Prawie połowa ludzi na świecie do 2050 r. będzie mieć krótkowzroczność. Coraz częściej ludzi dotyka też problem suchego oka

Prawie połowa ludzi na świecie do 2050 r. będzie mieć krótkowzroczność. Coraz częściej ludzi dotyka też problem suchego oka 1

Do 2050 roku 4,7 mld ludzi na świecie, czyli blisko połowa populacji, będzie miało krótkowzroczność – wynika z prognoz Brien Holden Vision Institute. Zdaniem ekspertów mamy do czynienia z epidemią krótkowzroczności, przede wszystkim dlatego, że coraz częściej patrzymy w bliży: w ekrany komputerów czy smartfonów. Ponad 80 proc. Polaków podczas pracy przed ekranem nie robi wymaganej co godzinę przerwy. Dlatego coraz częstszym problemem okulistycznym jest też tzw. suche oko, czyli wysuszona spojówka, która objawia się uczuciem piasku pod powiekami.

– W Polsce, tak jak na całym świecie, rośnie liczba krótkowidzów, czyli najlepiej widzimy z bliska. Jest to prawdopodobnie związane z dużą liczbą tabletów, komórek i ciągłą pracą z komputerem – czyli pracą z bliska. Dane WHO i przewidywania dla Europy Wschodniej są takie, że w 2050 połowa społeczeństwa będzie krótkowzroczna. W 2010 mieliśmy 20 proc. populacji Europy Wschodniej z krótkowzrocznością, czyli odsetek wzrośnie dwukrotnie. Natomiast w Azji i Azji Wschodniej w 2050 roku będzie 2/3 ludności noszącej okulary – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Piotr Fryczkowski, okulista z przychodni Retina.

Jeszcze w 2000 roku krótkowzroczność stwierdzono u niemal 1,4 mld ludzi na świecie, czyli 23 proc. populacji. U 163 mln osób wykryto wadę tak poważną, że groziła utratą widzenia. Z badań ekspertów z Brien Holden Vision Institute przy Uniwersytecie Nowej Południowej Walii w Sydney wynika, że do 2050 roku połowa ludzi na świecie będzie krótkowidzami. Krótkowzroczność stanie się też główną przyczyną utraty widzenia. 10 proc. populacji na świecie będzie zagrożona ślepotą ze względu na krótkowzroczność poniżej -5 dioptrii. Coraz częściej problem z widzeniem mają też dzieci. Głównymi winowajcami są ekrany: telewizora, komputera czy smartfona.

– Akomodacja to zdolność oka do tego, byśmy mogli popatrzeć z bliska, a zaraz potem z daleka. To praca mięśni, w której soczewka oka robi się grubsza albo cieńsza. Jeżeli patrzę z bliska, to mięsień jest napięty, jeśli patrzę daleko – mięsień jest rozluźniony. Każdy mięsień się męczy. Nie ma takiego mięśnia, którego możemy napiąć i trzymać tak przez 8 godzin, bo wymaga odpoczynku. Mniej więcej na godzinę pracy z bliska powinniśmy przez 2–3 minuty patrzeć daleko, żeby rozluźnić mięśnie wewnątrz oka – mówi Piotr Fryczkowski.

Z tegorocznego badania zrealizowanego przez IQS dla Vision Express wynika, że 82 proc. badanych nie robi cogodzinnej przerwy podczas pracy przy komputerze. Inne szkodliwe praktyki to czytanie przy nieodpowiednim świetle i oglądanie telewizji więcej niż cztery godziny dziennie (po 81 proc.). Niepokoić może też fakt, że Polacy nie przywiązują dużej uwagi do wzroku – 65 proc. osób od roku nie było u okulisty, a 16 proc. – jeszcze nigdy. Jednocześnie co czwarta osoba źle ocenia stan swojego wzroku, a 47 proc. wskazuje, że ma wadę wzroku lub chorobę oczu.

Problemy ze wzrokiem są coraz częstsze i nie dotyczą tylko krótkowzroczności. Coraz częściej skarżymy się na suche oko, które zdaniem okulisty staje się problemem cywilizacyjnym – przez pracę w bliży, w klimatyzowanych lub ogrzewanych pomieszczeniach. Uczucia piasku w oczach nie powinno się lekceważyć, bo przy braku reakcji narażamy się na trwałe uszkodzenie narządu wzroku.

– Przy pracy z bliska, w złym oświetleniu, w pomieszczeniach klimatyzowanych, oko musi się bardzo mocno wysilać, bo mięsień wewnątrz jest bardzo napięty. Dodatkowo człowiek zapomina o mruganiu, bo patrzy w ekran i jest skupiony na tym, co ma zrobić. W każdym biurze jest sucho, są duże przestrzenie, w których jest bardzo dużo ludzi i sprzętu, więc powietrze automatycznie się nagrzewa. Latem nie ma otwartych okien, tylko klimatyzatory, z reguły bez nawilżaczy. To doprowadza po pewnym czasie do tego, że spojówka robi się czerwona, mamy ciągle oczy królika, uczucie piasku pod oczami. Radą jest dobre „używanie” oka, czyli mruganie i przerwy w pracy, nawilżacze i czasami krople nawilżające do oczu – przekonuje dr Piotr Fryczkowski.

Za część chorób oczu odpowiadają choroby przewlekłe, takie jak cukrzyca czy nadciśnienie tętnicze. Większości schorzeń – przy odpowiedniej profilaktyce – można jednak uniknąć lub w znacznym stopniu je zminimalizować.

– Najczęściej tym, co nas czeka w związku z dłuższą przeżywalnością, jest zaćma. Jest to normalna sytuacja, w której prawie każdy człowiek się znajdzie. Szacuje się, że w Polsce od 800 tys. do miliona osób choruje na jaskrę, w której można stracić wzrok zupełnie, bo to choroba nerwu wzrokowego – wskazuje okulista.

Zaćma jest najczęstszą przyczyną utraty wzroku, zwłaszcza wśród osób starszych. Do jej głównych objawów należą zaburzenia ostrości widzenia, problemy z oceną odległości, zmęczenie oczu. W Polsce na zaćmę choruje około milion osób. Według prognoz Głównego Urzędu Statystycznego do 2030 roku liczba osób zagrożonych zaćmą w wieku 60–74 lata zwiększy się o ok. 40 proc.

Niedobór pracowników jednym z największych wyzwań specjalnych stref ekonomicznych. Konieczne jest wsparcie dla szkolnictwa branżowego

Niedobór pracowników jednym z największych wyzwań specjalnych stref ekonomicznych. Konieczne jest wsparcie dla szkolnictwa branżowego 2

Specjalne strefy ekonomiczne z jednej strony przynoszą korzyści inwestorom, z drugiej, zmniejszają bezrobocie i przyspieszają gospodarczy rozwój regionu. Ze względu na niskie bezrobocie jednym z najpoważniejszych zadań dla nich jest w tej chwili zapewnienie wsparcia dla szkolnictwa branżowego. – Jeżeli nie będziemy mieli pracowników, trudno będzie nam pozyskać inwestora, nawet jeśli teren będzie świetnie uzbrojony i przygotowany – mówi wiceprezes Pomorskiej SSE Paweł Lulewicz. Działalność stref wkrótce obejmą też rewolucyjne zmiany, Sejm pracuje nad przepisami, które zakładają objęcie zachętami inwestycyjnymi całej Polski.  

Specjalne strefy ekonomiczne to przede wszystkim takie narzędzia, jak ulgi w podatku dochodowym, dobrze uzbrojone i przygotowane tereny inwestycyjne czy dostęp do szkolnictwa branżowego. Współpracujemy ze szkołami i samorządem, co w momencie podjęcia decyzji o inwestycji znacznie skraca drogę jeżeli chodzi o dostęp do wykwalifikowanej kadry. To także współpraca z lokalnymi, małymi firmami, które też mają szansę pozyskać kontrakty z dużymi, chociażby zagranicznymi, podmiotami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Lulewicz, wiceprezes Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

W Polsce działa czternaście specjalnych stref ekonomicznych – wyodrębnionych administracyjnie terenów przeznaczonych do prowadzenia działalności gospodarczej na preferencyjnych warunkach. Inwestorzy w SSE mogą liczyć na zwolnienia podatkowe, atrakcyjne tereny inwestycyjne i ułatwienia w kontaktach z samorządem i lokalnym biznesem oraz wykwalifikowaną kadrę i pełne wsparcie lokalnych władz. Z drugiej strony SSE zmniejszają bezrobocie i przyspieszają gospodarczy rozwój całego regionu. SSE nie są obszarem jednolitym – mogą tworzyć swoje podstrefy na terenie całego kraju.

Do końca czerwca chcemy przeanalizować wszystkie tereny inwestycyjne w powiatach, którymi opiekuje się Pomorska SSE. Daliśmy sobie trzy miesiące na pracę w terenie. Chcemy dotrzeć do gmin, powiatów, zdiagnozować, jakie są możliwości, i zbudować ofertę inwestycyjną w oparciu o daną infrastrukturę. Drugie zadanie to dotarcie do przedsiębiorców, którzy do tej pory nie korzystali albo nie znali tego narzędzia strefowego. Chcemy im pokazać, że strefa to przede wszystkim wsparcie dla mikro-, małych i średnich firm i nie trzeba kupować dużej powierzchni ani budować ogromnego zakładu, żeby otrzymać wsparcie na realizację projektu inwestycyjnego – mówi Paweł Lulewicz.

Jednym z priorytetów Pomorskiej SSE na kolejne miesiące jest też wsparcie dla szkolnictwa branżowego. Ze względu na rekordowo niskie bezrobocie niska dostępność pracowników i wykwalifikowanych kadr jest aktualnie jedną z największych bolączek inwestorów.

– Nie ma nowych inwestycji bez pracowników. Jeżeli nie będziemy mieli pracowników, to nawet jeśli teren będzie świetnie uzbrojony i przygotowany, trudno będzie nam pozyskać inwestora, który zrealizuje nowy projekt. Dlatego we współpracy z samorządami, szkołami branżowymi i firmami namawiamy do tworzenia klas patronackich, dofinansowywania i wyposażania pracowni – mówi Paweł Lulewicz.

Zarząd PSSE angażuje też własne środki na szkolnictwo. Przykładowo, w tej chwili z budżetu strefy wyposażane są sale Zespołu Szkół Technicznych w Toruniu. Wiceprezes PSSE podkreśla, że dużą rolę odgrywa również przekonanie młodzieży i ich rodziców do szkół technicznych i kształcenia w najbardziej poszukiwanych kierunkach, takich jak stolarz czy ślusarz.

– Dzisiaj praca stolarza, ślusarza czy jakiegokolwiek innego zawodu technicznego wygląda zupełnie inaczej, wymaga połączenia różnych kompetencji: informatycznych, obsługi obrabiarek sterowanych numerycznie etc. Nie jest to wyłącznie praca fizyczna w trudnych warunkach związanych z hałasem. Dzisiaj fabryka wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze 20–30 lat temu – mówi Paweł Lulewicz.

W lutym rząd przyjął nowe przepisy regulujące działalność specjalnych stref ekonomicznych. Zgodnie z ustawą o wspieraniu nowych inwestycji wsparcie w postaci zwolnienia od podatku dochodowego będzie przysługiwać inwestorom na obszarze całej Polski. Dzięki temu ma przyspieszyć rozwój gospodarczy, zwłaszcza w zaniedbanych do tej pory powiatach i gminach, a do 2027 roku ma powstać 158,3 tys. nowych miejsc pracy. Nakłady inwestycyjne do tego czasu mają sięgnąć 117,2 mld zł.

– Najważniejsza zmiana jakościowa to dostęp do terenów inwestycyjnych w całej Polsce bez konieczności oczekiwania roku czy nawet dwóch lat w skrajnych przypadkach na objęcie symbolicznymi granicami specjalnej strefy ekonomicznej. Teraz cała Polska jest strefą. Druga bardzo istotna zmiana jest taka, że dzisiaj każda firma działająca w strefie musi do końca 2026 roku skorzystać z ulgi, która została naliczona przed rozpoczęciem procesu inwestycyjnego. W oparciu o nowe przepisy firmy będą miały 10–15 lat od dnia otrzymania decyzji na skorzystanie z tej ulgi i wykorzystanie przyznanej pomocy. Nie będzie sztywnej, końcowej daty – wyjaśnia Paweł Lulewicz.

Rekordowe wyniki polskiego eksportu. Krajowi producenci coraz bardziej konkurencyjni na zagranicznych rynkach

Rekordowe wyniki polskiego eksportu. Krajowi producenci coraz bardziej konkurencyjni na zagranicznych rynkach 3

W 2017 roku polskie firmy sprzedały za granicę towary za ponad 203 mld euro, w tym roku wyniki mogą być równie dobre. Poprawia się koniunktura u naszych głównych odbiorców w krajach UE, lepsze są nastroje konsumentów  i producentów. Naszymi hitami eksportowymi są części do maszyn i żywność, ale jak zauważają eksperci, polski eksport jest zróżnicowany i nie zależy od konkretnej grupy produktów, a krajowe firmy często znajdują też nisze rynkowe. W najbliższych latach, nawet jeśli dynamika eksportu spowolni, to z powodu relatywnie niskich cen udział polskich produktów w globalnym rynku będzie rosnąć.

– Nie tylko dane GUS pokazują to, że eksport rośnie, lecz także firmy to odczuwają. Dalej będzie on rósł w podobnym tempie jak dotychczas. Ma to związek przede wszystkim z poprawiającą się sytuacją gospodarczą w strefie euro, bo to jest nasz główny partner handlowy, a także z poprawiającą się konkurencyjnością polskich firm – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mateusz Walewski, główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego.

Z danych GUS wynika, że 2017 rok był pod względem eksportu rekordowy. W ubiegłym roku wartość sprzedanych towarów przekroczyła 203 mld euro, co oznacza ponad 10-proc. wzrost. Zdaniem ekspertów taki dynamiczny wzrost może się utrzymać do 2020 roku. Eksportowi sprzyjają m.in. dobra koniunktura gospodarcza na świecie, w tym w krajach, które są najważniejszymi rynkami zbytu dla polskich producentów – w Unii Europejskiej czy Stanach Zjednoczonych.

– Polski eksport jest bardzo zróżnicowany. To bardzo dobrze, bo nie zależymy od konkretnego towaru czy grupy towarów. Głównym polskim hitem eksportowym są maszyny i urządzenia. Innym, który ma mniejszy udział, ale najszybciej rośnie, jest polska żywność, która w coraz większym stopniu zdobywa żołądki i serca Europejczyków – wymienia Walewski.

Większość polskiej żywności trafia do krajów Unii Europejskiej, choć coraz więcej także na rynki trzecie, bardziej egzotyczne. Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej szacuje, że w tym roku wpływy z eksportu produktów rolno-spożywczych znacznie przekroczą 25 mld euro. Z danych GUS za pierwsze trzy kwartały 2017 roku wynika, że polskim hitem eksportowym było mięso (łącznie ponad 3 mld euro) oraz wyroby mleczarskie (ponad 1 mld euro).

Dużo sprzedajemy też części do maszyn i maszyn, np. do maszyn rolniczych i prac drogowych (ok. 1,5 mld euro) czy silników spalinowych (blisko 2,9 mld euro). W 2016 roku najchętniej eksportowanymi towarami były części samochodowe i akcesoria do pojazdów, auta, meble czy maszyny do automatycznego przetwarzania danych.

– Polacy oferują bardzo dobre produkty, bardzo dobrej jakości i po dobrej cenie. Krajowe firmy często wchodzą w nisze, w których nie ma innych firm. Przykładem mogą być jachty – Polska jest jednym z największych producentów jachtów na świecie. Polskie firmy potrafią wejść ze swoimi produktami w miejsca zwalniane przez inne produkty, ale też potrafią wypchnąć z rynku produkty konkurentów zagranicznych – ocenia główny ekonomista BGK.

Tylko przez pierwsze trzy kwartały 2017 roku eksport jachtów i motorówek przekroczył 338 mln euro. Dynamicznie rośnie też sprzedaż polskich kosmetyków (od wejścia do Unii Europejskiej o ok. 300 proc.).

Sukcesy polskich firm za granicą zachęcają do takiej działalności kolejne podmioty. Badanie przeprowadzone przez EY wskazuje, że 80 proc. firm prowadzi działalność międzynarodową, a dla 2/3 rozwój eksportu jest priorytetem. Dlatego zdaniem ekonomisty przed polskim eksportem są dobre perspektywy.

– Polski eksport uzależniony jest od koniunktury globalnej, jeżeli będzie się ona poprawiała, to eksport dalej będzie dynamicznie rósł. Ale pogorszenie koniunktury nie musi oznaczać, że będzie źle. Oczywiście polski eksport może spowolnić, natomiast udział Polski w globalnym rynku może rosnąć, bo nasze towary są wciąż relatywnie tanie. W momencie spowolnienia gospodarczego konsumenci szukają tańszych, a dobrych towarów – tutaj Polacy mają duże szanse – ocenia Mateusz Walewski.

Już co czwarty cyberatak dotyczy urządzeń mobilnych. Oszuści próbują przejąć kontrolę nad płatnościami i danymi osobistymi

Już co czwarty cyberatak dotyczy urządzeń mobilnych. Oszuści próbują przejąć kontrolę nad płatnościami i danymi osobistymi 4

Cyberprzestępcy atakują internautów średnio kilkanaście razy na godzinę. Najczęściej incydenty dotyczą wyłudzania pieniędzy, poufnych danych albo wymuszania okupu w zamian za odzyskanie zaszyfrowanych danych. W ubiegłym roku co miesiąc zespół bezpieczeństwa CERT Orange Polska identyfikował blisko 150 tys. podejrzeń incydentów, z czego ok. tysiąca było poważnymi naruszeniami bezpieczeństwa. W ubiegłym roku ponadtrzykrotnie wzrósł również odsetek zagrożeń dotyczących urządzeń mobilnych, które stanowią już jedną czwartą wszystkich – wynika z najnowszego raportu CERT Orange Polska za 2017 rok.

– Cyberprzestrzeń w ostatnich latach zmieniła się diametralnie. Coraz więcej spraw załatwiamy w sieci, operując wrażliwymi danymi, wykorzystując płatności mobilne czy internetowe. Z tego wynika rosnące zainteresowanie cyberprzestępców, którzy chcą wykorzystać to do własnych celów. W Orange Polska obserwujemy coraz więcej takich incydentów w cyberprzestrzeni, mamy ok. 10 mld zdarzeń miesięcznie, które należy obserwować – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Jaworski, dyrektor wykonawczy ds. sieci i technologii w Orange Polska.

W 2017 roku liczba zdarzeń zarejestrowanych miesięcznie przez systemy monitorujące sieć Orange Polska przekroczyła próg 10 mld. To o ponad miliard więcej niż rok wcześniej. Każdego miesiąca było prawie 148 tys. anomalii, spośród których prawie tysiąca było klasyfikowanych jako poważne incydenty naruszenia bezpieczeństwa wymagające interwencji specjalistów – wynika z najnowszego raportu CERT Orange Polska za 2017 rok.

Najczęściej dotyczyły rozpowszechniania obraźliwych i nielegalnych treści, w tym spamu, czyli głównego nośnika złośliwego oprogramowania. W ten sposób najczęściej realizowany jest phishing, którego celem jest wyłudzenie wrażliwych danych lub pieniędzy. Stanowił on blisko połowę wszystkich incydentów. Na drugim miejscu znalazły się ataki na dostępność zasobów, czyli DDoS (19,5 proc.), próby włamań (14,7 proc.). Jak zauważyli eksperci, każdego roku pojawia się coraz więcej zagrożeń dotyczących urządzeń mobilnych. W 2017 roku zespół bezpieczeństwa CERT OPL zanotował wzrost udziału alertów mobilnych do 25 proc. (wobec 7 proc. dynamiki w 2016 roku).

– Cyberprzestępcy widzą, że coraz więcej aktywności odbywa się za pomocą urządzeń mobilnych. To dla nich ogromne pole do popisu i przejęcia kontroli nad dwoma podstawowymi procesami: płatności mobilnych oraz przetwarzania naszych wrażliwych, osobistych danych. Bardzo łatwo przejąć kontrolę w szczególności nad starym smartfonem, w którym mamy zainstalowane nieaktualizowane systemy operacyjne – mówi Piotr Jaworski.

Phishing, czyli metoda oszustwa, w której cyberprzestępca podszywa się pod inną osobą albo instytucję w celu wykradzenia poufnych danych, to wciąż jedno z najpoważniejszych zagrożeń w cyberprzestrzeni. Eksperci podkreślają, że spory odsetek internautów daje się nabierać na coraz bardziej wyrafinowane zagrywki socjotechniczne, tym bardziej że cyberprzestępcy stale je doskonalą.

Duże pole do popisu dla cyberprzestępców dają też serwisy społecznościowe. Ze względu na ich specyfikę nastawioną na kontakty międzyludzkie internauci łatwo dają się nabrać na oszustwa i manipulacje.

Korzystając z urządzeń mobilnych, bardzo często niefrasobliwie przyjmujemy kolejnych znajomych, dokonujemy operacji, udostępniając nasze dane. W ten sposób narażamy nie tylko siebie, lecz także naszych znajomych w  mediach społecznościowych – przestrzega Piotr Jaworski.

Dyrektor wykonawczy ds. sieci i technologii w Orange Polska podkreśla, że pierwszym, podstawowym filarem bezpieczeństwa w sieci jest aktualizacja systemów, korzystanie ze specjalnych aplikacji i łatek systemowych.

– Drugim elementem jest rozsądek. Nie powinniśmy klikać w podejrzane linki czy otwierać automatycznie załączników, które przychodzą w poczcie. Za każdym razem powinniśmy się zastanowić nad tym, co do nas dociera – mówi Piotr Jaworski.

Eksperci CERT OPL wskazują, że w przypadku serwisów społecznościowych warto skorzystać z modyfikacji ustawień prywatności, ostrożnie akceptować zaproszenia od nowych znajomych i chronić dane lokalizacyjne. Użytkownicy nie powinni również klikać w podejrzane posty ani publikować poufnych, osobistych informacji, takich jak numer PESEL, zdjęcie karty kredytowej, plany wakacyjne czy data urodzenia. Dobrze jest również ustawić 12-znakowe hasło zawierające cyfry i znaki specjalne (i nie używać tego samego hasła we wszystkich serwisach).

– Z kolei na smartfonach najważniejsze jest to, aby korzystać z autoryzowanych sklepów, nie ściągać darmowych, podejrzanych aplikacji, które nie mają autoryzacji dostawcy systemów operacyjnych. Druga rzecz to bieżące uaktualnianie systemu operacyjnego smartfona, w szczególności systemu Android, którego starsze wersje są bardzo podatne na ataki hakerskie. Należy pilnować, żeby mieć cały czas najnowszą wersję systemu i nie klikać w różnego rodzaju linki ani załączniki – przestrzega Piotr Jaworski.

Grafenowe wkładki do butów uchronią cukrzyków przed amputacją stóp. Pomogą także w wykryciu choroby Parkinsona i zmierzą nacisk stopy biegacza

Grafenowe wkładki do butów uchronią cukrzyków przed amputacją stóp. Pomogą także w wykryciu choroby Parkinsona i zmierzą nacisk stopy biegacza 5

Grafen znajduje coraz szersze zastosowanie w medycynie. Naukowcy z Uniwersytetu w Cambridge pracują nad grafenowymi wkładkami do butów wyczuwającymi siłę nacisku stopy. Takie wkładki dostarczą dane przydatne zarówno branży medycznej, jak i sportowcom. Mogą pomóc przede wszystkim cukrzykom, ale mogą również wykryć chorobę Parkinsona we wczesnej fazie. Na rynku pojawią się w ciągu kilku lat. Już teraz jest dostępne inteligentne obuwie, które potrafi zliczyć liczbę kroków czy za pomocą smartfona ustawić odpowiednią temperaturę wewnątrz buta.

– Ten mechanizm wykrywa nacisk stopy na podłoże, można go zamontować w dowolnym rodzaju buta i dzięki niemu przeprowadzać analizę dynamiki podczas biegania, chodzenia czy joggingu. Biegacze mogą na przykład dzięki temu sprawdzić, czy zachowują odpowiednią postawę. Z kolei w medycynie śledzenie dynamiki ruchu jest szczególnie ważne dla cukrzyków. Przynosi więcej informacji niż badanie statyczne, które przeprowadza się obecnie. Taka wkładka może pomóc cukrzykom uniknąć amputacji – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjna Newseria Innowacje dr Yarjan Abdul Samad z Cambridge Graphene Centre.

Eksperci zauważają, że takie wkładki mogą być również przydatne we wczesnym wykrywaniu choroby Parkinsona. U chorych na tę chorobę zachodzą bowiem zmiany w postawie, które mogą być wykryte przez grafenowe wkładki.

Nowością są także buty z grafenową podeszwą. Jej zastosowanie zapewnia przewiewność, co przekłada się na komfort dla stopy. Taka podeszwa ma również właściwości antydrobnoustrojowe. Zastosowanie grafenu przy produkcji wkładek i podeszw nie jest przypadkowe. Materiał ten ma unikatowe właściwości.

– Wkładka grafenowa jest drukowana właściwie jak gazeta. Ma bardzo dobre właściwości przewodzące. Używamy tej technologii na dwa sposoby. Jeden służy do wyczuwania nacisku, co można zrobić również za pomocą innych materiałów, takich jak srebro czy miedź, ale grafen jest dużo tańszy. Druga technologia to technologia oporowa, bardziej precyzyjna, którą można stosować wyłącznie przy użyciu grafenu z racji jego właściwości oporowych. Wyczuwa nawet najmniejszy nacisk, od jednego miligrama do 200 kilogramów – twierdzi dr Yarjan Abdul Samad.

Dzięki wysokiej odporności i trwałości oraz nowym możliwościom, jakie oferuje grafen, znajduje on coraz szersze zastosowanie w branży odzieżowej. Na rynku pojawiły się już inteligentne tekstylia, które współpracują z mobilnymi aplikacjami. Producenci prezentują również odzież z wbudowanymi czujnikami, które mogą gromadzić dane biometryczne dotyczące naszego ciała oraz parametry otoczenia, jak np. temperatura.

Naukowcy pracują aktualnie nad wdrożeniem swoich pomysłów. Wprowadzenie rozwiązania na rynek wymaga jednak współpracy z biznesem. Pomysłodawcy są otwarci na rozmowy z twórcami aplikacji, które pozwolą skomercjalizować nową technologię.

– Rozmawiamy obecnie z kilkoma partnerami gospodarczymi, producentami butów, a także ze sportowcami, bo chcemy wiedzieć, jak oceniają nasz produkt. Jeżeli będzie wola ze strony przemysłu, to nie widzę powodu dla którego takie produkty nie miałyby się pojawić w ciągu kilku lat – ocenia naukowiec.

Inteligentne obuwie dla biegaczy ze specjalnym systemem amortyzacji ma już w swojej ofercie firma Under Armour. Z kolei Digitsole proponuje buty, które łączą się ze smartfonem i pozwalają ustawić odpowiednią temperaturę w ich wnętrzu, co zapewnia komfortowe warunki dla stopy. Mają także wbudowany licznik kroków, który przyda się podczas analizy treningów.

Jak wynika z raportu Research and Markets, w 2025 roku światowy rynek, który obejmuje m.in. inteligentną odzież, ma osiągnąć wartość ponad 100 mld dol. Kluczowe w prognozowanym wzroście mają być rozwiązania m.in. dla sportu czy zdalnego monitoringu pacjentów.

Słaba inflacja, słaby złoty

Dane krajowe zazwyczaj nie przekładają się istotnie na cenę polskiego złotego. Dziś jednak złoty traci właśnie ze względu na ten czynnik.

Dzisiejszy odczyt krajowej inflacji opublikowany przez GUS mocno zaskoczył. Dynamika cen spadła z poziomu 1,9% w styczniu do 1,4% w lutym. Konsensus ekonomistów zakładał, że inflacja w ubiegłym miesiącu nieco zelżeje – oczekiwano jednak odczytu na poziomie 1,7% rocznie. Istotnych powodów wyraźnie niższej inflacji jest kilka – winne są m.in. ceny żywności, które nie rosły tak mocno jak wcześniej (jedynie o 3,6% w ujęciu rocznym), ceny odzieży i obuwia, które zanotowały dość istotny spadek (o 4,2% w ujęciu rocznym) i niższe koszty transportu (o 2% w ujęciu rocznym).

Niższa inflacja powinna cieszyć Polaków: realne stopy procentowe już nie są ujemne, na lokatach faktycznie (czasami) można zarobić, a oszczędności są więcej warte. Inwestorzy na rynkach finansowych dane interpretują jednak nieco inaczej niż przeciętny Kowalski. W bezpośrednim następstwie publikacji kurs EUR/PLN poszybował w górę i osiągnął najwyższy poziom w tym roku, umacniając się niemal o 0,5%. Reakcja na innych parach ze złotym była analogiczna.

Polska waluta traciła, gdyż niższa inflacja jednoznacznie potwierdza, że bank centralny, utrzymując koszty pieniądza na niezmienionym poziomie i prognozując brak zmian na przestrzeni kolejnych kwartałów (być może aż do końca 2019 r. lub dłużej) nie działa bezpodstawnie. W lutym inflacja wypadła z dolnego przedziału widełek celu inflacyjnego NBP (2,5% z odchyleniami o 1 p.p.). Niższa inflacja CPI to jedynie jeden ze wskaźników, który obserwują członkowie RPP, ale w obliczu dużo niższego odczytu członkowie RPP prawdopodobnie utwierdzą się w przekonaniu, że wszelkie działania prowadzące do zacieśniania polityki monetarnej nie są obecnie potrzebne – a to zdecydowanie nie sprzyja sile polskiego złotego.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w środę osłabił się o 0,3%, wahając się w widełkach 4,19 – 4,21. Wczoraj euro traciło w relacji do głównych walut, osłabiając się m.in. z uwagi na gołębie komentarze członków Europejskiego Banku Centralnego, którzy zgodzili się, że poziom dynamiki cen w krajach strefy euro jest niski.

Prezes Mario Draghi stwierdził, że bank centralny i inwestorzy muszą być cierpliwi. Zgodnie z jego słowami, termin zakończenia programu QE jest warunkowy tym, kiedy inflacja wykaże oczekiwany przez Bank wzrost w kierunku celu inflacyjnego. Prezes EBC zwrócił uwagę dodatkowo na siłę euro, która zdecydowanie nie jest pożądana (przede wszystkim ze względu na negatywny wpływ na wzrost dynamiki cen i eksport).

GBP

Kurs GBP/PLN w środę osłabił się o 0,1%, wahając się w widełkach 4,73 – 4,76. W ostatnich dniach funt w relacji do pozostałych walut zyskiwał lub trzymał względnie stabilny poziom. Waluta radziła sobie dobrze w myśl powiedzenia “no news is good news”. Wspomniane “no news” oczywiście, dotyczy kwestii negocjacji ws. Brexitu.

Uwaga świata w ostatnich godzinach skupia się na dwóch istotnych, interesujących wydarzeniach. Po pierwsze – na eskalacji konfliktu na linii UK-Rosja, w związku z otruciem byłego rosyjskiego szpiega na terenie Wielkiej Brytanii, w odpowiedzi na co strona brytyjska wydaliła 23 rosyjskich dyplomatów. Po drugie – na kwestii przeniesienia głównej siedziby Unilevera z Londynu do Rotterdamu. Zgodnie z opinią brytyjskiego rządu i zwolenników wyjścia z UE decyzja firmy nie była spowodowana przez Brexit, jednak komunikat nie brzmi zbyt przekonująco.

USD

Kurs USD/PLN w środę osłabił się o 0,1%, wahając się w widełkach 3,39 – 3,41. Dolar amerykański w pierwszych godzinach europejskiego handlu w środę złapał oddech po wyprzedaży, która miała miejsce poprzedniego dnia. Siłę dolara początkowo wspierała wspomniana słabość euro, w drugiej części dnia, w trakcie sesji amerykańskiej dolarowi nie sprzyjały jednak m.in. dane gospodarcze.

Nowe odczyty dynamiki sprzedaży detalicznej pokazały niespodziewany spadek w lutym z miesiąca na miesiąc. Dynamika sprzedaży była ujemna przez dwa pierwsze miesiące, co sugeruje, że amerykańska konsumpcja na początku roku zwolniła.

W kontekście wczorajszego dnia warto zwrócić uwagę na kolejne zmiany osobowe w otoczeniu prezydenta USA. Miejsce byłego doradcy ekonomicznego Trumpa, Gary’ego Cohna zajął Larry Kudlow – konserwatywny ekonomista związany ze stacją CNBC i były główny ekonomista w banku inwestycyjnym Bear Stearns. Inwestorzy bacznie obserwowali jego pierwsze wypowiedzi, aby oszacować, w stronę jakiej polityki gospodarczej mogą skłaniać się Stany Zjednoczone w przyszłości. W swojej wczorajszej wypowiedzi Kudlow stwierdził, że “Chiny nie grały zgodnie z zasadami”, sugerując, że – w przeciwieństwie do Cohna – popiera protekcjonistyczne zapędy obecnego prezydenta (co oczywiście nie jest interpretowane pozytywnie). Z drugiej strony stwierdził, że jest zwolennikiem silnego dolara.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

13:30 – cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych w USA
13:30 – wskaźnik cen eksportowych i importowych w USA w lutym
13:30 – wskaźnik przemysłowy FED z Filadelfii w marcu

Autor: Roman Ziruk, Ebury

SNB utrzymał stopy. Niespodziewany spadek inflacji w Polsce

Stopy procentowe w Szwajcarii bez zmian. Inflacja w Polsce niespodziewanie spadła w lutym. Słabsze dane z USA.

W Szwajcarii bez zmian

Szwajcarski bank Narodowy pozostawił stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Do tego należy dodać gotowość do interwencji na rynku. Rynki spodziewały się, że właśnie tą drogą pójdą Szwajcarzy. Ich gospodarka traci na mocnym franku, zatem takie podejście nie może dziwić. Dowodem na przewidywalność tych działań jest reakcja rynków. Na parach związanych z frankiem nie było większych ruchów. Frank co prawda podrożał od rana, ale była to wina słabości złotego, a nie mocy franka. Warto zwrócić uwagę, że w prognozach na koniec roku duże banki spodziewają się osiągnięcia przez franka poziomów od 1,20 do 1,25 na parze EURCHF. Oznacza to, że do końca roku frank musiałby się osłabić jeszcze o 3-7%. Gdyby ta projekcja się zrealizowała, byłaby to bardzo dobra wiadomość dla kredytobiorców. Przy niezmienionym poziomie złotego do euro oznaczałoby to franki tańsze o 10-20 groszy.

Niespodziewany spadek inflacji w Polsce

Analitycy spodziewali się, że inflacja w lutym nie będzie tak wysoka, jak w styczniu. Nie spodziewali się jednak miesięcznego spadku. W skali roku jest wzrost, ale o 1,4%. To aż o 0,3% mniej niż oczekiwano. Doszło co prawda do zmian wag w koszyku inflacyjnym, jednakże nie były one tak duże, by uzasadniać niespodziewany spadek. Jeżeli prognozy NBP na koniec roku są słuszne, to czeka nas wyraźne przyspieszenie w dalszej części roku. W przeciwnym wypadku nie uda się osiągnąć prognozowanych 2,1%. Jak zareagowały rynki? Spadek inflacji został zinterpretowany jako słabość gospodarki, co spowodowało nagłe osłabienie złotego. Przełożyło się to na około 1,5 grosza strat względem głównych walut.

Dane z USA

Wczoraj o 13:30 poznaliśmy odczyt sprzedaży detalicznej w USA. Spadła ona w lutym o 0,1% wobec oczekiwanego wzrostu o 0,3%. Dane te spowodowały krótkotrwałe spadki na dolarze. O 15:30 poznaliśmy dane o zmianie zapasów ropy naftowej. Wzrosły one niespodziewanie aż o 5 mln baryłek, podczas gdy rynki spodziewały się zaledwie 2 milionów. Efektem był spadek ceny baryłki ropy o niemal dolara. Od kilku dni ropę naftową cechuje wyraźnie zwiększona zmienność cen, ze względu na dane z rynku ropy oraz zawirowania w amerykańskiej polityce.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Opłata emisyjna – nowa dopłata do paliwa

Rząd chce wprowadzić nową opłatę dodawaną do ceny każdego litra benzyny i oleju napędowego. Wyniesie 8 gr netto i zasili fundusz, który ma wspierać rozwój transportu wodorowego i elektrycznego. Eksperci oceniają, że dla przeciętnego posiadacza auta benzynowego opłata emisyjna to wzrost miesięcznych wydatków na paliwo o 2 proc.

– Opłata emisyjna to słabo uzasadniony pomysł rządu, aby sięgnąć do kieszeni podatników – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Aleksander Łaszek, główny ekonomista FOR.

Smog jest przede wszystkim wywołany tzw. niską emisją, związaną ze spalaniem węgla najniższej jakości, pochodzącego z polskich kopalń.

– Węgiel jest nadal traktowany preferencyjnie, a rząd chce zwiększać i tak już wysokie opodatkowanie kierowców – komentuje dr A. Łaszek.

Inwestorzy lokalni utrzymają pozycję głównych graczy na rynku inwestycji w Europie Środkowo-Wschodniej

Wartość inwestycji zrealizowanych w 2017 r. przez inwestorów krajowych i zagranicznych na 6 rynkach Europy Środkowo-Wschodniej wzrosła o 32%. Przepływy transgraniczne na terytorium Europy Środkowo-Wschodniej wzrosły ponad trzykrotnie i stanowiły 7% całkowitego wolumenu, który osiągnął rekordową wartość 13,1 mld EUR – wynika z najnowszego raportu Colliers International pt. „CEE Investment Outlook”.

Mark Robinson, specjalista ds. badań w regionie CEE
Mark Robinson, specjalista ds. badań w regionie CEE

— W porównaniu do 2016 roku, kiedy odnotowano rekordowy wolumen transakcji ze strony inwestorów z Republiki Południowej Afryki, w 2017 roku odnotowano spadek środków z RPA i krajów azjatyckich, który udało się zrównoważyć dzięki szybszemu napływowi środków krajowych. W 2018 roku możliwy jest dalszy niewielki spadek inwestycji z RPA. Z kolei inwestorzy z krajów azjatyckich mogą znów zwiększyć swoją aktywność, być może w ramach transakcji portfelowych lub przejęć i fuzji korporacyjnych — mówi Mark Robinson, specjalista ds. badań w regionie CEE.

Misja i dostęp do rynku

Dalszy wzrost inwestycji krajowych zależy od względnej atrakcyjności danej klasy aktywów na rynku lokalnym i dostępu inwestorów do tego rynku. Naszym zdaniem zyski z prestiżowych nieruchomości w stolicach są atrakcyjne, zwłaszcza w porównaniu do zysków z obligacji rządowych, a także w porównaniu do stopy dywidendy z akcji – wyjątkiem są tu Praga i Bukareszt. Stopa dywidendy z ocenianych przez nas koszyków akcji spółek nieruchomościowych notowanych na giełdzie mieści się obecnie w granicach 4%.

Nowe źródła pozostają te same: Azja, Republiki Południowej Afryki i Europa Środkowo-Wschodnia

W porównaniu z przełomowym 2016 rokiem wolumen transakcji finansowanych ze źródeł pochodzących z Azji i Republiki Południowej Afryki spadły, ale i tak utrzymały się na bezpiecznym poziomie, wynosząc odpowiednio 1,4 mld EUR i 1,8 mld EUR. Jednak najbardziej imponujące wyniki w 2017 roku odnotowało trzecie nowe źródło środków z 2016 roku – kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Wartość transakcji z udziałem tego kapitału (krajowych i transgranicznych) wzrosła aż o 32% i wyniosła 3,3 mld EUR.

Tempo wzrostu transakcji transgranicznych osiągnęło rekordowy poziom 7% łącznej wartości inwestycji dla analizowanych 6 krajów Europy Środkowo-Wschodniej, w 2017 roku osiągając poziom 13,1 mld EUR. Wartość ta przekroczyła tym samym (minimalnie) dotychczasowy rekord z 2007 roku, kiedy to łączna wartość inwestycji wynosiła 13,0 mld EUR.

W 2017 roku przepływy netto w krajach Europy Środkowo-Wschodniej prawie osiągnęły wartość dodatnią i wyniosły -220 mln EUR. Wartość ta wynika ze wspomnianego powyżej 32-procentowego wzrostu aktywności zakupowej wśród graczy w regionie oraz spadku wartości sprzedaży przez inwestorów i deweloperów o 1,2 mld EUR. Prezentowane przez nas dane dotyczące przepływów netto po raz pierwszy wykazują niedawny wzrost zakupów (netto) przez fundusze azjatyckie i południowoafrykańskie. W latach 2014-2015 Stany Zjednoczone zaliczały się do dużych kupujących netto, jeżeli chodzi o rynek nieruchomości komercyjnych w 6 krajach Europy Środkowo-Wschodniej. W 2017 roku kraj ten znalazł się w grupie dużych sprzedających netto ze sprzedażą na poziomie 2 mld EUR. W grupie sprzedawców netto w zeszłym roku odnotowaliśmy kraje europejskie wraz z Wielką Brytanią, które kontynuują niedawno wypracowane schematy.

Rośnie znaczenie lokalnych inwestorów

W perspektywie długoterminowej odnotowujemy pozytywny wpływ wzrostu znaczenia inwestorów lokalnych na rynkach inwestycji w nieruchomości w 6 krajach Europy Środkowo-Wschodniej, ponieważ baza właścicieli krajowych zapewnia stabilność i dogłębną znajomość rynku. Taka sytuacja ma miejsce na rynkach nieruchomości w krajach G10, a także na rynkach azjatyckich. W sześciu krajach Europy Środkowo-Wschodniej wolumeny transakcji zakupowych realizowanych przez nabywców krajowych osiągnęły wysokie wartości wynikające z cyklu koniunkturalnego – taka sytuacja wystąpiła w ubiegłym roku w Polsce (421 mln EUR), na Węgrzech (708 mln EUR) i w Rumunii (35 mln EUR). Daleko przed tymi krajami pozostają jednak Czechy, gdzie wartość zakupów dokonanych przez lokalnych inwestorów wyniosła w 2017 r. 1,08 mld EUR, co stanowi solidne 29% całkowitego wolumenu inwestycji w tym kraju zgodnie ze średnimi wartościami w perspektywie długookresowej. Na Węgrzech udział zakupów ze środków lokalnych w ubiegłym roku wzrósł do 39%, natomiast w Polsce do 8% – jest to również zgodne z cyklem koniunkturalnym.

Środki z zagranicy – urodzaj inwestycji w Czechach

Blisko jedno na każde z siedmiu euro zainwestowanych w 6 krajach Europy Środkowo-Wschodniej w 2017 roku pochodziło od inwestorów z Czech (udział rynkowy na poziomie 13,5%). Był to drugi co do wielkości udział odnotowany przez poszczególne kraje na całym świecie (na pierwszym miejscu znalazła się Republika Południowej Afryki). W ujęciu rok do roku łączna kwota wzrosła o 43% i wyniosła 1,77 mld EUR. Odnotowano szybszy przyrost środków z zagranicy, których wartość osiągnęła poziom 691 mln EUR wobec zaledwie 84 mln EUR rok wcześniej.

Przy pokaźnych środkach na wydatki w Czechach, w sąsiednich krajach Europy Środkowo-Wschodniej odnotowano wręcz zalew transakcji z udziałem czeskich nabywców, którzy inwestowali w stolicach krajów Europy Środkowo-Wschodniej oraz nabywali aktywa w regionie, zwłaszcza w Polsce.

Kolejnym krajem, który przyczynił się do wzrostu przepływów z zagranicy w 2017 roku, była Słowacja. Wartość zakupów zagranicznych dokonywanych przez inwestorów ze Słowacji (141 mln EUR) stanowiła trzykrotność wartości zakupów dokonywanych przez nich w kraju (44 mln EUR).

Po raz kolejny sprawdziła się zasada „Zbierasz to, co zasiałeś”, ponieważ Słowacja i Czechy znajdowały się wśród najpopularniejszych rynków docelowych dla inwestorów pochodzących z krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Czy wzrośnie wartość przepływów krajowych?

Czy inwestorzy lokalni zdecydują się zwiększyć swoje inwestycje w nieruchomości komercyjne? Patrząc na ich ogólną sytuację w kontekście PKB, zdaje się, że jest jeszcze miejsce na dalszy wzrost. Stopy kapitalizacji w przypadku inwestycji w stolicach i w głównych miastach są na rozsądnym poziomie i mieszczą się w przedziale od 7% do 19% PKB. Przewidujemy wysokie prawdopodobieństwo dalszego wzrostu stóp kapitalizacji – zdrowy wzrost PKB w ujęciu nominalnym w całym regionie w latach 2018-2019 tworzy, w naszej opinii, możliwość dalszego rozwoju.

Naszym zdaniem, jest duża szansa, że wyższy udział inwestycji w PKB odnotowany w 2017 może się utrzymać. W ubiegłym roku poziom inwestycji w Czechach, na Węgrzech, w Bułgarii i Polsce znajdował się w przedziale od 1,0% do 1,8% PKB, co jest spójne z wyższym poziomem PKB w przeliczeniu na jednego mieszkańca.

W ubiegłym roku najbardziej płynnym rynkiem w odniesieniu do swej wielkości była Bułgaria, gdzie poziom inwestycji krajowych wyniósł jedną szóstą naszych danych dotyczących kapitalizacji na rynku nieruchomości komercyjnych w Sofii.

Bez wątpienia największe możliwości dostępu do rynku dla inwestora końcowego istnieją na Węgrzech i na Słowacji – w obydwu tych krajach obserwujemy znaczące inwestycje krajowych funduszy inwestycyjnych w nieruchomości komercyjne. W przeciwieństwie do Węgier i Słowacji fundusze inwestycyjne inwestujące w nieruchomości komercyjne są prawie nieobecne na dwóch największych rynkach regionu pod względem ludności, to jest w Polsce i w Rumunii.

Więcej optymizmu – w 2018 r. Polskie firmy prognozują wzrost rentowności i wartości sprzedaży

Większość firm optymistycznie ocenia swoje perspektywy w najbliższym czasie. 51 proc. spodziewa się wzrostu rentowności swoich firm na przestrzeni 6 miesięcy, a wzrost sprzedaży spodziewany jest przez 32 proc. przedsiębiorców.

– W podziale sektorowym wyższych obrotów oczekuje się w branży motoryzacyjnej, energetycznej i tekstylno-odzieżowej – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Centralnej. – Natomiast branże farmaceutyczna, budowlana i metalurgiczna przewidują obniżenie poziomu sprzedaży w kolejnych 6 miesiącach bieżącego roku.

Z raportu “Badanie płatności 2018” międzynarodowej firmy Coface wynika, że 38 proc. firm zamierza inwestować w rozwój biznesu, ale kolejne 38 proc. nie planuje zwiększać mocy wytwórczych. Ponad połowa widzi potencjał dalszego rozwoju na rynku krajowym, a pozostałe przedsiębiorstwa planują ekspansję zagraniczną.

Najczęściej wskazywanym przez ankietowanych czynnikiem ograniczającym inwestycje, w raporcie Coface, jest sytuacja gospodarcza. Na drugim miejscu znalazła się wysoka konkurencja, a zaraz za nią podatki i inne opłaty fiskalne.

Prawie połowa respondentów przewiduje, że na przestrzeni kolejnego półrocza nie nastąpią zmiany w terminach płatności. Wśród pozostałych ankietowanych liczba przedsiębiorstw, które oczekują, że opóźnienia płatności się skrócą przeważa nad tymi, które spodziewają się ich wydłużenia. W branży budowlanej 63 proc. zapytanych firm prognozuje wzrost przeterminowanych płatności, a w transporcie 56 proc. Największego spadku zaległości płatniczych oczekują branże tekstylno-odzieżowa, metalurgiczna i energetyczna.