Koronawirus przydusi inflację

0
WARSZAWA

Spowolnienie gospodarcze jest naturalnym hamulcem inflacji. Wstrzymanie biegu wielu procesów ekonomicznych w związku z kryzysem COVID19 będzie mieć jeszcze bardziej odczuwalny wpływ na jej wysokość.

Statystyka publiczna nie poddaje się koronawirusowi. W świetle dzisiejszego komunikatu GUS, inflacja w lutym br. wyniosła 4,7% r/r i 0,7% m/m. Ceny usług wzrosły szybciej aniżeli dóbr. Największy wzrost odnotowały ceny żywności (7,5% r/r i 2,7% m/m), użytkowanie mieszkania i nośniki energii (7,3% r/r i 4,5% m/m). Ponadprzeciętne wzrosty dotknęły usługi zdrowotne i edukacyjne, o długofalowo rosnącym popycie, oraz usługi gastronomiczne, gdzie ceny są funkcją cen żywności i poziomu płac.

Wśród cen żywności widzimy kontynuację znanych nam trendów: wysoka dynamika dotyczy mąki i pieczywa, mięsa wieprzowego i wędlin, owoców, warzyw i cukru. Dane GUS potwierdzają spadki cen tłuszczów, ale ogólna tendencja jest silnie wzrostowa. Tym bardziej niekorzystna, że to dobra reprezentujące znaczną część diety Polaków.

Warto dla porządku dodać, że tradycyjnie w lutym GUS zmienia udział wag w koszyku. Zmiany są jednak relatywnie niewielkie. Wprawdzie obejmują m.in. wzrost udziału żywności w koszyku, ale wynika to z jednej strony z długookresowego wzrostu cen żywności oraz najprawdopodobniej zastępowania dobrami innymi lub o wyższej jakości. Spada natomiast udział kosztów użytkowania mieszkania i nośników energii.

Powyższe dane właściwie mają teraz niewielkie znaczenie. Przy normalnej aktywności gospodarczej byłby to powód do niepokoju na miarę tego styczniowego – jesteśmy daleko powyżej celu inflacyjnego, i RPP jest tego w pełni świadoma. W praktyce, o ile spowolnienie jest naturalnym hamulcem inflacji, wstrzymanie biegu wielu procesów ekonomicznych będzie mieć jeszcze bardziej odczuwalny efekt.

Wskutek pandemii COVID-19 notujemy bowiem spadek popytu na znakomitą część dóbr i usług konsumenckich. Usługi turystyczne, kulturalne, czy większość segmentów gastronomii – o ile w ogóle funkcjonuje – ma podaż wyraźnie przekraczającą popyt, a zatem nie ma bodźców do podnoszenia cen. Popyt spada także dlatego, że pandemia oznacza niepewność dla gospodarstw domowych, czyli odraczanie zakupów dóbr trwałych, ograniczanie obecności w centrach handlowych, zakupów spontanicznych i tych, które są naturalną konsekwencją uczestnictwa w życiu społecznym. Proporcja segmentów, w których popyt rośnie do pozostałych (np. gastronomii z dowozem, usług kurierskich pobudzonych przestawieniem się na e-commerce, a także produktów higienicznych czy leczniczych oraz usług medycznych, a być może również edukacyjnych) jest relatywnie niewielka. Niektóre dobra i usługi zastępują inne, a nie stanowią ich uzupełnienia (gastronomia traci na rzecz przetwórstwa spożywczego). Ostatecznie, zakupy na zapas musimy zużyć, co automatycznie ogranicza zapotrzebowanie na kolejne. Warto pamiętać, że komunikaty GUS nie uwzględnią handlu spekulacyjnego. Spadek inflacji to również zasługa geopolityki, w przypadku której wbrew spowolnieniu gospodarczemu, zwiększa się globalne wydobycie ropy naftowej.

Czytaj również:  Polski start-up szykuje platformę do przetwarzania danych pochodzących z ludzkiego genomu. Analiza informacji genetycznych może pomóc m.in. w walce z koronawirusem

Dane za marzec będą w dużym stopniu zależeć od tego, jak bardzo aktywność ekonomiczna zostanie w najbliższych dniach w Polsce wygaszona – ta produkcyjna, i ta, od której zależą procesy (np. administracja publiczna). Dla wielu firm okres zamrożenia aktywności gospodarczej będzie wyzwaniem, bo zobowiązaniom nie towarzyszy zdolność do generowania dochodu. Stąd też działania na rzecz zwiększania płynności firm, i rozpatrywanie rozsądnej skali pakietu osłonowego, są bardzo zasadne – pozwalają uniknąć efektu domina, kiedy to upadek jednego przedsiębiorstwa pociąga za sobą kolejne, a zatem zwolnień i kurczenia bazy podatkowej.

Komentarz Sonii Buchholtz, ekspertki ekonomicznej Konfederacji Lewiatan