Optymizm rynkowy spada

Maciej Przygórzewski, główny analityk walutowy Currency One, operatora serwisów InternetowyKantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski, główny analityk walutowy Currency One, operatora serwisów InternetowyKantor.pl i Walutomat

Wskaźniki koniunktury pokazują, że menedżerowie odpowiedzialni za zamówienia coraz ostrożniej patrzą w przyszłość. Z drugiej strony pomimo pesymizmu Amerykanie kupili więcej oczekiwań nowych domów.

Niespodzianka w danych PMI

Zaskoczeniem była wczorajsza seria odczytów danych PMI. Dotychczas niemal co serię odczytów przyzwyczailiśmy się do reguły, że przemysł wypada gorzej a usługi lepiej i rynki jakoś to przyjmują. Obecny odczyt dla strefy euro jest jednak dokładnie odwrotny. Optymizm w usługach wyraźnie spada, z kolei pesymizm w przemyśle łagodnieje. Warto jednak zwrócić uwagę, że obydwa indeksy obecnie pokazują wartości poniżej 50 pkt. Wartość ta jest o tyle istotna, że rozdziela przewagę odpowiedzi pozytywnych od negatywnych. W stare tendencje wpisała się z kolei Wielka Brytania. Tam co prawda również króluje pesymizm, ale nie ma poprawy w przemyśle. Oba indeksy wyraźnie spadają, co pokazuje, że ankietowani menedżerowie nie patrzą w przyszłość przez różowe okulary.

Amerykanie wolą nowe domy

Jeszcze wczoraj przeglądając dane na temat sprzedaży domów na rynku wtórnym, można było odnieść wrażenie, że sytuacja wygląda alarmująco. Okazuje się, że lepiej wypadła z kolei sprzedaż nowych domów. Jest to dość ciekawa sytuacja, kiedy to w dobie rosnących kosztów, a tak dzieje się w sytuacji drożejących kredytów, konsumenci wybierają domy nowe, które powinny być relatywnie droższe. Dla gospodarki to dobra wiadomość, bo utrzymuje popyt na usługi w segmencie budowlanym. Rynek nieruchomości to też element, który po kryzysie z 2008 roku budzi duże emocje, stąd uspokojenie nastrojów jest ważne dla optymizmu na rynku.

Koniunktura za oceanem

Po słabszych danych z Europy byliśmy świadkami umocnienia się dolara względem euro. Ruch ten nie trwał jednak długo, bo publikacja danych z USA miała miejsce niecałe 6 godzin po tych ze strefy euro. Okazało się, że Amerykanie pokazali mniej optymizmu zarówno w przemyśle, jak i usługach. Tutaj warto zaznaczyć, że optymizm za oceanem ogólnie jest wyższy niż w Europie, stąd Amerykanie mają z czego schodzić w dół. Pomimo spadków w usługach dalej przeważają, aczkolwiek niewiele optymiści. Jak nietrudno się domyślić skoro spadek wyników w Europie osłabiał euro, to spadek w USA osłabia dolara i szybko wróciliśmy do punktu wyjścia na głównej parze walutowej świata, jaką jest EURUSD.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat