Od licealnego informatyka do właściciela grupy kapitałowej

0

Robert Strzelecki TenderHut Komandos ITO Robercie Strzeleckim – 40-letnim wiceprezesie grupy kapitałowej TenderHut – wspólnicy mówią: „to nasz człowiek do zadań specjalnych”. Pełni on funkcję Dyrektora Operacyjnego (COO) w grupie kapitałowej, która aktualnie składa się z 4 technologicznych spółek zależnych i ma 7 zagranicznych oddziałów. Robert wraz ze wspólnikiem w marcu 2015 roku przejął spółkę bez przychodów, bez pracowników, bez klientów i bez sprzętu. Właściwie sam szyld. Już na koniec 2015 roku wypracowali 6,44 mln zł mln przychodów, na koniec 2016 roku 8,93 mln zł rocznego przychodu, a po trzech kwartałach 2017 roku spółka może pochwalić się przychodami na poziomie prawie 12 mln zł. 

Roberta charakteryzuje całkowita ślepota na porażkę. Do niego po prostu nie dociera, że czegoś się nie da zrobić. On nie widzi możliwości w stylu „nie uda się” i tym wygrywa. Jak wyszkolony komandos jest niesamowicie nakierowany na cel, wie, co ma ustrzelić i w ogóle nie bierze pod uwagę, że mógłby spudłować. Tak jakby miał noktowizor sukcesu na stałe przymocowany do oczu – z przymrużeniem oka fenomen wspólnika tłumaczy Waldemar Birk, prezes zarządu grupy TenderHut.

W branży IT od ćwierć wieku

Z branżą IT związał się już jako 15 latek, kiedy… na bazarze sprzedawał kopie programów komputerowych – „Microsoft mógłby mnie za to nie lubić, ale to w tamtym okresie nie było nielegalne zajęcie” – śmieje się Robert Strzelecki. Zaczęło się od fascynacji informatyką i rozkręcania sprzętu IT na części pierwsze. Już w liceum pełnił funkcję szkolnego informatyka, a mając 19 lat otworzył z kolegą sklep handlujący sprzętem komputerowym. Rozpoczął studia na Politechnice Warszawskiej Wydziale Elektroniki i Technik Informacyjnych, ale ze względu na wymagającą pracę, nie miał na nie czasu. Pracował już wtedy jako programista systemów ERP w firmie IT P.I.W. Kom-Pakt, która po kilku przekształceniach jest dziś częścią Asseco. Ostatecznie studia informatyczne skończył w Polsko-Japońskiej Wyższej Szkole Technik. Jednocześnie spędzając weekendy w Wyższej Szkole Zarządzania i Marketingu robił Specjalizację Zarządzanie.

Świat korporacji

Kariera Roberta nabrała tempa, kiedy w 2002 roku został zatrudniony w BRE Leasing, gdzie zarządzał projektami IT, odpowiadał za wdrażanie i rozwijanie systemów leasingowych, ubezpieczeniowych i HR’owych. Zaczynał jako administrator baz danych, a w przeciągu 6 lat kolejne awanse doprowadziły go do stanowiska Zastępcy Dyrektora Pionu Informatyki. Tym samym Robert Strzelecki stał się osobą odpowiedzialną nie tylko za zaplecze technologiczne projektów, ale także za ich stronę budżetową i strategiczno – polityczną. – Stanowisko wymagało myślenia wielotorowego i troski nie tylko o technologiczną jakość, ale także o rentowność projektów. Musiałem szybko nauczyć się dbać o relacje biznesowe, walczyć o swoje pomysły i podwładnych, zarządzać ludźmi i budżetem. Nie ukrywam, że to wymagało ode mnie wyjścia z pewnej strefy komfortu. Niemniej cieszę się z tych doświadczeń, bo to przygotowało mnie na to, co teraz robię w mojej spółce – wspomina Strzelecki.

Zalana serwerownia i helpdesk z Indii

W BRE Leasing zapamiętano Roberta jako człowieka, który bardzo dobrze radził sobie w sytuacjach  kryzysowych wykazując się opanowaniem i logicznym myśleniem. –  Kiedy zalało nam serwerownię, to właśnie Robert jako pierwszy pobiegł i wyłączył prąd. W ciągu kilku sekund zrzucił 80 bezpieczników. A było naprawdę niebezpiecznie, wiele osób mógł porazić prąd, nie wspominając o szkodach w sprzęcie.– opowiada Wiesław Drążek, ówczesny Dyrektor Pionu Informatyki.

Już wtedy Robert był bardzo odważny w swoich decyzjach i nie bał się przeciwstawić otoczeniu. – Ma instynkt informatyczny i umie podejmować ryzyko. Kiedyś mieliśmy bardzo trudną sytuację. Około południa pojawiły się poważne problemy z oprogramowaniem głównej bazy danych firmy, która jest podstawą naszego systemu informatycznego. Robert podjął wtedy bardzo kontrowersyjną decyzję, żeby nie zgłaszać od razu tej usterki do helpdesku. Chciał poczekać do 18-tej. Na pierwszy rzut oka to decyzja nielogiczna,  bo im szybciej zgłosilibyśmy usterkę, tym teoretycznie szybciej zostałaby usunięta. A z naszych przewidywań wynikało, że możemy mieć problem, który niewłaściwie potraktowany, może potrwać i zablokuje systemy firmowe nawet na kilka dni. To byłyby ogromne straty. Ale Robert wbrew wszystkim zadecydował, żeby nie zgłaszać problemu od razu do helpdesku, bo wiedział, że w ciągu dnia obsługuje nas oddział z Indii, a po 18-tej usługę przejmują Stany Zjednoczone. Wiedział, że w Stanach helpdesk dysponuje większym doświadczeniem i zasobami i w efekcie działa bardzie profesjonalnie. I miał rację. Helpdesk w Stanach rozwiązał problem w ciągu godziny. To był słuszna, aczkolwiek kontrowersyjna decyzja – wspomina Wiesław Drążek.

Międzynarodowe doświadczenie

Po BRE Leasing były jeszcze kolejne awanse w firmach SMT Software i iAlbatros, gdzie Robert miał możliwość zetknąć się z projektami realizowanymi na międzynarodową skalę i poznać kulturę biznesową w innych krajach niż Polska. Jego francuski przełożony z tego okresu Moncef Khanfir, CEO w paryskim iAlbatros powiedział – Robert jest świetną osobą do współpracy, wielki profesjonalista z imponującym know-how w zakresie zarządzania projektami i zespołem. – W iAlbatros Robert miał szansę zgłębić temat branży Business Travel, czyli budowy systemów służących rezerwacji hoteli, biletów lotniczych, taksówek i szeroko pojętej organizacji służbowych delegacji. Pracowałem z zaangażowaniem, lecz wciąż czułem niedosyt. Chciałem większych wyzwań. W każdej firmie, dla której pracowałem, były nowe wyzwania, ale szybko stawały się jedynie rutyną i nową kompetencją. Bardzo się rozwinąłem, realizowałem skomplikowane i złożone projekty, nauczyłem się kooperować na rynku zagranicznym. Ale myśl o własnym biznesie wciąż do mnie wracała. Na bazie wieloletnich doświadczeń chciałem zbudować dużą, zaawansowaną technologicznie firmę na własnych zasadach. Miejsce, gdzie mógłbym skorzystać z nabytej wiedzy, ale jednocześnie wprowadzić swoje idee, pomysły i koncepcję biznesu. Wcześniej budowałem działy IT dla innych  – mówi Strzelecki.

Czytaj również:  Gospodarka polska utrzymuje bardzo dobrą dynamikę

Własny biznes

Historia TenderHut zaczęła się w 2010 roku, kiedy spółka CodeArch pełniła funkcję białostockiego oddziału SMT Software. W latach 2011 – 2014 Robert Strzelecki był prezesem tej spółki i odpowiadał za pracujący tam zespół programistów. Po odejściu w 2015 roku z iAlbatros razem z poznanym w SMT Software Waldemarem Birkiem odkupił CodeArch od spółki-matki. I tak, po zmianie nazwy, w 2015 roku powstała firma TenderHut. Wspólnie z Waldemarem podjęli decyzję o ekspansywnym rozwoju organizacji, tworząc zupełnie nowy model funkcjonowania firmy IT Outsourcing IT w innowacyjnym wydaniu, ekspansja zagraniczna, konsolidacja rynku IT w północno – wschodniej Polsce oraz nowe produkty i usługi, które można skalować na różnorodne rynki. To był nasz pomysł na rozwój firmy – wspomina Robert Strzelecki.

Komandos IT sprawdza się w boju

O tym, jak działa Robert najlepiej przekonują się jego klienci… Koniec tygodnia, godzina 15:30. Do Roberta Strzeleckiego dzwoni telefon. To zaprzyjaźniona firma prosi o ratunek, mają nóż na gardle. Wiedzą, że pomoc może przyjść tylko z jednej strony, od człowieka, który uwielbia wyzwania, a presja czasu jedynie go motywuje.  – Czasem brak ludzi, czasem brak konkretnych kompetencji w zakresie specyficznej technologii, a najczęściej brak czasu skłania firmy do wykonania telefonu właśnie do mnie. Słyszę wtedy: Robert, ten projekt był na wczoraj… dasz radę to pociągnąć? Czuję się wtedy jak komandos, a raczej jak dowódca grupy komandosów, bo u nas liczy się zespół. Dopiero w grupie jesteśmy silni i niezawodni. Wkraczamy całym zespołem do akcji i kończymy projekt – śmieje się Strzelecki. – Generalnie jesteśmy przez dużą część klientów taktowani jak komandosi, ludzie do działań specjalnych: gdy jest problem z projektem, a jakiś realizujący go zespół działa pod presją daty wykonania, to sięgają po nasze wsparcie. W naszej branży krąży dowcip o tym, że dziewięciu programistów może urodzić dziecko w jeden miesiąc i wielu naszych klientów najwyraźniej w to wierzy zlecając nam realizację projektu zaplanowanego na kilka miesięcy z ogromną prośbą, żeby to zrobić w ciągu kliku tygodniu. Staramy się wtedy oczywiście sprostać zadaniu – dodaje Komandos IT.

Prowadzić firmę po swojemu

Dziś, w TenderHut Robert Strzelecki korzysta z całości swojego doświadczenia. – Robert jako nasz operacyjny odpowiada za finanse, dba o to, żeby przychody pokrywały bieżące koszty i żeby jeszcze pojawiał się zysk, który można zainwestować w rozwój spółki. To on planuje emisję obligacji i akcji spółki oraz organizację debiutu TenderHut na giełdzie – mówi Waldemar Birk, prezes zarządu grupy TenderHut. Jako wiceprezes ds. operacyjnych Robert czuwa nad całym procesem tworzenia nowych projektów, od pomysłu przez projektowanie, aż do wdrożenia. Mimo, że nie jest handlowcem, sprzedaje i sprowadza do firmy nowych klientów. A kiedy trzeba … wraca do korzeni i programuje.

–  Jako szef nie ograniczam się tylko do rozdysponowania zadań. Sam także zakasuję rękawy i pracuję ze wszystkimi. Dzięki temu nie zatraciłem zdolności informatycznych na rzecz kompetencji w zarządzaniu. Żeby sobie to udowodnić, co roku startuję w konkursach programistycznych. Na razie chyba nie wypadłem z obiegu – śmieje się Strzelecki. – Pochodzę z rodziny o wojskowych tradycjach. Pewnie dlatego mam taki charakter, że biorę wszystko na klatę i preferuję  styl przywódczy  w prowadzeniu biznesu. Trzymam się też podstawowej zasady, że jeżeli jest coś do zrobienia, to po prostu to robię – puentuje COO grupy TenderHut.