Atrakcyjna oferta szkoleniowa zwiększa atrakcyjność pracodawcy w rywalizacji o talenty

Według raportu EY Academy of Business „Cała prawda o szkoleniach” 90% badanych uważa, że szkolenia są elementem wyróżnienia pracodawcy na rynku. O doborze szkoleń w organizacjach najczęściej decydują kierownicy działów biznesowych oraz HR. Firmy korzystają głównie z tradycyjnych form poszerzania wiedzy, natomiast e-learning najlepsze ma jeszcze przed sobą.

Szkolenie czyni mistrza

Umiejętność uczenia się przez całe życie staje się ważniejsza niż typowa edukacja. Przedsiębiorstwa chcą zatrudniać pracowników otwartych na wiedzę, nowe rozwiązania i innowacyjne techniki. Tymczasem według danych Eurostatu, tylko 3,7% dorosłych Polaków korzysta ze szkoleń. To znacznie poniżej średniej europejskiej, która wynosi 10,8%. Badanie EY Academy of Business potwierdza, że szkolenia są istotne z punktu widzenia pracowników, a pracodawcom mogą posłużyć do przyciągnięcia najlepszych kadr.

Biznes czy HR?

Według badania „Cała prawda o szkoleniach”, najbardziej zainteresowane rozwojem konkretnych kompetencji w firmach są poszczególne działy biznesowe. Według 36% badanych, to właśnie one najczęściej podejmują ostateczną decyzję dotyczącą szkoleń dla pracowników, ponieważ najlepiej zdają sobie sprawę z potrzeb swoich zespołów. Działy HR/szkoleń decydują w 30% przypadków. Według badania EY Academy of Business, w co piątej firmie (19%) ostateczna decyzja należy do właściciela lub zarządu, a w 14% przedsiębiorstw podejmuje ją sam zainteresowany, czyli pracownik.– W dobie nasilającej się walki o pracownika wyróżnikiem pracodawcy na rynku są coraz częściej szkolenia. Z jednej strony pomagają one zatrzymać i rozwijać już zatrudnionych, z drugiej pozwalają wzmocnić atrakcyjność oferty dla nowych pracowników – mówi Magdalena Oleksiuk, FCCA, Dyrektor, EY Academy of Business.

Szkolenia dla menedżera

Firmy coraz częściej poszukują bardziej wyspecjalizowanych szkoleń, kierowanych do konkretnych działów. Jak wskazało 2/3 badanych, menedżerowie są tą grupą zawodową, dla której najczęściej organizuje się szkolenia. Są to przede wszystkim zajęcia z zakresu umiejętności zarządczych i miękkich. Na drugim miejscu znaleźli się handlowcy, których wskazało 44% badanych, a na trzecim technicy i informatycy. – Na wyższych stanowiskach istnieje ogromna potrzeba ciągłego dokształcania się, szczególnie w zakresie kompetencji menedżerskich i umiejętności miękkich. Natomiast z naszego badania wynika, że członkowie zarządów firm są grupą, która stosunkowo rzadko uczestniczy w szkoleniach. To, co stoi na przeszkodzie w poszerzaniu wiedzy, to przede wszystkim napięte grafiki, które uniemożliwiają tym osobom udział w dłuższych programach szkoleniowych – mówi Michał Chlebowski, Menedżer ds. rozwoju biznesu, EY Academy of Business.

Tak się szkolimy

Firmy najczęściej szkolą pracowników we własnym zakresie z umiejętności niezbędnych na danym stanowisku (66%). Natomiast w przypadku tzw. szkoleń wspomagających obejmujących, np. finanse, zarządzanie projektami czy pracy zespołowej, korzystają częściej z zewnętrznych firm szkoleniowych. Stałą współpracę z takimi firmami deklaruje blisko połowa badanych.

Pracownicy bardziej cenią tradycyjne metody szkoleniowe – tak twierdzi 86% badanych. Jednocześnie aż 88% uważa, że e-learning to sposób na naukę w przyszłości. Ta metoda bardzo ewoluuje w ostatnim czasie. Coraz częściej w programach nauczania wykorzystywane są tutaj, np. rozwiązania z zakresu wirtualnej rzeczywistości.

Grupa MOL wchodzi w energetykę słoneczną

  • MOL wybuduje elektrownie słoneczne na terenie trzech własnych obiektów przemysłowych na Węgrzech, wykorzystując dotychczas nieużywaną część ich obszarów przemysłowych
  • Zgodnie z założeniami strategii MOL 2030, firma zamierza inwestować w alternatywne źródła energii
  • W porównaniu do konwencjonalnych źródeł energii, węgierskie elektrownie słoneczne mają się przyczynić do redukcji 9 tys. ton CO2 rocznie

Grupa MOL ogłosiła dzisiaj plany budowy elektrowni słonecznych w trzech, należących do firmy lokalizacjach na terenie Węgier. Projekt ten wspiera strategiczny cel Grupy, jakim jest wzmocnienie własnych możliwości przemysłowych w zakresie alternatywnych źródeł energii, pozytywnie przyczyniając się także do celów firmy w zakresie zrównoważonego rozwoju.

Grupa MOL ma wieloletnie doświadczenia w produkcji energii ze źródeł konwencjonalnych, jednak zgodnie ze strategią na rok 2030, firma zamierza uruchamiać nowe projekty związanie z alternatywnymi technologiami energetycznymi, w dłuższej perspektywie uniezależniając się od paliw kopalnych. Planowana łączna moc elektrowni fotowoltaicznych wyniesie 18,38 MWp, co jest odpowiednikiem potrzeb energetycznych 9 tys. gospodarstw domowych. Dla Grupy MOL projekt stanowi nie tylko doskonałe źródło energii elektrycznej na własne potrzeby, ale również możliwość zdobycia cennych doświadczeń, które może z powodzeniem wykorzystać w przyszłości na obiecującym rynku energii słonecznej.

Zielona energia wytwarzana w elektrowniach słonecznych ograniczy emisję dwutlenku węgla o 9 tys. ton rocznie, co przyczyni się do wypełniania celów przyjętej w Grupie Strategii Zrównoważonego Rozwoju 2020. Zakłada ona obniżenie bezpośredniej i pośredniej emisji gazów cieplarnianych oraz wzrost przychodów z alternatywnych źródeł energii. Inwestycja przyczyni się również do dalszej poprawy wskaźników zrównoważonego rozwoju Grupy MOL, która już dziś uzyskuje wysokie noty wiodących instytucji, m.in. Dow Jones Sustainability Indices, MSCI, Sustainalytics czy Bloomberg.

„Ten projekt stanowi najlepsze odzwierciedlenie naszych ambicji, by stać się liderem innowacji w naszym regionie. W MOL rozumiemy, że energia słoneczna odegra kluczową rolę w przyszłych systemach energetycznych, dlatego rozpoczęliśmy budowę własnych kompetencji w tym zakresie, wchodząc w ten dynamicznie rosnący biznes. Elektrownie słoneczne to dla nas również doskonały sposób na zagospodarowanie nieużywanych obszarów naszych zakładów, przy jednoczesnym wsparciu naszych dążeń do redukcji emisji dwutlenku węgla związanej z naszą działalnością” – powiedział Sándor Fasimon, Dyrektor Operacyjny firmy MOL.

Zakończenie prac budowlanych zaplanowano na końcówkę roku 2018. Nowe elektrownie powstaną na terenie trzech istniejących zakładów Grupy (petrochemii w Tiszaújváros, rafinerii Danube w miejscowości Százhalombatta oraz w zakładzie w Füzesgyarmat) i zostaną podłączone do lokalnych sieci średniego napięcia MOL.

Nie tylko zmiany w przepisach, czyli jaki będzie 2018 rok dla rynku pośredników finansowych?

Nowelizacja ustawy o kredycie hipotecznym stawia branżę pośrednictwa finansowego w nowej sytuacji. W jaki sposób zmiany w przepisach wpłyną na rynek? Czego mają spodziewać pośrednicy w rozpoczętym roku?

Dane zawarte w raporcie Konfederacji Przedsiębiorstw Finansowych „KPF. Sektor pośrednictwa finansowego w Polsce. III kwartał 2017” pokazują, że wartość sprzedanych kredytów hipotecznych w III kwartale 2017 roku wzrosła o 13.7% w stosunku do analogicznego okresu w 2016 r., zaś wzrost wśród kredytów firmowych wyniósł 12.1%. Czy dobre wyniki branży notowane w ostatnich miesiącach zostaną utrzymane? Wiele zależy od tego, jak branża poradzi sobie z nowymi wyzwaniami.

Nowelizacja ustawy – co oznacza dla pośredników finansowych?

Wejście 22 lipca ub. r. w życie nowelizacji ustawy o kredycie hipotecznym oraz o nadzorze nad pośrednikami kredytu hipotecznego i agentami postawiła przed branżą nowe wymogi. Teraz do prowadzenia działalności potrzebna jest akredytacja wydawana na podstawie wpisu do Rejestru Pośredników Kredytowych (RPK).

Co ważne, pośrednicy, którzy rozpoczęli swoją działalność po 22 lipca, czas na uzyskanie stosownych dokumentów mieli do 22 stycznia br. Z kolei firmy, które rozpoczęły działalność przed 22 lipca 2017 roku wpis do rejestru muszą uzyskać do dnia 22 lipca 2018 roku. W jaki sposób  zaostrzone przepisy wpłyną na rynek pośrednictwa finansowego?

Zmiany w przepisach zobowiązują branżę do jeszcze większej  profesjonalizacji całego biznesu pośrednictwa finansowego. To z kolei może pozytywnie wpłynąć na wzrost zaufania ze strony klientów, co będzie widoczne w 2018 roku i w kolejnych latach, ponieważ nowe regulacje wynikające z ustawy zobowiązują pośredników finansowych do jeszcze większej dbałości o proces obsługi klienta – mówi Ryszard  Korzonek, Prezes Zarządu Fintegra, integratora bankowego.

Wyniki badania zawarte w raporcie KPF potwierdzają, że zmiana przepisów nie powinna  wpłynąć negatywnie na rynek pośrednictwa. Wśród przewidywań dotyczących koniunktury na rozpoczęty już rok przeważają oceny raczej dobre (57,1%), natomiast raczej źle ocenia koniunkturę 28,6% respondentów.

Branżowe prognozy na 2018 rok

Zmiany w przepisach, do których muszą dostosować się pośrednicy finansowi to jeden z istotniejszych czynników mających wpływ na ich pracę w rozpoczętym 2018 roku. Rynek pośrednictwa finansowego stanie w najbliższym czasie także przed innymi ważnymi wyzwaniami. Rosnąć będzie konkurencja ze strony fintechów, a wprowadzenie RODO wymusi zaostrzenie ochrony danych osobowych. Co jeszcze przyniesie bieżący rok?

– W najbliższych miesiącach spodziewamy się wzrostu udziału sprzedaży pożyczek pozabankowych i produktów kredytowych dla firm. Branżę pośrednictwa czeka też konsolidacja w zakresie sprzedawanych produktów, a dokładniej łączenie produktów bankowych i pozabankowych. Coraz ważniejsze będzie również podtrzymanie dobrych relacji z operatorami bankowymi, gdyż większość  pośredników na rynku, około 85%, to mikropośrednicy – przewiduje Piotr Tabor, Dyrektor Zarządzający FinUp.

Inną tendencją, zdaniem eksperta FinUp, na rynku będzie dalszy rozwój rozwiązań cyfrowych w usługach finansowych. Tylko w 2017 roku odnotowaliśmy w Polsce wzrost o 2 miliony użytkowników bankowości mobilnej, a w skali Europy zajmujemy 9. miejsce pod względem liczby tego typu użytkowników. To z kolei może prowadzić do wzrostu udziału kanałów zdalnych w dystrybucji produktów finansowych.

Źródło danych: Europejskie Badanie Bankowości Cyfrowej, Mastercard, 2017

KPF. Sektor pośrednictwa finansowego w Polsce. III kwartał 2017, Gdańsk, 2017

Marcowe wojny handlowe

Otwieramy trzeci akt 2018 r., pozostawiając za sobą najgorszy miesiąc na Wall Street od dwóch lat. Dolar pozostaje mocny, choć pozostaje ostrożny w optymizmie. Jeśli motywem marca staną się wojny handlowe i obawy o protekcjonizm Białego Domu, USD nie musi być wygranym.

Trwająca dyskusja o jastrzębich komentarzach prezesa Fed J. Powella z wtorku pomagaą dolarowi, ale zawirowania końca miesiąca mogły spotęgować reakcję. Wall Street zaliczył najgorszy miesiąc od dwóch lat (S&P500 -3,9 proc.), co implikuje, że zagraniczni inwestorzy musieli ograniczać pozycje zabezpieczające na wypadek osłabienia USD (a zatem kupowali dolara). Fakt, że EUR pozostaje sparaliżowane wyczekiwaniem na niedzielne wybory we Włoszech i głosowanie niemieckiej partii SPD, tylko pomaga podtrzymać przyjazną uwagę na USD. Jednak nie wszędzie dolar triumfuje, gdyż USD/JPY wciąż wygląda słabo, podkreślając awersję do ryzyka. Spadki indeksów i cen surowców rysuje blade tło dla walut surowcowych i rynków wschodzących. Dziś drugi dzień przesłuchania Powella w Kongresie (tym razem przed Senacką Komisją Bankowa) będzie wydarzeniem numer jeden. Nie sądzę, aby prezes Fed miał wiele do dodania ponadto wtorkowe komentarze, a jeśli już to ryzyko leży po stronie schłodzenia oczekiwań na prędkie zaostrzenie strategii Fed (np. poprzez uwzględnię w marcowej projekcji FOMC czterech podwyżek).

Przyszłość dolara jawi się jako temat przewodni najbliższych dni, jeśli nie tygodni, ale na poboczu rozwija się kolejny. Według doniesień prasowych dziś Biały Dom ma ogłosić, czy zamierza nakładać nowe cła na import aluminium i stali. Polityka celna przede wszystkim uderza w Chiny, a według wcześniejszych sygnałów prezydent Trump preferuje „duże, okrągłe liczby”, jak 25 proc. Protekcjonizm USA i działania odwetowe Chin będą podsycać obawy o zakłócenia w globalnym handlu i hamowanie ożywienia, rzucając piasek w tryby rajdowi ryzykownych aktywów. Jako że rynek akcji nie potrafi porządnie pozbierać się po zamieszaniu z początku lutego, a temat „wyprzedaży dolara do wszystkiego” także został ukrócony, teraz może być łatwiej o rozkręcenie obaw i redukcję ryzykownych pozycji. To pośrednio wesprze USD (poprzez odkupywanie dolara względem walut ryzykownych), ale strach przed negatywnymi konsekwencjami dla gospodarki USA uniemożliwi dolarowi stanie się bezpieczną przystanią. W G10 największy ból może dotyczyć AUD i CAD. Australia dostarcza rudę żelaza do Chin, a Kanada wciąż nie zamknęła negocjacji porozumienia handlowego NAFTA z USA.

Wreszcie do rynku dociera, że negocjacje między UE a Wielką Brytanią nie będą miłą rozmową przy herbatce. Wczoraj UE przestawiła projekt „ustawy rozwodowej” i warunki tam przedstawione, nie są do zaakceptowania przez Londyn. W szczególności propozycje granicy z Irlandią godzą w konstytucyjną integralność Wielkiej Brytanii. Stanowisko UE zdaje się być mało elastyczne (łagodnie ujmując), co podsyca obawy o impas w rozmowach, a nawet zerwanie negocjacji. Jak to jednak w polityce, nic nie jest pewne do ostatniego podpisu na dokumencie, a stanowiska łatwo ulegają zmianie. Na razie jednak niepewności szkodzi GBP i łamię kręgosłupy co bardziej upartym posiadaczom długich pozycji w funcie. Przy GBP/USD sterowanym teraz popytem na dolara, warunki dla funta są jeszcze bardziej niekorzystne.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Eesti Energia podsumowuje 2017 r. z zyskiem netto w wysokości 101 mln euro

W 2017 r. Eesti Energia wypracowała 101 mln euro zysku netto, przy przychodach ze sprzedaży na poziomie 754,9 mln euro (wzrost o 1,6% r/r). Eesti Energia zwiększyła wielkość sprzedaży wszystkich kluczowych produktów, przy czym na wzrost przychodów w największym stopniu wpłynęło znaczące zwiększenie wolumenu sprzedaży ropy łupkowej oraz podwyższona cena na rynku ropy.

Eesti Energia poza Estonią jest obecna za pośrednictwem spółki zależnej Enefit w Polsce, na Litwie, Łotwie, a także w Szwecji i Finlandii. Całkowity udział grupy w bałtyckim rynku detalicznym energii elektrycznej wyniósł w 2017 roku 26%.

Produkcja grupy Eesti Energia w 2017 r. wyniosła 9,7 TWh, osiągając tym samym największy poziom na przestrzeni ostatnich czterech lat. Na wyniki finansowe Eesti Energia znaczny wpływ miała m.in. wyższa cena na rynku ropy, dzięki czemu mogliśmy zwiększyć produkcję ropy łupkowej o 24% w porównaniu do 2016 r. –  powiedział Andri Avila, dyrektor finansowy Eesti Energia.

Eesti Energia wyprodukowała w 2017 r. rekordowy wolumen 395 000 ton ropy łupkowej. Zakład produkcji ropy łupkowej Enefit280 osiągnął już swoją planowaną zdolność produkcyjną i w ciągu ostatniego roku wyprodukował o 45% więcej ropy łupkowej niż rok wcześniej. Eesti Energia planuje w tym roku jeszcze bardziej zwiększyć produkcję w tym obiekcie.

Całkowita produkcja energii elektrycznej w Estonii w 2017 roku wyniosła 11,1 TWh, czyli o 2,8 TWh więcej niż poziom zużycia. Estonia wyeksportowała prawie jedną czwartą energii elektrycznej przez rynek Nord Pool. Według danych Eurostatu Estonia jest najbardziej niezależnym energetycznie krajem w Unii Europejskiej. Dla porównania konsumpcja energii elektrycznej w Polsce wyniosła w 2017 r. 168,4 TWh przy produkcji na poziomie 152,1 TWh.

Enefit w Polsce i w regionie Morza Bałtyckiego

W Polsce Enefit, spółka zależna Eesti Energia, rozpoczęła działalność w czerwcu i zamknęła 2017 r. z portfolio ponad 50 nowych klientów korporacyjnych. W IV kwartale roku Enefit podpisał również kontrakt na zakup energii elektrycznej od elektrowni wiatrowej, wkraczając tym samym na polski rynek OZE z nowym zakresem usług.

Na Łotwie, Enefit jest obecny od 2006 r., a w ubiegłym roku stał się także drugim co do wielkości dostawcą gazu ziemnego. Od ponad 11 lat Enefit prowadzi także sprzedaż energii na Litwie. W ostatnich miesiącach spółka rozpoczęła także sprzedaż gazu na litewskim rynku. W 2017 r. udziały rynkowe Eesti Energia w tych dwóch krajach wyniosły odpowiednio 13,9% i 6,1%. Pod koniec roku Eesti Energia założyła również spółki zależne w Finlandii i Szwecji, gdzie w pierwszej połowie 2018 r. planuje rozpoczęcie sprzedaży energii elektrycznej.

  2016 2017 Zmiana
Przychody

(mln euro)

742 754 +11,8%
EBITDA
(mln euro)
327 264 -19,3%
Zysk netto
(mln euro)
171 100,8 -41,1%
Sprzedaż energii elektrycznej (TWh) 9,0 9,4 +4,6%
Sprzedaż ropy łupkowej

(tony)

302 000 370 000 +22,6%

Paweł Pomianowski nowym prezesem Diners Club Polska

Paweł Pomianowski od 1 marca br. obejmie stanowisko prezesa Diners Club Polska. Do międzynarodowego wydawcy kart kredytowych przeszedł z Banku Pekao S.A., gdzie pracował jako Dyrektor Biura Produktów Kartowych.

Paweł Pomianowski ma bogate, wieloletnie doświadczenie w branży oraz wszechstronną wiedzę o rynku kart płatniczych. W dotychczasowej karierze zajmował się m.in. wdrożeniami oraz rozwojem biznesowym produktów i usług, ze szczególnym uwzględnieniem kart debetowych i kredytowych, migracją kart do standardu EMV i wprowadzeniem technologii zbliżeniowej. Odpowiadał m.in. za wydanie pierwszej w Polsce międzynarodowej karty płatniczej MasterCard, wielofunkcyjnej karty mikroprocesorowej oraz wielowalutowych kart debetowych. Doprowadził także do uruchomienia usługi DCC (umożliwiającej płatność w walucie karty) w terminalach POS i bankomatach oraz wdrażał kompleksowy projekt kart prepaid w czasie EURO 2012.

– Wierzę, że Diners Club ma w Polsce duży potencjał do dalszego rozwoju. To marka, która od lat oferuje klientom unikalne wartości. W ostatnim czasie firma szybko się zmieniała, wprowadzono wiele ciekawych produktów, wypromowano płatności zbliżeniowe. To ważne atuty na bardzo konkurencyjnym rynku i zasługa zaangażowanego zespołu. Przed nami wiele wyzwań, nie tylko biznesowych których realizacji pragnę się podjąć. W niedługim czasie chciałbym szerzej o tym opowiedzieć i przedstawić nasze plany – mówi Paweł Pomianowski, nowy prezes Diners Club Polska.

Paweł Pomianowski doświadczenie zawodowe zdobywał w wielu miejscach. Przez ostatnie 14 lat związany był z Bankiem Pekao S.A. W Europay International jako Dyrektor ds. Rozwoju odpowiedzialny był za wsparcie sektora bankowego m.in w zakresie wdrażania, obsługi i rozliczeń kart płatniczych w ramach systemów Europay i MasterCard. Wcześniej, będąc Kierownikiem Zespołu Kart Płatniczych w Banku Handlowym S.A. zarządzał wprowadzaniem i obsługą bezgotówkowych instrumentów płatniczych. Karierę w branży rozpoczął w 1992 roku w American Express.

Był aktywnym uczestnikiem prac zespołów i grup roboczych w ramach inicjatyw i aktywności Związku Banków Polskich oraz Narodowego Banku Polskiego, dotyczących kluczowych zagadnień rozwoju krajowego rynku bezgotówkowych instrumentów płatniczych.

Prywatnie Paweł Pomianowski jest miłośnikiem historii i psychologii a także aktywnej rekreacji.

5 typów pracowników, których warto zatrudniać i 5, których lepiej unikać

„By stworzyć efektywny i kreatywny zespół – potrzeba pracowników, którzy mają motywację do pracy i pewne cechy charakteru sprzyjające pracy w zespole. By je odkryć – warto w pewnym momencie rekrutacji odłożyć na bok CV i skupić się na rozmowie z kandydatem” – radzi Aleksandra Pocheć, ekspertka międzynarodowego serwisu pracy MonsterPolska.pl.

Często o pracowniku więcej, od nazwy ukończonej uczelni, może powiedzieć to, jak organizuje sobie dzień.

Oto 5 typów pracowników, których warto pozyskać:

  1. Zmotywowani

Z badań Hay Group wynika, że najlepsi pracownicy to tacy, którzy mają motywację do pracy. Okazuje się, że osoby przejawiające duże zaangażowanie mają o 50 proc. większe szanse na spełnienie postawionych oczekiwań. Według Jamesa Sale’a, specjalisty ds. motywacji, każdy z nas ma unikalną mieszankę bodźców motywujących i decydując się na pracownika warto tak poprowadzić rozmowę, aby dowiedzieć się, co go w życiu napędza i co się liczy. Przykładowo osoby będące typem przyjaciela, rozwiną zawodowe skrzydła w organizacji, która dba o integrację zespołu. Z kolei pracowników o typie reżysera, zmotywuje fakt, że odpowiadają za projekt lub dział. Typ budowniczego – potrzebuje jasnej deklaracji, że ma szansę na awans, a ekspert – będzie zmotywowany w miejscach, w których będzie mógł się rozwijać.

2. Nastawieni na rozwiązywanie problemów

„Osoby, które chcą jak najszybciej rozwiązać problem, przezwyciężyć kryzys i iść dalej, bardzo pozytywnie oddziałują na zespół. Najczęściej posiadają one także drugą umiejętność – szybkiego reagowania w sytuacjach kryzysowych” – mówi Aleksandra Pocheć z MonsterPolska.pl.

Tę cechę jako jedną z najważniejszych u pracownika, wymieniła w ankiecie grupa menadżerów wyższego szczebla – czytamy w publikacji w serwisie magazynu „Psychology Today”.

3. Lojalni

Coraz trudniej o lojalnych pracowników, bo to słowo traci na wartości w wyniku wielu zmian zachodzących w społeczeństwach. W modzie jest gra na siebie, częsta zmiana pracy, niezależność. Lojalność, nie idzie z tymi określeniami w parze. Tymczasem zwłaszcza na kluczowych stanowiskach dla rozwoju firmy, lojalność u pracownika jest jedną z bardziej pożądanych cech. Z drugiej strony Liz Ryan na łamach „Forbes” napisała, że żyjemy w czasach, w których długoterminowa, a nawet średnioterminowa praca się kończy, bo firmy wyrzucają z dnia na dzień wieloletnich pracowników. Sami szefowie zapomnieli, jakim skarbem jest lojalny pracownik. Warto sobie o tym przypomnieć.

 4. Dobrze zorganizowani

„Osoba, która ma dobrą organizację pracy, jest efektywna, zadaniowa, punktualna. Poszukując nowego pracownika, warto zwracać uwagę na to, czy w referencjach pojawia się opis „dobrze zorganizowany”. To dobry prognostyk na dalszą pracę” – komentuje Pocheć.

Już Kartezjusz w 1637 roku przedstawił racjonalną propozycję organizacji pracy. Według Kartezjusza kluczem było: po pierwsze – sformułowanie problemu na piśmie, po drugie –  podzielenie przedsięwzięcia na małe zadania, po trzecie – uporządkowania zadań według priorytetów i terminów, a po czwarte – wykonanie tych czynności i skontrolowanie wyników. Zalecenia uczonego nie tracą na aktualności. Zatem podczas rekrutacji warto zapytać pracownika, jak planuje sobie pracę.

5. Pozytywni

Pod tym określeniem kryje się m.in. pozytywna energia, pozytywne podejście do innych, do zadań i do firmy. Prof. Martin Seligman jeden z twórców psychologii pozytywnej uważa, że osoby pozytywne są skuteczniejsze w pracy, nie poddają się, nie znają pojęcia „nigdy”. W jednym z eksperymentów Seligman wykazał także związek pomiędzy byciem pozytywnym a wydajnym. Okazało się, że optymiści sprzedali 37 proc. więcej polis niż pesymiści.

Są też ludzie, którzy wyjątkowo destrukcyjnie mogą wpływać na zespół, a prawdopodobieństwo, że zawiodą zaufanie firmy, jest bardzo duże.

1. Osoby bardzo źle mówiące o innych

„Warto przemyśleć zatrudnianie osób, które przychodzą na rozmowę o pracę i przekazują – czasem niepytani – same negatywne informacje o byłych współpracownikach i byłym pracodawcy. Nie oszukujmy się, że z nami będzie inaczej. Od takich pracowników trudno wymagać lojalności” – przestrzega ekspertka serwisu pracy MonsterPolska.pl.

  1. Roszczeniowi

Jest cienka granica pomiędzy negocjowaniem warunków zatrudnienia a ich roszczeniowym stawianiem. Jeśli kandydaci do pracy przejawiają na rozmowie kwalifikacyjnej butę to sygnał, że mogą być bardzo trudni we współpracy.

3. Niezdecydowani

Zdarza się, że na rozmowę o pracę przychodzą bardzo niezdecydowani kandydaci. Z reguły te osoby potrzebują dużo czasu do namysłu, a finalnie nie decydują się na zmianę pracy. Namawianie do zmiany decyzji i zabieganie o takich kandydatów nie ma sensu. Może się zdarzyć, że mimo dobrych warunków, ta osoba i tak odejdzie po krótkim czasie z firmy.

4. Wybuchowi

Bardzo trudny typ współpracowników. Wybuchają, gdy coś nie idzie po ich myśli. Osoby trzaskające drzwiami czy klawiaturą negatywnie wpływają na atmosferę w zespole i w firmie. Czasem trudno rozpoznać takie cechy na etapie rekrutacji, dlatego tak ważne w są referencje.

5. Nieodpowiedzialni

Na pracownikach trzeba móc polegać, jeśli mamy przypuszczenia lub informacje, że kandydat jest nieodpowiedzialny, musimy zastanowić się, czy to osoba właściwa dla naszej firmy. Może się okazać, że problem rozwiąże się sam, bo osoba nieodpowiedzialna nie przyjdzie na rozmowę i poinformuje o tym – lub nie – w ostatniej chwili. Smsem.

„Firmy nie tworzy nowoczesny sprzęt, dobrze zlokalizowane biuro czy wysokość obrotu. Firma to ludzie. Kiedy już zdobędziemy najlepszych z najlepszych, zadbajmy o naszych pracowników” – podsumowuje Pocheć.

Kryptowaluty mogą zagrozić przyszłości sektora bankowego

Dziś dużym dylematem dla regulatorów finansowych – w Polsce i na całym świecie – jest to, co należy zrobić z kryptowalutami. Czy trzeba je regulować czy ich zakazywać? Problem nie polega na tym, czy to zła lub dobra technologia oraz czy należy się jej bać. Nie jesteśmy w stanie zatrzymać tego postępu. Chcąc nie chcąc będziemy z korzystać z walut opartych na technologii blockchain.

– Regulatorzy muszą zrozumieć, że tej technologii nie da się zmienić. Jest ona zbyt globalna i rozproszona. Pojedynczy kraj czy nawet kilka państw nie mogą mieć wpływu na funkcjonowanie technologiczne samego protokołu wymiany wartości – powiedział serwisowi eNewsroom Szczepan Bentyn, prezes Pracowni Nowych Technologii –  Należy zrozumieć, że technologia ta daje ogromne możliwości – transparentną księgę transakcji. Nie ma tego żaden bank na świecie. Regulatorzy muszą przyjąć, że system kryptowalut daje im na tacy rozwiązanie większości ich problemów. Pranie brudnych pieniędzy, tak często dziś wspominane, jest niemożliwe, ponieważ w tym systemie zobaczyć można każdą transakcję. Mało tego, zostaje ona zapisana na zawsze. Taką funkcję tej technologii można zacząć bardzo łatwo, szybko i tanio wykorzystywać, bez konieczności tłamszenia jej rozwoju. Możliwości, jakie daje stosowanie kryptowalut, są pożądane przez wszystkich rządzących na świecie. Problem polega na tym, że dostrzeżenie szansy i nacisk na rozwój tej technologii może spowodować upadek branży bankowej. Dotyczy to zamkniętych, prywatnych ksiąg rozliczeniowych, w których pierze się 97 proc. światowych pieniędzy. Cały sektor bankowy popadnie w zapomnienie. Tutaj właśnie pojawia się dylemat, w postaci konfliktu interesów – wskazuje Bentyn.

Niewłaściwa reakcja na kryzys w mediach społecznościowych może go pogłębić. W jego zażegnaniu pomaga odłożenie emocji na bok i merytoryczne podejście do sprawy

Niewłaściwa reakcja na kryzys w mediach społecznościowych może go pogłębić. W jego zażegnaniu pomaga odłożenie emocji na bok i merytoryczne podejście do sprawy 1

Nieumiejętna komunikacja z niezadowolonym klientem w mediach społecznościowych może pogłębić kryzys wizerunkowy spowodowany negatywnymi komentarzami pod adresem firmy. Eksperci ds. komunikacji kryzysowej zapytani przez PRoto.pl o najlepszą reakcję rekomendują bezpośredni, prywatny kontakt z klientem i odsunięcie na bok emocji. 

Na początku 2018 roku w mediach społecznościowych doszło do kilku poważnych kryzysów wizerunkowych. Pierwszy z nich dotyczył pensjonatu Willa Karpatia. Przedstawiciele facebookowej strony pensjonatu w obraźliwy sposób odpowiedzieli na negatywną opinię dodaną przez jedną z niezadowolonych klientek. Kobieta została porównana przez nich do ostatniego żebraka, zarzucono jej organizowanie libacji, a o jej alkoholowych preferencjach miało świadczyć zdjęcie profilowe z czerwonym nosem. Publiczną dyskusję przedstawicieli obiektu z niezadowoloną klientką szybko nagłośnili internauci, a to wywołało lawinę kolejnych negatywnych opinii publikowanych w sieci na temat Willi Karpatia.

Właścicielka obiektu wydała trzy oświadczenia w tej sprawie, przeprosiła za zaistniałą sytuację i powiedziała, że zamierza zakończyć współpracę z osobą, która odpowiadała za komunikację w mediach społecznościowych. W międzyczasie do sieci wyciekło nagranie rozmowy telefonicznej właścicielki, które mogło podawać w wątpliwość szczerość pierwszego z jej oświadczeń. Ostatecznie kobieta poinformowała, że nie będzie już więcej publicznie komentować tej sprawy, ponieważ niezadowolona klientka postanowiła skierować ją do sądu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paulina Piotrowska, młodszy redaktor portalu branżowego PRoto.pl.

Internauci odkryli też podobną historię, której bohaterem był inny górski pensjonat Gościniec Graf. Jego przedstawiciele już od kilku miesięcy w obraźliwy, a nawet wulgarny sposób odpowiadali na negatywne opinie klientów. To także spotkało się z dużą krytyką w sieci.

Właściciele wydali oświadczenie. Powiedzieli, że próbują ustalić, kto odpowiada za publikowanie tych negatywnych odpowiedzi i poinformowali, że prawdopodobnie jest to mężczyzna, który miał zajmować się komunikacją w internecie, natomiast nie mogą się do niego dodzwonić. Przeprosili za całą sytuację i powiedzieli, że pracują nad usuwaniem tych obraźliwych odpowiedzi z sieci – opisuje Paulina Piotrowska.

W nieumiejętny sposób na problemy we współpracy z jedną z blogerek zareagował też sklep internetowy Doczepiane.pl. Na Facebooku zorganizował konkurs, w którym  zadaniem było przygotowanie kreatywnego komentarza na temat influencerki, która nie wywiązała się ze współpracy z firmą. Pod postem przedstawiciele sklepu zamieścili kopie e-maili wymienianych z blogerką.

Pod wpisem zaczęły się pojawiać zarówno wierszyki konkursowe, jak i opinie internautów, którzy krytykowali markę za ten pomysł. Eksperci ds. komunikacji w rozmowie z PRoto.pl podkreślili, że sklep zachował się bardzo nieprofesjonalnie i w sytuacji, kiedy dochodzi do takiego spięcia między marką a influencerem, z którym ta współpracuje, należy rozwiązać je w cztery oczy, a nie na forum publicznym – mówi Paulina Piotrowska.

Natomiast w sytuacji, kiedy marka spotyka się z krytyką ze strony niezadowolonych klientów, należy odłożyć emocje na bok i odnieść się do problemu w sposób merytoryczny.

– Najlepiej taką dyskusję kierować do rozmowy prywatnej i pod żadnym pozorem nie należy obrażać niezadowolonych klientów, nawet jeżeli nie zgadzamy się z ich argumentami – dodaje Paulina Piotrowska.

Polacy coraz częściej korzystają z usług assistance. Najbardziej pożądana jest pomoc w razie nagłej choroby lub problemów z samochodem

Polacy coraz częściej korzystają z usług assistance. Najbardziej pożądana jest pomoc w razie nagłej choroby lub problemów z samochodem 2

Z usług assistance skorzystało w ubiegłym roku ok. 2,5 mln Polaków – wynika z najnowszej edycji badania Mondial Assistance, zrealizowanego przez Ipsos. Świadomość dotycząca przydatności i zakresu takich usług jest coraz większa, a Polacy najbardziej cenią sobie assistance medyczny, który zapewnia pomoc w przypadku nagłego zachorowania, oraz samochodowy – w razie problemów z autem. Rynek będzie rozwijał się również w kierunku assistance domowego, przydatnego np. w razie nagłej awarii sprzętu. 

 W ubiegłym roku z assistance skorzystało 2,5 mln osób. Gdy zaczynaliśmy badanie kilka lat temu, korzystało z nich 1,1 miliona, więc jest to niebywały skok konsumpcji usług assistance, które zbliżyły się do statystycznego konsumenta. Jeżeli pomnożymy 2,5 miliona przez liczbę członków rodziny, to okazuje się, że około 8 mln ludzi doświadczyło tego serwisu w przypadku zachorowania, problemów z samochodem czy w podróży zagranicznej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Frączek, prezes zarządu Mondial Assistance.

Na zlecenie Mondial Assistance po raz siódmy Ipsos zrealizował badanie „Rynek usług assistance widziany oczami klientów”. Wynika z niego, że 76 proc. (13,6 mln osób) posiadaczy usług finansowo-ubezpieczeniowych jest świadomych, czym są usługi assistance i jaki jest ich zakres. W stosunku do ubiegłorocznego badania oznacza to wzrost o 9 pkt proc. (1,1 mln).

– Od kilku lat obserwujemy pewne upowszechnianie się usług assistance rozumiane w ten sposób, że dochód gospodarstwa domowego posiadacza assistance nieco się nam obniża – mówi Anna Karczmarczuk, prezes Ipsos Polska.

Typowym posiadaczem usług assistance wciąż jest mężczyzna z wyższym wykształceniem, mieszkający w trzyosobowym lub większym gospodarstwie domowym. Prezes Ipsos zauważa jednak, że na przestrzeni kolejnych edycji badania wyrównują się proporcje kobiet i mężczyzn, którzy korzystają z takich usług.

 Posiadacze assistance to przede wszystkim osoby z wyższym wykształceniem, pracownicy biurowi, specjaliści, również osoby na stanowiskach kierowniczych. To w dużej mierze mieszkańcy największych miast, które zamieszkuje około 1/3 posiadaczy usług assistance – mówi Anna Karczmarczuk.

W świadomości Polaków assistance to przede wszystkim szeroko pojęte usługi ubezpieczeniowe, pomocowe i ratunkowe oraz usługi samochodowe i komunikacyjne. Najbardziej pożądaną formą pomocy jest assistance medyczne, na przykład domowa wizyta lekarska. W ubiegłym roku 85 proc. Polaków (wzrost o 5 p.p.) wskazało, że taka forma pomocy ma dla nich największą wartość. Na drugim miejscu znalazło się samochodowe, na przykład holowanie czy pomoc przy zepsutym samochodzie (82 proc.), a na trzecim – assistance turystyczne, przydatne na przykład w sytuacji zagubienia bagażu lub kiedy konieczna jest wizyta lekarska w trakcie podróży zagranicznej (68 proc.).

– Kobiety, bardziej zaangażowane w wychowanie dzieci, preferują assistance medyczny i wizytę lekarza. Z kolei mężczyźni, bardziej odpowiedzialni za część techniczną, cenią sobie assistance samochodowy. Trzeba jednak przyznać, że kobiety także coraz częściej doceniają pomoc fachowca, który przyjdzie w ramach pakietu assistance domowego i naprawi zepsute sprzęty – zauważa Tomasz Frączek.

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Ipsos, w ramach posiadanego ubezpieczenia respondenci najchętniej skorzystaliby z dostępu do badań specjalistycznych jak np. tomografia (64 proc.), domowej wizyty lekarza (58 proc.), rehabilitacji po wypadku lub chorobie (56 proc.), a także z usługi holowania pojazdu (49 proc.).

Z usług assistance Polacy korzystają najczęściej w ramach produktów ubezpieczeniowych (51 proc.) lub bankowych (18 proc.). W porównaniu z 2016 rokiem wyraźnie wzrosło również wykorzystanie świadczeń asystenckich wśród tych, którzy w ciągu roku skorzystali zarówno z pakietów dodawanych do produktów bankowych, jak i ubezpieczeniowych – wzrost sięgnął 151 tys. osób.

Prezes zarządu Mondial Assistance zauważa, że osoby, które dzięki assistance mają dostęp do usług pomocowych, korzystają z nich coraz chętniej. Dla klientów bankowych średnia częstość wykorzystania usług pomocowych to ponad trzy interwencje, co może świadczyć o dobrych doświadczeniach klientów korzystających z takich usług.

– Dla większości Polaków assistance kojarzy się z pomocą i szybkością. To dwa podstawowe elementy, które wyróżniają assistance spośród innych usług ubezpieczeniowych – mówi Tomasz Frączek.

Z badania wynika, że największe obawy Polaków wzbudza utrata zdrowia w wyniku poważnej choroby (75 proc.) i następstwa poważnego wypadku (73 proc.). Te występują jednak relatywnie rzadko – w 2017 roku najczęściej dochodziło za to do awarii domowych. Aż 14 proc. (ponad 2,5 mln) zdarzeń losowych dotyczyło właśnie awarii w domu.

– Firmy asystenckie muszą odpowiedzieć na zapotrzebowania rynku. Ludzie mają obawy dotyczące bardzo ciężkiego zachorowania, np. na nowotwory i choroby kardiologiczne, oraz następstw nieszczęśliwych wypadków i możliwej niedołężności z tym związanej. Myślę, że rynek będzie się rozwijał także w kierunku assistance domowego. To najbardziej konsumowana część usług – 14 proc. z nas w zeszłym roku zdarzyła się awaria w domu. Jest to jeszcze segment niedoszacowany i w nim widzimy duże możliwości rozwoju – mówi Tomasz Frączek.