Na sytuację w kraju dla polskich przedsiębiorców wpływają dwa elementy. Pierwszym jest bardzo sprzyjające otoczenie makroekonomiczne. Firmy korzystają z tego, że konsumenci kupują coraz więcej towarów. Pozytywnie wpływa także dobra koniunktura na Zachodzie – kwitnie polski eksport. Czynniki te przekładają się na wzrost naszego PKB. Zgodnie z prognozami Coface wzrost PKB wyniesie w 2018 roku 4,3 proc. To mniej niż w ubiegłym roku, ale nadal stanowi bardzo dobry wynik.
– Trzeba pamiętać również o czynnikach ryzykach ograniczających działania przedsiębiorców. Należy do nich rynek pracy – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Jarosław Jaworski, prezes Coface –Dość mocno obniżająca się w ostatnich latach stopa bezrobocia powoduje bardzo mocny impuls wzrostu wynagrodzeń.To pozytywna zmiana dla pracowników, jednak powoduje zwiększenie kosztów dla pracodawców. Niemożność zatrudnienia pracowników i rosnąca liczba wolnych etatów wywołuje duże ograniczenia dla firm. Rośnie ryzyko w ramach realizacji kontraktów. Dzieje się tak w branży budowlanej. W perspektywie kolejnych lat i ważnych inwestycji infrastrukturalnych może to powodować spore zagrożenie. Oprócz tego na niekorzyść pracodawców działają pojawiające się w szybkim tempie zmiany w polskim prawie. Nie sprzyja to podejmowaniu decyzji inwestycyjnych. Podobny wpływ mają także reformy w systemie podatkowym, np. zmiana w ustawie VAT dotycząca tzw. płatności podzielonej (ang. split payment), która wejdzie w życie od 1 lipca 2018 roku. Wywołuje to niepewność wśród przedsiębiorców. Podobne skutki przynoszą ostatnie regulacje, jak np. wprowadzenie odwrotnego VAT w 2017 roku dla przedsiębiorstw budowalnych, co bezwzględnie zmniejszyło ich płynność finansową – dodał Jaworski.
W ubiegłym roku z platformy Google usunięto 3,2 mld reklam – dwukrotnie więcej niż rok wcześniej. Z tego ok. 130 mln stanowiły reklamy, które pozwalały przestępcom na kopanie kryptowalut przy wykorzystaniu mocy obliczeniowej komputera ofiary. Od czerwca 2018 roku firma Google, podobnie jak Facebook, zakaże reklam kryptowalut. To dziedzina, która ma przyszłość, ale wymaga ucywilizowania i uregulowania. Dopiero wtedy będzie można ją rozwijać i znów reklamować – tłumaczy Artur Waliszewski, dyrektor Google Polska.
– Ostatnio wprowadziliśmy nowe zasady reklamowe, które dotyczą pewnego spektrum produktów związanych z inwestowaniem. Część z nich to produkty, które rzeczywiście uważamy, że były szkodliwe dla użytkowników i zakazaliśmy reklamowania ich w naszych produktach – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Artur Waliszewski, dyrektor Google Polska.
Firma Google od czerwca 2018 roku zakaże reklam związanych z kryptowalutami. Zmiana dotknie wszystkie platformy Google’a, w tym wyszukiwarkę, YouTube czy Gmail. Koncern tłumaczy, że ma to chronić nieświadomych konsumentów przed stratami. Nie tylko dlatego, że kryptowaluty ostatnio bardzo straciły na wartości. Najpopularniejszy bitcoin w ciągu roku wzrósł o 630 proc. i dobijał już do granicy 20 tys. dol., by w lutym spaść do granicy ok. 6 tys. dol. Wraz z bitcoinem w dół poszły inne kryptowaluty, takie jak ethereum, litecoin czy ripple. Powodem zakazu reklam są też względy bezpieczeństwa. Część reklam, które pojawiały się na stronach Google’a, prowadziła do stron, które umożliwiały przestępcom na wykorzystanie mocy obliczeniowych komputera ofiary do kopania kryptowalut.
Z raportu Google’a „Trust & Safety in Ads” wynika, że w 2017 roku usunięto 3,2 mld reklam (przy 1,7 mld rok wcześniej), w tym 79 mln przekierowujących do stron zainfekowanych złośliwym oprogramowaniem i 66 mln instalujących wirusy. Usunięto też 130 mln reklam, które pozwalały przestępcom wykorzystywać moce obliczeniowe cudzych komputerów i w ten sposób kopać kryptowaluty.
– Kryptowaluty co do zasady są bardzo ciekawą technologią, która – jak sądzimy – ma przed sobą dużą przyszłość. Powstało jednak bardzo dużo różnych modeli biznesowych opartych na kryptowalutach, które były zbyt szkodliwe dla użytkowników. To obszar nieuregulowany, w związku z czym zdecydowaliśmy, że musimy również tego typu reklamy wstrzymać na naszych produktach – tłumaczy Artur Waliszewski.
Kryptowaluty biją wśród inwestorów rekordy popularności. Według aktualnych danych CoinMarketCap łączna kapitalizacja rynku przekracza w tej chwili 283 mld dol. Bitcoin (BTC), najpopularniejsza spośród zarejestrowanych kryptowalut, odpowiada za lwią część tego rynku. Jej obecny kurs to nieco ponad 7,5 tys. dol. Coraz częściej pojawiają się jednak głosy, w tym takich ekspertów, jak choćby „Wilka z Wall Street”, czyli Jordana Belforta, że rynek kryptowalut wykazuje wszystkie cechy bańki spekulacyjnej.
– Kryptowaluty to było coś, co pod koniec zeszłego roku i na początku tego roku było bardzo popularne. Wiele osób uważało, że powstała bardzo poważna bańka na tych produktach. Powstały też różne modele biznesowe wątpliwe etycznie i wielu użytkowników poniosło na tym spore straty – wskazuje dyrektor Google Polska.
Google, zakazując reklam, idzie w ślady Facebooka i Instagrama, którzy również wprowadziły zakaz reklamowania produktów i usług finansowych, które wiążą się z nieuczciwymi praktykami. Zakaz ma obejmować reklamy m.in. kryptowalut i opcji binarnych, firm oferujących portfele kryptowalut, porad dla osób inwestujących oraz giełd kryptowalut.
– Kryptowaluty mają przyszłość, ale wymagają uregulowania. Dopiero wtedy będzie można ten temat bardziej rozwijać i może kiedyś znowu reklamować – mówi Artur Waliszewski.
W ramach Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej do końca 2020 roku ponad 30,5 tys. szkół w całej Polsce zostanie podłączonych do szybkiego internetu o przepustowości minimum 100 Mb/s. Pierwsze dwa tysiące placówek będzie korzystać z niego jeszcze w tym roku. Cyfryzacja polskich szkół nabiera rozpędu również dzięki zakrojonym na szeroką skalę projektom wyposażania ich w najnowszy sprzęt, szkoleniom nauczycieli i lekcjom programowania, na które przeznaczono już blisko 130 mln zł.
– Projekt OSE, którego celem jest dostarczenie do wszystkich szkół w Polsce szerokopasmowego internetu o przepustowości co najmniej 100 Mbps, wchodzi z fazy projektowej w fazę realizacji. W tym roku zamierzamy przyłączyć ponad dwa tysiące szkół do działającej sieci, budowanej na bazie istniejącej infrastruktury telekomunikacyjnej. To pierwszy krok do tego, aby z końcem 2020 roku prawie 100 proc. szkół korzystało z bezpłatnego, bezpiecznego internetu oraz z całej reszty usług, które będą temu towarzyszyć – mówi agencji Newseria Biznes Marek Zagórski, sekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji.
OSE będzie publiczną siecią telekomunikacyjną, a odpowiedzialny za jej wdrożenie, uruchomienie i utrzymanie jest Państwowy Instytut Badawczy NASK. Zapewni on również system bezpieczeństwa oraz treści edukacyjne dla szkół, przydatne w kształceniu umiejętności cyfrowych. W 2018 roku planowane jest podłączenie do OSE 1,5 tys. lokalizacji, które w sumie dają liczbę 2,3 tys. szkół.
– Harmonogram przewiduje, że proces przyłączania pierwszych szkół będzie trwał od września do końca roku – dodaje Marek Zagórski.
W kolejnym roku do sieci dołączy kolejne 12 tys. placówek. NASK ogłosił właśnie przetarg na transmisję danych obejmującą blisko 4,7 tys. lokalizacji budynków oświatowych, czyli 92 proc. szkół z województw lubuskiego, wielkopolskiego, łódzkiego, warmińsko-mazurskiego, świętokrzyskiego oraz podlaskiego.
– W ramach przetargu sześć województw zostało podzielonych na obszary, w których znajduje się po około 40 szkół, ale jest to liczba uśredniona, bo poszczególne obszary mają różne wielkości. Teraz oczekujemy, że operatorzy złożą swoje oferty. Spodziewamy się, że w oparciu o ten przetarg zrealizujemy nie tylko tegoroczne zobowiązania, lecz także część przyszłorocznych, czyli dodatkowo 3,2 tys. lokalizacji – mówi Wojciech Kamieniecki, dyrektor instytutu badawczego NASK.
Według danych MEN obecnie tylko 10 proc. szkół i placówek oświatowych ma dostęp do internetu o takich parametrach, które umożliwiają wykorzystywanie go do nauki i prowadzenia lekcji. Natomiast 40 proc. jednostek oświatowych korzysta z dostępu do internetu o przepustowościach nieprzekraczających 10 Mbps. Jedna czwarta polskich uczniów nie ma możliwości korzystania z internetu nawet na lekcjach informatyki.
Resort edukacji podkreśla, że różnice w dostępie do szerokopasmowego internetu są zauważalne zwłaszcza pomiędzy szkołami z obszarów wiejskich a tymi w dużych miastach. OSE ma wyrównać szanse edukacyjne – niezależnie od wielkości i położenia miejscowości, w której znajduje się szkoła.
– Szybki internet w szkołach to decyzja cywilizacyjna. Teraz staje się faktem – w każdej szkole w ciągu najbliższych dwóch lat pojawi się szerokopasmowy internet, wzbogacony o 70 godzin informatyki, wyposażenie gabinetów szkolnych w interaktywne tablice i doskonalenie zawodowe nauczycieli. OSE i multimedialne wyposażenie szkół to wyzwanie dla uczniów i nauczycieli, którzy będą mogli uczyć inaczej, z wykorzystaniem nowych technologii – mówi minister edukacji Anna Zalewska.
Koszt uruchomienia Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej to blisko 320 mln zł, które pochodzą z programu operacyjnego Polska Cyfrowa. Działanie sieci – w tym zakup usług od operatorów telekomunikacyjnych – to wydatek przekraczający 1,3 mld zł. Projekt OSE, dzięki staraniom Ministerstwa Edukacji Narodowej, ma jednak zapewnione finansowanie z budżetu państwa na kolejnych 10 lat (od 2022 roku będzie to kwota ok. 164 mln zł rocznie).
– Jednym z kluczowych warunków powodzenia tego cywilizacyjnego programu jest uzyskanie jak największego zrozumienia dla jego założeń wśród szkół i jednostek samorządu terytorialnego. Już od miesięcy NASK prowadzi konsultacje i spotkania, w których uczestniczą przedstawiciele samorządu oraz dyrektorzy szkół. Pokazujemy im ideę OSE i informujemy o warunkach technicznych, jakie trzeba spełnić, żeby zostać podłączonym do sieci. Jest bardzo duże zainteresowanie, szkoły i samorządy deklarują pomoc i współpracę. Jest wręcz rywalizacja o to, żeby jak najszybciej zaistnieć w tym projekcie – mówi Wojciech Kamieniecki.
Eksperci podkreślają, że cyfryzacja szkół w Polsce to nie tylko OSE. MEN prowadzi m.in. program „Aktywna tablica”, który ma na celu wymianę przestarzałego sprzętu w placówkach oświatowych na nowy. Kosztem blisko 280 mln zł szkoły podstawowe (publiczne i prywatne) zostaną wyposażone m.in. w interaktywne tablice, monitory dotykowe, projektory czy głośniki. Do tej pory wsparcie finansowe otrzymało ponad 5,6 tys. szkół, a do 2019 roku wyposażonych w nowoczesne pomoce dydaktyczne będzie ponad 15,5 tys. szkół zarówno w Polsce, jak i za granicą.
Minister edukacji narodowej Anna Zalewska zaznaczyła, że obecna podstawa programowa wprowadza naukę programowania w szkołach, począwszy od I klasy szkoły podstawowej. Ważne jest również przy tym szkolenie nauczycieli w zakresie wykorzystywania technologii informatyczno-komunikacyjnych w procesie dydaktycznym.
– Nauczyciele muszą się nauczyć korzystać z dóbr szerokopasmowego internetu. MEN już widzi nauczycieli innowatorów i ich nagradza. To właśnie ci, którzy wykorzystując szerokopasmowy internet i multimedialny sprzęt, interaktywne tablice, zmieniają rzeczywistość na lekcji. Teraz przed nami uruchomienie dużego wspólnego projektu, w którym będziemy wspierać informatyczne kółka, by pobudzać talenty, które są w szkołach – zapowiada minister Anna Zalewska.
Konieczność wprowadzania kompleksowych zmian zauważa również resort cyfryzacji.
– Internet jest tylko narzędziem do tego, by móc stosować nowoczesne narzędzia edukacyjne, mieć do nich dostęp online. To wymaga sprzętu, czyli wyposażenia szkół. Stąd projekty takie jak „Aktywna tablica”, który przygotował MEN, stąd środki na dofinansowanie wyposażenia szkół w ramach regionalnych programów operacyjnych. Jest to też kwestia podstawy programowej, która zakłada konieczność wykorzystywania nowoczesnych technik w edukacji, i kwestia kształcenia nauczycieli. Te wszystkie elementy muszą się ze sobą zgrać – podkreśla wiceminister cyfryzacji Marek Zagórski.
Przesyłanie danych w technologii 5G ma być dziesięć razy szybsze niż w 4G, a w kolejnych etapach technologia umożliwi sprawną komunikację między dziesiątkami miliardów urządzeń. Orange Polska pierwsze testy sieci mobilnej nowej generacji przeprowadzi już w 2019 roku. Wtedy do sprzedaży mają trafić pierwsze smartfony współpracujące z technologiami 4G i 5G. Wdrożenie zaplanowano na lata 2020–2021. Kluczowe dla stworzenia sieci 5G będzie pozyskanie odpowiednich częstotliwości i budowa infrastruktury.
– Sieć 5G w przyszłości zrewolucjonizuje segment mobilny. Wszyscy wykorzystujemy coraz więcej danych za pomocą coraz większej liczby urządzeń, choć podstawowym narzędziem komunikowania wciąż jest smartfon. Nasze życie w coraz większym stopniu koncentruje się wokół tego urządzenia. Klienci skorzystają na uruchomieniu 5G. To technologia mobilna nowej generacji, która pozwoli oglądać filmy bez zakłóceń, zapewni lepszą jakość obrazu TV, sprawniejsze przeglądanie treści w internecie, szybsze przesyłanie zdjęć do mediów społecznościowych – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jean-François Fallacher, prezes Orange Polska.
Technologia 5G w porównaniu do 4G stworzy wręcz rewolucyjne możliwości, oferując szybsze łącza komunikacji i większą pojemność sieci. Rozwijane obecnie 4G pozwala na dostęp do internetu z prędkością do 300 Mb/s. Natomiast sieć 5G stworzy możliwość przesyłania danych z prędkością wielokrotnie większą, liczoną w gigabitach na sekundę. Czas opóźnienia transmisji danych skróci się z dzisiejszych 50 milisekund do zaledwie 1 milisekundy, to zaś będzie miało ogromne znaczenie dla rozwoju internetu rzeczy oraz wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości.
– Grupa Orange zmierza ku technologii 5G. W następnej dekadzie stanie się ona codziennością dla naszych klientów. Przesyłanie danych przyspieszy nawet dziesięciokrotnie, uzyskamy lepszy czas reakcji sieci. 5G stanie się radiowym uzupełnieniem dla sieci światłowodowej i ułatwi stosowanie wielu nowych aplikacji z każdego sektora gospodarki – podkreśla Arnaud Vamparys, wiceprezes Orange France ds. radiowych sieci dostępowych, szef programu 5G.
5G umożliwi też wdrożenie na dużą skalę takich rozwiązań, jak smart city, skorzysta telemedycyna i diagnostyka online. Urządzenia monitorujące krytyczne parametry, np. poziom glukozy u cukrzyków czy stan zdrowia osób chorych na nowotwory, w sytuacjach alarmowych zainicjują kontakt z pacjentem i ewentualną interwencję służb ratowniczych.
Motorem prac nad technologią 5G jest internet rzeczy i coraz większa liczba urządzeń podłączonych do sieci.
– Kolejnym bardzo ważnym zastosowaniem możliwości sieci 5G będzie coś, co nazywamy IoT – internetem rzeczy. Samochody, lodówki, okulary, zegarki – wszystkie te urządzenia będą połączone i będą się wymieniać ze sobą danymi – mówi Jean-François Fallacher.
Już od kilku lat nad rozwojem i wdrożeniem 5G pracują największe globalne koncerny technologiczne, w tym Orange, którego sieć światłowodowa będzie mogła być wykorzystywana także przy budowie sieci mobilnej nowej generacji. Spółka zapowiada, że pierwsze testy technologii 5G ruszą w 2019 roku.
– Przygotowania zaczynamy od testów, następnie chcemy przeprowadzić pilotaże na wybranych obszarach. W latach 2020–2021 planujemy uruchomić 5G na pierwszych obszarach. Następnie będziemy stopniowo rozwijać sieć. Jednak żeby osiągnąć zdolność operacyjną, niezbędne jest przydzielenie przez regulatora częstotliwości potrzebnych do 5G – mówi Jean-François Fallacher.
Kluczowa dla wprowadzenia sieci kolejnej generacji w Polsce będzie dostępność odpowiednich zasobów pasma w częstotliwości 3,6–3,8 GHz. To jedyne zasoby radiowe, które w krótkim czasie mogą być przeznaczone do budowy sieci. Obecnie operatorzy mają dostęp do bloków o szerokości do kilkudziesięciu MHz pasma, do wykorzystania pełnych możliwości 5G potrzebne są bloki skupiające przynajmniej 100 MHz.
Ministerstwo Cyfryzacji, które na początku 2018 roku opublikowało „Strategię 5G dla Polski”, chce, by na potrzeby sieci 5G zostało przeznaczone pasmo radiowe w częstotliwości 700 MHz, zakres 3,4–3,8 GHz oraz pasmo o częstotliwości powyżej 26 GHz. Sieć 5G miałaby działać w Polsce od 2020 roku.
Eksperci Orange Polska podkreślają, że podstawą są globalne standardy rozwoju sieci 5G. Ich pierwsza wersja została opracowana przez organizację 3rd Generation Partnership Project (3GPP), która skupia firmy zainteresowanie rozwojem systemów telefonii komórkowej. Dzięki temu pierwsze urządzenia z siecią 5G mogą być gotowe już w 2019 roku.
– Spodziewamy się, że pierwsze smartfony współpracujące z technologiami 4G i 5G pojawią się europejskim na rynku w połowie 2019 roku, a na szeroką skalę będą sprzedawane od 2020 roku. Dlatego Orange Polska aktywnie włącza się w przygotowania do wdrożenia tej nowej generacji sieci i urządzeń. Najważniejsze, by każdy kraj wykorzystał możliwości, jakie niesie ze sobą 5G, a każdy operator mógł zaoferować 5G obok istniejącej już sieci 4G oraz by można było wykorzystywać te same sprzęty do zagospodarowania nowych częstotliwości 5G – przekonuje Arnaud Vamparys.
Najmłodsza marka motoryzacyjna z portfolio Grupy PSA wprowadza na polski rynek SUV-a, który ma umocnić jej pozycję w segmencie premium i zagrozić modelom konkurentów. DS 7 Crossback – zapowiedź drugiej generacji modeli DS – jest naszpikowany najnowszymi technologiami i zaprojektowany z troską o najmniejszy detal. Marka DS utworzy specjalną sieć sprzedaży i serwisów. W dwa lata powstanie w Polsce osiem luksusowych butików, w których samochód będzie można skonfigurować m.in. przy wykorzystaniu wirtualnej rzeczywistości. Pierwsze cztery wystartują już w tym roku.
– Nasz najnowszy model DS7 Crossback skierowany jest do klientów, którzy chcą wejść w segment SUV-ów premium. Jest konkurentem dla samochodów takich jak BMW X1 czy Audi Q3, pozycjonowanym wyżej niż dotychczasowe modele Grupy PSA – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Gacek, brand manager DS Automobiles.
DS Automobiles jest marką premium Grupy PSA, najmłodszą w portfolio. W Polsce zadebiutował jej nowy flagowy model DS7 Crossback, który odzwierciedla całe know-how koncernu w zakresie inżynieryjnym. To pierwszy z drugiej generacji modeli DS, który będzie wyznaczać kierunek i styl dla kolejnych samochodów tej marki. Luksusowy SUV ma także umocnić jej pozycję w segmencie premium.
– Ten model różni się od konkurencji przede wszystkim stylem oraz jakością wykonania. Łączy wysmakowany francuski styl, wysokiej jakości rzemieślnicze wykonanie detali wykończenia oraz najnowsze technologie. Jest bardzo nowoczesny, w wielu aspektach awangardowy i wręcz luksusowy, a jednocześnie praktyczny i użyteczny. Ten samochód to technologia, nowoczesne i bardzo wydajne silniki z rodziny PureTech oraz BlueHDi – od 130 do 225 KM w benzynie oraz w dieslu – oraz trzystukonna hybryda plug-in z napędem na cztery koła, która zostanie wprowadzona do sprzedaży w przyszłym roku – mówi Daniel Dąbruś, product marketing manager DS Automobiles.
Prace nad DS7 Crossback trwały w sumie trzy lata. Model powstał z myślą o klientach, którzy chcą się wyróżniać i szukają nowych wrażeń. 7 Crossback jest bardzo zaawansowany technologicznie. Wnętrze wyposażono w dwa ekrany dwunastocalowe – w tym jeden HD, wysokiej jakości system hi-fi marki Focal (w środku może się znaleźć nawet czternaście głośników) i nowoczesne multimedia.
Oferuje aplikacje, które pozwalają na korzystanie np. z nawigacji satelitarnej informującej o ruchu drogowym w czasie rzeczywistym, pogodzie na trasie przejazdu, a także na uzyskanie dostępu do internetu i obsługę smartfona za pośrednictwem Apple CarPlay czy MirrorLink.
Konstruktorzy marki zaproponowali wyposażenie wszystkich samochodów DS7 Crossback w pakiet maksymalnego wyciszenia wnętrza już w podstawowej wersji modelu. Standardem jest też rozruch silnika bez użycia kluczyka za pomocą jednego przycisku.
– Nowe technologie to rzecz, która ma wyróżnić ten samochód w segmencie SUV-ów premium. Wiadomo, że konkurencja jest bardzo duża, wszyscy oferują bardzo innowacyjne rozwiązania i technologie. My na tym nie poprzestajemy – wszystkie systemy, które są w tym samochodzie, to najnowsze systemy dostępne dzisiaj w najwyższej gamie samochodów – podkreśla Krzysztof Gacek.
Flagowy model DS ma na nowo zdefiniować luksus à la française w odniesieniu do samochodów. Przy wyborze materiałów i kolorów marka poprosiła o pomoc rzemieślników wyróżnionych tytułem „Najlepszego Rzemieślnika Francji”, którzy wzięli dział w projektowaniu tapicerki i wnętrz, doradców do spraw kolorystyki, inżynierów i czołowe biura projektowe.
Wnętrze SUV-a ma wiele ekskluzywnych elementów, takich jak perłowy splot, czyli dekoracyjne przeszycie tworzące małe punkty w kształcie pereł na desce rozdzielczej i na panelach drzwi. Marka zatrudniła też mistrzów rymarstwa, którzy opanowali tajniki ręcznej obróbki skóry, a dodatkowo mają doświadczenie w branży samochodowej. Przed ostateczną decyzją przetestowano dziesiątki kombinacji materiałów i kolorów. W efekcie wybrano dla modelu DS7 Crossback dziewięć kolorów nadwozia i pięć inspiracji wnętrza.
– Luksus po francusku to przede wszystkim pięć inspiracji wystroju wnętrza. Te inspiracje to Bastille, czyli francuski egalitaryzm, który tutaj jest bardzo powściągliwy: proste materiały, ale doskonałe wykonanie. Są także Rivoli, Faubourg i Performance Line. Na drugim biegunie jest Opera, która odpowiada stylowi paryskiej opery – jest eklektycznie i ultranowocześnie, ale przed wszystkim luksusowo – wymienia Daniel Dąbruś.
Wnętrze nowego SUV-a zostało zaprojektowane tak, żeby przypominało minisalon. Ma być przestronne, funkcjonalne, zapewniać dobre samopoczucie, izolację dźwiękową i łączność ze światem zewnętrznym. Całości dopełnia 550-litrowy bagażnik. Na zewnątrz DS7 Crossback został zaprojektowany tak, żeby przyciągać wzrok.
– Ten samochód jest zaprojektowany tak, żeby oddawał ducha Paryża, paryskich rzemieślników, ale i nowe technologie. Elektronika, konstrukcja samochodu, nowoczesna konstrukcja nadwozia, polegająca na naprzemiennym spawaniu laserowym i klejeniu elementów, która zwiększa sztywność i zmniejsza masę, nowe aktywne zawieszenie DS Avive Scan suspension, wielowahaczowe zawieszenie z tyłu, night vision – to są niespotykane w tym segmencie technologie. Powodują, że ten samochód jest unikalny, wnosi powiew świeżości do segmentu i przekazuje to, co marka ma najistotniejsze – mówi Daniel Dąbruś.
DS7 Crossback będzie sprzedawany przez wielokanałową sieć stworzoną specjalnie dla tej marki. Klasyczne salony w formatach DS Store i DS Salon uzupełnią rozwiązania cyfrowe, dzięki czemu będą przypominać luksusowe butki. Klienci będą mogli w nich dokończyć proces wyboru samochodu zapoczątkowany online i skonfigurować swój samochód z wykorzystaniem technologii wirtualnej rzeczywistości DS Virtual Vision.
– Model DS7 Crossback będzie pierwszym modelem sprzedawanym w nowych salonach marki DS w Polsce. Nie będzie dostępny w sieci dystrybucji Citroena, tak jak było dotychczas. W 2018 roku otworzymy cztery salony sprzedaży marki DS w Warszawie, Krakowie, Katowicach oraz Łodzi, skąd będzie się odbywać cała sprzedaż na rynek polski. W 2019 roku planujemy kolejne cztery lokalizacje – Poznań, Trójmiasto, Szczecin i Wrocław. Dzięki tym salonom pod koniec 2019 roku możemy się spodziewać pokrycia 80 proc. całego rynku sprzedaży samochodów premium w Polsce – zapowiada Krzysztof Gacek.
Wycena przedsiębiorstwa, czyli oszacowanie jego faktycznej wartości, przydaje się w momencie sprzedaży udziałów, ubiegania się o kredyt albo o pozyskanie inwestora. W praktyce najczęściej sporządza się ją przy sprzedaży firmy. W procesie wyceny musi zostać uwzględniony cały szereg czynników – od wielkości i majątku firmy, aż po jej otoczenie rynkowe. Im bardziej profesjonalna i rzetelna wycena, tym lepsza pozycja negocjacyjna przedsiębiorstwa w trakcie sprzedaży.
– Wycena firmy zwykle polega na tym, aby przeanalizować, jakie są przyszłe, możliwe do uzyskania korzyści z jej posiadania. Analizujemy przyszłe przepływy pieniężne, biorąc pod uwagę kilka możliwych scenariuszy, i sprowadzamy je do wielkości bieżącej. Te zdyskontowane przepływy są wartością tego, co można z takiej firmy uzyskać. Od nich odejmujemy dług firmy, czyli to, co trzeba najpierw zapłacić wierzycielom. To, co zostanie po odjęciu długu, będzie przypadało na nowych akcjonariuszy – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Wojciech Kryński, wspólnik w firmie doradczo-audytorskiej Ground Frost.
Wycena firmy polega na ustaleniu jej faktycznej wartości w oparciu o szereg informacji i danych finansowych. Pod uwagę brana jest m.in. jej forma prawna i zakres działalności, składniki jej majątku czy otoczenie rynkowe.
Taka wycena jest niezbędna w wielu sytuacjach, do których należą na przykład sprzedaż udziałów, pozyskanie inwestora czy ubieganie się o kredyt. W niektórych przypadkach sporządzenie wyceny jest wymagane przez prawo, np. przy prywatyzacji, fuzji z innym podmiotem czy przekształceniu formy prawnej przedsiębiorstwa. W praktyce wycenę najczęściej sporządza się na potrzeby transakcyjne w momencie sprzedaży firmy.
– Zakładając, że dobrze zmierzymy przepływy pieniężne i wymodelujemy przyszłe działanie tej firmy, uzyskujemy średnią wypadkową różnych poglądów uczestników rynku. Stąd taka wycena jest wiarygodna i rzeczywiście odzwierciedla kwotę, za którą firma zostałaby sprzedana – wyjaśnia Wojciech Kryński.
Firma, która jest wyceniana, nie odnosi z tego bezpośredniej korzyści, bo jej wartość dzięki temu nie wzrasta. Wspólnik w firmie doradczo-audytorskiej Ground Frost podkreśla, że właściciele wycenianych firm często miewają co do tego procesu nierealne oczekiwania – ich wyobrażenia często znacznie przekraczają rzeczywistą wartość przedsiębiorstwa.
Tymczasem wycena musi się opierać na racjonalnych prognozach wzrostu, realnie możliwych do osiągnięcia korzyściach. Im bardziej jest profesjonalna i rzetelna, tym lepsza pozycja negocjacyjna firmy przy ewentualnej sprzedaży. Każdorazowo musi też brać pod uwagę specyfikę i sytuację branży, w której działa firma, oraz jej wielkość i pozycję rynkową.
– Każda wycena jest inna. Różnią się one w zależności od tego, z jakiej branży pochodzi firma. Dla różnych branż budujemy różne modele wyceny, dlatego że zwykle bazują one na danych operacyjnych. Przykładowo, jeżeli ktoś produkuje meble, musimy wiedzieć, ile potrzebuje drewna, jakiego spodziewa się popytu. Na tej podstawie budujemy oczekiwane przepływy pieniężne. Nie można mówić o jakiejkolwiek standaryzacji, bo każda wycena ma swoją specyfikę – mówi Wojciech Kryński.
W zależności od celu, w jakim sporządza się wycenę przedsiębiorstwa, istnieje kilka metod oszacowania jego wartości. Przykładowo w metodzie dochodowej podstawą określenia wartości firmy jest prognoza dotycząca jej przyszłych dochodów z działalności. W metodzie porównawczej szacunkową wartość firmy określa się na podstawie porównania z innymi podmiotami o podobnym profilu. Natomiast metoda majątkowa, opiera się głównie na wycenie zasobów majątkowych przedsiębiorstwa.
– Koszt profesjonalnej wyceny jest tajemnicą handlową i jest mocno uzależniony od tego, jaką firmę i jakiej wielkości wyceniamy. Im większa firma, tym większe ryzyko związane z tą wyceną i tym większa opłata, którą trzeba zapłacić za oszacowanie jej wartości – mówi wspólnik w firmie doradczo-audytorskiej Ground Frost.
Krzysztof Polończyk, dotychczasowy członek zarządu i dyrektor finansowy, który od października 2017 roku pełnił obowiązki prezesa First Data Polska został oficjalnie powołany na stanowisko prezesa spółki. Kierownictwo korporacji doceniło jego dotychczasowe zaangażowanie w realizację strategicznych kierunków rozwoju firmy – wzmacniania pozycji lidera innowacyjnych rozwiązań i aktywnego zaangażowania w projekty terminalizacji polskich firm i urzędów.
Pod jego kierownictwem First Data Polska, właściciel marki Polcard z sukcesem sfinalizowała dwa ważne projekty. Jako pierwszy agent rozliczeniowy na rynku dołączyła do Programu Polska Bezgotówkowa, aktywnie rozwijając kanały dystrybucji terminali. Ogólnopolska sieć urządzeń do akceptacji płatności spółki sięga już 125 tysięcy. Wspólnie z partnerami uruchomiła we Wrocławiu największy i najnowocześniejszy system biletowy w Polsce, który jest jednocześnie jednym z najbardziej innowacyjnych rozwiązań na świecie. Firma ma także silną pozycję na rynku outsourcingu usług finansowych, współpracując obecnie z 25 bankami, zarządzając 7 mln kart płatniczych. Z sukcesem wdrożyła rozwiązania płatności mobilnych HCE dla banków SGB, Euro Bank i Raiffeisen Polbank.
– Wierzę, że First Data Polska ma ogromny potencjał do dalszego rozwoju. Unikatowa pozycja firmy w połączeniu z ogromnymi możliwościami jakie stwarza rynek stawia nas w obliczu bardzo ciekawych wyzwań i możliwości. Mamy ambicje skutecznie rozwijać obszar innowacji płatniczych w Polsce, umiejętnie łącząc technologię i wiedzę o rynku, poparte 27 letnim doświadczeniem – komentuje Krzysztof Polończyk, nowy prezes zarządu First Data Polska.
Krzysztof Polończyk w latach 2001-2006 pracował w Unilever Polska, gdzie specjalizował się w obszarze Business Finance. Kolejne doświadczenia zdobywał w Baxter Polska (branża farmaceutyczna), kierując w latach 2010 – 2013 działem finansów jako CFO/członek zarządu w Polsce oraz krajach nadbałtyckich. W 2013 przeszedł do Działu Regionalnego – najpierw CE, potem ECEMEA, gdzie zarządzał obszarem Commercial Pricing. Do First Data Polska dołączył w 2016 roku obejmując stanowisko dyrektora finansowego.
Jest absolwentem Akademii Ekonomicznej w Katowicach. Aktywnie uprawia sport: jogging i snowboard. Żonaty, ma dwóch synów.
Jeszcze kilka lat temu kiedy ktoś chciał zarobić na Forex, musiał się liczyć z tym że minie wiele długich miesięcy zanim zacznie generować jakiekolwiek sensowne zyski.
O ile opanowanie prostych zagadnień jakich można się nauczyć z różnego rodzaju materiałów dostępnych w internecie nie jest niczym trudnym, to jednak są to zaledwie podstawy, które nie pozwolą nam jeszcze generować regularnych zysków z miesiąca na miesiąc.
A co gdyby tak dostać na starcie wsparcie od profesjonalistów?
Jak zarobić na Forex grając w pojedynkę?
Jeżeli posłuchamy wykładów bardzo doświadczonych traderów działających na rynku od lat, to praktycznie każdy z nich udzieli tej samej rady:
„Nie staraj się zarabiać na wielu instrumentach! Skup się tylko na kilku, aby dokładnie poznać ich specyfikę”.
Co to oznacza w praktyce?
Wiele osób które chcą zarabiać na Forex, przegląda po kilka (lub nawet kilkanaście par walutowych dziennie), w poszukiwaniu dogodnych momentów do wejścia w rynek.
Z racji tego że nikt nie jest w stanie skutecznie obserwować wiele par walutowych na różnych interwałach czasowych, często dochodzi do sytuacji w której ludzie otwierają pozycję nie mając pojęcia czym charakteryzuje się dany instrument finansowy i czego mogą się po nim spodziewać.
Osoby które działają na rynku od lat, doskonale zdają sobie sprawę z tego zjawiska i często decydują się na 2 rozwiązania:
Wybierają sobie zaledwie kilka instrumentów które na bieżąco obserwują.
Umawiają się z innymi osobami na wspólny trading, aby nawzajem się informować o pojawiających się okazjach na rynku (jedna osoba obserwuje kilka swoich ulubionych instrumentów, a pozostałe osoby skupiają się na swoich).
Jak zarobić na Forex przy wykorzystaniu nowych rozwiązań technologicznych?
Mimo że dwie powyżej wymienione metody zarabiania na Forex jak najbardziej mają sens i konkretne uzasadnienie, to jednak w rzeczywistości nie wygląda już to wszystko tak fajnie.
Możemy oczywiście skupić się tylko na wybranych 3-4 parach walutowych, jednak w praktyce będzie to oznaczać że bardzo dobre okazje do zarobienia pieniędzy na pozostałych instrumentach będą nas cały czas omijać!
Możemy również poszukać kogoś kto będzie chciał z nami tradować i informować nas jeżeli pojawi się jakaś dobra okazja. W rzeczywistości jednak znalezienie odpowiedniej osoby, oraz zorganizowanie wspólnie czasu poświęconego specjalnie na trading już nie jest takie łatwe.
Z racji tego że rozwój technologiczny oraz różnego rodzaju aplikacji na telefony komórkowe przybiera coraz to większego tempa, również i na rynku walutowym Forex pojawiło się sporo bardzo dobrych rozwiązań, które spokojnie mogą nas wspomóc w zarabianiu pieniędzy na giełdzie.
Jedną z firm która mocno postawiła na edukację oraz wsparcie technologiczne, jest firma iMarketsLive (IML).
Firma ta nie dość że postanowiła dostarczyć ludziom niezbędną wiedzę w postaci materiałów edukacyjnych i regularnych spotkań online, to jeszcze inwestuje sporo pieniędzy na rozwój oprogramowania które pomaga nam analizować aktualną sytuację na rynku.
Bez względu na to czy ktoś woli rozgrywać układy harmoniczne dzięki oprogramowaniu Harmonic Scanner, czy preferuje bardziej scalping wspierając się oprogramowaniem WebAnalyzer, to jest jedna aplikacja na którą każdy zwraca swoją uwagę, a mianowicie SwipeTrades.
SwipeTrades to aplikacja do pobrania na telefon komórkowy, dzięki której doświadczeni traderzy współpracujący z firmą iMarketsLive informują nas o nadarzającej się okazji do wejścia w rynek.
Tak jak to wcześniej było już wspomniane, o ile wiele osób mogło mieć do tej pory problem ze znalezieniem partnera z którym będzie można wspólnie podziałać na rynku, o tyle teraz ten problem zostaje w dużym stopniu rozwiązany.
Ilość traderów współpracujących z firmą iMarketsLive jest spora, tak więc ilość sygnałów otrzymywanych od poniedziałku do piątku również powinna każdego zadowolić.
Część osób oczywiście bardzo wzbrania się przed różnego rodzaju narzędziami, oprogramowaniem i boi się komukolwiek zaufać chcąc tym samym samemu wszystko analizować. Jak dobrze jednak wiemy, każdy z nas jest tylko człowiekiem i ma swoje naturalne ograniczenia, a osoby z tego typu podejściem wcześniej czy później uderzają w tzw. szklany sufit, którego nie są w stanie samodzielnie przebić.
Więcej na temat tej aplikacji można znaleźć w osobnym artykule pt SwipeTrades , w którym znajduje się dokładny jej opis i zasada działania.
Spory z fiskusem są elementem ryzyka wpisanego w działalność gospodarczą w Polsce i dla przedsiębiorców to chleb powszedni. Z nieprzychylnym dla firmy stanowiskiem organów podatkowych można polemizować na drodze administracyjnej, a także sądowej. Jak jednak rozmawiać z dwugłową hydrą fiskusa, gdy każda z głów mówi co innego?
„Organy administracji publicznej bez uzasadnionej przyczyny nie odstępują od utrwalonej praktyki rozstrzygania spraw w takim samym stanie faktycznym i prawnym” – głosi wyrażona w art. 8 § 2 Kodeksu postępowania administracyjnego zasada pewności prawa.
Nie można
Na początku tego roku organy podatkowe zajmowały się rozstrzygnięciem wniosku podatnika o wydanie interpretacji indywidualnej w sprawie możliwości zaliczania do kosztów podatkowych wydatków poniesionych na organizację imprezy integracyjnej w firmie. W odpowiedzi z dnia 9 stycznia 2018 r. Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej stwierdził, że nie jest możliwe zaliczenie do kosztów uzyskania przychodów wydatków poniesionych w związku z organizacją imprez integracyjnych w firmie w zakresie, w jakim dotyczą osób związanych z firmą inaczej, niż poprzez zatrudnienie na podstawie umowy o pracę (0111-KDIB1-2.4010. 411.2017.1.MS).
Jednym aktem administracyjnym, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, fiskus usankcjonował ideę zakładowej, pracowniczej integracji, służącej budowie więzi między pracownikami oraz między pracownikami a zakładem pracy i pracodawcą. Według organu podatkowego spełniać się ona może tylko w odniesieniu do osób związanych umową o pracę, która już zawiera „związania” w postaci ustawowych okresów wypowiedzeń stosunków pracy i innych obwarowań, właśnie tym różniących ją od pozostałych rodzajów zatrudnienia. Z kolei, w opinii fiskusa, pracownik wykonujący pracę dla dobra firmy na podstawie umowy zlecenia, umowy o dzieło czy pracownik samozatrudniony, któremu z reguły nie przysługują świadczenia gwarancyjne, nie musi się z firmą integrować.
Oznacza to, że pracownicy zatrudnieni w oparciu o np. umowy zlecenia nie są na imprezie integracyjnej – z powodu braku możliwości zaliczenia do kosztów podatkowych wydatków poniesionych w związku z ich udziałem – mile widziani.
Ofiara własnej interpretacji
Państwowa Inspekcja Pracy, organy kontroli skarbowej, kontrolerzy ZUS – to podmioty, które mogą zakwestionować podstawę zatrudnienia, w następstwie czego może powstać wiele sankcjonowanych prawem obowiązków, np. do zapłaty podatków czy składek na ubezpieczenia społeczne.
Co wówczas, gdy po latach od zakończenia imprezy integracyjnej wskutek kontroli przywołanych organów państwowych okaże się, że dany współpracownik nie jest i nie był zatrudniony w oparciu o umowę cywilnoprawną czy działalność gospodarczą, tylko na podstawie umowy o pracę? Powinno to wywołać lawinę wniosków skierowanych do fiskusa o przywrócenie możliwości odliczenia kosztów poniesionych na organizację imprezy integracyjnej w firmie w stosunku do tych osób.
Można
„Kosztami podatkowymi są, co do zasady, tzw. «koszty pracownicze». (…) Mogą również obejmować wydatki ponoszone na rzecz pracowników w celu ich integracji, np. w postaci organizacji dla nich spotkań integracyjnych. (…) także (…) dla członków rodzin pracowników ewentualnie osób im towarzyszących” – takie rozstrzygnięcie znalazło się w interpretacji z 30 stycznia 2018 r. (0111-KDIB2-1.4010.359.2017.1.AP).
Równo trzy tygodnie po wydaniu interpretacji odmawiającej możliwości zaliczenia do kosztów podatkowych wydatków poniesionych w związku z organizacją imprezy integracyjnej na osoby współpracujące, a nie zatrudnione na podstawie umowy o pracę, ten sam organ, a więc dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej, pozwala zaliczyć do tych kosztów wydatki poniesione na osoby nawet z firmą niewspółpracujące.
Według argumentacji organu takie stanowisko uzasadnia to, że „[o]sobami towarzyszącymi były osoby z najbliższego kręgu pracownika, mające wpływ na podejmowanie przez pracowników ważnych życiowych decyzji, także tych dotyczących miejsca zatrudnienia oraz lojalności wobec Spółki jako pracodawcy”.
Fiskus wie lepiej
Zgodnie z przytoczoną na wstępie zasadą pewności prawa podatnicy muszą mieć gwarancję, że działając w dobrej wierze, w granicach dopuszczonych prawem, nie narażą się na negatywne konsekwencje swoich działań. Niestety, chcąc uniknąć urzędniczego bezprawia, chronić interesy przedsiębiorstwa, a przede wszystkim ochronić majątek firmy, nie wystarczy dziś znać się na biznesie. Drugi obowiązkowy fakultet każdego przedsiębiorcy to doradztwo podatkowe i prawne. W braku posiadania wiedzy z tego zakresu można się narazić na niekorzystne skutki prawne stanowiska organu, zgodnie z którym dziewczyna etatowego pracownika ma większy wpływ na dobro firmy niż pracownik zatrudniony wprawdzie, tyle że na podstawie umowy zlecenia.
Podsumowanie
Jedno jest pewne – chaos interpretacyjny nie służy budowaniu zaufania podatnika do organów podatkowych ani nie wzmaga poczucia poszanowania zasady pewności prawa. Za to przysłuży się kancelariom z branży prawno-podatkowej, bo wkrótce najczęściej sprzedawanym przez nie produktem będzie nie tylko audyt i doradztwo podatkowe, ale również kompleksowa reprezentacja przed organami i sądami administracyjnymi, czyli po prostu reprezentacja przedsiębiorców w sporach z fiskusem.
Cóż, dialog podatników z organami podatkowymi jest jakby żywcem wyjęty z filmu „Rejs” Marka Piwowskiego:
– Chciałbym zamienić się na łóżka.
– A chciałem tylko się zapytać, właściwie: a z kim by pan się chciał zamienić na łóżka?
– Z nikim. Obok jest wolne łóżko, o wiele wygodniejsze, szersze.
– A skąd pan wie?
– Próbowałem.
– W tej sprawie właściwie mogę panu odpowiedzieć, że właściwie można się zamienić, tzn. nie można…
Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.
Akcje Sescom S.A. zadebiutują na Głównym Rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie już 20 marca. Będzie to pierwszy debiut na GPW w 2018 roku i tym samym Sescom dołączy do grona 477 Spółek notowanych na dużym parkiecie. Zmianie rynku nie towarzyszyła oferta akcji. Spółka identyfikuje przejście z NewConnect na GPW jako jedną z najważniejszych dat w swojej historii, będącą punktem wyjścia do osiągania kolejnych międzynarodowych sukcesów.
Sescom S.A., międzynarodowy dostawca nowoczesnych rozwiązań Facility Management dla sieci retail, funkcjonuje na rynku od 2008 roku, rokrocznie poszerzając zasięg i zakres usług, portfolio klientów i odnotowując stały wzrost wyników. Od maja 2013 Spółka jest notowana na NewConnect. Zmiana parkietu notowań, podobnie jak poszerzenie oferty technicznej o wdrożenia nowych technologii, to kolejny milowy etap w Planie Rozwoju firmy, którego celem jest zdolność do konkurowania globalnie w 2020 roku.
– To dla nas wyjątkowy rok. Zmiana rynku notowań i tym samym debiut na Głównym Rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie wzmocni naszą pozycję, ale też podkreśli transparentność i otwartą komunikację – to ważne w budowaniu dobrych, wieloletnich relacji biznesowych, także na arenie międzynarodowej. Obecność na GPW to także możliwość pozyskania w przyszłości nowych, stabilnych i długoterminowych inwestorów instytucjonalnych – mówi Sławomir Halbryt, założyciel i Prezes Zarządu Sescom S.A.
Do obrotu na GPW zostanie wprowadzonych 750 000 akcji serii A2, 50 000 akcji serii B, 100 000 akcji serii C i 450 000 akcji serii D. Akcje serii B, C i D były dotychczas notowanie na rynku NewConnect, natomiast akcje serii A2 zostały zdematerializowane z zamiarem dopuszczenia oraz wprowadzenia do obrotu na rynku regulowanym. W ten sposób, w obrocie znajdzie się 1.350.000 sztuk akcji Spółki.
– Sescom w swojej historii działalności już wielokrotnie udowadniał, że jest firmą ambitną, która realizuje pomysły w sposób nieszablonowy i nowatorski, śmiało wykorzystując przy tym nowe technologie. W tym roku będziemy też obchodzić 10 urodziny firmy, to idealny moment na podsumowanie sukcesu, jaki udało nam się osiągnąć, ale też przede wszystkim na wyznaczenie kolejnych celów, po to by sięgnąć jeszcze dalej – dodaje Prezes Sławomir Halbryt.
Sescom S.A. obecnie obsługuje ponad 34 tys. placówek w Europie, należących do czołowych firm m.in. z branży retail, HoReCa czy bankowości. Jednym z klientów, którzy współpracują z Sescom od samego początku, jest LPP S.A., którego Sescom wspierał techniczne np. przy otwarciu flagowego sklepu na Oxford Street w Londynie. Do 2020 roku Spółka chce być obecna w całej Europie Zachodniej, posiadając potencjał do konkurowania globalnego.
– Nasza firma znajduje się w bardzo dobrej sytuacji płynnościowej i gotówkowej, o czym świadczą wysokie przepływy, ujemny dług, czy też systematycznie rosnący kapitał obrotowy. Dlatego mimo ambitnych planów rozwojowych, przy przyjściu na GPW, nie zdecydowaliśmy się na emisję akcji, a plany rozwojowe w najbliższej przyszłości chcemy finansować poprzez finansowanie bankowe i dotacje. Nie wykluczamy jednak emisji w przyszłości, gdy pojawią się kolejne projekty inwestycyjne uzasadniające taki cel. Dzięki temu umożliwimy wielu zainteresowanym inwestorom uczestnictwo w ścieżce wzrostu naszej firmy – uzupełnia Prezes Zarządu.
Sescom 28 lutego zaprezentował najwyższe wyniki finansowe w swojej X-letniej historii. W roku obrotowym 2016/17 (zakończonym 30 września minionego roku) przychody Spółki wyniosły 96,2 mln zł (+37 proc. rdr), przy EBITDA na poziomie 8,8 mln zł (+34 proc. rdr) i zysku netto rzędu 5,2 mln zł (+18 proc. rdr). Oprócz raportowanych wyników, Spółka wygenerowała wysoką wartość przepływów z dz. operacyjnej w wys. 2 mln zł, które finansowały wydatki w zakresie ambitnej ekspansji geograficznej oraz prowadzonych badań nad nowymi rozwiązaniami. Z kolei dług finansowy Sescom spadł o 34 proc. do 3,2 mln zł i uwzględniając środki pieniężne, Spółka dysponowała na dzień bilansowy ujemnym długiem netto rzędu 250 tys. zł, co oznacza dużą przestrzeń do potencjalnego długu przeznaczonego na realizację założeń strategicznych.