Inteligentna wyszukiwarka wakacji z dofinansowaniem NCBR

Firma z Gdańska buduje inteligentny system wyszukiwania ofert turystycznych oparty na algorytmach rozumienia języka naturalnego. Grant na realizację projektu przyznało Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.

Intuicyjność, prostota, oszczędność czasu, kompleksowość. Rozwiązanie Qtravel API bazujące na algorytmach rozumienia języka naturalnego, ze szczególnym uwzględnieniem języka polskiego, dostosowane do wielkoskalowego zastosowania w wyszukiwarce, będzie nowością na naszym rynku turystycznym. Prace nad nim ruszają 1 lipca br.

– Dla branży turystycznej, a zwłaszcza dla podmiotów operujących w językach innych niż angielski, takie narzędzia są praktycznie niedostępne – mówi Agnieszka Kukałowicz, prezes zarządu Q&Q Sp. z o.o.

Pionierską wyszukiwarkę wycieczek z wyszukiwaniem kontekstowym spółka Q&Q uruchomiła w swoim portalu turystycznym Qtravel.pl w już w 2010 roku. Cel: uwolnienie użytkowników od skomplikowanych formularzy na rzecz prostych mechanizmów wyszukiwania. Choć samo narzędzie, jak przyznają dziś jego twórcy, nie było doskonałe, proste algorytmy wyszukiwania tekstowego udało się w nim zastosować. Z jakim efektem?

– Był bardzo pozytywny feedback z rynku, głównie od naszych klientów, ale także partnerów biznesowych – przyznaje prezes Kukałowicz. – Temat budowy narzędzia, które faktycznie rozumiałoby język polski, przewijał się w naszych głowach bezustannie.

Boom na rozwiązania wykorzystujące technologie inżynierii języka naturalnego (NLP), takie jak np. konwersacyjne boty, sprawił, że zespół nie miał już wątpliwości: to właściwy kierunek. Pomysł ewoluował, aż zapadła decyzja o złożeniu wniosku o dofinansowanie w konkursie „Szybka Ścieżka” NCBR. Z sukcesem. W kwietniu br. strony podpisały umowę na realizację projektu.

Decyzją ekspertów na opracowanie nowatorskiego systemu wyszukiwania i prezentacji ofert turystycznych Q&Q otrzyma 3,2 mln zł z unijnego Programu Inteligentny Rozwój. Całkowita wartość projektu to 4,4 mln zł.

Prace badawczo-rozwojowe zajmą około dwóch lat. Następnie spółka chce wdrożyć wypracowane rozwiązania, a także zaoferować je licencjobiorcom.

– Turystyka to sektor bardzo istotny dla gospodarczego, społecznego i kulturowego rozwoju naszego kraju. Choć w związku z epidemią koronawirusa przeżywa obecnie trudności, to jednak jestem przekonany, że naturalna ciekawość świata i potrzeba odpoczynku, a także wsparcie dla firm działających w tym obszarze pozwolą całej branży szybko podźwignąć się z kryzysu. Z pewnością nowa turystyka będzie trochę inna i wymagać będzie większej troski o klienta. W ten trend doskonale wpisuje się lepsze dopasowanie dziesiątek tysięcy ofert do zapytań użytkowników, nad którym pracują nasi przedsiębiorcy i naukowcy – zauważa dr inż. Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

– Jak pokazują dane GUS, w 2018 roku ponad 60 proc. dorosłych mieszkańców Polski co najmniej raz wybrało się w podróż turystyczną, a w ciągu roku odbyliśmy w sumie 72 mln podróży. Mimo zachwiania spowodowanego światową pandemią ta ważna dla rozwoju naszej gospodarki branża ma przed sobą przyszłość, bo wszyscy czasem potrzebujemy oderwania się od naszych codziennych zajęć. Wsparcie z Funduszy Europejskich dla innowacji w turystyce, które powstają w naszym kraju, przekłada się na nasze zdrowie i nowe siły, a także powstawanie nowych miejsc pracy i wybór naszego kraju jako wymarzonego miejsca na wakacje, wypoczynek i miejsce spędzania wolnego czasu – mówi Anna Gembicka, wiceminister funduszy i polityki regionalnej.

Gdzie pojechać na nurkowanie latem?

W przypadku tradycyjnego wyszukiwania ofert od turystów wymaga się uzupełnienia wielu pól poprzez podanie konkretnych parametrów wyjazdu, takich jak: kierunek, klasa hotelu, forma wyżywienia, oczekiwane atrakcje turystyczne i wypoczynkowe, liczba uczestników czy wiek dzieci.

– Badania prowadzone w tym zakresie pokazują, że jest to metoda wymagająca od użytkownika dużego nakładu uwagi, pracy, cierpliwości. Często zbyt dużego, a to może prowadzić do zniechęcenia i rezygnacji z interakcji – podkreśla prezes Agnieszka Kukałowicz.

Efekt wielogodzinnych poszukiwań? Duża liczba mało dopasowanych ofert. W ten sposób można stracić potencjalnych klientów, zwłaszcza ludzi młodych, którzy rzadko mają tak bardzo sprecyzowane preferencje. Są za to otwarci na inspiracje i dodatkowe aktywności. Szukają przede wszystkim ciekawych, nowych pomysłów.

Specjaliści z branży mają świadomość, że zgodnie z nowymi trendami, turyści oczekują podniesienia komfortu korzystania z usług. Można to osiągnąć poprzez wysoki poziom intuicyjności stosowanych rozwiązań, nowe sposoby komunikacji (chatboty, inteligentne głośniki) oraz dostarczanie informacji o usługach i niestandardowych atrakcjach turystycznych, chociażby takich jak okresowa wystawa prac ulubionego artysty, koncert słynnej gwiazdy czy spotkanie fanów z mistrzem sportu. Przedkłada się to również na wzrost oczekiwań w stosunku do nowoczesnych systemów wyszukiwania.

Dlatego innowacyjna wyszukiwarka stawia na pytania otwarte, np. „Gdzie pojechać na wakacje w ciepłe kraje w lutym”, „Gdzie pojechać z żoną na nurkowanie w lato”, „Który hotel dla nowożeńców wybrać na Karaibach”. Za pomocą przygotowanych algorytmów analizy języka naturalnego silnik zamieni te bardzo ogólne, nieustrukturyzowane pytania, sformułowane w języku naturalnym, na postać numeryczną, ustrukturyzowaną – i zwróci użytkownikowi oferty spełniające te kryteria.

– Język naturalny to język naszej codzienności. Nie ma on określonej struktury, jak język formalny czy język programowania (np. Java, C++, PHP). To z punktu widzenia naszego tematu czyni go stosunkowo trudnym do interpretacji przez klasyczne algorytmy komputerowe – mówi prof. Maciej Piasecki z Wydziału Informatyki i Zarządzania Politechniki Wrocławskiej, odpowiedzialny w projekcie za prace badawcze w zakresie opracowania algorytmów analizy semantycznej tekstów dla branży turystycznej i języka polskiego. – Algorytmy rozumienia języka naturalnego są budowane w oparciu o metody uczenia maszynowego, a także przez przygotowane przez człowieka wzorce działania systemu (tzw. korpusy), dziedzinowe bazy reguł lingwistycznych oraz relacyjne słowniki semantyczne (np. słowosieć).

Obrazowo rzecz ujmując, algorytmy te mają za zadanie przekształcenie wyrażeń języka naturalnego (np. polskiego, angielskiego czy hiszpańskiego) na bardziej formalny język symboliczny, łatwiejszy do zrozumienia przez programy komputerowe. Kluczowym elementem przy budowaniu algorytmów języka naturalnego jest opracowanie ukierunkowanych rozwiązań na podstawie dużej ilości danych z określonej dziedziny.

– Dzięki temu możliwa jest zamiana nieustrukturyzowanych zapytań w języku naturalnym (np. „Gdzie pojechać z żoną na nurkowanie w lato”) na formę zrozumiałą dla wyszukiwarki turystycznej (liczba osób: 2, aktywność: nurkowanie, termin: 01.07-30.08). Następnie trzeba wykorzystać możliwość analizy treści opisowych z ofert do jak najlepszego dopasowania pytania do ofert. Nawet jeżeli nie pojawiają się dokładnie te słowa co w zapytaniu, a jedynie sformułowania o bardzo podobnym znaczeniu – tłumaczy prof. Piasecki.

Wyprawa rodzinna czy podróż biznesowa?

Po uzyskaniu ustrukturyzowanych zapytań można jeszcze dopytać użytkownika o brakujące parametry potrzebne do dokonania rezerwacji (np. liczba osób, zakres dat). Możliwe będzie także zaproponowanie różnych aktywności (nurkowanie, kitesurfing itp.) czy rodzaju podróży (np. podróż poślubna, podróż biznesowa, podróż rodzinna).

Maszynowe „zrozumienie” treści pytania i ofert umożliwi ponadto wprowadzenie elementów interakcyjności w komunikacji i dojście do wyboru „szytych na miarę” ofert zaledwie w kilku krokach.

– Takie podejście pozwala użytkownikowi odkryć dosłownie w minutę dopasowane do jego indywidualnych potrzeb ofert ­– zapewnia specjalista w zakresie inżynierii języka naturalnego.

Trzeba jeszcze sobie poradzić ze złożonością i kolosalnym rozmiarem danych turystycznych. Skala wyzwania technologicznego jest w tym przypadku ogromna, bo jak tłumaczą eksperci, aby zapewnić automatyczne wyszukiwanie pakietów turystycznych tylko od jednego większego operatora, opracowywanie narzędzie musi indeksować 1,5 mln plików zawierających zmienne ceny w zależności od liczby osób, liczby dzieci, a nawet ich wieku. Q&Q stawia w tym aspekcie na swoich specjalistów IT z doświadczeniem w zakresie przetwarzania danych turystycznych, rozwiązań Big Data i systemów wyszukiwania.

– Każdy zadaje sobie pytanie, jak łatwo, szybko i płynnie dokonać takiej technologicznej rewolucji. A co najważniejsze, jak dokonać tego bez strat dla prowadzonego biznesu. I są to pytania uzasadnione. Prawda jest taka, że budowa wyszukiwarki semantycznej ofert dla turystyki przy jej obecnych ograniczeniach jest większym wyzwaniem niż dla innych, bardziej jednorodnych branż. Mamy przekonanie, że przygotowanie narzędzi Qtravel API jest odpowiedzią na to zapotrzebowanie – mówi prezes Agnieszka Kukałowicz.

Jak zaznacza, dzięki dofinansowaniu z programu „Szybka Ścieżka” NCBR, firma Q&Q będzie mogła, pozyskując kadrę badawczo-rozwojową, zrealizować etap badań przemysłowych dotyczący algorytmów NLP dla języka polskiego. Do tej pory było to dla zespołu największe wyzwanie pod względem finansowym i organizacyjnym.

– Dysponowanie innowacyjną i unikalną technologią dedykowaną na rynek turystyczny przyczyni się do wzrostu konkurencyjności firmy i będzie stanowić o jej przewadze nad innymi graczami na rynku turystycznym – jest przekonana Kukałowicz. – Odzyskamy dla branży klienta, który do tej pory wolał sam składać swoje puzzle turystyczne. Damy mu powód, aby zaufał doradcom.

Turystyka w świecie po COVID-19

Projekt rusza w momencie, gdy epidemia COVID-19 paraliżuje branżę turystyczną.

Profesor Magdalena Kachniewska (Szkoła Główna Handlowa w Warszawie), która będzie wspierać prace zespołu projektowego w zakresie nowych technologii w turystyce, zwraca uwagę, że każdą sytuację kryzysową można postrzegać albo pesymistycznie jako stratę, albo optymistycznie jako szansę na coś nowego i rozwojowego.

– W naszym projekcie obowiązuje ta druga optyka. Oczywiście, aktualna sytuacja związana z ogólnym spowolnieniem dynamiki rozwoju, zanikiem ruchu turystycznego, ograniczeniem swobody podróżowania, utrzymującym się poczuciem zagrożenia, które w oczywisty sposób wpływa na niską skłonność do podejmowania podróży, wydaje się skrajnie niekorzystna. My jednak uważamy, że kryzys to idealny czas na opracowanie nowych rozwiązań – mówi prof. Kachniewska. – Proszę zwrócić uwagę, że to nie pierwszy kryzys w branży travel. Potrzeba podróżowania, wypoczynku, regeneracji ma jednak w sobie jakąś naturalną siłę przetrwania.

Nie ulega wątpliwości, że istotnej zmianie ulegnie formuła i czas wyjazdów wypoczynkowych.

– Nasze wstępne badania wskazują, że w najbliższym sezonie respondenci planują podejmować kilkukrotne, ale za to krótsze wyjazdy wakacyjne. Z pewnością będą wyjeżdżać na mniejsze odległości, poszukiwane będą tańsze opcje wyjazdów wakacyjnych, a znacząca część popytu na wyjazdy zagraniczne przesunie się w kierunku turystyki krajowej. Wygląda zatem na to, że operujący na rynku travel gracze potrzebować będą nowych, optymalnych dla istniejących potrzeb narzędzi, które pomogą budować biznes w nowej odsłonie. Potrzebna będzie łatwiejsza, szybsza, lepsza orientacja, szybka identyfikacja atrakcyjnych ofert, optymalizacja wyboru, filtrowanie dostępnych propozycji według różnorodnych – niegdyś całkiem nieistotnych – kryteriów – wskazuje prof. Magdalena Kachniewska.

Z analiz badaczy wynika, że niestandardowe kryteria doboru kierunku wyjazdu i rodzaju imprezy turystycznej nie znajdują na razie odpowiedniego wsparcia w postaci narzędzi cyfrowych. Qtravel API ma to zmienić. Pierwsze wyniki projektu będą wdrażane za 2,5 roku.

– Z całą pewnością rynek turystyczny będzie wówczas w zupełnie innym punkcie niż dzisiaj. Firmy, które się utrzymają, będą szukały nowych, niskokosztowych rozwiązań zwiększających ich atrakcyjność i skuteczność. Narzędzie i usługi, które będą wynikiem naszego projektu, stanowią odpowiedź na te potrzeby – mówi Agnieszka Kukałowicz.

Zespół projektowy przewiduje, że opracowane mechanizmy budowy algorytmów przetwarzania języka naturalnego można będzie stosunkowo łatwo przenieść na inną dziedzinę, np. platformę medyczną, motoryzacyjną czy wydawniczą. Jesteśmy przekonani, że tak jak np. w przypadku czeków podróżniczych, a potem kart płatniczych, nasze rozwiązanie – opracowane pierwotnie dla turystyki – podbije inne branże, a z czasem i rynki. Jesteśmy tu perspektywicznymi optymistami dodaje prezes Q&Q.

Czym jest system TMS? Czy postępująca cyfryzacja transportu będzie dotyczyć mojego przedsiębiorstwa?

Według danych z raportu McKinsey & Company branża TSL jest sektorem gospodarki z największym potencjałem do cyfryzacji. Nowoczesne technologie stają się nieodłącznym elementem w transporcie, coraz więcej przedsiębiorstw decyduje się usprawnić organizację pracy i oszczędzić jak najwięcej czasu oraz zasobów – konkurencja nie śpi, a kluczem do sukcesu jest najczęściej odpowiednie zbalansowanie planu danego frachtu z zachowaniem odpowiedniej rentowności. By zachować kontrolę oraz konkurencyjność na rynku, firmy transportowe spoglądają w stronę kompleksowych rozwiązań, takich jak Transportation Management System, w skrócie TMS. Marta Staniszewska, ekspert GBOX z Grupy INELO przybliża podstawowe założenia oraz funkcjonalności systemów TMS w pierwszym z serii tekstów poradnikowych dla firm z branży transportowej chcących zainwestować w tego rodzaju rozwiązanie.

Co to jest TMS?

System TMS to transportation management system, czyli system zarządzania transportem. Takie oprogramowanie powstało, by umożliwić pełną automatyzację procesu planowania dostaw towarów przede wszystkim poprzez oszczędność czasu i ułatwienie pracy. Praca spedytora opiera się na trzech, podstawowych zadaniach. Po pierwsze, należy znaleźć zlecenie, po drugie, musimy zając się opracowaniem kosztorysu, negocjacją warunków kontraktu co będzie skutkowało wystawieniem faktury. Trzeci, ostatni element to płatność i rozliczenie się za wykonany przejazd. – Koordynacja tych wszystkich elementów bardzo często wiąże się z pracą kilku osób, co przekłada się na kilkadziesiąt wymienionych maili, pracę w komputerowym skoroszycie, programie księgowym, musimy wytyczyć trasę na mapie, obliczyć niezbędne koszty, takie jak pensja kierowcy, paliwo i mnóstwo innych elementów składających się na finalne wyruszenie ciężarówki z bazy. System TMS pozwala nam zebrać te wszystkie informacje w jednym miejscu, gdzie możemy pracować ze zleceniami, fakturami i płatnościami – mówi Marta Staniszewska, ekspert GBOX oraz Easy TMS, Grupa INELO.

Dla kogo jest system TMS?

Dostępność nowych technologii i postępująca cyfryzacja sektora transportowego sprawiają, że implementacja systemu TMS pozwalającego na automatyzację procesów jest już możliwa w praktycznie każdej firmie transportowej. Na wybór systemu TMS decydują się więc zarówno przedsiębiorstwa działające na rynku ponad 30 lat oraz firmy dopiero stawiające pierwsze kroki w transporcie i logistyce. – Nowe technologie coraz częściej goszczą w naszym życiu zawodowym, coraz więcej przedsiębiorstw z wielu branż decyduje się sięgać po nowoczesne rozwiązania ułatwiające pracę. Nie inaczej jest w transporcie. System TMS to bardzo często podstawa działalności wielu firm transportowych. Możliwość kontroli wszystkich aktywności w firmie związanych ze zleceniami, czy obecnie realizowanymi przejazdami oraz przyspieszenie wielu czynności, takich jak wystawianie faktur nie tylko ułatwia pracę ale może przynieść spore oszczędności – dodaje Marta Staniszewska.

Czy wdrożenie systemu TMS sprawi, że moja firma będzie więcej zarabiać?

– Wdrożenie nowych technologii, takich jak TMS w firmie transportowej, z pewnością pozwala na lepsze rozeznanie sytuacji rynkowej oraz dokładne przebadanie rentowności naszego przedsiębiorstwa. Mając dokładne dane na temat zleceń, łatwiej orientując się w sprawach związanych z księgowością oraz obsługą płatności będziemy w stanie lepiej organizować pracę, co może przełożyć się na lepszą wydajność oraz zysk. – Musimy jednak pamiętać, że TMS nie jest uniwersalnym lekarstwem na ewentualne problemy trapiące naszą firmę. System TMS pozwala przetwarzać dane, które do niego wprowadzimy. W momencie, kiedy np. chcemy mieć kontrolę nad flotą naszych pojazdów, wyciągać wnioski na temat bieżącego spalania naszych kierowców, czy na bieżąco doglądać obrane trasy z naszym ładunkiem musimy posiadać odpowiednie urządzenia telematyczne, które zbiorą dla nas te informacje – komentuje Marta Staniszewska. Dobrym pomysłem będzie też zaimplementowanie dostępnych w internecie giełd zleceń do naszego TMS. W połączeniu z telematyką będziemy mogli wydajnie planować kolejne frachty nie czekając na meldunki kierowców oraz nie będziemy tracić czasu na research nowych zleceń.

Jak wybrać odpowiednie oprogramowanie dla naszej firmy?

W procesie wyboru odpowiedniego systemu TMS jest odpowiednie zbadanie potrzeb naszej firmy oraz sumienne przygotowanie się do wdrożenia przedsiębiorstwa pod możliwości oprogramowania. Konfiguracja TMS zależy od bardzo wielu czynników, przede wszystkim firmy zajmujące się wyłącznie spedycją nie będą potrzebować tylu funkcjonalności co przewoźnicy posiadający własną flotę. – Badanie potrzeb naszego przedsiębiorstwa jest bardzo potrzebne w momencie kiedy chcemy zająć się cyfryzacją naszej firmy. Nie możemy spodziewać się, że zainstalowany TMS będzie od razu w pełni funkcjonalny i dopasowany. Proces wdrożenia, w przypadku dużych firm, może trwać nawet kilka miesięcy – automatyzacja, która jest największą zaletą TMS wymaga zebrania wielu informacji, odpowiedniego opracowania oraz przede wszystkim umiejętnego wprowadzenia danych do naszego systemu. Jeśli nie czujemy się wystarczająco kompetentni, aby taki proces przeprowadzić we własnym zakresem, to dobrym pomysłem może być skorzystanie z odpowiedniego szkolenia organizowanego przez firmy oferujące rozwiązania TMS. Warto przeprowadzić odpowiedni rekonesans, niektóre wdrożenia są oferowane za darmo w momencie wyboru systemu TMS danej firmy – podpowiada Marta Staniszewska.

Znalezienie ekipy budowlanej coraz trudniejsze. Polacy poświęcają średnio 3 miesiące no poszukiwania wykonawców budowy wymarzonego domu

Polacy poświęcają zwykle 3 miesiące na znalezienie odpowiedniej ekipy budowlanej, a następnie czekają kolejne tygodnie na wolny termin u wybranych wykonawców wynika z najnowszego badania Oferteo.pl. Najczęściej przy wyborze kierują się opiniami znajomych oraz poprzednich klientów danej firmy.

Długie miesiące poszukiwania wykonawców

Ile czasu zajął Państwu wybór ekipy, która miała rozpocząć budowęW ubiegłym roku wybór odpowiedniej ekipy budowlanej zajmował inwestorom zwykle 2-3 miesiące. Jedna trzecia badanych przez Oferteo.pl, największego polskiego serwisu łączącego poszukujących towarów i usług z ich dostawcami, zdołała zamknąć proces w ciągu miesiąca, a kolejne 29% musiały poświęcić na poszukiwania nawet więcej niż 3 miesiące.

Po wybraniu odpowiedniego zespołu trzeba jeszcze poczekać na wolny termin w kalendarzu specjalistów. Co trzeci badany czekał w kolejce do wykonawców od 1 do 3 miesięcy, a u 30% czas oczekiwania wynosił ponad 3 miesiące. 37% budujących dom wybrało ekipę, która była w stanie rozpocząć pracę w ciągu miesiąca.

Opinie poprzednich klientów najważniejsze

Czym kierowali się Państwo przy wyborze ekipy budowlanejPrzy podejmowaniu decyzji o tym, komu powierzą budowę domu, Polacy najczęściej kierowali się referencjami innych klientów (44% respondentów) oraz poleceniami znajomych (37%). Pod uwagę często brali także swoje odczucia po bezpośrednim kontakcie z wykonawcami. Jak się okazuje, nie bez znaczenia są także dostępność w konkretnym terminie (wskazana przez 31% uczestników badania) oraz zaproponowana przez firmę cena usługi (30%).

Przeczytanie opinii poprzednich klientów oraz zapoznanie się ze zrealizowanymi dotychczas projektami to najbardziej wiarygodne sposoby przekonania się, czy mamy do czynienia z dobrymi specjalistami. Warto poświęcić czas na rozważenie i porównanie wszystkich dostępnych na rynku opcji, aby znaleźć zaufaną i sprawdzoną ekipę budowlaną, która sprosta naszym oczekiwaniom. Oczywiście do najwyższej klasy specjalistów ustawiają się najdłuższe kolejki, trzeba więc uzbroić się w cierpliwość, a najlepiej rozpocząć poszukiwania odpowiednio wcześnie – radzi Karol Grygiel z zarządu Oferteo.pl.

Znalezienie ekipy coraz trudniejsze

Jak długo musieli Państwo czekać aż wybrana ekipa mogła rozpocząć pracę

 

Pytani o to, co sprawiło im najwięcej trudności podczas całego procesu inwestycyjnego, aż 40% ankietowanych odpowiedziało, że było to znalezienie odpowiedniej ekipy budowlanej. Rok wcześniej taką odpowiedź wskazało 35% badanych. Wygląda więc na to, że szukanie specjalistów budowlanych z roku na rok staje się coraz bardziej wymagające. Z najnowszej edycji badania Oferteo.pl wynika, że w ubiegłym roku więcej trudności generowało jedynie załatwienie formalności urzędowych.

Koszty robocizny najczęściej przerastają założony budżet

Co sprawiło Państwu najwięcej trudności podczas całego procesu inwestycyjnegoWyniki badania Oferteo.pl pokazują, że Polacy mają trudność, by właściwie oszacować koszty budowy domu. W zdecydowanej większości (68%) inwestorzy błędnie przewidują koszty inwestycji, a rzeczywiste wydatki okazują się znacznie wyższe niż zakładano. Najczęściej Polaków zaskakują ceny robocizny, które wskazało aż 46% badanych. 41% zapłaciło więcej za materiały.

Metodologia badania

Przedstawione w „Raporcie o budowie domów w Polsce” dane pochodzą z badania ankietowego przeprowadzonego w 2020 roku metodą CAWI na próbie 660 osób, które w 2019 roku budowały dom.

Technologia dla biur – doraźnie i długofalowo

Co kilka, kilkanaście lat mamy do czynienia z globalnym wydarzeniem, które swoją skalą wpływa na społeczeństwo powodując znaczące zmiany w naszym nastawieniu i kształtując najmłodsze pokolenia. W ciągu ostatnich dekad były to zarówno pozytywne, jak i negatywne wydarzenia: lądowanie na księżycu (1969), upadek muru berlińskiego (1991), zamachy na World Trade Center (2001) czy globalny kryzys gospodarczy (2008). Obecnie przechodzimy przez pandemię COVID-19 – kolejne wydarzenie, które zapisze się na kartach historii w kategorii dużego markera społecznego.

Marker społeczny wprowadza wiele niepewności, jednocześnie zmieniając naszą rzeczywistość na tyle, że kształtowane przez lata nawyki ludzkie potrafią się w ciągu kilku miesięcy obrócić o 180 stopni. Jednym z największym sprzymierzeńców i akceleratorów zmian jest technologia – to dzięki niej mogliśmy zamknąć się w domach, ale nadal pracować, dzięki niej też mogliśmy przestać chodzić do sklepów, ale nadal kupować.

Technologia jest już na takim etapie rozwoju, że nie sposób od niej uciec. Według raportów CISCO do 2025 roku przewiduje się, że wyprodukujemy 175 zetabajtów danych. Dla porównania pierwszy zetabajt osiągnęliśmy w 2016 roku, a w 2018 było ich już 18. W dodatku 90% tych danych zostanie wyprodukowane przez internet rzeczy, a więc de facto przez maszyny.

Osoby, które wcześniej nie korzystały i nawet nie próbowały się przekonać do rozwiązań takich, jak praca zdalna czy e-commerce w wyniku pandemii i związanych z nią ograniczeń zostały rzucone na głęboką wodę. Podobnie dzieje się z organizacjami – firmy, które do tej pory nie praktykowały rotacyjnych biurek czy parkingów zaczynają poszukiwać rozwiązań wprowadzających elastyczność oraz wspierających bezpieczeństwo pracowników.

Doraźnie

Planując powroty do biur, myślimy przede wszystkim o bezpieczeństwie, które opieramy dziś głównie o dystans społeczny i częstą dezynfekcję. Jednym z najlepszych doraźnych rozwiązań technologicznych jest wprowadzenie systemu zarządzania powierzchnią biurową tak, aby dostarczać pracownikom informacje w czasie rzeczywistym oraz umożliwić interakcje z przestrzenią. Takie rozwiązanie wdrażamy właśnie w warszawskim biurze Colliers. Jest to system Office App, który integruje wiele funkcjonalności biurowych, zapewniających użytkownikom i zarządcom budynku bezpieczeństwo i wygodę pracy.

Na interaktywnej mapie biura dostępnej w aplikacji możemy pokazywać pracownikom dostępność miejsc pracy – na podstawie tego, które biurka administracja oznaczy w systemie jako dostępne oraz na podstawie rezerwacji innych osób. Dzięki temu możemy blokować biurka tak, aby zagwarantować odległość 2 m pomiędzy pracownikami. Biurka, sale konferencyjne oraz miejsca parkingowe można też rezerwować z wyprzedzeniem, dzięki czemu zbieramy informacje od pracowników o ich zamiarach i gwarantujemy im możliwość skorzystania z tych przestrzeni w czasie, gdy ich dostępność musi zostać ograniczona.

Innym przykładem doraźnego rozwiązania jest elektroniczna rejestracja gości. W ramach aplikacji Office App pracownicy rejestrują wszystkich zaproszonych do biura ludzi. Mogą również rezerwować salę na spotkanie, weryfikując, jaka maksymalna liczba osób jest dopuszczalna w wybranym pokoju. Gość może otrzymać spersonalizowane zaproszenie z informacjami o protokole bezpieczeństwa w naszym biurze. Jednocześnie recepcja ma dostęp do listy gości i potwierdza ich przybycie – osoba zapraszająca otrzymuje wówczas automatyczne powiadomienie na telefonie. Jest to proste rozwiązanie, które poprzez centralne miejsce przekazywania i zbierania informacji zdecydowanie upraszcza proces zarządzania wizytami w biurze.

Zakres systemu Office App jest indywidualnie ustalany z najemcą na podstawie jego potrzeb i możliwości technologicznych nieruchomości. Jest także w pełni dostosowywany do strategii klienta.

Długofalowo

W badaniu Colliers aż 49% pracowników wskazało, że chce pracować z domu 1-2 dni w tygodniu. Są również grupy, które chciałyby pracować zdalnie zdecydowanie więcej. Co ciekawe, wyniki tych badań nie różnią się znacząco od tego, czego oczekiwali pracownicy przed COVID-19. To, co się zmieniło diametralnie, to podejście organizacji do wykorzystania modelu pracy elastycznej, w tym z domu. Aż 74% z badanych przez Colliers najemców potwierdziło, że widzi długofalową zmianę w sposobie, w jakim będą korzystać z biur.

Znaczący wzrost elastyczności wymaga wprowadzenia nowych zasad korzystania z przestrzeni, ale niesie ze sobą również pewne wyzwania. Najemcy muszą odpowiedzieć sobie na pytania, ile powierzchni biurowej będą potrzebować, jak zarządzić zmieniającymi się potrzebami oraz komunikacją? Wdrażając jakiekolwiek doraźne rozwiązania, warto zatem myśleć o perspektywie długofalowej, tak aby zapewnić sobie możliwość uzupełnienia systemu kolejnymi inteligentnymi technologiami, np. sensorami zajętości, które zbiorą realne dane wykorzystania biura w nowej rzeczywistości. W świecie technologicznych rozwiązań bardzo istotna jest bowiem możliwość integracji oraz samej elastyczności oprogramowania, tak by stopniowo móc budować w pełni inteligentne zarządzanie biurem.

Cyfryzacja środowiska pracy nie tylko podnosi poziom elastyczności przestrzeni, lecz także pomaga zaoszczędzić na kosztach eksploatacyjnych biura, co w czasie kryzysu jest szczególnie ważne.

Komentarz Renaty Hartle, manager ds. flex office i rozwiązań technologicznych w Colliers International

Badanie EY: COVID-19 utrudnia prowadzenie przedsiębiorstwa w sposób etyczny

Według Światowego Badania Uczciwości w Biznesie 2020 przeprowadzonego przez EY, 90% ankietowanych uważa, że COVID-19 utrudnia prowadzenie przedsiębiorstwa w sposób etyczny. Z drugiej strony 43% członków zarządu uważa, że pandemia może doprowadzić do poprawy sytuacji związanej z uczciwością w biznesie. Zdaniem 79% badanych w Polsce, dochowanie standardów uczciwości może być wyzwaniem w czasach dynamicznych zmian i trudnej sytuacji rynkowej. Średnia dla krajów rozwiniętych wyniosła 54%. Polscy respondenci pojęcie uczciwości odnoszą raczej do zgodności z prawem i obowiązującymi zasadami (62% odpowiedzi i pierwsze miejsce na świecie) niż postępowania we właściwy sposób, nawet jeśli nikt nie patrzy (27% wskazań i trzecie miejsce od końca na świecie).

57% respondentów w Polsce do najważniejszych korzyści z uczciwego działania zalicza możliwość przyciągania nowych klientów, jest to zdecydowanie więcej niż średnia światowa wynosząca 41%. Natomiast tylko 16% polskich ankietowanych postępuje uczciwie, ponieważ obawia się działań regulatorów i organów ścigania – to dwukrotnie mniej niż na świecie, gdzie na ten powód postępowania wskazało 31% badanych.

Zdaniem 79%, badanych przez EY w Polsce, dochowanie standardów uczciwości może być wyzwaniem w czasach dynamicznych zmian i trudnej sytuacji rynkowej. Na świecie pogląd ten podziela średnio 59% respondentów, a w krajach rozwiniętych – 54%. Kryzys gospodarczy wywołany epidemią COVID-19 zdaniem 90% ankietowanych jeszcze bardziej utrudnił prowadzenie firmy w uczciwy sposób. Z drugiej strony 43% członków zarządu uważa, że pandemia może poprawić sytuację związaną z uczciwością w prowadzeniu firmy. Ten pogląd podziela tylko 21% młodszych stażem pracowników.

Większość ankietowanych przez EY potwierdziło, że kryzys spowodowany COVID-19 negatywnie wpływa na uczciwość w firmach. W Polsce zdecydowanie więcej respondentów niż w innych krajach uważa, że w sytuacji wyzwań rynkowych uczciwe postępowanie jest utrudnione. Jak pokazały doświadczenia kryzysu lat 2007-2008, w niepewnych czasach rośnie presja na działania nieetyczne. Więcej osób skłonnych jest działać niezgodnie z zasadami, a czasem i z przepisami prawa, aby ratować swoje firmy oraz miejsca pracy – mówi Mariusz Witalis, Partner w Zespole Zarządzania Ryzykiem Nadużyć EY. Tym bardziej istotne jest, aby oprzeć się pokusie oszczędzania na funkcji compliance, gdyż oprócz ryzyka prawnego, rośnie także ryzyko reputacyjne, m.in. za sprawą mediów społecznościowych, dzięki którym przepływ wszelkich informacji jest szybszy – dodaje.

Badanie przeprowadzone przez EY pokazało, że globalnie kadra kierownicza jest skłonna do działań nieetycznych czterokrotnie częściej niż szeregowi pracownicy, odpowiednio 12% i 3% wskazań. Co ciekawe, 58% członków zarządu jest przekonanych, że ich działania są zgodne z prawem i obowiązującymi zasadami. Natomiast 57% pracowników młodszych stażem ma co do tego wątpliwości. Jednocześnie znaczna część respondentów uważa, że to właśnie kierownictwo odgrywa kluczową rolę w budowaniu postaw etycznych. W Polsce tylko 7% ankietowanych uważa, że to dział compliance (zarządzający ryzykiem braku zgodności) jest odpowiedzialny w firmie za zapewnienie uczciwego postępowania pracowników – na świecie 18% badanych wyraziło taki pogląd.

W przypadku postaw indywidualnych blisko co czwarty (23%) badany w Polsce (30% na świecie) byłby gotowy postąpić nieetycznie, jeśli miałoby to pozytywny wpływ na jego wynagrodzenie lub rozwój kariery. Co siódmy (13%) uczestnik badania ogółem i aż co piąty (20%) członek zarządu byłby skłonny ignorować nieetyczne postępowanie kontrahenta, jeśli miałoby to pozytywny wpływ na jego wynagrodzenie lub rozwój kariery.

Badanie EY porusza też kwestię sygnalistów w firmach. Już od grudnia przyszłego roku wchodzi w życie Dyrektywa UE w zakresie ochrony sygnalistów, która kompleksowo reguluje tę kwestię.

Badanie pokazało, że 23% pracowników w naszym kraju choć raz zgłaszało jakąś nieprawidłowość, globalnie 37% ankietowanych przyznało się do takich działań. Z kolei 31% respondentów w Polsce, w porównaniu do 40% na świecie, było świadkiem zachowań, które mogłyby być uznane ze nieetyczne. Co istotne ankietowani podkreślają, że pracownicy mogą obecnie łatwiej niż w przeszłości zgłaszać nieprawidłowości (40% w Polsce i 39% globalnie).

Sygnaliści to najlepsze i najważniejsze źródło informacji o nadużyciach i wątpliwych zachowaniach w firmie. Ważne, żeby czuli się bezpieczni w organizacji. Przeprowadzone przez nas badanie pokazało, że 78% respondentów w Polsce uważa, że w ich organizacji sygnaliści nie muszą obawiać się negatywnych konsekwencji. Niestety 17% polskich ankietowanych wskazuje, że wzrosły obawy pracowników przed korzystaniem z dostępnych kanałów zgłaszania nieprawidłowości. Co gorsza, ponad połowa badanych zgłaszających nieetyczne zachowania czuła presję, aby tego nie robić – tłumaczy Mariusz Witalis.

Światowe Badanie Uczciwości w Biznesie przeprowadzone przez EY w 2020 r. objęło również kwestię cyberbezpieczeństwa i ochrony danych osobowych. Zagrożenie atakiem hakerskim jest najczęściej wskazywanym zagrożeniem dla długoterminowego sukcesu firmy, w Polsce na równi z ryzykiem nadużyć (odpowiednio 32% i 31% odpowiedzi). Jest uważane za groźniejsze niż ryzyko związane z korupcją czy sytuacją makroekonomiczną. Na cyberataki najbardziej narażone są dane klientów i pracowników oraz dane finansowe. W Polsce odsetek tych wskazań (51%) przewyższa średnią światową (34%).

Badanie EY pokazało, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy, 13% polskich organizacji było celem cyberataku – na świecie ten odsetek jest większy i wynosi 21%. Również 13% polskich firm odnotowało poważny wyciek danych (19% globalnie). 37% polskich organizacji (38% na świecie) ma opracowany plan postępowania w przypadku wystąpienia cyberataku. 14% respondentów z Polski (13% na świecie) uważa, że ich firma powinna być lepiej przygotowana na atak hakerski. 25% firm w Polsce ma już wdrożone procedury odpowiedzi na wniosek o dostęp do danych osobowych, globalnie 29% przedsiębiorstw posiada takie procedury. Według badania EY 19% respondentów z Polski (14% globalnie) uważa, że ich organizacja mogłaby lepiej chronić dane klientów.

Światowe Badanie Uczciwości w Biznesie 2020 zostało zrealizowane w okresie od stycznia do lutego 2020 roku przez agencję badań rynku Ipsos Mori. Ankieterzy przeprowadzili 2948 wywiadów w lokalnych językach z członkami zarządów, przedstawicielami kadry kierowniczej wyższego szczebla, managerami i pracownikami wybranych największych spółek z 33 krajów i terytoriów z całego świata. W badaniu wzięło udział 100 firm z Polski. Kolejne 600 wywiadów przeprowadzono w Chinach, Niemczech, Indiach, Włoszech, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych w kwietniu 2020 roku po wybuchu pandemii COVID-19, z zastosowaniem tego samego profilu ankietowanych.

Co czwarta firma chce w ciągu roku wrócić do stanu zatrudnienia sprzed pandemii

Co czwarty polski pracodawca zamierza w ciągu najbliższych 12 miesięcy odbudować liczbę pracowników i wrócić do stanu zatrudnienia sprzed pandemii – potwierdziły firmy w badaniu przeprowadzonym przez ManpowerGroup. Jednocześnie 3% szacuje, że zajmie im to dłużej niż rok, a 17% nie wie, kiedy uda im się osiągnąć ten cel. Na tle prognoz firm z 26 rynków regionu EMEA to polscy pracodawcy są najbardziej pesymistyczni.

Obecna sytuacja na rynku związana z rozwojem koronawirusa jest dynamiczna, a ponad połowa polskich pracodawców szacuje, że nigdy nie wróci do liczby pracowników zatrudnionych przed pojawieniem się Covid-19.

– Fakt, że 55% firm nie planuje powrotu do stanu zatrudnienia sprzed Covidu może wynikać z wielu czynników. Przedsiębiorstwa nie wiedzą, czy w przyszłości uda im się osiągnąć podobny poziom produkcji lub skalę prowadzonego biznesu. Może być to również związane z szukaniem innych rozwiązań jak wprowadzenie automatyzacji czy dywersyfikacji portfela usług, na którym działają – mówi Tomasz Walenczak, dyrektor Manpower. – Firmy szukają również sposobów, które pozwolą im na wygenerowanie oszczędności bez konieczności redukowania zespołów. Wiedzą, że kiedy zapotrzebowanie na ich produkty lub usługi wróci do wcześniejszego poziomu będą musiały szybko odpowiedzieć na potrzeby klientów. Tak samo elastycznie, jak reagowały na pierwsze wyzwania, które pojawiły się w momencie wystąpienia pandemii w Polsce, także na poziomie zarządzania zespołami i procesami. Pewien odsetek organizacji, które nie przewidują powrotu do wcześniejszego stanu zatrudnienia może planować przeniesienie części zasobów kadrowych lub procesów do zewnętrznych dostawców, aby móc w większym stopniu korzystać z elastycznych form zatrudnienia, które szczególnie w świetle ostatnich miesięcy zyskały. Podobnie zmienia się podejście pracodawców w zakresie strategii zarządzania talentami, w tym reskillingu i upskillingu pracowników, by budować wewnątrz organizacji zespoły o potrzebnych w danym momencie kompetencjach. Z pandemią lepiej poradziły sobie te firmy, które potrafiły dynamicznie odpowiedzieć na zmiany i przystosować się do nowej rzeczywistości. Z pewnością na tak wysoki odsetek negatywnych wskazań miał też wpływ czas przeprowadzenia badania, czyli połowa kwietnia, który był okresem funkcjonowania wielu ograniczeń w prowadzeniu działalności – uzupełnia ekspert Manpower.

Co czwarta firma chce w ciągu roku wrócić do stanu zatrudnienia sprzed pandemiiWedług Tomasza Walenczaka, rynek pracy w najbliższym roku będzie cechował się dużą dynamiką. Dla osób planujących zmianę zawodową będzie to trudny moment, ponieważ ofert pracy jest mniej. – Wzrosły oczekiwania pracodawców, którzy mają świadomość, że z powodu obecnej sytuacji jest więcej dostępnych kandydatów dlatego mogą sobie pozwolić na pogłębioną selekcję oraz dłuższy czas poszukiwania idealnego pracownika. Z drugiej strony pracownicy zachowują się w sposób bardziej wyważony i są mniej otwarci na zmianę zawodową, co jednak powoli ulega zmianie. Im bardziej Polacy stają się otwarci i częściej przemieszczają się także w ramach wypoczynku, tym częściej myślą o zmianie kariery, ale nadal to nie jest jeszcze ta otwartość, którą obserwowaliśmy pół roku temu. Najbliższy rok będzie czasem umacniania się takich dziedzin jak marketing internetowy, e-commerce, usługi kurierskie i wsparcie dla tych obszarów. Kandydaci o kompetencjach technicznych, inżynieryjnych, związanych z automatyzacją procesów mogą liczyć na atrakcyjne możliwości znalezienia nowej pracy. Wiele firm będzie poszukiwać takich specjalistów, ponieważ organizacje próbują pójść w kierunku zautomatyzowania prac, by w przypadku kolejnego kryzysu wywołanego pandemią być bardziej niezależnym – uzupełnia ekspert.

Polacy najmniej optymistyczni wśród rynków europejskich

O plany powrotu do stanu zatrudnienia sprzed pandemii zapytano pracodawców z 26 rynków regionu EMEA (Europa, Bliski Wschód i Afryka). Najbardziej optymistyczni są przedsiębiorcy z Izraela, gdzie aż 86% szacuje, że w ciągu roku uda im się powrócić do liczby pracowników sprzed rozwoju koronawirusa. Pozytywne plany mają także pracodawcy w Belgii (72%), Grecji (79%), Rumunii (63%), Finlandii (64%) i Chorwacji (64%). Najwięcej firm, które szacują, że już nigdy nie odbudują swoich zespołów jest w Polsce (55%), Turcji (37%) oraz na Węgrzech (30%). Z kolei największa niepewność panuje wśród przedstawicieli Norwegii (58%), Hiszpanii (52%), Słowacji (29%), Holandii (27%), Niemiec (25%) oraz Szwecji (25%).

– Podczas gdy na jednych rynkach sytuacja się polepsza, na innych rozwój koronawirusa przyspiesza. To wszystko sprawia, że trudno uznać obecną sytuację za opanowaną. Odnosząc się do kondycji polskiego rynku, należy wspomnieć o dodatkowym czynniku, czyli fakcie, że nasza gospodarka w dużej mierze uzależniona jest od rynków zewnętrznych. Znaczna liczba inwestycji w Polsce powstała, by produkować nie na lokalny rynek, a na rynki zewnętrzne. Flagowym przykładem jest branża motoryzacyjna i wyzwania związane ze spadkiem popytu na auta, z jakimi obecnie mierzy się ten sektor. Nie chodzi jedynie o producentów samochodów dostępnych w naszym kraju, ale też poddostawców, producentów komponentów dla branży motoryzacyjnej. Jeśli przedstawiciele tego sektora mają trudności w realizacji swojego biznesu, to automatycznie wszyscy poddostawcy również – tłumaczy Tomasz Walenczak.

– Firmy szukają rozwiązań, wyciągają wnioski, aby skutecznie zaplanować powrót do nowej rzeczywistości. Organizacje zmieniają swoje strategie, aby być jak najlepiej przygotowanym na inne ryzyka rynkowe, które mogą nastąpić po koronawirusie lub w ogóle funkcjonować w pandemii, ponieważ nikt nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, czy wirus nie wróci jesienią, a jeśli tak, to w jakim nasileniu i jakie wywrze piętno na polski rynek – podsumowuje ekspert.

* Badanie zostało zrealizowane w dniach 17-30 kwietnia 2020 roku wśród pracodawców z 43 krajów i terytoriów. W Polsce w badaniu wzięło udział 432 firmy.

PZF: faktoring poczuł siłę pandemii

– Ekonomiczne skutki pandemii koronawirusa nie ominęły branży faktoringowej mówi Jarosław Jaworski, przewodniczący komitetu wykonawczego Polskiego Związku Faktorów. – Nasi członkowie znaleźli się w sytuacji bez precedensu. W kwietniu i maju zanotowali spadki obrotów, jakich nie doświadczyli od czasów powstania rynku. Na szczęście byliśmy na to przygotowani – dodaje Jarosław Jaworski. W kwietniu krajowi faktorzy nabyli wierzytelności o wartości 12 proc. niższej niż rok wcześniej, a w maju – o 15,6 proc. niższej niż przed rokiem. Dlatego PZF wspólnie z Bankiem Gospodarstwa Krajowego, jako pierwsi w Unii Europejskiej, zainicjowali procedurę objęcia przedsiębiorców korzystających z faktoringu pomocą funduszy płynnościowych, która czeka obecnie na akceptację Komisji Europejskiej.

Rynek faktoringu w Polsce poważnie odczuł ekonomiczne skutki wybuchu pandemii koronawirusa. O ile I kwartał 2020 r. zamknął pokaźnym, bo 13-procentowym wzrostem obrotów, o tyle dwa kolejne miesiące przyniosły już spadki. Po pięciu miesiącach 2020 r., dzięki wzrostom z I kwartału, rynek notował względem pierwszych pięciu miesięcy poprzedniego roku wzrost już tylko o 2 proc. Na koniec I półrocza 2020 r. można spodziewać się ujemnej dynamiki.

– Przyczyną takiego stanu rzeczy nie był spadek zainteresowania naszą usługą. Wprost przeciwnie zapytań o faktoring jest coraz więcej, a jego popularność w Polsce należy do najwyższych w UE. Spadek wynika ze zdecydowanego pogorszenia sprzedaży u dotychczasowych klientów, będącego skutkiem zamrożenia gospodarki z powodu pandemii – dodaje Dariusz Steć dyrektor wykonawczy PZF.

Wartość wykupionych faktur przez członków PZF wyniosła w 2019 r. ponad 280 mld zł, co stanowi 13 proc. polskiego PKB. To poziom taki jak w Wielkiej Brytanii i wyższy niż w Niemczech (8 proc.) czy Austrii (7 proc.), a także na Węgrzech (6 proc.), w Czechach (3 proc.) czy Rumunii (2 proc). W całej UE wskaźnik ten wyniósł 11,3 proc. Wyniki za 6 miesięcy będą znane w połowie lipca.

– Mieliśmy świadomość, że kryzys dotknie nasz rynek. Sprawą otwartą pozostawała skala spadków. Dziś wiemy, że nie będzie to tylko wyhamowanie dynamiki wzrostu sprzedaży, ale prawdopodobnie jej załamanie – mówi Jarosław Jaworski, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF, który objął stery Związku już po wybuchu pandemii. – Przed nami trudne zadanie powstrzymania negatywnych skutków kryzysu w kolejnych miesiącach. Głównym celem firm faktoringowych pozostanie wspieranie klientów w okresie spowolnienia oraz zapewnienie finansowania ich ponownego rozwojudodaje.

Firmy członkowskie PZF w zależności od strategii przyjętych przez grupy finansowe, do których należą, bądź zgodnie ze kierunkami obranymi przez właścicieli, podjęły nadzwyczajne środki, umożliwiające klientom szybszy i prostszy dostęp do usług faktoringowych, a ich kontrahentom – m.in. wydłużenie terminów płatności lub odroczenie regulowania należności.

– Ponadto PZF wspólnie z Bankiem Gospodarstwa Krajowego rozpoczął procedurę objęcia klientów faktoringu programem Funduszu Gwarancji Płynnościowych. Czeka on obecnie na zgodę Komisji Europejskiej, która powinna już niedługo zostać wydana. Oprócz tego programami rządowymi mają zostać objęte ubezpieczenia należności, będące ważnym składnikiem faktoringu pełnego. Dlatego mamy nadzieję, że w kolejnych miesiącach uda nam się pokonać kryzys, by nadal wspierać finansowaniem polskie firmy – mówi Jarosław Jaworski.

Przedsiębiorcy potrzebują zmian zmniejszających zatory płatnicze

W czasie recesji, kiedy bieżąca sprzedaż towarów i usług ulega bardzo istotnym spadkom, „łatanie” luki płynnościowej tylko za pomocą kredytów lub innego finansowania dłużnego, powoduje dalsze zadłużanie się firm przy spadku obrotów. To powoduje pogorszenie ich sytuacji. – W przypadku faktoringu mamy sytuację odmienną. Tu istotą jest „odmrażanie” środków finansowych poprzez zamianę należności na gotówkę. I to jest największą zaletą tej usługi w obecnych czasach, co zresztą zostało potwierdzone podczas kryzysu finansowego w latach 2008/2009 – mówi Dariusz Steć.

Aby krajowe podmioty gospodarcze mogły wrócić na drogę wzrostu, nie wystarczy sama tarcza antykryzysowa. Muszą zostać zlikwidowane bariery istniejące wcześniej. Do najpoważniejszych należą kontraktowe zakazy cesji wierzytelności. W znacznej mierze utrudniają one przedsiębiorcom sięgnięcie po finansowanie, które pozwoliłoby pokonać kryzys dodaje Jarosław Jaworski.

Zakaz cesji wierzytelności to dopuszczone w Kodeksie cywilnym prawo odbiorcy do zablokowania swobodnego dysponowania przez dostawcę należnością wynikającą z wystawionej przez niego faktury. W takim przypadku ten ostatni nie może zamienić tej należności na gotówkę, co pogarsza jego płynność, a w konsekwencji staje nie przyczyną powstawania zatorów płatniczych.

– Jedną z kluczowych przyczyn tworzenia się zatorów płatniczych jest stosowany w umowach handlowych zakaz cesji wierzytelności wynikających z faktur wystawianych przez dostawców towarów i usług swoim kontrahentom. Bez zgody dłużnika dostawcy nie mogą m.in. sięgać po finansowanie swojej działalności w oparciu o faktury. Tymczasem terminy płatności wymuszane przez odbiorców, zwłaszcza tych o dominującej pozycji rynkowej, są coraz dłuższe i mogą sięgać nawet 90 dni – mówi Jerzy Dąbrowski, wiceprzewodniczący komitetu wykonawczego PZF.

– Polski Związek Faktorów od kilku już lat postuluje przyjęcie rozwiązania prawnego likwidującego ten problem. Polega ono na zmianie brzmienia art. 514 Kodeksu Cywilnego tak, aby zakaz cesji w odniesieniu do wierzytelności niepieniężnych pozostawał w mocy, natomiast w odniesieniu do wierzytelności pieniężnych – stawał się nieskuteczny. Spełnia ono dwa elementy budowy silnej gospodarki, zawarte w „Planie na rzecz odpowiedzialnego rozwoju”: tworzenie przyjaznego otoczenia prawnego oraz zapewnienie przedsiębiorcom dostępu do oferty finansowej. Pomoże też im szybciej pokonać skutki obecnego kryzysu – dodaje Jerzy Dąbrowski.

Report: załamanie, odbicie i powrót do normalności – wydatki konsumenckie podczas pandemii w Polsce

 

  • Punkty zwrotne pandemii, gdy aktywność transakcyjna konsumentów zamarła i kiedy się odrodziła
  • Usługi offline, które traciły w kwarantannie, stopniowo wracają do gry, inne wciąż wyłącznie zyskują
  • Wpływ etapów odmrażania gospodarki na poszczególne sektory, co dalej z turystyką?

Revolut przeanalizował tegoroczne dane transakcyjne ponad 1 miliona klientów w Polsce, by sprawdzić jak zmieniały się zachowania konsumenckie Polaków w trakcie pandemii. Analiza miała na celu wskazać punkty zwrotne kryzysu i ocenić stan obecny – badano okres od 2 stycznia do 20 czerwca 2020 r.

Punkty zwrotne kryzysu

Analizując dane transakcyjne kartami fizycznymi, płatności online, przelewy pomiędzy klientami (peer-to-peer), zlecenia wymiany walut, płatności w różnych kategoriach usług, pod względem ich ilości i wartości, łatwo zauważyć daty graniczne, które powtarzają się niemal w każdym przypadku.

2 stycznia to punkt wyjściowy analizy, czyli 100% – od tego dnia wolumeny transakcji rosły osiągając dzienne maksima na przełomie lutego i marca – w zależności od kategorii nawet do 150%. Konsumpcja kształtowała się normalnie do 10 marca, gdy nastąpiło załamanie i szybki spadek aktywności. Dzienne wolumeny transakcji osiągnęły minima 12 kwietnia, w czasie Świąt Wielkanocnych. To data graniczna, od której nastąpił powolny wzrost. By ustalić stan obecny, pod uwagę wzięto wyniki z 9 i 19 czerwca. Wskazują one na częściowy powrót do “normalności”. Revolut Money Report – zmiana liczby i wartości transakcji realizowanych przez polskich klientów Revolut kartami fizycznymi w proc.

Transakcje offline Polaków w kraju i za granicą

Najbardziej oczywistym przykładem wpływu kwarantanny na zachowania konsumentów, są transakcje kartami fizycznymi. Po jej ogłoszeniu w Polsce, spadły raptownie. Jeśli przyjmiemy, że 2 stycznia to 100%, w dniach 7 i 10 marca ich liczba sięgnęła 145% i 132%, by następnie 12 kwietnia ustanowić minimum 14%. Spadki jeśli chodzi o wartość dziennych transakcji też były drastyczne. 10 marca były na poziomie 130%. Podczas „kryzysowych” zakupów, gdy ze sklepów znikały makaron i mąka, skoczyły nawet do 170% (w piątek 13 marca). 12 kwietnia osiągnęły najniższy poziom 11%.

Wielkie odmrażanie

Po Świętach Wielkanocnych, a następnie po wdrażaniu kolejnych etapów odmrażania gospodarki – 20 kwietnia: sklepy, 4 maja: hotele i galerie handlowe, 18 maja: fryzjerzy, restauracje i kawiarnie, 30 maja: siłownie i baseny – wolumen transakcji kartami fizycznymi zaczął powoli rosnąć. W Polsce sięga już poziomów sprzed pandemii.

Co z zagranicą? Śledząc liczbę i wartość transakcji realizowanych kartami fizycznymi przez Polaków za granicą, widać, że spadki zaczęły się już w lutym. Powodem były rezygnacje z wyjazdów, kwarantanna, która zaczęła się w niektórych krajach wcześniej i powroty Polaków do kraju. Revolut przestał być kartą podróżną – 19 czerwca Polacy 9 na 10 transakcji zrealizowali w Polsce (ich wartość to 79% wartości transakcji ogółem).

E-commerce, P2P i wymiana walut

Kwarantanna i kryzys związany z pandemią uderzył także w transakcje e-commerce, transakcje między klientami Revolut oraz transakcje wymiany walut. W przypadku wymiany walut, po ogłoszeniu kwarantanny transakcje chwilowo wzrosły. 19 marca ich ilość sięgnęła 137%, a wartość 504% (przypomnijmy, 2 stycznia to 100%). Duże obroty utrzymały się do końca marca. Być może Polacy kupując CHF, USD i EUR zabezpieczali się na czas kryzysu.

Minimalne wartości we wszystkich trzech kategoriach przypadły na kwiecień (dzienne wyniki z 12 kwietnia to kolejno 70%, 34% i 25%). W czerwcu spadki zostały w znacznym stopniu odrobione. Szczególną datą w przypadku transakcji peer-to-peer (pomiędzy klientami Revolut) był 1 czerwca. Tego dnia wzrosły one do 131% jeśli chodzi o ilość i 165% jeśli chodzi o wartość. Można przypuszczać, że w dzień dziecka z kont Revolut rodziców strumień środków trafił wprost na konta Revolut dzieci.

Restauracje odrabiają straty, turystyka nadal w zapaści

Pandemia uderzyła we wszystkie typy usług. Najmniej po 10 marca spadła wartość transakcji z kategorii zakupy oraz wydatki spożywcze, obie kategorie odrobiły już spadki (19 czerwca kolejno 117%, 156%). Wydatki spożywcze wyrównały rekordy z połowy marca (“kryzysowe zakupy makaronu i mąki”), a na duże zakupy nie-spożywcze Polacy ruszyli w połowie czerwca (być może wydając nadwyżki zaoszczędzone w trakcie kwarantanny).

O ile na koniec czerwca transport odrobił spadki (19 czerwca ilość 93%, wartość 99%), wydatki na restauracje jeszcze nie osiągnęły poziomu sprzed pandemii (wartość 75%). W zapaści pozostaje branża turystyczna, gdzie ilość i wartość transakcji nie wróciła jeszcze do poziomu ze stycznia (19 czerwca ilość 34%, wartość 29%). Trend jest jednak rosnący i sezon wakacyjny dopiero się rozpoczyna, być może jest szansa na poprawę.

Usługi offline wracają do gry

Marzec był miesiącem spektakularnych wzrostów w usługach dowozu jedzenia, gier, streamingu video i muzyki. Duże spadki z uwagi na kwarantannę notowały jednak w marcu usługi offline takie jak transport kolejowy i miejski, saloniki prasowe, kawiarnie i restauracje fast-food, maszyny vendingowe, sklepy i galerie handlowe. Porównując miesiąc największych spadków (1-20 kwietnia) z bieżącym miesiącem (1-20 czerwca) widać dużą poprawę.

Kto zyskał, a kto stracił? Porównując średnią liczbę transakcji z pomocą Revolut w Polsce, w kwietniu i czerwcu, dostrzec można duże odbicie w transporcie kolejowym i miejskim (PKP Intercity +756%, Bolt +513%, Uber +173%, Autopay +185%, SkyCash +663%, Mobilet +416%, Jak Dojadę +336%). Choć skala wzrostów wynika z niskiej bazy po spadkach w “kryzysowym kwietniu” niewątpliwie jest sygnałem powrotu do normalności.

Znów chodzimy na kawę, znów kupujemy prasę

Odbicie widoczne jest też w przypadku sieci fast-food, kawiarni i saloników prasowych (Burger King +266%, KFC +131%, McDonald’s +156%, Starbucks +639%, Inmedio +173%, Empik +262%). Spadków z luty/marzec (-43%) nie odrobiły chyba jeszcze maszyny vendingowe UVP (wzrost kwiecień/czerwiec +45%). W przypadku zakupów spożywczych w czasie kryzysu Polacy kupowali rzadziej ale za większe kwoty, w czerwcu znów częściej kupujemy (Biedronka +80%, Auchan +99%, Netto +44%, Ikea +271%, Decathlon +610% porównując kwiecień i czerwiec).

Co z usługami, które przeżyły boom w kryzysie? Porównując luty/marzec oraz kwiecień/czerwiec, wciąż rosną Aliexpress (+12%, +7%), Pyszne (+20%, +18%), Spotify (+25%, +19%). Podwyższone poziomy liczby transakcji utrzymują też usługi streamingu video, Netflix (+20%, -1%), HBO (+25%, -2%), TVN (+76%, -8%) i dostaw jedzenia, Uber Eats (+46%, -5%) i Wolt (+49%, -10%). W przypadku gamingu, wrócił on do poziomów sprzed kryzysu.

Cieszymy się z wszelkich oznak powrotu koniunktury. Liczymy, że krajowe biznesy, polskie marki i usługi naszych zagranicznych partnerów szybko rozpędzą się po kryzysie. Uruchomimy niebawem nowe narzędzie Revolut Rewards, które może w tym pomóc” – powiedział Karol Sadaj, country manager Revolut w Polsce.Revolut Money Report – zmiana liczby i wartości transakcji realizowanych przez polskich klientów Revolut kartami fizycznymi w proc.

GPW nagrodziła liderów rynku kapitałowego w 2019 r.

  • W siedzibie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie odbyło się Podsumowanie Roku Giełdowego 2019
  • Podczas uroczystości wręczono nagrody GPW za najlepsze wyniki i wspieranie rozwoju polskiego rynku kapitałowego w 2019 r.

GPW nagrodziła liderów rynku kapitałowego 3Gospodarzami Gali Podsumowanie Roku Giełdowego 2019 byli Członkowie Zarządu GPW: Izabela Olszewska oraz Piotr Borowski. Nagrody wręczyli również Mariusz Bieńkowski, Prezes BondSpot oraz Zbigniew Minda, Prezes GPW Benchmark. W uroczystości udział wzięli przedstawiciele uhonorowanych instytucji rynku kapitałowego, w tym emitenci, domy maklerskie, banki, firmy inwestycyjne oraz organizacje i stowarzyszenia branżowe.

GPW nagrodziła liderów rynku kapitałowego 2– Rok 2019 był trudny dla europejskich rynków kapitałowych, co widać po dwucyfrowych spadki obrotów na London Stock Exchange, Deutsche Boerse, Wiener Boerse. Wprowadzone w ostatnich dwóch latach zmiany w ramach strategii #GPW2022 pozwoliły nam obronić poziom obrotów lepiej niż innym giełdom europejskim. Kierunki rozwoju obrane w 2018 roku okazały się właściwe. Innowacyjne rozwiązania zostały docenione, czego dowodem jest wsparcie finansowe Narodowego Centrum Badań i Rozwoju dla opracowania nowego sytemu transakcyjnego i inicjatywy strategicznej GPW Data. Dalszy rozwój naszej Giełdy i całego rynku kapitałowego nie byłby możliwy bez szerokiego wsparcia dla innowacyjnych rozwiązań kluczowych uczestników rynku – liderów, którzy w 2019 roku przyczynili się do wzrostu znaczenia warszawskiego parkietu – mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.PRG2019_Laureaci_3_Catalyst

Nagrody przyznano w kategoriach:

Nagrody GPW na Głównym Rynku akcji:

  • Dom Maklerski Banku Handlowego S.A. – za najwyższy udział lokalnego członka giełdy w obrotach sesyjnych akcjami na Głównym Rynku w 2019 r.
  • JP Morgan Securities PLC – za najwyższy udział członka giełdy w obrotach sesyjnych akcjami na Głównym Rynku w 2019 r.
  • Beta Securities Poland S.A. – za wprowadzenie nowej jakości na rynku ETF w Polsce
  • ING Bank N.V. – za największą liczbę wprowadzonych certyfikatów strukturyzowanych w 2019 r.

PRG2019_Laureaci_2_NewConnectNagrody GPW na NewConnect:

  • Biuro Maklerskie mBanku – za najwyższy udział w obrotach sesyjnych akcjami na rynku NewConnect w 2019 r.
  • Dom Maklerski BDM – za najwyższy udział animatora w obrotach sesyjnych akcjami na rynku NewConnect w 2019 r.

Nagrody GPW na Catalyst:

  • Biuro Maklerskie PKO Banku Polskiego – za najwyższy udział w obrotach obligacjami na rynku Catalyst w 2019 r.
  • KGHM Polska Miedź S.A. – za największą ofertę obligacji w 2019 r.
  • ING Bank Hipoteczny S.A. – dla pierwszego banku hipotecznego, który zadebiutował na rynku Catalyst z „zielonymi” listami zastawnymi

Nagrody GPW na rynku instrumentów pochodnych:

  • Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska – za najwyższą aktywność na rynku kontraktów terminowych w 2019 r.
  • Santander Biuro Maklerskie – za najwyższy udział w wolumenie obrotów opcjami indeksowymi bez transakcji animatora w 2019 r.

Nagrody GPW dla dystrybutorów informacji:

  • Biuro Maklerskie PKO Banku Polskiego – nagroda za największą liczbę abonentów danych giełdowych czasu rzeczywistego w 2019 r.
  • mBank S.A. – za największą wartość portfela zamówień na produkty informacyjne zawierające dane GPW i BondSpot w 2019 r.

Broker Roku 2019:

  • Biuro Maklerskie PKO Banku Polskiego – za najwyższą wartość obrotu w transakcjach sesyjnych i pakietowych na akcjach z Głównego Rynku oraz NewConnect, obligacjach skarbowych i nieskarbowych z rynku regulowanego oraz ASO GPW i BondSpot, a także za wspomaganie płynności na największej liczbie klas aktywów notowanych na GPW w 2019 r.

Nagrody BondSpot:

  • mBank S.A. – lider rynku kasowego Treasury BondSpot Poland
  • ING Bank Śląski S.A. – lider rynku transakcji warunkowych Treasury BondSpot Poland
  • mBank S.A. – lider market makingu na rynku Treasury BondSpot Poland

Nagrody GPW Benchmark:

  • Powszechny Zakład Ubezpieczeń S.A. – dla PZU Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych S.A. za wkład w uruchomienie indeksu regionalnego CEEplus oraz jego promocję w ramach Subfunduszu inPZU Akcje CEEplus
  • Investors TFI S.A. – dla pierwszego podmiotu, który nawiązał współpracę z GPW Benchmark w zakresie administracji indeksem kastomizowanym „MS Investors” zgodnie z Rozporządzeniem o Wskaźnikach Referencyjnych

Nagrody IR Excellence Programme

Podczas uroczystości wręczone zostały również nagrody w ramach IR Excellence Programme – badania poświęconego jakości relacji inwestorskich w spółkach publicznych wchodzących w skład WIG20, mWIG40, sWIG80 oraz 20 spółek z sektora „gier”. Sprawdzona została dostępność określonych danych, w szczególności w języku angielskim, na stronach korporacyjnych emitentów notowanych na GPW. Wszystkie nagrodzone spółki osiągnęły identyczny maksymalny wynik.

Nagrody za osiągnięcie najlepszego wyniku w drugim (finałowym) badaniu IR Excellence Programme oraz jednocześnie za maksymalną ocenę współczynnika Kodeksu Dobrych Praktyk otrzymały:

  • KGHM Polska Miedź S.A.
  • Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo S.A.
  • Powszechny Zakład Ubezpieczeń S.A.

Organizatorem Gali Podsumowanie Roku Giełdowego 2019 była Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie. Partnerami wydarzenia byli: BondSpot oraz GPW Benchmark.

Kool2Play rozpoczyna IPO. Warszawski producent gier opublikował dokument informacyjny

Kool2Play – niezależny producent gier z wieloletnim doświadczeniem w produkcji i promocji gier –  rozpoczyna pierwszą ofertę publiczną akcji. Dziś spółka opublikowała dokument informacyjny. Zapisy na akcje zostaną przeprowadzone w dniach 25 czerwca – 17 lipca br. Kool2Play chce zadebiutować na rynku NewConnect w trzecim kwartale bieżącego roku.

Zapisy na akcje w cenie emisyjnej 14 zł, przyjmowane będą osobiście w siedzibie spółki, bądź w postaci elektronicznej – poprzez wypełnienie formularza zapisu zamieszczonego na stronie https://www.kool2play.com/akcje. – Emisję przeprowadzamy nie tylko w celu zdobycia funduszy na produkcję i promocję naszych tytułów. Chcemy przede wszystkim zwiększyć wiarygodność spółki w oczach kontrahentów i potencjalnych partnerów biznesowych. Uważam, że jesteśmy w idealnym momencie, aby dołączyć do grona spółek notowanych na rynku NewConnect. –  dodaje prezes Kool2Play.

Środki z emisji do 180 tys. nowych akcji serii D zostaną przeznaczone przede wszystkim na finalizację prac oraz promocję gry „Uragun”, produkcję oraz promocję “City of Minds” i projektu o kodowej nazwie “Odrodzenie”. Ponadto spółka chce przeznaczyć pozyskane pieniądze na rozwój swojej bieżącej działalności operacyjnej oraz podmiotu wchodzącego w skład grupy kapitałowej – agencje marketingową Kool Things. –  Kończymy prace nad naszą pierwszą grą – Uragun. Stworzyliśmy wersję demo tytułu i jesteśmy już naprawdę blisko premiery w Early Access. Wiemy jakie są oczekiwania graczy i posiadamy kompetencje, które są niezbędne do produkcji wysokiej jakości gier oraz ich sprawnej promocji. – mówi Marcin Marzęcki, prezes Kool2Play.

Kool2Play wykorzystuje ponad 10 lat doświadczenia zespołu zdobytego w dziedzinie marketingu gier komputerowych i konsolowych. Spółka od 5 lat tworzy własne produkcje, stale zwiększając skalę realizowanych projektów. Obecnie Kool2Play projektuje gry nie tylko na PC, ale także z myślą o konsolach obecnej generacji. Trzon zespołu tworzą specjaliści z kilkunastoletnim doświadczeniem a głównym projektantem studia jest Jacek Wesołowski – współtwórca wielu rozpoznawalnych tytułów, w tym renomowanego Bulletstorm.  W skład Grupy Kapitałowej wchodzi również najbardziej doświadczona agencja PR gamingowego w Polsce – Kool Things. Dzięki doświadczeniu zdobytemu we współpracy z potentatami światowego sektora rozrywki elektronicznej (wśród nich byli m.in. Activision Blizzard, Wargaming czy Square Enix), GK Kool2Play posiada know how potrzebny do odpowiedniego promowania swoich tytułów.

Kool2Play jest też beneficjentem licznych grantów. W ostatnich miesiącach spółka otrzymała dotację NCBR z programu GameINN na projekt: Opracowanie innowacyjnych modułów gry, opartych na sztucznej inteligencji wirtualnych postaci (Agentów) pozwalających na symulację ich realistycznych zachowań i interakcji z graczem., w ramach w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój 2014- 2020. W związku z zawartą umową spółka uzyskała dofinansowanie w kwocie 1.676.730 zł. Dodatkowo Kool Things pozytywnie przeszedł postępowanie w ramach konkursu Szybka Ścieżka dla Mazowsza. Na dzień sporządzenia dokumentu informacyjnego wniosek został pozytywnie rozpatrzony, a spółka Kool Things sp. z o.o. sp. k. oczekuje na zawarcie umowy o dofinansowanie w wysokości 1 902 490 zł.