Polska może stać się potentatem na rynku medycyny nuklearnej na świecie. Powstający w Świerku cyklotron przyspieszy badania nad radiofarmaceutykami dla chorych na raka

Polska może stać się potentatem na rynku medycyny nuklearnej na świecie. Powstający w Świerku cyklotron przyspieszy badania nad radiofarmaceutykami dla chorych na raka 1

Do 2020 r. liczba chorych na raka podwoi się. Ratunkiem dla nich są radiofarmaceutyki, czyli leki zawierające pierwiastek promieniotwórczy. Wykorzystywane są w medycynie nuklearnej do celów diagnostycznych oraz do leczenia, które umożliwia niszczenie jedynie chorych tkanek. Polska już teraz jest jednym z liderów pod względem produkcji radiofarmaceutyków.  Do 2020 r. ma powstać Centrum Projektowania i Syntezy Radiofarmaceutyków Ukierunkowanych Molekularnie „CERAD”. Dzięki inwestycji Polska może stać się potentatem na rynku medycyny nuklearnej na świecie.

– Projekt CERAD znalazł się na polskiej mapie drogowej dużej infrastruktury badawczej w celu prowadzenia badań nad nowymi radiofarmaceutykami. To leki, które zawierają w sobie izotop promieniotwórczy. Dzięki energii i promieniowaniu emitowanemu przez te izotopy, możemy wykorzystać ich właściwości albo do badań diagnostycznych u pacjentów, albo w celu leczniczym, czyli np. niszczenia tkanki nowotworowej – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje prof. Renata Mikołajczak z Ośrodka Radioizotopów POLATOM w Narodowym Centrum Badań Jądrowych.

Dane Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) pokazują, że do 2020 roku liczba chorych na raka podwoi się. Dla ich leczenia i ratowania życia oraz obrazowania funkcji organów niezbędne są właśnie radiofarmaceutyki, a do ich wytwarzania na potrzeby medycyny nuklearnej konieczna jest produkcja izotopów. Centrum CERAD ma za zadanie prowadzić badania, które będą wykorzystywać substancje czynne biologicznie, specyficznie lokowane w organizmie chorego po to, żeby wykrywać schorzenia, leczyć je lub żeby wykryć i pomóc lekarzom zaplanować odpowiednią procedurę terapeutyczną.

– Zakładamy, że nowe leki będą dawały efekt wczesnego wykrywania schorzeń, pozwalały zobrazować schorzenia których nie daje się zobrazować innymi metodami diagnostycznymi jak np. tomografią komputerową czy badaniem rezonansu magnetycznego – mówi Renata Mikołajczak, kierownik projektu „CERAD”.

Do otrzymywania radiofarmaceutyków niezbędna jest energia jądrowa. Reaktor MARIA, znajdujący się w Narodowym Centrum Badań Jądrowych w Świerku, zapewnia napromienianie tarcz uranowych służących do produkcji molibdenu-99, czyli izotopu do produkcji radiofarmaceutyków. Polska zapewnia blisko 20 proc. światowego zapotrzebowania na ten izotop. Dzięki produkcji molibdenu-99, rocznie wykonuje się ponad 250 mln procedur medycznych.

W CERAD zostanie zainstalowane także inne urządzenie do otrzymywania izotopów. Cyklotron będzie przyspieszał cząstki alfa, które będą wykorzystywane do otrzymywania izotopów promieniotwórczych. Tak otrzymywane cząsteczki wytwarzane są tylko w kilku ośrodkach na świecie. Pomieszczenia cyklotronu mają być wyposażone również w nowoczesne laboratoria do syntezy radiofarmaceutyków i do prowadzenia badań naukowych.

– Inne izotopy otrzymuje się w reaktorze, a inne w cyklotronie. W ten sposób uzyskamy bardzo szerokie możliwości uzyskiwania izotopów do celów medycznych o szerokim spektrum działania: izotopy do diagnostyki w technice PET (Pozytonowej Tomografii Emisyjnej – przyp.red.), do techniki SPECT (tomografia z użyciem promieniowania gamma – przyp.red.), ale również emitery promieniowania alfa, emitery promieniowania beta minus, które mogą być wykorzystywane w leczeniu – wymienia ekspertka.

Raport „Global Nuclear Medicine Market Analysis & Trends” wskazuje, że do 2025 roku rynek medycyny nuklearnej będzie wart 11,3 mld dolarów, a tempo wzrostu co roku będzie dwucyfrowe. Polska, pod względem radiofarmaceutyków już należy do światowej czołówki. Dzięki instalacji cyklotronu w Centrum Projektowania i Syntezy Radiofarmaceutyków Ukierunkowanych Molekularnie „CERAD”, nasz kraj ma szansę stać się na tym rynku potentatem.

To zwiększy możliwości badawcze całego konsorcjum CERAD. W ten sposób zwiększymy również możliwości i dostępność radiofarmaceutyków, które będą wykorzystywane później przez naszych partnerów w konsorcjum – zapowiada prof. Renata Mikołajczak.

Surowce wychodzą z cienia

Przez większość 2017 roku rynki kapitałowe przyciągały uwagę kolejnymi wzrostami. Tymczasem większość paliw, metali przemysłowych i szlachetnych zyskuje w imponującym tempie. Nie brakuje głosów, że rynek surowców pobije w tym roku rynek akcyjny.

Podczas gdy na rynkach akcji od lat trwa hossa, metale przemysłowe, szlachetne i paliwa długo znajdowały się pod rządami bessy, nie mogąc podźwignąć się z dołka od 2008 r. Rynek surowców ściśle związany jest z koniunkturą w realnej gospodarce, która od kryzysu finansowego nie mogła wyjść na prostą.

W 2017 r. większość obserwatorów i inwestorów ekscytowała się kolejnymi szczytami na rynku akcji, tymczasem w cieniu Wall Street do życia powracał rynek surowców. I to tutaj padły prawdziwe rekordy. Hitem inwestycyjnym okazał się pallad, którego cena wzrosła w ciągu roku o ponad 50 proc., osiągając najwyższy poziom od 2001 r. Nieźle radził sobie zresztą cały rynek. Indeks S&P GSCI Industrial Metals Total Return zyskał w 2017 r. 24 proc., a indeks S&P GSCI Industrial Metals Total Return ponad 16 proc. Co czeka ten rynek w najbliższych miesiącach?

Decydujący głos Chin

Rynek surowców znajduje się pod wpływem dwóch czynników sprzyjających wzrostowi cen.  Pierwszym z nich jest koniunktura, która w dużym stopniu zależy od Chin, konsumujących połowę globalnej produkcji surowców. Druga co do wielkości gospodarka na świecie przechodzi z fazy wspierania wysokiego wzrostu na produktywność. Oznacza to koncentrację na produkcji przynoszącej dużą wartość dodaną, która przyniesie popyt na surowce. Problemy duszącego się w pyłach smogu Pekinu oznaczają natomiast wygaszanie starych hut i mniejsze zapotrzebowanie na węgiel. Z drugiej strony rośnie popyt na lekkie metale, jak aluminium oraz stal wysokiej jakości. Drugi czynnik to małe zapasy, które są konsekwencją ograniczania produkcji w okresie dekoniunktury. Minie jeszcze kilka kwartałów zanim braki zostaną uzupełnione.

Zresztą wsparcie dla cen surowców będzie stanowić niski stan nie tylko chińskich, ale też ogólnoświatowych zapasów. To właśnie pustki w magazynach odpowiadają za wzrost cen miedzi. W tym roku mają się one ustabilizować, choć istotnym czynnikiem ryzyka dla produkcji są potencjalne strajki pracowników na tle płacowym. Tym bardziej, że w wielu firmach wygasają w tym roku umowy ze związkami zawodowymi.

Cenne metale

W grupie najmocniej drożejących surowców w 2017 r. znalazły się lit i kobalt. Ceny litu skoczyły aż o 36 proc., podczas gdy kobalt podwoił cenę. Tak duża dynamika wynika przede wszystkim z ograniczonych zapasów i dużego popytu, generowanego przez młody przemysł samochodów elektrycznych, który używa obydwu metali do produkcji baterii. Analitycy szacują, że braki w magazynach zostaną uzupełnione w 2019 r. Wpływ większej podaży na ceny jest trudny do oszacowania, gdyż może on zostać ograniczony przez rozwój rynku samochodów elektrycznych w Chinach, które od tego roku wdrażają duży pakiet zachęt do nabywania tego typu samochodów. Jeśli chodzi o tradycyjne metale, Bank Światowy spodziewa się spadku cen stali o 10 proc.

Lit i kobalt nazywane są „battery gold” ze względu na rosnący popyt i ich znaczenie w gospodarce. O takich dynamikach mogą tylko pomarzyć inwestorzy zaangażowani na rynku złota. Choć i oni nie mogą narzekać. Kruszec podrożał w 2017 r. przeszło 10 proc., pomimo niesprzyjających okoliczności, takich jak: wzrost stóp procentowych w USA, czy polityka cięcia podatków wspierająca koniunkturę, która może przełożyć się na kolejne zacieśnienie polityki monetarnej. Wierną sojuszniczką złota pozostała sytuacja geopolityczna m.in. z kryzysem na Bliskim Wschodzie, czy w Korei Północnej, która skłaniała inwestorów do szukania bezpiecznych portów, do których żółty kruszec zalicza się w pierwszej kolejności.

Liderem wzrostów jest pallad. Przez ostatnie 16 lat pozostawał w cieniu swojej siostry – platyny. Ostatni raz był od niej droższy w 2001 r. Nie miał z nią szans, ponieważ platyna znajduje znacznie szersze zastosowanie w przemyśle i na rynku jubilerskim. Pallad ma znacznie mniejsze wzięcie u jubilerów i ograniczone zastosowanie w produkcji.

Choć platyna stosowana jest do produkcji katalizatorów w silnikach diesla, po aferze z samochodami VW, diesle znalazły się na cenzurowanym i koncerny samochodowe przestawiły się na pojazdy napędzane silnikami benzynowymi. A w nich do produkcji katalizatorów stosowany jest pallad.

Mówiąc o surowcach, nie można zapomnieć o ropie. Do końca tego roku obowiązuje bowiem porozumienie krajów OPEC i Rosji o ograniczeniu wydobycia, celem odessania z rynku nadwyżki. Bank Światowy przewiduje, że cena baryłki wzrośnie w 2018 r. do 56 USD z 53 dolarów w 2017 r.

Zyski po latach

Wzrosty na rynku surowców to bardzo dobra informacja dla posiadaczy funduszy surowcowych oraz produktów opartych na indeksach związanych z ich cenami. Lata bessy skłoniły wielu posiadaczy jednostek funduszy inwestycyjnych do wyjścia z inwestycji. Natomiast ci, którzy zostali mogą teraz liczyć zyski.

– Wiele przesłanek wskazuje na dalsze wzrosty cen na rynku surowców, ponieważ popyt na metale i paliwa w rozkręcającej się globalnej gospodarce będzie rósł. Nawet jeśli Chiny nieco zwolnią, to w górę idą prognozy dla Europy, która po latach stagnacji zaczyna odżywać. Wskaźniki PMI dla przemysłu w Niemczech i innych krajach są rekordowe – mówi Dorota Seń, ekspertka BGŻOptima.

Jeffrey Gundlach, szef DoubleLine Capital, funduszu zarządzającego aktywami o wartości 119 mld USD uważa, że rynek surowców jest najlepszym miejscem do inwestycji w tym roku. Jego zdaniem na koniec 2018 r. surowce osiągną wyższe wzrosty niż rynek akcji.

Pracownicze Plany Kapitałowe to wielka szansa dla polskiej giełdy

Nawet 300-700 mln zł miesięcznie będzie trafiać na GPW, gdy powstaną tworzone przez rząd pracownicze plany kapitałowe. Początki będą jednak skromniejsze, choć zainteresowanie ze strony inwestorów powinno pojawić się szybko.

PPK, które mają ratować system emerytalny, mają pojawić się najwcześniej od 2019 r. Fundusze, które powstaną, działając jako emerytalny filar kapitałowy, podobnie jak to było z OFE, miałyby inwestować na warszawskiej giełdzie.

– Giełdzie w Warszawie bardzo zaszkodziło ograniczanie roli OFE – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Z moich wyliczeń wynika, że dzięki powstaniu PPK co miesiąc na GPW trafiać będzie od 300 do 700 mln zł miesięcznie.

Takie kwoty mogą pojawić się z początkiem przyszłej dekady. Początki będą skromniejsze.

– Jednak zainteresowanie inwestorów może pojawić się bardzo wcześnie, bo będą oni chcieli antycypować przyszłe wzrosty notowań, gdy na giełdę będzie trafiać coraz więcej pieniędzy.

Arendarski: Ograniczenie handlu w niedzielę to bubel legislacyjny

Ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele jest bublem legislacyjnym. Już przed jej uchwaleniem wiadomo było, że jej realizacja przysporzy wielu kłopotów. Samemu projektowi można wiele zarzucić, ponieważ ograniczy możliwość pracy tylko części branży, czyli handlu wielkopowierzchniowego. Zawiera w sobie kilkadziesiąt wyjątków. W takim przypadku wiadomo, że pojawią się ludzie, którzy błyskawicznie znajdą różne interpretacje i ustaw będzie w wielu miejscach obchodzona.

 Czy centra handlowe będą wtedy zamknięte? Zapewne nie, bo w wielu butikach za ladą stanąć będą mogli ich właściciele lub współwłaściciele, a nawet osoby, które posiadają choćby 1 proc. własności danego sklepu. Nie ma także ograniczenia dla działalności punktów gastronomicznych, więc te także będą otwarte – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej – Pojawiają się także kuriozalne propozycje. Należy do nich pomysł związany z punktami sprzedaży AGD, które w niedziele odwiedzało zwykle dużo ludzi. Teraz mieliby odwiedzać je zainteresowani klienci, oglądać towar, a następnie dokonywać zakupu przez telefon lub w Internecie. Potem mogliby odebrać zamówienie na miejscu. Takie rozwiązanie byłoby zgodne z nowymi przepisami, chociaż administracja może się z tym nie zgadzać. Ustawa ta spowoduje więc bałagan, na którym ucierpią właściciele sklepów i pracownicy, a przede wszystkim klienci. Zamiast tego można było zagwarantować każdemu z pracowników minimum dwie niedziele w miesiącu wolne od pracy. Mogłoby to objąć to wszystkie branże oraz sklepy, niezależnie od ich wielkości i właściciela. Takie rozwiązanie zadowoliłoby wszystkich – wskazał Arendarski.

Co dziesiąty czytelnik sięga po więcej niż 7 książek rocznie. Prym wiodą wydania papierowe, a najmniejszą popularnością cieszą się audiobooki

Co dziesiąty czytelnik sięga po więcej niż 7 książek rocznie. Prym wiodą wydania papierowe, a najmniejszą popularnością cieszą się audiobooki 2

Statystyki dotyczące czytelnictwa w Polsce nie są optymistyczne. Tylko mniej więcej co trzeci Polak przeczytał w 2016 roku jakąkolwiek książkę – wynika z ubiegłorocznych badań Biblioteki Narodowej. Jednak wśród czytających książki co dziesiąta osoba przeczytała więcej niż siedem pozycji. Nadal najpopularniejsze są papierowe książki, a najmniej chętnie sięgamy po audiobooki.

– Jeżeli popatrzymy na statystyki czytelnictwa, to być może nie są one bardzo optymistyczne, ale też nie przerażają. Dlatego warto skupić się na pozytywnych aspektach czytelnictwa. Z badań wynika, że jeżeli czytamy, to czytamy całkiem sporo. 10 proc. osób deklarujących, że czyta książki, przeczytało więcej niż siedem w ciągu roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Izabela Sadowska, prezes portalu Lubimyczytać.pl.

Z serwisu korzysta ok. 3 mln użytkowników. Wśród nich najbardziej aktywną grupą (35 proc.) są osoby w wieku 14–25 lat. Jedna czwarta to internauci w wieku od 25 do 34 lat. Sporą grupę stanowią też czytelnicy powyżej 45. roku życia.

– Młodzi ludzie bardzo chętnie sięgają po popularną obecnie fantastykę młodzieżową. Z wiekiem ich gusta bardziej się specjalizują. Ze statystyk wynika też, że chętniej po książki sięgają kobiety – mówi Izabela Sadowska.

Z badania „W sieci o książkach”, przeprowadzonego we współpracy z Polską Izbą Książki wynika, że w 2017 roku wzrosło znaczenie księgarni internetowych i bibliotek, za to znacząco spadło znaczenie księgarni sieciowych.

– Prym wciąż wiedzie książka papierowa. Czytelnicy lubią kupować i posiadać je na własność. Odzywa się w nich swego rodzaju fascynacja papierem – mówi Izabela Sadowska. – Z kolei wolniej w tej chwili rozwija się rynek e-booków. Czytniki wciąż są popularne, ale elektronicznym wydaniom książek wciąż daleko jeszcze do wydań papierowych. Najmniejszą popularnością cieszy się natomiast audiobook.

Średnio w skali roku czytelnicy wydają na książki 100–500 zł. W ocenie ankietowanych zarówno książki papierowe, jak i ebooki są za drogie – cena tych pierwszych nie powinna przekraczać 35 zł, a tych drugich – 25 zł. Jak podkreśla Sadowska, 1/4 czytelników e-booków ściąga je nielegalnie z internetu.

Grupowe inwestycje w nieruchomości coraz popularniejsze. Na start wystarczy 10 tys. złotych

Grupowe inwestycje w nieruchomości coraz popularniejsze. Na start wystarczy 10 tys. złotych 3

Duży może więcej – to główna zasada grupowych inwestycji w nieruchomości. Kupowanie mieszkań, całych budynków czy działek przez dużą grupę inwestorów umożliwia im negocjowanie najlepszej ceny nieruchomości, co oznacza również większe przyszłe zyski. Tego typu inwestycja wymaga znacznie mniejszego kapitału niż samodzielny zakup nieruchomości, a ułatwieniem dla chętnych jest także zarządzanie inwestycją przez wyspecjalizowane spółki. 

– Widzimy rosnące zainteresowanie inwestowaniem grupowym. Większa jest zarówno liczba inwestorów, którzy dopytują o nasze projekty, jak i średnia kwota wpłacana przez jednego inwestora. Gdy zaczynaliśmy było to około 24 tys. zł, a dzisiaj to ponad 50 tys. zł na inwestora. Widzimy też, patrząc na rynek, że inni idą w nasze ślady, dzisiaj jest już kilka firm, które taką formę inwestycji oferują. Chociaż jest to wciąż stosunkowo niewielki odsetek rynku, to będzie on rósł dość dynamicznie – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Artur Kaźmierczak, partner zarządzający Mzuri, firmy zajmującej się grupowymi inwestycjami.

Od 6 do nawet 10 proc. w skali roku – taką rentowność mają grupowe inwestycje w nieruchomości. Dla porównania banki oferują dziś oprocentowanie lokat nieprzekraczające 2 proc. Dlatego wspólne inwestowanie w nieruchomości jest coraz chętniej wybierane przez osoby dysponujące kapitałem. Próg wejścia w taką inwestycję wynosi 10 tys. zł.

Grupowe inwestowanie w nieruchomości to składanie kwot mniejszych po to, żeby uzyskać jedną dużą, przy pomocy której można kupić nieruchomość, czy będzie to kamienica, czy działka, na której można zbudować nowy blok, czy może np. portfel mieszkań – wyjaśnia Artur Kaźmierczak. – Taka forma inwestowania ma na celu większy zwrot z inwestycji, po drugie, daje możliwość uczestniczenia ze stosunkowo niewielką kwotą w stosunkowo dużym projekcie.

Dysponowanie dużą kwotą uzbieraną przez inwestorów ułatwia negocjowanie najkorzystniejszej ceny.

– Jeśli kupuje się kamienicę, w której jest 30 mieszkań, to jednostkowa cena mieszkania jest niższa, niż gdybyśmy kupowali pojedyncze mieszkanie. To jest sens tej inwestycji, żeby taniej kupić – tłumaczy Artur Kaźmierczak.

Mzuri zarządza ponad 20 mln zł w siedmiu spółkach inwestowania grupowego. Działają one w trzech różnych strategiach: rentierskiej, rewitalizacyjnej i deweloperskiej. Ta pierwsza polega na kupowaniu nieruchomości mieszkaniowych, przeprowadzaniu remontów mieszkań, a następnie ich wynajmowaniu. W ramach tej strategii inwestorzy mogą liczyć na 7 proc. zwrotu rocznie. Dodatkowe wpłaty dotychczasowych inwestorów lub pozyskiwanie nowych pozwalają na zakup kolejnych inwestycji, dzięki czemu minimalizowane jest ryzyko.

– Po odjęciu kosztów funkcjonowania spółki czynsz z tych mieszkań jest na bieżąco wypłacany wspólnikom w proporcji do wniesionego kapitału – wyjaśnia Artur Kaźmierczak.

Z kolei strategia deweloperska polega na zakupie nieruchomości, które następnie są remontowane (lub zabudowywane) i powstałe w ten sposób mieszkania, stworzone z myślą o wynajmie, są sprzedawane zainteresowanym osobom. Inwestorzy zarabiają na tym co najmniej 10 proc. rocznie.

Najnowsza strategia inwestycyjna Mzuri – rewitalizacyjna – polega na zakupie całych kamienic, generujących już dochód z czynszów, które spółka założona przez inwestorów rewitalizuje. Gotowe lokale są sprzedawane lub zatrzymywane na wynajem. Na razie projekt będzie rozwijany w Łodzi. Subskrypcja do spółki Mzuri CFI Łódź zakończyła się w styczniu br.

– Mzuri CFI Łódź  będzie inwestować tylko w aglomeracji łódzkiej, by rewitalizować to miasto. Przede wszystkim będziemy kupować kamienice, remontować je, a może na miejscu starych budować nowe budynki z nową tkanką społeczną po to, żeby Łódź stawała się coraz atrakcyjniejszym miastem dla mieszkańców. To miasto oferuje bardzo atrakcyjne zwroty dla inwestorów, więc można połączyć tę funkcję biznesową i misyjną – podkreśla Artur Kaźmierczak.

JSW walczy o kolejny kontrakt w Indiach. To perspektywiczny rynek dla polskich firm z branży górniczej

JSW walczy o kolejny kontrakt w Indiach. To perspektywiczny rynek dla polskich firm z branży górniczej 4

Wsparcie procesu odmetanowania niżej położonych złóż węgla i zagospodarowanie metanu – to nowy kierunek ekspansji Jastrzębskiej Spółki Węglowej w Indiach. Ten rynek jest dla górniczego giganta jednym z bardziej perspektywicznych. W przyszłości JSW razem ze spółką ZOK z grupy EXME Berger Group chce indyjskim partnerom pomóc w budowie głębinowych kopalń i rozwiązywaniu problemów, które się z tym wiążą. Spółka jest obecna w tym kraju już od dekady – dostarcza koks do indyjskich gigantów produkujących stal.

– Hindusi mają coraz więcej kłopotów związanych z dużymi ilościami metanu i odmetanowaniem. My te doświadczenia mamy, bo gromadziliśmy je przez 25–30 lat pracy w bardzo metanowych kopalniach JSW. Planujemy w najbliższym czasie złożyć ofertę z partnerami w ramach konsorcjum na odmetanowanie kopalń hinduskich. Chcemy postawić nogę w tej części usługowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Daniel Ozon, prezes zarządu Jastrzębskiej Spółki Węglowej.

Taką inwestycje planuje spółka Coal India, która produkuje rocznie ponad 500 mln ton węgla. Chodzi o kopalnię głębinową, którą zaprojektowali i wybudowali Polacy w latach 60. XX wieku niedaleko miejscowości Ranchi. Jak podkreśla prezes JSW, Polacy mają duże doświadczenie zarówno w projektowaniu i wdrażaniu procesów odmetanowania, jak i budowie infrastruktury oraz gospodarczym wykorzystaniu metanu.

Indie mają szóste największe na świecie zasoby węgla, szacowane na ponad 300 mld ton. Tylko państwowa spółka Coal India produkuje rocznie ponad 500 mln ton.

Do tej pory większość kopalń to były kopalnie odkrywkowe. Te złoża się wyczerpują, więc Hindusi muszą sięgać do głębszych pokładów i budować kopalnie głębinowe – mówi Daniel Ozon.

JSW rozpoczęła ekspansję na indyjskim rynku po załamaniu na rynku koksu związanym ze światowym kryzysem gospodarczym. W tym samym czasie gospodarka Indii odnotowała roczne wzrosty na poziomie 8 proc.

To rynek bardzo perspektywiczny z punktu widzenia dostawców surowców. Dzisiaj produkcja stali na rynku indyjskim to 100 mln ton, docelowo Hindusi chcą w ciągu 10 lat zwiększyć tą produkcję do 300 mln ton. To pokazuje jak duże jest zapotrzebowanie na węgiel koksujący, koks i rudę żelaza – mówi prezes JSW.

Jastrzębska Spółka Węglowa sprzedaje na indyjskim rynku od 500 do 700 tys. ton koksu rocznie. Odbiorcą jest jeden z większych producentów stali na zachodnim wybrzeżu kraju. Aktywnie szuka też kolejnych obszarów ekspansji.

Podpisaliśmy list intencyjny ze spółką Jindal, która posiada aktywa wydobywcze w różnych częściach świata, m.in. w Australii. Wysłaliśmy tam już w grudniu cztery osoby w ramach wymiany i technologicznej współpracy. Teraz czekamy na rewizytę – mówi Daniel Ozon.

Indyjski koncern Jindal Steel and Power Limited poza sektorem stalowym działa również w energetyce, górnictwie i infrastrukturze. Spółka jest obecna w Azji, Afryce i Australii, gdzie posiada złoża węgla, ma także aktywa wydobywcze w Mozambiku. Obie spółki w listopadzie podpisały porozumienie o współpracy, dotyczące m.in. doradztwa oraz projektów inwestycyjnych w sektorze wydobywczym.

Patrzę na Azję szerzej, dla mnie jest to miejsce, które technologicznie w wielu aspektach prześcignęło rozwiązania oferowane przez koncerny z Europy Zachodniej czy Ameryki Północnej. Biorąc pod uwagę wolumen produkcji węgla, koksu czy stali w Chinach, ta ekspertyza jest tam połączona z odpowiednio dobranym, skrojonym na miarę, długoterminowym finansowaniem, co może dla JSW być ciekawą alternatywą w realizacji inwestycji w połączeniu z ich finansowaniem – wyjaśnia Daniel Ozon.

Grupa JSW jest największym producentem wysokiej jakości węgla koksowego i znaczącym producentem koksu w Unii Europejskiej. Spółka ZOK należąca do EXME Berger Group jest największą firmą w Polsce zajmującą się odmetanowaniem górotworu kopalń węgla kamiennego i usługami z tym związanymi.

Banki zainteresowane współpracą z młodymi innowatorami. Niemal co piąty kupuje od nich rozwiązania i usługi

Banki zainteresowane współpracą z młodymi innowatorami. Niemal co piąty kupuje od nich rozwiązania i usługi 5

Fintechy, czyli innowacyjne firmy z pogranicza finansów i nowych technologii, coraz ściślej współpracują z sektorem finansowym – według PwC 17 proc. banków w Polsce kupuje od nich rozwiązania i usługi. Polską branżę fintechową wyróżniają przyjazne regulacje, wysokie kompetencje IT przedsiębiorców, szybki wzrost na tle regionu i gotowość firm do podboju międzynarodowych rynków. – Widzimy duży potencjał w tutejszym sektorze fintech – ocenia Manuel Silva z Santander InnoVentures, który m.in. w Polsce szuka innowacyjnych projektów.

Fintechy, czyli startupy, które tworzą innowacyjne rozwiązania finansowe i płatnicze z wykorzystaniem nowych technologii, od kilku lat podbijają globalny rynek finansowy. Z opracowanego przez PwC badania Fintech Survey 2017, wynika, że już co trzeci bank na świecie (31 proc.) i niemal co piąty w Polsce (17 proc.) kupuje od nich rozwiązania i usługi.

– Wiele międzynarodowych banków jest zainteresowanych zaawansowanymi aplikacjami, które mogą usprawnić ich procesy. Mam tu na myśli m.in. sposób, w jaki kontaktują się z klientami, zapobiegają praniu brudnych pieniędzy czy gromadzą środki. Rozwiązania tego typu mają coraz większy wpływ na sposób funkcjonowania instytucji finansowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Manuel Silva, dyrektor zarządzający inwestycjami w Santander InnoVentures.

W ubiegłym roku firma doradcza Deloitte wyceniła wartość polskiego rynku fintech na ok. 860 mln euro. Opublikowany w tym tygodniu raport Bazylejskiego Komitetu Nadzoru Bankowego stawia Polskę w ścisłej czołówce państw, które prowadzą politykę wspierającą działalność branży fintech. W pierwszej piętnastce znalazły się również m.in. Japonia, Singapur, Hong Kong, Niemcy, Szwajcaria i Wielka Brytania.

Widzimy duży potencjał w polskim sektorze fintech. Polskie przedsiębiorstwa dysponują utalentowanymi pracownikami o rozwiniętych kompetencjach technologicznych oraz mają dostęp do szerokiego wsparcia instytucjonalnego. Doceniamy też fakt, że lokalne startupy mają ambicje regionalne. Zamiast koncentrować się na rynku krajowym, myślą na skalę globalną  – mówi Manuel Silva.

Należący do Grupy Santander fundusz CVC Santander InnoVentures dysponuje budżetem 200 mln dolarów, przeznaczonym na inwestycje w sektor fintech. Ma za zadanie znaleźć, zakwalifikować i strategicznie zainwestować w podmioty, które mogą pomóc Grupie Santander w tworzeniu innowacyjnych rozwiązań dla klientów i poprawie zdolności operacyjnej.

W ciągu pierwszych czterech lat działalności fundusz zrealizował 20 inwestycji w innowacyjne spółki, które operują w takich dziedzinach, jak sztuczna inteligencja, płatności, kredyty, banking-as-a-service i dostęp do usług finansowych. Każdego roku Santander InnoVentures spotyka się z przedstawicielami około 500 startupów z całego świata, ale inwestuje tylko w 5-7 firm rocznie.

 Inwestujemy w cały łańcuch wartości w sektorze usług finansowych. Są to zarówno projekty edukacyjne, rozwiązania z zakresu płatności, jak i inne usługi przydatne konsumentom. Jednocześnie inwestujemy w narzędzia poprawiające nasze procedury, możliwości analityczne albo bezpieczeństwo. Uważamy, że w różnych niszach w sektorze usług finansowych można zrobić duży krok naprzód za sprawą innowacyjnych firm i chcemy to wykorzystać – podkreśla Manuel Silva.

Ekspert Santander InnoVentures ocenia, że Polski rynek fintechów – z racji dynamicznego wzrostu – jest szczególnie interesujący i ma do zaoferowania wiele rozwiązań o międzynarodowym potencjale. Wyróżnia się m.in. wysokim poziomem kompetencji technologicznych oraz znajomością specyfiki sektora finansowego.

Polskie startupy specjalizujące się w rozwiązaniach z obszaru usług finansowych swoje pomysły prezentowały m.in. podczas Innovation Day, który odbył się 21 lutego w Warszawie. Fundusz Santander InnoVentures, we współpracy z Bankiem Zachodnim WBK, oceniał je pod kątem innowacyjności, potencjału wdrożenia i stopnia dopasowania proponowanych rozwiązań do potrzeb klientów. To element szerszych działań, realizowanych w kontekście współpracy banku z sektorem fintech.

Firma doradcza PwC w ubiegłorocznym raporcie „Banki i fintechy – małżeństwo z rozsądku” ocenia, że odsetek instytucji finansowych zaangażowanych we współpracę z fintechami będzie rósł, a symbioza może przynieść cały łańcuch korzyści obu stronom. Fintechy wspierają nieuchronną migrację klientów do kanałów mobilnych – co jest istotne o tyle, że za pięć lat to właśnie mobile będzie głównym kanałem kontaktu banku z klientem.

Eksperci są zgodni, że w nadchodzących latach fintechy zmienią układ sił w sektorze finansowym. Sprzyja temu unijna dyrektywa PSD2, która na nowo ureguluje rynek usług płatniczych, uwzględniając cyfryzację i rozwój nowych podmiotów. W Polsce unijna dyrektywa zacznie obowiązywać w tym roku – na początku stycznia rząd przyjął nowelizację, która implementuje PSD2 do polskiego porządku prawnego.

Może zabraknąć pielęgniarek do opieki nad seniorami. Szybko starzejące się społeczeństwo wymaga zmian w opiece zdrowotnej

Może zabraknąć pielęgniarek do opieki nad seniorami. Szybko starzejące się społeczeństwo wymaga zmian w opiece zdrowotnej 6

Do 2030 roku liczba osób dotkniętych demencją przekroczy 75,5 mln, a w 2050 może ich być ponad 135 mln – podaje WHO. Razem z szybko starzejącym się społeczeństwem statystyki te stanowią poważne wyzwanie dla służby zdrowia. W opiece nad seniorami wspomóc rodzinę może wyszkolony zespół pielęgniarek i pielęgniarzy, w Polsce jednak jest problem z ich dostępnością. Jeśli nie zasili nas grupa młodych osób, to seniorzy będą pozbawieni profesjonalnej opieki – przestrzegają przedstawiciele zawodu. Do tej profesji młodych ludzi zachęcać mają takie inicjatywy jak Nagroda Pielęgniarska szwedzkiej Królowej Sylwii.

W Centralnym Rejestrze Pielęgniarek i Położnych zarejestrowanych jest ich nieco ponad 280 tys. Średnia wieku jednak stopniowo wzrasta. Już teraz ponad połowa pielęgniarek ma ponad 50 lat, a do 2022 roku uprawnienia emerytalne uzyska już blisko 40 tys. pielęgniarek i położnych.

 Wszędzie w UE i na świecie opieka nad pacjentem geriatrycznym przenoszona jest do domu. Mamy pielęgniarki, ale większość z nich ma ponad 50 lat. Jeżeli nic się zmieni, nie zasili nas grupa młodych koleżanek pielęgniarek, to praktycznie będziemy pozbawieni profesjonalnej opieki pielęgniarskiej nad pacjentem geriatrycznym – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Zofia Małas, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, honorowego patrona konkursu o Nagrodę Pielęgniarską Królowej Sylwii.

Problem z dostępnością profesjonalnej opieki będzie narastać, bo polskie społeczeństwo starzeje się najszybciej w Europie. Według prognoz Głównego Urzędu Statystycznego w 2020 roku co czwarty Polak będzie miał ukończone 60 lat. W 2050 roku liczba seniorów wzrośnie z ponad 8 mln do 13,7 mln (40,4 proc. społeczeństwa). Wymusza to prace nad polityką senioralną, ta zaś w Polsce dopiero raczkuje. Osoby starsze wymagają odpowiedniej opieki medycznej dostosowanej do ich potrzeb i rodzaju schorzeń. Jak jednak wskazuje NIK, w Polsce brakuje systemu opieki medycznej nad pacjentami w podeszłym wieku. Problemem jest też brak kadr.

– Jeśli nie damy pielęgniarkom wynagrodzenia adekwatnego do ich wiedzy, profesjonalizmu, to będziemy mieli problem. Naukę powinno kończyć dwukrotnie więcej osób niż obecnie, a już dziś tylko połowa z nich podejmuje pracę w wyuczonym zawodzie, bo znajdują pracę w innych, gdzie można lepiej zarobić. Mamy często dobrą bazę, szpitale, sprzęt pomocniczy, tylko zapomniano o czynniku ludzkim – mówi Zofia Małas.

WHO szacuje, że do 2030 roku liczba osób na świecie dotkniętych demencją sięgnie 75,6 mln, do 2050 roku może zaś wzrosnąć do 135,5 mln. Opieka nad nimi najczęściej spoczywa na barkach rodziny, którą powinna jednak zastąpić profesjonalna opieka pielęgniarek.

 Jakość opieki nad osobami z demencją w Polsce zawsze można ulepszyć. Jest bardzo prawdopodobne, że coraz więcej osób będzie dotkniętych tą chorobą, dlatego  musimy pogłębiać naszą wiedzę, zrozumienie i czerpać informacje z różnych źródeł. To obszar, którym będziemy musieli się zająć – przekonuje Marcin Radziwiłł, prezes Fundacji Medicover.

Zdaniem ekspertów konieczne jest docenienie roli, jaką pełnią opiekunowie i pielęgniarki. Szansą na rozwój zawodu są studenci, którzy często mają niestandardowe podejście do opieki nad chorymi i innowacyjne pomysły.

– Celem Nagrody Pielęgniarskiej Królowej Sylwii (Queen Silvia Nursing Award) jest przede wszystkim zaangażowanie i zainspirowanie młodych pielęgniarek i pielęgniarzy w Polsce do tego, żeby jak najbardziej innowacyjnie myśleli o swoim zawodzie. Chodzi o to, żeby zachęcić ich do tego, żeby proaktywnie myślały o tym, jak należy opiekować się starszymi osobami, jak należy ulepszać to, co robią – tłumaczy prezes Fundacji Medicover, będącej organizatorem polskiej edycji konkursu o Nagrodę Pielęgniarską Królowej Szwecji.

Organizowany już po raz drugi w Polsce Konkurs o Nagrodę Pielęgniarska Królowej Sylwii ma na celu zachęcenie studentów pielęgniarstwa, a także osoby będące w trakcie specjalizacji z tej dziedziny, do zgłaszania swoich pomysłów na usprawnienia opieki nad osobami starszymi. Tegoroczną drugą edycję konkursu wygrała Aldona Reczek-Chachulska z projektem Pudełka „Niezapominajka”.

– Chciałabym, żeby każdy pacjent mieszkający w domu opieki, cierpiący na demencję, posiadał swoje pudełko niezapominajkę, w którym gromadzone będą przedmioty opowiadające jego historię, np. nagranie ulubionej muzyki, filmu czy pamiątki z podróży – wyjaśnia Aldona Reczek-Chachulska.

Inspiracją do stworzenia Pudełka „Niezapominajka” były doświadczenia z opieki nad osobami cierpiącymi na demencję. Zamknięte we własnym świecie reagowały na muzykę, której słuchały w przeszłości. Przedmioty, które dla chorego mają wartość sentymentalną, pozwalają lepiej poznać pacjenta, tym samym nawiązać z nim bliższą relację, znaleźć temat do rozmowy czy uspokoić.

– Opieka nad osobami starszymi to praca niezwykle satysfakcjonująca, dająca dużo radości. Oczywiście, wymaga też ogromnej cierpliwości i empatii, ale to wszystko, co my damy tym osobom, wraca do nas ze zdwojoną siłą – mówi laureatka.

Zwyciężczyni konkursu, oprócz nagrody pieniężnej (25 tys. zł), będzie mogła odbyć staż w najnowocześniejszych organizacjach z branży medycznej.

 Pierwszy staż zamierzam odbyć w domu opieki Józefina. Zdecydowałam się na to miejsce, ponieważ jest to jedyny ośrodek w Polsce, który posiada certyfikat Swedish Care International. Jest to bardzo prestiżowe odznaczenie i świadczy o tym, że poziom opieki w tym miejscu jest bardzo wysoki. Chciałabym zdobyć doświadczenia najpierw tam, a następnie w Centrum Alzheimera, a w dalszej perspektywie myślę o Swedish Care International w Szwecji – mówi Aldona Reczek-Chachulska.

Organizatorzy konkursu o Nagrodę Pielęgniarską Królowej Sylwii tworzą przestrzeń do dyskusji między przyszłymi pielęgniarkami, a instytucjami, które posiadają szerokie doświadczenie w opiece geriatrycznej. Konkurs ma charakter międzynarodowy. Równolegle odbywają się jego edycje w Szwecji, Finlandii oraz w Niemczech. Jego celem jest pokazanie, że zawód pielęgniarki może być atrakcyjnym i satysfakcjonującym zajęciem.

Fotele fryzjerskie – co musisz o nich wiedzieć?

Wyposażenie salonu fryzjerskiego w dużej mierze wpływa na to, czy klient będzie miał do nas zaufanie i uważał nasze usługi za profesjonalne. Oczywiście do wyposażenia salonu fryzjerskiego trzeba podejść kompleksowo, ale najważniejszym elementem wyposażenia, bez którego trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie salonu jest fotel fryzjerski. Jak wybrać fotel, który spełni oczekiwania klienta, a jednocześnie zapewni komfortową pracę fryzjerowi? Oto kilka praktycznych porad!

Fotele fryzjerskie – pompa

Wszystkie fotele fryzjerskie powinny być wyposażone w pompę, która służy do regulacji wysokości. Wyróżniamy dwa rodzaje podnośników – pompa gazowa lub pompa hydrauliczna. Fotele z pompą gazową są zazwyczaj tańsze, jednak nie oferują takiego komfortu regulacji, jak fotele z pompą hydrauliczną. Na czym polega różnica? Pompa hydrauliczna umożliwia regulację wysokości fotela wraz z siedzącym na nim klientem. Jest to pożądane rozwiązanie w profesjonalnym salonie fryzjerskim, które istotnie wpływa na wygodę klienta, jak również fryzjera. Ponadto, pompy hydrauliczne są bardziej trwałe. Szeroki wybór foteli fryzjerskich z pompą oferuje AYALA: https://ayala.com.pl/produkty/fotele-fryzjerskie/

Fotele fryzjerskie – waga

Przy wyborze fotela fryzjerskiego warto też zwrócić uwagę na podstawę – ten element w dużym stopniu wpływa na stabilność mebla. Najbardziej stabilne są fotele, których podstawa jest duża i ma kształt dysku bądź kwadratu. Istotne jest też wykończenie podstawy. Bardziej zalecane są podstawy chromowane, gdyż po prostu na dłużej zachowują ładny wygląd.

Kolejną ważną kwestią jest waga fotela fryzjerskiego. Najlepiej wybrać model, którego waga nie przekracza 15 kg (bez podstawy, gdyż ta musi być ciężka, aby była stabilna), dzięki czemu będzie on łatwy w manewrowaniu na boki.

Na to czy klient zdecyduje się skorzystać z usług salonu fryzjerskiego może wpływać estetyka wnętrza, dlatego wybierając fotele fryzjerskie powinniśmy też kierować się ich wyglądem. Najlepiej zdecydować się na model nowoczesny, ale ponadczasowy, który będzie pasował do eleganckiego salonu, bez względu na to, jakich zmian w przyszłości dokonamy w aranżacji. Najbardziej odpowiednim rozwiązaniem będzie fotel z wysokiej jakości tapicerką w stonowanym kolorze (czarnym, brązowym lub beżowym) na błyszczącej, chromowanej podstawie, która dodaje mu ekskluzywności.

Taborety fryzjerskie

Wiele mówi się o wygodzie klientów salonów fryzjerskich, a jak można zadbać o wygodę fryzjera podczas pracy? Każdy fryzjer, który spędza wiele godzin w salonie w pozycji stojącej, ale też często się pochyla, wie jak dokuczliwe mogą być bóle nóg i pleców. Czy istnieje sposób, aby odciążyć ciało w trakcie pracy? Owszem, wystarczy wybrać taboret fryzjerski, aby móc komfortowo pracować, bez okropnego bólu kręgosłupa. W szczególności zalecane jest korzystanie z siedziska przy tworzeniu fryzur, które wymagają dużo czasu. Nie ma w tym nic niestosownego. Z foteli fryzjerskich korzystają najlepsi fryzjerzy, aby praca mogła przebiegać w przyjemnych dla nich warunkach, gdyż to też decyduje o jakości ich pracy. Zmęczenie i uciążliwe bóle pleców na pewno nie wpływają dobrze na precyzję cięcia, czy wykonywania innych zabiegów.

Ponadto, taki taborek czy hoker, może być przydatny przy strzyżeniu bardzo długich włosów, przy którym oparcie zwykłego fotela fryzjerskiego mogłoby przeszkadzać. Przeciętny taboret fryzjerski kosztuje około 300 zł. Można też znaleźć nieco droższy model z oparciem, aby dodatkowo odciążyć dolny odcinek kręgosłupa. Każdy taki produkt wyposażony jest w kółka, które ułatwiają poruszanie się i znakomicie sprawdzają się do użytkowania na twardych podłogach. Wysokość siedziska można dostosować do indywidualnych potrzeb korzystając z podnośnika. Ceny taboretów można porównać np. przy pomocy ceneo.pl.

Dzięki regulowanej wysokości nie trzeba się specjalnie wyginać, aby obsłużyć klienta. Najczęściej spotykane są hokery w stonowanej kolorystyce z czarną tapicerką, które łatwo jest dopasować do eleganckiego salonu, ale dostępne są też inne kolory, dzięki którym można wzbogacić aranżację według własnych upodobań.