Efektywność kontra bezpieczeństwo. AI w firmach wymyka się spod kontroli

0

Sztuczna inteligencja stała się stałym elementem codziennej pracy w polskich firmach, jednak organizacje wyraźnie nie nadążają za tempem jej adopcji. Z najnowszej edycji raportu „Cyberportret polskiego biznesu 2026”, przygotowanego przez ESET i DAGMA Bezpieczeństwo IT, wynika, że 62% pracowników korzysta już z narzędzi AI w obowiązkach służbowych, a co trzeci użytkownik przyznaje wprost, że próbowałby obejść firmowe blokady, gdyby pracodawca ograniczył mu dostęp do ulubionych narzędzi. Dążenie do maksymalnej efektywności zaczyna brać górę nad bezpieczeństwem danych, a zjawisko Shadow AI może być ogromnym zagrożeniem dla wielu biznesów.

Najważniejsze informacje:

  • 62% polskich pracowników korzysta z narzędzi AI w codziennej pracy służbowej
  • 35% użytkowników AI przyznaje, że próbowałoby obejść firmowe blokady, gdyby pracodawca ograniczył dostęp do ulubionych narzędzi
  • Tylko 27% firm posiada spisaną politykę korzystania z narzędzi AI
  • 10% pracowników wprost przyznaje, że udostępnia otwartym modelom AI wrażliwe dane firmowe

Jak powszechne jest używanie AI w polskich firmach?

W polskich firmach AI często weszła przez tylne drzwi i zdążyła się już zadomowić. Z danych raportu wynika, że 62% pracowników (którzy pracują z komputerem min. 3 dni w tygodniu) korzysta z narzędzi AI w codziennych obowiązkach służbowych, a niemal co piąty deklaruje, że opiera się  na pomocy autonomicznych agentów. Skala adopcji jest więc znacząca.

Problem w tym, że firmy wyraźnie nie dotrzymują jej kroku. Większość pracowników porusza się w organizacyjnej szarej strefie, a konsekwencje są już widoczne: 10% pracowników wprost przyznaje, że udostępnia otwartym modelom AI wrażliwe dane firmowe. To właśnie istota zjawiska określanego jako Shadow AI, czyli używania sztucznej inteligencji wewnątrz organizacji bez oficjalnej zgody i nadzoru. Tylko 27% firm posiada dziś spisaną politykę regulującą korzystanie z AI, co oznacza, że zdecydowana większość pracowników nie ma żadnych firmowych drogowskazów w tym obszarze.

Dlaczego pracownicy omijają firmowe zasady dotyczące AI?

Narzędzia AI realnie przyspieszają i ułatwiają pracę, co przynosi wymierne korzyści zarówno pracownikom, jak i pracodawcom. Raport ESET i DAGMA Bezpieczeństwo IT pokazuje jednak, że często spotykana w biznesie presja efektywności ma swoją ciemną stronę: 35% użytkowników AI przyznaje, że próbowałoby obejść firmowe blokady, gdyby pracodawca ograniczył im dostęp do ulubionych narzędzi. Co więcej, 26% deklaruje, że w takiej sytuacji wygenerowałoby potrzebne treści na prywatnym sprzęcie i przesłało je na służbową pocztę.

Warto podkreślić, że gotowość do obchodzenia zasad nie musi wynikać z lekceważenia bezpieczeństwa. Pracownicy często po prostu nie wiedzą, jakie ryzyko niesie korzystanie z publicznych modeli językowych, i nie mają dostępu do bezpiecznych alternatyw. To właśnie brak jasnych zasad i odpowiednich narzędzi sprawia, że granica między efektywną a ryzykowną pracą z AI staje się coraz trudniejsza do wytyczenia. Dla organizacji to sygnał, że sama polityka zakazów nie wystarczy.

Jakie ryzyko dla firmy niesie Shadow AI?

Korzystanie z niezatwierdzonych narzędzi AI to nie tylko kwestia naruszenia firmowych procedur. To realne ryzyko utraty kontroli nad danymi. Pracownicy, którzy wklejają służbowe dokumenty czy dane klientów do publicznych modeli językowych, często nie zdają sobie sprawy z konsekwencji. Informacje te mogą trafiać na serwery poza Unią Europejską, być wykorzystywane do trenowania algorytmów lub stać się dostępne dla podmiotów zewnętrznych. Tymczasem tylko 38% firm zainwestowało w korporacyjne licencje AI, które gwarantują, że wprowadzane dane nie trafią do baz treningowych zewnętrznych modeli.

Konsekwencje mogą być poważne: od wycieków danych i naruszenia tajemnicy handlowej, po kary wynikające z RODO. W świecie, w którym dane są jednym z najcenniejszych zasobów firmy, brak polityki AI to nie tylko luka organizacyjna, ale realne zagrożenie biznesowe. Tymczasem zaledwie 25% firm wdrożyło systemy klasy DLP lub CASB, pozwalające monitorować ruch sieciowy pod kątem zapobiegania wyciekom danych do AI.

– Punktem wyjścia powinno być zrozumienie skali zjawiska, a następnie wprowadzenie jasnych zasad – co wolno, czego nie wolno i przede wszystkim dlaczego. Bez wyjaśnienia powodów trudno oczekiwać, że pracownik zrozumie, iż wklejenie firmowych danych do publicznego modelu językowego może zagrozić bezpieczeństwu całej organizacji. Warto też zadbać o dostęp do bezpiecznych, zatwierdzonych narzędzi – wtedy pracownicy nie będą musieli sięgać po prywatne konta. Właśnie brak takich zasad napędza Shadow AI. Największym ryzykiem jest wyciek danych do chmury, nad którą organizacja nie ma kontroli. Odpowiedzią nie jest zakaz, lecz wyjaśnienie ryzyka i wskazanie bezpiecznych alternatyw – mówi Dawid Koziorowski, Offensive Cybersecurity Team Leader, DAGMA Bezpieczeństwo IT.

Jak firmy mogą skutecznie zarządzać AI i chronić swoje dane?

Rosnąca skala zjawiska Shadow AI nie oznacza, że firmy są bezradne. Kluczem nie jest samo blokowanie narzędzi, lecz budowanie środowiska, w którym pracownicy mogą korzystać z AI w sposób bezpieczny i zgodny z firmowymi zasadami. Punktem wyjścia powinna być jasna polityka AI, która określa które narzędzia są dozwolone, jakie dane można przetwarzać i dlaczego określone zachowania są ryzykowne. Sama świadomość zagrożeń znacząco zmniejsza prawdopodobieństwo nieświadomych naruszeń.

Równie ważne jest zapewnienie pracownikom bezpiecznych alternatyw. Firmy, które inwestują w korporacyjne licencje AI i zatwierdzają konkretne narzędzia, eliminują główny powód, dla którego pracownicy sięgają po rozwiązania z szarej strefy. Uzupełnieniem całości powinny być systemy monitorowania przepływu danych, które pozwalają na bieżąco kontrolować, jakie informacje opuszczają organizację. To nie technologia jest tu największym wyzwaniem, lecz wyprzedzenie jej odpowiednimi zasadami.

—————

O raporcie: Trzecia edycja raportu „Cyberportret polskiego biznesu 2026” powstała na podstawie badania ilościowego zrealizowanego w marcu 2026 roku przez instytut ARC Rynek i Opinia na próbie 1026 Polaków pracujących przy komputerze co najmniej 3 dni w tygodniu (w tym ekspertów ds. cybersecurity z firm zatrudniających min. 10 osób). Badanie przeprowadzono techniką CAWI.

UOKiK sprawdza Easy Payment i Fincard. Chodzi o ukryte koszty kart kredytowych

0

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów prowadzi postępowania przeciwko spółkom Easy Payment oraz Fincard. Sprawa dotyczy sposobu naliczania opłat przy kartach kredytowych oferowanych konsumentom na polskim rynku. Według UOKiK dodatkowe opłaty i prowizje stosowane przez te firmy mogły w praktyce działać jak ukryte odsetki kapitałowe, a tym samym prowadzić do obchodzenia przepisów o maksymalnym oprocentowaniu kredytu konsumenckiego.

Easy Payment to bułgarska spółka finansowa oferująca w Polsce karty kredytowe Axi Card. Fincard wydaje natomiast karty kredytowe pod markami Net Credit oraz Halvo. W obu przypadkach urząd analizuje, czy przedsiębiorcy nie naruszali zbiorowych interesów konsumentów, pobierając opłaty zależne od wysokości wykorzystanego limitu kredytowego.

Karta kredytowa to forma kredytu konsumenckiego

Choć karta kredytowa bywa postrzegana jako wygodne narzędzie płatnicze, z prawnego i ekonomicznego punktu widzenia jest formą kredytu konsumenckiego. Konsument korzysta z pieniędzy udostępnionych przez instytucję finansową, a następnie musi je zwrócić na określonych warunkach.

Kosztem takiego finansowania mogą być przede wszystkim odsetki kapitałowe, czyli wynagrodzenie instytucji finansowej za udostępnienie pieniędzy. Ich wysokość zależy od kwoty wykorzystanego limitu oraz czasu, przez jaki konsument korzysta z pożyczonych środków. Polskie przepisy określają jednak maksymalny poziom odsetek, którego przedsiębiorcy nie mogą przekraczać.

Oprócz odsetek konsument może być obciążany również różnego rodzaju opłatami, prowizjami lub kosztami dodatkowymi. Problem pojawia się wtedy, gdy takie opłaty nie mają charakteru stałego ani nie są związane z konkretną usługą, lecz są naliczane podobnie jak odsetki — regularnie i proporcjonalnie do kwoty wykorzystanego limitu.

Opłaty, które mogły działać jak dodatkowe odsetki

Zarzuty Prezesa UOKiK dotyczą między innymi pobierania opłat za korzystanie z kart kredytowych jako procentu od wykorzystanego limitu kredytowego. Urząd wskazuje również na możliwość wprowadzania konsumentów w błąd co do rzeczywistego kosztu kredytu.

W przypadku Easy Payment spółka miała pobierać odsetki od zadłużenia w maksymalnej dopuszczalnej wysokości, a oprócz tego naliczać dodatkowe opłaty. Chodzi między innymi o opłaty za obsługę karty, udzielenie limitu kredytowego czy udostępnienie limitu płatniczego.

Fincard z kolei miał pobierać prowizję za korzystanie z limitu kredytowego. Według ustaleń UOKiK również ta opłata była powiązana z wysokością wykorzystanych środków.

W ocenie urzędu w obu przypadkach opłaty były naliczane regularnie i zależały od kwoty zadłużenia konsumenta. To oznacza, że mogły pełnić funkcję zbliżoną do odsetek kapitałowych, mimo że formalnie nie były ujmowane w oprocentowaniu kredytu.

Konsument mógł nie znać rzeczywistego kosztu kredytu

Zdaniem UOKiK taki mechanizm mógł utrudniać konsumentom ocenę rzeczywistych kosztów korzystania z kart kredytowych. Jeżeli przedsiębiorca pobiera maksymalne dopuszczalne odsetki, a dodatkowo nalicza opłaty zależne od wysokości wykorzystanego limitu, całkowity koszt finansowania może być wyższy, niż wynikałoby to z samego oprocentowania.

W praktyce oznacza to, że im więcej pieniędzy konsument pożyczył, tym wyższe były nie tylko odsetki, lecz także dodatkowe opłaty. Według UOKiK takie rozwiązanie może prowadzić do obejścia przepisów, które mają chronić konsumentów przed nadmiernymi kosztami kredytu.

– Sposób naliczania opłat za korzystanie z kart kredytowych stosowany przez obu przedsiębiorców w praktyce oznaczał, że im więcej pieniędzy konsument pożyczył, tym wyższa była nie tylko kwota odsetek, ale również dodatkowych opłat. Tymczasem opłaty i prowizje mają co do zasady stałą wysokość albo są związane z konkretną usługą. W tym przypadku działały one tak jak odsetki od pożyczki, zwiększając koszt kredytu ponad dozwolony prawnie limit – mówi Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

UOKiK: dodatkowe koszty nie mogą służyć obchodzeniu prawa

Sprawa Easy Payment i Fincard wpisuje się w szerszy problem przejrzystości kosztów usług finansowych. Konsument, decydując się na kartę kredytową, powinien wiedzieć, ile faktycznie zapłaci za korzystanie z udostępnionego limitu. Informacje o oprocentowaniu, prowizjach i innych kosztach muszą być przedstawione w sposób jasny i niewprowadzający w błąd.

Jeżeli dodatkowe opłaty są naliczane w sposób podobny do odsetek, mogą zniekształcać obraz rzeczywistego kosztu kredytu. Konsument widzi określone oprocentowanie, ale faktyczne obciążenie finansowe może być wyższe z powodu opłat, które formalnie nie są prezentowane jako odsetki.

UOKiK wskazuje, że opłaty i prowizje powinny co do zasady mieć stałą wysokość albo być związane z konkretną usługą. Jeżeli natomiast są uzależnione od kwoty wykorzystanego limitu i naliczane regularnie, mogą w praktyce stanowić dodatkowe wynagrodzenie za korzystanie z pieniędzy, czyli pełnić funkcję odsetek.

Firmom grożą wysokie kary

Postępowania prowadzone przez Prezesa UOKiK mogą zakończyć się nałożeniem kar finansowych. Za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów przedsiębiorcom grozi kara do 10 proc. obrotu.

Na tym etapie sprawa dotyczy zarzutów stawianych przez urząd. Ostateczne rozstrzygnięcie będzie zależało od wyników prowadzonych postępowań. Jeżeli UOKiK potwierdzi naruszenia, Easy Payment i Fincard mogą ponieść konsekwencje finansowe oraz zostać zobowiązane do zmiany praktyk stosowanych wobec konsumentów.

Co zrobić z nadwyżką gotówki? Jak przedsiębiorcy i Polacy chronią pieniądze przed inflacją

Rosnące koszty prowadzenia działalności, inflacja i niepewność gospodarcza sprawiają, że coraz więcej przedsiębiorców oraz osób prywatnych zadaje sobie podobne pytanie: jak chronić wartość zgromadzonych pieniędzy? Dziś bezpieczeństwo finansowe nie oznacza już wyłącznie trzymania środków na rachunku bankowym. Coraz częściej kluczowe staje się rozsądne rozłożenie kapitału pomiędzy różne rozwiązania, które mogą ograniczać wpływ inflacji i zwiększać odporność majątku na zmieniające się warunki gospodarcze.

Jeszcze kilka lat temu lokaty bankowe były dla wielu osób naturalnym miejscem przechowywania oszczędności. Dziś zarówno właściciele firm, jak i osoby prywatne coraz częściej szukają alternatyw pozwalających nie tylko przechować kapitał, ale również zachować jego siłę nabywczą w dłuższym terminie.

Nie oznacza to rezygnacji z tradycyjnych instrumentów finansowych. Zmienia się jednak sposób myślenia o zarządzaniu majątkiem. Coraz więcej osób odchodzi od poszukiwania jednego idealnego rozwiązania na rzecz budowania zdywersyfikowanego portfela aktywów.

Dlaczego pieniądze pozostawione na koncie tracą wartość?

Inflacja nie zawsze jest odczuwalna z miesiąca na miesiąc, jednak w dłuższym okresie znacząco wpływa na realną wartość oszczędności. Nawet jeśli nominalnie na rachunku znajduje się ta sama kwota, jej siła nabywcza może być niższa niż kilka lat wcześniej.

Z tego powodu przedsiębiorcy coraz częściej analizują nie tylko bieżącą płynność finansową firmy, ale również sposoby zabezpieczenia części wypracowanego kapitału. Podobne podejście obserwujemy wśród osób prywatnych, które budują poduszkę finansową lub odkładają środki na przyszłość.

Jakie rozwiązania najczęściej wybierają osoby chcące chronić oszczędności?

Najczęściej wykorzystywane instrumenty obejmują konta oszczędnościowe, lokaty, obligacje skarbowe, nieruchomości, fundusze inwestycyjne oraz metale szlachetne.

Każde z tych rozwiązań ma własne zalety i ograniczenia. Lokaty zapewniają wysoką płynność, obligacje dają przewidywalność, nieruchomości pozwalają budować majątek w długim terminie, natomiast metale szlachetne są często wykorzystywane jako element dywersyfikacji.

W praktyce coraz rzadziej mówi się o wyborze jednego aktywa. Znacznie częściej eksperci podkreślają znaczenie odpowiedniego rozłożenia środków pomiędzy różne klasy aktywów, tak aby ograniczyć ryzyko związane z pojedynczym rynkiem lub scenariuszem gospodarczym.

Dlaczego przedsiębiorcy interesują się dziś złotem i srebrem?

Metale szlachetne od wielu lat są wykorzystywane jako element ochrony majątku. W okresach zwiększonej niepewności gospodarczej zainteresowanie nimi zwykle rośnie, ponieważ stanowią aktywa o globalnym charakterze i nie są bezpośrednio powiązane z wynikami konkretnych spółek czy sektorów gospodarki.

Coraz częściej uwagę przedsiębiorców zwraca również srebro. Oprócz funkcji związanej z dywersyfikacją majątku pojawia się tutaj także aspekt podatkowy, który odróżnia je od złota inwestycyjnego.

Złoto a srebro – najważniejsze różnice z perspektywy firmy

Jedną z kluczowych różnic pomiędzy tymi metalami są zasady opodatkowania. Złoto inwestycyjne spełniające warunki określone w przepisach korzysta ze zwolnienia z podatku VAT. W przypadku srebra sytuacja wygląda inaczej – obrót srebrem co do zasady objęty jest podatkiem VAT.

To właśnie dlatego przedsiębiorcy często analizują srebro nie tylko jako aktywo materialne, ale również w kontekście zasad rozliczeń podatkowych związanych z działalnością firmy. Każda sytuacja wymaga jednak indywidualnej oceny księgowej i podatkowej, uwzględniającej sposób wykorzystania zakupionych aktywów oraz charakter prowadzonej działalności.

GoldPlan Mennica Mazovia

Coraz większe znaczenie mają rozwiązania długoterminowe

Zmienia się również sposób nabywania metali szlachetnych. Obok jednorazowych zakupów coraz większą popularnością cieszą się programy umożliwiające regularne budowanie oszczędności poprzez systematyczne zakupy mniejszych ilości złota lub srebra.

Takie rozwiązania pozwalają rozłożyć zakupy w czasie i stopniowo budować ekspozycję na wybraną klasę aktywów. Na polskim rynku funkcjonują między innymi programy takie jak GoldPlan, a osoby zainteresowane metalami inwestycyjnymi mogą korzystać z oferty wyspecjalizowanych podmiotów działających w tym obszarze, takich jak Mennica Mazovia.

Co zrobić z nadwyżką gotówki? Jak przedsiębiorcy i Polacy chronią pieniądze przed inflacją 1

Dywersyfikacja zamiast przewidywania przyszłości

Jednym z najważniejszych trendów widocznych zarówno wśród przedsiębiorców, jak i osób prywatnych jest odejście od prób przewidywania kolejnych kryzysów, decyzji banków centralnych czy zachowań rynków finansowych.

Coraz większą rolę odgrywa budowanie odporności finansowej. Odpowiednio zdywersyfikowany majątek może lepiej funkcjonować w różnych scenariuszach gospodarczych i ograniczać wpływ nieprzewidzianych wydarzeń na zgromadzony kapitał.

Dlatego współczesne zarządzanie pieniędzmi coraz rzadziej sprowadza się do pytania „jak najwięcej zarobić?”. Znacznie częściej dotyczy pytania, które dla wielu osób okazuje się ważniejsze: jak skutecznie zachować wartość oszczędności i zabezpieczyć przyszłość swoją, rodziny lub firmy w świecie, w którym zmienność stała się nową normą.

WAŻNE: Materiał ma charakter informacyjny i promocyjny. Nie stanowi porady inwestycyjnej, podatkowej, księgowej ani rekomendacji nabycia jakichkolwiek aktywów. Decyzje dotyczące lokowania kapitału, zakupu metali szlachetnych lub sposobu rozliczenia takich transakcji powinny być podejmowane po analizie indywidualnej sytuacji finansowej, podatkowej i prawnej oraz po konsultacji z doradcą podatkowym, księgowym lub doradcą inwestycyjnym.

Polacy wydadzą na wakacje średnio 5647 zł. Coraz częściej liczą na wsparcie pracodawców

Od kilkuset do nawet 3000 zł dopłaty do wypoczynku, świadczenia urlopowe wypłacane automatycznie, regionalne bony turystyczne, tańsze noclegi, vouchery podróżnicze czy dodatkowe dni wolne od pracodawców – możliwości obniżenia kosztów wakacji w 2026 roku nie brakuje, wynika z analiz Grupy Progres. To dobra wiadomość dla Polaków, którzy na tegoroczny urlop planują wydać średnio 5647 zł (badanie Holiday Barometer 2026). Choć aż 72 proc. wskazuje inflację i wysokie ceny jako główny czynnik wpływający na wakacyjne plany, większość nie zamierza rezygnować z wyjazdów. Coraz częściej pomagają w tym nie tylko programy publiczne, ale również wsparcie oferowane przez pracodawców.

Choć wakacje pozostają jednym z najważniejszych wydatków w domowych budżetach, Polacy planują tegoroczne wyjazdy ostrożniej niż rok temu. Z badania „Holiday Barometer 2026” przeprowadzonego przez Europ Assistance we współpracy z Ipsos wynika, że między czerwcem a wrześniem podróż zamierza odbyć 75 proc. Polaków, czyli o 7 pkt proc. mniej niż rok wcześniej. Jednocześnie aż 72 proc. respondentów wskazuje inflację i wysokie ceny jako główny czynnik wpływający na wakacyjne decyzje, a 65 proc. zwraca uwagę na skutki konfliktów zbrojnych przekładające się na wzrost kosztów podróży.

Mimo większej ostrożności finansowej Polacy nie zamierzają zamykać się w domach. Z badania wynika, że aż 32 proc. respondentów planuje więcej niż jeden wyjazd między czerwcem a wrześniem. Jednocześnie ponad połowa badanych (56 proc.) deklaruje, że przeznaczy na wakacje więcej pieniędzy niż rok wcześniej. Tyle samo co dotychczas zamierza wydać 23 proc. respondentów, a jedynie 13 proc. planuje ograniczyć wakacyjny budżet.

Jeszcze kilka lat temu głównym pytaniem było „dokąd pojechać?”. Dziś coraz częściej jest nim „na co mnie stać?”. Polacy szukają sposobów, by utrzymać swoje wakacyjne plany mimo rosnących kosztów życia. Widać to m.in. w rosnącym zainteresowaniu wszelkimi formami wsparcia finansowego – od świadczeń socjalnych po benefity oferowane przez pracodawców. Coraz częściej to właśnie pracownicy pytają o dostępne formy dofinansowania wypoczynku. Dla wielu rodzin nawet kilkaset złotych dodatkowego wsparcia, a czasem kilka tysięcy złotych, może przesądzić o tym, czy wyjazd dojdzie do skutku mówi Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres.

Wakacyjny budżet pod presją

Średni budżet, jaki Polacy planują przeznaczyć na wakacje w 2026 roku, wynosi 5647 zł. Rosnąca ostrożność nie oznacza jednak rezygnacji z wypoczynku. Polacy coraz dokładniej analizują koszty poszczególnych elementów wyjazdu. Dla 36 proc. kluczowym kryterium wyboru noclegu jest to, czy mieści się on w zaplanowanym budżecie. Z kolei 27 proc. zwraca szczególną uwagę na koszt transportu, a 19 proc. wybiera kierunek podróży przede wszystkim dlatego, że udało się znaleźć atrakcyjną cenowo ofertę (Holiday Barometer 2026). Finanse stają się więc jednym z najważniejszych filtrów decyzyjnych przy planowaniu urlopu.

Nawet kilka tysięcy złotych wsparcia

W 2026 roku część pracowników może liczyć na dodatkowe środki na wakacje. Najbardziej znanym rozwiązaniem pozostają tzw. „wczasy pod gruszą” finansowane z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych. W zależności od regulaminu firmy i sytuacji materialnej pracownika dopłata może wynosić od kilkuset złotych do nawet około 3000 zł. Warunkiem jest zwykle wykorzystanie co najmniej 14 dni nieprzerwanego urlopu.

Automatyczne świadczenie urlopowe otrzymają także nauczyciele. W tym roku wynosi ono 2943,23 zł brutto i zgodnie z przepisami musi zostać wypłacone do końca sierpnia.

Na wsparcie mogą liczyć również rodzice. Część rodzin skorzysta z programu „Aktywne Wakacje 2026”, w ramach którego dofinansowanie (do 150 zł dziennie na obóz wyjazdowy lub do 250 zł w ośrodkach COS) trafia do organizatorów obozów sportowych, obniżając cenę pobytu dzieci. Dotyczy to organizatorów, którzy zdążyli złożyć wniosek przed 7 czerwca 2026 roku. Dodatkowo funkcjonują programy wspierające wypoczynek dzieci rolników ubezpieczonych w KRUS, dopłaty do kolonii przekraczają 1000 zł.

Niektóre województwa oferują również regionalne programy wsparcia turystyki. Przykładem jest Podlaski Bon Turystyczny zapewniający dopłaty do noclegów w wysokości 300 lub 400 zł.

Jeszcze kilka lat temu dopłaty do wypoczynku kojarzyły się głównie z dużymi zakładami pracy i świadczeniami socjalnymi. Dziś coraz częściej stają się elementem szerszej polityki benefitowej. Pracodawcy dostrzegają, że wypoczęty pracownik wraca do pracy z większą energią i motywacją, dlatego obok państwowych programów coraz chętniej angażują się we wsparcie wakacyjnych planów swoich zespołów. Dla wielu rodzin wyjazd jest finansowany nie z jednego, ale z kilku źródeł jednocześnie, co jeszcze kilka lat temu było znacznie rzadszym zjawiskiemmówi Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres.

Firmy coraz częściej finansują odpoczynek

Rosnące koszty życia i coraz wyższe wydatki związane z organizacją urlopu sprawiają, że do wakacyjnego budżetu pracowników coraz częściej dokładają się również pracodawcy. Jak wynika z analiz Grupy Progres, w ostatnich latach wyraźnie wzrosła liczba organizacji oferujących wsparcie związane z wypoczynkiem – zarówno w formie świadczeń finansowych, jak i dodatkowych benefitów pozwalających obniżyć koszty wyjazdu.

Choć nadal najpopularniejszym rozwiązaniem pozostają dopłaty do wypoczynku finansowane z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych, coraz więcej firm rozszerza katalog dostępnych świadczeń. Pracownicy mogą liczyć m.in. na dofinansowanie rodzinnych wakacji, dopłaty do kolonii i obozów dla dzieci, letnie premie, specjalne budżety urlopowe czy vouchery podróżnicze umożliwiające opłacenie noclegów lub atrakcji turystycznych.

W wielu organizacjach rozwijane są również benefity, które jeszcze kilka lat temu były rzadkością. Dotyczy to m.in. możliwości korzystania z ośrodków wypoczynkowych należących do pracodawców, co nadal jest popularnym rozwiązaniem w części instytucji publicznych, spółek Skarbu Państwa czy dużych przedsiębiorstw przemysłowych. Coraz częściej pojawiają się także preferencyjne stawki w hotelach i apartamentach współpracujących z firmami w ramach programów partnerskich.

Na znaczeniu zyskują również benefity związane z transportem. Pracownicy niektórych branż mogą korzystać ze zniżek na bilety lotnicze, tańszych przejazdów kolejowych i autobusowych, a także pakietów obejmujących ubezpieczenia podróżne na preferencyjnych warunkach. Firmy oferują również refundację części kosztów transportu lub systemy cashbackowe pozwalające odzyskać część wydatków poniesionych podczas urlopu.

Dużą popularnością cieszą się także rozwiązania dostępne w systemach kafeteryjnych. Środki gromadzone na platformach benefitowych, takich jak MyBenefit czy Pluxee, pracownicy przeznaczają je właśnie na cele związane z wypoczynkiem – od noclegów i przejazdów po bilety do atrakcji turystycznych. W firmach funkcjonują również specjalne „holiday allowance”, czyli roczne budżety przeznaczone wyłącznie na cele urlopowe.

Coraz więcej pracodawców wspiera jednak nie tylko sam wyjazd, ale również możliwość rzeczywistego odpoczynku. Oprócz dodatkowych środków finansowych pracownicy otrzymują dodatkowe dni urlopu ponad ustawowy wymiar, wellbeing days przeznaczone na regenerację, dni wolne przyznawane za staż pracy czy możliwość skorzystania z workation, czyli połączenia pracy z pobytem w atrakcyjnej lokalizacji.

Wsparcie urlopowe coraz częściej staje się jednym z elementów wpływających na ocenę pracodawcy. Można spodziewać się, że firmy będą rozwijać tego typu rozwiązania, bo odpowiadają one na konkretną potrzebę zespołów i są jednym ze świadczeń najbardziej odczuwalnych w portfelach pracowników w pozytywny sposób mówi Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres. Jednocześnie wiele osób wciąż nie wykorzystuje wszystkich dostępnych form wsparcia, często dlatego, że nie wie o ich istnieniu lub nie sprawdza przysługujących mu świadczeń. Tymczasem przed planowaniem urlopu warto zweryfikować nie tylko oferty biur podróży i hoteli, ale również możliwości dofinansowania dostępne w miejscu pracy czy w ramach programów publicznych. W niektórych przypadkach może to oznaczać oszczędność sięgającą nawet kilku tysięcy złotychpodsumowuje ekspertka.

Akcje serii C MedTech Solutions zadebiutują na NewConnect 19 czerwca

MedTech Solutions S.A. – notowana na NewConnect spółka technologiczna tworząca rozwiązania AI dla ochrony zdrowia oraz dystrybutor wyrobów medycznych i zaawansowanych systemów robotycznych – poinformowała, że Zarząd warszawskiej Giełdy wyznaczył dzień 19 czerwca 2026 r. jako pierwszy dzień notowania akcji serii C w alternatywnym systemie obrotu. Dopuszczenie akcji do obrotu zamyka proces emisji przeprowadzonej w ubiegłym roku i otwiera kolejny etap rozwoju Spółki.

Emisja akcji serii C została przeprowadzona z zachowaniem prawa poboru i była jedną z największych tego typu ofert zrealizowanych na rynku NewConnect w ostatnich latach. Spółka zaoferowała wówczas do 60,4 mln akcji po cenie 0,10 zł za akcję, pozyskując ponad 6 mln zł. Proces spotkał się z istotnym zainteresowaniem inwestorów, a popyt znacząco przekroczył dostępną alokację, co przełożyło się na redukcję w transzy Zarządu na poziomie 9 proc. Stabilność struktury akcjonariatu po emisji wzmacnia dodatkowo zawarta w marcu br. umowa lock-up z głównym akcjonariuszem (Fundacją Rodzinną). Obejmuje ona 14 244 971 akcji, stanowiących 18,87 proc. kapitału zakładowego i głosów, i obowiązuje przez 6 miesięcy od dnia uchwały GPW o wprowadzeniu akcji serii C do obrotu. Porozumienie stanowi potwierdzenie długoterminowego zaangażowania kluczowego akcjonariusza oraz wspiera stabilność Spółki w okresie po debiucie nowych akcji.

Wyznaczenie pierwszego dnia notowań akcji serii C finalizuje proces emisji i pozwala nam w pełni skoncentrować się na realizacji strategii rozwoju oraz komercjalizacji naszych technologii. To również ważny krok porządkujący strukturę kapitałową Spółki i wzmacniający fundamenty jej dalszego wzrostu. Duże zainteresowanie ubiegłoroczną emisją oraz stabilizacja akcjonariatu poprzez umowy lock-up tworzą solidną bazę do realizacji naszych celów biznesowych. Konsekwentnie rozwijamy działalność operacyjną, a działania zrealizowane w ostatnich miesiącach – w tym akwizycja – przełożą się już w najbliższych kwartałach na wzrost skali działalności i poprawę wyników finansowych. Naszą ambicją jest również znaleźć się na głównym parkiecie i chcemy to przekuć w realny plan tak szybko jak to będzie możliwe i zasadne. – powiedział Jarosław Kaim, Prezes Zarządu MedTech Solutions S.A.

Zarząd spółki podkreśla również, że obecny moment stanowi istotny punkt zwrotny w jej rozwoju, zarówno z perspektywy kapitałowej, jak i operacyjnej. W ostatnich tygodniach MedTech Solutions S.A. intensyfikowała działania w kluczowych obszarach działalności, wzmacniając fundamenty dalszej ekspansji.

W ostatnich miesiącach MedTech Solutions S.A. konsekwentnie rozwijała projekty z obszaru sztucznej inteligencji (AI) i badań klinicznych. W kwietniu Spółka podpisała list intencyjny z Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej, obejmujący pilotażowe testy oraz potencjalne wdrożenie systemu Reffer AI. Ośrodek prowadzi ponad 50 aktywnych badań klinicznych, a planowana współpraca ma na celu zwiększenie efektywności procesów związanych z rekrutacją i zarządzaniem uczestnikami badań.

Równolegle MTS zawarło strategiczną umowę z ośrodkiem badań klinicznych Diabetika, rozpoczynając pierwszy etap komercyjnego wdrożenia systemu Reffer AI. Projekt stanowi istotny krok w przejściu rozwiązania z fazy rozwoju do praktycznego wykorzystania oraz potwierdza potencjał technologii w zwiększaniu dostępności pacjentów do badań klinicznych. W tym samym obszarze, tj. badań klinicznych, niezwykle ważna z punktu widzenia strategii spółki jest umowa z NZOZ Kraków Południe. Współpraca ta domyka ekosystem Reffer AI. Po sukcesach w obszarze ośrodków badań klinicznych MedTech pozyskał w ramach umowy komercyjnej klienta, dzięki któremu system Reffer AI obsługuje 200 tys. pacjentów.

Spółka rozszerza również działalność o nowe segmenty rynku medycznego. Na mocy umowy z Meril Life Sciences uzyskała wyłączność na sprzedaż systemu robotycznego MISSO w Polsce przez okres do pięciu lat, wchodząc tym samym na dynamicznie rozwijający się rynek robotyki chirurgicznej. Zarząd przewiduje, że już w III kwartale bieżącego roku realnym scenariuszem jest wdrożenie i testy pierwszego robota w Polsce.

Jednocześnie rozwijana jest działalność w obszarze diagnostyki obrazowej. Na początku czerwca br. Good For You Medical – podmiot przejmowany przez MedTech Solutions S.A. – zrealizował dostawę i wdrożenie systemu obrazowania śródoperacyjnego Phoenix 3000 w 10 Wojskowym Szpitalu Klinicznym w Bydgoszczy. Segment ten charakteryzuje się wysoką marżowością oraz potencjałem dalszej skalowalnej ekspansji w ramach Grupy.

Zarząd MTS podkreśla, że realizowane inicjatywy wpisują się w długoterminową strategię budowy zdywersyfikowanej Grupy MedTech, rozwijającej rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, automatyzacji procesów oraz nowoczesnych technologiach medycznych. Debiut akcji serii C w obrocie giełdowym oraz postępująca komercjalizacja projektów wyznaczają kolejny etap rozwoju Spółki, ukierunkowany na wzrost skali działalności i budowę wartości dla akcjonariuszy.

Koszty, hybryda i wykorzystanie przestrzeni. Tak polskie firmy patrzą na biura

  • Koszty przede wszystkim: 69% organizacji w Polsce stawia na optymalizację kosztów i efektywność jako główny priorytet w obszarze środowiska pracy na najbliższe 12 miesięcy (w Europie 61%).
  • Praca hybrydowa i wykorzystanie przestrzeni: w Polsce są szczególnie silnym czynnikiem zmian – uważa tak 33% firm. To wyraźnie więcej niż średnia europejska, która wynosi 20%.
  • Talenty w tle: przyciąganie pracowników jako impuls do zmian wskazuje tylko 29% respondentów w Polsce, podczas gdy w Europie jest to aż 41%.
  • Ocena AI: blisko połowa polskich firm (49%) widzi w cyfryzacji i AI silny impuls zmian dla obszaru FM – to wynik wyższy niż średnia europejska. Rośnie rola profesjonalnego partnera dostarczającego spójnych standardów i rekomendacji opartych na analizie danych.

Wnioski z Raportu ISS potwierdzają, że środowisko pracy jest dziś strategicznym narzędziem biznesowym, ale firmy wciąż mają problem z przełożeniem deklaracji na decyzje inwestycyjne w zakresie środowiska pracy.

– Analizując dane z raportu widać, że firmy coraz lepiej rozumieją wpływ środowiska pracy na wyniki biznesowe, co nie zawsze przekłada się na decyzje, inwestycje i wdrożenia. Określamy to „luką efektywności środowiska pracy”, czyli rozbieżnością między deklarowanym znaczeniem miejsca pracy a gotowością do działań, które pozwalają realnie wykorzystać jego potencjał – mówi Agnieszka Jagiełka, Chief Commercial Officer Poland & Baltics, ISS.

Środowisko pracy jest ważne, ale decyzje nadal wyznacza presja kosztowa

Z raportu ISS wynika, że 83% liderów biznesu na świecie uważa, że środowisko pracy ma istotny wpływ na wyniki organizacji. W Polsce ten odsetek jest nawet wyższy i wynosi 88%. Jednocześnie 69% badanych w Polsce wskazuje optymalizację kosztów i efektywność jako główny priorytet na najbliższy rok, wobec 61% w Europie.

To pokazuje, że polskie firmy rozumieją strategiczne znaczenie środowiska pracy, ale mocniej niż średnia europejska filtrują decyzje przez kryterium kosztów i efektywności operacyjnej. W praktyce luka efektywności nie wynika więc z braku świadomości, lecz z presji budżetowej i konieczności lepszego uzasadniania podejmowanych działań.

– Inwestycje w biura muszą odpowiadać na rzeczywiste potrzeby organizacji, a nie tylko na deklaratywne. Facility manager działa pod presją kosztów i oczekiwań różnych interesariuszy, dlatego wymaga realnego spojrzenia na faktyczne wykorzystanie przestrzeni. Jeśli organizacja oczekuje kilkuset stanowisk, a na co dzień zajęta jest tylko część z nich, trudno obronić taki model. Konieczna jest transparentna analiza danych i rozmowa z biznesem o kosztach – mówi Paweł Łagoda, Real Estate Director CE & CEE, Visa.

Polska wyróżnia się na tle Europy oceną pracy hybrydowej i wykorzystaniem przestrzeni

Jedna z najwyraźniejszych różnic między Polską a Europą dotyczy znaczenia przypisywanego pracy hybrydowej i wykorzystaniu przestrzeni. W Polsce te obszary są wskazywane znacznie częściej jako czynniki wpływające na zmiany w środowisku pracy niż przeciętnie w Europie – 33% wobec 20%. Nie oznacza to jednak wyłącznie koncentracji na samym modelu pracy, ale rosnącą potrzebę dostosowania biur do nowych sposobów współpracy.

Dla polskich organizacji wyzwaniem staje się więc nie tylko zachęcanie pracowników do częstszej obecności w biurze, ale przede wszystkim takie projektowanie i zarządzanie przestrzenią, aby odpowiadała na zmienny rytm pracy hybrydowej, różne potrzeby zespołów oraz rosnące oczekiwania wobec jakości doświadczenia biurowego. Coraz większego znaczenia nabierają funkcjonalność biura, komfort pracy, dostęp do odpowiednich technologii oraz przestrzenie wspierające zarówno koncentrację, jak i współpracę.

Pracownicy do częstszych powrotów oczekują od przestrzeni pracy konkretnych wartości: narzędzi wspierających produktywność czy komfortu psychofizycznego.

W Polsce przyciąganie talentów rzadziej napędza zmiany w środowisku pracy

Istotną różnicą jest także znaczenie przypisywane roli środowiska pracy w przyciąganiu i utrzymaniu talentów. W Polsce ten czynnik wskazuje 29% respondentów, podczas gdy średnia europejska wynosi 41%.

Nie oznacza to jednak, że potrzeby pracowników są pomijane. Polskie organizacje patrzą na środowisko pracy bardziej pragmatycznie – przez pryzmat efektywności kosztowej, wykorzystania przestrzeni, modelu hybrydowego i kontroli operacyjnej. Jednocześnie właśnie tutaj pojawia się przestrzeń do dalszego rozwoju: coraz więcej firm zaczyna dostrzegać, że dobrze zaprojektowane i zarządzane środowisko pracy może wspierać nie tylko efektywność biznesu, ale również atrakcyjność organizacji na rynku pracy, współpracę zespołów i długofalowe zaangażowanie pracowników.

– Po pandemii biuro musi dawać pracownikowi wartość, którą nie zawsze ma w pracy zdalnej – od jakości przestrzeni i komfortu, po doświadczenie sprzyjające integracji i współpracy. Traktujemy środowisko pracy jako element strategii pracowniczej, a nie wyłącznie koszt nieruchomościowy. Dlatego kluczowe jest słuchanie ludzi i projektowanie rozwiązań dopasowanych do realnego sposobu pracy zespołów. To wymaga nie tylko analizy przestrzeni, ale też dobrego zrozumienia zachowań użytkowników biura – dodaje Paweł Łagoda, Real Estate Director CE & CEE, Visa.

Zdrowie, bezpieczeństwo i dobrostan są ważne, ale w Polsce mają niższy priorytet niż w Europie

Zdrowie, bezpieczeństwo i dobrostan pozostają jednym z ważnych elementów nowoczesnego środowiska pracy. W Europie wskazuje je 47% liderów, w Polsce 39%.

To pokazuje, że w Polsce kwestie dobrostanu są częściej rozpatrywane razem z efektywnością, kosztami i wykorzystaniem przestrzeni. Nowoczesne biuro ma wspierać koncentrację, współpracę, relacje i komfort pracy, ale jednocześnie musi odpowiadać na konkretne cele biznesowe. Dlatego coraz ważniejsza staje się weryfikacja, jak podejmowane działania wpływają na produktywność, zaangażowanie pracowników i realne wykorzystanie biura.

Cyfryzacja i AI nie zawsze przekładają się na priorytety FM

Cyfryzacja i AI są jednym z najważniejszych trendów wpływających na sektor FM, ale raport uwidacznia lukę między świadomością a wdrożeniami. Globalnie 46% organizacji uznaje cyfryzację za wiodący czynnik zmian, ale tylko 20% nadaje jej priorytet w obszarze FM.

W Polsce cyfryzacja i AI są postrzegane jako czynnik zmian nawet częściej niż globalnie – wskazuje tak 49% badanych organizacji. Jednocześnie tylko 15% polskich respondentów uważa cyfryzację i inteligentne budynki za priorytet.

Problemem nie jest więc brak świadomości technologicznej, ale trudność w przełożeniu technologii na decyzje inwestycyjne, procesy i twarde wskaźniki biznesowe. W tym obszarze rośnie znaczenie partnera FM. Organizacje potrzebują nie tylko technologii, ale także danych, spójnych standardów i rekomendacji, które pomagają ocenić, gdzie warto inwestować, co można uprościć i które działania przynoszą największy efekt.

– Cyfryzacja w obszarze środowiska pracy ma największą wartość wtedy, gdy pomaga podejmować lepsze decyzje biznesowe. My wykorzystujemy dane m.in. do analizy tego, jak faktycznie używana jest przestrzeń biurowa – od stanowisk pracy, przez sale konferencyjne, po strefy wspólne. Informacje z sensorów zainstalowanych w naszych biurach pokazują, jak przestrzeń jest wypełniona i używana w różnych dniach tygodnia i porach dnia. Dzięki temu możemy lepiej planować inwestycje, upraszczać rozwiązania i optymalizować koszty, jednocześnie dbając o dobre doświadczenia pracowników – mówi Bartosz Barylski, Head of Workplace Management Poland, Nordea.

– Parametry i ich analiza wspierana przez AI pomagają nam lepiej rozumieć, jak w praktyce wykorzystywane są nie tylko biura, ale też infrastruktura otoczenia. Dobrym przykładem są miejsca parkingowe – dzięki aplikacji możemy zarządzać nimi tak, aby każde wolne miejsce wracało do puli i dzięki temu było wykorzystane przez możliwie jak najwięcej dni w tygodniu. Podobnie jest z salami konferencyjnymi: jeśli system pokazuje wysokie obłożenie, pozwala to zidentyfikować realną potrzebę zmiany sposobu wykorzystania przestrzeni albo zwiększenia dostępności sal. Dane wspierają też rozwiązania poprawiające komfort pracy, np. oświetlenie bioadaptacyjne – dodaje Magdalena Cudna, O&T Support Division Head, Bank Handlowy.

Luka efektywności to wyzwanie dla całego rynku biurowego

Rozmowa o biurach coraz częściej wychodzi poza metraż, czynsz i standard techniczny. Kluczowe staje się pytanie, jak przestrzeń wpływa na efektywność organizacji: czy wspiera produktywność, odpowiada na model hybrydowy, pozwala racjonalizować koszty i czy jej wpływ można mierzyć.

– Lokalnie mocniej widoczny jest jednak pragmatyzm decyzji – środowisko pracy oceniane jest przede wszystkim przez pryzmat kosztów, wykorzystania przestrzeni i mierzalnych efektów operacyjnych. To właśnie tutaj silniej niż w wielu krajach Europy ujawnia się napięcie między presją kosztową a oczekiwaniami wobec biura i jego wpływu na współpracę, dobrostan czy produktywność. Firmy chcą inwestować w lepsze środowisko pracy, ale jednocześnie oczekują bardzo konkretnego uzasadnienia biznesowego dla takich działań. To sprawia, że sektor FM coraz częściej staje się partnerem nie tylko operacyjnym, ale również doradczym i analitycznym – ocenia Agnieszka Jagiełka, Chief Commercial Officer Poland & Baltics, ISS.

Kluczowe staje się więc zamknięcie luki między deklaracją a wdrożeniem – czyli pokazanie, jak inwestycje w biuro, usługi FM, dobrostan, cyfryzację i AI przekładają się na konkretne wyniki biznesowe.

Raport ISS został opracowany na podstawie opinii 3 tys. liderów biznesu z 28 krajów i 24 branż.

Czeski fundusz Trigea inwestuje w Posnanię. Apsys pozostaje współwłaścicielem i zarządcą

Apsys poinformował o sprzedaży części udziałów w spółce będącej właścicielem Posnanii. Nabywcą udziałów jest Trigea, czeski fundusz inwestycyjny specjalizujący się w nieruchomościach komercyjnych.

Transakcja zgodna z długoterminową strategią Apsys

Transakcja stanowi element długoterminowej strategii Grupy Apsys, zakładającej pozyskiwanie partnerów kapitałowych do dojrzałych aktywów przy jednoczesnym zachowaniu aktywnego zaangażowania w ich dalszy rozwój. Stanowi również potwierdzenie zdolności Apsys do uwalniania wartości z dojrzałych aktywów, nawet w wymagającym otoczeniu rynkowym. Dzięki temu Grupa może finansować kolejne inwestycje i konsekwentnie realizować swoją strategię wzrostu.

W roku, w którym Apsys obchodzi 30-lecie działalności, Grupa prowadzi jeden z najbardziej dynamicznych programów rozwoju w swojej historii – zarówno we Francji, jak i w Polsce.

Od momentu otwarcia w 2016 roku Posnania konsekwentnie umacnia swoją pozycję jako jedna
z najważniejszych destynacji handlowo-rozrywkowych w Polsce. Dziś pozostaje jednym z liderów rynku pod względem odwiedzalności i wyników osiąganych przez najemców, przyciągając zarówno klientów, jak i najbardziej pożądane marki.

Potwierdzenie zaufania rynku do kompetencji Apsys

Wejście Trigea do grona udziałowców Posnanii stanowi naturalną konsekwencję dotychczasowego rozwoju projektu i potwierdzenie jego atrakcyjności w ocenie długoterminowych inwestorów instytucjonalnych. Dziś Posnania łączy silne wyniki operacyjne z potencjałem dalszego wzrostu, pozostając jednym z najbardziej atrakcyjnych aktywów handlowo-rozrywkowych na polskim rynku.

Sprzedaż części udziałów na rzecz Trigea została przeprowadzona w oparciu o wycenę zbliżoną do wartości określonej przez niezależnych rzeczoznawców. Potwierdza to wysoką jakość Posnanii oraz jej atrakcyjność zarówno w ocenie ekspertów rynku nieruchomości, jak i inwestorów.

Po finalizacji transakcji Apsys pozostaje współudziałowcem i współwłaścicielem Posnanii. Wraz z Trigea będzie pełnić funkcję asset managera, jednocześnie nadal odpowiadając za property management, leasing oraz działania marketingowe. Model zarządzania Posnanią pozostanie niezmieniony, a przyjęta strategia rozwoju będzie konsekwentnie realizowana.

W Polsce Apsys pozostaje liderem w zakresie zarządzania nieruchomościami handlowymi na rzecz podmiotów trzecich, z wieloletnim doświadczeniem w tworzeniu wartości i zarządzaniu złożonymi projektami handlowo-rozrywkowymi. Łącznie Grupa zarządza aktywami o wartości blisko 5 mld euro we Francji i Polsce.

Posnania – lider wśród destynacji handlowo-rozrywkowych w Polsce

W 2019 roku Apsys refinansował Posnanię kredytem senioralnym o wartości 300 mln euro i dziesięcioletnim terminie zapadalności. Był to wyraz zaufania do jakości projektu, który już trzy lata po otwarciu potwierdził swoją silną pozycję rynkową i potencjał dalszego wzrostu.

Od tego czasu Posnania konsekwentnie umacnia swoją pozycję jednego z liderów rynku. W 2025 roku centrum odnotowało roczną odwiedzalność na poziomie 14 mln klientów (+5,1% względem 2024 roku i +5,9% powyżej średniej rynkowej), a obroty najemców wzrosły o 6,5% (+4,4% powyżej rynku). O sile projektu świadczą również liczne debiuty marek oraz utrzymująca się atrakcyjność Posnanii zarówno dla klientów, jak i najemców.

Posnania skupia ponad 300 polskich i międzynarodowych marek, rozbudowaną ofertę gastronomiczną
i rozrywkową oraz bogaty program wydarzeń, tworząc miejsce, które wykracza poza tradycyjnie rozumianą funkcję centrum handlowego.

Przy transakcji Apsys korzystał ze wsparcia JLL Polska (doradca komercyjny), Dentons (doradca prawny), PwC (doradca finansowy) oraz Deloitte (doradca podatkowy). Doradcami Trigea byli CBRE (doradca komercyjny), Greenberg Traurig (doradca prawny) oraz Koda Advisory (doradca finansowy i podatkowy).

Maurice Bansay, Założyciel i Przewodniczący Rady Nadzorczej Apsys

„Ta transakcja jest najlepszym potwierdzeniem pracy wykonanej przez zespoły Apsys od momentu otwarcia Posnanii w 2016 roku. W ciągu niespełna dziesięciu lat Posnania stała się jednym z najbardziej udanych i atrakcyjnych projektów handlowo-rozrywkowych w Polsce. Dołączenie Trigea, długoterminowego inwestora instytucjonalnego, do grona udziałowców Posnanii stanowi wyraz zaufania zarówno do jakości i długoterminowego potencjału wzrostu Posnanii, jak i do kompetencji Apsys w zakresie tworzenia, rozwijania i zarządzania wyjątkowymi miejscami. Apsys pozostanie w pełni zaangażowany
w dalszy rozwój Posnanii wspólnie z Trigea. Transakcja daje również elastyczność finansową potrzebną do dalszej realizacji naszej ambitnej strategii rozwoju.”

Tomáš Trčka, Założyciel i Przewodniczący Rady Nadzorczej Trigea

„Trigea z satysfakcją obejmuje udziały w Posnanii, projekcie o ugruntowanej pozycji na polskim rynku, cenionym za swoją jakość i dynamiczny rozwój. Inwestycja ta jest zgodna z naszą strategią inwestowania w wysokiej jakości aktywa zlokalizowane w atrakcyjnych lokalizacjach, o ugruntowanej pozycji rynkowej, wysokim poziomie wynajęcia i stabilnych fundamentach biznesowych. Cieszymy się ze współpracy z Apsys, którego uznane kompetencje w zakresie zarządzania i rozwoju tego typu projektów stanowią istotny atut dla dalszego wzmacniania pozycji Posnanii.”

Złoto wraca do gry. Geopolityka, Fed i Bank Japonii mogą wstrząsnąć rynkami

Globalne rynki finansowe poruszają się w rytm bezprecedensowej huśtawki nastrojów, gdzie twarde dane makroekonomiczne ścierają się z nieprzewidywalną geopolityką. Podczas gdy uwaga opinii publicznej skupia się na inauguracji Mistrzostw Świata 2026 w piłce nożnej w USA, Kanadzie i Meksyku, w kuluarach toczy się brutalna gra o stabilizację cen energii i surowców energetycznych. Po niedawnym zerwaniu rozejmu i wymianie ciosów między Iranem a Izraelem, nowy tydzień rozpoczynamy informacją o porozumieniu Iranu z USA. Złoto już pod koniec tygodnia zaczęło odrabiać głębszą korektę, czy teraz rozpocznie marsz w górę?

Jak wskazuje Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver i Goldenmark, inwestorzy z dnia na dzień reagują na zmienne komunikaty Donalda Trumpa, podczas gdy nadchodzące decyzje prezesa Fed Kevina Warsha oraz Banku Japonii mogą trwale zredefiniować globalną architekturę finansową. Teraz, decyzje te będą podejmowane w obliczu informacji o możliwym zakończeniu wojny na Bliskim Wschodzie.

Ostatnie dni na rynkach finansowych upływają pod znakiem ekstremalnej zmienności. Inwestorzy musieli zmierzyć się z nagłym załamaniem kruchego rozejmu na Bliskim Wschodzie by teraz usłyszeć o możliwym trwałym końcu wojny. Choć jeszcze w czwartek rano prezydent USA Donald Trump zapowiadał zmasowane uderzenia, to już po południu ogłosił postępy w negocjacjach na najwyższym szczeblu, obiecując rychłe ogłoszenie porozumienia. Z niedzieli na poniedziałek fakt porozumienia potwierdził premier, mediującego między stronami, Pakistanu.

Sytuacja ta bezpośrednio uderza w rynki towarowe. Cena złota w rytm tych doniesień najpierw gwałtownie spadała o 3%, by po kilkunastu godzinach odrobić straty i wzrosnąć o kilka procent. Poniedziałek otwiera kolejnym wzrostem.

Mamy do czynienia z sytuacją absolutnie nieprzewidywalną, w której traderom niezwykle ciężko opierać swoje decyzje na chłodnej analizie czynników fundamentalnych. Rynek reaguje błyskawicznie i emocjonalnie na to, co Donald Trump wpisze na swoim profilu w Truth Social, co następnie powielane jest na platformie X. Warto zauważyć wymiar gospodarczy inauguracji mundialu 2026 w Ameryce Północnej – powszechnie oczekiwano, że administracji Trumpa będzie zależało na domknięciu porozumienia z Iranem jeszcze przed startem mistrzostw, co dziś, po wczorajszych komunikatach, znów wydaje się prawdopodobne. Jednak destabilizacja regionu zdążyła już przełożyć się na koszty energii i globalne wskaźniki cenowe. Z tego powodu Europejski Bank Centralny zdecydował się na podwyżkę stóp procentowych w strefie euro, aby wspomóc gospodarkę w walce z inflacją napędzaną cenami surowców energetycznych – komentuje Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver i Goldenmark.

Sytuację w segmencie metali szlachetnych skomplikowały dodatkowo potężne odczyty z amerykańskiego rynku pracy. Zamiast oczekiwanych 85 tysięcy, w USA powstało aż 172 tysiące nowych miejsc pracy, co przy inflacji CPI przekraczającej 4% zmusiło inwestorów do wycofania zakładów na obniżki stóp przez Fed. Co więcej, kapitał spekulacyjny zaczął masowo uciekać z przewartościowanego sektora spółek technologicznych zajmujących się sztuczną inteligencją (AI), a realizacja zysków dotknęła również metale fizyczne. W efekcie cena złota technicznie przebiła w dół swoją 200-dniową średnią kroczącą, co część giełdziarzy interpretuje jako otwarcie rynku niedźwiedzia.

Mimo chwilowego spadku optymizmu na wykresach, długoterminowe fundamenty kruszcu powrócą do głosu, gdy tylko sytuacja geopolityczna ulegnie stabilizacji. Prawdziwe karty zostaną jednak rozdane w nadchodzącym tygodniu. Czeka nas pierwsze posiedzenie Fed pod przewodnictwem nowego prezesa Kevina Warsha. Choć rynek nie spodziewa się natychmiastowego ruchu, to twarde dane o inflacji i silnym rynku pracy nie dają Warshowi przestrzeni na obniżki, na które naciska Biały Dom. Co niezwykle istotne, w tym samym czasie decyzję podejmie Bank Japonii, który może zdecydować się na kolejną podwyżkę stóp procentowych. Taki ruch może doprowadzić do pęknięcia słynnego carry trade na jenie i masowego odpływu japońskiego kapitału z amerykańskich obligacji i aktywów z powrotem do jena. Ewentualne osłabienie dolara w tym scenariuszu zadziała skrajnie byczo na wycenę fizycznego złota – wyjaśnia ekspert.

Tekliński przypomina, że jastrzębie zapędy Fed hamuje katastrofalna sytuacja finansowa amerykańskich gospodarstw domowych. Łączny dług konsumencki w USA przekroczył historyczną barierę 5 bilionów dolarów, z czego ponad 1,4 biliona przypada na karty kredytowe. W obliczu całkowicie wyczerpanych limitów na koncie, Amerykanie – a zwłaszcza młode pokolenie „Zetek” – masowo finansują codzienne zakupy spożywcze i paliwo za pomocą odroczonych płatności (BNPL), z czego blisko połowa spóźnia się z terminową spłatą.

Dla Kevina Warsha to patowa sytuacja. Z jednej strony obligatariusze i rynek długu żądają wyższych stóp w celu zduszenia „lepkiej” inflacji producenckiej, z drugiej strony kolejna podwyżka kosztu pieniądza uderzy prosto w spłukanych amerykańskich obywateli i doprowadzi do lawiny bankructw, co z pewnością zdeterminuje wynik nadchodzących wyborów prezydenckich. W tym klinczu monetarnym fizyczne złoto pozostaje najlepszą długoterminową formą ochrony kapitału – podsumowuje Michał Tekliński.

Idealne CV już nie wystarczy. Kompetencje stają się nową walutą rynku pracy

Idealnie dopasowane CV nie gwarantuje już przewagi na rynku pracy. Aż 41 proc. rekruterów ma trudności ze znalezieniem kandydatów z odpowiednimi kompetencjami, a 72 proc. uważa umiejętności za równie ważne jak doświadczenie i wykształcenie. W świecie przyspieszających zmian technologicznych firmy coraz częściej stawiają na potencjał, zdolność adaptacji i gotowość do rozwoju. Raport „Talent Trends” firmy Michael Page jasno pokazuje, że kompetencje stają się nową walutą rynku pracy.

Zmiany zachodzące na rynku pracy sprawiają, że firmy coraz ostrożniej podchodzą do tradycyjnych metod oceny kandydatów. Jak wynika z raportu „Talent Trends” firmy Michael Page, aż 41 proc. rekruterów wskazuje brak odpowiednich kompetencji jako jedno z największych wyzwań. Jednocześnie organizacje coraz częściej wdrażają model „skills first”, który koncentruje się na umiejętnościach i potencjale kandydatów. Według badania już 77 proc. firm deklaruje wykorzystywanie tego podejścia, a 39 proc. dostrzega wyraźne korzyści z jego wdrożenia. Najczęściej wskazywane to lepsza identyfikacja rzeczywistych umiejętności kandydatów (70 proc.) oraz łatwiejsze dopasowanie talentów do obecnych i przyszłych potrzeb organizacji (62 proc.).

Sylwia Podpłońska, senior manager w Michael Page
Sylwia Podpłońska, senior manager w Michael Page

Rynek pracy przechodzi obecnie przez fazę transformacji, której dynamika wynika przede wszystkim ze zmian biznesowych, technologicznych oraz rosnącej niepewności dotyczącej przyszłości organizacji. Coraz większe znaczenie ma więc podejście „skills first” mówi Sylwia Podpłońska, senior manager w Michael Page. Firmy często nie są w stanie jasno określić, jak dane stanowisko będzie wyglądało za kilka miesięcy, dlatego coraz rzadziej szukają kandydatów idealnie dopasowanych do konkretnej roli. Zamiast tego stawiają na osoby z potencjałem, które szybko się uczą, potrafią się dostosować i dobrze funkcjonują w zmieniającym się środowisku dodaje.

Z raportu „Talent Trends” wynika, że najbardziej pożądane obecnie kompetencje to umiejętność adaptacji (49 proc.), kompetencje interpersonalne (43 proc.), ciągły rozwój i gotowość do nauki (36 proc.) oraz skuteczna komunikacja (35 proc.). – Twarde kompetencje nadal pozostają ważne, jednak same w sobie przestają być gwarancją długoterminowego zatrudnienia – zaznacza Sylwia Podpłońska.

Kandydaci również zmieniają sposób myślenia

Transformacja rynku pracy jest zauważalna nie tylko po stronie pracodawców. Kandydaci coraz lepiej rozumieją, że organizacje poszukują dziś przede wszystkim kompetencji, a nie idealnie dopasowanych życiorysów. Jak pokazuje raport „Talent Trends”, 56 proc. specjalistów deklaruje, że chętniej aplikuje na stanowisko, jeśli ogłoszenie skupia się na wymaganych umiejętnościach zamiast na formalnych kryteriach dotyczących doświadczenia czy wykształcenia.

Oczekuje się od kandydatów nie tylko elastyczności i gotowości do zmiany, ale także umiejętności „sprzedawania” swoich kompetencji zamiast stanowisk czy lat doświadczenia. Jednocześnie rośnie znaczenie takich umiejętności jak myślenie krytyczne, zdolność uczenia się, odpowiedzialność czy kompetencje interpersonalne, czyli obszary, których nie da się łatwo zastąpić technologiąpodsumowuje Sylwia Podpłońska.

Majowa inflacja bez niespodzianki w finalnym odczycie. Ceny spadły względem kwietnia

Finalny odczyt inflacji konsumenckiej za maj potwierdził wcześniejsze szacunki. Ceny wzrosły o 3,1 proc. w ujęciu rocznym, natomiast w porównaniu z kwietniem spadły o 0,3 proc..

Majowe dane okazały się pozytywnym zaskoczeniem, szczególnie na tle wcześniejszych oczekiwań rynkowych na poziomie 3,7 proc. Oznacza to, że wpływ wzrostu napięć geopolitycznych na ceny konsumenckie jest jak dotąd wyraźnie słabszy, niż zakładała część uczestników rynku. W konsekwencji inwestorzy ponownie zrewidowali swoje oczekiwania dotyczące przyszłej ścieżki stóp procentowych. Więcej informacji na temat perspektyw inflacji powinna przynieść lipcowa projekcja Narodowego Banku Polskiego.

W ujęciu rocznym spadki cen odnotowano m.in. w kategoriach odzież i obuwie oraz wyposażenie mieszkania i prowadzenie gospodarstwa domowego. Z kolei najsilniej rosły ceny napojów alkoholowych i wyrobów tytoniowych oraz usług edukacyjnych.

Ostatnie wypowiedzi Prezesa NBP i członków Rady Polityki Pieniężnej, w połączeniu z napływającymi danymi makroekonomicznymi, wskazują obecnie na scenariusz stabilizacji stóp procentowych w najbliższych kwartałach.

Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski