Liczba wolnych miejsc pracy w polskiej gospodarce przekroczyła 100 tys.

Rok 2018 zaczęliśmy z liczbą wolnych miejsc pracy w firmach zatrudniających co najmniej 1 osobę wynoszącą 117,8 tys. W porównaniu z IV kwartałem 2016 r. liczba wolnych miejsc pracy była wyższa o 39,8 tys., tj. o 51,1 proc.

Jak podaje GUS, w końcu omawianego okresu nie obsadzonych było jeszcze 24,4 tys. nowo utworzonych miejsc pracy. W IV kwartale 2017 r. utworzono o 10,8 proc. mniej nowych miejsc pracy w porównaniu z III kwartałem, ale o 19,5% więcej niż w IV kwartale poprzedniego roku. W IV kw. 2017 r. zlikwidowano o 0,8% więcej miejsc pracy niż w III kw. i o 2,9% więcej niż w IV kwartale 2016 r.

– Rynek pracy w Polsce jest na granicy hamowania gospodarki, jeśli już tak się nie dzieje – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – W tym roku stopa bezrobocia może spaść nawet do 5 proc.

Jest to kolejny ważny sygnał dla prowadzących politykę gospodarczą.

– Powinniśmy już zastanawiać się przede wszystkim nie nad tym, jak zmniejszać bezrobocie, ale jak zwiększać aktywność zawodową, która w Polsce jest bardzo niska – komentuje ekspert.

Cyberbezpieczeństwo i podatki – o tym Polacy chcą wiedzieć więcej

Polacy dobrze oceniają swoją ogólną wiedzę o finansach. Największe braki odczuwają w zakresie cyberbezpieczeństwa oraz systemu podatkowego. Z kolei młodzi mają poczucie, że zbyt mało wiedzą o emeryturach – to główne wnioski raportu „Poziom edukacji finansowej Polaków 2018” zaprezentowanego przez Warszawski Instytut Bankowości podczas II Kongresu Edukacji Finansowej i Przedsiębiorczości.

Dla największej grupy Polaków wiedza finansowa ma nie tylko ułatwić codzienne życie, ale przede wszystkim uchronić przed nadmiernym zadłużaniem się oraz utratą oszczędności. Polacy uznają, że publiczny system edukacji mógłby – w większym niż obecnie stopniu – stwarzać możliwości uczenia się o finansach i gospodarce. Dlatego tak ważna jest wspólna koalicja i współpraca sektora finansowego, organizacji pozarządowych oraz instytucji publicznych w zakresie rozwijania programów edukacji finansowej przeznaczonych nie tylko dla najmłodszych, ale także dla dojrzałych Polaków.

Raport Warszawskiego Instytutu Bankowości „Poziom edukacji finansowej Polaków 2018” został przygotowany na podstawie badania instytutu badawczego IBRIS, które zrealizowano 2 i 3 marca na reprezentatywnej grupie 1100 Polaków.

Krytyczna samoocena

Badani dość pozytywnie oceniają swoją wiedzę o finansach osobistych – dużą wiedzę zadeklarowało 44 proc. z nich. Tylko 17,4 proc. twierdzi, że ma małą wiedzę o oszczędzaniu, inwestowaniu i emeryturach. Nieco lepsza ocenę wystawiają sobie mężczyźni niż kobiety, wśród pań 21 proc. przyznaje się do bardzo małej wiedzy o finansach osobistych.

Najlepiej oceniają się osoby pomiędzy 30. a 39. rokiem życia – 58 proc. mówi w swoim przypadku o dużej wiedzy. Najmniej takich deklaracji jest wśród seniorów – zaledwie 19 proc. wskazań. Okazuje się, że im mniej zarabiamy, tym mniej wiemy, jakimi prawami rządzi się świat pieniądza. Dobrą notę w tym obszarze wystawiają sobie przede wszystkim osoby o dochodach między 3 a 4 tys. zł netto miesięcznie oraz ci, którzy zarabiają więcej niż 5 tys. (odpowiednio 67 i 72 proc. wskazań). Na małą lub bardzo małą wiedzę o finansach wskazuje aż 30 proc. osób pomiędzy 18. a 29. rokiem życia.

– Wyniki badań samooceny wiedzy finansowej Polaków pokazują, że wciąż w obszarze edukacji i doradztwa jest wiele do zrobienia. Na ogół, respondenci mają dobre zdanie o sobie, tymczasem  dość spora grupa badanych, szczególnie młodych, przyznała, że ma braki w tym zakresie. To dla całego sektora bankowego, ale również instytucji publicznych i organizacji pozarządowych kolejny ważny sygnał, aby w jeszcze większym stopniu angażować się w działania na rzecz skutecznej edukacji finansowej – mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, Prezes Związku Banków Polskich. – Szeroka koalicja, jaką budujemy w ramach Programu sektorowego „Bankowcy dla Edukacji”, jest dobrym przykładem wspólnego działania i w najbliższym czasie zamierzamy ją rozbudowywać. Jednak  uzyskanie pożądanego postępu w poprawie poziomu wiedzy ekonomicznej będzie możliwe tylko przy zaangażowaniu całego systemu szkolnego i mediów publicznych – dodaje.

Program sektorowy „Bankowcy dla Edukacji” – realizowany przez Warszawski Instytut Bankowości – to jeden z największych programów edukacji finansowej w Europie. Jak wskazują organizatorzy – do końca 2018 roku, dotrze on do 350 tys. uczniów, studentów i seniorów podczas 9 tys. bezpośrednich lekcji, wykładów i spotkań w 120 szkołach wyższych oraz 800 szkołach podstawowych w całej Polsce. Ważną rolę w Programie odgrywa korpus bankowców-wolontariuszy, których przeszkolonych do końca tego roku będzie już blisko 1000. W programie uczestniczy także już ponad 350 gmin partnerskich oraz 300 zaangażowanych instytucji publicznych, stowarzyszeń i organizacji.

Niedostatek wiedzy o cyberzagrożeniach

Polacy pytani o największe niedostatki w wiedzy związanej z finansami osobistymi najczęściej wskazują cyberbezpieczeństwo (blisko 38 proc. odpowiedzi) oraz wiedzę o systemie podatkowym (35 proc.).

Co ciekawe, na braki w wiedzy o cyberbezpieczeństwie i podatkach nieco częściej wskazują mężczyźni (odpowiednio 40 i 39 proc.) niż kobiety (36 i 32 proc. wskazań).

Z kolei ludzie młodzi deklarują, że największą lukę mają w wiedzy na temat emerytur (49 proc. wskazań) oraz kredytów i pożyczek (46 proc. osób wieku pomiędzy 18. a 29. lat zaznaczyło taką odpowiedź).

Wiedza o finansach niezbędna w codziennym życiu i dla bezpieczeństwa

Połowa badanych wskazała, że odpowiednia wiedza o finansach i gospodarce pomaga uchronić się przed niebezpieczeństwami, takimi jak wpadnięcie w spiralę zadłużenia czy utrata oszczędności związana ze złymi decyzjami finansowymi, ale także ułatwia uzyskanie odpowiedniego finansowania na realizację celów prywatnych oraz zawodowych. Najczęściej wskazywali na to najmłodsi respondenci – w wieku pomiędzy 18. a 29. rokiem życia (56 proc.), a także osoby zarabiające pomiędzy 4 a 5 tys. zł netto miesięcznie (aż 74 proc. wskazań). Jedna trzecia badanych uważa, że wiedza taka po prostu jest potrzebna i pomaga w codziennym życiu.

– Chcemy przekonać Polaków, że wiedza o finansach i gospodarce jest przydatna i wielokrotnie niezbędna w normalnym funkcjonowaniu w społeczeństwie. Pozwala także uniknąć wielu finansowych kłopotów oraz zwiększa bezpieczeństwo majątku, jaki posiadamy – mówi Waldemar Zbytek, Wiceprezes Warszawskiego Instytutu Bankowości. – Dlatego mobilizujemy szeroką koalicję podmiotów do realizacji systematycznych działań edukacyjnych, zarówno do młodzieży, jak i seniorów. Bardzo mocno liczymy tutaj na niesłabnący pozytywny odzew ze strony polskich samorządów. Szczególnie, w kontekście planowanego dużego ogólnopolskiego projektu promującego przedsiębiorczość – dodaje.

Uczestnicy badania IBRIS uznali, że publiczny system edukacji zbyt mało czasu poświęca obecnie na przekazywanie młodym ludziom wiedzy o finansach – aż 73 proc. z nich tak twierdzi. Tylko 16 proc. jest zdania, że przekazywana wiedza jest wystarczająca. Dlatego, tak ważne jest wsparcie ze strony podmiotów komercyjnych oraz organizacji społecznych, które dysponują odpowiednią wiedzą, a także doświadczeniem w zakresie przekazywania informacji o finansach.

Mieszkańcy wsi potrzebują większego wsparcia

O ile osoby mieszkające w największych miastach aż w 57 proc. uważają, że ich wiedza finansowa jest duża, w małych miastach (do 50 tys. mieszkańców), poziom takich ocen spada już do 39 proc, a na wsi osiąga najniższy wskaźnik i wynosi 38 proc. Dla tych ostatnich, wiedza finansowa ma przede wszystkim zapewnić poczucie bezpieczeństwa i uchronić przed utratą oszczędności – 52 proc. osób mieszkających na wsi wskazuje na taką odpowiedź.

Mieszkańcy małych miast oraz wsi najczęściej wskazywali także na niski poziom wiedzy o cyberzagrożeniach (aż 44 proc. badanych z tej grupy). Co ciekawe, mieszkańcy wsi najmniejsze braki w wiedzy odczuwają w zakresie oszczędzania oraz inwestowania – zaledwie 18 proc. badanych zaznaczyło taką odpowiedź, wymieniając swoje braki w wiedzy.

Zmiany na rynku technologii do analiz przestrzennych – wizja na rok 2018

W ostatnich latach rozwiązania geoprzestrzenne znacząco się rozwinęły dzięki wchodzeniu w interakcje z popularnymi technologiami informatycznymi i cyfrowymi. Internet, autonomiczne pojazdy i smartfony zmieniły świat w sieć sensorów, które sprawiły z kolei, że informacja przestrzenna stała się jednym z najcenniejszych dóbr dla wielu firm działających w różnych branżach. Z badań przeprowadzonych przez portal Geospatialworld.net wynika, że 50% organizacji widzi w zachodzących zmianach szansę na rozwój swoich produktów i usług. Jednocześnie zmiany te są dużym wyzwaniem dla\ kadry zarządzającej, która musi zrozumieć konieczność cyfrowej transformacji i wykorzystania zaawansowanych technologii przestrzennych w budowaniu przewagi rynkowej.

Mapy to nie tylko aplikacje do nawigacji drogowej, ale również potężne narzędzia do wyznaczania kierunku rozwoju cyfrowych gospodarek. Czynnik przestrzenny stoi praktycznie za każdą decyzją, która jest podejmowana przez organizacje i pojedyncze osoby, dlatego naturalnym krokiem jest włączanie analityki przestrzennej w struktury organizacji. „Location intelligence” sprawia, że tradycyjne systemy business intelligence zostają wzbogacone o element geografii, który pozwala spojrzeć holistycznie na całą sytuację i daje wgląd w czasie rzeczywistym we wszystkie operacje i systemy” – tłumaczy Jack Dangermond, prezes i współzałożyciel Esri.

Cyfrowy wiatr zmian

Badania przeprowadzone przez portal geospatialworld.net[1] wśród czołowych firm z branży geoprzestrzennej wskazują, że organizacje nie są do końca pewne, jak powinny reagować na zmiany zachodzące na rynku. 50% osób decyzyjnych w organizacjach widzi w nich okazję do rozwoju, 3% obawia się zwiększonej konkurencji, a 44% uważa, że przyczynią się one zarówno do pojawiania się nowych okazji biznesowych, jak i do większej konkurencji na rynku.

Na demokratyzacji technologii opartych o dane przestrzenne skorzystają nie tylko firmy, które od lat działają w tej branży, ale także startupy. 65% respondentów twierdzi, że dynamiczne zmiany na rynku są spowodowane przez działalność firm spoza ścisłej czołówki przedsiębiorstw z sektora GIS. Są to głównie młode firmy wspierane przez kapitał zewnętrzny. Społeczność startupów przyczyniła się do wzrostu tempa innowacji, w szczególności w obszarze podboju kosmosu, czyli branży Space 2.0, co doprowadziło do zakwestionowania obecnej struktury kosztów w obszarze danych przestrzennych i ich analizy.

Firmy, które działają na rynku od wielu lat, często nie potrafią spojrzeć na postępującą innowację inaczej niż jako zagrożenie dla ich pozycji. Dzieje się tak, ponieważ wiele z nich nadal skoncentrowana jest na produktach, a nie inwestuje dostatecznych środków, aby przesunąć się wyżej w łańcuchu wartości.

W kierunku współpracy

Dane przestrzenne są wykorzystywane w większości branż o znaczeniu strategicznym, takich jak obronność, energetyka, rolnictwo, górnictwo. Odgrywają także istotną rolę w rozwoju inteligentnych miast, administracji centralnej, infrastrukturze, środowisku, edukacji oraz sektorach biznesowych Tradycyjne bariery utrudniające dostęp do danych przestrzennych ograniczały tempo i potencjał innowacji. Obecna działalność ruchów na rzecz otwartych danych, a także postępy w obrębie zarządzania ich dużymi zbiorami, takimi jak zdjęcia satelitarne pozwalają organizacjom na poszukiwanie nowych szans w obszarze wykorzystania informacji przestrzennych.

Firmy zdają sobie sprawę, że aby móc konkurować w tym dynamicznie zmieniającym się środowisku, muszą skoncentrować się na budowie kompletnych rozwiązań. 85% respondentów jest zdania, że najbardziej efektywną drogą do realizacji tego celu jest współpraca między firmami. Pomimo tego, że duża część branży nadal skoncentrowana jest na produkcie, to ponad 80% badanych przyznaje, że ze strony użytkowników widać rosnące zainteresowanie usługami, wsparciem w procesie integracji systemów i tworzeniu kompletnego środowiska pracy. Postęp technologiczny przyczynia się także do skrócenia fazy rozwoju konkretnych rozwiązań, co zmniejsza cały cykl życia produktu. Tak uważa aż 84% respondentów. Jest to szczególnie istotne w przypadku firm o krótkim stażu na rynku, które wprowadzają nowe usługi czy aplikacje.

„W celu zapewnienia klientom kompleksowych usług związanych z analizą danych przestrzennych kluczowa jest współpraca między organizacjami. Firma Esri jako dostawca rozwiązań do analizy i wizualizacji danych współpracuje między innymi z firmą Tom Tom, która jest liderem w obszarze dostarczania informacji geograficznych. Innym rodzajem kooperacji jest współpraca w zakresie wizualizacji i przetwarzania danych w obrębie popularnych rozwiązań informatycznych od takich dostawców jak SAP” – dodaje Tomasz Galant, Prezes Esri Polska.

W nadchodzących latach wiele istotnych trendów technologicznych znacząco wpłynie na powstawanie olbrzymiej ilości informacji geograficznych. Z uwagi na to, że coraz więcej osób będzie miało styczność z informacją przestrzenną w codziennym życiu, doprowadzi to do rozwoju technologii, takich jak internet rzeczy, autonomiczne pojazdy czy sztuczna inteligencja. Siła branży geoprzestrzennej leży bowiem w umiejętności integrowania rozwiązań cyfrowych.

GIS? A co to takiego?

Brak świadomości wśród użytkowników i prawodawców pozostaje największym wyzwaniem dla całej branży. Ponad 38% badanych uważa to za najpoważniejszą barierę, 12% twierdzi, że brak wsparcia ze strony rządu i przestarzałe regulacje wstrzymują rozwój sektora. Kolejnym wyzwaniem są koszty i łatwość użytkowania systemów. Nieco ponad 50% ankietowanych przyznało, że cena zakupu i utrzymania narzędzi do analizy danych przestrzennych oraz ich wysoka cena to bariery, które uniemożliwiają ich szersze wykorzystanie. Mimo to, około 33% ankietowanych jest przekonana, że wyzwania te nie mają dużego znaczenia.

86% respondentów jest zdania, że biznes i rządy nie są w stanie w pełni wykorzystać przewagi, jaką dają SMAC (Social, Mobile, Analytics i Cloud) i dane przestrzenne. Dzieje się tak, ponieważ produkty nie są wystarczająco zaawansowane, a użytkownicy są zbyt mocno przywiązani do tradycyjnych metod tworzenia i zarządzania informacją.

Spojrzenie w przyszłość

Zmiany na rynku będą niosły ze sobą pewne ryzyko, w szczególności, gdy strategia większości firm zakłada wzmożone inwestycje w innowacyjne rozwiązania. Około 75% badanych spodziewa się, że w ciągu następnych 3-5 lat, rynek bardzo ewoluuje, a poziom wykorzystania danych i technologii przestrzennych znacząco wzrośnie.

Nowoczesne technologie, takie jak chmura, IoT, robotyka i automatyka oraz sztuczna inteligencja otwierają nowe horyzonty, napędzają przemysł geoprzestrzenny i korzystają z jego zdobyczy. Mimo niepokojących głosów związanych z rzekomymi zagrożeniami wynikającymi z technologii opartych o sztuczną inteligencję, aż 96% respondentów uważa, że AI pomoże w jeszcze lepszym zrozumieniu danych przestrzennych, co z kolei pozwoli na ich jeszcze szersze wykorzystanie w biznesie.

Smartfony i urządzenia mobilne w najbliższym czasie w dużym stopniu wpłyną na branżę geoprzestrzenną. Podobną rolę odegrają także drony. Z badań wynika, że rozwój technologiczny i związane z nim zmiany w branży geoprzestrzennej już teraz wpływają na decyzje operacyjne w firmach. Podczas gdy liderzy biznesowi potrafią już zidentyfikować trendy, wielu z nich zmienia także strategie biznesowe, konsolidując lub koncentrując się na nowych technologiach i rynkach. Zapotrzebowanie na analitykę i odkrywanie prawdziwego znaczenia informacji będzie nieustannie rosło, a branżą, która odpowie na te potrzeby i będzie mogła dostarczyć tych odpowiedzi jest branża geoprzestrzenna.

[1] https://www.geospatialworld.net/article/geospatial-industrys-vision-2018/

Analityka biznesowa w Polsce – wyzwania 2018

Firma Clouds On Mars opublikowała wyniki sondażu pod nazwą: „Analityka biznesowa – wyzwania 2018”. Większość menedżerów (74%) oceniła, że kultura organizacyjna ich firm w zakresie zarządzania danymi jest na średnim poziomie, 21% uważa, że znajduje się na poziomie wysokim, a 5%, że na poziomie niskim.

Jako głównych użytkowników narzędzi analitycznych w firmach w Polsce ankietowani wskazali kolejno: Finanse, Zarząd i Sprzedaż. Zdecydowanie niżej w zestawieniu znalazł się Marketing.

graph_1Grono najczęstszych użytkowników BI zapewne nie jest dla nikogo zaskoczeniem. Można się natomiast zastanawiać, czy niski poziom wykorzystania narzędzi analitycznych przez działy marketingu nie powinien być powodem do troski ze strony zarządów firm mówi Dominik Kaczmarek, Vice President w Clouds On Mars – Ogromne możliwości analizowania kampanii marketingowych, czy aktywności w firmowych social mediach zaszyte w narzędziach analitycznych w sposób kategoryczny zwiększają skuteczność i trafność tych działań.

graph_2Respondenci wskazali trzy najczęściej używane systemy BI: SAP Business Objects, Microsoft Power BI oraz Qlik. Trzeba też podkreślić, że część firm na co dzień wykorzystuje więcej niż jeden system analityczny lub korzysta z własnego, przygotowanego np. przez lokalny dział IT.

Dominik Kaczmarek wyjaśnia, że korzystanie z co najmniej dwóch narzędzi analitycznych często jest praktyką uzasadnioną, wynika z faktu że jedno narzędzie nadaje się dla technicznie bardzo zaawansowanych analityków danych, a drugie, np. Power BI dla zwykłych użytkowników biznesowych – wyjaśnia VP w Clouds On Mars.

Badani przyznali, że w ich firmach największą wartość czerpie się z: raportowania (42%), analizowania (34%) i prognozowania (16%). Natomiast jako najbardziej dotkliwy brak i słabość ich analityki wskazali: prognozowanie (38%), analizowanie (27%) i wizualizację danych (23%).

Warto zauważyć, że prognozowanie i analizowanie zostały wskazane zarówno jako elementy, z których firmy czerpią największą wartość biznesową, jak i te, które uznane zostały jako słabości firmowej analityki. Wskazuje to na niezaprzeczalną ważność tych elementów, jak i na wyzwanie, jakie wciąż się z nimi wiąże – warto je jednak podjąć, bo są to wartości w wysokim stopniu przekładające się na sprawność funkcjonowania firmy i trafność podejmowanych decyzji menedżerskich – mówi Dominik Kaczmarek z Clouds On Mars.

Ankietowani, poproszeni o wskazanie tego, co w ich organizacjach jest najważniejsze w zakresie zarządzania danymi, najczęściej mówili o jakości danych i łatwości samodzielnej obsługi. Natomiast wyraźnie mniej wskazań dotyczyło dostępności narzędzi BI w chmurze oraz dostępności na urządzeniach mobilnych.graph_3

Waga wysokiej jakości danych nie podlega dyskusji – to absolutna podstawa wiarygodnego korzystania z analityki biznesowej. Na komentarz zasługuje duża potrzeba samodzielnego korzystania z narzędzi BI – mówi Dominik Kaczmarek – To trend, który od jakiegoś czasu jest bardzo wyraźny i sygnalizowany przez większość agencji badawczych. Także firma Gartner podkreśla, że szybki postęp w dziedzinie sztucznej inteligencji, analiz w modelu SaaS oraz platform BI sprawiają, że dla zwykłych użytkowników ​​narzędzia analityczne są łatwiejsze w obsłudze i bardziej ekonomiczne, niż kiedykolwiek wcześniej.

Sondaż został przeprowadzony na przełomie stycznia i lutego 2018 r. Ankietę wypełniły 43 osoby, głównie CIO i CDO z dużych i średnich firm. Ankietowani na większość pytań mogli udzielić więcej niż jednej odpowiedzi. Wyniki zostały opracowane przez Clouds On Mars w narzędziu Microsoft Power BI.

RODO – odpowiedzialność firmy za naruszenie bezpieczeństwa danych osobowych

Tomasz Mamys, ekspert Sage
Tomasz Mamys, ekspert Sage

Mówiąc o naruszeniach bezpieczeństwa danych osobowych możemy wyróżnić dwie grupy incydentów: umyślne i losowe. W pierwszej grupie znajdziemy działania podejmowane przez ludzi świadomie, wbrew prawu. Z kolei zdarzenia losowe, czy to wewnętrzne czy zewnętrzne, nie zawsze zależą od ludzi. Bez względu jednak na ich rodzaj, większość tzw. incydentów bezpieczeństwa można przewidzieć. I warto się nad tym zastanowić, bo po 25 maja 2018 roku na przedsiębiorców spadnie szczególna odpowiedzialność.

RODO w art. 4 ust.12 definiuje naruszenie bezpieczeństwa przetwarzanych danych osobowych, określając je jako „prowadzące do przypadkowego lub niezgodnego z prawem zniszczenia, utracenia, zmodyfikowania, nieuprawnionego ujawnienia lub nieuprawnionego dostępu do danych osobowych przesyłanych, przechowywanych lub w inny sposób przetwarzanych.”

Mamy więc jasno określony szeroki katalog incydentów dotyczących przetwarzanych danych, które powodują automatycznie powstanie naruszenia. Jak wynika z doświadczenia administratorów danych, najtrudniejsze do przewidzenia są te incydenty, które wynikają
z ludzkich pomyłek i braku świadomości.

Aby w banalny sposób doszło do incydentu w ochronie danych osobowych, wystarczy…

Źle zaadresowana korespondencja elektroniczna

Używane w skrzynkach poczty elektronicznej adresy mogą być zapisywane
w pamięci podręcznej, dzięki czemu aplikacja podpowiada adres mailowy. Nie zawsze jest on weryfikowany przez wysyłających maile. W efekcie braku weryfikacji adresu korespondencja może trafić do nieuprawnionego odbiorcy.

Nieukrywanie adresów mailowych przy wysyłce masowej

Wysyłka korespondencji masowej (np. newsletter) do wielu adresatów wymaga ukrycia adresów odbiorców, poza głównym. W przeciwnym wypadku wszyscy odbiorcy będą widzieli adresy mailowe pozostałych, a to jest już masowe upublicznienie danych osobowych. Korzystanie z opcji „UDW” – ukrytej kopii – zapobiegnie incydentom.

Utrata nośników danych

Smartfony, laptopy, pamięć mobilna, smartwatche, wydruki z życiorysami zawodowymi czy teczki z dokumentami – nośniki danych można zgubić lub też stracić w wyniku kradzieży. Są to incydenty w ochronie danych osobowych.

Jak poważny jest to problem, wystarczy przeanalizować wykorzystanie pamięci USB
w firmach. Nawet 90 proc. pracowników używa w większości otwartych, niezaszyfrowanych pendrive’ów do zapisywania, przechowywania, kopiowania i przenoszenia danych, w tym także danych osobowych. Aż 87 proc. pracowników zdarzyło się przynajmniej raz zgubić pamięć flash, na której zapisane były firmowe dane! Chcąc zminimalizować ryzyko dostania się danych w niepowołane ręce, warto na przykład szyfrować dane.

Nieprawidłowe usunięcie danych

Przedarcie kartki i wrzucenie jej do kosza pod biurkiem jest najczęstszą formą usunięcia danych. Jednak jeżeli dane z tej kartki, po jej „zniszczeniu” przy niewielkim wysiłku można odczytać, to mamy do czynienia z incydentem bezpieczeństwa. Dopiero użycie niszczarki do dokumentów jest procedurą prawidłową: szanse na odzyskanie danych z tak zniszczonych kartek są bardzo niewielkie.

W przypadku usuwania danych z nośników elektronicznych, nie wystarczy tylko ich skasowanie. Kopie zapasowe oraz stare typy systemów wspierających biznes, jak np. DOS, przechowują dane w różnych miejscach na dyskach oraz pozwalają na kopiowanie przez użytkowników bez zostawiania śladów. Dla prawidłowego usunięcia danych najskuteczniejsze będą przewidziane do tego specjalne aplikacje albo fizyczne zniszczenie nośnika (np. starego, nieużywanego dysku twardego).

Odpowiedzialność zarządów i właścicieli

Wdrożenie zasad ochrony danych wynikających z RODO i zapobieganie incydentom bezpieczeństwa ciąży na podmiotach przetwarzających dane. Każda firma, która dokonuje czynności na jakichkolwiek danych osobowych, jest ich administratorem. Z kolei osobami odpowiedzialnymi za podmiot są reprezentanci zarządu – jeśli takowy funkcjonuje –  albo właściciele.

Odpowiednie przygotowanie firmy do stosowania zasad zawartych w RODO wpływa na ograniczenie ryzyka nałożenia administracyjnych kar pieniężnych i odszkodowań dla osób fizycznych. Odpowiedzialnością finansową mogą ostatecznie zostać obciążeni członkowie zarządu, ponieważ dopuszczają to obowiązujące przepisy. Wydaje się przy tym, że stosunkowo łatwo spełnić przesłanki odpowiedzialności wobec spółki[1].

Delegowanie obowiązków w zakresie ochrony danych osobowych na pracowników nie zwolni członka zarządu z ponoszenia odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną wobec spółki. Za funkcjonowanie spółki zgodnie z zasadami prawa odpowiada bowiem zarząd. Należy tu dodać, że zgodnie z regulacjami zawartymi w RODO inspektor ochrony danych (IOD; o ile w ogóle zostanie powołany, bo przecież nie każde przedsiębiorstwo musi korzystać z jego pomocy), pełni wyłącznie funkcję doradczą[2].

Tomasz Mamys, Project Manager RODO w Sage Polska

[1] Kodeks spółek handlowych w art. 293 i art. 483 przewiduje odpowiedzialność członków zarządu za szkodę wyrządzoną spółce. Przesłankami odpowiedzialności jest powstanie szkody po stronie spółki, związek przyczynowy pomiędzy działaniem lub zaniechaniem członka zarządu oraz wina.

[2] Art. 39 RODO wskazuje bowiem, że do zadań inspektora należy informowanie administratora o obowiązkach wynikających z Rozporządzenia, monitorowanie przestrzegania jego postanowień, prowadzenie szkoleń czy wydawanie zaleceń co do oceny skutków przetwarzania danych, a także współpraca z organem nadzorczym.

 

Rynek e-sportu w Europie

  • Według najnowszego badania PayPal oraz SuperData, zyski z e-sportu w Europie osiągną w 2018 r. 325 mln dolarów.
  • Już 24% polskich fanów e-sportu to kobiety – to drugi najwyższy wynik w Europie po Szwecji.
  • Liczba odbiorców polskiego rynku e-sportu ma wzrosnąć o 56% do
    2019 – w porównaniu do 21% w innych europejskich krajach.

Rosja z najwyższymi dochodami

Według najnowszej odsłony corocznego badania PayPal i SuperData, europejski e-sport
w 2017 roku był wart 253 mln dolarów – najwięcej w Rosji, gdzie dochody wyniosły
38 mln dolarów. Całkowity zysk z rozgrywek elektronicznych w Europie w tym roku ma wynieść 325 mln dolarów.

Polska zajęła pierwsze miejsce w Europie Środkowo-Wschodniej, z rynkiem wartym
10 mln dolarów, wyprzedzając takie kraje jak Holandia, Hiszpania czy Włochy. Eksperci przewidują, że w 2018 roku wartość polskiego rynku e-sportu wzrośnie o 22%. To mniej niż średnia europejska (29%), ale zarazem więcej niż przewidywany rozwój we Francji
(19%), Włoszech (15%) czy w Danii (18%).

Jak wynika z badania, w europejski e-sport zaangażowanych jest już 27 milionów osób, z czego 924 tysiące to Polacy. Zdaniem analityków liczby te będą ciągle rosnąć, a Polska nie jest tu wyjątkiem: do końca 2019 roku liczba e-graczy ma wzrosnąć aż o 56% (w porównaniu z 2017 r.), podczas gdy średni wzrost w Europie wyniesie 21%.

E-sport zwykle postrzegany jest jako domena ludzi młodych. Nie jest więc zaskoczeniem fakt, że prawie połowa polskich e-graczy i fanów (43%) jest w wieku od 18 do 24 lat. Drugą największą grupę wiekową stanowią osoby między 25 a 34 rokiem życia (27%). Widzowie poniżej 18 lat i powyżej 55 roku życia byli marginalną grupą w badaniu.

Polski e-sport staje się coraz bardziej kobiecy

Zgodnie z powszechną opinią gry komputerowe i e-sport to domena mężczyzn, jednak z każdym rokiem wirtualnymi rozgrywkami interesuje się coraz więcej kobiet. W 2017, wśród polskich graczy i widzów na każdych trzech mężczyzn przypadała jedna kobieta
(24%). W badanych krajach tylko Szwedki wykazują większe zainteresowanie e-sportem (25% wszystkich graczy), a średnia w Europie wynosi 18%. Największą dysproporcję zauważono w Bułgarii, Hiszpanii i Włoszech – w tych krajach wśród miłośników e-sportu jest zaledwie od 11% do 13% kobiet. Co ciekawe, nawet w Zjednoczonych Emiratach Arabskich jest więcej miłośniczek wirtualnych rozgrywek (14% to kobiety).

„Jak widać e-sport w Polsce cieszy się coraz większą popularnością, ale mnie najbardziej cieszy szybko rosnąca liczba kobiet, które same grają lub aktywnie śledzą rozgrywki” – mówi Matt Komorowski, Dyrektor Zarządzający PayPal w Północnej i Środkowej Europie. „Jestem pewien, że nowych graczy będzie wciąż przybywać. PayPal jest dla nich naturalnym partnerem, bo może im zapewnić szybkie i bezproblemowe płatności w ponad 200 krajach świata – dzięki temu zakup nowego artefaktu czy skina w ulubionej grze już nie będzie problemem. A gdyby jakiś jednak się pojawił możemy pomóc graczom dzięki naszym programom ochrony kupujących.”

***

Metodologia

Dane SuperData zostały oparte na wynikach ogólnokrajowych ankiet z października
2017 roku (n=1000 dla każdego kraju) i danych dotyczących oglądalności e-sportu zebranych z Twitch oraz YouTube. Badanie przeprowadzono w: Belgii, Bułgarii, Czechach, Danii, Finlandii, Francji, Grecji, Hiszpanii, Holandii, Irlandii, Izraelu, Norwegii, Polsce, Portugalii, Rumunii, Rosji, Szwecji, Wielkiej Brytanii, na Węgrzech, we Włoszech i w ZEA.

Załamanie kursu bitcoina

W środę na rynku nastąpiło załamanie kursu bitcoina, który tylko w ciągu ostatniej doby stracił 14% swojej wartości, spadając z 9,2 tys. USD do 7,9 tys. USD. Ostatni raz najpopularniejsza kryptowaluta tak tania była 7 lutego. Ale i tak kosztuje 29% więcej niż będąc w dołku 6 lutego. Niestety, oznacza to jednocześnie, że od 1 stycznia bitcoin stracił aż 42% swojej wartości. Wirtualna waluta znajduje się w trendzie spadkowym od 5 marca i od tamtej pory straciła 32% wartości. Analitycy zauważają, że straty bitcoina w ostatniej dobie to skutek oświadczenia przez koncern Google, że zamierza uniemożliwić reklamowanie kryptowalut w obsługiwanych serwisach.

Waluty

W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do brytyjskiego funta (-0,07%) i japońskiego jena (-0,4%), a zyskuje do euro (+0,25%), dolara kanadyjskiego (+0,05%) oraz dolara australijskiego (+0,17%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,236, GBP/USD – 1,398, USD/CAD – 1,296, AUD/USD – 0,786 i USD/JPY – 106,1. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,63%) i kurs EUR/JPY wynosi 131,2, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,885. Złotówka lekko zyskuje do głównych walut. W czwartek rano dolar kosztuje poniżej 3,4 zł, euro – 4,2 zł, funt – poniżej 4,75 zł, a frank szwajcarski – ponad 3,59 zł.

Giełdy

Na światowych giełdach nadal przewaga koloru czerwonego. W środę w Europie londyński indeks FTSE 100 stracił 0,09%, frankfurcki indeks DAX zyskał 0,14%, a paryski indeks CAC 40 obniżył się o 0,18%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 spadł o 0,57%, meksykański indeks Bolsa – o 0,82%, a brazylijski indeks Bovespa – o 0,39%. W czwartek w Azji tokijski indeks Nikkei zyskał 0,12%, indeks Shanghai Composite stracił 0,01%, a hongkoński indeks Hang Seng wzrósł o 0,33%.

Ropa i złoto

Po dwudniowych spadkach ceny ropy naftowej odrobiły część strat. W środę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 64,89 USD (+0,39%), a ropy WTI – 60,96 USD (+0,41%). Roczna prognoza ceny baryłki ropy wzrosła o 1 USD do 70 USD. Z kolei złoto po wcześniejszych wzrostach minimalnie traci na wartości. W czwartek rano uncję metalu rynek wycenia na 1324 USD. To 1 USD mniej (-0,07%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 9:00 – Polska – Wskaźnik Przyszłej Inflacji wg BIEC, luty (poprzednio 81,4 pkt.)
  • 9:30 – Szwajcaria – Decyzja ws. stóp procentowych, I kw. (oczekiwania: bez zmian)
  • 10:00 – Polska – Inflacja CPI (r/r), luty (prognoza 1,7%)
  • 10:00 – Norwegia – Decyzja ws. stóp procentowych, marzec (oczekiwania: bez zmian)
  • 13:30 – USA – Indeks Fed z Filadelfii, marzec (prognoza 23,3 pkt.)
  • 13:30 – USA – Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych, tydzień (prognoza 225 tys.)
  • 15:00 – USA – Indeks rynku nieruchomości – NAHB, marzec (prognoza 72 pkt.)
  • 21:00 – USA – Napływ kapitałów do USA, styczeń

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

ORLEN rekomenduje dywidendę

Zarząd PKN ORLEN podjął dziś decyzję w sprawie rekomendacji dywidendy za 2017 r . Propozycja, która zostanie poddana pod rozwagę Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Spółki to utrzymanie wysokiego poziomu 3 zł na akcję, podobnie jak za rok 2016.

Od pięciu lat Koncern realizuje politykę dywidendową nakreśloną w oparciu o wskaźniki i kondycję finansową z uwzględnieniem planów rozwojowych.

– Postanowiliśmy zarekomendować utrzymanie dywidendy na wysokim poziomie mimo zrealizowanego jak dotąd wykupu akcji Unipetrolu za 3,5 mld zł i planów akwizycyjnych wewnątrz krajowego sektora naftowego, które w perspektywie średnioterminowej będą wymagały dysponowania istotnymi środkami finansowymi, niezależnie od realizowanego scenariusza. Kondycja finansowa firmy jest bardzo dobra. Bierzemy jednak też pod uwagę, że branża energetyczna, w której funkcjonuje Koncern jest szczególnie podatna na zmiany w otoczeniu makroekonomicznym, gospodarczym czy społecznym – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Jeśli zaproponowana dziś wysokość dywidendy spotka się z akceptacją ZWZ Spółki, Koncern wypłaci ok. 1,3 mld zł swoim akcjonariuszom w II połowie tego roku.

Nowy Kodeks pracy – dlaczego przeciw

Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 9 sierpnia 2016 r. w sprawie Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Pracy (Dz. U. z dnia 30 sierpnia 2016 r., poz. 1366) nie przewiduje obowiązku uzasadnienia głosowania negatywnego przez członka Komisji. Jednakże z uwagi na fakt, że przez 18 miesięcy uczestniczyłam w pracach obu zespołów Komisji Kodyfikacyjnej, czuję się w obowiązku wytłumaczenia powodów mojej decyzji – deklaruje prof. Monika Gładoch, Wiceprzewodnicząca Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Pracy i Doradca Prezydenta Pracodawców RP

Zdaję sobie sprawę, że projekty nie są gotowym aktem legislacyjnym, niemniej jednak zawierają konkretne regulacje prawne, w przypadku Kodeksu pracy zawarte w ponad 550 artykułach, zaś w przypadku Kodeksu zbiorowego prawa pracy – w ponad 460. Nie mogę zatem postrzegać tych projektów jedynie jako „zarysów” lub „wytycznych kierunkowych”. Stanowią one bowiem zbiór proponowanych przepisów na tyle szczegółowych, że mogą podlegać ocenie. Poniżej przedstawiam główne powody niemożności poparcia przeze mnie projektu Kodeksu pracy. Mając na uwadze fakt, że w parlamencie trwają obecnie prace nad nowelizacją Ustawy o związkach zawodowych, dalsze procedowanie nad projektem Zbiorowego kodeksu pracy staje się mało realne, dlatego nie odnoszę się do tej propozycji.

  1. Przepisy projektu Kodeksu pracy naruszają prawa konstytucyjne

Proponowane regulacje zawarte w art. 48 w zw. z art. 50 oraz art. 244 projektu są niezgodne z ustawą zasadniczą, bowiem ograniczają wolność działalności gospodarczej oraz wolność pracy. Na mocy art. 65 ust. 1 Konstytucji RP każdemu zapewnia się wolność wyboru i wykonywania zawodu oraz wyboru miejsca pracy. Co prawda art. 22 zezwala na ograniczenie wolności działalności gospodarczej w drodze ustawy, ale tylko ze względu na ważny interes publiczny. Należy przypomnieć, iż zgodnie z art. 31 ust. 3 ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw. Jak wyjaśnia prof. Lech Garlicki, „Swoboda podejmowania decyzji przez jednostkę dotyczy wszelkich sfer życia społecznego czy osobistego i obejmuje działania (zaniechania) wszelkiego typu i rodzaju”, a „na władzach („publicznych”) ciąży, po pierwsze – „obowiązek negatywny”, a więc zakaz podejmowania działań i przyjmowania uregulowań, które – przez formułowanie nakazów czy zakazów dla jednostki – reglamentowałyby sferę jej wolności w sposób pozbawiony konstytucyjnego uzasadnienia” (L. Garlicki, Komentarz do Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, Komentarz, Warszawa 2003, t. III, red. naukowa L. Garlicki, s. 11). Tymczasem w art. 50 projektu wprowadza się domniemanie stosunku pracy związane z koniecznością udowodnienia przez pracodawcę zaprzeczającego istnieniu stosunku pracy, że praca nie jest wykonywana pod jego kierownictwem. W praktyce jest to domniemanie niewzruszalne, gdyż przeprowadzenie przez podmiot korzystający z usługi (potencjalnego pracodawcę) dowodu o niewystępowaniu kierownictwa, może okazać się niemożliwe. Należy podkreślić, iż pojęcie kierownictwa występuje także w stosunkach prawa cywilnego, a zatem nie jest to określenie charakterystyczne wyłącznie dla prawa pracy. Zgodnie z art. 430 Kodeksu cywilnego „Kto na własny rachunek powierza wykonanie czynności osobie, która przy wykonywaniu tej czynności podlega jego kierownictwu i ma obowiązek stosować się do jego wskazówek, ten jest odpowiedzialny za szkodę wyrządzoną

z winy tej osoby przy wykonywaniu powierzonej jej czynności”. W konsekwencji wskazanych regulacji istnieje ryzyko, iż z każdym zatrudnieniem na podstawie umowy prawa cywilnego może wiązać się ustalenie stosunku pracy. Warto zwrócić uwagę także na orzecznictwo sądowe. Sąd Najwyższy zauważył, iż także w umowie-zleceniu mogą wystąpić cechy kierownictwa i podporządkowania (por. m.in. wyrok z dnia 11 września 2013 r., II PK 372/12).

Zasadę wolności pracy ograniczają przepisy, które zostały zamieszczone w dziale o zakazie konkurencji. Zgodnie z art. 244 projektu pracownik może być pozbawiony prawa wykonywania pracy u innego podmiotu prowadzącego działalność konkurencyjną, jeśli pracodawca mu tego zakaże (np. w regulaminie pracy lub obwieszczeniu). Zakaz ten może zostać dodatkowo rozszerzony w umowie pomiędzy pracownikiem (zatrudnionym w pełnym wymiarze czasu pracy) a pracodawcą. W zamian za określone dodatkowe miesięczne wynagrodzenie (nie wyższe niż minimalne wynagrodzenie za pracę), strony mogą uzgodnić, że pracownik nie będzie prowadził innej działalności gospodarczej ani też podejmował innej pracy zarobkowej. Umowa może przewidywać karę umowną z tytułu niewykonania lub nienależytego wykonania postanowień umownych, nie wyższą niż 3-krotność wynagrodzenia zasadniczego pracownika. Przepis zmierza w kierunku całkowitego zawłaszczenia pracy przez jeden podmiot, co zasadniczo sprzeciwia się wolności pracy oraz swobodzie gospodarowania.

  1. Przepisy projektu Kodeksu pracy są sprzeczne z dorobkiem cywilizacyjnym prawa pracy

Propozycja nowych umów o pracę (umowy na czas wykonywania pracy dorywczej, na czas wykonywania pracy sezonowej oraz na czas wykonywania pracy nieetatowej) nie daje pracownikom żadnej stabilizacji zatrudnienia. Wymienione rodzaje umów nie gwarantują bowiem żadnej ochrony przewidzianej w przypadku dotychczasowych umów o pracę. Zgodnie z art. 88 projektu „do pracowników zatrudnionych na podstawie umowy o pracę na czas wykonywania pracy dorywczej, na czas wykonywania pracy sezonowej oraz na podstawie nieetatowej umowy o pracę nie stosuje się szczególnej ochrony przed wypowiedzeniem lub rozwiązaniem umowy o pracę, wynikającej z przepisów szczególnych, a także przepisów odrębnych”. Okres wypowiedzenia nowych umów o pracę wynosi odpowiednio 3 dni, tydzień lub dwa tygodnie, a zatem jest nieproporcjonalnie krótki w porównaniu z umową na czas określony lub na czas nieokreślony. To, co dotąd charakteryzowało umowy zlecenia i pozostawało poza sferą prawa pracy, czyli brak stabilizacji zatrudnienia, znalazło swoje odzwierciedlenie w Kodeksie pracy w nowych rodzajach umów: umowie dorywczej, sezonowej i nieetatowej. W art. 1 projektu kodeksu pracy zapisano, że reguluje on „prawa człowieka pozostające w związku z wykonywaniem pracy zarobkowej”. Prawo pracy w swojej funkcji ochronnej ma gwarantować minimum praw pracowniczych, tymczasem nowy kodeks pracy, pozbawiając pracowników ochrony zatrudnienia, całkowicie zaprzecza dotychczasowemu dorobkowi tej gałęzi prawa. Opisana regulacja prowokuje do zadania pytania o sens przeprowadzenia rewolucji na rynku pracy, skoro nowe umowy o pracę niewiele różnią się od umów cywilnych.

  1. Prawa stron są nadmiernie reglamentowane

Projekt nowego Kodeksu pracy zawiera szereg zakazów i nakazów, w ramach których stronom wolno kształtować stosunek pracy. Przejawia się to przede wszystkim w dopuszczalności zawierania i czasu trwania terminowych umów o pracę. Umowa o pracę na czas określony może być zawarta:

  1. jeżeli uzasadnia to niepewność zapotrzebowania na pracę lub
  2. w celu zastępstwa pracownika w czasie jego usprawiedliwionej nieobecności

w pracy,

  1. w celu wykonywania pracy przez okres kadencji,
  2. jeżeli pracodawca wskaże obiektywne przyczyny leżące po jego stronie

– jeżeli zawarcie umowy w danym przypadku służy zaspokojeniu rzeczywistego okresowego zapotrzebowania i jest niezbędne w tym zakresie w świetle wszystkich okoliczności zawarcia umowy, a ponadto jeżeli uzasadnia to wyłączny interes pracownika (art. 79). Jeżeli przyczyną zawarcia umowy o pracę na czas określony jest niepewność zapotrzebowania na pracę, to okres zatrudnienia na podstawie takiej umowy lub łączny okres zatrudnienia na podstawie takich umów zawieranych między tymi samymi stronami stosunku pracy nie może przekraczać 540 dni, a łączna liczba tych umów nie może przekraczać 3, chyba że układ zbiorowy pracy stanowi inaczej, przy czym łączny okres zatrudnienia na podstawie takich umów nie może przekraczać 1080 dni. Umowa na czas wykonywania pracy dorywczej może być zawarta w celu wykonania prac nieregularnych lub wynikających z potrzeb krótkoterminowych, zaś umowa na czas wykonywania pracy sezonowej – w celu wykonywania prac związanych z okresowym zapotrzebowaniem na pracę, ściśle związanym z warunkami atmosferycznymi, cyklami produkcji rolnej i ogrodniczej lub w związku z okresowym zapotrzebowaniem na produkty, wynikającym z pór roku lub tradycji (art. 80). Pracę nieetatową może świadczyć student do ukończenia 26 roku życia i pracownik powyżej 60 roku życia. W ramach pracy nieetatowej wolno przepracować maksymalnie 20 godzin w tygodniu (art. 84). Umowa o pracę na czas wykonywania pracy dorywczej może być zawarta między tymi samymi stronami stosunku pracy na okres nie dłuższy niż 30 dni w ciągu roku, umowa o pracę na czas wykonywania pracy sezonowej na okres nie dłuższy niż 150 dni, a łączny okres wykonywania pracy przez pracownika u danego pracodawcy na podstawie obu umów nie może przekroczyć 180 dni w roku (art. 80 i 81).

Do powyższych obostrzeń dochodzą jeszcze niezwykle zróżnicowane okresy wypowiedzenia umów o pracę, wynoszące 3 dni, tydzień, dwa tygodnie, miesiąc lub trzy miesiące. Zależą one od rodzaju umowy i stażu pracownika u danego pracodawcy. Różne okresy wypowiedzenia mają obowiązywać w obrębie tego samego rodzaju umowy. Zgodnie z art. 102 § 1 projektu okres wypowiedzenia umowy o pracę zawartej na czas nieokreślony i umowy o pracę zawartej na czas określony jest uzależniony od okresu zatrudnienia u danego pracodawcy i wynosi:

1) 2 tygodnie, jeżeli pracownik był zatrudniony krócej niż 6 miesięcy,

2) 1 miesiąc, jeżeli pracownik był zatrudniony co najmniej 6 miesięcy,

3) 3 miesiące, jeżeli pracownik był zatrudniony co najmniej 3 lata.

Tymczasem okres wypowiedzenia umowy o pracę zawartej na czas określony z powodu ustania celów lub przyczyn wynosi 2 tygodnie (art. 102 § 2).

Powyższe przykłady zaprzeczają podstawowym zasadom poprawnej legislacji, gdyż regulacja kodeksu jest systemowo niespójna i niezrozumiała dla adresata.

  1. Uzupełnienie katalogu szczególnych źródeł prawa o obwieszczenie

Art. 11 projektu stanowi: „Ilekroć w Kodeksie jest mowa o przepisach prawa pracy, należy przez to rozumieć przepisy prawa powszechnie obowiązującego w zakresie określonym w art. 1 § 1, a także określające prawa i obowiązki stron stosunku pracy: postanowienia układów zbiorowych pracy, porozumień zbiorowych, jeżeli ustawa, która ich dotyczy, tak stanowi, oraz opartych na ustawie regulaminów, statutów i obwieszczeń”. Dodanie obwieszczenia do katalogu autonomicznych źródeł prawa pracy postrzegam jako odejście od cywilistycznego rodowodu prawa pracy na rzecz uznania go za gałąź prawa publicznego (czyt. administracyjnego). Nowa koncepcja źródeł prawa pracy wpisuje się

w szerszy kontekst projektu Kodeksu pracy, którego nowe oblicze polega na odejściu od wolności umów w kierunku reglamentowania prawa przez władztwo pracodawcy.

W potocznym rozumieniu obwieszczenie oznacza „oficjalną wiadomość podaną do publicznej informacji, zwykle w formie pisemnej”. Uregulowane w projekcie obwieszczenia są jednostronnym aktem pracodawcy zatrudniającego nie więcej niż 20 pracowników, w którym ustala on systemy i rozkłady czasu pracy oraz przyjęte okresy rozliczeniowe czasu pracy. Obwieszczenie stanowi zatem wąski wycinek regulaminu pracy, który określa porządek

i organizację pracy w zakładzie. W związku z tym nie jest zasadne rozszerzanie katalogu źródeł prawa pracy o obwieszczenie, tym bardziej że przyznanie charakteru źródła prawa regulaminowi pracy jest od dawna kwestionowane przez przedstawicieli doktryny prawa pracy i uważane za relikt poprzedniego ustroju.

  1. Sprostanie niektórym obowiązkom pracodawcy może okazać się niewykonalne

Kodeks pracy jest przesiąknięty bardzo drobiazgowymi regulacjami, których wykonanie w praktyce może być niezwykle trudne, a niekiedy wręcz niemożliwe. Szczególnie widać to na przykładzie procedury udzielania urlopu wypoczynkowego. Wymiar urlopu wypoczynkowego określa się w godzinach, przy czym niepełną godzinę zaokrągla się w górę do godziny (art. 358). W projekcie pojawia się również regulacja, zgodnie z którą wymiar urlopu wypoczynkowego za 1 dzień pozostawania w zatrudnieniu w przypadku pracowników, dla których dobowa norma czasu pracy wynikająca z odrębnych przepisów jest niższa niż 8 godzin, ustala się z uwzględnieniem niższej normy czasu pracy, zaokrąglając go do pełnej minuty w górę (art. 357 § 2). Urlopy wypoczynkowe powinny być udzielane zgodnie z indywidualnymi lub grupowymi planami urlopów, chyba że strony uzgodniły termin udzielenia urlopu. Jeżeli pracodawca nie mógł uwzględnić wniosku urlopowego pracownika, albo taki wniosek nie został złożony, pracodawca podaje do wiadomości pracownika ustalony dla niego indywidualny plan urlopów z wyprzedzeniem co najmniej 60 dni przed planowanym terminem udzielenia urlopu (art. 364 § 2).

Zawiłość konstrukcji procedury udzielania urlopów będzie skutkowała znacznymi trudnościami w jej stosowaniu, szczególnie w przedsiębiorstwach zatrudniających kilka tysięcy pracowników Należy podkreślić, że w razie nieudzielenia urlopu w terminie, prawo do urlopu wygasa, a pracownikowi przysługuje zadośćuczynienie w wysokości 2-krotności wynagrodzenia urlopowego, jakie przysługiwałoby pracownikowi w razie udzielenia tego urlopu w ostatnim możliwym terminie. Nierzadko może więc dochodzić do sytuacji, kiedy pracodawca, nie mogąc nie ze swojej winy sprostać wymogom ustawy, zostanie pociągnięty do odpowiedzialności i zobowiązany do wypłaty zadośćuczynienia.

  1. Język Kodeksu pracy jest niezrozumiały

Kodeks pracy jest napisany językiem niezrozumiałym, niejasnym i tym samym budzącym wątpliwości interpretacyjne. W projekcie występuje pojęcie pracownika, samozatrudnionego, samozatrudnionego ekonomicznie zależnego i zatrudnionego niepracowniczo. Pojawiają się nowe terminy, nieznane dotąd doktrynie prawa pracy, które nadto nie są nigdzie zdefiniowane. Jednocześnie dotyczą one kwestii fundamentalnych, związanych z zawieraniem i rozwiązywaniem umów o pracę. Niedookreślone pojęcia występują w podstawowych instytucjach prawa pracy. W tym miejscu można wskazać tylko niektóre z nich, np.: „przepisów art. 47 § 1 nie stosuje się w przypadku pracy polegającej w dominującej części na przekazywaniu lub stosowaniu wiedzy specjalistycznej”, „umowę o pracę na czas wykonywania pracy sezonowej zawiera się w celu wykonywania prac związanych z okresowym zapotrzebowaniem na pracę, ściśle związanym z warunkami atmosferycznymi, cyklami produkcji rolnej i ogrodniczej lub w związku z okresowym zapotrzebowaniem na produkty, wynikającym z pór roku lub tradycji” (art. 81 § 1), „pracodawca nie ma obowiązku zaoferowania tych warunków umowy o pracę, jeżeli przebieg próby nie był zadowalający” (art. 91 § 4), „wysłuchanie powinno się odbyć osobiście, chyba że jest to niemożliwe lub znacznie utrudnione” (art. 113 § 2), „pracodawca może nie zwolnić od pracy osoby wskazanej przez pracownika jako towarzyszącej przy wysłuchaniu, jeżeli stanowi to znaczne utrudnienie dla działania zakładu pracy” (art. 113 § 4), „wypowiedzenie umowy o pracę na czas nieokreślony lub na czas określony z przyczyn niedotyczących pracownika jest dopuszczalne w przypadku braku możliwości zatrudniania pracownika na dotychczasowym stanowisku pracy oraz braku możliwości zaoferowania innej pracy, na którą pracodawca ma zapotrzebowanie i do której pracownik posiada kwalifikacje lub może je z łatwością nabyć, a pracownik będzie w stanie wykonywać pracę w sposób zapewniający prawidłowe funkcjonowanie zakładu pracy, chyba że pracownik nie wyraża zgody na takie zatrudnienie” (art. 118 § 1), „pracodawca podejmuje decyzję w sprawie rozwiązania umowy o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownika po uprzednim wysłuchaniu pracownika, chyba że okoliczności uzasadniające rozwiązanie umowy o pracę są oczywiste” (art. 135 § 3), „świadczenia mogą służyć zaspokajaniu potrzeb społecznych pracowników lub realizacji celów zakładowych (bonus)” (art. 209 § 1).

Przykłady regulacji stanowią rażące naruszenie zasad poprawnej legislacji, zamieszczonych w rozporządzeniu Prezesa Rady Ministrów z dnia 20 czerwca 2002 r. w sprawie „Zasad techniki prawodawczej”. Zgodnie z § 6 rozporządzenia „Przepisy ustawy redaguje się tak, aby dokładnie i w sposób zrozumiały dla adresatów zawartych w nich norm wyrażały intencje prawodawcy”. Są one także zaprzeczeniem reguł, na które wskazywał Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 21 kwietnia 2009 r., (K 50/07), pisząc: „Zasady techniki prawodawczej stanowią swoisty kanon, który powinien być respektowany przez ustawodawcę demokratycznego państwa prawnego. Według tych zasad, przepisy ustawy powinny być zredagowane tak, aby dokładnie i w sposób zrozumiały dla adresatów zawartych w nich norm wyrażały intencje prawodawcy, a więc były precyzyjne, komunikatywne i adekwatne do zamiaru prawodawcy”.

Z uwagi na podniesione powyżej wątpliwości natury konstytucyjnej i systemowej nie mogłam podjąć decyzji o akceptacji projektu ustawy Kodeks pracy.

dr hab. Monika Gładoch, prof. UKSW, Wiceprzewodnicząca Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Pracy, Doradca Prezydenta Pracodawców RP

Google rozpoczął testowanie AMP dla poczty e-mail

Google rozpoczął testowanie AMP dla poczty e-mail. Usługa ta polega na wyświetlaniu przyspieszonych stron mobilnych bezpośrednio w treści maila. Opcja ta ma być dostępna dla wszystkich użytkowników poczty Gmail do końca 2018 roku. To oznacza, że firmy mają jeszcze kilka miesięcy, żeby zastanowić się nad sposobami wykorzystania nowej technologii. Eksperci EmailLabs wskazują, że warto m.in. spożytkować potencjał e-maili transakcyjnych, które dzięki technologii AMP, zyskają nowe możliwości.

Technologia AMP to mała rewolucja. Dzięki tej innowacji, wiadomości e-mail staną się bardziej interaktywne. Adresaci będą mogli swobodnie przeglądać interesujące ich treści z poziomu swoich skrzynek pocztowych. Już nie trzeba będzie klikać w zawarte w e-mailu odnośniki do stron zewnętrznych i czekać na ich załadowanie. Wszystko będzie odbywało się na bieżąco w skrzynce odbiorczej. To dla firm, które wysyłają masowo komunikację e-mail, oznacza nowe możliwości – mówi Agata Krypczyk, marketing manager w EmailLabs.

Jak wykorzystać maile transakcyjne?

AMP, czyli Accelerated Mobile Pages, to technologia, która pozwala na szybkie renderowanie stron www posiadających statyczne treści oraz dopasowanie ich do urządzenia, na którym są otwierane. Dzięki temu wiadomości e-mail przypominają stronę internetową, którą można przeglądać bezpośrednio w skrzynce odbiorczej. To rewolucyjna zmiana m.in. dla sklepów internetowych, które wysyłają masowo e-maile, w tym te transakcyjne, czyli faktury, potwierdzenia rejestracji konta czy potwierdzenia zamówień. Eksperci EmailLabs wskazują cztery praktyczne sposoby zastosowania AMP w tego typu treściach:

  1. E-mail z potwierdzeniem zamówienia, w którym można zaproponować zakup dodatkowych produktów. Wówczas klient dodaje je do otwartego koszyka i potwierdza rozszerzone zamówienie – wszystko w trakcie przeglądania jednej wiadomości!
  2. Błyskawiczna weryfikacja profilu po jego założeniu. Potwierdzenia dokonuje się od razu w e-mailu, za pomocą jednego kliknięcia. Następnie adresat w tej samej wiadomości otrzymuje podziękowanie np. za utworzenie konta w sklepie.
  3. Opłacanie faktur bez konieczności przejścia na inną stronę www. Płatność będzie można uregulować w tym samym mailu, w którym ją otrzymamy.
  4. Interakcja z portalami e-commerce, takimi jak booking.com. Po zarezerwowaniu m.in. hotelu czy biletów lotniczych, klient otrzyma wiadomość potwierdzającą transakcję. Dzięki AMP będzie mógł z poziomu skrzynki e-mail dodać terminy rezerwacji do kalendarza Google oraz ustawić przypomnienie, żeby nie przegapić lotu.

Nowe wyzwania w związku z AMP

Technologia AMP zostanie wdrożona pod koniec roku na wszystkich kontach Gmail. Do tego czasu pozostaniemy z kilkoma znakami zapytania. Nie wiadomo m.in. czy Gmail będzie w jakiś sposób oznaczać e-maile AMP w skrzynce odbiorczej. Jeżeli tak to na pewno zwiększy poziom klikalności w tego typu treści. Niewiadomą pozostaje także to, jak z nową technologią poradzą sobie obecne systemy zabezpieczeń. Zastosowa\nie AMP w e-mailach to wyzwanie dla osób zajmujących się kwestiami bezpieczeństwa. Rozszerzenie funkcjonalności skrzynek odbiorczych prawdopodobnie będzie oznaczać konieczność wprowadzenia lepszych metod uwierzytelniania.

Wyłudzenia informacji drogą mailową, w tym popularny w ostatnich latach phishing, mogą stanowić przeszkodę w pełnym wykorzystaniu AMP w skrzynce odbiorczej. Gmail będzie wymagał od firm dobrej reputacji i uwierzytelniania nadawców przez SPF, DKIM i DMARC. Dostosowanie się do tych wymogów będzie kluczowe. Niemniej, w metodzie AMP widzimy spory potencjał, chociaż jej zastosowanie oraz wartość będzie mógł zweryfikować tylko i wyłącznie czas oraz sukcesywnie prowadzone testy – podsumowuje Agata Krypczyk.