Wirtualna rzeczywistość pomoże wyleczyć lęki z wczesnego dzieciństwa. Tylko w Polsce na fobie cierpi 2,5 mln osób

Wirtualna rzeczywistość pomoże wyleczyć lęki z wczesnego dzieciństwa. Tylko w Polsce na fobie cierpi 2,5 mln osób 1

Dzięki wirtualnej rzeczywistości leczenie fobii i lęków może być prostsze niż kiedykolwiek. Litewska firma TeleSoftas opracowuje program, który będzie wykorzystywany w gabinetach terapeutycznych przy leczeniu lęku wysokości. Na jego podstawie ma powstać platforma, dzięki której lekarze będą w stanie leczyć niemal wszystkie fobie czy uzależnienia. Opracowany program Inner Child odwołuje się do wewnętrznego dziecka pacjenta, by w ten sposób przezwyciężyć lęki, które tworzą się we wczesnym dzieciństwie. Terapeuta może śledzić parametry stresu pacjenta na żywo i odpowiednio dostosować działania awatara.

W leczeniu fobii zazwyczaj stosuje się tradycyjną terapię poznawczo-behawioralną – ekspozycję wyobrażeniową i ekspozycję in vivo. Pacjent wyobraża sobie sytuacje, w których musi poradzić sobie z lękiem. Innym sposobem jest wejście wraz z terapeutą w miejsca, które wywołują lęk. To zaś, przy niektórych fobiach, może być po prostu niebezpieczne. Wirtualna rzeczywistość pozwala przenieść się do świata, który budzi lęk i w ten sposób go opanować.

– Zaprojektowaliśmy prototyp, który ma być wykorzystywany w gabinetach terapeutycznych, przy leczeniu różnego rodzaju fobii, m.in. lęku wysokości, czyli akrofobii. Zestaw obejmuje między innymi innowacyjną deskę rozdzielczą dla terapeutów i miernik doświadczenia użytkownika dla pacjenta. Dzięki temu terapeuta może kontrolować wirtualną rzeczywistość – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Algirdas Stonys, prezes TeleSoftas.

Nowe rozwiązanie, Inner Child, łączy doświadczenie technologii VR i tradycyjne techniki psychoterapii. Tworzy symulację, w której wewnętrzne dziecko wprowadza pacjenta do windy, ta zaś wznosi się na dach One World Trade Center w Nowym Jorku, z widokiem na miasto. Wewnętrzne dziecko ma zachęcać do pokonania strachu. Zdaniem psychoterapeutów, konfrontacja z wewnętrznym ja pomaga w zakwestionowaniu zakorzenionych przekonań, które tworzą się w dzieciństwie, jak choćby lęk przed konkretnym wydarzeniem lub przedmiotem. Takie przekonania przechowywane są w podświadomości i wpływają na dorosłe życie.

Jednocześnie pacjent pozostaje pod kontrolą terapeuty, który monitoruje poziom stresu pacjenta dzięki czujnikom w trackerze związanym z nadgarstkiem. Dodatkowo śledzi ruchy gałek ocznych, bicie serca, temperaturę i potliwość, może też porównywać wyniki poszczególnych sesji. Obecnie prototyp systemu koncentruje się na zwalczaniu lęku wysokości, jednak w przyszłości będzie można leczyć przy jego pomocy także inne fobie.

– Na podstawie tego prototypu ma powstać produkt dla terapeutów, za pomocą którego będą mogli leczyć wszelkiego rodzaju fobie, takie jak lęk przed pająkami czy lęk przed publicznymi wystąpieniami. Ta platforma ma być uniwersalnym narzędziem, przy pomocy którego terapeuci będą mogli dzielić się swoimi doświadczeniami z innymi terapeutami, przyspieszając tym samym terapię i ułatwiając życie swoim pacjentom – podkreśla ekspert.

Z badania „Epidemiologia zaburzeń psychiatrycznych i dostępność psychiatrycznej opieki zdrowotnej. EZOP – Polska” wynika, że na zaburzenia lękowe, w tym fobie specyficzne, cierpi nawet 2,5 mln Polaków. Już duża część z nich mogłaby być leczona przy wykorzystaniu wirtualnej rzeczywistości, zwłaszcza że jak pokazują różne badania, jest ona bardzo skuteczna. Virtual Reality Medical Centre w Kalifornii ocenia skuteczność terapii na 92 proc., a przeważnie na wyleczenie się z fobii pacjenci potrzebują dziesięciu sesji.

Jedną z pierwszych wirtualnych terapii była ta stworzona w Laboratorium Technologii Kreatywnych University of South California dla weteranów wojny w Iraku, cierpiących na zespół stresu pourazowego. Konfrontacja z traumatycznymi wspomnieniami pozwala im wyciszyć lęk. Terapia pomogła już dziesiątkom weteranów.

Wkrótce wirtualna rzeczywistość będzie mogła pomagać także cierpiącym na inne lęki. Nie wiadomo jednak jeszcze, kiedy dokładnie prototyp InnerChild trafi na rynek.

– Obecnie nasz prototyp przechodzi testy kliniczne. Współpracujemy przy tym z wieloma uniwersytetami. Wciąż nie wiemy, kiedy będziemy mogli zacząć sprzedawać naszą platformę. Gdy będziemy gotowi, zaoferujemy platformę opartą na subskrypcji w istniejących wirtualnych sklepach, takich jak SteamID – zapowiada Algirdas Stonys.

Powstaje nowa platforma do analizy danych 3D. Pozwoli mieszkańcom i firmom samodzielnie analizować i wizualizować dane o budynkach i działkach

Powstaje nowa platforma do analizy danych 3D. Pozwoli mieszkańcom i firmom samodzielnie analizować i wizualizować dane o budynkach i działkach 2

Dane przestrzenne w łatwy i wygodny sposób będą dostępne do powszechnego użytku. Centrum Analiz Przestrzennych Administracji Publicznej tworzy platformę analityczną, w której każdy użytkownik samodzielnie będzie mógł wykonać podstawowe analizy przestrzenne, w tym analizy na danych 3D, a także zwizualizować je. Wykonanie bardziej skomplikowanych operacji będzie można zlecić. Same usługi geoportalowe już dziś przyciągają 45 tys. użytkowników dziennie.

– Projekt Centrum Analiz Przestrzennych Administracji Publicznej polega na dostarczeniu obywatelom, przedsiębiorcom i w szczególności administracji publicznej nowoczesnych usług związanych z możliwością analiz przestrzennych, z użyciem danych przestrzennych pochodzących z państwowego zasobu, ale również danych, które są w posiadaniu poszczególnych interesariuszy – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Marek Szulc, zastępca dyrektora Departamentu Informatyzacji i Rozwoju Państwowego Zasobu Geodezyjnego i Kartograficznego w Głównym Urzędzie Geodezji i Kartografii.

Główny Urząd Geodezji i Kartografii planuje utworzenie platformy analitycznej umożliwiającej wykonywanie zaawansowanych analiz przestrzennych, w tym analiz na danych 3D, a także interpretację oraz wizualizację wyników analizy w postaci tekstowej oraz graficznej. Dzięki projektowi CAPAP możliwe będzie dokonywanie analiz niezbędnych do przeprowadzania inwestycji, ale i prowadzenia działalności gospodarczej czy skutecznej ochrony środowiska.

– Każdy z użytkowników będzie mógł w sposób swobodny skorzystać z usług dostępnych za pomocą naszego projektu i dokonać prostych oraz złożonych analiz we własnym zakresie. Na te analizy, które będą wymagały jakichś dodatkowych kompetencji, będzie można złożyć specjalne zapotrzebowanie – przekonuje Marek Szulc.

Dane przestrzenne to zbiór cech poszczególnych obiektów. Oznacza to między innymi wysokość i modele trójwymiarowe poszczególnych budynków. Dzięki tym danym, po odpowiedniej obróbce można opracowywać narzędzia takie, jak na przykład mapy 3D. Odbiorcami usług tworzonych w ramach projektu mają być urzędnicy i przedsiębiorcy, a także zwykli obywatele. Jak się okazuje, ostatnia z docelowych grup przedsięwzięcia, bardzo intensywnie korzysta z dostępu do danych przestrzennych.

– Obywatele korzystają z usług, które świadczymy na dzień dzisiejszy w sposób dosyć intensywny. Mamy około 45 tys. zapytań dziennie do usług geoportalowych. To oczywiście obywatele, przedsiębiorcy, branżowe instytucje, w szczególności instytucje takie jak KGP, Straż Pożarna czy Państwowe Ratownictwo Medyczne i Lotnicze, które na co dzień w trybie 24-godzinnym na dobę korzystają z naszych usług w celach zarządzania kryzysowego i zarządzania bezpieczeństwem – tłumaczy przedstawiciel GUGiK.

Pierwsze dane wysokościowe w ramach projektu CAPAP zebrano w połowie 2017 roku i dołączono do państwowego zasobu geodezyjnego i kartograficznego. Dane pozyskano w technologii lotniczego skanowania laserowego (ALS). Wkrótce utworzona zostanie także specjalna dotykowa mapa topograficzna dla niewidomych i słabowidzących z wykorzystaniem biblioteki znaków dotykowych i pisma Braille&HASH39;a.

CAPAP jest jednym z trzech projektów realizowanych przez Główny Urząd Geodezji i Kartografii w ramach programu operacyjnego Polska Cyfrowa. Oprócz Centrum Analiz Przestrzennych Administracji Publicznej GUGiK opracowuje jeszcze krajową bazę danych geodezyjnej ewidencji sieci uzbrojenia terenu (K-GESUT) oraz znajdujący się w II fazie rozwoju Zintegrowany System Informacji o Nieruchomościach.

Bezpieczeństwo jazdy poprawią wyświetlacze z rozszerzoną rzeczywistością. W przyszłości mogą trafić także do smartfonów

Bezpieczeństwo jazdy poprawią wyświetlacze z rozszerzoną rzeczywistością. W przyszłości mogą trafić także do smartfonów 3

Wyświetlacze head up display (HUD) mogą w znaczący sposób poprawić bezpieczeństwo i komfort jazdy samochodem. Dzięki komunikatom wyświetlanym na przedniej szybie w trybie rozszerzonej rzeczywistości, kierowca dowie się nie tylko z jaką prędkością porusza się auto, lecz także gdzie ma jechać oraz jak wykonać skomplikowany manewr. W przyszłości wyświetlacze HUD będą na wyposażeniu smartfonów. Nowa generacja takich urządzeń w samochodach pozwoli zaś na komunikację kierowcy z pojazdem za pomocą gestów.

Dopuszczalna prędkość na drodze ekspresowej w Polsce to 120 km/h. Jadąc z tą prędkością, samochód pokonuje 33 metry w sekundę. Oderwanie wzroku od drogi choćby na moment może więc w przypadku nieprzewidzianego zdarzenia skończyć się wypadkiem. Bezpieczeństwo jazdy mogą poprawić wyświetlacze HUD (head up display). Są one formą rozszerzonej rzeczywistości, prezentującej dane na przezroczystym wyświetlaczu. W przypadku samochodów dane wyświetlane mogą być na przedniej szybie, by użytkownik mógł się cały czas koncentrować na drodze.

– Technologia pozwala w sposób bardziej ergonomiczny i ułatwiający życie kierowcy wyświetlić pełną informację po prostu na szybie samochodu. Potrzebujemy do tego źródła, którym jest w tej chwili laser i odpowiednio szybko skanującego lusterka, które nam ten promień lasera rzuci na szybę i wyświetli całą informację – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jarosław Baszak, country manager w firmie Hamamatsu Photonics, produkującej komponenty optyczne m.in. do wyświetlaczy head up display.

W najnowszych autach lista funkcji oferowanych przez wyświetlacze jest bardzo długa. Komunikaty nie ograniczają się już tylko do przekazania podstawowych informacji o parametrach jazdy, lecz opierają się na danych z systemu GPS i Google Maps, dzięki czemu mogą wyświetlać m.in. ograniczenia prędkości czy wskazówki o trasie prowadzącej do obranego celu. Dzięki rozszerzonej rzeczywistości niektóre urządzenia mogą również nakładać kolorowy szlak na drodze, by kierowca sprawniej mógł przeprowadzić skomplikowany manewr. Producenci idą o krok dalej. W przyszłości technologia najprawdopodobniej trafi do smartfonów.

– Zrobiliśmy mały projektor, w którym zastosowane jest lusterko, wykonane w technologii MEMS (mikroukładu elektromechanicznego – przyp. red.). Mieści się on w średniej wielkości smartfonie i przy zastosowaniu trzech diod laserowych RGB pozwala wyświetlić kolorowy obraz. Daje nam to mikroskopijne kino domowe mieszczące się w kieszeni. Taka technologia to całkiem niedaleka przyszłość. Myślę, że takie projektory będą kolejną aplikacją zastosowaną w smartfonach – przewiduje Jarosław Baszak.

Pierwsze wyświetlacze powstały w latach 50. ubiegłego wieku na potrzeby lotnictwa wojskowego. Pierwszym samochodem, w którym znalazł się wyświetlacz HUD, był Oldsmobile Cutlass Supreme z 1988 roku. Po trzech dekadach technologia zaczęła się pojawiać u coraz większej liczby producentów aut. Dziś w swoich najwyższych modelach oferuje je między innymi Toyota, Mazda czy Lincoln.

Udoskonalone wyświetlacze HUD z rozbudowaną rozszerzoną rzeczywistością mogą się stać przyszłością w komunikacji na linii kierowca–samochód. Następnym krokiem ma być komunikacja za pomocą gestów. To kolejna próba zwiększenia bezpieczeństwa na drodze.

– Macierz oświetlaczy i detektorów jest w stanie rozpoznać, co kierowca chciałby przekazać samochodowi, poruszając ręką. Firmy już pracują nad taką aplikacją. Oczywiście marzeniem futurystycznym jest rozpoznawanie grymasów twarzy, ale zaczynamy od najprostszej rzeczy, czyli od gestów wykonywanych całą dłonią: przesuwania i obrotów – informuje specjalista z Hamamatsu Photonics.

Zgodnie z przewidywaniami Grand View Research światowy rynek wyświetlaczy HUD do 2025 roku osiągnie wartość 13,5 mld dol. ze sprzedaży niemal 35 mln urządzeń. Średnioroczny wzrost tego rynku w najbliższych latach wyniesie 26 proc.

Szkoły coraz chętniej angażują się w sportową rywalizację. Gwiazdy sportu chcą w ten sposób odciągnąć uczniów od ekranów komputerów

Szkoły coraz chętniej angażują się w sportową rywalizację. Gwiazdy sportu chcą w ten sposób odciągnąć uczniów od ekranów komputerów 4

Uczniowie podstawówek coraz chętniej biorą udział w sportowej rywalizacji. Do konkursu Drużyna Energii, który ma wyłonić najbardziej aktywną szkołę w kraju, w ubiegłym miesiącu wpłynęło prawie 5 tys. filmów. Młodzież coraz częściej porzuca ekrany komputerów i smartfonów na rzecz sportu, a poziom wykonywanych zdań sportowych jest bardzo wysoki – podkreślają ambasadorzy konkursu. Uczniowie biorą w nim udział tym chętniej, że do promocji szkoły muszą wykorzystywać internet i media społecznościowe.

– Chcemy odciągnąć dzieci od tabletów, telewizorów czy konsoli, żeby wyszły na dwór i ruszyły się trochę. Robimy to przede wszystkim dla ich zdrowia. Projekt Drużyna Energii od samego początku cieszy się olbrzymim zainteresowaniem, co doskonale pokazują liczby – w grudniu otrzymaliśmy 3 tys. filmików, a w lutym nadesłano ich już 5 tys. Ambasadorzy programu to bardzo znane postacie, które możemy obserwować w mediach społecznościowych. Podejrzewam, że spotkanie ich na żywo jest dla młodzieży olbrzymim przeżyciem – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Bałkowiec, wicedyrektor departamentu marketingu i komunikacji Grupy Energa.

Zachęcanie dzieci i młodzieży do aktywności ma kolosalne znaczenie, bo – jak pokazują tegoroczne dane WHO oraz Instytutu Matki i Dziecka – prawie co trzeci (31,2 proc.) ośmiolatek w Polsce ma zbyt dużą masę ciała. W tej grupie 18,5 proc. zmaga się z nadwagą, a 12,7 proc. – z otyłością.

Drużyna Energii to ogólnopolska akcja sportowo-edukacyjna skierowana do uczniów i szkół, która promuje aktywność fizyczną i zdrowe nawyki żywieniowe w niestandardowy sposób – poprzez internet i media społecznościowe. Wspierają ją znani i lubiani przez młode pokolenie ambasadorzy: mistrz świata i Europy w siatkówce Krzysztof Ignaczak, dziennikarz sportowy Bartosz Ignacik, były piłkarz, reprezentant Polski Marek Citko oraz Krzysztof Golonka, najpopularniejszy sportowy youtuber w Polsce.

– Uczymy przez zabawę. Wykorzystujemy nowe media i internet, bo jednak dzieciaki spędzają w sieci bardzo dużo czasu, i powoli przekazujemy im cenne informacje. Gościmy już w trzeciej szkole i mam nadzieję, że zwiedzimy jeszcze pół Polski. Program trwa pięć miesięcy – w każdym wybieramy jedną, najlepszą szkołę, która podeśle nam najwięcej filmów pokazujących, jak dzieciaki wykonują nasze zadania. W tej chwili odzew jest niesamowity, bo dostaliśmy prawie 5 tys. filmów – mówi Krzysztof Golonka, mistrz świata trików piłkarskich, ambasador Drużyny Energii.

Akcja jest skonstruowana tak, żeby uczniowie mogli wykazać się kreatywnością. W trakcie naboru filmiki zgłoszeniowe nadesłało sześćset podstawówek z całej Polski. Jury wybrało setkę najlepszych. W ramach zmagań o tytuł Drużyny Energii uczniowie zakwalifikowanych szkół powtarzają ćwiczenia, które przygotowują dla nich ambasadorzy akcji i nagrywają filmy wideo. Za każde nagranie, w którym powtórzą trening mistrzów, szkoła otrzymuje punkty. W finale do rywalizacji staną trzy szkoły z największą liczbą punktów, z których każda w ramach nagrody otrzyma wyposażenie sali gimnastycznej. Z kolei najlepsi zawodnicy otrzymają indywidualne wyróżnienia.

Cała inicjatywa Drużyny Energii prowadzi do tego, żeby zostawić ten świat internetowy i na chwilę po prostu wyjść na dwór – mówi dziennikarz sportowy Bartosz Ignacik.

Co miesiąc ambasadorzy Drużyny Energii odwiedzają też jedną, najbardziej aktywną szkołę, żeby poprowadzić wspólny trening. W ubiegłym miesiącu okazała się nią Szkoła Podstawowa nr 6 im. Antoniego Abrahama z Gdyni, która dzięki rekordowemu wynikowi 579 punktów zapewniła już sobie miejsce w czerwcowym finale akcji.

– Z motywacją do udziału w konkursie było różnie – niektóre dzieci podchodziły do tego bardzo odważnie, inne nie. Należało je trochę zmotywować i wytłumaczyć, co z tego będzie, jakie będą dla nich korzyści. Nie zajęło nam to dużo czasu i wszyscy bardzo chętnie uczestniczyli w tym projekcie. Nasz film wyróżniało to, że był wyjątkowy w całości. Pokazaliśmy w nim swoje umiejętności i naszą charyzmę – mówi Magdalena Latos-Kleina, nauczycielka wychowania fizycznego ze SP nr 6 w Gdyni.

Szkoła jest świetnie przygotowana, jeśli chodzi o sprawy piłkarskie i siatkarskie, naprawdę robi duże wrażenie. Jeżeli 10–20 proc. z tych dzieciaków będzie uprawiało jakąkolwiek dyscyplinę albo w ogóle sport amatorski, to warto było tu przyjechać – mówi Marek Citko.

Regularne uprawianie sportu to nie tylko korzyści zdrowotne. Uczy samodyscypliny i systematyczności, dlatego pomaga też osiągać lepsze wyniki w nauce.

– Patrząc, jak uczniowie strzelali na zawołanie w poprzeczki, byłem zdziwiony. Wiem, że można wytrenować pewne rzeczy, ale zdaję sobie sprawę z tego, ile czasu trzeba na to poświęcić. Widać, że coraz mocniej szkoły angażują się w ten projekt i widać, że trenują, przykładają się, poświęcają dużo czasu, więc forma rośnie. Wysoki poziom był także w Żorach, gdzie byliśmy w zeszłym miesiącu. Aż serce się raduje i nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, co będzie się działo w finałowych potyczkach – dodaje Krzysztof Ignaczak.

Były siatkarz podkreśla, że gratulacje należą się nauczycielom i trenerom, którzy wkładają w pracę z uczniami dużo czasu i serca. Ważną rolę odgrywa też zaangażowanie rodziców, którzy stanowią dla dzieci pierwszy wzór i zaszczepiają odpowiednie nawyki.

 Rodzice są pierwszą instancją. Pamiętajcie o tym, że dzieciaki będą na was patrzeć. Wy jesteście wzorcami, my jesteśmy tą drugą falą, która może zachęcić je do uprawiania sportu, natomiast to głównie od waszej inicjatywy będzie zależało, czy te dzieci naprawdę wyjdą z domu, więc ruszcie się – radzi Krzysztof Ignaczak.

Polskie rodziny z coraz większym wyprzedzeniem rezerwują wakacyjne wyjazdy. W tym roku będą wypoczywać głównie w Bułgarii, Turcji i na greckich wyspach

Polskie rodziny z coraz większym wyprzedzeniem rezerwują wakacyjne wyjazdy. W tym roku będą wypoczywać głównie w Bułgarii, Turcji i na greckich wyspach 5

Last minute nie jest już najbardziej preferowaną przez polskie rodziny formą rezerwacji zagranicznych wakacji. Intensywny ruch w biurach podróży trwa już od stycznia, ale wciąż dostępne są atrakcyjne oferty z nawet 25-proc. zniżką. Wczesna rezerwacja to także większa szansa znalezienia hotelu w dobrej lokalizacji i z najlepszymi atrakcjami. Z danych biura podróży Neckermann Podróże wynika, że w tym roku rodziny będą wypoczywać głównie w Bułgarii, Turcji, na greckich wyspach, w Hiszpanii i Egipcie, rośnie także popularność Włoch.

– Choć do lata jeszcze chwila, to właśnie teraz najwięcej osób rezerwuje wakacje. W naszym biurze podróży to przede wszystkim rodziny rezerwują teraz wakacje – ponad 50 proc. rezerwacji stanowią wyjazdy rodzinne. W wybranych obiektach możemy jeszcze skorzystać z takich bonusów jak gwarancja najniższej ceny czy atrakcyjne zniżki. Jednak dla kupujących największe znaczenie ma możliwość wyboru oferty, bo te najlepiej położone hotele, ze zniżkami dla najmłodszych i wyborem pokoi rodzinnych, sprzedają się bardzo szybko – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Magda Plutecka, rzecznik prasowy Neckermann Podróże.

Jak wynika z raportu MerlinX, przygotowanego dla Polskiego Związku Organizatorów Turystyki, letnie wakacje zarezerwowało już ponad 30 proc. więcej klientów niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Rzeczniczka Neckermann Podróże podkreśla, że nie warto czekać z tym do ostatniej chwili – zwłaszcza jeżeli ma się w planach rodzinny wyjazd z dziećmi, w jednym z najchętniej wybieranych kierunków i na dodatek w szczycie sezonu.

Decydując się na rezerwację wakacji teraz, można jeszcze liczyć na wysokie rabaty, sięgające nawet 25 proc. To też większa szansa na to, że uda się znaleźć dobrze położony hotel, z pokojami rodzinnymi i w korzystnej cenie.

– Standardem jest wybór miejsc z gwarancją pogody, z ciepłym morzem i krótkim przelotem – choć to akurat się zmienia, bo dzieci zabieramy już nawet w odległe zakątki świata. Najważniejszy jest wybór odpowiedniego obiektu – najlepiej położonego przy piaszczystej plaży, z szeregiem atrakcji dla najmłodszych. Rodzice wybierają obiekty z dużymi placami zabaw, ze zjeżdżalniami i basenami – mówi Magda Plutecka.

Rzeczniczka Neckermann Podróże zwraca uwagę na to, że rosną wymagania dotyczące hoteli. Coraz częściej wybierane są pięciogwiazdkowe, nawet kosztem wyższej ceny. Rodziny z dziećmi bardzo chętnie wybierają też obiekty z aquaparkiem, animacjami i dużym wyborem atrakcji dla najmłodszych.

– Rosną także oczekiwania w stosunku do kuchni. Podczas wakacji chcemy się zdrowo odżywiać. Formą najczęściej wybieraną przez rodziny podróżujące z dziećmi jest all inclusive, czyli trzy posiłki dziennie i dodatkowe napoje. To bardzo wygodne, ale z drugiej strony – pokutuje trochę mit niezdrowego all inclusive, który chcemy zmienić. Pokazujemy klientom, jak zmieniła się kuchnia na przestrzeni ostatnich lat, jest w niej dużo warzyw i owoców, jest różnorodna, a produkty często pochodzą z ekologicznych upraw – mówi Magda Plutecka.

Z danych Neckermanna wynika, że czołówkę najchętniej rezerwowanych otwierają Bułgaria, Turcja i wyspy greckie. Popularna wśród rodzin jest też Majorka. Coraz więcej klientów spędza letnie wakacje we Włoszech oraz w Egipcie.

– W tym roku najwięcej rodzin spędzi wakacje w Bułgarii – od kilku sezonów jest to główny kierunek rodzinnego wypoczynku, zaraz obok Turcji. Bliskość Bułgarii, ciągnące się kilometrami plaże, olbrzymia metamorfoza, jaką przeszedł ten kierunek w standardzie obiektów, oraz atrakcyjne ceny powodują, że ten kraj jest niezwykle modny. Jeżeli chcemy udać się tam na wakacje – nie ma co zwlekać, bo to kierunek popularny także wśród klientów innych krajów europejskich. W tym roku Niemcy rezerwują Bułgarię na potęgę – mówi Magda Plutecka.

W tym roku do grona najchętniej wybieranych destynacji na wakacje wróciła Turcja, która notuje najwyższe wzrosty sprzedaży od ubiegłego roku. Polscy turyści polubili ją za nowoczesne hotele z aquaparkami i wysoki standard all inclusive. Obok Turcji w tym roku powraca również Tunezja – rzeczniczka biura podróży Neckermann podkreśla, że oba kierunki są bezpieczne.

Obok walorów wypoczynkowych atutem Turcji i Tunezji są też atrakcyjne ceny – koszt tygodniowych wakacji z przelotem dla rodziny (dwóch osób dorosłych i dziecka) z pobytem w czterogwiazdkowym hotelu z all inclusive wynosi od 3,5 tys. zł przed sezonem i od około 5 tys. zł w szczycie sezonu.

– Jak co roku szukamy też nowości. W tym roku dla wielu rodzin odkryciem mogą być dwie włoskie wyspy – Sycylia i Sardynia. Sardynia to prawie 2 tys. kilometrów bajkowego wybrzeża z fantastycznymi plażami, duże tereny zielone i bardzo dobre hotele rodzinne. Z kolei Sycylię Polacy znają dosyć dobrze, my natomiast zapraszamy na mniej odkryte południe, słynące z piaszczystych plaż – mówi Magda Plutecka.

Polskie start-upy na celowniku inwestorów. Zysk z inwestycji w takie przedsięwzięcie może sięgnąć nawet kilkuset procent

Polskie start-upy na celowniku inwestorów. Zysk z inwestycji w takie przedsięwzięcie może sięgnąć nawet kilkuset procent 6

Dzięki współpracy z inwestorem start-up dostaje zwykle nie tylko kapitał na rozwój, lecz także wsparcie merytoryczne i know-how, do którego na co dzień nie ma dostępu. Korzyścią po stronie inwestora jest z kolei stopa zwrotu o wiele większa niż w przypadku tradycyjnych inwestycji, sięgająca nawet kilkuset procent. Blisko co piąty start-up w Polsce rozwija się w tempie przekraczającym 50 proc. miesięcznie. 

Inwestorzy zwracają uwagę na młode przedsiębiorstwa, ponieważ mają one bardzo dużą dynamikę wzrostu i tym samym zapewniają dużą dynamikę zwrotu z inwestycji. Jeżeli takie młode przedsiębiorstwo rozwija się zgodnie z założonym planem, to inwestor, który ulokował w nim kapitał, jest w stanie uzyskać stopy zwrotu nieporównywalne z tymi, które oferują tradycyjne rynki kapitałowe, czyli instrumenty dłużne, obligacje, o lokatach nawet nie wspominając – mówi agencji  informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Blichewicz, prezes zarządu Assay Investment.

Z ostatniego badania Fundacji Startup Poland, przeprowadzonego na grupie ponad 760 młodych innowacyjnych spółek, wynika, że aż 17 proc. z nich rośnie w tempie przekraczającym 50 proc. miesięcznie. Autorzy raportu „Polskie startupy 2017” podkreślili, że nie każda nowa firma jest automatycznie start-upem. Dotyczy to przedsięwzięć, które dzięki przewadze technologicznej lub niezagospodarowanej niszy rynkowej mają potencjał bardzo szybkiego wzrostu. Start-upy to firmy projektowane z zamierzeniem osiągnięcia olbrzymiej skali w krótkim czasie. To czyni je z kolei przedmiotem zainteresowania inwestorów.

Mimo to deficyt kapitału inwestycyjnego jest wciąż głównym problemem, z którym borykają się polskie start-upy. Brakuje zasobów inwestorskich, jakie mają do dyspozycji takie spółki w dojrzałych ekosystemach. Blisko dwie trzecie polskich start-upów finansuje się wyłącznie ze środków własnych. Najpopularniejszym źródłem zewnętrznego kapitału jest z kolei krajowy lub zagraniczny venture capital, a dalej – pieniądze publiczne pochodzące ze środków unijnych (PARP lub NCBiR).

Młode, innowacyjne przedsiębiorstwa potrzebują dwóch rzeczy. Pierwszą jest kapitał na rozwój spółki, drugą, wsparcie merytoryczne i wsparcie kontaktami, relacjami z podmiotami i inwestorami, do których te młode przedsiębiorstwa nie mają na co dzień dostępu. My staramy się zapewnić obie te rzeczy: dostarczyć kapitał w formie inwestycyjnej, czy to ze środków własnych, czy też pochodzących od inwestorów, oraz skontaktować młode przedsiębiorstwo z większą firmą już istniejącą na rynku, która może mocno wesprzeć jego rozwój – mówi Łukasz Blichewicz.

Korzyścią po stronie inwestora jest stopa zwrotu o wiele większa niż w przypadku tradycyjnych inwestycji, sięgająca nawet kilkuset procent.

Przykładem takiej inwestycji jest spółka Jeden Ślad, bardzo młode przedsiębiorstwo, które dopiero co ukończyło swój pierwszy rok działalności operacyjnej i rozwinęło się już do tego stopnia, że z punktu widzenia inwestora korzyść osiągnęła mocne kilkaset procent w ujęciu rocznym – mówi Łukasz Blichewicz.

Prezes Assay Investment ocenia, że w Polsce otoczenie rynkowe coraz bardziej sprzyja start-upom. Duża w tym zasługa programów uruchamianych przez NCBiR czy Polski Fundusz Rozwoju, który – w ramach pięciu funduszy venture capital – wpompuje 2,8 mld zł w start-upy na każdym etapie rozwoju i pomoże im w ekspansji. Z ostatniego badania Fundacji Startup Poland wynika, że już w tej chwili blisko połowa polskich start-upów sprzedaje za granicą. Polskie start-upy są też coraz bardziej innowacyjne, a 46 proc. współpracuje z instytucjami naukowymi i akademickimi.

– Trzeba przyznać, że przedsięwzięcia realizowane w Polsce są bardzo innowacyjne, jest do tego bardzo dobry klimat. Każdy nowy pomysł – czy to na skalę europejską, czy światową – który rozwiązuje jakiś rynkowy problem, bez względu na branżę, pozwala przedsiębiorstwom szybko się rozwijać. Generalnie, Polacy jako naród są bardzo otwarci na innowacje, są w stanie przyjąć na rynek bardzo wiele nowych usług czy towarów w krótkim okresie. Jesteśmy krajem, który chętnie przyjmuje nowości, ten proces zmiany zajmuje w Polsce krócej, niż ma to miejsce gdziekolwiek indziej w Europie, w szczególności w Europie Zachodniej – ocenia Łukasz Blichewicz.

Emisje zielonych obligacji na świecie w tym roku mogą sięgnąć 200 mld dol. Inwestycje finansowane w ten sposób pomogą w walce ze smogiem i globalnym ociepleniem

Emisje zielonych obligacji na świecie w tym roku mogą sięgnąć 200 mld dol. Inwestycje finansowane w ten sposób pomogą w walce ze smogiem i globalnym ociepleniem 7

Rośnie zainteresowanie zielonymi obligacjami, z których wszystkie pozyskane środki muszą być bezpośrednio przeznaczone na działania prośrodowiskowe. W 2018 roku wartość emisji zielonych obligacji może sięgnąć 200 mld dol., przy 13 mld dol. w 2013 roku. W Polsce jako pierwszym kraju na świecie wyemitowane zostały rządowe zielone obligacje, jednak w ujęciu globalnym zdecydowana większość emisji pochodzi z sektora prywatnego. Dla firm ochrona środowiska powinna się stać trwałym elementem ich modeli biznesowych – przekonuje Marcin Petrykowski z S&P Global Ratings.

– W szerokim rozumieniu zielone finanse to wszelkie działania związane z rynkiem finansowym, gdzie alokacja środków dokonywana jest w celu bezpośredniego rozwijania inwestycji oraz inicjatyw prośrodowiskowych, czyli wszelkiego rodzaju projektów, które starają się poprawić sytuację klimatu i w szeroki sposób chronią środowisko – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Petrykowski, dyrektor zarządzający S&P Global Ratings na region EMEA.

Zielone finanse oznaczają nie tylko inwestycje w rozwiązania chroniące środowisko, lecz także w inwestycje na wsparcie po stronie regulacyjnej. Instrumentami do tego typu inwestowania są tzw. green bonds, czyli zielone obligacje. W momencie emisji to zwykłe obligacje, jednak wszystkie pozyskane z nich środki muszą zostać w całości przeznaczone właśnie na projekty wspierające ochronę środowiska.

– To klasa aktywów, która nabiera coraz większego znaczenia na rynku finansowym. Obserwujemy bardzo duże wzrosty z punktu widzenia emisji – przez ostatnie 5 lat to ok. 80 proc. wzrostu rok do roku. W 2018 roku szacujemy wielkość emisji zielonych obligacji na 200 mld dol. Obecnie to tylko 2 proc. całego rynku obligacji, ale to jedynie pokazuje potencjał wzrostu – ocenia Petrykowski.

Agencja Standard & Poor&HASH39;s szacuje, że wartość emisji zielonych obligacji w 2017 roku sięgnęła 155 mld dolarów, przy 90 mld dolarów rok wcześniej. Jeszcze w 2013 roku było to zaledwie 13 mld dolarów. W ostatnich latach pod względem emisji dominowała Europa, ale coraz więcej obligacji pochodzi z krajów rozwijających się – przede wszystkim Chin, Indii i Meksyku.

– W Polsce mieliśmy dwie udane emisje zielonych obligacji, które zostały przeprowadzone przez Skarb Państwa. Z dużym sukcesem zaznaczyliśmy swoją obecność. Teraz coraz większym wyzwaniem jest konwersja i adaptacja tego instrumentu dla szerszej grupy uczestników rynku – dla przedsiębiorstw i banków. Na świecie już 2/3 emisji zielonych obligacji pochodzi z sektora prywatnego – wskazuje dyrektor zarządzający S&P Global Ratings w regionie EMEA.

Polska jest pierwszym krajem na świecie, który z sukcesem wyemitował zielone obligacje, po raz pierwszy w grudniu 2016 roku – była to emisja o wartości 750 mln dolarów 5-letnich obligacji z rentownością na poziomie 0,634 proc. Pozyskane z nich środki sfinansowały wydatki budżetowe na projekty z zakresu m.in. zrównoważonego rolnictwa, czystego transportu czy odnawialnych źródeł energii. W styczniu 2018 roku Polska po raz drugi wyemitowała zielone obligacje na inwestycje związane z ochroną środowiska o nominale 1 mld dolarów. Popyt wyniósł 3,25 mld euro, a rentowność 8,5-letnich obligacji sięgnęła 1,153 proc. To jednak dopiero początek i zdaniem eksperta, jeżeli chcemy pełnić istotną rolę w regionie, musimy pójść w kierunku zielonych finansów.

– Taki jest trend na świecie, który wyraźnie przyspieszył w 2015 roku, co związane jest z porozumieniem klimatycznym zawartym w Paryżu, gdzie 133 kraje ratyfikowały umowę nakładającą ambitne założenia dotyczące zmniejszania emisji gazów cieplarnianych, czyli walkę ze zjawiskiem globalnego ocieplenia. Jesteśmy częścią świata, który taką decyzję podjął i w tym kierunku zmierza całe nasze otoczenie – podkreśla Petrykowski.

Ochrona środowiska to fundamentalna część polityki i gospodarki. W Unii Europejskiej zakłada się redukcję emisji dwutlenku węgla, oszczędność energii i większy udział energii wyprodukowanej ze źródeł odnawialnych. Inwestycje w ochronę środowiska są konieczne, zwłaszcza przy obecnym poziomie zanieczyszczeń powietrza. Inwestycje mają konkretne efekty dla środowiska, na co wskazuje przykład Chin, gdzie od 2013 roku nałożono limity zużycia węgla, czy zakazano budowy nowych mocy węglowych. W efekcie w IV kwartale 2017 rok poziom stężenia PM 2,5 był o ponad 50 proc. niższy niż rok wcześniej.

W Polsce, jak ocenia ekspert, wyzwaniem jest przekonanie prywatnych przedsiębiorstw do zielonych inwestycji.

– Jesteśmy częścią UE, która przyjęła ambitną politykę związaną z adaptacją i wdrożeniem zielonych inwestycji oraz przejściem na model gospodarki opartej nie na węglu, ale na odnawialnych źródłach energii. Mamy też problem lokalny w postaci coraz większego smogu. Firmy powinny coraz bardziej zauważać, że ochrona środowiska w tym wymiarze to nie tylko sposób zarządzania ryzykiem, ale de facto budowy wartości i trwały element ich modeli biznesowych – przekonuje Marcin Petrykowski.

Diagnostyka szpiczaka plazmocytowego coraz skuteczniejsza. Standardy leczenia zaawansowanej postaci choroby jednak wciąż dalekie od europejskich

Diagnostyka szpiczaka plazmocytowego coraz skuteczniejsza. Standardy leczenia zaawansowanej postaci choroby jednak wciąż dalekie od europejskich 8

Poprawia się efektywność wczesnej diagnostyki szpiczaka, głównie dzięki nowym metodom wykrywania choroby i rosnącej świadomości lekarzy rodzinnych. Polscy pacjenci wciąż pozbawieni są jednak dostępu do innowacyjnych leków na nawrotową postać szpiczaka plazmocytowego. Dla blisko dwustu osób jest to obecnie terapia ostatniej szansy. W trudnej sytuacji znajdują się również chorzy po przeszczepie komórek krwiotwórczych, dla których brakuje nowoczesnych leków podtrzymujących leczenie.

Nowotwory hematologiczne stają się coraz powszechniejsze – według szacunków rocznie zapada na nie ok. 10 tys. osób, czyli dwukrotnie więcej niż ćwierć wieku temu. Do najczęściej występujących tego rodzaju schorzeń należy przewlekła białaczka limfocytowa oraz szpiczak plazmocytowy, który co roku diagnozowany jest u blisko 1,5 tys. osób. Obecnie całkowita liczba chorych wynosi ok. 9 tys. Szpiczak plazmocytowy jest chorobą nieuleczalną, może jednak osiągnąć status schorzenia przewlekłego, o ile leczenie zostanie wdrożone na wczesnym etapie rozwoju nowotworu.

Diagnozowalność znacznie się poprawiła, bo jeszcze 15 lat temu było około 1,1 tys. osób diagnozowanych, dzisiaj jest około 1,5 tys. rocznie. To jest znaczący postęp – mówi agencji informacyjnej Newseria Roman Sadżuga, prezes Polskiego Stowarzyszenia Pomocy Chorym na Szpiczaka.

Szpiczak plazmocytowy jest nowotworem trudnym do wykrycia, głównie ze względu na nieswoiste objawy, takie jak osłabienie, zmęczenie, nawracające infekcje i bóle kości. Symptomy te łatwo pomylić z innymi schorzeniami, m.in. zwykłym przeziębieniem. Szpiczak powoduje liczne zmiany w funkcjonowaniu układu immunologicznego, kostnego i nerwowego pacjenta, wpływa także na pracę nerek. Pacjenci często szukają więc pomocy u lekarzy różnych specjalności, w tym ortopedów i neurologów, zanim usłyszą prawidłową diagnozę. Stąd tak duża rola lekarzy rodzinnych w procesie diagnostycznym.

– Podstawowe objawy szpiczaka są bardzo widoczne, ale niestety rzadko to dociera do szybkiej świadomości lekarza, który ma pierwszy kontakt z pacjentem. Diagnozowalność poprawiła się znacząco, bo pojawiły się nowe metody diagnozy szczegółowej i leczenia pierwszych objawów, ale i świadomość lekarzy pierwszego kontaktu też wzrosła – mówi Roman Sadżuga.

Zmiany następują również w zakresie leczenia Polaków chorych na szpiczaka plazmocytowego, dotyczą jednak tylko części pacjentów. Jest to nowotwór o tendencji nawrotowej, jednak tylko pacjenci w pierwszej i drugiej linii leczenia mają zapewniony dostęp do nowoczesnych terapii. W przypadku pozostałych chorych poziom leczenia zupełnie odbiega od europejskich standardów. Brakuje przede wszystkim leków, mimo że na świecie w ciągu kilku ostatnich lat zarejestrowanych zostało sześć innowacyjnych cząsteczek do leczenia nawrotowej postaci szpiczaka.

 Obecnie w refundacji mamy wyłącznie lenalidomid, w obrębie programu lekowego pozostaje bortezomib, o ile nie był stosowany w pierwszej linii leczenia, i bendamustyna, więc w tej chwili są trzy leki, które możemy łączyć ze sobą, ze starszymi lekami cytostatycznymi, po to, żeby pomóc tym chorym – mówi dr Adam Walter-Croneck, adiunkt z Katedry i Kliniki Hematoonkologii i Transplantologii Szpiku w Lublinie, sekretarz Polskiej Grupy Szpiczakowej.

Innowacyjne leki najczęściej stosowane w skojarzeniu są w stanie nawet dwukrotnie przedłużyć życie chorych z nawrotową postacią szpiczaka plazmocytowego. W przeciwieństwie do tradycyjnych terapii cechują się one zdecydowanie mniejszą toksycznością, nie wyniszczają organizmu pacjenta i dają mu możliwość niemal normalnego funkcjonowania. Najczęściej mają one formę doustną, mogą być więc przyjmowane przez chorego w warunkach domowych, bez konieczności hospitalizacji.

Nowe terapie umożliwiają nam życie w godziwych warunkach. Są to terapie o tyle nieinwazyjne, że leki możemy przyjmować w formie tabletki w domu, co jest najważniejsze dla pacjenta, dla jego poczucia psychicznego, komfortu, że jest wśród swoich bliskich, a nie w klinice na łóżku szpitalnym – mówi Ewa Haraburda, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Pomocy Chorym na Szpiczaka.

W Polsce od 2013 roku nie zrefundowano żadnego nowego leku przeznaczonego do walki z nawrotowym szpiczakiem plazmocytowym. Do powszechnie stosowanych na świecie terapii polscy pacjenci mają dostęp jedynie poprzez badania kliniczne oraz dzięki darowiznom firm farmaceutycznych. Środowiska pacjenckie i lekarskie apelują o objęcie refundacją przynajmniej trzech z sześciu dostępnych na świecie cząsteczek, zwłaszcza pomalidomidu. Wobec braku dostępu do nowoczesnych terapii, lekarze zmuszeni są stosować kombinacje starszych leków cytostatycznych, pozwalających na pewien czas kontrolować rozwój choroby.

 Możliwe jest również po uzyskaniu kontroli nad chorobą podejście po raz kolejny do autotransplantacji szpiku. Tzw. ratunkowe, trzecie, czwarte, nawet niekiedy piąte autologiczne przeszczepienie jest możliwe i może wchodzić w rachubę zależnie od indywidualnego stanu pacjenta – mówi dr Adam Walter-Croneck.

Pacjenci poddawani leczeniu podtrzymującemu po przeszczepie komórek krwiotwórczych również znajdują się w dość trudnej sytuacji. Standardem jest w tym przypadku stosowanie lenalidomidu, co znacznie wydłuża zarówno czas wolny od progresji choroby, jak i czas całkowitego przeżycia. W Polsce lek ten jednak w tym wskazaniu nie jest refundowany.

Pozostaje nam talidomid, który można zastosować, o ile nie ma przeciwwskazań przede wszystkim neurologicznych. Jest potencjalnie możliwość zastosowania bortezomibu w leczeniu podtrzymującym, ale też przy założeniu, że nie ma przeciwwskazań neurologicznych i praktycznie to już jest wszystko – mówi dr Adam Walter-Croneck.

Podniesieniu świadomości polskich pacjentów w zakresie diagnostyki i leczenia szpiczaka plazmocytowego służą liczne spotkania edukacyjne organizowane m.in. przez Polskie Stowarzyszenie Pomocy Chorym na Szpiczaka. Organizacja ta zrzesza obecnie ponad 320 członków i współpracuje ze wszystkimi ośrodkami onkologicznymi w Polsce. Stowarzyszenie zajmuje się edukacją w zakresie standardów leczenia w Polsce i na świecie, nowoczesnych leków i terapii chirurgicznych, a także codziennego życia z chorobą.

Wakacje raz w roku to za mało? Egzotyczne wczasy w zimie

Szybkie tempo życia, stres w pracy i brak czasu dla bliskich sprawiają, że wiele osób z utęsknieniem czeka na wakacje. Kilkunastodniowy urlop sprawia, że nabiera się energii na kolejne miesiące, a zmęczenie znika. Jeżeli jeden wyjazd w ciągu roku to zbyt mało, by w pełni wypocząć, warto zdecydować się na dodatkowe wakacje w zimie. Mogą to być egzotyczne wczasy na tropikalnych wyspach, skąpanych w słońcu, nawet gdy w Polsce sypie śnieg. Jakie kierunki są polecane w okresie zimowym?

Zanzibar – magia afrykańskiego kontynentu

Białe plaże z miękkim piaskiem, zapach goździków, cynamonu i pieprzu, ciepłe, szmaragdowe wody oceanu i przyjaźni, gościnni mieszkańcy – tak w skrócie można opisać Zanzibar. Archipelag leżący około 25 km od wybrzeża Tanzanii. Oferty pobytu na tropikalnych wyspach, wchodzących w jego skład archipelagu, są dostępne na http://dreamtours.pl.

Zanzibar znany jest na świecie od wielu lat, dzięki korzennym przyprawom, które są tam uprawiane ze względu na wspaniały, ciepły klimat. Ponadto na głównej wyspie przyszedł na świat Freddie Mercury, czyli legendarny lider Queen. Obecnie Zanzibar jest również popularnym kierunkiem turystycznym, co potwierdzają liczne oferty wyjazdów na http://dreamtours.pl/wakacje/zanzibar.

Zanzibar słynie z dziewiczych, bajecznych plaż, z których najsłynniejsze są Nungwi, Kendwa i Kiwengwa. Turystów zachwycają nie tylko białe piaski i krystalicznie czyste wody, ale również odpływy, podczas których wody cofają się nawet o kilkanaście metrów. Jest to niepowtarzalna okazja, by przejść się po oceanicznym dnie. Krajobraz wybrzeża uzupełniają tradycyjne łodzie, które wykorzystują ubrani w kolorowe szaty Masajowie.

Bali – fascynująca, egzotyczna wyspa

Bali jest wyspą należącą do archipelagu Indonezji, który składa się z prawie 18 tysięcy wysp i wysepek. Turyści doceniają przede wszystkim wspaniały klimat, w którym temperatury w najchłodniejszych miesiącach rzadko spadają poniżej 29 stopni Celsjusza. Ponadto na miłośników przyrody czekają tropikalne lasy, malownicze jeziora, szczyty wulkanów i tarasy ryżowe, które razem tworzą niesamowitą, rajską scenerię. Krystalicznie białe plaże okalają wody Oceanu Indyjskiego – w krystalicznie czystym środowisku znajduje się aż 15 procent wszystkich raf koralowych na świecie. Dodatkowo turyści na Bali mogą zobaczyć ponad 20 tysięcy świątyń, w tym Pura Belanjong z najstarszą inskrypcją na wyspie i Pura Segara, w której znajdują się posągi wykonane z koralu o białej barwie. Wczasy na rajskiej wyspie Bali można zamówić na http://dreamtours.pl/wakacje/indonezja/bali

Relacja z PROCON Indirect Forum 2018

W dniach 20-21 marca w hotelu Airport Okęcie w Warszawie odbyła się kolejna edycja konferencji Procon Indirect Forum, przeznaczonej dla zakupów nieprodukcyjnych. W tym roku motywem przewodnim wydarzenia było hasło: „From cost cutting to value creation”. Zgodnie z tematem, wystąpienia koncentrowały się na sposobach tworzenia wartości działu zakupów w organizacji.

– PROCON Indirect Forum to jedyna w Polsce konferencja skupiona na zakupach ogólnych, czyli nie surowcowych, nie materiałowych. Te zakupy, często nie są w przedsiębiorstwach dobrze zorganizowane. Nie stanowią one może bardzo dużego kosztu, ale bardzo mocno wpływają na jakość pracy przedsiębiorstw – przekonywał Mateusz Borowiecki, Prezes OptiBuy.

Wśród prelegentów znaleźli się przedstawiciele firm takich jak: Grupa LOTOS, Bayer, Big Fish, Orange, mBank czy Polpharma. Konferencję otworzył wykład gościa specjalnego – dr. Jana Vaška (Cranfield University/VSB-TU Ostrava) na temat zakupu usług profesjonalnych. Ekspert od początku nawiązał dialog z publicznością i włączył uczestników do dyskusji. Przedstawił 3 case study, na podstawie których każdy mógł zidentyfikować narzędzia do efektywnego zakupu usług profesjonalnych.

Pierwszy, konferencyjny dzień koncentrował się na zagadnieniu kreowania wartości. Wystąpienia Marcina Plichty, Dyrektora Zakupów na Europę Środkowo-Wschodnią w firmie Bayer i dr. Marty Zbuckiej, Dyrektor Zakupów w Grupie LOTOS dotyczyły przebudowy i zmiany wizerunku organizacji zakupowej. Eksperci tłumaczyli, dlaczego głos działu zakupowego jest ważny. Marcin Plichta przedstawił pośrednie i bezpośrednie metody badania i kreowania wizerunku działu zakupów zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz firmy. Temat dopełnił panel dyskusyjny pt. „Jak budować prestiż organizacji zakupowej w firmie” poprowadzony przez dr. Tomasza Gonsiora, Partnera OptiBuy. Paneliści -Dyrektorzy zakupów dyskutowali na temat tego, jak widziany jest dział zakupów przez resztę organizacji i w jaki sposób można wpływać na jego pozycję.

W kolejnej części uczestnicy mieli okazję wysłuchać wykładu Agnieszki Piątkowskiej dotyczącego rekrutacji do zespołu zakupowego. Trenerka kariery przedstawiła zasady procesu rekrutacji i to, na co powinni zwrócić uwagę managerowie działów i prezesi firm. Następne wystąpienie należało do Ewy Szejner, autorki książki „Negocjuj Kobieto!”. Certyfikowana negocjatorka przedstawiła koncepcję negocjacji według Jima Campa, który uważa, że „nie” w negocjacjach jest najlepszą sytuacją wyjściową, bo można je przekuć w sukces.

– Takie konferencje są bardzo potrzebne. Ze względu na to, że jest to jedyne miejsce, w którym środowisko zakupowe może wymienić się swoimi doświadczeniami, może porozmawiać o tym jakie projekty prowadzi – powiedziała Ewa Stosio, Ekspert ds. Zakupów w mBank. Przedstawiciele jednego z topowych banków w Polsce podczas konferencji pokazali znaczenie działu zakupów w rozproszonym projekcie inwestycyjnym. Swoją prezentację oparli na własnych doświadczeniach związanych z projektem „Przystanek mBank”.

Ostatnia część konferencji dotyczyła konkretnych kategorii zakupowych. Mec. Rafał Zgórzak, Prezes Eurostrateg, opowiadał o efektywnym kontraktowaniu usług prawnych. Natomiast Mariusz Krzysztoń, Manager w OptiBuy pokazał, jak wybrać odpowiedniego dostawcę usług medycznych. Na zakończenie wykład na temat przetargu na event wygłosili Robert Kruk z Polpharmy i Piotr Burdzy, Członek Stowarzyszenia Branży Eventowej. Eksperci przekonywali, że cena nie jest najważniejsze, jednakże zwracali uwagę na to, jak efektywnie wydać pieniądze na wydarzenie korporacyjne.
Drugiego dnia konferencji odbyły się trzy warsztaty zakupowe. Uczestnicy mogli wziąć udział w szkoleniu z zarządzania zespołem zakupowym, prowadzonym przez Wisławę Grabarczyk-Kostkę, psycholog biznesu i wspomnianą wcześniej Agnieszkę Piątkowską. Drugi warsztat dotyczył negocjacji z tzw. gigantem – poprowadziła Ewa Szejner. Marta Basińska, psycholog i Marlena Kryściak-Sitkowska z OptiBuy pomogły uczestnikom ostatniego szkolenia poznać podstawowe techniki negocjacyjne. Osoby, które wzięły udział w warsztatach, dzięki ćwiczeniom i testom, dowiedziały się, jakim są typem negocjatora.

Patronat merytoryczny nad konferencją objęła Akademia im. Leona Koźmińskiego, Stowarzyszenie Branży Eventowej (SBE) oraz Polskie Stowarzyszenie Menedżerów Logistyki i Zakupów (PSML). W gronie patronów medialnych znalazły się: HRownia.pl, Outsourcing Portal, Outsourcing&More, QBusiness.pl, CEO.com.pl, GoldenLine oraz Newsrm.tv.
www.indirect.konferencja-procon.pl
www.konferencja-procon.pl