W tym roku 9 na 10 Polaków planujących urlop spędzi go w kraju. Spodziewany jest wzmożony ruch na drogach

Jak wynika z danych Polskiej Organizacji Turystycznej, aż 87 proc. Polaków, którzy planują urlop w najbliższych miesiącach, chce spędzić go w kraju, najczęściej w górach, nad morzem lub nieopodal jezior. Część osób planuje odwiedzić zagraniczne kurorty, wybierając się w trasę własnym autem. – To oznacza, że latem na drogach może być tłoczniej niż w ubiegłych latach. Jadąc na wakacje, nie możemy myśleć życzeniowo, tylko racjonalnie planować podróż – mówi Marcin Borkowski ratownik medyczny i ambasador kampanii Trzeźwo myślę.

– Zdarza się, że za wszelką cenę chcemy np. w 16 godzin dojechać do Chorwacji. W praktyce okazuje się jednak, że po drodze stanęliśmy w korku, złapaliśmy gumę, natknęliśmy się na wypadek lub remont wiaduktu i podróż wydłuża się o kilka godzin. Myśląc racjonalnie, przygotowujemy się na takie sytuacje jeszcze w domu, nie myślimy życzeniowo, planujemy podróż, przygotowujemy się na różne ewentualności, bierzemy pod uwagę odpoczynek, który dla kierowcy jest niezwykle ważny – mówi agencji Newseria Biznes Marcin Borkowski, mistrz Europy w ratownictwie medycznym.

Eksperci zwracają uwagę na to, że zmęczona i niewyspana osoba stwarza na drodze takie samo zagrożenie jak osoba będąca pod wpływem alkoholu. Dlatego mniej więcej co trzy godziny każdy kierowca powinien robić postój. Pierwszy powinien trwać co najmniej kwadrans.

– Postój nie może wyglądać tak, że najadamy się w fast foodzie, krew spływa do żołądka, my stajemy się ospali i wtedy ruszamy dalej. Trzeba wysiąść z auta, zrobić przysiady na świeżym powietrzu. To nas pobudzi. Po kolejnych trzech godzinach jazdy robimy drugą piętnastominutową przerwę z ruchem, a na każdą kolejną planujemy już 30–60 minut. Wtedy zwiększa się nasza percepcja i obniża poziom zmęczenia – mówi ratownik medyczny.

Przy planowaniu każdej wyprawy autem trzeba także skontrolować jego stan techniczny. Przed ruszeniem w drogę należy sprawdzić, czy w samochodzie jest apteczka i co się w niej znajduje.

– Przed wyjazdem, niezależnie od tego, czy planujemy podróż na terenie Polski, czy wybieramy się poza granice kraju, warto dokonać przeglądu technicznego auta. Sprawdzamy też czystość, a co za tym idzie przejrzystość szyb, czy fotel jest prawidłowo ustawiony, czy działają światła stopu, awaryjne, pozycyjne i mijania – wylicza Marcin Borkowski, ambasador kampanii Trzeźwo myślę.

Weryfikujemy też zawartość apteczki.

– Warto ją wcześniej rozpakować. Cała rodzina powinna wiedzieć, gdzie są w niej bandaż, plastry, chusta trójkątna, nożyczki. To taka rodzinna praca domowa przed wakacjami. Dobrze także sprawdzić i zapisać numery alarmowe w kraju, do którego jedziemy – mówi ratownik medyczny.

W żadnym wypadku nie należy wsiadać za kierownicę po spożyciu alkoholu lub dzień po wypiciu jego znacznej ilości. To w wakacje pijani kierowcy powodują najwięcej wypadków. W ubiegłym roku było ich ponad 560, zginęły w nich 63 osoby, a 665 zostało rannych.

– Trzeźwe myślenie to przewidywanie tego, co może się wydarzyć na trasie, ale także branie odpowiedzialności za siebie i innych. W trakcie letniego wypoczynku nad wodą czy w górach to także zachowanie rozsądku w ilości spożywanego alkoholu – podkreśla Marcin Borkowski.

Ratownicy medyczni przyznają, że w miesiącach letnich mają ręce pełne roboty nie tylko na drogach. Następuje bowiem wakacyjne rozprężenie, a ludzie są skupieni na wypoczynku i zabawie, co usypia ich czujność, przez co nie zachowują należnej ostrożności. Dodatkowo liczbę urazów, wypadków i zranień zwiększa spożywanie alkoholu. Ludzie rzadko też biorą pod uwagę to, że upał, wraz z wydzielaniem potu, usuwa z organizmu wodę oraz sole mineralne, które są niezbędne do jego prawidłowego funkcjonowania. A to może doprowadzić do odwodnienia, zaburzeń pracy układu pokarmowego i krążenia.

– Trzeba stronić od mocnych, wysokoprocentowych alkoholi, a wybierać te słabsze. Ale mimo wszystko należy pamiętać, że one także zamienią się w promile we krwi, dlatego tego typu trunki powinniśmy konsumować z głową – mówi ratownik medyczny. – Jeżeli jesteśmy w towarzystwie, dobrze byłoby, gdyby ktoś pozostawał trzeźwy, obserwował resztę grupy, pilnował dzieci, przewidywał niebezpieczne sytuacje. Osoba taka może zareagować, np. zabrać kluczyki od samochodu komuś, kto po alkoholu chciałby wsiąść za kierownicę – dodaje.

Marcin Borkowski jest ambasadorem kampanii edukacyjnej Trzeźwo myślę organizowanej przez Carlsberg Polska, która promuje odpowiedzialną konsumpcję alkoholu. Akcja ma na celu uzmysłowić konsumentom, że trzeźwe, rozsądne myślenie i mocne stąpanie po ziemi jest ważne w codziennym życiu, a w szczególności w trakcie wakacyjnych podróży samochodem.

Przedsiębiorcy będą zwolnieni z podatku minimalnego

Kryzys wywołany epidemią COVID-19 bardzo mocno uderzył w branżę wynajmu nieruchomości komercyjnych. Czasowe, całkowite zamknięcie obiektów handlowych, spowodowało dramatyczne spadki sprzedaży najemców, renegocjację umów i rezygnację z wielu wynajmowanych powierzchni. Niektóre obiekty biurowe wciąż stoją puste, a pracownicy pracują zdalnie. Taka sytuacja powoduje, że właściciele tych obiektów ponoszą poważne straty.

– Pozytywnie przyjmujemy uwzględnienie naszego postulatu i wyrażamy nadzieję, że w przypadku dalszych trudności branży objętej podatkiem minimalnym, zwolnienie zostanie przedłużone. Jego istota polega na tym, że jeżeli podmiot wynajmujący powierzchnie handlowe nie płaci podatku CIT/PIT (ponosi straty), to zobowiązany jest zapłacić tzw. podatek minimalny, naliczany nie od dochodu uzyskanego z najmu nieruchomości, a od jej wartości. Dlatego tak istotne i uzasadnione jest odstąpienie, przynajmniej w 2020 r., od pobierania podatku minimalnego. Zgodnie z interpretacjami prezentowanymi przez Ministra Finansów podatek minimalny zobowiązani są płacić również właściciele hoteli, którzy także znaleźli się w trudnej sytuacji – mówi Przemysław Pruszyński, doradca podatkowy, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

Zwolnienie z podatku dotyczy właścicieli: galerii handlowych, domów towarowych, biurowców, magazynów, hoteli i innych budynków wynajmowanych, dzierżawionych lub leasingowanych.

Czy niższa stawka VAT może wspomóc gospodarkę po pandemii?

Jednym z pomysłów na wspomożenie gospodarki po kryzysie koronawirusa jest obniżenie podatku VAT. Mniejszy podatek nałożony na konsumpcję oznaczałby niższe ceny produktów i usług, bez straty przedsiębiorców i firm. Takie rozwiązanie na pewno zasługuje na uwagę – jednak eksperci podatkowi wskazują, że bez równoległych zmian w całym systemie podatkowym obniżka VATu może dotknąć niektóre grupy społeczne. Podatek VAT jest bowiem skorelowany z podatkiem dochodowym PIT i CIT. Obniżka podatku od konsumpcji mogłaby sprawić, że osoby zarabiające najmniej koniec końców zapłaciłyby w podatkach więcej. Dlatego eksperci radzą, by obniżkę VATu gruntownie przemyśleć i wykorzystać tę okazję do reformy całego systemu podatkowego – zamiast wprowadzać nagłe, punktowe zmiany. 

– Temat podatku VAT warto rozważać równolegle ze zmianami w podatku PIT. Jeżeli stwierdzilibyśmy, że warto uprościć system VATowski – na przykład polegać na jednolitej, powszechnej stawce, rezygnując z preferencji na część towarów – musimy pomyśleć o osłonach dla osób najmniej zarabiających, którym efektywnie podatek by wzrósł – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Jestem zwolennikiem tego, by odrobinę odczekać. Zastanowić się, jak wygląda gospodarka po pandemii – po czym zaproponować całościowy system nowych podatków. Warto przemyśleć również, co zrobić z innymi obciążeniami pracy – czyli ze składkami na ubezpieczenie społeczne. Podnoszenie się po pandemii sprzyjałoby nowemu podejściu do całego systemu podatkowego. Zazwyczaj myślimy o zmianach w systemie podatkowym, gdy jesteśmy pod jakąś presją – budżet potrzebuje dodatkowych środków lub istnieje konieczność zapewnienia ulgi określonej grupie podatników. Zazwyczaj jest to działanie “na łapu capu”. W tej chwili ewidentnie mamy okazję, żeby ten system w całości przemyśleć na nowo – zaleca Soroczyński.

Ameryka stała się dla Polski najważniejszym sojusznikiem i gwarantem bezpieczeństwa. Według ekspertów można już mówić o uzależnieniu

Cztery dni przed wyborami w Polsce prezydent Andrzej Duda spotka się w Białym Domu z Donaldem Trumpem i będzie to pierwsza wizyta zagranicznej głowy państwa w USA od początku globalnej pandemii koronawirusa. Rozmowy mają dotyczyć głównie rozwoju współpracy obronnej Polski i Stanów Zjednoczonych, a także handlu, energetyki i bezpieczeństwa telekomunikacyjnego. – Uczyniliśmy Amerykę głównym gwarantem naszego bezpieczeństwa – mówi dr hab. Bohdan Szklarski, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, amerykanista z Ośrodka Studiów Amerykańskich.

– Wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w Waszyngtonie jest rozważana na różnych poziomach: gospodarczym, dyplomatycznym, ale również pod kątem tego, czy nie jest aby symptomem narastającego uzależnienia Polski od Stanów Zjednoczonych jako gwaranta naszego bezpieczeństwa. Jednoznacznie tak jest, że kiedy Polska mówi NATO, myśli Stany Zjednoczone, kiedy mówi stosunki transatlantyckie, myśli stosunki polsko-amerykańskie – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr hab. Bohdan Szklarski.

Według eksperta zarówno obecna ekipa rządząca, jak i poprzednie rządy przez lata traktowały Stany Zjednoczone jako kluczowego sojusznika i gwaranta polskiego bezpieczeństwa. Stąd dążenie do maksymalnego zwiększenia liczby amerykańskich żołnierzy stacjonujących w Polsce.

– W myśl założenia, że gdyby miał zginąć choć jeden z nich, to cała Ameryka rzuci się na agresora, który zabił amerykańskiego żołnierza. Obyśmy tego nigdy nie musieli sprawdzać, bo wydaje się to wydumane założenie. Teoretycznie słuszne, ale w praktyce jest wiele różnorodnych wariantów takiej sytuacji – mówi .

W Polsce stacjonuje w tej chwili około 4,5 tys. amerykańskich żołnierzy – większość w zachodniej części kraju, ale część z nich przebywa nad Wisłą pod flagą NATO, w ramach struktur międzynarodowych. Ich obecność nie jest stała, ale rotacyjna. Zgodnie z deklaracją, którą w czerwcu ubiegłego roku podpisali prezydent Andrzej Duda i Donald Trump, ich liczba ma się zwiększyć o dodatkowy ok. 1 tys. w ramach umocnienia wschodniej flanki Sojuszu i zapewnienia w Polsce dodatkowych zdolności obrony i odstraszania. Równolegle do Stanów Zjednoczonych płynie strumień pieniędzy, które MON wydaje na zakupy uzbrojenia.

– Ta wizyta utwierdza przekonania analityków – nie tylko w Polsce, tych bardziej krytycznie nastawionych do tak silnego uzależnienia naszego bezpieczeństwa od deklaracji i spodziewanych działań amerykańskich. Obie strony – opozycyjna i rządowa – prowadzą w tej chwili dość podobną politykę. Sami zapędziliśmy się w ten kozi róg i uczyniliśmy Amerykę kluczowym, najważniejszym sojusznikiem i dostarczycielem gwarancji bezpieczeństwa dla naszych obywateli – mówi amerykanista z UW.

Jak podkreśla, na forum unijnym i europejskim głos Polski wielokrotnie był bliższy Waszyngtonowi niż Brukseli, przez co nasz kraj był nazywany „koniem trojańskim Ameryki”. Poluzowanie tej polityki i ścisłego powiązania z USA, o ile miałoby nastąpić, musiałoby przebiegać stopniowo, aby nie podważyć polskiego bezpieczeństwa.

– Czy to jest już uzależnienie, czy jeszcze sytuacja w jakiś sposób kontrolowana w Warszawie? Niestety skłaniam się do tezy o uzależnieniu. Dlatego też Donald Trump tak chętnie wspiera prezydenta Dudę i PiS jako ekipę rządzącą. Ta wizyta tylko potwierdza szalenie uprzywilejowaną sytuację Stanów Zjednoczonych w relacjach z Polską – mówi dr hab. Bohdan Szklarski. – Łagodzenie tej perspektywy musi mieć charakter stopniowy, inaczej wytworzy się poczucie radykalnego obniżenia bezpieczeństwa Polski. Szczególnie w kontekście tego, co Rosja – nasz jedyny przeciwnik na arenie międzynarodowej – robi na Bałtyku i w okolicach naszych granic.

3 mld zł dotacji unijnych dla średnich firm zmagających się z koronawirusem. Do końca lipca mogą się starać o dofinansowanie na kapitał obrotowy

W ramach łagodzenia gospodarczych skutków pandemii SARS-CoV-2 do końca lipca br. przedsiębiorstwa mogą ubiegać się o unijne dotacje na kapitał obrotowy. Aby otrzymać wsparcie, firma musi spełnić tylko dwa warunki: odnotować przynajmniej 30-proc. spadek obrotów wskutek pandemii oraz mieścić się w definicji średniego przedsiębiorstwa. Kwota dotacji jest uzależniona od skali zatrudnienia, a firma może przeznaczyć ją na zaspokojenie bieżących potrzeb maksymalnie przez okres trzech miesięcy. Na wsparcie przedsiębiorców Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej przeznaczy w sumie 3 mld zł z unijnych funduszy, z czego 2,5 mld zł trafi do średnich firm za pośrednictwem PARP.

Unijne dotacje są wykorzystywane także do walki z koronawirusem. Są to m.in. środki, które mamy do dyspozycji w ramach polityki spójności i które Komisja Europejska pozwoliła przeznaczyć na działania antycovidowe dla przedsiębiorców i sektora ochrony zdrowia – mówi agencji Newseria Biznes Małgorzata Jarosińska-Jedynak, minister funduszy i polityki regionalnej. – Trzeba też pamiętać o programie odbudowy zaproponowanym przez KE – to kolejne co najmniej 64 mld euro, które mają trafić do Polski na łagodzenie skutków pandemii i odbudowę gospodarki po kryzysie. Są to środki, które będziemy mogli wykorzystać właśnie na cele związane z przedsiębiorczością i inwestycjami w gospodarkę tak, aby mogła wrócić na właściwe tory po pandemii.

Jednym z elementów rządowej tarczy antykryzysowej, finansowanym ze środków unijnych, są dotacje na kapitał obrotowy. Łączny budżet tego programu przeznaczony na wsparcie przedsiębiorców to 3 mld zł (w ramach unijnych programów operacyjnych). Dotacje na kapitał obrotowy mają wesprzeć i pomóc utrzymać działalność firmom z sektora MŚP, które wskutek pandemii koronawirusa znalazły się w trudnej sytuacji, a ich obroty spadły o co najmniej 30 proc. w dowolnym miesiącu po 1 lutego br. w porównaniu do poprzedniego miesiąca lub analogicznego miesiąca rok wcześniej. Środki w wysokości 500 mln zł mają wesprzeć bieżącą działalność mikro- i małych przedsiębiorców – za ich dystrybucję w ramach Regionalnych Programów Operacyjnych będą odpowiadali marszałkowie województw. Pozostałe 2,5 mld zł z programów Inteligentny Rozwój i Polska Wschodnia ma trafić do przedsiębiorstw średniej wielkości za pośrednictwem Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

Przykładowo, jeżeli w kwietniu obroty firmy spadły o 1/3 wobec marca 2020 bądź kwietnia 2019 roku, kwalifikuje się ona do wsparcia właśnie w ramach tego programu – tłumaczy Mikołaj Różycki, wiceprezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

O wsparcie w PARP mogą wnioskować średnie przedsiębiorstwa, które mają siedzibę lub oddział na terenie Polski, zatrudniają mniej niż 250 pracowników, a ich roczny obrót nie przekracza 50 mln euro (lub roczna suma bilansowa nie przekracza 43 mln euro).

Program wystartował 15 czerwca i pierwszych pięć dni jego działania pokazało duże zainteresowanie. Do 22 czerwca wpłynęło do nas około 3 tys. wniosków od średnich firm. Udało się nam, przy bardzo dużym wysiłku pracowników, którzy wielokrotnie pracowali nad tym po godzinach i wieczorami, ocenić prawie tysiąc tych wniosków. Dzięki temu do 22 czerwca już 847 firm zostało objętych pomocą – mówi Mikołaj Różycki.

– Skorzystaliśmy z dotacji na kapitał obrotowy i wniosek został rozpatrzony pozytywnie – mówi Marek Bala, właściciel firmy Kratki.pl i jeden z beneficjentów programu. – Procedura była bardzo prosta. Dotacja na kapitał obrotowy pozwoli nam przekazać te środki na opłaty bieżące i kolejne inwestycje. To dla nas naprawdę duże wsparcie w tym ciężkim okresie, który nie wiadomo, jak długo potrwa. Bez tego byłoby nam dużo trudniej utrzymać miejsca pracy i się rozwijać.

Dotację na kapitał obrotowy firma może przeznaczyć na pokrycie swoich kosztów funkcjonowania i związanych z finansowaniem kapitału obrotowego, jak np. opłacenie mediów, najem powierzchni, zakup towarów czy ubezpieczenie działalności. Jej wysokość jest uzależniona od skali zatrudnienia w przedsiębiorstwie. Zastrzyk środków ma pomóc firmie maksymalnie przez okres trzech miesięcy.

Program ma funkcjonować do 31 lipca tego roku. Do tego czasu można aplikować o wsparcie. Apelujemy, żeby pilnować tego terminu, który na dziś jest graniczną datą. Z kolei obowiązkiem PARP-u będzie podpisać i przekazać te środki do końca tego roku – mówi wiceprezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

Jak podkreśla, wniosek o dotację na kapitał obrotowy jest bardzo uproszczony, opiera się na oświadczeniach i zajmuje raptem dwie strony w generatorze elektronicznym. Jest to proste i szybkie narzędzie i jeśli przedsiębiorca ma przygotowane odpowiednie dane, wypełnienie go trwa około 40 minut. W przypadku wątpliwości lub problemów może skorzystać z udostępnionej na stronie PARP instrukcji wypełniania wniosku.

Wypłacamy 100 proc. środków, co jest dość niespotykane w instrumentach publicznych. Z reguły funkcjonujemy w modelu małej zaliczki albo refundacji, czyli wykładam swoje, rozliczam się i dostaję dotację. W tym przypadku firma otrzymuje z góry 100 proc. środków. Te pieniądze mają wpłynąć na konto, żeby firma mogła szybko zareagować na bieżące okoliczności i płacić swoje zobowiązania – tłumaczy Mikołaj Różycki.

Szanse i wyzwania sektora IT. Przed jakimi możliwościami stoi sektor technologiczny w czasach pandemii?

Pandemia SARS-CoV-2 okazała się szokiem nie tylko dla służby zdrowia, ale również całej gospodarki. Jednym z jej długofalowych efektów będzie nasilenie procesu informatyzacji w różnych dziedzinach życia społecznego i biznesu. Ta sytuacja stwarza ogromne możliwości dla sektora IT, a także wyzwania dla firm, które chcą zadbać o konkurencyjność w nowym, cyfrowym środowisku ekonomicznym.

W internecie krąży mem w postaci pytania testowego z trzema wariantami odpowiedzi. Pytanie brzmi: Kto przeprowadził cyfrową transformację twojej firmy? Opcje wyboru są następujące:

a) CEO
b) CTO
c) COVID-19

Trudno o bardziej trafne i zwięzłe podsumowanie sytuacji, w jakiej znalazł się obecnie biznes.

Mem jest w języku angielskim, ale płynące z niego wnioski dotyczą przedsiębiorstw na całym świecie – w nie mniejszym stopniu w Polsce niż USA. Pandemia sprawiła, że globalna gospodarka znalazła się w punkcie zwrotnym. Nowy kierunek rozwoju jest ściśle związany z informatyzacją, a przyszłość firm zależy obecnie od ich umiejętności przejścia przez cyfrową transformację. To sytuacja, która stwarza gigantyczne szanse dla branży IT – ale również wyzwania związane z tempem i sprawnością wdrażania rozwiązań opartych na nowych technologiach.

Pandemia przyspiesza cyfryzację

Od początku pandemii pojęcie cyfrowej transformacji odmieniane jest przez wszystkie przypadki. Jednak zagadnienie nie jest przecież nowe. Z badania firmy Tech Pro Research wynika, że już w 2018 r. 70 proc. firm opracowywało lub wdrażało strategię digitalizacji. Z poprawką na fakt, że priorytet przypisany tym działaniom nie zawsze był wysoki.

To poniekąd naturalne. W biznesie – jak w życiu – górę zwykle biorą bieżące potrzeby. Implementacja nowych rozwiązań wymaga środków i czasu, więc „chętnie” odkładana jest na później. Do tego dochodzi inercja, spowodowana siłą przyzwyczajenia i przywiązaniem do procedur, a w efekcie niechęć do wprowadzania zmian, które wymagają reorganizacji pracy.

Jednak usprawnienia można odkładać tylko do momentu, gdy nie da się bez nich funkcjonować. Na przykład współpracować w trybie zdalnym, przetwarzać dokumenty elektroniczne czy efektywnie obsługiwać klientów online. Nagły zwrot akcji spowodowany epidemią koronawirusa pokazał, że firmy, które opierały się zmianom, stąpały kruchym lodzie. Jednocześnie przedsiębiorstwa, które wyszły z tej próby zwycięsko, uświadomiły sobie, jak bardzo korzystanie z cyfrowych narzędzi ułatwia pracę, zmniejsza koszty i uwalnia biznesowy potencjał, często zablokowany przez niechęć do innowacji.

Te branże cyfryzują się najszybciej

Wiele branż, które prowadziły znaczną część swojej działalności offline, zostało zmuszonych do przejścia częściowo bądź całkowicie do sieci. Takim przykładem jest sektor edukacyjny czy kulturalny – zarówno w części publicznej, jak i prywatnej. W trybie przyspieszonym przewagę konkurencyjną zyskały firmy, które najlepiej odnalazły się w cyfrowym środowisku i potrafią sprawnie świadczyć w nim usługi. Lista branż i dziedzin, objętych przyspieszoną cyfrową transformacją, jest długa, ale kilka z nich zwraca szczególną uwagę.

1. E-commerce wygrywa na pandemii

Handel online to jeden z największych wygranych czasu pandemii. Domowa izolacja, zamknięcie galerii handlowych oraz obawy klientów przed kontaktem bezpośrednim dodały branży wiatru w żagle. Przykładowo e-sklepy działające na platformie Shoper odnotowały w kwietniu obroty wyższe o 122 proc. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku. Pandemia wymusiła zmianę nawyków zakupowych, które długo będą procentować dla e-commerce. Tym bardziej że kanał online stanowi tańszą i wygodniejszą opcję dla klientów. Nie oznacza to jednak bonanzy dla wszystkich firm. Zyskają przede wszystkim te, które wykorzystają przewagę technologiczną do sprawniejszej realizacji zamówień, obsługi klienta i promocji w internecie. To rola dla branży IT, oferującej liczne narzędzia wspierające e-handel.

2. Telepraca: wygoda pracownika, oszczędność pracodawcy

Epidemia zmusiła większość firm do przejścia w tryb pracy zdalnej. Wiele przedsiębiorstw nie było przygotowanych do tej sytuacji. Wdrożenie telepracy i zarządzanie rozproszonym zespołem wymaga zarówno zmian organizacyjnych, jak i umiejętności z zakresu posługiwania się narzędziami cyfrowymi. Obecna sytuacja nie pozostawia jednak wyboru. Firmy już na stałe muszą być przygotowane do działania w trybie online. Ta konieczność przekłada się na wzrost popularności narzędzi cyfrowych umożliwiających zdalną komunikację i współpracę, takich jak programy do wideokonferencji, wirtualnych spotkań, organizacji pracy przez internet, technologie chmurowe czy usługi streamingowe.

3. Zdalna edukacja, kultura i rekreacja

Do sieci przeniosła się również edukacja. Nawet w większym stopniu niż handel – w końcu przekazywanie wiedzy nie wymaga kontaktu w przestrzeni fizycznej. Według danych UNESCO w kwietniu w trybie distance learning naukę pobierało 1,57 miliarda uczniów i studentów ze 191 krajów. Przeprowadzka do sieci dotyczy nie tylko szkół państwowych i prywatnych, ale również rozmaitych zajęć odbywających się dotychczas w przestrzeni fizycznej, takich jak kursy językowe czy szkolenia zawodowe. W cyberprzestrzeni świetnie odnalazła się również kultura i rozrywka, a nawet branża fitness. Okazało się, że ekran nie stanowi przeszkody, a nawet jest wygodnym pośrednikiem w serwowaniu treści edukacyjnych czy instruktażowych.

4. Płatności online coraz bardziej niezbędne

Przeprowadzka biznesu do sieci w oczywisty sposób wymusza wdrożenie płatności online. Integracja e-sklepu z systemem umożliwiającym szybkie opłacenie zakupu zwyczajnie ułatwia klientowi życie – a brak takiego narzędzia może go zniechęcić. Nic dziwnego, że firmy oferujące aplikacje do obsługi płatności mają ręce pełne roboty. Jak podaje serwis Thinknum.com, Paypal w tym roku podwoił liczbę ofert pracy. Gigant rozwija m.in. swój zespół analityczny, zajmujący się badaniem zmian w zachowaniach konsumenckich.

5. Telemedycyna otrzymała silny impuls rozwojowy

Medycyna również musiała przejść w tryb zdalny. To oczywiste, w czasie epidemii fizyczne wizyty u lekarza stwarzają zagrożenie – zarówno dla lekarzy, jak i pacjentów. Choć perspektywy telemedycyny rysują się świetnie od dłuższego czasu, to jednak dopiero pandemia COVID-19 dostarczyła jej potężnego impulsu rozwojowego. „Telezdrowie” to jeden z aspektów szerszego trendu związanego z cyfryzacją lecznictwa, który wymaga ścisłej współpracy sektora medycznego z branżą IT.

Chcesz być konkurencyjny? Zadbaj o know-how

Procesy cyfryzacji nasilone w związku z pandemią COVID-19 dotkną znacznie więcej branż i obszarów naszego życia. W niektórych przypadkach wpływ będzie bezpośredni, w innych mniej ewidentny, związany z udoskonalaniem już istniejących rozwiązań, np. z zakresu automatyzacji, uczenia maszynowego czy sztucznej inteligencji.

Dynamika zmian zależy od konkurencyjności firm i ich zdolności mierzenia się z procesami cyfrowej transformacji. Ta z kolei zależy nie tylko od modelu biznesowego czy dostępnej infrastruktury, ale również kompetencji ich personelu. Przedsiębiorstwa, które chcą radzić sobie z wyzwaniami globalnego rynku usług cyfrowych i dostarczać skutecznych, atrakcyjnych dla klientów rozwiązań, muszą zadbać o know-how i umiejętności swoich pracowników.

Kursy programowania i podnoszenie cyfrowych kompetencji

Nie musi się to wiązać z potrzebą przeprowadzenia kosztownych procesów rekrutacyjnych. W wielu przypadkach odpowiedzią na te wyzwania jest reskilling i upskilling – zmiana lub zwiększenie kwalifikacji obecnych kadr. W czasach powszechnej cyfryzacji oznacza to m.in. konieczność nabycia kompetencji programistycznych, analitycznych czy managerskich – w zakresie zarządzania projektami cyfrowymi.

Tego typu wiedzy nie zdobywa się z dnia na dzień, ale można ją pozyskać w ramach specjalistycznych szkoleń, organizowanych przez doświadczone firmy. Na rynku dostępne są kursy programowania, kursy analizy danych, kursy testowania czy zarządzania projektami. Zapewniają one zestaw umiejętności o kluczowym znaczeniu dla biznesu próbującego zachować konkurencyjność w warunkach cyfrowej transformacji.

Wartość cyfrowej gospodarki: 11,5 biliona dolarów

Tego typu oferta jest atrakcyjna nie tylko dla indywidualnych osób, próbujących zwiększyć swoją szansę na znalezienie lepszej pracy. To przede wszystkim świetne rozwiązanie dla firm, które dzięki rozwijaniu kwalifikacji całych zespołów mogą wejść na wyższy poziom rozwoju.

Możliwości, jakie stwarza przyspieszona przez pandemię cyfryzacja dla dynamicznych, innowacyjnych przedsiębiorstw są kolosalne. Jak wyliczyli eksperci z Oxford Economics i Huawei, wartość cyfrowej gospodarki wynosi 11,5 biliona dolarów. Gra wydaje się więc warta świeczki – a inwestycje w rozwój kompetencji cyfrowych nie mogą być chybione.

Kosmos dla turystów coraz bliżej. Dzięki umowie NASA z Virgin Galactic już wkrótce mogą wystartować loty komercyjne

To może być przełomowy rok dla komercyjnych lotów w kosmos. Największe firmy już od kilku lat zapowiadały start kosmicznej turystyki i wszystko wskazuje na to, że już wkrótce pierwsi turyści obejrzą Ziemię z kosmosu. Amerykańska firma Virgin Galactic podpisała umowę z NASA, a jej efektem mogą być właśnie prywatne loty do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Firma ma trenować kosmonautów amatorów, którzy będą chcieli wziąć udział w komercyjnych lotach. – Chcemy przybliżyć perspektywę planetarną wielu tysiącom ludzi – zapowiada George Whitesides, dyrektor generalny Virgin Galactic.

– Cieszymy się na możliwość współpracy z NASA w prywatnym programie lotów orbitalnych, który nie tylko pozwoli nam korzystać z naszej platformy lotów kosmicznych, lecz także umożliwi podzielenie się z NASA i innymi agencjami naszą infrastrukturą do szkolenia kosmonautów – wskazuje George Whitesides, dyrektor generalny Virgin Galactic.

Już od lat największe firmy na świecie pracowały nad turystyką kosmiczną. Po pierwszych podbojach w kosmosie wydawało się, że komercyjne loty poza ziemską atmosferę to kwestia najbliższych lat. Kiedy w 2001 roku Dennis Tito wykupił podróż na Międzynarodową Stację Kosmiczną za pośrednictwem amerykańskiej firmy Space Adventures, wszystko wskazywało na to, że niebawem każdy chętny turysta będzie mógł podziwiać Ziemię z kosmosu. Do tej pory jednak zorganizowano jedynie kilka komercyjnych lotów w kosmos za pośrednictwem rosyjskiego statku kosmicznego Sojuz. Każdy z lotów kosztował  minimum 20 mln dol.

Rosyjski program lotów komercyjnych został jednak wstrzymany w 2010 roku i do tej pory turystyka kosmiczna w zasadzie nie istniała. W 2019 roku NASA zapowiedziała pierwsze prywatne loty kosmiczne za pośrednictwem statków kosmicznych SpaceX i Boeinga. Jeden dzień pobytu na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej ma kosztować 35 tys. dol., nie wliczając w to kosztów przelotu w obie strony.

O tym, że komercyjne loty w kosmos to kwestia najbliższych miesięcy, przekonała udana próba wystrzelenia statku Crew Dragon w maju 2020 roku, dzięki czemu SpaceX dostarczyła dwóch astronautów na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Teraz umowę z NASA na prywatne loty w kosmos podpisała także firma Virgin Galactic.

Umowa między Virgin Galactic i NASA może być milowym krokiem w turystyce kosmicznej, choć w ostatnich latach nie brakowało eksperymentalnych lotów. Pojazd suborbitalny New Shepard firmy Blue Origin odbył już kilkanaście lotów. Do tej pory z lotów testowych skorzystało ok. 100 osób. Rocket Lab jest kolejną prywatną firmą, która oferuje pionierskie misje dedykowane dla małych satelitów za pośrednictwem rakiety elektronowej.

Firma Virgin Galactic opracowała program Future Astronaut Readiness. Jej doświadczenie w przestrzeni kosmicznej może odegrać ważną rolę w szkoleniu do podróży orbitalnych, przede wszystkim umożliwiając pasażerom zapoznanie się z przeciążeniami podczas lotów kosmicznych. To wszystko sprawia, że już wkrótce komercyjne loty w kosmos staną się znacznie częstsze.

– Podjęliśmy do tej pory niezrównaną liczbę zobowiązań w zakresie komercyjnych lotów kosmicznych. Na podstawie tych doświadczeń możemy podzielić się naszą wiedzą w rozwoju kolejnego segmentu nowego przemysłu kosmicznego. Chcemy przybliżyć perspektywę planetarną wielu tysiącom ludzi – podkreśla George Whitesides.

Pandemia koronawirusa przyspieszy rozwój technologii telemedycznych. Roboty przejmują część zadań lekarzy i pielęgniarek [DEPESZA]

Pandemiczne restrykcje wymusiły na służbie zdrowia wdrożenie nowych procedur postępowania z pacjentami, aby ograniczyć ryzyko rozprzestrzeniania się koronawirusa. Do powszechnego użytku weszły rozwiązania z pogranicza robotyki i telemedycyny, które umożliwiają prowadzenie zdalnej opieki nad pacjentami oraz przeprowadzanie dezynfekcji pomieszczeń szpitalnych bez konieczności narażania się na kontakt z koronawirusem.

– Pandemia SARS-CoV-2 wywarła ogromny wpływ na przemysł opieki zdrowotnej, przytłaczając szpitale, przeciążając zasoby medyczne oraz zmuszając pracowników służby zdrowia i pacjentów do ograniczenia fizycznej interakcji z innymi ludźmi – wskazuje Thuc Vu, dyrektor generalny OhmniLabs.

– W czasach pandemii wielu pacjentów jest w ścisłej izolacji, a pielęgniarki potrzebują pełnego zestawu środków ochrony osobistej tylko w celu przeprowadzenia wizyt w pokoju – dodaje dr Jonathan Wirjo, dyrektor medyczny i partner zarządzający Focus Mental Health Solutions.

Narodowy Fundusz Zdrowia już na początku pandemii koronawirusa w Polsce wydał zalecenie o korzystaniu z narzędzi telemedycznych w celu ograniczenia ryzyka rozprzestrzeniania się wirusa. W komunikacie z 12 marca 2020 roku wskazano, aby część świadczeń ambulatoryjnych wykonywać za pośrednictwem nowych technologii komunikacyjnych. Decyzja ta dała podstawy do wdrożenia opieki telemedycznej na szerszą skalę. Jednak nie wszystkim pacjentom można udzielić porady zdalnie. Inteligentne roboty przejęły część prac wykonywanych dotychczas przez personel medyczny, ograniczając ryzyko rozprzestrzenienia się koronawirusa wśród pacjentów oraz lekarzy.

– W OhmniLabs uważamy, że roboty z funkcją teleobecności są idealnym sposobem na przezwyciężenie problemów związanych z barierami geograficznymi, niepełnosprawnością fizyczną i chorobami. Teraz bardziej niż kiedykolwiek staramy się dostarczać takie roboty, które spełniają wymagania pracowników służby zdrowia w tych trudnych czasach – mówi Thuc Vu.

Roboty w trakcie pandemii mogą zastąpić tych pracowników służby zdrowia, którzy mają bezpośredni kontakt z osobami chorymi. Dobrym przykładem takiego rozwiązania jest humanoidalny robot Ginger od CloudMinds, który wyręczy w pracy personel pielęgniarski. Maszynę przystosowano do monitorowania podstawowych czynności życiowych pacjentów oraz zdalnego dostarczania leków.

W rozwój zautomatyzowanych systemów komunikacji interpersonalnej zainwestowała również firma OhmniLabs. Robot teleprezencyjny Ohmni wyposażono w system dwustronnej komunikacji, który pozwala wykonywać bezpieczny obchód medyczny bez konieczności bezpośredniego wizytowania pacjentów. Zdalnie sterowana maszyna może swobodnie przemieszczać się po szpitalnych korytarzach, a kamera o wysokiej rozdzielczości ułatwia monitorowanie wskazań przyrządów medycznych oraz kondycji psychofizycznej pacjenta.

– Robot Ohmni minimalizuje obciążenie pracą personelu medycznego, zmniejsza zależność od ograniczonych zasobów i pozwala nam znacznie zmniejszyć ryzyko narażenia pacjentów i pracowników służby zdrowia – przekonuje dr Jonathan Wirjo.

Według firmy badawczej Data Bridge Market Research wartość globalnego rynku robotów autonomicznych do 2026 roku wzrośnie do blisko 17,8 mld dol. W najbliższych latach ma on się rozwijać w tempie ponad 14 proc. w skali roku.

Cyberprzestępcy wykorzystują hasło „Black Lives Matter” do ataków phishingowych na całym świecie

Cyberprzestępcy często wykorzystują wydarzenia o globalnym zasięgu, aby przeprowadzać nowe ataki phishingowe. Cały świat przekonał się o tym podczas pandemii Covid-19, przekonuje się o tym także teraz, kiedy hakerzy wykorzystują hasło „Black Lives Matter” w kolejnej kampanii wymierzonej w użytkowników internetu na całym świecie.

10 czerwca 2020 roku analitycy z FortiGuard Labs firmy Fortinet wykryli globalną kampanię spamową, skierowaną do osób zainteresowanych ostatnimi wydarzeniami związanymi z hasłem „Black Lives Matter”. W ramach tej kampanii na skrzynki mailowe użytkowników trafiają wiadomości e-mail z załączonym złośliwym dokumentem Microsoft Word. Treść maila jest napisana po angielsku w widocznym pośpiechu, bowiem zawiera liczne błędy gramatyczne. Złośliwe wiadomości mają różne tematy i nazwy nadawców, aby obejść filtry antyspamowe, albo po prostu stworzyć zamieszanie. Przykład różnorodności tematów i nadawców jest pokazany poniżej:black lifes matter

Załącznik jest standardowym dokumentem programu Microsoft Word zachęcającym użytkownika do włączenia makr, które są chronione hasłem, jak to ma miejsce w przypadku wielu złośliwych dokumentów. – Należy pamiętać o tym, aby w przypadku otrzymania podejrzanie wyglądającej wiadomości z załącznikiem pakietu Office, nigdy nie włączać makr – przypomina Robert Dąbrowski, szef zespołu inżynierów Fortinet w Polsce.

Analitycy z FortiGuard Labs badając domeny i infrastrukturę wykorzystywaną przez cyberprzestępców, odkryli, że wszystkie one znajdują się na terenie Republiki Czeskiej (CD-Telematika a.s.). Głównymi celami cyberprzestępców były Stany Zjednoczone i Kanada, ale złośliwe maile trafiały także, w zależności od wariantu kampanii, do internautów na całym świecie, również w Polsce[1].

Specjaliści Fortinet przypominają, że w czasie wydarzeń o globalnym zasięgu należy być ostrożnym wobec wszystkich podejrzanych maili odwołujących się do tych tematów. Najrozsądniej jest w ogóle nie otwierać maili od nieznanych nadawców, a już na pewno nie wolno klikać w przesyłane za ich pomocą linki ani nie otwierać załączników.

[1]https://www.fortinet.com/blog/threat-research/global-malicious-spam-campaign-using-black-lives-matter-as-a-lure/_jcr_content/root/responsivegrid/image_920486497.img.png/1592239049385/picture9.png

https://www.fortinet.com/blog/threat-research/global-malicious-spam-campaign-using-black-lives-matter-as-a-lure/_jcr_content/root/responsivegrid/image_1903809454.img.png/1592238984422/picture8.png

https://www.fortinet.com/blog/threat-research/global-malicious-spam-campaign-using-black-lives-matter-as-a-lure/_jcr_content/root/responsivegrid/image_1626992610.img.png/1592239093490/picture11.png

Poprawa koniunktury w Europie, słabsze dane z Polski

Indeksy koniunktury zaczynają pokazywać coraz lepsze dane. Jak widać optymizm rośnie znacznie szybciej niż sądzili analitycy. Jeżeli tempo się utrzyma zamiast poważnego kryzysu możemy mieć zaledwie spowolnienie w tym roku.

Indeksy PMI

Dzisiaj od rana opublikowano wyniki indeksów PMI zarówno dla usług jak i dla przemysłu. Są to dane wstępne za czerwiec. Okazały się one jednak znacznie lepsze od oczekiwań w przypadku Unii Europejskiej. Najpierw Francja niespodziewanie pokazała wyniki powyżej 50 punktów (to poziom oddzielający teoretycznie recesję od rozwoju). Niemcy również wypadły powyżej oczekiwań, ale nie tak dobrze jak Francuzi. W rezultacie łączny wynik powyżej oczekiwań dla całej strefy euro pozostał już tylko formalnością. Reakcją na te dane było umocnienie się euro względem dolara.

Słabsze dane z Polski

Po wczorajszych dobrych danych o sprzedaży detalicznej wielu obserwatorów spodziewało się równie dobrych danych z rynku nieruchomości. Te jednak wbrew oczekiwaniom spadku o 1,6% pokazały aż 5,1% spadku w skali roku. Co ciekawe, inwestorzy w przypadku złotego za ważniejsze uznali dobre dane z Unii Europejskiej niż słabe z budowlanki polskiej. W rezultacie złotówka od rana delikatnie zyskuje na wartości.

Dobre dane z Wielkiej Brytanii

Również opuszczający Unię Europejską Brytyjczycy pokazali dzisiaj bardzo dobre wyniki indeksów PMI. Optymizm na Wyspach był wyraźnie powyżej oczekiwań. Co ciekawe, przemysł pokazał odczyt delikatnie powyżej progu 50 pkt (które oddzielają rozwój od recesji). Inwestorzy zignorowali jednak te dane i funt od rana traci zarówno względem euro jak i złotego.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl