CVI sfinalizował zamknięcie funduszu Private Debt Fund II

CVI Dom Maklerski ogłosił finalne zamknięcie funduszu CVI Private Debt Fund II, który osiągnął kapitalizację na poziomie 262 mln euro. W ramach ostatniego zamknięcia do grona inwestorów funduszu dołączyła Erste Group, wiodąca instytucja finansowa w Europie Środkowej. Wśród nowych inwestorów znalazły się także ALTUM, łotewska instytucja finansowa wspierająca rozwój przedsiębiorstw oraz Raiffeisen Investment. Środki pozyskane przez fundusz zostaną przeznaczone na wsparcie rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw w Europie Środkowej, w tym ekspansji zagranicznej polskich spółek.

CVI Private Debt Fund II to drugi instytucjonalny fundusz private debt zarządzany przez CVI. Fundusz został uruchomiony w pierwszym kwartale 2024 roku i zapewnia elastyczne finansowanie private debt skierowane przede wszystkim do małych i średnich przedsiębiorstw.

Od momentu uruchomienia fundusz zrealizował już 29 inwestycji. Fundusz ma za sobą również pierwszy exit, który pokazuje skuteczność przyjętej strategii inwestycyjnej oraz zdolność do generowania zwrotów zgodnie z założeniami.

Kapitał funduszu przeznaczony jest dla firm, które realizują projekty rozwojowe, planują ekspansję zagraniczną, wzmacniają swoją konkurencyjność lub potrzebują finansowania dopasowanego do specyfiki prowadzonej działalności.

CVI Private Debt Fund II finansuje przedsiębiorstwa z wybranych sektorów, w tym IT, finansów, transportu, budownictwa oraz sektora rolno-spożywczego. Fundusz planuje przeprowadzenie ponad 40 inwestycji w Europie Środkowej, w tym przede wszystkim w Polsce, a także m.in. w Rumunii, Czechach, Słowacji, krajach bałtyckich, na Węgrzech, w Słowenii i Chorwacji. Fundusz spełnia wymogi Artykułu 8 SFDR, co odzwierciedla zaangażowanie CVI we wdrażanie polityk ESG w procesie inwestycyjnym.

Wśród inwestorów CVI Private Debt Fund II znajdują się m.in. Bank Gospodarstwa Krajowego, Europejski Fundusz Inwestycyjny, Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju, IFC – Międzynarodowa Korporacja Finansowa, Polski Fundusz Rozwoju, a także fundusze emerytalne z czterech krajów, banki, firmy zarządzające aktywami, fundacje rodzinne, zamożni inwestorzy indywidualni.

Latem 2025 roku do grona nowych inwestorów dołączył Raiffeisen Investment, członek regionalnej grupy bankowej.

– Cieszymy się, że latem 2025 roku dołączyliśmy do funduszu CVI Private Debt Fund II. Aktywność na rynku private equity wzrosła w ostatnich latach, podczas gdy private credit pozostaje relatywnie słabiej rozwinięty. Dlatego z zadowoleniem przyjęliśmy możliwość połączenia sił z silnym partnerem regionalnym. Wierzymy, że rynki prywatne będą nieodzownym elementem portfela każdego świadomego inwestora w Europie Środkowo-Wschodniej, a rosnący popyt ze strony klientów potwierdza ten trend – powiedział Jaromir Sladkovsky, CEO Raiffeisen Investment.

W ramach ostatniego zamknięcia do grona inwestorów funduszu dołączyła Erste Group. Jest to wiodąca grupa bankowa w Europie Środkowej, obsługująca około 23 mln klientów w Austrii, Chorwacji, Czechach, na Węgrzech, w Polsce, Rumunii, Serbii i Słowacji. Erste Group oferuje klientom indywidualnym, korporacyjnym i instytucjonalnym szeroki zakres usług bankowych i finansowych od bankowości detalicznej i prywatnej, przez bankowość korporacyjną i transakcyjną, po zarządzanie aktywami.

– W CVI widzimy partnera z dużym doświadczeniem i wiodącą pozycją na rynku private debt w Europie Środkowej. Wspólne podejście oparte na długoterminowym budowaniu wartości postrzegamy jako fundament trwałego partnerstwa, które wzmocni naszą zdolność do odpowiadania na zapotrzebowanie klientów na stabilne możliwości inwestycyjne – powiedział Nemanja Stevanović, Director Corporate Finance & Alternative Investments Erste Group.

Kolejnym nowym inwestorem został ALTUM, łotewska instytucja finansowa, której misją jest wspieranie rozwoju gospodarki poprzez uzupełnianie oferty prywatnego rynku finansowego. Instytucja udziela finansowania w formie instrumentów takich jak pożyczki, gwarancje oraz inwestycje w fundusze venture capital.

– Inwestycja ALTUM w CVI Private Debt Fund II odzwierciedla nasze ukierunkowane podejście do zwiększania dostępu do kapitału w regionie. Szczególnie cenimy aktywną ekspansję funduszu w państwach bałtyckich, w tym na Łotwie, która tworzy nowe możliwości dla lokalnych firm. Partnerstwo z CVI, uznanym liderem rynku, dodatkowo wesprze rozwój przedsiębiorstw średniej wielkości oraz pomoże wprowadzać nowe, elastyczne rozwiązania finansowe na Łotwie i w szerszym regionie państw bałtyckich. Postrzegamy tę inwestycję jako początek silnego, długoterminowego partnerstwa, które może wnieść istotny wkład w rozwój firm w regionie. Z optymizmem patrzymy na udaną współpracę w kolejnych latach – powiedział Reinis Bērziņš, Prezes Zarządu ALTUM.

– Naszą misją jest zapewnianie finansowania wartościowym projektom biznesowym. W naszych inwestycjach koncentrujemy się na firmach, dla których tradycyjne finansowanie może być niewystarczające lub trudniej dostępne. W ten sposób pomagamy przełamywać bariery związane z ograniczonym dostępem do kapitału, otwieramy przed przedsiębiorcami nowe możliwości rozwoju i stymulujemy wzrost przedsiębiorczości w Europie Środkowej. Jednocześnie, dzięki pracy ponad czterdziestoosobowego, doświadczonego zespołu inwestycyjnego, tworzymy dla naszych inwestorów stabilne możliwości lokowania kapitału i budowania atrakcyjnych, skorygowanych o ryzyko stóp zwrotu – powiedział Radoslav Tausinger, Partner w CVI.

SLA czy pakiet godzinowy dla enova365? Jak firmy zabezpieczają ciągłość działania ERP

System ERP rzadko jest dziś wyłącznie narzędziem do księgowości. W wielu organizacjach enova365 odpowiada za finanse, kadry i płace, obieg dokumentów, sprzedaż czy raportowanie zarządcze. To właśnie dlatego sposób organizacji wsparcia technicznego ma bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo operacyjne firmy.

W praktyce przedsiębiorstwa korzystające z enova365 najczęściej wybierają jeden z dwóch modeli współpracy: wsparcie w ramach umowy SLA lub pakiet godzinowy. Oba rozwiązania pozwalają rozwijać i utrzymywać system ERP, jednak zostały stworzone z myślą o zupełnie innych potrzebach biznesowych.

Jak wybrać właściwy model supportu enova365? Wszystko zależy od skali środowiska, poziomu ryzyka oraz tego, jak ważny dla organizacji jest szybki czas reakcji.

Na czym polega wsparcie enova365 w modelu SLA?

SLA (Service Level Agreement) to model współpracy oparty na jasno określonych parametrach obsługi. Organizacja otrzymuje gwarantowany czas reakcji na zgłoszenie, ustalone zasady obsługi incydentów oraz stałe wsparcie zespołu znającego środowisko klienta.

W praktyce oznacza to większą przewidywalność działania systemu ERP i szybsze reagowanie w sytuacjach krytycznych.

Firmy decydujące się na abonament SLA dla enova365 najczęściej oczekują:

  • ciągłości działania systemu,
  • priorytetowej obsługi zgłoszeń,
  • ograniczenia ryzyka przestojów,
  • stałego wsparcia konsultacyjnego i developerskiego,
  • większej kontroli nad rozwojem środowiska ERP.

Model SLA dobrze sprawdza się szczególnie tam, gdzie nawet krótkotrwała niedostępność systemu może wpływać na realizację procesów biznesowych.

Pakiet godzinowy enova365 – kiedy to dobre rozwiązanie?

Pakiet godzinowy działa w bardziej elastycznym modelu. Firma wykupuje określoną liczbę godzin i wykorzystuje je wtedy, gdy pojawia się potrzeba wsparcia.

To rozwiązanie często wybierają organizacje, które:

  • korzystają ze stabilnego środowiska ERP,
  • posiadają własny dział IT,
  • potrzebują wsparcia projektowego,
  • realizują pojedyncze wdrożenia lub integracje,
  • nie wymagają gwarantowanego czasu reakcji.

Pakiet godzinowy sprawdza się również w przypadku prac rozwojowych, takich jak tworzenie raportów, rozbudowa funkcjonalności czy integracje API.

Warto jednak pamiętać, że ten model nie daje takiej samej przewidywalności dostępności konsultantów jak umowa SLA.

Dlaczego czas reakcji w ERP ma znaczenie?

Wiele organizacji zaczyna analizować model wsparcia dopiero wtedy, gdy pojawia się poważny incydent. Problem z naliczeniem wynagrodzeń, niedostępność systemu podczas zamknięcia miesiąca czy awaria integracji potrafią szybko pokazać, jak istotna jest dobrze zorganizowana obsługa ERP.

W środowiskach, w których system enova365 wspiera kluczowe procesy biznesowe, liczy się nie tylko możliwość zgłoszenia problemu, ale przede wszystkim czas reakcji oraz znajomość środowiska przez partnera serwisowego.

To właśnie dlatego coraz więcej firm traktuje support ERP jako element strategii bezpieczeństwa organizacji, a nie wyłącznie koszt operacyjny.

Jak dobrać model wsparcia do organizacji?

Nie istnieje jeden uniwersalny model obsługi enova365. Wybór powinien zależeć od kilku czynników (szerszą analizę obu wariantów znajdziesz również pod adresem: https://smartsupportcenter.bpxglobal.com/blog/wsparcie-enova365-z-sla-czy-pakiet-godzinowy/):

Skala środowiska ERP

Im więcej modułów, użytkowników i integracji, tym większe znaczenie ma szybka dostępność specjalistów oraz uporządkowany proces obsługi zgłoszeń.

Krytyczność procesów biznesowych

Jeśli ERP wspiera finanse, kadry i płace lub procesy sprzedażowe, ryzyko przestoju staje się znacznie większe niż w przypadku prostych środowisk administracyjnych.

Kompetencje wewnętrznego działu IT

Firmy posiadające własnych administratorów często wybierają pakiety godzinowe jako uzupełnienie kompetencji zespołu wewnętrznego. Organizacje bez rozbudowanego zaplecza IT częściej decydują się na pełne wsparcie SLA.

Potrzeby rozwojowe

Jeżeli firma regularnie rozwija system enova365, wdraża nowe moduły lub tworzy dedykowane rozwiązania, stała współpraca z partnerem serwisowym zwykle pozwala lepiej planować rozwój środowiska.

Wsparcie ERP a bezpieczeństwo organizacji

Coraz więcej firm zwraca uwagę nie tylko na rozwój systemu ERP, ale również na bezpieczeństwo i odporność środowiska IT. Dotyczy to szczególnie organizacji objętych regulacjami DORA, NIS2 lub wymaganiami dotyczącymi ciągłości działania.

W takich przypadkach uporządkowany proces obsługi incydentów, raportowanie SLA oraz centralizacja zgłoszeń stają się ważnym elementem zarządzania ryzykiem.

Profesjonalny support enova365 obejmuje dziś nie tylko rozwiązywanie problemów, ale również wsparcie w utrzymaniu stabilności i przewidywalności działania całego środowiska ERP.

Kiedy warto rozważyć zmianę modelu wsparcia?

Najczęściej firmy decydują się na zmianę partnera lub modelu obsługi wtedy, gdy:

  • wydłuża się czas reakcji na zgłoszenia,
  • pojawiają się trudności z rozwojem systemu,
  • brakuje transparentności obsługi,
  • organizacja dynamicznie rośnie,
  • środowisko ERP staje się bardziej złożone.

W wielu przypadkach przejście na bardziej uporządkowany model wsparcia pozwala ograniczyć liczbę incydentów i poprawić stabilność działania systemu.

Podsumowanie

Wsparcie enova365 powinno być dopasowane nie tylko do budżetu, ale przede wszystkim do poziomu odpowiedzialności, jaki system ERP pełni w organizacji.

Pakiet godzinowy zapewnia elastyczność i dobrze sprawdza się przy projektowym wykorzystaniu supportu. Umowa SLA daje natomiast większą przewidywalność, uporządkowany proces obsługi oraz gwarantowany czas reakcji w sytuacjach krytycznych.

Im większe znaczenie system ERP ma dla codziennego funkcjonowania firmy, tym bardziej strategicznym elementem staje się profesjonalne wsparcie techniczne enova365.

Czym jest akredytacja – najważniejsze informacje

Akredytacja to pojęcie, które w kontekście przemysłu i bezpieczeństwa technicznego pojawia się coraz częściej – ale nie zawsze wiadomo, co konkretnie oznacza. Czym różni się od certyfikacji? Kto jej udziela i dlaczego ma znaczenie dla Twojego przedsiębiorstwa? Poniżej znajdziesz najważniejsze informacje, które pomogą rozwiać te wątpliwości.

Akredytacja – czym jest i kto jej udziela?

Akredytacja to formalne potwierdzenie przez niezależny organ, że dana jednostka – laboratoryjna, inspekcyjna lub certyfikująca – ma kompetencje do wykonywania określonych działań zgodnie z wymaganiami norm międzynarodowych. W Polsce akredytacji udziela Polskie Centrum Akredytacji (PCA), które działa jako krajowa jednostka akredytująca. PCA funkcjonuje w ramach europejskiej sieci EA (European cooperation for Accreditation), co oznacza, że akredytacja udzielona w Polsce jest uznawana we wszystkich krajach członkowskich.

Czym się różni akredytacja od certyfikacji?

Często oba te pojęcia są ze sobą mylone. Certyfikacja potwierdza, że produkt, usługa lub system zarządzania spełnia określone wymagania – np. normy ISO. Akredytacja natomiast dotyczy samych jednostek, które taką certyfikację przeprowadzają. Innymi słowy: akredytacja to potwierdzenie wiarygodności i kompetencji instytucji wystawiającej certyfikaty lub przeprowadzającej inspekcje. Jest więc niejako „certyfikatem dla certyfikujących”.

Jakie jednostki podlegają akredytacji?

Akredytacji podlegają przede wszystkim laboratoria badawcze i wzorcujące, jednostki certyfikujące oraz jednostki inspekcyjne. Te ostatnie odgrywają szczególną rolę w branżach, gdzie bezpieczeństwo instalacji i urządzeń ma kluczowe znaczenie – jak przemysł chemiczny, petrochemiczny, górnictwo czy energetyka. Jednostka inspekcyjna akredytowana według normy PN-EN ISO/IEC 17020 działa według ściśle określonych procedur, które gwarantują rzetelność, bezstronność i powtarzalność wyników inspekcji.

Dlaczego akredytacja jest tak ważna dla przedsiębiorców?

Dla firm działających w strefach zagrożonych wybuchem – oznaczonych jako strefy ATEX – współpraca z akredytowaną jednostką inspekcyjną to nie tylko dobra praktyka, ale często wymóg prawny. Dyrektywy ATEX nakładają na pracodawców obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa instalacji elektrycznych i mechanicznych w przestrzeniach zagrożonych powstaniem atmosfery wybuchowej. Inspekcja przeprowadzona przez akredytowaną jednostkę daje pewność, że ocena jest obiektywna, zgodna z normami i uznawana przez organy nadzoru.

Akredytowana jednostka inspekcyjna – co warto wiedzieć przed wyborem?

„Wybierając jednostkę inspekcyjną, warto upewnić się, że działa ona na podstawie akredytacji udzielonej przez PCA i że jej zakres obejmuje konkretny typ instalacji lub urządzeń, które mają być poddane inspekcji. Akredytacja to nie formalność – to gwarancja, że wynik inspekcji będzie uznany przez organy nadzoru i że cały proces przebiegł zgodnie z międzynarodowymi standardami”. – Mówi pracownik Instytutu Bezpieczeństwa Technicznego.

Instytut Bezpieczeństwa Technicznego prowadzi inspekcje zgodnie z normą PN-EN ISO/IEC 17020, posiadając akredytację PCA nr AK 046. Zakres działania obejmuje inspekcje odbiorcze i dozorowe urządzeń, instalacji i obiektów w obszarze bezpieczeństwa przeciwwybuchowego Ex. Szczegółowe informacje o tej jednostce inspekcyjnej znajdziesz tutaj.

Liftero z sukcesem zakończyło ofertę publiczną pozyskując 17,5 mln zł brutto

Liftero, polski producent technologii napędowych do misji kosmicznych, z sukcesem zakończył ofertę publiczną w ramach której pozyskał 17,5 mln zł brutto. Spółka przeznaczy środki m.in. na skalowanie zdolności produkcyjnych oraz wzmocnienie działań sprzedażowych i marketingowych w związku z rozpoczęciem szerokiej komercjalizacji autorskiego napędu BOOSTER. Oferta publiczna cieszyła się bardzo dużym zainteresowaniem inwestorów – popyt wielokrotnie przewyższył liczbę oferowanych akcji, a stopa redukcji zapisów w Transzy Otwartej wyniosła 95 proc. W najbliższym czasie Liftero złoży wniosek o wprowadzenie akcji na GPW w związku z planowanym debiutem giełdowym na rynku NewConnect. Liczy na możliwość debiutu na przełomie drugiego i trzeciego kwartału 2026 roku.

  • W ramach oferty publicznej Spółka wyemitowała 500 000 nowych akcji zwykłych na okaziciela serii C po cenie emisyjnej ustalonej na poziomie 35,00 zł za akcję
  • Pozyskane środki pozwolą Liftero m.in. rozwijać i szerzej komercjalizować autorski system napędowy BOOSTER – wykorzystujący nietoksyczne materiały pędne, zweryfikowany w przestrzeni kosmicznej i posiadający kluczowy w branży flight heritage
  • W procesie Spółkę wspierały cc group – Doradca Finansowy i Autoryzowany Doradca NewConnect, CK Legal – Doradca Prawny oraz Trigon Dom Maklerski S.A. – Główny Menedżer Oferty i Zarządzający Księgą Popytu

Dziękuję wszystkim inwestorom, którzy poświęcili swój czas na zapoznanie z działalnością Liftero i tak licznie zdecydowali się wziąć udział w naszej ofercie publicznej. Jesteśmy bardzo zadowoleni z jej przebiegu oraz zainteresowania, jakie wygenerowała zarówno wśród inwestorów indywidualnych, jak i instytucjonalnych. Popyt na akcje Liftero istotnie przewyższył wielkość oferty w obu transzach, a stopa redukcji zapisów w Transzy Otwartej wyniosła aż 95 proc., co oznacza, że popyt w tej transzy ok. 20-krotnie przekroczył liczbę oferowanych akcji. W rezultacie wzmocniliśmy nasz akcjonariat o długoterminowe fundusze oraz wielu inwestorów indywidualnych, którzy uzyskują ekspozycję na wkrótce jedyną spółkę z sektora kosmicznego notowaną na NewConnect, a także pierwszą spółkę typu pure-play space propulsion na giełdzie w Europie, której głównym obszarem działalności są systemy napędowe dla satelitówkomentuje Tomasz Palacz, CEO Liftero.

Dzięki ofercie pozyskaliśmy 17,5 mln zł brutto, czyli więcej niż pierwotnie zakładaliśmy, co pozwoli nam znacząco  przyspieszyć komercjalizację technologii, zwiększyć moce produkcyjne i wejść w kolejny etap rozwoju biznesu. Cieszy nas, że inwestorzy dostrzegają potencjał rozwijanego przez nas systemu BOOSTER oraz perspektywy wzrostu rynku napędów kosmicznych. Wierzę, że dalszy rozwój technologii i skuteczne skalowanie działalności pozwolą nam systematycznie budować wartość Spółki i wynagrodzić inwestorom okazane zaufanie dodaje Tomasz Palacz.

Liftero przechodzi aktualnie od rozwoju technologii do jej szerokiej komercjalizacji. Autorski system BOOSTER został już zweryfikowany w warunkach kosmicznych, a spółka konsekwentnie zwiększa skalę działalności i buduje portfel klientów na rynku międzynarodowym. W I kwartale 2026 roku Liftero podpisało największy kontrakt w swojej historii – umowę z indyjską spółką OrbitAID na dostarczenie dwóch systemów napędowych BOOSTER wykorzystywanych w segmencie in-orbit servicing. Jednocześnie Spółka prowadzi działania sprzedażowe na rynkach europejskim, amerykańskim i azjatyckim – wartość pipeline ofertowego Liftero wynosi ok. 115 mln EUR, a jednym z kluczowych celów Spółki pozostaje dalsze zwiększanie zdolności produkcyjnych w odpowiedzi na rosnące globalne zapotrzebowanie na systemy napędowe dla satelitów.

Widzimy bardzo duże zainteresowanie systemami napędowymi rozwijanymi przez Liftero, co potwierdza zarówno prowadzony dialog z potencjalnymi klientami, jak i rosnąca wartość naszego pipeline ofertowego. Rynek kosmiczny znajduje się dziś na etapie intensywnego wzrostu, a coraz większa liczba projektów wymaga wydajnych i elastycznych systemów napędowych, które można szybko wdrażać i skalować produkcyjnie. Dlatego równolegle rozwijamy kolejne warianty systemu BOOSTER oraz inwestujemy w rozbudowę zaplecza produkcyjnego i testowego, przygotowując organizację do realizacji większej liczby kontraktów w kolejnych latach mówi Przemysław Drożdż, COO Liftero.

Spółka planuje do końca 2027 roku zwiększenie mocy produkcyjnych do ok. 30 systemów BOOSTER rocznie, co odpowiada ok. 80 silnikom. Liftero obserwuje rosnące zainteresowanie swoim produktem ze strony potencjalnych klientów, dlatego w najbliższych miesiącach zamierza usprawnić obsługę procesu ofertowania poprzez m.in. wzmocnienie zespołu i zatrudnienie dodatkowych specjalistów. Plan Spółki zakłada zwiększenie zatrudnienia z ok. 20 do ok. 40 osób do końca 2026 roku, przede wszystkim w obszarach związanych ze skalowaniem produkcji, rozwojem technologii oraz obsługą klientów.

Rok 2026 będzie dla Liftero okresem bardzo intensywnego rozwoju i realizacji kolejnych ważnych etapów budowy pozycji Spółki na globalnym rynku kosmicznym. Przed nami zarówno dalsze skalowanie działalności operacyjnej i produkcyjnej, jak i planowany debiut giełdowy na rynku NewConnect. Chcemy wykorzystać najbliższe kwartały do dalszego wzmacniania pozycji Liftero jako jednego z liderów europejskiego sektora space-tech w obszarze napędów kosmicznych oraz konsekwentnie realizować przyjęte cele biznesowe i technologiczne podsumowuje Przemysław Drożdż.

Liftero planuje wkrótce złożyć wniosek o wprowadzenie akcji na GPW i rozpocząć przygotowania do debiutu na rynku NewConnect. Spółka będzie jedynym przedstawicielem sektora kosmicznego notowanym na małym parkiecie oraz trzecim podmiotem z branży space-tech obecnym na polskim rynku kapitałowym – obok notowanych na rynku regulowanym GPW spółek Creotech Instruments i Scanway. Zarząd Liftero podkreśla, że rynek NewConnect ma stanowić etap przejściowy wspierający dalsze skalowanie działalności i organizacji Spółki, a docelowym kierunkiem jest przeniesienie notowań na Rynek Główny GPW w Warszawie.

Po debiucie, Liftero stanie się również jedyną notowaną na giełdzie w Europie spółką typu pure-play space propulsion, której głównym obszarem działalności są systemy napędowe dla satelitów, co czyni ją unikalnym podmiotem w skali globalnego sektora kosmicznego.

Kapitał płynie do dolara. Bliski Wschód i obligacje USA podbijają nerwowość rynku

Poniedziałkowa próba korekty na rynku dolara spełzła na niczym. Tym samym we wtorek kapitał ponownie płynie szerokim strumieniem do USD. Z jednej strony napięcie wokół Iranu zdaje się zmierzać do punktu wrzenia, a z drugiej „zielony” jest pompowany rosnącymi oczekiwaniami co do podwyżek stóp w USA. Risk off nie jest jednak dziś całkowicie powszechny, ale zachowanie FX i rentowności obligacji mogą być zwiastunem rozlania się negatywnego sentymentu po reszcie rynków.

Podobno…

Podobno Donald Trump czekał już z palcem nad guzikiem (polecam jeden z niedawnych graficznych postów prezydenta USA), który miał rozpocząć zmasowane uderzenie na Iran. Podobno decyzję o ataku powstrzymały prośby (naciski?) ze strony arabskich sojuszników. Podobno przedstawiciele Izraela twierdzą, że kolejna ofensywa militarna jest przesądzona i tylko odsuwana w czasie. Podobno Irańczycy mieli w ostatnich dniach tylko symulować chęć negocjacji. Wyraźnie widać, że Zatoka Perska jest coraz gęściej usłana nie tylko minami głębinowymi, ale też przypuszczeniami. Niestety coraz trudniej z tych doniesień i domysłów wyłuskać jakiekolwiek promyki nadziei. Sytuacja eskaluje i tym samym rośnie premia za ryzyko. A w takiej sytuacji na rynku walutowym gwiazda może być tylko jedna (i nie, nie jest to Donald Trump). Dolara amerykańskiego dodatkowo premiuje coraz bardziej napięta inflacja za Atlantykiem. Wszystkie odczyty dotyczące kwietniowej dynamiki cen zaskoczyły w górę i w ten sposób przybliżyły oczekiwania co do podwyżek stóp procentowych. Doskonale widać to w rentownościach amerykańskich obligacji. Tamtejsze 10-latki po raz pierwszy od ponad dwóch lat przebiły 4,6%. Na krótkim końcu wcale nie jest lepiej, 2-latki pierwszy raz od początku 2025 roku wyszły powyżej 4%. Cały rynkowy układ dostraja się pod USD.

USD rozdaje karty

Jeszcze w poniedziałek niektórzy mogli uwierzyć, że dolar napotka skuteczną kontrę. Jednak musieli oni szybko pozbyć się złudzeń, kiedy kurs EUR/USD nie potrafił pokonać nawet 50-sesyjnej średniej, która idealnie odegrała rolę oporu. W trakcie wtorkowych notowań wracamy do granej już od ponad tygodnia ucieczki w kierunku bezpiecznej dolarowej przystani, a kurs eurodolara znowu łapczywie zerka na 1,16 USD. Przełamanie tego bardziej psychologicznego wsparcia będzie oznaczało wypróbowanie prawdziwego wsparcia w rejonie 1,156-1,157 USD. Właśnie tam odnajdziemy dolne ograniczenie konsolidacji, w której główna para globu znajduje się przez większość czasu już od ponad roku. Bardziej niż przyzwoicie w tych okolicznościach zachowuje się polski złoty. Kurs dolara wciąż nie potrafi wyjść wyraźnie powyżej 3,65 zł, a kurs euro jest blisko 4,24 zł. Niestety w dalszym ciągu niezła pozycja rodzimej waluty może być częściowo związana z wyraźnie rosnącymi rentownościami polskich obligacji, które stają się łakomym kąskiem dla inwestorów. Polskie 10-latki znowu wyszły powyżej 6% (jeszcze w lutym cieszyliśmy się, że pierwszy raz od kilku lat znalazły się poniżej 5%). Oczywiście dla szerokiego rynku o wiele ciekawszy jest rejon jena japońskiego. Kurs USD/JPY znowu narusza 159 JPY, co może skończyć się kolejną interwencją walutową japońskich władz. Taka reakcja przynajmniej chwilowo naruszyłaby prodolarowy sentyment.

Po co te nerwy?

Kiedy rynek długu i rynek walutowy z coraz większym napięciem zerkają na Bliski Wschód, to na rynkach kapitałowych zabawa trwa w najlepsze. W Azji negatywnie zamknęły się co prawda Tokio czy Mumbaj, ale dominowały tam wzrosty, Szanghaj i Sydney zyskały ok. 1%. W Europie o godz. 15 nastroje też są świetne, z głównych indeksów najsłabiej radzi sobie Mediolan (ledwo +0,15%), a liderem jest Frankfurt (+1,3%). Niestety za rynkami bazowymi nie podąża GPW, gdzie WIG20 nieznacznie traci (-0,1%). O wiele lepiej jest w drugiej i trzeciej linii spółek, zarówno mWIG40, jak i sWIG80 idą w górę o blisko 0,4%. Niestety nastroje mogą popsuć Amerykanie, kontrakty na Wall Street wskazują na zauważalnie negatywne otwarcie za oceanem. Zadziwiający spokój panuje dziś na rynku ropy naftowej, lipcowy kontrakt na baryłkę europejskiej odmiany Brent stabilizuje się przy 110 USD.

Akademia Sztuki Wojennej wesprze CPK w obszarze bezpieczeństwa i odporności operacyjnej

Akademia Sztuki Wojennej i spółka Centralny Port Komunikacyjny, realizująca program Port Polska, zawarły porozumienie o współpracy. Jego głównym celem jest rozwój kompetencji w obszarze zarządzania infrastrukturą lotniczą, bezpieczeństwa, logistyki oraz odporności operacyjnej strategicznych inwestycji państwa.

Podpisane porozumienie otwiera drogę do długoterminowej współpracy eksperckiej. Akademia Sztuki Wojennej, jako uczelnia specjalizująca się w obszarze bezpieczeństwa, obronności, logistyki, zarządzania kryzysowego oraz planowania operacyjnego, będzie wspierać działania związane z budową nowoczesnego i odpornego systemu funkcjonowania powstającego nowego lotniska krajowego.

– Chcemy wspólnie prowadzić działania badawczo-naukowe i dydaktyczne, obejmujące m.in. analizę zagrożeń, planowanie operacyjne oraz rozwój procedur bezpieczeństwa w transporcie lotniczym. Istotnym elementem będzie także kształcenie kadr poprzez praktyki, zajęcia dydaktyczne oraz prace dyplomowe przygotowujące specjalistów do zarządzania złożonymi strukturami lotniskowymi i reagowania na sytuacje kryzysowe – podkreśla dr Filip Czernicki, prezes zarządu spółki Centralny Port Komunikacyjny, Port Polska.

Porozumienie stanowi przykład współpracy nauki, sektora strategicznych inwestycji państwowych oraz środowiska eksperckiego odpowiedzialnego za rozwój kompetencji w obszarze bezpieczeństwa państwa. Jego realizacja pozwoli na wykorzystanie potencjału Akademii Sztuki Wojennej w procesie budowania bezpieczeństwa nowej infrastruktury transportowej, a jednocześnie umożliwi studentom, słuchaczom cywilnym i wojskowym Akademii dostęp do praktycznej wiedzy oraz doświadczeń związanych z jednym z najważniejszych projektów infrastrukturalnych w Polsce.

– Współpraca uczelni ze Spółką to przykład partnerstwa, które wzmacnia zaplecze kompetencyjne powstającej inwestycji oraz przyczynia się do budowy nowoczesnego i bezpiecznego systemu transportowego w Polsce. Dodatkowo umożliwia wykorzystanie innowacyjnej wiedzy teoretycznej i praktycznej ekspertów Spółki w procesie dydaktyczno-naukowym studentów, słuchaczy cywilnych i wojskowych Akademii – zaznacza rektor Akademii Sztuki Wojennej dr Mieczysław Gocuł, generał w stanie spoczynku.

Współpraca ze Spółką wpisuje się w misję Akademii Sztuki Wojennej jako Kreatora Kształtowania Odporności Państwa oraz ośrodka przygotowującego kadry zdolne do działania w złożonym środowisku bezpieczeństwa. Porozumienie ma charakter długoterminowy i będzie podstawą do realizacji wspólnych przedsięwzięć eksperckich, badawczych oraz edukacyjnych, ukierunkowanych na rozwój kompetencji niezbędnych dla bezpieczeństwa nowoczesnego państwa.

Spółka wcześniej podpisała porozumienia o współpracy m.in. z Uniwersytetem Gdańskim, Politechnikami: Krakowską, Łódzką, Poznańską, Śląską, Wrocławską, Państwową Akademią Nauk Stosowanych w Chełmie, Akademią Nauk Stosowanych w Skierniewicach, Akademią Sztuk Pięknych w Warszawie, Wojskową Akademią Techniczną.

Firma SATO mianowała Annę Opieczyńską dyrektorem zarządzającym na region Europy Środkowej i Wschodniej

14 kwietnia 2026 Heidelberg, Niemcy Firma SATO Europe, globalny dostawca rozwiązań w zakresie automatycznej identyfikacji i etykietowania, mianowała Annę Opieczyńską na stanowisko dyrektora zarządzającego na region Europy Środkowej i Wschodniej ze skutkiem od 1 kwietnia 2026 r. Awans ten stanowi kolejny etap w karierze zawodowej, która rozpoczęła się w 2018 r., kiedy to Anna dołączyła do firmy jako asystentka ds. sprzedaży i marketingu, i odzwierciedla zarówno jej rozwój osobisty, jak i stały rozwój firmy SATO w tym regionie.

W ramach nowych obowiązków Anna będzie nadzorować działalność w całej Polsce, a także na kluczowych rynkach regionalnych, takich jak między innymi Czechy, Słowacja, Węgry i Turcja. Będzie odpowiedzialna za wzmocnienie wyników organizacji, rozwój zespołów i kompetencji, tworzenie skutecznych struktur i procesów oraz zapewnienie klientom stałego dostępu do produktów i usług wysokiej jakości. Do jej obowiązków należy również nadzór nad polską fabryką materiałów eksploatacyjnych we Wrocławiu.

Awans uwzględniający zarówno dotychczasowe osiągnięcia, jak i potencjał

Mianowanie Anny stanowi doskonały przykład rozwoju przywództwa w ramach samej organizacji. W ciągu ostatnich siedmiu i pół roku pięła się po szczeblach kariery, zajmując coraz wyższe stanowiska i zdobywając bogate doświadczenie w zakresie sprzedaży, rozwoju rynku oraz kierowania operacyjnego. Po dołączeniu do firmy SATO w 2018 roku w 2019 roku objęła stanowisko Account Managera, w 2022 roku została mianowana Country Managerem na Polskę, w 2024 roku została Branch Managerem, a następnie w 2025 roku General Managerem, zanim objęła obecne stanowisko Managing Director.

Jej kariera ściśle odzwierciedla ważny okres rozwoju i transformacji firmy w tym regionie. 1 kwietnia 2025 r. firma SATO skonsolidowała swoją działalność w Polsce i krajach Europy Wschodniej w ramach bardziej ujednoliconej struktury, łącząc działy produkcji, logistyki i sprzedaży w celu zapewnienia lepszej koordynacji działań operacyjnych oraz bardziej spójnej obsługi klienta. Anna odegrała kluczową rolę w tej fazie rozwoju organizacyjnego, a obecnie obejmuje stanowisko kierownicze w momencie, gdy firma koncentruje się na dalszej ekspansji w Europie Środkowej i Wschodniej.

Od lokalnego przywództwa do odpowiedzialności regionalnej

Firma SATO nadal umacnia swoją pozycję w Europie Środkowej i Wschodniej poprzez ściślejszą integrację, większą elastyczność rynkową oraz silniejsze ukierunkowanie na tworzenie długoterminowej wartości. W swojej nowej roli Anna Opieczyńska będzie odpowiedzialna za rozszerzanie działalności w całym regionie, budowanie silnych struktur organizacyjnych, rozwój zespołów i kompetencji oraz utrzymywanie wysokich standardów obsługi i realizacji dostaw dla klientów. Jej styl przywództwa, łączący zrozumienie biznesowe z podejściem opartym na ludziach i transformacji, będzie ważnym atutem w miarę dalszego rozwoju organizacji.

„Objęcie tej funkcji to dla mnie zarówno wielki zaszczyt, jak i ogromna odpowiedzialność” – powiedziała Anna Opieczyńska, dyrektor zarządzająca na Europę Środkową i Wschodnią. „Dołączyłam do firmy SATO w 2018 roku i miałam okazję rozwijać się wraz z firmą krok po kroku, ucząc się po drodze od wybitnych osób. To, co sprawia, że ten nowy rozdział jest szczególnie znaczący, to fakt, że pojawia się on w momencie, gdy budujemy coś silniejszego w całym regionie: silniejsze zespoły, silniejsze struktury i jeszcze lepsze wsparcie dla naszych klientów. Jestem podekscytowana tym, co nas czeka, i w pełni zaangażowana w dalszy rozwój firmy wraz z naszymi pracownikami”.

Laurent Lassus, dyrektor SATO Europe, powiedział: „Mianowanie Anny jest wyrazem uznania nie tylko dla jej doskonałych wyników, ale także dla tego, jak dobrze wpisuje się ona w długoterminową wizję naszej działalności w Europie Środkowej i Wschodniej. Wyróżnia ją umiejętność łączenia wiedzy biznesowej z zdolnością do budowania silnych zespołów, rozwoju pracowników oraz wdrażania odpowiednich procesów zapewniających zrównoważony wzrost. Wnosi ze sobą konsekwencję, zaufanie oraz styl przywództwa, który wspiera zarówno transformację, jak i długoterminowy rozwój rynku. Jestem przekonany, że jest ona właściwą osobą, aby poprowadzić SATO w kolejnym rozdziale jego historii”.

Mianowanie Anny stanowi ważny kolejny krok dla firmy SATO w Europie Środkowej i Wschodniej, gdzie organizacja nieustannie umacnia swoją pozycję w regionie i buduje przyszłość. Dzięki stylowi przywództwa opartemu na doświadczeniu, współpracy i długoterminowym myśleniu jest ona idealną osobą do poprowadzenia firmy przez kolejny etap rozwoju.

O firmie SATO

SATO (TOKYO:6287) zajmuje się projektowaniem i produkcją sprzętu, etykiet oraz przywieszek, a także tworzeniem oprogramowania integrującego się z rozwiązaniami innych producentów w ramach systemów automatycznej identyfikacji. Rozwiązania te usprawniają procesy robocze, umożliwiając gromadzenie i wizualizację danych w połączonym świecie, gdzie liczy się wydajność, bezpieczeństwo, pewność i zrównoważony rozwój. Nadając przedmiotom cyfrową tożsamość, firma SATO pomaga w sprawnym funkcjonowaniu przedsiębiorstw z branży detalicznej, produkcyjnej, spożywczej, opieki zdrowotnej oraz transportu i logistyki. Założona w 1940 roku firma SATO jest obecna w 27 krajach i zatrudnia ponad 5900 pracowników. W roku obrotowym zakończonym 31 marca 2025 r. odnotowała przychody w wysokości 154 807 mln jenów (1,014 mld USD*).

Więcej informacji o SATO może zostać znalezione na www.sato-global.com

Przy średnim kursie wymiany wynoszącym 1 USD = 152,62 JPY

Od TikToka do sklepowej półki. Jak zmysły przyciągają Pokolenie Z do sklepów stacjonarnych?

Pokolenie Z, uznawane za pierwszą generację prawdziwych „digital natives”, spędza w sieci średnio kilka godzin dziennie. Mogłoby się wydawać, że dla dzisiejszych dwudziestolatków zakupy ograniczają się do jednego kliknięcia w aplikacji i krótkiego hasła „TikTok made me buy it”. Tymczasem w 2026 roku obserwujemy zupełnie odwrotny, potężny trend. Najmłodsi konsumenci masowo wracają do sklepów stacjonarnych, poszukując w nich tego, czego nie da im żaden smartfon – namacalnych, wielosensorycznych doświadczeń. Przed markami detalicznymi stoi dziś najważniejsze wyzwanie dekady: jak stworzyć przestrzeń „Phygital”, która połączy wygodę e-commerce z potęgą zmysłów?

Jeszcze kilka lat temu wieszczono zmierzch tradycyjnego handlu (tzw. retail apocalypse). Dziś wiemy już, że te prognozy były nietrafione, a kołem ratunkowym dla fizycznych placówek okazała się… technologia i potrzeba autentyczności. Dla pokolenia Z (Gen Z), scrollowanie nieskończonych feedów produktowych staje się męczące. Sklep stacjonarny ewoluował z punktu odbioru towaru w przestrzeń spędzania wolnego czasu, interakcji społecznych i budowania relacji z marką.

Cyfrowy detoks między sklepowymi półkami

Dane rynkowe nie pozostawiają złudzeń. Z obszernego raportu opublikowanego przez firmę doradczą Kearney („How Gen Z’s Concern with Emotional Health Fuels Retail Growth”) płyną zaskakujące wnioski. Mimo doskonałej biegłości w świecie cyfrowym, aż 81% przedstawicieli Pokolenia Z preferuje finalizację transakcji w sklepie stacjonarnym, a 73% traktuje fizyczną przestrzeń jako najlepsze miejsce do odkrywania nowych produktów. Co więcej, aż 58% badanych z tej grupy wiekowej przyznaje, że zakupy in-store pozwalają im odłączyć się od mediów społecznościowych i cyfrowego przebodźcowania.

Młody konsument szuka oddechu, ale to nie oznacza, że oczekuje analogowej ciszy. Oczekuje środowiska „Phygital” (Physical + Digital) – przestrzeni, w której fizyczne produkty są obudowane cyfrową i sensoryczną narracją.

– Dla Pokolenia Z granica między światem wirtualnym a fizycznym praktycznie nie istnieje. Jeśli na Instagramie czy TikToku widzą dynamiczną, pełną konkretnych kolorów i dźwięków markę, dokładnie tego samego „vibe’u” oczekują po przekroczeniu progu jej butiku – tłumaczy Aleksandra Potrykus, Vice President Mood Media CEE. – Sklep stacjonarny przestał być jedynie wielkim magazynem z kasą fiskalną. Dzisiaj to immersyjna scena, na której marka musi na żywo odegrać swoją obietnicę. Brak spójności wizualnej i dźwiękowej to dla młodego klienta natychmiastowy zgrzyt, który zniechęca go do zakupu równie skutecznie, co słaba jakość samego produktu.

Zmysły, które zatrzymują i sprzedają

Jak zatem zaprojektować przestrzeń, która przyciągnie generację wychowaną na kilkusekundowych formatach wideo? Kluczem jest marketing sensoryczny. Badania pokazują, że odpowiednio dobrana muzyka, zapach (scent marketing) oraz bodźce wizualne (digital signage) są w stanie całkowicie zmienić percepcję upływającego czasu i skłonić klienta do pozostawienia w kasie wyższej kwoty.

Potwierdzają to globalne badania własne Mood Media („In-Store Customer Trends Report”). Wynika z nich, że dla aż 84% konsumentów przyjemna atmosfera w sklepie jest głównym czynnikiem skłaniającym do ponownej wizyty, a 79% deklaruje, że dzięki niej spędza w placówce handlowej znacznie więcej czasu. Ponadto wdrażanie rozwiązań z pogranicza technologii i zmysłów – takich jak interaktywne przymierzalnie (smart fitting rooms) czy duże ekrany LED – sprawia, że 43% klientów z chęcią powróci do danego salonu modowego.

Muzyka w sklepie dla Gen Z nie może być przypadkową stacją radiową. Musi być starannie wyselekcjonowaną playlistą, której tempo i rytm adaptują się do pory dnia lub natężenia ruchu w lokalu. Zapach z kolei, omijając świadome procesy myślowe, trafia bezpośrednio do układu limbicznego w mózgu, budując u klienta poczucie bezpieczeństwa, luksusu lub ekscytacji – w zależności od pozycjonowania brandu.

– W 2026 roku nie traktujemy marketingu sensorycznego jako miękkiego elementu wizerunkowego (nice-to-have), ale jako twarde narzędzie analityczne o mierzalnym zwrocie z inwestycji (ROI)”dodaje Aleksandra Potrykus. – Widzimy wyraźnie z wdrożeń dla największych sieci retail, że integracja zapachu, muzyki strefowej i inteligentnych ekranów cyfrowych bezpośrednio wpływa na koszyk zakupowy. Gen Z to konsument wysoce społeczny – 37% z nich traktuje zakupy jako rozrywkę ze znajomymi. Jeśli dostarczymy im przestrzeń, która dobrze brzmi, pięknie pachnie i świetnie wygląda w obiektywie smartfona, zyskamy ambasadorów marki, którzy sami poniosą ten komunikat dalej w świat.

Sklep jako nowe social media

Przejście od „TikTok made me buy it” do zakupów fizycznych nie oznacza odrzucenia technologii. Oznacza jej mądrą ewolucję. Dzisiejszy „Phygital Store” sam w sobie staje się platformą społecznościową. To tu najmłodsi konsumenci nagrywają „haule zakupowe”, robią zdjęcia w estetycznych przymierzalniach i sprawdzają, czy zapach i dźwięk marki w świecie realnym zgadza się z tym, co marka obiecuje w sieci.

Dla retailerów wniosek jest jeden. Bitwa o portfele Pokolenia Z nie rozstrzygnie się wyłącznie poprzez kody rabatowe w aplikacjach mobilnych. Wygrana należy do tych, którzy potrafią uwieść zmysły w miejscu ostatecznej decyzji zakupowej – przy półce sklepowej.

* Raport Kearney: https://www.kearney.com/documents/291362523/291366591/How+Gen+Zs+Concern+with+Emotional+Health+Fuels+Retail+Growth+and+Failure.pdf

* Raport Mood Media: https://us.moodmedia.com/wp-content/uploads/2023/11/2023-Mood-In-store-Trends-Report.pdf

Zmiany w portfelu Berkshire w I kwartale: zasady Buffetta, strategia Abela

Raport 13F Berkshire Hathaway za I kwartał 2026 r. wskazuje na bardziej aktywne zarządzanie portfelem oraz większą koncentrację wybranych ekspozycji. Spółka istotnie zwiększyła swoje zaangażowanie w Alphabet oraz pojawiła się nowa eskpozycja na Delta Air Lines. Jednocześnie Berkshire całkowicie zamknęło pozycje w kilku dużych spółkach, w tym w Amazon, UnitedHealth, Visa i Mastercard.

Charu Chanana, główna strateg inwestycyjna w Saxo Bank uważa, że pierwsze sygnały strategii Grega Abela nie wskazują na odejście od zasad Warrena Buffetta, lecz raczej na ich adaptację do obecnych realiów rynkowych. Oznacza to inwestowanie w wartość stosowane na rynku, na którym platformy technologiczne generują przepływy pieniężne, skalę działania i trwałe przewagi konkurencyjne, wcześniej kojarzone głównie z liderami tradycyjnej gospodarki.

Nowa strategia Abela: zasady Buffetta dostosowane do gospodarki AI

  1. Inwestowanie w wartość przesuwa się tam, gdzie znajdują się przepływy pieniężne

Przez dekady klasyczne inwestowanie w wartość kojarzono przede wszystkim z bankami, dobrami pierwszej potrzeby, ubezpieczeniami, kolejami, energetyką i przemysłem. Struktura rynku uległa jednak istotnej zmianie. Alphabet, Microsoft, Apple i inne globalne platformy technologiczne nie są już wyłącznie postrzegane jako „spółki wzrostowe”. Dysponują powtarzalnymi przychodami, globalną skalą działania, wysokimi marżami, znaczną zdolnością generowania gotówki oraz możliwością finansowania dużych cykli inwestycyjnych ze środków własnych. Nadaje im to część cech defensywnych, nawet jeżeli ich wyceny pozostają wymagające.

Przesłanie ery Abela można ująć następująco: wartość nie jest definiowana przez sektor. Definiują ją trwałość przepływów pieniężnych i przewaga konkurencyjna.

  1. Największe spółki technologiczne stają się defensywnym wzrostem

Największe spółki technologiczne są coraz częściej traktowane nie tylko jako źródło wzrostu, lecz także jako forma jakości bilansowej w niepewnym otoczeniu makroekonomicznym. Ma to istotne znaczenie w środowisku wyższych rentowności obligacji, podwyższonego ryzyka geopolitycznego, presji inflacyjnej oraz nierównomiernego wzrostu gospodarczego. W takich warunkach spółki dysponujące nadwyżką gotówki netto, siłą cenową, powtarzalnymi przychodami i wysoką stopą zwrotu z kapitału naturalnie zyskują na atrakcyjności.

Nie oznacza to, że największe spółki technologiczne są pozbawione ryzyka. Oznacza raczej, że najsilniejsze z nich są dziś wykorzystywane przez inwestorów jako połączenie ekspozycji na wzrost oraz ekspozycji na jakość.

  1. Ekspozycja na AI staje się bardziej selektywna

Trend związany ze sztuczną inteligencją się nie skończył, ale dojrzewa.

Rynek stopniowo odchodzi od premiowania każdej spółki powiązanej z narracją AI. Inwestorzy coraz mocniej koncentrują się na różnicy między wydatkami na AI, przychodami z AI i marżami generowanymi dzięki AI. Dlatego istotne są różnice w działaniach największych inwestorów. Jedni zwiększają pozycję w Alphabet, inni w Microsoft, a kolejni rotują między tymi samymi megaspółkami.

Przesłanie pozostaje jasne: temat AI nadal jest silnym motorem rynku, ale selekcja zwycięzców będzie coraz bardziej zależeć od fundamentów i specyfiki konkretnej spółki.

  1. Koncentracja portfeli rośnie, ale inwestorzy detaliczni powinni zachować ostrożność

Portfel Berkshire Hathaway stał się w I kwartale bardziej skoncentrowany. Wpisuje się to w szerszy wzorzec rynkowy: wielu czołowych inwestorów skupia ekspozycję na mniejszej liczbie spółek, wobec których ma wyższe przekonanie inwestycyjne. Nie jest to jednak sygnał, aby inwestorzy indywidualni bezrefleksyjnie budowali silnie skoncentrowane portfele. Na rynku napędzanym rosnącym zróżnicowaniem wyników, jakości bilansowej i ekspozycji na AI inwestorzy powinni uważniej oceniać, jaką rolę pełni każda pozycja w portfelu.

Co to oznacza dla inwestorów?

  1. Definicja „wartości” się zmienia

Ruch Berkshire Hathaway w kierunku Alphabet przypomina, że inwestowanie w wartość nie musi oznaczać unikania sektora technologicznego. Na dzisiejszym rynku część najlepszych „maszyn do generowania gotówki” stanowią właśnie globalne platformy technologiczne. Kluczowe pozostaje rozróżnienie między kupowaniem technologii wyłącznie dlatego, że jest modna, a inwestowaniem w spółki technologiczne ze względu na trwałość ich modelu biznesowego, skalę działania, przewagi konkurencyjne i zdolność do generowania wolnych przepływów pieniężnych. Ruch Berkshire wydaje się bliższy tej drugiej kategorii.

  1. Największe spółki technologiczne pozostają kluczowe, ale rośnie znaczenie selektywności

Alphabet, Microsoft, Apple, Amazon, Meta i Nvidia są częścią ekosystemu technologicznego, ale ich czynniki ryzyka są różne: reklama, chmura, urządzenia, oprogramowanie dla firm, infrastruktura AI, półprzewodniki, nakłady inwestycyjne i regulacje. Kolejna faza trendu AI może w mniejszym stopniu opierać się na szerokiej ekspozycji na samą narrację, a w większym na identyfikacji spółek, w których inwestycje w sztuczną inteligencję realnie przekładają się na wzrost przychodów, odporność marż oraz generowanie wolnych przepływów pieniężnych.

  1. Jakość ma większe znaczenie, gdy rentowności są wysokie

Wyższe rentowności obligacji podnoszą poprzeczkę dla akcji. To sprawia, że spółki ze słabymi bilansami, odległymi zyskami lub niepewnymi przepływami pieniężnymi stają się bardziej podatne na presję. Dlatego wielu dużych inwestorów nadal wybiera firmy z siłą cenową, skalą i wysoką stopą zwrotu z kapitału. W świecie, w którym koszt kapitału nie jest już zerowy, jakość nie jest luksusem. Jest narzędziem zarządzania ryzykiem.

  1. Stara gospodarka nie zniknęła

Berkshire Hathaway nadal utrzymuje znaczące pozycje w sektorze finansowym, spółkach konsumenckich o silnych markach oraz w energetyce. Zakup akcji Delta Air Lines oraz redukcja pozycji w Chevronie pokazują również, że portfel nie przesuwa się jednostronnie w stronę technologii.

Można powiedzieć, że Berkshire buduje portfel oparty na przepływach pieniężnych zarówno starej, jak i nowej gospodarki. To istotna lekcja dla inwestorów: AI może pozostawać kluczowym motywem inwestycyjnym, ale nie eliminuje potrzeby dywersyfikacji między sektorami, cyklami gospodarczymi i czynnikami ryzyka.

Podsumowanie

Inwestorzy szczególnie wyczuleni na wyceny coraz częściej znajdują miejsce w portfelach dla największych spółek technologicznych, o ile jakość ich modeli biznesowych pozostaje wystarczająco wysoka.

Zwiększenie pozycji Berkshire Hathaway w Alphabet nie musi być więc interpretowane jako wezwanie do pogoni za trendem AI. To raczej sygnał, że granica między inwestowaniem w wartość a inwestowaniem we wzrost uległa zatarciu. Dla inwestorów wniosek jest jasny: największe spółki technologiczne pozostają istotnym elementem rynku, AI nadal ma strukturalny potencjał, ale kluczowego znaczenia nabiera selektywność. Zwycięzcami kolejnej fazy mogą nie być spółki z najgłośniejszą narracją AI, lecz te, które potrafią przełożyć nakłady na sztuczną inteligencję na trwałe przepływy pieniężne.

Polska spóźnia się z wdrożeniem unijnych przepisów o najmie krótkoterminowym

20 maja zaczyna być stosowane unijne rozporządzenie dotyczące gromadzenia i udostępniania danych o najmie krótkoterminowym, ale polskie władze nadal nie uchwaliły ustawy, która wprowadzałaby je do lokalnego porządku prawnego. W efekcie właściciele mieszkań, platformy rezerwacyjne i samorządy wchodzą w okres niepewności, w którym obowiązki wynikające z prawa unijnego zaczynają obowiązywać szybciej niż krajowe procedury. Eksperci SonarHome podkreślają jednak, że nie oznacza to natychmiastowej rewolucji na rynku ani automatycznie egzekwowanych sankcji dla wynajmujących.

Samo rozporządzenie nie zakazuje najmu krótkoterminowego ani nie wprowadza limitów dni wynajmu. Jego głównym celem jest uporządkowanie rynku oraz zwiększenie przejrzystości danych dotyczących tego segmentu gospodarki, co da administracji publicznej i samorządom lepszy dostęp do informacji o skali zjawiska, lokalizacji mieszkań oraz poziomie aktywności właścicieli. W praktyce oznacza to konieczność stworzenia systemu numerów identyfikacyjnych oraz obowiązków raportowych dla takich platform jak Airbnb czy Booking.

Jednak w Polsce sytuacja wokół najmu krótkoterminowego stała się wyjątkowo skomplikowana. Nie dość, że przepisy wykonawcze dotyczące tego rozporządzenia dopiero procedowane są w rządzie, to dodatkowo w Sejmie znajduje się bardzo restrykcyjny projekt Polski 2050. Dlatego na pewno nie można dziś mówić, że polski system rejestracji i ewidencji wchodzi w życie 20 maja. Był taki plan, ale projekt ustawy nie jest jeszcze ustawą i dopóki nie przejdzie pełnej ścieżki legislacyjnej, zakończonej podpisem prezydenta i publikacją w Dzienniku Ustaw, nie można mówić o nowych obowiązkach ani tym bardziej o karach – mówi Anton Bubiel, ekspert rynku mieszkaniowego w SonarHome.pl, platformie do wyceny mieszkania i znalezienia agenta.

Według danych Polskiego Stowarzyszenia Wynajmu Krótkoterminowego, w 2024 roku w Polsce funkcjonowało około 65 tys. mieszkań oferowanych w tym modelu. Na samej platformie Airbnb znajdowało się niemal 60 tys. ofert mieszkań, natomiast na Bookingu ponad 35 tys., przy czym większość z nich pokrywała się. Rynek jest silnie skoncentrowany na kilku największych platformach i obejmuje głównie mieszkania w dużych miastach. Najwięcej ofert znajduje się w Warszawie, Krakowie, Gdańsku i Wrocławiu, szczególnie w centralnych oraz turystycznych dzielnicach.

Rynek raczej bez rewolucji, ale z większą transparentnością

Rządowy projekt, przygotowywany przez Ministerstwo Sportu i Turystyki, zakłada, że najem krótszy niż 30 dni zostanie formalnie włączony do systemu usług hotelarskich. Właściciele mieszkań mieliby obowiązek wpisu do ewidencji oraz uzyskania numeru identyfikacyjnego, który następnie byłby publikowany w ogłoszeniach na platformach rezerwacyjnych. Projekt przewiduje także obowiązki informacyjne, mechanizmy kontroli oraz administracyjne kary za naruszenia.

Zdaniem ekspertów sam rządowy projekt nie ma charakteru rewolucyjnego. Jego celem jest przede wszystkim uporządkowanie rynku, który do tej pory działał częściowo w szarej strefie lub w rozproszonych lokalnych rejestrach. Wejście w życie nowych przepisów oznaczałoby większą liczbę formalności, ale nie powinno znacząco ograniczyć skali samego najmu krótkoterminowego. Najbardziej odczuwalne skutki mogłyby dotyczyć właścicieli lokali działających poza oficjalnym obiegiem gospodarczym.

Największe kontrowersje budzi projekt Polski 2050, który przewiduje szerokie kompetencje dla wspólnot mieszkaniowych, spółdzielni i samorządów. Zawiera on m.in. przepis wymuszający konieczność uzyskania zgody wspólnoty lub spółdzielni na prowadzenie najmu krótkoterminowego. Zakłada także możliwość tworzenia lokalnych stref ograniczających taki najem oraz wysokie kary administracyjne, sięgające nawet 50 tys. zł. W praktyce mogłoby to znacząco ograniczyć skalę rynku.

To właśnie ten projekt stanowi największe ryzyko dla właścicieli mieszkań. Wprowadzenie wymogu zgody wspólnot lub spółdzielni mogłoby doprowadzić do istotnego zmniejszenia podaży mieszkań dostępnych na platformach rezerwacyjnych. Szczególnie mocno skutki mogłyby odczuć centra dużych miast, gdzie najem krótkoterminowy jest najbardziej rozwinięty. Na razie jednak także ten projekt pozostaje dopiero po pierwszym czytaniu sejmowym – ocenia ekspert SonarHome.

Platformy będą musiały reagować szybciej niż państwo

W praktyce kluczową rolę w najbliższych miesiącach mogą odegrać same platformy rezerwacyjne. Unijne rozporządzenie nakłada bowiem obowiązki gromadzenia i raportowania danych właśnie na takie serwisy jak Airbnb czy Booking. Oznacza to, że firmy te będą musiały dostosować swoje systemy niezależnie od tempa prac legislacyjnych w Polsce. Możliwe więc, że jako pierwsze zaczną wymagać od właścicieli dodatkowych danych lub oświadczeń dotyczących rejestracji.

Eksperci nie spodziewają się jednak masowego blokowania ogłoszeń bez numerów identyfikacyjnych. Byłoby to trudne do uzasadnienia w sytuacji, gdy państwo nie stworzyło jeszcze działającego systemu rejestracji. Bardziej prawdopodobne wydaje się wprowadzenie tymczasowych rozwiązań, jak dodatkowe formularze czy oświadczenia składane przez właścicieli operatorom platform rezerwacyjnych.

Chociaż 20 maja nie przyniesie jeszcze pełnej rewolucji prawnej, kierunek zmian wydaje się już przesądzony. Rynek najmu krótkoterminowego będzie stopniowo bardziej transparentny, rejestrowany i kontrolowany. Właściciele mieszkań powinni więc przygotowywać się do nowych obowiązków, porządkować dokumentację i śledzić komunikaty platform rezerwacyjnych. Szczególnie ważne w przypadku ewentualnych sporów prawnych może okazać się zachowywanie korespondencji, udokumentowanie prób rejestracji czy komunikatów z platform – podsumowuje Anton Bubiel.

Najbliższe miesiące należy uznać za okres przejściowy, w którym prawo unijne zacznie działać szybciej niż krajowe przepisy wykonawcze, a stworzona luka regulacyjna będzie prowadzić do niepewności zarówno po stronie właścicieli mieszkań, jak i platform internetowych. Na razie jednak nic nie wskazuje na to, aby legalnie działający wynajmujący mieli nagle utracić możliwość publikowania ofert. Znacznie większe znaczenie dla przyszłości rynku może pojawić się w sytuacji, gdyby zaczęły obowiązywać bardziej restrykcyjne propozycje regulacyjne.

Kurs dolara rośnie, ropa drożeje, a USA znów pomagają rosyjskiej ropie

Amerykanie po raz kolejny postanowili w panice ratować coś, do czego sami doprowadzili. Po raz trzeci pozwolono Rosji eksportować ropę naftową bez sankcji. W tym tempie faktycznie mogą „rozwiązać” problem rosyjskiej inwazji na Ukrainę, choć zapewne Inaczej, niż myśleliśmy. W tle inflacja bazowa w Polsce uspokaja rynek.

Inflacja w Polsce bez niespodzianek

Wczoraj poznaliśmy odczyt inflacji bazowej dla Polski. To wskaźnik dynamiki cen z wykluczeniem żywności i energii. Dzięki temu otrzymujemy wynik lepiej pokazujący pewne trendy niż chwilowe wahania. Parametr ten nie jest jednak doskonały, bo zmiany kosztów ropy naftowej – chociażby po stronie logistyki – wpływają i tak na pozostałe ceny. Analitycy spodziewali się zmiany o 3% i dokładnie taki odczyt zobaczyliśmy. To w sumie dobra wiadomość dla naszej gospodarki. Pokazuje, że po uspokojeniu sytuacji na rynku ropy naftowej nadal powinniśmy mieścić się w celu inflacyjnym. Cel ten wynosi co prawda 2,5%, ale ma pasmo tolerancji 1%. Jesteśmy zatem w górnych 25% tego przedziału. Rynki obawiały się, że podobnie jak w innych państwach wskaźnik zmian cen negatywnie nas zaskoczy. Dlatego po publikacji danych złoty zyskiwał na wartości. Jego umocnienie wynikało z faktu, że oczekując wyższej inflacji, chwilowo inwestorzy grali pod podwyżki stóp procentowych.

USA znów wspiera Rosję

Amerykańsko-izraelska agresja na Iran spowodowała olbrzymie problemy na rynku ropy naftowej. Powodem jest zablokowanie Cieśniny Ormuz. Aby łagodzić skutki tej operacji – jak określają to Amerykanie – poluzowano sankcje na rosyjski surowiec. W rezultacie doszliśmy do momentu, w którym zamiast negocjacji z Iranem doszło do destabilizacji sytuacji na Bliskim Wschodzie. A żeby ograniczyć skutki tego rozwiązania, USA postanowiły dosypać Rosji ogromny strumień pieniędzy, by jej agresja wojskowa na Ukrainie przypadkiem nie była zbyt uciążliwa dla budżetu. W ten oto sposób, zamiast zakończyć jedną wojnę, co w kampanii obiecano zrobić w ciągu 30 dni, rozpoczęto nową. To również kłóci się z obietnicami wyborczymi, podobnie jak kwestia zadbania o portfele Amerykanów, którzy pomimo bycia największym producentem ropy naftowej, też cierpią. Tymczasem baryłka Brent znów stabilizuje się powyżej 110 USD. Dzieje się to pomimo informacji, że w całym czerwcu Rosja będzie mogła eksportować surowiec.

Dolar znów się umacnia

Amerykańska waluta od dawna jest traktowana jako bezpieczna przystań na trudne czasy. W rezultacie, mimo że to Amerykanie destabilizują sytuację na świecie, kapitał płynie do USA szerokim strumieniem. Dodatkowo na korzyść dolara działają oczekiwania względem stóp procentowych. Patrząc na kontrakty terminowe na stopę procentową, widać, że obecnie króluje scenariusz podwyżek w 2027 roku. Na razie jednej, ale docelowo pod koniec roku może pojawić się druga. To właśnie dlatego amerykańska waluta już kolejny dzień wyznacza najsilniejsze poziomy od początku kwietnia względem euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – Kanada – inflacja konsumencka.

Kolekcjonerzy zdecydują, ile warte są dzieła sztuki. DESA Unicum rusza z aukcjami bez ceny minimalnej

Licytacje bez ceny minimalnej – kolekcjonerzy zdecydują, ile warte są dzieła sztuki uznanych artystów. DESA Unicum wprowadza nowy format aukcji od 1000 zł – projekt „stART”.

Dzieła takich artystów jak Magdalena Abakanowicz, Wojciech Kossak, Igor Mitoraj czy Jacek Malczewski będzie można licytować nawet od 1000 zł. DESA Unicum, największy dom aukcyjny w Europie Środkowo-Wschodniej, wprowadza na polski rynek nowy format aukcyjny „stART”, który ma otworzyć aukcje sztuki na nowych kolekcjonerów. Jest on oparty na dostępności, niskim progu wejścia i edukacji rynku. W formule licytacji bez ceny minimalnej to uczestnicy zdecydują, ile warte są prace uznanych twórców – artystów, których dzieła na co dzień osiągają wysokie ceny sprzedaży i znajdują się w najważniejszych kolekcjach muzealnych i prywatnych. Pierwsze aukcje odbędą się 8 i 9 czerwca w domu aukcyjnym przy ul. Pięknej 1A.

Format licytacji bez ceny minimalnej sprawdził się już w Aukcjach Młodej Sztuki – autorskim projekcie DESA Unicum, który przez ponad 15 lat wprowadził na rynek tysiące nowych klientów. Dzięki cenie wywoławczej rozpoczynającej się od 1000 zł i szerokiej ofercie prac wiele osób po raz pierwszy wzięło udział w licytacjach, a z czasem zaczęło świadomie kolekcjonować sztukę także w innych segmentach rynku.

Na aukcjach „stART” pojawią się prace twórców, których nazwiska od lat należą do najważniejszych w historii sztuki. Wśród nich znajdują się zarówno klasycy sztuki dawnej, m.in. Jacek Malczewski, Wojciech Kossak, Zofia Stryjeńska czy Mela Muter – a także twórców, którzy współtworzyli historię polskiej sztuki powojennej, m.in. Edwarda Dwurnika, Jerzego Nowosielskiego czy Igora Mitoraja. Wśród najciekawszych obiektów, które będą licytowane można wymienić m.in.:

  • pracę na papierze „Bez tytułu” z 1985 roku, Magdaleny Abakanowicz, jednej z najbardziej rozpoznawalnych polskich artystek na świecie, reprezentująca charakterystyczny dla artystki sposób pracy z materią;
  • obraz Jerzy Kossak „Ułan na koniu w zimowej scenerii”, prezentujący znany i pożądany motyw przez miłośników sztuki dawnej;
  • „Pejzaż miejski recto / Portret chłopca verso” Meli Muter powstały w latach 20. ubiegłego wieku. Praca wyjątkowa, ponieważ jest dwustronna – łączy dwa odmienne motywy w jednym obiekcie;
  • wczesną pracę Romana Opałkiz cyklu „Skamieniały statek”, powstałą jeszcze przed rozpoczęciem jego słynnego projektu liczbowego.

Na rynku aukcyjnym prace tych artystów osiągają często ceny liczone w dziesiątkach tysięcy, a niekiedy milionach złotych. Format aukcji „stART” zmienia jednak punkt wejścia w ich twórczość – licytacja każdej z prac rozpoczyna się od jednego z trzech progów ceny wywoławczej: 1000, 3000 lub 5000 zł. Co kluczowe, są to licytacje bez ceny minimalnej, co oznacza, że ostateczna wartość dzieła nie jest z góry ograniczona, a dom aukcyjny nie zdradza estymowanych kwot. Podobny model stosują największe domy aukcyjne na świecie, jak Christie’s czy Sotheby’s w przypadku aukcji typu no reserve, gdzie ostateczna cena powstaje w wyniku decyzji i zainteresowania uczestników rynku.

Dla wielu początkujących kolekcjonerów może to być pierwsza realna okazja, aby spróbować swoich sił w licytacji prac artystów, których nazwiska do tej pory kojarzyły się raczej z najwyższymi segmentami rynku sztuki. W tym sensie aukcje „stART” mają charakter nie tylko sprzedażowy, ale także demokratyzujący rynek oraz edukacyjny. Jako największy dom aukcyjny w Polsce pozwalamy im obserwować mechanizm rynku w praktyce i zobaczyć, jak w trakcie licytacji kształtuje się wartość dzieła sztuki – mówi Juliusz Windorbski, Prezes Rady Nadzorczej DESA Unicum.

Aukcja najbardziej demokratycznym mechanizmem rynku

Doświadczenie DESA Unicum pokazuje, że właśnie dostępność aukcji i możliwość rozpoczęcia licytacji od niższych poziomów cenowych przyciąga nowych uczestników rynku. Jednym z najlepszych przykładów są organizowane przez ten dom aukcyjny od ponad piętnastu lat Aukcje Młodej Sztuki, które dla wielu osób stanowią pierwszy kontakt z rynkiem sztuki i mechanizmem aukcyjnym.

Licytacja od 1000 zł przyciąga osoby, które chcą spróbować swoich sił, zrozumieć mechanizm aukcji i zdobyć pierwsze dzieło sztuki. W 2025 roku na Aukcje Młodej Sztuki zarejestrowało się blisko 10 tysięcy uczestników, co pokazuje skalę tego zjawiska. To właśnie ten model dostępności i edukacji przyczynił się do rozwoju polskiego rynku sztuki oraz wzrostu nowego pokolenia kolekcjonerów.

Nasze doświadczenie pokazuje, że jednym z najważniejszych elementów rynku sztuki jest sam mechanizm aukcyjny. To właśnie podczas licytacji w najbardziej bezpośredni sposób ujawnia się zainteresowanie kolekcjonerów i realna wartość dzieła. W przeciwieństwie do wielu innych form sprzedaży aukcja pozostaje jedną z najbardziej transparentnych i demokratycznych form funkcjonowania rynku sztuki – komentuje Juliusz Windorbski i dodaje – Rosnące zainteresowanie kolekcjonowaniem wynika nie tylko z potrzeby obcowania ze sztuką, ale także z rosnącej świadomości jej wartości inwestycyjnej. Rynek sztuki w długiej perspektywie potrafi generować znaczące wzrosty wartości prac, szczególnie w przypadku uznanych artystów. Spektakularnym przykładem jest wzrost wartości prac Meli Muter. Na początku lat 2000. jej obrazy sprzedawały się za kilka tysięcy funtów. Dziś mówimy o zupełnie innej skali, a rekordem tej artystki w naszym domu aukcyjnym jest płótno za blisko 2 mln zł.

Rynek sztuki przyciąga nowe pokolenie kolekcjonerów

Zainteresowanie kolekcjonowaniem sztuki rośnie zarówno globalnie, jak i w Polsce. Wartość polskiego rynku sztuki przekracza obecnie 400 milionów złotych rocznie, co w porównaniu z 2019 rokiem oznacza wzrost o około 45 procent. Jednak jeszcze ciekawsza od samych wartości sprzedaży jest zmiana struktury rynku.

Coraz wyraźniej widać bowiem, że obok doświadczonych kolekcjonerów, budujących wielkie kolekcje i kupujących najważniejsze dzieła historii sztuki, pojawia się nowe pokolenie odbiorców rynku. To osoby, które zaczynają interesować się sztuką nie tylko jako elementem kultury czy estetyki, ale także jako przestrzenią budowania własnych kolekcji i świadomego obcowania ze sztuką w codziennym życiu.

Zmiana ta ma charakter pokoleniowy, ale także społeczny. Wraz z dojrzewaniem polskiej gospodarki po ponad trzech dekadach wolnego rynku pojawia się coraz liczniejsza grupa osób, które chcą inwestować, rozwijać swoje pasje i budować prywatne kolekcje – często zaczynając od niewielkich zakupów. Dla wielu z nich pierwszy kontakt z rynkiem sztuki nie jest spektakularną aukcją milionowych dzieł, lecz raczej próbą zrozumienia mechanizmu aukcji, obserwowania licytacji i stopniowego zdobywania doświadczenia kolekcjonerskiego.

Pierwsze aukcje stART odbędą się w dwóch sesjach: 8 czerwca (Sztuka Dawna) oraz 9 czerwca (Sztuka Współczesna). W ofercie znajdą się zarówno klasycy polskiego malarstwa, jak i artyści, którzy odegrali kluczową rolę w rozwoju sztuki współczesnej.

Nowoczesny sprzęt to dopiero początek. Polska armia musi zmodernizować cały system

Nasza armia stoi przed koniecznością głębokiej i pilnej modernizacji i dzieje się to na wszystkich poziomach. W przeciwieństwie do wielu sił zbrojnych zachodu, które od dekad rozwijają i doskonalą nowoczesne systemy polska armia często zmuszona jest zastępować przestarzały sprzęt od razu nowymi technologiami. To nie wybór, lecz realia. Eksploatowane przez lata Mi‑24 czy inne starsze platformy nie odpowiadają współczesnym wymaganiom pola walki. Głównym czynnikiem determinującym tempo i zakres modernizacji jest presja ze strony przeciwnika. Rosja systematycznie rozwija i masowo produkuje klasyczne systemy pancerne, artyleryjskie oraz lotnicze. Odpowiedzią musi być zarówno inwestycja w nowoczesne platformy tradycyjne takie jak czołgi, artylerię, lotnictwo oraz rozwój nowych technologii, bezzałogowych systemów, systemów walki elektronicznej czy rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji. W praktyce oznacza to konieczność prowadzenia równoległych programów zakupowych i rozwojowych.

– Z jednej strony pojawiają się decyzje o nabyciu zaawansowanych czołgów, zarówno koreańskich K2, jak i amerykańskich Abramsów, które mają zapełnić lukę w broni pancernej. Z drugiej strony modernizacja obejmuje rozwój obrony powietrznej, systemów dalekiego zasięgu typu Patriot, systemów krótkiego zasięgu oraz dedykowanych rozwiązań do neutralizacji bezzałogowców, łączących artylerię, rakiety i środki radioelektroniczne – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Mariusz Marszałkowski, zastępca redaktora naczelnego Defence24.pl. – Równolegle inwestujemy w marynarkę wojenną, budowa nowoczesnych fregat typu „Miecznik” ma wzmocnić ochronę szlaków morskich i obronę przybrzeżną. Kluczowe jest też wzmocnienie zdolności przeciwlotniczych i przeciwrakietowych wokół kluczowych węzłów logistycznych oraz infrastruktury krytycznej. Modernizacja to także rozwój systemów rozpoznania, dowodzenia i łączności, które umożliwiają skuteczne wykorzystanie zarówno tradycyjnych, jak i autonomicznych środków. Nie można zapominać o aspekcie logistycznym i kadrowym. Nowoczesny sprzęt wymaga odpowiedniego wsparcia technicznego, magazynów części, amunicji oraz wyszkolonych załóg i serwisantów. Transformacja dotyczy więc nie tylko zakupu platform, lecz również szkolenia, utrzymania i integracji systemów w spójną doktrynę operacyjną. Wyzwaniem pozostaje finansowanie, koordynacja zakupów i budowa krajowych zdolności produkcyjnych, by uniezależnić się od zewnętrznych dostaw i przyspieszyć wdrażanie innowacji – podsumował Mariusz Marszałkowski.

Wyniki Ryanaira pokazują, że problemy branży lotniczej dopiero się zaczynają

Mimo dobrych wyników linii Ryanair, rynek nie chce uwierzyć w spokojne czasy dla całej branży lotniczej. Od początku roku akcje spółki notowane na Euronext spadły o 22,6 proc., a JETS, jeden z najbardziej znanych funduszy ETF opartych na akcjach linii lotniczych, stracił w tym samym czasie 8,8 proc. To ważny sygnał, że inwestorzy patrzą dziś nie tyle na to, co było w ostatnim roku, ile na to, co może wydarzyć się w kolejnych kwartałach. Ceny biletów Ryanair w ostatnim roku wzrosły o 10 proc., a to może być dopiero początek podwyżek wynikających ze wzrostu cen paliwa.

Ryanair pokazał bardzo mocne wyniki za rok finansowy zakończony 31 marca 2026 roku. Zysk netto wzrósł o 40 proc., do 2,26 mld euro, przychody grupy wzrosły o 11 proc. do 15,54 mld euro, a liczba pasażerów sięgnęła rekordowych 208,4 mln. Marża EBIT wyniosła około 15,8 proc., czyli poziom, o którym większość konkurentów może tylko marzyć.  Różnice w rentowności całej branży są dziś zresztą ogromne. Marża EBIT American Airlines wyniosła zaledwie 3,1 proc., Lufthansy 3,5 proc., a Wizz Aira 3,6 proc. Air France-KLM osiągnęa 6,3 proc., easyJet 7 proc., United Airlines 8,6 proc., a Delta Air Lines 8,9 proc. Jedynie IAG, właściciel m.in. British Airways i Iberii, zbliżył się do poziomu Ryanaira z wynikiem 15,4 proc. Średnia dla największych analizowanych przewoźników wyniosła około 8,1 proc. To pokazuje, że Ryanair funkcjonuje dziś właściwie w osobnej lidze kosztowej.

Problem w tym, że dobry wynik za nami nie oznacza łatwej drogi przed nami. Część raportowanego sukcesu przypadła na okres, który objął także miesiąc konfliktu na Bliskim Wschodzie. To właśnie ten wątek pokazuje, jak kruche stały się warunki działania przewoźników. Popyt nadal jest mocny, ale presja kosztowa rośnie szybciej niż wielu inwestorów zakładało.

Najlepiej widać to na paliwie. Ryanair zabezpieczył 80 proc. zapotrzebowania na najbliższy rok po cenie około 85 dolarów za baryłkę, co daje mu wyraźną przewagę nad słabszymi liniami, które nie mają podobnej poduszki ochronnej. Po konflikcie na Bliskim Wschodzie ceny paliwa lotniczego na rynku spot mocno wzrosły i chwilami przekraczały nawet 150 dolarów za baryłkę. W takiej sytuacji drogie paliwo nie jest jedynym problemem. Do tego dochodzą rosnące wynagrodzenia, wyższe podatki klimatyczne w UE, starzenie się części floty i rosnące koszty serwisowania silników. Ryanair sam ostrzega, że koszty jednostkowe mogą wzrosnąć o kilka procent.

To tworzy ciekawy paradoks. Krótkoterminowo Ryanair mówi o wyższych kosztach i większej niepewności. Długoterminowo pozostaje jednak przekonany, że obecny kryzys jeszcze bardziej osłabi konkurencję i umocni pozycję największych tanich przewoźników w Europie. Innymi słowy: branża ma pod górkę, ale nie wszyscy pod tę górkę wchodzą z tym samym bagażem. A Ryanair do 2034 roku chce obsługiwać ponad 300 mln pasażerów rocznie.

Dla konsumentów obecna sytuacja oznacza to jedno: tanie latanie może być coraz mniej tanie. Ryanair przyznaje, że średnie ceny biletów w ostatnim roku wzrosły o 10 proc., odrabiając wcześniejszy 7-procentowy spadek taryf. A to może być dopiero początek większego trendu. Jeśli nawet najbardziej efektywna kosztowo linia lotnicza w Europie musi podnosić ceny, to słabsi przewoźnicy mogą być zmuszeni do jeszcze większych podwyżek. Szczególnie że wielu z nich ma znacznie niższe marże, słabsze zabezpieczenia cen paliwa i wyższe koszty finansowania. W praktyce oznacza to, że w kolejnych kwartałach podróże lotnicze mogą drożeć szybciej niż oczekują dziś pasażerowie, zwłaszcza na popularnych trasach wakacyjnych i w okresach największego popytu.

Jednocześnie sama branża lotnicza wygląda dziś jak sektor, który płaci rachunek za kilka kryzysów naraz. Konflikt na Bliskim Wschodzie, napięcia na rynku paliw, rosnące koszty pracy i coraz większa ostrożność konsumentów składają się na jeden obraz: to nie będzie łatwy czas dla przewoźników. Rezerwacje pojawiają się bliżej terminu podróży niż rok wcześniej, ceny biletów przestały rosnąć tak szybko jak wcześniej, a część klientów zaczyna pilnować wydatków bardziej niż jeszcze kilka miesięcy temu.

Centra danych przestają być tylko odbiorcą energii. Mogą pomóc stabilizować sieć

Najnowszy raport ENTSO-E – organizacji zrzeszającej europejskich operatorów systemów przesyłowych – po raz pierwszy tak wyraźnie wskazuje centra danych jako potencjalny element wspierający stabilność systemu elektroenergetycznego. Dokument pokazuje, że infrastruktura cyfrowa może aktywnie uczestniczyć w zwiększaniu elastyczności sieci, integracji odnawialnych źródeł energii oraz ograniczaniu przeciążeń systemowych.

Zdaniem Polskiego Związku Centrów Danych (PLDCA), rekomendacje te otwierają nowy etap debaty o roli centrów danych jako partnerów wspierających bezpieczeństwo energetyczne kraju. Znaczenie tej synergii będzie rosło wraz z rozwojem AI i usług chmurowych, które skokowo zwiększają zapotrzebowanie na moc obliczeniową i energię elektryczną w całej Europie.

Raport ENTSO-E kładzie nacisk na tzw. Demand Side Flexibility, czyli aktywny udział dużych odbiorców w bilansowaniu sieci. W praktyce oznacza to możliwość czasowego ograniczania poboru energii z sieci lub wykorzystania własnych zasobów zasilania w okresach jej najwyższego obciążenia.

Temat ten ma szczególne znaczenie dla Polski, która jest obecnie jednym z najbardziej perspektywicznych hubów cyfrowych w Europie Środkowo-Wschodniej. Jednocześnie w krajowym sektorze energetycznym trwają szeroko zakrojone inwestycje strukturalne: od rozbudowy sieci przesyłowych, przez integrację nowych mocy z odnawialnych źródeł energii, aż po przygotowania do wdrożenia energetyki jądrowej. W najbliższych latach rozwój infrastruktury energetycznej i cyfrowej będzie od siebie współzależny.

Raport ENTSO-E pokazuje, że rola nowoczesnych centrów danych w systemie elektroenergetycznym może być znacznie szersza niż dotychczas postrzegano. Dzięki rozwiniętym systemom zasilania awaryjnego, magazynowania energii czy zaawansowanemu zarządzaniu infrastrukturą mogą wspierać bilansowanie systemu elektroenergetycznego oraz zwiększać jego elastyczność. Wraz z rozwojem gospodarki opartej na danych rośnie znaczenie centrów danych jako infrastruktury krytycznej, zarówno pod względem konkurencyjności, jak i suwerenności. Kierunek ten warto uwzględnić w polskiej debacie o bezpieczeństwie energetycznym i cyfrowym”, komentuje Piotr Kowalski, Dyrektor Zarządzający, PLDCA.

PLDCA wskazuje, że wykorzystanie potencjału opisanego w rekomendacjach ENTSO-E będzie wymagało dalszych działań w kilku obszarach, m.in.:

  • rozwijania mechanizmów udziału dużych odbiorców energii – w tym centrów danych – w usługach elastyczności i programach DSR;
  • doprecyzowania standardów technicznych współpracy infrastruktury krytycznej z systemem elektroenergetycznym;
  • zwiększania przewidywalności i transparentności procesów przyłączeniowych dla inwestycji strategicznych dla gospodarki cyfrowej;
  • pogłębiania dialogu pomiędzy sektorem energetycznym, administracją publiczną oraz branżą infrastruktury cyfrowej.

Dla Polski, która równolegle rozwija infrastrukturę energetyczną i aspiruje do roli regionalnego hubu cyfrowego, wnioski z raportu ENTSO-E mają szczególne znaczenie. Pokazują, że te dwa obszary – energia i cyfryzacja – nie powinny być już analizowane oddzielnie. W dłuższej perspektywie centra danych mogą stać się jednym z filarów wspierających zarówno transformację energetyczną, jak i budowę pozycji Polski jako regionalnego lidera technologicznego. Kluczem do sukcesu będzie synergia działań”, podsumowuje Piotr Kowalski.

Za garaż trzeba zapłacić fortunę. Ekspert: spadków cen nie będzie

Za garaż jak za kawalerkę. Ceny absolutnie oszalały. „150 tysięcy za murowany garaż już nikogo nie dziwi”.

Za cenę murowanego garażu w Warszawie czy w Krakowie można zapłacić nawet ponad 200 tysięcy złotych. To ceny absolutnie rekordowe, ale czy szalone? Murowany garaż poza strukturą budynku zdarza się coraz rzadziej, stąd też ceny takich obiektów są najwyższe od wielu lat. – Kiedy za cenę garażu można było kupić kawalerkę. Najwyższe ceny są w dużych miastach, w centrach i w przypadku, gdy mówimy o garażu np. na podwórku. Jedyna dobra wiadomość w tym cenowym szaleństwie jest taka, że spadły nieco ceny miejsc parkingowych w garażach podziemnych – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Garaż to „produkt premium”

W czasach, gdy na jedno mieszkanie coraz częściej przypadają dwa, a nawet trzy samochody, miejsca parkingowe w centrach metropolii urastają do rangi produktu premium. Kto by więc pomyślał, że murowane garaże na podwórkach, które jeszcze kilkanaście lat temu nie przedstawiały przesadnej wartości, dzisiaj staną się pożądanym towarem deficytowym?

Eksperci nie mają wątpliwości, że ceny garaży rosną i nadal będą rosnąć.

– Samochodów jest coraz więcej, a miejsc do parkowania coraz mniej. Dla wielu klientów garaż jest bardzo pożądanym towarem za który są w stanie dużo zapłacić – mówi Mirosław Król.

Dużo, ale oferty cenowe wydają się być gigantyczne. Na rynkach w Warszawie czy w Krakowie pojawiają się oferty na poziomie nawet… 220 tysięcy złotych za garaż murowany. W Poznaniu rekordowe oferty oscylują w okolicach 200 tysięcy. We Wrocławiu jest podobnie. Nieco taniej jest w innych miastach. Rekordowa oferta za murowany garaż w Szczecinie wynosi około 160 tysięcy złotych i mowa o garażu położonym w ścisłym centrum miasta nieopodal prestiżowego Hanza Tower.

– 150-200 tysięcy złotych za murowany garaż to dla wielu cena kosmiczna. Taki jest niestety rynek i oferty znacząco poniżej tej ceny należy traktować jako wyjątkowe okazje – mówi Mirosław Król. – Garaż murowany jest nie tylko ochroną samochodu, ale często też małym magazynem na narzędzia i domowe rzeczy, więc sprawdza się i należy podejść do tego jak do inwestycji. Tutaj spadków cen na pewno nie będzie – dodaje Król.

Ekspert przyznaje jednak, że zdarzają się klienci zupełnie nie świadomi wartości garażu.

– Jeden z klientów chciał „dodać” garaż do oferty sprzedaży mieszkania na jednym z osiedli w Szczecinie. Gdy powiedziałem mu, że mieszkanie jest warte 400 tysięcy złotych, a garaż przynajmniej 100-120 to nie chciał mi uwierzyć – dodaje ekspert.

Miejsce w garażowcu tańsze. Duże zróżnicowanie między miastami

Jak kształtują się ceny miejsc parkingowych w garażach podziemnych? Tutaj ceny też są na wysokim poziomie, ale… kilka ofert z Warszawy jest tańszych niż np. z Poznania czy Szczecina. Jak to możliwe? To kwestia podaży. W stolicy jest więcej parkingów podziemnych, więc ceny są nieco niższe.

– Miejsce w parkingowcu w Polsce może kosztować 30 tysięcy złotych, a może nawet 110-120 tysięcy. Tutaj fantazja sprzedających zależy od popytu, podaży, lokalizacji, a także faktu czy dokoła są dostępne miejsca dla aut czy ich nie ma. Moje obserwacje wskazują, że czasem w największych miastach miejsce w garażowcu jest tańsze niż w tych mniejszych miastach – przyznaje Mirosław Król.

Nic nie wskazuje na to, by ceny garaży i miejsc postojowych miały spadać. Na dodatek deweloperzy zwracają uwagę, że ich budowa jest coraz droższa, co również wpływa na to, że często mieszkania i garaże sprzedawane są osobno.

Nowe otwarcie wokół AI Act. Digital Omnibus zmienia kluczowe terminy dla HR.

Unijny AI Act znalazł się w centrum regulacyjnego zwrotu. W ramach pakietu Digital Omnibus Bruksela chce przesunąć wejście w życie najbardziej rygorystycznych obowiązków dla systemów wysokiego ryzyka – z sierpnia 2026 roku na grudzień 2027 roku. Eksperci podkreślają jednak, że dodatkowy czas na wdrożenie regulacji nie zwalnia organizacji z konieczności przygotowania procesów, procedur i zabezpieczeń związanych z wykorzystaniem AI w zatrudnieniu.

-To szczególnie istotne dla działów HR i firm wykorzystujących narzędzia sztucznej inteligencji m.in. do rekrutacji, selekcji CV czy oceny pracowników. Wszystko dlatego, że właśnie te zastosowania zostały uznane przez UE za „high-risk”. Wydłużony harmonogram wdrożenia pełnego rozporządzenia AI Act, oznacza, że branża HR zyska więcej czasu na dostosowanie się do nowych regulacji.

Choć sztuczna inteligencja coraz częściej wspiera analizę aplikacji zawodowych, porządkowanie CV i komunikację z kandydatami, jej wykorzystanie w rekrutacji nie zwalnia z odpowiedzialności prawnej i organizacyjnej. Europejski AI Act porządkuje ten obszar i doprecyzowuje zasady stosowania takich narzędzi. Dokument ma formę rozporządzenia, więc jego przepisy obowiązują we wszystkich państwach Unii Europejskiej.

AI Act wszedł w życie 1 sierpnia 2024 roku, ale harmonogram poszczególnych przepisów podzielono na etapy. Od 2 lutego 2025 roku obowiązują już m.in. przepisy dotyczące zakazanych praktyk oraz wymogu odpowiedniego przygotowania osób korzystających z AI. W sierpniu tego roku miały zacząć obowiązywać przepisy dotyczące systemów wysokiego ryzyka, do których zaliczają się także wybrane rozwiązania AI używane w zatrudnieniu i zarządzaniu pracownikami. Wiadomo już jednak, że firmy zyskały dodatkowe 16 miesięcy na audyt używanych narzędzi HR Tech.  Dla firm i przedsiębiorców, to czas na renegocjacje umów z dostawcami oprogramowania, aby zapewnić szczelne systemy, zgodne z AI Act do końca 2027 roku.

Ministerstwo cyfryzacji: Teraz zajmujemy się uproszczeniami w pakiecie cyfrowym

Dobre prace nad Aktem o sztucznej inteligencji – oznaczanie treści wygenerowanych przez AI jeszcze w tym roku, piaskownice regulacyjne będą tworzone również dla całej Unii Europejskiej. Teraz zajmujemy się uproszczeniami w pakiecie cyfrowym. Krok po kroku, w drodze do spójnego i przyjaznego prawa unijnego – podkreśla wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski, cytowany na stronie Ministerstwa Cyfryzacji

Dlaczego Bruksela koryguje tempo wdrażania AI Act i co to oznacza dla firm i przedsiębiorstw?

Projekt Digital Omnibus przewiduje przesunięcie części obowiązków z AI Act do czasu przygotowania odpowiednich norm i wytycznych – komentuje Zuzanna Spaltenstein-Kotas, prawniczka i ekspertka ds. ochrony danych osobowych i compliance, Gi Group Holding. I uzupełnia: – Dla firm oznacza to więcej czasu na dostosowanie systemów AI, w tym sześć miesięcy na wdrożenie wymogów transparentności dla generatywnej AI, a także uproszczenia w zakresie dokumentacji i zarządzania jakością. Nie zmienia się jednak to, że część przepisów AI Act już obowiązuje i przedsiębiorcy muszą je stosować.

Rekrutacja pod szczególną kontrolą. 68% organizacji doświadczyło wycieku danych przez AI

Według raportu Metomic z 2025 roku, cytowanego przez Security Magazine, 68 % firm zetknęło się z incydentami bezpieczeństwa, w których pracownicy udostępniali wrażliwe informacje narzędziom AI (np. ChatGPT). Z analiz przywoływanych z kolei przez hcamag.com, branżowy serwis internetowy poświęcony tematyce zarządzania zasobami ludzkimi wynika, że dane HR znaleziono w 82% sprawdzonych wycieków danych, czyniąc je idealnym celem dla ataków wspomaganych AI.

Choć korekta tempa wdrażania AI Act daje firmom dodatkowy czas na dostosowanie się do nowych przepisów, już dziś przedsiębiorstwa powinny przyjrzeć się temu, w jaki sposób korzystają z AI w procesach związanych z zatrudnieniem. Jest na to poważna przesłanka. Komisja Europejska w sekcji pytań i odpowiedzi dotyczących AI Act „Navigating the AI Act” wskazuje, że rozwiązania bazujące na AI wykorzystywane do określonych zadań w obszarze HR, takich jak zarządzanie pracownikami i dostępu do samozatrudnienia mogą być uznawane za systemy wysokiego ryzyka. Dotyczy to m.in. narzędzi służących do targetowania ogłoszeń rekrutacyjnych, analizowania i filtrowania aplikacji oraz oceny kandydatów. Organizacje korzystające z takich rozwiązań muszą spełnić obowiązki wynikające z AI Act, odnoszące się do przejrzystości, nadzoru człowieka, jakości danych, cyberbezpieczeństwa i możliwości wyjaśnienia, jak doszło do danej rekomendacji lub decyzji.

W HR zawsze decydujemy o ludziach

– HR to nie jest marketing, tylko specyficzny obszar w działaniu każdego przedsiębiorstwa, który pracuje głównie na materiale ludzkim – komentuje Grzegorz Sadziak, Cloud Solution Architect i ekspert ds. cyberbezpieczeństwa z Supremo. I tłumaczy: Sztuczna inteligencja w HR nie analizuje tylko procesów czy wyników, ale wpływa bezpośrednio na ludzi – ich karierę, dochody, poczucie własnej wartości i dalsze życie. Właśnie dlatego wymagania dotyczące cyberbezpieczeństwa i ochrony danych, muszą być tutaj wyjątkowo wysokie.

Przestrzeganie AI Act to nasza wspólna odpowiedzialność

W tym kontekście ważny jest też wymiar informacyjny. Komisja Europejska w opracowaniu „Navigating the AI Act” podkreśla, że jeżeli system wysokiego ryzyka jest wykorzystywany w miejscu pracy, organizacja musi wcześniej poinformować o tym pracowników i ich przedstawicieli. Jeżeli natomiast system ma służyć do podejmowania lub wspierania decyzji dotyczących osoby fizycznej, należy powiadomić także osobę, której taka decyzja dotyczy. AI Act przewiduje również prawo do uzyskania wyjaśnienia, gdy wynik systemu wysokiego ryzyka został wykorzystany przy decyzji wywołującej skutki prawne.

To nie jest tak, że sztuczna inteligencja należy do jednego człowieka, czy do jednego zespołu w danej firmie. Jest to wspólna odpowiedzialność organizacyjna, dlatego że jest to dosyć złożony system, jeśli chodzi o jego warstwę technologiczną – tłumaczy Grzegorz Sadziak, ekspert z Supremo.

Najlepiej odwołać się do przykładowego modelu procesu rekrutacji.  – Mamy CV, które otrzymaliśmy e-mailem. Są tam dołączone jakieś dokumenty. Często w tych załącznikach pojawiają się dane pośrednie: notatki, stopki z danymi wrażliwymi. To wszystko wpada do narzędzia typu AI. I w tym momencie pojawia się największe ryzyko, co my naprawdę powiemy sztucznej inteligencji, oczekując od niej jakiejś rekomendacji. Jakie są najczęstsze takie scenariusze ryzyka w tym procesie? – pyta Grzegorz Sadziak. –  Niebezpieczeństwo tak naprawdę zaczyna się w momencie, kiedy sztuczna inteligencja widzi więcej niż powinna, więcej niż my jej powiemy. Czyli jeżeli podamy jej imię i nazwisko, kraj pochodzenia, kolor skóry to ciągle będą to czynniki, na podstawie których zostanie podjęta jakaś decyzję. I my tak naprawdę nie wiemy, jak zachowa się model. Czy on nie uzna nagle, że być może należy pozytywnie rekomendować tylko ludzi o jasnej karnacji. To jest realne zagrożenie – podsumowuje ekspert ds. cyberbezpieczeństwa.

AI może rekomendować, ale nie powinna decydować

Dlatego unijny AI Act wzmacnia zasadę nadzoru człowieka nad działaniem technologii. Komisja Europejska wyjaśnia, że firma korzystająca z systemu wysokiego ryzyka musi wyznaczyć osobę lub osoby zdolne do sprawowania kontroli, monitorowania działania systemu oraz reagowania na zidentyfikowane ryzyka.

– AI Act to dla firm moment porównywalny z wejściem RODO – kończy się etap eksperymentów z AI bez jasnych zasad. Firmy będą musiały nie tylko wiedzieć, z jakich narzędzi sztucznej inteligencji korzystają pracownicy, ale też zadbać o transparentność, bezpieczeństwo danych i odpowiedzialność procesów. Dla działów HR to szczególnie istotne, bo AI coraz częściej wspiera rekrutację, ocenę kandydatów czy zarządzanie personelem. Firmy, które przygotują się odpowiednio wcześnie, zyskają przewagę nie tylko regulacyjną, ale również reputacyjną – dodaje   Kamil Jankowski, Dyrektor Marketingu i Komunikacji Gi Group Holding

Oznacza to, że sztuczna inteligencja może wspierać rekrutera w porządkowaniu informacji, analizie kompetencji czy przygotowaniu rekomendacji, ale nie powinna przejmować roli osoby odpowiedzialnej za ostateczne rozstrzygnięcie. W rekrutacji zbyt daleko posunięta automatyzacja może oznaczać nie tylko utratę kontroli nad procesem, ale również wzrost ryzyka błędu, uprzedzeń lub decyzji trudnych do uzasadnienia.

– Im większy wpływ narzędzia AI na ocenę kandydatów, tym ważniejsze staje się zachowanie proporcji między technologią a odpowiedzialnością człowieka. Dobrze zaprojektowany proces powinien wykorzystywać sztuczną inteligencję do wsparcia analizy, ale jednocześnie pozostawiać przestrzeń na ocenę kontekstu, niuansów i czynników, których system nie jest w stanie właściwie odczytać – wyjaśnia Zuzanna Spaltenstein-Kotas, ekspertka ds. ochrony danych osobowych i compliance, Gi Group Holding.

Przewagę da nie szybkość, lecz zaufanie

Wdrażanie AI do rekrutacji nie jest oceniane wyłącznie przez pryzmat oszczędności czasu czy kosztów. Coraz większego znaczenia nabierają wiarygodność procesu, bezpieczeństwo danych i zaufanie kandydatów. To one w praktyce mogą przesądzić o tym, czy technologia stanie się wsparciem dla działów HR, czy źródłem ryzyka prawnego, organizacyjnego i wizerunkowego. Zdaniem prawniczki, Europejski AI Act reguluje i tworzy ramy dla odpowiedzialnego korzystania ze sztucznej inteligencji.

 Pokazuje jednak, że w tak wrażliwym obszarze przewagę zyskają nie te podmioty, które wdrożą najwięcej automatyzacji, lecz te, które zrobią to odpowiedzialnie. To właśnie zdolność połączenia efektywności technologii z przejrzystością procesu może stać się jednym z najważniejszych wyróżników dojrzałych pracodawców – pointuje Zuzanna Spaltenstein-Kotas.

Europa szuka alternatywy dla Chin. Indie inwestują miliardy w AI, kosmos i defence-tech

Indie coraz mocniej zaznaczają swoją pozycję jako jedno z najważniejszych technologicznych mocarstw świata. Tylko w 2024 roku rząd w Delhi uruchomił program IndiaAI o wartości ok. 1,25 mld dolarów wspierający rozwój sztucznej inteligencji i rodzimych modeli językowych. Jednocześnie, według najnowszego raportu SIPRI, Indie były w 2025 roku piątym największym państwem świata pod względem wydatków na zbrojenia, ich budżet obronny wzrósł do 92,1 mld dolarów. Eksperci wskazują, że dynamiczny rozwój AI, sektora kosmicznego i defence-tech może otworzyć nowy etap współpracy technologicznej między Indiami, Europą i polskim biznesem.

Indie przestają być zapleczem IT

Jeszcze dekadę temu Indie kojarzyły się głównie z outsourcingiem usług technologicznych. Dziś kraj coraz wyraźniej przechodzi do roli państwa rozwijającego własne strategiczne technologie i konkurującego z największymi światowymi graczami.

New Delhi inwestuje równolegle w sztuczną inteligencję, cyberbezpieczeństwo, półprzewodniki, systemy autonomiczne, technologie kosmiczne oraz nowoczesny przemysł obronny. Kluczową rolę odgrywa przy tym współpraca państwa z prywatnym sektorem i dynamicznie rozwijającym się ekosystemem startupowym.

Symbolicznym krokiem stał się uruchomiony w 2024 roku program IndiaAI. Projekt o wartości ok. 1,25 mld dolarów ma finansować infrastrukturę obliczeniową, rozwój własnych modeli AI oraz strategicznych technologii cyfrowych.

– Indie bardzo świadomie budują dziś pozycję globalnego partnera technologicznego. To już nie jest wyłącznie rynek usług IT, ale państwo rozwijające własny ekosystem innowacji, przemysłu obronnego i sektora kosmicznego. Dla europejskich i polskich firm oznacza to zupełnie nowy poziom możliwości współpracy – komentuje dr Judyta Latymowicz, ekspertka ds. relacji polsko-indyjskich, partnerka w kancelarii LEGALLY.SMART.

Defence-tech i AI nowym polem współpracy z Europą

Rosnące ambicje technologiczne Indii coraz mocniej koncentrują się wokół bezpieczeństwa i strategicznych technologii. Kraj intensywnie rozwija rozwiązania dual-use, sztuczną inteligencję dla wojska, systemy dronowe, cyberbezpieczeństwo i infrastrukturę satelitarną.

Skala inwestycji jest rekordowa. Z raportu SIPRI wynika, że Indie były w 2025 roku piątym największym państwem świata pod względem wydatków wojskowych. Budżet obronny wzrósł o 8,9 proc. i osiągnął poziom 92,1 mld dolarów.

Z kolei Europa coraz mocniej poszukuje nowych partnerstw technologicznych poza Chinami, szczególnie w obszarach związanych z bezpieczeństwem, elektroniką strategiczną czy odpornością łańcuchów dostaw.

– Indie są dziś postrzegane jako stabilny partner demokratyczny z ogromnym potencjałem przemysłowym i technologicznym. To otwiera przestrzeń również dla polskich firm, zarówno technologicznych, produkcyjnych, jak i tych działających w sektorze obronnym czy cyberbezpieczeństwa wskazuje dr Latymowicz.

Zdaniem ekspertki szczególnie duży potencjał mają dziś projekty związane z AI, technologiami dual-use, elektroniką strategiczną, cyberbezpieczeństwem i space-tech.

Polska może skorzystać na nowym kierunku współpracy

Nowy kierunek relacji technologicznych między Europą a Indiami coraz wyraźniej wybrzmiewa również w debacie międzynarodowej. Podczas konferencji Strategic Ark 2026 organizowanej przez Polski Instytut Spraw Międzynarodowych (PISM) jednym z kluczowych tematów była współpraca UE-Indie w obszarze defence-tech, bezpieczeństwa technologicznego i strategicznej autonomii Europy.

Eksperci podkreślają, że dla polskich przedsiębiorców Indie mogą stać się jednym z najważniejszych kierunków międzynarodowej ekspansji w nadchodzących latach, szczególnie w kontekście umowy handlowej UE-Indie oraz rosnącego znaczenia bezpieczeństwa technologicznego w światowej gospodarce.

– Coraz częściej mówimy już nie tylko o handlu, ale o wspólnym rozwijaniu technologii strategicznych i budowaniu długoterminowych partnerstw biznesowych. To może być jeden z najważniejszych kierunków współpracy gospodarczej Europy i Indii w najbliższych latach – podsumowuje dr Judyta Latymowicz.

Mieszkania w Polsce: więcej zapytań kredytowych, wysoka podaż i stabilizacja najmu

Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield opublikowała najnowszą analizę rynku mieszkaniowego w Polsce, z której wynika, że pierwszy kwartał 2026 roku przyniósł dalsze ożywienie popytu, silny wzrost zainteresowania kredytami hipotecznymi oraz utrzymanie wysokiego potencjału przyszłej podaży, widocznego przede wszystkim w liczbie wydanych pozwoleń na budowę. Pomimo stabilizacji cen na części rynków i wyraźnego zróżnicowania dynamiki pomiędzy największymi miastami, dane z początku roku potwierdzają odporność sektora mieszkaniowego na mniej sprzyjające otoczenie zewnętrzne.

Solidny wzrost gospodarczy i kredytowy powrót nabywców

Na przełomie 2025 i 2026 roku polska gospodarka utrzymała stabilne tempo wzrostu. Zgodnie z ostatnimi dostępnymi danymi kwartalnymi GUS, realny wzrost PKB w IV kwartale 2025 roku wyniósł 4,0% r/r, przy wzroście 1,0% kw/kw po odsezonowaniu. Struktura wzrostu pozostawała korzystna z perspektywy sektora mieszkaniowego – kluczową rolę odgrywał popyt krajowy, w tym konsumpcja prywatna oraz inwestycje wspierane uruchamianiem środków z KPO.

W marcu 2026 roku inflacja wyniosła 3,0% r/r, pozostając w paśmie celu inflacyjnego NBP, mimo wyraźnego wzrostu w ujęciu miesięcznym (+1,1% m/m). Presja cenowa koncentrowała się przede wszystkim w transporcie oraz usługach, których ceny wzrosły o 5,0% r/r, podczas gdy ceny towarów zwiększyły się o 2,2% r/r. W tych warunkach Rada Polityki Pieniężnej obniżyła w marcu stopę referencyjną NBP o 0,25 p.p. do poziomu 3,75%.

Najmocniejszym sygnałem poprawy nastrojów po stronie kupujących był jednak rynek kredytowy. W marcu 2026 roku wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe wzrosła o 80,5% r/r, a liczba potencjalnych kredytobiorców przekroczyła 63 tys. Średnia kwota wnioskowanego kredytu osiągnęła historyczne maksimum, przekraczając 500 tys. PLN.

Pierwszy kwartał 2026 roku potwierdził, że popyt mieszkaniowy pozostaje bardzo wrażliwy na sygnały płynące z rynku finansowania. Tak silny wzrost zapytań kredytowych pokazuje, że część gospodarstw domowych przyspiesza decyzje zakupowe, traktując obecne warunki kredytowe jako relatywnie korzystne. Jednocześnie na decyzje nabywców wpływają obawy dotyczące przyszłych kosztów finansowania, inflacji oraz dalszego wzrostu cen mieszkań. Widzimy więc rynek aktywny, ale ostrożniejszy i bardziej selektywny, komentuje Tadeusz Bellaby, Junior Research Analyst, Cushman & Wakefield.

Rynek pierwotny i wtórny: wysoka sprzedaż, ale różna dynamika cen

W pierwszym kwartale 2026 roku rozpoczęto budowę blisko 31 tys. mieszkań przeznaczonych na sprzedaż lub wynajem, co oznacza nieznaczny wzrost względem poprzedniego kwartału, ale spadek w ujęciu rocznym. Według danych Otodom, na koniec marca 2026 roku na rynku pierwotnym w siedmiu największych miastach w ofercie pozostawało ok. 58,9 tys. mieszkań. Sprzedaż wyniosła ok. 13,2 tys. lokali, a wyraźne przyspieszenie aktywności w kolejnych miesiącach kwartału zakończyło się rekordowym marcem.

W ujęciu kwartalnym najwyższe wzrosty cen ofertowych nowych mieszkań odnotowano w Warszawie i Gdańsku, po 5% kw/kw. Katowice były jedynym z analizowanych rynków ze spadkiem cen na rynku pierwotnym (-2% kw/kw), podczas gdy w pozostałych miastach dynamika była ograniczona i wynosiła 0-1% kw/kw.

W ujęciu rocznym najsilniej wzrosły ceny nowych mieszkań w Gdańsku (+20% r/r) i Warszawie (+12% r/r). W Łodzi wzrost wyniósł 8% r/r, w Poznaniu 5% r/r, we Wrocławiu 4% r/r, a w Krakowie 2% r/r. Katowice pozostały rynkiem ze spadkiem cen ofertowych nowych mieszkań (-1% r/r). Nominalnie najwyższe ceny utrzymują się w Warszawie (19 253 PLN/mkw.), Gdańsku (18 315 PLN/mkw.) oraz Krakowie (16 665 PLN/mkw.), natomiast najtańszym rynkiem pozostaje Łódź (11 388 PLN/mkw.).

Na rynku wtórnym pierwszy kwartał 2026 roku przyniósł stabilizację cen ofertowych, przy niewielkich lokalnych korektach. W ujęciu kwartalnym umiarkowane wzrosty odnotowano w Gdańsku (16 942 PLN/mkw., +1% kw/kw), Katowicach (9 612 PLN/mkw., +1%), Łodzi (8 758 PLN/mkw., +1%), Poznaniu (12 237 PLN/mkw., +1%) oraz Wrocławiu (13 546 PLN/mkw., +2%). W Warszawie (18 526 PLN/mkw.) i Krakowie (16 731 PLN/mkw.) średnie ceny pozostały stabilne względem poprzedniego kwartału.

Obecna sytuacja wskazuje na utrwalenie scenariusza „miękkiego lądowania” rynku wtórnego. Ceny pozostają relatywnie odporne na korekty, ale ich dalszy wzrost ograniczają konkurencja ze strony rynku pierwotnego, wysoka oferta mieszkań deweloperskich, selektywny popyt oraz rosnąca wrażliwość nabywców na standard i lokalizację.

Podaż i mieszkania w budowie: deweloperzy utrzymują wysoką aktywność

W pierwszym kwartale 2026 roku deweloperzy oddali do użytkowania 26 tys. mieszkań przeznaczonych na sprzedaż lub wynajem, co oznacza spadek względem analogicznego okresu 2025 roku. Pomimo niższego wyniku kwartalnego skala ukończonych inwestycji pozostaje wysoka na tle danych historycznych, po okresie podwyższonej aktywności deweloperskiej w latach 2020-2022.

Jednocześnie w pierwszych trzech miesiącach 2026 roku deweloperzy uzyskali pozwolenia na budowę blisko 46 tys. mieszkań, co oznacza wzrost o ok. 11% w porównaniu z pierwszym kwartałem poprzedniego roku. Łącznie od 2021 roku wydano pozwolenia na budowę ponad miliona mieszkań w kategorii na sprzedaż i wynajem.

Na koniec 2025 roku zasoby mieszkaniowe Polski przekroczyły 16,1 mln lokali. Od 2021 roku w kategorii na sprzedaż lub wynajem oddano do użytkowania ponad 700 tys. mieszkań. Średnia powierzchnia mieszkania oddanego w pierwszym kwartale 2026 roku wyniosła 63 mkw., co oznacza wzrost o 2% zarówno kwartalnie, jak i rocznie.

Dane podażowe pokazują, że deweloperzy pozostają aktywni, choć rynek wszedł w fazę większej ostrożności. Liczba wydanych pozwoleń wskazuje na utrzymywanie istotnego potencjału przyszłej podaży, natomiast decyzje o uruchamianiu nowych projektów będą zależeć od tempa sprzedaży, kosztów finansowania i ogólnej sytuacji makroekonomicznej. Wysoka liczba mieszkań w ofercie oraz większa skłonność deweloperów do stosowania rabatów, szczególnie w drugiej części kwartału, tworzą warunki do bardziej zrównoważonego rynku, w którym przewagę zyskują dobrze przygotowane projekty, odpowiadające realnym możliwościom zakupowym klientów, komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

Polska na mapie europejskiego najmu

Po okresie bardzo dynamicznych wzrostów czynszów rynek najmu mieszkań w Polsce wszedł w fazę stabilizacji. W ujęciu rocznym dynamika stawek wyniosła 0%, co oznacza wyraźne wyhamowanie po dużych wzrostach obserwowanych w ostatnich latach. W perspektywie pięcioletniej czynsze w Polsce wzrosły jednak aż o 60%, czyli ponad dwukrotnie mocniej niż średnia dla Unii Europejskiej, wynosząca 27%.

Najwyższy pięcioletni wzrost czynszów w Europie odnotowały Węgry (+118%), w dużej mierze pod wpływem bardzo wysokiej inflacji. Jedynym krajem ze spadkiem czynszów była Finlandia (-9%). Pomimo wysokiej procentowej dynamiki wzrostu, Europa Środkowo-Wschodnia nadal charakteryzuje się niższymi nominalnymi poziomami czynszów niż rynki Europy Zachodniej.

Londyn pozostaje najdroższym rynkiem najmu w Europie – średni czynsz za mieszkanie dwupokojowe w centrum miasta wynosi tam 2 772 EUR, czyli ok. 11 730 PLN, a poza centrum 2 019 EUR, czyli ok. 8 540 PLN. Wysokie poziomy czynszów notowane są również w Zurychu i Amsterdamie. Najtańsze mieszkania na wynajem znaleźć można w Rydze oraz Bukareszcie, gdzie czynsze za dwupokojowe mieszkanie w centrum kształtują się średnio poniżej 600 EUR, czyli ok. 2 540 PLN.

Warszawa zajmuje pozycję zbliżoną do średniej unijnej, oferując mieszkania dwupokojowe w cenie ok. 1 045 EUR, czyli ok. 4 420 PLN, w centrum oraz ok. 794 EUR, czyli ok. 3 360 PLN, poza centrum. W Polsce stolica pozostaje najdroższą lokalizacją – mediana czynszu za kawalerkę wynosi ok. 2 600 PLN, natomiast za przeciętne mieszkanie czteropokojowe trzeba zapłacić ok. 7 400 PLN miesięcznie. W Gdańsku mediana czynszu za kawalerkę wyniosła w pierwszym kwartale 2026 roku 2 300 PLN. Najtańszymi dużymi miastami pozostają Katowice i Łódź, gdzie mediana czynszu za kawalerkę wyniosła odpowiednio 1 850 PLN i 1 750 PLN.

W przypadku nowych mieszkań, wybudowanych po 2010 roku, poziomy czynszów pozostają wyraźnie wyższe. W Warszawie różnica ta wynosi przeciętnie od 100 do 400 PLN miesięcznie.

PRS: rynek przekracza 24 tys. lokali, a Vantage Rent finalizuje największą transakcję w historii sektora

W pierwszym kwartale 2026 roku liczba lokali na wynajem w sektorze PRS w Polsce przekroczyła 24 tys., przy utrzymującej się dominacji największych aglomeracji. Warszawa pozostaje liderem rynku, skupiając ok. 34% operacyjnego zasobu mieszkań na wynajem instytucjonalny.

Aktywność inwestorów pozostaje wysoka. W budowie znajduje się obecnie ponad 5,5 tys. mieszkań PRS, z czego 1,6 tys. w samym Gdańsku. W ciągu najbliższych pięciu lat projekty znajdujące się w budowie i planowane mogą dostarczyć na rynek kolejne 14 tys. lokali, choć faktyczna skala podaży będzie zależeć przede wszystkim od sytuacji makroekonomicznej, warunków finansowania oraz strategii inwestorów.

TAG Immobilien AG pozostaje najbardziej aktywnym inwestorem na polskim rynku PRS. W maju 2026 roku UOKiK wydał zgodę na przejęcie przez Vantage Rent, działający w ramach TAG Immobilien AG, portfela Resi4Rent obejmującego 5 322 lokale na wynajem w 18 projektach zlokalizowanych w największych miastach Polski. Decyzja ta otwiera drogę do finalizacji największej w historii polskiego rynku PRS transakcji o wartości ok. 565 mln EUR, czyli ok. 2,4 mld PLN, która – zgodnie z harmonogramem – ma zostać zamknięta po upływie 10 dni od decyzji UOKiK. Po sfinalizowaniu transakcji Vantage Rent będzie dysponować portfelem ponad 9 tys. lokali na wynajem, co odpowiada ok. 40% zasobów całego sektora PRS w Polsce.

Na sektor wpływają również zmiany strategii poszczególnych inwestorów. Przykładem jest Heimstaden Bostad, który zdecydował o sprzedaży ponad 1 800 mieszkań PRS nabywcom indywidualnym, co istotnie zmniejszyło zasób najmu instytucjonalnego.

Sektor PRS w Polsce pozostaje niewielki w relacji do całego rynku najmu, ale jego znaczenie stopniowo rośnie. Pierwszy kwartał 2026 roku pokazuje zarówno dalszą aktywność inwestorów, jak i wysoką wrażliwość tego segmentu na decyzje strategiczne największych graczy. Rynek jest wyraźnie skoncentrowany, a skala przyszłego wzrostu będzie zależała od dostępności finansowania, kosztów kapitału oraz tego, czy inwestorzy będą utrzymywać długoterminowe zaangażowanie w budowę portfeli mieszkań na wynajem. Planowane i realizowane projekty mogą istotnie zwiększyć zasób PRS w najbliższych latach, ale ścieżka rozwoju sektora pozostanie uzależniona od stabilności otoczenia makroekonomicznego,

podsumowuje Karolina Furmańska, Associate, Living Sector, Cushman & Wakefield.

Wózek plażowy i koc na plażę – praktyczne wyposażenie na komfortowy dzień nad wodą

Jak przygotować się na wygodny wypoczynek nad morzem i jeziorem

Planując letni wyjazd, warto pomyśleć o akcesoriach, które realnie zwiększają komfort. Dobrze dobrany wózek plażowy pozwala przewieźć wszystkie potrzebne rzeczy bez dźwigania ciężkich toreb. Dzięki temu droga z parkingu na plażę staje się znacznie prostsza i mniej męcząca. W praktyce już jeden funkcjonalny wózek na plażę może odmienić sposób organizacji całego wypoczynku. Rodzina zabiera więcej przydatnych akcesoriów, a jednocześnie oszczędza siły na relaks i zabawę.

Na wyposażeniu nie powinno zabraknąć również tekstyliów, które zapewniają wygodę na piasku. Miękki ręcznik plażowy doskonale sprawdza się po kąpieli i podczas opalania. Z kolei duży koc plażowy tworzy przestrzeń do odpoczynku, jedzenia i zabawy z dziećmi. Wiele osób wybiera także lekki koc piknikowy, który można wykorzystać nie tylko nad wodą, lecz także w ogrodzie i parku. Taki zestaw pozwala przygotować wygodne miejsce niezależnie od warunków.

Wózek na plażę jako sposób na łatwy transport wszystkich akcesoriów

Noszenie torby z ręcznikami, zabawkami, napojami i parasolem bywa uciążliwe. Dlatego coraz więcej osób decyduje się na solidny wózek na plażę, który ułatwia przewożenie większej ilości rzeczy. Konstrukcja z dużymi kołami dobrze radzi sobie na piasku, a pojemna przestrzeń transportowa mieści wszystko, co potrzebne podczas całodniowego pobytu nad wodą.

Dobry wózek plażowy powinien mieć wytrzymały stelaż i składany mechanizm. Dzięki temu można go szybko schować do samochodu i wygodnie przechowywać poza sezonem. Dodatkowo wiele modeli oferuje kieszenie oraz uchwyty na napoje. To rozwiązanie, które znacząco poprawia organizację letnich wyjazdów.

Koc na plażę i koc piknikowy – wygodna baza do relaksu

Miękka i stabilna powierzchnia ma ogromne znaczenie podczas wypoczynku. Właśnie dlatego warto zabrać ze sobą praktyczny koc na plażę, który skutecznie izoluje od piasku i wilgoci. Nowoczesne modele są lekkie, odporne na zabrudzenia i łatwe do złożenia. Po spakowaniu zajmują niewiele miejsca, co zwiększa wygodę transportu.

Równie funkcjonalny jest klasyczny koc piknikowy, który sprawdza się w wielu sytuacjach. Wodoodporny spód chroni przed wilgotnym podłożem, a miękka powierzchnia podnosi komfort siedzenia. Ponadto duży koc plażowy zapewnia wystarczająco dużo miejsca dla całej rodziny. Dzięki temu każdy może wygodnie odpocząć i korzystać z letniej pogody.

Ręcznik plażowy – obowiązkowy element każdego wyjazdu

Choć wydaje się podstawowym dodatkiem, odpowiednio dobrany ręcznik plażowy ma ogromne znaczenie. Powinien dobrze chłonąć wodę i zapewniać komfort po kąpieli. Ważny pozostaje również rozmiar, ponieważ większy model pozwala wygodnie się położyć i odpocząć.

Wiele osób wybiera dziś nowoczesny ręcznik z mikrofibry, który łączy lekkość z wysoką funkcjonalnością. Materiał szybko schnie i nie zajmuje dużo miejsca. Co więcej, taki ręcznik łatwo zmieścić nawet w niewielkiej torbie. To praktyczne rozwiązanie dla osób ceniących mobilność i porządek.

Ręcznik z mikrofibry jako praktyczna alternatywa dla klasycznych modeli

Tradycyjne ręczniki bywają ciężkie, szczególnie po zamoczeniu. Tymczasem ręcznik z mikrofibry pozostaje lekki i szybko odzyskuje suchość. Dzięki temu można korzystać z niego wielokrotnie w ciągu dnia bez uczucia wilgoci.

Kolejną zaletą jest łatwość pakowania. Złożony ręcznik z mikrofibry zajmuje niewiele miejsca i nie obciąża bagażu. Dodatkowo materiał jest przyjemny w dotyku i prosty w pielęgnacji. To jeden z najbardziej praktycznych wyborów na wakacyjne wyjazdy.

Parasol przeciwsłoneczny – skuteczna osłona w upalne dni

Intensywne słońce może szybko obniżyć komfort wypoczynku. Dlatego warto zabrać ze sobą solidny parasol przeciwsłoneczny, który tworzy przyjemny cień i ogranicza nagrzewanie organizmu. Modele z filtrem UV zapewniają dodatkową ochronę przed promieniowaniem.

Nowoczesny parasol przeciwsłoneczny oferuje regulację kąta nachylenia. Dzięki temu można dostosować ustawienie do zmieniającej się pozycji słońca. Stabilna podstawa zwiększa bezpieczeństwo, a lekka konstrukcja ułatwia transport. To niezbędny element wyposażenia podczas gorących dni.

Namiot plażowy dla dzieci – bezpieczne miejsce do zabawy i odpoczynku

Najmłodsi wymagają szczególnej ochrony przed słońcem i wiatrem. Właśnie dlatego tak dużym zainteresowaniem cieszy się namiot plażowy dla dzieci. Zapewnia on osłoniętą przestrzeń, w której dziecko może bawić się, odpoczywać lub zdrzemnąć.

Praktyczny namiot plażowy dla dzieci rozkłada się bardzo szybko i nie wymaga skomplikowanego montażu. Po złożeniu zajmuje mało miejsca, dlatego łatwo przewozić go w samochodzie. To funkcjonalne rozwiązanie, które zwiększa bezpieczeństwo podczas rodzinnego wypoczynku.

Jak skompletować zestaw idealny na cały dzień nad wodą

Wygodny wyjazd warto zaplanować w przemyślany sposób. Pojemny wózek plażowy umożliwia przewiezienie wszystkich akcesoriów bez zbędnego wysiłku. Następnie duży koc piknikowy lub praktyczny koc na plażę tworzy komfortową przestrzeń do siedzenia i odpoczynku.

Po kąpieli doskonale sprawdza się chłonny ręcznik plażowy albo lekki ręcznik z mikrofibry. Cień zapewnia stabilny parasol przeciwsłoneczny, a najmłodsi korzystają z osłony, jaką daje namiot plażowy dla dzieci. Taki zestaw sprawia, że nawet wielogodzinny pobyt nad wodą pozostaje wygodny i dobrze zorganizowany.

Wózek plażowy, ręcznik plażowy i koc plażowy – sprawdzony sposób na udany wypoczynek

Komfortowy dzień nad morzem lub jeziorem zależy od odpowiednio dobranych akcesoriów. Solidny wózek na plażę ułatwia transport, a funkcjonalny koc plażowy pozwala stworzyć wygodne miejsce dla całej rodziny. Miękki ręcznik plażowy oraz praktyczny ręcznik z mikrofibry zapewniają komfort po kąpieli.

Warto także zadbać o skuteczną ochronę przed słońcem. W tym celu doskonale sprawdza się parasol przeciwsłoneczny oraz bezpieczny namiot plażowy dla dzieci. Gdy wszystkie elementy współpracują ze sobą, letni wypoczynek staje się znacznie bardziej komfortowy, spokojny i przyjemny.

FAQ

  1. Czy wózek plażowy sprawdzi się na miękkim piasku?
    Tak, jeśli posiada duże i szerokie koła. Taka konstrukcja ułatwia prowadzenie nawet na luźnym podłożu.
  2. Jakie zalety ma koc piknikowy?
    Chroni przed wilgocią i zapewnia wygodę podczas siedzenia. Można go używać również w parku i ogrodzie.
  3. Dlaczego warto wybrać ręcznik z mikrofibry?
    Jest lekki i bardzo szybko schnie. Po złożeniu zajmuje znacznie mniej miejsca niż tradycyjny model.
  4. Czy parasol przeciwsłoneczny chroni przed promieniowaniem UV?
    Tak, wiele modeli wyposażono w specjalne powłoki ochronne. Dzięki temu ograniczają działanie słońca.
  5. Kiedy przydaje się namiot plażowy dla dzieci?
    Sprawdza się podczas długiego pobytu nad wodą. Zapewnia cień oraz osłonę przed wiatrem.
  6. Czym różni się koc na plażę od zwykłego koca?
    Jest lżejszy i odporny na piasek oraz wilgoć. Ponadto łatwo go wyczyścić i szybko spakować.
  7. Czy wózek na plażę przyda się tylko rodzinom z dziećmi?
    Nie, korzystają z niego również pary i osoby podróżujące z większą ilością sprzętu. Ułatwia transport każdemu użytkownikowi.
  8. Jak skompletować wygodny zestaw plażowy?
    Warto połączyć ręcznik, koc, parasol i pojemny wózek. Taki komplet zapewnia komfort i dobrą organizację.

Presja, brak wpływu i „szklany sufit”. Co frustruje polskich menedżerów?

Menedżerowie czują się odpowiedzialni za wyniki i samopoczucie członków swoich zespołów, a obserwowanie jak się rozwijają stanowi dla nich źródło satysfakcji. Jednocześnie mierzą się jednak z dużą presją oraz koniecznością osiągania określonych rezultatów, przy często ograniczonych zasobach lub wpływie na podejmowane decyzje. Może to stanowić jeden z powodów, dla których wielu menedżerów nie chciałoby odpowiadać za pracę innych w swojej kolejnej pracy. Jak wynika z badania Hays Poland „Kondycja menedżera 2026”, tylko 57% osób pełniących funkcję liderską ocenia ścieżkę kariery związaną z zarządzaniem zespołem jako najbardziej atrakcyjną.

  • Menedżerowie angażują się w dbanie o dobrostan swoich zespołów. Jednocześnie zaledwie 31% z nich deklaruje otrzymywanie adekwatnego wsparcia od swoich przełożonych.
  • 80% osób pełniących funkcję kierowniczą twierdzi, że taka rola jest dla nich źródłem satysfakcji. Równocześnie mierzą się jednak z frustracją, która najczęściej wynika z konieczności egzekwowania decyzji i zmian, na które nie mają wpływu.
  • Satysfakcja zawodowa kadry zarządzającej opiera się na trzech filarach: ludziach, poczuciu sprawczości i atrakcyjnemu wynagrodzeniu.

Raport Hays Poland „Kondycja menedżera 2026” przedstawia jednoznaczne wnioski – dzisiejsi menedżerowie znajdują się na granicy pomiędzy zaangażowaniem i wypaleniem. Z jednej strony doceniają pracę z ludźmi i możliwość aktywnego udziału w ich rozwoju. Cenią sobie również samodzielność, odpowiedzialność i wynagrodzenie, jakie niesie za sobą pełnienie funkcji liderskiej.

Jednocześnie nieustanna presja – ze stronty zarządu i własnych podwładnych – oraz nieadekwatne wsparcie stawia ich w sytuacji dalekiej od idealnej. Często prowadzi to do narastającej frustracji oraz niechęci do pełnienia tożsamej roli w przyszłości.

Funkcja kierownicza satysfakcjonująca, lecz niepozbawiona frustracji

Zdecydowana większość (80%) osób pełniących funkcje kierownicze odczuwa satysfakcję z tej roli. Zaledwie 6% respondentów badania Hays stwierdziło, że nie odnajdują się w tym kontekście zawodowym, a kolejne 14% ankietowanych miało problem z jednoznaczną odpowiedzią na to pytanie.

Czy pełnienie funkcji kierowniczej jest dla Ciebie źródłem satysfakcji?

80% Tak
6% Nie
14% Trudno powiedzieć

Źródło: „Kondycja menedżera 2026”, Hays Poland.

Dla menedżerów źródłem satysfakcji jest najczęściej obserwowanie rozwoju członków swojego zespołu oraz samodzielność i niezależność, jaką oferuje ta rola (po 70% odpowiedzi). Na kolejnych miejscach uplasowały się odpowiedzialność, wynagrodzenie oraz wpływ na decyzje i kierunek działań. Pełnienie funkcji kierowniczych nie jest jednak pozbawione frustracji.

Najbardziej problematycznym aspektem pracy jest dla menedżerów konieczność egzekwowania decyzji i zmian, na które nie mają wpływu lub z którymi się nie zgadzają (65%). Wyzwaniem jest też dla nich brak jasnej ścieżki dalszego rozwoju oraz odpowiedzialność za wyniki zespołu przy ograniczonych zasobach lub wpływie.

Co jest dla Ciebie źródłem frustracji w pełnieniu funkcji kierowniczej?

65% Konieczność egzekwowania decyzji i zmian, na które nie mam wpływu

i/lub z którymi się nie zgadzam

46% Brak jasnej ścieżki dalszego rozwoju lub awansu, „szklany sufit”
46% Odpowiedzialność za wyniki zespołu przy ograniczonych zasobach lub

wpływie

44% Brak wsparcia lub mentora w organizacji
35% Poczucie bycia „pomiędzy” – jednoczesna presja ze strony przełożonych i podwładnych

5 najczęściej wskazywanych odpowiedzi.

Źródło: „Kondycja menedżera 2026”, Hays Poland.

Co istotne, co trzeci respondent badania Hays (35%) jako źródło frustracji zidentyfikował poczucie bycia „pomiędzy”, czyli jednoczesną presję ze strony przełożonych i podwładnych. Oznacza to, że aspekt pracy na stanowisku menedżerskim związany z zarządzaniem ludźmi, dla wielu liderów jest jednocześnie najlepszym i najgorszym aspektem tej roli. Jak zauważa ekspertka Hays, Agnieszka Czarnecka, te pozornie sprzeczne wyniki nabierają sensu, jeśli na tę kwestię spojrzy się w szerszym kontekście.

Jednoczesna satysfakcja i frustracja związana z zarządzaniem zespołem najmocniej dotyczy głównie menedżerów liniowych. To oni najczęściej mają ograniczone możliwości decydowania, gdyż do ich obowiązków zazwyczaj należy wdrażanie zmian zarządzonych na wyższym szczeblu organizacji. Jednocześnie są odpowiedzialni za szeregowych pracowników – ich wyniki, potrzeby i frustracje. Ponadto ich rolą jest utrzymanie zaangażowania zespołów oraz dbanie o ich dobrostan. Sami jednak nie zawsze otrzymują podobne wsparcie od swoich przełożonych. Prowadzi to do sytuacji, w której odczuwają presję z obu stron, jednocześnie nie mając poczucia wpływu – zauważa Agnieszka Czarnecka, Head of HR Consultancy CEE w Hays.

Menedżerowie wspierają, lecz nie otrzymują wsparcia

Poczucie obustronnej presji może się zaostrzać w związku z brakiem równowagi pomiędzy wsparciem, jakiego udzielają menedżerowie swoim podwładnym, a tym które otrzymują od swoich przełożonych. Wyniki badania pokazują, że liderzy proaktywnie dbają o dobrostan swoich pracowników i pomagają im, gdy ci doświadczają problemów emocjonalnych. Przykładowo, 74% menedżerów uznaje za swój obowiązek zapytanie o potrzeby podwładnych, którzy mierzą się z wyzwaniami zdrowia psychicznego.

Jednak stosunkowo niewielu menedżerów deklaruje otrzymywanie wsparcia od swoich przełożonych. Zaledwie 9% respondentów udzieliło odpowiedzi „zdecydowanie tak”, a 22% „tak”. Oznacza to, że większość może zostawać sama z wyzwaniami swoimi oraz swojego zespołu.

Czy otrzymujesz jakieś wsparcie od swojego przełożonego/ swojej przełożonej?

9% Zdecydowanie tak
22% Tak
32% Trudno powiedzieć
30% Nie
7% Zdecydowanie nie

Źródło: „Kondycja menedżera 2026”, Hays Poland.

Odpowiedzi na pytanie o to, jakiego wsparcia oczekiwaliby od swoich przełożonych, sugerują, że dla menedżerów kluczowe są jasne określanie celów i oczekiwań wobec ich roli, a także czas i dostępność ich przełożonych. 26% respondentów od swojego przełożonego lub przełożonej oczekiwałoby mentorskiego wsparcia w zakresie zarządzania ludźmi.

Cel: brak odpowiedzialności za zespół

Wyzwania menedżerskie w połączeniu z brakiem adekwatnego wsparcia mogą stanowić powód, dla którego aż 39% liderów chciałoby zrezygnować z odpowiedzialności za zespół w kolejnej pracy. Dla 26% respondentów najbardziej atrakcyjnym wyborem byłoby pełnienie niezależnej roli eksperckiej, a dla kolejnych 13% praca projektowa lub w charakterze zewnętrznego konsultanta.

Która ścieżka kariery byłaby dla Ciebie obecnie najbardziej atrakcyjna?

57% Rola kierownicza z odpowiedzialnością za zespół
26% Rola ekspercka bez odpowiedzialności za zespół
13% Rola projektowa/ interimowa jako konsultant
4% Trudno powiedzieć

Źródło: „Kondycja menedżera 2026”, Hays Poland.

Jak uważa Agnieszka Czarnecka z Hays, nie każdy profesjonalista odnoszący sukcesy w swoje specjalizacji, w głębi duszy marzy o byciu liderem zespołu. Argumentuje, że potrzebę pracy z ludźmi czy udziału w ich rozwoju można realizować również w roli niezależnego eksperta, project czy interim managera.

Problemem jest fakt, że struktury organizacji często nie dają ambitnym pracownikom innego wyjścia niż obranie roli liderskiej. Wzięcie odpowiedzialności za zespół często jest jedyną drogą rozwoju i szansą na zdobycie prestiżu, przywilejów i atrakcyjnego wynagrodzenia. W konsekwencji menedżerami zespołów często zostają osoby, które nigdy nie marzyły o roli liderskiej, co z czasem może skutkować frustracją – komentuje Agnieszka Czarnecka.

Brak elastyczności ścieżek karier stanowi jednak zagrożenie nie tylko dla sfrustrowanych menedżerów, ale także dla organizacji. Ryzykiem jest bowiem wątłe przywództwo i malejące zainteresowanie rolami liderskimi wśród młodszych pokoleń. W związku z tym, pracodawcy powinni podejmować działania ukierunkowane na ulepszanie procesu selekcji przyszłych menedżerów, wzmacnianie dojrzałości obecnej kadry liderskiej oraz tworzenie alternatywnych ścieżek karier.

O raporcie 

Raport Hays Poland „Kondycja menedżera 2026” powstał na bazie odpowiedzi zebranych metodą CAWI w okresie od marca do kwietnia 2026 roku. Publikacja zawiera wyniki badania, w którym udział wzięło ponad 200 osób pełniących funkcję kierowniczą.

Hossa na giełdach trwa. Inwestorzy czekają raczej na spowolnienie niż krach

Obecny sezon wyników w USA jest jednym z najmocniejszych od lat. Spółki zaskakują pozytywnie, a rynek akcji zachowuje się tak, jakby nie brał pod uwagę ryzyka, które w tle nadal są obecne. Jak więc może przebiegać załamanie?

Wszystko to, cała ta hossa dzieje się w otoczeniu, które trudno nazwać spokojnym. Konflikt w rejonie Zatoki Perskiej trwa od końca lutego, napięcia geopolityczne nie zniknęły, a mimo to sentyment inwestycyjny pozostaje wyjątkowo odporny.

– Rynek zachowuje się tak, jakby patrzył na Wall Street tylko jednym okiem, kierując swoją uwagę tylko na raporty spółek – mówi w rozmowie z MarketNews24 Mikołaj Sobierajski, analityk rynku akcji w XTB. – Wyniki należą do najlepszych od wielu lat. Większość spółek, które do tej pory raportowały swoje wyniki, biło konsensus rynkowy bardzo solidnie.

Zamiast hamowania mieliśmy kontynuację trendu wzrostowego, który coraz wyraźniej rozlewa się na kolejne segmenty rynku. Nie jest to już tylko historia kilku największych spółek, ale szerszy ruch obejmujący wiele branż amerykańskiej gospodarki.

Są też sektory, które pozostają pod presją kosztów, słabszego popytu lub cyklicznych wyzwań i nie uczestniczą w tej hossie w takim stopniu jak liderzy. Jednak to nie one nadają ton całemu rynkowi.

Ton nadają przede wszystkim spółki technologiczne oraz szeroko rozumiany segment Big Tech. To one w praktyce wyznaczają kierunek całego rynku i odpowiadają za znaczną część wzrostów indeksów. Ich wyniki finansowe nie tylko same w sobie są mocne, ale również działają jak katalizator dla całego ekosystemu rynkowego. Widać to szczególnie w rosnących nakładach inwestycyjnych, czyli capexach, które napędzają kolejne ogniwa łańcucha technologicznego.

– Na bazie tych wyników Wall Street puchnie, inwestorzy wierzą w odporność amerykańskich spółek na zagrożenie recesją i nawet spowolnienie ich nie dotyczy – komentuje ekspert XTB.

W centrum uwagi znajduje się sztuczna inteligencja. Popyt na moce obliczeniowe, rozwój centrów danych, rosnące zapotrzebowanie na półprzewodniki i pamięci, wszystko to układa się w jeden spójny cykl inwestycyjny. Ten cykl sam się wzmacnia. Większe inwestycje Big Techów napędzają producentów chipów, a ich rozwój z kolei umożliwia dalszą ekspansję AI.

W efekcie rynek znajduje się w fazie, w której wzrosty mają bardzo silne uzasadnienie narracyjne i częściowo również fundamentalne. Indeksy, w tym Nasdaq, regularnie testują nowe maksima, a każda kolejna fala wyników tylko podtrzymuje przekonanie, że trend pozostaje nienaruszony.

Pojawia się jednak coraz częściej jedno pytanie, które zaczyna przebijać się przez ten optymizm. Dokąd to wszystko zmierza i jak długo indeksy mogą jeszcze bić kolejne rekordy? Bo z jednej strony mamy bardzo silne wyniki, dynamiczne inwestycje i realny technologiczny impuls związany z AI. Z drugiej strony coraz bardziej widoczna jest koncentracja wzrostów wokół kilku największych spółek, co naturalnie rodzi pytania o trwałość i szerokość tego trendu. Taka struktura rynku sprawia, że siła indeksów zależy w dużej mierze od kontynuacji bardzo konkretnej narracji inwestycyjnej.

Na razie jednak rynek nie szuka odpowiedzi na to pytanie w defensywny sposób. Przeciwnie, dominuje podejście „wyżej, wyżej, wyżej”, w którym każda kolejna fala wyników i każda kolejna inwestycja w AI staje się argumentem za dalszym wzrostem. I dopóki ten mechanizm działa, trudno znaleźć naturalny moment, w którym ta narracja miałaby się odwrócić.

Warto przy tym zauważyć, że im dłużej trwa taka faza rynkowa, tym bardziej przesuwa się punkt ciężkości z „czy fundamenty to uzasadniają” na „jak długo jeszcze mogą to uzasadniać”. Rynek zaczyna wtedy funkcjonować w logice samonapędzającego się trendu, gdzie wzrost cen sam w sobie wzmacnia przekonanie o jego trwałości. To z kolei dodatkowo przyciąga kapitał, który nie chce spóźnić się na kolejną falę wzrostów.

– Entuzjazm inwestorów ma nadal uzasadnienie w analizie fundamentalnej, a hossa jest efektem rozlewania się wiary w przyszłość sztucznej inteligencji po wszystkich sektorach – wyjaśnia M.Sobierajski z XTB. – Spoiwem dla tych wzrostów są wydatki inwestycyjne największych Big Techów. To samonapędzający się trend.

Historycznie tego typu fazy hossy często kończą się nie jednym konkretnym wydarzeniem, ale stopniową zmianą narracji. Najpierw pojawia się spowolnienie tempa zaskoczeń wynikowych, później bardziej selektywne reakcje rynku, a dopiero na końcu pełniejsze zakwestionowanie wycen.

Na razie jednak jesteśmy w zupełnie innym punkcie tego cyklu, gdzie każdy kolejny raport i każda inwestycja w AI wzmacnia przekonanie, że „tym razem jest inaczej”, a rynek wciąż znajduje nowe argumenty, by podtrzymywać ruch w górę.

– Bessy bym się nie spodziewał, raczej będziemy mieli do czynienia ze spowolnieniem i wtedy kolejne wyniki kwartalne z mniejszą dynamiką zysków i przychodów staną bardzo ważnym testem na odporność inwestorów – podsumowuje analityk XTB. – Nie będzie nagłego krachu, nie będzie nagłej korekty, ale dojdzie do ostudzenia pozytywnych emocji, jednak jeszcze nie w 2026 roku.

Kto nie zmierzy emisji w łańcuchu dostaw, może przegrać przetarg. Branża FM ma mało czasu

0

Pakiet Omnibus I ograniczył liczbę firm objętych obowiązkiem raportowania ESG, ale nie zmniejszył presji na dane emisyjne w łańcuchu dostaw. Duże organizacje nadal będą oczekiwać od partnerów informacji potrzebnych do raportowania Scope 3. Dla firm z branży facility management zdolność do dostarczania takich danych może w praktyce decydować o udziale w przetargach. Na ten paradoks zwraca uwagę ekspertka Sodexo Polska.

Globalny standard GHG Protocol dzieli emisje gazów cieplarnianych na trzy zakresy. Scope 1 to emisje bezpośrednie z działalności firmy – spalanie paliw w kotłowniach, flotach i instalacjach technologicznych. Scope 2 obejmuje emisje z zakupionej energii elektrycznej, cieplnej i chłodniczej zużywanej w budynkach i procesach. Razem dają jednak zaledwie ułamek rzeczywistego wpływu klimatycznego organizacji.

Nawet 80-90 proc. całkowitego śladu węglowego powstaje w Scope 3 – poza murami firmy: w łańcuchu dostaw, u dostawców, podwykonawców i partnerów. To najszerszy i najtrudniejszy do zmierzenia zakres emisji, obejmujący wszystko, co firma kupuje, zleca oraz pośrednio zużywa. W przypadku nieruchomości przemysłowych chodzi konkretnie o dostawców serwisu technicznego, chemię utrzymania czystości, gospodarkę odpadami, logistykę oraz energię wbudowaną w komponenty używane w całym cyklu eksploatacji obiektu. To właśnie te kategorie, dotąd niewidoczne w bilansie emisji, stają się dziś przedmiotem twardych wymogów regulacyjnych.

Dyrektywa CSRD i standardy ESRS przesuwają punkt ciężkości z raportowania własnych emisji na odpowiedzialność za dane w całym łańcuchu wartości. Dla zarządców nieruchomości, zwłaszcza tych obsługujących duże zakłady pracy, to oznacza jedno: nie wystarczy już wiedzieć, ile zużywa się energii. Trzeba również wiedzieć, skąd pochodzi każdy komponent serwisowany w obiekcie i w jakich warunkach środowiskowych był wyprodukowany – tłumaczy Renata Skowrońska, FM & CSR Expert, Sodexo Polska.

Fabryka, nie biurowiec

Duże zakłady pracy – takie jak fabryki, kampusy produkcyjne czy obiekty logistyczne – to szczególnie złożone środowisko z perspektywy Scope 3. Wolumen zużywanych materiałów eksploatacyjnych, liczba dostawców serwisu technicznego, skala gospodarki odpadami: każda z tych kategorii generuje emisje, które w świetle CSRD i ESRS muszą być kwantyfikowane i raportowane przez operatora jako część jego łańcucha wartości.

W odpowiedzi na te wymagania wdrażanie systemowych platform ESG oraz metodologii opartych na śladzie węglowym produktu (Product Carbon Footprint) zaczyna być standardem rynkowym. onPozwala to odejść od szacunków na rzecz danych pierwotnych pozyskiwanych bezpośrednio od partnerów i dostawców.

Dostawca drugiego stopnia też ma znaczenie

Złożoność regulacyjna rośnie wraz z dyrektywą CSDDD (należytej staranności przedsiębiorstw w zakresie zrównoważonego rozwoju). Choć jej bezpośrednimi adresatami są największe organizacje, w praktyce wywiera ona presję na cały łańcuch wartości. Klienci firm FM objęci CSDDD będą wymagać od swoich dostawców usług weryfikacji nie tylko efektywności energetycznej urządzeń, ale również przestrzegania standardów środowiskowych i praw człowieka, także na poziomie produkcji komponentów technicznych czy preparatów chemicznych. Dla zarządców dużych obiektów przemysłowych oznacza to w praktyce konieczność aktualizacji umów serwisowych oraz wdrożenia systemów audytowania dostawców drugiego i trzeciego stopnia.

Paradoks Omnibusa polega na tym, że choć mniej firm ma dziś formalny obowiązek raportowania, presja na dane wcale nie maleje. Duże organizacje objęte CSRD – często będące klientami firm FM – będą wymagać od swoich dostawców danych emisyjnych na potrzeby raportowania Scope 3. Zdolność do ich dostarczenia może być warunkiem utrzymania się w procesach przetargowych.

Podmioty, które potrafią dostarczyć partnerom gotowe, analityczne dowody na swoją rzetelność, zdejmując z nich ciężar ryzyka regulacyjnego, uplasują się wyżej. Pełny monitoring operacyjny przestaje być wymogiem prawnym, a staje się najsilniejszą przewagą konkurencyjną  –  podsumowuje Skowrońska.

Ekspertka Sodexo podkreśla, że praktyczny punkt wyjścia dla zarządców to inwentaryzacja kategorii zakupowych pod kątem emisji: serwis techniczny, chemia, gospodarka odpadami. I weryfikacja, które z tych danych można już dziś pozyskać bezpośrednio od dostawców.

Największa farma PV w portfolio ORLENU gotowa

0

Grupa ORLEN zakończyła rozbudowę farmy fotowoltaicznej w Kleczewie. Największa instalacja PV w portfolio koncernu i jednocześnie jeden z największych tego rodzaju obiektów w Europie Środkowo-Wschodniej osiągnął 250 MW mocy. W ciągu roku farma wyprodukuje energię wystarczającą do zasilenia nawet 100 tys. gospodarstw domowych. Instalacja posiada koncesję Urzędu Regulacji Energetyki (URE) na wytwarzanie energii elektrycznej.

Największa farma fotowoltaiczna ORLEN Kleczew 250 MW

– Konsekwentnie realizujemy największy w historii program inwestycji w polską energetykę, którą zmieniliśmy w wielki plac budowy. Tak powstaje energia jutra, która oznacza niezależność i bezpieczeństwo energetyczne oraz możliwie najniższe ceny energii dla Polaków. Projekt w Kleczewie jest jednym z największych tego typu przedsięwzięć w Europie Środkowo-Wschodniej. To pokazuje skalę i tempo realizowanej przez nas transformacji. Nasze inwestycje zmieniają krajowy miks energetyczny i wyznaczają kierunek rozwoju nowoczesnej energetyki – podkreśla Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Inwestycja Kleczew Solar & Wind, zarządzana przez spółkę Energa Wytwarzanie, powstała na zrekultywowanych terenach pokopalnianych po odkrywkach węgla brunatnego w Wielkopolsce. Obejmuje 250 MW fotowoltaiki oraz 19,2 MW mocy wiatrowej, tworząc jeden z największych w regionie hybrydowych projektów OZE. Połączenie energii ze słońca i wiatru pozwala lepiej wykorzystać infrastrukturę i zwiększa stabilność produkcji energii w zmieniających się warunkach pogodowych. Instalacja została przystosowana do dalszej rozbudowy – warunki przyłączeniowe umożliwiają zwiększenie jej mocy do ok. 334 MW.

Grupa ORLEN rozwija portfel OZE zgodnie ze strategią zakładającą przekroczenie 12 GW mocy zainstalowanej do 2035 roku. Obejmuje ona projekty wiatrowe, fotowoltaiczne, a także biogazowe i biometanowe. Jeszcze w tym roku planowane jest uruchomienie morskiej farmy wiatrowej Baltic Power, następnie realizowane będą kolejne projekty offshore – Baltic East i Baltic West.

Zgodnie ze strategią do 2035 roku uzupełnieniem portfela OZE będą inwestycje w energetykę jądrową, w tym małe reaktory modułowe SMR, które zwiększą stabilność krajowego systemu energetycznego. Rozwój źródeł odnawialnych wspiera również modernizacja infrastruktury sieciowej – w ostatnim roku przyłączono 62 tys. nowych odbiorców oraz 1 GW instalacji OZE, a wydane warunki przyłączeniowe dla kolejnych 2,5 GW instalacji stanowią podstawę do dalszego rozwoju źródeł zeroemisyjnych.

AI Act i NIS2 wymuszą nowe podejście do zarządzania ryzykiem w szpitalach

Debata o ESG w ochronie zdrowia została zdominowana przez narracje o śladzie węglowym. To pomyłka. Prawdziwy driver zmian jest policzalny: w Polsce sam koszt wdrożenia NIS2 w szpitalach szacowany jest na 3,7 mld zł, średnio 4,6 mln zł na placówkę. Globalnie średni koszt naruszenia danych w zdrowiu sięgnął 39 mln zł (9,8 mln USD). W 2024 roku Polska zanotowała 1028 incydentów cyberbezpieczeństwa w sektorze zdrowia – aż 2,5 razy więcej niż rok wcześniej. Dyrektywa CSRD generuje wielomilionowe koszty compliance. A piaskownice regulacyjne AI – wymagane przez AI Act – to jedyne środowisko, w którym te koszty można oszacować i ograniczyć przed wdrożeniem na żywy system.

Według danych Centrum e-Zdrowia (CEZ), Polska zanotowała w 2024 roku 1028 incydentów cyberbezpieczeństwa w sektorze zdrowia – aż 2,5 razy więcej niż w 2023 roku. Do końca sierpnia 2025 roku było ich już 946. Polska jest w europejskiej czołówce państw atakowanych cybernetycznie, m.in. ze względów geopolitycznych.

W marcu 2025 roku celem ataku ransomware padł szpital MSWiA w Krakowie. Rok później, w marcu 2026, zaatakowany został Szpital Wojewódzki w Szczecinie – cyberprzestępcy zażądali kilku milionów dolarów okupu (szacunkowo 16–20 mln zł), prokuratura wszczęła śledztwo. Placówka przeszła na papierowy tryb pracy, ograniczyła przyjęcia i odsyała pacjentów do innych lecznic.

Tymczasem 72% polskich placówek nie dysponuje zespołami ds. cyberbezpieczeństwa, a tylko 25% zapewniło szkolenia w ciągu ostatniego roku. 60% podmiotów nie monitoruje podatności. NFZ oferuje do 900 tys. zł wsparcia – ale ustawa o KSC (NIS2) wygeneruje koszty rzędu 3,7 mld zł dla sektora szpitalnego, średnio 4,6 mln zł na placówkę w 5 lat. Państwo przeznaczyło rekordowe 4 mld zł na cyberbezpieczeństwo w 2025 roku, ale szpitale muszą znaleźć pozostałe środki same.

– Nie potrzebujemy kolejnych deklaracji o zrównoważonym rozwoju. Potrzebujemy narzędzi, które pozwolą każdemu dyrektorowi szpitala zobaczyć w złotówkach, ile kosztuje brak odporności – i ile można zaoszczędzić, testując innowację przed wdrożeniem. Tu wchodzi piaskownica regulacyjna AI (AI Act, Rozp. 2024/1689). Kontrolowane środowisko testowe z nadzorem regulatora. Jej wartość wykracza poza walidację technologiczną – pozwala oszacować trzy wymiary ESG w złotówkach. Nie ślad węglowy budzi dyrektorom szpitali bezsenność, lecz ryzyko operacyjne. W Polsce: 946 incydentów do VIII.2025. Szczecin III.2026: miliony dolarów okupu, tryb papierowy. Na świecie: +15% wizyt na SOR-ach po ransomware (JAMA). Change Healthcare: paraliż rozliczeń w USA. CrowdStrike: wyłączenie usług cyfrowych dla pacjentów. Realna treść ESG w zdrowiu nie polega na raporcie o emisjach. Polega na trzech pytaniach: ciągłość działania (E), bezpieczeństwo pacjenta w kryzysie (S), zdolność zarządzania ryzykiem systemowym (G). To ESG mierzone w złotówkach – wskazuje Michał Dybowski, Prezes Healthcare Poland Foundation, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa i Zrównoważonego Rozwoju Polskiej Federacji Szpitali, Forum Ekspertów Ad Rem.

Europejska dyrektywa bez procesów, standardów i narzędzi pomiaru nie będzie umożliwiać transgranicznej opieki

Dyrektywa 2011/24/UE ustanowiła ramy opieki transgranicznej, ale nie rozwiązała problemu standardów bezpieczeństwa cyfrowego. WHO wskazała 6 zasad etycznego AI – każda ma wymiar kosztowy. Piaskownice regulacyjne pozwalają porównywać rozwiązania między krajami w kontrolowanych warunkach. Dla Polski – jednego z najczęściej atakowanych krajów UE – to szansa na budowanie eksportowalnych kompetencji.

ESG + AI sandbox to jedno równanie kosztowe

ESG w zdrowiu jest równaniem kosztowym. Po jednej stronie: 39 mln zł per naruszenie, 3,7 mld zł za NIS2, 72–240 mln zł za CSRD, 19 dni przestoju. Po drugiej: możliwość oszacowania i konwersji tych kosztów w wartość – w środowisku pomiaru.

Piaskownica AI jest tym środowiskiem. Bez kontrolowanego testowania nie da się oddzielić innowacji obniżającej koszty od innowacji, która je generuje. Bez tego ESG to pusty raport – kosztowny, ale bez wartości.

O sile polskiego systemu zdrowia zdecyduje zdolność do mierzalnego wdrażania innowacji. To test dojrzałości – regulatora, NFZ, federacji szpitali i każdej placówki.

KLUCZOWE FAKTY W ZŁOTYCH

  • 39 mln zł (9,8 mln USD) – średni koszt naruszenia danych w zdrowiu (2024). Prognoza 2026: >48 mln zł
  • 4,6 mln zł – średni koszt NIS2 per szpital w Polsce (5 lat). Łącznie: 3,7 mld zł
  • 028 incydentów cyber w polskim zdrowiu (2024); 946 do VIII.2025
  • 72% polskich placówek nie ma zespołu cyber. 60% nie monitoruje podatności.
  • 72–240 mln zł – koszt zgodności z CSRD dla dużych organizacji
  • 19 dni – średni przestój szpitala po ransomware na świecie
  • AI Act wymaga krajowych piaskownic regulacyjnych – środowisk pomiaru kosztów i ryzyka

Obecny zarząd Fabrity z mandatem na kolejną kadencję

Prezes Tomasz Burczyński oraz Wiceprezes Rafał Graboś będą kierować Grupą Fabrity kolejną kadencję, która rozpocznie się 1 stycznia 2027 roku i potrwa do 31 grudnia 2029 roku.

Rada Nadzorcza pozytywnie ocenia pracę dotychczasowego Zarządu i jego wizję budowania wartości dla akcjonariuszy, dlatego też powierza mu kontynuację misji w kolejnych latach. Uchwała o powołaniu Zarządu została podjęta z wyprzedzeniem czasowym, aby podkreślić stabilność działania Grupy Fabrity, która jest wiarygodnym partnerem dla klientów biznesowych, w tym dużych korporacji czy też dla instytucji państwowych i unijnychmówi Grzegorz Stulgis, Przewodniczący Rady Nadzorczej Fabrity S.A.

Prezes Tomasz Burczyński jest związany z Grupą Fabrity (wówczas K2) od 23 lat, a w roku 2009 współtworzył segment software i rozpoczął zarządzanie nim (spółka Fabrity). Wszedł w skład Zarządu spółki holdingowej w roku 2022, a rok później objął funkcję Prezesa. Tomasz Burczyński to absolwent Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, gdzie ukończył studia na kierunku Metody Ilościowe i Systemy Informatyczne, związany również z Katedrą Ekonometrii, gdzie zajmował się metodami wspomagania decyzji i sztuczną inteligencją oraz z Katedrą Informatyki Gospodarczej, gdzie pracował jako wykładowca. Prezes Burczyński to przedsiębiorca i menedżer z powołania, informatyk z zamiłowania, pasjonat nowych technologii i ich wpływu na biznes. W świecie IT pracował w wielu rolach, począwszy od programisty, konsultanta i analityka, skończywszy na kierowniku projektu, rolach w obsłudze klienta i rozwoju biznesu. Zaangażowany merytorycznie w wiele projektów informatycznych realizowanych dla dużych polskich i międzynarodowych firm, ekspert w dziedzinie nowoczesnej sprzedaży i marketingu B2B.

Wiceprezes Rafał Graboś związany jest z Grupą Fabrity od 20 lat. Rozpoczął karierę od stanowiska analityka IT w projektach dla klientów z branży finansowej i farmaceutycznej, sukcesywnie obejmując role menedżerskie. Dodatkowo wspierał działania zespołu sprzedaży od strony koncepcyjnej i rozwiązaniowej. W latach 2020-2025 pełnił funkcję Wiceprezesa Zarządu Fabrity sp. z o.o. odpowiedzialnego za utrzymanie i rozwój biznesu u aktualnych klientów spółki, realizację planów sprzedaży i rentowności we współpracy z zespołem Delivery Managerów oraz doradztwo strategiczne w projektach dla kluczowych klientów. Od czerwca 2024 r. pełni funkcję Wiceprezesa Zarządu spółki holdingowej Fabrity S.A. Jest absolwentem Universität Leipzig ze stopniem doktorskim Wydziału Informatyki i Matematyki na kierunku Sztuczna Inteligencja, autorem kilku publikacji naukowych, visiting reasearcher na Université de Toulouse, byłym wykładowcą Wojskowej Akademii Technicznej.

Sztuczna inteligencja wymaga nowego sposobu zarządzania firmą

Już ponad dwie trzecie badanych firm przyznaje, że skuteczne i szybkie wprowadzanie AI do organizacji wymaga strategicznego i merytorycznego wsparcia ze strony kadry zarządzającej – wynika z raportu Capgemini The multi-year AI advantage. Oznacza to również, że proces wdrażania sztucznej inteligencji do biznesu nie jest wyłączną domeną działów IT. Kluczowa jest synergia różnych kompetencji organizacyjnych – od IT przez dział prawny i ds. zgodności, po finanse i HR – pod ścisłym nadzorem zarządu.

W wielu firmach sztuczna inteligencja ma potencjał aby stanowić nie tylko wsparcie dla poszczególnych działów. Może wpływać też na sposób podejmowania decyzji przez najwyższe kierownictwo firmy, organizację pracy, produktywność czy relacje z klientami. Oznacza to, że AI przestaje być jedynie kwestią wyboru odpowiedniego systemu, modelu czy infrastruktury, a staje się elementem strategii biznesowej i czynnikiem, który może decydować o konkurencyjności firmy w kolejnych latach.

– Do tej pory wdrażaniem nowych technologii zajmowały się przede wszystkim działy IT, ponieważ to one odpowiadały za infrastrukturę, bezpieczeństwo, integrację systemów i aspekty techniczne. W przypadku AI takie podejście jest jednak niewystarczające. Sztuczna inteligencja nie tylko automatyzuje wybrane procesy, lecz także zmienia sposób, w jaki organizacja analizuje dane, podejmuje decyzje, zarządza ryzykiem i tworzy wartość biznesową. Jej wdrożenie wymaga więc nie tylko kompetencji technologicznych, ale również jasnej wizji, strategicznych priorytetów, zaangażowania kadry zarządzającej oraz odpowiedzialnego nadzoru – komentuje Maciej Korzeniowski, Dyrektor Zarządzający Capgemini Invent w Polsce.

Od narzędzia do sposobu myślenia

Najważniejszym czynnikiem przyspieszającym upowszechnienie się sztucznej inteligencji nie jest sama technologia, ale właściwe przywództwo. Ostatnie badania Capgemini wskazują, że 67% organizacji wskazuje silne wsparcie i jasną wizję kadry zarządzającej jako najskuteczniejszy sposób przyspieszenia wdrażania AI. To sygnał, że firmy, które chcą wyjść poza etap eksperymentów i pojedynczych programów pilotażowych, potrzebują nie tylko narzędzi, modeli i infrastruktury, ale przede wszystkim strategicznego kierunku wyznaczonego na najwyższym szczeblu zarządzania.

W praktyce oznacza to konieczność przesunięcia punktu ciężkości z pytania „kto wdraża technologię” na „kto odpowiada za jej wpływ na firmę”. Eksperci Capgemini Invent zwracają uwagę, że przewagę dzięki AI osiąga się w perspektywie wieloletniej, a nie poprzez realizację pojedynczych projektów. Takie podejście wymaga konsekwencji, wspólnego języka między działami IT a biznesem oraz przywództwa, które potrafi odpowiedzialnie wcielać w życie ambitne plany. Wymaga również adopcji narzędzi przez wszystkich pracowników firmy.

Modele zarządzania AI w firmie

Skuteczne wdrożenie AI nie kończy się jednak na decyzji zarządu ani na zakupie dostępu do narzędzi AI. Kolejnym warunkiem jest stworzenie modelu zarządzania, który łączy różne obszary działalności firmy i jasno określa podział kompetencji. Dane z raportu Capgemini 2026 pokazują, że firmy za kluczowe dla upowszechnienia AI uznają nie tylko odpowiednie podejście kadry zarządzającej, lecz także współpracę z podmiotami zewnętrznymi (na co wskazuje 59% organizacji). Istotne są również jasne ramy nadzoru i zasady etyczne (53%) oraz skalowalna infrastruktura danych (51%).

Ten zestaw czynników dobrze pokazuje, dlaczego AI nie mieści się w tradycyjnym podziale na „biznes” i „IT”. Sztuczna inteligencja wymaga infrastruktury, ale także nowego podejścia do zarządzania danymi, kompetencji, zgodności regulacyjnej, kontroli ryzyka, zmiany procesów i mierzenia efektów biznesowych. W praktyce oznacza to jasno podzielone role w organizacji: dział IT odpowiada za architekturę technologiczną, integrację systemów, cyberbezpieczeństwo i stabilność wdrożeń. Działy prawne i compliance odpowiadają za ocenę zgodności z przepisami, bezpieczeństwo, przejrzystość oraz etyczne konsekwencje użycia AI. Pion finansowy wspiera ocenę zwrotu z inwestycji i weryfikuje rentowność projektów. Dział HR odpowiada za przygotowanie pracowników do zmiany poprzez rozwój kompetencji, szkolenia, nowe modele pracy i łagodzenie obaw zespołu. Menedżerowie wskazują natomiast konkretne problemy, które AI ma rozwiązać, oraz określać oczekiwane efekty – od skrócenia czasu obsługi klienta, przez wzrost produktywności, po poprawę jakości podejmowanych decyzji.

Wdrożenie AI wymaga modelu nadzoru, który ma charakter przekrojowy i obejmuje całą organizację. Jednocześnie procesem tym powinien zarządzać jeden główny decydent, którym w tym przypadku jest zarząd. To na tym najwyższym szczeblu muszą paść odpowiedzi na pytania wykraczające poza kompetencje pojedynczego działu: gdzie AI ma największy potencjał, jaką wartość ma przynieść, jakie ryzyko firma jest w stanie zaakceptować i jak zapewnić jej odpowiedzialny rozwój.

Wdrożenie, które niesie odpowiedzialność

Autorzy raportu zwracają uwagę na jeszcze jeden aspekt – jednym z najważniejszych skutków upowszechnienia się AI jest zmiana charakteru pracy wykonywanej przez ludzi. Sztuczna inteligencja coraz częściej wspiera menedżerów, specjalistów i zespoły operacyjne w analizie informacji, przygotowywaniu rekomendacji, prognozowaniu, obsłudze klientów, tworzeniu treści czy automatyzacji powtarzalnych zadań. W efekcie wpływa nie tylko na procesy, ale także na decyzje podejmowane codziennie w organizacji.

Według danych Capgemini 66% organizacji odnotowuje realną poprawę produktywności i jakości decyzji dzięki współpracy człowieka z AI. To ważny sygnał dla kadry zarządzającej: największy potencjał sztucznej inteligencji nie polega jedynie na zastępowaniu pracy człowieka, ale na rozszerzaniu jego możliwości.

– Taki wpływ na organizację wymaga jednak odpowiedzialnego przywództwa. Jeśli AI zacznie współdecydować o działaniach sprzedażowych, ocenie ryzyka, priorytetach w obsłudze klienta czy optymalizacji procesów, firma musi jasno określić, gdzie kończy się rola algorytmu, a gdzie zaczyna się odpowiedzialność człowieka. Niezbędne jest wypracowanie zasad dotyczących kontroli, przejrzystości, interpretacji wyników oraz podejmowania decyzji w sytuacjach, w których wskazania algorytmów mogą mieć istotne konsekwencje biznesowe lub społeczne – mówi Maciej Korzeniowski, Dyrektor Zarządzający Capgemini Invent w Polsce.

Nie mniej ważny jest wymiar kulturowy. Pracownicy muszą rozumieć, jak korzystać z narzędzi AI, kiedy im ufać, kiedy je weryfikować i jak łączyć ich potencjał z własnym doświadczeniem. Oznacza to konieczność inwestowania w szkolenia, rozwój kompetencji, modyfikację procesów oraz budowanie zaufania do nowych metod pracy. W przeciwnym razie sztuczna inteligencja zamiast stanowić wsparcie w poprawie efektywności i jakości podejmowanych decyzji, może być postrzegana jako narzędzie kontroli albo zagrożenie dla miejsc pracy.

Ocena skuteczności

Jak zatem zmierzyć sukces wdrożenia i sprawdzić, czy AI faktycznie poprawia wyniki firmy – zwiększa efektywność, przyspiesza podejmowanie decyzji, obniża koszty, wzmacnia relacje z klientami albo generuje nowe źródła przychodów?

Dane Capgemini pokazują, że organizacje coraz częściej patrzą na AI właśnie przez pryzmat wymiernych korzyści. 73% firm wskazuje, że głównymi miernikami sukcesu strategii są wskaźnik zwrotu z inwestycji (ROI) oraz wartość biznesowa płynąca z inicjatyw AI. Jednocześnie 68% organizacji mierzy liczbę wdrożonych lub rozwijanych scenariuszy użycia, a kolejne 68% analizuje potencjalny wzrost przychodów wynikający z zastosowania AI.

– Taki sposób oceny przesuwa odpowiedzialność za AI w stronę działów biznesowych, finansowych i strategicznych. Jeśli kluczowymi wskaźnikami efektywności (KPI) są zwrot z inwestycji, przychody i skala wykorzystania, to nie można rozliczać z nich wyłącznie działu technologii. Pion IT może zapewnić sprawność systemów, bezpieczeństwo, integrację i dostęp do infrastruktury, ale nie powinien samodzielnie odpowiadać za końcowy wynik biznesowy. O tym, gdzie AI ma największy potencjał, muszą decydować ci, którzy odpowiadają za wyniki, relacje z klientami, procesy i alokację kapitału – dodaje Maciej Korzeniowski, Dyrektor Zarządzający Capgemini Invent w Polsce.

Sztuczna inteligencja nie jest już (i nie może być) jedynie dodatkiem do systemów IT ani eksperymentem prowadzonym na marginesie działalności firmy. Dlatego pytanie o odpowiedzialność za AI jest w rzeczywistości pytaniem o to, kto odpowiada za przyszły model działania przedsiębiorstwa.

Najskuteczniejszy model wdrażania AI nie polega więc na przeniesieniu odpowiedzialności z działu IT na stronę biznesową, ale na stworzeniu wspólnego mechanizmu nadzoru, w którym każdy obszar ma jasno określoną rolę. Pion IT pozostaje kluczowy, ale nie może być jedyną komórką w organizacji odpowiedzialną za wdrażanie rozwiązań. AI buduje wartość, ale i niesie ze sobą ryzyko dla całej organizacji, dlatego zarządzanie nią musi obejmować wszystkie działy na czele z zarządem.

Univio przechodzi kolejny etap transformacji po inwestycji Value4Capital

Univio konsekwentnie realizuje plan transformacji przygotowany wspólnie z funduszem Value4Capital. W kolejnym etapie firma wzmocniła strukturę zarządzania i na przełomie I i II kwartału powołała dziewięcioosobowy zespół strategiczny. Tworzą go obecni członkowie zarządu: Grzegorz Kuczyński – Chief Executive Officer; Grzegorz Rudno-Rudziński – Chief Growth Officer; Marek Lose – Chief Financial Officer oraz menedżerowie odpowiedzialni za kluczowe obszary działalności, którzy objęli role C-level. W efekcie do teamu dołączyli: Paweł Peryga – Chief Technology Officer; Tomasz Gutkowski – Chief Commercial Officer; Tomasz Konarski – Chief Delivery Officer; Patrycja Maćkowska – Chief Accounting Officer; Daniel Majchrzak – Chief Operations Officer; Marta Jarosik – Chief People Officer. W ramach realizowanej sukcesji docelowa struktura zarządcza firmy zakłada zatrudnienie zewnętrznego menedżera na stanowisko CFO.

Wyższy poziom zarządzania

Nowy zespół już dziś współodpowiada za najważniejsze decyzje w firmie – od strategii, przez kierunki inwestycji, po nadzór nad realizacją celów biznesowych. Uporządkowanie ich ról na poziomie C-level upraszcza proces podejmowania decyzji i wzmacnia pozycję w relacjach z partnerami biznesowymi.

Zmiana oznacza odejście od modelu opartego głównie na założycielach na rzecz bardziej rozproszonego i elastycznego zarządzania, które umożliwia sprawne procesowanie projektów w wybranych obszarach biznesowych. Jest to szczególnie ważne w świecie, w którym technologie – w tym AI – rozwijają się szybciej niż kiedykolwiek, a biznes wymaga szybkich decyzji. Dlatego Univio jako firma technologiczna realizująca kompleksowe projekty transformacji cyfrowej dokonała rewizji modelu zarządzania i sposobu podejmowania strategicznych decyzji.

– Univio rozwija zespół zdolny do kształtowania organizacji “antykruchej” czyli nie tylko adaptującej się do zmian, ale także potrafiącej je wykorzystywać jako źródło przewagi konkurencyjnej. W obecnych realiach wygrywanie na zmienności rynku, dzięki doświadczonemu zespołowi – staje się jednym z kluczowych czynników sukcesu. – mówi Grzegorz Rudno-Rudziński, CGO Univio.

Oferta napędzana możliwościami AI

Jednocześnie udoskonalanie oferty pozostaje głównym czynnikiem zmian w strukturze organizacyjnej spółki. To właśnie kierunek rozwoju usług decyduje o tym, jakie kompetencje są potrzebne w zespole zarządzającym. Rosnąca rola sztucznej inteligencji sprawia, że ta technologia znalazła się w centrum strategii Univio. Firma koncentruje się dziś na dwóch głównych wyzwaniach swoich klientów. Z jednej strony to presja innowacyjności i wdrażanie inwestycji w nowe technologie, z drugiej – presja efektywności operacyjnej związana z lepszym wykorzystaniem zasobów. Biorąc pod uwagę obecne uwarunkowania i konieczność połączenia kompetencji technologicznych wraz ze zrozumieniem biznesu – w Univio powstała nowa rola. Do zespołu C-level jako Chief Technology Officer dołączył Paweł Peryga.

– Przytłoczenie dynamiką zmian w technologii i biznesie, sprawia, że klienci potrzebują nawigowania w tej złożonej rzeczywistości. Oczekują sprawnych rozwiązań i trafnych decyzji, które pozwolą im się rozwijać i adresować wyzwania efektywnie. Gdy technologia szybko staje się powszechna, przewaga z jej adopcji równie szybko znika. Firmy działające wyłącznie reaktywnie zawsze będą o krok za tymi, które budują przewagę z wyprzedzeniem. – mówi Paweł Peryga, CTO Univio. – Jak dodaje: Przywództwo technologiczne nie polega na wdrażaniu wszystkiego, co nowe, ani na podążaniu za każdym trendem – lecz na świadomym wyborze kierunków i odwadze inwestowania zanim rozwiązania staną się oczywiste. Dlatego wykorzystujemy nasze doświadczenie branżowe oraz zaktualizowaną o AI elastyczną ofertę, aby odpowiadać na zmienne potrzeby rynku i dostarczać nowy model współpracy.

Kierunek: Niemcy

Univio realizuje stopniowe przekazanie odpowiedzialności za realizację strategii firmy zespołowi menedżerskiemu wywodzącemu się z organizacji. Obejmuje to nie tylko formalne zmiany, ale też przejmowanie relacji z klientami i odpowiedzialności za rozwój biznesu. W najbliższych miesiącach firma skupi się na realizacji kluczowych celów biznesowych. Priorytety to rozwój działalności zagranicznej szczególnie na rynku niemieckim – oraz budowa skalowalnej i rentownej oferty dopasowanej do nowych realiów technologicznych. W ramach ekspansji zagranicznej do zespołu Univio w Niemczech dołączył Peter Makovitzky jako General Manager Europe. Ma ponad 25 lat doświadczenia w branży software i consultingu, a w przeszłości wspierał procesy technologiczne u takich gigantów jak: Bosch, Synlab, Continental, Scania, Wago, T-Mobile, Coca-Cola, Bayer, Mercedes-Benz czy Jaguar Land Rover. W regionie DACH będzie współpracował z Michaelem Sommerem, Managing Directorem Univio.

Banki z nowym kłopotem frankowym. Przedsiębiorcy coraz aktywniejsi w sądach

Nie tylko konsumenci mają kłopot z kredytami frankowymi. Przedsiębiorcy również coraz częściej stykają się z tym tematem. Klauzule abuzywne występują w umowach zawartych m.in. przez osoby prowadzące JDG, ale też spółki. Szacuje się, że tego typu sprawy stanowią nawet ok. 10-15% portfela wszystkich zobowiązań powiązanych z walutą obcą. Jednak pomiędzy tymi grupami jest zasadnicza różnica. Właściciele firm nie są objęci tak silną ochroną prawną jak konsumenci. Mimo to eksperci podkreślają, że z ich obserwacji wynika, iż przybywa spraw przeciwko bankom i prognozują dalszy wzrost. Do tego linia orzecznicza ewoluuje w kierunku coraz bardziej korzystnym dla przedsiębiorców, co może stanowić dodatkowy bodziec do wzrostu liczby pozwów.

Problem kredytów denominowanych lub indeksowanych do waluty obcej dotyczy również przedsiębiorców, jednak w znacznie mniejszym stopniu niż konsumentów, co podkreśla dr Wanesa Choptiany-Mańka z Uniwersytetu WSB Merito. Ekspertka zaznacza, że większość takich zobowiązań była bowiem zaciągana w celu finansowania potrzeb mieszkaniowych. Nie oznacza to jednak, że przedsiębiorcy w ogóle nie korzystali z tego typu ofert.

– Mówimy o właścicielach firm, którzy zaciągnęli zobowiązania finansowe związane z ich działalnością gospodarczą w latach 2004-2011. Im również proponowano tego rodzaju umowy, prezentując je jako bezpieczne i atrakcyjne rozwiązanie. Możliwe jest ich zakwestionowanie, ale na nieco innych podstawach niż w przypadku tych zawartych przez konsumentów. Najczęściej ww. kredyty były zawierane przez osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą, jednak wśród tej grupy często trafiają się również spółki – komentuje adwokat Milena Mocarska z kancelarii MBM Legal.

Szacuje się, że kredyty przedsiębiorców stanowią około 10-15% portfela wszystkich tego typu zobowiązań powiązanych z walutą obcą, o czym informuje dr hab. Dariusz Kowalski, prof. Uniwersytetu SWPS. Ekspert dodaje, że duża część tzw. umów frankowych zawierała klauzule abuzywne. Przedsiębiorcy mogą dochodzić swoich roszczeń, ale na tzw. zasadach ogólnych. Zatem muszą wykazać niezgodność np. z przepisami kodeksu cywilnego, co jest trudniejsze. Oni nie dysponują tak szerokim zakresem narzędzi prawnych jak konsumenci. Ci ostatni są w obrocie prawnym chronieni w sposób szczególny z uwagi na dysproporcję w pozycji kontraktowej. Przekłada się ona np. na dostęp do informacji.

– Kluczowa różnica polega na tym, że konsumenci objęci są silną, wyspecjalizowaną ochroną prawną, podczas gdy przedsiębiorcy są traktowani jako podmioty profesjonalne, świadome ryzyk związanych z zawieranymi umowami. W konsekwencji mają oni ograniczony dostęp do instrumentów ochronnych, co utrudnia im skuteczne kwestionowanie umów. Mimo to w praktyce coraz częściej podejmują próby ich podważania, odwołując się do ogólnych zasad prawa cywilnego – analizuje dr Choptiany-Mańka.

Z kolei mec. Mocarska zaznacza, że coraz więcej przedsiębiorców decyduje się na wystąpienie z roszczeniami przeciwko bankom w związku z kredytami waloryzowanymi do walut obcych. Jak twierdzi ekspertka z MBM Legal, wiele spraw jest wciąż w toku, jednakże przeważnie zmierzają one w kierunku rozstrzygnięcia korzystnego dla kredytobiorcy. Świadczy o tym chociażby postawa sądów tuż po złożeniu pozwu. Wówczas często wydają postanowienia o zabezpieczeniu roszczeń poprzez zawieszenie obowiązku spłaty rat kredytu na czas trwania postępowania.

– Prawo nie jest zerojedynkowe i powstają pewne wątpliwości w sprawach na pograniczu, np. w sytuacji gdy przedsiębiorca będący osobą fizyczną zwiera umowę zwierającą klauzule abuzywne, ale nie w 100% w ramach swojej profesjonalnej działalności. Sądy nie stosują tu automatyzmu. W sytuacjach takich zawsze każdy przypadek trzeba badać indywidualnie – wyjaśnia dr hab. Kowalski.

Natomiast ekspertka z WSB Merito zwraca uwagę na ostatnie głośne wyroki TSUE w zakresie tzw. spraw frankowych. Co do zasady te orzeczenia nie mają formalnie bezpośredniego zastosowania do przedsiębiorców, opierają się na przepisach prawnych chroniących wyłącznie konsumentów. Mają za to znaczenie pośrednie, wyznaczają ogólne standardy przejrzystości postanowień w umowach kredytowych oraz konieczności zachowania równowagi kontraktowej. Ponadto wyraźnie podkreślają zakaz stosowania mechanizmów pozwalających na jednostronne, dowolne kształtowanie świadczenia. Na takie standardy przedsiębiorcy mogą z powodzeniem powoływać się w swoich sprawach.

– W pewnym sensie przełomowa dla przedsiębiorców z perspektywy czasu okazała się uchwała Sądu Najwyższego z 28 kwietnia 2022 roku w sprawie o sygn. III CZP 40/22. Przesądzono w niej nieważność umów kredytowych waloryzowanych do walut obcych. Ta uchwała pozwala na skuteczne podnoszenie w procesach sądowych, że nie tylko abuzywność postanowień umów kredytów frankowych zawartych przez konsumenta może być podstawą uznania takich umów za nieważne – stwierdza mec. Milena Mocarska.

Zdaniem dr Choptiany-Mańki, linia orzecznicza w sprawach przedsiębiorców ewoluuje w kierunku jeszcze bardziej korzystnym dla tej grupy kredytobiorców. Sądy coraz częściej dopuszczają możliwość kwestionowania umów także poza reżimem ochrony konsumenckiej. Według ekspertki, szczególne znaczenie ma wyrok Sądu Najwyższego z 12 września 2025 roku (II CSKP 643/25). Potwierdzono w nim możliwość unieważnienia całej umowy kredytu frankowego zawartej przez przedsiębiorcę, a nie tylko konkretnych postanowień odnoszących się do waluty obcej, np. dowolności w ustalaniu kursu walut przez kredytodawców. Orzeczenie to potwierdziło trend, w którym przedsiębiorcy zyskują realne narzędzia do podważania ważności takich umów kredytowych.

– W mojej ocenie należy spodziewać się wzrostu liczby spraw, ponieważ kolejne korzystne wyroki motywują przedsiębiorców do podjęcia kroków prawnych. Będzie on zapewne stopniowy, ponieważ linia orzecznicza dopiero się kształtuje. Nowe korzystne orzeczenia sądów mogą powodować sukcesywny zwrot zainteresowania zainicjowaniem postępowań przez kolejnych przedsiębiorców – dodaje ekspertka z kancelarii MBM Legal.

Dr Wanesa Choptiany-Mańka również spodziewa się wzrostu liczby spraw z udziałem przedsiębiorców, którzy dopiero zaczynają aktywnie dochodzić swoich roszczeń. W opinii ekspertki z WSB Merito, jednym z kluczowych czynników jest ugruntowanie się korzystnej linii orzeczniczej, obejmującej już nie tylko konsumentów. To zachęca przedsiębiorców do występowania na drogę sądową oraz zwiększa ich świadomość prawną jako kredytobiorców.

Odszkodowania pod przyszłe lotnisko Port Polska. Wojewoda wydał już decyzje na ponad 164 mln zł

Mazowiecki Urząd Wojewódzki w Warszawie prowadzi postępowania odszkodowawcze dotyczące nieruchomości objętych decyzją lokalizacyjną dla przyszłego lotniska Port Polska. Na zlecenie urzędu, niezależni rzeczoznawcy majątkowi opracowali wyceny wszystkich nieruchomości. Następnie operaty szacunkowe przekazano do wszystkich osób posiadających tytuł prawny do nieruchomości. Proces odszkodowawczy dotyczy działek zabudowanych i niezabudowanych. Działki, na których znajdują się budynki mieszkalne stanowią 8 % wszystkich działek.PORT POLSKA

Proces odszkodowawczy przy inwestycji Port Polska jest największym od lat tego rodzaju procesem realizowanym przez Mazowiecki Urząd Wojewódzki w Warszawie. Dotyczy on 887 działek, w tym 75 działek zabudowanych budynkami mieszkalnymi. Punktem wyjścia było zlecenie sporządzenia operatów szacunkowych, czyli wycen nieruchomości przez niezależnych rzeczoznawców majątkowych. Dla wszystkich działek sporządzono 543 operaty szacunkowe, które zostały wysłane do osób posiadających udokumentowane prawo do nieruchomości (własność lub użytkowanie wieczyste), a także spółki Centralny Port Komunikacyjny. Co ważne, operat nie jest jeszcze decyzją o odszkodowaniu.

Po otrzymaniu operatu szacunkowego właściciel ma prawo odnieść się do zaproponowanej wyceny. Takie samo prawo przysługuje spółce realizującej inwestycję. Ewentualne zastrzeżenia są następnie analizowane. Dopiero po analizie całości sprawy Wojewoda Mazowiecki wydaje decyzję odszkodowawczą. Na podstawie tej decyzji właściciel nieruchomości może wnioskować o wypłatę zaliczki w wysokości 85 % odszkodowania. Osoba z tytułem prawnym do nieruchomości dalej ma prawo do dochodzenia większego odszkodowania w ścieżce odwoławczej od decyzji wojewody.

Wydanie decyzji o wysokości odszkodowania jest kilkuetapowym, transparentnym procesem, prowadzonym z poszanowaniem prawa do aktywnego udziału właścicieli w postępowaniu. Decyzję poprzedza zapoznanie się stron z operatem szacunkowym, możliwość składania uwag, analiza uwag przez rzeczoznawcę, a także ewentualnie wykonanie operatu zamiennego. Dopiero zakończenie procesu składania uwag do operatu umożliwia wydanie decyzji odszkodowawczej.

Wojewoda Mazowiecki wydał dotychczas 210 decyzji odszkodowawczych na łączną kwotę ponad 164 mln zł. Na dzień 18 maja proces wydawania decyzji o odszkodowanie lub umorzenie zrealizowany jest na poziomie 43,21 %.

Dla wielu operatów szacunkowych nie minął jeszcze czas na zgłoszenie ewentualnych zastrzeżeń. Mazowiecki Urząd Wojewódzki w Warszawie będzie sukcesywnie wydawał decyzje odszkodowawcze w sprawach, w których dobiegł końca termin na odniesienie do operatów i analiza zastrzeżeń. Priorytetowo traktowane są sprawy dotyczące nieruchomości zabudowanych oraz te, które mają bezpośrednie znaczenie dla sytuacji życiowej mieszkańców.

Jednocześnie informujemy, że właściciele mają zagwarantowane prawo do korzystania z nieruchomości jeszcze przez 120 dni od ostateczności decyzji lokalizacyjnej dla inwestycji.

Krakowski rynek biurowy pod presją niższego popytu, ale bez wzrostu pustostanów

Krakowski rynek biurowy utrzymał stabilne fundamenty w I kwartale 2026 roku, pomimo wyraźnego spadku aktywności najemców po rekordowym 2025 roku. Stabilny poziom pustostanów, ograniczona nowa podaż oraz rosnący udział nowych umów i ekspansji potwierdzają odporność największego regionalnego rynku biurowego w Polsce.

Zasoby biurowe Krakowa wynoszą 1,85 mln mkw., co odpowiada około 14% całkowitej powierzchni biurowej w Polsce. W I kwartale 2026 roku zarówno wskaźnik pustostanów, jak i czynsze wywoławcze pozostały stabilne, mimo niższego wolumenu najmu.

Niska nowa podaż ogranicza dostępność nowoczesnych biur w Krakowie

Aktywność deweloperska w Krakowie, podobnie jak na większości regionalnych rynków biurowych w Polsce, pozostaje bardzo ograniczona. W I kwartale 2026 roku ukończono jedynie jeden projekt – Fabryczna Office Park B7 o powierzchni około 8 000 mkw..

Obecnie w budowie znajduje się około 50 000 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, z czego ponad połowa ma zostać oddana jeszcze w tym roku. Największym realizowanym projektem pozostaje Tischnera Green Park (24 000 mkw.), którego ukończenie planowane jest na koniec 2027 roku.

„Krakowski rynek biurowy funkcjonuje obecnie w warunkach bardzo ograniczonej nowej podaży. Niska aktywność deweloperska będzie w kolejnych kwartałach wspierać stabilizację rynku oraz stopniowe ograniczanie dostępności nowoczesnej powierzchni,” – komentuje Dorota Lachowska, dyrektor działu badań rynku w Knight Frank.

Nowe umowy dominują w strukturze popytu

W I kwartale 2026 roku wynajęto w Krakowie niespełna 17 000 mkw. powierzchni biurowej, co oznacza spadek o 66% rok do roku po bardzo mocnym poprzednim roku. Mimo niższego wolumenu struktura popytu pozostaje pozytywnym sygnałem dla rynku.

Nowe umowy odpowiadały za 60% całkowitego wolumenu najmu, a udział ekspansji wzrósł do 12%. Wskazuje to na większą gotowość firm do podejmowania nowych decyzji dotyczących powierzchni biurowej oraz dalszego rozwoju działalności w Krakowie.

Rynek najmu nadal napędzają przede wszystkim firmy z sektora usług dla biznesu (21%) oraz branży IT (17%), jednak w pierwszym kwartale istotną rolę odegrał również sektor produkcyjny, który odpowiadał za niemal jedną trzecią podpisanych umów (32%).

„Pomimo chwilowego spowolnienia aktywności najemców obserwujemy rosnący udział nowych umów i ekspansji, co potwierdza, że firmy nadal postrzegają Kraków jako atrakcyjną lokalizację do rozwoju biznesu,” – dodaje Monika Sułdecka-Karaś, partner, dyrektor regionalna w Knight Frank.

Pustostany w centrum Krakowa pozostają wyraźnie niższe

Na koniec I kwartału 2026 roku wskaźnik pustostanów w Krakowie wyniósł 18,4% i pozostał praktycznie niezmieniony względem poprzedniego kwartału. Stabilizacja poziomu pustostanów wynikała m.in. z rosnącego udziału rozszerzeń oraz ograniczonej nowej podaży.

Rynek pozostaje jednak wyraźnie spolaryzowany. Najlepszą sytuację obserwuje się w centralnych lokalizacjach, gdzie poziom pustostanów wynosi jedynie 9,8%.

W perspektywie kolejnych kwartałów niska aktywność deweloperska oraz utrzymujący się udział nowych umów i ekspansji powinny sprzyjać dalszej stabilizacji rynku.

Czynsze biurowe w Krakowie utrzymują stabilny poziom

W I kwartale 2026 roku czynsze wywoławcze w nowoczesnych biurowcach w Krakowie pozostawały stabilne i najczęściej mieściły się w przedziale od 10 do 18 EUR/mkw./miesiąc. W najbardziej prestiżowych projektach stawki przekraczały górną granicę tego zakresu.

Stabilne pozostawały również opłaty eksploatacyjne, które wynosiły od 16 do 29 PLN/mkw./miesiąc, w zależności od standardu budynku i zakresu oferowanych usług.

Fabrity proponuje 2,5 zł dywidendy za 2025 rok

Około 10% może wynieść stopa dywidendy technologicznej Grupy Fabrity [GPW: FAB]. Wniosek Zarządu w tej sprawie został już pozytywnie zaopiniowany przez Radę Nadzorczą, a finalne decyzje co do dywidendy podejmie w czerwcu Walne Zgromadzenie.

Propozycja Zarządu Fabrity oznacza łącznie blisko 7 mln zł dywidendy i wpisuje się w długoterminową politykę dywidendową spółki.

Nasza działalność operacyjna generuje gotówkę i nie wymaga istotnych nakładów inwestycyjnych, dzięki czemu możemy wypłacać naszym akcjonariuszom relatywnie wysokie dywidendy nawet za okres gorszej koniunktury, jaką obserwowaliśmy w zeszłym roku. W roku 2026 zamierzamy powrócić na ścieżkę biznesowego wzrostu i kontynuować zdywersyfikowany rozwój, co w mojej ocenie jest dodatkową korzystną informacją dla inwestorów wskazuje Tomasz Burczyński, Prezes Zarządu Fabrity S.A.

Fabrity z możliwą dywidendą 2,50 zł znalazłaby się w gronie spółek z GPW o najwyższej stopie dywidendy, biorąc pod uwagę wartość tego wskaźnika około 10% na bazie kursy akcji sprzed publikacji raportu na temat rekomendacji Zarządu co do dywidendy za rok 2025. Za poprzednie cztery lata obrotowe Fabrity wypłaciła aż 19,95 zł dywidend na akcję oraz przeprowadziła skup akcji własnych o wartości 7,7 mln zł, co jednak było tylko w części efektem powtarzalnego biznesu (sprzedaż spółek spoza core-businessu oraz zwrot CIT).

Firmy mają strategie AI, ale rzadko widzą zwrot z inwestycji. Nowy raport KPMG pokazuje skalę problemu

Niemal wszystkie badane przez KPMG organizacje na świecie posiadają już strategię AI, a ponad dwie trzecie deklaruje, że sztuczna inteligencja dostarcza mierzalną wartość biznesową. Jednocześnie jedynie 8% firm osiągnęło realny zwrot z inwestycji, a zaledwie 11% można uznać za liderów AI zdolnych do skutecznego skalowania tej technologii w całej organizacji. Z raportu KPMG International „Global AI Pulse Q1 2026” wynika, że największym wyzwaniem nie jest już dostęp do narzędzi AI, lecz integracja technologii z procesami biznesowymi, strukturą organizacyjną i sposobem podejmowania decyzji. Polska nie jest wyjątkiem od tej tendencji – eksperci KPMG obserwują ten sam schemat u rodzimych klientów.

Raport „Global AI Pulse Q1 2026” inauguruje cykliczne badanie KPMG International mierzące poziom dojrzałości organizacji w zakresie wykorzystania sztucznej inteligencji. Analiza pokazuje podział między organizacjami, które potrafią przełożyć inwestycje w AI na trwałą wartość biznesową, a firmami, które mimo rosnących budżetów nadal nie osiągają skalowalnych efektów.

Skala wdrożeń nie gwarantuje sukcesu

Z badania KPMG wynika, że niemal cztery na dziesięć organizacji znajduje się już na etapie szerokiego wdrażania AI, jednak większość z nich nadal nie osiąga wymiernych rezultatów biznesowych. Problemem nie jest brak ambicji ani ograniczony dostęp do technologii, lecz sposób wdrażania AI.

Firmy najczęściej nakładają nowe rozwiązania na istniejące struktury organizacyjne, zamiast modyfikować model operacyjny. Tymczasem firmy uznane za liderów AI koncentrują się na budowie zintegrowanych systemów, które łączą dane, procesy i decyzje w skali całego przedsiębiorstwa.Global AI Pulse Q1 2026

Dane z raportu „Global AI Pulse Q1 2026” pokazują, że liczba pilotaży nie jest miarą sukcesu. W Polsce obserwujemy szybki wzrost zainteresowania AI – firmy intensywnie eksperymentują z generatywną AI, automatyzacją procesów i asystentami językowymi. Wiele z tych inicjatyw przynosi bardzo dobre wyniki na poziomie pojedynczych procesów. Wyzwanie pojawia się jednak w momencie skalowania.

W praktyce doradczej widać ten sam schemat, który raport identyfikuje globalnie: sztuczna inteligencja jest dokładana do istniejących struktur, zamiast prowadzić do ich przebudowy. Organizacje próbują wykorzystywać AI, by robić to samo, co dotychczas, tylko szybciej i taniej. Tymczasem realna wartość pojawia się jako rezultat przeprojektowania sposobu podejmowania decyzji, lepszej koordynacji procesów między działami oraz budowy modelu pracy opartego na współpracy ludzi i AI. To wymaga zmian w obszarach takich jak governance, systemy motywacyjne czy podział odpowiedzialności – komentuje Leszek Ortyński, Dyrektor, Lider ds. AI i Data Science w KPMG w Polsce.

Governance i bezpieczeństwo stają się warunkiem skalowania AI

Raport KPMG pokazuje również, że trzy czwarte badanych menedżerów wskazuje kwestie bezpieczeństwa i ryzyka jako jedne z głównych barier dalszego rozwoju AI. Najczęściej wymieniane wyzwania dotyczą ochrony prywatności danych i cyberbezpieczeństwa (po 42% wskazań), jakości danych (34%) oraz niepewności regulacyjnej (31%).

Organizacje osiągające najwyższą dojrzałość AI traktują jednak governance nie jako element ograniczający innowacje, lecz jako fundament umożliwiający skalowanie technologii. Firmy, które integrują zarządzanie ryzykiem bezpośrednio z architekturą systemów AI, szybciej osiągają kontrolę nad wdrożeniami i lepiej wykorzystują potencjał nowych rozwiązań.

Polskie firmy mają solidne fundamenty: silne kompetencje technologiczne i pragmatyczne podejście do inwestycji. Dodatkowo rosnąca presja regulacyjna w Unii Europejskiej – w szczególności AI Act oraz regulacje takie jak DORA w sektorze finansowym – wymusza budowę governance równolegle z wdrożeniami. Jak pokazuje raport, tworzenie struktur governance pozwala jasno określić zasady odpowiedzialności, kontroli i nadzoru, a tym samym wspiera efektywne skalowanie AI. Największym wyzwaniem pozostaje jednak fragmentaryczność danych oraz starsze, często rozproszone systemy IT, które utrudniają skalowanie AI w całej organizacji.

Kluczowa rekomendacja jest prosta sukces AI należy mierzyć wpływem na wyniki biznesowe, a nie liczbą wdrożonych narzędzi. Równie istotne jest zrozumienie, że governance i kompetencje pracowników są fundamentem, nie dodatkiem. To właśnie te obszary zadecydują o trwałej przewadze konkurencyjnej – dodaje Leszek Ortyński, Dyrektor, Lider ds. AI i Data Science w KPMG w Polsce.

Kompetencje pracowników pozostają najsłabszym ogniwem

Jednym z najbardziej niepokojących wniosków płynących z raportu jest niski poziom gotowości pracowników do funkcjonowania w środowisku opartym na AI. Tylko 22% respondentów deklaruje wysoką pewność, że ich pracownicy są w stanie sprostać wymaganiom środowiska opartego na AI.

Jednocześnie firmy, które są przekonane o gotowości swoich zespołów, niemal czterokrotnie częściej osiągają mierzalne efekty biznesowe niż organizacje mające braki kompetencyjne.

Różne sektory, różne tempo dojrzewania AI

Najbardziej zaawansowanym sektorem pod względem wykorzystania AI pozostaje sektor TMT (Technologia, Media i Telekomunikacja). Organizacje z tego obszaru coraz częściej budują architektury AI-natywne, integrując systemy wieloagentowe z kluczowymi procesami biznesowymi.

Sektor finansowy rozwija AI bardziej ostrożnie ze względu na wysokie wymogi regulacyjne i compliance, koncentrując się na modelach governance wspierających wdrożenia. Handel i dobra konsumenckie skupiają się przede wszystkim na wykorzystaniu AI w sprzedaży, marketingu i zarządzaniu doświadczeniem klienta, natomiast sektor ochrony zdrowia mierzy się głównie z wyzwaniami dotyczącymi zaufania, odpowiedzialności i ryzyka klinicznego.

Pełna treść raportu dostępna jest na stronie: Global AI Pulse Q1 2026

O raporcie:

„Global AI Pulse Q1 2026” to pierwsza edycja cyklicznego badania KPMG International poświęconego poziomowi zaawansowania wykorzystania sztucznej inteligencji w globalnym biznesie. Badanie realizowane jest kwartalnie i analizuje przejście organizacji od pojedynczych wdrożeń do skoordynowanego zarządzania AI na poziomie całego przedsiębiorstwa. Badanie przeprowadzono metodą ankiety online w okresie od 19 lutego do 17 marca 2026 r. Próba objęła 2110 członków kadry zarządzającej i menedżerów wyższego szczebla z organizacji o rocznych przychodach przekraczających 100 mln USD. Respondenci reprezentowali 20 krajów i osiem sektorów gospodarki, w tym technologię, usługi finansowe, produkcję, handel i dobra konsumenckie, ochronę zdrowia, energetykę oraz nieruchomości i budownictwo.

Gold Butter Index bije rekord. Gram złota wart ponad 100 kostek masła. Symboliczna bariera została przełamana

Ceny złota nie przestają zaskakiwać, a masło, choć nieco droższe niż w marcu,  pozostaje relatywnie tanie w porównaniu do szczytów inflacyjnych. Efekt? Przygotowywany z lekkim przymrużeniem oka, Gold Butter Index (GBI) w pierwszym kwartale 2026 roku po raz pierwszy w historii przekroczył barierę 100 punktów, osiągając w marcu poziom 113,5 kostki za gram kruszcu.

GBI GM

Jeszcze pod koniec 2025 roku zanotowaliśmy rekordowe 71 kostek za gram złota. Dane za pierwsze miesiące 2026 roku pokazują jednak, że tempo, w jakim złoto „ucieka” cenom żywności, gwałtownie przyspieszyło. Średni odczyt GBI za cały pierwszy kwartał 2026 roku wyniósł 102,7.

Gold Butter Index to wskaźnik, który pokazuje, ile 200-gramowych kostek masła można kupić za 1 gram złota. Luty i marzec 2026 roku przyniosły istotny przełom. Wskaźnik wyniósł odpowiednio 113,48 oraz 113,51.

Przekroczenie poziomu 100 kostek to moment symboliczny. Pokazuje on, jak drastycznie może zmienić się siła nabywcza w krótkim czasie, gdy czynniki geopolityczne windują ceny kruszcu, a rynek dóbr konsumpcyjnych szuka nowej równowagi – komentuje Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver i Goldenmark. – Nawet jeśli w kwietniu odnotowaliśmy lekką korektę do poziomu 97,6, trend pozostaje jasny: złoto wciąż pełni rolę potężnego zabezpieczenia wartości, reagując na ryzyka znacznie szybciej niż standardowy koszyk zakupowy – dodaje Tekliński.

Za rekordowe odczyty odpowiada przede wszystkim cena złota, która w lutym 2026 roku osiągnęła poziom 606 PLN za gram. W tym samym czasie cena masła ustabilizowała się na znacznie niższym poziomie niż w latach ubiegłych, oscylując w marcu nieco poniżej 5 PLN za kostkę (uśrednione dane pochodzą portalu dlahandlu.pl).

– Nasz indeks powstał z przymrużeniem oka, ale dostarcza ciekawych wniosków i danych, które obrazują realny wpływ zmienności cen na nasze życie, oraz to jak chronić wartość naszych pieniędzy – mówi Marta Dębska, ekspertka Goldsaver i Goldenmark. – Relatywnie tanie masło to efekt normalizacji kosztów produkcji i dużej konkurencji między sieciami handlowymi. Z perspektywy konsumenta to dobra wiadomość przy kasie, ale z perspektywy oszczędzającego to sygnał, że tradycyjne waluty tracą dystans do realnych aktywów, takich jak metale szlachetne – wyjaśnia Dębska.

Co dalej z GBI? Choć dane z kwietnia 2026 wskazują na lekkie uspokojenie nastrojów (spadek ceny złota do 537 PLN i wzrost ceny masła do 5,50 PLN), GBI wciąż utrzymuje się na poziomie bliskim 98 – czyli znacznie wyższym niż średnia z całego 2025 roku. Eksperci wskazują, że wysoki poziom indeksu może stać się „nową normalnością”, odzwierciedlającą zmiany w globalnej gospodarce.

Konsumpcja wspiera rozwój handlu. Polska jednym z najszybciej rosnących rynków w Europie

0

Rynek handlowy w Polsce utrzymuje trend wzrostowy, wspierany przez stabilne fundamenty makroekonomiczne. Aktywność deweloperów i najemców pozostaje wysoka – wskazują dane CBRE. W pierwszym kwartale 2026 r. sektor handlowy przyciągnął niemal jedną trzecią całej wartości inwestycji w nieruchomości komercyjne. Rozwojowi rynku sprzyja znaczna skłonność konsumentów do zakupów. Według prognoz Oxford Economics wzrost wydatków Polaków w 2026 r. sięgnie 3,3 proc. w ujęciu rocznym, co stawia nas na drugim miejscu w Europie, za Węgrami.

Tylko w pierwszym kwartale 2026 r. w sektor handlowy zainwestowano blisko 320 mln euro, czyli 31 proc. całego wolumenu ulokowanego w nieruchomości komercyjne. Plany deweloperów na kolejne miesiące pozostają ambitne – łącznie w tym i przyszłym roku może przybyć ponad 1 mln mkw. powierzchni handlowej.

Rosnące wydatki konsumentów oraz ambitne plany ekspansji najemców handlowych przekładają się na aktywność deweloperów. Według planów tylko w 2026 roku na rynek ma trafić jeszcze około 650 tys. mkw. nowej powierzchni handlowej. Obserwujemy także coraz wyraźniejszy zwrot w stronę jakości. Ten trend jest już bardzo widoczny w centrach handlowych i stopniowo zaczyna umacniać się także w parkach mówi Anna Wysocka, szefowa działu handlowego w CBRE.

Parki handlowe nie zwalniają, centra stawiają na nową jakość

Parki handlowe pozostają dominującym formatem inwestycyjnym i odpowiadają za 92 proc. powierzchni znajdującej się obecnie w budowie. Co istotne, rozwój nie ogranicza się wyłącznie do małych formatów convenience – realizowane są również większe projekty, a 13 inwestycji przekracza 15 tys. mkw. powierzchni.

Pomimo silnej koncentracji nowych inwestycji wokół parków handlowych, centra handlowe nadal utrzymują dobrą pozycję rynkową. Ich właściciele aktywnie zarządzają aktywami, szczególnie w zakresie repozycjonowania obiektów, realizacji celów ESG oraz dostosowywania oferty do zmieniających się potrzeb konsumentów i operatorów handlowych. Właściciele centrów handlowych rozwijają miks najemców przede wszystkim w segmentach gastronomii, mody oraz rozrywki.

Konsumpcja trzyma rynek na wysokich obrotach

Przy inflacji bliskiej celowi inflacyjnemu (3,2 proc. r/r w kwietniu br.) oraz prognozowanym przez Oxford Economics wzroście wydatków konsumenckich o 3,3 proc. w 2026 roku, Polska pozostaje jednym z najszybciej rozwijających się rynków konsumenckich w Europie. Szybsze tempo wzrostu notują jedynie Węgrzy (3,4 proc.), a na trzecim miejscu znalazły się Czechy i Hiszpania (po 2,9 proc.). Pierwszą piątkę zamyka Norwegia.

– Polska pozostaje dziś jednym z najsilniejszych rynków wzrostu konsumenckiego w Europie. Dodatkowo dzięki korzystnym warunkom makroekonomicznym nasz kraj nadal postrzegany jest przez nowe marki jako atrakcyjny rynek wejścia, szczególnie w segmentach mody, sportu oraz gastronomii. Jednym z najnowszych debiutów jest marka odzieżowa Lululemon, która otworzyła swój pierwszy sklep w Polsce w centrum Westfield Arkadia w Warszawie dodaje Anna Wysocka, CBRE.

Sprzedaż danych Cloud Technologies wzrosła w marcu o 28% rdr. Data Curation nowym motorem wzrostu

Cloud Technologies, notowana na głównym rynku GPW spółka technologiczna działająca na globalnym rynku danych dla reklamy internetowej, zwiększyła w marcu 2026 r. sprzedaż danych do kluczowych klientów o 28 proc. rdr. To kolejny miesiąc z wysoką, dwucyfrową dynamiką wzrostu w kluczowym obszarze działalności Spółki. Około 80% przychodów Cloud Technologies pochodzi z rynku USA.

– Pierwsze miesiące 2026 r. potwierdzają, że przejście na sprzedaż danych pod własnymi brandami było właściwą decyzją strategiczną i przynosi oczekiwane efekty. W pierwszym kwartale br. w każdym miesiącu notowaliśmy ponad 25% dynamikę sprzedaży danych. Spodziewamy się utrzymania tego pozytywnego trendu również w kolejnych miesiącach. Równolegle bardzo dobrze rozwija się Data Curation, nasz nowy produkt zapowiedziany w strategii, który zwiększa potencjał monetyzacji posiadanych przez nas danych i wpływa na raportowaną dynamikę sprzedaży. Wstępne dane za kwiecień pokazują, że przychody z Data Curation mogą stanowić do ok. 15% szacunkowych skonsolidowanych przychodów Grupy za ten miesiąc, podczas gdy w marcu 2026 r. ich udział nie przekraczał 3%. To pokazuje, że nowy produkt zaczyna generować przychody o skali istotnej z punktu widzenia całej grupy kapitałowej i może stać się jednym z ważnych motorów wzrostu w kolejnych okresach – mówi Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Przyjęta w lutym 2026 r. Strategia 2026+ zakłada dalszy rozwój sprzedaży danych przy utrzymaniu wysokiej rentowności biznesu. Jednym z kluczowych elementów strategii jest odejście od modelu white-label na rzecz sprzedaży danych pod własnymi markami, co ma zwiększać skalę biznesu, poprawiać ekonomię sprzedaży i rozszerzać rynek adresowalny.

Cloud Technologies zamierza dalej rozwijać kanały sprzedaży, zwiększać obecność na globalnych platformach reklamowych oraz przyspieszać wzrost zarówno organicznie, jak i poprzez partnerstwa i akwizycje. Jednym z nowych motorów wzrostu jest produkt Data Curation, który łączy sprzedaż danych i mediów, otwierając spółce dostęp do nowej kategorii klientów, w tym globalnych agencji reklamowych. Zgodnie z opublikowanym raportem bieżącym, według wstępnych danych sprzedażowych za kwiecień 2026 r. przychody z Data Curation mogą stanowić do ok. 15% szacunkowych skonsolidowanych przychodów Grupy za ten miesiąc. Dla porównania, w marcu 2026 r. udział przychodów z tego produktu w skonsolidowanych przychodach Grupy nie przekroczył 3%. Produkt Data Curation stanowi nowy obszar sprzedaży rozwijany w ramach Strategii 2026+, a jego wzrost jest niezależny od pozostałej działalności Spółki. Dane te mają charakter szacunkowy i mogą ulec zmianie po otrzymaniu kompletu raportów sprzedażowych oraz zakończeniu procesu zamknięcia danych sprzedażowych za kwiecień 2026 r.

Realizacja Strategii 2026+ może przyczynić się do wzrostu sprzedaży danych* przez Cloud Technologies do poziomu 16 – 18 mln USD w 2026 roku oraz 18 – 24 mln USD w 2027 roku przy utrzymaniu wysokiej rentowności biznesu. Strategia zakłada także kontynuację redystrybucji kapitału do akcjonariuszy poprzez politykę dywidendową (ok. 20% oczyszczonego wyniku EBITDA za dany rok) oraz skup akcji własnych (250.000 sztuk akcji własnych).

Wpisując się w te założenia, zarząd Cloud Technologies rekomenduje wypłatę dywidendy w wysokości 1,1 PLN na akcję oraz kontynuację skupu akcji własnych. O przeznaczeniu zysku i dalszych działaniach w tym zakresie zdecyduje walne zgromadzenie zaplanowane na 8 czerwca 2026 r.

Akcjonariusze będą również głosować nad proponowanym programem motywacyjnym dla wybranych kluczowych członków zespołu. Program zakłada możliwość objęcia akcji Spółki pod warunkiem osiągnięcia przez Cloud Technologies skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży za lata 2026–2028 w łącznej wysokości co najmniej 60 mln USD. W ocenie Spółki program będzie dodatkowym akceleratorem i źródłem motywacji dla kluczowych członków zespołu do dalszej intensywnej pracy nad zwiększaniem skali działalności Cloud Technologies, realizacją ambitnych celów strategicznych oraz budową długoterminowej wartości dla akcjonariuszy.

Raportowany przez spółkę co miesiąc wskaźnik dynamiki sprzedaży danych obejmuje sprzedaż danych do kluczowych klientów Cloud Technologies i jest wyrażony w USD. Natomiast w raportach okresowych spółka prezentuje dane w PLN, a zatem na raportowane dynamiki wpływ mają różnice kursowe.

*Przedstawione w niniejszym dokumencie wartości przychodów stanowią cel postawiony przez Zarząd Spółki w związku z wdrożeniem i realizacją zaprezentowanych planów rozwoju. Założenia te nie stanowią prognozy.

LPG zyskuje mimo braku dotacji. Liczba przydomowych zbiorników rośnie o 10% rocznie

Pomimo usunięcia dofinansowania dla kotłów gazowych z programu Czyste Powietrze, liczba przydomowych zbiorników LPG rośnie w tempie 10% rocznie. Według danych Urzędu Dozoru Technicznego liczba takich zbiorników w 2025 r. sięgnęła 172 tys. Segment ogrzewania komunalnego na terenach wiejskich i pozbawionych dostępu do sieci gazowniczej jest kluczowy w walce o czyste powietrze, bo Polska jest ostatnim krajem Unii Europejskiej z tak wysokim, blisko 20-proc. udziałem węgla w zużyciu energii przez gospodarstwa domowe i 2 mln „kopciuchów”.

Smog należy do najważniejszych problemów cywilizacyjnych, z jakimi zmaga się obecnie Polska. Według Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego, corocznie przyczynia się on do śmierci ok. 40 tys. Polaków i w szczególnie zanieczyszczonych miejscowościach może skracać życie nawet o 3,5 roku.

Zgodnie z wynikami realizowanego przez pracownię SW Research badania Ekobarometr z 2025 r., 82% Polaków uznaje smog za poważne zagrożenie dla zdrowia.Smog jest poważnym zagrożeniem dla zdrowia ludzi

Smog powodowany jest przede wszystkim przez tzw. „kopciuchy”, starego typu piece wykorzystujące paliwa stałe. Zgodnie z danymi z Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków z maja 2026 r., w 6,3 mln budynków pozostało nadal 2 mln tzw. „kopciuchów” – pozaklasowych źródeł ogrzewania na paliwa stałe, niespełniających żadnych norm efektywności energetycznej.

– Od momentu uruchomienia programu „Czyste Powietrze” gaz płynny oraz gaz ziemny stały się ważnym sojusznikiem polityki rządowej w walce o poprawę jakości powietrza. – mówi Bartosz Kwiatkowski, dyrektor generalny POGP – Niezależnie od pojawiającej się krytyki tego programu, warto odnotować jego sukcesy: w okresie od września 2018 r. do grudnia 2025 r. sfinansowano wymianę ok. 895 tys. urządzeń grzewczych, znacząco przyczyniając się do redukcji emisji zanieczyszczeń. Ponad 280 tys. z zainstalowanych urządzeń stanowiły nowoczesne kotły gazowe, w tym kotły na LPG.

Urządzenia grzewcze sfinansowane z Programu Czyste Powietrze (2018-2025)

Urządzenia grzewcze sfinansowane z Programu Czyste Powietrze

Początkowo (2018–2022) kotły gazowe kondensacyjne odpowiadały za ok. 40% wszystkich wniosków, przy udziałach powietrznych pomp ciepła i kotłów na biomasę na poziomie odpowiednio 20% i 15%. W marcu 2025 r. wznowiono nabór wniosków do programu Czyste Powietrze na nowych zasadach, w których zabrakło dofinansowania na wymianę tzw. „kopciuchów” na kotły gazowe. Po wznowieniu programu kotły na biomasę (głównie na pellet i drewno) osiągnęły pod koniec 2025 r. udział przekraczający 70% wniosków o dofinansowanie.

Wyłączenie kotłów gazowych z programu Czyste Powietrze było zresztą dużym rozczarowaniem dla Polaków. 51,5% respondentów uważa, że kotły gazowe powinny być nadal dofinansowywane ze środków publicznych – na wsiach takich wskazań jest jeszcze więcej. 52,7% Polaków ocenia, że wymiana kotłów węglowych na kotły zasilane gazem LPG przyczynia się do poprawy jakości powietrza i ograniczenia smogu – i ten odsetek wzrósł w 2025 r. wobec badania z roku poprzedniego.wymiana

Kotły gazowe stanowią dziś największy odsetek spośród zainstalowanych w Polsce źródeł ciepła (5 mln, 28% wszystkich). Do dziś w wielu województwach, zwłaszcza słabiej zurbanizowanych, dominują urządzenia grzewcze na paliwa stałe –
w kujawsko-pomorskim, lubelskim, podlaskim, świętokrzyskim i warmińsko-mazurskim. To właśnie te regiony stanowią największe wyzwanie transformacji ciepłownictwa, zwłaszcza, gdy nowe regulacje promują ogrzewanie kotłami biomasowymi.

– Warto przypomnieć, że w przypadku kotłów gazowych, emisje pyłów są ok. 22 razy mniejsze niż przy spalaniu peletu i aż 50 razy mniejsze niż przy spalaniu węgla. – dodaje Bartosz KwiatkowskiW przypadku rakotwórczego benzo(a)pirenu, jego emisja ze spalania gazu jest 325 razy mniejsza, niż w przypadku peletu i 1000 razy mniejsza niż w przypadku węgla. Jeden dom ogrzewany węglem zanieczyszcza powietrze bardziej niż cała ulica ogrzewana gazem.

Co ciekawe, w świetle prawa europejskiego kotły na biomasę traktowane są jako nieemitujące gazów cieplarnianych, choć zarazem generują znacząco wyższe emisje szkodliwych dla zdrowia człowieka związków w postaci pyłów PM, benzo(a)pirenu, tlenku siarki (SOx) czy tlenku azotu (NOx) niż ma to miejsce w przypadku kotłów gazowych.

Wskaźniki zanieczyszczeń emitowanych przy spalaniu paliw w kotłach opałowych według wartości energetycznej (g/GJ)

Zanieczyszczenia Kotły gazowe Kotły węglowe
w ekoprojekcie
Kotły biomasowe
w ekoprojekcie
Pył PM2,5 0,5 25 11
CO2 57 650 104 526 124 654
Czad 30 515 375
Tlenki azotu 40 185 83
Benzo(a)piren 8 x 10-7 8,5 x 10-4 2,6 x 10-4

Szerzej o porównaniu emisyjności kotłów grzewczych można przeczytać na stronie http://www.ogrzewaniedladomu.pl/.

Wstrzymanie dofinansowania dla kotłów gazowych nie zmniejszyło popularności ogrzewania gazem LPG. Według danych Urzędu Dozoru Technicznego średnie roczne tempo przyrostu liczby instalacji zbiornikowych 2022-25 sięgnęło 10%, a na koniec 2025 r. zarejestrowanych w Polsce było 172 tys. takich instalacji. Najwięcej w województwach o znaczącej proporcji ludności wiejskiej – mazowieckim (48,3 tys.), łódzkim (23,4 tys.) oraz wielkopolskim (14,2 tys.). Według danych GUS ok. 70% mieszkańców Polski mieszka na obszarach zgazyfikowanych. W przypadku miejscowości położonych poza zasięgiem sieci gazowniczej mieszkańcy stoją przed wyborem paliw stałych (węgla lub biomasy) z jednej strony, a niskoemisyjnych (pomp ciepła i gazu płynnego LPG) z drugiej.

Efektywna transformacja ogrzewnictwa, której podstawowym celem powinna być eliminacja problemu smogu i poprawa jakości powietrza, wymaga wykorzystania całego miksu technologii niskoemisyjnych. Gaz płynny oraz wkrótce odnawialny biopropan mogą odegrać istotną rolę jako rozwiązanie uzupełniające, szczególnie tam, gdzie elektryfikacja pozostaje utrudniona ze względów technologicznych lub ekonomicznych – na terenach wiejskich i trudno dostępnych.

Branża grzewcza apeluje o realistyczną transformację: pełna elektryfikacja ogrzewania dziś niemożliwa

18 maja 2026 r. w Centrum Prasowym PAP w Warszawie odbyła się konferencja zorganizowana przez Stowarzyszenie Producentów i Importerów Urządzeń Grzewczych (SPIUG), Polską Organizację Gazu Płynnego (POGP) oraz firmę Termet S.A. poświęcona przyszłości ogrzewnictwa, bezpieczeństwu energetycznemu i walce z niską emisją. Eksperci branży zgodnie podkreślali, że pełna elektryfikacja ogrzewania nie jest dziś możliwa, a kluczową rolę w transformacji powinny odegrać technologie hybrydowe oraz paliwa gazowe – w tym LPG, biometan i wodór.

Konferencja zatytułowana „Czy Polska może odejść od gazu? Bezpieczeństwo energetyczne, czyste powietrze i realistyczna transformacja” zgromadziła przedstawicieli branży grzewczej i gazowej, którzy odnieśli się do kierunku europejskiej transformacji energetycznej, wpływu regulacji UE na rynek urządzeń grzewczych oraz wyzwań związanych z bezpieczeństwem energetycznym Polski. Punktem wyjścia do dyskusji były także wnioski z debaty „Rola LPG w transformacji energetycznej”, która odbyła się w kwietniu b.r. Parlamencie Europejskim w Brukseli.

Janusz Starościk, Prezes Zarządu SPIUG, Bartosz Kwiatkowski, Dyrektor Generalny POGP, oraz Damian Majer, Prezes Zarządu Termet S.A., zgodnie wskazywali, że transformacja energetyczna musi uwzględniać realne możliwości infrastrukturalne, ekonomiczne i społeczne. Zdaniem uczestników konferencji odejście od paliw kopalnych powinno odbywać się etapowo, przy zachowaniu neutralności technologicznej i wykorzystaniu różnych źródeł energii – szczególnie w sektorze ogrzewnictwa.

Transformacja energetyczna wymaga neutralności technologicznej

Janusz Starościk, Prezes Zarządu SPIUG, skoncentrował swoje wystąpienie na wpływie europejskich regulacji klimatycznych na przemysł grzewczy i przyszłość systemów ogrzewania. Podkreślił, że całkowite odejście od gazu nie jest obecnie ani realistyczne, ani korzystne z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego Europy.

Prezes SPIUG zwrócił uwagę, że unijna dyrektywa EPBD przewiduje istotną rolę technologii hybrydowych oraz urządzeń przystosowanych do wykorzystania paliw odnawialnych, takich jak biometan czy wodór. Jego zdaniem przyszłość rynku należy do systemów łączących różne źródła energii – pomp ciepła, fotowoltaiki oraz nowoczesnych urządzeń gazowych.

Janusz Starościk podkreślił również znaczenie neutralności technologicznej. Zdaniem SPIUG regulacje powinny koncentrować się na efekcie środowiskowym, a nie na eliminowaniu konkretnych technologii. Obecnie najbardziej racjonalnym rozwiązaniem są nowoczesne instalacje hybrydowe, które pozwalają jednocześnie ograniczyć emisję, zapewnić bezpieczeństwo dostaw energii oraz utrzymać akceptowalne koszty ogrzewania.

LPG jako paliwo przejściowe i narzędzie walki ze smogiem

Bartosz Kwiatkowski, Dyrektor Generalny POGP, przedstawił społeczne konsekwencje transformacji energetycznej oraz rolę LPG w ograniczaniu niskiej emisji. Zwrócił uwagę, że Polska nadal należy do krajów UE o wysokim udziale paliw stałych w ogrzewaniu gospodarstw domowych, co bezpośrednio przekłada się na problem zanieczyszczenia powietrza. W tym kontekście LPG może być racjonalnym paliwem przejściowym – szczególnie na terenach pozbawionych dostępu do sieci gazowej – ponieważ pozwala ograniczać emisję pyłów i przyspieszać wymianę przestarzałych źródeł ciepła.

Przedstawiciel POGP podkreślił, że transformacja energetyczna nie może odbywać się kosztem gospodarstw domowych i powinna uwzględniać zarówno możliwości finansowe mieszkańców, jak i dostępność infrastruktury. Przywołał także wyniki Ekobarometru, badania realizowanego corocznie przez agencję badawczą SW Research, którego POGP jest partnerem merytorycznym, a zgodnie z którymi Polacy coraz wyraźniej dostrzegają związek między jakością powietrza a zdrowiem i bezpieczeństwem codziennego życia. Ponad 51% respondentów uznało, że kotły gazowe powinny nadal być objęte dofinansowaniem w ramach programu „Czyste Powietrze”. Postawy społeczne pokazują, że transformacja ogrzewnictwa musi uwzględniać nie tylko cele klimatyczne, lecz także realną poprawę komfortu życia mieszkańców oraz ograniczenie kosztów energii.

Pełna elektryfikacja ogrzewania nie jest dziś możliwa

Damian Majer, Prezes Zarządu Termet S.A., mówił o ograniczeniach infrastruktury energetycznej oraz roli gazu i technologii hybrydowych w procesie transformacji energetycznej.

W swoim wystąpieniu podkreślił, że system elektroenergetyczny w Polsce nadal opiera się w dużej mierze na źródłach konwencjonalnych, a dynamiczny rozwój ogrzewania elektrycznego bez równoległej modernizacji sieci może stanowić zagrożenie dla stabilności dostaw energii.

Prezes Termet wskazał, że gaz pozostaje dziś ważnym „paliwem bezpieczeństwa”, stabilizującym system energetyczny szczególnie w okresach niskiej produkcji energii z OZE. Zwrócił również uwagę na potencjał nowoczesnych układów hybrydowych, które pozwalają elastycznie wykorzstywać różne źródła ciepła w zależności od warunków pogodowych, cen energii i możliwości infrastrukturalnych budynków. Jako przykład podał nowoczesne kondensacyjne kotły gazowe z panelami fotowoltaiczno-termicznymi (PVT).  Zdaniem przedstawiciela Termet tego typu rozwiązania są obecnie najbardziej racjonalnym kierunkiem transformacji ogrzewnictwa.

Jednak głównym postulatem Damiana Majera jest prowadzenie transformacji w sposób realistyczny – z uwzględnieniem interesów konsumentów, możliwości technicznych budynków oraz konkurencyjności polskiego przemysłu grzewczego.

Branża apeluje o realistyczną i społecznie odpowiedzialną transformację

Uczestnicy konferencji zgodnie podkreślali, że skuteczna transformacja energetyczna wymaga równowagi pomiędzy celami klimatycznymi, bezpieczeństwem energetycznym oraz możliwościami ekonomicznymi społeczeństwa.

Przedstawiciele branży apelowali o zachowanie neutralności technologicznej w regulacjach krajowych i europejskich, wspieranie technologii hybrydowych oraz uwzględnienie roli paliw gazowych jako niezbędnego etapu przejściowego w drodze do gospodarki niskoemisyjnej.

Eksperci wskazywali również, że walka ze smogiem i modernizacja systemów grzewczych powinny pozostać jednym z priorytetów polityki publicznej, ale tempo zmian musi być dostosowane do realnych możliwości infrastruktury energetycznej i polskich gospodarstw domowych. W ogrzewnictwie, jak w mało której dziedzinie, łatwo o argumenty, że transformacja energetyczna albo będzie sprawiedliwa, albo nie zakończy się powodzeniem.

Rynek biurowy Warszawy coraz bardziej spolaryzowany. Centrum i miejsca poza centrum funkcjonują według odmiennych reguł

Warszawski rynek biurowy w I kwartale 2026 roku coraz wyraźniej potwierdza tezę o jego postępującej polaryzacji. Różnice pomiędzy strefami centralnymi a niecentralnymi widoczne są zarówno po stronie jakości podaży i dostępności powierzchni, jak i aktywności deweloperów. W praktyce oznacza to, że rynek funkcjonuje dziś w dwóch równoległych rzeczywistościach, w których obowiązują odmienne mechanizmy popytu i podaży, wynika z raportu wydanego przez Dział Badań i Analiz AXI IMMO, największej polskiej firmy doradczej na rynku nieruchomości komercyjnych pt.: „Rynek biurowy w Warszawie w I kwartale 2026 r.”.

Pustostany: wyraźna dysproporcja między centrum a lokalizacjami poza nim

Jednym z najbardziej czytelnych przejawów polaryzacji jest poziom dostępnej powierzchni biurowej. Na koniec I kwartału 2026 roku średni wskaźnik pustostanów w Warszawie wyniósł 9,5%, jednak wartość ta maskuje istotne różnice pomiędzy poszczególnymi strefami miasta.

Emilia Trofimiuk, Research Manager, Dział Analiz i Badań, AXI IMMO, komentuje: „W strefach centralnych współczynnik pustostanów kształtował się na poziomie 6,5%, podczas gdy w lokalizacjach niecentralnych wynosił 12,2%, co oznacza niemal 6 punktów procentowych różnicy. Najwyższe wskaźniki niewynajętej powierzchni odnotowano na Służewcu (18,7%), w rejonie Żwirki i Wigury (15,4%) oraz w korytarzu Alej Jerozolimskich (12,0%)”.

W centralnych lokalizacjach rynek zmaga się z ograniczonym wyborem biur, zwłaszcza w segmencie dużych, jednorodnych metraży. Niska dostępność powierzchni w centrum przekłada się na wzrost konkurencji pomiędzy najemcami oraz presję na czynsze w najlepszych projektach.

Aktywność deweloperów skupiona w centrum

Polaryzacja rynku znajduje również odzwierciedlenie w strukturze nowej podaży i inwestycji realizowanych przez deweloperów. Na koniec I kwartału 2026 roku w Warszawie w budowie znajdowało się ok. 120 000 mkw. powierzchni biurowej, z czego ponad 110 tys. mkw. realizowane było w strefach centralnych, podczas gdy na lokalizacje poza centrum przypadało zaledwie ok. 4 tys. mkw. To w praktyce oznacza niemal całkowitą koncentrację nowej podaży w centrum miasta. Natomiast 120 000 mkw. powierzchni biurowej w budowie oznacza spadek aktywności deweloperskiej o 46% rok do roku.

Emilia Trofimiuk, AXI IMMO, wyjaśnia: „Brak jest nowych budów w strefach niecentralnych, co potwierdza selektywne podejście deweloperów i koncentrację kapitału w lokalizacjach o najwyższym potencjale popytowym oraz prestiżowym charakterze”.

W tej części miasta skupiają się największe i najbardziej zaawansowane projekty biurowe, takie jak AFI Tower (ok. 50 000 mkw.), realizowany przez AFI Europe w ramach kompleksu Towarowa 22 na Woli, z planowanym ukończeniem w 2028 roku, Skyliner II dewelopera Karimpol w rejonie Ronda Daszyńskiego, a także Upper One firmy Strabag Real Estate przy al. Jana Pawła II.

Emilia Trofimiuk, AXI IMMO, podsumowuje: „Charakterystyczna dla tych realizacji jest duża skala, wysoki standard oraz koncentracja w najbardziej prestiżowych lokalizacjach, co odpowiada na popyt ze strony najemców poszukujących nowoczesnych, reprezentacyjnych powierzchni. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja poza centrum, gdzie aktywność inwestycyjna ma wyraźnie ograniczony zakres i koncentruje się głównie na mniejszych projektach, takich jak Puławska 533, a także na repozycjonowaniu starszych kompleksów biurowych w strefach takich jak Służewiec czy korytarz Alej Jerozolimskich. Tym samym struktura realizowanych inwestycji potwierdza utrwalający się model rynku „dwóch prędkości”, w którym centrum przyciąga kapitał i nowe projekty, natomiast strefy niecentralne pozostają obszarem ograniczonej aktywności deweloperskiej i rosnącej konkurencji cenowej”.

Dwa rynki w jednym mieście

Zestawienie danych dotyczących pustostanów, stawek czynszów oraz aktywności deweloperów i najemców prowadzi do wniosku, że warszawski rynek biurowy coraz wyraźniej funkcjonuje jako rynek dwóch prędkości. W centrum miasta umacnia się segment nowoczesnych, prestiżowych projektów o ograniczonej dostępności powierzchni na wynajem i rosnących stawkach czynszowych. Poza centrum dominują natomiast lokalizacje o wyższym poziomie pustostanów, w których konkurencja opiera się w większym stopniu na cenie oraz elastyczności warunków najmu.

Postępująca polaryzacja sprawia, że zarówno najemcy, jak i właściciele budynków muszą dostosowywać swoje strategie do realiów konkretnej strefy. Różnice pomiędzy centrum a lokalizacjami niecentralnymi przestają być jedynie kwestią adresu – coraz częściej determinują one model funkcjonowania całych segmentów rynku biurowego w Warszawie.

Inwestorzy kierują się do bezpiecznego dolara po załamaniu na rynku obligacji

W wiadomościach finansowych dominowała w ubiegłym tygodniu gwałtowna wyprzedaż na rynkach obligacji na całym świecie.

Kluczowe punkty:

  • Dane z Polski budzą obawy – wzrost zawodzi, a inflacja rośnie.
  • USD umacnia się względem pozostałych głównych walut w obliczu globalnej wyprzedaży na rynku obligacji.
  • Po wysokich odczytach inflacji w USA rynki obstawiają podwyżkę stóp procentowych Fedu w 2026 r.
  • Wojna w Iranie wciąż trwa; stronom nie udaje się wynegocjować porozumienia w kluczowych kwestiach spornych.
  • Andy Burnham staje się faworytem na stanowisko premiera, rynek obligacji w Wlk. Brytanii silnie traci.

Posiadacze obligacji poczuli niepokój przez kumulację szeregu czynników: perspektywy utrzymania się wyższych cen energii na dłużej, dowodów na efekty drugiej rundy inflacji i politycznej niestabilności w krajach takich jak Wielka Brytania. Trudniejsze do oszacowania, obecne jednak wciąż z tyłu głowy każdego inwestora, są brak postępów w redukowaniu deficytów w gospodarkach rozwiniętych i perspektywy niekończącej się emisji nowych papierów dłużnych – trend ten pogłębia wszędzie demografia. Akcje utrzymują swoją stosunkową odporność w obliczu gwałtownego wzrostu rentowności. Inaczej jest w przypadku walut. Wszystkie główne osłabiły się względem dolara, przy czym funt brytyjski i real brazylijski radziły sobie wyraźnie gorzej ze względu na wewnętrzne trudności polityczne.

Kalendarz makroekonomiczny na ten tydzień jest stosunkowo lekki. Oznacza to, że śledzenie reakcji rynku na wyprzedaż obligacji może być pouczające: obligacje znajdą dno i odbiją się czy też ich wyprzedaż będzie trwać w obliczu braku nowych wiadomości? Uwaga skupi się w tym tygodniu na globalnej publikacji wskaźników PMI dla aktywności biznesowej w czwartek (21.05). Z Wielkiej Brytanii napłyną dane z rynku pracy (wtorek 19.05) i dotyczące inflacji (środa 20.05), najistotniejszym tematem pozostanie jednak niepewna przyszłość premiera Keira Starmera.

PLN

Rynkowe obawy dotyczące przedłużającego się konfliktu na Bliskim Wschodzie osłabiają złotego, który w parze z euro powrócił do okolic 4,25. Lokalne informacje również nie są zbyt zachęcające. W zeszłym tygodniu rozczarowały dane o PKB w I kwartale roku – wzrost o zaledwie 0,5% k/k był o połowę niższy niż w IV kwartale i słabszy od oczekiwanego (0,6–0,7%). Nie są to dane pozytywne, warto jednak pamiętać o niesprzyjających okolicznościach (niskiej aktywności strefy euro, szoku energetycznym oraz mroźnej zimie).

Nie wydaje się, że na tym etapie można mówić o inherentnej słabości gospodarki. Niemniej pewne obawy budzą również szczegółowe dane o inflacji, które poznaliśmy w ostatnich dniach. Mimo osłonowych działań rządowych dynamika cen sięgnęła w kwietniu 3,2%. Uwagę zwracają dynamiczny wzrost cen w kategorii „informacja i komunikacja”, bardzo silny transportu lotniczego oraz podbicie inflacji bazowej (3,0%).

W tym tygodniu zwrócimy uwagę na dane z rynku pracy w kwietniu (szczególnie płace – ciasność rynku pracy ma kluczowe znaczenie w kontekście ryzyka występowania efektów drugiej rundy), dotyczące produkcji przemysłowej oraz inflacji producenckiej (czwartek 21.05). Normalnie te ostatnie nie spotkałyby się z dużym zainteresowaniem, ale w obliczu szoku energetycznego i ogromnego zaskoczenia w analogicznych danych z USA zyskują na znaczeniu – choć konsensus zakłada odczyt na lekkim minusie, nie można wykluczyć, że po blisko trzech latach zobaczymy wyjście z deflacji cen producenckich.

EUR

Wyprzedaż obligacji rozprzestrzeniła się na krótki koniec amerykańskiej krzywej rentowności, co oznacza, że w ciągu ostatnich dwóch tygodni różnica między stopami procentowymi po obu stronach Atlantyku nie kurczyła się dalej. Uważamy to za jeden z czynników napędzających niedawne osłabienie się euro względem dolara. Kolejne dwa to naturalna ucieczka inwestorów do bezpiecznych aktywów spowodowana wojną w Iranie oraz fakt, że skok cen energii wydaje się uderzać w europejską gospodarkę znacznie silniej niż w amerykańską.

Wyczekujemy wstępnych wskaźników PMI za maj (czwartek 21.05), by przekonać się, czy wzrost cen energii ma stały wpływ na aktywność biznesową w bloku. Ekonomiści prognozują niewielki wzrost wskaźnika zbiorczego, lecz do poziomów spójnych wciąż z kurczeniem się gospodarki. Podejrzewamy, że II kwartał będzie okresem faktycznej stagnacji, nie można też jednak wykluczyć scenariusza, w którym dynamika wzrostu będzie w tym czasie ujemna.

USD

Kilka nieprzyjemnych niespodzianek w publikacji danych w USA w kwietniu wzmocniło wyprzedaż na rynku obligacji, która rozpoczęła się w Wielkiej Brytanii. Inflacja konsumencka wzrosła silniej, niż oczekiwano, a presja cenowa wydaje się rozlewać z sektora energetycznego na wskaźnik bazowy. Ceny producenckie również mocno przebiły prognozy, jako że presja inflacyjna rozprzestrzenia się po łańcuchu dostaw. Rozmowy o obniżkach stóp procentowych w USA niemal całkowicie ustały, rynki są zaś coraz bardziej pewne, że kolejnym ruchem będzie ich podwyżka – główną niepewnością jest to, kiedy dokładnie do niej dojdzie.

Istotnym aspektem trwającej wyprzedaży obligacji jest to, że wyceniana przez rynki inflacja w dalszym okresie zaczyna rosnąć, co jest niepokojącym rozwojem sytuacji dla Rezerwy Federalnej. W ubiegłym tygodniu oficjalnie powołano nowego prezesa FOMC Kevina Warsha, który po raz pierwszy poprowadzi posiedzenie Fedu w czerwcu. Uważamy, że trudno mu będzie przeciągnąć na swoją stronę jakichkolwiek jastrzębi, co oznacza, że główną obawą inwestorów stanie się prawdopodobnie jego dążenie do rezygnacji z forward guidance.

GBP

Wyprzedaż na rynku obligacji rozpoczęła się w Wielkiej Brytanii przez obawy, że – po porażce Partii Pracy w wyborach lokalnych – gabinet Starmera zastąpi jeszcze bardziej nieodpowiedzialny pod względem fiskalnym rząd, szybko rozprzestrzeniła się jednak na inne gospodarki G10. W związku z tym funt osłabił się w ubiegłym tygodniu względem pozostałych głównych walut. Jedynym pocieszeniem dla niego jest to, że dane gospodarcze utrzymują się na całkiem niezłych poziomach. W I kwartale gospodarka rosła w tempie 0,6%, a wskaźniki PMI jak dotąd pokazują dość ograniczony wpływ niepewności związanej z wojną w Iranie.

Szereg danych publikowanych w tym tygodniu będzie testem dla tej narracji. Wyczekujemy szczególnie reakcji zaufania przedsiębiorców na niestabilność polityczną. Funt doświadczył tak silnej wyprzedaży, że jego wycena uwzględnia już znaczną niestabilność polityczną, niemniej nowy zwrot rządu w lewo prawdopodobnie jeszcze by ją pogłębił. Andy Burnham, Burmistrz hrabstwa Wielki Manchester, który najpierw będzie musiał wygrać wybory w Makerfield, jest obecnie faworytem bukmacherów do zastąpienia Starmera. Biorąc pod uwagę zarówno jego poparcie dla wyższego zadłużenia i podatków, jak i wcześniejsze wypowiedzi, w których bagatelizował potrzebę podporządkowywania się rządu rynkowi obligacji, uważamy, że jego wybór byłby najgorszym scenariuszem dla obligacji rządowych i funta.

Informacje zawarte w niniejszym dokumencie służą wyłącznie do celów informacyjnych. Nie stanowią one porady finansowej lub jakiejkolwiek innej porady, mają charakter ogólny i nie są skierowane dla konkretnego adresata. Przed skorzystaniem z informacji w jakichkolwiek celach należy zasięgnąć niezależnej porady.