W tym tygodniu uwagę rynków przyciągać będzie przede wszystkim Fed

W krótkiej perspektywie notowania obligacji powinny ustabilizować się, chociaż posiedzenie Fed może sprowokować realizację zysków. Polska waluta pozostaje pod presją podaży, a notowania kursu EURPLN obecnie utrzymują okolice 4,215-4,218. Jastrzębi Fed powinien nasilić przecenę złotego.

Rynek stopy procentowej

Na krajowym rynku stopy procentowej ostatni tydzień przyniósł silny spadek rentowności na całej długości krzywej zarówno na rynku IRS jak i obligacji skarbowych. Z kolei poziomy ASW nie uległy istotniejszej zmianie. Głównym powodem silnego spadku krzywych była czwartkowa publikacja danych nt. inflacji, która okazała się dużo niższa od oczekiwań rynkowych. Do samej publikacji danych na rynku utrzymywała się stabilizacja notowań. Dodatkowym czynnikiem wspierającym lokalny rynek była poprawa nastrojów na świecie, gdzie również dochodowości papierów skarbowych mocno spadły (m.in. 10-letni Bund zbliżył się w okolice 0,55%).

W najbliższych dniach spodziewać się można stabilizacji notowań. Większość pozytywnych czynników została już wyceniona, jednak z drugiej strony brakuje impulsów do realizacji zysków. Aby mówić o kontynuacji trendu spadkowego uczestnicy rynku musieliby już nie tylko wycofywać się z dyskontowania podwyżek stóp w 2019 r., ale nawet liczyć na ich obniżkę. W tym kontekście warto zwrócić uwagę, że dwóch członków RPP już wspominało w skrajnych scenariuszach o możliwości złagodzenia polityki pieniężnej. Taka strategia wydaje się jednak przedwczesna, nawet po ostatnim spadku inflacji do 1,4%.

Publikowane w najbliższych dniach dane makroekonomiczne w kraju mimo, że powinny potwierdzić wysoką aktywność gospodarczą na początku 2018 r., raczej nie staną się katalizatorem przeceny obligacji. Wynika to z faktu, że będą miały prawdopodobnie niewielki wpływ na oczekiwania w odniesieniu do przyszłych decyzji RPP. Rada mając bardzo niską inflację i perspektywę generalnego braku presji inflacyjnej podtrzyma dotychczasowy ton komentarzy.

Uspakajająco na rynek działać też będzie oczekiwany spadek podaży papierów skarbowych na rynku pierwotnym. W pierwszych miesiącach 2018r. wartość emisji w każdym z poszczególnych miesięcy była niższa o około 2-3 mld PLN w relacji do prognoz PKO. Można szacować, że spadek wartości emisji skutkował obniżeniem rentowności obligacji o nawet 20-30 pb. Na krótkim końcu ten wpływ mógł już zostać wyceniony, jednak na dłuższym końcu krzywej istnieje jeszcze przestrzeń do lekkiego spadku rentowności (również zawężenia się ASW w okolice 20-25 pb. w sektorze 10 lat).

Najpoważniejszym czynnikiem ryzyka dla rynku stopy procentowej będzie rozpoczynające się we wtorek dwudniowe posiedzenie Fed. Jest bardzo prawdopodobne, że bank centralny zdecyduje się na podniesienie stóp procentowych o 25 pb. (decyzję poznamy w środę wieczorem). Takiej decyzji towarzyszyć będzie zapewne jastrzębi ton wypowiedzi sygnalizujący kontynuację cyklu podwyżek stóp w kolejnych kwartałach. Dlatego spodziewać się można, że rentowności krótkoterminowych instrumentów w USA pozostawać będą pod presją wzrostową, a długoterminowych przynajmniej nie powinny spadać. Ewentualna przecena UST w Stanach Zjednoczonych działałaby pośrednio na cały globalny rynek. W najbliższych dniach na krajowym rynku mógłby to być najpoważniejszy powód do tego, aby skłonić inwestorów do realizacji zysków, tym bardziej przy bardzo wysokich wycenach.W tym tygodniu uwagę rynków przyciągać będzie przede wszystkim FedAutor / Źródło: Mirosław Budzicki / PKO Bank Polski

Rynek walutowy

Polska waluta nadal pozostaje pod presją podaży, notowania kursu EURPLN utrzymują się obecnie w okolicach 4,215-4,218. W ostatnich dniach negatywny wpływ na złotego miały rosnące oczekiwania rynkowe dot. odsuwającej się w czasie normalizacji polityki monetarnej w Polsce oraz powrotu silniejszego dolara, którego perspektywy wydają się być w tym roku znacznie lepsze niż waluty europejskiej. W piątek po publikacji lepszych od oczekiwanych danych produkcyjnych z USA (w lutym wzrost o 1,1% m/m wobec oczekiwanych +0,3%) oraz indeksu nastrojów U. Michigan (w marcu wzrost do 102 pkt wobec 99,3 oczekiwanych) kurs EURUSD zaczął spadać, testując wsparcie na 1,226.

Gołębie stanowisko RPP (a szczególnie prezesa NBP Adama Glapińskiego, który widziałby koszt pieniądza w Polsce na niezmienionym poziomie aż do 2020 roku) umocniła publikacja danych inflacyjnych za luty. W skali roku indeks CPI spadł do 1,4% z 1,9% w styczniu (wyniku potwierdzonego z wstępnego szacunku GUS). Również opublikowana w piątek inflacja bazowa NBP (w lutym na poziomie 0,8% r/r wobec 0,9% oczekiwanych przez rynek i 1% odnotowanych w styczniu) nie wskazywała, aby w polskiej gospodarce zaczęła nasilać się presja inflacyjna.

Kwestia podwyżek stóp, to też odległa perspektywa jeśli chodzi o strefę euro. W gospodarce Wspólnoty inflacja CPI wyhamowała do 1,1% r/r z 1,2% r/r, natomiast  bazowy indeks CPI ustabilizował się na poziomie 1,0% r/r. Niska inflacja (a szczególnie bazowa) pozostaje czynnikiem niepewności dla EBC, stąd prezes Mario Draghi wskazuje na konieczną cierpliwość, trwałość i ostrożność w polityce monetarnej banku centralnego.

Takie perspektywy sprzyjają zwolennikom luźnej polityki pieniężnej w Radzie, co powoduje, że złoty traci na wartości, bowiem wysoki stopień gołębiości RPP i zmiana funkcji reakcji RPP powodują, że blask tracą inne krajowe publikacje. W piątek opublikowane zostały solidne dane z rynku pracy. W marcu zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło w skali roku o 3,7%, natomiast wzrost przeciętnego wynagrodzenia wyniósł 6,8%. W ujęciu miesięczny zatrudnienie zwiększyło się o 0,2%, co potwierdza utrzymujący się popyt na pracę. Wydaje się więc, że dopóki Rada nie zobaczy dodatniego wpływu rosnących płac na ceny w gospodarce i jednocześnie utrzymującego się wzrostu gospodarczego, perspektywa utrzymywania stabilnych stóp NBP będzie się przedłużać, wciąż negatywnie oddziałując na notowania złotego.

W tym tygodniu uwaga rynków skupiać będzie się przede wszystkim na posiedzeniu amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Marcowa podwyżka stóp o 25pb wydaje się być już zdyskontowana, stąd ważniejsza dla notowań rynkowych będzie treści komunikatu oraz wyniki dla nowych projekcji makro. Jeśli prognozy Fed pokażą, że obecnie więcej członków FOMC przewiduje cztery podwyżki stóp w 2018r., co jest realne, dolar powinien zacząć wyraźniej umacniać się wobec euro, co z kolei będzie osłabiało złotego i inne walut EM.

W kraju GUS opublikuje dane o sprzedaży detalicznej oraz wskaźniki nastrojów konsumenckich za marzec. Jednakże w świetle powyższych rozważań, oczekiwany 8% r/r wzrost sprzedaży nie będzie miał zapewne dużego wpływ na złotego, który pozostawać będzie pod oczekiwanym jastrzębim Fedem.  Stąd, w najbliższych tygodniach wzrost kursu EURPLN do/powyżej 4,23 jest bardzo prawdopodobny.W tym tygodniu uwagę rynków przyciągać będzie przede wszystkim Fed 2
Autor / Źródło: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

Dokumenty w telefonie – czy to bezpieczne?

Smartfony i tablety otwierają przed nami wiele nowych możliwości, ale jednocześnie przysparzając wiele obaw o bezpieczeństwo znajdujących się na nich plikach. W naszych telefonach przechowujemy różne dokumenty, zaczynając od tych mniej ważnych jak np. notatki, a kończąc na dowodzie osobistym, który od niedawna można mieć w wersji mobilnej dzięki nowej inicjatywie rządowej – mObywatel. Czy gromadzenie cennych informacji na urządzeniach mobilnych jest dobrym rozwiązaniem i w jaki sposób są one zabezpieczane?

mDokumenty, czy warto?

Według badań Fundacji Centrum Badania Opinii Społecznej opublikowanych w sierpniu 2017 r. z telefonów komórkowych korzysta aż 92% Polaków, z czego 57% ze smartfonów.  Bez nich większość z nas nie wyobraża sobie przeżyć nawet jednego dnia. Producenci oferują nam coraz ciekawsze rozwiązania, dzięki czemu nasze urządzenia już od dawna spełniają funkcje małego biura. Przechowywane na nich pliki często zawierają cenne informacje, które mogą zostać wykorzystane przeciwko nam.

Od niedawna Polacy mają możliwość korzystania z mobilnej aplikacji Ministerstwa Cyfryzacji -mObywatel, która pozwala na przechowywanie w formie cyfrowej danych zapisanych w dowodzie osobistym użytkownika. Ponad to osoby korzystające z narzędzia udostępnionego przez rząd mogą potwierdzić swoją tożsamość. W przyszłości będzie także dostępne mobilne prawo jazdy, dowód rejestracyjny i polisa OC.

Oczywiste jest to, że jeżeli nie będziemy musieli posiadać tych dokumentów w portfelu będzie to dla nas dużą wygodą. Jednak należy pamiętać, że telefon komórkowy staje się przez to niebezpieczną puszką Pandory, która – gdy wpadnie w niepowołane ręce – niesie za sobą wiele zagrożeń. Przestępcy mając dostęp do naszych danych osobowych z łatwością zaciągną kredyt lub podszyją się pod osobę, której dane dotyczą– mówi Marcin Kujawa, ODO 24.

Ochrona danych w telefonach

To my decydujemy, jakie informacje zapisujemy na stałe w naszych urządzeniach. Komórka wie o nas tyle, ile jej pozwolimy. Dlatego dbając o swoje bezpieczeństwo powinniśmy się zastanowić, na co wyrażamy zgodę pobierając nową aplikację, czy robiąc zdjęcie np. paszportu zapisując je w galerii bez szyfrowania.

Posiadanie dokumentów w telefonie może być bezpieczniejsze niż przechowywanie ich w wersji tradycyjnej. Dzieje się tak, ponieważ nasze urządzenia oferują dodatkowe funkcje, które je chronią. Począwszy od PIN-u, przez odcisk palca, a kończąc na rozpoznawaniu twarzy. Korzystanie z nich skutecznie minimalizuje utratę danych osobowych, co ciężko jest zrobić w przypadku dokumentów tradycyjnych. Bardziej zaawansowane funkcje poza wyżej wymienionymi to szyfrowanie całego urządzenia bądź poszczególnych aplikacji/folderów, które dodatkowo mogą być chronione osobnym hasłem. Dzięki temu zyskujemy dużą dozę pewności, że przechowywane dokumenty nie trafią w niepowołane ręce w przypadku kradzieży lub zagubienia nośnika.

Reasumując większość nowoczesnych smartfony, niezależnie, od systemu można tak skonfigurować, by ograniczały dostęp do zgromadzonych w nich danych – dodaje Marcin Kujawa, ODO 24. Niestety w rzeczywistości rzadko, który użytkownik się nad tym zastanawia, a jeszcze rzadziej ma czas, by się temu dokładniej przyjrzeć i odpowiednio zabezpieczyć pliki. O ile bezpieczeństwo danych osobowych na naszych prywatnych telefonach komórkowych jest tylko i wyłącznie naszą sprawą, o tyle firmowe sprzęty muszą spełniać wymogi określone w przepisach prawa. Dlatego pracodawca powinien przekazywać do użytku wyłącznie odpowiednio skonfigurowane urządzenia – dodaje.

Waluty surowcowe i rynków wschodzących tracą, dolar zyskuje

Apetyt na ryzyko nie ma się dobrze, kiedy niepewność o przyszłość globalnego handlu miesza się ze strachem przed jastrzębiością Fed. Waluty surowcowe i rynków wschodzących tracą, dolar zyskuje, ale królem jest jen. Dziś pustki w kalendarzu mogą dać chwilę oddechu, ale widoki na poprawę są marne.

Warunki dla sentymentu rynkowego są moim zdaniem następujące; Trump robi dużo, by inwestorom ciężko było wypracować jakikolwiek optymizm ogólnorynkowy. Czy to chodzi o restrykcje w handlu, czy przetasowania w Białym Domu, szczegóły nie mają naprawdę znaczenia. Istotne jest, że sielankowy rajd ryzykownych aktywów podsycany dobrymi danymi się skończył i teraz więcej powodów jest do obaw, czy przyszłość rzeczywiście będzie taka różowa. Pozycje akumulowane od czwartego kwartału 2017 r. zaczynają uwierać inwestorów, a zyski na nich topnieć. Największym przegranym przełomu roku był USD, więc teraz to on zyskuje najwięcej. Stąd nie należy siły dolara czytać jako budowy oczekiwań na jastrzębi Fed, albo dowodu słuszności polityki Trumpa. Pozwolę sobie przemilczeć tą drugą kwestię, natomiast w pierwszym przypadku nie jestem pewien, czy Fed rzeczywiście da wyraźny pro-dolarowy impuls. Rynek liczy na solidne rewizje w górę projekcji stóp procentowych (m.in. dodanie czwartej podwyżki w tym roku do projekcji), ale biorąc pod uwagę neutralne odczyty CPI i płac za luty Fed może chcieć utrzymać elastyczność i nie obiecywać zbyt wiele. Jastrzębi Fed podtrzyma chaos i pogrom ryzykownych walut. Ale jeśli Fed wykaże ostrożne podejście, wcale nie musi być lepiej. Przejściowo USD może tracić, ale stanowisko Fed będzie miało silniejsze konsekwencje dla rynku długu. Przy podwyższonej awersji do ryzyka korekta rajdu rentowności i umacnianie długu tylko wzmocni rynkowe obawy, że globalna gospodarka może nie mieć się tak dobrze, jak dotychczas sądzono, a do tego musi się zmierzyć z wizją wojny handlowej. A skoro inwestorzy mają problemy z wykrzesaniem optymizmu, z łatwością znajdą pretekst do wyprzedaży. Szczególnie, że po posiedzeniu FOMC kolejne kluczowe wydarzenie makro jest dopiero 6 kwietnia (NFP), co daje dwa tygodnie polegania tylko na tweet-ach Trumpa. Straszna wizja.

Innymi słowy pozycjonowanie w USD przed FOMC jest ryzykowne. Brak istotnych wydarzeń w dzisiejszym kalendarzu daje pole do korekcyjnego odreagowania piątkowych ruchów, ale sentyment wciąż pozostaje w trybie risk-off, więc po wejściu Amerykanów rynek może szybko szukać atrakcyjnych poziomów do np. kupna JPY, albo sprzedaży AUD i NZD. Straciłem mój zapał do agitowania na rzecz EUR, gdyż rynek zdaje się zniechęcony po ostatnim komunikacie EBC, a nawis długich pozycji zaczyna być problemem. Przed funtem interesujący tydzień z danymi o CPI, płacach, decyzja BoE i szczytem UE ws. Brexitu. Osobiście sądzę, że ciężko będzie jeszcze bardziej zepsuć klimat wokół negocjacji, co jednocześnie zwiększa szanse na pozytywne niespodzianki. Nie jest to silne przekonanie, ale miejscowo może pozwolić zapomnieć o całym zamieszaniu wokół USD. Rynek złotego natomiast nie zapomni o ryzykach zewnętrznych, szczególnie, że i krajowe czynniki przestały wspierać. Rozczarowanie inflacji i ultra-gołębie nadstawienie RPP czynią złotego podatnego na silniejszy odpływ kapitału, jeśli szeroka wyprzedaż dosięgnie rynki wschodzące.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

OECD pozytywnie ocenia polską gospodarkę

  • 19 marca 2018 r. Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) przedstawiła najnowszy raport na temat przeglądu gospodarki Polski.
  • Wskazuje w nim sukcesy naszego kraju w uszczelnianiu systemu podatkowego i ograniczaniu nierównowagi finansów publicznych.
  • OECD co 2 lata ocenia pozycję Polski w różnych obszarach. Tym razem były to: gospodarka, finanse, społeczeństwo, edukacja, zatrudnienie oraz innowacje.

W najnowszym raporcie OECD podkreślono znaczne postępy gospodarcze Polski, które zbliżają ją państw o wyższym poziomie rozwoju. Jednocześnie wskazano na wyzwania, które stoją przed naszym krajem – takie jak poprawa innowacyjności gospodarki, jakość miejsc pracy, poprawa środowiska biznesowego oraz zdrowe finanse publiczne.

Prezentacja raportu na temat przeglądu gospodarki Polski odbyła się 19 marca 2018 r. w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii. Udział w niej wzięli zastępca sekretarza generalnego OECD Mari Kiviniemi, minister przedsiębiorczości i technologii Jadwiga Emilewicz oraz wiceminister finansów Leszek Skiba, który przedstawił komentarz do raportu w kwestiach makroekonomicznych.

Wysokie tempo wzrostu PKB i dobra sytuacja na rynku pracy

Według OECD ostatnie lata w polskiej gospodarce to okres dobrej koniunktury gospodarczej. Potwierdzeniem tego jest wysokie, 4,6 proc. tempo wzrostu gospodarczego w 2017 r. – najwyższe od 2011 r. Towarzyszy temu poprawa sytuacji na rynku pracy, gdzie w ostatnich miesiącach notujemy historycznie najniższe poziomy stopy bezrobocia. Jednocześnie polska gospodarka pozostaje dobrze zrównoważona, inflacja utrzymuje się na niskim poziomie, podobnie jak stan zadłużenia państwa. Stawia to nasz kraj w pozytywnym świetle zarówno w porównaniu do gospodarek rozwiniętych, jak i krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Prognozy gospodarcze na kolejne lata również pozostają optymistyczne. Głównym motorem wzrostu gospodarczego ma pozostać konsumpcja prywatna, ale towarzyszyć jej będzie wzrost eksportu oraz inwestycji.

Skuteczna naprawa systemu podatkowego

Raport OECD wskazuje na sukcesy rządu w uszczelnianiu systemu podatkowego i ograniczaniu nierównowagi finansów publicznych. Poprawa ściągalności podatków jest jednym z kluczowych elementów, które umożliwiają realizację najważniejszego celu rządu: wspierania społecznie sprawiedliwego wzrostu gospodarczego przy jednoczesnym prowadzeniu polityki budżetowej zgodnie z ograniczeniami, które wynikają z prawa krajowego i unijnego.

O raporcie OECD

OECD co 2 lata ocenia pozycję Polski w różnych obszarach społeczno-gospodarczych. Tym razem były to: gospodarka, finanse, społeczeństwo, edukacja, zatrudnienie oraz innowacje. Raporty OECD powszechnie uznaje się za obiektywne i ważne źródło informacji w zakresie sytuacji ekonomicznej i społecznej na świecie.

Polska na mapie inwestorów w UE

Najaktywniejszymi inwestorami w Europie są Finowie – każdy z nich ma w banku depozyt, a co trzeci posiada fundusz inwestycyjny. Swoimi pieniędzmi śmiało obracają też Belgowie. Węgrzy boją się akcji jeszcze bardziej niż Polacy, za to prawie trzy razy wyższy odsetek Węgrów ma fundusz inwestycyjny i obligacje, których w Polsce ma zaledwie 0,8 proc. społeczeństwa.

Najskromniejsze aktywa finansowe w Unii Europejskiej mają Łotysze. Tylko 80 proc. mieszkańców tego kraju posiada depozyt, fundusz inwestycyjny, akcje lub plan emerytalny. Przeciętna wartość kapitału przypadająca na jednego obywatela to zaledwie 400 euro. Na drugim biegunie są Luksemburczycy. Przeciętnie każdy z nich – zgromadził aktywa o wartości 32 tys. euro. Tylko nieznacznie pod względem zamożności ustępują im Belgowie. Tu wartość kapitału przypadająca na przeciętne gospodarstwo domowe wynosi 28,5 tys. euro. W obydwu krajach środki finansowe w mniej lub bardziej płynnej postaci ma odpowiednio 97,1 proc. i 97,7 proc. społeczeństwa.

Z kolei, nigdzie w Europie poduszka finansowa nie ma tak powszechnego charakteru jak w Finlandii, gdzie 100 proc. gospodarstw domowych ma odłożony kapitał o niemałej średniej wartości, bo 9 tys. euro. Najbardziej rozwarstwionym społeczeństwem pod względem zasobności finansowej są natomiast Grecy. Tylko 74,7 proc. gospodarstw domowych ma odłożone wolne środki, a ich przeciętna wartość – 2 tys. euro – jest jedną z najniższych w Europie. Średnia dla strefy euro wynosi 10,6 tys. euro, a kapitałem dysponuje 97,2 proc. mieszkańców tej grupy państw. Jak na tym tle prezentuje się Polska? Obraz jest dość mocno zróżnicowany.

Depozyt albo nic

Aby pokazać jak wyglądają nasze postawy finansowe na tle innych krajów europejskich, Narodowy Bank Polski opracował mapę inwestycji indywidualnych w ramach raportu „Zasobność gospodarstw domowych w Polsce”. Pierwszy wniosek jest taki, że Polak bardzo ostrożnie inwestuje i w ten sam sposób rozporządza swoimi 3,5 tys. euro, gdyż taka jest mediana aktywów finansowych posiadanych przez polskie gospodarstwa domowe. Gros Polaków – 84,9 proc. – trzyma pieniądze na depozytach bankowych. I nie ma w tym nic co by nas wyróżniało na tle Europy, ponieważ lokatę ma na przykład 99 proc. Niemców i 100 proc. Finów. Tyle tylko, że 13,1 proc. niemieckich i aż 27 proc. fińskich gospodarstw domowych równocześnie inwestuje kapitał poprzez fundusze inwestycyjne. U nas odsetek ten wynosi 3,8 proc. Jest co prawda wyższy niż w Irlandii (3,3 proc.) i Portugalii (3 proc.), ale znacząco niższy niż na Węgrzech, gdzie wynosi 7,4 proc.

To tylko fragment portretu polskiego inwestora, który generalnie rysowany jest bardzo konserwatywną kreską. Dla przykładu: odsetek Hiszpanów i Włochów inwestujących w fundusze inwestycyjne jest nieznacznie wyższy niż u nas: odpowiednio 5,7 proc. i 5,9 proc. Włosi są też prawie jak my zdystansowani wobec giełdy: tylko 3,7 proc. gospodarstw domowych posiada akcje. U nas – 2,3 proc. To nie oznacza jednak, że Włosi trzymają się z daleka od innych produktów finansowych niż depozyty (lokaty ma 93 proc. społeczeństwa), ponieważ są europejskimi liderami (jeśli nie liczyć Malty) pod względem zaangażowania kapitałowego na rynku obligacji. Posiada je aż 13 proc. mieszkańców Półwyspu Apenińskiego. Na drugim miejscu są tu Belgowie z odsetkiem 7,8 proc., a dalej Węgrzy – 7,4 proc. W Polsce ten typ papieru kupiło 0,8 proc. gospodarstw domowych. Jeśli pominąć kraje dawnego bloku wschodniego, to z krajów tzw. „starej unii” niższy odsetek obligatariuszy wśród indywidualnych inwestorów występuje tylko w Portugalii.

Jak nie fundusze to akcje

W Hiszpanii w obligacje inwestuje 2,1 proc. gospodarstw i jest to jeden z najniższych wskaźników w krajach euro strefy. Z drugiej strony Hiszpanie są w czołówce UE pod względem zaangażowania przeciętnych obywateli na rynku kapitałowym. 11 proc. społeczeństwa posiada akcje spółek giełdowych. Taki sam odsetek inwestorów indywidualnych jest w Belgii. Najwięcej akcjonariuszy (procentowo) można znaleźć na Cyprze (20,4 proc.), na Malcie (16,4 proc.) i w Irlandii (13 proc.). W akcje inwestuje 11,7 proc. Włochów i 9,6 proc. Niemców. Najmniejsze zaangażowanie na rynku kapitałowym charakteryzuje Węgry, gdzie tylko 1,3 proc. gospodarstw domowych inwestuje w akcje.

W Polsce we wszystkich kategoriach: fundusze, akcje, obligacje, poziom zaangażowania inwestorów indywidualnych jest bardzo niski.

– Wielu Polaków nie zdaje sobie sprawy z istnienia różnych rodzajów instrumentów finansowych i podchodzą do tego tematu bardzo asekuracyjnie. Jak wynika z naszego raportu „Polak Oszczędny. Dlaczego przechodzimy obojętnie obok zysków?” główną barierą wskazywaną przez osoby, które nie inwestują, jest właśnie niewystarczająca wiedza i umiejętności (52 proc.) – tłumaczy Piotr Marciniak, dyrektor zarządzający BGŻOptima. – Co więcej – boimy się. Bez względu na wartość posiadanych oszczędności średnio co piąty badany nie zainwestowałby na rynku finansowym żadnej części swoich oszczędności. Jednocześnie połowa deklaruje, że byłaby gotowa zainwestować maksymalnie 20 proc. odłożonej kwoty – dodaje.

Polskę na tle Europy wyróżnia jedno: udział w dobrowolnych programach emerytalnych. Według NBP 57 proc. gospodarstw domowych odkłada z własnej woli na starość i jest to najwyższy odsetek w UE. Za nami są Niemcy (46,3 proc.), Belgowie ( 44,4 proc.) i Francuzi (38,5 proc.). Niestety zła wiadomość jest taka, że mediana środków zgromadzonych w funduszach emerytalnych w Polsce wynosi zaledwie 0,8 tys. euro i jest to najniższa wartość w UE.

Polska numerem jeden pod względem liczby oraz wartości fuzji i przejęć w regionie CSE w 2017 roku

Jak wynika z badania „Barometr transakcji fuzji i przejęć EY” Polska była najbardziej aktywnym krajem w zakresie liczby fuzji i przejęć w regionie Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej w 2017 roku. W sumie zawarto tu 265 transakcji, czyli o ponad 1/5 więcej niż przed rokiem. Wyprzedziliśmy tym samym Czechy, które do tej pory były regionalnym liderem. W całym regonie zawarto w sumie 1132 transakcje na łączną kwotę 50,9 mld dolarów.

Liczba transakcji w regionie była niższa o 2,8% w porównaniu z 2016 rokiem. Sześć krajów: Bułgaria, Polska, Rumunia, Serbia, Słowenia i Węgry zanotowały wzrost aktywności w ujęciu rocznym. Duży spadek z kolei zanotowała Turcja o ponad 1/3.

Według danych EY, Polska była liderem w regionie. – Tak dobry wynik Polski zawdzięczamy przede wszystkim aktywności funduszy private equity, które nie tylko sprzedawały swoje inwestycje portfelowe, ale także inwestowały środki z nowych funduszy – mówi Damian Łoziński.

Na drugim miejscu pod względem liczby transakcji były Czechy z 246 transakcjami, a na trzecim miejscu znalazła się Turcja, w której sfinalizowano 171 transakcji. – Ciężko doszukiwać się pojedynczej przyczyny, z której wynikało niższe zainteresowanie Turcją. Na tym etapie można stwierdzić, że transakcje były najzwyczajniej odzwierciedleniem siły i dojrzałości tych gospodarek względem Polski – mówi Damian Łoziński.

Łączna kwota transakcji w regionie Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej w 2017 roku wyniosła 50,9 mld zł i była o 6,6% wyższa niż przed rokiem. To przede wszystkim efekt wzrostu średniej wartości transakcji. Pierwsze miejsce także należało do Polski. Łączna wartość zawartych tu transakcji wyniosła 13,9 mld dolarów. Drugie i trzecie miejsce należało odpowiednio do Czech (11,5 mld dolarów) i Turcji (7,7 mld dolarów).

Za zdecydowaną większością transakcji stali inwestorzy strategiczni, którzy odpowiadali za blisko 2/3 transakcji w regionie. W Polsce ten odsetek wyniósł 70%. Inwestorzy finansowi stanowili 30%.

Transakcje, w których kupujący i sprzedający pochodzą z tego samego kraju, czyli wewnętrzne fuzje i przejęcia w regionie stanowiły niecałą połowę (47%) zawartych umów. W Polsce, co druga transakcja była wewnętrzna. W Czechach i Polsce było najwięcej fuzji i przejęć dokonanych przez lokalne spółki za granicą – odpowiednio 59 i 33 transakcje.

Najbardziej aktywnymi inwestorami w regionie byli Amerykanie, którzy zamknęli w sumie 56 transakcji. Na kolejnych miejscach znalazły się Niemcy i Wielka Brytania. W Polsce po 18 transakcji zawarli Niemcy i Amerykanie, 12 Francuzi.

Według ekspertów EY, w 2018 r. wzrośnie liczba międzynarodowych transakcji w Europie i poza nią, zwłaszcza, że większość firm planuje fuzje i przejęcia poza swoimi narodowymi granicami1.

Nieruchomości (161), przemysł (135) i IT (126) – to sektory, które cieszyły się największym zainteresowaniem inwestorów. W Polsce największy ruch odnotowano w sektorze nieruchomości.największe przejęcia

– Najbardziej spektakularną transakcją w Polsce była umowa przedwstępna nabycia portfela 28 nieruchomości przez Chariot Top Group – spółkę współzarządzaną przez Griffin Real Estate. Jej wartość wyniosła 1,13 mld dolarów. Na drugim miejscu znalazła się transakcja przejęcia aktywów Electricite de France przez PGE, natomiast podium uzupełnia nabycie Żabki przez fundusz CVC – mówi Damian Łoziński.

– Z analizy EY wynika, że na świecie w 2018 roku liczba fuzji i przejęć (M&A) może się zwiększyć, ponieważ wiele globalnych przedsiębiorstw traktuje je, jako szansę na dalszy rozwój. Apetyt na transakcje rośnie i większość prezesów globalnych przedsiębiorstw szuka firm, które mogliby przejąć, a łatwy dostęp do finansowania oraz cyfrowa transformacja jest jednym z głównych powodów fuzji i przejęć2 – uważa Bartłomiej Smolarek.

1, 2 Globalny Barometr Zaufania Kapitałowego, EY, Październik 2017, 56% respondentów zakłada nabycie innej firmy w ciągu najbliższych 12 miesięcy.

PPE, PPK, a może coś jeszcze? Możliwe przyszłe rozwiązania dla pracodawców

Skierowanie projektu ustawy o PPK do konsultacji społecznych spowodowało wzmożone zainteresowanie tematyką emerytalną nie tylko wśród ekspertów, ale przede wszystkim wśród pracodawców. PPE czy PPK – to jeden z najgorętszych ostatnio tematów. Z uwagi na projektowany harmonogram wejścia w życie nowych przepisów jako pierwsi będą podejmować decyzję najwięksi pracodawcy i w praktyce to oni „przetrą szlaki” dla mniejszych firm, które zapewne z uwagą będą śledzić praktykę rynkową i wyciągać wnioski dla siebie.

Tymczasem na polskim rynku obok PPE od lat funkcjonują tzw. plany pozaustawowe zwane czasem planami IV filara, które wymykają się jednak statystykom. Nie wiadomo ile takich planów funkcjonuje – w odróżnieniu od PPE nie istnieje bowiem ich żadna centralna ewidencja. Jaka była geneza ich powstania ? Otóż w ostatnich kilkunastu latach wiele podmiotów chciało zaoferować swoim pracownikom benefit jakim jest grupowy plan oszczędnościowy, ale bez konieczności ścisłego stosowania przepisów ustawy o PPE. Niektórzy pracodawcy – zwłaszcza ci międzynarodowi – często twierdzili, że ustawa o PPE jest mało elastyczna i uniemożliwia im wprowadzenie w Polsce benefitu emerytalnego podobnego do rozwiązań oferowanych przez nich w innych krajach. Często krytykowano przepisy, które uniemożliwiały wprowadzenie współfinansowania składek przez pracodawcę i pracownika. Kontestowano też regulacje dotyczące wycofania środków z PPE – zwłaszcza jeśli pracownik z jakiś powodów nie chciał lub nie mógł dalej w PPE uczestniczyć. Odpowiedzią na te oczekiwania była oferta tzw. IV filara – produkty te były różnie przez różne instytucje finansowe nazywane – ale łączyła je jedna generalna zasada: to pracodawca ustalał „reguły gry” takie jak kryterium uczestnictwa w planie, wysokość i sposób finansowania składek czy warunki wypłaty. Wprawdzie – w odróżnieniu od PPE – rozwiązania te nie korzystają z ulg w składkach na ubezpieczenie społeczne, a wypracowany zysk objęty jest 19% podatkiem od dochodów kapitałowych – ale niewątpliwie pełniej są dostosowane do preferencji wielu pracodawców niż PPE jako, że są to de facto produkty szyte na miarę. Z czasem pracodawcy zaczęli doceniać możliwości jakie daje IKZE i IKE, oferując pracownikom grupową wersję tych rozwiązań, wspófinansowaną przez pracodawcę, ale dającą korzyści podatkowe samym oszczędzającym.

Z punktu widzenia nowego systemu emerytalnego owe plany pozaustawowe nie zwolnią z obowiązku wprowadzenia PPK. Należy więc przeanalizować oferowane benefity i wypracować optymalne dla danej firmy rozwiązanie.

Jeśli uznać, że prowadzenie planu emerytalnego ma być elementem wyróżniającym pracodawcę  – to warto sobie uświadomić, że standardowe PPK bez składek dodatkowych – jako rozwiązanie obowiązkowe – takiej funkcji nie spełni.

Warto więc zastanowić się, czy wprowadzić PPK zamiast czy też obok dotychczasowego planu. A jeśli PPK miałby zastąpić obecny plan – to może warto pokusić się o PPK ze składką dodatkową? Jeśli natomiast PPK miałby być prowadzony obok dotychczasowego planu – może należałoby w nim obniżyć składkę tak, aby pracodawca miał zapewnione środki na finansowanie obu rozwiązań?

A może jednak rozważyć ponownie koncepcję PPE ? Należy jednak pamiętać, że nie ma mechanizmu przekształcenia i w konsekwencji przeniesienia środków z dotychczasowego planu nie-PPE do PPE, co w praktyce oznaczać może albo pozostawienie dotychczasowego planu w formie bezskładkowej albo jego likwidację (i postawienie środków do dyspozycji uczestników już teraz – co może kłócić się z długofalowym celem emerytalnym). Spotkałam się z opinią, że jeśli plan pozaustawowy opiera się o IKE – to istnieje przecież mechanizm wypłaty transferowej z IKE do PPE. I jest to racja – tyle że decyzja o wypłacie transferowej jest dobrowolną decyzją uczestnika – zatem pracodawca nie może go do złożenia takiej dyspozycji w żaden sposób zmusić.

To tylko niektóre z dylematów, przed którymi mogą stanąć pracodawcy. Dlatego gorąco namawiam przedsiębiorstwa oferujące tego typu rozwiązania do dokładnej analizy umów i regulaminów, na podstawie których funkcjonują ich obecne rozwiązania.

Po diagnozie i wyborze dalszej drogi postępowania ważne też będzie zaplanowanie odpowiedniej komunikacji do pracowników – aby zrozumieli istotę czekających ich zmian.

Agnieszka Łukawska, Dyrektor ds. programów emerytalnych Skarbiec TFI S.A., Ekspert Instytutu Emerytalnego

Pracownicze Plany Kapitałowe będą miały pozytywny wpływ na sytuację finansową przyszłych emerytów

Wprowadzenie Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK) może istotnie zwiększyć stopy zastąpienia przyszłych emerytur, nawet o 16%. Z kolei dla budżetu państwa planowana reforma w długookresowej perspektywie może okazać się neutralna ze względu na większe wpływy podatkowe i ograniczenie obciążeń związanych ze świadczeniami socjalnymi – wynika z analizy firmy doradczej PwC „Program Budowy Kapitału a przyszłe emerytury i rozwój polskiej gospodarki”.

Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK) stanowią najważniejszy filar Programu Budowy Kapitału, będącego częścią Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Jest to propozycja nowego, powszechnego mechanizmu gromadzenia środków emerytalnych w ramach II filaru systemu emerytalnego, na który mieliby składać się zarówno pracownicy, pracodawcy, jak i budżet państwa. PPK mają zacząć obowiązywać od 1 stycznia 2019 roku. Programy zbliżone konstrukcyjnie do PPK z powodzeniem funkcjonują już od dawna w wielu państwach świata, m.in. w Holandii, Wielkiej Brytanii czy Kanadzie.

Projekt ustawy o Pracowniczych Planach Kapitałowych ma potencjał wnieść nową jakość do polskiego systemu emerytalnego i zwiększyć stopy zastąpienia przyszłych emerytur. Od dotychczasowych rozwiązań PPK różnią się przede wszystkim realnym zaangażowaniem Skarbu Państwa oraz automatycznym zapisem. Należy pamiętać również o prywatnym charakterze środków gromadzonych w ramach PPK, o którym mówi rząd, i wyraźnie zaznaczyć to w projekcie ustawy. Wszystkie te kwestie powinny okazać się kluczowe dla popularności nowego mechanizmu. Na etapie konsultacji Projektu warto pomyśleć o dodaniu mechanizmów, takich jak zapewnienie możliwie szerokiej konkurencji rynkowej pomiędzy podmiotami oferującymi PPK, które mogą zwiększyć efektywność nowej formy oszczędzania” – mówi Katarzyna Urbańska, wicedyrektor ds. regulacji usług finansowych w PwC.

Jak podkreślają eksperci PwC konstrukcja PPK zakłada automatyczny zapis wszystkich pracowników w wieku pomiędzy 19 a 55 rokiem życia (starsi do 70. roku życia mogą podjąć dobrowolną decyzję o partycypacji) z możliwością rezygnacji z udziału. Składka pracownika ma wynieść od 2% do 4% wynagrodzenia, a kolejne 1,5% do 4% będzie dokładał pracodawca. W efekcie składka podstawowa na PPK bez udziału państwa wyniesie 3,5% wynagrodzenia brutto, a w zależności od woli pracownika i pracodawcy może zostać zwiększona do 8%.

Skarb Państwa partycypuje w PPK poprzez coroczne dopłaty w wysokości 240 zł, co odpowiada około 0,5% średniego wynagrodzenia w polskiej gospodarce w roku 2017 r. (ok. 4 000 zł). Oznacza to, że realna składka na PPK dla osoby zarabiającej średnie wynagrodzenie może wynosić od 4 do 8,5% wynagrodzenia. Dodatkowo, zgodnie z przedstawionym projektem do końca 2020 roku będą również wypłacane tzw. składki powitalne równe 250 zł.

Zgodnie z projektem PPK mają być dostępne dla wszystkich osób objętych systemem emerytalnym, także tych, które są zatrudnione na podstawie umowy zlecenia, ale płacącą składki emerytalne. Wdrożenie zmian zostało podzielone na etapy, kolejni przedsiębiorcy będą obejmowani reformą stopniowo, aby zagwarantować im odpowiedni czas na przygotowanie. W dalszej kolejności reforma ma objąć również pracowników administracji publicznej.

PPK z punktu widzenia pracodawców

Pomimo że pracodawcy będą zobligowani do płacenia składki w wysokości 1,5% wynagrodzenia pracownika, w długim okresie mogą liczyć na ponadprzeciętne zwiększenie popytu wśród emerytów, wynikające ze wzrostu ich zamożności oraz zwiększenie puli dostępnego kapitału, co może przełożyć się na szybszy wzrost, podniesienie stopy inwestycji i ogólną poprawę kondycji polskich przedsiębiorców.

W pierwszym roku funkcjonowania PPK całkowity koszt wynikający z reformy systemu emerytalnego dla pracodawców może wynieść od 1 977 mln zł do nawet 5 273 mln zł w zależności od średniej składki. Na te finalne wartości składa się nie tylko koszt składek wpłacanych przez pracodawców na PPK, ale również korzyść wynikająca z obniżenia podatku dochodowego płaconego przez pracodawców w związku z zaliczeniem składek pracodawców do kosztów uzyskania przychodów. Obecnie reforma nie przewiduje jednak żadnych bodźców, które skłaniałyby pracodawców do płacenia w ramach PPK maksymalnej składki (4%).

Wpływ PPK na rynek kapitałowy

Wpływ reformy na rynek kapitałowy będzie widoczny przede wszystkim pod postacią nowych środków, które będą gromadzone w ramach PPK i które trafią na rynek kapitałowy. Ze względu na fakt, że w ramach PPK oszczędzane będą pieniądze polskich pracowników, środki te przyczynią się do zwiększenia udziału źródeł krajowych w finansowaniu inwestycji, a to oznacza zwiększenie stabilności rynku finansowego.

Jak wspomniano wyżej, obowiązki związane z PPK nie obejmą jednocześnie wszystkich przedsiębiorców, dlatego należy oczekiwać skokowego wzrostu partycypacji w lipcu 2019 r. (wówczas PPK obejmą 1,5 mln pracowników firm zatrudniających od 50 do 250 pracowników). Jeszcze wyraźniejszy skok partycypacji będzie obserwowany w styczniu i lipcu 2020 roku, gdy reformą zostaną objęci również mniejsi przedsiębiorcy i jednostki sektora publicznego.

Ostateczny wpływ PPK na rynek kapitałowy będzie zależał nie tylko od partycypacji, ale również od polityki inwestycyjnej, jaką będą prowadziły podmioty zarządzające. Środki gromadzone w ramach PPK będą mogły być inwestowane w aktywa denominowane w walutach innych niż złotówki tylko w 30%. Instytucje finansowe oferujące PPK będą musiały oferować cztery warianty inwestycyjne dostosowane do wieku uczestnika (tzw. fundusze zdefiniowanej daty).

Zarządzanie PPK przez podmioty rynkowe, rola Polskiego Funduszu Rozwoju

Projekt PPK przewiduje dopuszczenie do oferowania PPK przez TFI, które spełnią określone kryteria. Jednak zdaniem ekspertów PwC ograniczenie podmiotów oferujących PPK tylko do TFI nie jest dobrym rozwiązaniem. Według obecnych zapisów PPK nie będą mogły być zarządzane przez Powszechne Towarzystwa Emerytalne (PTE), mimo tego, że są one podmiotami, które mają największe na rynku doświadczenie w zarządzaniu dużymi środkami finansowymi oszczędzanymi przez znaczną część społeczeństwa z myślą o świadczeniach emerytalnych.

Autorzy analizy zwracają także uwagę na zapisaną w projekcie kluczową rolę Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR). Ma on m.in. czuwać nad listą osób uprawnionych do uzyskania dopłaty rocznej. Dodatkowo, będzie odpowiadał także za portal PPK i decydował o tzw. wyznaczonej instytucji finansowej, do której trafią składki osób, dla których pracodawca nie wybrał dostawcy PPK. PFR będzie również prowadził ewidencję PPK.

O raporcie „Program Budowy Kapitału a przyszłe emerytury i rozwój polskiej gospodarki. Ocena skutków planowanej reformy emerytalnej

Raport został przygotowany przez PwC na zlecenie i we współpracy z Izbą Gospodarczą Towarzystw Emerytalnych.

Prognozy wypłat emerytalnych oraz stóp zastąpienia zostały przygotowane w oparciu o kilkadziesiąt scenariuszy różniących się sytuacją pracowników w momencie wejścia w życie reformy, ich wynagrodzeniem, wiekiem i płcią, jak również wymiarem składek odprowadzanych przez pracownika i pracodawcę w ramach Pracowniczych Planów Kapitałowych.  Przyjęty na potrzeby analizy wiek emerytalny wynosi 60 lat dla kobiet i 65 lat w przypadku mężczyzn. Liczba

Stopa zastąpienia została obliczona jako stosunek sumy wypłat pochodzących z I filara systemu emerytalnego i PPK oraz ostatniego wynagrodzenia wypłaconego przed osiągnięciem wieku emerytalnego.

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na AUDUSD oraz GOLD

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowymTabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Strzałka zielona – na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Strzałka czerwona-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Według ostatniego raportu Commitments of Traders najciekawiej przedstawia się dolar australijski oraz złoto.

AUDUSD – dalsza wyprzedaż dolara australijskiego przez fundusze lewarowane

W poprzednim tygodniu na kontraktach terminowych kapitał lewarowany po raz kolejny powiększył swoją krótką pozycję w dolarze australijskim. Oprócz tego zobaczyliśmy spory odpływ kapitału po długiej stronie rynku, co tworzy prawdziwie niedźwiedzi scenariusz. Kapitał lewarowany otworzył 1 868 pozycji krótkich oraz zamknął ponad 12 000 kontraktów terminowych opiewających na długą pozycję. Tak dużej redukcji pozycji netto nie widzieliśmy już od kilku miesięcy, zatem na chwile obecną większe prawdopodobieństwo leży po stronie dalszej wyprzedaży dolara australijskiego w stosunku do dolara amerykańskiego.

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Scenariusz spadkowy potwierdzony jest przez analizę techniczną. W ostatni dzień sesji poprzedniego tygodnia sprzedający udało się pokonać ostatnie minimum z początku marca, co potwierdziło kierunek ostatniej wyprzedaży. Aktualnym celem sprzedających jest prawdopodobnie długoterminowa linia trendu wzrostowego. Jeżeli linia trendu nie zostanie obroniona, to notowania mogą zacząć zmierzać w stronę poziomu 0.75, gdzie wypada minimum z grudnia 2017 roku.

Notowania AUDUSD, interwał dzienny

Notowania AUDUSD, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Dodatkowym aspektem wspierającym dalszą wyprzedaż na AUDUSD jest zachowanie zarządzających na rynku złota. Jak wiemy, siła dolara amerykańskiego uzależniona jest od metali przemysłowych oraz szlachetnych.

Złoto – zarządzający stawiają na spadki

Już od siedmiu tygodni za kontraktach terminowych zarządzający redukują ilość długich pozycji w portfelu inwestycyjnym. Tym razem pozycja długa została zredukowana o 10 155 kontraktów terminowych, co więcej zarządzający dołożyli do portfela 4 686 krótkich pozycji. Dzięki temu została stworzona baza pod kontynuację ostatniej wyprzedaży na rynku złota.

Pozycje zarządzających, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje zarządzających, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Według analizy technicznej scenariusz spadkowy nie został jeszcze potwierdzony, jednakże kilkutygodniowa konsolidacja kursu w okolicy wsparcia 1308-1316 wskazuje na duże prawdopodobieństwo jego przerwania. Gdyby stronie sprzedającej udało się pokonać wcześniej wspomniane wsparcie, to ich celem stanie się linia trendu wzrostowego. W okolicy linii trendu znajduje się również wsparcie 1266, co powinno zatrzymać wyprzedaż.

Notowania złota, interwał dzienny

Notowania złota, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Dobra kondycja firm produkcyjno-przemysłowych. Co czwarta chce w tym roku inwestować w rozwój działalności

63 proc. właścicieli mikro, małych i średnich przedsiębiorstw zajmujących się produkcją lub przemysłem oceniło, że sytuacja finansowa ich firmy jest na bardzo dobrym lub dobrym poziomie (odpowiednio 11 proc. i 52 proc.). Jednym z najważniejszych zadań jakie stawiają przed sobą przedstawiciele tego sektora dotyczy zwiększenia skali działania.

Polskie mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa są w najlepszej kondycji od trzech lat. Ponad 67 proc. ich właścicieli pozytywnie oceniło sytuację finansową swojej firmy, a 35 proc. przewiduje, że do końca br. sytuacja jeszcze się polepszy. W branży produkcyjno-przemysłowej nastroje są również optymistyczne. Zadowolonych z sytuacji finansowej firmy jest 63 proc. przedsiębiorców. Na umiarkowaną koniunkturę (ani dobrą, ani złą) wskazało 36 proc. właścicieli działających w tym sektorze. Co ważne, żaden przedstawiciel tej branży nie określił kondycji firmy na złym lub bardzo złym poziomie – wynika z badania Diners Club Polska.

– W produkcji i przemyśle duży optymizm widoczny jest także w odniesieniu do przyszłości. Ponad 60 proc. przedsiębiorców sądzi, że ten rok przyniesie jeszcze lepsze wyniki finansowe. Co trzeci (27 proc.) spodziewa się natomiast, że kondycja firmy pozostanie bez zmian – mówi Paweł Kałudow z Diners Club Polska.

Nowi klienci i więcej inwestycji

Największa liczba przedsiębiorców z branży produkcyjno-przemysłowej (45 proc.) uznała, że najważniejszym zadaniem dla nich na ten rok jest pozyskanie nowych klientów. Co czwarty właściciel natomiast (24 proc.) chce przede wszystkim skupić się na inwestycjach pozwalających zwiększyć skalę działania. Wśród badanych branż (usługowej, handlowej, rolniczej, produkcyjno-przemysłowej), to właśnie w tej ostatniej najwięcej firm chce rozszerzać swoją działalność.

– MŚP produkcyjno-przemysłowe dużą wagą przykładają także do utrzymania obecnych klientów – za główny cel uznało to 17 proc. badanych przedsiębiorców. Natomiast co 10. zamierza w tym roku skupić się przede wszystkim na oszczędzaniu. Redukcja kosztów nie oznacza jednak zwolnień. 42 proc. firm z  tego sektora planuje zwiększyć zatrudnienie, a tylko 5 proc. właścicieli przyznało się do zamiaru redukcji etatów – mówi Paweł Kałudow z Diners Club Polska.

Mniej podróży służbowych w branży

Jeden z obszarów, w którym firmy zamierzają ciąć koszty to delegacje. Spośród polskich MŚP najwięcej podróży służbowych odbywa się właśnie w branży produkcyjno-przemysłowej. Organizuje je 43 proc. firm – to i tak o 20 punktów procentowych mniej niż w 2015 r. Większość pracowników wyjazd musi zorganizować samodzielnie, ale podczas delegacji do dyspozycji ma samochód firmowy (86 proc.) a  czasem nawet służbową kartę (20 proc.).

Ponad połowa właścicieli (53 proc.) z branży przemysłowo-produkcyjnej przyznała, że w ich firmie wyjazdy służbowe zdarzają się rzadziej niż raz w miesiącu. 22 proc. natomiast zadeklarowała, że organizuje je od 2 do 3 razy w miesiącu. Większość wyjazdów (80 proc.) trwa jeden, maksymalnie dwa dni.

Pracownicy firm przemysłowo-produkcyjnych mogą spodziewać się, że podczas wyjazdu służbowego do dyspozycji dostaną samochód firmowy. Dużo mniej, bo 11 proc. korzysta z auta prywatnego, a  jeszcze rzadziej podróżuje się w tej branży samolotem (2,2 proc.).

– Już co piąta firma produkcyjno-przemysłowa (20 proc.) w podróży korzysta z karty firmowej. Jednak dalej najpopularniejszą formą płatności pozostaje gotówka – dodaje Paweł Kałudow z Diners Club Polska.

Ponad 50 proc. właścicieli firm produkcyjno-przemysłowych przyznało, że podczas delegacji oferuje pracownikom zaliczkę, z której ci następnie się rozliczają. Nieco mniej, bo 20 proc. koszty podróży opłaca z własnych pieniędzy, które potem refunduje im pracodawca. W większości firm, zarówno produkcyjno-przemysłowych, jak i z innych branż, organizacją wyjazdu służbowego zajmują się samodzielnie delegaci.

– Dla pracownika oznacza to dodatkowy, czasochłonny obowiązek, który w efekcie kończy się przepłaconym wyjazdem, za który oczywiście musi zapłacić właściciel. Tymczasem wdrożenie nawet drobnych zmian może znacznie obniżyć koszty takiego wyjazdu. Na przykład stosowanie kart firmowych, gwarantuje większą przejrzystość transakcji i wygodę ich rozliczania. Dodatkowo, niektóre karty, np. te w ofercie Diners Club, już w swoim standardzie posiadają ubezpieczenie w podróży zagranicznej, którym objęty jest jej posiadacz oraz podróżujący wraz z nim współpracownicy. Dzięki temu, nie trzeba martwić się o zakup dodatkowych polis – mówi Paweł Kałudow z Diners Club Polska.

Nota metodologiczna:

Badanie zostało przeprowadzone przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych (IBRIS) na zlecenie Diners Club Polska we wrześniu 2017 r. na podstawie wywiadów z 500. właścicielami mikro, małych i średnich przedsiębiorstw z całej Polski, metodą telefonicznych standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI). Błąd oszacowania = 4 proc. poziom ufności 0,95.