Revolut oficjalnie wkracza do Polski

Revolut oficjalnie wkracza do Polski. Konsumenci, którzy zechcą poświęcić trzy minuty na ściągnięcie aplikacji i założenie konta uzyskają dostęp do bezpłatnych przelewów krajowych i międzynarodowych oraz opcji płacenia za granicą bez prowizji i dodatkowych opłat.

Fintech z Londynu obiecuje rzucić wyzwanie dużym polskim bankom, zerwać z ograniczeniami i biurokracją oraz wyeliminować ukryte opłaty bankowe. Do końca roku chce przekonać do swoich usług 150.000 Polaków.

Nikolay Storonsky, założyciel i Prezes Revolut powiedział:

Nikolay Storonsky, założyciel i Prezes Revolut
Nikolay Storonsky, założyciel i Prezes Revolut

“Zauważyliśmy, że największe polskie banki budują produkty i doświadczenie pełnej bankowości mobilnej w sposób powolny. Jesteśmy tu by dostarczyć polskim konsumentom alternatywę w postaci innowacyjnej bankowości i łatwy dostęp do usług finansowych dla każdego, kto chce zwiększyć bezpośrednią kontrolę nad swoimi finansami.

Chcemy nie tylko przedefiniować tradycyjne usługi finansowe, ale oprzeć je całkowicie na technologii, oferując cyfrowy portfel do zarządzania domowym budżetem i kategoryzacji wydatków, rozszerzony zakres bezpieczeństwa, z opcją zablokowania i odblokowania karty na jedno kliknięcie czy kontrolą dostępu opartą na geolokalizacji.”

Revolut pozwala użytkownikom na skonfigurowanie aplikacji i zdalne założenie konta w niecałe trzy minuty. W kolejnym kroku mogą doładować konto, wysłać darmowy przelew za granicę lub do Polski, wymienić część środków na jedną z 25 walut po kursie międzybankowym, lub zapłacić zbliżeniowo kartą MasterCard lub Visa, na całym świecie, unikając kosztów przewalutowania na jedną ze 130 walut lokalnych.

Karol Sadaj
Karol Sadaj

Zaplecze Revolut w Polsce to duży zespół wsparcia klienta zlokalizowany w centrum usług w Krakowie. To również świeżo mianowany country manager, Karol Sadaj, który dołączył do Revolut w lutym 2018 roku. Wcześniej pełnił funkcję szefa marketingu Uber w Polsce, pracował w Google, PepsiCo i Philip Morris. Lokalne biuro Revolut będzie odpowiedzialne za zarządzanie wzrostem biznesu na polskim rynku i inspirowanie rewolucji bankowej w Polsce.

Dynamicznie rozwijający się fintech jest przekonany, że może stać się platformą do samodzielnego zarządzania całością finansowych aktywności i potrzeb. Ułatwić to mają usługi oparte na geolokalizacji, jak ubezpieczenie podróżne aktywujące się przy przekraczaniu granicy czy łatwy dostęp do portfela kryptowalut. Klienci Revolut mogą już dziś jednym kliknięciem kupować, przechowywać lub wymieniać Bitcoina, Litecoina i Ethereum.

Od założenia firmy w lipcu 2015 roku, innowacyjny fintech przekonał do siebie ponad 1.500.000 użytkowników i przeprocesował transakcje o wartości ponad 10 miliardów dolarów. Choć na marketing nie wydał jeszcze ani jednej złotówki, Revolut z dumą obsługuje już ponad 50.000 polskich użytkowników. Firma jest przekonana, że do końca roku może obsługiwać w Polsce 150.000 klientów.

Dla branży logistycznej pracownicy ze Wschodu oznaczają być albo nie być. Konieczne są ułatwienia w zatrudnianiu i wyższe zarobki

Dla branży logistycznej pracownicy ze Wschodu oznaczają być albo nie być. Konieczne są ułatwienia w zatrudnianiu i wyższe zarobki 1

Do 2050 roku na rynku pracy zabraknie około 10,6 mln osób w wieku 18–44 lat. Może to wyrównać migracja 4,5 mln pracowników ze Wschodu – wynika z danych Deloitte. W 2017 roku zostało wydanych 1,8 mln oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcom, z czego 94 proc. dla Ukraińców. Pracownicy ze Wschodu potrzebni są zwłaszcza w branży logistycznej, dla której są oni gwarantem rozwoju. Konieczne są dalsze ułatwienia w zatrudnianiu cudzoziemców ze Wschodu i godziwe warunki zatrudnienia. Bez tego cudzoziemcy wybiorą kraje zachodniej Europy – ocenia Grzegorz Szenejko z Optimum GO.

 Rynek pracy w Polsce na tyle mocno się rozwija, że mamy duży deficyt pracowników, więc uzupełniamy go pracownikami ze Wschodu. W Polsce przy obecnej stopie bezrobocia, kto chciał pracować, to już pracuje. Cała Europa jest na dużej fali wzrostu, budujemy dużo magazynów, centrów logistycznych i fabryk. Wszędzie są potrzebne ręce do pracy, a tych rąk w Polsce brakuje. Wybór jest więc taki, że albo zatrudniamy pracowników ze Wschodu, albo nie robimy nic, bo albo nie ma kto budować, albo nie będzie miał kto pracować w miejscach, które wybudujemy – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Grzegorz Szenejko, prezes Optimum GO.

Według GUS stopa bezrobocia w styczniu wyniosła 6,9 proc. Wprawdzie była o 0,3 pkt proc. wyższa niż w grudniu, ale i tak są to rekordowe niskie wskaźniki. Na deficyt pracowników skarżą się firmy z niemal każdej branży. Dlatego coraz chętniej sięgają po pracowników zza wschodniej granicy.

W 2017 roku, jak wynika ze wstępnych danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, wydano 1,8 mln oświadczeń o zamiarze powierzenia wykonywania pracy cudzoziemcom dla ok. 1,1 mln cudzoziemców z sześciu państw. To oznacza niemal 40-proc. wzrost względem 2016 roku pod względem liczby oświadczeń. Zdecydowana większość, bo 85 proc. zezwoleń na pracę i 95 proc. oświadczeń trafia do obywateli Ukrainy. Na kolejnych miejscach znajdują się obywatele Białorusi, Mołdawii, Indii, Nepalu, Turcji, Armenii, Chin i Wietnamu.

Pracownicy z Białorusi i Ukrainy dla branży logistycznej to być albo nie być. Branża logistyczna jest druga pod względem rekrutacji po IT, czyli mamy bardzo duże potrzeby i bardzo mało wykwalifikowanej kadry gotowej podjąć pracę. Potrzebujemy kierowców, magazynierów, pakowaczy, całą otoczkę transportu – podkreśla Szenejko. – Polska ma w rękach ćwierć rynku europejskiego. Mamy szansę na więcej, ale musimy mieć potencjał rozwoju, a to oprócz parku maszynowego, magazynów logistycznych i całej infrastruktury są ludzie, których nam brakuje.

Polska jest potęgą na europejskim rynku transportowym. Rodzime firmy mają w nim około 25-proc. udział, a według prognoz firmy doradczej PwC do 2025 roku przewozy międzynarodowe będą rosnąć w tempie 1,8–2,2 proc. rocznie. Rośniemy w siłę od momentu wejścia do UE i otwarcia europejskich rynków. Według statystyk GUS bezpośredni udział sektora usług transportu i logistyki w polskim PKB zwiększył się o ponad jedną piątą od momentu wstąpienia Polski do UE (wzrósł z 5,4 proc. w 2004 roku do poziomu 6,5 proc. w 2015 roku). Branża boryka się jednak z problemami, zwłaszcza kadrowymi, które już teraz sięgają 100 tys. wakatów dla zawodowych kierowców.

Z „Barometru Imigracji Zarobkowej”, opracowanego w II półroczu 2017 roku przez Kantar Millward Brown na zlecenie Personnel Service, wynika, że już co piąta firma planuje rekrutować pracowników ze Wschodu, a w gronie dużych przedsiębiorstw ten odsetek sięga 42 proc. Kluczowe jednak zdaniem eksperta będzie ułatwienie w zatrudnianiu i podniesienie zarobków.

Albo ułatwimy im przyjazd do naszego kraju i potraktujemy tak, jak traktujemy pracowników z Polski, czyli zapłacimy im tyle samo i damy godziwe warunki zatrudnienia, albo się nie będziemy dalej rozwijać, a pracownicy pojadą na Zachód. Relatywnie pracownikom z Ukrainy i Białorusi dużo łatwiej jest przyjechać do Polski niż do Niemiec czy Francji. Czy to wykorzystamy, zależy w równym stopniu od firm, co od naszych ustawodawców. My powinniśmy ich zatrudniać i dawać godziwe warunki pracy, a cała otoczka prawna powinna ułatwiać ich zapraszanie – przekonuje Grzegorz Szenejko.

Z danych Upper Job wynika, że oczekiwania płacowe Ukraińców rosną. 56 proc. chce zarabiać co najmniej 3 tys. zł netto, a co piąty – ponad 5 tys. zł. Badania tej firmy potwierdzają, że na razie Polska jest dla nich najatrakcyjniejszym rynkiem. Mimo zliberalizowania przepisów wizowych UE 80 proc. pracowników przekraczających granicę chciałoby zostać w Polsce.

Opracowano skuteczną terapię dla chorych na złośliwego raka wątroby. Trwają prace nad przeniesieniem medycyny jądrowej do szpitali

Opracowano skuteczną terapię dla chorych na złośliwego raka wątroby. Trwają prace nad przeniesieniem medycyny jądrowej do szpitali 2

Leczenie złośliwych zmian nowotworowych w wątrobie to wyzwanie dla współczesnej medycyny, zwłaszcza że klasyczna chemioterapia często nie przynosi skutków. Dla takich pacjentów rozwiązaniem może być radioembolizacja, czyli podanie promieniotwórczego izotopu itru bezpośrednio w miejsce występowania zmian. Dzięki reaktorowi jądrowemu MARIA możliwe jest nie tylko wytworzenie specjalistycznych preparatów, lecz także ich przystosowanie do zastosowania w szpitalach. Nowotwory są drugą przyczyną zgonów na świecie. Rak wątroby rocznie powoduje śmierć blisko 790 tys. osób.

– Reaktor jądrowy to nie tylko prace związane z energetyką jądrową, ale to też działalność pro medyczna i z takim zamysłem powstaje nowe laboratorium radiobiologiczne. Będziemy współpracować w charakterze naukowym ze szpitalami, żeby poznawać efekty procesów terapeutycznych, bazujących na przygotowywanych w reaktorze Maria preparatów radioaktywnych – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr inż. Michał Gryziński, dyrektor Departamentu Eksploatacji Obiektów Jądrowych Narodowego Centrum Badań Jądrowych.

Reaktory jądrowe nie służą już tylko do badań. To dzięki nim możliwe jest powstanie innowacyjnych leków i terapii, które działają tam, gdzie inne dostępne metody nie zdają rezultatów. Dla pacjentów z nieoperacyjnym rakiem wątroby szansą jest radioembolizacja, czyli selektywna wewnętrzna radioterapia (SIRT). Promieniotwórczy izotop itru podawany jest bezpośrednio w miejsce występowania zmian nowotworowych. Metoda nie uszkadza zdrowych tkanek i pozwala wydłużyć życie pacjenta.

Terapia radioembolizacji wątroby i produkcja specjalnych preparatów zawierających Itr 90 albo Holm 166, wykorzystywanych podczas terapii radioembolizacji wątroby, jest rozwijana przez Narodowe Centrum Badań Jądrowych. W Świerku powstaje specjalistyczne laboratorium, dzięki któremu w Polsce będzie możliwe nie tylko szkolenie specjalistów, ale również prowadzenie badań i szukanie optymalnych form terapii.

Tradycyjne leczenie, czyli chemioterapia, często nie daje żadnych rezultatów. Choć pozwala zniszczyć większość komórek nowotworowych, te, które zostają mogą zainicjować dalsze podziały i w efekcie przerzuty. Średnią skuteczność chemioterapii w Europie szacuje się na 60 proc. Radioembolizacja pozwala zaś zmniejszyć guzy wątroby i tym samym umożliwić ich operację. Zabieg zmniejsza też remisję choroby o ponad 30 proc.

– Nie ma żadnej innej techniki medycznej powodującej wyleczenie złośliwego nowotworu wątroby. Jest to bardzo szybko postępujący nowotwór, natomiast w reaktorze produkujemy preparaty, które mogą znaleźć zastosowanie w szpitalach w Polsce, jak i za granicą, m.in. w Holandii i w Niemczech – twierdzi przedstawiciel NCBJ.

Światowa Organizacja Zdrowia podaje, że nowotwory są druga przyczyną zgonów na świecie. Z ich powodu rocznie umiera blisko 9 mln osób. Zabójczy jest przede wszystkim rak płuc i rak wątroby. W Europie nowotwory wątroby odpowiadają nawet za 20 proc. zgonów. Często rozpoznawany jest też wtórny rak wątroby, czyli przerzuty z nowotworu jelita grubego.

Raport „Global Nuclear Medicine Market Analysis & Trends” wskazuje, że do 2025 roku rynek medycyny nuklearnej będzie wart 11,3 mld dol., a tempo wzrostu co roku będzie dwucyfrowe.

Co piąty Polak planuje na Wielkanoc wydać więcej niż przed rokiem. Większość spędzi święta w domu

Co piąty Polak planuje na Wielkanoc wydać więcej niż przed rokiem. Większość spędzi święta w domu 3

W tym roku Polacy wydadzą na Wielkanoc średnio ok. 526 zł. W porównaniu z 2017 rokiem to o 126 zł więcej – wynika z cyklicznego badania przeprowadzonego dla Providenta, największej instytucji pożyczkowej w Polsce. 4 proc. konsumentów planuje wydatki powyżej 1 tys. zł. Z roku na rok rośnie też popularność obdarowywania najbliższych z okazji świąt wielkanocnych. Co drugi pytany spodziewa się prezentu lub planuje go kupić. Tradycjonalistami jesteśmy za to pod względem sposobów spędzania świąt – większość Polaków spędzi ten czas w domu z najbliższymi.

W badaniu Barometr Providenta w ubiegłym roku Polacy deklarowali, że na Wielkanoc wydadzą ok. 400 zł. W tym roku będzie to średnio 526 zł. 21 proc. badanych spodziewa się, że ich wydatki w tym roku zauważalnie wzrosną.

– W poprzednich latach nie widzieliśmy tak istotnego skoku wydatków jak w tym roku. Upatrujemy w tym dwóch przyczyn. Po pierwsze, rośnie świadomość konsumencka co do zasobności własnego portfela, czyli czujemy się finansowo trochę bezpieczniej, zauważamy, że mamy w portfelu więcej środków. Jednocześnie rośnie także świadomość podwyżek cen, czyli uważamy, że jest nieco drożej, dlatego ta deklarowana suma także jest wyższa – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Karasińska, ekspert ds. badań rynkowych w Provident Polska

Najwyższe wydatki deklarują osoby zamożne. Grupa konsumentów, która planuje wydać ponad tysiąc zł, nie jest jednak liczna – to tylko 4 proc. pytanych. 12 proc. badanych przeznaczy na ten cel nie więcej niż 200 zł. To zwykle osoby powyżej 59 roku życia i samotne. Co trzecia osoba nie wie jeszcze, ile pieniędzy pochłoną świąteczne zakupy.

– Jest to bardzo znamienne, bo oznacza, że Polacy nie planują takich wydatków z wyprzedzeniem. Wydatki związane ze świętami wielkanocnymi, Bożym Narodzeniem czy wyjazdem wakacyjnym zdarzają się co roku i powinniśmy je planować wcześniej, żeby uniknąć niemiłych niespodzianek finansowych – zauważa Anna Karasińska.

Co dziesiąty Polak deklaruje, że wydatki związane ze świętami wielkanocnymi będą znacznym obciążeniem dla jego budżetu, a ich organizacja jednym z największych wydatków, które poniesie w tym roku. Kluczem do uniknięcia finansowych problemów jest planowanie budżetu domowego.

– Na takie wydatki powinniśmy oszczędzać już dużo wcześniej i unikać działania według zasady „zastaw się, a postaw się”. Te wydatki i wszelkie związane z nimi decyzje finansowe powinny być przemyślane – podkreśla Anna Karasińska.

Decyzję o ewentualnej pożyczce warto podejmować po przeanalizowaniu swoich potrzeb, a także możliwości spłaty pożyczonej kwoty.

– Za każdym razem sprawdzajmy wysokość raty, oprocentowania, całość kosztów, które wiążą się z tą pożyczką, i dostosowujmy je do swoich możliwości –radzi Anna Karasińska.

Polacy planują wydatki nie tylko na artykuły spożywcze, lecz także na prezenty. Rośnie popularność obdarowywania najbliższych prezentami od zajączka. W ubiegłym roku wydatki na wielkanocne prezenty deklarowało 37 proc. pytanych, w tym roku jest to już 49 proc. To nowość w świątecznej tradycji, ale za to pod względem sposobów na spędzenie Wielkiej Nocy Polacy są tradycjonalistami. Większość spędzi ją z rodziną.

– Siedmiu na dziesięciu badanych spędzi święta w domu, w gronie własnej rodziny, natomiast czterech na dziesięciu planuje wizyty u znajomych i przyjaciół. Tylko bardzo niewielki odsetek (2 proc.) planuje wyjazdy wypoczynkowe – mówi Anna Karasińska.

Rozwiązania fintech rewolucjonizują bankowość i zakupy w internecie. Za dwa lata będzie z nich korzystać połowa Polaków

Rozwiązania fintech rewolucjonizują bankowość i zakupy w internecie. Za dwa lata będzie z nich korzystać połowa Polaków 4

Polski rynek fintechów, czyli innowacyjnych firm z pogranicza finansów i nowych technologii, należy do największych w Europie Środkowo-Wschodniej. Jego wartość szacuje się na niemal 860 mln euro. Już teraz co piąty Polak korzysta z rozwiązań fintechowych, a do 2020 roku będzie to niemal 50 proc. Ich dynamiczny rozwój wymusza zmiany w bankowości, np. w postaci szybkich płatności online czy możliwości szybkiego zaciągnięcia pożyczek. Innowacyjne rozwiązania wpływają też na rozwój handlu w internecie.

– Nie ma jednoznacznego katalogu cech, które firma musi spełnić, aby zaliczyć ją do miana fintechów. Samo słowo „fintech” oznacza firmę finansowo-technologiczną, czyli każdą, która oferuje swoim klientom nowoczesne rozwiązania finansowe – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Papliński, Country Manager w TWINO.

Deloitte w raporcie „CEE FinTech Report” ocenia, że polski rynek fintechów wart jest obecnie niemal 860 mln euro. Tym samym Polska jest pod tym względem liderem w Europie Środkowo-Wschodniej. Ponad 20 proc. Polaków, nawet nieświadomie, korzysta obecnie z instytucji fintechowych przy 15 proc. w Stanach Zjednoczonych. Jeszcze przed 2020 rokiem będzie z nich korzystać nawet połowa Polaków.

– Rozwój sektora fintechowego wymusił na bankach istotne zmiany i muszą poczynić wysokie nakłady inwestycyjne na rozwój nowych technologii. Tylko w 2016 roku banki zlikwidowały ponad dwieście placówek stacjonarnych, więc wpływ fintechów jest ewidentny – wskazuje Papliński.

Z raportu „Sektor finansowy coraz bardziej fintech” globalnej firmy doradczej PwC wynika, że prawie dwie trzecie (57 proc.) klientów banków jest skłonnych zastąpić doradcę rozwiązaniem technologicznym. Fintechy mogą w nadchodzących latach przejąć do 33 proc. światowego rynku usług finansowych. Dlatego banki wprowadzają nowe rozwiązania, przeważnie opracowane przez fintechowe start-upy, które mają im pomóc skutecznie konkurować na rynku.

– To przede wszystkim szybkie płatności online, jak również szybkie finansowanie, czyli szybkie pożyczki online. Warto zwrócić uwagę na to, jak jeszcze kilkanaście lat temu wyglądała procedura pozyskiwania finansowania: klient musiał przyjść do banku z dowodem osobistym, z zaświadczeniem z miejsca pracy, wypełnić dość skomplikowane wnioski, a cała procedura trwała od kilku do kilkunastu dni. Obecnie klient wypełnia wniosek na stronie internetowej pożyczkodawcy w mniej niż minutę i w ciągu kilkunastu minut dostaje finansowanie. W naszej spółce ponad 80 proc. klientów otrzymuje finansowanie w mniej niż 15 minut – podkreśla ekspert TWINO.

Rozwiązania oferowane przez fintechy rewolucjonizują nie tylko usługi bankowe, lecz także cały sektor e-commerce. Rynek e-handlu w Polsce szacuje się na 40 mld zł. Ponad połowa Polaków (54 proc.) deklaruje, że robi zakupy w internecie, a w ciągu ostatnich dziesięciu lat liczba kupujących w sieci zwiększyła się niemal dwukrotnie (z 29,7 proc. w 2007). Na wzrost zainteresowania taką formą zakupów ma wpływ większe zaufanie do zakupów internetowych. Od 2016 roku wzrosło ono o ponad 12 proc.

– Wraz ze wzrostem zainteresowania e-handlem rosną także wymagania klientów w zakresie bezpieczeństwa, wygody i szybkości transakcji. Wszystkie te elementy firmy fintechowe są w stanie zrealizować i dzięki temu wspierać e-handel – przekonuje Papliński.

Z badań Gemius wynika, że dla 49 proc. klientów motywacją do zrobienia zakupów online jest możliwość wyboru różnych form płatności. Najchętniej wybieramy gotówkę, czyli płatność przy odbiorze, i bankowość elektroniczną (odpowiednio 16 i 12 proc.). W niedalekiej przyszłości w niektórych sklepach internetowych może zostać wprowadzona możliwość płatności w kryptowalucie. Z danych Loando.pl wynika, że ponad 40 proc. pożyczek online jest zaciąganych za pomocą smartfona.

– Jeszcze kilkanaście lat temu jedynymi dostępnymi formami płatności przy zakupach online były karta kredytowa, przelew klasyczny, który zajmował co najmniej 1 dzień, oraz płatność gotówką przy odbiorze. Dzięki rozwiązaniom fintechowym dostępna jest płatność szybkim przelewem online, płatność odroczona w formie pożyczki ratalnej czy pożyczki ze spłatą jednorazową, jak również możliwości płatności telefonem komórkowym – wskazuje Michał Papliński.

PGNiG chce wykorzystywać drony do poszukiwania ropy i gazu oraz monitorowania gazociągów. Może zaoszczędzić miliony

PGNiG chce wykorzystywać drony do poszukiwania ropy i gazu oraz monitorowania gazociągów. Może zaoszczędzić miliony 5

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo bada możliwości wykorzystania bezzałogowych systemów latających m.in. do wykrywania wycieków gazu i monitorowania gazociągów. Już teraz z powodzeniem wykorzystuje je przy pomiarach geodezyjnych. Drony mają nie tylko usprawnić pracę spółki, lecz także zapewnić jej wielomilionowe oszczędności. Aktualnie PGNiG pracuje wraz ze start-upem nad dostosowaniem nowego typu takiej maszyny do swoich potrzeb.

– Grupa kapitałowa PGNiG to m.in. PSG – 180 tys. km gazociągów, Termika – prąd i ciepło, Obrót Detaliczny – blisko 7 mln naszych klientów. Chodzi nam o to, aby gaz był tani, dlatego będziemy wykorzystywać to wszystko, co wiąże się z optymalizacją naszych działań. Stąd pomysł na wykorzystanie dronów –mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Kroplewski, wiceprezes zarządu ds. rozwoju PGNIG SA.

Bezzałogowe systemy latające mają pomóc m.in. w poszukiwaniu surowców, wykrywaniu wycieków gazu i monitorowaniu gazociągów. Od kilku lat spółka wykorzystuje je w badaniach terenowych przy pracach geodezyjnych do sporządzania szczegółowych ortofotomap. Za pomocą dronów powstają zdjęcia lotnicze wykorzystywane potem przy przygotowaniu terenu pod poszukiwania gazu ziemnego i ropy naftowej oraz przy planowaniu lokalizacji wiertni. Obecnie PGNiG wspólnie ze start-upem BZB UAS, wyłonionym w ramach akceleratora MIT Enterprise Forum Poland, dostosowuje prototyp nowego drona do kolejnych potrzeb gazownictwa.

– Nawiązujemy w tej chwili współpracę ze startupem BZB UAS. Mamy nadzieję, że ten rodzynek, wyłuskany w trzeciej edycji MIT Enterprise Forum Poland w ramach programu ScaleUP – Start in Poland, przyniesie nam określone korzyści, które z kolei przełożą się ostatecznie na obniżenie kosztów działalności. A więc z jednej strony na wzrost konkurencyjności spółki, a z drugiej strony – na niższe ceny gazu dla klientów, o to właśnie nam chodzi we współpracy ze start-upami – mówi Łukasz Kroplewski.

Jak informuje wiceprezes PGNiG, spółka przeprowadziła już pierwsze, pilotażowe testy nowo zaprojektowanego drona. Urządzenie skonstruowane przez BZB UAS jest zbudowane z piany EPO, wzmocnione materiałami kompozytowymi i wyposażone w podzespoły drukowane na drukarce 3D. Tego typu drony mogą pracować do 2,5 godziny nawet w skrajnych warunkach pogodowych, w temperaturze od -30 do +40 stopni Celsjusza. Są całkowicie autonomiczne, zadanie operatora sprowadza się tylko do ustalenia trasy na komputerze oraz przesłania jej do autopilota. Zdjęcia zrobione przez maszynę za pośrednictwem sieci trafiają prosto do chmury, a następnie zostają one połączone w trójwymiarową mapę badanego terenu.

– Dron, który testujemy wraz z  PGNiG, wykorzystujemy do celów geodezyjnych. Robimy przeloty nad infrastrukturą i robimy zdjęcia, które wysyłamy później w chmurę. Następnie są one przetwarzane w ortofotomapy i chmurę punktów, z której możemy odczytać odległości, objętości albo powierzchnie do zmierzenia, które nas interesują. Nasz dron zdecydowanie przyspieszy prace, które są realizowane, nad infrastrukturą, umożliwi sprawdzenie i analizę terenów pod nowe inwestycje oraz może pomóc w detekcji gazu – mówi Jan Byrtek, współzałożyciel start-upu BZB UAS.

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo z powodzeniem wykorzystuje już drony w swojej działalności. Oddział Geologii i Eksploatacji PGNiG SA wykorzystuje je do badań terenowych. Dział mierniczy oddziału dysponuje własnym bezzałogowcem od trzech lat.

Stosujemy w tej chwili drony, szczególnie w sytuacjach terenowych, jeżeli chcemy wytyczyć punkty do pomiarów geofizycznych. Poza tym dzięki nim sprawdzamy, nie tylko gdzie zlokalizować otwór wiertniczy, ale czy w łatwy sposób można do niego dojechać. Mimo że dronami posługujemy się już od pewnego czasu, wciąż widzimy nowe możliwości, żeby udoskonalać działania i obniżać koszty – mówi Krzysztof Potera, dyrektor Oddziału Geologii i Eksploatacji, PGNIG SA.

PGNiG ocenia, że wykorzystanie dronów na szerszą skalę przyniesie wielomilionowe oszczędności i usprawni działalność spółki. Maszyny w ciągu kilku godzin są w stanie zbadać wiele kilometrów kwadratowych powierzchni, dzięki czemu geodeci mogą spędzać mniej czasu na pomiarach w terenie. Stworzone dzięki dronom mapy są też dokładniejsze, uwzględniają np. ukształtowanie powierzchni, gęstość zabudowy, dokładne położenie dróg czy linii energetycznych.

– Drony mogą się okazać bardzo pomocne przy zapewnieniu bezpieczeństwa infrastruktury. W naszym przypadku mam tu na myśli obszar wydobycia związany z bezpośrednią eksploatacją kopalni ropy naftowej i gazu ziemnego. To są bardzo duże ciśnienia, dlatego ważne jest ciągłe sprawdzanie szczelności rurociągów i gazociągów. Nie możemy sobie pozwolić na to, żeby przeoczyć jakieś niebezpieczne zdarzenie, np. wyciek ropy. W tej chwili monitorują to nasi ludzie, którzy przechodzą te trasy pieszo. W przyszłości wykorzystanie dronów mogłoby to zmienić. Dzięki nim bylibyśmy w stanie przeprowadzić takich kontroli o wiele więcej – wyjaśnia Krzysztof Potera.

PGNiG w ciągu najbliższych pięciu lat chce zainwestować blisko 700 mln zł w innowacje i wdrażanie nowych technologii. W ubiegłym roku spółka uruchomiła InnVento, pierwszy w Polsce inkubator dla start-upów pracujących nad rozwiązaniami dla sektora naftowego i energetycznego. Z kolei w styczniu br. ruszył pierwszy konkurs INGA – Innowacyjne Gazownictwo, wspólnego przedsięwzięcia PGNiG SA, Gaz-System SA i Narodowego Centrum Badań i Rozwoju z rekordowym budżetem 400 mln zł. Jego celem jest pozyskanie rozwiązań, które zwiększą konkurencyjność polskiego sektora gazowniczego.

– Otwieramy się na współpracę ze start-upami w formule Open Innovation. Dajemy do dyspozycji start-upom znakomitych specjalistów, infrastrukturę, w tym centrum start-upowe InnVento, naszych mentorów, departamenty, chociażby prawny i ekonomiczny. Istnieje również możliwość współpracy pod kątem zabezpieczenia swoich interesów z naszym Działem Ochrony Własności Intelektualnej w  sferze praw autorskich i własności przemysłowej. Natomiast start-upy dają nam w zamian często jeszcze więcej. Otwierają nam oczy na to, czego nie dostrzegamy ze swojej pozycji lidera – mówi Łukasz Kroplewski.

Już ponad 800 000 produktów do porównania w serwisie Budownictwo.pl

Serwis Budownictwo.pl, należący do Eniro Polska, ułatwiający porównywanie cen produktów budowlanych, znacząco powiększył swoją bazę. Teraz w porównywarce użytkownicy mają do dyspozycji ponad 800 000 różnych produktów. Użytkownicy serwisu mogą także skorzystać z branżowych porad i inspiracji dostępnych na stronie Budownictwo.pl. To szczególnie przydatne w sytuacji, gdy rośnie zainteresowanie materiałami i usługami budowlanymi.

Branża budowlana jest jedną z sił napędowych polskiej gospodarki. Według raportów GUS w 2017 r. oddano do użytku o 9,1 proc. więcej mieszkań niż w 2016 r., zaś liczba pozwoleń na budowę była wyższa o 18,3%. Pozytywny wpływ na rozwój budownictwa indywidualnego ma też dobra sytuacja na rynku pracy. Polacy aktywnie poszukują informacji o dostawcach materiałów budowlanych i specjalistach z branży, porównując oferty, a zwłaszcza ceny towarów i usług.

Serwis Budownictwo.pl, który w 2017 roku przeszedł gruntowną metamorfozę, na co dzień współpracuje z różnymi sklepami internetowymi i stronami e-commerce, specjalizującymi się w produktach budowlanych i wnętrzarskich. Bardzo szeroki asortyment pozwala użytkownikom nie tylko porównywać oferty i ceny, ale także dokonać zakupów w wybranym sklepie internetowym.

Magdalena Wypychowicz, Dyrektor ds. Strategii Rozwoju Rynku, Eniro Polska
Magdalena Wypychowicz, Dyrektor ds. Strategii Rozwoju Rynku, Eniro Polska

Nowy wygląd i funkcje serwisu spotkały się z uznaniem użytkowników, którzy oczekują od nas szerokiej oferty produktów budowlanych. Dzięki współpracy z wieloma dostawcami możemy dziś zaoferować ponad 800 000 produktów, takich jak: płytki, podłogi, farby akcesoria malarskie, łazienkowe czy elementy wyposażenia kuchni. Od początku zależy nam, aby umożliwić użytkownikom serwisu Budownictwo.pl dokonanie transakcji. Duża baza produktów i firm, wiele porad i inspiracji w połączeniu możliwością zakupu znalezionego towaru online to unikalna wartość naszego serwisu. – mówi Magdalena Wypychowicz, Dyrektor ds. Strategii Rozwoju Rynku, Eniro Polska.

Serwis Budownictwo.pl zawiera wyszukiwarkę produktów budowlanych z cenami i przejściem do sklepów internetowych, bazę firm z branży budowlanej, katalog producentów materiałów budowlanych, inspiracje dotyczące stylizacji wnętrz oraz przykładowe realizacje projektantów wnętrz. Zgodnie z najnowszymi trendami w projektowaniu stron, serwis jest w pełni responsywny.

Rozwijamy także ofertę reklamową dla firm z branży budowlanej. Atrakcyjny profil użytkownika i zakupowy charakter serwisu to zachęta dla firm, które chcą dotrzeć do internautów remontujących czy budujących mieszkania oraz domy. – dodaje Magdalena Wypychowicz.

Polski rynek MMA w Europie ustępuje tylko Wielkiej Brytanii. Krajowe federacje rosną w siłę

Polski rynek MMA w Europie ustępuje tylko Wielkiej Brytanii. Krajowe federacje rosną w siłę 6

Polski rynek sportów walk mieszanych (MMA) należy do absolutnej europejskiej czołówki. Największe gale przyciągają dziesiątki tysięcy widzów. Zyski generuje sprzedaż biletów, umowy sponsorskie, sprzedawanie praw do transmisji kanałom telewizyjnym czy transmisje w systemie pay-per-view. Choć do największych światowych federacji, przede wszystkim amerykańskiej UFC, sporo nam brakuje, rynek rośnie w siłę.

 Polska jest bardzo dobrym rynkiem MMA, ale również bardzo wymagającym. Polscy kibice są już bardzo dobrze wyedukowani. W Europie pozycjonowałbym nas wśród liderów. Wyspy Brytyjskie to bardzo mocny rynek, ale myślę, że numer dwa na europejskiej mapie MMA to dobra pozycja –ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bartosz Szuba, wiceprezes zarządu Federacji Fight Exclusive Night (FEN).

Największa światowa federacja MMA, czyli amerykańska UFC, tylko w 2016 roku osiągnęła wartość rynkową na poziomie 6 mld dol. W Polsce to jeszcze znacznie mniej, ale największa krajowa federacja – KSW – wyceniana jest już obecnie na 25 mln euro. Średnio co dwa tygodnie organizowane są u nas gale sportów walk mieszanych. Większość z nich przyciąga tłumy, a polska federacja pobiła europejskie i amerykańskie rekordy frekwencji. Jedną z gali na żywo obejrzało ponad 57 tys. osób.

– Jest kilka źródeł przychodów federacji sportów walki. Jednym z nich jest dystrybucja biletów, innym – umowy sponsorskie z naszymi partnerami. Budżet oparty jest na proporcjach 50/50, jeżeli chodzi o finansowanie federacji. Są też środki własne, które właściciele inwestują w federację. My także mamy pomysł i plany szerszego rozwoju. W przyszłości chcemy zacząć dystrybucję różnego rodzaju gadżetów związanych z federacją, jak odzież, różnego rodzaju produkty pośrednie, które na pewno zwiększą nam przychody – ocenia Bartosz Szuba.

Widzowie za atrakcyjne walki są w stanie zapłacić krocie. Dla przykładu w ostatnio zorganizowanej gali UFC 220 w Bostonie, z największą frekwencją wśród tam zorganizowanych (ok. 16 tys. widzów), wpływy z bramki sięgnęły blisko 2,5 mln dol. Największe gale to gwarancja kilkudziesięciu milionów dolarów zysku z biletów. W Polsce to zdecydowanie mniej, ale kolejne wydarzenia biją rekordy.

Klienci doceniają przede wszystkim możliwość uczestniczenia w wydarzeniu i oglądania go na żywo. Jednocześnie coraz więcej osób decyduje się na rozpowszechnioną w Polsce opcję PPV, czyli pay-per-view. Wiceprezes Federacji FEN, która w 2014 roku nawiązała współpracę z telewizją Polsat, zaznacza, że na przychody duży wpływ mają właśnie prawa do transmisji. Jednocześnie im więcej gwiazd i celebrytów, tym lepiej.

 W FEN kreujemy zawodników krajowych, próbujemy przygotować młodych zawodników do startu w jeszcze większych federacjach światowych i europejskich. Nie zamykamy się również na walki celebrytów, aczkolwiek nie jest to naszym głównym celem. Głównie stawiamy na stronę sportową federacji, wielu młodych zawodników chce z nami związać swoje plany, walczyć u nas, aby później walczyć w federacjach europejskich i światowych, które są numerem jeden na rynku – mówi Bartosz Szuba.

Dla młodych zawodników możliwość walki w większych federacjach, jak FEN, to możliwość wybicia się, pokazania na szerszym rynku, a w dalszej perspektywie – także walkę w największych federacjach świata. Federacje nie podają, ile zarabiają na walkach najlepsi, ale szacuje się, że za pakiet walk zawodnicy otrzymują kilkadziesiąt tysięcy złotych, ale np. Mamed Khalidov, niekwestionowana gwiazda MMA, zarabia ponad 100 tys. dol. W amerykańskiej UFC Stipe Miocic, czyli mistrz wagi ciężkiej, za obronę pasa mistrzowskiego w Bostonie otrzymał 600 tys. dol., czyli ponad 2 mln zł.

Pierwsza gala Federacji Fight Exclusive Night odbyła się w listopadzie 2013 roku we Wrocławiu, a walki odbywają się w formułach MMA i K-1. FEN ma swoje pasy mistrzowskie w poszczególnych kategoriach wagowych, gale odbywają się cztery razy w roku, m.in. w Warszawie, Wrocławiu, Lubinie i Gdyni.

Jak zaznacza wiceprezes FEN, federacja jest obecnie wiceliderem na polskim rynku, stara się umacniać swoją pozycję, a w przyszłości nie wyklucza ekspansji na zagraniczne rynki.

 Nie mamy bliżej sprecyzowanego terminu ekspansji z racji tego, że wiąże się to z dużo większymi kosztami i dużo bardziej skomplikowaną logistyką. Przez najbliższe dwa lata na pewno skupimy się na rynku polskim, żeby ugruntować swoją pozycję i żeby kibicom w Polsce dać większą satysfakcję z naszego produktu – podkreśla Bartosz Szuba.

10 marca federacja FEN zaprasza na warszawską FEN 20 NEXT LEVEL – jubileuszową 20. galę, która zaprezentuje widzom najwyższy poziom walk MMA i K-1. Podczas gali będzie można zobaczyć walki gwiazd Federacji i trzy walki mistrzowskie o pas FEN.

Jawność rozliczeń podatkowych niektórych podatników

24 listopada 2017 r. Sejm uchwalił rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, zgodnie z którym indywidualne dane niektórych podatników mają zostać podane do publicznej wiadomości. Ustawodawca deklaruje, że jego intencją było zwiększenie transparentności podatkowej największych i osiągających najwyższe przychody podmiotów gospodarczych.

Nowe przepisy stanowią jednak raczej wyraz nierównego traktowania podatników, które może jedynie przyczynić się do zaspokojenia ciekawości społecznej, lecz nie przyniesie żadnej realnej korzyści ani Skarbowi Państwa, ani tym bardziej podatnikom objętym dodatkowym obowiązkiem sprawozdawczym.

Założenia projektu

Obowiązkiem, który wprowadza projekt ustawy, objęte będą wszystkie podatkowe grupy kapitałowe, czyli grupy co najmniej dwóch spółek z ograniczoną odpowiedzialnością lub spółek akcyjnych spełniających ustawowe warunki pozwalające na utworzenie takiej grupy. Pozostali podatnicy CIT będą objęci tym obowiązkiem, jeśli wartość przychodu przekroczy u nich równowartość 50 mln euro. Podstawą przeliczenia tej równowartości na złote jest średni kurs ogłaszany przez Narodowy Bank Polski w ostatnim dniu roboczym roku kalendarzowego poprzedzającego podanie danych na temat rozliczeń podatkowych do publicznej wiadomości. Z uzasadnienia do projektu wynika, że zmierza on do ograniczenia nieuzasadnionej przewagi konkurencyjnej, jaką osiągają duże podmioty korzystające często z metod planowania podatkowego zmierzających do uniknięcia opodatkowania. Wygląda jednak na to, że projekt zmierza w całkowicie odmiennym kierunku.

Wątpliwości

Rozwiązania w nim zawarte wywołują pewne zastrzeżenia, gdy rozpatruje się je z punktu widzenia zasady równego traktowania podatników i działania organów podatkowych w sposób budzący do nich zaufanie. Nałożenie obowiązku podawania do publicznej wiadomości danych na temat rozliczeń podatkowych tylko niektórych kategorii podatników, w założeniu mające służyć zapewne większej transparentności i umożliwieniu wykonywania wobec nich kontroli społecznej, w rzeczywistości wygląda na formę ich publicznego napiętnowania i zmuszania do publikowania danych, których np. ze względów biznesowych nie chciałyby one ujawniać. Niezrozumiałe jest, dlaczego podmioty osiągające wysokie przychody, świadczące o efektywności prowadzonej przez nie działalności gospodarczej, mają być obarczone jeszcze jednym z wielu obowiązków sprawozdawczych wynikających z polskich przepisów. Zwłaszcza że realizacja tych obowiązków pochłania czas i energię, którą przedsiębiorca mógłby spożytkować na rozwój prowadzonej działalności gospodarczej.

Wyłączenie określonych w ustawie podmiotów spod reżimu tajemnicy skarbowej (art. 27 ust. 10 ustawy o CIT) nie znajduje uzasadnienia i może świadczyć o nierównym traktowaniu podatników, którzy w normalnych okolicznościach nie byliby zainteresowani tym, aby ich rozliczenia podatkowe były powszechnie znane. W tym kontekście warto przypomnieć często opisywany kiedyś w mediach przypadek polskiej spółki, której wizerunek publiczny znacząco ucierpiał, kiedy ujawniono, że przeważającą część osiąganych dochodów – w sposób w pełni legalny – opodatkowuje ona poza Polską.

Projektowany art. 27b ust. 5 zakłada wprawdzie, iż podatnik, którego dane zostały podane do publicznej wiadomości, może złożyć do ministra właściwego ds. finansów publicznych wniosek o usunięcie lub sprostowanie opublikowanych danych wraz z uzasadnieniem. Przepis ten nie stanowi, z jakich konkretnie powodów podatnik może zwrócić się o usunięcie dotyczących go rozliczeń danych, zatem mogłoby się wydawać, że ma on duże możliwości, jeśli chodzi o uzasadnienie swojego wniosku. Niestety, zgodnie z projektowanym art. 27b minister odmawia w drodze decyzji usunięcia danych, jeśli mogłoby to spowodować niezgodność ze stanem faktycznym. W rezultacie ochrona podatnika przed opublikowaniem informacji na temat jego rozliczeń podatkowych wydaje się iluzoryczna – z dosłownej interpretacji projektowanego przepisu wynika, iż każde ich usunięcie prowadzić będzie do niezgodności ze stanem faktycznym.

Zaskakuje również objęcie omawianym obowiązkiem podatkowych grup kapitałowych bez względu na wysokość osiąganych przez nie przychodów. Z jednej strony ustawodawca oferuje podatnikom instytucję, która umożliwia im bardziej korzystne opodatkowanie osiąganych dochodów, niż byłoby to w przypadku odrębnego opodatkowania każdego z podmiotów tworzących podatkową grupę kapitałową, a z drugiej strony zniechęca ich do skorzystania z tego rozwiązania, skoro informacje na temat rozliczeń podatkowych każdej grupy podlegać będą obligatoryjnej publikacji. Rozwiązanie to jest jednak szczególnie niekorzystne dla istniejących już grup – podatkową grupę kapitałową zakłada się na co najmniej 3 lata podatkowe, a rezygnacja z tego modelu opodatkowania jest trudna, a w wielu przypadkach wręcz niemożliwa.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Trump nie ulega presji w kwestii ceł

Uwaga Donalda Trumpa od kilku dni skupia się niemal wyłącznie na kwestii “normalizacji” stosunków handlowych USA z resztą świata. Protekcjonistyczna retoryka pod koniec ubiegłego tygodnia uderzyła w dolara amerykańskiego, w tym tygodniu utrudnia mu z kolei umocnienie.

Mimo krytyki ze strony członków własnej partii i przedstawicieli społeczności międzynarodowej, Donald Trump twardo stoi przy swoim. Prezydent USA utrzymuje, że wprowadzi 25-procentowe cło na import stali i 10-procentowy narzut na import aluminium. Trump grozi objęciem cłami wszystkich producentów bez wyjątku – tym samym stara się dodatkowo wywrzeć presję na Kanadę i Meksyk, których udział w amerykańskim imporcie stali wynosi łącznie aż 25%. Ostatnie wypowiedzi, które wprost odnoszą się do kwestii renegocjacji porozumienia między krajami sugerują, że Trump wykorzystuje groźbę handlowych “sankcji” jako “kij”, mający skłonić wspomniane kraje do renegocjacji Północnoamerykańskiego Układu Wolnego Handlu. Większość ekspertów ocenia jednak, iż tego typu groźba może raczej szkodzić negocjacjom niż pozytywnie wpłynąć na tempo i produktywność rozmów, na co liczy prezydent USA.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek osłabił się o 0,1%, wahając się w widełkach 4,18 – 4,20. Wczorajsze dane PMI opisujące aktywność sektora usług w strefie euro w lutym były nieco gorsze od wstępnych (i tak słabszych od oczekiwanych) szacunków. Aktywność w sektorze spadła z poziomu 58 notowanego w styczniu do 56,2 w lutym. Indeks Sentix opisujący nastroje inwestorów w strefie euro w marcu niespodziewanie spadł do najniższego poziomu od 10 miesięcy – nastroje na Starym Kontynencie dość istotnie pogorszyły się m.in. w związku z obawami o protekcjonistyczną politykę Donalda Trumpa.

W kontekście dnia wczorajszego nie można zapominać o ostatnich rozstrzygnięciach politycznych w krajach Starego Kontynentu. Po pierwsze, członkowie partii SPD stosunkiem głosów 2-1 ostatecznie przystali na propozycję utworzenia tzw. “Wielkiej Koalicji” z CDU/CSU Angeli Merkel, kończąc tym samym okres utrzymującej się niepewności politycznej u naszych zachodnich sąsiadów. Po drugie: poznaliśmy wyniki wyborów we Włoszech. Najwięcej głosów uzyskała koalicja partii centroprawicowych (składająca się przede wszystkim z partii Lega Nord i Forza Italia). Pojedynczą partią, która uzyskała największą liczbę głosów jest jednak populistyczny Ruch Pięciu Gwiazd. Na partie populistyczne głosował co drugi Włoch. W związku z faktem, iż żadna z partii nie uzyskała wystarczającej liczby głosów do samodzielnego rządzenia, czeka nas (prawdopodobnie długi) okres rozmów. Niewykluczone jest również rozpisanie ponownych wyborów.

Kurs EUR/USD w następstwie wczorajszych wydarzeń doświadczył pewnych wahań, ostatecznie jednak zakończył dzień na poziomie dość zbliżonym do tego z otwarcia. Euro jedynie nieznacznie umocniło się w relacji do dolara amerykańskiego.

GBP

Kurs GBP/PLN w poniedziałek umocnił się o 0,5%, wahając się w widełkach 4,69 – 4,72. Wczoraj funt brytyjski zyskiwał również w relacji do głównych walut. Funta wspierały dobre dane gospodarcze i wzrost optymizmu w kwestii negocjacji z UE. Indeks PMI dla Wielkiej Brytanii w lutym pokazał nieoczekiwany wzrost z notowanego miesiąc temu poziomu 53 do 54,5. Rosnąca aktywność w najważniejszym sektorze gospodarki Zjednoczonego Królestwa to bardzo dobra wiadomość.

Dzisiejszy dzień nie upłynie pod znakiem istotnych publikacji makroekonomicznych, brytyjska waluta prawdopodobnie nadal będzie reagować przede wszystkim na zmiany nastrojów wokół negocjacji dotyczących Brexitu. Oprócz obserwowania kwestii politycznych dziś warto będzie zwrócić uwagę na wieczorne przemówienie głównego ekonomisty Banku Anglii, Andy’ego Haldane.

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek osłabił się o 0,3%, wahając się w widełkach 3,39 – 3,41. Amerykańska waluta nie zyskiwała pomimo publikacji pozytywnych danych gospodarczych. Wczorajszy odczyt PMI dla sektora usług USA był zbliżony do wstępnych szacunków i wyniósł solidne 55,8 pkt. Indeks ISM dla sektora usług zaskoczył na plus: odczyt w lutym wyniósł 59,5 wobec oczekiwanych 58,9 i 59,9 notowanych miesiąc temu. Dolarowi wadzi utrzymująca się, protekcjonistyczna retoryka Donalda Trumpa.

Dzisiejszy dzień nie będzie obfitował w istotne publikacje makro. Przemawiać będzie natomiast dwóch członków FOMC: Bill Dudley i Lael Brainard.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 13:30 – przemawia William Dudley z amerykańskiego FOMC
  • 19:15 – przemawia Andrew Haldane z BoE
  • 23:30 – przemawia Lael Brainard z amerykańskiego FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury