Co jesienią ubiorą miliony Polaków? O tym zdecydują maszyny

Branża modowa przez lata rozwijała się bardzo dynamicznie, wielkie domy mody i sieci sklepów rosły w siłę, zwiększały liczbę kolekcji wypuszczanych w jednym roku i podkręcały sprzedaż. Jednocześnie przybywało mniejszych graczy, którzy chcieli coś uszczknąć z tego olbrzymiego tortu. Pandemia wstrząsnęła jednak tą branżą i nie wiadomo, jak potoczą się jej dalsze losy. Wydaje się jednak pewne, że przewagę w nowym rozdaniu zyskają ci, którzy zwrócą się w stronę nowych technologii.

Eurostat, czyli Europejski Urząd Statystyczny, opublikował niedawno dane dotyczące handlu detalicznego w kwietniu 2020 roku. W porównaniu z marcem, w szczycie pandemii obroty w państwach unijnych spadły o ponad 11 proc. Dużo, ale w niektórych segmentach rynku było znacznie gorzej. W przypadku odzieży i obuwia sprzedaż skurczyła się o ponad 63 proc. w porównaniu z marcem. Dla wielu firm oznacza to katastrofę. Dane dotyczą obszaru UE, ale lockdowny wprowadzono w wielu innych regionach świata, więc można założyć, że branża modowa poważnie ucierpiała w skali globalnej. Sprawa jest bardzo poważna, ponieważ sektor ten już kilka lat temu wart był 3 biliony dolarów, o czym donosił Forbes. Moda odpowiada za kilka procent światowego PKB i miliony miejsc pracy.

Kryzys to nic nowego

Rynek skupiający odzież i obuwie jeszcze przed pandemią koronawirusa zmagał się z różnymi problemami. Branżowy serwis Fashion United już w 2017 roku informował, że nad blisko połową brytyjskich detalistów branży modowej zawisło widmo bankructwa, na co wpływ miały m.in. ostra konkurencja, wahania na rynku walutowym i konieczność wprowadzania wysokich przecen. To nie był wyłącznie problem Brytyjczyków – za oceanem już rok temu informowano o firmach modowych, które likwidują kilka, kilkanaście, a czasem znacznie więcej sklepów. Serwis Pennlive donosił wręcz o „apokalipsie sprzedaży detalicznej”. Pandemia i wynikający z niej kryzys spotęgują i przyspieszą procesy, które zaczęły się już wcześniej.

Dla większości firm nastały trudne czasy. To może oczywiście oznaczać koniec biznesu, ale taka sytuacja staje się też szansą. Podjęcie radykalnych działań może przynieść wymierne korzyści. Często słychać głosy, że epidemia SARS w 2003 roku pomogła rozkręcić się chińskiemu e-commerce i stoi m.in. za sukcesem potentata tego rynku, czyli Alibaby – tłumaczy Aleksandra Szarmach, CMO Nethansy, która wprowadza polskie i niemieckie firmy na Amazona, gdzie przy pomocy opatrzonego w algorytmy sztucznej inteligencji autorskiego systemu Clipperon, kompleksowo zarządza ich sprzedażą. – Teraz może być podobnie, kryzys da impuls do zmian. To już się dzieje, z całego świata płyną doniesienia o dynamicznym wzroście branży e-commerce. Jednak samo posiadanie sklepu w Internecie już dzisiaj nie wystarczy, trzeba być otwartym na nowe rozwiązania, np. sztuczną inteligencję – dodaje Szarmach.

Za jej słowami przemawiają dane i prognozy. Już dwa lata temu firma badawcza Juniper Research przewidywała, że wydatki detalistów na sztuczną inteligencję wzrosną z 2 mld dolarów w 2018 roku do 7,3 mld dolarów w roku 2022. Gdzie konkretnie te nowe technologie mogą znaleźć zastosowanie w sektorze modowym? Wszędzie! Od projektowania, przez produkcję, logistykę i łańcuch dostaw, po marketing i sprzedaż. Już na etapie określania trendów SI może się okazać bardzo przydatna. Na podstawie olbrzymiej ilości danych jest w stanie określić nie tylko, co ludzie będą chcieli nosić, ale też jak dużym powodzeniem będzie się cieszyć dana kolekcja. To pomaga stworzyć prognozy sprzedaży i produkcji. Im bliżej będą one późniejszych wyników, tym mniejsze straty poniosą firmy, co w dobie kryzysu ma olbrzymie znaczenie.

Nadzieja w sztucznej inteligencji

Kilka kwartałów temu głośno zrobiło się o startupie Designovel, który do projektowania ubrań wykorzystuje właśnie SI. To komputer zasilony olbrzymią ilością danych wskazuje człowiekowi, jakie wzory i kolory mogą przyciągać uwagę ludzi. Z kolei wywodząca się z Turynu firma iCoolhunt dostarcza narzędzie do przewidywania trendów, zmian w zachowaniach klientów i ich stylu życia. I najwyraźniej robi to dobrze, bo z jej rozwiązań korzystają dziesiątki znanych marek, w tym potentaci branży odzieżowej: Adidas, Prada czy Timberland. Inne firmy pracują nad tym, by z pomocą SI dobrać odpowiednie materiały, wykryć uszkodzenia tkanin albo dopasować kolory. Pochodzący z Portugalii startup HUUB dostarcza markom modowym platformę logistyczną, dzięki której mogą zarządzać procesami magazynowania, pakowania i wysyłki produktów. Narzędzie ma po prostu pomóc utrzymać zatowarowanie na właściwym poziomie.

Ale czy za zmianami stoją wyłącznie startupy, które opracowują rozwiązania dla wielkich firm modowych? – Z rozmiaru branży modowej i potencjału drzemiącego w jej unowocześnianiu sprawę już dawno zdał sobie np. Amazon. Jeszcze w 2009 roku firma Jeffa Bezosa zapłaciła ponad miliard dolarów – wtedy naprawdę duże pieniądze w branży e-commerce – za sklep Zappos.com oferujący odzież i obuwie – przypomina Aleksandra Szarmach. – W biznesie nie chodzi jednak tylko o to, by przejmować innych, trzeba się też skupić na innowacjach i Amazon to robi. Wystarczy wspomnieć zaprezentowaną kilka lat temu funkcję Style Snap wykorzystującą sztuczną inteligencję. Użytkownik aplikacji Amazona wrzuca do niej zdjęcie albo zrzut ekranu przedstawiający jakiś produkt, a program umożliwia mu nie tylko nabycie tej konkretnej rzeczy, ale też proponuje podobne przedmioty, reprezentujące np. ten sam styl. Właśnie tego oczekują dzisiaj klienci – konkluduje CMO Nethansy.

SI przechodzi do mainstreamu

Niedawno Amazon poinformował, że rezygnuje z rozwijania urządzenia Echo Look, wprowadzonego na rynek w roku 2017. Sprzęt posiadał aparat fotograficzny i w połączeniu z asystentem głosowym Alexa, rozwijanym przy użyciu sztucznej inteligencji, pełnił rolę stylisty modowego. W oparciu o zdjęcia i filmy użytkownika, Echo Look podpowiadał, która kreacja jest najlepsza, czy odpowiada najświeższym trendom i co można w niej zmienić. Oczywiście wskazywał też, co można kupić, by wyglądać lepiej. Czy firma zrezygnowała z tego rozwiązania, bo uznała, że jest niepotrzebne? Nie, po prostu jego funkcje w znacznej mierze są już dostępne aplikacji sprzedażowej Amazona. Firma nadal pracuje nad innowacjami, o czym mogą świadczyć niedawne doniesienia z Lab126, zespołu badawczo-rozwojowego wielkiej platformy e-commerce. Stworzył on narzędzie o nazwie Outfit-VITON, które w wielkim skrócie można określić mianem wirtualnej przymierzalni.

Idea wirtualnych przymierzalni jest realizowana nie tylko w środowisku e-commerce. Od kilku lat firmy pracują także nad lustrami przyszłości, które z pomocą SI mogłyby wesprzeć sprzedaż w tradycyjnych sklepach. Na czym to polega? Klient nie musi ubierać każdej rzeczy, która przypadła mu do gustu, by dowiedzieć się, jak będzie w niej wyglądał – lustro załatwi przymierzanie za niego i wyświetli jedynie efekty. Takimi rozwiązaniami chwaliły się już firmy Intel czy Van Heusen. A skoro już o sklepach stacjonarnych mowa, warto przywołać brytyjski startup Aura Vision, który wykorzystuje działające już w sklepach kamery bezpieczeństwa i na podstawie obrazu dostarcza informacje na temat klientów: ich wieku, płci, zachowań zakupowych i preferowanego stylu. Wszystko odbywa się z poszanowaniem ich prywatności, a możliwe jest oczywiście za sprawą rozwoju algorytmów.

Sztuczna inteligencja w tradycyjnym handlu będzie odgrywać coraz większą rolę, ale nie ulega wątpliwości, że to e-commerce najbardziej czeka na jej rozkwit. Dotyczy to zarówno sprzedawców, jak i klientów. Wystarczy spojrzeć na kwestię zwrotów. Serwis Essential retail donosił przed rokiem, że średnio 40 proc. zakupów modowych dokonanych online jest ostatecznie zwracanych. Powody są różne: od złego rozmiaru, przez kiepskie odwzorowanie kolorów w sklepie internetowym, po niedopasowanie do preferowanego stylu. Generuje to wielkie koszty dla firm z sektora, obciąża środowisko naturalne i zniechęca klientów. Dlatego coraz większą rolę odgrywać będą wirtualni doradcy zakupowi, którzy uchronią przed nieudanymi zakupami. Dobrym przykładem prac na tym polu jest duńska platforma Easysize, która za zadanie postawiła sobie ograniczenie marnotrawstwa związanego z produkcją i wysyłką towarów.

– Kwestia ochrony środowiska może iść w parze z rozwojem biznesu i to właśnie sztuczna inteligencja jest w stanie połączyć te dwa, pozornie sprzeczne, cele – komentuje Aleksandra Szarmach. – Jeżeli firma przy pomocy nowoczesnych rozwiązań ograniczy swój negatywny wpływ na planetę, może tego użyć również w celach promocyjnych. Rośnie grupa klientów, którzy stawiają na świadome i jak najmniej szkodliwe marki, w kryzysie ów trend powinien nawet wzrosnąć. Ten, kto zrozumie to jako pierwszy i pójdzie tym tropem, może naprawdę dużo zyskać.

 

Wzrosła liczba ofert pracy zdalnej

Liczba ofert pracy z możliwością pracy zdalnej wzrosła średnio o 30%. Tylko po wybuchu pandemii koronawirusa 3-krotnie zwiększyła się liczba firm, które wdrożyły taki model funkcjonowania (65% z nich) – wynika z raportu Devire „Wpływ koronawirusa na polskie przedsiębiorstwa”. Co więcej oferta, która umożliwia świadczenie pracy zdalnie, cieszy się większym zainteresowaniem kandydatów.

Znaczenie pracy zdalnej rośnie od kilku lat, a obecny kryzys wzmacnia ten trend. Pod koniec 2019 roku blisko 2 mln osób z 16,4 mln pracujących, wykonywało obowiązku zawodowe z domu (dane GUS). W tym w kawiarni, u klienta lub we własnej siedzibie.

W ostatnich miesiącach, pracodawcy musieli zupełnie przetransformować modele funkcjonowania swoich przedsiębiorstw. Choć 35% z nich spotkało się z barierami, które uniemożliwiły wprowadzenie pracy zdalnej, to nadal 65% zdecydowało się na taki krok.

Dziś firmy stopniowo wracają do swoich siedzib, wdrażając hybrydowe modele pracy (naprzemienna obecność ludzi/poszczególnych zespołów w biurze). Jednak praca zdalna nie jest już świętym Graalem, zarezerwowanym wyłącznie dla branży IT.

Obserwujemy, że pracodawcy przestali postrzegać pracę zdalną jako ostateczność lub zło konieczne. Dotychczas tylko w niektórych branżach pracownicy mogli średnio raz w miesiącu korzystać z takiego przywileju. Dziś rośnie nie tylko liczba rekrutacji przeprowadzanych wirtualnie, ale również ofert pracy, gwarantujących pełny wymiar wykonywania swoich obowiązków z dowolnego miejsca na świecie – podkreśla Łukasz Dłuski, dyrektor pionu rekrutacji stałej w Devire.

Elastyczna oferta bardziej atrakcyjna

Z procesów rekrutacyjnych przeprowadzanych przez Devire wynika, że 2. na 3. kandydatów chętniej wybierze ofertę, która zapewnia częściowy lub pełny wymiar pracy zdalnej. Jak dodaje Łukasz Dłuski:

Nawet 30% naszych ofert pracy w branżach takich jak: Ubezpieczenia, Nieruchomości, Administracja, e-Commerce, Marketing oraz dynamicznie rozwijający się sektor usług dla biznesu (SSC/BPO) – już dziś zapewnia częściowy lub pełny wymiar pracy zdalnej. Na elastyczność coraz częściej mogą również liczyć pracownicy HR i Księgowości.

Pandemia to czas, w którym zarówno pracownicy, jak i pracodawcy mogli oswoić się z pracą zdalną. Pomimo wielu barier, takich jak: brak sprzętu dla wszystkich zespołów, brak definicji pracy zdalnej w polskim prawie czy nierzadko brak zaufania – transformacja rynku w kierunku pracy w zespołach rozproszonych nabrała tempa.

– Dzięki pandemii pracodawcy zrozumieli zalety płynące z pracy zdalnej. To przede wszystkim oszczędność zarówno dla firmy, jak i pracownika. Firma nie płaci chociażby za organizację miejsca pracy, z kolei pracownik nie wydaje pieniędzy na dojazdy czy lunche – podsumowuje Łukasz Dłuski z Devire.

Te e-sklepy generują najwięcej ruchu z contentu – ranking

Dobrze prowadzone działania SEO są źródłem taniego i wysoko konwertującego ruchu. Ile e-sklepów prowadzi działania content marketingowe i które z nich najwięcej na nich zyskują? Oto wyniki analizy artykułów poradnikowych na stronach e-commerce przeprowadzonej przez Senuto.

Apteki na podium widoczności

Poniższe zestawienia prezentują pierwszą dziesiątkę e-sklepów, które prowadzą najaktywniejsze działania content marketingowe i wyróżniają się pod tym względem na tle innych e-commerce.

Sklep, w którym content osiąga największy ruch organiczny spośród wszystkich analizowanych serwisów e-commerce, to strona apteki doz.pl. Widoczność contentu na tej stronie, rozumiana jako estymowana miesięczna liczba wizyt osiąganych przez treści poradnikowe, przekracza milion. Drugi w zestawieniu serwis z podobnej kategorii – medme.pl ma wynik o prawie 200 tysięcy wizyt mniejszy. Podium zamyka kolejna apteka internetowa – apteline.pl z wynikiem widoczności contentu na poziomie 516 990. Dalej w zestawieniu znalazły się e-sklepy reprezentujące m.in. sprzęt RTV i AGD oraz artykuły domowe i budowlane.1 – najwięcej rychu z contentu

 

 

Zdrowie i parenting w wynikach TOP10

Jeśli natomiast spojrzymy na zestawienie sklepów z najwyższą średnią liczbą fraz w wynikach TOP10 na artykuł, podium otwiera tutaj wspomniana wcześniej apteka apteline.pl (37,86), tuż za nią plasuje się serwis z produktami dla niemowląt dla świeżo upieczonych mam  – bebiklub.pl (35,97) a na trzecim miejscu znajduje się hairstore.pl, czyli sklep fryzjerski i hurtownia online (34,44). Warto zwrócić uwagę, że sklep notowany na pierwszym miejscu zestawienia, posiada łącznie aż 1052 opublikowane artykuły. Dla porównania bebiklub.pl ma ich zaledwie 32, przy jednoczesnej wysokiej pozycji średniej liczby fraz w TOP10.2 – największa śr liczba fraz top10

Artykuły dla mam z największą liczbą wizyt

Niewielka liczba artykułów na stronie, nie przeszkodziła bebiklub.pl uplasować się na pierwszym miejscu w zestawieniu e-commerce z największą średnią widocznością artykułu, czyli estymowanej miesięcznej liczbie wizyt, jakie osiąga tekst. Portal dla młodych mam osiągnął wynik 1 508,1. Druga w zestawieniu  e-zikoapteka.pl ma wynik dużo mniejszy – 592,7. Na trzecim miejscu uplasowała się natomiast apteline.pl 491,4.3- top10 z największą śr widocznością art.

Content marketing w e-commerce

Pełne wyniki analizy Senuto pozwalają na wyciągnięcie istotnych wniosków dotyczących branży e-commerce i prowadzonych przez nią działań content marketingowych. Spośród 2067 sklepów, które generują ponad 10 tys. wizyt organicznych miesięcznie, zidentyfikowanych zostało zaledwie 786 takich, które aktywnie prowadzą działania content marketingowe, czyli zaledwie 38% największych sklepów internetowych w Polsce. Pozostałe 62% serwisów e-commerce nie prowadzi obecnie aktywnych działań tego typu.

Zdecydowana większość serwisów prowadzących działania contentowe (84,5%) posiada zaledwie od 10 do 100 artykułów w serwisie. Oznacza to, że realnie na dużą skalę content tworzy jedynie około 5% sklepów. Widać zatem, że w przypadku e-commerce konkurencja w kontekście contentu nie jest jeszcze wysoka. Wydaje się, że posiadając sklep, w oparciu o strategię content marketingową można w dość prosty sposób wytworzyć przewagę konkurencyjną – komentuje Damian Sałkowski, CEO Senuto.

Założenie badania

Eksperci Senuto przyjrzeli się artykułom publikowanym przez sklepy internetowe na ich blogach. Badanie powstało w oparciu o analizę sklepów, które generują ponad 10 000 wizyt z wyszukiwarki miesięcznie. W maju 2020 roku było ich w Polsce 2067 – to 3,8% wszystkich sklepów internetowych funkcjonujących w kraju. Senuto przeanalizowało łącznie 78 953 artykułów. Eksperci uwzględnili wyłącznie treści poradnikowe, czyli te publikowane w ramach bloga – bez opisów produktów czy kategorii. Pod lupę wzięto jedynie te artykuły, które są widoczne w wyszukiwarce chociaż na jedno słowo kluczowe. Rzeczywista liczba artykułów w każdym z serwisów może być zatem nieco inna.

W tym roku o 30% mniej sezonowych ofert pracy. W wakacje czeka nas boom?

Co roku już w kwietniu widać było delikatny spadek bezrobocia związany z pojawianiem się prac sezonowych. W tym roku jednak, jak wynika z danych GUS, bezrobocie w kwietniu wzrosło o 0,4 pkt proc. w porównaniu do marca. Podobną tendencję odnotowano w maju. Było to związane z epidemią koronawirusa, która wpłynęła na ograniczenie liczby miejsc pracy sezonowej o ok. 30%. Odbicie może nastąpić w wakacje, bo ruszyła turystyka. Eksperci Personnel Service wskazują, że osoby wykonujące wakacyjne prace sezonowe, takie jak instruktor, opiekun czy kelner, mogą zarobić od 13 do 25 zł netto za godzinę.

Pierwsze letnie prace sezonowe w Polsce zazwyczaj pojawiają się już w kwietniu i dotyczą głównie zbioru owoców czy warzyw. Kolejne możliwości do zarobku przynoszą miesiące wakacyjne, gdy obroty zwiększa branża turystyczna. Zdaniem ekspertów Personnel Service ten rok będzie wyjątkowy – na skutek epidemii koronawirusa liczba miejsc pracy sezonowej spadła o ok. 30% w porównaniu rok do roku. To może jednak zwiastować zatrudnieniowy boom w okresie lipiec-sierpień.

Pandemia wyhamowała wiele branż, w tym przede wszystkim handel i turystykę, które jako pierwsze odczuły skutki trwającej izolacji społecznej. Obecnie obostrzenia są luzowane, gospodarka stopniowo odmrażana, a chęć Polaków do wybrania się na wakacje w kraju większa niż zazwyczaj. Dlatego już teraz pojawia się wiele ofert pracy sezonowej właśnie w miejscowościach turystycznych. Kelnerzy, instruktorzy, opiekunki do dzieci, hostessy czy ratownicy nie będą mieli problemów z pracą. Nadal też można znaleźć zatrudnienie w rolnictwie i ogrodnictwie. Ze względu na ograniczony napływ pracowników z Ukrainy, zapotrzebowanie na Polaków do wykonywania prac sezonowych w tych sektorach wzrosło – zauważa Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service i ekspert ds. rynku pracy.

Kto w wakacje zarobi najwięcej?

Eksperci Personnel Service przyjrzeli się strukturze zarobków w najpopularniejszych zawodach sezonowych – nie ma bowiem wątpliwości, że urlopowicze nie zrezygnują z ulubionych, wakacyjnych aktywności. Oferowane stawki są na zbliżonym poziomie do lat ubiegłych. Na najwyższe zarobki, ok. 25 zł netto/h mogą liczyć instruktorzy surfingu lub kitesurfingu. Od pozostałych profesji dzieli ich przepaść, ponieważ kolejny na liście – kelner – może liczyć na ok. 20 zł netto/h i to już uwzględniając napiwki. Opiekun lub opiekunka do dziecka zarobią ok. 18 zł netto/h, a pomocnik kucharza w małej gastronomii 15 zł netto/h.Inforgrafika_W tym roku o 30% mniej sezonowych ofert pracy

Prace sezonowe często są podejmowane przez studentów, którzy w okresie wakacyjnym chcą sobie dorobić. Praca w małej gastronomii, punktach sprzedaży, kelnerowanie czy opieka nad dziećmi to dobry sposób na odłożenie pieniędzy, potrzebnych do utrzymania się przez kolejne miesiące. Jeżeli taka młoda osoba ma odpowiednie uprawnienia np. instruktora sportu ekstremalnego, może liczyć na naprawdę wysoką stawkę – mówi Krzysztof Inglot.

Na drugim biegunie pod względem zarobków znajdują się takie zawody sezonowe, jak uliczny sprzedawca (13 zł netto/h), pokojówka (13 zł netto/h) czy pomocnik przy zbiorach (13,5 zł netto/h). Niewiele więcej zarobią także ratownicy (13,75 zł netto/h), hostessy/promotorzy (14 zł netto/h) czy opiekunowie kolonijni (14,5 zł netto/h).

Gospodarka odbiła, ale przedsiębiorcy są ostrożni

  • Po kwietniowej zapaści w maju działalność firm rozkwitła – wg danych Faktura.pl wystawiono o 26% faktur więcej niż miesiąc wcześniej.
  • Największy wzrost liczby wystawianych faktur miał miejsce w przypadku firm działających na 8% i 5% stawce VAT (odpowiednio o 62% i 70%). To sektor budowlany i gastronomia.
  • Odmrożenie działa, ale przedsiębiorcy są ostrożni – nie chcą podejmować długoterminowych zobowiązań, wartość faktur wystawionych z maju jest niższa niż tych z kwietnia.
  • W postepidemicznej gospodarce narasta problem terminów płatności – zamawiający chce szybko otrzymać towar, ale zapłacić później. Wykonawca nie może jednak czekać na pieniądze.

Majowe odmrożenie gospodarki umożliwiło powrót do działania wielu przedsiębiorcom. Widać to w danych Faktura.pl. Serwis działa od 19 lat, a obecnie korzysta z niego blisko 50 tysięcy polskich firm, w znacznej większości mikroprzedsiębiorców (serwis udostępnia program do faktur online pozwalający na szybkie wystawienie dokumentu).

– W maju za pomocą naszego serwisu wystawiono o 26% więcej faktur niż w kwietniu – wzrost jest znaczący, to więcej niż ¼. Firmy wznawiają działalność i zaczynają wystawiać faktury. Największy wzrost ich liczby dotyczy przedsiębiorców działających na 8% i 5% stawce VAT (odpowiednio o 62% i 70%). W pierwszym przypadku są to często małe firmy remontowo-budowlane. W kwietniu nie pracowały, bo w obawie przed zakażeniem ludzie niechętnie wpuszczali fachowców do domów. W maju te obawy zmniejszyły się, a Polacy otworzyli drzwi dla usług remontowo-budowlanych. 70% wzrostu liczby faktur ze stawką 5% (w maju w stosunku do kwietnia) to naturalnie efekt odmrożenia turystyki i gastronomii – ocenia Grzegorz Grodek, Prezes Zarządu Faktura.pl

Wg badania Polskiego Instytutu Ekonomicznego i Państwowego Funduszu Rozwoju przeprowadzonego w ostatnich dniach maja, 31% firm odczuło poprawę sytuacji. W maju 28,7 tys. firm wznowiło działalność i zaczęło ponownie wystawiać faktury.

Przedsiębiorcy boją się podejmowania długoterminowych zobowiązań

Odbicie w gospodarce jest jednak bardzo ostrożne i niejednoznaczne – wg badania „KoronaBilans MSP”, przeprowadzonego przez IMAS na zlecenie KRD, 77,6% firm MSP nie planuje inwestycji w najbliższych 3 miesiącach. Wg Deloitte, jedynie 2% przedsiębiorców uważa, że pandemia nie będzie ingerować w plany inwestycyjne. Ostrożność widać też w danych Faktura.pl – pomimo większej liczby dokumentów wartość wystawionych w maju faktur była mniejsza niż w tych z kwietnia (o 18%).

– Optymizm jest stonowany, a wartość wystawianych faktur jest daleka od tej sprzed epidemii. W lutym, czyli ostatnim pełnym miesiącu funkcjonowania przedcovidowej gospodarki, wartość faktur była o 23% większa niż w maju. Nasze rozmowy z przedsiębiorcami wskazują, że boją się zobowiązań długoterminowych. Widać to także w naszej branży. W faktoringu standardowym modelem jest przekazywanie do finansowania pakietów faktur. To bezpieczniejsze dla faktora, bo przy kilku dokumentach ryzyko nieuregulowania zobowiązań przez zamawiającego towar czy usługę rozkłada się. Teraz wiele firm – szczególnie tych bez długiej historii współpracy z faktorem – niechętnie przekazuje do finansowania pakiety faktur, nie chcąc wiązać się długoterminowo. Wolą przynosić pojedyncze zobowiązania. My nie obrażamy się na takie realia i odpowiednio dostosowaliśmy naszą ofertę, tak aby móc finansować pojedyncze faktury– mówi Aneta Radomska, Dyrektor Sprzedaży eFaktor.

Towar na już, płatność w przyszłości

Problemem pozostają terminy płatności faktur – zamawiający chce otrzymać towar, ale z odroczonym terminem przelewu. Wykonawca też nie ma możliwości czekać na pieniądze – po trudnym kwietniu potrzebuje ich na płace, surowce czy materiały. Taka rozbieżność w oczekiwaniach sprzedających i kupujących zwiększa rolę i znaczenie faktoringu – modelu finansowania łączącego przeciwstawne oczekiwania biznesu. Konkurencyjne formy pozyskiwania środków, jak kredyty dla firm, w dalszym ciągu funkcjonują w niewielkim zakresie, a odmrożenie akcji kredytowej na dużą skalę spodziewane jest dopiero na wrzesień, październik.

 – W kwietniu większość korzystających z faktoringu (w naszym przypadku było to 70%) stanowiły firmy transportowe. W maju i czerwcu to się zmieniło. Pojawiają się przedstawiciele branż, których wcześniej nie widzieliśmy u siebie np. reklamowej, edukacyjnej, kosmetycznej czy z farmacji. Równocześnie spada udział firm transportowych. Biznes restartuje, ale na rynku brakuje pieniędzy. Producenci i usługodawcy chcieliby jak najszybciej sprzedawać i otrzymywać wynagrodzenie, ale kupujący negocjują możliwie najdłuższe terminy zapłaty. To sprawia, że tacy przedsiębiorcy trafiają do nas – mówi Piotr Więcek, Dyrektor ds. Rozwoju i Bezpieczeństwa z Finea.

Liczba wystawionych faktur wg różnych stawek w odniesieniu do kwietnia, w przeliczeniu na procenty. Dane Faktura.pl

Przykład (ostatnia kolumna – wszystkie faktury): w maju wystawiono 126% faktur w stosunku do liczby faktur wystawionych w kwietniu. W marcu wystawiono 127% faktur w stosunku do liczby wstawionych w kwietniu.

Miesiąc 23% 8% 5% Wszystkie

faktury

marzec 124% 136% 231% 127%
kwiecień 100% 100% 100% 100%
maj 121% 162% 170% 126%

Więcej niezdecydowania

Przekroczenie progu 10 milionów przypadków zakażenia koronawirusem globalnie jest najnowszym przypomnieniem, że problem nie zniknął i zagraża oczekiwanemu przyspieszeniu ożywienia gospodarczego. Obawy przyniosły w nocy nasilenie sprzedaży akcji, choć Europa ma plan na odbicie, biorąc pod uwagę, ile defensywnego nastawienia jest już w cenach. Niezdecydowanie przynosi stabilizację na rynek walutowy. Lokalnie zgodne z sondażami wyniki I tury wyborów są neutralne dla złotego.

Inwestorzy pozostają z wątpliwościami, na ile słuszne było wcześniejsze dyskontowanie szybkiego odbicia gospodarczego, kiedy na nowo rozpędza się liczba nowych przypadków zachorowań na koronawirusa. USA pozostają epicentrum drugiej fali (choć są już początkowe oznaki w Europie, aczkolwiek mniej groźne). Wraca temat niewystarczającej liczby dostępnych łózek szpitalnych, a kolejnej stany wstrzymują plany ponownego otwarcia działalności gospodarczej lub przywracają ograniczenia. Ponowny pełny lockdown jest mało prawdopodobny w związku z poważnymi jego kosztami, ale strach przed chorobą i nowe obostrzenia będą ciążyć na nastrojach konsumentów, planach rozwoju biznesów, a wreszcie i nastawieniu inwestorów. Z drugiej strony rynki już od kilkunastu dni zaznajamiają się z ryzykiem drugiej fali, jak również są świadome poprawy w danych makro oraz deklarowanego wsparcia władz fiskalnych i monetarnych. Stąd jakkolwiek presja na ceny aktywów ryzykownych może się utrzymywać, może być potrzeba silniejszego impulsu, by wywołać głębszą korektę.

Takie podejście („potrzebujemy więcej, by się naprawdę przestraszyć”) hamuje wyprzedaż, ale też nie daje podstaw do solidnego odbicia, co skutkuje podtrzymaniem niezdecydowania. Najbliższe dni mogą być jeszcze trudniejsze do ustalenia panujących nastrojów, biorąc pod uwagę koniec kwartału oraz skrócony tydzień handlowy w USA (wolny piątek związany z obchodami 4 lipca) zwieńczony raportem z rynku pracy (wyjątkowo w czwartek). Na razie brak przekonania może ograniczać płynność na rynku akcji, potęgując szarpane ruchy. Na FX ostrożne podejście do ryzyka i nagromadzenie krótkich pozycji stwarzają możliwości dla odbicia USD. EUR, GBP, CAD i NZD będą najbardziej narażone na korektę. Ropa naftowa pozostaje silnie wrażliwa na perspektywy popytu na paliwa, więc każde zagrożenie dla odbicia ożywienia gospodarczego uderzy w cenę surowca.

Pogorszenie nastrojów na rynkach zewnętrznych to nie jest środowisko, w którym złotemu łatwo będzie zyskiwać na wartości. Chociaż w ostatnim czasie EUR/PLN zamknął wahania w trendzie bocznym mniej więcej 4,41-4,48, presja z rynków zewnętrznych może przynieść powrót do 4,50. Dotychczas zwlekanie z podejściem wyżej mogło być związane z unikaniem przez inwestorów ekspozycji w złotym w obliczu wyborów prezydenckich, jednak wyniki I tury nie zmieniły bilansu czynników. Zgodnie z przewidywaniami sondaży Andrzej Duda wygrał z dwucyfrową przewagą nad Rafałem Trzaskowskim (45,2 proc. vs 28,9 proc. na podstawie częściowych wyników z 87 proc. obwodów). W drugiej turze ta przewaga stopnieje, gdyż Trzaskowski zyska na usunięciu innych kandydatów. Nic nie jest pewne w tym momencie, co pokazały wyniki wyborów prezydenckich w 2015 r., ale jednocześnie rynek nie przypisuje istotnej premii za ryzyko ewentualnej zmianie prezydenta na takiego, który nie jest powiązany z obecnym rządem. Dlatego w kontekście złotego bardziej obserwujemy sytuację na rynkach zewnętrznych niż nowe sondaże.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

JR HOLDING ASI S.A. ma podmiot z RPA zainteresowany zakupem testów smakowych na COVID-19

JR HOLDING ASI S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2012 r., otrzymała list intencyjny od podmiotu z Republiki Południowej Afryki, w którym wyraża on zainteresowanie zakupem 100.000 szt. produktu Tastein tester – testów smakowych na COVID-19. Spółka dokonała również inwestycji w kolejny podmiot z branży biotechnologii – HELIX IMMUNO-ONKOLOGY S.A.

JR HOLDING ASI S.A. otrzymała list intencyjny AFRICA VISION DISTRIBUTORS CC z Republiki Południowej Afryki, w którym wskazany podmiot wyraża zainteresowanie zakupem 100.000 sztuk produktu Tastein tester (masowy test przesiewowy) w pierwszej partii z prognozą zwiększenia zamówienia do około 500.000 jednostek w ciągu kolejnych 30 dni oraz 1.000.000 jednostek w kolejnych miesiącach. Mają być one dostarczone rządom Państw afrykańskich w tym RPA, strategicznym regionalnym partnerom handlowym, agencjom i podmiotom z sektora prywatnego oraz organizacjom charytatywnym w Republice Południowej Afryki i w całym regionie. Kluczowym warunkiem koniecznym całego przedsięwzięcia jest spełnienie odpowiednich wymagań medycznych i certyfikatów w zakresie każdej dostawy produktów zdrowotnych. Obecnie przedstawiciel grupy badawczej oraz Spółka prowadzą negocjacje dotyczące szczegółów zamówienia, które zostaną ujawnione po wynegocjowaniu szczegółów kontaktu.

Emitent podpisał również aneks do przedwstępnej umowy sprzedaży praw własności intelektualnej, zgodnie z którą Sprzedający zobowiązali się do przeniesienia na Spółkę praw do uzyskania dwóch patentów na wynalazek w przygotowaniu oraz koncepcji produktu rynkowego w postaci zestawów testowych do badań klinicznych i przesiewowych populacji na COVID-19. Zgodnie z aneksem Strony zmieniły termin zawarcia umowy przyrzeczonej i ustaliły go do dnia 31 lipca 2020 r.

„Zainteresowanie testami przez podmiot z RPA powoduje, że pojawiają się realne szanse na komercjalizację testu na rynkach afrykańskich. Potencjał sprzedażowy w tamtym regionie wydaje się być bardzo duży. Liczymy, że uda nam się sfinalizować pierwsze dostawy i nawiązać w ten sposób nowe relacje handlowe.” – mówi January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING ASI S.A.

Emitent w maju br. poinformował o podpisaniu z sześcioma osobami fizycznymi, będącymi jedynymi właścicielami, posiadającymi pełne autorskie prawa majątkowe do zgłoszeń patentowych,. Zgodnie z nią osoby fizyczne zobowiązały się do przeniesienia na Emitenta prawa do uzyskania dwóch patentów. Pierwszym z nich jest patent na wynalazek w przygotowaniu pod tytułem „System oraz sposób wykrywania zaburzeń smaku u osób z zakażeniem wirusowym w szczególności wirusem SARS-CoV-2”, zgłoszony do ochrony w dniu 06.04.2020 r. Wynalazek ten dotyczy wykorzystania stymulacji prądowej receptorów smaku w celu wyznaczania wysokości progów czuciowych. Z kolei drugim jest patent na wynalazek w przygotowaniu pod tytułem: „Sposób do przesiewowej identyfikacji osób o zwiększonym ryzyku zakażenia wirusem SARS-CoV-2, diagnostyczny zestaw testowy oraz urządzenie do realizacji tego sposobu” zgłoszony do ochrony w dniu 21.05.2020 r. Wynalazek dotyczy zastosowania gustometrii chemicznej w celu ilościowej i jakościowej oceny zaburzeń smaku w przebiegu COVID-19. Sprzedający zobowiązali się również do przeniesienia na Spółkę prawa do koncepcji produktu rynkowego w postaci zestawów testowych do badań klinicznych i przesiewowych populacji.

JR HOLDING ASI S.A. dokonała również inwestycji w kolejny podmiot z branży biotechnologii. Emitent objął 2.200.000 spółki HELIX IMMUNO-ONKOLOGY S.A. za łączną kwotę 2.970 tys. zł. Objęte akcje stanowią 16,64% udziału w podwyższonym kapitale zakładowym Spółki oraz w ogólnej liczbie głosów. Podmiot ten został powołany w 2013 r. i działa w branży biotechnologii. Specjalizuje się on w rozwoju technologii w zakresie immunoterapii przeciwnowotworowej we współpracy z wiodącymi ośrodkami akademickimi. HELIX IMMUNO-ONKOLOGY S.A. wspiera badania nad lekami onkologicznymi przeprowadzane w Polsce, Kanadzie oraz w USA. Spółka we współpracy ze swoją spółką-matką oraz ProMab Biotechnologies Inc. – zewnętrznym partnerem z Doliny Krzemowej – rozwija technologię CAR-T (Chimeric Antigen Receptor T-cell) do leczenia nowotworów hematologicznych (szpiczak mnogi) stanowiących 4% wszystkich nowotworów złośliwych oraz nowotworów litych (nowotwór trzustki, żołądka i jelita grubego).

„Helix Immuno-Oncology S.A. posiada w pełni wyposażone, autonomiczne laboratoria. Jej celem jest dostarczanie konkurencyjnych, zarówno cenowo, jak i technologicznie, rozwiązań CAR-T, do sieci klinik i oddziałów onkologicznych w szpitalach w Polsce, Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoszech i Hiszpani. Spółka pozyskany kapitał przeznaczy na dalszy rozwój i komercjalizację swoich produktów. W przyszłości będziemy chcieli zwiększyć nasze zaangażowanie w tym podmiocie.” – dodaje Prezes Ciszewski.

JR HOLDING ASI S.A. zakończyła 1 kw. 2020 r. zyskiem netto w wysokości 15,88 mln zł, który wynikał z zastosowania nowej metodę wyceny posiadanych aktywów, do czego Emitent jest zobowiązany jako Alternatywna Spółka Inwestycyjna. Osiągnięty wynik finansowy należy uznać za bardzo dobry, szczególnie w kontekście trudnej sytuacji rynkowej na giełdach, wynikającej z pandemii koronawirusa. W najbliższym czasie JR HOLDING ASI S.A. zamierza przeprowadzić aktualizację strategii rozwoju na lata 2020-2022. Jednym z nowych obszarów działalności inwestycyjnej Emitenta będzie realizowanie inwestycji w fundusze Alfa Bridge z dofinansowaniem z NCBiR-u oraz PFR Starter FIZ. Z kolei drugim kierunkiem inwestycji będą spółki z szeroko pojętego sektora Life Science.

Spółka wypracowała w 2019 r. ponad 165 mln zł zysku brutto, co jest rekordowym wynikiem w jego wieloletniej historii. W minionym roku JR HOLDING ASI S.A. została wpisana przez Komisję Nadzoru Finansowego do Rejestru Zarządzających Alternatywnymi Spółkami Inwestycyjnymi.

Spektakularny rozwój e-commerce w czasie koronawirusa

Epidemia wirusa COVID-19 zmusiła wielu ludzi do robienia zakupów przez internet. Wśród nich znalazła się duża grupa, która nigdy wcześniej nie korzystała ze sklepów internetowych i usług e-commerce – czyli internetowej sprzedaży i marketingu. Jest też wielu klientów, którzy co prawda korzystali z zakupów przez internet – ale teraz zaczęli kupować w ten sposób również produkty spożywcze i pierwszej potrzeby. W wyniku tego liczba transakcji internetowych i przesyłanych paczek zwiększyła się nawet dwa razy. Eksperci przewidują, że większe zainteresowanie usługami e-commerce przeżyje koronawirusa – klienci polubią kupowanie przez internet, a kolejne sklepy uruchomią tę usługę, by nadążyć za konkurencją. Będzie to jednak wymagało dobrej organizacji i większej przepustowości firm kurierskich, a także lepszej logistyki ze strony sklepów. W tym mogą pomóc firmy takie jak Last Mile.

– Często firmy kurierskie miały dwa razy więcej paczek niż normalnie. Wygrali ci sprzedawcy i dostawcy, którzy korzystali z mocno skalowalnych paczkomatów. Podczas podwyższonej aktywności bardzo ważne były również dobre systemy interaktywnej komunikacji z klientami – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Różycki, partner zarządzający Last Mile Prophets. – Last Mile wspiera klientów w logistyce i organizacji dostaw. Jeśli utrzyma się duża część tych zmian, które COVID-19 wprowadził na rynek – znacznie więcej osób będzie korzystać z zakupów e-commerce. To oznacza więcej klientów, więcej paczek i większą skalę dostaw na rynku – analizuje Różycki.

Systemy do zdalnego mierzenia temperatury coraz bardziej popularne w firmach. Mogą ograniczyć ryzyko strat związanych z koronawirusem

Detekcja twarzy i pomiar temperatury w kącikach oczu to najczęściej stosowana metoda w systemach termograficznych. W dobie koronawirusa zdalne pomiary w tłumie ludzi mogą ułatwić wykrywanie osób potencjalnie chorych. Dla firm ma to niebagatelne znaczenie, bo wstrzymanie lub ograniczenie produkcji w wyniku wykrycia koronawirusa u pracowników może narazić je na znaczne straty. – Inwestycja w system, który wykryje podwyższoną temperaturę wśród wielu osób i zaalarmuje odpowiednie służby, może okazać się mniej kosztowna – przekonuje Jędrzej Kowalewski z firmy Scanway.

– Znam przykłady kilku fabryk w Polsce, które niestety musiały ograniczyć swoje moce produkcyjne, a ich straty są liczone w setkach tysięcy złotych. System termograficzny pozwala zminimalizować ich ryzyko przy znacznie mniejszych nakładach  – dodaje Jędrzej Kowalewski, prezes zarządu Scanway, firmy tworzącej wizyjne systemy pomiarowe. – W najtańszej wersji jest to wydatek rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Choć systemy, które mogą się np. automatycznie kalibrować oraz dokonywać wielu pomiarów, a nawet pracować w jednej sieci sprzężonej z różnymi kamerami, kosztują więcej, ponad 100 tys. zł, to jednak wciąż nieporównywalny wydatek wobec strat, jakie mogą ponieść duże zakłady produkcyjne w związku z wykryciem koronawirusa u pracowników.

– Systemy termograficzne są już stosowane np. w Azji i w krajach Europy Zachodniej – zaznacza prezes Scanway. – W Polsce zainteresowanie rośnie i ostatnio otrzymujemy bardzo dużo pytań o efektywność i zasady działania takiego systemu. Jest on przydatny wszędzie tam, gdzie pracuje wiele osób i możliwa jest interakcja między ludźmi. Czasami trudno jest wyegzekwować wszystkie zasady związane z unikaniem zakażenia koronawirusem – zachowanie dystansu, noszenie maseczki i stosowanie wszelkich innych środków ochrony osobistej. Często sami pracownicy proponują, żeby taki system zainstalować w firmie, ponieważ obawiają się o własne bezpieczeństwo.

Urządzenia termograficzne powinny być montowane przy wejściach do fabryk i biurowców, czyli tam, gdzie pracownicy przekraczają próg firmy. Jednak uzasadnienie ma także instalacja takich systemów w stołówkach zakładowych, salach zebrań i innych miejscach, w których przebywa wiele osób.

Jak informuje Jędrzej Kowalewski, skuteczność systemu termograficznego można ocenić na dwa sposoby. Po pierwsze, należy określić, w jaki sposób wykrywa on każdą osobę, która ma podwyższoną temperaturę, a po drugie, ustalić, jak wiele osób jest on w stanie poddać pomiarom jednocześnie.

– Najnowsze technologie przetwarzania danych pozwalają na zbadanie nawet tłumu ludzi przechodzącego w oku kamery, pod warunkiem że każda z tych osób przez chwilę zostanie przez nią uchwycona. Nie ma lepszego systemu, który mógłby zmierzyć temperaturę ciała tak wielu ludzi w tak krótkim czasie. Dokładność pomiaru zależy od zastosowanego sensora, co wpływa na cenę urządzenia – wyjaśnia.

System termograficzny opiera się na detekcji twarzy, która odbywa się albo w paśmie podczerwonym, bo to ono jest potrzebne do zmierzenia temperatury, albo dzięki dodatkowej kamerze, która monitoruje w paśmie widzialnym.

– Kiedy twarz zostanie zidentyfikowana, system dokonuje pomiarów. Albo jest to pomiar całości twarzy, albo w wybranych punktach, np. w kącikach oczu, gdzie temperatura jest najwyższa. Warto dodać, że pomiar powinien być możliwy do zrealizowania nawet wtedy, gdy ktoś nosi okulary albo maseczkę. Wykrycie podwyższonej temperatury nie musi oznaczać automatycznego wskazania pracownika i uruchomienia alarmu. Można zaprogramować system tak, aby informacja o podwyższonej temperaturze była przekazywana do pracownika ochrony, który może wykonać dodatkowy pomiar z bliskiej odległości i możliwie dyskretnie podjąć dalsze kroki – tłumaczy prezes Scanway.

Taka metoda eliminuje sytuacje, które mogą stresować pracowników, ale umożliwia stuprocentową kontrolę. System gromadzi ogromną ilość danych, m.in. zdjęcia twarzy pracowników. Od administratora systemu zależy, co się z nimi stanie – mogą być automatycznie kasowane lub magazynowane, co wymaga jednak dodatkowych zgód od kadry pracowniczej.

UFG: Polski turysta lepiej chroniony niż niemiecki. Systemem nie zachwiały nawet problemy spowodowane pandemią

W kwietniu i maju Polacy odwołali blisko pół miliona wycieczek. W efekcie Turystyczny Fundusz Gwarancyjny nie tylko otrzymał mniej składek, ale musi też zwrócić biurom ok. 4–5 mln zł. – To równowartość miesięcznych wpływów z ubiegłego roku, więc system jest stabilny – podkreśla Marek Niechciał, członek zarządu Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego odpowiedzialny za TFG. Jak pokazały doświadczenia ostatnich lat, działa on sprawnie i lepiej chroni turystów niż chociażby system niemiecki. Wątpliwości organizatorów wypoczynku budzą niektóre zasady działania wprowadzonych w tarczy antykryzysowej rozwiązań.

– W kwietniu i maju mieliśmy po 200 tys. rozwiązanych umów, czyli łącznie jest to ponad 400 tys. To oznacza konieczność zwrotu składek na TFG, dla nas są to koszty równe mniej więcej miesięcznej składce, która w normalnych miesiącach wpływała do TFG, czyli 4–5 mln zł – mówi agencji Newseria Biznes Marek Niechciał, członek zarządu Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego odpowiedzialny za Turystyczny Fundusz Gwarancyjny.

Funkcjonowanie TFG, który działa od końcówki 2016 roku, jest kluczowe z punktu widzenia klientów touroperatorów jako dodatkowe zabezpieczenie ich interesów. W przypadku niewypłacalności biura podróży ubezpieczyciele, u których dany podmiot miał wykupioną gwarancję, zajmują się organizacją powrotu turystów z wakacji i zwrotem kosztów wycieczek (I filar systemu). Jeśli środków z gwarancji zabraknie, do gry wchodzi TFG (II filar). Jego zasoby finansowe pochodzą od biur podróży, które opłacają składkę za każdego uczestnika imprezy turystycznej. Jej wysokość zależy m.in. od kraju wyjazdu czy środka transportu, którym przemieszczają się turyści.

– W Polsce turysta, który wyjeżdża z biurem podróży, jest bardzo dobrze chroniony, lepiej niż w Niemczech. Gdy tam upadło biuro Neckermann, to okazało się, że gwarancje są za małe – wyjaśnia członek zarządu UFG. – Czy państwo słyszeli o tym, że w ostatnich dwóch latach zbankrutowało 12 biur podróży? O Neckermannie słyszeliśmy, bo to był przypadek międzynarodowy, ale o tym, żeby były jakieś kłopoty, żeby polscy turyści koczowali pod hotelami czy że specjalny samolot rządowy po nich leci, nie słyszeliśmy. Dlaczego? Bo system zadziałał. Tylko w trzech przypadkach środków z gwarancji nie starczyło i musiał być zaangażowany Turystyczny Fundusz Gwarancyjny, który łącznie wypłacił mniej więcej 2–3 mln zł. Dotyczyło to dwóch–trzech biur podróży.

Z danych TFG wynika, że tylko w pierwszym kwartale tego roku sprzedaż imprez turystycznych spadła o ok. 30 proc. r/r. Sprzedano ponad 700 tys. imprez mniej. Po raz pierwszy, od kiedy działa fundusz, wpłynęło do niego mniej składek, niż musiał zwrócić biurom podróży z powodu rozwiązywania umów z klientami. Jak jednak przekonuje ekspert, sytuacja TFG jest stabilna, a klienci mogą czuć się bezpiecznie.

 System jest nadal bezpieczny, bo środków jest dużo. To ok. 160 mln zł, a sprzedaż na lato 2020 roku przed pandemią jeszcze nie zdążyła się rozwinąć. W związku z tym zobowiązania firm turystycznych są względnie małe w stosunku do zwykłego sezonu. Gdyby pandemia wybuchła w czerwcu, kiedy wszyscy już kupili wycieczki, a nie tylko wpłacili zaliczki, to wtedy rzeczywiście system byłby bardziej narażony – ocenia Marek Niechciał.

Zgodnie z przepisami TFG jest zobowiązany zwrócić touroperatorowi środki w przypadku rozwiązania umowy z klientem. Tarcza antykryzysowa wydłużyła czas, jaki biura podróży mają na zwrot wpłaconych środków turystom, z 14 do 180 dni i umożliwiła im – za zgodą konsumenta – wymianę odwołanego wyjazdu na voucher ważny przez rok. To ułatwienia dla organizatorów, ale zasady działania wciąż budzą ich wątpliwości.

– Firmy myślą, że mogą od razu przyjść do nas i prosić o zwrot składek, ale najpierw muszą zwrócić koszty konsumentom i dopiero wówczas starać się u nas o zwrot. Nie może być tak, że do nas przychodzą od razu, a konsumentom wypłacą środki po 180 dniach. Tak samo jeśli zamieniają wycieczkę na voucher za zgodą konsumenta, to też nie mogą przyjść do nas po zwrot składki. Ryzyko w systemie nadal istnieje, bo za pół roku może się okazać, że konsument nie będzie miał z kim wyjechać, ponieważ biuro będzie miało kłopoty – podkreśla przedstawiciel UFG.