Kluby sportowe w coraz gorszej sytuacji finansowej. Obniżki wynagrodzeń dotyczyć będą nawet najlepszych zawodników

Pandemia koronawirusa sprawiła, że kluby sportowe są w trudnej sytuacji. Brak bieżących wpływów i cięcia środków od stacji telewizyjnych i sponsorów powodują, że nie są one w stanie wywiązywać się ze swoich zobowiązań, zwłaszcza względem zawodników. To może oznaczać, przynajmniej w krótkiej perspektywie, duże obniżki wynagrodzeń, nawet dla najlepszych graczy. – W dalszej perspektywie sport może jednak okazać się odtrutką na globalny kryzys ekonomiczno-finansowy, więc pieniądze sponsorów mogą zaczną płynąć szerszym strumieniem – ocenia Grzegorz Kita, prezes Sport Management Polska.

 Kluby sportowe odłączone od bieżącej kroplówki nie tylko wpływów z dnia meczowego, ale prawdopodobnie również wpływów transmisyjnych i sponsoringowych, znajdują się w bardzo trudnej sytuacji, de facto stoją, a nawet leżą pod ścianą. Dalszy rozwój tego rynku jest wielowariantowy. Mamy świadomość, że jeżeli klub nie zarabia, nie może wywiązywać się ze swoich bieżących zobowiązań, zwłaszcza kontraktowych w stosunku do zawodników. Pojawia się więc przymus, żeby kontrakty zawodnicze obniżać – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Kita, prezes Sport Management Polska.

Część zawodników, zwłaszcza ci uprawiający sport indywidualny, znalazła się w trudnej sytuacji finansowej, a niektórzy mogą już nawet nie wrócić do zawodowego uprawiania sportu. W lepszej sytuacji są piłkarze, choć i oni zarabiają już znacznie mniej. Niektórzy sami zdecydowali o rezygnacji z wynagrodzenia, część klubów sama podjęła decyzję o zamrożeniu części środków i obniżce wynagrodzeń, nawet o 70 proc. Także w Polsce kluby obniżają pensje, zwłaszcza że umożliwia im to decyzja rady nadzorczej Ekstraklasy. Zgodnie z zapisem kluby są uprawnione do obniżenia wynagrodzenia piłkarzy o 50 proc., do kwoty nie niższej niż 10 tys. zł brutto.

– Mamy do czynienia z sytuacją nadzwyczajną, więc nikt nie zna schematów, jak powinno się funkcjonować, i nie ma gotowych rozwiązań. Największym problemem jest cash flow. Czasowe, ale radykalne obniżki kontraktów zawodniczych, w skali 50–80 proc. na czas kilku miesięcy, to już nie jest ani dobra wola, ani temat do dyskusji, tylko warunek sine qua non przetrwania wielu klubów sportowych. Myślenie kategoriami obniżek 20 proc. itp. to myślenie schematami sprzed czasów koronawirusa – mówi prezes Sport Management Polska.

Jak podkreśla, są nawet dalej idące przykłady. Piłkarze oraz trener pierwszej drużyny Juventusu Turyn w ramach pomocy dla klubu zrezygnowali z wynagrodzenia za marzec, kwiecień, maj i czerwiec 2020 roku. Pozwoli to klubowi zaoszczędzić ok. 90 mln euro.

– Ale nie można traktować tego jako drogowskazu. Kariera zawodowego sportowca nie trwa długo, zawodnicy muszą chronić swoje interesy. Jednak trzeba przyjąć zasadę, że wszystkie cięcia powinny się odbywać, ale strony powinny szukać kompromisu. Nie może być tak, że zarządy klubów nie rozmawiają ze swoimi zawodnikami i vice versa. Nie można komunikować się poprzez media czy pośredników. – mówi Grzegorz Kita.

Śląsk Wrocław to pierwszy klub Ekstraklasy, w którym udało się osiągnąć kompromis. W efekcie do wznowienia rozgrywek piłkarze mają dostawać 15–30 proc. podstawowych miesięcznych pensji. Najmłodsi zawodnicy, o najniższych zarobkach, zachowali natomiast prawo do pełnej wypłaty. W Lechu Poznań wszystkim piłkarzom obniżono zarobki, a w Pogoni Szczecin zarząd całkowicie zrezygnował z pensji, a zawodnikom obniżono wynagrodzenie o połowę. W niektórych klubach doszło jednak do otwartego konfliktu.

Trzeba wypracować wspólne rozwiązania, bo w tej chwili i kluby, i zawodnicy, i ligi, i związki sportowe stanęły razem w obliczu pandemii koronawirusa, sytuacji kompletnie niespotykanej, gdy warto okazywać solidarność i wspólnie poszukiwać oraz rozwiązywać problemy. Trzeba pamiętać, że czas pandemii kiedyś minie, a wiele negatywnych zachowań i decyzji zostanie zapamiętanych na długo. Po każdej stronie. Raz straconego zaufania już się nie odzyska – dodaje prezes Sport Management Polska.

Sytuacje w poszczególnych klubach różnią się od siebie, co więcej, nawet sytuacja poszczególnych zawodników w jednym klubie może być zupełnie inna. Dlatego trudno mówić o uniwersalnych rozwiązaniach, które sprawdzą się w każdym przypadku.

Docelowo wzrośnie też znaczenie jakości zarządzania w podmiotach sportowych. Dobry zarząd nie żyje ponad stan i nie szasta pieniędzmi, tworzy kapitały zapasowe, nawet małe, buduje i wzmacnia fundamenty, a nie oddaje się totalnej konsumpcji finansów. Tworzy także architekturę dobrych relacji wewnętrznych w klubie i dba o kibiców – tłumaczy Grzegorz Kita.

Problemem jest to, że pogarszająca się sytuacja wielu firm powoduje cięcia wydatków marketingowych, w tym sponsoringu sportowego. W 2019 roku Sponsoring Insight szacował jego wartość w naszym kraju na około miliard złotych

 Jeżeli nastąpi silna recesja gospodarcza, o wiele mniej pieniędzy będą miały nie tylko koncerny, marketerzy czy media, którzy generują kluczowy procent przychodów klubów, ale przede wszystkim konsumenci. A to system naczyń połączonych. Z kolei podmioty sportowe nie będą miały tyle pieniędzy, żeby tyle płacić swoim zawodnikom, obniżka jest więc oczywista, natomiast nie znamy jej całkowitej skali. W ciągu najbliższego roku, może nawet półtora roku, na skutek recesji i problemów gospodarczych, nie ma raczej szans na powrót do 100 proc. wartości wynagrodzeń zawodniczych sprzed czasów koronawirusa. Bardziej prawdopodobny jest poziom 6080 proc. dawnych wynagrodzeń.​ Trzeba też pamiętać, że wszystkie strony tej sytuacji funkcjonują w obiegu zamkniętym. Piłkarze nie mogą zacząć masowo zmieniać klubów, bo one wszystkie mają problemy finansowe. Choć indywidualne przypadki  pewnie się pojawią – ocenia prezes Sport Management Polska.

Jak jednak przekonuje, w przyszłości to właśnie sport może okazać się remedium na sytuację po pandemii. Rozgrywki pomogą odwrócić uwagę ludzi od problemów, w efekcie w ostatecznym rozrachunku sport może przyciągnąć jeszcze więcej sponsorów niż dotychczas.

– O ile w pierwszej fali możemy mówić o problemach z płynnością finansową i wielu problemach ekonomicznych i gospodarczych, o tyle docelowo sport może zająć mocniejszą pozycję, niż ma dzisiaj. Ludzie są spragnieni sportowych emocji, doceniają wartości sportowe, ale chcą też mieć czym zająć swoje myśli, czymś się emocjonować, cieszyć i wzruszać. Jednoczyć się wokół pozytywnych emocji sportowych. Niewykluczone, że sport może być odtrutką na globalny kryzys ekonomiczno-finansowy wywołany przez pandemię koronawirusa. Sport daje siłę – mówi Grzegorz Kita.

Eksperci przestrzegają przed kolejną suszą. Kluczowe w Polsce jest odbudowanie naturalnej retencji

Polskę może dotknąć największa susza od dziesiątków lat. Rekordowo ciepła zima połączona z brakiem opadów sprawiła, że spada poziom wody w rzekach. W marcu padało najmniej w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. – Takiej suszy hydrologicznej wiosną nie mieliśmy w historii pomiarów – mówi prof. Zbigniew Karaczun, ekspert Koalicji Klimatycznej. – Obawiam się, że pandemia koronawirusa może spowodować opóźnienia w podejmowaniu decyzji i działań rządu i władz samorządowych na rzecz przeciwdziałania skutkom suszy. Kluczowe w tym są działania, które mają przywrócić tzw. naturalną retencję.

Ubiegła zima była najcieplejsza od wielu lat, a brak śniegu sprawił, że nie udało się odbudować zasobów wodnych po bardzo suchym 2019 roku. Po wilgotnym, jak na tegoroczną zimę, lutym przyszedł bardzo suchy marzec – opady wynosiły średnio 26,4 mm, przy normie za ubiegłe lata na poziomie 39,7 mm. W efekcie bardzo niski jest stan wód. Na początku kwietnia aż 42 stacje mierzące przepływ wód w rzekach wykazały stan poniżej normy. Dla porównania w 2019 roku w tym samym okresie taki stan był w 10 stacjach.

– W zasadzie od pierwszej dekady XXI wieku mamy w Polsce stałą letnią suszę. W związku z tym co roku w lecie w różnych regionach Polski występuje susza i nie sądzę, żeby ten rok był odmienny – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes prof. Zbigniew Karaczun, ekspert Koalicji Klimatycznej, wykładowca Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. – Takiej suszy hydrologicznej wiosną nie mieliśmy w historii pomiarów. Sytuacji nie poprawią pojedyncze deszcze, potrzebujemy co najmniej dwóch tygodni codziennych opadów, żeby sytuacja się ustabilizowała, a jeszcze dłuższych, żeby sytuacja się poprawiła.

W 2019 roku wysokie czerwcowe temperatury i małe opady w lecie doprowadziły do wystąpienia suszy na większości terenów obserwowanych przez IMGW. Straty spowodowane przez ubiegłoroczną suszę wyceniono na ponad 3 mld zł. W tym roku, jeśli najbliższe miesiące nie przyniosą znacznych opadów, straty mogą być jeszcze większe.

– Czym grozi susza? Przede wszystkim poważnymi stratami w rolnictwie, i to już nie tylko w produkcji owoców, ale także uprawie zbóż i produkcji zwierzęcej, bo pasza będzie droższa. Zagrożona będzie turystyka, bo mniej wody i cieplejsza woda stwarzają idealne warunki do zakwitu sinic, również toksycznych, które uniemożliwiają kąpiel – mówi prof. Zbigniew Karaczun.

Jak ocenia, problem w tym, że okres pandemii koronawirusa może opóźnić działania na rzecz przeciwdziałania suszy.

 W trakcie stanu epidemii jest ograniczona możliwość realizacji inwestycji. Jednak trzeba też mieć świadomość, że działania na rzecz zabezpieczenia przed suszą nie są przewidziane na jeden rok czy sezon. One muszą mieć charakter długofalowy. W związku z tym mam nadzieję, że będzie to tylko niewielkie opóźnienie, a działania będą kontynuowane i w tym roku, i w kolejnych latach – mówi ekspert. – Pandemia nie unieważniła problemu zmiany klimatu ani nie spowodowała, że stał się on mało istotny. Jeśli nie chcemy zamienić kryzysu epidemiologicznego w ekologiczny, musimy stworzyć instrumenty takiego rozwoju gospodarki, który będzie w zgodzie ze środowiskiem przyrodniczym.

Minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk przekazał, że przygotowano już projekt specustawy, która ma przyspieszyć inwestycje zabezpieczające Polskę przed suszą. Nowe przepisy mają skrócić okresy przygotowawcze do inwestycji i usprawnić pozyskiwanie pozwoleń. Dodatkowo na walkę z suszą ma trafić dodatkowe 150 mln zł.

– W opinii Koalicji Klimatycznej na rzecz przeciwdziałania suszy najpilniejsze działania mające na celu przywrócenie tzw. naturalnej retencji są związane z zatrzymywaniem wody przez systemy przyrodnicze. W Polsce po II wojnie światowej do lat 90. osuszaliśmy tereny rolne i pozwalaliśmy wodzie szybko uciekać do rzek, a rzekami do Bałtyku, przez to wody dzisiaj nam brakuje – tłumaczy ekspert. – Musimy nauczyć się zatrzymywać wodę, a najskuteczniej można to robić przez odtwarzanie i ochronę bagien, mokradeł, stawów i jezior śródpolnych, przez tzw. retencję glebową. To pilniejsze działania niż tzw. rozbudowa retencji sztucznej, czyli budowa zbiorników wodnych, długotrwała i kosztowna.

W lutym Koalicja Klimatyczna podkreślała, że przedstawiony przez rząd Plan przeciwdziałania skutkom suszy zupełnie pomija naturalną retencję, a skupia się wyłącznie na działaniach człowieka i budowlach hydrotechnicznych. Te jednak – według ekspertów – powinny być jedynie uzupełnieniem naturalnych metod. Przykładowo, wspieranie technik rolniczych zwiększających retencję glebową pozwoliłoby na zmagazynowanie ok. 3 mld m3 wody. Potrzebne są także rozwiązania, które pomogłyby miastom radzić sobie z brakiem lub okresowym nadmiarem wody.

W Warszawie wciąż nie udało się utworzyć 2/3 obwodowych komisji wyborczych. Brakuje chętnych do pracy przy wyborach

W Warszawie powołano dotychczas tylko ok. 240 z 750 komisji obwodowych. – W pozostałych brakuje wymaganych minimum pięciu osób do składu komisji – mówi Karolina Gałecka, rzeczniczka Urzędu m.st. Warszawy. Sejm przegłosował ustawę, która pozwoliłaby przeprowadzić wybory prezydenckie za pośrednictwem Poczty Polskiej. Dopóki jednak nie zajmie się nią Senat, obowiązują dotychczasowe przepisy, a zgodnie z nimi do 20 kwietnia komisarze wyborczy powinni powołać obwodowe komisje wyborcze. – To z powodu obowiązujących przepisów nie jest możliwe przekazanie Poczcie Polskiej danych osobowych wyborców – dodaje rzeczniczka.

– Przygotowujemy się zgodnie z Kodeksem wyborczym i kalendarzem do przeprowadzenia wyborów prezydenckich. Jednak te przygotowania z pewnością nie przebiegają w sposób naturalny, jak to miało miejsce do tej pory przy każdych innych wyborach sprzed pandemii – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Karolina Gałecka, rzeczniczka prasowa Urzędu m.st. Warszawy.

Komisji wyborczych w Polsce jest 27 tys. Potrzeba około 250 tys. osób, by je obsadzić, chętnych jednak brakuje. Problem występuje m.in. w Warszawie, gdzie do obsadzenia jest 730 obwodowych komisji wyborczych. W każdej z nich powinno znaleźć się minimum pięć osób. Ze względu na pandemię koronawirusa potrzebne są dodatkowe osoby, które mogłyby kontrolować kwestie sanitarno-higieniczne podczas wyborów.

 Na 22 kwietnia zostało w Warszawie powołanych 237 na 750 komisji obwodowych. Tam, gdzie nie zostały one powołane, wynika to z faktu, że brakuje liczby osób do minimalnego składu komisji – wskazuje Karolina Gałecka.

Ustawę, która pozwoli przeprowadzić wybory prezydenckie korespondencyjnie za pośrednictwem Poczty Polskiej, Sejm przyjął na początku kwietnia. Teraz czeka na głosowanie w Senacie, więc teoretycznie obowiązują dotychczasowe przepisy. To z tego powodu – jak podkreśla rzeczniczka prasowa Urzędu m.st. Warszawy – niemożliwe jest przekazanie Poczcie Polskiej danych wyborców. O taką prośbę spółka zgłosiła się do gmin.

– Formalnie nie mamy żadnej podstawy prawnej, która pozwoliłaby nam przekazać Poczcie Polskiej dane osobowe. Gdybyśmy w tym momencie je przekazali, byłoby to przestępstwo – podkreśla Karolina Gałecka. – Otrzymaliśmy również anonimowo pismo od mieszkańca, w którym informuje on, że gdyby jego dane zostały przekazane, podejmie formalne kroki prawne przeciwko samorządowi i prezydentowi.

Jak mówi, przygotowania do wyborów muszą siłą rzeczy zejść w tej chwili na dalszy plan w związku z liczbą wyzwań, przed którymi stoi miasto i mieszkańcy w związku z pandemią koronawirusa. Ratusz pracuje nad wsparciem dla przedsiębiorców, którzy w wyniku pandemii stracili całość lub część swoich dochodów, a także dla potrzebujących mieszkańców.

Mamy wiele osób, które do tej pory nie korzystały z ośrodków pomocy społecznej, a teraz takiego wsparcia potrzebują. To na przykład pomoc związana z dożywianiem dzieci. Zgłaszają się nie tylko rodziny najuboższe, lecz również takie, które do tej pory nie miały problemów finansowych – podkreśla rzeczniczka prasowa Urzędu m.st. Warszawy.

W stolicy w tym roku szkolnym prawie 5 tys. uczniów korzystało z dofinansowanych posiłków. Na ten cel z budżetu miasta przeznaczono ok. 5 mln zł rocznie. Dla ok. 2 tys. uczniów przygotowywane są paczki z półproduktami, z których można przygotować posiłki. Dzieci z rodzin w najtrudniejszej sytuacji finansowej korzystają również z programu „Posiłek w szkole i w domu”, a w tym roku szkolnym zakwalifikowało się do niego ok. 2,5 tys. osób. Ze względu na pandemię zmieniono formę wsparcia – zamiast posiłku w szkole jest świadczenie pieniężne na zakup jedzenia lub paczki żywnościowe. W marcu oraz pierwszym tygodniu kwietnia wsparcie finansowe otrzymało 506 rodzin z dziećmi, a do 102 rodzin trafiły paczki z żywnością.

To są realne problemy mieszkańców Warszawy i to nie jest tylko kwestia przedsiębiorców, osób, które nie pracują, salonów kosmetycznych, fryzjerów, restauratorów, ale to także problem dożywiania dzieci – mówi Karolina Gałecka. – Przeprowadzenie wyborów w stanie pandemii, przy tak dużych realnych problemach mieszkańców, nie jest naszym zdaniem najlepszym rozwiązaniem.

21 kwietnia Związek Miast Polskich i Unia Metropolii Polskich ponownie zaapelowały do rządu o wprowadzenie stanu klęski żywiołowej ze względu na to, że obecna sytuacja już od wielu tygodni wyczerpuje przesłanki i znamiona takiego stanu. Jego wprowadzenie oznaczałoby automatycznie odwołanie wyborów i referendów lokalnych. Jak informują zarządy ZMP i UMP, tylko na kwiecień w kalendarium wyborczym prowadzonym przez Krajowe Biuro Wyborcze zaplanowano 42 takie wydarzenia, a część z nich już przekładano, nawet na kilka dni przed zaplanowanym terminem.

Rząd wprowadza kolejne rozwiązania dla firm. Przedsiębiorcy czekają głównie na konkretny harmonogram odmrażania gospodarki

Kolejne programy pomocowe dla firm różnej wielkości mają umożliwić im przetrwanie okresu zamrożenia gospodarki i uratować jak najwięcej miejsc pracy. Dziś Komitet Stały Rady Ministrów ma przyjąć kolejny pakiet przepisów, m.in. uniemożliwiający przejmowanie przez pozaunijne fundusze polskich, a dziś nisko wycenianych firm ze strategicznych branż, ułatwienia dla samorządów czy Fundusz Dopłat do Odsetek od kredytów bankowych. Zdaniem dr. Wojciecha Nagela z BCC tarcza finansowa to realna pomoc dla firm, ale teraz najbardziej czekają one na terminy kolejnych etapów rozmrażania gospodarki.

Pierwsza odsłona tarczy antykryzysowej bardziej dotyczyła płynności niż pomocy dla przedsiębiorstw, ponieważ płynność w czasach kryzysu jest rzeczą niezmiernie ważną – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Wojciech Nagel, ekspert BCC ds. ubezpieczeń społecznych, członek rady nadzorczej ZUS. – Uzupełnienie jej o tarczę finansową stanowi realną pomoc dla polskich przedsiębiorstw. Już ponad milion firm zwróciło się o pomoc i wsparcie w ramach tarczy antykryzysowej 2.0. Jednak znajdują się w niej też pewne przepisy, które można byłoby poprawić. Na przykład duża firma w klasyfikacji do pomocy jest definiowana jako taka, która zatrudnia więcej niż 250 pracowników i ma obrót większy niż 50 mln euro lub sumę bilansową większą niż 43 mln euro. Oznacza to, że firma, która zatrudnia więcej niż 250 pracowników, ale nie spełnia kryterium obrotowego, nie może z tej pomocy skorzystać.

18 marca rząd ogłosił pierwszą, wartą 212 mld zł tarczę antykryzysową skierowaną do mikrofirm (zatrudniających mniej niż 10 osób), a także samozatrudnionych i pracujących na umowy cywilnoprawne. Jej celem jest zapewnienie płynności finansowej na czas ograniczenia lub wręcz braku możliwości świadczenia usług. Pakiet zawiera m.in. dopłaty do wynagrodzeń pracowników, umorzenie składek ZUS-u, przedłużenie kredytów obrotowych dla małych i średnich firm, nowe gwarancje de minimis od BGK, a także dofinansowanie. Kolejna tarcza, finansowa, ogłoszona przez rząd razem z NBP 8 kwietnia ma wartość 100 mld zł i formę subwencji, których wypłata ruszy w poniedziałek 27 kwietnia. Połowa tej kwoty trafi do małych i średnich firm, a po 25 mld zł – do firm dużych i mikroprzedsiębiorstw.

Najbardziej oczekiwane są takie narzędzia, które dawałyby pieniądze do ręki. Rozwiązania, które zostały w tej chwili zaproponowane, częściowo odpowiadają na to zapotrzebowanie, natomiast głównie dotyczą zwolnień z rozmaitych danin i składek – przypomina dr Wojciech Nagel. – Są również wprowadzone rozwiązania dla firm średniej wielkości, które np. dotyczą obniżenia czy zaniechania opłat za najem w galeriach handlowych. Korekty kolejnych tarcz i kolejnych odsłon pokazują, że te rozwiązania są cały czas usprawniane.

Pod koniec kwietnia rząd przyjmie kolejny pakiet pomocowy, który wprowadzi m.in. konieczność uzyskania zgody od Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów na przejęcie polskich firm ze strategicznych branż przez fundusze spoza Unii, głównie z Azji, skuszone niskimi wycenami. Wicepremier i minister rozwoju Jadwiga Emilewicz wymieniła wśród tych branż m.in. energetykę, przesył gazu i ropy, telekomunikację, a także medycynę, farmację, żywność, transport czy logistykę. Powstanie także Fundusz Dopłat do Odsetek o wartości 270 mln zł w tym roku i 250 mln zł w 2021 roku. Samorządy, które notują niższe wpływy z opłat i podatków, uzyskają możliwość uelastycznienia budżetu. Od 1 kwietnia powiaty będą otrzymywały co drugą, a nie co czwartą złotówkę z dochodów z gospodarki nieruchomościami Skarbu Państwa oraz możliwość nierównowagi strony bieżącej budżetu o wartość faktycznego ubytku w dochodach podatkowych.

Jak jednak podkreśla ekspert BCC, dla przedsiębiorców najważniejsze jest wznowienie działalności, a terminy wprowadzania kolejnych etapów rozmrażania gospodarki nie są znane.

Kluczowe pytanie brzmi, jak będą kształtowały się etapy odmrażania gospodarki – przekonuje dr Wojciech Nagel. – Najistotniejsze dla przedsiębiorców, w szczególności małych, takich jak zakłady usługowe czy kluby fitness, jest to, aby wyraźnie zdefiniować, kiedy będą mogli zacząć działać. Przedstawione etapy nie zawierają bowiem dat. Przykładowo, Czesi wyraźnie powiedzieli, kiedy będą co otwierać i w jakim harmonogramie.

Ładowanie indukcyjne to już standard. Przyszłością mogą jednak okazać się ładowarki oparte na ultradźwiękach czy falach radiowych

W przyszłości ładowanie przedmiotów codziennego użytku będzie możliwe nie tylko bez kabli, ale też bez stacji ładujących. Już teraz start-upy pracują nad ładowaniem telefonów „z powietrza”. Bostoński system WiTricity znany jest z technologii ładowania bezprzewodowego rezonansu magnetycznego. Inne wykorzystują nadajniki z miniantenami i ładują w ten sposób wszystkie przedmioty z uruchomioną technologią Bluetooth. Ładowarki indukcyjne, jeszcze niedawno traktowane jako gadżet, teraz o mocy nawet 24 W, naładują baterię od zera w ciągu godziny.

– Ładowanie indukcyjne kiedyś było traktowane bardziej jako gadżet. Teraz mamy już w ofercie ładowarki indukcyjne o mocy 24 W, czyli możemy naładować telefon od zera do stu procent w nieco ponad godzinę. Jedyny problem stanowią telefony, ponieważ nie nadążają za branżą akcesoriów mobilnych. iPhone’a  możemy ładować z maksymalną mocą 7,5 W, a Huaweia – 10 W. Xiaomi wprowadziło model Mi 9 Pro, którego bateria może przyjąć 30 W. To jednak dopiero przyszłość – mówi agencji Newseria Innowacje Kacper Kowalewski, prezes Baseus Polska.

Większość bezprzewodowych platform zasilania i ładowania wykorzystuje do przesyłania energii zmienne w czasie pola elektryczne, magnetyczne lub elektromagnetyczne. Ładowanie staje się coraz prostsze, nie wymaga kabli, a przedmioty często ładują się po prostu same.

System WiTricity opracował technologię ładowania bezprzewodowego rezonansu magnetycznego, która opiera się na sprzężonych obiektach do przekazywania mocy. Platforma składa się z nadajników i odbiorników, w których znajdują się anteny magnetyczne dostrojone do tej samej częstotliwości, co pozwala jej ładować wiele urządzeń jednocześnie. Z kolei system ładowania bezprzewodowego WattUp firmy Energous umożliwia ładowanie urządzenia znajdującego się w tym samym otoczeniu co platforma, a nadajnik do wyszukiwania urządzeń wykorzystuje Bluetooth. Jeszcze inny sposób ładowania opracowuje start-up uBeam. Zamiast tradycyjnych metod wykorzystuje energię ultradźwiękową, a nadajnik emituje dźwięk o wysokiej częstotliwości, niesłyszalny dla ludzi i zwierząt. Jak dotąd uBeam wciąż nie opracował gotowego urządzenia, ale udowadnia, że ultradźwięki mogą ładować przedmioty znacznie szybciej niż tradycyjne ładowarki.

– Staramy się stworzyć sytuację, kiedy baterie, urządzenia mobilne i akcesoria, które je ładują, będą w stanie naładować dane urządzenie w kilka–kilkanaście minut – zapowiada Kacper Kowalewski. – Na razie i tak wyprzedziliśmy branżę telefoniczną, ponieważ urządzenia mobilne nie są w stanie przyjąć takiej energii, którą jesteśmy w stanie im zaoferować.

Kolejne firmy opracowują coraz to nowsze metody do ładowania. Start-up z Kalifornijskiego Instytutu Technologii zbudował bezprzewodowy system ładowania, który przesyła energię elektryczną za pomocą fal radiowych o wysokiej częstotliwości. Firma zaprezentowała trzy prototypowe produkty do ładowania. System ładowania biurka może bezprzewodowo ładować prawie każdy gadżet w odległości kilku metrów, płytka sufitowa ma znacznie większy zasięg, a wędrujący robot Roomba porusza się po domu i ładuje inteligentne domowe gadżety.

W przyszłości przedmioty mogą być ładowane nawet z powietrza, np. za pomocą mikrofal przesyłających na Ziemię energię słoneczną.

– Niektóre start-upy starają się wprowadzić możliwość ładowania z powietrza, bez dotykania, bez żadnych kabli, nawet do stacji ładującej. Pracują nad tym, ale musimy jeszcze poczekać na pierwsze rozwiązania – komentuje prezes Baseus Polska.

Centra handlowe wypracowują z rządem protokoły bezpieczeństwa

W środę odbyła się wideokonferencja Premiera Morawieckiego oraz przedstawicieli resortów zdrowia i rozwoju z przedstawicielami sektora centrów i galerii handlowych. W spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele Zarządu PRCH oraz innych organizacji branżowych. Głównym celem spotkania było omówienie zasad funkcjonowania różnych formatów obiektów handlowych przy ponownym otwieraniu nieczynnych dotychczas lokali. Referencyjnymi materiałami w dyskusji były przekazane kilka dni temu przez PRCH projekty rozwiązań do protokołów bezpieczeństwa oraz raport PRCH “COVID-19 i co dalej. Ponowne otwarcie centrum handlowego”.

Od tygodnia trwają zaawansowane rozmowy w sprawie przygotowań do szerszego otwierania obiektów i innych placówek handlowych. Już 16 kwietnia Polska Rada Centrów Handlowych po szerokich konsultacjach ze swoimi członkami przekazała do Ministerstwa Rozwoju projekt rozwiązań do protokołu bezpieczeństwa, raport z wynikami badań konsumenckich oraz wypracowany przez stowarzyszenie i SAFE ShoppingCenters raport “COVID-19 i co dalej. Ponowne otwarcie centrum handlowego” na temat procedur bezpieczeństwa w tego typu obiektach. Celem tych działań jest zaprezentowanie stronie rządzącej gotowych rozwiązań, aby powrót do biznesu odbywał się w sposób bezpieczny dla wszystkich stron z uwzględnieniem realiów branży i najlepszych praktyk międzynarodowych.

Spotkanie ze stroną rządzącą

W środę na zaproszenie strony rządzącej przedstawiciele zarządu PRCH i innych organizacji, a także niektórzy właściciele i zarządcy galerii handlowych, wzięli udział w telekonferencji z Premierem Morawieckim oraz Ministrami: Emilewicz i Szumowskim. Celem spotkania było wypracowanie wytycznych postępowania dla funkcjonowania centrów, galerii i parków handlowych przy ponownym otwieraniu pozostałych placówek handlowych, jakie obecnie są objęte ograniczeniami tj. np. sklepy z obuwiem, odzieżą i wiele innych tak potrzebnych społecznie.

Jak podkreślano na spotkaniu, cały sektor obiektów handlowych, bez względu na wielkość czy typ centrów, zdaje sobie sprawę z konieczności wprowadzania daleko idących procedur związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa dla klientów i pracowników. Zdaniem przedstawicieli branży, w obecnym czasie należy systemowo ograniczyć, a wręcz wyeliminować wszelkie funkcje obiektu związane ze spędzaniem wolnego czasu na rzecz funkcji stricte zakupowej. Kluczowe jest także wspieranie edukacji klientów poprzez komunikację, a także rozwiązania technologiczne obecne w obiektach pod hasłem #centrabezpiecznychzakupów .

Jako branża przez cały czas dzielimy się naszą wiedzą i spostrzeżeniami z resortami zdrowia i rozwoju, dlatego też jestesmy zadowoleni, że nasze rekomendacje w zakresie bezpiecznych zakupów w obiektach handlowych spotkały się uznaniem strony rządzącej. Nie wszystkie placówki będą mogły zostać otwarte równolegle, czekamy na wyznaczenie kolejnych etapów. Chcemy jak najszybciej wypracować protokoły działań aby zostały zatwierdzone przez rząd i mogły być przekazywane społeczeństwu. To wielka rola edukacyjna dla wdrożania tych wytycznych zarówno dla centrów handlowych i ich placówek oraz rządu – podkreśla Radosław Knap, dyrektor generalny Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Przygotowując wytyczne dotyczące bezpieczeństwa, branża czerpała również z dobrych praktyk zastosowanych do tej pory w innych krajach, dostosowując je realiów polskiego rynku. PRCH przekazała resortowi rozwoju pełne podsumowanie wszystkich działań w zakresie przygotowań do ponownego otwierania obiektów handlowych realizowanych za granicą.

Międzynarodowa współpraca zaowocowała również stworzeniem poradnika “COVID-19 i co dalej. Ponowne otwarcie centrum handlowego”, przygotowanego we współpracy z SAFE ShoppingCenters. Zarządcy i najemcy obiektów handlowych znajdą w nim praktyczne wskazówki, mówiące o tym, jak najlepiej przygotować się do ponownego otwierania obiektu handlowego dla szerszego grona klientów.

Najważniejsze rekomendacje skierowane przez PRCH w toku konsultacji z rządem:

– eliminacja wszelkich funkcji związanych ze spotkaniami czy spędzaniem czasu na rzecz tylko konkretnych zakupów;
– powiązanie maksymalnej liczby osób przebywających w placówce handlowej z jej powierzchnią;
– podejmowanie działań prewencyjnych przy wejściach do obiektów handlowych – obowiązek posiadania maseczek, unikanie zbiorowisk ludzkich na pasażach i w placówkach, monitorowanie liczby klientów;
– stopniowe przywracanie możliwości funkcjonowania poszczególnych placówek handlowych;
– wprowadzenie specjalnych środków ochronnych w strefach gastronomicznych – działanie w trybie dostaw / “na wynos”, ograniczenie liczby miejsc siedzących, zapewnienie odstępów między klientami;
– wprowadzenie zmian w funkcjonowaniu tzw. godzin dla seniorów – wskazanie określonych grup placówek handlowych, w których miałyby takie godziny obowiązywać, zmiana godzin;
– wWprowadzenie środków ochronnych na parkingach, w toaletach i w strefach wspólnych – zapewnienie odstępów, częstsze sprzątanie i dezynfekcja, wyeliminowanie możliwości tworzenia się skupisk ludzkich;
– podejmowanie szeroko zakrojonych akcji edukacyjnych i informacyjnych dotyczących zasad przebywania w obiektach handlowych;
– rozłożenie ruchu i ewentualnych kolejek poprzez tymczasowe przywrócenie handlu również w niedziele.

Cena paliw nie spadnie poniżej 2,5 zł nawet gdyby ropa była darmowa

Ostatnimi dniami słyszymy bardzo dużo o darmowej ropie naftowej w USA. Historia ta, powtarzana przez kolejne podmioty metodą głuchego telefonu, zyskuje coraz to nowe oblicza. Nie są one zawsze zgodne z prawdą, ale pokazują one poziom naszej wiedzy ekonomicznej jako społeczeństwa, a tutaj po raz kolejny nie jest najlepiej.

Co tak naprawdę się stało?

20 kwietnia kończył się kontrakt na dostawę ropy naftowej w USA. Przez ostatnie dwa dni ceny tego kontraktu zaczęły gwałtownie spadać. Tuż przed zamknięciem ludzie oddawali ten kontrakt za darmo lub nawet dopłacali, by nie musieć go realizować. W rezultacie pojawiły się notowania ropy w okolicach zera. Żeby zrozumieć fenomen tego zjawiska trzeba najpierw wyjaśnić kilka podstawowych terminów.

Czym jest cena ropy?

Ropa naftowa na rynkach światowych ma dwie podstawowe ceny. Jedna – to notowania na giełdzie w Londynie, gdzie kwotowany jest surowiec europejski. Druga – to notowania amerykańskie, gdzie notowana jest ropa teksańska. Nie są to oczywiście jedyne rodzaje ropy dostępne na rynku. Są też dodatkowe kontrakty, np. chińskie notowania, ale to raczej kwestia lokalnych ambicji politycznych niż realnego znaczenia. Pozostałe gatunki są wyceniane w odniesieniu do tych dwóch podstawowych. Przeważnie jako cenę ropy naftowej przyjmuje się cenę najbliższego, pod kątem realizacji, kontraktu.

Czym jest wspomniany kontrakt?

Kontrakt najprostszymi słowami to instrument finansowy, który upoważnia odbiorcę do odebrania ropy naftowej w określonym terminie i w określonym miejscu. Podstawowe kontrakty rozliczane są na wspomnianych już giełdach i odbierane w odpowiednich dla nich punktach. Warto również zwrócić uwagę, że kontrakty realizowane są co miesiąc. Ostatni dzień kwotowań to jak już było wspomniane 20 dzień miesiąca. Tego dnia podmiot, który pozostanie z kontraktem musi go zrealizować. Musi zapłacić pieniądze i odebrać ropę.

Na czym polega problem amerykańskiego kontraktu?

O ile ropa Brent notowana na londyńskiej giełdzie odbierana jest z magazynów w porcie, o tyle ropa z USA jest odbierana na lądzie. W rezultacie elastyczność rozwożenia surowca dla obydwóch tych dostaw jest zgoła inna. Dotychczas popyt w USA był tak duży, że nie stanowiło tak większych problemów. Problem w tym, że wraz ze wzrostem zapasów i spadkiem zużycia nagle okazało się, że brakuje miejsca, by przyjąć obecne kontrakty w racjonalnej cenie. W rezultacie okazało się, że odbiór ropy blisko amerykańskiego rynku zbytu wcale nie jest atrakcyjną możliwością. Specyfika europejskich notowań i łatwość wywozu surowca powoduje, że ten sam problem w Europie się na razie nie pojawił.

Dlaczego zapasy ropy rosły?

Spadające zapotrzebowanie na ropę naftową związane ze spowolnieniem gospodarczym na świecie to tylko jedna strona tego medalu. Drugim jest konflikt wśród producentów. Rynek ropy ma specyficzną konstrukcję i dominuje tam OPEC – organizacja państw produkujących i eksportujących ropę naftową. Kartel ten jednak nie jest w pełni zgodny a brak zgody na ograniczenie produkcji spowodował gigantyczną nadwyżkę surowca na rynku. Tani surowiec zalega w tej chwili w magazynach. Organizacja w końcu podjęła decyzję w porozumieniu z innymi producentami o obniżeniu produkcji ropy naftowej, aczkolwiek skala tego ruchu nie wyrówna spadku popytu i na rynku najprawdopodobniej dalej będzie za dużo surowca, po prostu nie będzie aż takiej nadwyżki.

Co będzie dalej?

To jest jedno z tych pytań, na które wielu z nas chciałoby znać odpowiedź. Patrząc jednak na ilość surowca oraz wielkość ciągle rosnących w USA zapasów, można się spodziewać, że produkcja w USA powinna zostać silnie ograniczona. Liczba platform wiertniczych spadła z niecałych 700 pod koniec marca już do 438 sztuk. To wciąż więcej niż w dołku z 2016 roku, aczkolwiek jeszcze kilka tygodni i możemy przebić ówczesne minima. Spadek produkcji w USA pozwoli rozwiązać problem nadprodukcji surowca i ustabilizować jego cenę. Problem w tym, że ograniczenie produkcji zawsze najbardziej boli tego kto ogranicza, dlatego jest w dalszym ciągu ryzyko, że kolejni producenci będą liczyć, że OPEC rozwiąże za nich ten problem. Tak się jednak na razie nie dzieje.

Jaki ma to wpływ na nas?

Polska i inne państwa naszego regionu (oprócz Rosji) nie są mocno zależne od cen surowców. Znacznie taniej za to będziemy mogli tankować. Nie jest to oczywiście tak, że ceny te spowodują że benzyna będzie pół darmowa. Pamiętajmy, że w Polsce po pierwsze mamy ropę z Rosji, wycenianą (z pewną zniżką ze względu na skład) na podstawie notowań londyńskich. Po drugie niemal dwa złote w cenie to podatki. Do tego trzeba doliczyć koszt przetransportowania, marżę rafinerii i marżę na stacji. W rezultacie najprawdopodobniej będziemy oglądać wyjątkowo niskie ceny na stacjach, ale nawet gdyby ropa naftowa (a londyńska jest daleko od tej granicy mimo spadków) była za darmo to i tak na stacji będzie ona kosztować ponad 2,5 zł, jak nie ponad 3 zł.

Maciej Przygórzewski, główny ekspert walutowy InternetowyKantor.pl i Walutomatu

Analiza Euler Hermes: Europa powinna odblokować nadmierne oszczędności wynikające z reakcji na COVID-19

W Allianz i Euler Hermes oceniamy, że w Europie stopy oszczędności gospodarstw domowych mogą wzrosnąć w drugim kwartale 2020r. nawet o +20 punktów procentowych do poziomu średnio 36% (zob. Rysunek 1). Oznacza to 1,3 bln EUR dodatkowych oszczędności czyli odpowiednik 10% PKB. Łączne oszczędności mogą osiągnąć wartość szczytową na poziomie 2,3 bln EUR. W 2009 r., oszczędności w krajach UE28 skoczyły o 100 mld EUR, przy czym całkowita wartość oszczędności (w ujęciu rocznym) wyniosła 1,1 mld EUR w tamtym okresie kryzysu.

Ograniczenia związane z Covid-19 dosłownie uniemożliwiły konsumpcję w wielu obszarach – od jedzenia poza domem do podróżowania. Konsumpcja prywatna spadnie jak kamień, średnio jak szacujemy o 35% w trakcie obowiązywania ograniczeń. Oprócz tego spodziewamy się, że 40% ludności aktywnej zawodowo znajdzie się na częściowym bezrobociu, co po części ochroni ich dochód, chociaż doprowadzi do utraty nie całości, ale od 20% do 40% ich dochodu rozporządzalnego; łączny dochód gospodarstw domowych może w ten sposób obniżyć się o 8% do 16%. Ogólnie rzecz biorąc, stopa oszczędności wzrośnie o +5 punktów procentowych w przypadku spadku całkowitego dochodu gospodarstw domowych o 5% i obniżenia się konsumpcji prywatnej o 10%.

Rysunek 1 – Stopa oszczędności według krajów, % dochodu rozporządzalnego brutto

Stopa oszczędności według krajów, % dochodu rozporządzalnego brutto
Źródła: Eurostat, Allianz Research

 

W czasie stopniowego zdejmowania ograniczeń gromadzone zapobiegawczo oszczędności mogą stać się poważnym problemem: Stopy oszczędności pozostaną +6 p.p. powyżej poziomów przed kryzysem, tj. w wysokości 21% na koniec 2020 r. Oznacza to około 400 mld EUR lub 3% PKB. W niespokojnych czasach gospodarstwa domowe nie będą skłonne do podejmowania ryzyka i mogą wzbraniać się przed konsumpcją lub inwestowaniem. Oszczędności gromadzone z przezorności odbiją się negatywnie na działalności gospodarczej, przyczyniając się do utrzymania jej poniżej możliwości. Oszczędności nadmierne lub ostrożnościowe nie są wykorzystywane jako długoterminowy kapitał, ale raczej lokowane w formie depozytów bankowych. Banki prawdopodobnie zaostrzą warunki kredytowe i będą niechętne do udzielania nowych pożyczek w czasach kryzysu. Szacujemy, że w trakcie procesu znoszenia ograniczeń konsumpcja prywatna utrzyma się od 10% do 15% poniżej poziomów przed wprowadzeniem obostrzeń i spodziewamy się, że średnio jedna trzecia pracowników na częściowym bezrobociu może stracić pracę.

Dopóki nie pojawi się skuteczna szczepionka przeciw Covid-19, kraje pozostaną podatne na nowe ogniska pandemii, które mogą prowadzić do powtórnych obostrzeń i ponownie uruchomić poszczególne fazy. Oczywistą reakcją gospodarstw domowych będzie zwiększanie oszczędności, zwłaszcza w krajach o wysokim poziomie zadłużenia gospodarstw domowych i rosnącym bezrobociu (kraje nordyckie, Niderlandy, Zjednoczone Królestwo i, w mniejszym zakresie, Francja, Belgia, Hiszpania i Portugalia, zob. Rysunek 2).

Rysunek 2 – Udział gospodarstw domowych według typów własności nieruchomości, w %

Udział gospodarstw domowych według typów własności nieruchomości
Źródła: OECD, Allianz Research

Decydenci polityczni powinni koncentrować się na polityce – konkretnych działaniach służących odblokowaniu oszczędności. Służy temu po pierwsze klimat zaufania, czyli: testy, maski, protokoły sanitarne, metody leczenia i szczepionki, pomagające stworzyć sprzyjające środowisko do wydawania oszczędności:

  • Ukierunkowane i uzupełniające istniejące programy. Częściowe bezrobocie oraz publiczne programy gwarancji (bardzo skuteczne w czasie kryzysu) mogą napędzać gromadzenie zapobiegawczych oszczędności przez strach przed utratą pracy i surowszymi warunkami kredytowymi. Uniknięcie efektu opadania i zanikania finansowania po przekroczeniu masy krytycznej (w tym przez obniżenie raczej podatków od osób prawnych i opodatkowania pracy niż podatków konsumpcyjnych lub poprzez transfery) pomogłoby w pokryciu określonych inwestycji publicznych (w sektorze zielonej gospodarki, cyfryzacji, badań i rozwoju) mających wysoki współczynnik mnożnikowy.
  • Adaptacyjna ochrona socjalna. Niezbędne jest przezwyciężenie zastrzeżeń gospodarstw domowych wobec inwestowania nadmiernych oszczędności, np. w celu stworzenia zabezpieczenia emerytalnego. Kluczem do sukcesu są odpowiednie produkty – łączące bezpieczeństwo, elastyczność i długoterminowe wyniki – a także większe inwestycje w wiedzę z zakresu finansów, łatwy dostęp do sektora zarządzania majątkiem i wsparcie dla osób o niskich i średnich dochodach, aby uniknąć błędów z 2009 r.
  • Płynność strukturalna. Mnożniki podatkowe i skłonność do konsumpcji zależą od względnej wielkości rynku krajowego, elastyczności płac, rozmiaru automatycznych stabilizatorów i poziomu zadłużenia danego kraju.

AUTORZY:

ANA BOATA
Szef Badań Makroekonomicznych
[email protected]

ARNE HOLZHAUSEN
Szef ds. Trendów Ubezpieczeń i Dobrobytu
[email protected]

LUDOVIC SUBRAN
Główny Ekonomista
[email protected]

Zasięg koronawirusa COVID-19. Najnowsze dane analizuje Mariusz Gromada

Na świecie potwierdzono ponad 2,5 miliona infekcji, 40% z nich w Europie. Od 20 kwietnia w Polsce potwierdzano około 300 nowych zakażeń dziennie – to poziom nieco niższy w porównaniu z okresem poprzedzającym. Biorąc pod uwagę rekordową liczbę testów 21 kwietnia (ponad 14 tys., poprzednio w okolicach 10 tys.) wartość 300 jest pozytywnym sygnałem. Wiele prognoz wskazuje koniec kwietnia jako okres szczytu epidemii w Polsce.

Perspektywa globalna

Na świecie odnotowano ponad 2,5 miliona potwierdzonych zakażeń. Krzywa epidemii wskazuje, że globalnie „spłaszczyliśmy” rozprzestrzenianie się wirusa w okolicach 28 marca. Można to nazwać „fenomenem 28 marca”. Zrozumienie zdarzenia wymagałoby prześledzenia kalendarium działań wielu poszczególnych krajów. Choć dzienne przyrosty nadał zwiększają się, to zmiany są ograniczone, co dobrze obrazuje skalę podjętych działań.covid-cykl-08-swiat

Europa

Europa to ponad 40% wszystkich potwierdzonych zakażeń w ujęciu globalnym (niemal 1,1 miliona). Również w tym przypadku 28 marca był dniem „złamania” nieskumulowanej krzywej wzrostu. Od tego momentu przyrosty powoli maleją – obecnie na starym kontynencie potwierdza się około 20 tys. zakażeń dziennie.covid-cykl-08-europa

Azja

Chiny wracają do życia społecznego i gospodarczego, jednak w niektórych krajach Azji epidemia rozwija się dosyć dynamicznie. Przyrosty to około 20 tys. dziennie i cały czas rosną. Ważne – ze względu na położenie geograficzne – Rosję zaliczyliśmy do Azji. W Azji potwierdzono łącznie niema 0,5 miliona infekcji.covid-cykl-08-azja

Ameryka Północna

W Ameryce Północnej zakażenia potwierdza się głównie wśród obywateli Stanów Zjednoczonych. USA to ponad 850 tys. potwierdzonych infekcji (ponad 30% globalnej liczby). Krzywa zostało spłaszczona w okolicy 5 kwietnia, a obecne przyrosty to około 30 tys. nowych przypadków dziennie. Efekt „28 marca” jest również widoczny w postaci krótkotrwałego wypłaszczenia.covid-cykl-08-ameryka-pln

Ameryka Południowa

Niemal 100 tys. potwierdzonych przypadków w Ameryce Południowej. W okolicy 8 kwietnia można zaobserwować „złamanie” nieskumulowanej krzywej epidemii i stabilizację przyrostów na poziomie 5 tys. dziennie.covid-cykl-08-ameryka-pld

Afryka

Afryka to nadal niewielka liczba potwierdzonych zakażonych – obecnie około 25 tys. z przyrostem 1 tys. dziennie. Choć efekt „28 marca” jest widoczny, to wartości nadal rosną, co nieuchronnie doprowadzi do większej dynamiki zmian.covid-cykl-08-afryka

Australia i Oceania

Australia świetnie i szybko wyhamowała rozwój COVID. W tym kraju obecnie niemal nie są notowane zakażenia. Również w tym przypadku końcówka marca była dosyć kluczowym momentem.covid-cykl-08-australia-i-oceania

Źródło: Mariusz Gromada, matematyk, statystyk, dyrektor Departamentu Customer Intelligence w Banku Millennium, opracowanie własne z dnia 22.04.2020 na podstawie danych udostępnianych przez The Johns Hopkins University https://github.com/CSSEGISandData/COVID-19

Tegoroczny kryzys gospodarczy będzie większy niż w 2009 roku?

Dzisiejszym problemem przedsiębiorców jest rozsądne planowanie działań na najbliższe miesiące. Firmy są dość elastyczne i mogą bardzo łatwo przyzwyczaić się do panujących warunków, nawet tych złych. Dzisiaj jednak nie wiadomo, na co należy się przygotować – ani ze strony gospodarki światowej, ani głównych partnerów Polski, jak również co do warunków w naszym kraju. Sytuacja jest na tyle dynamiczna, że władze i administracje poszczególnych państw – starając się dopasować do bieżącej sytuacji – nie są w stanie przewidzieć kolejnych kroków odmrażania gospodarek. W wielu miejscach liczba zakażeń wciąż wzrasta, dlatego podanie rozsądnych terminów wprowadzania zmian jest niemożliwe. W konsekwencji część firm będzie podejmowała dość radykalne decyzje. Chociaż zaoferowano im pakiety pomocowe, nadal nie mogą one planować dalszych działań. Tymczasem wiele gospodarek wdrożyło zdecydowane instrumenty pomocowe. Propozycja polskiego rządu jest także całkiem pokaźna, biorąc pod uwagę rozmiar polskiej gospodarki. Nie można jednak porównywać jej do kwot zaproponowanych w Niemczech – gdzie poziom PKB jest ośmiokrotnie większy niż w naszym kraju. Jeśli Polsce uda się wyjść z kryzysu w dobrej kondycji – nie oznacza to, że można spodziewać się wzrostu gospodarczego.

– Już teraz widać, że gospodarki wielu istotnych dla Polski państw przygotowują się na znacznie głębszą recesję niż podczas kryzysu w 2009 roku. Wtedy spadek gospodarczy wśród głównych partnerów naszego kraju wynosił ok. 5 proc. w całym roku – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Dzisiaj Niemcy traktują taki wynik jako optymistyczny scenariusz. Niektóre szacunki mówią o spadku nawet na poziomie 10-15 proc. Z drugiej strony obecnej sytuacji nie można dokładnie przełożyć na warunki kryzysu sprzed 11 lat. Nie będzie to normalna część cyklu koniunkturalnego, kiedy hossa poprzedza bessę. Spadek jest wtedy długi, ale nie tak bardzo głęboki. Teraz rzeczywistość gospodarcza może stać się bardzo trudna – ale też możliwe będzie szybsze wyjście z kryzysu. Na razie są to jednak tylko domysły. Najlepsze prognozy zapowiadają lekkie otarcie się o recesję. Przy niekorzystnym układzie możliwy jest jednak spory spadek, na poziomie 1-2 proc. – co nie było w Polsce spotykane od wielu lat. Analizy pokazują stały wzrost od ponad 20 lat. Wyjątkiem nie był nawet czas kryzysu z 2009 roku. Złożyło się na to kilka czynników. Zachodnie kraje wsparły naszą krajową produkcję – stymulując konsumentów do kupowania, zapewnili nam zbyt. Do tego należy dodać wdrażanie w Polsce ważnego pakietu, który poluzował fiskalnie gospodarkę. Spadł klin podatkowy, a oprócz tego przeszliśmy na niższy PIT. W związku z tym w gospodarce było więcej pieniędzy, firmy zatrudniały więcej pracowników i realizowały inwestycje. Dzisiaj kryzys może wyglądać inaczej. Wciąż trudno ocenić, jak bardzo ucierpią najbardziej dotknięte branże – analizuje Soroczyński.

Dwie nowe marki w portfelu Sfinks Polska

Gastronomiczna spółka Sfinks Polska, do której należą sieci restauracji Sphinx, Piwiarnia Warki, Chłopskie Jadło, Fabryka Pizzy i WOOK, wprowadziła na rynek dwie nowe marki – KEBAPI oraz YOLO Chicken. Są one dostępne wyłącznie w kanale delivery. Powiększenie portfela o kolejne koncepty w dowozie, po sukcesie pierwszej marki wirtualnej – The Burgers – to odpowiedź spółki na aktualną sytuację w kraju i potrzeby rynku. Dania z menu YOLO Chicken i KEBAPI można zamawiać na portalu SmacznieiSzybko.pl. Obie marki są również sukcesywnie uruchamiane w serwisach współpracujących.

– Dostosowujemy się do obecnej sytuacji, w ostatnim czasie postawiliśmy więc w całości na usługę delivery przy zapewnieniu bezkontaktowej dostawy zamówień. Jednocześnie obserwując zapotrzebowanie ze strony klientów na różne grupy dań w dowozie, systematycznie uzupełniamy nasz portfel o nowe brandy, zwiększając atrakcyjność i różnorodność oferty w kanale online. Liczymy, że najnowsze propozycje KEBAPI i YOLO Chicken bazujące na lubianych przez Polaków daniach i dodatkach tak samo jak w przypadku The Burgers szybko zyskają zwolenników, zwłaszcza wśród tych klientów, którzy poszukują różnorodnych smaków w dowozie – mówi Dorota Cacek, wiceprezes spółki Sfinks Polska.

Oferta KEBAPI to osiem kebabów przygotowywanych w oparciu o atrakcyjne dodatki podawanych na świeżo wypiekanych bułkach PITA z warzywami i z wybranym sosem. Wszystkie propozycje dostępne są z orientalnie przyprawionym mięsem lub w opcji wegetariańskiej – z falafelem. Klienci do wyboru mają wersję klasyczną, z zapiekanym serem, na ostro, z hummusem, z koftą, a także z krążkami cebulowymi, frytkami czy nachosami. W dostawie pojawiły się też zestawy złożone z trzech lub sześciu różnych kebabów, a także przekąski, w tym hummus z pitą i warzywami czy sezamowe kulki z toffi. Dania KEBAPI można zamawiać m.in. w Warszawie, a także w Częstochowie, Łodzi, Poznaniu czy w Zielonej Górze.

Motywem przewodnim YOLO Chicken jest z kolei kurczak. Na menu nowej marki składa się 5 kanapek ze stripsami z kurczaka w wersji klasycznej, z serem, BBQ, z bekonem, a także na ostro z papryczką jalapeño. Ponadto oferta obejmuje też 6 zestawów ze stripsami bądź ze skrzydełkami barbeque, a także 3 rodzaje qurritos podawanych w tortilli z kultowym sosem do wyboru. Oferta YOLO Chicken jest aktualnie dostępna m.in. w Poznaniu, Malborku oraz w stolicy.

W ramach pierwszej marki wirtualnej – The Burgers – wdrożonej przez Sfinksa pod koniec 2019 roku serwowane są z kolei burgery w autorskiej wersji z boczniakami, z doritosami oraz klasycznej czy z serem. Dla wegetarian przygotowane zostały propozycje z falafelami i hummusem. Dania The Burgers wyróżnia przygotowywany na miejscu, własnej receptury sos. Do wyboru są również rozmaite dodatki i przekąski.  Z oferty można korzystać m.in. w Katowicach, Poznaniu, Warszawie i Wrocławiu.

Jak pandemia koronawirusa wpłynie na polską gospodarkę? Analiza Banku Pekao S.A.

Pandemia koronawirusa zagraża wielu sektorom gospodarki. Przed niektórymi branżami postawi natomiast nowe wyzwania, a przed innymi otworzy dodatkowe możliwości. Zmiany są jednak nierównomierne i następują różnymi kanałami. Perspektywy rozwojowe poszczególnych sektorów mogą się zatem zmieniać – wynika z najnowszego raportu Biura Analiz Makroekonomicznych Banku Pekao: „Gospodarka w czasach pandemii. Spojrzenie sektorowe na bazie pierwszych doświadczeń globalnych”. To pierwsze takie sektorowe opracowanie w Polsce.

Raport Banku Pekao: „Gospodarka w czasach pandemii. Spojrzenie sektorowe na bazie pierwszych doświadczeń globalnych” to pierwsza na naszym rynku próba podsumowania globalnych trendów i odniesienie ich do sytuacji w Polsce, choć na podstawie niepełnych jeszcze danych w pierwszej fazie kryzysu. Jak wynika z analizy, na skutek pandemii światowa gospodarka w 2020 r. może znaleźć się w najgłębszej recesji od czasu Wielkiego Kryzysu Gospodarczego lat 30-tych XX w. Według prognoz Międzynarodowego Funduszu Walutowego globalny PKB może skurczyć się nawet o 3 proc. r/r. Liczba zakażeń koronawirusem i działania podejmowane przez państwa powodują ograniczenie aktywności społecznej i gospodarczej. Przekłada się to m.in. na załamanie popytu, silne zakłócenia łańcuchów dostaw, przestoje operacyjne czy negatywne trendy cenowe.

W ujęciu globalnym już teraz niemal pewny jest poważny kryzys w wielu sektorach. Przykładem mogą być pasażerskie linie lotnicze, które odnotowały spadek przewozów o blisko 90 proc. i z tego powodu spodziewają się spadku przychodów o ponad 300 mld USD w całym 2020 r. Wśród innych silnie narażonych branż można wskazać m.in. turystykę i hotelarstwo, usługi, branżę modową, przemysł motoryzacyjny, maszynowy i meblarski, transport towarów czy sektor paliwowy.

Choć lista sektorów, które okazują się względnie odporne na wpływ epidemii jest krótka, to zaletą polskiej gospodarki jest ich ważna rola w tworzeniu PKB. Przed wieloma branżami gospodarka po pandemii postawi nowe wyzwania, a przed innymi otworzy dodatkowe perspektywy. Tradycyjnie w sytuacjach kryzysowych na względnie stabilny popyt może liczyć branża rolno-spożywcza i farmaceutyczna. Silne wzrosty sprzedaży odnotowują niektóre segmenty e‑commerce i obsługujące je usługi kurierskie. Dużym zainteresowaniem cieszą się też produkty ICT, umożliwiające pracę zdalną i wirtualną komunikację izolujących się społeczeństw.

Obecna sytuacja jest sytuacją bez precedensu. Na szczęście dla krajowej gospodarki istnieją branże, które nie tylko są odporne na kryzys, ale nawet mogą wyjść z niego wzmocnione i z lepszymi perspektywami na przyszłość. Jest to na przykład branża rolno-spożywcza. Polska jest jednym z głównych producentów żywności w całej Unii Europejskiej. Polskie firmy dostaną szansę wejścia na nowe rynki, gdzie pojawią się niedobory produktów – mówi Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista Banku Pekao S.A.

Niemożliwe jest prognozowanie skutków gospodarczych koronawirusa ze 100-proc. pewnością ze względu na samą niepewność co do przebiegu epidemii, odpowiedzi polityki gospodarczej państw czy implementowanych strategii wyjścia. Raport Banku Pekao skupia się jednak głównie na analizie trendów globalnych. Ich proste przeniesienie na grunt krajowy byłoby zbyt dużym uproszczeniem, stąd samo precyzyjne oszacowanie wpływu kryzysu na poszczególne branże krajowej gospodarki jest utrudnione. W takich warunkach kluczowego znaczenia nabiera efektywność systemowego wsparcia najsilniej dotkniętych obszarów. Pomoc w utrzymaniu płynności i przeciwdziałanie zwolnieniom pracowników mogą pomóc tym branżom przetrwać ciężki okres.

zachęcamy do zapoznania się z najnowszym raportem Banku Pekao: „Gospodarka w czasach pandemii. Spojrzenie sektorowe na bazie pierwszych doświadczeń globalnych”, który można pobrać na naszej stronie internetowej:

https://www.pekao.com.pl/o-banku/aktualnosci/084c4abc-018b-4af4-bb32-ee1c44236326/raport-banku-pekao-gospodarka-w-czasach-pandemii-spojrzenie-sektorowe-na-bazie-pierwszych-doswiadczen-globalnych/084c4abc-018b-4af4-bb32-ee1c44236326/raport-banku-pekao-gospodarka-w-czasach-pandemii-spojrzenie-sektorowe-na-bazie-pierwszych-doswiadczen-globalnych.html

Po kryzysie firmy będą bardziej cyfrowe i elastyczne

Wielu firmom ciężko odnaleźć się w nowej rzeczywistości związanej ze zdalną pracą, zwłaszcza, że musiały w nią wejść niemal z dnia na dzień. Sytuacja może jednak stać się też „furtką” do dalszego rozwoju i cyfryzacji. Aż 66% decydentów w przedsiębiorstwach uważa, że trwająca epidemia przyspieszy tempo digitalizacji.[1] Wdrażane narzędzia komunikacji, aplikacje w chmurze czy elektroniczny obieg dokumentów pomogą firmom w dopasowaniu się do sytuacji rynkowej oraz redukowaniu kosztów.

Skalę nagłego przejścia przedsiębiorstw w tryb zdalny obrazuje skokowy wzrost liczby osób korzystających z komunikatorów i platform wirtualnej współpracy. Jak podaje Microsoft, w połowie marca w ciągu tygodnia liczba użytkowników aplikacji Teams zwiększyła się o 37%, a każdego dnia odbyło się w niej ponad 900 mln spotkań.[2] Tego samego miesiąca Vodafone, jeden z największych operatorów telefonii komórkowej na świecie, odnotował w niektórych europejskich krajach wzrost transferu danych w internecie o 50%. [3]

Zdalnie na stałe?

Sytuacja uświadomiła menedżerom firm konieczność dysponowania infrastrukturą, którą można dostosowywać do zmieniających się warunków. Aż 82% z nich wskazuje elastyczne warunki pracy jako najważniejszy obecnie sposób zarządzania pracownikami.[4] Istotne stało się zdigitalizowanie obiegu informacji i procesów, aby mogły być prowadzone całkowicie zdalnie i bez zakłóceń. Wprowadzane są cyfrowe narzędzia, na nowo ustala się zasady pracy czy zarządzania zleceniami. Nawet tam, gdzie chmura była już obecna, przedsiębiorcy odkrywają jej nowe zastosowania i zaczynają w pełni wykorzystywać dostępne funkcje. Może to już na stałe zmienić podejście do pracy.

– Po unormowaniu się sytuacji prawdopodobnie wiele firm uzna, że nie było tak źle i zdecyduje się pozostawić zespołowi możliwość przynajmniej częściowej pracy zdalnej. Długofalowo przyniesie to konkretne korzyści – zapewni pracownikom m.in. elastyczność i możliwość łatwiejszego godzenia obowiązków służbowych z domowymi oraz oszczędność czasu dojazdów do pracy. Co równie istotne, zwłaszcza teraz, taki model umożliwia też redukcję wydatków, m.in. na przestrzeń biurową. Jeszcze przed epidemią niektóre firmy stosowały tzw. hot desking, czyli nieprzypisywanie stanowisk pracy do konkretnych osób. Dzięki takiemu rozwiązaniu zespół może się „wymieniać” w biurze i w domu, a firma redukuje przestrzeń i liczbę biurek, zamiast ograniczać zatrudnienie. Według analiz tylko w Stanach Zjednoczonych przejście na pracę zdalną może pomóc pracodawcom zaoszczędzić łącznie nawet ponad 30 mld dolarów dziennie[5] wskazuje Mateusz Macierzyński, ITS Portfolio Manager w firmie Konica Minolta.

Świadome bezpieczeństwo

Gdy pracownicy wykonują obowiązki z domu, często na własnych komputerach, szczególnego znaczenia nabiera kwestia zapewnienia bezpieczeństwa firmowej sieci oraz poufności danych. Przedsiębiorcy zaczynają dostrzegać potencjalne zagrożenia oraz konieczność weryfikacji posiadanych zabezpieczeń i polityki ochrony przed wyciekami czy nieuprawnionym dostępem do dokumentów. W większym stopniu zaczynają więc korzystać z bardziej zaawansowanych rozwiązań takich jak sieć VPN[6], która zapewnia szyfrowane połączenie między firmową siecią a użytkownikami.

Sytuacja jest dla firm bardzo trudna, ale niesie też nieoczekiwany potencjał rozwoju. Niektóre stanowiska, wcześniej przypisane do firmowego biurka, zostają przeniesione w tryb zdalny. Dostosowując się do nowych wymogów przedsiębiorcy opracowują procedury, szkolą pracowników, dokonują zmian organizacyjnych, wdrażają cyfrowe narzędzia, nowe aplikacje i usługi w chmurze. Wielu z nich modernizuje swoje strony internetowe, a nawet rozwija zdalne świadczenie usług. Pomoże to nie tylko uporać się z obecnym kryzysem, ale przyniesie też większą gotowość na tego typu sytuacje w przyszłości – mówi Mateusz Macierzyński.

[1] Według DMEXCO Trend Survey 2020, badanie przeprowadzono wśród osób podejmujących decyzje w obszarze cyfryzacji.

[2] https://www.microsoft.com/en-us/microsoft-365/blog/2020/03/19/microsoft-teams-3-everything-you-need-connect-teammates-be-more-productive/

[3] https://www.theguardian.com/business/2020/mar/18/vodafone-rise-data-usage-more-people-work-from-home-coronavirus

[4] Według badania Deloitte, Pracownicy w obliczu pandemii: niezawodni i gotowi do działania, 2020.

[5] Według danych Global Workplace Analytics, https://globalworkplaceanalytics.com/work-at-home-after-covid-19-our-forecast

[6] Ang. Virtual Private Network, wirtualna sieć prywatna.

Nawet 600 nowych zagrożeń phishingowych dziennie związanych z koronawirusem

W minionych tygodniach analitycy z należącego do firmy Fortinet FortiGuard Labs zaobserwowali znaczący wzrost cyberataków wykorzystujących nawiązania do pandemii koronawirusa i choroby COVID-19. Specjaliści wykrywają nawet 600 nowych zagrożeń phishingowych każdego dnia, zaś liczba wirusów wzrosła w marcu 2020 roku o 131% w porównaniu z marcem 2019.

Pandemia, podobnie jak inne zdarzenia o globalnym zasięgu, jest katalizatorem powstawania nowych cyberzagrożeń. Przestępcy są świadomi, że czasy gwałtownych zmian mogą powodować poważne zakłócenia w funkcjonowaniu przedsiębiorstw i instytucji, które skupiają się wówczas głównie na zapewnieniu ciągłości działania, zaś procedury bezpieczeństwa bywają zaniedbywane. Działania ze strony cyberprzestępców były więc w obecnej sytuacji spodziewane, jednak zaskakuje ich skala.

Cyberprzestępcy wykorzystują nagłe zmiany w cyfrowym świecie

Liczba użytkowników niezabezpieczonych urządzeń, podłączonych do Internetu, jest bezprecedensowa. W każdym gospodarstwie domowym z globalnej sieci korzysta kilka osób, w tym dzieci, które przez pewien czas zajmują się zdalną nauką, a resztę czasu spędzają na rozmowach z przyjaciółmi. Często też całe rodziny angażują się w gry wieloosobowe, rozmowy z bliskimi za pośrednictwem mediów społecznościowych, a także strumieniowo odtwarzają muzykę i filmy.

Taka sytuacja to woda na młyn cyberprzestępców, którzy bynajmniej nie wykorzystują tej sytuacji do relaksu. W ostatnim czasie analitycy z FortiGuard Labs obserwują średnio około 600 nowych kampanii phishingowych dziennie. W ich treści przekazywane są fałszywe informacje na temat pandemii, zaś styl komunikacji to żerowanie na ludzkim strachu i empatii. Często w złośliwych wiadomościach pojawia się temat dostępu do trudno osiągalnych środków medycznych czy też wsparcia technicznego dla pracowników zdalnych. Organizacja „Trolling the Dark Web” ujawniła natomiast takie cyberoszustwa związane z pandemią, jak np. oferty dostarczania chlorochiny i innych leków oraz urządzeń medycznych – wszystkie żerujące na strachu związanym z koronawirusem.

Niestety, wielu użytkowników ma niewłaściwie niezabezpieczone urządzenia prywatne, z których realizują służbowe obowiązki, a nierzadką sytuacją jest całkowity brak jakiejkolwiek ochrony. Phishing jest wymierzony przede wszystkim w nich. Oszuści przygotowali nawet ataki socjotechniczne ukierunkowane na dzieci, jak np. fałszywe oferty gier online czy darmowych filmów. Wiele pirackich stron oferuje obecnie możliwość oglądania ostatnich hitów kinowych za darmo, jednocześnie infekując złośliwym oprogramowaniem urządzenie użytkownika. Tym bardziej więc należy uważać na wszelkie „darmowe” okazje.

Phishing to tylko wierzchołek góry lodowej

Większość ataków phishingowych wykorzystuje jako złośliwy „ładunek” narzędzia typu ransomware (szyfrujące dane i żądające okupu za ich odzyskanie), trojany zdanego dostępu (Remote Access Trojan) i inne złośliwe oprogramowanie, za pomocą którego można uzyskać zdalny dostęp do urządzeń podłączonych do sieci. Znacznie wzrosła także liczba oszustw finansowych powiązanych z tematem pandemii, nawet z użyciem narzędzi w modelu usługowym MaaS (Malware-as-a-Service) przeznaczonych dla początkujących cyberprzestępców, tzw. script kiddies.

A jako że w czasie izolacji ludzie szukają kontaktu z innymi za pomocą komunikatorów, wideoczatów i za pośrednictwem mediów społecznościowych, cyberprzestępcy zyskują nowe możliwości działania. Domowe urządzenia bowiem nie muszą być atakowane bezpośrednio. Wszystkie są podłączone do sieci domowej, co otwiera wiele dróg ataku, a ostatecznym celem jest uzyskanie dostępu do zasobów firmowych. W ten sposób prywatne urządzenie pracownika zdalnego (takie jak tablet, konsola do gier, aparat cyfrowy oraz sprzęt z kategorii smart home jak system alarmowy czy oświetleniowy) może stać się bramą do sieci przedsiębiorstwa i umożliwia rozprzestrzenienie się złośliwego oprogramowania na urządzenia kolejnych pracowników. Wynikające z tego kłopoty mogą być równie poważne, co konsekwencje ataku ransomware, a w efekcie spowodować długotrwały przestój w działalności firmy.

Nagły wzrost liczby wirusów

Analitycy FortiGuard Labs zaobserwowali znaczny przyrost liczby wykrytych wirusów, spośród których wiele znajdowało się w złośliwych załącznikach do phishingowych wiadomości. Na przykład, w I kwartale 2020 r. udokumentowano: wzrost o 17% liczby wirusów w styczniu, 52% w lutym i 131% w marcu (w porównaniu z danymi z analogicznych miesięcy 2019 r.).

Co ciekawe, jednocześnie widać spadek liczby botnetów (w styczniu o 66%, lutym – o 65%, marcu – o 44% w porównaniu rok do roku). Podobnie liczba ataków wykrywanych przez systemy ochrony przed włamaniami (IPS) spadła w marcu o 58% w porównaniu z marcem roku 2019. Widać więc wyraźnie, że cyberprzestępcy reagują na kryzys, dostosowując do niego strategie ataków.

Pracownicy zdalni pod ostrzałem

Istotne jest, aby administratorzy IT w przedsiębiorstwach podejmowali działania mające na celu ochronę pracowników zdalnych i pomagali im zabezpieczyć swoje urządzenia oraz sieci domowe. Zacząć należy od działań edukacyjnych, aby pracownicy zdalni i ich rodziny byli świadomi zagrożeń (Fortinet udostępnił szereg bezpłatnych kursów dla telepracowników z zakresu bezpieczeństwa). Następnie należy zapewnić szyfrowaną łączność z firmą z wykorzystaniem wirtualnej prywatnej sieci VPN. Warto też rozważyć dostarczenie pracownikowi licencji stosowanego w firmie oprogramowania do zwalczania złośliwego kodu, aby mógł je zainstalować na prywatnym sprzęcie. Być może pracownicy będą zainteresowani także konsultacjami w jaki sposób upewnić się, że ich domowe routery i punkty dostępowe Wi-Fi są odpowiednio zabezpieczone.

Oczywiście konieczne jest także zapewnienie ochrony w firmowej infrastrukturze. Szczególnie zalecane jest skorzystanie z wieloskładnikowego uwierzytelniania i systemów jednokrotnego logowania (Single-Sign On), jak też nieustanna weryfikacja, czy z siecią łączą się wyłącznie uprawnione do tego urządzenia. Ochronę przed phishingiem oraz ransomware’em zapewnią dodatkowe narzędzia zabezpieczające bramy poczty elektronicznej.

Derek Manky, Chief of Security Insights & Global Threat Alliances w firmie Fortinet

Polityczne problemy euro

Przerwanie spirali paniki na rynku ropy naftowej pozwoliło poprawić nastroje w innych segmentach rynków finansowych, głównie pomóc odbić indeksom giełdowym. Wyjątkiem jest EUR, które musi stawić czoła perspektywie ponurych danych o aktywności gospodarczej oraz zmierzyć się z rozczarowaniem braku solidarności państw członkowskich strefy euro.

Dziś rano nastroje na rynkach są lepsze niż w poprzednich dniach i odbicie cen ropy naftowej o 10-15 proc. bez wątpienia w tym pomaga. Na FX mały risk-on pozwala na transfery z bezpiecznych USD, JPY i CHF w stronę ryzykownych NOK i CAD (waluty naftowe), ale też AUD i NZD. Z wahań nie można wyciągnąć żadnych trwalszych wniosków. Rynek uklepał tymczasowe dno i przechodzi korekcyjne odreagowanie. Fundamentalnie w ostatnich 24 godzinach nie otrzymaliśmy nic nowego, co by uniemożliwiało powrót paniki.

Przy zepchnięciu trochę na bok tematu ropy naftowej, uwaga przenosi się na dane makro. W Eurolandzie indeksy PMI dla przemysłu i usług za kwiecień powinny się obniżyć. Wskaźniki aktywności gospodarczej powinny pokazać dalsze pogorszenie sytuacji względem marca, choć z uwagi na już niski punkt startowy dalszy spadek będzie ograniczony w skali. Będzie to jednak oznaczać, że przedsiębiorcy widzą sytuację gorzej niż w poprzednim miesiącu, co samo w sobie jest negatywnym sygnałem. Nawet powrót indeksów PMI do 50 będzie tylko informował, że sytuacja jest taka sama, jak miesiąc wcześniej, co w obecnych warunkach oznacza, że dalej jest źle. W efekcie poprzeczka dla pozytywnych zaskoczeń ustawiona jest bardzo wysoko i nie dziwi nasilenie negatywnej presji na EUR.

Dodatkowo niewielkie są nadzieje, aby dzisiejsze posiedzenie Eurogrupy w sprawie odpowiedzi na gospodarcze skutki pandemii przyniosło pozytywne rozstrzygnięcia. Jak wszystkie inne gospodarki, strefa euro stawia czoła łącznemu uderzeniu szoku podażowego i popytowego, jednak dodatkowo w Europie problemem są spory na poziomie politycznym podnoszące obawy czy blok jest w stanie zachować spójność. Tradycyjnie jak to bywa w strefie euro, decyzje makro opóźniają się przez podziały o to jak i ile wydać środków na pomoc konkretnym krajom. Jak na razie bodziec fiskalny Eurolandu jest względnie mały przy planach Włoch i Niemiec na poziomie 3-4 proc. PKB, podczas gdy dla porównania USA przygotowało pakiet wart 6 proc. PKB, a Australia przeznaczyła ponad 10 proc. PKB. Główne źródło sporu nie jest tajemnicą: Francja, Hiszpania i Włochy naciskają na emisje wspólnych obligacji skarbowych, by rozłożyć ryzyko ogromnych kosztów odbudowy gospodarki. Ale Niemcy i inne kraje z północy Europy są przeciwne. I dziś raczej kompromis nie zostanie osiągnięty. Wczorajsza decyzja EBC, by rozpocząć akceptowanie obligacji o ratingu śmieciowym jako zabezpieczenie pod transakcje płynnościowe sugeruje, że bank centralny przygotowuje się na pogorszenie oceny wiarygodności kredytowej niektórych państw członkowskich (w szczególności Włoch). Obawy EBC rynek zacznie dyskontować nie czekając na decyzje agencji ratingowych, zawyżając rentowności obligacji skarbowych. Przywódcy państw Eurolandu sami komplikują sobie walkę z kryzysem, co w rezultacie będzie wywierać presję na euro.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Co trzeci pracownik może lub musi pracować z domu. 82 proc. jest z tego zadowolonych

Przed wybuchem pandemii w Polsce możliwość pracy zdalnej była jednym z najbardziej cenionych przez pracowników benefitów. Dziś ze względu na sytuację wiele osób zostało do niej zmuszonych, ale mimo to większość z nich jest z tego zadowolona – wynika z badania BIG InfoMonitor. Doceniają zwłaszcza poczucie bezpieczeństwa oraz oszczędność czasu, jaką daje praca z domu. Niezadowolonych jest tylko 13 proc. pracowników zdalnych, którzy narzekają głównie na niższą produktywność i brak odpowiedniego sprzętu. Mimo to w przyszłości elastyczne podejście do obecności w biurze może stać się znacznie popularniejsze niż przed kryzysem.

Jeszcze przed kwarantanną home office pojawił się w pierwszej dziesiątce najważniejszych czynników wpływających na satysfakcję z zatrudnienia, obok wysokich zarobków, zgranego zespołu i dobrej atmosfery, w tym szefa, a także dogodnego dojazdu do pracy. Na potrzebę pracy zdalnej wskazywało 14 proc. ankietowanych. Dziś wiele osób przekonuje się, jak pracuje się z domu, nie dlatego, że chcą, lecz dlatego, że muszą – mówi agencji Newseria Biznes Diana Borowiecka, ekspertka Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor.

Badanie 4P dla BIG InfoMonitor wskazuje, że co trzeci Polak z powodu pandemii koronawirusa pracuje z domu, z tego część łączy obowiązki zdalne z pracą w siedzibie firmy. Połowa Polaków nie może skorzystać z home office ze względu na charakter swojej pracy, a 15 proc. – dlatego że pracodawca nie daje im takiej możliwości.

Wśród pracujących już kolejny tydzień na home office jest zdecydowanie więcej kobiet oraz osób zamieszkujących peryferia dużych miast, także mieszkańców regionu mazowieckiego oraz par czy małżeństw z dziećmi – wymienia Diana Borowiecka.

82 proc. pracujących zdalnie docenia taką możliwość. Mimo różnych niedogodności, związanych np. z koniecznością opieki nad dziećmi w ciągu dnia czy brakiem wydzielonego miejsca do pracy, uważają, że to rozwiązanie się sprawdza. Doceniają przede wszystkim to, że w sytuacji zagrożenia koronawirusem w domu mogą czuć się znacznie bezpieczniej niż w biurze. Odpowiedziało tak 73 proc. pracowników. 42 proc. podkreśla, że ma więcej czasu dla rodziny.

– Ankietowani doceniają również dłuższy sen, na który mogą sobie pozwolić, gdy odpada im droga do pracy czy codzienne przygotowania. Na ten aspekt częściej wskazywali panowie – wyjaśnia ekspertka BIG InfoMonitor. – Choć wśród pracujących zdalnie przeważają kobiety, to home office ma więcej zwolenników wśród panów. Mężczyźni dwa razy częściej niż kobiety podkreślają, że dzięki pracy z domu ich produktywność wzrasta w porównaniu z tym, co się dzieje w firmie. Lepsze wyniki widzi u siebie 22 proc. mężczyzn wobec 11 proc. kobiet.

Z kolei na problemy z produktywnością podczas pracy zdalnej wskazało ponad 56 proc. osób, które nie są zadowolone z tego, że pracują z domu. Kolejne istotne przyczyny to brak odpowiedniego sprzętu w domu (31 proc.), problemy z koncentracją (22 proc.) oraz brak wydzielonego miejsca do pracy (17 proc.). 20 proc. spośród niezadowolonych podkreśla, że pracując z domu, otrzymuje niższe wynagrodzenie. 12 proc. narzeka, że rozpraszają ich dzieci.

Nie każdy jest szczęśliwy, pracując z salonu czy sypialni. Praca poza firmą, na którą wielu Polaków trafiło ze względu na pandemię, nie podoba się aż 13 proc. ankietowanych – mówi Diana Borowiecka. – Mimo to nie jest wykluczone, że pandemia może w przyszłości na dobre zmienić podejście zarówno pracodawców, jak i pracowników do tego rozwiązania, oczywiście tam, gdzie będzie to możliwe.

Obowiązkowe nauczanie online może na stałe zmienić model edukacji. Nauczyciele przekonują się do używania technologii

Polskie szkoły mają za sobą prawie miesiąc obowiązkowej zdalnej edukacji. – To wyzwanie zarówno dla nauczycieli i uczniów, jak i ich rodziców oraz placówek edukacyjnych, które muszą zająć się organizacją lekcji online. W dłuższej perspektywie ta sytuacja może zmienić model nauczania w polskich szkołach oraz podejście nauczycieli do korzystania z nowych technologii w edukacji – mówi Łucja Kornaszewska-Antoniuk, ekspertka Fundacji Orange, która rozpoczęła właśnie nabór szkół do kolejnej edycji bezpłatnych programów edukacji cyfrowej.

– Przestawienie się nauczycieli, dyrektorów i szkół na zdalne nauczanie było i jest olbrzymim wyzwaniem, również dla samych uczniów i ich rodziców. Ta sytuacja jest trudna, wszyscy na co dzień doświadczamy jej konsekwencji. Z tym wyzwaniem szczególnie dobrze radzą sobie nauczyciele, którzy dotychczas aktywnie korzystali z technologii podczas swoich zajęć, potrafili zainspirować dzieci. Oni są teraz wygranymi – mówi agencji Newseria Biznes Łucja Kornaszewska-Antoniuk, kierowniczka działu programów w Fundacji Orange.

Z powodu pandemii SARS-CoV-2 szkoły i placówki edukacyjne w Polsce pozostają zamknięte od 12 marca, a od 25 marca lekcje obowiązkowo odbywają się zdalnie. Z badań przeprowadzonych przez Brainly wynika, że już w połowie marca blisko 70 proc. uczniów w Polsce uczestniczyło w lekcjach online prowadzonych przez nauczycieli. Placówki oświatowe najczęściej wykorzystują do nauki online takie platformy jak Skype, Google Classroom, Microsoft Teams, czy dziennik elektroniczny, np. Librus.

– Jest szereg narzędzi wspierających nauczycieli w zdalnej nauce. To m.in. portal epodreczniki.pl opracowany przez MEN, ale również portal Zdalne lekcje przygotowany przez Ministerstwo Cyfryzacji i NASK – mówi ekspertka z Fundacji Orange.

Jak poinformowało Ministerstwo Edukacji Narodowej, w dniach 11 marca – 8 kwietnia z portalu epodreczniki.pl korzystało ponad 460 tys. użytkowników, którzy generowali 2 mln odsłon dziennie. Nie brakuje również platform tworzonych przez prywatne firmy, organizacje czy fundacje.

Jako Fundacja Orange także aktywnie włączyliśmy się w ruch wspierania nauczycieli wraz z wieloma innymi organizacjami pozarządowymi, które działają na polu edukacji. Tuż po zamknięciu szkół podjęliśmy decyzję o uruchomieniu cyklu webinariów skierowanych do nauczycieli, żeby pokazać im, w jaki sposób mogą prowadzić zdalne lekcje – mówi Łucja Kornaszewska-Antoniuk.

Z kolei dla dzieci przygotowano zajęcia, które bazują na popularnych programach Fundacji Orange dla szkół MegaMisja i HASHSuperKoderzy. – W Porankach z HASHSuperKoderami i akcji FabLab w Domu najmłodsi mogą uczyć się programowania, a starsze dzieci i młodzież – modelowania 3D. To działania doraźne, które uruchomiliśmy z potrzeby chwili, bo wszyscy w krótkim czasie przestawiliśmy się na nauczanie i pracę zdalną – mówi ekspertka.

Fundacja Orange już teraz zaprasza szkoły do zgłaszania się do kolejnej edycji jej programów edukacji cyfrowej – MegaMisji i HASHSuperKoderów. Wystarczy do 15 maja wypełnić prosty formularz i załączyć krótki materiał przygotowany przez nauczyciela wraz z uczniami w czasie zdalnych lekcji, aby zdobyć szansę na udział w 10-miesięcznym cyklu nowoczesnych zajęć. Formularz i  instrukcje są dostępne na stronie fundacja.orange.pl/nabor-szkol.

MegaMisja jest przeznaczona dla klas 1–3 i ich nauczycieli. Ma formę zabawy, gry edukacyjnej, która uczy dzieci m.in., jakie treści można publikować w internecie, jak chronić swoją prywatność, przestrzegać praw autorskich i zasad bezpiecznego internetu, a także skutecznie szukać wiarygodnych informacji, czyli podstaw cyfrowej higieny. HASHSuperKoderzy to program dla  uczniów klas 4–8 szkół podstawowych. To nauka programowania i podstaw robotyki nie tylko na informatyce, ale i na innych lekcjach. Rozwija też umiejętność logicznego myślenia, pracy zespołowej i ćwiczy kreatywność. W MegaMisji do tej pory wzięło udział już prawie 27 tys. dzieci z niemal tysiąca szkół, a 10 tys. dzieci z prawie 500 szkół w HASHSuperKoderach.

– Co ważne, nauczyciele, którzy podejmują decyzję o udziale w programie, nie muszą być ekspertami od nowych technologii. Oferujemy im zarówno materiały edukacyjne, szkolenia przygotowujące ich do prowadzenia zajęć, jak i sprzęt, chociażby tablety czy roboty, które są potrzebne do nauki programowania – mówi Łucja Kornaszewska-Antoniuk. – Zachęcamy wszystkich nauczycieli ze szkół podstawowych do programów MegaMisja i HASHSuperKoderzy. Mamy nadzieję, że spotkamy się od września już nie tylko w zdalnej formie.

Ekspertka Fundacji Orange ocenia, że obowiązkowe zdalne lekcje mogą wpłynąć na zmianę modelu nauczania w długiej perspektywie i zmienić podejście nauczycieli i szkół do wykorzystywania nowych technologii. Z drugiej strony skorzystają na tym też sami uczniowie, którzy dotąd używali tych technologii głównie w sposób bierny.

– Dzieci na ogół korzystają ze swoich smartfonów, tabletów czy internetu głównie w celach rozrywkowych: oglądają filmy, słuchają muzyki, kontaktują się z przyjaciółmi. Obecna sytuacja zmusiła je, aby wykorzystywać technologie również do nauki, rozwijania swoich pasji i zainteresowań. Mamy wielką nadzieję, że te technologie w takim właśnie wydaniu zagoszczą w szkołach już na dobre po zakończeniu tej sytuacji – mówi ekspertka z Fundacji Orange.

W dobie masowej zdalnej pracy i nauki wyzwaniem może być też dostęp do internetu. Orange zdecydował się udostępnić nauczycielom i uczniom nawet 200 GB danych do wykorzystania przez dwa miesiące na smartfonie, tablecie czy komputerze za symboliczną złotówkę miesięcznie.

Większość kontaktów z bankami i urzędami możliwa tylko online. Przez ograniczenia związane z koronawirusem rośnie popularność podpisu elektronicznego

Pandemia koronawirusa i związane z nią ograniczenia przełożyły się na wzrost popularności usług świadczonych online. Większość relacji między firmami, obywatelami i administracją państwową przenosi się do internetu. Wyzwaniem jest elektroniczny obieg dokumentów. Rozwiązaniem, które pozwala zdalnie podpisywać wszelkie dokumenty – umowy, oświadczenia, e-faktury czy urzędowe wnioski – jest kwalifikowany podpis elektroniczny. To duże ułatwienie dla osób, które pracują poza standardowym miejscem zatrudnienia, np. w domu, i firm chcących zachować ciągłość działalności.  

– Koronawirus praktycznie z dnia na dzień przeorganizował nasze życie. Wiele  usług, które do tej pory były dostępne online jako alternatywna dla świadczonych standardowo,  nagle stały się dostępne jedynie w trybie cyfrowym. Wiele instytucji, jak banki czy urzędy, stanęło przed wyzwaniem, aby poszerzyć katalogi swoich usług o takie, które pozwalają realizować potrzeby klientów bez konieczności wizyty w placówce czy stosowania papierowych dokumentów – mówi agencji Newseria Biznes Elżbieta Włodarczyk, dyrektor Linii biznesowej podpis elektroniczny w KIR.

Rozwiązaniem, które pozwala zdalnie podpisywać wszelkiego rodzaju dokumenty: prywatne i służbowe, jest kwalifikowany podpis elektroniczny. To ciąg znaków dołączany do dokumentu, który gwarantuje, że jego treść się nie zmieniła, oraz umożliwia ustalenie tożsamości osoby podpisującej. Podpis elektroniczny pozwala załatwić większość spraw online i jest równoważny podpisowi złożonemu własnoręcznie na dokumencie.

– Dokument opatrzony takim podpisem ma dokładnie taką samą moc prawną jak podpisany własnoręcznie na papierze. Tym samym dokumenty papierowe można zastąpić ich wersją elektroniczną – przekonuje Elżbieta Włodarczyk.

Kwalifikowany podpis elektroniczny wymaga dwóch elementów: klucza prywatnego użytkownika, który pozostaje pod jego wyłączną kontrolą i jest zapisany np. na specjalnej karcie kryptograficznej, oraz kwalifikowanego certyfikatu zawierającego dane pozwalające na identyfikację właściciela. Taki certyfikat może być wydany wyłącznie przez tzw. podmiot świadczący usługi zaufania, np. KIR. Daje on gwarancję, że tożsamość osoby, dla której certyfikat ma być wydany, została wiarygodnie zweryfikowana.

– Weryfikując elektroniczny podpis kwalifikowany, możemy ustalić, kto jest jego autorem. Mamy też pewność, że treść takiego dokumentu nie została zmieniona –  podkreśla ekspertka Krajowej Izby Rozliczeniowej. – Składanie podpisu elektronicznego wygląda w ten sposób, że użytkownik podpisuje dokument swoim kluczem prywatnym, dołącza do niego swój kwalifikowany certyfikat i wysyła do odbiorcy. Z kolei odbiorca na podstawie tego certyfikatu ustala, kto jest autorem dokumentu, i weryfikuje, czy się nie zmienił. 

Oprócz kwalifikowanego podpisu elektronicznego w wersji standardowej – Szafir – KIR oferuje także jego mobilną wersję. mSzafir to nowatorskie rozwiązanie wykorzystujące technologię chmurową. Pozwala podpisywać wszystkie umowy i pisma w wersji elektronicznej w formacie PDF, bez konieczności stosowania karty kryptograficznej i czytnika.

– mSzafir to kwalifikowany podpis elektroniczny w chmurze. Klucz prywatny, którym posługuje się użytkownik, nie jest przechowywany na karcie kryptograficznej, ale w odpowiednio zabezpieczonych urządzeniach kryptograficznych będących pod kontrolą kwalifikowanego podmiotu. Użytkownik może  składać podpis elektroniczny, gwarantujący odpowiednią moc prawną, bez konieczności korzystania z jakichkolwiek nośników informacji – tłumaczy Elżbieta Włodarczyk.

mSzafir można uzyskać online i korzystać z niego na dowolnym  urządzeniu – komputerze, tablecie czy smartfonie, niezależnie od miejsca, w którym się przebywa, czy od pory dnia. Usługa KIR została wpisana przez Ministerstwo Cyfryzacji do rejestru dostawców usług zaufania.

– Udostępniliśmy użytkownikom dwa warianty podpisów. Jednym z nich jest certyfikat do jednorazowego wykorzystania, tj. podpisania pojedynczego  dokumentu.  Można go uzyskać całkowicie online, potwierdzając swoją tożsamość przy użyciu bankowości elektronicznej za pośrednictwem PKO Banku Polskiego bądź Inteligo. Drugi wariant jest przeznaczony dla użytkowników, którzy często korzystają z podpisu elektronicznego. To certyfikaty z długim terminem ważności – rocznym lub dwuletnim, z wybranym limitem podpisów – wyjaśnia ekspertka.

W opcji certyfikatów długoterminowych przed złożeniem podpisu przez użytkownika wymagana jest jego autoryzacja. Proces ten odbywa się przy użyciu aplikacji mobilnej, którą należy pobrać i zainstalować na telefonie. Niezależnie od okresu ważności certyfikatu do każdego podpisu dołączany jest kwalifikowany znacznik czasu, zapewniający podpisanemu dokumentowi długotrwałą wartość dowodową. Wszystkie rodzaje podpisów można zakupić na stronie mSzafir.pl.

– mSzafir jest nową usługą – udostępniliśmy ją w marcu tego roku. Dalsze plany obejmują poszerzenie listy banków, za pośrednictwem których będzie można zweryfikować tożsamość przed wydaniem certyfikatu, oraz udostępnienie klientom kolejnych formatów dokumentów, które będzie można  podpisywać w ten sposób – zapowiada Elżbieta Włodarczyk.

Przymusowa kwarantanna zwiększa ryzyko cyberataków. Hakerzy często wykorzystują strach przed pandemią

Ofiarą hakerów najczęściej padają przedsiębiorstwa, ale narażeni są wszyscy internauci. W ubiegłym roku doszło do rekordowej liczby przypadków naruszeń bezpieczeństwa danych. W tym roku może być ich jeszcze więcej, bo w czasie społecznej kwarantanny, zdalnej pracy i lekcji, kiedy w internecie spędzamy więcej czasu, cyberryzyko jest coraz większe. – Jedyny sposób ochrony przed zagrożeniami pochodzącymi z cyberprzestrzeni to duży poziom świadomości – mówi dr inż. Igor Protasowicki, specjalista z zakresu bezpieczeństwa informacyjnego, teleinformatycznego i energetycznego.

– Zdecydowanie więcej czasu spędzamy w towarzystwie sprzętu elektronicznego. Sięgamy po serwisy streamingowe, słuchamy muzyki, oglądamy filmy albo po prostu przeglądamy zawartość różnych portali. Jesteśmy więc narażeni na wszystkie tradycyjne zagrożenia, które wiążą się z korzystaniem z sieci i systemów komputerowych jako takich, jak również na zintensyfikowane działania przestępców – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr inż. Igor Protasowicki, specjalista z zakresu bezpieczeństwa informacyjnego, teleinformatycznego i energetycznego z Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie.

Do CERT Polska, działającego w strukturach Państwowego Instytutu Badawczego NASK, w 2019 roku wpłynęło ponad 22 tys. zgłoszeń, na podstawie których zarejestrowano 6,5 tys. incydentów wymierzonych w bezpieczeństwo użytkowników internetu. To o ponad 73 proc. więcej niż rok wcześniej.

– Częściej korzystamy z różnego rodzaju źródeł rozrywki, częściej też trafiamy na strony, których wcześniej nie znaliśmy. Sięgamy do niezweryfikowanych źródeł informacji i stron, które nie zostały zbadane i nie są bezpieczne. Bardzo często są one tworzone tylko po to, żeby wyłudzić nasze dane osobowe albo dostarczyć szkodliwe oprogramowanie – wskazuje dr inż. Igor Protasowicki.

Przestępcy wykorzystują w swojej działalności najnowsze zdobycze socjotechniki oraz technologie komputerowe. Jak wynika z obserwacji ekspertów firmy Cisco, znacznie częściej dochodzi do ataków phishingowych wykorzystujących sytuację związaną z koronawirusem, np. wypuszczanie do sieci złośliwego oprogramowania.

Naturalnym następstwem tego, że żyjemy pod presją wywołaną przez pandemię koronawirusa, jest też podszywanie się pod banki i organizacje, zarówno publiczne, jak i prywatne, oraz próby wyłudzenia od nas środków i danych – przestrzega ekspert warszawskiej WSB.

Głośno było o wiadomościach rozsyłanych przez hakerów o planowanym przejęciu prywatnych pieniędzy przez NBP. Informowali, że aby odzyskać część zamrożonej kwoty, trzeba zalogować się pod przesłanym linkiem, prowadzącym oczywiście do fałszywej witryny. W Brazylii z kolei przestępcy rozsyłali zainfekowane maile z rzekomo istotnymi informacjami na temat bezpieczeństwa pochodzącymi z WHO.

 Trzeba także uważać na to, co robią nasi najmłodsi, którym dajemy telefon do zabawy. Mogą nam opróżnić portfel np. na gry, jeśli nie zabezpieczymy zakupów w aplikacjach biometrycznie albo hasłem. Dość powszechne jest ryzyko związane z wykorzystywaniem mikrotransakcji w grach przez organizacje przestępcze do procesu prania brudnych pieniędzy – wymienia dr inż. Igor Protasowicki. – Możemy zostać wykorzystani także do przeprowadzenia większego ataku, np. DoS albo DDoS, padając ofiarą programu typu zombie network.

Jak przestrzega, nawet korzystanie z pozornie nieszkodliwych aplikacji może nieść ryzyko wyłudzenia danych.

W momencie, kiedy wypełniamy chociażby quiz, odsłaniamy jakąś część swojej tożsamości. Przy okazji możemy wyrazić w aplikacji zgodę na publikowanie danych w naszym imieniu, ewentualnie udostępnić jej nasze kontakty – mówi ekspert warszawskiej WSB.

Jak wynika z danych Cyber Risk Analytics, w 2019 roku doszło do prawie 7,1 tys. przypadków naruszenia danych, w których ujawniono ponad 15,1 mld rekordów danych.

 Jedyny sposób ochrony przed zagrożeniami pochodzącymi z cyberprzestrzeni to duży poziom świadomości tego, co się wokół nas dzieje. Wymaga to od nas bardzo wnikliwej analizy wszystkich treści, z którymi się spotykamy w internecie, zwłaszcza na stronach, którym do tej pory ufaliśmy – ocenia dr inż. Igor Protasowicki. – Trzeba weryfikować, czy strona, z którą się komunikujemy, czy portal, do którego wprowadzamy nasze dane logowania, czy wiadomość e-mail, którą otrzymujemy z prośbą o zweryfikowanie swojego hasła czy uzupełnienie danych osobowych, na pewno została wysłana przez właśnie tego nadawcę.

Wirtualne wycieczki i atrakcje ratunkiem dla branży turystycznej. Pozwolą podróżować bez wychodzenia z domu [DEPESZA]

Pandemia koronawirusa odcisnęła największe piętno na branży turystycznej. Restrykcje związane z przemieszczaniem się oraz prowadzeniem działalności gastronomicznej skutecznie uniemożliwiły podróżowanie w celach turystycznych. W odpowiedzi na wyzwania, jakie obecna sytuacja stawia przed branżą, firmy funkcjonujące w tym sektorze gospodarki sięgnęły po narzędzia turystyki zdalnej – wirtualne podróże oraz atrakcje, z których można korzystać za pośrednictwem komputerów. Jednym z pionierów w tym zakresie są Wyspy Owcze, które pozwalają przejąć pełną kontrolę nad przewodnikiem i zwiedzić najważniejsze atrakcje z poziomu kanapy.

– Kiedy zakazy podróży zaczęły się nasilać, usiedliśmy i zastanawialiśmy się, jak odtworzyć doświadczenie Wysp Owczych dla tych, którzy musieli odwołać lub przełożyć na nie podróż, a także dla wszystkich innych, którzy utknęli w domu. Rezultatem jest nowa platforma, która umożliwia osobom przebywającym w izolacji spacerowanie po naszych dzikich krajobrazach i ich eksplorację bez wychodzenia z domu –  tłumaczy Guðrið Højgaard, dyrektor projektu Visit Faroe Islands.

Technologia do realizacji turystyki zdalnej funkcjonuje na rynku od dawna, m.in. pod postacią platformy Google Street View, która umożliwia zwiedzanie odległych destynacji z poziomu aplikacji mobilnej bądź strony internetowej. Choć zespołowi odpowiedzialnemu za realizację tego projektu udało się sfotografować ogromne połacie ziemi, takie wycieczki mają jedną zasadniczą wadę – prezentują statyczne, nieinteraktywne zdjęcia.

Projekt Visit Faroe Islands podchodzi do zagadnienia zdalnej turystyki w zgoła odmienny sposób. Zamiast wdrażać z góry ustalone, statyczne trasy fotograficzne, pozwala przejąć pełną kontrolę nad przewodnikiem. Użytkownik otrzymuje do dyspozycji prosty panel kontrolny, za pomocą którego wskaże, w którą stronę ma podążyć osoba prowadząca wycieczkę. Obraz z podróży jest transmitowany do odbiorcy w czasie rzeczywistym za pośrednictwem kamery GoPro, a w ofercie Visit Faroe Islands dostępne są piesze wycieczki terenowe, wycieczki po Tórshavn oraz loty helikopterem.

Projekty z zakresu wirtualnej turystyki prowadzą także portale wyspecjalizowane w organizacji podróży przez internet, które mają zapewnić im płynność finansową w okresie pandemii. Jedną z najbardziej rozbudowanych ofert zaprezentował serwis Kayak oferujący szereg zdalnych atrakcji pozwalających odtworzyć charakter miejsca, do którego chcielibyśmy się wybrać: zapewni przepisy lokalnej kuchni, nastrojową muzykę, lekcje języka obcego, poleci książki i filmy powiązane z danym miejscem, a także umożliwi odbycie wirtualnej podróży po lokalnych muzeach.

Z kolei portal Airbnb postanowił rozwinąć swój program atrakcji o wersję online. W nowej zakładce klienci portalu mogą dołączyć do interaktywnych sesji na żywo i pod opieką gospodarzy poznać lokalną kulturę i sztukę. Gospodarze, którzy dotychczas wynajmowali za pośrednictwem serwisu miejsca noclegowe, mogą teraz prowadzić szkolenia językowe, kursy tańca, gotowania bądź zapewniać dostęp do innych lokalnych atrakcji możliwych do realizacji za pośrednictwem internetu.

– Wierzymy, że nasze zdalne wyspy są idealnym miejscem do inspirowania ludzi na kwarantannie. Oczywiście mamy nadzieję powitać ich osobiście, gdy wszyscy będą mogli ponownie podróżować – zaznacza Guðrið Højgaard.

Według analityków z firmy TechNavio wartość globalnego rynku technologii turystycznych od 2019 do 2023 roku wzrośnie o 6,4 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 9 proc.

Partnerzy społeczni oczekują pilnego dialogu o odmrożeniu gospodarki

Odmrażanie gospodarki to ważny temat nie tylko dla rządu, ale również dla partnerów społecznych. Do przeprowadzenia tego procesu konieczny jest dialog z organizacjami pracodawców i związków zawodowych. Tylko we współpracy z partnerami społecznymi można przygotować model wychodzenia z kryzysu, w którym wszyscy się znaleźliśmy.

Podczas posiedzenia Prezydium Rady Dialogu Społecznego, które odbyło się 22 kwietnia br. zwrócono uwagę na to, że przy restarcie gospodarki kluczowe znaczenie ma ochrona zdrowia. Bez odpowiedniego zabezpieczenia sanitarno-epidemiologicznego i szerokiej dostępności środków ochrony trudno myśleć o odmrożeniu gospodarki i powrocie do „nowej normalności”. Podkreślano, że w najgorszej sytuacji jest obecnie sektor mikro i małych firm, którego działalność została z dnia na dzień zablokowana, a odblokowywana ma być najpóźniej. Samozatrudnieni i mały biznes, świadczący usługi dla ludności mogą już tego nie doczekać. Dlatego partnerzy społeczni przygotują wspólne rekomendacje w zakresie odmrażania gospodarki, które zostaną następnie przekazane stronie rządowej.

Niepokój partnerów społecznych wywołuje również sytuacja sektora państwowego. Zapowiadane redukcje zatrudnienia, obniżanie wynagrodzeń i problem dialogu na poziomie zakładów pracy wymagają pilnej interwencji. Strona społeczna obawia się skali planowanych zwolnień i przyszłego poziomu bezrobocia w kraju. Ponadto zdaniem organizacji pracodawców na forum RDS należy podjąć trudny dialog dotyczący uelastycznienia prawa pracy w czasie kryzysu gospodarczego. Konkretne rozwiązania w zakresie uelastycznienia czasu pracy, zawieszenia ograniczeń w stosowaniu umów na czas określony oraz w pracy tymczasowej – dla zapewnienia ochrony zatrudnionym – powinny zostać niebawem przedyskutowane w dialogu trójstronnym,

Partnerzy społeczni zwrócili również uwagę na konieczność dalszego uszczelnienia i uelastycznienia regulacji przewidzianych w Tarczy antykryzysowej 1.0. i 2.0. Jednocześnie zaapelowali do przedstawicieli administracji o otwartość i interpretację przepisów na korzyść wnioskujących o pomoc po to, aby podmioty, które faktycznie potrzebują wsparcia mogły skorzystać z dostępnych rozwiązań. Tylko takie podejście ze strony urzędów zagwarantuje realizację celu Tarczy, czyli ochronę firm i ich pracowników przed negatywnymi skutkami kryzysu zdrowotnego i powiązanego z nim kryzysu gospodarczego.

Partnerzy społeczni oczekują także pilnego włączenia w prace legislacyjne nad  tzw. Tarczą finansową. Jesteśmy gotowi do dialogu i przedstawienia własnych propozycji rozwiązań. Tarcza finansowa ma stanowić realną pomoc dla firm, co przełoży się na bezpieczeństwo miejsc pracy, dlatego strona społeczna powinna uczestniczyć w przygotowywaniu tego projektu.

Zdaniem partnerów społecznych konieczne jest usprawnienie dialogu pomiędzy stroną społeczną a stroną rządową w ramach Rady Dialogu Społecznego. Przypominamy o tym, że Rada jest najważniejszą instytucją dialogu społecznego w Polsce, która realizuje konstytucyjną zasadę dialogu i współpracy partnerów społecznych. Dlatego oczekujemy poprawy komunikacji z rządem, większej otwartości na dialog oraz włączenia w większym stopniu strony społecznej w prace nad Tarczą finansową i procesem wychodzenia z kryzysu.

Ogromny wzrost użytkowników Netflixa. Branża naftowa liczy na dalszą pomoc

W środę amerykańskie indeksy giełdowe notują zyski względem wtorkowego zamknięcia. Dow Jones Industrial Average oraz S&P 500 rosną o ponad 1,6 proc., a technologiczny Nasdaq zwyżkuje o prawie 2 proc. W poprawie nastrojów głównie pomaga uspokojenie sytuacji na rynku ropy naftowej oraz zapowiedzi odnośnie możliwego otwarcia amerykańskiej gospodarki już całkiem niedługo.

Sekretarz skarbu USA Steven Mnuchin powiedział w środę, że większość, jeśli nie całość, amerykańskiej gospodarki powinna zostać ponownie otwarta do lata po obecnym zamknięciu, które ma za zadanie powstrzymać rozprzestrzenianie się koronawirusa. Muchin w wywiadzie dla jednej z amerykańskich telewizji powiedział, że nie może się już doczekać, kiedy latem większość gospodarki, jeśli nie całość będzie otwarta.

Po obiecaniu uratowania transportu lotniczego, rolnictwa i amerykańskiego przemysłu stalowego administracja Trumpa będzie musiała skupić się na uratowaniu bardzo strategicznego sektora naftowego, który jest narażony na falę bankructw po historycznym spadku ceny czarnego złota. Dzisiejsza stabilizacja na rynku ropy sprzyja również poprawie sentymentu na Wall Street. Cały sektor energetyczny rośnie dziś o 2,72 proc. i przegania go tylko sektor technologiczny ze wzrostem na poziomie 2,74 proc.

W kontekście sezonu wyników na Wall Street nie sposób nie wspomnieć o raporcie Netflixa. Spółka zakończyła pierwszy kwartał z prawie 16 milionami nowych subskrybentów, ponieważ ludzie na całym świecie utknęli w domu z powodu pandemii koronawirusa i coraz częściej korzystają z usług przesyłania strumieniowego w celu rozrywki. Przyrost bazy nowych klientów pobił ponad dwukrotnie oczekiwania samego Netflixa. To z kolei pomogło spółce osiągnąć 709 mln dolarów zysku netto. Jednak Netflix jest świadomy tego, że utrzymanie takiej dynamiki wzrostu subskrybentów jest mało prawdopodobne. Netflix ma obecnie 182,9 miliona subskrybentów na całym świecie. Cena akcji spółki osiągnęła w rezultacie w tym miesiącu najwyższy poziom w historii, zbliżając się do granicy 450 USD. W pewnym momencie kapitalizacja osiągnęła wartość prawie 200 mld USD.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Tarcza Antykryzysowa 2.0. – czego dotyczą zmiany?

W dniu 17 kwietnia 2020 r. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej podpisał ustawę z 16 kwietnia 2020 r. o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2 (dalej: Tarcza Antykryzysowa 2.0)[1].

Większość znowelizowanych rozwiązań obowiązuje już od dnia 18 kwietnia 2020 r. Poniżej przedstawiamy najistotniejsze rozwiązania z podziałem na kategorie.

WSPARCIE AGENCJI ROZWOJU PRZEMYSŁU S.A.

Tarcza Antykryzysowa 2.0 wprowadziła także specjalne formy wsparcia dla przedsiębiorców ze strony Agencji Rozwoju Przemysłu S.A. w formie pożyczek, gwarancji lub poręczenia oraz leasingu lub innych instrumentów związanych z finansowaniem prowadzonej działalności gospodarczej, które zostały szczegółowo omówione w odrębnym alercie prawnym  Wsparcie Agencji Rozwoju Przemysłu i projekt „Tarczy finansowej”.

WNIOSEK O OGŁOSZENIE UPADŁOŚCI

Tarcza Antykryzysowa 2.0 wprowadza istotne zmiany w procedurze składania wniosków o ogłoszenie upadłości przedsiębiorców, w tym przerwania biegu terminu na złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości.

Mianowicie, przewiduje ona, że jeżeli stan niewypłacalności dłużnika powstał z powodu COVID-19  w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii ogłoszonego z  powodu COVID-19, to bieg 30-dniowego terminu na złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega przerwaniu. Po odwołaniu stanu epidemii, 30-dniowy termin biegnie na nowo. Co istotne, ustanawia się domniemanie powstania stanu niewypłacalności z  powodu COVID-19, przyjmując, że jeżeli stan niewypłacalności powstał w czasie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19, to zaistniał z  powodu COVID-19.

Jeżeli podstawa do ogłoszenia upadłości powstała w okresie stanu epidemii COVID-19, a stan niewypłacalności powstał z powodu COVID-19, termin na zgłoszenie przez dłużnika wniosku o ogłoszenie upadłości wynosi 3 miesiące od dnia odwołania stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19. Domniemywa się, że niewypłacalność zaistniała z powodu COVID-19, jeżeli powstała w czasie obowiązywania stanu epidemii COVID-19.

Jednocześnie, Tarcza Antykryzysowa 2.0 zakłada nadanie statusu spraw pilnych sprawom o rozpoznanie wniosków o restrukturyzację złożonych na podstawie ustawy z dnia 15 maja 2015 r. – Prawo restrukturyzacyjne. Takie rozwiązanie ma na celu ochronę przedsiębiorcy przed upadłością lub ewentualną likwidacją.

PRAWO PRACY

Tarcza Antykryzysowa 2.0 przewiduje także rozszerzenie katalogu podmiotów uprawnionych do wsparcia z FGŚP w przypadku spadku obrotów gospodarczych z powodu COVID-19 – do przedsiębiorców dołączają m.in.: organizacje pożytku publicznego, stowarzyszenia jednostek samorządu terytorialnego, kluby sportowe będące spółkami. Świadczenia mają przysługiwać przez okres 3 miesięcy od miesiąca złożenia wniosku (do tej pory od dnia złożenia wniosku) – czyli wsparciem zostanie objęty cały miesiąc kalendarzowy, niezależnie od dnia złożenia wniosku.

Na mocy przepisów Tarczy Antykryzysowej 2.0 pracodawca nie będzie zobowiązany do utrzymania zatrudnienia pracowników objętych dofinansowaniem z FGŚP  w okresie 3 miesięcy następujących bezpośrednio po zakończeniu okresu ich pobierania. Ochrona przed zwolnieniem będzie obejmowała pracownika tylko w okresie pobierania dofinansowania przez pracodawcę.

Analogiczne zmiany zostały również wprowadzone w zakresie dofinansowania przez starostę części kosztów wynagrodzeń pracowników oraz należnych od tych wynagrodzeń składek na ubezpieczenia społeczne (z którego alternatywnie do dofinansowania z FGŚP mogą skorzystać wyłącznie mikro, mali i średni przedsiębiorcy).

Tarcza Antykryzysowa 2.0 zakłada, że w przypadku uzyskania powyższego dofinansowania od starosty przedsiębiorca będzie obowiązany do utrzymania w zatrudnieniu pracowników objętych umową wyłącznie przez okres dofinansowania. Tarcza Antykryzysowa 2.0 doprecyzowuje także, że przedmiotowe dofinansowanie od starosty ma przysługiwać na okres nie dłuższy niż 3 miesiące przypadające od miesiąca złożenia wniosku.

ZUS

Świadczenie postojowe

Świadczenie postojowe dla osób wykonujących umowy cywilnoprawne (tj. umowy zlecenia, agencyjne oraz o dzieło)

  • Dla osób wykonujących umowy cywilnoprawne świadczenie postojowe, co do zasady, wynosi 80% minimalnego wynagrodzenia, tj. 2 080 zł. Świadczenie to jest nieoskładkowane oraz nieopodatkowane.
  • W przypadku, gdy suma przychodów z umów cywilnoprawnych w miesiącu poprzedzającym miesiąc, w którym został złożony wniosek o świadczenie postojowe, wyniesie do 1 299,99 zł, świadczenie postojowe przysługuje w wysokości sumy wynagrodzeń z tych umów.
  • Aby uzyskać świadczenie postojowe:
  1. umowa cywilnoprawna musiała zostać zawarta przed dniem 1 kwietnia 2020 r. oraz
  2. przychód w miesiącu poprzedzającym miesiąc złożenia wniosku nie może przekroczyć 300% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia z poprzedniego kwartału ogłoszonego przez Prezesa GUS, tj. kwoty 15 681 zł.
  3. W myśl założeń przyjętych w Tarczy Antykryzysowej 2.0 istnieje możliwość 3-krotnego otrzymania świadczenia postojowego. W tym celu należy każdorazowo złożyć stosowne oświadczenie, że sytuacja płatnika nie zmieniła się.

Świadczenie postojowe dla osób prowadzących działalność gospodarczą

  1. Świadczenie postojowe dla osób prowadzących działalność gospodarczą wynosi, co do zasady, 80% kwoty minimalnego wynagrodzenia, tj. 2 080 zł. Świadczenie postojowe nie podlega oskładkowaniu ani opodatkowaniu podatkiem dochodowym.
  2. Świadczenie postojowe dla osób prowadzących działalność gospodarczą będzie przysługiwać przy założeniu że rozpoczęcie działalności nastąpiło przed dniem 1 lutego 2020 r. W tym zakresie ustawodawca nie przesunął terminu tak jak przy umowach cywilnoprawnych.
  3. Ustawodawca w Tarczy Antykryzysowej 2.0 dla przedsiębiorców zrezygnował natomiast ze stosowania kryterium przychodowego, co oznacza, że warunkiem uzyskania ww. świadczenia jest to, aby przychód w miesiącu poprzedzającym miesiąc złożenia wniosku obniżył się o co najmniej 15% w stosunku do miesiąca bazowego.
  4. W myśl założeń przyjętych w Tarczy Antykryzysowej 2.0 istnieje możliwość 3-krotnego otrzymania świadczenia postojowego. W tym celu należy każdorazowo złożyć stosowne oświadczenie, że sytuacja płatnika nie zmieniła się.

Zwolnienie ze składek ZUS

Rozwiązanie to pozwala na zwolnienie płatnika z obowiązku zapłaty należności z tytułu ubezpieczeń społecznych w okresie od 1 marca do 31 maja 2020 r. wykazanych w deklaracjach rozliczeniowych zgłoszonych za ww. okres.

Zwolnienie ze składek dla samozatrudnionych płatników opłacających składki ZUS z tytułu prowadzenia jednoosobowych działalności

  • Zwolnienie obowiązuje dla przedsiębiorców, którzy założyli działalność gospodarczą przed 1 kwietnia 2020 r. (w Tarczy Antykryzysowej 1.0 – termin ten wskazywał datę graniczną założenia działalności na dzień 31 stycznia 2020 r.)
  • W przypadku jednoosobowej działalności samozatrudnionych warunkiem skorzystania ze zwolnienia jest kryterium przychodowe. Wbrew zapowiedziom, ustawodawca nie zniósł limitu przychodu dla samozatrudnionych.
  • Powyższe oznacza, że w pierwszym miesiącu, za który składany jest wniosek, przychód nie może przekroczyć 300% prognozowanego przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto w 2020 r. – obecnie 15 681 zł (tj. 3 x 5 227 zł).
  • Korzystanie przez przedsiębiorców z tzw. ulgi na start w dalszym ciągu wyklucza możliwość ubiegania się o zwolnienie ze składek ZUS. Natomiast pozostałe ulgi w postaci małego ZUS oraz ZUS Plus kwalifikują się do zwolnienia ze składek ZUS.
  • Przedsiębiorcy, którzy zapłacili składki za marzec 2020 r., a mogli jej nie płacić, gdyż przysługiwało im zwolnienie (na warunkach Tarczy Antykryzysowej 2.0), mają możliwość ubiegania się o zwrot opłaconych składek za marzec.
  • Istotny jest fakt, że zwolnienie dotyczy składek ZUS do wysokości minimalnego poziomu podstawy wyliczenia składek, tj. do kwoty 1 431,48 zł.
  • Przychody z tytułu zwolnienia z obowiązku opłacania składek nie stanowią przychodu w rozumieniu przepisów ustawy o podatkach dochodowych.

Zwolnienie ze składek dla płatników opłacających składki ZUS za nie więcej niż 9 ubezpieczonych

  • W przypadku płatników zatrudniających nie więcej niż 9 ubezpieczonych zwolnienie przysługuje w wysokości 100% kwoty ponoszonych przez nich składek. Omawiane zwolnienie przysługuje przedsiębiorcom, którzy rozpoczęli prowadzenie działalności przed dniem 1 kwietnia 2020 r.
  • Badanie liczby ubezpieczonych zależy od tego kiedy została rozpoczęta działalność gospodarcza, tj.:
  • dla działalności rozpoczętych przed dniem 1 lutego 2020 r. badamy liczbę ubezpieczonych na dzień 29 lutego 2020 r.,
  • dla działalności rozpoczętych w okresie 1-29 lutego 2020 r. badamy liczbę ubezpieczonych na dzień 31 marca 2020 r.,
  • dla działalności rozpoczętych w okresie 1-31 marca 2020 r. badamy liczbę ubezpieczonych na dzień 30 kwietnia 2020 r.
  • Do badania liczby ubezpieczonych nie wlicza się pracowników młodocianych.
  • Zwolnienie nie jest uzależnione od kryterium przychodowego.
  • Przychody z tytułu zwolnienia z obowiązku opłacania składek nie stanowią przychodu w rozumieniu przepisów ustaw o podatkach dochodowych.

Zwolnienie ze składek dla płatników opłacających składki ZUS za więcej niż 9, ale mniej niż 49 ubezpieczonych

  • W przypadku płatników zatrudniających od 10 do 49 ubezpieczonych zwolnienie przysługuje w wysokości 50% kwoty ponoszonych przez nich składek. Omawiane zwolnienie przysługuje przedsiębiorcom, którzy rozpoczęli prowadzenie działalności przed dniem 1 kwietnia 2020 r.
  • Badanie liczby ubezpieczonych zależy od tego kiedy została rozpoczęta działalność gospodarcza, tj.:
  • dla działalności rozpoczętych przed dniem 1 lutego 2020 r. badamy liczbę ubezpieczonych na dzień 29 lutego 2020 r.,
  • dla działalności rozpoczętych w okresie 1-29 lutego 2020 r. badamy liczbę ubezpieczonych na dzień 31 marca 2020 r.,
  • dla działalności rozpoczętych w okresie 1-31 marca 2020 r. badamy liczbę ubezpieczonych na dzień 30 kwietnia 2020 r.
  • Do badania liczby ubezpieczonych nie wlicza się pracowników młodocianych.
  • Zwolnienie nie jest uzależnione od kryterium przychodowego.
  • Przychody z tytułu zwolnienia z obowiązku opłacania składek, nie stanowią przychodu w rozumieniu przepisów ustaw o podatkach dochodowych.

Zwolnienie ze składek dla płatników będących spółdzielniami socjalnymi

W przypadku płatnika będącego spółdzielnią socjalną zwolnienie dotyczy 100% nieopłaconych należności z tytułu składek za okres od dnia 1 marca 2020 r. do dnia 31 maja 2020 r. wykazanych w deklaracjach rozliczeniowych.

Warunkiem uzyskania zwolnienia jest fakt zgłoszenia spółdzielni socjalnej jako płatnika składek przed dniem 1 kwietnia 2020 r.

Przychody z tytułu zwolnienia z obowiązku opłacania składek nie stanowią przychodu w rozumieniu przepisów ustaw o podatkach dochodowych.

Odstąpienie od pobierania odsetek za zwłokę dla należności za okres od stycznia 2020 r.

Płatnicy, którzy mają trudności w opłacaniu składek, w następstwie COVID-19 skorzystać mogą z rozwiązania polegającego na odstąpieniu od pobierania odsetek za zwłokę od składek za okres od stycznia 2020 r.

Rozwiązanie dostępne jest dla wszystkich płatników składek na ubezpieczenie społeczne lub zdrowotne. W celu skorzystania z ww. rozwiązania nie ma znaczenia wielkość przedsiębiorstwa.

Odstąpienie od pobierania odsetek przez ZUS jest możliwe w sytuacji, gdy składki zostały już opłacone, ale po ustawowym terminie płatności, w wyniku czego powstały odsetki. Skorzystanie z tego rozwiązania nie wyklucza możliwości skorzystania z innych form wsparcia w ramach Tarczy Antykryzysowej.

Zawieszenie realizacji umowy o rozłożeniu zadłużenia na raty lub umowy o odroczeniu terminu płatności na okres 3 miesięcy

W przypadku przedsiębiorców, którzy mają z ZUS zawartą umowę o rozłożenie zadłużenia na raty lub umowę o odroczeniu terminu płatności i w wyniku COVID-19 mają trudności z wywiązywania się z ich postanowień, istnieje możliwość ich zawieszenia na okres 3 miesięcy.

Powyższe rozwiązanie skierowane jest do wszystkich płatników składek, z którymi ZUS zawarł ww. umowy. W tym rozwiązaniu nie ma znaczenia data od kiedy prowadzona jest działalność gospodarcza ani wielkość przedsiębiorstwa. Zawieszenie dotyczy rat oraz składek nieopłaconych, których terminy płatności przypadają w okresie marzec-maj 2020 r.

ZMIANY DOTYCZĄCE ŚWIADCZEŃ POSTOJOWYCH

Tarcza Antykryzysowa 2.0 zmodyfikowała również dotychczasowe zasady dotyczące przyznania tzw. świadczeń postojowych dla osób prowadzących pozarolniczą działalność gospodarczą, wykonujących umowę agencyjną, zlecenia lub inną umowę o świadczenie usług, jeżeli nie podlegają one ubezpieczeniom społecznym z innych tytułów.

Przewidziane w Tarczy Antykryzysowej 1.0 jako jednokrotne świadczenie postojowe będzie mogło być na podstawie Tarczy Antykryzysowej 2.0 wypłacone ponownie, ale nie więcej niż trzy razy.

Będzie mogło być też wypłacone po raz kolejny, nie wcześniej niż w miesiącu następującym po miesiącu wypłaty wcześniej przyznanego świadczenia postojowego.

Warunkiem przyznania kolejnego świadczenia postojowego będzie oświadczenie przedsiębiorcy lub osoby wykonującej umowę cywilnoprawną, że sytuacja materialna wykazana we wcześniejszym wniosku nie uległa poprawie.

Po zmianach wprowadzonych przez Tarczę Antykryzysową 2.0, w przypadku świadczeń postojowych dla osób prowadzących działalność przyznawanych po raz pierwszy (również tych, w sprawie których wnioski zostały już złożone od 1 kwietnia 2020 r.) nie będzie obowiązywał warunek granicznej kwoty przychodu czyli warunek, że przychód uzyskany w miesiącu przed miesiącem, w którym składany jest wniosek o świadczenie postojowe, nie może przekroczyć kwoty wyliczonej jako 300% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia z poprzedniego kwartału ogłoszonego przez Prezesa GUS na podstawie przepisów o emeryturach i rentach z FUS obowiązującego na dzień złożenia wniosku.

Z kolei, w przypadku świadczeń postojowych dla osób realizujących umowy cywilnoprawne przyznawanych po raz pierwszy, będzie obowiązywał warunek wykonywania umowy zawartej przed 1 kwietnia, a nie jak dotychczas przed 1 lutego.

ULGI W SPŁACIE ZOBOWIĄZAŃ PODATKOWYCH W ZWIĄZKU Z COVID-19 NA PODSTAWIE PRZEPISÓW ORDYNACJI PODATKOWEJ

Tarcza Antykryzysowa 2.0 umożliwiła uzyskanie przez przedsiębiorców ulg w spłacie zobowiązań podatkowych na podstawie przepisów Ordynacji Podatkowej.

Pomoc ta stanowi pomoc publiczną mającą na celu zaradzenie poważnym zaburzeniom w gospodarce, o której mowa w Komunikacie Komisji – Tymczasowe ramy środków pomocy państwa w celu wsparcia gospodarki w kontekście trwającej epidemii COVID-19 (2020/C 91 I/01).

Rozwiązanie to przede wszystkim umożliwi przedsiębiorcom wnioskowanie o pomoc publiczną w maksymalnej wysokości 800 tyś euro (przed nowelizacją pomoc ta maksymalnie mogła wynosić 200 tyś euro).

PODATKOWE GRUPY KAPITAŁOWE

W Tarczy Antykryzysowej 2.0 wprowadzono rozwiązanie, na mocy którego, w przypadku gdy na skutek epidemii COVID-19, podatkowe grupy kapitałowe nie spełnią warunku rentowności oraz braku zaległości podatkowych, utrzymają one status podatnika podatku dochodowego.

Wprowadzone rozwiązanie dotyczy wyłącznie roku podatkowego, który rozpoczął się przed dniem 1 stycznia 2020 r. a zakończy się po dniu 31 grudnia 2019 r. lub rozpoczął się po dniu 31 grudnia 2019 r. a zakończy przed dniem 1 stycznia 2021 r.

Anna Turska, Wiceprezes Zarządu w Kancelarii Ożóg Tomczykowski

[1] Dziennik ustaw z dnia 17 kwietnia poz. 695

Krzysztof Misiak nowym dyrektorem Cushman & Wakefield Polska

Krzysztof Misiak został nowym dyrektorem polskiego oddziału międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield. Zastąpi on na tym stanowisku Charlesa Taylora, który rozstaje się z firmą po 30 latach pracy.

Krzysztof Misiak, dotychczasowy dyrektor Działu Powierzchni Biurowych w Polsce, związany jest z firmą Cushman & Wakefield od 13 lat. W 2012 roku objął zwierzchnictwo nad sekcją miast regionalnych w ramach działu biurowego i z powodzeniem wprowadził markę Cushman & Wakefield na główne rynki regionalne. W 2018 roku został dyrektorem całego działu powierzchni biurowych w Polsce. Krzysztof stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci na polskim rynku nieruchomości komercyjnych. Uczestniczył w prawie 300 transakcjach najmu na ponad 500 000 mkw.

– Krzysztof jest znanym profesjonalistą oraz doświadczonym i wysoko cenionym liderem. Będzie odpowiadał za dalszy rozwój firmy bazując na jej dotychczasowych sukcesach oraz za zagwarantowanie najwyższej jakości usług i strategii w ramach wspierania naszych klientów w szybko zmieniającym się otoczeniu biznesowym. Cieszę się, że będę mógł z nim blisko współpracować po objęciu przez niego nowej funkcji – powiedział Jonathan Hallett, MRICS, Executive Partner, Head of Central & Eastern Europe, Cushman & Wakefield

Pełniąc funkcję dyrektora polskiego oddziału Cushman & Wakefield, oprócz dalszego i bezpośredniego kierowania pracami działu powierzchni biurowych, Krzysztof będzie zajmował się zarządzaniem wszystkimi liniami biznesowymi w Polsce, a przede wszystkim wzmacnianiem pozycji firmy na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce.

– Ogromnie się cieszę, że będę mógł wspierać rozwój naszej działalności w Polsce, korzystając przy tym ze współpracy z globalną siecią naszych biur i kompetencji naszego lokalnego zespołu, aby zagwarantować naszym klientom dostęp do rozległej wiedzy i informacji oraz zaawansowane rozwiązania w zakresie nieruchomości zapewniające im najwyższą wartość dodaną – powiedział Krzysztof Misiak, dyrektor biura Cushman & Wakefield w Polsce.

Krzysztof Misiak zastępuje Charlesa Taylora, który był odpowiedzialny za zarządzanie biurem Cushman & Wakefield w Polsce od 2013 roku. Przed przeprowadzką do Polski pracował w Wielkiej Brytanii, a później zarządzał oddziałem Cushman & Wakefield na Węgrzech.

– Chcę podziękować Charlesowi za jego duży wkład w rozwój Cushman & Wakefield. Kierował polskim oddziałem w trakcie fuzji Cushman & Wakefield i DTZ, która miała miejsce pięć lat temu, i odegrał kluczową rolę w budowaniu dzisiejszego sukcesu firmy – dodaje Jonathan Hallett.

Marsh: Fuzje i Przejęcia – rynek ubezpieczeń transakcyjnych

Firma Marsh PEMA (Private Equity and Mergers & Acquisitions) po raz kolejny opublikowała raport podsumowujący rynek ubezpieczeń transakcyjnych na świecie.

Rok 2019 przyniósł 26% wzrost liczby zaaranżowanych polis transakcyjnych, co dało liczbę 1241 zawartych umów ubezpieczenia, z łącznym limitem sumy ubezpieczenia na poziomie 50,9 mld USD.

Polska Praktyka Marsh PEMA pracowała w roku 2019 nad 50 polskimi projektami, co dało 25% wzrost w stosunku do roku 2018.

Małgorzata Splett podkreśla, że trendy, które podsumowuje raport Marsha dla regionu EMEA są bardzo podobne do tendencji występujących w polskich projektach transakcyjnych, co (po raz kolejny) świadczy o dojrzałości polskiego rynku i świadomości polskich doradców, funduszy i klientów korporacyjnych w obszarze wykorzystywania polis transakcyjnych w procesach fuzji i przejęć. Jeżeli nie komentujemy oddzielnie danego trendu dla Polski, należy więc uznać, że tendencja jest podobna.

Porównując rok 2019 do roku poprzedniego (dane w tabeli dla EMEA, jako regionu, do którego należy Polska) widać tendencję rosnącą – zarówno w zakresie wybieranych przez klientów limitów sumy ubezpieczenia, liczby uplasowanych polis, czy wyższego średniego limitu sumy ubezpieczenia (jako % Enterprise Value, czyli wartości przedsiębiorstwa).

W dalszym ciągu więcej polis plasowanych jest w EMEA dla funduszy PE, niż dla graczy korporacyjnych, jednak trend ten zależy głównie od danego roku. Minimalnie więcej w roku 2019 zaaranżowanych było polis dla sprzedającego, jednak wciąż standardem rynkowym są polisy, w których ubezpieczającym jest kupujący. Wszystkie tendencje wzrostu powtórzyły się w 2019 roku w przypadku projektów polskich – jedynie podobnie jak w latach poprzednich 100% wszystkich uplasowanych przez nas polis były to polisy dla kupującego.

2019 2018
Łączny limit sumy ubezpieczenia $ 25,4 mld  $ 16,2 mld
Liczba polis 592 479
Średnia wartość przedsiębiorstwa (EV) $ 217,6  $ 197,9
Średni limit sumy ubezpieczenia (% EV) 19,7 %  17,1 %
Polisy dla funduszy Private Equity 54,1% 57%
Polisy dla klientów korporacyjnych 45,9% 43%
Polisy dla kupującego 96,6% 98,4%
Polisy dla sprzedającego 3,4% 1,6%

Podobnie jak w roku poprzednim mamy do czynienia z rynkiem sprzedającego – odpowiedzialność sprzedającego określona w umowie kupna sprzedaży jest bardzo często na minimalnym lub zerowym poziomie, co przekłada się na polisy transakcyjne.

Ubezpieczyciele wciąż lubią zachowywać ok. 0,5% Enterprise Value dla udziału własnego w polisach od załamanych zapewnień i oświadczeń (W&I), jednak dla zapewnień związanych z tytułem, bądź w ogóle dla transakcji nieruchomościowych, udział własny jest w polisach zniesiony.

Wciąż popularnym rozwiązaniem – zarówno w regionie EMEA, jak i w Polsce jest ubezpieczenie zapewnień związanych z tytułem  do pełnej wartości EV – ponad limit główny dla wszystkich zapewnień, obowiązuje limit nadwyżkowy tylko dla zapewnień związanych z tytułem, dla którego nie obowiązuje „zwykła” stawka polisowa ubezpieczenia W&I, a stawka korzystniejsza cenowo, natomiast zakres ochrony może sięgać do 10 lat.

Coraz więcej transakcji, dla których plasowane jest ubezpieczenie to transakcje stosunkowo małe, z drugiej strony „segment” transakcji o EV wyższej niż USD 1mld jest coraz większy.

Są to dane z całego regionu EMEA – dla transakcji polskich suma ubezpieczenia zaczyna się od 3-5m EUR (ubezpieczenie W&I), a kończy na kilkuset mln EUR (zwykle transakcje nieruchomościowe lub sprzedaż kompleksowych grup kapitałowych).

W roku 2019 w EMEA stawki polisowe minimalnie rosły, w Polsce zresztą podobnie, ale wciąż oznacza to poziom niezwykle konkurencyjny. Aktualnie za polisę W&I dla polskiej transakcji płaci się średnio pomiędzy 0,7 a 1,5% od limitu kupowanej ochrony. Dostęp do limitów jest coraz szerszy – aktualnie udaje się zebrać nawet 2mld USD limitu dla 1 transakcji (oczywiście ochrona podzielona jest na warstwy).

Sam rynek ubezpieczycieli transakcyjnych wpływa na konkurencyjność cenową głównego produktu – ubezpieczyciele są coraz bardziej elastyczni, jeżeli chodzi o proponowany zakres ochrony i coraz mniejszą liczbę wyłączeń – szczególnie warto tutaj zwrócić uwagę na wyłączenia dotyczące ryzyk, które mogą z powodzeniem być ubezpieczane w „zwykłych” polisach (np. ryzyka wad budowy, środowiskowe, cyber) – kiedyś zapewnienia w tym zakresie były standardowymi rynkowymi wyłączeniami – aktualnie przy dobrym Due diligence i ocenie ryzyka  są ubezpieczalne.

W kwestii zakresu ochrony, nieustannie wielu klientów decyduje się na korzystniejszą z punktu widzenia ubezpieczającego (kupującego) kwalifikację wiedzy ubezpieczonych zapewnień – zakres ten wciąż minimalnie wpływa na cenę polisy, jednak daje stronie kupującego znacznie większą możliwość skorzystania z polisy W&I. Nowością na rynku były w 2019 roku polisy W&I w pełni syntetyczne, czyli dla transakcji, gdzie umowa nie zakładała dawanych przez sprzedającego zapewnień. Marsh z sukcesem zawarł takie polisy. W Polsce również mieliśmy kilka zapytań od klientów w tym zakresie – niestety wciąż muszą to być polisy pod projekty o dość niskim stopniu ryzyka, czyli z perspektywy ubezpieczycieli zwykle transakcje nieruchomościowe, umowy z mniej złożonymi ”biznesowo”  zapewnieniami, gdzie mamy do czynienia z kompletem Due dligence po obu stronach transakcji. Argument, że sprzedający zwyczajnie nie chce złożyć żadnych zapewnień niestety nie przekonuje ubezpieczycieli.

W kwestii szkód, wciąż mamy do czynienia z rosnącą szkodowością (1 szkoda na ok. 5 polis), a ubiegły rok przyniósł falę wysokich kwotowo odszkodowań – ponad 20mln USD na szkodę. Dane szkodowe zawarliśmy szczegółowo w Marsh M&A Claims Study, w którym pełnej analizie zostały poddane szkody z lat 2009-2019.

Rynek po Q1 2020 w kontekście COVID-19

Z zaciekawieniem przyglądamy się sytuacji na rynku przejęć od marca 2020 roku. Jeszcze kilka tygodni temu informowaliśmy, że wciąż pracujemy nad polisami dla kilkunastu transakcji lokalnych. Aktualnie większość procesów mocno spowolniła, co wpływa oczywiście na dalsze działania po naszej stronie.

W czasie, gdy transakcje spowolniły, konkurencyjność rynków oferujących ubezpieczenia transakcyjne jest większa niż kiedykolwiek. Ubezpieczyciele dość agresywnie podchodzą do ofertowania, proponując często niższe niż standardowo stawki polisowe. Łatwiej też wbrew pozorom (ostrożniejsza ocena ryzyka związana z Covid19, o czym poniżej) wynegocjować szerszy zakres ochrony.

Dodatkowo, spodziewamy się, że „przecena” wielu spółek może wpłynąć na pojawienie się na rynku nowych transakcji – tańsze spółki mogą okazać się teraz „łakomym kąskiem” dla kupujących.

Obecna sytuacja i zmiany w normalnym toku działalności większości spółek intensyfikują oczywiście możliwość uruchomienia polisy W&I przez stronę kupującą, już po przejęciu spółki. W konstrukcji, gdy ubezpieczonym jest strona kupująca, polisa uruchomi się, gdy kupujący dowie się o złamaniu zapewnienia z umowy sprzedaży przez stronę składającą zapewnienia.

Ubezpieczyciele już w sposób bardziej ostrożny oceniają ryzyko –  będą obawiać się przede wszystkim ubezpieczania zbyt ogólnie definiowanych zapewnień, dla wszelkich pół działalności, które mogą w aktualnych warunkach funkcjonować inaczej niż w toku normalnej działalności. Przykładowo, mogą dokładniej przyglądać się zapewnieniom dotyczącym zapasów, czy egzekwowania należności.

Z pewnością ubezpieczyciele będą również zwracać uwagę na kondycję spółki przejmowanej i jej plany kontynuacji działalności w świetle aktualnej sytuacji związanej z Covid-19, czyli badać ekspozycję biznesu spółki przejmowanej w takich obszarach jak: zmiany w łańcuchu dostaw, wpływ zmian popytu na produkty i usługi spółki, czy baza klientów i dostawców spółki. Rynki ubezpieczeniowe z pewnością będą chciały również zyskać komfort w zakresie realnej wyceny spółki przejmowanej w sytuacji zmieniającej się sytuacji gospodarczej.

Małgorzata Splett – Dyrektor Działu FINPRO (ubezpieczenia finansowe i profesjonalne) i PEMA (fuzje i przejęcia), Marsh Polska

Przez koronawirusa samorządy wygaszają miasta. „Oszczędzamy 20 tys. zł dziennie”

Rząd pracuje nad trzecią odsłoną tarczy antykryzysowej, która tym razem ma być skierowana przede wszystkim do samorządów. Jednak władze lokalne, które już od kilku tygodni borykają się ze skutkami kryzysu, same także szukają oszczędności. Jedną z metod jest wyłączanie oświetlenia w miastach. Suwałki i Sandomierz redukują światło uliczne w nocy, Olsztyn z kolei wyłącza iluminacje na zabytkach. Na największe zmiany w oświetleniu miasta zdecydował się jednak Kraków.

– Wydatki na energię elektryczną już wcześniej stanowiły znaczącą część kosztów samorządów. W ciągu kilku ostatnich miesięcy wzrosły nawet o 20 proc. także już wcześniej włodarze próbowali oszczędzać chociażby na świątecznych iluminacjach. Naturalne więc, że w obliczu epidemii miasta szukają tańszych rozwiązań tam, gdzie i tak jest już drogo. – Tomasz Żołyniak, prezes firmy Energia Polska

Ciemności w Krakowie, Sandomierz w półmroku

Ze względu na rządowe zalecenia, aby pozostać w domu, a tym samym znacznie zmniejszyć ruch na ulicach, wiele miast postanowiło o wyłączeniu latarni ulicznych w nocy. Na najbardziej radykalny krok zdecydowali się włodarze Krakowa, w którym oświetlenie miejskie gaśnie w godzinach od północy do 4 nad ranem. Jak podaje w komunikacie Zarząd Dróg Miasta Krakowa, takie rozwiązanie przyniesie miastu oszczędności rzędu 20 tys. zł dziennie. Nad podobnym krokiem zastanawia się prezydent Wałbrzycha, Roman Szełemej. W nagraniu udostępnionym na swoim profilu Facebook mówił:
– Podejmujemy różne programy oszczędnościowe, analizujemy co można odłożyć na później, z czego można zrezygnować. (…) Chciałbym zapytać państwa o zdanie – jeśli akceptujecie to, to podejmiemy decyzję o wygaszeniu całego oświetlenia miejskiego w godzinach od 24 do 4 rano. (…) Oszczędności będą wynosiły ok. 80 tys. miesięcznie.

Oglądając film z wystąpieniem prezydenta można kliknąć na ankietę, wyrażając tym samym swoje zdanie na temat tego pomysłu.

Nieco mniej radykalną decyzję podjęły władze Suwałk, które od kilku dni wygaszają światła po godzinie 23.00 na ulicach, przy których nie ma zabudowań, a także na parkingach, boiskach i w miejscach rekreacji. W Sandomierzu z kolei po godzinie 23.00 lampy świecą jedynie na wybranych ulicach.

Kołobrzeg i Olsztyn bez iluminacji budynków

Zalecenia pozostania w domu prawie całkowicie zatrzymały ruch turystów. Miasta więc decydują się także na wyłączenie oświetlenia zabytków. Na taki krok zdecydował się Kraków, Kołobrzeg oraz Olsztyn, który 17 kwietnia wyłączył iluminacje m.in. budynku ratusza oraz Wysokiej Bramy.

– Epidemia koronawirusa wymusiła na samorządach niespodziewane wydatki, przede wszystkim na wsparcie lokalnych szpitali i ośrodków zdrowia, a także na pomoc dla przedsiębiorców. Koszty idą w setki tysięcy, dlatego wydając, władze szukają jednocześnie przestrzeni do oszczędności. O ile czasowe wygaszenie iluminacji oświetlających zabytki jest dla wszystkich zrozumiałe, o tyle wyłączenie, nawet na kilka nocnych godzin, oświetlenia ulic rodzi niepewność. Mieszkańcy mogą np. obawiać się zwiększonej ilości włamań i kradzieży, bo ciemność nie jest sprzymierzeńcem miejskiego monitoringu. Warto jednak pamiętać, że to tylko tymczasowe rozwiązanie, a wraz z ustępowaniem obostrzeń o swobodnym poruszaniu się światła będą wracać do miast. – Sebastian Biela, wiceprezes Energii Polskiej

Sztuczna inteligencja pomaga śledzić proces deforestacji

W 50. rocznicę Dnia Ziemi SAS i IIASA (International Institute for Applied Systems Analysis) łączą siły w celu przekształcenia informacji gromadzonych przez pasjonatów w ramach inicjatywy crowdsourcingowej w wiedzę praktyczną, pozwalającą chronić naszą planetę.

SAS angażuje się w tworzenie ogólnoświatowej społeczności innowatorów wykorzystujących technologię do inicjowania pozytywnych zmian w życiu ludzi i naszej planety. Z okazji tegorocznego Dnia Ziemi, SAS wspólnie z międzynarodową organizacją IIASA wdrażają nową generację sztucznej inteligencji, która pozwoli lepiej zrozumieć naszą planetę.

IIASA jest niezależnym międzynarodowym instytutem badawczym specjalizującym się w analizie systemowej, dostarczaniu rozwiązań politycznych i podstawowych informacji na temat kluczowych problemów, przed jakimi stoi ludzkość. Obecnie organizacja skupia się na problemie wylesiania i wykorzystuje sztuczną inteligencję do zrozumienia połączeń między ekosystemami Ziemi.

Nasza planeta ulega gwałtownym przemianom. Dotychczasowe doświadczenia, wiedza naukowa i możliwości tradycyjnych modeli analitycznych są niewystarczające, aby zapobiegać negatywnym zmianom. Utrudnia to wydajną, skuteczną i odpowiednio zaplanowaną w czasie interwencję człowieka.

Pilne odniesienie się do tych przemian wymaga zastosowania rozwiązań technologicznych z najwyższej pόłki. Dlatego właśnie zwróciliśmy się do SASmówi Albert van Jaarsveld, dyrektor generalny IIASA. Łącząc funkcje naszych platform do badań środowiskowych, sztucznej inteligencji SAS oraz technologii rozpoznawania obrazów (computer vision) z niebywałym potencjałem intelektualnym obywateli, którym sprawy środowiska nie są obojętne, stworzymy modele AI, które wykładniczo zwiększą naszą wiedzę i pozwolą na ocenę zmian środowiskowych na poziomie globalnym, w czasie niemal rzeczywistym.

Opracowanie modelu AI zaczyna się od ludzkiej inteligencji. SAS I IIASA wspólnie uruchamiają aplikację gromadzącą dane, wykorzystując wiedzę zebraną przez wielu uczestników projektu – ochotników: obywateli, uczniów szkół średnich zgromadzonych dziś w wirtualnych klasach, artystów, inżynierów i osób zajmujących się zawodowo analizą danych. Na początku ich zadanie polega na analizie i ocenie zdjęć lasów deszczowych. Zdjęcia te ukazują obszary bez ingerencji człowieka oraz takie, w których działalność człowieka ma miejsce.

Ponieważ analiza obrazu stanowi ważny pierwszy etap w dokładnej ocenie i projekcji wylesiania, prosimy uczestników projektu, aby zgłaszali przypadki wskazujące na drobne, postępujące ubytki w zalesieniu na całym świecie i wyszukiwali to, czego technologia zobaczyć nie możemówi van Jaarsveld. Crowdsourcing pomaga zwiększyć dokładność algorytmów AI, przyspieszając proces, który w przeszłości zajmował lata, co umożliwia nam szybsze opracowywanie rekomendacji działań politycznych mających na celu ochronę naszych lasów.

Oznaczając regiony, gdzie działalność człowieka jest widoczna, uczestnicy projektu pomagają w poprawianiu modeli AI. Na przykład, człowiek z łatwością odróżni drogę (która jest znakiem ludzkiej ingerencji w środowisko) od rzeki (która takim znakiem nie jest). Model AI nie zauważy różnicy, dopóki nie otrzyma wystarczającej liczby informacji. Ponadto wyniki dostarczane przez model analityczny zapewniają, że aplikacja crowdsourcingowa skupi uwagę uczestników na najważniejszych regionach. Model pozwoli na zwiększenie wydajności ochotników, najefektywniej wykorzystując ich uwagę i spostrzeżenia w szerokim wachlarzu projektów mających na celu monitorowanie i pomiar ważnych zmian o zasięgu globalnym.

Połączenie wiedzy wielu uczestników projektu z potencjałem maszyn pozwala stworzyć SAS i IIASA potężną platformę umożliwiającą obywatelom-naukowcom uczestnictwo w nowatorskich badaniach prowadzących do lepszego zrozumienia, przewidywania i rozwoju w świecie, w którym żyjemy. Pierwsza faza tego partnerstwa koncentruje się na problemie wylesiania. W planach jest rozszerzenie jej na inne problemy związane z ochroną środowiska, gdzie gromadzenie informacji przez crowdsourcing może służyć wspólnemu dobru.

Każdy może odegrać rolę w czynieniu AI mądrzejszą, ulepszaniu jej zdolności do pomocy w ochronie naszych lasów. Od studentów obecnie nie uczęszczających do szkół, po specjalistów z branży AI, wszyscy zainteresowani udziałem w tym projekcie mogą stać się częścią większej sprawy. Wystarczy obejrzenie kilku zdjęć. Jeżeli chcesz się zaangażować, wejdź na stronę sas.com/rainforest i pomóż w kategoryzacji zdjęć wykazujących oznaki wylesiania. W ten sposób pomożesz w rozwoju nauki i usprawnianiu modeli AI.

Przedstawione tu partnerstwo z IIASA, oparte na wspólnym działaniu wielu osób, wspierane jest przez inwestycje, jakie SAS czyni zarówno w dzielenie się wiedzą, jak wykorzystywać potencjał danych, jak i w ruch Data for Good, zachęcający do korzystania z analityki, aby stymulować pozytywne zmiany w skali globalnej.

Błyskawiczne pogorszenie koniunktury. Nie ma branż odpornych na pandemię

Kwietniowe badanie koniunktury GUS nie pozostawia żadnych wątpliwości: nie ma branży odpornej na globalną pandemię, silne ograniczenia administracyjne nałożone na działalność gospodarczą oraz obawy konsumentów o zdrowie czy swoją sytuację na rynku pracy.

We wszystkich prezentowanych obszarach gospodarki koniunktura oceniana jest najgorzej od początku gromadzenia danych. Dla wszystkich analizowanych gałęzi wykres przybiera kształt klifu.

Zazwyczaj w tym miejscu piszemy o poziomach wskaźników, ale obecnie bardziej miarodajnym byłoby wskazać rzędy wielkości: dla większości analizowanych branż wskaźnik wyrównany sezonowo plasuje się na minusie w przedziale między -40 a -50, z wyłączeniem zakwaterowania i gastronomii, w której wskaźnik sięga prawie -75, i tradycyjnie lepiej radzących sobie informacji i komunikacji oraz finansów i ubezpieczeń ze wskaźnikiem oscylującym wokół -20. Dla porównania warto przypomnieć, że jeszcze przed miesiącem w większości analizowanych gałęzi notowaliśmy wyniki w okolicach zera – jednocyfrowo na plusie lub (częściej) na minusie.

Przedsiębiorcy prognozują dalsze pogorszenie proporcjonalne do siły odebranych dotychczas ciosów – dla przetwórstwa, budownictwa, handlu czy transportu oczekiwania szacowane są na -70, w hotelarstwie i gastronomii przekraczają -80, i nawet branże, w których świadczenie usług pozornie nie uległo istotnej zmianie, jak informacja, oczekują osłabienia swojej pozycji (-49.0). Podobną tendencję widać także w usługach finansowych, w których upatruje się ważnej roli w wychodzeniu z recesji (-60,8). Nie powinno to jednak zaskakiwać, wziąwszy pod uwagę pogarszającą się kondycję klientów, większe ryzyko ogólnogospodarcze, czy konieczność wypłat ubezpieczeniowych.

Cenny dodatek do dzisiejszego komunikatu GUS stanowi aneks, w którym przedsiębiorców pyta się o wpływu COVID-19 na ocenę koniunktury gospodarczej w marcu i kwietniu. Kilka wniosków:

odsetek firm, dla których negatywny wpływ jest odczuwalny, bardzo szybko wzrasta – dla istotnej części z nich zaczyna już zagrażać stabilności firmy. W zakwaterowaniu i gastronomii na taki skrajny scenariusz wskazało dwie trzecie ankietowanych przedsiębiorstw, w handlu detalicznym i transporcie – jedna trzecia, w budownictwie – jedna czwarta. Z tego względu ok. połowa firm z analizowanych branż (z wyłączeniem budownictwa) wdraża znaczące w skali i charakterze działania ratunkowe – w marcu wskazywano głównie na działania korygujące.

• bieżąca sytuacja w oczywisty sposób rozlewa się na wszystkie typy podmiotów w gospodarce: poddostawców, klientów i pracowników. Korygowanie planowanych poziomów inwestycji w dół to jeden z nich. Drugim czytelnym sygnałem jest redukowanie zapotrzebowania na wszystkich etapach działalności – proporcjonalne zmiany zamówień są składane przez klientów, więc przekładają się na proporcjonalnie zmniejszone zapotrzebowanie u dostawców respondentów. O ile o spowolnieniach mówi się w kategoriach schładzania, o tyle teraz mamy do czynienia z błyskawicznym zlodowaceniem.

bardzo niepokojącym zjawiskiem innym jest pojawienie się zatorów płatniczych – w marcu jeszcze wiele podmiotów nie doświadczało ich lub miały one nieznaczny wpływ na prowadzoną działalność. W kwietniowych szacunkach znacznie większy odsetek (ok. 85%) wspomina o ich obecności – dominują zatory uznawane za poważne, a odsetek podmiotów oceniających zatory jako zagrażające stabilności firmy w handlu detalicznym i transporcie sięga 20%, a w hotelarstwie i gastronomii – 28%.

• sposób świadczenia pracy nie zmienia się szybko, co niestety działa na niekorzyść scenariusza V wyjścia z recesji. W świetle oceny ankietowanych firm, praca zdalna w przetwórstwie, budownictwie, czy handlu detalicznym dotyczy ok. 15% stanowisk, tylko nieznacznie lepiej jest w logistyce – 22,3% i handlu hurtowym – 33,6%. Należy przy tym dodać, że ankieta GUS nie obejmuje wielu typów usług nowoczesnych, w których te odsetki będą zdecydowanie wyższe.

• kwarantanna ma relatywnie niewielkie oddziaływanie na wielkość kadry, ale jeśli dołączyć do tego urlopy wypoczynkowe i opiekuńcze, uszczerbek staje się odczuwalny. W kwietniu liczba osób efektywnie świadczących pracę spadła o ponad 40% w hotelarstwie i gastronomii oraz o ok. 20-25% w pozostałych analizowanych branżach.

Komentarz dr Sonii Buchholtz, ekspertki Konfederacji Lewiatan

Polska sprzedaż dołuje. Aż strach pomyśleć jak będą wyglądały dane za miesiąc

Wczorajsze dane na temat produkcji przemysłowej sugerowały, że rozpoczyna się pewien problem. Dzisiejsze dane na temat sprzedaży detalicznej potwierdzają już jego skalę. Aż strach pomyśleć jak będą wyglądały dane za miesiąc.

Dane z Polski

Poznaliśmy dzisiaj dane na temat sprzedaży detalicznej w marcu w Polsce. Dane pokazują wyraźne spowolnienie. W ujęciu rocznym jest to spadek o 7,1%. W zeszłym roku mieliśmy wysoki poziom, więc punkt odniesienia jest relatywnie niekorzystny. Nie zmienia to faktu, że od początku kryzysu spadek niemalże już do końca marca przekreślił dwa lata wzrostów.

Dalsze dołki na ropie naftowej

Wczorajszy dzień to ponownie gwałtowny spadek cen ropy naftowej. Surowiec kwotowany w Londynie spadł z 26 dolarów do 18, a dzisiaj nad ranem był nawet po 16 dolarów. To niemal 40% spadku w ciągu doby. Ropa notowana w USA miała wyraźnie mocniejsze spadki. Wieczorem przez chwilę oglądaliśmy spadek do niecałych 7 dolarów. W dniu zaczynającym się na 21-22 dolarach oznacza to, że spadek przez chwilę sięgał 66%. Dzisiaj cena stabilizuje się w okolicach 11 dolarów. Spadki nie ominęły również walut państw wydobywających ropę rubla i korony norweskiej. Problemem jest fakt, że budżety tych państw często wymagają znacznie wyższych cen surowca by się dopiąć.

Lepsze dane z Niemiec

Indeks niemieckiego instytutu ZEW wyniósł 28,2 punktu. Taki rezultat w standardowej sytuacji nie zostałby uznany za dobry. Obecnie jednak sytuacja standardowa nie jest i należy go rozpatrywać w kontekście kryzysu oraz oczekiwań analityków na poziomie -42 punktów. Osiągnięty wynik to również optymistyczna wiadomość dla Polski. Dobra sytuacja naszego najważniejszego partnera handlowego jest bardzo ważnym warunkiem wychodzenia naszego kraju z obecnego spowolnienia gospodarczego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych  warto zwrócić uwagę na:

13:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Hakerzy chcą wykorzystać tarcze antykryzysowe by pozyskać nowe ofiary

Hakerzy pojawili się przy tarczy antykryzysowej. W momencie, gdy rządy wielu państw zmagają się z pandemią i starają się udzielić pomocy finansowej dotkniętym przedsiębiorstwom oraz osobom prywatnym, cyberprzestępcy chcą wykorzystać sytuację, starając się wyłudzić pieniądze oraz dane wrażliwe firm i użytkowników indywidualnych – ostrzegają eksperci Check Pointa.

Rządy na całym świecie starają się powstrzymać szalejący kryzys gospodarczy związany z koronawirusem. W samych Stanach Zjednoczonych rząd federalny wprowadza pakiet 2 trylionów dolarów na pobudzenie gospodarki. Pakiet pomocy państwowej w UE ma wynieść 540 mld Euro. To okazja dla hakerów, którzy wciąż rozwijają techniki oszustw i phishingu, używanych z powodzeniem od początku pandemii. Jak niedawno poinformował Google, w kwietniu hakerzy wysyłają ok. 18 milionów e-maili dziennie zawierających złośliwe oprogramowanie oraz phishing związany z Covid-19, a także 240 milionów codziennych wiadomości spamowych związanych z koronawirusem.

Badacze firmy Check Point wskazują, że od stycznia na całym świecie zarejestrowano różne domeny związane z pakietami pomocowymi w dobie kryzysu związanego z koronawirusem. Zarejestrowano ogółem ponad 4 tys. domen związanych z nowymi pakietami finansowymi i ulgami dla firm:

  • W marcu 2020 r. Zarejestrowano łącznie 2081 nowych domen (38 złośliwych; 583 podejrzanych)
  • W pierwszym tygodniu kwietnia zarejestrowano 473 domeny (18 złośliwych, 73 podejrzanych)
  • Zauważono także znaczny wzrost tego typu rejestracji w tygodniu, w którym amerykański rząd zaproponował podatnikom pakiet stymulacyjny. Liczba nowych domen zarejestrowanych w tym tygodniu była 3,5 razy wyższa w porównaniu do średniej z poprzednich tygodni

Powyższe oszustwa wykorzystują zwykle informacje o zachętach finansowych oraz obawach związanych z Covid-19, próbując nakłonić ludzi do przechodzenia na wskazane strony internetowe lub klikanie linków. Użytkownicy, którzy odwiedzają złośliwe domeny zamiast wizyt na oficjalnych witrynach rządowych, ryzykują kradzież i ujawnienie danych osobowych lub kradzież ewentualnych środków finansowych.Hakerzy chcą wykorzystać tarcze antykryzysowe 2 Hakerzy chcą wykorzystać tarcze antykryzysowe

Ataki hakerskie z koronawirusem w tle

Wg Check Point aż 94% ataków związanych z koronawirusem w ciągu ostatnich 2 tygodni to ataki phishingowe, a 3% to ataki mobilne (poprzez dedykowane oprogramowanie wysyłane np. na telefony komórkowe).

Eksperci zauważyli również ogromny wzrost liczby ataków, średnio do 14 000 dziennie! Stanowi to sześciokrotność średniej liczby codziennych ataków związanych z koronawirusem w porównaniu do poprzednich dwóch tygodni. W ciągu ostatniego tygodnia od 7 kwietnia średnia liczba codziennych ataków gwałtownie wzrosła do 20 000.Ataki hakerskie z koronawirusem w tle 2 Ataki hakerskie z koronawirusem w tle

Koszty kryzysu pokryją przedsiębiorcy nowymi podatkami

Zamknąć przedsiębiorcom jedną z dróg do korzystniejszych warunków prowadzenia biznesu, a potem obłożyć podatkami. Musimy dostosować się do nowej rzeczywistości kryzysu i budować nowy model życia gospodarczego. Dlatego nie ma znaczenia wysokość podatków płaconych dotychczas przez przedsiębiorców. Muszą płacić jeszcze więcej w celu sfinansowania walki z epidemią – tak wynika z przemówienia Premiera Morawieckiego, które wygłosił w Sejmie 6 kwietnia 2020 r., prezentując informacje na temat sytuacji Państwa w związku z rozprzestrzenianiem się epidemii koronawirusa w Polsce.

Jeśli dotąd przedsiębiorcy sądzili, że płacą zbyt wysokie podatki i ponoszą zbyt wiele dodatkowych opłat, to sejmowe wystąpienie Premiera jest niczym innym jak zapowiedzią, że powinni płacić jeszcze więcej. W dobie kryzysu nie ma znaczenia, że to głównie oni w ostatnich latach przyczynili się do wzrostu PKB czy też pierwszego po 1989 r. zerowego deficytu budżetowego. Forsowana jako najcięższy oręż finansowania państwowego budżetu polityka uszczelniania systemu podatkowego ma być także remedium na walkę ze skutkami zapaści gospodarczej spowodowanej koronawirusem. I bynajmniej nie działa tu reguła, by najpierw napoić konia, który jedzie przez pustynię, ale by w pierwszej kolejności zadbać o chłodzenie wozu, który ciągnie.

Nowe podatki co roku zapewnią dziesiątki miliardów euro na walkę z koronawirusem

Jak oznajmił Premier w swoim wystąpieniu, patrząc na przyrost zachorowań w Europie Zachodniej, nie można w tej chwili być optymistą; jesteśmy dopiero na początku walki z koronawirusem. Powinniśmy „dopasować się” do epidemii. Walcząc z zarazą, musimy starać się budować nowy model życia gospodarczego. Nikt na świecie nie wie, jaki będzie przebieg koronawirusa, czy epidemia będzie trwała do czerwca, do sierpnia, czy będzie nawrót jesienią, a może zimą, czy będzie duży, czy mały, a może nie będzie go wcale. Czy szczepionka zostanie wynaleziona w grudniu, a może w lutym przyszłego roku. Dlatego wszyscy stoimy przed wielką niewiadomą w życiu społecznym i gospodarczym. Pewne jest na razie jedno – koronawirus spowodował kryzys, jakiego nikt na świecie się nie spodziewał.

Epidemia uderzyła w szczególności w Europę Zachodnią i Unię Europejską. Dlatego Unia musi powrócić do promowanych przez Polskę pomysłów takich jak podatek cyfrowy, podatek od transakcji finansowych, podatek od śladu węglowego czy do unikalnego pomysłu Grupy Wyszehradzkiej, czyli podatku od wielkich korporacji międzynarodowych. To są pomysły, dzięki którym do budżetu Unii Europejskiej wpłyną dziesiątki miliardów euro rocznie na walkę z koronawirusem. Premier podkreślił też, że trzeba wreszcie skończyć z rajami podatkowymi, o czym Polska mówi głośno już od kilku lat. Powodują one wielki ubytek budżetów państwowych. To mechanizm, poprzez który bogaci ludzie i bogate firmy rozliczają się w takich państwach, jak Szwajcaria, Liechtenstein, czy Cypr. Premier chce świata bez rajów podatkowych. „To wielkie polskie wyzwanie, przez które chcemy, by w budżecie państw i UE były środki na walkę z koronawirusem” – powiedział Prezes Rady Ministrów.

Krytyka działań ratunkowych podejmowanych przez przedsiębiorców

Brytyjski przedsiębiorca Richard Branson został niedawno skrytykowany za przesunięcie dokonane w strukturze swojej firmy. Przeniósł on 16 marca 2020 r. warte 1,1 mld dolarów aktywa w holdingu Virgin Galactic ze stanu Delaware w USA na Brytyjskie Wyspy Dziewicze. Dyrektor generalny organizacji międzynarodowej Tax Justice Network z siedzibą w Anglii i Walii wyraził oburzenie, że właściciel globalnego biznesu operuje swoją własnością poprzez wykorzystanie struktur w jednej z najbardziej nieprzejrzystych jurysdykcji na świecie. Tylko że zapomniał wspomnieć o jednej istotnej kwestii.

Virgin Galactic stała się pierwszą notowaną na giełdzie publiczną firmą z branży turystyki oferującą komercyjne loty kosmiczne. Firma, która zadebiutowała na nowojorskiej giełdzie NYSE pod koniec października ubiegłego roku, zaczęła tonąć, notując na przełomie marca i kwietnia 2020 r. dwudziestoprocentowe spadki. Z końcem marca pracownicy zgodzili się na ośmiotygodniowy bezpłatny urlop. „To jest najważniejszy kryzys, jakiego świat doświadczył w moim życiu” – napisał 22 marca 2020 r. Branson w poście na swoim blogu. „Ponieważ wiele z naszych firm działa w branżach takich jak turystyka, rekreacja i wellness, toczą one masową walkę o przetrwanie i ocalenie miejsc pracy” – dodał.

A jak wygląda pomoc dla firm?

Branson dokonane przesunięcie aktywów tłumaczył wewnętrzną reorganizacją, pozostającą bez wpływu na udział własnościowy. Ze swoich struktur organizacyjnych wyeliminował tylko jedną ze spółek zależnych, która w obecnych okolicznościach nie była już potrzebna przedsiębiorstwu. Dodatkowo na ratowanie swojej firmy przed skutkami pandemii zobowiązał się przekazać 250 mln dolarów. A jak wygląda wsparcie rządu, którego szef wypowiada wojnę m.in. takim wewnętrznym reorganizacjom?

Trzykrotne zwolnienie ze składek ZUS czy jednorazowa zapomoga postojowa w wysokości 2 080 zł dla przedsiębiorców zatrudniających do 9 osób to przykładowy pakiet pomocy kryzysowej dla polskich małych firm. Dla porównania niemieccy przedsiębiorcy zatrudniający do 10 pracowników dostaną 15 tys. euro. Wskazywany przez Premiera Cypr zareagował w połowie marca na epidemię koronawirusa obniżeniem stawek VAT z 19% do 17% na okres dwóch miesięcy i z 9% do 7% na okres trzech i pół miesiąca w celu zwiększenia siły nabywczej obywateli i pobudzenia konsumpcji.

I nie chodzi w tym zestawieniu o to, aby porównywać działania rządów w trudnych do porównania warunkach gospodarczych państw. Choć, jak widać, mniejsza gospodarka, jaką jest Cypr, ma nieco inne podejście do wyjścia z kryzysu. Można oczywiście tłumaczyć się tym, że Niemcy stać na ratowanie niemieckiego przedsiębiorcy kwotą 68 tys. zł, a polskiego tylko kwotą 2 080 zł. Nie zmienia to jednak faktu, że w tych warunkach większe szanse na przetrwanie niewiadomego do przewidzenia, zgodnie ze słowami Premiera, okresu trwania kryzysu ma raczej ten pierwszy niż ten drugi przedsiębiorca. I to o jakieś 3 270%.

Dlatego otwarta krytyka działań przedsiębiorców reorganizujących działalność własnych struktur organizacyjnych celem ratowania firmy i miejsc pracy, jak i zapowiedź finansowania walki z epidemią za pomocą nowych podatków obciążających tych przedsiębiorców nie wydaje się krytyką konstruktywną ani usprawiedliwioną. Zwłaszcza z ust szefa organu państwa, który już dziesiąty rok utrzymuje wyższe stawki VAT, pobiera podatek od zysków, których nie ma czy podatek od podatku, jak w przypadku zawierającego akcyzę paliwa. Nawet wsparcie w postaci zwolnień z ZUS, biorąc pod uwagę późniejszy brak możliwości zastosowania odliczenia, to tak naprawdę jedynie pożyczka od państwa, a nie zapomoga. Przedsiębiorcy bowiem, choć z obowiązku opłacenia składek ZUS mogą zostać w ramach pomocy państwowej zwolnieni, to w rzeczywistości ich korzyść będzie znacznie niższa niż kwota niezapłaconej składki. Składkę zdrowotną od należnego podatku oraz składkę na ubezpieczenie społeczne od uzyskanego dochodu mogą bowiem odliczyć tylko wtedy, gdy ją opłacą.

Kiedy jeden zabiera drugiemu, łatwiej, gdy ten drugi się nie broni

Ponadto wskazywanie jako zło działań przedsiębiorców wykorzystujących w swej działalności zagraniczne jurysdykcje celem zapewnienia większego bezpieczeństwa finansowego swoich firm jest dość silnym przejawem hipokryzji. Mówiąc wprost o sięganiu głębiej do kieszeni przedsiębiorców za pomocą stworzonego w tym celu prawa, umknęło gdzieś mówcy, że przedsiębiorcy ci korzystają z prawnych metod obrony przed takimi działaniami, do tego stworzonymi przez to prawo wcześniej.

Przedsiębiorca równa się sponsor walki z koronawirusem

Realia są natomiast takie, że to przedsiębiorca ponosi ryzyko gospodarcze swojej działalności i w sytuacji kryzysowej zostaje sam na placu boju o byt swojej firmy. W pierwszym kwartale 2020 r. w Monitorze Sądowym i Gospodarczym opublikowano 188 upadłości firm. Jak szacuje Centralny Ośrodek Informacji Gospodarczej, wyniki pierwszych trzech miesięcy przełożyłyby się na liczbę 752 upadłości w 2020 r., co oznaczałoby wzrost o 28,32% w stosunku do 2019 r.

„Do ogłoszonych upadłości powinniśmy dodać również firmy, które o taką upadłość wystąpiły, ale ich wnioski zostały oddalone ze względu na fakt, że ich majątek nie wystarcza na pokrycie kosztów postępowania upadłościowego. W pierwszym kwartale 2020 r. oddalono wnioski o upadłość 201 przedsiębiorstw” (www.coig.com.pl/2020-upadlosci-firm_marzec.php).

W tych okolicznościach i w obliczu zapowiedzi Premiera można podejrzewać, że obecnie nikt nie chciałby się znaleźć w sytuacji polskiego przedsiębiorcy. Zwłaszcza że, jak podkreślał szef rządu, walka z optymalizacją podatkową przedsiębiorstw oraz nowe ciężary podatkowe przyniosą budżetom UE i poszczególnym państwom członkowskim miliardy euro na walkę z koronawirusem nie jednorazowo, a każdego roku.

Co można dziś poradzić firmom? Aby jak najszybciej przeprowadziły analizę prawną swojej sytuacji. Także audyt posiadanych struktur transgranicznych i ewentualne ich przemodelowanie i dostosowanie do rządowych zapowiedzi. Aby nie okazało się, że za chwilę firma stanie się głównym donatorem i sponsorem walki z koronawirusem.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Testy na koronawirusa dostępne przy Westfield Arkadia w Warszawie

Laboratoria medyczne Grupy DIAGNOSTYKA uruchomiają 22 kwietnia w Warszawie drugi mobilny punkt pobrań. Bezpłatne testy na obecność koronawirusa SARS-CoV-2 dla personelu medycznego będą wykonywane na terenie Westfield Arkadia. Testy sfinansuje Diagnostyka, a partnerem akcji Badamy-Wspieramy stała się grupa Unibail-Rodamco-Westfield.

W środę 22 kwietnia rusza drugi warszawski mobilny punkt pobrań. Testy na obecność koronawirusa SARS-CoV-2 dla personelu medycznego będą wykonywane na terenie   Westfield Arkadia w specjalnym namiocie typu „Drive&Go-Thru”. Są one bezpłatnie dla przedstawicieli wybranych zawodów medycznych: lekarzy, stomatologów, diagnostów laboratoryjnych, pielęgniarek i położnych, fizjoterapeutów oraz ratowników medycznych.

– Widzimy ogromne zainteresowanie pracowników służby zdrowia, wykonaniem testu na obecność SARS-CoV-2 w Warszawie. Wychodząc im naprzeciw otwieramy w stolicy drugi punkt typu „Drive&Go-Thru”. W pierwszej kolejności przeprowadzać będziemy darmowe badania dla medyków, a następnie realizować również odpłatne testy dla osób indywidualnych. – powiedział prof. Jakub Swadźba, prezes zarządu Diagnostyka.

Drugi warszawski punkt pobrań znajduje się na terenie CH Westfield Arkadia przy al. Jana Pawła II 82 (parking na poziomie -2) i jest czynny od poniedziałku do piątku w godzinach 8:00-15:00. Będzie mogło z niego skorzystać nawet 120 osób dziennie.

Grupa Unibail Rodamco Westfield, właściciel centrum handlowego, zaangażowała się w akcję przez darmowe udostępnienie swoich powierzchni.

– W ramach wsparcia walki z epidemią koronawirusa podejmujemy szereg działań niosących pomoc społecznościom lokalnym, które znalazły się obecnie w trudnej sytuacji – seniorzy czy rodziny ubogie. Ponadto, przekazujemy materiały ochronne do szpitali w Warszawie i Wrocławiu oraz żywność pracownikom pogotowia ratunkowego w województwie Dolnośląskim. Nasza najnowsza inicjatywa to udostępnienie miejsca przy Westfield Arkadia dla punktu pobrań typu „Drive&Go -thru”. Punkt testowy jest całkowicie bezpieczny ze względu na miejsce (parking -2) oraz wszystkie zabezpieczenia ze strony Diagnostyki. Udostępnienie strategicznego miejsca na północy Warszawy na pewno okaże się niezwykle przydatne dla wszystkich zainteresowanych – komentuje Grzegorz Grajkowski, Dyrektor Operacyjny Unibail-Rodamco-Westfield.

Badania wykonywane będą sprawdzoną metodą RT-PCR, przy użyciu testów CE-IVD, zgodnych z rekomendacjami Światowej Organizacji Zdrowia. Do wykonania bezpłatnych badań niezbędne będzie okazanie dokumentu potwierdzającego prawo wykonywania zawodu. Z testów, w miarę ich dostępności, będą mogły skorzystać także osoby indywidualne, które nie pracują w służbie zdrowia. Ich zakupu można dokonać poprzez strony internetowe: www.diagnostyka.pl oraz www.zdrowegeny.pl.

Badania we wszystkich punktach pobrań finansowane są bezpośrednio przez Grupę DIAGNOSTYKA oraz PARTNERÓW MEDYKÓW – firmy, które zdecydowały się wesprzeć projekt.

Aby powstały w Polsce nowe punkty pobrań, organizatorzy zapraszają do włączenia się do inicjatywy firmy lokalne, międzynarodowe korporacje oraz samorządy.

W celu zapoznania się z zasadami wsparcia programu darmowych testów dla medyków, przedstawiciele firm komercyjnych oraz samorządów mogą skontaktować się telefonicznie lub mailowo z koordynatorami programu:

Jakubem Strzelczykiem: +48 519 469 026,

Grzegorzem Polusem: +48 663 680 128

lub wysyłając e-mail na adres: [email protected].

Trudna sytuacja finansowa przedsiębiorstw nie wzmaga planów zwolnień i obniżek płac

W połowie kwietnia 6 na 10 firm notuje spadek przychodów, a 11 proc. firm zgłasza, że brakuje im funduszy, by przetrwać nawet miesiąc. W najtrudniejszej sytuacji pozostają mikrofirmy. Jedocześnie co 4 firma ma trudności z regulowaniem zobowiązań, a co 3. z wyegzekwowaniem należności – wynika badania kondycji przedsiębiorstw, przeprowadzonego przez Polski Instytut Ekonomiczny i Polski Fundusz Rozwoju. Przy tak trudnej sytuacji finansowej, co trzecia firma planuje obniżki wynagrodzeń w związku z pandemią, a 14 proc. pracodawców planuje zwolnienia w związku z pandemią koronawirusa. Na oba te wskaźniki były wyższe odpowiednio po 14 punktów procentowych.

Analizując zmiany przychodów przedsiębiorstw w kwietniu br., można zaobserwować, że spadek przychodów zgłosiło 61 proc. firm, z czego w przypadku 43 proc. przedsiębiorstw mieliśmy do czynienia ze spadkiem większym niż 25 proc. Najbardziej ucierpiały firmy z sektora handlu, które doświadczyły spadku łącznej wartości sprzedaży o 53 proc. W dalszej kolejności uplasowały się firmy usługowe, spośród których 46 proc. zanotowało spadek przychodów oraz produkcyjne, gdzie podobne zjawisko wystąpiło w przypadku 34 proc. firm. Skutki pandemii są także odczuwalne w postaci malejącego popytu. Spadek zamówień odnotowało 62 proc. firm. W przypadku 45 proc. przedsiębiorstw spadek zamówień przekroczył 25 proc. Wyzwaniem stają się również narastające zatory płatnicze. Problemy w tym obszarze zgłasza 23 proc. firm. Prawie jedna trzecia badanych przedsiębiorstw (32 proc.) deklaruje, że nieopłacone w terminie należności stanowią od 25 do 50 proc. wszystkich należności przedsiębiorstwa. Z kolei egzekwowanie należności stanowi wyzwanie dla 36 proc. przedsiębiorstw, a 7 na 10 firm ocenia, że sytuacja pod tym względem pogorszyła się w porównaniu do lutego.problemy z windykacją

Polska gospodarka zaczyna odczuwać skutki wyhamowania aktywności na skutek rozwoju pandemii koronawirusa. Świadczą o tym zarówno spadki przychodów przedsiębiorstw, mniejsza liczba zamówień, jak i zauważalny spadek popytu na pracę. W marcu liczba nowych ofert pracy zamieszczonych w serwisach internetowych była niższa o 35 proc. wobec liczby z marca 2019 r. 47 proc. firm deklaruje, że będące w ich dyspozycji środki finansowe pozwolą im przetrwać maksymalnie kwartał. Z drugiej strony, 79 proc. przedsiębiorców twierdzi, że zamierza utrzymać dotychczasowy poziom zatrudnienia. Musimy jednak pamiętać, że szereg reperkusji będzie miał charakter długofalowy. Niemal ¼ firm ma problemy z regulowaniem zobowiązań wobec kontrahentów, a 36 proc. ma trudności w egzekwowaniu należności. Zatory płatnicze to jeden z wielu elementów, które mogą utrudnić bezbolesny powrót na ścieżkę wzrostu gospodarczego  – mówi Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Czy pracownicy powinni się obawiać?

W sytuacji kryzysu spowodowanego pandemią koronawirusa bardzo ważne jest monitorowanie sytuacji na rynku pracy oraz planów firm w zakresie polityki zatrudnienia. 13 proc. mikrofirm planuje zmniejszenie zatrudnienia, ale aż 80 proc. z nich nie ma takich planów, co jest sygnałem pokazującym, że w pierwszej połowie kwietnia zwalnianie pracowników mniej pożądanym elementem strategii firm w dobie kryzysu. Wyniki badań PIE i PFR wskazują, że także wśród małych, średnich i dużych firm plany dotyczące redukcji zatrudnienia nie są podstawowym sposobem przetrwania trudnych czasów. W przypadku małych firm zmniejszenie zatrudnienia planuje 18 proc., odmienne plany ma 73 proc. Jeżeli chodzi o średnie przedsiębiorstwa, to redukcję etatów deklaruje 11 proc., a 85 proc. jej nie planuje. Spośród dużych firm, zmniejszenie zatrudnienia planuje 16 proc., zaś 74 proc. nie planuje zmian w wielkości zatrudnienia. Najbardziej narażeni są pracownicy sektora handlu, w którym zwolnienie od 10 do 25 proc. załogi deklaruje 38% proc. firm oraz sektora produkcji, w którym 35 proc. przedsiębiorstw planuje redukcję zatrudnienia o od 25 do 50 proc.

Pierwsze dane z rynku pracy, obejmujące już okres zamrożenia części gospodarki, uwidoczniły tendencję do redukcji zatrudnienia w firmach. Nie są to zjawiska jeszcze najbardziej pesymistyczne i porównywalne z tym co występuje między innymi w USA, ale widać, że część przedsiębiorstw chcąc przetrać stawia na zwolnienia. Warto jednak odnotować, że w naszych badaniach odsetek firm które planują takie kroki zmalał względem końca marca z poziomu 28 proc. do obecnych 14 proc. Może to oznaczać, że po pierwszym szoku i uderzeniu kryzysu sytuacja zatrudnieniowa ulegnie uspokojeniu – podkreśla Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora w Polskim Instytucie Ekonomicznym.  

Nawet jednak ci pracownicy, którzy utrzymają stanowiska, mogą doświadczyć obniżki wynagrodzeń. Cięcia płac planuje bowiem 36 proc. dużych firm, 37 proc. średnich, 35 proc. małych i 25 proc. mikrofirm. Utrzymanie dotychczasowego poziomu wynagrodzeń deklaruje 59 proc. mikrofirm, 50 proc. firm małych, 51 proc. średnich i 44 proc. dużych. Plany w tym zakresie różnicują przedsiębiorstwa w zależności od sektora działalności w znacznie mniejszym stopniu, aniżeli statystyki dotyczące spadku przychodów oraz zwolnień. Utrzymanie wynagrodzeń na obecnym poziomie zgłasza 51 proc. firm z sektora handlu, 56 proc. przedsiębiorstw produkcyjnych oraz 52 proc. firm usługowych. Z kolei obniżkę płac planuje 32 proc. firm handlowych, 30 proc. produkcyjnych oraz 33 proc. przedsiębiorstw z sektora usług.zmiany wynagreodzeń

Nota metodologiczna:

Badanie na zlecenie Polskiego Instytutu Ekonomicznego oraz Polskiego Funduszu Rozwoju przeprowadzone przez IBRiS w dniach 15-17 kwietnia 2020 r. wśród właścicieli firm lub osób decyzyjnych w przedsiębiorstwach na temat ich sytuacji i planów po nastaniu w Polsce epidemii koronawirusa. Badanie przeprowadzono za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych (CATI) na próbie losowo-kwotowej obejmującej 400 firm, w 4 kategoriach wielkości i 3 sektorach branżowych. Na podstawie tej próby możemy przeprowadzić wnioskowanie o populacji polskich przedsiębiorstw przy poziomie ufności 0,95, a błąd szacunku wskaźników struktury wyniesie 5 proc.

Jak w czasie COVID-19 działają firmy na rynku biurowym

Firma doradcza Walter Herz przeprowadziła badanie, by sprawdzić jak firmy radzą sobie w obecnej sytuacji na rynku biurowym i jakie efekty przynosi praca zdalna.

Okazuje się, że tylko 10 proc. firm przed wybuchem epidemii nie przewidywało możliwości pracy zdalnej pracowników. Zdecydowana większość, bo aż 90 proc. przedsiębiorstw już wcześniej umożliwiała taką formę pracy swoim ludziom.

W ocenie większości ankietowanych, produktywność w pracy świadczonej zdalnie wcale nie spadła albo obniżyła się tylko w nieznacznym stopniu. A według jednej trzeciej pytanych, efektywność ich pracy w czasie epidemii nawet wzrosła.

Ponad połowa osób, które wzięły udział w badaniu zajmuje stanowiska managerskie, a 16 proc. dyrektorskie. Wśród ankietowanych 50 proc. przedsiębiorstw zatrudnia od 50 do 250 osób, jedna trzecia do 50 pracowników, a 16 proc. to firmy w których pracuje ponad 250 osób. Większość to firmy związane z branżą IT, bankowością i ubezpieczeniami.

Największym wyzwaniem dla osób pracujących w domu okazała się ergonomia stanowiska pracy i fizyczne środowisko, w jakim aktualnie pracują, w tym także work – life balance związany z świadczeniem pracy w domu. Zdecydowanie mniejsze trudności badani mają z nawiązywaniem kontaktów biznesowych i sprzętem do pracy, czy technologiami do komunikacji.

– Jedną z najbardziej namacalnych zmian, jakie przyniósł COVID19 jest forma komunikacji z klientami. Aż 75 proc. firm wykorzystuje dziś do niej kanały wideo. Tylko jedna czwarta nie wprowadziła takiej obsługi – informuje Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner/CEO w Walter Herz.

– Na uwagę zasługuje też fakt, że wśród ankietowani przedstawicieli firm, takich którzy widzą zdecydowanie negatywny wpływ obecnej sytuacji na funkcjonowanie przedsiębiorstwa nie jest dużo. Większość potwierdza niezbyt sprzyjające oddziaływanie kwarantanny na działalność firmy. Niewielki odsetek pytanych wskazuje zaś na neutralny wpływ epidemii na przedsiębiorstwo – mówi Krzysztof Foks, Analyst w Walter Herz.

Wśród najbardziej wyraźnych trudności i wyzwań, jakie pojawiły się wraz z wirusem najwięcej osób wymieniło zmianę organizacji pracy biura, wydłużenie czasu pracy i procesów oraz konieczność wprowadzenia takiej formy pracy, by została utrzymana ciągłość działań i bieżących zadań firmy. Ponadto, wskazywano na utrudnienia związane z ograniczeniem ilości i wielkości spotkań, co wymiernie rzutuje na efektywność. Ankietowani zauważali również spadek ilości zleceń i produktywności, powiązany ze strachem przed chorobą.

Aby zapobiec zakażeniom firmy przede wszystkim wprowadzały pracę zdalną. Wzrosła też dbałość o dezynfekcję pomieszczeń. Do niezbędnego minimum ograniczano spotkania w firmach. Zapadały też decyzje o zamrożeniu niektórych działań i procesów.

Zarządcy i właściciele budynków skupili zaś uwagę  na utrzymywaniu wyjątkowej czystości powierzchni wspólnych w biurowcach. Do tego wprowadzane były zmiany w obsłudze korespondencji i kurierów na terenie obiektów oraz w funkcjonowaniu recepcji. Zadbano też o dostarczenie najemcom i pracownikom płynów do dezynfekcji, a dostęp do budynków został ograniczony.

Niemal 95 proc. właścicieli biurowców dostrzega wpływ, jaki wprowadzony w naszym kraju stan epidemii ma na ich biznes. Około 87 proc. pytanych przyznało, że najemcy kontaktują się z nimi w celu uzyskania informacji na temat działań, jakie mogą podjąć w obecnej sytuacji.

Większość właścicieli budynków biurowych mówi też o negatywnym wpływie, jaki mają zmiany wprowadzone w życiu społecznym na proces budowy i aranżacji powierzchni najmu. Jedna trzecia respondentów miała trudności z interpretacją oddziaływania kwarantanny na prowadzenie budów, a 13 proc. ankietowanych dostrzegło jej pozytywny wpływ.

Prawie 70 proc. zarządzających biurowcami potwierdza natomiast niesprzyjające działanie obecnych ograniczeń na negocjacje umów. Ponad 30 proc. badanych nie widzi zaś przeszkód w negocjacjach.

W sprawie wpływu COVID19 na bieżące funkcjonowanie biurowców zdania są podzielone. Połowa ankietowanych nie dostrzega większego wpływu, a druga połowa wskazuje, że jest on negatywny lub zdecydowanie negatywny.

W ocenie prawie 90 proc. badanych właścicieli i zarządców budynków aktualna sytuacja negatywnie rzutuje także na ilość odnotowanych zapytań o dostępne powierzchnie biurowe. Tylko 11 proc. inwestorów nie widzi w tym aspekcie problemu. Spadek liczby zapytań w najbliższych miesiącach prognozuje natomiast prawie 80 proc. ankietowanych. A niemal 70 proc. przewiduje również zmniejszanie się ilosci rozpoczynanych w najbliższym czasie procesów.

Pobierz raport:

https://walterherz.com/pl/a/wplyw-covid-19-na-uczestnikow-rynku-nieruchomosci

Zamrożona polska gospodarka traci 2 mld zł dziennie

  • Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) oraz Konfederacja Lewiatan szacują, że od 16 marca do 20 kwietnia br. polska gospodarka straciła już 76,4 mld zł z powodu zahamowania aktywności gospodarczej i społecznej.
  • Obie organizacje wspólnie uruchomiły licznik strat spowodowanych restrykcjami związanymi ze zwalczaniem COVID-19. Przekładają się one na utratę źródeł utrzymania przez rosnącą liczbę osób oraz nasilenie problemów zdrowotnych niezwiązanych z koronawirusem.

Pracodawcy wskazują, że potrzebne są sprawne i skuteczne działania w kierunku odmrażania gospodarki. Koszty obecnej metody walki z koronawirusem – choć konieczne do poniesienia w początkowej fazie epidemii – na dłuższą metę będą rujnujące dla gospodarki.

Aż 22,8 mld zł z poniesionych strat przypada na przemysł, 19,6 mld zł na handel, 5,4 mld zł na budownictwo, zaś 28,6 mld zł na pozostałe branże usługowe. Tylko do tej pory polska gospodarka straciła 3,2% PKB. Licznik uruchomiony przez pracodawców jest na bieżąco aktualizowany w celu uwzględnienia tempa narastania strat wynikającego z obowiązującego w danym czasie stanu prawnego.

– Nawet najlepsza tarcza nie posiada nieograniczonych limitów. Jeśli nie ożywimy gospodarki – to w krótkim czasie nie tylko zabraknie paliwa dla jej podtrzymania, ale również zabraknie środków na finansowanie walki z COVID-19 w służbie zdrowia. Pieniądze na służbę zdrowia pochodzą przecież z podatków – więc kiedy ich zabraknie, skończy się również finansowanie. Za naszymi ostrzeżeniami o stratach gospodarczych będą podążać konstruktywne propozycje konkretnych działań, uwzględniających specyfikę poszczególnych branż oraz analizę dostępności testów i środków ochronnych. Uważamy jednak, że w obecnej sytuacji dalsze ograniczenie aktywności w wielu sektorach gospodarki na bezprecedensową skalę będzie miało katastrofalne skutki. Zniesienie lockdownu w sposób przemyślany uchroni polską gospodarkę przed poważniejszymi stratami oraz podtrzyma stabilność wielu polskich przedsiębiorstw – zatrudniających miliony pracowników. Dobrze, że Tarcza Finansowa ma częściowo bezzwrotny charakter udzielanego wsparcia. Należy uznać to za właściwy kierunek działania – nadmierna akumulacja zobowiązań finansowych przez firmy w obecnym czasie poważnie utrudniałaby powrót do ich normalnego funkcjonowania po wygaśnięciu pandemii. Właściwym rozwiązaniem jest zastosowanie elastycznych kryteriów umorzenia długu, gdzie wielkość subwencji ustala się proporcjonalnie do poziomu realizacji określonego celu, takiego jak w tym przypadku utrzymanie zatrudnienia” – wskazuje Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich, prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) i Konfederacja Lewiatan oceniają zapowiadaną „Tarczę Finansową” jako potrzebne rozwiązanie, odpowiadające oczekiwaniom firm w obecnej nadzwyczajnej sytuacji. Kluczowe wyzwanie w aktualnych warunkach to dostarczenie przedsiębiorstwom płynności finansowej na adekwatną skalę, aby pokryć lukę powstałą na skutek ograniczenia możliwości generowania przychodów w czasie epidemii. W połączeniu z instrumentami finansowymi BGK, ARP i KUKE – a także złagodzeniem wymogów makroostrożnościowych wobec sektora bankowego – wdrożenie tych działań powinno w zauważalny sposób pomóc w ustabilizowaniu sytuacji przedsiębiorstw dotkniętych kryzysem.

– O ile wczesne zamrożenie aktywności gospodarczej w związku z epidemią COVID-19 przyjęto w wielu firmach ze zrozumieniem – o tyle obecnie dominuje wrażenie, że realne wsparcie przychodzi z opóźnieniem. Co gorsza, perspektywy powrotu do normalnej aktywności są mgliste. Niski popyt na dobra i usługi dobija niepewność. Naszym licznikiem chcemy przypomnieć politykom, że odsuwanie momentu odmrażania gospodarki ma bardzo konkretny wymiar finansowy. Każdy dzień to ponad 2 mld zł niewytworzonego PKB. Pół miesiąca obowiązywania restrykcji przekracza wartość filara inwestycyjnego tarczy antykryzysowej. W dobrych czasach byłby to komunikat o sile polskich przedsiębiorstw – dzisiaj jest to czytelny sygnał, że decyzje polityków są na wagę złota – mówi dr Sonia Buchholtz, ekspertka ekonomiczna Konfederacji Lewiatan.

Jednym z najczęstszych pytań przedsiębiorców w odniesieniu do antykryzysowych instrumentów wsparcia jest to, z których form pomocy można korzystać jednocześnie. Stąd duże znaczenie ma jednoznaczne wskazanie, że beneficjenci innych rozwiązań antykryzysowych nie będą wykluczeni z możliwości skorzystania z „Tarczy Finansowej”. Nie bez znaczenia jest również fakt, że program jest skierowany do przedsiębiorstw każdej wielkości. Dotychczasowe rozwiązania „Tarczy antykryzysowej” – w tym w szczególności zwolnienie ze składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne – były adresowane w głównej mierze do mikro- i małych przedsiębiorstw. Uwzględnienie firm średnich i dużych w programie sprawia, że podmioty z każdej kategorii – jeśli tylko doświadczają trudności ekonomicznych – będą kwalifikować się do przynajmniej jednej formy wsparcia.

• Licznik dostępny jest pod adresem http://straty-covid.pl/

Zakładany poziom aktywności w sektorach

________________________________________
Szacunki przedstawione w formie licznika bezpośrednich strat polskiej gospodarki związanych z występowaniem COVID-19 oparte są na ocenie wpływu sytuacji epidemicznej oraz obowiązujących restrykcji prawnych na możliwość sprzedaży towarów, świadczenia usług lub prowadzenia produkcji przez podmioty gospodarcze (strona podażowa) oraz determinowanymi przez powyższe czynniki schematami konsumpcji (strona popytowa) w 20 sekcjach PKD. Wyniki zostały finalnie zagregowane do 4 sektorów. Udział każdego z sektorów w tworzeniu PKB został określony w oparciu o dane GUS pochodzące z bazy Eurostatu dotyczące wartości dodanej brutto w tych sekcjach w ostatnim okresie, za który dostępne są pełne dane, tj. 2018 r.

Z uwagi na niedostępność danych pozwalających na precyzyjne oszacowanie bieżących poziomów aktywności w sektorach, konieczne było przyjęcie założeń w tym zakresie opartych o ocenę ekspercką. Przyjęte podejście jest analogiczne do metody szacowania strat stosowanej przez organizacje międzynarodowe i ośrodki w innych państwach, takie jak OECD, OBR, INSEE.

Założenia dotyczące poziomu aktywności w poszczególnych sektorach odnoszą się osobno do każdego dnia. Wprowadzane zmiany obowiązujących restrykcji prawnych pociągać będą za sobą rewizję zakładanych poziomów aktywności, co może wpływać na tempo dalszego narastania szacowanych strat.

Ropa WTI: kilka słów o ogonie i jego psie

Notowania ropy WTI runęły nawet poniżej 7 USD za baryłkę. Ostatecznie skala zniżki przekraczała 40 proc. Po turbulencjach towarzyszących rolowaniu majowego kontraktu i osiągnięciem przez jego kurs ujemnych wartości rynek przestraszył się skali nadpodaży na rynku surowca, która m.in. skutkuje wyczerpaniem dostępności przestrzeni do magazynowania ropy.

Obawy, że notowania kontraktu czerwcowego mogą wygasać w podobny sposób jak w przypadku majowego, wywołały popłoch. I to tuż po tym jak stał się on kontraktem aktywnym, tj. cechowanym przez największa liczbę otwartych pozycji i najwyższe obroty.

Uczestnicy rynku nie chcieli ryzykować i zaczęli „ucieczkę” z najwcześniej wygasającego kontraktu. Na taki krok i szybsze rolowanie pozycji z kontraktu czerwcowego na dalsze kontrakty zdecydowały się nawet z założenia pasywne fundusze ETF, w tym największy na świecie United States Oil Fund, który ostatnio odnotowywał rekordowe napływy kapitału (łącznie zgromadził ponad 4 mld USD). Szacuje się, że w ich wyniku, pozycja tego funduszu przekraczała 25 proc. open interest na kontrakcie czerwcowym.

Nic dziwnego, że aktywowanie się i nietypowe zachowanie giganta spotęgowało panikę i turbulencje na rynku ropy naftowej. Tylko na wczorajszej sesji liczba otwartych pozycji (open interest) kontraktu czerwcowego spadła o ponad 114 tys. kontraktów, czyli o niemal 20 proc. W tym samym czasie open interest kontraktu lipcowego podniósł się o około 30 tys. kontraktów i zwiększył o ponad 8 proc. Masowa ucieczka dołuje kontrakt czerwcowy i stabilizuje lipcowy. Spodziewamy się kontynuacji takiego zachowania przez inwestorów, ale podkreślamy, że po jego ustaniu kontrakt lipcowy może znaleźć się pod presją.

Bartosz Sawicki, kierownik Departamentu Analiz DM TMS Brokers

Potrzebujemy innowacji w zakresie nowych produktów i usług

Wzrost ekonomiczności produkcji przy jednoczesnym rozwoju innowacyjnych produktów to wyzwania, przed którymi stoi dziś wiele przedsiębiorstw przemysłowych – oto wniosek płynący z badania przeprowadzonego przez IDC na zlecenie Dassault Systèmes. Badanie, zatytułowane „Przedsiębiorstwa przemysłowe na drodze do biznesu opartego na danych”[1], analizuje postęp w zakresie cyfryzacji przedsiębiorstw produkcyjnych w Niemczech i Szwajcarii.

Badanie pokazuje, że firmy dostrzegają dziś znaczenie cyfrowej transformacji – ponad połowa wszystkich badanych menedżerów IT stwierdziła, że cyfryzacja ich firmy jest dla nich najważniejszym zadaniem. Powodem są zmienione warunki działalności przedsiębiorstw: aby zagwarantować długoterminowy sukces biznesowy, wprowadzanie innowacji musi zostać przyspieszone, a koszty zmniejszone. W związku z tym, zapytani o najważniejsze cele na najbliższe 2 lata, respondenci wskazali koncentrację na rentowności przedsiębiorstwa i obniżeniu kosztów (55%), ale też prawie połowa (49%) wymieniła innowacje w zakresie nowych produktów i usług.

Jednak cyfrowa codzienność w wielu firmach jest wciąż dopiero przed nimi. Jedynie jedna trzecia badanych firm oceniła własną transformację cyfrową, jako zrealizowaną w sposób „ograniczony” lub „kompleksowy”. 42% badanych stwierdziło, że znajduje się dopiero na początku procesu cyfryzacji i zajmuje się co najwyżej oceną i planowaniem. Podobnie prognozowane są również wydatki na IT: IDC wskazuje, że w ciągu najbliższych pięciu lat na innowacje i transformację cyfrową zostanie skierowanych ponad 50 procent inwestycji.

Z myślą o najbliższych 12 miesiącach decydenci z branży IT jasno sformułowali swoje priorytety. Ponad połowa respondentów postrzega digitalizację, jako ‘zadanie numer 1’. 42 proc. stwierdziło również, że chce wprowadzić modele chmurowe dla optymalizacji i wzmocnienia bezpieczeństwa IT. Kolejne 31 procent położy w nadchodzącym roku szczególny nacisk na optymalizację procesów między działami oraz konwergencję IT i OT (operational IT).

Jak zwiększyć innowacyjność?

Badanie pokazało, że wiele firm nadal potrzebuje wsparcia przy przeprojektowaniu obecnych procesów biznesowych i modelu danych, stanowiących zarówno ważny fundament udanych zmian cyfrowych, jak i sprawnych działań rynkowych. W celu zapewnienia konkurencyjności przedsiębiorstw również w przyszłości, w badaniu przedstawiono pięć praktycznych zaleceń dotyczących sposobu cyfryzacji procesów oraz promocji i przyspieszenia rozwoju innowacyjnych produktów. Są to:

  1. Ocena procesów rozwoju produktu: Aby pomyślnie zdigitalizować rozwój produktów, procesy rozwoju produktów powinny zostać przeprojektowane na całej długości łańcucha wartości.
  2. Ocena biznesowa jako sposób na cyfryzację rozwoju produktów: Holistyczne spojrzenie na przedsiębiorstwo może pomóc uchwycić istniejącą sytuację w IT i realizowanych procesach. W ten sposób można uzyskać informacje o potrzebie optymalizacji i możliwych obszarach działania w zakresie cyfryzacji.
  3. Stworzenie podstaw dla innowacji cyfrowych za pomocą zharmonizowanego modelu danych: Podstawę dla udanej cyfryzacji stanowi spójny model danych wykraczający poza granice działów. Dane centralnie dostępne dla wszystkich uczestników skracają czas trwania cyklu procesowego, zmniejszają koszty i optymalizują procesy automatyzacji.
  4. Wdrożenie jednolitej, cyfrowej platformy rozszerza pole innowacji: Jedyne źródło prawdy (ang. Single Source of Truth) umożliwia czerpanie jak największych korzyści z danych produktowych i systemów rozproszonych w przedsiębiorstwach. Koncepcja platformy wyznacza kierunek dla zwinnego rozwoju innowacji.
  5. Zintegrowane zarządzanie zmianą towarzyszące transformacji: Cyfryzacja firmy zmienia zarówno poszczególne procesy w firmie, jak również ich łańcuchy wartości w dłuższej perspektywie czasowej. Zintegrowane zarządzanie zmianą pomaga w tworzeniu cyfrowej kultury korporacyjnej.

Infografik_PL

Pełna wersja badania (w języku angielskim) jest dostępna na stronie: https://discover.3ds.com/pl/idc-paper-on-innovation-and-digitalization-potential

[1] White Paper IDC „PRZEDSIĘBIORSTWA PRZEMYSŁOWE NA DRODZE DO BIZNESU OPARTEGO NA DANYCH.  JAK SZYBCIEJ WPROWADZAĆ INNOWACJE NA RYNEK”, listopad 2019 r. Celem badania przeprowadzonego w lipcu i sierpniu 2019 r. wśród ponad 200 menedżerów w Niemczech i Szwajcarii było opracowanie opartej na faktach analizy najlepszych praktyk i zaleceń dotyczących wpływu cyfryzacji na rozwój produktów i zwiększenie innowacyjności.

Pierwsze projekty badań klinicznych z dofinansowaniem Agencji Badań Medycznych

Prezes Agencji Badań Medycznych zarekomendował pierwsze projekty badań klinicznych ukierunkowanych na przeciwdziałanie COVID-19 w ramach funduszu ABM, wpierającego opracowania skutecznych metod diagnostyki i leczenia koronawirusa.

Jak podkreśla Prezes Agencji dr n. med. Radosław Sierpiński – Nadrzędnym celem ABM jest dostarczenie potencjalnych rozwiązań terapeutycznych i profilaktycznych w zakresie COVID-19. Podejmując decyzję o rekomendacji danego badania bierzemy pod uwagę zarówno innowacyjność projektu, jak i szansę na dostarczenie danego rozwiązania w jak najkrótszym czasie.

Zastosowanie osocza ozdrowieńców w terapii chorych na COVID-19

Pierwszy z wybranych projektów przygotował zespół badaczy z Uniwersytetu Medyczny im. Piastów Śląskich we Wrocławiu pod kierownictwem prof. dr hab. Grzegorza Mazura. Proponowane badanie dotyczy zastosowania osocza ozdrowieńców w terapii chorych na COVID-19 wraz z metabolomiczną i laboratoryjną oceną postępu terapii osoczem.

Projekt zakłada, że osoby, które wyzdrowiały z COVID-19 wytworzyły przeciwciała, które neutralizują wirusa. Pobranie osocza od takiej osoby i przetoczenie jej aktualnie choremu może pomóc mu w szybszym powrocie do zdrowia. W celu przeprowadzenia badania, planowane jest włączenie 300 dawców, którzy zostali wyleczeni z COVID-19 lub przebyli zakażenie SARS-CoV-2.

Celem projektu jest przede wszystkim ocena różnicy w odpowiedzi serologicznej u ozdrowieńców, którzy przebyli zakażenie SARS-Cov-2 bezobjawowo, a ozdrowieńców z objawami klinicznymi COVID-19. Ponadto, badacze ocenią wpływ poziomu przeciwciał przeciwko SARS-Cov-2 oraz bezpieczeństwo i skuteczność terapii w polskiej populacji. Identyfikacja osób z wysokim ryzykiem ciężkiego przebiegu COVID-19

Drugim, pozytywnie ocenionym przez ABM projektem jest badanie zaproponowane przez naukowców z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, pod kierownictwem prof. dr hab. Marcina Moniuszko. Kluczowym założeniem badania jest opracowanie testu diagnostycznego wskazującego na ryzyko ciężkiego przebiegu COVID-19. Projekt stanowi uzupełnienie potrzeb związanych z diagnostyką i profilaktyką zakażeń COVID -19.

Celem badania jest opracowanie szybkiego testu diagnostycznego umożliwiającego identyfikację osób z wysokim ryzykiem ciężkiego przebiegu COVID-19. Test diagnostyczny przygotowany zostanie w postaci aplikacji wspierającej decyzje, przeznaczonej do użytku dla lekarzy zajmujących się pacjentami z COVID-19 i będzie zawierał moduł istotnych danych klinicznych i behawioralnych oraz moduł danych genetycznych.

To ważny, brakujący element w obecnym systemie diagnostyki COVID-19. Wczesna identyfikacja najbardziej narażonych na powikłania osób w różnym wieku pozwoliłaby na odpowiednią, precyzyjną koncentrację środków finansowych i organizacyjnych systemu ochrony zdrowia – podsumowuje prof. dr hab. Marcin Moniuszko, lider projektu.
Szybka ścieżka dla badań ukierunkowanych na przeciwdziałanie COVID-19

W ramach tzw. szybkiej ścieżki Agencja Badań Medycznych i Ministerstwo Zdrowia podjęły decyzję o przeznaczeniu nawet 50 milionów złotych na wsparcie niekomercyjnych badań klinicznych, ukierunkowanych na przeciwdziałanie COVID-19.

Dofinansowanie w wysokości nawet 5 mln zł otrzyma każdy projekt o dużym potencjale naukowym, który może przyczynić się do opracowania szybkiego testu diagnostycznego, szczepionki lub skutecznych metod terapii koronawirusa. Projekty przyjmowane są w trybie ciągłym.

Szczegółowe informacje dotyczące naboru dostępne są na stronie Agencji Badań Medycznych:https://abm.gov.pl/pl/aktua
lnosci/314,AKTUALIZACJA-Agencja-Badan-Medycznych-uruchamia-dodatkowe-srodki-na-opracowanie-.html

Rusza Fundusz Naprawczy

W obliczu kryzysu ekonomicznego, priorytetem dla przedsiębiorców jest zapewnienie bezpieczeństwa własnej firmie i jej pracownikom. W biznesie nie działa się jednak w pojedynkę. Według raportu McKinsey, w perspektywie długoterminowej dla stabilności biznesu kluczowa będzie odporność łańcucha dostaw, a osiągnąć ją można m.in. poprzez zapewnienie wsparcia finansowego małym i średnim dostawcom. To właśnie zatroszczenie się o swoje otoczenie rynkowe ma pomóc firmom minimalizować negatywny wpływ pandemii na gospodarkę, rynek pracy oraz własną organizację.

Z opublikowanych w kwietniu br. danych Konfederacji Lewiatan wynika, że aż 70% pracowników pozytywnie ocenia zaangażowanie pracodawcy w utrzymanie miejsc pracy w czasie COVID-19. Ta liczba może się jednak znacząco obniżyć, kiedy przedsiębiorcy stracą płynność finansową i dłużej nie będą mogli bronić się przed nieuniknionymi decyzjami o redukcjach zatrudnienia. To spowoduje lawinowo rosnące bezrobocie. W optymistycznym wariancie, szacowanym przez resort rodziny, pracy i polityki społecznej, dotknie ono 1,4 miliona osób. W pesymistycznych scenariuszach, bezrobocie ma wzrosnąć do 10 proc.

Co drugi polski pracownik zostanie bez pracy?

Już teraz taki krok planuje 45% przedsiębiorców w Polsce, a największa fala zwolnień ma objąć produkcję (80%), lotnictwo (80%) oraz handel i gastronomię (59%), czytamy w badaniu Devire przeprowadzonym w marcu br. na grupie 2,5 tys. polskich firm. Te decyzje przyniosą dalsze, drastyczne skutki społeczno-gospodarcze, bo spadek dochodów Polaków będzie oznaczać zmniejszenie wydatków oraz popytu na produkty i usługi. Dziś taki scenariusz zakłada 51% pracowników, a połowa z nich szacuje, że z posiadanych oszczędności będzie w stanie utrzymać się nie dłużej niż 2-3 miesiące, wynika z danych Konfederacji Lewiatan. To dlatego przedsiębiorcy mobilizują się do wspólnej walki o swoje firmy i swoich pracowników, wiedząc że choć działają od siebie kompletnie niezależnie, to w rzeczywistości są systemem naczyń połączonych, od którego sprawności działania zależy powodzenie całego otoczenia biznesowego. Co robią, aby ratować swoje biznesy?

Firmy wykraczają poza myślenie wyłącznie o swoich biznesach

Przedsiębiorcy widzą, że w dobie walki z koronawirusem poczucie wspólnoty i wzajemna odpowiedzialność biznesu nabierają jeszcze większego znaczenia. Mówi o tym wyraźnie McKinsey w raporcie „COVID-19: Implications for business”, przekonując że nie tylko rządy, ale w dużej mierze właśnie przedsiębiorcy – ci, którzy pomimo pandemii utrzymują swój cash-flow, powinni objąć wsparciem kluczowych dla siebie dostawców i wykonawców, zapewniając bezpieczeństwo całemu łańcuchowi dostaw, a co za tym idzie, także swoim własnym firmom.

Wspólna odpowiedzialność za stabilność łańcucha dostaw jest fundamentalna, jeżeli chcemy mówić o próbie utrzymania kruchego ładu czy odbudowywaniu tych sektorów gospodarki, które zostały czy zostaną zachwiane’ przez COVID-19 – mówi Wojciech Kostrzewa, Prezes Zarządu Polskiej Rady Biznesu.

Odpowiedzią na wyzwanie, związane z koniecznością zapewnienia stabilności łańcucha dostaw, jest Fundusz Naprawczy, stworzony przez międzynarodowy think tank Social Impact Alliance for Central & Eastern Europe.

Mechanizm dostrzeżony przez ONZ

Fundusz Naprawczy to swoisty sojusz firm i organizacji, które wspólnie działają na rzecz minimalizacji skutków gospodarczych pandemii, w efekcie tworząc możliwość ochrony istniejących biznesów i miejsc pracy.

– Kiedy w 2019 roku tworzyliśmy mechanizm funduszy impactowych (z ang. Social Impact Funds), mający finansować systemowe podejście do realizacji celów zrównoważonego rozwoju w Europie Środkowej i Wschodniej, nie spodziewałam się, że wykorzystamy go tak szybko i w tak kryzysowej sytuacji. Mechanizm jest tak opracowany pod kątem prawno-podatkowym, żeby zapewnić firmom-Darczyńcom zwrot, dzięki któremu będą mogli pomagać więcej – sobie oraz innym – mówi Anna Korzeniewska, założycielka Social Impact Alliance for Central & Eastern Europe.

Jak to działa? Poprzez dofinansowanie Funduszu Naprawczego firmy mogą wesprzeć wskazane przez siebie osoby fizyczne, w tym prowadzące działalność gospodarczą, osoby prawne, organizacje, instytucje otoczenia biznesu lub innych partnerów, kluczowych dla swojego biznesu lub dla swojej branży. Mogą również wpłacić środki na cele ogólne. W takim przypadku to Rada Funduszu, w konsultacjach z organizacjami branżowymi oraz zrzeszającymi pracodawców, decyduje kto zostaje beneficjentem.

Czy przedsiębiorcy mogą liczyć na ulgi podatkowe?

Wyzwaniem dla przedsiębiorców, chcących wesprzeć w tym wyjątkowym czasie swój łańcuch dostaw, a dla których dzisiaj liczy się każda złotówka, jest system podatkowy. Nie przewiduje on ulg dla firm, które ratują swój biznesowy ekosystem w formie bezpośrednich wpłat.infografika

Firmy, które bezpośrednio, w formie darowizny, wesprą finansowo swoich dostawców w tym trudnym czasie, nie będą mogły zaliczyć kwoty wsparcia do kosztów ani obniżyć podstawy opodatkowania. Natomiast darowizny przekazane poprzez Fundusz dadzą firmom-Darczyńcom korzyści podatkowe, a firm, które otrzymają wsparcie, w szczególnych przypadkach nie obciążą podatkiem dochodowym, jeśli te osiągają  stratę w wyniku negatywnych skutków COVID-19 – mówi Dariusz Gałązka, Partner w Grant Thornton. – Zdecydowaliśmy się wesprzeć Fundusz Naprawczy, stworzony przez Social Impact Alliance for Central & Eastern Europe, zapewniając firmom zaangażowanym w Fundusz bezpłatne konsultacje podatkowe w zakresie rozliczenia przekazywanych darowizn w celu ograniczenia skutków obecnej sytuacji epidemicznej – dodaje.

250 milionów euro od Danone

Działania, które dziś promują firmy i organizacje zaangażowane w Fundusz Naprawczy, z powodzeniem dzieją się już w krajach zachodnich. Międzynarodowi giganci nie tylko zobowiązują się do szerszego podziału korzyści wynikających z ich wzrostu gospodarczego, ale czynią ku temu realne kroki. Doskonałym przykładem jest koncern spożywczy Danone, który w ostatnich tygodniach przeznaczył 250 milionów euro na wsparcie swojego biznesowego ekosystemu, kierując wsparcie do 15 tys. małych firm ze swojego otoczenia, w tym rolników, dostawców i usługodawców.

To, jak przedsiębiorstwa reagują w tych trudnych czasach, ma ogromny wpływ nie tylko na reputację ich marek, ale też na kondycję polskiej, regionalnej i globalnej gospodarki. – Wierzymy w to, że biznes teraz, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, zjednoczy się w walce o nasze wspólne dobro. Mam nadzieję, że dzięki takim mechanizmom jak Fundusz Naprawczy, więcej firm będzie skłonnych dofinansować swój łańcuch dostaw, a tym samym ratować miejsca pracy – podsumowuje Anna Korzeniewska.

Źródło: https://ceeimpact.org/pl/fundusz-naprawczy

Manewrowanie między dobrym i złym

Po dwóch ciężkich dniach dla rynków przychodzi pora na próbę odreagowania, gdyż akcje i waluty starają się dalej odizolować od wpływu chaosu na rynku ropy naftowej. Nerwowość pozostaje, gdyż załamanie cen ropy przypomina, że niemierzalna wciąż jest skala skutków pandemii na globalną gospodarkę. Mimo to rynki potrafią przerzucić uwagę na tu i teraz.

Ujemne ceny ropy naftowej to dramatyczna sytuacja, która była jednak podsycana przez techniczne uwarunkowania wygasającego kontraktu, gdyż jak w grze w Czarnego Piotrusia przegrywa ten, kto zostanie z kartą z Piotrusiem (kontraktem na odbiór ropy naftowej) w ręku. Jeśli sytuacja w nierównowadze rynku ropy naftowej nie poprawi się, problem powróci 19 maja wraz z wygasaniem kolejnej serii kontraktów. Ale już ceny WTI w kontraktach na IV kwartał 2020 r. i dalej pozostają powyżej 30 USD/b, co jasno świadczy o tym, że rynek wierzy w odbicie popytu i efekty ograniczenia wydobycia.

Tradycyjnie na rynkach odbywa się walka o to, czy „rozgrywać” tu i teraz, czy starać się dyskontować przyszłość. I działa to w obie strony. Wczoraj pogłębienie spadków cen ropy naftowej dla kontraktów czerwcowych rozlało się na awersję do ryzyka na inne klasy aktywów. Dziś ceny ropy spadają, ale rynek akcji i walutowy stara się odizolować emocje i doprowadzić do odreagowania. Wygląda to tak, jakby istniał pewien próg dla zmiany ceny jednego instrumentu (w tym przypadku: kontraktu WTI) , dopiero po przekroczeniu którego można obserwować wstrząsy wtórne w innych obszarach rynków finansowych. Dzisiejsze spadki cen ropy o mniej niż 15 proc. wydają się nie aktywować trybu paniki.

Dziś rano europejski rynek akcji świeci się na zielono, wzrosty realizuje też kontrakt na S&P500. Dodatkowym stabilizatorem nastrojów jest przegłosowanie przez Senat USA nowego pakietu dodatkowych 484 mld USD na wzmocnienie funduszu pożyczek dla przedsiębiorstw. Z Brukseli dochodzą głosy, że Rada Europejska ma dyskutować nad rozszerzeniem pomocy finansowej. Od czasu do czasu rynki potrzebują przypomnienia, że rządy (i banki centralne) nie są bierne i czuwają. Nie są w stanie upilnować wszystkiego (choć prezydent Trump chce pomóc sektorowi naftowemu USA) i czasami coś negatywnego się przydarzy.

Oznaki stabilizacji nastrojów powinny odwrócić ostatnią siłę USD i dać moment na odbicie głównie dla walut surowcowych. EUR/USD może dryfować pod 1,09, choć popyt jest hamowany przez obawy, co mogą przynieść jutrzejsze odczyty PMI z Eurolandu. Lokalnie EUR/PLN jest po środku kanału 4,51-5,55, w którym przebywa od kilku dni. Przy lepszych nastrojach kurs powinien pozostawać w jego dolnych zakresach.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.