Złoto i srebro zaliczyły dziś korektę cenową, gdy inwestorzy masowo realizowali zyski po rekordowych wzrostach z ostatnich sesji. Jednak spadek ten jest postrzegany przez analityków jedynie jako krótkoterminowy przystanek. Długoterminowy, fundamentalny obraz rynku metali szlachetnych pozostaje wyjątkowo byczy. Kluczowymi siłami napędowymi są bliska perspektywa obniżki stóp procentowych przez Rezerwę Federalną (wyceniana na ok. 87% na posiedzeniu w grudniu) oraz utrzymujące się wysokie deficyty fiskalne w USA. Dla srebra dodatkowym, unikalnym motorem wzrostu jest chroniczny deficyt podażowy, napędzany rekordowym popytem przemysłowym ze strony sektora fotowoltaicznego i elektromobilności. W efekcie, największe banki inwestycyjne, w tym Bank of America i Deutsche Bank, zrewidowały prognozy, wskazując, że złoto może w najbliższych latach sięgnąć pułapu 5000 USD za uncję, a srebro 65 USD.
Oczekiwania na obniżkę stóp podtrzymują popyt
Pomimo krótkoterminowej presji ze strony realizujących zyski, obraz fundamentalny dla złota i srebra pozostaje – w ocenie rynku – korzystny. Kluczową rolę odgrywają tu oczekiwania dotyczące polityki Rezerwy Federalnej. Według danych narzędzia CME FedWatch, na które powołują się m.in. Reuters i serwisy finansowe, inwestorzy wyceniają około 87% prawdopodobieństwo obniżki stóp procentowych Fed o 25 punktów bazowych na posiedzeniu FOMC zaplanowanym na 9–10 grudnia.
Bank of America, który 1 grudnia zrewidował swoje prognozy, oficjalnie zakłada, że Fed zdecyduje się na cięcie stóp, powołując się na osłabiającą się sytuację na rynku pracy – wynika z raportów banku cytowanych przez serwisy Investing.com i MarketBeat. Niższe stopy procentowe z reguły zwiększają atrakcyjność aktywów nieprzynoszących odsetek, takich jak złoto czy srebro, ponieważ zmniejsza się koszt alternatywny trzymania kruszcu zamiast obligacji czy depozytów.
Dodatkowym czynnikiem wspierającym notowania metali jest słabszy dolar amerykański oraz utrzymujący się popyt na tzw. bezpieczne przystanie w warunkach niepewności geopolitycznej – na co konsekwentnie zwracają uwagę analitycy cytowani przez Reuters i inne globalne agencje.
Srebro korzysta na zielonej transformacji
Wyjątkowa siła srebra na tle złota ma wyraźne podłoże strukturalne. W przeciwieństwie do czysto inwestycyjnego charakteru złota, srebro jest intensywnie wykorzystywane w przemyśle – zwłaszcza w technologiach związanych z transformacją energetyczną. Dane branżowe, przytaczane m.in. przez Silver Institute oraz w raporcie World Silver Survey 2024, pokazują, że zapotrzebowanie przemysłowe na srebro w 2024 r. sięgnęło rekordowych okolic 680–690 mln uncji, przy czym kluczową rolę odgrywa sektor fotowoltaiczny, elektromobilność oraz infrastruktura 5G.
Według analiz cytowanych przez Reuters, popyt na srebro ze strony przemysłu fotowoltaicznego wzrósł w ostatnich latach bardzo dynamicznie: konsumpcja w panelach słonecznych sięgała ok. 160 mln uncji rocznie już w 2023 r. i nadal rośnie wraz z globalnym boomem na OZE. Dzięki wyjątkowej przewodności elektrycznej srebro jest praktycznie niezastąpione w kluczowych komponentach paneli oraz w wielu podzespołach pojazdów elektrycznych.
Ta kombinacja silnego popytu przemysłowego i rosnącego popytu inwestycyjnego doprowadziła do chronicznego deficytu na rynku srebra. Silver Institute już wcześniej sygnalizował niedobory rzędu kilkuset milionów uncji rocznie, a kolejne raporty sugerują, że 2025 rok może być piątym z rzędu rokiem strukturalnego deficytu podaży. W komentarzach branżowych pojawiają się wzmianki o spadku zapasów srebra w magazynach, szczególnie w Chinach, do najniższych poziomów od blisko dekady.
Prognozy banków: złoto w stronę 5000 dolarów, srebro w okolice 65 dolarów
Mimo krótkoterminowych korekt, duże instytucje finansowe utrzymują wyraźnie optymistyczne nastawienie do złota i srebra w horyzoncie kilku najbliższych lat. Bank of America, w najnowszej prognozie cytowanej m.in. przez Reuters, Kitco i inne serwisy, zakłada, że złoto może sięgnąć 5000 dolarów za uncję w 2026 r., a srebro – około 65 dolarów. Bank wskazuje na utrzymujące się wysokie deficyty fiskalne w USA, rosnący dług publiczny i utrwalone obawy o siłę dolara jako główne siły napędowe dla rynku kruszców.
Nie jest to odosobniony punkt widzenia. Z analizy Deutsche Banku wynika, że średnia cena złota w 2026 r. może wynieść ok. 4450 dolarów, z potencjałem sięgającym w skrajnym scenariuszu 5000 dolarów. Podobne, bardzo wysokie przedziały cenowe wskazują Goldman Sachs, JPMorgan i UBS – według przytaczanych w mediach ankiet i raportów researchowych większość dużych banków zakłada, że do końca 2026 r. złoto znajdzie się przynajmniej w przedziale 4500–5000 dolarów za uncję, a część widzi scenariusz wyraźnego przekroczenia tej bariery.
W odniesieniu do srebra, prognozy są mniej precyzyjne, ale wiele analiz – zarówno bankowych, jak i niezależnych firm badawczych – wskazuje zakres 50–70 dolarów za uncję jako realistyczny cel w przypadku utrzymania obecnych trendów: dalszego wzrostu popytu przemysłowego, łagodniejszej polityki Fed oraz utrzymującej się niepewności geopolitycznej. Bank of America, który oficjalnie mówi o 65 dolarach za uncję w 2026 r., jest jednym z najbardziej wyrazistych głosów w tym gronie.
Korekta czy początek większego ochłodzenia?
Wtorkowe cofnięcie notowań złota i srebra większość analityków interpretuje jako typową realizację zysków po serii sesji wzrostowych, a nie jako zmianę trendu. W komentarzach cytowanych przez Reuters powtarza się teza, że dopóki rynek pozostaje przekonany o zbliżającej się obniżce stóp procentowych w USA i utrzymującej się presji na dług publiczny oraz dolara, fundamenty pozostaną sprzyjające dalszemu, choć zapewne bardziej zmiennemu, wzrostowi cen metali szlachetnych.
Ostatecznie, po tak silnym rajdzie jak w 2025 r., krótkoterminowe korekty są wręcz nieuniknione. Dla zwolenników złota i srebra ważniejsze od wtorkowego cofnięcia jest to, że kluczowe czynniki – oczekiwania na niższe stopy, strukturalny deficyt podaży srebra oraz utrwalony popyt ze strony banków centralnych na złoto – wciąż pozostają na miejscu. Z punktu widzenia rynku, to one mogą zdecydować, czy obecne spadki okażą się tylko przystankiem w dłuższej hossie, czy zapowiedzią większego ochłodzenia na rynku metali szlachetnych.





