Protekcjonizm – przeładowanie broni w wojnach handlowych

  • W 2017 r. na całym świecie wdrożono 467 nowych środków protekcjonistycznych. Chociaż tempo jest wolniejsze w porównaniu z rokiem 2016, to całkowita pula aktywnych środków stale rośnie.
  • Rok 2017 stał się rokiem ożywienia protekcjonizmu w USA z 90 nowymi środkami o tym charakterze (co stanowi 20% środków protekcjonistycznych wprowadzonych w 2017 na całym świecie). Wśród głównych podmiotów, które przyczyniły się do tworzenia nowych barier, Stany Zjednoczone jako jedyne wprowadziły takich środków więcej niż w roku 2016. Motywowane odwetem, coraz częściej stosowane były przez nie cła przywozowe i środki antydumpingowe.
  • To Stany Zjednoczone wprowadziły najwięcej środków protekcjonistycznych w ciągu ostatnich czterech lat (164), uruchomionych w ramach planu TIGER (Transportation Investment Generating Economic Recovery – Inwestycje infrastrukturalne generujące ożywienie gospodarcze), wdrożonego jeszcze przez administrację prezydenta Obamy, a mającego na celu ochronę dostawców amerykańskich w dziedzinie zamówień publicznych.
  • W Europie Zachodniej, aby przyciągnąć bezpośrednie inwestycje zagraniczne, Wielka Brytania stosuje politykę zwiększania swojej atrakcyjności, poprzez m.in. finansowanie handlu i wspieranie zaopatrzenie w miejscowe surowce naturalne, co jest rodzajem protekcjonizmu.
  • Nowe dane sugerują, że Niemcy i Szwajcaria plasują się w pierwszej dziesiątce krajów protekcjonistycznych, odpowiednio na 4 i 6 miejscu. Obydwa kraje stosują politykę finansowania handlu w celu ochrony rozwiniętych gałęzi przemysłu, takich jak produkcja maszyn i urządzeń.
  • Na rynkach wschodzących kraje BRICS były odpowiedzialne za wprowadzenie jednej czwartej wszystkich nowych środków protekcjonistycznych w ciągu ostatnich czterech lat. Wsparcie dla sektorów rolno-spożywczego i metalurgicznego w tych gospodarkach, jak również działania podjęte wobec konkurentów, przyczyniły się do wzrostu nadprodukcji i spadku cen.

Wykres1: Nowe środki protekcjonistyczne – dziesiątka krajów z największa ich liczbą

Wykres1 Nowe środki protekcjonistyczne – dziesiątka krajów z największa ich liczbąŹródło: GTA, Euler Hermes

Moc kontratakuje: USA i odwet handlowy

Nie ma wątpliwości, że USA zwiększyły środki protekcjonistyczne od czasu przybycia prezydenta Trumpa do Białego Domu, chociaż tendencja ta jest sprzeczna z bieżącymi trendami w skali całego świata, gdzie w 2017 r. wdrożono 467 nowych środków protekcjonistycznych w porównaniu z 827 rok temu. Same Stany Zjednoczone były odpowiedzialne za wdrożenie 90 nowych środków w zeszłym roku, co stanowiło jedną piątą całkowitej aktywności w tym względzie na świecie, w porównaniu z 84 w 2016 roku. Tak więc podczas gdy ogólnie rzecz biorąc ruch protekcjonistyczny utrzymywał się przy życiu w ciągu ostatniego roku, tempo jego narastania zostało przyhamowane. Ta tendencja spadkowa nie jest jednak aż tak zaskakująca, gdyż do gospodarki światowej powrócił wzrost gospodarczy (+3,2% w 2017 r., +0,6 pp. od 2016 r.).

Zagłębiając się trochę głębiej w temat, nasze dane wskazują, że Stany Zjednoczone postanowiły wzmocnić swoje środki w celu przeciwdziałania protekcjonizmowi postrzeganemu u kluczowych konkurentów. Liczba środków taryfowych na przywóz dóbr wzrosła z 6 w 2015 r. do 30 w 2017 r., podczas gdy liczba środków antydumpingowych zwiększyła się odpowiednio z 13 do 20. Spodziewane starcie było szczególnie widoczne, ponieważ Chiny znajdowały się pod lupą Stanów Zjednoczonych, i w 2017 r. zostały objęte 17 nowymi środkami (wobec 8 w 2016 r.) Przykład niedawno wprowadzonej 30% taryfy przywozowej na chińskie panele słoneczne sugeruje, że dynamika tych działań utrzyma się w 2018 roku.

Chiny nie zwiększyły ostatnio swojej protekcjonistycznej postawy, ponieważ historia nie jest nowa. Subsydiowanie nadprodukcji stali lub paneli słonecznych jest dobrze znaną cechą chińskiej polityki przemysłowej. W związku z tym Chiny w ciągu ostatnich czterech lat były celem działań odwetowych nie tylko ze strony USA, ale nałożono na nie w tym czasie 343 nowych, bezpośrednich środków o takim charakterze z całego świata.

Obecna administracja Stanów Zjednoczonych również wyraziła obawy dotyczące braku równowagi w stosunkach handlowych z Meksykiem. Dane z tym związane są sprzeczne: Stany Zjednoczone zwiększyły zakres swoich barier handlowych, zwłaszcza w stosunku do Kanady (18 nowych środków protekcjonistycznych w 2017 r.), podczas gdy Meksyk został nimi „ledwie” dotknięty – USA wprowadziły zaledwie 2 regulacje o takim działaniu w stosunku do tego państwa. Większa skala protekcjonizmu wobec Meksyku byłaby bowiem samobójstwem w obliczu modeli biznesowych amerykańskich korporacji, wykorzystujących niskie koszty pracy w Meksyku dla podtrzymania swojej konkurencyjności. Tymczasem sektorem, na którym w największym stopniu skupiły się amerykańskie działania wobec Kanady była energetyka, w ramach frontalnej konkurencji z USA dotyczącej ropy i gazu łupkowego.

Federacja Handlowa: Promocja eksportu w Azji i Europie

Gdy kluczowe potęgi handlowe stosują pewien stopień protekcjonizmu, chodzi tu raczej o promocję eksportu niż o dywersję wobec importu. W ciągu ostatnich kilku lat japoński silnik eksportowy stracił nieco na znaczeniu w światowym rankingu, ale kraj ten nadal ma swój własny model chroniący udział w rynku, jaki mu pozostał. W ciągu ostatnich czterech lat Japonia przyjęła 137 środki protekcjonistyczne, skoncentrowane głównie na sektorze maszyn i urządzeń, jej głównym sektorze eksportowym. W sumie 57% spośród tych środków dotyczy finansowania japońskich przedsiębiorstw na rynkach zagranicznych za pośrednictwem Japońskiego Banku Współpracy Międzynarodowej.

Co więcej, taki impet Japonii w promowaniu eksportu pomaga również zdemaskować jeden z mitów o Wielkiej Brytanii (przyp. – taki, iż to chęć protekcjonistycznego promowania na większą skalę własnego przemysłu i produkcji była jedną z przyczyn Brexitu). Wielka Brytania była bowiem jednym z najbardziej protekcjonistycznych krajów już przed Brexitem i zwiększyła jeszcze swoją pozycję w tym względzie w okresie poprzedzającym związane z nim referendum, wprowadzając 48 nowych środków protekcjonistycznych w 2016 roku, ale nie jest to nic nowego. Wdrożone w Wielkiej Brytanii środki, oparte na lokalnych instrumentach pozyskiwania i finansowania handlu, powstały na wiele lat przed wspomnianym głosowaniem, ponieważ od lat kraj ten jest dla japońskich przedsiębiorstw bramą do Europy.

W Europie zaskakujący może być fakt odnalezienia Niemiec i Szwajcarii na odpowiednio 4 i 6 miejscu w światowym rankingu gospodarek stosujących środki protekcjonistyczne. W tym samym duchu co w Japonii, środki protekcjonistyczne w tych krajach promowały główne branże eksportowe, w szczególności sektor maszyny i urządzeń (w tym lotnicze). Biorąc to pod uwagę można by uznać, że szklanka jest w połowie pusta, a nie pełna – może to powodować zakłócenia w handlu na obszarze, który powinien być przecież rządzony wspólną polityką handlową UE.

Planeta klonów: nadmierna podaż towarów i protekcjonizm

Kraje używają czasem protekcjonizmu do powielania tych samych starych sektorów, które tradycyjnie wspierały ich gospodarki, choć może to otworzyć drzwi do nadpodaży. Jest to szczególnie widoczne w przypadku surowców, ponieważ żywność, art. rolno-spożywcze zajmują 1. miejsce, a metale 2 miejsce na liście najbardziej protekcjonistycznie traktowanych sektorów. Ropa naftowa nie znajduje się daleko na tej liście – chemikalia i energia zajmują odpowiednio 4 i 5 miejsce.

Oczywiście normalne jest, że silniejszy protekcjonizm występuje w sektorach wyłączonych z poprzednich rund liberalizacji handlu i wciąż często będących własnością państwa.

Taki poziom protekcjonizmu jest główną siłą napędową nadpodaży, która doprowadziła do tego, że ceny tych towarów są znacznie poniżej obserwowanych w przeszłości szczytów. Obecne ceny metali przemysłowych nadal utrzymują się na poziomie niższym o 61%, a cen produktów rolnych niższych o 62% w porównaniu do 2008 r.

Wykres 2: Sektory najbardziej dotknięte środkami protekcjonistycznymi (wg. ich liczby)

Wykres 2 Sektory najbardziej dotknięte środkami protekcjonistycznymi wg. ich liczby

Źródło: GTA, Euler Hermes

W ciągu ostatnich dwóch lat ceny kakao spadły o 50 %, ponieważ Ghana i Wybrzeże Kości Słoniowej (łącznie zapewniające 62 % światowych dostaw kakao) zwiększyły produkcję krajową, pomimo porozumień w sprawie koordynacji limitów produkcji w czasie niskich jego cen.

Ogólnie rzecz biorąc, sektor rolno-spożywczy był przede wszystkim przedmiotem zainteresowania gospodarek wschodzących. To te kraje „wyhodowały” 87% z 697 nowych środków protekcjonistycznych wdrożonych w branży w ostatnich latach na całym świecie. Aktywne w tym były wszystkie regiony, z najszerszym arsenałem zastosowanych środków antyimportowych w dużych krajach, takich jak Rosja i Indie.

W Rosji głównym uzasadnieniem były działania odwetowe w stosunku do sankcji wprowadzonych przez Unię Europejską po konflikcie na Ukrainie, ale niektóre środki zostały również wprowadzone w celu zmniejszenia eksportu żywności dla zapewnienia lokalnej podaży i ograniczenia inflacji cen żywności. Ciekawostką jest również fakt, że również Argentyna w latach 2016 i 2017 wprowadziła 23 regulacje przeciwko (importowi) produkcji rolno-spożywczej. Pomimo rzekomej zmiany polityki handlowej po wyborze Mauricio Macri, na dobre trwały tam tendencje protekcjonistyczne.

Szczególnym celem takich działań są również metale wykorzystywane przez przemysł. Strategie, mające na celu zapewnienie Chinom wszystkich niezbędnych surowców ziem rzadkich zapewniły im wysoki poziom ich dostaw.

Co więcej, każde państwo próbowało przemodelować dotychczasowy łańcuch wartości, dokonując pierwszej transformacji surowców u siebie, a nie tylko je eksportować.

Wywołało to protekcjonizm krajów bogatych w zasoby naturalne tych metali, takich jak Brazylia czy Australia. W odpowiedzi na to rozwinięte gospodarki wprowadziły również wiele nowych środków, ponieważ przetwórstwo metali stanowi rdzeń wielu sektorów produkcyjnych.

Stany Zjednoczone ponownie wprowadziły najwięcej środków protekcjonistycznych w ciągu ostatnich czterech lat (164) uruchomionych w ramach planu TIGER (Transportation Investment Generating Economic Recovery – Inwestycje infrastrukturalne generujące ożywienie gospodarcze), wdrożonego jeszcze przez administrację prezydenta Obamy, a mającego na celu ochronę dostawców amerykańskich w dziedzinie zamówień publicznych..

Trump wprowadził cła na stal i aluminium. Na wojnie cenowej ucierpi światowa gospodarka

Trump wprowadził cła na stal i aluminium. Na wojnie cenowej ucierpi światowa gospodarka 1

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump podpisał rozporządzenie, które wprowadza cła na import stali i aluminium do USA. To może wywołać decyzje o wprowadzeniu kolejnych barier w handlu, co może być poważnym ciosem dla wielu branż. Prowadzenie wojny handlowej pomiędzy Stanami a Europą to dla globalnej gospodarki poważny czynnik ryzyka – komentuje Mateusz Walewski, główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego.  

Już na początku marca Donald Trump poinformował, że planuje nałożenie cła na import stali i aluminium w wysokości odpowiednio 25 i 10 proc. To element kampanii „America First!”. Trump tłumaczył, że cła są odpowiedzią na niesprawiedliwe umowy handlowe, na których ucierpiały amerykańskie firmy. Szacuje się, że łączny import stali do USA wynosi 36 mln ton, przy czym blisko 5 mln ton pochodzi z Unii Europejskiej, przede wszystkim z Niemiec (ponad 1,3 mln ton). Wprowadzone cła spowodują, że producenci z krajów eksportujących surowce będą szukać nowych rynków zbytu, to zaś zwiększy presję cenową, co odczują również firmy z Polski.

– Dużo zależy od tego, jak zareaguje Europa, czy twardo, czy miękko. Wiadomo, że prowadzenie wojny handlowej pomiędzy Stanami a Europą dla globalnej gospodarki nie jest korzystne, w związku z tym byłby to poważny czynnik ryzyka – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mateusz Walewski, główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego.

Komisja Europejska już w pierwszej reakcji na zapowiedzi amerykańskiego prezydenta poinformowała, że chce przygotować listę amerykańskich towarów, które zostaną objęte dodatkowymi cłami. Nieoficjalnie mówi się, że łączna wartość tych produktów może sięgać 2,8 mld euro, a na liście znajdą się m.in. bourbon, masło orzechowe, sok pomarańczowy, produkty stalowe i rolnicze, jachty, motocykle czy dżinsy. Jeśli jednak UE wprowadzi bariery, w odwecie Stany Zjednoczone mogą nałożyć cła na import pojazdów z UE.

– Ewentualne wprowadzenie ceł do przemysłu samochodowego byłoby bardzo poważnym ciosem. To jedna z najbardziej zglobalizowanych branż na świecie, więc spowodowałoby to poważne perturbacje nie tylko w tej branży, lecz także w sektorach powiązanych. Trudno w tej chwili wyrokować, jakie byłyby skutki, ale na pewno negatywne – zauważa główny ekonomista BGK.

Na wprowadzeniu ceł na europejskie samochody najbardziej straciłyby Niemcy, które są największym unijnym eksporterem pojazdów do USA. Jeśli zapowiedzi Donalda Trumpa staną się rzeczywistością, a taryfy obejmą kolejne produkty, to konflikt będzie eskalował, a wojna handlowa może wpłynąć na całą światową gospodarkę.

– Wojna handlowa nigdy nikomu się nie opłaca, ani Stanom Zjednoczonym, ani Europie. Każdy ma swoje cele, każdy chce chronić swój rynek i trzeba też rozumieć ten punkt widzenia. Wydaje się, że rozsądnym skutkiem tego zamieszania byłby kompromis polegający na tym, że zgodzimy się na jakieś ograniczenie wolnego handlu, natomiast nie na spiralę wojny handlowej, bo ta byłaby bardzo niekorzystna dla całej gospodarki globalnej – podkreśla Mateusz Walewski.

Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju zainwestuje w polskie projekty i przedsiębiorstwa

Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju będzie finansowało przede wszystkim fundusze venture capital za pośrednictwem Polskiego Funduszu Rozwoju Ventures. Będą to takie programy, jak Starter czy Biznest – skierowane przede wszystkim do start-upów. To inwestycje kapitałowe rzędu od 1 do 3-4 milionów złotych. To także inwestycje na dużą większą skalę w funduszach Otwarte Innowacje czy KOFFI, których wartość może sięgnąć nawet do kilkunastu czy kilkudziesięciu milionów złotych. Są one skierowane do przedsiębiorstw, które będą wychodziły na rynki europejskie i światowe

– Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju finansuje również za pomocą programu Inteligentny Rozwój – powiedziała serwisowi eNewsroom Katarzyna Kaczkowska, zastępca dyrektora Departamentu Programów Wsparcia Innowacji i Rozwoju – Po pierwsze jest to pilotażowy projekt Polska Prize. Ma on służyć sprowadzaniu zza granicy start-upów, ludzi ze świetnymi pomysłami, którzy chcą prowadzić działalność w Polsce i tutaj ją rozwijać. Kolejnym elementem jest program Homing, prowadzony przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej. Skierowany jest do naukowców, którzy wyjechali z kraju – niedawno lub wiele lat temu. Ma służyć temu, aby osoby planujące wrócić do Polski, prowadzić zespoły badawcze i rozwijać działalność w naszym kraju, mogli to zrobić – dodała Kaczkowska.

Umacnia się pozycja kobiet w ekonomii i światowej gospodarce. Marki muszą to uwzględnić w stylu komunikacji

Umacnia się pozycja kobiet w ekonomii i światowej gospodarce. Marki muszą to uwzględnić w stylu komunikacji 2

Womenomics, trend związany z rosnącą rolą kobiet w ekonomii i gospodarce światowej, zaznacza się coraz wyraźniej. Firma doradcza EY prognozuje, że to właśnie kobiety będą miały w nadchodzących latach coraz silniejszy wpływ na biznes, politykę i społeczeństwo. Potwierdza to nie tylko szereg badań i statystyk, lecz także analiza mediów społecznościowych. Marki, które chcą trafić do kobiecych serc i portfeli, muszą zmienić sposób komunikacji. Ze względu na kompetencje miękkie i umiejętności zarządcze kobiety coraz bardziej docenia też biznes.

Womenomics został uznany za jeden z wiodących trendów w komunikacji sprzedaży. Wiąże się to z gigantyczną rolą kobiet w gospodarce światowej i w każdym sektorze – od sportu przez biznes aż po politykę. Kobiety mają gigantyczny potencjał zakupowy. Jesteśmy lepiej wykształcone niż mężczyźni, stale się edukujemy. To powoduje, że gromadzimy bardzo ważne zasoby do podejmowania różnych kluczowych decyzji, decyzji wartościowych dla biznesu –mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Joanna Stopyra-Fiedorowicz, psycholog społeczny, właścicielka Beauty Management PR & Marketing to Women, autorka Women Power Index.

W ubiegłorocznej edycji rankingu „Forbesa” w gronie 1810 miliarderów znalazło się 227 kobiet, o 25 więcej niż jeszcze rok wcześniej. Zsumowany majątek najbogatszych kobiet świata jest wart 852,8 mld dol., rośnie też liczba tych, które nie odziedziczyły fortuny, ale zapracowały na nią samodzielnie.

Takie cechy kobiety jak empatia, kobiet, które zawsze były uznane za miękkie, a więc trochę gorsze, dzisiaj nabierają absolutnie kluczowego znaczenia. Umiejętności komunikacyjne, zarządcze, z takim empatycznym podejściem do drugiej osoby, są bardzo ważne. Marki i firmy wiedzą, że w tym tkwi duży potencjał i w tym kierunku wszyscy powinni zmierzać – mówi Joanna Stopyra-Fiedorowicz.

97 proc. Polaków uważa, że kobieta o podobnych kwalifikacjach może wykonywać pracę równie dobrze jak mężczyzna. Dwie trzecie podkreśla, że w polityce powinno być więcej kobiet (sondaż CBOS na zlecenie agencji ONZ Kobiety, 2017). W Polsce odsetek kobiet, które założyły własną działalność gospodarczą, wzrósł z 5,1 proc. w 2011 roku do poziomu 8,1 proc. w 2016 roku, natomiast w przypadku mężczyzn prawie się nie zmienił. Co piąta Polak deklaruje chęć założenia własnej firmy w przeciągu kolejnych trzech lat – wynika z raportu FEM Polska 2017 opracowanego przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości. Badanie „Women in Business 2017” Grant Thornton pokazało z kolei, że Polki zajmują już 40 proc. stanowisk kierowniczych (szefowie pionów i zarządy firm).

– Znaczenie kobiet rośnie w każdym aspekcie. Dla przykładu, badania z amerykańskiego rynku pokazują, że do 2028 roku przeciętna kobieta będzie zarabiała więcej niż przeciętny mężczyzna – mówi Joanna Stopyra-Fiedorowicz.

Globalna firma doradcza EY w raporcie „Rola kobiet w światowym wzroście gospodarczym” prognozuje również, że do 2028 roku decyzje dotyczące aż 75 proc. wydatków konsumpcyjnych będą leżały w gestii kobiet, które już teraz mają w tej sprawie decydujący głos.

Współczesna kobieta jest konsumentem bardzo zajętym. W swój grafik – oprócz tradycyjnych, typowych ról – ma wpisane zupełnie nowe i realizuje się na bardzo wielu obszarach. W każdym chce być najlepsza. Marki, które chcą trafić do serc i portfeli kobiet, powinny być niczym aplikacja mobilna – dostarczać takie produkty i usługi, które wspomogą kobietę w ogarnianiu rzeczywistości dnia codziennego i zoptymalizują jej czas – mówi Joanna Stopyra-Fiedorowicz.

Psycholog zwraca uwagę na fakt, że branża reklamowa i marketingowa już 2–3 lata temu otworzyły nowy rozdział w komunikacji, tzw. femvertising, czyli komunikację, która odcina się od stereotypów, opiera się przede wszystkim na zrozumieniu, z jakimi wyzwaniami kobiety radzą sobie na co dzień. W efekcie wiele światowych koncernów, nie tylko kosmetycznych, zadeklarowało wycofanie tendencyjnych, nieprawdziwych i stereotypowych reklam.

Podobnie jak w branży reklamowej mamy femvertising, tak w mediach obserwuję coś, co możemy określić femjournalizmem. Media, jako czwarta władza, mają gigantyczny wpływ na nasz światopogląd, kształtują naszą opinię, to, w jaki sposób patrzymy na świat. Bardzo ważne jest więc to, żeby udział kobiet tam też był obecny, zarówno pod względem ilościowym, jak i jakościowym. Przykładem femjournalizmu może być założony w ubiegłym roku serwis NewsMavens, w którym to kobiety wybierają newsy. Ta inicjatywa powstała w odpowiedzi na fakt, że tylko 27 proc. kobiet w europejskich newsroomach decyduje o tym, jakie newsy są dystrybuowane do odbiorcy – mówi Joanna Stopyra-Fiedorowicz.

Z opublikowanego w styczniu badania Women Power Index wynika, że w 2016 roku w social mediach opublikowano w sumie 16 244 posty, które zawierały przynajmniej jeden z analizowanych hashtagów: HASHwomenpower, HASHgirlspower, HASHgogirls, HASHgogirl, HASHempowerwomen, HASHsiłakobiet i HASHstrongwomen. Blisko 96 proc. postów zawierających badane hashtagi opublikowały kobiety. Z kolei większość postów i komentarzy opublikowanych przez mężczyzn można określić jako wyraz poparcia dla kobiet (głównie wsparcie Czarnego Protestu).

Szereg inicjatyw wpływa na to, że kobiety same o sobie zaczynają inaczej myśleć, czują się silniejsze. W naszym badaniu zapytaliśmy mężczyzn i kobiety o to, jakie obowiązki do nich należą w ich domach. Kobiety najczęściej wskazywały, że wszystko po trochu na zmianę z partnerem –  30 proc.wskazań, co oznacza, że współczesna kobieta jest w stanie zapłacić rachunki, podczas gdy mąż np. odbierze dziecko z przedszkola. Natomiast mężczyźni pytani o swoje główne obowiązki nieustannie wskazywali na płacenie rachunków, zarabianie na dom i naprawy domowe. To może wskazywać na to, że kobiety szybciej wychodzą z autostereotypów niż mężczyźni, którzy nadal wskazują swoją rolę bardzo typowo – mówi autorka Women Power Index.

Sklepy szukają jak najprostszych sposobów na przyciągnięcie klientów. Programy lojalnościowe przenoszone są na smartfony

Sklepy szukają jak najprostszych sposobów na przyciągnięcie klientów. Programy lojalnościowe przenoszone są na smartfony 3

Ponad 70 proc. polskich konsumentów należy do przynajmniej jednego programu lojalnościowego. Klienci chętniej robią zakupy w sklepach, które oferują im dodatkowe bonusy i rabaty, ale oczekują, że zapisanie się do takiego programu będzie szybkie i proste, korzystanie z niego – wygodne, a sklep będzie się komunikował z nimi poprzez kanały mobilne. Wielokanałowość jest obecnie głównym trendem na rynku lojalnościowym. Polska firma stworzyła narzędzie, które zwiększa skuteczność kampanii marketingowych i programów lojalnościowych – tradycyjną kartę lojalnościową zastępuje kartą płatniczą.

– Rynek lojalnościowy rozwija się dynamicznie, m.in. ze względu na to, że większość firm czy sieci handlowych operuje nie tylko sferze fizycznych sklepów, lecz także w e-commerce. Kluczowa jest dla nich możliwość współpracy z nim bezpośrednio w e-commerce, gdzie newsletter czy personalizowany marketing jest standardem, ale również w stacjonarnym sklepie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Sygitowicz, wiceprezes zarządu ZenCard.

Programy lojalnościowe są sposobem na budowanie trwałych relacji z klientami. Firmy i marki tworzą je, aby pozyskać nowych i zatrzymać dotychczasowych klientów. Z badania przeprowadzonego przed rokiem przez Comarch i Kantar TNS („Przyszłość zakupów. Najważniejsze trendy w retail dziś i w 2030 roku”) wynika, że ponad 70 proc. polskich konsumentów należy do przynajmniej jednego programu lojalnościowego. Według prognoz ekspertów przyszłością tego rynku jest wielokanałowość, czyli docieranie do klientów za pośrednictwem różnych kanałów: tradycyjnych, internetowych i mobilnych, oraz personalizacja ofert i rozwiązania, które zwiększają wygodę klientów.

– Coraz bardziej rozwijają się rozwiązania typu portfele mobilne, na przykład Android Pay, który wszedł do Polski rok temu. To promuje powiązanie lojalności z płatnością, umożliwia zwirtualizowanie karty lojalnościowej bezpośrednio w telefonie i zaprezentowanie jej w sposób cyfrowy. My jesteśmy technologią, która umożliwia współpracę z klientem niezależnie od kanału zakupu, pozwala współpracować z mobilnymi portfelami, nie tylko Android, lecz także iOS. Traktujemy je jako rozszerzenie naszej funkcjonalności – mówi Jarosław Sygitowicz.

Zdecydowana większość klientów  (88 proc.) do identyfikacji przy sklepowej kasie wciąż używa tradycyjnej, plastikowej karty klienta. 68 proc. klientów wolałoby jednak, aby sklep komunikował się z nimi za pośrednictwem e-maila albo aplikacji na smartfona.

Jak wynika z przytaczanego przez PayU raportu „Mobile Loyalty Report 2017” opracowanego przez 3Cinteractive, blisko dwie trzecie klientów (62 proc.) chętniej robi zakupy w sklepach, które oferują mobilne programy lojalnościowe. Podobny odsetek uważa, że zapisanie się do programu lojalnościowego wymaga od nich zbyt wielu formalności, ale chętnie zrobiłoby to, gdyby wymagało to jedynie np. wysłania SMS-a lub e-maila.

ZenCard jest narzędziem do automatyzacji marketingu i lojalizacji klientów. Pozwala elektronicznie i szybko, jednym kliknięciem klienta na terminalu płatniczym, wyrazić zgodę na komunikację i zapisać się do programu lojalnościowego. Nie trzeba w tym celu wypełniać pisemnych, papierowych formularzy. Co więcej, od niedawna dzięki ZenCard można się także rejestrować do programu przy płatnościach gotówkowych bez użycia karty płatniczej.

– Za pośrednictwem ZenCard sklepy mogą łatwiej i szybciej zapisywać klientów do programu lojalnościowego, elektronicznie, bardzo prosto, przy sklepowej kasie, także podczas płatności gotówką. Dzięki temu zbierają bazę kontaktów, która umożliwia późniejszą automatyzację działań marketingowych, wysyłanie informacji o nowych ofertach i promocjach. Jesteśmy również w stanie te informacje o kliencie, przeanalizowane pod kątem jego preferencji, przedstawić sklepom w formie panelu. To pomaga stworzyć kolejne, spersonalizowane pod klienta kampanie promocyjne – mówi Jarosław Sygitowicz.

Aplikacja ZenCard działa w czasie rzeczywistym. Automatycznie rozpoznaje klienta podczas płatności i umożliwia nagrodzenie go np. dodatkowym rabatem za dokonaną transakcję, bez potrzeby okazywania karty stałego klienta, podawania danych osobowych czy numeru telefonu.

– Karta płatnicza jako identyfikator klienta jest po prostu wygodniejsza dla klienta końcowego, a tym samym powoduje lepsze doznania zakupowe. Nie trzeba pamiętać o plastikowej karcie lojalnościowej, tylko mamy swoją kartę płatniczą, którą płacimy na co dzień i to wszystko, czego potrzeba, by zbierać punkty. Teraz w programach można również rejestrować płatności gotówkowe. Ta wygoda dla klienta końcowego jest też bardzo ważna dla sieci handlowych i sklepów – mówi Jarosław Sygitowicz.

Wiceprezes spółki ZenCard podkreśla, że elektroniczne zbieranie i przetwarzanie danych klientów pozwala spełnić wymogi RODO, które wejdzie w życie 25 maja br. i narzuci restrykcyjne wymogi dotyczące ochrony danych osobowych. Podkreśla też, że narzędzie jest wygodne nie tylko dla klientów, lecz także dla sklepów: pozwala zaoszczędzić czas, zwiększyć bazę klientów i personalizować skierowane do nich oferty lojalnościowe.

– Podnosimy efektywność komunikacji z klientem, zwiększamy liczbę klientów zapisanych do programu czy newslettera i automatyzujemy kwestie związane z komunikacją. Mniej czasu trzeba poświęcić na myślenie o kolejnych kampaniach, system podpowiada i sam jest w stanie je zrealizować – mówi Jarosław Sygitowicz.

W ubiegłym roku rozwiązanie ZenCard zostało nagrodzone w kategorii „Best start-up” na FutureTech Congress, jednym z najważniejszych szczytów biznesowych w Europie Środkowo-Wschodniej. W październiku jej klientem została sieć drogerii Super-Pharm. Klienci, którzy chcą przystąpić do Klubu LifeStyle, mogą się zapisać do programu bezpośrednio z poziomu terminala płatniczego. Z początkiem stycznia tego roku platforma ZenCard została też udostępniona w oddziałach PKO Banku Polskiego. Spółka ZenCard stawia też pierwsze kroki na rynku globalnym. W końcówce ubiegłego roku rozpoczęła współpracę z OP Financial Group – największą instytucją finansową w Finlandii, zrzeszającą 180 banków.

– Sprzedajemy licencje na ZenCard nie tylko w Polsce, lecz takżeza granicą, np. bankom czy operatorom płatniczym. Potencjał jest ogromny, ponieważ mamy rosnący udział firm multikanałowych. Coraz więcej osób korzysta z e-commerce, robi zakupy na smartfonie. Ten rynek dramatycznie rośnie i trzeba komunikować się z klientem, bo inaczej przyzwyczajony do wygodniejszych zakupów pójdzie do konkurencji – podsumowuje wiceprezes spółki Jarosław Sygitowicz. 

GPW uczestniczy w pracach nad strategią dla rynku kapitałowego. Ma ona zwiększyć atrakcyjność jego oraz warszawskiej giełdy

GPW uczestniczy w pracach nad strategią dla rynku kapitałowego. Ma ona zwiększyć atrakcyjność jego oraz warszawskiej giełdy 4

Ubiegły rok był udany dla warszawskiej giełdy pod względem debiutów, wyników indeksów i wyników finansowych – podkreślają przedstawiciele GPW. Warszawski parkiet chce jednak trwale stać się źródłem finansowania pierwszego wyboru dla inwestorów. Stąd prowadzi wraz z Ministerstwem Finansów prace nad Strategią Rozwoju Rynku Kapitałowego, skorelowaną ze Strategią na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju.

– Prognozy gospodarcze są bardzo dobre. Otoczenie makroekonomiczne, skłonność do inwestowania – to wszystko są elementy, które bardzo mocno sprzyjają rozwojowi rynku kapitałowego i naszym wyzwaniem jest sprostać tym potrzebom gospodarczym – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Fotek, wiceprezes zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. – W tym kierunku również prowadzimy prace jako GPW na poziomie rządowym w celu uruchomienia Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego, która ma być skorelowana ze Strategią na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju i zapewnić odpowiednią infrastrukturę rynku finansowego zdolnego do finansowania rozwojowych i ambitnych celów gospodarczych.

W pracach nad strategią weźmie udział Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju. Prace rozpoczęły się w styczniu 2018 roku, a strategia ma powstać do końca 2018 roku. Ma się ona składać z trzech części: pierwszą będzie analiza problemów polskiego rynku kapitałowego, druga będzie zbiorem rekomendacji, jak te trudności przezwyciężyć, ostatnia natomiast właściwą strategią określającą dalekosiężne cele wzmocnienia pozycji warszawskiego parkietu.

– Naszym największym wyzwaniem jest utrzymanie korzystnych tendencji i takie przygotowywanie planów strategicznych i rozwojowych, które umożliwią w długim okresie kontynuację pozytywnych trendów i realizację misji Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie jako miejsca pierwszego wyboru pozyskania kapitału, czy to w formie instrumentów akcyjnych, czy w formie instrumentów dłużnych – deklaruje wiceprezes GPW.

2017 rok był korzystny dla światowych giełd. W Warszawie łączna wartość obrotu akcjami na głównym rynku warszawskiej giełdy w całym 2017 roku wzrosła o 28,9 proc. rok do roku do poziomu 260,98 mld zł. Kapitalizacja spółek notowanych na parkiecie wzrosła do niemal 1,38 bln zł wobec 1,12 bln zł rok wcześniej. WIG20 był pod względem dynamiki wzrostu piątym głównym indeksem w Europie na ponad trzydzieści, po Ukrainie, Turcji, Niemczech i Łotwie. Indeks szerokiego rynku WIG zbliżył się do rekordu wszech czasów z lipca 2007 roku. Najważniejszy dla nastrojów inwestorów rynek amerykański bił natomiast rekord za rekordem. W tym roku wiceprezes GPW liczy się z niewielką korektą.

– Dobra koniunktura zawsze sprzyja skłonności inwestycyjnej. Inwestorzy instytucjonalni i indywidualni biorą pod uwagę sytuację rynku i wskaźniki cykliczne. Z punktu widzenia tendencji wewnętrznych jesteśmy w bardzo dobrej fazie cyklu koniunkturalnego. Rok 2018 daje nam więc podstawy do optymizmu – tłumaczy Jacek Fotek – Z drugiej strony czynniki globalne i poziomy wycen na rynkach globalnych dają sprzeczne sygnały w tym zakresie. Zakładamy, że 2018 rok będzie pod wpływem pewnych tendencji konsolidacyjnych, korekcyjnych, natomiast jako giełda powstrzymujemy się od bardziej szczegółowych prognoz.

W minionym roku na warszawskiej giełdzie zadebiutowały – licząc łącznie Główny Rynek i NewConnect – 34 spółki, w tym 15 na Głównym Rynku. Były debiuty o dużej wartości, takie jak Play Communications w lipcu (prawie 4,4 mld zł) czy Dino Polska w kwietniu (1,65 mld zł). Jacek Fotek podkreśla, że pod względem liczby debiutów GPW zajęła w ubiegłym roku trzecie miejsce w Europie. Choć to nie liczba debiutów jest najważniejsza.

– Dla nas istotne znaczenie ma szczególnie głębokość rynku kapitałowego i zdolność absorpcji dużych emisji. Rok 2017 był rokiem wyjątkowym i rekordowym, pod względem zarówno wartości emisji pierwotnych, jak i wtórnych – wyjaśnia wiceprezes giełdy. – Pod względem emisji pierwotnych zakończyliśmy rok na bardzo dobrym 8. miejscu w Europie. Na polskim rynku giełdowym została zrealizowana wartość emisji pierwotnych około 7,7 mld zł, co jest rekordowym wynikiem od 2011 roku. Co warte podkreślenia, wszystkie te projekty były emisjami prywatnymi, nie były to projekty prywatyzacyjne tak jak w latach poprzednich, które w istotny sposób wspomagały rezultaty.

W 2017 roku warszawska GPW osiągnęła rekordowy zysk netto w wysokości 156,1 mln zł. Zysk EBITDA wzrósł do 212,2 mln zł, a przychody ze sprzedaży do 352 mln zł, co daje wzrost o 13,2 proc. wobec 2016 roku. Wzrosły również koszty, co miało związek głównie z dostosowaniem do wymogów MiFID 2/MiFIR.

Nawet co szósty kleszcz jest nosicielem wirusa prowadzącego do kleszczowego zapalenia mózgu. Narażeni są również mieszkańcy miast

Nawet co szósty kleszcz jest nosicielem wirusa prowadzącego do kleszczowego zapalenia mózgu. Narażeni są również mieszkańcy miast 5

Od 20 lat systematycznie rośnie liczba zachorowań na kleszczowe zapalenie mózgu (KZM). Wciąż jednak brakuje skutecznego lekarstwa na te chorobę, a jej konsekwencje mogą zagrażać życiu. Nosicielem groźnego wirusa może być już nawet co szósty kleszcz, a te coraz częściej pojawiają się w miastach – w parkach i przydomowych ogródkach. Jedyną skuteczną ochroną jest szczepionka, niestety w Polsce niewiele osób się na nią decyduje ze względu na to, że świadomość zagrożeń jest niewielka. 

 Kleszcze to obligatoryjne pasożyty, które żywią się krwią, m.in. krwią ludzką, i przenoszą choroby. W Polsce do najważniejszych chorób zaliczamy kleszczowe zapalenie mózgu i boreliozę – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr hab. n. med. Ernest Kuchar z Kliniki Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.

Liczba kleszczy szybko rośnie. Łagodniejszy klimat i wyższe temperatury sprawiają, że kleszcze pojawiają się w nowych miejscach. Dlatego szybko wzrasta liczba zachorowań na boreliozę czy kleszczowe zapalenie mózgu. O ile boreliozę można leczyć antybiotykami, o tyle w przypadku KZM nie istnieje skuteczna metoda leczenia. Wirus KZM należy, podobnie jak wirus Zika, do rodzaju flawiwirusów, którymi można się zarazić praktycznie od razu po ukłuciu. W wyniku zakażenia może dojść do zapalenia opon mózgowych, zapalenia mózgu i rdzenia kręgowego.

 Niestety, do tej pory nie znaleziono lekarstwa, które hamowałby namnażanie wirusa. Możemy się tylko zabezpieczyć, poprawiając własną odporność. Przede wszystkim należy unikać kontaktu z kleszczami, a jeżeli narażamy się na ekspozycję, uprawiając aktywność sportową czy rekreacyjną, należy się odpowiednio ubrać, używać repelentów, czyli substancji odstraszających kleszcze, i oglądać skórę. Jednak przed KZM najskuteczniej chroni nas szczepienie – przekonuje prof. dr hab. med. Joanna Zajkowska z Kliniki Chorób Zakaźnych i Neuroinfekcji na Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku.

Ocenia się, że nawet co szósty kleszcz może być nosicielem wirusa, który prowadzi do kleszczowego zapalenia mózgu. W Polsce co roku zgłasza się od 200 do 300 przypadków zachorowań na KZM. Liczba zachorowań i ryzyko zachorowania mogą być niedoszacowane.

Na KZM można zachorować w każdym wieku. Najczęściej chorują osoby w wieku 15–50 lat. Początkowe objawy choroby są często lekceważone, bo przypominają grypę. W kolejnym etapie choroby może dojść do zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych, zapalenia mózgu lub rdzenia kręgowego. Nawet u 58 proc. chorych przebycie KZM może się wiązać z wystąpieniem długotrwałych powikłań neurologicznych. Około 2 proc. przypadków KZM może zakończyć się zgonem chorego.

 Istnieją dwa rodzaje wskazań do szczepienia. Jeżeli wybieramy się w miejsca, gdzie są kleszcze i uprawiamy sporty na świeżym powietrzu, to już mamy wskazania, żeby pomyśleć o szczepieniu – podkreśla prof. dr hab. med. Joanna Zajkowska.

Szczepionka przeciw KZM może uratować życie. W sąsiednich krajach europejskich rekomendacje lekarzy i prowadzone kampanie informacyjne sprawiły, że coraz więcej osób decyduje się na szczepienie – w Austrii nawet 87 proc., na Łotwie – 39 proc., w Niemczech – 26 proc., a w Czechach – 17 proc. Polska na ich tle wypada bardzo słabo. Szacuje się, że na KZM szczepi się zaledwie 1 proc. osób. Wynika to przede wszystkim z niskiej świadomości zagrożenia. O ile coraz więcej osób zdaje sobie sprawę z ryzyka zarażenia boreliozą, o tyle o KZM wiemy jednak niewiele.

Zagrożenie jest jednak coraz większe, a na chorobę narażeni są także mieszkańcy miast.

– Kleszcze są obecne w miastach. Mamy z tym coraz większy problem. Znajdujemy je nie tylko w lasach śródmiejskich, takich jak Las Bielański czy Las Kabacki, lecz także w zadbanych parkach miejskich w centrum Warszawy. Na kleszcze należy też uważać w przydomowych ogródkach, zwłaszcza w tych, które mają bliskie połączenie z parkami i korytarzami ekologicznymi. Korytarz ekologiczny to np. dolina rzeki, gdzie przemieszczają się zwierzęta, a razem z nimi kleszcze – mówi dr n. med. Marta Hajdul-Marwicz z Katedry i Zakładu Biologii Ogólnej i Parazytologii na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.

Podnieść świadomość na temat KZM ma zainaugurowana kampania edukacyjno-społeczna „Nie igraj z kleszczem – wygraj z kleszczowym zapaleniem mózgu”. Punktem kulminacyjnym kampanii będzie Miesiąc Szczepień KZM, który wystartuje na przełomie kwietnia i maja, podczas którego w wybranych placówkach będzie można zaszczepić się przeciw KZM w promocyjnej cenie.

Jacy pracownicy byli poszukiwani w lutym 2018 roku?

infografika_marzec_2018_3_W lutym br. za pośrednictwem Wyszukiwarki Kandydatów wiadomość od rekrutera otrzymało 49 310 osób posiadających profil zawodowy na GoldenLine. Poszukiwani byli głównie specjaliści z obszarów IT – rozwój oprogramowania, Finanse/Ekonomia, Inżynieria, Sprzedaż oraz Obsługa klienta. Najwięcej wiadomości rekruterzy wysłali do osób mieszkających w województwie mazowieckim, śląskim, dolnośląskim, wielkopolskim i małopolskim.

Kogo szukali rekruterzy za pomocą Wyszukiwarki Kandydatów?

W dotarciu do potencjalnych pracowników na GoldenLine wspiera pracodawców Wyszukiwarka Kandydatów. W lutym 2018 roku wiadomość od rekrutera z zaproszeniem do procesu rekrutacji otrzymało 49 310 osób posiadających profil zawodowy w serwisie. Jak wynika z analiz GoldenLine, wśród osób, które otrzymały wiadomość od rekrutera, 19% miało zaznaczoną na profilu specjalizację IT – rozwój oprogramowania. Na drugim miejscu uplasowali się kandydaci z zaznaczoną specjalizacją Finanse/Ekonomia (12%), na trzecim Inżynieria (11%). Tuż za podium uplasowały się osoby ze Specjalizacją Sprzedaż i Obsługa Klienta (10%, które otrzymały zaproszenie do procesu rekrutacji miało zaznaczoną na profilu jedną z tych specjalizacji).

Jaki jest wiek poszukiwanych pracowników?

W lutym 2018 roku najwięcej ofert otrzymali kandydaci pomiędzy 27. a 36. rokiem życia (58% osób, które otrzymały zaproszenie do procesu rekrutacji, było w tym wieku). 12% zapytanych przez rekrutera osób było w wieku 18 – 26 lat. Co piąta osoba zaproszona bezpośrednio do procesu rekrutacji jest w wieku między 37 a 44 lat.

Z jakich województw pochodzą najczęściej poszukiwani pracownicy?

Najwięcej wiadomości od rekrutera otrzymały osoby zamieszkałe w województwie mazowieckim (27%), dolnośląskim (13%), śląskim (12%), wielkopolskim (11%) oraz małopolskim (11%). W dużych miastach jest największe zapotrzebowanie rekrutacyjne – ponad połowa osób, które dostały wiadomość od rekrutera, pochodzi z jednego z 5 miast: 22% osób mieszka w Warszawie, 9% we Wrocławiu, 9% w Krakowie, 7% w Poznaniu, zaś 4% w Łodzi.

Specjalizacja, umiejętności oraz znajomość języków obcych – kogo szukali rekruterzy?

Większość kandydatów, którzy otrzymali wiadomość od rekrutera w lutym br., posiada umiejętność obsługi pakietu Microsoft Office oraz prawo jazdy kat. B. Pozostałe często występujące umiejętności związane były w dużej mierze ze znajomością języków programowania. U osób, które otrzymały wiadomości od rekruterów, pojawiały się również takie kompetencje jak zarządzanie projektami, zespołem czy negocjacje.

Znajomość języków obcych jest również istotna dla rekruterów. Wśród 49 310 osób, które otrzymały wiadomość bezpośrednio od pracodawcy, 82% włada językiem angielskim na poziomie podstawowym, dobrym lub biegłym. Innym często występującym językiem jest język niemiecki (zna go 29% użytkowników, którzy otrzymali wiadomość od rekrutera) oraz rosyjski (10% użytkowników). Język francuski zna 7% osób, które dostały zaproszenie do procesu rekrutacji, zaś 6% zna język hiszpański.

Zwinne rekrutacje z Jobile

W lutym 2018 roku za pomocą usługi rekrutacyjnej Jobile rekruterzy szukali głównie kandydatów z obszarów: Sprzedaż, IT oraz Finanse. Podstawą usługi rekrutacyjnej Jobile jest realizacja direct search w imieniu klienta. HR Researcher wykonuje direct search wśród ponad 2,5 mln profili zawodowych założonych na GoldenLine oraz przeprowadza selekcję nadesłanych aplikacji. Finalnie pracodawca dostaje dopasowane do oferty aplikacje od kandydatów, którzy nie szukają aktywnie pracy, ale bezpośrednio zaproszeni do procesu rekrutacji podejmują decyzję o włączeniu się w proces.

Jakich pracowników poszukiwali rekruterzy za pośrednictwem ogłoszeń o pracę?

W lutym 2018 roku pracodawcy zamieścili w serwisie GoldenLine 4 383 ogłoszeń. Większość z nich została skierowana do kandydatów zamieszkujących województwo mazowieckie (24%), dolnośląskie (12%), śląskie (11%), małopolskie (10%) oraz wielkopolskie (7%).

Jak wynika z analiz GoldenLine, największa liczba ofert dedykowana była osobom pracującym w obszarze Produkcja i objęła 18% wszystkich opublikowanych ogłoszeń. Na kolejnych miejscach znalazły się: Sprzedaż (18%), Obsługa klienta/Call Center (14% wszystkich ofert), Informatyka/Programowanie (12% ofert), Finanse/Ekonomia (10%), Inżynieria/ Elektronika/ Technologia (10%).

Dyski SSD już wkrótce w urządzeniach mobilnych i internecie rzeczy. Wyzwanie stanowi postępująca miniaturyzacja i coraz większa ilość generowanych danych

Dyski SSD już wkrótce w urządzeniach mobilnych i internecie rzeczy. Wyzwanie stanowi postępująca miniaturyzacja i coraz większa ilość generowanych danych 6

Dyski SSD już wkrótce pojawią się w tabletach i w urządzeniach internetu rzeczy. Rosnące osiągi komputerów stacjonarnych również wymuszają na producentach dysków ich rozwój. Według szacunków Cisco GCI do 2021 roku osoby i urządzenia korzystające z internetu wygenerują około 850 zettabajtów danych. Nieustannie rosnąca liczba danych, nadchodząca technologia 5G i coraz bardziej pogłębiający się trend miniaturyzacji stanowią coraz większe wyzwanie dla producentów urządzeń do przechowywania danych.

Liczba danych w 2021 roku ma wynieść 850 zettabajtów, czyli blisko bilion terabajtów. Ta niewyobrażalna wręcz liczba będzie musiała być przechowywana na różnego rodzaju nośnikach. Coraz większą popularność zyskują napędy Solid State Drive, czyli pozbawione części mechanicznych dyski oparte na pamięci flash. Kolejnym krokiem w ewolucji tych napędów będzie ich przeznaczenie dla urządzeń mobilnych, takich jak tablety i smartfony oraz dla urządzeń Internetu Rzeczy.

– Obecnie koncentrujemy się głównie na komputerach, ale wkrótce dyski SSD będą dostępne również w tabletach. W najbliższych latach SSD będzie także coraz mocniej obecne w segmencie internetu rzeczy. W takich urządzeniach jak bramki IoT, które podłączane są do wielu czujników równocześnie, jak najmniejsze opóźnienia mają ogromne znaczenie – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Andrew Wo, menadżer działu Client Store Solutions w firmie Western Digital.

Dyski SSD są stosowane już w laptopach i w tym segmencie ich dostępność będzie się zwiększać. W najbliższych latach obserwować będziemy coraz szerszą dostępność tego typu napędów w supercienkich laptopach hybrydowych (tzw. laptopy 2 w 1 z dotykowym ekranem), które są obecnie jednym z największych trendów na rynku PC. Istotnym aspektem w tego typu urządzeniach jest niskie zużycie prądu.

– Dyski zużywające mniej energii z odczytem sekwencyjnym do tysiąca siedmiuset megabajtów na sekundę to coś dla urządzeń zużywających mniej energii, takich jak laptopy. Microsoft stawia obecnie na zawsze podłączone do internetu rozwiązania, więc takie napędy są bardzo potrzebne – mówi ekspert Western Digital.

Wciąż jednak jest segment rynku, w którym na pierwszym miejscu stoi wydajność. Na targach Mobile World Congress 2018 w Barcelonie zostały zaprezentowane dyski SSD NVMe PC SN 720 i PC SN 520 pozwalające na zapis danych z prędkością nawet do 3 400 MB/s. Taka prędkość pozwala na zapełnienie dysku Blu-ray w zaledwie osiem sekund. Dyski mają być dostępne w pojemnościach od 128 GB do 2 TB.

 Osiągi pecetów rosną i musimy szukać rozwiązań SSD, które sprostają tym wymaganiom. Wprowadziliśmy więc nowe dyski do komputerów o wysokich osiągach. To dyski przeznaczone bardziej dla twórców gier 4K czy specjalistów od wirtualnej rzeczywistości – tłumaczy Andrew Wo.

Dysk typu HDD (Hard Disc Drive) składa się z pojedynczego aluminiowego talerza lub ich zespołu. Są one pokryte cienką warstwą nośnika magnetycznego oraz głowic elektromagnetycznych, które umożliwiają zapis i odczyt danych. Z kolei dysk typu SSD (Solid State Drive) w przeciwieństwie do dysku HDD nie wykorzystuje żadnych ruchomych części. Składa się on z kilku lub kilkunastu kości NAND, do których dostęp może następować równolegle. Jedną z najważniejszych zalet dysków SSD jest wysoka prędkość zapisu i odczytu oraz krótki czas dostępu.

Według prognoz firmy IHS Markit do 2021 roku sprzedaż SSD ma przekroczyć sprzedaż dysków HDD i sięgnąć wartości 360 mln sprzedanych egzemplarzy. W porównaniu z 2015 r. to ponadtrzykrotny wzrost.

Zaawansowane algorytmy i aplikacja komputerowa dwukrotnie zwiększają szansę na posiadanie potomstwa. Problem niepłodności dotyczy nawet 1,5 mln polskich par

Zaawansowane algorytmy i aplikacja komputerowa dwukrotnie zwiększają szansę na posiadanie potomstwa. Problem niepłodności dotyczy nawet 1,5 mln polskich par 7

Problemy z zajściem w ciążę dotykają coraz większej liczby polskich par. Jedną z poważnych przeszkód w skutecznym planowaniu potomstwa jest nieumiejętność wyznaczania dni płodnych. Z pomocą przychodzą nowe technologie. Aplikacja i zawarte w niej zaawansowane algorytmy analizują dane setek tysięcy użytkowniczek i pomagają zaplanować założenie rodziny. Skorzystanie z tej metody może skrócić czas starania się o dziecko nawet dwukrotnie. Problem niepłodności dotyka obecnie co roku ok. 1,5 mln polskich par.

– Wykorzystujemy nowoczesne technologie i zaawansowaną algorytmikę, aby wspierać kobiety w budowaniu rodziny. Kalendarz dostarcza kobietom wiele mechanizmów, które pomagają im wyznaczyć dni płodne. Pokazuje on też, kiedy mogła wystąpić potencjalna owulacja, a także interpretuje cykle miesiączkowe pod kątem starań o ciążę – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Joanna Fedorowicz, współzałożycielka i prezes spółki OvuFriend.

Chociaż prowadzenie kalendarza dni płodnych nie stanowi metody leczenia niepłodności, to może w znaczący sposób pomóc parom w staraniach o dziecko. Problem z zajściem w ciążę w wielu przypadkach bierze się z niewiedzy na temat terminu owulacji lub jego nieprawidłowego wyliczania. Tymczasem umiejętność wyznaczania dni płodnych w znaczący sposób zwiększa szansę na zajście w ciążę.

– Jedna na trzy pary nie współżyje w czasie optymalnym dla zapłodnienia, a kobieta w trakcie 28-dniowego cyklu jest płodna zaledwie przez 4–5 dni. Średnio para stara się zajść w ciążę prawie sześć miesięcy. Z pomocą naszego systemu użytkowniczki zachodzą w ciążę po trzech miesiącach, aktywnie śledząc swoją płodność i wyznaczając we właściwy sposób dni płodne – zapewnia Joanna Fedorowicz.

Platformę OvuFriend aktualnie odwiedza około 350 tysięcy osób (unique visitors) miesięcznie. Średni czas wizyty to siedem minut. Twórcy stworzyli mechanizmy, dzięki którym użytkowniczki mogą się ze sobą komunikować i wymieniać doświadczeniami. Wsparcie, jakim aplikacja otacza młode mamy, rozpoczyna się w momencie planowania ciąży, a kończy, gdy dziecko ma trzy lata.

– System analizuje dane i porównuje je z setkami tysięcy cykli innych kobiet również starających się zajść w ciążę. Finalnie dostarcza kobiecie spersonalizowanych informacji o jej dniach płodnych, o terminie owulacji, a także interpretuje cykle miesiączkowe kobiety. Za działaniem kalendarza stoi algorytm, który był stworzony m.in. przez studenta Uniwersytetu Stanforda. Interpretuje on płodność kobiet, zbiera wprowadzane dane na temat płodności, analizuje i porównuje do innych kobiet o podobnych cyklach – wyjaśnia współzałożycielka i prezes spółki OvuFriend.

W systemie OvuFriend są miliony danych dotyczące płodności kobiet, które firma planuje wykorzystać do stworzenia algorytmiki z zastosowaniem sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego, aby móc jeszcze skuteczniej pomagać kobietom szybciej zajść w ciążę i wykrywać potencjalnie problemy z płodnością na bardzo wczesnym etapie. Od 1 marca spółka rozpoczęła projekt finansowany z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju pt.: „Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności”.

– Na ten cel przeznaczone jest 4,5 miliona złotych, a do pracy nad projektem zaangażowaliśmy uznanych polskich naukowców, m.in. profesora Dominika Ślęzaka – dodaje Joanna Fedorowicz.

Inteligentny kalendarz jest dostępny w formie platformy internetowej, jednak wkrótce pojawi się również w formie aplikacji mobilnej. Dostęp do aplikacji jest darmowy przez pierwsze 30 dni. Potem koszt abonamentu to w najtańszej opcji 29 złotych miesięcznie. Po roku cena jest obniżana do 10 zł miesięcznie, a po dwóch latach do złotówki.

Z danych Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego wynika, że problem niepłodności dotyka obecnie co roku ok. 1,5 mln polskich par. Światowa Organizacja Zdrowia ocenia niepłodność jako chorobę społeczną. Według szacunkowych statystyk problem ten dotyczy 10–18 proc. populacji na świecie.

Z raportu „Wspieramy płodność” Koalicji na rzecz Kompleksowej Terapii Niepłodności dowiadujemy się, że w 2013 r. w Polsce urodziło się 370 tysięcy dzieci. Prognozy mówią, że w 2035 r. liczba narodzin wyniesie ok. 270 tys. dzieci. Takie dane sytuują Polskę poniżej średniej w UE. Zgodnie z prognozami Eurostatu do 2050 r. ludność Polski zmniejszy się o blisko 10 proc.