Mobilne tajemnice gonią Wiedźmina

1

Hasło „Gry komputerowe – nasz towar eksportowy” obiega rodzime media od kilku lat. I choć CD Projekt RED i Techland zyskały na jego fali ogólnopolską rozpoznawalność i stały się są powodem narodowej dumy, to podstawą funkcjonowania tej branży są powszechnie nieznane studia działające w zupełnie innym modelu dystrybucji.

O cyklu „Wiedźmin” słyszała cała Polska. Istotne znaczenie dla jego popularności miały zarówno walory trzeciej części, jak i doskonałe wyczucie momentu zapotrzebowania na gatunek, który reprezentuje, oraz skuteczne zabiegi marketingowe (swego czasu premier naszego kraju podarował grę prezydentowi Stanów Zjednoczonych). Dość szeroką rozpoznawalnością cieszy się  także „Dying Light” – aplikacja firmy Techland eksploatującą modny ostatnio temat zombie. Tego rodzaju wielkobudżetowe produkcje są najbardziej spektakularnym i najchętniej poruszanym przez media tematem dotyczącym tego sektora gospodarki. Jednak w globalnej perspektywie najbardziej liczącym się segmentem rynku gier komputerowych są aplikacje na platformy mobilne. Według szacunków przedstawionych w raporcie firmy doradczo-konsultingowej Newzoo, transakcje z nimi związane miały w 2016 roku przynieść przychody na poziomie 36,9 miliardów dolarów. Nie tylko stanowią one 37% wartości światowej elektronicznej rozrywki, ale są także najszybciej rozwijającą się grupą produktową w jej obrębie. W porównaniu rok do roku sprzedaż gier na smartphony wzrosła o 23,7%, a na tablety – 6,4%. W tym samym czasie, dynamika obrotów aplikacji na konsole i komputery wyniosła odpowiednio 4,5% oraz 4,2%. Wiele wskazuje na to, że przyszłość branży stanowią producenci niewielkich, ale za to niezwykle popularnych programów. Wśród liczących się na światowym rynku graczy znajdują się także polskie firmy, a kolejne poszukują sposobów, by do nich dołączyć.

Konieczność „mobilizacji”

W ciągu ostatnich lat na polskim rynku aplikacji mobilnych miało miejsce kilka transakcji ukazujących potencjał ich producentów. Notowany na GPW fundusz MCI.TechVentures 1.0 zainwestował w Ganymede, „jedną z największych polskich spółek z branży gier komputerowych”, posiadającą w swoim portfelu kilkadziesiąt oferowanych w ponad stu krajach tytułów typu social casino. Według danych z 2015 roku, ten segment charakteryzował się dynamiką wzrostu przychodów na poziomie +50% rocznie. Finansowanie, którego wartość szacowano na 2,5 mln dolarów, przeznaczono na rozwój nowych gier tego gatunku na urządzenia mobilne, mających według zapowiedzi firmy stać się w przyszłości głównym obszarem jej działalności. Takie plany inwestycyjne znajdują głębokie uzasadnienie w danych „2016 Global Games Market Report”. Przychody witryn, na których z poziomu przeglądarki internetowej dostępne były proste gry, spadły rok do roku o 7,5%. Klienci wolą dziś grać w nie na platformach mobilnych. A że głównym kanałem dotarcia Ganymede do użytkowników był dotychczas portal GameDesire (po dofinansowaniu spółka przyjęła tę nazwę), naturalnym wydaje się położenie nacisku na produkcje przeznaczone na smartfony i tablety. Istnieją przesłanki, by sądzić, że nie jest to odosobniony przypadek i również inne polskie studia dążą do zagospodarowania właściwych sobie nisz na urządzeniach przenośnych.

Czytaj również:  Od 1 października rynek cukru czekają poważne zmiany. Ceny cukru mogą drastycznie wzrosnąć

Ukryty potencjał

  • Warto też wspomnieć o wrocławskiej spółce T-bull, która bardzo dobrze radzi sobie na rynku gier mobilnych.