Komentarz dzienny, 14 października 2013

0

Doroczne konferencje IMF/Banku Światowego i równoległe konferencje IIF i czołowych banków inwestycyjnych w Waszyngtonie to już tradycyjnie okazja do spotkań inwestorów i przedstawicieli sektora publicznego, a więc i wehikuły do kształtowania opinii na temat gospodarki światowej i rynków finansowych (oczywiście do rozstrzygnięcia pozostaje kwestia, czy krystalizujący się w czasie konferencji konsensus ma ciągle wartość prognostyczną dla inwestorów, czy powinien być punktem wyjścia do analizy kontrariańskiej).

Każdego roku konferencje wydają się mieć nie tylko tematy przewodnie ale i określony „nastrój”. I tak w 2009 roku konferencja zdominowana była przez kwestie upadku Lehmana i kryzys finansowy, w 2010 dominował lepszy nastrój i nadzieje na ożywienie w krajach EM, 2011 to obawy o dekompozycje strefy euro (nastrój był jednak o niebo bardziej optymistyczny niż w 2009). W 2012 roku konferencje odbywające się w Tokio zdominowały oczekiwania na trwałe odbicie w USA ale i wołania o odejście od twardego kursu fiskalnego w strefie euro.

Czytaj również:  Co z funtem?