Blisko połowa instytucji z sektora bankowego skorzysta z pomocy firm IT, przygotowując się do RODO

Aż 9 na 10 przedstawicieli sektora finansowego biorących udział w badaniu Linux Polska przyznało, że reprezentowane przez nich instytucje planują wdrożyć dodatkowe rozwiązania z obszaru IT w związku z RODO. W dodatku, w związku z nowymi przepisami, co trzecia firma zwiększyła lub planuje w znacznym stopniu zwiększyć wydatki na cyberbezpieczeństwo. Unijna regulacja dot. ochrony danych osobowych zacznie obowiązywać już za kilkanaście tygodni, przedsiębiorstwom pozostaje więc niewiele czasu na dostosowanie się do nowych zasad. Może być to jeden z powodów, dla którego blisko połowa z nich skorzysta z pomocy firmy zewnętrznej, aby przygotować obecnie stosowaną infrastrukturę informatyczną na wymogi stawiane przez prawo, które zacznie obowiązywać w maju.

Jak pokazują wyniki badania Linux Polska, chociaż prace przygotowawcze zostały w pełni zakończone tylko w co 10 firmie, to aż blisko 75 proc. ankietowanych ocenia stan przygotowania swojej instytucji na moment obowiązywania RODO jako dobry lub bardzo dobry. Skąd ten optymizm? Według badanych, aż 9 na 10 firm z sektora bankowego wdroży dodatkowe rozwiązania IT z obszaru bezpieczeństwa danych osobowych klientów, które będą zgodne z wymogami stawianymi przez nową regulację. Osoby biorące udział w badaniu zostały zapytane również o to, kto w instytucjach, które reprezentują jest odpowiedzialny za wprowadzenie zmian dotyczących gromadzenia i przetwarzania danych osobowych nałożonych przez RODO?

W blisko jednej trzeciej przypadków rola ta przypadnie zespołom IT, co świadczy o tym, że firmy w kompleksowy sposób podchodzą do wprowadzenia nowych zasad i co więcej, są świadome trudności technologicznych związanych ze spełnieniem wymogów stawianych przez RODO. To wyjaśnia, dlaczego prawie połowa instytucji korzysta lub planuje skorzystać z pomocy firmy zewnętrznej, aby przygotować obecnie stosowaną infrastrukturę IT na obowiązywanie unijnej regulacji – zaznacza Tomasz Dziedzic, Chief Technology Officer w Linux Polska.

Firmy nie tylko chcą powierzyć to ważne zadanie firmom zewnętrznym, ale również zwiększyć wydatki na bezpieczeństwo IT w związku z RODO, co jednogłośnie zadeklarowali wszyscy ankietowani biorący udział w badaniu. W blisko co trzeciej instytucji wydatki na ten cel wzrosną znacząco.

Co z tymi danymi, czyli jakie wyzwania dla instytucji finansowych niesie RODO?

Wśród wymogów stanowiących największe wyzwanie dla firm z sektora finansowego w związku z obowiązywaniem RODO, ankietowani na pierwszym miejscu wskazali ograniczenie przechowywania danych (ponad 33 proc.), a zaraz za nim na liście znalazło się ograniczenie celu wykorzystania danych (blisko 28 proc.).RODO dla firm

Jak zaznacza Marek Najmajer, wyniki badania odzwierciedlają rzeczywiste problemy techniczne i organizacyjne, jakie napotykają firmy chcące dostosować dotychczasową infrastrukturę IT do wymogów stawianych przez nowe prawo.

Jedna z zasad wprowadzonych przez RODO, czyli ograniczenie przechowywania danych, mająca na celu graniczenie do minimum czasu ich gromadzenia, w praktyce ma się sprowadzać do trwałego usunięcia danych po ustaniu celu ich przetwarzania lub na prośbę podmiotu udostępniającego te informacje np. bankowi. Zapis ten wymaga szczegółowej interpretacji, ponieważ takie skrajne podejście do kwestii ograniczenia przechowywania danych dla wielu instytucji pod względem technicznym będzie trudne w realizacji. Z kolei ograniczenie celu wykorzystania danych zostało wprowadzone, by sankcjonować użycie danych do innych celów, niż te, na które wyraził zgodę użytkownik w momencie ich przekazania. Respektowanie tego wymogu wymusza na firmach, z jednej strony – zmianę wielu formularzy i odpowiednich struktur danych, z drugiej – może mieć wpływ na przepływ danych w systemach CRM, hurtowaniach danych, które zbierają je
z systemów głównych i często używają tych informacji do efektywniejszej analizy potencjału nabywczego klienta
– wyjaśnia Tomasz Dziedzic, Linux Polska.

Zdaniem eksperta Linux Polska jest zaskakujące, że „tylko” ponad co piąty ankietowany wymienił obowiązek powiadamiania konsumentów o naruszaniu bezpieczeństwa danych osobowych w ciągu 72 godzin od wykrycia takiego zdarzenia.

Gdy nowe regulacje weszły w życie, firmy z sektora finansowego najgłośniej mówiły o tym, jak gigantyczne kary pieniężne mogą zapłacić banki, jeżeli nie spełnią obowiązku dotyczącego powiadamiania w ciągu 72 godzin o naruszenia czy wycieku danych osobowych. Natomiast wyniki ankiety mogą sugerować, że ten wymóg został niedoceniony przez respondentów. Ten fakt zdumiewa tym bardziej, że wskazany czas, czyli trzy doby, musi wystarczyć na analizę przyczyny, zakresu i konsekwencji naruszenia danych oraz na powiadomienie o tym fakcie klienta. Jeżeli dana instytucja chce się odpowiednio przygotować do tego zadania, powinna liczyć się z tym, że takie działanie będzie wymagać wdrożenia we właściwym czasie niezbędnych rozwiązań informatycznych – dodaje Tomasz Dziedzic, Linux Polska.

Nieodpowiednia infrastruktura IT mniejszym problemem niż niejasności przepisów

Jak zauważa Marek Najmajer, przedstawiciele sektora bankowego biorący udział w badaniu również nie zwrócili szczególnej uwagi na kwestie techniczne związane z bezpieczeństwem systemów informatycznych stosowanych przez banki oraz przygotowanie ich na wymogi stawiane przez RODO. Ich zdaniem niejasności dotyczące ostatecznego kształtu przepisów czy duże nakłady finansowe potrzebne do przygotowania się firmy na obowiązywanie nowych regulacji (odpowiednio 54 i 27 proc. ankietowanych) stanowią dla banków większe przeszkody niż nieodpowiednia infrastruktura IT wewnątrz reprezentowanej instytucji (13,5 proc.).

Przed takimi instytucjami jak banki, RODO w pierwszej kolejności stawia obowiązek wdrożenia niezbędnych rozwiązań, które jeszcze w efektywniejszy sposób niż dotychczas będą pomagały dbać o bezpieczeństwo danych osobowych klientów. Chodzi przede wszystkim o weryfikowaniei usprawnienie istniejących systemów informatycznych stosowanych przez banki, które odpowiadają za bezpieczeństwo danych osobowych. Inwestowanie w rozwiązania IT, które będą zgodne z wymogami stawianymi przez nowe regulacje, to dopiero kolejny etap – komentuje Marek Najmajer, ekspert Linux Polska.

Zasugerowane podejście nie oznacza całkowitej wymiany oprogramowania dbającego o bezpieczeństwo danych, a raczej wsparcie go nowymi rozwiązaniami zgodnymi z wymogami stawianymi przez RODO i zadbanie o jak najszybsze obniżenie poziomu ryzyka związanego z naruszeniem danych. To podejście powinno eliminować obawy banków
o przeznaczenie znacznych środków na dostosowanie się do unijnej regulacji.

Mniej czy więcej papieru, czyli nowelizacja prawa telekomunikacyjnego

dr Aleksandra Musielak, radca prawny, ekspertka Konfederacji Lewiatan
dr Aleksandra Musielak, radca prawny, ekspertka Konfederacji Lewiatan

Nowelizacja prawa telekomunikacyjnego nie przyczyni się do efektywnego wykorzystania nowoczesnych technologii w sektorze telekomunikacyjnym – uważa Konfederacja Lewiatan.

– Nowe prawo telekomunikacyjne może utrudnić upowszechnienie udziału elektronicznego obiegu dokumentów w obrocie gospodarczym. Dziwi wprowadzanie dodatkowych utrudnień, poprzez np. zniesienie wygodnego i chętnie wybieranego przez klientów trybu zmiany umowy przez telefon czy wprowadzenia obowiązku przekazywania regulaminów i cenników w formie papierowej każdorazowo, gdy klient zawiera umowę w formie pisemnej – mówi dr Aleksandra Musielak, radca prawny, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Oznacza to, że nawet jeśli klient zawierający w ten sposób umowę zażyczy sobie cennika i regulaminu na e-mail, nie będzie mógł dostać tych dokumentów elektronicznie, jako że nowela przewiduje, że musi otrzymać je w formie papierowej.

Propozycje zmian w ustawie dotyczące Premium Rate (chodzi o usługi telekomunikacyjne o podwyższonej opłacie: konkursy i loterie SMS, pobieranie gier) nie rozwiążą rzeczywistych problemów konsumenckich na rynku takich usług.

– Wynika to głównie z tego, że przewidziane mechanizmy de facto nie obejmują i nie sankcjonują działań rzeczywistych oszustów, a wręcz przeciwnie pozwalają im nadal bezkarnie funkcjonować – dodaje dr Aleksandra Musielak.

Projekt przewiduje odpowiedzialność dostawcy usług telekomunikacyjnych za umożliwienie świadczenia usługi o podwyższonej opłacie. Konfederacja Lewiatan uznaje za prawnie i logicznie niedopuszczalny mechanizm , w którym za naruszenie przepisów prawa odpowiedzialność (łącznie z karami) ponosić będzie podmiot inny niż sprawca naruszenia.

Planowana nowelizacja umożliwia w razie wykrycia przez prezesa UKE nieprawidłowości w działaniu danego operatora telekomunikacyjnego lub innego podmiotu podlegającego kontroli UKE, nałożenie kary niezależnie od zakończenia postępowania kontrolnego. Oznacza to, że usunięcie przez przedsiębiorcę nieprawidłowości w trakcie postępowania kontrolnego nie będzie chroniło przed karą.

Konfederacja Lewiatan proponuje zapewnienie odpowiedniego vacatio legis dla wprowadzanych przepisów, w szczególności okres 9 miesięcy na dostosowanie systemów IT dla potrzeb wdrożenia nowych rozwiązań z obszaru Premium Rate.

Ratownictwo medyczne będzie państwowe

Dobrawa Biadun, ekspertka Konfederacji Lewiatan
Dobrawa Biadun, ekspertka Konfederacji Lewiatan

Projekt ustawy o państwowym ratownictwie medycznym, nad którym pracuje Sejm, eliminuje z rynku usług medycznych prywatnych przedsiębiorców. Konfederacja Lewiatan uważa, że żadne kontrole, w tym NIK, nie wykazały nieprawidłowości w udzielaniu pomocy pacjentom w prywatnych placówkach. Nie ma też zastrzeżeń do pracy pracowników medycznych.

– Zadania z zakresu ratownictwa medycznego nie są realizowane lepiej tylko dlatego, że dysponent jest państwowy. W żadnym z raportów NIK nie wskazano, że forma własności ma jakiekolwiek znaczenie przy wykonywaniu usług medycznych – przekonuje dr Dobrawa Biadun, radca prawny, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Po upaństwowieniu ratownictwa medycznego konieczne będzie odtworzenie całej jego struktury (zapewnienie lekarzy, zakup ambulansów, wyposażania), zbudowanej i utrzymywanej przez podmioty prywatne w ostatnich kilkunastu latach. Niestety, nie dokonano oceny faktycznych kosztów całej operacji, co jest sprzecznie z zasadami gospodarowania środkami publicznymi. Nie wskazano również na realne zagrożenie wypłaty odszkodowania na rzecz firmy Falck na podstawie umowy miedzy rządami Polski i Danii.

Prawo międzynarodowe, w tym prawo UE chroni przed wszelkimi działaniami państwa polegającymi na „wywłaszczeniu pośrednim” oraz przed „działaniami równoznacznymi z wywłaszczeniem”. Sąd arbitrażowy rozstrzygający spór Ronald S. Lauder przeciwko Republice Czeskiej uznał że „pośrednie wywłaszczenie, albo nacjonalizacja jest środkiem, który nie wiąże się z przejęciem majątku, ale skutecznie uniemożliwia jego wykorzystanie. Przyjmuje się, że co do zasady, działania mogące skutkować pośrednim wywłaszczeniem stanowią szeroki wachlarz i każdy przypadek powinien być rozstrzygany na podstawie zaistniałych okoliczności” .

Nowe przepisy doprowadzą do sytuacji, w której podmioty prywatne nie będą mogły korzystać z majątku w celu przystąpienia do konkursu i ubiegania się o zawarcie umowy – prowadzi zatem do wywłaszczenia (nacjonalizacji).

W 2017 roku zatrudniono o 36% Ukraińców więcej niż rok wcześniej

W 2017 roku zostało wydanych ponad 1,8 mln oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcowi, o 39% więcej niż w poprzednim roku – wynika z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Aż 94% wszystkich oświadczeń dotyczyło obywateli Ukrainy, na których zapotrzebowanie wzrosło o 36% r/r. Popularność pracy w Polsce wśród Ukraińców oraz ich łatwa aklimatyzacja, zachęciły pracodawców do szukania kadry również w innych państwach. W 2017 roku wydano o 148% r/r więcej oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy obywatelom Białorusi.

Ukraińcy, ze względu na bliskość kulturową i językową, stanowią dla pracodawców w Polsce, którzy mierzą się z pogłębiającymi się deficytami kadrowymi, obecnie podstawowy ratunek. Świadczy o tym rosnące zapotrzebowanie. Z roku na rok wydawanych jest więcej oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy naszym wschodnim sąsiadom – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service.

W jakich branżach pracują Ukraińcy?

Pracownicy z Ukrainy w 2017 roku najczęściej pracowali w rolnictwie – aż 303 tys. Jednak w porównaniu rok do roku zapotrzebowanie na nich w tym sektorze zmalało o 9%. Wielu Ukraińców znalazło zatrudnienie w przetwórstwie przemysłowym – 217 tys., +38% r/r. Natomiast w budownictwie, gdzie w ubiegłym roku pracowało 214 tys. Ukraińców, wzrost rok do roku wyniósł 34%. Co istotne, większość Ukraińców zatrudniona była w ramach umowy o pracę (ok. 948 tys.) oraz umowę zlecenie (ok. 419 tys.).

Warto odnotować, że w zestawieniu Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej dominują agencje zatrudnienia, które złożyły aż 676 tys. oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy obywatelom Ukrainy.

Po pracownika na Białoruś

W związku z rosnącym zapotrzebowaniem na kadrę, pracodawcy zaczęli rozglądać się za możliwością zatrudnienia pracowników również z innych krajów niż Ukraina. Wyróżnia się tutaj Białoruś. W 2017 roku liczba oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy obywatelom Białorusi wzrosła dwuipółkrotnie w porównaniu do 2016 roku (23 tys. w 2016 vs. 58 tys. w 2017).

Zarobki na Białorusi są wyższe niż na Ukrainie, nadal jednak niższe niż w Polsce. To powoduje, że Białorusini decydują się na emigrację zarobkową właśnie do naszego kraju. Natomiast polscy pracodawcy zaczynają po nich sięgać, bo podobnie jak Ukraińcy są nam bliscy kulturowo – mówi Krzysztof Inglot.

Dlaczego Amerykanin nie lubi chodzić do pracy?

Ameryka, motor napędowy rozwoju świata i lider w wielu dziedzinach globalnej gospodarki, zmaga się z dość poważnym problemem. Okazuje się, że mężczyźni w USA nie garną się do pracy. Nie uwierzycie, dlaczego – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

„Ameryka też się sypie”… chciałoby się zacytować słynne słowa piosenki Kazika. Literalnie może to nawet i prawda – Stany Zjednoczone potrzebują setek miliardów dolarów, jeśli nie kilku bilionów, na inwestycje infrastrukturalne. „Sypanie się” może mieć także zupełnie inne znaczenie. Dane pokazują, że mężczyźni w kwiecie wieku (25-54 lata) w znacznej części nie pracują, ani pracy nie szukają – są nieaktywni zawodowo, inaczej bierni.

USA na szarym końcu

Od ponad pół wieku aktywność zawodowa mężczyzn powyżej 15. roku życia w Stanach Zjednoczonych utrzymuje się w trendzie spadkowym. Jeszcze w drugiej połowie lat 50. odsetek aktywnych przekraczał 85 proc. Jednak od kilku lat pozostaje poniżej poziomu 70 proc., czyli najmniej w historii badań. Brak chęci do pracy lub jej szukania (bierność zawodowa) to w znacznym stopniu skutek zmian demograficznych.

Przy rosnącej średniej długości życia naturalne staje się, że coraz więcej starszych osób opuszcza rynek pracy. Warto jednak zauważyć, że aktywność jest bardzo niska również dla mężczyzn w wieku 25-54 lata (prime age). Przez 50 lat spadła ona o niespełna 10 pkt proc. i od kilku lat nie przekracza 89 proc. mimo silnego popytu na pracę w USA. Dodatkowo Stany zajmują trzecie miejsce od końca wśród krajów OECD (dane z 2016 r.) w rankingu aktywności. Dlaczego?

Powód I – wykształcenie

W opracowaniu Białego Domu z 2016 r. analizującym problem niskiej aktywności zawodowej mężczyzn zwraca się uwagę na różnice w wykształceniu. Aktywność osób z dyplomem uczelni wyższej pozostaje przez lata wysoka – od 94-96 proc. Wyraźne spadki widoczne są natomiast u tych, którzy zakończyli edukację na szkole podstawowej – obecnie w przedziale 82-83 proc, czyli mniej o 15 pkt proc. niż 50 lat temu.

Powód II – różnica pokoleniowa

Szczególnie interesująco przedstawia się porównanie aktywności pomiędzy pokoleniami. Dane Białego Domu pokazują, że aktywność 30-latków z każdą dekadą zauważalnie malała. Zatrudnienie lub chęć jego podjęcia dla najmłodszego pokolenia (1983-1992) jest o ponad 10 pkt proc. niższa niż dla osób urodzonych w latach 1933-1942.

Powód III – młodzi mają inne zajęcia niż praca

Pół biedy, gdyby bierność zawodowa wynikała z tego, że młodzi mężczyźni częściej wyręczają kobiety w obowiązkach domowych, pozwalając im rozwijać karierę zawodową. Tak jednak nie jest. W opracowaniu wiodącego think-tanku „Brookings Institution” na temat bierności zawodowej praktycznie nie ma różnic w czasie spędzonym z dziećmi czy na obowiązkach domowych pomiędzy mężczyznami aktywnymi i nieaktywnymi zawodowo.

Jest natomiast diametralna różnica w spędzaniu wolnego czasu. Bierni zawodowo młodzi mężczyźni na relaks czy odpoczynek (sen, telewizja, filmy, spotkania ze znajomymi) przeznaczają ok. 150 godzin tygodniowo. Aktywni zawodowo natomiast odpoczywają przez ok. 100 godzin tygodniowo. Czas zarezerwowany na pracę praktycznie jest więc w całości „spożytkowany” na relaks przez tych, którzy nie mają i nie szukają zatrudnienia.

Powód IV – duży odsetek w więzieniu

Wracając do wcześniej cytowanego opracowania Białego Domu (The Long-Term Decline Prime-Age Male Labor Force Participation”), należy także podkreślić wysoki odsetek Amerykanów w kwiecie wieku, którzy siedzą w więzieniach. W 2014 r. aż 1,1 mln mężczyzn w prime-age było za kratkami. To ok. 50 proc. więcej niż ćwierć wieku temu przy niewielkim wzroście populacji.

Odsetek więźniów w prime-age jest pięciokrotnie wyższy w Stanach Zjednoczonych niż średnio w OECD. W czasie odsiadywania wyroku to nie ma wpływu na aktywność zawodową (nie są oni zaliczani statystyk), ale później takie osoby mają problemy, by aktywnie uczestniczyć w życiu zawodowym, co już wpływ na dane ma.

Z czego się utrzymują?

Naturalnie nasuwa się pytanie, z czego utrzymują się gospodarstwa domowe, w których mężczyźni w kwiecie wieku nie pracują. Poza oszczędnościami czy dochodem współmałżonka opracowanie Białego Domu zwraca uwagę, że ponad 6 tys. dol. rocznie przekazywane jest tym rodzinom w formie różnego rodzaju zasiłków. Z kolei w tych gospodarstwach domowych, gdzie mężczyzna w sile wieku pracuje, transfery socjalne odpowiadają przeciętnie za ok. 1 tys. dol. dodatkowego dochodu.

Konsekwencje

Spadająca aktywność zawodowa młodych mężczyzn pogarsza ogólną efektywność gospodarki, a także skazuje ich na znacznie gorsze warunki życia na starość. Poważną kwestią są również różnego rodzaju uzależnienia (np. od leków opioidowych), które z jednej strony utrudniają wyjście z bierności zawodowej, a z drugiej mogą w nią popychać.

W pewnym stopniu zawodowa bierność Amerykanów może wynikać z systemowego podejścia w USA do pracy. Polityka niewielkiego wsparcia na starcie kariery (drogie studia, braki edukacji zawodowej) dla obywateli powoduje, że Stany zdecydowanie gorzej radzą sobie z rosnącą konkurencją światową w przemyśle niż np. Niemcy. Teraz te zaniedbania odbijają się czkawką właśnie w postaci zbyt wysokiej bierności zawodowej mężczyzn w kwiecie wieku.

Posłowie proponują poprawę jakości tworzenia prawa dla firm

Poprawienie procesu tworzenia prawa dla przedsiębiorców – to cel poselskiego projektu zmian w ustawie o swobodzie działalności gospodarczej.

Poselski projekt zmian w ustawie o swobodzie działalności gospodarczej nakłada na organy administracji rządowej obowiązek oceniania wpływu projektowanej ustawy lub rozporządzenia na przedsiębiorców. Chodzi tu o akty prawne, które dotyczą praw majątkowych, uprawnień lub obowiązków publicznoprawnych przedsiębiorców, lub takie, które mają wpływ na koszty funkcjonowania przedsiębiorców.

W myśl projektu szczegółową metodologię sporządzania oceny wpływu aktu prawnego na działalność przedsiębiorców określi rząd w rozporządzeniu.

Organ administracji rządowej będzie musiał skierować projekt do organizacji związkowych, organizacji pracodawców i innych podmiotów, które ze względu na charakter swojej działalności są zainteresowane danym projektem ustawy lub rozporządzenia.

Projekt wprowadza określony czas trwania konsultacji nad aktem prawnym dla przedsiębiorcy – ma on być nie krótszy niż 14 dni w przypadku projektu rozporządzenia i 21 dni w przypadku projektu ustawy, liczone od dnia udostępnienia projektu rządowego w Biuletynie Informacji Publicznej na stronie Rządowego Centrum Legislacji.

Termin powyższy będzie mógł ulec wydłużeniu, jeżeli wynika to z przepisów odrębnych.

Premier będzie mógł zrezygnować z konsultacji, jeżeli zajdzie potrzeba pilnego uchwalenia projektu ustawy lub wydania rozporządzenia, które ma na celu ochronę zdrowia, życia lub porządku publicznego.

Projekt określa też procedurę konsultacji projektów aktów prawnych innych niż rządowe. W takich wypadkach rząd będzie musiał przedstawić stanowisko do projektu ustawy w terminie maksymalnie 30 dni od otrzymania projektu przez marszałka sejmu. Jeżeli rząd poprze w całości lub części projekt nie rządowy, będzie on umieszczany na stronie Rządowego Centrum Legislacji.

Do projektów ustaw, które zostały wniesione do sejmu, i projektów rozporządzeń skierowanych do uzgodnień, konsultacji publicznych lub opiniowania przed dniem wejścia w życie omawianego projektu ustawy będą stosowane przepisy dotychczasowe.

Autorzy projektu powołali się na raport działającego przy Fundacji Batorego Obywatelskiego Forum Legislacji, w którym zwraca się uwagę na ekspresowe tempo uchwalania ustaw w obecnej kadencji sejmu i częste zgłaszanie projektów poselskich zamiast rządowych po to, aby uniknąć uzgodnień międzyresortowych i konsultacji społecznych. Z raportu OFL wynika też, że jeżeli projekty są poddawane konsultacjom, to wybierany jest najkrótszy, 14-dniowy termin na ich przeprowadzenie. Ponadto obecnie nie wiadomo, jak przeprowadzane są konsultacje w Sejmie.

Omawiana nowelizacja ma wejść w życie po upływie 14 dni od dnia ogłoszenia w Dzienniku Ustaw. Niedługo trafi do pierwszego czytania w Sejmie.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Nowe przywileje dla kierowców aut elektrycznych

W zeszłym roku w Europie zarejestrowano 200 tys. samochodów elektrycznych, gdy w Polsce poniżej 1 tys. Co zmieni podpisana przez prezydenta ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych? Powstanie więcej miejsc, w których można doładować samochody elektryczne i zatankować pojazdy na gaz.

-Ustawa tworzy mechanizm, dzięki któremu będzie się rozwijała infrastruktura drogowa. Do 2020 r. ma powstać ponad 6 tys. punktów ładowania samochodów elektrycznych – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maciej Mazur z Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych. – To kluczowa bariera, z powodu której takich samochodów jest w Polsce bardzo niewiele.

Ustawa określiła też pakiet korzyści: samochód elektryczny będzie nieco tańszy, bo wprowadzona została zerowa stawka akcyzowa. Będzie można łatwiej poruszać się po aglomeracjach, bo takie samochody będą mogły korzystać z buspasów i darmowych miejsc parkingowych.

Takie miasta jak Warszawa czy Lublin są wśród europejskich liderów wprowadzania elektromobilności w komunikacji zbiorowej. Kiepsko jest natomiast z komunikacją indywidualną ze względu na bardzo duże różnice w pomiędzy ceną samochodu elektrycznego a konwencjonalnego.Zniesienie akcyzy to za mało, uważa Maciej Mazur.

Rusza finansowanie terminali płatniczych dla MŚP – Program „Polska Bezgotówkowa”

Fundacja poinformowała o przekazaniu przedsiębiorcom pierwszych terminali płatniczych dofinansowanych w ramach Programu Wsparcia Obrotu Bezgotówkowego „Polska Bezgotówkowa”. Do Programu przystąpiło już sześciu agentów rozliczeniowych, z którymi przedsiębiorcy mogą podpisywać umowy, aby korzystać z bezpłatnych terminali. Detalistom, którzy kwalifikują się do udziału w Programie, oferuje on możliwość finansowania do 3 terminali płatniczych przez okres roku. Dzięki inicjatywie Fundacji i przeznaczeniu ok. 600 mln zł, w ciągu 3 lat w Polsce może przybyć około pół miliona nowych terminali płatniczych. Pomoże to przedsiębiorcom z sektora handlowo-usługowego unowocześnić ich biznes oraz przyciągnąć nowych klientów, co w konsekwencji może stymulować wzrost całej gospodarki.

Według ekspertów Fundacji Polska Bezgotówkowa w Polsce brakuje kilkuset tysięcy terminali płatniczych – wskazuje na to zarówno porównanie liczby terminali do liczby kas fiskalnych, jak i porównanie nasycenia terminalami na rynku w Polsce i w innych krajach UE. Jednocześnie jedną z głównych barier zgłaszanych przez przedsiębiorców, która zniechęca ich do zainstalowania terminali płatniczych, jest koszt tych urządzeń. Oferta Fundacji odpowiada na to wyzwanie zapewniając pokrycie kosztów użytkowania terminali przez przedsiębiorców oraz kosztu transakcji przez okres jednego roku.

Do Programu „Polska Bezgotówkowa” mogą zgłaszać się mali i średni przedsiębiorcy, którzy chcą rozpocząć przyjmowanie płatności bezgotówkowych za swoje towary i usługi,
a w okresie ostatnich 12 miesięcy w swoim punkcie handlowo-usługowym nie akceptowali płatności bezgotówkowych. Do udziału w Programie uprawnieni są  chętni przedsiębiorcy, którzy posiadają maksymalnie 5 placówek detalicznych.

Przedsiębiorca, który zdecyduje się przyłączyć do Programu, otrzyma wsparcie ze strony Fundacji polegające na pokryciu kosztów związanych z otrzymaniem terminala do akceptacji kart oraz kosztów obsługi płatności bezgotówkowych przez okres 12 miesięcy. Detalista może otrzymać maksymalnie trzy terminale, w tym jeden terminal mPOS. Dla każdego terminala okres dofinansowania jest liczony przez 12 miesięcy osobno, od momentu jego instalacji.

Za realizację Programu będą odpowiedzialni agenci rozliczeniowi, którzy będą podpisywać
z przedsiębiorcami odpowiednie umowy. Obecnie są to eCard S.A., eService, First Data Polska SA (Polcard), Paytel SA, PKO Bank Polski, ING Bank Śląski SA. Oferta jednego z agentów dostępna będzie także w placówkach banków spółdzielczych SGB. Niebawem dołączą do nich kolejni, których lista będzie aktualizowana i dostępna na stronie www.polskabezgotowkowa.pl.

„Beneficjentami obrotu bezgotówkowego są w Polsce zarówno obywatele, przedsiębiorcy, instytucje publiczne, jak i państwo. Dla obywateli to wygoda, bezpieczeństwo, oszczędność czasu i pieniędzy. Natomiast dla przedsiębiorców to zmniejszenie kosztów obsługi gotówki, wzrost produktywności czy unowocześnienie funkcjonowania firmy. Możliwość dokonywania płatności bezgotówkowych jest jednym z oczekiwań nowoczesnego społeczeństwa. Działania Fundacji Polska Bezgotówkowa są odpowiedzią na potrzeby klientów i wpisują się w wiele inicjatyw rządowych, jak i oferowanych przez rynek rozwiązań. Jestem przekonany, że Polska stoi na drodze do nowoczesnej gospodarki i jest już gotowa, żeby stać się Polską cyfrową, szczególnie w obszarach ułatwiających codzienne życie obywateli i przedsiębiorców”  -powiedział Tadeusz Kościński, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii.

Korzyści dla przedsiębiorców

Udział w Programie „Polska Bezgotówkowa” oznacza szereg długofalowych korzyści dla przedsiębiorców. Jedną z kluczowych jest możliwość zwiększenia przychodów przez detalistów poprzez pozyskanie przychylności i lojalności klientów. Ci chętniej korzystają ze sklepów i punktów usługowych, w których można płacić bezgotówkowo, ponieważ te formy uważają za szybkie i wygodne.

Kolejnym benefitem jest usprawnienie biznesu i uniknięcie kosztów, których nie uświadamiamy sobie na co dzień. Płatności bezgotówkowe to dla przedsiębiorcy oszczędność czasu – nie musi poświęcać go na liczenie gotówki i wydawanie reszty. W tym samym czasie może więc obsłużyć większą liczbę transakcji. Dzięki terminalom nie musi też inwestować w zabezpieczenia chroniące gotówkę, w tym podczas przewożenia utargów do banku, ponieważ pieniądze trafiają bezpośrednio na konto. W efekcie przedsiębiorca może skupić się na tym, co najważniejsze, czyli generowaniu przychodów dla swojej firmy.

– Polska gospodarka jest coraz bardziej bezgotówkowa, a klienci przyzwyczajeni do udogodnień ery Internetu. Udostępnienie nowoczesnych form płatności to dowód, że firma wychodzi im naprzeciw i idzie z duchem czasu. Płatności bezgotówkowe podnoszą konkurencyjność poszczególnych firm, a w konsekwencji – całej polskiej gospodarki, przenosząc ją do sfery cyfrowej. Dlatego zapraszamy i zachęcamy wszystkich detalistów do przyłączenia się do Programu „Polska Bezgotówkowa” – powiedział Mieczysław Groszek, Prezes Zarządu Fundacji Polska Bezgotówkowa.

– Jesteśmy świadkami szybkich zmian na rynku płatności i związanego z nimi zwiększonego zapotrzebowania na instrumenty obrotu bezgotówkowego. Poprzez realizację Programu „Polska Bezgotówkowa” branża finansowa wspiera te zmiany, wychodząc naprzeciw potrzebom uczestników tego rynku – przedsiębiorców, konsumentów oraz państwa – dla dobra całej gospodarki – dodał Krzysztof Pietraszkiewicz, Prezes Związku Banków Polskich.

Split payment – dochodowy interes dla budżetu państwa. A co na to biznes?

Przedsiębiorcy zdążyli się już przyzwyczaić, że powitanie Nowego Roku wiąże się z szeregiem zmian w prawie podatkowym. Nie inaczej jest także w 2018 r., w którym m.in. nastąpi rewolucja w płaceniu podatku VAT należnego z tytułu transakcji dokonywanych na rzecz innych podatników, czyli transakcji B2B.

Istota nowego rozwiązania polega na tym, że płatność za nabyty towar lub usługę odpowiadająca wartości netto sprzedaży będzie płacona przez nabywcę na rachunek rozliczeniowy dostawcy, a pozostała kwota zapłaty odpowiadająca kwocie podatku VAT zasili specjalny rachunek bankowy dostawcy – tzw. rachunek VAT. Oznacza to nic innego jak ograniczenie prawa dostawcy do dysponowania całą kwotą otrzymaną od klienta na podstawie wystawionej faktury w bieżącej działalności gospodarczej.

Fikcja prawa własności

Pomimo że intencją ustawodawcy nie była ingerencja w konstytucyjne prawo własności, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że kwoty zgromadzone na rachunku VAT dostawców i usługodawców znajdą się pod ścisłym nadzorem fiskusa. Owszem, podatnik będzie mógł dysponować rachunkiem VAT wedle własnego uznania, ale wyłącznie w zakresie zapłaty podatku należnego VAT do urzędu skarbowego lub zapłaty kwoty odpowiadającej podatkowi VAT z faktury otrzymanej od swojego kontrahenta. Natomiast w sytuacji, gdy kwota zgromadzona na rachunku VAT przewyższy kwotę podatku należnego do zapłaty do US, wówczas podatnik będzie mógł wystąpić z wnioskiem o dokonanie przelewu środków zgromadzonych na jego rachunku VAT na swój podstawowy rachunek bankowy prowadzony dla celów działalności gospodarczej. „Uwolnienie” tych środków zostanie dokonane wyłącznie na wniosek przedsiębiorcy, który będzie podlegał weryfikacji naczelnika urzędu skarbowego, a ewentualny przelew wnioskowanej kwoty nastąpi w terminie 60 dni. Tak długi termin na „uwolnienie” środków z rachunku VAT jest szczególnie krzywdzący dla przedsiębiorców i nie ma uzasadnionych podstaw, zwłaszcza gdy wszystkie informacje o obrocie gospodarczym w firmie są przekazywane organom za pośrednictwem narzędzi elektronicznych, tj. JPK_VAT.

Dobrowolność czy powszechność stosowania?

Warto mieć na uwadze, że znowelizowana ustawa o podatku od towarów i usług przewiduje dobrowolność w stosowaniu mechanizmu podzielonej płatności (ang. split payment). To od decyzji nabywcy będzie zależało, czy zapłata za nabyty towar lub usługę zostanie zrealizowana za pośrednictwem rachunku VAT, czy też nie. Do czasu wejścia w życie przepisów dot. split payment, tj. 1 lipca 2018 r., banki oraz spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe (SKOK) zostały zobowiązane do przypisania wszystkim firmom prowadzącym rachunek rozliczeniowy dla celów działalności gospodarczej odrębnego rachunku VAT. Z treści uzasadnienia do ustawy nowelizującej jasno wynika, że utworzenie i prowadzenie rachunku VAT przez przedsiębiorcę ma być neutralne finansowo i nie może się wiązać z dodatkowymi opłatami dla firm. Ma to zachęcić podatników do upowszechnienia stosowania mechanizmu podzielonej płatności. Co istotne, rachunek VAT będzie prowadzony wyłącznie w stosunku do rachunków prowadzonych w walucie polskiej, co oznacza, że transakcje wyrażone w walutach obcych nie będą mogły być realizowane za pomocą split payment.

System zachęt fiskusa – czy warto?

Należy zauważyć, że nowe przepisy przewidują także system zachęt dla tych firm, które podejmą decyzję o dobrowolnym stosowaniu mechanizmu podzielonej płatności. W sytuacji bowiem, gdy zapłata danej faktury zostanie dokonana przy pomocy split payment:

  • nie będą miały zastosowania:
  • przepisy o odpowiedzialności solidarnej podatnika z podmiotem dokonującym dostawy towarów wrażliwych, o których mowa w załączniku nr 13 (art. 105a ustawy VAT);
  • przepisy dotyczące ustalenia dodatkowego zobowiązania podatkowego m.in. z tytułu nieuprawnionego zaniżenia w deklaracji kwoty podatku – tzw. sankcje VAT (art. 112b i 112c ustawy VAT) – do wysokości kwoty podatku odpowiadającej kwocie VAT wynikającej z otrzymanej faktury i opłaconej za pomocą rachunku VAT;
  • odstępuje się od stosowania podwyższonej stawki odsetek za zwłokę w wysokości 150% do zaległości w podatku VAT, pod warunkiem że co najmniej 95% kwoty podatku naliczonego wykazanego w deklaracji VAT z faktur zakupowych zostało opłaconych przy zastosowaniu rachunku VAT.

Kto zyska?

Szczególną uwagę należy zwrócić na art. 108d ust. 1 ustawy, który umożliwia zmniejszenie zobowiązania podatkowego z tytułu VAT, o ile zapłata podatku należnego w całości nastąpi z rachunku VAT oraz w terminie wcześniejszym niż termin do zapłaty podatku. Skorzystanie z takiej możliwości oznacza zmniejszenie kwoty podatku do zapłaty do US o kwotę – obliczoną na podstawie wzoru określonego w ustawie – uzależnioną od pierwotnej kwoty zobowiązania, stopy referencyjnej NBP obowiązującej na dwa dni robocze przed dniem zapłaty podatku oraz terminu, w jakim to zobowiązanie zostało uregulowane. Przepis brzmi atrakcyjnie, natomiast jeśli przełoży się jego treść na konkretny stan faktyczny, może się okazać, że nie przyniesie wymiernych korzyści finansowych. Dla przykładu, jeżeli kwota podatku należnego do zapłaty za styczeń 2018 r. wyniesie 100 tys. zł, to kwota zmniejszająca zobowiązanie z tytułu VAT przy zapłacie z rachunku VAT w dniu 1 lutego wyniesie niewiele ponad 100 zł.

Konkludując, zasadniczym beneficjentem omawianego rozwiązania będzie budżet państwa, który przy niewielkiej rekompensacie finansowej zostanie zasilony znacznie szybciej, niż to wynika z ustawy. Wprowadzenie tego wątpliwego dla firm przywileju oznacza bowiem skrócenie okresów pomiędzy zdarzeniem powodującym powstanie obowiązku podatkowego w VAT oraz rzeczywistą wpłatą należności z tego tytułu. W rezultacie realne korzyści, w tym finansowe, zyskuje fiskus, a nie podatnik.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Czy NSA stworzyła bitcoin?

NSA twórcą bitcoina? Absurdalne, prawda? A gdyby ktoś przed czerwcem 2013 r., przed ujawnieniem rewelacji E. Snowdena, ogłosił, że NSA podsłuchuje prywatne telefony przywódców ważnych i – o zgrozo! – zaprzyjaźnionych państw, z jaką reakcją by się spotkał? Z jednoznaczną: to bzdura! Może więc lepiej nie wydawać kategorycznych sądów w dzisiejszym skomplikowanym i coraz bardziej nieprzewidywalnym świecie. Czy NSA stworzyła bitcoin? W naszej ocenie to wątpliwe. Ale warto przyjrzeć się argumentom, które przemawiają za tym, że mogło tak być.

Satoshi Nakamoto – twórca indywidualny czy zbiorowy?

Niemal od 10 lat trwają rozważania o tym, kto może być twórcą elektronicznej waluty bitcoin. Ten, który za niego się podaje, Satoshi Nakamoto, pozostaje wciąż anonimowy. Do jego zapewnień o japońskich korzeniach należy, zdaniem specjalistów, podchodzić sceptycznie, bo angielszczyzna w opublikowanych przez Nakamoto dokumentach jest niezwykle wyrafinowana, naszpikowana charakterystycznymi idiomami, a w konsekwencji wskazuje zdecydowanie na autora z obszaru anglojęzycznego. Rodzi się też pytanie: dlaczego miałby się ukrywać, skoro za prawa autorskie mógłby uzyskać miliardy dolarów?

Kto więc kryje się za tym nazwiskiem? Było przynajmniej kilkanaście pomysłów. Długo na „giełdzie” autorów pozostawał Nick Szabo, Amerykanin, który jeszcze przed pojawieniem się bitcoina opublikował post ujawniający pełne pasji zainteresowanie technologią blockchain (chodzi o zdecentralizowaną i rozproszona bazę danych w sieci internetowej o architekturze peer-to-peer bez centralnych komputerów i scentralizowanego miejsca przechowywania danych, służącą do księgowania transakcji). Według „New York Times” specjaliści z Aston University przeanalizowali styl Szabo, porównali go ze stylem Nakamoto i dostrzegli „niesamowite” podobieństwa. Do bitcoina, jako swojego dziecka, przyznał się australijski przedsiębiorca i naukowiec Craig Steven Wright. Ale wkrótce po tym zaskakującym coming oucie jego biuro i dom odwiedzili urzędnicy skarbowi z ATO (Australian Taxation Office). Ich dochodzenie miało być związane nie z bitcoinem, ale z długofalowym śledztwem związanym z niepłaceniem podatków. Sam Wright oświadczył, iż ściśle współpracuje z ATO, zaś prawnicy ustalają sumę zaległych podatków.

„New Yorker” zasugerował dwóch potencjalnych Satoshich, ale obaj gorąco zaprzeczyli. Jeden wydawał się szczególnie prawdopodobny – absolwent kryptografii z Trinity College z Dublina, który podjął pracę związaną z oprogramowaniem do handlu walutami dla potrzeb banku i napisał artykuł na temat technologii peer-to-peer. Drugi to pracownik naukowy Instytutu Internetu w Oxfordzie Vilii Lehdonvirta. Z kolei „Fast Company” zwrócił uwagę na zgłoszenie patentowe dotyczące szyfrowania złożone przez trzy osoby – Charlesa Bry’a, Neala Kinga i Vladimira Oks­mana. Poszlaką wskazującą na ową trójkę jako potencjalnych Satoshich miałby być zwrot „komputerowo niemożliwe do odwrócenia” zastosowany zarówno w ich dokumencie, jak i w piśmie Nakamoto. Kandydaci do słynnego nazwiska stanowczo zaprzeczyli.

W trakcie poszukiwań znalazło się kilku zbiorowych Nakamoto. Niektórzy utrzymują, iż twórcą jest konglomerat japońskich korporacji, zaś imię i nazwisko Satoshi Nakamoto wzięto od pierwszych liter ich nazw: Samsung, Toshiba, Nakayama i Motorola. Wskazuje się też na Chiny jako twórcę bitcoina. Dlaczego na Państwo Środka? Odpowiedź wydaje się oczywista – Chiny publicznie wspierają tę walutę, narażając się tym samym na wiele negatywnych uwag. Bitcoin miałby być kolejną próbą destabilizacji dolara amerykańskiego. Dobrze znana jest chęć Chin do zastąpienia dolara amerykańskiego jako globalnej waluty rezerwowej. A więc może to kolejny krok w chińskiej strategii ataku?

Pojawiła się również teoria, iż twórca bitcoina to sztuczna inteligencja (AI – Artificial Intelligence) stworzona przez jedną z agencji rządowych. Autorzy tej teorii nie sugerują, który rząd za tym stoi ani dlaczego potrzebował sztucznej inteligencji. Szczerze mówiąc, jest to jedna z najbardziej naciąganych wersji. Czasami jednak teorie, które brzmią najbardziej nieprawdopodobnie, okazują się prawdą.

Co przemawia za NSA?

NSA ma intelektualne zdolności, organizacyjne możliwości i motyw. Posiada zespoły najlepszych kryptografów i matematyków, największy i najszybszy komputer na świecie. A motyw? Nieskomplikowany – kontrola nad światem.

NSA to potężne narzędzie w ręku administracji amerykańskiej, której dotychczasowym środkiem dominacji nad światem była i jest nadal ekonomia wspierana rakietami. Innymi słowy, amerykański dolar jest wspierany militarnie i istnieje na to dziesiątki dowodów. Ale to nie wystarcza. Dzięki Snowdenowi światło ujrzała prawda, że NSA śledzi cały ruch internetowy na poziomie sieci, że ma dojścia do kabli światłowodowych, że robiła interesy z firmami telekomunikacyjnymi, aby „tylnymi drzwiami” docierać do ich systemów, że śledziła pornograficzne upodobania islamskich radykałów.

Po co NSA byłby bitcoin? Otóż służyłby jako swoisty motor napędowy. Tworzy samowystarczalną, samonapędzająca się bańkę (bubble), za którą można i trzeba podążać – między bajki można włożyć teorie, jakoby transakcje bitcoinem były anonimowe. To jednak temat do szerszych rozważań. Bitcoin umożliwi organom ścigania gromadzenie danych o przestępcach w sieci zwanej Jedwabnym Szlakiem. Z uwagi na zakazy prawa wewnętrznego NSA nie kontroluje Internetu w innych krajach. Jednak używając narzędzia „wyluzowanej” waluty, może zbierać z całego globu informacje, których w dodatku – tak jak w przypadku Facebooka – użytkownicy dostarczą dobrowolnie. Jest to taka sama strategia, jaką NSA stosuje przy prowadzeniu podsłuchów, z tym że bitcoin dotyczy poziomu finansów – korzystając z niego, powierza się prywatne informacje niezbędne do transakcji. To logiczne, że NSA chciałaby kontrolować systemy finansowe, włącznie z zarejestrowanymi transakcjami elektroniczną walutą.

Nie można wprawdzie zidentyfikować osoby wprost poprzez transakcję, ponieważ blockchain jest anonimowy, ale transakcje pozostają w publicznym zapisie. W kombinacji z innymi informacjami, których NSA ma mnóstwo, jest możliwe namierzenie określonej osoby, grupy itp. Stąd być może NSA stworzyła celowo łatwą do wyśledzenia, archaiczną kryptowalutę typu peer-to-peer.

Wszystko to byłyby tylko spekulacje, gdyby nie pojawił się argument o niebywałej sile rażenia. Otóż w 1996 r., 12 lat przed tym, jak Satoshi Nakamoto opublikował swoje rewelacje związane z bitcoinem, pojawił się dokument autorstwa NSA pod tytułem „Jak stworzyć mennicę: kryptografia anonimowej gotówki elektronicznej”. Agencja była pierwszą instytucją, która zaprezentowała system podobny do bitcoina i opublikowała swój tekst w dwóch miejscach: na liście mailingowej MIT oraz w „American Law Review” (vol. 46, issue 4).

Dokument opisuje system, w którym bezpieczeństwo transakcji finansowych zapewnia się przy użyciu zdecentralizowanej sieci, którą autorzy określili Bankiem. Wymienia cztery elementy niezbędne w proponowanej sieci: prywatność, identyfikacja użytkownika (ochrona przed podszywaniem się), integralność wiadomości (ochrona przed naruszeniem/zamianą informacji o transakcji, czyli ochrona przed podwójnym wydatkowaniem) i nieodrzucanie (ochrona przed późniejszą odmową transakcji – blockchain).

Algorytm SHA-256 użyty przez Satoshiego do zabezpieczenia bitcoina został stworzony przez NSA i w tym fakcie specjaliści dopatrują się „dodatkowej” warstwy zabezpieczeń, ulokowanej w blockchain, która jest niewidoczna i niewykrywalna, a która pozwala NSA zobaczyć więcej informacji o transakcjach, np. dane o lokalizacji sieci. Fakt, iż NSA jest związana z SHA-256 upoważnia do twierdzenia, iż stworzono w ten sposób tylne drzwi do funkcji skrótów, której nikt nigdy nie zidentyfikował, a która pozwala śledzić użytkowników bitcoina.

Dla obserwatorów z Rosji nie ma najmniejszych wątpliwości, iż kryptowaluty to produkt amerykańskich służb specjalnych. Poseł Dumy Andriej Swincow oświadczył, że bitcoin jest tajemnicą CIA służącą finansowaniu terroryzmu. Jego głos padł w okresie toczącej się w Rosji debaty na temat tego, czy bitcoin i inne waluty cyfrowe powinny zostać zakazane w ramach szerszych wysiłków mających na celu powstrzymanie ucieczki kapitału. Jego głos był wprawdzie skrajny, ale w Rosji nieodosobniony.

NSA inspirowana i sponsorowana?

Istnieją również teorie, iż NSA była jedynie wykonawcą pomysłu, który zrodził się gdzie indziej. Gdzie? Według niektórych źródłem inspiracji była Federalna Rezerwa (FED), którą kontrolują wielkie banki prywatne, współpracująca z innymi podmiotami, a zwłaszcza bankierskimi rodzinami, tzw. Illuminati (13 najbogatszych rodzin na świecie). NSA (CIA i inne służby) często kooperują z wielkimi korporacjami. Banalne stało się powtarzanie, że wojna w Iraku dotyczyła ropy naftowej, mniej natomiast mówi się o sterującej ręce sektora bankowego w globalnej polityce. Innymi słowy, bitcoin mógł być „zasugerowany” lub/i „sponsorowany” przez prywatny bank, grupę banków lub firmy świadczące usługi finansowe. Natomiast NSA jako organizacja mająca praktycznie nieograniczone możliwości wykonała zleconą robotę. Banki – według tej teorii – już czekają, aby rozwinąć skrzydła, czyli własne systemy powiązane z bitcoinami lub innymi kryptowalutami.

Nieśmiało mówi się też, że bitcoin został stworzony jako część projektu militarnego DARPA (technologie wojskowe). Nawet jeśli w tych spekulacjach tkwi jakaś prawda, to pozostanie ona tajemnicą. Dopóki nie ujawni się nowy Snowden…

O wiele jednak ważniejsze niż to, kto stworzył bitcoin, są inne kwestie: przyszłość kryptowalut, ich rzekoma anonimowość, suwerenność walut (bitcoin jest walutą ponadnarodową), poluzowanie bądź nie polityki pieniężnej (QE – Quantitative Easing)… Ale to zagadnienia warte oddzielnych rozważań.

Autor: dr Marek Ciecierski, radca prawny Robert Nogacki – Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.