Inwestorzy nie wierzą w Hiszpanię

0

Brak ważnych publikacji makroekonomicznych łatwo uśpił inwestorów w poniedziałkowej sesji. Senna sesja nie zachęcała do aktywności handlujących. Jedynym punktem odniesienia była Hiszpania, gdzie uwagę przykuwała wysoka rentowność rządowych bonów skarbowych.

To właśnie niepokojąca sytuacja w Madrycie zmusiła inwestorów do pozbywania się akcji na giełdowych parkietach. Obawy wywołała rosnąca rentowność papierów dłużnych. Zysk z 10-letnich benchmarkowych obligacji Hiszpanii ponownie przekroczył psychologiczny poziom 7 proc. przy którym wcześniej inne państwa strefy euro zmuszone były wystąpić z prośbą o pomoc. W tej sprawie debatowali ministrowie finansów państw strefy euro, na czele z szefem Europejskiego Banku Centralnego (EBC) Mario Draghi. Zarówno on, jak i rzecznik Komisji Europejskiej podkreślali, że bezpośrednie dokapitalizowywanie banków ze środków Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego (EMS) będzie możliwe dopiero, gdy zacznie działać w strefie euro wspólny nadzór bankowy, sprawowany przez EBC. Do tego czasu pomoc dla hiszpańskich banków będzie obciążać dług Madrytu, czego premier Mariano Rajoy chciał uniknąć wymuszając na kanclerz Niemiec Angeli Merkel podczas ostatniego szczytu UE możliwość dokapitalizowywania banków z EMS bez pośrednictwa rządów. Tymczasem wspólny nadzór ma być gotowy przed drugą połową 2013 r., a nawet przed 2014 r. Odległy termin powołania tego urzędu świadczy o tym, że nie jest to łatwy proces, o czym inwestorzy wielokrotnie już się przekonali. Jednocześnie jest to sygnał dla handlujących, że temat Hiszpanii tak szybko nie zniknie z ust polityków, a to oznacza, że momenty niepewności i niepokoju z pewnością dalej będą osłabiać akcję popytową na ryzykowne aktywa.

Tymczasem sesja dla europejskiej waluty przebiegła w dość neutralnym stylu. Niewielkie impulsy wzrostowe przeplatały się z atakami podaży. W rezultacie obraz techniczny dla EUR/USD zmienił się niewiele. Jednakże, niedźwiedzie nadal posiadają przewagę, dlatego zahamowanie tej tendencji będzie niezwykle trudnym zadaniem. Kolejne godziny handlu znów mogą upłynąć w wyniku spadku notowań tej pary walutowej. Niemniej, zanim to nastąpi, rynek będzie musiał nieznacznie odreagować ten cios, dlatego lekkie odbicie(max. do 1,2360) jest realne i będzie naturalnym zachowaniem rynku.

Czytaj również:  Kurs dolara traci z powodu rosnących napięć geopolitycznych

Niewielkie odreagowanie obserwujemy również na rynku GBP/USD. Maksymalny zasięg ruchu na północ to 1,5580. W dłuższym horyzoncie czasowym, celem strony podażowej jest wsparcie 1,5480. Jeśli presja podaży będzie duża i kurs zanurkuje poniżej 1,5480 to droga w rejon 1,5280 zostanie otwarta.

Silna wyprzedaż euro zaszkodziła polskiemu złotemu, który także nie pozostał obojętny na ostatnie wydarzenia w Europie. Z technicznego punktu widzenia ważną rolę w tym procesie odegrało wsparcie na wysokości 3,31-3,32(dołek z 18 i 20 czerwca br.). Wcześniej ta strefa podziałała mobilizująco dla byków, dlatego tym razem sprawdził się czynnik prawdopodobieństwa. Skala odbicia była tak duża, że kurs przełamał opór 3,42, który był dodatkowo potwierdzony linią trendu spadkowego. W związku z tym, można oczekiwać kontynuacji wzrostu kursu do 3,49.