Polacy gotowi są udostępnić swoje dane osobowe w zamian za zniżki na zakupy

W obliczu zbliżającego się terminu rozpoczęcia obowiązywania Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych (RODO) temat przetwarzania naszych personaliów rozgrzewa opinię publiczną. Nowe przepisy mają na celu lepsze zabezpieczenie danych osobowych, jednak to od nas samych zależy kto i w jakim stopniu ma do nich dostęp. Jak wynika z badania PAYBACK Opinion Poll, niemal połowa Polaków chętniej udostępnia swoje dane osobowe lub wyraża zgodę na ich przetwarzanie w celach marketingowych, jeśli może dzięki temu uzyskać dodatkowe korzyści, np. zniżki na zakupy.

Dane osobowe, które konsumenci są gotowi udostępnić w zamian za dodatkowe benefity, to przede wszystkim e-mail (55%), imię i nazwisko (27%), płeć (10%) oraz adres zamieszkania (2%). 85% ankietowanych deklaruje przy tym, że są dane, których nie udostępniłoby pod żadnym warunkiem. Są to numer i seria dowodu osobistego (54%) oraz numer PESEL (32%). Tylko 2% jest gotowe udostępnić wszystkie dane, o jakie zostaną poproszeni.

Jedną z podstawowych zasad RODO jest minimalizacja danych osobowych. Oznacza to, że administrator powinien zbierać i przetwarzać jedynie te dane, które są niezbędne do realizacji określonego celu. Oczywiście zakres ten będzie w przypadku sklepu internetowego inny niż np. w przypadku towarzystwa ubezpieczeniowego, które potrzebuje o wiele szerszego zakresu informacji w celu obliczenia wysokości składki ubezpieczeniowej. Warto podkreślić, że w większości sytuacji podanie danych osobowych nie jest obowiązkiem, a jedyną konsekwencją ich niepodania będzie ograniczenie przez administratora dostępu do oferowanej przez niego usługi. Jednak bez względu na to, czy jest ono dobrowolne czy obowiązkowe, zawsze należy zachować ostrożność dzieląc się informacjami o nas z podmiotami trzecimi. Kluczowe jest, aby administrator w jasny i zrozumiały sposób poinformował nas kim jest, gdzie znajduje się jego siedziba, a także w jakim celu nasze dane będą przetwarzane oraz jakie uprawnienia nam z tego tytułu przysługują. Dzięki RODO katalog tych informacji, jakie administrator musi nam przekazać, znacznie się rozszerza, m.in. o wskazanie podstawy przetwarzania danych, okresu ich retencji oraz faktu przekazywania ich poza Europejski Obszar Gospodarczy. Jeżeli przetwarzanie naszych danych odbywa się na podstawie zgody, powinniśmy się upewnić, że jego cel jest jasno określony, a samą zgodę wyrażamy proaktywnie – nie ma ona formy uprzednio zaznaczonego przez administratora przycisku wyboru, tzw. check box – komentuje Piotr Zgierski, prawnik PAYBACK Polska.

Co skłania nas do udostępniania danych osobowych?

Osoby zapytane przez PAYBACK przyznały, że gotowe są udostępnić swoje dane osobowe w zamian za zniżki na zakupy (45%), gratisowe produkty (41%) oraz dodatkowe punkty lojalnościowe (38%). W dalszej kolejności ankietowani wymieniali uzyskanie oferty dopasowanej do indywidualnych potrzeb (21%) i otrzymywanie newsletterów oraz informacji handlowych (6%). 1/3 respondentów twierdzi, że żadne korzyści nie są w stanie ich nakłonić do podania dodatkowych danych osobowych, a co czwarta osoba nigdy nie udziela zgody na przetwarzanie ich w celach marketingowych.

Co, jeśli nie dodatkowe benefity, skłania nas do podawania swoich danych? Wśród ankietowanych najczęstszym motywem jest poczucie obowiązku (67%), natomiast 11% uczestników badania udostępniania dane osobowe z przyzwyczajenia. Blisko co czwarty respondent nigdy nie zastanawiał się nad powodami swojego postępowania w tej kwestii.

Dane osobowe są cenne dla firm z oczywistego powodu, jakim jest możliwość komunikacji oferty, czyli dotarcie do swoich istniejących lub potencjalnych klientów różnymi kanałami – mówi Rafał Latkowski, Dyrektor Analiz w PAYBACK Polska. Należy jednak zwrócić uwagę, że dopiero połączenie danych adresowych i demograficznych z danymi o zachowaniach konsumenckich pozwala uzyskać prawdziwe benefity dla obydwu stron. W przypadku firm precyzyjne dotarcie do osób, które faktycznie mają szansę zakupić ich produkt, redukuje znacząco koszty komunikacji marketingowej. Ponadto umożliwia przygotowanie lepszej oferty dla wybranych grup konsumentów zamiast takiej, która bez precyzyjnego określenia odbiorców musiałaby być dostępna dla całego rynku. Te same elementy generują korzyści po stronie konsumentów, gdyż zmniejszają ilość nieprzydatnej komunikacji, która nie znajduje się w ich kręgu zainteresowań lub możliwości, oraz zwiększają dostęp do atrakcyjnych, limitowanych ofert pozwalających na zakup na atrakcyjnych warunkach – dodaje Rafał Latkowski.

Oddam dane tylko w dobre ręce

Niemal 2/3 ankietowanych jest zdania, że udostępnianie danych osobowych firmom może być niebezpieczne, a blisko co czwarty wierzy w zachowanie przez nie poufności. Największym zaufaniem w kwestii bezpieczeństwa danych osobowych respondenci darzą banki (61%). Drugie miejsce zajmują urzędy administracji publicznej (24%). To właśnie tym dwóm podmiotom oraz sklepom internetowym najczęściej udostępniane są dane osobowe. Większość uczestników badania PAYBACK jest przekonana, że przekazuje swoje dane osobowe administratorowi danych, a 35% twierdzi, że firmie, która o nie pyta. Niestety 4% respondentów nie wie, komu udostępnia swoje personalia i uważa tę wiedzę za zbędną.

PAYBACK Opinion Poll

To badanie zostało przeprowadzone na uczestnikach Programu PAYBACK w dniach 12-18 stycznia 2018 r. metodą ankiety online na grupie 1441 osób. Grupa badawcza w wieku 16-65 lat dobrana została tak, aby odpowiadać strukturze demograficznej kraju.

Wzrost wynagrodzeń w Polsce. Strajki we Francji

Zbliża się termin marcowego posiedzenia FOMC w sprawie stóp procentowych. Szanse na podwyżki stóp wciąż rosną. Paryż protestuje przeciwko reformie emerytur. Rosną pensje w Polsce.

Rosną szanse na podwyżkę stóp w USA

W środę w przyszłym tygodniu odbędzie się posiedzenie Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Jest to odpowiednik polskiej Rady Polityki Pieniężnej. Zdaniem większości analityków dojdzie do podwyżki stóp o 0,25%. Procentowa szansa liczona na podstawie różnicy w wycenie kontraktów terminowych na stopę procentową wynosi już 91,6% i w ciągu miesiąca wzrosła o niemal 10%. To wzrost tych szans stoi najprawdopodobniej za ostatnim umocnieniem się dolara. Wczoraj, co prawda, poznaliśmy dobre dane z amerykańskiego rynku pracy, były one jednak w pełni zgodne z oczekiwaniami analityków.

Strajki we Francji

Powodem strajku jest reforma podnosząca opodatkowanie emerytur przekraczających 1283 euro. Zmiana dotyczy ponad połowy francuskich emerytur. W ten sposób rząd chce zrekompensować w budżecie obniżenie składek na fundusz pomocy bezrobotnym i zdrowotnych. Jest to tylko wstęp do większych zmian w systemie ubezpieczeń emerytalnych, które mają pojawić się w 2019 roku. Obecne protesty z pewnością nie będą jedyne, biorąc pod uwagę plany likwidacji 120 000 miejsc pracy dla urzędników w sektorze publicznym. Dlaczego jest to ważne dla rynków? Kondycja gospodarcza Francji nie jest najlepsza, jeżeli prezydent ugnie się pod falą protestów, będzie to negatywny sygnał dla całej strefy euro.

Dobre dane dla polskich pracowników

Dzisiaj rano poznaliśmy dane z polskiego rynku pracy dotyczące zatrudnienia i wynagrodzeń. Przeciętne wynagrodzenie osiągnęło już niemal 4600 zł brutto. Jest to wzrost o 6,8% w skali roku. Zatrudnienie rośnie wolniej, ale 3,7% jest wciąż dobrym wynikiem. Jest on szczególnie dobry, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że mamy najniższe bezrobocie od początku transformacji ustrojowej. Dane te były niemal zupełnie zgodne z oczekiwaniami, zatem rynki nie reagowały na nie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:30 – USA – pozwolenia na budowę domów,
  • 14:15 – USA – produkcja przemysłowa,
  • 15:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Kurs rubla – rosyjska waluta będzie silniejsza

Biorąc pod uwagę czynniki wspierające rubla – przede wszystkim: wzrost cen ropy naftowej, poprawiające się warunki makroekonomiczne i względnie wysokie realne stopy procentowe –Ebury zakłada aprecjację rubla względem głównych walut i złotego.

Rosyjska waluta od połowy ubiegłego roku była w stanie oprzeć się sile wspólnej europejskiej waluty i utrzymać dość stabilny poziom w relacji do euro (Wykres 1), jednocześnie umacniając się względem dolara. W styczniu kurs USD/RUB spadł do najniższego poziomu od ośmiu miesięcy – istotny wpływ na taki obrót wydarzeń miała słabość USD oraz wzrost cen ropy naftowej na globalnych rynkach. Po gwałtownym spadku na początku 2016 r., który sprowadził światowe ceny ropy do najniższych poziomów od 14 lat, ceny zaczęły ponownie rosnąć. Ich dynamika wspierała rosyjską walutę i jest jednym z czynników, który sprawia, że rubel od dwóch lat pozostaje jedną z silniejszych walut emerging markets.

Wykres 1: Kurs EUR/RUB (marzec ’17-marzec ‘18)

Kurs EUR/RUB (marzec ’17-marzec ‘18)Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 07/03/2018

Gospodarka oparta na surowcach

Na rosyjską gospodarkę nie można patrzeć bez uwzględniania zmian globalnych cen surowców. Sprzedaż ropy naftowej i gazu odpowiada za dwie trzecie dochodów z eksportu Federacji Rosyjskiej. Stanowi też niemal jedną trzecią produktu krajowego brutto. Nie zaskakuje zatem, że zmiany cen paliw mają wpływ na kształtowanie się kursu rosyjskiego rubla w relacji do dolara amerykańskiego. Od końca 2014 r. (wyłączając kilka dość krótkich okresów) kurs pary USD/RUB był mocno skorelowany z cenami ropy Brent (Wykres 2).

Wykres 2: Kurs RUB/USD, a ceny ropy naftowej Brent (2014-2018)

Kurs RUB/USD, a ceny ropy naftowej Brent (2014-2018)Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 07/03/2018

W czerwcu ubiegłego roku nastąpiło zmniejszenie wolumenu wydobycia ropy naftowej przez kraje OPEC (kartelu państw eksploatujących ropę naftową, kontrolującego 40% światowej produkcji surowca). Spadek podaży spowodował gwałtowny wzrost cen surowca. Cena ropy naftowej Brent wzrosła o niemal 55% w przeciągu zaledwie siedmiu miesięcy. Po raz pierwszy od grudnia 2014 r. cena baryłki ropy Brent wzbiła się ponad poziom 70 USD.

W kolejnych miesiącach można spodziewać się utrzymania niższej podaży ropy naftowej. Cięć w produkcji surowca można oczekiwać ze strony Wenezueli, która jest obecnie jednym z największych producentów surowca na świecie. Głęboki kryzys, który nawiedza kraj przekłada się na redukcję krajowego eksportu ropy naftowej, co może jeszcze bardziej wywindować ceny paliw w najbliższych miesiącach. Wspomniane silne odbicie cen surowca pozwoliło na wzmocnienie ożywienia gospodarczego w Rosji i nie przeszkadzało dobremu sentymentowi do rubla. Rosyjska gospodarka w 2015 i 2016 r. mierzyła się z recesją. Okres jej trwania był najdłuższy od ponad 15 lat. Warto jednak zwrócić uwagę, że dynamika PKB w ujęciu rocznym w 2017 r. była dodania przez cały ubiegły rok – PKB w trzecim kwartale rosło o 1,8%, notując jednak lekkie spowolnienie w porównaniu z poprzednim kwartałem.

Wzrost aktywności w światowych gospodarkach wspierał dynamikę eksportu Rosji. W ostatnim miesiącu pomiarów, wartość eksportu wzrosła do najwyższego poziomu od ponad trzech lat. Wzrost wolumenu eksportu przełożył się na poprawę bilansu handlowego kraju. Czarnym punktem na makroekonomicznej mapie kraju była natomiast sytuacja sektora przemysłowego, która wywołała pewne obawy o perspektywy gospodarcze kraju. Skala spadku dynamiki produkcji była największa od 2009 r. Produkcja przemysłowa w końcówce minionego roku pozostawała ujemna. W styczniu jednak odnotowaliśmy wzrost rzędu 4,7% rocznie. Mimo to, obecne prognozy gospodarcze dla kraju zakładają 3-procentowy wzrost gospodarczy w 2018 r. Ekonomiści skupiają się na kwestii poprawy w eksporcie i prowzrostowych, pozytywnych efektach redukcji kosztów kredytu.

Ostatni, względnie szybki spadek inflacji w Rosji został ciepło przyjęty przez ekonomistów. Pamiętajmy, że podczas ostatniego kryzysu, dynamika cen rosła aż o 18% w ujęciu rocznym. W styczniu inflacja CPI spowolniła do poziomu 2,2% rocznie, w lutym utrzymywała się na tym samym poziomie. W obliczu niskiej inflacji Centralny Bank Rosji (CBR) zdecydował się na kontynuację luzowania polityki monetarnej. W całym 2017 r. CBR obciął główną stopę procentową o 225 punktów bazowych. Grudniowa obniżka o 50 pb. sprawiła, że stopy na koniec roku wyniosły 7,75%. Najprawdopodobniej CBR będzie kontynuował cykl luzowania również w tym roku – w samym lutym stopy procentowe spadły o kolejne 25 pb do 7,5%.

Co wzmocni rubla?

Naszym zdaniem, rubla rosyjskiego w tym roku powinien wspierać szereg czynników. Pierwszym z nich są realne stopy procentowe, które – pomimo niedawnych i oczekiwanych cięć – nadal pozostają wysokie. Poziom stóp realnych wynosi obecnie około 5% (Wykres 3). Porównując z innymi gospodarkami świata, jest to poziom na tyle wysoki, że powinien nadal stanowić zachętę dla inwestorów. Tempo wzrostu światowych cen ropy naftowej jest dość stabilne. Spodziewamy się, że w niedalekiej przyszłości korelacja między walutami surowcowymi a cenami ropy naftowej będzie wyższa niż obecnie, co powinno przełożyć się na wzrost wartości walut surowcowych. Warto zwrócić uwagę, iż ponownie rosną rosyjskie rezerwy walut zagranicznych. Federacja Rosyjska posiada jedne z największych rezerw walut obcych na świecie. Odpowiadają one wartości niemal 20 miesięcy krajowego importu. Tak duży poziom rezerw sprawia, że Centralny Bank Rosji w razie potrzeby ma duże pole do interwencji na rynku walutowym.

Wykres 3: Realne stopy procentowe w Rosji (2012-2018)

Realne stopy procentowe w Rosji (2012-2018)Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 07/03/2018

Na koniec 2018 roku Ebury prognozuje, że kursy walut będą oscylować w okolicach: USD/RUB 54, EUR/RUB 63, z kolei RUB/PLN 0,0659.

Autorzy: Analitycy Ebury – Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Rynek hoteli w Polsce w 2017 roku

W tym roku w Polsce oddanych zostanie ponad 8 tysięcy pokojów hotelowych, wynika z danych zawartych w raporcie o rynku hotelarskim firmy Walter Herz

Wraz ze wzrostem liczby osób odwiedzających nasz kraj, rośnie w Polsce popyt na usługi hotelowe. W 2017 roku polskie lotniska obsłużyły o 17 proc. pasażerów więcej niż rok wcześniej. Na wzrastające zapotrzebowanie na noclegi wskazują również statystyki GUS, z których wynika, że liczba pokojów hotelowych wynajmowanych w obiektach na terenie naszego kraju od 2012 roku systematycznie rośnie o kilka procent każdego roku.

Notowany wzrost wskaźników operacyjnych hoteli dopinguje inwestorów do wzmożonej aktywności. Tym samym, krajowe zaplecze hotelowe, które w porównaniu z krajami Europy Zachodniej nadal jest jeszcze słabo rozwinięte, wzbogaca się stale o nowe, atrakcyjne obiekty.

W tym roku sektor hotelowy wzrośnie o 6 proc.

Baza hotelowa w Polsce, jak podają specjaliści Walter Herz, liczy obecnie ponad 2700 obiektów różnej klasy, w których dostępnych jest przeszło 135 tys. pokojów. Analitycy obliczają, że w 2018 roku w inwestycjach, które mają zostać oddane do użytkowania w kraju powstanie około 8 tys. pokojów.

Specjaliści szacują, że w tym roku branża odnotuje wzrost podaży na poziomie 6 proc. Eksperci podkreślają jednak, że mimo iż rynek konsekwentnie zwiększa swoje zasoby, w Polsce wciąż brakuje hoteli, co jest odczuwalne przede wszystkim w głównych ośrodkach biznesowych w kraju.

Największym potencjałem wzrostu wyróżnia się rynek warszawski, na którym w większym stopniu niż w innych polskich miastach popyt na noclegi generują goście biznesowi. Ponadto, po EURO 2012 Warszawa jest także coraz mocniej doceniana przez turystów.

Rekordowy poziom nowej podaży w Warszawie

Z danych zawartych w najnowszym raporcie Walter Herz wynika, że rynek warszawski dysponuje obecnie 90 hotelami, które oferują 13,5 tys. pokojów. Zestawienie podaje, że nowa podaż w Warszawie osiągnie w tym roku rekordowy poziom. W obiektach, których realizacja zakończyć się ma w 2018 roku oddanych zostanie około 2 tys. pokojów hotelowych. Analitycy Walter Herz prognozują, że w 2019 roku rynek warszawski zwiększy swoją ofertę o podobną liczbę pokojów hotelowych, jak w roku bieżącym.

W stolicy planowane jest w tym roku otwarcie kilku znaczących obiektów hotelowych, m.in. hotelu Four Points by Sheraton ze 192 pokojami, dwóch hoteli Ibis Styles, które zaoferują łącznie  400 pokojów, hotelu Krakowska Residence z ponad 350 pokojami, hotelu Vienna House ze 164 pokojami, hotelu Renaissance z 225 pokojami, a także hotelu Raffles Europejski ze 106 pokojami.

Wśród ostatnio odnotowanych transakcji hotelowych zawartych w Warszawie specjaliści wymieniają pięciogwiazdkowe hotele Westin i Radisson Blu oraz czterogwiazdkowy hotel Holiday Inn Warsaw City Center.

Kraków z czterokrotnie mniejszą, nową podażą niż Warszawa

Sporo miejsca do lokowania nowych projektów hotelowych jest jeszcze jednak, nie tylko w Warszawie, ale także w Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, czy Poznaniu – w lokalizacjach, którymi najbardziej interesują się globalni inwestorzy.

Drugi co do wielkości w kraju, krakowski rynek hotelarski liczy obecnie 150 hoteli, w których do dyspozycji gości jest ponad 10 tys. pokojów. Zapotrzebowanie na noclegi w Krakowie jest coraz większe, bo z roku na rok stolicę Małopolski odwiedza większa ilość turystów. W 2017 roku do Krakowa przyjechało prawie 13 mln osób, o 6 proc. więcej niż rok wcześniej.

Według obliczeń specjalistów Walter Herz, w obiektach, które mają zostać oddanie w aglomeracji w tym roku przybyć ma około 500 nowych pokojów hotelowych. Pierwszych gości przyjąć ma m.in. hotel B&B, w którym znajdzie się 130 pokojów i położony na Kazimierzu hotel Puro z 228 pokojami.

Trójmiasto rośnie najszybciej spośród rynków regionalnych

Stabilne wyniki operacyjne krakowskich hoteli sprawiają, że aglomeracja jest atrakcyjna dla międzynarodowych inwestorów. Ostatnio przeprowadzone transakcje w tym segmencie krakowskiego rynku nieruchomości dotyczyły pięciogwiazdkowego hotelu Sheraton i trzygwiazdkowego hotelu Vienna House Easy.

W Trójmieście ma przybyć natomiast w tym roku dwa razy więcej pokojów hotelowych niż w Krakowie. W 2018 roku trójmiejski rynek zasili kolejny tysiąc pokojów. Do najciekawszych projektów, jakie zostaną oddane należą: hotel Deo z 354 pokojami, Hampton by Hilton ze 154 pokojami, IBB z 90 pokojami oraz Focus Premium w Sopocie, w którym znajdzie się 70 pokojów.

Trójmiasto, w którym 44 proc. noclegów w hotelach generują goście zagraniczni, głównie ze Skandynawii i Niemiec, oferuje obecnie 80 hoteli, które dysponują 6 tys. pokojów.

Utytułowany Wrocław

Wrocław może się pochwalić z kolei 60 hotelami, w których znajduje się 5,1 tys. pokojów. Jak obliczają specjaliści Walter Herz, w tym roku zasoby wrocławskiego rynku hotelarskiego zwiększą się o kolejne 250 pokojów.

Rynek wrocławski charakteryzuje się relatywnie niskimi, średnimi cenami w porównaniu z innymi, głównymi aglomeracjami w Polsce. Jak przyznają specjaliści, prognozy dla rozwoju branży w stolicy Dolnego Śląska są pozytywne, głównie ze względu na silny popyt na noclegi ze strony turystów i rosnący sektor BPO. Popularność lokalizacji potęguje także przyznany miastu w 2016 roku tytuł Europejskiej Stolicy Kultury i uznanie Wrocławia za najlepszy europejski cel podróży w 2018 roku w konkursie European Best Destination.

Poznań goni pozostałe, główne rynki

Rozwój poznańskiego rynku, na którym funkcjonuje obecnie 61 hoteli, zapewniających 3,7 tys. pokojów, zapowiada się obiecująco. Z raportu Walter Herz wynika, że w tym roku Poznań wzbogaci swoje zasoby o około 400 pokojów hotelowych. W aglomeracji planowane jest m.in. otwarcie hotelu Hampton by Hilton ze 117 pokojami, hotelu Altus ze 109 pokojami i hotelu Focus z 94 pokojami.

Popyt na noclegi generowany jest w Poznaniu głównie przez gości biznesowych i MICE, m.in. ze względu na zlokalizowany w mieście popularny międzynarodowy obiekt targowy. Znaczenie Międzynarodowych Targów Poznańskich jest jednak coraz słabsze, podobnie jak słaba jest rozpoznawalność lokalizacji wśród turystów zagranicznych.

Autor: Walter Herz

Kurs dolara nadal rośnie

W czwartek amerykański dolar zyskiwał do większości swoich rywali poza japońskim jenem i frankiem szwajcarskim, wobec którego traci w piątek rano. Zdaniem analityków jest to efekt tego, że inwestorzy zaczęli odwracać się od ryzykownych aktywów, a z drugiej strony także skutek dobrych niektórych danych makroekonomicznych w USA (np. w styczniu napływ kapitałów do USA był znacznie wyższy od prognoz rynkowych). W szczególności po opublikowaniu słabych danych dotyczących sprzedaży domów w Kanadzie, straty do amerykańskiej waluty pogłębiał dolar kanadyjski. Po przebiciu granicy USD/CAD na poziomie 1,3 kanadyjski dolar jest najsłabszy od 8,5 miesiąca.

Waluty

W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci japońskiego jena (-0,22%), a zyskuje do euro (+0,38%), brytyjskiego funta (+0,29%), dolara kanadyjskiego (+0,78%) oraz dolara australijskiego (+0,82%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,232, GBP/USD – 1,395, USD/CAD – 1,306, AUD/USD – 0,78 i USD/JPY – 105,8. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,6%) i kurs EUR/JPY wynosi 130,4, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,883. Złotówka traci do głównych walut. W piątek rano dolar kosztuje 3,42 zł, euro – 4,21 zł, funt – 4,77 zł, a frank szwajcarski – 3,6 zł.

Giełdy

Na światowych giełdach mieszanka koloru czerwonego i zielonego. W czwartek w Europie londyński indeks FTSE 100 zyskał 0,1%, frankfurcki indeks DAX – 0,88%, a paryski indeks CAC 40 – 0,65%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 spadł o 0,08%, meksykański indeks Bolsa – o 0,7%, a brazylijski indeks Bovespa – o 1,3%. W piątek w Azji tokijski indeks Nikkei stracił 0,58%, indeks Shanghai Composite – 0,65%, a hongkoński indeks Hang Seng – 0,25%.

Ropa i złoto

Ceny ropy naftowej rosną drugi dzień z rzędu. W czwartek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 65,12 USD (+0,35%), a ropy WTI – 61,19 USD (+0,38%). Roczna prognoza ceny baryłki ropy pozostaje na poziomie 70 USD. Z kolei złoto drugi dzień z rzędu traci na wartości. W piątek rano uncję metalu rynek wycenia na 1317 USD. To 7 USD mniej (-0,53%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 5:30 – Japonia – Produkcja przemysłowa (r/r), styczeń – 2,5% (prognoza 2,7%)
  • 10:00 – Polska – Przeciętne wynagrodzenie (r/r), luty (prognoza 7,3%)
  • 10:00 – Polska – Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw (r/r), luty (prognoza 3,7%)
  • 11:00 – Strefa euro – Inflacja HICP (r/r), luty (prognoza 1,2%)
  • 13:30 – USA – Rozpoczęte budowy domów, luty (prognoza 1288 tys.)
  • 13:30 – USA – Pozwolenia na budowę domów, luty (prognoza 1320 tys.)
  • 14:00 – Polska – Saldo rachunku bieżącego, styczeń (prognoza 1687 mln EUR)
  • 14:00 – Polska – Wskaźniki inflacji bazowej, styczeń
  • 14:15 – USA – Produkcja przemysłowa (m/m), luty (prognoza 0,3%)
  • 15:00 – USA – Indeks Uniwersytetu Michigan, marzec (prognoza 99,5 pkt.)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Orion Investment S.A. publikuje wyniki za 2017 r.

Grupa Orion Investment S.A., Spółka notowana na GPW w Warszawie, zajmująca się realizacją projektów deweloperskich, wypracowała 7,38 mln zł zysku netto na poziomie skonsolidowanym w 2017 r., a jej przychody netto ze sprzedaży wyniosły 28,79 mln zł. Spółka prowadzi zgodnie z planem wszystkie inwestycje i liczy, że uda jej się utrzymać bardzo dobre wyniki finansowe w kolejnych latach.

Skonsolidowane wyniki finansowe Grupy Orion Investment S.A. w 2017 r. zanotowały wyraźny wzrost w porównaniu do 2016 r., kiedy to zysk netto sięgnął 5,06 mln zł przy przychodach netto ze sprzedaży w wysokości 25,66 mln zł. Podmioty wchodzące w skład Grupy Kapitałowej Orion Investment S.A. realizują inwestycje deweloperskie w segmencie budownictwa mieszkaniowego wielorodzinnego i jednorodzinnego, które cechują się wyselekcjonowanymi lokalizacjami, atrakcyjnym zagospodarowaniem terenów wspólnych oraz bardzo dobrym dostęp do komunikacji miejskiej i infrastruktury publicznej. W ten sposób Spółka bardzo dobrze zagospodarowała niszę rynkową i zaoferowała produkt z wysokim potencjałem popytu, który pozwala uzyskiwać wysokie rentowności. Grupa Orion Investment S.A. posiada w swoim portfolio kilka inwestycji realizowanych m.in. w Krakowie, Skawinie oraz Zabierzowie, a prowadzone prace deweloperskie przebiegają zgodnie z harmonogramem i przyjętym planem finansowym. Zarząd Spółki bardzo dobrze ocenia wyniki finansowe osiągnięte w 2017 r. i oczekuje, że dzięki nabytym kompetencjom będzie mógł podtrzymać ich dalszy wzrost w nadchodzących latach.

„Wyniki finansowe wypracowane w 2017 r. przez Grupę Orion Investment S.A. świadczą o skutecznej realizacji założeń naszej strategii rozwoju oraz odpowiedniej selekcji prowadzonych inwestycji. Rynek mieszkaniowy znajduje się obecnie w trendzie wzrostowym i staramy się wykorzystać jego potencjał najlepiej, jak tylko potrafimy. Osiągnięte poziomy sprzedażowe w poszczególnych inwestycjach oceniamy bardzo pozytywnie. W 2019 r. chcemy oddać do użytkowania kolejną inwestycję, co przełoży się na wyniki finansowe Grupy w przyszłym roku.” – komentuje Marcin Gręda, V-ce Prezes Zarządu Spółki Orion Investment S.A.

Projekt deweloperski o nazwie „Krakowskie Przedmieście” realizowany w Skawinie w I etapie przewiduje budowę 152 mieszkań o powierzchni od 26 do 75 m2 w 3 budynkach. Oddanie do użytkowania tej inwestycji zostało zaplanowane na 3 kwartał 2019 r. W 2017 r. Grupa zakończyła sprzedaż mieszkań w pierwszym etapie realizowanej inwestycji w Opatkowicach – „Trzy Ogrody – Ogród Wrzosowy”. Na bardzo wysokim poziomie utrzymywała się także sprzedaż mieszkań w projekcie deweloperskim „Trzy ogrody – Ogród Różany”, w którym proces sprzedażowy powinien zamknąć się w 1 kw. 2018 r. W tym roku Grupa Orion Investment S.A. planuje również zakończyć sprzedaż pozostałej części inwestycji „Zabierzów Zacisze” obejmującej 36 budynków w zabudowie szeregowej i bliźniaczej.

„Naszymi wynikami finansowymi oraz realizowanymi projektami inwestycyjnymi potwierdzamy, że potrafimy adaptować się do stale zmieniających się uwarunkowań rynkowych i osiągać założone cele. Przez wiele lat obecności na rynku deweloperskim zdobyliśmy niezbędne doświadczenie i know-how m.in. w obszarze realizacji, finansowania oraz obsługi sprzedażowej, dzięki czemu jesteśmy w stanie prowadzić projekty na coraz wyższą skalę. Mamy nadzieję, że uda nam się podtrzymać dobre wyniki finansowe i stale zwiększać wartość Grupy.” – zakończył Marcin Gręda.

Akcjonariusze Orion Investment S.A. podczas NWZA w dniu 14.12.2017 r. podjęli Uchwałę o przeprowadzeniu splitu akcji w stosunku 1:10. Jego celem jest zwiększenie płynności obrotu akcji na rynku.

Spółka wypłaciła w 2017 r. dywidendę z zysku za 2016 r. w kwocie 1,55 zł na akcję, przeznaczając łącznie na ten cel blisko 1,68 mln zł, co stanowiło 33% wypracowanego zysku netto Grupy.

Przygotuj się na przyszłe dane makroekonomiczne w kolejnym tyg.

Przyszły tydzień w kalendarzu makroekonomicznym zapowiada się niezwykle ciekawie. Kalendarz zostanie otworzony przez poniedziałkową publikację japońskiego bilansu handlowego, będą to jedyne ważniejsze dane makroekonomiczne w pierwszy dzień sesji.

We wtorek poznamy brytyjską inflację, która coraz bardziej dokucza konsumentom. Pamiętajmy, że wzrost cen produktów jest nieproporcjonalny, a średnią na poziomie 2.9 procenta można odczuć. Jednak co zrobi bank Anglii w takiej sytuacji? Władze monetarne mają ograniczone pole do popisu, ponieważ Brexit doprowadził do spadku cen nieruchomości, co może przełożyć się na przyszłą paniczną ucieczkę od tego typu aktywów.

Środa – najważniejszy dzień tygodnia. Poznamy koszyk danych z głównych gospodarek świata, ale najważniejsza będzie publikacja stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych oraz konferencja prasowa FED. Oprócz tego poznamy koszt pieniądza w Nowej Zelandii, który ma pozostać na niezmienionym poziomie, siłę brytyjskiego rynku pracy oraz z samego rana odbędzie się spotkanie członków ECB.

Po emocjonującej środzie czeka nas spokojniejszy czwartek. Poznamy dane z australijskiego rynku pracy oraz stopy procentowe w Wielkiej Brytanii, które według konsensusu rynkowego mają pozostać na niezmienionym poziomie.

W ostatni dzień sesja zostanie opublikowane japońska oraz kanadyjska inflacja. Oprócz tego poznamy dane z amerykańskiego rynku nieruchomości.

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Stany Zjednoczone – stopy procentowe

Według rozkładu prawdopodobieństwa wysokości stóp procentowych koszt pieniądza na najbliższym spotkaniu FOMC odbywającego się 21 marca zostanie podwyższony z 88 procentowym prawdopodobieństwem (kolor różowy).

cme group stopy procenstowe

Źródło: Cme Group

Z kolei na majowym spotkaniu prawdopodobieństwo kolejnej podwyżki o 25 punktów bazowych wynosi jedynie 3.7 procenta. Do końca 2018 roku rynek widzi miejsce na trzy podwyżki stóp procentowych. Tak jak wcześniej wspomniałem razem z oświadczenie kosztu pieniądza poznamy prognozy FOMC, które są o wiele ważniejsze niż sama podwyżka stóp procentowych. Jeżeli FED zapowie więcej podwyżek stóp procentowych, to możemy doświadczyć podwyższonej zmienności na rynku kapitałowym. Większa ilość podwyżek stóp procentowych negatywnie odbije się na rynku akcji, dlatego jest na co czekać.

Instrument do obserwacji – AUDJPY

W przyszłym tygodniu warto obserwować parę walutową AUDJPY, która znalazła się w bardzo ciekawym miejscu. Po ostatniej wyprzedaży notowania dotarły do strefy wsparcia w okolicy poziomu 82.00. Po drodze zdołały pokonać wsparcie 84.35, które teraz stało się oporem.

Natomiast na dzień dzisiejszy notowania znalazły się w korekcie, która prawdopodobnie zostanie zakończona na wcześniej pokonanym wsparciu 84.35. Świadczy o tym wygląd tygodniowej świecy. Jeżeli sprzedającym uda się obronić strefę oporu oraz pokonać kolejne wsparcie w okolicy poziomu 82.00, to strona sprzedająca otworzy drogę do poziomu 79.00.

Notowania AUDJPY, interwał tygodniowy

Notowania AUDJPY, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Ujednolicenie umów o pracę ograniczy swobodę działania pracowników

Zmiany w regulacjach dotyczących warunków zawiązywania umów o pracę, umów zlecenie i o dzieło będą uwzględniały dużą cześć osób, które w tej chwili świadczą pracę różnego typu, w ogólnej grupie pracowników.

Oprócz zatrudnienia rozumianego jako stosunek pracodawca – pracobiorca, dotyczyć będą relacji zleceniodawca – zleceniobiorca oraz zlecający dzieło – wykonujący dzieło. Działania te mają na celu umożliwienie wszystkim uzyskania większych wpływów do funduszu ubezpieczeń społecznych. Niestety nie usprawni to w efektywny sposób transferu środków. Kiedy zatrudnienie określane jako „zlecenie” rozpatrywać będziemy jako prawo pracy, to zamkniemy możliwość ponoszenia odpowiedzialności danych osób – specjalistów za wykonywane przez nie czynności oraz swobodnego ich przechodzenia między podmiotami. W chwili, kiedy dużo osób wykonuje zawody niekoniecznie związane z jednym pracodawcą lub opierające się o realizację pracy w formie projektowej, często nie chcą one być zobowiązane regulacjami dotyczącymi prawa pracy.

 Mogłoby to jednak zrobić upowszechnienie systemu tego transferu, tak abyśmy mieli jak największą grupę osób objętych jednolitymi rozwiązaniami prawnymi – powiedziała serwisowi eNewsroom Agnieszka Durlik, ekspert Krajowej Izby Gospodarczej –  Obecnie często mówi się o tym, żeby rozwiązaniami podatkowymi oraz związanymi z prawem pracy ograniczyć grupę, która nie płaci w ogóle składek na ubezpieczenie społeczne lub płaci je w innych wymiarach niż zatrudnieni na umowie o pracę. To jednak wkracza w zakres swobody umów oraz tego, aby każdy bez problemu kształtował zobowiązania i relacje z tym, komu dostarcza swoją pracę. Tymczasem prawo pracy określa jednoznacznie zakaz konkurencji czy okresy, kiedy i na jakich warunkach można rozwiązać daną umowę oraz to, jak i kiedy zwolnić kogoś z wykonywania świadczenia pracy. Odbieranie ludziom możliwości swobodnego kształtowania wiążących ich umów jedynie w celu zapewnienia wpływów do funduszu ubezpieczeń społecznych, to kazus jeszcze większego komplikowania sytuacji na rynku. To także może być bodziec do konstruowania rozbudowanych umów o dziwnej treści, które jeszcze bardziej będą wymykać się z regulacji kodeksu pracy – dodała Durlik.

Naukowcy alarmują: oparta na sztucznej inteligencji broń autonomiczna to zagrożenie dla ludzkości. Nad rozwojem SI potrzebna jest większa kontrola

Naukowcy alarmują: oparta na sztucznej inteligencji broń autonomiczna to zagrożenie dla ludzkości. Nad rozwojem SI potrzebna jest większa kontrola 1

Z jednej strony ułatwienia w codziennym życiu, poprawa bezpieczeństwa na drodze, oszczędności energii czy lepsza diagnostyka medyczna, a z drugiej – prace nad bronią autonomiczną, które prowadzą do powstawania maszyn mających zabijać ludzi. Nad takimi systemami pracuje m.in. Rosja i Izrael. Zdaniem ekspertów sztuczna inteligencja może być równie pożyteczna, co groźna. To, jaka będzie w przyszłości, zależy od użytkowników i tego, kto nad jej rozwojem będzie pracował. Jej rozwój wydaje się jednak nieunikniony.

Projektowane systemy LAW (Lethal Autonomous Weapons) konstruowane są do przeprowadzania ataków na cele wojskowe (ludzi i instalacje) bez operatora zarówno w powietrzu, na lądzie, pod wodą, jak i w kosmosie. To oznacza, że taka maszyna może sama zidentyfikować i zlikwidować cel, bez ingerencji człowieka. Na świecie co najmniej kilka państw opracowuje tego typu broń. Według doniesień prasowych Rosjanie pracują nad autonomiczną torpedą nuklearną „Status 6”, Izrael zaś opracowuje zabójcze roboty o rozmiarze much.

Jak do tej pory użycie tego typu broni bez ludzkiego nadzoru jest uznawane za nielegalne – ostateczną komendę musi wydać człowiek. Istnieją jednak wyjątki, w postaci autonomicznych systemów obronnych.

– Chcemy wykorzystywać sztuczną inteligencję do tego, żeby zrobić lepszą diagnostykę medyczną, żeby lepiej wykrywać choroby, żeby uczyć się nowych rzeczy. Taka silna obliczeniowa maszyna może nam wskazać inne kierunki myślenia, które dla nas są niedostępne, ale nie chcemy, żeby ona zabijała ludzi. Przed nami jest teraz czas segmentacji tej dziedziny na to, co chcemy robić, a czego nie chcemy robić – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Aleksandra Przegalińska z Massachusetts Institute of Technology.

W wystosowanym przez grupę ponad stu naukowców liście otwartym do ONZ zawarto prośbę o działania zapobiegające dalszym pracom naukowców nad rozwojem broni autonomicznej, czyli robotów wojennych działających w oparciu o sztuczną inteligencję. W gronie sygnatariuszy tego listu znalazł się między innymi Elon Musk.

To kolejna już próba zwrócenia uwagi na zagrożenia związane z niewłaściwym rozwojem tej technologii, wzbudzająca dyskusję o tym, w jakim kierunku zmierza sztuczna inteligencja. Właściciel firm Tesla i SpaceX uznał sztuczną inteligencję za największe zagrożenie dla ludzkości. Podobnymi opiniami dzielili się ze światem astrofizyk Stephen Hawking oraz Bill Gates, twórca Microsoftu.

 Jeżeli ten projekt, jako społeczeństwa, oddamy bardzo wąskiej grupie naukowców i ekspertów, to będzie to projekt, którego nie można nadzorować i on na pewno może być potencjalnie groźny. Każda technologia jest potencjalnie groźna – twierdzi Aleksandra Przegalińska.

Zupełnie odmienne zdanie na temat sztucznej inteligencji ma Mustafa Suleyman – współzałożyciel przejętej przez Google firmy DeepMind, która pracuje nad stworzeniem cyfrowego mózgu. Według niego nowa technologia pomoże w przyszłości rozwiązać największe problemy ludzkości, takie jak dostęp do wody pitnej, ryzyka finansowe na giełdzie czy nierówności społeczne.

Sztuczna inteligencja jest młodą dziedziną technologii. Po raz pierwszy tego terminu użyto w 1955 roku. Od tego czasu stała się ona jedną z tych dziedzin, na których rozwój kładzie się największy nacisk. Superkomputery są już zdolne wygrywać w potyczkach szachowych z zawodnikami najwyższej klasy, a dzięki głębokiemu uczeniu maszynowemu możliwe jest powstawanie tworów takich, jak na przykład Jane AI, będąca komputerowym osobistym trenerem motywującym użytkownika do podejmowania aktywności fizycznej.

– Sztuczna inteligencja pokazała się już do tej pory w bardzo wielu pozytywnych zastosowaniach. Jest prawie wszędzie, w wielu operacjach finansowych, w systemach rekomendacji, w internecie, w sieciach społecznościowych. Choć zdarza się, że może być użyta w niewłaściwych celach, to jeśli będzie projektem rozproszonym w społeczeństwie, jest mniejsza szansa na to, że będzie nadużywana czy używana negatywnie – uspokaja badaczka z MIT.

Według analityków Markets and Markets wartość rynku sztucznej inteligencji w 2017 roku wyniosła 16 mld dol. Do 2025 roku tempo średniorocznego wzrostu ma wynieść ponad 36 proc., by osiągnąć wartość 190 mld dol.

80 proc. polskich firm ma problem z przeterminowanymi płatnościami. Skuteczność odzyskiwania długów rośnie przy korzystaniu z windykacji online

80 proc. polskich firm ma problem z przeterminowanymi płatnościami. Skuteczność odzyskiwania długów rośnie przy korzystaniu z windykacji online 2

Nawet 80 proc. przedsiębiorców ma problemy z terminowym odzyskaniem należności od swoich kontrahentów. Niewiele ponad połowa firm sprawdza jednak swoich partnerów przed nawiązaniem współpracy. Choć czas oczekiwania na płatność jest coraz krótszy i obecnie wynosi średnio trzy miesiące, to w ponad 46 proc. firm co piąta należność jest przeterminowana. Dzięki wykorzystaniu nowych technologii odzyskanie długu może być prostsze. Aplikacja do windykacji online zwiększa skuteczność tego procesu nawet o połowę.

– Wielkość rynku wierzytelności ocenia się na 110 mld zł. To cały rynek B2C i B2B, czyli klienci indywidualni i przedsiębiorcy. Szacunki dla segmentu małych i średnich firm, gdzie są bardzo duże problemy z niezapłaconymi fakturami, to ok. 10 mld zł. Bardzo duży problem w tym segmencie polega na tym, że przedsiębiorcy boją się utraty relacji ze swoimi kontrahentami, ponieważ z niewielką liczbą współpracują, dlatego boją się podejmować działania windykacyjne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bogusław Bieda, prezes Vindicat.

Jak wynika z raportu Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych na koniec III kwartału 2017 r. łączna wartość nominalna obsługiwanych wierzytelności rocznie na rynku polskim wynosiła 104,4 mld zł. Niepłacone w terminie należności to zmora polskich firm, zwłaszcza z sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Badanie „Audyt windykacyjny”, przeprowadzone przez Keralla Research na zlecenie Kaczmarski Inkasso, wskazuje, że nawet 80 proc. firm ma problemy z odzyskiwaniem należności.

Kultura windykacji w Europie Zachodniej wygląda zupełnie inaczej niż w Europie Środkowo-Wschodniej. Często mówi się, że w Niemczech płaci się fakturę albo dzień przed terminem, albo w dniu wymagalności. W Polsce często firmy mają takie podejście, że zapłaci się, jak się zapłaci, tzn. jeżeli przedsiębiorca nie upomina się o swoje należności, to te należności się przeterminują – ocenia Bogusław Bieda.

Z badania „Portfel należności polskich przedsiębiorstw”, przeprowadzonego przez Krajowy Rejestr Długów i Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce, wynika, że w IV kwartale 2017 roku problem z nieterminowymi płatnościami w Polsce był najmniejszy od stycznia 2009 roku. Przeciętny czas oczekiwania na płatność skrócił się do trzech miesięcy. Rośnie jednak odsetek przeterminowanych należności – do 22,3 proc., czyli na każdy 1 tys. zł na fakturze wystawionej przez firmę 223 zł nie wpłynęło na jej konto wcale lub wpłynęło z opóźnieniem. Do 15 proc. wzrósł odsetek firm, które nie dostały w terminie co najmniej połowy należnych pieniędzy z wystawionych faktur. Jeśli uwzględnić przedsiębiorstwa, w których przeterminowane należności stanowią ponad 20 proc. wszystkich, to ich udział wzrósł do ponad 46 proc.

Problemem często jest brak wiedzy przedsiębiorców – nie wiedzą, w jaki sposób skutecznie egzekwować długi, boją się też pogorszenia relacji z kontrahentami. Pomocne może być korzystanie z windykacji online, gdzie użytkownik jest prowadzony przez cały proces.

W głównej mierze w małych i średnich firmach proces windykacji polega tylko na wykonywaniu telefonów proszących, co może trwać nawet kilka miesięcy – ocenia Bogusław Bieda. – Windykacja online polega na samodzielnym dostępie do aplikacji, dzięki której przedsiębiorca może prowadzić różne działania w stosunku do dłużnika, których celem jest zwrot należnych mu pieniędzy. Nasze badania pokazują, że przedsiębiorcy, którzy korzystają z naszej aplikacji, skutecznie odzyskują pieniądze na poziomie 95 proc.

Z raportu Vindicat wynika, że odsetek odzyskiwanych należności maleje wraz z wydłużaniem się okresu przeterminowania i wzrostem kwoty wierzytelności. Samodzielnie przedsiębiorca odzyskuje 62 proc. należności przeterminowanych do 90 dni, 55 proc. tych przeterminowanych od 91 do 160 dni, a powyżej 160 dni – 47 proc. Przy wykorzystaniu aplikacji do windykacji online ten odsetek wynosi odpowiednio 92, 83 i 79 proc.

– Skuteczność naszej aplikacji jest na poziomie ponad 90 proc. Wśród przedsiębiorców, którzy samodzielnie prowadzą działania działalności związane z odzyskiwaniem swoich należności, to ok. 60 proc., czyli różnica jest bardzo duża. Niska skuteczność powoduje, że często małe i średnie przedsiębiorstwa tracą płynność finansową, w wyniku czego bankrutują – podkreśla Bogusław Bieda.

Z danych opublikowanych w „Monitorze Sądowym i Gospodarczym” wynika, że w 2017 roku niewypłacalność ogłosiło 900 polskich firm, przede wszystkim z branży transportowej, usługowej i produkcji.