kobiety, które kupiły nie tylko więcej produktów modowych, urodowych i związanych ze zdrowiem, ale też dokonały zakupów w kategorii wyposażenia domu, AGD i elektroniki. Co cieszy, aż 12% inernautów zakupiło dostępy do różnych szkoleń i warsztatów online. Ta kategoria to kolejny zwycięzca pandemii.

Więcej, ale okazyjnie

Wartość koszyków zakupowych zwiększyła się nie tylko ze względu na wzrosty cen, ale także przeniesienie większych zakupów do online’u. Konsumenci coraz rzadziej są w stanie wskazać branżę, w której w ogóle nie dokonaliby zakupu online lub mobilnie. Do niedawna taką kategorią były produkty spożywcze, ale pandemia zdecydowanie zmieniła tę sytuację. Konsumenci nie tylko zaczęli robić zakupy spożywcze online, ale także docenili szybką reakcję sieci spożywczych i obecnie ich zadowolenie z e-zakupów w tej kategorii  jest badzo duże, m.in. 72% uważa, że dostępność produktów jest dobra lub nawet bardzo dobra. Polacy przestali też bać się dużych wydatków online. Obecnie już prawie ¾ e-kupujących deklaruje, że ich koszyki zakupowe w sieci są większe niż w sklepach stacjonarnych albo nie zależą od kanału zakupowego. W przypadku zakupów spożywczych, aż 82% e-klientow jest zdania, że kupując produkty spożywcze w sieci, wydają więcej. Dla mody ten wskaźnik wyniósł 64%, a dla urody 69%. Warto jednak pamiętać o wrażliwości cenowej polskich konsumentów, którą pandemia nasiliła. 47% badanych zadklarowało, że będą podchodzić do zakupów bardziej racjonalnie, m.in. będą kupować rozważniej. Na takie zachowanie wskazuje m.in. częstsze niż rok temu wykorzystanie porównywarek cenowych oraz dekaracja dokonania ostatniego zakupu podczas porównywania cen albo bezpośrednio w odpowiedzi na informację o promocji.

„Polacy zakupy w Internecie chwalą sobie przede wszystkim za dostęp do szerokiego asortymentu produktów i marek,a teraz także za zwiększone bezpieczeństwo i szybkość zakupów. Przez ostatnie lata malały wskazania na ceny w tym znaczeniu, że konsumenci nie zakłądają już, że są one zawsze niższe niż offline. To, co jest niezmienne, to oczekiwanie dostępu do okazji zakupowych, atrakcyjnych promocji, przecen, wyprzedaży. Widać, że pandemia jeszcze to oczekwanie wzmocniła, dlatego ważne jest, aby gracze e-commerce’owi pamiętali o zachętach zakupowych dla spragnionych zakupów Polaków, nie tylko tych codziennych, ale też przyjemnościowych, które 33% odłożyło na czas kwarantanny.” – mówi Katarzyna Czuchaj-Łagód, Dyrektor Zarzadzająca Mobile Institute

Na zakupy tam, gdzie zwykle, czyli gdzie?

„W wielu branżach i kategoriach wzrosło zainteresowanie zakupami przez Internet, czego przyczyną były restrykcje związane z pandemią. Nowa rzeczywistość wymusiła na konsumentach zmianę dotychczasowych nawyków, co dla e-sprzedawców stało się szansą na pozyskanie nowej grupy odbiorców. W związku z tym, tak ważne jest żeby cały proces zakupowy, proces płatności i obsługa posprzedażowa budowały pozytywne doświadczenia i zachęcały do kolejnych transakcji. Zakupy internetowe powinny być niezmiennie, przede wszystkim bezpieczne, szybkie i wygodne.” – mówi Magdalena Grablewska, Marketing Manager Przelewy24

Restrykcje nałożone na sklepy stacjonarne ze względu na pandemię, spowodowały wyraźne osłabienie zjawiska zakupów wielokanałowych. W procesie ostatniego zakupu 36% konsumentów wykorzystało przynajmniej 2 kanały zakupowe (offline / online / mobile). Jest to o -20p.p. mniej niż rok temu. Do 43% spadł udział internautów kupujących te same marki w wielu kanałach, tj. online, mobilnie bądź stacjonarnie. Znacznie mniej konsumentów informacja o produkcie, czy promocji, znaleziona w sieci, zachęci obecnie do wizyty w sklepie stacjonarnym. Konsumenci w takim przypadku, raczej pozostaną w kanale online. Jako klienci mamy też coraz mniej ulubionych miejsc zakupowych. Wciąż najczęściej ulubione miejsca klienci wskazują w kategoriach takich jak elektronika, wyposażenie domu i turystyka. Konkretne sklepy internetowe najczęściej mają swoich fanów wśród kupujących perfumy i kosmetyki, produkty wyposażenia wnętrz, a także te związane z kulturą i rozrywką, jak gry, aplikacje, książki, ebooki, płyty, czy muzyka w formacie cyfrowym. Jeśli chodzi o sklepy stacjonarne, to najczęściej swoich fanów mają te z kategorii spożywczej
i wyposażenia wnętrz oraz salony sprzedaży aut bądź jednośladów oraz sklepy z akcesoriami motoryzacyjnymi. Platformy zakupowe zyskały jako ulubione miejsce zakupów urodowych oraz w kategorii kultura i rozrywka.

“Można powiedzieć, że na początku pandemii zjawisko omnicommerce przestało istnieć. Zamknięcie sklepów stacjonarnych na czas epidemii spowodowało, że retailerzy i inne biznesy zaczęli szybciej transformować cyfrowo i dostosowywać się do realiów i zmian nawyków zakupowych klientów. Ogromnego skoku w e-commerce dokonała branża e-grocery. Na uwagę zasługują działania Carrefour i Biedronki oraz Lidla, a także Auchan. Auchan, sprzedaje artykuły spożywcze przez Allegro. Carrefour uruchomił usługę click & collect oraz możliwość sprawdzenia, czy w skepach sieci jest tłum klientów. Biedronka i Lidl wprowadziły zakupy przez Internet w 10 miastach przez aplikację Glovo. To rewolucyjne podejście powoduje, że e-grocery staje się już procesem ogólnopolskim.” – Patrycja Sass-Staniszewska, prezes Izby Gospodarki Elektronicznej

Partnerami głównymi raportu są Adyen oraz Przelewy24.

Partnerem raportu jest Walutomat.

Źródło: Dane pochodzą z badania i raportu „Omni-commerce. Kupuję wygodnie 2020” zrealizowanego na zlecenie Izby Gospodarki Elektronicznej przez firmę badawczą Mobile Institute. Badanie przeprowadzone zostało na próbie 2069 internautów. Opinie zebrano metodą CAWI, wykorzystując responsywne ankiety elektroniczne. Dane zostały zebrane w dniach 20-29 maja 2020 roku. Są reprezentatywne dla internautów w Polsce po względem struktury płci, wieku i wielkości miejsca zamieszkania.

Raport jest do pobrania bezpłatnie na stronie Izby Gospodarki Elektronicznej pod adresem https://eizba.pl/wp-content/uploads/2020/06/Omni-commerce-Kupuje-wygodnie-2020.pdf

Poprawa dostępności fizycznego złota

Niepewność, jaką wywołała pandemia COVID-19, spowodowała, że inwestorzy zaczęli wykupywać z rynku metale szlachetne. Złoto w pewnym momencie zniknęło ze skarbców, a jego cena mocno wzrosła. Wiele osób poddało się panice i chciało kupować duże ilości tego kruszcu. W efekcie ceny oraz spready u dealerów poszybowały w górę, a i tak nie wystarczyło to na pokrycie popytu ze strony inwestorów indywidualnych. Jednak sytuacja powoli się normalizuje. Co się zmieni? Tłumaczy ekspert z firmy Tavex.

Czynnikiem, który wpłynął na zwiększenie długoterminowej presji inflacyjnej, jest prowadzenie bezprecedensowej polityki pieniężnej. Wpływa to korzystnie na rynek złota, wspierając długoterminowy wzrost wartości kruszcu. Ostatnio mogliśmy obserwować bardzo silne podwyżki cen metali fizycznych. Było to wywołane głownie tym, że wielu inwestorów chciało nabyć prawdziwy, fizyczny produkt, którego ilość na rynku była mocno ograniczona. Doprowadziło to do tego, że zarówno cena skupu, jak i sprzedaży była kilkanaście procent powyżej rynkowej ceny kruszcu wyznaczanej na giełdzie (cena SPOT). Wzrosły również marże, które miały zrównoważyć krzywe popytu i podaży. Co ciekawe, niektórzy inwestorzy od lat prognozowali taki scenariusz sugerując, że wirtualne produkty sztucznie utrzymywały niską cenę złota fizycznego – dlatego nie jest wykluczone, że w niedalekiej przyszłości taka koniunktura cenowa stanie się rzeczywistością.

Warto podkreślić, że sytuacja ta doskwierała nie tylko małym graczom. Rynek londyński, uznawany za światowe centrum handlu złotem, doświadczył ogromnych problemów z transportem złota przy transakcjach wymagających fizycznego transferu kruszcu. Miało to również odzwierciedlenie we wzroście spreadu pomiędzy londyńskim rynkiem złota i nowojorskimi kontraktami terminowymi na złoto, którego wartość nie przekracza 100 USD.

Musimy jednak pamiętać, że “światowa cena złota” tak naprawdę nie ma nic wspólnego ze sprzedażą złota w postaci fizycznej i na jego handel należy spojrzeć szerzej niż jedynie z perspektywy samego zakupu od dealera. Warto podkreślić, że oprócz samej transakcji kupna-sprzedaży, fizyczne złoto to także wydobycie kruszcu, rafinacja, transport, ubezpieczenie i bezpieczne przechowywanie. Sprzedaż papierowego złota to nic innego jak księgowanie wirtualnych aktywów.

Obecnie sytuacja na rynku wraca powoli do normy. Poprawa dostępności fizycznego złota stworzyła warunki do niższych spreadów. Obecnie wynoszą one 5-6%. Natomiast na przestrzeni ostatniego miesiąca w Polsce można było kupić złoto za około 6600-7000 zł za uncję.

Inwestując warto zastanowić się nad tą formą zabezpieczenia swoich oszczędności. Złoto lokacyjne w postaci sztabek i monet stanowi doskonałą formę zabezpieczenia. Chroni nasze pieniądze przed inflacją i ryzykiem związanym z kryzysami gospodarczymi. Warto podkreślić, że jest wolne od podatku VAT, a także od podatku od zysków kapitałowych, jeżeli sprzedamy je po sześciu miesiącach od momentu zakupu – wskazuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Większość z państw powoli znosi restrykcje wprowadzone przez pandemię koronawirusa. Jednak globalna gospodarka potrzebuje zdecydowanie więcej czasu, aby przynajmniej częściowo wrócić do normalnego funkcjonowania.

Spadek spreadów uwidacznia się na całym rynku począwszy od największych dealerów, czyli tych, którzy zamawiają złoto bezpośrednio z kluczowych mennic. Dzięki poprawie łańcucha dostaw złoto jest obecnie dostępne na lepszych warunkach niż na przykład miesiąc temu. Korzystnie zbiega się to w czasie z wygasaniem lokat bankowych założonych w czasach wyższych stóp procentowych. Widzimy, że klienci odchodzą od lokat oprocentowanych na 0,01% na rzecz bezpiecznych aktywów takich jak np. fizyczne złoto – podsumowuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Priorytety Niemiec w czasie sprawowania prezydencji w Radzie Unii Europejskiej

Od dzisiaj Niemcy obejmują prezydencję w Radzie Unii Europejskiej. Poprzednio przewodziły pracom Rady w roku 2007. Prezydencja niemiecka potrwa 6 miesięcy. Jakie będą priorytety Niemiec w czasie sprawowania tej funkcji?

Prezydencja ma na celu usprawnienie działania struktur unijnych. Niemcy będą koordynowały pracę Rady. Oprócz zadań organizacyjnych (pilnowanie procedur, synchronizacja prac nad ustawodawstwem, dbanie o niezakłócony bieg prac nad programami UE), Niemcy zmierzą się z wyzwaniami, jakich prezydencje innych krajów nie znały.

Koronawirus i skutki pandemii

Po pierwsze, Niemcy będą działać w czasie pandemii koronawirusa i jej skutków. Do zadań UE będzie należała odbudowa gospodarki europejskiej (dodatkowy fundusz 750 mld euro) oraz działania w obszarze zdrowia. Do końca 2020 r. mają zapaść wiążące decyzje na temat funduszu, jego struktury, podziału środków między poszczególne państwa. Rozpocznie się też dyskusja na temat sposobów przyszłej spłaty zaciągniętych zobowiązań – pierwsze pomysły zakładają nowe źródła przychodów własnych UE.

Budżet Unii

Unia musi wreszcie opracować wieloletnie ramy finansowe (unijny budżet) na lata 2021-2027. Trwające od miesięcy negocjacje powinny wreszcie się zakończyć. Ciągle trwa spór między “oszczędnymi” (Austria, Holandia, kraje skandynawskie, trochę i same Niemcy) a zwolennikami większych wydatków (tutaj są kraje Południa, Francja, Polska oraz Parlament Europejski).

Brexit

Ostatni dzień prezydencji Niemiec będzie ostatnim dniem Wielkiej Brytanii w UE. Do 31 grudnia Niemcy będą “domykać” umowę o przyszłych relacjach gospodarczych z Londynem. Albo przyjmą do wiadomości twardy Brexit bez żadnej umowy. Aktualnie zanosi się raczej na to drugie rozwiązanie, na co jasno wskazuje europejski negocjator ds. Brexitu Michel Barnier. Mówi wprost, że Brytyjczycy wycofują się z przyjętych wcześniej zobowiązań i negocjują bez przekonania, jakby bez woli zawarcia umowy.

Europejski Zielony Ład

Europa spróbuje wykorzystać sytuację związaną z likwidacją skutków pandemii do zintensyfikowania prac nad Zielonym Ładem. Pojawiła się bowiem szansa, aby odbudowa po wirusie realizowała już plany klimatyczne. Dodatkowe fundusze w wysokości 750 mld euro mają być wydawane w ramach realizowania celów Zielonego Ładu.

Digitalizacja Europy i relacje UE-Chiny

Czas niemieckiej prezydencji to decyzje dotyczące rozbudowy sieci 5G (chińskie rozwiązania lub amerykańskie i europejskie) oraz inwestycji w nowe technologie. Chiny wychodzą z pandemii znacznie bardziej wzmocnione niż Stany Zjednoczone, które nie radzą sobie ze skutkami COVID 19. W tym kontekście relacje UE-Chiny będą jeszcze trudniejsze. Chińczycy stają się graczem nr 1, a to będzie rodziło problemy. Z jednej strony Chiny to kluczowy partner, z drugiej strony państwa czują zagrożenie wykupowaniem przez chiński kapitał osłabionych europejskich przedsiębiorstw. Do tego dochodzi odwieczny dylemat dotyczący praw człowieka i demokracji, wzmocniony jeszcze przez Pekin przyjęciem nowych regulacji w zakresie bezpieczeństwa na obszarze Hong Kongu.

Relacje UE-Afryka i uchodźcy

UE pod przewodnictwem Niemiec będzie dążyć do zawarcia nowej umowy o współpracy z Afryką, głównie chodzi o zbieranie afrykańskich doświadczeń w walce z pandemiami oraz o wsparcie rozwojowe. Imigracja to temat drażliwy w wielu państwach UE. Po koronawirusie może nabrać znaczenia, ponieważ wirus cofnął – czasem drastycznie – dekady postępów w obszarze zwalczania biedy i głodu w krajach rozwijających się, głównie w Afryce, na Bliskim Wschodzie i w Azji. Teraz nastawienie Niemiec jest odmienne od tego sprzed kilku lat – granice powinny zostać zamknięte.

Wspólne wartości, w tym rządy prawa

Niemcy raczej sprzyjają propozycjom powiązania wydatkowania środków europejskich z przestrzeganiem wspólnych wartości, w tym praworządności. Możliwe jest wypracowanie mechanizmu kontroli praworządności i powiązanie wypłat unijnych środków z jej przestrzeganiem.

Walka z pracą dzieci

Niemcy będą dążyć do zawarcia globalnego porozumienia na rzecz ograniczenia pracy (de facto wyzysku) dzieci.

Wnioski dla Polski

Niemcy czują wielką odpowiedzialność za UE i są gotowi wziąć jej zdecydowanie więcej niż kiedykolwiek (warto wspomnieć w tym miejscu wystąpienie ówczesnego szefa MSZ Radosława Sikorskiego w Berlinie w 2011 r., podczas którego wzywał Niemcy do większej aktywności i argumentował, że ryzykiem dla Europy byłaby pasywność niemieckiego rządu). Stąd zgoda na dodatkowe 750 mld euro środków, które pochodzić będą ze wspólnej pożyczki. Można spodziewać się zrozumienia ze strony Berlina dla tych państw (w tym Polski), które będą dążyć do zwiększenia unijnego budżetu.

Sposób wykorzystywania unijnych pieniędzy (budżetowych + dodatkowych 750 mld euro) będzie już budził kontrowersje, a możliwe że i sprzeciw Polski. Wynikać to będzie z nacisku na realizację Zielonego Ładu (Polska ciągle milczy w tej sprawie) oraz możliwego powiązania wydatków z kwestiami takimi jak praworządność. Rząd bardzo chętnie przyjmie unijne środki, ale będzie chciał mieć swobodę w ich wydawaniu – a na to się nie zanosi. Osią sporu będzie też to, czy to rząd czy samorządy będą odpowiadały za realizację konkretnych programów oraz projektów. Spór ten widać też w aktualnie trwającej kampanii prezydenckiej: urzędujący prezydent A. Duda zapowiadał wielkie rządowe inwestycje, a jego główny kontrkandydat R. Trzaskowski skupia się na “inwestycjach tuż za rogiem” – lokalnych i o mniejszej wartości, natomiast wpisujących się w potrzeby lokalnej społeczności.

Nacisk na wdrażanie Zielonego Ładu i digitalizacji może oznaczać, że Polska nie będzie w stanie w pełni skorzystać z unijnych pieniędzy. Z własnej woli (a w zasadzie z braku tejże woli w obszarze środowiska i energii) oraz z powodu braku odpowiedniego potencjału (w Polsce digitalizacja postępuje bardzo dobrze w zasadzie tylko w jednym obszarze – rozbudowy infrastruktury teleinformatycznej, dużo słabiej wygląda natomiast budowa e-administracji, z kolei wiele przedsiębiorstw zupełnie odpuszcza kwestie cyfrowe).

W obszarach dotyczących relacji UE z innymi państwami i regionami nasza dyplomacja nie będzie miała wiele do powiedzenia. W sprawach europejskich wartości kontynuowany będzie spór pomiędzy UE a Polską. Możliwe są kolejne postępowania w trybie art. 7 Traktatu o funkcjonowaniu UE i ew. wnioski do TSUE.

Piotr Wołejko, ekspert Pracodawców RP ds. społeczno-gospodarczych

Jak sieci SD-WAN ułatwią wykorzystanie potencjału 5G

Komórkowa transmisja danych 5G, dzięki dużej szybkości transferu i małym opóźnieniom, w wielu firmach zmieni sposób prowadzenia biznesu. Jednak, aby skorzystać z niej w pełni, konieczna będzie modyfikacja własnej infrastruktury sieciowej, jak też zarządzającego nią oprogramowania i aplikacji przetwarzających przesyłane dane. Trzeba się też liczyć z faktem, że popularyzacja technologii 5G i jej wdrażanie na całym świecie będzie rozciągnięte w czasie. Administratorzy firmowych sieci muszą więc zapewnić sobie opcję korzystania z różnych alternatywnych metod łączności oraz ich ochrony.

Zarządzanie środowiskiem umożliwiającym wykorzystanie wielu metod przesyłania danych (m.in. łącza stałego, Wi-Fi, komórkowego) oraz jego ochrona nie jest prostym zadaniem. Konieczne jest zapewnienie odpowiedniego rodzaju połączenia z konkretnym urządzeniem za pomocą określonego oprogramowania, ale także zdolności rozpoznania sytuacji, gdy zmieniają się wymagania aplikacji dotyczące łączności lub zaobserwowania, że połączenie staje się niestabilne. Dodatkowo, należy umożliwić dokonywanie szybkich zmian związanych z łącznością – bez powodowania zakłóceń lub wpływu na wydajność całej infrastruktury.

Konieczne jest też stworzenie strategii bezpieczeństwa zapobiegającej wyciekowi wrażliwych danych w momencie, gdy nastąpi automatyczna zmiana rodzaju łącza, z którego korzystają pracownicy firmy. Osiągnięcie tego celu wymaga stworzenia inteligentnej sieci z wdrożonymi narzędziami, która automatycznie będzie rozpoznawać rodzaj połączenia, oceniać wydajność urządzeń końcowych, brzegowych lub Internetu rzeczy, a także rozumieć wymogi dotyczące wydajności aplikacji. Takie sieci muszą też – na podstawie zgromadzonych danych – dobierać rodzaj najlepszego w aktualnej sytuacji połączenia i dokonywać ewentualnych zmian, gdy są one konieczne, ale też przez cały czas utrzymywać wysoki poziom bezpieczeństwa jako integralnej części całego procesu.

Jest to złożone wyzwanie i niewielu dostawców potrafi mu sprostać. Tym bardziej, że dodanie 5G do listy dostępnych metod łączności nie jest tak proste, jak w przypadku innych technik komunikacji. W wielu sytuacjach ten rodzaj transmisji danych będzie najszybszym dostępnym, ale nie jest pozbawiony wad. Dlatego trzeba zapewnić sobie możliwość skrupulatnej analizy tego, co w danym momencie jest dla firmy i pracowników najbardziej korzystne, automatycznego wyboru pod względem wydajności i kosztów, stałego monitoringu oraz zarządzania łączem.

To w sposób wykładniczy zwiększa liczbę kombinacji możliwych ustawień urządzeń infrastruktury sieciowej i praktycznie eliminuje opcję wykorzystania tradycyjnych routerów brzegowych. Otwiera zaś drogę dla routerów SD-WAN, które nie tylko są już przystosowane do wymogów stawianych przez infrastrukturę 5G, ale też potrafią automatycznie podejmować najkorzystniejsze dla przedsiębiorstwa i efektywności pracowników decyzje, jak też zagwarantować bezpieczeństwo transmisji danych.

Nowy paradygmat bezpieczeństwa

SD-WAN, pomimo zapewnianych korzyści, nie jest jednak rozwiązaniem perfekcyjnym. Firmy migrujące z tradycyjnych routerów WAN na SD-WAN tracą zabezpieczenia wynikające z faktu, że wcześniej wszystkie dane przesyłane były przez centrum danych i tam zabezpieczane. Większość rozwiązań SD-WAN wyposażonych jest w kilka bardzo podstawowych narzędzi ochronnych, jak VPN czy firewall, które teoretycznie mogłyby zastąpić rozwiązania zabezpieczające klasy korporacyjnej, ale jakość i efektywność ich pracy nie jest wystarczająca. Tymczasem współczesne przedsiębiorstwa wymagają, aby komunikacja w ramach sieci SD-WAN była odpowiednio wydajna i zabezpieczona. Oczekują też elastycznego zarządzania w sytuacji częstych, następujących w czasie rzeczywistym zmian rodzajów łączności. Brak spełnienia tego wymogu będzie oznaczał pojawienie się luk, które otworzą cyberprzestępcom drogę do sieci.

Wyzwaniem natomiast jest fakt, że – po wprowadzeniu transmisji 5G do firmowej infrastruktury – mechanizmy zapewniające bezpieczeństwo (np. sprawdzanie zaszyfrowanego ruchu) stają się wąskim gardłem. Każda tego typu operacja będzie musiała odbywać się szybciej niż kiedykolwiek i niż jest to w stanie zapewnić większość dostępnych obecnie na rynku produktów ochronnych. Tymczasem wolumen przesyłanych zaszyfrowanych danych cały czas zwiększa się i obecnie stanowi ponad 70% ruchu w sieci. Rośnie również popularność standardu TLS 1.3 – szybszego i bezpieczniejszego następcy powszechnie obecnie stosowanego SSL. Wszystko to powoduje, że zapewnienie odpowiednio wydajnych mechanizmów ochronnych przy transmisji danych 5G staje się ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej.

Osiągnięcie tak wysokiego poziomu bezpieczeństwa i wydajności nie jest proste. Kontrola zaszyfrowanego ruchu wymaga tak dużej mocy obliczeniowej firewalli następnej generacji (NGFW), że wielu ich dostawców odmawia wręcz publikacji swoich wyników wydajnościowych. Oczywiste jest, że aktywne kontrolowanie stale rosnącego wolumenu zaszyfrowanego ruchu – zwłaszcza w przypadku korzystania z TLS 1.3 do zabezpieczania połączeń 5G – będzie miało negatywny wpływ na wydajność zarówno zapór sieciowych, jak i łączności SD-WAN, co nie jest dobrym prognostykiem ze względu na fakt, że to właśnie z powodu bardzo wysokiej wydajności standard 5G jest wprowadzany na rynek.

Ochrona wspomagana sprzętowo

Aby spełnić oczekiwania klientów związane z wydajnością, jak też zapewnić wszystkie funkcje ochronne, jak kontrola zaszyfrowanego ruchu, przedsiębiorstwa powinny inwestować w rozwiązania zaprojektowane od podstaw pod kątem wydajności. W rodzinie urządzeń Fortinet Secure SD-WAN zastosowano specjalne, zaprojektowane przez tego producenta układy ASIC, zamiast zwykłych komercyjnych procesorów. Dzięki temu rozwiązanie to jest jedynym zapewniającym najważniejsze funkcje ochronne przy zachowaniu wydajności na bardzo wysokim poziomie. Fortinet jest też jedynym producentem, który łączy w jeden skonsolidowany system bezpieczeństwo i rozbudowane funkcje sieciowe, jak też zapewnia zintegrowane zarządzanie.

Technologia 5G będzie bardzo szybko zdobywała popularność, konieczne jest więc zagwarantowanie bezpieczeństwa danych przesyłanych z jej wykorzystaniem. Przy obecnych wymaganiach przedsiębiorstw jedynie rozwiązanie zapewniające zintegrowanie wydajnej sieci i najwyższego poziomu ochrony będzie w stanie umożliwić ich sprawne funkcjonowanie. Rozwiązania Fortinet Secure SD-WAN świetnie sprawdzą się w firmach, które chcą skorzystać z wydajności zapewnianej przez 5G. Dzięki zaawansowanym funkcjom zyskają bezpieczeństwo w sieci, komfort pracy użytkowników oraz uproszczone zarządzanie na brzegu sieci WAN – mówi Jolanta Malak, dyrektor Fortinet w Polsce.

Jaka przyszłość czeka biura? Jak doświadczenie pracy zdalnej związane z Covid-19 zmieni powierzchnię biurową?

Pandemia Covid-19 podważyła obowiązujące od dawna poglądy na temat tego, jaka jest funkcja biura, jak z niego korzystać, w jakim wymiarze czasowym jest nam potrzebne. Firmy w kilka dni przeszły na pracę zdalną, a wracają do biur rozkładając powrót na kilka tygodni czy nawet miesięcy.  Biuro zmienia się na naszych oczach, ale nadal pozostanie kluczowym elementem infrastruktury firmy i życia organizacji. Poniżej specjaliści AXI IMMO wyselekcjonowali 5 powodów, dla których biuro nadal będzie potrzebne i 5 teorii, w jaki sposób zmieni się w przyszłości. 

5 socjalno-społecznych powodów, dlaczego biura są i będą potrzebne firmom

Biuro jest miejscem, w którym rodzą się pomysły

Wspólne spędzanie czasu na tej samej przestrzeni sprzyja spontanicznym i nieformalnym rozmowom, dzięki którym następuje wymiana pomysłów. Krótkie pogawędki przy ekspresie do kawy nie wydarzyłyby się podczas wideokonferencji a często są źródłem najlepszych pomysłów na produkty czy rozwiązania biznesowe. Nawet przypadkowo usłyszana w biurze rozmowa może odegrać ważną rolę i być źródłem inspiracji.

Swobodna wymiana idei jest kluczem do sukcesu dla najbardziej innowacyjnych firm. Dlatego lokują się one w centrach miast, w sąsiedztwie innych firm, start-upów i instytucji naukowych działających w podobnych dziedzinach. Tak na przykład Sillicon Valley to klaster skupiający zaawansowane firmy technologiczne, City of London gromadzi graczy z sektora finansowego a warszawska Praga przyciąga producentów gier komputerowych i branżę artystyczną. Fizyczna bliskość innych graczy rynkowych pozostaje kluczowa dla biznesu, dlatego posiadanie biura w odpowiedniej lokalizacji jest wciąż ważne dla działalności firmy.

Ponadto, choć większa część pracy będzie wykonywana z domu, odpowiednio zaprojektowane biuro pozostanie kluczem do efektywnej współpracy i komunikacji w ramach organizacji. Pracodawcy będą musieli znaleźć nowy, optymalny dla siebie model, który pomoże osiągnąć lepszą równowagę między pracą w biurze i pracą zdalną.

Biuro pomaga budować ducha zespołu

Biuro integruje ze sobą osoby, które niekoniecznie pracują ze sobą blisko na co dzień. Dzielenie tej samej przestrzeni stwarza szanse na interakcje sam na sam z osobami, do których nie mielibyśmy powodu zadzwonić pracując z domu i do których nie mielibyśmy śmiałości zwrócić się na forum rozmowy konferencyjnej. Osoby na różnym poziomie pozycji w hierarchii organizacji z różnych działów mogą mieć ograniczony kontakt, gdy pozbawione są losowych spotkań w kuchni, windzie czy innych częściach biura.

Bliskie relacje z kolegami z pracy budowane są poprzez spędzanie razem dużej ilości czasu i częste rozmowy – również, a może przede wszystkim, te o charakterze osobistym. Jest to ważne zarówno dla organizacji – bo osobiste relacje między jej członkami są niezbędne do budowania poczucia przynależności – jak i dla jednostek – bo tego typu kontakty często pozostają na lata, stając się częścią sieci kontaktów zawodowych. Po wielu latach łatwiej jest sięgnąć po słuchawkę i zaproponować współpracę komuś, z kim dzielimy doświadczenia i wspomnienia z tej samej organizacji niż komuś mało nam znanemu.

Nie każda grupa sprawdzi się w pracy zdalnej

Istnieje ku temu wiele powodów, począwszy od nieodpowiedniego biurka i fotela do pracy, po niewystarczająco dobre połączenie wifi i brak cichych miejsc w domu, które umożliwiałyby koncentrację i prowadzenie długich rozmów telefonicznych. Istnieją jeszcze większe wyzwania, takie jak przestrzeganie tajności i bezpieczeństwa informacji oraz dokumentów.

Niektóre z tych problemów mogą zostać zażegnane dzięki odpowiednim inwestycjom. Na przykład, Google wypłaca swoim pracownikom w USA dodatek na czas pandemii, który ma pokryć dodatkowe koszty związane z przystosowaniem domu do pracy zdalnej (jak również np. dodatkowe koszty opieki nad dziećmi).

Stworzenie optymalnych warunków do pracy w warunkach domowych nie zawsze jednak będzie możliwe. W szczególności młodsze pokolenie, z reguły zamieszkujące mniejsze mieszkania, może mieć problem z zaaranżowaniem w nich biur. Jednocześnie młodsze osoby mają większą potrzebę przebywania w biurze – mają one szersze potrzeby towarzyskie i większą potrzebę budowania sieci kontaktów.

W biurze najskuteczniej się uczymy i łatwiej zarządzać w nim ludźmi

Uczymy się poprzez obserwowanie osób z większą wiedzą i doświadczeniem w danej dziedzinie oraz przez zadawanie im pytań. Proces mentoringu jest bardzo trudny do odtworzenia w trybie zdalnym, ponieważ często najbardziej wartościowe lekcje są efektem spontanicznych interakcji. Te z kolei wymagają spędzania razem dużej ilości czasu. Ponadto, niektóre zadania są na tyle trudne, że wymagają intensywnego zaangażowania mentora.

Warto też pamiętać, że istnieje wiele typów osobowości i wiele preferowanych stylów zarządzania. Niektórzy pracownicy zwyczajnie wymagają wysokiego stopnia nadzoru. Poprzez wspólne spędzanie czasu w biurze przełożony może nauczyć się, jaki rodzaj osobowości mają członkowie jego zespołu, jakie preferują sposoby komunikacji i co ich motywuje. Zgromadzenie takiej samej wiedzy zajmuje więcej czasu gdy do dyspozycji są tylko narzędzia komunikacji zdalnej.

Biuro jest dobre dla kondycji psychicznej

Potrzeba bezpośredniej interakcji z innymi ludźmi jest zakodowana w gatunku ludzkim. Istnieją przekonujące analizy naukowe sugerujące, że samotność wywiera silny negatywny wpływ na nasze zdrowie fizyczne. Badanie przeprowadzone przez naukowców z Brigham Young University z USA w 2015 roku udowodniło, że samotność powoduje więcej przypadków przedwczesnych śmierci niż palenie czy nadwaga.

Samotność jest oczywiście doświadczeniem psychicznym, nie fizycznym, co oznacza, że można czuć się samotnie również w otoczeniu innych ludzi. Jednak częste interakcje społeczne z pewnością zmniejszają ryzyko samotności. Ponadto różne typy osobowości różnie radzą sobie z odizolowaniem związanym z pracą zdalną i brakiem socjalizacji w ciągu dnia. Do tego dochodzą różnice w środowiskach domowych i obecność w domu innych ludzi.

Przy organizacji pracy ważne jest, by pracodawca wziął pod uwagę potrzeby różnych osób i stworzył możliwość częstych interakcji twarzą w twarz.

Przyszłość biur. Jak doświadczenie pracy zdalnej związane z Covid-19 zmieni biura?

  1. Redefinicja funkcji biura

Dla wielu firm biuro przestanie być koniecznością, a stanie się miejscem ułatwiającym funkcjonowanie i osiąganie sukcesów biznesowych. Po wycofaniu obostrzeń epidemicznych rola biura skupi się na spotkaniach twarzą w twarz, pracy zespołowej, szkoleniach i mentoringu. Biuro będzie też miało na celu umożliwienie pracownikom interakcji towarzyskich, które są podstawą budowania poczucia przynależności do organizacji. Te ważne funkcje zostały zaniedbane podczas pandemii.

Biuro stanie się swojego rodzaju ‘klubem’ do spotkań z ludźmi i wymiany pomysłów. Będzie to swoista kuźnia idei. W celu osiągnięcia tego celu projektowanie przestrzeni biurowej będzie musiało ulec zmianie.  Jeszcze większą uwagę projektanci będą przykładać do organizacji przestrzeni spotkań.

  1. Biuro stanie się bardziej atrakcyjne

W krótkim okresie pracodawcy będą dążyć do stworzenia przestrzeni zapewniającej zdrowie i bezpieczeństwo – poprzez inwestycje w lepsze systemy wentylacji, ułatwienia dla rowerzystów, wprowadzenie technologii bezdotykowej, czytniki temperatury ciała przy wejściu do biura oraz bardziej restrykcyjny reżim sanitarny. Jednocześnie zwracając uwagę na koszty, będą szukać oszczędności.

Po ustaniu zagrożenia epidemicznego i ustabilizowaniu się gospodarki, najemcy będą coraz częściej decydować się na inwestycje w fit-outy w celu przekształcenia biura w atrakcyjne przestrzenie do kolaboracji, interakcji i innowacji. Pracodawcy będą chcieli przyciągnąć pracowników do biura oraz zwiększyć ich produktywność poprzez stworzenie im inspirującej przestrzeni do pracy.

Dbałość o zdrowie i samopoczucie pozostanie priorytetem i będzie realizowane poprzez zapewnienie wysokiej jakości powietrza i oświetlenia w biurze, wprowadzenie roślinności i ułatwienia w wykonywaniu wysiłku fizycznego.

Ponadto, zwiększy się przestrzeń służąca do kooperacji i spontanicznych interakcji społecznych. Więcej firm zainwestuje w przestrzeń typu kawiarnia czy bufet. Wielu najemców będzie chciało zapewnić pracownikom atrakcyjną mikro lokalizację, z dostępem do kultury, gastronomii i oferty zakupowej by dodatkowo zmotywować ich do wyprawy do biura.

  1. Biuro ulegnie zmniejszeniu

Powszechność pracy zdalnej oraz spadające zatrudnienie ze względu na spowolnienie gospodarcze w krótkim okresie może doprowadzić do spadku popytu na powierzchnię biurową. Do pewnego stopnia będzie to niwelowane dążeniem do utrzymania niskiej gęstości pracowników w biurze.

W dłuższym okresie praca zdalna utrzyma się na wyższym poziomie. W odpowiedzi firmy wprowadzą system hotdesking’u, co pozwoli na znaczne obniżenie liczby biurek. Doprowadzi to do zmniejszenia średniego rozmiaru przestrzeni biurowej. Jednak korelacja między wzrostem pracy zdalnej a spadkiem zapotrzebowania na powierzchnię nie będzie wynosić 1:1, ponieważ struktura biura zmieni się. Wzrośnie udział przestrzeni służącej do kolaboracji i interakcji.

Zmiana w popycie na przestrzeń biurową będzie zależeć od branży. Firmy, których model biznesowy opiera się na procesach, będzie wymagał mniej powierzchni, ponieważ tego typu organizacje będą mogły funkcjonować w trybie zdalnym bez większego uszczerbku dla ich wyników. Natomiast branże kreatywne i innowacyjne, które czerpią sukcesy z efektywnej komunikacji międzyludzkiej i płynnej wymiany pomysłów, będą potrzebowały więcej przestrzeni do interakcji. Czeka nas faza eksperymentów, w której firmy będą szukać najbardziej dla siebie optymalnego modelu pracy.

  1. Koniec z mentalnością 9-17

Większa elastyczność w stosunku do miejsca i godzin pracy może doprowadzi do rozmycia tradycyjnych godzin szczytu i lepszego funkcjonowania systemu transportowego, w tym mniejszych korków i mniejszego zatłoczenia w środkach komunikacji. Budynki biurowe będą musiały funkcjonować w dłuższych godzinach, w niektórych przypadkach nawet w trybie prawdziwie całodobowym.

Możliwość wyboru miejsca pracy w zależności od typu zadania – przestrzeni do kolaboracji w celu wymiany pomysłów z innymi członkami zespołu i home office’u w celu np. napisania raportu – będzie miało pozytywny wpływ na produktywność. Dodatkowa ilość snu dzięki braku konieczności codziennych dojazdów również pomoże w lepszym funkcjonowaniu pracowników w ciągu dnia.

  1. Inne przestrzenie przejmą funkcję biur

Niekwestionowany wzrost pracy zdalnej doprowadzi do transformacji przestrzeni domowych. Prowizoryczne stanowiska pracy, które były wystarczające przy pracy raz na tydzień lub raz na dwa tygodnie, będą musiały zostać ulepszone. Niewykluczone, że pracownicy będą otrzymywać fundusze od pracodawców na biurka, ergonomiczne fotele biurowe i sprzęt komputerowy, a nawet na dostosowanie mieszkania lub domu do pracy zdalnej poprzez podział pomieszczeń, przekształcenie garażu lub strychu w biuro czy rozbudowę. Możliwość wygodnej pracy z domu i mniej dojazdów może zachęcić wiele osób do przeprowadzki dalej od centrów miast.

Również sektor gastronomiczny może skorzystać na bardziej elastycznym podejściu do pracy. Większa część spotkań biznesowych może się odbywać w kawiarniach i restauracjach, które oferują atrakcyjne i dynamiczne środowiska. Ponadto jest prawdopodobne, że po ograniczeniu ryzyka epidemicznego najemcy będą jeszcze chętniej niż w przeszłości brać pod uwagę wynajęcie dodatkowej przestrzeni w biurach coworkingowych. Może pojawić się zapotrzebowanie na mniejsze coworki w dzielnicach mieszkaniowych. Może okazać się, że to wygodna opcja dla pracownika oraz szansa na nawiązanie nowych kontaktów biznesowych.

To, do jakiego stopnia i w jakim tempie opisane przez nas zmiany nastąpią zależy od tego, jak długo obecna pandemia będzie trwać i czy wynaleziona zostanie szczepionka, która pozwoli na ograniczenie lub zupełne wyeliminowanie zarażeń. Bez względu na przebieg sytuacji, uważamy, że wiele zmian w sposobie wykonywania pracy, które nastąpiły w ciągu ostatnich miesięcy, może pozostać z nami na stałe.

W jak prosty i szybki sposób rozliczyć deklarację PIT?

W życiu ponoć pewne są tylko dwie rzeczy. Śmierć i podatki. O śmierci wiemy niewiele, ale o podatkach zdecydowanie więcej. Każdego roku nadchodzi taki czas, że musimy rozliczyć się z urzędem skarbowym z osiągniętych dochodów. Zależnie od rodzaju osiąganych dochodów wypełniamy różnego rodzaju deklaracje. Najłatwiej mają osoby, które mają dochód z umowy o pracę z jednym pracodawcą. Od pewnego czasu nie muszą one samodzielnie składać deklaracji, robi to za nich urząd skarbowy.

Najpopularniejsze rodzaje deklaracji PIT

Zdecydowanie najwięcej osób każdego roku składa deklarację PIT-37. Jest to deklaracja, którą składają osoby, za które ktoś inny wpłaca zaliczki na podatek. Czyli osoby uzyskujące dochody z tytułu umowy o pracę czy też różnego rodzaju zleceń.
Od niedawna osoby rozliczające PIT-37 mogą  to robić bardzo wygonie za pomocą e-pitu (https://urzadskarbowy.eu/twoj-e-pit/)
Osoby rozliczające się z PIT-37 otrzymują od pracodawcy PIT-11 gdzie są podane kwoty netto. Nie muszę one przejmować się terminowym regulowaniem należnych zaliczek. W sytuacji jeżeli podatnik ma również dochody, z których samodzielnie musi rozliczać podatek, to wówczas nie korzysta on z deklaracji PIT-37. Zazwyczaj wówczas sumuje się różnego rodzaju dochody i zamieszcza się je najczęściej w PIT-36. Jeżeli małżonkowie chcą rozliczać się wspólnie, ale jeden z nich musi rozliczać się na PIT-36, to wówczas oboje muszę złożyć wspólną deklarację PIT-36.

Jak szybko samodzielnie rozliczyć PIT?

Jeżeli planujemy samodzielne rozliczenie PIT-37 to najlepszą metodą będzie prosty i intuicyjny program e-pit, który w sposób intuicyjny pozwoli nam na rozliczenie podatku. Jeżeli mamy jedno źródło dochodu, to rozliczenie dosłownie zajmie nam 5 minut. To zdecydowanie najprostsza i najszybsza metoda na samodzielne rozliczenie podatku.

Najpopularniejsze odliczenia od podatku

Wypełniając samodzielnie PIT, pamiętajmy o przysługujących nam odliczeniach od podatku. Najpopularniejsze odliczenia od podatku to kwota ustawowo wolna, ubezpieczenie zdrowotne oraz ulga na dzieci. Wypełniając deklarację w programie e-pit wystarczy, że podamy dane naszych dzieci, a program samodzielnie wyliczy nam kwotę, o jaką zmniejszymy swój podatek. Podobnie sprawa wygląda w przypadku ubezpieczenia zdrowotnego. Wpisujemy wysokość opłaconych składek, a system samodzielnie wylicza kwotę obniżenie podatku.

Więcej przydatnych informacji o podatkach i ich rozliczeniu znajdziecie na stronie https://urzadskarbowy.eu.

Dlaczego warto wybrać Magento? Poznaj główne zalety i wady

Planujesz rozpocząć działania sprzedażowe w Internecie? Zupełnie naturalnym jest, że zastanawiasz się, jakie oprogramowanie do tego celu wybrać. Możliwości jest bowiem wiele – rynek oferuje zarówno rozwiązania darmowe, czyli open source oraz opcje autorskie i abonamentowe typu SaaS.

W dzisiejszym artykule skupimy się na konkretnej platformie i przedstawimy najważniejsze z mocnych i słabych stron jednego z najbardziej popularnych skryptów e-commerce na światowym rynku. Jeśli jesteś ciekawy, dlaczego warto wybrać tę konkretną platformę sprzedażową i czy sprawdzi się ona w każdym sklepie internetowym, zapraszamy do lektury.

Zalety Magento

Zestawienie zaczniemy od korzyści, które płyną z wykorzystania platformy Magento w swoim sklepie internetowym. Co można więc zyskać?

Oprogramowanie open source

Jedną z cech rozwiązania typu open source jest możliwość bezpłatnego użycia, dlatego to bardziej przyjazna opcja dla portfela. Open source to także gwarancja tego, że na rynku znajdziemy wielu specjalistów, którzy będą mogli zająć się naszym sklepem internetowym, w przeciwieństwie do platform dedykowanych lub modeli SaaS.

Zaawansowane funkcjonalności

Bezpłatna wersja Magento oferuje szeroki wachlarz zaawansowanych funkcjonalności. Rozbudowane raporty, historie zamówień, opcje rabatowania zależne od wielu zmiennych, powiadamianie o ponownej dostępności produktu, i wiele innych możliwości daje Magento od samego początku, bez konieczności dodatkowego wdrażania tych funkcji do systemu. Gotowe funkcje w systemie Magento umożliwiają potężny zakres działań na wielu obszarach takich jak marketing, zwiększanie lojalności użytkowników oraz efektywności biznesowej.

SEO

Magento to niezwykle skuteczne narzędzie pod kątem optymalizacji dla wyszukiwarek internetowych. Wpływ na ten aspekt ma kilka czynników m. in. dobra budowa adresów URL, mechanizmy automatyzujące tworzenie metadanych oraz przyjazne linki. Magento jest również przyjazny dla urządzeń mobilnych, co poprawia jego pozycje w wynikach wyszukiwania, a jednocześnie pozwala dotrzeć do większej grupy klientów. W końcu nie od dziś wiadomo, że to właśnie urządzenia mobilne stanowią większą część ruchu w sieci.

Skalowalność i wydajność

Kluczową zaletą Magento jest jego wydajność, dzięki czemu to rozwiązanie jest doskonałym narzędziem dla bardziej zaawansowanych sklepów e-commerce, generujących setki tysięcy sesji miesięcznie. Magento to przyszłościowa platforma e-commerce, dzięki której z małego sklepu online możesz rozwinąć biznes do ogromnych rozmiarów i to bez żadnego problemu z migracjami do innych systemów.

Wiele sklepów w jednym

Magento to komfortowe narzędzie, gdy prowadzisz wiele sklepów. Dzięki wbudowanej funkcji zarządzania w jednym panelu administracyjnym, możesz obsługiwać kilka sklepów internetowych.

Dodatki w sklepie Magento

Jeśli podstawowe funkcjonalności Magento okażą się dla Ciebie niewystarczające, w oficjalnym sklepie oprogramowania znajdziesz darmowe i płatne moduły, które poszerzą możliwości sklepu. Wśród dostępnych rozszerzeń znajdują się takie moduły jak integracja z Google Analytics, Mailchimpem czy Salesmanago.

To tylko część zalet oprogramowania Magento. Więcej informacji o tej platformie i pełną listę korzyści znajdziesz na stronie smartbees.pl/uslugi/magento.

Wady Magento

Mimo licznych zalet, nie można zapomnieć o słabszych stronach Magento, które dla niektórych właścicieli sklepów internetowych mogą być decydujące przy podejmowaniu ostatecznego wyboru skryptu.

Koszty wdrożenia i rozwoju systemu

Największą wadą Magento są jego koszty wdrożenia, które w porównaniu do innych rozwiązań dostępnych na rynku są po prostu bardzo drogie. Mimo tego, że Magento należy do open source wymaga wsparcia i pomocy technicznej związanej z zatrudnieniem programistów.

Wiedza programistyczna i wymagania techniczne

Magento to bardzo złożona platforma, dlatego wszelkie konfiguracje i aktualizacje wymagają umiejętności technicznych, co wiąże się z zatrudnieniem programistów, a to z kolei generuje kolejne koszty. Dodatkowym kosztem jest też odpowiednie środowisko hostingowe, ponieważ źle skonfigurowana i niedokładnie hostowana strona najzwyczajniej w świecie nie będzie poprawnie działać.

Czy Magento to dobry wybór dla Twojej firmy?

Magento to potężne narzędzie, które świetnie sprawdzi się głównie przy średnich i dużych sklepach, jednak jak wspominaliśmy wyżej – jest to oprogramowanie skalowalne i elastyczne, dlatego spisze się też przy mniejszych projektach. Wysokie koszty rozwoju i utrzymania są wadą, jednak tworzenie własnego sklepu to inwestycja w przyszłość. Warto dokładnie przeanalizować potrzeby i zestawić je z funkcjonalnościami i wymaganiami Magento, by finalnie zadecydować czy to właśnie tego skryptu potrzebujesz.

Artykuł powstał we współpracy z software house Smartbees.

18 miesięcy bez większych zmian w cenach OC

W I półroczu 2020 r. doszło do niemal niezauważalnej (0,9%) obniżki cen OC w porównaniu do pierwszych sześciu miesięcy 2019 r. Tym samym średnia cena polisy wyniosła 681 zł. Od początku 2019 roku ceny utrzymują się na stabilnym poziomie i nawet pandemia koronawirusa tego nie zmieniła.

Druga część I półrocza 2020 roku była dla wielu Polaków czasem powolnego wychodzenia
z kryzysu spowodowanego pandemią koronawirusa. Statystyki policyjne pokazują, że mieliśmy znacznie mniej wypadków w tym okresie, co potencjalnie mogło wpłynąć na ceny OC. Jednak rynek obowiązkowych ubezpieczeń komunikacyjnych pozostaje niewzruszony. Średnia składka polisy w okresie ostatnich 6 miesięcy wyniosła 681 zł i niewiele różniła się od tych z poprzednich 18 miesięcy. W raporcie RanKING – rynek i ceny ubezpieczeń komunikacyjnych eksperci porównywarki rankomat.pl podsumowują, jak kształtowały się średnie składki OC w minionym półroczu i sprawdzają, w których regionach Polski kierowcy mogli liczyć na najkorzystniejsze oferty ubezpieczycieli.

Najniższe i najwyższe ceny OC w I półroczu 2020 r_v1

Jaka była średnia cena ubezpieczenia OC w I półroczu br.?

Średnia cena OC w I półroczu 2020 roku wyniosła 681 zł. Była przez to niższa o 6 zł (0,9%)
w stosunku pierwszych sześciu zeszłego roku. W II kwartale bieżącego roku również odnotowano nieznaczną zniżkę w stosunku do pierwszych trzech miesięcy 2020 roku. Średnia cena polisy w drugim kwartale wyniosła 676 zł i była niższa o 9 zł niż we wcześniejszym okresie.Średnia cena ubezpieczenia OC_v1

W związku z pandemią koronawirusa oraz rekordowo wysoką inflacją wielu Klientów szuka oszczędności w domowych budżetach. Dzięki porównaniu cen ubezpieczeń mają oni możliwość znacznego obniżenia ceny polisy, zwłaszcza jeśli od wielu lat pozostają z tym samym ubezpieczycielem. Różnica pomiędzy najtańszą a najdroższą polisą wynosi często nawet kilkadziesiąt procent. Średnie ceny polis OC pozostają stałe, w pierwszej połowie 2020 roku zanotowaliśmy ich niewielką zmianę o niespełna jeden procent – komentuje Tomasz Masajło, Prezes Zarządu Rankomat.

Najdrożej na Pomorzu i Dolnym Śląsku

Najwięcej za ubezpieczenie OC płacili kierowcy z województw: pomorskiego (771 zł), dolnośląskiego (753 zł) i mazowieckiego (743 zł). Na najniższe składki mogli natomiast liczyć kierowcy z województw: podkarpackiego (560 zł), opolskiego (576 zł) i świętokrzyskiego (585 zł).

Ceny ubezpieczenia OC były niższe niż przed rokiem we wszystkich województwach oprócz podkarpackiego, podlaskiego, wielkopolskiego i kujawsko-pomorskiego. W pierwszych trzech podwyżka wyniosła od 0,5% do 0,9%. W kujawsko-pomorskim ceny pozostały bez zmian. Obniżki w pozostałych regionach wyniosły od -0,6% (woj. zachodniopomorskie) do -3,2% (woj. lubelskie).

Największe odchylenia od średniej ceny OC odnotowano w województwach: pomorskim (+13,2%), dolnośląskim (+10,6%) i mazowieckim (+9,1%) – wynika z danych rankomat.pl.Gdzie płaciliśmy najwięcej za OC w I półroczu 2020 roku_v1

Najtańsze i najdroższe miasta

Z analizy cen OC porównywarki rankomat.pl wynika, że w I półroczu 2020 r. najwięcej za obowiązkowe ubezpieczenie płacili kierowcy z Wrocławia, Gdańska i Warszawy. Towarzystwa ubezpieczeniowe proponowały najtańsze polisy OC mieszkańcom Opola, Rzeszowa i Kielc. Różnica cen OC pomiędzy najtańszym Opolem a najdroższym Wrocławiem wyniosła aż 46,8%.

W pięciu miastach wojewódzkich ceny OC wzrosły w porównaniu do roku ubiegłego. Podwyżki wyniosły od 1,8% w Poznaniu do 4,6% w Rzeszowie. W I półroczu 2020 r. największe obniżki dotyczyły mieszkańców Gdańska (-2,7%), Opola (-2,6%) i Lublina (-2,6%). W Kielcach cena pozostała bez zmian.Odchylenie cen od średniej w miastach wojewódzkich w I półroczu 2020 r_v1

Barometr PINK: koniec pierwszego kwartału pandemii w nieruchomościach komercyjnych.

0

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych zapytała liderów rynku o podsumowanie pierwszego półrocza i prognozy na koniec roku. Według nich rynki biurowy i magazynowy są w dobrej kondycji. Wartość transakcji inwestycyjnych przekroczy 2 mld Euro. Jednak wiele projektów było rozpoczętych przed marcem i nie ma jeszcze pełnej wiedzy o tym, jak COVID-19 wpłynie na rynek w średnim i dłuższym okresie. Eksperci prognozują, że procesy wycen i transakcji będą teraz dłuższe, a inwestorzy mają wrócić do większej aktywności pod koniec roku.

Drugi kwartał był lepszy niż można się było spodziewać, szczególnie dla magazynów i logistyki. Spodziewamy się większego zainteresowania inwestorów aktywami magazynowymi, kosztem biurowców i centrów handlowych.  Dobrej prognozie dla tego segmentu sprzyja rozwój e-commerce oraz duża aktywność inwestorów i najemców. Warto wspomnieć, że w Europie Zachodniej stopy kapitalizacji w logistyce wróciły do poziomu sprzed COVID-19.

Obserwujemy dużą presję ze strony inwestorów na ulokowanie kapitału w nieruchomościach komercyjnych. Niskie stopy procentowe oraz programy zwiększające płynność pieniądza na rynku napędzają popyt inwestycyjny, ale z drugiej strony wymagania banków są teraz większe.  Dalsza aktywność inwestorów będzie więc zależna od warunków pozyskiwania finansowania – komentuje Agnieszka Jachowicz, Członek Zarządu PINK.

Renata Osiecka, Dyrektor Zarządzająca, AXI IMMO:

Inwestycje 
Pandemia covid-19, nowe zachowania konsumenckie, a także nowe zwyczaje pracowników biurowych z pewnością wpłyną na sektor inwestycyjny, a także na pracę działów wycen. Niemniej spodziewamy się, że w drugiej połowie roku będziemy obserwować powolny powrót inwestorów na rynek. Musimy przygotować się, że w nowej sytuacji procedowanie transakcji z pewnością wydłuży się. Jednak zadajmy sobie pytanie czy kiedykolwiek rynek inwestycyjny był nastawiony na sprint? Posługując się dalej terminologią sportową, był to raczej bieg długodystansowy. Musimy pamiętać, że większość transakcji, które są obecnie zamykane swój początek miały pół i więcej roku wcześniej. Inwestorzy bardzo ostrożnie podchodzą do rozpoczynania nowych projektów, dlatego każdy ruch poprzedzony jest analizą. Ta zachowawczość, rozumiana przez zwiększoną ostrożność do podejmowania decyzji na pewno nie zmieni się.
Rynek Magazynowy
Najbardziej optymistycznie sygnały docierają z rynku magazynowego. Sektor ten m.in. za sprawą zwiększonego popytu na zakupy przez Internet, spowodował dywersyfikację kanałów sprzedaży dla wielu firm, co z korzyścią wpłynęło na większe zapotrzebowanie na kluczowe dla obsługi e-commerce powierzchnie typu ‘last mile’ oraz duże regionalne i międzynarodowe huby dystrybucyjne. Co to zmienia dla rynku inwestycyjnego? Otóż zaobserwujemy przetasowania w portfelach. Spodziewamy się, że część funduszy, które były dotychczas nastawione na zakup biurowców i centrów handlowych, zrezygnuje z aktywów typowo handlowych na rzecz magazynów. Wartość rynku powierzchni logistycznych i przemysłowych będzie nadal rosła m.in. przez położenie geograficzne Polski i jej dotychczasową dodatnią koniunkturę finansową i niezmiennie dużą aktywność najemców.
Biura
Biura pozostaną nadal ważnym assetem w portfelach funduszy inwestycyjnych. Sytuację w sektorze regulują przede wszystkim nastroje najemców i to jakie decyzje będą podejmowali w dłuższej perspektywie. W czasie pandemii część firm rozważała renegocjacje podpisanych już umów najmu. Na dziś wydaje się, że rynek z trendu konsolidacyjnego i zawierania dużych transakcji najmu, zwróci się raczej ku mniejszym transakcjom w kilku lokalizacjach tak, aby różne zespoły klientów miały pewnego rodzaju dowolność w wyborze miejsca, w którym będą pracować.
Retail
Największych zmian spodziewamy się w sektorze handlowym m.in. poprzez nadal wydłużający się konflikt na linii najemcy – właściciele centrów handlowych. Niemniej, już od pewnego czasu rynek ten przechodzi transformację z tradycyjnego miejsca do handlu w kierunku sklepów „pop-up” czy showroomów z rozbudowaną ofertą leisure i entertaiment. W nowej sytuacji nieco lepszą perspektywę w przypadku możliwych zmian właścicielskich spodziewamy się w segmencie parków handlowych niż samych centrów handlowych, które od kilku lat pozostają w orbicie zainteresowań inwestorów.
Zdecydowanie przed nami czas wielu wyzwań, w którym więcej niż dotychczas będą miały działy wycen, które do analiz będą musiały wprowadzić nowe scenariusze ryzyka, przez co sam proces otrzymania raportu wydłuży się i będzie wzbogacony o nowe dotychczas nie brane pod uwagę czynniki. Spodziewamy się, że jedną z istotnych postcovidowych zmiennych będzie jeszcze większa uwaga i sprawdzanie wiarygodność najemców, zwłaszcza teraz kiedy wielu dużych graczy zmagało się ze skutkami pandemii, a nowe podmioty zwłaszcza w sektorze magazynowym są często pod względem organizacyjnym na etapie start-upów. Niemniej sytuacja sprzyja też wielu okazjom, dlatego pod koniec roku lub na początku 2021 możemy spodziewać się wejścia dotychczas nie obecnego na naszym rynku kapitału zagranicznego.

Ryszard Gretkowski, wiceprezes zarządu 7R:

Pandemia przyspieszyła rozwój trendów obserwowanych już wcześniej i potwierdziła zapotrzebowanie rynku na konkretne produkty i rozwiązania przemysłowo-magazynowe. Gwałtowny wzrost transakcji e-commerce to dla nas dobry prognostyk. W tym obszarze zmiany dyktują sami konsumenci. Bez względu na scenariusz przebiegu pandemii w drugiej połowie 2020 roku, zapotrzebowanie na duże powierzchnie handlowe może wykazywać tendencje spadkowe, a na znaczeniu zyska logistyka ostatniej mili i magazyny miejskie typu 7R City Flex. Jeszcze bardziej liczyć się będą atrakcyjne lokalizacje magazynów, ułatwiające operatorom logistycznym rozwój łańcucha dostaw na terenie całej Polski. Elastyczność, projekty BTS i bliska współpraca z najemcami przy planowaniu budynku zgodnie z ich potrzebami będą kluczowymi czynnikami sukcesu dla firm deweloperskich adaptujących się do zmian nowej normalności.
Regionalizacja centrów dystrybucyjnych
Polska jest istotnym hubem logistycznym w Europie Środkowo-Wschodniej. Olbrzymie wyzwania i przeciążenie łańcucha dostaw w pierwszej połowie roku pokazały, że większa regionalizacja centrów dystrybucji jest ważnym elementem adaptacji do zmieniających się dynamicznie potrzeb rynku. Po zamknięciu granic lądowych i powietrznych okazało się, że nie możemy jak dotąd polegać na szybkim transporcie towarów z Chin, ale i rynków europejskich. Firmy e-commerce i operatorzy logistyczni będą w nadchodzącym czasie zagęszczać swoją sieć magazynów, także tych miejskich, aby mieć towar jeszcze bliżej odbiorcy docelowego i obsługiwać zamówienia jak najszybciej.
Ekomagazyny
Wzmożona aktywność na platformach e-commerce zwiększyła ruch w firmach logistycznych i kurierskich. Należy pamiętać, że wzrost popularności e-handlu to zwiększony ślad węglowy firm odpowiedzialnych za transport towarów. Najemcy logistyczni coraz częściej adresują potrzebę zastosowania zielonych rozwiązań w magazynach, które oferuje np. ekokoncepcja 7R Green, wprowadzona przez dewelopera z początkiem roku.  To ważny krok na drodze niwelowania niekorzystnych zmian w środowisku naturalnym, a zielone praktyki powinny stać się standardem na rynku nieruchomości magazynowych.
Projekty specjalistyczne dla e-commerce
Wielu klientów zrobiło w pandemii zakupy w Internecie po raz pierwszy. Część z tych nowych użytkowników zostanie przy tej wygodnej formie. Zmiany w zachowaniach konsumenckich wymuszone, a właściwie przyspieszone, przez lockdown pozwalają prognozować, że branża retail zacznie ograniczać swoje powierzchnie handlowe na rzecz niewielkich showroomów, a większość sprzedaży będzie się opierać na e-commerce. To także zmiana dla rynku magazynowego. Będzie powstawać więcej obiektów dla branży e-commerce, a oznaczać to będzie mocny zwrot w kierunku projektów wysoko specjalistycznych, zautomatyzowanych, zrobotyzowanych, wyposażonych w antresole i przenośniki.
Krzysztof Cipiur, Director Capital Markets, Knight Frank:
Obserwujemy dużą presję ze strony inwestorów na ulokowanie kapitału. Niskie stopy procentowe oraz programy zwiększające płynność pieniądza na rynku napędzają popyt inwestycyjny. Zainteresowanie inwestorów skupia się obecnie wokół logistyki i biur w warszawskim CBD.
Spodziewamy się, że tegoroczne wakacje będą czasem transakcji pozarynkowych, tzw. off-market. Również apetyt inwestorów na logistykę nie maleje, a wręcz przeciwnie, tendencja z ostatnich lat się utrzymuje, dlatego pomimo pandemii wiele transakcji jest obecnie rozpoczynanych. Transakcje większego ryzyka, czyli te z segmentu core-plus i value-add pozostają w zawieszeniu i przewidujemy, że ta sytuacja utrzyma się w najbliższym czasie. Ważnym czynnikiem są ograniczenia w uzyskaniu finansowania bankowego z powodu konserwatywnej polityki banków.
Jeśli w tym roku nastąpi druga fala pandemii, czego następstwem będą kolejne obostrzenia także w przekraczaniu granic, może to dodatkowo ograniczyć przypływ pieniądza z Azji, ponieważ polityka i wewnętrzne regulacje funduszy inwestycyjnych np. z Korei Południowej wymagają ich osobistego przyjazdu i obejrzenia nieruchomości. Jest to istotne, ponieważ udział kapitału południowokoreańskiego w wolumenie transakcji z udziałem kapitału zagranicznego na rynku nieruchomości komercyjnych w Europie w 2019 roku wzrósł o 7% w stosunku do 2018 roku, z 3% na 10%. Największymi graczami na rynku nieruchomości komercyjnych pozostają jednak firmy z naszego regionu – Niemcy, Austria, Wielka Brytania i Francja, które często mają przedstawicieli w Polsce, co znacznie ułatwia i przyspiesza procesy decyzyjne.

Rafał Pomorski, CFO Globalworth Poland:

Pandemia koronawirusa ma bezprecedensowy wpływ na globalną gospodarkę i siłą rzeczy bardzo intensywnie oddziałuje na branżę, w której działamy. Sytuacja jest nadal bardzo zmienna i pewnie dlatego tak trudno jest stawiać krótkoterminowe, a tym bardziej długoterminowe prognozy. Cały czas pojawia się wiele znaków zapytania i różnego rodzaju obawy dotyczące przyszłości oraz tego jak dystans społeczny i model home office wpłyną chociażby na rynek biurowy. W tak dynamicznie zmieniających się warunkach rynkowych elastyczność oraz zdolność szybkiego dostosowania się są niezbędne, aby starać się dalej płynnie prowadzić działalność biznesową. W Globalworth postawiliśmy na przygotowanie i analizę kilku scenariuszy na podstawie których we właściwym czasie możemy wprowadzić odpowiednie działania w zależności od rozwoju sytuacji. Sytuacja monitorowana jest na bieżąco, a nasze zespoły praktycznie każdego tygodnia weryfikują i, jeśli trzeba, korygują założone scenariusze oraz powiązane z nimi działania. Zapewne wiele dojrzałych organizacji w drugiej połowie roku przyjmie podobne strategie, które skupiać się będą na chronieniu biznesu, aktywów i ograniczaniu ryzyka, a jednocześnie na poszukiwaniu szans stworzonych przez nowe uwarunkowania.

Waluty wbrew indeksom

0

Pomimo dobrych danych z indeksów koniunktury widzimy spadki na walutach. Stało się tak zarówno w Polsce jak i w strefie euro.

Dobre dane z Polski

Indeks PMI dla przemysłu wyniósł w Polsce 47,2 punktów, to o 0,7 punktu lepiej niż oczekiwali analitycy. Zbliżamy się do ważnego pułapu 50 punktów, który uważany jest za barierę pomiędzy rozwojem a recesją. Warto przypomnieć, że jeszcze miesiąc temu było to ledwo 40 punktów, co pokazuje tempo wzrostu optymizmu w Polsce. Co ciekawe, po samych danych złoty tracił względem euro aż 1,5 grosza na wartości.

Indeksy w Europie

Odczyty PMI poznajemy dzisiaj nie tylko z Polski. Chiny pokazały kolejne wskazanie powyżej bariery 50 punktów tym razem 51,2 punktów. Indie dużo lepiej od oczekiwań, ale wciąż tylko 47,2 punktów. Bardzo duży wzrost zanotowała Francja, która zaprezentowała aż 52,3 punktów. W jej ślady nie poszli Niemcy z rezultatem 45,2 punktów. Łączny wynik dla całej Unii wyniósł 47,4 punktów i był o 0,5 punktu lepszy od oczekiwań. Co ciekawe, inwestorzy nie podzielają entuzjazmu, bo po danych euro było w odwrocie.

Dziwne dane z USA

Wczorajsze dane z USA negatywnie zaskoczyły. Indeks Chicago PMI miał wynieść 45 punktów, a okazał się osiągnąć 36,6 punktów. Z drugiej strony indeks zaufania konsumentów wyniósł 98,1 punktów wobec oczekiwanych 91,8 punktów. Jest to specyficzna sytuacja, gdy dwa indeksy koniunktury bardzo zbliżone do siebie wskazują jeden wyraźnie lepszy, a drugi wyraźnie gorszy od oczekiwań poziom. Rynki nie przyjęły tego dobrze i wczoraj po danych dolar tracił względem euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Well-being – podejście systemowe

0

Well-being już od kilku lat uznawany jest za jeden z niezbędnych elementów budowania wizerunku pracodawcy. Pandemia COVID-19 jeszcze bardziej nasiliła trend skupienia na dbaniu o zdrowie i dobrostan pracowników.

W przeszłości well-being był często mylnie utożsamiany z programami promującymi fitness czy dbaniem o ergonomię stanowiska pracy. Tymczasem definiować go należy dużo szerzej. W kontekście środowiska pracy dbałość o samopoczucie pracowników odnosi się do wszystkich aspektów życia zawodowego. Począwszy od jakości i bezpieczeństwa środowiska fizycznego, które tworzymy naszym pracownikom, przez promocję i upowszechnianie nawyków sprzyjających zdrowiu i dobrej kondycji psychicznej, aż po wszystkie aspekty podejścia zarządczego, które determinują charakter organizacji, i atmosferę w pracy, mającą znaczący wpływ na komfort psychiczny i poziom zaangażowania pracowników.

Właściwie rozumiany well-being to zatem systemowa troska o dobrostan pracowników. W gospodarce opartej na wiedzy, dla organizacji, których najważniejszym kapitałem są ludzie, dbałość o stworzenie środowiska, w którym mogą oni realizować swój pełny potencjał, jest jednym z kluczowych czynników wpływających na długoterminową skuteczność organizacji.

W przyjaznym środowisku

Tradycyjnie badania z zakresu well-beingu koncentrowały się na interwencjach prozdrowotnych, a publikacje na ten temat eksponowały przede wszystkim ryzyka biznesowe związane z absencjami chorobowymi oraz problemami zdrowotnymi wynikającymi z nieergonomicznego wyposażenia, siedzącego trybu życia lub negatywnych skutków stresu, takich jak nadużywanie alkoholu czy problemy psychiczne.

Rosnąca świadomość istotności tych problemów sprawia, że trend zwany well-beingiem zyskuje coraz większą popularność. Częstym ryzykiem jednak jest w tym wypadku skupienie na powierzchownych i mających ograniczone skutki inicjatywach promujących zdrowe zachowania. Nie negując wartości takich działań, warto zauważyć, że well-being rozumiany jako całościowe podejście do tworzenia zdrowego i angażującego środowiska organizacyjnego powinien stanowić jedno z centralnych założeń strategii biznesowej. W takim ujęciu perspektywa well-beingu ma wpływ na kluczowe decyzje podejmowane przez pracodawcę – zaczynając od wyboru budynku i projektowania przestrzeni pracy, a kończąc na decyzjach zarządczych z obszaru kształtowania kultury organizacyjnej.

Obszary działania

Na szeroko rozumiany dobrostan naszych pracowników ma wpływ wiele czynników. Przygotowując się do wdrożenia strategii well-being, warto zidentyfikować te z nich, nad którymi mamy jako pracodawca kontrolę i ukierunkować wdrażane inicjatywy na obszary o największym potencjale pozytywnych skutków. Warto w tym kontekście przyjrzeć się trzem kluczowym obszarom:

  • Fizyczne aspekty środowiska pracy
  • Promowanie właściwych nawyków i zachowań
  • Kultura zarządcza

Z aspektów fizycznych kluczowe są czynniki, takie jak: jakość powietrza i wody dostarczanej w budynku, zastosowanie we wnętrzu zdrowych materiałów wykończeniowych, które nie emitują szkodliwych dla użytkownika substancji, ergonomiczne, właściwie doświetlone miejsca pracy czy też odpowiedni komfort termalny i akustyczny. Wybierając lokalizację, planując przestrzeń oraz wyposażenie warto zwrócić uwagę na standardy dotyczące fizycznej przestrzeni – mają one bezpośredni wpływ na zdrowie i efektywność pracowników. Skuteczność inicjatyw, których celem jest promowanie zdrowych nawyków oraz wszelkich działań związanych z budowaniem właściwej kultury organizacyjnej jest trudniej uchwytna, ale są one nie mniej istotne. Dbałość o dobrostan pracowników to między innymi tworzenie środowiska, w którym dzięki klarownej strategii, jasno sformułowanym celom i właściwemu podejściu zarządczemu mają oni poczucie sensowności wykonywanej pracy, autonomię w zakresie tego, w jaki sposób realizują obowiązki zawodowe oraz dobre relacje z przełożonym i współpracownikami. Dlatego przed wdrożeniem inicjatyw z zakresu well-being warto zadać sobie trud właściwego zdiagnozowania sytuacji organizacyjnej i potrzeb pracowników. Taka diagnoza pozwoli nam świadomie kształtować politykę firmy we wspomnianych wyżej trzech kluczowych obszarach, czyli podejmować te interwencje, które maja najwyższy potencjał realnych skutków dla organizacji oraz mierzyć efektywność podejmowanych działań, aby na bieżąco modyfikować strategię.

Komentarz Doroty Osieckiej, dyrektor Działu Workplace Innovation, Colliers International

Warszawa wśród najatrakcyjniejszych miast dla branży fintech

0

Warszawa znalazła się w pierwszej dziesiątce najatrakcyjniejszych europejskich miast dla branży fintech. Zgodnie z analizą międzynarodowej firmy doradczej Savills, która przygotowała zestawienie, pandemia Covid-19 przyśpiesza cyfryzację sektora bankowego, a Polska stwarza dobre warunki do rozwoju dla firm zaangażowanych w ten proces. 

Według Savills, wraz ze stopniowym wychodzeniem Europy z lockdownu i powrotem aktywności najemców do „nowej normalności” możemy być świadkami silnego popytu na powierzchnię biurową ze strony firm z branży fintech. Jest to spowodowane głównie przez zmiany strukturalne, które zaszły w czasie najintensywniejszego okresu izolacji społecznej, kiedy tymczasowe zamknięcie większości obiektów, w tym banków, zmusiło firmy i konsumentów do szybkiego dostosowania się do nowych okoliczności.

Matthew Fitzgerald, dyrektor, dział usług doradztwa dla najemców międzynarodowych, Savills, komentuje: „Pandemia Covid-19 pokazała światu, jak szybko mogą nastąpić zmiany, i przyśpieszyła proces cyfryzacji tradycyjnego sektora bankowego i finansowego na kluczowych rynkach europejskich. Globalny kryzys finansowy sprzed lat przyczynił się do rozwoju przedsiębiorczości, co w połączeniu z kontrowersjami wokół dużych banków, zaowocowało pojawieniem się nowych podmiotów finansowych, tzw. banków-pretendentów, oraz różnego rodzaju startupów. Jestem przekonany, że branża ta wyjdzie wzmocniona także z obecnego kryzysu spowodowanego przez Covid-19”.

W przypadku branży fintech lokalizacja biura jest szczególnie istotna, ponieważ firmy na wczesnym etapie rozwoju mogą zyskać na bliskości klastrów usług finansowych, klientów i konkurencji. Często lokują się w przestrzeni inkubatorów lub w biurach elastycznych, ale zwykle szybko przenoszą się do tradycyjnych biur, ułatwiających rekrutację specjalistów z różnych dziedzin. Z badań przeprowadzonych przez Savills wynika, że firmy fintech zazwyczaj przeprowadzają się do nowego biura średnio po czterech i pół miesiąca od otrzymania finansowania w postaci venture capital.

Sporządzony przez Savills ranking European Fintech Occupier Index prezentuje zestawienie najbardziej atrakcyjnych miast europejskich dla firm z branży fintech. W czołówce najlepszych lokalizacji znalazły się Londyn, Berlin, Paryż, Barcelona i Manchester, ponieważ miasta te łączą w sobie takie cechy jak istniejąca infrastruktura usług finansowych, korzystna struktura demograficzna, duże zasoby specjalistów i innowacyjność, względna przystępność cenowa i atrakcyjne warunki do prowadzenia działalności gospodarczej.

Dzięki światowej klasy usługom finansowym, dostępowi do utalentowanych specjalistów z sektora technologicznego i finansowego oraz przyjaznemu środowisku regulacyjnemu, Londyn przyciągnął najwięcej inwestycji w branżę fintech spośród wszystkich miast europejskich. Jest oczywistym wyborem dla wielu firm z branży fintech, a jego klastry usług finansowych oferują dla nich potencjał wzrostu. Ponadto zapewnia dostęp do świetnie wykształconej kadry – trzy londyńskie uniwersytety znalazły się na liście 100 najlepszych uczelni świata według The Times University Guide.

Konkurencja jednak rośnie, a firmy z branży fintech z siedzibą w Londynie zaczynają powoli ekspansję na inne rynki. „Berlin szybko staje się bardzo pożądaną lokalizacją dla europejskich firm z branży fintech. Liczba studentów i młodych profesjonalistów w stolicy Niemiec szybko rośnie. Miasto dzięki temu staje się coraz bardziej innowacyjne. W 2019 roku zarejestrowano w Niemczech więcej patentów niż w jakimkolwiek innym kraju w Europie, a w Berlinie swoją siedzibę ma N26, jeden z najszybciej rozwijających się banków-pretendentów w świecie. Ponadto czynsze za najlepsze powierzchnie biurowe w Berlinie są wciąż o 50 proc. niższe niż w Londynie” – mówi Mike Barnes, Associate, dział badań rynków europejskich, Savills.

Warszawa została sklasyfikowana na dziesiątej pozycji, wyprzedzając m.in. Monachium, Kopenhagę, Mediolan czy Pragę. „Polskę można postrzegać jako lidera w Europie Środkowej pod względem atrakcyjności dla firm z branży fintech. Naszymi atutami są nie tylko koszty zatrudnienia, ale i prognozowany wzrost liczby wysoko wykwalifikowanych pracowników z branży IT w perspektywie najbliższych 10 lat. Warszawa to ważny ośrodek akademicki, nie tylko w kraju, ale i na mapie Europy. W mieście studiuje blisko 220 tys. osób, z czego ponad 10% stanowią studenci zagraniczni. Najbardziej popularnymi kierunkami studiów są te związane z biznesem i administracją, ale ważną grupę stanowią również kierunki związane z technologią teleinformacyjną. Firmy fintechowe mogą się u nas rozwijać również dzięki dostępności wysokiej jakości powierzchni biurowej i konkurencyjnemu w stosunku do Europy Zachodniej poziomowi czynszów. Pandemia Covid-19 przyspiesza cyfryzację sektora bankowego, a Polska niewątpliwie jest jednym z krajów, który ma szansę na tym najbardziej skorzystać” – mówi Jarosław Pilch, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja najemcy, Savills Polska.

Savills podkreśla, że również Paryż, będący ważnym ośrodkiem bankowości w świecie, jest jedną z kluczowych lokalizacji dla branży fintech. Firmy z tego sektora, takie jak Wynd, Invyo i Tinubu Square, zawdzięczają swój dynamiczny rozwój dostępowi do wykwalifikowanej kadry i rosnącej popularności bankowości internetowej we Francji.

W Hiszpanii swoje siedziby ma obecnie 70 najszybciej rozwijających się firm w Europie, a Barcelona, która zajęła czwarte miejsce w rankingu przygotowanym przez Savills, przyciągnęła w ostatnich pięciu latach inwestycje w branżę fintech o wartości 182 mln euro. „Dzięki dobrym prognozom wzrostu zatrudnienia w sektorze technologicznym i znacznie niższym kosztom pracy oraz najmu powierzchni biurowej niż w Londynie i Paryżu, Barcelona z pewnością może rywalizować z najsilniejszymi” – dodaje Mike Barnes.

Manchester jest obecnie częściej postrzegany jako atrakcyjna i przystępna lokalizacja alternatywna w stosunku do Londynu. Wiele dużych banków, między innymi Barclays, HSBC i Bank of America Merrill Lynch, ma rozbudowane zaplecze technologiczne w tym mieście. Manchester jest również największym w Wielkiej Brytanii ośrodkiem sektora ICT poza Londynem.

Według Savills, atrakcyjnymi lokalizacjami dla firm fintech mogą być także Dublin i Sztokholm. Dzięki dostępności specjalistów technologicznych i niskiej stawce podatku dochodowego od osób prawnych, Dublin przyciąga w ostatnich latach wiele globalnych firm z branży nowych technologii, a niewygórowane ceny przekładają się na wysoką jakość życia. Sztokholm jest siedzibą firmy Klarna, wycenianej na ponad 5,5 mld dolarów, jednej z największych w Europie firm z branży fintech. Wartość kapitału zainwestowanego w tym sektorze w stolicy Szwecji w ostatnich pięciu latach przekroczyła 1,5 mld euro.

„Jednym ze skutków pandemii jest przyśpieszenie procesu cyfryzacji usług finansowych w Europie. Przewidujemy szybki rozwój tego sektora, a ekspansji firm fintechowych będzie towarzyszył popyt na powierzchnię biurową. W związku z tym, że wiele firm obecnie zastanawia się nad tym jak najefektywniej korzystać z biura w świecie po pandemii, lokalizacja firmy zaczyna mieć większe znaczenie niż kiedykolwiek wcześniej” – komentuje Matthew Fitzgerald z Savills.

Kilkadziesiąt inicjatyw Rzecznika MŚP w okresie pandemii – realna pomoc dla małych i średnich przedsiębiorców

0

W maju br. Adam Abramowicz Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców na wniosek ponad 100 organizacji przedsiębiorców wystosował apel do Premiera Mateusza Morawieckiego, aby 1 lipca 2020 r. był ostateczną datą odmrożenia gospodarki. Dziś niemal wszyscy przedsiębiorcy mogą normalnie prowadzić działalność gospodarczą. Od początku pandemii  podjęło kilkadziesiąt działań mających na celu wsparcie przedsiębiorców, m.in.: akcja #RatujBiznes, wnioski o objaśnienia prawne, interwencje w sprawach Tarczy Antykryzysowej oraz wideokonferencje w ramach Rady Przedsiębiorców. W wyniku podjętych inicjatyw Biuro Rzecznika MŚP uzyskało ponad 11 istotnych dla przedsiębiorców objaśnień prawnych, podjęło ponad 1000 spraw legislacyjnych, rozpatrzyło 612 wniosków od przedsiębiorców oraz podjęło 189 interwencji związanych z Tarczą Finansową.

Okres pandemii był prawdziwym chrztem bojowym dla naszej, wciąż młodej instytucji. Nagle dla wielu przedsiębiorców świat się zatrzymał. Wiele planów biznesowych poszło w niepamięć, trzeba było zastanawiać się nad uratowaniem własnej działalności. W tym trudnym dla przedsiębiorców czasie nie zamknęliśmy urzędu. Byliśmy cały czas na bieżąco z problemami przedsiębiorców. Pisaliśmy opinie do wszystkich tarcz antykryzysowych, organizowaliśmy wideokonferencje w których urzędnicy wyjaśniali jak praktycznie stosować przyjęte przez parlament rozwiązania prawne, podejmowaliśmy interwencje w indywidualnych sprawach, uczestniczyliśmy w dialogu mającym na celu szybkie otwarcie kolejnych branż. Mam nadzieje, że dzięki także naszym działaniom udało się utrzymać wiele firm w Polsce. Dalecy jesteśmy jednak od triumfalizmu. Kryzys spowodowany pandemią prędko się nie skończy. Zrobimy jednak wszystko aby sektor MŚP przeszedł przez niego w możliwie jak najbardziej bezpieczny sposób – informuje Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Od marca do końca czerwca br. Rzecznik MŚP aktywnie włączył się w działania na rzecz przedsiębiorców poszkodowanych przez koronawirusa, podejmując kilkadziesiąt inicjatyw zarówno na poziomie działań legislacyjnych, interwencji, jak i działań w ramach autorskich projektów. Szereg projektów wsparcia dla mikro-, małych- i średnich przedsiębiorców można podzielić na 3 obszary:

  • Tarcze Antykryzysowe i inna pomoc dla firm.
  • odmrażanie gospodarki
  • akcja #RatujBiznes

W ramach Tarcz Antykryzysowych i innej pomocy podjęto działania:

  • Rzecznik MŚP skierował do Prezesa Rady Ministrów list z apelem o wprowadzenie dobrowolności opłacania składek na ubezpieczenia społeczne dla przedsiębiorców na okres 6 miesięcy, przy pozostawieniu obowiązku opłacania składki zdrowotnej
  • Rzecznik MŚP skierował do jednostek samorządu terytorialnego listu z apelem o zwolnienie przedsiębiorców, którzy zamknęli lokale – z opłat czynszowych za wynajmowaną powierzchnię
  • Rzecznik MŚP wystąpił do Ministra Finansów o wydanie objaśnienia prawnego dotyczącego prawidłowego rozumienia i stosowania przepisu o opłacie skarbowej w sprawach dotyczących zezwoleń na pracę cudzoziemców na terytorium RP typ A, B, C, D i E
  • Rzecznik MŚP zaproponował korzystne dla mikroprzedsiębiorców zmiany przepisów w zakresie tzw. mikropożyczki
  • w związku z wątpliwościami mikroprzedsiębiorców odnośnie warunków skorzystania z pożyczki w wysokości do 5 000 zł będącej nowym instrumentem pomocowym wprowadzonym tzw. Tarczą Antykryzysową, Rzecznik MŚP zawnioskował do Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej o udzielenie wiążącej informacji co do możliwości skorzystania z tej pomocy również przez tzw. osoby „samozatrudnione”
  • interwencja w sprawie zawieszenia biegu terminów postępowań procesowych m.in. w postępowaniach administracyjnych o wydanie decyzji o pozwoleniu na budowę czy decyzji o pozwoleniu na użytkowanie
  • Rzecznik MŚP wystąpił z postulatem o umożliwienie wsparcia dla wszystkich przedsiębiorców, bez względu na wysokość obrotów (zamiast limitu przychodowego w wysokości 15 600 zł dla świadczenia postojowego)
  • Rzecznik MŚP, skierował do Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej list z apelem o automatyczne przedłużenie ważności dotychczasowych okresowych badań lekarskich pracowników
  • interwencja Rzecznika MŚP, w związku z brakiem aktów wykonawczych do tzw. Lex Uber niezbędnych do jej wdrożenia w życie, doprowadziła do rozwiązania tego problemu w nowelizacji „Tarczy Antykryzysowej”
  • Rzecznik MŚP wystąpił o przesunięcie wejścia w życie ustawy zmieniającej matrycę podatkową
  • Rzecznik MŚP wystąpił do Prezesa Związku Powiatów Polskich o podjęcie działań umożliwiających rejestrację pojazdów używanych, sprowadzonych do kraju, jak i fabrycznie nowych, bez różnicowania nabywców i na równych warunkach
  • Rzecznik MŚP zwrócił się do Dyrektora Okręgowego Urzędu Probierczego w Warszawie z prośbą o podjęcie działań umożliwiających zapewnienie obsługi przedsiębiorców, choćby w ograniczonym zakresie
  • Rzecznik MŚP wystosował apel do kierowników urzędów państwowych i samorządowych o wznowienie pracy urzędów
  • Rzecznik MŚP zaproponował korzystne dla przedsiębiorców z sektora MŚP zmiany w przepisach dotyczących obowiązku stosowania nowego JPK_VAT, kierując wniosek legislacyjny do Ministra Finansów o przesunięcie nowych obowiązków w tym zakresie przynajmniej o 3 miesiące, tj. na dzień 1 października 2020 r.
  • Rzecznik MŚP zawnioskował do Ministerstwa Finansów z prośbą o ustosunkowanie się do wiadomości e-mail przedsiębiorców w sprawie potrzeby przesunięcia terminu wprowadzenia obowiązkowych kas fiskalnych online
  • VIII Posiedzenie Rady Przedsiębiorców: Koronawirus a gospodarka – propozycje rozwiązań
  • IX Posiedzenie Rady Przedsiębiorców: Tarcza antykryzysowa – dyskusja i propozycje zmian do projektu legislacyjnego
  • X Posiedzenie Rady Przedsiębiorców: Projekt Tarczy antykryzysowej po zmianach i uzupełnieniach (wideokonferencja)
  • XI Posiedzenie Rady Przedsiębiorców: Tarcza Antykryzysowa w działaniu – wideokonferencja informacyjna Rzecznika MŚP z udziałem zaproszonych gości:
  • Agaty Wiśniewskiej – Półtorak – Dyrektor Departamentu Realizacji Dochodów Zakładu Ubezpieczeń Społecznych
  • Anny Ulewskiej – Marciniak – Dyrektor Departamentu Ubezpieczeń Społecznych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej
  • Rolanda Budnika – Dyrektora Gdańskiego Urzędu Pracy
  • Bernadety Skóbel – Kierownik Działu Monitoringu Prawnego i Ekspertyz Biura Związku Powiatów Polskich
  • dr Ewy Flaszyńskiej – Dyrektor Departamentu Rynku Pracy Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej
  • Sylwii Rogozińskiej – Trochimiak z Departamentu Funduszy Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej
  • Aliny Nowak – Podsekretarz Stanu i Piotra Trybek – Dyrektor Gabinetu Ministra w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej
  • Jakuba Banaszek – Prezydenta Chełma
  • Kariny Bednik – Dyrektor i Artura Grajewskiego – Zastępcy Dyrektora Departamentu Legislacyjnego Prawa Karnego w Ministerstwie Sprawiedliwości
  • Wojciecha Palucha – Dyrektora Departamentu Małych i Średnich Przedsiębiorstw w Ministerstwie Rozwoju
  • XII Posiedzenie Rady Przedsiębiorców: Pomoc Państwa dla MŚP – ZUS, urzędy pracy, PFR (wideokonferencja) z udziałem przedstawicieli:
  • Olgi Semeniuk Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Rozwoju
  • Agaty Wiśniewskiej – Półtorak – Dyrektor Departamentu Realizacji Dochodów Zakładu Ubezpieczeń Społecznych
  • Sylwii Rogozińskiej-Trochimiak – p.o. Zastępcy Dyrektora Departamentu Funduszy w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej
  • XIII Posiedzenie Rady Przedsiębiorców: Zasady pomocy dla MŚP w ramach Tarczy Finansowej – Wideokonferencja Rady Przedsiębiorców przy Rzeczniku MŚP z udziałem Wiceprezesa PFR Bartosza Marczuka
  • XIV Posiedzenie Rady Przedsiębiorców: Wideokonferencja: Branżowe standardy sanitarne
  • XV Posiedzenie Rady Przedsiębiorców: Zmiany w systemie gospodarczym po pandemii koronawirusa (Częstochowa) z udziałem Jadwigi Emilewicz Wicepremier, Minister Rozwoju i Jarosława Gowina Przewodniczącego partii Porozumienie

 W ramach Odmrażania gospodarki podjęto działania:

  • Rzecznik MŚP skierował apel do Prezesa Rady Ministrów od ponad 100 organizacji przedsiębiorców o wyznaczenie i ogłoszenie daty zakończenia ograniczeń w działaniu przedsiębiorstw najpóźniej na dzień 1 lipca br.
  • Rzecznik MŚP skutecznie interweniował w sprawie ustalenia liberalniejszych zasad przekraczania granic dla kierowców, pracujących w firmach transportowych. Kierowcy nie byli poddani obowiązkowej kwarantannie, nawet jeśli nie wrócili z zagranicy służbowo a np. wracali do Polski po urlopie (problem ten dotyczył głównie pracowników z Ukrainy)
  • Rzecznik MŚP w piśmie do premiera Mateusza Morawieckiego, zwraca uwagę że niektóre wytyczne sanitarne mogą utrudniać ponowne otwarcie się wielu obiektów z branży fitness
  • Rzecznik MŚP poparł apel przedstawicieli salonów tatuażu o otwarcie tego rodzaju działalności w trzecim etapie odmrażania gospodarki. Skierował w tej sprawie pismo do wicepremier Jadwigi Emilewicz
  • Rzecznik MŚP, w nawiązaniu do licznych głosów przedsiębiorców z branży fitness, prowadzących baseny, siłownie, łaźnie, saun itp., zawnioskował, aby wyznaczyć datę 4 maja 2020 r., jako punkt odniesienia do cofnięcia nałożonych ograniczeń dla tych sektorów naszej gospodarki
  • Rzecznik MŚP zorganizował spotkania konsultacyjne z otwieranymi branżami, w celu omówienia wytycznych sanitarnych dla branż. Były to spotkania z branżą gastronomiczną, fitness, fryzjersko-kosmetyczną, kulturalną. Brał także udział w spotkaniach konsultacyjnych z branżą weselną, solariów i salonów tatuażu, w które organizowało Ministerstwo Rozwoju.
  • Rzecznik MŚP skutecznie apelował o zwiększenie limitu osób w saunach
  • skuteczna interwencja ws. kosmetyczki z Koszalina, która miała zapłacić 10 tysięcy złotych kary za rzekome świadczenie usług, choć nie zgromadzono ku temu wystarczających dowodów.

#RatujBiznes to akcja informacyjno-organizacyjna, w której Rzecznik MŚP informuje przedsiębiorców o przysługujących im możliwościach w zakresie zwrócenia się o pomoc, wsparcie, ulgę lub zwolnienie w sytuacji różnorakich należności publicznoprawnych. Jednocześnie, na stronie akcji udostępniona jest  lista kancelarii prawnych i podatkowych, które nieodpłatnie (pro publico bono) pomagają mikro, małym i średnim przedsiębiorcom przygotować i złożyć odpowiednie wnioski. W akcję zaangażowało się ponad 400 kancelarii. Tylko w pierwszym miesiącu jej trwania, z pomocy skorzystało 3800 przedsiębiorców.

Nie ma przepisów ograniczających sposób prowadzenia firmy ani dystrybucji jej zysków

0

Wspólnicy polskiej spółki z o.o. założyli holding spółek zagranicznych i z ich wykorzystaniem uzyskali dywidendy z pominięciem podatku dochodowego od osób fizycznych. Powołując się na różne przepisy prawa krajowego i międzynarodowego, fiskus próbował zakwestionować dopuszczalność takich działań. Po stronie przedsiębiorców stanął sąd, stwierdzając: „Żaden ze znanych Sądowi przepisów nie zawiera ograniczeń co do sposobu prowadzenia działalności gospodarczej przez Skarżącą spółkę i jej wspólników, jak też w zakresie sposobu redystrybuowania zysku z tej działalności” (wyrok WSA w Szczecinie z 31 marca 2020 r., sygn. akt I SA/Sz 944/19).

Spółka polska, słowacka i cypryjska

Dwóch wspólników będących osobami fizycznymi założyło spółkę z o.o. Objęli w niej funkcje: jeden prezesa zarządu, drugi wiceprezesa zarządu. Jej skład uzupełniało dwóch innych członków zarządu. Od momentu zawiązania spółki prezes objął nowoutworzone udziały. Ci sami założyciele zawiązali wspólnie ze słowacką spółką s.r.o. spółkę komandytową na Słowacji, obejmując w niej rolę komplementariuszy. Utworzona pod słowackim prawem spółka komandytowa założyła kolejną spółkę, tym razem na Cyprze i objęła w niej 100% udziałów w kapitale zakładowym. Jednym z trzech dyrektorów zarządzających cypryjską spółką Ltd. był założyciel i prezes zarządu polskiej spółki z o.o.

Aport w postaci udziałów

W 2014 r. wspomniani wyżej prezes i wiceprezes objęli nowoutworzone udziały w podwyższonym kapitale zakładowym cypryjskiej spółki, pokrywając je aportem w postaci 100% posiadanych udziałów w kapitale zakładowym spółki polskiej, ale tracąc status jej wspólników. Tym samym spółka z o.o. stała się podmiotem zależnym od jedynego wspólnika – spółki cypryjskiej. W kolejnej transakcji wnieśli oni swoje cypryjskie udziały aportem do słowackiej spółki komandytowej.

Dywidenda bez opodatkowania

Uchwałą zgromadzenia zwyczajnego wspólników polskiej spółki z o.o. z czerwca 2014 r. jej zysk netto za 2013 r. i niepodzielone zyski z lat poprzednich, zgromadzone na kapitałach zapasowych i rezerwowym, zostały przeznaczone do wypłaty dywidendy jedynemu wspólnikowi – cypryjskiej spółce Ltd. Nastąpiło to w trzech ratach. W tych samych datach rat spółka z Cypru przelała dywidendę swojemu jedynemu wspólnikowi – spółce słowackiej, która z kolei również w tych samych dniach wypłaciła dywidendę swoim komplementariuszom.

Spółka z o.o. wykazała w urzędzie skarbowym wypłaconą cypryjskiej spółce dywidendę jako dochód zwolniony z opodatkowania na mocy polsko-cypryjskiej umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania i nie złożyła deklaracji rocznej o zryczałtowanym podatku dochodowym z tytułu wypłaconych w 2014 r. dywidend swoim założycielom, którzy w chwili wypłaty dywidend nie byli już jej wspólnikami.

Beneficjent rzeczywisty

Zdaniem polskich organów podatkowych rzeczywistym beneficjentem przedmiotowej dywidendy nie była spółka cypryjska, a wieloletni wspólnicy wypłacającej ją spółki z o.o., mający rezydencję podatkową w Polsce. Została im ona wypłacona za pośrednictwem zagranicznych spółek kontrolowanych: cypryjskiej i słowackiej. Dlatego też organ stwierdził, że spółka nie dochowała ciążących na niej obowiązków pobrania i wpłacenia należnego zryczałtowanego podatku dochodowego od wypłaty tej dywidendy. Wśród argumentów przemawiających za takim rozstrzygnięciem organ wskazał, że wypłacone przez spółkę dywidendy nie posłużyły żadnej z zagranicznych spółek do rozwoju działalności. Do zakwestionowanej transakcji nie mają więc zastosowania przepisy umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania, a ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych.

Stworzenie zagranicznych spółek celem międzynarodowej ekspansji

Spółka zaskarżyła to rozstrzygniecie, wnosząc odwołanie. Potwierdziła, że zmiany kapitałowe w grupie spółek nastąpiły, lecz nie miało to na celu jedynie osiągnięcia korzyści podatkowej. Dlatego nie ma podstaw do stosowania klauzuli beneficjenta rzeczywistego. Zgodnie z deklaracją spółki i uchwałą wspólników odbiorcą wypłaconej przez nią dywidendy była cypryjska spółka Ltd., a zarówno ona, jak i słowacka spółka s.r.o. zostały zawiązane celem podjęcia międzynarodowej ekspansji działalności na słowacki i cypryjski rynek. Spółka podnosiła, że obie były i nadal są utrzymywane, stąd nie są to spółki fikcyjne, a ich właściciele nie podejmują żadnych kroków zmierzających do ich likwidacji. Wyjaśniła, że w badanym okresie zagraniczne spółki holdingowe dopiero zaczynały działalność, dlatego trudno o wykazanie widocznej aktywności gospodarczej. A takowe i tak były, bo spółka Ltd. prowadziła działalność o charakterze finansowym.

Jeśli fiskus chce stosować polskie przepisy, to musi uwzględnić też te korzystne dla spółki

Skarżąca zarzuciła również, że w sytuacji, gdy organ zakwestionował poprawność dokonanych przez nią rozliczeń dywidendy w oparciu o umowę w sprawie unikania podwójnego opodatkowania zawartą między Polską a Cyprem, nie miał on podstaw do automatycznego przypisywania jej wypłaty do wspólników i zastosowania wprost ustawy o PIT. Z kolei, jeśli to zrobił, to stosując przepisy polskie, zobowiązany był przy ocenie stanu prawnego wziąć pod uwagę przepis art. 22 ust. 4 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych. A przepis ten przewiduje wprost zwolnienie od podatku dochodowego przychodów z tytułu udziału w zyskach osób prawnych, którego przesłanki uzyskania spółka spełniła.

Spółka działała w zgodzie z prawem

Kolejnym z zarzutów spółki było przyjęcie przez organ za podstawę rozstrzygnięcia art. 199a Ordynacji podatkowej. Wynika z niego, że przy ustalaniu treści czynności prawnej organ bierze pod uwagę jej cel i zamiar stron, a nie tylko samo brzmienie złożonych przez strony oświadczeń woli. A gdy pod pozorem dokonania jednej czynności dokonano innej, wówczas organ skutki wywodzi dla tej ukrytej czynności. Spółka zauważyła, że organ prowadzi swoją argumentację tak, jakby w okresie, którego dotyczy sprawa, w polskim porządku prawnym obowiązywała generalna klauzula przeciw unikaniu opodatkowania, a tak w istocie nie było. Formalnie, biorąc za podstawę swojej decyzji przepis art. 30a ustawy o PIT oraz wskazany art. 199a Ordynacji podatkowej, w rzeczywistości opiera się on na przyjęciu, że skarżąca działała w sposób pozorny i pozbawiony uzasadnienia gospodarczego, do tego w sprzeczności z przepisami. A przecież, gdy spółka dokonywała w 2014 r. spornych czynności, były one całkowicie zgodne z obowiązującym prawem.

Odmowa prawa cypryjskiej spółki do zastosowania zwolnienia

Naczelnik urzędu celno-skarbowego rozpoznał odwołanie i zmienił swoją decyzję. Niemniej 27 września 2019 r. ponownie określił spółce z o.o. wysokość zryczałtowanego podatku dochodowego od osób fizycznych niepobranego i niewpłaconego za lipiec 2014 r., jak również orzekł o jej odpowiedzialności za zaległości w tym podatku. Tym razem zgodził się ze spółką, że formalnie spełniła ona wszystkie przesłanki do skorzystania ze zwolnienia z opodatkowania, o którym mowa w przepisie art. 22 ust. 4 ustawy o CIT. Jednak zdaniem organu spółka zapomniała o tym, że z art. 22a tej ustawy wynika obowiązek uwzględniania przy stosowaniu tego przepisu umów w sprawie unikania podwójnego opodatkowania. A wiążąca w tej sprawie umowa w połączeniu z interpretacją przepisów Modelowej Konwencji OECD w sprawie unikania podwójnego opodatkowania i Komentarza do niej, jak i Konwencją wiedeńską o prawie traktatów, stanowi, iż spółka, która otrzymane dywidendy przekazuje tylko do innej spółki, nie mogąc nimi faktycznie dysponować, czy też jest tylko podstawionym podmiotem pośredniczącym, nie może być uznana za beneficjenta rzeczywistego, a zatem nie może korzystać z rozwiązań, jakie oferuje umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania. Za taką nieuprawnioną do skorzystania ze zwolnienia organ uznał wskazywaną przez skarżącą jako beneficjenta spółkę cypryjską.

Organ nie mógł negować ważności podjętych przez spółkę czynności

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Szczecinie podkreślił, że ogólna klauzula w sprawie unikania opodatkowania weszła w życie dopiero z dniem 15 lipca 2016 r. Ustawa nowelizująca wyraźnie stanowi, że klauzulę tę stosuje się wyłącznie do korzyści podatkowych uzyskanych po dniu jej wejścia w życie. Dlatego też organy nie mogły odnosić jej uregulowań do czynności podjętych przez spółkę w 2014 r. Tym samym organom zakazane było pomijanie skutków podatkowych czynności dokonanych nawet wyłącznie w celu osiągnięcia korzyści podatkowej.

Sąd, przywołując wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 11 maja 2004 r. o sygn. akt K 4/03, przypomniał, że gdyby do pomijania takich skutków podatkowych czynności z uwagi na podjęcie jej w ramach optymalizacji podatkowej wystarczająca była regulacja art. 199a O.p., wówczas ustawodawca nie wprowadzałby klauzuli przeciw unikaniu opodatkowania. Zatem skoro pod rządami obowiązujących w 2014 r. przepisów dokonana czynność prawna była ważna, to organ podatkowy nie może negować wywoływanych przez nią skutków. WSA wyliczył natomiast, że organ w tej sprawie, skupiając się jedynie na fakcie wypłaty dywidendy, pominął takie czynności dokonane w ramach grupy spółek jak: założenie cypryjskiej spółki Ltd. i słowackiej komandytowej, podwyższenie kapitału zakładowego spółki cypryjskiej i objęcie w niej udziałów przez osoby wskazywane przez organ jako beneficjenci rzeczywiści, wniesienie przez nich aportu, a także szereg podjętych przez organy spółki uchwał.

Podatnicy mogą korzystać z mechanizmów udostępnianych im przez prawo

Jednak nawet w oderwaniu od powyższego, niezależnie od tego, czy wszystkie te czynności miały rzeczywisty charakter i cel gospodarczy, czy też były podejmowane pozornie, jedynie dla osiągnięcia korzyści podatkowej, to zostały podjęte i dokonane w zgodzie z obowiązującym prawem. Sąd, uchylając zaskarżoną decyzję, zaznaczył, że stosowanie prawa nie jest działaniem zakazanym przez to prawo, podobnie jak wykorzystywanie przez podatnika konstrukcji tego prawa stworzonych przez ustawodawcę. To właśnie do zadań ustawodawcy należy takie kształtowanie przepisów, zwłaszcza podatkowych, aby osiągnąć zamierzony przez niego cel. Konsekwencjami jego nieudolności w tej kwestii nie można obarczać podatnika. Organy podatkowe nie mają kompetencji do takiego stosowania prawa, które prowadziłoby do tworzenia regulacji nieprzewidzianych przez prawodawcę.

„…nie można odmówić Stronie (…) ani przyznanych jej przez Prawodawcę (polskiego, cypryjskiego czy słowackiego) uprawnień do korzystania ze struktur podmiotów prawa gospodarczego (…) ani prawa do układania stosunków gospodarczych z największą dla siebie korzyścią. Żaden ze znanych Sądowi przepisów nie zawiera ograniczeń, co do sposobu prowadzenia działalności gospodarczej przez Skarżącą spółkę i jej wspólników, jak też w zakresie sposobu redystrybuowania zysku z tej działalności gospodarczej” (sygn. akt I SA/Sz 944/19).

Branża elektroniczna: efekty stosowania split payment spektakularne, technologia pomaga uszczelniać system podatkowy

0

Wprowadzony dwa lata temu mechanizm podzielonej płatności, najpierw w formie dobrowolnej, a kolejno obowiązkowej, pozytywnie wpłynął na kondycję polskiej branży elektronicznej. Rozwiązanie uspokoiło sytuację na rynku – ocenia Związek Cyfrowa Polska, który reprezentuje największych producentów, dystrybutorów i importerów sprzętu elektronicznego w naszym kraju.

Branża elektroniczna jest jednym z tych sektorów polskiej gospodarki, w którym wszystkie transakcje o wartości powyżej 15 tys. zł muszę być dokonywane w formie podzielonej płatności. Oznacza to, że kwota z faktury przy zapłacie dzielona jest na dwie części: kwota netto zostaje przelana na zwykły rachunek bankowy dostawcy, a podatek VAT na jego specjalny, z automatu przydzielony przez bank, rachunek VAT.

Rozwiązanie to w Polsce obowiązuje od dwóch lat – od 1 lipca 2018 r. Początkowo zezwolono podatnikom na dobrowolne stosowanie tego mechanizmu, jednocześnie wprowadzając „katalog zachęt” dla przedsiębiorców wykorzystujących podzieloną płatność w rozliczaniu z kontrahentami. Jednak od listopada 2019 r. firmy z wybranych branż objęte zostały obligatoryjnością jego stosowania.

Ukrócone działania oszustów podatkowych

– Ministerstwo Finansów wprowadziło podzieloną płatność po to, aby ograniczyć skalę oszustw podatkowych. Firmy w naszej branży były jednymi z tych, które przez długie lata musiały mierzyć się z nieuczciwą konkurencją i często wpadały nieświadomie w sidła przestępców skarbowych, którzy wyłudzali podatek VAT. Dziś ten problem to już margines. Efekty split paymentu są spektakularne – ocenia prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik. Jego zdaniem w walce z oszustami podatkowymi w handlu elektroniką znacznie pomogło wprowadzenie obligatoryjności stosowania tego rozwiązania. W ten sposób udało się zwiększyć bezpieczeństwo transakcji dokonywanych na rynku, a także poprawić poziom wzajemnego zaufania pomiędzy kontrahentami. Firmy z branży elektronicznej nie mają obecnie również obaw, że mogą nieświadomie wpaść w tzw. karuzelę VAT-owską.  – Split payment jest ważnym elementem weryfikującym partnerów biznesowych. Stosujące go firmy nie są narażone na ryzyko zawarcia transakcji z oszustami podatkowymi – podkreśla Kanownik.

Nie sprawdziły się także obawy niektórych przedsiębiorców, co do możliwych negatywnych konsekwencji tego mechanizmu. – Były obawy między innymi o płynność finansową firm, ale resort finansów bardzo szybko na nie zareagował umożliwiając przedsiębiorcom wykorzystywanie środków zgromadzonych na koncie VAT do płatności, np. za ZUS czy inne obciążenia podatkowe. Szybko też odbywa się uwalnianie niewykorzystanych środków z tego rachunku przez urzędy skarbowe – wskazuje Michał Kanownik.

Kasy wirtualne kolejnym etapem uszczelniania systemu

Prezes Cyfrowej Polski ocenia jednak, że pomimo sukcesu split paymentu w Polsce, nadal są potrzebne kolejne działania zmierzające do uszczelniania systemu podatkowego. – Niestety, oszuści podatkowi nie próżnują i ciągle szukają nowych dróg, które pozwolą im dalej wyłudać podatek VAT  – zauważa prezes Kanownik. Coraz częściej wykorzystują do tego internetowe portale aukcyjne, na których oferują podejrzanie tanią elektronikę. Przed takimi ofertami na początku roku ostrzegało wspólnie Ministerstwo Finansów oraz UOKiK. Stało się to po tym, jak jedna z firm zamiast sprzedawać smartfony, wypożyczała je, o czym wprost nie informowała swoich klientów. – Ostrzeżenia to jedno. Musimy jednak także systemowo, poprzez kolejne rozwiązania prawne, chronić rynek elektroniki przed taką nieuczciwą konkurencją – dodaje Michał Kanownik.

Dlatego Związek Cyfrowa Polska pozytywnie przyjął obowiązujące od 1 czerwca przepisy wprowadzające tzw. wirtualne kasy fiskalne, czyli takie, które mają postać oprogramowania. W ocenie organizacji dadzą one bezpośredni pogląd na rejestrowaną sprzedaż, a tym samym fiskus szybciej będzie mógł wykrywać podejrzane transakcje. Związek zauważa również, że w tym procesie ogromne znaczenie odgrywa technologia, bo dzięki specjalnemu szyfrowaniu zapewniono bezpieczny przepływ informacji o transakcjach do Ministerstwa Finansów.

– Dziś nowe technologie odgrywają coraz istotniejszą rolę w uszczelnianiu systemu podatkowego. Dobre wykorzystanie algorytmów pozwala służbom skarbowym skutecznie wyszukiwać podejrzane transakcje i już w zarodku gasić kolejne ogniska potencjalnych oszustw podatkowych. To ważne, bo działalność przestępców skarbowych negatywnie wpływa nie tylko na budżet państwa, ale i na uczciwe polskie firmy – mówi prezes Cyfrowej Polski. Przypomina, że trzy lata temu resort finansów postawił odważny krok organizując w ramach rządowego programu GovTech Polska hackhaton, podczas którego programiści i analitycy mieli za zadanie stworzenie w drodze konkursu rozwiązania technologicznego pomagającego uszczelniać system podatkowy. Wtedy powstał innowacyjny program, który do dziś pomaga administracji skarbowej w walce z mafiami VAT. – Kolejne innowacyjne rozwiązania i projekty, które wprowadza resort finansów to dobra droga, by na całym rynku panowała większa przejrzystość i zdrowa, uczciwa konkurencja – mówi Michał Kanownik.

Firmy planują inwestować w robotyzację – Barometr robotyzacji MŚP

0

Prawie 1/3 małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce, Czechach, Rumunii i na Węgrzech planuje inwestować w robotyzację w ciągu najbliższych trzech lat. To główny wniosek z badania Universal Robots „Barometr robotyzacji MŚP” przeprowadzonego w Polsce pod koniec 2019 roku i rozszerzonego w 2020 roku o dane z innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Blisko 1/4 małych i średnich przedsiębiorstw w Czechach planuje w ciągu najbliższych trzech lat robotyzację.

  • Wyższy odsetek MŚP planujących robotyzację zarejestrowano na Węgrzech i w Rumunii.
  • W Polsce chęć robotyzacji wyraziła aż 1/3 MŚP.
  • Najważniejszymi czynnikami motywującymi MŚP do robotyzacji stanowisk są: zwiększenie  efektywności produkcji, konkurencyjność oraz optymalizacja kosztów.

Badanie dotyczące planów robotyzacji w małych i średnich firmach produkcyjnych zostało przeprowadzone w Polsce przez ASM – Centrum Badań i Analiz Rynku, natomiast w Czechach, Rumunii i na Węgrzech przez firmę badawczą SC&C. Wyniki ukazują interesujące fakty dotyczące planów w zakresie robotyzacji oraz powody, dla których firmy chcą lub nie chcą inwestować w roboty.

Podczas gdy w Czechach 23% MŚP planuje zainwestować w robotyzację w ciągu najbliższych trzech lat, na Węgrzech i w Rumunii jest to 27,6% respondentów. Najwyższa liczba MŚP planujących automatyzację przypada na Polskę – na chęć robotyzacji wskazało 33,7% przedsiębiorstw. W Czechach 26,9% z firm planujących automatyzację chce inwestować w roboty współpracujące. Na Węgrzech jest to 22,5%, natomiast w Polsce oraz Rumunii wskaźnik wynosi kolejno 38,8% i 38,7%.

Obecna sytuacja

Najniższy poziom robotyzacji wśród badanych krajów jest obecnie na Węgrzech, gdzie jedynie 11% MŚP deklaruje posiadanie robota przemysłowego lub współpracującego. Nieco lepsza sytuacja ma miejsce w Rumunii – 15,4% MŚP wskazało, że posiada robota. Polska jest pod tym względem druga – 22,7% MŚP deklaruje, że ma już roboty. Najwyższy poziom robotyzacji notują Czechy, gdzie 23,3% firm biorących udział w badaniu zadeklarowało posiadanie robotów.

We wszystkich badanych krajach więcej średnich niż małych przedsiębiorstw deklaruje posiadanie robotów, a liczba zainstalowanych robotów przemysłowych przewyższa liczbę robotów współpracujących. W małych przedsiębiorstwach wskaźnik posiadania robotów jest znacznie niższy. Specyficzna sytuacja panuje w Rumunii, gdzie odsetek robotów przemysłowych i współpracujących jest prawie równy.

Istotnym czynnikiem dla firm rozważających robotyzację w ciągu najbliższych trzech lat jest fakt, czy posiadają one już roboty. Na Węgrzech 1/4 firm planujących robotyzację posiada już robota, w Rumunii blisko 1/3, w Czechach blisko połowa, podczas gdy w Polsce jest to jedynie 14,3% MŚP.

Czego MŚP oczekują od robotyzacji?

Kluczowymi czynnikami dla MŚP na Węgrzech i w Rumunii motywującymi do robotyzacji są: obniżenie kosztów produkcji, a co za tym idzie poprawa jej wydajności, wzrost konkurencyjności i podniesienie jakości produktów. W Czechach i w Polsce są to: obniżenie kosztów produkcji / poprawa wydajności, skrócenie czasu od zamówienia do dostawy, poprawa jakości produktów poprzez wyeliminowanie ludzkich błędów, rozwiązanie problemów związanych z utrzymaniem lub zatrudnieniem pracowników i zwiększenie konkurencyjności. Innymi istotnymi czynnikami (ponad 50% odpowiedzi) są: standaryzacja procesów, wzrost bezpieczeństwa pracy i elastyczności produkcji.

W pierwszej kolejności respondenci we wszystkich czterech krajach planują robotyzację montażu, pakowania i paletyzacji. Szczegółowe dane:

W Czechach firmy wymieniały na pierwszym miejscu obsługę maszyn (64,2%), montaż (42,3%), pick and place (37,1%), pakowanie i paletyzację (32%), sortowanie (18,1% ), transport produktów / komponentów (17,8%), klejenie (15,4%) i polerowanie (10,3%).    W Polsce w pierwszej kolejności firmy chcą zrobotyzować pakowanie i paletyzację (39,6%), obsługę maszyn (37,6%), montaż (18,8%), pick and place (17,8%), spawanie i szlifowanie (16,8%) oraz malowanie (12,9%). W Rumunii pierwsze miejsce, podobnie jak na Węgrzech, zajmuje montaż (57%), następnie są to kolejno: pick and place (55,9%), pakowanie i paletyzacja (47,4%), załadunek / rozładunek (46,5%), obsługa maszyn (41,6%), klejenie (39,4%), logistyka (37,1%), malowanie (30,9%), polerowanie (28,2%), transport produktów / komponentów (15,9%) i formowanie wtryskowe (13,1%). Na Węgrzech: montaż (27,6%), pakowanie i paletyzacja (20,3%), obsługa maszyn (14,7%), malowanie (13,4%), pick and place (12,7%) oraz klejenie (10,7%).

Najwyższe zapotrzebowanie na robotyzację występuje w poniższych branżach:

Czechy: żywność i wyroby tytoniowe (52,8%), produkcja materiałów budowlanych (30,2%), przetwórstwo tworzyw sztucznych, produkty chemiczne (29%), elektryczna i elektroniczna (26,4%), drewno, wyroby z drewna / meble (25,8%), tekstylia, skóra, odzież (24,6%), motoryzacja (24,3%), metale i maszyny (22,2%).

Polska: papier, wyroby papiernicze, druk (46,7%), przetwórstwo tworzyw sztucznych, produkty chemiczne (43,6%), metale i maszyny (37%), elektryczna i elektroniczna (34,8%), żywność i wyroby tytoniowe (31,3%), drewno, wyroby z drewna / meble (27,6%), motoryzacja (23,5%) oraz tekstylia, skóra, odzież (19,2%).

Węgry: papier, wyroby papiernicze, druk (47,5%), produkcja materiałów budowlanych (30,6%), metale i maszyny (30,5%), przetwórstwo tworzyw sztucznych, produkty chemiczne (23,6%), drewno, wyroby z drewna / meble (21,8%), tekstylia, skóra, odzież (19,5%) oraz żywność i wyroby tytoniowe (12,8%).

Rumunia: przetwórstwo tworzyw sztucznych, produkty chemiczne (44,4%), drewno, wyroby z drewna / meble (37,3%), metale i maszyny (35%), wyroby szklane, ceramika, kamień, minerały (34,6%), tekstylia, skóra, odzież (18,1%), żywność i wyroby tytoniowe (17,1%) oraz produkcja materiałów budowlanych (16,3%).

Oczekiwany zwrot z inwestycji w Czechach, na Węgrzech i w Rumunii to 2 do 3 lat, za to w Polsce firmy najczęściej wymieniały okres 1-2 lat.Najistotniejsze czynniki w procesie decyzyjnym wyboru robota w Czechach, na Węgrzech i w Rumunii to cena i zwrot z inwestycji, podczas gdy w Polsce jest to cena oraz łatwość użytkowania.

Firmy z krajów objętych badaniem, które nie planują robotyzacji, swoje podejście argumentują następująco: ich profil produkcji nie wymaga robotyzacji; ich aplikacje nie mogą być zautomatyzowane; skala produkcji jest zbyt mała lub nie widzą korzyści z robotyzacji.

„Badanie „Barometr robotyzacji MŚP”, przeprowadzone w pierwszej kolejności w Polsce i kontynuowane w Czechach, Rumunii i na Węgrzech potwierdza, że coraz więcej firm produkcyjnych z sektora MŚP widzi potencjał robotyzacji. Respondenci we wszystkich krajach zgodzili się co do tego, że wprowadzenie robotów do procesów produkcyjnych może pomóc w zwiększeniu efektywności produkcji, konkurencyjności oraz optymalizacji kosztów. Dane dotyczące inwestycji w roboty współpracujące są dla nas szczególnie istotne – potwierdzają, że rośnie zarówno świadomość, jak i zapotrzebowanie na elastyczne i proste w obsłudze coboty” – Slavoj Musilek, General Manager CEE, CIS i Rosja, Universal Robots.

Ochrona prawna lekarza prawdziwą tarczą wobec zmieniającego się otoczenia prawnego

0

Zawód lekarza to przede wszystkim odpowiedzialność za codzienne decyzje dotyczące zdrowia i życia innych ludzi. Każdy błąd medyczny czy zdarzenie niepożądane skutkuje możliwym roszczeniem ze strony pacjenta oraz wynikającymi z niego konsekwencjami materialnymi. Nowelizacja art. 37a Kodeksu Karnego w ramach tarczy antykryzysowej 4.0 wywołała duże zaniepokojenie i protesty w środowisku medycznym. Wszystko to w związku z możliwym zaostrzeniem kar za nieumyślne spowodowanie śmierci czy ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w wyniku błędu medycznego lub zdarzenia niepożądanego mającego miejsce w trakcie procesu leczenia. Kwestie prawne, coraz wyraźniej wkraczają w życie zawodowe medyków, dlatego coraz bardziej istotny jest łatwy dostęp do profesjonalnej porady prawnej. Taki dostęp gwarantuje lekarzom ubezpieczenie ochrony prawnej.

Wyższe kary za błąd medyczny?

Ustawa z dnia 19 czerwca 2020 r. zwana tarczą antykryzysową 4.0[1] wśród wielu zmian i przepisów dotyczących epidemii nowelizuje również przepis art. 37a Kodeksu Karnego, który wpływa na zasady wymierzania przez sądy kar za przestępstwa zagrożone karą pozbawienia wolności nieprzekraczającą 8 lat. Są to też m.in. przestępstwa, które mogą być popełnianie przez lekarzy w związku z wykonywaniem zawodu, takie jak:

– nieumyślne spowodowanie śmierci,

– nieumyślne spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu,

– narażenie na niebezpieczeństwo utraty życia czy ciężkiego uszczerbku na zdrowiu,

– nieumyślne sporządzenie fałszywej opinii przez biegłego lub eksperta w postępowaniu karnym lub cywilnym.

Środowisko medyczne obawia się, że wprowadzona zmiana może skutkować częstszym orzekaniem wobec lekarzy kar więzienia. W ocenie samorządu lekarskiego nowelizacja powoduje też, że w sytuacji gdy sąd zdecyduje się wymierzyć karę grzywny albo karę ograniczenia wolności zamiast kary pozbawienia wolności, to jednocześnie będzie związany koniecznością orzeczenia środka karnego, środka kompensacyjnego lub przepadku, co w przypadku lekarzy i innych osób wykonujących zawody medyczne może oznaczać m.in. orzeczenie czasowego zakazu wykonywania zawodu lekarza.

#NieDlaZmianArt37aKK

Liczne dyskusje w środowisku medycznym zaowocowały kampanią #NieDlaZmianArt37aKK oraz projektem ustawy, przygotowanym przez Prezydium NRL, przewidującym ograniczenie odpowiedzialności cywilnej, karnej i zawodowej osób wykonujących zawody medyczne za działania pozostające w związku z udzielaniem świadczeń opieki zdrowotnej w ramach zapobiegania, przeciwdziałania lub zwalczania COVID-19. Lekarze chcą dostosowania rozwiązań prawnych regulujących zasady i zakres odpowiedzialności pracowników medycznych do nadzwyczajnych warunków, w jakich obecnie działają w związku z epidemią. Odwołują się do rozwiązań łagodzących reżim odpowiedzialności prawnej personelu medycznego na czas epidemii COVID-19, które zostały przyjęte w niektórych innych systemach prawnych.

INTER Ochrona Prawna – nie tylko gdy lekarz wyrządzi szkodę

Dynamiczne zmiany prawne wprowadzają niepokój wśród lekarzy. Poszukują oni porad prawnych, które mają pomóc im odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Widmo kary więzienia związane z wykonywaniem pracy zawodowej działa na wyobraźnię lekarzy i ma wpływ na codziennie podejmowane decyzje. Poczucie zagrożenia – już i tak obecne w czasie pandemii – nie sprzyja budowaniu relacji pacjent-lekarz,  nie sprzyja dokonywaniu trudnych wyborów. W tym niełatwym czasie warto pomyśleć o ochronie prawnej w formie ubezpieczenia, która jest najskuteczniejszym i najkorzystniejszym finansowo sposobem dotarcia do prawnika i uzyskania odpowiedzi na nurtujące pytania prawne. Przykładem takiego ubezpieczenia jest polisa INTER Ochrona Prawna.

W ramach ubezpieczenia można skorzystać z fachowej porady adwokata obejmującej wszystkie gałęzie prawa polskiego. Ubezpieczony ma dostęp do 24h infolinii prawnej, 7 dni w tygodniu, w ramach której otrzyma m.in.:

  • porady i opinie prawne na piśmie, sygnowane przez adwokata lub radcę prawnego,
  • wideo konsultacje prawne z adwokatem lub radcą prawnym,
  • wzory pism,
  • pomoc adwokata lub radcy prawnego w postępowaniu przygotowawczym przed prokuratorem.

Ubezpieczyciel zorganizuje i opłaci adwokata, pokryje koszty szeroko rozumianych usług prawnych związanych z prowadzeniem sporu prawnego, zapewni kompleksowe doradztwo prawne w życiu zawodowym i prywatnym.

Sytuacja epidemii dotyka lekarzy i całe środowisko medyczne w sposób szczególny. Z jednej strony jest śmiertelnie niebezpieczny wirus, są pacjenci, jest potrzeba niesienia pomocy, jest powołanie. Z drugiej strony – są coraz to nowe wytyczne, zalecenia, konieczność adaptowania się do nowej sytuacji. W takich okolicznościach nieuchronnie pojawiają się pytania natury prawnej, wątpliwości, a wkrótce – być może – spory prawne. Koszty porad prawnych, postępowania sądowego, czy wynagrodzenia adwokatów mogą być bardzo wysokie. Sprawdzoną alternatywą dla posiadania własnego prawnika jest nasze ubezpieczenie INTER Ochrona Prawna, w ramach którego otrzymujemy dwa rodzaje świadczeń: Ochronę Prawną i Asystę Prawną. To gwarancja natychmiastowej pomocy prawnej dla medyka i jego rodziny. Ochrona Prawna to pokrycie kosztów wynagrodzenia adwokata niezależnie od wyniku sporu, kosztów zastępstwa procesowego, opłat i kosztów sądowych, kosztów biegłych i świadków, mediatora, tłumaczenia dokumentów czy też poręczenia majątkowego. Asysta Prawna gwarantuje szybką pomoc w przypadku konieczności skorzystania z fachowej porady adwokata w konkretnej sprawie obejmującej wszystkie gałęzie prawa polskiego (wariant pełny ochrony) lub z wyłączeniem prawa podatkowego (wariant podstawowy ochrony). Ubezpieczony może skorzystać z 24h infolinii prawnej, 7 dni w tygodniu, w ramach której otrzyma m.in. porady i opinie prawne oraz wzory pism. Co ważne szybko i bezproblemowy uzyskamy aktualne nielimitowane porady prawne dotyczące aktualnie obowiązujących i ważnych zasad prawnych związanych z funkcjonowaniem medyka w czasie epidemii. Pomoc prawną zapewniają doświadczeni prawnicy specjalizujący się w prawie medycznym, którzy od lat współpracują z nami w ramach ubezpieczeń ochrony prawnej. Tak szeroki zakres porad prawnych jest nowością na rynku – mówi Andrzej Twardowski, Dyrektora Biura Ubezpieczeń Medycznych i OC w INTER.

[1] ustawa o dopłatach do oprocentowania kredytów bankowych udzielanych przedsiębiorcom dotkniętym skutkami COVID-19 oraz o uproszczonym postępowaniu o zatwierdzenie układu w związku z wystąpieniem COVID-19) ogłoszona w Dzienniku Ustaw (poz. 1086) w dniu 23 czerwca 2020 r.

Mocne półrocze dla inwestycji w sektor nieruchomości

0

Transakcje inwestycyjne na polskim rynku nieruchomości z wynikiem prawie 2,9 mld euro notują drugi najlepszy wynik w historii, jeśli chodzi o pierwsze półrocze. Pandemiczny kwartał lepszy niż mogliśmy oczekiwać – 710 mln euro w samych biurach. Magazyny z rekordowymi wynikami.

Firma doradcza JLL przeanalizowała aktywność inwestorów na rynku nieruchomości w Polsce w pierwszej połowie 2020 roku.

– Według wstępnych szacunków, wartość transakcji inwestycyjnych wyniosła w I półroczu prawie 2,9 mld euro, co jest drugim najlepszym wynikiem w historii sektora nieruchomości w Polsce. Pierwszych sześć miesięcy roku, mimo trwania globalnej pandemii, przyniosło kontynuację trendów, które na rynku obserwujemy już od pewnego czasu. Zdecydowanie dominują na nim inwestorzy magazynowi oraz biurowi i ci pierwsi, mając za sobą najlepsze pierwsze półrocze w historii, mogą mówić o wyzwaniach związanych z dostępnością produktu. – mówi Agata Sekuła, Wiceprezes Zarządu JLL w Polsce

W pierwszym półroczu 2020 w sektorze biurowym podpisano 21 umów kupna/sprzedaży 38 budynków biurowych, a do największych należały: sprzedaż przez Skanska High Five 4&5 do Credit Suisse (Kraków), Wola Center przez LC Corp do Hines (Warszawa) oraz Equal Business Park przez Cavatinę do Apollo Rida (również Kraków). Na powyższy wynik duży wpływ miała transakcja zakupu większości udziałów w GTC przez węgierski Optimum Ventures Private Equity Fund, która w Polsce obejmowała zarówno portfel budynków biurowych, jak i centra handlowe. Z kolei w segmencie magazynowym sfinalizowano 14 transakcji sprzedaży 40 budynków magazynowych, z czego największymi były sprzedaż portfolio pięciu obiektów Panattoni do Savills Investment Management, parków dystrybucyjnych Hines do CGL, czy tzw. portfolio Maximus – sześciu nieruchomości zarządzanych przez Apollo – do GIC.

-Drugi kwartał stał pod znakiem dużej aktywności inwestorów działających na rynku biurowym. W ostatnich trzech miesiącach sfinalizowano 10 umów sprzedaży 27 obiektów o łącznej wartości ok. 710 mln euro. W efekcie wartość transakcji inwestycyjnych na rynku biur w pierwszej połowie roku wyniosła ponad 1,3 mld euro, wyprzedzając tym samym sektor magazynowy. – komentuje Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL

Globalna pandemia nie zahamowała aktywności inwestorów na rynku nieruchomości w Polsce. Rok 2019 był tak mocny, że sektor okazuje się zadziwiająco odporny na krótkoterminowy efekt kryzysu.

-Bez wątpienia pierwszych sześć miesięcy tego roku było jednym z najciekawszych momentów w historii polskiego rynku inwestycyjnego. Zarejestrowany w I połowie 2020 wynik 1,1 mld euro w magazynach to absolutny rekord. Dla biur było to natomiast drugie co do wartości najlepsze półrocze. – dodaje Tomasz Puch

Transakcje w czasach kwarantanny

Ostatnie miesiące oznaczają również wyzwania związane z prowadzeniem i finalizacją transakcji, które realizowane są przecież z inwestorami zagranicznymi.

Lockdown stanowił duże utrudnienie w rozpoczynaniu nowych transakcji – niemożliwe było podróżowanie, wizytacje nieruchomości czy inspekcje techniczne. Natomiast pozostałe ich etapy można było z powodzeniem prowadzić wirtualnie. Wiele transakcji będących w toku na początku lockdownu zostało już sfinalizowanych lub zmierza do finalizacji w nadchodzących tygodniach albo miesiącach. Od kiedy znowu możliwe jest przekraczanie granic, zagraniczni inwestorzy przylatują do Warszawy i biznes zaczyna powoli wracać do spotkań, inspekcji czy bezpośrednich negocjacji. Spodziewamy się, że druga połowa roku będzie jeszcze bardziej intensywna. – podsumowuje Agata Sekuła

Dodatkowo, jak wynika z danych JLL, w pierwszej połowie roku wartość transakcji w segmencie handlowym wyniosła prawie 430 mln euro, a w mieszkaniowym ponad 40 mln euro.

Ewentualne skrócenie godzin sesji mogłoby wywołać negatywne skutki dla polskiego rynku kapitałowego – GPW w sprawie godzin funkcjonowania giełd

0

Temat ewentualnych zmian w godzinach prowadzenia obrotu instrumentami finansowymi przez giełdy europejskie był w ostatnim czasie przedmiotem debaty publicznej. O przegląd harmonogramów sesji na europejskich platformach obrotu zaapelowało Stowarzyszenie Europejskich Rynków Finansowych (AFME) oraz Investment Association (AI). Federacja Europejskich Giełd Papierów Wartościowych (FESE) wydała oświadczenie, w którym opisuje negatywny wpływ ewentualnego skrócenia godzin funkcjonowania giełd na europejskie rynki kapitałowe oraz inwestorów.

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie podziela stanowisko FESE, że ewentualne skrócenie godzin sesji mogłoby wywołać negatywne skutki dla polskiego rynku kapitałowego oraz wpłynąć niekorzystnie  konkurencyjność GPW wobec innych platform obrotu instrumentami finansowymi. Dodatkowo krótsza sesja giełdowa spowodowałaby pogłębienie się nierówności w godzinach obsługi inwestorów pomiędzy zorganizowanymi platformami obrotu a nieregulowanymi rynkami pozagiełdowymi, których działalność
nie podlegałyby zmianom i które już obecnie operują poza godzinami funkcjonowania giełd.

Obowiązujące obecnie godziny handlu na rynku akcji GPW odzwierciedlają specyfikę i potrzeby zarówno inwestorów, jak i emitentów. Średnia dla godzin handlu na GPW wynosi niemal 8h dziennie, a średnia dla europejskich giełd wynosi około 0,5h więcej.

– Priorytetem GPW jest zagwarantowanie inwestorom możliwości bezpiecznego zawierania transakcji w dogodnych dla nich godzinach. W Europie największa wartość obrotu ma miejsce pod koniec trwania sesji giełdowej. Podobnie do innych giełd europejskich na GPW odnotowujemy wzmożoną aktywność inwestorów w pierwszych i ostatnich godzinach sesji giełdowej, co ma kluczowe znaczenie w debacie nad zmianami  godzin prowadzenia sesji giełdowych w Europie. GPW popiera stanowisko Federacji Europejskich Giełd Papierów Wartościowych (FESE) i tym samym negatywnie oceniamy pomysł skrócenia godzin handlu
na rynkach akcji –
podkreśla Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

Kwestia godzin funkcjonowania giełd powinna zostać poddana dogłębnej analizie, w której najważniejszymi ocenianymi kryteriami byłyby oczekiwania i potrzeby inwestorów, potencjalne zagrożenia dla płynności rynku, czy kwestia różnic w strefach czasowych. Rynki europejskie powinny funkcjonować w takich godzinach, aby umożliwiać handel również inwestorom z innych stref czasowych, w tym głównie z Ameryki i Azji. Atutem GPW jest częściowe pokrywanie się godzin sesji z fazą zamknięcia na giełdach w Azji oraz
z otwarciem na rynkach w USA. Skrócenie  handlu akcjami na GPW nawet o 30 minut mogłoby spowodować istotny spadek obrotów oraz płynności na rynku akcji oraz zmniejszyć konkurencyjność GPW poprzez ograniczenie jej atrakcyjności dla inwestorów.

Komunikat FESE – Harmonogram sesji na rynkach akcji

0

W listopadzie 2019 r. Stowarzyszenie Europejskich Rynków Finansowych (AFME) i Investment Association (IA) zaapelowały do europejskich platform obrotu akcjami o przeprowadzenie przeglądu harmonogramów sesji na rynkach w całej Europie.

Przed rozważeniem ewentualnych zmian w harmonogramie obrotu akcjami, które mogłyby mieć niekorzystne skutki dla europejskich rynków, należy szczegółowo uwzględnić szereg kwestii, takich jak:

  • potrzeby inwestorów,
  • relacje pomiędzy poszczególnymi rynkami zachodzące w trakcie sesji,
  • potencjalne zagrożenia dla płynności,
  • skutki dla rynków i powiązanych produktów w różnych systemach prawnych,
  • konkurencyjność rynków.

Już same powyższe kwestie wskazują, że skrócenie harmonogramu sesji w Europie mogłoby być krokiem w niewłaściwym kierunku oraz ogólnie zaszkodzić europejskim rynkom i inwestorom.

Kryzys związany z pandemią Covid-19 uwydatnił kluczową rolę rynków regulowanych w okresie niepewności, wysokiej zmienności oraz wysokiego wolumenu obrotów. Przejrzyste, rzetelne i odporne rynki umożliwiają zarządzanie ryzykiem i płynnością w poszczególnych regionach oraz odgrywają niezwykle istotną rolę. Przy tym warto podkreślić, że obecnie na europejskich rynkach regulowanych nie występują problemy z płynnością, w szczególności na otwarciu i na zamknięciu sesji, które mogłyby uzasadniać zmianę harmonogramów sesji. Poziom płynności na europejskich rynkach w pierwszych godzinach sesji i w ostatniej części dnia wskazuje, że obecne godziny sesji prawidłowo odzwierciedlają potrzeby inwestorów.

Skrócenie godzin sesji na rynkach giełdowych dodatkowo pogłębiałoby istniejące nierówności z uwagi na to, że takim zmianom nie podlegałyby tzw. Systematic Internalisers (SI) oraz nieregulowane rynki pozagiełdowe (OTC), które obecnie obsługują transakcje w znacznej części poza godzinami funkcjonowania giełd.

Kolejną istotną kwestią jest dobrostan pracowników. Ze względu na to, że SI i OTC już teraz funkcjonują poza godzinami obrotu na giełdach, a ich pracownicy, odpowiedzialni za realizację transakcji, na bieżąco obsługują rynki akcji i inne klasy aktywów, skrócenie harmonogramu sesji europejskich giełd nie miałoby żadnego wpływu na sytuację ich pracowników. By zapewnić pracownikom właściwe proporcje pomiędzy czasem pracy a życiem prywatnym konieczne byłoby wprowadzenie innych środków na szczeblu organizacyjnym (np. praca zmianowa, elastyczne godziny pracy).

Co więcej, w tej dyskusji nie są poruszane kwestie dotyczące niekorzystnych skutków dla współdziałania rynków i gospodarek w Europie. Tymczasem należy uwzględnić ogromną skalę objętych takimi zmianami rynków i gospodarek, a także relacje pomiędzy harmonogramem sesji a gospodarką realną. Z uwagi na wyzwania związane z rekapitalizacją naszych gospodarek w następstwie kryzysu wywołanego pandemią Covid-19, skuteczne, konkurencyjne i sprawnie funkcjonujące rynki europejskie odgrywają kluczową rolę w dążeniu do ożywienia gospodarczego. Oznacza to konieczność utrzymania ich dostępności dla uczestników rynku, kiedy tego potrzebują.

 1. Długość sesji giełdowych w Europie dostosowano do potrzeb inwestorów

Długość sesji giełdowych w Europie dostosowano do specyfiki inwestorów i emitentów, ich preferencji i potrzeb w zakresie obrotu. Obecne godziny funkcjonowania giełd w Europie umożliwiają inwestorom zarządzanie pozycjami i ryzykiem w trakcie sesji w ramach wysoce płynnego, przejrzystego, efektywnego i scentralizowanego arkusza zleceń. Rynki akcji prowadzone przez giełdy zapewniają koncentrację dostępnej płynności oraz przejrzyste kształtowanie cen kursów akcji w trakcie dnia. Nie należy zapominać o negatywnych skutkach, jakie miałoby skrócenie godzin sesji z perspektywy tych dwóch kluczowych funkcji.

Należy pamiętać o skutkach, jakie miałoby skrócenie sesji dla funkcji giełd w obszarze kształtowania cen akcji. Skrócenie godzin sesji dodatkowo zwiększałoby liczbę transakcji realizowanych poza jawnym rynkiem, ponieważ zakres tej propozycji obejmuje wyłącznie platformy obrotu, a nie dotyczy SI i rynku OTC. To z kolei mogłoby ograniczyć zdolność giełd do funkcjonowania w roli rynków referencyjnych, a jednocześnie powodować dalszy odpływ obrotów. Takie zjawisko już jest akceptowane przez ustawodawcę, jako uboczny skutek dyrektywy MiFID II, czemu zapobiegać mają kolejne nowelizacje jej przepisów.

Zgodnie z tym scenariuszem, inwestorzy zmierzyliby się ze stałym problemem sztywnych cen i kursów (przy braku kształtowania cen) oraz wyższym poziomem kosztów (na przykład klienci detaliczni narażeni są na wyższy spread w godzinach pozasesyjnych). Skrócenie godzin sesji przekładałoby się również na mniej różnorodną strukturę obrotów wskutek osłabienia interakcji pomiędzy transakcjami inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych. To z kolei kłóciłoby się z duchem przyświecającym Unii Rynków Kapitałowych (CMU) i z celem polegającym na krzewieniu kultury inwestowania w akcje na rynkach europejskich.

2. Długość sesji giełdowych w Europie zapewnia interakcje z innymi rynkami

Wprowadzone wcześniej zmiany w długości sesji na europejskich rynkach miały na celu spełnienie potrzeb inwestorów i umożliwienie interakcji pomiędzy rynkami w Europie a innymi kluczowymi rynkami w USA i w Azji. Niektóre europejskie rynki oferują dłuższy dzień obrotów, umożliwiając interakcje z rynkami w innych regionach. Z tej perspektywy jednym z atutów Europy jest wyjątkowa możliwość częściowego nakładania się godzin sesji z fazą zamknięcia na rynkach azjatyckich, a także z otwarciem na rynkach amerykańskich. Skrócenie godzin obrotów w Europie stawiałoby rynki europejskie w niekorzystnej pozycji konkurencyjnej.

Ponadto rynki instrumentów pochodnych i strukturyzowanych opartych na indeksach i akcjach zależą od kształtowania się cen i kursów aktywów bazowych na rynkach akcji prowadzonych przez inne giełdy. Skrócenie dnia obrotów na rynkach akcji przekładałoby się na brak możliwości obliczania indeksów w oparciu o instrumenty bazowe oraz brak dostępności danych z bazowych rynków dla pochodnych instrumentów opartych na akcjach i indeksach (znajdujących się w obrocie na giełdach jak i na rynkach pozagiełdowych) poza godzinami sesji na rynkach. Podobnie też rynki obligacji korporacyjnych i rynki akcji nie mogłyby funkcjonować w trybie zsynchronizowanym.

3. Harmonogram sesji musi odzwierciedlać różnorodność poszczególnych ekosystemów

W całej Europie harmonogramy sesji opracowano, a w wybranych przypadkach dostosowano do ekosystemu danego rynku. Obecnie można odnotować pewne rozbieżności pomiędzy godzinami obrotów na europejskich rynkach, gdzie sesje bywają dłuższe lub krótsze[1]. Wynika to z regionalnej specyfiki i z preferencji inwestorów. Harmonogram sesji musi odzwierciedlać takie różnice oraz uwzględniać lokalne zwyczaje, strefy czasowe, aktywność inwestorów indywidualnych oraz historyczne rozwiązania. Biorąc pod uwagę potrzeby inwestorów indywidualnych, którzy preferują dłuższe godziny obrotów oraz fakt, że niektóre firmy typu fintech planują możliwość zawierania transakcji przez 24 godziny na dobę i 7 dni w tygodniu, na niektórych rynkach lokalnych sesje giełdowe zostały wydłużone.

Harmonogram sesji uwzględniający regionalną specyfikę i preferencje ma zasadnicze znaczenie dla osiągnięcia celów Unii Rynków Kapitałowych przy jednoczesnym zapewnieniu funkcjonowania i dalszego rozwoju różnorodności rynków i inwestorów w Unii Europejskiej.

4. Długość sesji giełdowych w Europie nie ma bezpośredniego wpływu na czas pracy

Giełdy dostrzegają konieczność dbania o dobrostan pracowników, jednak długość sesji jako taka nie oddziałuje negatywnie na kulturę organizacyjną w branży inwestycyjnej. Ponadto już obecnie pracownicy odpowiedzialni za zawieranie transakcji pracują dłużej niż trwa sesja na giełdowym rynku akcji, obsługując inne klasy aktywów, a także realizując transakcje zawierane przez SI oraz OTC. Tezy dotyczące poprawy proporcji pomiędzy czasem pracy a życiem prywatnym opierają się na założeniu, że skrócenie godzin obrotu akcjami na rynkach regulowanych torowałoby drogę do lepszego równoważenia pracy zawodowej z życiem prywatnym w tej branży. W ocenie giełd teza ta jest fałszywa, a dla poprawy warunków pracy konieczne byłyby inne działania, które należy wprowadzić na szczeblu organizacyjnym.

Podsumowanie

Kwestia godzin funkcjonowania giełd ma charakter złożony i powinna stać się przedmiotem dogłębnej analizy pod kątem konkurencyjności Europy, jakości rynku, stopnia płynności, udziału inwestorów w rynku przy jednoczesnym uwzględnieniu konieczności dbania o dobrostan pracowników. Z uwagi na wyżej poruszone kwestie, w ocenie FESE obecne godziny sesji są optymalne z perspektywy interesu inwestorów, natomiast ich skrócenie w Europie stanowiłoby krok w niewłaściwym kierunku, szkodząc europejskim rynkom.

 

Zewsząd niespodzianki – sytuacja na rynku walutowym

0

Po optymistycznym finiszu handlu w Nowym Jorku i bezkierunkowej sesji w Azji, poranek przynosi powrót nerwowości i umiarkowane umocnienie JPY i USD. Źródłem niepokojów są doniesienia o świeżych napięciach na linii USA-Chiny. Wygląda na to, że nowy kwartał to na razie borykanie się ze starymi tematami.

Znowu to samo

Wygląda na to, że Biały Dom czuje coraz większą presję związaną z rozprzestrzenianiem się koronawirusa w USA, że prezydent Trump na nowo atakuje Chiny. Trump napisał w tłicie: „Kiedy patrzę, jak pandemia rozprzestrzenia się na całym świecie, w tym na ogromne szkody, jakie wyrządziła USA, coraz bardziej gniewam się na Chiny”. Jednocześnie Chiny grożą środkami odwetowymi za sankcje nałożone przez Waszyngton na niektórych oficjeli z Pekinu. Pojawiają się też odniesienia, że Chiny planują restrykcje dla amerykańskich grup mediowych w Chinach. Ogólnie napięcia na linii USA-Chiny nie są czymś nowym (niedawno mieliśmy spór o Hongkong) i dla rynków nie będą czymś silnie szokującym. Ale liczy się świadomość, że źródło nerwowości i powód do awersji do ryzyka może pojawić się zewsząd. Liczba zachorowań w USA rośnie, a przed nami obchody 4 lipca, które oznaczają imprezy i masowe zgromadzenia. W innych zakątkach globu wprowadza się częściowy lockdown. Dane dalej potwierdzają przyspieszenie ożywienia po wiosennym załamaniu, ale perspektywy pozostają – jak stwierdził wczoraj szef Fed Jerome Powell – „wyjątkowo niepewne”. Dla przeciwwagi słyszymy o szykownej Fazie Czwartej pomocy fiskalnej w USA oraz postępach w pracach nad szczepionką. To jednak nie wystarcza, by całkowicie zagłuszyć obawy inwestorów.

Rynki są w fazie zawieszenia.

Wszystko może się liczyć na starce kwartału, jeśli wygra myślenie o nowym otwarciu, chociaż o to może być bardzo trudno. W strefie euro na pierwszym planie będą szczegóły odbicia koniunktury w Hiszpanii i Włoszech i czy pokażą podobną poprawę co już opublikowane wstępne szacunki z Francji i Niemiec. Im wyżej indeksy PMI odbiją, tym silniejsze będzie zaufanie do siły ożywienia w całym bloku. Lepsze dane mogą być bardziej wsparciem dla europejskich giełd niż EUR, który do wzrostów potrzebuje wyraźnej poprawy nastrojów. W Wielkiej Brytanii finalne szacunki PMI dla przemysłu (śr, pt) będą uzupełnione o informacje z drugiej połowy czerwca, kiedy dalej łagodzono obostrzenia w poruszaniu się i odwiedzaniu punktów usługowych. Stąd stwarza to okazję do rewizji w górę wskaźników. Z perspektywy GBP nie powinno być to źródłem dla silniejszej reakcji. W USA interesujące będzie tempo odbicia ISM dla przemysłu wraz z odmrażaniem gospodarki. Z danych powinien bić optymizm, podobnie jak z raportu ADP, który powinien pokazać szybkie tempo przywracania miejsc pracy. Minutki FOMC powinny potwierdzić, że aktualnie na uboczu zostawione są tematy ujemnych stóp procentowych i kontroli krzywej dochodowości.
W Polsce indeks PMI dla przemysłu wzrósł do 47,2 (z 40,6 w maju), odzwierciedlając poprawę sytuacji po wcześniejszej zapaści wywołanej restrykcjami związanymi z pandemią. Indeks pozostaje jednak dalej poniżej 50 pkt., co oznacza, że sektor dalej się kurczy. Odbicie gospodarcze postępuje powoli i nie wyróżnia się na tle reszty Europy. Co odbiega od sygnałów z otoczenia, to wskazania inflacji CPI. W czerwcu ceny dóbr i usług konsumpcyjnych wzrosły o 0,7 proc. m/m, co w ujęciu rocznym oznacza wzrost o 3,3 proc. Konsensus prognoz zakładał spowolnienie inflacji do 2,8 proc. z 2,9 proc. w maju. Statystki po okresie lockdownu wciąż mogą być źródłem niespodzianek. Szczególnie dane dotyczące cen mogą być zaburzone przez trudności z ich gromadzeniem, ale też nadzwyczajne wahania w cenach m.in. usług. Stąd ostatnie przyspieszenie inflacji może niewiele mówić o przyszłym trendzie (w obliczu osłabionego popytu), ale na razie nie potwierdza obaw RPP o wystąpienie deflacji. Z perspektywy rynku sprowadzenie głównej stopy procentowej do 0,1 proc. kłoci się z sygnałami rosnącego CPI. Powstały zamęt nie może być korzystny dla złotego. W rezultacie spadek EUR/PLN w ostatnich godzinach pod 4,44 jest dla mnie niezrozumiały.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rząd musi ciąć wydatki, by zrealizować ustawę 6 proc. PKB na zdrowie

0

Od przyszłego roku realizacja ustawy „6 proc. PKB na zdrowie” będzie wiązała się z koniecznością wsparcia systemu opieki zdrowotnej gigantycznymi dotacjami z budżetu państwa – wynika z najnowszej analizy Public Policy. Przyczyną jest spadek wartości składek ZUS i przekroczony konstytucyjny próg ostrożnościowy budżetu państwa. Wydatki na zdrowie mogą spowodować ograniczenia w finansowaniu innych dziedzin życia publicznego.

Miliardy na zdrowie

Minister zdrowia i minister finansów zaakceptowali prognozę przychodów Narodowego Funduszu Zdrowia. W kolejnych trzech latach szacowana suma wydatków na ochronę zdrowia wyniesie ponad 85,5 mld zł. Tylko w przyszłym roku realizacja ustawy „6 proc. PKB na zdrowie” będzie wymagała przeznaczenia na ochronę zdrowia dodatkowych 24,9 mld zł z budżetu państwa. Przy rosnącym poziomie długu publicznego może to oznaczać konieczność ograniczenia innych wydatków.

Public Policy dotarło do prognozy przychodów Narodowego Funduszu Zdrowia. Zgodnie z ustawą o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych dokument jest sporządzany do końca maja na okres trzech lat. W ostatnim czasie prace nad prognozą przedłużały się. NFZ przekazał projekt do akceptacji ministra zdrowia i ministra finansów już 22 maja br., jednak akceptacja ze strony ministra finansów trafiła do Funduszu wiele dni po ustawowym terminie.

Tabela 1. Prognoza przychodów ze składek na lata 2020-2023, źródło: Narodowy Fundusz ZdrowiaTabela 1 Prognoza przychodów ze składek na lata 2020-2023, źródło Narodowy Fundusz Zdrowia

Spadek wartości składek

Zgodnie z przypuszczeniami ekspertów aktualna sytuacja epidemiczna i gospodarcza wpłynęła na prognozowane przychody Narodowego Funduszu Zdrowia. Tylko w bieżącym roku planowane przychody do NFZ będą niższe o niemal 2 mld zł (spadek z 93,16 mld zł do 91,23 mld zł). Co istotne, już dzisiaj widać spadek podobnej wielkości. Według danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, dotyczących wysokości środków przekazywanych do NFZ, tylko w kwietniu i maju wartość przekazanych składek była niższa właśnie o 2 mld zł. W kolejnych latach wpływy ze składek prawdopodobnie będą rosnąć każdego roku o ok. 4,5 mld zł.

– Dane publikowane przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych wskazują, że wystarczyły dwa miesiące zamknięcia gospodarki, aby osiągnąć spadek przychodów Narodowego Funduszu Zdrowia przewidziany w prognozie. Wydaje się wątpliwe, aby z dnia na dzień sytuacja na rynku pracy powróciła do stanu sprzed epidemii, co niesie za sobą poważne konsekwencje na przyszłość – mówi Wojciech Wiśniewski, Prezes Zarządu Public Policy Sp. z o.o. i dodaje: – Według zapisów „ustawy 6 proc. PKB na zdrowie” za trzy lata poziom wydatków na ochronę zdrowia będzie musiał być o ponad 30 mld zł wyższy niż obecnie. Przychody ze składek, niezależnie od tempa odbicia gospodarczego, będą niewystarczające dla realizacji przepisów. Jedynym źródłem finansowania, które może zapewnić przestrzeganie zapisów ustawy, jest budżet państwa.

Konieczne dotacje

Według metodologii, zawartej w ustawie „6 proc. PKB na zdrowie”, minimalne nakłady na ochronę zdrowia będą musiały wynieść w przyszłym roku 120,5 mld zł. Bazując na danych makroekonomicznych, opublikowanych przez Ministerstwo Finansów, dotyczących wzrostu gospodarczego w 2022 r., kwota ta urośnie do 125,9 mld zł, zaś w 2023 r. do 139,4 mld zł. Zgodnie z mechanizmem ustawowym, w przypadku, gdy zakładany poziom nie zostanie osiągnięty, rząd powinien skierować dodatkowe środki do Narodowego Funduszu Zdrowia w formie dotacji budżetowej. W związku z tym, że prognozowane przychody NFZ ze składek będą niższe niż planowany wzrost nakładów na ochronę zdrowia, każdego roku wydatki z budżetu państwa będą coraz wyższe. Tylko w kolejnym roku wyniosą 24,9 mld zł, a dwa lata później już 34,8 mld zł.

  Wydatki na zdrowie wg ustawy „6 proc.”
(mld zł)
Prognozowane przychody Narodowego Funduszu Zdrowia (mld zł) Pozaskładkowe nakłady na ochronę zdrowia
(mld zł)
2021 120,5 95,6 24,9
2022 125,9 100,1 25,8
2023 139,4 104,6 34,8
Łączne pozaskładkowe nakłady na ochronę zdrowia (budżet państwa) 85,5

Tabela 2. Skutki finansowe ustawy o minimalnych nakładach na ochronę zdrowia. Opracowanie własne.

Albo zdrowie, albo…?

Skokowy wzrost wydatków budżetu państwa na zdrowie może wymagać ograniczenia innych wydatków budżetowych. Według danych opublikowanych przez Ministerstwo Finansów deficyt sektora finansów publicznych osiągnie w tym roku poziom 55,2% PKB i przekroczy pierwszy konstytucyjny próg ostrożnościowy. Zgodnie z przepisami kolejna ustawa budżetowa nie będzie mogła prowadzić do zwiększenia tego odsetka.

– W praktyce tak szybki wzrost długu publicznego oraz zobowiązań budżetu państwa wynikających z ustawy o minimalnych nakładach na ochronę zdrowia sprawia, że w przyszłym roku rząd stanie po raz pierwszy w historii przed realną koniecznością ograniczenia innych wydatków budżetu państwa w celu zapewnienia finansowania ochrony zdrowia. Będzie to ekstremalnie trudne zadanie. W mojej opinii wszyscy interesariusze systemu powinni wesprzeć Narodowy Fundusz Zdrowia w pozyskaniu jak największych dotacji z budżetu państwa. Tym bardziej, że projekt ustawy o Funduszu Medycznym de facto uszczupli jego przychody, a kilkumiliardowy ubytek przychodów NFZ wynikający z umorzenia składek przedsiębiorców nie został uzupełniony – komentuje Wojciech Wiśniewski.

Frankowicze wyjątkowo aktywni w czasie pandemii. Sądy odnotowały nawet 400% wzrost liczby pozwów

0

Przeszło 4 tys. tzw. spraw frankowych wpłynęło od stycznia do kwietnia br. do wydziałów pierwszoinstancyjnych Sądu Okręgowego w Warszawie. To o ponad 300% więcej niż w analogicznym okresie 2019 roku. Natomiast porównując statystyki kwietniowe z obu lat, widać wzrost o prawie 401%. Sytuacja jest zła też w innych miastach. Zdaniem ekspertów, oprócz standardowych problemów sprawę dodatkowo skomplikowała pandemia. A może być jeszcze gorzej, bo pozwów z pewnością będzie przybywać. Potwierdzają to sami sędziowie, wskazując na szereg problemów, z którymi codziennie muszą się mierzyć.

W polskich sądach przybywa spraw o symbolu 049cf, czyli roszczeń dot. umów bankowych denominowanych lub indeksowanych do franka szwajcarskiego. Od stycznia do kwietnia br. wpłynęło ich 4111 do wydziałów pierwszoinstancyjnych Sądu Okręgowego w Warszawie. To o blisko 302% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich 1023.

– Ten znaczny przyrost wynika m.in. z orzeczenia TSUE z października 2019 roku ws. państwa Dziubaków. Natomiast w styczniu br. zostało opublikowane uzasadnienie do tego wyroku, na co czekało wielu klientów i pełnomocników. Obserwujemy, że na rynku wciąż rośnie zainteresowanie tym tematem, więc można założyć, że pozwów w sądach będzie przybywać – komentuje adwokat Jakub Bartosiak z warszawskiej Kancelarii MBM Legal.

Natomiast w kwietniu 2019 roku do SO w Warszawie dotarło 1254 wszystkich spraw, z czego 262 o symbolu 049cf (20,9% ogółu). Rok później tylko tych ostatnich odnotowano 1312 (66,1% ogółu z 1986). Porównując statystyki tylko z tych dwóch miesięcy, widać wzrost liczby pozwów aż o 400,8%. W kwietniu każdy z 63 sędziów otrzymał średnio ok. 20 nowych spraw z tego zakresu.

– Już jest źle, a zapowiada się, że będzie jeszcze gorzej. Przed pandemią nasz sąd rozpatrywał ok. 60-70% spraw frankowych w kraju. One nie muszą wpływać do nas, ale jednak tak się dzieje. Jeżeli ktoś ze Szczecina czy z Jeleniej Góry zawarł umowę z bankiem, który ma siedzibę w Warszawie, to może skierować ten pozew do sądu właściwego dla swojego miejsca zamieszkania lub do sądu w stolicy. A ponieważ w głównej mierze obsługują to kancelarie warszawskie, to wiadomo, gdzie składają pozwy – informuje SSO Sylwia Urbańska, rzecznik prasowy ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Warszawie.

Dla porównania, do Sądu Okręgowego w Łodzi wpłynęło już ponad 1200 tego typu spraw, w tym prawie 450 w 2020 roku. Natomiast w SO w Kielcach w drugiej połowie maja tego roku było ich zarejestrowanych ok. 50. Z kolei do Wydziału Cywilnego Sądu Rejonowego w Płocku wpłynęły 2 pozwy w kwietniu i maju br.

– Jest zapaść, którą dodatkowo pogłębiła pandemia. Ponadto w rozporządzeniu – Regulamin urzędowania sądów powszechnych, ale również i w tzw. Tarczach wymieniono kwestie, które uznaje się za pilne. Sprawy dotyczące kredytów frankowych nie znajdują się w tym katalogu– podkreśla Dorota Kordiak, wiceprezes i Przewodnicząca Wydziału Cywilnego Sądu Okręgowego w Zielonej Górze.

Z kolei SSR (del) Tomasz Durlej, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Kielcach, zwraca uwagę na reżimy epidemiczne i sanitarne. Nie można dopuścić do tego, żeby sądy stały się ogniskami zapalnymi jak kopalnie. Trzeba dbać o bezpieczeństwo wszystkich uczestników spraw. A gdyby sędzia zaraził się koronawirusem, to wstrzymane zostaną prace całego wydziału.

– Oprócz pozwów frankowych jest jeszcze mnóstwo innych. Wielu osobom wydaje się, że ich sprawa jest najpilniejsza, a my po prostu nie dajemy rady. Już abstrahuję od pandemii, bo teraz to wszystko będzie trwało jeszcze dłużej. Mamy odraczane rozprawy na odległe terminy, tzn. nawet na jesień. A sprawy frankowej co do zasady nie da się zakończyć na jednym posiedzeniu – mówi SSO Joanna Ciesielska-Borowiec, rzecznik prasowy ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Poznaniu.

Natomiast mec. Bartosiak informuje, że w dobie pandemii kancelarie adwokacie pracują nieco inaczej ze względu na obostrzenia w sądach. Z uwagi na mniejszą liczbę rozpraw pełnomocnicy mają więcej czasu na przygotowywanie pozwów frankowych. Wcześniej klient czekał na to ok. 2 miesiące, a ostatnio – 2-3 tygodnie. Ekspert dodaje też, że od niedawna sądy zaczęły bardzo skrupulatnie podchodzić do składanych pism.

– Moim zdaniem, absurdem jest objętość tzw. pozwów frankowych. Przyzwyczailiśmy się, że one standardowo mają po kilkadziesiąt stron. Ale są też takie liczące ponad 200 stron pisma procesowego, a do tego dołączone są kolejne dokumenty. Odpowiedź na pozew to ok. 100 stron. To zdecydowanie wypływa na tempo pracy sądu. To są naprawdę ogromne ilości materiału do przeczytania. Potrzebujemy czasu, żeby zapoznać się z daną sprawą. My jesteśmy tylko ludźmi – dodaje SSO Sylwia Urbańska.

Na czas rozpoznawania sprawy mają wpływ także strony postępowania, co podkreśla ekspert z Kancelarii MBM Legal. I zaznacza, że pomocne jest pisanie zwięzłych, konkretnych pism, z których jasno wynika podstawa żądania i istotne dla sprawy fakty. Pełnomocnicy powinni dążyć do wykazania zasadności roszczenia kredytobiorców bez konieczności przeprowadzania długotrwałego postępowania dowodowego.

– W tej chwili nie znajduję żadnego uzasadnienia, dla którego większość spraw frankowych ma się toczyć w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Tutejsi sędziowie mają w referatach po 500 spraw, czyli zazwyczaj 4-5 razy więcej niż w wielu innych miastach. Teoretycznie możemy zrobić kursy szybkiego czytania, ale to nie rozwiąże sytuacji, bo trzeba przecież wyznaczyć rozprawę, kogoś przesłuchać itd. Naszym zdaniem, ewidentnie należy zabrać część spraw z Warszawy i podzielić je równomiernie pomiędzy sędziów w całym kraju, żeby wszyscy byli podobnie obciążeni – zaznacza sędzia Urbańska.

Klient ma prawo kierować sprawę do sadu właściwego dla siedziby banku, a te w ogromnej większości znajdują się w Warszawie. To nie jest żadne nadużycie czy obejście prawa, co zauważa mec. Bartosiak. I dodaje, że wielu pełnomocników nie chce ryzykować składania pozwu poza stolicą. Nie ma bowiem pewności, czy w mieście X już zajmowano się takimi sprawami. Według eksperta, w Warszawie sędziowie dobrze znają ten rodzaj spraw i są przyzwyczajeni do obszernych pism banków, przygotowywanych przez międzynarodowe kancelarie. W mniejszych miejscowościach sędziowie wobec wciąż niejednolitego orzecznictwa nie mają wyrobionego poglądu w sprawie i potrzebują znacznie więcej czasu na analizę. Dopiero w kilkuletniej perspektywie, po upowszechnieniu się zasad ochrony konsumentów, realne jest częstsze wybieranie innych sądów.

– Jeżeli obecny stan zostanie utrzymany, to nie należy oczekiwać sprawniejszego sądzenia. W innych kwestiach ludzie też czekają na rozstrzygnięcia. Nie orzekamy tylko w sprawach kredytów walutowych. My jako sędziowie, oczywiście nie mamy przyjemności w tym, żeby sprawy zalegały miesiącami i latami, ale niestety tak to może wyglądać – podsumowuje rzecznik prasowy ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Warszawie.

Utrzymanie kontroli i dyskrecja determinują podejmowanie decyzji w firmach rodzinnych

0

Dla jednej piątej przedsiębiorstw zarządzanych przez rodziny działania prospołeczne są jednym z priorytetów ich funkcjonowania

Rozpowszechnienie się koronawirusa SARS-CoV-2 uderzyło w niemal każdą gałąź gospodarki, nie pomijając przy tym rodzinnych przedsiębiorstw. Jak wynika z raportu firmy doradczej Deloitte „Firmy prywatne – wyzwania i możliwości 2020”, czynniki zewnętrzne, takie jak brexit czy też panująca pandemia mają bezpośredni wpływ na decyzje liderów dotyczące pozyskiwania dodatkowego kapitału. Co ciekawe, 36 proc. respondentów wskazało utrzymanie majątku przedsiębiorstwa, jako główny cel na następne lata. Z kolei dla 49 proc. jednym z priorytetów jest kontynuacja biznesu i wieloletniej tradycji firmy przez kolejne pokolenia.

Podobnie jak wiele innych przedsiębiorstw firmy rodzinne często potrzebują dodatkowego kapitału, aby rozwijać biznes zarówno w perspektywie krótko-, jak i długoterminowej. Część z nich przeznacza te środki na wzrost organiczny, czyli zatrudnia dodatkowych pracowników i buduje kolejne obiekty. Inni z kolei finansują wejście firmy na nowe rynki czy też rozwój produktów. Jak twierdzą eksperci Deloitte, mimo powszechnego przekonania o samofinansowaniu się przedsiębiorstw rodzinnych, w zakresie rozwoju biznesu tylko 30 proc. z nich stawia na środki wewnętrzne. Większość jednak zastanawia się nad pozyskaniem kapitału poprzez prywatnych inwestorów, rynki publiczne czy też banki.

Na decyzje firm rodzinnych w kontekście pozyskania dodatkowych środków duży wpływ mają również czynniki zewnętrzne, takie jak brexit czy też panująca obecnie pandemia koronawirusa. Wiąże się to z tym, że wiele przedsiębiorstw koncentruje się teraz na zabezpieczeniu kapitału. Powód jest na ogół oczywisty – właściciele chcą mieć pewność, że firma posiada środki, by stawić czoło rynkowym wyzwaniom – mówi Robert Uhl, Adwokat, Partner Associate w kancelarii Deloitte Legal.

Istnieje kilka czynników, które definiują wiele przedsiębiorstw rodzinnych i kształtują decyzje dotyczące zabezpieczenia kapitału. Jedną z nich jest utrzymanie kontroli nad rodziną i możliwość wpływu na nią. Kolejna ważna rzecz to dyskrecja i prywatność. Dla przykładu jednej z japońskich firm rodzinnych w uzyskaniu kredytu na przeszkodzie stanęła prośba banku o przedstawienie dokumentów, które właściciele trzymali w tajemnicy i traktowali jak osobiste. Dużo przedsiębiorstw koncentruje się też na długoterminowym wzroście, co może wykluczyć zdobycie dodatkowego kapitału poprzez np. IPO.

Społecznie odpowiedzialni

Działania prospołeczne stanowią obecnie jeden z priorytetów funkcjonowania wielu firm rodzinnych, co potwierdziło aż 19 proc. respondentów badania Deloitte „Global Family Business Survey 2019”. Wiele z przedsiębiorstw wspiera swoje otoczenie poprzez transfer środków na działania filantropijne. Odmiennym i nowym sposobem wsparcia jest natomiast tzw. inwestowanie zaangażowane społecznie, czyli wspieranie inicjatyw, które poza korzyściami finansowymi mają też nieść pozytywną zmianę w otoczeniu.

Mimo że podejście firm rodzinnych do działań prospołecznych nadal różni się w poszczególnych regionach świata, to w dobie pandemii bardziej niż kiedykolwiek wcześniej wiele przedsiębiorstw zdaje sobie sprawę z wpływu, jaki wywiera na otoczenie zarówno w wymiarze gospodarczym, jak też środowiskowym i społecznym. Właściciele firm rodzinnych coraz częściej łączą misję przedsiębiorstwa z działaniami, które pozwalają budować wartość dodaną, wzmacniać dobre relacje z otoczeniem i minimalizować negatywny wpływ na środowisko naturalne – mówi Rafał Rudzki, Partner Associate w zespole ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej. Ekspert zauważa też, że rośnie świadomość tego, że odpowiedzialne zarządzanie przedsiębiorstwem to podstawa sukcesu biznesowego, a celem przedsiębiorstw powinno być tworzenie długoterminowej wartości, w tym proaktywne zarządzanie ryzykami i korzystanie z szans, jakie niosą wyzwania związane z realizacją Celów Zrównoważonego Rozwoju (SDGs).

Stworzony przez firmę doradczą Deloitte we współpracy z European Venture Philanthropy Association (EVPA) oraz Global Social Entrepreneurship Network (GSEN) wskaźnik Deloitte Social Investment Leveraging Index (DSILI 2018) pokazuje, że inwestycje w rozwój społeczny w regionie Europy Środkowo-Wschodniej mogą nieść ze sobą potencjalny zwrot z inwestycji oraz mieć znaczny wpływ społeczny. Aktualnie tylko 7 proc. środków przeznaczonych na inwestycje społeczne i tzw. „venture philanthropy” na świecie trafia do krajów naszego regionu. Indeks podpowiada konkretne obszary działania oraz opisuje istniejący ekosystem inwestycji zaangażowanych społecznie.

Siła tkwi we współpracy

Nawiązanie współpracy z partnerami zewnętrznymi może stać się dla firm rodzinnych zarówno wyzwaniem, jak i szansą. Według ekspertów Deloitte, aż 56 proc. tych przedsiębiorstw dostrzega wagę zasobów ekosystemu biznesowego, czyli sieci firm i instytucji, które działają na rzecz wspólnego dobra, w rozwoju biznesu. Z kolei 65 proc. respondentów stwierdziło, że zwiększyły one kontakt z innymi organizacjami w ciągu ostatnich kilku lat.

– Bardzo często na przeszkodzie sojuszu firm rodzinnych i podmiotów trzecich może stać niski poziom akceptowanego wśród tych pierwszych ryzyka biznesowego czy też brak zaufania do podmiotów spoza rodziny. Do tego dochodzi też złożoność potencjalnych partnerów, którzy działają na przykład w innym regionie lub na innym kontynencie, co utrudnia nawiązanie współpracy. Szczególnie trudne jest to w czasie pandemii, kiedy firmy skupiają się na przetrwaniu, a potencjalne sojusze odchodzą na dalszy plan – mówi Fabian Bohdziul, Dyrektor, Doradztwo Finansowe Deloitte.

 Nawiązanie współpracy z zagranicznym dostawcą jest jednym ze sposobów, w jaki firmy rodzinne mogą osiągnąć sukces bez większych zmian operacyjnych. Przedsiębiorcom jest dziś łatwo określić potencjalnego partnera w Indiach czy Zimbabwe, pozyskać surowce, informacje i tzw. know-how, a to wszystko nawet bez konieczności opuszczania siedziby przedsiębiorstwa. Czas pandemii i konieczność zdalnej pracy zapewne jeszcze utwierdziły w tym rodzinnych przedsiębiorców.

Majątek firm rodzinnych

Dla 49 proc. firm rodzinnych jednym z długoterminowych priorytetów działalności jest kontynuacja biznesu i wieloletniej tradycji przez kolejne pokolenia. Z kolei ponad jedna trzecia respondentów (36 proc.) wskazała zachowanie majątku przedsiębiorstwa, jako główny cel na następne lata. Jak twierdzą eksperci Deloitte, poszczególni członkowie rodziny często mają jednak swoje własne wyobrażenia i oczekiwania, co do sposobu wykorzystania dotychczasowego dorobku.

– Zarządzanie majątkiem jest wyzwaniem dla wielu przedsiębiorstw rodzinnych, szczególnie w przypadku młodych firm. Brak organizacji i wypracowanej struktury może nieść za sobą poważne konsekwencje, a w dłuższej perspektywie nawet upadek. Pomóc w odpowiednim zarządzaniu może na przykład zaangażowanie zewnętrznych profesjonalistów lub wprowadzenie odpowiednich organów ładu rodzinnego czy też systemów sprawowania kontroli – mówi Tadeusz Dulian, Doradca firm rodzinnych, Deloitte.

Według ekspertów Deloitte odpowiednia dywersyfikacja majątku może złagodzić obawy poszczególnych członków rodziny dotyczące jego zachowania. Może to nie tylko zmniejszyć uzależnienie przedsiębiorstwa od rynku krajowego, lecz też ograniczyć negatywny wpływ zmian gospodarczych czy też politycznych.

Koronawirus zmienił rynek pracy. „CV dziesięć razy więcej niż przed pandemią”. Są branże, w których rekrutacja nadal trwa

Wzrost liczby osób bezrobotnych jest zauważalny nie tylko na prezentowanych przez Główny Urząd Statystyczny i Urząd Pracy wykresach. Większy ruch odnotowują również agencje pośrednictwa pracy, które codziennie są odwiedzane przez poszukujących zatrudnienia mieszkańców naszego regionu. Według zaprezentowanych w ostatnim czasie danych w województwie zachodniopomorskim w maju było blisko pięćdziesiąt tysięcy osób bezrobotnych, a stopa bezrobocia wynosiła osiem procent. Jest to wzrost o 0,3 punktu procentowego w stosunku do kwietnia i wzrost o 1,1% w porównaniu do maja 2019.

Najwięcej zwolnień miało miejsce w marcu i w kwietniu. Spodziewany wzrost bezrobocia miał sięgnąć 10%, a obecnie kształtuje się na wskaźniku dwa punktu procentowe niższym

  • Do firm rekrutacyjnych trafia nawet kilkanaście razy CV więcej niż przed pandemią. Mowa głównie o ludziach pracujących wcześniej w branży eventowej, kulturze, turystyce czy gastronomii
  • Specjaliści nadal są poszukiwani. Wiele firm na bieżąco prowadzi rekrutacje
  • Propozycje wynagrodzeń spadły, choć nie są to spadki spektakularne. Anulowano jednak większość benefitów jak np. karty sportowe czy premie sezonowe
  • Rośnie zainteresowanie pracą tymczasową i sezonową. W samym województwie zachodniopomorskim ofert pracy jest ponad 1000. Głównie w rolnictwie i w sektorze turystycznym nad Bałtykiem

Wielkie zmiany, choć specjaliści uważali, że rynek pracy może załamać się bardziej

Eksperci uważają, że niekorzystne statystyki to w dużej mierze wynik walki z koronawirusem, który zmusił przedsiębiorców do zwolnień i ograniczenia poszukiwań nowych pracowników. Widać to szczególnie w branży turystycznej i szeroko rozumianym sektorze przedsiębiorstw związanych z rozrywką i organizacją wydarzeń. 24 kwietnia wicepremier Emilewicz mówiła, że liczba bezrobotnych na koniec roku może wzrosnąć do 1,5 mln osób, a stopa bezrobocia nawet do 9-10 proc. Jednak po publikacji danych z maja skorygowała swoją prognozę, mówiąc że na koniec roku liczba osób bez pracy zatrzyma się na poziomie 7-8 procent.

Podejmując walkę z kryzysem firmy stawiają na dywersyfikację działalności i przekierowują część budżetów z offline do online. Dużo zwolnień miało miejsce w marcu i kwietniu. Obecnie sytuacja się ustabilizowała, choć przedsiębiorcy zwracają uwagę, że fala zwolnień może mieć miejsce jesienią, gdy okaże się, które firmy przetrwały czas, kiedy przestają działać systemy pomocowe Rządu RP, a wracają stałe zobowiązania w pełnej formie.

Specjaliści nadal pilnie poszukiwani. Rekrutacje trwają, ale widać również branże, gdzie trwa zastój

Koronawirus zmienił rynek pracy. Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie zapytała firmy z branży HR jak wygląda obecnie rekrutacja i czy oferty dla pracowników są tak samo atrakcyjne jak przed pandemią. Jak mówią szczecińscy specjaliści ruch na rynku jest, ale nic nie jest takie samo jak przed koronawirusem – Gdy przed ogłoszeniem stanu epidemicznego trafiało do mnie średnio pięć CV tygodniowo, to teraz przybywa ich ponad dziesięć razy więcej. Nowej pracy szukają przede wszystkim ludzie, którzy uprzednio działali w sektorze turystycznym, HR i w szeroko rozumianej branży eventowej. Obecnie rekrutację prowadzona jest w wielu branżach, choć są też takie sektory gospodarki, w których wciąż widoczny jest zastój. Poszukiwani są przede wszystkim specjaliści – Alina Michałek, HR Link.

Pracodawcy, którzy mimo sytuacji zatrudniają  pracowników, działają w branży spożywczej, e-commerce, IT, medycznej i farmaceutycznej. Poszukiwani są też pracownicy do sektora centrów dystrybucyjnych z branży FMCG, czy firm kurierskich.   – Porównując aktualną liczbę ofert pracy z liczbą tychże ofert sprzed roku, musimy wprost powiedzieć, że jest ona zdecydowanie niższa. Powołując się na dane jednego z portali ogłoszeniowych – Pracuj.pl, różnica ta wynosi 24%.  Według informacji, którymi dysponujemy, są branże, w których mimo wszystko zapotrzebowanie na pracowników rośnie. To m.in. e-commerce. W LSJ HR Group tylko w najbliższych tygodniach zamierzamy pozyskać około 200 osób do pracy przy produkcji i w centrach dystrybucyjnych – podkreśla Aleksandra Kowalczykowska, PR & Marketing Manager LSJ HR Group.

Pożegnanie z benefitami

Złą wiadomością dla osób poszukujących pracy jest to, że wiele firm postanowiło zamrozić wzrost wynagrodzeń, a nawet je obniżyć. Zredukowane zostały także benefity oraz rozmaite pakiety socjalne. – Z moich obserwacji wynika, że wynagrodzenia kształtują się one na tym samym poziomie co przed pandemią lub są one niższe od poprzednio proponowanych. Wynika to z tego, że wiele firm skorzystało z tarczy antykryzysowej i obniżyło przez to wynagrodzenia o dwadzieścia procent. Widać również to, że pracodawcy nie inwestują już tak chętnie w pozapłacowe benefity – podkreśla Alina Michałek.

Ofert sezonowych ponad 1000 w zachodniopomorskim. Zainteresowanie większe niż w poprzednie lato

W trakcie pandemii dużo firm musiało w szybkim tempie przejść na pracę zdalną oraz przekierować ruch swoich klientów na online. W czasie kryzysów, trudną i niepopularną ale konieczną decyzją jest baczniejsze przyjrzenie się budżetom stanowiskowym. – W efekcie praca osób zwolnionych została rozłożona na tych którzy zostali – dotyczy to przede wszystkim pracowników biurowych. Inaczej sytuacja wygląda w przypadku pracowników produkcyjnych, specjalistycznych czy sezonowych – w każdym z tych sektorów cały czas jest zapotrzebowanie na osoby zarówno niewykwalifikowanych jak i z doświadczeniem. Obecnie dla Naszych Klientów rekrutujemy na pełnych obrotach i taki poziom przewidujemy że pozostanie do końca września. Kamil Zieliński właściciel 7HR Group.

W sezonie letnim 2020 zdecydowanie wzrosło zainteresowanie pracą tymczasową i sezonową. Młodzi ludzie chętniej podejmują pracę w gastronomii i hotelarstwie, brakuje za to rąk do pracy w budowlance czy rolnictwie. – W naszym województwie jest ponad 1000 ogłoszeń o charakterze sezonowym. Prace można znaleźć zarówno w marketach, magazynach, na plaży czy w agroturystyce. Oferowane wynagrodzenie często przewyższa średnią krajową co jest częstym zjawiskiem w tym okresie i nie zmieniła tego pandemia, choć pamiętajmy, że mówimy o wynagrodzeniu deklarowanym – dodaje Kamil Zieliński z 7HR Group.