18,5 tys. zł za metr w Warszawie, ale są miasta o połowę tańsze

Choć w Warszawie średnia cena ofertowa mieszkania z rynku wtórnego sięga już 18,5 tys. zł/mkw., w niektórych z największych miast w Polsce nadal można kupić używane lokum za mniej niż 10 tys. zł/mkw. Otodom sprawdził, na których z siedmiu największych rynków ta granica wciąż nie została przekroczona.

Dane z serwisu Otodom pokazują wyraźne kontrasty pomiędzy poszczególnymi miastami. Najdrożej jest w Warszawie, choć w lutym nastąpił tam symboliczny spadek cen w ujęciu miesięcznym (o 0,2%).

– Przeciętna stawka za metr kwadratowy w stolicy jest ponad dwukrotnie wyższa niż w Łodzi, która pozostaje najtańszym spośród siedmiu analizowanych miast. Pod koniec lutego ofertowe ceny mieszkań z drugiej ręki wynosiły tam 8,8 tys. zł/mkw. – wyjaśnia Paweł Jarząbek, menedżer ds. badań rynku i analiz Otodom.

Gdzie poza Łodzią szukać ogłoszeń poniżej 10 tys. zł/mkw.?

Łódź nie jest jedynym rynkiem, który wciąż opiera się pięciocyfrowym stawkom. Do tego grona należą również Katowice, choć tamtejsze ceny są już zauważalnie wyższe. Różnica między tymi rynkami wynosi nieco ponad 820 zł na każdym metrze kwadratowym, co oznacza, że średnia ofertowa cena w stolicy Górnego Śląska sięga blisko 9,6 tys. zł/mkw. W praktyce zakup dwupokojowego mieszkania o powierzchni 40 mkw. wiąże się tam z wydatkiem rzędu 383 200 zł.

Jak zauważa Paweł Jarząbek, w Trójmieście za lokal o takim samym metrażu trzeba byłoby już zapłacić średnio 657 240 zł. Jednocześnie Trójmiasto to rynek, który w lutym odnotował największy wzrost cen zarówno w ujęciu miesięcznym (3,9%), jak i rocznym (5,9%). Mimo to pod względem poziomu stawek pozostaje na trzecim miejscu, ponieważ drożej jest w Krakowie, gdzie przeciętna cena używanego mieszkania wynosi 16,8 tys. zł/mkw.

Gdzie na tym tle plasują się pozostałe duże rynki?

– Wrocław i Poznań tworzą wyraźny środek stawki. W obu tych miastach bariera 10 tys. zł/mkw. została już dawno przekroczona, jednak wciąż daleko im do najdroższej trójki. Co ciekawe, choć ceny we Wrocławiu są wyższe niż w Poznaniu, to właśnie w stolicy Wielkopolski odnotowaliśmy w lutym silniejszą dynamikę wzrostu rok do roku, sięgającą 4,5% – dodaje Paweł Jarząbek.

We Wrocławiu za mieszkanie z rynku wtórnego trzeba zapłacić średnio blisko 13,5 tys. zł/mkw., natomiast w Poznaniu stawka ta wynosi nieco ponad 12,1 tys. zł/mkw.

Prawie 70 proc. specjalistów IT codziennie korzysta z AI, ale 40 proc. jej nie ufa

Prawie 70 proc. specjalistów IT codziennie używa w pracy narzędzi sztucznej inteligencji, ale 40 proc. nie ma do nich zaufania. Co 3. obawia się zastąpienia przez AI.

Już ¾ firm z sektora IT w Polsce zachęca swoich pracowników do korzystania z rozwiązań wykorzystujących sztuczną inteligencję, a kolejna ⅕ nie zachęca, ale zezwala na jej używanie. Większość specjalistów IT wspiera się tą technologią codziennie, a 88 proc. wysoko ocenia ich użyteczność. Jednak tylko 2 proc. ma do AI pełne zaufanie. Najwięcej obaw budzi możliwość generowania błędów w kodzie oraz wycieku danych. Co 3. badany specjalista IT obawia się zastąpienia w pracy przez sztuczną inteligencję, a żadnych obaw co do przyszłości swojej pozycji zawodowej nie ma 16 proc.

Już 68 proc. osób zatrudnionych w branży IT w Polsce codziennie korzysta w pracy z narzędzi wykorzystujących sztuczną inteligencję. Co 5. używa ich kilka razy w tygodniu, a 7 proc. – parę razy w miesiącu. Aż 88 proc. wysoko ocenia ich przydatność, ale zaledwie 2 proc. ma pełne zaufanie do wiarygodności i dokładności ich działania. To dane z najnowszego raportu „AI na rynku pracy IT” od No Fluff Jobs. 

Zaledwie 4 proc. specjalistów IT uważa, że narzędzia sztucznej inteligencji są w ich pracy zupełnie nieprzydatne, a 8 proc. ma do nich obojętny stosunek. Ograniczone zaufanie wobec tego typu wsparcia ma 37 proc. badanych, 21 proc. nie umie tego ocenić, a aż 40 proc. przyznaje, że im nie ufa. Największe obawy budzą możliwość wygenerowania błędnego kodu (60 proc. odpowiedzi) oraz ryzyko wycieku danych udostępnianych AI (59 proc.).

Tylko 2 proc. firm IT zabrania używania sztucznej inteligencji w pracy

Według dostępnych danych w Polsce ze sztucznej inteligencji w codziennej pracy korzysta 14 proc. osób, jednak, pracując w podatnej na innowacje branży technologicznej, można odnieść wrażenie, że technologia ta jest wszechobecna. Potwierdzają to dane – z naszego raportu wynika, że ⅔ pracujących w IT korzysta z AI codziennie – mówi Marek Psiuk, CTO w No Fluff Jobs. – Część osób nie wyobraża sobie już pracy bez używania AI. Firmy IT w większości doskonale zdają sobie sprawę z powszechności stosowania tego typu narzędzi przez pracowników i wspierają tę transformację – stworzenie własnych wytycznych jest znacznie bezpieczniejszym rozwiązaniem niż pozostawienie tego procesu bez kontroli. 

Jak wynika z badania, już połowa pracodawców z sektora IT nie tylko zachęca do korzystania ze sztucznej inteligencji w pracy, lecz także daje co do tego formalne wytyczne. W co 4. firmie zachęca się do używania AI, nie ma jednak żadnych wytycznych czy formalnej polityki w tym zakresie. W przypadków pracodawca dopuszcza korzystanie z AI, ale nie zachęca do tego aktywnie i nie daje wytycznych. Zakaz korzystania z rozwiązań AI w pracy dotyczy tylko 2 proc. przedsiębiorstw. Natomiast 4 proc. badanych specjalistów IT nie zna polityki swojego pracodawcy w tym zakresie.

Co 3. specjalista IT obawia się zastąpienia przez sztuczną inteligencję

Chat GPT cieszy się największą popularnością ze wszystkich narzędzi sztucznej inteligencji  w polskiej branży IT – korzysta z niego 63 proc. specjalistów badanych przez No Fluff Jobs. Kolejne pozycje zajmują: rozwiązania AI od Google (46 proc.), GitHub (41 proc.), Claude Code (33 proc.) oraz Claude.ai (24 proc.). 

Głównym celem, do którego specjaliści IT wykorzystują rozwiązania Ai, jest szukanie rozwiązań problemów (77 proc. odpowiedzi). Do pisania kodu wykorzystuje je 60 proc. badanych, 54 proc. do tworzenia lub utrzymywania dokumentacji. Nowych koncepcji lub technologii z pomocą AI szuka 53 proc. respondentów, a 51 proc. wspomaga się sztuczną inteligencją przy debugowaniu lub naprawianiu kodu. Prawie połowa badanych specjalistów IT wykorzystuje sztuczną inteligencją jako partnera do burzy mózgów

Zastąpienia w pracy przez sztuczną inteligencję obawia się co 3. ankietowany. O swoją pozycję zawodową zdecydowanie nie obawia 16 proc. badanych, a 28 proc. raczej nie czuje obaw. Zdania na ten temat nie ma 23 proc. 

W wielu branżach AI nie tylko wspiera operacje, ale też zaczyna podważać dotychczasowe źródła przewagi konkurencyjnej. Zmienia sposób tworzenia produktów, obsługi klientów i podejmowania decyzji. To oznacza, że firmy wdrażają AI nie tylko po to, by robić więcej szybciej, ale także po to, by nie oddać rynku tym, którzy przebudują swój model działania – mówi Marek Psiuk, CTO w No Fluff Jobs. – Każdego dnia AI pozwala zaoszczędzić czas i pieniądze, jednak coraz bardziej widać, że nie jest odpowiedzią na wszystkie problemy w organizacjach. Sztuczna inteligencja część rzeczy przyspieszyła, ale w innych wciąż nie jest w stanie zastąpić człowieka i jeszcze długo nie zastąpi. To dobry znak, bo pokazuje, że technologia dalej może wspierać rozwój kariery, ale nie sprawia, że ludzka wiedza i doświadczenie tracą na znaczeniu.

Rolnictwo wchodzi w sezon 2026 z ostrożnością. Długi lekko spadły, ale nastroje w branży wyraźnie się pogorszyły

Pierwszy dzień kalendarzowej wiosny symbolicznie otworzył nowy sezon w polskim rolnictwie, jednak branża rozpoczyna go w warunkach dalekich od optymizmu. Choć dane Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazy BIK pokazują niewielki spadek zaległego zadłużenia firm z sektora rolnictwa, leśnictwa, łowiectwa i rybactwa, to skala tej poprawy pozostaje ograniczona. Jednocześnie wskaźniki koniunktury pokazują wyraźne pogorszenie nastrojów, a dodatkowym źródłem niepewności są skutki mroźnej zimy oraz utrzymująca się presja kosztowa.

Na koniec stycznia 2026 r. łączne zaległe zadłużenie firm z sektora rolnictwa, leśnictwa, łowiectwa i rybactwa wyniosło 645,8 mln zł. To o ponad 9 mln zł mniej niż rok wcześniej, co oznacza spadek o 1,4 proc. W tym samym czasie zmniejszyła się także liczba przedsiębiorstw mających przeterminowane zobowiązania – z 2 566 do 2 470. Dane te można odczytywać jako sygnał umiarkowanej poprawy, jednak poziom zadłużenia branży nadal pozostaje wysoki.

Największa część zaległości przypada na segment upraw i hodowli, czyli działalność sklasyfikowaną w grupie PKD 01. Odpowiada on za około 70 proc. całego zadłużenia sektora. W tej kategorii zaległe zobowiązania spadły z 491,3 mln zł do 453,4 mln zł, a więc o blisko 38 mln zł w skali roku. Równocześnie liczba niesolidnych płatników zmniejszyła się z 1 493 do 1 415. To właśnie ten obszar najmocniej wpłynął na poprawę ogólnego obrazu zadłużenia rolnictwa.

Mimo tego trudno mówić o wyraźnym przełomie. Jak ocenia Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor, spadek przeterminowanego zadłużenia można określić jako odwilż po trudnym okresie, ale nie zmienia to faktu, że ponad 645 mln zł zaległych zobowiązań nadal pokazuje dużą skalę problemów finansowych w branży. W jego ocenie poprawa wynika często nie tyle z trwałej odbudowy kondycji gospodarstw, ile z większej ostrożności finansowej, ograniczania inwestycji i koncentracji na utrzymaniu płynności.

Ostrożne podejście rolników potwierdzają także badania koniunktury. Z najnowszej informacji sygnalnej Instytutu Rozwoju Gospodarczego SGH za pierwszy kwartał 2026 r. wynika, że główny wskaźnik koniunktury w rolnictwie znalazł się na poziomie -26,9 pkt. W ciągu zaledwie trzech miesięcy obniżył się o 12,6 pkt, a w ujęciu rocznym spadł o 7,2 pkt. Według autorów badania jest to jedno z najgłębszych pogorszeń w historii pomiaru. Skala kwartalnego spadku okazała się większa niż w okresie światowego kryzysu finansowego z lat 2008–2009 czy podczas szoku energetycznego w 2022 r.

Tak słabe nastroje nie są przypadkowe. Sytuacja ekonomiczna gospodarstw rolnych w dużej mierze zależy od relacji między kosztami produkcji a cenami sprzedaży. W ostatnich latach sektor był silnie obciążony wzrostem kosztów energii, nawozów, środków ochrony roślin, paliw i pasz. Jednocześnie producenci funkcjonowali w warunkach dużej zmienności cen skupu, co dodatkowo ograniczało rentowność. Jak podkreśla dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor, nawet niewielkie wahania rynkowe mogą w takich warunkach szybko przekładać się na problemy z terminowym regulowaniem zobowiązań.

Nowy sezon produkcyjny rozpoczyna się również pod presją czynników pogodowych. Wyjątkowo mroźna zima, w wielu regionach określana jako najostrzejsza od lat, mogła negatywnie wpłynąć na stan upraw i zwiększyć koszty ich odtwarzania. To oznacza ryzyko niższych zbiorów już na starcie sezonu. Dodatkowo sytuację komplikuje napięcie geopolityczne na Bliskim Wschodzie, które wpływa na ceny energii. Droższe paliwo do maszyn rolniczych oraz wyższe koszty gazu potrzebnego do produkcji nawozów mogą jeszcze bardziej pogorszyć opłacalność produkcji rolnej.

W dłuższej perspektywie problemem pozostaje także susza. Jak wskazują analitycy, zima nie poprawiła zapasów wody w glebie, a modele klimatyczne zapowiadają ciepłą i relatywnie suchą wiosnę. To oznacza, że obawy o tegoroczne plony nie kończą się na skutkach mrozu, lecz obejmują także ryzyko niedoborów wody w kolejnych miesiącach.

Na tle całego kraju szczególnie trudna sytuacja występuje na Lubelszczyźnie. To właśnie w województwie lubelskim odnotowano najwyższy poziom zaległych zobowiązań firm rolnych – blisko 116 mln zł, co stanowi około 18 proc. całego zadłużenia sektora. Przeciętnie na jedną zadłużoną firmę przypada tam aż 927 tys. zł długu, co jest najwyższym wynikiem w Polsce. Dane te pokazują skalę problemów z płynnością finansową, które coraz mocniej dotykają część producentów rolnych.

Niepokój budzi także kondycja przedsiębiorstw rolnych na Mazowszu, Pomorzu Zachodnim i w Wielkopolsce. Szczególnie województwo wielkopolskie wyróżnia się największą liczbą zadłużonych firm – 346 podmiotów. W tle pozostają takie czynniki jak rozdrobniona struktura produkcji, presja cenowa wynikająca z nadpodaży surowców oraz rosnące koszty operacyjne, które utrudniają terminową obsługę zobowiązań.

Najlepiej na tle kraju wypadają natomiast województwa świętokrzyskie, opolskie i podkarpackie. Łączne zaległości firm rolnych wynoszą tam odpowiednio ponad 5,2 mln zł, 6,6 mln zł i 8,8 mln zł. Regiony te mają również najmniejszą liczbę niesolidnych płatników, co może sugerować bardziej zrównoważoną strukturę produkcji i mniejszą ekspozycję na wahania cen surowców.

Kupujesz działkę? Marzec to najlepszy moment, by sprawdzić jej realną wartość

Po zimowym zastoju rośnie liczba osób szukających działek budowlanych, ale — jak podkreślają eksperci portalu RynekPierwotny.pl — to właśnie wczesna wiosna jest najlepszym momentem na ich ocenę. Marzec nie upiększa rzeczywistości — pokazuje ją w najtrudniejszych warunkach, ujawniając problemy, których latem często nie widać.

To, co w lipcu wygląda jak idealna działka pod dom, w marcu potrafi zamienić się w podmokły teren z realnym ryzykiem podtopień. Właśnie teraz grunt przechodzi najważniejszy test — a dla kupującego jest to wiedza bezcenna.

– Wiosna działa jak naturalny audyt działki. Jeśli grunt ma problem z wodą, to właśnie teraz wychodzi to na jaw – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Żeby kupić działkę, a nie staw

Ostatnie tygodnie tylko to potwierdzają. Gwałtowna odwilż i szybki spływ wód roztopowych doprowadziły do licznych podtopień w całym kraju. W ciągu jednego dnia strażacy interweniowali blisko dwa tysiące razy — szczególnie w województwach kujawsko-pomorskim, mazowieckim i zachodniopomorskim. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał jednocześnie ostrzeżenia hydrologiczne dla większości kraju.

To nie są pojedyncze zdarzenia, lecz praktyczny sprawdzian terenu. Pokazuje on, czy działka leży w naturalnym obniżeniu, czy znajduje się na drodze spływu wód, oraz czy lokalna infrastruktura radzi sobie z ich odprowadzaniem.

– Widzimy działki, które latem wyglądają jak gotowe pod budowę, a w marcu przypominają rozlewisko. To moment, w którym kupujący może uniknąć bardzo kosztownego błędu – podkreśla Marek Wielgo.

Oferta działek mocno się skurczyła

Choć początek roku sprzyja ocenie przydatności działek do zabudowy, to jednocześnie ostatni dzwonek dla tych, którzy chcieliby jeszcze w tym roku rozpocząć budowę. Problem w tym, że wybór parceli jest wyraźnie mniejszy niż przed rokiem.

Według danych przeszukiwarki nieruchomości Adradar w lutym 2026 r. w całej Polsce dostępnych było ok. 185 tys. unikalnych ogłoszeń dotyczących działek o różnym przeznaczeniu. To o 12% mniej niż rok wcześniej i aż o 25% mniej niż w lipcu 2024 r., kiedy liczba ofert była najwyższa.

Co prawda początek 2026 r. przyniósł odbicie i więcej sprzedających zdecydowało się wystawić działki na rynek, ale liczba nowych ogłoszeń była aż o 37% niższa niż rok temu. O prawie połowę spadła też liczba działek wycofywanych z rynku — najczęściej po sprzedaży.

– Rynek działek jest dziś bardzo wymagający dla kupujących. Mamy mniej ofert i ograniczoną skłonność sprzedających do negocjacji, więc presja cenowa pozostaje wysoka – komentuje Marek Wielgo.działki budowlane kraj

Działka w cenie mieszkania

Najbardziej spektakularne zmiany widać w cenach. W dużych miastach działki coraz częściej kosztują tyle co mieszkania — a czasem nawet więcej. Przykład? Parcela o powierzchni niespełna 700 m kw. na warszawskim Mokotowie kosztuje 4,2 mln zł. Za niespełna 1000 m kw. na Pradze-Południe sprzedający żąda 3,3 mln zł. Oferty powyżej miliona złotych przestają kogokolwiek dziwić.

Tańsze działki oczywiście też istnieją — w Wawrze za ok. 650 tys. zł można kupić działkę o powierzchni ok. 730 m kw., czyli za tyle, ile kosztuje tam dwupokojowe mieszkanie.

W innych dużych miastach sytuacja wygląda podobnie — za grunt płaci się coraz więcej, często kwoty zbliżone do cen mieszkań.

Według GUS średnia cena działki pod zabudowę mieszkaniową (ok. 1800 m kw.) w 2024 r. wynosiła 280,3 tys. zł, czyli o prawie 20% więcej niż rok wcześniej. W miastach na prawach powiatu było to średnio ponad 900 tys. zł, a w pozostałych obszarach — ok. 187 tys. zł. Rekordy biją zwłaszcza miasta powiatowe w województwach: mazowieckim (ponad 2,9 mln zł), małopolskim (ok. 1,6 mln zł), dolnośląskim (ok. 1,5 mln zł) i pomorskim (ok. 1,4 mln zł).Komunikat działki budowlane ceny

Zakup działki obarczony ryzykiem

Marek Wielgo radzi, by w obecnych warunkach szukać przede wszystkim działek z jasną sytuacją planistyczną. Jeśli teren jest objęty miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego (MPZP) lub sprzedający ma bezterminową decyzję o warunkach zabudowy (WZ), uzyskanie pozwolenia na budowę staje się formalnością.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja, gdy MPZP nie ma, a o WZ musi wystąpić kupujący. Wtedy ryzyko wyraźnie rośnie. Działka uznawana dziś za budowlaną może w ciągu kilku miesięcy stracić ten status. To efekt reformy planistycznej, której kluczowym elementem jest plan ogólny gminy — dokument nadrzędny określający, co i gdzie można budować. Na jego podstawie będą uchwalane nowe MPZP oraz wydawane decyzje WZ, które odtąd będą ważne tylko przez pięć lat.

Dopóki gmina nie uchwali planu ogólnego — a ma na to czas do połowy roku, ewentualnie do końca wakacji — wydawanie decyzji WZ może zostać wstrzymane. Ponieważ większość gmin ma opóźnienia, w praktyce oznacza to ryzyko paraliżu inwestycyjnego.

I to jeszcze nie koniec. Nawet jeśli gmina uchwali plan ogólny na czas, wcale nie oznacza to, że działka pozostanie budowlaną. Może zostać przeznaczona pod zieleń, rekreację, korytarz ekologiczny albo nową drogę.

Innymi słowy: ktoś kupi działkę pięknie położoną przy lesie, nad strumieniem, z cudownym widokiem… a po uchwaleniu planu okaże się, że nie wolno tam budować, bo grunt jest zalewowy albo cenny przyrodniczo.

– Działka marzeń może więc stać się działką tylko do piknikowania – przestrzega ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Pepco zwiększa sprzedaż i podtrzymuje cele na 2026 rok

Grupa Pepco przedstawia dziś wybrane wyniki za pierwsze sześć miesięcy roku obrotowego 2026. Publikacja wyników finansowych za I półrocze roku obrotowego 2026 jest zaplanowana na 21 maja 2026.

Stephen Borchert, prezes Grupy Pepco, skomentował wyniki:

„Po raz kolejny osiągnęliśmy solidne wyniki: wzrost przychodów oraz marży brutto Pepco – w tym w Polsce, naszym największym rynku. Pepco zanotowało już piąty z kolei kwartał wzrostu przychodów w ujęciu porównywalnym. W bieżącym roku obrotowym wzrost przychodów Pepco w ujęciu porównywalnym, z wyłączeniem towarów szybkozbywalnych, osiągnął 4,2 proc. do czego przyczyniły się nasza atrakcyjna oferta kierowana do klientów, dalsze ulepszenie linii produktowych oraz dyscyplina cenowa. Te działania przynoszą pozytywne efekty, mimo mieszanych nastrojów wśród konsumentów.

Jesteśmy na dobrej drodze do realizacji naszego planu otwierania nowych sklepów, przy 31 nowych sklepach netto otwartych dotychczas w tym roku obrotowym. Od czerwca będziemy obecni w Macedonii Północnej, co jeszcze bardziej wzmocni nasz biznes w Europie Środkowej i Wschodniej. Będziemy wówczas działać już łącznie w 19 krajach. Ponadto, nasze silne wyniki i skuteczne działania zarządcze podjęte na Płw. Iberyjskim i we Włoszech zapewniły stabilną, dochodową ekspansję sklepów w tym regionie, co pozwala optymistycznie patrzeć na dalszy potencjał tego obszaru. Przedstawimy bardziej przekrojowy przegląd tej kluczowej części naszego biznesu przy okazji publikacji wyników półrocznych, w maju 2026 r.

Mieliśmy udany start naszej strategii cyfrowej, uruchamiając niedawno w Polsce naszą nową stronę internetową oraz aplikację mobilną. Przed końcem roku planujemy udostępnić je w jeszcze kilku innych krajach. Po zaledwie kilku tygodniach z satysfakcją możemy poinformować, że zanotowaliśmy 800 000 pobrań aplikacji mobilnej Pepco. Ten wynik przekroczył nasze oczekiwania i jest dowodem na popularność marki Pepco i naszej oferty wśród coraz większej liczby klientów” – dodaje.

BIEŻĄCE WYNIKI

W okresie 25 tygodni do 22 marca 2026 r., przychody Pepco wzrosły o 4,8% przy założeniu stałych kursów walutowych, z przychodami w ujęciu porównywalnym (LFL) rosnącymi o 4,2%, nie licząc towarów szybkozbywalnych (wliczając je, przychody LFL wzrosły o 0,7% w tym samym okresie). Przyczyniły się do tego pozytywne wyniki LFL w Polsce i dalszy dwucyfrowy wzrost przychodów LFL w Europie Zachodniej. Na Półwyspie Iberyjskim Spółka odnotowuje pozytywne przychody LFL w pierwszych sklepach, które zakończyły sprzedaż towarów szybkozbywalnych ponad rok temu. Odkąd minął rok od konwersji, te konkretne sklepy utrzymują dwucyfrowy wzrost przychodów LFL, analogicznie do pozostałych sklepów regionie, które nie musiały przechodzić takich zmian. Skutkiem tego jest stabilny wzrost przychodów w ujęciu raportowanym.

Obroty marki Pepco w ostatnich tygodniach dodatkowo jeszcze się poprawiły, dzięki silnej, pozytywnej reakcji klientów na pojawienie się w sklepach Grupy nowych propozycji na sezon wiosna/lato oraz na Wielkanoc. Przełożyło się to w ostatnich czterech tygodniach na wzrost przychodów LFL o 9,6%, bez towarów szybkozbywalnych (oraz o 6,6% licząc z FMCG). Pepco wciąż odnotowuje solidny wzrost marży brutto w ujęciu rok do roku, oferując przy tym klientom najlepszą wartość w wiodących na rynku cenach.

Na poziomie Grupy, w okresie 25 tygodni do 22 marca 2026 r. przychody wzrosły o 3,7% (przy założeniu stałych kursów walutowych), przy negatywnym wpływie wyników Dealz. W tym samym okresie, przychody LFL Grupy zwiększyły się o 3,1% bez towarów szybkozbywalnych (oraz nie zmieniły się, licząc z FMCG), a przychody LFL samego Dealz spadły o 9,8%. Proces wyjścia Grupy z Dealz postępuje w dobrym tempie, a zakończenie tego procesu spodziewane jest w bieżącym roku obrotowym.

Na koniec lutego 2026 r. Pepco prowadziło 4 046 sklepów. Otworzyło 31 nowych sklepów netto w trwającym I półroczu roku obrotowego 2026. Na ten relatywnie niewielki wynik netto wpływ miały zamknięcia w Niemczech związane z ogłoszoną wcześniej restrukturyzacją działalności Grupy w tym kraju. Spółka niezmiennie spodziewa się otworzyć ok. 250 nowych sklepów netto w roku obrotowym 2026, wszystkie pod marką Pepco. Dealz prowadzi 344 sklepów, tj. bez zmian w stosunku do poprzedniego sprawozdania.

ŁAŃCUCH DOSTAW

Ostatnie wydarzenia na Bliskim Wschodzie mają jedynie minimalny wpływ na Grupę Pepco, a Spółka jest dobrze przygotowania do podejmowania odpowiednich kroków, dzięki inwestycjom w odporność łańcucha dostaw poczynionym w ostatnich latach. Około 95% importowanych towarów jest transportowanych szlakiem wokół Przylądka Dobrej Nadziei za pomocą regularnego frachtu morskiego, przy zakontraktowanych wcześniej stawkach i wolumenach. Szlak ten nie odczuł poważnych zakłóceń w świetle ostatnich wydarzeń. Spółka ma odpowiedni poziom zatowarowania w centrach dystrybucyjnych. Jest on wyższy niż w tym samym okresie rok temu, m.in. z uwagi na przypadające w tym roku wcześniej Wielkanoc i chiński Nowy Rok. Grupa charakteryzuje się również strukturalnie niższą ekspozycją na krótkoterminową zmienność popytu i cykle fast fashion, co wspierają długie horyzonty planowania i kontraktowania dostaw. Mimo to Grupa stale uważnie monitoruje rozwój wydarzeń i jest w gotowości do podejmowania kroków na rzecz zapewnienia właściwego zatowarowania sklepów w odpowiednich cenach, jeżeli tylko zajdzie taka konieczność.

SKUP AKCJI WŁASNYCH – AKTUALIZACJA

Czwarta transza programu zakupu akcji własnych, o wartości 52,9 mln euro, rozpoczęła się 12 marca 2026 r., a jej koniec nastąpi nie później niż 22 maja 2026 r. Ta transza zakończy pierwszy program skupu akcji własnych Grupy Pepco o wartości 200 mln euro, po raz pierwszy przedstawiony na Dniu Inwestora w 2025 r. Zgodnie ze stanem na 20 marca 2026 r. Spółka zakupiła łącznie 1 333 482 akcji zwykłych, przy średniej cenie 26,53 zł, w ramach czwartej transzy. Przed jej rozpoczęciem, w obrocie publicznym było łącznie 553 918 650 akcji, nie licząc 23 533 285 akcji w posiadaniu Spółki.

PERSPEKTYWY

Spółka spodziewa się osiągnięcia solidnego wyniku za I półrocze. W kontekście oczekiwanych wyników za cały rok, mimo niepewności związanych z nastrojami konsumenckimi oraz wydarzeniami geopolitycznymi, Spółka podtrzymuje przekonanie o realizacji celów nakreślonych w grudniu 2025 r. W skład tych założeń wchodzi spodziewany wzrost przychodów raportowanych w roku obrotowym 2026 na poziomie między 6% a 8%, uwzględniając negatywny wpływ wyjścia z segmentu FMCG – zgodnie z wcześniejszymi założeniami – który według naszych szacunków obniży wzrost przychodów w całym roku obrotowym 2026 o około 2 punkty procentowe, przy jednoczesnym pozytywnym wpływie na marże i rentowność. Wpływ tego na przychody będzie szczególnie widoczny w I półroczu roku obrotowego.

Nasze cele na cały rok obrotowy pozostają bez zmian, planujemy również zakończyć nasz programu skupu akcji własnych o wartości 200 mln euro w tym roku obrotowym. Plan otwierania nowych sklepów również postępuje zgodnie z harmonogramem, a oferta dla klientów wciąż jest polepszana. Daje nam to solidną pozycję do skutecznej realizacji naszych zobowiązań w tym roku i kolejnych latach” – dodaje Stephan Borchert, prezes Grupy Pepco

Zgodnie ze wcześniejszymi informacjami, spodziewany wzrost bazowej EBITDA (MSSF 16) w roku obrotowym 2026 ma osiągnąć przynajmniej 9% rok do roku, mimo wzrostu kosztów transformacji, z 25 mln euro do 35 mln euro. Spółka spodziewa się wzrostu bazowego zysku netto o ponad 25% rok do roku, dzięki poprawie efektywnej stawki podatkowej, znacząco niższym kosztom odsetkowym uzyskanym dzięki niedawnemu udanemu refinansowaniu zadłużenia, a także dzięki lepszemu dopasowaniu reguł amortyzacyjnych do faktycznych okresów najmu sklepów.

NADCHODZĄCE WYDARZENIA

  • Wyniki za I półrocze roku obrotowego 2026: 21 maja 2026
  • Wybrane wyniki operacyjne za III kwartał roku obrotowego 2026: 9 lipca 2026

Prezesi firm technologicznych i telekomunikacyjnych mocniej stawiają na AI, a 67% firm zwiększy budżet

Sztuczna inteligencja stała się jednym z głównych motorów transformacji sektora technologii, mediów i telekomunikacji (TMT). 80% CEO firm z branży TMT wyraża pewność co do perspektyw wzrostu swoich organizacji, a 83% optymistycznie ocenia przyszłość całego sektora. Jednocześnie niemal trzy czwarte liderów dostosowało swoje strategie do zmieniających się warunków regulacyjnych i geopolitycznych. Z badania „KPMG CEO Outlook 2025. Technology & Telecommunications”, przeprowadzonego wśród 230 dyrektorów generalnych firm technologicznych i telekomunikacyjnych, wynika także, że AI stanowi priorytet inwestycyjny dla 71% liderów, przy czym 67% z nich planuje przeznaczyć 10-20% budżetu na sztuczną inteligencję w ciągu najbliższych 12 miesięcy.

Firmy z sektora technologii i telekomunikacji przygotowują się do rozwoju, stawiając na sztuczną inteligencję, innowacje w modelach biznesowych oraz strategiczne fuzje i przejęcia. 80% CEO jest pewnych perspektyw swoich firm, a 83% wierzy w wzrost całego sektora. Poprawiają się też prognozy finansowe – 40% liderów spodziewa się solidnego wzrostu zysków, w czym kluczową rolę odgrywać będzie agentowa AI, zwiększająca efektywność i otwierająca nowe źródła przychodów. W efekcie firmy częściej rozważają fuzje i przejęcia, przede wszystkim w celu pozyskania kompetencji i infrastruktury AI.

Jednocześnie sztuczna inteligencja dla 71% respondentów pozostaje priorytetem inwestycyjnym, a 67% planuje przeznaczyć 10-20% budżetu na AI w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Największym wyzwaniem pozostają kwestie etyczne, wyprzedzające barierę danych, regulacji czy kosztów. Równolegle branża konsekwentnie rozwija działania w obszarze ESG – dla 62% firm zrównoważony rozwój jest już integralną częścią modelu biznesowego, a AI może wspierać poprawę efektywności wykorzystania zasobów, podnosić jakość danych i procesów raportowych oraz usprawniać modelowanie ryzyka klimatycznego.

Zapytani o kluczowe priorytety operacyjne wspierające wzrost, dyrektorzy zarządzający w sektorze technologicznym za najważniejszą dla wzrostu uznają zmianę modeli biznesowych oraz operacyjnych na bardziej innowacyjne (18%), a także zrozumienie i wdrożenie generatywnej oraz agentowej sztucznej inteligencji (18%). Z kolei prezesi firm telekomunikacyjnych najczęściej wskazują cyfryzację i rozwój łączności (26%). Takie odpowiedzi odzwierciedlają konieczność modernizacji infrastruktury w celu obsługi modeli „as-a-service”, takich jak AI-as-a-service czy cloud-as-a-service, a także dalszego wdrażania sieci 5G. Jednocześnie aż 59% respondentów wskazuje gotowość danych jako jedno z głównych wyzwań. Organizacje zmagają się z dostępem do wiarygodnych i odpowiednio ustrukturyzowanych danych zbieranych z wielu źródeł. Silosowość danych uniemożliwia między innymi uzyskanie spójnego profilu klienta w obszarach marketingu, sprzedaży i obsługi posprzedażowej, a w konsekwencji prowadzi do straconych szans na cross-selling i upselling, zwiększonej rotacji klientów, czy opóźnień w zamówieniach. Dodatkowo część organizacji, w miejsce spójnego programu transformacyjnego, realizuje równolegle w różnych jednostkach biznesowych wiele rozproszonych, nieskoordynowanych pilotaży AI. Takie podejście jest nie tylko nieproduktywne – może także generować wyższe koszty i osłabiać pewność co do osiągnięcia oczekiwanego zwrotu z inwestycji w AI, a w efekcie spowolnić tempo innowacji – mówi Rafał Szafraniec, Partner, Lider doradztwa dla branży Technologii, Mediów i Telekomunikacji w KPMG w Polsce.

Sztuczna inteligencja stanowi jeden z kluczowych priorytetów inwestycyjnych dla kadry zarządzającej sektora technologii i telekomunikacji – wskazuje na nią 75% badanych przedstawicieli z firm technologicznych oraz 66% z branży telekomunikacyjnej. Z badania KPMG wynika, że prezesi firm technologicznych zazwyczaj realizują bardziej sprecyzowaną i strategicznie uporządkowaną wizję inwestycji w AI, podczas gdy liderzy przedsiębiorstw telekomunikacyjnych częściej pozostawiają jednostkom biznesowym większą autonomię w eksperymentowaniu z rozwiązaniami opartymi na sztucznej inteligencji, wspierając zdecentralizowany model adopcji.

Aż 84% prezesów oczekuje pozytywnego zwrotu z inwestycji w AI w perspektywie trzech lat, a 22% spodziewa się osiągnięcia dodatniego ROI w ciągu roku lub krócej. Do najczęściej wymienianych korzyści należą poprawa jakości analityki danych i podejmowania decyzji, rozwój nowych produktów i usług generujących dodatkowe strumienie przychodów oraz wzrost innowacyjności organizacji.

Kluczowe wyzwania sektora: regulacje, cyberbezpieczeństwo i ESG

Firmy z sektora technologii i telekomunikacji mierzą się z rosnącymi wyzwaniami regulacyjnymi, operacyjnymi i środowiskowymi. Monitorują zmiany regulacji, które mogą wpływać na globalne łańcuchy dostaw, które – wobec ograniczeń w pozyskiwaniu sprzętu sieciowego, półprzewodników i komponentów – muszą pozostawać elastyczne i odporne na ryzyka geopolityczne. Cyberbezpieczeństwo jest jednym z najważniejszych czynników krótkoterminowych decyzji biznesowych W odpowiedzi na rosnące ryzyka prezesi deklarują zwiększenie nakładów na cyberbezpieczeństwo (51%), koncentrując się przede wszystkim na wzmocnieniu ochrony danych i zarządzania tożsamością oraz dostępem, rozwoju modeli security-as-a-service opartych na szyfrowaniu end-to-end, a także zapewnieniu zgodności regulacyjnej. Jednocześnie 68% liderów wyraża przekonanie, że ich organizacje osiągną neutralność klimatyczną do 2030 roku, choć wyzwaniem pozostają niedobór kompetencji, dekarbonizacja łańcuchów dostaw oraz konieczność wykazania biznesowej wartości inwestycji w ESG.

****

O raporcie:

Raport stanowi część jedenastej edycji globalnego badania „KPMG CEO Outlook”, przeprowadzonego wśród 1 350 dyrektorów generalnych z 11 strategicznych rynków w okresie od 5 sierpnia do 10 września 2025 roku. Publikacja skupia się wyłącznie na ankietowanych dyrektorach generalnych spółek z branży TMT – 120 z firm technologicznych i 110 z firm telekomunikacyjnych – z uwzględnieniem porównań między tymi podsektorami w odpowiednich przypadkach. Wszyscy respondenci kierują firmami o rocznych przychodach przekraczających 500 milionów dolarów amerykańskich.

Współczesne chłodnictwo przemysłowe: nowoczesne technologie, ekologia i efektywność energetyczna

Współczesne chłodnictwo przemysłowe znajduje się w ważnym momencie. Rosnące ceny energii elektrycznej, rygorystyczne normy środowiskowe i postępująca cyfryzacja wymuszają na producentach redefinicję strategii energetycznych. Dla profesjonalisty z branży dzisiejszy system chłodzenia to nie tylko agregat i parownik – to inteligentne ogniwo w łańcuchu produkcyjnym, które musi być jednocześnie wydajne, ekologiczne i niezawodne. Jakie rozwiązania dominują obecnie na rynku i na co powinien zwrócić uwagę inwestor?

Poznaj kluczowe trendy w chłodnictwie przemysłowym 2026. Analizujemy wpływ regulacji F-gazowych, technologie odzysku ciepła oraz rolę IoT. Dowiedz się, jak MAS – Producent systemów chłodzenia może optymalizować przemysłowe instalacje chłodzenia.

Naturalne czynniki chłodnicze jako standard rynkowy

Przez dekady branża opierała się na syntetycznych czynnikach chłodniczych (HFC). Jednak sukcesywne wycofywanie substancji o wysokim współczynniku GWP (Global Warming Potential) sprawiło, że przemysłowe instalacje chłodzenia powróciły do korzeni, wykorzystując nowoczesne technologie.

Obecnie standardem w dużych obiektach, takich jak centra logistyczne czy zakłady przetwórstwa spożywczego, stają się instalacje oparte na amoniaku (NH3 – R717) oraz dwutlenku węgla (CO2 – R744). Amoniak pozostaje niedościgniony pod względem efektywności termodynamicznej w dużych układach, natomiast CO2 zrewolucjonizował mniejsze i średnie obiekty handlowe oraz magazynowe.

Istotnym wyzwaniem jest projektowanie układów minimalizujących napełnienie czynnikiem przy jednoczesnym zachowaniu maksymalnej wydajności chłodniczej. Inwestycja w czynniki naturalne to nie tylko wyraz dbałości o ekologię, ale przede wszystkim zabezpieczenie przed gwałtownym wzrostem cen i ograniczoną dostępnością tradycyjnych gazów technicznych.

Odzysk ciepła

Jednym z najbardziej efektywnych ekonomicznie trendów są nowoczesne przemysłowe instalacje chłodzenia zintegrowane z systemami odzysku ciepła odpadowego. Dzięki zastosowaniu wymienników ciepła oraz pomp ciepła zintegrowanych z obiegiem chłodniczym, ciepło odpadowe może zostać wykorzystane do:

  • podgrzewania wody technologicznej (mycie linii produkcyjnych, procesy pasteryzacji),

  • ogrzewania pomieszczeń biurowych i socjalnych,

  • wspomagania systemów wentylacji (osuszanie powietrza).

W praktyce przekłada się to na wyraźne obniżenie rachunków za gaz czy energię cieplną z sieci. Projektując takie systemy, doświadczony producent systemów chłodzenia analizuje profil cieplny całego zakładu, tworząc synergię między chłodzeniem a grzaniem, co w skali roku pozwala na zwrot z inwestycji liczony w miesiącach, a nie latach.

Cyfryzacja a ciągłość produkcji

Każda godzina przestoju w dużych zakładach produkcyjnych może oznaczać straty tysięcy złotych. Nie powinien więc dziwić fakt, że nowoczesne chłodnictwo przemysłowe staje się coraz bardziej inteligentne. Wykorzystanie czujników IoT (Internet of Things) oraz zaawansowanych algorytmów analizy danych pozwala na przejście z modelu serwisowania reaktywnego na predykcyjne (Predictive Maintenance).

Systemy monitoringu śledzą temperatury w komorach w czasie rzeczywistym, ale także drgania sprężarek, poziomy ciśnień w kluczowych punktach układu czy pobór prądu przez poszczególne komponenty. Dzięki temu algorytmy potrafią wykryć nieszczelność w układzie lub zbliżającą się awarię łożysk silnika, zanim dojdzie do fizycznego zatrzymania instalacji. Istotnym czynnikiem jest gwarancja dostępu do zdalnego nadzoru nad instalacją. Inżynierowie mogą dokonywać korekt nastawów bez konieczności wizyty na miejscu, optymalizując pracę układu pod kątem zmiennych warunków atmosferycznych, co przekłada się na niższe zużycie energii.

Optymalizacja komponentów

Sercem każdej instalacji są podzespoły, które w ostatnich latach przeszły ogromną ewolucję. Kluczowym elementem stała się płynna regulacja wydajności. Zastosowanie falowników (inwerterów) w napędach sprężarek i wentylatorów pozwala na precyzyjne dopasowanie mocy chłodniczej do aktualnego zapotrzebowania, które w cyklu dobowym rzadko bywa stałe. Równie istotne są elektroniczne zawory rozprężne (EEV). W przeciwieństwie do swoich mechanicznych poprzedników, pozwalają one na pracę przy znacznie niższych ciśnieniach skraplania w okresach chłodniejszych, co bezpośrednio redukuje pracę sprężarki.

Nowoczesne przemysłowe instalacje chłodzenia są projektowane jako układy modułowe. Pozwala to na łatwą rozbudowę mocy w przyszłości bez konieczności kosztownej wymiany całej infrastruktury. Elastyczność ta jest fundamentem strategii, którą promuje każdy nowoczesny producent systemów chłodzenia, świadomy dynamiki rozwoju współczesnego biznesu.

Nowoczesne chłodnictwo to dziedzina wymagająca integracji wielu czynników: od termodynamiki, przez automatykę, aż po prawo środowiskowe. Wybierając system dla swojego zakładu, nie warto kierować się wyłącznie najniższą ceną zakupu (CAPEX). Kluczowe są całkowite koszty użytkowania (OPEX) oraz wsparcie inżynieryjne na etapie koncepcji.

ZUE z rekordowym backlogiem 3,6 mld zł. Spółka liczy na dobre otoczenie w 2026 roku

Skonsolidowane przychody ze sprzedaży Grupy ZUE w 2025 r. wyniosły 945,9 mln zł. Zysk na działalności operacyjnej w omawianym okresie wyniósł 20,9 mln zł, a zysk netto ukształtował się na poziomie 11,2 mln zł. Mimo niższych przychodów rdr., Grupa wypracowała wyższą o 2,3 p.p marżę brutto na sprzedaży sięgającą 6,4%.

Portfel zamówień Grupy ZUE ma obecnie wartość 3,6 mld zł, co jest najwyższym wynikiem w historii działalności. W portfelu znajdują się kontrakty kolejowe i miejskie na rynku polskim oraz zlecenia w Rumunii i Niemczech, gdzie Grupa realizuje prace od drugiej połowy 2025 roku.

Grupa koncentruje się na dalszej rozbudowie portfela zamówień, korzystając
z obserwowanego
ożywienia inwestycyjnego zarówno na rynku polskim, jak i innych rynkach europejskich. Aktualna wartość najlepszych ofert złożonych w przetargach wynosi ok. 1,8 mld zł netto.

Dzięki silnym fundamentom oraz wieloletniemu doświadczeniu ponownie udało nam się wypracować solidne wyniki. To co szczególnie nas cieszy, to marża brutto, która wyniosła 6,4% oraz portfel zamówień na poziomie 3,6 mld zł. Pod względem budowy portfela szczególnie owocna okazała się końcówka roku. W grudniu podpisaliśmy bowiem umowę na rozbudowę odcinka kolejowego Gdynia Chylonia – Lębork o wartości 3,2 mld zł brutto. Tak solidny backlog nie tylko zapewnia nam przewidywalność przychodów i stabilność finansową, ale także stanowi mocny fundament dalszego rozwoju mówi Wiesław Nowak, Prezes Zarządu ZUE.

Kontynuujemy aktywność na rynku ofertowym, biorąc udział w przetargach kolejowych
i tramwajowych, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Obecnie posiadamy najlepsze oferty
w przetargach o łącznej wartości ok. 1,8 mld zł. Konkurencja o nowe zlecenia pozostaje duża, a dodatkowo mamy do czynienia z wydłużającymi się postępowaniami przetargowymi, co jest związane z wysoką liczbą odwołań. Niemniej jednak jesteśmy obecni w większości dużych postępowań przetargowych ogłaszanych przez PKP PLK i miasta. Chcemy jak najlepiej wykorzystać czas ożywienia inwestycyjnego i jesteśmy gotowi na realizację nowych projektów oraz dalsze umacnianie swojej pozycji rynkowej
– dodaje Prezes.

Grupa ZUE konsekwentnie realizuje strategię zagranicznej dywersyfikacji działalności, prowadząc projekty zarówno w Polsce, jak i w Rumunii oraz w Niemczech. Skuteczność naszych działań potwierdzają przychody z rynków zagranicznych, które systematycznie rosną i w 2025 r. stanowiły już ponad 14 proc. łącznych przychodów Grupy. Głównym rynkiem zagranicznym pozostaje Rumunia.

Rumunia sprawnie absorbuje środki z UE na modernizację kolei, co przekłada się na sporą liczbę inwestycji w modernizację infrastruktury. Są tam również planowane znaczące inwestycje w infrastrukturę tramwajową. 130 mln zł przychodów Grupy za 2025 rok dotyczy kontraktów rumuńskich, a projekty realizowane obecnie przez nas na tamtejszym rynku opiewają na łączną kwotę ok. 470 mln zł. Realizujemy prace w Rumunii od 2022 roku i jesteśmy w trakcie pozyskiwania kolejnych kontraktów na tamtejszym rynku mówi Wiesław Nowak, Prezes Zarządu ZUE. 

W Niemczech z kolei jesteśmy od niedawna, ale realizujemy już z powodzeniem pierwsze projekty trakcyjne i liczymy na pozyskanie nowych. Niemiecka sieć kolejowa obejmuje ok. 38 tys. km, co czyni ją największą siecią w Europie. Za względu na wieloletnią przerwę
w modernizacji, kolej ta wymaga dużych nakładów inwestycyjnych. W 2025 roku rząd federalny Niemiec ogłosił plan zainwestowania w ten sektor ok. 107 mld euro do roku 2029. Aby maksymalnie wykorzystać potencjał tego rynku, pracujemy nad prekwalifikacją niemieckiej spółki ZUE Bahnbau na budowę nawierzchni torowej w zakresie torów i zwrotnic. Dzięki konsekwentnej realizacji planu umiędzynarodowienia działalności nie tylko wspieramy nasz wzrost, ale również stopniowo zmniejszamy zależność od koniunktury krajowego sektora budowlanego
dodaje Prezes.

WYNIKI FINANSOWE – SZCZEGÓŁY

Łączna wartość przychodów wygenerowanych przez Grupę ZUE w 2025 roku wyniosła
945,9 mln zł wobec 1.219,4 mln zł rok w roku 2024. Mimo niższych przychodów, Grupa odnotowała w 2025 roku wzrost wyników finansowych. Skonsolidowany zysk brutto na sprzedaży wzrósł do 60,9 mln zł z 50,5 mln zł przed rokiem. Grupa wygenerowała marżę brutto 6,4%.

Szczegóły dotyczące wyników przedstawia tabela:

 

w mln zł Grupa ZUE ZUE S.A.
2025 2024 2025 2024
Przychody ze sprzedaży 945,9 1.219,4 846,8 1.115,0
Zysk brutto na sprzedaży 60,9 50,5 48,8 43,0
EBIT 20,9 19,1 16,2 16,8
EBITDA 37 34,7 31,2 31,4
Zysk przed opodatkowaniem 14 12,1 10,4 11,8
Zysk netto 11,2 10,8 7,9 10,3

 

W 2025 roku do Grupy dołączyła firma NTB Systemy, która wniosła dodatkowy know-how w zakresie budowy, modernizacji i remontów torowisk tramwajowych – w szczególności opartych na konstrukcjach z materiałami chemicznymi w swoim składzie. W drugiej połowie 2025 roku działalność operacyjną w Niemczech rozpoczęła spółka ZUE Bahnbau, realizując tam już pierwsze kontrakty.

KOMENTARZ RYNKOWY

Głównym źródłem przychodów ZUE jest budownictwo infrastrukturalne w zakresie inwestycji kolejowych i miejskich (głównie tramwajowych). Dlatego rezultaty operacyjne i finansowe Grupy w największym stopniu zależą od sytuacji na tych dwóch rynkach.

2026 rok powinien być dobrym czasem dla infrastruktury kolejowej. Obserwujemy ożywienie inwestycyjne zarówno na rynku polskim, jak i innych rynkach europejskich. Na polskiej kolei trwa wieloletni plan modernizacyjny – Krajowy Program Kolejowy do 2030 roku o łącznej wartości ok. 80 mld zł w zakresie perspektywy 2021-2027 i 11 mld zł w zakresie Krajowego Planu Odbudowy. To właśnie na te kontrakty, wspierane funduszami unijnymi, liczymy najbardziej. Co więcej, na rynku mogą pojawić się również kolejne przetargi w ramach projektu Port Polska (wcześniej CPK) – mówi Wiesław Nowak, Prezes Zarządu ZUE.

W ramach Krajowego Programu Kolejowego PKP PLK zamierza ogłosić w 2026 roku 27 przetargów na łączną kwotę ok. 9,5 mld zł. Nakłady inwestycyjne PKP PLK w 2026 roku mają wynieść ok. 20 mld zł, a w 2027 ok. 21 mld zł.

Pozytywny scenariusz rysuje się także na rynku tramwajowym, który zyskuje na znaczeniu
w Europie jako element zrównoważonego transportu. Obecnie w Polsce systemy tramwajowe posiada 15 ośrodków miejskich, a łączna długość tras tramwajowych wynosi ok. 900 km.  Miasta zaczynają coraz intensywniej ogłaszać nowe przetargi w tym zakresie.

Poza głównymi rynkami, czyli kolejowym oraz tramwajowym, Grupa spodziewa się także wzrostu możliwości na rynku drogownictwa lokalnego i pozyskanie kolejnych kontraktów dla swojej spółki Energopol. Ten perspektywiczny i stabilny segment jest wspierany przez Rządowy Fundusz Rozwoju Dróg, który obejmuje dofinansowanie prawie 2 700 zadań inwestycyjnych w zakresie budowy lub modernizacji dróg lokalnych.

Na 2026 rok patrzymy z nadzieją i optymizmem oraz wierzymy, że uda nam się ponownie wypracować satysfakcjonujące wyniki operacyjne i finansowe. Planujemy wykorzystać szanse związane z zapowiadanymi w Polsce projektami inwestycyjnymi oraz kontynuować ekspansję na rynkach zagranicznych. Chcemy nie tylko utrzymać pozycję jednego z liderów w budowie infrastruktury kolejowej i miejskiej, ale – w dłuższym terminie – rozwijać także obszary: od dystrybucji materiałów torowych po usługi serwisowe i utrzymaniowe mówi na koniec Wiesław Nowak, Prezes Zarządu ZUE S.A.

Region łódzki umacnia pozycję logistycznego lidera. Popyt na magazyny wzrósł o 17 proc.

Region łódzki umacnia swoją pozycję jednego z najważniejszych hubów logistycznych w Polsce. Jak wynika z raportu największej polskiej firmy doradczej na rynku nieruchomości komercyjnych AXI IMMO „Łódzkie. Szyte na miarę. Analiza sektora magazynowo–produkcyjnego w województwie łódzkim”, w 2025 r. popyt na powierzchnie magazynowe w regionie osiągnął 1,17 mln mkw. (+17% r/r) i był to drugi najwyższy wynik w kraju. Całkowite zasoby rynku przekroczyły 5,1 mln mkw., a przy ograniczonej aktywności deweloperskiej nowa podaż spadła do 216 tys. mkw. (-37% r/r). Jednocześnie widoczny był trend spadkowy współczynnika powierzchni niewynajętej, który na koniec grudnia 2025 r. obniżył się o 2,7 p.p., w porównaniu rok do roku, do poziomu 7%.

Popyt napędzany przez handel, logistykę i produkcję

Rok 2025 na rynku łódzkim upłynął pod znakiem wysokiej aktywności najemców, w której dominowały przedłużenia umów najmu odpowiadające za 60% całkowitego popytu. Jednocześnie popyt netto (obejmujący nowe umowy oraz ekspansje) wyniósł 475 tys. mkw. (-4% r/r). Najwyższą aktywność odnotowano w samej Łodzi, gdzie wolumen nowych transakcji osiągnął 141 tys. mkw. Struktura popytu w regionie pozostaje stabilna i oparta przede wszystkim na trzech głównych sektorach gospodarki. W 2025 r. za niemal całość wynajętej powierzchni odpowiadały firmy z branży handlowej (37,5%), operatorzy logistyczni i dystrybucyjni (36%) oraz firmy produkcyjne (23,5%).

Selektywna aktywność deweloperów

Podobnie jak na większości głównych rynków magazynowych w Polsce, również w regionie łódzkim widoczna była większa ostrożność deweloperów. W ciągu 2025 r. oddano do użytku 216 tys. mkw. nowej powierzchni (-37% r/r). Na koniec grudnia w budowie pozostawało 189 tys. mkw., z czego jedynie 14,8% stanowiła powierzchnia spekulacyjna, niezabezpieczona umowami najmu. Wstrzymanie części projektów wynikało m.in. utrzymującego się przez kilka kwartałów wysokiego poziomu pustostanów powyżej 10%. Sytuacja uległa jednak poprawie współczynnik niewynajętej powierzchni spadł do 7% na koniec 2025 r., ponadto dostępność dużych modułów magazynowych powyżej 20 tys. mkw. wyraźnie się zmniejszyła.

Stabilne czynsze i konkurencyjność regionu

Według analityków działu badań i analiz rynkowych AXI IMMO rynek łódzki pozostaje jednym z najbardziej konkurencyjnych kosztowo w Polsce. W starszych projektach stawki bazowe kształtowały się w przedziale 3,60–4,20 EUR/mkw./mies., natomiast w nowych inwestycjach wynosiły 4,20–4,60 EUR/mkw./mies. Najniższe czynsze możliwe były do osiągnięcia w Piotrkowie Trybunalskim (3,1–3,7 EUR/mkw./mies.), a najwyższe w granicach administracyjnych Łodzi (4,0–4,6 EUR/mkw./mies.).

Hubert Wojtera, Dyrektor w Dziale Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, AXI IMMO, komentuje: „Region łódzki od wielu lat pełni rolę jednego z kluczowych hubów logistycznno-dystrybucyjnych w Polsce. Jego przewaga wynika przede wszystkim z centralnego położenia oraz bardzo dobrej dostępności infrastruktury transportowej, co umożliwia efektywną dystrybucję towarów w skali całego kraju. W 2025 roku widzieliśmy szczególnie dużą aktywność firm obsługujących rynek krajowy, które traktują region łódzki jako naturalne miejsce do budowania krajowych centrów logistycznych. W kolejnych latach popyt może być dodatkowo wspierany przez rozwój sektora produkcyjnego oraz nowe inwestycje infrastrukturalne. Coraz większe znaczenie będą również miały lokalizacje położone w pobliżu planowanego projektu „Port Polska”, który może w dłuższej perspektywie stać się istotnym impulsem rozwojowym dla całego regionu.”

Perspektywy rozwoju rynku

Według ekspertów AXI IMMO w 2026 r. rynek magazynowy w województwie łódzkim pozostanie stabilny, a popyt nadal w dużej mierze będzie opierał się na renegocjacjach istniejących umów najmu. Jednocześnie potencjał wzrostu generować będą firmy dystrybucyjne planujące ekspansję oraz sektor produkcyjny, który coraz częściej poszukuje rozwiązań umożliwiających oddzielenie funkcji produkcji i magazynowania.

Grupa Tarczyński z umową kredytową o wartości 1,612 mld zł. Spółka stawia na rozwój i ekspansję

0

Grupa Tarczyński, lider segmentu przekąsek białkowych w branży FMCG, zawarła umowę kredytów z konsorcjum banków na kwotę do 1,612 mld zł. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na finansowanie projektów inwestycyjnych, jak również na refinansowanie istniejącego zadłużenia oraz finansowanie bieżącej działalności operacyjnej.

Grupa Tarczyński dynamicznie rozwija się w kraju oraz poprzez ekspansję międzynarodową, która jest elementem naszej strategii. Zamierzamy zwiększać skalę działalności produkcyjnej, m.in. rozbudowując moce wytwórcze, co pozwoli nam odpowiedzieć na rosnący popyt na nasze produkty także na rynkach krajowych i zagranicznych. Sprzedaż na rynkach eksportowych systematycznie rośnie, osiągając
na koniec III kwartału 2025 r. poziom 32,8 proc. przychodów Grupy, a jej potencjał rozwoju pozostaje bardzo wysoki. Nasze plany inwestycyjne obejmują – oprócz zwiększenia mocy – także rozwój infrastruktury i dalszą automatyzację procesów postprodukcyjnych. Kluczowymi elementami planu inwestycyjnego objętego nowym finansowaniem są projekty obejmujące zwiększenie mocy produkcyjnych kabanosa i parówki.  Pozyskane finansowanie dłużne pozwoli nam na realizację naszych celów inwestycyjnych na lata 2026-27, finansowanie bieżącej działalności oraz refinansowanie zadłużenia
mówi Marcin Dymitruk, wiceprezes zarządu Tarczyński S.A.

Spółka Tarczyński oraz jej spółka zależna WD Foods zawarły umowę kredytów terminowych oraz kredytu odnawialnego opiewające łącznie na kwotę do 1,612 mld zł z konsorcjum banków w składzie: PKO Bank Polski, BNP Paribas Bank Polska oraz Bank Millennium. Z udzielonej linii kredytowej 590 mln zł przypada na kredyt inwestycyjny, a 360 mln zł na kredyt odnawialny, z terminami zapadalności odpowiednio w marcu 2036 roku oraz marcu 2029 roku. Z kolei 662 mln zł to kredyt refinansujący z terminem spłaty w marcu 2033 r.

Pozyskane środki umożliwią realizację strategicznego planu inwestycyjnego Grupy Tarczyński. Fundusze te zostaną przeznaczone na zwiększenie mocy wytwórczych, dalszą optymalizację procesów produkcyjnych oraz wzmocnienie potencjału operacyjnego w kolejnych latach. Kluczowym elementem naszej strategii jest również kontynuacja innowacji produktowych, co pozwoli nam utrzymać pozycję lidera i dynamicznie odpowiadać na zmieniające się oczekiwania konsumentów.

Zmiana na czele Archicomu. Waldemar Olbryk rezygnuje, stery przejmuje Dawid Wrona

Archicom, deweloper mieszkaniowy będący częścią Grupy Echo, poinformował o zmianie na stanowisku Prezesa Zarządu.

Z dniem 25 marca 2026 r. z funkcji Prezesa Zarządu zrezygnował Waldemar Olbryk, który w ostatnich latach odegrał kluczową rolę w transformacji spółki, przeprowadzając jej rozwój od lokalnego dewelopera do ogólnopolskiego lidera rynku.

Zmiana na stanowisku Prezesa jest związana z wejściem spółki w kolejny etap rozwoju, skoncentrowany na dalszym wzroście efektywności, optymalizacji działań oraz maksymalizacji wyników biznesowych.

Waldemar Olbryk wykonał ogromną pracę, konsolidując naszą organizację i wzmacniając jej pozycję w całej Polsce. Dzięki jego przywództwu Archicom znajduje się dziś na zupełnie innym etapie rozwoju niż jeszcze kilka lat temu. Przed nami nowy rozdział, w którym skoncentrujemy się na wykorzystaniu osiągniętej pozycji do dalszego skalowania działalności, wspieranego silnymi wynikami sprzedażowymi zgodnie ze strategią rentownego wzrostu – powiedział Nicklas Lindberg, przewodniczący rady nadzorczej Archicom i prezes Grupy Echo

– Chciałbym wyrazić swoją głęboką wdzięczność wszystkim, którzy byli częścią tej drogi i których wsparcie pomogło przeprowadzić firmę przez ważny etap transformacji. To, co wspólnie osiągnęliśmy, to coś więcej niż rozwój – to wyraźny krok w stronę większej dojrzałości Spółki. Dziś jest to organizacja lepiej przygotowana nie tylko na wyzwania teraźniejszości, lecz także na ambitne cele, które przed nią stoją – mówi Waldemar Olbryk.

Dawid Wrona, który od początku uczestniczył w transformacji Archicomu w ogólnopolskiego dewelopera, obejmie funkcję Prezesa Zarządu i będzie odpowiedzialny za realizację strategii Spółki, ze szczególnym naciskiem na wzrost wyników operacyjnych i finansowych. Dawid posiada 25-letnie doświadczenie w branży deweloperskiej, zdobyte we wszystkich segmentach rynku. Z Grupą Echo jest związany od 2016 roku. W 2022 objął stanowisko członka zarządu w Archicom S.A., gdzie odpowiada za wszystkie projekty mieszkaniowe, rozwijając obszary związane ze sprzedażą, marketingiem i obsługą klienta.

Rynki grają pod rozejm w Zatoce Perskiej, ale waluty wciąż nie wierzą w przełom

Negocjacje w sprawie zakończenia konfliktu w Zatoce Perskiej mają wchodzić na nowy poziom, a na stole pojawił się 15-punktowy plan porozumienia. Niestety nie ma pewności, czy wszystkie strony są świadome tych propozycji, ponieważ na Bliskim Wschodzie nie przestają latać rakiety i drony. Mimo wszystko giełdy znowu chcą wierzyć w deeskalację, ale rynek walutowy pozostaje bardziej sceptyczny.

Wojna o pokój

Powoli trudno zliczyć wszystkie strony bliskowschodniego konfliktu. Oczywiście podstawowy trójkąt Izrael-USA-Iran pozostaje bez zmian, ale nie dość, że bezpośrednio dotknięte są w praktyce wszystkie państwa Zatoki Perskiej, to blokada cieśniny Ormuz ma już całkowicie globalne konsekwencje. Zresztą Irańczycy w zawoalowany sposób grożą też Europie, publikując mapę z bazami wojskowymi, z których w ramach operacji Epicka Furia mają korzystać Amerykanie. Aktualnie jednym z najważniejszych graczy stał się Pakistan, który ma pośredniczyć w rozmowach między Stanami a Iranem. To właśnie Pakistańczycy przekazali 15-punktowy plan rozejmu, a bezpośrednie pertraktacje mogłyby się odbywać na ich terytorium (wskazywana jest także Turcja). Dokładne założenia amerykańskiej propozycji nie są znane, ale przecieki medialne wskazują, że żądania USA idą jeszcze dalej, niż te przedstawiane przed rozpoczęciem konfliktu zbrojnego. Jeżeli tak jest w rzeczywistości to – biorąc pod uwagę usztywnione stanowisko Iranu – droga do porozumienia zdaje się mocno wyboista. Dodatkowo Persowie do tej pory nawet nie chcą publicznie przyznać, że w ogóle prowadzą negocjacje. Zamiast tego dalej ostrzeliwują Izrael (ten nie pozostaje dłużny) i państwa Zatoki Perskiej. A przez cieśninę Ormuz dalej przepływają wyłącznie statki pod chińską banderą (według przecieków Chińczycy mają naciskać na Iran, aby ten zasiadł do rozmów). Chociaż tutaj widać pewne światełko w tunelu (ale bardzo wąskim), ponieważ Iran jest gotów przepuszczać więcej okrętów, o ile państwa, do których takowe należą, nie wspierają USA i Izraela (pogłoski mówią też o opłacie za bezpieczny tranzyt). W tym samym czasie tak skłonny w tej chwili do porozumienia Donald Trump kieruje do regionu kolejne tysiące amerykańskich żołnierzy. W tym tyglu sprzecznych komunikatów i zupełnie innych realnych działań coraz trudniej wyciągać racjonalne konkluzje. Niestety inwestorzy muszą czynić jakieś założenia, a następnie zajmować zgodne z nimi pozycje.

Rynkowa rozgrywka o deeskalację

Najbardziej optymistycznie do szansy na deeskalację wojny na Bliskim Wschodzie podchodzą dwa rynki: surowcowy i kapitałowy. Po kilka procent spadają dziś wyceny gazu i ropy naftowej. Baryłka Brent kosztuje już poniżej 96 USD, a WTI mniej niż 89 USD i tym samym pogłębiają lokalne dołki. W tym samym czasie mocne zwyżki obserwujemy na metalach szlachetnych (cena uncji złota przekracza 4570 USD, a srebra sięga 73 USD), co może wskazywać na przepływ najbardziej spekulacyjnego kapitału między tymi aktywami. Bardzo optymistycznie do nowych doniesień z Zatoki Perskiej podchodzi rynek kapitałowy. Azjatycka sesja zakończyła się bardzo mocno, od +1,1% w Hongkongu do aż +2,9% w Tokio. W Europie o godz. 14 handel także wygląda lepiej niż dobrze, od +0,6% w Amsterdamie, przez +1,1% w Londynie i ok. +1,5% na większości głównych parkietów, po nawet +2% na WIG20. Kontrakty na Wall Street wskazują na pozytywne otwarcie także za Atlantykiem. Nurkują za to rentowności obligacji, amerykańskie 10-latki znalazły się najniżej w tym tygodniu (aktualnie 4,33%). Mimo takiego zachowania papierów dłużnych, niezwykle spokojnie wygląda sytuacja na rynku walutowym. Forexowi inwestorzy mają zdecydowanie mniej przekonania do pozytywnego rozwoju sytuacji na Bliskim Wschodzie, co przekłada się na kursową flautę na dużej części rynku. Kurs EUR/USD balansuje na 1,16 USD, przy próbie wyjścia w górę respektował on spadkową linię trendu, która swój początek bierze od styczniowego maksimum. Dosyć statyczny układ szerokiego rynku respektuje też polski złoty. Kurs euro pozostaje blisko 4,27 zł, kurs dolara nie oddala się od 3,68 zł, kurs franka jest poniżej 4,67 zł, a kurs funta to 4,93 zł.

Jednolity rynek usług w UE wciąż pełen przeszkód. KE pod ostrzałem audytorów

  • Zaledwie 20% usług w UE jest świadczonych transgranicznie
  • 60% barier na jednolitym rynku UE utrzymuje się od ponad 20 lat
  • Działania UE mające na celu usunięcie tych utrzymujących się od dawna barier są niewystarczające

Komisja Europejska nie podjęła wystarczających działań, aby usunąć znaczne bariery, z którymi od lat borykają się przedsiębiorstwa unijne świadczące usługi w innym kraju UE – taki wniosek płynie z nowego sprawozdania Europejskiego Trybunału Obrachunkowego. Trybunał krytykuje Komisję za brak jasnych celów i ambicji strategicznych. Zauważa jednocześnie, że same państwa UE ponoszą część odpowiedzialności za utrudnianie integracji jednolitego rynku usług poprzez wprowadzane środki regulacyjne lub administracyjne. Kontrola wpisuje się w kontekst istotnych analiz na ten temat, takich jak sprawozdanie Maria Draghiego dotyczące europejskiej konkurencyjności oraz sprawozdanie Enrica Letty na temat przyszłości jednolitego rynku – oba opublikowane w 2024 r.

Usługi, od budownictwa i transportu po architekturę, informatykę i usługi w obszarze zatrudnienia, odpowiadają za około 70% produkcji gospodarczej (PKB) państw UE, ale tylko 20% usług jest świadczonych transgranicznie. Jak wskazano w raporcie Letty, aby w pełni uwolnić potencjał jednolitego rynku usług, wciąż konieczne jest usunięcie znaczących barier. Istotą problemu są znaczne różnice w krajowych wymogach dotyczących zezwoleń i certyfikacji oraz rozbieżne przepisy krajowe, uciążliwe procedury administracyjne i ograniczenia w wysyłaniu pracowników za granicę, które przyczyniają się do utrzymania istniejących od dawna barier utrudniających przedsiębiorstwom świadczenie usług w innym państwie członkowskim i zwiększających związane z tym koszty.

– Przedsiębiorstwa w UE wciąż mają trudności, aby świadczyć usługi w wymiarze transgranicznym – stwierdził Hans Lindblad, członek Trybunału odpowiedzialny za tę kontrolę. – Starania Komisji na rzecz usunięcia barier są nadal niewystarczające.

Około 60% zidentyfikowanych w 2002 r. barier w świadczeniu usług na jednolitym rynku wciąż istniało w 2023 r. i w dalszym ciągu utrudniało działalność gospodarczą i konkurencję cenową. Komisja podjęła działania, aby zaradzić tej kwestii, do 2025 r. działania te nie tylko nie opierały się jednak na strategicznym podejściu, ale również zabrakło procedury odpowiedniego usuwania barier o największym potencjalnym oddziaływaniu. Sytuacja niewiele się zmieniła z przyjęciem przez Komisję w 2025 r. strategii dotyczącej jednolitego rynku, opiera się ona bowiem na narzędziach, które prawdopodobnie nie będą wysoce skuteczne.

Komisja wspierała wprawdzie państwa członkowskie w ułatwianiu świadczenia usług transgranicznych, ale przedsiębiorstwa nadal nie mają pełnego dostępu do informacji potrzebnych do świadczenia usług w innym państwie członkowskim. Ponadto unijny roczny cykl koordynacji polityki gospodarczej, znany jako europejski semestr, nie doprowadził do znaczącej reformy regulacyjnej w sektorze usług, a bardzo niewiele państw członkowskich skorzystało z funduszu odbudowy po pandemii COVID‑19 w celu zreformowania sektora usług i usunięcia barier regulacyjnych.

Ogólnie rzecz biorąc, egzekwowanie przepisów dotyczących jednolitego rynku usług było niezadowalające. Przede wszystkim Komisja napotkała na poważne trudności w tym obszarze i polegała głównie na postępowaniach w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego w celu egzekwowania przepisów dotyczących jednolitego rynku usług. Nie zawsze jednak działała szybko, gdy państwa nie przestrzegały unijnej dyrektywy usługowej. W rozpatrywaniu przez Komisję skarg złożonych przez przedsiębiorstwa przeciwko państwom, które miały naruszyć przepisy UE, występowały ponadto uchybienia: rozpatrywanie tych skarg było czasem długotrwałe i stawiało w niekorzystnej sytuacji małe przedsiębiorstwa.

Badania pokazują, że usunięcie istniejących barier mogłoby przynieść znaczne korzyści. Komisja nie ma jednak pełnego i aktualnego obrazu barier związanych z usługami transgranicznymi i nie przeanalizowała jeszcze w wystarczającym stopniu kosztów, korzyści i ewentualnych skutków usunięcia tych barier.

Kontrolerzy zaproponowali kilka sposobów zwiększenia przez Komisję skuteczności na polu integracji jednolitego rynku usług. Komisja powinna mianowicie opracować jaśniejszą i ambitniejszą strategię, aktywniej wykorzystywać europejski semestr oraz skuteczniej zachęcać państwa członkowskie do przeprowadzania niezbędnych reform. Powinna ponadto doprecyzować przepisy, ukierunkować egzekwowanie prawa na sprawy o dużym wpływie na jednolity rynek, wzmocnić narzędzia ułatwiające przepływ usług transgranicznych oraz monitorować i oceniać postępy w tworzeniu jednolitego rynku usług.

Informacje ogólne

W UE osoby fizyczne i przedsiębiorstwa mają prawo do świadczenia usług i korzystania z nich w wymiarze transgranicznym bez dyskryminacji lub nieuzasadnionych ograniczeń. Swobodny przepływ usług sprzyja konkurencji i wzrostowi gospodarczemu oraz wzmacnia jednolity rynek UE. Dyrektywa usługowa stanowi główny instrument prawodawczy służący usuwaniu najistotniejszych krajowych barier w handlu usługami w UE.

Pod względem intensywności handlu transgranicznego w 2023 r. import i eksport stanowiły 0,4% obrotów w sektorze hurtowym i detalicznym, 0,8% w budownictwie, 4,6% w sektorze usług prawnych i księgowych, 6,6% w sektorze usług inżynieryjnych, 8,1% w transporcie, 15% w sektorze usług informatycznych oraz 31,8% w sektorze reklamy i badań rynku. Komisja oszacowała w przeprowadzonej przez siebie analizie, że nowe ambitne reformy wygenerowałyby dodatkowy potencjał wzrostu na poziomie 2,5% PKB UE do 2027 r.

Zmiana na czele DHL Supply Chain Polska. Bernard Wierzbik pokieruje rozwojem firmy

0

DHL Supply Chain powołuje Bernarda Wierzbika na stanowisko Dyrektora Zarządzającego na Polskę, wzmacniając strategiczny rozwój w regionie CEE.

Polska pozostaje jednym z kluczowych rynków dla DHL Supply Chain w regionie Europy Środkowo-Wschodniej (CEE), odgrywając istotną rolę w rozwoju nowoczesnej logistyki kontraktowej oraz we wspieraniu globalnych łańcuchów dostaw. Wzmocnienie lokalnego przywództwa stanowi kolejny krok w długoterminowej strategii rozwoju firmy w regionie CEE. W tym kontekście DHL Supply Chain informuje o powołaniu Bernarda Wierzbika na stanowisko Dyrektora Zarządzającego DHL Supply Chain Polska. Nowy dyrektor wnosi szerokie doświadczenie menedżerskie oraz jasną wizję dalszego rozwoju działalności w Polsce.

Bernard Wierzbik zastępuje Petra Káňa, który przez ostatnie trzy lata z sukcesem umacniał pozycję DHL Supply Chain na polskim rynku. Stabilność operacji, dostarczanie wysokiej jakości usług klientom w znaczący sposób przyczyniło się do rozwoju DSC w Polsce. Petr obejmuje stanowisko Dyrektora Zarządzającego DHL Supply Chain w Czechach, gdzie będzie odpowiadał za zarządzanie działalnością firmy oraz dalszy rozwój organizacji na tamtejszym rynku.

Bernard Wierzbik posiada wieloletnie doświadczenie zdobyte w międzynarodowych organizacjach, ze szczególnym naciskiem na doskonałość operacyjną, rozwój biznesu oraz zapewnianie najwyższego poziomu satysfakcji klientów. Ostatnio pełnił funkcję Dyrektora Zarządzającego w Greiner Packaging w Polsce. Wcześniej, jako Dyrektor Operacyjny na Polskę i Węgry w Lantmännen Unibake, odpowiadał za optymalizację procesów oraz wzmacnianie wyników regionalnych. Na wcześniejszym etapie kariery zajmował stanowisko Dyrektora ds. Obsługi Klienta i Logistyki na Europę Środkową w PepsiCo, nadzorując operacje w siedmiu krajach: Polsce, Czechach, Słowacji, Węgrzech, Litwie, Łotwie i Estonii.

Bernard Wierzbik podkreśla strategiczne znaczenie logistyki kontraktowej jako kluczowego elementu nowoczesnej gospodarki.

Polska jest obecnie jednym z najważniejszych rynków logistycznych w Europie oraz kluczowym hubem dla całego regionu CEE. Naszą ambicją jest dalsze wzmacnianie tej pozycji poprzez rozwój nowoczesnych, zintegrowanych i odpornych łańcuchów dostaw – mówi Bernard Wierzbik. – Logistyka nie jest już wyłącznie funkcją operacyjnąchodzi o projektowanie ekosystemów, które bezpośrednio wpływają na konkurencyjność naszych klientów.

DHL Supply Chain koncentruje się na wspieraniu klientów w kluczowych branżach, takich jak e-commerce, handel detaliczny, FMCG, technologie, motoryzacja oraz nauki przyrodnicze. Coraz większy nacisk kładzie się również na inwestycje w automatyzację, cyfryzację oraz rozwiązania oparte na danych i sztucznej inteligencji.

W nadchodzących latach kluczowe będzie połączenie technologii z wiedzą operacyjną. Sztuczna inteligencja, automatyzacja oraz zaawansowana analityka umożliwiają nie tylko zwiększenie efektywności, ale także poprawę prognozowania popytu oraz zarządzania ryzykiem w łańcuchach dostaw – dodaje.

Budowanie odporności operacyjnej w obliczu globalnych wyzwań pozostaje kolejnym istotnym priorytetem.

Dzisiejsze łańcuchy dostaw muszą być przygotowane na zmienność – zarówno geopolityczną, ekonomiczną, jak i operacyjną. Naszą rolą jest zapewnienie klientom stabilności i przewidywalności nawet w najbardziej wymagającym otoczeniupodkreśla Bernard Wierzbik. Zaznacza również, że jednym z kluczowych powodów dołączenia do DHL Supply Chain są wyjątkowi ludzie tworzący organizację. „Siła DHL Supply Chain tkwi w zespołach – wysoko zaangażowanych profesjonalistach, którzy w swojej pracy łączą głęboką wiedzę ekspercką z silnym nastawieniem na klienta. Cieszę się, że mogę dołączyć do tego wspaniałego zespołu i wspólnie kształtować przyszłość naszego biznesu w Polsce” – mówi.

Vertiv przejmuje firmę ThermoKey

0

Firma Vertiv zawarła umowę przejęcia spółki ThermoKey S.p.A., dostawcy rozwiązań odprowadzania i wymiany ciepła, posiadającego wieloletnie relacje z producentami OEM oraz integratorami systemów. Transakcja stanowi kontynuację inwestycji Vertiv w zaawansowane rozwiązania chłodzenia dla centrów danych wysokiej gęstości, obsługujących środowiska sztucznej inteligencji. Oczekuje się, że po jej sfinalizowaniu rozszerzone zostanie portfolio rozwiązań z zakresu zarządzania temperaturą firmy Vertiv oraz jej możliwości produkcyjne (szczególnie w regionie EMEA), a także wzmocnione zostaną jej zdolności do dostarczania kompleksowych rozwiązań w całym łańcuchu chłodzenia dla fabryk AI oraz centrów danych o wysokiej gęstości mocy.

Po zamknięciu transakcji akwizycji rozwiązania firmy ThermoKey wesprą rozwój koncepcji zintegrowanej infrastruktury fizycznej Vertiv poprzez rozszerzenie zakresu dostępnych technik chłodzenia oraz zwiększenie zdolności do projektowania zintegrowanej, systemowej architektury klimatyzacyjnej, co pozwoli klientom przygotować się na wdrażanie kolejnych generacji rozwiązań obliczeniowych. Portfolio ThermoKey obejmujące wymienniki ciepła, suche chłodnice, skraplacze powietrzne oraz systemy chłodzenia cieczą, uzupełni kompleksową ofertę Vertiv, dając klientom większą elastyczność w optymalizowaniu wydajności, dostosowaniu do warunków lokalnych oraz planowaniu rozwoju infrastruktury.

Odprowadzanie ciepła staje się jednym z kluczowych wyzwań dla centrów danych i fabryk AI w czasach, gdy branża poszukuje nowych sposobów na zwiększenie dostępnej mocy, poprawę efektywności energetycznej oraz skalowanie infrastruktury w przewidywalny sposób – powiedział Giordano Albertazzi, CEO Vertiv. – Podczas wcześniejszej współpracy z ThermoKey doceniliśmy ich zaawansowane rozwiązania wymiany ciepła, doświadczenie inżynierskie oraz relacje z producentami OEM i integratorami. Dokonana akwizycja ma poszerzyć wachlarz dostępnych produktów dla klientów wdrażających bardziej efektywne strategie chłodzenia oraz budujących infrastrukturę przygotowaną na dynamicznie rosnące wymagania obliczeniowe.

Założona w 1991 roku i mająca siedzibę we Włoszech firma ThermoKey wnosi ponad 30 lat doświadczenia w projektowaniu i produkcji wymienników ciepła dla centrów danych oraz innych wymagających zastosowań przemysłowych. Spółka zbudowała trwałe relacje z producentami oraz instalatorami na całym świecie i jest ceniona za doświadczenie inżynierskie, znajomość zastosowań oraz współpracę z klientami w środowiskach centrów danych, OEM oraz chłodzenia procesowego. Jej specjalistyczne kompetencje, techniki mikrokanałowe oraz kompatybilność z czynnikami chłodniczymi o niskim poziomie wpływu na globalne ocieplenie (GWP) i naturalnymi czynnikami chłodniczymi dobrze wpisują się w potrzeby nowoczesnych, energochłonnych centrów danych obsługujących środowiska sztucznej inteligencji.

Własne zaplecze projektowe i produkcyjne ThermoKey, w połączeniu z ofertą obejmującą wymienniki ciepła, suche chłodnice, skraplacze powietrzne oraz systemy chłodzenia cieczą, wzmocni bazę techniczną Vertiv oraz zwiększy elastyczność produkcji. Dostępne dodatkowo moce produkcyjne ThermoKey będą wspierały dalszy rozwój portfolio rozwiązań do zarządzania temperaturą Vertiv i umożliwią reagowanie na rosnący popyt w obszarze infrastruktury chłodzenia o znaczeniu krytycznym.

Z perspektywy klientów Vertiv akwizycja firmy ThermoKey przyniesie szereg korzyści:

  • lepsze wsparcie dla wysokowydajnych strategii chłodzenia w środowiskach sztucznej inteligencji oraz zastosowaniach o wysokiej gęstości mocy,
  • usprawniona integracja na poziomie systemowym w ramach infrastruktury chłodzenia w koncepcji zintegrowanej infrastruktury fizycznej Vertiv,
  • możliwość optymalizacji całego łańcucha chłodzenia (cieczą, powietrzem, odprowadzanie ciepła), w tym rozszerzone możliwości w zakresie odprowadzania ciepła (np. z wykorzystaniem systemów Vertiv TrimCooler), co przekłada się na lepsze wykorzystanie energii i wyższą efektywność,
  • szerszy dostęp w regionie EMEA do zaawansowanych technik chłodzenia suchego i wymiany ciepła oraz rozszerzone wsparcie inżynierskie i produkcyjne, odpowiadające na potrzeby szybkiego skalowania infrastruktury centrów danych nowej generacji.

Finalizacja transakcji uzależniona jest od spełnienia standardowych warunków, w tym uzyskania wymaganych zgód regulacyjnych i spodziewana jest w drugim kwartale 2026 roku.

VIGO Photonics przejmuje aktywa w USA z finansowaniem z Funduszu Ekspansji Zagranicznej

Fundusz Ekspansji Zagranicznej, zarządzany przez PFR TFI S.A. z Grupy PFR oraz VIGO Photonics S.A., globalny lider w dziedzinie fotoniki, nawiązali współpracę dotyczącą finansowania zagranicznej akwizycji polskiej spółki technologicznej. Fundusz udzielił finansowania na nabycie przez VIGO aktywów amerykańskiej firmy InfraRed Associates, Inc., jednego z czołowych producentów detektorów podczerwieni. Transakcja stanowi kluczowy element strategii ekspansji geograficznej, wzmacniając jednocześnie pozycję VIGO w globalnym sektorze high-tech. To kolejny projekt dotyczący ekspansji zagranicznej polskich firm realizowany w formule Team Poland.Vigo Photonics Processing plytki epitaksjalnej

Transakcja o wartości 8,4 mln USD, stanowi kluczowy element strategii ekspansji geograficznej i umacniania pozycji VIGO w sektorze high-tech. Aktywa spółki InfraRed zostały nabyte przez VIGO Photonics Corp. – amerykańską filię polskiego lidera w dziedzinie fotoniki. Partnerem VIGO Photonics w tym przedsięwzięciu jest Fundusz Ekspansji Zagranicznej 2 FIZ AN, który dostarcza finansowanie. W projekt zaangażowane są również PKO Bank Polski oraz KUKE, która zapewnia zabezpieczenia dla finansowania udzielonego zarówno przez fundusz, jak i bank.

Jestem dumny, że jako Grupa PFR możemy odegrać kluczową rolę w realizacji tak istotnej transakcji, która wspiera międzynarodową ekspansję polskiego sektora technologicznego. Ta inwestycja jest dowodem na to, że polskie firmy mogą z powodzeniem konkurować na globalnym rynku, jednocześnie budując strategiczne partnerstwa i wzmacniając pozycję naszej gospodarki. Dla nas jest to o tyle szczególne, że do projektu zagranicznego realizowanego w formule Team Poland po raz pierwszy włącza się partner gospodarczy – PKO Bank Polski. Mamy nadzieję, że to początek, długofalowej, owocnej współpracy z bankiem, który podobnie jak my aktywnie wspiera ekspansję zagraniczną polskich przedsiębiorstw – mówi Piotr Matczuk, prezes Zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju.

– Dziś nie chodzi już o pojedyncze transakcje, ale o zdolność polskiej gospodarki do budowania trwałych przewag w globalnych łańcuchach wartości. Skala inwestycji może uruchomić nowy cykl rozwojowy, ale jego powodzenie zależy od realnego udziału polskich firm. Finansowanie ekspansji VIGO Photonics pokazuje, że polski kapitał potrafi wspierać zaawansowane technologie i wychodzić globalnie. Rolą banków jest dziś nie tylko finansowanie, ale także tworzenie warunków do wzrostu i konkurencyjności firm – mówi Szymon Midera, prezes zarządu PKO Banku Polskiego.

Nabycie aktywów InfraRed Associates, firmy generującej stabilne i wysokie przychody, jest elementem realizacji strategii VIGO, zakładającej m.in. ekspansję na rynku amerykańskim oraz istotnym krokiem w realizacji długoterminowych celów VIGO Photonics – zwiększenia sprzedaży, dywersyfikacji źródeł przychodów oraz umocnienia pozycji w najważniejszych dla spółki sektorach przemysłowym i wojskowym.

Nabycie aktywów podmiotu amerykańskiego zwiększy wyraźnie nasze przychody na tym rynku, jednak kwestie finansowe to nie wszystko. Posiadanie zakładu produkcyjnego w USA jest kluczowe dla spełnienia wymogów dotyczących dostaw dla amerykańskiego sektora obronnego. Dla VIGO Photonics obronność od lat jest jednym z najważniejszych sektorów. Ta transakcja to jeden z istotnych punktów w długoterminowej strategii firmy. To także bardzo ważny krok, który pozwoli nam w pełni wykorzystać nasze moce produkcyjne i przybliży nas do celu, jakim jest przekształcenie VIGO w globalną firmę – mówi Adam Piotrowski, prezes zarządu VIGO Photonics.

Działająca od lat 70. XX wieku firma InfraRed Associates to uznany globalny producent detektorów chłodzonych ciekłym azotem (LN₂). Przedsiębiorstwo skupia swoją działalność głównie na rynkach amerykańskim, azjatyckim i europejskim. Oferta InfraRed Associates stanowi uzupełnienie głównej działalności VIGO Photonics, a jej produkty trafiają do odbiorców z sektorów przemysłowego, naukowego oraz wojskowego.

Inwestycja z VIGO Photonics jest kolejnym przykładem realizacji misji Funduszu Ekspansji Zagranicznej, jaką jest wspieranie polskich firm w ich globalnym rozwoju. Finansowanie tej inwestycji nie tylko umacnia pozycję VIGO na strategicznym rynku amerykańskim, lecz także otwiera drzwi do kluczowych sektorów, takich jak obronność i zaawansowane technologie. Jesteśmy przekonani, że to projekt, który realnie przyczyni się do wzmocnienia międzynarodowej pozycji konkurencyjnej polskiej gospodarki i będzie wizytówką polskiej innowacyjności na świecie – mówi Piotr Dmuchowski, prezes zarządu PFR TFI.

Transakcja ta przyczyni się do wzrostu skonsolidowanych przychodów VIGO Photonics. Jednocześnie umożliwi rozwój kluczowych kompetencji technologicznych i biznesowych, co wzmocni pozycję firmy w globalnym łańcuchu dostaw.

Transakcja ta stanowi przykład przemyślanej ekspansji europejskiego kapitału na rynek amerykański. VIGO Photonics nie tylko rozszerza swoją obecność na nowe rynki, lecz także wzmacnia współpracę gospodarczą i technologiczną między Europą a Stanami Zjednoczonymi.

AI słabnie w oczach inwestorów, złoto zyskuje. Inflacja znów na pierwszym planie

  • Coraz więcej polskich inwestorów uważa, że akcje związane ze sztuczną inteligencją będą raczej spadać, niż rosnąć
  • Odsetek osób posiadających surowce zwiększył się z 28 proc. do 31 proc.
  • W portfelach inwestorów wciąż dominuje złoto  — 70 proc. inwestujących w surowce Polaków ma na nie ekspozycję
  • Inflacja jest obecnie największym zmartwieniem polskich inwestorów

Po długim okresie optymizmu napędzanego przez rozwój sztucznej inteligencji, polscy inwestorzy indywidualni zaczynają ostrożniej  podchodzić do akcji związanych z AI oraz tzw. „Magnificent 7” — wynika z najnowszego raportu Puls Inwestora Indywidualnego przygotowanego przez platformę tradingową i inwestycyjną eToro.

Kwartalne badanie, obejmujące 11 000 inwestorów indywidualnych z 13 krajów, wykazało, że 26 proc. Polaków oczekuje wzrostu cen akcji związanych z AI w 2026 roku, wobec 33 proc. w I kwartale 2025 roku. To najniższy wynik od czasu, gdy pytanie po raz pierwszy zadano w IV kwartale 2024 roku.

Co najważniejsze, badanie w Polsce pokazuje istotną zmianę: po raz pierwszy odsetek inwestorów spodziewających się spadku akcji związanych z AI (29 proc.) przewyższył udział tych, którzy oczekują wzrostu (26 proc.). Jest to sprzeczne z globalnymi nastrojami, w których nadal przeważają inwestorzy spodziewający się wzrostu w tym segmencie.

Podobnie, 43 proc. badanych w Polsce uważa, że „Magnificent 7” osiągnie lepsze wyniki niż szeroki rynek w 2026 roku, w porównaniu z 52 proc. w I kwartale 2025 roku — co również jest najniższym wynikiem od IV kwartału 2024 roku.

Badanie przeprowadzono w dniach 12–27 lutego 2026 roku, przed ostatnią eskalacją sytuacji na Bliskim Wschodzie. Wyniki odzwierciedlają więc nastroje inwestorów sprzed wybuchu konfliktu z Iranem.

Dane z raportu skomentował Paweł Majtkowski, analityk rynku eToro: W Polsce widać wyraźną zniżkę nastrojów wobec akcji związanych ze sztuczną inteligencją — nie tylko mniej inwestorów oczekuje dalszych wzrostów, ale, co kluczowe, już przed wybuchem wojny (a obecnie trend ten jeszcze się nasilił) obserwujemy szerszy schemat, w którym polscy inwestorzy wydają się ostrożniejsi i szybciej realizują zyski.

Rosnące znaczenie surowców skłania inwestorów do zwrotu w stronę aktywów materialnych

Surowce zyskują na znaczeniu w portfelach inwestorów indywidualnych. Ich udział wzrósł do 31 proc. z 28 proc. w I kwartale 2025 roku. Ta klasa aktywów jest również szczególnie popularna w Polsce — stanowi 25 proc. portfeli polskich inwestorów, w porównaniu z 21 proc. globalnie.

Wśród inwestujących w surowce najczęściej wybieranym aktywem pozostaje złoto — 70 proc. ma na nie ekspozycję. Kolejne miejsca zajmują srebro (39 proc.), miedź (27 proc.), ropa (22 proc.) oraz kawa (16 proc.). Z analiz eToro wynika, że polscy inwestorzy wyraźnie preferują złoto — 59 proc. posiada je w portfelu wobec globalnej średniej na poziomie 47 proc.

Paweł Majtkowski dodał: Surowce zyskują na popularności, ponieważ inwestorzy indywidualni ograniczają swoje oczekiwania wobec AI i spółek technologicznych, a jednocześnie mierzą się z bardzo silną niepewnością geopolityczną oraz nawracająca inflacją. W takim otoczeniu aktywa materialne są coraz częściej postrzegane jako sposób na dywersyfikację portfela i ochronę wartości.

W lutym Narodowy Bank Polski powiększył swoje rezerwy złota o kolejne 20 ton, do 570 ton. Jest zatem coraz bliżej celu jakim jest osiągniecie rezerw na poziomie 700 ton. Polscy inwestorzy detaliczni wydają się podzielać ten entuzjazm NBP. Historycznie złoto było postrzegane jako narzędzie długoterminowej ochrony wartości. Silniejsza atrakcyjność złota wśród polskich inwestorów odzwierciedla preferencję dla stabilności i ochrony kapitału.

Inflacja uznawana za największe ryzyko przez inwestorów

Najnowszy raport Puls Inwestora Indywidualnego pokazuje, że 27 proc. polskich inwestorów indywidualnych uważa inflację za największe zagrożenie dla swoich inwestycji – w porównaniu do 24 proc. w poprzednim kwartale. Tym samym inflacja wyprzedziła konflikt międzynarodowy, który zajmuje obecnie drugie miejsce z wynikiem 25 proc.

Dane z naszego badania pokazują, że obawy dotyczące inflacji pozostawały silne mimo spadku inflacji w lutym do 2,1 proc. i marcowej obniżki stōp procentowych przez RPP. Inflacja pozostawała na radarze inwestorów jeszcze przed wybuchem konfliktu na Bliskim Wschodzie, który poprzez silny wzrost cen ropy może rzeczywiście wywołać wzrost inflacji w najbliższych miesiącach. Jeśli ropa Brent utrzyma się powyżej 100 dolarów przez okres dłuższy niż miesiąc, może to podnieść inflację o 1 pkt proc. w perspektywie kilku miesięcy., wyjaśnił Paweł Majtkowski.

Mimo chaosu w komunikacji USA i Iranu inwestorzy wierzą w uspokojenie sytuacji

Pomimo tego, że USA i Iran w przestrzeni publicznej nie potrafią ustalić, czy w ogóle prowadzą rozmowy pokojowe, rynki reagują tak, jakby te negocjacje za chwilę miały zakończyć się sukcesem. W tle Węgrzy nie zmieniają stóp procentowych, a gospodarka przed wyborami zdestabilizowana jest centralnym sterowaniem.

Ważne, że nie jest dziwnie

W przestrzeni medialnej nadal trwa dziwna wymiana zdań pomiędzy USA a Iranem. USA uważają, że rozmowy pokojowe idą w dobrą stronę, a Iran twierdzi, że one nie istnieją. Oba państwa potwierdzają jednak, że wymieniają pewne wiadomości z lokalnymi pośrednikami – mowa o Turcji, Egipcie czy Pakistanie. Z perspektywy rynków ważniejsze od tego zadziwiającego sporu jest jednak to, że sytuacja się trochę uspokaja. Nie można mówić na razie oczywiście o końcu wojny, ale patrząc na reakcję rynków do tego właśnie dążymy. Musimy jednak pamiętać, że ostatnia deklaracja prezydenta USA mówi o wstrzymaniu ataków na infrastrukturę energetyczną na 5 dni. Skoro padła w poniedziałek to obowiązuje do soboty. Oznacza to, że możemy mieć bardzo aktywny piątek, kiedy inwestorzy będą się przygotowywać na potencjalną eskalacje w weekend. Część analityków dodatkowo wskazuje na pewne wypowiedzi administracji prezydenckiej sugerujące, że poparcie dla samej wojny wyraźnie maleje. To również może sugerować wygaszanie działań.

Co na to rynki?

Ropa Brent, mimo wczorajszego odbicia do 100 USD, dzisiaj wróciła w okolice 95 USD za baryłkę. Warto zwrócić uwagę, że spada też różnica pomiędzy ropą notowaną w Londynie a tą notowaną w USA. Pokazuje to pewną stabilizację, choć na wyższych poziomach. Dolar traci względem euro, co przekłada się korzystnie na waluty naszego regionu, w tym oczywiście złotego. Wyraźnie w górę idzie złoto, które po odbiciu poniżej poziomu 4 200 USD wróciło powyżej 4 600 USD. Pewien oddech czuć również na giełdach. Europejskie parkiety otwierają się dzisiaj sporymi wzrostami. Potwierdza to teorię o powolnym wygaszaniu konfliktu.

Węgrzy nie tną stóp procentowych

Patrząc na same dane makroekonomiczne, wczorajsza decyzja banku centralnego na Węgrzech ma prawo zadziwiać. Utrzymano bowiem stopę procentową na poziomie 6,25%, podczas gdy wskaźnik inflacji wynosił zaledwie 1,4%. To prawie 5% różnicy. Musimy jednak pamiętać o dwóch rzeczach. Po pierwsze o wojnie w Zatoce Perskiej, która spowodowała dużo większą utratę wartości forinta niż złotego. Słabsza waluta to droższe dobra importowane, czyli nawrót inflacji. Po drugie – mamy też nadchodzące wybory. Rząd wprowadził wiele przepisów, które powodują, że ceny są sztucznie uwiązane. Mowa tutaj zarówno o limicie marż w handlu detalicznym, jak również interwencji na rynku paliw. Bank centralny wie zatem, że obecny poziom inflacji jest oczywiście prawidłowy, ale biorąc pod uwagę potencjał do jego wzrostu, decyzja o utrzymaniu stóp jest znacznie bardziej uzasadniona.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Jacek Przybylski dyrektorem generalnym Cisco w Polsce

0

Firma Cisco powołała Jacka Przybylskiego na stanowisko dyrektora generalnego w Polsce.

Dotychczas Jacek Przybylski pełnił funkcję Senior Director w obszarze Customer Experience for Professional Services w regionie EMEA (Europa, Bliski Wschód i Afryka), a także kierował krakowskim oddziałem Cisco. Na nowym stanowisku zastąpił Przemysława Kanię, który w ubiegłym roku objął funkcję szefa działu Service Provider Business w regionie EMEA.

Jacek Przybylski dołączył do Cisco w 2021 roku. Od tego czasu odpowiadał za rozwój współpracy z pracownikami, klientami i partnerami, koncentrując się na budowie bezpiecznej infrastruktury sieciowej wspierającej rozwój rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji.

„Jacek to inspirujący lider, dla którego relacje z pracownikami, klientami i partnerami mają kluczowe znaczenie. Jego podejście do innowacji i cyfryzacji będzie szczególnie istotne w kontekście rozwoju bezpiecznych rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji oraz wsparcia dla polskich firm działających w jednej z najbardziej dynamicznych gospodarek cyfrowych w Europie” powiedział Pär Holgersson, VP Cisco EMEA North.

Komentując objęcie nowej roli, Jacek Przybylski podkreślił: To dla mnie ogromne wyróżnienie kierować Cisco w Polsce w tak dynamicznym okresie. Wraz z zespołem zamierzamy dalej rozwijać współpracę z klientami i partnerami oraz wspierać organizacje w wykorzystywaniu nowych możliwości, jakie daje transformacja cyfrowa i technologie oparte na sztucznej inteligencji”.

Przed dołączeniem do Cisco Jacek Przybylski przez 16 lat był związany z firmą Atos, gdzie zdobywał doświadczenie w obszarze usług zarządzanych oraz usprawniania procesów operacyjnych. Jest absolwentem Politechniki Bydgoskiej oraz HEC Paris.

Lagarde: reakcja EBC będzie zależeć od skali i trwałości szoku energetycznego

Christine Lagarde podczas wystąpienia wygłoszonego na konferencji „EBC i jego obserwatorzy”, organizowanej przez Instytut Stabilności Monetarnej i Finansowej przy Uniwersytecie Goethego we Frankfurcie, nakreśliła najważniejsze wyzwania stojące przed Europejskim Bankiem Centralnym w warunkach rosnącej niepewności na rynkach energii. Prezes EBC podkreśliła, że bank centralny pozostaje w stanie podwyższonej gotowości i analizuje, w jakim stopniu wzrost cen surowców energetycznych może przełożyć się na inflację w strefie euro. Zaznaczyła, że obecne zaburzenia nie muszą automatycznie prowadzić do trwałego wzrostu presji cenowej, jednak ryzyko takiego scenariusza wyraźnie wzrosło, szczególnie jeśli problemy po stronie podaży energii utrzymają się dłużej.

Lagarde wskazała, że polityka pieniężna musi pozostać elastyczna i oparta na napływających danych. W jej ocenie reakcja EBC powinna zależeć zarówno od skali, jak i trwałości szoku energetycznego. Krótkotrwałe wahania cen nie wymagają natychmiastowej interwencji, natomiast bardziej uporczywy wzrost kosztów energii, oddziałujący szerzej na gospodarkę, może wymagać dostosowania parametrów polityki pieniężnej. Jednocześnie zwróciła uwagę na ryzyko trudniejszego scenariusza makroekonomicznego, w którym wyższa inflacja współwystępuje ze spowolnieniem wzrostu gospodarczego. Droższa energia ogranicza bowiem siłę nabywczą gospodarstw domowych i zwiększa koszty działalności przedsiębiorstw, co może osłabiać aktywność gospodarczą w całej strefie euro.

W swoich rozważaniach Lagarde odniosła się również do aktualnych projekcji inflacyjnych. W scenariuszu bazowym Europejskiego Banku Centralnego inflacja w strefie euro ma wynieść około 2,6 proc. w bieżącym roku, jednak w przypadku silniejszych i bardziej trwałych zakłóceń na rynku energii może wzrosnąć nawet do około 6,3 proc., wyraźnie przekraczając cel inflacyjny banku centralnego. Wystąpienie Christine Lagarde potwierdza, że Europejski Bank Centralny przygotowuje się na różne warianty rozwoju sytuacji, starając się zachować równowagę między ograniczaniem inflacji a minimalizowaniem negatywnego wpływu szoków energetycznych na wzrost gospodarczy. EURUSD obecnie konsoliduje się w rejonie 1,16.

Archicom zamknął 2025 rok rekordową sprzedażą i najwyższą liczbą przekazań w historii

Archicom, deweloper będący częścią Grupy Echo, zamknął 2025 rok rekordową sprzedażą 2 847 mieszkań, notując wzrost o 30% rok do roku i realizując roczny cel przy dynamice znacząco wyższej niż wzrost rynku, który wyniósł 9,3%. Jednocześnie spółka przekazała klientom 2 138 mieszkań, niemal podwajając wynik względem poprzedniego roku i osiągając najwyższy poziom przekazań w historii. To efekt pięcioletniej transformacji spółki po integracji z Grupą Echo i budowy ogólnopolskiej platformy deweloperskiej.

W 2025 roku w strukturze sprzedaży Archicom istotną i rosnącą rolę odgrywał segment popularny, który odpowiadał za około 40% zawartych umów. Spółka zakłada, że w kolejnych latach jego udział wzrośnie nawet do 50%. W 2025 roku spółka wprowadziła do oferty i przedsprzedaży 3 274 mieszkania, a bank ziemi osiągnął wartość 10 763 lokali. Na koniec czwartego kwartału spółka posiadała 3 258 mieszkań w ofercie i realizowała 32 projekty w 6 największych miastach w Polsce.

W samym czwartym kwartale Archicom sprzedał 1 066 mieszkań, co oznacza wzrost o 47% rok do roku, oraz przekazał klientom 1 020 lokali wobec 260 rok wcześniej, osiągając w całym 2025 r. rekordowy poziom zarówno sprzedaży, jak i przekazań.

Miniony rok był dla Archicom okresem rekordowej sprzedaży, ale także konsekwentnego wzmacniania pozycji rynkowej i budowy fundamentów pod dalszy rozwój. Oprócz bardzo dobrych wyników sprzedażowych koncentrowaliśmy się na rozwoju platformy operacyjnej, realizacji projektów o rosnącej skali oraz umacnianiu obecności w największych miastach w Polsce. Równolegle zrealizowaliśmy szereg kluczowych inicjatyw strategicznych. Uruchomiliśmy modelową szkołę publiczną w ramach projektu Modern Mokotów, rozwijamy projekty w formule lex deweloper w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu. Rozpoczęliśmy również nowe projekty w segmencie premium w Warszawie, które już na starcie notują bardzo dobre wyniki sprzedaży. Istotnym krokiem była sprzedaż kompleksu biurowego City 2, która pozwoliła nam w pełni skoncentrować działalność na rynku mieszkaniowym. Jednocześnie nasze podejście do projektów miejskich zostało docenione na arenie międzynarodowej – Fuzja w Łodzi zdobyła dwie nagrody podczas targów MIPIM w Cannes, w tym główną nagrodę za najlepszą rewitalizację miejską – mówi Waldemar Olbryk, prezes zarządu Archicom.

Wyniki finansowe oraz struktura bilansu

W 2025 roku Archicom rozpoznał przychody z 1 322 przekazanych mieszkań wobec 941 w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wzrost przychodów był również wspierany przez sprzedaż gruntu przy ul. Chłodnej w Warszawie. Zmiana marży rok do roku wynikała przede wszystkim z odmiennej struktury przekazań w analizowanych okresach.

– Przychody Archicom wzrosły do 961,7 mln zł wobec 742,0 mln zł rok wcześniej, a zysk brutto ze sprzedaży wyniósł 320,6 mln zł wobec 286,6 mln zł w 2024 roku. Zmiany w strukturze bilansu, w tym wzrost poziomu aktywów i zapasów, odzwierciedlają realizację strategii wzrostu, obejmującą rozwój banku ziemi oraz prowadzenie 32 projektów o łącznej skali ponad 6 600 lokali. Po stronie zobowiązań obserwujemy naturalny wzrost wynikający ze skali działalności, w tym wyższego poziomu przedpłat klientów oraz finansowania dłużnego, które wspiera dalszą ekspansję spółki – mówi Justyna Kawa, CFO i członkini zarządu Archicom.

Kolejny etap wzrostu

Po zakończeniu czwartego kwartału Archicom utrzymał wysoką aktywność operacyjną, koncentrując się na dalszym rozwoju oferty oraz przygotowaniu projektów do kolejnych etapów realizacji. Dotychczas w pierwszym kwartale 2026 roku spółka wprowadziła do sprzedaży blisko 557 mieszkań oraz uruchomiła przedsprzedaż kolejnego wrocławskiego projektu.

W 2026 roku Archicom planuje dalsze zwiększanie skali działalności, zakładając sprzedaż na poziomie od 3 200 do 3 500 mieszkań rocznie oraz wzrost liczby przekazań rok do roku. Spółka koncentruje się na wzmacnianiu pozycji na kluczowych rynkach mieszkaniowych, ze szczególnym uwzględnieniem Warszawy, a także zakłada debiut w Trójmieście. Jednocześnie Archicom kontynuuje rozwój miastotwórczych projektów realizowanych w formule lex deweloper, przy jednoczesnej poprawie efektywności operacyjnej i dalszym rozwoju skalowalnej platformy biznesowej.

2025 rok stanowi potwierdzenie, że model zbudowany po integracji z Grupą Echo działa pełnoskalowo. Spółka wchodzi w kolejny etap rozwoju – po okresie integracji i budowy skali koncentruje się na dalszym wzroście w oparciu o dojrzały model operacyjny.

Coraz więcej renegocjacji na polskim rynku magazynowym. Co to mówi o strategiach najemców?

Przedłużenie umowy najmu należy traktować jak zawarcie nowego kontraktu – z pełną analizą potrzeb operacyjnych, parametrów technicznych i kosztów – mówi Jan Olszewski, starszy doradca w dziale Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych Newmark Polska.

Zmianę potwierdzają dane rynkowe. W całym 2025 roku renegocjacje odpowiadały za ponad 50 proc. całkowitego wolumenu powierzchni wynajętej na rynku magazynowym, wobec 41,85 proc. rok wcześniej. Skala tego zjawiska różni się w zależności od regionu – najwyższy udział renegocjacji w strukturze popytu, przekraczający 70 proc., odnotowano w województwie śląskim. Wysoki udział tego typu transakcji widoczny był również w województwach łódzkim i wielkopolskim, gdzie renegocjacje obejmowały blisko 60 proc. wynajętej powierzchni.

– To sygnał, że rynek wchodzi w fazę większej dojrzałości, z mniejszą liczbą ekspansji i rosnącym naciskiem na optymalizację zajmowanej powierzchni – wyjaśnia Olszewski. – Łączny wolumen. powierzchni magazynowo-przemysłowych przekroczył w ubiegłym roku 36,5 mln mkw., a wiele firm – zarówno globalnych marek obecnych na naszym rynku od lat, jak i rodzimych przedsiębiorstw – ma za sobą kilka procesów relokacji i ekspansji. To doświadczenie przekłada się dziś na bardziej świadome decyzje i precyzyjne definiowanie potrzeb najemców – dodaje ekspert.

Jest wybór, chociaż nie wszędzie

Brak dostępnych alternatyw przestał decydować o pozostaniu w dotychczasowej lokalizacji, a ograniczony wybór dotyczy dziś głównie wybranych rynków lokalnych. W skali kraju sytuacja pozostaje zrównoważona, mimo spadku wolumenu nowej powierzchni oddawanej do użytku. Średni poziom pustostanów w Polsce utrzymuje się w przedziale 7-8 proc., co w większości przypadków pozwala znaleźć magazyn dopasowany do konkretnych potrzeb operacyjnych. Dobrym przykładem są województwa śląskie i wielkopolskie, gdzie poziom wakatów przekracza 8 proc., a jednocześnie notowany jest jeden z najwyższych udziałów renegocjacji w kraju.

Dlaczego firmy zostają?

– Mimo dostępnych powierzchni, duża grupa najemców niechętnie decyduje się na relokację poza sprawdzony obiekt, który wcześniej wybrali ze względu na dobrą infrastrukturę drogową i dostęp do doświadczonej kadry. Dlatego nawet planując zmianę budynku, część firm w pierwszej kolejności szuka parków magazynowych „po sąsiedzku” – wyjaśnia Jan Olszewski. Według eksperta, dla pracowników dojeżdżających do magazynu, przeniesienie go zaledwie o 10 km dalej może stać się powodem do zmiany pracy. A przedsiębiorcy wiedzą, że utrata doświadczonych zespołów, koszty nowej rekrutacji oraz czas potrzebny na wdrożenie zatrudnionych często przewyższają nawet oszczędności wynikające z niższego czynszu.

Na pozostanie w dotychczasowym magazynie decydują się firmy, dla których stanowi on realną wartość operacyjną, a nie jedynie punkt na mapie. – Im bardziej magazyn został dopasowany do konkretnych procesów najemcy, tym większa będzie jego skłonność do pozostania w obiekcie. Dotyczy to zwłaszcza nieruchomości z dużą liczbą indywidualnych dostosowań, rozbudowanych instalacji technicznych czy istotnych inwestycji poniesionych przez najemcę. W takich przypadkach zmiana lokalizacji oznaczałaby nie tylko duży wysiłek logistyczny, ale również utratę poniesionych nakładów – podkreśla Olszewski.

Doradca Newmark Polska przypomina też, że relokacja zawsze oznacza dodatkowe koszty. Należą do nich m.in. wydatki związane z przywróceniem dotychczasowego obiektu do pierwotnego stanu, demontaż i transport infrastruktury, ponowna instalacja systemów oraz reorganizacja operacji. – Na papierze nowy magazyn może wyglądać atrakcyjniej cenowo, ale po zsumowaniu wszystkich elementów bilans nie zawsze wypada na korzyść przeprowadzki – zaznacza Jan Olszewski. To jednak nie oznacza, że relokacje tracą sens. Technologia coraz wyraźniej przemawia na korzyść nowych obiektów. Wyższa efektywność energetyczna, rozwiązania proekologiczne, nowoczesna infrastruktura i coraz bardziej reprezentacyjne części biurowe w najnowszych obiektach stanowią istotną wartość dodaną, szczególnie dla firm planujących automatyzację lub zmianę modelu operacyjnego.

Coraz częściej o ostatecznej decyzji przesądzają również koszty eksploatacyjne. – Najemcy analizują nie tylko ich poziom, ale także sposób zarządzania obiektem i transparentność rozliczeń. To właśnie na tym etapie kluczowa staje się rola doradców, którzy pomagają precyzyjnie oszacować rzeczywisty, całkowity koszt zmiany lokalizacji w porównaniu z opcją pozostania w dotychczasowym budynku – podsumowuje Olszewski.

Najpierw liczby, potem decyzje

Decyzja o tym, czy pozostać w dotychczasowym magazynie, czy przenieść operacje w nowe miejsce, wymaga czasu, rzetelnych danych i porównania realnych scenariuszy rynkowych. Dlatego doradca z Newmark Polska rekomenduje rozpoczęcie renegocjacji na około 12-18 miesięcy przed końcem obowiązującej umowy. – Taki horyzont daje najemcy komfort działania i pozwala przejść pełny proces decyzyjny bez presji czasu. Punktem wyjścia jest analiza aktualnej sytuacji operacyjnej i kosztowej – sprawdzenie, czy obecna powierzchnia nadal wspiera biznes i plany rozwoju. Równolegle warto zweryfikować dostępne na rynku alternatywy, nawet jeśli scenariuszem bazowym jest pozostanie w dotychczasowym obiekcie. To pozwala realnie ocenić pozycję negocjacyjną i zakres możliwych ustępstw – mówi Jan Olszewski.

Jak tłumaczy ekspert, w praktyce chodzi o porównanie kilku realnych opcji i spokojne przejście przez nie krok po kroku. Pod uwagę brane są nie tylko stawki czynszu czy koszty adaptacji, ale też koszty pracy, relokacji, opłaty eksploatacyjne i ryzyka związane z codziennym funkcjonowaniem operacji. – Zadaniem doradcy jest zebranie tych wszystkich elementów w całość i pomoc w wyborze rozwiązań, które faktycznie mają sens z punktu widzenia biznesu. Na tej podstawie powstaje krótka lista opcji, a dopiero potem rozpoczynają się właściwe negocjacje – najpierw warunków komercyjnych, a następnie zapisów umowy – wyjaśnia Olszewski.

Jakie tematy trafiają na stół?

Dla najemców kluczowe staje się kompleksowe dopasowanie warunków umowy do aktualnych potrzeb firmy, a czynsz jest tylko jednym z elementów szerszej układanki.

– W praktyce na stole negocjacyjnym najczęściej pojawiają się kwestie związane z zakresem i finansowaniem prac adaptacyjnych oraz ASTI (Above Standard Tenant Improvements – ponadstandardowe dostosowania), zasadami indeksacji czynszu, wysokością i rozliczaniem opłat eksploatacyjnych oraz strukturą zachęt finansowych – wylicza Jan Olszewski. Według eksperta, coraz większą wagę zyskują również elementy techniczne. Najemcy renegocjują zakres modernizacji obiektów, odświeżenie powierzchni, poprawę parametrów posadzki czy możliwość instalacji nowych maszyn i linii technologicznych. W wielu przypadkach to właśnie te kwestie przesądzają o decyzji o przedłużeniu umowy, ponieważ pozwalają dostosować istniejący magazyn do zmieniających się procesów bez konieczności kosztownej relokacji.

Jednym z kluczowych czynników wpływających na warunki komercyjne nadal pozostaje długość kontraktu. Im dłuższa umowa, tym większa skłonność wynajmujących do ustępstw – zarówno w zakresie czynszu, jak i pakietu zachęt czy zakresu prac adaptacyjnych. – Dlatego też klauzule wcześniejszego wyjścia z umowy (tzw. break option) pojawiają się dosyć rzadko. Kontrakt pięcioletni z możliwością wypowiedzenia po trzech latach, dla właścicieli budynków, w praktyce oznacza umowę trzyletnią i tak też jest wyceniany pod względem ryzyka oraz oferowanych warunków – wyjaśnia ekspert Newmark Polska.

Czy to nowy etap rynku magazynowego?

Przedłużenia umów najmu zawsze były elementem rynku, ale dziś ich rola jest zdecydowanie większa i wiele wskazuje na to, że w najbliższych latach ten trend będzie się utrwalał. – Renegocjacje przestają być reakcją na chwilowe zawirowania rynkowe, a stają się naturalnym elementem zarządzania portfelem najmu. Jednocześnie rozwój nowoczesnych obiektów magazynowych, oferujących wyższą efektywność energetyczną, zaawansowane rozwiązania technologiczne i większą elastyczność operacyjną, sprawia, że nowe inwestycje nadal odgrywają istotną rolę w decyzjach najemców. W warunkach niepewności i zmiennego otoczenia gospodarczego kluczowe znaczenie w opracowywaniu optymalnych strategii ma świadome planowanie, dobre rozpoznanie lokalnych rynków i eksperckie wsparcie doradcze – zarówno w ramach renegocjacji, jak i relokacji do nowych obiektów. Profesjonalny doradca pomaga przekuć decyzje dotyczące najmu w realne narzędzie optymalizacji kosztów i dalszego rozwoju biznesu – zapewnia Jan Olszewski.

Ceny widmo w sklepach i punktach usługowych. Inspekcja Handlowa publikuje wyniki kontroli

0

Brak ceny przy produkcie, brak cennika w punkcie usługowym, nieprawidłowo podana cena promocyjna albo brak informacji o najniższej cenie z 30 dni przed obniżką – to najczęstsze uchybienia wykryte przez Inspekcję Handlową podczas szeroko zakrojonych kontroli przeprowadzonych na zlecenie Prezesa UOKiK. Skala problemu okazała się duża, ponieważ nieprawidłowości stwierdzono w niemal co drugiej skontrolowanej placówce.

W ubiegłym roku Inspekcja Handlowa sprawdziła 3026 przedsiębiorców działających w różnych branżach. Kontrole objęły nie tylko sklepy, w tym duże sieci handlowe, ale również punkty usługowe, stacje paliw, parkingi oraz hotele. Inspektorzy ocenili sposób informowania o cenach w przypadku 461 437 produktów. Podmioty do kontroli wytypowano na podstawie monitoringu rynku, wcześniejszych wyników oraz sygnałów napływających od konsumentów.

Jak podkreśla Prezes UOKiK Tomasz Chróstny, prawo do jasnej i pełnej informacji o cenie należy do podstawowych praw konsumenckich. Klient jeszcze przed zakupem produktu lub skorzystaniem z usługi powinien wiedzieć, ile zapłaci, bez konieczności dopytywania sprzedawcy czy personelu. Cena powinna być czytelna, jednoznaczna i ostateczna, a stosowanie ogólnych widełek typu „od-do” nie spełnia tych wymogów.

Kontrolerzy sprawdzali przede wszystkim, czy konsument może bez trudu znaleźć informację o cenie produktu lub usługi. Ważnym elementem kontroli było również weryfikowanie, czy przy towarach podawano cenę jednostkową, czyli na przykład za litr, kilogram lub metr. Taki obowiązek ma duże znaczenie praktyczne, ponieważ umożliwia porównanie różnych produktów i ocenę, która oferta rzeczywiście jest korzystniejsza.

Szczególną uwagę Inspekcja Handlowa poświęciła także promocjom. Inspektorzy analizowali, czy przedsiębiorcy prawidłowo informują o obniżkach oraz czy przy przecenionych produktach podawana jest najniższa cena obowiązująca w ciągu 30 dni przed obniżką. To właśnie ten punkt od dawna budzi wiele kontrowersji, ponieważ pozwala konsumentowi ocenić, czy promocja jest realna, czy jedynie pozorna.

Wyniki kontroli pokazują, że problem nadal pozostaje poważny. Nieprawidłowości w informowaniu o cenach stwierdzono u 1462 przedsiębiorców, czyli prawie połowy wszystkich skontrolowanych. Łącznie różnego rodzaju uchybienia dotyczyły 60 001 produktów, co stanowi około 13 proc. wszystkich sprawdzonych. Najczęściej brakowało jakiejkolwiek informacji o cenie, przez co konsument nie miał możliwości ustalenia, ile faktycznie zapłaci przy kasie.

Część uchybień dotyczyła także błędów w podawaniu cen jednostkowych albo całkowitego ich braku w sytuacjach, gdy przepisy nakazują ich uwidocznienie. W punktach usługowych, takich jak salony fryzjerskie, kosmetyczne, zakłady krawieckie, warsztaty samochodowe czy przychodnie weterynaryjne, problemem często okazywał się brak cennika lub stosowanie niedozwolonych widełek cenowych.

Kontrole wykazały również liczne nieprawidłowości przy promocjach. W wielu przypadkach nie zamieszczano informacji o najniższej cenie z 30 dni przed obniżką. Zamiast tego sprzedawcy odnosili wysokość rabatu do ceny regularnej, co mogło wprowadzać klientów w błąd co do rzeczywistej skali przeceny. W praktyce oznacza to, że część ofert promocyjnych mogła wyglądać atrakcyjniej, niż była w rzeczywistości.

Inspekcja Handlowa podkreśla jednak, że kontrole przyniosły również wymierne efekty. Większość przedsiębiorców jeszcze w trakcie działań inspektorów poprawiła oznaczenia cenowe i dostosowała się do obowiązujących przepisów. Nie obyło się jednak bez sankcji. Na 899 przedsiębiorców nałożono kary finansowe, których łączna wartość przekroczyła 1,2 mln zł i wyniosła dokładnie 1 204 194 zł.

Wnioski z kontroli są jednoznaczne: mimo obowiązujących regulacji wielu przedsiębiorców wciąż nie zapewnia konsumentom podstawowej, przejrzystej informacji o cenie. Tymczasem to właśnie cena jest jednym z kluczowych elementów każdej decyzji zakupowej. Dla klientów oznacza to konieczność większej czujności, a dla firm wyraźny sygnał, że nieprawidłowe oznaczanie cen może skończyć się nie tylko korektą praktyk, ale również dotkliwą karą finansową.

Handel w Polsce się zmienia. Właściciele galerii przebudowują strategie. Parki handlowe nadal liderem nowej podaży

0

Właściciele centrów handlowych koncentrują się na modernizacji istniejących obiektów, optymalizacji powierzchni i rozbudowie oferty w oparciu o retailtainment, aby sprostać zmieniającym się oczekiwaniom klientów – wskazuje raport CBRE „2026 Poland Real Estate Market Outlook”. Katalizatorem zmian jest rosnąca zamożność społeczeństwa i silna konkurencja. W najbliższych kwartałach na rynku powierzchni handlowych będziemy też obserwować dalszy rozwój konceptów typu value, które poza parkami handlowymi są również zainteresowane centrami handlowymi.

Klienci w centrum uwagi

Jak wynika z raportu CBRE, właściciele centrów handlowych podejmują aktywne działania mające na celu repozycjonowanie obiektów, dostosowanie do oczekiwań klientów, wzmacnianie ich oferty oraz optymalizację. Te działania przyczyniają się do bardzo dobrych wyników, co odzwierciedlone jest w niższej podatności na wpływ konkurencji oraz poprawę parametrów funkcjonowania centrum.

Indeks siły nabywczej na mieszkańca w Warszawie przekroczył już średnią dla Europy, a wskaźniki dla Polski rosną w wysokim tempie. Polska jest jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek w Unii Europejskiej, co w połączeniu z rosnącą zamożnością polskiego społeczeństwa przyciąga uwagę międzynarodowych najemców. Tylko w ubiegłym roku około 30 nowych marek zadebiutowało na polskim rynku handlowym.

Rosnąca siła nabywcza daje pozytywny impuls dla rozwoju rynku, przekładając się na dalszy rozwój, szczególnie parków handlowych, ale też redefinicję centrów handlowych. Będziemy obserwować optymalizację i wzmacnianie oferty, rozwój retailtainment oraz wzrost zainteresowania międzynarodowych marek mówi Anna Wysocka, szefowa działu handlowego w CBRE.

Retailtainment coraz bardziej popularny

Retailtainment (koncept łączący handel i rozrywkę) będzie zyskiwać na znaczeniu na polskim rynku handlowym. W najbliższej przyszłości stanie się ważnym elementem zarówno dla właścicieli, jak i dla operatorów handlowych. Inwestycje w projekty typu retailtainment przeważały głównie w Europie Zachodniej, jednak coraz więcej sklepów w naszej części Europy rozwija już przestrzenie eventowe, zajęcia fitness lub strefy kawiarniane w ramach do tej pory tradycyjnych przestrzeni handlowych.

Spodziewamy się dalszej ewolucji miksu najemców i wzmożonej aktywności właścicieli w poszukiwaniu atrakcyjnych marek korespondujących z najnowszymi trendami i zmianami zwyczajów zakupowych klientów. Natomiast w odpowiedzi na wrażliwość cenową konsumenta spodziewamy się również dalszego rozwoju konceptów typu value, które są zainteresowane nie tylko parkami, ale również centrami handlowymi, co może przynieść obustronne korzyści. Popularni wśród klientów value retailers są bardzo często silnymi generatorami ruchu – dodaje Anna Wysocka, CBRE.

Przyszłość parków handlowych

Parki handlowe będą przeważać w strukturze nowej rocznej podaży powierzchni handlowej w Polsce jeszcze przez co najmniej najbliższe dwa lata. Jednocześnie, po pierwszej fali realizacji tych konceptów w 2020 r., najbliższe lata mogą przynieść wśród najemców weryfikację rentowności poszczególnych lokalizacji, co może skutkować działaniami optymalizacyjnymi w niedalekiej przyszłości. W 2025 r. udział transakcji parkami handlowymi w wolumenie sektora handlowego w Polsce wyniósł ok. 55 proc., a jeszcze w 2019 r. nie przekraczał 10 proc., co świadczy o atrakcyjności formatu parków handlowych wśród inwestorów.

Utrzymujące się wysokie zainteresowanie parkami handlowymi będzie charakteryzować rynek również w 2026 roku. Będziemy jednak obserwować coraz więcej selektywnego podejścia zarówno wśród deweloperów, inwestorów, jak i najemców. Z drugiej jednak strony, można przypuszczać, że grono najemców rozwijających się w parkach będzie stabilne, a najemcy będą rozpatrywali lokalizacje w coraz mniejszych ośrodkach miejskich – mówi Anna Wysocka, CBRE.

Dane RCN o cenach mieszkań – jakie są z nimi problemy?

Łatwiejszy dostęp do danych z rejestrów cen nieruchomości (RCN) to duża zmiana. Niestety, w tych informacjach czasem znajdziemy dziwne ceny mieszkań. Dlaczego?

Zapowiadany rządowy portal cen mieszkań (Portal DOM) został przyćmiony przez łatwiejszy dostęp do danych z rejestrów cen nieruchomości (RCN). Przez dłuższy czas ze wspomnianych rejestrów korzystali głównie rzeczoznawcy majątkowi, a dostęp dla Kowalskich ograniczała opłata oraz czasem dość kłopotliwa procedura wnioskowania o dane. Teraz wiele się zmieniło, a niektóre miasta opublikowały dane z rejestrów cen nieruchomości udostępniając je wszystkim zainteresowanym w przystępnej formie (np. interaktywnej mapy). Na takie rozwiązanie zdecydowała się na przykład Warszawa. Na przykładzie stolicy warto wyjaśnić, dlaczego w danych RCN czasem zdarzają się mocno zaskakujące wyniki (np. bardzo niskie ceny 1 m kw.).

Artykuł w dużym skrócie:

  • Przeglądając dane z RCN zobaczymy na przykład niskie ceny za 1 m kw. mieszkań, mocno odstające od lokalnej średniej. Przyczyna może być różna. Chodzi na przykład o obrót udziałami w lokalach i pozorną rynkowość transakcji.
  • Warto również sprawdzać, czy obrót faktycznie dotyczy lokali mieszkalnych. W nowszych blokach często bywają sprzedawane udziały w hali garażowej stanowiącej odrębny lokal użytkowy.
  • Dane RCN mogą pomóc w wycenie mieszkania, ale jako jeden z elementów. We wspomnianym rejestrze brakuje bowiem informacji np. o stanie lokalu mieszkalnego oraz budynku i ewentualnych obciążeniach (np. wpisanej służebności mieszkania).

Kłopotliwe są między innymi transakcje udziałami

Przeglądając wspomnianą już wcześniej mapę z danymi RCN, które udostępniła Warszawa widzimy między innymi, że czasem w podobnej albo nawet tej samej lokalizacji łączne ceny sprzedaży mieszkań z tego samego roku transakcji różnią się znacząco – mimo zbliżonego metrażu. Jakie może być wyjaśnienie? Otóż, warto zawsze zwracać uwagę na to, czy sprzedany został cały lokal, czy może część ułamkowa (np. 1/2). „Tym bardziej, że w danych z RCN widzimy czasem obrót dotyczący bardzo małych udziałów, przykładowo jednej szóstej lub jednej ósmej mieszkania” – tłumaczy Leszek Markiewicz, prowadzący agencję nieruchomości z Warszawy, NieruchomosciSzybko.pl.

Na warszawskiej mapie cenowej prezentowane są informacje o udziałach, ale niektóre portale wtórnie pokazujące dane z RCN, gubią wzmianki dotyczące „ułamkowości” transakcji. Jeśli na podstawie ceny udziału obliczymy cenę 1 m kw. mieszkania (z uwzględnieniem całej powierzchni „M”), to uzyskany wynik będzie bardzo niski. Istnieje jeszcze jedna ważna kwestia. Mianowicie, udziały często posiadają cenę nieproporcjonalną do wartości całej nieruchomości. „Może się przykładowo okazać, że połówkowy udział zostanie sprzedany za znacznie mniej niż połowa ceny całego mieszkania. Pamiętajmy, że obrót udziałami to specyficzna aktywność interesująca głównie inwestorów” – podkreśla Leszek Markiewicz, prowadzący agencję nieruchomości z Warszawy, NieruchomosciSzybko.pl.

Uwaga na obrót udziałami w garażach podziemnych

W przypadku danych z RCN, które prezentuje na mapie miasto Warszawa, nie unikniemy transakcji dotyczących udziałów w garażach podziemnych. Przypomnijmy, że w wielu nowszych budynkach hala garażowa nie stanowi części nieruchomości wspólnej, lecz funkcjonuje jako wyodrębniony lokal. W takiej sytuacji, nabywcy miejsca garażowego kupują udział dotyczący lokalu użytkowego (niezależnie od transakcji związanej z mieszkaniem). Na portalach czerpiących dane z RCN, czasem możemy znaleźć transakcje „garażowe” pomieszane razem z tymi dotyczącymi lokali mieszkalnych. „Co więcej, takie transakcje bywają prezentowane bez uwzględnienia niewielkiego kupowanego udziału w lokalu użytkowym, co sprawia, że cena zakupu 1 m kw. jest bardzo niska” – mówi Leszek Markiewicz, prowadzący agencję nieruchomości z Warszawy, NieruchomosciSzybko.pl.

Jeżeli natomiast miejsce postojowe funkcjonuje jako pomieszczenie przynależne lub część nieruchomości wspólnej, to jego obecność oczywiście też wpływa na łączną cenę mieszkania (choć możliwość osobnego zakupu jest wykluczona). Na cenę sprzedaży rzutuje również powiązanie z mieszkaniem innych powierzchni – przykładowo komórek lokatorskich, a nawet ogródków na parterze użytkowanych na wyłączność dzięki umowie „quoad usum” (nie wspominając już o balkonach i tarasach). „Próbując wycenić mieszkanie, nie unikniemy tematu dodatkowych powierzchni” – podkreśla Leszek Markiewicz, prowadzący agencję nieruchomości z Warszawy, NieruchomosciSzybko.pl.

Czasem rynkowość transakcji bywa teoretyczna …

Pewnym problemem w kontekście danych z RCN bywa także charakter transakcji, który nie do końca musi być rynkowy. Sama nieruchomość bywa też odbiegająca od średniej. Dobrym przykładem jest transakcja polegająca na przeniesieniu własności mieszkania, które wcześniej zostało adaptowane z części wspólnej (przykładowo: strychu) dzięki zgodzie wspólnoty mieszkaniowej. Taka transakcja bywa określana jako rynkowa, ale cena zakupu mieszkania z nią związana może być niska. „Cenę mocno odstającą od średniej mogą też generować transakcje pomiędzy stronami powiązanymi, które tanio sprzedają sobie mieszkanie albo sprzedaże mocno zniszczonych lokali (np. po pożarze lub dewastacji)” – dodaje Leszek Markiewicz, prowadzący agencję nieruchomości z Warszawy, NieruchomosciSzybko.pl.

Czy można wycenić mieszkanie na podstawie RCN?

Jeszcze jednym czynnikiem wpływającym na cenę transakcyjną może być stan prawny mieszkania. Dopiero po spojrzeniu do księgi wieczystej stwierdzimy, że lokal obciąża przykładowo hipoteka przymusowa lub służebność osobista mieszkania na rzecz seniora. Właśnie dlatego analiza treści księgi wieczystej jest podstawowym elementem badania nieruchomości mieszkaniowej – nie tylko przez rzeczoznawcę na potrzeby wyceny, ale również typowego nabywcę. „Największe zagrożenie to potencjalne problemy prawne, które trudniej wykryć. ” – podsumowuje Leszek Markiewicz, prowadzący agencję nieruchomości z Warszawy, NieruchomosciSzybko.pl.

Jak wybrać trafiony prezent dla mężczyzny?

Wybór upominku dla mężczyzny często sprawia trudność. Pojawia się pytanie: jaki prezent dla mężczyzny będzie naprawdę trafiony? Kluczem jest dopasowanie go do stylu życia, zainteresowań i etapu życia obdarowanego. Inaczej wybierzesz prezent dla aktywnego trzydziestolatka, inaczej dla spokojnego domatora czy ojca, który ceni czas z rodziną. Warto odejść od schematów i zamiast kolejnego przedmiotu postawić na doświadczenia. Coraz większą popularność zdobywają prezenty w formie przeżyć. Nie zajmują miejsca, nie kurzą się na półce i zostają w pamięci na długo. Planujesz kupić prezent dla Taty, brata, przyjaciela lub ukochanego? Najlepszy prezent dla niego znajdziesz na stronie Katalog Marzeń. W ofercie są zarówno ekstremalne atrakcje, jak i spokojniejsze propozycje dopasowane do różnych charakterów.

Doświadczenie zamiast rzeczy – dlaczego to działa?

Klasyczne prezenty dla mężczyzn, takie jak zegarki czy perfumy, są przewidywalne. Z czasem przestają robić wrażenie. Z kolei vouchery dla mężczyzny oferują coś więcej – emocje i wspomnienia. Lot paralotnią, jazda sportowym autem czy degustacja whisky to przykłady, które realnie angażują i budują historię. Jeśli zastanawiasz się, jaki prezent dla mężczyzny wybrać, pomyśl o jego codzienności. Czy ma stresującą pracę? Może doceni relaks w SPA. Lubi adrenalinę? Postaw na dynamiczne przeżycia. Taki prezent dla faceta nie tylko zaskakuje, ale też pokazuje, że naprawdę znasz jego potrzeby. W Katalogu Marzeń wybór jest szeroki, a zakup bezpieczny. Voucher z Katalogu Marzeń jest ważny aż 3 lata, więc obdarowany nie musi się spieszyć z realizacją. Jeśli zmieni zdanie, możliwa jest wymiana vouchera z Katalogu Marzeń na inną atrakcję. To praktyczne rozwiązanie, które eliminuje ryzyko nietrafionego prezentu.

Jak dopasować prezent do konkretnej osoby?

Zanim kupisz prezent dla faceta, odpowiedz sobie na kilka prostych pytań. Co robi w wolnym czasie? Czy lubi wyzwania? A może woli spokój i komfort? Odpowiedzi prowadzą do właściwego wyboru. Dla miłośnika motoryzacji sprawdzą się przejażdżki supersamochodami. Dla fana kuchni – warsztaty kulinarne. Jeśli wybierasz prezent dla taty, pomyśl o czymś, co pozwoli mu odpocząć lub spróbować czegoś nowego. Czasem najlepsze prezenty dla facetów to te, które wyciągają ich z rutyny. Warto też pamiętać, że vouchery dla faceta można kupić nawet na ostatnią chwilę. W Katalogu Marzeń voucher trafia na skrzynkę mailową w minutę. To rozwiązanie dla tych, którzy nie zdążyli wcześniej przygotować prezentu, a chcą podarować coś wartościowego.

Bezpieczeństwo i elastyczność wyboru

Kupując prezenty dla mężczyzn, zwracasz uwagę nie tylko na pomysł, ale też na bezpieczeństwo zakupu. Katalog Marzeń zapewnia 365 dni na zwrot vouchera, co daje komfort decyzji. Co ważne, obowiązuje gwarancja ceny – oferta nie jest droższa niż u realizatora, a często bywa korzystniejsza dzięki promocjom. Dodatkowym atutem jest program lojalnościowy. 10% wartości vouchera z Katalogu Marzeń wraca w punktach, które można wykorzystać przy kolejnych zakupach. 

Emocje, które zostają na dłużej

Najlepszy prezent dla mężczyzny to ten, który wywołuje emocje. Nie musi być drogi ani skomplikowany. Ważne, by był przemyślany i dopasowany do osoby. Vouchery dla mężczyzny spełniają ten warunek, bo dają wybór i swobodę. Katalog Marzeń to marka, która stawia na jakość i bezpieczeństwo. Ocena 4,8 w Google i tysiące opinii pokazują, że klienci doceniają to podejście. Voucher z Katalogu Marzeń nie przepada – po upływie ważności jego wartość zamienia się na punkty lojalnościowe.

W minionym roku w Polsce sprzedano 3,5 miliona używanych aut. Najczęściej właściciela zmieniały Volkswageny, Ople i Fordy

0

W minionym roku Polacy kupili na rynku wtórnym 3,5 mln aut, z czego 89 proc. miało w historii odnotowane ryzykowne czynniki, jak wynika z danych CARFAX. Najczęściej wybierano pojazdy z napędem benzynowym, które stanowiły 54 proc. wszystkich transakcji, podczas gdy diesle odpowiadały za 40 proc., a hybrydy za 4 proc. Wśród marek dominowały Volkswageny, Ople i Fordy, które łącznie odpowiadały za ¼ sprzedaży. Kolizje odnotowano w historii 42 proc. pojazdów. Dane te potwierdzają, że rynek wtórny wymaga od kupujących wyjątkowej ostrożności i dokładnej weryfikacji pojazdów.

Co 10. używany samochód kupiony w minionym roku na polskim rynku wtórnym to Volkswagen, jak wynika z analizy informacji w bazie CARFAX, firmy dostarczającej użytkownikom raporty o historii używanych samochodów z wiarygodnych oraz certyfikowanych źródeł. Drugie miejsce pod względem popularności zajęły Ople, stanowiące 8 proc. aut, które w 2025 r. zmieniły właściciela. Na trzecim miejscu znalazły się samochody marki Ford (7 proc.). Natomiast dwie kolejne pozycje należą do marek premium – Audi (7 proc.) oraz BMW (6 proc.). W sumie w 2025 roku na polskim rynku wtórnym sprzedano, według dostępnych danych, ok. 3,5 miliona samochodów.

Chociaż wśród nowych pojazdów rejestrowanych w Polsce widać wyraźny, rosnący udział aut elektrycznych, to rynku wtórnym nadal pozostają one kategorią raczej niszową. Wśród samochodów kupowanych z drugiej ręki w ubiegłym roku dominowały samochody z napędem benzynowym (54 proc.), następnie diesle (40 proc.) i hybrydy (4 proc.). 

Używane elektryki na polskim rynku wciąż stanowią niszę, bo kierowcy nie chcą ryzykować z technologią, której realny stan zużycia trudno ocenić bez specjalistycznej wiedzy. Benzyna i diesel stanowią większość, bo są przewidywalne i łatwe w serwisie – mówi Robert Lewandowski, Business Development Manager CARFAX Polska. – Rośnie zainteresowanie używanymi hybrydami. Polacy wciąż podchodzą do nich ostrożnie, bojąc się kosztów ewentualnych napraw. Warto jednak zauważyć, że w kolejnych latach udział napędów alternatywnych będzie rósł, choć nie tak dynamicznie jak w segmencie nowych aut. Rynek wtórny zawsze reaguje na trendy z opóźnieniem.

Przeciętne używane auto: 15-letnie, z importu, z ponad 3 właścicielami

Statystyczne używane auto kupione w 2025 r. na polskim rynku wtórnym ma 15 lat i przeszło przez ręce 3,6 właścicieli. Aż 72 proc. trafiło do Polski z innych krajów. Różnego rodzaju ryzykowne czynniki, jak np. nietypowe wskazania licznika czy uszkodzenia, ma w swojej historii odnotowane 89 proc., a kolizje – 42 proc. 

Wyłaniający się z danych obraz przeciętnego używanego auta w Polsce nie jest zaskoczeniem, ale powinien dawać do myślenia. Piętnastoletnie samochody z wieloma właścicielami i często niejasną historią to standard, który wymaga od kupujących dużej ostrożności. Import na poziomie 72 proc. pokazuje, że nadal jesteśmy rynkiem, który chłonie wszystko, co na zachodzie przestaje być opłacalne w utrzymaniu – mówi Robert Lewandowski, Business Development Manager CARFAX Polska. – Wysoki odsetek aut z ryzykownymi wpisami w historii to sygnał, że weryfikacja pojazdu przed zakupem nie jest fanaberią, lecz koniecznością. Według danych CARFAX aż 40 proc. Polaków padło kiedyś ofiarą mniej lub bardziej poważnego oszustwa przy zakupie używanego auta. Świadomy kupujący ma dziś więcej narzędzi do weryfikacji informacji niż kiedykolwiek, tylko musi chcieć z nich skorzystać, by świetna okazja nie okazała się kosztowną pomyłką.

Stopa bezrobocia lekko w górę. Polska gospodarka wyhamowuje

Najnowszy odczyt stopy bezrobocia w Polsce w lutym wyniósł 6,1 proc., jest o 0,1 p.p. wyższy od poprzedniego, ale zgodny z oczekiwaniami.

Z ostatnich odczytów gospodarczych wyłania nam się obraz lekko słabnącej gospodarki i pewnie, gdyby nie konflikt na Bliskim Wschodzie, mielibyśmy do czynienia z dyskusją o kolejnej obniżce stóp procentowych. Niemniej (pomimo poniedziałkowych komunikatów ze strony Donalda Trumpa o rozmowach pokojowych) konia z rzędem temu kto przewidzi jak długo jeszcze i w jakim stopniu dostawy ropy i gazu będą zakłócane. Na razie pozostajemy w okresie zwiększonej zmienności i większej nieprzewidywalności na większości rynków.

Więcej mieszkań na wynajem w Krakowie i lekka korekta cen. Średnie stawki niższe o 3,5% r/r

Luty przyniósł w Krakowie wzrost podaży mieszkań na wynajem o 3% miesiąc do miesiąca oraz lekką korektę cenową – średni czynsz spadł o 1,3% w stosunku do stycznia. Na horyzoncie pojawia się jednak czynnik, który może trwale zmienić lokalny rynek: unijne regulacje dotyczące najmu krótkoterminowego. W mieście o tak silnym ruchu turystycznym jak Kraków może to oznaczać gwałtowny napływ mieszkań do segmentu najmu długoterminowego, a w konsekwencji także dodatkową presję na spadek stawek.

W minionym miesiącu liczba ofert najmu w stolicy Małopolski wyniosła 2 866, czyli o 3% więcej niż w styczniu. Taki sam wzrost odnotowano w Poznaniu. Dla porównania, w Łodzi i Wrocławiu dynamika była wyższa – odpowiednio 15% oraz 6%, natomiast w Lublinie i Białymstoku podaż spadła miesiąc do miesiąca.

Kraków na celowniku nowych regulacji

Eksperci Otodom wskazują, że obecny wzrost liczby ofert to dopiero zapowiedź zmian, jakie mogą nastąpić w maju tego roku wraz z wdrożeniem unijnego rozporządzenia STR. Wprowadza ono obowiązek rejestracji lokali przeznaczonych na najem krótkoterminowy. Zakłada również przekazywanie przez platformy, takie jak Airbnb czy Booking.com, danych do urzędów, co ma zwiększyć przejrzystość rynku i skuteczność jego kontroli.

– Właściciele mieszkań, obawiając się nowych restrykcji i dodatkowej biurokracji związanej z najmem krótkoterminowym, coraz częściej mogą decydować się na bezpieczniejszą alternatywę. Przesunięcie części ofert z platform typu Airbnb do najmu długoterminowego może w rezultacie skokowo zwiększyć podaż w miastach o dużym ruchu turystycznym. Efekt ten może być szczególnie odczuwalny w Krakowie, ale też w Trójmieście i Wrocławiu – wyjaśnia Paweł Jarząbek, menedżer ds. badań rynku i analiz Otodom.

Czynsze w Krakowie: spadek o 40 zł miesiąc do miesiąca

Równolegle ze wzrostem liczby ofert nastąpiła niewielka korekta stawek. Średnia ofertowa cena najmu mieszkania w Krakowie wyniosła w lutym 3148 zł, co oznacza spadek o 1,3% w skali miesiąca.

– W ujęciu rocznym korekta jest wyraźniejsza. W lutym stawki w Krakowie były o 3,5% niższe niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Podobny trend spadkowy rok do roku widać w Rzeszowie (-8,3%) czy Zielonej Górze (-6,8%), podczas gdy w miastach takich jak Olsztyn i Opole ceny wciąż rosną – analogicznie o 7,6% i 6,4% rok do roku. Kraków pozostaje jednak w ścisłej czołówce najdroższych miast w Polsce, ustępując jedynie Warszawie (4880 zł) oraz rynkowi w Trójmieście (3177 zł) – wylicza Paweł Jarząbek.

Najemcy w Krakowie wybierają dwa pokoje

Dane o strukturze popytu pokazują jasno, że preferencje najemców są od dłuższego czasu wyraźne i powtarzalne. W lutym łączny udział zapytań o mieszkania dwupokojowe, we wszystkich 18 analizowanych przez Otodom miastach, sięgnął 51%, co oznacza, że co drugie wyszukiwanie na platformie dotyczyło właśnie tego typu lokali. W Krakowie największym zainteresowaniem cieszyły się mieszkania dwupokojowe w budżecie do 3000 zł, podobnie jak we Wrocławiu, Warszawie, Trójmieście, Szczecinie i Olsztynie.

AI, nearshoring i selektywne M&A kształtują nową fazę rozwoju sektora retail

78% osób zarządzających firmami z sektora dóbr konsumpcyjnych i handlu detalicznego wierzy w perspektywy wzrostu branży, jednak jedynie 13% prognozuje wzrost przychodów na poziomie 5-9,9%, co pokazuje skalę presji na marże i wymagające otoczenie rynkowe. 52% prezesów wskazuje odporność łańcuchów dostaw jako największe krótkoterminowe wyzwanie. Jednocześnie 64% uznaje sztuczną inteligencję za kluczowy priorytet inwestycyjny, a organizacje przyspieszają transformację operacyjną, koncentrując się na zwiększaniu efektywności i odporności biznesu – wynika z raportu „KPMG CEO Outlook 2025. Consumer & Retail”.

Z badania przeprowadzonego wśród 120 prezesów globalnych firm wynika, że sektor dóbr konsumpcyjnych i handlu detalicznego funkcjonuje w warunkach rosnącej polaryzacji popytu oraz presji na marże, co przekłada się na bardziej selektywne podejście do inwestycji i transformacji biznesowej.

Polaryzacja rynku

Globalni liderzy sektora dóbr konsumpcyjnych i handlu detalicznego pozostają umiarkowanie optymistyczni, choć ich oczekiwania wobec własnych organizacji uległy obniżeniu. Zaufanie do wzrostu własnych firm spadło do 77% z 82% rok wcześniej, co odzwierciedla wymagające otoczenie rynkowe oraz utrzymującą się presję kosztową.

Jednocześnie widoczna jest wyraźna zmiana zachowań konsumenckich – z jednej strony rośnie segment klientów premium, z drugiej coraz większa grupa konsumentów poszukuje oszczędności, co wymusza na firmach równoległe operowanie w różnych segmentach cenowych.

Łańcuch dostaw kluczowym wyzwaniem

Odporność łańcuchów dostaw wskazywana jest jako najważniejsze wyzwanie krótkoterminowe przez 52% respondentów – to znaczący wzrost względem 30% w 2024 roku i 15% w 2023 roku. Czynniki takie jak napięcia geopolityczne, bariery handlowe czy kryzysy klimatyczne prowadzą do przebudowy strategii operacyjnych, w tym dywersyfikacji dostawców i rozwoju nearshoringu.

Polski rynek dóbr konsumpcyjnych i handlu detalicznego doświadcza w ostatnich latach głębokiej polaryzacji popytowej – podobnie jak rynki zachodnie, z tą różnicą, że w Polsce zjawisko to przebiega szybciej ze względu na dynamiczne zmiany dochodów realnych. Konsument premium rośnie w siłę, jednak klasa średnia coraz częściej szuka oszczędności, co wymusza na dystrybutorach i producentach jednoczesne operowanie w kilku segmentach cenowych. Odporność łańcucha dostaw ma w Polsce wymiar szczególny: jako kraj tranzytowy i producent dla wielu europejskich sieci, Polska musi jednocześnie absorbować wstrząsy zewnętrzne i budować odporność własnych struktur logistycznych – mówi Piotr Grauer, Partner Associate w Dziale Deal Advisory, Lider doradztwa dla sektora dóbr konsumpcyjnych w KPMG w Polsce.

Równolegle zmienia się podejście do fuzji i przejęć – organizacje odchodzą od dużych, transformacyjnych transakcji na rzecz bardziej selektywnych akwizycji, wspierających rozwój konkretnych kompetencji lub wejście w nowe kategorie produktowe. Jednocześnie ogólny wolumen M&A ma szansę odbić w 2026 roku – napędzany dezinwestycjami ze strony dużych korporacji oraz rosnącą aktywnością funduszy private equity powracających na rynek w poszukiwaniu atrakcyjnych celów przejęć.

Odporność łańcuchów dostaw największym wyzwaniem według liderów sektora dóbr konsumpcyjnych

AI przyspiesza transformację sektora

Sztuczna inteligencja staje się jednym z głównych motorów transformacji. 64% prezesów wskazuje ją jako priorytet inwestycyjny, a 73% planuje przeznaczyć na nią od 10% do 20% budżetu technologicznego.

Organizacje coraz częściej przechodzą od fazy pilotażowej do pełnej operacjonalizacji rozwiązań AI, dostrzegając konkretne korzyści – przede wszystkim wzrost efektywności, lepsze wsparcie procesów decyzyjnych oraz rozwój personalizacji doświadczenia klienta. Jednocześnie 68% respondentów oczekuje zwrotu z inwestycji w AI w ciągu jednego do trzech lat, co oznacza wyraźne przyspieszenie względem ubiegłego roku.

Transformacja technologiczna wpływa również na rynek pracy – 73% organizacji przeprojektowuje role i ścieżki kariery pracowników, a 82% wskazuje, że AI zmienia sposób rozwoju kompetencji.

Rosnąca rola AI w personalizacji i zarządzaniu zapasami to szansa, którą polskie firmy coraz częściej dostrzegają, jednak droga od pilotażu do pełnej operacjonalizacji pozostaje długa – przede wszystkim ze względu na fragmentację danych i niedobór kompetencji analitycznych. W perspektywie najbliższych trzech lat kluczowym czynnikiem różnicującym będzie zdolność do zintegrowania AI z procesami zarządzania łańcuchem dostaw i obsługi klienta – organizacje, które tego dokonają, zbudują trwałą przewagę kosztową i lojalnościową na coraz bardziej konkurencyjnym rynku – mówi Piotr Grauer, Partner Associate w Dziale Deal Advisory, Lider doradztwa dla sektora dóbr konsumpcyjnych w KPMG w Polsce.

O raporcie:
„KPMG CEO Outlook 2025. Consumer & Retail” to jedenasta edycja globalnego badania KPMG, przeprowadzona wśród 120 prezesów firm z sektora dóbr konsumpcyjnych i handlu detalicznego, kierujących organizacjami o rocznych przychodach przekraczających 500 mln USD. Badanie zrealizowano w okresie od 5 sierpnia do 10 września 2025 roku na 11 kluczowych rynkach, obejmujących m.in. USA, Wielką Brytanię, Niemcy, Japonię i Chiny.

Ponad 15 mld zł składki i 1,4 mld zł zysku netto. Warta z rekordowym 2025 rokiem

  • W 2025 roku obie spółki Warty zebrały ponad 15 mld zł składki brutto (+20% r/r).
  • Grupa Warta wypracowała 1,4 mld zł zysku netto.
  • Wzrosty objęły wszystkie główne segmenty.
  • Warta wypłaciła ponad 7,3 mld zł odszkodowań i świadczeń.
  • Spółki przeznaczyły ok. 110 mln zł na rozwój, realizując blisko 125 projektów.

Wzrost, rentowność i stabilność

Warta zamknęła 2025 rok rekordowym wynikiem – ponad 15 mld zł przypisu składki brutto, co oznacza wzrost o 20 proc. rok do roku. Tempo to jest ponad 7 razy wyższe niż dynamika pozostałych podmiotów na rynku majątkowym i 3 razy wyższe niż dynamika w obszarze ubezpieczeń na życie. Spółki wypracowały łącznie 1,4 mld zł zysku netto.

Wzrost obejmował wszystkie linie biznesowe. W detalicznych ubezpieczeniach komunikacyjnych sprzedaż wzrosła o 25 proc. W majątkowych pozakomunikacyjnych dla klientów indywidualnych wzrost wyniósł 23 proc. Spółka zwiększyła sprzedaż także w segmencie korporacyjnym. W ubezpieczeniach komunikacyjnych wzrost wyniósł 11 proc., a w pozakomunikacyjnych 9 proc. Stało się to mimo stagnacji rynku lub jego spadkowej tendencji.

Rekordowy wynik to przede wszystkim efekt pracy naszych ekspertów oraz konsekwentnie realizowanej strategii i silnej obecności we wszystkich kanałach sprzedaży, ze szczególnie mocną pozycją wśród brokerów i agentów. Wieloletnie inwestycje w technologię i analitykę stanowią dla nas istotne wsparcie. Rozwiązania te pomagają rozwijać ofertę, precyzyjnie wyceniać ryzyko i utrzymywać wysoką jakość likwidacji szkód, co potwierdzają raporty Rzecznika Finansowego. W 2025 roku objęliśmy pozycję lidera rynku OC komunikacyjnego, utrzymując wysoką rentowność. W warunkach rosnących kosztów kluczowe pozostaje dla nas łączenie skali działania z dyscypliną taryfową i stabilnym wynikiem – mówi Jarosław Parkot, prezes Warty.

W 2025 roku Warta wyraźnie przyspieszyła też w segmencie ubezpieczeń na życie, zwiększając przypis składki o 14 proc. rok do roku i rosnąc wyraźnie szybciej niż rynek. Spółka umocniła pozycję lidera w sprzedaży ubezpieczeń ze składką regularną oraz w segmencie ubezpieczeń grupowych, potwierdzając siłę modelu biznesowego i konsekwencję w rozwoju oferty.

Rosnąca skala wypłat, wysoka jakość procesów

W 2025 roku spółka majątkowa Warty zrealizowała wypłaty odszkodowań o łącznej wartości 6,3 mld zł. Równolegle w segmencie ubezpieczeń na życie Warta wypłaciła ponad 1 mld zł świadczeń. Każdego dnia realizowanych było 2 tys. świadczeń z tytułu ubezpieczeń na życie, przy zachowaniu terminowości i wysokiej jakości obsługi, a część decyzji i wypłat zapada już w ciągu jednego dnia od złożenia kompletnego wniosku.

Rosnąca liczba zgłoszeń jest obsługiwana dzięki pracy doświadczonych zespołów oraz dobrze zaprojektowanym procesom. Jednocześnie rozwój narzędzi cyfrowych sprawia, że już blisko połowa szkód zgłaszana jest online, co przyspiesza obsługę i ułatwia kontakt z klientem.

Rok 2025 to kolejny etap intensywnych inwestycji w Warcie – zrealizowaliśmy 125 projektów. Rozwijamy automatyzację procesów obsługowych i sprzedażowych, cyfrowe zgłoszenia szkód oraz kompetencje naszych zespołów, co przekłada się na szybsze decyzje i niemal natychmiastowe wsparcie dla klientów w trudnych momentach. W ten sposób konsekwentnie wzmacniamy jakość obsługi i budujemy fundament dalszego rozwoju spółki – mówi Jarosław Parkot, prezes Warty.

Świetne wyniki finansowe

Warta nie tylko dynamicznie zwiększa sprzedaż, ale także osiąga ponadprzeciętną rentowność. W 2025 roku spółki wypracowały łącznie 1,4 mld zł wyniku finansowego netto, czyli 26 proc. więcej niż rok wcześniej. Rentowność kapitału własnego (ROE) w 2025 roku osiągnęła poziom 24 proc. dla spółki majątkowej oraz 25 proc. dla spółki życiowej, co potwierdza wysoką efektywność zarządzania kapitałem w obu spółkach.

Stabilna kondycja finansowa Warty znajduje odzwierciedlenie w utrzymujących się na wysokim poziomie wskaźnikach wypłacalności oraz potwierdzonym przez międzynarodową agencję Standard & Poor’s ratingu na poziom AA- (bardzo silny).

Wzrost aktywności M&A i roszczeń wzmacnia presję cenową na rynku polis transakcyjnych

Z nowego raportu Marsh wynika, że po trzech latach spadku stawek, w 2025 roku globalny rynek ubezpieczeń ryzyka transakcyjnego odwrócił trend. Stawki podstawowych oświadczeń i zapewnień (R&W) w większości regionów wzrosły. Zmiana cen ma związek ze wzrostem liczby fuzji  i przejęć oraz rosnącą liczbą roszczeń.

Raport 2025 Global Transactional Risk Insurance Report wykazał, że w Ameryce Północnej nastąpił najbardziej wyraźny wzrost cen – średnie stawki składek za podstawowy poziom ubezpieczenia oświadczeń i zapewnień (R&W) wzrosły o 16% w porównaniu z rokiem poprzednim, podczas gdy w 2024 roku odnotowano spadek o 14%. Podobnie  w Azji składki wzrosły w 2025 roku o 8% rok do roku, po średnim spadku o 24% w 2024 roku.

Wzrost cen ma związek z rekordowo wysoką wartością globalnych transakcji fuzji i przejęć, która w 2025 roku sięgnęła niemal 5 bilionów dolarów. Wartość transakcji rosła znacznie szybciej (wzrost o 37%) niż ich liczba, która wzrosła  o 12% w porównaniu z 2024 rokiem. Wzrost obrotu, jak wskazuje raport, był napędzany przez gwałtowny wzrost liczby transakcji o wysokiej wartości, w tym 70 transakcji powyżej 10 miliardów dolarów, co stanowi wzrost o 81% rok do roku, oraz 617 transakcji przekraczających 1 miliard dolarów. Według raportu, wraz ze wzrostem liczby i wartości transakcji, w 2025 roku na świecie wzrosła zarówno częstotliwość, jak i wysokość roszczeń z tytułu ubezpieczeń ryzyka transakcyjnego. W Wielkiej Brytanii odnotowano historyczne poziomy zgłoszeń i wypłat, podczas gdy liczba roszczeń w Europie podwoiła się, a w Azji nastąpił gwałtowny wzrost.

W Ameryce Północnej liczba zgłoszeń nieco spadła, jednak łączna wartość wypłat odszkodowań osiągnęła rekordowy poziom.

Inne kluczowe ustalenia z raportu: Marsh Risk osiągnął na całym świecie w 2025 roku rekordową wartość limitów ubezpieczeniowych ryzyka transakcyjnego na poziomie 91,6 miliarda dolarów – co stanowi wzrost o 34% – obejmując ponad 3 800 polis i niemal 1 800 unikalnych transakcji; liczba polis podatkowych zawartych przez Marsh Risk w Ameryce Północnej wzrosła w 2025 roku o 82%, liczba polis podatkowych w Europie wzrosła o ponad 50%, a limity ubezpieczeniowe wzrosły rok do roku ponad dwukrotnie. Trzeci rok z rzędu, Marsh Risk zrealizował większy udział programów ubezpieczeń ryzyka transakcyjnego dla klientów korporacyjnych i strategicznych (53%) niż dla firm private equity (47%), co sygnalizuje trwałą zmianę w zachowaniach nabywców.

„Rok 2025 był przełomowy, z rosnącymi składkami i rekordową liczbą zawartych umów, co wspierało wzmożoną aktywność w obszarze fuzji i przejęć” – powiedział Craig Schioppo, Global Transactional Risk Insurance Practice Leader w Marsh Risk. „Dotychczasowa aktywność transakcyjna w 2026 roku jest spora, a popyt na rozwiązania ubezpieczeniowe związane z ryzykiem transakcyjnym pozostaje wysoki, ponieważ rynek ubezpieczeń nadal jest twardy. Pozostajemy zaangażowani w dostarczanie innowacyjnych rozwiązań dotyczących ryzyka, które wspierają naszych klientów w pewnym poruszaniu się po tym dynamicznym rynku.”

Marcin Stoń – Szef Praktyki PEMA (Private Equity and M&A) w Regionie CEE & Eastern Mediterranean dodaje: „Nasze doświadczenia z rynku polskiego potwierdzają zawarte w raporcie wnioski odnośnie trendów europejskich. W minionym roku ponownie odnotowaliśmy dynamiczny rozwój zastosowania polis transakcyjnych przy równoczesnym wzroście odszkodowań uzyskanych przez naszych klientów. Na szczególną uwagę zasługuje rosnąca popularność ubezpieczeń ryzyk podatkowych, które coraz częściej decydują o udanym zamknięciu transakcji”.

Na UJ odkryto sposób blokowania podziału komórek nowotworowych

Naukowcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego prowadzą badania mające na celu zatrzymanie procesu podziału komórek nowotworowych poprzez upośledzenie powielania i naprawy ich materiału genetycznego. Idea polega na zablokowaniu działania białka odgrywającego kluczową rolę w replikacji i naprawie DNA. Zespół poszukuje działających w ten sposób cząsteczek, co mogłoby otworzyć drogę do dalszych badań i rozwoju nowej terapii przeciwnowotworowej.

Oparcie terapii przeciwnowotworowej na powstrzymaniu dzielenia się komórek nowotworowych oraz zaburzeniu powielania i naprawy ich materiału genetycznego (niszczonego m.in. wskutek chemioterapii) wydaje się prostym i intuicyjnym pomysłem, jednak opracowanie wykorzystujących go protokołów terapeutycznych jest wielkim wyzwaniem dla nauki. Trzeba przede wszystkim opracować cząsteczkę która, będąc bezpieczną dla komórek prawidłowych, efektywnie zablokuje mechanizm replikacji i naprawy DNA znajdującego się w jądrach komórek nowotworowych. Prowadzone na UJ badania mają na celu odkrycie cząsteczki, która spowoduje, że funkcja jednego z białek, kluczowych dla procesów replikacji i naprawy DNA komórek nowotworowych, zostanie upośledzona. Białko, które jest w centrum zainteresowania zespołu, to PCNA (z ang. Proliferating Cell Nuclear Antigen).

– Pracujemy nad znalezieniem cząsteczek, które po przedostaniu się do komórek rakowych mają działać jak koń trojański. Oczekujemy, iż ich działanie spowoduje, że mechanizm replikacji DNA zostanie zaburzony, co oznacza, że komórki, w których takie cząsteczki się znajdą, nie będą mogły się dzielić. Mówiąc wprost, próbujemy wyeliminować wybrane aktywności białka PCNA, bez którego nie są możliwe podziały komórek – wyjaśnia dr hab. Wojciech Strzałka z Wydziału Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii UJ, współtwórca wynalazku.

Blokada PCNA kluczem do sukcesu

PCNA jest kluczowym białkiem zaangażowanym w procesy replikacji i naprawy DNA oraz w regulację cyklu komórkowego. Przy podziałach komórkowych trzy cząsteczki PCNA łączą się z sobą, tworząc strukturę pierścienia. Podczas replikacji materiału genetycznego pierścień ten wchodzi w interakcję z helisą DNA – obejmuje ją i przesuwa się wzdłuż niej. Pierścień PCNA zaangażowany jest w rekrutację i, w rezultacie, zgromadzenie się w jednym miejscu enzymów (w tym polimeraz DNA) odpowiedzialnych za syntezę nowej cząsteczki DNA. Poza tym białko to zapewnia prawidłowe działanie enzymów. Uważa się, że zaburzenie funkcjonalności PCNA w komórkach nowotworowych (których cechą charakterystyczną są częste podziały) spowoduje, że stracą one zdolność do powielania DNA a możliwości jego naprawy zostaną ograniczone co, ostatecznie, uniemożliwi im podział.

– Brak funkcjonalnego pierścienia PCNA uniemożliwia prawidłowe powielanie DNA w komórce, jak i jego efektywną naprawę. Oznacza to, że komórka z taką dysfunkcją może zostać wprowadzona w stan stresu replikacyjnego co ostatecznie może doprowadzić do jej śmierci – mówi dr Arkadiusz Borek z Wydziału Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii UJ, współtwórca wynalazku.

Na czym polega nowy pomysł na poszukiwanie inhibitorów PCNA?

Naukowcy z UJ odkryli cząsteczkę jednoniciowego DNA, która „odciąga uwagę” PCNA od dwuniciowych cząsteczek DNA. Opracowany, jednoniciowy DNA wykazuje znacząco wyższe powinowactwo do PCNA niż helisa DNA i dzięki temu wygrywa konkurencję. Co więcej, związanie PCNA z opracowanym, jednoniciowym DNA, blokuje możliwość związania się tego białka z helisą DNA.

– Odkryta przez nas cząsteczka należy do kategorii aptamerów DNA, czyli jednoniciowych cząsteczek kwasu deoksyrybonukleinowego o długości kilkudziesięciu nukleotydów. Opracowaliśmy szczególny aptamer DNA, który wykazuje na tyle wysokie powinowactwo do białka PCNA, że jest w stanie nie dopuścić do jego połączenia się z dwuniciowym DNA. Wykorzystując unikatowe własności aptameru DNA wiążącego PCNA prowadzimy badania, których celem jest identyfikacja innych, niskocząsteczkowych związków blokujących możliwość wiązania przez PCNA dwuniciowego DNA, znajdującego się w jądrach komórkowych – dodaje dr hab. Wojciech Strzałka.

Pomysł na nowe terapie

Na obecnym etapie konieczne są dalsze badania, które jednoznacznie potwierdzą, że zastosowane podejście eksperymentalne jest prawidłowe. Jest to bowiem zupełnie nowe podejście w projektowaniu przyszłych terapii przeciwnowotworowych. Dotychczas świat naukowy koncentrował się na blokowaniu oddziaływania białka PCNA z białkami kopiującymi i naprawiającymi DNA. Zespół badaczy z Krakowa, patrząc na procesy kopiowania DNA, wykonał niejako krok wstecz i wyszedł z propozycją blokowania replikacji na wcześniejszym etapie, tak by PCNA w ogóle nie połączyło się z DNA.

– Proponowane przez nas rozwiązanie może potencjalnie znaleźć praktyczne zastosowanie, ponieważ poszukiwane przez nas cząsteczki mogłyby być dostarczone do komórek nowotworowych bezpośrednio za pomocą zaawansowanych i już istniejących nośników leków. W ten sposób można ograniczyć ryzyko, że inhibitor podziałów komórkowych zaburzy u pacjentów dzielenie się komórek zdrowych. Poza tym wyobrażam sobie, że w przypadku powodzenia, dzięki dalszym badaniom przedklinicznym, można będzie opracować cząsteczki o ulepszonych parametrach, które będą skutecznie blokować aktywność PCNA w komórkach – mówi dr hab. Monika Bzowska, prof. UJ z Zakładu Biochemii Komórki UJ.

Warto podkreślić, że blokowanie aktywności PCNA w komórkach nowotworowych powinno nie tylko ograniczyć namnażanie tych komórek, ale również zwiększyć ich wrażliwość na chemioterapeutyki uszkadzające DNA, takie jak: etopozyd, doksorubicyna czy cisplatyna. Zdolność komórek nowotworowych do naprawy DNA uszkodzonego w wyniku działania takich leków, a tym samym ucieczki przed programowaną śmiercią, w przypadku niektórych chorych znacząco ogranicza skuteczność obecnie stosowanych metod leczenia.

Wsparcie dla dalszych etapów badań

Naukowcy z UJ opracowali test umożliwiający śledzenie wiązania fluorescencyjnie znakowanego aptameru DNA do PCNA i tym samym poszukiwanie związków niskocząsteczkowych blokujących interakcję PCNA z dwuniciowym DNA. Obecnie Centrum Transferu Technologii CITTRU, UJ poszukuje partnerów z otoczenia, którzy włączyliby się w prace badawcze nad inhibitorami PCNA w celu podniesienia gotowości technologicznej i biznesowej poszukiwanych cząsteczek. Przejście kolejnych etapów badawczych jest konieczne, by myśleć o stworzeniu innowacyjnej terapii.

Warszawski rynek najmu traci impet. Czynsze lekko spadają, ofert najmu przybywa

Warszawa przestaje drożeć, choć nadal pozostaje rynkiem najmu z najwyższymi stawkami w Polsce. Jednak liczba ofert rośnie, a średni czynsz idzie lekko w dół. Dla najemców oznacza to dzisiaj większy wybór i lepszą pozycję negocjacyjną.

„Na stołecznym rynku najmu można dostrzec wyraźne sygnały stabilizacji. To o tyle istotne, że Warszawa ma najwyższe stawki w kraju i najszerszą ofertę, zatem w pewnym sensie wyznacza rytm w sektorze mieszkań na wynajem. Równocześnie większa liczba ofert oznacza możliwość porównania cen i podejmowania decyzji bez spotykanej wcześniej presji czasu. Początek roku na rynku najmu przyniósł więc pewną zmianę – przewaga właścicieli mieszkań nie jest już tak jednoznaczna jak jeszcze kilka kwartałów wcześniej”, komentuje Paweł Jarząbek, menedżer ds. badań rynku i analiz Otodom, Otodom.

Stolica łapie oddech w najmie

Warszawa umacnia swoją pozycję największego rynku najmu w Polsce, z liczbą ofert sięgającą w lutym  niemal 6,7 ogłoszeń. To wzrost o 6% w ujęciu miesięcznym, co pokazuje, że baza dostępnych mieszkań w stolicy wypełnia się szybciej niż w większości miast regionalnych. Co ciekawe, mimo że Warszawa pozostaje najdroższym rynkiem ze średnim czynszem na poziomie 4880 zł, dane Otodom wskazują na nieznaczną korektę. Spadek średniej wartości czynszu o 1,2% m/m oraz o 0,8% rok do roku sugeruje, że sufit cenowy został osiągnięty, a właściciele powoli zaczynają urealniać swoje oczekiwania.

Zmiany obserwowane w Warszawie wpisują się w szerszy trend krajowy. W lutym dostępność ofert najmu w Polsce była większa, ale jednocześnie spadła aktywność najemców. Liczba odpowiedzi na ogłoszenia była niższa o 8% względem stycznia.

„Jest to naturalna korekta po intensywnym początku roku, ale też sygnał, że rynek zaczyna się równoważyć. Najemcy mają dziś większy wybór i więcej czasu na decyzję, a właściciele mieszkań muszą silniej konkurować ceną i standardem oferty”, mówi Paweł Jarząbek.

Cisza przed burzą?

Czy w Warszawie przybędzie jeszcze więcej ofert z uwagi na nowe regulacje dotyczące najmu krótkoterminowego? Choć stolica nie jest miejscem typowo turystycznym, to rosnąca liczba ogłoszeń na wynajem może być częściowo efektem zbliżających się regulacji, których wdrożenie planowane jest na maj br. Właściciele mieszkań, którzy obawiają się nowych restrykcji i dodatkowej biurokracji związanej z najmem krótkoterminowym, mogą zdecydować się na bezpieczniejszą alternatywę. W rezultacie przesunięcie części ofert w stronę najmu długoterminowego będzie skutkować wzrostem liczby ogłoszeń.

„Taka sytuacja może oznaczać dalszą presję na czynsze i zmianę strategii właścicieli mieszkań. Rynek najmu w Polsce znajduje się dziś w punkcie zwrotnym, czyli między rosnącą dostępnością mieszkań a nowymi uwarunkowaniami regulacyjnymi”, podsumowuje ekspert Otodom.

Pięć dni oddechu dla rynków. Potem temat Iranu może wrócić ze zdwojoną siłą

Poniedziałek był jednym z najbardziej nerwowych dni na globalnych rynkach od początku konfliktu na Bliskim Wschodzie. Wczorajsze notowania pokazały bardzo wyraźnie, jak duża jest dziś zmienność na giełdach, zwłaszcza gdy inwestorzy silnie reagują niemal na każdą informację napływającą z regionu. Rynki poruszyła wiadomość Donalda Trumpa, który poinformował o rozmowach z Iranem i odroczeniu o pięć dni ataków na jego infrastrukturę naftową. Euforia nie trwała jednak długo. Po kilku godzinach inwestorzy uznali, że nadzieje na jakikolwiek przełom są przedwczesne. Ostatecznie cena ropy Brent spadła o prawie 12 proc., ponownie schodząc poniżej 100 dolarów za baryłkę.

W poniedziałek o godz. 12.23 czasu polskiego Donald Trump zamieścił na Truth Social wpis, w którym poinformował, że zmienia pierwotny plan i wycofuje się z groźby zbombardowania infrastruktury energetycznej w Iranie. Sugerował też, że w tle toczą się zakulisowe rozmowy z Iranem. Rynek zareagował natychmiast, ceny ropy spadły niemal o 13 proc., obniżyła się rentowność amerykańskich obligacji, a giełdy w Polsce i Europie ruszyły w górę. Inwestorzy uznali, że w obliczu rosnących kosztów gospodarczych konfliktu z Iranem Trump postawił na deeskalację. Wielu z nich odczytało to jako efekt presji ze strony rynku obligacji i narastających obaw o kondycję gospodarki. Sam konflikt ciążył też rynkowi akcji. Od jego wybuchu S&P500 spadł o 4 proc., a Nasdaq o 2,6 proc. A przecież Trump wielokrotnie pokazywał, że giełda jest dla niego jednym z mierników skuteczności prezydentury.

Amerykańska giełda, która otworzyła się później, także ruszyła w górę, ale ten ruch okazał się krótkotrwały. Iran zaprzeczył, by prowadził rozmowy ze Stanami Zjednoczonymi, co szybko przywróciło obawy o to, czy administracja amerykańska rzeczywiście kontroluje sytuację. W efekcie początkowy optymizm wyraźnie osłabł, a S&P500 i Nasdaq zakończyły wczorajszą sesję wzrostami po około 0,3 proc.

Największe wahania było jednak widać na rynku ropy. Jeszcze przed godz. 12.00 za ropę Brent płacono prawie 110 dolarów. Pod koniec dnia, w poniedziałek, było to już około 97 dolarów, co oznacza spadek prawie o 12 proc. W przypadku ropy WTI ruch był podobny – z 98 dolarów cena spadła do 88.

SIlnej zmienności doświadczył także rynek złota. Rano złoto spadło poniżej poziomu 4130 dolarów za uncję, ale następnie zaczęło stopniowo odrabiać straty. W szczycie notowania sięgnęły prawie 4500 dolarów, a ostatecznie dzień zakończył się w okolicach 4400 dolarów za uncję.

To wszystko bardzo dobrze pokazuje, jak duża jest dziś zmienność i jak szybko rynki potrafią zmieniać kierunek. Wczoraj wielu inwestorów mówiło wręcz o klasycznym „TACO trade”. To skrót od „Trump always chickens out”, czyli w wolnym tłumaczeniu – Donald Trump wycofuje się ze swoich decyzji w ostatniej chwili. Ten mechanizm rynek zna już bardzo dobrze. Najpierw pojawia się mocna groźba albo szok, jak ultimatum postawione Iranowi, a potem wycofanie się lub złagodzenie stanowiska blisko momentu, w którym miało dojść do zapowiadanej eskalacji. W efekcie pojawia się chwilowa ulga na rynkach. Potem wróciło jednak pytanie, czy rzeczywiście mamy do czynienia z trwałą deeskalacją, czy tylko z kolejnym zwrotem w komunikacji amerykańskiej administracji.

Dla inwestorów wniosków z tej sytuacji jest kilka. Po pierwsze, rynki pozostają bardzo zmienne i trzeba liczyć się z tym, że podobne sesje będą się powtarzać. Po drugie, rynek nadal silnie reaguje na zwroty dokonywane przez administrację amerykańską i samego prezydenta Trumpa, ale końcowy efekt tych reakcji bywa coraz bardziej ostrożny. Prezydent wpływa na nastroje, lecz ten wpływ często ma charakter krótkoterminowy. To ważne także dlatego, że temat wcale nie znika. Trump zapowiedział wstrzymanie ataków na irańską infrastrukturę na 5 dni. To oznacza, że już za kilka dni sprawa wróci na agendę i znów może stać się źródłem dużych rynkowych wahań.

Mimo całego zamieszania ropa pozostała wyraźnie tańsza. Brent staniała w poniedziałek o około 12 proc. Wskazuje to, że rynek wycenia obecnie, że szanse na deeskalację konfliktu pozostają wyższe niż wcześniej. Inwestorzy też coraz bardziej oswajają się z podobnymi zwrotami akcji. Trzeba jednak pamiętać, że ultimatum i groźba eskalacji zostały tylko odsunięte o pięć dni, więc już wkrótce inwestorzy mogą znów przeżyć równie gwałtowną huśtawkę nastrojów.

Rynki zagrały pod deeskalację. Wpis Trumpa wywołał gwałtowny zwrot

Wczorajszy dzień na świecie upłynął pod dyktando jednej wiadomości prezydenta USA. Ogłosił on postęp w negocjacjach z Iranem i 5-dniowe wstrzymanie ataków na infrastrukturę energetyczną. To, że Iran temu zaprzeczył, nie przeszkodziło rynkom potraktować informacji jak pewnik: ropa wyraźnie taniała, złoto rosło, dolar tracił, a złoty zyskiwał.

Prezydent USA ogłasza postęp rozmów pokojowych

Wczoraj na platformie Truth Social pojawił się wpis prezydenta Stanów Zjednoczonych o rzekomych sukcesach w rozmowach pokojowych z Iranem. Dla mniej obeznanych z mediami społecznościowymi: Truth Social to taki odpowiednik X (dawniej Twittera), którego właścicielem jest Trump Media & Technology Group. W poście – obok informacji o postępach – pojawiła się też zapowiedź 5-dniowego wstrzymania ataków na infrastrukturę energetyczną. Momentalnie spowodowało to olbrzymie zmiany na rynkach. Co ciekawe, tym ruchom nie przeszkadzały późniejsze komunikaty z Iranu dementujące przekaz, sugerując, że nie ma ani sukcesów, ani nawet samych rozmów. Komentatorzy, starający się robić dobrą minę do złej gry, tłumaczą, że nie chodzi o rozmowy bezpośrednie, lecz pośrednie – prowadzone przez inne państwo, np. Turcję lub Oman.

Co na to surowce?

Wczoraj ropa Brent poruszała się w przedziale 106-110 USD za baryłkę, po czym – po publikacji wpisu – na moment spadła do 92 USD. Jak to często bywa, zadziałały emocje i zlecenia automatycznej sprzedaży. Pomimo zdementowania wiadomości przez Iran, cena – pomimo odbicia w górę – wciąż znajduje się poniżej bariery 100 USD, co pokazuje wiarę inwestorów w normalizację sytuacji. Zyskiwało za to złoto. Po informacji o wstrzymaniu ataków kruszec podskoczył z 4 300 USD za uncję do 4 500 USD. W tym samym czasie w górę szedł również bitcoin, który podskoczył o 3 000 USD, sięgając poziomu 71 500 USD. Część analityków wiąże ten ruch z zakupami złota i bitcoina przez uciekających przedstawicieli reżimu, ale jest to jednak nie taka skala ruchu. Raczej jest to próba szukania momentu, by zarobić na przecenionych ostatnio aktywach.

Reakcja rynków walutowych

Jeszcze rano byliśmy świadkami umacniania się dolara wobec euro – za 1 EUR płacono przez moment mniej niż 1,15 USD. Powodem były oddalające się obniżki stóp procentowych za oceanem. Po wieściach o wstrzymaniu ataków na infrastrukturę energetyczną dolar zaczął jednak tracić, bo w tej wojnie pełni rolę bezpiecznej przystani: im gorzej, tym chętniej inwestorzy uciekają do USD. W związku z tym, gdy wczoraj zrobiło się lepiej, to amerykańska waluta traciła, a zyskiwały waluty, które wczoraj były w odwrocie. To właśnie dlatego za euro płacimy nie 4,29 zł, jak wczoraj, lecz – pomimo lekkiego odbicia – 4,27 zł. Za dolara zapłacimy już nie 3,73 zł, a 3,68 zł. Trzeba jednak pamiętać, że obecny entuzjazm może być szybko przykryty brakiem dalszych postępów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych dzień odczytów indeksów PMI. Warto również zwrócić uwagę na:

14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Debiut Scanway na Głównym Rynku GPW już 27 marca

Scanway S.A. zadebiutuje na Głównym Rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie w piątek, 27 marca. To kluczowy etap realizacji długoterminowej strategii obecności na rynku kapitałowym oraz budowy wiodącej pozycji w gronie najważniejszych polskich spółek deep tech. Przeniesienie notowań z NewConnect na Główny Rynek GPW wspiera dalszy wzrost rozpoznawalności Scanway wśród inwestorów, zarówno indywidualnych i instytucjonalnych, a także wzmacnia wiarygodność Spółki w oczach zagranicznych kontrahentów.

Przejście na Główny Rynek GPW to dla Scanway historyczny moment. Stanowi zwieńczenie ponad dwuletniego okresu funkcjonowania jako spółka publiczna na rynku NewConnect, wdrażania najlepszych standardów w zakresie ładu korporacyjnego, relacji inwestorskich, a także wychodzenia naprzeciw oczekiwaniom inwestorów, którzy chcieli poznać i zrozumieć model biznesowy Scanway oraz specyfikę polskiej spółki kosmicznej z globalnymi aspiracjami. Cieszę się, że nasze działania spotkały się z pozytywnym odbiorem inwestorów, a osiągnięte sukcesy biznesowe dały powody do zadowolenia akcjonariuszom. Zbudowaliśmy dzięki temu solidne fundamenty pod dalszy wzrost i skalowanie działalności. Dziś jesteśmy gotowi do kolejnego etapu rozwoju – jako polska spółka notowana na Głównym Rynku GPW chcemy aktywnie kształtować globalną branżę New Space, budując długoterminową wartość dla akcjonariuszy komentuje Jędrzej Kowalewski, Prezes Zarządu Scanway S.A.

23 marca Zarząd Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie podjął uchwałę w sprawie dopuszczenia i wprowadzenia do obrotu giełdowego na Głównym Rynku GPW wszystkich akcji Scanway S.A. oraz wyznaczył na piątek, 27 marca 2026 roku, datę pierwszego dnia ich notowania.

Scanway zadebiutował na rynku NewConnect 11 października 2023 roku. Od tego czasu Spółka istotnie zwiększyła skalę działalności, a jej kapitalizacja wzrosła z 58 mln zł do ponad 500 mln zł przy obrotach w okresie styczeń-luty br. przekraczających 100 mln zł, co odpowiadało za ponad 25% udziału w całym rynku NewConnect. Przejście na Główny Rynek GPW stanowi naturalny krok w dalszym rozwoju obecności Scanway na rynku publicznym i jest zgodne z długoterminowymi celami Spółki, związanymi z budową silnej pozycji w sektorze zaawansowanych technologii.

Dziękuję naszym pracownikom i doradcom za zaangażowanie w wielomiesięczny okres intensywnych przygotowań do debiutu oraz wszystkim inwestorom, którzy podjęli decyzję o dołączeniu do naszego akcjonariatu w trakcie obecności Scanway na NewConnect. Przejście Spółki na Główny Rynek GPW ma dla nas znaczenie również w zakresie dalszego rozwoju operacyjnego i technologicznego. Zwiększa naszą rozpoznawalność oraz wiarygodność w oczach zagranicznych kontrahentów, w czym widzimy istotne wsparcie dla realizacji naszej Strategii na lata 2026–2028. Dla inwestorów kreuje z kolei możliwość ekspozycji na unikalną Spółkę z sektora kosmicznego, który ma przed sobą bardzo dobre perspektywy rozwoju, zarówno w Polsce, jak i na świecie dodaje Jędrzej Kowalewski.

Z najnowszych danych European Space Policy Institute[1] wynika, że europejski sektor kosmiczny przyciągnął rekordowe 1,5 mld euro prywatnych inwestycji w 2024 roku, co oznacza wzrost o 56% rok do roku. Jest to najwyższy wynik w historii oraz największy jednorazowy wzrost od 2014 roku. Jednym z jego najmocniejszych obszarów pozostają technologie związane z obserwacją Ziemi i danymi z orbity. Scanway S.A. od dziesięciu lat rozwija działalność w tym segmencie, budując kompetencje w zakresie projektowania i integracji instrumentów optycznych do obrazowania z kosmosu.

Zgodnie z raportem okresowym za Q4 2025, Scanway S.A. odnotowała po czterech kwartałach 2025 roku 24,3 mln zł przychodów ogółem, wzrost o +94% r/r i 2,2 mln zł zysku EBITDA, wzrost o 1,9 mln zł r/r. Backlog Spółki na dzień 16 lutego 2026 roku wzrósł o 215% r/r do poziomu 54,0 mln zł. Środki pieniężne na koniec grudnia 2025 roku wzrosły do historycznie najwyższego poziomu 25,5 mln zł, na co istotny wpływ miało pozyskanie 15,3 mln zł brutto od TFI PZU SA, które nabyło 100 tys. akcji Spółki w listopadzie 2025 roku, stanowiących obecnie 5,98% udziałów.

Strategicznym, długofalowym dążeniem Scanway S.A. jest wejście do światowej czołówki największych komercyjnych integratorów ładunków optycznych. Kluczowym celem do końca 2028 roku jest osiągnięcie pozycji jednego z największych integratorów ładunków optycznych w Europie. Wymaga to przekształcenia organizacji z dostawcy pojedynczych rozwiązań, do seryjnego dostawcy instrumentów optycznych zdolnego do produkcji kilkunastu ładunków optycznych rocznie w przedziale cenowym 0,5–2,0 mln EUR dla globalnego rynku New Space.

[1]https://www.espi.eu/news/key-takeaways-from-space-venture-2024-global-investment-dynamics/

Farada Group podpisuje umowę z WITU i rozważa wejście na giełdę

Farada Group, w której wiodącym udziałowcem jest notowana na GPW spółka JRH ASI S.A., podpisała umowę z Wojskowym Instytutem Techniki Uzbrojenia (WITU) na opracowanie systemu WARTOWNIK – kompleksowego rozwiązania do monitorowania i ochrony obszarów o znaczeniu strategicznym z wykorzystaniem bezzałogowych statków powietrznych. Jednocześnie spółka otrzymała zaproszenie do udziału w testach poligonowych w Ośrodku Systemów Autonomicznych (OSA) Wojska Polskiego.

Podpisana w poniedziałek, 23 marca 2026 r. umowa zakłada stworzenie systemu WARTOWNIK – nowoczesnego narzędzia do monitorowania infrastruktury o kluczowym znaczeniu, w tym baz wojskowych. System będzie integrował technologie bezzałogowych statków powietrznych z zaawansowanymi algorytmami analizy danych. Rozwiązanie zakłada szeroki zakres autonomii, najwyższy poziom bezpieczeństwa danych oraz możliwość działania w wymagających warunkach w tym przy zakłóceniach łączności. Rozpoczęcie prac nastąpi bezpośrednio po podpisaniu umowy, a ich zakończenie planowane jest na połowę czwartego kwartału 2026 roku. Realizacja umowy otworzy drogę do regularnych zamówień dronów od Farada Group na potrzeby sektora obronnego.

Zawarcie umowy z Wojskowym Instytutem Techniki Uzbrojenia to dla nas przełomowy moment. WARTOWNIK jest projektem, który udowadnia, że polskie technologie dronowe mogą z powodzeniem odpowiadać na realne potrzeby sektora obronnego. Nasze dotychczasowe doświadczenie w ochronie infrastruktury krytycznej, w tym w sektorze energetycznym, oraz realizowane z powodzeniem dostawy naszych dronów w strefy konfliktów zbrojnych dają nam solidne fundamenty do realizacji tego przedsięwzięcia. Wierzymy, że WARTOWNIK stanie się początkiem długofalowej współpracy z sektorem obronnym – powiedział Szymon Kupaj, Prezes Zarządu Farada Group.

Dzięki podpisaniu umowy z WITU spółka otrzymała zaproszenie do udziału w testach poligonowych organizowanych w ramach Ośrodka Systemów Autonomicznych (OSA) Wojska Polskiego. Uruchomienie OSA, z budżetem 25 mld zł przeznaczonym na bieżący rok, stanowi jeden z największych kroków w historii polskiego sektora technologii bezzałogowych. W ramach testów drony z trzech różnych modeli spośród produkowanych przez Farada Group zaprezentują swoje możliwości operacyjne na poligonie. Udział w testach poligonowych daje spółce możliwość bezpośredniej prezentacji swoich rozwiązań w warunkach zbliżonych do bojowych, a także rozwijania relacji z kluczowymi instytucjami odpowiedzialnymi za modernizację polskich sił zbrojnych.

Szansą dla Farada Group są również realizowane programy publiczne takie jak Polska Wschodnia, wspierający innowacyjne przedsiębiorstwa z makroregionu, w którym zlokalizowana jest fabryka spółki a także program SAFE (Security Action for Europe) – nowego instrumentu Komisji Europejskiej ukierunkowanego na wzmocnienie europejskiego przemysłu obronnego. Programy te mogą przyspieszyć zarówno prace badawczo-rozwojowe nad nowymi technologiami, jak i skalowanie zdolności produkcyjnych.

Wchodzimy aktualnie w fazę intensywnego rozwoju – popyt na nasze technologie istotnie się wzmacnia. W celu skutecznej realizacji naszej strategii poważnie rozważamy debiut giełdowy w przyszłości – dodał Szymon Kupaj.

Farada Group stanowi jeden z filarów projektu ORBITEO – holdingu technologicznego tworzonego przez JRH ASI S.A., integrującego polskie spółki z sektorów space, defence, AI i deeptech. W ramach ORBITEO Farada Group współpracuje m.in. z SatRev – polską firmą specjalizującą się w projektowaniu produkcji, wynoszeniu satelitów na orbitę oraz późniejszym zarządzaniem misją. Spółki pracują nad wspólnymi rozwiązaniami łączącymi kompetencje w zakresie systemów bezzałogowych i technologii kosmicznych. Spółka inwestycyjna JRH ASI stała się głównym udziałowcem Farada Group w październiku 2025 r. w ramach jednej z największych akwizycji w historii JRH.

– Umowa Farady z WITU pokazuje, że projekt ORBITEO przeszedł w fazę realizacji. Oczekujemy coraz więcej dobrych wiadomości płynących z tego przedsięwzięcia. Obecnie kontynuujemy pozyskiwanie dalszego finansowania na realizację ambitnych planów w ramach ORBITEO, którego filarami są Farada Group oraz SatRev – spółki, które nie tylko współtworzą holding, ale też aktywnie współpracują ze sobą i opracowują wspólne rozwiązania technologiczne oraz portfolio nowych usług. Umowa z Instytutem potwierdza, że kompetencje Farady w zakresie systemów bezzałogowych mają realne zastosowanie zarówno na rynku cywilnym, jak i w sektorze obronnym. Zresztą zostały one już wielokrotnie, z sukcesami sprawdzone na terenach objętych działaniami militarnymi – powiedział January Ciszewski, główny akcjonariusz i Prezes JRH ASI S.A.

Farada Group to polski producent i integrator systemów bezzałogowych (UAS) z siedzibą w Lubartowie, oferujący trzy rodziny platform – VTOL, wielowirnikowe i stałopłatowe – o zasięgu do 1000 km i czasie lotu do 8 godzin, z udźwigiem od 2 do 25 kg. Spółka dysponuje własnym zapleczem produkcyjnym i pełnym łańcuchem kompetencji obejmującym projektowanie, produkcję kompozytów i elektroniki, integrację sensorów, rozwój oprogramowania oraz szkolenia. Firma świadczy również usługi w modelu drone-as-a-service oraz posiada udokumentowane doświadczenie w lotach BVLOS (poza zasięgiem wzroku operatora). W komercyjnych lotach medycznych  przekroczyła 133 tys. km nalotu, a także zrealizowała regularne połączenia dronowe m.in. na trasie Gdańsk-Hel. Technologie Farada Group znajdują zastosowanie w misjach rozpoznawczych, logistycznych, inspekcyjnych oraz w ochronie infrastruktury krytycznej, a ich skuteczność została zweryfikowana również w warunkach rzeczywistych konfliktów.

JRH ASI S.A. to notowana od 2012 r. na rynku NewConnect, a od marca 2024 na rynku głównym GPW spółka, skupiająca się na działalności inwestycyjnej i zaangażowaniu w firmy z branż przyszłości: AI i cyfrowy biznes, transformacji energetycznej, deeptech i przemysł kosmiczny, biotech i medtech, gaming oraz zrównoważony rozwój i gospodarka obiegu zamkniętego. Najnowszym projektem inwestycyjnym JRH jest ORBITEO holding technologiczny integrujący dynamiczne polskie spółki z sektorów space, defence, AI, deeptech i zaawansowanej produkcji. Wykorzystanie i rozwój sztucznej inteligencji jest osią wokół której koncentrują się działania inwestycyjne JRH. Zgodnie ze strategią, firma rozwija portfel zwiększając jego dywersyfikację i inwestując w najbardziej perspektywiczne przedsięwzięcia oraz uruchamiając nowe projekty inwestycyjne.

Moda na fali, motoryzacja w odwrocie – luty w e-handlu

GUS opublikował dane o sprzedaży detalicznej w styczniu. W związku z tym przesyłam poniżej komentarz, który przygotował Miłosz Mickiewicz, dyrektor ds. sprzedaży i rozwoju biznesu w Grupie Comperia.pl SA.

Jeśli pojawią się dodatkowe pytania do eksperta, proszę śmiało pisać, zaaranżujemy rozmowę lub dostarczymy odpowiedzi.

Główny Urząd Statystyczny opublikował dane o sprzedaży detalicznej za luty 2026 r. Wyniki pokazują solidną kondycję polskiego handlu w ujęciu rocznym – sprzedaż w cenach stałych wzrosła o 5,0 proc. rok do roku. W porównaniu ze styczniem odnotowano jednak spadek o 5,6 proc., co wpisuje się w typowy dla tego okresu cykl wygasania popytu po noworocznych wyprzedażach.

W sektorze e-commerce luty przyniósł stabilizację. Wartość sprzedaży przez internet (w cenach bieżących) była o 8,7 proc. wyższa niż rok temu. Udział e-commerce w całkowitej sprzedaży detalicznej wyniósł 9,3 proc., co oznacza wzrost względem lutego 2025 r. (9,0 proc.) i jednocześnie delikatny spadek w porównaniu ze styczniem.

Najważniejsze zmiany zachodzą jednak wewnątrz poszczególnych kategorii, gdzie obserwujemy procesy rynkowej normalizacji oraz powrót do trendów historycznych.

Bardzo wyraźnie widać to w kategorii pojazdy samochodowe, motocykle, części. Dane o dynamice sprzedaży online rok do roku pokazują tu głęboki spadek – do 31,8 proc. zeszłorocznego wskaźnika. Na pierwszy rzut oka może wydawać się to sygnałem kryzysowym. W rzeczywistości mamy do czynienia z ekstremalnie silnym efektem wysokiej bazy. Rok 2025 był dla internetowej sprzedaży samochodów okresem wręcz nieprawdopodobnych, trzycyfrowych wzrostów. Obecny wynik, mimo że niższy niż przed rokiem, wciąż pozostaje wysoki, gdy zestawimy go z rokiem 2024 i wcześniejszymi.

Zmienia się jednak struktura udziałów – w 2025 r. normą w tej kategorii stały się udziały online na poziomie 5–6 proc. W lutym 2026 r. wskaźnik ten spadł do 1,6 proc., co oznacza, że e-commerce w motoryzacji wraca w okolice poziomów notowanych przed zeszłorocznym boomem (kiedy oscylował wokół 1 proc.).

Zupełnie inną dynamikę obserwujemy w kategorii tekstylia, odzież, obuwie. Udział sprzedaży internetowej w tej grupie wzrósł do poziomu 31,2 proc. (z 26,3 proc. w styczniu). To wynik wyjątkowy – ostatni raz udział powyżej 30 proc. w tej kategorii odnotowano w kwietniu 2021 r. – w okresie lockdownu spowodowanego pandemią, kiedy handel tradycyjny był drastycznie ograniczony.

Dzisiejszy wynik został osiągnięty w warunkach pełnej dostępności sklepów stacjonarnych, co świadczy o ugruntowaniu się pozycji e-commerce jako dominującego kanału zakupu mody dla znacznej części konsumentów.

Warto również przyjrzeć się kategorii żywność, napoje i wyroby tytoniowe. Sprzedaż internetowa w tej grupie wzrosła o 3,8 proc. rok do roku. Co jednak istotne, mimo tego wzrostu, udział e-commerce w całej kategorii od dłuższego czasu utrzymuje się na niemal identycznym poziomie (0,8 proc.). Oznacza to, że kanał online w sektorze spożywczym nie „ucieka” sprzedaży stacjonarnej, lecz rozwija się w tempie proporcjonalnym do wzrostu sprzedaży w sklepach tradycyjnych. E-grocery pozostaje więc stabilnym, ale wciąż niszowym uzupełnieniem codziennych zakupów Polaków.

Podsumowując, luty 2026 r. to miesiąc rynkowej weryfikacji. Segment motoryzacyjny wrócił do stabilniejszych poziomów po, jak się wydaje, roku anomalii, sektor odzieżowy udowodnił, że 30-procentowy udział online to nowa rzeczywistość, a kategoria spożywcza pokazała modelowy przykład zrównoważonego wzrostu obu kanałów sprzedaży. Rok 2026 zapowiada się więc jako czas dojrzałości e-commerce, w którym o sukcesie decyduje nie tyle walka o udział, co stabilna obecność w koszyku zakupowym klienta.

Krakowski rynek magazynowy rośnie wolniej, ale pozostaje stabilny i odporny

Krakowski rynek magazynowy pozostaje jednym z mniejszych w Polsce, jednak jego siłą są stabilne fundamenty oraz ograniczona podaż, która przy utrzymującym się popycie sprzyja niskim pustostanom i stabilnym czynszom. Jak wynika z raportu „Kraków – rynek nieruchomości komercyjnych”, wysokie bariery wejścia,  w tym niedobór gruntów i rosnące koszty realizacji inwestycji, w istotny sposób kształtują specyfikę lokalnego rynku.

Na koniec 2025 roku całkowite zasoby powierzchni magazynowej w Krakowie przekroczyły 1,18 mln m kw., co odpowiada około 3,2% krajowej podaży. Pomimo relatywnie niewielkiej skali, rynek pozostaje istotnym punktem na logistycznej mapie Polski, m.in. dzięki dużemu rynkowi konsumenckiemu oraz rozwiniętej infrastrukturze transportowej, obejmującej autostradę A4 oraz drogi ekspresowe S7 i S52.

Powierzchnie magazynowe koncentrują się głównie w rejonie lotniska oraz w gminach sąsiadujących z Krakowem, takich jak Skawina, Modlniczka i Wieliczka. Coraz większego znaczenia nabierają także lokalizacje na wschód od miasta, m.in. Niepołomice, Targowisko czy Rzezawa, które rozwijają się jako nowe huby logistyczne.

Po okresie bardzo wysokiej aktywności deweloperskiej w poprzednich latach rok 2025 przyniósł wyraźne spowolnienie. Do użytkowania oddano ponad 42 000 m kw. nowej powierzchni, co oznacza spadek o blisko 75% rok do roku. W tym samym czasie wolumen powierzchni w budowie skurczył się do zaledwie 8 000 m kw. , czyli o niemal 90% mniej niż rok wcześniej.

Ograniczona nowa podaż, przy utrzymującym się zainteresowaniu najemców, przełożyła się na dalszy spadek dostępności powierzchni. Na koniec IV kwartału 2025 roku wskaźnik pustostanów wyniósł 2,8%, pozostając jednym z najniższych w kraju i wyraźnie poniżej średniej ogólnopolskiej (7,4%).

„Kraków to rynek o ograniczonej podaży, który naturalnie utrzymuje bardzo niskie wskaźniki pustostanów. Wysokie bariery wejścia sprawiają, że nowe projekty powstają selektywnie, co z punktu widzenia inwestorów oznacza stabilność i przewidywalność przepływów,” – mówi Szymon Sobiecki, analityk w dziale badań rynku w Knight Frank.

Popyt na powierzchnie magazynowe w regionie utrzymuje się na relatywnie wysokim poziomie. W 2025 roku wynajęto ponad 150 000 m kw., mimo spadku o około 15% rok do roku. Jednocześnie czynsze pozostają stabilne i w granicach miasta wynoszą od 4,00 do 6,00 EUR/ m kw. miesięcznie.

„Mimo relatywnie niewielkiej skali, krakowski rynek magazynowy korzysta z silnych fundamentów gospodarczych oraz rosnącego zapotrzebowania na usługi logistyczne. W dłuższej perspektywie jego rozwój będzie kontynuowany, choć tempo wzrostu pozostanie umiarkowane ze względu na ograniczenia podażowe,” – dodaje Michał Królik, starszy negocjator w dziale wynajmu powierzchni logistyczno-przemysłowych w Knight Frank.

O raporcie:
Informacje pochodzą z raportu „Kraków – rynek nieruchomości komercyjnych”, przygotowanego we współpracy z Urzędem Miasta Krakowa. Publikacja przedstawia aktualną sytuację oraz potencjał najważniejszych segmentów rynku nieruchomości komercyjnych w Krakowie: biura, magazyny, hotele, handel, living oraz inwestycje.